matiaa22
06.11.09, 18:24
Witam!
Nie potrafię zrozumieć o co chodzi. Mam ok 40tki, on parę lat więcej. Jesteśmy
ze sobą kilka miesięcy. Jestem kobietą (jak twierdzą inni) wyglądającą na
10lat mniej i atrakcyjną. Na brak zainteresowania płcią przeciwną nie
narzekam. Dlaczego o tym piszę? Bo chcę uniknąć odpowiedzi "Może jesteś
nieatrakcyjna". On kiedyś , jak sam mówił, był bardzo, ale to bardzo aktywny
sexualnie, na zasadzie " co się rusza i na drzewo nie ucieka". Nie mamy wobec
siebie żadnych zobowiązań,niczego co by nas na siłę trzymało, więc on nie musi
udawać i zmuszać się do bycia ze mną. Nawet rozmawiałam z nim co się dzieje?
Jesteśmy na początku drogi, a sex prawie nie istnieje. Odpowiedział, że sam
tego nie rozumie, że może już się wypalił, że nie jest wylewny w uczuciach, że
raczej się nie zmieni, że nic na siłę itd. Prawie mnie nie przytula, całuśny
też zbytnio nie jest. Ot taki typ faceta
Nie mieszkamy w jednym mieście (ale nie duża odległość nas dzieli)i chociaż
oboje chcielibyśmy mieszkać razem, ważne powody z mojej strony na razie
uniemożliwiają mi to. Więc tak kursuję, tydzień , półtora tu, tydzień półtora
tu. Kiedy wyjeżdżam , jest sam z rana jego potrzeby się budzą (nie
codziennie), no to wtedy jedzie na "ręcznym" , jak przyjeżdżam... cisza. Fakt
że jest trochę z nadwagą , ma bezdech (co zaczął leczyć, ale jeszcze długa
droga), śpi do południa, potem do pracy w której się nie przemęcza i nie
stresuje, potem dom kapcie tv drink i do późna w nocy nasiadówa.Jest nie
edukowalny.Próbowałam, rozmową , po dobroci, czułością, delikatnie zagroziłam
perspektywicznym rozstaniem. Nic, niby słucha, rozumie, rozmawia, ale niczego
w swoim życiu zmieniać nie zamierza. Praktycznie zero ruchu w jego
codzienności, nie da się nigdzie wyciągnąć, poza do znajomych . Jest dobry
spokojny, poukładany, dba o mnie i moje dzieci. Martwi się o mnie. Ale ja mam
wrażenie jakby mu do życia potrzebny był towarzysz , nie kobieta. Czuję się
przy nim jak bezpłciowy obiekt. Bardzo go kocham , szanuję, doceniam,
akceptuję całą jego fizyczność , sposób bycia, poczucie humoru, czasem
wariactwo, ale nie wiem doprawdy co o tym myśleć. Jak postąpić? Wszelkie próby
dobierania się do niego kończą się fiaskiem. Owszem narząd się budzi, a cała
reszt faceta idzie spać. Co? Mam zgwałcić "trupa" ?! Żadna radocha. Nie chcę
go zdradzać, żadne zabawki z sex shopu nie wchodzą w rachubę. Owszem ,
biologię zaspokoję, ale ja tęsknię do niego. Nie mogę spokojnie koło niego
siedzieć, z pożądania, które potem zamienia się raz w złość, raz w rozpacz,
raz w zwątpienia. Chciałabym by Panowie się wypowiedzieli, którzy podobnie jak
moja miłość funkcjonują , pomogli mi zrozumieć, dać siłę , może sposób. To
jest początek związku nie 20lt po ślubie.