pieprzyca
23.10.09, 10:27
Z recenzji książki ("Still doing it") polecanej przez Loppe w przyszpilonym wątku:
Książka jest zbiorem 34 różnych historii napisanych przez ponad 60-letnich
partnerów, którzy wciąż czerpią radość z seksu. [...] Spośród tych 34
opisywanych związków tylko 4, a może nawet tylko 2, traktują o parach, które
pozostają od lat w jednym związku. Z lektury pozostałych opowieści nasuwa się
wniosek, że podczas gdy pierwsze małżeństwa służą uczeniu się i prokreacji, w
kolejnych małżeństwach i związkach głównym kryterium doboru był seks.
Czy w ogóle można wysnuwać wnioski przy tak niewielkiej próbie? A jeśli tak,
czy te wnioski w ogóle mogą mieć zastosowanie w naszej kulturze, wciąż
bezpiecznie o krok z tyłu za nowinkami pędzącego naprzód świata? Może raczej
należałoby traktować "Still doing it" jak opowiadania Singera, czy obrazy
Chagalla pełne pożądliwości, onirycznych wizji spływających witalnym sokiem,
gdzieś tam, w nierealnym dalekim świecie?
A jeśli tak, to dlaczego czytając te statystyki moja pokusa zmiany partnera,
pozostawienia całego bagażu mojego niemalże 20-letniego związku, chwilami
ciążącego ponad miarę, nagle nabiera namacalnego kształtu popartego życiowymi
doświadczeniami innych ludzi?
--
"Jesteśmy sprawcami czynów, które spełniamy, a nie narzędziami różnych sił."