czy mam pisac dalej?

01.12.03, 10:16
Wziął do ręki kupon i zaczął powoli skreślać liczby. Najpierw w pierwszym kwadracie, później w drugim, trzecim...
W ósmym dotarło do niego to o czym tak usilnie starał się zapomnieć. Uświadomił sobie, jakie to żałosne stać tutaj i liczyć na los. Czy rzeczywiście było aż tak źle. Było gorzej niż źle. Wydawało mu się, że nie ma nic gorszego od bycia bezrobotnym. Myślał o Vidze i o dzieciach. Myśl, że ona wciąż mu ufa i w niego wierzy jeszcze bardziej pogorszyła mu samopoczucie. Czuł wtedy ciężar od którego nie mógł się uwolnić i jednocześnie nie chciał się go pozbyć jakby to była jedyna rzecz która mu pozostała. Jakby pod naporem czarnych myśli ołówek który przyciskał do papieru złamał się nagle robiąc dziurę w okienku z liczbą 28. Zniechęciło go to na tyle, że już miał zmiąć kolorowy kartonik, gdy poczuł nagle silne szturchnięcie w plecy. Poczym usłyszał w pijackim bełkocie
- eee! Przeeepraszam...
Tego było już za wiele jednym szybkim ruchem odepchnął od siebie wciąż mamroczącego pijaczynę i wyszedł z kolektury.
Zimny podmuch powietrza przykleił mu kilka płatków śniegu do policzka. Nie zmrużył jednak oczu ale patrzył uparcie na opadający puch. Dopiero kiedy oczy zaczęły mu łzawić przymknął powieki i poczuł ulgę.
Jak w zwolnionym tempie obserwował wirujący papier. Kręcił się i falował to znów opadał płasko, aż w końcu za każdym razem lądował na zabłoconej podłodze. Nie mógł pozbyć się natrętnej wizji. Wtem, przeraźliwy pisk opon wyrwał go z zamyślenia. W odruchu bezwarunkowym szarpnął całym ciałem i stracił równowagę.
-Mam kiblować przez ciebie resztę życia piżdzielcu!!- usłyszał i spojrzał jak kierowca oddala się wciskając zapewne pedał gazu do oporu.
Musze tam wrócić...- pomyślał- musze?
Powracający obraz wirującego kuponu nie dawał mu spokoju. Nie wiedząc dlaczego wrócił do żółtej budki gdzie wciąż jeszcze przebywał pijaczyna, który tym razem starał się przekonać sprzedawcę aby ten pozwolił mu zagrać za darmo w zamian za połowę ewentualnej wygranej.
Nie to go jednak interesowało. Pijak był jedynie hałaśliwym klientem, który deptał właśnie jego kupon starymi adidasami. Odepchną lekko menta i podniósł zabrudzony kartonik. Przepisał wszystko dokładnie na czysty blankiet i tym razem zapłacił odbierając dowód zakładu.

***

Po roku odkąd stracił prace każdy dzień przygnębiał go coraz bardziej. Nie dlatego, że trudno byłoby mu znaleźć nowe zajęcie ale dlatego, że wciąż nie przyjmował do wiadomości, że musi wszystko zaczynać od nowa. Tyle wysiłku, tyle zaangażowania i tyle szczęścia, które do tamtego momentu go nie opuszczało, to wszystko wydawało mu się tak cenne, że nie mógł znieść myśli, że pójdzie na marne. Tak to waśnie to go tak irytowało, że PÓJDZIE NA MARNE, W CHOLERĘ, W DIABŁY. Wiec po co tak wcześnie zaczynał tę swoją żałosna karierę w bankowości. Mając 21 lat nie pracuje się jeszcze po 8 godzin dziennie w banku mając przez cały dzień odpowiedzialne rzeczy na głowie. Ale wtedy uznawał to za wyróżnienie i możliwość nabycia doświadczenia równocześnie studiując. Kiedy po czterech latach udało mu się zostać brokerem w porządnej firmie, był już pewien, że może już być tylko lepiej. Pieniądze jakie zarabiał nie śniły się nawet ludziom którzy zarabiali w ich mniemaniu bardzo dobrze jak na warunki stolicy. I nagle przychodzi ten pieprzony, parszywy poniedziałek kiedy dyrektor mówi to co mówi, a ty nie wierzysz, że on to mówi na poważnie, że to dotyczy ciebie. W pierwszym momencie czuł się jak pacjent który dowiaduje się od lekarza, że ma raka i nie można już nic zrobić. Potem przychodzi myśl o rodzinie jak im to powiedzieć. Tak to było wtedy dla niego najgorsze - jak powiedzieć żonie właśnie kolejnego pięknego dnia ich życia, że to właśnie od dziś to życie zmieni się w koszmar. Następne myśli dotyczyły działania. Gdzie dzwonić do kogo, do banku, do innej firmy brokerskiej, co zrobić gdy lista telefonów się skończy, będzie nowa, ale jak i ona się skończy ... Ile czasu będę bez pracy, kto mi pomoże. Mam kredyty, karty kredytowe, żadnych oszczędności.
Pamiętał wciąż ten dzień bardzo dokładnie to było wtedy kiedy jeszcze nie wszyscy zdążyli ochłonąć po atakach terrorystycznych na Nowy Jork. Podniósł wreszcie słuchawkę i wykręcił numer telefonu który pamiętał tak dobrze, że palce bezwiednie wybierały właściwe cyfry bez angażowania myśli.
- cześć to ja...
- no i co tam Konradku, bo ja...
- ...chce ci powiedzieć...
- tak? Masz jakiś dziwny głos, czy coś się stało?
- kocham cię...
- co się stało? Coś w pracy? No, mów, że wreszcie. A może znowu sobie żartujesz
- mam cholernie złe wieści
- no co? Konrad mów mi bo zwariuje
-
    • murza.chatus Re: czy mam pisac dalej? 01.12.03, 13:49
      No jasne!!!
      • rwetest Re: czy mam pisac dalej? 02.12.03, 12:04
        No to dzieki
        Narazie tylko Ty jeden wyraziles jakakolweik opinie.
        Ale mysle, ze pociagne to dalej.
    • rwetest Re: czy mam pisac dalej? C.D.N 02.12.03, 12:26
      - ....-tylko oddech, czul ze gdyby teraz cos powiedzial to zacisniete gardlo zdradziloby lzy, ktore kryl miedzy palcami.Jeszce tylko swie sekundy
      -halo! Konrad, blagam cie, jestes tam? Halo!
      - musze Ci powiedziec...-wycedzil ledwo powstrzymujac szloch
      - co kochanie no co!
      - wlasnie przed chwila STRACILEM ROBOTE...- wcale nie poczul ulgi jakiej sie spodziwal po tych slowach. Zrobilo mu sie nie dobrze. Poczul sie tak jaby rzucil w ukochana osobe kamieniem a jednoczesnie wiezial, ze musi to powiedziec...
      -zadzwonie do ciebie za chwile nie moge mowiec - urwal
      -dobrze...-jej smutny glos wydal mu sie nadspodziewanie opanowany, a slowa ktore nastapily pozniej spowodowaly,ze tym razem nie byl w stanie zapanowac nad placzem - Konradku to nie jest tragedia, mamy zdrowe dzieci. Kocham Cie i tylko to sie liczy ! Rozumiesz mamy wspaniale zdrowe dzieci a ja cie bardzo kocham! Slyszysz!
      Sluchawka wypadla mu z rak. Ukryl twarz w mokrych juz dloniach. Wstydzil sie lez. Wkoncu kazdy mogl teraz na niego spojrzec i ujrzec jak 28 letni broker marze sie w biurze. Schylil sie aby ukryc glowe pod biurkiem jednoczesnie siedzac na krzesle. Zaczal szukac czegos po szufladach. Nie wiedzial jak dlugo to jeszce potrwa ale opanowanie wreszcie wracalo. Czul sie okropnie. Teraz tylko znalezc sposob zeby dostac sie do lazienki...
      ******
      Konrad Stafiej kstafiej@yahoo.com

      • murza.chatus Re: czy mam pisac dalej? C.D.N 04.12.03, 13:09
        Pisz!!!
        To forum jest jakieś nieruchawe, może rozruszasz towarzystwo?
        Temat taki aktualny - aż boli...

        Dawaj dalej!!!
        • rwetest Re: czy mam pisac dalej? C.D.N 04.12.03, 16:08
          obiecuje jutro dalszy ciag


          pozdrawiam
          • murza.chatus Re: czy mam pisac dalej? C.D.N 05.12.03, 10:43
            Jest już jutro - więc czekam...:)))
            • rwetest Re: czy mam pisac dalej? C.D.N (3) 05.12.03, 12:44
              Jechał przez miasto samochodem, który pasował do niego jak pięść do nosa. Audi A3 i bezrobotny za kierownica. Nigdy przedtem do głowy by mu nie przyszło, ze może się czuć nieswojo we własnym samochodzie. Czuł się jak złodziej, który zaraz po kradzieży jedzie cudzym samochodem i wie, ze na niego niezasluguje, ze grzeje swoja dupa nie swój fotel. Cóż za piękna synchronizacja-pomyslal słysząc w radiu T-love:?
              ? Kochanie, wczoraj zwolnili mnie z pracy
              Wiedz o tym, że nie mamy już kasy?

              Stanę w kolejce po swój zasiłek
              Ty zamiast butów przyniesiesz mi miłość?.?

              Zaparkował samochód pod Urzędem Pracy, wyłączył radio i poszedł po raz pierwszy na trzecie piętro. Zaraz po wejściu do sali, na której znajdowało się kilkanaście okienek, zwanych boxami, odrazu zauważył, ze tutaj wszystko wygląda dużo lepiej niż się spodziewał. Miejsce czyste, widać po remoncie, nie ma kolejek, nie ma obszarpanych, zdesperowanych ludzi, którzy przepychają się w zgiełku i smrodzie do przodu, do przodu napierając, wyciągając te umordowane, spracowane ręce, głodne pracy ręce, które bez pracy wytrzymać nie mogą, które pracy potrzebują tak bardzo, bardzo, ze?

              - Pan do rejestracji?
              - Ele..taak ja do rejestracji chyba..
              - to nie do mnie proszę przejść do okienka nr 1!

              Wracając do domu wydawało mu się, ze przed chwila zrobił cos bardzo ważnego, ale wbrew sobie - ZALEDWIE z obowiązku. Jeszcze na razie niejasno to rozumiał, ale takie właśnie miał wrażenie. Po jaka cholere się rejestrowałem? Przecież pieniędzy starczy mi jeszcze na 2 ,czy- przy oszczędnym życiu -nawet 3 lub 4 miesiące. W tym czasie na pewno już dawno będę pracował. Kiedy spojrzał na kartonik z data następnego ?meldunku?w urzędzie, opanował go dziwny niepokój. Nic to ? pomyślał sobie. Jestem bezrobotnym, jestem bezrobotnym- krzyczał wesoło na cale gardło zamknięty w pędzącym Audi .
              • murza.chatus Re: czy mam pisac dalej? C.D.N (3) 06.12.03, 16:00
                Znam ten ból, niestety.
                Dzięki i czakam na ciąg dalszy.
                • rwetest Re: czy mam pisac dalej? C.D.N (3) 12.12.03, 12:18
                  sorry ni yloomnie kilka dni
                  postaram sie nadrobic zaleglosci
                  cierpliwych pozdrawiam
      • goha29 Re: czy mam pisac dalej? C.D.N 13.12.03, 18:03
        Ok, robaczku, pisz, ale nie rób błenduff, bo to odstrasza takich snobów, jak
        ja, i dziel akapity na jeszcze krótsze. Lepiej pisać, niż pić.
Pełna wersja