maya-sakti
10.12.03, 16:38
Książka jest niezwykle przejmująca. Czyta się ją jednym tchem.
Bardzo osobista. Opowiada o wspaniałych ludziach, przyjaźniach,
o skomplikowanym życiu „Żony autora” i matki swoich
dzieci. „Jestem, po prostu jestem” przypomina mi
trochę „Rozstania” Magdy Dygat. Z tą m.in. różnicą, że tam
rozliczenie z przeszłością było może jakąś formą oczyszczenia,
spojrzenia z dystansu na czas który bezpowrotnie minął. A
książka Młynarskiej jest próbą nawiązanie dialogu, przesłaniem
matki, której życie rodzinne się rozpadło. Opuszczonej przez
męża, i najstarsze dzieci które kocha. Pragnącej odrobiny
kontaktu i serdeczności w trudnych relacjach ze swoimi córkami.
„Staram się znaleźć pocieszenie, że może one też myślą, że ja
będę zawsze, że mają jeszcze dużo czasu, że mama może poczekać,
że jeszcze zdążą nadrobić uciekający czas, bo przecież tyle jest
ważnych zajęć (...) nie da się nadrobić słów serdecznych,
wypowiadanych na co dzień, a perspektywa spotkania przy
szpitalnym łóżku z kroplówkami i respiratorami nie jest zbyt
optymistyczna”.
Na wczorajszym spotkaniu promującym książkę Adrianny
Godlewskiej-Młynarskiej, w warszawskim klubie Traffic, przyszło
bardzo dużo przyjaciół autorki. Wieczór był wspaniały, wykonała
kilka piosenek ze swojego dawnego repertuaru, wytworzyła się
rodzinna atmosfera. Na zakończenie jako pierwszy wskoczył na
scenę z bukietem róż, najmłodszy syn artystki, Paweł i mocno
przytulił. Agaty i Pauliny nie było. Szkoda.