A to mi sie nie chce...z mężem...długie!

19.12.09, 22:00
Witam!Podczytuje to forum od bardzo długiego czasu.Problemy na nim poruszane
znam z doświadczenia niestety.Może nie od tej strony,ze brak mi seksu,bo mój
mąż tego seksu chce, lecz od tej,że brak mi DOBREGO seksu.Mam 31 lat.Z mężem
od lat 6.Do tej pory jeszcze ze sobą nie mieszkaliśmy bo pracuję w innej
miejscowości niż on i widzimy się raz w tygodniu w weekendy.Latem miałam 3
miesiące przerwy i przebywaliśmy ze sobą na co dzień(tak jest co roku) ,
jednak to nic nie zmienia.I tu przechodzę do meritum.Seks nasz wygląda w ten
sposób, że mąż we mnie wchodzi, zrobi dwa ruchy i zatrzymuje się, bo inaczej
wytrysk.Po chwili kolejne dwa ruchy i koniec.A ja powstrzymuję sie od ziewania
i ogólnie czuję jak moja frustracja narasta.A potem on gada: "podobało ci
się?","czułaś go mocno?"..a ja sobie myślę: kiedy niby k.. miałam GO
poczuć.Jednak uśmiecham się i mówię,ze było fajnie.Już kilka razy robiłam
pogadankę z nim,że trzeba zmienić nasz seks (dla mnie to słowo to jakaś
abstrakcja).Że trzeba wprowadzić urozmaicenia.Że chciałabym być pieszczona.Że
brakuje mi gdy wstępnej i że ogólnie potrzebuję więcej czasu.No i pieszczoty
jakie otrzymałam to ugniatanie piersi i wq...jące gryzienie sutków i lizanie
po twarzy i szyi(czego nienawidzę-od razu się wycieram).Mówiłam o tym,ale on
zawsze dąży do tego,żeby wejść, zrobić te dwa ruchy i skończyć.A ja mam już
naprawdę dość.Bo czuje się jak pojemnik.I czuję się coraz bardziej
nieatrakcyjna.Teraz jak wiem,że ma dojść do tego pseudo-seksu chodzę wściekła
jak osa.Bo mi się nawet rozbierać nie chce-choć zwykle mu wystarczy że zdejmę
nogawkę albo tylko sam dół.No normalnie beznadzieja.Za chwilę sobie
tłumaczę,że to przecież tylko niecała minuta i będzie po wszystkim, toteż
poświęcam się.A potem te jego pytania: "dobrze ci?".Staram się być delikatna w
tej sferze ale kiedyś nie wytrzymam i mu powiem,ze jest beznadziejnym
kochankiem.Na początku tak nie było choć też nie było idealnie,ale teraz to
paranoja.On ma do mnie pretensje,że nie pociąga mnie.Że nie chcę się z nim
kochać.A ja tak naprawdę nie pamiętam już co to jest prawdziwy seks.I coraz
częściej myślę,żeby się z tego związku wypisać(dzieci nie mamy).Nie wiem sama
czy jest możliwość,żeby coś zmienić.On cały czas mówi,że to przez to tak
szybko kończy,że widzimy się raz w tygodniu.Ale jak jestem u niego 3 miesiące
częstotliwość wcale nie była większa i czas ten sam-maks minuta i koniec.Gdyby
nie to,że w kryzysowych sytuacjach radzę sobie sama chyba bym oszalała.Z nim
nigdy orgazmu nie miałam-ale tu pal licho: ogólnie trudno mnie
doprowadzić.Jednak ten krótki czas jest żenujący-równie dobrze do kibla mógłby
spuszczać.Zauważyłam,że coraz częściej fantazjuję o innych
mężczyznach.Wyobrażam sobie dziki seks w ramionach jakiegoś
przystojniaka.Rzewnie wspominam mojego poprzedniego partnera, z którym taki
seks miałam i który potrafił mnie nawet kilkakrotnie doprowadzić do
orgazmu.Wiem,ze orgazm nie jest celem i sednem związku,ale teraz coraz
częściej czuję się stara, brzydka , nieatrakcyjna.I najgorsze-zaczynam
myśleć,ze już nie zasługuję na prawdziwy seks.Te moje fantazje zostaną
fantazjami-nie raz moje oczy spotykają się ze wzrokiem młodszego ode mnie
mężczyzny.Ja swój od razu spuszczam, bo nie chcę,żeby myślał,że ma przed sobą
napaloną 30-tkę, którą mógłby zaliczyć i potem opowiedzieć kolegom(pamietam
jak moi rówieśnicy 10 lat temu śmiali się,że zaliczyli naiwną babę ok 30
właśnie, sciemniając jej jaka jest zajebista i śmiejąc się z tej jej
naiwności,ze dała się złapać).Ja bym raczej nie mogła tak pójść z innym, bo
potrzebna mi jest ta cała oprawa z zakochaniem i podchodami itd.Sam seks bez
tego nie istnieje dla mnie.Ale z drugiej strony to pułapka-bo tracę coraz
bardziej nadzieję,ze będzie dobrze.Z jednej strony myślę o rozstaniu, a z
drugiej-czy brak seksu to naprawdę taki powód do tego rozstania?Szczególnie,że
coraz bardziej sobie zdaję sprawę,ze mój czas minął.I że po rozstaniu
zostałabym sama.A gdybym nawet kogoś znalazła to nie mam gwarancji,ze to
będzie ten...Przepraszam za ten chaos w moim poście-chciałam się po prostu
wypisać.Teraz mi lżej
    • arronia Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 19.12.09, 22:17
      Dlaczego nie zacząć od przeleczenia mężowskiego sprinterstwa?
      • follavril Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 19.12.09, 22:29
        Myślałam i o tym..żeby leczyć.Nie wiem jak w ogóle zacząć.Dla niego wyjaśnieniem
        są problemy typu:"za rzadko się widzimy".."widzisz jak na mnie
        działasz?"..."czekałem na ciebie"..A mi się rzygać chce na te
        teksty.Podejrzewam,ze będą problemy żeby on poszedł na jakaś terapię.Staraliśmy
        się o dziecko i były problemy-ciężko go było na badania wyciągnąć(zbierał się
        pół roku, aż dotarł).Teraz boję się mieć to dziecko.Bo coraz mniej chcę z nim
        być.Tak czuje jakby coś we mnie pękło.Niby rozmawialiśmy o tym..niby
        zrozumiał.Ale bylejakość nadal króluje.Gdy próbuję ją przełamać i choćby
        rozebrać się cała a nie tylko ściągać nogawkę, to protestuje,ze niepotrzebnie to
        robię.No cholera..:(.Nie ma już światełka w tunelu:((
        • mujer_bonita Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 20.12.09, 00:12
          follavril napisała:
          > Niby rozmawialiśmy o tym..niby
          > zrozumiał.Ale bylejakość nadal króluje.

          Niby rozmawialiście to masz niby rozwiązanie :)

          IMO tylko szczera rozmowa i dokładne, precyzyjne wyrażenie Twoich oczekiwań, określenie sposobu ich spełnienia i wyznaczenie konkretnych na to terminów. I raz na zawsze skończenie z kłamaniem, że jest Ci 'fajnie'* - nie jest i to należy zmienić.



          * niedawno był tekst o prawdzie 'emocjonalnej' w związkach. Prawda jego mać :P
          • follavril Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 20.12.09, 18:49
            Wiem,że takie oszukiwanie, że jest mi dobrze gdy tak naprawdę nie jest to
            samobój.Z drugiej strony nie potrafię tak po prostu powiedzieć mu: słuchaj..jest
            beznadziejnie i albo coś z tym zrobisz albo się pożegnamy.Kiedyś miałam taki
            przypływ szczerości-powiedziałam właśnie,ze nie podoba mi się,ze wszystko tak
            krótko trwa.Stanęło na tym,ze trzeba to zmienić..i tak zostało..na tym "trzeba"
    • minusten Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 19.12.09, 22:27
      Jak dla mnie to nie masz nic do stracenia. Powiedz mu, jak chcesz to
      w delikatny sposób, że jest do d... bo się w ogóle nie stara. Może
      się poprawi. A nic do stracenia, bo za przeproszeniem, co to z Was
      za małżeństwo, jeśli nawet ze sobą nie mieszkacie, no i sex bez
      satysfakcji (imho na dłuższą metę do małżenstwa w dobrym wydaniu
      jest niesbędny)?
      Last but not least, 30+ to dla kobiety piękny wiek.
      • follavril Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 19.12.09, 22:34
        W sumie coraz częściej myślę sama o tym,że nie mam nic do stracenia...Boje się
        jednak :(. Też wiele razy słyszałam,że 30+ to piękny wiek, ale mam tyle
        obaw...Czuję się cholernie stara nie wiem czemu.Czuje się tak jakby już nic
        dobrego miało mnie nie spotkać.Że mijani na ulicy mężczyźni widzą we mnie
        potencjalny obiekt na jeden raz,ale na pewno nie na stałe...A ja boje się samotności
        • minusten Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 19.12.09, 22:56
          >> Czuję się cholernie stara nie wiem czemu.

          Brakuje Ci dobrego... ;)
      • rigby Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 20.12.09, 23:25


        www.youtube.com/watch?gl=US&v=_5SH7EEMliY
    • kompresor666 Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 20.12.09, 00:17
      Twoj facet ma jakis problem albo medyczny, albo psychiczny. To nieprawdopodobne
      zeby seks trwal tylko minute! Po pierwsze wyzbądź się poczucia winy i zaniżania
      swojej samooceny - to on ma problem. Wytłumacz mi, jak debilowi - dlaczego
      czujesz się nieatrakcyjna tylko dlatego że twój facet spuszcza się po 40 sekundach?

      Co do samego faceta, nie wiem co może być u niego przyczyną tak szybkiego
      wytrysku. Bardziej stawiam na psychikę. Np. bardzo silne nawyki masturbacyjne.
      Na pewno leki obnizające libido by pomogły, musielibyście skonsultować z
      lekarzem i coś dobrać.
      Z mojego doświadczenia z chemikaliami, najlepsze pod tym względem są
      antydepresanty z (np.grupy SSRI). Może to dość hardcorowe, ale jakieś
      rozwiązanie? Opóźniony wytrysk murowany o ile w ogole.

      • arronia Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 20.12.09, 16:10
        kompresor666 napisał:

        > Bardziej stawiam na psychikę. Np. bardzo silne nawyki masturbacyjne.
        Tak intuicyjnie to bym raczej myślała, że nadmierna masturbacja utrudnia
        dochodzenie w warunkach innych niż "idealne" (czytaj: takie jak przy masturbacji).

        > Na pewno leki obnizające libido by pomogły, musielibyście skonsultować z
        > lekarzem i coś dobrać.

        Dla mnie to właśnie byłoby STARANIEM SIĘ O ZWIĄZEK. Swojej fizyczności sam facet
        nie przeskoczy IMHO, domowe sposoby to nie po takim czasie... Teraz trzeba by do
        lekarza, dobrać leki, może ze zmianami zachowania połączyć.

        I asertywnie do wszystkiego podejść, jak Zaklęta pisze.
        • gradosr60 Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 07.01.10, 11:44
          kobitki drogie. Prawda jest taka ze leczenie tego jest nienaturaklne
          wlasnie, bo to nie choroba. Skoro facet wytryskuje po takim czasie
          znaczy tak ma byc.
          To ze faceci dlugo posuwaja to jest nie w ich naturze, chca tylko
          zrobic przyjemnosc kobiecie ale NIE jest to naturalne i ktokolwiek
          chce powiedziec co innego to gada pierdoly.

          Sam moge zrobic to w pol minuty jak i 20 minut, wszystko zalezy,
          czasem nie da sie wytrzymac ale czasem da.
          • juzia214 Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 07.01.10, 11:53
            o tak ,wstrzymywanie moczu kiedy nie ma w poblizu toalety rowniez jest
            nienaturalne...
      • follavril Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 20.12.09, 19:10
        Możliwe,że tak jest,ale rozmowa z nim to jak walenie głową w mur.Nawet jak ma
        jakiś problem to mi nie mówi,a gdy w końcu się zaczynam wściekać,żeby powiedział
        bo przecież widzę,że coś nie tak, to wtedy wychodzi,że się czegoś tam nie
        domyśliłam.Było już wiele scysji na ten temat i zapowiedziałam mu z góry,że
        jeśli nie zamierza mi o czymś mówić to niech nie gada, ale ja na pewno nie będę
        się domyślać,bo mi się po prostu nie chce.Równocześnie mam wrażenie jakby się
        coś we mnie dopalało i całe nasze wspólne przyszłe życie robi mi się doskonale
        obojętne.Złapałam się już też parę razy na tym,że zdarzają mi się złośliwości w
        jego kierunku typu,ze on czegoś chce ,a ja z przekory robię inaczej.Zdaje sobie
        sprawę,ze to zachowanie godne dzieci, ale to samo wychodzi :/.Odnośnie lekarza
        to pamiętam jak było, gdy on miał iść na badanie - trułam mu długo,aż się w
        końcu wybrał.Ale wcześniej parę razy zdarzyła się sytuacja,że mu nie
        przypomniałam i wtedy nasłuchałam się,że mi oczywiście na niczym nie
        zależy.Powoli popadam w paranoję i czuje jak to się we mnie sączy jak
        trucizna.On bardzo chce mieć dziecko-ja też chcę.Ale mam coraz większe
        wątpliwości czy akurat z nim, choć wiem,że byłby dobrym ojcem.Bo on dzieci
        uwielbia i ma do nich znakomite podejście.Ja mam trochę inaczej, bo np cudze
        dzieci mnie drażnią.Kiedyś mu o tym powiedziałam, to teraz za każdym razem gdy
        schodzi rozmowa na ten temat słyszę od niego,ze ja i tak przecież dzieci
        nienawidzę.Tak samo było gdy miał iść na to nieszczęsne badanie-oczywiście mu
        nie przypomniałam, bo tak naprawdę dzieci nienawidzę i nie chce ich mieć.A mi
        się od razu zaciskają zęby i pięści.I naprawdę mam już go dość coraz bardziej.Bo
        to taka zrzęda się robi-codziennie niemal powtarza,że na pewno długo nie
        pożyje.Jak go coś boli to od razu ma raka albo coś innego.A ja coraz mniej
        mężczyzny w nim widzę a coraz więcej żałosnego kolesia.Nie wiem czy na to jest
        lekarstwo-psycholog na pewno.Ja chodzę.On powiedział,że pójdzie jak zamieszkamy
        razem.A ja jakoś nie spieszę się do tego.

        Najgorsze jednak jest to poczucie winy.Nie wiem skąd się to bierze,ale czuję się
        winna,ze jest jak jest.Wiem,ze to chore i nienormalne.Te teksty,że to dlatego
        tak szybko kończy,ze to ja tak działam albo przeze mnie, bo widzimy się tak
        rzadko.Jednak powoli otwierają mi się oczy.Czuję się nieatrakcyjna-to
        prawda.Poczucie własnej wartości pełza mi po podłodze.Powód głupi,przyczyna nie
        z mojej winy przecież,ze to mój mąż ma problem , ale nic jakoś nie mogę na to
        poradzić,że tak myślę.

        Nie wiem czy on się masturbuje-nie złapałam go jeszcze.Choć czasem jak się do
        mnie dobiera mam ochotę mu powiedzieć,żeby sam sobie poradził, bo mi się np chce
        spać

        Wiem,ze to wygląda teraz na błędne koło,ale coraz częściej zauważam inne życie
        na zewnątrz tego koła.I mam coraz większą chęć z tego zaklętego kręgu wyskoczyć.

        Pogadam z nim o leczeniu..zobaczę co powie.Nowy Rok zbliżający się wielkimi
        krokami trzeba zacząć od wprowadzenia porządków w życiu
        • maadzik3 Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 20.12.09, 23:16
          Znaczy on bardzo chce miec dzieci, zapomina o badaniu i to jest ok, a ty mu nie
          przypominasz (o jego badaniu) i nienawidzisz dzieci? O!
        • krzysztof-lis ale to JEST Twoja wina 01.01.10, 00:25
          > Najgorsze jednak jest to poczucie winy. Nie wiem skąd się to
          > bierze,ale czuję się winna,ze jest jak jest.Wiem,ze to chore
          > i nienormalne.

          Nie, to nie jest nienormalne. Czujesz, że to Twoja wina, i słusznie. Zdajesz
          sobie bowiem doskonale sprawę z tego, że Twój brak choćby odrobiny uporu czy
          chęci rozwiązania problemu doprowadził do tego, że jest Ci tak źle i tak długo.

          Trzeba było od samego początku z tym walczyć, a nie go okłamywać, że Ci było
          dobrze.
    • zakletawmarmur Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 20.12.09, 03:35
      Tak się zastanawiam co jest Twoim większym problemem - seks z mężem
      czy niska samoocena.

      Jeśli chodzi o seks, to po prostu przestań się zgadzać na to czego
      nie lubisz. Nie pozwalaj mu na penetracje, gdy nie jesteś gotowa.
      Nie pozwalaj mu traktować swojego ciała w sposób, którego nie
      lubisz. Jeśli facet kończy za szybko to wykorzystaj go ponownie albo
      poproś, żeby zaspokoił Cię oralnie.

      Na atrakcyjność kobiety ma wpływ wiele czynników. Wiek jest tylko
      jednym z nich. Są oczywiście mężczyźni, dla których młody wiek jest
      podstawowym kryterium przy wyborze żony, ale bez przesady, tak dużo
      ich nie ma. Jeśli ich wszystkich skreślisz, to pozostanie Ci jeszcze
      całe mnóstwo wolnych facetów:-) Zresztą zawsze mogłabyś związać się
      np. z jakimś przystojnym i zadbanym 40-latkiem, któremu Twój wiek,
      będzie się wydawał atrakcyjny:-)
      • labadine Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 20.12.09, 10:15
        Pelna racja-i ciekawe ze,istnieja jeszcze takie chlopy.
        • pogoda25 Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 20.12.09, 10:56
          31 lat?Jak to mówi mój znajomy: do 40- tki to wyzwolenie seksualne.
          Wyobrażam jak się męczysz,miałam podobnie ale nieco dłuższy stosunek.
          Myślę,że seksuolog to dobry pomysł i nic wstydliwego o ile czujesz potrzebę
          bycia z tym człowiekiem.
      • follavril Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 20.12.09, 19:22
        Moim problemem są chyba obie rzeczy naraz.Niska samoocena wynika z byle jakiego
        seksu:/Bo ciągle mam takie poczucie,że na nic lepszego nie zasługuję i powinnam
        się cieszyć,ze w ogóle ktoś mnie chce.A to przecież chore.Jestem myślę
        atrakcyjna(kiedyś byłam bardziej).Może i przybyło mi nieco tu i ówdzie,ale nie
        na tyle,żeby aż tak źle się czuć ze sobą.A czuje się kurde:/.Jak jakiś facet na
        ulicy się do mnie uśmiecha to wydaje mi się ,że śmieje się z politowaniem,że
        taka wstrętna, gruba kobieta idzie:(Rozsądek mi mówi,ze gruba nie jestem( 166
        wzrostu, 57 wagi, proporcje zachowane), ale głupi umysł szwankuje i się
        nakręca.Wmawiam sobie, że co z tego,ze taki przystojniak nawet się uśmiecha
        skoro nie dla psa kiełbasa:/No to jest po prostu straszne co się dzieje w mojej
        głowie.A to wszystko przez beznadziejny seks:((

        Piszesz, Zakletawmur,żeby po takim szybkim seksie wykorzystać go drugi raz.Nie
        da się po prostu-jemu po prostu nie staje,a nawet jeśli stanie to nie do końca i
        jest jak plastelina.On zresztą nie przejawia już chęci do kolejnego razu-w końcu
        jemu już było dobrze.Piszesz,żeby nie pozwalać na to czego nie lubię.I tak
        robiłam.To on wtedy mi mówi,że jak zawsze nie mam ochoty i ...odwraca się ode
        mnie.A we mnie zaczyna poraz kolejny rodzić się poczucie winy,ze go
        odrzuciłam...błędne koło
        • zakletawmarmur Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 22.12.09, 01:46
          > Piszesz, Zakletawmur,żeby po takim szybkim seksie wykorzystać go
          drugi raz.Nie
          > da się po prostu-jemu po prostu nie staje,a nawet jeśli stanie to
          nie do końca
          > i
          > jest jak plastelina.On zresztą nie przejawia już chęci do
          kolejnego razu-w końc
          > u
          > jemu już było dobrze

          O to kiepsko. Spróbuj z jakimś opóźniającym wytrysk preparatem.
          Jeśli nawet nie przeznaczonym konkretnie do tego celu- np. maścią
          przeciwbólową dla ząbkujących dzieci.

          > jemu już było dobrze.Piszesz,żeby nie pozwalać na to czego nie
          lubię.I tak
          > robiłam.To on wtedy mi mówi,że jak zawsze nie mam ochoty
          i ...odwraca się ode
          > mnie.A we mnie zaczyna poraz kolejny rodzić się poczucie winy,ze go
          > odrzuciłam...błędne koło

          Stosuje szantaż emocjonalny, żeby wymusić na Tobie swoją wersje. Nie
          daj się. Powiedz mu, że jest Ci przykro, że obraża się na Ciebie,
          zamiast pomyśleć o Twojej przyjemności. I nie kajaj się przed nim,
          bo nic złego nie robisz.

          Wracając do sprawy samooceny i lęku przed samotnością. Czego
          właściwie się boisz? Tego, że będziesz sama? Dlaczego uważasz, że to
          takie straszne? Teraz przecież przez większość czasu też jesteś
          sama... Jest Ci wtedy źle?
    • nocnykowboj Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 20.12.09, 15:48
      Dziewczyno!jesteś po 30 tce?jesteś młoda i nie marnuj życia i
      swojego potencjału seksualnego!Coś Ci powiem Ci o sobie co Ci
      uświadomi ile jeszcze może być przed Tobą:ja jestem po 40 tce i od
      kilku miesięcy mam partnerkę 38 letnią,atrakcyjną,która,po swoich
      związkach, też do niedawna uważała że dobre bzykanko już po za
      nią.Teraz pieprzymy się jak 20latki i z wieczora i potem jeszcze
      rano,z tym że faktycznie,ja potrafię bzykać bez wytrysku co
      przedłuża całą sprawę do utraty tchu i pozwala podejmować akcję
      kilka razy,az w końcu kończę jak już oboje nie mamy siły.Uwierz
      mi,są faceci w średnim wieku,którzy są w dobrej formie ,którzy
      potrafią docenić seksualność kobiety i potrafią jej dać
      satysfakcję.Uważam,że wcześniej czy póżniej i tak odejdziesz,to że
      go podniecasz to żadne tłumaczenie.2 ruchy i spust?toż to masakra!Z
      tego co wiem łatwo to wyleczyć,tylko trzeba chcieć
      • woman-in-love Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 20.12.09, 16:02
        Ja bym się wypisała, z tego nic nie będzie - a licznik bije. Skoro nie ma dzieci
        - w imię czego tkwić w tym pseudo-małżeństwie? Uważaj tylko, żeby Ci dzidzi nie
        zmajstrował, aby Cie przywiązać - kiedy wyczuje, że masz dosyć. K...a jak to
        czytam od razu staje mi przed oczami moje małżeństwo, dawno zresztą nieaktualne.
        Wiej.
        • kag73 Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 20.12.09, 18:53
          Najbardziej mnie dziwi, ze dorosla 30-sto letnia kobieta nie ma wpywu na
          to co robi z nia facet. Przeciez jak go "nie wpuscisz" to nie wejdzie i
          juz. Po co masz buzie? Rozumiem raz albo dwa, ale ciagle z doskoku.
          Powiedz mu w trakcie akcji czego i jak chcesz, od tego bym zaczela. Jak
          sie pakuje a Ty nie chcesz, to mowisz "nie, nie, kochany, nie tak szybko,
          Ty mi najpierw tutaj po francusku..." albo co tam chcesz, ale komunikowac
          jasno i do tego nie opowiadac bajek, ze Ci fajnie bylo.
          • follavril Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 20.12.09, 19:30
            Już było tak kilka razy,że nerwowo nie wytrzymałam i zabrałam jego ręce,albo
            skrzyżowałam nogi,żeby nie mógł wejść.Prowadziłam jego ręce,żeby mnie pieścił,
            co robił ale tak na szybko,że odechciało mi się wtedy zupełnie wszystkiego.I
            parę razy do tego seksu nie doszło, bo nie.Odmówiłam.Potem słuchałam cały
            tydzień jaka to jestem bo go nie chcę...I znów poczucie winy:/
            • arronia Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 20.12.09, 22:19
              Nie jestem facet, nie znam problemu nawet "z drugiej ręki", ale jeśli on ma
              problem ze sprintem, to może wchodzi w tryb: szybko, zdążyć się da, zanim
              wytrysnę. Jeśli nie umie kontrolować tempa dochodzenia (a najwyraźniej nie
              umie), to ja nie wiem, czy wszelkie staranie się zwolnienia akcji pomogą. On się
              leczyć powinien. I ja bym działała tak: domagać się sensownej gry wstępnej.
              Asertywnie i bez histerii. Jak mu nie wyjdzie - może będzie miał argument za
              tym, że czas się wziąć za bary z problemem.
              • to.niemozliwe Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 27.12.09, 17:22
                Przedwczesny wytrysk jest dość dobrze opisany w necie, metody
                radzenia sobie również. Jeżeli ma podłoże fizjologiczne w
                nadwrażliwości prącia, to znanym sposobem "domowym" jest
                posmarowanie odpowiednio wcześniej (przed seksem - czas wchłaniania
                się maści! )żołądzia ogólnie dostępną maścią zawierającą lidokainę,
                np. Bobodent - bez recepty, w każdej aptece. Proponuję sprezentować
                mężowi jakiś dobrze ilustrowany poradnik (np. "Masaż erotyczny"), bo
                wyglada na to, że nie jest zbyt wyedukowany.... Miłej zabawy! ;)
      • follavril Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 20.12.09, 19:27
        Ależ wam zazdroszczę...Taki seks miałam z moim poprzednim partnerem.Choć z kolei
        on mógł to robić w każdej sytuacji i w każdym miejscu(nasz wyczyn to seks na
        stojąco w jeziorze przy plaży pełnej ludzi-ależ była adrenalina..choć chyba nikt
        nie zauważył;)) )To jednak było jak miałam 23 lata..I wtedy z kolei miałam
        nadmiar seksu, tak,ze czasem musiałam hamować mojego ówczesnego partnera bo nie
        wyrabiałam.Teraz za tym tęsknię.Nie za tym partnerem, bo nasze drogi dawno się
        rozeszły, ale za takim spontanicznym seksem bez zahamowań.
        • nocnykowboj Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 20.12.09, 21:17
          no widzisz dziewczyno,zawsze będziesz tęsknić za tamtym bzykaniem,a
          jak bedziesz miała to co masz to będzie kiepsko,tym bardziej ,ze on
          nie wykazuje chęci do wspólpracy!i tu jest sedno problemu.Powiem Ci
          jedno,Moja była,z którą byłem 8 lat, przez oststnie 2 lata
          odechciało się jej bzykania(raz na miesiąc!),gdyż uznała,że po paru
          latach pożycia sex nie jest Ważny(tak mi powiedziała(!))więc związek
          się rozleciał rok temu.Teraz tego nie żałuję ,bo mam kogoś drugiego
          na kogo działam i ona działa na mnie.Ty z pewnością też kogoś
          takiego znajdziesz tylko trzeba się trochę rozejrzeć i mieć trochę
          szczęścia.
        • coex Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 07.01.10, 02:21
          no to 8882590
    • noxnegra Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 21.12.09, 20:22
      Ciekawe, w całym wywodzie i ciągach dalszych nie ma ani słowa, że kochasz tego
      swojego chłopa. Robisz mu "pogadanki", czujesz się jak pojemnik, drażni cię jego
      dotyk, oszukujesz go, że jest ci dobrze podczas gdy cię brzydzą jego pieszczoty,
      dziecka chcesz, ale chyba nie z nim, orgazm tylko z poprzednim facetem, ludzie...!
      Czy oprócz grożącej wizji samotnej, zgrzybiałej trzydziestolatki w bujanym
      fotelu (buehehehe!) cokolwiek trzyma cię z tym człowiekiem? Lubisz go chociaż ciut?
      • zdzichu.ok Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 23.12.09, 02:17
        No dokładnie, jak napisał poprzednik. Zabierasz sie do tematu od
        dupy strony. Podejmujesz temat wytrysku w minute, po czym sie
        okazuje że nie lubisz jego dotyku, i same negatywne rzeczy o Nim
        słyszymy. To jak go tak nieznosisz, oszukujesz, szczerze powiedzieć
        nie potrafisz paru zdań to o czym my wogóle rozmawiamy? Problem
        wytrusku to mógłby zostać załatwiony za 10zł prezerwatywami
        specjalnymi, opóźniającymi, albo drinkiem przed na rozluźnienie,
        mozna wiele rzeczy próbować. Ale problemu braku rozmowy,
        porozumienia, BYCIA Z DRUGIM CZŁOWIEKIEM w związku, braku szczerości
        itd. to żadna guma nie załatwi...
        • vella84 Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 27.12.09, 17:50
          jeśli jeszcze masz do niego cierpliwość i serce to może jakiś film z
          takim stosunkiem,jakiego byś chciała mu puścić i/albo powiedzieć mu
          a dziś to ja się Tobą zajmę/pokażę Ci co i jak bym chciała żeby
          wyglądało inaczej i do dzieła.. o maści ktoś napisał.. kombinuj albo
          wiej.. współczuję i pozdrawiam
    • realistka2008 Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 31.12.09, 21:42
      ależ on Cię pięknie w to poczucie winy wpycha! Przeczytaj co sama
      napisałaś

      follavril napisała:
      >On ma do mnie pretensje,że nie pociąga mnie

      >Dla niego wyjaśnieniem są problemy typu:"za rzadko się
      widzimy".."widzisz jak na mnie działasz?"..."czekałem na ciebie"..

      >zdarzyła się sytuacja,że mu nieprzypomniałam i wtedy nasłuchałam
      się,że mi oczywiście na niczym niezależy.

      >oczywiście mu nie przypomniałam, bo tak naprawdę dzieci nienawidzę
      i nie chce ich mieć

      >Najgorsze jednak jest to poczucie winy.Nie wiem skąd się to
      bierze,ale czuję się winna. Te teksty, że to dlatego
      tak szybko kończy,ze to ja tak działam albo przeze mnie, bo widzimy
      się tak rzadko.

      Gość jest genialny! Muszę powiedzieć, że jestem pełna podziwu.
      Kochanek z niego żaden a jakimś cudem zdołał wpędzić Cię w
      przekonanie, że to Twoja wina! I na tym jedzie! I seks ma! A Ty się
      frustrujesz.
      Dziewczyno, czy Ty nie widzisz jak on całą odpowiedzialność przelał
      na Ciebie?
      A już ten tekst, że Tobie nie zależy na dziecku, bo ON zapomniał o
      badaniach a Ty mu nie przypomniałaś?? No nie mogę...

      Pierwsze co powinnaś zrobić to przestać potulnie brać całą winę na
      siebie. Przestań dawać sobie wmawiać, że jesteś odpowiedzialna za
      jego nieudolność. Bo nie jesteś.
      A zwalanie winy na Ciebie to jest pewnie jego sposób na obronę
      własnego ego i męskości.
      I przestań kłamać, że jest Ci fajnie i dobrze. Jak widać on aż tak
      bardzo nie troszczy się o Twoje uczucia i Twoje poczucie własnej
      wartości.
      Czas chyba tego pana obudzić i zmusić by ruszył tyłek i coś zrobił.
    • eryknowak Re: A to mi sie nie chce...z mężem...długie! 06.01.10, 14:42
      daj mu przeczytac to co tu szczerze od serca napisałaś. Powiedz mu że jesteś
      przed ważną decyzją w twoim życiu. Ma to przeczytac do końca i się otworzyć/
      określić. Jak nie to wypad.
Pełna wersja