maciej_august
17.12.02, 08:00
Na antenie radiowej "trójki" w audycji Dariusza Bugalskiego była niedawno mowa o tej własnie książce. Zachęcony bardzo pozytywnymi głosami postanowiłem ją przeczytać.
Autorem jest Pan Robert Bly
a dominantą kompozycyjną jest Baśń o Żelaznym Janie jeśli gdzieś znajdę tekst(albo zrobi to któryś z dyskutantów) to podlinkuję albo prosze o podlinkowanie.
Baśń jest tutaj rozebrana na cześci pierwsze, szczegółowo zanalizowana, ważne są nawet takie szczegóły jak drobne skaleczenie czy też kolorystyka niektórych przedmiotów. Słowem zdaniem autora nic nie było tutaj przypadkowe a każde element Baśni ma jakiś ukruty sens. Przyznaję że trudno mi było oswoić sie z tym stylem, i początkowo wydawał mi sie naciagany, troszke pretensjonalny, ale po przeczytaniu całości zmieniam zdanie. jestem pełen podziwu dla wiedzy autora.
Ale do rzeczy.
Cóż dawno już nie czytajac żadnej książki nie miałem tylu mieszanych uczuć. Od zażenowania {szowinista!!} przez wściekłość {upraszczanie tematu} aż po zachwyt {w gruncie rzeczy jest w tym sporo racji} wszystko to sprawiło, ze moje czytanie tej ksiażki przypominało zapasy. Jednego dnia zaczynałem czytać by po jakiś 10 minutach wściekły rzucić ksiażką o ściane(tak wiem nie jest to w porządku ale ja tak mam)po czym nastepnego dnia usiadłem znów i przeczytałem a raczej pochłonołem w 3h i szykuję sie do podejścia nr2.
Bo tak właściwie drodzy dyskutańci co to jest męska inicjacja??
Szczerze mówiąc, mi człowiekowi młodemu kojarzy sie to jak najbardziej żle. Męska inicjacja to jakieś pochodne szowinizmu, podstawa potęgi patriarchatu.
Przyszła refleksja- dlaczego temat męskości ma być tematem tabu? No bo przecież IMHO staje sie takowym, jakakolwiek próba podziału na "kobiety i mężczyzny" na cechy typowo męskie i typowo żeńskie. wywołuje głosy sprzeciwu. Dzieje sie tak dlatego iż IMHO w zasadzie nie ma już (dość głupio to brzmi) popytu na mężczyzn takich jak jeszcze 100 lat temu. kiedy przestaje sie liczyć siła fizyczna, równouprwanienie niesie ze sobą kobiety przejmujace tradycyjnie przypisywane mężczyznom cechy.
Kształtowany jest model unisexualny który zakłada, ze nie ma żadnych różnic(poza fizycznymi) między kobietą a mężczyzna. Społeczeństwo potrzebuje już teraz nie opiekuńczych ojców "głów" rodziny a zdeterminowanych zdecydowanych na wszystko pracowników których płeć w zasadzie nie ma znaczenia.
No oki. Zgoda ale jakie to ma znaczenie ? W rozmowie z znajomym psychiatrą odkryłem ku niesamowitemu swojemu zdziwieniu że ma ! Ja człowiek wychowany w duchu własnie takich dążeń do zatarcia różnic między kobietami a mężczyznami dowiedziałem się, ze do mojego znajomego zgłasza się dużo mężczyzn którzy mają problemy psychiczne - bo nie są w stanie zapewnić utrzymania rodzinie, zapewnić im bezpieczeństwa "są do dupy" (jak sami mówia) i odwrotnie pojawia sie sporo kobiet które maja wszystko (biznesswomen) czyli świetną pracę, zarobki nieziemskie, wspaniałe karierowe perspektywy przed nimi ale nie czują się spełnione jako kobiety, czyli pragną ciepła rodzinnego, marzą o tym żeby ktoś sie nimi zaopiekował.
Zastaniowiła mnie jedna sprawa, czy winika to z uwarunkowania biologicznego, czy może z tradycji społecznej. Jeśli miałobybyć to jeno tradycyjnym uwarunkowaniem to te problemy (tego pokolenia) to tylko z perspektywy historii patrząc konieczność na drodze do uformowania się społeczeństwa unisex.
patrząc na siebie dochodze do wniosku, ze wprawdzie nie negowałem róznic miedzy kobietą a mężczyzną (rozchodzi sie o płaszczyzne emocjonalną) ale też jakiekolwiek sprecyzowanie cech TYPOWYCH budziło we mnie odruch, jakąś blokadę.
R.Bly mówi że mimo iż róznica w DNA między kobietą a mężczyzną wynosi ledwie 3% to mimo to jest odczuwalna w każdej komórce naszego ciała.
Mói również o charakterystycznym dla naszych czasów rozbiciu współczesnego mężczyzny który nie potrafiąc siebie określić nie umie podejmować w życiu żadnej decyzji. A Państwo Szanowni co o tym myślą?
Czy istnieje zbiór cech włąsciwych mężczyznom i kobietom??
Co sądządzicie o unisexualnych tendencjach??
Na końcu jeszcze dodam to co powinienem w sumie napisać na poczatku.
R. Bly nie neguje prznikania się tych cech, nie odmawia kobietom możliwości odczuwania po "męsku" i na odwrót twierdzi jedynie że istnieje jakaś granica. W żadnym wypadku nie neguje równouprawnienia
Żeby nie było nieporozumień.
To by było na razie na tyle zapraszam do wspólnej dyskusji zarówno tych którzy przeczytali jak i tych którzy nie przeczytali ale maja swoje własne zdanie na ten temat .