follavril
19.12.09, 22:00
Witam!Podczytuje to forum od bardzo długiego czasu.Problemy na nim poruszane
znam z doświadczenia niestety.Może nie od tej strony,ze brak mi seksu,bo mój
mąż tego seksu chce, lecz od tej,że brak mi DOBREGO seksu.Mam 31 lat.Z mężem
od lat 6.Do tej pory jeszcze ze sobą nie mieszkaliśmy bo pracuję w innej
miejscowości niż on i widzimy się raz w tygodniu w weekendy.Latem miałam 3
miesiące przerwy i przebywaliśmy ze sobą na co dzień(tak jest co roku) ,
jednak to nic nie zmienia.I tu przechodzę do meritum.Seks nasz wygląda w ten
sposób, że mąż we mnie wchodzi, zrobi dwa ruchy i zatrzymuje się, bo inaczej
wytrysk.Po chwili kolejne dwa ruchy i koniec.A ja powstrzymuję sie od ziewania
i ogólnie czuję jak moja frustracja narasta.A potem on gada: "podobało ci
się?","czułaś go mocno?"..a ja sobie myślę: kiedy niby k.. miałam GO
poczuć.Jednak uśmiecham się i mówię,ze było fajnie.Już kilka razy robiłam
pogadankę z nim,że trzeba zmienić nasz seks (dla mnie to słowo to jakaś
abstrakcja).Że trzeba wprowadzić urozmaicenia.Że chciałabym być pieszczona.Że
brakuje mi gdy wstępnej i że ogólnie potrzebuję więcej czasu.No i pieszczoty
jakie otrzymałam to ugniatanie piersi i wq...jące gryzienie sutków i lizanie
po twarzy i szyi(czego nienawidzę-od razu się wycieram).Mówiłam o tym,ale on
zawsze dąży do tego,żeby wejść, zrobić te dwa ruchy i skończyć.A ja mam już
naprawdę dość.Bo czuje się jak pojemnik.I czuję się coraz bardziej
nieatrakcyjna.Teraz jak wiem,że ma dojść do tego pseudo-seksu chodzę wściekła
jak osa.Bo mi się nawet rozbierać nie chce-choć zwykle mu wystarczy że zdejmę
nogawkę albo tylko sam dół.No normalnie beznadzieja.Za chwilę sobie
tłumaczę,że to przecież tylko niecała minuta i będzie po wszystkim, toteż
poświęcam się.A potem te jego pytania: "dobrze ci?".Staram się być delikatna w
tej sferze ale kiedyś nie wytrzymam i mu powiem,ze jest beznadziejnym
kochankiem.Na początku tak nie było choć też nie było idealnie,ale teraz to
paranoja.On ma do mnie pretensje,że nie pociąga mnie.Że nie chcę się z nim
kochać.A ja tak naprawdę nie pamiętam już co to jest prawdziwy seks.I coraz
częściej myślę,żeby się z tego związku wypisać(dzieci nie mamy).Nie wiem sama
czy jest możliwość,żeby coś zmienić.On cały czas mówi,że to przez to tak
szybko kończy,że widzimy się raz w tygodniu.Ale jak jestem u niego 3 miesiące
częstotliwość wcale nie była większa i czas ten sam-maks minuta i koniec.Gdyby
nie to,że w kryzysowych sytuacjach radzę sobie sama chyba bym oszalała.Z nim
nigdy orgazmu nie miałam-ale tu pal licho: ogólnie trudno mnie
doprowadzić.Jednak ten krótki czas jest żenujący-równie dobrze do kibla mógłby
spuszczać.Zauważyłam,że coraz częściej fantazjuję o innych
mężczyznach.Wyobrażam sobie dziki seks w ramionach jakiegoś
przystojniaka.Rzewnie wspominam mojego poprzedniego partnera, z którym taki
seks miałam i który potrafił mnie nawet kilkakrotnie doprowadzić do
orgazmu.Wiem,ze orgazm nie jest celem i sednem związku,ale teraz coraz
częściej czuję się stara, brzydka , nieatrakcyjna.I najgorsze-zaczynam
myśleć,ze już nie zasługuję na prawdziwy seks.Te moje fantazje zostaną
fantazjami-nie raz moje oczy spotykają się ze wzrokiem młodszego ode mnie
mężczyzny.Ja swój od razu spuszczam, bo nie chcę,żeby myślał,że ma przed sobą
napaloną 30-tkę, którą mógłby zaliczyć i potem opowiedzieć kolegom(pamietam
jak moi rówieśnicy 10 lat temu śmiali się,że zaliczyli naiwną babę ok 30
właśnie, sciemniając jej jaka jest zajebista i śmiejąc się z tej jej
naiwności,ze dała się złapać).Ja bym raczej nie mogła tak pójść z innym, bo
potrzebna mi jest ta cała oprawa z zakochaniem i podchodami itd.Sam seks bez
tego nie istnieje dla mnie.Ale z drugiej strony to pułapka-bo tracę coraz
bardziej nadzieję,ze będzie dobrze.Z jednej strony myślę o rozstaniu, a z
drugiej-czy brak seksu to naprawdę taki powód do tego rozstania?Szczególnie,że
coraz bardziej sobie zdaję sprawę,ze mój czas minął.I że po rozstaniu
zostałabym sama.A gdybym nawet kogoś znalazła to nie mam gwarancji,ze to
będzie ten...Przepraszam za ten chaos w moim poście-chciałam się po prostu
wypisać.Teraz mi lżej