paulkristo
02.01.10, 15:35
Moja historia zaprowadziła mnie na rozdroże, nie wiem co robić
dalej. Jestem mężem od 4 lat, z Żoną znamy się od ponad 7 lat.
Zakochałem sie w Niej i przekonywalem wspólnego życia.Oboje
pochodzimy z praktykujacyvh katolickich rodzin, przy czym Żona w
domu żyła w dosyć nerwowych warunkach pod kloszem Ojca, który bronil
Ją przed wszystkim - przedemną również. Budowaliśmy Nasz związek
razem byłem dla Niej oparciem Ona dla mnie, tyle że Żona nie miała
umiejętności pokazywania mi i odwzajemniania miłości.Na poczatku
Naszego małążeństwa wracając z pacy przytulałem Ją rozmawialiśmy.
Jestem pierwszym partnerem Żony, współżycie ze mną przychodziło Jej
z trudem mówiła mi że nie potrzebuje "tego"więc Ja odpuszczałem. Po
wielu rozmowach - namowie przezemnie w zeszłym roku urodziła Nam się
wspaniała córka, uczestniczyłem w porodzie trzymając Żone za rekę
czułem jedność i poznałem tajemnicę Nowego Życia.
Po narodzinach dziecka coś się zmieniło, nie współżyliśmy od kilku
mscy uczylismy się zajmowac Córka, ale to ja robiłem to źle.
Równocześnie w moim zawodowym życiu awansowałem, co pochłonęło mi
wiele czasu również tego rodzinnego wyjazdy i delegacje służbowe.
Cztery msce po urodzeniu Córki poznalismy się dużo bliżej z
koleżanką z pracy godzinami rozmawialiśmy o wszystkim, nie
przespaliśmy się ze Sobą mimo że mieliśmy ku temu okazję. Ona 9lat w
małżeństwie z "rozsądku" i 10lat starsza ode mnie.
Od tamtego wyjazdu coś się we mnie zmieniło, zaczelismy się częściej
spotykać aż w końcu doszlo do spotkania gdzie widząc że potrafimy
porozumieć sie bez słów, wyznaliśmy sobie miłość. To jest
niesamowite uczucie kiedy wiesz że ta druga strona czuje myśli tak
samo.
Następne spotkanie było pełne smutku poniewaz uświadomiliśmy sobie
że nie możemy być ze sobą, chcieliśmy się rozstać,...ale nie
potrafiliśmy tak się kochając. Póżniej doszło do zbliżenia między
Nami i przeżyłem coś czego nigdy wcześniej nie doznałem. Teraz już
wiem co oznacza zbliżenie dwojga kochających się ludzi. Nie widzimy
Świata bez Siebie...
Cały czas męczyło mnie sumienie że mam Żonę i córkę i że robię źle,
kilka razy przymierzałem się do rozmowy z Żoną ale nie dalem rady.
Aż w końcu doszło do rozmowy dzień przed Wigiljią :(
Powiedzialem Żonie że się zakochałem...wyprowadzila się do rodziców,
ale powiedziała że wróci jeśli Ja będę tego chciał...
Pytałem czy była szczesliwa ze mną odpowiedziala że tak.
Teraz w domu zostałem sam, w środku duszy czuję ogromną pustkę i
smutek. Oprócz Nas cierpią też rodzice...
Nie wiem co mam robić. Do tej pory Bóg oświecał mi ścieżkę
wiedziałem jak postępować. Odsunełem sie od Niego i nie wiem co
dalej..
Nie wyobrażam sobie życia bez córki Kocham Ją. Nie wiem czy
rekonstrukcja tego związku dla Córki ma sens ?
Czy Żona jest wstanie mnie pokochać głębiej?
Czy życie bez miłości ma sens ? Czy będziemy z Żoną szczęśliwi?
Na razie wszyscy do okola cierpia łącznie z osobą którą
bezgranicznie pokochałem.