saskiaplus1
10.08.06, 12:03
Znalazłam początek opowiadania, które zaczęłam pisać parę lat temu. Nic a nic
nie mogę sobie przypomnieć, co miało być dalej :) Widać pomysł nie był taki
rewelacyjny. Ale może ktoś wpadnie na jakiś pomysł kontynuacji i skończę? Bo
ja sama jakoś nie mam weny.
Akcja toczy się w sporym mieście w zachodniej Europie. Bohaterka przyjechała
tam służbowo na kilka miesięcy - jest na stażu w zagranicznej filii firmy.
Spędza właśnie samotny weekend, bo jej koleżanka i współlokatorka wyjechała ze
znajomymi. Obie mieszkają w starej dzielnicy miasta, na placu, na którym stoi
też barokowy kościół katolicki. Bohaterka zauważa, że wchodzą tam co rusz
osoby ubrane dziwnie ciepło jak na upalny wrzesień. Siedzą trochę w środku i
wychodzą. W międzyczasie udaje się do pralni do kamienicy obok i na zapleczu
antykwariatu, obok którego przechodzi, znajduje książkę zapisaną
niezrozumiałym pismem przypominającym runy. W środku jest też kartka z jakimś
nie mniej osobliwym manifestem w języku angielskim.
Książka ląduje w koszu z praniem, a potem zostaje zapomniana. Wieczorem
bohaterka z nudów wychodzi posiedzieć na placu. Znów widzi te same osoby
wchodzące do kościoła i postanawia je śledzić. Ale w kościele nikogo nie ma,
spotyka tylko starego proboszcza, który słabo mówi po angielsku i w dodatku
twierdzi, że nic dziwnego się tam nie dzieje. Bohaterka widzi, że z bocznej
nawy wychodzi człowiek, którego wcześniej widziała parę razy wchodzącego do
kościoła. Rusza za nim.
I tu akcja się kończy. Gdyby ktoś miał oryginalny pomysł na rozwinięcie i
zakończenie (lub choćby na pointę), to chętnie przeczytam.