Dodaj do ulubionych

Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny?

04.10.08, 17:49
Jakiś czas temu mgnęła w TV wiadomośc, że Polacy są na ostatnim
miejscu w EU w kategorii czytania ksiązek. Jakos tam wyszło, że
tylko 35% Polaków przeczytało w ciągu roku jakąkolwiek ksiązkę, a
tymczasem taka naprz. Szwecja jest na pierwszym miejscu z 75%
bodajże wynikiem.
Jako że nie jestem Polką, postanowiłam zapytac autorytet (profesor
filozofii przyrody na UW), w czym jego zdaniem tkwi problem.
Otrzymałam odpowiedź, która w dużym skrócie brzmi tak:
1. Wycięta podczas wojny i po wojnie przez UB inteligencja
2. Niechęć i nieufnośc Polaków do słowa pisanego po wojnie, bo
kojarzyło się jednoznacznie z władzą i nachalna komunistyczna
propagandą.
Z tym że ja pochodze z kjraju o wiele bardziej pokiereszowanego
przez reżim komunistyczny (Rosja), a tam czytelnictwo kwitnie.
Jakie Waszym zdaniem sa powody zapaści czytelniczej w Polsce?
Obserwuj wątek
      • pani.zemsta Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? 04.10.08, 18:19
        Zgadzam się z tym profesorem. Dodałabym do tego wycięcie w pień
        Żydów, którzy byli katalizatorami polskiej kultury + tzw.
        inteligencji nie tylko przez UB , bardziej też przez Oświęcim i w
        ogóle Brygady Szturmowe. Zostało większość 'niedobitków klasowych',
        którzy brzydzą się słowem pisanym. Jak się wycięło elity to co?
        Liczyć,że chłop z dziada pradziada będzie elokwentny...?
        W ogóle przetrzebienie totalitaryzmami na pierwszym miejscu,ale to
        wcale nie jest powód, by dalej nie czytać i się usprawiedliwiać.
      • Gość: takatamsobie Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? IP: *.lns2-c7.dsl.pol.co.uk 04.10.08, 23:15
        Nie mam pojecia skad sie bierze polski analfabetyzm.Zyje na
        emigracji i pochlaniam kazde slowo pisane w jezyku ojczystym,od
        anglojezycznych rowniez nie stronie.Od dziecka kochalam ksiazki i
        nie potrafie zrozumiec ludzi,ktorzy zamiast poczytac cos
        ciekawego,siedza calym dniami przed komputerem i graja w gry
        online.Moze wlasnie stad sie bierze wspolczesny
        analfabetyzm.Wszechobecny wizualizm.Stad tak okrojona
        wyobraznia,szczegolnie wsrod nastolatkow.
        • kretynofil A co gry maja z tym wspolnego? 05.10.08, 08:56
          Oczywiscie, kiedy ja bylem dzieciakiem, gry wygladaly inaczej i raczej rozwijaly
          wyobraznie - niemniej jednak uwazam ze mozna i grac i czytac. Mozna nawet czytac
          grajac, ale co mozesz o tym wiedziec :)

          Moim zdaniem problem tkwi w tym co sie serwuje dzieciakom w szkolach. Za duzo
          zbyt niedopasowanych do mlodego umyslu bredni. Jesli w dziecinstwie ktos musial
          sie meczyc przy jakichs pozytywistycznych koszmarkach, brnac przez romantyczne
          wynurzenia, to bedzie mial uraz na cale zycie... Nie mowie, ze te ksiazki byly
          zle same w sobie - to kwestia niedopasowania. Za duzo, za wczesnie, za bardzo.

          Rodzice tez nie pomagaja - bo sami nie maja czasu lub sily czytac. I tak sie to
          kreci.

          A, i jeszcze jedno - odwalcie sie, matoly, od komuny. Gadanie ze to przez komune
          czytamy mniej niz Szwedzi jest naprawde smieszne - proponuje sprawdzic jaki tam
          jest ustroj :) Dla bardziej dociekliwych (ktorych raczej bym sie nie spodziewal
          w gronie "opluwaczy strasznej komuny", bo trzeba byc malo dociekliwym zeby miec
          taki do niej stosunek) proponuje poszukac informacji o tym czym byly MDKi za
          komuny (i nie chodzi o ta gre :P).

          To nie komuna wykonczyla ped do kultury w Polsce tylko turbokapitalizm - zeby
          bylo zabawniej, dokladnie ten sam, ktory sprawil ze "wrazliwe coreczki tatusiow
          byznesmenow" mialy czas i pieniadze zeby sobie poczytac ksiazeczki, bo ktos inny
          zapieprzal po 12-16h/dobe zeby zapewnic im dostatnie zycie :)
          • Gość: Michał Re: A co gry maja z tym wspolnego? IP: *.centertel.pl 05.10.08, 19:53
            ...
            "A, i jeszcze jedno - odwalcie sie, matoly, od komuny."
            ...

            Pozujesz na intelygenta ale kultury to za bardzo nie łyknąłeś.

            Co do Twoich tez:
            Zgadzam się, że program jest mocno przeładowany pozycjami, które zamiast
            zachęcać do czytania to zniechęcają ale co do komuny się nie zgadzam. Przede
            wszystkim za komuny był kult robotnika nie inteligenta. Wiadomo, że kto wywodził
            się z rodziny inteligenckiej to szukał, zdobywał i czytał książki ale normalni
            ludzie nie byli przez Państwo zachęcani do zostania inteligentami. Wręcz byli
            szkalowani. Dodatkowo mało co można było dostać w księgarniach a za posiadanie
            niektórych książek można było trafić na komisariat. No i jeszcze to wszechobecne
            poczucie, że i tak to co się czyta jest ocenzurowane.

            Dlatego uważam, że jednak komunizm miał duży, negatywny wpływ na ilość czytanych
            obecnie książek. Oczywiście co wpływu kapitalizmu zgadzam się z Tobą.

            pozdrawiam
            • allia80 a co z obecną młodzieżą? 06.10.08, 09:11
              urodzoną po '89??

              Ich umysłów komuna raczej nie spaczyła, a też chyba ton książek nie pochłaniają;
              stawiałabym właśnie na przeładowanie programu nudnymi (dla ludzi w tym wieku) pozycjami.

              Sama pamiętam, jak męczyłam się nad niektórymi 'perełkami' literatury.. doceniłam je dopiero później, kilka lat po maturze.

              Jeszcze inna kwestia to ceny książek, które są powalające. Przeciętna książka kosztuje 35-50zł; jeśli ktoś zarabia 1500zł i z tego musi jeszcze opłacić czynsz, jedzenie itd. to co się dziwić, że na książki niewiele zostaje. Ja wiem, że są biblioteki, możliwość pozyczenia książki od przyjaciela itd. mimo wszystko uważam, że ceny też odgrywają tu znaczącą rolę.
            • Gość: zgredzica59 Re: A co gry maja z tym wspolnego? IP: 193.238.200.* 07.10.08, 01:48
              Dawno nie czytałam takich bredni!!!Czegoż jeszcze się nie wymyśli żeby opluć
              dawny system.Nie był to dobry system ale ludzie nie przesadzajcie a któż to Wam
              zabronił czytać !!!!Jak nie było książki w księgarni to były w bibliotece!
              Wychowałam się w czasach komuny i czytałam .Od dziecka uwielbiam książki.Co z
              tego że teraz są księgarnie zapchane książkami jak na półkach sporo chłamu.Jak
              mają ludzie czytać kiedy książka która powinna być dla wszystkich czytelników
              łatwo dostępna, sporo kosztuje?.Jakie szkalowanie inteligencji??O czym ty
              piszesz? A ci ludzie co się za darmo wykształcili to co?Matoły?Pryszcz?Kim
              są?Literatura to nie tylko książki polityczne.Jak się chciało to się czytało i
              nic człowiekowi nie przeszkadzało!!!!!!
    • Gość: tulipanna Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.10.08, 20:08
      Bezedura. Na pewno nie jest dziedzictwem komuny, bo co jak co , ale
      ceny ksiązek za komuny powodowały, że były one znacznie
      dostępniejsze. Jak wczoraj płaciłam za isabel allende ponad 56 zł to
      coś mi się robiło.. :((Po prostu signum temporis- zmienił sie w
      ogóle model spedzania czasu. Zwłaszcza, że jest go teraz mało na
      przyjemności. Ja np wiem dlaczego czytam znacznie mniej, niż by,
      chciała: z pracy wracam wieczorami (kolo 20-21). Po kolacji,
      zrobieniu porządku w kuchni, etc. siadam do nauki (podnosze
      kwalifikacje, mimo że skonczylam juz studia wyzsze). Jesli
      zrezygnuje z nauki to wieczor spedzam z rodzina, a wowczas schowanie
      nosa w ksiązce jest po prostu nie w porzadku wobec nich-chca
      pogadac, poczuc ze jestesmy razem...
      • staruch Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? 08.10.08, 12:12
        Gość portalu: tulipanna napisał(a):

        > Bezedura. Na pewno nie jest dziedzictwem komuny, bo co jak co ,
        ale
        > ceny ksiązek za komuny powodowały, że były one znacznie
        > dostępniejsze.

        Bezedura do kwadratu. Co z tego, że książki teoretycznie były tańsze
        (a faktycznie to niewiele), jeśli ich NIE BYŁO? Jak ktoś wyżej
        słusznie zauważył, książki były dostępne w bibliotekach. Szkoda, że
        nie dodał, iż tylko te, które zaakceptowała CENZURA.
    • prawdziwy.optymista Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? 04.10.08, 20:25
      Powód zapaści czytelnictwa? Proste:
      Jeszcze nie nasyciliśmy się tym co zachód już ma od dawna, czyli dostępem do
      internetu. Polacy zamiast czytania książek siedzą na necie. Ale jak się nasycimy
      to wrócimy do książek. Spokojna głowa:)

      ------------------------

      Czytam i popieram: kierowcatira.blox.pl
      • nobullshit Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? 04.10.08, 20:35
        prawdziwy.optymista napisał:
        > Powód zapaści czytelnictwa? Proste:
        > Jeszcze nie nasyciliśmy się tym co zachód już ma od dawna, czyli
        > dostępem do internetu. Polacy zamiast czytania książek siedzą na
        > necie.
        Albo oglądają DVD...
        Chciałam napisać to samo. Za komuny było mało innych rozrywek, więc czytało się
        książki. Inny był też system wartości. Mimo wymordowania znacznej części
        inteligencji podczas wojny, w tzw. "ludzie" pozostało przekonanie, że książki i
        wykształcenie są czymś wartościowym oraz dającym awans społeczny. Mój Tata
        poszedł do pracy, mając 15 lat i skończył szkołę przyzakładową. Sam z literkami
        nie bardzo sobie radził, ale mnie kazał czytać. I pieniądze na książki zawsze
        dostawałam.

        Przed 1989 wyższy był też poziom oświaty. Teraz szkoły średnie uczą, jak zdawać
        egzaminy, w potem mamy wyższe uczelnie im. Bolka i Lolka, w których dostaje
        się tytuł mgr, bo płaci się czesne.

        Poza tym, żyjemy szybciej. A mimo to mamy coraz mniej czasu.
    • Gość: LuriTuri Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? IP: *.aster.pl 04.10.08, 20:27
      "1. Wycięta podczas wojny i po wojnie przez UB inteligencja
      2. Niechęć i nieufnośc Polaków do słowa pisanego po wojnie, bo
      kojarzyło się jednoznacznie z władzą i nachalna komunistyczna
      propagandą"
      Bzdura totalna. Za komuny ludzie czytali dużo więcej książek niż
      teraz. Moim zdaniem przyczyny upadku czytelnictwa to:
      1. Brak czasu (praca często na kilku etatach lub dorabianie po
      godzinach)
      2. Inne, łatwiejsze rozrywki (TV, DVD)
      3. Bardzo wysokie ceny książek
      4. Mizeria bibliotek publicznych
      5. Wychowanie bez książek (nie będzie czytał ten, komu w
      dzieciństwie nie czytano i wychował się w domu, gdzie nikt nie
      czytał).
      • pani.zemsta Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? 04.10.08, 20:31
        Twój punkt 5 to najrozsądniejszy argument,ponieważ nawet brak czasu
        nie tłumaczy miłości lub życzliwości w stosunku do książek, nie ma
        ludzi,którzy nigdy nie mają czasu. Nikt nie mówi,że należy czytać
        codziennie.
        Przypomina mi się reklama "Tato umiesz czytać?..." a dalej tylko
        Legia, GKS itd. itp.
          • kretynofil Heh, calkiem zabawna teoria :) 05.10.08, 08:47
            > bo wszystko, co dobre, przeczytaliśmy już w szkole, a teraz piszą straszny chłam.

            Rozumiem ze sobie zartujesz, prawda?

            Ostatnio nawet o tym z zona gadalem - to straszne jakie skonczone bzdety kazali
            nam w szkole czytac. Z malymi wyjatkami lektury to dno i osiem metrow mulu -
            albo w ogole bez sensu, albo po prostu za wczesnie.

            Na studiach mialem kolezanke, ktora bezskutecznie probowalem namowic do poznania
            Lema. Nie dlatego ze to co jej przynosilem jej sie nie podobalo - po prostu
            pamietala jak w podstawowce kazali jej czytac "Opowiesci o pilocie Pirxie",
            ktorych w tym wieku nie byla w stanie zrozumiec. Nie zapamietala tego co wazne,
            a tylko jakies rakiety, komputery, planety i inne bzdety, ktore nie mialy szansy
            jej zainteresowac. W rezultacie nawet nie otwierala ksiazek ktore przynosilem.

            I po co bylo ja do tego zmuszac w szkole? Wiecej szkod niz pozytku...
            • mayta Re: Heh, calkiem zabawna teoria :) 05.10.08, 15:56
              Z całym szacunkiem dla Twoich pogawędek z żoną - ich konkluzje nie
              stają się same przez się bezwzględnie prawdziwe tylko dlatego, że
              doszliście do nich wspólnie.

              Ja w szeroko pojętym wieku szkolnym przeczytałam właściwie wszystko
              z literatury pieknej, co mnie interesowało i było dostępne w
              przekładach - od Homera i dramaturgów starożytnej Grecji po pisarzy
              (wówczas) współczesnych, literaturę rosyjską, francuską, niemiecką,
              północno- i południowoamerykańską a z literatury polskiej od Reja i
              Kochanowskiego przez cały romantyzm, pozytywizm do współczesności
              nie wyłączając oczywiście wspomnianego przez Ciebie Lema, który
              nadaje się akurat dla przedziału wiekowego 14-17 lat. Nikt mi nie
              nakazywał ograniczać się do kanonu lektur szkolnych, bez przesady.
              Choć ten kanon był jakąś wskazówką w samodzielnych poszukiwaniach,
              moim zdaniem wcale nie najgorszą. I wcale nie jestem wyjątkiem.

              Nie wykluczam, że niektórzy potrzebują na lektury więcej czasu, niż
              inni. To przypadek Twojej koleżanki, swoje niepowodzenie z którą
              możesz oczywiście do końca świata usprawiedliwiać złą i niedobrą
              szkołą, co to biedaczkę wystraszyła, ale osobiście sądzę, że
              przyczyny są znacznie bardziej przyziemne.

              To samo z mitycznym szwedzkim czytelnikiem. Ja wiem, jak wygląda
              szkoła w Szwecji oraz w paru innych krajach również. U nas w
              schyłkowym PRLu dzieci i młodzież czytały książki: od początku, do
              końca. W kilku krajach europejskich i pozaeuropejskich, w których
              chodziłam do szkoły, "czytanie" polegało na mozolnym brnięciu przez
              fragmenty (kilkustronicowe) poszczególnych dzieł, żeby się dzieci
              nie zmęczyły. Nic dziwnego, że lektury, których ludzie nie
              przeczytali wcześniej, muszą nadrabiać jako dorośli. Tym sposobem
              wciąż są społeczeństwem "czytającym". Szwedzi - bo już nie Ukrainki,
              które sprzątają w ich domach po to, by państwo Szwedzi mieli czas na
              czytanie tego, czego nie przeczytali bo w szkole - bo się przecież
              wtedy bawili (żeby się nie stresować, bo to niezdrowo).

              Natomiast ja dzisiaj kiedy idę do księgarni, to nie widzę autorów,
              którzy byliby w stanie mnie zainteresować. Ostatnio jakiś krytyk
              literatury zrobił przegląd polskich nowości wydawniczych i spośród
              debiutantów najwyżej ocenił niejaką Sylwię Chutnik - no cóż, śmiech
              pusty, wolę przeczytać wypowiedzi na forach internetowych od tej
              grafomańskiej pustki. Są przynajmniej dużo bardziej autentyczne i
              zróżnicowane stylistycznie. Serio.
              • kretynofil Zaczekaj, szalona :) 05.10.08, 16:47
                > Z całym szacunkiem dla Twoich pogawędek z żoną - ich konkluzje nie stają się
                same przez się bezwzględnie prawdziwe tylko dlatego, że doszliście do nich wspólnie.

                Z calym szacunkiem, wcale tego nie sugerowalem. To kwestia stylu, bardziej
                swobodnej narracji :)

                > Ja w szeroko pojętym wieku szkolnym przeczytałam właściwie wszystko z
                literatury pieknej, co mnie interesowało i było dostępne w przekładach - od
                Homera i dramaturgów (...)

                Pogratulowac i pozazdroscic. Ja mialem troche mniej czasu bo mialem tez inne
                zainteresowania, ktore pochlanialy sporo czasu i pieniedzy, wiec "zaleglosci"
                nadrabiam dalej.

                Niemniej jednak uwazam ze niezaleznie od dobranego przedzialu czasowego, nie
                mozna w nim przeczytac wszystkiego co wartosciowe - po pierwsze dlatego, ze
                wartosciowa literatura pojawia sie ciagle (trzeba tylko troche pokory zeby to
                przyznac), a po drugie czlowiek caly czas sie zmienia, dojrzewa i docenia to,
                czego kiedys mogl nie trawic. Nabiera dystansu do siebie i swoich uprzedzen.
                Zreszta, to dziala w obie strony - dzisiaj nie rozumiem jak moglem przeczytac
                "Czarodziejska Gore", ale kiedys czulem sie bardzo intelektualnie, brnac przez
                nia jak przez sniezyce :)

                Przyklad: ostatnio zarwalem noc nad Piekielna Poczta Pratchetta - nie bylbym w
                stanie przeczytac tej ksiazki jeszcze w szkole z dwoch bardzo waznych powodow:
                - za bardzo wtedy bylem "madry", "oczytany" i w ogole naburmuszony, zeby
                docenic tego autora - nieczytanie go bylo wyrazem, pozal sie Boze, statusu :)
                - ta ksiazka nie byla jeszcze wtedy napisana :)

                > Nikt mi nie nakazywał ograniczać się do kanonu lektur szkolnych, bez przesady.

                A mi, poniekad, tak. Duzo bylo niepotrzebnych lektur w szkole i stawialo mnie to
                przed durnym wyborem - czytac te bzdety, rzucic inne zainteresowania lub jeszcze
                bardziej popadac w konflikt z nauczycielami. Staralem sie jakos balansowac, ale
                w konsekwencji przegrywalem na kazdym froncie.

                > Choć ten kanon był jakąś wskazówką w samodzielnych poszukiwaniach, moim
                zdaniem wcale nie najgorszą. I wcale nie jestem wyjątkiem.

                Oczywiscie - tyle ze w mojej szkole nie dalo sie podyskutowac o "zamiennikach",
                przeczytac czegos "zamiast" i o tym pogadac. Co ciekawe, w szkolach do ktorych
                chodza dzieciaki moich znajomych z pracy (Belgia) takie poszukiwanie substytutow
                jest normalne, a nauczyciele do tego zachecaja!

                > Nie wykluczam, że niektórzy potrzebują na lektury więcej czasu, niż inni.

                Oczywiscie. Moze zle odczytuje ton Twojego posta, ale to tez nie jest tak, ze
                niektorzy czytaja mniej bo sa jacys opoznieni. Po prostu nie wszyscy maja
                ambicje przeczytac wszystko, bo na swiecie jest troche za duzo ciekawych rzeczy
                zeby ograniczac sie tylko do literatury!

                > To przypadek Twojej koleżanki, swoje niepowodzenie z którą możesz oczywiście
                do końca świata usprawiedliwiać złą i niedobrą szkołą, co to biedaczkę
                wystraszyła, ale osobiście sądzę, że przyczyny są znacznie bardziej przyziemne.

                Nie sa. To nie jest tak jak sugerujesz, ze ona nie chciala czytac, bo czytala na
                potege, znacznie wiecej ode mnie. Miala po prostu uprzedzenia i otwarcie o nich
                mowila.

                > To samo z mitycznym szwedzkim czytelnikiem. Ja wiem, jak wygląda szkoła w
                Szwecji oraz w paru innych krajach również.

                Skad posiadasz ta wiedze? Pytam z czystej ciekawosci, nie kwestionuje tego.

                > Nic dziwnego, że lektury, których ludzie nie przeczytali wcześniej, muszą
                nadrabiać jako dorośli.

                Nie musza niczego nadrabiac. Naprawde, piszesz troche jak "amerykanscy
                naukowcy", ktorzy w roku 1903 (bodajze) orzekli ze wszystko co mialo zostac
                wynalezione juz zostalo wynalezione.

                Zdajesz sobie sprawe z tego jak arogancka, mylna i pelna pychy byla tamta
                wypowiedz? Niestety, taka sama postawa bije z Twojego posta. Z calym naleznym
                szacunkiem, rzecz jasna :)

                > Natomiast ja dzisiaj kiedy idę do księgarni, to nie widzę autorów, którzy
                byliby w stanie mnie zainteresować.

                A ja jestem pewien, ze to kwestia pokory. Tak jak tego, ze bylbym w stanie podac
                Ci kilku autorow, ktorych nie znasz, a ktorzy mogliby Cie zainteresowac - tylko
                ze musialabys zaakceptowac fakt, ze moze nie jestes alfa i omega.

                > Ostatnio jakiś krytyk literatury zrobił przegląd polskich nowości wydawniczych
                i spośród debiutantów najwyżej ocenił niejaką Sylwię Chutnik (...)

                Nie znam. Obawiam sie ze mozesz miec racje, w sumie "krytycy literaccy" sa
                bardzo podobni w swoim zacietrzewieniu do "amerykanskich naukowcow" :)

                > wolę przeczytać wypowiedzi na forach internetowych od tej grafomańskiej
                pustki. Są przynajmniej dużo bardziej autentyczne i zróżnicowane stylistycznie.
                Serio.

                A ja jednak lubie to mieszac. To robi znacznie lepiej na glowe :)
              • kretynofil I jeszcze wersja skrocona :) 05.10.08, 18:33
                > Natomiast ja dzisiaj kiedy idę do księgarni, to nie widzę autorów, którzy
                byliby w stanie mnie zainteresować.

                No to ja nie wiem, bo ja to czytam ksiazki, nie autorow, ale ja wariat jestem i
                truskawki cukrem...
                • dominikjandomin Re: I jeszcze wersja skrocona :) 14.10.08, 20:53
                  kretynofil napisał:

                  > > Natomiast ja dzisiaj kiedy idę do księgarni, to nie widzę autorów, którzy
                  > byliby w stanie mnie zainteresować.
                  >
                  > No to ja nie wiem, bo ja to czytam ksiazki, nie autorow, ale ja wariat jestem i
                  > truskawki cukrem...

                  Ale ona szuka autorów do "zainteresowania", a nie do "czytania". Po prostu
                  pewnie obecni autorzy jej się nie podobają. Może za dużo mydła, albo nie lubi
                  panów w dżinsach? Albo gustuje w autorkach...
              • wilma.flintstone Re: Heh, calkiem zabawna teoria :) 05.10.08, 21:06
                mayta napisała:


                > Ja w szeroko pojętym wieku szkolnym przeczytałam właściwie
                wszystko z literatury pieknej, co mnie interesowało i było dostępne
                >w przekładach - od Homera i dramaturgów starożytnej Grecji po
                >pisarzy (wówczas) współczesnych, literaturę rosyjską, francuską,
                >niemiecką, północno- i południowoamerykańską a z literatury
                >polskiej od Reja i Kochanowskiego przez cały romantyzm, pozytywizm
                >do współczesności


                Troche zazdroszcze, a troche nie...Starsznie nudne i smutne musialo
                byc Twoje nastoletnie zycie. I moze stad ten, oczywiscie, przyznaje,
                zaprawiony erudycja, ale jednak gorzki jad plynacy z Twojej
                wypowiedzi. Przyjmij jednak do wiadmosci, ze jestes w mniejszosci,
                bo przecietny nastolatek z wielu powodow, o ktorych nie chce mi sie
                tu debatowac, po prostu nie idzie w Twoje slady.

                > nie wyłączając oczywiście wspomnianego przez Ciebie Lema, który
                > nadaje się akurat dla przedziału wiekowego 14-17 lat.

                Jasne. A Tolkiena powinni wydawac w serii "Poczytaj mi mamo!". Dla
                mnie mowic w ten sposob moze albo ktos kto Lema kompletnie nie
                rozumie, albo jest kompletnie zblazowany. Niepotrzebne skreslic.


                U nas w
                > schyłkowym PRLu dzieci i młodzież czytały książki: od początku, do
                > końca.

                Doprawdy, coraz bardziej mam ochote zaapelowac, zebys mowila o
                sobie...

                Nic dziwnego, że lektury, których ludzie nie
                > przeczytali wcześniej, muszą nadrabiać jako dorośli. Tym sposobem
                > wciąż są społeczeństwem "czytającym".

                Aaaaaa, czyli jesli sie w szkole przeczytalo wsztstko co kazali, to
                juz ma sie z glowy do konca zycia? Niezlaeznie od tego co zostanie
                napisane kiedy juz skonczymy szkole? Swietna teoria.


                > Natomiast ja dzisiaj kiedy idę do księgarni, to nie widzę autorów,
                > którzy byliby w stanie mnie zainteresować. Ostatnio jakiś krytyk
                > literatury zrobił przegląd polskich nowości wydawniczych i spośród
                > debiutantów najwyżej ocenił niejaką Sylwię Chutnik - no cóż,
                śmiech
                > pusty, wolę przeczytać wypowiedzi na forach internetowych od tej
                > grafomańskiej pustki. Są przynajmniej dużo bardziej autentyczne i
                > zróżnicowane stylistycznie. Serio.


                Podsumowujac caly Twoj wywod: wybacz, ale niezaleznie od tego ile to
                dziel klasykow rosysjkich, francuskich i greckich przeczytalas,
                udzielasz sobie takiego kredytu zaufania, ze trudno Cie traktowac
                powaznie. Czynia tak bowiem tylko glupcy.
              • dominikjandomin Re: Heh, calkiem zabawna teoria :) 14.10.08, 20:47
                mayta napisała:

                > Choć ten kanon był jakąś wskazówką w samodzielnych poszukiwaniach,
                > moim zdaniem wcale nie najgorszą.

                Z całym szacunkiem, ale polowa pozycji w kanonie to bzdury totalne dla dzieci,
                ksiązki raczej nie dla dzieci pisane, a druga polowa - zapóźnione o 3 lata w
                stosunku do tego, co młodzież czytała.

                Do kompletu pani w bibliotece "tego ci nie pożyczę, bo to dla klasy 7, a ty
                jesteś w 4".

                >U nas w
                > schyłkowym PRLu dzieci i młodzież czytały książki: od początku, do
                > końca.

                Żartujesz? Chyba, ze jesteś nauczycielem i tak ci się WYDAWAŁO.


                > Natomiast ja dzisiaj kiedy idę do księgarni, to nie widzę autorów,
                > którzy byliby w stanie mnie zainteresować.

                O, jakie ambicje literackie...

                >Ostatnio jakiś krytyk
                > literatury zrobił przegląd polskich nowości wydawniczych i spośród
                > debiutantów najwyżej ocenił niejaką Sylwię Chutnik - no cóż, śmiech
                > pusty, wolę przeczytać wypowiedzi na forach internetowych od tej
                > grafomańskiej pustki.

                A kto ci każe słuchać krytyków? Nimi zostają ci, co się nawet do podrzędnej
                szkoły nie nadają.

      • pos3gacz Re: Wtórny analfabetyzm dziedzictwem komuny? 04.10.08, 23:04
        Gość portalu: LuriTuri napisał(a):
        >>>5. Wychowanie bez książek (nie będzie czytał ten, komu w
        dzieciństwie nie czytano i wychował się w domu, gdzie nikt nie
        czytał).<<<
        ---------------------------------
        Jakoś mnie to nie przekonuje.
        Jestem z pokolenia powojennego[lata 40 - XX wieku] i u mnie w domu
        nikt nie czytał, a nawet uważali, że jest to strata czasu i
        pieniędzy, których na książki nie dostawałem, najczęściej dostawałem
        tzw. OPEER.
        Skończyłem podstawówkę i poszedłem uczyć się zawodu do zakładu
        i jednocześnie zmuszony byłem pójść do szkoły zawodowej, ale
        wcześniej zdałem do szkoły średniej i tak oto zrobiłem maturę
        i miałem zawód. Niestety na studia nie dałem rady pójść[sprawy
        finansowe], a w mieście z którego pochodzę [100 tys.], o ironio
        nie było szkoły wyższej i tak to już pozostało.
        Natomiast moja córka skończyła trzy fakultety i z jednego z nich
        robi doktorat[na ukonczeniu],obrona styczeń - luty 2009 rok.
        A jeżeli chodzi o czytanie książek przez młodzież, to już jest
        makabra. Jeden z drugim nie przeczyta przez lenistwo, im wystarczy
        jak przeczytają "bryk" i do tego jeszcze po łepkach ewentualnie
        obejrzą film.
        Sprawą drugą są ceny obecne książek, a w bibliotekach też czasami
        gości "mizeria" =-= brak funduszy na zakup nowości i tak to koło
        się zamyka.
          • erba Re: Wtórny analfabetyzm dziedzictwem komuny? 05.10.08, 00:53
            nessie-jp napisała:

            > Jestem miłośniczką książek. Ale zdumiewa mnie stawianie ich na jakimś
            > piedestale, tak jakby przez samą swoją fizyczną formę były "lepsze" albo
            > "szlachetniejsze" od innych form przekazu.
            >

            Dokładnie! Powinno się raczej mówić o jakości "konsumowanej" rozrywki, a nie o
            ilości poszczególnych jej wycinków. 3h przed tv to może być dobry film+program
            publicystyczny, ale też codzienny maraton przez wszystkie telenowele. Tak samo z
            książkami, można przeczytać w ciągu roku 20 "grocholi" albo tyle samo
            "orwellów". Ilość nie świadczy o wszystkim.
      • Gość: Grażyna Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.10.08, 10:24
        Gość portalu: LuriTuri napisał(a):
        > 5. Wychowanie bez książek (nie będzie czytał ten, komu w
        > dzieciństwie nie czytano i wychował się w domu, gdzie nikt nie
        > czytał).

        A to ciekawe, co napisałeś. Bo ja jestem córka chłopa. Wychowałam sie w domu bez
        książek, a czytam dużo. Znam wielu takich, jak ja. Co więcej, mam poczucie, że
        osoby wychowane w domach bez książek czytają więcej,z tego względu, że książek
        nigdy nie mieli i książki stanowią dla nich prawdziwą wartość. Skończyłam dwa
        fakultety, obracam się wśród intelygencji. Ile ja już się bajek nasłuchałam o
        ludziach ze wsi, to głowa mała. Czuję się czasem jak Wokulski na salonach -
        patrzę na świat, do którego zawsze predestynowałam i z żalem stwierdzam, że za
        warstwą snobizmu kryje się pustka.
    • Gość: kasia kultura w peerelu IP: *.chello.pl 04.10.08, 20:43
      moim zdaniem za peerelu wysoka kultura miala sie znakomicie,
      nieporownanie lepiej niz teraz. nie chce mi sie wchodzic w
      szczegóły, więc podam tylko kilka przykladow. to komuna zlikwidowala
      w polsce po wojnie analfabetyzm, dotarla siecią tysięcy bibliotek do
      zapadłych wsi. do dzis takie wskazniki jak oenzetowski human
      development index wskazują nienormalnie wysokie zaawansowanie
      systemu edukacji i szkolnictwa w byłych krajach realnego socjalizmu.
      komuna stworzyla podglebie, na ktorym rozkwitła polska literatura
      (andrzejewski, lem, rożewicz, szymborska, bialoszewski, grochowiak,
      herbert itd.), teatr (np. grotowski, kantor, teatr televizji,
      dziesiątki wspanialych polskich aktorow), kino (polska szkola
      filmowa, kino moralnego niepokoju itd. itp.), sztuki plastyczne
      (malarstwo, polski plakat), muzyka (z jednej strony penderecki,
      gorecki, lutoslawski, z drugiej niemen i tylu tylu innych, jak
      koterbska, brekauci, grechuta, ciechowski itd. itp. ktos taki jak
      doda byl w polsce nie do pomyslenia jeszcze dwadziescia lat temu.
      dzisiaj dookola sa niemal same dody. czy może się mylę, :)?
      • pani.zemsta Re: kultura w peerelu 04.10.08, 20:57
        Wszystko pięknie, tylko sytuacja, w której walczy się o to, by
        ludzie umieli pisać nie równa się zainteresowaniu literaturą po
        procesie edukacji. Poza tym to,co piszesz o Szymborskiej,Różewiczu
        itd. zawsze należało do jakiejś tam elity-mniejszości-bynajmniej nie
        interesowało, nie zachwycało już szerokich mas.
        Jednak zgodzę się z tym,że jak nic nie było to się ludzie z nudów za
        książki brali,ale czy dziadostwa w literaturze nie było, nie było
        propagandowego śmiecia?! No,proszę. Liczba książek w druku o niczym
        dla mnie nie świadczy.
          • sokolasty Re: kultura w peerelu 06.10.08, 09:05
            "Poza tym to,co piszesz o Szymborskiej,Różewiczu
            itd. zawsze należało do jakiejś tam elity-mniejszości-bynajmniej nie
            interesowało, nie zachwycało już szerokich mas."

            Chyba normalne. Poezji trzeba poświęcić czas, rozsmakować się w niej, ją trzeba
            CZUĆ, nie każdego ona zachwyca. Ja poezji nie kupuję, Słowacki może i wielkim
            poetą był, ale mnie nie zachwyca.
        • kretynofil Daj luz, bzdury opowiadasz... 05.10.08, 09:11
          > Wszystko pięknie, tylko sytuacja, w której walczy się o to, by ludzie umieli
          pisać nie równa się zainteresowaniu literaturą po procesie edukacji.

          A znasz lepszy sposob? Uwazasz ze lepiej jest pozwolic ludziom tkwic w
          analfabetyzmie i zalamywac rece nad ich "niechecia" do literatury? Pewnie tak,
          bo teraz to robisz :)

          > Poza tym to,co piszesz o Szymborskiej,Różewiczu itd. zawsze należało do
          jakiejś tam elity-mniejszości-bynajmniej nie interesowało, nie zachwycało już
          szerokich mas.

          Po pierwsze to nie zrozumialas poprzedniej wypowiedzi. Mniejsza o to.

          Zawsze tak jest ze najtrudniejsza literatura dociera tylko do garstki ludzi - i
          dobrze. Tez nie wierze w to, zeby 75% Szwedow czytalo ambitne rzeczy, to pewnie
          beda jakies ichnie Grochole.

          > Jednak zgodzę się z tym,że jak nic nie było to się ludzie z nudów za książki brali

          Masz racje - jakie to straszne :) Nuda, nuda i jeszcze raz nuda i z tej nudy
          kultura :) Moim zdaniem lepiej jak ludzie MOGA obejrzec Teatr Telewizji i ich na
          to stac, niz tak jak jest dzisiaj - ze moze nawet by chcieli, ale nie maja kiedy
          ani za co.

          Co z tego ze jest tyle "nieocenzurowanych" teatrow, skoro stac na nie garstke
          ludzi? Co z tego ze maja wybor w telewizji, jesli wybor sprowadza sie do TzG lub
          MjM - i to w PUBLICZNEJ stacji?! Nawet ambitne teleturnieje wywalaja, nie mowiac
          o jakiejkolwiek Kulturze.

          > czy dziadostwa w literaturze nie było, nie było propagandowego śmiecia?!

          Wybacz, a dzisiaj to co? Jakies jankipawelki, polityka historyczna, wynurzenia
          dziadow z IPN i fantazje kombatanckie. Same dziadostwo.

          > Liczba książek w druku o niczym dla mnie nie świadczy.

          To sie zdecyduj... Bo ja nie wiem co dla Ciebie o czyms swiadczy.

          Mam wrazenie ze tylko jedno - ze sobie bohatersko pouzalasz sie na forum ze
          otaczajacy Cie plebs jest durny, kiedy sama yyyyntelygencyja nie grzeszysz.
          Chcesz sobie popisac o "zlej komunie" i o tym jaka to jestes biedna i
          niedoceniana niedzielna intelektualistka? Prosze bardzo to jest serwis dla Ciebie:

          zal.pl
          • Gość: Michał Re: Daj luz, bzdury opowiadasz... IP: *.centertel.pl 05.10.08, 21:21
            Jeśli myślisz, że Ty grzeszysz inteligencja, a z Twoich wypowiedzi to wynika -
            to zastanów się czy nie zweryfikować swoich poglądów. Kto daje Ci prawo, żeby
            obrażać innych na forum? Obrażanie innych świadczy o kompleksach i
            nieumiejętności przekonania innych do swoich tez bez inwektyw. Ciekawy jestem
            czy stając z kimś twarzą w twarz też mu mówisz, że inteligencją nie grzeszy bo
            nie zgadzasz się z jego poglądami? Wiedz, że Twoja poza "inteligentnego chama"
            jest niewiele mniej obleśna niż posty tych wszystkich buraków, którzy tylko
            obrażają nie ustosunkowując się wcale do tematu.

            tym razem nie pozdrawiam
      • braineater Re: kultura w peerelu 04.10.08, 21:07
        Trochę nie tak - Dody były zawsze, wcześniej nazywały się po prostu Violetta Villas. Za 40 lat też będziemy na nią jak na sympatyczny relikt popkultury, z czasów kiedy byliśmy młodsi i spiewali prawdziwi ludzie (nieważne jak), a nie wirtualne gwiazdy.
        Co do samego pytanie, to nie przeceniałbym wyrżnięcia inteligencji, bo tej 'inteligencji' była garstka i miała w międzywojniu mniej więcej takie samo znaczenie, jak ma dziś, czyli niewielkie (zamiast dyskutować o niej na forum, dyskutowało się w knajpach, tyle różnic), choć może cieszyła się większym medialnym szacunkiem - bo media były jeszcze dośc słabe i musiały czymś podpierać swój autorytet. Dziś wystarczy Tomasz Lis, czy inna maszynka do czytania promptera.
        Zauważalnego spadku czytelnictwa raczej też nie ma, bo pewnie gdyby prównać wskaźniki z lat 60 z dzisiejszymi, to procentowo będzie nadal czytał ten sam odsetek. Ksiunszka panie, to zawsze w 'porządnych prostych rodzinach" był zbytek, fanaberia i zbędny lukus - duże domowe biblioteki tworzy się u nas od dwóch, może trzech pokoleń i nie jest to częste hobby - to forum trochę wypacza światopogląd. Brak czasu, inne media, inny model rozrywki, to pewnie wszystko ma wpływ na niechęc Polaków do ksiązek, ale podejrzewam, że sięga ona dużo głębiej, pewnie czasów, kiedy wmawiano nam, że jedyną istotną ksiązką jest Biblia i żadnej innej do prawidłowego rozwoju nie trza. Popi w Rosji, o ile pamiętam, nie mieli takiego odchyłu, choć w sumie to nie wiem - hipoteza taka.
        Plus, tak trochę, kończą się czasy ksiązki jako książki - bo i jako źródło wiedzy wymięka w przedbiegach w porównaniu z nowymi mediami i jako źródło rozrywki musi się mierzyć ze zjawiskami o wiele bardziej efektownymi. Czyli tak właściwie wszystko wraca do normy - czytają ci co chcą czytać, a ci którym to w zyciu do niczego potrzebne nie było, nadal nie czytają.
        I to chyba jednak zdrowy układ jest.
                • braineater Re: kultura w peerelu 05.10.08, 20:09
                  Ja mam Mysza, jednak inne wspomnienia, pewnie dlatego, że tego PRLu to raptem
                  zaliczyłem 12 lat, z czego z 6 jako, powiedzmy, czytelnik. I nie pamiętam
                  sytuacji, że nie było co czytać - z tych czasów zresztą mam przyzwyczajenie, że
                  czytam wszystko, bo jak się nie ma co się lubi, to się czyta co jest pod ręką -
                  a matka akurat była fanką Poli Gojawiczyńskiej, więc sobie wyobraź, co z
                  psychiką 10 latka może zrobić dzieło pokroju Dziewcząt z Nowolipek:)

                  Ale każde 'wyjście na miasto' aka przejazd do centrum Katowic, kończyło się
                  zakupem jakiejś książki - dla mnie, bo reszta rodziny raczej wierzyła w
                  biblioteki i kupowała z rzadka. Stąd moje wspomnienia czytelnictwa z PRLu są jak
                  najbardziej na plus - że było 'na bogato' - z tych czasów mam wszystkie Tomki,
                  całego Karola May'a, jakieś oporowe ilości fantastyki dla dzieci, o której
                  autorach nie pamiętają najstarsi górale czy Nizurskich, Nienackich i Bahdajów.

                  Patrząc zresztą po biblioteczce, która od tamtych czasów zgromadziłem już sam
                  sobie na książki zarabiając, widzę, że wydania z lat 60-80, zwłaszcza klasycznej
                  klasyki, to jakieś co najmniej 70% całego zbioru - to samo zresztą dotyczy
                  kryminałów - wtedy naprawdę wydano u nas praktycznie cały kanon gatunku plus
                  parę niespodziewanych perełek. Niby wiem, że były problemy z dostępnością ale
                  istniał też przecież przemiły system zaprzyjaźniania się z paniami z Domu
                  Książki, które po kilku miłych uśmiechach i paczce kawy Arabica, skłonne były
                  wyciągnąć spod lady jakiś rarytas.
      • wlodekbar Re: kultura w peerelu 05.10.08, 03:57
        Nie mylisz się!!!
        Doda to piersza piosenkarka w półdzikim kraju pod Rosją (w Rosji właśnie czytają
        książki, i tradycyjnie w większym stoppniu niż u nas w siołach etc.). A discko
        polo, muzyka znacznie bardziej prymitywna od ludowych i obrzędowych afrykańskich
        ludów, święci triumfy. Ja przez parę lat walczyłem o to, by jednak państwo
        jakieś większe priorytety dla rzeczy wartościowych miało, mówię o resorcie
        kultury, ale resort woli nazwy resortu permanentnie zmieniać niż jakąś bardziej
        rozsądna politykę uprawiać. Nawet jeśli przychodzi lepszy minister, to ciężko mu
        z tym aparatem pracować.
    • hajota Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? 04.10.08, 21:04
      Zgadzam się z tulipanną, nobullshit, LuriTuri, kasią.
      A równie bzdurnego wytłumaczenia spadku czytelnictwa w obecnych czasach:
      >>2. Niechęć i nieufnośc Polaków do słowa pisanego po wojnie, bo
      kojarzyło się jednoznacznie z władzą i nachalna komunistyczna
      propagandą.<<
      to dawno nie czytałam, nawet na forach politycznych. Skąd się biorą tacy
      "profesorowie"? Posunięty do absurdu koniunkturalizm, starcze rozmiękczenie
      mózgu, czy też poziom wiedzy godny absolwenta Wyższej Szkoły Tego i Owego?
      • Gość: kasia stereotypy nie zastpia myslenia IP: *.chello.pl 04.10.08, 21:16
        ja sądzę, że wielu piszacych o peerelu ma mózgi wyprane przez
        dominujacych w mediach prymitywnych krytyków tamtych czasów.
        tymczasem swiat nie jest czarnobiały. akurat rozkwit wysokiej
        kultury w peerelu jest faktem, ktory nie pasuje do lansowanego
        stereotypowego poglądu, i po prostu trzeba ten fakt przyjac do
        waidomosci. myślcie ludzie samodzielnie, a nie powtarzajcie przezutą
        przez usłużnych dziennikarzy papkę. miala komuna wady i miala
        zalety. i tyle.
        • braineater Re: stereotypy nie zastpia myslenia 04.10.08, 21:23
          Wiesz, nie chcę Cię martwić, ale są osoby młodsze od III RP, które ksiązek wydanych w tamtych czasach nie czytają, bo (cytat dokładny):

          "Natomiast nie lubię definitywnie książek wydanych przed 1990 rokiem - nie ma to
          nic wspólnego z komunizmem czy innym, po prostu są za stare jak na mój gust "

          Źródło cytatu pominę liościwym milczeniem.
        • pani.zemsta Re: stereotypy nie zastpia myslenia 04.10.08, 21:28
          Droga Katarzyno, piszesz :"w zasadzie nie mam nic do dodania, :).
          moze tylko jeszce wspomne o
          stutysięcznych nakładach książek z kanonu literatury światowej (od
          balzaka do vernego)przez dziesieciolecia sprzedawanych za grosze
          wszystkim chętnym... ".

          Dźwięczy mi tylko jeden komentarz-kupujmy książki,wreszcie jest coś
          taniego i ładnie się będzie prezentowało w biblioteczce ,jak goście
          się zjawią. Widzę,że dla Ciebie okres PRL-u to czas niesamowitych
          moli książkowych,pałających miłością do przykładowego Balzaca.
          W porządku, kiedyś to były czasy...
          Dla mnie Polacy się zbytio nie zmieniają. Przedziały procentowe już
          tak sobie stoją w miejscu.

          To,że masowo rzucali kanon literatury światowej,bo wszysko inne
          zatruli i to było najbardziej nautralne, jest dla Ciebie argumentem
          za tym,że tacyśmy czytelnicy...?
          Ja wysiadam.

          p.s. a zapytałabyś ile z tych osób,które kupiły nieszczęsgo pana B.
          za grosze,przeczytały go...
        • Gość: edka Re: stereotypy nie zastpia myslenia IP: *.net-serwis.pl 05.10.08, 11:17
          Zgadzam się a wynika to z mojego doświadczenia. Wychowałam się na wsi i pomiędzy
          szkołą i pracą na polu miałam możliwość skoczyć do biblioteki z siostrą czy
          koleżankami....... Dzisiaj dzieci już nie mają takiej możliwości bo biblioteki
          po prostu nie ma.Znam też ludzi dla , których zamknięcie tej biblioteki dobrych
          parę lat temu było dramatem.
    • Gość: tay Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.08, 21:24
      Moim zdaniem powodem jest wychowanie. Nie czują potrzeby czytania, nie ćwiczą się w tym, nie poszerzają słownictwa itd. Znam całą masę ludzi, którzy nie przyswajają połowy informacji, które dostaja podczas rozmowy. Charakterystyczne jest, że ci ludzie nigdy nie sięgaja do instrukcji, wolą sami godzinami dochodzić do rozwiązania problemu. Szczytem jest zagłębienie się w kolorową prasę, z którą też bywają problemy. Kity o wybitym kwiecie inteligencji mnie nie przekonują.
    • Gość: kasia i jeszcze coś... IP: *.chello.pl 04.10.08, 21:31
      wazne sa wzorce szczepione np. przez publicne radio, telewizję. to
      one w znacznej mierze urabiaja gusty. jeśli w publicznej telewizji
      na okraglo pokazuje się prymitywne seriale, bohaterów w rodzaju
      jarmarcznego silacza, mandaryny czy innej kobiety z brodą na
      przemian z setkami reklam, to skutek jest m. in. taki, że ludzie
      zaczynaja traktowac czytanie książek jak dziwactwo.
      • braineater Re: i jeszcze coś... 04.10.08, 21:35
        Czytanie ksiązek zawsze było dziwactwem, to nie jest wymysł tu i teraz. 100 lat temu większośc wsi szła na zabawę ze sztachetami, a nie siedziała w domu, czytając ksiązki przy świecach. Miasto wybierało knajpy i rauty a nie biblioteki i czytelnie. Zupełnie nie wiem, skąd pogląd, że czytanie książek kiedykolwiek było modne (modniejsze niż teraz)
          • braineater Re: i jeszcze coś... 04.10.08, 21:50
            Czyta klasa średnia. W każdym kraju to ona napędza rynek księgarski.
            Gdzie w dziejach PL masz klasę średnią? - trochę pod koniec XIX wieku, trochę w międzywojniu. Tyle. Czytanie jest przywilejem osób, które znają kategorię 'czasu wolnego' - a to jest u nas jakby w miarę świezy wynalazek, bo albo trzeba było walczyć, albo harować.
            • Gość: kasia Re: i jeszcze coś... IP: *.chello.pl 04.10.08, 22:02
              ja nie bardzo rozumiem, co Ty mowisz, jak mowisz "klasa średnia". to
              strasznie niejasna nazwa. więc nie wiem, o co chodzi.
              *
              twierdzisz, ze ludzie w polsce nie maja czasu wolnego? uwazam ze to
              nie jest prawda, np. badania pokazuja, ze miliony przez długie
              godziny ogladają codziennie bzdury w tiwi. no to chyba robią to
              własne w wolnym od walki o niepodleglośc i pracy zarobkowej czasie?
              czyz nie tak?
              • pani.zemsta Re: i jeszcze coś... 04.10.08, 22:09
                1. nie jest ważne co było tzw. pierwszym poruszycielem tej
                dyskusji,ważne jak się rozwija

                2. Katarzyno-oczywiście masz rację-pozostaniemy przy swoich
                stanowiskach,ale czy jest sens wykłócać się o termin'klasa średnia'-
                chcesz wracać do historii doktryn politycznych itd.?

                3. braineater-przywołanie sztachet było bardzo na miejscu, oto
                właśnie chodzi. Z tą klasą średnią to może bardziej chodzi o
                prawdziwą klasę średnią-nieobecną w PL (to znowu do Katarzyny).
                YES,yes,yes.

                p.s. nie drapmy się już, przyczyn ,że ten cholerny naród nie czyta
                jest multum, kaganek rozprzestrzeniania literatury często gaśnie,
                róbmy swoje
              • braineater Re: i jeszcze coś... 04.10.08, 22:34
                Najprościej ujmując na potrzeby tej dyskusji, klasa średnia, to ludzie o dochodach zapewniających podstawowy komfort - dach nad głową, jedzenie, podstawowe luksusy - telewizor, samochód i podstawowy święty spokój w kategorii potrzeb materialnych. Ludzie, którzy nie muszą się 'dorabiać', bo tego, co im było potrzebne, już się dorobili. Mają więc czas wolny, po 8 godzinach pracy, nie muszą chwytać się dodatkowych zajęć dla wspomożenia budżetu domowego, mogą poświęcić się szeroko rozumianym rozrywkom. Dla jednych to będzie wyplatanie makatek dla przyjemności, dla innych będzie to czytanie książek. Z makatkami sprawa prosta, materiał jest tani, ksiązki natomiast wiążą się z kolejnymi wydatkami - i to nie tylko sam zakup książek, ale tez regałów, lampek, wygodnego fotela etc - znaczy musisz mieć tyle, by stać cię było na rzeczy z racjonalnego punktu widzenia, zupełnie zbędne w codziennym życiu i co gorsza, niemodne (posiadanie 10 regałów w domu nijak się nie zgrywa z mieszczańską estetyką, o czym nieco inaczej pisze Nobullshit parę postów niżej). Tych warunków - stabilność finansowa, możliwość siedzenia i nicnierobienia (bo z punktu widzenia produktywności, czytanie jest nicnierobieniem) - nie było na tych terenach prawie nigdy. Stąd nie wykształcił się ten model spędzania czasu. Nie ma wzorca - nie ma kontynuacji. A dzisiejsza klasa średnia istnieje już w zupełnie innych okolicznościach i ma dużo szerszy wybór rozrywek - a przede wszystkim w swej większości wywodzi się albo ze wsi, albo z ubogiego mieszczaństwa (bo nie było innego), więc gustuje w rozrywkach odpowiednich do swojego pochodzenia - jarmarkach różnego rodzaju najczęściej. Dlatego też, czytanie w Polsce jest dziwactwem, jest jakimś tam wyrwaniem się z kręgu tradycji i rozrywek aprobowanych przez naszych przodków, jest po prostu fanaberią.
                • lis888 do Braina 05.10.08, 09:07
                  Drogi Brainie, w Rosji jako taka klasa średnia praktycznie nie
                  istnieje. Jest bardzo cienka warstwa "nowych Ruskich", jakieś 4 do
                  5%, a reszta to bida z nędzą, która dopiero w ostatnich latach, przy
                  Putinie, zaczęła się trochę od dna odbijać (i właśnie za to oni go
                  lubią i nikomu nie oddadzą;P). Urodziłam się w bardzo biednej
                  rodzinie, mmja matka samotnie mnie wychowywała; książek u nas zawsze
                  było bardzo dużo. Mój ojciec pochodzi z głuchej wsi pod Briańskiem -
                  jego matka i babka były zapalonymi czytelniczkami (nie kupowały
                  książek, bo na nie było ich stac, ale korzystały z biblioteki - tak,
                  na wsiach w Związku Radzieckim były wcale niezgorzej zaopatrzone
                  biblioteki), sam jest kupującym ksiązki czytelnikiem (inżynier,
                  płaca ok. 400 E).
                  Wydaje mi sie teraz, że róznica jest w tym, że w Rosji jest
                  prawdziwy KULT KSIĄŻKI, nawet u ludzi nieczytających. Posiadanie
                  ksiązek jest wyznacznikiem szeroko pojętego poziomu zycia. Pamiętam
                  z dzieciństwa, że jak sie wchodziło do czyjegos domu po raz
                  pierwszy, najpierw szło sie do regałów z ksiązkami, żeby zobaczyć,
                  co gospodarz czyta, z pobieżengo rekonesansu robiło sie wnioski,
                  jakim jest człowiekiem. W tym kulcie duża rolę odegrali na pewno
                  Zydzi, których było kiedys duż w Rosji, a i teraz jest więcej niz w
                  Polsce, u nich ten kult wiedzy i co za tym idzie, ksiązki byl
                  jeszcze wyższy niż u Rosjan. Poza tym inteliegencja jako warstwa w
                  Rosji była szersza, nazwa ta dotyczyła nie tylko profesorów
                  uniwersyteckich, ale tez nauczycieli wiejskich:)
                  Jak kilka miesięcy temu weszłam do księgarni w Moskwie, to
                  zobaczyłam 5!!! różnych wydań Kolejki Sorokina, 3 wydania Opowieści
                  kanteberyskich Chaucera, kt. bezskutecznie poszukiwac gdziekolwiek w
                  Polsce poza Allegro:(, kupiłam "Księgę Diny", Musila "Człowieka bez
                  właściwości" za równowartość 20 zł; nigdy nie przetłumaczone na
                  język polski powieści Wilkiego Kollinsa dla kumpeli,
                  Wodehouse'a "Dzieła wszystkie" i "Wszystko Dicka Francisa" dla
                  niejże. Musze powiedzieć, że na każdy mój wyjazd do Moskwy mam długa
                  listę pozycji ksiązkowych do kupienia dla moich przyjaciół, którzy
                  czytaja po rosyjsku, bo w Rosji rzadkie ksiązki sa jakby mniej
                  rzadkie i leżą sobie tak poprostu w księgarni. Oczywiście w Rosji
                  wydaje sie bardzo dużo róznego chłamu ksiązkowego, ale istnieje on
                  obok, a nie zastępczo wobec ksiązek, które uważamy za bardziej
                  wartościowe.
                  Oczywiścię, zdaję sobie sprawę, że ryunek czytelniczy jest tam
                  większy (140 milionów potencjalnych czytelników owbec 38 w Polsce,
                  to jednak prawie 4 razy więcej), ale ta różnorodność!!! Mam
                  wrażenie, że tłumaczy sie tam niemal wszystko, co się wydaje na
                  Zachodzie, tak poprostu, no bo jak sa tam, to dlaczego u nas nie;P
                  Pisarz Akunin jest jednym z najbogatszych Rosjan, to chyba o czyms
                  mówi:)

                  • braineater Re: do Braina 05.10.08, 09:38
                    Dzięki za opis moskiewskich księgarń, co się w Rosji tłumaczy, to widać choćby po po stronie lib.ru/, zdecydowanie jest tego więcej niż u nas i co ciekawsze tłumaczenia wychodzą o wiele szybciej z reguły. Piszesz, że nie ma klasy średniej, ale za to jest kult książki i ja bym trochę to podrążył - bo on się nie wziął znikąd chyba? Możesz to jakoś rozwinąć? Bo przyznam, że mam parę podejrzeń, skąd się ten kult mógł wziąć, ale żadnego, którego bym był pewien.
                    • lis888 kult ksiązki 05.10.08, 10:45
                      Mam jedna hipotezę;) Otóż, moim zdaniem kult książek i słowa
                      pisanego w Rosji związany jest ścisle w z gwałtownym wybuchem
                      poszukiwania tożsamości świeckiej, niereligijnej w Rosji pod koniec
                      wieku XIX, gdzies w latach 1860-tych (podczas panowania Aleksandra
                      II) - latach "rosyjskiej wiosny", zelżenia reżimu samodzierażawia.
                      Car od zawsze był Prawosławnym Imperatorem, przynajmniej zalożenie
                      propagandowe było takie, że trzeba te dwa ośrodki władzy utożsamiac.
                      W drugiej połwie XIX wieku do głosu zaczęy dochodzic krytyki
                      Kościoła Prawosławnego jako instytucji do cna skostniałej, oderwanej
                      od rzeczywistości, skorumpowanej i uwaga - niedostatecznie
                      wykształconej, ciemnogrodu. Równocześnie zaczęly sie nasilać prądy
                      antycarskie.
                      Inteligjencja rosyjska - była to warstwa bardzo szeroka, niekiedy
                      mylona w ogóle z mieszczaństwem (raznoczyńcy), a i spore warstwy
                      ziemiaństwa (tez wynalazek lat 60-tych) z nia się utożsamiały
                      (oczywiście poza arystokracją), zaczęła sie mocno kształtować
                      właśnie w drugiej połowie wieku XIX. Na gwałt poszukiwała własnej
                      tożsamości. Nie mogła jej znaleźć w warstwie arystokratycznej, ani
                      w "ciemnogrodzie popowskim", ani w w kręgach dworskich. Zaczęła sie
                      ona jakby od opozycji wobec tych wszystkich tożsamości, a
                      ukierunkowały ja takie m.in. osobistości, jak Bieliński, Pisariew,
                      Dostojewski, Niekrasow, Czechow, które należały właśnie do
                      raznoczyńców. Raznoczyńcy jako pierwsi droge swojego awansu
                      społecznego i finansowego mogli dostrzec jedynie w osobistym
                      kształceniu sie (rozkwit uniwersytetów w tamtych latach), co mocno
                      związało ich ze słowem pisanym nie tylko jako źródłem wiedzy ile i
                      żródłem dochodu (publicyści, pisarze, prawnicy). Tym sposobem
                      ksiązka nabrała statusu kultowego w tych dwóch aspekatach: poznanie
                      jej wiodło do wiekszej wiedzy i zdobycia zawodu, znalezienia sie w
                      kręgach jedynowierców, zwiekszenia dochodu, a poza tym, co w reżimie
                      carskim tez bylo niesłychanie ważne, wiedza plus znajomość języków
                      dawała szanse poznania światopoglądy z zagranicy, uważanych za
                      postepowe.
                      W Rosji carskiej kult ksiązki był nurtem oddolnym, nie pochwalanym
                      bynajmniej przez władze, które wolały trzymac naród w ciemnocie;
                      władze bolszewickie tez go nie promowały; jednakże w czasach ZSRR,
                      gdzie bogacenie finansowe było dla wiekszości całkowicie poza
                      zasięgiem mozliwości, chęć awansu finasowego i społecznego
                      sublimowała się w chęci zdobywania coraz wiekszej wiedzy,
                      przynależenia do kręgu wybranych, ucieczki od koszmarnej
                      rzeczywistości.
                      Ksiązki były jedynym towarem, który mieliśmy w obfitości (co nie
                      oznacza, że wszystkie były dostepne, cenzura działala także w
                      okresleniu nakładów danego dzieła - co znaczyły 30 tys nakładu w
                      ponad 200-milionowym państwie!) Przynajmniej klasyki wszelakiego
                      rodzaju było pod dostatkiem. Były to czasy, kiedy pisarze byli
                      wydawani w opcji "Dzieła wszystkie"...
                      Teraz sytuacja sie zmienila, ale na szczęście mentalnośc jeszcze
                      nie:)
                      Polecam bardzo interesującą ksiązkę Borisa Jegorowa "Oblicza Rosji:
                      szkice z historii kultury rosyjskiej XIX wieku" (słowo/obraz
                      terytoria), która szeroko i przystepnie naświetla problem (niestety,
                      obecnie nakład skończony i jest niedostepna:((((
                      • braineater Re: kult ksiązki 05.10.08, 11:29
                        Dzięki za wyczerpującą odpowiedź. Co do "Oblicz Rosji", to nie ma książek nie do zdobycia, (tinyurl.com/3vk9z8), więc chętnie spojrzę.

                        A teraz o poszukiwaniu tożsamości w książkach - bo chyba fatycznie tu można szukać róznic. W Polsce też się to odbywało, choć jednak w mniejszym stopniu. Przez cały XVIII i XIX wiek ksiązki służyły właśnie przechowywaniu polskiej tożsamości, sprowadzanej na margines przez zaborców, to w nich przechowywał się język i patriotyczne wartości - to w sumie jest okres, kiedy dorobiliśmy się wszystkich ważnych klasyków (ważnych lokalnie, w odróznieniu od rosyjskich, których się udało wyeksportować w świat) I może tu tez jest jedna z przyczyn - przyzwyczailismy się, że ksiązka ma rolę służebną - że literatura, to nie przyjemność, rozrywka, tylko własnie nosnik jakiś treści patriotycznych, tożsamościowych. Zdaje się to potwierdzać program nauczania w dzisiejszych szkołach - nie czyta się, bo tak, bo to fajny sposób na spędzenie czasu, tylko czyta się po coś - by wzbudzić w sobie patriotyzm, poznać historię, przechowac pamięć o 'tragicznych losach naszych przodków' itd. Ten trend na wiele lat zapanował w polskiej literaturze - uczyć, nawracać, przekonywać, opisywać, praktycznie na margines spychając rzeczy lekkie i rozrywkowe. Nie, że nie było literatury popularnej, rozrywkowej, ale generalnie była ona traktowana jak śmieć. Liczyli się tylko ci, co pisali o rzeczach ważnych i ponurych - stąd kariery Iwaszkiewicza, Żeromskiego, Konwickiego czy Andrzejewskiego. Żaden z nich nie napisał niczego ot tak po prostu - dla rozrywki. I nawet kiedy system się unormował i zapanowała Najjaśniejsza RP z Kolejnym Numerkiem, to nie zmieniło się zbyt wiele - wciąz na topie sa pisarze babrzący się w polskości - Pilch, Gretkowska, Stasiuk, Chwin, Huelle i inni kandydaci do corocznego odbioru nagród literackich, natomiast literaturę pop, traktuje się w kategoriach guilty pleasure, co widać choćby po wątkach na tym forum, gdzie każdy popularny autor, autorka już został obdarzony serią epitetów, zaczynających się najczęsciej od oskarżenia o grafomanię.

                        Stąd jakby wzorzec, który wynosimy ze szkół, wymusza na nas nabożne podejście do literatury, jako czegoś superważnego, głebokiego i broń boże, nie rozrywkowego. Cięzko skończyć edukację w Polsce i jednocześnie wierzyć, że czytanie to rozrywka - raczej powstaje wrażenie, że czytamy tylko po to, by się ubogacać złotymi myślami gości, co nieżyją od dwustu lat. Powstaje więc naturalny odruch obronny - won z ta książką, telewizja przynajmniej jest wesoła. Nie czytamy tych ważnych, bo problemy z polskością, tożsamością się praktycznie skończyły - jako naród wybitnie monokulturowy i monoreligijny, uznaliśmy, że wszystkie wytłumaczenia zostały już spisane. I nie czytamy popu, bo nie wierzymy, że literatura może być lekka, łatwa i przyjemna, jak wenezuelska telenowela i wcale nie musi niczego uczyć, wystarczy, że bawi. Oczywiście - czasem się komuś uda przedrzeć z tego getta literatury popularnej - Chmielewska, Grochola, Joe Alex, współcześni twórcy kryminałów i SF, ale nigdy nie będa się oni cieszyli takim uznaniem, jak głownonurtowe ponuraki, piszące o polskich kompleksach, których krytycy, wciąz wychowani w szkole 'literatury niosącej wazkie treści' stawiają na kolejnych piedestałach zgodnie z zasadą "Tu jest Polska, tu się płacze."

                        I tym sposobem pierwszym odruchem Polaka sięgającego po ksiązkę jest chyba strach przed tym, że zacznie czytać i znów zostanie zasypany tysiącem martyrologicznyc opowieści, podlanych polityką, tragicznymi dziejami narodu, trudnymi wyborami moralnymi, tragiczną miłością, którą przerwała wojna/stan wojenny/działania SBecji/knowania komunistycznych komisarzy/najazd wojsk sovieckich - niepotrzebne skreślić. W polskim kinie zresztą króluje ten sam trend - albo słaby pop, na najgorszych wzorcach, albo tysięczne klony Zanussiego i innych moralnie zaniepokojonych. Więc się nie czyta i nie ogląda, bo ileż można
                        • lis888 Re: kult ksiązki 05.10.08, 13:56
                          Bardzo Ci dziekuję za tę wypowiedź, - uważam że masz sporo racji i
                          właściwie dzięki Tobie uzyskałam przynajmniej w 70% odpoiweidź na
                          moje pytanie. Zgadzam sie z Toba całkowicie, ta męczeńskośc kultury
                          polskiej poraziła mnie i nie przestaje przeprażać przez te 17 lat,
                          które mieszkam w Polsce.
                        • lis888 Re: kult ksiązki 05.10.08, 14:03
                          A co do linka, to neistety, musze Cię rozczarować, bo w trakcie
                          poszukiwania tej ksiązki zaglądałam i do Prusa również, i tej
                          ksiązki nie ma:( Tak samo jak w innych księgarniach. Te książki niby
                          obecne to jedna wielka zmyła.
                          A tak na marginesie:
                          1. uważam, że to właśnie okres powojenny (=komuna) był najlepszy dla
                          polskiej ksiązki, sądząc chociażby po liczbie otwartych wtedy
                          bibiliotek.
                          2. Polska to kraj rolniczy-chłopski, a po co rolnikowi ksiązki?
                          3. No i ci Żydzi;P
        • zdanka1 Re: i jeszcze coś... 06.10.08, 20:20
          >Zupełnie nie wiem, skąd pogląd, że czytanie książek kiedykolwiek był
          > o modne (modniejsze niż teraz)


          Moze stąd chocby, że kiedyś posiadałeś stosunkowo mniej zródeł
          informacji i to faworyzowało księżkę ? Przede wszystkim - nie było
          internetu, choc już nikt nie wierzy, ze kiedyś były takie czasy. Ja
          też:)
          No więc, chcąc nie chcąc, kiedy pani w szkole kazała sie czegoś
          dowiedzieć, to dzieciaki lądowały w bibliotece dzielnicowej, do
          której zabierano je wczesniej na wycieczkę . Teraz siadaja przed
          kompem. Po prostu ksiązka nie jest już optymalnym nosnikiem
          informacji - jest za wolna. Oczywiscie są też tacy, którzy przez
          czytanie rozumieją tylko beletrystykę i sądze, że sporo ludzi dosc
          dobrze obywa sie bez historii napisanych o innych ludziach. Maja
          dosc swoich problemów:) A że moga rozmawiać w zwiazku z tym tylko o
          swiecie istniejącym , a nie o nieistniejącym - no cóż, moze na
          takiej zasadzie ludzie dobierają się w grupy? Mamy przynajmniej z
          głowy facetów w dresach w tuningowanym beemkach:))
          A poza tym, jak ktoś w ogóle chce czytać a nie ma czasu to ja mogę
          poradzić tylko jedno - wywalić oknem telewizor - nagle się okaze, ze
          ma 2 godziny dziennie nie wiadomo skąd i może( cytuje post
          powyżej ) " brandzlować sie, ze wyrabia ponad norme" .

          Ja nie czuję naboznego szacunku do druku
    • rrosemary Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? 04.10.08, 21:50
      Nie ma wzorów, jeśli ludzie nie mają w domach biblioteczek to co mają czytać? W
      powiecie białobrzeskim w ciągu 10lat zlikwidowano biblioteki z liczby 22 do 11.
      Może to jest przyczyna?
      Co do inteligencji to może i owszem, ale to się tyczy kilku % ludności a nie
      całości. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że jeśli na Krakowskim u Bliklego
      siedziały najtęższe humanistyczne umysły Europy to cała Polska by czytała.

      Jeśli o mnie chodzi to ze względu na studia czytam, ale literatury pięknej- fakt
      czytam mało. Przyznaję mam z tym problem, nie potrafię się skupić, wzrok mi się
      szybko męczy, irytuje mnie to, może przez szum różnych sprzętów (tv,komputer?) a
      może z czystego lenistwa. Nie wiem skąd zapracowana osoba na wsi czy w małym
      miasteczku miałaby brać egergię i być mniej leniwa ode mnie i jeszcze jeździć po
      tę książkę do biblioteki PKSem
      (patrz 2 zdanie postu).
    • nobullshit Proponuję mały eksperyment 04.10.08, 22:11
      Policzmy, ile książek mamy w domu.
      Jestem gotowa założyć się o... yyy... niech będzie, że o przysłowiową flaszkę
      (wybranego gatunku), że większe biblioteki będą mieli ci z nas, którzy
      pełnoletność osiągnęli przed 1989 r.

      Czego chcę dowieść? Oczywiście nie tego, że ci, którzy mają mniejsze biblioteki,
      mniej czytają. Chodzi mi tylko o to, by pokazać, że w czasach komuny książka
      była wartością, nie tylko w warstwach inteligencji, i nie zgadzam się z tym, że
      tych tanich klasyków itp. kupowano po to, żeby ładnie wyglądali na półce, choćby
      dlatego, że najczęściej nie wyglądali ładnie (pamiętacie choćby "Sagę rodu
      Forsythów w miękkiej oprawie na gazetowym papierze). Nawet jeśli ludzie tych
      książek nie czytali, to uważali, że powinni je w domu mieć. Co chyba o czymś
      świadczy.
      A dzisiaj? Zerknijcie na forum Wnętrza. Tam jest niezły tzw. "przekrój
      społeczeństwa". I na nielicznych półkach zamiast książek stoją jakieś kurzołapy.
      • nobullshit Re: Proponuję mały eksperyment 04.10.08, 22:18
        Źle to sformułowałam. (Nie powinno się jednocześnie pracować i pisać na forum).
        Osoby piszące na forum nie są dobrą próbą losową. Należałoby pozwiedzać
        mieszkania starszego i młodszego pokolenia, i porównać księgozbiory tamże.
        Tak czy siak, zdjęcia tzw. "sralonów" na Wnętrzach są przerażające...
        • chiara76 Re: Proponuję mały eksperyment 04.10.08, 23:30
          nobullshit napisała:

          > Źle to sformułowałam. (Nie powinno się jednocześnie pracować i pisać na forum).
          > Osoby piszące na forum nie są dobrą próbą losową. Należałoby pozwiedzać
          > mieszkania starszego i młodszego pokolenia, i porównać księgozbiory tamże.
          > Tak czy siak, zdjęcia tzw. "sralonów" na Wnętrzach są przerażające...
          >

          trochę przesada;) pełnoletność uzyskałam jednak po 89 a ksiązki wylewają mi się
          zewsząd i szczerze mówiąc, już nie wiem, co z nimi robić. Za to nie mam w szafie
          stu par butów i sukien (nie jestem więc trendy z modą;).
          Za to co do salonów w pismach wnętrzarskich, to się zgadzam, bryndza. I tu
          przypomina mi się wizyta w IKEI i fakt, że tam (a jak wiem, Szwedzi właśnie
          czytają ) jednak na półkach jest miejsce na książki i same te książki.
        • dominikjandomin Re: Proponuję mały eksperyment 14.10.08, 21:04
          nobullshit napisała:

          > Tak czy siak, zdjęcia tzw. "sralonów" na Wnętrzach są przerażające...

          Bo "sralon" to nie miejsca na ksiązki. Inna sprawa, ze ci sami ludzie nie maja
          biblioteki ani gabinetu.

          Ach, jak marzę o starym domu do powolnej renowacji. Pokazałbym, jak wygląda
          BIBLIOTEKA. I GABINET.
          • nessie-jp Re: Proponuję mały eksperyment 14.10.08, 23:16
            > Bo "sralon" to nie miejsca na ksiązki. Inna sprawa, ze ci sami ludzie nie maja
            > biblioteki ani gabinetu.

            Ja nie mam sralonu ani gabinetu ani biblioteki :( Mam natomiast niecałe 50m2 na
            troje ludzi, dwa koty, kupę gratów i stosy książek ustawianych w dwa rzędy na
            półkach, pakowanych w pudła, spadających na głowę i utykanych za szafą, a w
            ostatecznej desperacji zawijanych w liczne folie i wynoszonych do piwnicy.

            Zaczynam z coraz większym przekonaniem gromadzić e-booki. Tylko dylemat mam --
            czy mam się zgodzić na podłe skubanie mnie przez wydawcę (przecież już za tę
            treść raz zapłaciłam! a jak w tłumaczeniu, to pewnie i dwa razy, bo za oryginał
            też!) czy też mam nielegalnie kopiować e-booka.
      • mamarcela Re: Proponuję mały eksperyment 04.10.08, 22:28
        Jeszcze nie policzyłam :), ale za to powiem tak - za komuny książka może nie
        była rozrywką milionów, ale była symbolem wykształcenia, awansu społecznego,
        nawet wręcz lepszego życia, człowiek wykształcony musiał czytać, a przynajmniej
        nie mógł się przyznawać, a nawet chełpić tym, że nie czyta. Tymczasem teraz
        można spokojnie ukończyć pięć fakultetów nie zhańbiwszy się przeczytaniem żadnej
        książki spoza listy lektur stricte fachowych. Moje dziecko studiujące na dwóch
        wydziałach humanistycznym UW twierdzi, że znakomita większość jej kolegów i
        koleżanek nie czyta nic poza skryptami i kserówkami i co najważniejsze nie
        odczuwa żadnej potrzeby sięgnięcia nawet po najgorsze czytadło. Czytanie stało
        się zdecydowanie passe.


        "prawda tak prosta, ze aż ogłupia - kto się wymądrza ten się wygłupia"
      • kretynofil Heh, doskonala uwaga :) 05.10.08, 09:30
        Tez sie kiedys strasznie irytowalem szukajac mieszkania do wynajecia ze nie ma
        tam nawet odrobiny miejsca na ksiazki :)

        Wszystkie "ladniejsze" (w sensie - wyremontowane i czyste) mieszkania wygladaly
        jak przybytki jebania - wielkie wyro, TV, wypoczynek, lsniaca kuchnia i wielka
        wanna. I tyle ;)

        Pozdrawiam!
      • diamondbeach Re: Proponuję mały eksperyment 06.10.08, 11:41
        Oczywiście,że osoby starsze będa miały więcej książek niż młodsze. Miały więcej
        czasu na ich zebranie. Marny wskaźnik. Lepiej byłoby sprawdzić,czy przeciętny
        dwudziestopięciolatek w 2008 roku ma więcej czy mniej książek niż jego rówieśnik
        w 1965.
      • dominikjandomin Re: Proponuję mały eksperyment 14.10.08, 21:02
        nobullshit napisała:

        > Policzmy, ile książek mamy w domu.
        > Jestem gotowa założyć się o... yyy... niech będzie, że o przysłowiową flaszkę
        > (wybranego gatunku), że większe biblioteki będą mieli ci z nas, którzy
        > pełnoletność osiągnęli przed 1989 r.

        Jak dobierzemy próby i jaką metodą statystyczną to porównamy?

        Bo ja, obawiam się, będę szpecił w mojej grupie (rocznik 1977), acz... zgadzam
        się, ze obecnie lansowane "trędi" to telewizor wielkości szafy, a "bogata
        biblioteka" wg magazynów wnętrzarskich to 4 albumy, encyklopedia z Gazety i dwie
        kucharskie (z dużą ilością obrazków).
    • Gość: titta Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? IP: *.botany.gu.se 04.10.08, 22:47
      Bzdura. Profesor ma popularne ostatnio zboczenie "wszystko przez
      komune". Za komuny ludzie czytali. Czytaly moje bebcie, z krorych
      jedna skonczyla 5 klasy szkoly podstawowej (potem byla wojna), druga
      6. Czytali moi rodzice. Nie bylo rozrywek, rzeczywistosc szara wiec
      ludzie chodzili do kina i czytali. Natomiast po upadku komuny ludzie
      zachlystneli sie wolnoscia i dobrobytem. Studiuja dwa fakultety,
      potem pracuja kilkanascie godzin. Nie czytaja i swoim dziecia nie
      czytaja. A te wyrastaja przed komputerem.
      Komuna wyplenila prawdziwy analfabetyzm ( a ten w Polsce przed wojna
      byl spory). Czytalo sie "drugi obieg".
      a teraz? Mamy wybor midzy XIX wiekiem i wspolczesnym grafomanstwem.
      Szczerze mowiac ja mam problem w znajdowaniu ksiazek ktore bym
      chciala przeczytac. Jak czlowiek ma malo czasu to sie gubi w zalewie
      tytulow. Na szzcescie znajomi cos czasem podrzuca...
    • nessie-jp Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? 04.10.08, 23:04
      Jassssne. Bo przed wojną to jaśnie państwo niekomuniści każde chłopskie dziecko
      na kolana brali i czytać uczyli!

      Poziom piśmiennictwa w Polsce znacznie podskoczył w Polsce powojennej i to
      właśnie DZIEKI "komunie" i jej dążeniom do budowania kolejnych szkół i
      elektryfikacji kolejnych wsi. Smiejemy się dzisiaj z tego, ale kultura czytania
      wymaga podstaw
      • kretynofil To ja sie juz zamkne :) 05.10.08, 09:27
        Chyba trzeba bylo najpierw caly watek przeczytac, a potem sie dopisywac :)

        Ciesze sie ze sa jeszcze ludzie tacy jak Wy, ktorzy rozumieja, ze komuna miala
        swoje zalety i, wbrew obiegowym opiniom, to wlasnie za komuny inteligencja miala
        sie w Polsce lepiej. Dzieki za to!

        Czasami sie zastanawiam - czy jest jeszcze szansa, zeby to powszechne
        przekonanie o "zlej komunie" zrewidowac?
        • nessie-jp Re: To ja sie juz zamkne :) 05.10.08, 15:33
          > Czasami sie zastanawiam - czy jest jeszcze szansa, zeby to powszechne
          > przekonanie o "zlej komunie" zrewidowac?

          Myślę, że za kilka dekad, już z dystansu, ludzie inaczej będą oceniać, niż teraz
      • Gość: le ming Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? IP: *.aster.pl 05.10.08, 11:31
        > Owszem, na pewno są i w Polsce jednostki oporne na słowo pisane.
        > Ale czy więcej, niż w innych krajach? Nie wierzę.

        No smieszne... Podwazasz wyniki ankiety, o ktorej NIC nie wiesz, tlko dlatego,
        ze "nie wierzysz".

        A czytanie i pisanie w necie nie ma NIC wspolnego z czytaniem ksiazek i byciem
        (lub niebyciem) narodem glabow. Nie oszukujmy sie: 95% tresci w sieci to chlam
        wyjatkowy, pod wzgledem i merytorycznym, i formalnym.

        Co do "zaslug" komuny w zwalczaniu analfabetyzmu - masz 100% racji.
      • Gość: ola Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? IP: *.182-80-r.retail.telecomitalia.it 06.10.08, 00:34
        I masz racje ,ze nie wierzysz-Polska wcale nie jest na ostatnim
        miejscu.Przed wakacjami we Wloszech wszystkie gazety trabily,ze
        Wlosi sa na ostatnim miejscu jesli chodzi i o czytane ksiazek i
        gazet-to chyba cos tu nie tak;a moze w ogole ludzie malo czytaja i
        UE zdecydowala , ze wszystkim krajom co troche nalezy powiedziec,ze
        sa ostatnimi gamoniami...A tak dla informacji,we Wloszech nie
        istnieje cos takiego jak obowiazkowa lektura,nie istniala w liceach
        40 lattemu(pytalam rodzicow znajomych) i nie istnieje nadal-ich
        slynnej "Boskiej Komedii" czytaja tylko fragmenty w szkole a
        niestety w wiekszosci szkol nie ma bibliotek(w 100 tys miescie jest
        jedna ,gdzie sa rekopisy i inne dziela sprzed wiekow ale nie kupuje
        sie nic od 50 lat)-wiec nie sadze ,zeby Polacy mieli sie tak
        strasznie czym przejmowac;we Wloskim liceum SCIENTIFICO czyli
        naukowe maz mial przez piec lat tylko rok chemii,matematyke tylko 4
        godz tygodniowo,fizyke tylko 2 lata,nic astronomii-wiec zapewniam
        was,ze moze w Skandynawii jest inaczej(warto byloby uslyszec
        kogos,kto mieszka),ale we Wloszech poziom szkol jest tragiczny
        (mojej corki nauczycielka angielskiego po studiach jest na poziomie
        zerowym,moje 9-cio letnie dziecko wie wiecej niz ona).Wiec
        przestanmy miec kompleksy,bo sa one zupelnie wymyslone,znajomosci
        nawet historyczno-geograficzne obywateli krajow tzw "zachodu" sa
        naprawde czesto nizsze niz Polakow;ani nie jestesmy najmadrzejsi ani
        najglupsi , ale w calej Europie poziom w ostatnich latach spadl
        bardzo(mniej ksiazek,gazet itp);coz,takie czasy....
        • Gość: ola Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? IP: *.182-80-r.retail.telecomitalia.it 06.10.08, 01:14
          Wlasnie znalazlam w interniecie ostatnie wloskie dane
          -Venti milioni e 300mila persone (il 37% della popolazione) non
          hanno letto neanche un libro nell'ultimo anno-czyli 20 milionow osob
          (odpowiada to 37% Wlochow)nie przeczytalo ani jednejksiazki w ciagu
          zeszlego roku
          -Nel 2006 il 12,3% delle famiglie non possiede in casa neanche un
          libro-czyli 12 procent rodzin nie ma ani jednej ksiazki w domu
          -Le famiglie che non possiedono un’enciclopedia sono pari al 41,6%-
          czyli 41% rodzin nie ma zadnej encyklopedii w domu
          Nie wiem jakie sa dane w Polsce , ale nie sadze ,zeby byly tak
          straszne-moze to,co pisza i w gazetach i w internecie to duzo
          przesadzone,wtorny analfabetyzm w ciaguostatnich lat wzrosl we
          wszystkich krajach-to jedyne pewne dane - tempora mutantur et nos
          mutamur in illis
    • Gość: agent_dolu Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? IP: *.chello.pl 04.10.08, 23:04
      Chyba nie do końca.
      Coś z własnego podwórka.
      Czytam, jak już pisałem na tym forum, całkiem sporo. Mamy wspaniałego syna lat 10, który do dnia 04.10.08, nie przeczytał samodzielnie żadnej książki. Wzorce kulturowe, prawidłowe :), bez przeginania typu, nie bawię się z Tobą bo został mi jeszcze jeden rozdział, bądź: tylko te kilka stron i tatuś będzie dostępny...
      I moje banalne próby wyjaśnienia:
      obrazy są dla niego dużo łatwiejsze do przyswojenia niż "nudne litery",
      nie trafił z książką, która uruchomiła mechanizm, typu Winnetou czy swojski Pan Samochodzik, jak to było w moim przypadku,
      być może tata wydaje mu się nie odzwierciedlać reklam Mobilkinga??.

      Pozdrawiam





      • Gość: jaija Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? IP: *.ssp.dialog.net.pl 04.10.08, 23:47
        U mnie w domu czytało się zawsze - mama nie ma wyższego wykształcenia, dziadek był robotnikiem, ale czytał, jak szalony (mam w jego starym zeszycie spis przeczytanych knig), więc teoria z inteligencją odpada.
        Jak już przedpiścy rzekli, za komuny nastąpił rozwój oświaty i czytelnictwa, książki były tanie, ludzie czytali, a dziś jest więcej złodziei czasu, łatwiejszych złodziei. Jednak przeczytanie książki zajmuje więcej czasu, niż obejrzenie odcinka "Klanu". Oczywiście, są też rodziny, w których nigdy się nie czytało, a tu nagle wyrodzi się ktoś niezdrowy, kto sam łapie za knigi, albo odwrotnie - w czytających rodzinach są osoby, które czytania nie uznają (znam takie przypadki). O.
    • Gość: k Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? IP: *.chello.pl 05.10.08, 00:56
      Zacofanie, bałagan, brak czasu spowodowany ów bałaganem, nieuczciwość, lenistwo, zmęczenie. Problem z dostępnością, czyli cena, niewiele bibliotek. Jak już te cechy wymieniłem wypadałoby dodać telewizję jako złoty środek, bo jeżeli jest to po co kupować gazetę, wszystko można w dzienniku obejrzeć, na książkę już nie ma pieniędzy, bo trzeba było zapłacić podatek za państwową telewizję i abonament za kablówkę.
      W telewizji jest tyle pięknych programów, powiedzą o wszystkim, nawet treść wielu książek, tylko co z tego skoro nic się nie pamięta.

      Poza tym nie mam telewizora i nie wyobrażam sobie życia bez czytania.
      Czytam co jest pod ręką, czy gazetę, książkę nie ma znaczenia, jestem skazany na czytanie...
    • nobullshit Trochę OT, o "upadku" pewnych zawodów 05.10.08, 01:05
      Tak mi się z nieczytaniem skojarzyło i jestem ciekawa, co o tym sądzicie. Bo
      według mnie przed wojną i jeszcze za tej postponowanej komuny taki lekarz czy
      prawnik to były same szczyty. To byli humaniści przez duże H.

      A teraz? Lekarz ledwie zdąży przeczytać gazetę, pędząc z etatu do prywatnej
      przychodni, a z prywatnej przychodni na dodatkowo płatny nocny dyżur w szpitalu,
      bo inaczej nie mógłby utrzymać rodziny. A prawnik? On akurat czas na lektury,
      nawet ambitne, by znalazł, ale ma więcej możliwości zarabiania pieniędzy oraz
      inne priorytety. Inaczej też wyglądało jego kształcenie (na początku lat 90-tych
      na UW po 1000 osób roku i listy społeczne, żeby się dostać na wykład). Nie było
      w nim miejsca na wpajanie jakichkolwiek wartości. Więc teraz w przerwie
      prezesowania fikcyjnym spółkom bądź doradzania, jak nie zapłacić podatku, który
      powinno się zapłacić, prawnik czyta sobie fantastykę lub kryminały albo siedzi w
      necie.
      • kretynofil Masz racje, ale to szerszy problem... 05.10.08, 09:43
        Ogolnie jest tak, i znowu bede tu polemizowal z oficjalna propaganda, ze zarobki
        Polakow (i nie tylko) z roku na rok maleja.

        Oczywiscie nie chodzi mi o zarobki bezwzgledne, tylko wzgledne - ludzie moze
        wiecej zarabiaja, ale poswiecaja temu coraz wiecej czasu. Co z tego ze ktos
        dostaje dwie srednie na reke na etacie, skoro:
        - osiem godzin tygodniowo spedza na dojazdach do pracy lub siedzeniu w niej
        dluzej (zabawna refleksja - i tak kapitalizm dolozyl nam pracujace soboty :P),
        - zycie kosztuje coraz wiecej, a po zakupy coraz czesciej trzeba jechac na
        drugi koniec miasta,
        - jakosc uslug publicznych spada, wiec coraz wiecej z nich trzeba kupowac, mimo
        ze raz juz zaplacilismy za nie w podatkach,
        - coraz mniej mamy prawdziwych wakacji i sa one coraz drozsze.

        Oczywiscie, ta obserwacja nie pasuje do ostatniego roku-dwoch, ale to tylko
        krotkie zaburzenie trendu i zostanie wkrotce skorygowane.

        Kiedys ktos na forum nieruchomosci napisal cos podobnego do Ciebie - ze to jest
        straszne ze kiedys Pan Dochtor / Pan Inzynier to byl Gosc: mial duzy dom, jego
        zona mogla zajac sie tym domem, jego dzieci bylo stac na jakies dodatkowe kursy,
        jezdzili na wakacje "do wod" itd., a dzisiaj? Dzisiaj wiekszosc ludzi to
        golodupce, nawet specjalista w waskiej dziedzinie nie ma takiego statusu jak kiedys.

        Czy to dobrze czy zle - nie mi to oceniac. Nie zmienia to faktu, ze samo
        utrzymanie sie na powierzchni zycia kosztuje nas coraz wiecej wysilku i energii
        - wlasnie kosztem kultury. To sie zemsci na tym systemie - i im szybciej tym
        lepiej :)
        • zielonamysz Re: Masz racje, ale to szerszy problem... 05.10.08, 10:32
          Komuna oczywiscie zlikwidowala analfabetyzm. Ale wszystkie inne kraje
          cywilizowane tez zlikwidowaly i pootwieraly biblioteki i poksztalcily swoich
          obywateli.
          Komuna natomiast w znacznym stopniu wyprala mozgi.
          Tanie ksiazki- tak byly i sama mam ciagle Balzaka i Diderota i Francuzow
          wszelakich wydanych przez KiW na koszmarnym papierze, ale mimo tych g. wydan,
          byl potworny glod ksiazki.Do dzis moge wymienic jakie ksiazki mieli
          wichroszczaki,co mieszkali z prawej(kryminaly srebrnego kluczyka:)Kosteckiego i
          Randona!)Wizentalaki z lewej(Winetou) i sasiad z naszego domu, ktoremu stawalam
          na parapecie okna i blagalam, by mi pozyczyl Kraszewskiego bo nie mam co czytac..
          Pana Tadeusza czytalam jak powiesc I lubie do dzis dnia.
          Calego zeromskiego lacznie ze sztukami-widzicie te desperacje?
          Biblioteka byla czynna w czwartek. Mozna bylo wziac dwie ksiazki..
          Zeby dostac Szatana z siodmej klasy stanelam mamie pod witryna ksiegarni i
          powiedzialam, ze dalej nie ide.
          Wcale nie bylo latwo o ksiazki. Powrot do domu z nowym kryminalem to bylo
          wielkie szczescie. Akurat rzucili.
          Romanse byly odgornie zakazane.
          No.
          Czy ludzie czytali?
          W moim otoczeniu malo kto.
          A byla to klasa srednia.
          Tv tez nie ogladano bo telewizor nie byl dobrem dostepnym powszechnie.Mowie o
          latach 60.I siedemdziesiatych.
          Czytano Zycie i Trybune.
          Po gazetach mozna bylo poznac kto ma jakie poglady:)
          Bo nie dyskutowano.
          Teraz ksiazki sa. Jest zalew ksiazek.Mlodzi z domow bez ksiazkowych przyszli do
          miasta.Ucza sie i czytaja.Cokolwiek by nie czytali to dobrze. Moj syn przestal
          czytac gdy mu kupilam na komunie kompa.
          Bylam przerazona. Ale nie jest glupszy ode mnie. Mam wiedze zdobyta w necie i
          teraz czyta Po angielsku.Jaka jest roznica?
          Roznica jest w wychowniu.Ksiazki to nie tylko wiedza ale i nauka zasad swiata
          sposbow myslenia,wielu rzeczy.ksiazki wychowuja.
          Net nie.Przynajmniej nie w tym znaczeniu.Moze byc uzupelnieniem.
          Tu ktos powiedzia o Dodzie To prawda, Doda bylaby niemozliwa dawniej.Villas nikt
          nie pytal o poglady , Villas byla wysmiewana a nie sluchana jak wyrocznia.
          I tu jest roznica.
          A analfabetyzm jest wina nauczycieli. Tak uwazam Do tego zawodu szli najslabsi i
          rozne paniusie ktorych mezowie pracowali i zalatwiali im prace w
          szkole.Nauczyciele sa grupa bardzo roszczeniowa, bo latwo im sie skrzyknac Mam
          dwoch synow i jesli oni pisali dwie prace pisemne rocznie to gora. Teraz skutki
          widzimy na forach, w artykulach gazety i wszedzie gdzie sie pojawia slowo pisane
          Znika wrazliwosc na bledy jezykowe Ludzie, wiekszosc nie maja na nie sluchu.
          Wiec wina jest nauczycieli. Nie komuny bezposrednio. Ale posrednio tak Bo gdze
          indziej wymagano od nauczycieli. A za komuny wystarczylo miec mature albo i nie
          by uczyc.I nalezec do ZNP i partii/ A kapitalizm wprowadzil ostateczne
          rozprzezenie bo ci co rzadza boja sie wziac za szkole i sa niekompetentni
          Majstruja wciaz i wciaz i nic z tego nie wynika. A takie mamy rzeczpospolite
          jakiej mlodziezy chowanie Czy jakos tak:)



    • gdytyjeszczenamucheptapta Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? 05.10.08, 05:10
      Nie chce mi się, zmęczony jestem nie rozumiem o co się rozchodzi
      temu tam pono klasykowi niby, Arystotrelemorele hehe mam 50 kanałów
      w Tv i dwie pólki dewede nówki prawie same, to co se bede mózg
      przegrzewał czytaniem i oczy psuł, w dupie mam, laski zarywam na
      brykę a nie na lalke prusta te inteligętniejsze z parafii polewają
      ze mnie, ale to pasztety są jedna w jedną prawie same i lezby, więc
      ch... z nimi i niech się walą bo ich starzy to jeszcze za chałupę
      sr... chodzili a tu taka na zaoczne sie dostała i mądrala. I w ogole
      wku...ają mnie te inteligenty, OK wymyśliłeś facet te lekarstwo czy
      klime ale nie musisz od razu pogardzać czlowiekiem no nie To
      przecież boli i ci ku... tego nigdy nie daruje. Może i zazdroszcze i
      mam szacun dla tego gostka z telewizji bo on nawet akurat fajny
      gościu jest i ta laska co o filmach nawija też no i fajna dupa z
      niej jest i bym ją puknął, ale ni ch...a sie nigdy nie przyznam.
      Kobita od polaka w podstawówce też była w porzo ale jej to bym nie
      puknął bo już stara była wtedy i smoku raczej, ale miła była,
      sentymentalny sie ku... robie ale taka prawda. Bo i wytłumaczyła co
      i jak i OK, a że już nic nie pamiętam to troche moja wina.
      A we wojsku to byłem z takim jednym co mówił że poezja to jest
      prawie że wszędzie i to mi się podoba.
    • broch zara, czy to juz Prima Aprilis? 05.10.08, 05:54
      "Jako że nie jestem Polką, postanowiłam zapytac autorytet (profesor filozofii
      przyrody na UW)"

      Szanowna Pani, profesor filozofii przyrody nie jest autorytetem w kwestii
      poziomu czytelnictwa w zadnym kraju. Argument ze nie jest Pani Polka jest
      absurdalny.

      Naprawde niewiele trzeba aby siegnac do statystyk UNESCO (wyniki dosc szokujace)
      za rok 2007/2008 (United Nations Development Programme), radzilbym rowniez
      siegnac do statystyk Wielkiej Brytanii, Niemiec, Stanow Zjednoczonych itp.
      Wszystko dostepne przez internet.

      Porownanie statystyk poszczegolnych krajow i UNESCO jest hmm interesujace
      nawiasem mowiac.

      Mam nadzieje ze o pogode nie pyta sie Pani matematyka, i nie probuje Pani kupic
      chleba na stacji benzynowej. Choc jesli dla Pani filozof(?) jest autorytetem w
      dziedzinie czytelnictwa to kto wie?
    • Gość: dziadek Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? IP: *.adsl.inetia.pl 05.10.08, 05:58
      Ten profesor ma skojarzenia jak moj znajomy, wszystko mu się kojarzy z
      dupą.Czytelnictwo to dobra rozrywka, ale z pewnych książek i lektur się wyrasta
      i juz nie interesuje.Czytać trzeba od dziecka nauczyć aby ono połknęło
      bakcyla.Dzieci naśladują dorosłych i od kogo ma dziecko brać przyk ład jak
      ojciec i matka utyra si ę i niama czasu naksiążki.To inteligencja bogackich na
      to może pozwolić.
    • 999s Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? 05.10.08, 06:36
      lis888 napisała:

      > Jako że nie jestem Polką, postanowiłam zapytac autorytet (profesor
      > filozofii przyrody na UW), w czym jego zdaniem tkwi problem.
      > Otrzymałam odpowiedź, która w dużym skrócie brzmi tak:
      > 1. Wycięta podczas wojny i po wojnie przez UB inteligencja
      > 2. Niechęć i nieufnośc Polaków do słowa pisanego po wojnie, bo
      > kojarzyło się jednoznacznie z władzą i nachalna komunistyczna
      > propagandą.

      Czy ten "profesor filozofii przyrody na UW" zdaje sobie sprawę jakim problemem w
      intelektualnie wyrafinowanej II Rzeczypospolitej był analfabetyzm?

      A miarą ucywilizowania społeczeństwa nie jest elita tylko przeciętniacy. Znaczna
      część Polaków "darzyła niechęcią i nieufnością słowo pisane" na dłuuuugo przed
      SB i komuchami. Przedstawiecielom owej nieszczęśnie wyrżniętej elity to nie
      jakoś przeszkadzało.

      > Jakie Waszym zdaniem sa powody zapaści czytelniczej w Polsce?

      Nie wiem. Czytać lubię.

      >Jakos tam wyszło, że
      > tylko 35% Polaków przeczytało w ciągu roku jakąkolwiek ksiązkę, a
      > tymczasem taka naprz. Szwecja jest na pierwszym miejscu z 75%
      > bodajże wynikiem.

      Uwielbiam statystyki: wyprowadzjąc psa statystycznie rzecz biorąc oboje kulamy
      się na trzech łapach.

      Wracajhąc dop tematu: Rzecz idzie dalej w przeszłośc niż komuna.
    • zawsze.aliks Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? 05.10.08, 09:26
      Moim zdaniem również wysokie ceny książek. Dopiero od kiedy zaczęłam
      porządnie zarabiać wkraczam do księgarni śmiało, wiedząc, że nie
      czekają mnie dylematy "książka czy obiady?". Fakt, że teraz
      jakiekolwiek wyjście do miasta wieńczę księgarnią. I niedługo będę
      potrzebować nowego regału :)
      ...Tymczasem doda elektroda w telewizji jest tanio i łatwo dostępna,
      więc rodacy jak w dym...
      • braineater Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? 05.10.08, 09:54
        Nie przesadzajmy z cenami. Jeśli nie gonisz za nowościami, nie czujesz się w obowiązku właśnie w tym momencie czytać tego, co w danym tygodniu zrecenzowano w Wyborczej czy w Polityce, to za cenę trzech 'głośno reklamowanych nowości" - przyjmijmy przeciętnie 30pln*3, czyli 90 pln, zrobisz sobie naprawdę spory zapas, naprawdę dobrych książek w antykwariatach, Tanich Jatkach czy na allegro i pokrewnych serwisach. Naprawdę, za niecała stówkę, można na aukcjach kupić tyle książek, że znienawidzi cię listonosz przynoszący paczkę.
        A te 90 pn miesięcznie, można zaoszczędzić choćby na nie płaceniu abonamentu za TV.
      • braineater Re: Wychodzi nam z tego niezła apologia komuny 05.10.08, 11:36
        Musi wyjść, bo większośc z zagorzałych czytelników, to ci, co nauczyli się czytać właśnie w czasach PRLu, który naprawdę dostarczał dużo dobrych klasycznych ksiąążek za psie pieniądze w dużych nakładach, albo są bezpośrednimi potomkami tego pokolenia. Nie ma rodzin 'inteligenckich', które trwają dłużej niż 3 pokolenia (albo jest ich marginalna ilość), więc wszystkie wzorce czytelnicze mamy właśnie z epoki komunistycznej, nawet jesli jesteśmy w wieku, że niewiele z niej pamiętamy.

        A przy okazji to F Ksiązki zawsze było jednym z bardziej 'lewackich' for na gazecie :)Może dlatego, ze prawica bardziej wierzy w dogmaty i uznaje, że dalsze czytanie jest jej zbędne:)
        • Gość: pzn Re: Wychodzi nam z tego niezła apologia komuny IP: *.icpnet.pl 05.10.08, 20:09
          hm, to ja z prawicy, i tylko z dogmatami religijnymi:) ale pozwole sobie spytac
          spytam - co uwazacie za kanon? sam uwazam sie za nieoczytanego, nie wiem jaka
          literatura jest wartosciowa.. jakis bardziej lub mniej ogolny drogowskaz w ktora
          strone isc? albo jak probowac zidentyfikowac DOBRA ksiazke?:) wiem jedno - na
          pewno nie po jej popularnosci..
      • hajota Re: Wychodzi nam z tego niezła apologia komuny 05.10.08, 12:49
        Między zawołaniem "komuno wróć", a dostrzeżeniem, że nie wszystko w czasach minionych było tak diabolicznie złe, jak się nam obecnie próbuje wmawiać, jest jednak pewna różnica. I nie ma to nic wspólnego z apologią minionego ustroju. Elementarna uczciwość nakazuje powiedzieć, jak było naprawdę.
        Czytam sobie właśnie korespondencję między Giedroyciem i Miłoszem, lata 1952-1963. Bardzo ciekawy obraz się wyłania. Okazuje się, że istniała całkiem żywa wymiana intelektualna między, no powiedzmy, elitami kulturalnymi w kraju i na emigracji (wynika z tego, że nie wszystkie jednak wyrżnięto). Panowie G. i M. deliberują np., kogo z kraju warto zaprosić na jakieś tam zagraniczne seminarium literackie. I żywo interesują się literaturą powstającą w Polsce, nie kładąc na nią z góry lachy, że cała "reżimowa" i zatruta. Polecam amatorom niejednowymiarowych wizji historii. Grube tomiszcze, ale czyta się jak dobrą powieść. I już zupełnie tytułem dygresji - smakowite są kawałki, w których pan Czesław targuje się z panem Jerzym o honoraria za przekłady zlecane mu przez "Kulturę".
    • Gość: peq Re: Wtórny analfabetizm dziedzictwem komuny? IP: *.toya.net.pl 05.10.08, 12:18
      He he, to ja chyba wyrabiam normę za kilkunastu Polaków :D Bo wciągu moich
      wakacji (przedział maj-wrzesień) przeczytałam do jakiś 20 książek. I to nie jest
      tak, że jestem jakimś molem książkowym, bo sporo czasu spędzałam na dworze, ze
      znajomymi czy nawet przed komputerem. Po prostu uwielbiam czytać i tyle:)
      Wydaje mi się, że co do czytania i wtórnego analfabetyzmu to się przyczynia parę
      rzeczy (co nawet tu ktoś wcześniej wspomniał) czyli:
      1. Drogie książki - nie każdego stać na kupienie książki, która kosztuje ponad
      30 zł (jak nie więcej) i po dwóch dniach jest już przeczytana cała.
      2. Biblioteki, które nie mają nowości - w moim mieście najszybciej wypożyczy
      się romanse; a jeśli ktoś już ma ochotę na jakąś nowość, to może sobie poczekać
      z jakieś 3, 4 lata jak mu się uda ją wypożyczyć, bo będzie akurat dostępna.
      3. Szkoła - wydaje mi się, że właśnie na zniechęcenie do czytania ma duży wpływ
      szkoła. Jestem świeżo po liceum, kierunku z rozszerzonym polskim i wiem jak to
      wygląda. Ludzie na widok dzieł Sienkiewicza, Reymonta itd, to dostawali białej
      gorączki. Np mojej koleżance do dzisiaj czytanie kojarzy się z tylko i wyłącznie
      z lekturami, i niczym więcej. I jedyne książki, które przeczytała (a najczęściej
      to i tak były opracowania) to były lektury... tak poza tym nic nie przeczytała
      innego.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka