puellapulchra
10.10.06, 00:34
Bardziej nowelka, niż opowiadanie i raczej dla kobiet.
Oto I część (następne wkleję, jeśli ktoś będzie chciał czytać):
"Trzecia w nocy"
Na zegarze wybila trzecia. Anka , mimo iz przewracala sie z boku na bok i
liczyla barany i owce, nie mogla zasnac. Meczyla ja pewna mysl, jaka naszla
ja po poludniu, bowiem logika nasuwala jej pewne przypuszczenie, ktore z
biegiem czasu wydawalo sie coraz bardziej absurdalnie, jednak
prawdopodobienstwo slusznosci owego przypuszczenia zdawalo sie wzrastac.
- Nie, to glupota! – mruknela po raz setny, nerwowo odrzucajac koldre.
Jednak po chwili znow przyszla watpliwosc.
- A moze... ?
Cisza nocna ma to do siebie, ze czlowiek lezacy w ciemnosciach wyolbrzymia
sobie wszelkie fakty i nieraz najmniejszy drobiazg w nocy wydaje sie byc
ogromnym problemem. Anka byla bliska obledu. W koncu podjela decyzje, ze
jedynym skutecznym lekarstwem na bezsennosc bedzie rozmowa przyjaciolka.
Usiadla, przygladzajac swoje jasne wlosy i postanowila obudzic spiaca obok
Ize.
- Izka!
Poniewaz przyjaciolka spala, jak zarznieta, Anka powtorzyla glosniej,
starajac sie by wolania nie uslyszeli spiacy w pokoju obok rodzice Izy.
- Izka! Obudz sie!
Wreszcie spod koldry wynurzyla sie ciemna glowa.
- Co?!
Anka zapalila lampke i z desperacja powiedziala:
- Nie spisz? Bo ja nie moge zasnac...
- Ojejku... to dlatego mnie budzisz? – wymamrotala Iza, nurkujac z powrotem
pod koldre.
- Tak. Ale nie spij, ja musze sie ciebie cos spytac...
Dalo sie slyszec ciezkie westchnienie, po czym Iza usiadla, przecierajac oczy.
- No co?
- Sluchaj, moj ojciec od dluzszego czasu ma kogos i w zasadzie tego nie
ukrywa, ale nie chce, zebym poznala jego wybranke.
- No?
- No. Ty tez masz jakiegos fagasa, ale za Chiny nie chcesz mi go
przedstawic...
Anka urwala, probujac jak najsensowniej ubrac to, co chciala powiedziec, by
nie zrobic z siebie idiotki.
- No? – ponaglila Iza, tlumiac ziewanie.
- No i duzo o tym myslalam i wyszlo mi, ze to ty jestes ta panienka ojca. Ale
oczywiscie wiem, ze to glupota i prosze cie, zaprzecz, postukaj sie w czolo i
pojdziemy spac.
Iza, jakby nie slyszac, ziewnela ponownie sie przeciagajac.
- Dobrze ci wyszlo. To ja jestem panienka twojego ojca. Dobranoc!
To rzeklszy, wsunela sie pod koldre zamierzajac kontynuowac przerwany sen.
- No, co ty!? – krzyknela Anka, zapominajac o rodzicach Izy. – Ej! Wstawaj!
- No co? – mruknela gniewnie Iza, podnoszac glowe. – Nie mozemy pogadac rano?
Tak mi sie chce spac...
- Nie! Ty sobie jaja ze mnie robisz!
Iza wynurzyla sie z niechecia i ponownie usiadla.
- Nie. To prawda.
- Jeju! – pisnela Anka, nie mogac odzyskac rownowagi.
Znaly sie od przeszlo siedmiu lat, odkad sie poznaly byly przyjaciolkami, z
czasem staly sie jak siostry. Obie nie mialy rodzenstwa, wiec przylgnely do
siebie od poczatku, zwlaszcza, ze miedzy nimi byla niezwykla zgodnosc
charakterow. I wydawalo sie, ze jedna drugiej nie jest w stanie zaskoczyc, a
tu nagle taki szok!
Anka wstala i zaczela sie ubierac.
- Gdzie ty idziesz? – spytala Iza, zaskoczona zachowaniem przyjaciolki.
- Do nocnego. Musze sie napic...
- Poczekaj. Mam jakies wino. Zaraz, tylko przyniose szklo.
Kiedy dziewczyna poszla do kuchni po kieliszki, Anka usiadla w fotelu, z
jedna nogawka spodni zwisajaca z boku i powiedziala na glos:
- To tylko sen. Ja zawsze mam glupie sny.
- Co mowisz? – spytala Iza, wchodzac.
- Uszczypnij mnie.
Iza wzruszyla ramionami, uszczypnela podstawione ramie i usiadla na drugim
fotelu.
- Au! – jeknela Anka. – Tak myslalam...
- Nie ma co sciemniac... – powiedziala Iza, rozbudzona juz calkowicie i
wyjela z szafki butelke czerwonego wina.
- Ale... – zaczela Anka. – To przeciez... absurd. Moj ojciec jest... stary.
Iza parsknela smiechem.
- Tylko nie mow tak przy nim, bo ci leb ukreci.
- Ty chyba upadlas na glowe? – ciagnela zbolalym tonem Anka. – Jak mozesz...
z moim ojcem...
- Anka, ja rozumiem, ze jestes zaskoczona... Ale to nic zlego. On ma prawo
ulozyc sobie zycie. Ja tez.
Anka nalala sobie do pelna, wypila jednym duszkiem i ponownie napelnila
kieliszek.
- Izka, ja wiem... Ale, ty – z moim ojcem... – nagle rozesmiala sie
histerycznie. – No blagam cie!
Przyjaciolka nie podzielila jej wesolosci. To fakt, oboje obawiali sie
reakcji Anki, dlatego ukrywali swoj zwiazek.
- Bedziesz sie dalej ze mna przyjaznic? – spytala cicho, z nieukrywanym
smutkiem.
- Ja nie wiem... – odrzekla wesolo Anka, nalewajac kolejna porcje. – Ty tez
sie napij. Ja nie wiem...
Znow wybuchnela smiechem, ktory przeszedl w wariacki chichot.
- Izus... i ciebie i jego kocham najbardziej na swiecie... No i Jarka....
Ale, zabij mnie! Naprawde nie wiem, co myslec. Ja chrzanie!
- To dobrze, czy zle?
Anka znow sie rozesmiala.
- Zabij mnie, a nie wiem. Od kiedy to trwa?
Iza pociagnela lyk z kieliszka i przeciagajac odpowiedz, podrapala sie po
glowie.
- Od wakacji.
- Cooo? – zdziwila sie Anka i szybko policzyla w pamieci. – Cztery miesiace?!
- Tak. Pamietasz, jak wtedy nad jezioro przyjechal twoj Jarek? I poszliscie
poplywac lodka? Zostawiliscie nas samych prawie na caly dzien. No i... Jakos
tak wyszlo.
- O kurcze! – jeknela Anka. – A pozniej jeszcze wyprawilam was na spacer,
zeby miec wolna chate!
Iza wzruszyla ramionami, usmiechajac sie na wspomnienie tamtej przechadzki.
- Nadal nie rozumiem. Nigdy nic nie mowilas... Jak to w ogole wyszlo? Tak po
prostu? – dopytywala sie Anka. – Nie, no. Jakos nie moge uwierzyc... No wez,
opowiedz mi wszystko!
- Jak wyszlo? Sama nie wiem. Siedzielismy, gadalismy... W koncu
postanowilismy napic sie piwa...
- Upil cie i wykorzystal! Tak? – przerwala Anka goraczkowo.
- Nie. – rozesmiala sie Iza. – Nie gadaj glupot. Siedzielismy i zauwazylam,
ze tak jakos dziwnie na mnie patrzyl. Tak... inaczej, niz zawsze. Nie
wiedzialam dlaczego, ale zrobilo mi sie goraco. Pozniej, przypadkiem,
dotknely sie nasze rece i przeszedl mnie taki przyjemny dreszcz. Zrozumialam,
co sie kroi. Nawet sie zaczerwienilam...
- No i... ?
- No i wrociliscie. Ucieszylam sie, bo sytuacja zrobila sie niezreczna, ale
ty – wspanialomyslnie – kazalas mi ojca wyciagnac gdzies, zeby byc sam na sam
z Jarkiem. No to poszlismy. Spacerowalismy wzdluz jeziora. Zaszlismy prawie
do tego lasu po drugiej stronie.
Anka podparla dlonmi glowe i uniosla brwi.
- No, a dalej?
- A dalej nie szlismy...
- Iza! – zdenerwowala sie Anka. – Co bylo dalej?
- No, pozniej potknelam sie o jakis korzen i zamiast na glebe, wpadlam jemu w
ramiona. Nie zrobilam tego specjalnie!
- No, wierze ci, ale co dalej? – zacierala dlonie Anka. – Jestem strasznie
ciekawa!
- Ciekawosc to pierwszy stopien do piekla!
- Wiem. Ale zaczyna sie najciekawsze. No, mow!!!
Iza znow sie rozesmiala.
- Nagle zorientowalam sie, ze on mnie caluje...
- No, co ty! – wykrzyknela Anka.