Problem w związku - pewnie standard

17.10.09, 23:49
Tak sobie od dłuższego czasu podczytuję forum i w końcu chyba i ja
napiszę.
Problem jest skomplikowany, wielowarstwowy i oczywiście nie tylko
seksu dotyczy - ale też i tej sfery życia.

Jestem po trzydziestce, mamy z mężem 2 dzieci i nie bardzo mam
ochotę na seks... Po prostu ciężko mi przejść barierę psychiczną
chyba.
Większość spraw domowych jest na mojej głowie: dzieci, rachunki,
raty, kredyty, zakupy, sprzątanie, gotowanie, praca i zarabianie,
wakacje i wyjazdy, bo ślubnemu jakoś nie idzie. I to nie idzie od
ponad roku, jak nie dłużej. Czuję się jak wieloczynnościowy robot,
zaprogramowany na pracę od ranka do nocy. Porozmawianie na większość
tematów kończy się totalną zlewką. Owszem, bywa pomocny - czasami
odbierze dzieci i sniadanie zrobi, jak pogonię to zamiecie.
Natomiast 0 inicjatywy życiowej niestety - sam z siebie - nic.
Seks jest - i bywa (bo nieczęsto jest ostatnio). Po prostu nie
potrafię na tyle się wyluzować i odczepić od sytuacji życiowej, żeby
cieszyć się samą przyjemnością płynącą z seksu. Tzn podświadomie
chyba włącza mi się myślenie - tak zasuwam, tyle robię, jeszcze
laskę zrobić i super obsługę ma facet w domu, nie? Tzn pracuje,
nawet ciężko, tyle, że niefortunnie idzie.

O matko... ciężko mi to samej zrozumieć.

W każdym razie kocham faceta, kocham nasze dzieci, ale ciężko mi
wytrzymać z tą sytuacją. Podstawowy problem to brak komunikacji,
wiem. Różnie bywało, ale idzie ku gorszemu zdecydowanie...

Podobno mężczyźni lubią kobietki, którymi mogą się zaopiekować,
zaimponować - a tu, na psa urok, sama daję sobie radę i często wiem
lepiej, co i jak działa ( w przenośni i realnie).

Chyba mam kryzys tych 7miu lat małżeństwa, chociaż minęło już 8.
Ileż można mieć na głowie? Jak nie dopilnuję i nie zapłacę, to on
nie zapłaci - bo nie ma z czego - a jak on nie dopilnuje, to ja - a
nie on - będę ponosiła tego konsekwencje.

Chyba się upiję dla kurażu. Nie odejdę prezecież dlatego, że trafił
mi się taki egzemplarz, sama go brałam a widziały gały co brały i
trzeba było myśleć wcześniej). Trudno, teraz trochę za późno.

Brakuje mi romantyzmu, randek, kina. Jak nie znajdę seansu i nie
załatwię opieki dla dzieci - to sam na to nie wpadnie. Jak nie
zaproponuję knajpki (i dzieci jak wyżej) - to też nie ma wyjścia. W
sensie organizacyjnym - taka roślinka. OK, dobry ojciec, poczucie
humoru, dobry i czuły kochanek, tylko ta straszliwa - dla mnie -
otoczka. Instynkt macierzyński mam dla dzieci, nie dla dorosłego
faceta.

WIdzę, że piszę bez ładu i składu i wylewa się gdzieś z klawiatury
frustracja życiem, a nie brakiem seksu nawet.



BimBom

    • tuuletaria Re: Problem w związku - pewnie standard 18.10.09, 00:21
      Nie wiem, czy Cię pocieszę. Jestem dokładnie w takiej samej
      sytuacji - niedopasowania - ja żywa i energicza, on ospały i leniwy,
      ja studia, podyplomowe jedne i drugie - on on 20 lat nie może złożyć
      pracy magisterskiej, ja pracuję i utrzymuję dom - on nie pracuje lub
      chwyta się prac dorywczych... o sprawach intymnych nie wspomnę. I
      tak po 12 latach, po próbach terapii, rozmów, różnych forteli,
      starania się i "stawania na rzęsach" złożyłam papiery rozwodowe. I
      dziś myślę, że trzeba było złożyć je dużo wcześniej, bo nie da się
      zmienić osoby w zupełnie kogoś innego. Zmęczyło mnie to ciągłe
      staranie się. Wypróbowałam wszystkiego i jednak twierdzę, że
      kompromis jest możliwy, ale "w tym cały ambaras, aby dwoje chciało
      na raz". Ok, można starać się zwolnić tempo, wyciszyć, ale ta druga
      strona też powinna się wg mnie starać swoje tempo troszkę
      przyspieszyć. No, 20 lat na skończenie magisterki - nikt mi nie
      powie, że nie mam cierpliwości. Chyba na niedopasowanie nie ma rady.
    • victoria1972 Re: Problem w związku - pewnie standard 18.10.09, 10:50
      Od niedawna jestem na forum w związku z własnymi problemami a tu
      każdego dnia czytam jak wiele osób ma podobne kłopoty. Też jestem
      taka bardzo samosia i do tego przyzwyczaiłam swojego męża. Jesteśmy
      razem 15 lat i przez większość czasu ja zajmowałam się
      dziećmi,problemami, zakupami,zajęciami dodatkowymi, byliśmy jednak
      szczęśliwi, do pewnego momentu.Zaczęłam myśleć tak jak ty, zaczęłam
      się buntować,poczułam się wykorzystywana. Przestaliśmy pielęgnować
      nasz związek, wszystko zaczęło się walić.
      Teraz próbujemy budować wszystko od nowa, nie wiem czy się uda, jest
      to bardzo trudne.
      Zastanów się nad waszym wzajemnym życiem, według mnie pownnaś
      rozważyć wszystkie za i przeciw i odpowiedzieć sobie na pytanie czy
      łączy was na tyle dużo aby postarać się włożyć w związek wysiłek i
      spróbować poprawić sytuację ,czy też tak niewiele, że pzoostaje
      rozstanie jak w przypadku mojej poprzedniczki.Jeżeli widzisz szanse,
      aby być szczęśliwą próbuj.Ja bardzo żałuję, że nie zrobiłam tego dwa
      lata temu a na domiar złego nie wiem jak teraz poukłada się moje
      życie.
    • anais_nin666 Re: Problem w związku - pewnie standard 18.10.09, 14:55
      Problem typu standard zadający kłam temu, że tylko facet nic nie robiący w domu jest samcem alfa, na którego poleci kobieta;) Ostatnio popularna teoria na tym forum (nieco ją sobie uproscilam, choc generalnie do tego sie sprowadza).
      Facet ma dawać pieniądze i domagac się seksu,a gdy będzie zdecydowany to laska sama się rozłoży na stole.
      A zycie sobie...:)
      I facet, który sądzi, że jest ozdobą domu i nic w nim robic nie musi jedynie drażni, a efektem jest niechęć żony do dzielenia łóżka z trutniem. Łoże chcemy dzielić, gdy łączy nas coś więcej niż wspólna kasa.
      Jest czułośc, jest zrozumienie. Jest seks.
      Nie ma tego - jest dolina.
      Co robić?? Nie wiem:)
      Rozmowy o tym, że jestes zmęczona, że nie masz sił pewnie się odbyły. Mąż zapewne przywykł do obsługi i mu z tym dobrze. Co oczywiste.
      Gdybyś nagle przestała sprzątać, gotować, układać, a mąż się potknął o stertę syfu wpadłby na pomysł, że może warto ruszyć 4 litery sprzed tv?
      Spróbuj. Często działa:)
      Wystarczy dac facetowi szansę się wykazać.
      Chyba, że jest idiotą i niewiele rozumie z tego co się koło niego dzieje:)
      • zakletawmarmur Re: Problem w związku - pewnie standard 18.10.09, 15:02

        Zauważ, ze jeden z główniejszych problemów to to, ze facet kasy nie
        daje:-) To na jej głowie sa spłaty kredytu i rachunki.
    • zakletawmarmur Re: Problem w związku - pewnie standard 18.10.09, 15:14

      Generalnie wychodzi na to, ze mogłabyś w każdej chwili faceta kopnąć
      w tylek i dałabyś sobie bez niego rade sama. To nie wróży dobrze na
      przyszłość. Jeśli facet nie ma swoich działek, czegoś co kobieta
      potrzebuje to taki związek prędzej czy później się rozpadnie. Zdasz
      sobie sprawe, ze cena jaka ponosisz, jest zbyt wysoka w porównaniu
      do tego co dostajesz w zamian. Teraz zarabiasz pieniądze, wykonujesz
      wszystkie obowiązki domowe, organizujesz wam czas wolny a on?
      Właściwie potrzebujesz go do czegoś? Daje Ci jakieś poczucie
      bezpieczeństwa w jakiejkolwiek sferze?
      Czy Ty mogłabyś cos zmienić? Może stać się bardziej leniwa i
      wymagająca:-) Problem takich kobiet polega na tym, ze to Ty zawsze
      będziesz musiała nim sterować. Zastanów się czy potrafisz się z tym
      pogodzić...
      • anais_nin666 Re: Problem w związku - pewnie standard 18.10.09, 16:50
        Problem w tym, że ona go kocha. A skoro kocha, to wedle teorii babć, cioć i mam - powinna się poświęcać. I poświęca. I ... dupa blada. Bo teorie sprzed pół wieku mając się nijak do dzisiejszych standardów.
        Zatem dziewczyno do dzieła. Poleniuchuj trochę;)
        • tuuletaria Re: Problem w związku - pewnie standard 18.10.09, 17:09
          Po tylu latach w związku uważam, że nie ma żadnego sposobu aby
          zaktywować drugą osobę, jeżeli jest jest dobrze, wygodnie i nie
          widzi potrzeby, aby sytuację zmienić. Można się starać, wkurzać,
          prosić, płakać, tupać nogami... a i tak nie przyniesie to żadnego
          rezultatu. Przeszłam przez to, wypróbowałam wsystkiego. Zaczęłam
          nawet myśleć, że to moja wina, bo jestem za silna, podcinam mu
          skrzydła, nie daję wykazać się, bo zawsze jestem pierwsza.
          Odpuściłam, czekałam, aż sam zorientuje się, że coś jest nie tak:
          bałagan w domu, brak obiadu, śmieci nie wyrzycone, seks? Jaki seks -
          poczekam, aż "zgłodnieje". I tak czekałam 5 lat!!! Teraz oddaliliśmy
          się tak daleko, że nie wyobrażam już sobie intymnego zbliżenia. W
          domu zapanował chaos: rachunki nie popłacone, długi, bałagan - po
          prostu koszmar. Straciłam panowanie nad własnym życiem, bo "kto z
          kim przestaje takim się staje", czasem myślałam, że oszaleję. Nie
          sprawdziło się. Na moje wycofanie się, aby jemu "zrobić miejsce"
          otrzymał tylko dodatkowe argumenty, że też "taka idealna nie
          jestem". Nie twierdzę, że to jest zły człowiek, twierdzę, tylko, że
          jest to kwestia niedopasowania i już.
          • julka1800 Re: Problem w związku - pewnie standard 18.10.09, 19:49
            Poświęcanie zaczelo za duzo kosztowac i uwierac, nieprawdaż?
            Mozesz poleniuchowac i spróbowac czy ten sposób zadziała. Pytanie
            tylko czy Ty UMIESZ leniuchować, ot tak sobie, żeby cie to nie
            kosztowało zbyt duzo i przyjąc to co ew. mąż zrobi (nawet jesli
            przypali kotlety czy przesoli ziemniaki). Sa kobiety ktore z racji
            swego charakteru nie umieją nic nie robic.
            Ale musisz sie liczyc z tym, ze jednak to nie zadziala, mąz nie
            zrobi sniadania, nie zorganizuje sylwestra, a rachunki obrosna w
            odsetki.
            Niedlugo ferie, moze powinnas wyjechac z dziecmi zostawiajac go
            samego na tydzien lub dwa? Jesli choc w jednym punkcie sie poprawi
            to jest nadzieja:)
            • bimbambombim Re: Problem w związku - pewnie standard 19.10.09, 10:06
              No tak - jemu nie pzreszkadza się potykanie o brudne rzeczy, mogą
              sobie kurzem zarosnąć - sprzątnie, jka dobrze pójdzie, jak mu się
              powie. ALbo i nie.

              CO do gotowania - jak jemu nie zrobię, to zamówi żarełko na telefon
              i ok - a dla dzieci musze gotować jakoś, przecież ich nie zagłodzę.

              Ne mam jak wyjechać na 2 tygodnie ferii, bo - jak na nieszczęście -
              założyłam parę lat temu dzialność i - znowu na nieszczęśćie - dobrze
              idzie, ale dwa tygodnie urlopu odpadają, tym bardziej, że właśnie
              dopiero doszkalam nowego (i jedynego) pracownika.

              Ja umiem leniuchować i dom zdecydowanie czasami przeraziłby Antheę
              (ta była perfekcyjną gospodynią? Nie latam z mopem, nie prasuję
              rzeczy (kupują takie łatwie i casualowe w obsłudze), naprawdę robię -
              ze względu na niewielką ilość czasu - rzeczy naprawdę niezbędne,
              albo i tez nie. Miałam dziewczynę do sprzątania, jak że mieszkam w
              Warszwie i zaczęły sobie liczyć 100-150 za sesję, to niestety nie
              stać mnie na te ponad czterysta mieisęcznie, niech ten kurz w kącie
              poleży. Nie jestem też fanatyczka stania w guchni i gotoweania 5cio
              daniowych obiadków, ajk akurat nie zdążę czegoś zrobić dla dzieci,
              to biorę z baru i nie mam stresu.

              Po prostu mam nieodparte wrażenie czasami, że mam pod ręką 3cie
              dziecko do obsługi. A z dzieckiem nie chcę seksu :) Dziecko jest do
              opieki i przytulania... No ok, może on szuka we mnie mother figure?
              No nie wiem...

              Szkoda mi dzieci, powiem szczerze, rozłożyć im rodzinę na czynniki
              pierwsze? No bo z boku to co?
              Ani nie bije, ani awantur nie ma, dzieci nie zaniedbuje.... CZasami
              nawet jakieś pieniądze przyniesie..

              To czego ja się czepiam?


              Bim

              • tuuletaria Re: Problem w związku - pewnie standard 19.10.09, 21:36
                Mogłabym to ja napisać!!! Serio! I co dalej zamierzasz? Bo ja
                właśnie się rozwodzę i powiem szczerze, że jeżeli jest w Tobie
                jeszcze jakieś uczucie do męża to rozwód nie jest takim złym
                rozwiązaniem. Potraktuj go nie jako straszaka ale jako
                celowe "narzędzie". U mnie w sumie chyba nawet zadziałało - widzę
                pozytywne zmiany, tylko, że trzeba było mi to zrobić wcześniej. Dziś
                się wypaliłam.
              • evenjo Re: Problem w związku - pewnie standard 21.10.09, 14:55
                Znajdź kochanka. Tylko do seksu. Żadnych wielkich uczuć, na chwilę
                zapomnienia. Poważnie. Facet jest dobry, szkoda go wykopać z domu i
                z życia. Ale z czasem go znienawidzisz. Tym bardziej, że taki dobry
                i wykopać-żal. A wtedy rośnie złość. Kochanek-tylko do pieprzenia-
                daje przyjemność, dystans. Poczucie winy? Można przeżyć.
      • nowaak Zaklęta w imieniu pań 21.10.09, 09:35
        zakletawmarmur napisała:
        > Generalnie wychodzi na to, ze mogłabyś w każdej chwili faceta kopnąć
        > w tylek i dałabyś sobie bez niego rade sama.> Właściwie potrzebujesz go do czegoś?
        Brawo! wreszcie nazwane wprost - podmiot racjonalny (żona) maksymalizuje
        korzyści, a jak nie, to won. Bo przecież jesteśmy z ludźmi tak długo, jak coś z
        tego mamy. Jak przestajemy mieć, to jednostronnie wypowiadamy umowę (bo to
        przecież umowa, prawda?)i już. Słodkie ślicznotki :)
    • aandzia43 Re: Problem w związku - pewnie standard 19.10.09, 11:07
      Pewnie czytałaś, ale linkuję dla formalnosci:

      www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,6757867,Starego_psa_sie_nie_wyrzuca.html
      • macwoj Re: Problem w związku - pewnie standard 19.10.09, 15:43
        Chyba jestem jedynym facetem który to się wypowie w tym temacie.
        Sytuacja dla twego faceta stała sie wygodna - i nie musi nic robić.
        ma michę, telewizor i czasem seks. Jemu nie zależy zbytnio na Tobie
        więc powinnaś ograniczyć mu takie rzeczy żeby zabolało i żeby chciał
        się zmienić. U mnie po 11 latach mamy swój podział obowiązków ale
        wiele rzeczy robimy razem (zakupy , sprzątanie). Ja nie lubię
        prasować więc nie prasuję. Ale za to zmywania podłóg nie lubi moja
        luba więc ja to robię. oczywiście nie jestem w 100% idealny i zdaża
        sie mieć różnice zdan w paru kwestiach ale jakoś dajemy radę sie
        dogadywać.
    • dupablada9999 inny punkt widzenia 20.10.09, 13:35
      tez 8 lat małżenstwa, dwoje dzieci, itd.
      moja żona tłumacząc swój brak ochoty tez gada, że nie może się wyluzować, że
      musi sprzątać, gotować, prasować itd...
      słysząc to od lat to ja sprzątam, gotuję, prasuję, pracuję, ogacam dzieci
      robiąc to tylko po to, by "mogła się wyluzować"

      ale to nie działa

      oczywiście - ona musi pracować, ale pracuje 4 godziny dziennie
      ja pracuję ponad 300 godzin w miesiącu. To ja zarabiam - jej starcza na "waciki"
      sprzątanie - kilka razy w miesiącu przychodzi pani od sprzątania (której płacę),
      która robi jeszcze prasowanie ciuchów jej i dzieci (ja swoje prasuje sam)
      gotowanie - gotuje teściowa (zresztą bardzo dobrze) - raz w tygodniu jexdzimy do
      teściów i przywozimy siaty żarcia, a jeżeli gotujemy sami, to przeważnie gotuję ja

      jak ona czasem ma na popołudnie i wraca wieczorem, a ja już jestem w domu, to
      jest ogarnięte, żarcie naszykowane, odgrzane, dzieci pomyte, na dobranoc
      poczytane itd

      jak ja wracam po pracy do domu, ona leży na kanapie i piłuje paznokcie, ja mam
      sobie odgrzać żarcie, wykąpać dzieci, położyć je spać i im poczytać (to akurat
      lubię)

      taki to właśnie relatywizm relacji - ale wiadomo, facet to świnia jest przecież
      i jak coś źle to wiadomo przez kogo

      niestety, (doszedłem dopiero trochę późno), seks w małżeństwie to tylko
      narzędzie do podporządkowania sobie tego, kto chce bardziej, temu, kto chce
      mniej. Dlatego ja teraz już też nie chcę - tym bardziej że oglądanie pornoli
      wychodzi i taniej i przyjemniej.
      • poitevin Re: inny punkt widzenia 21.10.09, 09:07
        W tej sytuacji zastanawia mnie po co z nią jesteś? Tylko, błagam,
        nie mów, że dla dobra dzieci...

        A może ona jednak ma jakieś zalety?
        • dupablada9999 Re: inny punkt widzenia 21.10.09, 22:27
          > W tej sytuacji zastanawia mnie po co z nią jesteś? Tylko, błagam,
          > nie mów, że dla dobra dzieci...
          >
          > A może ona jednak ma jakieś zalety?

          to jest dobre pytanie

          dzieci są ważne. Akurat są w takim wieku, że są i za duże na rozwód i za małe.
          Rozwód dzisiaj kompletnie by im namieszał w głowach. A dla mnie parę (naście)
          lat oczekiwania aż dorosną to nie problem - czas szybko leci
          są jeszcze sprawy majątkowe, kredyty itd - odkręcanie tego to dość sporo
          kombinacji a mi się chyba jednak nie chce - może poczekam aż pospłacam co mam do
          spłacenia i będę miał czyste konto - będzie co dzielić jeśli już...

          poza tym mam fajnych teściów

          a moja żona też ma trochę zalet a mi się nie chce szukać innej - zresztą nie
          lubię szukać na siłę

          a jak mnie wkurzy to idę do pracy którą lubię

          tylko czasem sobie ponarzekam anonimowo
          • bimbambombim Re: inny punkt widzenia 22.10.09, 15:24
            No tak - właśnie - jak tu rozwalić otoczkę życiową z tak "błahego"
            powodu?
            Nie pije, nie bije, jak się pogoni to coś zrobi i czasami coś
            wychodzi...
            Bo dla mnie to za mało?
            The world is not enough...
Pełna wersja