Na ile to kontrowersyjne?

IP: *.ipt.aol.com 24.04.03, 01:34
Witam szanowne towarzystwo :)

Napisałam powieść, której jednym z głównych wątków jest miłość kobiety do
kobiety. Książka traktuje nie tylko o sentymentalnej stronie takiego
romansu, ale również o konsekwencjach wyborów głównych bohaterek - jedna z
nich jest mężatką i ma dwoje dzieci. Rozwód, przeprowadzki, konflikty z
dziecmi, nieoczekiwane rozwiązania. Codzienność miłości, która od pierwszego
momentu wydaje się niemożliwa.

Mam pytanie: na ile ta warstwa mojej książki może się, Waszym zdaniem, okazać
w Polsce kontrowersyjna? Od trzech lat spędzam po sześć miesięcy w Polsce, po
sześć w USA, i niestety kontakt z polską rzeczywistością mam okrojony.

Będę niezmiernie wdzięczna za wszelkie opinie, uwagi i komentarze. Chętnie
odpowiem na pytania dodatkowe ;)

Serdecznie pozdrawiam,

zadomowiona
    • Gość: Lalka Re: Na ile to kontrowersyjne? IP: 212.69.77.* 24.04.03, 09:25
      Moim zdaniem, jest to rzecz w tej chwili raczej modna niż kontrowersyjna.
      Miłość homoseksualna budziła emocje w czasach ukazywania się "W poszukiwaniu
      straconego czasu". Dziś - płynie Pani po prostu na fali zjawiska zwanego Tatu
      czy amerykańskiej aktoreczki - nie znam jej nazwy - całującej się z innymi
      paniami. Jest to, moim skromnym zdaniem, odcinanie kuponów, a nie kontrowersja.
      Radzę Pani wymyślić jakiś wielki problem, nowatorski, bo to, co Pani napisała,
      to popłuczyny po wcześniejszych pisarzach (nie wiem, czy lepszych).
      Pozdrawiam i życzę sukcesów.
      • Gość: zadomowiona Do Lalki IP: *.ipt.aol.com 24.04.03, 22:34
        Powieść zaczęłam pisać kilka lat temu, kiedy panienki z Tatu jeszcze nosiły
        pampersy i nawet im się nie śniło śpiewanie. (Nota bene, to co prezentują, w
        moim pojęciu nie zasługuje na miano muzyki.) :) Nie pisałam też tej książki w
        celach komercyjnych - choć oczywiście jeśli uda mi się ją sprzedać i na tym
        zarobić, to się nie obrażę! :))) Opowieść ta powstała dlatego, że spotkała mnie
        w życiu nieprawdopodobna historia, i po pewnym czasie dotarło do mnie, że takie
        historie zdarzają się codziennie setkom kobiet. Kilka moich znajomych
        internetowych, które poznały swoje życiowe partnerki przez Internet, kibicowało
        mi przez cały czas pisania tej książki i męczy mnie o tłumaczenie. Żadna z nich
        jednak nie jest Polką, i z polskimi lesbijkami nie miałam nigdy do czynienia,
        więc naprawdę nie wiem, na ile to środowisko jest zorganizowane i świadome
        własnych problemów.

        Trudno mi się zgodzić z opinią, że moja powieść to popłuczyny - dotąd znalazłam
        w Polsce tylko jedną książkę o podobnej tematyce, i jest to raczej nowela, niż
        powieść. Autorka zdaje się pochodzi z Austrii. I to dlatego mam wątpliwości,
        czy polskich wydawców ten temat przypadkiem nie odstrasza. Oczywiście, może się
        okazać, że pod względem artystycznym moja książka jest do niczego... jednak to
        już zupełnie inna historia. Interesowało mnie, czy zdaniem czytelników podobny
        temat to wciąż jeszcze w Polsce tabu. Ponieważ widzę, że najwyraźniej
        nie, :))), może użyję tego argumentu w razie gdyby potencjalny wydawca okazał
        się nie mieć zaufania do liberalizmu Polaków. :))))

        Pozdrawiam :)
    • lena_magda Re: Na ile to kontrowersyjne? 24.04.03, 09:50
      Gość portalu: zadomowiona napisał(a):

      > Witam szanowne towarzystwo :)
      >
      > Napisałam powieść, której jednym z głównych wątków jest miłość kobiety do
      > kobiety. Książka traktuje nie tylko o sentymentalnej stronie takiego
      > romansu, ale również o konsekwencjach wyborów głównych bohaterek - jedna z
      > nich jest mężatką i ma dwoje dzieci. Rozwód, przeprowadzki, konflikty z
      > dziecmi, nieoczekiwane rozwiązania. Codzienność miłości, która od pierwszego
      > momentu wydaje się niemożliwa.
      >
      > Mam pytanie: na ile ta warstwa mojej książki może się, Waszym zdaniem, okazać
      > w Polsce kontrowersyjna? Od trzech lat spędzam po sześć miesięcy w Polsce, po
      > sześć w USA, i niestety kontakt z polską rzeczywistością mam okrojony.
      >
      > Będę niezmiernie wdzięczna za wszelkie opinie, uwagi i komentarze. Chętnie
      > odpowiem na pytania dodatkowe ;)
      >
      > Serdecznie pozdrawiam,
      >
      > zadomowiona

      Witam!

      Dziwi mnie że nie pyta Pani o warstwę artystyczną książki, ale w podtekście o
      to czy się dobrze sprzeda. Takie mam wrażenie. Jesli się mylę, to przepraszam.

      Czy temat interesujący? Myślę, że bardzo na czasie. Ale też potwornie
      wyeksploatowany a przez to sztampowy.

      pozdrawiam serdecznie


      • Gość: zadomowiona do lena_magda IP: *.ipt.aol.com 24.04.03, 22:44
        Nie pytam co państwo sądzą o wartości artystycznej mojej powieści, bo przecież
        jej państwo nie czytali. :) A co do zarzutu, że mam komercyjne podejście -
        nawet Mozart pisał dla pieniędzy, prawda? ;) Przez wiele lat utrzymywałam się z
        pisania opowiadań, i nie miałam z tego powodu specjalnego kaca. Ktoś przecież
        musi pisać, aby czytać mógł ktoś! Poza tym, pisząc tę książkę pisałam ją żeby
        coś opowiedzieć, a nie z myślą, żeby dobrze sprzedać. Przez cały czas pracy nad
        nią zresztą dręczyła nie wątpliwość, czy ktokolwiek to wyda - i nadal mam ten
        sam problem. Powieść wciąż jest poddawana recenzji.

        Jeśli naprawdę Pani sądzi, że temat taki wyksploatowany, to bardzo proszę o
        podanie mi tytułów współczesnych powieści traktujących o związkach miłosnych
        między kobietami - chodzi mi o książki wydane w Polsce. Próbowałam takowe
        znaleźć, bez skutku. Z wyjątkiem jednej, którą przez przypadek kupiłam wiele
        lat temu, zanim tematyka lesbianizmu w ogóle dotknęła mnie osobiście...

        Serdecznie pozdrawiam :)
        • Gość: lena_magda Re: do lena_magda IP: *.chello.pl 25.04.03, 00:10
          Gość portalu: zadomowiona napisał(a):

          Nie pytam co państwo sądzą o wartości artystycznej mojej powieści, bo przecież
          jej państwo nie czytali. :) A co do zarzutu, że mam komercyjne podejście -
          nawet Mozart pisał dla pieniędzy, prawda? ;) Przez wiele lat utrzymywałam się z
          pisania opowiadań, i nie miałam z tego powodu specjalnego kaca. Ktoś przecież
          musi pisać, aby czytać mógł ktoś! Poza tym, pisząc tę książkę pisałam ją żeby
          coś opowiedzieć, a nie z myślą, żeby dobrze sprzedać. Przez cały czas pracy nad
          nią zresztą dręczyła nie wątpliwość, czy ktokolwiek to wyda - i nadal mam ten
          sam problem. Powieść wciąż jest poddawana recenzji.

          Jeśli naprawdę Pani sądzi, że temat taki wyksploatowany, to bardzo proszę o
          podanie mi tytułów współczesnych powieści traktujących o związkach miłosnych
          między kobietami - chodzi mi o książki wydane w Polsce. Próbowałam takowe
          znaleźć, bez skutku. Z wyjątkiem jednej, którą przez przypadek kupiłam wiele
          lat temu, zanim tematyka lesbianizmu w ogóle dotknęła mnie osobiście...

          Serdecznie pozdrawiam :)



          Nie rozumiem Pani podejscia do tematu... Po co Pani pyta czy coś jest
          kontrowersyjne? Czemu ma to służyć? Zwróciłam Pani uwagę na to, że nie pyta
          Pani, czy to temat ważny czy poważny, a jedynie interesuje Panią
          kontrowersyjnosć, a więc podejście mało dla mnie twórcze. Skandalicznym może
          być każdy, twórczym już niestety nie. Jest to pójście po najmniejszej linii
          oporu.

          Wydać ktoś to napewno wyda, niech sie Pani tym nie martwi. Tak jak jeden z
          forumowiczów zauważył, Polska to kraj mocno pruderyjny, pomimo medialnego
          hałasu i natrętnego epatowania saksulanością, takim pozostał. Zręczny PR,
          bilboardy, może wywiad w Pegazie (szkoda, że nie ma tam już Szczuki, byłaby
          zainteresowana tematem), no i promocja Ośki i innych genderowych stowarzyszeń -
          a sukces murowany! Proszę wybaczyć cyniczność, ale temat wątku od początku mnie
          do Pan ustosunkował. Nie chcę literatury na czasie (poza nielicznymi wyjątkami,
          kwestia upodobań), wymagam od niej więcej niż od filmu czy rzeczywistści. Nie
          przeczę, że Pani książka może być ciekawa, niewykluczone, że ją przeczytam, ale
          zrobiłabym to wyłącznie ze względu na Pani osobę, a nie tematykę. A to smutne
          dla autora. Znaczy to, że treść wydaje się czytelnikowi błaha...

          Proszę tu Mozarta nie przywoływać, wydaje mi się niesmaczne to porównanie.

          Co do lesbianizmu - Pani wybaczy, ale otacza nas kultura biseksualna. Wszyscy
          podobno jesteśmy biseksualni, a ja przyjmuję ten fakt z pokorą, powiem więcej,
          nawet z radością. Po tym argumencie nie może tu Pani wysunąć wobec mnie armaty
          o uprzedzeniu. Ale ad rem - głośno o tym w mediach, głośno przy okazji filmu
          Godziny i osoby Virginni Woolf, głośno przy okazji innych filmów i wydarzeń
          typu ostatnia kampania medialna "Niech nas zobaczą" - to tylko nieliczne
          przykłady. Tak się składa, że dosyć dobrze poznałam środowisko genderowe, i nie
          ukrywam, że żywię do działaczek ambiwalentne uczucia. Pod maską walki o prawa
          kobiet - uczcciwie trzeba tu powiedzieć, że zrobiły pod tym względem w Polsce
          kawał dobrej roboty - kryją się również inne, mniej znane opinii publicznej
          przekazy o wyższości miłości lesbijskiej nad heteroseksualną. Polecam książkę
          Szczuki -"Kopciuszek, Frankenstein i inne, "Damy, rycerze, feministki" Bożeny
          Walczewskiej, G. Green - "Kobiecy eunuch". W pierwszej mamy do czynienia z
          krytyką literacką, która jednak jest mocno wypaczona przez kaziowio-janionowy
          punkt widzenia. Chory punkt widzenia, uznający tylko jedną, słuszną prawdę -już
          nawet nie girl power, o nie! Kobiety to rasa wyższa, a szczęście może im dać
          tylko miłość z druga kobietą. To przykłady z pierwszej ręki...

          Żyjemy w epoce mody na homo. Po co pisać jeszcze o tym książkę?

          Również Panią pozdrawiam`
          • Gość: zadomowiona Re: do lena_magda IP: *.ipt.aol.com 25.04.03, 09:59
            Droga Pani,

            pytam, czy wątek miłości dwóch kobiet jest kontrowersyjny, a nie czy to temat
            ważny lub poważny, z bardzo prostej przyczyny - ponieważ WIEM, że temat JEST
            WAŻNY i POWAŻNY. :) Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak BARDZO ważny i
            poważny jest ten temat, dopóki osobiście nie poznałam kobiet, które przeżyły i
            przeżywają tragedie życiowe tylko dlatego, że są lesbijkami. Ja nie jestem
            lesbijką. Nie sądzę nawet, żeby można mnie było nazwać feministką. Nie działam
            w żadnych grupach na rzecz kobiet, nie znam ich manifestów; wątpię, czy byłabym
            w stanie podpisać się pod wszystkimi ich postulatami. Nie uważam kobiet za
            lepsze od mężczyzn. Uwielbiam się przyjaźnić z mężczyznami. Przeżyłam miłość do
            mężczyzn (dwa razy, tzn. do dwóch różnych mężczyzn, i to nie w tym samym
            czasie - ;) po prostu uprzedzam ewentualne żartobliwe bądź pseudo-żartobliwe
            uwagi na ten temat).

            Czemu ma służyć pytanie, czy homoseksualny wątek w mojej powieści może się w
            Polsce okazać kontrowersyjny? Przyznaję, że spytałam z czystej ciekawości. Nie
            sądzę, żeby regulamin forum zabraniał takich pytań. Jeśli ktoś nie ma ochoty
            podjąć rozmowy na ten temat, przecież nie musi.

            Pisze Pani: "jedynie interesuje Panią kontrowersyjnosć, a więc podejście mało
            dla mnie twórcze" - no cóż, twórcze podejście miałam do mojej książki na etapie
            jej pisania, teraz, kiedy po prostu czekam na decyzję wydawcy, twórczo mogę
            sobie co najwyżej czekać. :)


            "Skandalicznym może być każdy, twórczym już niestety nie. Jest to pójście po
            najmniejszej linii oporu." Ja bym uściśliła, że skandalicznym OKAZAĆ się może
            każdy, BYĆ skandalistą to już wymaga pewnego wysiłku twórczego... Zgodzi się
            Pani? :) No i cóż, jak już chyba wspomniałam w odpowiedzi na któryś z listów w
            tym wątku, nie było moim zamiarem skandalizować. Ooops, może jednak
            rzeczywiście nie jestem wystarczająco twórcza...? Po prostu opisałam życie
            dwóch FIKCYJNYCH rodzin żyjących na dwóch różnych kontynentach, opisałam dość
            szczegółówo. To pewnie "nie podpada" pod twórczość?..

            Proszę się nie obrażać, że wymieniłam Mozarta. Uwielbiam go i uważam za
            geniusza; siebie za takowego nie uważam. Czytałam jednak jego listy, czy miała
            Pani okazję?.. Jeśli nie, gorąco polecam. Wyłania się z nich postać człowieka,
            który nie obraziłby się o to, że wymieniono go jako kogoś, kto pisał dla
            pieniędzy. Bo pisał. A ja wspominając o nim poprzedziłam jego nazwisko wiele
            znaczącym słowem NAWET.

            Nie bardzo rozumiem, co ma Pani na myśli mówiąc, że otacza nas kultura
            biseksualna. Mody na homo pół roku temu też jakoś w Polsce nie zauważyłam, może
            dlatego, że nie mieszkam w wielkim mieście. Wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby
            się okazało, że wszyscy jesteśmy biseksualni. Prawdę mówiąc, osobiście ani mnie
            to ziębi, ani grzeje; jestem zdania, że jeśli dwie dorosłe osoby się kochają i
            chcą z sobą być, nikogo nie powinno obchodzić, jakiej są płci. Obchodzi mnie
            jedno: fakt, że homofobia poszczególnych ludzi może skrzywdzić innych
            poszczególnych ludzi, którzy po prostu chcą kochać i być kochani przez osobę
            wybranej przez siebie płci. Wydaje mi się, że opinia publiczna w Polsce nie
            zdaje sobie sprawy z tego, do jakich tragedii homofobia może doprowadzić.
            Jestem w tej chwili w Chicago i "nie jestem na bieżąco" z tym co się dzieje w
            kraju. Aż do przedwczoraj nie wiedziałam nic o kampanii "Zobaczcie nas", co
            chyba uprzytomni Pani, że nie jestem wojującą feministką. Nie wiem, jak ta
            kampania wygląda, jednak mam nadzieję, że uwidoczni ona problem. Mam nadzieję,
            że coś to zmieni dla osób takich, jak jedna z bohaterek mojej powieści.
            Kobieta, która od najwcześniejszej młodości wiedziała, że jest lesbijką, a
            jednak ze względu na wychowanie i brak akceptacji dla homoseksualistów w
            społeczeństwie decyduje się zapomnieć o tym, kim jest naprawdę, i przyjąć na
            siebie rolę "prawdziwej kobiety" - żony i matki. Kiedy po latach istniejącego
            wyłącznie na papierze małżeństwa postanawia jednak spróbować być sobą, staje
            przed groźbą utraty dzieci, które przecież kocha z całego serca, oraz utraty
            wsparcia rodziny, a być może również pracy. To nie jest wydumany temat. I
            błagam, niech mi Pani nie mówi, że to temat błahy. Takich kobiet są tysiące. Te
            kobiety mają dzieci. To dramaty, o których 99% społeczeństwa nie ma pojęcia! Ja
            sama nie wierzyłam, że takie rzeczy się zdarzają. Dopóki nie zobaczyłam na
            własne oczy. Dopóki nie poczułam bezsilności na widok łez takiej kobiety. Czy
            naprawdę nadal Pani sądzi, że moja książka powstała z jakichś niskich pobudek w
            rodzaju "surfu na fali Tatu"? Najniższą pobudką była chyba chęć otwarcia oczu
            niektórym ludziom. Może po prostu miałam poczucie, że to jedyne, co naprawdę
            mogę zrobić dla mojej przyjaciółki-lesbijki i jej dzieci. Otworzyć co
            poniektórym oczy, a wtedy może więcej kobiet zdobędzie się na odwagę bycia sobą.

            Pozdrawiam.

            Tak na marginesie - wcale nie byłoby mi smutno, jeśli przeczytałaby Pani moją
            książkę wyłącznie ze względu na moją osobę. Byłoby mi smutno, gdyby
            przeczytanie jej nic nie zmieniło w Pani podejściu do tego "błahego" problemu.
            • lena_magda Re: do lena_magda 25.04.03, 15:00
              Gość portalu: zadomowiona napisał(a):

              Droga Pani,

              pytam, czy wątek miłości dwóch kobiet jest kontrowersyjny, a nie czy to temat
              > ważny lub poważny, z bardzo prostej przyczyny - ponieważ WIEM, że temat JEST
              > WAŻNY i POWAŻNY. :) Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak BARDZO ważny i
              > poważny jest ten temat, dopóki osobiście nie poznałam kobiet, które przeżyły
              > przeżywają tragedie życiowe tylko dlatego, że są lesbijkami. Ja nie jestem
              > lesbijką. Nie sądzę nawet, żeby można mnie było nazwać feministką. Nie
              działam w żadnych grupach na rzecz kobiet, nie znam ich manifestów; wątpię, czy
              byłabym w stanie podpisać się pod wszystkimi ich postulatami. Nie uważam kobiet
              za lepsze od mężczyzn. Uwielbiam się przyjaźnić z mężczyznami. Przeżyłam miłość
              do mężczyzn (dwa razy, tzn. do dwóch różnych mężczyzn, i to nie w tym samym
              > czasie - ;) po prostu uprzedzam ewentualne żartobliwe bądź pseudo-żartobliwe
              > uwagi na ten temat).


              Traktuję Panią poważnie - z tego co widzę Pani forumowiczów nie za bardzo.
              Ufałam, że ZROZUMIE w końcu Pani o co mi chodzi - jednak uparte unikanie
              odpowiedzi co ma do tego kontrowersyjność jest dla mnie powodem braku zaufania
              do Pani intencji. Pisarz nie pyta, co jest kontrowersyjne, BO TO GO NIE
              INTERESUJE. Pisarza zajmuje WARSTWA MERYTORYCZNA a nie idiotyczne rozważania o
              kontotwersyjności czegoś.


              Czemu ma służyć pytanie, czy homoseksualny wątek w mojej powieści może się w
              Polsce okazać kontrowersyjny? Przyznaję, że spytałam z czystej ciekawości. Nie
              sądzę, żeby regulamin forum zabraniał takich pytań. Jeśli ktoś nie ma ochoty
              podjąć rozmowy na ten temat, przecież nie musi.


              O co Pani w tmy momencie chodzi? Bo przyznam, że nie rozumiem. O jaki regulamin
              chodzi? Czy zaatakowałam Panią? Dopiero niniejszym to czynię ;))) Chodziło mi o
              to, że w temacie zajmuje sie Pani czymś, co jest sprawną dla literatury
              drugorzędną, ale jak ktoś nie ma nic do powiedzenia, to musi bronić się
              kontrowersyjnością.


              > Pisze Pani: "jedynie interesuje Panią kontrowersyjnosć, a więc podejście mało
              > dla mnie twórcze" - no cóż, twórcze podejście miałam do mojej książki na
              etapie jej pisania, teraz, kiedy po prostu czekam na decyzję wydawcy, twórczo
              mogę sobie co najwyżej czekać. :)


              Tak, tak, tak - patrz punkt wyżej...


              > "Skandalicznym może być każdy, twórczym już niestety nie. Jest to pójście po
              > najmniejszej linii oporu." Ja bym uściśliła, że skandalicznym OKAZAĆ się może
              > każdy, BYĆ skandalistą to już wymaga pewnego wysiłku twórczego... Zgodzi się
              > Pani? :) No i cóż, jak już chyba wspomniałam w odpowiedzi na któryś z listów
              w tym wątku, nie było moim zamiarem skandalizować. Ooops, może jednak
              > rzeczywiście nie jestem wystarczająco twórcza...? Po prostu opisałam życie
              > dwóch FIKCYJNYCH rodzin żyjących na dwóch różnych kontynentach, opisałam dość
              > szczegółówo. To pewnie "nie podpada" pod twórczość?..



              Jakieś kompleksy? Nie napisałam, że Pani nie TWORZY. Ale nie jest Pani twórcza.
              To różnica.


              >
              > Proszę się nie obrażać, że wymieniłam Mozarta. Uwielbiam go i uważam za
              > geniusza; siebie za takowego nie uważam. Czytałam jednak jego listy, czy
              miała Pani okazję?.. Jeśli nie, gorąco polecam. Wyłania się z nich postać
              człowieka, który nie obraziłby się o to, że wymieniono go jako kogoś, kto pisał
              dla pieniędzy. Bo pisał. A ja wspominając o nim poprzedziłam jego nazwisko
              wiele znaczącym słowem NAWET.


              Piasał dla kasy, to jasne. Ale jak to robił!



              > Nie bardzo rozumiem, co ma Pani na myśli mówiąc, że otacza nas kultura
              > biseksualna. Mody na homo pół roku temu też jakoś w Polsce nie zauważyłam,
              może dlatego, że nie mieszkam w wielkim mieście.


              Mało Pani wie o Polsce. Polecam lekturę tygodników i miesięczników - jak w
              soczewce odbijaja modę, ostanio w jakimś piśmidełku przeczytałam, że "homo jest
              w modzie". Czy to nie znaczące?


              Wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby się okazało, że wszyscy jesteśmy biseksualni.
              Prawdę mówiąc, osobiście ani mnie to ziębi, ani grzeje; jestem zdania, że jeśli
              dwie dorosłe osoby się kochają i chcą z sobą być, nikogo nie powinno obchodzić,
              jakiej są płci. Obchodzi mnie jedno: fakt, że homofobia poszczególnych ludzi
              może skrzywdzić innych poszczególnych ludzi, którzy po prostu chcą kochać i być
              kochani przez osobę wybranej przez siebie płci. Wydaje mi się, że opinia
              publiczna w Polsce nie zdaje sobie sprawy z tego, do jakich tragedii homofobia
              może doprowadzić. Jestem w tej chwili w Chicago i "nie jestem na bieżąco" z tym
              co się dzieje w
              > kraju. Aż do przedwczoraj nie wiedziałam nic o kampanii "Zobaczcie nas", co
              > chyba uprzytomni Pani, że nie jestem wojującą feministką.


              Czy napisałam, że jest nią Pani? Proszę uważniej czytać!



              Nie wiem, jak ta kampania wygląda, jednak mam nadzieję, że uwidoczni ona
              problem. Mam nadzieję, że coś to zmieni dla osób takich, jak jedna z bohaterek
              mojej powieści. Kobieta, która od najwcześniejszej młodości wiedziała, że jest
              lesbijką, a jednak ze względu na wychowanie i brak akceptacji dla
              homoseksualistów w społeczeństwie decyduje się zapomnieć o tym, kim jest
              naprawdę, i przyjąć na siebie rolę "prawdziwej kobiety" - żony i matki. Kiedy
              po latach istniejącego wyłącznie na papierze małżeństwa postanawia jednak
              spróbować być sobą, staje przed groźbą utraty dzieci, które przecież kocha z
              całego serca, oraz utraty wsparcia rodziny, a być może również pracy. To nie
              jest wydumany temat. I błagam, niech mi Pani nie mówi, że to temat błahy.
              Takich kobiet są tysiące.



              Tysiące kobiet są gwałcone na świecie podczas wojen, tysiące dzieci zostaje
              sierotami. Jakoś bardziej mnie to obchodzi, niż problem powrotu do prawdy - na
              to zawsze jest czas.



              Te kobiety mają dzieci. To dramaty, o których 99% społeczeństwa nie ma pojęcia!
              Ja sama nie wierzyłam, że takie rzeczy się zdarzają. Dopóki nie zobaczyłam na
              > własne oczy. Dopóki nie poczułam bezsilności na widok łez takiej kobiety. Czy
              > naprawdę nadal Pani sądzi, że moja książka powstała z jakichś niskich pobudek
              w rodzaju "surfu na fali Tatu"? Najniższą pobudką była chyba chęć otwarcia oczu
              > niektórym ludziom. Może po prostu miałam poczucie, że to jedyne, co naprawdę
              > mogę zrobić dla mojej przyjaciółki-lesbijki i jej dzieci. Otworzyć co
              > poniektórym oczy, a wtedy może więcej kobiet zdobędzie się na odwagę bycia
              sobą


              Doceniam Pani gest, szanuje Panią. Jednak nadal Pani nie wierzę, i to moje
              prawo.


              Pozdrawiam.

              Ja również.


              Tak na marginesie - wcale nie byłoby mi smutno, jeśli przeczytałaby Pani moją
              książkę wyłącznie ze względu na moją osobę. Byłoby mi smutno, gdyby
              przeczytanie jej nic nie zmieniło w Pani podejściu do tego "błahego" problemu.


              Czytałam fragmety. Nie przemawia do mnie poetyka Pani wypowiedzi.
    • gph ciekawe. 24.04.03, 10:50
      Popatrzmy, spędzasz rocznie (od trzech lat) 6 miesięcy w Polsce i 6 miesięcy w
      USA
      po czym następuje wyznanie:
      "ale kontakt z tutejszą rzeczywistością mam okrojony"

      wzruszające to poniekąd wyznanie.
      myślę że o tym książkę możesz napisać.
      A tak na marginesie - jak z kontaktem z rzeczywistością amerykańską? czy aby
      również nie nazbyt ograniczony...?
      • Gość: zadomowiona Re: ciekawe. IP: *.ipt.aol.com 24.04.03, 22:59
        Ciekawe, ale niestety prawdziwe i niestety smutne, a w przypadku osoby
        utrzymującej się z pisania mogące wręcz mieć zgubne skutki. Mam na myśli brak
        kontaktu z żywym językiem polskim. Czytanie książek po polsku nie wystarcza.
        Nie mam tu w Chicago dostępu do polskiej telewizji. E-maile od przyjaciół z
        Polski to też za mało. Traci się wyczucie niuansów językowych. Traci się
        kontakt ze współpracownikami. Nic wesołego. Fakt, że po półrocznym pobycie na
        drugim końcu świata człowiek wraca do kraju i nie bardzo jarzy, kto jest kim w
        rządzie, działa nieco otępiająco; polityka jednak nie interesuje mnie tak żywo,
        żeby mnie to przygnębiało. Groźba utraty zdolności pisania i utrata pewności
        siebie w tej dziedzinie, to już naprawdę nie przelewki.

        Problem nie jest wydumany, i kilka stron w mojej książce traktuje również o
        nim. Mój kontakt z rzeczywistością amerykańską podczas moich pobytów w Stanach
        jest taki sam jak mój kontakt z rzeczywistością polską podczas moich pobytów w
        Polsce. W Chicago mieszkam z moją przyjaciółką i jej dwójką dzieci. Nikt z
        kręgu znajomych nie jest Polakiem. Żadne z nich nie mówi po polsku. Polska
        kultura jest im obca. Jestem po uszy zanurzona w Ameryce, i rozumiem wszystkich
        emigrantów świata. Poczucie bycia wykorzenionym to jedno z najbardziej
        nieprzyjemnych znanych mi wrażeń. I o tym również wspominam w mojej powieści.

    • Gość: klus Re: Na ile to kontrowersyjne? IP: *.toya.net.pl 24.04.03, 11:09
      Temat taki daje dziś szansę przede wszystkim na medialny rozgłos, a co za tym
      idzie, na sukces komercyjny, toteż znalezienie wydawcy w Pani przypadku może
      być - w tej strasznej "zaściankowej" Polsce - zdecydowanie łatwiejsze, niż Pani
      podejrzewa.

      Proszę zobaczyć. Książka zostaje wydana i wprowadzona do sprzedaży i ów wątek
      miłości homoseksualnej nie podoba się np. jakiejś konserwatywnej gazecie,
      jakiemuś katolickiemu środowisku itp., pisane są protesty, negatywne recenzje
      etc., więc zaraz odzywają się media postępowe, biorą w obronę, trąbią o
      Ciemnogrodzie itd., itd., robi się szum w prasie, w telewizji, udziela Pani
      wywiadów, wypowiadają się moralne autorytety, książka zaś - niezależnie od jej
      wartości literackiej - znika z półek w EMPiKach, bo każdy chce zobaczyć na
      własne oczy, o co cały ten hałas. A wydawca robi dodruk i tylko zaciera ręce.

      Mówiąc krótko, szanse na wydanie i rozgłos ma Pani spore, aczkolwiek ja
      osobiście nie będę trzymał kciuków.
      • Gość: zadomowiona Re: Na ile to kontrowersyjne? IP: *.ipt.aol.com 24.04.03, 23:21
        Drogi klus,

        nigdy nie określiłam Polski mianem zaściankowej. A już na pewno daleko mi od
        podobnych refleksji po tym, kiedy w telewizji amerykańskiej naoglądałam się
        Jerrych Springerów ;) W Polsce podobny prymityw (o ile nic się w ciągu
        ostatnich sześciu miesięcy nie zmieniło) przynajmniej - i NA SZCZĘŚCIE! - nie
        ma dostępu do telewizji!

        Zastanawiam się nad "kontrowersyjnością" jednego z głównych wątków w mojej
        książce, ponieważ dosłownie kilka dni temu będąc w księgarni w Chicago w
        poszukiwaniu prezentu dla syna mojej przyjaciółki znalazłam na półeczce z
        książkami dla dzieci co najmniej dwie wyjaśniające dzieciom w zrozumiały dla
        nich sposób zjawisko homoseksualizmu. Wątpię, czy w Polsce coś podobnego dałoby
        się znaleźć. W amerykańskiej tv jest jeden sitcom poświęcony całkowicie
        homoseksualistom ("Queer As Folk") i jeden, którego połowa głównego "tandemu"
        to gej ("Will & Grace"). Nie ma dnia, żeby w którymś z filmów rysunkowych w
        rodzaju "Simpsonów" nie pojawiał się problem bycia homo; i nie ma dnia, żeby
        ten problem nie pojawiał się w którymś z seriali dla nastolatków. Problem jest
        obecny; ludzie widzą homoseksualistów i słyszą o nich co dnia - przynajmniej w
        telewizji. Myślę, że to pozwala im się oswoić z tym rodzajem "inności". W
        Polsce chyba jeszcze tego nie ma. Dlatego każdy wydawca czy też producent
        podejmujący ten temat robi w zasadzie krok w nieznane. Pisze Pan: "ów wątek
        miłości homoseksualnej nie podoba się np. jakiejś konserwatywnej gazecie,
        jakiemuś katolickiemu środowisku itp., pisane są protesty, negatywne recenzje
        etc., więc zaraz odzywają się media postępowe, biorą w obronę, trąbią o
        Ciemnogrodzie itd., itd., robi się szum w prasie, w telewizji"... Cóż, według
        podręcznika marketingu, który zdarzyło mi się kiedyś przeczytać, negatywna
        publicity nie jest raczej pożądana... jej chwilowe zalety (fakt, że masy
        rozpoznają produkt) szybko bledną w obliczu natłoku informacji, a jeśli do
        produktu przylgnie zła sława, może się ona przenieść drogą osmozy również na
        producenta. W ostatecznym rozrachunku nie opłaca się.
        Dziękuję za wypowiedź i mam nadzieję, że jeśli książka zostanie wydana,
        wpierw ją Pan przeczyta, a dopiero potem zdecyduje, czy trzymać kciuki :)))

        Pozdrawiam serdecznie.
    • ada08 Kontrowersyjne ? - Wcale. 24.04.03, 11:17
      Ja bym takiej tej książki nie kupiła, bo mnie związki typu kobieta+kobieta nie
      ciekawią. Nawet jesli pisze o nich Anais Nin :-)

      Ale pewnie znajdą się amatorki i amatorzy.

      Znajdzie się i wydawca, pod tym wszakże warunkiem, ze nie będzie to dzieło na
      miare wspomnianego powyżej Prousta, tylko na miarę Wiśniewskiego :-)

      a.
    • hania_76 Re: Na ile to kontrowersyjne? 24.04.03, 11:33
      No, jeśli napiszą o Pani w "Naszym Dzienniku", to ma Pani szansę stać się
      gwiazdą paru talk-shows w Polsacie i TVN i bardzo możliwe, że trafi Pani na
      okładkę jakiegoś pisemka typu "Gala", jako kontrowersyjna pisarka walcząca z
      obskurancką Polską.
      • Gość: zadomowiona Re: Na ile to kontrowersyjne? IP: *.ipt.aol.com 24.04.03, 13:08
        Bardzo dziękuję za wszystkie wypowiedzi :) Mam nadzieję, że może jeszcze ktoś
        inny wyrazi swoją opinię. Obiecuję, że kiedy się prześpię, odpowiem
        wyczerpująco na wszystkie dotychczasowe listy. Niestety nie spałam całą noc, w
        Chicago jest teraz 6 rano i nawet wklepując niniejszy liścik zrobiłam w nim
        kilka błędów. Prześpię się, i odpiszę!
      • Gość: zadomowiona Re: Na ile to kontrowersyjne? IP: *.ipt.aol.com 24.04.03, 23:42
        Droga Pani Haniu_76,

        jak już wspomniałam powyżej, nie wierzę w istnienie jakiejś uogólnionej
        zaściankowej czy też obskuranckiej Polski, i nie wierzę w sens walki z
        podobnymi wiatrakami. Miałam szczęście wychować się w domu, w którym nikt nigdy
        nie szkalował homoseksualistów, choć moi rodzice nie mieli w kręgu znajomych
        nikogo o takiej orientacji. Uważam, że poziom tolerancji zależy od
        indywidualnej wrażliwości, od klasy, i od wiedzy. Nie wiem, czy klasy można się
        nauczyć, ale jestem pewna, że dobra książka może uwrażliwić, i że z pewnością
        może dokształcić; podać pewne informacje. Jeśli moja powieść zostanie wydana i
        choćby jednej osobie pomoże zrozumieć problemy, z jakimi borykają się
        homoseksualiści, będzie to dla mnie na pewno rodzaj spełnienia. Jeśli pomoże
        choćby jednej lesbijce poczuć się człowiekiem, który ma prawo do bycia
        szczęśliwym będąc kim jest, będę szczęśliwa.

        Serdecznie pozdrawiam :)
        • hania_76 Pani zadomowiona niezdecydowana 25.04.03, 09:45
          Gość portalu: zadomowiona napisał(a):

          > Droga Pani Haniu_76,
          >
          > jak już wspomniałam powyżej, nie wierzę w istnienie jakiejś uogólnionej
          > zaściankowej czy też obskuranckiej Polski, i nie wierzę w sens walki z
          > podobnymi wiatrakami. Miałam szczęście wychować się w domu, w którym nikt
          nigdy
          >
          > nie szkalował homoseksualistów, choć moi rodzice nie mieli w kręgu znajomych
          > nikogo o takiej orientacji. Uważam, że poziom tolerancji zależy od
          > indywidualnej wrażliwości, od klasy, i od wiedzy. Nie wiem, czy klasy można
          się
          >
          > nauczyć, ale jestem pewna, że dobra książka może uwrażliwić, i że z pewnością
          > może dokształcić; podać pewne informacje.

          Proszę Pani, to chce Pani Polskę uwrażliwiać, czy wzbudzać kontrowersje? Poza
          tym, nie chcę, broń Boże, sugerować, że Pani książka nie jest dobra, ale
          chciałabym Pani pogratulować umiejętności promowania się! To pewnie te większe
          pół roku w juesej robi swoje?

          Jeśli moja powieść zostanie wydana i
          > choćby jednej osobie pomoże zrozumieć problemy, z jakimi borykają się
          > homoseksualiści, będzie to dla mnie na pewno rodzaj spełnienia. Jeśli pomoże
          > choćby jednej lesbijce poczuć się człowiekiem, który ma prawo do bycia
          > szczęśliwym będąc kim jest, będę szczęśliwa.
          >
          > Serdecznie pozdrawiam :)

          Widzę, że jednak stawia Pani na działalność misyjną w nietolerancyjnym
          społeczeństwie polskim, a nie na wzbudzanie kontrowersji. Więc po co ten wątek?

          PS. Pozwolę sobie nie przeczytać Pani książki - nie jestem lesbijką i uważam
          się za szczęśliwą oraz tolerancyjną osobę.
          • Gość: zadomowiona Pani zadomowiona zdecydowana jak najbardziej :) IP: *.ipt.aol.com 25.04.03, 10:14
            hania_76 napisała:

            > Proszę Pani, to chce Pani Polskę uwrażliwiać, czy wzbudzać kontrowersje?

            Powtarzam: nie było moim celem wzbudzanie kontrowersji. I ponownie wyjaśniam,
            że to nie "Polskę" miałam nadzieję uwrażliwić na problem, ale poszczególnych
            Polaków - jeśli nie zdawali sobie, jak zresztą ja sama jeszcze 3 lata temu,
            sprawy z tego, jak wielki to problem.


            > chciałabym Pani pogratulować umiejętności promowania się!

            :))) Nie wydaje się Pani, że do tego, by nazwać niniejszą dyskusję promocją,
            brakuje pewnych podstawowych elementów? Jak chociażby nazwy produktu (tytuł
            książki) oraz nazwy producenta (moje nazwisko i nazwa wydawnictwa)? :))) Po
            prostu miałam ochotę podyskutować z rodakami na ostatnio żywo mnie interesujący
            temat, to wszystko.

            > PS. Pozwolę sobie nie przeczytać Pani książki - nie jestem lesbijką i uważam
            > się za szczęśliwą oraz tolerancyjną osobę.

            Gratuluję. Miała Pani najwyraźniej w życiu wiele szczęścia :) życzę, aby
            trwało. :) Oczywiście "pozwalam pani" nie czytać mojej problematycznej
            książki :) Jeśli jednak kiedykolwiek poczuje Pani w sobie niepokojący pociąg do
            kobiety, będzie Pani wiedziała, po jaką lekturę sięgnąć. ;)

            Pozdrawiam :)))
    • Gość: zadomowiona Fragmenty IP: *.ipt.aol.com 24.04.03, 23:52
      Oto linki do kilku krótkich fragmentów mojej powieści. Zapraszam do
      przeczytania i wyrażenia opinii. :)

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=5762777&a=5767566
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=5762777&a=5767605
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=5762777&a=5767660
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=5762777&a=5767682
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=5762777&a=5767730
      • ada08 Re: Fragmenty 25.04.03, 07:36
        W porównaniu z niektórymi produkcjami, z jakimi miewaliśmy tutaj
        do czynienia, to jest naprawdę dobrze napisane.

        Nie lubię , co prawda, takiej formy narracji, ale to kwestia gustu.

        Jeśli o treść chodzi - nie poruszyła mnie wcale.
        Nie jestem ciekawa dalszego ciągu.

        Życzę jednak powodzenia :-)
        • Gość: zadomowiona Do ady08 IP: *.ipt.aol.com 25.04.03, 08:09
          :) Mam nadzieję, że te wspomniane niektóre produkcje nie były jednak totalnymi
          szmirami, i mogę Pani opinię z czystym sumieniem uznać za komplement :)
          Dziękuję za dobre słowo.

          "Jeśli chodzi o treść" - oczywiście, nie ma tematów, które poruszyłyby każdego.
          Rozumiem :) Wszystko zależy od momentu w życiu, klimatu i choćby tego, ile się
          godzin przespało ostatniej nocy, przynajmniej w moim przypadku. :))) Liczę
          jednak na to, że ci, którzy w ogóle ZACZNĄ czytać moją książkę od początku, nie
          odłożą jej znudzeni albo skonfundowani. Liczy się przecież nie tylko narracja,
          ale też kompozycja, dramaturgia... Trudno to ocenić po przeczytaniu
          fragmencików tak krótkich, jak te, do których ośmieliłam się tu zamieścić
          linki. Przeczytałam ostatnio powieść, której styl narracji zupełnie mi nie
          odpowiadał, ale sposób, w jaki autorka skomponowała książkę sprawia, że
          czytelnika dręczy pytanie, co dalej?? i jak to się stało, że bohaterowie
          znaleźli się w takich opałach? (Na marginesie, chodzi o książkę "Drowning Ruth"
          Christiny Schwarz.) Co prawda po przeczytaniu całości nie popadłam w stan
          Nirwany, ale przecież czasem czytamy po to, żeby dowiedzieć się czegoś nowego o
          świecie albo ludzkiej kondycji, a nie po to, żeby lewitować z zachwytu nad
          geniuszem.

          Dziękuję, że poświęciła Pani czas na przeczytanie fragmentów i wyrażenie swojej
          opinii, pomimo, że nie lubi Pani takiej formy narracji. :))

          Pozdrawiam serdecznie.
          • ada08 Re: Do ady08 25.04.03, 09:03
            Gość portalu: zadomowiona napisał(a):

            > :) Mam nadzieję, że te wspomniane niektóre produkcje nie były jednak
            totalnymi
            > szmirami, i mogę Pani opinię z czystym sumieniem uznać za komplement :)

            Jak najbardziej za komplement :-)
            A porównanie z innymi ''produkcjami'' za faux pas :-)
            Pozostaję przy opinii: dobrze napisane (bez porównan).
            Pozdrawiam i powodzenia :-)
            a.
            • gph Re: Do ady08 25.04.03, 09:54
              ada08 napisała:

              > Pozostaję przy opinii: dobrze napisane (bez porównan).

              zaprawdę..:
              "stał słup z
              nieco sflaczałą od porannej mgły biało-czerwoną flagą. Bill zmierzył wzrokiem
              jego wysokość, jakby oceniał wycelowany w siebie bagnet karabinu albo oszczep"

              zaprawdę, poruszające...
              • ada08 Re: Do ady08 25.04.03, 10:01
                to szczegół ; sama zresztą często czepiam się szczegółów,
                a w tym wypadku jakoś nie czepiam się, bo całość jest
                naprawdę niezła :-) Ma swój klimat :-)

                A zacytowane zdanie w czym jest gorsze od

                ''będzie wspaniale, gdy kitę odwalę'' ? :-)))

                a.

                • Gość: zadomowiona Re: Do ady08 IP: *.ipt.aol.com 25.04.03, 10:38
                  ada08 napisała:

                  > to szczegół ; sama zresztą często czepiam się szczegółów

                  Zapewniam Doktora, że i ja często czepiam się szczegółów. :))) Fakt, że w ogóle
                  wyłowił Pan to zdanie z tekstu potwierdza tylko, że moja decyzja o umieszczeniu
                  go w książce była słuszna. :))) Intryguje mnie jedno: czy wyczuł Pan w tym
                  fragmencie mojej prozy choćby minimalną dawkę humoru? dystansu do opisywanego
                  świata? ironii?.. Wiem, że nie ma Pan podstaw, by mieć zaufanie do mnie jako
                  opowiadaczki, więc zdradzę Panu sekret. Bill skończy źle. To mierzenie wzrokiem
                  słupa z biało-czerwoną flagą jest opisane tak, jak jest, nie bez kozery...
                  Wybaczam Panu ;) W końcu nie przeczytał Pan pierwszych stu-stu pięćdziesięciu
                  stron książki poprzedzających ten opis i nie miał Pan możliwości przyzwyczaić
                  się do stylu narracji.

                  > a w tym wypadku jakoś nie czepiam się, bo całość jest
                  > naprawdę niezła :-) Ma swój klimat :-)

                  Fakt, że całość ma klimat, zawdzięczam inspiracji z góry. :D Byłam po prostu
                  instrumentem w rękach Natchnienia... :)))) Prawdę mówiąc, za wszelkie
                  komplementy dziękuję w imieniu tegoż Źródła Wyższej Świadomości, które mi moją
                  powieść podyktowało! ;) :)))
                • gph Re: Do ady08 25.04.03, 11:18
                  ada08 napisała:

                  "stał słup z nieco sflaczałą od porannej mgły biało-czerwoną flagą. Bill
                  zmierzył wzrokiem jego wysokość, jakby oceniał wycelowany w siebie bagnet
                  karabinu albo oszczep"

                  > ''będzie wspaniale, gdy kitę odwalę''

                  najprawdopodobiej niczym (...)! z tą różnicą, że to drugie zdanie nie zostało
                  wypowiedziane przez kontrowersyjną pisarkę, opętaną przez natchnienie (Z
                  GÓRY!), tylko przez czeskiego piosenkarza...
            • Gość: zadomowiona Re: Do ady08 IP: *.ipt.aol.com 25.04.03, 10:23
              ada08 napisała:

              > Jak najbardziej za komplement :-)

              Stokrotne dzięki :)

              > A porównanie z innymi ''produkcjami'' za faux pas :-)

              Jakie tam faux pas. Porównywanie to naturalny odruch człowieka, niewskazany
              jedynie w sferze intymnych relacji międzyludzkich ;) Zadałam pytanie dodatkowe
              o to porównanie do innych tekstów prezentowanych na forum tylko dlatego, że po
              prostu nie miałam możliwości odwiedzania stron Gazety przez wiele miesięcy i
              nie przeczytałam tutaj jak dotąd ŻADNEGO fragmentu twórczości.

              Pozdrawiam i przesyłam pozytywne wibracje :)))
    • dr.krisk Nie lubię twórczości kontrowersyjnej.. 25.04.03, 00:26
      .. to znaczy takiej, której osią jest właśnie owa "kontrowersyjność". Jako
      osobnik beznadziejnie przeciętny i przewidywalny mam słabość do utworów
      pozbawionych elementów kontrowersyjnych. Dlatego m.in. odrzuca mnie od
      twórczości Gretkowskiej. Te drugie łechtaczki, itp.
      Dziękuję, postoję.
      KrisK
      • Gość: Postojowy Re: Nie lubię twórczości kontrowersyjnej.. IP: 209.25.165.* 25.04.03, 00:41
        Dlatego polecam ci "Książkę Telefoniczną", TPSA.
        Przeciętną i niekontrowersyjną taka jak ty.
        Możesz czytać także na postojach.

        P.S. Niech pani robi swoje i próbuje wydać (chociaż trudno jest wydać coś w
        Polsce, a sprzedać jeszcze trudniej). Na tym forum najlepiej być "niewydanym"
        albo "chcialbym być wydany, ale nie muszę, bo i tak wiem, że jestem genialny".
        Albo być umarłym klasykiem.

        • dr.krisk Re: Nie lubię twórczości kontrowersyjnej.. 25.04.03, 07:12
          Gość portalu: Postojowy napisał(a):

          > Dlatego polecam ci "Książkę Telefoniczną", TPSA.
          > Przeciętną i niekontrowersyjną taka jak ty.
          Widać od razu, że nie wgłębiałeś się w to dzieło. Wszystko można o niej
          powiedzieć, ale na pewno nie jest przeciętna!
          Jak będę miał czas (i chęci) to napiszę o moich ulubionych lekturach:
          instrukcjach obsługi urządzeń domowych oraz książkach telefonicznych.


          >
          > Na tym forum najlepiej być "niewydanym"
          > albo "chcialbym być wydany, ale nie muszę, bo i tak wiem, że jestem
          genialny".
          > Albo być umarłym klasykiem.
          >
          Czyżbyś był kolejnym niedocenionym twórcą? Bo tak jakos narzekasz...
          KrisK

          P.S. A kontrowersyjnością dzieł rozmaitych jestem po prostu zmęczony. Cięgiem
          tylko eksperymenta: formalne, językowe, obyczajowe i jakie tylko chcecie.
          Zresztą drażni mnie też uznanie z założenia "kontrowersyjności" za cechę
          pozytywną. Nie trawię p. Kozyry, Nieznalskiej....
          Mam prawo.
        • Gość: zadomowiona Re: Nie lubię twórczości kontrowersyjnej.. IP: *.ipt.aol.com 25.04.03, 08:51
          Miły Panie Postojowy,

          czytanie książki telefonicznej TPSA, przy horrendalnych cenach usług
          proponowanych przez wymienioną firmę, wydaje mi się graniczyć z
          nieprzyzwoitością... ;)

          Serdecznie dziękuję za słowa otuchy. Doskonale zdaję sobie sprawę z sytuacji na
          rynku wydawniczym, jednak nie poświęciłam przecież ładnych kilku miesięcy pracy
          nad moją powieścią po to, żeby potem włożyć dzieło do szuflady. Nie zamierzam
          już na starcie pretendować do roli umarłego klasyka :))) Będę więc nadal robić
          swoje :)

          Pozdrawiam serdecznie. :))
        • agrafek Re: Nie lubię twórczości kontrowersyjnej.. 25.04.03, 18:02
          Próbowałem (TP s.a.) ale na trzynastej stronie zacząłem gubić się w relacjach
          między bohaterami. No i mylili mi się troszkę, bo wielu nosiło takie same imię
          i nazwisko. To, jak dla mnie, zdecydowanie zbyt trudna lektura.
          pozdrawiam.
      • Gość: zadomowiona Re: Nie lubię twórczości kontrowersyjnej.. IP: *.ipt.aol.com 25.04.03, 08:39
        Panie Doktorze Krisk,

        ja osobiście mam wrodzoną awersję do sztuki, w której forma przeważa nad
        treścią, i nie czuję żadnego pokrewieństwa dusz z "artystami", którzy celowo
        epatują fizjologią. Są oni jednak zwykle jakimś zjawiskiem socjologicznym;
        jakimś barometrem obyczajowości, moralności, itp. Warto im się czasem
        przyjrzeć. :) W mojej książce nie ma "drugich łechtaczek". Najbardziej dosadny
        fragment odnoszący się w jakiś sposób do seksu to padające z ust jednej z
        bohaterek dość ogólnikowe porównanie, poparte ledwo widocznym gestem. Moje
        pytanie o stopień kontrowersyjności odnosiło się wyłącznie do samej tematyki
        jednego z głównych wątków, ponieważ pisząc książkę prawie zupełnie nie miałam
        poczucia, że przełamuję jakieś tabu. Skupiona byłam na opisywaniu problemów
        moich bohaterów, a te wydawały mi się względnie uniwersalne. Dopiero fakt, że
        PODŁOŻEM większości tych poważnych problemów jest nieakceptowany
        homoseksualizm, i że opisuję to bez owijania w bawełnę, może się niektórym
        wydać kontrowersyjny.

        Pozdrawiam.
        • hania_76 Re: Nie lubię twórczości kontrowersyjnej.. 25.04.03, 09:53
          Gość portalu: zadomowiona napisał(a):

          Dopiero fakt, że
          > PODŁOŻEM większości tych poważnych problemów jest nieakceptowany
          > homoseksualizm, i że opisuję to bez owijania w bawełnę, może się niektórym
          > wydać kontrowersyjny.
          >
          > Pozdrawiam.

          Droga Pani Zadomowiona, nie chcę Pani martwić, ale czasopisma kobiece oraz
          popularne tygodniki od wielu miesięcy jeśli nie paru ładnych lat piszą bez
          owijania w bawełnę o homoseksualistach i ich problemach. Taki np. Newsweek
          zdjęcia nawet opublikował i bohaterowie tych zdjęć bez owijania w bawełnę
          opowiadali o swoich problemach.
          • Gość: zadomowiona Re: Nie lubię twórczości kontrowersyjnej.. IP: *.ipt.aol.com 25.04.03, 10:59
            hania_76 napisała:

            > czasopisma kobiece oraz
            > popularne tygodniki od wielu miesięcy jeśli nie paru ładnych lat piszą bez
            > owijania w bawełnę o homoseksualistach i ich problemach.

            Naprawdę? :)) To świetnie. O powieści jednak nic mi nie wiadomo. Jeśli zna Pani
            jakieś tytuły wydane w Polsce, będę ogromnie wdzięczna za podanie ich tutaj. :))

            Pracowałam w prasie i wiem, na ile głębokie mogą być teksty. Objętość niestety
            ogranicza. Forma powieści pozwala na ukazanie problemu na szerszym tle, w
            powiązaniu z innymi sferami życia bohatera, które w reportażu czy wywiadzie z
            racji tego oczywistego ograniczenia byłby opisane jednym zdaniem.

            Poza tym, jak często czyta Pani w wymienionych przez siebie czasopismach
            kobiecych oraz popularnych tygodnikach artykuły o homoseksualistach/lesbijkach?
            Wydaje mi się, że po prostu my Polacy nie jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni
            do "widzialności" ludzi o orientacji homo. W USA w telewizji jest nawet sitcom
            którego wszyscy bohaterowie są gejami lub lesbijkami. Inny, którego połowa
            obsady takowych gra. A problem homofobii wciąż istnieje. Łatwo powiedzieć:
            jestem tolerancyjny, o ile mój sąsiad nie mieszka z przyjacielem, a moja
            siostra nie prowadza się za rękę z ukochaną. Co komu po takiej tolerancyjności??
            Jeśli społeczeństwo w jakikolwiek sposób dyskryminuje homoseksualistów, nie
            mamy prawa nazwać się tolerancyjnymi. Jeśli ludzie nadal identyfikują
            słowo "homoseksualista" z wizerunkiem nagusa z Parady Miłości, nie możemy mówić
            o tym, że w Polsce nie istnieje problem z postrzeganiem osób o odmiennej
            orientacji seksualnej.
            • hania_76 Re: Nie lubię twórczości kontrowersyjnej.. 25.04.03, 11:55
              Gość portalu: zadomowiona napisał(a):


              >
              > Naprawdę? :)) To świetnie. O powieści jednak nic mi nie wiadomo. Jeśli zna
              Pani
              >
              > jakieś tytuły wydane w Polsce, będę ogromnie wdzięczna za podanie ich
              tutaj. :)
              > )
              >
              > Pracowałam w prasie i wiem, na ile głębokie mogą być teksty. Objętość
              niestety
              > ogranicza. Forma powieści pozwala na ukazanie problemu na szerszym tle, w
              > powiązaniu z innymi sferami życia bohatera, które w reportażu czy wywiadzie z
              > racji tego oczywistego ograniczenia byłby opisane jednym zdaniem.
              >
              > Poza tym, jak często czyta Pani w wymienionych przez siebie czasopismach
              > kobiecych oraz popularnych tygodnikach artykuły o
              homoseksualistach/lesbijkach?

              To tylko kilka przykładów publikacji w jednym z popularniejszych tygodników
              ("Polityka"):

              polityka.onet.pl/162,1114700,1,0,2393-2003-12,artykul.html
              polityka.onet.pl/162,1005677,1,0,2254-2000-29,artykul.html
              polityka.onet.pl/162,1074922,1,0,,artykul.html
              Ostatni link prowadzi do fragmentów książek pani prof. Szyszkowskiej, która
              właśnie o postrzeganiu homoseksualizmu w Polsce pisze.

              Nie wiem jaka częstotliwość publikacji i jakie natężenie prezentowania
              homoseksualizmu w mediach satysfakcjonowałoby Panią.


              > Wydaje mi się, że po prostu my Polacy nie jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni
              > do "widzialności" ludzi o orientacji homo. W USA w telewizji jest nawet
              sitcom
              > którego wszyscy bohaterowie są gejami lub lesbijkami.

              No dobrze, jeżeli nie interesuje mnie sitcom o gejach lub lesbijkach, podobnie
              jak interesuje mnie sitcom pt. 13 Posterunek albo Kiepscy, czy to oznacza, że
              nie jestem przyzwyczajona do "widzialności" ludzi o orientacji homo, co może
              nawet implikować ukrytą nietolerancję??

              Inny, którego połowa
              > obsady takowych gra. A problem homofobii wciąż istnieje. Łatwo powiedzieć:
              > jestem tolerancyjny, o ile mój sąsiad nie mieszka z przyjacielem, a moja
              > siostra nie prowadza się za rękę z ukochaną. Co komu po takiej
              tolerancyjności?

              Przykro mi, proszę Pani, moi sąsiedzi akurat wszyscy hetero, siostry nie
              mam... :-( Chyba kaszana...

              > ?
              > Jeśli społeczeństwo w jakikolwiek sposób dyskryminuje homoseksualistów, nie
              > mamy prawa nazwać się tolerancyjnymi. Jeśli ludzie nadal identyfikują
              > słowo "homoseksualista" z wizerunkiem nagusa z Parady Miłości, nie możemy
              mówić
              >
              > o tym, że w Polsce nie istnieje problem z postrzeganiem osób o odmiennej
              > orientacji seksualnej.

              Hm... Teraz zadam Pani pytanie: co to znaczy "dyskryminować w jakikolwiek
              sposób"?

              I jeszcze jedno: Pani naprawdę nie uważa Polski za zaścianek i ciemnogród, do
              którego chce Pani nieść kaganek oświaty? Po wszystkich Pani postach mam poważne
              wątpliwości, co do Pani deklaracji.

              Pozdrawiam.
    • Gość: Lalka Re: Na ile to kontrowersyjne? IP: 212.69.77.* 25.04.03, 13:44
      Ponieważ pierwsza wrzuciłam kamyczek ..., chciałabym dodać jeszcze kilka słów
      (coś nam się wątek rozciąga!).
      Oczywiście nie da się ocenić powieści po fragmentach, nawet bardzo obszernych.
      Powieść to nie tylko styl i pomysł, lecz również konstrukcja. Nawiasem mówiąc,
      fragmenty, uważam, są troszkę z dzieł Mniszkówny: te spojrzenia biorące w
      posiadanie, te słupy sterczące, te flagi zwisające ... (nie ręczę za
      dokładność)- cieniutkie. I nic tu nie zmienia fakt, że nie znam wprowadzenia do
      tychże fragmentów. Takie kwiatki odstręczają od lektury.
      Nadal uważam, że temat miłości przedstawiciela jednej płci do przedstawiwiela
      drugiej płci, aczkolwiek może i kontrowersyjny, nie jest niczym nowym w
      literaturze, i to najlepiej chyba świadczy o moim braku uprzedzeń do tej
      materii. Po prostu, moim zdaniem, niewiele różni się mężczyzna homoseksualny od
      kobiety lesbijki, a miłość homoseksualna to naprawdę ograny temat.
      Mam nadzieję, że udało się Pani stworzyć coś nowatorskiego i niezapomnianego,
      ale - uprzedzam - jestem wymagająca i będzie Pani trudno przeskoczyć Prousta.
      Ale za to - jeśli się uda - jakaż satysfakcja!
      Raz jeszcze pozdrawiam.
    • agrafek Re: Na ile to kontrowersyjne? 25.04.03, 17:31
      A musi być kontrowersyjna? Nie mogłaby być po prostu dobra?
      • ada08 Re: Na ile to kontrowersyjne? 25.04.03, 20:46
        agrafek napisał:

        > A musi być kontrowersyjna? Nie mogłaby być po prostu dobra?

        I to jest najlepsze , co na tym wątku napisano :-)
        a.

        PS Ale ta akurat powieść może być dobra.
        Chyba niepotrzebnie autorka napisała o kontrowersyjności.
        Dlatego rozmowa poszła w złym kierunku.
        a.
    • Gość: daria Re: Na ile to kontrowersyjne? IP: *.acn.pl 25.04.03, 19:04
      zanim przeczytam fragmenty powieści chcę dorzucic swoje trzy grosze do
      dyskusji, która rozpetała się wokół sensowności pisania o lesbijkach i
      kontrowersyjności tematu.Po pierwsze: komu się temat nie podoba, niech nie
      czyta - nie musi. Zapewniam, że setki a może i tysiące kobiet, dziewczyn w
      Polsce czekają na literaturę o miłości między kobietami. Na razie mamy
      Winterson i to by było na tyle. Idiotyzmy o modzie włóżmy między bajki. Moda na
      heteroseksualizm nie umarła od tysięcy lat i jakoś nikt się nie czepia, że
      durni autorzy ciagle eksploatują wątek.Za to jest w czym wybierać i rynek
      polski nie pozostaje pod tym względem w tyle za innymi. Od harlequina po
      najwyższą półkę, do wyboru i koloru. Proszę więc szybko szukać wydawcy i nie
      przejmować się. I tak nie będzie miała Pani żadnej kontroli nad odbiorem
      książki. Biedny pisarz,podobnie jak cała reszta, która przechodzi z przestrzeni
      prywatnej do publicznej, musi ponieść wszystkie konsekwencje tego, że wychylił
      nos z szuflady. Odwagi. (Oj, przyda się ona Pani w Polsce).Jeżeli chce Pani w
      jakimś celu nawiązać kontakt z polskimi lesbijkami (choćby po to, żeby poznać
      realia)- to bardzo proste. W razie czego służę pomocą. Co do oceny Pani
      powieści, odezwę się po przeczytaniu tego, co Pani udostępnia. Pozdrawiam i
      bardzo się cieszę, że odezwała się Pani na forum!
    • Gość: daria Re: Na ile to kontrowersyjne? IP: *.acn.pl 25.04.03, 21:41
      Przeczytałam fragmenty, ale przyznję, że nie jestem w stanie na ich podstawie
      wydać oceny. Juz ktoś tu pisał, że ważna jest konstrukcja, a co można o niej
      powiedzieć nie widząc całości? Co najwyżej może się podobać (lub nie) sam styl
      i temat. Ale chciałam jeszcze kilka słów o czym innym. Nie jest tak, że nie
      wydano w Polsce niczego poza Nicole Muller (o tym chyba Pani wspominała - "To
      co w miłości najstraszniejsze"). Oczywiście jest wymieniona już przeze mnie
      Winterson (łącznie z najnowszą "Wolnością na jedną noc"), są jakieś opowiadania
      polskiej autorki (niestety, potwornie nędzne), osobiście też czytałam powieść
      amerykańską (podobna historia do tej, o której Pani wspomina - dwie dojrzałe
      kobiety żyjące w związku i wspólnie wychowujące dzieci), ale tę przełożyła po
      koleżeńsku pewna polska feministka i puściła w obieg pocztą pantoflową, więc
      rzecz niedostępna w księgarniach).Nic mi nie wiadomo, żeby wydawcy wzbraniali
      się przed tego rodzaju literaturą, a jakieś siły polityczne represjonowały
      pisarki ze względu na wątki homoseksualne. Panuje raczej coś w rodzaju inercji.
      Natomiast środowisko lesbijek jest do bólu świadome nieporuszanych nigdzie
      problemów (nie mówię o prasie, ale o literaturze właśnie - od beletrystyki po
      reportaż). Na podstawie spotkań ze znajomymi kobietami z Niemiec i ze Stanów
      Zadowolonych Ameryki wiem, jak bardzo sytuacja lesbijek tam różni się od
      stuacji tu - tło społeczne i polityczne jest całkowicie inne.Jeśli razi Panią
      używanie przeze mnie słowa "lesbijki", to wyjaśniam, że mam na myśli także
      wszystkie kobiety, które po prostu nie są jednoznacznie, stuprocentowo
      heteroseksualne, te, które nie identyfikują się z feminizmem czy lesbianizmem,
      które przeżyły lub przeżywają głęboką fascynację kobietą, czy kobietami. I
      które z tego powodu zmagają się z ustalonym przez większość porządkiem świata,
      własnej rodziny, siebie.
      Chciałabym (nie ja jedna), żeby mogły odnaleźć się, zrozumieć, zobaczyć w
      literaturze, od harlequinu po "najwyższą półkę". Nie trzeba pytać: NA ILE TO
      KONTROWERSYJNE? Lepiej zadać pytanie: KOMU TO POTRZEBNE? Jeżeli oczekuje Pani
      odpowiedzi, że milionom - będzie Pani zawiedziona. Ale może nawet Mozart takiej
      odpowiedzi nie oczekiwał :)
      Nawiasem mówiąc, przwdziwie kontrowersyjna to u nas jest ustawa dotycząca
      legalizacji związków homoseksualnych. Książki w Polsce traktowane są jak
      niegroźne wariatki.
Pełna wersja