problemy malzenskie

03.12.09, 18:01
Zaczne od tego ze juz sama nie wiem co mam robic i nigdy nie
sadzilam ze moge miec tego typu problemy. Od 5 lat razem, 3 letnie
dziecko i masa problemow. poczatki oczywiscie cudowne, cudowny seks.
potem zaczely sie problemy i czar prysnal. Problemy z sexem zaczely
sie po urodzeniu dziecka, i wtedy to wlasnie kochalismy sie coraz
rzadziej on zawsze dochodzil ja rzadko. z czasem bylo tylko gorzej,
klocilismy sie padlo wiele slow, ja juz chcialam odejsc ale
ostatecznie oczywiscie dla dobra dziecka postanowilismy
sprobowac.Zyjemy pod jednym dachem, pracujemy razem, wychowujemy
dziecko , w jakis sposob dbamy o siebie ale nie ma nas nie ma
intymnosci, przytulania okazywania jakich kolwiek uczuc, sex raz na
1.5 miesiaca. i na tym polega moj problem bo ja nie wiem jak dlugo
tak bede mogla. Kiedy sie klocilismy zapytalam czemu nie okazuje mi
jakichs uczuc on odpowiedzial ze nie mial takiej potrzeby i od tego
zaczela sie moja blokada bo ja nie mam zamiaru mu ise narzucac. ale
z drugiej strony potrzebuje blizkosci, sexu czesciej niz raz na 1.5
miesiaca. nie wiem juz co mam zrobic. bo czuje ze nie dlugo
eksploduje. z uplywem lat( teraz mam 28)czuje ze ta intymnosc ma
bardzo duze dla mnie znaczenie i jestem coraz bardziej swiadoma tego
czego potrzebuje i co sprawia mi przyjemnosc. juz nie wiem co mam
zrobic. Nie wiem czy ten zwiazek ma jakikolwiek sens. czy tak da sie
zyc. zaluje ze dalam sie przekonac i nie odeszlam.zycie jest
pokrecona
    • w124 Re: problemy malzenskie 03.12.09, 21:03
      Ja mam podobnie - obecnie przechodzimy kryzys nie kochamy się od 4 miesięcy,nie
      mówiąc o jakichkolwiek uczuciach - przytulanie, komplement. ON mówi, że nie
      będzie się zmuszał do tego czego nie czuję.
      JA już straciłam nadzieję...za długo to trwa. Teraz dojrzewam do podjęcia
      decyzji o definitywnym rozstaniu.
      • esteraj Re: problemy malzenskie 04.12.09, 09:01
        Czasami ciężko dotrzeć do drugiej osoby. Kobieta czuje się jakby żebrała o
        chwilę czułości. Ale czytałam na innych forach jak inni mężczyźni czują podobnie
        - muszą żebrać o seks. O co chodzi? Dlaczego ludzie nie potrafią się dogadać?
        Czy to różne potrzeby w różnym czasie?
        Odradzałabym rozstanie. Trzeba próbować dotrzeć do partnera. Może napisać
        list... Słowo pisane ma większą siłę przebicia. Napiszcie szczerze o swoich
        uczuciach i obawach. Może waszym mężczyznom też czegoś brakuje, nie patrzcie
        jednostronnie i egoistycznie.
        • mal-gosik Re: problemy malzenskie 16.12.09, 14:09
          Mam 28 lat, 2,5 roku stażu małżeńskiego, 2-letnie dziecko i...w uszach słowa męża, że jedyne co nam się udało, to dziecko.
          Właściwie, nasze małżeństwo, to katastrofa. Było dobrze przed. Ślub miał nic nie zmienić, ale jednak...
          Ale najgorsze zaczęło się po urodzeniu dziecka! Nieprzespane noce, częste choroby dziecka. Mój mąż rozdygotany, bo dziecko znów chore(jakbym ja się nie denerwowała! Ale ktoś musi się trzymać, więc to będę ja). Seks spadał gdzieś na sam koniec potrzeb. Głodni (karmiąca matka nie od razu zje wszystko), z problemem po porodzie (od tej pory ostrzegam wszystkie koleżanki), bardzo mało pokarmu miałam, więc dziecko co chwilę głodne, a ja jestem skołowana, bo wszystkie pielęgniarki mówiły, żeby nie dokarmiać butelką, niewyspani, zmęczeni, rozeźleni, pokłóceni, bez pieniędzy, z ciągłymi długami(już jest lepiej), pokłóceni z rodzicami, przez co wieczorem na szybko wyprowadzaliśmy się z 2 mies.dzieckiem w styczniu do nieskończonego wynajętego mieszkania... Strasznie dużo stresu!!
          Oddaliliśmy się od siebie. Obawiam się, że jest już za późno. Nie wiem, czy mamy się tak męczyć?! Dla dobra dziecka, ale przecież on czuje i słyszy, że się kłócimy!
          Jak to rozwiązać??? Czy ktoś może mi pomóc, podpowiedzieć? Chodzę na terapię do psychologa. Miała to być terapia małżeńska, ale wyszła tylko dla mnie, bo mój mąż nie ma czasu, ale cieszy się, że chodzę, bo jak stwierdził:jestem wyciszona, spokojniejsza, nie może się przyzwyczaić, że w domu tak cicho. Moja mama też stwierdziła, że bardzo się zmieniłam
          Pomóżcie mi, bo nie chcę go stracić, bo to dobry człowiek
          • mal-gosik Re: problemy malzenskie 16.12.09, 14:35
            Jeszcze jedno. Stres w pracy, stres w domu..., to mnie tak "zjada", że wyglądam jak mały kurczak. Ważę dwa razy więcej, jak 5-letnie dziecko (dwa dni temu byłam w przychodni i lekarka mnie ważyła, bo nie wiedziała jaką dawkę antybiotyku mi dać!!!). Poleciła mi jogę i Relamax. Nadal spać nie mogę!
            • bi_chetny Re: problemy malzenskie 16.12.09, 14:46
              macie poważny problem. oboje, bo twój mąż chyba nie widzi, co się z tobą dzieje...
            • kag73 Re: problemy malzenskie 16.12.09, 17:11
              Mal-grosik, a znajdujecie w ogole czas, zeby porozmawiac tylko we
              dwoje, przytulic sie, wyzalic, przypomniec sobie, ze wlasciwie sie
              kochacie ale gdzies sie pogubiliscie? Sprobuj, bez wyrzutow. Powiedz
              o swoich uczuciach i jak Ci ciezko i dodaj, ze jemu tez i
              zastanowcie sie ze spokojem co moznaby zmienic, ulepszyc, zeby bylo
              Wam latwiej. Dziecko sporo zmienia w zyciu, trzeba sie przyzwyczaic
              do nowej sytuacji, malzenstwa czesto przezywaja kryzys wlasnie kiedy
              pojawia sie dziecko, bo tak wlasciwie nikt z nas nie wie jak to jest
              dopoki ta mala istota sie nie pojawi na swiecie.
              • mal-gosik Re: problemy malzenskie 17.12.09, 12:12
                To samo mówiła mi Psycholożka, do której chodzę. Super kobieta (niewiele starsza
                ode mnie). Powinniśmy znaleźć trochę czasu dla siebie. Teraz właściwie, to już
                nie spędzamy go sami tylko we dwoje, bo jak tylko położymy synka spać, to sami
                ze zmęczenia padamy (niejednokrotnie w ubraniu). Nie mamy czasy na rozmowy. Nie
                mamy czasu i pieniędzy na wyjścia gdzieś. Nie pamiętam, czy my byliśmy w kinie i
                kiedy ewentualnie to było. Nie pamiętam takich przyjemnych chwil. Na spacery nie
                chodzimy, bo a to dziecko chore, a to ja chora. Jeśli chodzimy, to bardzo
                rzadko. Jeszcze niedawno graliśmy we dwoje w Carcassonne (szczerze polecam!!!)
                jak synek spał, ale i to umarło śmiercią naturalną.
                Jak widzisz nie mamy czasu prywatnego.
          • herbatka.jasminowa do małgosi 16.12.09, 20:34
            Wierz mi Małgosiu, że udane dziecko, to też duży życiowy sukces, ale co wy- jako rodzice- w to dziecko "włożycie" to kiedyś "wyjmiecie.
            Podobno szczęśliwi rodzice mają szczęśliwe dzieci,
            myślę, że oboje jesteście jeszcze bardzo młodzi i wszystko możecie jeszcze ułożyć.

            Myślę też, że terapia nie jest złym pomysłem- nawet jeśli chodzisz na nią sama, z pewnością pomoże ci zrozumieć kilka problemów. A wyciszenie to duża ulga dla młodej matki, pamiętaj, że nie możesz przenosić zdenerwowania na dziecko.

            Czy z rodzicami jesteście nadal skłóceni? Jeśli tak, może warto było by odnowić dobre relacje? Święta były by dobrą okazją do tego...

            Pozdrawiam
            • mal-gosik Re: do małgosi 17.12.09, 11:59
              Dziękuję za słowa otuchy.
              Wczoraj jak wrócił z pracy, to jak zwykle przeszedł koło mnie z "cześć" na
              ustach i tyle. Przytuliłam się. Miał głupią minę- był zdziwiony, ale mnie nie
              odtrącił.
              Obecnie nasze kłótnie są tylko na jeden temat-on niewiele robi w domu!! Jak się
              wprowadzaliśmy, to rozmawialiśmy, że ja na macierzyńskim/wychowawczym, więc będę
              prać, zmywać, gotować, sprzątać jeśli mi dziecko pozwoli. On miał umyć łazienkę,
              zmyć podłogi, czasami odkurzyć, bo właściwie codziennie ja to robiłam.
              Jak widzicie, nie miał dużo obowiązków, bo chodzi na cały dzień do pracy i wraca
              zmęczony. Ja w domu z dzieckiem też zmęczona, ale to już szczegół. Obecnie
              chodzę do pracy, a synek do niani (coś trzeba zrobić z liczbą żłobków i
              przedszkoli!!!!!). 80% mojej pensji idzie na opłacenie niani, 200 zł zostaje na
              autobusy. Nic mi nie zostaje!!!
              Jestem szczęśliwa, że wyszłam z domu, bo już świrowałam zamknięta. Super było z
              dzieckiem, ale do czasu. A i dziecko potrzebuje w pewnym momencie innych ludzi,
              żeby się rozwijać. Mój malutki gość "wystrzelił" intelektualnie! Zmienił się!
              Bardzo to widać! Cudownie patrzeć jak się rozwija. Mężczyzna się z niego robi,
              męskie zabawy, twardy chód. Cudo!!
              Wracamy oboje z pracy wieczorem. Najczęściej ja muszę pojechać po synka, więc
              po 2 godz. od skończenia pracy jestem dopiero w domu. Biorę się za sprzątanie,
              gotowanie na kilka dni (jeśli już nie ma), zmywanie naczyń (zwykle ogromnych
              stert). Jak wraca mąż, to już prawie wszystko zrobione, gorąca herbata czeka, a
              jedzenie... Jeśli on odbiera dziecko, to na mnie czeka gorący odgrzany obiad (po
              drodze robię zakupy). Zawsze dzwoni, gdzie jestem, żeby obiad był cieplutki.
              Sprzątam i zmywam ja!
              Czy ma za dobrze? Czy to może ja się czepiam (ciągle to słyszę i przez moje
              czepianie się wybuchają kłótnie). Czepiam się, że niewiele robi. Prosiłam, żeby
              pozmywał, bo już nie było z czego jeść i pić (jestem chora i lekarka kazała
              wypoczywać. Przynajmniej przez kilka pierwszych dni chciałam poleżeć). 3 dni to
              robił (ja mu pomagałam, ale na raty, bo się nie mogłam utrzymać na nogach).
              Poprosiłam, żeby odkurzył. Nie odkurzył! Mleko dla dziecka na kaszę w garnuszku
              zagotował, ale ile się musiałam nagadać... Zakupy robi mi kuzynka, bo u niego
              się nie doproszę.
              On ma jeden tekst- przyszedł po pracy, jest zmęczony.

              Z rodzicami jest różnie. Mój tata ma specyficzny charakter (m.in. dlatego chodzę
              na terapię). Jeździmy do nich często, różnie bywa. Czasami się kłócimy, a
              właściwie, to on wyzywa i nie chce słuchać. Ciągle pyta czemu nie mamy pieniędzy.
              Sami widzicie, że nie mamy fajnej atmosfery. Stres mnie zjada.
              • kag73 Re: do małgosi 17.12.09, 12:48
                Po pierwsze, po co chodzisz do pracy skoro nic z tego nie zostaje?
                Potem w dodatku masz tyle do zrobienia, ze nie ma czasu praktycznie
                ani dla dziecka ani dla meza/dla Was we dwoje. Rozumiem, ze czasem
                nielatwo caly dzien z dzieckiem w domu, przerabialam, choc ogolnie
                powiem, ze bylo niezle, milo wspominam ten czas, po prostu trzeba
                umiec sobie go zorganizowac. Zastanow sie czy nie ma innej
                mozliwosci, jeszcze raz posprawdzaj w zlobkach, moze zwolnilo sie
                jakies miejsce, byloby taniej. Poza tym wyjsciem byloby poznanie
                innej mamy w poblizu, wtedy mozna sie wzajemnie odwiedzac z dziecmi
                a z czasem wymieniac, pare godzin ona zostaje z dwojka, innym razem
                Ty.
                A babcia? Z Wami sie kloci, to szczegol, ale wnuk to odrebna
                kwestia. Moze moglaby spedzic z nim troche czasu sama, chociaz dwie
                godinki co jakis czas. Ty wtedy mialabys minutke dla siebie.
                Zmywanie, tez znam, u nas byl podobny problem. Kupilismy zmywarke,
                ogromna oszczednosc czasu. Jak nie macie pieniedzy, to chociaz na
                raty. Nie chodzilabym do pracy, po to, zeby chodzic a kasy nie
                zostaje, sprobowalbym zorganizowac inaczej czas z dzieckiem, wiecej
                spotkan z innymi mamami, wyjsc, opieki na zmiane.
                A zamiast niani wolalbym zaplacic komus od czasu do czasu za to, ze
                posiedzi wieczorem a Wy z mezem wyjdziecie dokas w dwojke, chocby do
                kina czy do znajomych. Jezeli nie macie pieniedzy, to moze jednak
                uda sie namowic babcie, albo wlasnie jakas inna mame a nastepnym
                razem Ty posiedzisz z jej dzieckiem.
                Poza tym przystopuj troche ze sprzataniem, jak czasami bedzie syf
                tez sie nic nie stanie. W zamian usiadzcie ze spokojem przy dobrej
                kolacji, swieczkach, porozmawiajcie, poprzytulacie sie troche do
                siebie. Pozwolcie, zeby do glosu doszly znow te uczucia, ktore
                towarzyszyly Wam na pocztku.
                • mal-gosik Re: do małgosi 17.12.09, 14:47
                  Chodzę do pracy z której nic mi nie zostaje pieniędzy, po to, żeby nie zwariować
                  zamknięta w domu!!
                  Byłam w domu z dzieckiem 1,5 roku, z czego bardzo dużo chorował, więc tak na
                  prawdę, to byliśmy zamknięci. Nie spotykaliśmy się z nikim. Żadnych znajomych
                  mam, żadnych znajomych naszych. Czasami koleżanka przyjechała z córeczką.
                  Znajomi bez dzieci, to właściwie się przyzwyczaili, że nie możemy przyjść na
                  spotkanie i przestali nas zapraszać.
                  Mieszkam w takiej kiepskiej dzielnicy, że do najbliższego placu zabaw jest kawał
                  drogi, więc właściwie, to nie bywaliśmy na placu z dziećmi. Mieszkam w
                  dzielnicy, gdzie są same szpitale, studenci, emeryci, którzy jak idziemy, to
                  zaczepiają nas, bo tak ich mój synek łapie za serce. Lubię z nimi rozmawiać :)
                  Jak teraz chodzi do niani, to bywa z dziećmi, bywa z innymi dorosłymi. Ja bywam
                  między ludźmi i jest nam dobrze, bo nie jestem tak sfrustrowana.
                  Mamy w planach wysłać synka do przedszkola od września. Zrobię wszystko, żeby
                  tym razem nas nie odrzucili!!
                  Masz rację, nie mam czasu dla męża! Czas dla synka muszę znaleźć! Przesadzam ze
                  sprzątaniem! To jest jakaś moja mania, ale jak patrzę na te stosy... na te
                  podłogi...
                  Co do Babci, to obie pracują. Z czego jedna codziennie i do późna, a druga 2 dni
                  w tygodniu. Pytaliśmy, ale powiedziała, że nie podejmie się, bo zdrowie już nie
                  to. Prababcia (w dobrym stanie zdrowia i dość młoda jak na prababcię),
                  powiedział, że już się nie nadaje na codzienne wielogodzinne pilnowanie małego
                  dziecka. Uwierz mi, wszelkie opcje rozważyliśmy! Jeździmy do dziadków na
                  weekendy. Wygląda to tak, że właściwie w weekend ja się zajmuję dzieckiem, bo
                  mój mąż albo pracuje, albo coś robi z moim tatem (pomaga mu bardzo często i
                  tylko on z zięciów, a on jeszcze potrafi go w chwilach złości brzydko nazwać).
                  Na rocznicę ślubu, z synkiem zostaje moja kuzynka, a my idziemy na kolację (było
                  tak dwa lata za koleją). Czasami pozostaje z synkiem moja ciotka, czy druga
                  kuzynka. Staramy się jednak, żeby ich nie obciążać mocno, bo to przecież nasze
                  dziecko. Cały czas się boję, że kiedyś ktoś by mi wypomniał, że się opiekował
                  moim dzieckiem jak ja balangowałam. Mną i moimi siostrami jak byłyśmy małe
                  opiekowała się siostra ojca. Teraz ciotka czasami zostaje z moim synkiem, on
                  bardzo ją lubi i chętnie z nią siedzi i zaznaczę, że nigdy mi nie wypomniała, a
                  wręcz zachęcała, że z nim zostanie, a my/ja wyjdziemy. Mam w głowie blokadę na
                  podkładanie komuś dziecka. Muszę się wyluzować!
                  • kag73 Re: do małgosi 17.12.09, 16:10
                    Zacznij od zmian w Twojej osobie. Nie trzeba codziennie sprzatac,
                    odkurzac, myc podlog. Albo rybki albo akwarium, trwonisz czas na ciagle
                    sprzatanie, jestes zmeczona, wyzywasz na meza, nie masz czasu dla siebie i
                    dla niego. Musisz wyluzowac. Nie patrz na podlogi, patrz w gore:)) Zmywac
                    trzeba, ok, jakos sie z tym uporacie a na sprzatanie wyznacz sobie jeden
                    dzien w tygodniu, kropka, nikt nie umrze od oddrobiny balaganu. Powiedz o
                    tym mezowi i tego wyznaczonego dnia zrobicie to razem.
                    Hmm, ubolewam, ale widze, ze skonczyly sie czasy kiedy babcie chetnie
                    zajmowaly sie wnukami, albo tez niechetnie ale jednak sie zajmowaly. Do
                    Twoich rodzicow na weekend bym przestala jezdzic, bo nic z tego nie macie.
                    Maz zajety pomaganiem tesciowi, Ty z dzieckiem. A moglibyscie wlasnie
                    wtedy trche posprzatac w domu, pobyc z dzieckiem, w pore polozyc je spac i
                    zajac sie soba. Powiedzialabym mamie otwarcie, ze rozwala sie Wam
                    malzenstwo,(dla tego pokolenia malzenstwo to swietosc, powinno zadzialac),
                    nie macie dla siebie czasu, za duzo stresu, obowiazkow, ciagle klotnie.
                    Mozesz zaproponowac, ze maz chetnie pomoze tacie, ale chcialabys, zeby oni
                    potem wieczorkiem z 3 godzinki(dziecko sporo czasu z tego i tak spi)
                    zostali z malym a Wy wyjdziecie dokas tylko we dwoje, bo wlasnie tego Wam
                    brakuje. Nie wiem czy tam nocujecie, jezeli nie, rodzice moga przyjsc do
                    Was. Co to za roznica czy ogladaja telewizor u siebie czy u Was, bo pewnie
                    to wlasnie robia wieczorami. Albo jezeli maly jest przyzwyczajony do
                    dziadkow moze zostac na nocke u nich. Jezeli sie nie zgodza, trudno. Moze
                    jak zatesknia za wnukiem, bo przestaniecie tak czesto przyjezdzac, zmienia
                    zdanie.
                    Poza tym moze ta ciocia, ktora sama oferuje pomoc nie jest najgorszym
                    wyjsciem. Moze lubi dzieci, chetnie zostanie. Za to od czasu do czasu
                    zrobicie jej mila niespodzianke czy prezent. Dla spokoju upewnij sie,
                    powiedz o swoich obawach, zobaczysz reakcje cioci.
                    Wychodzi na to, ze macie zle zoranizowany czas, postaraj sie cos zmienic,
                    wciagnac w to meza a nie bedziesz musiala tracic cennego czasu na terapii,
                    bo maz Ci w ramach terapii zafunduje masaz erotyczny, pod warunkiem, ze
                    wolisz to niz sprzatanie:)) Wybor nalezy do Ciebie!
                    • bi_chetny Re: do małgosi 17.12.09, 16:33
                      kag73 dobrze radzi. musisz to wszystko poukładać, najlepiej razem z mężem.
                      Powiedz mu jak to wygląda, jak ty się z tym czujesz. Wymyślcie rozwiązania tych
                      kwestii.
                      • mal-gosik Re: do małgosi 18.12.09, 09:33
                        Do rodziców jeździmy na weekendy. Oni przyjeżdżają od wielkiego dzwonu, czyli na
                        urodziny dziecka i może jeszcze dwa razy do roku (mówię o mamie, bo tata trochę
                        częściej).
                        Moja mama czasami się nim w nocy zajmowała, ale tylko jak mieliśmy wesele. Na co
                        mój tato stwierdził, że jak jest taka głupia, to niech pilnuje (mówił to nie do
                        końca świadom, bo był po alkoholu). Czy moi rodzice mają już nas dość??
                        Macie wszyscy rację, że przesadzam ze sprzątaniem, że może trochę zaniedbuję
                        męża, ale staram się nie zaniedbywać dziecka!
                        Bardzo rzadko jeździmy do męża rodziców, a oni jeszcze rzadziej do nas. Jak już
                        tam jesteśmy, to oboje odpoczywamy, bo małym zajmują się męża siostry. Jego
                        rodzice też próbują, ale synek nie jest do nich aż tak przyzwyczajony jak do
                        moich rodziców. Bardzo się cieszą jak przyjeżdżamy. Synek też lubi tam jeździć,
                        bo jak to na wsi... :)
                        Ja wiem, że za mało przebywamy z mężem sami. Ja ciągle coś robię, coś
                        sprzątam... Moja głupia cecha.
                        Ciotka uwielbia mojego synka, a i on bardzo ją lubi. Chętnie z nim zostaje jak
                        tylko może. To jest moje światełko w tunelu :)
                        Kiedyś kuzynka, która nie lubi malutkich dzieci i nie wie jak się z nimi
                        obchodzić, razem z koleżanką (odwrotność jej samej)zabrały malucha na noc do
                        siebie, żebyśmy z mężem mogli się bzykać całą noc i wyspać później, bo wiedzą
                        jak jest. Wiecie co robiliśmy? Spaliśmy całą noc!!! Nikomu nie było w głowie ani
                        odrobina seksu!! Byliśmy tak zmęczeni.
                        Postaram się przestać przesadzać i zająć się trochę swoim związkiem.
                        Jak zaczęłam się przytulać (znów) jak wraca z pracy, jak nie obstaję o zmywaniu,
                        gotowaniu, sprzątaniu, to się nawet nie kłócimy, w nocy jest wystrzałowy seks.
                        Odlot był, że nie pamiętam kiedy ostatnio tak było!!!! Jest dobrze, ale ciekawe
                        na jak długo.
                        Obiecuję, że przystopuję z nawykami. Jeszcze tylko musimy zacząć rozmawiać o
                        swoich potrzebach, a właściwie, to rozmawiać w ogóle!! Mało rozmawiamy o
                        czymkolwiek, nawet nie oglądamy dużo tv, bo nie mamy czasu. Mijamy się.
                        Spotykamy się wieczorem, idziemy spać, a rano znów... A na weekendzie, to już
                        wiecie :/
    • skarpetka_szara Re: problemy malzenskie 21.12.09, 16:59
      Powiem szczerze: nie rozumiem takich sytuacji.

      jestescie malzenstwem. Przeciez kochaliscie sie w pewnym
      momencie. Trzeba wrocic do pierwotnych korzeni: gdzie zostal
      popelniony blad? Czy po dziecku zaniedbalas meza? czy nadal
      stawiasz go na tym samym poziomie jak kiedys? czy moze dzis jest
      tylko wspollokatorem ktory ma przynosic kase do domu, i jeszcze cie
      adorowac? Co TY mu dajesz?

      Nie mowie ze wszystko jest Twoja wina, pewnie obydwoje gdzies sie
      zagubiliscie w tym rodzicielstwie.

      Ja jestem z mezem ponad dekade i nie wyobrazam sobie go
      zaniedbywac, albo nie zwracac uwagi na jego potrzeby: fizyczne,
      emocjonalne, intelektualne, socialne... Rowniez nie zaniedbuje
      swoje potrzeby, a maz mnie w tym tez wspiera.

      I wierz mi, tez mielismy kryzysy, zle miesiace, ale zawsze ktores z
      nas bylo wystarczajaco madre aby walczyc o druga osobe. I mysle ze
      moze powinnas powalczyc, zrobic WSZYSTKO co tylko mozliwe zanim sie
      poddasz.

      Sa samo-poradniki, sa psycholodzy, poradnie malzenskie, musisz
      sluchac tez potrzeb meza, musisz sama wiedziec co chcesz i wymagac
      (ale nie mozna wymagac bez obdarzania drugiej osoby tym samym).
      Nie wiem czy tak jest u Was, ale czesto slysze jak po urodzeniu
      dziecka mezowie staja sie dodatkami. Jest to bardzo
      niesprawiedliwe i trudny okres dla mezczyzny.
      • mal-gosik Re: problemy malzenskie 22.12.09, 10:33
        Mąż jest dla mnie ważny, ale chyba ważniejsze jest dziecko. Brzmi to okropnie, ale przecież dziecko jest bezbronne. Mąż bardzo mi pomaga przy dziecku, od samego początku, tego mu nie mogę zarzucić! On ma fioła na punkcie dziecka.
        Problem jest w tym, że mamy mało czasu dla siebie i tylko siebie. Nie umiem podrzucić dziecka komuś, a my wychodzimy. Na tygodniu nie mamy czasu zamienić słówka, a w weekend też nie mamy czasu dla siebie. I tak tydzień w tydzień. Może jakieś postanowienie noworoczne?!
        Zgodnie z forumowymi doradcami, postanowiłam spasować ze sprzątaniem i marudzeniem o nim. Faktycznie jak mniej obstawałam za codziennym sprzątaniem w domu, to się fajna atmosfera zrobiła, ale niestety jakoś nie mogę zapomnieć o tych kurzach. Sama po kryjomu trochę sprzątam, żebyśmy nie zarośli brudem.
        Ciągle ktoś oczekuje pomocy, bo: samochód się zepsuł, bo coś trzeba załatwić, coś naprawić, lepiej się robi, jak jest towarzystwo (patrz mój mąż)... Jak kilka dni temu mój mąż nie mógł pomóc, to była wielka obraza majestatu.
        Faktycznie zaniedbałam go emocjonalnie i seksualnie, zaniedbałam też siebie pod różnymi względami, ale wychodzę na prostą. Teraz głównym problemem jest mój brak zainteresowania seksem. Po prostu mi się nie chce!!! Wolę pospać, bo jestem zmęczona, boli mnie kręgosłup, oczy od kompa... Właściwie, to robimy to, bo mój mąż jak każdy zdrowy mężczyzna ma swoje potrzeby. Jakoś ja nie czuję potrzeby, nie czuję satysfakcji. Kiedy jest dobrze, to jest, ale raczej po wszystkim jest mi przykro i wolę o tym nie myśleć. Zwalam wszystko na zmęczenie i hormony, ale ileż mogą szaleć te hormony- 2 lata po porodzie??!!
        • skarpetka_szara Re: problemy malzenskie 22.12.09, 15:31

          a ty jestes autorka? bo ja to pisalam do autorki tego watku.

          A tobie powiem ze moim zdaniem jak ludzie sie lacza z milosci to
          trzeba ta milosc pielegnowac. Z tej milosci moze wyjda dzieci, ale
          nie mozna ta milosc przelozyc na dziecko, tylko trzeba nadal
          pielegnowac. Dziecko jest tylko owocem waszej milosci. Facet nie
          jest modliszka ze po zaplodnieniu ucinasz mu glowe bo jest juz
          niepotrzebny (no chyba ze do zalatwiania spraw).

          Jestem przeciwna aby traktowac dziecko jak centrum swiata. Jest to
          glupie. Dziecko najlepiej sie wychowuje majac dwoch kochajacych
          sie rodzicow. A co TY robisz? zabijasz ta milosc - przenosisz ja
          na dziecko. Dziecko ci za to nie podziekuje.

          Wylacz telewizor i wez kapiel, wylacz komputer, czy ty nie widzisz
          ze wlasnie takie "dodatkowe zajecia" niszcza Twoj zwiazek? Co jest
          wazniejsze: nastepny serial "klan" czy Twoj zwiazek malzenski?

          wracajac do dziecka: dziecko obserwujac rodzicow i zdrowa relacjie
          miedzy nimi (nawet jak nie dostaje wystarczajaco uwagi) uczy sie
          zdrowych relacji z nastepnymi partnerami. Dziecko ktore ma zbyt
          duzo uwagi od mamusi a widzi zfrustrowanych rodzicow, ktorzy juz
          nie maja intymnosci miedzy soba (emocjonalnej) uczy sie zlego
          partnerstwa i w przyszlosci nie bedzie w szczesliwym zwiazku.

          Tego chcesz dla tego swojego "bezbronnego dziecka"? Tak, jest
          bezbronne - nie moze sie bronic przed Toba!
    • chico-guapo-es Re: problemy malzenskie 22.12.09, 12:21
      mam podobnie tylko w druga strone
      bardzo podoba mi sie wypowiedz pani (skarpetka szara)
      czasami kobiety lapia dola po ciazy ok
      ale pozniej to moze byc trudne do reaktywacji
      faceci tez sie wypalaja
      ja mam zrozumiec kobiete a co z druga strona
      jak to pogodzic ?
      czytam te forum czesto i staram sie wyciagac wnioski i poradzic sobie z tym
      pozdrawiam !
      • cyklista6 Re: problemy malzenskie 22.12.09, 16:22
        Szara skarpetka mądrze gada. Przesunęłaś ciężar związku na dziecko i sprzątanie,
        nic dziwnego że relacja z mężem się posypała. Pewnie, że nikt nie oczekuje abyś
        zaniedbywała dziecko ale błędem jest zaniedbywanie męża. Po co jeździcie co
        weekend do rodziców, przecież to przesada - to Wy jesteście teraz najważniejsi
        dla siebie. Skoro rodzice nie potrzebują opieki (choroba, starość itp.) to
        możecie ich odwiedzić raz na miesiąc albo i dwa. W tygodniu zabiegani, chociaż
        weekendy spędzajcie razem. Dziecko małe, śpi w ciągu dnia to i bzyknąć się można
        przy wspólnym sprzątaniu łazienki - a u rodziców czy teściów to po prostu
        niemożliwe.

        Aha, i każdy facet Ci powie, że woli bzyknąć się z żoną na brudnej podłodze niż
        przeglądać się w błyszczącej, czyściutkiej podłodze i patrzeć na skonaną żoną
        jak zasypia na stojąco. Odpuść.
        • chico-guapo-es Re: problemy malzenskie 22.12.09, 20:06
          dobrze gosc cyklista6 pisze nic dodac nic ujac
          • eryknowak Re: problemy malzenskie 06.01.10, 14:09
            pogadajcie ... ale szczerze, otworzcie sie na siebie i powiedzcie szczerze co
            czujecie za czym tesknicie. Jezeli nie potraficie w rozmowie to napiszcie to,
            jeżeli nie zaproscie męża na to forum, niech poczyta o problemach innych , jakie
            podpowiedzi mają ci co juz to rzeszli.
            Mozna zawsze w duzym miescie isc do psychologa, można zostawić otwartą stronę
            internetową np. tą ..
            jeżeli myslisz o zostawieniu męża, a jednoczesnie piszesz z prośbą o pomoc i
            chcesz walczyc to walcz. Pokaż mu to co tu napisałas i co ci odpisamismy .. to
            powinno mu otworzyc oczy i pokazac ze tez moglby powiedziec ci szczerze to co
            czuje ... oczyscic atmosferę ..

            Zyczę wam powodzenia .. nie spiepszcie tego ... zawsze mozna sie rozwieźć .. to
            jest latwiejsze ... ale za 20 lat wasze dziecko wam za to nie podziękuje ...
            przynajmniej z tego co czytam .. wydaje mi sie ze macie szanse .. duzo
            przeszliscie ... dziecko pojdzie do przedszkola ... bedzie lepiej . ..

            PS> Babcie i tesciów sobie darujcie. .. jestescie dorosli i w tym omencie to wy
            potrzebujecie ich pomocy a nie oni waszych odwiedzin ...
            niech zabierają wnuczki do siebie zeby wam dac czas na ratowanie małżeństwa , a
            nie wy u nich tracicie czas odpoczywając ...
            odpoczywajcie razem ... basen, spa, sauna, nad wode, z ksiażką, na spader,
            wymyslajcie ..

            PS. Praca nawet jesli nic nie zostaje po niańce i dojazdach to i tak bardzo
            dobry pomysł ... człowiek jest zwierzęciem stadnym .. trzeba wychodzic do ludzi
            albo się zwariuje ..
            • superprawda Re: problemy malzenskie 06.01.10, 16:44
              Przeczytaj sobie ksiazke Psychologia Milosci, pana Wojciszke.
              Dowiesz sie, ze jestes w ostatniej fazie zwiazku, tak zwanej fazie
              schylkowej ktora jest de facto smiercia zwiazku. Przeczytaj sobie te
              ksiazke, pozbedziesz sie wielu niepotrzebnych zludzen i nauczysz
              wieu rzeczy.
              • songo3000 Re: problemy malzenskie 06.01.10, 22:50
                A masz może jeszcze jakąś książkę na 'pewniaki' w totka? Bo to oczywiście nie mam problemu ale taki jeden kolega się pytał...
                • mal-gosik Re: problemy malzenskie 07.01.10, 13:43
                  ...w fazie schyłkowej???!! ...śmierć związku???!!! Może dlatego nie czytam takich książek i chodzę na terapię do psychologa- żeby nie pomylić terminów psychologicznych i nie zdołować się jeszcze bardziej, a raczej powalczyć!
                  • superprawda Re: problemy malzenskie 07.01.10, 16:26
                    Czy ja wiem, czy sie zdolujesz? Czy od prawdy, ba... superprawdy!
                    mozna sie zdolowac?

                    Mozesz sie oklamywac jak dlugo chcesz, twoja sprawa.

                    A ksiazka jest bardzo dobra, dla tych ktorzy chca tez naprawiac
                    swoje zwiazki. A ze opisuje jak milosc funkcjonuje... i tak to
                    przeczowacie...
                    • superprawda Re: problemy malzenskie 07.01.10, 16:31
                      I jeszcze tylko dodam, ze to NIE jest poradnik, to jest podrecznki
                      akademicki dla studentow psychlogii, opisujacy przebieg czegos co
                      nazywamy miloscia - ale da sie czytac jak najbardziej.
                      Ksiazka zreszta praktycznie nie do zdobycia ;-)
                      • gomory Re: problemy malzenskie 08.01.10, 10:48
                        > I jeszcze tylko dodam, ze to NIE jest poradnik, to jest podrecznki
                        > akademicki dla studentow psychlogii,

                        Chyba takich ktorzy dostaja dyplom z myszka miki :D.
                        Nie chce mi sie komentowac wpisow robiacej sobie jaja superprawdy bo
                        to dla mnie glupia zabawa. Ale spoko, jak widac sa ludzie ktorych to
                        kreci.
                        Ten wkret byl jednak niezly, az sie pobrechtalem :).
Pełna wersja