historia jakich wiele...

19.11.09, 10:15
partnerstwo.onet.pl/1585272,4704,1,artykul.html
artykuł zwrócił moją uwagę, bo znam podobne małżeństwo, z tym że u nich [z
tego co wiem] jeszcze zdrada nie nastąpiła.
    • blackglass Re: historia jakich wiele... 19.11.09, 10:36
      bi_chetny napisał:
      partnerstwo.onet.pl/1585272,4704,1,artykul.html


      Biedny skrzywdzony chłopiec ostawiony na boczny tor.
      • urquhart Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść 19.11.09, 11:53
        blackglass napisała:
        > Biedny skrzywdzony chłopiec ostawiony na boczny tor.

        taki komentarz potwierdza podsumowujące artykuł słowa Superniani o polskich
        rodzinach w tej kwestii:

        Rolę męża w tego rodzaju związkach Zawadzka podsumowała zdaniem: „Murzyn zrobił
        swoje, murzyn może odejść.”
    • possessive Re: historia jakich wiele... 19.11.09, 11:41
      Nie potrafią sobie poradzić z faktem że mają dziecko, co za dramat
      rzeczywiście. Dopiero Pani Zawadzka musi przyjść i wytłumaczyć
      łopatologicznie jak sobie zorganizować czas przy dziecku, ci ludzie
      są po prostu śmieszni. Cierpiący tatusiowie-niedojdy uciekający do
      kochanek, mamuśki urabiające sobie ręce po łokcie bo jedno dziecko
      urodziły, nie mają na nic czasu i z niczym sobie nie potrafią
      poradzić. Toż to woła o pomstę do nieba. Dzieci nie mogą mieć dzieci.
      • kag73 Re: historia jakich wiele... 19.11.09, 12:25
        Nie mozna przesadzac w zadna strone. Kazdy normalny rozsadny facet
        (kobieta zreszta tez) wie, ze zwlaszcza na pocztku, dzieciak staje na
        pierwszym miejscu. Sila rzeczy, inaczej sie nie da po prostu, zanim
        pomyslisz o sobie albo o mezu, musisz o dziecku, bo sie drze, bo chce
        jesc, bo trzba ponosic, utulic, spac polozyc.
        Niemniej jednak nie mozna zapomniec, ze jest sie para. W tej historii
        nawet jezeli kobieta brala do lozka dziecko, nie rozumiem czemu nie
        bylo w nim miejsca dla faceta, 180cm szerokosci, sama mam takie lozko,
        bajka, tyle miejsca. Wydaje mi sie, ze problemem tutaj w tej historii
        byla przesadna troska i fiksacja kobiety na dziecko ze wzgledu na
        smierc pierwszego synka. Dzieciak wyczekany, strach, ze bedzie cos nie
        tak, ze mozna i to dziecko stracic.
        Pogubili sie, zwlaszcz ona i dobrej komunikacji pewnie tez zabraklo.
      • lilyrush Re: historia jakich wiele... 19.11.09, 12:29
        no niestety nawet niektórym najbardziej zorganizowanym i rozgarniętym kobietom
        przysłowiowa kaszka mózg zalewa po dziecku. I to nie jest kwestia
        nieumiejętności zorganizowania sobie tego życie inaczej i normalnie. Te kobiety
        zwyczajnie uważają, ze tak jak robią (patrz bohaterka artykułu) jest dobrze. I
        to jest ta prawidłowa postawa jeszcze potęgowana przez opinie społeczna i media
        mimo wypowiedzi Zawadzkiej. Weźmy choćby niedawny artykuł o macierzyństwie 3
        aktorek i ich podejściu (W twoim Stylu)- najpierw plany, ze jak najszybciej
        wrócić do pracy po porodzie a potem akcje odwlekania i siedzenia w domu, bo nie
        wyobrażają sobie dziecka zostawić. i wychodzi na to, ze jak sie to dziecko
        zostawia to się jest zupełnie nienormalna i wyrodna matka.
        Tatuś może sobie mówic-co najwyżej usłyszy, ze jest męską świnia i tylko d... mu
        w głowie
        • kag73 Re: historia jakich wiele... 19.11.09, 12:36
          Jest roznica miedzy niechecia zostawienia dziecka na 10 godzin z obca
          niania a kompletna fiksacja na dziecko i odstawka meza w kat.
          Ja nie chcialam zostawic dziecka, nie bo balam sie byc wyrodna matka,
          tylko nie potrafilam, po prostu to ja chcialam sie nim zajmowac i je
          wychowywac. Niemniej jednak nie przestalam byc zona i kochanka.
          Wszystko jest do zrobienia i praca czy tez bycie w domu z dzieckiem nie
          ma tu nic do rzeczy.
          Moze to kwestia hormonow u niektorych kobiet, moze
          przepracowanie/zmeczenie, moze postawa faceta, ktory w ogole nie
          wspiera. Nie wiem, mnie dziecko nie wystarczalo i nie wystarcza, bo
          chlopa tez potrzebuje i to nie do zmywania naczyn tylko do lozka.
          • lilyrush Re: historia jakich wiele... 19.11.09, 12:48
            No ale mi o to tez chodziło. Ale jeszcze bardziej o zaznaczenie, że u nas
            macierzyństwo ma Cię cieszyć, definiować i być najważniejsze. Nie ma praktycznie
            żadnej osoby publicznej,, która wypowiedziałaby sie w tonie "tak urodziłam
            dziecko, ale nie przestałam byc tez ta kobieta, która byłam wcześniej i dlatego
            po urlopie macierzyńskim wróciłam do pracy.
            Kobieta z artykułu to totalne przegięcie.
            Moje dziecko zawsze miało swoje łózko. Ze mna na kanapie w jego pokoju spał
            jakieś 2 tyg, bo po cesarce było mi ciężko sie podnosić w nocy na karmienie ot tak.
      • rumpa Re: historia jakich wiele... 19.11.09, 12:42
        Ta kobieta straciła dziecko, pierwsze, była młodziutka więc to nie
        jest historia jakich wiele. U mojego pierwszego syna tylko
        podejrzewano białaczkę, ale te trzy tygodnie badań to był koszmar,
        wszystko zniknęło a seks w pierwszej kolejności. W drugiej ciąży
        przez parę miesięcy żyłam w przekonaniu - na skutek błędnej
        diagnozy, że moje dziecko umrze lub będzie bardzo ciężko i przede
        wszystkim bolesnie uposledzone. O seksie nie było mowy odkąd
        dowiedziałam się o chorobie dziecka - ja umierałam każdego dnia z
        bólu. Nigdy nie zapomnę jak szłam na cmentarz we wszystkich świętych
        i prawie mnie dławiło z przerażenia i rozpaczy - że za rok będzie
        jeden grób więcej .Nie wiem co by mi się stało, gdyby nie to że cały
        czas byłam pod opieką psychologa. Ślady zostały mimo że synek
        urodził się zdrowy.
        Niestety nie jest to popularny sposób radzenia sobie z problemami i
        takie efekty. Wyobrażam sobie strach w jakim ona musi żyć, jak
        bardzo chce ochronić to dziecko - mowiąc szczerze, to sie jej nie
        dziwię - pewnie sama bym tak miała gdyby nie psycholog i mój mąż,
        który, jak tak patrzę na facetów, to jest geniuszem emocjonalnym, bo
        wie co czuje i umie to nazwać.
    • pieprzyca Re: historia jakich wiele... 19.11.09, 13:08
      Dzieci są ważne.
      Jednak przyglądając się rodzinom wielu z moich koleżanek mam wrażenie, że dzieci mają przesadnie wysoką pozycję w ich rodzinach. Często ostatnio obserwowane osadzenie dziecka na tronie, w centrum zainteresowań i zabiegów rodziny uważam za szkodliwe, również dla samych dzieci, które ta sytuacja przerasta. Miejsce dzieci widzę raczej przy rodzicach, nie pomiędzy nimi, w centrum. Dzieci rodząc się wchodzą w pewną sytuację i nie widzę problemu, jeśli nie wymagają specjalnej opieki ze względu na kalectwo, aby specjalnie przemeblowywać dla nich ten świat zastany. Takie podejście jest możliwe do wykonania i zdrowe i dla rodziców, i dla dziecka.
      Trudno mi zrozumieć osoby, które poświęcają swoje pasje dla "dobra dziecka", tym bardziej trudno mi zrozumieć osoby, które poświęcają dla tegoż "dobra" swój związek.

      Jeśli chodzi zaś o opowieści z Onetu, to mam mieszane uczucia. Jakoś mi ten Jaś i Ania dziecinnie wyglądają. On przyjeżdżający na imprezę w Bieszczady w towarzystwie Magdy, po jakiejś z nią sprzeczce ląduje w łóżku z inną dziewczyną (Anią), mimo, że, jak się dowiadujemy z opisu, z Magdą chodził wcześniej przez 5 lat. To samo mówi za siebie.
      Ona po traumatycznym doświadczeniu utraty dziecka, na tym poziomie się zatrzymała. Rozumiem, że takie doświadczenie stygmatyzuje, ale przecież można nad sobą pracować - jeśli trauma zmarłego dziecka przesłania powodzenie związku z żywym mężczyzną, to chyba powinno prowdzić do jakejś refleksji - i w konsekwencji do działania.
      • rumpa Re: historia jakich wiele... 19.11.09, 13:14
        Ona po traumatycznym doświadczeniu utraty dziecka, na tym poziomie
        się zatrzyma
        > ła. Rozumiem, że takie doświadczenie stygmatyzuje, ale przecież
        można nad sobą
        > pracować

        Uwierz, nie rozumiesz i niech tak zostanie. Ja też nie rozumiem i
        nie chcę zrozumieć pod żadnym pozorem. Wystarczy mi ten błysk
        zrozumienia którym poczęstowało mnie życie.
        Z resztą się zgadzam.
    • ciezka_cholera Re: historia jakich wiele... 19.11.09, 14:17
      Widze teraz, ze moj maz, szczwany lis, niezle to sobie ukartowal, ze postanowil
      mnie poderwac dopiero jak mialam juz dziecko. Przeczekal sobie burzliwy okres
      dzieckowego zafiksowania i zaczal sie starac o mnie jak juz osiagnelam poziom
      rownowagi w stosunku do pierworodnego versus reszta swiata. Tym sposobem nasz
      zwiazek nigdy nie byl narazony na kryzys po narodzinach pierwszego dziecka,
      wszak wiadomo, ze kolejne dzieci nie sa juz powodem do taaaakiej egzaltacji.
      Polecam ten sposob wszystkim panom niepewnym swej pozycji w zwizaku.

      A powaznie: to mysle, ze oparcie tezy artykulu na przykladzie zwiazku, ktory
      dotknela tragedia smierci dziecka jest troche niefortunne, gdyz trudno ocenic
      jak wiele zachowan matki dziecka bylo wlasnie refleksem tego przezycia. Jesli
      autor/ka chcial pobiadolic jak to dzisiejsze matki zaniedbuja swoich mezow i
      uzmyslowic im co jest wazniejsze w rodzinie, to jednak mogl wybrac do zwierzen
      pare bez takiej traumy. Prawde mowiac, w trakcie lektury bardziej rzucila mi sie
      w oczy postawa meza (seksualna eskapada w drugie urodziny synka - niezbyt to
      eleganckie) niz zony.
    • mujer_bonita Kolejna historia bednego misia 19.11.09, 14:48
      Tak się zastanawiam - gdzie faceci pogubili jaja. Facet przez 2 lata nie potrafi
      zrobić nic - nawet odejść. Działanie na pięciolatka - wyżyć się seksualnie,
      powiedzieć żonie i niech ona zadecyduje co dalej. Brak wzięcia na siebie
      odpowiedzialności za własne życie.
      • urquhart Re: Kolejna historia bednego misia 19.11.09, 14:53
        mujer_bonita napisała:

        > Tak się zastanawiam - gdzie faceci pogubili jaja. Facet przez 2 lata nie potraf
        > i
        > zrobić nic - nawet odejść. Działanie na pięciolatka - wyżyć się seksualnie,
        > powiedzieć żonie i niech ona zadecyduje co dalej. Brak wzięcia na siebie
        > odpowiedzialności za własne życie.

        Cokolwiek zrobi będzie i tak on bedzie winny, bo nie urodził się kobietą ma inne
        potrzeby, czyż nie?
        • mujer_bonita Re: Kolejna historia bednego misia 19.11.09, 14:58
          urquhart napisał:
          > Cokolwiek zrobi będzie i tak on bedzie winny, bo nie urodził się kobietą ma
          > inne potrzeby, czyż nie?

          I właśnie NIE.

          Potrzeby każdy człowiek ma różne. I właśnie dlatego uczymy się KOMUNIKOWAĆ (wiem, dla niektórych to trudne słowo). Czasem komunikacja jest trudna. Czasem bardzo trudna. Czasem tak trudna, że potrzebujemy mediatora - terapeuty.

          A jak wygadała komunikacja w tej sytuacji:
          'Podczas dzikiej awantury, jaka potem nastąpiła, przyznałem się też do tej drugiej dziewczyny. Ale dalej to już jak w serialu: ona obwiniała mnie o nieczułość, nieodpowiedzialność, dziwkarstwo, standardowy zestaw oskarżeń na takie okazje, jak myślę. Ja tylko stwierdziłem, że z chwilą narodzin dziecka przestałem dla niej istnieć.'

          Mówisz o potrzebach a czym były potrzeby żony dla niego?? 'Standardowym zestawem oskarżeń'.
          • mujer_bonita I jeszcze wyjaśnienie 19.11.09, 15:09
            To co napisałam nie tyczy się kwestii zaistniałej sytuacji - kwestii WINY. Odnosiłam się do sposobu radzenia sobie z przeciwnościami.

            Może to z kolei ja jestem 'facet z jajami' ale jak na mojej drodze pojawiają się przeszkody to walczę - o bliskich mi ludzi, o rodzinę, o partnera. Rozmawiam, robię awantury, ciągam po lekarzach. Działam.

            Przedwczoraj poprztykałam się z TŻ-tem o sposób nazywania plików na domowym serwerze. Doszliśmy do punktu gdzie niestety nie dało się osiągnąć kompromisu ale przynajmniej wyjaśniliśmy sytuację i wiemy co można lub nie z tym zrobić. Ja nawet takie sytuacje staram się wyjaśniać do końca. A co do dopiero ważne życiowe sprawy!
        • lilyrush Re: Kolejna historia bednego misia 19.11.09, 15:00
          urquhart- no coś w tym jest, ze on dupa nie facet, bo 2 lata biadolił nad sobą i
          rodziną i nic nie zrobił. Wytrzymałbyś 2 lata bez seksu i siedział cicho? Bo ja
          na przykład nie. Ja sie rozwiodłam jak mój syn miał rok...
          Zdecydowanie "bardziej" winna jest tu kobieta, bo przegięła. Ale on taki
          kryształowy tez nie jest. Najpierw sie rozstaje, a potem bzyka na wolności
          • urquhart Re: Kolejna historia bednego misia 19.11.09, 17:27
            lilyrush napisała:
            > urquhart- no coś w tym jest, ze on dupa nie facet, bo 2 lata biadolił nad
            > sobą i rodziną i nic nie zrobił.

            Ci co nawet zdecydują sie postawić sprawy na ostrzu noża zamiast wycofać się są
            postrzegani tym bardziej żałośnie i z pogardą że są zazdrości o dziecko i z nim
            rywalizują.

            > Zdecydowanie "bardziej" winna jest tu kobieta, bo przegięła. Ale on taki
            > kryształowy tez nie jest. Najpierw sie rozstaje, a potem bzyka na wolności

            Zdziwiony jestem tą reakcją, bo w podobnych wątkach zwyczajowo mamy dewaluację
            męskiego odczuwania. Uczucia opuszczenia, odrzucenie jest postrzegane lekko, i
            bezwartościowo.
            • lilyrush Re: Kolejna historia bednego misia 19.11.09, 21:25
              urquhart napisał:

              > Zdziwiony jestem tą reakcją, bo w podobnych wątkach zwyczajowo mamy dewaluację
              > męskiego odczuwania. Uczucia opuszczenia, odrzucenie jest postrzegane lekko, i
              > bezwartościowo.

              No akurat powinieneś był zauważyć, że ja nie dziele świata na kobity i mężczyzn
              tylko jak ktoś głupi to mu to pisze bez względu na płeć. Jak mój eks miał inne
              priorytety w życiu i mu było z moja wizja źle to dostał tez swoja wolność i robi
              co chce.
            • aandzia43 Re: Kolejna historia bednego misia 19.11.09, 22:27
              > Ci co nawet zdecydują sie postawić sprawy na ostrzu noża zamiast wycofać się są
              > postrzegani tym bardziej żałośnie i z pogardą że są zazdrości o dziecko i z nim
              > rywalizują.

              A co to, konkurs na najpopularniejszą dziewczynkę w klasie, czy kierowanie
              własnym zyciem? Też mi argument. Jak mam coś zrobić, to robię to.
              Poza tym facetów autentycznie niedojrzałych i zazdrosnych o dziecko nie brakuje.
              Łatwo więc w ocenach zagalopować się i pójść na łatwiznę;-)
              • efi-efi Re: Kolejna historia bednego misia 20.11.09, 08:05
                mujer_bonita napisała:

                >>Przedwczoraj poprztykałam się z TŻ-tem

                - co to znaczy TŻ?
                • urquhart Re: Kolejna historia bednego misia 20.11.09, 08:14
                  Towarzysz Życia. Innaczej konkubent czy narzeczony
              • urquhart Re: Kolejna historia bednego misia 20.11.09, 08:11
                aandzia43 napisała:
                > A co to, konkurs na najpopularniejszą dziewczynkę w klasie, czy kierowanie
                > własnym zyciem? Też mi argument. Jak mam coś zrobić, to robię to.
                > Poza tym facetów autentycznie niedojrzałych i zazdrosnych o dziecko nie brakuje

                W normalnym układzie poczucie winy powstrzymuje przed krzywdzeniem innych
                (ewentualnie siebie).
                Tylko ja zwracam uwagę że tu absurdalnie jakikolwiek ruch faceta jest
                zdemotywowany bo związany z poczuciem winy i krytyczna oceną społeczną.
                Wycofanie jej w swój świat jego w swój się jest przyjmowane najmniej krytycznie
                i niezauważne.
                W odróżnieniu od tego postawa kobiet "Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść"
                jest społecznie akceptowana poza nielicznymi psychologami czy terapeutami którzy
                ją krytykując natychmiast zarobią na etykietkę mizoginki :)
                • mujer_bonita Re: Kolejna historia bednego misia 20.11.09, 11:33
                  urquhart napisał:
                  > Tylko ja zwracam uwagę że tu absurdalnie jakikolwiek ruch faceta jest
                  > zdemotywowany bo związany z poczuciem winy i krytyczna oceną społeczną.

                  Dokładnie tak samo jak kobiety. Wszyscy żyjemy w świecie stereotypów, konwenansów, oczekiwań. Jeżeli do nich nie pasujesz to narażasz się na krytykę. Niezależnie od płci.
                • aandzia43 Re: Kolejna historia bednego misia 20.11.09, 14:18
                  > Wycofanie jej w swój świat jego w swój się jest przyjmowane najmniej krytycznie
                  > i niezauważne.

                  Zależy od środowiska. "Zaniedbywanie" faceta jest np. bardzo źle widziane w
                  środowiskach tradycjonalistów. Chłopu się należy (to i tamto) i już. Sekundują
                  tu panom strażniczki patriarchatu, czyli kobiety z wypranym mózgiem, które
                  przeszły już szkołę żon. Tu nie ma mowy o niedopieszczaniu męża, czytaj
                  spełnianiu jego poleceń. Łożkowych czy domowych. Na wyższych poziomach relacji
                  małżeńskich jest już bardzo różnie.
                  Ja odnoszę wrażenie, że unikanie bliskości z mężem, który uczestniczy czynnie w
                  rodzicielstwie nie jest postawą chwaloną przez sporą część moich znajomych płci
                  obojga. Uczestniczy czynnie, co nei znaczy, że po babsku ćwierka nad kołyską i
                  nad przedszkolakiem - uprzedzę argument;-). Jest też spore zrozumienie dla
                  przyczyn zdrad.
      • marek_gazeta Re: Kolejna historia bednego misia 20.11.09, 11:12
        Ja również "pogubiłem jaja" w małżeństwie. Problem w tym, że to się odbywa stopniowo - na początku ma to być tylko na chwilę, potem jeszcze trochę, itp. itd.; pierwsze niewielkie ustępstwa, potem kolejne, w końcu człowiek budzi się za linią, której - jak mu się wydawało - nigdy nie mógłby przekroczyć.
        • mujer_bonita Re: Kolejna historia bednego misia 20.11.09, 11:31
          marek_gazeta napisał:
          > Ja również "pogubiłem jaja" w małżeństwie. Problem w tym, że to się odbywa stop
          > niowo - na początku ma to być tylko na chwilę, potem jeszcze trochę, itp. itd.;
          > pierwsze niewielkie ustępstwa, potem kolejne, w końcu człowiek budzi się za li
          > nią, której - jak mu się wydawało - nigdy nie mógłby przekroczyć

          Jest takie powiedzenie - jeżeli wrzucisz żabę do wrzątku to wyskoczy - jeżeli
          wrzucisz ją do chłodnej wody i zaczniesz podgrzewać to się ugotuje ;)
    • marek_gazeta Re: historia jakich wiele... 20.11.09, 11:16
      Oboje zawiedli - kobieta - wiadomo, odstawiła faceta na boczny tor. On z kolei powinien w pewnym momencie zareagować "walnięciem pięścią w stół" i zrobić porządek. Np. wyprowadzka połączona z pozwem rozwodowym. Ale ja sam przeszedłem coś podobnego i mi się też nie udało, więc go rozumiem (pogrążanie się w beznadziei, nie końcowy wyskok). Dziś - mam nadzieję - zareagowałbym właściwie.

      Pisałem już kilka razy o tym, że mam znajome małżeństwa, funkcjonują bardzo dobrze (znam ludzi i raczej nie jest to poza); w każdym z nich w pewnym momencie było ostre spięcie "na granicy" (łącznie z akcjami typu ucieczka żony z małymi dziećmi do domu samotnej matki). Jednak potrafili się jakoś dogadać i są nadal razem.
      • mantis_after_dinner a mnie sie wydaje, ze nieco sie zagalopowaliscie 20.11.09, 11:46

        Dyskutujecie o problemie dosyc powrzechnym czyli syndromie modliszki
        na dosyc niefotunnym przykladzie.

        Ta kobieta pierwsze dziecko stracila. W takiej sytuacji naturalne
        jest ze: kolejnej ciazy sie bala, prawdopodobnie chuchala na siebie
        i dmuchala. A jak dziecko juz sie urodzilo zdrowe, to z rak go nie
        chciala wypuscic, ani z oka spuscic - prawdopodobnie z
        niedowierzania, ze jednak jest ... W takich przypadkach bardzo latwo
        wpasc w taka pulapke niestety.

        I tak naprawde w calej historii pani przydalby sie na pewnym etapie
        psycholog - z artykulu nie wynika jednak, czy nikt na to nie wpadl,
        czy tez wpadl, a ona taka propozycje odrzucila. Oczywiscie ja bym na
        jej miejscu oczekiwala, ze na ten pomysl wpadnie maz, ale ... i tu
        mozna miec do niego pretensje - reszta to tylko konsekwencje
        rozwijajacej sie sytuacji.
        • blackglass Re: a mnie sie wydaje, ze nieco sie zagalopowalis 20.11.09, 15:12
          blackglass napisała:
          Biedny skrzywdzony chłopiec ostawiony na boczny tor.

          urquhart napisał:
          taki komentarz potwierdza podsumowujące artykuł słowa Superniani o polskich rodzinach w tej kwestii:

          Rolę męża w tego rodzaju związkach Zawadzka podsumowała zdaniem: „Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść.”

          A czy kiwniecie palcem też by wystarczyło, żeby potwierdzić te słowa?

          Nie będę się rozpisywać jak ja to widzę bo nie chce żeby ktoś poczuł się urażony ale szczerze polecam takim biednym panom lekturę
          Żyć w rodzinie i przetrwać - R. Skynner , J. Cleese, od strony 99.
          Skynner pokazuje jak taka sytuacji wygląda z obu stron.Naprawdę warto.
          Panowie powinni poznać wreszcie też i druga stronę medalu zanim zaczyna narzekać.
          • urquhart Re: a mnie sie wydaje, ze nieco sie zagalopowalis 20.11.09, 15:35
            blackglass napisała:
            > A czy kiwniecie palcem też by wystarczyło, żeby potwierdzić te słowa?

            Kiwnięcie palcem nie byłoby ironiczną oceną dewaluującą subiektywne poczucie
            krzywdy mężczyzny, a to co napisałaś było.
            Poczuciem krzywdy murzyna wyrobnika tez się nikt nie przejmie, w końcu "tylko"
            murzyn, w odróżnieniu od np członków rodziny.
            • blackglass Re: a mnie sie wydaje, ze nieco sie zagalopowalis 20.11.09, 16:03
              urquhart napisał:
              Poczuciem krzywdy murzyna wyrobnika tez się nikt nie przejmie, w końcu "tylko"
              murzyn, w odróżnieniu od np członków rodziny.

              Jesssoo czytać ciężko, ogarnij się chłopie i nie ględź ;)
              Gdyby niektórzy faceci wkładali tyle energii w małżeństwo co w ględzenie czy
              narzekanie nie było tyle rozwodów ;)

              Sorki ale przewrażliwiona jestem lub przeładowana, za dużo w domu ględzenia mam :(
              • urquhart Re: a mnie sie wydaje, ze nieco sie zagalopowalis 20.11.09, 16:20
                blackglass napisała:
                > Jesssoo czytać ciężko, ogarnij się chłopie i nie ględź ;)
                > Gdyby niektórzy faceci wkładali tyle energii w małżeństwo co w ględzenie czy
                > narzekanie nie było tyle rozwodów ;)

                Widzę że podwórkowe wychowanie się kłania.
                Zabrakło argumentów to zawsze zostaje agresja "a w ryj chcesz?"
                nie kontynuję
Pełna wersja