mlodyktos24
23.11.09, 23:53
Cześć. Poczytałem sporo. Ale nie znalazłem żadnego postu, w którym ktoś przytoczyłby taką sytuację. Otóż mam 24 lata i jestem z moją partnerką od sporej ilości lat. Z seksem w zasadzie prawie zawsze było tak, że ja miałem większe potrzeby od partnerki. Na początku troche się nie układało - ale byliśmy bardzo młodzi(17). Sądze, że mogła mieć pewne blokady z uwagi na wiek. Potem mieliśmy ponad roczną przerwe w naszym związku i po powrocie do siebie w zasadzie było całkiem nieźle. Od momentu jak zaczeła brać środki antykoncepcyjne jej popęd znacznie zmalał. w tej chwili bierze je już od ponad 3 lat i z seksem jest ciężko. Do niedawna jeszcze to był może raz na miesiąc, od kilku tygodni zaczeliśmy mieszkać razem we własnym mieszkaniu. Przez te kilka tygodni częstotliwość wzrosła "aż" do jednego razu na 2 tygodnie. Miałem nadzieje, że wspólne mieszkanie (które dodam układa nam się bardzo dobrze w innych kwestiach), wniesie sporo więcej...
Rozmawiamy o tym i słysze, że nie ma ochoty, uwielbia się przytulać, zasypiać razem, ale seksu nie chce. Nie ukrywa, że seks rzadko przynosi jej 100% satysfakcji (bardzo rzadko), ale twierdzi, że ze mną wszystko ok, jestem czuły, wrażliwy na jej odczucia itp.itd, ale wiecznie jest coś co nie pozwala jej odczuwać przyjemności.
Nie wiem sam co z tym zrobić. Nie jest jeszcze tak źle jak w niektórych postach, że nie było seksu od roku. Ale z drugiej strony jesteśmy młodzi, zdrowi jeżeli teraz tak to wygląda co mam sądzić o przyszłości? A może to te środki antykoncepcyjne? Myślicie, że warto udać się do jakiegoś seksuologa? Wcześniej sądziłem, że chodzenie do takiego lekarza w tak młodym wieku to komedia, i, prawie wierzyłem w to, że jak młoda para zamieszka we własnym M, odejdzie wiele stresów, codziennie niemal będzie okazja żeby napić się wina przy świecach... to samo się powinno naprawić. A tu dupa :/
Dodam, że Ona bardzo wstydzi się siebie, swojego ciała.