Dodaj do ulubionych

Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.10.03, 23:04
Czy Was drażni tak, jak mnie?
Do Brulionu BB wszystko OK, ale póżniej...

Naturalnie czytam, czytałam i czytać bedę, bo jednak nikt Musierowiczowej do
pięt nie dorasta
ale uważam, ze byloby przyjemniej, gdyby autorka troche odpusciła

w ankiecie GW jedyną wytypowaną książka Musierowiczki był Kwiat Kalafiora, a
to przeciez sam początek, lektura lekka, łatwa i przyjemna, która niczego nie
udaje

Prosze mnie źle nie zrozumniec, czytam te ksiażki raz na dwa lata i zawsze mi
żal, że sie seria kończy, ale myśle, że gdyby z tych książek wyciąć całe
natrętne moralizatorstwo, tak na siłe upchnięte w książkach (czasami
aż "odstaje" od reszty tekstu) to cała Jeżycjada tylko by zyskała

co myślicie, dziewczęta????? :)

Obserwuj wątek
    • mkw98 Re: Moralizatorstwo w 'nowszej' Jeżycjadzie 13.10.03, 13:37
      Była już mowa o tym w innych wątkach, ale chętnie się przyłączę do biadolenia
      ;-)

      Nie do końca sie z Tobą zgadzam, że dawniejsze książki MM były tylko "lekkie,
      łatwe i przyjemne". Otóż one także miały przesłanie, excusez le mot, etyczne,
      tyle że właśnie nie tak natrętne. Na przykład w "Szóstej klepce" szczęśliwa
      rodzina pokazana jest bez krztyny patosu, słowa takie jak "miłość", o ile
      pamiętam, w ogóle nie padają, a właściwe, a nawet szlachetne postepowanie
      ukazane jest w działaniu. W starszych książkach o Borejkach jest podobnie.
      Niestety, gdzieś tak od "Noelki", a może i od "Opium w rosole", poczciwi
      rudzielco-blondyni muszą dźwigac ciężar misji i stale wygłaszac przemowy o
      odpowiedzialnoości, miłości, wzajemnym wspieraniu itp.

      Inną irytującą tendencją jest rozgrywanie całej akcji książki na przestrzeni
      zaledwie kilku dni. W "Noelce" to było urocze, że wszystko dzieje się w ciągu
      jednego dnia, ale jaki sens ma to w "Tygrysie i róży"? "Imieniny" - coś ok.
      dwóch tygodni, "Dziecko piątku" - tydzień, "N&N" - 3-4 dni. [No, "Córka
      Robrojka" trochę więcej...:) ]
      Między innymi właśnie przez bohaterowie maja tyle czasu na rozmyslania, długie
      rozmowy, moralizowanie.
      W "Idzie sierpniowej" akcja też toczy się co prawda tylko dwa-trzy tygodnie,
      ale za to jakie napakowane wydarzeniami! A "Kłamczucha" i "Szósta klepka"
      ciagnęły się miesiącami i wciąż coś się działo.


      • Gość: Katriona Re: Moralizatorstwo w 'nowszej' Jeżycjadzie IP: *.dip.t-dialin.net 17.10.03, 14:29
        mkw98 napisała:

        > Była już mowa o tym w innych wątkach, ale chętnie się przyłączę do biadolenia
        > ;-)
        >
        > Nie do końca sie z Tobą zgadzam, że dawniejsze książki MM były tylko "lekkie,
        > łatwe i przyjemne". Otóż one także miały przesłanie, excusez le mot, etyczne,
        > tyle że właśnie nie tak natrętne. Na przykład w "Szóstej klepce" szczęśliwa
        > rodzina pokazana jest bez krztyny patosu, słowa takie jak "miłość", o ile
        > pamiętam, w ogóle nie padają, a właściwe, a nawet szlachetne postepowanie
        > ukazane jest w działaniu. W starszych książkach o Borejkach jest podobnie.
        > Niestety, gdzieś tak od "Noelki", a może i od "Opium w rosole", poczciwi
        > rudzielco-blondyni muszą dźwigac ciężar misji i stale wygłaszac przemowy o
        > odpowiedzialnoości, miłości, wzajemnym wspieraniu itp.

        Fakt, niezbyt precyzyjnie sie wyrazilam...
        >
        > Inną irytującą tendencją jest rozgrywanie całej akcji książki na przestrzeni
        > zaledwie kilku dni. W "Noelce" to było urocze, że wszystko dzieje się w ciągu
        > jednego dnia, ale jaki sens ma to w "Tygrysie i róży"? "Imieniny" - coś ok.
        > dwóch tygodni, "Dziecko piątku" - tydzień, "N&N" - 3-4 dni. [No, "Córka
        > Robrojka" trochę więcej...:) ]
        > Między innymi właśnie przez bohaterowie maja tyle czasu na rozmyslania,
        długie
        > rozmowy, moralizowanie.

        Ha! Nie sposob sie nie zgodzic!..


        > W "Idzie sierpniowej" akcja też toczy się co prawda tylko dwa-trzy tygodnie,
        > ale za to jakie napakowane wydarzeniami! A "Kłamczucha" i "Szósta klepka"
        > ciagnęły się miesiącami i wciąż coś się działo.

        Uwielbiam Ide sierpniowa i wlasnie mam zamiar do niej wrocic. Nabylam ze strony
        wspanialego wyd. Akapit-Press, musze ich barzdo pochwalic., bo spisali sie na
        medal. Po zamowieniu ksiazek na domowy adres (pod ktorym m mnie obecnie nie ma)
        powiadomilam o calej sprawie tylko brata, ktory z wlasciwa sobie fantazja o
        fakcie zapomnial. Dzwonili do mojej mamy z pytaniami z poczty i z A-Press a
        ona, gdzie tam, niz nie zamawiala. Ksiazki wrocily do Lodzi, a wtedy moja mama
        napomknela cos przez nieuwage w mailu. Zadzwonila do wydawnictwa, a oni tam,
        uprzejmie powiedzieli ze przesla jeszcze raz! I to bez zadnej oplaty! co za
        solidnosc!

        Wracajac do tematu, szkoda ze te ksiazki tak tym naszpikowane i to tak
        nachalnie.. wydawaloby sie ze p. M. bedzie miala troche wiecej wyczucia. Ale co
        tam, i tak jest niezla!

        No i jeszcze zawtoruje lamentom: kiedy Trolla? I co to za przebiegly
        charakterek, skoro zdola wplynac na Tygrysa? Macie jakies pomysly? Moze juz sie
        cos gdzies ukazalo w ostatnim czasie, jakies nowe info??

        Pozdrawiam
        k

      • stela5 Re: Moralizatorstwo w 'nowszej' Jeżycjadzie 29.10.03, 13:52
        To dobrze,że ktos jeszcze w tym kraju pisze o takich wartosciach jak miłość,
        odpowiedzialność,szlachetność, dobroć. Jesteście pewnie bardzo młodzi i to do
        Was toprzesłanie. Książki są naprawdę wzruszające i zawierają wiele mądrej
        treści. W opium również. Książek lekkich i przyjemnych jest wiele, ale takie
        jak te rzadko się zdarzają. Mam 44 lata i wiem co mówię.
      • Gość: asia Re: Moralizatorstwo w 'nowszej' Jeżycjadzie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl / *.poznan.sdi.tpnet.pl 06.11.03, 17:04
        jestem starszą panią z godnościa i zgadzam się, że "starsze" były chyba trochę
        bardziej "prawdziwe". Przynajmniej ja jestem z nimi emocjionalnie związana i
        chętnie po nie sięgam. Niestety po "nowsze" już nie. Może wynika to z innych
        realiów? Były ciepłe, swojskie, proste domowe obiadki itp. Razi mnie od pewnego
        czasu religijność Borejków, Dominikanie etc. Młodzież też ma już inne
        pomysły....pamiętam jak bardzo zmartwiłam się rozwodem Gabrysi z Pyziakiem! Dla
        mnie coś się urwało od Noelki. Ale generalnie da się czytać.
    • masza10 Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie 14.10.03, 13:11
      Oj, macie rację dziewczyny. Jeśli chodzi o tyrady lub rozważania ze łzą w ok
      wspominam Pulpę, która zastanawiała się co tonie, albo Bobka i witaminy. Głębia
      i odpowiedzialność dorosłych bohaterów w późniejszych tomach (Gabriela - jest
      tak dobra i szlachetna, że czasem się niedobrze robi) jest ciut na siłę. Mam
      wrażenie, że w dawnych czasach autorka poświęcała na pisanie ileś tam miesięcy,
      pomysł dojrzewał, akcja się rozrastała, potem redakcja kreśliła połowę, potem
      autorka szlifowała i czytelnik dostawał do ręki perełkę. A teraz czego autorka
      nie złożyłaby w wydawnictwie pewnie drukują od ręki, bo i tak się sprzeda. A
      może się mylę? Ale i tak za dawnych czasów ... ;-)
      • Gość: katriona Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.dip.t-dialin.net 17.10.03, 14:34
        cos w tym jest, Masza.
        nie ma juz w tych ksiazkach humoru w tak czystej postaci. a pamietasz
        Mamerciatka jak w nocy robily prezenty od gwiazdorka??:)

        ciekawe, czy teraz juz tylko autorka ma wplyw na ostateczny ksztalt dziela,
        nawet, szczerze mowiac o tym nie pomyslalam, ale cos w tym byc musi. W koncu
        jest chluba wydawnictwa i sprzedaje sie fantastycznie. Dlaczego wiec nie dac
        jej wolnej reki. Myslicie ze jeszcze ja cos straci z tych patetycznych
        wysokosci? Bo przeciez nie my jedyne o tym piszemy...
        • masza10 Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie 30.10.03, 10:19
          taaak! pamiętam Marmeciątka! W ogóle Kłamczucha pełna była krwisytch postaci,
          starych i młocych. A w końcu główna bohaterka przeszła jakąś, przepraszam,
          przemianę, bez nachalnego moralizatorstwa. Mmmm, palce lizać. Chyba sobie kupię
          i poczytam.
    • Gość: Martyna Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.przemysl.sdi.tpnet.pl 14.10.03, 13:52
      Jeśli o "Jeżycjadę" chodzi, zawsze wydawałam się sobie jakaś dziwna. Miałam
      koleżanki, które szalały na punkcie Musierowicz; mnie tymczasem zawsze
      odrzucało od jej książek. Nie sądzicie, że one są sztuczne - poczynając od
      zachowań i dialogów buhaterów, na wydarzeniach kończąc? Nie wiem dlaczego, ale
      zawsze kojarzył mi się z nimi przymiotnik "pyzaty". I chyba tak mi juź
      niestety zostanie na zawsze.
        • Gość: baba Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.acn.waw.pl 21.10.03, 20:14

          Toz to przeciez caly ich urok, ze sa slodkopierdzace. Jedni to lubia, inni nie,
          tak jak Julio Iglesiasa.
          Osobiscie Julia nie trawie, ale bez Jezycjady zyc nie moge, mimo, ze
          nastolatka juz nie jestem hmmm dobrych pare latek...
          Jesli chodzi o Gabriele, to niekiedy rzeczywiscie mnie drazni, ze kobitka nie
          ma ABSOLUTNIE ZADNYCH WAD, ale to szczegol.
          Czyzby miala powstac jeszcze jedna ksiazka z cyklu Jezycjady ???
          To byloby bosko, myslalam, ze Kalamburka zakonczyla serie.
          Pozdrawiam bardzo, bardzo serdecznie inne milosniczki Musierowicz :-)))
      • glonik Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie 23.10.03, 12:36
        Bo ty, Martyno, zostałaś zdeprawowana na Kulturze, a że jesteś inteligentna
        bestyją, to Ci tak własnie wyszło. "Jezycjadę" może na stare lata
        przeczytasz ;). Ja Cię też deprawowalam i oto widzę skutki ;). NIe przejmuj
        się, na razie nie ma obiązku wielbienia "Jezycjady", chociaż sama bardzo ją
        lubię, ale fakt, raczej starsze tytuły. Ale ja juz mam prawo lubić "Jezycjadę"
        he he. A przy okazji, czy dotarłas do Ciorana? Bo widziałam twój post, ale nie
        mogłam odpisać. Jesli nie, to Ci podpowiem, jak zdobyć. U mnie nie ma, bo bym
        Ci na ten drugi koniec Polslki wysłała. Ciekawe, czy zgadniesz, kto Ci to
        pisze? Taaaa..ciekawe :). Baaaaaaardzo Cię serdecznie pozdrawiam.
    • ziemiomorze Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie 22.10.03, 11:00
      Ja sie na Musierowicz wychowalam - jej cieple ksiazki byly taka sama
      odskocznia od przykrej rzeczywistosci jak Muminki, tyle ze Jezycjada dodatkowo
      skrzyly sie od eurydycji. I to fantastyczne poczucie humoru! Teraz jakos nie
      mam potrzeby do nich wracac - draznia mnie schematy. Ludzie ubodzy sa
      szlachetni, bogaci - zli i maja problemy emocjonalne; kobiety poswiecaja sie z
      piesnia na ustach dla swoich mezczyzn (koszmarna Swieta Matka Polka pani
      Borejko - Gabrysia bedzie taka jak mama, obawiam sie)

      No i faktycznie, brak tego dowcipu i lekkosci, ktory byl w pierwszych
      czesciach, duzo natomiast nachalnej agitki. A szczytem szczytow bylo
      umieszczenie nudnej i naiwnej polemiki z sama Kinga Dunin (oczywiscie brzydka,
      obcieta jak chlopczyca i bardzo bardzo zła) w ktorejs z ksiazek

      pozdrawiam
      ziemiomorze
      • Gość: baba Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.acn.waw.pl 22.10.03, 12:56

        Nie wiem dlaczego, ale ja nie widze roznicy miedzy starszymi a nowszymi
        czesciami, jesli chodzi o to moralizatorstwo.
        Co to wlasciwie jest ?
        Czy jakies przydlugie monologi na tematy zyciowe?
        Przeciez w Kalamburce w ogole prawie ich nie ma, za to w Kwiecie kalafiora
        jest ich naprawde sporo !
        Poszczegolne czesci roznia sie pod tym wzgledem, ale nie chronologicznie.
        Niektore z tych madrosci nieraz mnie psychicznie podbudowywaly, niektore
        schematy i idealizacje draznily i draznia, ale poczucie humoru wciaz wspaniale,
        moze tylko troche bardziej stonowane.
        PZDR
          • ziemiomorze Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie 23.10.03, 00:54
            dorrit napisała:

            > Ja tez "Jezycjade" uwielbiam, relaksuje sie przy niej, wciagam, zapominam o
            > bozym swiecie. A ze "moralizatorska", schematy czarno-biale? Przeciez to
            fikcja
            >
            > literacka... czyli jednym sie podoba, innym nie - jak zawsze.

            przy tym calym zamaszystym talencie, zdolnosciach jezykowych i niesamowitym
            wplywie, jaki na pokolenia dziewczyn ma Autorka (nadal ja lubie, mimo wszystko)
            chcialabym, aby umiala ona wzniesc sie poza osobiste uprzedzenia i zrezygnowac
            z misji, monologow wprost do kamery

            naprawde wolalam przemycanie zyciowych prawd bardziej subtelne
            ja bym chciala po prostu, zeby nowe musierowicze mi sie podobaly tak samo jak
            stare :-)
            z.
            • ziemiomorze Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie 23.10.03, 00:49
              ak.ro napisała:

              > Ja dopiero za którymś razem czytając ten fragment z NiN zdałam sobie sprawę,
              że
              >
              > ta persona jakoś znajomo mi się kojarzy.... A nawet jeżeli nie personalnie z
              > Panią Dunin to portret inteligentki-fenimistki jak malowany!

              mam wrazenie, ze to raczej byl zlosliwy stereotyp niz zywa osoba
              stad niesmak

              z.
          • ziemiomorze Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie 23.10.03, 00:47
            Gość portalu: baba napisał(a):

            >
            > Zdaje sie, ze jakas rozmowa z feministka byla w "Nutrii i nerwusie" w pociagu
            > w drodze do Pobiedzisk, ale nigdy nie skojarzylam jej z Kinga Dunin !
            > Skad to przypuszczenie ?

            nie pamietam, w ktorej z ksiazek to bylo - do nowszych czesci nie wracam, tak
            jak wracalam do piewszych kilku (gdzies tak do 'Idy...' wlacznie)

            polemika z brzydka, zla feministka pojawila sie po tym, jak Kinga Dunin
            odwazyla sie skomentowac na lamach fachowej prasy (zebym ja pamietala, gdzie to
            bylo... jakis dodatek literacki do ktoregos z dziennikow chyba?) pewne
            powracajace motywy w ksiazkach Musierowicz, ktora jej odpowiedziala, a Dunin
            jej itd

            jakos mnie takie zalawianie osobistych porachunkow w ksiazce zniesmaczylo -
            niby to jej ksiazka i moze robic co chce, ale to bylo niemadre, nudne i jakies
            takie bez klasy

            ziemiomorze
            • Gość: katriona "urealnianie"powiesci "nowiutkimi" Fordami, Oplami IP: *.dip.t-dialin.net 23.10.03, 11:14

              rozumiem umieszczanie akcji w Poznaniu i wszystkie detale z tym zwiazane, ale
              to"zajeżdżanie nowiutkim Fordem/ Oplem" etc
              jest dosyc niesmaczne i potwornie drobnomieszczanskie
              Myśle, że to źle pojęte "urealnianie" powiesci
              dla mnie okropnie rażące
              bo z jednej strony autorka opiewa ojca Borejkę, który nie wie, ile zarabia i go
              to nie obchodzi, a z drugiej taka jest "markowa", tak okropnie podkreśla
              laptopy i samochody
              coś mi się to nie trzyma kupy, jedno przeczy drugiemu
              w każdym razie z autorki wychodzi jakaś przeraźliwa materialistka ????

              co do Gizeli, to mnie sie tez nie podoba ten caly wkret z odstępowaniem
              mieszkania
              w Kwiecie Kalafiora wyraźnie daje się nam do zrozumienia, że Pani Trak była
              jakąś obrotną, chciwą starszą Pania, ktora się "urządziła" kosztem Borejkow, a
              tu potem taka zmiana
              i okazuje sie ze Gizela poświęciła Mili pół życia
              no i po co było wymyślać Gizele, skoro dzieci są wychowane zupełnie bez niej,
              nigdy jej nie wspominają nikt jej nigdy nie pomaga itd... psuje to obraz
              naszych drogich Borejkow
              a moze to i mało zaskakujące, wobec faktu, że nikt się nie zainteresował małą
              Aurelia, kiedy zmarla jej mama, przez cały rok nikt sie nie zatroszczył
              a oni normalnie tacy słodcy....

              juz tak na finał: razi mnie potwornie, tak mniej wiecej od po Bebe Bittner, ta
              cała przesłodzona atmosfera
              znacznie barzdiej mi sie podobało, kiedy te książki Musierowiczowej nie
              próbowały udawać niczego więcej
              tylko były czytadłami, przyjemnymi i na poziomie, dla inteligentnych nastolatek
              i ich mam
              teraz tam zatrzesienie katolickiej filozofii (bez podania zrodel nota bene) i
              to wszystko jakos tak drażniąco moralizatorskie.
              ja nadal czytam, bo bardzo, bardzo lubie ogolną atmosfere (co prawda barzdiej
              starsze ksiazki), a po prostu nieznośne moralizatorstwo omijam, przeskakuję

              Ciekawe, czy pani Musierowicz wreszcie wyciagnie wniski z tego, ze
              najpopularniejsza ksiazka serii jest Kwiat Kalafiora
              i zacznie znowu pisac noramlnie zamiast nam wieszczyć i moralizowac

              aha - jeszcze na marginesie - drazni mnie polityczna agitka pani M. Nietrudno
              wplynac na 12-latki. Uważam, że wykorzystuje swoją pozycję.
              • saiss Ostra polemika, oj ostra! 25.10.03, 09:08
                Gość portalu: katriona napisał(a):

                >
                > rozumiem umieszczanie akcji w Poznaniu i wszystkie detale z tym zwiazane, ale
                > to"zajeżdżanie nowiutkim Fordem/ Oplem" etc
                > jest dosyc niesmaczne i potwornie drobnomieszczanskie
                > Myśle, że to źle pojęte "urealnianie" powiesci
                > dla mnie okropnie rażące
                > bo z jednej strony autorka opiewa ojca Borejkę, który nie wie, ile zarabia i
                go
                >
                > to nie obchodzi, a z drugiej taka jest "markowa", tak okropnie podkreśla
                > laptopy i samochody
                > coś mi się to nie trzyma kupy, jedno przeczy drugiemu
                > w każdym razie z autorki wychodzi jakaś przeraźliwa materialistka ????

                A moze chce podkreslic, ze rodzince stan materialny sie porawil?
                >
                > co do Gizeli, to mnie sie tez nie podoba ten caly wkret z odstępowaniem
                > mieszkania
                > w Kwiecie Kalafiora wyraźnie daje się nam do zrozumienia, że Pani Trak była
                > jakąś obrotną, chciwą starszą Pania, ktora się "urządziła" kosztem Borejkow,
                a
                > tu potem taka zmiana
                > i okazuje sie ze Gizela poświęciła Mili pół życia
                > no i po co było wymyślać Gizele, skoro dzieci są wychowane zupełnie bez niej,
                > nigdy jej nie wspominają nikt jej nigdy nie pomaga itd... psuje to obraz
                > naszych drogich Borejkow

                Hmmmm...a po co bylo po "Szóstej klepce" wymyslac jakichs Borejkow, no po co,
                skoro Julia wychowala sie bez swiadomosci, ze istnieja.A skad wiesz, ze o
                Gizeli nikt nie wspomina?Moze akurat zostaloto "przemilczane" albo ukryte
                między wierszami...

                > a moze to i mało zaskakujące, wobec faktu, że nikt się nie zainteresował małą
                > Aurelia, kiedy zmarla jej mama, przez cały rok nikt sie nie zatroszczył
                > a oni normalnie tacy słodcy....
                >

                Bo u Borejków wszyscy sie kochali a Gieniusi ojciec nie kochal.Poza tym musi
                byc chyba jakas przeciwstawnosc, ne?

                > juz tak na finał: razi mnie potwornie, tak mniej wiecej od po Bebe Bittner,
                ta
                > cała przesłodzona atmosfera
                > znacznie barzdiej mi sie podobało, kiedy te książki Musierowiczowej nie
                > próbowały udawać niczego więcej
                > tylko były czytadłami, przyjemnymi i na poziomie, dla inteligentnych
                nastolatek
                >

                O, perdon, dla mnie to nigdy nie byly <<czytadla>>
                > i ich mam
                > teraz tam zatrzesienie katolickiej filozofii (bez podania zrodel nota bene) i
                > to wszystko jakos tak drażniąco moralizatorskie.

                A tego to ja chyba juz nie rozumiem...Nie dopatrzylam sie zadnej katolickiej
                filozofii. :(
                > ja nadal czytam, bo bardzo, bardzo lubie ogolną atmosfere (co prawda barzdiej
                > starsze ksiazki), a po prostu nieznośne moralizatorstwo omijam, przeskakuję
                >
                > Ciekawe, czy pani Musierowicz wreszcie wyciagnie wniski z tego, ze
                > najpopularniejsza ksiazka serii jest Kwiat Kalafiora
                > i zacznie znowu pisac noramlnie zamiast nam wieszczyć i moralizowac
                >

                Slucham?Slucham?Wieszczyc?Moralizowac?Na litosc boska, kolezanko!Nie przesadzaj
                z okresleniami!
                Pozatym ksiazki w swoim ogolnym sensie wymyslone sa glownie po to, zeby troszke
                wychowywac i "ukulturalniac" czytelnikow.
                > aha - jeszcze na marginesie - drazni mnie polityczna agitka pani M. Nietrudno
                > wplynac na 12-latki. Uważam, że wykorzystuje swoją pozycję.

                Hmm...ja czytalam Jezycjade pierwszy raz w wieku lat 9.Jakos nie czuje sie
                zagitowana...

                Przykro mi, ale dla mnie te ksiazki sa zupelnie w porzadku.Moze tylko duzo w
                nich szczesliwej milosci, dwa przypadki nieszczesliwej zaledwie (Gabrysia i
                Nutria, choc zyczylabym im najlepiej), no ale nie czepiuajmyz sie.To ma sie
                nam czytac przyjemnie i tyle.Ja jakos widze w dyskusji tutaj cos takiego, jak u
                feministek, cztajacych bajki.One wszystko analizuja i uwazaja pozniej, ze wilk
                byl zboczencem a babacia nimfomanka.Tak samo tutaj wszyscy dopatruja sie watkow
                politycznych i fanatyzmu religijnego.Ludzie!"Bierzcie rzeczy takie, jakimi sa,
                nie dziwcie sie niczemu"-polecam te naczelna zasade taoizmu do przeamyslenia.
                Pozdrawiam!
                • mkw98 Re: Ostra polemika, oj ostra! 01.11.03, 18:36
                  saiss napisała:

                  > Hmmmm...a po co bylo po "Szóstej klepce" wymyslac jakichs Borejkow, no po co,
                  > skoro Julia wychowala sie bez swiadomosci, ze istnieja.A skad wiesz, ze o
                  > Gizeli nikt nie wspomina?Moze akurat zostaloto "przemilczane" albo ukryte
                  > między wierszami...

                  To porownanie jest chybione, poniewaz Julia nic nie ma do Borejkow, a Gizela
                  byla dla mamy Borejko najblizsza osoba.

                  > nikt się nie zainteresował m
                  > ałą
                  > > Aurelia, kiedy zmarla jej mama, przez cały rok nikt sie nie zatroszczył
                  > > a oni normalnie tacy słodcy....
                  > >
                  >
                  > Bo u Borejków wszyscy sie kochali a Gieniusi ojciec nie kochal.Poza tym musi
                  > byc chyba jakas przeciwstawnosc, ne?

                  Katrionie chodzilo chyba o to, ze wlasnie u Borejkow nikt sie Aurelia nie
                  zainteresowal - ojciec owszem, zainteresowal sie i zabral ja do siebie.
            • mkw98 Re: Moralizatorstwo w 'nowszej' Jeżycjadzie 23.10.03, 14:45
              ziemiomorze napisała:

              > polemika z brzydka, zla feministka pojawila sie po tym, jak Kinga Dunin
              > odwazyla sie skomentowac na lamach fachowej prasy (zebym ja pamietala, gdzie
              >to bylo... jakis dodatek literacki do ktoregos z dziennikow chyba?)

              Ja, ja pamiętam! :)
              Tekst się nazywał "W dolinie Borejków", wydaje mi się, że został opublikowany w
              nieistniejącym już Ex Librisie, Kinga Dunin narzekała, że ksiązki Musierowicz
              nie pokazują prawdziwego życia i problemów dorastających dziewcząt. "Nutria i
              Nerwus" ukazała się właśnie po tym tekście - skojarzenie postaci z pociągu z
              KD nie do uniknięcia.
        • kochanica29 Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie 08.11.03, 14:26
          Gość portalu: Ada napisał(a):

          > A szczytem szczytow bylo
          > > umieszczenie nudnej i naiwnej polemiki z sama Kinga Dunin (oczywiscie
          > brzydka,
          > > obcieta jak chlopczyca i bardzo bardzo zła) w ktorejs z ksiazek
          >
          > Czy ktoś wie gdzie konkretnie? Czytałam to dość dawno i nie mam w domu ale
          dość
          >
          > dobrze pamiętam a tego wątku skojarzyć nie mogę.

          "Nutria i Nerwus", scena w pociągu do Gniezna
          Ach więc to ona jednak(Dunin)! Pytałam na tym wątku, a nikt mi nie odpisał.
      • Gość: emcia Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.icpnet.pl 22.10.03, 22:35
        Mnie to wcale nie irytuje - sama znam wielu ludzi, którzy nie mieli pokus żeby
        zrobić coś "niewłaściwego" przez całą komunę. Co więcej, według mnie to nie są
        wcale takie wyjątki.

        Po drugie - nie sądzę żeby postać z pociągu miała przedstawiać Kingę Dunin. Po
        pierwsze nie wydaje mi się, żeby w czasie kiedy powstała "Nutria i Nerwus" coś
        konkretniejszego w ogóle było o Dunin słychać, a po drugie moim zdaniem
        Musierowicz nigdy nie wdawała się w polemikę z Dunin i z feministkami w ogóle.
        Raczej one się jej czepiają i usiłują wywołać jakąś reakcję, ale im biedactwom
        nie wychodzi.
    • Gość: oko Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: 213.241.54.* 23.10.03, 13:54
      na długo rozstałam sie z panią Musierowicz po Noelce. nie wytrzymałam fragmentu
      "kościelny", a następnie historii rumuńskich dzieci na Wigilii. to już było za
      wiele... teraz wracam do jej książek, ale do tych starszych. nowsze są, oprócz
      tego, że napuszone, podniosłe i non stop na wysokim "c", to jeszcze dziwnie
      taśmowe i tak naprawdę, przynajmniej moim zdaniem, mniej warte i literacko i
      życiowo, niż stare. i humor się w nich zapodział, i ironia. szkoda...
      • Gość: ania Heh... IP: *.chello.pl 25.10.03, 13:10
        Gość portalu: oko napisał(a):

        > na długo rozstałam sie z panią Musierowicz po Noelce. nie wytrzymałam
        fragmentu
        > "kościelny", a następnie historii rumuńskich dzieci na Wigilii. to już było za
        > wiele... t

        Ja dotrwalam do "Pulpecji" i przestalam to czytac. Chyba wlasnie z powodu tego
        moralizatorstwa i tasmowosci.
        Kocham "Opium w rosole", wracalam do tej ksiazki najczesciej z wszystkich
        czesci Jezycjady.
    • elwinga Re: Moralizatorstwo w 'nowszej' Jeżycjadzie 23.10.03, 21:54
      Przestałam czytać Jeżycjadę po "Noelce" (która notabene mi się podobała). Po
      prostu, zanim ukazał się kolejny tom, doszłam do wniosku, że chyba wyrosłam.
      Ale ostatnio sięgnęłam u przyjaciółki po "Imieniny". No i mam uczucia mieszane.
      Z jednej strony poczucie spotkania dawno nie widzianych znajomych. Z drugiej
      strony - potwornie zdegustowała mnie filipika tatusia B. na zmywarkę. Mam
      wrażenie, że autorka nie wie już, jak pokazać jego oderwanie od życia, ale
      naprawdę - oskarżać biedną zmywarkę o powodowanie zaniku więzi
      międzyludzkich... to po prostu tragikomiczne. Zwłaszcza że tatuś B., o ile
      pamiętam, akurat sam w tym domu nie zmywał, wyręczając się żoną i latoroślami,
      za to często "wycofywał się w głąb swej jaźni" (swoją drogą uwielbiam to
      sformułowanie). Dziwię się, że Grzegorz potraktował go serio, zamiast
      zaproponować staruszkowi wizytę u psychologa. :)
    • Gość: modzio Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.icpnet.pl 23.10.03, 23:14
      a ja mieszkam na Jeżycach i nie ma siły, żebym idąc np.Słowackiego nie
      pomyślała o Cielęcinie:) nie mówiąc już o moich teoriach na temat tego gdzie
      stał rzekomy kiosk z "Szóstej klepki";) a wracając do tematu to zgadzam się z
      tym (niestety), że nowe części to nie to samo co chociażby "Kwiat kalafiora", a
      Gabrysia mogłaby zostać kanonizowana, gdyby nie nieszczęsny rozwód. Pomijając
      wątek moralizatorstwa (choć łacińskie sentencje bardzo lubię), zastanawiam się
      tylko, czy to nie jest trochę efekt nostalgii za "wesołym barakiem prl" i jego
      absurdami? pozdr
    • Gość: 31 Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 28.10.03, 00:03
      A ja- choć też często czuję schematyczność pewnych sądów, zdarzeń,postaci-
      wciąż czytam. Mam świadomość, że wynika to ze światopoglądu autorki (ta
      krytykowana religijność, sądy polityczne) i z docelowego czytelnika- ja
      dorosłam i, mam nadzieję, dojrzałam intelektualnie, psychicznie ...- a książki
      nadal adresowane są do nastolatek.
      Poza tym formuła się wyczerpuje- ile można napisać tomów o tym samym-
      pokrewnych sobie, a na tyle różnych, żeby nie były autoplagiatem?
      I ciekawe jest, że rzeczywistość lat siedemdziesiątych opisywana drobiazgowo i
      konkretnie była urocza, a ten sam zabieg w obecnych czasach dosyć mnie drażni.
      Chyba dlatego, że wtedy wszystkim było tak samo, łatwiej się było identyfikować
      z tą rodziną. A teraz im - mimo całego oddania się rozwojowi sfery wyłącznie
      duchowej- przyrasta dóbr materialnych. A mnie nie. Jakaś wredno- zawistna
      jestem. I to wobec postaci literackich! ;-)
      • Gość: chris Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.if.uj.edu.pl 28.10.03, 13:30
        Drogie Panie,
        jestem mezczyzna i mam prawie 60 lat, wiec pewnie nie powinienem sie tu
        odzywac, ale chcialem dodac jeden element do dyskusji. Kiedy lezalem w szpitalu
        po podwojnym zawale, oprocz Tolkiena poprosilem rodzine wlasnie o Jezycjade. to
        po prostu sa ksiazki, do ktorych chce sie wracac, aby upewnic sie, ze warto
        zyc. A ze zmieniaja sie nieco z czasem? Kto z nas sie nie zmienia, i to
        niekoniecznie na lepsze (np. fizycznie)? Za to czasem robimy sie bardziej
        tolerancyjni i tego wszystkim zycze.
        chris
          • Gość: emcia Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.icpnet.pl 28.10.03, 20:15
            O, i właśnie takiej wypowiedzi jak Pańska tu brakowało :)

            Myślałam trochę o tym wszystkim, o czym tu piszecie, i jednak w gruncie rzeczy
            wydaje mi się to dosyć niesprawiedliwe. Prawdę mówiąc nigdy wcześniej nie
            przyszło mi do głowy, żeby określić Jeżycjadę jako cykl "moralizatorski". I
            właściwie jak tak pomyślę, to nie przychodzi mi do głowy żaden naprawdę
            moralizatorki fragment. Te powiesci nie stały się moralizatorskie - co najwyżej
            z beztroskich i wesołych stały się poważniejsze. Wszystkie (i wszyscy)jak sie
            zdaje, lubimy najbardziej Borejków, ale Borejkowie też dorastają. Odkąd
            poznaliśmy np. Gabrysię minęło jakieś 30 lat - więc i Gabrysia ma prawo
            spowaznieć.
            I prawdę mówiąc wydaje mi się, że każda kolejna część Jeżycjady jest lepsza.
            Bardziej dopracowana. Bardziej przemyślana. I mądrzejsza - co nie znaczy, że
            moralizatorska. Im jestem starsza tym większą wartość tego widzę - pierwsze
            części są wesołe, a bohaterowie nie mają właściwie żadnych poważnych zmartwień.
            Te późniejsze części za to są wyważone - i sięgają głęboko do serca, poruszają
            trudno dostępną strunę, bo mówią o rzecach, których najbardziej się boimy - o
            śmierci. O odpowiedzialności. O utracie najbliższych. I gdzie tu
            moralizatorstwo? Ktoś się tu upominał o problem homoseksualizmu, bo
            jest "życiowy". No sorry, ale ani mnie, ani nikomu z moich znajomych nie
            zdarzyło się, żeby "zakochała się w niej jakaś dziewczynka" (to cytat z tamtego
            posta) - za to zdarzyło się, że potrzebowałam paru mądrych słów po utracie
            bliskiej osoby, po zawodzie sercowym, czy w momencie, kiedy należało wziąć na
            siebie jakąś dużą odpowiedzialność. To są życiowe problemy. I ja coraz częściej
            odpowiedzi na takie życiowe sytuacje szukam w Jeżycjadzie. Czy to źle? Mnie to
            tylko cieszy. Dzięki temu Jeżycjada stała się czymś więcej niż tylko rozrywką -
            co prawda wysokiej jakości, ale jednak rozwrywką.
    • tomek854 Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie 29.10.03, 10:52
      Gość portalu: Katriona napisał(a):


      > co myślicie, dziewczęta????? :)
      >

      Od razu dziewczeta :(

      A chlopcy to juz sobie nie moga czytac jezycjady?

      Musierowicz to jeden z nielicznych przykladow tzw. literatury dziewczecej strawny ( i to jak
      :))) dla kazdego :))

      Lubie, choc od kiedy nie mieszkam z siostra nie mam komu podczytywac i ze znajomoscia
      nowszych jest gorzej :)
      • Gość: piasia Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: 10.30.68.* 29.10.03, 15:11
        Nastolatką nie jestem od dawna. Właściwie można powiedzieć, że jestem
        rówieśnicą Gabrysi ;)

        Kocham Jeżycjadę od samego początku. Czytywała ją moja Mama, babcia, bratowa i
        bratanica. Myślę, że nowsze części dlatego budzą tyle emocji, bo są
        przeznaczone nie tylko dla nastolatek - rodzina Borejków się starzeje, i
        wszyscy jej członkowie nabierają jakby większych praw. W pierwszych tomach
        główna bohaterka była jedna i wokół niej się wszystko kręciło. A w tych
        nowszych poznajemy problemy, marzenia, kłopoty i sukcesy nie tylko córek, ale i
        rodziców. Choćby "Córka Robrojka". Mamy tu wątek Belli i Przeszczepa, a także
        wątek Roberta i jego pogmatwanych uczuć. I wątek młodej mamy Idy. One wszystkie
        się przeplatają, łączą i uzupełniają, nie są wyłącznie tłem dla perypetii Belli.

        W Jeżycjadzie zlościło mnie co innego - dlaczego nikt nigdy nie dał Tygrysowi w
        skórę? Ta smarkula rządziła całym domem, a wszyscy się jej bali. Jedynie
        ciotka Ida miała sny o tym, że leje siostrzenicę grubą gałęzią, ale na snach
        się skończyło ;)

        Pamiętam też, że "Córką Robrojka" zachwycił się ksiądz Adam Boniecki, naczelny
        Tygodnika Powszechnego! Napoisał nawet o tym uroczy limeryk - szlo to jakoś tak:
        "Pewien zakonnik w Rzymie
        ma obowiązki olbrzymie
        lecz zamiast coś tam coś tam
        coś tam coś tam coś tam
        czyta , a potem drzymie..."

        Pozdrawiam
        • Gość: baba Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.acn.waw.pl 29.10.03, 15:28


          Jesli piszemy tu o "moralizatorstwie"
          sprobujmy przypomniec te dialogi czy minologi, gdzie rozne prawdy zyciowe sa
          przedstawiane, ktore nam sie najbardziej podobaly (albo nie).
          Taka luzna propozycja.
          Zaczne od swojego typu:
          Uwaga Kreski na temat godnosci w Opium, ze zawsze jest trudna i zawsze boli.
          Rozwazanie Taty na temat cnoty z okazji walentynkowej przygody Patrycji
          (Pulpecja).
          Nie przepadam natomiast za dialogiem Elki i Tomka w windzie (Noelka).

            • jottka yyy??? 29.10.03, 23:18
              Gość portalu: Nauczyciel napisał(a):

              > Widzę, że zainicjowana przez panie pisarki (katriona i ziemiomorze) dyskusja
              > rozwija się dość obiecująco.


              a skąd wiadomo, że one są pisarki?


              > Motywy obu inicjatorek są czytelne.

              tzn. jakie? domyślam sie z sugestii, że niedobre, ale konkretnie?



              > Ale pozostawiwszy na boku osobę autorki z Poznania,

              jak szaleć spiskowo, to szaleć - widze ajpi z poznania, podejrzane :)


              > chciałbym zadać pytanie
              > fundamentalne: czy lepiej by książka dla młodzieży
              > moralizowała
              > czy
              > demoralizowała?


              cała dyskusja na tym sie zasadza, że wszelki fundamentalizm jest ciężko
              przyswajalny przez i tę młodszą, i tę starszą publiczność :)
              • magda_s4 O czym Ty mówisz? 30.10.03, 13:28
                Jaka "kościołkowatość"? Jaka świętoszkowatość? Wiesz co, zanim się wypowiem
                chciałabym jeszcze wiedzieć, co masz na myśli pisząc w/w. U jakich bohaterów to
                odnalazłeś i w jakich tomach propaguje się coś, o czym piszesz, a o czym chyba
                nie masz zielonego pojęcia.
                • Gość: baba Re: O czym Ty mówisz? IP: *.acn.waw.pl 30.10.03, 14:20

                  Macam noga w grzaskim gruncie, ale Gosciowi chodzilo chyba o to ze:
                  -Borejkowie chodza do kosciola
                  - Corki biora slub w kosciele, a fakt, ze Gabrysie z Pyziakiem nie wziela, byl
                  dla mamy Borejkowej powodem do smutku.
                  - Zachwycaja sie szopkami z okazji Bozego Narodzenia
                  -Maja przyjaciol wsrod kleru
                  -Mama Borejkowa odmawia rozaniec (Pulpecja)
                  -Gabrysia zastanawia sie, co ja czeka po smierci (Nutria i Nerwus)
                  -Wielu sposrod znajomych Borejkow rowniez chodzi do kosciola
                  (Ogorzalkowie, Aurelia)

                  Gosciu, czy jestem na dobrym tropie ?
                  Jesli tak, to zastanawiajace, dlaczego Cie to tak drazni...
                  Uwazam, ze mozna byc niewierzacym, ale do cudzej wiqary odnosic sie z sympatia.
            • Gość: ania Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.chello.pl 30.10.03, 10:40
              czy lepiej by książka dla młodzieży
              > moralizowała
              > czy
              > demoralizowała?

              Odpowiem tak-uczyla wyciagania wnioskow z lektury. Nie wszystko musi byc podane
              na tacy!
              Musierowicz szanuje, to czego dokonala niewielu pisarzom sie udalo. Jezycjade z
              wypiekami na twarzy czytalam, az do Pulpecji. Jednak ostatnia ksiazka z serii,
              ktora zrobila na mnie jeszcze jako takie wrazenie byla "Noelka". Pomine watki z
              rumunami(dobrze, ze ich nie adoptowali), ale sama glowna bohaterka, oraz opisy
              przygotowan do swiat, bardzo mi sie podobaly.
              Jednak moralizatorstwo, wpychane gdzie sie da na sile, swieci bohaterzy
              (wybaczcie do wyrzygania Gabrysia, kiedys taka swieta nie byla), coraz
              banalniejsze watki, odstreczaly mnie od tych ksiazek.
    • Gość: f_anka Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 30.10.03, 12:58
      Wychowałam się na Jeżycjadzie. Czytałam ją tysiące razy, nawet niedawno... I
      myślę, że to rodzaj takiej bajki dla starszych o miłym i dobrym świecie - do
      którego tak nam daleko. Stąd niektórych może drażnić to, co
      nazywają "moralizatorstwem". Dla mnie te książki to lekarstwo na stres,
      zmartwienia, na kłopoty. Co z tego, że przesłodzone? Mimo wszystko człowiek się
      jakoś przy nich wewnętrznie ogrzewa - po to według mnie są. Większość tych
      postaci stanowi niedościgniony wzór postępowania - czy nie stąd ten sceptycyzm
      niektórych? Ile z nas mając naście lat obiecywało sobie czytając kolejne
      książki, że nasz dom kiedyś będzie właśnie tak wyglądał? A ja zazdroszczę tej
      rodzinie wielopokoleniowości, tolerancji, optymizmu, wzajemnego poszanowania.
      Po kazdorazowej lekturze staram się być jakoś lepsza, milsza, bardziej
      wyrozumiała. Szkoda, że te dobre chęci tak szybko mijają i znowu wyłazi ze mnie
      choleryczka...

      A mimo wszystko powiem wam, że w 2 znajomych rodzinach odnajduję atmosferę z
      Jeżycjady - w postaci stosunku do dzieci - jakiegoś takiego innego - z
      cierpliwością, szacunkiem, ciepłem. Z tych dwóch mam przynajmniej jedna jest
      zagorzałą fanką Musierowicz i jakoś udało się przenieść część tego klimatu na
      grunt własnej rodziny.

    • tylebylolat Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie 30.10.03, 14:25
      O rany, ależ niektórzy traktują tę dyskusję prestiżowo. Baterie, armaty - warto?
      Moje dane: jestem fanką mam wszyskie części. Do pierwszych powieści wracam z
      przyjemnością.
      Moja opinia: jeżycjada moralizuje. Co gorsze robi to w niedobrym stylu:
      napuszonym, koturnowym, sierioznym. I rzeczywiście jest tak, jak pisała baba,
      że w pierwszych powieściach tzw życiowych prawd było bez liku. No ale były one
      i życiowe i smacznie podane. Tak, Kreska mówiła o godności, ale mówiła to w
      kontekście szkoły, nauczycielki. Teraz takie zdania padają w kontekście
      polityki, religii, wciskane na siłę w strukturę powieści.
      O ile Cielęcina była postacią z krwi i kości (hi hi i mięsa jak wskazuje
      nazwa) o tyle Alma Pyziak na przykład juz nią nie jest. Podobnie jak jej
      sekretarka? asystentka? To złośliwie naryswane postacie z komiksu. Ciało
      straciły też dawne bohaterki. Moja ukochana Gabrysia jest wycinanką łowicką,
      Robrojek to człowiek w gorsecie ponuractwa.
      Rodzina Borejków może pójść prosto do nieba, o ile już w nim nie jest.
      Piszę to z pewną goryczą, bo pisze przecież o moich przyjaciołach, którzy stali
      się widmami i teraz już nic mnie z nimi nie łączy.
      Ale z utęsknieniem czekam na nową powieść. Może wrócą tacy jak kiedyś, ludzcy,
      z poczuciem humoru, wadami i śmiesznostkami.
      Bez tych strasznych obcasów.


      • Gość: baba Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.acn.waw.pl 30.10.03, 14:50
        No, nareszcie ktos, kto rzuca konkretami !
        Dla porzadku : Kreska nie mowila o szkole i nauczycielach, ale o swoich
        zranionych uczuciach do Macka, a to jest ponadczasowe.
        Co do Gabrysi- zgoda, jak moze istniec czlowiek, ktory wogole nie ma wad ?
        Co gorsza rosnie wierna kopia w postaci Pyzuni.
        Alma Pyziak w ogole nie wyszla, ale Olenka dlaczego Ci sie nie podoba ?
        Co do nachalnosci moralizowania w ostatnich tomach, to coz jedni uwazaja
        Jezycjade za basn bo wszyscy tacy slodcy i zadowoleni, inni zwracaja uwage na
        smutne znaki czasu w postaci uwag o naszej ponurej rzeczywistosci
        Mozna juz o niej pisac.
        Pierwsze tomy byly beztroskie, poniewaz gdyby MM napisala cos prawdziwszego,
        ksiazka prawdopodobnie nie ukazalaby sie.

        Troche prywaty- malo rzeczy sprawia mi taka przyjemnosc, jak udzial w watkach o
        Jezycjadzie. Z prawdziwa rozkosza czytam wszystkie wypowiedzi, nie tylko
        entuzjastyczne.
        • dori7 Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie 01.11.03, 01:12

          > Co do Gabrysi- zgoda, jak moze istniec czlowiek, ktory wogole nie ma wad ?
          > Co gorsza rosnie wierna kopia w postaci Pyzuni.

          Mnie najbardziej sie spodobala scena, kiedy Pyza znajduje w kalendarzu Laury
          zdjecie ojca i doznaje szoku, bo nigdy wczesniej o nim nie myslala. Moze to
          jest jakis trop, zeby te posatc jakos wzbogacic - bo jest tak niemilosiernie
          przeslodzona, ze nie dziwie sie Tygrysowi, ze dostaje piany na pyszczku.
    • tylebylolat Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie 30.10.03, 15:41
      Oleńka. Oto co o niej wiemy: uwierzyła Tygryskowi (któż by nie uwierzył) i
      dostaje za to po głowie od Robrojka. Wymowa: co się czepiasz kobieto jak nie
      znasz sprawy. A jednak postąpiła mądrze i szlachetnie. Założyła, że dziecko ma
      rację. Mogło mieć - ile teraz jest historii o maltretowanych dzieciach!
      Nie wiem dlaczego musiała polec ze swoim światopoglądem.
      Opium w rosole to był majstersztyk - perfekcyjne przemieszanie świata realnego
      i bajkowego. Ale zobacz babo jak temu daleko do nachalnej Kalamburki?
      To co w istocie mnie denerwuje to nad wyraz szlachetne pobudki wszystkich
      bohaterów (zauważ przy okazji babo, że dobre kobiety to te z dziećmi, a złe to
      Alma Pyziak co dzieci nie ma, oto jeden ze stereotypów). Gabiela pracuje na
      uczelni - uczelnia to bizantyjski dwór. Gabrysia nie ma z tym problemów?
      Dlaczego? Dlaczego w domu Borejków wszyscy tańczą tak pięknie jak w balecie?
      Wielopokoleniowa rodzina to nie jest prosty temat. A jednak dziadek, babcia,
      rodzice, ciotki i dzieci wszyscy oni odnoszą się do siebie z najwyższą atencją
      mimo, że mają jedną łazienkę. I wszyscy oni załamują ręce nad tygryskiem -
      dziecko co zapomniało, że grunt to rodzina. Gdzie ich poczucie humoru, gdzie
      ostatecznie gniew?
      To sa oczywiście drobiazgi, drobiazgi z których jednak zbudowany jest świat
      Borejków.
      Drobiazgiem w końcu jest zły Pyziak (mój ukochany Pyziak, bo szaleje za
      momentem jak wszyskie kobiety porównywał do muzyki skrzypcowej i do kwiatu
      jabłoni). Pyziak jest zły do cna: nowa rodzina wielki samochód - nie ma takich
      ludzi. O ile lepiej by było dla powieści gdyby Pyziak chciał, chciał
      skonfrontować się z córkami. I co na to Gabriela? Jak postąpi? Czy pozwoli -
      oto jest wyzwanie dla mojej ulubienicy.
      I dlaczego, no dlaczego wszyscy mówią Tygryskowi, żeby zostawił tę sprawę,
      sprawę ojca? Gabriela, taka mądra powinna wiedzieć, że dziecko musi się
      skonfrontować z przeszłością, że ojciec to jednak ktoś ważny. Co jak co, ale to
      ona powinna tych kontaktów szukać, inicjować je.
      Wiesz babo, borejkowie jako żywo przypominają mi bohaterów serialu na dobre i
      na złe. I to jest okropne, bo serialowe postacie są szablonami a Borejkowie to,
      kurcze, to byli moi sąsiedzi.
      • Gość: baba Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.acn.waw.pl 30.10.03, 16:17

        A jednak Olenka Ci sie podoba !
        :-))
        Popatrz- ona nie ma dzieci, ale jest pozytywna.
        Przyznam, ze nie spojrzalam na klamstwa Tygryska i reakcje Olenki w ten sposob,
        ale masz racje. Jedyne wytlumaczenie to zdolnosc budzenia zaufania przez
        Robrojka.
        Inna kobieta, ktora ma dzieci, niewiele sie nimi zajmuje, a jednak nie jest
        krytykowana, jest Aniela.
        Pani Lisiecka ma dzieci i co z tego ? Tak samo Majchrzakowa.

        Bizantyjski dwor-no nie wiem, moze to zalezy gdzie- sama znam tylko jednego
        pracownika naukowego- jest uczciwy i prostolinijny, a kariere jakas robi.

        Mieszkanie razem- tu trafilas w sedno. Sama mam podobne doswiadczenia (za
        soba) i wspominam to jak najgorzej ( a moi Rodzice sa kochani i na poziomie).
        Wtedy ta sielanka wkurzala mnie do zywego i doskonale rozumiem Twoje odczucia.
        Jednak WIEM, ze istnieja ludzie (1% populacji moze ), ktorym to nie
        przeszkadza.
        Pamietajmy, ze mama Borejko nie byla pedantka, tata tym bardziej, a od
        porzadku zwykle zaczynaja sie wszystkie konflikty.Zreszta, slabe echa jakichs
        konfliktow sa (Ida , Mareczek i smarkule, Natalia i jej klasa z wizyta).

        Pyziak jest przez Borejkow usprawiedliwiany, zwlaszcza przez tate Borejko,
        niepotrzebnie dokooptowano mu kryminalna przeszlosc- nie pasuje mi do niego,
        nie byl to przeciez z natury zly chlopak.
        Pyziak chcial sie skonfrontowac z rodzina, tyle tylko, ze po pijanemu i ten
        epizod tez do mnie nie przemawia. Co do nowego zycia w dalekim kraju- przeciez
        zdarzaja sie takie historie. Sugeruje sie tu delikatnie, ze zalowal i wyszedl
        na prosta droge.
        Zgadzam sie- konfrontacja bylaby ciekawsza.
        Gabriela powinna zrozumiec Tygryska, tak, ale na to byla za bardzo zraniona ,
        zeby w pelni wybaczyc Pyziakowi i sobie. To jest chyba jej jedyna slabosc,
        ktora czyni ja nieco mniej papierowa.
        Nie zgadzam sie natomiast, ze Kalamburka jest nachalna- moze za bardzo czarno-
        biala, ale pelna czaru i nostalgii. Jednak musimy wybaczyc Autorce- wspominala
        swoja mlodosc, a czyz nasze wspomnienia nie sa czarno- biale ?
        Dzieki za ciekawy post, pozdrawiam goraco (bo zimno i pada ;-)))
    • tylebylolat Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie 31.10.03, 13:26
      Nie babo.
      Oleńka mi się nie podoba. Jako postać. Jest źle zrobiona po prostu. I myślę, że
      grzechem jest to, że jest to postać z tezą, podobnie jak Alma Pyziak (i
      niestety zgadzam się z tym ośmieszaniem feminizmu wyciągniętym we czesniejszych
      postach, ten wątek też był z tezą).
      A jednak upieram się przy schematyzmie ostatnich powieści.
      Weźmy dziecko piątku. Ojciec Orelki - zbłądził (w mniemaniu autorki) bo
      porzucił rodzinę. I co teraz ma? Straszną babę Monikę i jej okropnego syna,
      który tylko gra w gry komputerowe. A dlaczego? Monika może być sensowna, a jej
      syn nie jest matołem tylko dlatego, że gra w gry przecież. Dlaczego muszą być
      źli? Dlatego że wpadli w schemat. Dlatego, że mają pokazać, że założenie
      drugiej rodziny (są przecież drugą rodziną dla Eugeniusza) to dopust boży,
      który źle się kończy. Uspawiedliwiona jest jedynia Gabrysia i Grzegorz, no ale
      oni przecież nikogo nie rzucali, sami zostali wdowcami i porzuconymi więc ci
      mają prawo do szczęścia. A wredny Eugeniusz już nie.
      Czy ja to źle odbieram?
      Posłużę się Tołstojem: pisał, że ludzie są jak rzekli, raz wartkie, raz leniwe,
      raz czyste, a raz zamulone. I za każdym razem jest to ta sama rzeka. Pisał też
      że w człowieku siedzą wszyscy ludzie, ma zalążki każdej cechy i w odpowiednich
      okolicznościach wyłażą z niego te ukrywane prądy. Że zachowuje się jakby wbrew
      sobie, a przecież to cały czas on.
      To jest mój największy zarzut, bohaterowie Jeżycjady przestali być rzekami -
      zamarzli w kryształki i tkwią w pięknych pierścionkach. Buduje ich jedna dwie
      cechy: tych dobrych cnoty, tych gorszych same wady.
      Gabrysia: dobra matka, tkliwa żona. (a gdzie jej zdrowy rozsądek, odrobina
      furii, którą w sobie miała, jej siła, jej pasje społeczne, jej ciekawość świata
      inna niż wyglądanie za okno czy dzieci idą?)
      Pani Borejko: święta Babcia (a kiedyś dawno temu jednak nieco ustyskiwała na
      mężowską niezaradność, teraz jest już wiekowa, ma prawo obruszać się na dzieci,
      wnuki, teraz może przecież chcieć pożyć sobie po swojemu.)
      Pan Borejko: uroczy idealista (a kiedyś i kawał tyrana - wędkowanie- i lekko
      zdystansowany do miejsca pracy człowiek, i nie pozbawiony zdrowego oglądu
      rzeczywistości - słynna scena u pana Paszkieta, kiedy wysyła dzieciaki by nie
      przeszkadzały w rozmowie)
      Pulpa - ciepła matka. I to ma być Pulpa co pisała: kacka lubi plywac?
      Natalia - maria pawlikowska jasnorzewska wyjęta żywcem z wierszy.
      Mąż Cesi czyli Jurek Hajduk - wspaniały nauczyciel. Ups.
      Ojczym Tygryska - cierpliwy naukowiec (tu błagam o litość, dlaczego faceci w
      Jeżycjadzie to takie ciepłe kluchy jak Grzegorz? Mężczyźni mają testosteron,
      albo przynajmniej jakieś pasje!).
      To są same grzechy!
      Pisałam już o gorszych, o biednej Monice i jej synu.
      W Kwiecie Kalafiora bodaj pani Trak(mogę pomylić nazwisko) upiorna sąsiadka
      okazuje się jednak mieć serce, mieć w sobie inną cechę niż tylko upierdliwość i
      Gabrysia się przełamuje, podają sobie ręce(przy okazji gabysia dowiaduje się,
      że nie jest taka znowu idealna). Tego na co pozwolono pani Trak już odmówiono
      Monice i to jest dla mnie bezpośredni dowód, że bohaterowie zamieniają się w
      wycinanki. Monika nie ma możliwości obrony, jest jednowymiarowa.
      Kolejny dowód - Matylda Stągiewka - ta co to chciała Kresce chłopaka zabrać.
      Jakaż z niej fajna postać: trochę wredna, trochę cwana, trochę zabawna, trochę
      nadęta. Ale uwaga - daje się lubić. Jest wykrojona z najlepszego materiału, z
      kaszmiru nawet. A na Monikę zabrakło.
      Alma Pyziak - chodzący nieczuły koszmar.Why? Dusi adres do brata, puszy się
      nim, dręczy biedną asystentkę. Rany no!
      Kręcę się wciąż wokół jeżycjadowych postaci, ale przecież nie tylko one są
      przyczyną dla których i ja powiem: jeżycjada moralizuje.
      Kalamburka, jest złą książką, wszystko w niej jest przerysowane, polityczne,
      światopoglądowe. Gdzieś zniknęła fabuła, a zaczął sie utwór publicystyczny.
      Inna rzecz, która mnie zabija to ogólnie rzecz biorąc świat bohaterów. Idealny.
      W domu Borejków do zgrzytów może dochodzić nie tylko przez bałagan. Jest jedna
      łazienka, dziwczyny dorastają, pewnie słuchają głośno muzyki (właśnie dlaczego
      słóuchają tylko Brahmsa itp?), mają może nieodpowiednich przyjaciół, albo
      przynajmniej za mocno się malują. Ktoś komuś coś wyjada, ktoś chce mieć psa,
      ktoś ciągle ogląda telewizję, mama Borejko, zajmuje stół produkując drzewo
      genealogiczne. Tak to widzę ( i tak to kiedyś było w jeżycjadzie, u cielęciny
      mieeszkało kilka pokoleń i cudownie to było opisane).
      Dalej religia. Papież, kościół, zaprzyjaźnieni księża. Nic w tym złego ale
      włożone w strukturę powieści tak jak są wkładane zamieniają się w nachalną
      agitkę.
      Te nieszczęsne dzieci rumuńskie wyprodukowane po to by uzmysłowić młodym
      czytelnikom, jak ważna tej tolerancja! Nikt z nas nie rodzi sie po to, by coś
      uzmysłowić innym. Rodzimy się i jesteśmy. To samo z postaciami. Rodzą się i są.
      Chodzi o to, żeby były jakieś. A nie żeby były po coś. Kiedy rodzą się po coś
      są nie do wytrzymania - rodzą się martwe: jak alma pyziak, jak te dzieci, jak
      dużo innych.
      I mogłabym tak jeszcze dalej, ale za chwilę wylecę z roboty za zajmowanie się
      nie tym co trzeba. W każdym razie, myślę sobie, że jak Pani Musierowicz siada
      na nowo do Trolli to pewnie sama coś podobnego czuję. I życzę sobie z całego
      serca, żeby wyszło z tego Opium w Rosole, pisane przecież w stanie wojennym, a
      jakie ciepłe i mądre. Pierwsza wtedy polecę, kupię i dam córce do przeczytania,
      albo o! przeczytamy sobie razem.
      ps ja też stanowczo protestuję przeciwko kryminalnej przeszłości Janusza
      Pyziaka amatora kwiatów jabłoni. On by tego nie zrobił i już!



      • Gość: baba Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.acn.waw.pl 31.10.03, 16:49

        Masz corke ?
        Ja mam syna, tez troche Jezycjady przeczytal. Najbardziej podobaly mu sie
        najwczesniejsze tomy, cos w tym jest :-)
        W czym sie z Toba zgadzam :
        Pani Monika i jej syn rzeczywiscie MM nie wyszli, to pewne.
        Scenki z zycia rodziny wielopokoleniowej z odgalezieniami wesolo, ale
        niewkurzajaco przedstawione sa w Szostej Klepce. Przypomnialo mi sie jeszcze,
        jak zirytowal mnie fragment z Dziecka Piatku, kiedy to Gaba, po calym dniu
        krzataniny wreszcie polozyla dzieci spac, posprzatala kuchnie i zaczela sobie
        cos czytac, a nagle wpadla Pulpa, cos stlukla, cos przypalila, pobudzila
        dzieci, no i Gabunia zamiast opieprzyc siostrunie jak sie patrzy, zaczela robic
        kolejna kolacje (wrrrr, swieta Teresa to przy niej wysiada).
        Zgadzam sie z cytatem Tolstoja ( Anna Karenina to jedna z moich ulubionych
        lektur).
        Zgadzam sie, ze feminizm zostal osmieszony i przedstawiony jednostronnie.
        Bardzo fajnie scharakteryzowalas tate Borejko.
        Z Matyldy Stagiewki dobra aktorka moglaby wydobyc wiele, jest przekonywujaca,
        czasem mi jej zal.

        Natomiast nie przekonuje mnie twierdzenie ze;
        Natalia to postac papierowa (bo chyba to chcialas powiedziec). Wrecz
        przeciwnie, z calej rodzinki ona jest najciekawsza- pelna sprzecznosci, cech
        nieraz irytujacych, zdolna do nieobliczalnych reakcji, ale i do autoefleksji.
        Nie zawsze lojalna ( chodzila juz z Filipem prawie dwa lata, a kiedy pojawil
        sie Robrojek, to o malo nie doszlo do romantycznego pocalunku ), niezbyt
        uczciwie traktujaca Filipa ( po co odstraszac konkurenta ).
        Jest gamoniowata ( az do wyjazdu na Cypr).
        Nie, nie na pewno nie jest jednowymiarowa.

        Swieta babcia- starsi ludzie czasem robia sie tolerancyjni na starosc- skupiaja
        sie na swoich sprawach, przestaja pouczac i pilnowac, staja sie odrobine
        samolubni (reakcja babci na gromade odwiedzajaca chora Natalie), tez nie
        odbieram tej postaci papierowo.

        Olenka -podoba mi sie. Dlaczego myslisz, ze jest zle zrobiona ?

        Kalamburka- to temat na osobna dyskusje, widze jej wady, ale nie moge sie
        oprzec urokowi.

        Ciekawa jestem Twojej opinii na temat Bernarda- wkurza mnie, co zrobic.
        Serdecznie pozdrawiam i dziekuje za mila dyskusje ;-D
    • Gość: Nowy porządek!!! Liga Polskich Rodzin czy Baronowie SLD? IP: 80.51.247.* 01.11.03, 02:40
      Tylko co tow. Musierowicz robiła przez 45 lat Komunistycznej Bolszewii w
      Polsce? Pisała pod kątem światopoglądu jedynei słusznych MArksistów_LENINIstów.
      Borejkowie (nieprzypadkowe nazwisko: BOREJKO = BOREJSZA*) byli Przykładnymi
      obywatelami PRL ("rzeczywistosc lat 70 opisywana drobiazgowo b. mi sie podoba,
      a dzisiejsza wzbudza irytacje" - cytat z 1 z postow, moze byc przytaczany na
      zebraniach Zw. Komunistów Pol. (Zagłebie Dąbr.) - prykład zbydlęcenia Polski po
      89 r.) teraz Pani Musierowicz jako aktywistka prąciej do władzy LIGI POLSKICH
      RODZIN szerzy Jedynie Sluszny Światopogląd Wielkiego Narodu Polskiego
      Przedmurza Wiary i Moralności od MORZA DO MORZA. Tak jest z wszytskimi polskimi
      prawicowacami na rzołdzie Moskwy, Pentagonu, Tel Awiwu, Watykanu, Madrytu i
      Wielkiego Wschodu Francuskiego. Szefowstwo przywieizone w teczce pod
      zmienionymi lub przynajmniej spolsczonymi nazwiskami (Gertich Roman), szeregowe
      członki omamjone miazmatami Radia Maryja sonczącymi się z fal eteru i Kazań
      ojca Dyrektora, właściciela Korporcji "AMWAY"**, powiązanego z Lwem Rywinem***
      i establiszmentem Wsch. Wybrzeża wydającym gazetę Wybiórczą. W ten sposo b też
      ustala się jakie książki mohą czytać Polskie Dziewczyny sterowane na rozkaz
      centralnego Warsztatu****. Ten masoński plan ręka w ręke realizuje Liga
      Polskich Rodzin z baronami SLD*****.
      --------------------------------------------------
      * Jerzy Borejsza (prawdziwe nazwisko Beniamin Goldberg, 1905-1952), działacz
      KPP, PPR, PZPR. Dyrektor Sp-ni Wyd. Czytelnik. Król Prasy Polskiej Rzecz.
      Ludowej.
      ** cytuję za: L. Bubel: W sieci żółtego pająka. Radio Maryja jako żydowska
      ekspozytura "AMWAY-a". Wydawnictwo Stronnictwa Narodowo-Radykalnego NOWA
      FALANGA. Katowice 2003. str. 197.
      *** cytuję za: H. Łyżwiński: Piąta kolumna, czyli kto stoi za Rywinem.
      Wydawnictwo "Samoobrona Narodu", Poznań 2003. str. 65.
      **** czytuję za: H. Pająk: Masoneria w budowie Związku Sowieckich Republik
      Europejskich. T. 6 : Podbój Polski 1989-2004, rozdz. 29: Prasa masońska dla
      kobiet i panien. Wydawnictwo "Wały Chrobrego", Biskupin 2003. str. 401.
      ***** cytuje za: E. Prus: Baronia SLD. Tragedia Starachowic. Polskie
      Wydawnictwo Encyklopedyczne, Radom 2003. str. 89.
      • Gość: P-77 Re: Liga Polskich Rodzin czy Baronowie SLD? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.03, 10:35

        > Tylko co tow. Musierowicz robiła przez 45 lat Komunistycznej Bolszewii w
        > Polsce? Pisała pod kątem światopoglądu jedynei słusznych
        MArksistów_LENINIstów.
        >
        > Borejkowie (nieprzypadkowe nazwisko: BOREJKO = BOREJSZA*) byli Przykładnymi
        > obywatelami PRL ("rzeczywistosc lat 70 opisywana drobiazgowo b. mi sie
        podoba,
        > a dzisiejsza wzbudza irytacje" - cytat z 1 z postow, moze byc przytaczany na
        > zebraniach Zw. Komunistów Pol. (Zagłebie Dąbr.) - prykład zbydlęcenia Polski
        po
        >
        > 89 r.) teraz Pani Musierowicz jako aktywistka prąciej do władzy LIGI POLSKICH
        > RODZIN szerzy Jedynie Sluszny Światopogląd Wielkiego Narodu Polskiego
        > Przedmurza Wiary i Moralności od MORZA DO MORZA. Tak jest z wszytskimi
        polskimi
        >
        > prawicowacami na rzołdzie Moskwy, Pentagonu, Tel Awiwu, Watykanu, Madrytu i
        > Wielkiego Wschodu Francuskiego. Szefowstwo przywieizone w teczce pod
        > zmienionymi lub przynajmniej spolsczonymi nazwiskami (Gertich Roman),
        szeregowe
        >
        > członki omamjone miazmatami Radia Maryja sonczącymi się z fal eteru i Kazań
        > ojca Dyrektora, właściciela Korporcji "AMWAY"**, powiązanego z Lwem
        Rywinem***
        > i establiszmentem Wsch. Wybrzeża wydającym gazetę Wybiórczą. W ten sposo b
        też
        > ustala się jakie książki mohą czytać Polskie Dziewczyny sterowane na rozkaz
        > centralnego Warsztatu****. Ten masoński plan ręka w ręke realizuje Liga
        > Polskich Rodzin z baronami SLD*****.
        > --------------------------------------------------
        > * Jerzy Borejsza (prawdziwe nazwisko Beniamin Goldberg, 1905-1952), działacz
        > KPP, PPR, PZPR. Dyrektor Sp-ni Wyd. Czytelnik. Król Prasy Polskiej Rzecz.
        > Ludowej.
        > ** cytuję za: L. Bubel: W sieci żółtego pająka. Radio Maryja jako żydowska
        > ekspozytura "AMWAY-a". Wydawnictwo Stronnictwa Narodowo-Radykalnego NOWA
        > FALANGA. Katowice 2003. str. 197.
        > *** cytuję za: H. Łyżwiński: Piąta kolumna, czyli kto stoi za Rywinem.
        > Wydawnictwo "Samoobrona Narodu", Poznań 2003. str. 65.
        > **** czytuję za: H. Pająk: Masoneria w budowie Związku Sowieckich Republik
        > Europejskich. T. 6 : Podbój Polski 1989-2004, rozdz. 29: Prasa masońska dla
        > kobiet i panien. Wydawnictwo "Wały Chrobrego", Biskupin 2003. str. 401.
        > ***** cytuje za: E. Prus: Baronia SLD. Tragedia Starachowic. Polskie
        > Wydawnictwo Encyklopedyczne, Radom 2003. str. 89.
        W szpitalu psychiatrycznym dzisiaj remont?
    • zeniagola Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie 01.11.03, 10:27
      Hej dziewczyny,coś z wami nie tak! Jakie moralizatorstwo,jaka nowsza
      Jeżycjada!? To jest żle postawiona teza, z której nic nie wynika.
      Książki MM sa super!!!!Nutria i Tygrys jest b. smieszny, a w Imieninach
      wszystko dzieje się b. szybko, gdzie tam moralizatorstwo!!!A może to wy się
      starzejecie i wolicie wcześniejsze książki cyklu.
      Szkoda,że MM tak mało pisze! Ja uwielbiam wszystkie i czytam je ciągle,i czekam
      niecierpliwie: kim będzie Trolla i co z Gabrysią, wcale mnie nie drazni,że nie
      ma wad! Podobno Trolli nie będzie na święta! Co ja będe czytać? Czy coś wiecie?
      Wrócę do Noelki I Tygrysa po raz setny chyba.A może zacznę od Szóstej klepki-
      czego i wam życzę!!!!!
      • Gość: baba Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.acn.waw.pl 01.11.03, 11:39

        Bardzo zazdroszcze ludziom, ktorzy potrafia sie bezkrytycznie zachwycac,
        kiedys sama to umialam, ale eech, pozyjesz zobaczysz.
        Te ksiazki sa dla mnie duchowa gimnastyka, kiedy zaczynam zauwazac u siebie
        pewne uczucia, ktore mi sie nie podobaja, n.p. sklonnosc do narzekan i
        zazdroszczenie innym czegokolwiek, to siegam po Jezycjade.
        To wlasnie to, ze jestem do nich bardzo przywiazana, sprawia, ze niekiedy cos
        mnie w nich drazni i mam taka wielka ochote o nich rozmawiac, nie nazwalabym
        tego czepianiem sie.
        Kocham n.p. moje dziecko, ale nie mam co do niego wiekszych zludzen, bo znam
        je dobrze, tak samo jest z tym.
        Napisalmto, poniewaz boje sie, iz moje krytyczne uwagi moglyby kogokolwiek do
        tych ksiazek zniechecic.
        PZDR slonecznie :-))
        • Gość: Zeniagola Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.03, 09:36
          Jeżycjada daje spokój i humor,ktorego tak bardzo nam Polakom brakuje.Kocham te
          książki dlatego,ze śmieję się i płaczę razem z bohaterami.Uwielbiam Gabrysiętak
          samo jak moją przyjaciółkę i to jest siła tych książek!!!!
          Czytam sporo książek w jez. ang.-tam jestw czym wybierać, ale nic nie dorównuje
          MM i jejpowieściom.
          A co do dzieci,one się zmieniają, dojrzewająi błagam nie przekreślajcie ich tak
          wcześnie!Ja mam wspaniałe dziecko ale jak każdy ma humory i wady,ale książki
          czyta, nawet Gombrowicza no i Cotze,ale ten jest przygnębiający,Pozdrawiam!
          • soofcia Borejkowie a stan wojenny 03.11.03, 16:09
            Witam,

            Dopiero dzis natrafilam a te dyskusje.
            Nie zgadzam sie z jedna teza wysunieta w jednym z poprzednich postow: ze
            Borejkowie przez caly stan wojenny siedzieli z zalozonymi rekami.
            "Opium w rosole" - gdzie jest ojciec Borejko? Nie ma go, a kiedy Geniusia chce
            zajac jego miejsce przy stole, nikt jej na to nie pozwala. Nakrycie stoi, ale
            nikt nie kwapi sie z wytlumaczeniem, gdzie podziewa sie glowa rodziny.

            Moja teza jest taka: glowa rodziny zostala internowana.

            Jesli ktos ma ciekawsze propozycje, chetnie wyslucham i sie ustosukuje ;-)

            pozdrawiam
    • Gość: anuszka Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? IP: *.if.uj.edu.pl 03.11.03, 19:33
      Co do sporu Musierowcz-Dunin: Mozliwe, ze on zaistnial... Bo np. Dunin napisala
      dwie ksiazki dla dziewczat, w zamysle wyraznie takie anty-Musierowicze: "Tabu" i
      "Obciach". W jednym miejscu bohaterka nawet zastanawia sie, dlaczego ksiazki
      Musierowicz sa cukierkowe. W szczegolnosci, dlaczego bohaterki Jezycjady sa
      takie bezcielesne, i nie przezywaja ani sladu emocji zwiazanych z dojrzewaniem
      fizycznym, chocby z pierwsza miesiaczka.

      Zarzut jak zarzut, ksiazki Musierowicz sa w pewnym sensie starsze o epoke -
      wtedy nie bylo mody pisywac o menstruacji. Teraz wrecz przeciwnie. Te ksiazki
      Dunin to koniec koncow tez czytadla dla dziewczat, Jezycjada, tylko ze na
      odwrot. Poza tym, ze na odwrot, niczym specjalnie sie nie roznia.

      Ale jesli tutaj czepiamy sie akurat Jezycjady, no to juz czepmy sie i tego:
      Gdzie w ksiazkach Musierowicz jest seks? Slowo kojarzace sie z seksem - pojawia
      sie tylko jeden jedyny raz... zgadnijcie gdzie i jaka bohaterka go uzyla? (tylko
      w mysli zreszta...) ;-)

      A ludzie przeciez zyja - i tak mnie zastanawia, co robily panny Borejkowny tu i
      owdzie? Gabrysia dlaczego tak mlodo wyszla za maz? W jakim celu Nerwus porwal
      Nutrie (raptus puellae)? Mozna sobie podowymyslac pare pikantnych szczegolow w
      tle... ale one i tak w tych ksiazkach nie graja roli. Seks nawet jesli gdzies
      istnieje, nie jest wazny i niczyich losow nie zmienia.

      Gdybym mogla, dopisalabym ostatni tom o tym, jak Tygrysek ostatecznie buntuje
      sie przeciwko swojej kochajacej autorce i robi cos, czego nie da sie juz pominac
      na kartach ksiazki: Znajduje cholpaka i z wielkim hukiem zachodzi z nim w
      ciaze........

      • Gość: baba Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? IP: *.acn.waw.pl 03.11.03, 19:47

        Wydawalo mi sie, ze dobrze znam Jezycjade, a tu, prosze, prosze, zaskoczylas
        mnie...
        Jestem bardzo ciekawa, gdzie to slowo ??!
        Co do Twoich uwag, to masz prawo miec takie odczucia,po prostu albo komus ta
        konwencja (tylko z buziaczkami) odpowiada, albo nie.
        Mnie odpowiada.
        Jednak jesli chodzi o Gabrysie, to w rzeczy samej, hm, hm, mogla wyjsc za
        Pyziaczka troche w pospiechu- tak wynika z moich obliczen chronologicznych, no
        i w jednym miejscu mama Borejko wzdycha enigmatycznie do siebie ( z okazji
        slubu Idy), ze biedna Gabrysia tak glupio skomplikowala sobie zycie wiazac sie
        z Pyziakiem.
        Kiedy bylam nastolatka o seksie mowilo sie malo, a juz na pewno nie w
        ksiazkach dla mlodych panienek ( to naprawde nie bylo tak dawno, a przynajmniej
        mi sie tak wydaje :-))
        Masz racje zatem przypuszczajac, ze MM piszac pierwsza powiesc w latach 70-
        tych po prostu pisala jak wszyscy, a potem juz sie to nie zmienilo.
        PZDR
        • franula Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? 03.11.03, 21:37
          a mnie sie podoba ze nie pisze o seksie ostatio tego przesyt wszedzie -
          bohaterowie nic innego nie robia

          akurat mam takie staroswieckie grono znajomych ze nie wiemy wszystkiego o
          wzajemnym zyciu seksulanym i nie dyskutujemy o miesiaczkach (chociaz mam
          kolezanki i od tego tez:). Panny Borejkowny traktowalam jak przyjaciolki i
          niespecjalnie mialam ochote czytac o ich przezyciach z seksem zwiazanych. i
          tak jest do tej pory, a co dopiero kiedy mialam 12 -13 lat tak samo jak nie
          mialam specjalnej ochoty czytac o porodach i innych naturalistycznych
          szczegolach
      • mkw98 Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? 03.11.03, 22:12
        Gość portalu: anuszka napisał(a):

        > Slowo kojarzace sie z seksem - pojawia
        > sie tylko jeden jedyny raz... zgadnijcie gdzie i jaka bohaterka go uzyla?
        >(tylko
        > w mysli zreszta...) ;-)

        Hmmm...Chyba nie to miałaś na myśl, ale przypomniała mi się opowieść Filipa
        z "Nutrii i nerwusa", w której kreśli wizję wspólneg życia Natalii i, rzekomo,
        Tunia: "on by ci robił śniadanie... a Ty jemu kolację... i nigdy by nie dojadł,
        tak by mu było spieszno do Ciebie".
          • pra_klamka Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? 04.11.03, 11:01
            A tak w ogóle to czy nie sądzicie (ktoś już coś wspominał na ten temat chyba)
            że mężczyznom w Jeżycjadzie trochę brakuje testosteronu? To znaczy, oni wszyscy
            oczywiście są super i ja ich bardzo lubię,żeby nie było ;))) ale czegoś im
            brakuje, sama do końca nie wiem, o co chodzi... może powinni uprawiać sporty,
            nie wiem, sklejać modele, albo przynajmniej grać w strzelaniny jakieś na
            kompie... Jedyny sportowiec w Jeżycjadzie jest bohaterem negatywnym. A może
            brakuje im tego, żeby byli jacyś tacy-chociaz niektórzy i chociaz czasem -
            mniej romantyczni.Jeden Robrojek "wiedziony zwykłym odruchem spojrzał na jej
            nogi", pozostali ograniczają jakiekolwiek zainteresowanie płcią przeciwną do
            swojej wybranki, to jest piękne, ale jakże rzadkie u mężczyzn. Nie wiem, chyba
            jakoś właściwie sama nie potrafię określić, dlaczego oni są według mnie mało
            męscy, ale coś jest na rzeczy, nie sądzicie? Autorka próbowała z Marka uczynić
            mężczyznę, ale własnie Marek według mnie jest najbardziej papierowy z nich
            wszystkich (mimo że, jak wiem, miał swój pierwowzór w rzeczywistości).
            Jeśli już jestem przy Robercie (tzn byłam parę linijek wczeniej) jest on moim
            ukochanym bohaterem. Uważam, że super, że się zeszli z Natalią. A w kwestii
            dyskutowanego tu moralizowania, jego wywód o "samopobłażaniu", tak wyśmiewany
            przez Anielę (i dzięki temu odarty z górnolotności, bardzo to było fajne!)
            uważam za jednen z najważniejszych fragmentów Jeżycjady. Bardzo to sobie
            zapamiętałam.
      • Gość: anuszka Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? IP: *.if.uj.edu.pl 04.11.03, 12:26
        Przyszlo mi do glowy takie cos: Zwykle wyrastamy z pewnych ksiazek, gdy
        zauwazamy, ze zycie w nich opisane jest jakos uproszczone. Jakies wazne aspekty
        zycia sa pominiete.

        Czy nie dlatego kiedys w koncu czujemy, ze wyroslysmy z Jezycjady - bo brakuje w
        niej odniesien do seksu? Prosze mnie dobrze zrozumiec: nie chodzi mi o
        epatowanie seksem, pikantne opisy itd. Chodzi o to, ze seks jest rzecza, ktora w
        pewnym momencie zaczyna bardzo wplywac na zycie czlowieka, na jego losy.

        Rozejrzyjmy sie dookola: Jesli obracamy sie wsrod ludzi w wieku lat nastu - czy
        nie sa wazne dla nich rozterki zwiazane z rozpoczeciem/nierozpoczeciem zycia
        seksuanego? Zwiazane z tym konflikty z rodzicami? Te wszystkie awantury o
        wyjazdy pod namiot itp.

        Jesli obracamy sie wsrod ludzi w wieku studenckim: Ilu z naszych znajomych
        wpadlo? Ilu pobralo sie z tego powodu? Akademiki pelne sa matek z dziecmi. Ilu
        naszym znajomym skomplikowalo to zycie - problemy ze studiami, zarabianiem na
        rodzine itp.

        To tylko kilka przykladow, jak seks wplywa na zycie ludzi. W Jezycjadzie zadna z
        bohaterek ani ich znajomych nie miala problemu podobnego do tych wymienionych
        wyzej. Czegos brakuje w tym ksiazkowym zyciu.
        • pra_klamka Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? 04.11.03, 13:00
          Masz rację. Ale z drugiej strony, to jakoś zrozumiałe, to są książki dla
          dziewcząt, a że my, dziewczęta trochę starsze, sięgamy po te książki, to już
          może nasz problem, a nie książek? Przecież Musierowicz to nie Kundera.

          • Gość: baba Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? IP: *.acn.waw.pl 04.11.03, 13:15

            Zastanawiam sie, co by bylo, gdyby MM stworzyla watek z wczesna ciaza i
            przyspieszonym slubem. Bardzo rzadko sie zdarza,zeby to byly naprawde
            szczesliwe malzenstwa, nawet jesli nie skoncza sie rozwodem ( pisze oczywiscie
            o
            nastolatkach).Jesli parze bohaterow nie bardzo by sie ulozylo, tu czy MM
            nie zarzucano by w dalszym ciagu, ze jest swietoszkowata moralistka ?
            A gdyby ukladalo sie niezle, to czy nie mowiono by, ze odmalowuje
            rzeczywistosc na rozowo ?
            Moze lepiej niech pozostanie przy tej dawnej konwencji.
            • pra_klamka Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? 04.11.03, 14:01
              Zgadzam się z tobą, niech się nie zmienia. Możemy sobie pogadać, ale dobrze
              jest, jak jest.
              Jeszcze jedno. W żadnym wypadku nie chcę rozpuszczać plotek (znam przecież
              pouczającą historię o hrabinie, która to robiła) ale czy nie sądzicie, że
              Gabrysia mogła być w ciąży wychodząc za mąż za Pyziaka?
              • dori7 Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? 04.11.03, 21:18
                pra_klamka napisała:

                >ale czy nie sądzicie, że
                > Gabrysia mogła być w ciąży wychodząc za mąż za Pyziaka?

                Ja mysle, ze mogla, tak samo, jak Nutria mogla w wadomym celu zostac porwana
                przez Filipka, a bodajze Bebe jechac na wakacje z Dambem. Tylko ze MM nigdy
                tego wprost nie powie, i dobrze - taki jest w jej powiesciach klimat, taka
                uroda 'Jezycjady' :))
                • Gość: alienor Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? IP: *.crowley.pl 08.11.03, 17:22
                  Dokladnie, watek seksu nie jest w tych ksiazkach zupelnie nieobecny, jest tylko
                  potraktowany aluzyjnie, a nie doslownie. Ida z Mareczkiem po slubie rzucaja sie
                  na siebie, kiedy zostaja sami, tylko male im przeszkadzaja; miedzy Pulpecja i
                  Baltona w samochodzie az iskrzy (w pewnym momencie Baltona nawet gwaltownie
                  wysiada pod pretekstem grzebania pod maska, ja to tak odczytuje, ze wysiada,
                  zeby sie nie rzucic na Pulpe), a Pulpecja okreslana jest przez autorke jako
                  dziewczyna "apetyczna"; Natalia z Filipem wybiegaja w pospiechu z mieszkania
                  Borejkow po kilku namietnych pocalunkach - niby dokad im sie tak spieszy;
                  Noleka tez mysli o seksie uwieziona w windzie z Tomciem(boi sie, ze cos jej
                  zrobi). Autorka poprzestaje na aluzjach, zamiast pisac od zdzieraniu ubran,
                  namietnym ugniataniu itp., czego pelno w innych ksiazkach i mnie sie to bardzo
                  podoba.
                  Jednak przyznaje, ze melo realistyczne jest, iz bohaterowie plci meskiej,
                  zakochujac sie w bohaterkach, mysla z rozczuleniem o ich oczach, rzesach,
                  piegach i czuprynkach, a nigdy o pozostalych czesciach ciala, pozwalajac sobie
                  jedynie na ukradkowe spojrzenia na lydki.
            • Gość: IKa olimpijczycy IP: 194.250.98.* 04.11.03, 14:08
              Czy w ostatnich książkach nie miałyście wrażenia, że bohaterowie są za mądrzy?
              Może to wynika z mojej zazdrości ale nie wydawało mi się zbyt rzeczywiste
              stwierdzenie, że Noelka z nudów(!!) zrobiła w liceum olimpiadę z matematyki i
              z polskiego (albo angielskiego), a małe Borejkowny z zapałem rzucają łaciną,
              której nauka jest zadaniem niewdzięcznym. Gdy szłam do liceum, pod wpływem MM
              z zapałem wziełam sie do łaciny, zapału wystarczyło mi na 3 miesiące. Poza tym
              patrzę na mojego młodszego brata i widzę, że buntuje się także przeciw temu co
              wartościowe, ale jego zdaniem staroświeckie. Czy małe Borejkówny zawsze
              chętnie robią to co starsi?
              Pozdr.
              • mkw98 lacina 04.11.03, 14:38
                Zgadzam się z Toba in merito ;) (sama na ten temat marudziłam w innym wątku,
                konkretnie na temat szóstkowych świadectw Pyziakówien),
                ale

                to że "małe Borejkowny z zapałem rzucają łaciną" nie wydaje mi się aż takie
                dziwne. W nauce języka wiele zależy od nauczyciela, motywacji, okoliczności
                nauki. Pamiętaj, że córki i wnuczki Ignacego Borejki mają uroczego ojca i
                dziadka, który wpaja im łacinę mimochodem, w sposób naturalny.
                (zresztą, wcale nie dotyczy to wszystkich dziecząt - w "Idzie sierpniowej" na
                pytanie Pana Karola, czy wszystkie siostry znają biegle grekę i łacinę, Ida
                odpowiada, że tylko Gabriela.)
                Może po prostu Twoi nauczyciele w liceum nie potrafili Cię zainteresować
                łaciną? Naprawdę, nauka tego języka wcale nie musi być "niewdzięczna", ani
                żmudna. Ja zaczęłam sie uczyć łaciny (i greki) dopiero na studiach i szczerze
                pokochałam te języki - ale dopiero, kiedy trafiłam na ludzi, dla których
                starożytność jest prawdziwą pasją.
                Pozdrawiam - CDN, ale na razie musze kończyć :)
                • Gość: IKa Re: lacina IP: 194.250.98.* 04.11.03, 14:47
                  Może faktycznie do nauczycieli w liceum nie miałam szczęścia, a na studiach
                  łacina nie była obowiązkowa, więc (po złych wspomnieniach z liceum) po prostu
                  nie dałam jej już szansy. Może też i fakt osłuchania z łaciną w domu sprawia,
                  że Borejkówny "czują ją", tak jak dzieci z domow dwujęzycznych w naturalny
                  sposób posługują się dwoma językami. Nie czytałam niestety Twoich uwag na
                  temat szóstkowych świadectw - ale podkreślanie dobrych ocen też mnie drażni (
                  w końcu nawet Gabrysia miała kłopoty z fizyką).
                  Buziaki
                  • Gość: baba Re: lacina IP: *.acn.waw.pl 04.11.03, 16:03

                    Mialam w liceum (klasa humanistyczna) z przemila lacinniczka ( czesc
                    towarzystwa uczyla sie tylko z sympatii do niej),2 lata na studiach w duzym
                    wymiarze, znow przeurocza pani.
                    Uczylam sie wiec pilnie, ale przyznam, ze bardzo niewiele pamietam.
                    Niemniej okazala sie szalenie pomocna przy utwalaniu slowek francuskich i
                    angielskich, wiec uczcie sie, jesli mozecie, nawet jesli nie zamierzacie zostac
                    biskupami :-))
                    Maksymy u Borejkow zawsze mnie rozwalaly, szczegolnie te nie za bardzo a propos
                    Np. Tekst Taty Borejko po otrzymaniu wiadomosci o dwojce nastepnych wnuczat w
                    drodze, pamietacie ?
                    Albo ulubione powiedzonko;
                    "Po smierci juz nie ma przyjemnosci"- pyszne !
                    • Gość: noida Re: lacina IP: *.lomianki.sdi.tpnet.pl 04.11.03, 17:06
                      Nie ma to co prawda wiele wspólnego z moralizatorstwem, ale dobiły mnie
                      kompletnie imiona młodszego pokolenia Borejkówien i innych tj. Róża, Laura,
                      Bella... litości! Kto tak krzywdzi dzieci? Chyba dlatego między innymi
                      przestałam czytać te książki, bo o ile imię Ida daje się jeszcze jakoś
                      wytłumaczyć o tyle Róża drazni mnie niesłychanie. Ignacy Grzegorz również jest
                      dość ciężkim zestawieniem, na dodatek niesłychanie banalnym. Żeby jeszcze go
                      nazywali jednym imieniem, to rozumiem, ale "Ignacy Grzegorzu".. brrr...
          • Gość: anuszka Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? IP: *.zaczek.ds.uj.edu.pl 04.11.03, 16:57
            > Masz rację. Ale z drugiej strony, to jakoś zrozumiałe, to są książki dla
            > dziewcząt

            No i wlasnie. Czy wiesz, czym sie teraz interesuja dziewczeta? ;-)))))

            Przeciez napisalam wyzej. Jesli chodzi o osoby nastoletnie, to na pewno wchodzi
            w gre problem wyjazdow pod namiot z chlopakami i tym podobnych rzeczy... Jak
            bylam w takim wieku i czytalam Musierowicz, to sie dziwilam, ze bohaterki nie
            maja z tym wszystkim absolutnie zadnego problemu.
              • emusia Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? 04.11.03, 17:15
                hehe a mnie rozwaliło zdanie, za laura najabardziej lubiła jazz nowoorleański i
                operę. to było chyba w imieninach, albo w tygrysie i róży, nie pamiętam już.
                jaka normalna 13 czy 14 letnia dziewczyna lubi opere albo ten jazz
                nowoorleanski cokolwiek by to nie było?
                    • Gość: P-77 Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.03, 19:04
                      Krzysztof Biedrzycki, autor książki "Małgorzata Musierowicz i Borejkowie"
                      zauważył coś zadziwiającego - otóż bohaterowie JEżycjady to bez wyjątku ludzie
                      snobistyczni. Jak muzyka - to tylko klasyczna, jeśli rozrywkowa to co najwyżej
                      Leonard Cohen a i to przez przypadek (w Brulionie Bebe B. Aniela mimochodem
                      włącza radiową Trójkę). Jak filmy - tylko ambitne (w Kwiecie kalafiora Pyziak
                      zabiera Gabrielę na film sensacyjny a ta nie może wytrzymać do końca). Podobnie
                      z literaturą. O co zakład, że dla bohaterek Jeżycjady czytanie książek takich
                      jak "Jeżycjada" to byłby szczyt obciachu. NAwet Laura choć buntuje się przeciw
                      swej rodzinie jadąc do Torunia zabiera Senekę co dziwi współpasażera -
                      "Myślałem, że wyciągniesz Bravo lub Popcorn".
                      No a królem snobów jest Ignacy Borejko. W Kwiecie kalafiora nie może uwierzyć,
                      że Mila w kolejce czytała wiersze Majakowskiego a nie "coś z literatury
                      kobiecej" (czy nie zauważyliście jak niskie zdanie ma o swojej żonie). W
                      Tygrysie i Róży wybrzydza na ekranizację Ogniem i mieczem i zarzeka się, że na
                      to nie pójdzie by w końcu przyznać się że był. W Imieninach Mila potajemnie
                      musi czytać średniowieczny kryminał bo mąż ma wstręt do takiej literatury.
                      Jak podejrzewam MM chce pozytywnie ukształtowac gusta kulturalne swoich
                      czytelniczek, ale z lekka przesadza.
                • Gość: anuszka Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? IP: *.zaczek.ds.uj.edu.pl 04.11.03, 22:26
                  > hehe a mnie rozwaliło zdanie, za laura najabardziej lubiła jazz nowoorleański
                  i
                  >
                  > operę. to było chyba w imieninach, albo w tygrysie i róży, nie pamiętam już.
                  > jaka normalna 13 czy 14 letnia dziewczyna lubi opere albo ten jazz
                  > nowoorleanski cokolwiek by to nie było?

                  A mnie, jak Fryderyk S. poprosil tate o pozwolenie na zwagarowanie z lekcji w
                  celu odbycia randki... To nie bylo bynajmniej opisane z ironia...
                • Gość: nazwa6 Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.11.03, 01:55
                  Jazz nowoorleański,

                  nazwa pierwszych kierunków jazzu, ukształtowanych na przełomie XIX i XX w. z
                  różnych elementów ludowej muzyki afro-amerykańskiej (blues, ragtime, gospel).
                  Nazwa przyjęta od Nowego Orleanu, jednego z najważniejszych ośrodków
                  krystalizacji nowego gatunku muzycznego.

                  Gatunek charakteryzował się oryginalną pulsacją rytmiczną, improwizacją
                  instrumentalną (indywidualną i zbiorową) o charakterze spontanicznym,
                  zindywidualizowanym brzmieniem, niską techniką gry i zastosowaniem prymitywnych
                  instrumentów. Na rozwój jazzu nowoorleańskiego wpłynęła praktyka orkiestr
                  marszowych (m.in. Eureka Brass Band, Olympia Band, Eagle Band) i wybitnych
                  indywidualności.

                  Do najbardziej znanych przedstawicieli tego kierunku należeli: B. Bolden, B.
                  Johnson, F. Keppard, K. Olivier, L. Armstrong, bracia Dodds, A. Picou, O.P.
                  Celestin.

                • noida Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? 04.11.03, 23:01
                  Wyczuwam tu jakąś zjadliwa ironię, tylko, że jej nie rozumiem.

                  Całowały się, ale najwyżej ze swoimi chłopakami, a mnie chodziło o "z kim
                  popadnie".

                  Dziwiło mnie to, bo z mojego 17-letniego doświadczenia wynikało, że wszyscy
                  tak robią, więc uznałam, że coś tu nie gra. Zresztą dalej wszyscy tak robią, a
                  nawet, jeśli akurat są wyjątkami i się nie dają wciągnąć w takie "imprezy", to
                  niemożliwe, żeby nigdy w życiu żadna z Borejkówien nie miała z takim problemem
                  do czynienia, zwłaszcza licealistki. I to jest też jeden z powódów, dla
                  których w pewnym wieku przestałam czytać jej książki- po prostu okazało się,
                  że ja nie jestem super przykładna, nie czytuję Seneki, i nie mam
                  wszechstronnie uzdolnionych znajomych, tylko takich, którzy właśnie całują się
                  z obcymi na imprezach, upijają i palą papierosy. I to nie był żaden margines
                  społeczny, tylko porządne licea. A ja musiałam się borykać z problemami typu-
                  zapalić i być fajną czy być beznadziejną i nie palić? Może to brzmi głupio,
                  ale w pewnym momencie Musierowicz wydała mi się zbyt wyidealizowana. W każdym
                  razie na moje problemy i dylematy nie dawała odpowiedzi. I dlatego się
                  dziwiłam, bo mi się wydawało, że taka osoba, której książki były dla mnie
                  niejako wzorem przez wiele lat, nagle okazała się tak... może nie
                  niedostosowana do realiów, bo przecież na pewno ona o tym wszystkim wiedziała,
                  w końcu ile dziewcząt z całej Polski do niej pisało... pomijająca milczeniem
                  to, co zdarzało się połowie nastolatków w kraju.
                    • noida Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? 05.11.03, 10:07
                      Wiesz co, zadam ci takie dwa pytania- ile masz lat i kiedy ostatnio byłaś na
                      imprezie na której znajdowały się osoby w wieku lat 17-18? Obawiam się, że
                      zmiana towarzystwa by nie wystarczyła. Może zmiana stulecia tak, ale na pewno
                      nie zmiana towarzystwa.

                      Bardzo mi przykro to stwierdzić, ale młodzi ludzie chleją, jarają trawę,
                      uprawiają seks, a palenie papierosów to doprawdy najmniejsze zło z tego
                      wszystkiego. I tak się dzieje we wszystkich większych miastach Polski. Nie
                      wiem, jak jest na wsiach, ale przecież Jeżycjada dzieje się w Poznaniu. I to
                      jest prawda o młodzieży, a nie Seneka, Jazz Nowoorleański i Opera. I dlatego
                      ja, biedaczek bez pomysłu i idei, miałam takie problemy a nie inne. Bo to były
                      prawdziwe problemy dorastającej młodzieży. Niestety.
                      • ryza_malpa1 Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? 05.11.03, 15:45
                        Mam 24 lata. Za moich młodych czasów też sie chclało, paliło trawę i uprawiało
                        seks ale nikt nie robił z tego powodu nikomu wstrętów. Jak ktoś niemiał ochoty
                        to " nie dziękuję" wystarczyło i jakoś nie uważąło sie osoby niechlającej czy
                        nie pijącej za mniej fajną. Własnie to zalezy od towarzystwa, czy szpanem i
                        treścią jest picie i jaranie czy picie i jaranie to indywidualny dodatek do
                        osobowości.
                  • pra_klamka Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? 05.11.03, 10:05
                    Wyobrażacie sobie Nutrię całującą się "z kim popadnie"? Już chyba trochę
                    absurdalne zarzuty zaczynacie formułować, dziewczyny. A jeśli chodzi o ten
                    nieszczęsny jazz nowoorleański z operą pospołu, to nie widzę powodu, żeby
                    Borejkówny zachwycały się boskim Enrique, przecież mają świetnie wyrobiony
                    gust. Poza tym nieprawda, że nie istnieją nastolatki lubiące trochę
                    ambitniejszą muzykę, sama poznałam parę takich oryginałów, chociaż przyznam, że
                    są w mniejszości. Ale przecież Borejkowie nie są przeciętną rodziną? Więc ich
                    córki siłą rzeczy też są nieprzeciętne.
                    Ale przypomniało mi się co innego, co mnie trochę zirytowało. Pani Borejko z
                    córkami dyskutowały o wspaniałych mężczyznach w literaturze. Czy nie uważacie,
                    że mogłyby wychylnąć poza kanon lektur szkolnych? Bogumił, Ignacy Rzecki,
                    super, ale przecież one czytają chyba coś jeszcze.
                    • noida Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? 05.11.03, 10:12
                      Ja sobie nie wyobrażam Nutrii całującej się z kim popadnie. Ja tylko mówię, że
                      w pewnym momencie książki Musierowicz zbytnio odjechały od znanej mi
                      rzeczywistości i dlatego tez przestałam je czytać. Bo mi się przestały zgadzać
                      wzorce. Co nie znaczy, że uważam Musierowicz za denną literaturę. Tylko
                      odrobinę nieadekwatną do rzeczywistości współczesnej młodzieży. Po prostu
                      książki Musierowicz są bardziej jak bajka, a mnie wtedy bajki przestały nagle
                      wystarczać.
                      • orvokki Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? 05.11.03, 11:05
                        Hmmm, zastanawiam się nad wypowiedziami noidy...
                        I tak sobie myślę: dziwne, że się bohaterki Jeżycjady z tym nie zetknęły. Ale z
                        drugiej strony, wcale mnie nie razi, że takie właśnie są - bo MM kreuje
                        bohaterów pozytywnych pod względem gustów kulturalnych i zachowań społecznych.
                        Osobiście dane mi było spotkać osoby, które słuchały tylko muzyki poważnej, w
                        życiu nie wzięły do ręki Harlequina, i przez całe liceum nie piły, nie paliły i
                        nie ćpały, będąc przy tym ludźmi towarzyskimi, lubianymi i normalnymi.
                        Wracając do smrodków dydaktycznych MM: czy dobrze mi się wydaje, że jedyną
                        osobą, która miała w Jeżycjadzie bliższy kontakt z alkoholem jest Pyziaczek?
                        wcale się nie dziwię MM, że nie lubi opisywać pijanych nastolatków, ale ludzie
                        na studiach to już chyba mogli by sobie jakiegoś Coolerka w upał strzelić? albo
                        kieliszek wina do obiadku?
                        W Kwiecie Kalafiora Gabrysia dziwi się, wchodząc na imprezę do Joanny, że nie
                        widać nigdzie flaszek. Znaczy, znane jej były obyczaje ówczesnej młodzieży (no,
                        nie czarujmy się, tanie wina nie są wynalazkiem naszego pokolenia...) Potem
                        żadna z bohaterek już takich zdziwień nie przeżywa, temat po prostu nie
                        istnieje. Nikt nie pali, nie pije i nie uprawia seksu, tylko dzieci magicznie
                        przybywa.
                        Trochę ma Noida rację, że świat Musierowicz, z jednej strony niby tak dbającej
                        o szczegóły (natychmiastowe pojawianie się wszelkich nowinek technicznych,
                        markowych produktów etc) zupełnie ignoruje pewien wycinek rzeczywistości. Ja
                        nie mówię, że chciałabym, żeby bohaterowie Jeżycjady byli tacy jak wszyscy. Ale
                        ich oderwanie od tego, ich absolutna niewiedza na ten temat również mnie razi.
                        Inna rzecz: mam wrażenie, że MM nie ma odwagi zmierzyć się z takimi tematami.
                        Nie jest tak łatwo odpowiedzieć na pytanie, dlaczego dzieciaki z liceum piją i
                        palą. Nie tak łatwo znaleźć receptę na to, co z tym zrobić. Załóżmy, że któraś
                        z dziewczyn zostaje skonfrontowana z takimi zjawiskami - i co, wcale nie ma tu
                        łatwej odpowiedzi na to, co zrobić z kolegą narkomanem, czy z koleżanką, która
                        sypia na imprezach z kim popadnie... Potępić w czambuł? zalać falą miłości
                        bliźniego, a samo przejdzie? hmm...
                        A z góry wiadomo, jak powinna była postąpić Elka z "Noelki".
                        Nie wiem, czy to dobrze, czy to źle. Na to w tych książkach nie ma po prostu
                        miejsca, to się nie mieści w konwencji.
                        • ryza_malpa1 Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? 05.11.03, 15:49
                          orvokki napisała:
                          > Osobiście dane mi było spotkać osoby, które słuchały tylko muzyki poważnej, w
                          > życiu nie wzięły do ręki Harlequina, i przez całe liceum nie piły, nie paliły
                          i
                          >
                          > nie ćpały, będąc przy tym ludźmi towarzyskimi, lubianymi i normalnymi.

                          O to to.....
                      • franula Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? 05.11.03, 10:56
                        kiedy ja czytalam Jezycjade majac lat nascie to cieszylam sie tam
                        jest "cieplej" niz w realnym swiecie ze tam nie upijaja sie nie pala trawy i
                        nie caluja sie z kim popdanie
                        z tego co wwiem to wiele osob owija sie Jezycjada jak cieplym szalikiem i myk
                        do troszke lepszego swiata niz ten obok.
                        nie chce przesadnego realizmu u MM naprawde - jest duzo literatury bardzije
                        naturalistycznej ale z jakiegos powodu nie zdobywa ona takiego powodzenia jak
                        jezycjada. wiec nie przekuwajmy Jezycjady na cos czym nie jest
        • anikl Re: Gdzie jest seks w Jeżycjadzie?? 06.11.03, 23:48
          Gość portalu: anuszka napisał(a):

          > Przyszlo mi do glowy takie cos: Zwykle wyrastamy z pewnych ksiazek, gdy
          > zauwazamy, ze zycie w nich opisane jest jakos uproszczone. Jakies wazne
          aspekty zycia sa pominiete.
          > Czy nie dlatego kiedys w koncu czujemy, ze wyroslysmy z Jezycjady - bo
          brakuje w niej odniesien do seksu?(...) seks jest rzecza, ktora w
          > pewnym momencie zaczyna bardzo wplywac na zycie czlowieka, na jego losy.
          > Rozejrzyjmy sie dookola: Jesli obracamy sie wsrod ludzi w wieku lat nastu -
          czy nie sa wazne dla nich rozterki zwiazane z rozpoczeciem/nierozpoczeciem zycia
          > seksuanego?
          Zgadzam się. Jako nastolatka przeczytałam wszystko do "Opium w rosole", ale mi
          też, z upływem lat coraz bardziej "zgrzytało". Młodzi ludzie z "Kłamczuchy"
          to nie była młodzież z mojego liceum - dopiero na studiach spotkałam podobne
          klimaty towarzyskie. W wieku kilkunastu lat bardzo dużo myśli się o seksie -
          nawet najlepiej wychowane i spokojne panny - bo to jest wielka niewiadoma.
          W tej dziedzinie Jeżycjada nie może dziewczynom pomóc.
          Po nowsze książki M.M. sięgnęłam w tym roku, po 20-letniej przerwie. Teraz
          odbieram je jako kreację rzeczywistości, literacką konwencję, jednak jako
          nastolatka przyjmowałam je dosłownie, jako bardzo życiowe "poradniki zachowań".

          Dodam, że też czuję antypatię do aseksualnej Gabrieli, która na wszystko
          potrafi znależć czas.
    • popoludniu Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie 05.11.03, 11:55
      A ja tam myślę, że pani Musierowicz wzięła na siebie za dużą odpowiedzialność,
      za to wszystko co się dzieje za oknem. Jak jest niefajnie to trzeba sprawić,
      żeby w powieśći było super fajnie: więcej Bacha, więcej łaciny, więcej miłości,
      macierzyństwa, wogóle wszystkiego więcej. Niech powstanie rodzina inteligencka
      z marzeń (bo przecież takich nie ma). I to jak dla mnie zabiło humor.
      Bo kiedyś było fajnie, Żakowie chodzili po serwis do Nowakowskich, obgadali
      nawet o ile pamiętam przyszłych teściów.
      A teraz jest godnie, dostojnie, z misją.
      Ale najbardziej mnie dziwi takie koło: kiedyś profesor Dmuchawiec pytał matkę
      Aurelii jak mała ma na imię. Matka na to, że Aurelia. Ale jak zdrabniasz pytał
      profesor. No i było jasne, że nie piekne imię, ale miłośc w tym imieniu, że
      każdy ma jakieś domowe przezwisko i trudno wołać do dziecka Tymoteuszu.
      A teraz urodził się Ignacy Grzegorz i tak pozostał.
      Profresor mógłby zapytać teraz i Gabrysię: Ale jak zdrabniasz to imię?
      Aha i che jeszcze tylo jedno: wcale nie uważam, że ta dysusja ma dowalić pani
      Musierowicz. W końcu jest autorką wielu bestsellerów, cudownych książek,
      mistrzynią puenty i humory, przez lata wielu nie mogło jej do pięt równać i ja
      to na przykład znakomicie pamiętam i wogóle wierzę, że jeszcze wróci.


        • Gość: Nowy porządek!!! Skąd tyle córek? To proste!!! IP: 80.51.247.* 07.11.03, 23:39
          Nieuprawianie sexu przez bohaterów (-rki) Jerzycjady można wytłumaczyć ich
          całkowitym zbocianieniem. Rozwydrzenie geszefciarzy doszło do tego, że kto
          nabędzie dekoder do odbioru TV TRWAM Ojca Rydzyka, w nagrodę może otrzymać
          prawdziwe dziecko*. Do takiego dziecka nie trzeba seks, bo je przynosi
          bocian**. A co ważniejsze, taka bocianowa córka nie zostanie feministką
          zapraszającą pływające kliniki. Jest to alternatywa i nasza odpowiedź na chuć
          diabelską głoszoną przez apostoów Sekciarstwa pochodzenia bruxelskiego,
          subwencjonowanych przez Związek Wypędzonych***. Ostatnia wizyta Eryki Steinbach
          córki kaprala Luftwaffe stacjonującego w Rumii pod Gdynią za okupacji jest tego
          najnormalniejszym w świecie dowodem. "Aktywizacja 5 Kolumny w
          Generalgouvernement to tylko kwestja czasu. W waszym zapijaczonym klozecie mogę
          kupić dosłownie wszystko"**** - powiedziała zażenowana Eryka Steinbach, po czym
          po konferencji prasowej paradowała w mundurze SS, zmuszając do współżycia
          Kanclerza Szredera, co pokazał fotoreporaż TYGODNIKA WPROST.
          Pod płaszczykiem dostosowania do norm unijnych w kwestii małżeństw pedalnych
          Rzesza przeszła do kontrataku. Na szczęście wybitna pisarka, autorka sagi rodu
          Borejszów (Goldbergów) z pozn. Jerzyców daje odpór tym hańbiącym
          dobrosąsiedztwo Europejskie działaniom oszołomii.
          Nieprzypadkowo Pani Małgorzata przyjęła sobie pseudonim przypominający
          przybrane nazwisko jej bliksiego krewnego posła Antoniego Macierewicza,
          legendarnego partyzanta boliwijskiej dżungli, czołowego działacza KOR,
          wychowanka Akademii Wojskowej w Tel Awiwie*****, przyszłego prezydenta Czwartej
          Rzeczypospolitej. Ramię w ramię pisarzostwo i polityctwo idzie dziś w 1 szeregu
          walki za nową kulturę europolską.
          --------------
          * czytuje za: Plan 6-letni w dzieciach. Przemówienie o. Dyrektora. "Nasz
          Dziennik" z 29 X 2003. str. 4-5.
          ** czytuje za: Bocian rekordzista odznaczony. Artykuł redakcyjny. "Nasz
          Dziennik" z 3 XI 2003. str. 1.
          *** czytuję za: H. Łyżwiński: Piąta kolumna, czyli kto stoi za Rywinem.
          Wydawnictwo "Samoobrona Narodu", Poznań 2003. str. 96.
          **** czytuje za: Kupię was wszystkich. Z Eryką Steinbach rozmawia Marek
          Dyduch. "Szczerbiec" nr 11/2003. str. 17-29.
          ***** L. Bubel: Zmienione nazwiska. t. 68: Wszystko o "Macierewiczu".
          Wydawnictwo Stronnictwa Narodowo-Radykalnego NOWA FALANGA. Katowice 2001. str.
          13.
      • Gość: baba Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.acn.waw.pl 05.11.03, 13:21

        Alez zdrabnia, wszyscy mowia do niego Ignasiu.
        Piwko sie jakies pojawilo..., no tak, przeciez w Pulpecji byla kolacja
        zlozona z zimnej pieczeni z obiadu i PIWA wlasnie, traktowanego zupelnie
        normalnie ( byl cieply maj).
        Na imieninach pije sie wino.

        Czytajac niektore wypowiedzi czuje sie naprawde wdzieczna losowi, ze sie o
        tyle wczesniej urodzilam (a chodzilam do dobrego warszawskiego liceum, o
        narkotykach mowilo sie polgebkiem, a na imprezy nie bylo czasu bo zachrzan.
        • Gość: miranda Re: Moralizatorstwo w 'nowszej' Jeżycjadzie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.11.03, 15:40
          Mnie sie Jezycjade dobrze czyta bo Pulpecja jest dokladnie w moim wieku i cala
          rzeczywistosc przedstawiona w "Pulpecji" jakos mnie nie dziwi, tak wtedy bylo.
          Dziwie sie raczej czytajac w Tygrysie i Rozy ze Tygrys przed szkola maluje
          sobie oczy , nie zeby jakas tam zramolala i stara baba juz byla ale za moich
          czasow (ale to brzmi :))))) no w 8 klasie dziewczyny do szkoly sie nie
          malowaly. A teraz juz czytam te ksiazki raczej z perspektywy rodzica , fakt
          Gaba jest taka malo realna ale ma takie przemyslenia jak wiekszosc rodzicow
          chociazby ta rozmowa w nocy z Dmuchawcem kiedy zastanawiala sie jaka przyslosc
          czeka jej syna , podobaja mi sie jej rozmowy z dziecmi np. ta z Tygryskiem o
          zielonym krzesle a takim starszliwym aniolem nie jest w koncu krzyczy na
          tygrysa ze rzuca sie w butach na lozko , trzaska drzwiami , kiedys tam walila z
          drzwi od lazienki bo Tygrys robil sobie makijaz.
          • Gość: baba Re: Moralizatorstwo w 'nowszej' Jeżycjadzie IP: *.acn.waw.pl 05.11.03, 15:57

            Prawde mowiac, to staram sie czasem urealnic Gabrysie, na przyklad mam
            wrazenie, ze ona Ignasia faworyzuje i to przybliza ja do rzeczywistosci.
            Zastanawialam sie kiedys, jak to jest, ze sie kocha dzieci , ktorych ojcem
            jest ktos, kto okropnie zawiodl i zranil, z kim sie zmarnowalo pare lat. To
            jest fantastyczna strona natury ludzkiej, ze sie dzieci kocha dla nich samych,
            bardzo ladnie pokazana w Jezycjadzie.

            Podobalo mi sie tez stwierdzenie, ze Pyza ma dobry charakter i to zadna jej
            zasluga, za to Tygrysek ma charakter trudny i zadna jej w tym wina.
            W zasadzie jest to wspanialy temat na dyskusje socjologiczno- psychologiczna.
            Tygrysek mnie denerwuje, ale lubie te postac ogromnie, ma w sobie jakis
            niepokoj, niezgode na to, co sie zastalo, nawet jesli rzewczywistosc wydaje sie
            w porzadku.
            PZDR
    • Gość: joasia Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.03, 19:49
      Ja tam uważam, że "Jeżycjada" jest super! To fakt, że książki MM mają pewne
      moralizatorskie przesłanie, ale to nie zmienia faktu, że są wporzo!!!
      Uwielbiam tę serię, bo w każdej bohaterce oprócz Belli Rojek znalazłam pewne
      cechy łączące je ze mną.
      DZIĘKUJĘ ZA BOREJKÓWNY, ANIELKĘ, CZESIĘ I WSZYSTKIE INNE
      BOHATERKI "JEŻYCJADY" !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      !!
      • orvokki Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie 06.11.03, 10:34
        Ależ nikt nie twierdzi, że nie są w porzo... w końcu wszyscy wypowiadający się
        w tym wątku zdają się znać serię na wyrywki... ale czasami Jeżycjada jest
        trochę jak ten budyń z soczkiem, mówiąc słowami Gabrysi.
        Z drugiej strony,kiedyś tak sobie wspominałam książki swojego dzieciństwa -
        Bahdaja, Szklarskiego, Niziurskiego - one wszystkie moralizowały i jakoś
        czasem mam wrażenie, że to właśnie z tych książek wzięło mi się wiara w nieco
        już przykurzone pojęcia honoru, koleżeńskości, cywilnej odwagi. Jestem
        wdzięczna tym książkom za ich moralizowanie...
        Problem leży trochę chyba w nas - kiedy się wraca do MM jako już dorosła osoba,
        z jako tako już okrzepłym systemem wartości, to zdaje się nam całe to jej
        moralizowanie niepotrzebne, irytujące. Ale jeśli czyta to ktoś, kto dopiero się
        kształtuje - to może i dobrze, że mu się takie wzorce pod nos podetknie, nawet
        jeśli czasem ciut nachalnie. Może go to trochę wkurzy - ale może gdzieś
        zostanie i po latach się rozwinie?
          • jottka nieee 06.11.03, 12:36
            i nicpodobnego


            mam wrażenie, że problem leży przede wszystkim w wieku autorki, jak by to
            niemiło nie brzmiało :( 'moralizowanie', czyli - roboczo pojęcie definiując -
            udzielanie nastolatkom nauk o wartościach i wskazówek moralnych, należy do
            konwencji gatunku 'powieść dla młodzieży', natomiast rzecz polega na tym, jak
            się to robi.


            początkowe książki serii są - jak już dziesiątki osób podkreśliło - pisane
            lekkim językiem, są zabawne, sprawiają wrażenie żywcem skopiowanych z życia, są
            wiarygodne dla czytelnika. w dziełach ostatnich język jest sztuczny niebywale,
            brak jest nawet zróżnicowania stylów poszczególnych postaci, bo wszystkie
            wyrażają się koturnowo. być może, jest to kwestia niejakiego oddalenia się
            autorki od bezpośrednich problemów +_ 30paroletnich matek i nastoletnich córek.


            o ile w '6.klepce' czy 'idzie' treści głębsze filozoficznie były albo ukazywane
            w rozwoju zdarzeń i można było sobie samemu wyciągać wnioski, albo też
            stanowiły temat prawdopodobnej dyskusji (córka z rodzicami, kilkoro
            inteligentnych nastolatków), o tyle w tych późniejszych zalecane wzorce życiowe
            są głoszone niczym z ambony (nb. to stąd chyba m.in. wypływają zarzuty
            o 'świętoszkowatość'). nie ma dyskusji, jest dogmat do wierzenia. a w razie
            czego skarykaturowana postać na dowód głupoty przeciwnika (jak wspominane
            feministki).


            poza tym np. we wcześniejszych książkach waga i znaczenie postaci matki
            wynikały z toku wydarzeń, z jej zachowania itp., ale nie były to święte za
            życia, tylko w miarę normalne kobiety. a w książkach ostatnich w kółko czytamy
            oświadczenia explicite, że matka jest najważniejsza, mama ma zawsze rację, mama
            to mądrość wcielona, co w razie czego przyznaje ze łzami skruchy kolejne
            dziecko.

            rozumiem wprawdzie, że absolutnie nie wolno przenosić wniosków z tekstu
            literackiego na osobę autora, ale nie mogę się opędzić od pewnych skojarzeń :)



          • milorzab Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie 07.11.03, 00:53
            Nie jestem jedyna! Widzę, że nie tylko ja czytam Musierowicz wieczorami. I nie
            tylko dla mnie Borejkowie są trochę, jak żywi ludzie.
            Ja właściwie cały czas czytam Musierowicz. Bardzo spodobało mi się
            stwierdzenie, że te książki są jak ciepły szalik. I jak herbatka. I wieczór w
            spokoju, gdy dzieci już śpią. I można sobie przypomnieć po co właściwie ma się
            takie życie, a nie inne.
            Wydaje mi się, że mnóstwo moich marzeń wzięło się z Jeżycjady. Mam dzieci:
            Ignasia! i Tosię. I w planach następne...
            Co do moralizowania.
            Wydaje mi się, że problem jest raczej w snobiźmie, w przekonaniu o własnych
            racjach, o bezrefleksyjności. Oni już się nie muszą zastanawiać. Oni już
            właściwie nie żyją. Oni nawet herbatę piją jakiejś określonej marki i to ta
            herbata jest najlepsza! Bardzo mnie bawią rozważania o porządku - a raczej o
            bałaganie. Borejkowie mają bałagan, ale wnętrze sprawia czyste wrażenie. Że też
            mój dom nie chce, mimo bałaganu, sprawiać czystego wrażenia.
            Mężczyźni u Musierowicz przypominiają meble. Grzegorz siedzi i promieniuje
            ciepłem, a zarazem Gabrysia nie mówi mu(on tego nie zauważa), że dziecko nie
            wraca na noc do domu! To dla mnie chyba najdziwniejsza scena w całej serii.
            Pozdrawiam. Asia
            • anikl Re: Moralizatorstwo w "nowszej" Jeżycjadzie 07.11.03, 09:31
              Podzielam Twoje ciepłe uczucia do Jeżycjady. Na moje życie te książki
              wpłynęły i wpływają - chyba pozytywnie (moje imię z bieżmowania to Ida :-)).
              Mnie drażni, że Borejkowie na wszystko mają czas, a już szczytem jest
              cotygodniowe rozwiązywanie "jolki" z GW (sama za nią przepadam, więc wiem, że
              potrafi wciągnąć na parę godzin). Rozwiązuje ją cała rodzina, każdy OSOBNĄ .
              Kupują tyle egzemplarzy GW :-} (Tygrys i Róża)
              Myślę, że nie ma w Polsce lepszych i bardziej kochanych książek dla młodych
              i starszych dziewczyn (po 30-tce,jak ja). A wszystkie wady wytykamy tu tylko
              dlatego,że nam na książkach MM bardzo zależy i chciałybyśmy by były idealne.