najpierw film potem książka...

09.12.03, 00:19
dwa razy zdarzył mi się przypadek, że ta kolejność okazała śię świetna.
jeden - w dzieciństwie, "Heidi", a drugi - Potop, przez który przegryzam się
z przyjemnością, po obejrzeniu kilkakrotnym (za każdym razem ekstaza ;-D)
ekranizacji.
zwłaszcza w drugim przypadku - film to rzecz błogosławiona; daje pewne
wyobrażenie, konkretyzację akcji, człowiek (ja) nie gubi się w natłoku
wojennych wątków, mam pewne wyobrażenie krajobrazu, no i coś co może
bulwersować albo i nie - postacie mają twarze! Kmicic i Oleńka zawsze będą
dla mnie wyglądali jak filmowi (mistrzostwo świata według soczewicy!), że juz
nie wspomnę Rocha Kowalskiego, Zagłoby czy Wołodyjowskiego.
zanim ktoś stwierdzi, że cierpię na lenistwo umysłowe ;) - przyznam się bez
bicia, że Wojnę i pokój zarżnęły mi nużące opisy wojsk. i nie skończyłam.
czuję się jakbym przeczytała bryka, na rozgrzewkę rpzed poważniejszą
lekturą ;)

za zupełnie nietrafioną adaptację uważam ESD, film o Borejkach. kiła i
mogiła. ale Potop rządzi :D w każdej wersji. powoli staję się (wybiórczym)
sienkiewiczofilem.
    • mika_p Re: najpierw film potem książka... 09.12.03, 00:56
      Mam identyczne odczucia, jeśli chodzi o Potop.
    • wigurek Re: najpierw film potem książka... 10.12.03, 22:36
      U mnie to szczerze mówiąc dość częsty przypadek:
      również Potop,a poza tym
      m.in."Imię róży","Wiek niewinności","Opowieści z Narnii"
      • denay Re: najpierw film potem książka... 11.12.03, 01:11
        Przylaczam sie.

        I dlatego tak mi bylo szkoda, ze "Ogniem i mieczem" to juz nie te klimaty
        co "Potop" i "Pan Wolodyjowski", chociaz i tak obejrzalam film ze 4 razy ;-))
Pełna wersja