Boży palec - oczywiście - do oceny :)

11.10.06, 22:44
Oczywiście proszę o przeczytanie i jakże upragnione - komentowanie :) Pozdrawiam

---
Przyglądasz się ulicy, szukasz wśród ludzi. Jesteś dobrym człowiekiem więc
wybierasz tych zatroskanych, tych brudnych co wystają zza śmietnika, spod
kartonu. Wyciągasz aparat i robisz zdjęcie, szukasz też tabliczki z nazwą
ulicy. Masz już to czego chcesz. Zawracasz więc i idziesz w swoją stronę.
Idziesz do swojego domu, by dać dom temu wybranemu.
Czeka cię mnóstwo pracy.
Zapada noc, jest bardzo późno, tak późno, że włóczęga już na pewno śpi, ale
jeszcze nie wstaje by wyruszyć na obchód śmietników przed wywózką. Za to ty
wstajesz. Nie psioczysz na budzik, pięć minut potem jesteś już na chłodnym
nocnym powietrzu. Wiesz co masz zrobić. Widzisz jego karton. Podchodzisz
bardzo cicho, ale nie udaje ci się. Pies cię słyszy, wiesz co robić. Nucisz te
kilka słów co nauczył cię dziadek. Pies milknie, kładzie łeb z powrotem przy
swym panie i nie zwraca na ciebie uwagi. Wciąż się jednak skradasz. Nie chcesz
przecież obudzić kolegów twojego włóczęgi. Znów ci się udaje. Wyciągasz swoją
małą łopatkę, zgarniasz ziemię przesiąkniętą włóczęgą śpiącym tuż obok. Tego
nie wiesz na pewno, ale tak nakazał ci dziadek, bo on wiedział, że to ziemia
jest najbliższa człowiekowi. Masz pełny woreczek. Cicho odchodzisz i tej nocy
już nie idziesz spać. Wciąż masz pełno pracy.
Jesteś w swoim domu. Zasiadasz za swym kołem garncarskim, zrzucasz na nie
zebraną ziemię. Dodajesz wody, po kolei kilka kropel z przeróżnych flakoników.
Za dużo o nich nie wiesz, ale tak kazał ci dziadek. Już kilka razy to robiłeś
i pamiętasz że np. ten fioletowy to coś jak odwaga.
Ziemia krąży na kole.
Próbujesz ją dokładnie wymieszać, uformować, nadać konsystencję, odpowiedni
kolor. Długo ci nie wychodzi, to za rzadkie, to zbyt brunatne. Ziemia się
opiera, ciężko ci się z nią pracuje, ale przecież musi się udać. Kosztuje to
wiele wysiłku, ale przecież się udaje. Jesteś szczęśliwy choć to wcale nie koniec.
Uważnie wpatrujesz się w zdjęcia. Dużo rysujesz i wycinasz, układasz powstałą
glinę w różne kształty. Wciąż uważnie badasz zdjęcia... i książkę do biologii.
Pracujesz naprawdę starannie i ciężko, wręcz mozolnie, bo glina poddaje się z
niezwykłym oporem. I znów czujesz szczęście, bo znów się udało.
Układasz małego człowieczka wygodnie w zamrażarce, potem na południowym
słońcu, obmywasz w morskiej wodzie i suszysz na halnym.
Człowieczek jest prawie gotowy. Wyciągasz farbki, oczywiście z kredensu
dziadka. Znów uważnie wpatrujesz się w zdjęcia. Na chwilę robi ci się smutno,
dostrzegasz tylko szarzyznę i brunatność na włóczędze, ale po namyśle znów
jesteś szczęśliwy, przecież mu pomagasz.
I nadchodzi zwieńczenie twojej pracy. Otwierasz małe drzwiczki, sprytnie
ukryte wewnątrz szafy za stosem ubrań. Wyciągasz małą dębową deseczkę. Na jej
grzbietach jest coś powypalane, na pierwszy rzut oka, jakby ktoś bawił się
lupą w słoneczny dzień. Układasz ją na kuchennym stole i delikatnie ustawiasz
na niej małego człowieczka. Ten nieruchomy nagle ożywa, wstaje ciągnąc za sobą
łachmany w które owinął na noc stopy. Widzisz i choć nie wiesz jak, to
widzisz, że zmierza do najbliższego śmietnika. Bierzesz sprawy w swoje ręce.
Delikatnie kierujesz go palcem nieco w bok. Tak, że wychodzi na większą ulicę.
I widzisz, że jest okazja. Na rogu stoi jakaś dziennikarka i zdaje relacje
sprzed siedziby jakiegoś banku. Popychasz włóczęgę by szedł chodnikiem. Zza
rogu nadjeżdża drogi samochód jakiegoś vipa, dziennikarka zbiera się by dorwać
go jak tylko z niego wysiądzie. Ustawiasz człowieczka na pustym przystanku.
Samochód vipa jedzie wolno, popychasz go palcem. Szybko przyśpiesza. Jeszcze
raz interweniujesz, tak, że znosi samochód na lewo. To trwa ułamki sekund, bmw
wbija się w przystanek, a pod kołami leży twój włóczęga. Nagrywa to kamera,
cudem cały wychodzi z tego prawnik co stał zaledwie kilka metrów od włóczęgi.
Patrzył na niego z obrzydzeniem, ale teraz miłosiernie pędzi mu na pomoc. Z
bmw cały i zdrowy wychodzi człowiek w garniturze, z wypchana teczką. Coś
krzyczy do szofera, chyba go wyrzuca z pracy. Zbiegają się ludzie.
Na drugi dzień mówią o tym wszystkie media. Prawnik co pomógł włóczędze głośno
krzyczy, że to mógł być on i oznajmia, że pomoże wydrzeć od bogacza wszelki grosz.
Mijają tygodnie przez które pomagasz innym. Aż pewnego wieczora, otwierasz
szafkę i wybierasz z niej figurkę szarego człowieczka. Znów go ustawiasz na
drewnianej deseczce i widzisz co się z nim dzieje. To są jego ostatnie dni w
szpitalu, dochodzi do siebie. Jest czysty i najedzony. No i ma gościa. Prawnik
się z nim wita i oznajmia mu, że wygrali. Wyciąga z teczki czek. Włóczęga już
nie jest włóczęgą. Jesteś szczęśliwy, tak bardzo mu pomogłeś.
Aż pewnego wieczoru przychodzisz w to samo miejsce co kiedyś. Wciąż stoją tam
kartony, spod jednego wystają brudne czarne pantofle i nogawki spodni od
garnituru. Po chwili nogi przewracają się na bok, słyszysz jakiś cichy szloch
i ukazuje ci się para nóżek dziewczynki, spod tego samego kartonu. Ojciec
spogląda na swoją córeczkę i rozpaczliwie ściska w kieszeni swą dawną posadę.
Kluczyki od bmw.
Mijają miesiące i odwiedzasz tych, którym pomogłeś. Czas na dawnego włóczęgę.
Czysty i najedzony stoi w ciemnościach spoglądając na swój dawny dom. Otula
wzrokiem rząd kartonów i szybkim krokiem odchodzi.
Człowieczek biegnie przez drewnianą deseczkę i ty wiesz co on chce zrobić. Ale
nie możesz go powstrzymać. Coś niewidzialnego odpycha cię od stołu i upadasz
na podłogę.
Po chwili człowieczek zbiega z deseczki i spada ze stołu. Rozbija się o
podłogę na której i ty leżysz.
---
    • aninna Re: Boży palec - oczywiście - do oceny :) 12.10.06, 15:13
      Bardzoś pan płodny, panie Gornhard. Planujesz pan może jak niejaki Honore de B.
      płodzić i płodzić bez końca?

      Bardzo mi się podoba. Ciekawy pomysl, ciekawa puenta. Konieczne dopracowanie,
      jak zawsze, ale to detale.

      Moim zdaniem ,za duzo o tym dziadku na początku piszesz. Rozumiem, że to
      przykrywka, by nie wnikac w szczegoly... ale z drugiej strony szczegóły są
      najciekawsze. Troche jak w "Pachnidle" chciałoby się poznać te wszystkie fiolki
      potrzebne do "produkcji"... A poza tym bardzo mało wiarygodny jest fakt, że
      dziadek wszystkiego dokladnie nie wyłożył swemu wnuczkowi. Dziadkowie uwielbiają
      zwykle gadac...tlumaczyc, pokazywac, a skoro wnuczek sie "w to" teraz bawi, to
      zapewne uwielbial dziadka słuchac i musial z tego cos wiecej zapamietac, niż
      tylko o fioletowej fiolce.

      Podoba mi się, że pokazałeś okrucieństwo tej zabawy- bezdomnego byłego kierowcę
      z córeczką. I "spadnięcie z deseczki"- uwolnienie.
      Na prawde super.
      Takie buntownicze.

      Pozdrawiam!
      • imlardis2 Re: Boży palec - oczywiście - do oceny :) 13.10.06, 00:50
        No tak, obiektywnie patrząc - dzieło ma i treść i formę (odpowiednie, żeby nie
        było). I coś jeszcze, coś nieuchwytnego.
        Nic więcej nie napiszę, bo gdybym miała to zrobić, wpadłbyś w samozachwyt :D

        Pozdrówka

    • ciotka_lisbeth Re: Boży palec - oczywiście - do oceny :) 13.10.06, 08:41
      Uważam, że pomysł dobry.
      Dwie malutkie uwagi - w tym zdaniu coś mi nie "gra":
      > włóczęga już na pewno śpi, ale jeszcze nie wstaje by wyruszyć na obchód

      I tu:
      > Pies milknie, kładzie łeb z powrotem przy swym panie (...)

      napisałabym: panu, a nie panie.
      Ale ogólnie podoba mi się - jest interesujące.
Pełna wersja