Kryteria subiektywne i wstydliwe

12.12.08, 21:10

Każdy ma jakiś klucz, jakieś kryteria wedle których dobiera i ocenia
lektury, jedni wykazują w tym większą samodzielnośc i krytycyzm,
inni mniejszą, jest kilka oczywistych źródeł informacji w tych
sprawach, w tym fora jak to – wiadomo.

Mnie ciekawią te kryteria mniej oficjalne, mniej „prawomocne”, więc
trochę wstydliwe... Nie wspominam o tak oczywistych sprawach, jak
magia okładek i tytułów, ale chodzi właśnie o takie czysto
subiektywne i „niemerytoryczne” racje…

Przyznam się do dwóch.

Zawsze mnie fascynowało, jak na dobre może mnie zniechęcic do
sięgnięcia po książkę, autora fakt, że lubią ją/go ludzie, których z
kolei nie lubię ja - chociaż wiem doskonale, że to
kryterium „niemerytoryczne” i nieraz się przekonałem, że kierując
się nim, sporo traciłem …Powinna ten temat podjąc jakaś socjologia
czytelnictwa, jeśli istnieje. Zresztą, jeśli istnieje, to już go
pewnie dawno podjęła (coś w stylu „psychospołeczne/interpersonalne
uwarunkowania doboru lektur” :-). Czy ktoś ma podobne doświadczenia
w tej kwestii? Ja nawet przed samym sobą wymyślam wtedy
różne „merytoryczne” usprawiedliwienia, żeby ukryc ten prosty fakt,
że takiej czy innej, nagradzanej, cenionej, powieści X czy autora Y
nie tknąłem, bo… Czasem są to rzeczy na tyle kanoniczne, że takiej
pseudomerytorycznej wymówki w zasadzie nie da się wymyślic :-) Wtedy
pozostaje milczenie albo blef …:-)

Drugi „klucz” jest chyba równie „niemerytoryczny”, a w każdym razie
na tyle dziwaczny, że chciałem się tym podzielic, bo ciekawi mnie,
czy ktos tak jeszcze ma, chociaż tego też się wstydzę. Czytam
równolegle beletrystykę i rzeczy z szeroko pojętej humanistyki,
chodzi właśnie o ten drugi typ lektur. Otóż: bardzo często sięgając
po jakieś rzeczy z socjologii, etnologii, filozofii - robię to nie
z powodów czysto „poznawczych”, ale właśnie tak, jak sięgam po
powieśc, w sensie że nie interesuje mnie specjalnie ich aktualnośc
czy walory naukowe, a przede wszystkim chodzi o frajdę, jaką daje
zanurzenie się w jakimś wyobrażonym świecie wykreowanym w języku,
gra pewnych skojarzeń (słowa, miejsca, epoki), czy spotkanie z
autorem jako konkretnym człowiekiem, który coś mi próbuje
powiedziec za pomocą pewnych środków i zabiegów…

Przy czym nie chodzi tutaj o te rzeczy, które po prostu w równym
stopniu przynależą do literatury pięknej, jak np. egzystencjalizm
(Kierkegaard itp.). Nie: chodzi o rzeczy ściśle (w
założeniu) „naukowe”, na ile to możliwe w naukach społecznych. To
mogą być jakieś kompletnie niszowe, paradoksalne spekulacje,
traktaty, artykuły i monografie dawno zdezaktualizowane. (Z rzeczy
niedawno na tapecie: „Próba typologii miast Czarnej Afryki”, „Dom
towarowy jako środowisko pracy zawodowej”, „Świętość jako kategoria
a priori”, „Źródła więzi i niechęci w klasie licealnej” – wszystko
to książki lub artykuły sprzed 30, 40, 50, 80 lat :-) Jeśli czytam
np. Eliadego, to mam gdzies kwestie warsztatu metodologicznego, albo
jak się to ma do odwiecznego sporu „co było pierwsze – mit czy
rytuał”, odbieram go zupełnie jak Marqueza czy Tokarczuk.

Rzecz chyba w tym, że niezależnie, czy chodzi o literaturę piękną,
literaturę faktu, czy naukową (pomijam czytanie z przyczyn
zawodowych) – to zawsze ostatecznie szukamy tego samego: ksiązka z
jednej strony jest ucieczką, schronieniem, z drugiej otwiera nas na
życie i świat, najlepsze pewnie potrafią jedno i drugie. A to już są
sprawy strasznie subiektywne i z definicji „niemerytoryczne”.

    • Gość: x Re: Kryteria subiektywne i wstydliwe IP: *.aster.pl 12.12.08, 22:11
      ładnie piszesz.
      dlaczego?
      lakonicznie: rodzaj soul asylum.
      ot co.
      • weekend_w_fontainebleau Re: Kryteria subiektywne i wstydliwe 13.12.08, 13:21
        A jakieś własne dziwactwa i idiosynkrazje?
        Zapomniałem podac przykładów do punktu pierwszego, więc żeby nie być
        gołosłownym, pierwsze z brzegu: Tolkien (czas podstawówki),
        Sapkowski (liceum). Tolkiena dotąd nic, Sapkowskiego jakieś
        pojedyncze opowiadania. Nic nie poradzę, ale przeniosłem na te
        książki własne emocje i uczucia wobec osób i grup, które ich w moim
        otoczeniu lansowały i zachwycały się nimi… A teraz jakby rykoszetem,
        po latach, rzutuje to na mój stosunek do innych osób, które znam, a
        które się do fascynacji nimi przyznają …Oczywiście walczę z tym, a
        nawet wypieram w podświadomość :-)
        Książki, autorzy jako emblematy uczestnictwa w grupie, komunikaty
        tożsamościowe – ciekawy temat.
        • Gość: x Re: Kryteria subiektywne i wstydliwe IP: *.aster.pl 16.12.08, 08:59
          nie chcę się przypodobać, ale gdzieś tam widzę, że kryteria możemy
          mieć podobne. niejako przypadkiem. nie tknę więc książki, której
          dano wczoraj/rok temu Nobla, bo nie dojrzała jeszcze. książka ma
          postać na półce. moja ulubiona czerwona herbata leżakuje od 5
          do 20 bodaj lat. chwileczkę (lat 4) bliska była mi psychologia,
          potem zresztą psychoanaliza. czysto psychologiczne więc nie (nuuudzą,
          do bólu nudzą), ale domieszać do tego pokrewne dziedziny - tak,
          jak najbardziej. antropologia kulturowa więc tak. coraz częstsze
          sięganie po biografie. no i zawsze wybieranie wg własnego kodu.
          którego nikt nie może mi narzucić. i wybieranie - podług mnie -
          rzeczy nie z głównego nurtu, ale gdzieś obok.
          kiedyś miałam listę. co przeczytać warto. Filipinka
          (ta stara Filipinka, nie jakaś jej obecna śmieciowa odmiana) była dla mnie,
          nastolatki, ogromnie opiniotwórcza. miałam więc zapisane:
          gra w klasy. uśmiecham się. przekartkowane, ale nie przeczytane. z książek,
          filmów wybieram smaczki. z "gry..." oczywiście mate (na Gwiazdkę
          zamówiłam sobie

          www.eherbata.pl/produkt/opis/304
          robię sobie domieszki jeszcze z filmu, taki "Wilbur chce się zabić"
          właśnie na teraz, bo smaczna księgarnia i zero Hollywood.

          kryteria...gdy jeszcze miałam wstęp do bibliotek (wolę tam nie chodzić,
          kojarzą moją twarz - ta, która zwleka z oddaniem:-) czytałam
          półkami. polską sobie omijałam. cała japońska (ten Kawabata Yasunari...),
          skandynawska (ach!), amerykańska i angielska (wow),
          nie wiedzieć czemu węgierska.
          czytam chyba dość snobistycznie, ale to nic. odrzucić potrafi okładka,
          ona zresztą z grubsza mówi o zawartości. to tak jak ze
          skinem. nie będę oczekiwać, że przeprowadzi niewidomą staruszkę
          na drugą stronę jezdni;-)
          i coś jeszcze mi się przypomniało. szukam książek, które współgrają
          z moim oddechem. sama piszę dość nerwowo, zdaniami niemal pojedynczymi
          i szybko. książka ma wprawić mój mózg w fale alfa;-) albo przeciwnie: pobudzić.
          mam się wyciszyć albo wręcz przeciwnie, płonąć.
          wczoraj koleżanka powiedziała, że czytający horrory z grubsza dzielą się na
          czytających
          Kinga albo Koontza. aha. nie znam żadnego. właściwie to
          nie szkodzi.

          zapraszamy kolejne osoby.
    • Gość: bibliotekarka Re: Kryteria subiektywne i wstydliwe IP: *.nplay.net.pl 16.12.08, 10:30
      No tak. Nie powinnam się przyznawać.
      Nie czytam tego, czego gorąco domagają się czytelniczki. Przeglądam jednak, bo muszę.
      Mam wymienić?
      Coelho, Grochola, Kalicińska, Szwaja, Steel, Brown i tak dalej...
      Zdarzyło mi się przeczytać to i owo, zanim zrobiono z autora / ki "wybitnego" pisarza / pisarkę. I nawet czasem mi się podobało. A teraz - koniec.

      Czym się kieruję?
      Pierwsze zdanie. Jest bardzo ważne.
      Styl. Baudrillarda czytam dla stylu.
      Ale to chyba są kryteria merytoryczne?
    • squarantina Re: Kryteria subiektywne i wstydliwe 16.12.08, 11:53
      Proszę, nie obraź się, ale w piękne słowa ubrałeś sprawy trywialne.
      Podstawowe kryteria czytania/nieczytania:
      1. zawodowe/naukowe/poznawcze
      2. hobbystyczne
      3. czysto przyjemnościowe

      Nie ma żadnych innych. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś
      coś czyta, chociaż nie chce i nie musi. Gdybyś musiał przeczytać
      książkę, którą lubi twój wróg, animozje schowałbyś do kieszeni.
      Ale jasne, że można podywagować na ten temat.
      • Gość: x Re: Kryteria subiektywne i wstydliwe IP: *.aster.pl 16.12.08, 12:07
        co wtedy, gdy człowieka autentycznie rajcuje esej filozoficzny?
        przyjemność czy poznanie?

        a animozje mieć fajnie.

        nie do mnie skierowany post, ale chcę powiedzieć, że Tolkiena nie znam
        nic i nie poznam, dopóki sama sobie całkiem przypadkiem go nie
        odkryję. jeśli nie - nieszczęścia nie będzie:-)
      • weekend_w_fontainebleau Re: Kryteria subiektywne i wstydliwe 16.12.08, 12:16
        hm. przecież, jak z pewnością zauważyłaś, chodzi właśnie o różne
        nieoczywiste warianty, odcienie i racje lubienia/nielubienia (i
        muszenia/niemuszenia), a nie sam fakt, nie?

        podział podstawowy jest tak naprawdę dwudzielny, nie trój-. kryteria
        zewnętrzne i wewnętrzne. to jest rzeczywiście truizm, i co z tego?
        • squarantina Re: Kryteria subiektywne i wstydliwe 16.12.08, 12:28
          Klasyfikacja kryteriów czytania/nieczytania, jest czymś innym niż
          wyodrębnienie tych kryteriów.
          Z przyjemnością przeczytałam Twój pierwszy post, który jednak
          sprowadza się do truizmu (moim zdaniem), że wszystkie odcienie,
          racje itd. czytania/nieczytania sprowadzają się do tych trzech
          kryteriów (nie upieram się zresztą przy ich liczbie, czy nazwie,
          chodzi mi o istotę, mogą też być mieszane).
          Oczywiście nic z tego, że truizm:)
          • weekend_w_fontainebleau Re: Kryteria subiektywne i wstydliwe 16.12.08, 12:48
            Ok, ok – ale mnie przecież nie chodziło o te najogólniejsze
            kryteria – tu nie ma nad czym dywagowac - tylko nieoczywiste sposoby
            ich „operacjonalizacji” w praktyce, nieoczywiste, bo np. nie do
            końca zgodne z pewnymi uświęconymi, oficjalnymi wyobrażeniami albo z
            oficjalnym, konwencjonalnym przeznaczeniem określonych typów
            tekstów. Krótko mówiąc – o aspekty lubienia/nielubienia, do których
            z trudem bym się przyznał w rozmowie z osobą, która znam osobiście i
            z którą rozmawiam o lekturach.
            Ciekawy przypadek graniczny: książka, którą wielbi osoba, która mnie
            interesuje, i po którą sięgam w pewnym sensie wyłącznie
            z "obowiązku", ale w którymś momencie niepostrzeżenie świat tej
            ksążki staje się moim światem.
            • pomme Re: Kryteria subiektywne i wstydliwe 16.12.08, 12:58
              ja w zaszdzie podobnie; im cos mocniej polecane tym mniejsze
              prawdopodobieństwo ze przeczytam i nie mam tu na mysli tylko jakiejs
              reklamy w gazetach, wystarczy ze koleżanka ( nawet dobra) tak gorąco
              poleca i zachęca, że ja sie zniechęcam. tak miałam z buszującym w
              zbożu.
              poza tym ksiązki najczesciej dobieram albo instynktownie ( okładka,
              3 zdania z tyłu - jeżeli kupuje via net), albo przeczytam kilka
              linijek w środku i daje sie skusic
              • weekend_w_fontainebleau Re: Kryteria subiektywne i wstydliwe 16.12.08, 13:21
                u mnie z tego własnie powodu "buszujący w zbożu" czekał na swoją
                kolejkę jakieś 10 lat :-)

                Ja też nie znoszę tej presji, ale z drugiej strony mam też jednak
                silnie uwewnętrznioną potrzebę czytania tego, co "wypada" (bo
                klasyka, bo kanon, bo polski inteligent, bo Nobel, bo przełom, bo
                recenzent X, którego cenię...). Nie zawsze potrafię i chcę się temu
                oprzec.
            • squarantina Re: Kryteria subiektywne i wstydliwe 16.12.08, 13:02
              weekend_w_fontainebleau napisał:


              > Ciekawy przypadek graniczny: książka, którą wielbi osoba, która
              mnie
              > interesuje, i po którą sięgam w pewnym sensie wyłącznie
              > z "obowiązku", ale w którymś momencie niepostrzeżenie świat tej
              > ksążki staje się moim światem.
              ---------------------------------
              Z ręką na sercu odpowiedz, czy przeczytałbyś od deski do deski
              książkę, którą wielbi rzeczona osoba, gdyby ta książka była
              niejadalna? Zresztą, gdyby tak było, podciągnęłabym to pod
              kryterium poznawcze:)(dotyczące tej osoby, oczywizda)
              Twój przypadek graniczny jest powszechnym przypadkiem, kiedy to
              sięgasz po książkę, bo napisał ją/przetłumaczył/wydał/dał ci w
              prezencie/etc. ktoś znajomy i okazuje się ona fajna i wtedy ją
              czytasz, a jeśli jest niefajna to też ją czytasz, bo ostatecznie
              można napisać recenzję (kryterium zawodowe, albo skrzywienie
              zawodowe, jak kto woli:)
              • weekend_w_fontainebleau Re: Kryteria subiektywne i wstydliwe 16.12.08, 13:14
                powtarzam - nie bawimy się tu w podciąganie pod ogólne kryteria,
                które są aż dwa - to zbyt proste i nudne - tylko tym, co wynika z
                pewnej dwoistości w mówieniu o ksiązkach(nie chcę napisac
                hipokryzji, bo nie o to chodzi), z istnienia fasady i kulis, pewnych
                uświęconych póz i min, a z drugiej strony realnych motywów, które
                się z tymi pierwszymi nie zawsze pokrywają.

                w moim przykładzie chodzi o sytuację, gdy _sam_ sięgam po tę książkę
                i muszę zachowac konwencjonalne pozory co do motywów tego
                zainteresowania. ale ok, specjalnie oryginalny on nie jest - "i co z
                tego?" :-)
                • lis888 Re: Kryteria subiektywne i wstydliwe 17.12.08, 12:08
                  Moje kryteria mają swoj rodwoód jeszcze w dziecinnych
                  przywyczjaeniach. I tak: lubię - i na wstepie przyznaje im wielki
                  plus - książki grube, im grubsza, tym bardziej mnie nęci(oczywiście,
                  jak każde kryterium jest zawodne: przykład pozytywny Kwinkunks,
                  neagatywny - Ditta). Z tegoż powodu mam nabożeństwo do wszelkich
                  encyklopedii;)
                  Wszystko co ma w sobie choc odrobinę sf, a nie jest podpisane
                  nazwiskiem braci Strugackich, jest w pogardzie;(
                  Tolkienem sie "nie splamiłam", bo kiedyś w czasach studenckich
                  natknęłam sie na kastę sfiksowanych tolkienistów i oni mnie
                  przerazili swoim eksteremalnie zawęzonymi horyzontami:(
                  Hessego - ongis modnego - Grę szklanych paciorków i Wilka Stepowego
                  przeczytałam, bo wypadało, i to mnie umocniło w przekonaniu, żeby
                  sie trzymac jak najdalej od tegoż sortu książek "chwilowo na topie"
                  Lubię w ksiązkach twarde okładki, wszystko co w miękkiej (znów
                  wspomnienia z dalekiej przeszłości, gdy miękka okładka oznaczała
                  rozwalającą się po jednym czytaniu ksiązkę) kojarzy mi sie z
                  chłamem. CO nie znaczy, że nie czytam, ale z ubolewaniem;)
                  Uwielbiam literaturę angielską i stawiam ja ponad francuską
                  Naczytawszy sie w czasach minionych zapojem tzw. klasyki nie tykam
                  jej teraz trzymetrowym kijem (kilka wyjątków)
                  Od razu jak ksiązka dostanie Nobla, zaczynam omijac jej autora w
                  bibliotece i księgarni wielkim łukiem
                  Nie lubię wypożyczać ksiązek w bibliotece, bo sie zdarza, że nie
                  chcę jej oddać
                  • weekend_w_fontainebleau Re: Kryteria subiektywne i wstydliwe 17.12.08, 14:34
                    Sekta tolkienistów, skąd my to znamy…:-)
                    W temacie Hesse u mnie też było podobnie, kiedy wreszcie
                    przeczytałem Wilka stepowego, ładnych parę lat temu (bo wypada, bo
                    kontrkultura, ple ple), wydał mi się zwykłym kiczem i po Grę… już
                    nie sięgnąłem, podobno lepsza.
                    Natomiast jeśli chodzi o okładki, to mam dokładnie odwrotnie: nie
                    cierpię twardych, świecących, uwielbiam paperbacks, wydania
                    kieszonkowe…
                    Jest jeszcze czar cykli wydawniczych…W moim przypadku szczególną
                    rolę odgrywa PIW-owska seria KIK (Klub Interesującej Książki) z lat
                    70. i 80., z charakterystycznymi, rozpoznawalnymi projektami okładek
                    niejakiej Marii Ichnatowicz (to może jakieś znane nazwisko, z góry
                    przepraszam :-), nie wiem jak to nazwac - takie lekko
                    surrealistyczne obrazki, scenki rodzajowe…Moja matka miała ich dużo
                    w swojej bibliotece, miały dla mnie jakiś tajemniczy urok, coś co
                    się kojarzyło z dziwnym ale fascynującym „światem dorosłych” – więc
                    np. kiedy byłem niedawno na Festiwalu Książek Przeczytanych, je
                    akurat brałem w ciemno, wziąłem chyba z pięc :-) Już widzę, że jest
                    tam parę interesujących rzeczy, na które inaczej bym na pewno nie
                    trafił, nazwiska nic mi nie mówiły, chociaż czasem są to autorzy w
                    swoich krajach nagradzani.
                    • sweetginger Re: Kryteria subiektywne i wstydliwe 21.12.08, 01:07
                      ciekawy temat i ciekawe ujecie
                      ..u mnie to czasem obietnica doznania zmyslowego...poszukiwania w ksiazkach
                      realnosci opisu...zapahow,klimatow barw..jedzenia..erotyki..obietnica
                      przeniesienia w inna rzeczywistosc dzieki plastycznosci obrazowania..to tak poza
                      tymi jasniejszymi do nazwania powodami o ktorych piszesz typu nazwisko autora ect..
                      no i tak jak pisala biblitekarka pierwsze zdanie jest bardzo istotne..
                      borgesa czytam dla precyzji jezyka
                      haiku dla czystosci formy to moje rozkosze
                      zmyslowe
    • bene_gesserit Re: Kryteria subiektywne i wstydliwe 17.12.08, 14:52
      Subiektywne? Irracjonalne? Dziwaczne? Wiele. Ale wstydu w zwiazku z
      nimi nie odczuwam.
Pełna wersja