co przydarzyło się mojej szybie w kuchni

28.11.03, 21:36
podpierzynkowy ranek bardzo zimnego dnia, patrzę przez okno na mgłę
rozwieszoną
jak pranie tiulowych zasłonek, biorę oddech chwili, idę się postosunkować z
kawusią. Po 10 minutach spoglądam przez okno, wiatr pozbierał swoje pranie i
zaczyna tańczyć z brudem ulicznym, czasem jakiś śmieć z nie zamkniętego
kontenera towarzyszy. Zaczyna kropić. Szyba w kuchni spogląda ciekawie na
tego
faceta deszcz co ją podrywa musnięciami kropel. Będziesz ty moja czy nie?
Pyta
się szyby deszcz. Szyba stoi wyprężona, dumna, twarda. Deszcz jeszcze trochę
pomuskuje dłonie szyby i odchodzi zażenowany. Musnięcia przechodzą do
historii
parapetu, a ten pakuje to wszystko do akt i zamyja na 3 spusty w archiwum
trawnika.
Łyk małej czarnej, kurde, jak ta mała pieści. Mój przełyk jest zachwycony,
rozpływa się w rozkoszy i
podmuch
szyba jęknęła
Deszcz nie dał za wygraną, spłynął kapkapami powoli, nadal trochę chłopięco
z
rumieńcami wstydu. Był z wiatrem na piwie, dobrzy kumplowie, kolega nie
zostawi
kolegi w tak trudnym przedsięwzięciu. I teraz
Rrrryms ! udzerzył rdeszcz razem z wiatrem o szybę
szyba oszołomiona nie wiedziała co się dzieje, stała bezradna już nie
wyniosła,
z rozłożonymi rękoma i rozdziawioną buzią.
Rrrryms ! powiew deszczu z wiatrem przytłoczył szybę do parteru pionowego.
Chcesz li mnie kochana moja? Biednym ja bez ciebie, chcesz?

Tu powinien wejść traktat umoralniający długości wojny i pokoju, ale że mi
się
nie chce przeto grzeczne dziewczynki i chłopcy proszę sobie wyobrazić
historię
odpychań i przygarnięć tej długości
a my przejdziemy do
2 lata później


Chcę, chcę! krzyknęła szyba rozpalonym głosem do deszczu, weź mnie i wyrwij
z
ram wszelkich konwenansów.
Ciach! odpowiedź deszczu była natychmiastowa, niemal instynktowna. Zwalił
się
na szybę całym swym deszczowym ciałem, objął swym oddechem wszystkie jej
milimetry, tarmosił nawet parapet, a szyba dźwięczała z radości i drżała w
posadach. A wiatr im wtórował. I wszystkie szyby z deszczem i wiatrem
poprzez
seks grupowy drżały i błyskały pożądaniem. I brzmiała ta opera Don Giovanii
o
tysiącu kochanek i milion kropli zapładniało światłe umysły szyb.
wtem
trrrach
przybiegł kolejny samiec, grad
zazdrosny jak diabli, że bawią się bez niego
deszcz i wiatr zamarli z niemym oczekiwaniu trwogi bo to groźny rywal, szyby
spojrzały ciekawie na trzeciego nie będąc świadome potęgi jego instrumentu.
ale
Grad, deszcz i wiatr jako kumple dogadali się po paru minutach, które dla
szyb
w stanie tużprzedorgazmowym były wiecznością i
RRRunęli ze strojoną siłą w szyby.
od razu, po milisekundzie, szyby doznały wstrząsu, drgania przeszły je na
wylot
każdej kwarcowej komórki, cała szybie twarz, i piersi i plecy i ramiona i
podbrzusze zapłoniły się szybiastym rumieniem. Zapomniały o świecie
zapomniały
....
....
aż ostry podmuch wytrącił je ze szczytu rozkoszy, ostry ból przeszył
wszytskie
szybie łechtaczki, bo był to o jeden podmuch za dużo
rąbnął grad
wyrwał
rozprysnęły się
potłukły
milion kawałeczków
milion krwi
milion żalu za straconym seksem
milion

no to ja, idę po miotłę i szufelkę
    • rwetest Re: co przydarzyło się mojej szybie w kuchni 30.11.03, 14:13
      Ciekawy pomysl. Malarska opowiesc personifikacyjna. Diabiel tkwi jednak w szcegolach. Widac chyba zes to chlopie pisal jednym ciagiem improwizacji.
      • r.richelieu Re: co przydarzyło się mojej szybie w kuchni 30.11.03, 17:17

        Zatrzymywanie się w środku krótkości robi z dwa różne teksty , bo dziś mogę
        mieć filtr czerwony, a jutro zielony. Wolę za jednym zamachem nawet gdyby w
        środku były niedociągnięcia.
    • fnoll Re: co przydarzyło się mojej szybie w kuchni 15.12.03, 12:36
      teraz dwa razy pomyślę nim napiszę "rozkleiłem twarz na zimnej szybie" czy coś
      innego o szklistościach domowych otworów...

      dzięki za rozbicie mitu o przyrodzonej oziębłości szyb!
Pełna wersja