Kwiat paproci

23.10.06, 07:46
Skoro każdy może, to ja też skorzystam :) Opowiadanie z mojego bloga

--------------------------------------------------------------------

Śpiew ptaków i łaskotanie rosy na powiekach. Obudziłam się naga i zdziwiona.
Miękki mech i przykrycie z liści paproci chroniły mnie przed chłodem poranka.
Obróciłam się na plecy i patrzyłam na fragmenty nieba widoczne między
gałęziami. Panował spokój.

Nagle z głębi lasu dobiegło szczekanie psa i gwar rozmów, a nade mną pochylił
się mężczyzna. Nie spodobało mi się jego spojrzenie, ale było już za późno na
ucieczkę. Zabrał mnie z leśnego posłania i potraktował jak swoją własność.
Znalazłam się tutaj, między ludźmi, skrępowana odzieniem raniącym skórę,
ograniczającym ruchy i uniemożliwiającym ucieczkę. Gdziekolwiek się nie
obejrzę wszędzie beton i asfalt. To co kochałam jest tak samo zniewolone jak
ja. Resztki zieleni ujęte w karby i regularnie przycinane. Drzewa na
wydzielonych skrawkach ziemi smutno szumią w otoczeniu wieżowców. Ich szept
nie przypomina kojącego trzepotu liści na wietrze w lesie. Staram się ulżyć
cierpieniom moich towarzyszy, ale sama nie potrafię sobie pomóc. Skazana na
łaskę człowieka, przeklinając go jednocześnie się uczę. Chłonę wiedze, żeby
potem ją wykorzystać. Czas płynie…

Przychodzi dzień, kiedy jestem gotowa. Wyprowadzam się od niego. Od człowieka
i decyduję się grać według jego zasad. Szczęście mi sprzyja. Resztki magii
skryte w mym sercu, intuicja i determinacja, to moja siła. Działam bez
skrupułów. Wykupuję firmy wycinające lasy i doprowadzam je do bankructwa. Tego
nauczyli mnie ludzie. Bezwzględności.

Kim jestem? Pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Spotykam mężczyznę. Ten nie
wyciąga po mnie ręki. To ja staram się o jego uwagę. W końcu mi się udaje.
Jest pod wrażeniem. Nie wiem czy to magia, chyba tak, ale tej nie znam. Nie
panuję nad nią. Sprawia że myślę tylko o nim, że zalewa mnie fala słodyczy gdy
jest obok i że opowiadam mu o sobie. Nie wierzy, ale potem nazywa mnie Kwiatem
Paproci. Dziwię się, bo one nigdy nie kwitną, ale godzę się na tą śmieszną nazwę.

Żyjemy ze sobą, w sobie i obok siebie. Proszę go, żebyśmy przeprowadzili się
do lasu. Mam dość ludzi, dość miasta. Dość kominów, ulic, samochodów, gwaru,
smogu… Tęsknię. Bardzo tęsknię, do zasłon z pajęczyn, do dywanów z szyszek.
Zapachu grzybów, smaku jagód. W wyobraźni spaceruję między drzewami,
przysiadam na korzeniach i spijam wilgoć z liści.

Zamyka mnie w wieży ze szkła sięgającej nieba. Jestem żoną. Serce pęka mi z
tęsknoty. On robi karierę. Patrzę dzień i noc na miasto. Czas z tym skończyć.
Silny podmuch wiatru rozbija przezroczystą ścianę. Brzdęk szkła i deszcz
odłamków. Wyciągam dłonie i staję w oknie. Już nie jestem kobietą. Tłumione
łzy wypełniające mnie po brzegi zaczynają parować, staję się mgłą.

Jak obłok unoszę się nad dachy. Czekam na poranek. Gdy nadchodzi osiadam na
liściach. Jestem w domu. Całuję korę drzew, witam się z wrzosami. Rozbijam się
na tysiące kropel i obdzielam moją miłością las. Niech rośnie…
    • literanna Re: Kwiat paproci 23.10.06, 07:50
      ... nie dodałam: ocena mile widziana. Pozdrawiam
Pełna wersja