gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 04.06.08, 04:21 Cop: Occupation? Rebel: Associate professor of history. Cop: That's too long. I'll just put down clerk. (Zabriskie Point) Mikelandżelo 3 Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 04.06.08, 04:25 Za stodołą gdzieś na płocie, kogut gromko pieje. Zaraz przyjdę, miła, do cię, tylko się odleję. img341.imageshack.us/img341/4071/tump7nb1.png Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 04.06.08, 04:35 Pomyłka, ten cytat miał być, a nie tamten okropny poprzedni: Po tysiąc Razy niedobra tam, gdzie ty nie świecisz. Jak żak, gdy rzuca książkę, tak kochanek Do celu swego pospiesza wesoły; A gdy nadejdzie z kochanką rozstanek, Wlecze się smutnie, jak ów żak do szkoły. www.youtube.com/watch?v=QGKZ9O7AG1s&feature=related www.youtube.com/watch?v=tJqnc_0mZmA Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 04.06.08, 04:40 Sarah Roberts: What's that piece you're playing? Miriam Blaylock: It's "Lakme" by Delibes. Lakme is a Brahmin princess in India, she has a slave named Malika. Sarah Roberts: Malika... Miriam Blaylock: In a magical garden they sing how they follow the stream to its source, gliding over the water. Sarah Roberts: Is it a love song? Miriam Blaylock: I told you, it was sung by two women. Sarah Roberts: It sounds like a love song. Miriam Blaylock: Then I suppose that's what it is. Sarah Roberts: Are you making a pass at me, Mrs. Blaylock? Miriam Blaylock: Miriam. Sarah Roberts: Miriam. Miriam Blaylock: Not that I'm aware of, Sarah. (Zagadka nieśmiertelności :)) www.youtube.com/watch?v=6850CjhIzrY Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 05.06.08, 06:14 Jedna kobieta to za wiele , dwie za mało. img394.imageshack.us/img394/2601/clovislemagicien3sm6.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 05.06.08, 06:19 Z cyklu - pytania kłopotliwe, ambarasujące, przykre: A ożenisz się ze mną? img300.imageshack.us/img300/6443/s5ci9.png Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 05.06.08, 06:28 Małżenstwo to anachronizm. I pułapka. C. Deneuve (no moja dziewczyna!) img125.imageshack.us/img125/3148/tristana20oeoeoevh5.jpg www.youtube.com/watch?v=YFj6qb7zAv4&feature=related Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 05.06.08, 06:37 - W każdym razie o godzinie piątej muszę odejść... Muszę. - Jak pani sobie życzy, moja droga. Od drugiej do piątej to dobra pora. No cóż, będzie pani Pięknością Dnia. Tylko trzeba być punktualną, żebyśmy się na siebie nie gniewały. O godzinie piątej będzie pani wolna. Jakiś kochasio, który na panią czeka, nieprawda? Albo jakiś mężulek... (Kessel, Piękność Dnia) www.youtube.com/watch?v=AN7P9fjwxrs&feature=related Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 06.06.08, 05:10 Tworząc narody, cofnęliśmy się w rozwoju. Przed narodami były takie związki jak Hanza, do której należał Gdańsk. G. Grass www.youtube.com/watch?v=ZhI3icfEsOI Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 06.06.08, 05:17 Jeśli Koljaiczka nie ma tutaj, musi być w Bysewie. Żandarmi polowi znają zawsze tylko dwie możliwości. Dym zamierającego z wolna ogniska otulił babkę niczym piątą spódnicą, tak obszerną, że i ona w swoich czterech spódnicach, z westchnieniami i imionami świętych znalazła, się, podobnie jak Koljaiczek, pod spódnicą. Dopiero gdy mundurowi byli już tylko kołyszącymi się między słupami telegraficznymi punkcikami, które pomału roztapiały się w wieczorze, babka podniosła się z takim trudem, jakby wrosła w ziemię i teraz, ciągnąc za sobą włókna i bryły gleby, przerywała ledwie rozpoczęte zapuszczanie korzeni. Koljaiczkowi zrobiło się zimno, kiedy nagle, nieduży i krępy, znalazł się bez osłony na deszczu. Szybko zapiął sobie spodnie, które strach i ogromna potrzeba schronienia się kazały mu rozpiąć pod spódnicami. Manipulował żwawo przy guzikach, obawiając się, żeby mu pała nie przemarzła, bo w powietrzu pełno było jesiennych niebezpieczeństw przeziębienia. To moja babka znalazła jeszcze w popiele cztery gorące ziemniaki. Trzy dała Koljaiczkowi, jeden sama wzięła i zanim ugryzła, spytała jeszcze, czy on jest z cegielni, chociaż musiała wiedzieć, że Koljaiczek przybył nie wiadomo skąd, w każdym razie nie z cegielni. Nic też potem nie rzekła na jego odpowiedź, obarczyła go lżejszym koszem, sama ugięła się pod cięższym, miała jeszcze wolną rękę, by wziąć grabie i motykę, z koszem, ziemniakami, grabiami i motyką pożeglowała w swoich czterech spódnicach w stronę Bysewo-Wybudowania. Nie było to właściwie Bysewo. Leżało ono bardziej w stronę Rębiechowa. Zostawili więc cegielnię po lewej, szli na czarny las, w którym leżała Złota Karczma, a za nią Brętowo. Ale pod lasem w kotlinie leżało Bysewo-Wybudowanie. Tam za moją babką podążył nieduży i krępy Józef Koljaiczek, który nie mógł już rozstać się ze spódnicami. (Blaszany bębenek) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 06.06.08, 05:27 Bezpośredni kontakt z urzędami nie był przecie nigdy zbyt uciążliwy, gdyż urzędy, choćby nie wiem jak dobrze zorganizowane, miały zawsze w imieniu jakichś odległych, niewidocznych władców bronić odległych, abstrakcyjnych spraw, podczas gdy K. dla własnego dobra walczył o coś jak najbardziej żywego i bliskiego. Ponadto, zwłaszcza na samym początku, czynił to z własnej woli, gdyż to przecież on znajdował się w ofensywie; i nie tylko on sam walczył o siebie, ale walczyły o niego jeszcze inne siły, których nie znał, ale w które, sądząc po zarządzeniach urzędów, mógł wierzyć. Przez to jednak, że urzędy od początku szły K. bardzo na rękę w sprawach drugorzędnych, gdyż o inne na razie nie chodziło, odbierały mu możliwość drobnych i łatwych zwycięstw, a wraz z tą możliwością również i wynikającą z niej satysfakcję, a co za tym idzie mocno ugruntowaną pewność siebie w dalszych, poważniejszych walkach. Zamiast tego pozwalały K., wprawdzie tylko w obrębie wsi, poruszać się, gdzie tylko zechciał, demoralizowały go przez to i osłabiały, uniemożliwiając z góry wszelką walkę i przenosząc go za to w pozaurzędowe, całkiem nieprzejrzyste, mętne, dziwaczne życie. W ten sposób, jeśli na chwilę przestawał być ostrożny, mogło się zdarzyć, że pewnego dnia mimo uprzejmości władz i sumiennego wypełniania wszystkich tak przesadnie łatwych urzędowych zobowiązań, omamiony pozorną przychylnością, zacząłby się w swym prywatnym życiu tak nieostrożnie zachowywać, że załamałby się, a wtedy urząd musiałby, ciągle jeszcze łagodnie i przyjaźnie, jakby wbrew własnej woli, ale w imieniu jakiegoś nie znanego mu oficjalnego porządku, wkroczyć, by usunąć go z drogi. A właściwie czym było tu owo prywatne życie? *** Der direkte Verkehr mit Behörden war ja nicht allzu schwer, denn die Behörden hatten, so gut sie auch organisiert sein mochten, immer nur im Namen entlegener, unsichtbarer Herren entlegene, unsichtbare Dinge zu verteidigen, während K. für etwas lebendigst Nahes kämpfte, für sich selbst; überdies, zumindest in der allerersten Zeit, aus eigenem Willen, denn er war der Angreifer; und nicht nur er kämpfte für sich, sondern offenbar noch andere Kräfte, die er nicht kannte, aber an die er nach den Maßnahmen der Behörden glauben konnte. Dadurch nun aber, daß die Behörden K. von vornherein in unwesentlichen Dingen – um mehr hatte es sich bisher nicht gehandelt – weit entgegenkamen, nahmen sie ihm die Möglichkeit kleiner, leichter Siege und mit dieser Möglichkeit auch die zugehörige Genugtuung und die aus ihr sich ergebende, gut begründete Sicherheit für weitere größere Kämpfe. Statt dessen ließen sie K., allerdings nur innerhalb des Dorfes, überall durchgleiten, wo er wollte, verwöhnten und schwächten ihn dadurch, schalteten hier überhaupt jeden Kampf aus und verlegten ihn dafür in das außeramtliche, völlig unübersichtliche, trübe, fremdartige Leben. Auf diese Weise konnte es, wenn er nicht immer auf der Hut war, wohl geschehen, daß er eines Tages trotz aller Liebenswürdigkeit der Behörden und trotz der vollständigen Erfüllung aller so übertrieben leichten amtlichen Verpflichtungen, getäuscht durch die ihm erwiesene scheinbare Gunst, sein sonstiges Leben so unvorsichtig führte, daß er hier zusammenbrach und die Behörde, noch immer sanft und freundlich, gleichsam gegen ihren Willen, aber im Namen irgendeiner ihm unbekannten öffentlichen Ordnung kommen mußte, um ihn aus dem Weg zu räumen. Und was war es eigentlich hier, jenes sonstige Leben? (Kafka, Das Schloss) img527.imageshack.us/img527/3249/magritte959xu5.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 06.06.08, 05:43 Ona podpala włosy swym spojrzeniem i nagle kunsztem zuchwałym, gwałtowna, wkręca swą całą suknię w środek ognia, skąd już podobne przestraszonym wężom nagie ramiona grzechocąc się prężą. *** Mit einem Blick entzündet sie ihr Haar und dreht auf einmal mit gewagter Kunst ihr ganzes Kleid in diese Feuersbrunst, aus welcher sich, wie Schlangen die erschrecken, die nackten Arme wach und klappernd strecken. (Rilke) img517.imageshack.us/img517/9531/f1gc8.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 06.06.08, 06:06 Dada exhibition. Another one! What’s the matter with everyone wanting to make a museum piece out of Dada? Dada was a bomb ... can you imagine anyone, around half a century after a bomb explodes, wanting to collect the pieces, sticking it together and displaying it? Max Ernst img356.imageshack.us/img356/1734/bruehlstadtplan1jv4.gif img66.imageshack.us/img66/3882/bruehlmaxernstgebhaus5li9.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 06.06.08, 06:12 Keep your eye on your inner world and keep away from ads, idiots and movie stars. Dorothea Tanning img244.imageshack.us/img244/1222/tanning3mx6.jpg img165.imageshack.us/img165/39/tanning2lm2.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 06.06.08, 19:36 "Wolność to nic nie znaczy. Dopiero prawdziwa wolność to znaczy coś. Dlaczego? Bo jest prawdziwa, a więc lepsza. Wobec tego gdzie szukać prawdziwej wolności? Pomyślmy logicznie. Jeśli prawdziwa wolność to nie jest to samo, co zwykła wolność, to wobec tego gdzie jest prawdziwa wolność? To jasne. Prawdziwa wolność jest tylko tam, gdzie nie ma zwyczajnej wolności". /Na pełnym morzu – S.Mrożek/ Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 06.06.08, 19:41 KAPITAN W ogóle nic mi się nie chce.Nic. POETA Pamięta pan? Indyk tak samo. Bunt przeciw rutynie życia, ale udaremniony w zarodku przez jad refleksji. W rezultacie marazm i zastój. KAPITAN Tak, panie, sensu nie widzę. RUDOLF Piwa? KAPITAN Piwa i w ogóle...Żeby tak lepiej powiedzieć; wszystko mi jedno. POETA Po prostu kapitan, bez udziału swojej świadomości, ponieważ jej nie posiada, i wbrew swojej woli – został dotknięty kryzysem wartości, tak powszechnym w tej okolicy. KAPITAN Ja jestem niewinny, przysięgam! Bo nie, żebym był przeciwny czy coś takiego, uchowaj Boże. Nie, żebym chciał. Ale tu, tu (wskazując na pierś) – coś mi się zaparło. Do wszystkiego ochoty brak. Od środka. Od spodu. Od duszy samej. Nieochota. POETA Proszę nie myśleć źle o kapitanie.... /Indyk – S. Mrożek/ Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 06.06.08, 20:04 KATARZYNA - Ja pretensje? O co? LEO - O wszystko! KATARZYNA - Odszedłeś, bo ci było u nas za ciasno. Co w tym dziwnego? Ty jesteś mądry, utalentowany, niezwykły....Ja zostałam i co w tym dziwnego? Ja jestem tylko głupią, brzydką, starą i chorą kobietą. To zrozumiałe, że nie chcesz mnie widzieć, że masz swoje oddzielne życie tam, w tym twoim szerokim, wspaniałym świecie, do którego ja nigdy nie miałam wstępu. To zupełnie naturalne, przecież ja bym ci tylko przeszkadzała, krepowałabym twoją wolność, ośmieszałabym cię tylko. Więc jakie ja mogę mieć do ciebie pretensje? Idź, wyjeżdżaj, żyj! /Varia jak zostałem filmowcem/ Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 06.06.08, 20:05 „Czy pan nie widzi, że on już jest szczęśliwy.” /Na pełnym morzu – S. Mrożek/ Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 06.06.08, 20:09 www.wpisz24.pl/2008/02/19/emigranci/ Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 07.06.08, 06:51 Wydaje się, że moja mama lubi czytać o mnie w gazetach i oglądać mnie w telewizji. Według niej to d o b r z e, że się tam pojawiam. Jednak jest żarliwą katoliczką, kto więc może wiedzieć, co n a p r a w d ę myśli o tym, co robię czy mówię? Wydaje mi się, że jeśli człowiek kieruje się w życiu chęcią uzyskania rodzicielskiego „uznania" czy „błogosławieństwa", popełnia wielki błąd. Im szybciej powie sobie: „Dobra, oni to oni, ja to ja", tym lepiej na tym wyjdzie w życiu. Moglibyśmy znacznie ograniczyć występowanie chorób psychicznych w skali całego świata, gdybyśmy przyznali, że rodzice mogą doprowadzić dzieci do szaleństwa. Jestem przekonany, że do pewnego stopnia to właśnie oni są winni temu, że dzieciom odbija. Mają w tym większy udział niż telewizja czy płyty z rock and rollem. Istnieją tylko dwie rzeczy, które biją pod tym względem telewizję i rodziców — religia i narkotyki. *** My mother seems to like it if she sees my name in the papers, and if she sees me on TV she thinks it's good Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 07.06.08, 07:07 Nasi chłopcy w mundurach Pewnego razu weszło do nas na próbę trzech marines w pełnym umundurowaniu i bez słowa usiadło w pierwszym rzędzie. Spytałem ich, jak się mają i czy nie chcą się przyłączyć. Zapytałem, czy znają jakieś piosenki i jeden z nich odpowiedział, że taaa, znają „House of the Rising Sun" i „Everybody Must Get Stoned". "To byczo — powiedziałem. — Zaśpiewalibyście z nami dziś wieczorem? Bardzo byśmy chcieli, żeby zaśpiewali z nami marines". Powiedzieli, że taaa, zaśpiewają. Kiedy wrócili, wprowadziłem ich na scenę, choć pewnie nie wolno im było na nią wchodzić w mundurach. Zaśpiewali „Every-body Must Get Stoned". Mieli już wtedy nieźle w czubie, więc powiedziałem: „Chłopcy, może pokażecie publiczności, jak zarabiacie na życie?" Wręczyłem im dużą lalkę i dodałem: „Wyobraźcie sobie, że to jakiś żółty szczeniak". My zagraliśmy, a tymczasem oni zabrali się do maltretowania lalki. Porozrywali ją na strzępy. To było naprawdę straszne. Kiedy już skończyli, podziękowałem im i przy spokojnym akompaniamencie pokazałem widzom zmaltretowane fragmenty. Nikt się nie śmiał. *** Our Boys in Uniform Anyway, we were in there every afternoon, rehearsing. One day, three Marines, in full dress uniform, came through the door, sat down in the front row Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Carringtona pan zna... 07.06.08, 07:14 "I didn't have time to be anyone's muse...I was too busy rebelling against my family and learning to be an artist." Leonora Carrington img524.imageshack.us/img524/146/carr3yi7.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Carringtona pan zna... 07.06.08, 07:24 - Wszystkim wiadomo, że Biblia jest pełna nieścisłości. Owszem, Noe schronił się na arce, ale upił się i wypadł za burtę. Pani Noe widziała na własne oczy, jak tonął, ale nie zrobiła nic, żeby go uratować, bo dziedziczyła w spadku całą tę menażerię. W czasach biblijnych ludzie byli bezwzględni, a stado bydła zastępowało wtedy konto w banku. L. Carrington, Trąbka do słuchania img524.imageshack.us/img524/2811/carrington5vw8.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 08.06.08, 04:54 Wystarczy, że Herzog poczuje zapach pieczeni, a już kręci się jak mucha plujka, żeby mi wszystko zeżreć. Jak bym go nie wyzywał, nie obrażał, zawsze kiedy czegoś chce, przyłazi jak malaria, jak smród, który - czy się to komu podoba, czy nie - rozchodzi się od kawałka gówna. Nie będę opisywał szczegółów mordęgi w dżungli, szaleństwa, bezczelności, zuchwalstwa, brutalności, uporu, manii wielkości i braku talentu Herzoga, bo po pierwsze - przypominałoby to w działaniu miksturę wywołującą wymioty, po drugie - to strata czasu i energii. Jest tym samym rozkładającym się wysypiskiem śmieci, co przed dziesięciu laty, tylko jeszcze głupszym, bardziej ograniczonym, paralitycznym i dobijającym. *** Mimo że uciekam od spojrzeń Herzoga, on klei się do mnie jak mucha do gów.na. Już sama świadomość jego obecności tutaj doprowadza mnie do szału. Widząc, że zbliża się do mnie, krzyczę, żeby się nie ruszał. Wrzeszczę, że śmierdzi. Że się nim brzydzę. Że nie mogę słuchać jego zasranego paplania. Że go nie znoszę. Z nadzieją czekam, aż mnie zaatakuje. A wtedy zepchnę go do rzeki, w której spokojnych wodach roi się od krwiożerczych piranii, i będę patrzył, jak tną go na kawałki. Ale on nie chce mnie zaatakować. Fakt, że traktuję go jak ostatniego gnojka, nic a nic go nie wzrusza. Poza tym jest zbyt tchórzliwy. Atakuje tylko wtedy, jak wie, że przeciwnik jest bezsilny, choćby taki najęty Indianin, który musi wyżywić rodzinę i ze strachu przed utratą pracy, pozwala na wszystko, albo pozbawiony talentu aktor czy bezbronne zwierzę. Dzisiaj przywiązuje do kajaka lamę i puszcza ją w kierunku katarakt - podobno scenariusz tego wymaga. A kto, jak nie on to napisał! Dowiaduję się o tym już po wszystkim, kiedy lama wpada w wir i nikt nie może jej uratować. Widzę tylko, jak śmiertelnie przestraszone zwierzę, wygina się, próbując zrzucić więzy i uniknąć straszliwego końca. Zakręt rzeki zasłania widok, więc nie widzę, jak ginie w koszmarnych męczarniach, roztrzaskując się na ostrych skałach progów wodnych. Teraz nienawidzę mordercy Herzoga naprawdę. Krzyczę mu prosto w twarz, że chciałbym zobaczyć, jak zdycha tak jak to zwierzę, które skazał na śmierć. Życzę mu, żeby pożarły go krokodyle. Żeby powoli zadusiła go anakonda. Powinien go ukąsić pająk, żeby się zadławił, albo najbardziej jadowita żmija, żeby rozleciał mu się mózg. Niech pazury jaguara rozszarpią mu gardło - nie, to by było zbyt łagodne. Wielkie czerwone mrówki naszczają mu do oczu i żywcem wyżrą jaja i flaki. Zarazi się dżumą. Syfilisem. Malarią. Żółtaczką. Trądem. Wszystko na nic. Kiedy w pełnym rynsztunku wpadam do bagnistej dziury i próbuję wyjść z mułu, w którym coraz bardziej się pogrążam, krzyczę rozwścieczony: - Spier.dalam stąd! Nawet gdybym miał wiosłować do samego oceanu! - Spróbuj tylko, a każę cię posiekać mieczem - wygraża się ten złamany kutas, przestraszony ryzykiem, na które się naraża. - Jakim mieczem? - pytam z nadzieją, że mnie zaatakuje i będę go mógł zabić w obronie własnej. - Zastrzelę cię! - majaczy jak paralityk z rozmiękczonym mózgiem. Mam osiem kul dla ciebie i jedną dla siebie. (Kinski, "Ja chcę miłości") img444.imageshack.us/img444/9211/kinskicardinale1lj2.jpg <a href="Werner 1">https://www.youtube.com/watch?v=ZmS9cEmiZ0k</a> Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 08.06.08, 05:04 Bo Kinski nie był przecież po prostu aktorem. Był jak dzikie zwierzę, które musiało być codziennie na nowo ujarzmiane, po to, by ta "dzikość", ta nieokiełznana energia służyła w określonym momencie postaci ekranowej. W. Herzog Werner 1 Werner 2 Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 08.06.08, 05:22 I see planets that don't exist and landscapes that have only been dreamed. I like to direct landscapes just as I like to direct actors and animals. (W. Herzog) Werner 3 Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 08.06.08, 07:52 Nobody in football should be called a genius. A genius is a guy like Norman Einstein. Football commentator and former player Joe Theismann img395.imageshack.us/img395/7922/dbzz29ge5.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 08.06.08, 18:46 Komunikaty są jak stroje bikini: to, co ukazują, jest podniecające, ale to, co ukrywają, jest najważniejsze. /Karl - Guenther von Hase/ Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 08.06.08, 18:53 O orgazmie z edukatorką seksualną dr Alicją Długołęcką i psycholożką Agnieszką Kramm rozmawia Anna Zawadzka c.d. Wróćmy do mężczyzn. Po co im orgazm? A.D.: W innych kulturach nie ma rozdzielania na kobiecy i męski. Owszem, mówi się tam, że kobieta z orgazmu czerpie energię, mężczyzna się jej pozbywa. Ale przede wszystkim mówi się o jedności, harmonii, połączeniu pierwiastka żeńskiego z męskim. O spotkaniu i bliskości. A.K.: Różnica tkwi w podejściu. Wśród mężczyzn dominuje jedno: ja orgazm muszę mieć. A.D.: I to jest straszny stereotyp, który niszczy męską seksualność. Znowu odwołam się do kultur Wschodu. Tam mężczyzn uczy się technik kontrolowania wytrysku. Dzięki temu mogą oni przeżywać orgazm bez wytrysku i orgazm wielokrotny. To wymaga treningu. Otwartości. Współpracy. Komunikacji. A nasz stereotyp sprawia, że z mężczyzn robi się maszynki. A.K.: Efekt: oni sami wierzą, że nimi są. Zgroza. Czym się różni orgazm kobiecy od męskiego? A.D.: Są cztery fazy podniecenia: narastająca, plateau, orgazm i okres refrakcji. U kobiety ostatnia faza przebiega szybko, za chwilę można mieć już następne orgazmy. Więcej - przy wielokrotnych orgazmach czas wymagany do osiągnięcia następnego jest coraz krótszy. U mężczyzny to niemożliwe. Jego organizm musi się zregenerować. Reszty bym nie różnicowała. Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 08.06.08, 18:56 Spóźnione refleksje "Każdy wiek, jak to mówią, ma swe przyjemności. A więc zdrowych wyrostków nęci piłka nożna, Dojrzalszych absorbują rozkosze miłości, Z czasem zaś i nauce poświęcić się można. Każdy wiek, jak to mówią, ma swe przywileje. Prawda to jest banalna i slogan utarty; Toteż ja, proszę państwa, odkąd się starzeję, Mam całkiem nową pasją, mianowicie - karty. Lecz - do licha! - dlaczego tak późno zmądrzałem? Co dotychczas robiłem? Dużo głupstw, niestety! Goniłem przez pół wieku za czczym ideałem, Wabiły mnie podróże, wiersze i kobiety... Karty! Kto je wynalazł, ten jest dla mnie geniusz! Nie jakiś Archimedes, Newton czy Marconi, Od kart się nie uwolnisz, gdy ci weszły w rdzeń już, Za nimi odtąd stale wyobraźnia goni. Teraz, gdym się zestarzał, umysł mam otwarty, Przejrzałem, zrozumiałem i wiem już niezbicie, Że przez to, iż tak późno zacząłem grać w karty, Bezpowrotnie i głupio zmarnowałem życie." /Jan Brzechwa/ Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 09.06.08, 14:16 Jestem wielkim przeciwnikiem rozwydrzenia sportowego, które się w ostatnich latach rozwinęło. Te „ambasadory” polskie (szczególnie polskie wobec zacofania na innych punktach) za granicą, te Ciumpały i Wyprztyki które reprezentują tężyznę narodu i są czczone jak bogi jakie, to jest gruba i niezdrowa przesada. Rozwydrzenie sportowe jest jedną z sił składowych ogólnego przesunięcia się na stronę ciemności. Tym niemniej sport uprawiany przez niezawodowców umiarkowanie jest rzeczą wspaniałą i przeciwdziałającą fizycznej degeneracji. Kto zaś nie może się oddawać sportom, musi, ale to koniecznie i koniec, robić codziennie gimnastykę Mullera, bez przyrządów. Można do niej co najwyżej dołączyć hantle. Dla codziennej gimnastyki trzeba mieć jednak trochę więcej woli niż dla codziennego porządnego mycia się. Zerwać się o dwadzieścia minut wcześniej niż koniecznie trzeba na to, aby z ciężką, nie dospaną głową robić pozornie bezsensowne ruchy, to jest wysoka marka dla przeciętnego pracownika umysłowego, a nawet zmysłowego. Ale trzeba się na to zdobyć — nie ma po prostu rady, a po miesiącu lub dwóch dostrzeże taki nieszczęśnik, który tego dotąd nie robił, co przez ten czas stracił, a po roku lub dwóch, pomijając już poprawę stanu psychicznego i wzmożenie sił fizycznych, dostrzeże nawet ze zdumieniem zmiany w budowie swego (może przedtem zanędzniałego) ciała. Pod wpływem masaży znika tłuszcz i nawet chropawa skóra staje się gładka, pęcznieją mięśnie i całe ciało nabiera niebywałego wigoru i lekkości. Dzień, w którym dla różnych powodów nie można było zrobić gimnastyki, staje się dniem przeklętym. Cały czas odczuwa się brak czegoś nieokreślonego, a nawet lekki wstręt do siebie. Oczywiście nie trzeba przesadzać, zaczynając od niewielkiej ilości ćwiczeń (ćwiczenia rano — masaż na noc), a nade wszystko nie zniechęcać się początkowym bólem wszystkich mięśni, a w szczególności brzucha. Na brzuch, tę najbardziej zaniedbaną część ciała, kładzie Muller największą wagę. Śmiech i kaszel są w pierwszych dniach wykluczone. Ale ból ten przechodzi w trzy do czterech dni zupełnie i zostaje tylko czysta rozkosz. Oczywiście nie w chwili samego gimnastykowania się. Jest to poza goleniem się największy wysiłek z tych codziennych, programowych. Ale opłaca się stokrotnie w ciągu dnia, chociażby jako obowiązkowy akt woli, do czego niektórzy w dalszym przebiegu doby mają nie kiedy mało sposobności. Do innych właściwości gimnastyki Mullera należy dodatni jej wpływ na funkcje kiszek i żołądka. Ćwiczenia należy bezwzględnie robić przed śniadaniem i przed pierwszym papierosem — oczywiście jeśli znajdzie się taki, który po przeczytaniu niniejszej książki będzie śmiał palić. (Witkacy) sportowiec zawiązuje buta Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 09.06.08, 14:22 Polecam paniom (a nawet mężczyznom po goleniu), aby nie używały pudrów kupnych, nie nawalały na twarze ohydnych masek, bo sobie popsują przedwcześnie podmaszcza i wyć będą potem po (samotnych) nocach, jak stare wyliniałe i parszywe suki. Twarz nie powinna być, pokryta pudrem, tylko napudrowana tyle, żeby nie świeciła się jak samowar, po czym puder powinien być starty. Wystarcza zwykła mączka ryżowa i puszek (a nie te ohydne, brudne, zaklejone kokocim sadłem poduszki jakieś, którymi się wciera w tę nieszczęsną mordo-skórę wszystkie możliwe świństwa). Sam używam tego od czterdziestu lat i kilku i cerę mam, mimo pewnego wieku, mówiąc z lekką przesadą, jak piętnastoletnia dziewczyna. A robienie sztucznych usteczek w kształcie serca, i to jeszcze karminem, a nie koralem jest ohydą ponad wszelką miarę paskudną. Nie widać ust, tylko jakieś wstrętne malatury, spomiędzy których łypnie czasem zdechło — fioletowy, przez kontrast, język czy dziąsła. Fu! (Witkacy) img146.imageshack.us/img146/5013/witk3js5.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 09.06.08, 14:37 L. UŚMIECH KRETYNA Mogę powiedzieć, a nawet rzec śmiało, że większa część mego życia upłynęła w „cieniu uśmiechu kretyna”. Zaraz wyjaśnię ten niezbyt skomplikowany termin — nawet człowiek niewykształcony filozoficznie zrozumie go po prostu „w mig”. Jest to również jeden z refleksów utajonego i źle odegranego węzłowiska upośledzeń. Kretyn musi też żyć, tzn. uznawać samego siebie, i aby zlekceważyć wszystko, co może go zaniepokoić, i to zlekceważyć w imię tradycji, sensu, zdrowego rozsądku, normalności, przeciętności itp., wynalazł cudowny środek, właśnie ów „uśmiech kretyna”, który jest jednym z elementów najbardziej zatruwających u nas wszelką twórczość i powstawanie wszelkich, choćby najmniej rzucających się nowością w oczy, rzeczy nowych. Bo twórczość to nowość — co nie dowodzi, że każda snobistyczna nowalijka jest wysokiej marki twórczością. W tzw. „nowej sztuce” obok rzeczy genialnych (Cezanne, niektórzy kubiści: Picasso, Braque, Matisse i może kilku innych) była cała masa snobistycznej produkcji puszczonej tylko dla wyzyskania koniunktury. I to w oczach kretynów zdyskredytowało całą nową sztukę. Bo kretyn nie ma zmysłu dla odróżnienia rzeczy wartościowych od tandety: on tępi każdą nowość puszczając na nią swój zabójczy uśmiech, a w razie jej istotnej wartości i uznania dla niej po pewnym czasie robi woltę i staje się znawcą, wolny już uśmiech swój kierując na nowe zarówno nowalie, jak i istotne nowości. Kretyn nigdy nie uśmiechnie się swym specyficznym uśmiechem do czy nad rzeczą przez szersze kręgi uznaną: on ją będzie nieśmiało podziwiać twierdząc, że zawsze miał dla niej uznanie, gdy wszyscy na nią jeszcze plwali i rzygali. Ja, wskutek moich właściwości, które wyliczyłem wyżej a propos rozmowy mojej z Gustawem L. (pewna nowość produkcji, początkowa niezrozumiałość, możliwość łatwej interpretacji ujemnej — jako blagi i nabierania itp., itp. i pewne jednak uznanie niektórych), nadawałem się specjalnie jako obiekt dla kretyna w celu zużytkowania przez niego zdolności uśmiechowych. Czyż jest większa dla kretyna rozkosz, jak móc się z politowaniem Uśmiechnąć (a w Uśmiechu tym musi być zawarte to: „ja się nabrać nie dam” — to jest integralną jego częścią) nad czymś dzikim i niezrozumiałym, a jednak nie będącym już wyraźną croute’ą, camelote’ą czy pacotille’ą (czyli po prostu tandetą). Jest to ten sam problem, co tzw. słynny Gustaw — problem: lekceważenie już zbyt wyraźnie nieciekawych rzeczy i ludzi nie daje zadowolenia i poczucia wyższości, coś tam do zlekceważenia być musi — nie zadowolnią nas np. koty lub karaluchy, w lekceważeniu których nie napotykamy żadnych większych przeszkód. Dopiero jeśli kretyn natrafi na odpowiedni obiekt, wtedy rozwija natychmiast niezrównany czar swego uśmiechu, który doprowadza (w jego mniemaniu) do szału bezsilnej złości nieszczęsnych samców znajdujących się w jego kręgu i do obłędu drażni płciowo samice, szukające bardziej skomplikowanych przeżyć erognoseologicznych. Najpierw przedmiotem uśmiechu kretyna w stugębnym zaiste wydaniu były moje kompozycje tzw. demoniczne (po wojnie chciano je masowo kupować, ale nowe modele tego typu nie zostały jakoś wypuszczone), potem teoria Czystej Formy (dopóki prof. Władysław Tatarkiewicz nie wyciągnął jej z mroku na swoich seminariach), potem dramaty — te utknęły i zanikły zupełnie, potem filozofia, dopóki ostatecznie nie wydała mojej pracy Kasa Mianowski ego i nie odniosło się do niej poważnie, mimo krytycznych sprzeciwów (to zawsze każdemu wolno i tak być nawet musi), paru poważnych, uznanych myślicieli. Zawsze jakaś sfera mojej działalności była w danej epoce mojego życia w cieniu uśmiechu kretyna i jego „perfidnych rzeczników”,(tak musiałem napisać i koniec, i niech mi Chwistek ciężkim już za życia nie będzie) — i dlatego tak bardzo rozumiem doniosłość tego zjawiska, które rozszerzone do tych rozmiarów co u nas nabiera cech grozy społecznej: prowadzi do bezpłodnej malkontencji, zlekceważenia każdych oryginalnych poczynań (na tle tego, że każdy Polak au fond drugim Polakiem troszeczku pogardzowuje), do uznania tylko tego, co przyjdzie już z zagraniczną marką (na tym też polega prócz antyintelektualizmu, czyli mówiąc po prostu dureństwa, upadek teatru, poezji, malarstwa, literatury i krytyki u nas), do wyśmiewania się z bezinteresownej walki o idee, do zakatrupienia w zarodku każdej samodzielnej myśli, do ogólnego spsienia i zgó..enia wszystkiego; kretyn pokryje swym uśmiechem wszystko; uśmiech ten zaraźliwszy jest od dżumy, od niego nabierają idiotycznego refleksu całe ulice, całe lokale publiczne, całe miasta, kraj, Jest to jedna z tych plag, których grozy nie widzi się u początku jej pojawienia się (podobnie jest z radiem, które grozi zupełnym antyintelektualizmem, uniemożliwieniem pracy nielicznym intelektualistom przez bezustanne rzępolenie w dzień i w nocy i upadkiem muzyki), a gdy rozplenią się tak, że wyplenienie ich jest niemożliwe, wtedy dopiero robi się gwałt i lament, a wtedy jest już za późno. (Witkacy) img383.imageshack.us/img383/141/witkacy1wa2.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 09.06.08, 15:19 Mirosław Orzechowski, były wiceminister edukacji chce, by Podolski i Klose stracili polskie obywatelstwo. - Wezwałem dziś rano Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego do natychmiastowego wszczęcia procedur pozbawienia obywatelstwa polskiego tych osób, które występują w narodowych barwach obcych państw - mówi lider LPR. img77.imageshack.us/img77/2396/dabrowski3pf8.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 09.06.08, 15:54 Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem komunistą. Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem. Nie byłem socjaldemokratą. Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem związkowcem. Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem Żydem. Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było. *** Als die Nazis die Kommunisten holten, habe ich geschwiegen; ich war ja kein Kommunist. Als sie die Sozialdemokraten einsperrten, habe ich geschwiegen; ich war ja kein Sozialdemokrat. Als sie die Gewerkschafter holten, habe ich nicht protestiert; ich war ja kein Gewerkschafter. Als sie die Juden holten, habe ich geschwiegen; ich war ja kein Jude. Als sie mich holten, gab es keinen mehr, der protestieren konnte. pastor Martin Niemöller img401.imageshack.us/img401/6899/antinazi5rk3.gif Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 09.06.08, 19:47 Czegóż wymagać od publiczności, jeśli krytyka stoi poniżej jej przeciętnego poziomu. /Witkacy/ Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 10.06.08, 07:03 Zdaje się, że chcesz mi dokuczyć w sposób zupełnie nieszlachetny, mój Bungo. Imputujesz i mnie, i jemu rzeczy urojone. Zrozumiałem wczoraj mnóstwo istotnych punktów. To są otchłanie - zapalał się znowu Brummel. - On się wdziera tam, gdzie ja sam nie śmiałem nigdy patrzeć, w to, rozumiesz, ostatnie skręcenie zasadniczych kierunków, w ten labirynt, w którym człowiek hoduje swego potwora. On bierze te monstra za rączki i prowadzi jak stado baranów na rzeź. Cudowny facet. img102.imageshack.us/img102/1708/witfantazja1jj3.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 10.06.08, 07:30 Jednym z piękniejszych wyczynów Witkacego była pierwsza próba wprowadzenia filmu mówionego. Wiadomo było, że już na świecie są kina dźwiękowe, a u nas za parawanem przygrywała na pianinie anonimowa paniusia. Byliśmy z Guciem Zamoyskim wszyscy trzej lekko pod gazem. Poszliśmy do kina. Witkacy objął w filmie rolę kobiecą i wykrzyknął piskliwie: "Ryszardzie, czy stłamsisz mnie i porzucisz z dzieckiem?" - "Nigdy - odpowiedziałem basem - nie porzucę cię, póki nie zgnije najdrobniejszy korzonek mego drzewa ginekologicznego". Prowadziliśmy dłuższą chwilę ten pełen napięcia dialog, gdy wreszcie zrobiła się awantura. Pani zza parawanu oświadczyła: "Albo ja, albo ci panowie". Wyproszono nas z kina przy czynnej pomocy miejscowego policjanta. Już przy wyjściu Witkacy nagle postawił sprawę na gruncie towarzyskim: "Pan się nam nie przedstawił". Policjant stuknął obcasami i oznajmił, że nazywa się Pieniążek. Witkacy mruknął: "Witkiewicz", Gucio dodał: "Zamoyski", a ja, by nie obniżyć lotu, przedstawiłem się: "Sienkiewicz". Policjant był zgorszony i zasmucony: "To panowie mają u nas własne ulice, a nie potrafią się zachować w bioskopie". (Słonimski) zborsuczyły mi się suki zborsuczyły wszystkie trzy Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Kto był ten ułan? - spytał brutalnie. Milczała. 10.06.08, 07:45 A jakże było z tymi innymi trzema kochankami - zapytał żartobliwie i głupkowato. Jakiś ptaszek zaświergotał wesoło i niedorzecznie. (Zazdrość i medycyna) img126.imageshack.us/img126/4598/choromanski2dg6.jpg img46.imageshack.us/img46/4945/ewa1xn1.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 10.06.08, 19:54 - A jakżeż było z tymi innymi trzema kochankami? – zapytał głupkowato i czekał, że w tej chwili Rebeka się roześmieje. Rebeka jednak nie roześmiała się. Wtedy podniósł na nią oczy i zauważył, nic nie rozumiejąc, że wyraz jej twarzy zrobił się chłodny i odpychający. Usiadła na łóżku i spytała wyzywająco: - Kto ci to powiedział? W pierwszym odruchu chciał od razu przyznać się do niemądrego żartu, lecz sam nie wiedząc dobrze dlaczego, postanowił ten żart kontynuować. „ Dlaczego ona nawet się nie uśmiechnie, chce we wszystkim widzieć dziś smutne rzeczy?” pomyślał i żartował dalej: - Jeden z moich przyjaciół – rzekł lekkomyślnie i prawie ucieszył się - ze swej naiwnej mistyfikacji. - Który? – zapytała szybko. - Tego ci nie mogę powiedzieć – rzekł rozbawiony – ale wiem o tobie wszystko. - To nieprawda! – powiedziała ostro. Zachowanie się Rebeki było zupełnie niepojęte. Zamiast roześmiać się i uśmiechnąć, zamiast pogłaskać go po głowie: „ Po cóż mnie nabierasz, mój mały!” siedziała nieruchomo i z widocznym natężeniem myślała o czymś, jak gdyby usiłowała coś sobie przypomnieć. - Wiem, kto mógł powiedzieć! – rzekła wreszcie. - A, jeżeli wiesz, tym lepiej...Dlaczegóż sama mi o tym nie powiedziałaś? i zamrugał żółtymi oczami. Wciąż czekał, że zaraz ona się uśmiechnie. Lecz nie uśmiechnęła się. Wręcz przeciwnie, stała się jeszcze bardziej zamknięta w sobie, czujna, a nawet wroga. - Nie mówiłam ci o tym dlatego, że nigdy mnie nie pytałeś – odparła. - Co? – zapytał chirurg zupełnie otumaniony i nie rozumiejąc zupełnie nic. Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 10.06.08, 20:02 - Więc opowiedz mi wszystko – rzekł. - Nic nie mam do powiedzenia – odparła. Milczała. Widać było, że ma się na baczności i pilnie śledzi każdy wyraz jego twarzy i każdy ruch. - Nie o nich mi chodzi! – rzekł chłodno Tamten. – Mogłabyś ich mieć nawet tysiąc! Ale dlaczego skłamałaś? - Ależ mój drogi, przecież ja cię na pewno w niczym nigdy nie okłamałam – i Rebeka załamała dłonie. - Skłamałaś...... - Nie!...- A potem zaczęła, płacząc i połykając w pośpiechu słowa: - Przecież mnie nie pytałeś... Przecież mówiłam ci zawsze wszystko...całą prawdę!...Czego ty ode mnie chcesz?!... - Prawdy – odpowiedział...... .....- Obiecaj mi – rzekł - że się rozstaniesz z mężem. Dziś jeszcze, zaraz gdy tylko wrócisz do domu, wyznasz mu wszystko. Oplotła go rękami ruchem tak desperackim, lecz jednocześnie pełnym wdzięczności i wzruszenia, że poczuł się zupełnie rozbrojony. Przywarła ustami do jego ucha i szepnęła wyraźnym, poważnym szeptem: - Dobrze. Uczynię wszystko, co chcesz. Wtedy ogarnęły go radość i spokój, których dotychczas w życiu nie doznał. Prawo zaś równoległości miłosnych doznań podpowiadało mu, że podobną radość przeżywa i ona. - Zrobisz to dzisiaj na pewno – rzekł chirurg. - Na pewno – odrzekła z przekonaniem. - Nie skłamiesz mi więcej? – zapytał chirurg. - Nie kłamię nigdy! Trzeba mi wierzyć! ...- odpowiedziała i chirurg patrzył na nią wzrokiem prawie załzawionym, jak gdyby w istocie patrzył na bizantyjską madonnę. „ Miłość robi z ludzi świętych. Jak gdyby ktoś nas w tej chwili pobłogosławił!”... Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 10.06.08, 20:06 - Na pewno zdradzasz mnie z doktorem Tamtenem?!...Nie spuszczał z niej oczu . I znowu zobaczył jej spojrzenie: jasne, kochające, dobrotliwe. - Mój mały – powiedziała – jakiż ty jesteś niemądry!... Trzeba mi wierzyć. Przecież sam widzisz, jak mnie nudzi ten chirurg..... Czy sam tego nie czujesz, że jestem ci wierna?..................................... Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 10.06.08, 20:10 .....A więc po każdym ciosie nie trzeba ani podróżować, ani szukać zapomnienia gdzie indziej, lecz należy pogłębić w sobie cierpienie do ostatecznego stopnia. To o cierpieniu. O miłości zaś – trzeba wreszcie zrozumieć, że nie jest i nie powinna być celem w życiu. Jeżeli natomiast będzie na drugim planie, to nigdy nie będzie niebezpieczna. /M. Choromański – Zazdrość i medycyna/ Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 11.06.08, 08:11 Chcę być świętą, nietykalną dla nikogo i dla samej siebie i jednocześnie chcę być rozdarta przez milion uścisków nieznajomych obrzydliwych mężczyzn, którzy by się zarzynali wzajemnie o moje ciało. Chcę być wbita na pal i smagana nahajami przez jakieś spotworniałe od pożądań ludzkie bydlęta i jednocześnie chcę, aby błękitny pocałunek anioła, jak kwiat niedosiężny, spadł w najgłębszą cichą dolinkę mojej dziewczynkowatej duszy. Janulka Fizdejkówna img258.imageshack.us/img258/5510/wit510rs2.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 11.06.08, 08:15 Tylko mnie proszę nie mieszać do biznesów. My jesteśmy kwiaty, które wyrastają na waszych skrzyniach, frachtach, cargach i embargach. Nic z tego nie rozumiem, ale to jest grządka, na której rosnę. A więdnąć nie mam jeszcze ochoty. Tom! Słuchaj papy we wszystkim. Radzę ci. Lily, Bzik tropikalny img441.imageshack.us/img441/5918/wit7so7.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 11.06.08, 08:22 #3. Wykluczona absolutnie jest wszelka krytyka ze strony klienta. Portret może się klientowi nie podobać, ale firma nie może dopuścić do najskromniejszych nawet uwag, bez swojego specjalnego upoważnienia. Gdyby firma pozwoliła sobie na ten luksus: wysłuchiwania zdań klientów, musiałaby już dawno zwariować. Na ten paragraf kładziemy specjalny nacisk, bo najtrudniej jest wstrzymac klienta od zupełnie zbytecznych wypowiedzeń się. Portret jest przyjęty, lub odrzucony - tak, lub nie, bez żadnego umotywowania. Do krytyki należy również konstatowanie podobieństwa, względnie niepodobieństwa, uwagi co do tła, zakrywanie ręką części narysowanej twarzy w celu dania do zrozumienia, że to ta część właśnie się nie podoba, powiedzenie takie jak: "jestem za ładna", czy "Czy ja jestem taka smutna?", "To nie jestem ja", w ogóle wszystko i to tak pod względem dodatnim, jak ujemnym. Po namyśle, ewentualnie po poradzeniu się osób trzecich, klient mówi tak (lub nie) i koniec - po czym podchodzi (lub nie) do tak zwanego "okienka kasowego", tzn. po prostu wręcza firmie umówioną sumę. Nerwy firmy, ze względu na niesłychaną trudność zawodu tejże, muszą być szanowane. img371.imageshack.us/img371/3849/witfalszko3um6.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 12.06.08, 06:58 I want to tell you what's alright to know: let's make a celebration of love soul to soul CosmoPolis is not a place CosmoPolis is open space we are all now we are all now we are all now we are all now love the colour of your skin love the colour of your eyes this love has always been alive www.youtube.com/watch?v=uSEMPHbnPjI Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 12.06.08, 07:04 The yuppie idea of the future ain’t my idea of a future. Your safe car, and home, and job, and all the time rushing between the three — let’s make people feel they can grow up and have some education, some interest in life! That’s what counts! Joe Strummer img212.imageshack.us/img212/3240/strummerbiafra5jt8.jpg img364.imageshack.us/img364/9599/tshirt5kf6.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 12.06.08, 07:07 "Być punkiem oznacza zaś m. in. móc poranić swego partnera żyletkami zaszytymi w dżinsowych spodniach i koszulach, to móc bić już leżących łańcuchami". (ks. prof. dr hab. Andrzej Zwoliński) www.youtube.com/watch?v=LEPBEsqxgXI Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 12.06.08, 07:14 love is the shelter, love is the key love is all creation reality is living free love is our liberation www.brygada-kryzys.art.pl/ www.youtube.com/watch?v=GcKS09uOBTU Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 12.06.08, 19:13 Mam prośbę do naszych fanów. Jeżeli którykolwiek z was w jakikolwiek sposób nienawidzi homoseksualistów, ludzi o innym kolorze skóry, lub kobiet, zrób nam jedną przysługę – odwalcie się od nas! Nie przychodźcie na nasze koncerty i nie kupujcie naszych płyt. /Kurt Cobain/ Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 12.06.08, 19:16 Apatia mojego pokolenia. Obrzydza mnie. Obrzydza mnie też moja własna apatia, bycie tchórzliwym i nie przeciwstawianie się rasizmowi, seksizmowi i wszystkim innym -izmom, na które kontrkultura narzeka od lat. /Kurt Cobain/ Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 13.06.08, 09:31 Fale prawie zupełnie znikły, a powierzchowna warstwa tej cieczy - tego, z czego jest ocean - stała się półprzeźroczysta, z zadymieniami, które nikły, aż po krótkim czasie nastąpiło zupełne wyklarowanie i mogłem przez warstwę kilkumetrowej chyba grubości patrzeć w głąb. Gromadził się tam jak gdyby żółty szlam, który cienkimi, pionowymi smużkami szedł w górę, a gdy wypływał na wierzch, stawał się szkliście lśniący, zaczynał się burzyć i pienić, i tężał; podobny był wtedy do bardzo gęstego, przypalonego cukrowego syropu. Ten szlam czy śluz zbierał się w grube węzły, wyrastał nad powierzchnię, tworzył kalafiorowate wyniosłości i powoli formował rozmaite kształty. Zaczęło mnie ściągać ku ścianie mgły, więc musiałem przez parę minut parować ten ruch obrotami i sterem, a kiedy mogłem znowu wyjrzeć, na dole, pode mną, zobaczyłem coś, co przypominało ogród. Tak, ogród. Widziałem karłowate drzewka i żywopłoty, i ścieżki, nieprawdziwe - wszystko to było z tej samej substancji, która całkiem już stężała jak żółtawy gips. Tak to wyglądało; powierzchnia lśniła mocno, opuściłem się, jak tylko mogłem, żeby to dokładnie obejrzeć. Kiedy wszedłem na trzysta metrów, mgła była pode mną podziurawiona wgłębieniami, wyglądała zupełnie jak ser. Jedne z tych dziur były puste i widziałem w nich falowanie oceanu, a w innych coś się kotłowało. Zeszedłem w jedno z takich miejsc i na czterdziestu metrach zobaczyłem, że pod powierzchnią oceanu - ale całkiem płytko - leży ściana, jak gdyby ściana bardzo wielkiego budynku; przeświecała jasno poprzez fale i miała szeregi regularnych, prostokątnych otworów, jak okna; a nawet wydało mi się, że w niektórych oknach coś się porusza. Tego nie jestem już całkiem pewny. Ta ściana zaczęła się powoli podnosić i wynurzać z oceanu. Ściekał po niej śluz całymi wodospadami i jakieś śluzowate twory, takie żyłkowane zgęszczenia. Nagle rozłamała się na dwie części i poszła w głąb tak szybko, że natychmiast znikła. Podciągnąłem maszynę jeszcze raz w górę i leciałem tuż nad samą mgłą, że prawie dotykałem jej podwoziem. Zobaczyłem następne puste lejowate miejsce - było chyba kilka razy większe od pierwszego. Już z daleka zobaczyłem coś pływającego, wydało mi się, ponieważ było to jasne, prawie białe, że to jest skafander Fechnera, tym bardziej, że kształt przypominał człowieka. Zrobiłem zwrot maszyną, bardzo gwałtowny, bałem się, że mogę minąć to miejsce i już go nie odnajdę; ta postać z lekka uniosła się wtedy i wyglądało, jak gdyby pływała czy też stała po pas w fali. Spieszyłem się i zeszedłem tak nisko, że poczułem uderzenie podwozia o coś miękkiego, o grzbiet fali, przypuszczam, bo była w tym miejscu spora. Ten człowiek, tak, to był człowiek, nie miał na sobie skafandra. Mimo to się poruszał. Pytanie: Czy zobaczyłeś jego twarz? Odpowiedź Bertona: Tak. Pytanie: Kto to był? Odpowiedź Bertona: To było dziecko. Pytanie: Jakie dziecko? Czy widziałeś je kiedyś w życiu gdziekolwiek? Odpowiedź Bertona: Nie. Nigdy. W każdym razie nie przypominam sobie. Zresztą, jak tylko się zbliżyłem - dzieliło mnie od niego ze czterdzieści metrów, może trochę więcej - zorientowałem się, że jest w nim coś niedobrego. Pytanie: Co przez to rozumiesz? Odpowiedź Bertona: Zaraz powiem. Nie wiedziałem najpierw, co to jest. Dopiero po chwili zorientowałem się: było nadzwyczaj wielkie. Olbrzymie to jeszcze mało powiedziane. Miało bodaj że cztery metry. Pamiętam dokładnie, że kiedy uderzyłem podwoziem o falę, jego twarz znajdowała się nieco powyżej mojej, a chociaż siedziałem w kabinie, to jednak musiałem znajdować się ze trzy metry nad powierzchnią oceanu. (Lem, Solaris) Ciekawe, czy ten Berton to od Bretona - "papieża surrealizmu". ***** The waves had almost completely disappeared, and the upper layer of the fluid — or whatever the ocean is made of — was becoming transparent, with murky streaks here and there which gradually dissolved until, finally, it was perfectly clear. I could see distinctly to a depth of several yards. I saw a sort of yellow sludge which was sprouting vertical filaments. When these filaments emerged above the surface, they had a glassy sheen. Then they began to exuam — they frothed — until the foam solidified; it was like a very thick treacle. These glutinous filaments merged and became intertwined; great bubbles swelled up on the surface and slowly began to change shape. Suddenly I realized that my machine was being driven towards the wall of fog. I had to manoeuver against the wind, and when I was able to look down again, I saw something which looked like a garden. Yes, a garden. Trees, hedges, paths — but it wasn't a real garden; it was all made of the same substance, which had hardened and by now looked like yellow plaster. Beneath this garden, the ocean glittered. I came down as low as I dared in order to take a closer look. When I reached 1000 feet and took another look at the fog, it was pitted with more irregularly shaped holes, rather like a piece of cheese. Some of these holes were completely hollow, and I could see the ocean waves; others were only shallow saucers in which something was bubbling. I descended another well and saw — the altimeter read 120 feet — I saw a wall lying beneath the ocean surface. It wasn't very deep and I could see it clearly beneath the waves. It seemed to be the wall of a huge building, pierced with rectangular openings, like windows. I even thought I could see something moving behind them, but I couldn't be absolutely certain of that. The wall slowly broke the surface and a mucous bubbling liquid streamed down its sides. Then it suddenly broke in half and disappeared into the depths. I regained height and continued to fly above the fog, the machine almost touching it, until I discovered another clearing, much larger than the previous one. While I was still some distance away, I noticed a pale, almost white, object floating on the surface. My first thought was that it was Fechner's flying-suit, especially as it looked vaguely human in form. I brought the aircraft round sharply, afraid of losing my way and being unable to find the same spot again. The shape, the body, was moving; sometimes it seemed to be standing upright in the trough of the waves. I accelerated and went down so low that the machine bounced gently. I must have hit the crest of a huge wave I was overflying. The body — yes, it was a human body, not an atmosphere- suit — the body was moving. QUESTION: Did you see its face? BERTON: Yes. QUESTION: Who was it? BERTON: A child. QUESTION: What child? Did you recognize it? BERTON: No. At any rate, I don't remember having seen it before. Besides, when I got closer — when I was forty yards away, or even sooner — I realized that it was no ordinary child. QUESTION: What do you mean? BERTON: I'll explain. At first, I couldn't understand what worried me about it; it was only after a minute or two that I realized: this child was extraordinarily large. Enormous, in fact. Stretched out horizontally, its body rose twelve feet above the surface of the ocean, I swear. I remembered that when I touched the wave, its face was a little higher than mine, even though my cockpit must have been at least ten feet above the ocean. img444.imageshack.us/img444/4626/131fp1.gif Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 13.06.08, 10:02 Skoro mam na stanie Solaris w kilku językach... Die Wellen waren fast ganz verschwunden, und diese Flüssigkeit — das, woraus der Ozean besteht — wurde in der obersten Schicht durchscheinend mit rauchigen Trübungen; die verschwanden dann, und nach kurzer Zeit kam es zu völliger Klärung. Ich konnte durch eine wohl etliche Meter dicke Schicht ins Innere schauen. Dort sammelte sich etwas wie gelblicher Schlamm, der in dünnen, senkrechten Bändchen nach oben stieg; sobald er an der Oberfläche auftauchte, wurde er glasig glänzend, begann zu wallen und zu schäumen und versteifte sich; nun sah er so ähnlich aus wie dicker, angebrannter Zuckersirup. Dieser Schlamm oder Schleim sammelte sich zu dicken Knoten, wuchs über die Ozeanfläche empor, erzeugte höckerige Erhebungen und bildete langsam allerlei Formen aus. Es begann mich zur Nebelwand hin abzutreiben, also mußte ich ein paar Minuten lang mit Gas und Steuer dieser Bewegung entgegenarbeiten. Als ich wieder hinausschauen konnte, erblickte ich tief unter mir etwas, was an einen Garten erinnerte. Ja, an einen Garten. Ich sah Zwergbäume und Hecken und Wege, alles nicht echt, alles aus dieser einen Substanz, die schon völlig steif war, wie gelblicher Gips. So sah das aus; der Ozeanspiegel glänzte stark, ich ließ mich so tief hinab, wie ich nur konnte, um mir das genauer zu besehen. Als ich auf dreihundert Meter hinaufstieg, war der Nebel unter mir von Einbuchtungen durchlöchert, ganz wie ein Käse hat er ausgesehen. Eines dieser Löcher war leer, und ich sah darin den Ozean wogen, in anderen wieder brodelte etwas. Ich flog in eine dieser Stellen hinein, und aus vierzig Meter Höhe sah ich, daß unter der Ozeanoberfläche, ganz dicht darunter, eine Wand lag, etwas wie die Wand eines sehr großen Gebäudes; sie schimmerte hell durch die Wellen und hatte Reihen regelmäßiger rechteckiger Öffnungen, wie Fenster; es schien mir sogar, daß sich in manchen Fenstern etwas bewegte, aber dessen bin ich nicht so ganz sicher. Diese Wand begann sich langsam zu heben und aus dem Ozean hervorzutauchen. Der Schleim troff in ganzen Wasserfällen an ihr herab, und auch irgendwelche schleimige Gebilde, so geäderte Verdichtungen. Plötzlich zerbrach sie in zwei Teile und ging so schnell unter, daß sie im Nu verschwunden war. Ich zog nochmals die Maschine hoch und flog so dicht über dem Nebel weiter, daß ich ihn fast mit dem Fahrgestell berührte. Ich sichtete die nächste leere trichterartige Stelle, sie war wohl ein paarmal so groß wie die erste. Schon von weitem sah ich etwas schwimmen; weil das hell war, fast weiß, bildete ich mir ein, das sei Fechners Raumanzug, und zwar um so mehr, als das wie ein Mensch geformt war. Ich wendete die Maschine, sehr jäh, denn ich befürchtete, über diese Stelle hinauszufliegen und sie nicht wiederzufinden; nun erhob sich diese Gestalt ein wenig, das sah aus, als schwimme oder stehe sie bis zum Gürtel in der Welle. Ich beeilte mich und ging so tief hinunter, daß ich das Fahrgestell an etwas Weiches schlagen fühlte, an den Kamm einer Welle, nehme ich an. Dieser Mensch, ja, es war ein Mensch, trug keinen Raumanzug. Trotzdem bewegte er sich. Frage: Hast du sein Gesicht gesehen? Antwort Bertons: Ja. Frage: Wer war das? Antwort Bertons: Es war ein Kind. Frage: Was für ein Kind? Hast du es schon irgendeinmal im Leben irgendwo gesehen? Antwort Bertons: Nein. Nie. Jedenfalls erinnere ich mich nicht. Im übrigen, sobald ich ihm nahekam — ich war an die vierzig Meter von ihm entfernt, vielleicht ein klein wenig mehr—, spürte ich, daß etwas daran nicht stimmte. Frage: Was meinst du damit? Antwort Bertons: Sag ich gleich. Zuerst wußte ich nicht, was es war. Erst nach einer Weile wurde es mir klar: das Kind war außerordentlich groß. Riesig. Das ist noch zu wenig gesagt. Es war vielleicht vier Meter groß. Ich erinnere mich genau, als ich mit dem Fahrgestell gegen die Welle stieß, hatte das Kind den Kopf etwas höher als ich, und wenn ich auch in der Kabine saß, muß ich mich doch an die drei Meter über der Ozeanoberfläche befunden haben. ***** Las olas habían desaparecido casi del todo y la capa superior de ese fluido —lo que compone el océano— era ahora transparente, con estelas confusas aquí y allá, que se disipaban; al poco tiempo volvió a hacerse la luz. Alcanzaba a ver claramente hasta una profundidad de varios metros. Veía una especie de ciénaga, de légamo amarillo, que proyectaba filamentos verticales. Cuando esos filamentos afloraban a la superficie, tenían un resplandor vidrioso, y empezaban luego a desprender espuma, y por último esa espuma se coagulaba; se hubiera dicho un almíbar espeso. Aquellos filamentos viscosos se mezclaban, se entrelazaban; protuberancias turgentes cruzaban por encima del océano y adquirían poco a poco distintas formas. Noté de pronto que mi aparato se desviaba hacia el muro de niebla; tuve entonces que maniobrar a contraviento, y cuando pude mirar de nuevo hacia abajo, vi algo que me recordó un jardín. Sí, un jardín. Arboles, setos, senderos; pero no era un verdadero jardín; todo estaba hecho de esa misma sustancia, que ahora se había solidificado del todo y parecía yeso amarillo. Bajo el jardín, brillaba el océano. Descendí todo lo que pude. Quería mirar de cerca ese jardín. Cuando volví a subir a 300 metros y miré nuevamente la niebla, los agujeros eran más numerosos, irregulares; me recordaron un pedazo de queso. Algunos de los agujeros eran completamente huecos y yo veía del otro lado las olas del mar; otros eran sólo cubiletes, donde hervía algo. Volví a descender a uno de los pozos —el altímetro indicaba cuarenta— y vi un muro que descansaba en la superficie del océano; pero no a gran profundidad. Era el muro de un inmenso edificio; lo veía claramente a través de las olas; estaba atravesado por varias hileras de aberturas rectangulares, ventanas; me pareció incluso que algo, no sé qué, se movía detrás de algunas de esas ventanas. Pero no estoy del todo seguro. El muro se levantó lentamente y emergió del océano. Un líquido mucoso, veteado de engrasamientos compactos, chorreaba en abundancia y corría a lo largo del muro. Bruscamente, el muro se partió en dos, se hundió en las profundidades del océano, y desapareció. Volví a subir y continué volando por encima de la niebla, que casi rozaba mi aparato. Descubrí otro pozo, mucho mas amplio que el anterior. Ya desde lejos había visto una forma clara, casi blanca, que flotaba en las olas; pensé en seguida que era la escafandra de Flechner, pues parecía tener una forma vagamente humana. Giré en redondo; temía extraviarme y no encontrar mas el sitio. Esa forma, ese cuerpo se movía; a veces parecía nadar, otras se incorporaba en la cresta de una ola. Me apresuré; descendí tan abajo que mi aparato rebotó suavemente; había chocado tal vez con la cresta de la gran ola. El cuerpo —sí, era un cuerpo humano, sin escafandra—, el cuerpo se movía. Pregunta: ¿Le viste la cara? Berton: Sí. Pregunta: ¿Quién era? Berton: Un niño. Pregunta: ¿Qué niño? ¿Lo habías visto antes al-guna vez? Berton: No. Nunca. Al menos, no lo recuerdo. Además, cuando estuve a cuarenta metros o quizá menos, advertí que no era un niño ordinario. Pregunta: ¿Qué quieres decir? Berton: Lo explicaré. No me di cuenta en seguida; lo entendí al cabo de un rato: el niño era muy grande. Enorme es poco decir. Extendido horizontalmente sobre las aguas, el cuerpo se elevaba a unos cuatro metros por encima del océano, lo juro. Recuerdo que en el momento en que toqué la ola, el rostro del niño estaba un poco más arriba que yo, y sin embargo, en mi cabina, yo debía de encontrarme a una altura de por lo menos tres metros. Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 13.06.08, 18:51 HO, HO, HO. TAK, RZECZYWIŚCIE, WITAJ, MAŁE DZIECKO ZWANE KURZAJKĄ LUMPY, CÓŻ ZA PIĘKNE IMIĘ. WIEK SIEDEM LAT, JAK SIĘ DOMYŚLAM? DOBRZE. TAK, WIEM, ŻE TO ZROBIŁA. PROSTO NA ŁADNĄ, CZYSTĄ PODŁOGĘ, TAK. ONE TAK ROBIĄ, WIESZ? TO COŚ, CO WARTO WIEDZIEĆ O PRAWDZIWYCH ŚWINIACH. TU MASZ, PROSZĘ. NIE, NIE MA ZA CO. SZCZĘŚLIWEGO STRZEŻENIA WIEDŹM I BĄDŹ GRZECZNY. BĘDĘ WIEDZIAŁ, CZY BYŁEŚ GRZECZNY, CZY NIE. PAMIĘTAJ. HO.HO.HO. - Wprowadziłeś, panie, nieco magii do tego małego życia pochwalił Albert, kiedy odeszło kolejne dziecko. LUBIĘ TEN WYRAZ NA ICH TWARZYCZKACH, oświadczył Wiedźmikołaj. - Znaczy, ten rodzaj przerażenia i podziwu, i niepewności, czy mają się śmiać, czy płakać, czy siusiać w spodnie? /Terry Pratchett/ Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 13.06.08, 18:55 Trzy myszy przechwalały się w barze, która jest większym chojrakiem. Pierwsza mówi: - Ja biorę sobie trutkę, dzielę na porcje i wciągam nosem. Na to druga: - Ja ćwiczę bicepsy na pułapkach. Trzecia mysz nie mówi nic i szykuje się do wyjścia. - A ty gdzie idziesz? - Do domu, pobzykać kota. Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 13.06.08, 19:00 Idzie sobie zajączek przez polanę i pali sobie cygaro. Zobaczyła to krowa i mówi: - Taki mały i pali cygaro! Na to zajączek: - Taka duża, a nie nosi stanika! Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta I wszystkie zapładniać! 14.06.08, 13:41 Niech twe wino obmyje mój kielich. (Pieśń nad pieśniami) img150.imageshack.us/img150/2853/sal5qp8.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: I wszystkie zapładniać! 14.06.08, 13:47 pressing jego umiejętności gry w powietrzu musi przynieść rezultat Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: I wszystkie zapładniać! 14.06.08, 13:49 Kiedy kobietę w własne łoże złożę, Spokojny jestem, że nie cudzołożę. (Sztaudynger) chcesz o tym porozmawiać? Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: I wszystkie zapładniać! 14.06.08, 17:27 Nie zna. . . Nie zna imienia pana, A już randka rozbierana. (Jan Sztaudynger) Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 14.06.08, 17:29 Do wyboru Albo wianek, Albo Janek. (Jan Sztaudynger) Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 14.06.08, 17:37 Jak już - to już Jak już grzeszyć, to ordynkiem: Myślą, mową i uczynkiem. (Jan Sztaudynger) Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 14.06.08, 17:40 Pomsta nieba O pomstę do nieba woła, Gdy on nic, choć ona goła. (Jan Sztaudynger) Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 15.06.08, 06:09 Ateistą jestem z powodów moralnych. Uważam, że twórcę rozpoznajemy poprzez jego dzieło. W moim odczuciu świat jest skonstruowany tak fatalnie, że wolę wierzyć, iż nikt go nie stworzył! (Lem) www.youtube.com/watch?v=ff5FoGtAbro Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 15.06.08, 06:13 We're dreamers, you see, but we're also realists, of a sort. (William Gibson) img78.imageshack.us/img78/5934/16surrmagritte75sd6.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 15.06.08, 06:20 Co do narodowości, to sądzę, że herr Virek jest jedynym obywatelem narodu składającego się z herr Vireka. William Gibson, Graf Zero Ku..ko dobra muza, nie wolno nie posłuchać: www.youtube.com/watch?v=pGqG33jbZ34&feature=related Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 15.06.08, 18:13 Bawisz się słowami. Upajasz się nimi. Słowami chcesz zastąpić normalne, ludzkie uczucia, których w tobie nie ma. Emocje, kaprysy i kłamstwa, fascynacja i gra. Uczucia i ich brak... Dary, których nie wolno przyjąć... Kłamstwo i prawda. Czym jest prawda? Zaprzeczeniem kłamstwa? Czy stwierdzeniem faktu? A jeżeli fakt jest kłamstwem, czym jest wówczas prawda? Kto jest pełen uczuć, które nim targają, a kto pustą skorupą zimnego czerepu? Kto? Co jest prawdą? Czym jest prawda? /Miecz przeznaczenia - A Sapkowski/ Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 15.06.08, 18:17 Moją ogromną przywarą jest niepohamowana dobroć. Ja po prostu muszę czynić dobro. Jestem jednak rozsądnym krasnoludem i wiem, że wszystkim wyświadczyć dobra nie zdołam. Gdybym próbował być dobry dla wszystkich , dla całego świata i wszystkich zamieszkujących go istot, byłaby to kropelka pitnej wody w słonym morzu, innymi słowy: stracony wysiłek. Postanowiłem zatem czynić dobro konkretne. Jestem dobry dla siebie i dla mojego bezpośredniego otoczenia. /Chrzest Ognia - A.Sapkowski/ Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 16.06.08, 08:49 Lecz tak właśnie najczęściej bywa z czynami, które obracają koła świata: dokonują ich małe ręce, na małych spada ten obowiązek, gdy oczy wielkich zwrócone są w inną stronę. /Władca Pierścienia - J.R.R.Tolkien/ Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 16.06.08, 14:23 Oczywiście Władca Pierścieni : Drużyna Pierścienia Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 17.06.08, 10:10 y no me preguntes si te quiero, que no te preocupe lo que pienso, que yo soy completamente tuya a mi manera, pero a cambio quiero ser tu sueño, yo no me conformo con tus besos, quiero darte todo lo que siento y mas que eso. my new wonderful lover! Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 17.06.08, 20:48 Quédate aquí sueño en mis brazos quédate aquí para mí Y no me digas que me amas no me digas que me adoras dime sólo que te quedas una vida junto a mí Llévame por ahí llévame en tus ansias a un lugar donde ya no tenga que jurar donde ya no tenga que mentir donde sólo exusta para ti www.youtube.com/watch?v=RIAWkRERPCc&feature=related Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 17.06.08, 20:57 Miłość bardzo przypomina torturę albo zabieg chirurgiczny.(...) Ona albo on będzie wykonawcą, czy katem; drugie pacjentem, albo ofiarą. /Charles Baudelaire/ Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta ...był to otyły mężczyzna, którego fizjonomia i 18.06.08, 04:38 wymowa wyrażały mozół trawienia Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 18.06.08, 04:47 Cechą obojga państwa domu była duma i znudzenie; nadto przywykli obrażać ludzi dla rozerwania się, aby mogli posiadać prawdziwych przyjaciół. Ale wyjąwszy dni dżdżyste oraz momenty nudy okrutnej, co było rzadkie, przestrzegali zawsze doskonałej grzeczności. (Czerwone i czarne) img263.imageshack.us/img263/9867/ernst75eu5.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 18.06.08, 05:00 Solange: Nienawidzę! Gardzę panią! Przestała mnie pani onieśmielać. Solange ma jaśnie panią w dupie! (siostra w popłochu poprawia: Claire) Solange: Tak, słusznie, Claire. Claire ma panią w dupie. Jestem tutaj ja, Claire. Prawdziwsza niż kiedykolwiek. Promienna. Policzkuje Claire (prawdziwą) (Dzwoni budzik - znak, że za chwilę wróci prawdziwa Pani.) Solange (smutnie): Zawsze to samo. Twoja wina. Nigdy nie jesteś gotowa na czas. Nie mogę cię wykończyć. Genet, Pokojówki img263.imageshack.us/img263/5286/publicservant1tk4.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 18.06.08, 05:03 Z moim krajem wiąże mnie tylko miłość do francuskiego języka, ale za to jaka. Genet, Dziennik złodzieja img441.imageshack.us/img441/416/magrittelatrahison1jg0.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 18.06.08, 05:37 Wędrując z więzienia do więzienia, przemierzałem Jugosławię. Spotykałem tam zbrodniarzy gwałtownych i mrocznych, przeklinających w dzikim języku, w którym kwitną najpiękniejsze przekleństwa świata: - Jebem Majku Bożu! - Jebem stenu! Idealna linia przecinała pole dojrzałego żyta o barwie podobnej do jasnych włosów młodych Polaków, którzy mają w sobie tę jakąś maślaną łagodność Polski. Wiedziałem o niej, że przez wieki kaleczono ją i litowano się nad jej losem. (Gibraltar) Jak rozpustnie zdradzieckie i sprzedajne życie można tam prowadzić! (Dziennik złodzieja) img179.imageshack.us/img179/2989/genetcocteau55ie5.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 18.06.08, 05:40 Golden slumber kiss your eyes, Smiles await you when you rise. Sleep, pretty baby, Do not cry, And I'll sing you a lullaby. img532.imageshack.us/my.php?image=koysanka1hs4.flv Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 19.06.08, 14:57 ...śmiałość kobiety, która upiera się przy swej miłości, jest jedyną rzeczą godną największego podziwu na tym świecie. /Stendhal/ Odpowiedz Link Zgłoś
musz-ka23 Re: Motto na dziś 19.06.08, 15:42 Nasze czasy można sprowadzić do prostej formuły: podróże kosmiczne plus seks. /Jean Genet/ Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 20.06.08, 14:45 ania przekonuje w wywiadzie, że jest bardzo szczęśliwa i kocha rodzinę ponad wszystko Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 20.06.08, 14:49 Standing in the shower thinking About what makes a man An outlaw or a leader I'm thinking about power... The ways a man could use it Or be destroyed by it The water hits my neck And I'm pissing on myself... Standing In the shower Thinking... (Jane's Addiction, "Standing In The Shower... Thinking") img133.imageshack.us/img133/9161/jello3or9.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 20.06.08, 15:01 Pies andaluzyjski Buñuela. Oto właśnie to, ów styl duszy. Hollywood zaczął się już stawać garażem luksusu, a produkowane tam filmy - markami coraz to wspanialszych samochodów. Lecz z Psem andaluzyjskim znów wsiadamy na rower. (Cocteau, Opium) www.youtube.com/watch?v=kF1PGDGa4Pc Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 20.06.08, 15:26 Mój system, polegający na chodzeniu do kina bez wcześniejszego zorientowania się, co to za film - nic by mi to zresztą nie dało, skoro spośród aktorów nie pamiętam więcej niż pięć czy sześć nazwisk - naraża mnie oczywiście na ryzyko "wpadki" większe niż kogo innego, chociaż muszę tu wyznać moją słabość do najzupełniej idiotycznych filmów francuskich. R o z u m i e m zresztą kiepsko i niezbyt uważnie ś l e d z ę przebieg akcji. Czasem w końcu mi to przeszkadza i wtedy wypytuję sąsiadów. Za to niektóre kina dziesiątej dzielnicy wydają mi się jakby stworzone dla mnie, szczególnie, gdy czuję się jak na parterze starej sali w "Folies- Dramatiques", gdzieśmy przed laty z Jakubem Vaché zasiadali do kolacji, otwierali pudełka, krajali chleb, odkorkowywali butelki i rozmawiali na głos jak przy stole, ku wielkiemu zdumieniu widzów, którzy jednak nie odważali się sarkać. *** Avec ce système qui consiste, avant d'entrer dans un cinéma, à ne jamais consulter le programme — ce qui, du reste, ne m'avancerait guère, étant donné que je n'ai pu retenir les noms de plus de cinq ou six interprètes — je cours évidemment le risque de plus « mal tomber » qu'un autre, bien qu'ici je doive confesser mon faible pour les films français les plus complètement idiots. Je comprends, du reste, assez mal, je suis trop vaguement. Parfois cela finit par me gêner, alors j'interroge mes voisins. N'empêche que certaines salles de cinéma du dixième arrondissement me paraissent être des endroits particulièrement indiqués pour que je m'y tienne, comme au temps où, avec Jacques Vaché, à l'orchestre de l'ancienne salle des « Folies-Dramatiques », nous nous installions pour dîner, ouvrions des boîtes, taillions du pain, débouchions des bouteilles et parlions haut comme à table, à la grande stupéfaction des spectateurs qui n'osaient rien dire. (André Breton, Nadja) img167.imageshack.us/img167/7695/mirosingingfish1zb6.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 20.06.08, 15:40 No bo ja bym się na rozpoczęcie czegoś na dłuższą metę dał namówić, jestem więcej niż pewien, że grzeszę wobec życia takiego, jakie kocham i jakie mi się nastręcza: wobec życia do u t r a t y t c h u. *** Par ce que je puis être tenté d'entreprendre de longue haleine, je suis trop sûr de démériter de la vie telle que je l'aime et qu'elle s'offre : de la vie à perdre haleine. (Nadja) img514.imageshack.us/img514/9013/tapayl8.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
gdytyjeszczenamucheptapta Re: Motto na dziś 20.06.08, 15:53 La chasseresse sans chance de son sein choie son sang sur ses chasselas chasuble sur ce chaud si chaud sol chat sauvage chat chat sauvage qui vaut sage chat sage ou sage sauvage laissez sécher les chasses léchées chasse ces chars sans chevaux et cette échine sans châle si sűre chasseresse son sort qu'un chancre sigille chose sans chagrin chanson sans chair chanson chiche. (Robert Desnos) od razu widać, że jest Prawdziwym Polakiem! (za Wisławą) Odpowiedz Link Zgłoś