Problemy młodego małżeństwa :-(

01.01.10, 20:51
Witacjie,
długo zastanawiałam się czy napisać ale już nie mam siły i musiałam
z kimś pogadać:-(.
Mojego męża poznałam dwa lata temu, zakochaliśmy się w sobie od
pierwszego spojrzenia. Pół roku temu urodził się nam synuś.
Mój mąż ma 28 lat ja lat 30.
Problem: Kochamy się bardzo rzadko 1 na miesiąc.Mąż jest wiecznie
zmęczony,woli grać na plejce(to go odstresowuje) lub zasypia na
kanapie przed tv. Ja zaczynam fiksować z tego powodu, wydaje mi
się,że to moja wina,że przez zmiany mojego ciała po ciąży(10 kg
nadwagi), zaczynam się czuć mało atrakcyjna i kobieca dla meża.Jakis
czas temu w rozmowie powiedział mi,że zamiast narzekać powinnam
poszukac winy w sobie coś zienić w swoim wyglądzie, zmienic bieliznę
nocną i przejąć inicjatywę, bo mąż przez okres ciąży zaczał robić to
sam z gazetką w łązience i tak się przyzyczaił??
Zmieniłam fryzurę i kolor włosów,kupiłam satynowa nocną
bieliznę,poszłam parę razy na solarium itd...jednak efekty mizerne
mąż nie rzucił się na mnie tylko dalej zasypia na wypoczynku w
salonie a ja sama w sypialni.
Wczoraj bedac na imprezie sylwestrowej u znajomych po kilku
głębszych chciał abym tanczyla z nim z innymi ale ja nie mialam
ochoty i prosiłam aby mi odpuscił(pomyslicie dlaczego nie chcialam?)
dlatgo,że już mam tak niskie poczucie włąsnej wartości,że wstydzę
się siebie tego jak wyglądam, tańczę itd,bo nie słysze nie widzę
zadowolenia w oczach mojego męża jak na mnie patrzy itd...czy to
normalne? Potem mąż w żartach chyba zawołał mnie z parkietu do
tańca ,,chodz boczku'',nie wytrzymałam i poszłam do łązienki gdzie
sie rozrycałam z beznadziejności naszego zwiazku.

Poza tym mąż jest bardzo dobrym ojcem, myślę też że przestałam być
dla niego ciekawa interesująca jako partnerka życiowa.Dom,dziecko to
mój obecny świat, z macierzynskiego poszlam jeszcze na 10 mcy
wychowawczego. Jakiś czas temu w jakiejs sprzeczce powiedział, że
nie jestem mocna w żadnej dziedzinie naszego życia,że on zarabia na
wszystko i dlatego jest zmeczony(ma własną działaność-transport).

Nie wiem czy ktos odp na moj post ale przynajmniej sie wygadalam:-(














    • superprawda Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 01.01.10, 21:27
      Przeczytaj sobie "Psychologie Milosci" pana Wojciszke. Znajdziesz tam
      odpowiedzi na swoje pytania.
    • gacusia1 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 01.01.10, 22:08
      No to ja sie pytam-czy Twoj mezus wyglada dokladnie tak jak przed 2
      laty? Nie przybylo mu kilogramow? Takie z niego "ciacho",ze smie Cie
      BOCZKIEM nazywac? Zamiast isc do lazienki trzeba bylo mu w twarz
      wymalowac. Odpusc sobie starania dla meza a raczej zajmij sie soba-
      DLA SIEBIE. Swietnie byloby gdyby sie ktos zakrecil wokol Ciebie i
      tym samym wzbudzil zazdrosc meza. Na pewno to poskutkuje. Jesli
      kupujesz bielizne,wybieraj ja dla siebie a nie DLA NIEGO! Jesli
      idziesz do solarium,kosmetyczki,fryzjera to po to by CZUC SIE LEPIEJ
      a nie po to,by JEMU BYLO LEPIEJ. Tu trzeba popracowac nad Toba
      faktycznie ale w kwestii podniesienia Twojej samooceny i wiary w
      siebie. Trzymaj sie!
      • songo3000 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 02.01.10, 11:47
        hehe, tak jak przypuszczałem - poklepywanie po plecach i rady typu 'pomyśl o sobie lepiej', bla bla bla...

        Tylko szanowne naiwniaczki nie zmieni to NIC w kwestii pożądania przez tego konkretnego faceta. Chyba warto by to dodać dla uczciwości, prawda 'drogie koleżanki'? ;)
        • gacusia1 Zadne poklepywanie! 05.01.10, 03:03
          Tu raczej chodzi o to,by sie dziewczyna dowartosciowala. Jesli na
          tego konkretnego nie podziala jej dowartosciowanie,to ch. mu w d. i
          tyle. Jak nie ten,to inny bedzie a przynajmniej sie dziewczyna nie
          zmarnuje.
    • songo3000 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 01.01.10, 22:09
      Zanim pojawią się tu zaraz mądrale ze swoimi złotymi myślami typu 'na pewno jest ukrytym gejem', 'jak kocha to wygląd nie ma znaczenia', 'jest chory na impotencję', itp. skupie się na przedstawionych faktach i dodam coś z własnego doświadczenia.

      Mam dobrych znajomych w bardzo podobnej sytuacji, ba wieku nawet. Pani konkretnie się przytyło po ciąży i też 'skupiła się na macierzyństwie'. Po kilku latach takiej sytuacji panu odechciewa się cokolwiek na widok żony, obecnie korzysta z usług prostytutek. Atmosfera u nich jest dosyć zmienna, głównie jednak przykra. Trudno zbudować bliskość tam gdzie fizyczność partnera odrzuca. Jest mi osobiście przykro bo bardzo obydwoje lubię, nic się nie zdziała przy braku chęci do zmian...

      Żeby było krócej wypunktuję co trzeba:
      - tak, WIDOCZNE dodatkowe 10kg ma znaczenie. Tak już jesteśmy skonstruowani, że pewne cechy wzbudzają pożądanie a inne je gaszą.
      - tak, partner z którym nie ma o czym porozmawiać a widzimy się z nim CODZIENNIE na dłuższą metę nie jest atrakcyjny.

      Z tego co sama napisałaś wynika, że problemem jest Twoje zapuszczenie się, zarówno fizyczne jak i mentalne. Reaktywacja jest oczywista: schudnięcia dla męża, TAK dla męża (a nie żadne tam 'dla siebie' i inne popierdywania :) oraz znalezienie czasu na własne PASJE. To pierwsze, o ile nie ma problemów medycznych jest o wiele prostsze (a przynajmniej tańsze) od przytycia - mniej żreć więcej się ruszać. Diety-cudy i prosefjonalno-amatorskie zestawy ćwiczeń z telezakupów Mango są dla ciemniaków.
      To drugie wymaga więcej gimnastyki, umysłowej.

      Powtarzam, że opieram się tylko na Twoim opisie. Potencjalnych możliwości jest wiele ale nie jestem jasnowidzem jak co poniektórzy tutaj więc ich nie rozważam.

      Pozdrawiam w Nowym Roku i życzę sukcesów :)
      • kag73 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 02.01.10, 00:09
        Male sprostowanie, songo, jasne, ze 10 kilo to nie malo a ludzie
        bywaja wizualistami, zauwaz jednak, ze dziecko urodzila 6 miesiecy
        temu. Facet jest niedojrzaly i glupawy, inaczej wiedzialby, ze zonie
        sie przytylo, bo byla w ciazy i potrzeba czasu, zeby schudla,
        przynajmniej 9 miesiecy. Tez bylam w ciazy, tez przytylam,
        oczywiscie schudlam, ale nie bo nagle zrobilam diete cud, po prostu
        powolutku cialo samo wrocilo do normy. Moj facet uwielbia szczuple
        kobiety, zawsze bylam/jestem szczupla, ale takiego tekstu po 6
        miesiacach ciazy nie uslyszlam i biada gdybym uslyszala. Szczeniak
        jest i tyle a do tego to dla mnie brak szacunku dla zony i
        macierzynstwa.To roznica czy kobieta cale lata po ciazy roztyta czy
        tutaj 6 miesiecy.
        Autorko, nie przejmuj sie jego uwagami, oczywiscie jezeli waga sama
        nie spada, staraj sie cos robic w tym kierunku. Facet chce miec
        szczupla zone, nich zostanie z dzieckiem kiedy Ty pojdziesz na
        gimnastyke. Poza tym w dodaku zaproponowalabym mu na serio, ze teraz
        kolej na niego, nich wezmie wychowawczy i zajmie sie dzieckiem, bo
        Ty chcesz pojsc do pracy. Albo zacznijcie sie wspolnie zastanawiac
        nad jakims wyjsciem, moze zrozumie, ze to co robisz to tez praca, za
        ktora innym ludziom trzeba zaplacic.
        Podobnie temat pasji i zainteresowan, trudno majac male niemowle,
        ktore dla kobiety tez jest wyzwaniem, poczatki sa trudne znalezc
        czas na cos innego. Z czasem na pewno bedzie lepiej.
        Poza tym zaloze sie, ze pan jest z gatunku typow wymagajacych a nie
        myslacych, jakby sie okazalo, ze ma po robocie zostac z dzieckiem,
        bo zona chce miec czas na pasje, to by krecil nosem i powiedzial, ze
        przeciez jest zmeczony, bo on byl caly dzien w pracy a ona nic nie
        robila i jeszcze chce wyjsc. Znamy te typy.
        Jednak nie rezygnuj, dbaj o siebie dla lepszego samopoczucia.
        Poza tym radze skoncentrowac sie na sobie, robic to dla siebie,jak
        sama bedziesz zadowolona, bedzie to rzutowalo na reszte zycia we
        dwoje. Wez sie za siebie, dzieciaczka do wozka i wychodz, nie czekaj
        na niego, miej wlasne zycie, nawet gdybys miala isc tylko do
        znajomej albo do mamy.
        Poza tym wytlumaczylabym facetowi ze spojem jak to w ciazy i po
        ciazy bywa, to rowniez jego dziecko nosilas w brzuchu i powiedziec
        mu dobitnie, ze jego teksty typu "boczku" sa nie na miejscu.
        Nie popadaj w frustracje i nie pocieszaj sie jedzeniem! Bylas w
        ciazy, przytylas, to normalne, teraz zrzucisz zbedne kilogramy, bo
        bedziesz czula sie z tym lepiej. Powodzenia!
        A facet dla mnie tak czy siak jest palant.
        • songo3000 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 02.01.10, 11:55
          Oj Kag, wszystko się zgadza :) "dupek", "niedojrzały", itp. :))) tylko że Autorka ciężar problemu postawiła gdzie indziej i przyczyny braku seksu tu komentowałem. Podkreślam, przyczyny a nie prawdopodobne, poboczne wątki, przypuszczenia, niedopowiedzenia i takie tam (z którymi się zresztą zgadzam :)

          > ciazy, przytylas, to normalne,
          Ano normalne.
          > teraz zrzucisz zbedne kilogramy, bo
          O, a to już wcale nie jest tu oczywiste. Na ten temat nie zauważyłem NIC konkretnego.

          Ktoś poniżej stwierdził, że zajęliśmy dwie strony. Wcale nie, raczej się w jakiś sposób uzupełniamy.
      • aneta-skarpeta Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 11:18
        > - tak, WIDOCZNE dodatkowe 10kg ma znaczenie. Tak już jesteśmy
        skonstruowani, że
        > pewne cechy wzbudzają pożądanie a inne je gaszą.


        generalnie masz racje, ale wiadomo, ze kobieta po ciazy tyje i
        czasem trudno jej to zrzucic. Maz powinien ja wspierac motywowac (
        pozytywnie, a nie tekstami o boczku). po 2 badania wskazują ze
        statystycznie kobiety tyja przez 1 rok małżenstwa 9 kg, a faceci 10:P

        On sam nie jest tyranem sportu skoro gra i oglada tv non stop

        po drugie skoro 10 kg po dziecku jest dla niego powodem do drwin, to
        strach sie bac co bedzie za 20 lat gdy kobita bedzie miała np
        problemy ginekologiczne i nie bedzie na wyciagniecie penisa

        fakt, ze trzeba o siebie dbac, ładnie wygladac i dbac o diete- ale
        to nie bułka z masłem i przy dziecku, bez wsparcia meża to bardzo
        trudne ( mówie to jako kobieta z dzieckiem)

        poza tym męża i zone łoczy cos wiecej niz TYLKO porządanie i czasem
        pewne makamnety urody mozna "przeboleć", zasłonić itd

        znam facetów, ktorych zony przytyły mocno w ciazy i po ciazy im
        bardzo pomagali schudnąc, wrócic do formy i same mi mówiły, ze nigdy
        nie usłyszały drwiny z ich ust

        > - tak, partner z którym nie ma o czym porozmawiać a widzimy się z
        nim CODZIENNI
        > E na dłuższą metę nie jest atrakcyjny.


        ale on chyba tez nie jest jakos super atrakcyjny intelektualnie
        skoro relaksuje sie graniem na konsoli i ogladaniem tv?

        najłatwiej kobiecie ktora siedzi sama w domu i nie ma wsparcia meza,
        ze jest nieatrakcyjna i nieciekawa. Oboje ( ona i on) powinni nad
        tym pracowac. Niestety Pan, który mówi do swojej małzonki Boczku
        przy ludziach jakby to powiedzieć lekko ja zniechęca do staran

        :)

        i zgadzam sie, ze trzeba sie wziac za siebie. Moze wartoby
        porozmawiac z mezem i poprosic go o wsparcie?

        ja np swojego poprosiłam zeby "sie poswiecił" i razem ze mna
        cwiczył, zeby mnie motywowac itd

        sama wiem jak wsparcie drugiej połówki jest wazne i jak wszystko
        uławia, wiec proponowałabym porozmawiac szczerze z meżem i jak juz
        jestesmy tacy szczerzy to moze sie okarze, że on tez jest niezłym
        boczkiem i nie ma zbyt duzo zainteresowan poza konsolą?

        kazdy medal ma 2 strony:)
        • songo3000 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 12:58
          aneta-skarpeta napisała:

          > generalnie masz racje,
          Ba, nawet w szczegółach ;)

          > ale wiadomo, ze kobieta po ciazy tyje i
          > czasem trudno jej to zrzucic.
          No i? Trudno czy łatwo to efekt jest ten sam.

          > Maz powinien ja wspierac motywowac (
          > pozytywnie, a nie tekstami o boczku). po 2 badania wskazują ze
          > statystycznie kobiety tyja przez 1 rok małżenstwa 9 kg, a faceci 10:P
          No i? To, że u innych jest tragedia nijak nie uzdrowi sytuacji u Autorki.

          > On sam nie jest tyranem sportu skoro gra i oglada tv non stop
          A co to ma do rzeczy? Będziemy o tym dyskutować jak przyjdzie tu z płaczem, że 'nie kręci już żony'. O tym jak na razie jest cisza.

          > po drugie skoro 10 kg po dziecku jest dla niego powodem do drwin, to
          Bo jest chamem. Ja bym w takiej sytuacji spokojnie powiedział co mi nijak nie pasuje. Wściec można dopiero na brak reakcji ;)

          > strach sie bac co bedzie za 20 lat gdy kobita bedzie miała np
          > problemy ginekologiczne i nie bedzie na wyciagniecie penisa
          Dokładnie to samo, dlaczego spodziewasz się innej reakcji.

          > fakt, ze trzeba o siebie dbac, ładnie wygladac i dbac o diete- ale
          > to nie bułka z masłem i przy dziecku, bez wsparcia meża to bardzo
          > trudne ( mówie to jako kobieta z dzieckiem)
          Po to się ma męża, żeby wspierał :) Musi mieć tylko CO wspierać, bo same biadolenie to trochę za mało.

          > poza tym męża i zone łoczy cos wiecej niz TYLKO porządanie i czasem
          > pewne makamnety urody mozna "przeboleć", zasłonić itd
          'przeboleć' można to co nie stanowi 'trzonu' kręcenia. Zarówno u facetów jak i babeczek.

          > znam facetów, ktorych zony przytyły mocno w ciazy i po ciazy im
          > bardzo pomagali schudnąc, wrócic do formy i same mi mówiły, ze nigdy
          > nie usłyszały drwiny z ich ust
          Bo nie byli chamami.

          > ale on chyba tez nie jest jakos super atrakcyjny intelektualnie
          > skoro relaksuje sie graniem na konsoli i ogladaniem tv?
          Powtarzam, a co ma piernik do wiatraka? Najwyraźniej jej pasuje skoro się nie skarży.

          > najłatwiej kobiecie ktora siedzi sama w domu i nie ma wsparcia meza,
          > ze jest nieatrakcyjna i nieciekawa. Oboje ( ona i on) powinni nad
          > tym pracowac. Niestety Pan, który mówi do swojej małzonki Boczku
          > przy ludziach jakby to powiedzieć lekko ja zniechęca do staran
          > :)
          Pytanie: co było pierwsze - jajko czy kura, nie?

          > i zgadzam sie, ze trzeba sie wziac za siebie. Moze wartoby
          > porozmawiac z mezem i poprosic go o wsparcie?
          > ja np swojego poprosiłam zeby "sie poswiecił" i razem ze mna
          > cwiczył, zeby mnie motywowac itd
          Pewnie, że warto, lepiej i przyjemniej...

          > sama wiem jak wsparcie drugiej połówki jest wazne i jak wszystko
          > uławia, wiec proponowałabym porozmawiac szczerze z meżem i jak juz
          > jestesmy tacy szczerzy to moze sie okarze, że on tez jest niezłym
          > boczkiem i nie ma zbyt duzo zainteresowan poza konsolą?
          Po raz trzeci doszukujesz się potencjalnych zapuszczeń mężusia. Co Ci da ta dyskredytacja? Przecież od tego mu fiut nie stanie. Bez sensu.

          > kazdy medal ma 2 strony:)
          A na każdej portret Lenina.
          • aneta-skarpeta Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 13:21
            songo3000 napisał:

            > > strach sie bac co bedzie za 20 lat gdy kobita bedzie miała np
            > > problemy ginekologiczne i nie bedzie na wyciagniecie penisa
            > Dokładnie to samo, dlaczego spodziewasz się innej reakcji.
            >

            bo spodziewam sie ze dla faceta zona to cos wiecej niz wiadro to
            wsadzania na zawołanie;P

            > > fakt, ze trzeba o siebie dbac, ładnie wygladac i dbac o diete-
            ale
            > > to nie bułka z masłem i przy dziecku, bez wsparcia meża to
            bardzo
            > > trudne ( mówie to jako kobieta z dzieckiem)
            > Po to się ma męża, żeby wspierał :) Musi mieć tylko CO wspierać,
            bo same biadol
            > enie to trochę za mało.
            >


            ma co wspierać- zone:P

            sama pisała, że jednak cos powolutku robiw tym kierunku zeby byc
            bardziej atrakcyjna

            > > poza tym męża i zone łoczy cos wiecej niz TYLKO porządanie i
            czasem
            > > pewne makamnety urody mozna "przeboleć", zasłonić itd
            > 'przeboleć' można to co nie stanowi 'trzonu' kręcenia. Zarówno u
            facetów jak i
            > babeczek.
            >


            w odpowiedniej oprawie ( swiatlo, bielizna, duzo wina;P) nawet 10 cm
            wiecej w biodrach nie spowoduje ze kobieta staje sie aseksualna
            jesli ma sie checi

            tutaj pan ma roszczenia



            > > znam facetów, ktorych zony przytyły mocno w ciazy i po ciazy im
            > > bardzo pomagali schudnąc, wrócic do formy i same mi mówiły, ze
            nigdy
            > > nie usłyszały drwiny z ich ust
            > Bo nie byli chamami.
            >

            dlatego trzeba uatorce uswiadomic ze nie tylko po jej stronie lezy
            wina, ale takze po stronie meza.

            > > ale on chyba tez nie jest jakos super atrakcyjny intelektualnie
            > > skoro relaksuje sie graniem na konsoli i ogladaniem tv?
            > Powtarzam, a co ma piernik do wiatraka? Najwyraźniej jej pasuje
            skoro się nie s
            > karży.
            >

            zawsze moze to byc argumnet dla niej, zeby sie facet zbytnio nie
            zapedzał w oczekiwaniach



            > > sama wiem jak wsparcie drugiej połówki jest wazne i jak wszystko
            > > uławia, wiec proponowałabym porozmawiac szczerze z meżem i jak
            juz
            > > jestesmy tacy szczerzy to moze sie okarze, że on tez jest
            niezłym
            > > boczkiem i nie ma zbyt duzo zainteresowan poza konsolą?
            > Po raz trzeci doszukujesz się potencjalnych zapuszczeń mężusia. Co
            Ci da ta dys
            > kredytacja? Przecież od tego mu fiut nie stanie. Bez sensu.
            >

            chce sie dowiedziec czy faktycznie facet sam o soebie duzo dba i dba
            o zwiazek i zone, ze tak duzo oczekuje od niej.


            • bi_chetny Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 15:09
              > w odpowiedniej oprawie ( swiatlo, bielizna, duzo wina;P) nawet 10 cm
              > wiecej w biodrach nie spowoduje ze kobieta staje sie aseksualna
              > jesli ma sie checi

              gdyby to było można tylko oprawą załatwić. jak na kogoś ktoś nie działa to nie
              działa i tyle. żadna oprawa nie pomoże, świece, cienie etc. chyba że ktoś w
              desperacji na wyspie bezludnej siedzi. ale jak przyjdzie ochota, i pies kota
              wychrobota ;p
              • aneta-skarpeta Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 15:26
                bi_chetny napisał:

                > > w odpowiedniej oprawie ( swiatlo, bielizna, duzo wina;P) nawet
                10 cm
                > > wiecej w biodrach nie spowoduje ze kobieta staje sie aseksualna
                > > jesli ma sie checi
                >
                > gdyby to było można tylko oprawą załatwić. jak na kogoś ktoś nie
                działa to nie
                > działa i tyle. żadna oprawa nie pomoże, świece, cienie etc. chyba
                że ktoś w
                > desperacji na wyspie bezludnej siedzi. ale jak przyjdzie ochota, i
                pies kota
                > wychrobota ;p
                >
                >

                :D no ale my nie mowimy o jakimis maszkaronie tylko o jego zonie,
                sam sobie ja wybrał, a 10 kg az tak człowieka nie zmienia;)



                • bi_chetny Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 15:28
                  oj, może zmienić. nawet nie tyle same kilogramy. byłem, widziałem
        • krzysztof-lis Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 18:11
          > On sam nie jest tyranem sportu skoro gra i oglada tv non stop

          Chodziło Ci o TYTANA, prawda?

          > fakt, ze trzeba o siebie dbac, ładnie wygladac i dbac o diete- ale
          > to nie bułka z masłem i przy dziecku, bez wsparcia meża to bardzo
          > trudne ( mówie to jako kobieta z dzieckiem)

          A to ciekawe, bo ja widziałem przypadki, w których matka po urodzeniu dziecka
          chudła właśnie dzięki karmieniu piersią.
          • aneta-skarpeta Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 06.01.10, 10:52
            krzysztof-lis napisał:

            > > On sam nie jest tyranem sportu skoro gra i oglada tv non stop
            >
            > Chodziło Ci o TYTANA, prawda?

            :P

            >
            > > fakt, ze trzeba o siebie dbac, ładnie wygladac i dbac o diete-
            ale
            > > to nie bułka z masłem i przy dziecku, bez wsparcia meża to bardzo
            > > trudne ( mówie to jako kobieta z dzieckiem)
            >
            > A to ciekawe, bo ja widziałem przypadki, w których matka po
            urodzeniu dziecka
            > chudła właśnie dzięki karmieniu piersią.
            >


            oczywiscie, ale nie zawsze tak jest

            to sa sprawy bardzo indywidualne

            czasem nie tyle zywienie, co brak ruchu jest porblemem. Np kobieta
            wczesniej uprawiała sport, a teraz mimo ze je normalnie i karmi to
            sie nie rusza i kg zostają
            • krzysztof-lis Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 06.01.10, 14:00
              > czasem nie tyle zywienie, co brak ruchu jest porblemem. Np kobieta
              > wczesniej uprawiała sport, a teraz mimo ze je normalnie i karmi to
              > sie nie rusza i kg zostają

              Wyrodna matka nie chodzi z dzieckiem codziennie na dwu-trzygodzinny spacer? :O
              • aneta-skarpeta Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 06.01.10, 14:12
                krzysztof-lis napisał:

                > Wyrodna matka nie chodzi z dzieckiem codziennie na dwu-
                trzygodzinny spacer? :O
                >

                jesli wczesniej chodzila 3 razy w tyg na fitness to te spacery
                owszem wpływaja na figure, ale minimalnie

                a najmniej na oponke w pasie:>
    • gosiablo Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 01.01.10, 22:20
      Głowa do góry, nie jesteś sama. Wasze życie zmieniło się w bardzo krótkim
      czasie, pojawiło się dziecko. Jesteś skupiona na zachowaniu męża ale tak
      naprawdę musisz przestać analizować jego zachowanie i zająć się sobą. Nie użalaj
      się, nie płacz, nie przy nim. Znajdź sobie coś co cię wciągnie, to co robisz rób
      dla siebie nie dla faceta...
      I zrzuć te dziesięć kilo, uda ci się jeśli naprawdę zechcesz. Nie chcę się
      mądrzyć po prostu już to przerabiałam. Można zmienić świat a najlepiej to
      wychodzi jak zaczniemy od siebie....
    • porucznikowa Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 02.01.10, 01:05
      Kagg napisała<Poza tym radze skoncentrowac sie na sobie, robic to dla siebie,jak
      sama bedziesz zadowolona, bedzie to rzutowalo na reszte zycia we
      dwoje. Wez sie za siebie, dzieciaczka do wozka i wychodz, nie czekaj
      na niego, miej wlasne zycie, nawet gdybys miala isc tylko do
      znajomej albo do mamy>.BARDŻO MĄDRE SŁOWA....Ja też autorce wątku tak bym
      doradziła.
      • niezapominajka333 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 02.01.10, 08:08
        Tak się zastanawiam, czy tylko mężowi przeszkadza twoje dodatkowe dziesięć
        kilogramów?
        Czy sama sobie się podobasz? Dobrze się czujesz z taką nadwagą?
        Czy tylko mąż cię dołuje?
        Rodzina i znajomi nie rzucają wymownych spojrzeń?

        Wspomniałaś o braku seksu w ciąży. Że mąż się przyzwyczaił do masturbacji przy
        gazetce.
        Czy ciąża była zagrożona? Skąd tyle dodatkowych kilogramów?
        Za dużo jadłaś, czy leczenie hormonalne?

        Moim zdaniem powinnaś wziąć sobie do serca to, co napisał i Songo i Kagg, mimo,
        że wydają się przyjmować przeciwne stanowiska.

        Jeżeli nie miałaś dużej niedowagi przed ciążą, to dodatkowe 10 kilo powinnaś
        zrzucić. I dla męża i dla siebie.
        Powinno cię obchodzić czy się podobasz twojemu facetowi, tak jak jemu powinno
        zależeć, żeby podobać się tobie.
        Sama zmiana fryzury i satynowa koszulka nie wystarczą.

        Tobie potrzebne jest podniesienie poczucia własnej wartości, ale nie poprzez
        fałszywe komplementy, tylko poprzez rzeczywistą zmianę.
        Wtedy, niezależnie od tego, co będzie mówił twój mąż, będziesz miała poczucie
        własnej atrakcyjności.
        Jeśli masz małe dziecko i jeszcze karmisz trudniej ci będzie się zorganizować.
        Ale może rozejrzyj się wokół siebie. Nie ma kobiet z podobnymiproblemami?
        Dołącz do nich, albo sama skrzyknij kilka osób do wspólnego odchudzania i
        ćwiczeń. Możecie wynająć jakąś salę, możecie organizować wspólne marsze, możecie
        zapisać się na siłownię, jeśli sama masz obawy.
        Możliwośći jest wiele i możesz z tego zrobić swoją pierwszą pasję.
        Wyrwać się z domu, mieć kontakt z innymi ludźmi, nie skupiać się tylko na domu i
        dziecku.

        Inna sprawa, że twój mąż to burak, jeśli chodzi o zachowanie na imprezie, ale
        nie zapominaj, że siedziałaś w kącie i nie chciałaś tańczyć z nim ani z innymi.
        Zastanawiałaś się, jak inni mogli to odebrać?
        Niech nowy rok będzie dla ciebie motywacją do zmian w twoim życiu.
        Tylko beż pośpiechu, spokojne chudnięcie najwyżej 1-2 kilo miesięcznie.
        Pozdrawiam :)
        • drobinka1 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 02.01.10, 10:18
          Moja znajoma po ciąży zrobiła tak:

          1)codzienne długie, intensywne marsze z wózkiem (dzieciak się
          przyzwyczaił,spał jak suseł), do prawdziwego zmęczenia, żadne tam
          spacerki z innymi mamami dla relaksu

          2) co drugi dzień najprostsze zestawy ćwiczeń typu brzuszki,
          unoszenie nóg do góry w leżeniu na brzuchu (ujędrnia pupę), hantelki
          przy oglądaniu telewizji, rozciąganie różnych partii mięśni przy
          wieszaniu prania itp. - koleżanka urodziła dwoje dzieci, brzuch ma
          jak stal, świetną figurę!

          3) podczas karmienia, przewijania, sprzątania - słuchanie powieści
          na płytach CD (precz z TV i serialami)

          4) przynajmniej jeden film w tygodniu z wypożyczalni - coś
          sensownego, trudnego nawet (wiem, że jesteś zmęczona i masz ochotę
          oa "odmóżdżanie się", ale walcz z tym), może obejrzycie razem?

          5) jeść mniej , ale za to wartościowe produkty (nie możesz się
          głodzić, pewnie jeszcze karmisz), unikaj pogryzania chipsów i
          słodyczy przy TV

          6) czytaj jakiś sensowny dziennik lub inf.na internecie - zadaj
          czasem mężowi parę "kontrolnych" pytań np.n/t bieżącej polityki

          7) zaproś czasem jakąś przyjaciółkę, którą nie tylko ploty
          interesują.

          Jeśli męża kochasz, to rób to wszystko z myślą o nim, mnie osobiście
          też bardziej motywują czynniki zewnętrzne (niestety?). Powodzenia!
          • songo3000 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 02.01.10, 11:56
            No właśnie: można? można. Liczą się konkrety, wiem to ze swojego eee, 'namacalnego' doświadczenia :)
            • groch27 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 02.01.10, 16:55
              BARDZO ale to bardzo Wam dziekuje za tyle opdowiedzi.
              Macie rację powinnam zacząć myslec o sobie, zapisalam sie na salsę
              ale to zajecia 2xtyg i mąż wygania mnie abym zapisala sie jeszcze na
              aerobic.
              W ciąży przyyłam 17kg i 10 zostało, przez ciążą miałam tez jakieś
              5kg nadwagi i nie ukrywam nie mam tym samym proporcjonalnej
              sylwetki.Teściowie którzy mają hotel spa i wczasami odchudzającymi
              gdy wpadają do nas to komentują przy męzu ,,ooo brzuszek jeszcze
              jest''itd podpowiadają diety.Myslalam juz kiedys ze mogliby
              zaproponowac mi pobyt u siebie ale cisza a ja nie mam odwagi sama
              sie do nich wpraszac.
              Mąz gdy wraca to sedza czas z małym nawet dzisiaj usunelam sie i
              caly dzien on ma laego niech zobaczy jaka to ,,łatwa praca'' jak
              mówi. Nawet teraz slysze jak mały marudzi a mąż przez cały dzien
              pięć razy robił podejcia do odkurzania i karmił obiadkiem godzinę.
              Ja sprzątałam i teraz siedze i pisze.
              Martwię się tyn onnanizowaniem, bo sam mi sie przyznaljakis czas
              temu ze sie przyzyczail i moze dlatego rzadko sie kochamy.
              Moj mąż jest typem który lubi inteligentne i rozmowne kobiety a ja
              co....dziecko i dom czasami nie mamy o czym z sobą rozmawiać.
              Jezeli chodzi o pracę to miałam w grudniu wrocić do pracy z
              macierzynskiego ale postanowilismy ze wroce do pracy po wakacjach.
              Moze powinnam zapiac sie na jakies szkolenia, kursy? juz nie karmie
              piersią więc nie byloby problemu,a może nie zatrzymywac sie na
              jednym tytule mgr i porobić jakieś studium lub kolejny kierunek?

              Od czasu tego sylwestra nie rozmawiamy z sobą mąż na mnie
              obrazony,że na imprezie zrobilam scenę(bo nie chcialam z nikim
              tanczyc i po tym co powiedzial ubralam sie i poszlam do domu a za
              mna mąż).Myslalam,że może spakaować sie i wyjechac na tydzien może
              do teściów niech sam pobedzie??


              dziekuje wam kochani za zainteresowanie
              • krzysztof-lis Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 02.01.10, 17:54
                > Martwię się tyn onnanizowaniem, bo sam mi sie przyznaljakis czas
                > temu ze sie przyzyczail i moze dlatego rzadko sie kochamy.

                A dlaczego się przyzwyczaił? Dlaczego w czasie ciąży musiał i mógł się
                przyzwyczaić? Dlaczego wtedy nie było seksu?

                To jest ważniejsze pytanie, niż może Ci się wydawać, więc odpowiedzi na nie
                trzeba poszukać w pierwszej kolejności...
                • kag73 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 02.01.10, 19:45
                  No, mniejsza o to, podczas Twojej ciazy sie onanizowal i sie
                  przyzwyczail, najwyzszy czas sie odzwyczaic i zmienic
                  przyzwyczajenia. Skoro sam to zauwazyl, jest szansa, ze sprobujecie
                  to zmienic.
                  I dziewczyno, troche wiecej pewnosci siebie i nie dawaj sobie wmowic
                  bzdur. Jestes od 6 miesiecy z dzieckiem w domu, to nie 10 lat. Bylam
                  z dzieckiem 3 lata, zreszta jestem i teraz, ale nie "uwstecznilam"
                  sie w tym czasie, dlatego nie wierze, ze Ty, kobieta po studiach,
                  ktora przypuszczalnie ma cos pod deklem, nagle po szesciu
                  miesiacach "stracila inteligencje", no ludzie, bez przesady. Uwierz
                  mi, w pracy tez sie mozna uwstwczniac i juz dawno stwierdzilam, ze
                  niekoniecznie jest ona najlepszym miejscem na poszerzanie
                  horyzontow, bo czesto jest wrecz przeciwnie.
                  Jasne z dzieciakiem jest masa roboty, ale nojgorsza ta cala reszta,
                  ktora jest do zrobienia w domu, niestety. Jednak nie musisz byc
                  stuprocentowa pania domu, niektore rzeczy sobie odpusc a w tym
                  czasie poczytaj w internecie dobry artykul albo dobra ksiazke.
                  Jescze raz powtorze: nie daj sobie wmowic, ze nagle jestes "glupia",
                  bo zajmujesz sie dzieckiem. Nawet od takiego malucha mozna sie sporo
                  nauczyc i poczynic ciekawe obserwacje. A tatusiowi proponuje dac
                  szanse zajecia sie troche potomkiem, to znajdzie z Toba i nowe
                  wspolne tematy. Nie zyjesz z tym dzieckiem na bezludnej wyspie,
                  wkolo pelno ludzi i wydarzen, wystarczy otworzyc oczy i uszy.
                  On lubi kobiety inteligentne, mowisz...za to on sam, jak dla mnie,
                  rozumem nie grzeszy, bo gdyby bylo inaczej, nie wylatywalby z takimi
                  teskstami pod Twoim adresem.
                  I glowa do gory: 7 kilogramow w 6 miesiecy to wcale nie tak malo!
                  Oby tak dalej!
                  I pamietaj, nie uzalaj sie nad soba i nie jecz przed mezem jaka
                  jestes gruba(to nie jego sprawa), nie daj sie prowokowac i nie
                  reaguj na glupie przytyki, zyj i ciesz sie dzieckiem a po cichutku
                  chudnij!
                  Jeszcze jedno: facet powinien zrozumiec, ze jezeli Twoim zadaniem
                  jest opieka nad Waszym dzieckiem, jego zadaniem jest zarabianie
                  kasy. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, to calkiem spraweidliwy
                  podzial rol.
            • alinca Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 04:03
              zupełnie nie rozumiem, dlaczego groch27 powinna karmić dziecko,
              przewijać dziecko, sprzątać dom, gotować obiady, chodzić na spacery,
              przy okazji chudnąć, rozwijać się intelektualnie, oglądać filmy,
              czytać książki serwisy informacyjne, posiadać "własne" życie,
              rozwijać pasje, nosić satynową bieliznę, tańczyć , śpiewać, recytować
              tylko po to by jej mąż raczył na nią spojrzeć łaskawszym okiem i nie
              nazywał "boczkiem". Oraz by odłożył gazetkę z panienką i zechciał
              zainteresować się swoją żyjącą obok partnerką. To jakaś chora
              hierarchia. To jakiś chory pomysł na związek. To jakiś koszmar,
              rodzinny horror. Życiowy kierat. Co daje taki związek? Dla kogo
              groch27 ma się tak wyjątkowo starać? Nie rozumiem zaprezentowanych tu
              rad. One prowadzą do jeszcze większej frustracji. Bo, dajmy na to,
              groch27 schudnie jedynie 5 kg. A mąż znów nazwie ją "boczkiem". I co
              wtedy? powinna się rozwieść?
              • possessive Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 08:59
                I ja wyleję swoje niezadowolenie. Oczywiście masz rację. To całe
                pajacowanie noszące miano starań o "utrzymanie przy sobie chłopa"
                nie służy niczemu oprócz frustracji i unieszczęśliwianiu siebie
                samej. Jednakże nic nie poradzisz na to, że część kobiet ma takie
                właśnie priorytety życiowe i ku temu będzie dążyć wertując porady
                psychologiczne, erotyczne, kosmetyczne i modowe. Autorka wyraźnie
                zapytała, jak zainteresować sobą męża i ludzie jej odpowiadają.
                Oczywiście nie wie, że źródłem jej złego samopoczucia jest opieranie
                poczucia własnej wartości na ulotnym i nietrwałym zainteresowaniu
                mężczyzny i że poczucie własnej wartości należy budować poprzez
                innego rodzaju osiągnięcia. Do tego aby się lepiej poczuła
                należałoby się uniezależnić emocjonalnie, finansowo i na każdy inny
                sposób od małżonka, jednakże odnoszę wrażenie że autorka wybrała
                inną drogę i ma do tego pełne prawo.
                • songo3000 Sorry, albo rybki albo akwarium 05.01.10, 11:21
                  Litości, trochę tej mitycznej dojrzałości właśnie :)

                  Albo chcemy wzbudzać erotyczne zainteresowanie u facetów i wtedy STARAMY SIĘ być w ich mniemaniu atrakcyjne.
                  plusy:
                  + jest adoracja
                  + jest seks
                  + jest 'bliskość', itp.
                  minusy:
                  - trzeba ruszyć dupsko

                  Albo lejemy na "całą tą szopkę" "utrzymania chłopa przy sobie". Zapuszczamy się, 'skupiamy się na sobie'...
                  plusy:
                  + robimy tylko to co dla nas wygodne
                  + możemy myśleć tylko w kategoriach swojej osoby
                  minusy:
                  - nie ma seksu, nie ma 'bliskości'... nie ma chłopa

                  Mechanizm jest prosty jak cep. Dorabianie sobie do niego ideologii, gdzie krówki porykują o 'chorym układzie' i innych niesprawiedliwościach dobitnie pokazują kto tu myśli w kategoriach Ja, Ja i tylko JA.

                  A tekst o 'ulotnym i nietrwałym zainteresowaniu mężczyzn' to chyba z zaginionych odcinków "Seksmisji" :)))
                  • aneta-skarpeta Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 05.01.10, 11:46
                    songo3000 napisał:

                    > Litości, trochę tej mitycznej dojrzałości właśnie :)
                    >
                    > Albo chcemy wzbudzać erotyczne zainteresowanie u facetów i wtedy
                    STARAMY SIĘ by
                    > ć w ich mniemaniu atrakcyjne.


                    czuje ze powinnam tutaj sie mocniej otworzyc:)

                    nigdy nie byłam laską- modelką, ani klasyczna pieknoscią. Ale byli
                    faceci, ktorym sie podobałam

                    po ciazy walczylam z kg i nawet mi to niezle poszło- wrocilam do
                    formy po roku, ale niestety miałam ogromne rozstepy ( bo wszystko
                    poszłow brzuch). Mój juz ex mąż " nie mógł na to patrzec":]

                    cudownie, sam miał rozstępy, a na moje "nie mógł patrzeć"- jak
                    czytam o męzu autorki watku to jakbym czytała o swoim- sam zalegał
                    przed tv, a ja, ktora poszłam na studia po urodzeniu dziecka -
                    pierwsze przerwałam- byłam mało interesująca:)

                    faktycznie poczatkowo wygladały kiepsko, potemz jasniały, ja
                    nauczyłam sie je maskowac itd

                    byłam traktowana jak autorka wątku- czułam sie beznadziejna i
                    głupia, no i oczywiscie rbzydka jak noc listopadowa- z perspektywy
                    czasu widze, ze on to robil po to, zeby miec pretekst zeby zdradzac-
                    bo zona nieatrakcyjna srutututu. Nawet nie dał mi czasu na dojscie
                    do siebie, choc dziecko było planowane itd

                    odeszłam

                    z czasem zaczełam randkowac. Mając świadomosc swoich mankamentów -
                    kształty kobiece, niezbyt szczupła, ale nie "BOCZEK" i te cholerne
                    rozstepy.

                    na poczatku były tylko niesmiałe randki, ale pomogły mi uwierzyc ze
                    jednak podobam sie facetom. Nabrałam wiary w siebie, co
                    spotengowało moja dbałośc o siebie, choc nadal daleko było mi do
                    doskonałości

                    z obecnym partnerem poznałam sie z rozstepami, sam wygladal dobrze
                    i mial przede mna - w moim odczuciu- duzo ładniejsze dziewczyny

                    ale wybrał mnie. Moje rozstępy- rozumie ze to moj kompleks, ale
                    rozumie ich pojawienie sie i uwaza ze skoro urodzilam dziecko to
                    naturalne ze mam po tym slad- nikt nie jest idealny

                    dodatkowo

                    niestety prawda jest taka, ze wielu facetów tylko POZORNIE dojrzewam
                    do bycia ojcem

                    i do konsekwencji i zmian ktore nastepuja w zyciu rodziny po
                    pojawieniu sie dziecka, a takze jak zmienia sie kobieta- takze
                    mentalnie i w jaki sposób trzeba jej pomóc do powrotu do
                    normalnosci, zeby nie zyła tylko dzieckiem
                    • songo3000 Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 05.01.10, 13:18
                      aneta-skarpeta napisała:

                      > nigdy nie byłam laską- modelką, ani klasyczna pieknoscią. Ale byli
                      > faceci, ktorym sie podobałam
                      Każdy znajdzie jakiegoś amatora, czasami nawet całą rzeszę.

                      > po ciazy walczylam z kg i nawet mi to niezle poszło- wrocilam do
                      > formy po roku, ale niestety miałam ogromne rozstepy ( bo wszystko
                      > poszłow brzuch). Mój juz ex mąż " nie mógł na to patrzec":]
                      Skoro go to odrzucało to co, miał sobie oczy wydłubać?

                      > cudownie, sam miał rozstępy, a na moje "nie mógł patrzeć"- jak
                      > czytam o męzu autorki watku to jakbym czytała o swoim- sam zalegał
                      > przed tv, a ja, ktora poszłam na studia po urodzeniu dziecka -
                      > pierwsze przerwałam- byłam mało interesująca:)
                      Autorka nie jeszcze nie poszła na żadne studia wiec coś Ci się znów uwidziało, hehe

                      > faktycznie poczatkowo wygladały kiepsko, potemz jasniały, ja
                      > nauczyłam sie je maskowac itd
                      >
                      > byłam traktowana jak autorka wątku- czułam sie beznadziejna i
                      > głupia, no i oczywiscie rbzydka jak noc listopadowa- z perspektywy
                      > czasu widze, ze on to robil po to,
                      Jasne. Bo jakby nie zdradzał i był 'dojrzały' to by 'się' przełamał i bzykał z rozstępami gdzie popadnie.
                      Rozumiem, że zajmujesz się bajkopisarstwem :)

                      (...)
                      > ale wybrał mnie. Moje rozstępy- rozumie ze to moj kompleks, ale
                      > rozumie ich pojawienie sie i uwaza ze skoro urodzilam dziecko to
                      > naturalne ze mam po tym slad- nikt nie jest idealny
                      O razy, po prostu akurat brzuch to nie jest jego fetysz. Może nim być np.: tyłek i szafa gra. Nie ma to nic wspólnego z jakimś 'zrozumieniem'.

                      Mam ciągłe wrażenie, że ZNÓW panuje tu jakiś mit... a zresztą w skrócie: "attraction is not a choice".


                      > niestety prawda jest taka, ze wielu facetów tylko POZORNIE dojrzewam
                      > do bycia ojcem
                      Widząc naokoło rozbestwione bachory z mamuśkami-kretynkami - tak samo jak i kobiety :)

                      > i do konsekwencji i zmian ktore nastepuja w zyciu rodziny po
                      > pojawieniu sie dziecka, a takze jak zmienia sie kobieta- takze
                      > mentalnie i w jaki sposób trzeba jej pomóc do powrotu do
                      > normalnosci, zeby nie zyła tylko dzieckiem
                      Wrażliwość na konkretne bodźce erotyczne nie 'dojrzewa'. Ona po prostu jest lub nie.
                      • aneta-skarpeta Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 05.01.10, 13:35
                        songo3000 napisał:

                        > Autorka nie jeszcze nie poszła na żadne studia wiec coś Ci się
                        znów uwidziało,
                        > hehe
                        >

                        znowu mi sie coś uwidziało?:D:D:D

                        sama napisała
                        "a może nie zatrzymywac sie na
                        jednym tytule mgr i porobić jakieś studium lub kolejny kierunek?
                        "

                        wiec skoro tak pisała to widocznie ma za soba studia?



                        > Nie ma to nic wspólnego z jakimś 'zrozumieniem'.

                        dla ciebie to jakies "zrozumienie:, a dla nas baza związku;)


                        > > niestety prawda jest taka, ze wielu facetów tylko POZORNIE
                        dojrzewam
                        > > do bycia ojcem
                        > Widząc naokoło rozbestwione bachory z mamuśkami-kretynkami - tak
                        samo jak i kob
                        > iety :)
                        >

                        przeciez nikt im nie kaze brac slubu i robic dzieci:]

                        > > i do konsekwencji i zmian ktore nastepuja w zyciu rodziny po
                        > > pojawieniu sie dziecka, a takze jak zmienia sie kobieta- takze
                        > > mentalnie i w jaki sposób trzeba jej pomóc do powrotu do
                        > > normalnosci, zeby nie zyła tylko dzieckiem
                        > Wrażliwość na konkretne bodźce erotyczne nie 'dojrzewa'. Ona po
                        prostu jest lub
                        > nie.
                        >


                        oczywiscie ze dojrzewa. facetowi gust z wiekiem tez moze sie zmienic
                        i jak kiedys krecily go cycki, to potem przerzuci sie na tyłki

                        poza tym facetów nie kręci tylko tyłek czy cyc, kreci ich jakas
                        baba, ktora ogólnie im sie podoba

                        jesli faect mysli tylko fiutem to niech nie zawraca kobietom glowy,
                        nie brzierze slubu, nie robi dzieci i luz

                        przynajmniej nie bedzie kobicie potem samoocene zanizał, zeby lepiej
                        sie poczuc
                        • songo3000 Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 05.01.10, 17:12
                          aneta-skarpeta napisała:

                          > sama napisała
                          > "a może nie zatrzymywac sie na
                          > jednym tytule mgr i porobić jakieś studium lub kolejny kierunek?
                          > "
                          >
                          > wiec skoro tak pisała to widocznie ma za soba studia?
                          LOL, trochę logiki koleżanko :) MA za sobą implikuje czas przeszły. ROZWIJA się implikuje czas teraźniejszy - obecne studiowanie, obecny rozwój. PÓJDZIE na studia - plany, plany, plany... Podpowiedź: wybierz jedno :D

                          > > Nie ma to nic wspólnego z jakimś 'zrozumieniem'.
                          >
                          > dla ciebie to jakies "zrozumienie:, a dla nas baza związku;)
                          >
                          >
                          > > > niestety prawda jest taka, ze wielu facetów tylko POZORNIE
                          > dojrzewam
                          > > > do bycia ojcem
                          > > Widząc naokoło rozbestwione bachory z mamuśkami-kretynkami - tak
                          > samo jak i kob
                          > > iety :)
                          > >
                          >
                          > przeciez nikt im nie kaze brac slubu i robic dzieci:]
                          To i dzieci nie robię. Zresztą ślub nijak ma się do tego 'robienia' więc o co chodzi?

                          > oczywiscie ze dojrzewa. facetowi gust z wiekiem tez moze sie zmienic
                          > i jak kiedys krecily go cycki, to potem przerzuci sie na tyłki
                          Tylko ja nie 'guście' mówię tylko o trzonie fetyszy seksualnych. Na to wpływu już nie mamy. Jak czegoś w partnerze z tej puli ubywa, to klapa. Zresztą nie chcę być niegrzeczny ale poczytaj trochę, później możemy sobie podyskutować.

                          > poza tym facetów nie kręci tylko tyłek czy cyc, kreci ich jakas
                          > baba, ktora ogólnie im sie podoba
                          :DDD Tym samym dowiodłaś, że nawet nie zbliżasz się do pojęcia o nazwie męska punkt widzenia na kobiety.

                          > jesli faect mysli tylko fiutem to niech nie zawraca kobietom glowy,
                          > nie brzierze slubu, nie robi dzieci i luz
                          Taki sam argument jak z innego przedszkola: Jak baba myśli tylko macicą to niech nie zawraca głowy porządnym, wrażliwym i gotowym na wielką miłość mężczyznom.

                          > przynajmniej nie bedzie kobicie potem samoocene zanizał, zeby lepiej
                          > sie poczuc
                          Jeżeli jest na tyle głupia, ze bierze tą samoocenę (wbrew samej nazwie) z niego....
                          • urquhart Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 05.01.10, 17:40
                            songo3000 napisał:
                            > > poza tym facetów nie kręci tylko tyłek czy cyc, kreci ich jakas
                            > > baba, ktora ogólnie im sie podoba

                            > :DDD Tym samym dowiodłaś, że nawet nie zbliżasz się do pojęcia o nazwie męska p
                            > unkt widzenia na kobiety.

                            Ot męski punt widzenia niepojęty dla kobiet.
                            He, he, "jakaś baba" im się podoba jeśli jako dodatkiem do fajnego cyca lub
                            tyłak. A przynajmiej tak robi duza część facetów którzy wyklejają sobie
                            warsztaty czy miejsca pracy plakatami babek lub kalendarzami: skupiają się
                            jedynie na tym cycu i tyłku.
                            Myślę ze sądząc po sobie baby tego nigdy nie zakumkają, że fajny cyc i tyłek
                            powoduja że statystyczny facet robi się ślepy na cała resztę ewentualnych wad.
                            Pod warunkiem że potrafi się wyeksponować te kręcące zalety.
                            • songo3000 Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 05.01.10, 19:37
                              urquhart napisał:

                              > Ot męski punt widzenia niepojęty dla kobiet.
                              Jeśli mnie pamięć nie myli to jest tu jedna nasza koleżanka co się chwaliła, że wsio pojęła :)))
                          • aneta-skarpeta Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 10:19
                            songo3000 napisał:

                            > To i dzieci nie robię. Zresztą ślub nijak ma się do
                            tego 'robienia' więc o co c
                            > hodzi?
                            >

                            nie wiem, przecież nie rozmawiamy o Tobie, tylkko o męzu autorki
                            wątku i jej problemach


                            > > poza tym facetów nie kręci tylko tyłek czy cyc, kreci ich jakas
                            > > baba, ktora ogólnie im sie podoba
                            > :DDD Tym samym dowiodłaś, że nawet nie zbliżasz się do pojęcia o
                            nazwie męska p
                            > unkt widzenia na kobiety.
                            >


                            nie wiem czy wiesz, ale faceci sa różni i niektórzy ( przynajmniej
                            ja takich znam) patrzą na kobiece piekno ogólnie, a nie w
                            częściach. Oczywiście kazdy ma jakies "fetysze" choc to za mocne
                            słowo, po prostu niektorzy lubia duze albo male cycki etc, ale nie
                            oznacza to ze facetowi z upodobaniami do duzego cyca, ta z małym nie
                            wpadnie w oko, nie zakocha sie w niej i bedzie ja bzykał az wiory
                            beda leciały

                            zaznaczam, ze nie jestem facetem, mówie tylko to co słyszałam od
                            facetów i co widziałam. Choc oczywiscie sa faceci, którzy lubuja sie
                            TYLKO w jednym typie kobiet, wybieraja zawsze takie same tyłki,
                            brzuchy czy cycki

                            co nie ma żadnego znaczenia zaraz po porodzie u autorki, ktora po 6
                            m-c ma jeszcze prawo nie wrocic do formy. Ważne że widzi problem i
                            stara sie nad tym pracowac


                            > > jesli faect mysli tylko fiutem to niech nie zawraca kobietom
                            glowy,
                            > > nie brzierze slubu, nie robi dzieci i luz
                            > Taki sam argument jak z innego przedszkola: Jak baba myśli tylko
                            macicą to niec
                            > h nie zawraca głowy porządnym, wrażliwym i gotowym na wielką
                            miłość mężczyznom.
                            >


                            ????



                            > > przynaj
                            mniej nie bedzie kobicie potem samoocene zanizał, zeby lepiej
                            > > sie poczuc
                            > Jeżeli jest na tyle głupia, ze bierze tą samoocenę (wbrew samej
                            nazwie) z niego
                            > ....
                            >


                            dlaczego od razu głupia? moze nadwrazliwa, moze delikatna, moze ma
                            dołek chwilowy spowodowany zmianami swojego ciała po ciazy?

                            NIE> oczywiscie jest od razu głupia!;) bo wszystko jest białe, albo
                            czarne
                        • krzysztof-lis Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 05.01.10, 17:59
                          > > Wrażliwość na konkretne bodźce erotyczne nie 'dojrzewa'. Ona po
                          > > prostu jest lub nie.
                          >
                          > oczywiscie ze dojrzewa. facetowi gust z wiekiem tez moze sie
                          > zmienic i jak kiedys krecily go cycki, to potem przerzuci sie na
                          > tyłki

                          Czyli przerzucenie się z cycków na tyłki jest objawem dojrzałości? A może jest
                          nim odczuwanie pożądania i wzwód na samo hasło "żona"?
                          • aneta-skarpeta Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 10:38
                            krzysztof-lis napisał:

                            > Czyli przerzucenie się z cycków na tyłki jest objawem dojrzałości?
                            A może jest
                            > nim odczuwanie pożądania i wzwód na samo hasło "żona"?
                            >

                            Wam to naprawde trzeba wszytsko jak krowie na miedzy wyłozyć?

                            chodzi o to, ze gust z wiekiem potrafi sie zmienic, albo pod wpływem
                            dojrzałości facet nie kieruje sowjej całej uwagi erotcznej na cycki

                            poza tym mam wrażenie że niektorzy faceci mogli by wydymac kazda aby
                            tylko miała własciwe cycki, reszta sie kompletnie nie liczy?

                            jak podobały Ci sie cycki kobiety, ktora kochasz ( nie tylko za
                            cycki) to jesli jej te cycki troche obwisna ( rzeczywistosc) to ją
                            zostawisz, zdradzisz bo ona ma juz nie takie cycki jak Ci sie
                            podobają?

                            • krzysztof-lis Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 14:01
                              Ty piszesz o tym, co byś CHCIAŁA. Przecież wcale nie jest tak, jak napisałaś...

                              > jak podobały Ci sie cycki kobiety, ktora kochasz ( nie tylko za
                              > cycki) to jesli jej te cycki troche obwisna ( rzeczywistosc) to ją
                              > zostawisz, zdradzisz bo ona ma juz nie takie cycki jak Ci sie
                              > podobają?

                              Może nie zostawię i nie zdradzę, ale nie wyklucza to, że jej cycki przestaną
                              mnie pociągać. A jeśli ona nie zrobi nic, by zacząć mnie pociągać czymś innym, o
                              przestanie mnie pociągać w ogóle.
                              • aneta-skarpeta Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 14:16
                                krzysztof-lis napisał:


                                > Może nie zostawię i nie zdradzę, ale nie wyklucza to, że jej cycki
                                przestaną
                                > mnie pociągać. A jeśli ona nie zrobi nic, by zacząć mnie pociągać
                                czymś innym,
                                > o
                                > przestanie mnie pociągać w ogóle.
                                >


                                czyli pociagają Cię tylko jej cycki?

                                bo wychodzi na to ze reszta moze byc tragiczna, bo sa fajne cycki, a
                                jak cycki nie sa juz fajne to musi zmienic tyłek z obwisłego na
                                a'la J.Lo bo inaczej nie ma w niej juz NIc podniecajacego dla
                                Ciebie?
                                • krzysztof-lis Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 15:31
                                  > czyli pociagają Cię tylko jej cycki?

                                  Jeśli rozmawiamy o mnie i o mojej żonie, to akurat nie cycki.

                                  > bo wychodzi na to ze reszta moze byc tragiczna, bo sa fajne cycki,
                                  > a jak cycki nie sa juz fajne to musi zmienic tyłek z obwisłego na
                                  > a'la J.Lo bo inaczej nie ma w niej juz NIc podniecajacego dla
                                  > Ciebie?

                                  Nie no, nie róbmy sobie jaj. Jak ktoś uwielbia cycki, to i reszta musi być
                                  przynajmniej znośna. Jakieś absolutne minimum musi być zachowane...

                                  I teraz jak ktoś uwielbia cycki a kobieta nagle przestanie mieć te cycki, które
                                  tak mu się podobały, to przestanie go pociągać, o ile nie będzie miała nic
                                  innego, co mu się będzie podobać.
                                  • aneta-skarpeta Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 15:43
                                    oczywiscie o cyckach to tak hipotetycznie, ale wydaje mi sie, ze jak
                                    chłop sobie babe wybiera to nie tylko z powodu cycków ( mowie o
                                    fizycznosci), ale takze inne elementy musi miec ładne ( dla niego
                                    oczywiscie)

                                    wiec gdy np partnerka chwilowo ma za duzo kg po ciazy to moze sie
                                    lepiej skupic na pieknych piersiach, wlosach? pupie? do momentu az
                                    wroci do formy?

                                    tymbardziej, ze raz w miesiacu moze sie zmusic, to chyba nie jest
                                    tak źle z nim? albo z nią?


                                    byc moze jakby ze soba bardziej otwarcie pogadali to by wyjawił co
                                    by chciał zeby zrobiła etc zeby go troszke podkrecic?

                                    to wymaga staran jej, ale takze z jego strony, bo jak on sie zatnie
                                    na "nie" to potem nawet jak bedzie laska to moze byc wiecznie jakies
                                    ale
                                    • krzysztof-lis Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 16:24
                                      > oczywiscie o cyckach to tak hipotetycznie, ale wydaje mi sie, ze
                                      > jak chłop sobie babe wybiera to nie tylko z powodu cycków ( mowie
                                      > o fizycznosci), ale takze inne elementy musi miec ładne ( dla niego
                                      > oczywiscie)

                                      Masz rację
                                      • aneta-skarpeta Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 16:28
                                        wydaje mi sie, bo wszystkich facetów na swiecie nie znam i skoro
                                        baby są rozne to pewnie faceci tez

                                        zreszta sama znam facetów ktorzy maja przerozny stosunek i do sexu i
                                        do kobiet i do zwiazków

                                        ale skoro tak mowisz to mojemu pewnie podobaja sie tylko te lydki,a
                                        reszta moze byc byle jaka, aby tylko lydki były w formie;D
                                  • gravedigger1 Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 17:33
                                    krzysztof-lis napisał:

                                    > Nie no, nie róbmy sobie jaj. Jak ktoś uwielbia cycki, to i reszta
                                    > musi być przynajmniej znośna. Jakieś absolutne minimum musi być
                                    > zachowane...

                                    A dlaczego reszta musi być znośna? Może komuś wystarczą same cycki,
                                    które są elementem koniecznym i wystarczającym do wzbudzenie
                                    podniecenia?

                                    > I teraz jak ktoś uwielbia cycki a kobieta nagle przestanie mieć te
                                    > cycki, które tak mu się podobały, to przestanie go pociągać, o ile
                                    > nie będzie miała nic innego, co mu się będzie podobać.

                                    Myślę, że generalizujesz. Oczywiście można sobie wyobrazić taki
                                    szczególny przypadek faceta, który traci pociąg do swojej partnerki,
                                    gdy ta straci swój "biustowy" atut, ale to według mnie skrajność.
                                    Ale jeśli rzeczywiście jest tak jak piszesz, to pożądanie takiego
                                    faceta w stosunku do jego partnerki jest bardzo nietrwałe, bo
                                    oczywistością jest, że ludzie się starzeją i ich ciała z reguły
                                    zmieniają się z czasem w kierunku mniejszej atrakcyjności fizycznej.
                                    Tak naprawdę pożądanie oparte jedynie na fizycznych atrybutach nie
                                    może długo przetrwać, nawet jeśli partner/partnerka ma idealne
                                    ciało. Bo nawet najpiękniejsze ciało opatrzy się i spowszednieje.
                                    Ale jeśli partner/partnerka ma wewnętrzy seksapil związany z
                                    jego/jej osobowością, wyobraźnią erotyczną i otwartością na drugą
                                    połowę związku, to wtedy jest duża szansa na długie i
                                    satysfakcjonujące, a do tego wspólne, życie erotyczne.
                                    • krzysztof-lis Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 21:54
                                      > Tak naprawdę pożądanie oparte jedynie na fizycznych atrybutach nie
                                      > może długo przetrwać, nawet jeśli partner/partnerka ma idealne
                                      > ciało. Bo nawet najpiękniejsze ciało opatrzy się i spowszednieje.
                                      > Ale jeśli partner/partnerka ma wewnętrzy seksapil związany z
                                      > jego/jej osobowością, wyobraźnią erotyczną i otwartością na drugą
                                      > połowę związku, to wtedy jest duża szansa na długie i
                                      > satysfakcjonujące, a do tego wspólne, życie erotyczne.

                                      Przecież to samo napisałem, tylko krócej.
                                      • gravedigger1 Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 07.01.10, 08:49
                                        krzysztof-lis napisał:

                                        > Przecież to samo napisałem, tylko krócej.

                                        Faktycznie, tylko że to musiał być skrót 99-procentowy...
                    • krzysztof-lis Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 05.01.10, 17:58
                      > niestety prawda jest taka, ze wielu facetów tylko POZORNIE
                      > dojrzewam do bycia ojcem

                      Jeżeli przez dojrzałość do bycia ojcem rozumiesz zrozumienie tej "mądrości", że
                      "żona ma faceta pociągać nawet gdy nie jest atrakcyjna po miesiącach w ciąży,
                      latach spędzonych wyłącznie z dzieckiem i zapuszczonych kilogramach", to owszem
                      • aneta-skarpeta Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 10:32
                        krzysztof-lis napisał:

                        > > niestety prawda jest taka, ze wielu facetów tylko POZORNIE
                        > > dojrzewam do bycia ojcem
                        >
                        > Jeżeli przez dojrzałość do bycia ojcem rozumiesz zrozumienie
                        tej "mądrości", że
                        > "żona ma faceta pociągać nawet gdy nie jest atrakcyjna po
                        miesiącach w ciąży,
                        > latach spędzonych wyłącznie z dzieckiem i zapuszczonych
                        kilogramach", to owszem


                        nie nie.
                        kobieta powinna o siebie dbac. Tak po prostu, tak jak facet. Dla
                        siebie, dla partnera/rki.
                        Jednak ciaza ma swoje prawa i facet powinien rozumieć, że kobieta
                        powinna mieć czas na dojscie do formy. Wesprzeć ją, pomóc, bo dla
                        kobiety początki zaraz po porodzie sa naprawde okropne jesli chodzi
                        o jej fizycznosc.
                        Nie chodzi mi o usprawiedliwianie lenistwa i chodzenia w wałkach i
                        rozciagnietym dresie tylko o zrozumienie tego trudnego czasu dla
                        kobiety.


                        to nie jest takie proste wszystko:)


                        zreszta jak facet naprawde kocha to nawet w pulchnitkiej ciazej
                        zonie widzi piekno- inne, ale piekno

                        Naprawde faceci, ktorzy chca spedzic z kobieta "całe życie" planuja
                        dzieci zmieniaja całkowicie do niej podejscie jak ona nie moze
                        stracic od razu 10 kg po ciazy?


                        autorka wątku mówiła, ze jest swiadoma swoich mankamentów ale juz
                        robi cos w tym kierunku ( solarium, bielizna), maż nie docenił, za
                        to nazywa ja radonie Boczkiem przy ludziach

                        to nie motywuje:) to dobija
                        • krzysztof-lis Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 14:03
                          > zreszta jak facet naprawde kocha to nawet w pulchnitkiej ciazej
                          > zonie widzi piekno- inne, ale piekno

                          Ale to inne piękno nie pociąga fizycznie, wiesz?
                          • aneta-skarpeta Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 14:23
                            krzysztof-lis napisał:

                            > > zreszta jak facet naprawde kocha to nawet w pulchnitkiej ciazej
                            > > zonie widzi piekno- inne, ale piekno
                            >
                            > Ale to inne piękno nie pociąga fizycznie, wiesz?
                            >

                            a z tym to bardzo roznie

                            znam facetów ktorzy swirowali na punkcie swoich zon, a jak one były
                            w ciazy to swirowali za tą "innoscią" ciązową i w kazdej sytuacji
                            sytuacji potrafili zobaczyc atrakcyjnosc swojej partnerki .
                            Oczywicie one byly zadbane itd

                            a wiesz dlaczego? bo podobały im sie CAŁE, nie dzielili ich na części

                            jesli podobaja sie tylko cycki to jak one stracą forme,a stracą z
                            czasem, to nic nie zostaje i nie dyga.

                            takiemu serdecznie wspolczuje:)

                            • bi_chetny Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 15:15
                              moja żona podoba mi się fizycznie i kręci mnie jako całość - ale ważne jest to
                              jaki ma tyłek, nogi. trudno o fizyczne pociąganie, gdy tych cech zabraknie.
                              owszem, wewnętrzne piękno będę doceniał, ale erekcji od tego nie będzie.
                              • arronia Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 17:06
                                Eee, to ty też gdybologię uprawiasz.
                            • krzysztof-lis Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 15:32
                              > a z tym to bardzo roznie

                              Tak?

                              > znam facetów ktorzy swirowali na punkcie swoich zon, a jak one były
                              > w ciazy to swirowali za tą "innoscią" ciązową i w kazdej sytuacji
                              > sytuacji potrafili zobaczyc atrakcyjnosc swojej partnerki .
                              > Oczywicie one byly zadbane itd
                              >
                              > a wiesz dlaczego? bo podobały im sie CAŁE, nie dzielili ich na
                              > części

                              Nie masz pojęcia o czym piszesz.

                              Przecież to klasyczny, wręcz podręcznikowy przypadek wzrostu pociągu do żony z
                              zaokrąglonym brzuchem. A nie dowód na to, że jak kobieta coś traci, to mimo to
                              pociąga faceta. Wręcz przeciwnie
                              • aneta-skarpeta Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 15:49
                                krzysztof-lis napisał:


                                > Przecież to klasyczny, wręcz podręcznikowy przypadek wzrostu
                                pociągu do żony z
                                > zaokrąglonym brzuchem. A nie dowód na to, że jak kobieta coś
                                traci, to mimo to
                                > pociąga faceta.

                                straciła talie, a zyskała nabrzmiałe piersi. potrafili złapac jakis
                                apetyczny kasek w tej chwilowej sytuacji, choc pewnie opuchniete
                                stopy nie były rarytasem;)
                                gdy brzuszek spadł to cieszyli sie znowu talia, albo bardziej
                                kobiecymi kształtami ( nie byly grube) byc moze jak kobieta jeszcze
                                nie stracila pociazowego brzuszka to kochali sie w ciemnosciach? ale
                                widocznie chciało im sie jakos w tej sytuacji przetrwac w jak
                                najprzyjemniejszy dla obojga sposób

                                i z pewnoscia było w nich cos co faceci nie uwazali za idealne, ale
                                skupiali sie wtedy na innych czesciach ciała, albo bardziej
                                wymyslnym sexie etc- w to sie nie zaglebialam. wiem ze im sie
                                pozycie swietnie ukladalo


                                i wiem o czym mowie, bo znam 2 takie pary

                                nie wiem czy autorka watku jeszcze napisze, ale ciekawa jestem czy
                                maż był przy porodzie?

                  • possessive Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 05.01.10, 12:49
                    songo3000 napisał:

                    > - trzeba ruszyć dupsko
                    >
                    > Albo lejemy na "całą tą szopkę" "utrzymania chłopa przy sobie".
                    Zapuszczamy się
                    > , 'skupiamy się na sobie'...

                    "skupiamy się na sobie" = zapuszczamy się. To rzeczywiście bogate
                    wnioski. Czasem można ruszyć dupsko bez chęci podobania się
                    mężczyźnie. Myślisz, że gdyby znikło odwieczne piekło kobiet pt.:" w
                    co się ubrać na dzisiejszą randkę, co jest modne lub co go
                    zainteresuje.?.", to kobiety zamieniłyby się automatycznie w opasłe
                    wieloryby, warzywa, które tylko siedzą i jedzą?
                    Wzmiankowane piekło zgadywania "co mu się spodoba?" nie ma wiele
                    wspólnego z "ruszaniem dupska", ot tak dla własnej przyjemności..
                    • songo3000 Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 05.01.10, 13:02
                      Rozwiń tę myśl bo jak na razie choć światła, nijak się ma do dyskusji o braku wzwodu na widok zapuszczonej żony.
                  • zakletawmarmur Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 05.01.10, 17:51
                    Songo to dotyczy obu płci...

                    Facet też może ruszyć dupsko, jechać nadgodziny i dać żonie
                    pieniążki na plastykę brzucha- jeśli to taki jego fetysz... Albo
                    zamiast marudzić zaproponować pomoc, odciążenie przy nudnych, mało
                    finezyjnych obowiązkach domowych, coby żonka miała czas stać się
                    bardziej "interesująca". Panowie jednak uwielbiają marudzić i nic
                    nie robić...

                    IMO męskie narzekanie to najlepszy czas na wynegocjowanie lepszych
                    dla siebie warunków funkcjonowania związku...

                    Ględzisz, że nie masz ze mną o czym pogadać? Dobrze kochanie, to ja
                    czytam Wołoszczańskiego a Ty w tym czasie zajmij się dzieckiem,
                    zorganizuj obiad i umyj gary...

                    Marudzisz, że przytyło mi się po ciąży- ok, idę na dietę, sam masz
                    zadbać o żywienie siebie i dziecka, którym wieczorami od teraz się
                    zajmujesz bo ja zapisuje się na aerobik i basen:-)

                    No i nie można zapominać o wsparciu finansowym tych wszystkich
                    atrakcji z budżetu męża:-) Jak sie nie ma czasu na piwo z kolegami
                    to więcej zostaje na kosmetyczkę dla żony:-)

                    Jeśli kobieta woli sprzątać, szykować rodzinie posiłki niż zrobić
                    coś dla siebie to jest masochistką:-)
                    • songo3000 Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 05.01.10, 19:34
                      zakletawmarmur napisała:

                      > Songo to dotyczy obu płci...
                      Och Zaklęta, akurat mi to baardzo daleko do szowinizmów czy braku zasady wzajemności :)

                      > Facet też może ruszyć dupsko, jechać nadgodziny i dać żonie
                      A nie, nie. Z praktycznej strony widzę to zupełnie inaczej :) Zakręceni kurka z forsą właśnie poskutkuje tym, że babeczka nie będzie miała ZA CO się napychać, hehe.

                      BTW. Przypominam, że to głodówka a później lekkie nabrani wagi to NAJSKUTECZNIEJSZA, znana od tysięcy lat metoda na pozbycie się zmarszczek wszelakich. Dopiero XX-wieczny biznes medyczny wmówił głupim ludkom liposomy, ciposomy, ....

                      > Jeśli kobieta woli sprzątać, szykować rodzinie posiłki niż zrobić
                      > coś dla siebie to jest masochistką:-)
                      I zawsze nią będzie, z mężem czy bez. Zmieni się co najwyżej 'obiekt kultu'.
                      • zakletawmarmur Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 05.01.10, 20:53
                        > A nie, nie. Z praktycznej strony widzę to zupełnie inaczej :)
                        Zakręceni kurka z
                        > forsą właśnie poskutkuje tym, że babeczka nie będzie miała ZA CO
                        się napychać,
                        > hehe.

                        Songo to by miało sens gdyby a tylko bogaci ludzie byli otyli... A
                        tymczasem Ci biedni też są i to może nawet częściej.

                        > BTW. Przypominam, że to głodówka a później lekkie nabrani wagi to
                        NAJSKUTECZNIE
                        > JSZA, znana od tysięcy lat metoda na pozbycie się zmarszczek
                        wszelakich. Dopier
                        > o XX-wieczny biznes medyczny wmówił głupim ludkom liposomy,
                        ciposomy, ....

                        IMO głodówka jest najgorszą z możliwych opcji odchudzania (z
                        leczniczymi właściwościami się w zgadzam ale to już inny temat).
                        Człowiek najpierw się głodzi a później rzuca się na wszystko co się
                        do zjedzenia nadaje. Dodatkowo rujnuje sobie metabolizm. Mam
                        koleżankę, która nabawiła się dzięki takiemu odchudzaniu bulimii.
                        Lekarz rok temu jej powiedział, że jak tak dalej będzie, to nie
                        dożyje 30. Odchudzanie to wbrew pozorom poważniejsza sprawa i takie
                        żartowanie sobie "chcesz schudnąć- co za problem, po prostu nie
                        jedz" świadczy o nieznajomości tematu.
                        Jedyna skuteczna na dłuższą metę metoda to stała zmiana nawyków
                        żywieniowych i ruch.
                        • songo3000 Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 05.01.10, 21:02
                          zakletawmarmur napisała:

                          > Songo to by miało sens gdyby a tylko bogaci ludzie byli otyli... A
                          > tymczasem Ci biedni też są i to może nawet częściej.
                          Wiem, wiem :) można się tanimi kluchami napychać i szybko wyglądać jak 'wiejska baba'. Po prostu nie mogłem się powstrzymać ;D

                          > IMO głodówka jest najgorszą z możliwych opcji odchudzania (z
                          > leczniczymi właściwościami się w zgadzam ale to już inny temat).
                          Ale ja o zmarszczkach a nie odchudzaniu... :)
                          • aneta-skarpeta Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 11:05
                            songo3000 napisał:


                            > > IMO głodówka jest najgorszą z możliwych opcji odchudzania (z
                            > > leczniczymi właściwościami się w zgadzam ale to już inny temat).
                            > Ale ja o zmarszczkach a nie odchudzaniu... :)
                            >


                            moja ciocia zrobiła taki zabiegi wcale jej to na zmarszczki nie
                            pomogło. Mało tego wygada duzo starzej, bo jej sie wszystko
                            pozapadało. a schudła w wieku 40 lat 15 kg, potem troszke przybrała
                            i w rezultacie jest lzejsza o 10 kg

                            moze wtedy nie dozywali takiego wieku?:P
                          • zakletawmarmur Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 15:23

                            Songo, ja już znam to Twoje poczucie humoru:-) Jednak wiesz jak
                            jest, nie lubie obniżać patetycznego tonu moich wypowiedzi:-)
                            • songo3000 Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 15:29
                              No patrz, a ktoś tu się ostatnio martwił, że na forum sama sztampa i zgryźliwość króluje ;D
                      • aneta-skarpeta Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 06.01.10, 10:54
                        songo3000 napisał:


                        > BTW. Przypominam, że to głodówka a później lekkie nabrani wagi to
                        NAJSKUTECZNIE
                        > JSZA, znana od tysięcy lat metoda na pozbycie się zmarszczek
                        wszelakich.

                        teraz mówi sie na to efekt jo-jo i nikt nie chce tego doswiadczyć;D


                  • possessive Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 07.01.10, 09:05
                    songo3000 napisał:

                    > Rozwiń tę myśl bo jak na razie choć światła, nijak się ma do
                    dyskusji o braku w
                    > zwodu na widok zapuszczonej żony.
                    >
                    A jak się ma do tematu, że wciąż chodzisz na dziwki? Sorry Songo,
                    mam dać asumpt do dyskusji która kompletnie nie dotyczy tematu?
                    Masz obsesję na temat spasionych i zapuszczonych żon, twoja sprawa,
                    co nie znaczy, że autorka wątku jest zapuszczona, nie widziałeś jej
                    i fantazjujesz to po pierwsze, wałkujesz temat w każdym wątku przy
                    czym dołącza się Lis i reszta kompanii:). Jest ok. fajnie pojeździć
                    po mężatkach a jednak ile można powtarzać po sto razy te same
                    truizmy?
                    Kolejne, "światła myśl" dotyczy tematu jak najbardziej gdyż chodzi z
                    grubsza o to czy warto i ile warto zrobić w imię solidarności ze
                    wzodem "ukochanego mężusia". 10 kilo w dół być może bez problemu na
                    zdrowie wyjdzie ale gdyby było, kochanie a może przytyjesz z 10
                    kilo? Tak dla dobra związku? A może trójkącik z brudną panią z
                    agencji(to moja fantazja akurat niestety bez szans na realizację ze
                    mną w roli przyzwoitki:)), może silikon miseczka F? Bo mi kochanie
                    już nie staje..Każdy ma własne upodobania, a one się zmieniają, co
                    nie? Każdy by tak chciał.

                    To jest normalne: na 10 przypadków w dziewięciu mężczyzna pytany
                    przez kobietę, co z nim nie w porządku odpowie: poszukaj winy w
                    sobie. To prosty jak cep męski mechanizm obronny. I dalej tak orzekł
                    mąż autorki wątku, na co ona usłużnie poczęła wyszukiwać w sobie
                    wady, dzielić się nimi z szerszym gremium na forum i wmawiać swoje
                    wady mężusiowi. Jest fajnie, jest zapuszczona i musi się zmienić -
                    prosto tak orzec. Jednak ile by się nie dwoiła i troiła (może się
                    starać i 10 lat) nikt jej nie zagwarantuje powrotu pożądania
                    małżonka nawet detektyw Songo.
                    Jednak jest inny problem od którego autorka wątku w dalszej
                    perpektywie nie ucieknie, a mianowicie zastąpienie własnych
                    aspiracji i planów spełnianiem oczekiwań małżonka. Wspomnę, że
                    autorka robi to na własną odpowiedzialność i wątpię aby mogła liczyć
                    na seks z wdzięczności za swe oddanie. Osobiście nie widziałam
                    takich historii:) Już nie powiem co myślę o postępowaniu kobiet
                    które każdy swój krok ustalają z mężem, traktują go jak guru i
                    autorytet w kwestii porad życiowych, a potem się dziwią pogardliwemu
                    podejściu. Czy seks to wynagrodzi? Utratę własnego życia i opinii?
                    Niestety brak samodzielności w myśleniu jest błędem podobnie jak
                    naiwna wiara iż spełnianie oczekiwań partera prowadzi do pożądania z
                    jego strony. Dlatego wpuszczacie autorkę w kanał:).

                    Kolejne: małżonek nie jest żadnym doradcą ds. wizerunku, nie jest
                    stylistą ani ekspertem w tej sprawie. Pytanie małżonka co zrobić aby
                    być dla niego seksowną lub co mu się w żonie nie podoba to porażka z
                    gatunku grubszych kwestii braku kobiecości jak myślę. Czy
                    jakiejkolwiek seksownej kobiecie na tym świecie doradzał w tej
                    sprawie jej partner? Żeby kobieta nie wiedziała jak być seksowną?
                    Czy Marylin Monroe doradzał Arthur Miller który sam był pasztetem w
                    okularach i swetrze? Wybacz w tej kwestii skupianie się na
                    wskazówkach małżonka to już kanał.

                    Dlatego mówię przesadne skupianie się na opinii jednego meżczyzny,
                    czy zabieganie o opinię jednej osoby to już grubsze uzależnienie, z
                    gatunku takich z których łatwo się nie wychodzi. Co się dostaje w
                    zamian? Brak smaku i atrakcyjności życia? Realizację czyichś
                    wyobrażeń i utratę indywidualności?
                    Ja uważam, można ileś czasu pytać małżonka grzecznie: kochany mężu,
                    czego ci potrzeba? Ale jeśli drań zlewa sprawę i nie raczy się
                    określić jasno i wyraźnie czego chce(nie potrafi?jego rzecz),
                    drzemie i ogólnie nie zależy mu na seksie, to trzeba orzec screw it
                    i zająć się swoim życiem, a zwłaszcza pomyśleć o atrakcyjności dla
                    mężczyzn ogółem..albowiem do ściany można gadać, tylko, że jest to
                    strata czasu.
                    Nie można brać na siebie win całego świata. Powodem może być inna
                    laska, onanizm, zły humor, znudzenie, pierdołowaty charakter męża i
                    inne fanaberie..
                    • jamtoja Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 07.01.10, 09:32
                      Fajnie się czyta co piszesz :)
                      I tylko mógłbym przyklasnąć. Oczywiste, że bardziej pociągają kobiety
                      nie zależne od kogokolwiek, a już na pewno nie ślepo wpatrzone i
                      posłuszne. I dotyczy to również żony.
                      Zawsze mnie strasznie irytowali faceci oczekujący pewnego rodzaju
                      posłuszeństwa, nie wiem, może chodzi o ich niską samoocenę?
                    • songo3000 Re: Sorry, albo rybki albo akwarium 07.01.10, 12:19
                      possessive napisała:

                      > A jak się ma do tematu, że wciąż chodzisz na dziwki? Sorry Songo,
                      Dobrze, udowodniłaś żem prostak bo tej ciętej riposty nijak nie czaję.

                      > mam dać asumpt do dyskusji która kompletnie nie dotyczy tematu?
                      > Masz obsesję na temat spasionych i zapuszczonych żon, twoja sprawa,
                      Chyba właśnie nie mam takiej obsesji koleżanko.

                      > co nie znaczy, że autorka wątku jest zapuszczona, nie widziałeś jej
                      > i fantazjujesz to po pierwsze,
                      Opieram się tylko i wyłącznie na JEJ relacji. Za to w temacie fantazji...

                      > wałkujesz temat w każdym wątku przy
                      > czym dołącza się Lis i reszta kompanii:).
                      ... jesteś całkiem niezła :))

                      > Jest ok. fajnie pojeździć
                      > po mężatkach
                      No baa, a jak smakowita jest dwuznaczność (wieloznaczność?) tej Twojej propozycji :D

                      > a jednak ile można powtarzać po sto razy te same
                      > truizmy?
                      Gdzieś już wspominałem, że zajmuję się edukacją, dla mnie to 'chleb powszedni', hehe.

                      > Kolejne, "światła myśl" dotyczy tematu jak najbardziej gdyż chodzi
                      (...)
                      Tak, wszystko się zgadza. Takie rzeczy i sytuacje się zdarzają codziennie i na całym świecie.

                      > Nie można brać na siebie win całego świata. Powodem może być inna
                      > laska, onanizm, zły humor, znudzenie, pierdołowaty charakter męża i
                      > inne fanaberie..
                      I można tak sobie gdybać i gdybać i zgadywać...
              • aneta-skarpeta Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 11:53
                alinca napisała:

                Bo, dajmy na to,
                > groch27 schudnie jedynie 5 kg. A mąż znów nazwie ją "boczkiem". I
                co
                > wtedy? powinna się rozwieść?


                i zrozumiec biednego mezulka, który ja zdradzi, bo zona " gruba i
                zapuszczona"

                sama sobie winna, ze nie jest chodzaca orkiestrą, a mąż- chodzaca
                doskonałośc ma prawo oczekiwać wszystkiego co najlepsze, bo on
                PRACUJE...a ona oczywiscie lezy i odpoczywa całe dnie ...leń
                patentowany :)
                • songo3000 Kumulacja jasnowidzów :))) 05.01.10, 13:04
                  Oprócz tego, że wylewasz po prostu swoje żale na ex to widzę zajmujesz się hmmm prekongencją?

                  A najlepsze z tego wszystkiego jest stwierdzenie: PRACUJE = LEŃ
                  :DDD
                  • aneta-skarpeta Re: Kumulacja jasnowidzów :))) 05.01.10, 13:26
                    grunt to czytac ze zrozumieniem

                    ona to "leń", bo nic nie robi, a on PRACUJE

                    :D:D

                    zaznaczam, ze ton wypowiedził był ironiczny;)
                    • songo3000 Re: Kumulacja jasnowidzów :))) 05.01.10, 17:14
                      Uuuuuu, ale wtopa :) Zwracam honor.
        • malwisul Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 02.01.10, 23:37
          no to juz sie zastanawiam co to bedzie jak sie zestarzejesz... Jest gnojem i
          tyle, ja przed ciaza mialam wieeelkie cycki i co?? po ciazy zostaly mi malutkie
          zwisy, mialam wkret ze wygladam strasznie, ale od tego jest facet zeby podnosil
          twoje poczucie wartosci i byl z toba na dobre i zle!! Jak dostaniesz raka i
          wypadna ci wlosy to tez cie odrzuci?!! Raz tylko mialam tak ze moj chlop
          zaczynal wszystko olewac, specjalnie zaczelam (przy nim) usmiechac sie do innych
          facetow i podzialalo w 100% od razu ;-) Zacznij tez mezu opowiadac jak to cie
          jakis tam facet w markecie podrywal, inny patrzyl sie na twoj biust itp.
          (chociaz bylo by to nieprawda) i na pewno zadziala... a jak jest to ciezki
          przypadek to go olej.... ty po zawsze znajdzie sie facet ktory cie bedzie
          ubostwial ;-)
          • krzysztof-lis Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 10:54
            > ale od tego jest facet zeby podnosil twoje poczucie wartosci i byl
            > z toba na dobre i zle!!

            Ależ będzie na dobre i na złe.

            Tylko nie będzie miał na żonę ochoty.

            Oczekiwanie, że facet poślubiony ma obowiązek odczuwać pociąg do zapuszczonej
            partnerki, jest co najmniej infantylne.
    • possessive Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 02.01.10, 19:40
      A może małżonek chce cię trochę rozruszać i jest zwyczajnie mało
      subtelny:)(to odnośnie "boczka").Trochę za bardzo się martwisz tą
      nadwagą skoro nawet nie masz ochoty na zabawę. To, że teściowie
      komentują brzuszek: to by mnie wkurzyło:). O to, że zmalało
      zainteresowanie seksem nie ma co drzeć szat i pozbawiać się poczucia
      własnej wartości. Trzeba spróbować to zmienić lepszym wyglądem,
      większą samodzielnością skoro facet to sygnalizuje. Jednak uważam,
      że jeśli wygląd się zmieni, aktywność twoja życiowa się zmieni, a
      facet dalej będzie średnio zaitneresowany to trzeba się zastanowić
      czy warto spełniać te wszystkie wymagania, bo może to on ma jakiś
      problem z funkcjonowaniem w stałym zwiazku. Może adrenalinki za
      mało, albo ogólny pęd ku przygodzie..przyrodzie...
      • kag73 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 02.01.10, 19:49
        Tesciom w momencie takich przytykow odpowiedzialaby milo "no,
        wlasnie mamo, przydalyby mi sie wczasy odchudzajace w Waszym
        hotelu". Hmm, albo zaoferuja, ze owszem, albo i nie, ale wtedy na
        pewno skoncza sie przytyki.
        • groch27 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 02.01.10, 23:06
          do tomasz.lis
          Moj mąż w trakcie ciąży zaczął się onanizować ponieważ miał częściej
          ochotę niż ja.Przed ciażą kochalismy sie 2-4 razy tygodniowo.
          • glamourous Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 09:31
            groch27 napisała:

            > do tomasz.lis

            Tomasz Lis na forum, ho ho ;-)
            Czyzby Hanka rowniez z tych reglamentujacych, czy moze raczej z tych
            przestymulowujacych ? ;-)
            A tak na powaznie - jak wielka jest sila skojarzen...

            Groch27. Ktos tu wyzej napisal, ze nie powinnas chudnac dla siebie, tylko dla
            meza. Bzdura. Powinnas doprowadzic sie do porzadku przede wszystkim dla siebie,
            chocby po to, zeby Twoje samopoczucie nie zalezalo od tego co powie czy pomysli
            jakis JEDEN facet (maz czy ktokolwiek inny) Swiadomosc wlasnej atrakcyjnosci
            daje kobiecie niepotarzalna pewnosc siebie i te niepodrabialna aure, ktorej nie
            da sie wypracowac w zaden inny sposob. Kiedy czujesz sie dobrze w swojej skorze,
            cokolwiek ktokolwiek nie powie, Ty wiesz, ze mozesz mu sie zasmiac w nos. Wtedy
            zadna niczyja niedelikatnosc nie wywoluje dolka, co najwyzej wzruszenie
            ramionami. 6 miesiecy po ciazy to faktycznie bardzo malo, Twoje cialo nie doszlo
            jeszcze do rownowagi hormonalnej, psychika rowniez nie - no ale skoro nie
            karmisz piersia, to mozesz juz sie spokojnie wziac za siebie. Troche sportu
            czyni cuda. Nie polecam Ci dorywczych cwiczen w domu przy dziecku, bo sport
            powinien odrywac Cie troche od Twojej macierzynskiej rzeczywistosci, dawac
            odskocznie. Moze moglabys wcisnac malenstwo mezowi na jakies 2 godziny wieczorem
            co 2, 3 dni i wyskoczyc na silownie czy basen? Powinnas rowniez popracowac nad
            swoja kondycja psychologiczna, choc wiem, ze nie jest latwo kiedy mloda kobieta
            przechodzi prawdziwa rewolucje fizjologiczna oraz zyciowa (macierzynstwo) a
            facet nie za bardzo ma ochote czule zadbac o jej psychologiczne wsparcie. W
            takiej sytuacji powinnas jednak tym bardziej sie zawziac i zrobic to dla siebie,
            wzmocnic sie wewnetrznie, zeby nie dac sie "zjesc" z byle powodu i odzyskac
            cenne poczucie sily i wlasnej wartosci.

            Banalne sa to rady, takie babskie, ale nie ma innego wyjscia - musisz odzyskac
            swoja dawna wiare w siebie, zeby maz rowniez spojrzal na Ciebie tamtym dawnym
            okiem.
          • vella84 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 09:50
            mądrze Ci napisały głównie dziewczyny.. 1wsze co pomyślałam,a dawno
            już to słowo nie przyszło mi do głowy -"buc" poza tym chamówa.. ale
            ogólnie bez tragedii -tylko stanowczo ukróć uwagi o kg!!! jak dla
            mnie,o czym już pisałam u kogoś innego,ten argument kompletnie nic
            nie tłumaczy!!! i wiem to i po kg partnerów i własnych:)!!! (może ze
            2razy mi się zdarzyło,że facet usiłował mi wmówić,że przy bmi
            wskazującym na niedowagę nadal gdzieś mam za dużo! inny jak waga
            była w normie też usiłować grubaskę robić -obaj
            niscy,chuderlawi,pierwszy słyszałam ostatnio,że załamka,bo ostro
            łysieje -przed 30tką - i dobrze:)! takie mendy to często w kompleksy
            wpędzają bardzo fajne laski!!! i w ogóle co to za poziom
            rozmów!!!???!!) powiedz mu,że jesteś super laską i za chwilę
            będziesz jeszcze lepsza! a jak nie przestanie to zwróć mu uwagę,że
            sam kaloryfera też nie ma,albo solidnego bicepsa czy coś podobnego..
            (podejrzewam,że nie ma) a teściom też daj do zrozumienia,że nie
            chcesz takich komentarzy.. dbaj o siebie,zewnętrznie i
            wewnętrznie,masz więcej czasu na dobrą książkę,film,tv też nie tylko
            ogłupia:)
            myśl o sobie dobrze,że jesteś atrakcyjna i już,bo sex to też
            pewność siebie,dowcip,inteligentne reakcje.. a swoją drogą można by
            poddawać w wątpliwość sexualność takigo wiecznego
            męczennika,narzekacza,nudy w kółko opowiadającego o pracy.. mięśni
            też nie przybywa itp ale jeśli kogoś wybraliśmy na partnera to chyba
            znaliśmy go nie tylko "z wywczasów";),tak łatwo nie zapomnimy co nam
            się w nim/niej spodobało/podoba wew i zew - choćby rysy twarzy i
            spojrzenie (dla mnie np bważne),które w dużej mierze pozostaną
            jakimi były:) mobilizować do ruchu/diety itp to można delikatnie
            (polecam jakby co south beach albo zwyczajnie mż+ruch),razem a
            nie,że od razu się sexu nie chce itp itd
            dopisałaś,że w trakcie ciąży miałaś mniejszą ochotę na sex.. a może
            dlatego,że już wtedy słyszałaś przykre słowa? tak czy inaczej szanuj
            się a skoro Tobie ochota wróciła i jeśli mąż nie będzie przytyków
            robił to go pozachęcaj/pozaczepiaj..

          • krzysztof-lis Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 11:04
            > Moj mąż w trakcie ciąży zaczął się onanizować ponieważ miał
            > częściej ochotę niż ja.Przed ciażą kochalismy sie 2-4 razy
            > tygodniowo.

            Trzeba było mu nie reglamentować seksu, tylko zaspokajać go inaczej, nie
            miałabyś teraz problemu.

            A tak, seks z własną ręką i gazetą jest:
            * łatwiejszy,
            * szybszy,
            * niewykluczone, że przyjemniejszy,
            * bardziej pociągający.

            Masz to, na co sama zapracowałaś.
            • aneta-skarpeta Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 11:29
              krzysztof-lis napisał:

              > > Moj mąż w trakcie ciąży zaczął się onanizować ponieważ miał
              > > częściej ochotę niż ja.Przed ciażą kochalismy sie 2-4 razy
              > > tygodniowo.
              >
              > Trzeba było mu nie reglamentować seksu, tylko zaspokajać go
              inaczej, nie
              > miałabyś teraz problemu.
              >
              > A tak, seks z własną ręką i gazetą jest:
              > * łatwiejszy,
              > * szybszy,
              > * niewykluczone, że przyjemniejszy,
              > * bardziej pociągający.
              >
              > Masz to, na co sama zapracowałaś.
              >


              ja wciazy bardzo xle sie czułam, polowe przelezałam rzygając, albo
              spiac- sama mnie to meczyło. lezałam długo w szpitalu

              tez mogłam sie bardziej zmuszac..mogłam...uznałam ze skoro mialam
              porblemy ciazowe to mam prawo oczekiwac zrozumienia i wsparcia ( sex
              był choc rzadziej niz zwykle). Oczekiwałam zbyt duzo widocznie, bo
              maż "musiał" sobie znalesc pocieszycielke- bo go "to wszystko
              przytłacza i brakuje sexu"

              ciaza dla kobiety to nie bulka z masłem

              kobiecie zmienia sie organizm i hormony szaleją- wiadomo ze trzeba
              sie pilnowac z jedzeniem, ale hormony robia swoje czasem i nawet
              jak przytyje 15 kg to ciezko zrzucic gdy nie ma sie wsparcia meza

              a przy dziecku, ktore wiecznie placze, przy braku równowagi
              emocjonalnej po porodzie to trudne

              i rola faceta w tej sytucji jest wspierac zonę, nawet jesli nie ma
              ochoty na sex bo te 10 kg tak strasznie ja zmieniło to niech pomoże
              jej sie pozbierac

              najlepiej m ówic do zony Boczku, a potem meic pretensje ze kobieta
              nie jest demonem sexu

              • marcelina.m Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 14:30
                Groch27!

                Coś mi intuicja mówi, że te wszystkie problemy mają znacznie głębsze podłoże, i
                że to, co napisałaś, to tak naprawdę tylko wierzchołek góry lodowej. Mam
                nadzieję, że się mylę.

                Niemniej... 10 kg nadwagi, to jeszcze nie tragedia, a mądry facet nie powinien
                tak Cię potraktować.
                Zona mijego kuzyna przytyła w ciąży ok 30 kg (miała cukrzycę ciążową i zatrucie
                ciążowe pod koniec ciąży) i ze szczuplusieńkiej, ślicznej dziewczyny zmieniła
                się nagle w prawdziwego "wieloryba". Nadwagi nie straciła do tej pory, choć ich
                syn ma już 10 lat.

                Ale wiesz co?
                Problem nie lexy w kilogramach, a w akceptaci siebie taką, jaką się jest.
                Owiszem, kilogramy można powolutku zrzucić i w tym kierunku nalexałoby dążyć,
                jednak nie dajmy sie zwariować.
                Można być bardzo seksowną kobietą nawet z lekką nadwagą.

                Twoje postrzeganie samej siebie udziela się mężowi - Ty się czujesz okropnie, on
                Cię taką okropną postrzega.
                Proponuję zrobić eksperyment.
                Zmien się na moment w "zdzirę".
                Potrafisz się przemóc i zaszaleć?
                podrzuć komuś dziecko i idź do naprawdę dobrego seksshopu z profesjonalną
                obslugą. Spraw sobie "niegrzeczne" ciuszki, kup kajdanki, itp, a potem zrób
                mężusiowi małe "trzesienie ziemi".

                Ale same ciuszki niestety nie wystarczą. Kobiecość jest przede wszystkim w nas,
                a nie tylko "na nas".
                Seksowna kobieta jest w spojrzeniu, w kociej płynności ruchów, w odrobinie
                wulgaryzmu czasami (i z wyczuciem) i nieprzyzwoitym zachowaniu.
                Innymi słowy - stań się na moment dziwką. I zobaczysz jaki będzie efekt.
                Ale to musi być zrobione naprawdę "z jajem", odważnie, rozmyślnie.
                Kobieta to kusicielka. My, młode matki, pochłonięte opieką nad maluchami,
                kompletnie o tym zapominamy. A to takie ważne, gdy po ciąży nasze ciało nie jest
                już takie, jak było przed. Trzeba nauczyć się nadrabiać "umysłem i duszą" owe
                cielesne braki.
                Ja nadrabiam brak urody wyuzdaniem i doświadczeniem i to się świetnie sprawdza
                nawet po siedemnastu latach życia w związku z jednym facetem.

                Zaskocz swojego faceta totalnie. jeśli na co dzień jesteś skromną, cichą,
                grzeczną kurą domową, musisz się spróbować przeobrazić w swoje własne
                przeciwieństwo. Proponuję kupić sobie (albo może wypożyczyć?) dobrej jakości
                perukę, założyć nie satynowa koszulkę, a mocno wyuzdaną bieliznę, założyć
                wysokachne szpilki do seksu, albo założyć na siebie cieniuteńką, bawełnianą
                koszulkę i dać ją mężowi podrzeć na sobie - innymi słowy - wszelkie chwyty
                dozwolone. Byle by było inaczej. Spróbuj stać się na moment inną kobietą - taką,
                jakie Twój mąż ogląda w czasopismach dla panów. Faceci to uwielbiają. Mój mąż
                często mi mówi, że za każdym razem, gdy się ze mną kocha, to ma wrażenie, że
                robi to z coraz to inną kobietą. I o to w tym wszystkim chodzi. Zmieniać się.
                Być łóżkowym kameleonem - po części dla swojej frajdy - bo to jest frajda - a po
                drugiej części dla partnera.
                Możesz też spróbować stać się w łóżku kobietą dominującą (dominą) tak na próbę.
                Niektórych facetów to bardzo podnieca.

                Chodzi o to, byś zrobiła taki szalony eksperyment i zobaczyła co się wtedy stanie.
                Ale przede wszystkim PEWNOŚĆ SIEBIE i pewność własnej atrakcyjności, bo bez tego
                to się nie uda. Gdy facet wyczuje Twój brak pewności siebie, albo Twoje
                odczucie, że we własnym wyobrażeniu robisz z siebie idiotkę, to lepiej nie robić
                tego wcale. Musisz czuć, że to psychicznie "udźwigniesz". Zrób to na miarę
                swoich sił, szczerze.
                Zapewniam Cię, że nawet w burdelach niektóre panie mają lekką nadwagę, ale
                facetom tam przychodzącym to wcale nie przeszkadza. Seksapilu nie liczy się w
                kilogramach, o tym Cię mogę zapewnić, bo nie w kilogramach jest problem, a w
                braku pewności siebie, w braku inwencji, kreatywności. Na swoją erotyczną
                atrakcyjność w oczach własnego męża trzeba sobie zapracować - wcale nie
                szczupłością, a wyuzdaniem i pomysłowością.
                Doprowadź do perfekcji sztukę uwodzenia swojego męża. Sposobów ku temu jest całe
                mnóstwo. Niech Twój facet na nowo się w Tobie zakocha. Niech się na nowo Tobą
                zachłyśnie. Na tym właśnie polega pielęgnowanie związku od strony kobiety.
                Spróbuj i zobaczysz, co się zadzieje. Może to pomoże?
                Jeśli tak, to będzie znaczyło, że faktycznie tu był problem - w Twoich kompleksach.
                Jeśli nie pomoże - cóż... może to oznaczać, że przyczyna problemu leży gdzieś
                zupełnie w innym miejscu.
                Może Twój mąż czuje się rozczarowany swoim obecnym życiem? Może nie tak je sobie
                wyobrażał? Może faktycznie jest przemęczony? Może sam ma początki depresji, ale
                próbuje to jakoś tuszować, ukrywać przed Tobą?
                Może w ten sposób odreagowuje swój własny lęk? A może nie chce uprawiać seksu,
                bo przeszkadza mu świadomość, że dziecko jest w pokoju obok? Niektórzy faceci
                tak mają. Mój mąż też na początku miał z tym problem.
                Sama doskonale pamiętam ile problemów mieliśmy, gdy urodził się nasz synek. Mój
                mąż zachowywał się wtedy bardzo podobnie jak Twój. Ale to minęło. Udało nam się
                z tego wyjść i teraz jest nam super!

                Musicie dać sobie trochę czasu i robić coś, działać, aby problemy pokonać.
                Najgorsze to wzajemnie obrażać się na siebie. Nie na tym polega miłość. Wiadomo,
                unieść się dumą, nazwać faceta palantem i odejść jest najłatwiej. Ale to co? Mam
                rozumieć, że wyszłaś za mąż za palanta, czy on się tym "palantem" z jakiegoś
                powodu stał po pojawieniu się dziecka? jeśli tak, to trzeba znaleźć ten czynnik,
                który zrobił z niego owego "palanta", a wtedy wszystko wróci do normy.
                Ja radzę jednak najpierw trochę powalczyć z rzeczywistością i problemami. W
                końcu na tym polega życie, by stawiać im czoła, a nie uciekać przed nimi.

                Głowa do góry! Pozdrawiam! Życzę powodzenia i wszystkiego dobrego! Marcelina M.

                • marcelina.m Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 15:05
                  A i jeszcze jedna ważna sprawa w ramach dopowiedzenia, abym nie została źle
                  odebrana z tym, co napisałam.
                  Nie chodziło mi absolutnie o to, by za każdym razem urządzać taką "szopkę" w
                  łóżku, bo jako młoda matka z pewnością nie masz na to ani siły ani ochoty. Ale
                  jeśli mężowi się takie "przedstawienie" spodoba, należałoby zadbac o to, bo
                  przeynajmniej ze dwa razy w miesiącu tak sobie zaszaleć. U nas to zupełnie
                  wystarczało.

                  A takie szalone "fikołki" w łóżku podziałały na nas, a zwłaszcza na mojego męża
                  bardzo odświeżająco. Facet jakoś na nowo złapał wiatr w żagle, odnalazł sens
                  życia, miał też więcej siły do pracy i lepiej znosił związany z noą stres.
                  Bo to chyba tak działa, że mężczyzna uświadamia sobie, że "moje udane życie
                  erotyczne jeszcze się nie skończyło, jeszcze są widoki na przyszłość, jest jakaś
                  nadzieja, xe gdy dziecko podrośnie, będzie nam razem fajnie"

                  To bardzo ważne dla mężczyzny właśnie w tym czasie, gdy dziecko jest malutkie i
                  wszystko dosłownie stoi na głowie. To daje nadzieję. Uskrzydla. Poza tym, facet
                  czuje się ważny, a nie jak chodzący bankomat do wyciągania pieniędzy.
                  Myśli sobie - moja żona robi coś specjalnie dla mnie!
                  Mój mąż bardzo docenił te moje starania i odwdzięczył się stokrotnie troską,
                  opiekuńczością, chęcią pomocy, zrobił się tak miły, jaki chyba nigdy przedtem
                  nie był.
                  Warto to robić więc, choćby czasami, aby facetowi przypomnieć dlaczego się z
                  Tobą ożenił. Że to nie była jakaś żałosna pomyłka. Że to tylko trudny okres w
                  życiu Was obojga związany z pojawieniem się na świecie dziecka, a nie koniec
                  wszystkiego co w życiu dobre i piękne.
                  A niestety, większość mężczyzn popada właśnie w taki stan totalnej "zapaści"
                  psychicznej gdy zostają ojcami. Zazdroszczą kolegom, którzy siedzą w knajpach
                  pijąc piwo i myślą, że życie to już za nimi.
                  To stan przejściowy, To mija. Tylko facet musi mieć trochę czasu i paradoksalnie
                  WSPARCIE ZE STRONY ŻONY, aby mógł się pozbierać i znowu "zaskoczyć". Nauczyć się
                  na nowo cieszyć życiem w tej innej, rodzinnej wersji, znaleźć inne priorytety,
                  inne radości w życiu, na nowo odnaleźć sens. Ale bez wsparcia żony jest to
                  bardzo trudne.
                  Trzeba się wspierać na wzajem.
                  Nie doszukiwałabym się w Twoim mężu chama czy palanta, a po prostu zagubionego
                  faceta, może przygniecionego odpowiedzialnością za rodzinę, który jakoś za
                  bardzo nie może się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Bo to wymaga czasu. I
                  pewnych obustronnych zabiegów, aby sobie na wzajem pomóc.
                  Nie tylko nam, kobietom jest ciężko po urodzeniu dziecka, facetom też i trzeba
                  to zrozumieć.
                  Warto ze sobą dużo rozmawiać - o swoich wzajemnych potrzebach, obawach,
                  uczuciach, pojawiających się emocjach. Próbować się dogadać, wypracować dobre
                  kompromisy do nowej sytuacji.
                  Pierwsze lata po pojawieniu się dziecka są przełomowe dla każdego związku, bo
                  wtedy ustala się i wypracowuje s=zupełnie nowa hierarchia wartości i potrzeb dla
                  obojga partnerów. To jak zaczynanie budowy związku niemalże od nowa.
                  Do tego dochodzą zwariowane hormony, stres, nieprzespane noce - istny kołowrót.
                  Nam zaczęło się wszystko na mowo klarować dopiero, gdy nasz synek miał jakieś
                  trzy latka, a więc to trwało bardzo długo.
                  Cierpliwości, cierpliwości, cierpliwości...
                  Wszystko się poukłada, zobaczysz! Trzeba być dobrej myśli. I właściwego, mądrego
                  działania! Problemy zwykle same się nie rozwiązują, za to nie rozwiązywane lubią
                  się nawarstwiać.
                  Życzę sukcesu i jeszcze wielu naprawdę pięknych chwil spędzonych z ukochanym
                  mężczyzną! M.
                  • kag73 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 15:23
                    Masz racje, Marcelina, dokladnie tak to wyglada. Sama zdazylam juz o
                    tym zapomniec, ale dziecko jest rzeczywiscie wyzwaniem dla obojga,
                    nagle swiat stoi na glowie i wszystko jest inaczej niz bylo przed
                    pojawieniem sie dziecka. Potrzeba czasu, zeby sie przyzwyczaic i
                    znow odnalezc w tym wszystkim.
                    Twoje rady sa bardzo madre i na pewno powinny zadzialac.
                    • aneta-skarpeta Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 15:27
                      tez tak uwazam. na bank nie zaszkodza, a moga zdziałać cuda:)
                • krzysztof-lis Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 18:03
                  Poza jednym szczegółem pełna zgoda.

                  Erotyczna bielizna wcale nie musi zadziałać.
                  • aneta-skarpeta Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 06.01.10, 10:50
                    krzysztof-lis napisał:

                    > Poza jednym szczegółem pełna zgoda.
                    >
                    > Erotyczna bielizna wcale nie musi zadziałać.
                    >

                    to moze pomoze bielizna sportowa, uszy "kroliczka playboya", albo
                    przyjscie do łózka kompetnie mokra w reczniku?

                    to juz musi okreslic wspolmałzonek co go by zakreciło
              • krzysztof-lis Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 18:02
                > kobiecie zmienia sie organizm i hormony szaleją- wiadomo ze trzeba
                > sie pilnowac z jedzeniem, ale hormony robia swoje czasem i nawet
                > jak przytyje 15 kg to ciezko zrzucic gdy nie ma sie wsparcia meza
                >
                > a przy dziecku, ktore wiecznie placze, przy braku równowagi
                > emocjonalnej po porodzie to trudne

                Mityczne wsparcie męża, bez którego ciężko jest kobiecie myśleć w czasie
                jedzenia! Jakże się ono objawia? Pilnowaniem żony przez męża, żeby jadła za
                dwoje, a nie za troje czy pięcioro?

                > i rola faceta w tej sytucji jest wspierac zonę, nawet jesli nie ma
                > ochoty na sex bo te 10 kg tak strasznie ja zmieniło to niech pomoże
                > jej sie pozbierac

                Jasne, że tak.

                Jednak nie jest rolą czy obowiązkiem męża odczuwać w takiej sytuacji pożądanie
                do spasionej żony. Bez względu na to, jak bardzo kobiety by tego chciały, nie
                jest to obowiązek małżeński.
                • aneta-skarpeta Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 06.01.10, 10:49
                  krzysztof-lis napisał:

                  > Mityczne wsparcie męża, bez którego ciężko jest kobiecie myśleć w
                  czasie
                  > jedzenia! Jakże się ono objawia? Pilnowaniem żony przez męża, żeby
                  jadła za
                  > dwoje, a nie za troje czy pięcioro?
                  >

                  kobiety- i nie tylko- objadaniem sie rekompensują inne braki, np
                  brak czulosci meża, złe samopoczucie samej ze sobą i brak
                  zrozumienia przez otoczenie. Wiem, ze to głupie i nie prowadzi we
                  własciwą stronę, ale tak jest niestety



                  > Jednak nie jest rolą czy obowiązkiem męża odczuwać w takiej
                  sytuacji pożądanie
                  > do spasionej żony. Bez względu na to, jak bardzo kobiety by tego
                  chciały, nie
                  > jest to obowiązek małżeński.
                  >

                  ja rozumiem, ze facetowi nie dyga jak zona z rozm 36 po ciazy robi
                  sie 48. jej pewnie tez nic nie staje jak na siebie patrzy;)

                  ale tutaj mowimy o 10 kg, 6 m-cy po ciazy

                  wiem, ze faceci sa wzrokowcami, ale chyba po lekkiej pomocy mu
                  stanie? czy nie?:P
                  • songo3000 Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 13:27
                    aneta-skarpeta napisała:


                    > ale tutaj mowimy o 10 kg, 6 m-cy po ciazy
                    > wiem, ze faceci sa wzrokowcami,
                    Wszyscy widzący są wzrokowcami.

                    > ale chyba po lekkiej pomocy mu
                    > stanie? czy nie?:P
                    Ileż można. Jeżeli faceta kręci właśnie w miarę szczupła sylwetka to NIE, NIE STANIE. Dotarło w końcu ????
                    • kag73 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 13:53
                      No przestan bajki opowiadac, przeciez on nawet nie daje sobie szansy
                      stawania. Ona nie mowi, ze jemu nie staje, tylko, ze z nia do lozka
                      nie chadza. To roznica. Jego ukochana kobieta(bo z takiego zalozenia
                      wychodze), urodzila 6 MIESIECY temu ich dziecko, oczywiscie zostalo
                      jej jeszcze kilogramow, normalka, to roznica czy sie ktos zapasl w
                      zwiazku, jak czesto bywa u facetow chociaz dzieci nie rodza, czy
                      jest to wynikiem ciazy. Nie mow, ze jak on, zamiast zwalic konia, z
                      nia do lozka pojdzie, zaczna sie pieszczoty, przytulanki, atmosfera,
                      to mu nie stanie i nie podola, bo nie uwierze. To wszystko zaczyna
                      sie w glowie, moze to nie bedzie odlotowy seks, bo jej figura mu do
                      konca nie odpowiada, ale to przejsciowe, bo za chwile schudnie i
                      gosciu bedzie mial i seks i te odpowiednia figure.
                      • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 14:39
                        Kag, ja nie wiem jak to jest u tego faceta. Wiem, za to jak to jest u facetów, których kręcą w miarę szczupłe babeczki. Po widocznym przytyciu nie stanie i już, żaden tam 'taki sobie seksik'.

                        Jak nietrudno zgadnąć wiem to m.in. po sobie :) Jak kochana żona przytyła to nic z tego nie było :) Nawet jak przyprowadziła 'większą rozmiarowo' koleżankę do kolekcji to mogłem się tylko głupio pouśmiechać :)))
                        Połowica wie co mnie kręci i DBA o to. Ja też o wiem co ją kręci i robię co mogę żeby było dobrze.

                        W brew temu co insynuują tu niektóre na w/w mechanizm nie ŻADNEGO wpływu: uczucie, dobra wola czy 'spięcie się w sobie' ;) Dla mojego Kochanie pół świata bym podpalił, obłożył się dynamitem i wysadził w centrum handlowym ALE jak się spasie to bzykać jej nie będę w stanie.
                        • kag73 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 14:48
                          Spasie i zostanie, czy spasiona bo dopiero co po ciazy, to roznica.
                          Moze Ty tak masz, jej chlop nie wiemy, sypia z nia raz na miesiac i
                          najwyrazniej mu staje, czyli nie w tym problem.
                          Tez znam chlopow co lubia szczuple, wtedy jest odlotowo a przy
                          grubszej tez juz stawali na wyskosci zadania, bo odlatywala na jego
                          punkcie, bo ladnie pachniala, byla zadbana, kazda kobieta ma w sobie
                          cos ladnego, np. dlonie albo zeby i na tym mozna sie skoncentrowac.
                          Co nie znaczy, ze sie "gruba" zadowoli, "na stale" chce miec
                          szczupla i zawsze by sie za takimi ogladal bedac z gruba.
                          Tutaj wyraznie widze, ze sie mlodzi pogubili, nie ma komunikacji a
                          dla obojgu nowa syttuacja nie jest latwa. Raczej o to chodzi, ze sie
                          facio do onanizmu przyzwyczail a ze zmeczony a zona nie super laska
                          (chwilowo), to wygodniej reke przylozyc a niestety w zwiazku trzeba
                          sie troche postarac, napracowac a i czasem poswiecic, co nie znaczy,
                          ze za chwile nie bedzie lepiej. Czasmi trzeba zacisnac zeby i przez
                          to przejsc. Zapytaj kobiety, niejedna to robi.
                          • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 15:00
                            Jasne, że się pogubili. Temu pisze, że niem jak to jest dokładnie u niego. Widzę tylko to co na forum stoi. Seksu i adoracji brakuje, tusza przeszkadza. Renia grabowska tez nie wzięła się z kosmosu tylko z zaniedbań. Do tego chamskie zagrywki, brak wsparcia od strony teściów i z pewnością absorbujący dzieciak. O reszcie można sobie gdybać i prorokować do upadłego - wolałem zaproponować konkretne działania, które >może< pomogą a >pewnie< nie zaszkodzą.

                            W moim odczuciu reszta tej dyskusji to co lepsze projekcje niektórych forumowiczek w temacie 'jak chłop dojrzale kocha to zawsze MA mu stawać'. I obraza na rzeczywistość, która jest jaka jest.
                          • bi_chetny Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 15:16
                            i co, te zęby same mają mnie podniecać ?
                            • aneta-skarpeta Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 15:34
                              bi_chetny napisał:

                              > i co, te zęby same mają mnie podniecać ?
                              >

                              skoro kogos moga tylko cycki, pupa, wlosy etc to kogos pewnie tez
                              zęby;)

                              ja sie kiedys spytalam co konkretnie podoba sie mojemu we mnie.
                              no generalnie wszystko w calosci, ale najładniejsze mam....łydki

                              takze wiesz...róznie to bywa:>

                              ( łydki nie odgrywaja specjalnej roli w naszym zyciu erotycznym;))
                              • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 15:43
                                aneta-skarpeta napisała:

                                Wiesz, to jest coraz lepsze... :)))
                                > ja sie kiedys spytalam co konkretnie podoba sie mojemu we mnie.
                                > no generalnie wszystko w calosci, ale najładniejsze mam....łydki
                                I nadal nie masz pojęcia CO takiego konkretnego jest w Tobie POCIĄGAJĄCE dla faceta ale skoro Cię to nie interesuje...

                                > ( łydki nie odgrywaja specjalnej roli w naszym zyciu erotycznym;))
                                Moja żona ma piękne oczy. Nie odgrywają one specjalnej roli w naszym życiu erotycznym :)))
                                • aneta-skarpeta Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 15:56
                                  songo3000 napisał:

                                  > I nadal nie masz pojęcia CO takiego konkretnego jest w Tobie
                                  POCIĄGAJĄCE dla fa
                                  > ceta ale skoro Cię to nie interesuje...
                                  >

                                  ja wiem co kreci we mnie mojego faceta w lozku i z kg ma to niewiele
                                  wspolnego:)



                                  • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 21:20
                                    He, to nie mieszaj pojęć :) ładne!==pociągające
                              • bi_chetny Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 10:27
                                aneta-skarpeta napisała:
                                > ja sie kiedys spytalam co konkretnie podoba sie mojemu we mnie.
                                > no generalnie wszystko w calosci, ale najładniejsze mam....łydki

                                chyba nie wiedział co powiedzieć...
                                • aneta-skarpeta Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 11:03
                                  bi_chetny napisał:

                                  > aneta-skarpeta napisała:
                                  > > ja sie kiedys spytalam co konkretnie podoba sie mojemu we mnie.
                                  > > no generalnie wszystko w calosci, ale najładniejsze mam....łydki
                                  >
                                  > chyba nie wiedział co powiedzieć...
                                  >


                                  no tak, bo go znasz;)

                                  tak jak faceci np lubia zeby ich zona nosiła duze delkoty, to on
                                  lubi jak odslaniam lydki
                                  nie jest to czesc ciała , ktora dziala na niego erotycznie- jak u
                                  songo oczy zony

                                  po prostu lubi na nie patrzec

                                  nie widze w tym nic "nieprawdziwego"

                                  ja np uwazam ze najladniejsze ma włosy na brzuchu- nie umiem
                                  kompletnie tego wytlumaczyc- no podoba mi sie to strasznie i juz:)
                          • krzysztof-lis Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 15:36
                            > Spasie i zostanie, czy spasiona bo dopiero co po ciazy, to roznica.

                            Jest różnica w przyczynie.

                            Ale czy ta różnica ma powodować u facetów, którzy lubią szczupłe kobiety
                            erekcję? W jaki cudowny sposób?

                            Myślenie życzeniowe pełną gębą...

                            > Raczej o to chodzi, ze sie facio do onanizmu przyzwyczail a ze
                            > zmeczony a zona nie super laska (chwilowo), to wygodniej reke
                            > przylozyc a niestety w zwiazku trzeba sie troche postarac,
                            > napracowac a i czasem poswiecic, co nie znaczy, ze za chwile nie
                            > bedzie lepiej.

                            Też tak myślę. Facetowi się nie chce zabierać za mędzącą żonę, która w dodatku
                            go nie pociąga. Wcale mu się nie dziwię.
                            • aneta-skarpeta Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 15:51
                              krzysztof-lis napisał:

                              > > Spasie i zostanie, czy spasiona bo dopiero co po ciazy, to
                              roznica.
                              >
                              > Jest różnica w przyczynie.
                              >
                              > Ale czy ta różnica ma powodować u facetów, którzy lubią szczupłe
                              kobiety
                              > erekcję? W jaki cudowny sposób?
                              >
                              > Myślenie życzeniowe pełną gębą...

                              ale autorka miała 5 kg nadwagi przed ciaza, to chyba taka strasnzie
                              zgrabna nie była?


                              > Też tak myślę. Facetowi się nie chce zabierać za mędzącą żonę,
                              która w dodatku
                              > go nie pociąga. Wcale mu się nie dziwię.
                              >
                              >


                              moze jakby ja porzadnie przeleciał ( nawet z udawanym usmiechem) to
                              by zona przestała medzić i szybciej wrocilaby do formy?
                              • krzysztof-lis Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 16:27
                                > moze jakby ja porzadnie przeleciał ( nawet z udawanym usmiechem) to
                                > by zona przestała medzić i szybciej wrocilaby do formy?

                                Flagę na twarz i za ojczyznę?
                                • aneta-skarpeta Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 16:33
                                  krzysztof-lis napisał:

                                  > > moze jakby ja porzadnie przeleciał ( nawet z udawanym usmiechem)
                                  to
                                  > > by zona przestała medzić i szybciej wrocilaby do formy?
                                  >
                                  > Flagę na twarz i za ojczyznę?
                                  >


                                  tak, dokładnie tak

                                  dla wspolnego dobra
                              • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 21:24
                                aneta-skarpeta napisała:

                                > ale autorka miała 5 kg nadwagi przed ciaza, to chyba taka strasnzie
                                > zgrabna nie była?
                                Nie wiem. Przed chwilą pisałyście, ze podobno 10kg+ 'straszej różnicy' nie robi...

                                > moze jakby ja porzadnie przeleciał ( nawet z udawanym usmiechem) to
                                > by zona przestała medzić i szybciej wrocilaby do formy?
                                O dobre :D
                                Wyobraź sobie sytuacje, że facet się nie myje i męczy Cię o seks oralny. Może jakbyś mu tego loda zrobiła to by się 'wziął za siebie'.
                                Coś nie teges? Niby się da ale....brrrr.
                                • kag73 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 21:44
                                  Songo3000, a Ty masz dzieci? Konkretnie czy Twoja zona/dziewczyna
                                  byla w ciazy i jak bylo po?
                                  • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 21:55
                                    Skorzystaj z wyszukiwarki :PPP
                                    Nie, nie było, nie ma i nie będzie :) Tyle jeśli chodzi o żonę, od innych nie mam żadnych niepokojących sygnałów :DDD
                                    • kag73 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:00
                                      Ano, czyli troche nie mozesz sie wypowiadac, bo zona dla Ciebie musi
                                      byc szczupla i nie wiesz czy by Ci "nie stawal" jakby po ciazy miala
                                      pare kilo wiecej. A przypuszczalnie, jezeli jestes "normalnym"
                                      facetem, ktory zdecydowal sie na wlasne dzieci z zona, to owszem
                                      stawalby Ci.
                                      • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:19
                                        Mogę się wypowiadać bo wiem :)

                                        Coś chyba niewyraźnie napisałem w innym poście. Jak znacznie przytyła to mi nie stawał :) Jak choć trochę schudła to nie ma problemów. Zdarzyło się nawet wylądować w łóżku w 'nadprogramową' (i naprawdę fajną) koleżanką i też nici bo babeczka z tych pulchniejszych. Swoją droga to możesz sobie wyobrazić jak kląłem później gdzie popadnie :)))
                                        • kag73 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:24
                                          Hmm, no widzisz, trzeba bylo z kolezanka najpierw na basen isc a nie
                                          do lozka, to bys wiedzial na czym stoisz. Ale wsypa, isc z kolezanka
                                          do wyra i nie miec stojaka:))

                                          Ale jej chlopu staje, on tylko z tych wygodnych i leniwych.
                                          • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:35
                                            > Hmm, no widzisz, trzeba bylo z kolezanka najpierw na basen isc a nie
                                            Ano wtopa ale na wesoło :) Spontan to spontan, raz na wozie to i raz pod, hehe
                                            • kag73 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:40
                                              Ale co jej powiedziales? Nie staje mi, bo za gruba jestes?
                                              Kurka wodna, to dopiero sa przygody:)0
                                              • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:45
                                                Nic nie powiedziałem, cokolwiek bym wydusił zabrzmiałoby żałośnie ;)
                                                ... moment, było coś w tylu "no masz ci los..." :P
                                                • kag73 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:51
                                                  Dobrze, ze chociaz taka wpadka sie facetowi moze przydarzyc, bo
                                                  inaczej za dobrze by mieli.
                                                  Orgazmy na zawolanie i praktycznie za kazdym razem, 10 kilo po ciazy
                                                  nie zostanie, to chociaz niech im czasem nie staje!(ale prosze nie
                                                  mojemu mezowi, no chyba, ze z inna a nie ze mna:))
                                                  • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:55
                                                    Nie ma tak dobrze. Teraz jestem mądrzejszy i stale noszę ze sobą stary wkład od "Zenita", jakby co :)))
                                                  • kag73 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 23:02
                                                    A to ci dopiero metody:))
                                                    Moze okularki by sie przydaly, bo cos slabe oko masz.
                                                  • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 23:15
                                                    Jak słaby? Przecież właśnie w tym sęk, że dojrzałem co trzeba.
                                                    Żeby offtopa przygładzić - Autorce proponuję nie kupować okularów dla mężusia, moim zdaniem nie pomoże :P
                                                  • kag73 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 23:23
                                                    Ale dojrzales dopiero jak sie rozebrala, to troche poznawo.
                                                  • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 23:33
                                                    Po prostu wcześniej, zgodnie z niektórymi tu mądrościami:
                                                    - starałem się patrzyć dziewczynę 'całościowo',
                                                    - skupiałem się na innych częściach, łydkach przykładowo,
                                                    - emanowałem zaangażowaniem emocjonalnym,
                                                    - wykazałem dojrzałą, koleżeńską postawę,
                                                    - i w ogóle.
                                                    Dziwne, nie zadziałało...
                                                    :P
                                                  • kag73 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 23:43
                                                    Ha, ha, ha, sratatata, akurat w to uwierze!
                                                    I wlasnie na podstawie lydek chcials pojsc z nia do lozka, hmm, ta,
                                                    nie watpie:))Tutaj byla mowa o ludziach, ktorzy sie kochaja i sa w
                                                    stalych zwiazkach i o roznych okolicznosciach a nie o przygodnych
                                                    znajomosciach.
                                                    Prawda jest taka, ze babka Ci sie spodobala a potem sie okazalo, ze
                                                    ma jedna faldke za duzo.
                                                    Ale powiem Ci, ze masz problem, bo co Ty zrobisz jak Twoja zona z
                                                    wiekiem przytyje? Chyba bedziesz szukal nastepnej chudej.
                                                    Chyba Ci fantazji brakuje troche.
                                                  • aneta-skarpeta Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 10:46
                                                    songo3000 napisał:

                                                    > Po prostu wcześniej, zgodnie z niektórymi tu mądrościami:
                                                    > - starałem się patrzyć dziewczynę 'całościowo',
                                                    > - skupiałem się na innych częściach, łydkach przykładowo,
                                                    > - emanowałem zaangażowaniem emocjonalnym,
                                                    > - wykazałem dojrzałą, koleżeńską postawę,
                                                    > - i w ogóle.
                                                    > Dziwne, nie zadziałało...
                                                    > :P
                                                    >

                                                    bo nie było chemi:P
                                                  • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 12:23
                                                    Była, w szklankach :P
                                                  • aneta-skarpeta Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 12:27
                                                    songo3000 napisał:

                                                    > Była, w szklankach :P
                                                    >

                                                    widocznie za mało:P

                                                    albo za dużo, a teraz zwalasz na kobite:P
                                                  • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 12:32
                                                    Tak czy siak to jej wina bo polewała :PPP
                                                  • aneta-skarpeta Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 12:42
                                                    songo3000 napisał:

                                                    > Tak czy siak to jej wina bo polewała :PPP
                                                    >

                                                    :D:D:D az oplułam sie kawą:P

                                                    zostałes po prostu udzwiedziony w najprostrzy sposób;)
                                                  • arronia Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 17:08
                                                    aneta-skarpeta napisała:

                                                    > songo3000 napisał:
                                                    >
                                                    > > Była, w szklankach :P
                                                    > >
                                                    >
                                                    > widocznie za mało:P
                                                    >
                                                    > albo za dużo, a teraz zwalasz na kobite:P

                                                    I się pożyteczny offtop zrobił. Dla autorki wątku. O tym, jak mężczyźnie, nawet
                                                    rozsądnemu ;), łatwo przychodzi postawienie na pierwszym miejscu "winy" kobiety.
                                                    Bo za gruba była. A że jeszcze jakieś dodatkowe okoliczności miały miejsce... A
                                                    co tam!

                                                    Kiedyś tu był wątek o tym, jak siebie widzą niskolibidowcy (to już nie a propos
                                                    Songo, tylko w ogóle zaczynania od szukania dziury w całym zupełnie poza sobą).
                                                  • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 22:14
                                                    arronia napisała:

                                                    > Kiedyś tu był wątek o tym, jak siebie widzą niskolibidowcy (to już nie a propos Songo
                                                    No, no, no. Bo na ten motór od Possesive wsiądę i przyjadę zrobić porządek ;)
                                                  • possessive Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 08.01.10, 07:25
                                                    songo3000 napisał:


                                                    > No, no, no. Bo na ten motór od Possesive wsiądę i przyjadę zrobić
                                                    porządek ;)

                                                    Znowu jak kulą w płot ponieważ tutaj akurat ja sama się z siebie
                                                    śmieję. Śmieszne i żałosne rzeczy się robiło aby nie sczeźnąć na
                                                    macierzyńskim. Aczkolwiek nadal na motórze boję się jeździć:)
                                                    >
                                                  • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 08.01.10, 08:15
                                                    > Aczkolwiek nadal na motórze boję się jeździć:)
                                                    O! to Ty będziesz prowadzić, zawsze to większa adrenalina ;)
                            • kag73 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 19:46
                              Przeceiz on problemow z erekcja nie ma, nie chce mu sie tylko tylka
                              ruszyc i zabawic sie z zona, to wszystko. I mysle, ze jest roznica
                              czy po ciazy zapasiona czy bez. Bo jak po ciazy, ma prawo, facet wie
                              dlaczego i moze nie bedzie mial super frajdy(a moze nawet bedzie
                              mial)ale beda mieli bliskosc i nie bedzie roslo niezadowolenie.
                              Rozsadny, kochajacy facet w takiej sytuacji na pewno stanie na
                              wysokosci zadania. To nie jest tak, ze on wlasnie wybiera kandydatke
                              na partnerke, ona juz jest ta wybrana, zdecydowali sie na dziecko i
                              dlatego ona chwilowo jest grubsza. Nie mow mi, ze to myslenie
                              zyczeniowe, bo sama mam w domu egzemplarz lubiacy szczuple kobiety a
                              ja nie bylam wyjatkiem, ktorzy natychmiast po ciazy mial plasciutki
                              brzuszek i dawna figurke a maz sie nie lumpil. Po prostu, mlody
                              chlop, wyglodzony po pologu i do tego chetna(nieco grubsza chwilowo)
                              zona. I uwierz mi ani razu nie mial problemu z erekcja, to wiem na
                              pewno, czy sie bardzo poswiecal, tego nie wiem, nie pytalam. A nawet
                              jezeli...nazywa sie, ze na dobre i na zle, co nie?
                              • songo3000 Poświęcalstwo rulez! 06.01.10, 21:33
                                To, co proponujesz to zwykłe (o, i jak najbardziej kobiece) "poświęcalstwo". W Twoim przypadku to sorry ale chop najwyraźniej miał frajdę i mu nic nie przeszkadzało. Inaczej... byłoby znacznie inaczej, hehe.

                                Zdaj się, że jest to lustrzane odbicie 'rozkładania nóg' i 'myślenie o jutrzejszym obiedzie' u babeczek. JAKOŚ tak się złożyło, że za TAKIE sugestie do niechetnej żonusi przeważnie mamy tutaj mały lincz (vide wątek BCDE i inne) :)
                                • kag73 Re: Poświęcalstwo rulez! 06.01.10, 21:54
                                  Zebys wiedzial, to meza dzis o to zapytalam czy sie musial bardzo
                                  poswiecac sypiajac ze mna po ciazy. Odpowiedz jak z pistoletu "tak,
                                  po kazdym seksie plakalem". A ja na to, ze nie widzialam i czy to
                                  bylo takie ostre plakanie a on, ze owszem az spazmow dostawal od
                                  placzu, do dzis ma traume. No mielismy wlasnie niezy ubaw. Zdziwiony
                                  byl tylko, ze pytam po ponad czterech latach.
                                  A potem juz na powaznie powiedzial, ze jasne, ze wolal mnie szczupla
                                  i widzial roznice, ale spoko problemow z seksem ze mna nie mial, bo
                                  koncentrowal sie na tym co "ladne", pociagajace. Czyli jak widac
                                  mozna.
                                  I powiem Ci, ze w malzensstwie od czasu do czasu mozna i warto sie
                                  poswiecic. Nie cale lata, ale owszem ze wzgladu na okolicznosci
                                  mozna.
                                  • songo3000 Re: Poświęcalstwo rulez! 06.01.10, 22:00
                                    kag73 napisała:

                                    > I powiem Ci, ze w malzensstwie od czasu do czasu mozna i warto sie
                                    > poswiecic. Nie cale lata, ale owszem ze wzgladu na okolicznosci
                                    > mozna.
                                    Hmmm... rozumiem. Ja jednak nie uznaję takich kompromisów i fakt, czasami za to płacę. Ale rozumiem Twój punkt widzenia.
                                • urquhart Re: Poświęcalstwo rulez! 06.01.10, 21:58
                                  songo3000 napisał:
                                  > Zdaj się, że jest to lustrzane odbicie 'rozkładania nóg' i 'myślenie o jutrzejs
                                  > zym obiedzie' u babeczek. JAKOŚ tak się złożyło, że za TAKIE sugestie do nieche
                                  > tnej żonusi przeważnie mamy tutaj mały lincz (vide wątek BCDE i inne) :)

                                  :) :) :)
                                • glamourous Re: Poświęcalstwo rulez! 06.01.10, 23:39
                                  songo3000 napisał:

                                  > To, co proponujesz to zwykłe (o, i jak najbardziej kobiece) "poświęcalstwo".


                                  Nie "poswiecalstwo", tylko bardzo w zyciu pozyteczna umiejetnosc czasowego
                                  "zagryzienia zebow". Uwazam, ze jezeli ktos tej cennej umiejetnosci nie posiada,
                                  to nie powinien w ogole pakowac sie w stale zwiazki, zwlaszcza z opcja
                                  prokreacji. Tak sie juz bowiem sklada, ze zycie we dwoje to nie tylko wieczne
                                  damsko-meskie dolce vita, gdzie kobita i facet zawsze wygladaja tak modelowo jak
                                  w reklamach maszynek do golenia. Czasem codzienny lajf implikuje nam
                                  niezawiniony nieapetyczny wyglad - ludzie choruja, smarkaja, kaszla, tyja,
                                  chudna (oby nie ekstremalnie i nie na stale!!) - i roznego rodzaju niepozadane
                                  nieapetycznosci powinnismy potrafic wliczyc w koszty stalego zwiazku. Biologia
                                  biologia, brutalne reguly "krecenia" oraz "niekrecenia" swoja droga - nikt
                                  rozsadny sie nie spiera z realiami, ze attraction is not a choice. ALE jezeli
                                  ktos nie potrafi zagryzc na chwile zebow dla wspolnej sprawy i z nadzieja na
                                  lepsze czasy, to nie powinien sobie i komus zawracac gitary stalym zwiazkiem,
                                  tylko raczej zyc sobie jako wolny elektron wedle rytmu swoich seksualnych
                                  przyplywow i odplywow do przypadkowych osob.

                                  Nikt rozsadny nie linczuje tu faceta, bo stracil seksualna wene do zony, ktorej
                                  sie niefortunnie przytylo. To normalne i zrozumiale. Nieco dupkowata jest
                                  natomiast postawa tego pana, ze z chwila gdy przerobil swoja kobite w matke,
                                  kompletnie olal budowanie wiezi w tym zwiazku na linii maz-zona. Ba, nie tylko
                                  olal - niewybrednie te wiez sabotuje. Wyjscie z zalozenia, ze "skoro zona mnie
                                  juz nie kreci, to zabieram moje zabawki (gazetki) i ide do innej piaskownicy
                                  (kibla) bawic sie sam ze soba, bo MI jest akurat tak fajniej" to rodzaj
                                  sabotazu, zwlaszcza gdy zona czeka na ten nieszczesny seks z takim utesknieniem.
                                  Facet, zamiast zagryzc troche wyzej wspomniane zeby i minimalnie chociaz
                                  zawalczyc o utrzymanie seksualnej wiezi na jakim takim poziomie do momentu kiedy
                                  zona wylize sie z pociazowych nieestetycznosci, tak sobie po prostu walkowerem
                                  odpuscil...
                                  • songo3000 Re: Poświęcalstwo rulez! 06.01.10, 23:44
                                    Glam, wszystko to prawda ale IMO my się tu zastanawiamy (nie napisze, że 'głownie' bo parodia by wyszła ;) - co dalej.
                                    • kag73 Re: Poświęcalstwo rulez! 06.01.10, 23:50
                                      A co to wlasciwie znaczy "IMO", bo ja tak cos z nowymi skrotami na
                                      bakier jestem.
                                      • kag73 Re: Poświęcalstwo rulez! 06.01.10, 23:54
                                        A juz wiem: In My Opinion
                                • aneta-skarpeta Re: Poświęcalstwo rulez! 07.01.10, 10:36
                                  generalnie sie nie rozumiemy:), ale pewnie juz to zauważyłeś:P

                                  jesli małzenstwo jest zgodne, kochające i chce dbac o swój zwiazek
                                  to czasem kazdy powinien pojsc na kompromis. Różny.

                                  Jesli moj chłop spełnia moje oczekiwania w łózku, doskonale sie
                                  rozumiemy i np mam okres, a on chce tak strasznie chocby loda, ze go
                                  az skreca, a mi sie srednio chce to sie "poswiece". Nie bede tego
                                  robila z obrzydzeniem, bo po 2-5 min juz mi sie spodoba. chodzi o
                                  ten impuls, zeby sie postarac

                                  Facet, kobiety ktora dochodzi do siebie po porodzie powinien tez
                                  dla "zdrowotnosci zwiazku" czasem ja przeleciec. Jesli obie strony
                                  sie staraja to po chwilowym "zmuszeniu" zastepuje powolne
                                  podniecenie i potem moze byc zupelnie extra..albo normalnie.

                                  zeby zwiazek wrocil do formy po takim trudnym okresie wazne sa
                                  starania obu stron, nie tylko 1


                                  wtedy facet nie czuje potrzebu szukania na boku, a kobieta czuje sie
                                  kochana i atrakcyjna- a to pomaga w powrocie do formy, bo chcemy
                                  podobac sie jeszcze bardziej





                              • krzysztof-lis Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 21:59
                                > Rozsadny, kochajacy facet w takiej sytuacji na pewno stanie na
                                > wysokosci zadania.

                                Rozsądny, kochający, i co najważniejsze DOJRZAŁY facet zmusi się do seksu,
                                będzie udawał, że ma na żonę ochotę, że go bardzo pociąga, a do tego za wszelką
                                cenę siłą woli utrzyma wzwód i doprowadzi się do orgazmu. Nieważne, że będzie
                                wtedy myślał o Anglii albo o sąsiadce, ważne, że stanie na wysokości zadania.

                                W razie potrzeby, niech kupi Viagrę.

                                Ciekawe tylko, jaki to komunikat prześle partnerce. "Jesteś trochę za gruba, weź
                                się za siebie"? Wątpię. Ma to tyle samo sensu, co udawanie orgazmu przez kobiety.

                                > Po prostu, mlody chlop, wyglodzony po pologu i do tego
                                > chetna(nieco grubsza chwilowo) zona.

                                A więc zgoła inna sytuacja, niż opisana przez wątkotwórczynię. Je facet nie jest
                                wygłodzony.
                                • kag73 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:15
                                  Nawet nie sadze, ze wiekszosc sie zmusza. Moj Boze, ludzie, kobieta
                                  byla w ciazy, jednak nadal jest jego zona, laczy ich cos wiecej niz
                                  seks z osobami perfekcyjnie wygladjacymi. Poza tym ona wie co jego
                                  kreci, sa rozne pozycje seksualne.
                                  Jaki komunikat, o czym Ty mowisz, oboje wiedza, ze niedawno urodzila
                                  dziecko, to normalne, ze ma zbedzne kilogramy, nie tylko on, ona
                                  rowniez je widzi, ma czas na schudniecie.

                                  Taa, mezowi autorki potrzebny maly post, to wszystko, nawet gdzies
                                  wspomnial, ze to ona ma przejac inicjatywe.
                                  • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:24
                                    kag73 napisała:

                                    > Taa, mezowi autorki potrzebny maly post, to wszystko, nawet gdzies
                                    > wspomnial, ze to ona ma przejac inicjatywe.
                                    Nie zgodzę się. 'Małe posty' w trakcie ciąży poskutkowały 'odkryciem' uroków reni grabowskiej. Dlaczego teraz skutek miałby być inny, skoro (o ile nie bzyka sąsiadek) i tak cały czas jedzie na ręcznym?
                                    • kag73 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:32
                                      No jak zona w pore zadziala to by pomoglo, renia nie bylaby
                                      potrzebna. Wtedy zona nie chciala a teraz chce, to ta roznica.
                                      Musi sie gosciu od reki odzwyczaic, po prostu.
                                      • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:37
                                        Jaką będzie miał motywację? Na razie jej nie widać.
                                        • kag73 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:43
                                          Zona zadowolona tez motywuje, no nie?
                                          Zacznie misia i za dnia przytulac, zraz mu bedzie razniej.A teraz to
                                          pewnie daje mu popalic.
                                        • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:53
                                          To jest dosyć mgliste 'być może' a nie motywacja na 'teraz'. Papiery rozwodowe, ustawka z adoratorem, o! to by była motywacja (bo rozumiem, że na zrzucenie brzucha i wykrzesanie sexbomby w miesiąc nie ma co liczyć :)
                                          • kag73 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 23:03
                                            No, ten adorator, racja, to by bylo dobre.
                                  • krzysztof-lis Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 12:27
                                    > Poza tym ona wie co jego kreci, sa rozne pozycje seksualne.

                                    No to niech z tego skorzysta.

                                    > Jaki komunikat, o czym Ty mowisz, oboje wiedza, ze niedawno
                                    > urodzila dziecko, to normalne, ze ma zbedzne kilogramy, nie tylko
                                    > on, ona rowniez je widzi, ma czas na schudniecie.

                                    Niestety, niektóre matki uważają, że mają prawo zapuścić się po ciąży, albo w
                                    ogóle po ślubie
                                    • aneta-skarpeta Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 12:38
                                      krzysztof-lis napisał:

                                      > Niestety, niektóre matki uważają, że mają prawo zapuścić się po
                                      ciąży, albo w
                                      > ogóle po ślubie
                                    • juzia214 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 12:44
                                      oczywiscie ze maja takie prawo :)
                                      jesli jeszcze nie przeszkadzają im konsekwencje to juz jest całkiem super :)

                                      poza tym to naprawdę jest proste do zrozumienia -kobieta w ciązy/po ciązy nie
                                      bedzie juz nigdy ta samą kobietą ,co ta sprzed ciązy.
                                      i psychicznie i fizycznie.zbyt wiele zmian zachodzi w ciele/psychice kobiety ,w
                                      ktorej rośnie dziecko (ze nie wspomne o porodzie).
                                      wymagać od kobiety zeby byla taka sama jak przed ciążą to tak jakby wymagać od
                                      licealisty, zeby wrocił do podstawówki-małych krzeselek,niskich
                                      stolików,uznawania bezwzględnego autorytetu pani nauczycielki...
                                      to niektorzy panowie nie nadążają za rozwojem sytuacji a nie ich partnerki
                                      staja sie zle.
                                      • krzysztof-lis Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 14:40
                                        > poza tym to naprawdę jest proste do zrozumienia -kobieta w
                                        > ciązy/po ciązy nie bedzie juz nigdy ta samą kobietą ,co ta sprzed
                                        > ciązy.

                                        Naturalnie, ale to nie oznacza, że kobieta po ciąży może się spaść do woli i na
                                        zawsze.
                                        • aneta-skarpeta Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 14:44
                                          krzysztof-lis napisał:

                                          > Naturalnie, ale to nie oznacza, że kobieta po ciąży może się spaść
                                          do woli i na
                                          > zawsze.
                                          >

                                          ale do jasnej cholery nie mowimy o takich przypadkach!

                                          ( denerwujace jest to, że zamiast daleisc w dyskusji musimy ciagle
                                          wałkowac, ze chodzi o sytuacje zaraz po ciazy, chwilowy brak formy,
                                          a nie przeistoczenie sie w wieloryba na wieki)
                                          • aneta-skarpeta Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 14:46
                                            mało tego znam całą gromade facetów, którzy po slubie
                                            dostaja "miesnia piwnego" i jedyna rozrywka jest drzemanie na
                                            kanapie, choc wczesniej uwielbiali biegac po kinach, pubach i
                                            znajomych

                        • glamourous Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 15:41
                          songo3000 napisał:

                          > Po widocznym przytyciu nie stanie i już, żaden tam 'taki sobie
                          > seksik'.


                          Songo, nadmiernie radykalizujesz. Zazwyczaj sie z Toba zgadzam, bo sama jestem
                          wzrokowcem i doskonale wiem jak wielki jest power fizycznego krecenia, oraz ze
                          to nie jest tak, ze "jak kocha dojrzale to MA pozadac", bez wzgledu na plec. Mi
                          tego akurat tlumaczyc nie trzeba, ale uwazam ze tu akurat przesadzasz wyrokujac,
                          ze mezowi autorki watku na pewno NIE STANIE, bo przytylo jej sie raptem 10 kilo.
                          Przeciez do licha 10 kilo to nie 30 i robi z kobiety zaledwie "boczka" ale nie
                          jakiegos wieloryba. Przy przyciemnionym lub zupelnie zgaszonym swietle nawet
                          wzrokowiec jest w stanie miec dosc fajny seks z kobieta moze nawet niekoniecznie
                          o wygladzie modelki - bo w konuc seks to nie tylko bodzce wzrokowe. Dotyk,
                          pieszczoty i erotyczna atmosfera w koncu chyba zrobilyby swoje, bez przesady, ze
                          by mu juz na pewno NIE STANAL. Trzeba tylko chciec i wyjsc tej zonie odrobine
                          naprzeciw. No i potrafic zrezygnowac z onanizmu w kibelku na pol godziny przed,
                          to oczywiste, ze zaspokojonemu chlopu sie nie chce, wiec wybrzydza. Mysle, ze
                          leciutkie wyposzczenie sprawiloby ze stanalby mu w lozku jak swiateczna choinka
                          - nawet pomimo 10 nadprogramowych kilogramow zony.
                          • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:13
                            glamourous napisała:


                            > Songo, nadmiernie radykalizujesz.
                            Jak zwykle celowo :) jeśli przeczytałaś posty powyżej to chyba się domyślasz dlaczego.


                            > tego akurat tlumaczyc nie trzeba, ale uwazam ze tu akurat przesadzasz wyrokujac
                            > ze mezowi autorki watku na pewno NIE STANIE, bo przytylo jej sie raptem 10 kilo
                            A ne, ne :) tu akurat stwierdziłem że nie wiem jak to jest u mężusia Autorki. Po prostu tak TEŻ bywa mimo życzeniowego myślenia niektórych.

                            > .
                            > Przeciez do licha 10 kilo to nie 30 i robi z kobiety zaledwie "boczka" ale nie
                            > jakiegos wieloryba. Przy przyciemnionym lub zupelnie zgaszonym swietle nawet
                            > wzrokowiec jest w stanie miec dosc fajny seks z kobieta moze nawet
                            No momento. Seks zaczyna się 'w głowie'. Jeżeli wiemy jak nieciekawie wygląda partner (i już wtedy są problemy) to zgaszenie światełek IMHO nic nie da.

                            > pieszczoty i erotyczna atmosfera w koncu chyba zrobilyby swoje,
                            Ale tutaj koło ciemnej strony mocy już się nakręciło. Przecież u nich nie ma żadnej erotycznej atmosfery czy seksapilu żony. Dlatego proponuję: tnij a może coś z tego będzie.

                            > by mu juz na pewno NIE STANAL.
                            Może tak, może nie. Mi po osiągnięciu wagowego punktu przegięcia na pewno nie. A gdzie jest ten punkt? baa...

                            > Trzeba tylko chciec i wyjsc tej zonie odrobine
                            Ale mu się nie chce i tak 'z powietrza' nie zachce, prawda?

                            > naprzeciw. No i potrafic zrezygnowac z onanizmu w kibelku na pol godziny przed,
                            > to oczywiste, ze zaspokojonemu chlopu sie nie chce, wiec wybrzydza. Mysle, ze
                            > leciutkie wyposzczenie sprawiloby ze stanalby mu w lozku jak swiateczna choinka
                            > - nawet pomimo 10 nadprogramowych kilogramow zony.
                            Zdaje się, że te wyposzczenie to właśnie jest. A rezultatem są nerwy i chamsie odzywki.
                            • kag73 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:30
                              "Zdaje się, że te wyposzczenie to właśnie jest. A rezultatem są
                              nerwy i chamsie odzywki."

                              Ano, moze tak i jest, ale facio nie zdaje sobie z tego sprawy.
                              Dlatego powinni pogadac i zaczac umawiac sie na seks. Lepsze to niz
                              frustracja, tez tak swego czasu robilismy, jak dzieciak byl maly a
                              my wykonczeni padalismy pozna noca do lozka.
                              Poza tym wiecej pewnosci siebie u tej pani wcale by nie zaszkodzilo.
                              10 kilo w te czy w te, nie wierze, ze wlasnego meza nie potrafilaby
                              uwiesc gdzyby sie uparla:))


                              • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:33
                                > 10 kilo w te czy w te, nie wierze, ze wlasnego meza nie potrafilaby
                                > uwiesc gdzyby sie uparla:))
                                Ubiegnę Krzyśka! - czyli to JEJ wina
                                ;DDD
                                • kag73 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:39
                                  Tak czy siak, kobieta zawsze winna:))

                                  A na serio, zebraliby sie do kupy, pogadali ze spokojem szczerze,
                                  przypomnieli by sobie jak bardzo sie kochaja i juz by bylo z gorki.
                                  Wbrew pozorom nikt z nas nie jest przygotowany do rodzicielstwa, bo
                                  i skad albo jak. Czasmi pomaga rozmowa, okazuje sie wtedy, ze
                                  wlsciwie i jednemu i drugiemu nie jest latwo i wtedy rodzi sie
                                  taka "solidarnosc" czy lojalnosc i ludzie mowia "jakos sobie
                                  poradzimy, na pewno niedlugo bedzie lepiej", byle do wiosny:))
                                  • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 22:43
                                    Oj, już przestań bo jeszcze się pogodzą i nie będzie o co się wykłócać :DDD
                        • ciezka_cholera Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 19:52
                          songo3000 napisał:

                          > Kag, ja nie wiem jak to jest u tego faceta. Wiem, za to jak to jest u facetów,
                          > których kręcą w miarę szczupłe babeczki. Po widocznym przytyciu nie stanie i ju
                          > ż, żaden tam 'taki sobie seksik'.

                          Songo, pytanie zasadnicze jest takie: czy jest to problem tych panow czy ich
                          partnerek? Bo dla mnie, osobiscie, tacy bardzo mocno zafiksowani na jednym
                          fetyszu ludzie sa kiepskim materialem na partnera. Mysle, ze zupelnie
                          niepotrzebnie domniemujesz, ze glownym problemem autorki watku jest brak seksu z
                          mezem wynikajacy, byc moze z dodatkowych 10kg, mysle ze jej glownym problemem
                          jest beznadziejny maz. I abstrahuje w tej chwili od jego winy lub jej braku, po
                          prostu zalozenie, ze jedna strona ma sie cale zycie starac by miescic sie w
                          bardzo waskich ramach akceptacji erotycznej partnera, wydaje mi sie nieco
                          kuriozalne. Coz ma ten facet takiego, czego nie maja inni, zeby wart byl az tyle
                          zachodu i ryzyka (bo nie zawsze mamy wplyw na swoj wyglad).

                          Ciekawam bardzo, czy gdyby Ci przyjaciel biadolil, ze jego polowica ma chec na
                          seks wylacznie z mezczyznami u wladzy (dajmy na to co najmniej 30 osobowa grupa
                          podwladnych), dysponujacymi co najmniej kwota X i majacymi co najmniej Y dochodu
                          (przy zalozeniu, ze kwoty X i Y sa wzglednie wysokie) i zupelnie biedna nie ma
                          na to wplywu, po prostu inni jej nie kreca, to bys mu szczerze doradzil jak by
                          tu na stale wpisywac sie w jej gust, czy raczej, zeby poszukal pani bardziej
                          elastycznej w tej kwestii?

                          Przypomne jeszcze dla porzadku, ze dzieci sa wspolnym dobrem kobiety i
                          mezczyzny, ale koszty ciazy, porodu i pologu ponosi glownie kobieta. Jezeli wiec
                          jakis mezczyzna jest takim esteta, ze rozstepy, pare dodatkowych kilogramow, czy
                          troche sflaczala skora na brzuchu uniemozliwia mu wspolzycie z ich wlascicielka,
                          to nie powinien sie na rodzicielstwo decydowac.
                          • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 06.01.10, 23:23
                            Ojej, moderatorzy jednak nie śpią :)))

                            > Ciekawam bardzo, czy gdyby Ci przyjaciel biadolil, ze jego polowica ma chec na
                            Streszczając co poszło pod nóż: Przyjaciel biadolił, rady aplikowane było w podanej przez Ciebie kolejności, skutki jak najbardziej pozytywne.

                            > to nie powinien sie na rodzicielstwo decydowac.
                            Nie powinien.
                            Problem w tym, że takie 'zapatrywania' mogą wyjść dopiero 'po'. Ile osób zna dogłębnie swoje preferencje i 'wie czego chce'?? (bywalców tego forum nie liczę, bo jakby nie patrzeć - Elita, hehe)
                          • aneta-skarpeta Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 10:18
                            nie zapominajmy, ze autorka uslyszala po 6 miesiacach po porodzie
                            nie tylko, ze powinna schudnac, ale tez ze jest nudna, nie jest
                            wystarczajaco dobra w zadnej dziedzinie i generalnie strzelic sobie
                            w łeb, bo nic kompletnie nic temu panu nie pasuje.

                            ps. kag pisała o tym ze w seksie malzonkow nie tylko fizycznosc
                            odgrywa znaczenie- sama zreszta ładniej bym tego wszytskiego nie
                            napisała.
                            wazne, chyba najwazniejsze, jest to co i jak robimy w lozku?
                            oczywiscie cały czas nie mowimy o wieorybach, ani o babach z
                            tłustymi strakami:)

                            • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 12:31
                              To wszystko wiemy, rozumiemy, itd. Można teraz popastwić się nad 'przyczynami', motywacjami i 'wolą' każdej ze stron (i dokładnie to się dzieje). A proponowałem na wstępie skupić się na konkretnych radach a nie dziamgoleniu, to nie :)))
                              • aneta-skarpeta Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 12:41
                                no to sa konkretne rady
                                - baba bierze sie za siebie-( sama pisała że juz zaczeła- skutków ze
                                strony meza zero)
                                - zacheca faceta do czynnego udziały w staraniach
                                - w ramach motywacji facet musi troche sie postarac i docenic to co
                                ma
                                - on powinien skupic sie na np udziwnionych praktykach seksualnych,
                                ona na wprowadzeniu ich w życie
                                - o tym wszystkim musza SZCZERZE pogadac

                                • songo3000 Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 12:44
                                  I co, można? można :)
                                  Inna spraw, że wątek by umarł po kilku postach i byłoby tragicznie nuuuuudno. :DDD
                                  • aneta-skarpeta Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 12:46
                                    co racja to racja
                              • possessive Re: Ehhh, "jak krowie na miedzy" tak? 07.01.10, 12:44
                                songo3000 napisał:
                                A proponował
                                > em na wstępie skupić się na konkretnych radach a nie dziamgoleniu,
                                to nie :)))
                                >
                                No jasne, ja proponuję autorce zacząć jeździć na motorze. To bez
                                wątpienia konkretna rada, a skuteczność podobna..
                                • songo3000 Genialne! 07.01.10, 12:59
                                  Oczywiście, że podobna. Motor:
                                  - nowe doświadczenia
                                  - możliwa pasja
                                  - wybitnie męskie towarzystwo (nowi adoratorzy=wyższa samoocena)
                                  - możliwe wspólne hobby wraz z mężusiem
                                  ...
                                  • possessive Re: Genialne! 07.01.10, 13:07
                                    Przynajmniej ciekawsze niż modlenie się do drzemiącego na kanapie
                                    małżonka. Ja bym nie wyrobiła w takiej nudzie..dlatego prawko na
                                    motor zrobiłam już dawno podczas kolejnych drzemek małżonka.
                                    • songo3000 Re: Genialne! 07.01.10, 13:15
                                      Ale ja tak szczerze...
                                      • possessive Re: Genialne! 07.01.10, 13:17
                                        Nikt cię o ironię nie posądzał, naprawdę
    • galia29 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 19:30
      Nie przeczytałam wszystkich postów więc przepraszam jeśli się
      powtarzam.
      Jestem kobietą ale może nie mam w sobie solidarności kobiecej, bo
      moje zdanie jest takie,że z 10 kilogramową nadwagą pewnie nie jesteś
      atrakcyjna dla męża. Jeśli jeszcze karmisz piersią to jesteś
      usprawiedliwiona- wtedy nie można stosować diet, bo traci się pokarm
      a chudnąć i tak się nie chudnie (pomijam te szczęściary , które
      karmienie odchudza:))Jeśli nie karmisz to nie rozumiem dlaczego nie
      zrobisz coś ze swoją wagą, dlaczego uważasz ,że mąż powinien Cię
      uważać za atrakcyjną skoro sama się wstydzisz swojego wyglądu? Z
      tym "boczkiem" to niezbyt taktownie się zachował przyznaję ale też
      nie rozumiem kobiet , które uważają ,że urodzenie dziecka
      usprawiedliwa nadwagę i domagają się akceptacji swego wyglądu bo
      przecież urodziły dzieci. Żeby nie było- urodziłam dwoje, w ciąży
      pilnowałam prawidłowego odżywiania i przytyłam prawidłowo ale i tak
      musiałam się ostro wziąć za dietę by po każdej ciąży i karmieniu
      wrócić do wagi sprzed ciąży. To sporo pracy ale się da!
      • krzysztof-lis Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 20:04
        > Jeśli jeszcze karmisz piersią to jesteś usprawiedliwiona- wtedy nie
        > można stosować diet, bo traci się pokarm

        Szczęśliwie matki karmiące alergików. One muszą być na diecie! :)
        • aneta-skarpeta Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 06.01.10, 11:00
          krzysztof-lis napisał:

          > Szczęśliwie matki karmiące alergików. One muszą być na diecie! :)
          >


          moja kolezanka musiała jesc w zasadzie tylko sucha kasze i
          gotowanego kurczaka bez przypraw. była bardzo szczesliwa;P
        • zakletawmarmur Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 06.01.10, 21:14

          Mój spędzajacy pół życia na siłowni brat też jest na specjalnej
          diecie... I robi się coraz to większy:-)
          • songo3000 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 06.01.10, 21:57
            E, na pewno tam tylko laski podrywa a później puchnie z samozadowolenia :P
    • bal-la Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 05.01.10, 20:09
      a ja zastanawiam się co jeśli nagle między dwojgiem ludzi kończy się chemia...tzn. np ze strony męża? nie urodzilam dziecka - moja figura nie zmienila sie od ślubu - tylko mąż nagle stracił na mnie ochotę.. nie bylismy razem od kilku miesiecy...smutne ale prawdziwe - on nie ma nikogo - to wiem na 100% - po prostu nagle stwierdził, że go nie kręce - można tak być razem?
      • aneta-skarpeta Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 06.01.10, 11:02
        bal-la napisała:

        > a ja zastanawiam się co jeśli nagle między dwojgiem ludzi kończy
        się chemia...t
        > zn. np ze strony męża? nie urodzilam dziecka - moja figura nie
        zmienila sie od
        > ślubu - tylko mąż nagle stracił na mnie ochotę.. nie bylismy razem
        od kilku mie
        > siecy...smutne ale prawdziwe - on nie ma nikogo - to wiem na 100% -
        po prostu n
        > agle stwierdził, że go nie kręce - można tak być razem?


        pewnie może

        pytanie tylko czy jest chetny spróbowac cos z tymz robic ( w imie
        bycia z Tobą) czy sobie odpuscił i zaakceptował ten fakt?

        ludzie w zwiazkach miewają rozne problemy natury erotycznej i czesto
        przy checi wpółpracy obojga mozna wiele naprawic
      • mozambique Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 06.01.10, 11:19
        a ja zupełeni szczerze radizałbym sie gleboko zastanowic nad
        propozycją aby sfrustrowana, lekko zaniedbana, żle czująca sie w
        swoim ciele i odsatwiona na bok zona nagle przebrała sie ze
        dominę , sado-maso albo tancerke z go-go i przywitała męza owinięta
        tylko w lateksowe paski za to w rózowej peruce . Przewiduję ze z
        miejsca wzbudzi raczej szyderczy smeich niz nagłą erekcję.

        jesli zona straciła atrakcyjnosc w oczach meża ( nie oszukujmy się -
        pożadanie opiera sie na wzajemnej atrakcyjnosci fizycznej ale nie
        jest równoznacze z żurnalową urodą) i pożądanie znikło to aby
        pojawiło sie - owa atrakcyjnosc musi jakos wrócić

        jesli męza nie rajcuje 10 kg nadwagi to trudno zeby go rajcowało
        10kg nadwagi w bardzo skąpej erotycznej bieliźnie . Tak bielizna
        odsłania akurat te najbardziej wrażliwe miejsca w ktorych nadwaga
        sie odkłada .

        ktos cos wspomniał o grubaskach w burdelach - są owszem ale do nich
        trafiaj kliecni akurat w grubaskach gustujący. Widocznie mąz autorki
        w nich nie gustuje.
        • aneta-skarpeta Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 06.01.10, 11:32
          mozambique napisała:

          > a ja zupełeni szczerze radizałbym sie gleboko zastanowic nad
          > propozycją aby sfrustrowana, lekko zaniedbana, żle czująca sie w
          > swoim ciele i odsatwiona na bok zona nagle przebrała sie ze
          > dominę , sado-maso albo tancerke z go-go i przywitała męza
          owinięta
          > tylko w lateksowe paski za to w rózowej peruce . Przewiduję ze z
          > miejsca wzbudzi raczej szyderczy smeich niz nagłą erekcję.

          no wiesz nie mozna otrzec sie o przesadę:)

          wiadomo, ze jak baba zalozy rozowa peruke i jakis kosmiczny stroj to
          moze wygladac komicznie

          ale moze np zalozyc super bielizne- nawet maskujacy gorset, zalozyc
          szpile, wlozyc plaszczyk czy futerko i zaskoczyc meza, ze "niby"
          brzychodzi w ten sposb do domu i sie przed nim rozbiera

          wiadomo, ze trzeba wyczuc moment, bo jak wiemy ze wlasnie poklocil
          sie z szefem to nic nie bedzie z tego

          mozna tez po prostu powiedziec- dzisiaj chce miec dla siebie, czekaj
          na mnie w lozku o 21 a zobaczysz co rpzygotwałam

          nikt chyba nie rpzebierze sie w strój dominy z kagańcem w reku o
          16stej i powie- rozbieraj sie gnoju zaraz cie zgwałce!!!

          :D:D:D
          >
          > jesli zona straciła atrakcyjnosc w oczach meża ( nie oszukujmy
          się -
          > pożadanie opiera sie na wzajemnej atrakcyjnosci fizycznej ale nie
          > jest równoznacze z żurnalową urodą) i pożądanie znikło to aby
          > pojawiło sie - owa atrakcyjnosc musi jakos wrócić
          >

          i dzieki lekkim sztuczkom moze wrocic wczesniej, a wtym czasie mozna
          wracac do formy

          mozna tez dzieki takim sztuczkom zatuszowac mankamenty, ktorych nie
          da sie cofnąc- np zwisajacy lekko cyc


          > jesli męza nie rajcuje 10 kg nadwagi to trudno zeby go rajcowało
          > 10kg nadwagi w bardzo skąpej erotycznej bieliźnie .

          ale w sexi gorsecie, ponczochach i push- upie moze tego tak bardzo
          nie widac


          mozna tez zalozyc sexi szlafroczek, albo milion innych rzeczy
          poza tym nie zawsze 3 paski sa sexi...moga byc koronkowe bokserki etc



          • vella84 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 06.01.10, 12:19
            dla mnie to tam pic na wodę fotomontaż,że z powodu 10kg się sexu
            odechciewa.. owszem wziąść się za chudnięcie pozytywna sprawa,nie
            taka trudna,warto nie tylko dla estetyki ale dla zdrowia,jeśli w
            mądry sposób to i życie ogólnie się wzbogaci(ruch,kuchnia),humor w
            górę i samoocena.. ale że to zagwarantuje/tłumaczy kwestie łóżkowe..
            jeśli faktycznie to współczuję takich partnerów.. takiego podejścia
            do miłości,związku,sexu i szczerze mówiąc to myślę,że jednak sporo
            ludzi tak płytko do sprawy nie podchodzi.. bo co? do łóżka to się
            idzie z samym ciałem? bez żadnych myśli,popędów,uczuć? czy z kimś
            totalnie np głupim,nudnym,zrzędzącym.. już o tym pisałam.. mnie
            (beznadwagową ale trującą d...) ex zostawił dla dziewczęcia z
            nadwagą,głupiutkiego,ale za to wpatrzona była w niego jak w
            obrazek,miła itp a nadwagę zgubiła szybko bo skubaniec bardzo lubił
            sex i koło się tutaj trochę zamyka.. od sexu można schudnąć.. jak i
            przytyć z braku..
            • aneta-skarpeta Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 06.01.10, 12:46
              tez zauwazylam, ze duzo łatwiej dbac o linie jak ma sie duzo sexu

              gdy mialam okres gdy uprawialam go powiedzmy "non stop" to po
              pierwsze byl ruch, 7me poty itd, ale tez jesc sie nie chcialo,
              czlowiek jakis taki rozanielony itd

              i milsza wtedy jestem;)

              dodatkowo do tego na dobry sex sklada sie wiele wątków pobocznyhc-
              swiatlo, klimat, atmosfera, slowa itd

              a nie tylko cyc, dupa ...
              • songo3000 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 06.01.10, 14:46
                Chyba nie za bardzo chcesz zauważyć, że bez cyca czy dupy "wątki poboczne" NIE WYSTARCZĄ, hehehe
    • eryknowak Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 06.01.10, 14:20
      po pierwsze wyslij meza na www.onanizm.pl
      jest uzalezniony, im szybciej sobie zda z tego sprawe tym lepiej dla was.
      Po drugie, nie wsydz sie siebie, pracuj nad sobą fizycznie, ale co wazniejsze
      potzrebujesz radosci zycia .. zostawiam męża chocby codziennie z dziecmi, a sama
      chocby codziennie chodz na basen, aerobik bieganie czy co tam jeszcze .. zrob
      rewolucje w zyciu .. badz najwazniejsza .. a jak bedzie sie pluł, powiedz mu ze
      robisz to dla niego,

      Otworz sie przed nim .. pokaż mu ten wątek, jeżeli nie masz odwagi mu powiedziec
      ... oj juz tutaj sobie poczyta .. oberwie za tego Boczka .. I ma do ciebie tez
      wszystko wykrzyczec ... Macie prawo byc szczesliwi, a nie kąsać sie i szczekac
      na siebie do konca życia .. sex to tylko jeden z objawów choroby ... trzeba
      leczyc wasz zwiazek ...
      ty napisalas co czujesz i czego potrzebujesz .. ciekawe co on by ci tu odpisał ...

      głębszych chciał abym tanczyla z nim z innymi ale ja nie mialam
      ochoty i prosiłam aby mi odpuscił(pomyslicie dlaczego nie chcialam?)
      dlatgo,że już mam tak niskie poczucie włąsnej wartości,że wstydzę
      się siebie tego jak wyglądam, tańczę itd,bo nie słysze nie widzę
      zadowolenia w oczach mojego męża jak na mnie patrzy itd...czy to
      normalne? Potem mąż w żartach chyba zawołał mnie z parkietu do
      tańca ,,chodz boczku'',nie wytrzymałam i poszłam do łązienki gdzie
      sie rozrycałam z beznadziejności naszego zwiazku.

      Poza tym mąż jest bardzo dobrym ojcem, myślę też że przestałam być
      dla niego ciekawa interesująca jako partnerka życiowa.Dom,dziecko to
      mój obecny świat, z macierzynskiego poszlam jeszcze na 10 mcy
      wychowawczego. Jakiś czas temu w jakiejs sprzeczce powiedział, że
      nie jestem mocna w żadnej dziedzinie naszego życia,że on zarabia na
      wszystko i dlatego jest zmeczony(ma własną działaność-transport).

      Nie wiem czy ktos odp na moj post ale przynajmniej sie wygadalam:-(


      • songo3000 LOL :) 06.01.10, 14:49
        Masz rację z tym onanizmem, to karygodne.

        Polecam też inne portale 'leczące' z tej 'przypadłości' typu:
        wuwuwu.grzesznice.peel czy doloty.peel
        :DDD

        Moderatorzy litości, wmawianie komuś chorób..... tnijcie wszystko :)
        • vella84 ale lot.. 07.01.10, 01:58
          mają nie którzy na te kg.. songo i krzysztof głównie.. jak dla mnie
          dziwne i mooooocno przesadzone.. żeby aż nie stawał? uuuu:(((?!? ..z
          fiz spraw (ale psych też ma duuuże znaczenie) to mnie u faceta kręcą
          rzeczy,które są trudne a w większości nie możliwe do zmiany dla tego
          nie grozi mu z tego powodu zmiana mojego libido.. rysy twarzy,kolor
          oczu,wzrost,gabaryty w "strefie zero";)
          ze zmienialnych- ale jak na razie mocno zmiany te zależą
          od "właściciela"- to owłosienie.. kg mogą sobie skakać w tą czy
          tamtą choćby i ponad 30kg i mi to nie przeszkodzi:)! (wiem co
          mówię,bo prawie taki "skok" w górę u partnera był a inny z kolei
          miał niedowagę) ale dla dobra zdrowia i samopoczucia lepiej
          oczywiście żeby waga była stabilna i jakoś w normie.. mam też coś
          takiego,że jak byłam z tym co chudy to ogólnie podobali mi się
          tacy.. teraz jak mam bardziej "misiowatego" to chudsi wydają mi się
          mniej atrakcyjni.. i sama nie wiem "co było pierwsze";) nie mam nic
          przciwko oczywiście,żeby facet (sam też chce) zrzucił
          tłuszczyk,mięśnie podbudował i jak zadziała,a czasem zadziałamy
          odpowiednio to tak będzie.. tak czy inaczej moim zdaniem; związek-
          miłość-akceptacja-sex-..kg nie powinny mieć aż takiego znaczenia!!!
          bardziej stawiałabym na dołek (może zimowy,brak słońca itp)
          zmęczenie,frustracja kasą?,odpowiedzialnością,rozleniwienie niż
          +10kg.. a może seksi dresiki i zamiast playst. czy tv to ćw
          wspólne/ostry spacer.. to potem może się pojawi chęć i na inne
          ruchy;)
          • niezapominajka333 Re: ale lot.. 07.01.10, 07:12
            Przyszła mi do głowy pewna refleksja.
            Czytam wypowiedzi panów i rozumiem ich punkt widzenia, aczkolwiek mój chłop jest
            zupełnie inny.
            Nie jest to kwestia dojrzałości, tylko po prostu taki wysokolibidowy egzemplarz
            mi się trafił.
            Jego pożądanie nie malało, niezależnie od tego, czy byłam grubsza, czy chudsza,
            czy po odchudzaniu piersi mi prawie znikły a kości sterczały przez skórę, czy
            byłam seksownie ubrana, czy w przysłowiowym dresie, prosto po kąpieli czy
            zakurzona przy pracy.
            I w dodatku woli seks od ręcznych robótek, chociaż nie odmawia sobie, gdy ja mam
            noce.
            Zwyczajnie miałam szczęście, chociaż kiedyś myślałam, że każdy facet tak ma i
            jest to normalne.

            Czytając Krzyśka w tym wątku, przypomniałam sobie jego wypowiedzi o tym, że
            kochająca i rozsądnie myśląca żona mogłaby zaspokoić męża oralnie, gdy istnieją
            jakieś przyczyny (brak pożądania, wskazania medyczne) braku seksu.
            Pomyślałam sobie, no tak - żona może, a mąż nie?
            Jakoś nie zauważyłam tu stwierdzenia, że jeśli mąż nie ma erekcji, to powinien w
            inny sposób zaspokoić żonę, a nie tylko myśleć o sobie i jechać na ręcznym.
            Tylko że nic nie wiemy o tym, jaka była postawa żony w czasie ciąży?
            Jak sama przyznała, jej potrzeby znacznie się zmniejszyły. Jeśli wcześniej było
            2-4 razy w tygodniu, to ile było mniej?
            Pisują tu kobiety o poczuciu odrzucenia i niezaspokojenia w ciąży, gdy mężowie
            stracili ochotę. Przyjemne to nie jest.
            A jak się czuje facet, którego żona stwierdza, że nie ma ochoty na seks i już?
            Ma prawo nie mieć ochoty i nie zmuszać się do współżycia.
            Ale niech się liczy z konsekwencjami, czyli z uniezależnieniem się partnera.
            Myślę, że ta historia opowiedziana przez męża mogłaby zupełnie inaczej wyglądać.
            Z jakiegoś powodu autorka oczekuje od męża automatycznego przełączania libido.
            Jak ona nie ma ochoty, on powinien grzecznie poczekać jadąc na ręcznym.
            Jak jej ochota wróciła, to on powinien się dostosować.
            Zastanawiam się, czy brakuje jej seksu, czy raczej adoracji i pożądania ze
            strony męża, świadomości, że nadal jej pragnie.

            Oboje przerzucają winę na partnera.
            Ona na męża, że jej nie wspiera, nie motywuje, że teściowie krytykują, zamiast
            zaprosić ją do swojego ośrodka.
            On ma pretensje, że go nie uwodzi, nie chudnie, nie stara się.
            Przydałaby się terapia...
            • urquhart Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 07:47
              niezapominajka333 napisała:

              > Oboje przerzucają winę na partnera.
              > Ona na męża, że jej nie wspiera, nie motywuje, że teściowie krytykują, zamiast
              > zaprosić ją do swojego ośrodka.
              > On ma pretensje, że go nie uwodzi, nie chudnie, nie stara się.
              > Przydałaby się terapia...

              Wątek rozwija się zabawnie konfrontując męskie i kobiece spojrzenie ale na serio to to jest dobre podsumowanie.
              Urodzeni dziecka jest najbardziej kryzysowym momentem w zwiazku. Kobiety stają sie rozczeniowe i skupione na innej osobie niż mężu, a mężczyźni zamiast rozwiazywać niemęskie problemy wycofują sie, czują odrzuceni upokorzeni. A problem z seksem to często tylko barometr innych problemów, których kobiety nawet nie widzą.

              Z Artykułu a ginącej miłośći:

              Istotne jest rozszerzenie optyki. Żeby nie patrzeć tylko ze swojego punktu widzenia, by spojrzeć też z drugiej strony. Na przykład przychodzi mąż i mówi, że jego żona jest bardzo wybuchowa, agresywna i sztywna. On jest rozgoryczony i nie umie sobie z tym poradzić. Gdy rozmawiamy o tym, w czym ta jej agresywność się przejawia, czego dotyczy, to okazuje się, że jest ona odpowiedzią na jego złość. On wyraźnie okazuje swoje rozczarowanie, niezadowolenie z zachowań żony i oczekuje, że żona się tym przejmie i zmieni się. Ale robi to zbyt agresywnie i żona też odpowiada mu agresją. To samo dotyczy próby zrozumienia zarzutów, jakie stawia partner. Dla młodych małżeństw krytyczną sytuacją, która często prowadzi do rozstania, jest czas, gdy mają małe dzieci. Matki-żony siedzą w domu z dzieckiem, a mężowie pracują. Obydwoje bardzo się starają i obydwoje czują się w tym momencie bardzo osamotnieni. Ona ma poczucie, że "tępieje", że dziecko ją usypia, ogranicza i czuje się znużona monotonią. Natomiast facet jest zmęczony gonieniem na zewnątrz. Każde z małżonków ma przekonanie, że drugie ma to, czego jemu brakuje.(...)
              On czuje się opuszczony przez żonę, która go nie docenia, nie rozumie. Wciąż zajmuje się albo dzieckiem, albo sobą - a jego nie wspiera. Ona zaś ma żal, że on jej nie rozumie, bo myśli tylko o forsie albo o karierze, o zaspokajaniu swoich ambicji. Do tego dochodzi fizjologiczne zmęczenie, brak ochoty na seks, na przytulenie się. Czasami żartobliwie myślę sobie, że małe dzieci są najlepszym środkiem antykoncepcyjnym. Zmęczone fizycznie i psychicznie kobiety mają mniejsze potrzeby seksualne. Przeradza się to w permanentny stan kryzysu i stresu oraz frustracji i niezaspokojenia potrzeb... Ten kryzys konfrontuje partnerów z ich własną niemocą i urazami z przeszłości. Dotyka poczucia opuszczenia, osamotnienia, niezrozumienia lub upokorzenia, jakie kiedyś przeżyli. I uruchamia sposoby radzenia sobie, które kiedyś, w dzieciństwie, pozwalały im przetrwać, a dziś są już nieefektywne. Mam na myśli znikanie, uległość lub przeciwnie - skomasowany atak i agresję.(...)
              Nie rezygnując ze swojej frustracji, przyjąć też frustrację partnera, z poczuciem, że ja mam ciężko i ty masz ciężko, razem więc mamy ciężko. Gorzej, gdy któryś z partnerów nie ma ochoty na przeżywanie frustracji, nie umie jej przeżywać lub gdy tylko ją poczuje, "wali na odlew" w domniemanego sprawcę. Trzeba pamiętać, że dla mężczyzny istotnym elementem związku jest seks, zainteresowanie, ciepło, docenienie, a dla kobiety ważne jest adorowanie, zapewnienie jej poczucia wyjątkowości.
              kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,96115,7284727,Na_pomoc_ginacej_milosci.html
              • juzia214 Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 11:36
                dawno tu nie byłam ale widze ze powinnam bywac jednak czesciej ,bo niektore
                wypowiedzi dzialaja doskonale na poprawe humoru.

                jakos nikt nie zauwazyl drobnej prawidlowości-zeby cos zyskac trzeba cos stracic.
                maz zyskał potomka-stracil nieco atrakcyjnosci zony.
                a ze jest głupi jak but,zamiast robic sam sobie dobrze i podbudowywac samoocene
                zony,niszczy resztki jej wiary w siebie.
                niestety wciąż jeszcze wystepuja w przyrodzie takie egzemplarze męzczyzn (a
                raczej wiecznych chłopcow),ktorzy sa zafiksowani JEDYNIE na fizycznosci.
                dojrzały męzczyzna potrzebuje partnerki ktora go pociaga,zaciekawia,zmusza do
                zdobywania i zabiegania o nią.w takiej sytuacji fizycznosc poczatkowo wazna
                ,zaczyna z czasem schodzic na drugi plan.
                szkoda tylko ze niektorzy panowie nie chca wyrosnąc z krotkich spodenek bo w ten
                sposob niszcza i siebie i partnerke.
                siebie-bo ciagle bedą pożadac atrakcyjnych JEDYNIE fizycznie kobiet,sami wraz z
                wiekiem tracac na atrakcyjnosci,
                i niszczą kobiety swoje -ktore chcąc sie podobać tym niedojrzałym
                chłopaczkom,będą coraz bardziej tymi staraniami sfrustrowane,zmęczone co bedzie
                się przekladało na coraz gorsza jakośc zwiazku.
                dzidziom piernik i żałosnym oldboyom mowię zdecydowane NIE ;)
                • urquhart Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 11:55
                  juzia214 napisała:
                  > dojrzały męzczyzna potrzebuje partnerki ktora go pociaga,zaciekawia,zmusza do
                  > zdobywania i zabiegania o nią.w takiej sytuacji fizycznosc poczatkowo wazna
                  > ,zaczyna z czasem schodzic na drugi plan.

                  100% racji, znam wiele takich przykładów dojrzałych mężczyzn, ba stawianych jako wzór cnót wszelkich, "fizyczność schodzi na drugi plan", to znaczy do burdelu lub garsoniery, a w domu jest partnerka która "zmusza do zdobywania" kasy na spłacenie kredytów i "zabiegania o nią" bo inaczej zabierze mu dzieci :)

                  Sama dorośnij.
                  "Dojrzali mężczyźni" których zamiast fizyczności podnieca jedynie "wnętrze" to wytwór kobiecych fantazji, nie mający nic wspólnego z rzeczywistością :)

                  Między innymi dlatego męska prostytutka, żigolak któremu staje na widok nieatrakcyjnych fizycznie kobiet jest drogą i cenioną rzadkością.

                  Działa to owszem ale w drugą stronę, babki faktycznie zakochują się w samcach alfa i podniecają ich oni choćby byli starzy, brzuchaci i brzydcy jeżeli tylko maja pozycje, kasę i władzę.
                  • aneta-skarpeta Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 12:03
                    jesli kobieta wyglada jak niewiadomo jaki cud swiata, a jest jak
                    kłoda drewna w łózku to jej atrakcyjność u faceta nie jest az tak
                    atrakcyjna

                    i bardzo czesto po takich przygodach z pieknymi kłodami wybierają
                    sobie sredniawe babki, ktore sa otwarte w sexie i nie boja sie
                    eksperymentowac, sa interesujące itd

                    • juzia214 Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 12:19
                      Urquhart a cóż to cie tak bardzo zabolalo w mojej wypowiedzi ze sie aż tak unosisz?
                      zwrot >>fizycznosc schodzi na drugi plan<< nie oznacza ze przestaje byc
                      wazna,ale ze staje sie MNIEJ wazna.

                      >>partnerka która "zmusza do zdobywania" kasy na spłacenie kredytów i
                      "zabiegania o nią" bo inaczej zabierze mu dzieci :)<<

                      no tak wlasnie myśla niedojrzali chłopcy lat >>dzieści<<,ktorzy nie są w stanie
                      zrozumieć co znaczy odpowiedzialnośc za związek i nie potrafia się porozumiec z
                      partnerka jaką kto ma role w związku.
                      jesli czuja się zmuszani przez kobietę do czegokoliwek to nie traktuja jej jak
                      partnerki ale jak mamusię ,ktra daje kary i nagrody.
                      • songo3000 Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 12:41
                        juzia214 napisała:

                        > wazna,ale ze staje sie MNIEJ wazna.
                        Juziu zdaje się, że wiem co chcesz przekazać ale tu naprawdę farmazony prawisz. Ja wiem, że babeczki widząc swoją oddalającą się (z wiekiem) atrakcyjność CHCIAŁY BY żeby tak było. No niestety.

                        Poza tym chyba nie doczytałaś. Kulawa fizyczność żony to jedno co mężusiowi tu przeszkadza, drugą sprawą jest dokładnie to co sygnalizujesz - mizerna (najwyraźniej dla niego) atrakcyjność mentalna połowicy.
                        • aneta-skarpeta Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 12:45
                          songo3000 napisał:

                          > drugą sprawą jest dokładnie to co sygnalizujesz - mizerna (najwyra
                          > źniej dla niego) atrakcyjność mentalna połowicy.
                          >


                          i przez pół roku, w tak trudnym okresie dla obojga nagle to taki
                          problem?

                          bo zakladam, ze skoro zdecydowal sie z nia na slub, dziecko to
                          wczesniej było ok mentalnie
                          • songo3000 Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 12:55
                            Wiadomo tylko tyle, że teraz to wypłynęło. I żeby różne mądrale się nie podniecały jak to Songo tylko po żonach jeździ - Jeśli wcześniej mu nie pasiło a wziął ślub to jest idiotą. Jeśli wiedział, że kręcą go tylko chude laski a zrobił pani knock-up to awansował na debila. do tego ciągle powtarzam, że cham. Zadowolone? ;)
                            • aneta-skarpeta Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 13:06
                              bardzo:PPPP
                        • juzia214 Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 12:52
                          Songo a ja nie jestem taka domyslna jak Ty, wiec moze jednak podziel się swoimi
                          domyslami na temat tego co chcialam przekazac :),wtedy dopiero bedziemy mogli
                          się zgodzic lub nie.
                          I niestety muszę Cie zmartwić znam zywe przyklady par ktore funkcjonuja w taki
                          dokladnie sposob jak opisalam.I fajnie im jest razem pomimo uplywających
                          kolejnych wspolnych lat.

                          acha, to raczej Ty nie doczytałes-mezowi najbardziej przeszkadza nadwaga zony
                          ,nad rozwojem mentalnym dziewczę zastanawia się samo z siebie,niestey,niestety...
                          • songo3000 Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 13:21
                            Rozumiem, że chcesz powiedzieć: jedno i drugie jest ważne, do 'sukcesu' potrzeba fajnego splotu tych cech. Czyżbym się pomylił?

                            > acha, to raczej Ty nie doczytałes
                            "Jakiś czas temu w jakiejs sprzeczce powiedział, że nie jestem mocna w żadnej dziedzinie naszego życia"...

                            To jeszcze napisz do kolekcji, że czarne jest białe :)
                            • juzia214 Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 16:17
                              Songo chcę powiedziec jednak cos innego-jesli sie z kims jest dlugo i coraz
                              lepiej sie ta druga osobe poznaje, to dzieki temu wiem co tą druga stronę kreci
                              pod wzgledem NIE fizycznym i jej to daję .A po pewnym czasie fizycznośc jest
                              jedynie milym dodatkiem.Czyli odwrotnie niz na poczatku znajomości.
                              Ewentualna zmieniona fizycznosc (nawet jesli jedna czy druga strona nie przytyje
                              to jednak sie człowiek starzeje chce czy nie chce)nie jest przeszkodą w tym zeby
                              seks wciąz był fajny.

                              "Jakiś czas temu w jakiejs sprzeczce powiedział, że nie jestem mocna w żadnej
                              dziedzinie naszego życia"...
                              a czy oni przepraszam prowadzą razem jaką uczelnię? ;)
                              żadana dziedzina NASZEGO zycia to nie to samo co żadna dziedzina życia...
                              wiec niestety wciąz mamy informacje o tym ze pan mąz potrzebuje zeby zona
                              zminila sie jedynie pod wzgledem fizycznym...
                      • urquhart Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 12:49
                        juzia214 napisała:

                        > Urquhart a cóż to cie tak bardzo zabolalo w mojej wypowiedzi ze sie aż tak uno
                        > sisz?
                        > zwrot >>fizycznosc schodzi na drugi plan<< nie oznacza ze przes
                        > taje byc
                        > wazna,ale ze staje sie MNIEJ wazna

                        Podział na mężczyzn na niedojrzałych i mitycznych dojrzałych dla których rzekomo fizyczność jest mniej ważna.
                        Zaangażowanie w związek pomaga zacisną zęby ale seks to fizyczność a nad pożądaniem świadomej kontroli nie ma.

                        > jesli czuja się zmuszani przez kobietę do czegokoliwek to nie traktuja jej jak
                        > partnerki ale jak mamusię ,ktra daje kary i nagrody.

                        fakt, ale to i kobiety uwielbiają wygodnie wchodzić w role mamusi zamiast w partnerstwo wykorzystując więziotwórcza rolę seksu rzekomo je upokarzającą
                        • juzia214 Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 13:18
                          Urquhart twoj problem polega na tym ze widocznie wciaz jeszcze zbyt mało widzisz
                          dlatego piszesz(a moze nawet jest to powodem twoich frustracji) o MITYCZNYCH
                          męzczyznach dojrzałych.Dla mnie oni nie sa mityczni,sa prawdziwi,znam takich
                          osobiscie ,choc ubolewam,ze wciaz tak niewielu panow ma odwagę dorosnąc i
                          przestać zrzucac odpowiedzialnośc za wlasne zycie na
                          rodzicow,partnerkę,szefa,znajomych itd.

                          Mądre zaangażowanie w związek nie tyle pomaga zacisnąc zęby ile rozwija,uczy
                          nowego spojrzenia na siebie,na druga osobę na priorytety i wtedy bycie w zwiazku
                          nie męczy ale rozwija.
                          Oczywiscie mozna tez tak jak proponujesz-na siłę i z zacisnietymi zębami ale
                          wtedy gwarantowane jest zobrzydzenie sobie zwiazku na maksa.Tylko po co sie
                          wtedy w ogole wiązać?

                          Kobiety często nie mają wyboru i MUSZA wchodzic w role mamusi.Jesli jest dziecko
                          a partner postanawia ze nie ma zamiaru budowac zdrowego relacji w zwiazku i
                          jedyne co moze wnieśc zeby bylo milej to rzucenie kasą okupione niezliczonymi
                          rządaniami to proste jest ,ze ktos musi się zajac organizacja zycia
                          codziennego,oplacaniem rachunkow,zakupami,praniem,sprzataniem,gotowaniem itd.
                          Czy w zwiazku z tym dziwne jest ze osoba ktora jako JEDYNA w zwiazku bierze na
                          siebie odpowiedzialnośc za to zeby rodzina byla w stanie jakos funkcjonowac i
                          jednocześnie slyszaca od partnera mało realne rzadania godne rozkapryszonego
                          malucha,zaczyna go traktowac jak dzieciaka?
                          Nie chce tu byc zle zrozumiana-nie uwazam ze traktowanie ktoregokolwiek z
                          partnerow jak niedorozwinietego psychicznie jest ok.
                          • urquhart Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 13:55
                            juzia214 napisała:

                            > Urquhart twoj problem polega na tym ze widocznie wciaz jeszcze zbyt mało widzis
                            > z
                            > dlatego piszesz(a moze nawet jest to powodem twoich frustracji) o MITYCZNYCH
                            > męzczyznach dojrzałych.(...)
                            > Kobiety często nie mają wyboru i MUSZA wchodzić w role mamusi.

                            Dziękuje za bezpłatną próbkę psychoanalizy, nie skorzystam, bo korzystam z
                            bardzo dobrej, płatnej i profesjonalnej.
                            Twoje błędne założenie jest takie że skoro kobieta zajmuje się z większa uwagą
                            dzieckiem i gniazdem samo to predestynuje ją do statusu dojrzałej i oczekiwaniem
                            tego samego od mężczyzny, dojrzałość jako dostosowania się do siebie i swoich
                            zmian i oczekiwań. To zwykły egoizm a nie partnerstwo - wzajemne realizowanie
                            swoich potrzeb.

                            • juzia214 Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 16:35
                              Urquhart a bardzo prosze,niech ci pojdzie na zdrowie.

                              Moje (nie)załozenie ale obserwacja tego jak wyglada praktyka,jest taka ze
                              kobieta zajmujac się organizacja zycia rodzinnego chcac nie chcac nabywa
                              doświadczenia radzenia sobie w nieprzewidzianych czy trudnych
                              okolicznosciach,oraz rozwiazywania problemow organizacyjnych,logistycznych i
                              innych.A to jak najbardziej predystynuje kobiete do postrzegania siebie jako
                              osoby dojrzałej.A jesli partner chce byc postrzegany przez kobiete jak partner
                              musi kobiecie po prostu dotrzymac kroku w rozwoju.TYLKO tyle.

                              Nie wiem co wiesz na temat wychowywania dziecka ale nie ma to nic wspolnego z
                              realizacją SWOICH potrzeb.Wprost przeciwnie ,wychowujac dziecko trzeba sie
                              nastawic wlasnie na odbior i realizację potrzeb tego malego człowieka ,nie swoich!
                              A poza wszystkim-dziecko ma dokladnie 50% genow tatusia i 50% genow mamusi i
                              oboje się przylozyli do tego zeby powstalo.Wiec gdzie tu egoizm i realizacja
                              potrzeb tylko jednej ze stron?
                              • urquhart Obowiazki czy zachcianki - 07.01.10, 20:23
                                juzia214 napisała:
                                > Nie wiem co wiesz na temat wychowywania dziecka ale nie ma to nic wspolnego z
                                > realizacją SWOICH potrzeb.Wprost przeciwnie ,wychowujac dziecko trzeba sie
                                > nastawic wlasnie na odbior i realizację potrzeb tego malego człowieka ,nie swoi
                                > ch!

                                Kobiety mają statystycznie znacznie wyższe oczekiwania w sferze rodziny domu i
                                ogniska domowego. I wyższe zdolności manipulacji umiejąc nazwać swoje potrzeby i
                                oczekiwania obowiązkami a inne potrzeby partnera - zachciankami.
                                Często WŁASNĄ potrzebę opiekuńczości, bliskości i samorealizacji jako rodzica
                                maskują potrzebami dziecka, podczas gdy wg oficjalnych danych jedna czwarta
                                matek jest zdecydowanie nadopiekuńcza i jest to emocjonalna przemoc i krzywdzi
                                tym faktycznie dzieci. Tak wiec zdefiniowanie co jest egoistyczną zachcianką matki
                                a co faktyczną "potrzebą tego małego człowieka" nie jest takie oczywiste.
                                pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=311
                                • possessive Re: Obowiazki czy zachcianki - 07.01.10, 21:34
                                  urquhart napisał:

                                  podczas gdy wg oficjalnych danych jedna czwarta
                                  > matek jest zdecydowanie nadopiekuńcza i jest to emocjonalna
                                  przemoc i krzywdzi
                                  > tym faktycznie dzieci. Tak wiec zdefiniowanie co jest egoistyczną
                                  zachcianką ma
                                  > tki
                                  > a co faktyczną "potrzebą tego małego człowieka" nie jest takie
                                  oczywiste.

                                  Dokładnie zgadzam się całkowicie. Częścią tego tego zjawiska, są
                                  również nadopiekuńcze babcie które zajmują się wychowywaniem dzieci
                                  swoich dzieci, ponieważ swoje własne dzieci uczyniły osobami
                                  specjalnej troski dla których pojawienie się na świecie dziecka jest
                                  dramatem i katastrofą.

                                  Nadopiekuńczość matek to religia i trauma w naszym kraju i wielka
                                  szkoda, że dalsze pokolenia są wciągane w ten proceder. Generalnie w
                                  mniej konserwatywnych krajach, rodzice uczą dzieci samodzielności a
                                  po 18 stym roku życia zaprzestają niańczenia, natomiast w Polsce
                                  wychowanie dzieci i zależność od rodziców, a zwłaszcza "mamusi"
                                  ciągnie się do starości...
                                  • kag73 Re: Obowiazki czy zachcianki - 07.01.10, 21:55
                                    Nadopiekuńczość matek to religia i trauma w naszym kraju i wielka
                                    szkoda, że dalsze pokolenia są wciągane w ten proceder. Generalnie w
                                    mniej konserwatywnych krajach, rodzice uczą dzieci samodzielności a
                                    po 18 stym roku życia zaprzestają niańczenia, natomiast w Polsce
                                    wychowanie dzieci i zależność od rodziców, a zwłaszcza "mamusi"
                                    ciągnie się do starości...
                                    • songo3000 Zalew nadopiekuńczości 07.01.10, 22:27
                                      Mniejsza o definicję nadopiekuńczości, ważniejsze są skutki. A skutkami są totalne zagubienie delikwenta. Brak jakiejkolwiek samodzielności, zorganizowania życiowego i postawa typu "daj-chcę"

                                      Co i rusz widzę w swoim otoczeniu nadopiekuńcze matki kaleczące swoje pociechy w każdy kulturowo możliwy sposób. Pokolenia wychowywane nadopiekuńczo + bezstresowo właśnie dotarły na studia.
                                      Widzę to codziennie po swoich studentach. To ma być przyszła elita narodu a jest... totalny 'tumiwisizm', brak jakiegokolwiek pomyślunku, organizacji pracy, brak SAMODZIELNEGO myślenia, w ogóle brak szarych komórek. Oczekiwanie podania wszystkiego na tacy, minimalizm w każdej dziedzinie, gdzie trzeba ruszyć dupsko. Obrazy, fochy, DONOSY do dziekana w przypadku natknięcia się na jakiekolwiek wymagania (i tu kolejne wielkie zdziwienie brakiem reakcji, hehe).
                                      Tacy ludzie wchodzą/będą wchodzić właśnie na rynek pracy, zawierają związki, klecą dzieci.
                                      Mówiąc szczerze mnie to po prostu (jak mało co w życiu) przeraża.
                                      • kag73 Re: Zalew nadopiekuńczości 07.01.10, 23:49
                                        No przestan, songo.
                                        To normalka, ze kazde pokolenie doroslych zawsze psioczy na
                                        te "dzisiejsza mlodziez".
                                        Poza tym co tu porownywac, sa troche inne czasy. Mlode pokolenie
                                        staje przed ogromnymi wymaganiami. I wlasnie teraz mlodzi ludzie jak
                                        najbardziej musza myslec i sobie radzic, w komunizmie myslano za
                                        ludzi, inwencja i wlasna inicjatywa nie byly konieczne i czy sie
                                        stalo czy siedzialo tzw. zaklad pracy co miesiac wyplate na raczke
                                        dawal. Ludzie przyzwyczajeni latami do cieplych posadek. Teraz tego
                                        nie ma, dziesiejsze mlode pokolenie bedzie musialo sie sporo
                                        nagimnastykowac.
                                        "Tumiwisizm" to "przywilej" mlodzienczego wieku, nastolatkow. Zycie
                                        szybciej niz mysla wszystko zweryfikuje i nauczy ich myslenia i
                                        radzenia sobie.
                                        Jaka nadopiekunczosc, ktorej nawet nie potrafisz zdefiniowac?!
                                        • urquhart Co to takiego nadopiekuńczość??? 08.01.10, 07:51
                                          kag73 napisała:

                                          > Jaka nadopiekunczosc, ktorej nawet nie potrafisz zdefiniowac?!

                                          Zakładam że skoro kwestionujesz tu pojęcie nadopiekuńczości i problem wydaje ci się wydumany, uważasz go za stan normalny, być może sama w nim uczestniczysz a to jest szkodliwe i groźne.

                                          Jeżeli potrzebujesz definicji i faktycznie nie wiesz jakie niesie to skutki zbytniej opieki dla dziecka zajrzyj do specjalistycznych stron, a nie rozmywaj problemu że każdy na coś narzeka, bo krzywdzenie dzieci pod pozorem troski, opieki i szukania sobie sensu życia to ewidentny egoizm dorosłych, choć to powszechna, tolerowana paskudna i obrzydliwa rzecz.

                                          www.psychotekst.com/artykuly.php?nr=171
                                          www.samo-zycie.iq24.pl/default.asp?grupa=111004&temat=46227
                                          pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=311
                                    • possessive Re: Obowiazki czy zachcianki - 08.01.10, 07:56
                                      To taka mieszanina odczuwanie konieczności poświęcenia, przekonania
                                      iż dziecko jest moją tylko własnościa, ogólne straszliwe przejęcie
                                      rolą, przekonania iż nikt nie umie zająć się moim maleństwem lepiej
                                      niż ja, a już z pewnością skrzywdzi maleństwo, przekonanie iż
                                      dziecko jest moim życiem, zarzucenie wielu zainteresowań z
                                      braku "czasu" i ogólny strach o dziecko trwający do starości,
                                      przeżywanie "za" dziecko różnych wydarzeń w jego życiu, nadmierne
                                      interesowanie się życiem "dziecka".
                                      Znajoma mojej matki ma nastoletniego syna. Pisze mu prace do szkoły,
                                      prasuje, pierze, gotuje, załatwia za niego sprawy związane z jego
                                      klasówkami i pracami domowymi, jest zorientowana w bierzących
                                      wydarzeniach w szkole, a w swojej pracy ciągle nieprzytomna, kupuje
                                      mu ciuchy, wzywa teściową gdy ma nocny dyżur "aby dziecko nie było
                                      samo", ma obsesję na punkcie opowiadania wszyskim jak to było gdy
                                      synek był mały, jaką miał ulubioną piżamkę i jak nie mógł się
                                      odzwyczaić od smoczka. Raczyła tymi opowieściami mnie i wszystkich
                                      dookoła, naprawdę. Teraz najlepsze: wyćwiczyła w tym lataniu za
                                      sprawami syna małżonka, wspomnę tylko, że małżonek dawno od niej
                                      odszedł do kochanki, ale udało się go wciągnąć w obsesję, chodzi do
                                      szkoły syna kilka razy w tygodniu. "Dziecko" ma szesnaście lat i w
                                      normalnym kraju niedługo powinno się wyprowadzić z domu. Nie bardzo
                                      sobie to wyobrażam w tej sytuacji.
                                      • kag73 Re: Obowiazki czy zachcianki - 08.01.10, 12:22
                                        Possesive, ladny przyklad, ale niewatpliwie znajoma Twojej matki
                                        jest wyjatkiem. Moze po rozwodzie zby skupila sie na dzieciaku,
                                        troche na zasadzie, tylko on jej zostal, bo meza juz nie ma.
                                        Cokolwiek, na pewno wiekszosc ludzi/matek tak nie postepuje. Po
                                        pierwsze kto jest tak nadgorliwy a po drugie kto ma na to czas. Nie
                                        ludzmy sie, kazdy chce zyc i miec troche luzu. Matki w Polsce maja
                                        czesto przechlapane, do pracy, potem zakupy, dzieciaka odebrac
                                        trzeba z przedszkola, obiad, sprzatanie, kolacja. Gdzie one maja
                                        czas nad nadopiekunczosc, wzykonczone sa czasem. A efektywnie
                                        jakosciowego czasu dla dziecka maja bardzo niewiele. Na krocie znam
                                        takiech przypadkow.
                                        A nawet jak zostana z dzieckiem na wychowawczym, pochwalam, jezeli
                                        tego chca i moga sobie na to pozwolic, na pewno nie jest tak, ze
                                        jakiemus dziecko zaszkodzilo za duzo milosci, oczywiscie rozsadnej
                                        milosci. Moze mowiac o nadopiekunczosci co niektorzy maja na mysli
                                        swiadome macierzynstwo czy swiadome wychowywanie dzieci, ja nie mam
                                        nic przeciwko temu. Po to mam dziecko, zeby z nim spedzac czas i go
                                        wychowywac jezeli mam na to ochote i mozliwosci. kazdy niech robi
                                        jak chce, bo ma w zyciu inne priorytety. Nie po to urodzilam
                                        dziecko, zeby zajmowla sie nim niania a ja 10 godzin bede w pracy,
                                        bo ten czas jego dziecinstwa jest dla mnie zbyt cenny a na prace
                                        gwizdze(pech, nie byla moja pasja, moze dlatego). Co nie znaczy, ze
                                        nie mialam/nie mam swojego zycia i ze jestem nadopiekuncza. A moj
                                        dzieciak jest calkiem niczego sobie i doskonale sobie radzi.

                                        A w "normalnym" kraju jezeli to dziecko sie wyprowadza w wieku lat
                                        18-stu, to i tak za niego placa rodzice, na co w Polsce wielu
                                        rodzicow sobie po prostu finansowo nie moze pozwolic. I nie mysl, ze
                                        tam sie rodzice nagle przestaja mieszac i daja mu zyc jak chce, bo
                                        to nieprawda, przekonlam sie o tym na wlasnej skorze:))
                                        • urquhart Re: Obowiazki czy zachcianki - 08.01.10, 13:03
                                          kag73 napisała:
                                          > Possesive, ladny przyklad, ale niewatpliwie znajoma Twojej matki
                                          > jest wyjatkiem.

                                          A ty dalej swoje w zaparte... Na jakiej podstawie tak twierdzisz?
                                          Parędziesiąt procent to już trend, nie wyjątek.
                                          Albo może ludzie zajmujący się przemocą w Niebieskiej Lini mają mniejsze pojecie w temacie nadopiekuńczości od Ciebie?
                                          • kag73 Re: Obowiazki czy zachcianki - 08.01.10, 13:17
                                            A Ty gdzie i skad masz te dane statystyczne?
                                            Ja twierdze na podstawie obserwacji, znam wielu dzieciatych.
                                            Ponad polowa dzieci zajmuja sie babcie albo nianie, bo rodzice w
                                            pracy. Po pracy malo czasu zostaje dla dzieci. Kiedy ta
                                            nadopiekunczosc niby, jezeli niektorzy czasem nie maja czasu dziecku
                                            bajki przeczytac tylko sadzaja przed tv?
                                • juzia214 Re: Obowiazki czy zachcianki - 08.01.10, 09:48
                                  no jesli chcesz sobie kształtowac światopoglad w oparciu o statystyki to proszę
                                  bardzo,ha,ha,ha,ha...
                                  ale to co piszesz ma się nijak do rzeczywistosci.
                                  mozesz probowac przekonac samego siebie ze baba jest stworzona do garow i
                                  pieluch i tylko tam sie moze zrealaizowac i poczuc szczęsliwa,a jesli jednak
                                  jest nieszczęśliwa to NA PEWNO nie dlatego ze robi coś z czym jej nie po drodze,
                                  ale dlatego ze po prostu jest wredna.
                                  i sie czepia zołza jedna wspaniałego partnera ,ktory doskonale rozumie jej
                                  potrzeby bo przeciez czytuje rocznik statystyczny,wiec wie.
                                  ale sie usmialam,dzieki wielkie za poprawienie humoru.
                                  a co powiesz na to?
                                  www.polityka.pl/swiat/obyczaje/200806,1,japonki-na-emeryturze.read
                                  • urquhart Re: Obowiazki czy zachcianki - 08.01.10, 10:38
                                    Ale o co ci chodzi?
                                    Że Japończycy bardziej lubią pracować i spełniać się w robocie więc symetrycznie
                                    Japonki więcej robią i znajdują sobie zajęć i obowiązków w domu?

                                    U nas faceci wyślizgują się często z odpowiedzialności i obowiązków i jest to
                                    niewątpliwie efekt niedojrzałości.
                                    Panie zaś równie często mnożą rzekome obowiązki spełniając się w nich i
                                    realizując w roli opiekuna ze szkoda dla dziecka któremu niszczą autonomię i
                                    samodzielność, i to jest także niedojrzałość nieumiejętność łączenia wielu
                                    kobiecych ról i skupienie się opiekunki.
                                    Zarówno brak jak i nadmiar opieki jest krzywdą i wyrazem niedojrzałości.
                                    Sam fakt podejmowania opieki nad dzieckiem nijak nie predysponuje do oceniania o
                                    dojrzałości.
                                    • juzia214 Re: Obowiazki czy zachcianki - 08.01.10, 11:03
                                      Urquhart przeczytaj to co napisales i zobacz jak stronniczo podchodzisz do sprawy.
                                      Męzczyzni wiecej pracuja BO LUBIA i to jest ok.
                                      Kobiety ZNAJDUJA (?!)sobie wiecej zajęc w domu bo...?tez lubią?
                                      czy raczej nie maja innej mozliwosci niz zajęcie się oranizacja zycia rodzinnego
                                      (bo mąz robi tylko to co lubi) co rownoczesnie oznacza rezygnację z realizacji
                                      wlasnych marzeń i potrzeb?
                                      gdyby tak doskonale się spelniały jako nadopiekuńcze matki i zony skad u nich
                                      brała by sie ta depresja?ze szczęscia?

                                      widzisz ,tak to fajnie natura wymyslila a ludzie udoskonalili,ze do wychowania
                                      zdrowego dziecka potrzebnych jes DWOJE DOROSŁYCH.
                                      i jesli ojciec widzi ze matka swoja nadopiekuńczoscia zaczyna dziecko
                                      krzywdzić,powinien wkroczyc do akcji i sytuacje naprawic.jesli nie umie
                                      sam-obecnie są stada specjalistow.
                                      tylko problem polega na tym,ze wielu mężczyznom sie albo nie chce wysilic,albo
                                      postrzegają siebie nie jako PARTNERA,RODZICA ale jako podwladnego rzadzącej samicy.
                                      często męzczyzni sami siebie ustawiają w pozycji przyglupa-bo co ja mogę?-a
                                      potem mają pretensje do kobiety,dziecka,zycia,swiata itd.ze nikt za nich nie
                                      zorganizował ich wlasnego zycia.a z drugiej strony-niechby tylko ktos to
                                      sprobowal zrobić!!!! ;)
                                      jesli pokazujesz palcem winnego,to zobacz na kogo skierowane sa pozostale 3 palce...
                                      • urquhart Re: Obowiazki czy zachcianki - 08.01.10, 11:20
                                        juzia214 napisała:
                                        > Męzczyzni wiecej pracuja BO LUBIA i to jest ok.
                                        > Kobiety ZNAJDUJA (?!)sobie wiecej zajęc w domu bo...?tez lubią?
                                        > gdyby tak doskonale się spelniały jako nadopiekuńcze matki i zony skad u nich
                                        > brała by sie ta depresja?ze szczęscia?

                                        Mylisz pojęcia.
                                        Czy nałogowiec pije bo lubi i czy bo odczuwa przymus?
                                        Czy zatem się spełnia i czuje szczęśliwy? Podle i jak szmata, ale MUSI. To podobny mechanizm.

                                        > i jesli ojciec widzi ze matka swoja nadopiekuńczoscia zaczyna dziecko
                                        > krzywdzić,powinien wkroczyc do akcji i sytuacje naprawic.jesli nie umie

                                        Jak niedojrzała jest matka dojrzałością powinien wykazać się ojciec. Utopia. Tym bardziej że kobiety i otoczenie jak ty wmówią mu że to on jest niedojrzały, a matka predestynowana do dojrzałości bo niewątpliwie bardziej zajmuje się dzieckiem, wiec wycofa się dla świętego spokoju, albo da się w końcu wkręcić. :)

                                        > często męzczyzni sami siebie ustawiają w pozycji przyglupa-bo co ja mogę?-a
                                        > potem mają pretensje do kobiety,dziecka,zycia,swiata itd.ze nikt za nich
                                        > nie

                                        Masz racje geny męskich herosów skłonnych nieugięcie i bezkompromisowo walczyć z całym światem wyginęły w Powstaniu Warszawskim, a reszta na Syberii. Przetrwały geny tych uległych i konformistycznych :)
                                        • juzia214 Re: Obowiazki czy zachcianki - 08.01.10, 15:22
                                          urquhart napisał:
                                          >>Mylisz pojęcia. Czy nałogowiec pije bo lubi i czy bo odczuwa przymus? Czy
                                          zatem się spełnia i czuje szczęśliwy? Podle i jak szmata, ale MUSI. To podobny
                                          mechanizm.<<

                                          a gdzie ty tu widzisz podobieństwo?prosilabym jasno i konkretnie.
                                          poza tym jesli juz o nalogach mowa-nalogowiec pije/pali/cpa bo mu to sprawia
                                          zajefajną przyjemnośc.przykry jest dopiero kac.a jeszcze bardziej przykra mysl
                                          ze trzeba zerwac z nalogiem.


                                          urquhart napisał:
                                          >>Jak niedojrzała jest matka dojrzałością powinien wykazać się ojciec. Utopia.
                                          Tym bardziej że kobiety i otoczenie jak ty wmówią mu że to on jest niedojrzały,
                                          a matka predestynowana do dojrzałości bo niewątpliwie bardziej zajmuje się
                                          dzieckiem, wiec wycofa się dla świętego spokoju, albo da się w końcu wkręcić. :)<<

                                          dla ciebie utopia dla mnie realia.
                                          reszta wypowiedzi prezentuje myślenie leniwego egoisty, ktory dla WLASNEGO
                                          >>swiętego spokoju<< wymysla sobie usprawiedliwienie,zanim jeszcze powstanie mu
                                          w mozgu mysl ze moglby przeciwdzialac sytuacji.tym bardziej ze chodzi o
                                          przyszłośc jego osobistego dziecka,jak rowniez jego osobistego związku (z matka
                                          dziecka).innaczej :w dalszej wypowiedzi jest zawarte zalozenie ze mezczyzna w
                                          zwiazku nic nie moze,na nic nie ma wplywu ,bo na swiecie sa te niedobre kobiety,
                                          ktore mu -maleńkiemu gluptaskowi- nie pozwola uczestniczyć w wychowaniu
                                          dziecka.to on od razu sobie lepiej stanie z boczku i bedzie biernym obserwatorem
                                          i tylko sobie pod nosem będzie mruczał,jakie te baby złe.no zaraz sie rozplaczę
                                          normalnie.


                                          urquhart napisał:
                                          >>Masz racje geny męskich herosów skłonnych nieugięcie i bezkompromisowo walczyć
                                          z całym światem wyginęły w Powstaniu Warszawskim, a reszta na Syberii.
                                          Przetrwały geny tych uległych i konformistycznych :)<<

                                          hę?a gdzie ty cos takiego wyczytales w mojej wypowiedzi?
                                          twierdze cos wprost przeciwnego-ze na szczęście moje i kilku jeszcze
                                          kobiet,istnieja na swiecie jeszcze tacy mężczyzni ,ktorzy chca budowac związek
                                          RAZEM z kobietą,i RAZEM z nią wychowywac potomstwo.
                                          do tego nie trzeba byc AZ herosem ani nieugiecie i bezkompromisowo walczyc ze
                                          swiatem.
                                          ale nie mozna byc tez mazgajem ,ktory się chowa i udaje nieobecnego jak tylko
                                          pojawi się najmniejszy problem.
                                          • urquhart Re: Obowiazki czy zachcianki - 08.01.10, 16:07
                                            juzia214 napisała:

                                            > a gdzie ty tu widzisz podobieństwo?prosilabym jasno i konkretnie.
                                            W tym że mogą robić to co odczuwają jako przymus i jednocześnie być ogólnie w
                                            depresji.

                                            > dziecka).innaczej :w dalszej wypowiedzi jest zawarte zalozenie ze mezczyzna w
                                            > zwiazku nic nie moze,na nic nie ma wplywu ,bo na swiecie sa te niedobre kobiety

                                            Z dojrzałą i normalną może jak najbardziej, z nadopiekuńczą w temacie dziecka
                                            może niewiele. Ci co sie uwzieli moga jedynie protestować do woli pod sądami z w
                                            ramach nielicznej grupki stowarzyszenia Centrum Praw Ojca i Dziecka i być
                                            pośmiewiskiem dla mediów.

                                            > i tylko sobie pod nosem będzie mruczał,jakie te baby złe.no zaraz sie rozplaczę
                                            > normalnie.

                                            NIe ma co płakać, chetnych do wiązania się wolnych kobiet jest więcej niż
                                            wolnych meżczyn, wolny rynek jakoś funkcjonuje i jest w czym wybierać.

                                            > twierdze cos wprost przeciwnego-ze na szczęście moje i kilku jeszcze
                                            > kobiet,istnieja na swiecie jeszcze tacy mężczyzni ,ktorzy chca budowac związek
                                            > RAZEM z kobietą,i RAZEM z nią wychowywac potomstwo.

                                            Razem, jak chcą współpracować i być otwarci na swoje potrzeby jak najbardziej.
                                            Wtedy nie ma walki, jest współpraca. Jeżeli kobieta uważa jak sama napisałaś że
                                            ona sie zmieniła a on ma jedynie za nią nadązyć i dostosować to na taka walkę
                                            niewielu jest chętnych.
                                • zakletawmarmur Re: Obowiazki czy zachcianki - 08.01.10, 23:27
                                  > Kobiety mają statystycznie znacznie wyższe oczekiwania w sferze
                                  rodziny domu i
                                  > ogniska domowego.

                                  Leniwy facet wszystko może nazwać fanaberią żony i ma pozamiatane.
                                  Wtedy kobieta faktycznie przejmuje jego część obowiązków na siebie i
                                  rozwija się w tej dziedzinie kosztem rozwoju w innych. Zmienia się w
                                  nadopiekuńczą mamuśkę, która nie dość, że musi wszystko robić, to
                                  jeszcze musi walczyć z upierdliwym mężem.

                                  Co jest fanaberią mamusi a co nie jest i kto o tym ma decydować?

                                  Dzieci faktycznie mają pewne potrzeby. Potrzebują kontaktu z
                                  rodzicem. Poczytaj sobie np. o badaniach prowadzonych w sierocińcach
                                  z początku XX wieku. Próbowano ograniczyć rolę opiekuna do minimum i
                                  okazało się, że dzieci częściej chorowały a nawet umierały bez
                                  wyraźnej przyczyny. Poczytaj o eksperymencie z małpkami, które mając
                                  do wyboru mamkę z futerkiem i mamkę z mlekiem więcej czasu spędzały
                                  z tą pierwszą... Bliskość fizyczna rodzica (patrz kangurowanie
                                  wcześniaków), noszenie na rękach- kołysanie (np. w ćwiczeniach
                                  Weroniki Sherborne) takie właśnie pierdoły są dla dziecka
                                  stymulujące i są mu potrzebne. Kobiety wyczuwają to instynktownie.
                                  Jeśli facet uważa, że to zachcianki jego żony bo np. niemowlak może
                                  cały dzień w łóżku leżeć- to nie ma racji.
                                  • possessive Re: Obowiazki czy zachcianki - 11.01.10, 07:41
                                    Obowiązki wobec dziecka my kobiety, traktujemy bardzo poważnie.
                                    Wiadomo po urodzeniu tworzy się więź i tak dalej. Natomiast
                                    zauważyłam, że już więź z partnerem niektóre osoby stawiają na
                                    drugim miejscu i oczekują, że partner to zrozumie. Natomiast więź z
                                    małżonkiem, czy żoną jak się jej nie podtrzymuje - gaśnie jeszcze
                                    prędzej niż więź z dzieckiem. Niektóre kobiety, wiem dotknięte by
                                    się poczuły gdyby powiedzieć, że tak samo należy dbać o więź z
                                    partnerem jak o dziecko. No bo jak to? Przecież dziecko jest
                                    najważniejsze. No niestety fakty są inne, wystarczy po urodzeniu
                                    przestać dbać o tą więź między kobietą i mężczyzną i wszystko się
                                    psuje. Nawet z brakiem seksu tak jest, że jak jakiś czas nie ma
                                    seksu to potem trudno wrócić do tego co było wcześniej.
                                    Więc niestety, przykro to zabrzmi ale dziecko nie jest żadnym
                                    usprawiedliwieniem braku dbałości o to by z mężem czy żoną w łóżku,
                                    czy w innych sferach było tak samo jak wcześniej. Niestety ale to co
                                    się wkłada, to się wyjmuje. Jak się przestaje dbać o partnera i
                                    więcej czasu inwestuje się w dziecko to jakość związku się pogarsza.

                                    Tak więc z tymi obowiązkami jest tak, że te wobec dziecka są ważne,
                                    ale te wobec partnera są nie mniej ważne. I tu już brak tłumaczenia.
                                    Po prostu tak jest. Niestety część kobiet skupia się na więzi z
                                    dzieckiem ponieważ bycie złą matką jest gorzej oceniane niż bycie
                                    złą żoną/mężem. Tzn. brak seksu łatwiej usprawiedliwić niż brak
                                    dbałości o jakieś sprawy związane z dzieckiem.
                                    • vella84 Re: Obowiazki czy zachcianki - 11.01.10, 09:23
                                      zgadzam się w 100% tylko dodałabym jeszcze,że te obowiązki,wobec
                                      dziecka jak i partnera,są przecież przede wszystkim przyjemnością:)
                                      no chyba,że ktoś się nie nadaje/jest chory/jest w związku czy
                                      rodzicem "za karę" -tzn tak na prawdę to tego nie chciał,nie umie
                                      kochać/okazywać,jest skończonym egoistą??..
                    • urquhart Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 12:42
                      aneta-skarpeta napisała:

                      > i bardzo czesto po takich przygodach z pieknymi kłodami wybierają
                      > sobie sredniawe babki, ktore sa otwarte w sexie i nie boja sie
                      > eksperymentowac, sa interesujące itd

                      Oczywiście, te najpiękniejsze lansy oczekują podziwiania i składania hołdów, te
                      średniawe chcą i potrafią się postarać, rozpoznać i wykorzystać potrzeby
                      partnera żeby być wyjść na prowadzenie.
                      • glamourous Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 13:13
                        urquhart napisał:

                        > Oczywiście, te najpiękniejsze lansy oczekują podziwiania i składania hołdów,
                        te średniawe chcą i potrafią się postarać, rozpoznać i wykorzystać potrzeby
                        > partnera


                        Nie generalizujmy. Czesto zdarzaja sie jednak mixy ;-) To nie jest tak, ze fajne
                        laski to na mur beton klody i lozkowe beztalencia, a tylko srednie sie "staraja".
                        IMO dobre i starajace sie w lozku sa te kobiety, ktore zostaly obdarzone sporym
                        temperamentem oraz erotyczna, zmyslowa natura - co niewiele ma wspolnego z uroda.
                        • songo3000 Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 13:29
                          Gdzieś u Mastertona wyczytałem, że 'talencia' i nie-kłody to te z dużymi cyckami (kryterium, modelka/pasztet nie ma nic do tego) bo statystycznie mają większe powodzenie a co za tym idzie - doświadczenie. Niegłupie :)
                          • aneta-skarpeta Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 13:54
                            no doswiadczenie niewątpliwie odgrywa tu zasadniczą kwestię
                          • glamourous Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 14:35
                            songo3000 napisał:

                            > Gdzieś u Mastertona wyczytałem, że 'talencia' i nie-kłody to te z > dużymi
                            cyckam i (kryterium, modelka/pasztet nie ma nic do tego) bo > statystycznie mają
                            większe powodzenie a co za tym idzie -
                            > doświadczenie. Niegłupie :)

                            Hehe, Masterton : wybitny socjoseksuolog-teoretyk :-)))))
                            Tak czy owak ja sie na te jego regułkę załapuję ;-))))
                          • drobinka1 Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 16:58
                            Przed mistrzem Mastertonem głowy nie skłonię, bo talentu wyćwiczyć
                            się nie da. Choćbym sto lat grała (rzępoliła) na (ogrooomnej)
                            wiolonczeli, to mnie do filharmonii na koncert nie zaproszą, bom
                            beztalencie kompletne w tej materii i już.

                            Znam natomiast pewną bardzo szczupłą i, hm, płaską osobę, na którą
                            (zanim się jej życie pod tym względem skomplikowało) chętnych nie
                            brakowało i której zdolnościom do bycia nie-kłodą trudno zaprzeczyć.
                        • urquhart Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 13:40
                          glamourous napisała:
                          > Nie generalizujmy. Czesto zdarzaja sie jednak mixy ;-) To nie jest tak, ze fajn
                          > e
                          > laski to na mur beton klody i lozkowe beztalencia, a tylko srednie sie "staraja
                          > ".

                          Jasne, ale generalnie te drugie babki maja dużo większa motywację i generalnie też wielokrotnie spotkałem się od opiniami facetów że laska supergwiazda, a tu seks nijaki, bardzo rozczarowujący, zaliczeniowy na jeden raz. I na odwrót.

                          > IMO dobre i starajace sie w lozku sa te kobiety, ktore zostaly obdarzone sporym
                          > temperamentem oraz erotyczna, zmyslowa natura - co niewiele ma wspolnego z urod
                          > a.

                          Zmysłowa, seksualna natura to mieszanina dobrych genów ale i uwarunkowane wychowaniem, relacją z archetypem mężczyzny, z ojcem. Najlepsze geny można tu zepsuć.
              • zakletawmarmur Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 13:42
                > Wątek rozwija się zabawnie konfrontując męskie i kobiece
                spojrzenie ale na ser
                > io to to jest dobre podsumowanie.
                > Urodzeni dziecka jest najbardziej kryzysowym momentem w zwiazku.
                Kobiety stają
                > sie rozczeniowe i skupione na innej osobie niż mężu, a mężczyźni
                zamiast rozwia
                > zywać niemęskie problemy wycofują sie, czują odrzuceni upokorzeni.
                A problem z
                > seksem to często tylko barometr innych problemów, których kobiety
                nawet nie wid
                > zą.

                Urodzenie dziecka oznacza wzrost obowiązków domowych o jakieś 200%.
                Jeśli facet sam naturalnie tych obowiązku nie przejmie na siebie, to
                kobieta ma dwie wersje do wyboru:
                - roszczeniowość względem męża
                - przejęcie tych obowiązków na siebie kosztem innych obowiązków
                typu: dbanie o siebie, seks z mężem

                Tak czy inaczej facet będzie niezadowolony...
                IMO warto OBOJGU uświadomić, że dzieci to nie tylko takie
                zabaweczki, co się ładnie ubiera i można się nimi pochwalić
                znajomym, ale wymagają też sporo roboty.

                Jeśli on nie chce jej pomagać to niech nie liczy, że ona będzie
                miała czas, żeby o swoje ciało zadbać. Jeśli ona nie będzie dbać o
                swoje ciało, to niech nie wymaga, że on będzie jej pragnął. Oboje
                muszą więc coś z siebie dać. Ktoś musi zacząć, ale później jeśli
                drugie się nie dołączy to i tak nic z tego nie będzie...

                --
                Cała rozpiętość natury! Od Kreatora do kreatury.
                • songo3000 Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 13:58
                  Dodałbym jeszcze, że dziecko to też dodatkowe koszty. Jeżeli nie ma problemu z $$$ to fajnie ale przeważnie KTOŚ musi na to zarobić. W PL tym ktosiem przeważnie jest facet. to TEŻ jest wzięcie na siebie DODATKOWYCH obowiązków z tytułu rozplenienia :)
                  • aneta-skarpeta Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 14:05
                    jest nim facet bo mało ktory chce zostac z niemowlakiem w domu;)

                    dlatego ten czas jest taki trudny dla obojga- choc jesli osoby sa
                    dorosłe i pracujące to przynajmniej na poczatku kobieta otrzymuje
                    pieniadze po porodzie z tytułu umowy o prace, zasiłku, dodatku
                    macierzynskiego itd

                    mozna tez wczesniej zadbac o to zeby miec na ten cel odłozony jakis
                    grosz, zeby nie było tak ciezko

                    no ale takze jest tak, ze facet musi zaiwaniac w pracy, a kobieta w
                    tym czasie zaiwania w domu. Może sie okazac ze trafił sie im taki
                    boski bobasek, ktory zamiast 23 h spania i 1 h gaworzenia woli 23 h
                    sie drzec w niebogłosy, a kobieta nie ma czasu zrobic na osobnosci
                    siku na spokojnie- bo jak kuz jest chwila spokoju to trzeba ogarnac
                    mieszkanie, zrobic zakupy itd

                    takze dla mnie okropne jest opowiadanie przez facetów jak to oni
                    biedni musza pracowac na całą trojke, a ona tego nie docenia. Ona
                    nie docenia, bo on nie docenia ze bidulka nie ma mozliwosci nawet
                    sie porządnie wyspac, albo ma wszystkiego po dziurkiw nosie, bo od
                    notorycznego płączu najchetniej by wszystkich wytłukła

                    to działa w obie strony i decyzja o dziecku niesie za soba
                    wyrzeczenia i wzrost obowiazków z obu stron- nie tylko dla faceta

                    choc najczesciej widze, ze jakos faceci wiecej nie pracują- pracuja
                    tak smao jak wczesniej, a potem kobieta wraca do pracy
                    • krzysztof-lis Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 14:46
                      > jest nim facet bo mało ktory chce zostac z niemowlakiem w domu;)

                      Ale też mało któremu daje się w ogóle taką szansę, pytając go o zdanie.
                      • aneta-skarpeta Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 14:56
                        teraz maja taka szanse- wiadomo, ze w okrojonej wersji, ale jakby
                        chcieli to by mogli i jakos szturmu na tacierzyński nie widac;)

                        naprawde w wiekszosci przypadków jesli ojciec chce czynnie
                        uczestniczyc w zajmowaniu sie dzieckiem i domem to kobiety nie maja
                        nic przeciwko
                        • krzysztof-lis Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 15:15
                          > teraz maja taka szanse- wiadomo, ze w okrojonej wersji, ale jakby
                          > chcieli to by mogli i jakos szturmu na tacierzyński nie widac;)

                          Ja nie mówiłem o uwarunkowaniach prawnych, ale o powolnych zmianach w mentalności.

                          Tak, kobieta, która chce iść do pracy możliwie szybko po porodzie jest
                          akceptowana. Widzisz identyczną akceptację dla mężczyzn chcących wziąć urlop
                          wychowawczy?

                          I jesteś pewna, że w każdej rodzinie odbywa się rozmowa "słuchaj, kochanie, to
                          które z nas bierze ostatnie tygodnie urlopu macierzyńskiego, a które zostaje na
                          wychowawczym?"? Ja w to nie wierzę...
                          • zakletawmarmur Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 15:25
                            Może to zależy od środowiska. Opinia wśród moich znajomych-facetów
                            wygląda tak:
                            Facet, który chce iść na wychowawczy jest nowoczesny, kobieta, która
                            chce iść na wychowawczy jest leniwa:-)
                            • krzysztof-lis Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 15:58
                              > Facet, który chce iść na wychowawczy jest nowoczesny, kobieta,
                              > która chce iść na wychowawczy jest leniwa:-)

                              Patrząc po sobie, ja jestem klasycznym przypadkiem tego, że rodzic, który chce
                              rzucić pracę i iść na wychowawczy jest leniwy. :D

                              A jak wygląda opinia na ten temat wśród znanych Tobie kobiet?
                              • zakletawmarmur Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 19:06

                                Co znajome myślą o facetach, którzy idą na wychowawczy? Wszystkie są
                                pozytywnie nastawione. Z tym, że moje znajome się raczej dobrze
                                ustawiły. Mają ustawionych facetów, którzy zarabiają sporo więcej
                                niż one. Ta odległość od tematu (ich faceci na wychowawczy się nie
                                wybierają) sprawia, że łatwiej przychodzi im tolerowanie pewnych
                                rzeczy u innych.
                          • aneta-skarpeta Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 15:35
                            napisałam i przepadło:/

                            pewnie wiele par nie rozmawia- ale to problem danej pary i tego że
                            ze soba nie rozmawiają

                            ja w swoim srodowisku widze natomiast ze kobiety czesto zostaja
                            dluzej na macierzysnkim niz 3 czy 6 m-cy

                            najwidoczniej oboje uznaja, ze tak bedzie najlepiej dla nich, dla
                            dziecka

                            ps. moj ktory jest super- tatą dla dziecka w dodatku nieswojego nie
                            chce isc na tacierzynski. sama tez nie chce żeby szedł. wiec szafa
                            gra

                            • aneta-skarpeta Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 15:37
                              poza tym to nie wymysł polski, ze kobieta siedzi w garach i z
                              dzieckiem przy cycu, a facet-> na polowanie;)
                            • krzysztof-lis Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 15:59
                              > najwidoczniej oboje uznaja, ze tak bedzie najlepiej dla nich, dla
                              > dziecka

                              Implikowanie, że zawsze decyzja podejmowana jest wspólnie, jest nieco naiwne.
                              Jeśli obydwoje chcą iść na urlop i zajmować się dzieckiem, to jak sądzisz, które
                              z nich pójdzie?
                              • aneta-skarpeta Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 16:12
                                nie wiem, dla mnie jest dziecinadą takie podejscie do sprawy, o
                                ktorym mówisz

                                jakby chcieli isc oboje tak samo to uczciwie bedzie
                                1. niech pojdzie ten co mniej zarabia, ma mniejsze szanse na awans
                                włotewer
                                2. idziemy pół na pół
                                3. nie decyzdujemy sie na dziecko bo sie k.wa nie umiemy dogadac w
                                najprostrzej sprawie;P
                                • krzysztof-lis Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 17:14
                                  > nie wiem, dla mnie jest dziecinadą takie podejscie do sprawy, o
                                  > ktorym mówisz

                                  To, które podaję jako wzór, czy to, które podaję jako normę?

                                  > jakby chcieli isc oboje tak samo to uczciwie bedzie
                                  > 1. niech pojdzie ten co mniej zarabia, ma mniejsze szanse na awans
                                  > włotewer
                                  > 2. idziemy pół na pół
                                  > 3. nie decyzdujemy sie na dziecko bo sie k.wa nie umiemy dogadac w
                                  > najprostrzej sprawie;P

                                  A widzisz, ja bym popatrzył najpierw z punktu widzenia dobra dziecka, a nie
                                  możliwości zawodowych... Dziwne, bo mnie na innym forum foremki próbowały zeżreć
                                  za to że jestem materialistą i żonę wyganiam do roboty po porodzie (czy coś
                                  podobnego).
                                  • juzia214 Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 17:20
                                    dla dobra dziecka najwazniejsze jest zeby jego rodzice umieli się porozumiec i
                                    wybrac taka opcje zeby zaden rodzic nie czuł się skrzywdzony.w ten sposob
                                    dziecko nie będzie obciazane odpowiedzialnoscia za to ze sie urodziło i narobilo
                                    swoja osobą problemow.
                                  • zakletawmarmur Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 18:24

                                    Z pkt widzenia dziecka ważne jest, żeby rodzice byli w stanie je
                                    utrzymać. Z moich obserwacji wynika, że po urodzeniu dziecka to
                                    kobiety częściej tracą pracę. Często po macierzyńskim nie mają już
                                    dokąd wracać a jak wracają to wszyscy na nie krzywo patrzą. Zresztą
                                    młoda matka jest pierwsza do zwolnienia. Komu jest trudniej znaleźć
                                    pracę? Ojcowi z małym dzieckiem, czy matce? Nie znam wiele kobiet,
                                    które same świadomie zrezygnowały z pracy i wolały siedzieć w
                                    domu... Niektóre tak mówią, ale jak się człowiek dopyta, to okazuje
                                    się, że praca na nie nie czekała albo miały w niej ciągle jakieś
                                    problemy (nie mogły sobie, jak bezdzietne koleżanki pozwolić na ten
                                    wyścig szczurów). Takie są realia.
                                    • urquhart że po urodzeniu dziecka to kobiety częściej tracą 07.01.10, 19:30
                                      zakletawmarmur napisała:

                                      > Często po macierzyńskim nie mają już
                                      > dokąd wracać a jak wracają to wszyscy na nie krzywo patrzą. Zresztą
                                      > młoda matka jest pierwsza do zwolnienia. Komu jest trudniej znaleźć
                                      > pracę?

                                      Dziwisz się?
                                      Pracowałaś kiedyś w zespole w którym zaciążyła kobieta w momencie krytycznego
                                      projektu? Podobnie jak z relacją z mężem, priorytety się nagle zmieniają i praca
                                      i zaangażowanie w pracę leci na daleki pan. Co innego jeśli pani pracuje przy
                                      taśmie i łatwo ją zastąpić ale jeśli ma myśleć kreatywnie planować pracę innym i
                                      motywować to katastrofa a odlicza czas do wyjścia i powrotu do dziecka.
                                      Oczywiście znam wyjątki od tej reguły. Wbrew pozorom najsilniej dmuchają na
                                      zimne... inne kobiety menadżerki, żeby bezsensownie nie ryzykować korporacyjnych
                                      pieniędzy :)
                                      Mężczyźni są w porównaniu do kobiet tacy przewidywalni...
                                      • kag73 Re: że po urodzeniu dziecka to kobiety częściej t 07.01.10, 19:45
                                        Dziwisz się?
                                        > Pracowałaś kiedyś w zespole w którym zaciążyła kobieta w momencie
                                        krytycznego
                                        > projektu? Podobnie jak z relacją z mężem, priorytety się nagle
                                        zmieniają i prac
                                        > a
                                        > i zaangażowanie w pracę leci na daleki pan. Co innego jeśli pani
                                        pracuje przy
                                        > taśmie i łatwo ją zastąpić ale jeśli ma myśleć kreatywnie planować
                                        pracę innym
                                        > i
                                        > motywować to katastrofa a odlicza czas do wyjścia i powrotu do
                                        dziecka.
                                        > Oczywiście znam wyjątki od tej reguły. Wbrew pozorom najsilniej
                                        dmuchają na
                                        > zimne... inne kobiety menadżerki, żeby bezsensownie nie ryzykować
                                        korporacyjnyc
                                        > h
                                        > pieniędzy :)
                                        > Mężczyźni są w porównaniu do kobiet tacy przewidywalni...

                                        Hmm, i znow ladujemy w temacie jak bardzo poszkodowane sa kobiety.
                                        Czesto za prace na tym samym stanowisku co mezczyzni dostaja
                                        mniejsze wynagrodzenie, bo...sa w wieku rozrodczym i beda firme
                                        kosztowaly za duze pieniadze. A potem sie dziwic, ze mamy coraz
                                        mniej dzieci i spolecznstwo coraz starsze. jak moze byc inaczej,
                                        panstwo kobiet/potencjalnych matek nie wspiera.
                                        Krytycznych projektow przezylam juz wiele i stwierdzilam jedno: nie
                                        ma ludzi niezastapionych, nawet jezeli facet zlamie noge, musi pojsc
                                        na operacje, ma wypadek, zycie w firmie toczy sie dalej, bez niego,
                                        firma nie splajtuje.

                                        A tak apropos, my tutaj sobie wszyscy gadu gadu a co z autorka
                                        watku? Pewnie sie przerazila i juz nie ma nic do dodania.
                                        • urquhart Re: że po urodzeniu dziecka to kobiety częściej t 07.01.10, 20:31
                                          kag73 napisała:
                                          > Krytycznych projektow przezylam juz wiele i stwierdzilam jedno: nie
                                          > ma ludzi niezastapionych,

                                          Oczywiście, ale im kogoś łatwiej zastąpić tym mniej on zarabia i w pierwszej
                                          kolejności wylatuje przy redukcji :)
                                          Nie wiem co tu państwo ma wspierać? (czytaj: czyim kosztem pracodawcy czy
                                          podatników - obie metody się mszczą na zainteresowanych)
                                      • zakletawmarmur Re: że po urodzeniu dziecka to kobiety częściej t 07.01.10, 19:46
                                        Ja to wszystko rozumiem:-) Mam świadomość, że nie bez powodu tak się
                                        dzieje...

                                        Nie dziwie się też, że kobiecie trudno się na pracy skupić:-)
                                        Szczególnie, gdy ma świadomość, że jej chłop jedyne na co może się
                                        zdobyć to puszczenie dziecku bajek w tv i podanie danonka z
                                        parówką...
                                        • kag73 Re: że po urodzeniu dziecka to kobiety częściej t 07.01.10, 19:55
                                          No, to trzeba miec spokojne nerwy, fakt.Chociaz niektorzy faceci
                                          potrafia, albo babki sa wyluzowane. Mialm kolezanke w pracy z
                                          czworka dzieci, chlop byl z nimi w domu a ona robila kariere.
                                          Ja chetnie zostalam z dzieckiem w domu. Byly rowazania czy maz nie
                                          przejmie troche wychowawczego, ale stwierdzil, ze by nie podolal.
                                          Dzieciak by na pewno przezyl, ale cala reszta lezalaby odlogiem ku
                                          niezadowoleniu zony. Poza tym nie jest talentem oragnizacyjnym(pelno
                                          drobiazgow o ktorych trzeba pamietac), oprocz posilkow jeszcze cale
                                          mnostwo innych rzeczy trzeba bylo zorganizowac. Stwierdzilismy, ze
                                          nie robi to co umie najlepiej-przyniesie do domu kase.
                                        • aandzia43 Re: że po urodzeniu dziecka to kobiety częściej t 08.01.10, 19:26
                                          > Nie dziwie się też, że kobiecie trudno się na pracy skupić:-)
                                          > Szczególnie, gdy ma świadomość, że jej chłop jedyne na co może się
                                          > zdobyć to puszczenie dziecku bajek w tv i podanie danonka z
                                          > parówką...

                                          No coś ty, musi chłop trzymać fason, nie? Jeśli zdobędzie się na więcej, jak
                                          zwykły czynić to matki, zyska miano nadopiekuńczego;-D
                  • zakletawmarmur Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 14:48

                    Oczywiście, że dziecko to dodatkowe koszty. Nie zgadzam się jednak,
                    że w PL jest to obowiązek zrzucany na facetów. IMO właśnie wręcz
                    przeciwnie. Polak wymaga, że kobieta jak najszybciej wróci do pracy
                    ale obowiązki będzie dalej wykonywać jak w czasie macierzyńskiego.
                    No i oczywiście znajdzie jeszcze czas na zadbanie o siebie i ochotę
                    na seks z mężem... Panowie zrobili się nad wyraz nowocześni jeśli
                    chodzi o podejście do finansów i fizyczności kobiety, niestety ich
                    podejście do obowiązków domowych jest bardzo staromodne.
                • urquhart Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 14:03
                  zakletawmarmur napisała:
                  > Urodzenie dziecka oznacza wzrost obowiązków domowych o jakieś 200%.
                  > Jeśli facet sam naturalnie tych obowiązku nie przejmie na siebie, to
                  > kobieta ma dwie wersje do wyboru:
                  > - roszczeniowość względem męża
                  > - przejęcie tych obowiązków na siebie kosztem innych obowiązków
                  > typu: dbanie o siebie, seks z mężem

                  Ale to w naszej nielicznej europejskiej kulturze jedynie. Większość populacji w
                  Azji, Afryce, Indiach żyjąc w wielopokoleniowych rodzinach w których nie
                  istnieją takie dyrdymały jak systemy emerytalne, czy kryzys po urodzeniu
                  zostawiają po odstawieniu od cyca opiekę starszemu pokoleniu które ma coś dzięki
                  temu do roboty, spełnia się i jest przydatna :)
                  • aneta-skarpeta Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 14:09
                    no ale oni nie chca miec w swoim szałasie plazmy, drugiego auta,
                    dobrych kosmetyków , xboxa itd;)

                    pozatym w Polsce instytucja "babci" tez ma sie całkiem niezle i
                    rodziny pokoleniowo sobie pomagaja w kryzysowych momentach

                    co by nie mowic jak dwoje chce to sobie wszystko eleganko poukladają

                    ale musza chcec sie starac i rozumiec druga strone

                    postawy roszczeniowe sa bez sensu- u kobiet i facetów, bo w koncu
                    druga strona sie wkurzy i zabierze swoje zabawki do innej piaskownicy

                    poza tym nie jestesmy robotami, kazdy miewa ciezsze okresy, jakies
                    niedyspozycje i trzeba to zrozumiec i sie wzajemnie wsppierac
                    • urquhart Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 14:19
                      aneta-skarpeta napisała:

                      > co by nie mowic jak dwoje chce to sobie wszystko eleganko poukladają
                      > ale musza chcec sie starac i rozumiec druga strone

                      Zgoda, a ja tu generalizując, widzę że kobietom w momencie rozmnożenia wzrastają
                      gwałtownie WŁASNE OCZEKIWANIA co do obsługi "gniazda" i przekładają spełnianie
                      tych własnych oczekiwań na pojęcie "DOJRZAŁOŚCI" partnera bez specjalnego
                      zainteresowania jakie są potrzeby i oczekiwania tej drugiej strony.
                      • aneta-skarpeta Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 14:24
                        a tak konkretnie jak wzrastają?


                        wobec kobiety wzrastają oczekiwania, bo nagle musi byc do dyspozycji
                        niemowlaka 24 h, wiec oczekuje od faceta ze tez sie wysili

                        same musza poswiecic sie "całe" ( chwilowo, az malec podrosnie) wiec
                        oczekuja ze facet tez poswieci sie "cały"

                        • aneta-skarpeta Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 14:39
                          wydaje mi sie, ze to o czym mówisz ( o oczekiwaniach) wynika z tego,
                          ze ludzie myslą ze jak pojawia sie dziecko to jest łatwiej niz jest
                          w rzeczywistosci, a tu jest ZONK

                          okazuje sie ze sobie planowalismy to i owo, a tu dupa zbita bo
                          dziecko nie jest szablonowe, a wyliczenia z netu, ze niemowlak
                          kosztuje 800zł sa z czapy, bo nam wychodzi 1200 ( przykladowo)

                          wiem jak było w moim pierwszym małżenstwie- mimo ze dziecko było
                          planowane, to mojego ówczesnego meża to wszystko maksymalnie
                          przerosło. Nie finansowo, bo sobie jakos radzilismy- po prostu
                          myslał ze bedzie łatwiej...zreszta ja tez myslałam...a było
                          cholernie ciezko

                          i własnie pewnie jakbys go spytał to by powiedział, ze mam
                          wygórowane oczekiwania itd a mnie to wsyztko przytłoczyło, bo sie
                          okazało ze przez 1.5r nawet jednej nocy spokojnie nie moge przespac
                          i chodziłam zła jak osa. Fakt miałam postawe roszczeniową, ale to
                          dlateg ze moje prosby trafiały w pustke. on wychodził z założenia że
                          skoro pracuje od 8 do 17 to juz jest zwolniony ze wszelkich
                          obowiązków, a wszystko co robi ma wynikać jedynie z jego dobrej
                          woli. Nie rozumiał, że ja mam "prace" przez całą dobę.
                          On miał dosyc ryczacego dziecak to wychodził na piwko, papierosa,
                          przejechac sie...ja nie mogłam bo było dziecko płaczace, ale nie
                          ułatwiało mi to nabrania dystansu do całej sytuacji- budowało to we
                          mnie ciagła frustracje i sama sie nakrecałam.

                          nie pisze tego, zeby wyrzyc sie na ex mezu, bo rostalismy sie tak
                          dawno temu, ze juz mi cisnienie dawno spadło i tak naprawde tylko
                          dzieki temu ze z nim była i sie rozstałam mam teraz bardzo udane
                          zycie, a ja jestem mądrzejsza o to, ze umiem jasno artykułowac swoje
                          oczekiwania i współpracowac z towarzyszem oraz widze, ze dopiero
                          teraz z facetem tworze TEAM mimo ogromnej ilosci obowiązków. Widze
                          niestety tez jak bardzo niedojrzały jest mój ex- nadal..mimo
                          słusznego wieku:)
                      • kag73 Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 14:26
                        O czym my tutaj rozmawiamy, to nie przedszkole. Dwoje ludzi
                        zdecydowalo sie(albo i nie, wpadka byla) na dziecko czyli musza
                        teraz przejac za nie odpowiedzialnosc, zmienia sie cale
                        dotychczasowe zycie. Potrzeba troche czasu, zeby sie do tego
                        przyzwyczaic i wszystko na nowo poukladac. Zarowno jednej jak i
                        drugiej stronie mozna by zarzucac, ze nie interesuja jej oczekiwania
                        drugiej osoby, ale nie o to chodzi. Wiadomo, ze sa zgrzyty, ale nikt
                        nie mowil, ze bedzie latwo. Troche dziecko sie nie da, tak samo jak
                        troche w ciazy sie nie da.
                        Trza se dac kopniaka a de..i do przodu.
                  • possessive Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 14:16
                    urquhart napisał:

                    > zostawiają po odstawieniu od cyca opiekę starszemu pokoleniu które
                    ma coś dzięk
                    > i
                    > temu do roboty, spełnia się i jest przydatna :)

                    Osobiście nie zamierzam jako babcia dać się zaciągnąć do darmowego
                    kieratu.. Wy, przyszli dziadkowie, widzicie się w takiej roli? To
                    może dziadkowie do pieluch, a kochane babcie na piwko?
                    • aneta-skarpeta Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 14:20
                      possessive napisała:

                      > Osobiście nie zamierzam jako babcia dać się zaciągnąć do darmowego
                      > kieratu.. Wy, przyszli dziadkowie, widzicie się w takiej roli? To
                      > może dziadkowie do pieluch, a kochane babcie na piwko?
                      >
                      >

                      u mnie , tzn w przypadku mojego dziecka, wyszło tak ze to dziadek
                      wiecej zajmuje sie wnukiem- oczuwiscie sprawy pieluch musiala
                      nadzorowac babcia, bo dla dziadka było zbyt trudne załozyc pieluche
                      przodem do przodu;), ale to on byl nianka

                      ja brałam mame i jechałysmy na babskie zakupy , a dziadek z wnukiem

                      nie wyobrazam sobie, zeby mi rodzice powiedzieli gdy dziecko jest
                      chore, a ja musze isc do pracy- sory nie chce nam sie, nie mamy
                      ochoty itd skoro wiem ze mogliby pomoc
                      ja pomagam im jak moge, a oni mi- fakt nie wykorzystuje tego
                      nadmiernie, ale jak chcemy miec czas tylko dla siebie to podrzucamy
                      wnuka
                      • possessive Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 14:44
                        > nie wyobrazam sobie, zeby mi rodzice powiedzieli gdy dziecko jest
                        > chore, a ja musze isc do pracy- sory nie chce nam sie, nie mamy
                        > ochoty itd skoro wiem ze mogliby pomoc
                        > ja pomagam im jak moge, a oni mi- fakt nie wykorzystuje tego
                        > nadmiernie, ale jak chcemy miec czas tylko dla siebie to
                        podrzucamy
                        > wnuka

                        O to już jednak co innego, pomoc doraźna, spędzanie czasu z wnukami,
                        pomoc dzieciom. Ale cały darmowy etat, to już co innego. Jednak
                        odnośnie uwagi urquharta, kiepsko by było aby na stare lata spotkało
                        nas takie traktowanie, że mamy "czuć się potrzebni" bo wychowujemy
                        wnuka. Nie mam musu aby czuć się potrzebna. Być może nikt z nas nie
                        jest potrzebny na tym świecie i co z tego?
                        • aneta-skarpeta Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 14:55
                          nie wiem ile babc i dziadków traktuje zajmowanie sie wnukami ( w
                          ramach codziennych obowiazków) jako straszną męczarne, a ilu jako
                          naturalna kolej rzeczy i chec niesienia pomocy dzieciom

                          • possessive Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 15:17
                            Ja znam takie babcie-mamusie co piorą, prasują i gotują obiadki
                            młodemu małżeństwu, w którym momencie to się zmienia w patologię to
                            kwestia kulturowa..
                  • zakletawmarmur Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 14:36

                    No widzisz, ale w Europie dziadkowie też się wyemancypowali:-) Ja na
                    starość też nie zamierzam się wnukami zajmować:-)
                    • aneta-skarpeta Re: Na pomoc ginącej miłości... 07.01.10, 14:41
                      a ja mam zamiar:)

                      wystarczy o tym powiedziec w odpowiednim momencie swoim dzieciom,
                      zeby zdziwiniea i rozczarowania nie było

            • krzysztof-lis Re: ale lot.. 07.01.10, 12:31
              > Czytając Krzyśka w tym wątku, przypomniałam sobie jego wypowiedzi
              > o tym, że kochająca i rozsądnie myśląca żona mogłaby zaspokoić
              > męża oralnie, gdy istnieją jakieś przyczyny (brak pożądania,
              > wskazania medyczne) braku seksu. Pomyślałam sobie, no tak - żona
              > może, a mąż nie?

              A kto twierdzi, że nie może?
              • mal-gosik Na pomoc ginącej miłości 07.01.10, 13:35
                Nie jestem laską, jestem średnia i na nieszczęście dla mojego męża jestem kiepska w łóżku (kiedyś było nieźle, ale jakoś po porodzie się skiepściło). Zgłaszam się, żeby ktoś pouczył mnie jak rozbujać mnie (!!), bo mój mąż nie chwaląc się, wiele potrafi i jest to baaaaardzo przyjemne (jak już się "rozbujam"). Dodam, że niestety w grze wstępnej mój mąż nie jest mocny (przez co ja cierpię)
                • songo3000 Re: Na pomoc ginącej miłości 07.01.10, 13:42
                  Jeżeli to ogłoszenie towarzyskie to odsyłam do regulaminu.
                  A jeśli chcesz stać się demonem seksu po wizycie na forum internetowym to sorry...
                • aneta-skarpeta Re: Na pomoc ginącej miłości 07.01.10, 13:55
                  mal-gosik napisała:

                  > Nie jestem laską, jestem średnia i na nieszczęście dla mojego męża
                  jestem kieps
                  > ka w łóżku (kiedyś było nieźle, ale jakoś po porodzie się
                  skiepściło). Zgłaszam
                  > się, żeby ktoś pouczył mnie jak rozbujać mnie (!!), bo mój mąż
                  nie chwaląc się
                  > , wiele potrafi i jest to baaaaardzo przyjemne (jak już
                  się "rozbujam"). Dodam,
                  > że niestety w grze wstępnej mój mąż nie jest mocny (przez co ja
                  cierpię)


                  a sama siebie umiesz rozgrzac? jesli tak to pomórz meżowi w grze
                  wstepnej, a potem daj mu pole do popisu. A maż tez będzie zadowolony
                  • krzysztof-lis Re: Na pomoc ginącej miłości 07.01.10, 14:48
                    > a sama siebie umiesz rozgrzac? jesli tak to pomórz meżowi w grze
                    > wstepnej, a potem daj mu pole do popisu.

                    Jakby umiała, i co ważniejsze CHCIAŁA, to nie byłoby wątku.

                    A tak biedactwo może tylko swoje roszczenia tu na forum. :(
                    • aneta-skarpeta Re: Na pomoc ginącej miłości 07.01.10, 14:58
                      krzysztof-lis napisał:

                      > > a sama siebie umiesz rozgrzac? jesli tak to pomórz meżowi w grze
                      > > wstepnej, a potem daj mu pole do popisu.
                      >
                      > Jakby umiała, i co ważniejsze CHCIAŁA, to nie byłoby wątku.


                      moze umie, ale nie wpadła na to ( wstydziła sie) robic to w
                      towarzystwie męża?
                      • krzysztof-lis Re: Na pomoc ginącej miłości 07.01.10, 15:12
                        > moze umie, ale nie wpadła na to ( wstydziła sie) robic to w
                        > towarzystwie męża?

                        Kobieta z zahamowaniami i bez inwencji? No to rzeczywiście pozostaje tylko
                        wypłakać się na forum, że mąż kiepsko organizuje grę wstępną.
                        • aneta-skarpeta Re: Na pomoc ginącej miłości 07.01.10, 15:19
                          nie lubie negatywnie oceniac ludzi po 1 poscie.

                          ja nie odebrałam tego jak jakis straszny zal wylany na forum w celu
                          zdyskredytowania męża

                          KObita ma taki porblem, moze nie ma polotu i pomyslała, ze jak
                          napisze anonimowo to moze ktos podsunie jej jakis pomysł

                          jak kazdy kto tu zakłada watki z pytaniami

                          rownie dobrze to samo mozna napisac o autorce wątku, a jednak
                          zaciekle o tym dyskutujemy choc moglibysmy zbyc ją słowami- to taka
                          durna baba jestes ze nie umiesz sobie z chlopek poradzic? najlepiej
                          wylac na niego wiadro pomyj

                          no ale widocznie nie potrafi i stara sie poradzic gdzie sie da:)
                          nikt nie jest doskonały;)
    • agath77 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 08.01.10, 09:36
      Witaj,
      Chciałam napisac o swojej sytuacji, która jest podobna myślę.
      Też jesteśmy młodym małżeństwem, pół roku temu urodziłam córeczkę.
      Zarówno w ciąży jak i po ciąży mój mąż nie ma wogle ochoty na sex.
      Jak dobrze liczycie juz ponad rok się nie kochaliśmy.
      I chcialam podkreślić, ze nie zostały mi zadne dodatkowe kilogramy
      po ciąży, a nawet ważę mniej niż przed ciążą. Nawet mąż jakiś czas
      temu powiedział, że zrobiłam się niezła laska. I co z tego, że tak
      powiedział, skoro nic nie robi w Tej materii.
      Po pracy jego głownym zajęciem jest dziecko, potem TV lub komputer.
      Mnie nie widzi.
      Zatem wyglą tu nie ma głwonego znaczenia. Jak go zapytałam o sex, to
      tylko odpowiedział, że przy małym dziecku się nie da tego robić.
      EXTRA, mam czekać do ilu lat mojego dziecka?
      Umówmy się, że jak miałby ochotę na sex, to znalazł by odpowiedni na
      to czas, w koncu mała spi czasami.
      • anula36 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 08.01.10, 11:31
        jest szansa ze sie skusi na seks jak zapragnie nastepnego potomka;)
        • vella84 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 08.01.10, 11:49
          to ja na razie też odpowiem żartobliwe -choć może i nie.. bo może by
          poskutkowało.. - tv,komp itp wyłączać,popsuć jakoś,przekonać,że
          baaaaaaaardzo szkodliwe - dla dziecka!!!- w przeciwieństwie do
          kochających się rodziców! z prądem/korkami coś sknocić ..dziecko do
          dziadków.. albo do innego pomieszczenia?.. a w ogóle to jak znam
          siebie,to po takim tekście i taaaakim celibacie (oj szybko by mnie
          szlag trafił) to walizki albo swoje albo jego za drzwi dopóki
          pacjent nie wróci do normy! życzę poprawy i bądż spokojna,za dużo
          nie truj ale trzymaj się swoich przekonań..
      • kag73 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 08.01.10, 12:07
        agath77 napisała:

        > Witaj,
        > Chciałam napisac o swojej sytuacji, która jest podobna myślę.
        > Też jesteśmy młodym małżeństwem, pół roku temu urodziłam córeczkę.
        > Zarówno w ciąży jak i po ciąży mój mąż nie ma wogle ochoty na sex.
        > Jak dobrze liczycie juz ponad rok się nie kochaliśmy.
        > I chcialam podkreślić, ze nie zostały mi zadne dodatkowe kilogramy
        > po ciąży, a nawet ważę mniej niż przed ciążą. Nawet mąż jakiś czas
        > temu powiedział, że zrobiłam się niezła laska. I co z tego, że tak
        > powiedział, skoro nic nie robi w Tej materii.
        > Po pracy jego głownym zajęciem jest dziecko, potem TV lub
        komputer.
        > Mnie nie widzi.
        > Zatem wyglą tu nie ma głwonego znaczenia. Jak go zapytałam o sex,
        to
        > tylko odpowiedział, że przy małym dziecku się nie da tego robić.
        > EXTRA, mam czekać do ilu lat mojego dziecka?
        > Umówmy się, że jak miałby ochotę na sex, to znalazł by odpowiedni
        na
        > to czas, w koncu mała spi czasami."

        Moze Twoj maz ma kochanke? jezeli nie, to wiadomo, ze sie sam
        zaspokaja. No, nic. Trzeba dzialac konkretnie.

        Zapros pana na rozmowe i powiedz, ze od roku nie mieliscie seksu,
        pora to zmieniec. Zapytaj wprost czy ma kochnke czy po prostu sie
        onanizuje. Tak czy siak, pora to zmienic. Dziecko, dzieckiem, inni
        tez maja dzieci a jednak uprawiaja seks. Jak sie bedzie wymigiwal
        powiedz, ze w takim ukladzie skoro jemu nie zalezy, Ty poszukasz
        sobie kogos do seksu na boku. I to wszystko powiedz bez lez, placzu,
        cyrku. Spokojnie ale stanowczo, zeby "poczul" powage sytuacji.
        • vella84 Re: Problemy młodego małżeństwa :-( 09.01.10, 10:35
          święta racja i bardzo dobra rada kag73:)
Pełna wersja