stary_nudziarz
13.10.03, 09:04
O tak zwanej amatorskiej twórczości w literaturze i sztuce
Co kryje się pod pojęciem „twórczość amatorska”? Co znaczy po amatorsku
pisać, malować, fotografować? Wbrew pozorom nie jest wcale łatwo dać
odpowiedź na to pytanie, a ten kto czyni to jednym tchem albo się myli, albo
zapomina o wielu aspektach zagadnienia. Myślę, że najlepiej będzie rozważać
je w zestawieniu amator — profesjonalista.
Pierwszą narzucającą się odpowiedzią jest ta, że amator nie bierze za swoją
twórczą pracę materialnej zapłaty, podczas gdy zawodowiec jak najbardziej.
Wszakże taki respons bardzo spłyca zagadnienie i sprawia, że staje się ono
nieciekawe, jeśli na nim poprzestaniemy przeoczymy wiele. Bo jakie znaczenie
dla literatury ma podział na tę tworzoną przez ludzi, którzy za pisanie biorą
pieniądze i na tych, którzy za swe teksty ich nie otrzymują? Nie ma żadnego
znaczenia, a dzielić ją należy na dobrą i złą, przy czym każdy ma prawo do
wyznaczenia własnych granic tego podziału, bo dla konkretnego człowieka nie
ma innych słusznych kryteriów oceny sztuki poza jego własnymi, które są i
powinny być jak najbardziej subiektywne. Dlatego każdy z nas ma (powinien
mieć w każdym razie) swój własny obraz sztuki, na który składa się pewien
indywidualnie dobrany zestaw dzieł, podobnie jak każdy z nas widzi swą własną
tęczę, bo każdemu inne kropelki wody tworzą jej obraz.
Tworzyć dobrą literaturę i sztukę może każdy kto jest obdarzony ku temu
talentem i nie szczędzi swej pracy; nieważne czy mu ktoś za nią płaci, czy
nie. Van Gogh „na ten przykład” nie sprzedał za życia ani jednego swego
obrazu, przez prawie całe dorosłe życie utrzymywał go brat, nikt jednak nie
określa go pogardliwym mianem amatora, a raczej nazywa wielkim, genialnym
artystą.
Właśnie: dlaczego słowo „amator”, które znaczy tyle co „miłośnik” ma często
znaczenie pejoratywne? Najwidoczniej pracowały na nie szerokie rzesze
dyletantów, którzy z prawdziwymi amatorami nie mają nic wspólnego. Ale i
zawodowcy potrafią robić „kaszankę” byle tylko wziąć pieniądze; amer.-ang.
poeta noblista T. S. Eliot wyraził nawet pogląd, że dla poety pisanie wierszy
nie powinno być źródłem utrzymania. A pisanie (tworzenie) „pod odbiorcę”
należy odsądzić od czci i wiary.
Dobry zresztą pisarz, poeta czy artysta robiąc to co robi zapomina o
pieniądzach, które za swoje dzieło weźmie. Dlaczego? Bo człowiek angażuje się
w to co robi, inaczej byłby robotem. Pieniądze jednakże mogą odegrać ze
wszech miar pożyteczną rolę w rozwoju twórczym, nie tylko dlatego, że
pozwalają przeżyć, albo uzupełnić warsztat artystyczny o niezbędne narzędzia.
Ważne są również z innego względu — są wskaźnikiem, że skoro mnie wydali
znaczy, iż są ludzie gotowi zapłacić za moje teksty, jest ktoś, kto dostrzega
wartość tego co robię, a to zachęca do dalszej pracy i rozwoju.
Nie można wszakże przyjąć upraszczającego stwierdzenia, że dobra literatura
to ta, którą się wydaje, a zła to ta, która pozostaje w rękopisie. To
zubożenie, bo wydaje się przede wszystkim to, co się dobrze sprzeda, nie zaś
wszystko to, co jest dobre. A szkoda. Wpływ na to ma także przesyt istniejący
po stronie podaży i niewielki popyt. Pisanie na zamówienie (zlecenie) wcale
nie jest częstym zjawiskiem, na przykład Stanisław Lem napisał w ten sposób
tylko jedną książkę. Nie przyjmujmy pochopnie, że zawodowiec to ktoś, kogo
wydają, a amator to osoba, która tego szczęścia nie doświadcza. Wielu
wybitnych pisarzy i poetów zmuszonych było w czasach komunistycznych pisać do
szuflady tylko dlatego, że nie ulegli presji pisania „po oficjalnej linii”.
Czy byli amatorami w rozumieniu potocznym? Wiem także, iż wydaje się również
tych autorów, którzy mają stosowne znajomości albo jadą na wcześniej zdobytym
rozgłosie, chociaż ich teksty nie zawsze na to zasługują.
Innym kryterium pozwalającym często z dobrym skutkiem odróżnić amatora od
profesjonalisty jest wykształcenie. Amator to ten kto nie zdobył
wykształcenia w dziedzinie, która go pociąga, podczas gdy profesjonał to
osoba posiadająca gruntowne wykształcenie i wiedzę w uprawianym zawodzie. I
znów przywołam przykład Vincenta van Gogha. On, który nie uczył się malarstwa
w żadnej szkole, jest w tym kontekście amatorem czystej wody. Tylko co nam da
takie szufladkowanie? Van Gogh jest przecież niedościgłym wzorem dla wielu
tzw. profesjonalistów. Samouk, jeśli jest utalentowany może zapędzić w kozi
róg zawodowca-beztalencie. Byłoby kpiną gdyby w jakiejś „szkole poezji” mnie
uczono w jaki sposób i jakimi słowami mam wyrażać swój ból, smutek, swoją
radość itp. Szukać należy własnych dróg, a nie jechać utartymi koleinami.
Istnieją akademie sztuk pięknych, ale one są w mojej opinii nieporozumieniem,
jeśli nie ograniczają się do spraw warsztatowych i to na zasadzie „know and
go” — poznaj i idź własną drogą. Można podpatrywać innych, ale nie po to, aby
ich bezkrytycznie naśladować. Studiować można co najwyżej historię sztuki.
Jeśli nie wykształcenie, to może narzędzia wykorzystywane do uprawiania
literatury, sztuki bądź zawodu świadczą o tym kto z nas jest profesjonalistą,
a kto nie? (Bywa, że wpływ na to jakich narzędzi używamy ma posiadane przez
nas wykształcenie.) Profesjonalista to ten, kto używa narzędzi nowoczesnych i
wysokiej jakości, najczęściej przez to drogich, a amator musi się zadowolić
czymś niedoskonałym albo przestarzałym. W działalności naukowej czy
gospodarczej na pewno tak, nauka ponadto wymaga ścisłych metod badawczych, po
tym również można rozróżnić profesjonalistę od amatora. Czy można jednak w
ten sposób przeprowadzić rozdział w literaturze i sztuce? Tu, gdzie przeróżne
narzędzia twórcze są łatwo dostępne, tymi samymi co zawodowiec może się
posługiwać i amator, jeśli tylko zechce. Liczą się nie narzędzia a uzyskany
nimi efekt; upragniony (oryginalny) można uzyskać nawet archaicznymi
utensyliami. Widać to na przykład w fotografii, gdzie modna staje się
fotografia otworkowa.
Właśnie na przykładzie fotografii można się przekonać jak schematyczna może
być działalność profesjonalna (bo chyba twórczością nie można jej nazwać,
mimo że fotografowie zawodowi robią na przykład portrety i portfolia),
wystarczy pójść do fotografa zawodowego, który prowadzi zakład. Chyba wszyscy
oni trzymają się utartych schematów, używają mocno wyeksploatowanych narzędzi
twórczych. To ja już wolę amatorów o świeżym spojrzeniu, nietuzinkowych
pomysłach i oryginalnych, własnych narzędziach.
Przymiotnik „profesjonalny” ma jeszcze jedno powszechnie przyjmowane
znaczenie. Otóż to określenie ma zapewniać o wysokiej jakości i
funkcjonalności wyrobu (usługi); wówczas na zasadzie
przeciwstawienia „amatorski” znaczy tyle co ubogi w funkcje, miernej jakości,
innymi słowy tandetny. Że tak wcale być nie musi w przypadku twórczości,
chyba udowodniłem, jeśli jednak to miał Digan na myśli przemianowując swoje
forum, to dla jasności wypowiedzi powinien napisać wprost „Dla TANDETNYCH
pisarzy i poetów” i wówczas moje określenie na twórczość tu zamieszczoną —
chłam, komponuje się z nim idealnie.
Tekstem tym chciałem wykazać, że podział na twórców zawodowych i amatorskich
niczego nie wnosi do sztuki i należy go zaniechać. Literatura i sztuka
wymykają się takim podziałom i dziedziny te nie powinny być dla twórców polem
działalności stricte gospodarczej, pieniądze winny tu się pojawiać niejako na
uboczu. Każdy prawdziwy twórca na pierwszym miejscu stawia możliwość
artystycznej (literackiej) wypowiedzi. Kto uważa inaczej ten myli sztukę z
rozrywką. Sztuka do uczuć jest adresowana, a nimi handlować nie należy, bo
parszywieją. Oczywiście wcale się nie musicie zgadzać z moimi poglądami,
zachęcam do dyskusji.
---
Lepiej jest słucha