Dodaj do ulubionych

Nicolas Bouvier "Ryba-skorpion"

24.01.07, 01:05
Tegoż pisarza miałem odhaczonego od dawna, ale do jego ksiązki zajrzałem
dopiero pod wpływem wpisu Naszego Kochanego Moderatora (Niech żyje i 100
lat!). I nie żałuję.

Bouvier jest uznawany za pisarza specjalizującego się w relacjach z podróży.
W połowie lat 50. (albo trochę wcześniej) wybrał się w samochodową wyprawę do
Azji. Przez Jugosławię, Turcję, Afganistan dotarł do Indii, a następnie
przeprawił się na Cejlon. Na tej wyspie spędził bodaj dwa lata, wspomnienia z
tego okresu (książka została napisana 30 lat później) stanowią rdzeń
omawianego tomu. Może się mylę, ale pierwszej części wyprawy jest chyba
poświęcone "Oswajanie świata".

Słyszymy słowo "podróżnik" i kogo widzimy? Zawodowca-reportera goniącego za
sensacją? Turystę "zwiedzajacego" świat zza szyb autobusu? A może człowieka
tak zafascynowanego obcą odkrywaną kulturą, że aż idealizujacego ją i
przemilczającego wszystko co nie pasuje do slicznego obrazka? Bouvier nie
pasuje do żadnej z tych kategorii. Najbardziej (przynajmniej w tej ksiażce)
przypomina podupadłego byłego urzędnika kolonialnego. Przejawia się to choćby
w tym, ze od pewnego momentu używa sformułowania "nasza wyspa" lub "nasza
ulica".

Jego trwanie na wyspie to ciągłe zmagania z upałem, obserwacja przeróżnych
owadów, wysłuchiwanie monologów (w wykwintnej angielszczyźnie) miejscowych
czarnoskórych urzędników i sprzedawców oraz nocne spotkania ze zjawą jezuity.
Hmm, czyli nic się nie dzieje? No, w sumie nic. Ale jak to jest napisane! I
jak genialnie oddaje atmosferę końca świata (białego człowieka).
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Nicolas Bouvier "Ryba-skorpion" 24.01.07, 09:27
      Ja mam dziwne skojarzenia z Bouvierem, bo on dla mnie zachowuje sie jak kamień:
      znaczy powolutku turla się z miejsca na miejsce, nie angazuje sie, stapia się z
      tłem i obserwuje. Nie komentuje, opisuje, nie próbuje dopisywać siebie do tego
      co usłyszał bądź zobaczył. Nawet jesli się angażuje, to robi to bardzo
      dyskretnie, bez wciagania czytelnika w swój emocjonalny stosunek do danego
      miejsca. No i oczywiscie ten jezyk, maksymalnie prosty, ale potrafiący
      genialnie naświetlać takie szczególiki, które w 'tradycyjnej' relacji z
      podrózy, byłyby pewnie przypisem u dołu strony 376.
      Sięgnąłem po niego generalnie w kontekscie japońskim, a skończyło się na tym,
      że poczytałem z przyjemnościa też o miejscach, które w sumie nigdy mnie nie
      interesowały za bardzo, typu Cejlon. Mam w sumie tez nieczym nie potwierdzone
      wrażenie, że Imperium znaków Barthesa wyglądałoby cąłkiem inaczej, gdyby nie
      ksiązki japońskie Bouviera.
      No i na dodatek bardzo niezłe zdjęcia robił:

      www.mdf.ru/english/exhibitions/moscow/windofroads/
      <troche wiecej przez wyszukiwarke grafiki na guglach się znajduje.>

      P:)
    • itek1 Re: Nicolas Bouvier "Ryba-skorpion" 24.01.07, 09:41
      Bouvier mnie troche irytuje, bo ma ciagoty do gledzenia o sobie.
      Ma pewno do genialnosci mu troche brakuje, te spotkalem tylko u Chatwina i
      fragmentarycznie u wczesnego Kapuscinskiego (Jeszcze dzien zycia, Cesarz).
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka