kasa i faceci

13.11.09, 09:06
no witam,
czasem zerkam sobie tutaj i tak postanowiłam zaczerpnąć informacji od innych
kobiet i mężczyzn na temat mnie nurtujący.
chodzi mi o podejście dzisiejszych mężczyzn w wieku od 25 lat i więcej do
tematu równouprawnienia i pieniędzy w związku. chodzi o to, że zaczynam
dostawać szału słysząc teksty panów "leci na kasę" itp. chodzi mi o podejście
panów do równouprawnienia oraz jak sobie wyobrażają idealna partnerkę na całe
życie. jakie maja być kobiety, żeby nie usłyszeć nigdy "lecisz na moje
pieniądze".
ja jestem w dwuletnim związku, on pracuje, ja pracuję, on ma bardziej
stateczną pracę niż ja, więc zarabia miesiąc w miesiąc stałą kwotę, moje
zarobki zależą ode mnie, czasem mniej niż on a czasem pięciokrotnie więcej.
generalnie na brak kasy nie narzekamy, dzieci nie mamy, część kasy odkładamy,
za część żyjemy i resztę rozwalamy na przyjemności. nigdy się nie kłócimy o
pieniądze, o rachunki. raz płaci ona, raz ja, podobnie z zakupami etc.
generalnie sytuacja bardzo wygodna dla związku. ani on mnie, ani ja jego nie
utrzymujemy. gdybyśmy się rozstali nie zmieniłoby to naszej sytuacji
materialnej. ostatnio pojawił się temat wyjazdu na sylwestra ze znajomymi w
egzotyczne miejsce. stać nas na to bez żadnych problemów i zaciskania pasa.
problem pojawił się wtedy, gdy zaproponowałam, żeby mi ta wycieczkę postawił.
prosto z mostu "zabierz mnie tam kochanie chce poczuć się wyjątkowo..:)"
usłyszałam od niego, że w związku nie chodzi o sponsorowanie tylko o partnerstwo.
chciałam choć jeden raz poczuć się jak kobieta, którą facet ot tak zabiera na
wakacje. a usłyszałam o sponsoringu. ręce mi opadły.
zaczęłam się głębiej zastanawiać.. jak zatem ma wyglądać idealny podział
majątku w związku? czy o to chodziło w całym równouprawnieniu?
    • cyklista6 Re: kasa i faceci 13.11.09, 09:29
      Droga Truskawko,

      Nie można zjeść ciastka i mieć ciastka.
    • glamourous Re: kasa i faceci 13.11.09, 09:32
      No dobra, ale jak to sie ma do tematu forum? Nie bardzo widze jakikolwiek
      zwiazek. Jest tyle innych forow na ktorych mozna pogadac o finansowych
      dylematach, niekoniecznie tutaj.
      No chyba, ze to ma bezposredni wplyw na pozycie intymne, ale z Twojego postu nic
      takiego nie wynika.
      • gomory Re: kasa i faceci 13.11.09, 10:21
        No to zeby zrobilo sie tematyczniej: laske ktora zarabia wiecej i
        tego nie kryje, nie dosc, ze trudniej bzyknac to i lozkowe wrazenia
        co najmniej takie sobie. Mozna troche polechtac meski instynkt lowcy
        i tyle.
        Co wy na to ;)?
        • pieprzyca Re: kasa i faceci 13.11.09, 10:34
          Co wy na to ;)?

          W imię podniesienia wrażeń z bzykania, proponuję nie rozpytywać o zarobki.
          --
          A poważnie, zaradna na co dzień Truskawka któregoś dnia powiedziała "sprawdzam"
          (w domyśle "głębię twego uczucia/portfela") i usłyszała "wara!".
          Właściwie czego można się spodziewać po osobniku przyzwyczajonym do tego, że
          swobodnie rozporządza całą swoją kasą - że nagle wyskoczy z pensji w imieniu
          romantycznej eskapady na Malediwy? A po co ma płacić za dwie osoby, skoro może
          zapłacić połowę i mieć te same wrażenia? W związkach opartych na rozsądku
          przestrzeń romantyczna drastycznie się kurczy.
          --
          Pieprzyca - zlepek żądz i zdrowego rozsądku
          • gomory Re: kasa i faceci 13.11.09, 11:07
            No ba... ale kluczowym bylo to:
            > laske ktora zarabia wiecej i tego nie kryje

            pozbawiona seksapilnego wyczucia juz na wstepie musi czlowiekowi
            urabac doznan. Pozniejsze komplementy w stylu: alez mnie pozytywnie
            zadziwiles. Bylam pewna, ze tylko duzy penis jest w stanie mnie
            zadowolic - to juz drobiazdzek.

            Zawsze lansowalem taka teze: jestesmy razem w zwiazku, wiec cala
            kasa jest wspolna i razem decydujemy jak ja wydajemy. Dzieki temu
            zachowujemy status quo na seksualnej linii styku. No i wiem, ze na
            zigolakow kasiory nie marnuje ;).
          • bi_chetny Re: kasa i faceci 13.11.09, 11:19
            jak kasa jest wspólna, to jest wspólna - mogę zabrać żonę ja, ale w sensie
            finansowania, skoro kasa jest wspólna, to jak to zrobić ?
            • gomory Re: kasa i faceci 13.11.09, 11:27
              Odzalowalbys z zaskorniakow na browar i dziwki ;).
              • bi_chetny Re: kasa i faceci 13.11.09, 11:30
                co ty, to też ze wspólnej idzie :D
      • herbatka.jasminowa Re: kasa i faceci 13.11.09, 20:05
        glamourous napisała:

        > No dobra, ale jak to sie ma do tematu forum?

        ano nijak

    • zuza6661 Re: kasa i faceci 13.11.09, 12:02
      Moim zdaniem popelnilas blad narzucajac mu, ze to on ma placic za
      wycieczke. Prezenty i przyjemnosci robi sie, gdy ma sie na to ochote
      a nie wtedy, gdy druga strona tego wymaga. Poczulas sie odrzucona i
      to w sumie troche twoja wina. Jesli twoj m nie robi ci niespodzianek
      i nie chce ciagle za ciebie placic, to widocznie taki jest. Koniec i
      kropka. Im wiecej bedziesz od niego oczekiwac w tym wzgledzie, tym
      bardziej bedziesz sie czuc odrzucona i niekochana. Osobiscie nie
      spotkalam wielu mezczyzn, ktorzy robiliby niespodzianki. Coraz
      czesciej podejrzewam, ze po prostu ich nie ma w rzeczywistym
      swiecie... Tak wiec glowa do gory, historie o ksiazetach
      obdarowujacych ksiezniczki prezentami wloz miedzy bajki i niech
      kazdy palci za siebie :D
      • kag73 Re: kasa i faceci 13.11.09, 14:27
        My mamy wspolna kase, jedno konto. Wyplacam pieniadze albo on i
        wkladam do szuflady, kto potrzebuje, bierze, jak sie koncza znow ide
        do automatu i wyplacam.
        Wieksze wydatki sa omawiane wspolnie.
        Wazne:oboje potrafimy sie "gospodarzyc" i zadne z nas nie wyrzuca
        pieniedzy bez zastanowienia.
        Jednak na poczatku, kiedy sie poznalismy teraz maz naprawde sie
        wykazal. "Zainwestowal", oprocz uczuc, sporo. Bardzo go za to cenie,
        za zaufanie jakim mnie odbdarzyl a ja zrobilam dobre wrazenie i go
        nie wykorzystalam.
        Nigdy tez nie proponowalam ani nie sugerowlam, zeby mnie gdzies
        zaprosil albo za mnie zaplacil. Robil to z wlasnej inicjatywy i
        checi, ja zawsze mialam pieniedze przy sobie, na wszelki wypadek.
        • truskawka84 Re: kasa i faceci 13.11.09, 16:22
          tylko, że my nie jesteśmy małżeństwem i nie mamy tzw wspólnoty majątkowej
          (oprócz pieniędzy które odkładamy na inny cel i których nie dotykamy na razie).
          każdy ma swoją kasę i robi z nią co chce. może i walnęłam zbyt szczerze i
          wprost, to mogło odstraszyć i stąd taka forma obrony. rzeczywiście trudno zabrać
          żonę na wycieczkę gdy ona tez decyduje na co wydajemy pieniądze. mi nie chodzi o
          pieniądze. chciałam się poczuć choć raz jakoś inaczej, wyjątkowo.. chyba
          rzeczywiście między bajki muszę włożyć wyimaginowanych gentlemanów.
          • kapitandragan Re: kasa i faceci 13.11.09, 17:31
            Nie obraź sie, za to co napiszę, ale jeśli szukasz gentalmanów, to
            powinnaś zachowywać sie jak dama. A Twój tekst (byc może
            nieświadomie) zręczny i taktowny nie był. Miał wiecej wspólnego ze
            sponsoringiem, niz dobrymi manierami. jak ktos napisał nie mozna
            zjeść ciastka i miec ciastko, pamietaj o tym)
          • kag73 Re: kasa i faceci 13.11.09, 17:46
            Mam przez to rozumiec, ze nigdy jescze Cie nie zaprosil?nie zaprasza
            i ze zawsze placiliscie/placicie po polowie?
            Bo jezeli tak, to troche cienias, w moich oczach. A gentlemeni
            bywaja nie tylko w bajkach, naprawde.
            Niemniej jednak wymusic tego nie mozna, albo facet ma frajde z tego,
            ze zaprosi i sprawi przyjemnosc, albo nie.
          • uczula Re: kasa i faceci 25.11.09, 09:26
            a kto ci pisze, ze zeby miec wspolna kase trzeba byc malzenstwem.
            no wcale nie trzeba.
            kwestia ukladow z kasa w domu jest tak rozna jak rozni sa ludzi i
            jaki sobie styl :) wypracujecie to zalezy od was.
            jezeli nie macie wspolnej kasy ( ta oszczedzana jest wspolna?) no to
            w zasadzie zyjecie obok siebie...a nie razem :) a prawdziwe problemy
            pojawia sie wraz z problemami z kasa...no byc moze :)
            pomysl o tym. co bedzie kiedy stracisz prace? w zyciu nie ma rzeczy
            niemozliwych...

            prawda jest taka, ze w naszym spoleczenstwie idea partnerstwa jest
            jeszcze ciezka do przeprowadzenia - jedna i druga strona sie buntuje
            :) co jakis czas.

        • herbatka.jasminowa Re: kasa i faceci 13.11.09, 20:08
          kag napisała:
          My mamy wspolna kase, jedno konto. Wyplacam pieniadze albo on i
          wkladam do szuflady, kto potrzebuje, bierze, jak sie koncza znow ide
          do automatu i wyplacam.

          poproszę o adres tej szuflady..

          a tak swoją drogą, po co pisać takie w końcu prywatne wiadomości na forum, ja rozumiem - jesteś pod nickiem,więc jakoś tam anonimowa ale dajcie spokój - nie wszystko na sprzedaż...
          • kag73 Re: kasa i faceci 13.11.09, 20:21
            Hmm, skad ktos ma tu wiedziec gdzie ta szuflada.
            Nie jest to dla mnie bardziej prywatne niz pisanie o problemach
            roznego typu w zwiazku.
            Po prostu drobiazg. A tak na marginesie wszystkim polecam miec nieco
            gotowki w domu a nie wszystko na koncie w banku.
      • yug-ioh Re: kasa i faceci 25.11.09, 03:17
        witam twierdzisz ze nie ma takich facetow a wiec witaj
        chetnie sam z siebie robie prezenty wiem kiedy mnie stac na nie a
        kiedy nie
        co z tego jesli partnerka oczekuje bez konca nowych wiekszych
        niespodzianek
        co zrobic kiedy nie potrafi odroznic prezentu od pomocy ktora trzeba
        zwrocic
        co zrobic jesli uwaza ze to co moje jest nasze a to co jej, jest
        wylacznie jej
        widzi tylko wlasny koniec nosa
        przykre jest to tym bardziej iz ja kocham ,ona to wie i wykozystuje
        rozmowa nie wchodzi w gre bo moje argumenty sa przekrzyczane i
        praktycznie nie jestem dopuszczony do glosu
        co zrobic wyjechac jak najdalej , nazwijmy uciec
        moge powiedziec to z wlasnego doswiadczenia nic nie daje od
        wspomnien nie mozna uciec
        co ciekawe , nie wiem dlaczego selektywnosc moich mysli jest taka ze
        zle usowa , przywodzi dobre
        a wracajac do tematu mnie nie denerwuje dawanie , mnie denerwuje
        zyrowanie na dawaniu
        a niestety tak jest kobiety wrecz tego nie kryja mowia otwarcie o
        tym

        zenada


    • possessive Re: kasa i faceci 14.11.09, 01:34
      Sprawa nie jest skomplikowana, bo jeśli kobieta zarabia więcej to
      sugestie są na ogół takie aby nie ranić misiaczka i tego nie
      podkreślać. Jeśli facet zarabia więcej, a kobiecie każe płacić za
      siebie w restauracji i na wywczasie, to jest to generalnie nazywane
      tzw. "związkiem partnerskim".:)
    • smutekwsercu Re: kasa i faceci 14.11.09, 12:42
      Myslę ze dobrze się stało,ze taka sprawa zaistniała i ze postawiłaś
      swojemu partnerowi pewne wymagania. Sprawdziłaś go, a on temu nie
      sprostał, warto się zastanowić nad wspólnymi oczekiwaniami od
      związku póki jesteście ze soba dość krótko. Akurat finanse to temat
      IMO równie ważny jak seks w związku, a cos takiego jak partnerstwo
      finansowe nie istnieje, nawet z racji tego, że kobieta zostając
      matką ma trudniejszą sytuację zawodową niż mężczyzna zostając ojcem.
      Nie macie jeszcze dzieci, ale masz okazję przedyskutować ze swoim
      partnerem jak on wyobraża sobie wasz układ finansowy np. w przypadku
      gdy któreś z was pozostanie bez pracy. Po reakcji twojego partnera
      wynika, że jest mu w tym związku wygodnie, nie musi inwestować w
      Ciebie finansowo, bo i tak ma Twoje uczucia. A mężczyzn należy
      sprawdzać, testować i wyciągać wnioski jeśli test obleją. To był
      dobry test jego uczuć wobec Ciebie, sposób trywialny, ale mężczyzna
      jeśli kobietę naprawdę kocha, to nie będzie się targował o pieniądze.
      • bugmenot2008_2 Re: kasa i faceci 17.11.09, 11:20
        > A mężczyzn należy
        > sprawdzać, testować i wyciągać wnioski jeśli test obleją. To był
        > dobry test jego uczuć wobec Ciebie, sposób trywialny, ale mężczyzna

        oczywiscie, tak samo jak kobiety, jak bardzo im zalezy, jaka sa w
        lozku, czy maja celulit na tylku, itp. :]
        • uczula Re: kasa i faceci 25.11.09, 09:30
          bugmenot2008_2 napisał:

          > > A mężczyzn należy
          > > sprawdzać, testować i wyciągać wnioski jeśli test obleją. To był
          > > dobry test jego uczuć wobec Ciebie, sposób trywialny, ale
          mężczyzna
          >
          > oczywiscie, tak samo jak kobiety, jak bardzo im zalezy, jaka sa w
          > lozku, czy maja celulit na tylku, itp. :]

          no kochany, a tak panowie nie robia???przeciez to szara
          rzeczywistosc!
    • zakletawmarmur Re: kasa i faceci 15.11.09, 18:31

      Facet ma prawo odmówić Ci finansowania czegokolwiek, Ty masz prawo
      chcieć, żeby Cie trochę porozpieszczał. Ja zastanowiłabym się jak to
      będzie wyglądać za 10 lat i dwójkę dzieci... Czy facet będzie
      podchodził do partnerstwa na zasadzie "ty połowę ja połowę a co mi
      zostanie to dla MNIE i wara ci od tego"? A co jak będziesz w dołku
      finansowym, czy nie będzie Cię jeszcze dołował? Co by było gdyby
      Ciebie nie było stać na ten wyjazd? Czy w odwrotnej sytuacji, gdybyś
      to Ty była majętniejsza, czy facet też byłby za równouprawnieniem?
      Zastanów się po prostu czy Twój facet jest faktycznie fanem
      równouprawnienia czy tylko zwykłym egoistą lub co gorsza nie docenia
      Cię tak bardzo, żeby chcieć Cię od czasu do czasu porozpieszczać?
      Może po prostu "równouprawnienie" to takie ładnie ubrane w słowa
      skąpstwo?
      • undostres Re: kasa i faceci 15.11.09, 21:13

        Re: kasa i faceci
        possessive 14.11.09, 01:34 Odpowiedz
        Sprawa nie jest skomplikowana, bo jeśli kobieta zarabia więcej to
        sugestie są na ogół takie aby nie ranić misiaczka i tego nie
        podkreślać. Jeśli facet zarabia więcej, a kobiecie każe płacić za
        siebie w restauracji i na wywczasie, to jest to generalnie nazywane
        tzw. "związkiem partnerskim".:)

        no wlasnie....
        zenada bracie!
      • bugmenot2008_2 Re: kasa i faceci 17.11.09, 11:23
        jak czytam te "drobne" wymagania typu "chce poczuc sie kobieta", "zeby
        mnie porozpieszczal" to az chce sie zapytac "co ty uczynilas dla
        swojego mezczyzny zeby poczul sie mezczyzna?" - wymagac i brac potrafi
        kazdy. a wtore co u licha znaczy poczuc sie kobieta? ze wszystko jest
        za free? ze on robi wszystko za mnie a ja leze pachne?
        • bi_chetny Re: kasa i faceci 17.11.09, 11:37
          "chcę poczuć się kobietą, kiedy mam na to ochotę, ale mam też mieć równe prawa"
          - za tym stoi myśl taka, że z jednej strony mamy was traktować tak samo jak
          każdego człowieka, z drugiej, mamy stawiać was na piedestale. Nie da się tak,
          niestety.
          • rum.i.janek Re: kasa i faceci 17.11.09, 11:47
            równouprawnienie to w oczach kobiet wszystko na jednym poziomie a co
            za tym idzie zakaz wejścia na kobietą bo będziemy wyżej
          • kag73 Re: kasa i faceci 17.11.09, 15:30
            Bardzo rozczarowujace sa wypowiedzi tutejszych panow w tym temacie.
            A ja zawsze myslalam, ze Polacy sa tacy gentlemeni i romantyczni.
            Niestety, chyba sie pomylilam.
            Sama propaguje rownouprawnienie w rozsadnym rozumieniu, tzn. bez utraty
            tej wspanialej "gry" miedzy kobieta a mezczyzna. No coz to za facet,
            ktory nie ma ochoty i frajdy zaprosic kobiety, zaplacic za nia. Nawet
            na pocztku, przeciez ona zrobila wiele, kosmetyki, bielizna seksi,
            fryzura(zawsze drozej niz u mezczyzn),zeby mu sie podobac.
            Poza tym mezczyzi zdaja sie nie widziec i nie doceniac ile kobiety
            robia dla nich, przyjmuja to za oczywistosc. ze zrobi obiad, albo dobra
            kolacje, bo tak najczesciej bywa, ze to standard w wiekszosci polskich
            domow. Ze to wlasnie ona zadba, zeby mial spodnie i koszule pod kolor,
            przytulny domek, dzieciaczki slodko ubrane, kwiatki na stole i wiele
            innych rzeczy.
            Nie wierzysz bi, ale niektorzy mezczyzni naprawde wierza, ze o kobiety
            trzeba sie starac, stawiac je na piedestale. I calkiem dobrze to
            funkcjonuje.
            A prawda jest taka, ze nie traktujecie kobiety, jak to ujales, kazdego
            czlowieka, nie ma rownouprawnienia, to tylko zaklamanie z Waszej strony
            i normalka, ze kobieta pracuje zawodowo a potem jeszcze zajmuje sie
            domem a facet zazwyczaj rozsiada sie na kanapie.
            Autorce powiem, dobrze bym sie zastanowila nad takim typem. Jedna z
            najgorszych rzeczy jaka moze sie przydarzyc jest skapy facet. Chociazby
            dlatego, ze kiedy bedziecie mieli dziecko, bedziesz chciala badz
            musiala zostac z nim w domu, nie bedziesz pracowala zawodowo a facet
            bedzie rzucal Ci teksty o JEGO pieniadzach.
            • bi_chetny Re: kasa i faceci 17.11.09, 17:18
              kag73:
              > Bardzo rozczarowujace sa wypowiedzi tutejszych panow w tym temacie.
              > A ja zawsze myslalam, ze Polacy sa tacy gentlemeni i romantyczni.
              > Niestety, chyba sie pomylilam.

              a czemu rozczarowująca ? Facet jeśli będzie musiał spełniać oba wymagania, w
              końcu zwariuje, albo przestanie być atrakcyjny dla kobiet - romantycy nie są w
              cenie.

              przeciez ona zrobila wiele, kosmetyki, bielizna seksi,
              > fryzura(zawsze drozej niz u mezczyzn),zeby mu sie podobac.

              kobieta zrobiła wiele - rozumiem, że facet nic, tak ?

              taka strategia funkcjonuje, owszem - ale powoli równouprawnienie powoduje, że
              facet przestaje przepuszczać kobietę w drzwiach, zaczyna traktować ją tak samo
              jak wszystkich - podświadomie, ale jednak.

              Ja jestem złym przykładem - jestem w partnerskim związku, to ja gotuję w domu,
              oprócz tego zajmuję się kwestiami typowo "męskimi" [bo przecież równouprawnienie
              nie obejmuje takich czynności]. Zajmuję się również w dużej części naszym synem.
              Czy cierpię z tego powodu ? Nie - ale przez to o mało nasz związek się nie
              rozpadł jakiś czas temu, bo przestałem być FACETEM, a stałem się
              równouprawnionym partnerem - który seksualnie nie pociąga zbytnio.

              Podsumowując: uważam, że to dobrze, że kobiety mają prawo głosu, dostęp do
              edukacji, podobną płacę. Ale kiedy jest wam wygodnie, używacie starych,
              wypróbowanych sposobów na uzyskanie swoich celów - my nie możemy robić tego
              samego, bo to jest szowinizm, brak romantyzmu itd.
            • urquhart kobiety-nosmy-je-na-rekach 17.11.09, 17:38
              kag73 napisała:
              > Bardzo rozczarowujace sa wypowiedzi tutejszych panow w tym temacie.
              > A ja zawsze myslalam, ze Polacy sa tacy gentlemeni i romantyczni.
              > Niestety, chyba sie pomylilam.
              > Sama propaguje rownouprawnienie w rozsadnym rozumieniu, tzn. bez utraty
              > tej wspanialej "gry" miedzy kobieta a mezczyzna.

              He he he, pozwól ze sie wtrące droga Kag.
              oczywiście, że kobiety nie chcą równych praw, chcą specjalnych przywilejów! I mężczyźni powinni zadbać by je otrzymały. Jest to naturalna prawda znana od zawsze
              jurcio.blogspot.com/2009/11/kobiety-nosmy-je-na-rekach.html
              Gra jest w szukanie frajera do wkręcenia w swoje potrzeby.

              > Nie wierzysz bi, ale niektorzy mezczyzni naprawde wierza, ze o kobiety
              > trzeba sie starac, stawiac je na piedestale. I calkiem dobrze to
              > funkcjonuje.

              Nazywa się to MiL. Stawiają na piedestale i nie chcą już bzykać. :)

              > A prawda jest taka, ze nie traktujecie kobiety, jak to ujales, kazdego
              > czlowieka, nie ma rownouprawnienia, to tylko zaklamanie z Waszej strony
              > i normalka, ze kobieta pracuje zawodowo a potem jeszcze zajmuje sie
              > domem a facet zazwyczaj rozsiada sie na kanapie.

              To powtarzana feministyczna demagogia. Mężczyzna i kobieta inaczej traktują dom i feminy żądają oceny zangażowania z punktu widzenia zaspakajania SWOICH potrzeb. Znani mi samotni faceci też rozsiadają się na kanapie a nie wkręcają w porządki domowe. I maja "nieco" brudniej co im nie przeszkadza :)

              > najgorszych rzeczy jaka moze sie przydarzyc jest skapy facet. Chociazby
              > dlatego, ze kiedy bedziecie mieli dziecko, bedziesz chciala badz
              > musiala zostac z nim w domu, nie bedziesz pracowala zawodowo a facet
              > bedzie rzucal Ci teksty o JEGO pieniadzach.

              Najlepiej swoje potrzeby (dziecko) nazywać "wspólnymi obowiazkami" a jego potrzeby "egoistycznymi zachciankami" i jak sobie frajer da wmówić to miękkie gniazdko uwite. Tylko trzeba uważać żeby nie przesadzić z frustrowaniem by nie uciekł. Do innej jeśli duchem silniejszy albo w inną rzeczywistość jeśli duchem słabszy (alkohol)

              • zakletawmarmur Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 17.11.09, 18:47
                > Najlepiej swoje potrzeby (dziecko) nazywać "wspólnymi obowiazkami"
                a jego potrz
                > eby "egoistycznymi zachciankami" i jak sobie frajer da wmówić to
                miękkie gniazd
                > ko uwite.

                Tak... Bo mężczyznom chodzi tylko o to, żeby bzykać a kobietom o to,
                żeby dzieci rodzić i wychowywać. A co w sytuacji, gdy to facet chce
                się ożenić i mieć dzieci? Tacy panowie naprawdę się zdarzają... Czy
                w tej sytuacji powinien do końca życia być już tylko jego obowiązek
                a ona ma prawo ograniczyć się do urodzenia MU potomka? Jeśli facet
                chce wejść w związek ze zdrową psychicznie kobietą, to musi w pewnym
                stopniu robić za to co w Twoim słowniku nazywa się frajerstwem. Musi
                inwestować czas i pieniądze w ten związek i jego owoce. Jeśli nie
                chcesz być frajerem to nikt Ci nie każe. Czy kobieta ma prawo
                powiedzieć mężczyźnie wprost, że chce od niego kasy na nową kieckę
                czy pieluchy, nawet gdy ten wolałby wydać je na coś innego? Tak samo
                jak mężczyzna ma prawo powiedzieć kobiecie wprost, że chciałby seksu
                nawet gdy ta nie ma ochoty. Czyli, lepiej byłoby gdyby oboje tego
                nie robili a starali się:
                - pomyśleć o tych problemach przed wejściem w stały związek i dobrać
                się tak, żeby on sam dawał jej pieniążki ona sama z majtek
                wyskakiwała
                - oboje starali się tak podejść drugą stronę, żeby chciała spełniać
                zachcianki drugiej strony bez wcześniejszego proszenia.
                Rozumiem jednak, że czasami to się nie uda i trzeba przywalić wprost.

                PS
                Nikt wam nie każe sie wiązać z kobietami, które chcą być
                rozpieszczane finansowo. Tak samo jak kobiecie nikt nie każe wiązać
                sie z facetem, który nie chce jej nic postawić... Wolny wybór.
                • urquhart Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 09:00
                  zakletawmarmur napisała:
                  > Tak... Bo mężczyznom chodzi tylko o to, żeby bzykać a kobietom o to,
                  > żeby dzieci rodzić i wychowywać. A co w sytuacji, gdy to facet chce
                  > się ożenić i mieć dzieci? Tacy panowie naprawdę się zdarzają...

                  Pewnie Zakleta że się zdarzają. Panów o wysokim poziomie prolaktyny (hormon
                  ojcostwa) jest nie więcej niż 10% jeśli dobrze pamiętam (pusciłem dyskusje o
                  badadaniach niedawno). Podobnie pań lubiących się ostro bzykać zwanych potocznie
                  nimfomankami jest około 2%. Jakoś ta odwrotna strategia ewolucyjna nie robi
                  jakoś kariery i to jedynie margines :)

                  > - pomyśleć o tych problemach przed wejściem w stały związek i dobrać
                  > się tak, żeby on sam dawał jej pieniążki ona sama z majtek
                  > wyskakiwała

                  Najlepiej i idealnie, ale rzeczywistość jest najczęściej inna.
                  To się nazywa symbioza. W odróżnieniu od zaspokajaniu potrzeb jednej strony
                  kosztem drugiej czyli pasożytnictwa. Ale podobnie jak Milska uważam że związek
                  małżeński w dzisiejszej formie zaspokaja głownie potrzeby statystycznej kobiety
                  domu macierzyństwa bezpieczeństwa (w tym finansowego).
                  • zakletawmarmur Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 10:36

                    Masz jakieś logiczne wytłumaczenie tej strategii, w której mężczyzna
                    wiąże się z kobietą bo chce seksu a kobieta, bo chce bawić się w
                    mamusie? Bo znam logiczniejsze wytłumaczenie dlaczego tak nie jest.
                    Przykład z nimfomanką dobrze pasuje.

                    Podobnie pań lubiących się ostro bzykać zwanych potoczni
                    > e
                    > nimfomankami jest około 2%. Jakoś ta odwrotna strategia ewolucyjna
                    nie robi
                    > jakoś kariery i to jedynie margines :)

                    Nimfomankę każdy chciałby tylko bzykać. Kto chciałby inwestować swój
                    czas i pieniądze w taką kobietę? Mężczyźni WYBIERAJĄ, WYBIERALI i
                    pewnie BĘDĄ WYBIERALI związki z kobietami, które są przeciętnymi
                    kochankami nie z powodu "stałego dostępu do seksu"! Wybierają je
                    dlatego, że to z nimi bardziej opłaca się mieć dzieci! To w takie
                    kobiety opłaca się inwestować zasoby w celach przekazania genów!
                    Czyli chcą też mieć dzieci a nie tylko seks. Gdyby mężczyźni szukali
                    sobie żon z powodu seksu (tak jak sugerujesz w swoim poście) to te
                    2% nimfomanek nie mogłoby się odpędzić od mężczyzn, którzy chcieliby
                    z nimi być na stałe. A tym czasem chętnych na takie związki z
                    nimfomankami brak. Z tego co obserwuje mężczyźni takimi kobietami
                    gardzą lub im współczują. Gdyby chętnych było wielu to nimfomania
                    byłaby bardziej powszechna.

                    Swoją drogą, zobacz jak to frajersko musi wyglądać z perspektywy
                    takiej nimfomanki. Wszyscy chcą ją bzykać, ale nikt nie chce
                    zainwestować w nią swoich uczuć. Dlaczego? Tylko dlatego, że kobieta
                    na tyle potrzebuje seksu, żeby uprawiać go bez jakichkolwiek
                    oczekiwań:-)

                    > Pewnie Zakleta że się zdarzają. Panów o wysokim poziomie
                    prolaktyny (hormon
                    > ojcostwa) jest nie więcej niż 10% jeśli dobrze pamiętam (pusciłem
                    dyskusje o
                    > badadaniach niedawno).

                    Nie tylko panowie "ćwoki" z wysoką prolaktyną chcą mieć dzieci:-) Ci
                    całkiem przeciętni też. Mężczyźni nie koniecznie chcą mieć dzieci,
                    dlatego, że chcą im gruchać nad wózeczkiem lub pieluszki zmieniać. W
                    ich przypadku chodzi o pewien rodzaj nieśmiertelności, którą dają
                    dzieci. Znam takiego mężczyznę, zatwardziały przeciwnik posiadania
                    rodziny. Po pięćdziesiątce poczuł lęk przed śmiercią. Szybko znalazł
                    sobie wolną 27-latkę, rzucił starą żonę (która bardzo to przeżyła).
                    Wcale nie bawi się w dobrą mamusie, bo dziecko mu przeszkadza
                    (hałaśliwe i głupie). Maluch jest na głowie jego nowej żonki. Jemu
                    wystarcza ta świadomość, że ma potomka:-)

                    związek
                    > małżeński w dzisiejszej formie zaspokaja głownie potrzeby
                    statystycznej kobiety
                    > domu macierzyństwa bezpieczeństwa (w tym finansowego).

                    A może dla meżczyzny. Facet został zwolniony z odpowiedzialności za
                    finanse, bo żona musi zarabiać. Brakuje mu jednak tej władzy "za
                    darmo". Teraz musi włożyć w to swój wysiłek, już nie wystarcza
                    urodzić się mężczyzną, żeby rządzić. Teraz okropne kobiety oczekują,
                    że biedny facet będzie potrafił ze swoich jaj korzystać...
                    • urquhart Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 10:47
                      zakletawmarmur napisała:
                      > Nimfomankę każdy chciałby tylko bzykać. Kto chciałby inwestować swój
                      > czas i pieniądze w taką kobietę?(...) A tym czasem chętnych na takie związkiz
                      > nimfomankami brak. Z tego co obserwuje mężczyźni takimi kobietami
                      > gardzą lub im współczują. Gdyby chętnych było wielu to nimfomania
                      > byłaby bardziej powszechna.

                      Ależ oczywiście że tak! Z tego samego powodu cecha genetyczna zaangażowanego
                      ojca z wysoka prolaktyną mimo deklaracji kobiet że to ideał nie zdominował
                      męskiej populacji. Kobiety chcą ich do dzieci ale nie do seksu i nie postrzegają
                      jako atrakcyjnych i "godnych inwestycji"

                      > urodzić się mężczyzną, żeby rządzić. Teraz okropne kobiety oczekują,
                      > że biedny facet będzie potrafił ze swoich jaj korzystać...

                      Dlatego te stare teściowe takie coraz wredniejsze dla synowych które chcą czegoś
                      od ich wychuchanych synków :)


                      • zakletawmarmur Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 11:13
                        > Dlatego te stare teściowe takie coraz wredniejsze dla synowych
                        które chcą czego
                        > ś
                        > od ich wychuchanych synków :)

                        Tego kompletnie nie kumam:-)
                        Teściowa świadomie wychowująca syna, żeby był uległy swojej nowej
                        żonie a "jej" wnuki nosiły geny jakiego innego cwaniaka? Jeśli tak
                        jest, to takie teściowe szybko znikną z tego globu.

                        Wszystko wina kobiet. Ale to wy panowie jesteście władcami świata.
                        To Wy jesteście inteligentniejsi. To Wy jesteście wielkimi
                        naukowcami, politykami i artystami. Jak to jest, że jesteście od nas
                        lepsi ale tak łatwo dajecie się wychujać takim słabym, głupim
                        kobietom? Toż to nie realne.
                        • bi_chetny Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 12:00
                          zakletawmarmur napisała:
                          Jak to jest, że jesteście od nas
                          > lepsi ale tak łatwo dajecie się wychujać takim słabym, głupim
                          > kobietom? Toż to nie realne.

                          Przecież to nieprawda. na pewno nie nazwałbym kobiet głupimi i słabymi - są
                          świetne w manipulacji emocjonalnej i z reguły dostają, czego chcą.
                • uczula Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 25.11.09, 09:40
                  ja chyba sobie zmienie plec.
                  bo kurde jak slysze ze :
                  > Tak... Bo mężczyznom chodzi tylko o to, żeby bzykać a kobietom o
                  to,
                  > żeby dzieci rodzić i wychowywać.
                  ( tak wiem wiem, ze to ironia :))
                  to juz mi sie wszystkiego odechciewa

                  panowie przyjmijcie do wiadomosci prosze, ze ostatnia rzecza jaka
                  pragne (mysle, ze nie tylko ja) jest rodzenie dzieci, sprzatanie,
                  gotowanie, "pielenie gniazdka"
                  nie wiem dlaczego tak jest, ze facet to ten do wyzszych rzeczy a
                  kobieta to ta do tej calej reszty zeby sie wygodniej zylo.
                  to napewno nie jest partnerstwo.

                  echh
                  ... swojego czasu byl artykul na gazecie o zwiazkach, m.in. rowniez
                  takich, w ktorych zona "NIE osmielila" sie poprosic meza o kase na
                  pieluszki jednorazowe ...no bo to jest "jego kasa" i daje ja wg
                  swojego uznania...a ona zarabia duzo mniej i na wszystko nie
                  starcza...ta...
                  wiec przewija ICH WSPOlne dziecko w tetre...bo na to ja stac.
                  a on? no on rozwija swoje zainteresowania i w nie inwestuje...
                  swietny sposob na zycie.
                  nic tylko rece zalamac.

                  a mnie sie noz w kieszeni otwiera na takie podejscie.
              • kag73 Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 17.11.09, 19:07
                Nie zrozumialam tego, dziecko, ktorego chcielismy oboje z mezem jest
                moja potrzeba? Nie ten film czy co?
                Najbardziej smieszy mnie strach facetow, ze wyjda na frajera i nie
                doceniaja wartosci rodziny i tego co maja. Przykre to i smieszne. Skoro
                tego nie chca niech sie nie wiaza i zyja samemu, po co te szopki.
                Nie wiem tez o jakich przywilejach dla kobiet mowisz, bo u polskich
                kobiet jakos ich nie widze, wrecz przeciwnie. Nie jest latwo byc
                kobieta w Polsce a mowie to, bo mam porownanie z innymi krajami. Male
                wyjatki moga w ogole mowic o partnerskim zwiazku, to moja obserwacja.
                Moze i zdarzaja sie kobiety, ktore chca tylko wykorzystac faceta, ale
                nie sadze, zeby byla to wiekszosc.
              • aandzia43 Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 17.11.09, 20:24
                > Najlepiej swoje potrzeby (dziecko) nazywać "wspólnymi obowiazkami" a jego potrz
                > eby "egoistycznymi zachciankami" i jak sobie frajer da wmówić to miękkie gniazd
                > ko uwite. Tylko trzeba uważać żeby nie przesadzić z frustrowaniem by nie uciekł
                > . Do innej jeśli duchem silniejszy albo w inną rzeczywistość jeśli duchem słabs
                > zy (alkohol)

                Już po raz nie weim który piszesz, że dziecko jest potrzebą tylko kobiecą.
                Oczywista bzdura. Chłopy też chcą miec dzieciaczki proszę pana. Ino inaczej im
                się to objawia i zazwyczaj później. Kwiczą niejednokrotnie z zachwytu, jak już
                ktoś (kobieta) zakręci się, namówi, postanowi. A jak mają pięćdziesiąt lat to
                dziękują babie i opatrzności, że postanowiły nieco za nich. Bo zazwczyaj z tym
                ich lękiem przed rodzicielstwem jak z oporem dziewicy: chciałabym, a boję się.
                Niejeden potem co prawda w trudnych chwilach skarży się przy piwie, że "on to by
                inaczej pograł, ale tak się złożyło i już", ale i kobiety między sobą dzielą się
                wątpliwościami odnośnie sensu rozmnażania się czy wiązania się z tym czy owym.
                Nie ma co wyciągać z tego gadania daleko idących wniosków.
                Wiesz, ja nigdy nie byłam kobietą z jakimś szczególnie silnym parciem na rozpłód
                i spokojnie mogę zrozumieć chłopa, co ma podobnie jak ja. Ale ty masz chyba
                jakąś traumę związaną z tym "przymuszaniem chłopa do rodzicielstwa".
                Wyolbrzymiasz problem i węszysz go tam, gdzie niekoniecznie on w ogóle jest.
                • zakletawmarmur Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 17.11.09, 21:06

                  Tylko zwróć uwagę, że cygańskie dziewczynki szybciej dojrzewają i
                  społecznie i fizycznie. Inne są względem nich oczekiwania społeczne
                  niż na naszych dzieciach. No i cyganki wychodzą za mąż też za
                  gówniarzy. Trudno karać 15 latka, że bzykał 14-latkę. Dla mnie to
                  istotna różnica w jakich warunkach dziecko dorasta. Nie możemy
                  porównywać plemion afrykańskich do cywilizacji europejskiej. Nawet
                  jak nie zgadzamy się z tymi normami to nie możemy oczekiwać od
                  dziecka, że będzie na siebie brało ciężar odpowiedzialności.

                  Nie mam nic do sytuacji gdy dziewczynka w jej wieku idzie do łóżka z
                  prawie rówieśnikiem. On nie ma nad nią takiej przewagi, oboje są na
                  podobnym poziomie. Seks dojrzałego mężczyzny i dziecka to już dla
                  mnie inna bajka. Dodatkowo z alkoholem w tle. Taki facet może użyć
                  swojej przewagi, żeby namówić dziecko do zrobienia czegoś na co ono
                  nie miało ochoty, co będzie nadmiernie obciążające psychicznie.

                  Kompletnie nie wiem jakbym się zachowała na miejscu tej matki ale
                  domyślam się, że na miejscu tej dziewczynki taki seks skończyłby się
                  dla mnie traumą.

                  Jeśli chodzi o temat "ludzi i nadludzi", to uważam, że facet
                  powinien za to odpowiadać jak zwykły Kowalski.
                  • zakletawmarmur Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 17.11.09, 21:07
                    I znowu w złym okienku mi sie napisało:-) Ależ jestem roztrzepana.
                • urquhart Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 09:11
                  aandzia43 napisała:
                  > ktoś (kobieta) zakręci się, namówi, postanowi. A jak mają pięćdziesiąt lat to
                  > dziękują babie i opatrzności, że postanowiły nieco za nich. Bo zazwczyaj z tym
                  > ich lękiem przed rodzicielstwem jak z oporem dziewicy: chciałabym, a boję się.

                  Dobrze to ujęłaś. Dlatego przez ostatnie paresetlat uwazano (w wielu kulturach
                  nieżalenie) za rozsądne związki gdzie miedzy mężczyzna który sie wyszaleje a
                  kobieta jest 20, 30 lat różnicy, z zwiazki równoletnie za fanaberie i
                  romantyczną niedorzeczność. To by sie zgadzało że 50 latek jest w stanie
                  docenić że mu 20 latka narodzi dzieci :)

                  Tylko z kim się ma za młodu wyszaleć ten mężczyzna wcześniej ??? :)
                  • zakletawmarmur Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 10:46

                    > Tylko z kim się ma za młodu wyszaleć ten mężczyzna wcześniej ??? :)

                    Kiedyś robili to z prostytutkami. Teraz panowie mają jednak
                    niedorzeczne oczekiwania, że kobieta będzie poświęcać swoje potrzeby
                    posiadania rodziny i w dodatku, będzie to robić za darmo:-)

                    > Dobrze to ujęłaś. Dlatego przez ostatnie paresetlat uwazano (w
                    wielu kulturach
                    > nieżalenie) za rozsądne związki gdzie miedzy mężczyzna który sie
                    wyszaleje a
                    > kobieta jest 20, 30 lat różnicy, z zwiazki równoletnie za
                    fanaberie i
                    > romantyczną niedorzeczność. To by sie zgadzało że 50 latek jest w
                    stanie
                    > docenić że mu 20 latka narodzi dzieci :)

                    A kto wam broni? Zacznijcie masowo wiązać się po 50-siątce z
                    dwudziestolatkami to nikt wam nie podskoczy:-) No ale w tym wypadku
                    musielibyście przez te 50-lat coś w życiu osiągnąć, bo trudno byłoby
                    wymagać od takiej 20-latki, że se za wakacje sama płacić będzie
                    musiała:-) Wychodzi więc na to, że to wszystko wina waszego
                    lenistwa. Przyjemności mieć chcecie ale odpowiedzialność finansowa
                    już wam się nie podoba...
                    • urquhart Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 10:49
                      zakletawmarmur napisała:
                      >A kto wam broni? Zacznijcie masowo wiązać się po 50-siątce z
                      > dwudziestolatkami to nikt wam nie podskoczy:-) No ale w tym wypadku
                      > musielibyście przez te 50-lat coś w życiu osiągnąć, bo trudno byłoby
                      > wymagać od takiej 20-latki, że se za wakacje sama płacić będzie
                      > musiała:-) Wychodzi więc na to, że to wszystko wina waszego
                      > lenistwa. Przyjemności mieć chcecie ale odpowiedzialność finansowa
                      > już wam się nie podoba...

                      Marcinkiewicz na przykład to zauważył. :)
                      • zakletawmarmur Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 11:02
                        Czyli jednak można:-)

                        Marcinkiewicz ma już 50 a ta jego luba 20? Wyglądają na góra 10
                        różnicy...
                        • urquhart Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 11:39
                          zakletawmarmur napisała:
                          > Marcinkiewicz ma już 50 a ta jego luba 20? Wyglądają na góra 10
                          > różnicy...

                          W jak wygląda jego żona równolatka?
                          www.se.pl/wydarzenia/marcinkiewicza-love-story/musze-dac-sobie-rade-bez-niego_87305.html
                          • zakletawmarmur Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 13:54
                            A widzisz...
                            Gdyby eks żonka była cwańsza, wyciągała pieniążki na liftingi i
                            poprawianie wyglądu, zamiast "motywować męża do działania" to teraz
                            nie musiałaby patrzeć jak chłop te pieniądze wydaje na młodszą:-)
                            • urquhart Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 14:04
                              zakletawmarmur napisała:
                              > A widzisz...
                              > Gdyby eks żonka była cwańsza, wyciągała pieniążki na liftingi i
                              > poprawianie wyglądu, zamiast "motywować męża do działania" to teraz
                              > nie musiałaby patrzeć jak chłop te pieniądze wydaje na młodszą:-)

                              To twoja interpretacja.
                              Moja jest taka że realizowała że dał się wkręcić w marzenia żony o ciepłym
                              gniazdku rodzince i dzieciach, sfrustrowany i wiecznie smutną miną odbijał sobie
                              w życiu społecznym i polityce, nagle wyrwał się spod skrzydeł i zobaczył że
                              można żyć innym swoim życiem i realizować własne marzenia :)
                              • zakletawmarmur Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 15:01

                                To poczytaj co kiedyś o swojej żonie mówił:-) Kobieta może być
                                najlepszą żoną na świecie ale i tak się kiedyś zestarzeje i przegra
                                walkę z konkurencją.
                                Twoje interpretacje są bardzo monotematyczne. Jak na żonę heterę bo
                                dawała mu bardzo dużo wolności:-)
                                • kag73 Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 15:05
                                  "Kobieta może być najlepszą żoną na świecie ale i tak się kiedyś
                                  zestarzeje i przegra walkę z konkurencją."

                                  Ty to mowisz na serio? Przeciez starzeja sie razem, oboje. Zalezy
                                  pewnie jakim sa malzenstwem. Znam mezczyzn, ktorzy nowia "cos lepszego
                                  juz sie raczej nie przydarzy, wiem co mam, gdzie moje miejsce"
                                  • zakletawmarmur Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 15:20

                                    A czy Ci panowie mają kasę i karierę? Jak wielką mają też potrzebę
                                    bliskości?
                                    Nie twierdzę, że wszyscy porzucą swoje żony po 40-tce. Jednak lepiej
                                    być na to gotowym i zamiast skupiać się na wspieraniu męża,
                                    powspierać siebie. Finansowo też:-)
                                    • kag73 Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 15:37
                                      zakletawmarmur napisała:

                                      >
                                      > A czy Ci panowie mają kasę i karierę? Jak wielką mają też potrzebę
                                      > bliskości?
                                      > Nie twierdzę, że wszyscy porzucą swoje żony po 40-tce. Jednak lepiej
                                      > być na to gotowym i zamiast skupiać się na wspieraniu męża,
                                      > powspierać siebie. Finansowo też:-)

                                      Owszem maja kase i kariere.
                                      Ale jasne to tez moja dewiza, jakby co... na siebie i na dziecko
                                      zarobie.
                                      I licze sie z tym, ze w zyciu wszystko moze sie zdarzyc.
                              • kag73 Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 15:03
                                Urquhart, mam nieodparte wrazenie, ze musialo spotkac Cie w zyciu cos
                                badzo strasznego. Moze ozeniles sie/byles w zwiazku z niewlasciwa
                                kobieta, ktora bardzo Cie skrzywdzila, wykorzystywala finansowo i nie
                                tylko. Moze cos w zyciu przegapiles, zrobiles wbrew wlasnej woli.
                                Uwierz mi, sa mezczyzni, ktorzy wysmienicie czuja sie w roli meza i
                                ojca a do tego realizuja swoje marzenia. Ze ktos sie ozenil i ma dzieci
                                nie znaczy jeszcze, ze jest martwy.
                                Niemniej jednak moge wyobrazic sobie, ze ktos tak wlasnie mysli, jezeli
                                mial jedyna kobiete, z ktora ozenil sie majac lat 20, potem szybko
                                dzieci, oszczedzanie na dom, pogon za pieniadzem...moze to o to chodzi.
                                • urquhart Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 15:26
                                  kag73 napisała:
                                  > Uwierz mi, sa mezczyzni, ktorzy wysmienicie czuja sie w roli meza i
                                  > ojca a do tego realizuja swoje marzenia. Ze ktos sie ozenil i ma dzieci
                                  > nie znaczy jeszcze, ze jest martwy.

                                  To przecież ja, na forum jedynie wyraża swoje emocje moje alter-ego :)
                              • aandzia43 Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 15:50
                                > Moja jest taka że realizowała że dał się wkręcić w marzenia żony o
                                ciepłym
                                > gniazdku rodzince i dzieciach, sfrustrowany i wiecznie smutną miną
                                odbijał sobi
                                > e
                                > w życiu społecznym i polityce, nagle wyrwał się spod skrzydeł i
                                zobaczył że
                                > można żyć innym swoim życiem i realizować własne marzenia :)


                                He, he, prawicowiec-kościołowiec biedaczyna został wkręcony w to, co
                                sam opiewa na każdym kroku, zapluwa się wręcz piejąc o wartościach
                                rodzinnych i innych takich bzdetach? No, no, straaaszszszneeee...
                                Sam sobie powróz na szyję ukręcił? A dobrze mu tak, chce mi się
                                zakrzyknąć z satysfakcją;-/Trzeba było nie wskakiwac z taką nadętą,
                                pełną komunałów gębą w grajdoł płodzenia bachorów bez gumek i
                                tabletek zaraz po dwudziestce. I nei szukać zimnej dziewicy na żonę
                                i nie robić jej dzieci bez wytchnienia. I tak dalej...
                                To niekoniecznie o Kaziu i małżonce nr 1:-). To bardziej o pułapkach
                                postawy, nazwijny to, "tradycyjnej". I przyznasz chyba, że tu znowu
                                to kobieta ma w plecy (stara żona).

                                Ja tam nic nie będę sugerować i intepretować, bo nic nie wiem na
                                temat państwa Marcinkiewiczów. Stara żona podoba mi się z urody
                                (widziałam tylko zdjęcia), nie wygląda moim zdaniem źle, ma fajną
                                figurkę. Poza tym ma klasę i myślące, mądre oczy. Nowa żona ma
                                puste, kurze spojrzenie i potwornie pospolita. Ale rozumiem, ze to
                                nia ma znaczenia dla starego M. Nie mój biznes. Dla porządku dodam,
                                że ne jadę po nowej żonie, bo ja jestem stara a ona młoda. Po prostu
                                ta młoda dama, w przeciwieństwie do mnóstwa innych młodych dam, nei
                                wzbudza mojego entuzjazmu.
                                • urquhart Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 15:57
                                  Kazio to świnia.
                                  Zamiast jak sw Augustyn wyszaleć się ruchać wszystko jak leci a potem jak już
                                  kuśka nie staje zacząć prawic morały, odwrócił kolej rzeczy i zaczął od
                                  prawienia morałów :)
                                  • aandzia43 Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 16:06
                                    urquhart napisał:

                                    > Kazio to świnia.
                                    > Zamiast jak sw Augustyn wyszaleć się ruchać wszystko jak leci a
                                    potem jak już
                                    > kuśka nie staje zacząć prawic morały, odwrócił kolej rzeczy i
                                    zaczął od
                                    > prawienia morałów :)


                                    He, he, biedaczyna;-) Za bardzo za młodu przejął się ględzeniem
                                    zżeranych wyrzutami sumienia i lękiem przed mściwym Bogiem Ojcem
                                    pierników. Tym sposobem nei został czcigodnym starcem, tylko starym
                                    rozpustnikiem. Źle się ustawił, zaiste.
                                    Cały czas oczywiście mówimy o hipotetycznym konserwatyście, któremu
                                    na stare lata odwala. Z Kaziem niekoniecznie tak być musiało.
                                    • urquhart Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 16:12
                                      aandzia43 napisała:
                                      > Tym sposobem nei został czcigodnym starcem, tylko starym
                                      > rozpustnikiem. Źle się ustawił, zaiste.

                                      Toś to dobrze ujęła! :)
                  • aandzia43 Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 11:04
                    To by sie zgadzało że 50 latek jest w stanie
                    > docenić że mu 20 latka narodzi dzieci :)


                    Docenic jest w stanie i trzydziestolatek. Całe stada takich chodza
                    po swiecie. Inni faktycznie dojrzewaja dopiero do wnuków. A
                    niekrórzy wcale.
                    Co do tych niedgysiejszych zwiazków młódek ze starcami, to nie
                    podniecałabym sie tak ostro. Wiekszosc ludzi zawsze mnozyła sie
                    jednak w parach wzlednie równych wiekiem. Jeśli facet dożywał w
                    dobrym zdrowiu późnego wieku, to był to samiec alfa. Robol zdychał w
                    chorób i wycieńczenia ciężką robotą w młodym wieku rozmnożywszy się
                    uprzednio z równolatką. Samiec alfa (z warstw zamożnych) w późnym
                    wieku brał sobie za żonę młódkę, bo po pierwsze w ogóle jeszcze żył,
                    a podrugie miał zdrowie i siły, by z niej korzystać. I trzeba dodac,
                    ze była to zazwyczaj jego któraś z kolei zona (jesli miał to
                    szczescie, ze mu stara zmarła wczesniej przy porodzie, a nie
                    natretnie zyla i zmuszla do bzykania młódek tylko na boku;-). Poza
                    tym dobrze jednak, ze za duzo tych staruchów jednak sie rozmnazało,
                    bo ryzyko mutacji w komórkach rozrodczych rosnie z wiekiem i ja bym
                    do takich starych plemników podchodziła z nieufnoscia.

                    > Tylko z kim się ma za młodu wyszaleć ten mężczyzna wcześniej ??? :)


                    Ze swoja kobieta. Teraz dziewczyny nie chca sie rozmnazac zaraz po
                    dwudziestce. Można z nimi szaleć do trzydziestki spokojnie. A
                    trzydziestoleni normalny facet zazwyczaj też jest już przychylnie
                    nastawiony do prokreacji.
                    • urquhart Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 18.11.09, 11:33
                      aandzia43 napisała:
                      > uprzednio z równolatką. Samiec alfa (z warstw zamożnych) w późnym
                      > wieku brał sobie za żonę młódkę, bo po pierwsze w ogóle jeszcze żył,
                      > a podrugie miał zdrowie i siły, by z niej korzystać. I trzeba dodac,

                      Fakt. Ale piewcy gorących uczyć do dzieci to właśnie stare dziady. Młodsi
                      skupiają się na romantycznych przeżyciach miłosnych.

                      > Ze swoja kobieta. Teraz dziewczyny nie chca sie rozmnazac zaraz po
                      > dwudziestce. Można z nimi szaleć do trzydziestki spokojnie. A
                      > trzydziestoleni normalny facet zazwyczaj też jest już przychylnie
                      > nastawiony do prokreacji.

                      To dopiero niedawny trend. W Polsce wreszcie średnia wieku urodzenia PIERWSZEGO
                      dziecka przesunęła się w ostatnich latach z 20 na 25,8 w 2007, w krajach starej
                      unii to grubo po 30tce i w niektórych 36 lat
              • anais_nin666 Re: kobiety-nosmy-je-na-rekach 23.11.09, 18:14
                urquhart napisał: Mężczyzna i kobieta inaczej traktują dom i feminy żądają oceny zangażowania z punktu widzenia zaspakajania SWOICH potrzeb. Znani mi samotni faceci też rozsiadają się na kanapie a nie wkręcają w porządki domowe. I maja "nieco" brudniej co im nie przeszkadza :)

                No cóż. Kompletnie nie masz racji. Kwestia czystości to nie kwestia płci, to kwestia upodobań konkretnych ludzi. "Syfiarzy" znajdziesz tyle samo wśród kobiet co i mężczyzn. Czystość się lubi i o nią dba lub nie. I znajdziesz na to przykładów tyle samo wśród obu płci.
                Dbanie o dom w stopniu zbyt dużym to często wynik jakiegoś natręctwa, nerwicy. To się leczy.
                Feministki mówią o podziale obowiązków. I słusznie. O dom dbamy wspólnie, bo wspólnie w nim mieszkamy, a kobieta ze swej natury sprzątaczką ani kucharką nie jest, więc naturalnym jest, że się buntuje, gdy nagle ma robić za przynieś, podaj, pozamiataj.
                Naturalnie sprawa ma się inaczej, gdy kobieta nie pracuje zawodowo zajmuje się "tylko" domem, wówczas jest oczywistym, że większość obowiązków spada na nią.
            • zakletawmarmur Re: kasa i faceci 17.11.09, 19:04

              Ja wcale nie chcę równouprawnienia:-) Równouprawnienie kojarzy mi
              się z ujednoliceniem. Taka jedna ramka dla wszystkich. Chciałabym
              przede wszystkim WOLNOŚCI i tolerancji. Gdyby do tego dołożyć
              jeszcze szczerość to byłoby idealnie.
              • uczula Re: kasa i faceci 25.11.09, 09:54
                zakletawmarmur napisała:

                >
                > Ja wcale nie chcę równouprawnienia:-) Równouprawnienie kojarzy mi
                > się z ujednoliceniem. Taka jedna ramka dla wszystkich. Chciałabym
                > przede wszystkim WOLNOŚCI i tolerancji. Gdyby do tego dołożyć
                > jeszcze szczerość to byłoby idealnie.


                i jak zawsze na koniec w takich dyskusjach sie z toba zgadzam.
                pieknie podsumowujesz to co ja czasem nie dokonca potrafie napisac :)
                o! dzieki ci
                o! zakleta :)

                ale wiesz tak po prawdzie myślę, ze to o czym marzymy, co na pewno nie jest równouprawnieniem jest tylko mrzonka nie do spełnienia...

                ps. myślę, ze tak naprawdę równouprawnienie zostało wykorzystane. Tak
                jak i kobiety zostały wykorzystane...
        • zakletawmarmur Re: kasa i faceci 17.11.09, 18:26

          Ja wychodzę z założenia, że ludzie mają prawo mieć takie wymagania
          jakie chcą mieć nawet jeśli komuś wydają się niepolityczne:-) W
          związkach jestem zwolenniczką demokracji czyli "każdemu według
          potrzeb" a nie komunizmu "każdemu tyle samo".
          Kobieta (jak i mężczyzna) ma prawo wymagać tego, że druga strona
          będzie rozpieszczać ją (jego) finansowo. Nawet jeśli Tobie wydaje Ci
          się to niesprawiedliwe. Gdyby sytuacja była odwrotna to napisałabym
          to samo.

          Problem jest wtedy, gdy ludzie źle się dobiorą pod tym względem.
          Wtedy ktoś musi iść na ustępstwo, żeby utrzymać związek. Zanim
          pójdzie się na ustępstwo/kompromis trzeba się zastanowić:

          1. Jakie są nasze potrzeby względem partnera.
          2. Jakie są możliwości partnera, żeby zaspakajać nasze potrzeby.
          Jako "możliwości" uwzględniam też jego prywatne preferencje.

          Jeśli te dwa punkty nie są dalece odległe od siebie, to związek
          zawsze dla jednej ze stron będzie poświęceniem. Może z czasem się to
          zmieni ale lepiej od razu nastawić sie na to, że partner/partnerka
          pozostanie taki jaki był. Nie ważne czy chodzi o pieniądze, o seks,
          czy podejście do wychowania dzieci.

          Odniosłam wrażenie, że ten pan ma jakiś problem z podejściem do
          pieniędzy. Może to jakiś lęk przed tym, że wyjdzie na frajera? Może
          facet ma problemy z odpowiedzialnością za kogoś więcej niż on sam?
          Może podejście "po co miałbym o nią zadbać, skoro i tak przy mnie
          będzie a pieniądze mogę wydawać tylko na siebie"? Nie twierdzę, że
          na pewno dotyczy to faceta autorki wątku. Watro jednak zastanowić
          się nad powodem jego postępowania i jak ten powód będzie rzutował na
          ich dalsze życie. Jeśli facet uważa, że partnerka nie jest
          wystarczającym wyzwaniem, żeby o nią dbać to można to szybko
          zmienić:-) Jeśli to jest kwestia odpowiedzialności to może to odbić
          się w przyszłości, kiedy facet zamiast na pieluszki dla dziecka
          będzie wolał kupić sobie nowy kij do golfa. Lepiej sobie to
          przemyśleć zawczasu, żeby chociaż mieć świadomość na co się porywamy.

          > kazdy. a wtore co u licha znaczy poczuc sie kobieta? ze wszystko
          jest
          > za free? ze on robi wszystko za mnie a ja leze pachne?

          Co jest w tym fajne? Tak fajnie jest sie poczuć taką rozpieszczana
          księżniczka, która o nic nie musi się martwić bo jej silny mężczyzna
          sie wszystkim zajmie. Ja widzę w tym taki element demonstracji siły.
          Mówi "potrafię zadbać o swoją kobietę" nawet jeśli to tylko tydzień
          wakacji.
          Ma to sens ale pod warunkiem, że facet faktycznie nic nie oczekuje w
          zamian. W związku, gdzie kobieta nie chce sie z facetem bzykać a on
          funduje jej wczasy bo chce się wreszcie dobrać do jej tyłka to efekt
          będzie odwrotny.
    • avide Re: kasa i faceci 17.11.09, 17:54
      Truskaweczko.

      Mój stosunek do pieniędzy jest taki, że łatwo przyszło łatwo poszło.
      Uwielbiam wydawać pieniądze na swoja kobietę. Jest to z mojej strony swego rodzaju egoizm. Po prostu jak kupie jej coś fajnego, zrobię jakąś niespodziankę itp. mam z tego taka dziką radochę że moje ego skacze do góry jak ciśnienie po kawie ;-)). Kiedyś zdarzyło mi się wysłać bukiet kwiatów na drugi koniec Europy, wiedząc, że w zamian będzie jedynie (aż ? ;-) ) radość, uśmiech i ogromne zaskoczenie. Po prostu uwielbiam ten stan.
      Za całą resztę zapłacisz karta mastercard ;-)).

      Lubie zatem trwonić kasę na kobietę koniec i kropka. Nie mniej, gdyby moja luba, powiedziała mi tak jak TY, (chcę się poczuć ble, ble ,ble - czytaj kapryśna królewna nagle przemówiła - sorki ale tak to odbieram, nawet jeżeli jest inaczej) w ramach spełnienia jej zachcianki, zabrałbym ją co najwyżej do parku na spacer wmawiając dyrdymały o romantyzmie takowych doznań. ;-))))).

      Nie cierpię być do czegokolwiek zmuszany. A takie, "Franek, chce się poczuć wyjątkowo, zrób coś, za-sponsoruj coś... " To istna płachta na byka.
      Tak więc zmień formę przekazu i daj mu się zaskoczyć. Jeżeli przez najbliższe pół roku nie wpadnie na żaden gest, powiedz mu wprost że oczekujesz iż co jakiś czas zaskoczy cię jakimś gestem. Na pytanie dlaczego, po co, powiesz mu że wtedy czujesz się kobieco. No chyba że woli by ktoś inny cie adorował.

      Tyle odpowiedzi bezpośredniej.

      A teraz tak trochę BTW.
      Niestety efektem ubocznym wszelkiego rodzaju równouprawnień jest zacieranie się naturalnych podziałów miedzy ludzkich, które często są silnymi, głęboko zakorzenionymi afrodyzjakami. Osobiście uważam że to takie wręcz stopniowe kastrowanie własnego związku.

      W domu preferuję model w którym kasa ląduje na wspólnym koncie oraz każde ma pewną wydzieloną kwotę na własne potrzeby. Gdy chce
      zrobić prezent niespodziankę żonie tak by nic o tym nie wiedziała robię to z "własnej" kasy. Natomiast rachunki, życie itd. idzie z jednego konta i nie ma wydzielania kto kiedy co ma do lodówki kupić. Kosztowniejsze wydatki, fakt, są zazwyczaj konsultowane. Rokefeler nie jestem. Nie mniej da się z tym żyć. I zaskakiwać da się. TZREBA TYLKO CHCIEĆ I NIE BYĆ SKNERĄ. A z tym wielu ma problem. Są ludzie którzy lubią kasę po prostu mieć. Cieszy ich ona jak blaszka murzyna ;-). A tak naprawdę pieniądze są tylko środkiem do uszczęśliwiania siebie i innych. Trzeba jednak umieć z nich korzystać.

      Przemyśl Truskawko czy warto być taką niezależna w oczach partnera. Czasami pośrednio to się zwyczajnie nie opłaca. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzi podświadome instynkty nad którymi nie mamy władzy. Z jednej strony czujesz się wolna i niezależna, z drugiej pragniesz takiej troski ze strony partnera. Chcesz poczuć się kobietką u boku silnego męskiego faceta. Tyle że ten facet, widzi w Tobie bardziej kumpla niż ową istotę o którą trzeba zadbać. Poniekąd na własne Twoje życzenie.
      Takie trochę mięć ciastko i zjeść ciastko.
      No ale to chyba symbol naszych czasów.
      Pzdr.
      • kag73 Re: kasa i faceci 17.11.09, 18:52
        Bardzo dobrze to ujales, avide, o to mi mniej wiecej chodzilo.
        Ja uwazam, ze jezeli ludzie sa "rozsadni", moga miec partnerski zwiazek
        nie rezygnujac z gry miedzy plciami. I owszem sama czasem udaje "slaba
        kobietke", zeby maz poczul sie mesko i potrzebny. Jak by przyszlo co do
        czego, poradze sobie ze wszystkim sama, ale poki co...
        Niemniej jednak niech kazdy zyje jak chce. Ludzie miewaja rozne
        priorytety, najwazniejsze, zeby byli szczesliwi.
        • bi_chetny Re: kasa i faceci 18.11.09, 12:04
          avide napisał dokładnie to samo, co ja wcześniej, tylko w innych słowach :)
    • lilyrush Re: kasa i faceci 18.11.09, 12:39
      Eh ja to chyba głownie w nierównych finansowo związkach sie dotąd obracałam.
      Mój oficjalny eks zawsze zarabiał mnie ode mnie. Od 1/4 do 2/3. Ale to i tak
      były zarobki takie, ze spokojnie każde z nas dawało wspólnie tyle samo kasy na
      życie a dodatki sie uzgadniało. Typu jak chciałam jechać na wakacje i
      chciałam,żeby jechał ze mną a nie miał to dopłacałam. Poza tym na przykład on
      kupił mieszkanie na swój kredyt, ale juz ja je wykończyłam i wyposażyłam, bo
      jemu nic nie zostawało. Oczywiście nie było nawet jakiejkolwiek rozmowy o
      wychowawczym o zostawaniu z dzieckiem, bo wtedy nie starczyłoby jego pensji na
      życie. Układ funkcjonował całkiem dobrze dopóki nie wpadł na pomysł, ze ja wezme
      kredyt i kupię jemu samochód. Ale to tez juz był okres rozwodowy.
      a potem fundnęłam sobie związek z zupełnym odwróceniem ról- ja zarabiająca jak
      na PL przyzwoicie, ale z kredytem na mieszkanie, długami po rozwodzie i samotna
      matka. I on, zarabiający kupę kasy w Stanach. Bardzo szybko sie okazało, ze mnie
      finansowo na związek z nim nie stać. I szybko to otwarcie powiedziałam. Nie
      kupie sobie biletu do Stanów czy innego miejsca, żeby się z nim spotkać bo muszę
      zapłacić rachunki i wykarmić dziecko i siebie. Zasadniczo rozumiał, choć
      zdarzyła mu sie akcja, ze kupił mi bilet na samolot do Paryża w jedna stronę.
      Bo podobno powrotny tani i on chce poczuć, ze mi na tym związku tez zależy. To
      był pierwszy sygnał, ze coś jest nie tak. Bo ja postawiłam prawe jasno- nie stać
      mnie i w związku z tym nie lecę, zwłaszcza, ze on przylatywał za tydzień. To był
      taki moment, w którym sie prawie rozstaliśmy właśnie z powodu kasy. Nie oczekuje
      normalnie, ze facet będzie za mnie płacił i mnie utrzymywał, jak mam fizyczna
      możliwość zrobienia tego sama. A w tym przypadku nie miałam.
      Ostatecznie chwilowo on uznał, ze jestem ważniejsza niż kasa na koncie, wiec
      wyjechałam do niego do Stanów. nie mogę narzekać na niedożywienie czy
      niezapewnienie podstawowych potrzeb, ale tez ogólnie sposób w jaki to się działo
      sprawił, ze nawet jeśli dostałam coś extra to miałam od tego totalny odrzut i
      nie miałam ochoty sie nawet z koleżanka na kawę umówić. Ogólnie wytrzymałam,
      dodając inne powody, 7 m-cy.
      I wiem doskonale, ze nigdy więcej. Potrzebuje mojej kasy i mojej niezależności.
      Ale tez faceta, który zrozumie, ze jeśli on więcej zarabia a oczekuje, ze będę z
      nim żyła razem na równym poziomie (czyli na przykład wspólne wyjazdy) to czasami
      będzie musiał dopłacić. Albo zrezygnować z danej aktywności. W imię właśnie
      bycia razem. W drugą stronę działa to dokładnie tak samo.

      Pytanie czy Ty masz pieniądze na ten wyjazd tylko nie chcesz za siebie zapłacić
      czy w tej chwili ich nie masz. Bo jeśli masz i zawsze płaciłaś za siebie to
      zrozumiałe, ze sie facet czuje skołowany lekko. Przegadajcie zasady
      finansowania, żeby takie rzeczy były jasne.
      A swoja droga to jest dla Ciebie sposób żeby poczuć sie kobieta?
    • anais_nin666 Re: kasa i faceci 23.11.09, 18:04
      Truskawka...
      Myślę, że problemem Twojego faceta jest zwykłe skąpstwo i silne przywiązanie do własnych pieniędzy.
      A najfajniej to zatuszować mówiąc o partnerstwie;) Przecież wprost Ci nie powie "sorry kochanie, ale szkoda mi pieniędzy na wakacje dla Ciebie".
      Na urodziny też nic Ci nie kupuje? Bo musiałby wydać pieniądze ze swego konta?
      W lokalu każde płaci za siebie?
Pełna wersja