Motto na dziś

    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 04.06.08, 04:21
      Cop: Occupation?
      Rebel: Associate professor of history.
      Cop: That's too long. I'll just put down clerk.
      (Zabriskie Point)



      Mikelandżelo 3
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 04.06.08, 04:25
        Za stodołą gdzieś na płocie, kogut gromko pieje.
        Zaraz przyjdę, miła, do cię, tylko się odleję.





        img341.imageshack.us/img341/4071/tump7nb1.png
        • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 04.06.08, 04:35
          Pomyłka, ten cytat miał być, a nie tamten okropny poprzedni:

          Po tysiąc
          Razy niedobra tam, gdzie ty nie świecisz.
          Jak żak, gdy rzuca książkę, tak kochanek
          Do celu swego pospiesza wesoły;
          A gdy nadejdzie z kochanką rozstanek,
          Wlecze się smutnie, jak ów żak do szkoły.





          www.youtube.com/watch?v=QGKZ9O7AG1s&feature=related
          www.youtube.com/watch?v=tJqnc_0mZmA
          • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 04.06.08, 04:40
            Sarah Roberts: What's that piece you're playing?
            Miriam Blaylock: It's "Lakme" by Delibes. Lakme is a Brahmin
            princess in India, she has a slave named Malika.
            Sarah Roberts: Malika...
            Miriam Blaylock: In a magical garden they sing how they follow the
            stream to its source, gliding over the water.
            Sarah Roberts: Is it a love song?
            Miriam Blaylock: I told you, it was sung by two women.
            Sarah Roberts: It sounds like a love song.
            Miriam Blaylock: Then I suppose that's what it is.
            Sarah Roberts: Are you making a pass at me, Mrs. Blaylock?
            Miriam Blaylock: Miriam.
            Sarah Roberts: Miriam.
            Miriam Blaylock: Not that I'm aware of, Sarah.
            (Zagadka nieśmiertelności :))




            www.youtube.com/watch?v=6850CjhIzrY
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 05.06.08, 06:14
      Jedna kobieta to za wiele , dwie za mało.






      img394.imageshack.us/img394/2601/clovislemagicien3sm6.jpg
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 05.06.08, 06:19
        Z cyklu - pytania kłopotliwe, ambarasujące, przykre:
        A ożenisz się ze mną?





        img300.imageshack.us/img300/6443/s5ci9.png
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 05.06.08, 06:28
        Małżenstwo to anachronizm. I pułapka.
        C. Deneuve

        (no moja dziewczyna!)



        img125.imageshack.us/img125/3148/tristana20oeoeoevh5.jpg
        www.youtube.com/watch?v=YFj6qb7zAv4&feature=related
        • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 05.06.08, 06:37
          - W każdym razie o godzinie piątej muszę odejść... Muszę.
          - Jak pani sobie życzy, moja droga. Od drugiej do piątej to dobra
          pora. No cóż, będzie pani Pięknością Dnia. Tylko trzeba być
          punktualną, żebyśmy się na siebie nie gniewały. O godzinie piątej
          będzie pani wolna. Jakiś kochasio, który na panią czeka, nieprawda?
          Albo jakiś mężulek...
          (Kessel, Piękność Dnia)




          www.youtube.com/watch?v=AN7P9fjwxrs&feature=related
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 06.06.08, 05:10
      Tworząc narody, cofnęliśmy się w rozwoju. Przed narodami były takie
      związki jak Hanza, do której należał Gdańsk.
      G. Grass




      www.youtube.com/watch?v=ZhI3icfEsOI
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 06.06.08, 05:17
        Jeśli Koljaiczka nie ma tutaj, musi być w Bysewie. Żandarmi polowi
        znają zawsze tylko dwie możliwości.
        Dym zamierającego z wolna ogniska otulił babkę niczym piątą
        spódnicą, tak obszerną, że i ona w swoich czterech spódnicach, z
        westchnieniami i imionami świętych znalazła, się, podobnie jak
        Koljaiczek, pod spódnicą. Dopiero gdy mundurowi byli już tylko
        kołyszącymi się między słupami telegraficznymi punkcikami, które
        pomału roztapiały się w wieczorze, babka podniosła się z takim
        trudem, jakby wrosła w ziemię i teraz, ciągnąc za sobą włókna i
        bryły gleby, przerywała ledwie rozpoczęte zapuszczanie korzeni.
        Koljaiczkowi zrobiło się zimno, kiedy nagle, nieduży i krępy,
        znalazł się bez osłony na deszczu. Szybko zapiął sobie spodnie,
        które strach i ogromna potrzeba schronienia się kazały mu rozpiąć
        pod spódnicami. Manipulował żwawo przy guzikach, obawiając się, żeby
        mu pała nie przemarzła, bo w powietrzu pełno było jesiennych
        niebezpieczeństw przeziębienia.
        To moja babka znalazła jeszcze w popiele cztery gorące ziemniaki.
        Trzy dała Koljaiczkowi, jeden sama wzięła i zanim ugryzła, spytała
        jeszcze, czy on jest z cegielni, chociaż musiała wiedzieć, że
        Koljaiczek przybył nie wiadomo skąd, w każdym razie nie z cegielni.
        Nic też potem nie rzekła na jego odpowiedź, obarczyła go lżejszym
        koszem, sama ugięła się pod cięższym, miała jeszcze wolną rękę, by
        wziąć grabie i motykę, z koszem, ziemniakami, grabiami i motyką
        pożeglowała w swoich czterech spódnicach w stronę Bysewo-Wybudowania.
        Nie było to właściwie Bysewo. Leżało ono bardziej w stronę
        Rębiechowa. Zostawili więc cegielnię po lewej, szli na czarny las, w
        którym leżała Złota Karczma, a za nią Brętowo. Ale pod lasem w
        kotlinie leżało Bysewo-Wybudowanie. Tam za moją babką podążył
        nieduży i krępy Józef Koljaiczek, który nie mógł już rozstać się ze
        spódnicami.
        (Blaszany bębenek)


        • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 06.06.08, 05:27
          Bezpośredni kontakt z urzędami nie był przecie nigdy zbyt uciążliwy,
          gdyż urzędy, choćby nie wiem jak dobrze zorganizowane, miały zawsze
          w imieniu jakichś odległych, niewidocznych władców bronić odległych,
          abstrakcyjnych spraw, podczas gdy K. dla własnego dobra walczył o
          coś jak najbardziej żywego i bliskiego. Ponadto, zwłaszcza na samym
          początku, czynił to z własnej woli, gdyż to przecież on znajdował
          się w ofensywie; i nie tylko on sam walczył o siebie, ale walczyły o
          niego jeszcze inne siły, których nie znał, ale w które, sądząc po
          zarządzeniach urzędów, mógł wierzyć. Przez to jednak, że urzędy od
          początku szły K. bardzo na rękę w sprawach drugorzędnych, gdyż o
          inne na razie nie chodziło, odbierały mu możliwość drobnych i
          łatwych zwycięstw, a wraz z tą możliwością również i wynikającą z
          niej satysfakcję, a co za tym idzie mocno ugruntowaną pewność siebie
          w dalszych, poważniejszych walkach. Zamiast tego pozwalały K.,
          wprawdzie tylko w obrębie wsi, poruszać się, gdzie tylko
          zechciał, demoralizowały go przez to i osłabiały, uniemożliwiając z
          góry wszelką walkę i przenosząc go za to w pozaurzędowe, całkiem
          nieprzejrzyste, mętne, dziwaczne życie. W ten sposób, jeśli na
          chwilę przestawał być ostrożny, mogło się zdarzyć, że pewnego dnia
          mimo uprzejmości władz i sumiennego wypełniania wszystkich tak
          przesadnie łatwych urzędowych zobowiązań, omamiony pozorną
          przychylnością, zacząłby się w swym prywatnym życiu tak
          nieostrożnie zachowywać, że załamałby się, a wtedy urząd musiałby,
          ciągle jeszcze łagodnie i przyjaźnie, jakby wbrew własnej woli, ale
          w imieniu jakiegoś nie znanego mu oficjalnego porządku, wkroczyć, by
          usunąć go z drogi. A właściwie czym było tu owo prywatne życie?

          ***

          Der direkte Verkehr mit Behörden war ja nicht allzu schwer,
          denn die Behörden hatten, so gut sie auch organisiert sein
          mochten, immer nur im Namen entlegener, unsichtbarer Herren
          entlegene, unsichtbare Dinge zu verteidigen, während K. für
          etwas lebendigst Nahes kämpfte, für sich selbst; überdies,
          zumindest in der allerersten Zeit, aus eigenem Willen, denn er
          war der Angreifer; und nicht nur er kämpfte für sich, sondern
          offenbar noch andere Kräfte, die er nicht kannte, aber an die er
          nach den Maßnahmen der Behörden glauben konnte. Dadurch
          nun aber, daß die Behörden K. von vornherein in unwesentlichen
          Dingen – um mehr hatte es sich bisher nicht gehandelt – weit
          entgegenkamen, nahmen sie ihm die Möglichkeit kleiner, leichter
          Siege und mit dieser Möglichkeit auch die zugehörige
          Genugtuung und die aus ihr sich ergebende, gut begründete
          Sicherheit für weitere größere Kämpfe. Statt dessen ließen sie
          K., allerdings nur innerhalb des Dorfes, überall durchgleiten, wo
          er wollte, verwöhnten und schwächten ihn dadurch, schalteten
          hier überhaupt jeden Kampf aus und verlegten ihn dafür in das
          außeramtliche, völlig unübersichtliche, trübe, fremdartige Leben.
          Auf diese Weise konnte es, wenn er nicht immer auf der Hut
          war, wohl geschehen, daß er eines Tages trotz aller
          Liebenswürdigkeit der Behörden und trotz der vollständigen
          Erfüllung aller so übertrieben leichten amtlichen Verpflichtungen,
          getäuscht durch die ihm erwiesene scheinbare Gunst, sein
          sonstiges Leben so unvorsichtig führte, daß er hier
          zusammenbrach und die Behörde, noch immer sanft und
          freundlich, gleichsam gegen ihren Willen, aber im Namen
          irgendeiner ihm unbekannten öffentlichen Ordnung kommen
          mußte, um ihn aus dem Weg zu räumen. Und was war es
          eigentlich hier, jenes sonstige Leben?

          (Kafka, Das Schloss)




          img527.imageshack.us/img527/3249/magritte959xu5.jpg
          • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 06.06.08, 05:43
            Ona podpala włosy swym spojrzeniem
            i nagle kunsztem zuchwałym, gwałtowna,
            wkręca swą całą suknię w środek ognia,
            skąd już podobne przestraszonym wężom
            nagie ramiona grzechocąc się prężą.


            ***


            Mit einem Blick entzündet sie ihr Haar
            und dreht auf einmal mit gewagter Kunst
            ihr ganzes Kleid in diese Feuersbrunst,
            aus welcher sich, wie Schlangen die erschrecken,
            die nackten Arme wach und klappernd strecken.

            (Rilke)



            img517.imageshack.us/img517/9531/f1gc8.jpg
            • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 06.06.08, 06:06
              Dada exhibition. Another one! What’s the matter with everyone
              wanting to make a museum piece out of Dada? Dada was a bomb ... can
              you imagine anyone, around half a century after a bomb explodes,
              wanting to collect the pieces, sticking it together and displaying
              it?
              Max Ernst



              img356.imageshack.us/img356/1734/bruehlstadtplan1jv4.gif
              img66.imageshack.us/img66/3882/bruehlmaxernstgebhaus5li9.jpg
              • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 06.06.08, 06:12
                Keep your eye on your inner world and keep away from ads, idiots and
                movie stars.
                Dorothea Tanning




                img244.imageshack.us/img244/1222/tanning3mx6.jpg
                img165.imageshack.us/img165/39/tanning2lm2.jpg
                • musz-ka23 Re: Motto na dziś 06.06.08, 19:36
                  "Wolność to nic nie znaczy. Dopiero prawdziwa wolność to znaczy coś.
                  Dlaczego? Bo jest prawdziwa, a więc lepsza. Wobec tego gdzie szukać
                  prawdziwej wolności? Pomyślmy logicznie. Jeśli prawdziwa wolność to
                  nie jest to samo, co zwykła wolność, to wobec tego gdzie jest
                  prawdziwa wolność? To jasne. Prawdziwa wolność jest tylko tam, gdzie
                  nie ma zwyczajnej wolności".

                  /Na pełnym morzu – S.Mrożek/
                  • musz-ka23 Re: Motto na dziś 06.06.08, 19:41
                    KAPITAN W ogóle nic mi się nie chce.Nic.
                    POETA Pamięta pan? Indyk tak samo. Bunt przeciw rutynie życia,
                    ale udaremniony w zarodku przez jad refleksji. W
                    rezultacie marazm i zastój.
                    KAPITAN Tak, panie, sensu nie widzę.
                    RUDOLF Piwa?
                    KAPITAN Piwa i w ogóle...Żeby tak lepiej powiedzieć;
                    wszystko mi jedno.
                    POETA Po prostu kapitan, bez udziału swojej świadomości,
                    ponieważ jej nie posiada, i wbrew swojej woli – został
                    dotknięty
                    kryzysem wartości, tak powszechnym w tej okolicy.
                    KAPITAN Ja jestem niewinny, przysięgam! Bo nie, żebym był przeciwny
                    czy coś takiego, uchowaj Boże. Nie, żebym chciał.
                    Ale tu, tu (wskazując
                    na pierś) – coś mi się zaparło. Do wszystkiego
                    ochoty brak.
                    Od środka. Od spodu. Od duszy samej. Nieochota.
                    POETA Proszę nie myśleć źle o kapitanie....

                    /Indyk – S. Mrożek/
                    • musz-ka23 Re: Motto na dziś 06.06.08, 20:04
                      KATARZYNA - Ja pretensje? O co?
                      LEO - O wszystko!
                      KATARZYNA - Odszedłeś, bo ci było u nas za ciasno.
                      Co w tym dziwnego? Ty jesteś mądry, utalentowany, niezwykły....Ja
                      zostałam
                      i co w tym dziwnego? Ja jestem tylko głupią, brzydką, starą i chorą
                      kobietą.
                      To zrozumiałe, że nie chcesz mnie widzieć, że masz swoje oddzielne
                      życie
                      tam, w tym twoim szerokim, wspaniałym świecie, do którego ja nigdy
                      nie miałam wstępu. To zupełnie naturalne, przecież ja bym ci tylko
                      przeszkadzała, krepowałabym twoją wolność, ośmieszałabym cię tylko.
                      Więc jakie ja mogę mieć do ciebie pretensje? Idź, wyjeżdżaj, żyj!


                      /Varia jak zostałem filmowcem/
                      • musz-ka23 Re: Motto na dziś 06.06.08, 20:05
                        „Czy pan nie widzi, że on już jest szczęśliwy.”

                        /Na pełnym morzu – S. Mrożek/
                        • musz-ka23 Re: Motto na dziś 06.06.08, 20:09


                          www.wpisz24.pl/2008/02/19/emigranci/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 07.06.08, 06:51
      Wydaje się, że moja mama lubi czytać o mnie w gazetach i oglądać
      mnie w telewizji. Według niej to d o b r z e, że się tam pojawiam.
      Jednak jest żarliwą katoliczką, kto więc może wiedzieć, co n a p r a
      w d ę myśli o tym, co robię czy mówię? Wydaje mi się, że jeśli
      człowiek kieruje się w życiu chęcią uzyskania
      rodzicielskiego „uznania" czy „błogosławieństwa", popełnia wielki
      błąd. Im szybciej powie sobie: „Dobra, oni to oni, ja to ja", tym
      lepiej na tym wyjdzie w życiu. Moglibyśmy znacznie ograniczyć
      występowanie chorób psychicznych w skali całego świata, gdybyśmy
      przyznali, że rodzice mogą doprowadzić dzieci do szaleństwa. Jestem
      przekonany, że do pewnego stopnia to właśnie oni są winni temu, że
      dzieciom odbija. Mają w tym większy udział niż telewizja czy płyty z
      rock and rollem. Istnieją tylko dwie rzeczy, które biją pod tym
      względem telewizję i rodziców — religia i narkotyki.

      ***

      My mother seems to like it if she sees my name in the papers, and if
      she sees me on TV she thinks it's good
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 07.06.08, 07:07
        Nasi chłopcy w mundurach

        Pewnego razu weszło do nas na próbę trzech marines w pełnym
        umundurowaniu i bez słowa usiadło w pierwszym rzędzie.
        Spytałem ich, jak się mają i czy nie chcą się przyłączyć. Zapytałem,
        czy znają jakieś piosenki i jeden z nich odpowiedział, że taaa,
        znają „House of the Rising Sun" i „Everybody Must Get Stoned". "To
        byczo — powiedziałem. — Zaśpiewalibyście z nami dziś wieczorem?
        Bardzo byśmy chcieli, żeby zaśpiewali z nami marines". Powiedzieli,
        że taaa, zaśpiewają.
        Kiedy wrócili, wprowadziłem ich na scenę, choć pewnie nie wolno im
        było na nią wchodzić w mundurach. Zaśpiewali „Every-body Must Get
        Stoned". Mieli już wtedy nieźle w czubie, więc
        powiedziałem: „Chłopcy, może pokażecie publiczności, jak zarabiacie
        na życie?"
        Wręczyłem im dużą lalkę i dodałem: „Wyobraźcie sobie, że to jakiś
        żółty szczeniak". My zagraliśmy, a tymczasem oni zabrali się do
        maltretowania lalki. Porozrywali ją na strzępy. To było naprawdę
        straszne. Kiedy już skończyli, podziękowałem im i przy spokojnym
        akompaniamencie pokazałem widzom zmaltretowane fragmenty. Nikt się
        nie śmiał.

        ***

        Our Boys in Uniform

        Anyway, we were in there every afternoon, rehearsing. One day, three
        Marines, in full dress uniform, came through the door, sat down in
        the front row
        • gdytyjeszczenamucheptapta Carringtona pan zna... 07.06.08, 07:14
          "I didn't have time to be anyone's muse...I was too busy rebelling
          against my family and learning to be an artist."
          Leonora Carrington




          img524.imageshack.us/img524/146/carr3yi7.jpg
          • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Carringtona pan zna... 07.06.08, 07:24
            - Wszystkim wiadomo, że Biblia jest pełna nieścisłości. Owszem, Noe
            schronił się na arce, ale upił się i wypadł za burtę. Pani Noe
            widziała na własne oczy, jak tonął, ale nie zrobiła nic, żeby go
            uratować, bo dziedziczyła w spadku całą tę menażerię. W czasach
            biblijnych ludzie byli bezwzględni, a stado bydła zastępowało wtedy
            konto w banku.

            L. Carrington, Trąbka do słuchania



            img524.imageshack.us/img524/2811/carrington5vw8.jpg
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 08.06.08, 04:54
      Wystarczy, że Herzog poczuje zapach pieczeni, a już kręci się jak
      mucha plujka, żeby mi wszystko zeżreć. Jak bym go nie wyzywał, nie
      obrażał, zawsze kiedy czegoś chce, przyłazi jak malaria, jak smród,
      który - czy się to komu podoba, czy nie - rozchodzi się od kawałka
      gówna.
      Nie będę opisywał szczegółów mordęgi w dżungli, szaleństwa,
      bezczelności, zuchwalstwa, brutalności, uporu, manii wielkości i
      braku talentu Herzoga, bo po pierwsze - przypominałoby to w
      działaniu miksturę wywołującą wymioty, po drugie - to strata czasu i
      energii. Jest tym samym rozkładającym się wysypiskiem śmieci, co
      przed dziesięciu laty, tylko jeszcze głupszym, bardziej
      ograniczonym, paralitycznym i dobijającym.

      ***

      Mimo że uciekam od spojrzeń Herzoga, on klei się do mnie jak mucha
      do gów.na. Już sama świadomość jego obecności tutaj doprowadza mnie
      do szału. Widząc, że zbliża się do mnie, krzyczę, żeby się nie
      ruszał. Wrzeszczę, że śmierdzi. Że się nim brzydzę. Że nie mogę
      słuchać jego zasranego paplania. Że go nie znoszę.
      Z nadzieją czekam, aż mnie zaatakuje. A wtedy zepchnę go do rzeki, w
      której spokojnych wodach roi się od krwiożerczych piranii, i będę
      patrzył, jak tną go na kawałki. Ale on nie chce mnie zaatakować.
      Fakt, że traktuję go jak ostatniego gnojka, nic a nic go nie
      wzrusza. Poza tym jest zbyt tchórzliwy. Atakuje tylko wtedy, jak
      wie, że przeciwnik jest bezsilny, choćby taki najęty Indianin, który
      musi wyżywić rodzinę i ze strachu przed utratą pracy, pozwala na
      wszystko, albo pozbawiony talentu aktor czy bezbronne zwierzę.
      Dzisiaj przywiązuje do kajaka lamę i puszcza ją w kierunku katarakt -
      podobno scenariusz tego wymaga. A kto, jak nie on to napisał!
      Dowiaduję się o tym już po wszystkim, kiedy lama wpada w wir i nikt
      nie może jej uratować. Widzę tylko, jak śmiertelnie przestraszone
      zwierzę, wygina się, próbując zrzucić więzy i uniknąć straszliwego
      końca. Zakręt rzeki zasłania widok, więc nie widzę, jak ginie w
      koszmarnych męczarniach, roztrzaskując się na ostrych skałach progów
      wodnych.
      Teraz nienawidzę mordercy Herzoga naprawdę. Krzyczę mu prosto w
      twarz, że chciałbym zobaczyć, jak zdycha tak jak to zwierzę, które
      skazał na śmierć. Życzę mu, żeby pożarły go krokodyle. Żeby powoli
      zadusiła go anakonda. Powinien go ukąsić pająk, żeby się zadławił,
      albo najbardziej jadowita żmija, żeby rozleciał mu się mózg. Niech
      pazury jaguara rozszarpią mu gardło - nie, to by było zbyt łagodne.
      Wielkie czerwone mrówki naszczają mu do oczu i żywcem wyżrą jaja i
      flaki. Zarazi się dżumą. Syfilisem. Malarią. Żółtaczką. Trądem.
      Wszystko na nic.

      Kiedy w pełnym rynsztunku wpadam do bagnistej dziury i próbuję wyjść
      z mułu, w którym coraz bardziej się pogrążam, krzyczę rozwścieczony:
      - Spier.dalam stąd! Nawet gdybym miał wiosłować do samego oceanu!
      - Spróbuj tylko, a każę cię posiekać mieczem - wygraża się ten
      złamany kutas, przestraszony ryzykiem, na które się naraża.
      - Jakim mieczem? - pytam z nadzieją, że mnie zaatakuje i będę go
      mógł zabić w obronie własnej.
      - Zastrzelę cię! - majaczy jak paralityk z rozmiękczonym mózgiem.
      Mam osiem kul dla ciebie i jedną dla siebie.

      (Kinski, "Ja chcę miłości")



      img444.imageshack.us/img444/9211/kinskicardinale1lj2.jpg
      <a href="Werner 1">https://www.youtube.com/watch?v=ZmS9cEmiZ0k</a>

      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 08.06.08, 05:04
        Bo Kinski nie był przecież po prostu aktorem. Był jak dzikie
        zwierzę, które musiało być codziennie na nowo ujarzmiane, po to, by
        ta "dzikość", ta nieokiełznana energia służyła w określonym momencie
        postaci ekranowej.
        W. Herzog





        Werner 1




        Werner 2
        • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 08.06.08, 05:22
          I see planets that don't exist and landscapes that have only been
          dreamed.

          I like to direct landscapes just as I like to direct actors and
          animals.

          (W. Herzog)




          Werner 3

    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 08.06.08, 07:52
      Nobody in football should be called a genius. A genius is a guy like
      Norman Einstein.
      Football commentator and former player Joe Theismann




      img395.imageshack.us/img395/7922/dbzz29ge5.jpg
      • musz-ka23 Re: Motto na dziś 08.06.08, 18:46

        Komunikaty są jak stroje bikini: to, co ukazują, jest podniecające,
        ale to, co ukrywają, jest najważniejsze.

        /Karl - Guenther von Hase/
        • musz-ka23 Re: Motto na dziś 08.06.08, 18:53
          O orgazmie z edukatorką seksualną dr Alicją Długołęcką i psycholożką
          Agnieszką Kramm rozmawia Anna Zawadzka

          c.d.

          Wróćmy do mężczyzn. Po co im orgazm?

          A.D.: W innych kulturach nie ma rozdzielania na kobiecy i męski.
          Owszem, mówi się tam, że kobieta z orgazmu czerpie energię,
          mężczyzna się jej pozbywa. Ale przede wszystkim mówi się o jedności,
          harmonii, połączeniu pierwiastka żeńskiego z męskim. O spotkaniu i
          bliskości.

          A.K.: Różnica tkwi w podejściu. Wśród mężczyzn dominuje jedno: ja
          orgazm muszę mieć.

          A.D.: I to jest straszny stereotyp, który niszczy męską seksualność.
          Znowu odwołam się do kultur Wschodu. Tam mężczyzn uczy się technik
          kontrolowania wytrysku. Dzięki temu mogą oni przeżywać orgazm bez
          wytrysku i orgazm wielokrotny. To wymaga treningu. Otwartości.
          Współpracy. Komunikacji. A nasz stereotyp sprawia, że z mężczyzn
          robi się maszynki.

          A.K.: Efekt: oni sami wierzą, że nimi są. Zgroza.

          Czym się różni orgazm kobiecy od męskiego?

          A.D.: Są cztery fazy podniecenia: narastająca, plateau, orgazm i
          okres refrakcji. U kobiety ostatnia faza przebiega szybko, za chwilę
          można mieć już następne orgazmy. Więcej - przy wielokrotnych
          orgazmach czas wymagany do osiągnięcia następnego jest coraz
          krótszy. U mężczyzny to niemożliwe. Jego organizm musi się
          zregenerować. Reszty bym nie różnicowała.
          • musz-ka23 Re: Motto na dziś 08.06.08, 18:56
            Spóźnione refleksje


            "Każdy wiek, jak to mówią, ma swe przyjemności.
            A więc zdrowych wyrostków nęci piłka nożna,
            Dojrzalszych absorbują rozkosze miłości,
            Z czasem zaś i nauce poświęcić się można.
            Każdy wiek, jak to mówią, ma swe przywileje.
            Prawda to jest banalna i slogan utarty;
            Toteż ja, proszę państwa, odkąd się starzeję,
            Mam całkiem nową pasją, mianowicie - karty.
            Lecz - do licha! - dlaczego tak późno zmądrzałem?
            Co dotychczas robiłem? Dużo głupstw, niestety!
            Goniłem przez pół wieku za czczym ideałem,
            Wabiły mnie podróże, wiersze i kobiety...
            Karty! Kto je wynalazł, ten jest dla mnie geniusz!
            Nie jakiś Archimedes, Newton czy Marconi,
            Od kart się nie uwolnisz, gdy ci weszły w rdzeń już,
            Za nimi odtąd stale wyobraźnia goni.
            Teraz, gdym się zestarzał, umysł mam otwarty,
            Przejrzałem, zrozumiałem i wiem już niezbicie,
            Że przez to, iż tak późno zacząłem grać w karty,
            Bezpowrotnie i głupio zmarnowałem życie."

            /Jan Brzechwa/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 09.06.08, 14:16
      Jestem wielkim przeciwnikiem rozwydrzenia sportowego, które się w
      ostatnich latach rozwinęło. Te „ambasadory” polskie (szczególnie
      polskie wobec zacofania na innych punktach) za granicą, te Ciumpały
      i Wyprztyki które reprezentują tężyznę narodu i są czczone jak bogi
      jakie, to jest gruba i niezdrowa przesada.

      Rozwydrzenie sportowe jest jedną z sił składowych ogólnego
      przesunięcia się na stronę ciemności. Tym niemniej sport uprawiany
      przez niezawodowców umiarkowanie jest rzeczą wspaniałą i
      przeciwdziałającą fizycznej degeneracji. Kto zaś nie może się
      oddawać sportom, musi, ale to koniecznie i koniec, robić codziennie
      gimnastykę Mullera, bez przyrządów. Można do niej co najwyżej
      dołączyć hantle. Dla codziennej gimnastyki trzeba mieć jednak trochę
      więcej woli niż dla codziennego porządnego mycia się. Zerwać się o
      dwadzieścia minut wcześniej niż koniecznie trzeba na to, aby z
      ciężką, nie dospaną głową robić pozornie bezsensowne ruchy, to jest
      wysoka marka dla przeciętnego pracownika umysłowego, a nawet
      zmysłowego. Ale trzeba się na to zdobyć — nie ma po prostu rady, a
      po miesiącu lub dwóch dostrzeże taki nieszczęśnik, który tego dotąd
      nie robił, co przez ten czas stracił, a po roku lub dwóch, pomijając
      już poprawę stanu psychicznego i wzmożenie sił fizycznych, dostrzeże
      nawet ze zdumieniem zmiany w budowie swego (może przedtem
      zanędzniałego) ciała. Pod wpływem masaży znika tłuszcz i nawet
      chropawa skóra staje się gładka, pęcznieją mięśnie i całe ciało
      nabiera niebywałego wigoru i lekkości. Dzień, w którym dla różnych
      powodów nie można było zrobić gimnastyki, staje się dniem
      przeklętym. Cały czas odczuwa się brak czegoś nieokreślonego, a
      nawet lekki wstręt do siebie. Oczywiście nie trzeba przesadzać,
      zaczynając od niewielkiej ilości ćwiczeń (ćwiczenia rano — masaż na
      noc), a nade wszystko nie zniechęcać się początkowym bólem
      wszystkich mięśni, a w szczególności brzucha. Na brzuch, tę
      najbardziej zaniedbaną część ciała, kładzie Muller największą
      wagę. Śmiech i kaszel są w pierwszych dniach wykluczone. Ale ból ten
      przechodzi w trzy do czterech dni zupełnie i zostaje tylko czysta
      rozkosz. Oczywiście nie w chwili samego gimnastykowania się. Jest to
      poza goleniem się największy wysiłek z tych codziennych,
      programowych. Ale opłaca się stokrotnie w ciągu dnia, chociażby
      jako obowiązkowy akt woli, do czego niektórzy w dalszym przebiegu
      doby mają nie kiedy mało sposobności. Do innych właściwości
      gimnastyki Mullera należy dodatni jej wpływ na funkcje kiszek i
      żołądka. Ćwiczenia należy bezwzględnie robić przed śniadaniem
      i przed pierwszym papierosem — oczywiście jeśli znajdzie się taki,
      który po przeczytaniu niniejszej książki będzie śmiał palić.
      (Witkacy)


      sportowiec zawiązuje buta

      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 09.06.08, 14:22
        Polecam paniom (a nawet mężczyznom po goleniu), aby nie używały
        pudrów kupnych, nie nawalały na twarze ohydnych masek, bo sobie
        popsują przedwcześnie podmaszcza i wyć będą potem po (samotnych)
        nocach, jak stare wyliniałe i parszywe suki.
        Twarz nie powinna być, pokryta pudrem, tylko napudrowana tyle, żeby
        nie świeciła się jak samowar, po czym puder powinien być starty.
        Wystarcza zwykła mączka ryżowa i puszek (a nie te ohydne, brudne,
        zaklejone kokocim sadłem poduszki jakieś, którymi się wciera w tę
        nieszczęsną mordo-skórę wszystkie możliwe świństwa). Sam używam
        tego od czterdziestu lat i kilku i cerę mam, mimo pewnego wieku,
        mówiąc z lekką przesadą, jak piętnastoletnia dziewczyna. A robienie
        sztucznych usteczek w kształcie serca, i to jeszcze karminem, a nie
        koralem jest ohydą ponad wszelką miarę paskudną. Nie widać ust,
        tylko jakieś wstrętne malatury, spomiędzy których łypnie czasem
        zdechło — fioletowy, przez kontrast, język czy dziąsła. Fu!
        (Witkacy)



        img146.imageshack.us/img146/5013/witk3js5.jpg
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 09.06.08, 14:37
        L. UŚMIECH KRETYNA
        Mogę powiedzieć, a nawet rzec śmiało, że większa część mego życia
        upłynęła w „cieniu uśmiechu kretyna”. Zaraz wyjaśnię ten niezbyt
        skomplikowany termin — nawet człowiek niewykształcony filozoficznie
        zrozumie go po prostu „w mig”. Jest to również jeden z refleksów
        utajonego i źle odegranego węzłowiska upośledzeń. Kretyn musi też
        żyć, tzn. uznawać samego siebie, i aby zlekceważyć wszystko, co może
        go zaniepokoić, i to zlekceważyć w imię tradycji, sensu, zdrowego
        rozsądku, normalności, przeciętności itp., wynalazł cudowny środek,
        właśnie ów „uśmiech kretyna”, który jest jednym z elementów
        najbardziej zatruwających u nas wszelką twórczość i powstawanie
        wszelkich, choćby najmniej rzucających się nowością w oczy, rzeczy
        nowych. Bo twórczość to nowość — co nie dowodzi, że każda
        snobistyczna nowalijka jest wysokiej marki twórczością. W
        tzw. „nowej sztuce” obok rzeczy genialnych (Cezanne, niektórzy
        kubiści: Picasso, Braque, Matisse i może kilku innych) była cała
        masa snobistycznej produkcji puszczonej tylko dla wyzyskania
        koniunktury. I to w oczach kretynów zdyskredytowało całą nową
        sztukę. Bo kretyn nie ma zmysłu dla odróżnienia rzeczy wartościowych
        od tandety: on tępi każdą nowość puszczając na nią swój zabójczy
        uśmiech, a w razie jej istotnej wartości i uznania dla niej po
        pewnym czasie robi woltę i staje się znawcą, wolny już uśmiech swój
        kierując na nowe zarówno nowalie, jak i istotne nowości. Kretyn
        nigdy nie uśmiechnie się swym specyficznym uśmiechem do czy nad
        rzeczą przez szersze kręgi uznaną: on ją będzie nieśmiało podziwiać
        twierdząc, że zawsze miał dla niej uznanie, gdy wszyscy na nią
        jeszcze plwali i rzygali.
        Ja, wskutek moich właściwości, które wyliczyłem wyżej a propos
        rozmowy mojej z Gustawem L. (pewna nowość produkcji, początkowa
        niezrozumiałość, możliwość łatwej interpretacji ujemnej — jako blagi
        i nabierania itp., itp. i pewne jednak uznanie niektórych),
        nadawałem się specjalnie jako obiekt dla kretyna w celu zużytkowania
        przez niego zdolności uśmiechowych. Czyż jest większa dla kretyna
        rozkosz, jak móc się z politowaniem Uśmiechnąć (a w Uśmiechu tym
        musi być zawarte to: „ja się nabrać nie dam” — to jest integralną
        jego częścią) nad czymś dzikim i niezrozumiałym, a jednak nie
        będącym już wyraźną croute’ą, camelote’ą czy pacotille’ą (czyli po
        prostu tandetą). Jest to ten sam problem, co tzw. słynny Gustaw —
        problem: lekceważenie już zbyt wyraźnie nieciekawych rzeczy i ludzi
        nie daje zadowolenia i poczucia wyższości, coś tam do zlekceważenia
        być musi — nie zadowolnią nas np. koty lub karaluchy, w lekceważeniu
        których nie napotykamy żadnych większych przeszkód. Dopiero jeśli
        kretyn natrafi na odpowiedni obiekt, wtedy rozwija natychmiast
        niezrównany czar swego uśmiechu, który doprowadza (w jego mniemaniu)
        do szału bezsilnej złości nieszczęsnych samców znajdujących się w
        jego kręgu i do obłędu drażni płciowo samice, szukające bardziej
        skomplikowanych przeżyć erognoseologicznych.
        Najpierw przedmiotem uśmiechu kretyna w stugębnym zaiste wydaniu
        były moje kompozycje tzw. demoniczne (po wojnie chciano je masowo
        kupować, ale nowe modele tego typu nie zostały jakoś wypuszczone),
        potem teoria Czystej Formy (dopóki prof. Władysław Tatarkiewicz nie
        wyciągnął jej z mroku na swoich seminariach), potem dramaty — te
        utknęły i zanikły zupełnie, potem filozofia, dopóki ostatecznie nie
        wydała mojej pracy Kasa Mianowski ego i nie odniosło się do niej
        poważnie, mimo krytycznych sprzeciwów (to zawsze każdemu wolno i tak
        być nawet musi), paru poważnych, uznanych myślicieli. Zawsze jakaś
        sfera mojej działalności była w danej epoce mojego życia w cieniu
        uśmiechu kretyna i jego „perfidnych rzeczników”,(tak musiałem
        napisać i koniec, i niech mi Chwistek ciężkim już za życia nie
        będzie) — i dlatego tak bardzo rozumiem doniosłość tego zjawiska,
        które rozszerzone do tych rozmiarów co u nas nabiera cech grozy
        społecznej: prowadzi do bezpłodnej malkontencji, zlekceważenia
        każdych oryginalnych poczynań (na tle tego, że każdy Polak au fond
        drugim Polakiem troszeczku pogardzowuje), do uznania tylko tego, co
        przyjdzie już z zagraniczną marką (na tym też polega prócz
        antyintelektualizmu, czyli mówiąc po prostu dureństwa, upadek
        teatru, poezji, malarstwa, literatury i krytyki u nas), do
        wyśmiewania się z bezinteresownej walki o idee, do zakatrupienia w
        zarodku każdej samodzielnej myśli, do ogólnego spsienia i zgó..enia
        wszystkiego; kretyn pokryje swym uśmiechem wszystko; uśmiech ten
        zaraźliwszy jest od dżumy, od niego nabierają idiotycznego refleksu
        całe ulice, całe lokale publiczne, całe miasta, kraj, Jest to jedna
        z tych plag, których grozy nie widzi się u początku jej pojawienia
        się (podobnie jest z radiem, które grozi zupełnym
        antyintelektualizmem, uniemożliwieniem pracy nielicznym
        intelektualistom przez bezustanne rzępolenie w dzień i w nocy i
        upadkiem muzyki), a gdy rozplenią się tak, że wyplenienie ich jest
        niemożliwe, wtedy dopiero robi się gwałt i lament, a wtedy jest już
        za późno.
        (Witkacy)



        img383.imageshack.us/img383/141/witkacy1wa2.jpg
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 09.06.08, 15:19
      Mirosław Orzechowski, były wiceminister edukacji chce, by Podolski i
      Klose stracili polskie obywatelstwo. - Wezwałem dziś rano Prezydenta
      RP Lecha Kaczyńskiego do natychmiastowego wszczęcia procedur
      pozbawienia obywatelstwa polskiego tych osób, które występują w
      narodowych barwach obcych państw - mówi lider LPR.



      img77.imageshack.us/img77/2396/dabrowski3pf8.jpg
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 09.06.08, 15:54

        Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem komunistą.
        Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem. Nie byłem
        socjaldemokratą.
        Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem
        związkowcem.
        Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem Żydem.
        Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.

        ***

        Als die Nazis die Kommunisten holten,
        habe ich geschwiegen;
        ich war ja kein Kommunist.
        Als sie die Sozialdemokraten einsperrten,
        habe ich geschwiegen;
        ich war ja kein Sozialdemokrat.
        Als sie die Gewerkschafter holten,
        habe ich nicht protestiert;
        ich war ja kein Gewerkschafter.
        Als sie die Juden holten,
        habe ich geschwiegen;
        ich war ja kein Jude.
        Als sie mich holten,
        gab es keinen mehr, der protestieren konnte.

        pastor Martin Niemöller




        img401.imageshack.us/img401/6899/antinazi5rk3.gif
        • musz-ka23 Re: Motto na dziś 09.06.08, 19:47

          Czegóż wymagać od publiczności, jeśli krytyka stoi
          poniżej jej przeciętnego poziomu.

          /Witkacy/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 10.06.08, 07:03
      Zdaje się, że chcesz mi dokuczyć w sposób zupełnie nieszlachetny,
      mój Bungo. Imputujesz i mnie, i jemu rzeczy urojone. Zrozumiałem
      wczoraj mnóstwo istotnych punktów. To są otchłanie - zapalał się
      znowu Brummel. - On się wdziera tam, gdzie ja sam nie śmiałem nigdy
      patrzeć, w to, rozumiesz, ostatnie skręcenie zasadniczych kierunków,
      w ten labirynt, w którym człowiek hoduje swego potwora. On bierze te
      monstra za rączki i prowadzi jak stado baranów na rzeź. Cudowny
      facet.


      img102.imageshack.us/img102/1708/witfantazja1jj3.jpg
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 10.06.08, 07:30
        Jednym z piękniejszych wyczynów Witkacego była pierwsza próba
        wprowadzenia filmu mówionego. Wiadomo było, że już na świecie są
        kina dźwiękowe, a u nas za parawanem przygrywała na pianinie
        anonimowa paniusia. Byliśmy z Guciem Zamoyskim wszyscy trzej lekko
        pod gazem. Poszliśmy do kina. Witkacy objął w filmie rolę kobiecą i
        wykrzyknął piskliwie: "Ryszardzie, czy stłamsisz mnie i porzucisz z
        dzieckiem?" - "Nigdy - odpowiedziałem basem - nie porzucę cię, póki
        nie zgnije najdrobniejszy korzonek mego drzewa ginekologicznego".
        Prowadziliśmy dłuższą chwilę ten pełen napięcia dialog, gdy wreszcie
        zrobiła się awantura. Pani zza parawanu oświadczyła: "Albo ja, albo
        ci panowie". Wyproszono nas z kina przy czynnej pomocy miejscowego
        policjanta. Już przy wyjściu Witkacy nagle postawił sprawę na
        gruncie towarzyskim: "Pan się nam nie przedstawił". Policjant
        stuknął obcasami i oznajmił, że nazywa się Pieniążek. Witkacy
        mruknął: "Witkiewicz", Gucio dodał: "Zamoyski", a ja, by nie obniżyć
        lotu, przedstawiłem się: "Sienkiewicz". Policjant był zgorszony i
        zasmucony: "To panowie mają u nas własne ulice, a nie potrafią się
        zachować w bioskopie".
        (Słonimski)



        zborsuczyły mi się suki zborsuczyły wszystkie trzy
        • gdytyjeszczenamucheptapta Kto był ten ułan? - spytał brutalnie. Milczała. 10.06.08, 07:45
          A jakże było z tymi innymi trzema kochankami - zapytał żartobliwie i
          głupkowato.

          Jakiś ptaszek zaświergotał wesoło i niedorzecznie.

          (Zazdrość i medycyna)




          img126.imageshack.us/img126/4598/choromanski2dg6.jpg
          img46.imageshack.us/img46/4945/ewa1xn1.jpg
          • musz-ka23 Re: Motto na dziś 10.06.08, 19:54
            - A jakżeż było z tymi innymi trzema kochankami? –
            zapytał głupkowato i czekał, że w tej chwili Rebeka się roześmieje.
            Rebeka jednak nie roześmiała się.
            Wtedy podniósł na nią oczy i zauważył, nic nie rozumiejąc, że wyraz
            jej twarzy zrobił się chłodny i odpychający. Usiadła na łóżku
            i spytała wyzywająco:
            - Kto ci to powiedział?
            W pierwszym odruchu chciał od razu przyznać się do niemądrego żartu,
            lecz sam nie wiedząc dobrze dlaczego, postanowił ten żart
            kontynuować.
            „ Dlaczego ona nawet się nie uśmiechnie, chce we wszystkim widzieć
            dziś smutne rzeczy?” pomyślał i żartował dalej:
            - Jeden z moich przyjaciół – rzekł lekkomyślnie i prawie ucieszył
            się
            - ze swej naiwnej mistyfikacji.
            - Który? – zapytała szybko.
            - Tego ci nie mogę powiedzieć – rzekł rozbawiony – ale wiem o tobie
            wszystko.
            - To nieprawda! – powiedziała ostro.
            Zachowanie się Rebeki było zupełnie niepojęte. Zamiast roześmiać się
            i uśmiechnąć, zamiast pogłaskać go po głowie: „ Po cóż mnie
            nabierasz, mój mały!”
            siedziała nieruchomo i z widocznym natężeniem myślała o czymś, jak
            gdyby
            usiłowała coś sobie przypomnieć.
            - Wiem, kto mógł powiedzieć! – rzekła wreszcie.
            - A, jeżeli wiesz, tym lepiej...Dlaczegóż sama mi o tym nie
            powiedziałaś?
            i zamrugał żółtymi oczami. Wciąż czekał, że zaraz ona się
            uśmiechnie. Lecz
            nie uśmiechnęła się. Wręcz przeciwnie, stała się jeszcze bardziej
            zamknięta
            w sobie, czujna, a nawet wroga.
            - Nie mówiłam ci o tym dlatego, że nigdy mnie nie pytałeś – odparła.
            - Co? – zapytał chirurg zupełnie otumaniony i nie rozumiejąc
            zupełnie nic.





            • musz-ka23 Re: Motto na dziś 10.06.08, 20:02
              - Więc opowiedz mi wszystko – rzekł.
              - Nic nie mam do powiedzenia – odparła.
              Milczała. Widać było, że ma się na baczności i pilnie śledzi każdy
              wyraz jego twarzy
              i każdy ruch.
              - Nie o nich mi chodzi! – rzekł chłodno Tamten. – Mogłabyś ich mieć
              nawet tysiąc!
              Ale dlaczego skłamałaś?
              - Ależ mój drogi, przecież ja cię na pewno w niczym nigdy nie
              okłamałam – i Rebeka
              załamała dłonie.
              - Skłamałaś......
              - Nie!...- A potem zaczęła, płacząc i połykając w pośpiechu słowa: -
              Przecież mnie nie pytałeś...
              Przecież mówiłam ci zawsze wszystko...całą prawdę!...Czego ty ode
              mnie chcesz?!...
              - Prawdy – odpowiedział......



              .....- Obiecaj mi – rzekł - że się rozstaniesz z mężem. Dziś
              jeszcze, zaraz gdy tylko wrócisz do domu,
              wyznasz mu wszystko.
              Oplotła go rękami ruchem tak desperackim, lecz jednocześnie pełnym
              wdzięczności i wzruszenia, że poczuł
              się zupełnie rozbrojony. Przywarła ustami do jego ucha i szepnęła
              wyraźnym, poważnym szeptem:
              - Dobrze. Uczynię wszystko, co chcesz.
              Wtedy ogarnęły go radość i spokój, których dotychczas w życiu nie
              doznał. Prawo zaś równoległości
              miłosnych doznań podpowiadało mu, że podobną radość przeżywa i ona.
              - Zrobisz to dzisiaj na pewno – rzekł chirurg.
              - Na pewno – odrzekła z przekonaniem.
              - Nie skłamiesz mi więcej? – zapytał chirurg.
              - Nie kłamię nigdy! Trzeba mi wierzyć! ...- odpowiedziała i chirurg
              patrzył na nią wzrokiem
              prawie załzawionym, jak gdyby w istocie patrzył na bizantyjską
              madonnę. „ Miłość robi z ludzi
              świętych. Jak gdyby ktoś nas w tej chwili pobłogosławił!”...
              • musz-ka23 Re: Motto na dziś 10.06.08, 20:06

                - Na pewno zdradzasz mnie z doktorem Tamtenem?!...Nie spuszczał z
                niej oczu .
                I znowu zobaczył jej spojrzenie: jasne, kochające, dobrotliwe.
                - Mój mały – powiedziała – jakiż ty jesteś niemądry!...
                Trzeba mi wierzyć. Przecież sam widzisz, jak mnie nudzi ten
                chirurg.....
                Czy sam tego nie czujesz, że jestem ci
                wierna?.....................................

                • musz-ka23 Re: Motto na dziś 10.06.08, 20:10
                  .....A więc po każdym ciosie nie trzeba ani podróżować, ani szukać
                  zapomnienia
                  gdzie indziej, lecz należy pogłębić w sobie cierpienie do
                  ostatecznego stopnia.
                  To o cierpieniu. O miłości zaś – trzeba wreszcie zrozumieć, że nie
                  jest i nie powinna
                  być celem w życiu. Jeżeli natomiast będzie na drugim planie, to
                  nigdy nie będzie
                  niebezpieczna.

                  /M. Choromański – Zazdrość i medycyna/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 11.06.08, 08:11
      Chcę być świętą, nietykalną dla nikogo i dla samej siebie i
      jednocześnie chcę być rozdarta przez milion uścisków
      nieznajomych obrzydliwych mężczyzn, którzy by się zarzynali
      wzajemnie o moje ciało. Chcę być wbita na pal i smagana nahajami
      przez jakieś spotworniałe od pożądań ludzkie bydlęta i jednocześnie
      chcę, aby błękitny pocałunek anioła, jak kwiat niedosiężny, spadł w
      najgłębszą cichą dolinkę mojej dziewczynkowatej duszy.

      Janulka Fizdejkówna


      img258.imageshack.us/img258/5510/wit510rs2.jpg
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 11.06.08, 08:15
        Tylko mnie proszę nie mieszać do biznesów. My jesteśmy kwiaty, które
        wyrastają na waszych skrzyniach, frachtach, cargach i embargach. Nic
        z tego nie rozumiem, ale to jest grządka, na której rosnę. A więdnąć
        nie mam jeszcze ochoty. Tom! Słuchaj papy we wszystkim. Radzę ci.

        Lily, Bzik tropikalny


        img441.imageshack.us/img441/5918/wit7so7.jpg


      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 11.06.08, 08:22
        #3. Wykluczona absolutnie jest wszelka krytyka ze strony
        klienta. Portret może się klientowi nie podobać, ale firma nie może
        dopuścić do najskromniejszych nawet uwag, bez swojego specjalnego
        upoważnienia. Gdyby firma pozwoliła sobie na ten luksus:
        wysłuchiwania zdań klientów, musiałaby już dawno zwariować.
        Na ten paragraf kładziemy specjalny nacisk, bo najtrudniej jest
        wstrzymac klienta od zupełnie zbytecznych wypowiedzeń się.
        Portret jest przyjęty, lub odrzucony - tak, lub nie, bez żadnego
        umotywowania. Do krytyki należy również konstatowanie podobieństwa,
        względnie niepodobieństwa, uwagi co do tła, zakrywanie ręką części
        narysowanej twarzy w celu dania do zrozumienia, że to ta część
        właśnie się nie podoba, powiedzenie takie jak: "jestem za ładna",
        czy "Czy ja jestem taka smutna?", "To nie jestem ja", w ogóle
        wszystko i to tak pod względem dodatnim, jak ujemnym. Po namyśle,
        ewentualnie po poradzeniu się osób trzecich, klient mówi tak (lub
        nie) i koniec - po czym podchodzi (lub nie) do tak zwanego "okienka
        kasowego", tzn. po prostu wręcza firmie umówioną sumę. Nerwy firmy,
        ze względu na niesłychaną trudność zawodu tejże, muszą być
        szanowane.


        img371.imageshack.us/img371/3849/witfalszko3um6.jpg
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 12.06.08, 06:58
      I want to tell you
      what's alright to know:
      let's make a celebration of love
      soul to soul
      CosmoPolis is not a place
      CosmoPolis is open space
      we are all now
      we are all now
      we are all now
      we are all now
      love the colour of your skin
      love the colour of your eyes
      this love has always been alive




      www.youtube.com/watch?v=uSEMPHbnPjI
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 12.06.08, 07:04
        The yuppie idea of the future ain’t my idea of a future. Your safe
        car, and home, and job, and all the time rushing between the three —
        let’s make people feel they can grow up and have some education,
        some interest in life! That’s what counts!
        Joe Strummer




        img212.imageshack.us/img212/3240/strummerbiafra5jt8.jpg
        img364.imageshack.us/img364/9599/tshirt5kf6.jpg
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 12.06.08, 07:07
        "Być punkiem oznacza zaś m. in. móc poranić swego partnera żyletkami
        zaszytymi w dżinsowych spodniach i koszulach, to móc bić już
        leżących łańcuchami".
        (ks. prof. dr hab. Andrzej Zwoliński)




        www.youtube.com/watch?v=LEPBEsqxgXI
        • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 12.06.08, 07:14
          love is the shelter, love is the key
          love is all creation
          reality is living free
          love is our liberation




          www.brygada-kryzys.art.pl/
          www.youtube.com/watch?v=GcKS09uOBTU
          • musz-ka23 Re: Motto na dziś 12.06.08, 19:13
            Mam prośbę do naszych fanów. Jeżeli którykolwiek z was w jakikolwiek
            sposób nienawidzi homoseksualistów, ludzi o innym kolorze skóry, lub
            kobiet, zrób nam jedną przysługę – odwalcie się od nas! Nie
            przychodźcie na nasze koncerty i nie kupujcie naszych płyt.

            /Kurt Cobain/
            • musz-ka23 Re: Motto na dziś 12.06.08, 19:16
              Apatia mojego pokolenia. Obrzydza mnie. Obrzydza mnie też moja
              własna apatia, bycie tchórzliwym i nie przeciwstawianie się
              rasizmowi, seksizmowi i wszystkim innym -izmom, na które
              kontrkultura narzeka od lat.

              /Kurt Cobain/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 13.06.08, 09:31
      Fale prawie zupełnie znikły, a powierzchowna warstwa tej cieczy -
      tego, z czego jest ocean - stała się półprzeźroczysta, z
      zadymieniami, które nikły, aż po krótkim czasie nastąpiło zupełne
      wyklarowanie i mogłem przez warstwę kilkumetrowej chyba grubości
      patrzeć w głąb. Gromadził się tam jak gdyby żółty szlam, który
      cienkimi, pionowymi smużkami szedł w górę, a gdy wypływał na
      wierzch, stawał się szkliście lśniący, zaczynał się burzyć i pienić,
      i tężał; podobny był wtedy do bardzo gęstego, przypalonego cukrowego
      syropu. Ten szlam czy śluz zbierał się w grube węzły, wyrastał nad
      powierzchnię, tworzył kalafiorowate wyniosłości i powoli formował
      rozmaite kształty. Zaczęło mnie ściągać ku ścianie mgły, więc
      musiałem przez parę minut parować ten ruch obrotami i sterem, a
      kiedy mogłem znowu wyjrzeć, na dole, pode mną, zobaczyłem coś, co
      przypominało ogród. Tak, ogród. Widziałem karłowate drzewka i
      żywopłoty, i ścieżki, nieprawdziwe - wszystko to było z tej samej
      substancji, która całkiem już stężała jak żółtawy gips. Tak to
      wyglądało; powierzchnia lśniła mocno, opuściłem się, jak tylko
      mogłem, żeby to dokładnie obejrzeć.


      Kiedy wszedłem na trzysta metrów, mgła była pode mną podziurawiona
      wgłębieniami, wyglądała zupełnie jak ser. Jedne z tych dziur były
      puste i widziałem w nich falowanie oceanu, a w innych coś się
      kotłowało. Zeszedłem w jedno z takich miejsc i na czterdziestu
      metrach zobaczyłem, że pod powierzchnią oceanu - ale całkiem płytko -
      leży ściana, jak gdyby ściana bardzo wielkiego budynku;
      przeświecała jasno poprzez fale i miała szeregi regularnych,
      prostokątnych otworów, jak okna; a nawet wydało mi się, że w
      niektórych oknach coś się porusza. Tego nie jestem już całkiem
      pewny. Ta ściana zaczęła się powoli podnosić i wynurzać z oceanu.
      Ściekał po niej śluz całymi wodospadami i jakieś śluzowate twory,
      takie żyłkowane zgęszczenia. Nagle rozłamała się na dwie części i
      poszła w głąb tak szybko, że natychmiast znikła. Podciągnąłem
      maszynę jeszcze raz w górę i leciałem tuż nad samą mgłą, że prawie
      dotykałem jej podwoziem. Zobaczyłem następne puste lejowate miejsce -
      było chyba kilka razy większe od pierwszego.
      Już z daleka zobaczyłem coś pływającego, wydało mi się, ponieważ
      było to jasne, prawie białe, że to jest skafander Fechnera, tym
      bardziej, że kształt przypominał człowieka. Zrobiłem zwrot
      maszyną, bardzo gwałtowny, bałem się, że mogę minąć to miejsce i już
      go nie odnajdę; ta postać z lekka uniosła się wtedy i wyglądało, jak
      gdyby pływała czy też stała po pas w fali. Spieszyłem się i
      zeszedłem tak nisko, że poczułem uderzenie podwozia o coś miękkiego,
      o grzbiet fali, przypuszczam, bo była w tym miejscu spora. Ten
      człowiek, tak, to był człowiek, nie miał na sobie skafandra. Mimo to
      się poruszał. Pytanie: Czy zobaczyłeś jego twarz? Odpowiedź Bertona:
      Tak. Pytanie: Kto to był? Odpowiedź Bertona: To było dziecko.
      Pytanie: Jakie dziecko? Czy widziałeś je kiedyś w życiu
      gdziekolwiek?
      Odpowiedź Bertona: Nie. Nigdy. W każdym razie nie przypominam sobie.
      Zresztą, jak tylko się zbliżyłem - dzieliło mnie od niego ze
      czterdzieści metrów, może trochę więcej - zorientowałem się, że jest
      w nim coś niedobrego. Pytanie: Co przez to rozumiesz? Odpowiedź
      Bertona: Zaraz powiem. Nie wiedziałem najpierw, co to jest.
      Dopiero po chwili zorientowałem się: było nadzwyczaj wielkie.
      Olbrzymie to jeszcze mało powiedziane. Miało bodaj że cztery metry.
      Pamiętam dokładnie, że kiedy uderzyłem podwoziem o falę, jego twarz
      znajdowała się nieco powyżej mojej, a chociaż siedziałem w kabinie,
      to jednak musiałem znajdować się ze trzy metry nad powierzchnią
      oceanu.
      (Lem, Solaris)


      Ciekawe, czy ten Berton to od Bretona - "papieża surrealizmu".





      *****




      The waves had almost completely disappeared, and the upper layer of
      the fluid — or whatever the ocean is made of — was becoming
      transparent, with murky streaks here and there which gradually
      dissolved until, finally, it was perfectly clear. I could see
      distinctly to a depth of several yards. I saw a sort of yellow
      sludge which was sprouting vertical filaments. When these filaments
      emerged above the surface, they had a glassy sheen. Then they began
      to exuam — they frothed — until the foam solidified; it was like a
      very thick treacle. These glutinous filaments merged and became
      intertwined; great bubbles swelled up on the surface and slowly
      began to change shape. Suddenly I realized that my machine was
      being driven towards the wall of fog. I had to manoeuver against
      the wind, and when I was able to look down again, I saw something
      which looked like a garden. Yes, a garden. Trees, hedges, paths —
      but it wasn't a real garden; it was all made of the same substance,
      which had hardened and by now looked like yellow plaster. Beneath
      this garden, the ocean glittered. I came down as low as I dared in
      order to take a closer look.


      When I reached 1000 feet and took another look at the fog, it was
      pitted with more irregularly shaped holes, rather like a piece of
      cheese. Some of these holes were completely hollow, and I could see
      the ocean waves; others were only shallow saucers in which something
      was bubbling. I descended another well and saw — the altimeter read
      120 feet — I saw a wall lying beneath the ocean surface. It wasn't
      very deep and I could see it clearly beneath the waves. It seemed
      to be the wall of a huge building, pierced with rectangular
      openings, like windows. I even thought I could see something moving
      behind them, but I couldn't be absolutely certain of that. The wall
      slowly broke the surface and a mucous bubbling liquid streamed down
      its sides. Then it suddenly broke in half and disappeared into the
      depths.
      I regained height and continued to fly above the fog, the
      machine almost touching it, until I discovered another clearing,
      much larger than the previous one.
      While I was still some distance away, I noticed a pale, almost
      white, object floating on the surface. My first thought was that it
      was Fechner's
      flying-suit, especially as it looked vaguely human in form. I
      brought the aircraft round sharply, afraid of losing my way and
      being unable to find the same spot again. The shape, the body, was
      moving; sometimes it seemed to be standing upright in the trough of
      the waves. I accelerated and went down so low that the machine
      bounced gently. I must have hit the crest of a huge wave I was
      overflying. The body — yes, it was a human body, not an atmosphere-
      suit — the body was moving.
      QUESTION: Did you see its face?
      BERTON: Yes.
      QUESTION: Who was it?
      BERTON: A child.
      QUESTION: What child? Did you recognize it?
      BERTON: No. At any rate, I don't remember having seen it
      before. Besides, when I got closer — when I was forty yards away,
      or even sooner — I realized that it was no ordinary child.
      QUESTION: What do you mean?
      BERTON: I'll explain. At first, I couldn't understand what
      worried me about it; it was only after a minute or two that I
      realized: this child was extraordinarily large. Enormous, in fact.
      Stretched out horizontally, its body rose twelve feet above the
      surface of the ocean, I swear. I remembered that when I touched the
      wave, its face was a little higher than mine, even though my cockpit
      must have been at least ten feet above the ocean.


      img444.imageshack.us/img444/4626/131fp1.gif
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 13.06.08, 10:02
        Skoro mam na stanie Solaris w kilku językach...

        Die Wellen waren fast ganz verschwunden, und diese Flüssigkeit —
        das, woraus der Ozean besteht — wurde in der obersten Schicht
        durchscheinend mit rauchigen Trübungen; die verschwanden dann,
        und nach kurzer Zeit kam es zu völliger Klärung.
        Ich konnte durch eine wohl etliche Meter dicke Schicht ins Innere
        schauen. Dort sammelte sich etwas wie gelblicher Schlamm, der in
        dünnen, senkrechten Bändchen nach oben stieg; sobald er an der
        Oberfläche auftauchte, wurde er glasig glänzend, begann zu wallen
        und zu schäumen und versteifte sich; nun sah er so ähnlich aus wie
        dicker, angebrannter Zuckersirup. Dieser Schlamm oder Schleim
        sammelte sich zu dicken Knoten, wuchs über die Ozeanfläche
        empor, erzeugte höckerige Erhebungen und bildete langsam allerlei
        Formen aus. Es begann mich zur Nebelwand hin abzutreiben, also
        mußte ich ein paar Minuten lang mit Gas und Steuer dieser Bewegung
        entgegenarbeiten. Als ich wieder hinausschauen konnte,
        erblickte ich tief unter mir etwas, was an einen Garten erinnerte.
        Ja, an einen Garten. Ich sah Zwergbäume und Hecken und Wege, alles
        nicht echt, alles aus dieser einen Substanz, die schon völlig steif
        war, wie gelblicher Gips. So sah das aus; der Ozeanspiegel glänzte
        stark, ich ließ mich so tief hinab, wie ich nur konnte, um mir das
        genauer zu besehen.


        Als ich auf dreihundert Meter hinaufstieg, war der Nebel unter mir
        von Einbuchtungen durchlöchert, ganz wie ein Käse hat er ausgesehen.
        Eines dieser Löcher war leer, und ich sah darin den Ozean wogen, in
        anderen wieder brodelte etwas. Ich flog in eine dieser Stellen
        hinein, und aus vierzig Meter Höhe sah ich, daß unter der
        Ozeanoberfläche, ganz dicht darunter, eine Wand lag, etwas wie die
        Wand eines sehr großen Gebäudes; sie schimmerte hell durch die
        Wellen und hatte Reihen regelmäßiger rechteckiger Öffnungen, wie
        Fenster; es schien mir sogar, daß sich in manchen Fenstern etwas
        bewegte, aber dessen bin ich nicht so ganz sicher. Diese Wand begann
        sich langsam zu heben und aus dem Ozean hervorzutauchen. Der Schleim
        troff in ganzen Wasserfällen an ihr herab, und auch irgendwelche
        schleimige Gebilde, so geäderte Verdichtungen. Plötzlich zerbrach
        sie in zwei Teile und ging so schnell unter, daß sie im Nu
        verschwunden war. Ich zog nochmals die Maschine hoch und flog so
        dicht über dem Nebel weiter, daß ich ihn fast mit dem Fahrgestell
        berührte. Ich sichtete die nächste leere trichterartige Stelle, sie
        war wohl ein paarmal so groß wie die erste.
        Schon von weitem sah ich etwas schwimmen; weil das hell war,
        fast weiß, bildete ich mir ein, das sei Fechners Raumanzug, und
        zwar um so mehr, als das wie ein Mensch geformt war. Ich wendete
        die Maschine, sehr jäh, denn ich befürchtete, über diese Stelle
        hinauszufliegen und sie nicht wiederzufinden; nun erhob sich diese
        Gestalt ein wenig, das sah aus, als schwimme oder stehe sie bis zum
        Gürtel in der Welle. Ich beeilte mich und ging so tief hinunter, daß
        ich das Fahrgestell an etwas Weiches schlagen fühlte, an den Kamm
        einer Welle, nehme ich an. Dieser Mensch, ja, es war ein Mensch,
        trug keinen Raumanzug. Trotzdem bewegte er sich.
        Frage: Hast du sein Gesicht gesehen?
        Antwort Bertons: Ja.
        Frage: Wer war das?
        Antwort Bertons: Es war ein Kind.
        Frage: Was für ein Kind? Hast du es schon irgendeinmal im
        Leben irgendwo gesehen?
        Antwort Bertons: Nein. Nie. Jedenfalls erinnere ich mich nicht. Im
        übrigen, sobald ich ihm nahekam — ich war an die vierzig Meter
        von ihm entfernt, vielleicht ein klein wenig mehr—, spürte ich, daß
        etwas daran nicht stimmte.
        Frage: Was meinst du damit?
        Antwort Bertons: Sag ich gleich. Zuerst wußte ich nicht, was es
        war. Erst nach einer Weile wurde es mir klar: das Kind war
        außerordentlich groß. Riesig. Das ist noch zu wenig gesagt. Es war
        vielleicht vier Meter groß. Ich erinnere mich genau, als ich mit dem
        Fahrgestell gegen die Welle stieß, hatte das Kind den Kopf etwas
        höher als ich, und wenn ich auch in der Kabine saß, muß ich mich
        doch an die drei Meter über der Ozeanoberfläche befunden haben.


        *****


        Las olas habían desaparecido casi del todo y la capa superior de ese
        fluido —lo que compone el océano— era ahora transparente, con
        estelas confusas aquí y allá, que se disipaban; al poco tiempo
        volvió a hacerse la luz. Alcanzaba a ver claramente hasta una
        profundidad de varios metros. Veía una especie de ciénaga, de légamo
        amarillo, que proyectaba filamentos verticales. Cuando esos
        filamentos afloraban a la superficie, tenían un resplandor vidrioso,
        y empezaban luego a desprender espuma, y por último esa
        espuma se coagulaba; se hubiera dicho un almíbar espeso. Aquellos
        filamentos viscosos se mezclaban, se entrelazaban; protuberancias
        turgentes cruzaban por encima del océano y adquirían poco a poco
        distintas formas. Noté de pronto que mi aparato se desviaba
        hacia el muro de niebla; tuve entonces que maniobrar a contraviento,
        y cuando pude mirar de nuevo hacia abajo, vi algo que me recordó un
        jardín. Sí, un jardín. Arboles, setos, senderos; pero no era un
        verdadero jardín; todo estaba hecho de esa misma sustancia, que
        ahora se había solidificado del todo y parecía yeso amarillo. Bajo
        el jardín, brillaba el océano. Descendí todo lo que pude. Quería
        mirar de cerca ese jardín.


        Cuando volví a subir a 300 metros y miré nuevamente la niebla, los
        agujeros eran más numerosos, irregulares; me recordaron un pedazo de
        queso. Algunos de los agujeros eran completamente huecos y yo
        veía del otro lado las olas del mar; otros eran sólo cubiletes,
        donde hervía algo. Volví a descender a uno de los pozos —el
        altímetro indicaba cuarenta— y vi un muro que descansaba en la
        superficie del océano; pero no a gran profundidad. Era el muro de un
        inmenso edificio; lo veía claramente a través de las olas; estaba
        atravesado por varias hileras de aberturas rectangulares, ventanas;
        me pareció incluso que algo, no sé qué, se movía detrás de algunas
        de esas ventanas. Pero no estoy del todo seguro. El muro se
        levantó lentamente y emergió del océano. Un líquido mucoso, veteado
        de engrasamientos compactos, chorreaba en abundancia y corría a lo
        largo del muro. Bruscamente, el muro se partió en dos, se hundió en
        las profundidades del océano, y desapareció. Volví a subir y
        continué volando por encima de la niebla, que casi rozaba mi
        aparato. Descubrí otro pozo, mucho mas amplio que el anterior.
        Ya desde lejos había visto una forma clara, casi blanca, que flotaba
        en las olas; pensé en seguida que era la escafandra de Flechner,
        pues parecía tener una forma vagamente humana. Giré en redondo;
        temía extraviarme y no encontrar mas el sitio. Esa forma, ese cuerpo
        se movía; a veces parecía nadar, otras se incorporaba en la cresta de
        una ola. Me apresuré; descendí tan abajo que mi aparato rebotó
        suavemente; había chocado tal vez con la cresta de la gran ola. El
        cuerpo —sí, era un cuerpo humano, sin escafandra—, el cuerpo se
        movía.
        Pregunta: ¿Le viste la cara?
        Berton: Sí.
        Pregunta: ¿Quién era?
        Berton: Un niño.
        Pregunta: ¿Qué niño? ¿Lo habías visto antes al-guna vez?
        Berton: No. Nunca. Al menos, no lo recuerdo. Además, cuando estuve a
        cuarenta metros o quizá menos, advertí que no era un niño ordinario.
        Pregunta: ¿Qué quieres decir?
        Berton: Lo explicaré. No me di cuenta en seguida; lo entendí al cabo
        de un rato: el niño era muy grande. Enorme es poco decir. Extendido
        horizontalmente sobre las aguas, el cuerpo se elevaba a unos cuatro
        metros por encima del océano, lo juro. Recuerdo que en el momento en
        que toqué la ola, el rostro del niño estaba un poco más arriba que
        yo, y sin embargo, en mi cabina, yo debía de encontrarme a una
        altura de por lo menos tres metros.



        • musz-ka23 Re: Motto na dziś 13.06.08, 18:51
          HO, HO, HO. TAK, RZECZYWIŚCIE, WITAJ, MAŁE DZIECKO ZWANE
          KURZAJKĄ LUMPY, CÓŻ ZA PIĘKNE IMIĘ. WIEK SIEDEM LAT,
          JAK SIĘ DOMYŚLAM? DOBRZE. TAK, WIEM, ŻE TO ZROBIŁA.
          PROSTO NA ŁADNĄ, CZYSTĄ PODŁOGĘ, TAK. ONE TAK ROBIĄ,
          WIESZ? TO COŚ, CO WARTO WIEDZIEĆ O PRAWDZIWYCH ŚWINIACH.
          TU MASZ, PROSZĘ. NIE, NIE MA ZA CO. SZCZĘŚLIWEGO STRZEŻENIA
          WIEDŹM I BĄDŹ GRZECZNY. BĘDĘ WIEDZIAŁ, CZY BYŁEŚ GRZECZNY,
          CZY NIE. PAMIĘTAJ. HO.HO.HO.
          - Wprowadziłeś, panie, nieco magii do tego małego życia pochwalił
          Albert,
          kiedy odeszło kolejne dziecko.
          LUBIĘ TEN WYRAZ NA ICH TWARZYCZKACH, oświadczył Wiedźmikołaj.
          - Znaczy, ten rodzaj przerażenia i podziwu, i niepewności, czy mają
          się
          śmiać,
          czy płakać, czy siusiać w spodnie?


          /Terry Pratchett/
          • musz-ka23 Re: Motto na dziś 13.06.08, 18:55
            Trzy myszy przechwalały się w barze, która jest większym chojrakiem.
            Pierwsza mówi: - Ja biorę sobie trutkę, dzielę na porcje i wciągam
            nosem. Na to druga: - Ja ćwiczę bicepsy na pułapkach. Trzecia mysz
            nie mówi nic i szykuje się do wyjścia. - A ty gdzie idziesz? - Do
            domu, pobzykać kota.



            • musz-ka23 Re: Motto na dziś 13.06.08, 19:00


              Idzie sobie zajączek przez polanę i pali sobie cygaro. Zobaczyła to
              krowa i mówi: - Taki mały i pali cygaro! Na to zajączek: - Taka
              duża, a nie nosi stanika!

    • gdytyjeszczenamucheptapta I wszystkie zapładniać! 14.06.08, 13:41
      Niech twe wino obmyje mój kielich.
      (Pieśń nad pieśniami)





      img150.imageshack.us/img150/2853/sal5qp8.jpg
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: I wszystkie zapładniać! 14.06.08, 13:47
        pressing jego umiejętności gry w powietrzu musi przynieść rezultat

      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: I wszystkie zapładniać! 14.06.08, 13:49
        Kiedy kobietę w własne łoże złożę,
        Spokojny jestem, że nie cudzołożę.
        (Sztaudynger)




        chcesz o tym porozmawiać?
        • musz-ka23 Re: I wszystkie zapładniać! 14.06.08, 17:27
          Nie zna. . .

          Nie zna imienia pana,
          A już randka rozbierana.
          (Jan Sztaudynger)
          • musz-ka23 Re: Motto na dziś 14.06.08, 17:29

            Do wyboru

            Albo wianek,
            Albo Janek.
            (Jan Sztaudynger)
            • musz-ka23 Re: Motto na dziś 14.06.08, 17:37

              Jak już - to już

              Jak już grzeszyć, to ordynkiem:
              Myślą, mową i uczynkiem.
              (Jan Sztaudynger)
              • musz-ka23 Re: Motto na dziś 14.06.08, 17:40

                Pomsta nieba

                O pomstę do nieba woła,
                Gdy on nic, choć ona goła.
                (Jan Sztaudynger)
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 15.06.08, 06:09
      Ateistą jestem z powodów moralnych. Uważam, że twórcę rozpoznajemy
      poprzez jego dzieło. W moim odczuciu świat jest skonstruowany tak
      fatalnie, że wolę wierzyć, iż nikt go nie stworzył!
      (Lem)



      www.youtube.com/watch?v=ff5FoGtAbro
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 15.06.08, 06:13
      We're dreamers, you see, but we're also realists, of a sort.
      (William Gibson)





      img78.imageshack.us/img78/5934/16surrmagritte75sd6.jpg
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 15.06.08, 06:20
      Co do narodowości, to sądzę, że herr Virek jest jedynym obywatelem
      narodu składającego się z herr Vireka.

      William Gibson, Graf Zero




      Ku..ko dobra muza, nie wolno nie posłuchać:
      www.youtube.com/watch?v=pGqG33jbZ34&feature=related
      • musz-ka23 Re: Motto na dziś 15.06.08, 18:13

        Bawisz się słowami. Upajasz się nimi. Słowami chcesz zastąpić
        normalne, ludzkie uczucia, których w tobie nie ma.


        Emocje, kaprysy i kłamstwa, fascynacja i gra. Uczucia i ich brak...
        Dary, których nie wolno przyjąć... Kłamstwo i prawda. Czym jest
        prawda? Zaprzeczeniem kłamstwa? Czy stwierdzeniem faktu? A jeżeli
        fakt jest kłamstwem, czym jest wówczas prawda? Kto jest pełen uczuć,
        które nim targają, a kto pustą skorupą zimnego czerepu? Kto?
        Co jest prawdą? Czym jest prawda?
         

        /Miecz przeznaczenia - A Sapkowski/
        • musz-ka23 Re: Motto na dziś 15.06.08, 18:17

          Moją ogromną przywarą jest niepohamowana dobroć. Ja po prostu muszę
          czynić dobro. Jestem jednak rozsądnym krasnoludem i wiem, że
          wszystkim wyświadczyć dobra nie zdołam. Gdybym próbował być dobry
          dla wszystkich , dla całego świata i wszystkich zamieszkujących go
          istot, byłaby to kropelka pitnej wody w słonym morzu, innymi słowy:
          stracony wysiłek. Postanowiłem zatem czynić dobro konkretne. Jestem
          dobry dla siebie i dla mojego bezpośredniego otoczenia.

           /Chrzest Ognia - A.Sapkowski/
          • musz-ka23 Re: Motto na dziś 16.06.08, 08:49

            Lecz tak właśnie najczęściej bywa z czynami, które obracają koła
            świata: dokonują ich małe ręce, na małych spada ten obowiązek, gdy
            oczy wielkich zwrócone są w inną stronę.

            /Władca Pierścienia - J.R.R.Tolkien/

            • musz-ka23 Re: Motto na dziś 16.06.08, 14:23

              Oczywiście Władca Pierścieni : Drużyna Pierścienia
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 17.06.08, 10:10
      y no me preguntes si te quiero,
      que no te preocupe lo que pienso,
      que yo soy completamente tuya a mi manera,
      pero a cambio quiero ser tu sueño,
      yo no me conformo con tus besos,
      quiero darte todo lo que siento y mas que eso.






      my new wonderful lover!
      • musz-ka23 Re: Motto na dziś 17.06.08, 20:48

        Quédate aquí sueño
        en mis brazos
        quédate aquí
        para mí

        Y no me digas que me amas
        no me digas que me adoras
        dime sólo que te quedas
        una vida junto a mí

        Llévame por ahí
        llévame en tus ansias a un lugar
        donde ya no tenga que jurar
        donde ya no tenga que mentir
        donde sólo exusta para ti

        www.youtube.com/watch?v=RIAWkRERPCc&feature=related
        • musz-ka23 Re: Motto na dziś 17.06.08, 20:57

          Miłość bardzo przypomina torturę albo zabieg chirurgiczny.(...)
          Ona albo on będzie wykonawcą, czy katem; drugie pacjentem,
          albo ofiarą.

          /Charles Baudelaire/
    • gdytyjeszczenamucheptapta ...był to otyły mężczyzna, którego fizjonomia i 18.06.08, 04:38
      wymowa wyrażały mozół trawienia


    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 18.06.08, 04:47
      Cechą obojga państwa domu była duma i znudzenie; nadto przywykli
      obrażać ludzi dla rozerwania się, aby mogli posiadać prawdziwych
      przyjaciół. Ale wyjąwszy dni dżdżyste oraz momenty nudy okrutnej, co
      było rzadkie, przestrzegali zawsze doskonałej grzeczności.
      (Czerwone i czarne)


      img263.imageshack.us/img263/9867/ernst75eu5.jpg
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 18.06.08, 05:00
        Solange: Nienawidzę! Gardzę panią! Przestała mnie pani onieśmielać.
        Solange ma jaśnie panią w dupie!

        (siostra w popłochu poprawia: Claire)

        Solange: Tak, słusznie, Claire. Claire ma panią w dupie. Jestem
        tutaj ja, Claire. Prawdziwsza niż kiedykolwiek. Promienna.

        Policzkuje Claire (prawdziwą)
        (Dzwoni budzik - znak, że za chwilę wróci prawdziwa Pani.)

        Solange (smutnie): Zawsze to samo. Twoja wina. Nigdy nie jesteś
        gotowa na czas. Nie mogę cię wykończyć.


        Genet, Pokojówki







        img263.imageshack.us/img263/5286/publicservant1tk4.jpg
        • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 18.06.08, 05:03
          Z moim krajem wiąże mnie tylko miłość do francuskiego języka, ale za
          to jaka.
          Genet, Dziennik złodzieja




          img441.imageshack.us/img441/416/magrittelatrahison1jg0.jpg
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 18.06.08, 05:37
      Wędrując z więzienia do więzienia, przemierzałem Jugosławię.
      Spotykałem tam zbrodniarzy gwałtownych i mrocznych, przeklinających
      w dzikim języku, w którym kwitną najpiękniejsze przekleństwa świata:
      - Jebem Majku Bożu!
      - Jebem stenu!


      Idealna linia przecinała pole dojrzałego żyta o barwie podobnej do
      jasnych włosów młodych Polaków, którzy mają w sobie tę jakąś maślaną
      łagodność Polski. Wiedziałem o niej, że przez wieki kaleczono ją i
      litowano się nad jej losem.


      (Gibraltar) Jak rozpustnie zdradzieckie i sprzedajne życie można tam
      prowadzić!


      (Dziennik złodzieja)




      img179.imageshack.us/img179/2989/genetcocteau55ie5.jpg
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 18.06.08, 05:40
      Golden slumber kiss your eyes,
      Smiles await you when you rise.
      Sleep,
      pretty baby,
      Do not cry,
      And I'll sing you a lullaby.


      img532.imageshack.us/my.php?image=koysanka1hs4.flv
      • musz-ka23 Re: Motto na dziś 19.06.08, 14:57


        ...śmiałość kobiety, która upiera się przy swej miłości, jest jedyną
        rzeczą godną największego podziwu na tym świecie.

        /Stendhal/
        • musz-ka23 Re: Motto na dziś 19.06.08, 15:42

          Nasze czasy można sprowadzić do prostej formuły: podróże kosmiczne
          plus seks.

          /Jean Genet/
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 20.06.08, 14:45
      ania przekonuje w wywiadzie, że jest bardzo szczęśliwa i kocha rodzinę ponad wszystko
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 20.06.08, 14:49

      Standing in the shower thinking
      About what makes a man
      An outlaw or a leader
      I'm thinking about power...
      The ways a man could use it
      Or be destroyed by it
      The water hits my neck
      And I'm pissing on myself...
      Standing
      In the shower
      Thinking...

      (Jane's Addiction, "Standing In The Shower... Thinking")






      img133.imageshack.us/img133/9161/jello3or9.jpg
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 20.06.08, 15:01
      Pies andaluzyjski Buñuela. Oto właśnie to, ów styl duszy. Hollywood
      zaczął się już stawać garażem luksusu, a produkowane tam filmy -
      markami coraz to wspanialszych samochodów. Lecz z Psem andaluzyjskim
      znów wsiadamy na rower.
      (Cocteau, Opium)




      www.youtube.com/watch?v=kF1PGDGa4Pc
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 20.06.08, 15:26
        Mój system, polegający na chodzeniu do kina bez wcześniejszego
        zorientowania się, co to za film - nic by mi to zresztą nie dało,
        skoro spośród aktorów nie pamiętam więcej niż pięć czy sześć
        nazwisk - naraża mnie oczywiście na ryzyko "wpadki" większe niż kogo
        innego, chociaż muszę tu wyznać moją słabość do najzupełniej
        idiotycznych filmów francuskich. R o z u m i e m zresztą kiepsko i
        niezbyt uważnie ś l e d z ę przebieg akcji. Czasem w końcu mi to
        przeszkadza i wtedy wypytuję sąsiadów. Za to niektóre kina
        dziesiątej dzielnicy wydają mi się jakby stworzone dla mnie,
        szczególnie, gdy czuję się jak na parterze starej sali w "Folies-
        Dramatiques", gdzieśmy przed laty z Jakubem Vaché zasiadali do
        kolacji, otwierali pudełka, krajali chleb, odkorkowywali butelki i
        rozmawiali na głos jak przy stole, ku wielkiemu zdumieniu widzów,
        którzy jednak nie odważali się sarkać.


        ***


        Avec ce système qui consiste, avant d'entrer
        dans un cinéma, à ne jamais consulter le programme
        — ce qui, du reste, ne m'avancerait
        guère, étant donné que je n'ai pu retenir les
        noms de plus de cinq ou six interprètes — je
        cours évidemment le risque de plus « mal tomber
        » qu'un autre, bien qu'ici je doive confesser
        mon faible pour les films français les plus
        complètement idiots. Je comprends, du reste,
        assez mal, je suis trop vaguement. Parfois cela
        finit par me gêner, alors j'interroge mes voisins.
        N'empêche que certaines salles de cinéma du
        dixième arrondissement me paraissent être des
        endroits particulièrement indiqués pour que je
        m'y tienne, comme au temps où, avec Jacques
        Vaché, à l'orchestre de l'ancienne salle des
        « Folies-Dramatiques », nous nous installions
        pour dîner, ouvrions des boîtes, taillions du
        pain, débouchions des bouteilles et parlions
        haut comme à table, à la grande stupéfaction
        des spectateurs qui n'osaient rien dire.

        (André Breton, Nadja)





        img167.imageshack.us/img167/7695/mirosingingfish1zb6.jpg
        • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 20.06.08, 15:40
          No bo ja bym się na rozpoczęcie czegoś na dłuższą metę dał namówić,
          jestem więcej niż pewien, że grzeszę wobec życia takiego, jakie
          kocham i jakie mi się nastręcza: wobec życia do u t r a t y
          t c h u.



          ***


          Par ce que je puis être tenté d'entreprendre de longue haleine, je
          suis trop sûr de démériter de la vie telle que je l'aime et qu'elle
          s'offre : de la vie à perdre haleine.

          (Nadja)



          img514.imageshack.us/img514/9013/tapayl8.jpg
    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 20.06.08, 15:53


      La chasseresse sans chance
      de son sein choie son sang sur ses chasselas
      chasuble sur ce chaud si chaud sol
      chat sauvage
      chat chat sauvage qui vaut sage
      chat sage ou sage sauvage
      laissez sécher les chasses léchées
      chasse ces chars sans chevaux et cette échine sans châle
      si sűre chasseresse
      son sort qu'un chancre sigille
      chose sans chagrin
      chanson sans chair chanson chiche.

      (Robert Desnos)







      od razu widać, że jest Prawdziwym Polakiem!
      (za Wisławą)
Pełna wersja