Do kobiet - czy naprawdę tak trudno

28.11.09, 04:51
nadstawić d..ę?
To pytanie do tych, które nie mają ochoty na seks, ale wiedzą, że ich partner
jest go spragniony i sfrustrowany jego brakiem.
Ja rozumiem, że seks smakuje bardziej jak obie strony są zaangażowane, ale
potrafię wyobrazić sobie faceta, który, napalony, chętnie przeleci nawet
partnerkę - nieruchomą kłodę, byleby mu dała.
Przecież są różne lubrykanty, można się chyba poświęcić te parę minut?
Przecież partner nie zrobi żadnej krzywdy.
Czy naprawdę tzw. "przedmiotowe traktowanie" jest dla kobiet tak nie do
zniesienia, że nie mogą "zamknąć oczu i pomyśleć o Anglii"?
A w ostateczności - zrobić ręczną robótkę albo wymyślić jakiś prosty sposób na
zaspokojenie faceta, ale tak, by w tym uczestniczyć?
Dlaczego kobiety mówią "nie" i oganiają się jak od namolnej muchy? Dlaczego
tak trudno niektórym okazać chociaż minimum chęci zaspokojenia faceta? Nie
pojmuję tego po prostu. Tłumaczę to tylko brakiem jakichkolwiek ludzkich uczuć
wobec partnera albo skrajnym egoizmem.
    • gladys_g Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 28.11.09, 08:21
      oczywiscie że trudno.
      seks wbrew własnej woli to gwałt.
      • urquhart Brak MIŁOŚCI to klucz braku OCHOTY 28.11.09, 10:52
        gladys_g napisała:

        > oczywiscie że trudno.
        > seks wbrew własnej woli to gwałt.

        To prawda seks wbrew woli to GWAŁT.
        Wolę zaś do seksu daje MIŁOŚĆ.
        Albo chęć osiągnięcia korzyści wtedy to sie nazywa popularnie KUREWSTWO.

        Wiele kobiet jest ze swoimi facetami dla jakiś tam korzyści,
        rodzicielstwo, dzieci, pieniądze, wygodne życie, nie z miłości to i
        oczywiste że na seks z nim nie będą miały ochoty, ale do braku
        miłości i co za tym idzie logicznie do kurewstwa nie chcą się
        przyznać.
        Są z facetami których same wybrały uważają za beznadziejnych bo
        zaspokajają jakieś ich tam potrzeby, ale to nie miłość która
        charakteryzuje sie wzajemnością spełniania potrzeb .

        Miłość i zakochanie uwzniośla i usprawiedliwia społecznie i ten cały
        brudny i plugawy seks.

        Brak MIŁOŚCI to klucz braku OCHOTY.
        • zakletawmarmur Re: Brak MIŁOŚCI to klucz braku OCHOTY 28.11.09, 16:37
          Urqu to nie tak:-)

          Można kochać i nie mieć ochoty na seks. Każdy ma jakiś limit. Jeden
          potrafi robić to 6 razy z rzędu, drugi już po pierwszym razie
          potrzebuje całej nocy, żeby znikło to "poczucie spełnienia". To dość
          indywidualna cecha. Ten drugi pan może jak najbardziej być nową
          partnerką zafascynowany ale nie będzie non-stop jej pragnąć bo to
          nie możliwe!!! Czy to znaczy, że w przerwach jej nie kocha?

          Wyobraź sobie, że trafia Ci się kobiet, która zdecydowanie przerasta
          Cię libido. Jak długo dajesz radę w pełni zaspakajać jej potrzeby
          bez znienawidzenia wszystkiego co z seksem związane? Czasami pomimo
          najlepszych chęci i miłości wobec partnera nie potrafimy spełnić
          jego potrzeb bo nasze możliwości też po prostu są ograniczone.

          Mąż też, gdyby mu zależało na szczęściu żony sprzątałby, pomimo iż
          jego potrzeba porządku jest mniejsza (dlatego, że miałby ochotę
          sprawić jej przyjemność a nie gdy ona mu każę) lub fundowałby jej
          wakacje, pomimo, że jest za równouprawnieniem:-) Jak tego nie chce
          robić to znaczy, że nie kocha?
          • urquhart Re: Brak MIŁOŚCI to klucz braku OCHOTY 28.11.09, 17:44
            zakletawmarmur napisała:
            > Mąż też, gdyby mu zależało na szczęściu żony sprzątałby, pomimo iż
            > jego potrzeba porządku jest mniejsza (dlatego, że miałby ochotę
            > sprawić jej przyjemność a nie gdy ona mu każę) lub fundowałby jej
            > wakacje, pomimo, że jest za równouprawnieniem:-) Jak tego nie chce
            > robić to znaczy, że nie kocha?

            Trafnie zauważasz że zazwyczaj potrzeby i oczekiwania w różnych sferach zwiazku
            są różne.
            Zazwyczaj kobiety mają je nieporównanie wyższe jeśli chodzi o zaangażowanie w
            rodzinę, dzieci, dom (czyli tzw porządki) a mężczyźni typowo wyższe jeżeli
            chodzi o seks.
            Sama OCHOTA zarówno w zaspokajaniu typowych potrzeb męskich czy kobiecych nie
            jest zatem podstawowym kryterium oceny. Także seksu. Bycie w związku zobowiązuje
            do mobilizowania się do zaspokajania rożnych potrzeb drugiej strony, podobnie
            jak oczekujemy że nasze będą realizowane na miarę swoich możliwości.

            Miłość implikuje OCHOTĘ sprawiania sobie przyjemności, realizację potrzeb i
            oszczędzania krzywdy i cierpienia jak i wzajemność. Seks i jego więziotwórczy
            charakter wpisany jest w miłość pary z definicji. Wiec pchanie się w związek gdy
            ma się problem z dumą i uprzedmiotowianiem przez seks to oszustwo partnera(ki)
            już na wstępie.
            Zdarza że ktoś nosi w sobie niezaspokojoną lub zbytnio rozbudzona miłość dziecka
            do rodzica i zamiast miłości pary partner ma mu go zastąpić. Ale tu się kłania
            psychoterapia i leczenie a nie usprawiedliwianie.

            No chyba że to zwykłe KURESTWO, kobieta wycenia po prostu seks drogo mając umowę
            na wyłączność i uważa że partner jest niewypłacalny. :)
            • zakletawmarmur Re: Brak MIŁOŚCI to klucz braku OCHOTY 28.11.09, 18:44
              > Trafnie zauważasz że zazwyczaj potrzeby i oczekiwania w różnych
              sferach zwiazku
              > są różne.
              > Zazwyczaj kobiety mają je nieporównanie wyższe jeśli chodzi o
              zaangażowanie w
              > rodzinę, dzieci, dom (czyli tzw porządki) a mężczyźni typowo
              wyższe jeżeli
              > chodzi o seks.

              Nigdzie tego nie napisałam:-) Odwołałam się do przewijających się na
              tym forum wątków:-)

              Wiec pchanie się w związek gd
              > y
              > ma się problem z dumą i uprzedmiotowianiem przez seks to oszustwo
              partnera(ki)
              > już na wstępie.

              Problem polega na tym, że tego nie da się ukryć. Jeśli ktoś ma z
              seksem problemy to to widać już przed ślubem. Nikt nikogo więc nie
              oszukuje.

              Poza tym strona z problemami wcale nie musi wiedzieć o ich
              istnieniu. Mam 27 lat. Od około 5 lat dość intensywnie rozmyślam po
              prostu nad samą sobą. Dopiero teraz zaczynam zyskiwać coś takiego
              jak "samoświadomość". Obserwuje też innych ludzi. Większość, nawet
              często osób sporo starszych i bardziej doświadczonych nie ma o tym
              pojęcia. Może nie chcą znać swoich wad, ograniczeń. Może po prostu
              nie jest łatwo przed samym sobą przyznać się do tego, że nie jest
              się tym kim uważamy, że powinniśmy być. W takiej sytuacji kiedy nie
              mamy tej "samoświadomości" nie może być mowy o oszukiwaniu. To
              raczej zwykła niewiedza...

              Problem ten dotyczy nie tylko spraw związanych z seksem. Dotyczy
              wszystkiego i wszystkich. Dotyczy tych niskolibidowych wiążących się
              z wysokolibidowymi ale też i wysokolibidowych wiążących się z
              niskolibidowymi. Zasada działania tego co nazywasz "oszukiwaniem"
              dla obu stron konfliktu jest taka sama:-) Ja widzę takie samo
              równanie, które można opisać różnymi słowami.
              • urquhart Re: Brak MIŁOŚCI to klucz braku OCHOTY 28.11.09, 19:23
                zakletawmarmur napisała:
                > Nigdzie tego nie napisałam:-) Odwołałam się do przewijających się na
                > tym forum wątków:-)

                "Mąż też, gdyby mu zależało na szczęściu żony sprzątałby, pomimo iż
                jego potrzeba porządku jest mniejsza"
                A to kto napisał jak nie Ty? Czy mężczyźni nie robią porządków, fundują
                prezentów wczasów, nie z ochoty ale żeby sprawić przyjemność Partnerce

                > Problem polega na tym, że tego nie da się ukryć. Jeśli ktoś ma z
                > seksem problemy to to widać już przed ślubem. Nikt nikogo więc nie
                > oszukuje.

                Błąd. MiL, syndrom modliszki to tylko jeden z przykładów. Ale co innego
                posiadanie destrukcyjnych mechanizmów w podświadomości, a co innego jedynie
                usprawiedliwianie się nimi bez chęci podjęcia leczenia czy zmiany.

                > Może nie chcą znać swoich wad, ograniczeń. Może po prostu
                > nie jest łatwo przed samym sobą przyznać się do tego, że nie jest
                > się tym kim uważamy, że powinniśmy być. W takiej sytuacji kiedy nie
                > mamy tej "samoświadomości" nie może być mowy o oszukiwaniu. To
                > raczej zwykła niewiedza...

                Buddyści twierdzą że gdyby istoty nie cierpiały nie miałyby żadnej motywacji do
                doskonalenia i rozwijania się. :)

                > się tym kim uważamy, że powinniśmy być. W takiej sytuacji kiedy nie
                > mamy tej "samoświadomości" nie może być mowy o oszukiwaniu. To
                > raczej zwykła niewiedza...

                Nie zgadzam się w kontekście seksu i zwiazku. Każdy nastolatek kojarzy sens
                wchodzenia w związek małżeński z seksem i bzykaniem.
                • zakletawmarmur Re: Brak MIŁOŚCI to klucz braku OCHOTY 28.11.09, 20:05
                  > Nie zgadzam się w kontekście seksu i zwiazku. Każdy nastolatek
                  kojarzy sens
                  > wchodzenia w związek małżeński z seksem i bzykaniem.

                  A ile % ludzi zawiera związki małżeńskie w wieku nastoletnim? Ile %
                  ludzi w ogóle wtedy o tym myśli. Chcą bzykać ale związki do końca
                  życia w tym wieku bardziej przerażają:-) IMO ludzie biorą ślub, bo
                  właśnie chcą mieć rodzinę, dzieci, kredyt mieszkaniowy:-)

                  > A to kto napisał jak nie Ty? Czy mężczyźni nie robią porządków,
                  fundują
                  > prezentów wczasów, nie z ochoty ale żeby sprawić przyjemność
                  Partnerce

                  Nie zgadzam się z tymi potrzebami. Ludzie są różni. Sporo mężczyzn
                  lubi mieć porządek, tylko sporej części nie chce się do tego dążyć i
                  zwala obowiązki na kobietę. Dlaczego im się to udaje? Bo w kobiecie
                  łatwo zaszczepić poczucie winy jeśli chodzi o sprawy związane z
                  dbaniem o dom i dzieci. Łatwiej niż złapać za szmatę i zadbac o to
                  samemu. Kiedy w domu jest syf, to o kim to źle świadczy? Jeśli
                  dzieci chodzą głodne, brudne, zaniedbane to czyja to wina? Kobiety
                  są pod presją całego świata, że "powinny" umieć sie o dom
                  zatroszczyć.
                  • urquhart Re: Brak MIŁOŚCI to klucz braku OCHOTY 28.11.09, 21:25
                    zakletawmarmur napisała:
                    > Nie zgadzam się z tymi potrzebami. Ludzie są różni. Sporo mężczyzn
                    > lubi mieć porządek, tylko sporej części nie chce się do tego dążyć i
                    > zwala obowiązki na kobietę. Dlaczego im się to udaje? Bo w kobiecie
                    > łatwo zaszczepić poczucie winy jeśli chodzi o sprawy związane z
                    > dbaniem o dom i dzieci.

                    Ludzie są różni, są babki nimfomanki i faceci pedanci. Ale mówimy o statystycznej przewadze i typowych zarzutach w związkach.
                    Co do większych potrzeb kobiet poczytaj jak to na przykład ujmuje Majka Jaworska w Zwierciadle:

                    "O co kobiety wściekają się na mężczyzn? - O wszystko; że są do niczego jako ojcowie, mężowie, kochankowie. Kobiety mają znacznie większe od mężczyzn wymagania i oczekiwania. Ciągle dla większości z nas rodzina i wychowanie dzieci są głównym polem realizacji, sprawą o strategicznym znaczeniu. Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do roli dostarczyciela dóbr dla rodziny. Kobieta rozlicza go z obowiązków - jak wywiązuje się z roli ojca, co robi w domu, ile pieniędzy przynosi, l gdy on nie dosięga ideału, jest rozczarowana."




                    • zakletawmarmur Re: Brak MIŁOŚCI to klucz braku OCHOTY 29.11.09, 21:41

                      Urqu a ile ta procentowa przewaga wynosi? Bo jeśli 15-30% to
                      oznacza, że facetów pedantów i syfiar jest całkiem sporo. Na tyle
                      sporo, żeby nie dzielić problemu na płcie. Jeśli przewaga wynosi 95%
                      to ok zgodzę się z Tobą.
                • arronia Re: Brak MIŁOŚCI to klucz braku OCHOTY 29.11.09, 15:41
                  > Czy mężczyźni nie robią porządków, fundują
                  > prezentów wczasów, nie z ochoty ale żeby sprawić przyjemność Partnerce

                  Problem polega na tym, że można posprzątać, mimo braku chęci, można się ubrać,
                  tak jak druga strona lubi, można się trochę na wyrost pozachwycać cudzą pasją,
                  nie czepiać potknięć, wspierać, radzić (lub nie, zależy od sytuacji) itd. A
                  pożądania nie da się u siebie włączyć pstryknięciem palców. Facetowi nie staje,
                  kobieta nie robi się wilgotna, pochwa się nie rozciąga i nie uelastycznia.
                  Kobiecy brak podniecenia jest mniej spektakularny, ale stosunek mimo braku
                  podniecenia jest gorzej niż neutralny (na poziomie fizyczności, bo że może
                  oddalać, budować mury, upadlać itd. to osobna sprawa).


                  > Każdy nastolatek kojarzy sens
                  > wchodzenia w związek małżeński z seksem i bzykaniem.

                  Serio? Przecież seksu poza małżeństwem jest masa i ten obszar się powiększa,
                  ludzie dla których seks = małżeństwo są mniejszością, kto się dziś chajta dla
                  seksu? Podejrzewam, że dla większości nastolatków seks to seks, a małżeństwo to
                  kierat/dom z ogródkiem i labrador/wspólne opodatkowanie/przymus tradycji/(...) .
    • merlotka30 Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 28.11.09, 08:54
      o zuch chłopak.

      Pewnie, że fizycznie trudno nie jest, proponuję rówież czynności
      towarzyszące dla pań, prasa, tv, można też poprażyć w xboxa.
      A podczas powiedzmy robienia laski nie zapominajmy dziewczynki o
      zegarku, ktory można w miedzyczasie naladowac.

      I niestety, niechęć do zaspokojenia partnera (z obserwacji
      koleżanek) wynika z braku ludzkich uczuc u faceta oraz skrajnym
      egoizmem tegoż.

      Ja nie mam problemu z akcjami wyłacznie dla niego, bo mój nie jest
      egoistycznym dupkiem. Take that.
    • herbatka.jasminowa Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 28.11.09, 09:52
      bcde napisało:"można się chyba poświęcić te parę minut?"



      skoro ma to trwać TYLKO parę minut może niewarto nadstawiać doopy?
      • mece.nas Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 28.11.09, 10:26
        herbatka.jasminowa napisała:

        > bcde napisało:"można się chyba poświęcić te parę minut?"
        >
        >
        >
        > skoro ma to trwać TYLKO parę minut może niewarto nadstawiać doopy?

        he he dokładnie to samo pomyślałam..
        • herbatka.jasminowa Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 28.11.09, 11:56
          odnosze wrażenie, że dla wielu tutaj bywających panów, gra wstępna ogranicza się do rozpięcia rozporka, tak własnie odebrałam te "parę minut", dlatego wielu kobietom nie opłaca się fatygować ...po prostu
    • arronia Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 28.11.09, 11:58
      > Przecież są różne lubrykanty, można się chyba poświęcić te parę minut?
      > Przecież partner nie zrobi żadnej krzywdy.

      Jakby lubrykacja była jedynym fizycznym przejawem podniecenia kobiety...
      Gratuluję znajomości tematu.
      • rum.i.janek Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 28.11.09, 13:13
        jak minie te pare minut to może na polizanie gorącej patelni się
        dacie namówić panie kochane
    • possessive Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 28.11.09, 14:14
      Jeśli facetowi wystarczy nadstawiona d..pa, to niech sobie kupi sztuczną w czym problem. :)
      • rachela25 Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 28.11.09, 14:21
        gdybym kochała faceta to bym się poświęcała . Widocznie te niechętne
        panie mają w d.upie potrzeby partnera , a później jest płacz że
        zdradził /odszedł , i miałby racje !
        • possessive Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 28.11.09, 14:38
          rachela25 napisała:

          > gdybym kochała faceta to bym się poświęcała .

          Niektórzy faceci mówią na to: grzeczna dziewczynka, zna swoje miejsce.
          Dowiedz się naiwne kochanie, że takie grzeczne i posłuszne mięska też są zdradzane.
          • rachela25 Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 28.11.09, 15:15
            Ale kochanie :) nie robiłabym tego z obawy że mnie zdradzi tylko
            dlatego że on ma taką potrzebe, a ja jako kochająca żona starałabym
            bym się tą potrzebe zaspokoić .
            • anais_nin666 Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 03.12.09, 20:28
              Ło matko.
              A gdyby miał potrzebę wsadzić Ci w tyłek całą dłoń to też byś się na to zgodziła jako kochająca zona? Bo on tak chce?
              A gdybyś Ty zechciała seksu mąż + ktoś inny on by sie poświęcił jako kochający mąż?
              Gdzie są granice poświęceń?
    • izabella9.0 nie pochwalam braku seksu w małzenstwie aczkolwiek 28.11.09, 15:12
      z twojego postu bije hipokryzja :

      1.dziwisz się ze partnerka jakiegoś pana X się nie poświeca i zadasz albo
      inaczej nakazujesz jej się poświecić a nie dopuszczasz możliwości ,że kobieta
      związana z panem X chce tego samego - poświecenia ( tylke ,że w drugą stronę )od
      pana X ? Dlaczego jedno ( nie wazne które )ma się poświęcać a drugie nie moze ?

      2.dlaczego ma się poświęcać skoro nie sprawia jej to przyjemności ?a może wręcz
      przeciwnie sprawia ból ? to co nastawić i już ?Przecierpieć żeby ktoś maił
      przyjemność???? co to ku.. ma byc ? zabawa w kata ? w cierpiętnice ?

      PODSUMOWANIE 1: SEKS am być przyjemnością dla obojga a nie poświeceniem , bólem
      , rozczarowaniem , goryczą.. to bowiem doprowadzi do jeszcze większej niechęci
      czy nawet obrzydzenia do seksu i do partnera.Jak nie ma w związku seksu z
      przyjemności to znaczy ze albo coś jest nie tak w tej sferze albo w ogóle w
      związku i tym trzeba sie zając a nie łatać problem poświeceniami..zmuszaniami i
      tym podobnymi praktykami.
      Jak jest coś nie tak z seksem , ból , spadek ochoty itd to rozmowa pomoc
      specjalistów powinna wystarczyć jak nie tak jest w związku to trzeba się
      zastanowić nad sensem jego istnienia.

      3. "Czy naprawdę tzw. "przedmiotowe traktowanie" jest dla kobiet tak nie do
      zniesienia, że nie mogą "zamknąć oczu i pomyśleć o Anglii"?

      - widocznie nie
      • urquhart Re: nie pochwalam braku seksu w małzenstwie aczko 28.11.09, 16:41
        izabella9.0 napisała:
        > 3. "Czy naprawdę tzw. "przedmiotowe traktowanie" jest dla kobiet tak nie do
        > zniesienia, że nie mogą "zamknąć oczu i pomyśleć o Anglii"?
        >
        > - widocznie nie

        Post Izabeli pachnie mi filozofią Izabeli Łęckiej
        Jeżeli facet ma się realizować różne jej potrzeby to wszytko jest normalne i oczywiste, w końcu ją kocha. W drugą stronę jak ona ma dać coś od siebie na co on liczy już nie bo nie, bo jest dumna, wyniosła i ją to uprzedmiotawia.
        :)
        • izabella9.0 napisałam 28.11.09, 17:07
          wyraźnie na początku innymi słowy ,że poświęcenie w seksie z jednej czy z
          drugiej strony jest głupie i nienormalne !!!

          zauważyłam po prostu fakt ,że wypowiedz autora jest egoistyczna zarzuca coś
          kobietom coś czym sam się charakteryzuje.
          • urquhart Re: napisałam 28.11.09, 17:53
            izabella9.0 napisała:

            > wyraźnie na początku innymi słowy ,że poświęcenie w seksie z jednej czy z
            > drugiej strony jest głupie i nienormalne !!!

            Doczytałem wiec właściwie.
            A ja się pytam dlaczego akurat realizacja wyższych oczekiwań mężczyzn w seksie
            jest akurat głupie i nienormalne, skoro realizacja innych wyższych oczekiwań w
            innych dziedzinach jest normalne?
            Z reguły będzie nierówno bo mamy inne hormony.
            No chyba że się przegnie w tym pałę jak w książce postać Izabeli Łąckiej...
            • izabella9.0 jasneeeee wmawiaj sobie 28.11.09, 18:14
              "ja się pytam dlaczego akurat realizacja wyższych oczekiwań mężczyzn w seksie
              jest akurat głupie i nienormalne, skoro realizacja innych wyższych oczekiwań w
              innych dziedzinach jest normalne?"

              Nie będę niczego takiego komentować bo :
              *niczego takiego nie napisałam
              * wcale tak nie twierdze


              "Z reguły będzie nierówno bo mamy inne hormony."

              no i dlatego powinniśmy my kobiety i wy mezczyzni rozumieć ze mamy rożne
              potrzeby i rożne poglądy i rożne punkty widzenia /odbierania na sprawy seksu z
              reguły ROZUMIEĆ a nie Zmuszać do poświeceń bo czyjeś hormony , potrzeby , czyjś
              punkt widzenia jest ważniejszy czy normalniejszy
              • urquhart Re: jasneeeee wmawiaj sobie 28.11.09, 18:28
                izabella9.0 napisała:
                > no i dlatego powinniśmy my kobiety i wy mezczyzni rozumieć ze mamy rożne
                > potrzeby i rożne poglądy i rożne punkty widzenia /odbierania na sprawy seksu

                Jasne. Istota zwiazku jest wzajemne zaspokajanie potrzeb, a nie wzajemne
                zrozumienie że nie możemy ich zaspokajać.
                Wchodzenie w związek i nie jest przecież obowiązkowe.
                • izabella9.0 no dokładnie 28.11.09, 18:57
                  wchodzenie w związek nawet małżeński nie jest obowiązkowe ale jeżeli sie juz
                  wejdzie to nie mozna drugiej połowy niezależnie od tego czy to K cz M zmuszać do
                  seksu , żądać poświeceń a w tym przypadku ( w odniesieniu do autora )
                  wystawienia tyłka i myślenia o niebieskich migdała bo druga osoba mimo niechęci
                  partnerki ma ochotę przelecieć cokolwiek.

                  Jak się ludzie kochają to chcą seksu , chcą sprawiać przyjemność partnerowi a
                  przynajmniej próbować- jak tak nie jest to zmuszanie i bawienie się w
                  cierpiętnice nie ma sensu bo coś jest nie tak albo z seksem albo co gorsza ze
                  związkiem.
                  Jak z seksem można popróbować zmienić
                  Jak ze związkiem trzeba pomyśleć o tym czy warto to ciągnąc i się męczyć z
                  jednej i z drugiej strony

                  a tak na marginesie czy mężczyźnie nie uwłacza seks z zona/partnerką która
                  nastawi mu tyłka i myśli cholera wie o czym ????? Czy jest sens się tak męczyć
                  ????? Czy tak ma to wyglądać - licytacja kto jest bardziej nieszczęśliwy i kto
                  się bardziej poświęca , kto bardziej cierpi , kto bardziej żebrze ?? Co to w
                  ogóle jest ?
                  • urquhart Re: no dokładnie 28.11.09, 19:35
                    izabella9.0 napisała:
                    > Jak się ludzie kochają to chcą seksu , chcą sprawiać przyjemność partnerowi a
                    > przynajmniej próbować- jak tak nie jest to zmuszanie i bawienie się w
                    > cierpiętnice nie ma sensu bo coś jest nie tak albo z seksem albo co gorsza ze
                    > związkiem

                    W ogólności przykład problemu z wypracowywaniem kompromisu w związku w kwestii
                    zaspokajania rożnych potrzeb i seks nie jest żadnym wyjątkiem.
    • zakletawmarmur Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 28.11.09, 17:14

      No to wyobraź sobie, że to TY musisz nadstawiać dupę. Podejrzewam,
      że panowie Cię nie kręcą tak jak wielu mężów nie kręci już swoich
      żon. Możesz sobie wyobrazić, że nadstawiasz tyłka bo np. Twój szef
      ma potrzeby seksualne? Przecież to żaden problem, wystarczy wypiąć
      dupsko albo rozłożyć nogi i przez 5 minut pomyśleć o czymś innym...
      • urquhart Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 28.11.09, 18:03
        Naciągasz. Wybory życiowe rodzą konsekwencje. Np wchodzenie w związek. W życiu
        nie związałbym się dla żadnych pieniędzy seksualnie z szefem.

        Rozumiem że to proza życia że cześć pań wychodzi za mąż i da się zapłodnić
        pierwszemu lepszego który da się wkręcić w dzieci i stać go na utrzymanie
        rodziny i potem już ich to nie kręci, ale miejmy odwagę przyznać że w takim
        przypadku chodzi o kurewstwo i wykorzystywanie człowieka przez człowieka :)
        • zakletawmarmur Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 28.11.09, 18:21

          Ale przestałbyś mieć na żoną ochotę gdyby przytyła 100 kilo?
          Bzykałbyś ją tylko dlatego, że to Twój obowiązek małżeński?
          Tak samo żona może stracić ochotę na męża, gdy ten z tego samca
          zmienia się w marudzącego pana pierdołę:-)

          Rozumiem że to proza życia że cześć pań wychodzi za mąż i da się
          zapłodnić
          > pierwszemu lepszego który da się wkręcić w dzieci i stać go na
          utrzymanie
          > rodziny i potem już ich to nie kręci, ale miejmy odwagę przyznać
          że w takim
          > przypadku chodzi o kurewstwo i wykorzystywanie człowieka przez
          człowieka :)

          Ciekawa jestem ile jest takich kobiet, które świadomie szukają sobie
          faceta tylko w tych celach. Z reguły mąż ma na to całkiem spory
          wpływ. Tylko mu się nie chce ale nawet jest mu taka żona na rękę.
          Dziećmi się dobrze zajmie, obiad pod nos postawi a on może swoje
          potrzeby rozładowywać gdzieś indziej, gdzie tak bezpiecznie i
          wygodnie by mu na stałe nie było:-)
          • urquhart Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 28.11.09, 19:07
            zakletawmarmur napisała:
            > Ale przestałbyś mieć na żoną ochotę gdyby przytyła 100 kilo?
            > Bzykałbyś ją tylko dlatego, że to Twój obowiązek małżeński?

            To juź dobry przykład. Chociaż i tak miałem ochotę na żonę jak kiedyś bardzo
            przytyła po ciąży, wiem że to może potencjalne zniechęcać. Ale podobnie jak z
            mężem alkoholikiem czy w depresji najpierw robiłbym wszystko i czuł
            odpowiedzialność żeby motywować żeby ten stan rzeczy jak najszybciej zmienić.
            Uwzględniając to bcde pisze jedynie o nadstawianiu dupy i nie oczekuje większej
            aktywności. Pomińmy skrajne wypadki losowe.

            > Tak samo żona może stracić ochotę na męża, gdy ten z tego samca
            > zmienia się w marudzącego pana pierdołę:-)

            Związek i miłość to dynamiczne relacje, jedni się motywują do sukcesów inni
            odgrywają niepowodzenia z innych sfer czy nawet z dzieciństwa, tak czy owak obie
            strony są odpowiedzialne za siebie wzajemnie jak się w nim zmieniają.

            > Ciekawa jestem ile jest takich kobiet, które świadomie szukają sobie
            > faceta tylko w tych celach. Z reguły mąż ma na to całkiem spory
            > wpływ. Tylko mu się nie chce ale nawet jest mu taka żona na rękę.
            > Dziećmi się dobrze zajmie, obiad pod nos postawi a on może swoje
            > potrzeby rozładowywać gdzieś indziej, gdzie tak bezpiecznie i
            > wygodnie by mu na stałe nie było:-)

            Częściej mówi się o wykorzystywaniu kobiet przez mężczyzn ale przecież to się
            zdarza w obie strony? Co do przykładu MiL czyli matki w domu a kochanki w
            burdelu to właśnie przykład szukania przedłużenia matki w żonie, a nie
            partnerki. Taka rola może pasować obu stronom i zaspokajać ich potrzeby ale to
            przecież dysfunkcja.
            • yulianna31 Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 29.11.09, 16:52
              Przebrnęłam przez wiele wątków pt. „dlaczego nie chce, nie lubi,
              unika …” i odpowiedzi też było wiele, bo zmęczona, bo dzieci, niskie
              libido … a teraz nawet bo nie kocha.
              Jednak nie natknęłam się na odpowiedź „bo nie sprawia jej to
              przyjemności”, a to jest w wielu przypadkach powód unikania seksu
              przez kobiety.
              Dlaczego kobieta, której seks sprawia przyjemność i ma mega orgazmy
              ma sobie go odmawiać, nie odmawia go, uwielbia się kochać.
              Co innego kobieta dla której seks to tylko przyjemność partnera,
              który skupia się tylko na sobie, gra wstępna to rozsunięcie
              rozporka, jak to ktoś napisał, albo kończy zanim ona zacznie … i
              myśli, że jest ok , a ta wstrętna żona/partnerka nie chce.


              • triss_merigold6 Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 29.11.09, 21:28
                No, jesli dla pana całość czynności ma się ograniczać do wsadzenia +
                paru ruchów frykcyjnych to faktycznie nie opłaca się nadstawiać
                d..y. Bez sensu się tylko irytować.
                • urquhart Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 07:36
                  triss_merigold6 napisała:
                  > No, jesli dla pana całość czynności ma się ograniczać do wsadzenia +
                  > paru ruchów frykcyjnych to faktycznie nie opłaca się nadstawiać
                  > d..y. Bez sensu się tylko irytować.

                  Ależ całkowita racja Triss!
                  Kiedy "Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do
                  roli dostarczyciela dóbr dla rodziny" w ogóle już nic dla niego robić nie warto,
                  no chyba że się ma z tego samemu przyjemność przynajmniej równie dużą lub
                  wiekszą jak postuluje powyżej yulianna31.

                  • aandzia43 Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 09:31
                    > Ależ całkowita racja Triss!
                    > Kiedy "Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje
                    sprowadzony do
                    > roli dostarczyciela dóbr dla rodziny" w ogóle już nic dla niego
                    robić nie warto

                    Kiedy mężczyzna uparcie, latami, ogranicza się do wsadzenia i paru
                    ruchów frykcyjnych, to po jakimś czasie przestaje być ukochanym
                    człowiekiem i sam w ten sposób sprowadza się do roli dostarczyciela
                    dóbr dla rodziny. Dobrze, jeśli przynajmniej do tego sie nadaje.
                    • krzysztof-lis Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 18:46
                      > Kiedy mężczyzna uparcie, latami, (...)

                      A często nawet wcześniej! :)
            • zakletawmarmur Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 29.11.09, 22:16
              Ale podobnie jak z
              > mężem alkoholikiem czy w depresji najpierw robiłbym wszystko i czuł
              > odpowiedzialność żeby motywować żeby ten stan rzeczy jak
              najszybciej zmienić.

              No wreszcie piszesz jak człowiek:-) Czyli jednak kobieta też powinna
              mieć jakieś prawa.

              Problem polega na tym, że ludzie nie potrafią się motywować. Co
              zresztą najlepiej widać po tym forum. Wszyscy tylko wzajemnie się
              oskarżają zamiast zastanowić się nad swoją rolą w tym procesie...
              • urquhart Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 08:18
                zakletawmarmur napisała:
                > Problem polega na tym, że ludzie nie potrafią się motywować. Co
                > zresztą najlepiej widać po tym forum. Wszyscy tylko wzajemnie się
                > oskarżają zamiast zastanowić się nad swoją rolą w tym procesie...

                :)
                Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty.
                To też nie diabeł rogaty.
                Ani miłość kiedy jedno płacze
                a drugie po nim skacze.(...)
                Ale MIŁOŚĆ - kiedy jedno spada w dół,
                drugie ciągnie je ku górze.

                MIŁOŚĆ daje silę do motywacji. Jednakże panowie czasem nie chcą przyznać i bronią się zamiast ją wzmacniać bo wiedzą że stanowi ich potworną słabość, bez wzajemności i źle skierowana spowoduje że mogą być wycyckani i poniżeni jak wspomniany powyżej Stanisław przez Izabelę w Lalce.
                Panie natomiast jak już nie są młodymi mężatkami bez ogródek najczęściej przyznają że najważniejsza jest dla nich miłość do dzieci...
                • zakletawmarmur Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 09:37
                  > Panie natomiast jak już nie są młodymi mężatkami bez ogródek
                  najczęściej przyzn
                  > ają że najważniejsza jest dla nich miłość do dzieci...

                  Tak matki kochają swoje dzieci. Ale to przede wszystkim jest dla
                  kobiety ogromne poczucie odpowiedzialności. Dziecko jest bezbronne,
                  potrzebuje rodzica, żeby żyć. Mężczyzna jest dorosły, odpowiedzialny
                  i bez nas sobie poradzi. Możemy oczekiwać od niego większej
                  samodzielności.

                  Jeśli oczekujecie, że kobieta będzie czuła się za dorosłego
                  mężczyznę bardziej odpowiedzialna niż za dziecko to powinniście
                  zrezygnować z planów posiadania potomstwa. No chyba, że chce
                  ryzykować związek z kobietą, która w chwili znużenia rodziną zwieje
                  z domu z jakimś przystojniejszym Egipcjaninem...

                  > MIŁOŚĆ daje silę do motywacji. Jednakże panowie czasem nie chcą
                  przyznać i bron
                  > ią się zamiast ją wzmacniać bo wiedzą że stanowi ich potworną
                  słabość, bez wzaj
                  > emności i źle skierowana spowoduje że mogą być wycyckani i
                  poniżeni jak wspomni
                  > any powyżej Stanisław przez Izabelę w Lalce.

                  Dlaczego Stanisław zakochał się w Izabeli? Właśnie takie kobiety
                  lubicie- wymagające i niedostępne. Gdy kobieta nic nie oczekuje w
                  zamian to traktujecie ją jak nie wartą waszych uczuć. Dlatego
                  właśnie wszystkie te oziębłe żony mają cudownych mężów, co to ze
                  szmatą biegają, wypasione wakacje im fundują i jeszcze o seks się
                  dopraszają:-) To taka damska wersja strategii Badboya:-)
                  • aandzia43 Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 10:31
                    > Tak matki kochają swoje dzieci. Ale to przede wszystkim jest dla
                    > kobiety ogromne poczucie odpowiedzialności. Dziecko jest bezbronne,
                    > potrzebuje rodzica, żeby żyć. Mężczyzna jest dorosły,
                    odpowiedzialny
                    > i bez nas sobie poradzi. Możemy oczekiwać od niego większej
                    > samodzielności.
                    >
                    > Jeśli oczekujecie, że kobieta będzie czuła się za dorosłego
                    > mężczyznę bardziej odpowiedzialna niż za dziecko to powinniście
                    > zrezygnować z planów posiadania potomstwa.

                    Cudnie napisane, Zaklęta. Ogromne poczucie odpowiedzialności przede
                    wszystkim. Hormony szczęścia to tylko rozgrzewka i na rozgrzewce
                    normalnie rozgarnięta i dojrzała kobieta nie jedzie całe
                    macierzyństwo. Faceci, którzy inwestują w panie zdolne tylko do
                    porywów hormonalnych (czy to w stronę mężczyzny, czy w stronę
                    dziecka) są idiotami. Po pierwsze taka nie będzie dobrą matka dla
                    jego dziecka, a po drugie jest duża szansa, że odfrunie z jakimiś
                    nowymi portkami.
                  • urquhart Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 11:18
                    zakletawmarmur napisała:
                    > Tak matki kochają swoje dzieci. Ale to przede wszystkim jest dla
                    > kobiety ogromne poczucie odpowiedzialności. Dziecko jest bezbronne,
                    > potrzebuje rodzica, żeby żyć. Mężczyzna jest dorosły, odpowiedzialny
                    > i bez nas sobie poradzi. Możemy oczekiwać od niego większej
                    > samodzielności.

                    No i radzą sobie bez was i samodzielnie, najczęściej z inną. Wtedy wieki płacz.
                    Próbują naprawiać relacje, dostanie im się że rywalizują z dzieckiem i są
                    beznadziejnymi egoistycznymi dupkami.
                    Kobiety i ich uczucia są zawsze ważne, ich zaś całkiem nieważne. Murzyn zrobił
                    swoje murzyn może odejść (z wątku obok)...

                    Wałkowanie podstawowej prawdy z każdej książki o związkach że żeby związek
                    przetrwał i był satysfakcjonujący relacje poziome w rodzinie mąż-żona muszą być
                    utrzymywane jako silniejsze i priorytetowe od także ważnych naturalnych relacji
                    pionowych mąż-jego matka(teściowa), matka-dzieci jest faktycznie nudne.

                    > Dlaczego Stanisław zakochał się w Izabeli? Właśnie takie kobiety
                    > lubicie- wymagające i niedostępne. Gdy kobieta nic nie oczekuje w
                    > zamian to traktujecie ją jak nie wartą waszych uczuć.

                    To przecież podstawy psychologii, dla typowej psychiki mężczyzny ważniejsze są
                    wyzwania, a dla kobiety stabilizacja. Można to wykorzystać w dobrym lub złym celu.
                    Albo oszukiwać się że dla mężczyzny to samo powinno być tak samo ważne co dla
                    kobiety, umniejszając jego wkład i zaangażowanie.
                    • zakletawmarmur Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 12:06

                      > No i radzą sobie bez was i samodzielnie, najczęściej z inną. Wtedy wieki płacz.
                      > Próbują naprawiać relacje, dostanie im się że rywalizują z dzieckiem i są
                      > beznadziejnymi egoistycznymi dupkami.

                      Jasne:-) Może i pójdzie do innej, podupczy se pare razy... A później będzie się
                      płaszczył przed żoną jeszcze bardziej. Wszyscy wiemy o co biega. Odejdzie tylko
                      do tej, która będzie miała jeszcze większe oczekiwania i jeszcze więcej z niego
                      wyciśnie:-)

                      Dodam jeszcze, że nie mam pretensji do mężczyzn o tą strategie. Wiem jak z niej
                      korzystać... Cieszę się, że przynajmniej Ty się do tego przyznajesz, zamiast
                      przekonywać kobiety, że powinny być dla was lepsze:-)

                      > Próbują naprawiać relacje, dostanie im się że rywalizują z dzieckiem i są
                      > beznadziejnymi egoistycznymi dupkami.

                      Bo źle się do tego zabiera. Zamiast kupować łóżeczko i marudzić, że żonka nic
                      nie robi, żeby dziecko z sypialni wygonić sam powinien to zrobić! Powinien
                      wyrwać kobiecie z rąk gówniarza, wyprosić ją z pokoju, powiedzieć zdecydowanie
                      "zaufaj mi, wiem co robie" a następnie nauczyć małego samodzielnego zasypiania w
                      swoim nowym łóżeczku. A jak baba będzie coś marudzić to powinien być twardy.
                      Później zamiast marudzić przed tv, że żona cały dzień zapierdziela (co też na
                      pewno musi być wkurzające), powinien rzucić ją na lóżko i porządnie zerżnąć. Ale
                      przecież wygodniej jest robić żonie awantury "że za dużo czasu dziecku poświęca"
                      i liczyć, że kobiecina sama rozwiązaniem tego problemu się zajmie. Tak, dla mnie
                      nie byłoby to mobilizujące.

                      > Wałkowanie podstawowej prawdy z każdej książki o związkach że żeby związek
                      > przetrwał i był satysfakcjonujący relacje poziome w rodzinie mąż-żona muszą być
                      > utrzymywane jako silniejsze i priorytetowe od także ważnych naturalnych relacji
                      > pionowych mąż-jego matka(teściowa), matka-dzieci jest faktycznie nudne.

                      Jeśli facet zachowuje się jak facet to nie ma z tym problemów. Jeśli zachowuje
                      się jak dzieciak to i żona nie będzie potrafiła traktować jako partnera. Wtedy
                      zaczyna traktować go jak dziecko ale niestety faktycznie już tylko "dziecko
                      drugiej kategorii"...
                      • urquhart Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 12:28
                        zakletawmarmur napisała:
                        > Odejdzie tylko
                        > do tej, która będzie miała jeszcze większe oczekiwania i jeszcze więcej z niego
                        > wyciśnie:-)

                        Bezwarunkowo to kocha w życiu tylko mamusia. Niektórzy właśnie takiej szukają i zawsze muszą się zawieść.
                        My tu mówimy o proporcjach miłości warunkowej pary czyli partnerskiej. I o oczekiwaniu czegoś w zamian za swój wkład.

                        > Powinien
                        > wyrwać kobiecie z rąk gówniarza, wyprosić ją z pokoju, powiedzieć zdecydowanie

                        No tak i właśnie mamy potencjalnego przemocowca :)
                        Ona se tak da myślisz jak dziecko dla niej wazniejsze... Kobieta wpadnie w histerię i albo go puszczą nerwy, tragedia i prokurator, albo on podkuli ogon i zostanie dupkiem. A potem zdziwko że facet wybiera wycofanie...

                        > Jeśli facet zachowuje się jak facet to nie ma z tym problemów. Jeśli zachowuje
                        > się jak dzieciak to i żona nie będzie potrafiła traktować jako partnera. Wtedy
                        > zaczyna traktować go jak dziecko ale niestety faktycznie już tylko "dziecko
                        > drugiej kategorii"...

                        Ciekawe gdzie ma się tego nauczyć i czepiać wzorce twoim zdaniem? Wzrastając w świecie kobiet i będąc im posłuszny całe dorastanie? To osobny problem.
                        • zakletawmarmur Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 12:43
                          > Ona se tak da myślisz jak dziecko dla niej wazniejsze... Kobieta wpadnie w hist
                          > erię i albo go puszczą nerwy, tragedia i prokurator, albo on podkuli ogon i zos
                          > tanie dupkiem. A potem zdziwko że facet wybiera wycofanie...

                          Wszyscy marudzą a który spróbował...
                          Wiesz jak to wyglądać będzie? W pierwszej chwili kobieta wpadnie w histerie.
                          Kiedy pomimo jej histerii mężczyzna zachowa spokój i pewność siebie kobieta w
                          końcu ulegnie. Sama kilka razy byłam w takiej sytuacji i zawsze ulegałam.
                          Widziałam to u koleżanki, która miała ewidentny problem z nadopiekuńczością, na
                          szczęście miała takiego właśnie twardego mężczyznę u boku.
                          Policji bym się nie bała. Nawet w poważniejszych sprawach kobieta często
                          wychodzi na psychopatkę lub histeryczkę i nikt jej nie traktuje poważnie...
                        • zakletawmarmur Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 13:35
                          > Bezwarunkowo to kocha w życiu tylko mamusia. Niektórzy właśnie takiej szukają i
                          > zawsze muszą się zawieść.

                          Oczywiście Urqu, że zdrowy mężczyzna, jak i zdrowa kobieta nie da się źle
                          traktować... I właśnie w tym tkwi wytłumaczenie większości problemów. Jeśli mąż
                          godzi się na cyckanie to znaczy, że związek z żoną-mamuśką z jakiś powodów jest
                          opłacalnym byznesem. Tak samo jak gdy kobieta godzi się na związek z leniwcem,
                          co to od obowiązków domowych trzyma się z daleka to widocznie albo czymś
                          nadrabia albo lubi takie traktowanie. Nikt nie tkwi w związku przez przypadek.

                          >
                          > Ciekawe gdzie ma się tego nauczyć i czepiać wzorce twoim zdaniem? Wzrastając w
                          > świecie kobiet i będąc im posłuszny całe dorastanie? To osobny proble

                          A od czego jest to forum? Nie można mieć do nikogo pretensji, że popełnia błędy.
                          Chodzi tu chyba bardziej o to, żeby te błędy komuś uświadomić:-) Co z tą wiedzą
                          dalej zrobi to już jego sprawa...

                          --
                          Cała rozpiętość natury! Od Kreatora do kreatury.
                          • urquhart Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 15:06
                            zakletawmarmur napisała:
                            > Oczywiście Urqu, że zdrowy mężczyzna, jak i zdrowa kobieta nie da się źle
                            > traktować... I właśnie w tym tkwi wytłumaczenie większości problemów. Jeśli mąż
                            > godzi się na cyckanie to znaczy, że związek z żoną-mamuśką z jakiś powodów jest
                            > opłacalnym byznesem. Tak samo jak gdy kobieta godzi się na związek z leniwcem,
                            > co to od obowiązków domowych trzyma się z daleka to widocznie albo czymś
                            > nadrabia albo lubi takie traktowanie. Nikt nie tkwi w związku przez przypadek.

                            Mamusia żona i mąż niuniany synek. Sielanka i wzajemne zaspokajanie potrzeb trwa
                            do momentu urodzi się prawdziwe dziecko i mamusia zmienia obiekt bliskości i
                            niuniania a do tatusia ma jedynie roszczenia. Kto kogo twoim zdaniem zdrowo
                            wykołował?

                            > A od czego jest to forum? Nie można mieć do nikogo pretensji, że popełnia błędy

                            Forum pozwala sposób widzenia i odczuwania zza drugiej strony barykady i
                            konfliktu. Jeżeli ma się chęć współczucia to może to poważnie pomóc w
                            osiągnięciu kompromisu :)
                            • zakletawmarmur Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 15:19

                              > Mamusia żona i mąż niuniany synek. Sielanka i wzajemne
                              zaspokajanie potrzeb trw
                              > a
                              > do momentu urodzi się prawdziwe dziecko i mamusia zmienia obiekt
                              bliskości i
                              > niuniania a do tatusia ma jedynie roszczenia. Kto kogo twoim
                              zdaniem zdrowo
                              > wykołował?

                              Dopóki trwa związek, dopóty obojgu musi się to opłacać... Przecież
                              taka żona mamusia dalej się opiekuje. Zwalnia z odpowiedzialności za
                              potomstwo, za dbanie o dom, geny przekazane-możemy poczuć się
                              nieśmiertelni. Części panów ma nawet pretekst do niewierności. Żyć
                              nie umierać:-)

                              Myślisz, że gdyby mężczyznom ta strategia się nie opłacała to by
                              istniała?

                              --

                              Cała rozpiętość natury! Od Kreatora do kreatury.
                              • urquhart Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 17:40
                                zakletawmarmur napisała:
                                > Zwalnia z odpowiedzialności za
                                > potomstwo, za dbanie o dom, geny przekazane-możemy poczuć się
                                > nieśmiertelni

                                No, to jak to traktuje, jedni się sparzą płącą frycowe i szukają dalej ideału
                                inni mają takie subiektywne poczucie niesprawiedliwości i wyruchania że wolą iść
                                do pudła niż zapłacić jakąkolwiek złotówkę alimentów za tą "nieśmiertelność".

                                > Myślisz, że gdyby mężczyznom ta strategia się nie opłacała to by
                                > istniała?

                                he, he, he
                                Tak jak zżeranie samca podczas seksu modliszek opłacalną strategią z punktu
                                widzenia gatunku. Niekoniecznie z zaś punktu widzenia samca gdyby coś kumał.
                                • zakletawmarmur Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 20:09
                                  Dla samca to też jest opłacalne:-) Często zanim go zeżre zdąży ją
                                  zapłodnić... Poza tym on dobrze wie, że może zostać zjedzony:-)
            • aandzia43 Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 09:36
              > Związek i miłość to dynamiczne relacje, jedni się motywują do
              sukcesów inni
              > odgrywają niepowodzenia z innych sfer czy nawet z dzieciństwa, tak
              czy owak obi
              > e
              > strony są odpowiedzialne za siebie wzajemnie jak się w nim
              zmieniają.

              Z tą odpowiedzialnością za zmiany w partnerze to bym uważała.
              Odpowiedzialni jesteśmy tylko za bodźce, jakimi traktujemy partnera w
              trakcie wspólnego życia. A co on z tym zrobi (co może i co zechce),
              to już jest inna sprawa.
              • urquhart Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 12:48
                aandzia43 napisała:
                > Z tą odpowiedzialnością za zmiany w partnerze to bym uważała.
                > Odpowiedzialni jesteśmy tylko za bodźce, jakimi traktujemy partnera w
                > trakcie wspólnego życia. A co on z tym zrobi (co może i co zechce),
                > to już jest inna sprawa.

                No tak. Mocno uprościłem. Klasyczna psychoterapia zakłada że schemat zachowania
                wziązku, miłości mamy już zakodowany w dzieciństwie, a partner może te
                destrukcyjne mechanizmy rozwinąć albo załagodzić. A że tkwią w podświadomości
                nie jest się ich świadomym ani nie łatwo odkryć u partnera (ki). Standardowo i
                tak za mechanizmy tkwiące w nas obwinimy partnera racjonalizując swoje zachowanie.

          • krzysztof-lis Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 18:48
            > Ciekawa jestem ile jest takich kobiet, które świadomie szukają sobie
            > faceta tylko w tych celach.

            A czy to coś zmienia, że dzieje się to nieświadomie?
            • zakletawmarmur Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 20:05

              Krzysiu chodziło mi o to, że te kobiety przy odpowiednim mężczyźnie
              stopniowo ewoluują do roli matki polki. Jeśli chłop latami, marudzi,
              wyprasza i nie przeszkadza mu, że żona za każdym razem tylko
              rozkłada nogi to czego sie spodziewasz?

              Wiesz co, ja rozumiem, że można chcieć sie poświęcić. Rozumiem, że
              fajnie jest sprawiać komuś przyjemność. Jednak problem pojawia się,
              gdy partner oczekuje, że będzie to jego święte prawo. Wtedy to nie
              jest żadne rozwiązanie problemu, co najwyżej zatuszowanie go.
              Przypomina mi stosowanie dezodorantu nie po tylko zamiast kąpieli.
              Zdecydowanie lepiej tak się dobrać, żeby ani jedno ani drugie nie
              musiało się poświęcać za często a później pilnować kierunek, w
              którym nasz związek ewoluuje.
              • krzysztof-lis Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 01.12.09, 19:28
                > Zdecydowanie lepiej tak się dobrać, żeby ani jedno ani drugie nie
                > musiało się poświęcać za często a później pilnować kierunek, w
                > którym nasz związek ewoluuje.

                Czy to mam traktować jako odpowiedź na moje pytanie?
                • zakletawmarmur Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 01.12.09, 21:08

                  Odpowiedź na Twoje pytanie zawarłam w pierwszym akapicie. W drugim
                  była kontynuacją wcześniejszych dyskusji.
    • jamtoja Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 09:43
      pomijając wszystko....
      nadstawiona dupa Ci wystarczy?
      Mi nie...
    • loppe Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 10:44
      Bardzo mądre pytanie i bardzo mądra dyskusja która wykazała, że
      nadstawianie d... wbrew chęci własnej może prowadzić do za burzeń
      osobowości i utraty szacunku dla seksu i jego piękna.
    • lilyrush Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 11:21
      Wsadze kij w mrowisko...

      Mój eks wraz z postepemnasdzego małżeństwa gnusnial i tył coraz bardziej. Poza
      tym tracił moje wszeklei powazanie jako mąż. Jak urodziłam dziecko to tez sie
      jako ojciec nie sprawdził. Ale skoro byłam jego żona to czułam sie w obowiązku
      zapewnić mu seksualne minimum. Bo tak obiecywałam na ślubie. Wiec jak to autor
      wątku postuluje rozkładałam od czasu do czasu nogi (tak mniej więcej raz na
      tydzień, zeby nie zrzędził za bardzo) i myślałam o liście zakupów. Eksowi to
      zupełnie wystarczało. A i jak sie starałam, zeby było szybko i sprawnie. Farsy
      nie było sensu przedłużać. Jednocześnie z tym starałam sie robić wszytko, żeby
      nasze małżeństwo zaczęło jakoś na każdej innej płaszczyźnie funkcjonować. W
      końcu się okazało, ze to o kant d..robić. On tył i gnuśniał nadal, ja juz miałam
      dwoje dzieci do opiekowania sie. Jak syn miał rok to się wyniosłam i rozwiodłam.
      I jaki z tego wniosek? Jak związek jest do d... to dawanie d...tez raczej nie
      pomoże ;-)
      • kag73 Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 19:55
        Swite slowa! Nic dodac nic ujac.
      • bcde Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 22:05
        Lilirush, ale twój były mąż był szczęśliwy chociaż ten raz na tydzień. A tobie
        czegoś ubyło? D.pa nie mydło, nie zmydli się.
        Co z tego, że związek się rozpadł? Może w innych warunkach i z inną osobą tak by
        się nie stało, dzięki twojemu podejściu, za które chwała ci.
        Poza tym, seks nie jest po to by na coś pomagać i coś sklejać. Jest po to, żeby
        partnerowi było dobrze. Jeśli się go choć trochę kocha, to powinno wystarczyć za
        motywację.
        • arronia Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 22:26
          > Poza tym, seks (...) Jest po to, żeby
          > partnerowi było dobrze. Jeśli się go choć trochę kocha, to powinno wystarczyć
          za motywację.

          Właśnie, żeby partnerowi było dobrze, a partnerka niech myśli o Ojczyźnie. Jasny
          układ. Oczywiście uzgodniony przed wejściem w związek. Cool i git. Chyba, że
          jednak ten partner z miłości do partnerki przejmuje się jej przyjemnością z
          seksu? Eeee, nie, to nie ta bajka :)
        • lilyrush Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 01.12.09, 12:33
          bcde napisał:

          > Lilirush, ale twój były mąż był szczęśliwy chociaż ten raz na tydzień. A tobie
          > czegoś ubyło? D.pa nie mydło, nie zmydli się.
          > Co z tego, że związek się rozpadł? Może w innych warunkach i z inną osobą tak b
          > y
          > się nie stało, dzięki twojemu podejściu, za które chwała ci.
          > Poza tym, seks nie jest po to by na coś pomagać i coś sklejać. Jest po to, żeby
          > partnerowi było dobrze. Jeśli się go choć trochę kocha, to powinno wystarczyć z
          > a
          > motywację.

          Taa...on był szczęśliwszy raz na tydzień, a że jemu głęboko zwisało, ze ja nie
          jestem szczęśliwa nawet przez sekundę to już zupełnie nieważne.
          Jak to ładnie piszesz d...mi nie ubyło. Ale przez te 20 minut mogłam zrobić coś
          przyjemniejszego dla siebie i efekt ogólno- związkowy byłby taki sam.
          Twój postulat mam sens, jeżeli zasadę zrobienia dobrze drugiej stronie choć
          przez chwile stosują obie strony. Gdyby na przykład mój eks biorąc pod uwagę to,
          ze dostaje regularnie seks mimo, ze nie mam na to ochoty, w zamian regularnie na
          przykład sprzątnął łazienkę to byłoby fair
          • elle-melek Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 03.12.09, 16:35
            - tak, ja bym sprzątnął. Od niechcenia, bo muszę. Jaki seks takie porządki w
            łazience. Ciach ciach mopem po podłodze, trzy ruchy szmatką po lustrze i spłukać
            wannę. Potem dokładnie umyć ręce. Taki handelek.
    • mtadek1000 Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 14:34
      Kiedyś też napisałem takiego posta, ale wszyscy zrównali mnie z glebą. Odpowiedź
      dzisiaj po kilkuset przeczytanych postach dalej:
      Przychodzi baba do lekarza:
      - Panie doktorze ciągle jestem wkurwiona, wszystko i wszyscy mnie wkurwiają, a
      najbardziej wkurwia mnie to, że wszystko mnie wkurwia, proszę mi pomoc!
      - Czy próbowała Pani w jakiś sposób się wyciszyć, uspokoić, np. spacery w lesie,
      parku wśród śpiewu ptaków, spacerując boso po trawie, kontakt z przyrodą bardzo
      pomaga...
      - E tam, Panie Doktorze - ptaki mnie wkurwiają, bo drą ryje, w trawie pełno
      robactwa, pajęczyny, gałęzie zaczepiają o ubranie, nie, nie, przyroda mnie wkurwia!
      - To może inny sposób, np. kąpiel w wannie pełnej piany z aromaterapią, przy
      nastrojowej muzyce?
      - E tam, Panie Doktorze, tego tez próbowałam piana mnie wkurwia, bo szczypie w
      oczy, muzyka mnie wkurwia, każda muzyka mnie wkurwia, ta nastrojowa najbardziej
      mnie wkurwia, a te olejki zapachowe, to dopiero wkurwiające, kleją się, lepią,
      plamią, nie, nie olejki najbardziej mnie wkurwiają!
      - No dobrze, to może sex? Jak wygląda Pani życie seksualne?
      - Sex !?
      A co to takiego?
      - Nie wie Pani co to sex!? No dobrze, zaraz Pani pokaże, proszę za parawan. Po
      chwili na parawanie lądują kolejne części garderoby: spodnie, spódnica, kitel,
      bluzka, biustonosz, majtki. Po kolejnej chwili słychać sapanie i wzdychania,
      wreszcie słychać głos kobiety:
      - Panie Doktorze, proszę się zdecydować? Wkłada Pan czy wyciąga, bo już mnie pan
      zaczyna wkurwiać!
      • szpulotek Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 30.11.09, 21:59
        www.gorgeousberlin.de/catalog/product_info.php?cPath=97&products_id=512&osCsid=d9e90ef5b61c58f4e70f1c9777681712

        kupi sobie i uzywaj do woli, a nie zenujacy post na forum
        umieszczasz, rzygac mi sie chce gdy pomysle, ze moglbys byc moim
        mezem, bleeeeee
        • mtadek1000 Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 01.12.09, 11:25
          - WZAJEMNIE i do woli

          1.bp.blogspot.com/_eV8NMt8MUxk/RmchN3TY4DI/AAAAAAAAAHs/S_Bafk7eMTw/s400/penis.bmp
          Twój post jest idiotyczny i chamski, mój może niektórych rozśmieszył.

    • aandzia43 Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 01.12.09, 15:47
      > Czy naprawdę tzw. "przedmiotowe traktowanie" jest dla kobiet tak nie do
      > zniesienia, że nie mogą "zamknąć oczu i pomyśleć o Anglii"?

      Przedmiotowe traktowanie jest oczywiscie do zniesienia, ale zachowanie szacunku
      dla siebie i drugiej strony w takiej sytuacji jest nie do zrobienia. Ale
      poneiważ ludzie często są traktowani przedmiotowo przez bliźnich i nie mają
      wyjścia, albo wydaje im się że go nie mają, to stosują różne mechanizmy obronne,
      żeby jednak jakoś to znieść (czytaj: przeżyć). Np. uwewnętrzniają system
      wartości kata, czyli sami siebie mają za szmatę. I różne inne takie kwiatki.
      Traktowanie, jakie proponujesz, jest "szmaceniem się", jeśli stanowi standard w
      związku. Chory układ. Wielu parom to rzecz jasna odpowiada, co nie znaczy
      jednak, że panie w takich związkach "mają ludzkie uczucia wobec partnera i nie
      są skrajnymi egoistkami";-) Są przedmiotami.
      Optymalnie jest, kiedy partnerzy na przemian wykazują zrozumienie dla swoich
      potrzeb i obydwoje idą na kompromis łóżkowy.
      • zakletawmarmur Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 01.12.09, 18:03

        Tak sobie myślałam dzisiaj na ten temat...
        Musze przyznać, że w czasach, gdy seksu miałam mniej i bardzo
        nieregularnie zdarzyło mi się "wymusić" na moim partnerze.
        Generalnie przy dłuższej abstynencji robie się w łóżku
        agresywniejsza i bardziej kręci mnie dominowanie. Często wtedy
        fantazjowałam o zaciąganiu do łóżka kogoś kto się broni, nie ma na
        to ochoty (coś jak w filmie "W sieci"). Mój facet zawsze twierdził,
        że lubi kiedy taka jestem... Jednak zdarzyło się o kilka takich
        akcji za dużo (w dodatku z rzędu), kiedy facet faktycznie
        się "poświęcił". To uczucie, które pojawia się po wszystkim, kiedy
        zdajemy sobie sprawę, że dla drugiej strony to był ten "seks,
        którego nie powinno być" jest bardzo przykre i zniechęcające. Nie
        wierze, że taki seks może być na dłuższą metę satysfakcjonujący
        także dla "biorcy". Ta druga strona również traci szacunek dla
        siebi. Przecież zasługujemy na coś więcej- na chętnego partnera.
        Zamiast maskować problem takimi oczekiwaniami, które problem jeszcze
        będą pogłębiać, lepiej pomyśleć nad jakimś sensownym rozwiązaniem.

        --
        Cała rozpiętość natury! Od Kreatora do kreatury.
        • aandzia43 Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 01.12.09, 18:24
          Nie
          > wierze, że taki seks może być na dłuższą metę satysfakcjonujący
          > także dla "biorcy". Ta druga strona również traci szacunek dla
          > siebi. Przecież zasługujemy na coś więcej- na chętnego partnera.

          Przeceniasz ludzi, Zaklęta. Całe rzesze facetów są tylko "biorcami" i nie
          wyobrażają sobie, że inny układ łóżkowy w ogóle istnieje. A słowo "szacunek"
          zupełnie nei kojarzy im się z kwestią seksu i stosunków damsko-męskich.
    • gazeta_mi_placi Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 01.12.09, 17:46
      Kobieta to też człowiek.
      I ma takie samo do bycia sfrustrowaną jak jej partner.
      I ma prawo do braku ochoty na seks.
      Czemu tylko ona ma się poświęcać?
      Niech partner się poświęci i ten jeden raz zrobi sobie Renię Grabowską
      lub pójdzie spać niezaspokojony.
      Krzywda mu się od tego wszak nie stanie.
      Niech nie będzie egoistą i odpuści zmęczonej żonie.
    • sara.pl Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 01.12.09, 21:44
      Zdaje mi się, że nikt nie napisał o bardzo istotnej stronie
      kobiecego podejścia do seksu.
      Przeciętna kobieta, jeśli decyduje się na kontakt seksualny, to nie
      jest to tylko kwestia zgody i akceptacji wykonania ruchów biodrami.
      Jest to dużo głębszy temat niż u panów.
      Seksualność kobiety jest powiązana z jej psychiką. Stwierdzenie,
      że "przecież partner nie zrobi żadnej krzywdy" zapewne się sprawdzi
      w sferze fizycznej. Ale jest jeszcze jedna strona, o której
      wspomniałam, psychika tej kobiety, a tutaj krzywda będzie się
      działa...I zostanie na zawsze - w różnej formie, np. zaniżenia
      poczucia własnej godności...Oczywiście uogólniam, ale analizując
      kwestię prostego rozwiązania wg bcde "rozłożenia nóg", nie sposób o
      tym nie wspomnieć.
      Tego, co wyżej, ta część Marsjan, która myśli dolną częścią ciała
      może nie zrozumieć, ale tak jest...
      Autor wątku pyta, dlaczego tak trudno niektórym okazać chociaż
      minimum chęci zaspokojenia faceta - zapewne dlatego, że nie warto.
      Zapewniam autora, że jeśli facet jest WART zainteresowania kobiety,
      to na pewno ona to "minimum" wykaże:) i to z przyjemnością...

      • possessive Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 02.12.09, 19:23

        > Autor wątku pyta, dlaczego tak trudno niektórym okazać chociaż
        > minimum chęci zaspokojenia faceta - zapewne dlatego, że nie warto.
        > Zapewniam autora, że jeśli facet jest WART zainteresowania
        kobiety,
        > to na pewno ona to "minimum" wykaże:) i to z przyjemnością...
        >

        Tłumaczyć rzeczy oczywiste - bezcelowe. Nie dla idiotów.
        Zawsze sądziłam:), że ci faceci narzekający na brak seksu, sami są
        sobie winni. Albo brakuje im inteligencji albo umiejętności
        łóżkowych itd.
        Autor wątku wstydziłby się ujawniać swoje prymitywne podejście do
        stosunków męsko-damskich, to go sytuuje na poziomie "Konopielki" i
        igraszek w stodole.
        • jamtoja Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 03.12.09, 09:45
          > Zawsze sądziłam:), że ci faceci narzekający na brak seksu, sami są
          > sobie winni. Albo brakuje im inteligencji albo umiejętności
          > łóżkowych itd.

          Ej, no bez generalizowania proszę :-)
    • bcde Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 03.12.09, 04:29
      Po dotychczasowych odpowiedziach widzę, że niektóre kobiety podchodzą do kwestii
      podobnie jak w scence, którą sobie wyobraziłem:

      Mężczyzna, który nie jadł od tygodnia prosi kobietę o jedzenie, a ona mówi:
      "zjemy razem, bo też chciałabym spróbować, ale na razie nie jestem głodna".

      A część z kobiet dopowie w myślach: "zdychaj, bo nie jesteś wart, żeby cię
      nakarmić".
      • mujer_bonita Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 03.12.09, 12:20
        bcde napisał:
        > Po dotychczasowych odpowiedziach widzę (...)

        Natomiast po Twoich dotychczasowych wypowiedziach widać, że jesteś tak sfrustrowany, że nie chcesz dyskusji, zrozumienia, spojrzenia z drugiej strony tylko wyżycia się na kobietach.

        Zadałeś pytanie ale wcale nie chcesz odpowiedzi.
      • zakletawmarmur Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 03.12.09, 15:24
        > Mężczyzna, który nie jadł od tygodnia prosi kobietę o jedzenie, a
        ona mówi:
        > "zjemy razem, bo też chciałabym spróbować, ale na razie nie jestem
        głodna".
        >
        > A część z kobiet dopowie w myślach: "zdychaj, bo nie jesteś wart,
        żeby cię
        > nakarmić".

        Nietrafione porównanie:-) Mężczyzna zawsze możesz zjeść sam. Kobieta
        nie jest mu do tego potrzebna. W tej sytuacji chłop wymaga od
        najedzonej kobiety, żeby towarzyszyła mu przy posiłku i zmuszała się
        do jedzenia tylko dlatego, że ON jest głodny:-)
      • jamtoja Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 03.12.09, 16:50
        :-))))
        piękna scenka...
        ale jak to? prosi o jedzenie? na kolanach? żeby mu ugotowała? czy
        podała z lodówki? razem z piwem? albo jabłko zerwała?
        kurde, a niektórzy mówią, że faceci są z tej samej planety i powinni
        się rozumieć i w ogóle... :-))))
        a ja ni w ząb....
      • triss_merigold6 Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 03.12.09, 20:48
        Nakarmić to można i należy niemowlę a dorosły mężczyzna powinien
        potrafić być w tym zakresie samoobsługowy.
        Nietrafione porównanie.
        Co do jakości seksu - jeśli tylko partnerowi ma być dobrze to sorry
        ale mnie się nie chce.
    • elle-melek Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 03.12.09, 16:31
      Pewnie trudno.
      Nie wiem, czy to pytanie odnosi się do Twojej sytuacji, nie czytałem wątku. Ale
      spytam - a ty byś tak chciał, żeby Ci "dawała"?
      Ja jestem w takim układzie. Daje. Z miłości. I powiem Ci, że nie ma czego mi
      zazdrościć.
    • anais_nin666 Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 03.12.09, 20:34
      Gdyby kobiecie do szczęścia i podniecenia potrzebne było wsadzanie Ci w tyłek wibratora, czego Ty nie mógłbyś ścierpieć, poświęciłbyś się? Wypiąłbyś d...ę?
    • azja76.net Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 03.12.09, 23:19
      W sumie nie odpowiem na to pytanie ponieważ sama mam podobny problem z moim
      partnerem... :(((((
    • lambert77 sorki stary ... 04.12.09, 07:58
      ... trochę już na tym świecie przeżyłem ale jeżeli mam dostać taki seks
      wysępiony to wolę zwalić konia w łazience... Mniejsze zło i przynajmniej wiem że
      kobiety nie skrzywdzę.
      • andrea4 Re: sorki stary ... 05.12.09, 00:42
        po twoich zaledwie dwóch wypowiedziach bcde widać jeszcze jedno - ty W OGÓLE nie
        znasz kobiet i nie chcesz zadać sobie ani odrobiny trudu aby je poznać. Kup
        sobie lalkę dmuchaną - ona wszystko zniesie, nigdy się nie poskarży ani nie
        odmówi, będziesz mógł zawsze i wszędzie
        • ta_muid Re: sorki stary ... 06.12.09, 11:09
          sam nie ma nic ciekawego do powiedzenia, ale przynajmniej udało mu się rozwinąć temat waszymi opiniami
        • lambert77 Re: sorki stary ... 07.12.09, 08:01
          Czy to aby na pewno było do mnie ?? :)
          Próbuję autorowi wątku wytłumaczyć może w niezbyt ładnych słowach, że
          traktowanie kobiety jak zbiornik spermy bo on co jakiś czas musi się spuścić
          jest co najmniej nie na miejscu a ty napadasz na mnie i każesz mi gumowe lalki
          kupować :) Po kij mnie lalka??
          Czym sobie zasłużyłem by traktować mnie jak trolla. Toż ja stanąłem po stronie
          uciskanych kobiet :)
          • andrea4 Re: sorki stary ... 07.12.09, 08:57
            Lambert nie denerwuj się. Oczywiście, że nie było to do ciebie, tylko do autora
            wątku, zresztą na początku swej wypowiedzi przytoczyłam jego nazwę. Jesteś w
            porządku a za pomyłkowe umieszczenie mojej opinii którą podtrzymuję pod twoim
            wpisem przepraszam i...uśmiechnij się.
            • lambert77 Re: sorki stary ... 07.12.09, 09:07
              Ależ ja się uśmiecham ... :) spoko
    • zibbi1000 Re: Do kobiet - czy naprawdę tak trudno 11.12.09, 21:38
      Znamy się tylko z widzenia a jedno o drugim nic nie wie!!!!!!!!!!!!!!!
Pełna wersja