soczewica
09.12.03, 00:19
dwa razy zdarzył mi się przypadek, że ta kolejność okazała śię świetna.
jeden - w dzieciństwie, "Heidi", a drugi - Potop, przez który przegryzam się
z przyjemnością, po obejrzeniu kilkakrotnym (za każdym razem ekstaza ;-D)
ekranizacji.
zwłaszcza w drugim przypadku - film to rzecz błogosławiona; daje pewne
wyobrażenie, konkretyzację akcji, człowiek (ja) nie gubi się w natłoku
wojennych wątków, mam pewne wyobrażenie krajobrazu, no i coś co może
bulwersować albo i nie - postacie mają twarze! Kmicic i Oleńka zawsze będą
dla mnie wyglądali jak filmowi (mistrzostwo świata według soczewicy!), że juz
nie wspomnę Rocha Kowalskiego, Zagłoby czy Wołodyjowskiego.
zanim ktoś stwierdzi, że cierpię na lenistwo umysłowe ;) - przyznam się bez
bicia, że Wojnę i pokój zarżnęły mi nużące opisy wojsk. i nie skończyłam.
czuję się jakbym przeczytała bryka, na rozgrzewkę rpzed poważniejszą
lekturą ;)
za zupełnie nietrafioną adaptację uważam ESD, film o Borejkach. kiła i
mogiła. ale Potop rządzi :D w każdej wersji. powoli staję się (wybiórczym)
sienkiewiczofilem.