Pierwsze małżeństwo - uczenie się i prokreacja

23.10.09, 10:27
Z recenzji książki ("Still doing it") polecanej przez Loppe w przyszpilonym wątku:

Książka jest zbiorem 34 różnych historii napisanych przez ponad 60-letnich
partnerów, którzy wciąż czerpią radość z seksu. [...] Spośród tych 34
opisywanych związków tylko 4, a może nawet tylko 2, traktują o parach, które
pozostają od lat w jednym związku. Z lektury pozostałych opowieści nasuwa się
wniosek, że podczas gdy pierwsze małżeństwa służą uczeniu się i prokreacji, w
kolejnych małżeństwach i związkach głównym kryterium doboru był seks.

Czy w ogóle można wysnuwać wnioski przy tak niewielkiej próbie? A jeśli tak,
czy te wnioski w ogóle mogą mieć zastosowanie w naszej kulturze, wciąż
bezpiecznie o krok z tyłu za nowinkami pędzącego naprzód świata? Może raczej
należałoby traktować "Still doing it" jak opowiadania Singera, czy obrazy
Chagalla pełne pożądliwości, onirycznych wizji spływających witalnym sokiem,
gdzieś tam, w nierealnym dalekim świecie?
A jeśli tak, to dlaczego czytając te statystyki moja pokusa zmiany partnera,
pozostawienia całego bagażu mojego niemalże 20-letniego związku, chwilami
ciążącego ponad miarę, nagle nabiera namacalnego kształtu popartego życiowymi
doświadczeniami innych ludzi?


--
"Jesteśmy sprawcami czynów, które spełniamy, a nie narzędziami różnych sił."
    • bi_chetny Re: Pierwsze małżeństwo - uczenie się i prokreacj 23.10.09, 14:38
      Jeśli rzeczywiście powodem rozstania był brak seksu, to w kolejnym związku
      kryterium seksu będzie bardzo istotne.
    • aandzia43 Re: Pierwsze małżeństwo - uczenie się i prokreacj 23.10.09, 18:56
      Ja bym powiedziała, że pierwsze lata małżeństwa służą uczeniu się i prokreacji.
      Potem, z tym samym, czy z innym partnerem przejść można w inną fazę związku. Jak
      się chce, jak partner chce i jak okoliczności pozwolą. I dlatego przeciwna
      jestem rozwlekaniu rodzicielstwa na całe życie. To znaczy rodzeniu dzieci w
      dużych odstępach czasu i odwlekaniu momentu, kiedy staje się twarzą w twarz z
      partnerem.


      > A jeśli tak, to dlaczego czytając te statystyki moja pokusa zmiany partnera,
      > pozostawienia całego bagażu mojego niemalże 20-letniego związku, chwilami
      > ciążącego ponad miarę, nagle nabiera namacalnego kształtu popartego życiowymi
      > doświadczeniami innych ludzi?

      Rozumiem cię doskonale, przeżyłam:-)
      • pieprzyca Re: Pierwsze małżeństwo - uczenie się i prokreacj 26.10.09, 13:39
        Właśnie, przeżyłaś :-). Wyławiam te fragmenty próbując złożyć w całą historię - w odpowiedź na pytanie JAK przeżyłaś.

        Ograniczony kontakt z doświadczeniem mądrych kobiet to chyba najbardziej bolesna strata związana z powstaniem rodziny nuklearnej. W sumie można to próbować łatać - są grupy wsparcia, warsztaty rozwojowe, mądre książki, są (na szczęście) takie fora gdzie jeden celny wpis pomaga spojrzeć na siebie, swoją sytuację z dystansem (o ile to możliwe), z cierpliwością i akceptacją.
        Lecz ich zasięg jest mimo wszystko dość ograniczony. Być może to właśnie takie odcięcie od korzeni, od doświadczeń bliskich osób przekazywanych bezpośrednio w historiach rodzinnych i codziennych rozmowach sprawia, że tyle jest dookoła zawirowań, bezradności?
        --
        "Jesteśmy sprawcami czynów, które spełniamy, a nie narzędziami różnych sił."
        • bi_chetny Re: Pierwsze małżeństwo - uczenie się i prokreacj 26.10.09, 17:13
          to na pewno. kiedy miałem kryzys, próbowałem porozmawiać ze swoim ojcem.
          Dowiedziałem się dwóch rzeczy:
          1. mój ojciec kocha moją mamę "na swój sposób" - chyba dość czytelne
          2. nie próbuje nic zmieniać, bo mu się nie chce

          nie umiał mi doradzić, miałem wrażenie że wiem więcej od niego - a może właśnie
          nie ?
          niestety nie mam, podobnie jak kobiety, faceta, z którym mógłbym o takich
          sprawach pogadać. A chciałbym, z takim Janem Nowickim na przykład :D
          • pieprzyca Re: Pierwsze małżeństwo - uczenie się i prokreacj 28.10.09, 10:24
            Z Janem Nowickim, powiadasz, hmmm, sama bym pogadała ;-P

            A tak poważnie, to ja nawet nie próbowałam się poradzić mamy. Nie mam z nią zbyt
            dobrej relacji i choć trudno to sobie wyobrazić, nigdy nie rozmawiałyśmy nawet o
            menstruacji - sama nie wiem jak przeszłam okres (nomen omen) dojrzewania. W
            efekcie nawet nie jestem pewna, czy potrafiłabym z córką o tym rozmawiać
            (dobrze, że nie muszę), albo z inną bliską osobą o swoich relacjach intymnych.
            Pokolenie mojej matki (1945-50) w ogóle jawi mi się jako "stracone" dla seksu,
            ale pewnie mam wypaczony ogląd przez rodzinną traumę.
            --
            "Jesteśmy sprawcami czynów, które spełniamy, a nie narzędziami różnych sił."
        • aandzia43 Re: Pierwsze małżeństwo - uczenie się i prokreacj 28.10.09, 14:26
          > Właśnie, przeżyłaś :-). Wyławiam te fragmenty próbując złożyć w
          całą historię -
          > w odpowiedź na pytanie JAK przeżyłaś.

          Sama nie wiem do tej pory:-)Mogę wymieniać sobie składowe, ale który
          czynnik był kluczowy, co przeważyło, co było w gruncie rzeczy
          nieistotne - nei wiem.


          > Ograniczony kontakt z doświadczeniem mądrych kobiet to chyba
          najbardziej bolesn
          > a strata związana z powstaniem rodziny nuklearnej.

          A co miały zrobić te młode kobiety, które miały w rodzinie same
          głupie stare kobiety;-) Zamknięte w rodzinnym kręgu nieszczególnie
          mądrych pań skazane były tylko na powielanie wzorców. Ja tam sobie
          bardzo cenię otwarty świat współczesny. A internet to już w ogóle
          jest miodzio. Mnie bardzo pomogły bliskie relacje z koleżankami.
          Takie nastawione bardziej na wspólnotę ducha, wymianę doświadczeń,
          omawianie, międlenie przeróżnych tematów. Dużo mi się wyjaśniło i
          ułożyło w głowei w wyniku tych rozmów.
    • zakletawmarmur Re: Pierwsze małżeństwo - uczenie się i prokreacj 28.10.09, 10:43

      A ja podziwiam ludzi, że chcą się w ogóle wiązać na poważnie po raz
      drugi. Ja chyba bym już sobie odpuściła:-) Generalnie nie widzę
      sensu w wiązaniu się, gdy nie myśli się o dzieciach. Czyż nie lepiej
      w takiej sytuacji kontakty z mężczyznami ograniczyć do dobrej zabawy
      bez obowiązków?
      • pieprzyca Re: Pierwsze małżeństwo - uczenie się i prokreacj 28.10.09, 10:56
        Czyli związki bez związku. cukier bez cukru, mąka bez glutenu, kawa bez kofeiny ;-)
        Wierzysz w dobrą zabawę bez obowiązków (takich czy siakich)?
        Ja nie.
        Jakiś komitment być musi, bez tego to jakaś atrapa jest, jakieś wte-i-nazad bez
        cienia frilu.
        --
        "Jesteśmy sprawcami czynów, które spełniamy, a nie narzędziami różnych sił."
        • zakletawmarmur Re: Pierwsze małżeństwo - uczenie się i prokreacj 28.10.09, 11:19

          Może po prostu powinnam pare razy porządnie dostać w tyłek od
          mężczyzn. Pare razy poczuć się niekochana, niechciana, porzucona to
          wtedy potrzeba przeżycia czegoś poważniejszego byłaby u mnie większa?

          > Wierzysz w dobrą zabawę bez obowiązków (takich czy siakich)?

          Może po prostu ograniczyć ilość obowiązków do minimum. Postawić na
          dobrą zabawę do czasu aż nie zaczną się poważne oczekiwania drugiej
          strony. A później wiać i zaczynać od nowa. Może to wcale nie jest
          taki głupi pomysł... Nie wiem oczywiście jak u mnie byłoby z
          realizacją.
          • bi_chetny Re: Pierwsze małżeństwo - uczenie się i prokreacj 29.10.09, 14:01
            z tym dostaniem w tyłek to może być prawda - jeśli ktoś nie ma problemu z
            tworzeniem nowego związku - atrakcyjność, pewność siebie dają dużo - wtedy można
            bawić się w rozrywkę, bo wiemy, że jak będziemy chcieli, to związek stworzymy.
            Choć może to być złudne :)
            • zakletawmarmur Re: Pierwsze małżeństwo - uczenie się i prokreacj 29.10.09, 15:34

              Nie uważam się za osobą superatrakcyjną. Często brakuje mi pewności
              siebie. Nie boje się jednak samotności, bo wiem, że sama też sobie
              mogę czas zorganizować.
Pełna wersja