Czy ktoś tu ze mną czyta po włosku?

IP: 157.25.31.* 18.12.03, 14:25
Dajcie, proszę, znać: co, gdzie to kupiliście, za ile i dlaczego tak drogo. I
czy kochacie A. de Carlo. I co najbardziej ("Techniche di seduzione"?).
    • staua Re: Czy ktoś tu ze mną czyta po włosku? 18.12.03, 16:59
      Nie czytalam ksiazki o ktorej piszesz. Czytuje po wlosku, ostatnio mniej, bo tu gdzie od niedawna mieszkam, jeszcze
      nie wiem, gdzie kupic ksiazki w tym jezyku. Czytam Tamaro, Ginzburg, Moravie, Fallaci...a z forum mam ochote na
      Ammanitiego po przeczytaniu watku o nim.
      • Gość: Ewa Re: Czy ktoś tu ze mną czyta po włosku? IP: 157.25.31.* 19.12.03, 10:30
        Witaj, fajnie, że jesteś. "Tecniche..." to super książka o początkującym
        pisarzu, który spotyka... najsłynniejszego włoskiego pisarza i to wydaje się
        znakomita szansa na karierę, ale nie wszystko jest takie proste, a zakończenie
        nieco zaskakujące. Świetnie opisany nastrój różnych miejsc - najpierw smrodliwy
        Mediolan, potem dom starszego pisarza, jak dobrze pamiętam, to w Toskanii albo
        Umbrii no i trochę Sycylii.
        A gdzie mieszkasz?
        I skąd bierzesz te ksiązki,o których wspominasz?
        Też mam ochotę na Ammanitiego, ostatnio dostałam w prezencie "Nie boje się" -
        niestety po polsku...
        Pozdrowienia i zyczenia.
      • Gość: Ewa Re: Czy ktoś tu ze mną czyta po włosku? IP: 157.25.31.* 22.12.03, 16:17
        I to już wszyscy?

        P.S. Dziś w nocy dokończyłam "Baudolino" :-))) Ciekawa jestem, jak w polskim
        przekładzie brzmią np. nazwy ras z Pndapetzim. Chyba sobie pójdę do Empiku
        przeczytać ;-)))
        • staua Re: Czy ktoś tu ze mną czyta po włosku? 22.12.03, 19:14
          Baudolina akurat czytalam po angielsku. Jak wspominalam, teraz mam kiepski
          dostep do wloskich oryginalow (jestem w USA) przedtem bylo niezle - Szwajcaria.
          A z osob piszacych na forum kubu jest italianista/ka i zna sie na rzeczy.
    • dr.krisk Chętnie, ale.. 22.12.03, 22:40
      .. nie mam obecnie dostępu do ksiązek po włosku. A szkoda, bo to piękny język,
      i jeżeli (tak jak w moim przypadku) zna się go dosyć średnio, można przeczytać
      nawet coś wartościowego.
      Np. Roberta Pirsiga "Lo Zen e l'arte della manutenzione della motocicletta",
      albo B.Maiera "L'assente". Próbowałem także zmęczyć po włosku "Danubio" Claudio
      Magrisa, ale przyznam się - poległem. Dopiero po polsku dałem radę, i to z
      niekłamaną przyjemnością.
      Lubię język włoski, bo jest jakoś bliższy polskiemu - w konstrukcji, budowie
      logiki wypowiedzi. Zresztą nie znam się na tym, czytając po włosku lepiej
      rozumiem Co_Autor_Miał_Na_Myśli, niż np. po angielsku.
      A tak przy okazji - może w jakiejś księgarni internetowej jest oferta
      włoskojęzyczna?
      A presto.
      KrisK
      • staua link 22.12.03, 22:59
        www.internetbookshop.it/hme/hmepge.asp
        Przy okazji znalazlam jakas wloska ksiegarnie internetowa w Meksyku, niestety
        opisy po hiszpansku, wiec bede sylabizowac :-) ale moze do mnie wysla, w koncu
        to blizej.
        Tanti saluti!
        • Gość: Jan Internet Bookshop Italia IP: *.dclient.hispeed.ch 22.12.03, 23:19
          Najpierw z głupia frant napisałem www.amazon.it, ale nie ma.

          Potem spróbowałem poszukać "libri" pod guglem, nie za dużo wyszło. Ale po paru
          klikach pojawił się Internet Bookshop Italia:
          www.internetbookshop.it/hme/hmepge.asp
          Schemat podobny do Amazon. Uroczy jest klawisz "Metti nel carrello", włóż do
          wózka.
      • Gość: Jan Pirsig IP: *.dclient.hispeed.ch 22.12.03, 23:00
        Z tym, że "Zen..." jest w oryginale angielskojęzyczny - "Zen and the Art of
        Motorcycle Maintenance", "ZAMM" dla znawców - tych, co na Los Angeles mówią El-
        Ej.
        Tegoż autora polecam "Lila". Imponuje mi u Pirsiga, że gdy skondensował swe
        doświadczenia życiowe w "Zen...", oszczędził nam sequeli, na które lakomią się
        otumanieni sukcesem autorzy, tylko poczekał kolejne 17 lat, aż znowu miał coś
        do napisania. Cóż za pański gest!

        A Krisk - widzę - dobrzeje :-)
        Czas przejść na tanią whisky, czarna godzina minęła.
        BTW mi niezależnie od ceny smakuje mydłem. Więcej zostanie dla Doktora.
        • dr.krisk Re: Pirsig 22.12.03, 23:09
          Gość portalu: Jan napisał(a):

          >
          > A Krisk - widzę - dobrzeje :-)
          Staram się. Ostateczna diagnoza będzie gdzieś za dwa tygodnie. Na razie
          dochodze do siebie (trochę mnie porżnęli).
          > Czas przejść na tanią whisky, czarna godzina minęła.
          Niestety, czas powrotu do wersji ekonomicznej mojego ulubionego napoju zbliża
          się nieuchronnie - półka z najlepszymi sigle maltami oraz zacnymi blendami
          powoli się opróżnia...
          > BTW mi niezależnie od ceny smakuje mydłem. Więcej zostanie dla Doktora.
          To podejście mi się bardzo podoba. A tak przy okazji jak gwarzymy o
          włoszczyźnie, najgorszą Tanią Whisky piłem właśnie we Włoszech. Wytworzyli ja
          jacyś bracia z Reggio di Calabria, na etykietce były chyba wszystkie klejnoty
          koronacyjne Imperium Brytyjskiego, kosztowała ze 6000 LIT, i mało po niej nie
          umarłem!!
          Kocham włoski kraj (naprawdę!).
          KrisK
    • Gość: Jan Re: Czy ktoś tu ze mną czyta po włosku? IP: *.dclient.hispeed.ch 22.12.03, 22:52
      Czytam, ale sorry, że nie z Tobą, chyba, że wirtualnie ;-)
      Pisałem już tu o Calvino, stary, ale jary, trudny do przebicia.

      Oczywiście Eco - "Imię róży" było moją pierwszą pełnowymiarową książką po
      włosku, nie mogłem się oderwać. "Wahadło Foucault" kupiłem i tyle. "L'Isola del
      Giorno Prima" miałem z biblioteki i podobnie. Też brak czasu i
      nastroju. "Baudolino" przeczytałem do połowy. Przy tak grubych książkach łatwo
      wypaść z rytmu, a potem trudno wrócić.

      Ostatnio Susanna Tamaro. Jestem w Szwajcarii, kraj kilkujęzyczny, w bibliotece
      (zwykłej publicznej) jest dział niemiecki, angielski, włoski, hiszpański.
      Wystawiają nowości i czasem coś się załapie. Włoski ma szanse ze względu na
      brzmienie, ale przegrywa z hiszpańskim.

      Jak mi coś wpadnie w ręce, dam znać.

      A tutti Buon Natale e migliori auguri per il Nouvo Anno!
      • staua Re: Czy ktoś tu ze mną czyta po włosku? 22.12.03, 22:55
        O, Jan! Witaj!
        Buon Natale e bouna Festa di Capodanno!

        Dr. Krisk - kiedys mialam link do wloskiej ksiegarni internetowej, poszukam.
        • dr.krisk Re: Czy ktoś tu ze mną czyta po włosku? 22.12.03, 22:59
          staua napisała:

          > Dr. Krisk - kiedys mialam link do wloskiej ksiegarni internetowej, poszukam.
          Mille grazie!
          Ti auguro un ricco Babbo Natale, con un sacco pieno dei libri italiani!!!
          KrisK
          • staua Re: Czy ktoś tu ze mną czyta po włosku? 22.12.03, 23:05
            Grazie anche a te...
      • Gość: Ewa Ja chcę do Szwajcarii...!!! IP: 157.25.31.* 23.12.03, 10:27
        • Gość: Jan Ze wzgledu na biblioteki? ;-) IP: *.webcom.cablecom.ch 23.12.03, 11:07
          • Gość: Ewa No i może wtedy poczytasz ZE mną IP: 157.25.31.* 23.12.03, 11:08
            • Gość: Jan Un lettore e una lettrice IP: *.webcom.cablecom.ch 23.12.03, 12:18
              A znasz Italo Calvino "Se una notte d'inverno un viaggiatore", historie
              czytelnika i czytelniczki?
              Jak nie, to przeczytaj. Dobre na zimowe noce ;-)

              www.bookcrossing.com/journal/1211549/Se-una-notte-d'inverno-un-viaggiatore

              • Gość: Ewa Tytuł oczywiście znany... IP: 157.25.31.* 23.12.03, 12:27
                ...ale nie czytałam. No to przeczytam, Drogi Czytelniku, nie ma wyjścia.
                • Gość: Jan Per essere chiaro... IP: *.dclient.hispeed.ch 23.12.03, 21:05
                  Una lettrice per lunghe letture è qua, guarda la TV nell'altra camera.
                  Ma nello spazio virtuale...

                  Dzisiejszy post spod adresu "IP: *.webcom.cablecom.ch" jest właśnie z tej
                  biblioteki. Dzięki za tip o De Carlo - już go mam :-)
                  Facet pisze od 20 lat, a ja nic o nim nie wiem, ciekawe.
                  Po tytule myślałem, że będzie to "powieść dla kobiet", a tu początek
                  stylistycznie fajny. Nie mam nic przeciw kobietom, też nic przeciw piszącym
                  kobietom, od niektórych można się paru rzeczy dowiedzić o życiu z drugiej
                  strony, ale parusetstronicowe romansy w różowej okładce z namiętnym tytułem
                  czcionką Vivaldi odrzucają mnie. Opierm się zresztą na doświadczeniu myślowym,
                  nigdy nie podjąłem uczciwej próby przebrnięcia przez taką Barbarę Cartland.

                  Dzisiejszy utarg:
                  De Carlo, Andrea "Tecniche di seduzione"
                  De Carlo, Andrea "Yucatan"
                  Belli, Gioconda "Mi íntima multitud"
                  Coetzee, Jean M. "Waiting for the barbarians"
                  De Crescenzo, Luciano "Il dubbio"
                  Vargas Llosa, Mario "Diario de Irak"
                  Manley, Bill "Die siebzig grossen Geheimnisse des alten Ägyptens"

                  Oprócz ostatniej, jednym z kryteriów był format mieszczący się w kieszeni
                  kombinezonu.

                  Przychodzi facet do księgarni:
                  - Poproszę książkę.
                  - Coś lekkiego?
                  - Wszystko jedno, jestem samochodem.
                  • Gość: Ewa Dobra, dobra, spokojnie :-))) IP: 157.25.31.* 24.12.03, 09:48
                    Wirtualnie ponownie gorąco polecam "Tecniche...". Nie wiem, jakie masz wydanie,
                    ja Einaudi Tascabili (Kombinezonabili ;-)) i tam jest wstęp od autora, w którym
                    pisze cos takiego, że przez ten tytuł panienki z dobrych domów wstydziły sie
                    pytać o książkę w sklepie... Cóż, mam nadzieję, że wkrótce podyskutujemy o tym,
                    co tytuł skrywa. "Yucatanu" nie czytałam. Czytałam "Due di due", teraz jestem w
                    trakcie "Uccelli...", a w domu oczekują jeszcze "Di noi tre" oraz najnowsze "I
                    veri nomi". Włosi, którym mówiłam, że czytuję DC zwykle odpowiadali, że to
                    dobry wybór, ostatnio jeden zachwalał mi szczególnie "Di noi tre". Zobaczymy. Z
                    mojego postu ponizej dowiesz się, że Mikołaj (nieco anticipato, bo wyjeżdża)
                    uszczęśliwił mnie jeszcze Baricco.
                    A w ogóle to dlaczego mnie denerwujesz opisem utargu? Ja tu biadam, że wszystko
                    kosztuje co najmniej 70 PLN, a i tak tego nie ma, a Ty najspokojniej w świecie
                    informujesz mnie, że WYPOŻYCZYŁEŚ w ZWYKŁEJ, PUBLICZNEJ BIBLIOTECE 7 książęk.
                    To sadyzm jest. Wesołych Świąt. Dla Czytelniczki z telewizorem też.
                    • Gość: Jan Chi va piano... IP: *.dclient.hispeed.ch 27.12.03, 23:42
                      Mam to samo, było za szerokie. Teraz, stacjonarnie, to inna historia.
                      Tytuł rzeczywiście prowokacyjny. Widuję książki, pewnie w końcu normalne, ale
                      np. z obrazkiem na okladce, zbyt jednoznacznie sugerującym erotyczne gusta.
                      Hmmm... można oprawić w gazetę.

                      Yucatan jest na (ponoć) realnym spotkaniu autora z Federico Fellinim i Carlosem
                      Castanedą, autorem dość szamańsko-ezoterycznych książek, opisuje wyprawę do
                      Meksyku w poszukiwaniu Tajemnicy. Jestem na stronie 70 z 236, nie wiem, jak się
                      akończy ;-)
                      www.prismagems.com/castaneda/
                      www.castaneda.com/

                      > informujesz mnie, że WYPOŻYCZYŁEŚ w ZWYKŁEJ, PUBLICZNEJ BIBLIOTECE 7 książek.
                      U Was w bibliotece chyba mają 7 książek? Może nie można tylu na raz pożyczyć?
                      Albo nie tych?
                      Tu dawno, dawno temu miałem 3 kopertki na karteczki z książek, które były
                      trzymane fizycznie w wypożyczalni. Teraz wszystko jest załatwiane komputerowo -
                      mogę zarezerwować, sprawdzię konto, przedłużyć. Zdaje się, że jest limit, chyba
                      na 20 książek. W tej chwili mam 10, ale bywa więcej. Co nie znaczy, że
                      wszystkie do końca czytam. Pamiętam z dzieciństwa, gdy ktoś miał coś fajnego,
                      prosiło się "daj potrzymać". Więc niektóre mam "do potrzymania".

                      Ta biblioteka, to:
                      www.kornhausbibliotheken.ch/
                      Kliknij na "Direkt zum Online-Katalog!" lub "Willkommen!"

                      Korzystam też z:
                      www.stub.unibe.ch/
                      Kliknij na "Katalogsuche"

                      I nie zazdrość mi nadmiernie, to przyjdzie. Tak, jak teraz sobie gadamy przez
                      Internet, a ja pamiętam czasy, gdy wyczynem było dodzwonienie się do Warszawy,
                      a stąd było zalecane przed rozmową do Polski manicure palca wskazującego, by
                      się nie przegrzał podczas wykręcania numeru.

                      • Gość: Ewa A ja przeczytałam "Uccelli..." IP: 157.25.31.* 29.12.03, 10:01
                        i jestem bardzo zawiedziona. To zupełnie nie to. Książka właściwie ograniczona
                        do wątku miłosnego, choć z paroma ciekawymi motywami w tle. Nie warto czytać,
                        nie pozostaje żadne głębsze wrażenie. Czekam na dalsze komentarze na
                        temat "Yucatanu". Ja aktualnie siedzę w "Castelli di rabbia" Baricco i cudownie
                        mi się to czyta.
                        Czasem myslę, że nie mają 7 książek... A na pewno nie mają działów w różnych
                        językach, z czego chyba zdajesz sobie sprawę...? Zresztą najnowoczesniejsza
                        biblioteka, z jakiej zdarzyło mi się korzystać to uniwersytecka przy Sussex,
                        Brigton i tam nie mieli prawie nic po włosku, więc może nie jesteśmy aż sto lat
                        za Murzynami (tylko 50...)
                        Może i przyjdzie, ale ja prędzej wyjdę, mam nadzieję. :-)))
                        • Gość: Jan "Yucatan" - zamówiony komentarz ;-) IP: *.dclient.hispeed.ch 04.01.04, 23:39
                          Zainteresował mnie temat Castanedy, mistrza ezoteryki, peyotla i innych
                          substancji rozszerzających świadomość. Już same jego tytuły:
                          The Teachings of don Juan
                          A Separate Reality
                          Journey to Ixtlan, itp.
                          sugerują niewyobrażalne przeżycia (lub ezoteryczny bełkot).
                          Jednak Astor Camado / Castaneda znika dość wcześnie, lecz można się spodziewać,
                          że bohaterowie wiedzeni zagadkowymi wskazówkami dojdą do jądra jakiejś
                          tajemnicy.

                          Okazuje się jednak, że motto:
                          "You've missed the point completely, Julia. There were no tigers. THAT was the
                          point"
                          T.S.Eliot, "The Cocktail Party"
                          jest zadziwiająco trafne - NIE MA żadnych tygrysów. Akcja - na początku
                          interesująca - zaczyna się rozłazić w powtórzeniach sytuacji, a wreszcie
                          rozpływa całkowicie, gdy czekamy na kulminację.
                          Fragmenty dobrze napisane - tylko co z tego?
                          Drugi raz bym tego nie wziął - wygrał w konkurencji formatem pasującym do
                          kombinezonu
                          • Gość: Ewa Przykro mi... IP: 157.25.31.* 05.01.04, 09:41
                            • Gość: Jan Nie bierz tego osobiście ;-) IP: *.dclient.hispeed.ch 06.01.04, 00:57
                              A nawet gdyby była jakaś pointa, to przecież wymyślona przez autora - czy
                              dałaby mi jakąś wiedzę o życiu?

                              Pamiętam, jak było mi smutno, gdy umarł Nemeczek w "Chłopcach z Placu Broni",
                              jak gdyby stało się to - musiało się stać naprawdę. A przecież autor
                              kombinował, jak zakończyć i mógł tak samo dobrze go zostawić i zrobić szefem
                              wszystkich chłopaków.

                              Czego nas uczy to, że dżuma w Oranie w końcu ustępuje? Tego, że Camus nie miał
                              ochoty na opisywanie światowej pandemii i tyle.

                              A "Tecniche..." dobre?
                              Tylko nie zdradź zakończenia :-)
                              • Gość: Ewa Tecniche dobre, IP: 157.25.31.* 06.01.04, 12:11
                                nie wycofuję się z tego twierdzenia. Może jego późniejsze powieści są lepsze?
                                Zakończenie w "Tecniche..." było dla mnie zaskakujące. Tzn. coś w tym rodzaju
                                się mniej więcej od połowy książki kroiło, ale nie spodziewałam się, że to aż
                                tak...
                                Ja wciąż w trakcie "Castelli di rabbia" Baricco.
                                A! Zdobyłam "Se una notte..." :-)))) i to jest następne.
    • Gość: Jan Ke koza? IP: *.dclient.hispeed.ch 22.12.03, 23:03
      Che cosa, cambiamo la lingua?
      Suona benissimo, davvero.
      • Gość: Ewa Ale fajowo!!! IP: 157.25.31.* 23.12.03, 10:46
        Ehi, ma quanta gente apassionata! Benvenuti!
        Fatemi fare la mia domanda originaria un po piu precisa: dove IN POLONIA (a
        Varsavia...) si comprano economici libri italiani - e non via rete???
        BTW, visto che ho finito "Baudolino", mi sono messa a leggere "Uccelli da
        gabbia e da voliera" di De Carlo. Ecco un pezzino per voi, scelto a caso. Come
        un regalo di Natale, diciamo. Auguri.

        "Mario Oltena entra nella stanza, la attraversa con movimenti mille volte piu
        veloci dei miei pensieri, mille volte piu rumorosi. Resto sospeso un attimo
        mentre lui si avvicina alla ragazza, poi il sangue mi torna in circolo nel
        verso giusto.
        Mario fa un gesto verso di me, dice <<L'ho incontrato al museo d'arte
        contemporanea. Si chiama Fiodor Barma>>.
        <<Barna>>, dico io con voce inconsistente. Vengo avanti, arrivo vicinissimo al
        pianoforte elettrico. La ragazza si allunga verso di me, mi tende una mano.
        Stringo le sue dita tra le mie, la guardo negli occhi e di nuovo mi si
        condensano le idee.
        Lei dice <<Malaidina>>.
        Mario Oltena dice <<Mia sorella Malaidina>>.
        Io dico <<Ah>>.
        Stiamo zitti e immobili tutti e tre, nella stanza dal soffitto a cassettoni."
        • Gość: Jan Czy to na Wawelu? IP: *.dclient.hispeed.ch 23.12.03, 21:21
          Zrozumiałem:
          "stancja z sufitem kasetonowym"
          No, nie tylko...

          Jak popatrzyć, jest mnóstwo włoskich słów w polskim.
          • Gość: Ewa Na przykład kolacja ;-)))) IP: 157.25.31.* 24.12.03, 11:24
            • Gość: Jan Prima colazione IP: *.dclient.hispeed.ch 27.12.03, 23:21
              To jednak raczej "fałszywy przyjaciel": prima colazione, to śniadanie, nie
              pierwsza (z wielu?) kolacja. Choć oczywiście pokrewne - dotyczą jedzenia.

              Raz wynająłem tani pokój, powiedzieli mi, że jest w "palazzo" - budynku w
              podwórku, który by u nas nazwano "oficyną", co z kolei jako "officina"
              znaczy "warsztat", choć jest pokrewna z "ufficio" - "urząd".

              Dalej: gabinetto, to toaleta.

              Kiedyś na uczelni się pieniądze odbierało w kwesturze, we Włoszech questura, to
              komenda policji i stoją przed nią uzbrojeni karabinierzy.
              • Gość: Ewa Palazzo IP: 157.25.31.* 29.12.03, 10:04
                Tak, tak, szczególnie do tego palazzo było mi się trudno przyzwyczaić. Jak mi
                ktoś wskazywał drogę, wysyłając do palazzo, to szukałam przez godzinę Bóg wie
                czego... Pałac będzię chyba w większości przypadków określany jako castello?
                • Gość: Jan Palazzo, castello, ubicazione IP: *.dclient.hispeed.ch 29.12.03, 18:01
                  Pałac to jednak palazzo: Palazzo Pitti, Palazzo Strozzi.
                  A castello, to zamek, np. Castello Sforzesco, skąd Bona przywiozła jarzyny na
                  minestrone (włoszczyznę) i inne substancje czysto roślinne o niemiłym działaniu:
                  www.milanocastello.it/intro.html
                  Palazzo w innym sensie słyszałem w Neapolu, hotel był tani, a tynki
                  neapolitańskie, nic nie wyglądało na pałac...

                  Do moich ulubionych należy "ubicazione" - miejsce, lokalizacja.
                  Oto "ubikacje" banku Banca Privata Edmond de Rothschild:
                  www.privata.ch/it/lugano/presences.asp
                  BTW, jakiś palant to redagował - przy takich pieniądzach...
                  Fila w Lugano ma być na "Via Genevra", poprawnie "Via Ginevra" - ul. Genewska
                  Lizbona występuje jako "Lisboã" (z tyldą nad 'a') - w życiu!

                  Jak kto ma potrzebę, to może i w ubicazione będzie gabinetto, ale nie należy
                  tych miejsc mylić.
                  Choć lekarz też ma gabinetto ;-)
    • Gość: Ewa A co możecie powiedzieć o "Isola..."? IP: 157.25.31.* 23.12.03, 12:39
      Czytałam już "Wahadło...", "Imię róży" i teraz "Baudolino" zatem brakuje
      mi "Wyspy dnia poprzedniego". Czy jest dobra?
      • Gość: Jan Re: A co możecie powiedzieć o "Isola..."? IP: *.dclient.hispeed.ch 23.12.03, 21:14
        Nie wciągnęło mnie, nie przeszedłem przez konstrukcję intelektualną.
        Ale może jeszcze podejdę. To jest decyzja przeczytania paruset stron, trzeba
        mieć na to czas, nie jakieś kawałki.

        Czytałem jego eseje, m.in. "Come scrivo". Pisał, że w Isoli miał cały plan
        statku, wszystkie detale, nawet nieużyte w książce. Ale ON musiał wiedzieć, co
        jest z lewej, co jest z prawej, co się da, a co nie.
        Ma zasadę, że odwiedza miejsca, o których pisze. Dla Baudolino poznał Stambuł.
        A dla Isoli pojechał na wyspę na linii zmiany daty i akcja musiała się
        rozgrywać w znanej mu porze roku - by poprawny był kolor morza, klimat...

        Też bym przestrzegał tych zasad :-)
    • Gość: Ewa Proście, a będzie wam dane IP: 157.25.31.* 24.12.03, 09:34
      Uprzejmie donoszę, że Mikołaj czyta moje posty w tym forum, uwzględnił jęki i
      przyniósł mi... "Castelli di rabbia" Alessandro Baricco. Czyż to nie cudowne? :-
      )))))))))))))))))) Jak przeczytam, to napiszę :-)) Tymczasem życzę wszystkim
      równie trafionych prezentów.
    • Gość: kubu Re: Czy ktoś tu ze mną czyta po włosku? IP: *.chello.pl 28.12.03, 01:41
      jezeli masz warszawski meldunek to bez problemu mozesz korzystac ze zbiorow
      Wloskiego Instytutu na ul. Marszalkowskiej
      do tego na ul. Oboznej jest biblioteka katedry italianistyki, gdzie mozesz
      sobie poczytac w czytelni :)
      saluti!
      • Gość: Ewa A jaka jest ta biblioteka IIC? IP: 157.25.31.* 29.12.03, 09:49
        Bo ja słyszałam o niej jak najgorzej - przede wszystkim, że pani bibliotekarka
        jest bardzo urażona, że musi ja czasem otwierać i kogoś obsługiwać... Jakie
        zbiory? Ile książek można wypożyczyć i na jak długo? Masz może godziny otwarcia?
        Będę wdzięczna za info. A czytelnia jakos mnie po 5 latach studiów nie
        interesuje... Ciekawe dlaczego?
        • Gość: kubu Re: A jaka jest ta biblioteka IIC? IP: *.chello.pl 29.12.03, 18:12
          wszystkiego mozesz dowiedziec sie na miejscu (ul. Marszałkowska 72), lub
          dzwoniac do nich (numer powinien byc w takim zoltym tomiszczu pod tytulem
          KSIAZKA TELEFONICZNA)
          • Gość: Ewa Tyle to wiem, IP: 157.25.31.* 30.12.03, 08:20
            nawet telefon mam zapisany w notesie :-))), myślałam, że masz wieści od kuchni.
            Jak już wspominałam, wcześniej osoby próbujące korzystać z tej biblioteki,
            donosiły, że jest to w praktyce całkowicie niewykonalne. Nie wiem więc, czy coś
            sie w tej kwestii zmieniło, czy to po prostu Twój optymizm - że jak coś jest
            biblioteką, to powinno służyć ludziom, którzy chcą czytać... Zatem korzystasz z
            niej osobiście, czy nie?
            • Gość: kubu Re: Tyle to wiem, IP: *.chello.pl 30.12.03, 09:21
              korzystam osobiście
              • Gość: Ewa No i jak???? IP: 157.25.31.* 30.12.03, 09:24
                Jesteś zadowolony/a? Dlaczego nie chcesz mi nic napisać...?
                • Gość: kubu Re: No i jak???? IP: *.chello.pl 30.12.03, 10:00
                  zebys sie tam przeszla i wyrobila wlasne zdanie
                  glupio jest sie opierac wylacznie na sadach znajomych (i nieznajomych)
                  • Gość: Ewa OK, umówmy się, że nie uznam tego za IP: 157.25.31.* 30.12.03, 10:09
                    brak życzliwości, chociaż kusi mnie ten kierunek interpretacji. Wiesz, IIC mam
                    strasznie nie po drodze i mało czasu na eksperymenty, więc opinie znajomych i
                    nieznajomych traktuję jako ważne źródło informacji. Powtórzę po raz trzeci, że
                    tamtejszą bibliotekę pewna kompetentna osoba oceniła jako kompletną pomyłkę -
                    tyle że było to jakiś rok temu, więc próbuję dowiedziec się, czy obecnie jest
                    lepiej. Koniec języka za przwodnika - dużo z tej maksymy korzystam, lubię uczyć
                    się od innych. Co w tym głupiego? Zwłaszcza, że dotyczy tylko kwestii
                    technicznych. O książkach mam własne zdanie...
                    • Gość: kubu Re: OK, umówmy się, że nie uznam tego za IP: *.chello.pl 30.12.03, 11:02
                      ja tez kiedys wierzylem w legendy o strasznej pani z Instytutu, ale sa
                      przesadzone
                      kobieta jest specyficzna, ale ja do niej nic nie mam

                      zasady sa dosyc rygorystyczne, bo mozesz pozyczyc jedna ksiazke, ale ponoc
                      ukradziono im tyle ksiazek, ze ja sie takim formom zabezpieczenia nie dziwie

                      w dniach: pn-czw biblioteka jest otwarta poznym popoludniem (chyba 15-18), w
                      piatki jest otwarta wczesnym popoludniem


                      i to nie jest brak zyczliwosci, tylko irytacja, bo skoro nawet masz zapisany
                      ich numer, to czemu sama nie zadzwonisz? wydaje mi sie, ze najlepiej sie
                      dowiedziec z pierwszej reki. chyba, ze na takie eksperymenty tez nie masz
                      czasu :/
                      zreszta skoro Ci tam nie po drodze, to wlasciwie nie wiem o czym my mowimy :/
                      • Gość: Ewa Dzięki :-))) IP: 157.25.31.* 30.12.03, 11:19
                        Brzmi nieźle (nie licząc godzin otwarcia - może kiedyś zdążę przed
                        zamknięciem). Skoro tak to spróbuję.
                        Wiesz, przez telefon mi chyba nie powiedzą, czy biblioteka jest fajna... Dla
                        mnie "pierwszą reką" jesteś Ty, a nie portier z instytutu. Dlatego bardzo
                        dziękuję.
                        Czy to będzie bardzo irytujące, jesli zapytam, jakie są tam zbiory? Co
                        ciekawego udało Ci sie ostatnio wypozyczyć?

    • kukam Re: Czy ktoś tu ze mną czyta po włosku? 04.01.04, 10:31
      ja tez czytam po wlosku! A. de Carlo jest niczego sobie, ale polecam rowniez
      Andrea G. Pinkettsa (mediolanczyk). pisze swietne surrealistyczne kryminaly, a
      przy okazji bawi sie slowem jak wytrawny zongler. tyle ze nie wiem, czy mozna
      go dostac w Polsce. mi podsylaja znajomi z Wloch. a teraz mam na tapecie super
      dziennik z podrozy giorgio Bettinelli "In vespa"
    • Gość: kubu Re: Czy ktoś tu ze mną czyta po włosku? IP: *.chello.pl 06.01.04, 01:36
      skonczylem wlasnie BRANCHIE Ammanitiego (jego debiutancka powiesc)
      hehhh
      zapowiadal sie nam wloski Vian, a co najmniej Topor, ale Niccolo zdecydowal sie
      pojsc w inna strone
      co prawda nie narzekam, bo jego pozniejsze IO NON HO PAURA to zaraz po ISOLA DI
      ARTURO moja druga ulubiona powiesc wloska, ale taki surrealizm tez mi sie
      podoba :)
      • Gość: Ewa Ooooo!!! IP: 157.25.31.* 06.01.04, 12:05
        Mnie się też przy "Sylwestrze... " (czytany, niestety, po polsku, w
        przekładzie, którego nie lubisz - mnie jakoś bardzo nie raził) nasuwały
        skojarzenia z Toporem!
        • Gość: kubu Re: Ooooo!!! IP: *.chello.pl 06.01.04, 14:39
          no to przy SKRZELACH te skojarzenia sa jeszcze silniejsze :)))
    • guzik.petelka Re: Czy ktoś tu ze mną czyta po włosku? 06.01.04, 21:25
      Ilość osób, które zadeklarowały czytanie po włosku jest tak mała, że i ja
      zdecydowałam się ujawnić. Niestety, jestem chyba w mniejszości nie znoszących
      Baricco (pierwsza kasiążka jaką przeczytałam - Castelli di rabbia - podobała mi
      się za styl, ale ten styl zaczął być bardzo męczący przy kolejnych ksążkach,
      zwłaszcza Seta. Choć przyznaję, że pomysł na Novecento był fantastyczny) i nie
      przepadających za De Carlo (każda książka jest o tym samym i każdy bohater "ha
      i movimenti inconsistenti, andatura priva di equilibrio, lineamenti smussati" i
      każdy męczy się życiem w Mediolanie).
      Co do kupowania książek włoskich - w Warszawie jest to właściwie niemożliwe,
      ceny wysyłki z księgarni wirtualnej wymienionej na tym forum - zaporowe (jako,
      że nadal należymy do krajów extra UE). Pozostaje liczyć na Instytut włoski
      (znam tą panią, faktycznie nie jest najmilsza, bo nie chce rozstawać się z
      książkami z księgozbioru a czytelnik traktowany jest jak intruz) lub znajomych
      z zagranicy....
      • rozaola Re: Czy ktoś tu ze mną czyta po włosku? 06.01.04, 22:33
        jezeli cztyacie po wlosku, to przeczytajcie koniecznie ksiazki Fleur Jaeggy -
        po polsku wyszly 3 jej ksiazki: "Proleterka", "Szczesliwe lata udreki" i ...
        zapomnialam, zbior opowiadan z niebem w tytule, chyba "Gniew niebios".
        Wszystkie wydalo Noir Sur Blanc. Jaeggy byla jakis miesiac temu w Polsce, w
        Wwie i w Krakowie. Jej proza jest nieamowita, poetycka, pisana z chirurgiczna
        precyzja, jak skalpelem. Zadnego slowa za duzo. Brodsky powiedzial o ktorejs
        jej ksiazce, ze czyta sie ja 2 godziny, a pamieta cale zycie. W sumie caly czas
        pisze o tym samym: o dziewczynce opuszczonej przez rodzicow, otoczonej
        zimnymi , opschlymi ludzmi, i ta dziewczynka tez sie trochetaka staje. Ale zaro
        sentymentalizmu, zero wzruszen. Precyzja i ostrosc widzenia do bolu. Bardzo
        polecam, na stronach Noir Sur Blanc mozna kupic te ksiazki za ledwo wiecej niz
        dyche jedna, w merlinie tez. W ksiegarni widzialam tylko Proleterke. Nie
        myslcie sobie, ze ejstem z wydawnictwa i robie kryptoreklame - jestem po prostu
        pod wrazeniem tej prozy, w dodatku swietnie przetlumaczonej przez Magdalene
        Tulli - nie znam wloskiego, niby nie powinnam umiec ocenic jakosci tlumaczenia,
        ale po prostu czytajac po polsku nie ma sie poczucia, ze czyta sie tlumaczenie
        z obcego jezyka, i to jest suckes tlumaczki.

        Pozdro
        Roza
Inne wątki na temat:
Pełna wersja