machimera
28.01.10, 20:28
Ja - 30stka, kokietka, z wiecznym usmiechem na twarzy- w nowej pracy od 3 m-c,
on - 14 lat starszy odemnie - moj przelozony. Czysty profesjonalizm zamknal mi
oczy na fakt, ze we dwoje zostajemy czesto najdluzej w biurze, ze zdarzaja
nam sie spotkania w weekend, ze jestem promowana i wychwalana u dyrektorstwa,
ze odwozi mnie po pracy samochodem i w koncu do mnie dotarlo po jego
niesmialych pocalunkach na przywitanie i po jednym czulszym na pozegnanie, ze
to nie tylko profesjonalizm. Kolezanka, ktora zna go kilknscie lat mowila mi,
ze jest pracoholikiem, bardzo religijnym, pozadnym czlowiekem i to mnie chyba
zupelie uspilo...
Teraz oczywiscie pogorszylam sytuacje, bo zaczelam go jeszcze bardziej
kokietowac (oj ja zla), on sie jeszcze bardziej wkrecil i praktycznie romans
wisi nad nami jak siekiera. Jak siekiera, bo on zonaty i dzieciaty (czekam na
publiczny linch ze strony wszystkich-swietych zon). Najgorsze ze on zaczal mi
sie koszmarnie podobac. Spojrzalam na niego jak na mezczyzne i widze swietnego
faceta. Widze jego wady i zalety, i akceptuje jakim jest.
Dziwne, ze czasami zauroczamy sie ludzmi, dopiero jak oni okaza nam wiecej
uczucia. Moze to tylko kobiety tak maja? Oczywiscie prawie sobie moralniaki
kazdego dnia - zonaty, dzieciaty, przelozony - tak byc nie powinno. Wiem
rowniez, ze jesli zrobie ten krok w przod skonczy sie to bolesnie. Tylko gdzie
mam go zrobic? Do tylu, w bok? Takie moje zale... Ku przestrodze -
niebezpieczne sa gry miedzy kobietami i mezczyznami.