Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu?

28.12.09, 11:15
Temat głupi, ale nie wiedziałem, jak to bardziej błyskotliwie sformułować w
dopuszczalnej liczbie znaków.

Wprowadzenie: sytuacja standardowa, opisywana na tym forum pierdylion razy.
Małżeństwo, 32 lata oboje, staż 5 lat, dziecko tuż po ślubie. On (czyli ja),
jak facet z dowcipów, myśl o seksie co 6 sekund. Ona (czyli żona), wręcz
przeciwnie, o seksie nie myśli chyba wcale. Nigdy nie była typem nimfomanki,
ale przez pierwsze lata związku raczej nie narzekałem, czasem było lepiej,
czasem gorzej, ale ogólnie dawało radę, zwłaszcza że i fantazja była, i chęć,
więc właściwie wypróbowaliśmy wszystko, na co miałem ochotę (nie wiem jak
żona, mówię za siebie). Ale ostatnio - dla mnie dramat, męka i inferno
Dantego, seks jest tylko wtedy, kiedy ja go wyproszę, do tego pod warunkiem,
że jest sobota, żona nie jest śpiąca/zmęczona/zestresowana/zdenerwowana, nie
boli jej brzuch albo nie jest jej niedobrze (wyjątkowo częsta dolegliwość, jak
na moje oko). Ogólnie częstotliwość z ostatniego roku wychodzi nam... raz na
2-3 tygodnie, a bywało, że i rzadziej. Ostatnio kochaliśmy się 2 tygodnie
temu, ale były akurat moje urodziny i to był rodzaj prezentu - niezbyt zresztą
udany, bo widziałem, że żona wcale nie ma za bardzo ochoty, że to właśnie
prezent, żeby mi było fajnie. Cóż, nie było, zamiast takiej daniny to ja wolę
się, przepraszam bardzo, wytrzepać w łazience, przynajmniej jest szybciej i
nikt się nie musi poświęcać.
Zacząłem nawet prowadzić pewien eksperyment - przestałem w ogóle przejawiać
jakąkolwiek ochotę na seks, nie wspominam o tym, trzymam ręce przy sobie,
ciekaw jestem, ile musi minąć czasu, żeby żonka wreszcie przejawiła jakiś
seksualny popęd. Na razie bez większych sukcesów - tematu w ogóle nie ma,
wieczorem do łóżeczka, buzi i smacznie śpimy.

Do czego zmierzam - dla mnie związek mężczyzny z kobietą opiera się przede
wszystkim na pożądaniu, namiętności i seksie, bez tego w ogóle nie widzę sensu
zawracania sobie głowy nawzajem, bo jeśli z takiego układu usunąć seks, to
właściwie pozostaje wspólnota interesów plus ewentualne kumpelstwo, w której
to sytuacji żonę z powodzeniem zastąpiłby współlokator-kolega, nawet lepszy,
bo nie trzeba by go zabierać na spacery, przynosić mu kwiatów i traktować jak
kruche jajko, kiedy dostanie okresu. Niepotrzebny mi współlokator z cyckami,
ja chcę mieć ŻONĘ, z którą będę uprawiał SEKS, dopóki sił i biologicznych
możliwości wystarczy. To tak tytułem wyjaśnienia mojego punktu widzenia.

W każdym razie, jak już pisałem, tego mi właśnie brakuje - nie czuję się
pożądany, nie czuję się obiektem seksualnym, jestem miśkiem, który przyniesie
ciężki kosz z drewnem do kominka, albo posiedzi na kanapie i pomasuje stopy.
Który sprawdza się również świetnie w roli termoforu w łóżku - można się do
niego przytulić, jak na dworze wieje, bo jest duży i ciepły. Ale coś więcej -
nie nie, przecież o wiele przyjemniej jest posiedzieć przed kominkiem z
książką, albo dobrze się wyspać, bo rano trzeba wstać, a już dwudziesta
trzecia i zieew, ale mnie sen morzy.

Rezygnacja ze zmysłowości na rzecz wygody rozciąga się i na inne dziedziny
życia. Jak wiadomo, najlepszym strojem do chodzenia po domu są stare,
powyciągane, poplamione czymś niespieralnym dresiska, seksowne niczym kalosz.
Świetnym strojem nocnym natomiast jest obleśna, babcina, bawełniana piżama.
Próbowałem ingerować - dresy poszły w odstawkę na kilka dni, potem nastąpił
bunt, bo "dżinsy są niewygodne i nie będę się męczyć". Próba zastąpienia
barchanowego wora czymś seksowniejszym również się nie powiodła - jedwabna
nocna koszulka okazała się niewygodna i trafiła do szuflady.
Przy czym, żeby mnie tu panie nie zakrzyczały - ja nie chodzę po domu w
powyciąganych dresiskach, zawsze ubieram się tak, że mogę bez skrępowania
wyjść na ulicę, golę się, strzygę i kąpię, więc nie jestem brzuchatym
tatuśkiem z piwem i pilotem od TV. Zresztą zawsze reagowałem na wszelkie
sugestie odnośnie wyglądu, które żona skądinąd wygłaszała z reguły w sposób o
wiele bardziej obcesowy niż ja swoje.

Próbowałem oczywiście kilka razy poruszać kwestię ogólnego upadku w dziedzinie
naszej małżeńskiej seksualności, w końcu usłyszałem delikatną sugestię, że "z
wiekiem i po porodzie libido słabnie i nic się na to nie poradzi". Że słabnie,
to ja wiem, ale zawsze myślałem, że po pięćdziesiątce, a nie po trzydziestce!
Skoro w tym wieku żona jest już takim seksualnym kapciem, to co będzie
później? Mam trzydzieści dwa lata, mam odwiesić penisa na kołek? Trzepać się
do filmików z RedTube, jak piętnastolatek bez dziewczyny?

Uprzedzając ewentualne zarzuty, że jestem kochankiem nudnym i mało
wyrafinowanym: niedawno, właściwie w tym roku dopiero, dowiedziałem się, że
jestem faktycznie kochankiem nudnym, bo za bardzo wyrafinowanym -
niepotrzebnie kupuję wymyślne akcesoria i gadżety, pieszczę żonę na wymyślne i
podniecające sposoby, bo ona właściwie to najbardziej lubi, żeby ją szybko
podniecić (albo po prostu użyć żelu z tubki), a potem, przepraszam za
wyrażenie, po misjonarsku pokryć i mocno zerżnąć. Minuta osiem i śpimy, orgazm
nieobowiązkowy. Po żołniersku, można powiedzieć, seksualny odpowiednik
cheeseburgera z frytkami w McDrive.

Tu dochodzę do tematu tego wątku - jakieś kroki są tu niezbędne, najlepiej
stanowcze i rozstrzygające, ale czy właściwie da się tu coś zrobić? Czy
rozmowa może coś pomóc? Choćby jako wstęp do jakichś dalszych rozwiązań... Bo
prawdę mówiąc, nie bardzo to sobie wyobrażam. "Kochanie, ogarnij się, bo
uprawiamy za mało seksu i jesteś mało zmysłowa". "Aha, ale co ja poradzę, jak
mi się nie chce, mam się zmuszać?". No i tu ja wymiękam, nie wiem, co mógłbym
odpowiedzieć...
    • lilyrush Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 28.12.09, 11:44
      Sprawa jest prosta- musisz najpierw wiedzieć czego sam chcesz- czy walczyć o
      seks z ta żona czy stwierdzasz, że z nią już masz dość.

      Na pewno od rozmowy trzeba zacząć. Ale jakiej to zależy od tego czego chcesz
      Jeśli walczyć o seks z żona to poczytaj historie Avide- jemu sie jakoś udało na
      tyle, ze małżeństwo funkcjonuje. Tylko należy pamiętać, że żona Avide go wręcz
      bałwochwalczo kocha...a on jest na tyle wiarygodny, ze jeśli zagroził rozstaniem
      to ona czuła, ze on to naprawdę zrobi.
      Pamiętaj- jeśli zagrozisz rozstaniem, jeśli nic sie nie zmieni i tego potem nie
      zrobisz- przegrałeś w tym związku wszytko, bo żona juz nigdy nie potraktuje Cię
      poważnie.

      Jeśli masz dość i chcesz odejść to zakomunikuj, ze odchodzisz i to zrób.
      Opcji kochanki ja Ci nie zaproponuje bo dla mnie to oszustwo i nieszanowanie
      siebie. Ale spokojnie kilkoro takich głosów na forum sie odezwie.
    • minusten Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 28.12.09, 11:59
      o rany, ale żeś się rozpisał ;))
      Krótka odpowiedź z mojej stropny jest taka: jeśli do tej pory nie
      było poważnej rozmowy to czas najwyższy. Jeśli nic to nie da (a
      cudów sie nie spodziewaj, przynajmniej po pierwszym razie) to wtedy
      przyjdzie czas na decyzje czy się godzisz ze swoim losem i tkwisz w
      takim małżeństwie, czy radzisz sobie w inny sposób.
    • rapunzel1 Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 28.12.09, 12:12

      Nie wiem jak twoja żona, ale kobiety w związku z mężczyzną oczekują głównie MIŁOŚCI.
      Może podrążysz z żoną temat jej i twoich oczekiwań wobec małżeństwa?

      I tak myślisz o seksie co 6sek, ale walczysz żeby żona ubierała się seksowniej.
      Po co?

      Jedna rozmowa choćby stanowcza rozstrzygająca nie będzie

      • symmetryisall Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 28.12.09, 12:29
        Po pierwsze (ryzykując flamewar): co to jest MIŁOŚĆ? Ja powiem szczerze, że nie
        wiem. Wiem, co to jest PRZYWIĄZANIE, wiem, co to jest POŻĄDANIE, wiem, co to
        jest ODPOWIEDZIALNOŚĆ, ale co to jest MIŁOŚĆ, nie mam pojęcia. Połączenie tych
        trzech pierwszych rzeczy? Jeśli tak, to żaden cymes.

        Po drugie:

        > I tak myślisz o seksie co 6sek, ale walczysz żeby żona ubierała się seksowniej.
        > Po co?

        Bo żona w barchanowej nocnej koszuli wygląda jak swoja własna babcia, co
        bynajmniej mojej namiętności nie rozpala, a o to rozpalanie właśnie mi chodzi.
        Nie sądziłem, że to taka zagadka.
        • glamourous Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 28.12.09, 15:16
          Rapunzel chodzilo pewnie o to, ze wlasciwie PO CO Twoja zona ma sie starac i
          przywdziewac zmyslowe koronki, skoro nawet i widzac ja w barchanach masz ciagle
          ochote na seks i doskwiera Ci jego brak wlasnie z nia?

          Widzisz, to jest prosty mechanizm myslenia nieskolibidowej kobiety : "skoro
          zakladam flanelowy worek/sprany dres a i tak nie moge sie od niego opedzic, to
          strach pomyslec co by bylo, gdybym ubierala sie seksownie. Zameczylby mnie na amen."

          Stad wlasnie u kobiet, ktorym na seksie srednio zalezy to uporczywe upodobanie
          do aseksualnych ciuchow. Takie ciuchy sa jakby podsiadoma tarcza obronna,
          zapewniaja im przynajmniej minimum swietego spokoju od niechcianych zalotow
          meza. Lilyrush powyzej slusznie zauwazyla, ze taki przypadek jak Twoj byl
          swojego czasu gruntownie na forum przedyskutowany na przykladzie malzenskiej
          sytuacji Avide. On wyegzekwowal od swojej zony "minimum socjalne" (inan sprawa,
          czy to minimum jest dla wysoerotycznego wysokolibidowca satysfakcjonujace...)
          zelazna konsekwencja i wprowadzeniem atmosfery powaznego zagrozenia zwiazku.
          Obawiam sie, ze jezeli Ty tez nie postawisz sprawy na ostrzu noza, to zona sie
          bardziej nie postara. Przykro to mowic, ale malzenskie ciepelko i poczucie
          stabilnosci uczuc partnera ("mam go na wlasnosc") nie podgrzewa chuci
          niskoerotycznych/niskolibidowych osobnikow. Zeby takimi potrzasnac i przebudzic
          ich z letargu, trzeba niestety w bardzo przekonujacy sposob dac im wyraznie
          odczuc, ze malzenska idylla moze sie latwo skonczyc, jezeli beda mieli w nosie
          potrzeby. Z tego co zauwazylam, zwlaszcza dzieciate kobiety sa wrazliwe na taki
          straszak - maja bowiem biologiczna potrzebe zatrzymania samca-opiekuna oraz
          status quo gniazda ktore uwily.
          • czarownica77777 Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 20.01.10, 20:53
            witaj zaczelam czytac te opinie wszystkie sa podobne mowia o powaznej rozmowie
            czy nawet postraszeniu zony dla mnie to nienormalna sytuacja w ktorej nie
            chcoiala bym zyc zmienila bym status na rozwodka po 1 jestes swietnym mezczyzna
            i starasz sie ja zrozumiec po 2 jestescie z innej gliny sprawdzacie sie jako
            instytucja raczej i nic po za tym ludzie dziela sie na tych ktorzy lubia seks
            lub nie lubia to proste jestem mezatka od 25 lat kocham seks niezmiennie caly
            czas od samego poczatku i zrobie wszystko by trwal jak najdluzej dla mnie i
            mojego partnera niewyobrazam sobie innego zycia uprawiamy seks prawie co dzien
            jest piekny daje nam radosc i optymizm zycia pozdrawiam goraco
        • rapunzel1 Miłość i barchany 28.12.09, 15:22
          miłość - słowo tabu w kącikach porad seksualnych
          miłość - coś do czego mężczyzna nie przyzna się nawet przed żoną w sypialni
          miłość - coś magicznego dla kobiet (nie zawsze wiedzą co)

          > Bo żona w barchanowej nocnej koszuli wygląda jak swoja własna babcia, co
          > bynajmniej mojej namiętności nie rozpala, a o to rozpalanie właśnie mi chodzi.

          Rozpalona a niezaspokojona namiętność boli, więc jeśli barchany gaszą do zera, to działają korzystnie?
          Chyba że namiętność pozostaje, ale czuje się wzgardzona przez barchany?

          A w gruncie rzeczy czy ważniejszy jest dla ciebie strój żony czy bycie pożądanym?

          Bo może z ankiety w gazecie wyszło ci że jesteś dobrym kochankiem, ale jeśli w początkach tobie było fajnie bo realizowałeś wszystkie fantazje i nie wiesz czy jej było dobrze, to zawaliłeś wtedy sprawę i odkręcenie tego będzie trudne
    • mujer_bonita Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 28.12.09, 12:40
      symmetryisall napisał:
      > Choćby jako wstęp do jakichś dalszych rozwiązań... Bo
      > prawdę mówiąc, nie bardzo to sobie wyobrażam. "Kochanie, ogarnij się, bo
      > uprawiamy za mało seksu i jesteś mało zmysłowa". "Aha, ale co ja poradzę, jak
      > mi się nie chce, mam się zmuszać?". No i tu ja wymiękam, nie wiem, co mógłbym
      > odpowiedzieć...

      Przede wszystkim przestać mówić o waszych problemach w kategorii prawd absolutnych. Nie mów 'uprawiamy za mało seksu' bo w seksie nie ma limitów - norma to tyle ile satysfakcjonuje oboje partnerów, niezależnie od tego, czy jest to raz na kwartał czy dwa razy dziennie.

      Zacznij komunikować swoje POTRZEBY. Powiedz to, co napisałeś nam:
      > dla mnie związek mężczyzny z kobietą opiera się przede
      > wszystkim na pożądaniu, namiętności i seksie, bez tego w ogóle nie widzę sensu
      > zawracania sobie głowy nawzajem, bo jeśli z takiego układu usunąć seks, to
      > właściwie pozostaje wspólnota interesów plus ewentualne kumpelstwo, w której
      > to sytuacji żonę z powodzeniem zastąpiłby współlokator-kolega, nawet lepszy,
      > bo nie trzeba by go zabierać na spacery, przynosić mu kwiatów i traktować jak
      > kruche jajko, kiedy dostanie okresu. Niepotrzebny mi współlokator z cyckami,
      > ja chcę mieć ŻONĘ, z którą będę uprawiał SEKS, dopóki sił i biologicznych
      > możliwości wystarczy. To tak tytułem wyjaśnienia mojego punktu widzenia.

      Postaw sprawę w ten sposób - związek to wzajemne zaspokajanie potrzeb partnerów - Ty zaspokajasz jej potrzeby - Twoje pozostają niezaspokojone i zapytaj wprost jak ONA widzi rozwiązanie problemu. Jeżeli powie 'mam się zmuszać' odpowiadaj 'a ja mam się zmuszać, do życia w układzie który mi nie odpowiada'? Stawiaj siebie na tym samym poziomie co ona. Możesz również zasugerować kochankę - ważne tylko, żeby nie było to w formie groźby lub szantażu tylko 'potrząśnięcia' - np. 'skoro Tobie się nie chce ale rozumiem, że mnie kochasz i nie chcesz żebym się męczył to nie będziesz miała nic przeciwko, żebym zaspokajał swoje potrzeby z kimś innym?'.

      Generalnie - rozmowę prowadzić w ten sposób aby toczyła się wokół PROBLEMU a nie personalnie, czyli - moje potrzeby są niezaspokojone, męczę się w tej sytuacji, co z MY TYM zrobimy. Jeżeli powiesz 'uprawiamy za mało seksu' to dostaniesz odpowiedź 'mam się zmuszać?' - co generalnie powoduje upadek całej Twojej argumentacji. Jeżeli natomiast powiesz 'męczę się z taką małą ilością seksu' to odpowiedź 'mam się zmuszać' powoduje pewnego rodzaju pata - obie strony pozostają na tym samym poziomie problemu. Argumentuj w ten sposób, żeby odpowiedzi żony mogły ukazywać skutki działań - 'mam się zmuszać' - 'Ty się nie masz zmuszasz a ja mam się męczyć?' (tylko na spokojnie nie w formie pyskówki).
      • cyklista6 Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 28.12.09, 13:54
        Symmetryisall, cóż - jestem starszy o dziesięć lat i przeszedłem (a nawet wciąż
        przechodzę) podobną sytuację. Nie mam dla Ciebie rady. Nie ma prostych
        rozwiązań, co zrobić aby Twoja żona zechciała chcieć. Ona zapewne nie kłamie,
        kiedy mówi że nie chce seksu - ale z seksem u kobiet jest często tak, że im go
        mniej tym libido mniejsze. Zapewne Twoja żona należy do tych kobiet które
        kojarzą ciepło wygodnego życia z kapciami i snem, natomiast ochota na seks
        narasta w sytuacjach niestandardowych.

        Wasz punkt równowagi jest na zbyt niskim dla Ciebie poziomie - więc to Ty musisz
        podjąć działania aby coś się zmieniło. Rozmowy możesz próbować wiele razy - ale
        jakoś niewielu udało się obudzić w żonie chęci na częsty i ognisty seks metodą
        racjonalnego formułowania swoich potrzeb i obiektywnej argumentacji. Seks to
        emocje, więc musisz grać na emocjach. To był mój błąd, bo nie chciałem udawać
        kogoś innego niż jestem, nie chciałem manipulować w żaden sposób, sądziłem że
        wystarczy być sobą aby dla ukochanej kobiety być atrakcyjnym samcem. No cóż,
        dzisiaj uważam że nie wystarczy :-|

        Czy Ty będziesz miał w sobie tyle sił i samozaparcia aby manipulować żoną, samym
        sobą, udawać kogoś innego niż jesteś? Pewnie warto przeczytać to, co pisał
        Avide, wątki "attraction is not a choice" i temu podobne. Ale potem decyduj, co
        jest dla Ciebie ważniejsze i ile z siebie możesz poświęcić aby osiągnąć cel.

        Pozdrawiam
      • songo3000 Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 28.12.09, 20:00
        mujer_bonita napisała:

        > Zacznij komunikować swoje POTRZEBY. Powiedz to, co napisałeś nam:
        Bonitka, spadłem z krzesła. Szacun, prezenty i szampan ;)
    • gomory Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 28.12.09, 13:47
      > Aha, ale co ja poradzę, jak mi się nie chce, mam się zmuszać?

      No i ma Twoja babeczka racje - jest XXI w. zmuszac sie nie musi.
      Zreszta miedzy wierszami mozna wyczytac, ze i Tobie srednia frajde
      przynosi bzykanie zony ktora z poswieceniem zaciska zeby i czeka az
      sie w koncu zaspokoisz.
      Przyznasz - trudna rozmowa jaka Ci chodzi po glowie jej nie
      podnieci. Mokre to sie jej oczy moga zrobic, a nie cipka. Mozesz
      tylko liczyc na jej litosciwa nature. Opowiesz jaki jestes
      sfrustrowany, az jej serduszko zmieknie, umysl otworzy sie na Twoje
      potrzeby i postara sie pamietac o tym by czesciej dac sie bzyknac.
      Malzenskie jebanko jak sprzatanie: troche sie nie chce, ale zrobic
      trzeba. Na koncu nawet mile uczucie spelnienia pozostanie ;).
      Jesli jednak liczysz, ze w toku rozmowy jej pozadliwa natura dozna
      olsnienia i wywali jej solidnego kopniaka rozgrzewajacego dupcie na
      kamasutre to przestrzegam. Lepiej idz do kina na Avatara - bedziesz
      swiadkiem nie mniej realistycznej historyjki :).
      Czlowiek moze wybrac z kim chodzi do lozka, ale na to kto go
      podnieca ma mocno ograniczony wplyw. Wszelkimi znakami zona
      objawila: pragne Ciebie dosc srednio. Gdyby chciala Cie uwodzic,
      czynilaby to mysla, mowa, uczynkiem i zadbaniem. No a sam jak to sie
      prezentuje u was ;).
      To wcale nie znaczy, ze jestes upiorem z opery i dzwonnikiem z Notre
      Dame w jednym ciele. Mozesz byc bardziej wyrafinowanym kochankiem
      niz Jaroslaw Kaczynski, ale faktow to nie zmienia - na zone twa
      magia zmyslow za bardzo nie dziala. Jej pewnie tez nie jest za
      komfortowo w takiej sytuacji, wolalaby facia ktorego magnetyczny
      wzrok zsuwa jej koronkowe stringi na podloge. Ale nie musi czuc sie
      winna. Przeciez nie moze powiedziec do swojego ciala: miej orgazmy
      wielokrotne gdy misiu we mnie wjezdza. To znaczy powiedziec moze,
      ale jak cialo pokaze "a takiego ch...a" to koniec.
      Rozwiazan tej sytuacji jest kilka. Nawet mozesz je sobie pomiksowac.
      Masz do wyboru niedopchniete mezatki, lase na kase dziwki, lase na
      zanete ryby albo jakies inne sporty ekstremalne, browary i skrety z
      kolesiami, trening nadgarstkow w tenisie albo przy redtube,
      postraszenie zony separacja - niech sie spina do heroicznych
      wyczynow, intensyfikacja zycia zawodowego, wniosek rozwodowy albo
      tzw. zawalczenie o malzenstwo. Jesli czujesz wyzwanie i nadal masz
      chec przecierania szlaku miedzy udami zony, to w tym watku zaraz
      pojawi sie ktos kto udzieli porad pt. jak byc tajemniczym,
      intrygujaco niezaleznym Casanova zamiast kapciowatym misiem. Ponoc
      Casanova laski bierze, a misiom to one daja. Niestety jak widzisz
      tylko czasami ;). No w kazdym badz razie mozliwosci masz wiecej niz
      dwie pigulki w Matrixie - wybierz madrze dla siebie i baw sie
      dobrze, bo zycie mamy jedno.
      P.S. Jesli jednak wierzysz w reinkarnacje to ilosc rozwiazan jest
      jeszcze wieksza. Wiec moze religia jest wlasciwa droga?
      Powodzenia :).
      • glamourous Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 28.12.09, 15:58
        Gomory, post-majstersztyk :-) i swieta prawda w jednym.
      • izabella9.0 ELFIE widzisz i nie i grzmisz 28.12.09, 16:20
        Pomijając fakt ,że twoja zona ma jakieś problemy z popędem ( hormony
        ,przepracowanie , znudzenie życiem ,związkiem , pożyciem , Tobą ) które
        abynotrzymać związek należałoby rozwiązać..TO TY tez bez winy nie jesteś !
        1. Po co się ku..wa żeniełes??? skoro dla ciebie podstawa związku jest seks ? Po
        co zakładałeś rodzinę ? trzeba było sobie lampucere - nimfomankę sprowadzić do
        domu i uprawiać z nią seks aż ci sprzęt trafi a jak się jej znudzi miałbyś
        wolną drogę do wymiany.

        2.Małżeństwo to jedność fizyczna , psychiczna i duchowa.Na małżeństwo składa
        sięwiele czynników..seks i pożądanie to tylko jedne z nich obok stoją szacunek,
        wierność , przyjaźń ,zaufanie, .Dlal ciebie liczy się jednak tylko seks i
        pożądanie a jak dla twojej zony ważniejsza jest przyjaźń albo jak na niej
        przyjaźń jest wstepem do seksu ? to co ?? Dlaczego twój seks ma być
        ważniejszy?dlaczego ona ma się poświęcać i dawać ci coś czego potrzebujesz skoro
        nie potrafisz jej tego czego ona potrzebuje ??? a dajesz to co sam chcesz dostać
        - SEKS mając gdzieś czy ona naprawdę tego własnie od ciebie chce!! ( szkoda,że
        dajesz to co dla ciebie jest ważne zakładając ze dla niej tez musi choć w
        rzeczywistości może tak nie być- ale co się to obchodzi maiłbyś seks i dałbyś
        seks i małżeństwo na piąteczkę nie ? )I TY się za małżeństwo zabrałeś , z
        takimi żałosnymi poglądami ??to ty dzieciaku nie wiesz ze dla większości kobiet
        seks musi bazować na emocjach? poczuciu bezpieczenstwa , przyjaźni, przywiązaniu ?

        3.zarzucam Ci egoizm a wiesz czemu ? Bo cały czas piszesz o swoich odczuciach ,
        sam budujesz związek na seksie i pożądaniu bo tak chcesz , gzdies masz czy
        twoja zona tez uważa ze małżeństwo to tylko seks i pożądanie ,nie patrzysz na
        to ,ze być może twoja zona chce czegoś więcej i może zawsze chciała i nawet
        myślała ze to ma ale się pomyliła bo ty wszystko robiłeś żeby mieć seks :
        -zabierałeś na spacery żeby mieć seks
        -przynosiłeś kwiaty żeby mieć seks
        -traktowałeś jak kruche jajko w trakcie okresu żeby mieć seks
        och ach jakiś ty ku..wa wspaniałomyślny jesteś
        gdzie tu miejsce na miłość, szacunek (traktujesz żonę jak maszynkę do seksu ,
        materac który bez dziury miedzy nogami traci racje bytu ) troskę , opiekuńczość
        , przyjaźń ?
        Ja zawsze myslałam ze wychodzi się z kimś gdzieś z potrzeby , żeby
        sprawićprzyjemność sobie i ukochanej osobie, zawsze myslałam ze kwiaty przynosi
        się z ww powodów,a w trakcie dolegliwości bólowych wspiera się , pomaga ,
        traktuje jak kruche jajko z potrzeby , troski o ukochana osobę BEZINTERESOWNIE

        I TY SIE dziwisz ze zona ma cie gdzieś ? może się zorientowała ze dla ciebie
        jest tylko dziura miedzy nogami ale taka poślubioną a nie bezpańską !!!

        Jak można wchodzić w związek małżeński tylko po seks.ty nawet nie wiesz co
        Twojej zonie sprawia przyjemność !! grunt ze
        ze tobie było dobrze ,ze twoje fantazje się spełniły ("wypróbowaliśmy wszystko,
        na co MIAŁEM ochotę)
        "NIE WIEM jak żona, mówię za siebie" aha nie wiesz hahah nie wiesz jakie zona ma
        fantazje czy podczas spełniania twoich zachcianek było jej dobrze - godne
        politowania - co ja się głupia dziwię skro wg ciebie małżeństwo to seks i
        pożądanie to nie ma miejsca na ROZMOWĘ

        o tym dlaczego unika zbliżeń tez nie łaska porozmawiać szczerze ?Dwa dzieciuchy
        co się w dom ku..wa bawią- uważajcie bo wam się zaraz zawali :jedno tylko o
        seksie dla seksu drugie złapało faceta to odpuściło pielęgnowanie związku (
        zresztą jakiego związku )

        PS: popęd po urodzeniu dziecka u kobiet faktycznie spada podobno hormony
        ,zmęczenie partnerem potem znowu się podnosi libido około 40 kiedy z kolei
        mezczyzni maja daaaleko swoje zony ale tym da się coś zrobić np uspokoić hormony

        A a zakończenie dodam jakby tobie spadło libido to nie był bys taki chętny wiec
        weź sei wczuj w czyjąs sytuację i rozwiążcie ten problem RAZEM
        • lilyrush Re: ELFIE widzisz i nie i grzmisz 28.12.09, 16:36
          A Ciebie jakiś facet mocno skrzywdził czy może całkiem zostawił, bo dając
          wszytko, czego Ty w zwiazku oczekiwałaś tego seksu nie dostał?
          Przeczytaj spokojnie i ze zrozumieniem pierwszy post autora.

          Jak sama słusznie zauważyłaś małżeństwo to także wież fizyczna.... a nikt tu nie
          mówił, ze nie ma innych tylko własne ta szwankuje
          • izabella9.0 nikt mnie nei skrzywdził 28.12.09, 18:14
            a już na pewno nie mężczyzna i jakbyś chciała wiedzieć nic do nich nie mam wręcz
            przeciwnie .Ale mam duzo do takich buraków jak autor !!! a ty przeczytaj co
            napisałam i nie zawracaj mi gitary głupotami i bredniami przy okazji przeczytaj
            tez post autora bo jak już ktoś czego nie zrozumiał to ty...co chciałam to
            napisał powtarzać się nie będę no może z wyjątkiem moich ulubionych najbardziej
            żenujących fragmentów wg mnie potwierdzających ze nie tylko seks szwankuje.
            Poza tym jakbyś nie zauważyła autor pisze tylko o seksie i nawet przyznaje ze
            seks przede wszystkim wiec w ich związku to wież fizyczna szwankuje a dlaczego
            bo inne nie istnieją a już na pewno nie dla autora a szkoda bo mimo iz ignoruje
            inne budulce małzenstwa one sa i kuleja nie mniej niz seks


            1.EGOIZM , PRZEDMIOTOWE TRAKTOWANIE , jakieś zidiociałe pobudki dla których
            zaczął się ten związek małżeński oraz zaburzona wizja małżeństwa :

            "..bez tego w ogóle nie widzę sensu zawracania sobie głowy nawzajem, bo jeśli z
            takiego układu usunąć seks, bla bla w której
            to sytuacji żonę z powodzeniem zastąpiłby współlokator-kolega, nawet lepszy, bo
            nie trzeba by go zabierać na spacery, przynosić mu kwiatów i traktować jak
            kruche jajko, kiedy dostanie okresu. Niepotrzebny mi współlokator z cyckami,"

            - bez seksu zona traci racje bytu jest tylko czymś z cyckami , zoną bez dostępu
            do dziury och ach
            - chłopczyk bawiąc się w dom zapomniał ze seks jest ważny a nie najważniejszy ,
            żonka zapomniała o czymś innym - wniosek para żałosnych egoistów
            - och ach jaki on jest cudowny dawał kwiaty , chodził na spacery był miły jak
            zona miała/ma okres ojej szkoda tylko ze robił to by miec seks wiec gdzie tu
            szacunek, troska i te inne wazne budulce małżeństwa ?
            ( "dla mnie związek mężczyzny z kobietą opiera się przede wszystkim na
            pożądaniu, namiętności i seksie" 0 Gów..o prawda dla niego związek opiera sie
            TYLKO na seksie ")
            poza tym para szanujących się , dojrzałych , kochających się ludzi wie ze seks +
            ww w poprzednim poście "składniki " musza współistnieć na równi aby małżeństwo
            było udane.nie ma czegoś takiego ze związek małżeński to 99 %seksu i 1 % np
            szacunku , przyjaźni lub na odwrót.

            - dziecko nie widziało ze w małżeństwie rożnie bywa ? że to zwiazek dwojga
            rożnych ludzi którzy funkcjonują na rożnych poziomach emocjonalnych ? każdy
            głupi wie ze libido spada i sie podnosi szczególnie u kobiet , każdy głupi wie
            ze kobieta inaczej reaguje niż mężczyzna ( zazwyczaj )każdy głupi wie ze kobieta
            żeby uprawiać seks zazwyczaj potrzebuje czegoś innego niż mężczyzna...ale on nei
            wiedział najwidoczniej ..oj biedactwo - pogrążam się z nim w bólu.
            skoro dal niego związek to głowinie seks po co zakładał rodzinę ? nimfomanek nie
            brakuje mógłby spełniać swój życiowy cel i bzykać

            2 BRAK komunikacji :
            "...właściwie wypróbowaliśmy wszystko, na co miałem ochotę (nie wiem jak żona,
            mówię za siebie).

            - wypróbowali wszystko na co On miał ochotę ( gratulować a on jej ? hmmm nie
            wiadomo bo i skąd- 5 lat są małżeństwem i nie wie chłopina czy zaspokoił żonę
            ?????? a dlaczego nie wie ? bo i po co grunt ze jego fantazje się spełniły po co
            mu wiedzieć co zona lubiła , czy to były tez jej fantazje ?








            • selfmademan Re: nikt mnie nei skrzywdził 28.12.09, 18:22
              Pani Izabell chyba się przepracowała podczas Swiąt, a i pewnie
              prezenty jakieś marne były (no bo przecież aaaaabsooooolutnie nikt
              jej nie skrzywdził, co to to nieeee....) - od paru lat nie czytałem
              na tym forum takiej jednostronnej i dłuuuugiej jazdy jak po łysej,
              symetrycznej ;);) - kobyle.

              I mam przeczucie, że to bynajmniej nie koniec :):)
              • izabella9.0 pudło 28.12.09, 20:13
                Akurat nic w święta specjalnego nie robiłam ażeby się przepracować.

                A kto przepraszam bardzo miałby mnie krzywdzić ? krzywdzą to sie ale nawzajem
                autor p[ostu i jego małżonka.Ja nie mam tak nierówno pod sufletem ażeby z
                idiotycznych powodów pchać się w małżeństwo ażeby potem "ryczeć" na forum.A
                jeżeli kiedykolwiek sie zdecyduje to będzie świadoma i rozsądna decyzja.Będę
                mieć świadomość tego czym jest związek małżeński i z jakiego powodu się za mąż
                innymi słowy ,bynajmniej bzykanie nie jest podstawą związku małżeńskiego a
                jedynie jednym z kilku ważnych budulców.Ale jeżeli się nie dorosło i nie ma sie
                o tym zielonego pojęcia to sie potem tak kończy - życiem dwojga egoistów obok
                siebie którzy nawzajem zatruwają sobie życie a potem siedzą i baidola na forum
                och ach zamiast szczerze porozmawiać chociaż nie wiem czy to coś da bo rozmawiać
                trzeba od początku a nie po tym jak wygasa pierwsze zauroczenie.Cóz głupota i a
                naiwność ludzka nie zna granic.

                Lubie jeździć po ludziach jak po łysej kobyle :DD

                "takiej jednostronnej "

                a) odniosłam się do małżonki autora
                b) nie rozpisywałam się na temat małżonki autora za długo gdyż ponieważ to nie
                ona tu napisała i nie ona tutaj przedstawiła swój punkt widzenia
                c) i logicznie rzecz ujmując rozpisałam się na temat tego co napisał autor w
                sposób negatywny ponieważ to on opisał swój punkt widzenia ( gdyby to napisał
                jego zona pojechałabym po niej - PRAWDOPODOBNIE

                nic na to nie poradzę ze lubie pisać
            • glamourous Re: nikt mnie nei skrzywdził 28.12.09, 18:40
              Izabello, nie wiem, skad to Twoje plucie jadem i te skrajne emocje podczas
              odpowiadania na post jakiegos obcego czlowieka. Naprawde robisz przez to
              wrazenie osoby skrzywdzonej przez jakiegos "myslacego tylko o seksie faceta",
              wzglednie na kobiete, ktora seks stawia na tak dalekiej pozycji w hierarchii
              malzenskich wartosci, ze zupelnie nie rozumie, jak wazny jest on dla ludzi,
              ktorzy go naprawde potrzebuja. Oraz jak bardzo jego dlugofalowy brak moze
              sprawic, ze zaniedbanemu przez malzonke mezowi odechciewa sie w koncu
              pielegnowania innych "budulcow" malzenstwa. Aczkolwiek wcale nie mam wrazenie ze
              autor watku juz taki krytyczny moment osiagnal. Pisze przeciez, ze nadal masuje
              zonine stopy na kanapie, nadal sluzy za przytulanke - z tonu jego pisania nie
              wyglada mi wcale na nieczulego, dyszacego tylko prymitywna zadza 'buraka' (to
              Twoje okreslenie). Zapominasz, Izabello, o fakcie, ze w malzenstwie nie ma
              jakichs odgornych, ustawowych wytycznych co jest do tworzenia wiezi wazne, a co
              mniej wazne. Co czlowiek, to kryteria, co zwiazek, to inna specyfika. Dla
              jednych seks bedzie na jednej z pierwszych pozycji w hierarchii wieziotworczych
              wartosci, dla innego bedzie to troska "zrobie ci skarbie herbatke, bo jestes
              zmeczona". Zreszta jesli sie juz tak czepiasz tego szacunku i tej troski, to
              zona watkodawcy tez nie wykazuje sie wielka empatia bo nie szanuje potrzeb meza,
              i reglamentujac seks nie troszczy sie o jego dobre samopoczucie. Nie pisze tego
              smiertelnie powaznie - bo nie wiem jak naprawde wyglada uklad sil w ich zwiazku
              i nie mnie oceniac ze ktos jest burakiem czy egoista - ale po to, zeby pokazac
              Ci jak bardzo punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.
              Ale co tu tlumaczyc, wszak nie od dzis wiadomo, ze syty (w tym przypadku raczej
              'nie odczuwajacy glodu') nie zrozumie glodnego.
              • izabella9.0 jak nie wiesz to sobie wywróz z fusów. :D 28.12.09, 20:33
                * czy ja wiem czy skrajne te emocje
                *wyrażam swoje zdanie w sposób niezbyt kulturalny ott cała tajemnica 9 ma przy
                nicku napisane kulturalna izka ?
                * NIE ZOSTAŁAM skrzywdzona przez faceta a to ze mój post sprawia takie wrażenie
                to już nie mój problem < bywa >
                * nie napisałam nigdzie ,że stawianie seksu w dalekiej hierarchii potrzeb jest ok
                * nie napisał ze seks nie jest ważny < gdzie niby ?>
                * przepraszam bardzo ale żeby mężowi odechciało się pielęgnować inne budulce
                związku najpierw one muszą być zauważone przez owego męża dla autora seks to
                wszystko do tego stopnia ze jest taki dobry dla żony swojej w czasie okresu
                żeby MIEĆ seks a gdzie tu troska ott taka bezinteresowna ?? To ma być małżeństwo
                ? Przecież on wszystko robi z myśli że za to dostanie. Kwiaty tez przynosi nie
                ott tak tylko żeby dostać a ponieważ nie dostanie to mu się nie
                opłaca..przytulanie , stopy to wszystko jest po to żeby dostać się do dziury...a
                jak się nie dostanie to mieszka sie z kumplem z cyckami buhaha .Przy takim mężu
                to aż strach zachorować.

                *Bo ładnie napisał , bez wulgaryzmów to juz fajny koleś ? ja widzę troszkę
                więcej.w życiu z takim czymś nie chciałbym mieć do czynienia.Czułabym, się jak
                materac który jak zaniemoże traci racje bytu.Ja od małzenstwa oczekuje czegoś
                więcej i z tego co mi wiadomo prawidłowo.

                * nigdzie nie napisałam co w małżeństwie jest bardziej a co mnie ważne napisałam
                ze wszystko powinno być równorzędnie ważne ( czytałaś co napisałam czy bredzi
                ?bo jak tak to szkoda mojego czasu

                * o zonie tez napisał i to niekoniecznie pozytywnie jakbyś przeczytała to byś
                wiedziała.a nie rozpisałam się na jej temat bo nie znam jej punktu widzenia
                tylko autora.
            • possessive Re: nikt mnie nei skrzywdził 28.12.09, 18:52
              izabella9.0 napisała:

              >
              > 1.EGOIZM , PRZEDMIOTOWE TRAKTOWANIE , jakieś zidiociałe pobudki
              dla których
              > zaczął się ten związek małżeński oraz zaburzona wizja małżeństwa :

              O mój bosz. Izabello przyjmij do wiadomości, iż nieładnie i
              niegrzecznie jest na forum dla ludzi cierpiących z braku seksu,
              napominać tonem proroka iż seks nie jest najważniejszy. Dla wielu
              tutaj seks jest jednym z najważniejszych elementów związku i
              niestety musisz się z tym pogodzić. Małżeństwo to również seks choć
              niektórzy o tym zapominają. A jeśli mowa o przedmiotowym
              traktowaniu, to właśnie ów niegłupi i całkiem rozsądny autor wątku
              jest traktowany przedmiotowo przez małżonkę.
              Otóż powiem ci gdyby mój małżonek wystartował do mnie z taką
              pyskówką o treści jaką przeczytałam w twojej wypowiedzi - dostałby w
              przysłowiową papę oraz pozew rozwodowy.
              Nie wiem jakimi pobudkami kierujesz się ty, wiążąc się z mężczyznami
              jednak nie wierzę żeś taka czysta i bezinteresowna i że nie kieruje
              tobą żaden pragmatyzm życiowy.:)
              • izabella9.0 ja mam daaleko 28.12.09, 20:49
                co jest ładne i grzeczne :D

                "Małżeństwo to również seks choć niektórzy o tym zapominają." nigdy i nigdzie
                nie napisałam ze tak nie jest wręcz przeciwnie.

                "Dla wielu tutaj seks jest jednym z najważniejszych elementów związku"
                Nie lubię się powtarzać ale specjalnie dla ciebie to uczynię.Jeżeli dla kogoś
                seks jest najważniejszy w związku to niech sobie zakładają wolne zwiazki z
                paniami wyzwolonymi i się bzyczą az im sprzęt siądzie a nie pchają się w
                instytucja małżeństwa i "brukaja" ( och jakie ładne słowo )jej idee

                - nie wiem czy jest traktowany przez małżonkę przedmiotowo nie znamy jej
                punktu widzenia , jej powodów takiego a nie innego zachowania wiec nie bądź taka
                hej do przodu.znamy natomiast jego powody i skoro on ja traktuje przedmiotowo to
                czemu ( w przypadku gdy ona faktycznie go traktuje przedmiotowo ) ona ma go
                traktować inaczej ???

                a co mnie obchodzi twój małżonek i konsekwencje jakie by poniósł za coś takiego
                jak ja pisze ?
                a pozew by tez dostał gdyby:
                - p[rzynosił ci kwiaty za seks
                - wychodził z toba na spacery za seks
                - opiekował sie toba nie z troski ale zeby miec seks ???
                bo jak nie to nie zdziw sie ze jak zniedołężniejesz ( czego ci nie zycze ) i
                skonczy sie seks skończy się i małżeństwo i będzie wniosek o rozwód ale z jego
                strony.sory ale ja z takimi ludzmi nie ma zamiaru mieć nic wspólnego..ni jestem
                "czysta " bezinteresowna dlatego nei pcham sie do zwiazków małzenskich zeby
                kogoś umieszczesliwiac w jedną i druga strone bo to jest załosne .nigdy ale to
                pzrenigdy nei bede dla kogos materacem którym ktoś sie "opiekuje "poki moze
                dawac .Nigdy tez nie bede egoistką która maipuluj tyłkiem zeby wiecej ugrac w
                małzenstwie .dla mnie małzenstwo jest swiete ale tylko wtedy gdy zawira je dwoje
                rozsadnych dojrzałych emocjonalnie ludzi wiedzacych na czym ono polega

                • krzysztof-lis Re: ja mam daaleko 28.12.09, 20:54
                  > "Małżeństwo to również seks choć niektórzy o tym zapominają."
                  > nigdy i nigdzie nie napisałam ze tak nie jest wręcz przeciwnie.

                  A skąd wiesz?

                  > Jeżeli dla kogoś seks jest najważniejszy w związku to niech sobie
                  > zakładają wolne zwiazki z paniami wyzwolonymi i się bzyczą az im
                  > sprzęt siądzie a nie pchają się w instytucja małżeństwa
                  > i "brukaja" ( och jakie ładne słowo )jej idee

                  A jakie są idee małżeństwa, jeśli nie wzajemne zaspokajanie swoich potrzeb?
                  • izabella9.0 A skąd wiesz? 28.12.09, 21:03
                    pra pra pra babcia mi powiedziała :DDDD( każdy głupi to chyba wie )

                    Są TEZ od zaspokajania własnych potrzeb a nie tylko. oprocz tego mają się
                    szanować , przyjaźnić opiekować sobą.. bezinteresownie a nie bo seks będzie..

                    A jakie są idee małżeństwa, jeśli nie wzajemne zaspokajanie swoich potrzeb?

                    Jeżeli w małżeństwie jest tak jak piszesz i nei ma tutaj żadnych głębszych
                    wartości to małżeństwo to nic innego jak legalna prostytucja .Wspołczuje tym
                    którzy tak sobie zycie układaja i nie zal mi ich potem jak tu siedzą i żalą się /.
                    • krzysztof-lis Re: A skąd wiesz? 28.12.09, 21:45
                      > Są TEZ od zaspokajania własnych potrzeb a nie tylko. oprocz tego
                      > mają się szanować , przyjaźnić opiekować sobą.. bezinteresownie a
                      > nie bo seks będzie..

                      Ależ są TYLKO od zaspokajania własnych potrzeb. Potrzeby opieki, potrzeby
                      szacunku, potrzeby przyjaźni. I innych też.

                      > Jeżeli w małżeństwie jest tak jak piszesz i nei ma tutaj żadnych
                      > głębszych wartości to małżeństwo to nic innego jak legalna
                      > prostytucja .

                      Ameryki nie odkryłaś...
                • possessive Re: ja mam daaleko 29.12.09, 00:32
                  izabella9.0 napisała:

                  > a pozew by tez dostał gdyby:
                  > - p[rzynosił ci kwiaty za seks
                  > - wychodził z toba na spacery za seks
                  > - opiekował sie toba nie z troski ale zeby miec seks ???
                  > bo jak nie to nie zdziw sie ze jak zniedołężniejesz ( czego ci
                  nie zycze ) i
                  > skonczy sie seks skończy się i małżeństwo i będzie wniosek o
                  rozwód ale z jego
                  > strony.sory ale ja z takimi ludzmi nie ma zamiaru mieć nic
                  wspólnego..ni jestem
                  > "czysta " bezinteresowna dlatego nei pcham sie do zwiazków
                  małzenskich zeby
                  > kogoś umieszczesliwiac w jedną i druga strone bo to jest
                  załosne .nigdy ale to
                  > pzrenigdy nei bede dla kogos materacem którym ktoś
                  sie "opiekuje "poki moze
                  > dawac .Nigdy tez nie bede egoistką która maipuluj tyłkiem zeby
                  wiecej ugrac w
                  > małzenstwie .dla mnie małzenstwo jest swiete ale tylko wtedy gdy
                  zawira je dwoj
                  > e
                  > rozsadnych dojrzałych emocjonalnie ludzi wiedzacych na czym ono
                  polega
                  >

                  Nie wiem co myśleć, to interesujące. Święta instytucja małżeństwa
                  dla wybrańców. Tematyka seksu drażliwa i poruszana z wyraźnym
                  wstrętem. Przedmiotowe traktowanie kojarzone z potrzebami
                  seksualnymi, a seks małżeński z "byciem materacem", "manipulowaniem
                  tyłkiem". Jakiś kolejny enfant terrible Radia Maryja, czy zaburzenia
                  seksualne?
                  Nie wiem. Ciekawam twoich doświadczeń, twoje poglądy wydają mi się
                  horrendalne. Cóż za dziwny zlepek.

                  Pytanie: Widzisz coś złego w tym, że mężczyzna cię pragnie i czyni
                  przeróżne zabiegi aby pójść z tobą do łóżka? Doszukujesz się w tym
                  motywów niecnych i nieczystych?:)
                  Drugie pytanie: czy jeśli ktoś będąc w związku z tobą nie chce z
                  tobą sypiać i ignoruje twoje potrzeby w tym względzie ale chętnie
                  korzysta z wszelkich przywilejów "bycia parą", wymagając zapewne
                  wierności i skazując cię jednocześnie na celibat - to według ciebie
                  nie jest uprzedmiotowienie?

                  PS. Mimo wszystko podejrzewam, że czegoś nie zrozumiałaś z postu
                  autora oraz tematyki tego forum.
                  • izabella9.0 to nie mysl bedzie ci łatwiej. 29.12.09, 11:15
                    "..a seks małżeński z "byciem materacem", "

                    nigdzie nie napisałam ze sek małżeński = bycie materacem ..ale seks małżeński w
                    którym jedno troszczy się o drugie tylko żeby mieć seks to właśnie jest robienie
                    z kogoś materaca.Seks powinno się w małżeństwie czy poza nim z naciskiem na to
                    pierwsze uprawiać z potrzeby dawania komuś siebie i tym podobnych rzeczy a nie
                    bo ma potrzebę biologiczną i nie ważne jaka dziura przede mną stoi.

                    "Pytanie: Widzisz coś złego w tym, że mężczyzna cię pragnie.."

                    Jest różnica miedzy tym czy maż mnie pragnie czy tylko chce się rozładować.Ja
                    serdecznie dziękuje za za zabieg podania mi herbaty nie z troski o mnie i moje
                    zdrowie tylko po to zeby było kogo obracać.

                    to nie ja wyjechałam z czystością tylko pani z postu wyżej , ja tylko
                    odpowiedziałam na jej pytanie czy jestem az taka czysta wiec się nie podniecaj
                    tym słowem i nie łącz go z radiem Maryja

                    "czy jeśli ktoś będąc w związku z tobą nie chce z obą sypiać i ignoruje twoje
                    potrzeby "

                    Na to pytanie już odpowiedziałam trzeba było przeczytać do konca .

                    • symmetryisall Re: to nie mysl bedzie ci łatwiej. 29.12.09, 12:11
                      > Seks powinno się w małżeństwie czy poza nim z naciskiem na to
                      > pierwsze uprawiać z potrzeby dawania komuś siebie i tym podobnych rzeczy a nie
                      > bo ma potrzebę biologiczną i nie ważne jaka dziura przede mną stoi.

                      Trudna sprawa. Nie pierwszy raz słyszę taką opinię i powiem szczerze, trochę to
                      dla mnie tajemnica. Spotkałem się z teorią, że na tym polega różnica między
                      podejściem do seksu mężczyzny i kobiety - że kobieta potrzebuje do seksu powodu,
                      a facet tylko miejsca, i tak dalej, ale nie wiem, na ile taki stereotyp ma
                      pokrycie w rzeczywistości.

                      Fakt faktem natomiast, że mi się nigdy nie kojarzyło uprawianie seksu z
                      "dawaniem siebie" i tym podobnymi, że tak powiem nieładnie, uduchowionymi
                      pierdołami. Podobnie jak owa mityczna większość facetów ze internetowych podań w
                      dużym stopniu rozgraniczam seks i przywiązanie. Oczywiście seks z kimś, na kim
                      mi zależy i przy kim się czuję swobodnie jest o wiele przyjemniejszy (choćby
                      dlatego, że cieszy mnie dawana przyjemność) i bardziej komfortowy, ale to nie
                      jest warunek konieczny. Trzymając się Twojej terminologii - tak, to jest dla
                      mnie zwykła potrzeba biologiczna i tak, nie jest ważne, jaka dziura przede mną
                      stoi (przy zachowaniu pewnych wymogów estetycznych, oczywiście). Nie jest tak,
                      że kocham swoją żonę do upadłego i inne kobiety oceniam tylko w kategoriach
                      estetycznych - wręcz przeciwnie, na widok ładnego biustu czy kształtnego tyłka
                      nachodzą mnie nieproszone zupełnie nieuduchowione myśli typu "Tydzień bym z niej
                      nie złaził" - zwłaszcza, jeśli estetycznie przewyższają to, czym dysponuje żona,
                      bo tak, nie zamierzam twierdzić wbrew rozsądkowi, że jest najpiękniejsza na
                      świecie i wszystko ma doskonałe. Idąc dalej - tak, byłbym jak najbardziej zdolny
                      do seksu z kobietą inną niż moja żona, a powstrzymuje mnie przed tym tylko i
                      wyłącznie świadomość, jak bardzo bym żonę tym skrzywdził - nie wiem, czy to wg
                      Twoich standardów dużo czy mało, ja jestem zdania, że całkiem sporo.

                      Małżeństwa takiego, jakie Ty opisujesz - całkowitej fizycznej i duchowej
                      jedności dwojga ludzi - nie znam. Z kim bym nie rozmawiał, zawsze są problemy,
                      zawsze są kompromisy, zawsze coś zgrzyta. Jedni się nie zgrywają w kwestii
                      seksu, innych dzieli liczba dzieci, jeszcze innych - sposób spędzania wolnego
                      czasu. Zawsze mi się wydawało, że to normalne. Ludzie są niedoskonali i ich
                      małżeństwa też są niedoskonałe, a wyzywanie za tę niedoskonałość od buraków jest
                      samo w sobie buractwem - zwłaszcza kiedy ma się tak niepełny i ograniczony ogląd
                      całości.

                      > Jest różnica miedzy tym czy maż mnie pragnie czy tylko chce się rozładować

                      Jest różnica, owszem. Ale jeśli chce się rozładować, i wybiera do tego właśnie
                      Ciebie, to nie jest jakieś znaczenie "pragnie"?

                      Oczywiście jest zawsze szansa, że to wcale nie jest tak, że jestem po prostu
                      ułomny, że coś mi w głowie nie styka i pewnych rzeczy nie zrozumiem i nie
                      poczuję. Ale cóż, muszę budować na tym, co mam.

                      • izabella9.0 ja pierwszy raz sie spotykam 29.12.09, 12:51
                        z tym co zacytowałam i co jednocześnie najbardziej mnie ruszyło 9 nie na plus) w
                        twojej wypowiedzi.

                        No właśnie rozgraniczasz , dal mnie to dopuszczalne rozgraniczać seks od
                        przywiązania można w niezobowiązujących związkach a nie w małżeństwie . dla mnie
                        żeby był seks musi być przywiązanie i dla jakieś większej grupy kobiet i jakieś
                        części mężczyzn tak właśnie jest.
                        "..choćby dlatego, że cieszy mnie dawana przyjemność.." No jak dla mnie to
                        właśnie jest DAWANIE i jedna z tych duchowych pierdół.Dla mnie to jest
                        ważne.Rozgraniczanie , wystawianie czyjekolwiek wyżej w hierarchii małżeńskiej
                        wartości jest dla mnie bezsensowne. Gdyby powiedzmy przywiązanie nie było ważne
                        dla mnie nie maiłoby znaczenia z kim To robię.Ty niekoniecznie to rozumiesz i
                        jednocześnie nie rozumiesz tego ze ktoś być moze nawet i twoja zona nie pojmuje
                        tego ze dla Cibie seks jest Najważniejszy.


                        " tak, to jest dla mnie zwykła potrzeba biologiczna i tak, nie jest ważne, jaka
                        dziura przede mną stoi (przy zachowaniu pewnych wymogów estetycznych,
                        oczywiście). Nie jest tak, że kocham swoją żonę do upadłego i inne kobiety
                        oceniam tylko w kategoriach estetycznych - wręcz przeciwnie,"

                        I właśnie dlatego napisałam co napisałam , właśnie dlatego jest mi obce twoje
                        podejście , właśnie dlatego mdli mnie wręcz jak to czytam , i właśnie dlatego
                        będę się modlić żeby czegoś takiego jak Ty nie spotkać ( NO WYBACZ- szczera
                        jestem niemniej niż Ty ) .Masz to na co sobie zasłużyłeś,.Jak pchasz się w
                        małżeństwo z takimi poglądami to cierp .Ja mając takie poglądy jak ty w zyciu
                        nie poszłabym przed ołtarz wzięłabym sobie panią o podobnych poglądach i
                        miałabym seksu po uszy do końca życia .a jakby zaniemogła następna proszę z
                        ładniejszym biustem np .po co by mi był papierek .jak bym miała takie poglądy
                        jak ty z góry bym wiedziała ze będę się męczyć w związku małżeńskim.

                        Nikt nie twierdzi z musisz udawać ze twoja zona jest ładniejsza od panny x
                        skoro nie jest tak jak nikt nie twierdzi ,że w małżeństwie jest łatwo...ale
                        ludzie sobie jakoś radzą i tym lepiej im lepsze , mocniejsze są fundamenty
                        związku. Tylko Na seksie na dożą metę nic nie zbudujesz a na pewno nei
                        małzenstwa ale próbuj )

                        " Ale jeśli chce się rozładować, i wybiera do tego właśnie Ciebie, to nie jest
                        jakieś znaczenie "pragnie"?

                        gdyby mężczyzna z którym bym była miał takie poglądy jak ty to dla mnie wcale
                        by to nie oznaczało pragnie wręcz przeciwnie , chce się rozładować mam ślubny
                        materac i już. Teraz kilka retorycznych pyt Wybiera właśnie mnie a czy aby na
                        pewno wybiera ? czy po prostu ma pod ręką ? Czy gdyby miał inną "dziurę do
                        wyboru" i papier straciłby racje bytu czy tez wybrałby właśnie mnie ?
            • nika206 Re: nikt mnie nei skrzywdził 28.12.09, 19:03
              Izabello - autor przedstawił swój punkt widzenia i to jak się czuję
              w opisanej sytuacji. moim zdaniem miał do tego prawo, zwłaszcza na
              tym forum.
              Twoja wypowiedź jest wg mnie szalenie agresywna.
              • labadine Smieszne to.. 28.12.09, 19:43
                Autor tego watku powinien przybywac do chalupy codziennie po 22-giej
                skomlac:skarbie jestem wykonczony i nie dajac zadnego wyjasnienia za pozne
                przybycie-niestety trzeba od czegos zaczynac.
                Trzeba zonie dac wyrazny znak:kocham Cie ale inne tez mi sie juz podobaja.
                • superprawda Re: Smieszne to.. 28.12.09, 19:44
                  Smieszy mnie autentycznie jak sie zameczacie.
                  Nie slyszales jeszcze o kochance, albo prostytutce?
                  No przeciez nie sadzisz, ze ozeibla zona sie przebudzi? Czy tak sadzisz
                  ? :-) ?
            • songo3000 Kolejna harlekinowa nastolatka zawitala na forum 28.12.09, 19:51
              To nie jest żadna 'skrzywdzona kobieta', to zwykły kopciuszek jest co się urwał z jakiejś bajki a teraz obrażony na rzeczywistość szaleje.

              izabella9.0 napisała:

              > a już na pewno nie mężczyzna i jakbyś chciała wiedzieć nic do nich
              No pewnie, być może przez kobietę, matkę przykładowo.

              > przeciwnie .Ale mam duzo do takich buraków jak autor !!! a ty
              Hehe, skoro masz ich tak dużo znaczy, że w takich gustujesz :))) Twoja sprawa.

              > napisałam i nie zawracaj mi gitary głupotami i bredniami przy okazji przeczytaj
              > tez post autora bo jak już ktoś czego nie zrozumiał to ty...co
              W tym sęk odwieczny, że niektórzy czytają ze zrozumieniem właśnie a niektórym się tylko wydaje.

              > Poza tym jakbyś nie zauważyła autor pisze tylko o seksie i nawet przyznaje ze
              > seks przede wszystkim wiec w ich związku to wież fizyczna szwankuje a dlaczego
              Pewnie dlatego, że to forum o seksie. Ech, te czytanie ze zrozumieniem...

              > bo inne nie istnieją a już na pewno nie
              Ooo, 'na pewno'. Na pewno to byś tego im życzyła a tu taka przykra sprawa - z dalszych wypocin autora wynika, że 'inne sfery' mają się nie najgorzej.

              > dla autora a szkoda bo mimo iz ignoruje
              > inne budulce małzenstwa one sa i kuleja nie mniej niz seks
              Bla, bla, kolejne niespełnione fantazje netowej masturbatorki tekstu klepanego.

              Swoją drogą jak bardzo trzeba być pogiętym, żeby czerpać satysfakcję z wyobrażania sobie jak to u innych 'NA PEWNO' jest ujowo, źle a i koniec będzie 'na pewno' tragiczny.
              Droga Izabel, może rzucisz nam jednak trochę światła na mroki swojej udręczonej duszy?
              .
              .
              .


              Oho, rzuciła:
              > 1.EGOIZM , PRZEDMIOTOWE TRAKTOWANIE , jakieś zidiociałe pobudki dla których
              > zaczął się ten związek małżeński oraz zaburzona wizja małżeństwa :
              Droga Isabel jak sama pisze ma zaburzoną wizję małżeństwa. Każdy, kto nie pasuje to tej wizji to 'burak' zasługujący na 'przedmiotowe traktowanie'. Rzeczywiście, to bardzo egoistyczne spojrzenie na świat.

              > - bez seksu zona traci racje bytu jest tylko czymś z cyckami , zoną bez dostępu
              > do dziury och ach
              Ojej, i co teraz z Isabel będzie??? NAPRAWDĘ mężusiowi nie wystarczą 'misiakowania', obiadki i lśniąca podłoga? Jakieś seksy mu w głowie? Eeee, na pewno ściemniacie, przecież 'Lecie Muminków' nic na ten temat nie było...

              > - chłopczyk bawiąc się w dom zapomniał ze seks jest ważny a nie najważniejszy ,
              > żonka zapomniała o czymś innym - wniosek para żałosnych egoistów
              No, tu Isabel się już rozkręca i jedzie po obydwojgu równo. Z miną mędrca, no... zgrzybiałego znawcy co najmniej pokazuje srogim paluchem: ty zły, ty niedobra! wy nie robić jak JA kazać to teraz mata! Bo tylko JA znam prawdziwą PRAWDĘ o związkach małżeńskich!

              (a zdobyłam ją na korespondecyjnym kursie ESKK, bo była promocja 50% na drugi kierunek, zaraz po 'manicure')

              > - och ach jaki on jest cudowny dawał kwiaty , chodził na spacery był miły jak
              Nie, no okropny te gość. Kwiaty, też coś pffff.

              > pożądaniu, namiętności i seksie" 0 Gów..o prawda dla niego związek opiera sie
              > TYLKO na seksie ")
              I kolejna projekcja chorych fascynacji Isabel. Tak naprawdę dla niej tylko seksik się liczy. To że gość piszę zupełnie co innego ... tym gorzej dla faktów, hehe. Ja też lubię klimaty z początku czerwonej rewolucji :)

              > głupi wie ze....
              GŁUPIEMU to się tylko wydaje, że coś wie. Skąd Ty masz to jednak wiedzieć. Baaa

              > 2 BRAK komunikacji :
              Bla bla, kolejne imaginacje ale faktycznie. Jednostronne wylewanie swoich wypocin kwalifikuje się jako 'brak komunikacji'.

              Napisz coś jeszcze. Będzie fajnie :D
              • kag73 Re: Kolejna harlekinowa nastolatka zawitala na fo 28.12.09, 21:10
                Hmm, faktem jest, ze nie wiemy dlaczego Twoja zona unika seksu z Toba.
                Moze ma powody byc zmeczona, pracuje, zajmuje sie dzieckiem, potem jeszcze
                domem, Ty niewiele pomagasz, poznym wieczorem pada z nog i nie chce
                seksu, bo jak pomysli, ze juz tak pozno a rano trzeba o 7:00 wstac, to jej
                sie odechciewa. Tego nie wiemy.
                Moze po prostu jej nie krecisz, bo ona chce po "zolniersku" a Ty sie
                bawisz w czulosci i delikatana gre wstepna. Moze jej sie seks znudzil,
                podobno nigdy nie miala super wysokiego libido.

                Mysle, ze jezeli zona nie uswiadomi sobie powagi sytuacji i nie zrozumie
                jak bardzo Ci brakuje seksu, rozmowy nic nie pomoga, bo bedzie Cie zbywala
                polslowkami i nic konkretnego nie powie. A zatem, jak juz zaproponowal
                ktos powyzej, powiedz, ze jezeli ona sie nie postara i sytuacja sie nie
                zmieni, na pewno nie bedzie miala nic przeciwko, zebys poszukal sobie
                kogos do seksu na boku. Tobie zalezy, jestescie para, cierpisz, chcesz cos
                zmieniec, bo inaczej dobrze sie to nie skonczy. Niech zastanowi sie co z
                tym zrobic, moze ma jakies oczekiwania wobec seksu z Toba, czy moze jakos
                dac Wam szanse i troche sie postarac. Czesto ludzie/stali partnerzy tak
                naprawde lubia seks ze soba, ale nie moga sie jakos do niego zabrac, bo
                zmecznie, bo jutro tez jest dzien, dzis mi sie nie chce itp. Czesto to po
                prostu zwykla codziennosc zabija ochote, to trwonienie czasu na pierdolki
                typu tv. Jezeli jej to pomoze, mozecie seks planowac, wtedy ona przygotuje
                sie "duchowo" na niego, nie bedzie zaskoczona i zmeczona. Wymyslcie dwa
                dni w tygodniu tylko dla Was np. Jak juz sie wpadnie w trans, ma sie
                wiecej ochoty na seks. Jak go malo, to jakos tak czlowiek czesto sie
                przyzwyczaja i nagle potrzebuje tez mniej, Ty nie, ale moze ona tak.
                Uwazam, ze w normalnych okolicznosciach, jezeli ludziom na sobie i na
                zwiazku zalezy, postaraja sie wspolnie znalezc rozwiazanie, a przynajmniej
                sprobuja. Jednak czesto skutkuje to tylko w sytuacjach zagrozenia rozpadem
                zwiazku.
                Apropos, nie bierze czasem tabletek antykoncepcyjnych, moze stad brak
                ochoty?
              • izabella9.0 skąd wiedziałes ze lubie ta bajke ? 28.12.09, 21:19
                po namyśle wolę czarodziejkę z księżyca..

                * Problemy z seksem songus czasem są konsekwencją szwankowania czegoś co psuje
                się w związku np więzi emocjonalnej ale przecież to nie ważne WIWAT seks -
                żeńmy się wyjdźmy na ulice i legalnie sie bzykajmy ale będziemy mieć szczęśliwe
                małżeństwa

                * tak mam dużo buraków..uprawiam pole buraczane :D

                * Napisałam już przezywam to ze ken porzucił barbie - chcesz mi
                pomóc ?
                * taa inne sprawy mają się nie najgorzej dobre sobie przez X lat zona mu tyłka
                dawała a on wie tylko ze spełniła to co on sobie wymarzył a czy wie czy ona przy
                okazji spełniał swoje fantazje? A no nie wie bo i po co ? Wniosek - nie
                rozmawiali.Tera nie ma seksu i co przebąkuje jedno przez drugie zamiast siąść i
                porozmawiać ale pewno za trudne lepiej się rznąc ott tak.

                hhaha songus to nie machaj sarkazmami na prawo i lewo , ja nigdzie nie napsiałm
                że maz nie a prawa do seksu no prosze cie.Ale wybacz jezeli ktos pomaga mi w
                czasie okresu po to by miec seks , wychodzi ze mną by miec seks to jak to
                inaczej nazwac jak traktowanie pzredmiotowe ?

                Muminków się zawsze bałam i BUKA tam tez taka była

                chcesz się pobawić w mojego psychiatre ? bedzie fajnie
                • songo3000 Re: skąd wiedziałes ze lubie ta bajke ? 28.12.09, 21:46
                  izabella9.0 napisała:

                  > * Problemy z seksem songus czasem są konsekwencją szwankowania czegoś co psuje
                  > się w związku np więzi emocjonalnej ale przecież to nie ważne
                  O rany, taaaaa?

                  > WIWAT seks -
                  > żeńmy się wyjdźmy na ulice i legalnie sie bzykajmy ale będziemy
                  Aha, czyli bez papierka to już nielegalnie... Zaraz, coś tu ściemniasz Isabel. Przecież u arabusów "Sailor Moon" i inne zgniłe Anime są zabronione więc jak niby 'ulubiona', he? Konsekwencja Isabel, konsekwencja się kłania.

                  > * tak mam dużo buraków..uprawiam pole buraczane :D
                  Ja to bym był z tym ostrożny. Kto z kim przystaje i tak dalej.

                  > * Napisałam już przezywam to ze ken porzucił barbie - chcesz mi
                  > pomóc ?
                  A niby jak? Przecież chłop dobrze zrobił - cała ta Barbie to nie kobieta jest. Wiem po zaglądałem gdzie trzeba O!

                  > * taa inne sprawy mają się nie najgorzej dobre sobie przez X lat zona mu tyłka
                  > dawała a on wie tylko ze spełniła to co on sobie wymarzył a czy wie czy ona prz
                  > y
                  > okazji spełniał swoje fantazje? A no nie wie bo i po co ? Wniosek - nie
                  > rozmawiali.Tera nie ma seksu i co przebąkuje jedno przez drugie zamiast siąść i
                  > porozmawiać ale pewno za trudne lepiej się rznąc ott tak.
                  Już wiem, jesteś proboszczem ichnijszej parafii i stąd wiesz co tam się konkretnie u nich w łóżku (i poza nim) działo.
                  Eee, nie jesteś? To może artykuł do Spriger-a piszesz, bo ten sam poziom zgodności z faktologią tu mamy.

                  > hhaha songus to nie machaj sarkazmami na prawo i lewo , ja nigdzie nie napsiałm
                  Poczuj się wyróżniona i doceń.

                  > że maz nie a prawa do seksu no prosze cie.Ale wybacz jezeli ktos pomaga mi w
                  > czasie okresu po to by miec seks , wychodzi ze mną by miec seks to jak to
                  > inaczej nazwac jak traktowanie pzredmiotowe ?
                  Kurczę, Isabel nie napisała też nic o ich podróży na orbitalną stację kosmiczną, którą mężuś zafundował dla seksu oczywiście. Ciekawe dlaczego, przecież to takie oczywiste.

                  > chcesz się pobawić w mojego psychiatre ? bedzie fajnie
                  Mogę być nawet ginekologiem a moja połowica zgadza się na asystentkę ubraną w biały seksowy uniform. Ale uwaga!!! żeby potem nie było - JESTEŚMY DRODZY.
                  • glamourous Songo... 28.12.09, 22:06
                    Daj sobie spokoj. Tego dzieciaka przeciez nie wychowasz, od tego ma ono
                    rodzicow, ktorzy po godz. 22 powinni zbuntowane dziewczynisko wygnac spac ;-)
                    Szkoda Twojej energii po prostu, bo i tak pewnie najdalej jutro rano moderatorzy
                    wytna te zasmiecajace watek pyskowki ;-)
                    • songo3000 Re: Songo... 29.12.09, 11:27
                      Ja wychowywać? niedoczekanie ;)

                      Zauważ, że właściwie to zrealizowałem sobie za pomocą Isabel właśnie swoje potrzeby (jak to sama pisała... aha, 'ulżyć sobie na materacu' :) Właściwie to traktując ją zupełnie przedmiotowo, hehe. Czyli sama wpadła w sytuację, o której piszczy parę pięter wyżej że "ona to nigdy się tak nie da...".

                      Dla mnie - bomba :DDD
                  • selfmademan Taka wściekła to chyba może tylko żona 28.12.09, 22:15
                    autora tego wątku po odkryciu TEGO forum i TAKIEGO wątku...
                    Tak myślę, że szkoda czasu na dalsze dysputy - może autor się
                    odezwie (tak dla symetrii w tym wątku hłe hłe ;) )
                    • urquhart Re: Taka wściekła to chyba może tylko żona 28.12.09, 22:44
                      Dobra uwaga. Emocje zdradzają :)
                      Choć ja stawiam na to że symmetryisall to taka symetryczna część Isabell, nawet bardzo nie zamaskowana :) żeby stworzyć bad guy'a i wylać na niego swoje frustracje na męski ród.
                      Na koniec bad guy zapewne pouczony przez Isabell i resztę spokornieje, napisze że przejrzał na oczy itp jak np w wątku:
                      forum.gazeta.pl/forum/w,566,96253369,97091187,Re_wojna_z_czterolatkiem.html
                      symmetryisall pozuje na mężczyznę a pisze w oczywisty sposób o kobiecym sposobie przeżywania emocji i rzeczywistości
                      Swoją drogą ciekawa forma forumowej psychoterapii.
                      Przypasowywało by mi pod to:

                      Identyfikacja projekcyjna (łac. idem - ten sam) to jeden z narcystycznych mechanizmów obronnych. Polega na przypisywaniu innej osobie nieakceptowanych własnych przeżyć, przy jednoczesnym przeżywaniu ich jako reakcje na przeżycia odbiorcy projekcji. Zachowanie osoby projektującej wywiera na odbiorcy presję przeżywania siebie i zachowywania się zgodnie z cudzą projekcją.
                      Jest to zjawisko zachodzące w psychoterapii, gdzie pacjent projektuje swoje przeżycia, a terapeuta ma za zadanie rozpoznać zjawisko i przetworzyć uczucia w dojrzałe.
                      • symmetryisall Re: Taka wściekła to chyba może tylko żona 29.12.09, 09:32
                        > symmetryisall pozuje na mężczyznę a pisze w oczywisty sposób o kobiecym sposobi
                        > e przeżywania emocji i rzeczywistości

                        Teraz sam już nie wiem, mam się obrazić, czy jak? W każdym razie zapewniam, nie
                        jestem Izabelą, ani swoją żoną, ani nikim innym oprócz siebie samego.

                        @Oburzona Izabela

                        Nie chcę tu wchodzić w pyskówki, bo nie po to się odzywałem. Każdy pogląd jest
                        dla mnie cenny, bo roztrząsając długo w samotności różne swoje żale i krzywdy
                        człowiek często się zapętla i taki wrzut z boku, nawet jeśli nie jest do końca
                        prawdą, potrafi tę pętlę przerwać i ukazać sprawy w nowym świetle.

                        Jak to często na forach internetowych bywa, za bardzo skupiłaś się na niektórych
                        słowach czy zdaniach z mojej wypowiedzi, dorobiłaś sobie do nich własną
                        interpretację, a potem wytoczyłaś działa przeciwko wrogowi, którego sama stworzyłaś.

                        To nie jest tak, że mnie nie interesują doznania i przeżycia żony, czy jej
                        fantazje. Nie piszę o nich, bo piszę o sobie i swoich problemach. Być może moja
                        żona założyła tu gdzieś wątek "Mój mąż erotoman mnie nie podnieca" i tam się
                        wywnętrzyła; ja po prostu nie chcę mówić za nią. Nigdy nie mam pewności, czy to,
                        co mi mówi, to prawda, pewien jestem tylko tego, co sam wiem i czuję, dlatego
                        tylko na tym się opieram i tylko do przedstawiam jako argument.

                        Nasz seks, wbrew pozorom, nie wygląda tak, że ona podwija swoją nieseksowną
                        piżamę i rozkłada nogi, myśląc o czymś przyjemnym, a ja się nieczule na niej
                        wyżywam. Bywało całkiem ogniście i zmysłowo; pisałem przecież, że spełniłem
                        większość swoich fantazji. Co do jej fantazji - wiele razy były takie sytuacje,
                        kiedy w trakcie ostrej akcji, oboje nakręceni tak, że hormony nam strzelały z
                        uszu, nakręcaliśmy się jeszcze bardziej różnymi świńskimi opowiastkami, co byśmy
                        chcieli ze sobą robić - no i właściwie maks tego, co udało mi się z żony
                        wykrzesać, to że chciałaby uprawiać seks w plenerze. Ale innym razem doszliśmy
                        też do wniosku, że seks w plenerze jest taki romantyczny i w ogóle tylko na
                        filmach, bo w rzeczywistości to są komary, jeżyny, szyszki pod kocem i
                        strzelanie oczami na boki, czy ktoś nie idzie. Więc w temacie wyuzdania chyba
                        żona wielkich pragnień nie ma - moich pomysłów raczej nie torpedowała, ale sama
                        nic nie zaproponowała.

                        Jeśli chodzi o moją gówniarską fiksację na seksie - cóż, jestem jaki jestem i
                        wiele na to nie poradzę. Zawsze było to dla mnie ważne, we wszystkich relacjach
                        moich z kobietami seks był na pierwszym miejscu. Właściwie dziwi mnie, że kogoś
                        to dziwi - jedyna rzecz, która odróżnia kochankę/żonę od przyjaciela to właśnie
                        seks, czy seksualny potencjał. Wszystkie inne uczucia - bliskości, zaufania,
                        odpowiedzialności i tak dalej - mogę dzielić po prostu z przyjacielem. Ale z
                        przyjacielem się nie ożenię i rodziny nie założę - ergo zwornikiem związku
                        damsko-męskiego jest seks. Tak to widzę, tak jestem skonstruowany.

                        Oczywiście
                        • symmetryisall Re: Taka wściekła to chyba może tylko żona 29.12.09, 10:04
                          I jeszcze jedna refleksja mi się tu nasuwa:

                          Można mi owszem zarzucać, że jestem zafiksowanym na seksie, niedojrzałym
                          gówniarzem, który powinien sobie znaleźć nimfomankę zamiast porządnej kobiety i
                          tak dalej. Że żona jest ukrzywdzona i nieszczęśliwa ze świadomością, że pełni w
                          naszym związku mało prestiżową rolę kubełka na spermę. Że to wszystko MOJA wina,
                          bo nie dbam o jej potrzeby i w ogóle unieszczęśliwiłem ją na amen, a teraz
                          jeszcze bezczelnie narzekam.

                          Ale.

                          To nie jest tak, że ja ją podstępem czy siłą zwabiłem, ani że ślub wzięła pod
                          wpływem środków odurzających. Jeśli ja popełniłem błąd, pakując się w małżeństwo
                          z kimś, kto ma wobec niego diametralnie inne oczekiwania, to to samo można
                          powiedzieć o niej - przez te pięć lat żadne z nas nie zmieniło się aż tak
                          znacząco, co najwyżej utwierdziło w starych nawykach i przekonaniach, wcześniej
                          byliśmy ze sobą dwa lata, to chyba dość, żeby się poznać, przynajmniej wstępnie.

                          Rzecz jeszcze kolejna - nikt nie jest nieomylny. Pewne rzeczy wiem dopiero
                          teraz, dopiero teraz umiem odczytywać różne sygnały - np taki, że kobieta, która
                          nie widzi potrzeby codziennego makijażu, a z obuwia lubi najbardziej sandały
                          Scholla, nie prowadzi raczej podwójnego życia i nocami nie zmienia w Jennę
                          Jameson. A nawet jeśli niektórych rzeczy można się było domyślać - cóż, każdy
                          się oszukuje, że będzie dobrze, że będzie tak, jak sobie wymarzył, prawda? Chyba
                          że jest doktorem Housem, oczywiście.

                          Piszę dużo i kwieciście, przepraszam :) Ale zauważyłem, że wiele rzeczy łatwiej
                          mi sobie uzmysłowić i ogarnąć, jeśli je sformułuję w konkretne zdania i zapiszę.

                          W ogóle zresztą jedno mi przyszło do głowy po tym, co wszyscy napisaliście.
                          Całkiem jest możliwe, że to nie żona straciła ochotę na seks, tylko ja
                          przestałem być atrakcyjnym obiektem pożądania. Nie jest mi łatwo składać taką
                          samokrytykę, ale Internet jest cierpliwy i wszystko przełknie :)

                          Nie jestem typem ognistego latino macho zdobywcy, rzutkiego i ambitnego. Nie to,
                          żebym był zupełną klapą życiową, ale ogólnie cenię sobie luz i spokój. I tak
                          sobie myślę, że całkiem możliwe, że to nie jest najlepszy afrodyzjak :) Jeśli
                          tak, to sprawę powinno rozwiązać kilka zdecydowanych posunięć - żeby pokazać,
                          kto jest siejącym feromonem samcem i tak dalej. I tak zrobię. Walnę pięścią w
                          stół, podpakuję klatę na siłce, ponaprawiam metaforyczne cieknące krany i
                          zobaczymy. Jak pomoże - sprawa jasna. A jak nie pomoże - to zacznę żonie
                          dosypywać jakieś hormony do herbaty :)
                          • nika206 Re: Taka wściekła to chyba może tylko żona 29.12.09, 11:15

                            :) autorze, z Twoich słów płynie dzisiaj ujmująca pogoda ducha.
                            Wszystkiego dobrego ;-)
                          • izabella9.0 symmetryisall 29.12.09, 12:02
                            "Można mi owszem zarzucać, że jestem zafiksowanym na seksie, niedojrzałym.."

                            nie użalaj się nad sobą tylko weź to swoja żonę tak jak ja wziąłeś przed ołtarz
                            iż zacznijcie działać OBOJE ( zacznijcie się w końcu Komunikować , rozmawiać i
                            szanować siebie i swoje potrzeby bo narzazie to wygląda tak ze dla ciebie
                            największą potrzebą jest seks którego nie masz a dla niej zupełnie coś innego -
                            co dostaje bądź tez nie - i tym oto sposobem idziecie w zupełnie przeciwstawnych
                            kierunkach.

                            no i co z tego ze znaliście się dwa lata i ze jej nie zmuszałeś do ślubu ? Nie
                            można poznać przyszłości i przywidzieć tego czy i kiedy libido spadnie i to nie
                            jest wcale OBRONA twojej zony a jedynie fakt ze jak spadnie libido to się nie am
                            ochoty .Jakby tobie spadło tez byś unikał seksu, masz przykłady w innych
                            watkach. Najważniejsze jest COS z tym zrobić i robić powinny dwie strony nie
                            jedna. Moze to tylko hormony a w takim wypadku uregulowanie gospodarki
                            hormonalnej i wszystko wraca do normy pod warunkiem że nic innego sie pod tym
                            problemem nie kryje. (Ja osobiście na jej miejscu miałabym dużo głębiej osadzone
                            zarzuty ale wynika to z tego ze ja oczekuje od małżeństwa czegoś więcej ona
                            wcale nie musi ) Gorzej jak to jest bark pociągu do Ciebi tego to raczej nei
                            zmienisz za łatwo no chyba ze zmienisz sie w jakiegoś chama kobiety podobno
                            lubią takie typy .

                            - nie maluje się , nie dba - przyzwyczajenie ( jakie to typowe ), myśli ze
                            złapała męża to ma spokój dlatego ja tez nazwałam egoistką ale ż tego co
                            pisałeś zamiast rozmowy macie tylko i wyłącznie jakieś sugestie i przebąkiwania
                            o problemach..przykre

                            Mimo iż twoje podejście do małżeństwa jest mi zupełnie obce i zeby tylko ,
                            wpakowałeś się juz wiec powadzenia
                        • izabella9.0 owszem skupiałm sie bardzi na niektórych słwach 29.12.09, 11:45
                          a raczej fragmentach które zacytował i które wręcz mnie odrzucają na kilometr.

                          a jaka miałam dorobić interpretacje jak nie swoją ?

                          "jedyna rzecz, która odróżnia kochankę/żonę od przyjaciela to właśnie
                          seks, czy seksualny potencjał. Wszystkie inne uczucia - bliskości,zaufania,
                          odpowiedzialności i tak dalej Ale z przyjacielem się nie ożenię i rodziny nie
                          założę.."

                          Jak dla mnie zona to KOCHANKA ( dobry seks.. ) i PRZYJACIEL (
                          bliskość,zaufanie, odpowiedzialność i tak dalej mogę dzielić po prostu z
                          przyjacielem.
                          • urquhart dobry seks przyjaźń i małżeństwo 29.12.09, 14:23
                            izabella9.0 napisała:

                            > Jak dla mnie zona to KOCHANKA ( dobry seks.. ) i PRZYJACIEL (
                            > bliskość,zaufanie, odpowiedzialność i tak dalej mogę dzielić po prostu z
                            > przyjacielem.

                            Dobry seks z przyjacielem po wsze czasy i to jeszcze w małżeństwie... :)
                            Myślę że to właśnie jeden z mitów i młodzieńczych ideałów które rozwiewa to forum. Ale oczywiście dobrze mieć ideały i do nich dążyć.
                            Ale żeś młoda i gorąca młodzieńczym buntem przeciw rzeczywistości streszczę ci dorobek forum... :)
                            Owszem to sytuacja idealna i piękna ale rzadka i niedostępna wszystkim podobnie jak najlepiej jest być pięknym młodym i bogatym i jest to marzeniem, ale jednocześnie przydarza się to bardzo niewielu osobom.
                            Niektórzy muszą się zadowolić tym co mają, normalną koleją rzeczy że najpierw są młodzi i zdrowi, a ewentualnie na starość dorabiają jeżeli w ogóle. Ci co robią karierę i trzepią kasę maja stresy i żyjąc w pięciu problemy ze zdrowiem, nadciśnieniem i starzeją się szybciej. Podobnie utrzymanie balansu miedzy seksem i przyjaźnią w dłuższym okresie czasu jest niesłychanie trudne jeżeli nawet ma szanse się w życiu zdarzyć.

                            Szczere rozmowy? mogą jedynie zabić resztki tajemniczości i niedostępności które są nieodzownym składnikiem namiętności.

                            Komunikacja? Co ona pomoże że zona świetnie wie co maż lubi jeśli ona uważa to za upokarzające obrzydliwe, a jego za niedorosłego bo ona ma już ten głupi etap ciągot za sobą po urodzeniu dziecka?

                            Człowiek nie panuje nad odczuwaniem namiętności nawet mimo świetnej komunikacji i przyjacielskiej empatii, to przecież granie na delikatnych strunach. Przegapiona raz nie da się w prosty sposób odgrzewać.
                    • niezapominajka333 Re: Taka wściekła to chyba może tylko żona 28.12.09, 22:51
                      A może dajcie spokój Izabeli, bo po drugim poście widać, że nie dorosła jeszcze
                      do dyskusji na poziomie tego forum.
                      Niech dziewczyna wyrzuci z siebie co ma do powiedzenia. Na tym etapie rozwoju
                      nic do niej nie dotrze.
                      Najlepszym nauczycielem jest życie, a czas weryfikuje wiele poglądów.
                      Na razie trzeba wziąć poprawkę na jej wiek i brak doświadczenia.
      • niezapominajka333 Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 28.12.09, 23:15
        Gomory, wprowadziłabym małą poprawkę do twoich dowcipnych wywodów.
        Mianowicie, jest różnica pomiędzy brakiem ochoty na seks z partnerem, a brakiem
        ochoty na seks w ogóle.
        Jeśli ona nie ma ochoty na seks, to z nikim nie ma ochoty.
        Ja to przeżyłam i pamiętam, jak całkowicie przestałam reagować na jakiekolwiek
        bodźce, które na mnie kiedyś działały.
        Seks mógłby nie istnieć.
        Kompletny brak potrzeb.
        Na szczęście trwało to około miesiąca.
        To ja podjęłam działania naprawcze, bo zdawałam sobie sprawę, jak bardzo
        dołujące jest to dla mojego faceta.
        I pożądanie wróciło, a pomogły właśnie szczere rozmowy.
        Tylko, o czym już nieraz wspominałam, rozmowa nie działa jak magiczne zaklęcie.
        Nie wystarczy pogadać i problemy się rozwiązują jak za dotknięciem
        czarodziejskiej różdżki.

        Za taką rozmową musi iść działanie, czasem trzeba użyć manipulacji, czasem
        delikatnego szantażu. W każdym związku jest inaczej...
        • glamourous Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 01:19
          niezapominajka333 napisała:

          > I pożądanie wróciło, a pomogły właśnie szczere rozmowy.


          A ja mialam jeszcze inaczej. Kiedys bylam z factem, ktorego po jakims czasie
          trwania zwiazku zupelnie przestalam pragnac. Forumowa klasyka : koles byl za
          bardzo zakochany, zapatrzony, byl na kazde skinienie, a przy tym cokolwiek bym
          nie zrobila, zupelnie pacyficzny. Taki duzy mis do przytulania. I chociaz nadal
          podobal mi sie fizycznie, nic nie potrafilam poradzic ze kompletnie stracilam
          ochote na seks z nim (inne wspolne plaszczyzny nadal dobrze funkcjonowaly)
          Dzisiaj wiem, ze facet stracil w moich oczach wszelki "meski pazur" a ja bez
          obecnosci tego "pazura" nijak nie moglam. W koncu zaczelam rozgladac sie za kims
          innym, wdalam sie w romans, facet sie dowiedzial, troche pocierpial w milczeniu
          - i w koncu walnal piescia w stol "koniec zwiazku". Wtedy we mnie strzelil jakby
          grom, poczulam ze nie chce go stracic - i pozadanie wrocilo. Nie wiem, czy to na
          sama wizje utraty go, czy tez moze koles wypowiadajac twardo haslo "koniec"
          odzyskal w moich oczach jaja - wazne ze podzialalo. Dlatego zawsze tak tu na
          forum nawoluje, zeby przynajmniej sprobowac walnac piescia w stol i zburzyc
          troche stronie reglamentujacej seks to rozleniwiajace poczucie wlasnosci i
          gnusnego bezpieczenstwa. A nuz sie przebudzi z letargu i libido wroci? Sprobowac
          zawsze mozna, tylko musi to byc naprawde bardzo przekonujaca akcja, nie zadne
          lzawe skamlanie "jak sie nie zaczniesz starac, to odejde, zobaczysz, odejde..."


          > W każdym związku jest inaczej...

          I wlasnie dlatego ciezko nam jest tutaj doradzac, bo kazdy ma inne
          doswiadczenia, inne metody do zaproponowania. Pozostaje albo wyprobowac je
          wszystkie, jedna po drugiej z nadzieja ze moze cos zadziala. Albo zmiksowac tak
          jak radzil Gomory. Albo... otworzyc oczy szeroko, poobserowac wnikliwie sytuacje
          i wypracowac swoje wlasne metody, oparte na dokladnej znajomosci czlowieka z
          ktorym jestesmy zwiazani.
          A moze nie ma zadnej metody i sytuacja jest beznadziejna? To rowniez moze
          sprawdzic tylko sam zainteresowany, nikt tu na forum wyrocznia nie jest.
          • urquhart Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 14:39
            glamourous napisała:

            > ochote na seks z nim (inne wspolne plaszczyzny nadal dobrze funkcjonowaly)
            > Dzisiaj wiem, ze facet stracil w moich oczach wszelki "meski pazur" a ja bez
            > obecnosci tego "pazura" nijak nie moglam. W koncu zaczelam rozgladac sie za kim

            Glam, to przeciez smutne i irracjonalne, ale przecież tak dobrze i dobitnie wyjaśnione u Perel że DOBRY mąż tatuś dla dzieci traci pazur staje się opiekunem i BEZPIECZEŃSTWO które stwarza zabija seks i namiętność ze strony kobiety (Kiedy troje zagraża dwojgu). Panie na forum udowadniają jednak że to przecież nonsens :)

            > grom, poczulam ze nie chce go stracic - i pozadanie wrocilo. Nie wiem, czy to n
            > a
            > sama wizje utraty go, czy tez moze koles wypowiadajac twardo haslo "koniec"
            > odzyskal w moich oczach jaja - wazne ze podzialalo. Dlatego zawsze tak tu na

            Zbytnie bezpieczeństwo bliskość zabija namiętność, klasyka :) A jej danie i pozbawienie ją podsyca, przecież to działa w obie strony równie skutecznie (gonienie króliczka, który chce być złapany, ale zwiewa).
            Chociaż jest sprzeczne z empatią, romantyzmem i zdrowym rozsądkiem.


            > I wlasnie dlatego ciezko nam jest tutaj doradzac, bo kazdy ma inne
            > doswiadczenia, inne metody do zaproponowania.

            Ale przynajmniej wiadomo co może zadziałac, choc nikt nie da gwarancji, co na pewno nie zadziała, a co jest jedynie romatyczną wizją i mitem.
            Dla skomlących, misiów bez jaj, nie ma seksu to pewne, nawet przy super komunikacji i najszczerszych rozmowach :)!
            • glamourous Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 15:27
              urquhart napisał:

              > Glam, to przeciez smutne i irracjonalne, ale przecież tak dobrze i > dobitnie
              wyjaśnione u Perel że DOBRY mąż


              O tym mechanizmie wiedzialam juz zanim przeczytalam Perel ;-)
              Tyle, ze co innego mezczyzna kapciowaty, zbyt miekki i nie potrafiacy postawic
              kobiecie granic (a taki wlasnie byl tamten moj) a co innego normalny, meski acz
              pozytywny w wydzwieku facet. To nie jest tak, ze sa tylko dwie wersje programowe
              ktore facet ma do wyboru : ALBO twardy sukinsyn (cieszacy sie pozadaniem zony)
              albo "za dobry" kapciowaty mis (i zone wtedy wiecznie boli glowa). Odcienie
              szarosci tez istnieja. Sek w tym, zeby umiec to NATURALNIE pogodzic.

              Skoro juz o dzieciach mowimy :

              W moim odczuciu facet MOZE byc dobrym ojcem dla dzieci, a jednoczesnie meskim
              facetem dla swojej zony, z tym oslawionym "testosteronowym pazurem". I znow - to
              nie jest tak, ze albo jedno, albo drugie. Ze albo "dobry ojciec = kapec", "albo
              rodzicielskie dno = samiec pozadany". Ja wiem, ze moze kobiecie latwo jest
              mowic, natomiast facetom zadajacym sobie pytanie "jak to wyposrodkowac" jest to
              troche ciezkie do pogodzenia... Ale jest to wykonalne - wiem na sto procent.

              Dobry ojciec to niekoniecznie miekka buła, ktoremu dzieci wlaza na glowe, a zona
              widzi jego niemoc. Bo jezeli facet wychowuje dzieci po kobiecemu, to faktycznie
              role w rodzinie sie lekko mieszaja i kobieta podswiadomie przestaje go za faceta
              uwazac - a zaczyna go postrzegac jako cos w rodzaju plemiennej wspolopiekunki
              mlodych ;-)Wtedy faktycznie rodzi sie problem. Jednak facet meski i po mesku
              wychowuje swoje potomstwo - nie mieszajac rol - nie odpodoba sie kobiecie tak latwo.

              A o co chodzi z tym mieszaniem rol? No coz, wiem, ze polska tendencja jest taka,
              zeby nowczesni ojcowie wychowywali dzieci wlasnie na zasadzie "mieszania rol",
              czyli na sposob kobiecy : miekko, bezkonfliktowo, zupelnie bezstresowo i w
              atmosferze bezwarunkowej akceptacji. Ze jezeli ojciec jest stanowczy, wymaga od
              dzieci odrobiny dyscypliny, czy gdy czasem huknie na "przeginajaca pale"
              latorosl, to jest odsadzany od czci i wiary. Moze dlatego synonimem dobrego ojca
              w naszym kraju jest wlasnie taki milusi, bezstresowy kapec. Pamietam jak dzis
              post jednego z forumowiczow, ktory narzekal, ze zona zaniedbuje go seksualnie -
              a jako metody wychowawcze na ulagodzenie ich odstawiajacego dzikie cyrki w
              sklepie syna, stosowal kladzenie sie obok niego na podlodze i wrzeszczenie razem
              z nim. No coz, gdybym byla zona takiego lezacego i wyjacego na sklepowej
              podlodze razem z dzieckiem tatusia, pewnie tez opadlyby mi nie tylko rece. Ale
              to tylko symbol - bo mniej wiecej taka jest u nas tendencja wychowywania dzieci
              - i dlatego ciezko jest zrozumiec, ze zaangazowane (ale nie po kobiecemu!!!)
              ojcostwo jednak da sie pogodzic z byciem samcem dla swojej kobiety.
              • urquhart Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 15:53
                glamourous napisała:
                > W moim odczuciu facet MOZE byc dobrym ojcem dla dzieci, a jednoczesnie meskim
                > facetem dla swojej zony, z tym oslawionym "testosteronowym pazurem". I znow

                Kultura jednak naciska w kierunku ideału miękkich misiów i ciepłych kapci...
                Kto sie podporządkuje musi zapłacic :)

                > Dobry ojciec to niekoniecznie miekka buła, ktoremu dzieci wlaza na glowe, a zon
                > a
                > widzi jego niemoc. Bo jezeli facet wychowuje dzieci po kobiecemu, to faktycznie
                > role w rodzinie sie lekko mieszaja i kobieta podswiadomie przestaje go za facet
                > a
                > uwazac - a zaczyna go postrzegac jako cos w rodzaju plemiennej wspolopiekunki
                > mlodych ;-)Wtedy faktycznie rodzi sie problem. Jednak facet meski i po mesku
                > wychowuje swoje potomstwo - nie mieszajac rol - nie odpodoba sie kobiecie tak l
                > atwo.

                Wychowywanie to też umiejetne stawianie granic i podawanie pomocnej ręki, zamiast usuwania przeszkód i chronienia przed złem tego swiata.
                Zobacz czy twoim zdaniem autor wątku potrafi po męsku stawiać te granice?
                forum.gazeta.pl/forum/w,566,96253369,96253369,wojna_z_czterolatkiem.html
                > A o co chodzi z tym mieszaniem rol? No coz, wiem, ze polska tendencja jest taka
                > ,
                > zeby nowczesni ojcowie wychowywali dzieci wlasnie na zasadzie "mieszania rol",
                > czyli na sposob kobiecy : miekko, bezkonfliktowo, zupelnie bezstresowo i w
                > atmosferze bezwarunkowej akceptacji.

                Cóż także w seksie męski sposób spojrzenia na seks jest ten nieprawidłowy a kobiecy ten idealny. We współczesnym świecie bez zagrożeń wrogiem, zwierzętami, potrzebą ochrony i walki poukładanym silna choc niebezpieczna męskość nie jest w cenie.



                • symmetryisall Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 16:20
                  > Wychowywanie to też umiejetne stawianie granic i podawanie pomocnej ręki, zamia
                  > st usuwania przeszkód i chronienia przed złem tego swiata.
                  > Zobacz czy twoim zdaniem autor wątku potrafi po męsku stawiać te granice?

                  Tu już się poczułem urażony. Na czym konkretnie, wg Ciebie, polega moja
                  nieumiejętność męskiego wychowania syna? Bo nie rozumiem. Mam go bić? Czy jako
                  pan i władca domowego ogniska w ogóle zostawić te kwestie żonie, a syna zabierać
                  weekendami na mecz albo polowanie?
                  • urquhart Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 17:32
                    Nie ma na to prostej odpowiedzi.
                    "Miec jaja" to karykaturalne uproszczenie.
                    Ale jak chcesz znać odpowiedź polecam Żelaznego Jana
                    merlin.pl/Zelazny-Jan_Robert-Bly/browse/product/1,355440.html
                • glamourous Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 16:33
                  Fajnie, Urquhart, ze chociaz Ty zdajesz sobie z tego sprawe, z w Polsce presja
                  JEST spoleczna na facetow = meskie kapcie : i w zwiazkach z kobietami, i w
                  rodzicielstwie. A myslalam, ze piszac powyzszy post zostane osadzona od czci i
                  wiary, ze mnie zakrzyczysz, ze meskosci i ojcostwa NIE DA sie pogodzic...


                  > Zobacz czy twoim zdaniem autor wątku potrafi po męsku stawiać te granice?
                  > forum.gazeta.pl/forum/w,566,96253369,96253369,wojna_z_czterolatkiem.html

                  Heh, no wlasnie nie bardzo. Dlatego wlasnie ten watek skojarzyl mi sie z tamtym
                  watkiem i tamtym tatusiem, ktory z jednej strony po kobiecemu wychowuje dziecko,
                  a potem narzeka, ze zona nie widzi w nim samca.

                  > Cóż także w seksie męski sposób spojrzenia na seks jest ten nieprawidłowy a
                  kobiecy ten idealny. We współczesnym świecie bez zagrożeń wrogiem, zwierzętami, po
                  > trzebą ochrony i walki poukładanym silna choc niebezpieczna męskość nie jest w
                  > cenie.

                  Tak sie dzieje, bo kobiety daza do wyjazgotania z tych biednych facetow calej
                  meskiej duszy. A poniewaz kobiety potrafia jazgotac czesciej i skuteczniej,
                  faceci sie poddaja. Ja tam zawsze bylam za niemieszaniem rol, przeciwko
                  metroseksualnosci facetow, depilacji klaty/jader i takimi tam (to dla mnie
                  znamienna symbolika, zeby pozwolic facetom byc facetami i nie "ukobiecac" ich na
                  sile.
                  • urquhart Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 17:29
                    glamourous napisała:
                    > rodzicielstwie. A myslalam, ze piszac powyzszy post zostane osadzona od czci i
                    > wiary, ze mnie zakrzyczysz, ze meskosci i ojcostwa NIE DA sie pogodzic...

                    Da, ale jest to sprawa godzenia ognia z woda bardzo trudna, stanowczości i zdecydowania a jednocześnie oparcia i pomocy, tym trudniejsza że bez kulturowego wsparcia. Kierujac pierwotną sie naturą, testosteronowa agresją spadasz na jeden koniec skrajności, empatia i kulturowym wzorcem na drugą. Złoty środek jest bardzo trudny do uchwycenia.
                    • glamourous Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 18:42
                      urquhart napisał:

                      > Da, ale jest to sprawa godzenia ognia z woda bardzo trudna,
                      > stanowczości i zdecydowania a jednocześnie oparcia i pomocy, tym trudniejsza
                      że bez kulturowego wsparcia. Kierujac pierwotną sie naturą, testosteronowa
                      agresją spadasz na jeden koniec skrajności, empatia i kulturowym wzorcem na
                      drugą. Złoty środek jest bardzo trudny do uchwycenia.


                      Nie wydaje mi sie, zeby bylo to godzeniem ognia z woda. Facet moze byc dla
                      swojego dziecka opiekunczy, ale bez "dziumdziania" i spieszczonego jezyka. Byc
                      pomocny, ale bez tracenia "meskiego majestatu". Pokazywac swiat i dawac czulosc,
                      ale bez zbednego rozmemlania. Bawic sie, ale i skarcic dziecko kiedy trzeba,
                      zamiast modnego "przeczekiwania i ignorowania zlych zachowan" Kochac, ale
                      wyznaczyc granice. Ja taka fajna ojcowska (ale nie wchodzaca w kompetencje
                      matki) postawe dosc wyraznie widze, i nie kojarzy mi sie to z godzeniem ognia z
                      woda.


                      > Kierujac pierwotną sie naturą, testosteronowa agresją spadasz na
                      > jeden
                      > koniec skrajności, empatia i kulturowym wzorcem na drugą


                      I znowu ta czern i biel. Agresja versus misiowate rozmemlanie. Ryczacy/miotajacy
                      sie lew versus pobekujaca lagodna owca. A czy lew, ktory akurat nie ryczy i nie
                      trzaska lapa na prawo i na lewo traci przez to swoj majestat? Byc meskim bez
                      skrajnej agresji sie nie da? Mozna przeciez byc empatycznym, ale meskim facetem.
                      Jedno drugiego nie wyklucza.
                      • urquhart Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 19:08
                        > Nie wydaje mi sie, zeby bylo to godzeniem ognia z woda. Facet moze byc dla
                        > swojego dziecka opiekunczy

                        Teoretycznie brzmi przekonywająco, praktycznie nie widzę żeby się wybalansować to znajomym facetom często udawało. Zapomniałem trzeciej drodze dla nie umiejących wybrać - wycofaniu.

                        > A czy lew, ktory akurat nie ryczy i nie
                        > trzaska lapa na prawo i na lewo traci przez to swoj majestat? Byc meskim bez
                        > skrajnej agresji sie nie da? Mozna przeciez byc empatycznym, ale meskim facetem

                        Dlatego nie upieram że to niemożliwe tylko trudne. Kolejne Wyzwanie. To ten sam testosteron i agresja. Jak go się potępia i uczy jedynie tłumić to jak potem posiąść umiejętność odróżniania i wykorzystywania jej subtelnych odcieni?
                • aandzia43 Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 17:33
                  Zobacz czy twoim zdaniem autor wątku potrafi po męsku stawiać te granice?
                  forum.gazeta.pl/forum/w,566,96253369,96253369,wojna_z_czterolatkiem.html
                  >

                  Czy możesz rozwinąć? Bo nie bardzo wiem, w którym momencie nasz bohater zachował
                  się niemęsko wobec czterolatka? Coś przeoczyłam? Czy może niemęskie według
                  ciebie jest już to, że w ogóle rodzic zastanowił się nad swoją relacją z
                  dzieckiem zanim powziął jakieś postanowienia?
                  • urquhart Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 19:23
                    Dla mnie to wyliczanka pokazowego dawania wchodzić sobie na głowę i braku
                    męskiego autorytetu. Mam aktualnie trzylatkę+ ale jak się mamy nie słucha, to
                    jestem wołany i ja nie muszę nic powtarzać swa razy. Czterolatka też już miałem.
                    • aandzia43 Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 20:41
                      Muszę przeczytać jeszcze jakieś posty założyciela wątku z tamtego forum, to się
                      może wypowiem.
                      Dzieci nie słuchają się ojców niekoniecznie dlatego, że ci są "misiowaci".
                      Jeszcze częściej mają w nosie ich polecenia, bo ci są nieobecni duchem i
                      kompletnie niezainteresowani dziećmi, nawet jeśli fizycznie z nimi przebywają.
                      Dzieciaki leją na nich, kombinują jak mogą i tylko czasem truchleją ze strachu,
                      jak wyprowadzony z równowagi ojciec ryknie, albo walnie. Z tym że ten wybuch ma
                      się zazwyczaj nijak do rangi przewinienia, bo wynika bardziej z akutualnego
                      humoru wiecznie zniecierpliwionego ojca. Żadnej konsekwencji i metody w takim
                      "twardym wychowaniu" nie ma. Na szybko przychodzą mi na myśl dwa znane mi
                      osobiście przykłady tatusiów misiastych, którym dzieci włażą na głowę wobec
                      sporej ilości takich doraźnie groźnych, co im raz włażą na głowę, raz sikają ze
                      strachu. Jedno i drugie do dupy. A propos dupy: jednemu misiastemu żona daje
                      chętnie, drugiemu wcale;-)
                      • urquhart Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 21:38
                        Ale zwróciłaś uwagę że z Glam rozmawialiśmy o pewnym złotym srodku , pomiędzy
                        tymi wymienionymi skrajnościami.
                        Tyle że w takie balansowanie trzeba włożyć wysiłek i zaangażowanie i nikt tu
                        faceta za rękę nie poprowadzi i nie pomoże i rzadko się to praktycznie udaje.
                      • rapunzel1 Dzieci 30.12.09, 11:20
                        aandzia43 napisała:

                        > Dzieci nie słuchają się ojców niekoniecznie dlatego, że ci są "misiowaci".
                        > Jeszcze częściej mają w nosie ich polecenia, bo ci są nieobecni duchem i
                        > kompletnie niezainteresowani dziećmi, nawet jeśli fizycznie z nimi przebywają.

                        To dotyczy też matek. A matka może być nieobecna duchem, bo strasznie niewyspana, bo uprawiała seks o północku jak mężowi przyszła ochota.
                        A dzieci nie okażą jej miłosierdzia

                        Do rozważenia mężom ciągle zmęczonych żon przy wyborze pory na seks
                    • symmetryisall Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 13.01.10, 10:56
                      Hm, jakkolwiek mało przekonująco w tym kontekście mogłoby zabrzmieć takie
                      zapewnienie, to mimo wszystko zapewniam, że syn nie wchodzi mi na głowę ani nie
                      wychowuję go po kobiecemu. U nas stosunki rodzinne są o tyle specyficzne, że ja
                      pracuję w domu, więc przez pierwsze 3,5 roku to ja byłem tym rodzicem, z którym
                      mały spędzał najwięcej czasu i do tej pory tata jest generalnie przed mamą - ale
                      to nie znaczy, że tata i mama zamienili się rolami. To nie jest tak, że ja go
                      rozpieszczam, na wszystko mu pozwalam i nie umiem sobie z nim poradzić -
                      przeciwnie, jest trzymany dość krótko i ogólnie robi to, co ma robić. Tamten
                      post nie był napisany dlatego, że sobie nie radziłem z egzekwowaniem wykonywania
                      poleceń, tylko dlatego, że miałem dość właśnie konieczności tego egzekwowania -
                      nie lubię, kiedy muszę wobec dziecka stosować przemoc psychiczną, nie lubię
                      musieć go zmuszać, wydaje mi się, że jest o wiele lepiej, kiedy robi coś
                      dlatego, że rozumie tego potrzebę, niż dlatego, że boi się ojca.

                      A to, co napisałeś - że nie musisz nic powtarzać dwa razy - dla mnie oznacza, że
                      Twoje dzieci się po prostu Ciebie boją. Bo nie uwierzę, że trzylatek czy
                      czterolatek robią coś, czego nie chcą, bo tak bardzo kochają tatusia. Nawet
                      jeśli nigdy ich nie uderzyłeś, to Twój "męski autorytet" wydaje się w świetle
                      tego co piszesz oparty na mentalnym zastraszeniu.

                      W stosunkach ojciec-syn granica między strachem a szacunkiem jest bardzo cienka,
                      zwłaszcza u takich maluchów, ale ja szczerze mówiąc wolę, żeby syn nie bał mi
                      się postawić, nawet wiedząc, że nic to nie da i że ja i tak postawię na swoim,
                      niż żeby się kulił na sam dźwięk mojego głosu czy groźbę mamy "Bo zawołam ojca".
                      Jak to w ogóle brzmi - ojciec w roli pacyfikatora? Jesteś dumny z tego, że
                      jesteś postrachem swojej rodziny?

                      Chociaż oczywiście muszę zaznaczyć, że powyższe wnioski wyciągam na tak samo
                      skąpych podstawach, jak Ty wyciągnąłeś swoje, więc nie wiem czy jest sens w tę
                      stronę brnąć dalej.
          • paolo74 Ziarenko prawdy w opowieściach o kobiecej wątrobie 30.12.09, 05:19
            Twój post brzmi groźnie, ale instynkt podpowiada mi, że tak jest w rzeczywistości. Zatem ludowe porzekadło o tym, że "jak się baby nie bije to jej wątroba gnije" nie wzięło się znikąd. Ale między biciem dla ukrania, tak tylko aby wątroba nie gniła, a regularnym wpierdolem połączonym z gwałtami i upodleniem jest duuuża odległość. Niemniej są też kobiety męczennice, tak wierne i kochające, że nie opuszczą partnera (męża) sadysty do czasu gdy zostaną tak obite, że wylądujo one, albo i dzieci w szpitalu i prokurator podejmie sprawę z urzędu.

            Ja tam mojej żony ani dzieci nie biję, z własnym ojcem biłem się po pijanemu, ale na własną rodzinę ręki nie podnoszę, ale może nabąblować się i mały Sajgon urządzić w domu to można, ale jak dzieci będą u babci, bo małe i nie zrozumieją.
    • porucznikowa Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 01:02
      Fajnie,że zależy Ci na żonie, robisz wszystko co możesz.Te problemy to tylko
      kwestia czasu.Ułoży się zobaczysz.Dbaj o nią tak dalej i bądź cierpliwy.Doceni
      to...Martwi mnie Izunia i może dobrze,że wykrzyczała się na forum.Izabel
      ulżyło:))Proponuję ,załóż swój wątek na forum,porozmawiamy.Może Ci to
      pomoże.Nieraz warto z kimś porozmawiać.Pozdrawiam.
      • vella84 Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 03:45
        nie czytałam komentarzy.. PIĘKNIE NAPISANE:)!!! JUŻ PSYCHE MASZ
        WESOŁĄ I INTELIGENTNĄ A TYM SAMYM JAK DLA MNIE BAAAAAARDZO SEXY:)!!!
        w związku z czym współczuję sytuacji tym bardziej i z całego serca
        życzę poprawy! na razie dam tylko radę żebyś poczytał o
        niedoczynności tarczycy tzn jakie dokładnie badania zrobić,bo nie
        często jest napisane/mówione,że sexu się odechciewa,ale u mnie w
        rodzinie są dwie takie babki i mówiły,że wszystkiego im się
        odechciewało.. sexu też -może tu przyczyna? może dziecko,domowe
        akcje- sprzątanie itp zbytnio absorbuje? kombinuj.. a ja to już na
        prawdę muszę jak napisałeś -zieww i spać..
    • paolo74 Sama rozmowa nie pomoże, ale jest niezbędna 29.12.09, 05:28
      Z tego co piszesz podejmowałeś jakieś próby, ale żona zbyła je teorią o spadającym libido z wiekiem i po ciąży. Ciąża zwłaszcza jeśli jest efektem wpadki, albo gdy poród był ciężki może faktycznie zmniejszyć u kobiety ochotę na seks, ale na pół roku, rok, a nie na pięć lat. Po drugie kwarantanna daje odwrotny od zamierzonego efekt. To tobie brakuje seksu, a nie żonie, dla niej wszystko jest ok, a kwarantanna tylko utwierdza ją w błędnym poglądzie. Powinieneś domagać się seksu i to coraz bardziej zdecydowanie, no i próbować porozmawiać. Sama rozmowa nic nie da, ale bez rozmowy nic się nie zmieni, chyba, że na gorsze. Pierwszy cel jaki powinieneś postawić to uświadomienie żonie, że problem istnieje i nie jest to tylko twój problem. Czasami rozmowa lub kilka rozmów wystarczy, ale może być tak, że potrzeba bardziej radykalnych środków. Nie to, że od razu postawić sprawę małżeństwa na ostrzu noża, albo od razu iść w zdradę. Czasami sama zapowiedź hipotetycznej zdrady (nie będę szukał, ale jak się trafi nie odmówię) może zdziałać cuda. Mocniejszy argument to postawienie ultimatum w rodzaju, albo coś robimy żeby sytuację zmienić, albo nie oczekuj ode mnie wierności. Dopiero jeśli tego typu środki zawiodą, trzeba sięgnąć po bardziej radykalne rozwiązania. No i pamiętaj, że poprawa sytuacji także nie będzie radykalna i nie stanie się z dnia na dzień, tym bardziej, że problem może być medyczny, psychiczny, albo oba na raz. Może też być częściowo zawiniony z twojej strony z czego nie zdajesz sobie nawet sprawy, a żone nie umie, nie chce lub nie potrafi go określić wprost.
      Innymi słowy ona musi chcieć, jak mówią lekarze, żeby zgiąć nogę, trzeba najpierw chcieć zgiąć nogę.
      • marek_gazeta Rozmowa ze wzmocnieniem 29.12.09, 13:15
        Hehe, przypomniało mi się ze studiów - uczenie ze wzmocnieniem. To tak a propos.

        > Sama rozmowa nie pomoże, ale jest niezbędna

        Zgadzam się.

        Niestety, w tym poście poteoretyzuję, nie miałem bowiem podobnej sytuacji (a ściśle: nie rozwiązałem podobnej sytuacji) w realnym życiu, ale może coś z moich pomysłow się panu Symetrycznemu przyda.

        Uważam, że zacząć należy od przygotowania rozmowy. Tej właściwej. Różne rozmowy już pewnie bywały i niczego nie przyniosły. Przygotowanie powinno wg mnie pokazać gotowość do istotnych zmian i jednocześnie sprawić, aby małżonka poczuła się w związku mniej pewnie. Możliwości obejmują: rzadsze bywanie w domu, częstsze imprezy ze znajomymi (na które kobiety nie zabierasz), nowe hobby, bardziej oficjalne relacje z żoną (żadnych czułości, zero żebraniny o seks, delikatne, ale stanowcze odrzucanie jej ewentualnych zalotów - spowodowanych zapewne traceniem gruntu pod nogami - buzi w czółko i spać), widoczne zmiany w ubiorze i zachowaniu. Np. - jeśli jesteś typem sztywnego eleganta - codzienny poranny jogging, siłownia, dieta. Jeśli jesteś typem sportowca - zmiana image'u - eleganckie ubrania itp. Jak długo ciągnąć tego typu zachowania? Moim zdaniem, do momentu, kiedy żona poczuje się zdezorientowana sytuacją i jeszcze trochę po. W praktyce - na pewno kilka tygodni to minimum. W tym czasie żadnych oficjalnych rozmów.

        Kiedy wreszcie nadejdzie odpowiedni moment, należy odpowiednio przygotować scenerię (podkreślić: mam ci coś ważnego do powiedzenia, skup się - może w knajpie, może w domu przy świeczkach, aby było bardziej oficjalnie, ona ma tę akurat rozmowę zapamiętać), a potem poprowadzić rozmowę zgodnie z sugestiami innych uczestników wątku - atakować problem, nie osobiście żonę. Jednocześnie dać do zrozumienia, że takiej sytuacji nie będziesz dalej tolerował. Wynikiem powinien być w miarę precyzyjny harmonogram działań - takie a takie badania, wspólna wizyta u seksuologa, zmiana nieakceptowanych przyzwyczajeń żony (typu worek do kartofli w charakterze seksownej koszulki nocnej).

        Działania dezorientujące należy kontynuować.

        Co dalej - to zależy. Jeśli wszystko będzie szło w dobrym kierunku, to ok. Jeśli nie, należy wzmocnienie "wzmocnić" - np. wyprowadzić się (po oczywistym niedotrzymaniu umowy - harmonogramu). Oczywiście stosowną metę trzeba mieć wcześniej w odwodzie - np. wyprowadzka do mamusi nie wchodzi w grę, to chyba oczywiste.

        Jeśli ktoś mi zarzuci manipulację - cóż, stawką jest uratowanie małżeństwa z kobietą, którą Symetryczny - jak rozumiem - kocha i pożąda.
    • evenjo Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 13:37
      Nie sądzę, żeby (jedna) rozmowa tu mogła coś poradzić. Tym bardziej,
      że w takiej rozmowie warto by poruszyć skrajnie trudne kwestie-
      pożądania, popędu, a nie tylko miłości. Tudno rozmawia się o takich
      sprawach z żoną/mężem-zwłaszcza jak się ma trochę po 30-tce.. Ale
      myślę, że twoja żona ma prawo wiedzieć, co o tym wszystkim myślisz.
      Dlatego, że jest twoją żoną i to, co o niej myślisz jej dotyczy. Co
      ona zrobi z tą wiedzą-od ciebie-nie masz na to wpływu. Ale powinna
      usłyszeć.
      • urquhart Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 15:22
        evenjo napisała:

        > Nie sądzę, żeby (jedna) rozmowa tu mogła coś poradzić. Tym bardziej,
        > że w takiej rozmowie warto by poruszyć skrajnie trudne kwestie-
        > pożądania, popędu, a nie tylko miłości. Tudno rozmawia się o takich
        > sprawach z żoną/mężem-zwłaszcza jak się ma trochę po 30-tce.

        Jeżeli problem tkwi w rozgrywkach i konfliktach pomiędzy nimi rozmowa i komunikacja może pomóc. Na seks i namiętność szczere rozmowy i obnażanie się ze swoim skomleniem i seksualnymi problemami które druga strona nie rozumie może jedynie pogrzebać szanse jeśli jeszcze nawet takowe są.
        • efi-efi Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 17:45
          urquhart napisał:

          >>Dobry seks z przyjacielem po wsze czasy i to jeszcze w małżeństwie... :)
          >>Myślę że to właśnie jeden z mitów i młodzieńczych ideałów które rozwiewa to forum.

          - Ha. Była tu laska o nicku "iggie"(albo podobnie)i ona tak ma!
          Więc wszystko możliwe.
          • urquhart Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 29.12.09, 19:28
            efi-efi napisała:
            > - Ha. Była tu laska o nicku "iggie"(albo podobnie)i ona tak ma!
            > Więc wszystko możliwe.

            He, he, Ja przecież też tak mam!
            Ale nie przyszło ot tak z siebie, trochę trzeba było się natrudzić i sztuczek
            nauczyć :)
            • gomory Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 30.12.09, 10:20
              Odkad zona zaczela czytac moje posty to przestalem narzekac ;). Nie
              trzeba trudu i sztuczek :).
              • urquhart to właśnie ta sztuczka 30.12.09, 11:13
                gomory napisał:

                > Odkad zona zaczela czytac moje posty to przestalem narzekac ;). Nie
                > trzeba trudu i sztuczek :).

                Alez Gomory, to właśnie ta sztuczka!
                Śledzenia gadania na forum nie ma nic wspólnego ze "szczera rozmową".
                Na forum masz uznanie i zainteresowanie innych kobiet (musiałeś w to włożyć trochę Trudu). Jest to realne zagrożenie i brak bezpieczeństwa, konkurencja. Taki niedopowiedziany acz bardzo realny plan awaryjny. Zobaczyła że to czego ona nie ceniła, jest realnie cenne dla wielu innych kobiet i od razu się przewartościowało. W porównaniu z tym ględzenie misia o mitycznych kochankach może budzić jedynie rozbawienie i politowanie.
                Wciągnąłeś ją na pole walki na którym ty dyktujesz warunki i możesz rozwinąć skrzydła :)
                "Szczera rozmowa" to wciągniecie na pole wali emocjonalnej nie logicznej gdzie typowa kobieta ma sporą przewagę, dyktuje warunki a facet się łatwo gubi i da w sobie wzbudzić poczucie winy.
                • urquhart Re: to właśnie ta sztuczka 30.12.09, 11:23
                  > gomory napisał:
                  >
                  > > Odkad zona zaczela czytac moje posty to przestalem narzekac ;). Nie
                  > > trzeba trudu i sztuczek :).
                  >
                  > Alez Gomory, to właśnie ta sztuczka!

                  Czego oczywiście wszystkim piszącym o problemach życzę w Nowym ROKU!

                  Rady mają wartość dyskusyjną, Zrozumienie istoty problemu jest BEZCENNE :)
              • eryknowak Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 06.01.10, 13:36
                dokladnei tak ... daj jej przeczytac ten wątek
                Możesz jej powiedziec zeby go przeczytala, możesz zostawiac komputer włączony na
                tej stronie z naszymi odpowiedziami, .

                Oto dlaczego.
                Wywnętrzniłeś się tutaj, zostałeś oceniony , surowo ...
                ale chcesz walczyc (po to to napisałeś)
                Pytanie czy twoja żona tez chce walczyc, jeżeli chce niech tu napisze, jeżeli
                chce moze z tobą isc na terapię do psychologa, bo na forum tez idealni nie
                jestesmy, aczkowiek potrafimy zrozumiec twoj problembo czesto przypomina nasze ..

                Daj jej to przeczytac i zobaczymy ... moze ona przedstawi swoj punkt widzenia,
                moze sie ptworzy, moze sie okaże ze obrzydzenie ją bierze , bo we wszystkich
                czynnosciach twoich domysla sie podtextów seksualnych .. pocalunek, jest mily,
                bo chce do lozka erotoman jeden ,,,
                zjedz z sexem jako priorytetem w hierarchi waznosci .. sex nie jest
                najwazniejszy , jak sobie z tego zdasz sprawe i jak zona to zauwazy , mozliwe ze
                o ironio bedziesz mial go wiecej i lepszy jakosciowo niz teraz ... mialem
                podobna sytuacje, chcialem juz ochanek, chcialem rozwodu ... ale namsie udalo
                poprostu pogadac ...

                • symmetryisall Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 13.01.10, 11:13
                  > dokladnei tak ... daj jej przeczytac ten wątek
                  > Możesz jej powiedziec zeby go przeczytala, możesz zostawiac komputer włączony n
                  > a
                  > tej stronie z naszymi odpowiedziami, .

                  Matko jedyna, to dopiero miałbym sajgon. Jak ją znam, to raczej by nie zrozumiała.

                  Nawet ostatnio mieliśmy próbę rozmowy. Coś tam próbowałem, napotkałem bierny
                  opór, w końcu pytam "Co jest?"
                  - Nie mam ochoty po prostu.
                  - Nigdy nie masz ochoty.
                  - Wczoraj miałam. (Coś tam było.)
                  - Wcale nie miałaś, przecież widziałem.
                  - No nie miałam, ale mnie namówiłeś.
                  - Wiesz, ale ja mam już dość tego, że cię muszę namawiać. To namawianie mnie
                  frustruje i odbiera całą przyjemność. I któregoś dnia w końcu przestanę cię
                  namawiać.
                  - I co zrobisz? (Kpiąco.)
                  - Poszukam sobie kogoś, kogo nie trzeba namawiać.
                  - Oj, wiesz, wielkie dzięki. (Urażona, odwraca się i idzie spać. Ja też.)

                  Następnego dnia, wyraźnie pod wpływem tej rozmowy, podejmuje jakieś próby, ale
                  widzę, że jej się chce jak psu orać. W końcu znów ta sama rozmowa:
                  - No ale co ja poradzę, że mi się nie chce.
                  - No nie wiem, to zależy, dlaczego ci się nie chce.
                  - Nie wiem, po prostu mi się nie chce, kobiecie spada libido z wiekiem.
                  - Tak, ale po pięćdziesiątce!
                  - No to może u mnie wcześniej.
                  - To kiepsko raczej. Zastanawiałaś się, dlaczego tak jest?
                  - Nie wiem.
                  - No dobra, to buzi i idziemy spać, skoro nie ma o czym rozmawiać.
                  - Ale ty jesteś, obrażasz się i nie chcesz mi pomóc!
                  - A jak ci mam pomóc, skoro nie chcesz powiedzieć, o co chodzi? Dobranoc.

                  I o. Oczywiście wiem, że powinienem ją przytulić, popocieszać, a potem zacząć
                  zgadywać tak długo, aż bym trafił w to, czego mi nie chce powiedzieć, ale wiecie
                  co? Mi też się nie chce. Mieliśmy już podobne rozmowy na inne sporne tematy,
                  gdzie w końcu wyżalała się, że ma jakieś tam problemy ze sobą, obiecywała, że
                  nad tym popracuje, i na tym się kończyło. Jak stawiałem sprawę na ostrzu noża,
                  to we łzach obiecywała poprawę, a potem pomalutku, powolutku wracała na dawne
                  pozycje. I ja się zaczynam coraz poważniej zastanawiać, czy faktycznie w
                  małżeństwie to jest tak, czy powinno być tak, że o swoje z "drugą połówką"
                  trzeba walczyć i się wykłócać. Może, skoro fundamentalne kwestie nas dzielą, nie
                  powinniśmy być wcale małżeństwem?

                  • rumpa Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 13.01.10, 11:27
                    Hmmm, w podobnych sytuacjach, mój maż nie zaczynał od seksu i
                    macania cycków, tylko od pogaduszek o tym jak minął dzień, co w
                    pracy, jakie ploty, czasem musiał mi sie dac wypłakać :))) potem
                    mnie rozsmieszał, tulił, budował nastroj bliskości - i seks był
                    :)))

                    Matko jedyna, to dopiero miałbym sajgon. Jak ją znam, to raczej by
                    nie zrozumia
                    > ła.

                    A ona coś w ogóle rozumie, stara sie przynajmniej, czy to co jest
                    jej obce - nie istnieje?
                    • symmetryisall Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 13.01.10, 12:05
                      > A ona coś w ogóle rozumie, stara sie przynajmniej, czy to co jest
                      > jej obce - nie istnieje?

                      Trudno powiedzieć, trzeba by ją spytać. Zresztą problem problemowi nierówny,
                      więc trudno generalizować. Ale zabawne, że ten temat poruszyłaś - ostatnio
                      właśnie złapałem się na rozmyślaniach, że żona nie pyta o rzeczy dla mnie ważne,
                      jeśli ona ich nie aprobuje. Ja się z nimi nie afiszuję, albo staram się
                      ograniczać, a jej reakcją jest traktowanie tematu, jakby nie istniał - "ma te
                      swoje okropne hobby, ale o nim nie opowiada i nie robi tego przy mnie, więc nie
                      ma o czym mówić".

                      Jak to teraz czytam, brzmi to dość niezdrowo...
                      • glamourous Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 13.01.10, 12:37
                        Tu IMO nie chodzi o problemy z Wasza komunikacja, bo Wy sie przeciez
                        komunikujecie. Na podstawie Twojej relacji wydaje mi sie jednak, ze Twoja zona
                        nalezy do takich troche bezrefleksyjnych osob, ktore nie potrafia wykrzesac z
                        siebie ani odrobiny introspekcji, zastanowic sie "dlaczego jestem taka, a nie
                        inna? skad moje takie a nie inne reakcje? skad to sie bierze? co moge zmienic?".
                        Nie zastanawia sie, nie analizuje sytuacji ktore jej sie przytrafiaja, tylko
                        zadowala sie rozbrajajacym stwierdzeniem, ze tak po prostu "nie wie". Ja
                        rozumiem, ze ludzie ogolnie maja tendencje do nie przejmowana sie cudzymi
                        problemami ktore jednoczesnie nie sa ich wlasnymi, no ale tu nie chodzi przeciez
                        o problemy Ryska z klatki obok, tylko jej wlasnego meza - z ktorym laczy ja
                        wspolne zycie, rodzina, i ktorego zle samopoczucie ona rowniez bedzie odczuwac
                        na zasadzie "naczyn polaczonych".

                        Czy przed slubem ta kobieta rowniez taka byla, ze nie potrafila podchodzic
                        konstruktywnie do problemow - a Ty tego nie widziales? Czy ta biernosc i brak
                        mentalnej przedsiebiorczosci dopadly ja dopiero teraz? Pytam, bo Ty mi wygladasz
                        na inteligentnego faceta, ktory chyba wybral sobie kobiete pod katem pewnych,
                        rowniez intelektualnych kryteriow...?

                        Jesli o mnie chodzi, przychylam sie do rad Marka_Gazeta z tego watku (tych
                        powyzszych i tych oczko nizej)
                        • symmetryisall Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 13.01.10, 13:12
                          Uaa, muszę teraz zanalizować własną żonę :)

                          To jest tak - ona jest z natury bardzo konkretna, w znaczeniu: szybko wyciąga
                          wnioski i się na nich opiera. Mnie to nawet wkurza, bo bardzo często te wnioski
                          okazują się nieprawdziwe i pochopne. Wtedy się obraża.

                          Ma skłonność do posądzania ludzi o to, że chcą ją skrzywdzić/oszukać, na
                          zasadzie - ktoś spóźnił się z jakimś zobowiązaniem wobec nas, to znaczy, że na
                          pewno od początku kombinował, jakby nas tu wystawić do wiatru. Co do mnie, na
                          przykład, jest przekonana, że musi być cały czas czujna, bo jak tylko na chwilę
                          straci czujność, to od razu ją w czymś oszukam albo zdradzę. Co jest o tyle
                          absurdalne, że odkąd jesteśmy razem, nie dałem jej nawet cienia powodu do
                          podejrzeń, że jestem zainteresowany kimkolwiek na boku. Przyznała mi się kiedyś,
                          że jest chorobliwie zazdrosna i sama czasami siebie nie rozumie, były płacze,
                          wzruszenia i obietnice, że pójdzie do psychologa - oczywiście jak tylko się
                          pozbierała po tej chwili słabości, z powrotem zarzuciła swój pancerzyk.

                          Jest też cholernie uparta - generalnie kiedy próbuję poruszać jakiś sporny
                          temat, typu "Nie rób czegoś tam, bo mi się to nie podoba/wkurza mnie", pierwsza
                          odpowiedź jest "Widziały gały co brały, jak się nie podoba, to droga wolna". Jej
                          elastyczność w sprawach dużych i istotnych jest właściwie zerowa. Można ją
                          złamać, zmusić do czegoś podstępem albo emocjonalnym szantażem, ale sama nie
                          ustąpi. A jak ustąpi, to w taki sposób, żebym nie miał wątpliwości, że to dla
                          niej ogromne wyrzeczenie i żebym się za bardzo nie cieszył, bo jeszcze tego
                          pożałuję.

                          Wszystko to wynika moim zdaniem z faktu, że pochodzi z rodziny, gdzie ojciec był
                          super zarabiającym panem i władcą, a jednocześnie alkoholikiem poniewierającym
                          żoną. Dzieci z takich rodzin z reguły przyjmują postawę albo totalnej ofiary,
                          albo małego twardziela, który widzi, że na tatę i mamę nie może liczyć i musi
                          sobie we wszystkim poradzić sam. I moja żona jest właśnie takim małym
                          twardzielem - wszystko musi robić sama, na nikogo nie może liczyć, wszyscy życzą
                          jej źle, a mąż z jednej strony jest kimś, o kogo trzeba dbać (w sensie prać,
                          prasować i gotować), a z drugiej nikczemnym draniem, który tylko kobietę
                          wykorzystuje, a potem przy pierwszej okazji krzywdzi.

                          Przy czym taka postawa twardziela jednocześnie odrzuca wszelką autorefleksję,
                          autorefleksja jest dla mięczaków, ja nie mam żadnych problemów.

                          A na to wszystko oczywiście nakłada się ogromna potrzeba ciepła, opieki i
                          prawdziwego kochającego domu.

                          Oczywiście to nie jest tak, że wiedziałem to od początku, dokładnie zdałem sobie
                          z tego wszystkiego sprawę stosunkowo niedawno. Co gorsza, zdałem sobie też
                          sprawę, że dla niej jestem jeszcze gorszy niż jej ojciec - bo nie dość, że tak
                          samo nie można mi ufać (jak każdemu facetowi), to jeszcze nie zarabiam takich
                          pieniędzy jak on i nie zapewniam rodzinie takiego poziomu życia jak on.

                          Hmm. W sumie nic dziwnego, że nie chce ze mną seksu.

                          Ja pierdolę, przepraszam, moje małżeństwo to katastrofa. Dziękuję bardzo, panie
                          doktorze.
                          • possessive Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 13.01.10, 13:47
                            Jeśli prawdą jest to co piszesz i wspomniana osoba rzeczywiście
                            wykazuje cechy współuzależnienia, to pewnie z nieufnością wobec
                            ludzi nie radzi sobie zbyt dobrze. Na pewno stworzyła pozory związku
                            w którym tak naprawdę nie ma bliskości ani zaufania, a ona jest
                            bardzo daleko od rozwiązań które jej proponujesz bo cały czas musi
                            się chronić przed wyimaginowanymi wrogami. Tak naprawdę takie osoby
                            usilnie chcą potwierdzić pesymistyczne scenariusze z dzieciństwa i
                            każdą krytykę lub traktują jako atak na ich osobę. Zgłaszane
                            potrzeby partnera też są zapewne jedynie atakiem na ich osobę. Mam
                            ciotkę po terapii DDA i powiem ci, że mam kontaktów z nią serdecznie
                            dość mimo że jej pomagałam przy dziecku dość długo(jest samotną
                            matką) i finansowo też, no i zero wdzięczności. Ja zaczynam wierzyć
                            w specyfikę osób wychowanych w rodzinach z alkoholem bo im więcej
                            ich poznaję te cechy wydają mi się zbieżne. Byłam też na ich forum i
                            powiem ci, że przy każdej zaproponowanej im zmianie zachowania byłam
                            zarzucana agresją i oskarżeniami. Trudno żyć z takim czymś ale fakt,
                            że taka osoba może być zamknięta na seks nie z własnej winy. Być
                            może relacje w domu rodzinnym w których uczestniczyła zachwiały
                            możliwością odczuwania pewnych potrzeb, może taka osoba je tłumi -
                            nie wiadomo. Jednak wiem, że taka osoba bardzo czeka aby jej złe
                            mniemanie o otoczeniu się potwierdziło czym sama zmierza do
                            katastrofy. Dlatego proponuję zrezygnować z sugerowanych tu gróźb i
                            szantażu - uważam, że to tylko pogorszy sprawę i pozwoli jej
                            potwierdzić twoją przynależność do obozu wrogów:) z którymi należy
                            walczyć. Jedyna możliwość to cierpliwie rozwiewać jej obawy i
                            nieufność ale to wymaga sporo poświęcenia i zrozumienia, a ty
                            przecież też masz swoje potrzeby. Ja uważam, że takie osoby muszą
                            się za siebie same wziąść i wyleczyć z bolączek dzieciństwa ale
                            najpierw muszą się przekonać, że coś jest nie tak. Moja ciotka sama
                            zrozumiała, że jej relacje z otoczeniem są nie halo i podjęła
                            terapię. Niestety zaczęła w tę terapię fanatycznie wierzyć, sama nie
                            wiem czy teraz jest lepiej...trudna sprawa:)
                            PS. Fajny z ciebie facet, a zwłaszcza to co myślisz o wychowaniu
                            dzieci - podoba mi się ten post. Mam nadzieję, że nie dasz na siebie
                            przerzucić odpowiedzialności za ten związek. Tu są odpowiedzialne
                            dwie osoby.
                          • marek_gazeta Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 13.01.10, 14:09
                            > Ma skłonność do posądzania ludzi o to, że chcą ją skrzywdzić/oszukać, na
                            > zasadzie - ktoś spóźnił się z jakimś zobowiązaniem wobec nas, to znaczy, że na
                            > pewno od początku kombinował, jakby nas tu wystawić do wiatru.

                            Jakbym czytał o własnej matce - wszędzie węszy negatywne intencje. Kasjerka wydała złotówkę za mało? Chciała mnie oszukać. Ktoś zaproponował jakąś przysługę? Pewnie chce mnie wyrolować. Koleżanka wspomina na imprezie, że nie ma transportu do domu? No tak, mogę ją podrzucić, ale tylko do jakiegoś miejsca po drodze, przecież nie będę robić za kierowcę i spalać benzyny.

                            Trzeba przyznać, że życie miała ciężkie (samotna matka). No i że jest uczciwa.

                            Po co o tym wspominam? Bo to się niestety przenosi na dzieci. Odziedziczyłem dokładnie ten sam, negatywny sposób myślenia. Do dziś z tym walczę.
                            • symmetryisall Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 13.01.10, 14:44
                              > Po co o tym wspominam? Bo to się niestety przenosi na dzieci.

                              Tak, ale nie zawsze. Moja matka była dokładnie taka sama, zawsze mi wpajała, że
                              świat jest zły, że ludzie są źli, i że każdy chce mnie oszukać - i chociaż
                              faktycznie życie mnie nauczyło, że należy się mieć na baczności, to jednak
                              jestem otwarty na ludzi i mam więcej przyjaciół niż wrogów. Szklankę widzę
                              raczej do połowy pełną niż pustą.

                              @iilonik
                              >Powiem z doświadczenia. Ona Cię nie kocha. Krótko, zwięźle i na temat.

                              Może być i tak. Ale dopóki wprost mi tego nie powie, zakładam, że jest inaczej.

                              Gdyby powiedziała, byłoby nawet prościej, bo przynajmniej nie byłoby wahania...
                  • marek_gazeta Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 13.01.10, 12:01
                    Nie lubię powtarzać własnych pomysłów (w tym samym wątku), bo od powtórki nie staną się dwa razy lepsze. Niemniej jednak spróbuj zachowywać się tak, jakbyś swoją groźbę (małżonka najwyraźniej coś zakumała i się zaniepokoiła) zaczął realizować. I na razie o tym z nią nie rozmawiaj, do momentu, aż się bardzo poważnie zaniepokoi.

                    Ja nie sądzę, aby pociąg seksualny można było zbudować u mediatora - albo żona ma problemy ze zdrowiem (hormony, wpływ pigułek itp) i da się to wyleczyć, albo nic nie da się zrobić. Ja bym spróbował - jak rozumiem, kochasz kobietę i chcesz ocalić małżeństwo i rodzinę - ale ona musi zrozumieć problem i isć do lekarza. W dodatku prawdopodobnie tygrysicą - przynajmniej dla Ciebie - nie będzie nigdy, ale, jak rozumiem, powrót sytuacji z początków związku byłby dla Ciebie akceptowalny.
    • to.niemozliwe To zależy ... 08.01.10, 10:17
      jeżeli chodzi o wzbudzenie w niej pożądania do Twojej osoby, to
      raczej nie, jeżeli już da to jaki efekt, to zagrożona ryzykiem
      zdrady lub rozstania będzie się zmuszać, ale bez trudu odczujesz, że
      to z lęku, a nie pragnienia. Być może trzeba będzie przeczekać....
      Ewentualnie działanie dwutorowe - prowadząc całą grę wobec niej
      (dobrze tu opisaną na forum), równocześnie obniżasz swoje
      oczekiwania, powiedzmy nieco je urealniasz.
    • robson-to-ja Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 08.01.10, 10:46
      Hm, rozumiem Cię chłopie doskonale, też mam taką żonę (w razie czego
      polecam mój watek zimna ryba w łóżku). Generalnie, z tego co widzę,
      to facet jest maszynką do zarabiania pieniędzy i napędem do wózka w
      Tesco. I wystarczy jej w zupełności.
      I powiem Ci tak. Możesz, rzecz jasna porozmawiać. Tylko jak Twoja
      żona nie ma na to ochoty, to sama rozmowa niewiele zmieni. Po takiej
      rozmowie nie rzuci się na Ciebie z pazurami i nie przewróci na dywan
      pod kominkiem. Tylko raczej zacznie się dąsać, obrażać lub wytykać
      Ci, że za wiele od niej wymagasz i za wiele byś chciał. Też
      rozmawiałem z moją na takie temat i dupa blada. Jak nie ma seksu tak
      nie ma (bo ona nie potrzebuje...-takie jest tłumaczenie).
      Więc rozmowę na te tematy to można sobie w pupeńkę wsadzić. A skoro
      lubisz kupować różne gadżety, to kup swojej coś na pobudzenie, na
      rozpęd, na zwiększenie łaknienia na seks. Są kropelki, są tabletki
      (tylko jak ją przekonać, że to nie jest witamina C), itd.
      Wypróbowałem na mojej kropelki - nie działa, nie rusza jej. Może
      Tobie się uda? Można spróbować, no nie?
      A jeżeli znasz może jakiś sposób na rozpalenie takiej królowej
      śniegu, to byłbym wdzięczny...
      Pozdrawiam i życzę powodzenia.
      • asie3 Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 10.01.10, 16:44
        facet nie jest maszynką do zarabiania pieniędzy i napędem do wózka w
        Tesco :) kazda kobieta oczekuje czegos wiecej, nawet jesli pozory zdaja sie wskazywac jednoznacznie :) partnerka moze plakac tak zeby maz nie widzial, zeby nie przyspazac problemow, a facet moze myslec, ze wszystko jest ok dopoki pcha wozek. tak jest z gapieniem sie w TV - ze strachu przed rozmowa, lepiej gapic sie w TV, ale to nie znaczy, ze bawia kogos 4 godziny spedzone przed telewizorem. sa po prostu lepsze niz myslenie o tym co boli. ze jestem w tym zwiazku wieksza czesc zycia i nie jest fajnie. szukam rozwiazania dla siebie i mysle, ze rozmowa nie pomoze. bo w rozmowie ludzie mowia tylko o swoich oczekiwaniach zamiast pytac o oczekiwania meza czy zony. zreszta ludzie z problemiami rzadko maja swiadomosc swoich oczekiwan, a gdzie tu jeszcze o nich mowic? jakby umieli mowic nie mieliby problemow. zamiast rozmowy poszlabym raczej w kierunku zmiany w zachowaniu. w moim, bo czyjegos, gadaniem i wymuszaniem nie zmienie. razem tworzymy jakis uklad i w tym ukladzie pozwalamy sobie na pewne rzeczy. jesli on jest malo meski to dlatego, ze ja tworze taki uklad razem z nim. oj jak mi ciezko sie zmieniac. naprawde trudno sie przyznac ze jestem czastka tego ukladu i sie zmienic. latwiej zerwac i probowac od nowa, albo wymagac od niego. po probie od nowa za 5 lat bylabym w tym samym miejscu. nikt nie mowil, ze bedzie lekko...
    • babylon13 Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 10.01.10, 18:49
      Jestem po piecdziesiatce z 30-letnim stazem w zwiazku.
      Swiadomie o wiecej seksu zaczalem przed 10 laty.
      Podobnie jak u autora watku ja pragnalem wiecej a ona mniej.
      Droga rozmow wypracowalismy kompromis. Seks mamy od tamtego
      czasu 2 razy w tygodniu ( zawsze w te same dni ). Jesli z jakiego
      powodu nie ma seksu w okreslony dzien to mamy go wczesniej albo
      pozniej. Ten uklad badzo pozytywnie wplynal na atmosfere miedzy
      nami. Jedank gdzies tak trzy lata temu znowu byl kryzys.
      Zona starala sie aby pozycie bardzo krotko trwalo. Znowu rozmowy
      i znowu kompromis. Powodem negatywnego nastawienia byle czeste
      objawy swedzenia po seksie. Teraz kampiemy sie zawsze przed seksem.
      Ja wprowadzilem obowiazkowego loda i mietke w grze wstepnej.
      Swiedzenia od trzech lat nie bylo. Na poczatku bylo to dla mojej
      zony troche dziwne ale teraz oboje stwierdzamy, ze jakosc naszego
      seksu zemienila sie bardzo pozytywnie. Seks trwa teraz tak 3 razy
      dluzej niz wczesniej. Daje nam obojgu duzo satysfakcji.
      Zona przyznaje mi, ze ja mam duzo wiekszy poped seksualny od niej.
      Udalo nam sie wspolnie wypracowac takie rozwiazanie, ktore obojga
      satysfakcjonuje. Chce jeszcze dodac, ze ostanio udalo mi sie na 2
      tygdoniowym uropie miec radosny, dla obu udany seks codziennie.

      Mowi sie, ze milosc to dawanie. Wedlug mnie jak zona nie daje
      to nie kocha. To proste.
      • kag73 Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 10.01.10, 18:58
        A jak maz nie daje? To tez nie kocha?
        Milosc to nie tylko branie, ale rowniez dawanie.
        Czasami zona chce dac ale maz nie chce brac, jak tutaj w niektorych
        watkach.
        Dobrze, jezeli ludziom na sobie zalezy, wiedza co moga stracic,
        potrafia sie dogadac i pojsc na kompromis.
        Tobie zycze dalszego udanego pozycia. tak trzymac!
        • buzkashi Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 11.01.10, 19:09
          ja zycze kapania sie rowniez po seksie he he
      • to.niemozliwe Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 11.01.10, 09:26
        Bardzo dobrze to rozwiązaliście, naprawdę. Ale to rzadkość.
        Gratuluję mądrego związku :).
    • marsiwenus.com Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 10.01.10, 19:07
      hey,
      rozumiem przez co przechodzisz,
      czy probowaliscie wyjsc na romantyczna kolacje tylko we dwoje,
      wiesz , swiece , klimat , gorace spojrzenia?
      kiedy ostatni raz mowiles swojej zonie ze ja kochasz ?
      wiesz faceci sa wzrokowcami,
      kobieta musi poczuc
      ale jest wiele sposobow zeby wzbudzic w kobiecie pozadanie


      sprobuj przeczytac Marsanie i Wenusjanki w sy pialni

      powodzenia, napewno dotrzesz do jej serca , nie szczedz jej
      komplementow i zapewnien o milosci , ona tego potzebuje, a wtedy sie
      otworzy na seks

      powodzenia


    • buzkashi do Autora 11.01.10, 19:06
      seks uprawia sie z prostytutka, z zona sie KOCHA. niby niuans, a
      jaki wazny dla kobiety. mysle,ze nawalasz w dzien,dlatego ona ma cie
      w nosie wieczorem. seks zona tym rozni sie od seksu z obca
      kobieta,ze jest bezpieczenstwo, intymnosc, zrozumienie i zaufanie. a
      to buduje sie kazdego dnia, nie tylko na potrzeby seksu,ale
      wspolnego zycia.
      • kag73 Re: do Autora 11.01.10, 19:13
        A ja tam z mezem seks uprawiam i jestem zadowolona.
        To tylko kwestia nazewnictwa. Jeszcze mu teraz napisz, ze z prostytutka
        mozna seks wyuzdany i realizowac swoje fantazje a z zona to tylko
        grzecznie i delikatnie, wtedy to juz na pewno rozleci im sie malzenstwo,
        bo facet zacznie chodzic do burdelu.
        • songo3000 Re: do Autora 11.01.10, 23:34
          Wychodzi na to Kag, że masz za męża - 'prostytuta' ;P
          • kag73 Re: do Autora 12.01.10, 00:11
            Ano, songo, kazdemu sie moze zdarzyc:))
            Ale nie narzekam, bywaja gorsze rzeczy.
    • iilonik Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 13.01.10, 14:38
      Powiem z doświadczenia. Ona Cię nie kocha. Krótko, zwięźle i na temat.
      • agnisia77 Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 13.01.10, 15:17
        ...bzdura!!!!!!!!!!! Ja mam tak samo z moim mężem on to drugi ty:) normalnie
        erotoman kochałby się kilka razy dziennie a ja po ciąży nie mam już takiej
        ochoty chociaż kocham mojego męża nad życie\!!!!!!!!!!
        sama chciałabym aby było tak jak dawniej ale nie wiem co z tym zrobić;(
    • jaspers Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 20.01.10, 14:24
      Tak sobie przeglądam to forum... Mam ten sam problem. Rozmowa u mnie
      nic nie dała. Seksu nie ma od... jakichś 5 miesięcy. "Ona nie ma
      potrzeby", "tym bardziej nie chce gdy czuje presję", "mam się
      zmuszać?" itp itd. Na pytanie czy jest szansa że to się zmieni,
      odpowiada - nie wiem. Na pytanie dlaczego tak jest, odpowiada - nie
      czuję ochoty, nie mam potrzeby. Na pytanie - a co ja mam zrobić ze
      swoimi potrzebami? odpowiada... - nic nie odpowiada. Czekam
      cierpliwie jak na razie. A raczej niecierpliwie. Kocham ją jak
      diabli. Jest cholernie seksowna i pociągająca. Nie zdradza mnie. Już
      nie daję rady. Myślę o tym bez przerwy, wpadam w doła. Nie wiem co
      dalej.
      Trzymaj się jakoś.
      • mezus35 Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 19.01.11, 14:14
        Mam podobny problem, małżeństwo 6 rok, 2 dzieci. Dla mnie "miłości" od początku było mało, za rzadko, rozmawialiśmy potem godziliśmy się kochając. Ostatnio może nie jest najgorzej ale dla mnie ciągle mało. Żona też tłumaczy się "że, niby ma się zmuszać?" Widzę u niej małe zainteresowanie seksem, kiedy ja nic nie robię, nie staram się, nie zaaranżuję to nie ma - śpimy.
        Jak pisałem tak było od początku przed ciążą również. Zarzucał mi że jestem nachalny, ciągle chcę itd i itp. Podsumowując szukam dziś przepisu na moje małżeństwo, od 2 tygodni "odpuściłem" nachalność, macanie, na siłę.... . Co mnie martwi to brak zainteresowania ze strony żony tematem seksu i moimi potrzebami, może jak minie więcej czasu to zauważy że już tak nie zabiegam ciągle o ten seks zainteresuje się dlaczego. Widzę u siebie że byłem zbytnio skoncentrowany na niej, ciągle za nią ganiałem, dogadzałem a ona nagradzała mnie seksem. Po prostu widzę że zmianę muszę zacząć od siebie i zobaczymy. Nie będę tu się na nią skarżył że ona taka czy taka chcę wierzyć że też mnie kocha, widzi problem i też się stara.
        Jest wspaniałą kobietą, kocham Ją i mimo że może czasami mam różne myśli to chcę być z nią.
        ................... !
    • 0moromu Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 20.01.10, 19:24
      Jestem (niestety) taka zona. Zaczelo sie po porodzie, potem mialam
      rozne wymowki: zmeczona, bo dziecko uslyszy itd. Pociag seksualny do
      meza wygasl calkiem. W miedzy czasie probowalam na rozne sposoby cos
      z tym (ze soba) zrobic. Tabletki, kropelki, proponowalam wypad po
      jakies gadzety (wysmial mnie). Uslyszalam od meza ze po slubie nie
      musi sie starac. Po tym ostatnim odpuscilam. Uznalam ze nie chce mi
      sie juz wymyslac. Wiem ze to ja mam problem... Ale czy na pewno????
      Pojawil sie ktos kto potrafil podniecic mnie samym wzrokiem. Seks z
      orgazmem. I przy nim czulam sie jak atrakcyjna kobieta, pozadana i
      podniecajaca. Maz tak nie patrzy, nie mysli o moich potrzebach
      podczas seksu. To ja rozpoczynalam rozmowe. Moze wizyta u lekarza???
      Odpowiedz jak chcesz to idz. Nie rozumiem. Narzeka na brak seksu a
      gdy cos proponuje to zawsze jest odmowa? Jestem pewna ze nie ma
      kochanki. Maz jest przystojnym facetem i niczego mu nie brakuje, ale
      ogien wypalil sie. Nie potrafie podac przyczyny. Przez jakis czas
      chodzilam na silownie, ochota wzrosla i bylo fajnie w lozku, moze to
      podziala u Ciebie. Jak jest spokojny i tolerancyjny do naszej corki
      (nie krzyczy i przymyka oko na potkniecia) tez mi to pomaga, tzn mam
      wieksza ochote zblizyc sie do niego (o tym mowilam, dzialalo przez
      trzy dni, potem powrot do normalnosci :)) Jak cos podziala u Was daj
      znac, tez tego uzyje;)
      • jaspers Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 12.01.11, 15:49
        Minął rok :-) U mnie lipa.
        Pewnie już tu nie wchodzisz, ale mam nadzieję że chociaż Wam się udało.
        Trzymaj się.
        • poezja1983 Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 13.01.11, 13:56
          z autopsji. dla kobiety ważna jest bliskość- ale seks na samym końcu. kobieta chce się poczuć piękna, atrakcyja fizycznie i psychicznie także. potrzebuje wiedzieć że patrzysz na nią z pożądaniem. wiem, wiem, samo to że masz ochotę na seks z nią powinno być dla niej zapewnieniem że ciebie podnieca. ale tak nie jest. kobieta potrzebuje niekończących się rozmów o uczuciach, o was samych. bycia z nią, a nie z telewizorem i z nią. często pomagają małe gesty typu kartka z miłosnym wierszykiem w torebce, kwiaty................ zresztą sam wiesz jak ją zdobyłeś. wiem, że to niełatwe dla mężczyzn ale bardzo owocne. ja się cieszę. mnie po długim czasie wreszcie wróciła ochota na seks. ale to zasługa mego męża któy wykazał się cierpliwością.......
          • zyg_zyg_zyg Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 13.01.11, 14:14
            No to znowu wychodzi, że jestem facetem...
            • gomory Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 13.01.11, 14:18
              Pragniesz mezowi kwiaty wreczac nim zdejmie bokserki ;)?
              • zyg_zyg_zyg Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 14.01.11, 11:19
                Wkładam do jego torebki kartki z miłosnymi wierszykami :-)
          • jaspers Re: Czy rozmowa poradzi na brak chęci do seksu? 14.01.11, 09:33
            poezja1983 napisała:

            > z autopsji. dla kobiety ważna jest bliskość- ale seks na samym końcu. kobieta c
            > hce się poczuć piękna, atrakcyja fizycznie i psychicznie także. potrzebuje wied
            > zieć że patrzysz na nią z pożądaniem. wiem, wiem, samo to że masz ochotę na sek
            > s z nią powinno być dla niej zapewnieniem że ciebie podnieca. ale tak nie jest.
            > kobieta potrzebuje niekończących się rozmów o uczuciach, o was samych. bycia z
            > nią, a nie z telewizorem i z nią. często pomagają małe gesty typu kartka z mił
            > osnym wierszykiem w torebce, kwiaty................ zresztą sam wiesz jak ją zd
            > obyłeś. wiem, że to niełatwe dla mężczyzn ale bardzo owocne. ja się cieszę. mni
            > e po długim czasie wreszcie wróciła ochota na seks. ale to zasługa mego męża kt
            > óy wykazał się cierpliwością.......

            Więc tu cię zaskoczę. to ja chcę rozmawiać o wszystkim, o uczuciach, o nas - ona nie chce, bo to męczące i nudne. To ja jestem tym przytulaśnym, ciepłym typem, który patrzy na nią zgłodniałym wzrokiem, to ja mówię że jest piękna, seksowna i że gorąco mi na sam jej widok. U nas jest to poprzewracane do góry nogami - w kwestiach seksu, bliskości i intymności role się wymieszały. Ja potrzebuję bliskości - ona nie, ja potrzebuję obgadać sprawy - ona nie, to ona siedzi przed kompem i telewizorem - nie ja. Są takie osoby - poczytaj sobie nawet na tym forum. Niestety to niedobranie powoduje najczęściej rozpad związku.
            Jest nam dobrze na codzień - dogadujemy się jak chyba mało kto, nie ma awantur o sprzątanie, gotowanie, pranie, zakupy, kasę, czasem o dziecko (ale chyba tego nie da się uniknąć). Ona wie, że może na mnie polegać, nigdy jej niczego nie odmawiam, daję z siebie wszystko żeby wszyscy byli szczęśliwi i zadowoleni, dobrze zarabiam.
            A ona po prostu nie ma potrzeb. I nie ma mądrego na ten stan rzeczy. Po prostu nie ma.

            Uwierz mi, że wiem czego potrzebuje kobieta , i nie jest to tylko takie chwalenie się.

            Pzdr.
    • kutuzow Symmetry - napisz proszę jak wygląda to teraz 13.01.11, 14:49
      Przeczytałem Twój wątek dopiero teraz i zastanawiam się czy przez ten (ponad) rok czasu udało Ci się coś zmienić. Czy sytuacja się poprawiła - jeśli tak napisz prosze co zadziałało.
      Zawsze czytam uważnie Twoje wypowiedzi i cenię sobie Twoje zdanie/opinie, dlatego jestem ciekawy czy facet z sensownym podejściem do życia jest w stanie coś osiągnąć w kwesti satysfakcji w związku gdy trafi na partnerkę która nie wykazuje woli współpracy w tej kwestii.
      • ditchdoc Re: Symmetry - napisz proszę jak wygląda to teraz 13.01.11, 15:17
        nic nie ugral o ile posluchal rad kilku pan zeby leniwej o samolubnej malzonce masaze fundowac ;)

        tez czekam na odp
        • jaspers Re: Symmetry - napisz proszę jak wygląda to teraz 14.01.11, 09:37
          ditchdoc napisał:

          > nic nie ugral o ile posluchal rad kilku pan zeby leniwej o samolubnej malzonce
          > masaze fundowac ;)
          >
          > tez czekam na odp

          He, he - masaży nie funduję, ale kilka innych rzeczy owszem, ale nie powiem jakich :-)
          Leniwa to ona nie jest, ale chyba za bardzo rozpieszczona.

          Seksu brak od... kilkudziesięciu miesięcy, już nie liczę.
          Ale mam nowy fryz i chyba przejdę się na dzikie baby... ;-)

          Pzdr
          • poezja1983 Re: Symmetry - napisz proszę jak wygląda to teraz 14.01.11, 10:05
            zaintersowałeś mnie. to może pytanie od innej strony. czy twoja żona pracuje? wychodzi gdzieś z domu? ma jakąś aktywność fizyczną? no i ile ma lat. bo nie rozumiem jak kobieta która ma zaspokojone wszystkie potrzeby nie chce seksu. przecież zwariować można
            • gomory Re: Symmetry - napisz proszę jak wygląda to teraz 14.01.11, 10:49
              Tesknisz do seksu z kims kto Ciebie nie podnieca, doznania masz co najwyzej srednie, a orgazmu moglabys EWENTUALNIE doswiadczyc tylko gdybys w trakcie sie masturbowala? Wzbudza to Twoja tesknote? Do tego by nie zwariowac potrzebny Ci obojetnie jaki facio?
              • jaspers Re: Symmetry - napisz proszę jak wygląda to teraz 14.01.11, 11:04
                gomory napisał:

                > Tesknisz do seksu z kims kto Ciebie nie podnieca, doznania masz co najwyzej sre
                > dnie, a orgazmu moglabys EWENTUALNIE doswiadczyc tylko gdybys w trakcie sie mas
                > turbowala? Wzbudza to Twoja tesknote? Do tego by nie zwariowac potrzebny Ci obo
                > jetnie jaki facio?

                Ja nie jestem byle jakim faciem, to po pierwsze. Cały problem w tym, dlaczego nie podniecam. Kiedyś było inaczej. Wiadomo, jak wyglądają początki - dwa króliczki, które nie wychodzą z łóżka. Potem to wszystko stygnie. Ale kurde całkowicie?!
                Ja wiem jedno, gdyby było na odwrót - ja nie mam potrzeb, ona ma i mówi o tym, to bym ją po prostu przeleciał raz na jakiś czas, żeby cholera nie była taka sfrustrowana. Bo co mi do diabła zależy, przecież ją kocham, chcę żeby jej było dobrze. I co z tego że mam problem, że mnie nie rusza? Chodzi o to, że nie można robić takich rzeczy samemu (ok, można ale to nie to samo), potrzebny jest do tego partner, ktoś komu ufamy i kto jest nam bliski. Jak jedno lubi kabaret, a drugie nie lubi, to można wziąć koleżankę i z nią pójść na ten kabare. Ale cholera samemu cżłowiek się nie przytuli i nie będzie dotykał. Seks ze sobą... wiadomo.
                Dlatego mam do niej żal, że nie pomyśli nawet przez chwilę o mnie. Widzi jak mi na łeb pada, jak świruję, widzi że wszystko się pieprzy. Naprawdę nie może po prostu powiedzieć - chodź misiek, nie trzymaj tego w sobie, jestem twoja.

                I to wszystko.

                Pzdr.
                • gomory Re: Symmetry - napisz proszę jak wygląda to teraz 14.01.11, 12:27
                  Wybacz, to nie byl przytyk do Tego jakim jestes czlowiekiem :). Nie chcialem napisac, ze masz urode dzwonnika z NotreDame o lozkowej bieglosci betonowego kloca. Chociazby na przykladzie zony iles tam lat wstecz wiesz, ze mozesz kobiecie sprawic frajde.
                  Zauwaz jednak, ze nie zyjemy w islamie i fakt bycia mezem nie daje nam praw seksualnych. U nas kobieta jest decydentka przed kim zdejmuje majtki. Ktos ja musi krecic by miala na to chec i zeby bawil ja juz sam wybor koloru i ladnego ich fasonu. Na to akurat wplyw masz, ale jednak dosc ograniczony. Nawet najwieksi mistrzowie i nauczyciele podrywania podkreslaja jedno - jesli kobieta zawsze zlewa Twoje proby to nie marnuj czasu i spadaj. Nie uda sie zawsze sparowac z powodzeniem kazdego z kazdym.
                  Uzmyslowmy to sobie - NIKT nie unika doznan dajacych przyjemnosc. Wrecz sie takowych poszukuje. Skoro wiec zona nie garnie sie do bzykanka z Toba to znaczy, ze to jej nie sprawia wielkiej frajdy. Mozna sie zastanawiac dlaczego, ale fakt jest faktem.
                  To, jak Tobie sie wydaje jakbys sie zachowywal na jej miejscu nijak sie ma do niej. Przeciez ona to nie Ty. No i o co masz zal do niej? Ze, nie zamknie oczu i rozkladajac nogi wymruczy przez zacisniete zeby "tylko szybko sie uwin"? Do tego Ci teskno? Albo do aktorki ktora powie "chodz misiek" w odpowiednim miejscu nieprzekonywujaco posteka?
                  • jaspers Re: Symmetry - napisz proszę jak wygląda to teraz 14.01.11, 12:36
                    gomory napisał:

                    No i o co masz zal do niej? Ze, nie zamknie oczu i
                    > rozkladajac nogi wymruczy przez zacisniete zeby "tylko szybko sie uwin"? Do te
                    > go Ci teskno? Albo do aktorki ktora powie "chodz misiek" w odpowiednim miejscu
                    > nieprzekonywujaco posteka?

                    Może być bez mruczenia i stękania ;-)

                    Do niej mi tęskno, po prostu.
            • jaspers Re: Symmetry - napisz proszę jak wygląda to teraz 14.01.11, 10:50
              poezja1983 napisała:

              > zaintersowałeś mnie. to może pytanie od innej strony. czy twoja żona pracuje? w
              > ychodzi gdzieś z domu? ma jakąś aktywność fizyczną? no i ile ma lat. bo nie roz
              > umiem jak kobieta która ma zaspokojone wszystkie potrzeby nie chce seksu. przec
              > ież zwariować można

              Pracuje, spełnia się zawodowo, jest bardzo zadowolona. Wychodzi o ile czas jest. Wymieniamy się - jak któreś chce wyjść, to drugie zostaje z dzieckiem.
              Poezjo... ja też nie rozumiem.
              :-(


              • poezja1983 Re: Symmetry - napisz proszę jak wygląda to teraz 14.01.11, 11:43
                smutne, szczerze współczuję. jestem kobietą, ale żeby tyle wytrzymać bez seksu to jakiś niprawdopodobny wyczyn. chłopie powinni dać ci jakiś medal. niestety nie mam już pomysłów jak ci pomóc. poza jednym,(choć nie myślałam że to kiedyś komukolwiek powiem) znajdź kochankę
                jakbyś był w pobliżu to sama bym ci ulżyła
                • jaspers Re: Symmetry - napisz proszę jak wygląda to teraz 14.01.11, 11:57
                  poezja1983 napisała:

                  > smutne, szczerze współczuję. jestem kobietą, ale żeby tyle wytrzymać bez seksu
                  > to jakiś niprawdopodobny wyczyn. chłopie powinni dać ci jakiś medal. niestety n
                  > ie mam już pomysłów jak ci pomóc. poza jednym,(choć nie myślałam że to kiedyś k
                  > omukolwiek powiem) znajdź kochankę
                  > jakbyś był w pobliżu to sama bym ci ulżyła

                  :-) Dzięki, pomyślę o tej kochance

                  Miłego dnia
                  • gravedigger1 Re: Symmetry - napisz proszę jak wygląda to teraz 14.01.11, 12:13
                    jaspers napisała:

                    > :-) Dzięki, pomyślę o tej kochance

                    Na tym forum zawsze dobrą radę można znaleźć. :) Tylko po co szukać tej rady tu, skoro można do niej dojść samodzielnie bez większego wysiłku? :)
                    • grosz-ek Bo potrzebny społeczny dowód uznania? n/t 14.01.11, 22:45
                • gravedigger1 Re: Symmetry - napisz proszę jak wygląda to teraz 14.01.11, 12:11
                  poezja1983 napisała:

                  > jakbyś był w pobliżu to sama bym ci ulżyła

                  No to do dzieła - on spragniony, Ty chętna. I po problemie! :D
                  • poezja1983 Re: Symmetry - napisz proszę jak wygląda to teraz 14.01.11, 12:57
                    oh gravedigger1 jakiś ty subtelny. pewne rzeczy czytaj między wierszami.
                    ja może spragniona ale mam juz tego co dba o moje potrzeby seksualne
                    a on- chyba widzisz że nie pragnie skoku w bok z inną a porozumienia z żoną w temacie seksu.......
            • gravedigger1 Re: Symmetry - napisz proszę jak wygląda to teraz 14.01.11, 12:08
              poezja1983 napisała:

              > bo nie roz
              > umiem jak kobieta która ma zaspokojone wszystkie potrzeby nie chce seksu. przec
              > ież zwariować można

              To wcale nie jest trudno zrozumieć, bo po pierwsze istnieją ludzie o bardzo małych a nawet zerowych potrzebach seksualnych, a po drugie w tym przypadku te zerowe potrzeby mogą odnosić się do konkretnej osoby.
              • jaspers Re: Symmetry - napisz proszę jak wygląda to teraz 14.01.11, 12:44
                gravedigger1 napisał:

                > poezja1983 napisała:
                >
                > > bo nie roz
                > > umiem jak kobieta która ma zaspokojone wszystkie potrzeby nie chce seksu.
                > przec
                > > ież zwariować można
                >
                > To wcale nie jest trudno zrozumieć, bo po pierwsze istnieją ludzie o bardzo mał
                > ych a nawet zerowych potrzebach seksualnych, a po drugie w tym przypadku te zer
                > owe potrzeby mogą odnosić się do konkretnej osoby.

                I tu się mylisz - można mieć problem żeby to zrozumieć. Bo ona też nie rozumie jaki ja mam problem.
                A co do konkretnej osoby, to też mam takie podejrzenia chociaz ona twierdzi, że kompletnie nie ma potrzeb, z nikim i żadnych.

                • korolowa0 Re: Symmetry - napisz proszę jak wygląda to teraz 23.01.11, 21:29
                  to wizyta u seksuologa, skoro nie ma potrzeb żadnych - może to coś pomoże, chyba ze już byliście, a ja nie doczytałam.
Pełna wersja