f.l.y Re: witam się 20.10.08, 17:44 a wyobraź sobie, że też czytuję książki i o...książkach :P Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Loczers Re: witam się IP: *.adsl.inetia.pl 23.10.08, 23:00 Rozdział I Kolejny dzień siedział przy komputerze – jego miejscu pracy. Pracował, a raczej próbował, bo rozpraszały go odgłosy dochodzące z sąsiedniego pokoju. Postanowił, że skoro i tak nie może się skupić to chociaż sobie odpocznie. Założył słuchawki na uszy i położył się wygodnie na łóżku. Puścił muzykę, którą tak bardzo lubił, ale i ona teraz mu nie pozwoliła się odprężyć. Myśl o tym co zdarzyło się ostatnio nie dawała mu spokoju. Wstał i spojrzał przez okno. Było popołudnie. Podszedł do szafy i wyciągnął z niej wyjściowe spodnie na kant i ulubioną czarną koszulę. Delikatnie dotykał bawełnianego pachnącego materiału. Przyjrzał się jej, była idealnie wyprasowana. Jedynie w koszulach czuł się dobrze. Spojrzał na garnitur, który wkładał jedynie gdy już musiał. „Dusił się w nim” - jak zwykł mawiać. Ubrał się w ten swój odświętny strój i usiadł na kanapie. „A może to nie jest dobry pomysł?” - zapytał sam siebie w duchu. Wyszedł na balkon. Chciał poczuć powiew powietrza na swojej twarzy, to zawsze mu pomagało podjąć decyzję. „Nie zrobię tego” - pomyślał i zdjął z siebie koszulę. „Nie mogę”, ukrył twarz w dłoniach. Po kilku minutach znów założył koszulę. „Ona mnie przyjmie i wysłucha”. W drzwiach mieszkania rzucił tylko krótkie „wychodzę”. Odpowiedziała mu tylko cisza. Przechodząc pod blokiem spojrzał w okno, z którego uprzednio dochodziły dźwięki. Teraz widział tylko światło żarówki... Minął kilka sklepów, przeszedł kilka metrów, choć było to prawie całe miasto, dla niego był to spacer niedzielny. Wszedł do bloku, wspiął się po schodach i stanął na przeciwko drzwi. Zapukał. Nikt nie odpowiedział. Stał chwilę. Zapukał ponownie. Odwrócił się, chciał już iść gdy drzwi się otworzyły. Stała w nich ona... „Witaj” - powiedział i zniknął za drzwiami... Siedział. Patrzył na dopalającego się papierosa w popielnicy. Sam nie palił. Lubił za to patrzeć jak wypala się tytoń. Czy sam go zapalił? Tak. Dlaczego lubił patrzeć? Symbolizowało mu to cele i marzenia, które w miarę upływu czasu znikały. Nie zawsze udawało się je osiągnąć. Myślał o swoim życiu. O wizycie u Niej. O osobie, która siedziała w pomieszczeniu obok. Nigdy nie mówił i nie myślał o niej w sposób osobowy. Zwracał się do niej w rodzaju nijakim. Kim dla niego była ta postać? Nikim... A raczej ciężarem, jego utrapieniem. Sam nie wiedział dlaczego przyjął ją pod swój dach. Dlaczego się zgodził. Z jakiego powodu przysiągł się nią zajmować. Sam sobie nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Wiedział jedno. Chciał na jakiś czas zniknąć. Uciec z dala od doczesnych problemów i zmartwień. Chciał spróbować innego życia. Gdzieś tam... Daleko. Nie znał się jednak na niczym prócz tego co dotychczas robił. Nie mógł zmienić życia tak po prostu. Chyba był za stary na naukę czegoś nowego. Nowego zawodu, jeśli to co robił można by nazwać właśnie zawodem. Patrzył na tego tlącego się papierosa. Nie lubił gdy ktoś w jego otoczeniu pali. Zagasił go. Wstał i spojrzał za okno. Nie widział tam nic. Usiadł za biurkiem i zajął się pracą. Miał nadzieję, że ona odciągnie go od myśli, które powracały z siłą wodospadu... Zrobił sobie drinka z coli i ginu... Nie lubił tego, ale nic innego nie miał w domu. Czasem wypijał szklaneczkę alkoholu, choć nie lubił, nie zwykł pić często. Co chwila przerywał pracę. Patrzył przed siebie lecz nie tak jak zwykle. Jego wzrok był nieobecny. Jakby on w ogóle nie żył na tym świecie. Chciał coś zmienić. Nie umiał. Nie miał siły i tyle determinacji. Może brakło mu odwagi, a może był realistą. Sam tego dobrze nie wiedział. Wiedział jedno. Chciał coś zmienić.”Może kupię w końcu jakiś obraz?” pomyślał i szybko z tego zrezygnował. Dokończył drinka i się położył. Patrzył w biały sufit, który nie był tak biały jak zawsze... Wydawał mu się ciemniejszy... Patrzył przez okno jadącego autobusu podmiejskiego. Widział jak ludzie starają się uchronić przed deszczem biegnąc... on nigdy nie biegł gdy padało. Przynajmniej nie odkąd przeczytał raport naukowców stwierdzający, że podczas biegu moknie się bardziej niż gdy się idzie. Nauki się nie da oszukać... Tak go uczyli, choć sam wiedział, że czasem można nagiąć jej prawa. Lubił deszcz. Kochał spacery w deszczu. Ulice nie były wtedy tak tłoczne, a on czuł dotyk kropel na swoim ciele. Wtedy wiedział, że naprawdę żyje. Tym razem jechał jednak wątpliwej jakości autobusem. Śpieszył się na spotkanie. Przyglądał się ludziom. Zastanawiał się co myślą, co czują. Sam nigdy nigdzie się nie śpieszył. Zawsze ustalał tak plan dnia żeby spokojnie wszędzie dotrzeć na czas. Nie spóźniał się nigdy. I nie tolerował spóźnień. Tym razem jednak spotkanie wyszło tak nagle. Dowiedział się o nim zaledwie kilka minut przed. Musiał skorzystać z komunikacji publicznej, nie lubił nią podróżować, wolał spacery, chociaż połączenia w jego mieście były bardzo dobre i na autobus czekało się około 5 minut, to nie lubił w ten sposób przemieszczać się po mieście. Wysiadł z autobusu dwa przystanki przed miejscem docelowym. Chciał odczuć deszcz. Przypomnieć sobie zapach miasta podczas ulewy. Wszedł do sklepu i kupił parasol. Nie potrzebował go, kupił w innym celu. Idąc w kierunku umówionego miejsca zatrzymał się przy małej, może dziesięcioletniej dziewczynce, która stała pod niewielkim zadaszeniem, starając się nie zmoknąć. Wręczył jej parasol bez słowa. Ona go przyjęła i powiedziała „dziękuję”. Uśmiechnął się do niej i poszedł w swoją stronę. Stanął przed gmachem dość sporego budynku. „To tu” - pomyślał i wszedł do środka. Rozglądał się po zimnym, białym nienagannie urządzonym holu. Zaczął wchodzić po schodach. Nie korzystał z windy. Może ma klaustrofobię? A może woli schody. Tego nie wiedział. Mówił tylko, że w windzie to się dusi. Brakuje przestrzeni. Mijał kolejne piętra i półpiętra. Doszedł do właściwego. Otworzył trzecie drzwi po lewej stronie korytarza. Były brązowe, chyba z dębu. Prawdopodobnie jedyne na tej kondygnacji. Na wprost wejścia stało biurko, a na lewo od niego szafa. Wszytko było tego samego koloru. Drewniane. Dębowe... Powiedział „Witaj”, nic nie usłyszał w zamian. Wręczono mu kopertę. Białą, bez żadnych zdobień. Nawet bez znaczka i adresata. Wziął ją i włożył w kieszeń spodni. Opuścił budynek. Chciał wrócić do domu i napić się herbaty... Odpowiedz Link Zgłoś