Dojrzewanie do książki

IP: *.wp3.ptc.pl 17.12.03, 19:21
No właśnie...
Pamiętam bibliotekarkę, która dała mi "Małego Księcia" w klasie chyba
czwartej. Ojej, nie dałam rady. Ale po kilku latach...
To samo z "Panem Tadeuszem". Słyszałam głosy, że ludzie docenili go po
trzydziestce (swojej rzecz jasna). Ja także się do nich zaliczam :)))
    • Gość: tina Re: Dojrzewanie do książki IP: 82.177.70.* 17.12.03, 19:41
      ja do Pana Tadeusza też musiałam dojrzeć
      próbowalam w podstawówce
      strawiłam dopiero pod koniec ogólniaka
    • karmilla Re: Dojrzewanie do książki 18.12.03, 08:38
      Proces. Od kiedy usłyszałam o tej książce, uważałam że to książka nie od
      przeczytania. Któregoś pięknego dnia poszłąm do kina na ekranizację. Niby mi się
      podobało, ale uznałam że książka z pewnośćią jest za ciężka do czytania. A po
      paru latach nagle, nie wiedzieć czemu, uznałam, że absolutnie i koniecznie muszę
      to przeczytać. Obecnie to jedna z moich ulubionych książek.
      Do Pana Tadeusza niegdy nie dojrzałam, i chyba już nie dojrzeję. Mały Książę
      natomiast to miłość od pierwszego wejrzenia.
    • reptar Odejrzewanie od książki 18.12.03, 09:26
      Jeśli chodzi o DOjrzewanie DO książki, to pewnego razu dojrzałem do "Szatańskich
      wersetów", przez które parę lat wcześniej nie dałem rady przebrnąć.

      Zmieniłem jednak temat z *DO*jrzewania na *ODE*jrzewanie. Proponuję rozszerzyć
      dyskusję o ten aspekt.

      Myślę, że istnieje również proces odwrotny. Niektóre książki trzeba przeczytać,
      ZANIM się to coś z nami stanie. Myślę, że taką książką jest wspomniany "Mały
      Książę" - kiedyś wzruszał, dziś już stracił na magii. Czytając (nie doczytując)
      "Dar" O'Leary'ego miałem wrażenie, że jeszcze dwadzieścia lat temu pewnie by
      mnie urzekł, ale teraz jest już zdecydowanie za późno. Zamiast urzec - znudził
      i zirytował.
      • Gość: yaga Re: Odejrzewanie od książki IP: *.chello.pl 18.12.03, 09:39
        Tak, tak, z tym odejrzewaniem to święta racja. Ja tak "odejrzałam" od Quo
        vadis. I uważam, podobnie jak Joanna Szczęsna, która pisała o tym w "Gazecie
        Książki", że kto nie przeczytał "W pustyni i w puszczy" jako 7-8-latek, to nie
        ma szans odczuć całej magii tej książki, za dużo będzie myślał i krytykował.
        • staua Re: Odejrzewanie od książki 18.12.03, 21:59
          Mysle, ze mozna "odejrzec" od Tolkiena. Tzn. pierwszy raz musi byc odpowiednio wczesnie, nie, ze przestaje sie
          podobac, jak sie juz zna.
          Reptar, mowisz, ze dojrzales do "Szatanskich Wersetow"? Moze i ja dojrzeje, do tej pory boje sie zaczac czytac po
          pewnym wydarzeniu, ktore mnie przestraszylo, jak otworzylam te ksiazke po raz pierwszy. Czytalam "Dzieci
          polnocy", teraz zabieram sie za "Ziemie pod jej stopami"...a "Szatanskie wersety" mam w Polsce i jakos...nadal sie ich
          boje.
        • Gość: Jarecka Re: Odejrzewanie od książki IP: 62.121.73.* 19.12.03, 10:34
          Jasne, że macie rację! A bywa i tak, że można coś czytać mając 7 lat i 37,
          choćby ...Andersena. Tylko że dojrzały człowiek doczyta się czegoś innego, niż
          dziecko i w tym sensie czytając później, nie "nadrobi" tego, co mógłby "dostać"
          od książki wcześniej. Nie wiem, czy rozumiecie - później stają się dostępne
          jakieś drugie dna, rozumienie i chwytanie skrótów myślowych etc. A wcześniej
          zwyczajna naiwna rozpacz i bezsilność "co się stalo z tym Kajem???" i na tym
          budowane skojarzenia, odniesienia do rzeczywistości i zagospodarowanie "tej
          sprawy" w systemie poznawczym i emocjach. O tyle to ważne, że jeżeli przegapimy
          coś, co większość rówieśników przeczytała i w sposób naiwny przeżyła to tracimy
          jedną z tysięcy takich niteczek porozumienia, do których potem można się
          odwoływać. Nie ma nieszczęścia, jeśli to jedna czy dziesięć, ale jak brakuje
          połowy? Czy ktoś łapie, o co mi chodzi? Pozdrawiam, HJ
          • slunko Re: Odejrzewanie od książki 19.12.03, 11:54
            ja musialam dojrzec do herlinga-grudzinskiego. wczesniej nie rozumialam, o czym
            ten facet w ogole pisze.
            a odejrzalam od "malego ksiecia". zdecydowanie.
      • wlodekbar Re: Odejrzewanie od książki 28.12.03, 19:56
        Rzecfzywiscie, ze Maly Ksiaze powinien byc, rzeklbym, lektura obowiazkowa dla
        baaardzo wielu tak zwanych doroslych:D
      • Gość: recznik Dojrzewanie i Odejrzewanie IP: 62.181.161.* 31.12.03, 09:51
        Ksiazki "dojrzewane" : Pan Tadeusz - tuz przed obejrzeniem filmu Wajdy :
        arcydzielo (film zreszta tez - w swojej poetyce); "Wojna i pokoj" Lwa Tolstoja -
        idem.
        Ksiazki "odejrzewane" : Dostojewski, Witkacy - okres "burzy i naporu" i
        przeszukiwania ciemnych stron duszy mam za soba, wiec to juz nie te
        czestotliwosci; literatura iberoamerykanska - okrucienstwo swiata
        przedstawionego i realizm magiczny - to tez juz etap z przeszlosci;
        Niesmiertelni : "Mistrz i Malgorzata" Bulhakowa, "Wladca Pierscieni" - czytane
        conajmniej raz w roku. W drugiej kolejnosci moge dorzucic tez cykl Isaaca
        Asimova o Fundacji, no i "Dobrego wojaka Szwejka" - dla poprawy nastroju.
      • agrafek Re: Odejrzewanie od książki 22.01.04, 19:03
        W takim razie chętnie porównałbym wiek, bo "Dar" spodobał mi się ogromnie
        kiedym był w wieku lat około 26. Natomiast, podobno, za Dickensa zabrałem się
        za późno. Taką, w każdym razie wystawiono mi diagnozę, gdy przyznałem się w
        gronie znajomych, że pomimo wielu wysiłków nie jestem w stanie spędzić w
        towarzystwie tego pana więcej niż 30 stron.
        pozdrawiam.
    • maja.a Re: Dojrzewanie do książki 19.12.03, 16:15
      Witkacym w szkole średniej rzucałam ze złości o ścianę- po kilku latach to mój
      mistrz. Do K.May'a dojrzałam w odległych beztroskich latach podstawówki i
      trzyma mnie do dziś a "Pan Tadeusz" stoi na półce i czeka na swoje pięć minut.
    • wlodekbar Re: Dojrzewanie do książki 28.12.03, 19:51
      Mnie uczono literatury polskiej gubiac ja po drodze.
      Zemste Fredry zesmy traktowali li tylko jako cos smiesznego. Pan Tadeusz byl za
      gruby, by mogl byc ciekawy.
      Szkolny "system nakazowy" odstreczal nas od lektur, w tym obowiazkowych
      szczegolnie.
      Mickiewicz: okres wilensko-kowienski, etc...
      Brrrr... Faktografia, daty, kucie na pamiec. Okrutne.
      Dopiero gdy moim nauczycielem zostal postrach szkoly, w dodatku o nazwisku Jan
      Gad (tarcze, munurki, czapki szkolne) zaczal zmieniac sie moj stosunek do
      literaruty i jej tworcow.
      Bo chodzil po klasie i wybijal nam z glowy stereotypy.
      Mickiewicz - mowil - o, nastepny polski swiety! Babiarz, i do kielicha tez
      zagladal! A wy myslicie, ze co, ze on Pana Tadeusza to tak za jednym zamachem
      napisal, taaaak? To tyranie, to harowa! - wrzeszczal wrecz.
      Ukazywal nam zywych ludzi, i przyblizal do ich utworow.

      Jesli chodzi o Malego Ksiecia, to nie przypominam sobie, by figurowal w spisie
      lektur. Natomiast jest to na pewno lektura dla doroslych, niekoniecznie dla
      nastolatkow, ten dekalog caly.
      I to tak pare skojarzen...
      A Jan Gad byl jedynym w szkole nonkonformista. Slyszalem, ze juz nie zyje.
      Byl wspanialym pedagogiem.
      I nie wymagal nawet znajomosci wszystkich lektur obowiazkowych.
      Wymagal myslenia.
      I slusznie, tym bardziej slusznie, ze to bylo liceum ogolnoksztalcace, majace
      przygotowywac mlodziez do dalszej edukacji.
      Nb. to bylo LO imieniem Jana Zamoyskiego w Warszawie, przedwojenny slynny
      Chrzanowski.
      • Gość: Jan Książki "dla dzieci" IP: *.dclient.hispeed.ch 28.12.03, 23:00
        W dzieciństwie nie mogłem przebrnąć przez pierwszą stronę ani "Małego Księcia",
        ani "Kubusia Puchatka".
        Fragmenty Księcia zostały mi przed maturą przeczytane przez... pewną różę, a
        Kubusia doceniłem koło dyplomu, już po angielsku.
        Doszedłem do wniosku, że Księcia jest dobrze czytać raz na rok, ale nie
        dotrzymałem słowa, może błąd :-(
        • wlodekbar Re: Książki "dla dzieci" 29.12.03, 00:28
          Moze blad:)))
    • Gość: Abra Re: Dojrzewanie do książki IP: *.bsk.vectranet.pl 28.12.03, 23:06
      W liceum przeczytałam "Ferdydurke" i byłam wręcz olśniona. I choć miałam w domu
      kilka tomów dzieł Gombrowicza, to nie zabrałam się za czytanie, bo czułam, że
      musze do niego jeszcze dojrzeć. Dojrzewam tak do dziś do kolejnych pozycji,
      choć mineło przeszło 8 lat :)
    • Gość: Aska Re: Dojrzewanie do książki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.03, 23:30
      ja moze wspomne o bardziej dziecinnej lekturze, ale jako mala dziewczynka
      zaparlam sie, ze nie przeczytam "malej ksiezniczki" F. H. Burnett - tak po
      prostu. Na szczescie nie minal rok, jak juz sie nia zaczytywalam :-) Czesto tak
      bylo, ze albo ktos niewlasciwy zachecal mnie do czytania ksiazki i od razu sie
      zniechecalam.
      Podobnie bylo z "Awantura o Basie" - wcisnieto mi to do reki na jakims
      przyjeciu dla doroslych u cioci, gdzie sie potwornie nudzilam, a potem jeszcze
      ten poczatek z wypadkiem... mialam potem problem, gdy musialam przeczytac to
      jako lekture, strasznie sie zapieralam ;-))
      • Gość: esme Re: Dojrzewanie do książki IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.12.03, 02:05
        zapieralam sie strasznie do "tajemniczego ogrodu", nie mam pojecia dlaczego.
        Potem przypadkiem wpadl mi w rece, ale bylo troche za pozno, bo wyroslam z tej
        ksiazki i nie potrafilam jej docenic, bo juz zaczelam dostrzegac wady.
        Czesto tez zaluje, ze wracalam do ksiazek z dziecinstwa, ktore troche
        zapomniane byly automatycznie idealizowane, a po ponownym przeczytaniu tracily
        caly urok jaki kiedys zapamietalam.
    • Gość: Ethlinn Re: Dojrzewanie do książki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.12.03, 15:11
      W jakiejś V klasie podstawówki tata podsunął mi do przeczytania "Starą baśń".
      Nie mogłam jej zmóc, chociaż juz wtedy czytałam bardzo dużo i różne rzeczy.
      Ponownie sięgnęłam po tę książkę bodaj pod koniec liceum i do dziś jest to
      jedna z moich ulubionych.
      • maltoza Re: Dojrzewanie do książki 30.12.03, 00:31
        Ja właśnie dojrzałam do "Potopu". W liceum z braku czasu przeleciałam 3 tomy po
        łebkach a teraz jakoś mam ochotę wejść głębiej w 2 część Trylogii :)
    • Gość: Martyna Re: Dojrzewanie do książki IP: *.przemysl.sdi.tpnet.pl 30.12.03, 17:55
      Mając na karku 15 wiosenek próbowałam przeczytać "Zamek" Kafki, ale niewiele z
      tego rozumiałam i nie udało mi się dobrnąć do końca. Teraz, po dwóch latach,
      sięgnęłam po tę książkę ponownie... i nie mogłam się oderwać. Kto wie, może za
      5 lat zdecyduję się nawiązać bliższą znajomość z "Ulissesem"...
      • edeka5 Re: Dojrzewanie do książki 30.12.03, 23:52
        Tak, trzeba utrafić z czasem do książki. Ale mi trudno zabrać się ponownie do
        nieutrafionej książki. Dla mnie taką książką jest np. "Alicja w Krainie
        Czarów". Pierwsze podejście miałam za późno lub za wcześnie. Być może teraz bym
        ją już przeczytała, ale mnie odrzuca.
        • Gość: noida Re: Dojrzewanie do książki IP: *.lomianki.sdi.tpnet.pl 22.01.04, 22:59
          Tak, tak popieram Alicję w Krainie Czarów! W tzw. dzieciństwie nie mogłam
          zrozumieć, dlaczego wszyscy się nią tak zachwycają... do tego stopnia, że
          przeczytałam ją w dwóch różnych tłumaczeniach (że niby może to drugie bardziej
          będzie mi się podobać). I nic.
          Wróciłam do niej dopiero niedawno, czyli ze 2-3 lata temu i przeczytałam w
          oryginale... Rewelacja! Teraz już rozumiem, po prostu to jest powieść dla
          dorosłych. Dzieci się mogą najwyżej przestraszyć, bo to strasznie oniryczna i
          niezrozumiała bajka (jak na "bajkę dla dzieci").
    • Gość: Agnieszka Re: Dojrzewanie do książki IP: *.chello.pl 22.01.04, 18:47
      W wieku 15 lat przeczytałam po raz pierwszy "Lalk"ę Prusa, przyznam sie bez
      żadnych głębszych emocji. Dopiero jako osoba dorosła odkryłam tę książkę
      naprawdę, jej głębię i wielowątkowość. Teraz wracam do niej przynajmniej raz do
      roku. To wspaniała powieść.
      • gonzalo Re: Dojrzewanie do książki 01.02.04, 01:19
        a ja wciaz nie moge przeczytac "wilka stepowego". po kilku probach, ktore mnie
        okropnie znuzyly, xiazka wciaz czeka.
        pamietam, ze okropne obawy mialam przed "mistrzem i malgorzata" - nawet nie
        wiem, czemu. wydawalo mi sie ze to jakas trudna xiazka, przeczytalam ja
        dopiero na studiach, w jedna noc (nie moglam sie oderwac), smiejac sie do
        rozpuku.

        i mam tez xiazke, ktorej PANICZNIE SIE BOJE. to 3 tomy o osobowosci
        symbiotycznej johnsona (kiedys bede musiala sie przemoc)

        i nie czytalam zadnej xiazki umberto eco - grubosc wahadla czu baudolino mnie
        powstrzymuje. wydaje mi sie ze to bardzo trudne, erudycyjne xiazki. i boje sie
        okazac zbyt malo inteligentna aby je zrozumiec... :-)

        pozdrav dla wszystkich bibliofilow
Inne wątki na temat:
Pełna wersja