A co sądzicie o tym?

10.10.06, 00:34
Bardziej nowelka, niż opowiadanie i raczej dla kobiet.
Oto I część (następne wkleję, jeśli ktoś będzie chciał czytać):

"Trzecia w nocy"

Na zegarze wybila trzecia. Anka , mimo iz przewracala sie z boku na bok i
liczyla barany i owce, nie mogla zasnac. Meczyla ja pewna mysl, jaka naszla
ja po poludniu, bowiem logika nasuwala jej pewne przypuszczenie, ktore z
biegiem czasu wydawalo sie coraz bardziej absurdalnie, jednak
prawdopodobienstwo slusznosci owego przypuszczenia zdawalo sie wzrastac.
- Nie, to glupota! – mruknela po raz setny, nerwowo odrzucajac koldre.
Jednak po chwili znow przyszla watpliwosc.
- A moze... ?
Cisza nocna ma to do siebie, ze czlowiek lezacy w ciemnosciach wyolbrzymia
sobie wszelkie fakty i nieraz najmniejszy drobiazg w nocy wydaje sie byc
ogromnym problemem. Anka byla bliska obledu. W koncu podjela decyzje, ze
jedynym skutecznym lekarstwem na bezsennosc bedzie rozmowa przyjaciolka.
Usiadla, przygladzajac swoje jasne wlosy i postanowila obudzic spiaca obok
Ize.
- Izka!
Poniewaz przyjaciolka spala, jak zarznieta, Anka powtorzyla glosniej,
starajac sie by wolania nie uslyszeli spiacy w pokoju obok rodzice Izy.
- Izka! Obudz sie!
Wreszcie spod koldry wynurzyla sie ciemna glowa.
- Co?!
Anka zapalila lampke i z desperacja powiedziala:
- Nie spisz? Bo ja nie moge zasnac...
- Ojejku... to dlatego mnie budzisz? – wymamrotala Iza, nurkujac z powrotem
pod koldre.
- Tak. Ale nie spij, ja musze sie ciebie cos spytac...
Dalo sie slyszec ciezkie westchnienie, po czym Iza usiadla, przecierajac oczy.
- No co?
- Sluchaj, moj ojciec od dluzszego czasu ma kogos i w zasadzie tego nie
ukrywa, ale nie chce, zebym poznala jego wybranke.
- No?
- No. Ty tez masz jakiegos fagasa, ale za Chiny nie chcesz mi go
przedstawic...
Anka urwala, probujac jak najsensowniej ubrac to, co chciala powiedziec, by
nie zrobic z siebie idiotki.
- No? – ponaglila Iza, tlumiac ziewanie.
- No i duzo o tym myslalam i wyszlo mi, ze to ty jestes ta panienka ojca. Ale
oczywiscie wiem, ze to glupota i prosze cie, zaprzecz, postukaj sie w czolo i
pojdziemy spac.
Iza, jakby nie slyszac, ziewnela ponownie sie przeciagajac.
- Dobrze ci wyszlo. To ja jestem panienka twojego ojca. Dobranoc!
To rzeklszy, wsunela sie pod koldre zamierzajac kontynuowac przerwany sen.
- No, co ty!? – krzyknela Anka, zapominajac o rodzicach Izy. – Ej! Wstawaj!
- No co? – mruknela gniewnie Iza, podnoszac glowe. – Nie mozemy pogadac rano?
Tak mi sie chce spac...
- Nie! Ty sobie jaja ze mnie robisz!
Iza wynurzyla sie z niechecia i ponownie usiadla.
- Nie. To prawda.
- Jeju! – pisnela Anka, nie mogac odzyskac rownowagi.
Znaly sie od przeszlo siedmiu lat, odkad sie poznaly byly przyjaciolkami, z
czasem staly sie jak siostry. Obie nie mialy rodzenstwa, wiec przylgnely do
siebie od poczatku, zwlaszcza, ze miedzy nimi byla niezwykla zgodnosc
charakterow. I wydawalo sie, ze jedna drugiej nie jest w stanie zaskoczyc, a
tu nagle taki szok!
Anka wstala i zaczela sie ubierac.
- Gdzie ty idziesz? – spytala Iza, zaskoczona zachowaniem przyjaciolki.
- Do nocnego. Musze sie napic...
- Poczekaj. Mam jakies wino. Zaraz, tylko przyniose szklo.
Kiedy dziewczyna poszla do kuchni po kieliszki, Anka usiadla w fotelu, z
jedna nogawka spodni zwisajaca z boku i powiedziala na glos:
- To tylko sen. Ja zawsze mam glupie sny.
- Co mowisz? – spytala Iza, wchodzac.
- Uszczypnij mnie.
Iza wzruszyla ramionami, uszczypnela podstawione ramie i usiadla na drugim
fotelu.
- Au! – jeknela Anka. – Tak myslalam...
- Nie ma co sciemniac... – powiedziala Iza, rozbudzona juz calkowicie i
wyjela z szafki butelke czerwonego wina.
- Ale... – zaczela Anka. – To przeciez... absurd. Moj ojciec jest... stary.
Iza parsknela smiechem.
- Tylko nie mow tak przy nim, bo ci leb ukreci.
- Ty chyba upadlas na glowe? – ciagnela zbolalym tonem Anka. – Jak mozesz...
z moim ojcem...
- Anka, ja rozumiem, ze jestes zaskoczona... Ale to nic zlego. On ma prawo
ulozyc sobie zycie. Ja tez.
Anka nalala sobie do pelna, wypila jednym duszkiem i ponownie napelnila
kieliszek.
- Izka, ja wiem... Ale, ty – z moim ojcem... – nagle rozesmiala sie
histerycznie. – No blagam cie!
Przyjaciolka nie podzielila jej wesolosci. To fakt, oboje obawiali sie
reakcji Anki, dlatego ukrywali swoj zwiazek.
- Bedziesz sie dalej ze mna przyjaznic? – spytala cicho, z nieukrywanym
smutkiem.
- Ja nie wiem... – odrzekla wesolo Anka, nalewajac kolejna porcje. – Ty tez
sie napij. Ja nie wiem...
Znow wybuchnela smiechem, ktory przeszedl w wariacki chichot.
- Izus... i ciebie i jego kocham najbardziej na swiecie... No i Jarka....
Ale, zabij mnie! Naprawde nie wiem, co myslec. Ja chrzanie!
- To dobrze, czy zle?
Anka znow sie rozesmiala.
- Zabij mnie, a nie wiem. Od kiedy to trwa?
Iza pociagnela lyk z kieliszka i przeciagajac odpowiedz, podrapala sie po
glowie.
- Od wakacji.
- Cooo? – zdziwila sie Anka i szybko policzyla w pamieci. – Cztery miesiace?!
- Tak. Pamietasz, jak wtedy nad jezioro przyjechal twoj Jarek? I poszliscie
poplywac lodka? Zostawiliscie nas samych prawie na caly dzien. No i... Jakos
tak wyszlo.
- O kurcze! – jeknela Anka. – A pozniej jeszcze wyprawilam was na spacer,
zeby miec wolna chate!
Iza wzruszyla ramionami, usmiechajac sie na wspomnienie tamtej przechadzki.
- Nadal nie rozumiem. Nigdy nic nie mowilas... Jak to w ogole wyszlo? Tak po
prostu? – dopytywala sie Anka. – Nie, no. Jakos nie moge uwierzyc... No wez,
opowiedz mi wszystko!
- Jak wyszlo? Sama nie wiem. Siedzielismy, gadalismy... W koncu
postanowilismy napic sie piwa...
- Upil cie i wykorzystal! Tak? – przerwala Anka goraczkowo.
- Nie. – rozesmiala sie Iza. – Nie gadaj glupot. Siedzielismy i zauwazylam,
ze tak jakos dziwnie na mnie patrzyl. Tak... inaczej, niz zawsze. Nie
wiedzialam dlaczego, ale zrobilo mi sie goraco. Pozniej, przypadkiem,
dotknely sie nasze rece i przeszedl mnie taki przyjemny dreszcz. Zrozumialam,
co sie kroi. Nawet sie zaczerwienilam...
- No i... ?
- No i wrociliscie. Ucieszylam sie, bo sytuacja zrobila sie niezreczna, ale
ty – wspanialomyslnie – kazalas mi ojca wyciagnac gdzies, zeby byc sam na sam
z Jarkiem. No to poszlismy. Spacerowalismy wzdluz jeziora. Zaszlismy prawie
do tego lasu po drugiej stronie.
Anka podparla dlonmi glowe i uniosla brwi.
- No, a dalej?
- A dalej nie szlismy...
- Iza! – zdenerwowala sie Anka. – Co bylo dalej?
- No, pozniej potknelam sie o jakis korzen i zamiast na glebe, wpadlam jemu w
ramiona. Nie zrobilam tego specjalnie!
- No, wierze ci, ale co dalej? – zacierala dlonie Anka. – Jestem strasznie
ciekawa!
- Ciekawosc to pierwszy stopien do piekla!
- Wiem. Ale zaczyna sie najciekawsze. No, mow!!!
Iza znow sie rozesmiala.
- Nagle zorientowalam sie, ze on mnie caluje...
- No, co ty! – wykrzyknela Anka.
    • aninna Re: A co sądzicie o tym? 10.10.06, 10:49
      Witam, witam!

      Jakkolwiek nie powinnam się wogóle przyznawać do przeczytania tego, to tylko z
      ogolnej sympatii do wszystkich piszących pań, postanowiłam jednak się ujawnić:)
      Zaraz pojawi się na forum snob Horacio (pozdrawiam) i mnie zje, no ale cóż...
      jak widać można kochać Cortazara i "Przeminęło z wiatrem", tak samo jak można
      kochać kuchnię francuzką i ordynarne kebaby. Świat nie jest bowiem czarno-biały.

      A wracając do Twojej nowelki, Puellapulchra, fajnie się czyta, idealnie wręcz do
      śniadania:) I wzbudziłaś moją ciekawość o dalsze losy tej "miłości", więc
      koniecznie wklej dalszy ciąg...

      Tytułem porady stwierdzam tylko, że trochę mnie osobiście drażnią te wszystkie
      ojejku-jeju-ały. I o ile jakies "o kurcze" jeszcze przełknąć mogę, to proszę
      chociaż z tym ojejku coś zrób! Psuje to cały efekt, bo jeszcze nie słyszałam,
      żeby jakieś pełnoletnie dziewczyny (a takie chyba muszą być te bohaterki,
      prawda?), tak się wyrażały. Ta rozmowa brzmi przez to jak rozmowa siedmiolatek.

      I jeszcze jedno, nie wiem, czy masz w tym względzie praktykę, ale Anka po
      wypiciu jednego kieliszka śmieje się już histerycznie. Musisz to jakoś zmienić.
      Po jednym kieliszku wina, nawet wypitym duszkiem, nikt się nie upije, co
      sugeruje opowiadanie, nawet po dwóch, ani trzech. Po wypiciu to troszkę trwa,
      zanim alkohol dotrze do krwi. W opowiadaniu to trochę tak wygląda, że ona chlust
      jednego kielicha winka(!) i od razu głupiej gada... mało prawdopodobne.

      To są oczywiście szczególiki, całość bardzo fajna i proszę o resztę:)
      pozdrawiam!
      • imlardis2 Ciąg dalszy... 10.10.06, 23:14
        Dzięki Aninna!
        Proszę w takim razie dalej:

        - Ciszej! – szepnela Iza. – Rodzice sie obudza. Tak! I bardzo mi sie to
        podobalo... Pozniej rozmawialismy o tym. Ze to nie ma sensu i w ogole... Co
        ludzie powiedza... Ty, moi rodzice.
        - A twoi rodzice wiedza?
        Iza pokrecila glowa.
        - Nikt nie wie. Bardzo sie boje im powiedziec. Moj tato bardzo dba o to, co
        ludzie powiedza, a mysle, ze to wywolaloby plotki.
        - Na pewno! – potwierdzila Anka. – No, ale w koncu doszliscie do tego, ze
        macie gdzies, co ludzie powiedza?
        - No... w pewnym sensie. Wlasciwie postanowilismy nie myslec o przyszlosci.
        To wszystko...
        Okazalo sie, ze w miedzyczasie Anka oproznila butelke.
        - Nie masz jeszcze jednego?
        - Musialabym zobaczyc w barku rodzicow. Poczekaj.
        Po kilku chwilach Iza wrocila, niosac butelke Martini. Postawila ja przed
        przyjaciolka i usiadla.
        - No i teraz powiedz, co myslisz? Przestaniesz sie do mnie odzywac?
        Odpowiedz Anki byla bardzo wazna, bo gdyby miala sie na dobre obrazic, zycie
        Izy staloby sie bardzo ciezkie. Dotychczas spedzaly razem mnostwo czasu, nawet
        studiowaly na tym samym wydziale. Jakby to bylo, gdyby mialy sie do siebie nie
        odzywac?
        - Izuniu... – wymamrotala Anka, wstawiona po wypiciu calej butelki wina. – Ja
        nie widze powodu, zeby sie do ciebie nie odzywac. Ja po prostu nie rozumiem...
        Nic nie mowilas...
        - To stalo sie tak szybko. Wiesz, jak ukladalo mi sie dotychczas z facetami...
        A twoj ojciec – na ile go poznalam – mial te wszystkie cechy, jakie powinien
        miec moj jedyny mezczyzna. Nie mowilam, bo sie wstydzilam. Pomyslalabys, ze
        jestem jakas... glupia. I pewnie teraz tak myslisz, ale... Wiesz? Jestem
        szczesliwa, jak nigdy dotad.
        - Sypiasz z nim? – spytala nagle Anka, zakrywajac usta.
        Iza, uslyszawszy pytanie, podniosla gwaltownie glowe. Kazdej innej osobie
        powiedzialaby, ze to nie jej interes, ale Anka... Zawsze mowily sobie wszystko.
        Jednak nie odpowiedziala, tylko spojrzala na przyjaciolke wymownie.
        - Aha. – mruknela ona. – Wszystko jasne. Ty mala kocico! Nie wybacze ci
        tylko... – najwyrazniej dostala czkawki. - ...ze przez cztery miesiace... nie
        pisnelas nawet slowka... A z nim... tez sobie porozmawiam... Dobranoc!
        To rzeklszy, Anka runela na lozko i natychmiast zasnela, nie baczac, ze nadal
        jedna nogawka spodni tkwi na jej nodze. Iza westchnela ciezko i zdjela spiacej
        przyjaciolce na wpol zalozone spodnie, z trudem wyciagnela spod niej koldre i
        nakryla ja, po czym wziela kieliszki i poszla je umyc. Po calej tej rozmowie
        nie miala nastroju na dalszy sen. W zasadzie dobrze sie stalo, ze sama
        wydedukowala sobie to wszystko. Przynajmniej ja miala z glowy. Najgorsze jednak
        bylo to, ze trzeba bylo ewentualnie powiadomic rodzicow, co – na pewno – nie
        skonczy sie tak dobrze!
        Posprzatawszy po nocnej libacji, polozyla sie obok Anki i zaglebila sie w
        rozmyslaniach.
        Rzeczywiscie, sytuacja byla skomplikowana z powodu jej zaleznosci od rodzicow.
        Mieszkala pod ich dachem i to oni wciaz ja utrzymywali. Byla im winna
        szczerosc... Ale za jaka cene? Iza juz widziala, jak ojciec zareaguje;
        wscieknie sie i zabroni jej spotykac sie z Radkiem. Jemu pewnie nawymysla przy
        byle okazji. Moze nawet sprobuje go nastraszyc?
        Gleboko westchnela. Tak sie po prostu ulozylo, ze oni dwoje sie spotkali. Co z
        tego, ze starszy? Podobno psy na lata sie nie gryza...
        Anka zaczela chrapac. Po krotkiej chwili jeknela i zapadla cisza. Iza znow
        westchnela. Ciekawe, co Anka powie rano, jak wytrzezwieje? Moze rzeczywiscie
        sie obrazi? Dziwnie ten swiat jest ulozony... Kiedys na porzadku dziennym byly
        malzenstwa nastolatek z dziadkami, a dzisiaj robi sie z tego skandal. A Radek
        przeciez jest cudowny... Iza na samo wspomnienie jego pocalunkow poczula
        przyjemny dreszcz. Tak! Zakochala sie w nim, nie zwazajac na nic. Nic innego
        sie nie liczylo... Przypomniala jej sie tamta scena nad jeziorem, kiedy to
        wpadla mu w ramiona. Kiedy ja pocalowal, ziemia wymknela jej sie spod nog, caly
        swiat gdzies zniknal. To bylo nieprawdopodobne. A potem, kiedy wreszcie
        odwazyla sie otworzyc oczy zauwazyla przerazony wzrok Radka. Jej serce bilo w
        rekordowym tempie i nie byla w stanie powiedziec czegokolwiek. Wtedy on nagle
        odsunal sie i odszedl kilka krokow. Przez dluzsza chwile tak stal odwrocony do
        niej tylem. W koncu odwrocil sie i powiedzial:
        - No pieknie! Niezle narozrabialem...
        Iza nadal nie byla w stanie wyjakac nawet slowa. Przelknela sline, probujac
        zebrac mysli. Mimo, ze bardzo go lubila i podziwiala, przez mysl by jej nie
        przeszlo, ze moze ich polaczyc cos wiecej. Jednak w tamtej chwili ujrzala go w
        zupelnie innym swietle. Nagle pomyslala, ze powinna byla sie chociaz umalowac.
        Radek podszedl do niej – bardzo powoli i stanal w odleglosci dwoch krokow. Z
        wyraznym zawstydzeniem, cicho powiedzial:
        - Przepraszam... Strasznie cie przepraszam... To sie nie powtorzy.
        Ona, sluchajac ze spuszczona glowa, podniosla na niego rownie zawstydzony
        wzrok. Wbrew sobie samej poczula sie zawiedziona! Jak to: nie powtorzy? Z
        bijacym sercem i plonacymi policzkami, powolutku do niego podeszla i
        polozywszy dlonie na jego piersiach, przytulila sie do niego, wprawiajac go tym
        w oslupienie.
        Wydawala sie jej wiecznoscia chwila, jaka utrwala, zanim poczula obejmujace ja
        rece. Podniosla niesmialo glowe, by spojrzec w oczy Radkowi, jednoczesnie
        rozchylajac usta. Spojrzeniem powiedziala to, czego nie ujelaby w slowa.
        Zrozumial.
        Tak! – pomyslala przewracajac sie na bok. – Nikt tego nie zrozumie!

        Ranek obudzil sie deszczowy i ciemny. Iza z wielkim ociaganiem wstala z lozka,
        ogladajac sie, czy przyjaciolka jeszcze spi. Anka nadal spala, jak zabita.
        Nalezalo ja obudzic, jesli mialy zdazyc na dziewiata na zajecia.
        - Anka! Anka! Wstawaj, juz siodma!
        - Yyy... – odrzekla ona, podnoszac glowe.
        - Wstawaj, wstawaj. Ja ide do lazienki i jak wroce, masz byc na nogach!
        To powiedziawszy znikla za drzwiami. Odprawiwszy poranna toalete wrocila do
        pokoju, gdzie zastala Anke siedzaca na lozku.
        - Dzizas! – syknela – Ale mnie boli glowa!
        Iza sie rozesmiala.
        - No, jakos mnie to nie dziwi!
        Anka zmruzyla oczy, oskarzycielsko wyciagnela palec w jej strone i burknela:
        - To ty, malpo mnie tak upilas! Poczekaj, ja ci sie jeszcze odwdziecze!
        - Ja ci nie lalam, przepraszam!
        - Taa...
        - No, szykuj sie. Zaraz zrobie sniadanie.
        Anka rozejrzala sie wkolo, po czym zaczela sie ubierac.
        - Nie ide na uczelnie. Jest mi niedobrze. Ide do domu, moze jeszcze ojca
        zlapie...
        Na to stwierdzenie Izie mocniej zabilo serce.
        - Jestes pewna? – spytala. – Do Nowaka i tak rzadko chodzisz, a wiesz, jaki on
        jest straszny na egzaminie.
        - Mam go gdzies. Ide do domu...
        A wiec jednak!
        - Gniewasz sie na mnie? – spytala Iza ze smutkiem, patrzac jak przyjaciolka z
        wielkim pospiechem zbiera swoje drobiazgi do torby.
        - Co? A... Idz, ty glupolu! Gniewam sie! Tez cos...
        Po tym chaotycznym stwierdzeniu podeszla do Izy i z glosnym cmoknieciem
        pocalowala ja w policzek.
        - Przyjdz do mnie wieczorem. Pa!
        I wybiegla.
        Pospiech wywolany byl obawa, ze nie zdazy dobiec do domu, zanim ojciec wyjdzie
        do pracy. Bardzo chciala jak najszybciej z nim porozmawiac. Tu chodzilo o jej
        ukochana Izule, a jesli okazaloby sie, ze ojciec uwiodl ja dla zabawy, gotowa
        byla zrobic mu karczemna awanture i wyprowadzic sie do Jarka. Nastroj miala
        odpowiedni do urzadzania burd, bo po nocnym pijanstwie czula sie okropnie i tak
        naprawde nie chciala nikogo widziec.
        - A, jestes jeszcze! – ucieszyla sie, wchodzac do mieszkania.
        - A co to? Nie idziesz do szkoly? – zdziwil sie ojciec. – I gdzie “dzien dobry”?
        - Czesc. Nie ide do szkoly. Mam kaca!
        - Co masz? – zdziwil sie on, udajac, ze nie doslyszal.
        - Kaca! Pol nocy pilam. I mam pretensje!
        - Do kogo? I o co? Co ty w ogole
        • imlardis2 Re: Ciąg dalszy... 10.10.06, 23:17
          Aha, to opowiadanko publikowałam już gdzieś na forum - ja, a nie
          puellapulchra!!!
          Ale znam tę panią i policzę się :)))
          • imlardis2 Re: Ciąg dalszy... 10.10.06, 23:19
            - Do kogo? I o co? Co ty w ogole mowisz?
            Anka, biorac sie pod boki przybrala bojowa postawe i powiedziala ostro:
            - Jestes wredny jak pies! Uwiodles mi przyjaciolke i na dodatek slowka mi nawet
            nie pisnales!
            Radka zatkalo. Tego spodziewal sie najmniej!
            - Wiesz juz?
            - Wiem! Sama sie domyslilam. – powiedziala Anka zimno. – A ona potwierdzila.
            Dlatego pilam, bo nie moglam w to uwierzyc. Powiedz mi, jak mogles? Ona jest w
            moim wieku! Dlaczego ja uwiodles?
            - Nikogo nie uwiodlem. Ona ci tak powiedziala?
            Anka wzruszyla ramionami.
            - Nie. Ona jest zakochana po uszy, bo jest mloda i naiwna, ale ty... – urwala,
            zeby nie powiedziec za duzo.
            Ojciec jednak domyslil sie zakonczenia.
            - Co: ja? Jestem stary, tak? To chcialas powiedziec?
            - No, nie. – mruknela Anka niechetnie. – Ja po prostu nie pozwole, zeby
            ktokolwiek ja skrzywdzil. Nawet ty.
            Radek wstal i wsunawszy rece do kieszeni zaczal nerwowo chodzic po pokoju.
            - Nie mam zamiaru skrzywdzic Izy. Skad ci to w ogole przyszlo do glowy?
            - Nie wiem. Po prostu staram sie zrozumiec co sie tu dzieje. A nie moge
            zrozumiec... nie gniewaj sie, tato, ale... naprawde nie moge zrozumiec, jak
            moze ja pociagac facet w twoim wieku...
            On przewrocil oczami i usiadl kolo corki.
            - Ja tez nie wierzylem. Naprawde. Ale tak sie stalo i nikt nie ma prawa mnie
            osadzac. Nie uwiodlem jej, ani nie oszukalem... to naprawde wspaniala
            dziewczyna.
            Ance zachcialo sie plakac. Mimo, ze sytuacja wydawala jej sie nad wyraz
            dziwaczna, bardzo ucieszyly ja slowa ojca.
            - Trzeba mi bylo powiedziec! Wtedy. – powiedziala cicho, przytulajac sie do
            ojca.
            - Oj, Anka! Wiesz, jak sie balem?
            Anka rozesmiala sie, a on pocalowal ja w czolo.
            - Kochasz ja? – spytala po chwili, nie patrzac na ojca.
            - Bardzo mi na niej zalezy...
            - Ach, te chlopy! – prychnela w odpowiedzi Anka. – Nie mozesz powiedziec
            wprost? Takie to trudne?
            On zawahal sie przez chwile. W koncu powiedzial cicho:
            - Tak, kocham ja. Nie wyobrazam sobie zycia bez niej...
            To wlasnie chciala uslyszec. Mogla byc zatem spokojna. Wstala i pocalowawszy
            ojca w policzek, powiedziala:
            - Dobra, lec, bo sie spoznisz do pracy.
            Kiedy wyszedl, zmarszczyla brwi i powiedziala glosno:
            - Naprawde nie rozumiem tego! Nie rozumiem!
            Powlokla sie do swojego pokoju, ale zanim zanurkowala do lozka, dodala:
            -...Ale zycze wam szczescia!

            W tym czasie Iza, pelna niepokoju wyczekiwala wieczora. Nie mogla skupic sie na
            zajeciach, prawie nie notowala i wlasciwie, rownie dobrze mogla nie przychodzic
            na wyklady. O szesnastej trzydziesci wyszla z wielka ulga ze szkoly i pojechala
            do domu, zamierzajac natychmiast udac sie do przyjaciolki. Najpierw jednak
            musiala zjesc z rodzicami obiad. Po obiedzie powiedziala, ze idzie do Anki.
            - Tylko nie wracaj za pozno! – zastrzegla mama.
            - Jutro sobota! – poinformowala proszaco Iza.
            - No dobrze, ale przed polnoca!
            Szla w pospiechu, zwalniajac przed blokiem, w ktorym mieszkala Anka. Miala
            wrazenie, ze serce wyskoczy jej z piersi.
            - No, jestes! – powitala ja przyjaciolka. – Bylo cos ciekawego?
            - Nie, nic. Wyspalas sie?
            - A, tak. Dziekuje. – odrzekla wesolo. – Napijesz sie kawy?
            - Chetnie.
            Podczas, gdy gotowala sie woda na kawe, Iza nie odezwala sie nawet slowkiem.
            Rozsadzala ja ciekawosc, ale nie spytala pierwsza.
            Anka zrobila kawe i usiadly przy kuchennym stole, patrzac na siebie w
            milczeniu. Iza slyszala bicie wlasnego serca i tykanie zegara. Glosno
            przelknela sline.
            - No i co, ty lisico? – spytala wesolo Anka.
            Przyjaciolka glosno odetchnela.
            - Nic. Rozmawialas z nim?
            - Rozmawialam.
            - ???
            Anka po raz kolejny sie rozesmiala.
            - Dobrze jest. Nie boj sie! Chociaz musze ci sie przyznac, ze na poczatku
            myslalam, ze to zart. Albo, ze ojciec cie tylko wykorzystal... Ale ja mu wierze
            i w sumie – ciesze sie.
            - Naprawde? – ucieszyla sie Iza.
            - Naprawde. Ale, musze ci to powiedziec, ze jesli zrobisz go w trabe, to wybije
            ci wszystkie zeby! Osobiscie!
            Iza spuscila wzrok.
            - Aniu, uwierz mi, ze z nikim nie bylo mi tak dobrze. To fantastyczny facet i,
            naprawde, ostatnia rzecza, o jakiej mysle jest puszczanie w trabe.
            - No, to sprawy formalne mamy za soba. – odrzekla z usmiechem Anka. – Ale jaja!
            No, sama powiedz!
            Obie wybuchnely smiechem.
            - Szkoda tylko, ze Jarek nie moze dzis przyjechac, bo pracuje do dziesiatej.
            Skoczylibysmy gdzies razem na kolacje. Mogloby byc fajnie, co? – wpadla na
            pomysl Anka.
            - No... – przyznala Iza.
            - To moze jutro? Chyba, ze masz inne plany?
            Iza pokrecila glowa.
            Nagle dal sie slyszec zgrzyt klucza w zamku. Iza poczula laskotanie w zoladku,
            jak zawsze, gdy miala sie z nim spotkac.
            Radek, nie spodziewajac sie jej obecnosci wszedl do kuchni i stanal zaskoczony.
            - Czesc. – powiedzial, patrzac na Ize.
            - Czesc. – odpowiedzialy obie.
            Anka wstala i z szerokim usmiechem powiedziala:
            - No dobrze. Przywitajcie sie!
            I wyszla.
            Radek podszedl do dziewczyny i objawszy ja czule, pocalowal.
            - Witaj, skarbie! Wszystko dobrze?
            Iza pokiwala glowa z usmiechem.
            • imlardis2 Re: Ciąg dalszy... 10.10.06, 23:20

              Nadszedl moment, kiedy Iza postanowila oswiecic wlasnych rodzicow. Spodziewala
              sie burzy z piorunami, ale uznala, ze predzej czy pozniej, i tak sie dowiedza.
              Czy to przez przypadek, czy od kogos “zyczliwego”. Iza uparla sie, zeby Radka
              przy tym nie bylo.
              - Mysle, ze i ja odpowiadam za to. Dlatego nie powinnas byc sama w takiej
              chwili. – przekonywal dziewczyne.
              - Kochany – odparla ona marszczac brwi. – Wierz mi, ze lepiej bedzie, jak
              ojciec nie bedzie cie mial w zasiegu reki. Bywa porywczy, a wiem, ze ta
              wiadomosc go zdenerwuje.
              - Jestes pewna?
              - Tak. Wydaje mi sie, ze predzej czy pozniej bedzie musial sie z tym pogodzic,
              ale na poczatku bedzie pieklo i lepiej, jesli bedziesz z dala od niego.
              Co prawda, odczucia przed ta rozmowa Iza mial gorsze, niz przed wizyta u
              dentysty. Nalezalo spodziewac sie najgorszego...
              Ojciec jakby wyczul chwile, bo tego samego dnia przy kolacji powiedzial:
              - Coreczko, nie chcialbym byc natarczywy, ale mysle ze najwyzszy czas, zebysmy
              poznali twojego wybranka.
              Odpowiedzialo mu ponure milczenie.
              - No, o co chodzi? Kto to jest, ze nie chcesz nam go przedstawic, co? Moze
              jakis punk? Caly zakolczykowany?
              Iza pokrecila spuszczona glowa.
              - No to co?
              - Daj spokoj! – powiedziala matka. – Jak uzna, ze to odpowiednia pora, to go
              przyprowadzi.
              - Dlaczego? – ciagnal ojciec. – Z tego co wiem, to trwa juz dlugo, jak na
              mozliwosci Izabeli, wiec musi to byc cos powaznego. Mam racje? – zwrocil sie do
              corki.
              Iza podniosla glowe i slabym glosem powiedziala:
              - Tak. Masz racje.
              - A wiec?
              Zapadla chwila milczenia, podczas ktorej Iza zbierala sie na odwage, zeby
              wyznac prawde.
              - No?
              - Znacie go juz. – wyjakala z niejakim wysilkiem, kiedy juz milczenie stalo sie
              nie do zniesienia. – To Radek Krasinski.
              - Kto? – spytal ojciec, jakby nie rozumiejac.
              - Dobrze slyszales. – powiedziala juz glosniej Iza, szykujac sie na sciecie. –
              Radek Krasinski, ojciec Anki.
              Granat wrzucony przez okno nie wywolalby takiego wzburzenia, jakie zapanowalo
              po tej wiadomosci. Oboje rodzice zamilkli, wybaluszajac oczy.
              - Ty zartujesz? – spytal po chwili ojciec lodowato.
              - Nie. Wiem, ze wam sie to nie podoba, ale to moje zycie. Jego kocham i tylko
              chce, zebyscie pozwolili mi zyc swoim zyciem.
              - Slucham?! – krzyknal ojciec gwaltownie wstajac.
              Krzeslo z loskotem przewrocilo sie na podloge.
              - Dopoki ja cie utrzymuje, bedziesz mnie sluchac! Swoje zycie bedziesz miala,
              jak zapracujesz na siebie! Masz to skonczyc! Slyszysz?!
              Iza walczyla ze soba, zeby sie nie rozplakac. Powoli wstala.
              - Przykro mi tato, ale... nie moge. Spodziewalam sie tego, ze bedziesz sie
              zloscic, ale – przykro mi...
              - Przykro ci?! Dopiero ci bedzie przykro! Ty wiesz, jaki to skandal wywola?! On
              moglby byc twoim ojcem! Zabraniam ci sie z nim spotykac! Slyszysz? – krzyczal
              ojciec.
              Iza nie wytrzymala i zaczela plakac. Sprobowala szukac ratunku w matce, ona
              jednak wpatrywala sie w corke z wyrazna dezaprobata.
              - Jest tylu chlopcow w twoim wieku... – powiedziala, widzac blagalne spojrzenie
              Izy.
              - Mamo – odrzekla Iza, zanoszac sie placzem. – Ja nie chce nikogo innego...
              - Masz szlaban! Do odwolania! – powiedzial nagle ojciec, zaciskajac piesci. – A
              z nim jeszcze sobie porozmawiam!
              Iza spodziewala sie rowniez tego. Otarla lzy i prostujac sie powiedziala:
              - Mam dwadziescia lat. Moge o sobie decydowac. Jesli nie podoba ci sie to, w
              jaki sposob i z kim chce zyc, to strasznie mi przykro...
              - Przykro ci? – odrzekl wciaz wsciekly ojciec. – To trzeba sie bylo zastanowic
              wczesniej! Teraz marsz do swojego pokoju!
              Dziewczyna, zanoszac sie placzem poszla do pokoju, ale zamiast rzucic sie na
              lozko, wyjela torbe podrozna i zaczela upychac w niej najpotrzebniejsze
              drobiazgi.
              Tak! Zamierzala wyniesc sie stad.
              Miala troche oszczednosci z kieszonkowego, plus pieniadze, jakie zarabiala
              dajac korepetycje z angielskiego. Nie bylo tego wiele, ale Iza potrafila o
              siebie zadbac i w takim wypadku postanowila wziac wiecej uczniow, zeby jakos na
              siebie zarobic. Na razie planowala przeniesc sie do niedrogiego pensjonatu na
              drugim koncu miasta, gdzie za niewielka sume mozna bylo wynajac pokoj i zjesc
              trzy posilki.
              Gdy byla gotowa, zeszla na dol. Oboje rodzice siedzieli przed telewizorem.
              Zamarli na jej widok.
              - Dokad sie wybierasz? – spytala z obawa w glosie matka, przeczuwajac to, co
              mialo nastapic.
              - Wyprowadzam sie.
              - A dokad? – spytal ironicznie ojciec. – Do twojego kochasia? Prosze bardzo,
              niech on cie utrzymuje! Zobaczymy, co bedzie jak mu sie znudzisz! Wtedy nie
              licz, ze przyjmiemy cie z otwartymi ramionami!
              Izie zrobilo sie smutno. Tak bardzo chciala, zeby bylo dobrze. A skoro ojciec
              tak mowil, nie bylo dobrze... bylo bardzo zle.
              - Nie licze na to. Kocham was... – powiedziala slabo, tlumiac lzy, ktore znow
              cisnely jej sie do oczu. – Mam tylko nadzieje, ze kiedys zrozumiecie mnie. Nas.
              Zegnajcie!
              - Izuniu! – krzyknela matka, wstajac z kanapy. – Gdzie ty dziecko pojdziesz?
              Daj spokoj!
              Iza pokrecila glowa.
              - Wybacz mamo, ale nie potrafie wyrzec sie swojego szczescia. Tylko dlatego, ze
              obawiacie sie skandalu.
              - Nie gadaj glupot! – ucial ojciec. – Skoncz ten cyrk i wracaj do pokoju!
              - Przepraszam tato... Mam nadzieje, ze kiedys zrozumiesz!
              Z tymi slowami wyszla z domu i placzac straszliwie szla ulica na przystanek
              autobusowy. Nie bylo pozno, powinna zlapac jeszcze autobus do pensjonatu. Byla
              zbyt dumna, by zwalac sie na glowe Radkowi. To byla jej sprawa i jej problem, z
              ktorym powinna sama sobie poradzic.
              • imlardis2 Re: Ciąg dalszy... 10.10.06, 23:21
                W pensjonacie nikt o nic nie pytal. Dostala przytulny pokoik z widokiem na
                ulice i rosnacy po drugiej stronie zagajnik brzozowy. Jedyne co czula, to
                ogromny zal. Dlaczego ludzie, dla ktorych byla najblizsza osoba, zabraniali jej
                szczescia? Dlaczego wazniejsze dla nich bylo, co ludzie powiedza niz uczucia
                wlasnej jedynaczki?
                Zadajac sobie te pytania Iza zalewala lzami poduszke. Kiedy zmoczyla ja
                doszczetnie, usiadla i wyjawszy telefon postanowila zadzwonic do Radka.
                - Czesc. To ja.
                - Czesc sloneczko! Stalo sie cos?
                - Jestem w pensjonacie “Ustronie”...
                - Jak to?
                - Wynioslam sie z domu. Stalo sie tak, jak przeczuwalam; ojciec sie wsciekl i
                kazal mi zerwac z toba...
                Po drugiej stronie zapadla cisza. Przez moment Iza obawiala sie, ze Radek sie
                rozlaczy, ale on powiedzial:
                - Trzeba bylo przyjechac do nas. Dlaczego tam poszlas?
                W odpowiedzi dziewczyna zaczela plakac.
                - Nie chcialabym... Nie powinnam...
                - Izuniu, nie ruszaj sie stamtad. Ja zaraz przyjade. – powiedzial zdecydowanym
                tonem Radek. – I nie placz. Bedzie dobrze!
                Zanim ona zdazyla cokolwiek odpowiedziec Radek sie rozlaczyl.
                Potrzebowal okolo dwudziestu minut, zeby dostac sie do pensjonatu, jednak Iza
                zeszla do holu natychmiast po zakonczeniu rozmowy. Samotne siedzenie i
                wpatrywanie sie w sciany moglo jeszcze pogorszyc sprawe. W holu przynajmniej
                cos sie dzialo. Kiedy mezczyzna, wystepujacy zapewne w charakterze ochroniarza,
                zaczal natarczywie jej sie przygladac, zerwala sie z miejsca i wybiegla na
                zewnatrz.
                Pazdziernikowy wieczor byl wietrzny i zimny, mimo tego Iza nie zdecydowala sie
                wrocic do srodka. Po dluzszej chwili zjawil sie Radek.
                - Iza! Czemu sie nie ubralas? Jest zimno... – powital ja tymi slowy, nastepnie
                przytulajac drzaca z zimna i wzburzenia dziewczyne. – Sloneczko moje!
                - Radku... – zaszlochala. – Oni nie rozumieja...
                - Ja wiem. Wiem. – powiedzial lagodnie on, starajac sie uspokoic dziewczyne. –
                Nie powinnas tu zostac. Zabierz swoje rzeczy, pojedziesz do mnie.
                Ona pokrecila glowa.
                - Tak bedzie lepiej. Gdybym zatrzymala sie u was, wtedy byloby gadanie... Nie
                chce pogarszac sprawy. A oni... Predzej, czy pozniej sie z tym pogodza.
                - Wejdzmy chociaz do srodka, cala drzysz.


                - No, nie najgorszy ten pokoik. Ale czy na pewno chcesz tu zostac? – pytal
                Radek, gdy znalezli sie w pokoju. – Zastanow sie.
                - Tak bedzie lepiej. Naprawde. Nie moge zwalac ci sie na glowe. Nie moge ciebie
                do niczego zmuszac...
                - Co ty mowisz? Do czego masz mnie zmuszac? – zdziwil sie.
                Iza przytulila sie do niego.
                - Moze sie tak zdarzyc, ze dojdziesz do wniosku, ze masz mnie dosc. I co wtedy?
                Wyrzucisz mnie?
                On oslupial.
                - Co ty mowisz?! Jak mozesz... – mowil, obsypujac jej twarz pocalunkami. –
                Jestes moim sloncem. Dopiero teraz chce mi sie zyc! I nie chce nawet myslec, co
                by bylo... co by bylo, gdybym mial cie stracic! Nawet tak nie mysl!
                Iza gleboko westchnela. Bylo to – niejako – westchnienie ulgi. Cala ta burza
                wydawala sie mniej straszna w jego ramionach.
                - Ale jesli chcesz tu zostac, nie bede cie zmuszac. Masz prawo zrobic jak
                zechcesz. Pamietaj tylko, ze jak bedziesz potrzebowac, moj dom jest dla ciebie
                otwarty.
                - Dziekuje. – szepnela, wtulajac twarz w jego ramie. – Jestes kochany.

                Nastepnego dnia trzeba bylo pojechac na uczelnie. Natychmiast dopadla ja Anka.
                - A co ty, gwiazdo, za numery odstawiasz?
                - Daj spokoj. Chociaz ty daj mi spokoj! – poprosila Iza.
                - No dobra. – zgodzila sie Anka. – Ale afera, co? Kto by pomyslal? Co chcesz
                teraz zrobic?
                Iza machnela reka, jakby odganiala natretna muche.
                - Nie wiem, kurcze, nie wiem!
                - Ja piernicze, nie myslalam, ze jestes taka giganciara! – ciagnela Anka
                niezrazona. – Powaznie cie wzielo?
                - Odczep sie! – jeknela Iza. – Cala noc nie spalam, teraz musze w miare trzezwo
                notowac, wiec badz uprzejma nie wkurzac mnie dodatkowo!
                Anka wzruszyla ramionami i zamilkla. Po chwili jednak powiedziala:
                - Wiesz, co? Dzisiaj przychodzi Jarek na kolacje. Moze przyjedziesz? Zjemy
                razem, troche sie rozerwiesz.
                - Nie wiem...
                - No, co? Bedziesz sama siedziec i biadolic?
                Tym razem Iza wzruszyla ramionami.
                - To zalatwione! Wrocisz ze mna, ugotujemy cos pysznego, pogadamy... Zobaczysz,
                jak bedzie fajnie!
              • imlardis2 Re: Ciąg dalszy... 10.10.06, 23:22
                Zaczal sie wyklad, wiec dziewczyny nie kontynuowaly rozmowy.
                Po zajeciach Iza wahala sie przez moment, ale ostatecznie postanowila ulec
                przyjaciolce, bo przeciez i tak nie miala co ze soba zrobic.
                - Wieczorem przyjechal Jarek i zjedli kolacje w bardzo milej atmosferze. Po
                kolacji przeniesli sie do salonu, gdzie miala przebiegac dalsza czesc wieczoru.
                Jarek Anki byl nader rozrywkowym czlowiekiem, wiec caly czas sypal zabawnymi
                historyjkami, wywolujac wybuchy smiechu calego towarzystwa. Izy rowniez, ktora
                wbrew obawom, zapomniala o wczorajszej klotni z rodzicami. Czasami tylko, kiedy
                Radek sciskal jej reke, patrzac jej w oczy znaczaco przypominala jej sie owa
                burza i jej powod. Nie mysl o tym! – szepnal w pewnej chwili, muskajac ustami
                jej ucho.
                W odpowiedzi usmiechnela sie blado. Latwo bylo powiedziec!
                - Zostan dzisiaj u nas. – zaproponowala Anka, kiedy Jarek pozegnal sie i
                wyszedl. – Bedziesz ze mna spac, pogadamy sobie.
                - O, chetnie! – ucieszyla sie Iza.
                - Ale teraz odprowadze Jarka na parking, OK.? Zostawie was na chwile... –
                powiedziala Anka, puszczajac “oczko” ojcu.
                Kiedy wyszli, Radek przytulil Ize i powiedzial:
                - Wiesz, caly czas mysle o tym wszystkim i w zasadzie powinienem porozmawiac z
                Twoimi rodzicami.
                - To nie jest dobry pomysl. – odrzekla natychmiast ona.
                - Dlaczego? To moja wina, przeze mnie masz te problemy. Rozumiem ich, bo ja sam
                nie wiem, jak bym sie zachowal, gdyby Anka wyskoczyla mi z czyms takim. Boja
                sie, ze zmarnuje ci zycie, czy cos takiego...
                - Bzdura! – prychnela Iza. – Moje zycie jakos malo ich obchodzi! Tylko to, ze
                bedzie skandal. Gdyby Ania zakochala sie w facecie w twoim wieku, chyba nie
                staralbys sie jej w tym przeszkodzic? W jej szczesciu?
                Radek westchnal i odrzekl:
                - Nie wiem. Na pewno musialbym z nim porozmawiac. To zalezy, jakie on mialby
                zamiary...
                - A ty, jakie masz zamiary? – rozesmiala sie Iza, patrzac mu w oczy.
                On tez sie rozesmial.
                - Jak najgorsze! Chce cie wykorzystac i porzucic!
                - Ty draniu! – oburzyla sie Iza, kryjac usmiech. – Nie ujdzie ci to na sucho!
                To powiedziawszy, uderzyla go poduszka. Radek blyskawicznie zabral jej
                narzedzie zbrodni, nastepnie przycisnal ja delikatnie do kanapy, pochylil sie
                nad nia i powiedzial:
                - Byc moze nie bede potrafil dac ci tego wszystkiego, na co zaslugujesz, ale
                zrobie wszystko, bys byla szczesliwa. Pojawilas sie w moim zyciu, jak slonce,
                ktorego od dawna nie widzialem... Zachcialo mi sie zyc. Moze innym wydaje sie
                to nienormalne, ale bardzo cie kocham...
                Iza, uslyszawszy to niespodziewane wyznanie poczula dreszcz. Mogla podejrzewac,
                ze zalezy mu na niej i tak dalej, ale w zasadzie do tej pory nie padlo miedzy
                nimi to wyznanie.
                - Radku... – szepnela, wyciagajac reke, by dotknac jego policzka.
                - Hmmm... hmmm! – rozleglo sie nagle chrzakniecie.
                Oboje tak byli zajeci soba, ze nie zauwazyli powrotu Anki.
                - Nie wiem, jak wy, ale ja ide spac. – powiedziala. – Iza, prosze przyjdz zanim
                usne, dobra?
                Iza obiecala i Anka poszla do swojego pokoju.
                - Mowilem powaznie, chce porozmawiac z twoim ojcem.
                - Dobrze, Radku. Jesli uwazasz, ze to dobry pomysl... Ale, badz ostrozny!
                Ojciec bywa porywczy.
                Radek sie rozesmial.
                - Nie dam sie zabic. Nie boj sie!
                - No dobrze, pojde zanim Anka usnie. – powiedziala Iza wstajac. – Spij dobrze!
                - Hej! – odrzekl szybko on. – A buziak na dobranoc?!

                Gdy Iza weszla do pokoju, Anka siedziala na lozku.
                - A! Jestes? Juz sie balam, ze pojdziesz do niego!
                - Anka! – oburzyla sie Iza.
                - No, co? Zartowalam. Chodz spac, bo ja padam na twarz.
                - Poczekaj, skocze sie szybko umyc. Zaraz wracam!
                Kiedy wrocila, Anka spala w najlepsze. Westchawszy wsunela sie pod koldre i
                zgasila lampke. Ciekawe, o czym chciala pogadac? Po poprzedniej, nieprzespanej
                nocy Izie oczy same sie zamykaly, wiec zasnela niemal natychmiast. Nagle
                obudzilo ja cos dziwnego. Przez chwile nasluchiwala, co to moglo byc, bo w
                ciemnosciach nic nie bylo widac, a dzwieki rownie dobrze mogly pochodzic z
                zewnatrz. Po chwili dal sie slyszec stlumiony szloch.
                - Anka? – przestraszyla sie Iza. – Co sie stalo?
                Przyjaciolka nie odpowiedziala.
                - Anula...
                Iza zapalila swiatlo i dotknela trzesacego sie ramienia dziewczyny. Poniewaz
                nadal odpowiadalo jej milczenie Iza spojrzala na zegarek. Byla trzecia.
                - Aniu, wiem ze placzesz. Prosze, powiedz mi, co sie stalo? Pogadajmy...
                Z niejakim ociaganiem Anka usiadla, kryjac twarz w dloniach.
                - Placze, bo... jakos tak mi przykro...
                - Przykro? – zdziwila sie Iza. – Przeze mnie? Tak?
                Anka pokrecila glowa.
                - Nie. Wlasciwie przez Jarka.
                - Poklociliscie sie?
                - Nie.
                Na twarzy Izy odmalowalo sie zdziwienie. Nie rozumiala.
                - Cos zrobil nie tak? – sprobowala zgadnac.
                - Wszystko robi nie tak.
                - Nie rozumiem. Ale jak nie chcesz o tym gadac...
                Anka pociagnela kilka razy nosem.
                - Moze masz jakiegos sikacza? – spytala nagle Iza. – Napijemy sie?
                - Mam. Jest cos w lodowce. Przyniesiesz?
                Podobnie, jak tamtej pamietnej nocy, rozsiadly sie na podlodze i zaczely
                pijanstwo.
                - To co z tym Jarkiem? – spytala lagodnie Iza, kiedy Anka wypila pierwszy
                kieliszek i siegnela po butelke.
                - Z Jarkiem? – odrzekla po namysle. – Wiesz, jestesmy ze soba prawie trzy lata.
                Niby wszystko dobrze sie uklada, ale... Od jakiegos czasu mam wrazenie, ze
                czegos brakuje.
                - Czego?
                - Czego? Sama nie wiem... Ale ostatnio, kiedy widze was razem... Jak ojciec na
                ciebie patrzy, jak cie glaszcze po rece. Jarek tego nie robi. Nigdy nie robil...
                - No cos ty! – przerwala jej Iza. – Po trzech latach juz odczuwasz to inaczej.
                Nie pamietasz, jak to bylo na poczatku?
                - Wlasnie pamietam! – zaszlochala Anka. – Od poczatku bylam dla niego bardziej
                kumplem niz dziewczyna! Imponowalo mi jego poczucie humoru...
                Iza zamyslila sie. Nie miala pojecia, co powiedziec przyjaciolce, nie do konca
                tez wiedziala, o co chodzi.
                - Anus, przeciez go kochasz? Kochalas go trzy lata temu i teraz tez go kochasz,
                tylko juz przyzwyczailas sie do niego, do jego wad i zalet.
                - Nie wiem, czy go kocham. Juz nie wiem.
                Anka po raz kolejny napelnila kieliszek. Izie rowniez dolala.
                - Slyszalam, co on ci mowil. Wszystko slyszalam. Nie wiedzieliscie, ze
                wrocilam. – powiedziala smetnie i nagle, wraz z nowa fala lez rzucila:
                - Jarek nigdy tak do mnie nie mowil! Nigdy nie powiedzial, ze mnie kocha! Nie
                powiedzial, ze jestem jego sloncem! Ze zyje tylko dla mnie! Rozumiesz?
                Iza z konsternacja probowala znalezc jakas sensowna odpowiedz, bo to co przed
                chwila uslyszala wydawalo sie smieszne i dramatyczne jednoczesnie.
                - Kilka razy moze uslyszalam, ze jestem, fajna, ladna i tyle. On jest taki...
                przyziemny!
                - Anka, ja nie wiem zupelnie, co ci powiedziec... To niemozliwe, ze nagle
                przestalas go kochac. Tylko dlatego, ze cos uslyszalas.
                Anka potrzasnela glowa.
                - To nie dlatego! To mi dopiero uswiadomilo, czego mi brakuje. Tej iskry!
                Uczucia! Milosci.
                - Prosze cie, tylko nie rob nic pochopnie. Przemysl wszystko na spokojnie,
                dobrze?
                - Dobrze. Dobrze. I znow cala butelka poszla... Ale ja jestem okropna! Ty masz
                swoje problemy, a ja ci tu z takimi glupotami...
                - Nie, to nie sa glupoty. – zaprzeczyla Iza zywo. – Ja wiem, ze jest ci zle i
                wiedz, ze jestem z toba. Nie wiem, co prawda jak ci pomoc, ale wymyslimy cos
                razem.
                Anka przysunela sie do przyjaciolki i objela ja ramionami.
                - Dzieki! Dzieki, ze jestes. Daj buziaka i idziemy spac.
              • imlardis2 Koniec :) 10.10.06, 23:23
                Co bylo zaskakujace, natychmiast gdy przylozyla glowe do poduszki zaczela
                pochrapywac. Izie sie to nie udalo i jeszcze jakis czas lezala, wpatrujac sie w
                ciemnosc i myslac o tym, co mowila Anka. Takich zwiazkow bez uczucia sama miala
                kilka na swoim koncie. To nie byly udane zwiazki. Z Radkiem bylo inaczej. Z
                reszta, nie musial nic mowic; w jego gestach i spojrzeniach mozna bylo poczuc
                to cieplo i te iskre, o jakiej wspomniala Anka...
                Nastepne dni przyniosly snieg i slote. Izie udalo sie znalezc kilku nowych
                uczniow na korepetycje i cale popoludnia spedzala uczac angielskiego, zas
                wieczory z Radkiem, Anka lub samotnie, siedzac przed telewizorem. Niekiedy z
                bolem wspominala swoj dawny pokoj i rodzicow...
                Anka postanowila dac Jarkowi czas. Zdobyla sie na szczera rozmowe z nim i
                doszla do wniosku, ze moze jeszcze nie wszystko stracone. Iza znala ich zwiazek
                od samego poczatku, znala Jarka i wiedziala, ze dawno rozstalby sie z Anka,
                gdyby mu na niej nie zalezalo.
                Pewnego wieczora Iza wracala dosc pozno z lekcji z jednym z uczniow. Padal
                mokry snieg, bylo bardzo zimno i nieprzyjemnie, ale nie miala daleko do
                pensjonatu. Co prawda wiedziala, ze nie zje juz kolacji, bo kuchnia o tej porze
                juz jest zamknieta, ale radoscia napawala ja mysl o goracej herbacie i wodzie
                pod prysznicem.
                - I kto by pomyslal, ze nagle tak moze sie wszystko zmienic... – westchnela
                wchodzac do pokoju.
                Nagle zadzwonila jej komorka.
                To byl Radek, mimo ze nie dalej jak pol godziny wczesniej z nim rozmawiala.
                - Tak, slucham? – odebrala.
                - Czesc, sloneczko. Jestes juz u siebie?
                - Tak. Wreszcie jestem. Stalo sie cos?
                Przez chwile nie odpowiadal, wiec Iza poczula nieprzyjemny dreszcz.
                - Sa tu twoi rodzice. Chca sie z toba zobaczyc. Nie wiem, czy mam podac twoj
                adres... Jesli nie chcesz, to nie podam.
                Ach, tak!
                - Powiedz im. Prosze.
                - Dobrze. Jakby cos, to dzwon, OK.?
                - OK. Kocham cie!

                Z wielkim niepokojem oczekiwala wizyty rodzicow. Nie miala pojecia, czego ma
                sie spodziewac. Po co chcieli sie z nia widziec? Czyzby wreszcie zrozumieli?
                Przyjechali. Po wejsciu do pokoju staneli przy drzwiach, bez slowa. Iza
                podeszla i rzucila sie matce na szyje. Tak bardzo sie za nimi stesknila! Nie
                odwazyla sie jednak podejsc do ojca. Jego nieprzenikniony wyraz twarzy
                napelnial ja przestrachem. Cofnela sie o dwa kroki. Zauwazyla, jak jej mama
                ociera lze. Sama tez miala ochote sie rozplakac. Nadal nie znala celu ich
                wizyty.
                - Moze... usiadziecie? – zaproponowala.
                Bez slowa usiedli.
                - Widze, ze dobrze sobie radzisz? – powiedzial w koncu ojciec.
                - No. Staram sie... – odrzekla drzacym glosem.
                Zapanowalo milczenie, jakiego Iza najbardziej nie lubila. Nie wiedziala, co
                powiedziec.
                - Martwimy sie o ciebie. – uslyszala. – Pomyslelismy, ze moze przeszly ci
                wreszcie te glupoty.
                - Janek! – jeknela matka.
                - Co masz na mysli? – spytala Iza, wstrzymujac oddech.
                - To. – ojciec wskazal reka sciane. – Moze wrocisz do domu?
                Iza przelknela sline i drzace dlonie zlozyla na kolanach.
                - Ale... przeciez... Nic sie nie zmienilo. Ja w dalszym ciagu...
                - Wiemy. – przerwal jej ojciec. – Ale nie wydaje mi sie, zebys dlatego miala
                wyrzucac pieniadze na taka klitke. Twoj pokoj czeka na ciebie.
                Izie zadrzala broda. Zachcialo jej sie plakac. Przez dluzsza chwile walczyla z
                lzami, ale szybko skapitulowala.
                - Nie rozumiem... – rozplakala sie.
                - Coreczko. – powiedzial ojciec, wstajac. – Duzo rozmawialismy i duzo o tym
                myslelismy. Chcemy, zebys wrocila. Bardzo nam ciebie brakuje. I... chociaz nie
                podoba mi sie ta cala sprawa z Krasinskim, ale... – urwal, podchodzac do corki.
                Ujal jej obie dlonie i nie patrzac jej w oczy, dokonczyl. – Masz racje. To
                twoje zycie. I nie mamy innego wyjscia, jak zaakceptowac to, jesli w innym
                razie mamy cie stracic.
                Dziewczyna nie wierzyla wlasnym uszom! Czyzby spelnilo sie jej najwieksze
                marzenie? Po blisko miesiacu zalewania poduszki lzami? Tesknoty za domem i nimi
                dwojgiem?
                - Och, tato! – jeknela, nie kryjac ogromnej ulgi.
                Rzucila sie rodzicielowi na szyje i dluzsza chwile szlochala mu w kolnierz.
                Nastepnie usciskala matke i wycierajac czerwone oczy, spytala:
                - Nie zartujecie sobie ze mnie?
                Poniewaz oboje gorliwie zaprzeczyli, Iza z radoscia wyciagnela torbe, z ktora
                przywedrowala do pensjonatu i zaczela sie pakowac.
                Droga do domu nigdy jeszcze nie byla tak piekna. Nawet szalejaca na zewnatrz
                sniezna zamiec zdawala sie tanczyc z radosci. Przemykajace za szyba samochodu
                domy usmiechaly sie do niej i gdy zblizali sie do znajomej, zielonej bramy i
                ukrytego wsrod bialych sosen kochanego budynku, gdzie byl jej dom, Iza nabrala
                pewnosci ze wszystko bedzie dobrze. Ze beda zyc dlugo i szczesliwie...

                KONIEC
Pełna wersja