magda3991
21.09.09, 10:10
Witam, dół mam dzisiaj nieziemski, czytuję Was czasami, to mój pierwszy wątek
bo jestem zdesperowana.
Historia raczej niezbyt oryginalna, pojawiały się tematy podobne, ale nie do
końca identyczne, chyba każdy problem jest inny więc chciałam się poradzić.
Od kilku miesięcy jestem z fantastycznym facetem, pierwszym chyba w moim życiu
(30+), który naprawdę dba o mnie zarówno w życiu codziennym jak i chciałby
sprawiać mi przyjemność w sypialni... no właśnie, chciałby... i niewiele z
tego wychodzi...
Owszem, mam na niego ochotę, naprawdę mnie podnieca, bardzo lubię się z nim
kochać, jest długodystansowcem i ma sporo pomysłów - niestety dla mnie te
nasze igraszki nie kończą się orgazmem.
Z poprzednimi moimi facetami, przez te wszystkie lata, było raczej kiepsko,
jak sama sobie nie zrobiłam to nie wiedziałam co to znaczy mieć orgazm, no dla
sprawiedliwości jeden całkiem nieźle czasami zaspokajał mnie języczkiem.
Choć naprawdę lubię seks, na dzień dzisiejszy jestem dość zamknięta w sobie,
nikt raczej dotychczas nie pytał co lubię, co bym teraz chciała itp. Nie
bardzo potrafię więc wprost odpowiadać na takie pytania. Próbuję się powoli
przełamać, pokazać ręką itp. czy jakoś dać znać, że chciałabym aby dłużej
popracował języczkiem, ale bardzo kiepsko mi to idzie. Próbowałam pieścić się
sama podczas stosunku - marnie to wygląda, bo (sorry za techniczne
szczegóły...) jak facet jest we mnie, to łechtaczkę mam jednak suchą bo cała
wilgoć jest w środku, i jej masowanie nie sprawia mi przyjemności.
Tak, sama potrafię sobie zrobić dobrze, ale na obecną chwilę po prostu wstydzę
się przy nim masturbować. Mój facet jest już chyba strasznie zestresowany moim
brakiem orgazmu, wręcz widzę w jego oczach nieme pytanie: czy dzisiaj się uda?
co nie ukrywam dodatkowo mnie stresuje, wręcz załamuje. Ostatnio często jest
tak, że on przerywa i w ogóle nie kończy jak widzi że ja znowu nie mogę dość,
pomimo tego, że wielokrotnie mówiłam mu, że i tak jest mi z nim fantastycznie.
Jego zdaniem, on mnie nie podnieca. Czuję się źle, nie ukrywam że też
chciałabym żeby i mnie się sufit zatrząsł czasami, myśl o seksie zaczyna mnie
wręcz stresować, bo z góry zakładam że znowu nie dojdę:( Nawet jak mnie pieści
tak jak lubię, jest mi naprawdę fajnie, to zaczynam myśleć : no tak, ale
musiałby chyba poćwiczyć jeszcze z pół godziny żeby coś z tego było... i mi
się odechciewa... Jakoś nie potrafię się przełamać i przestać myśleć o tym
cholernym orgaźmie, i cieszyć się chwilą.
Widujemy się nieczęsto, bo pracujemy w różnych miastach, mamy pracę zmianową,
i zwykle jest tak, że kilka dni czekam na niego, chodzę napalona, a potem jest
jeszcze gorzej bo np. przez 2 dni kochamy się kilka razy, ja nie dochodzę (a
podniecona jestem przez te 2 dni często), więc w ogóle robię się na koniec
strasznie rozdrażniona.
Ostatnio w ogóle była totalna porażka, spędziliśmy razem piątek i sobotę, w
sobotę wieczorem po prostu w trakcie kompletnie mi się odechciało, on się
załamał, przesiedzieliśmy w ciszy chyba godzinę... i musiał jechać do pracy...
wyszedł strasznie smutny a ja miałam ochotę się poryczeć, no i w końcu się
poryczałam:(
No i co ja mam zrobić, głupia stara baba i tyle, żeby w tym wieku nie potrafić
się odblokować i cieszyć się seksem i tym, że ma się faceta który tak naprawdę
zrobiłby dla mnie chyba wszystko:-((((