Uczucia a staż małżeński

29.01.10, 00:47
Cześć, zdecydowałam się napisać w nadziei, że mi pomożecie, albo chociaż powiecie, co myślicie. Trochę się boję, bo z tego, co czytałam, wasze wypowiedzi bywają ostre, ale co mi szkodzi... Spróbuję!

O brak seksu chodzi oczywiście. Jesteśmy małżeństwem z 16-letnim stażem. Przez długi czas (10 lat?) wydawało się, że wszystko jest ok. Ja nie byłam wulkanem seksu i mąż był moim przewodnikiem, ale "uczyłam się" chętnie i myślę, że rozwijałam swoje umiejętności i oboje mieliśmy z tego frajdę. Moją słabą stroną zawsze był brak pewności siebie, z domu wyniosłam odczucia, że seks jest zły, a po facetach nie można się nic dobrego spodziewać. Kokietowanie i uwodzenie to dla mnie raczej abstrakcja. Ufając mojemu mężowi, czując się z nim bezpiecznie potrafiłam się przełamać. Po drodze borykaliśmy się z normalnymi problemami młodych małżeństw. I właśnie wtedy, gdy już opanowaliśmy sytuację, w seksie zaczęło się psuć. Żeby to tylko chodziło o seks rozumiany jako sam stosunek... W momencie, gdy ja przestałam zabiegać o czułości, pocałunki, pieszczoty w nadziei, że to go otrzeźwi, że zauważy, że dzieje się coś złego, wtedy właśnie ta sfera przestała istnieć. Wygląda to tak, że jeśli się do niego przytulę, to mnie nie odepchnie, ba, nawet zarzuci mi ramię na plecy, ale tak zupełnie z obowiązku i nigdy (jeśli przesadzam to minimalnie) nie robi tego z własnej inicjatywy.

Namówiłam go po wielu nie przynoszących efektu rozmowach na terapię małżeńską. Rozgrzebując po trochu nasze myśli dowiadujemy się o sobie wiele, tylko póki co, w niczym nam to nie pomaga. Może inaczej - mnie nie pomaga, bo mąż cały czas na stanowisku, że to ja mam problem. I tak chyba w istocie jest - to ja się męczę. Według niego, to że nie kochamy się już jakieś 3 lata (może z małymi wyjątkami) nie jest niczym dziwnym, tak jak i brak czułego "patrzenia sobie w oczki" - po 16 latam małżeństwa???!!! A mnie brak i seksu jako takiego, bo było fajnie, i czułości na codzień, bo to mi pomaga uwierzyć w siebie, zaistnieć we własnej świadomości jako kobieta, która się podoba. Nie mam tego w sobie, mimo że jestem zadbaną kobietą. Nawet jeśli widzę, że jakiemuś facetowi się podobam, to owszem - miłe, ale jeśli ignoruje mnie mój facet, to bardzo boli.

Już dochodzę do sedna sprawy:) Wczoraj odważyłam się powiedzieć mu "prawdę i tylko prawdę" o tym, jak mi go brakuje i jak trudno mi samej zabiegać o poprawę naszych relacji (przy jego braku zainteresowania i moich oporach, które odrosły jak chwasty). Dukałam to jak niewyuczoną lekcję, bo mi się płakać chciało z zażenowania, mąż słuchał mnie z kamienną twarzą, po czym oświadczył,co następuje: on się przez tyle lat starał i teraz już ma dość roli nauczyciela i pomocnika, a ja muszę szukać źródła mojej kobiecości w sobie samej i on mi nie ma zamiaru w tym pomagać.

Dla jasności dodam, że w innym dziedzinach jestem samodzielną, dobrze sobie radzącą osobą a nie mimozą uwieszoną na jego ramionach. Poza seksem dobrze się rozumiemy, wiele przeszliśmy, wiem, że mogę na niego liczyć, jesteśmy parą dobrych przyjaciół. I NIE ROZUMIEM, dlaczego ten sam facet nie uważa za stosowne powiedzieć mi od czasu do czasu "ładnie wyglądasz, dobrze że jesteś, kocham cię". Ja się do końca życia tej mojej kobiecości nie doszukam:) A byłoby mi o wiele łatwiej, gdyby czasami mnie pocałował (nie cmoknął). Ja rozumiem że pożądanie może wygasnąć, zmniejszyć się, ale czy nie można całować po prostu z miłości?!

    • symmetryisall Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 08:09
      Disclaimer: Wszystko co napiszę, to będą subiektywne odczucia, więc mogę
      zupełnie nie mieć racji.

      Pierwsze odczucie, jakie miałem po przeczytaniu tego posta, to wrażenie
      identyfikacji z Twoim mężem. Ułóżmy tu mały ciąg z Twoich cytatów:

      "Ja nie byłam wulkanem seksu (...)Moją słabą stroną zawsze był brak pewności
      siebie, z domu wyniosłam odczucia, że seks jest zły (...). Kokietowanie i
      uwodzenie to dla mnie raczej abstrakcja.(...)On się przez tyle lat starał i
      teraz już ma dość roli nauczyciela i pomocnika."

      Na podstawie powyższego można by pomyśleć, że Wasz seks nie był (przynajmniej
      dla męża) jakimś trzęsieniem ziemi i w końcu mąż, niczym Nikodem Dyzma,
      powiedział sobie "A do cholery z taką miłością". Zmęczył się i tyle, jak sam
      powiedział - "ma dość roli nauczyciela". Zwłaszcza po 16 latach, w końcu ile
      można się starać bez efektu? Miał nadzieję, że zabije w Tobie przeświadczenie,
      że "seks jest zły", a także pomoże Ci wydobyć uwodzenie i kokietowanie z rejonu
      abstrakcji. Nie udało mu się, więc w końcu machnął ręką. Może wystarczy mu
      rękodzieło w łazience. A może ma kogoś na boku. Co w końcu zawsze jest możliwe.

      Oczywiście to nie jest Twoja wina, jak rozumiem, byłaś taka od samego początku,
      więc jego nadzieje, że zrobi z Ciebie wulkan wyuzdania były dość naiwne. Jego
      wina też to do końca nie jest, bo może pociągało go w Tobie co innego i myślał,
      że skoro ogólnie jest fajnie, to może "z tym seksem jakoś się ułoży". Wiem co
      mówię, bo też przez to przechodzę :)

      Ale tu kolejna sprawa. "Po drodze borykaliśmy się z normalnymi problemami
      młodych małżeństw. I właśnie wtedy, gdy już opanowaliśmy sytuację, w seksie
      zaczęło się psuć."

      Skoro w seksie zaczęło się psuć, to znaczy, że wcale żadnej sytuacji nie
      opanowaliście, tylko dalej rzeczywistość gdzieś tam skrzeczy. Może dałoby się
      powiedzieć coś więcej, gdybyś napisała, jakie to były problemy i kiedy.
    • poitevin Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 08:27
      Ja się odniosę tylko do tego fragmentu:

      > a ja muszę szukać źródła mojej kobiecości w sobie samej...

      Tu facet ma rację. I nie mówię nawet o tym, że jemu pewnie jest
      ciężko być całe życie Twoim guru i przwodnikiem. Jeżeli Twoja
      kobiecość czy pewność siebie nie będzie wypływała z wnętrza, to
      nigdy nie będzie prawdziwa i każda opinia innych ludzi będzie miała
      na Ciebie ogromny wpływ. Szkoda mi jego, bo gość się czuje zmęczony,
      ale Ciebie też - wątpię, żeby udało Ci się aż tak zmienić.
      • bi_chetny Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 10:33
        Facet jest zmęczony - po tylu latach sama machnęłabyś ręką. Z tym że wtedy
        faktycznie potrzeba czułości u facet się zmniejsza.
    • labadine Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 10:37
      Po 16-stu latach mogla was zlapac rutyna i chyba tez uczennica przerosla
      mistrza,facet mial jednak ogromnne szczescie wprowadzajac w zycie mloda
      dziewczyne i szkoda ze,nie potrafi ten "dar"dalej pielegnowac,szkoda.
      • urquhart Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 10:55
        labadine napisał:
        > uczennica przerosla
        > mistrza,facet mial jednak ogromnne szczescie wprowadzajac w zycie mloda
        > dziewczyne i szkoda ze,nie potrafi ten "dar"dalej pielegnowac,szkoda.

        Zastanawiam sie czy to bezinteresowne męskie wsparcie przemawia czy odwrotnie przedmitowa chęć popielegnowania tego daru przez moment w takim emablowaniu w czystej postaci :)
        • labadine Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 13:13
        • labadine Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 13:39
          Calkowicie bezinteresownie wsparcie bo jakby nie bylo u mnie to trwa juz 27
          lat,moja zona pochodzi z Alzacji i byla dokladnie jak autorka tego
          watku.Najlepsze bo poznalem ja Polsce pomimo ze,mieszkalismy w tej samej
          miejscowosci w Alzacji i oddaleni o pol kilometra.
          • glamourous Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 14:16
            labadine napisał:

            > Calkowicie bezinteresownie wsparcie bo jakby nie bylo u mnie to
            > trwa juz 27 lat,moja zona pochodzi z Alzacji i byla dokladnie jak
            > autorka tego watku.


            A jakie to ma znaczenie, ze zona konkretnie z Alzacji? ;-) Ze niby w tamtym
            regionie kobiety sa seksualnie surowe i programowo malo kokieteryjne, czy jak? ;-)))
    • andrea4 Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 14:05
      Wygląda na to, że partner "ma dość" i oczekuje od ciebie zachowań, których
      źródło jest u ciebie niestety głęboko ukryte a dla niego "ciągłe wspieranie cię"
      jest na tyle uciążliwe, że nie chce dalej tego robić. W efekcie odsuwacie się od
      siebie. To trudna sytuacja, ale nie bez wyjścia. Jak już zapewne zdążyłaś się
      zorientować męski upór i opór bywają nieprzejednane, co nie oznacza, że nie
      można osiągnąć kompromisu. Wyrozumiałość i czułość, okazywane systematycznie,
      bez oczekiwania na reakcję z "drugiej strony" czynią czasem cuda. Ważne aby
      zostawić za sobą pretensje i żale - one działają destrukcyjnie. Twój mąż długo
      na ciebie czekał, nie pozwoliłabym mu odejść.
    • glamourous Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 14:09
      xyz-71 napisała:

      > po czym oświadczył,co następuje:
      > on się przez tyle lat starał i teraz już ma dość roli nauczyciela > i
      pomocnika, a ja muszę szukać źródła mojej kobiecości w sobie
      > samej i on mi nie ma zamiaru w tym pomagać.


      Maz trafnie zanalizowal Wasza sytuacje (pogratulowac mu skutecznej
      introspekcji!) i powiedzial Ci prawde. Banalna to prawda : kobieta, ktorej
      poczucie wlasnej wartosci i kobiecosci nie wyplywa z niej samej i ktora buduje
      je wylacznie na podstawie tego co maz powie lub nie powie, nie bedzie na dluzsza
      mete dla mezczyzny atrakcyjna. Nigdy nie bylam w takim dlugim zwiazku, ale na
      logike biorac, po 16 latach malzenstwa sama neutralna obecnosc kobiety obok
      (wciaz tej samej!) nie dziala na faceta stymulujaco. Trudno jest jej wiec chyba
      go "poruszyc" bez chocby odrobiny kokieterii i umiejetnosci uwodzenia, czyli bez
      wzmocnienia seksualnych sygnalow. A maz niestety ze swojej strony tez nie czuje
      sie na silach, zeby cale zycie tkwic w roli wiecznego nauczyciela oraz tej
      jedynej strony, ktora zawsze ma ciagnac wasze zycie seksualne za uszy.

      Przyzwyczailas sie przez te lata do dosc biernej roli bycia holubiona i
      zdobywana, to maz mial byc zawsze kolem napedowym Waszego seksu oraz jakosci
      zwiazku. Nie zastanawialas sie tez pewnie przy okazji czy mezowi jest TAK
      NAPRAWDE dobrze w tej roli i w ogole w lozku z Toba. Az w koncu mechanizm sie
      zepsul, mezowi opadly rece, poczul sie zmeczony tym samotnym ciagnieciem waszego
      seksualnego wozka. A Ty jestes zdziwiona ze nie ma seksu ani czulosci i ze jemu
      sie juz nie chce o nic zabiegac. Seks i czulosc u niektorych ludzi sa powiazane
      - czulosc wobec partnera bierze sie z poczucia wiezi, z zadowolenia ze ma sie
      udane intymne pozycie. Wiem, ze mozna miec takie podejscie, bo sama takie mam.
      Dobry seks generuje chec dawania czulosci, przytulania sie do partnera. Brak
      wiezi seksualnej powoduje zas, ze nie ma sie ochoty na zadna, nawet niewinna
      bliskosc. Kto wie, moze Twoj maz ma podobnie...

      Coz, powiem tak. Znam ten przypadek od drugiej strony barykady - moj dobry
      znajomy ma podobny malzenski problem jak Twoj maz, tez przez wiele lat ciagnal
      zone w seksie za uszy, usilowal nauczyc ja korzystania z wlasnej kobiecosci,
      kokieterii, seksapilu - az w koncu stracil entuzjazm do takiego ciaglego
      starania sie oraz do jednostronnie napedzanego seksu. Znajac jego przemyslenia
      moge Ci tylko doradzic, ze jesli znow chcesz rozgrzac uczucia meza, to teraz
      rzeczywiscie kolej na Ciebie. I nie wystarczy tylko CHCIEC i z gorycza
      oczekiwac, ze maz da jakis sygnal, czy ze znowu to wszystko miedzy Wami
      rozkreci. Twoj maz potrzebuje WSPOLPRACY. Twojej wspolpracy. Bedziesz musiala
      troche sie przemoc i cos wreszcie mezowi na tym polu zaoferowac. Cos, co
      wyszloby od Ciebie i bylo w miare autentyczne - w przeciwienstwie do biernego
      czerpania energii z niego, do ktorego do tej pory bylas przyzwyczajona.
    • mujer_bonita Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 14:15
      Przeczytałam to co napisałaś 2 razy i wciąż coś mi nie pasuje. Twój mąż zbyt gładko IMO podchwycił motyw nauczyciela w tym co mu powiedziałaś. To chyba tylko wygodna wymówka. Dlaczego tak sądzę? Ano gdyby to był prawdziwy i palący problem to wyszedłby od razu na terapii. Jakoś ciężko mi uwierzyć, że zdrowy facet z normalnymi potrzebami w pewnym momencie 'odpuszcza' sobie seks i uważa to za normalne a uwagi żony uważa za 'jej problem'. Gdyby rzeczywiście odpuścił sobie bo miał dość starania to powód wyszedłby bardzo szybko (zapewne w formie pretensji).

      A co do szukania kobiecości w sobie samej - niby słuszna uwaga jednak akurat całe forum wie jak na poczucie kobiecości wpływa odrzucenie przez własnego chłopa więc tutaj porada zupełnie bezsensowna. Ja bym taki tekst odczytała jako 'szukaj sobie tej kobiecości sama bo ja już jej nie potrzebuję'. Pytanie gdzie się podziało libido Twojego męża i jego potrzeba posiadania kobiety? Może po latach starań zaczął realizować swoje potrzeby gdzie indziej?
      • glamourous Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 14:42
        mujer_bonita napisała:

        > Jakoś ciężko mi uwierzyć, że zdrowy facet z
        > normalnymi potrzebami w pewnym momencie 'odpuszcza' sobie seks i uważa to za
        normalne a uwagi żony uważa za 'jej problem'.
        (...)
        > Ja bym taki tekst odczytała jako 'szukaj sobie tej kobiecości sama > bo ja już
        jej nie potrzebuję'. Pytanie gdzie się podziało libido
        > Twojego męża i jego potrzeba posiadania kobiety?
        > Może po latach starań zaczął realizować swoje potrzeby gdzie
        > indziej?


        Calkiem sluszne sa te spostrzezenia, Bonita. Rzeczywiscie nie mozna tu wykluczyc
        przeniesienia energii seksualnej meza gdzie indziej. U facetow takie kompletne
        spasowanie w stylu "zona walczy a maz macha reka" czesto oznacza, ze... juz mu
        nie bardzo na intymnosci z zona zalezy. A dlaczego juz mu nie zalezy? Pytanie za
        sto punktow. Czy gdyby jego energia seksualna byla nadal "tu i teraz" to nie
        chcialby troche jednak wspolnie z zona powalczyc o jakosc zwiazku? Zwlaszcza gdy
        wreszcie pojawila sie realna szansa na rozwiazanie problemow, bo zona je w koncu
        dostrzegla?

        Faktycznie niepokojaca jest ta jego postawa "radz sobie sama, ja juz palcem nie
        kiwne". Albo postawil na pedagogiczne walory terapii szokowej, albo...hmmmm.
        • urquhart Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 15:26
          No a niby gdzie ma się uczyć i skąd czerpać inspirację "Nauczyciel" (w dodatku
          przez 16 lat)?
          W dodatku uczennica sama przyznała ze niezbyt pojętna.
          W każdym zawodzie jest pojecie wypalenia zawodowego jeśli drepcze się wokół tych
          samych tematów i jeszcze wymaga kreatywności a w dodatku efektów nie widać... :)

          Czy "miłość - kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze". ? Teraz czas
          żeby uczennica pociągnęła widać :)
          • glamourous Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 16:07
            urquhart napisał:


            > No a niby gdzie ma się uczyć i skąd czerpać inspirację "Nauczyciel" (w dodatku
            > przez 16 lat)?
            > W dodatku uczennica sama przyznała ze niezbyt pojętna.
            > W każdym zawodzie jest pojecie wypalenia zawodowego

            No przeciez ja rozumiem ten mechanizm - mi to sie rowniez wydaje oczywiste i
            dalam temu wyraz w moim poprzednim poscie. ALE Bonita zwrocila uwage na sluszna
            kwestie : GDZIE w takim razie podzialo sie jego libido?? Czy jest mozliwe, zeby
            zdrowy, trzydziestoparoletni facet ktorego potrzeby byly chyba troszke wiecej
            jak przecietne (skoro przez wiele lat niestrudzenie "ewangelizowal" zone i w
            zasadzie sam ciagnal ich seksualny wozek) od 3 lat nie wspolzyl z kobieta i ze
            stoickim spokojem zadowalal sie wylacznie rekodzielem???
            To mi sie wydaje zastanawiajace...
            • urquhart Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 16:17
              > To mi sie wydaje zastanawiajace...

              Zasadniczo panie też wolą rękodzieło albo nawet wyparcie seksu jak mąż je przestaje podniecać. Wiec nie jest to takie abstrakcyjne. Efekt niewykluczony acz nie najbardziej prawdopodobny...
            • bi_chetny Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 16:20
              glam, skoro małżeństwo ma 16 lat stażu, to facet ma przynajmniej 44 lata. Mogło
              spaść
      • czarne_wino Re: Uczucia a staż małżeński 05.02.10, 20:07
        ja przeczytalam tylko raz i mam te same podejrzenia co ty.
        zachowanie meza autorki watku jest typowe dla zachowania faceta,
        ktory ma romans. to jest klasyczne - wpedzanie zony w poczucie winy.
        przykre,ale prze to przeszlam calkiem niedawno i chcac takze dociec
        zrodla odkrylam,ze maz mial romans dlatego mnie tak traktowal.
        oczywiscie zycze autorce innego zakonczenia
    • planespotter Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 16:02
      niemożliwym jest, żeby tak nagle, po iluś tam latach, facet stracił
      potrzeby; to, że nie jest czuły, to zrozumiem, sam się na tym
      przyłapuję, a staż mam krótszy; w moim odczuciu Twój mąż przerzucil
      się na kochankę. to, jak Ty się zachowywalaś w łóżku nie ma tu nic
      do rzeczy, raczej zbieg okoliczności. dodam, że wg mnie (a
      przeczytałem to gdzieś na innym temacie) blędem jest to, że kobieta
      siebie obwinia za taki stan rzeczy. jeśli dzieje się źle, to jest to
      conajmniej wspólna wina. a kobiety same sobie wmawiają, albo ktoś im
      wmawia, że z nimi jest coś nie tak. wg nie blędne rozumowanie.
      • bi_chetny Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 16:08
        Może być i ogólne zniechęcenie, spadek libido. Ale nie wykluczam zaspokajania
        potrzeb na boku.
      • urquhart tłumaczenia gamoni 29.01.10, 16:14
        planespotter napisał:

        > w moim odczuciu Twój mąż przerzucil
        > się na kochankę. to, jak Ty się zachowywalaś w łóżku nie ma tu nic
        > do rzeczy, raczej zbieg okoliczności. dodam, że wg mnie (a
        > przeczytałem to gdzieś na innym temacie) blędem jest to, że kobieta
        > siebie obwinia za taki stan rzeczy.

        No jasne brzmi jak tłumaczenia i zasłyszane dyskusje gamoni w warsztacie że
        dobry samochód jak by był to powinien jeździć i bez oleju i bez płynu w
        chodnicy. W tak zwanym dobrym samochodzie przecież nic nie trzeba wymieniać i
        dolewać, wytrzyma wszystko, tylko w badziewiu.
        A że nigdy nie był wymieniany olej a płynu chłodzenia resztki i sinik stanął
        przegrzany to oczywiście zupełny przypadek....
      • czarne_wino swietna konkluzja:) dziekuje 05.02.10, 20:12
        planespotter napisał:

        > to, jak Ty się zachowywalaś w łóżku nie ma tu nic
        > do rzeczy, raczej zbieg okoliczności. dodam, że wg mnie (a
        > przeczytałem to gdzieś na innym temacie) blędem jest to, że
        kobieta siebie obwinia za taki stan rzeczy. jeśli dzieje się źle,
        to jest to> conajmniej wspólna wina. a kobiety same sobie wmawiają,
        albo ktoś im
        > wmawia, że z nimi jest coś nie tak. wg nie blędne rozumowanie.
    • kutuzow Druga strona medalu - jak Ty byś się zachowała? 29.01.10, 16:46
      Czasami najłatwiej jest coś zrozumieć, kiedy się człowiek postawi w
      pozycji tej drugiej osoby.

      Wyobraź wieć sobie, że wyszłaś za fantastycznego gościa, który jest
      czuły, miły i tylko ma jedną "małą" wadę.... totalnie nie dba o
      przyszłość rodziny (brak zapewnionej potrzeby bezpieczeństwa która
      jest tak ważna u kobiet). Przez kolejne lata uczysz go płacić
      rachunki, szukasz mu pracy, starasz się zachęcać aby zaczął w końcu
      lepiej zarabiać i pomógł Ci odciążyć domowy budżet, efekt jest taki
      że jak tylko mu odpuścisz, on wraca do swojego starego
      niefrasobliwego stylu życia. W końcu masz dosyć i mówisz mu że
      dzielisz budżet, on ma tyle kasy ile sobie zapracuje. Ty żyjesz za
      swoje.

      Po kilku latach facetowi zagląda bieda w oczy i wraca do Ciebie,
      lecz nie proponuje tego że teraz on sie weźmie do roboty, lecz prosi
      czy Ty nadal mogłabyś wrócić do swojej roli jego "wsparcia" i
      motywować go do wysiłku przez kolejne lata, bo jemu samemu to się
      nie chce.
      Czy zgodziłabyś się na powrót do przedniego "układu"?

      Mam nadzieje że teraz widzisz, czemu mąż nie skakał z radości z
      faktu, że Ty coś zauważyłaś (w sobie). Po prostu on jest już mocno
      zniechęcony i pewnie się poddał. Myślę, że zupełnie inaczej mógłby
      zareagować na konkretne działanie z Twojej strony (np. kolacja w
      restauracji czasie której szepczesz mu iż nie masz na sobie bielizny
      i masz ochotę zrobić mu dobrze "tu i teraz" - coś co pozwoli mu tym
      razem byc stroną bierną i cieszyć się z Twej "przemiany")

      Weź także pod uwagę że żyjemy w czasach gdzie seks jest dostępny "na
      ulicy" juz gimnazjalistki prezentują swoje rozbierane zdjęcia
      chłopakom, na gumtree zatrzęsienie panien co to szukają sponsora, a
      i w życiu codziennym pewnie na okazje czterdziesto letni facet nie
      może narzekać. Działa tutaj zasada kontrastu - chłop na co dzień
      widzi mnóstwo możliwości i przypomina sobie to jaką sytuacje pod
      względem seksu ma w domu, wiec nic dziwnego że jest zrezygnowany.
      Nie zdziwiłbym się gdyby miał już także inną na boku.

      Nie pisałaś o tym czy macie dzieci - myślę że to jest dość istotne
      do oceny jego zachowania. Jeśli je macie skłaniałbym się ku wersji
      że facet ma inną, a z Toba jest w "białym małżeństwie" tylko ze
      względu na dzieci.
    • songo3000 Na naukę nigdy za późno, wystarczą chęci. 29.01.10, 21:38
      > Ja rozumiem że pożądanie może wygasnąć, zmniejszyć się, ale czy nie można całować po prostu z miłości?!

      Nie. Koleżanki, współlokatorki, szefowej, bratowej (no, czasami ;) się nie całuje. Nie ma 'seksualnych emocji' to i nie ma pocałunków, namiętności i czułości. Proste i brutalnie prawdziwe.
      Facet nie traktuje Cię jako istoty seksulanej, bo niby czemu ma tak traktować właśnie. Rany, sama się za taką nie uważasz to niby czemu inny by mieli.

      Samo naście lat małżeństwa jest wystarczające do wygaśnięcia pożądania o ile nie jest ono podgrzewane i urozmaicane. Jak sama piszesz generalnie byłaś 'biorcą' energii seksualnej w waszym związku radośnie sobie tłumacząc bo 'taka już jesteś'. Cierpliwość czy po prostu możliwości każdego 'źródełka' zawsze są skończone i jeżeli nie ma przepływu w drugą stronę...

      Co teraz? Pytanie zasadniczo jest skierowane do Ciebie a nie do osób trzecich bo to Ty trzymasz ręce na 'kierownicy swojego przeznaczenia'. Ważne żebyś sobie uświadomiła, że powrót tej w miarę wygodnej sytuacji z 'Panem nauczycielem' w tle jest raczej niemożliwy. Zdaje się, że mężulo już nie widzi nic atrakcyjnego w byciu motorem i traktorem waszego seksu to i do tej roli nie wróci, bo i po co?
      Z przedstawionego tu obrazu to zniechęcony odwrócił się o 180 stopni co jest zresztą IMHO symptomem frustracji i rozgoryczenia. Powiedział wprost 'zrób coś', 'teraz Twoja kolej' samemu ustawiając się na pozycji potencjalnego krytyka (jak będzie miał ochotę to się odegra :) Tak oczywiście słabo jest zacząć jakąś odbudowę ale jak sobie pościelimy...

      Jeżeli chcesz tylko sobie pobiadolić bez ruszania dupska w którąś stronę to droga wolna. Generalnie tak jest łatwiej a czasami nawet przyjemniej więc rozumiem. Jeśli nie to UCZ SIĘ. Z literatury, filmów, 'wzorców kulturowych', teledysków i całej tej bogatej biblioteki, współcześnie w zasięgu ręki (!!) jak kokietować, jak być pociągająca, jak uwolnić swoją energię seksualną. Jakby nie patrzeć, tak czy siak robisz to tylko dla siebie.

      Bonitka i inni wskazali też na potencjalne rafy - co obecnie dzieje się z Twoim facetem. IMHO najgorzej jeśli zamknął już swoją seksualność dla świata i przerzucił aktywność na np.: łowienie rybek. W takiej sytuacji nie za bardzo jest o 'co' walczyć.
      Jeżeli w grę wchodzą inne kobiety lub rękodzieło to paradoksalnie nie jest tragicznie - mężuś MA co przekierowywać w Twoja stronę.

      Twój wybór, powodzenia.
    • kicia031 Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 22:12
      twoj maz bzyka na boku.

      dziekuje za uwage.
      • songo3000 Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 22:18
        No i?
      • pendzacy_krolik Kicia wie,co mowi, a inni robia ci krzywde 05.02.10, 20:27
        wpedzaja cie w poczucie winy (poza nielicznymi jednostkami).
        ludzie dopiero sie roznie, ty szukalas przeciwienstwa i znalazlas.
        jakies bzdury o mistrzu i uczennicy. jesli sie kocha,to mozna uczyc
        cale zycie. czas,abys zaczela logicznie myslec i ,co
        najwazniejsze,zaczela prace nad soba, a nie zwiazkiem, bo zwiazku
        juz nie uratujesz.
    • xyz-71 Re: Uczucia a staż małżeński 29.01.10, 23:42
      Uff, nie było źle! Myślałam, że bardziej mi się oberwie :)

      Przeczytałam jeszcze raz mój wczorajszy post i widzę, że nie do końca mnie zrozumieliście. Mówiąc o "nie-wulkanie seksu" miałam na myśli pozycję wyjściową:)Po prostu mąż musiał mi na początku pomóc przełamać się, ale potem już było z górki. Nie musiał mnie ciągnąć za uszy i nie byłam biernym biorcą jego starań!!! Do wyuzdania niestety nie zdążyłam dojść... Ważne jest też chyba i to, że o ile mąż starał się w łóżku, to ja starałam się poza nim. Nie krzyczcie! Nie chodzi mi o gotowanie, sprzątanie itd. Chodzi o te drobne sprawy, które miały seks nakręcać, zanim znajdziemy się w łóżku. Ja nie umiem przyciągać świadomie męskich spojrzeń, ale dla mojego faceta starałam się być KOBIETĄ. Pewnie do perfekcji w tym nie doszłam, skoro teraz nie umiem zwrócić na siebie jego uwagi,ale - to ważne - nie pamiętam, żeby mój mąż sygnalizował, że coś jest nie tak, że mu czegoś brakuje. I tu pewnie jest pies pogrzebany - problemy z komunikacją. Wiem, że faceci nie mówią tyle, co kobiety, ale mnie się trafił wyjątkowo zamknięty w sobie egzemplarz. Może ktoś powie, że po tylu latach nie potrzeba wiele słów. Może i tak, ale mowę gestów można opacznie zrozumieć, więc czyż nie prościej byłoby używać mowy i nie oczekiwać, że ja się domyślę... To dotyczy wszystkich sfer życia!

      Ktoś pytał, jakie problemy mieliśmy: normalne: zero pomocy przy wychowywaniu dzieci (szt.2), nasze studia i ponadprzeciętne: mój ojciec, z którym mieszkaliśmy i który skutecznie zatruwał nam życie, potem jego choroba i matka mojego męża. Ja twierdzę, że tu tkwi przyczyna problemu. Mieszkanie z kimś zawsze przeszkadza, a jeżeli ten ktoś ciągle dogaduje i dogryza, to trudniej wyczarować atmosferę na wyuzdany seks. Tylko nie piszcie, że mogliśmy się wyprowadzić! Wtedy wydawało mi się to niemożliwe a teraz to już nie ma o czym mówić... No i zostaje "kochana" teściowa. Moje kontakty z nią są żadne, mąż widuję się z nią kilka razy do roku, ale nawet wtedy zdąży od niej usłyszeć, jest beznadziejny, że nic nie osiągnął, a ja go wykopię z domu, jak tylko mi się znudzi. Temat schematów myślowych wkodowanych mu przez matkę przerabiamy na terapii, więc rozpisywać się na ten temat nie będę, ale nie można ocenić naszej sytuacji nie wiedząc o tej baaardzo toksycznej osobie.

      Reasumując, mój mąż nie jest biednym facetem, który miał ciężko, bo musiał żonę ciągnąć za uszy do seksu! Nie zadbaliśmy dość mocno o nas na płaszczyźnie erotycznej, pozwoliliśmy sobie na to, że codzienność odwróciła naszą uwagę od seksu i od nas. I to nie była tylko moja wina!!!! Teraz próbuję to naprawić i a mąż mówi pośrednio: mam to w nosie. Piszecie, że kogoś pewnie ma... Nie wydaje mi się... Śledzić go nie będę, a w łazience niech robi co chce.

      Jeszcze jedno: ten "nauczyciel" pojawił się wraz z tekstem o tym, jak to się zmieniłam: jestem silniejsza, bardziej niezależna,wiem, czego chcę - inaczej niż przed ślubem - to jego słowa. Więc ja to odebrałam tak, że pod jego światłym wpływem się tak rozwinęłam (nie tylko seksualnie). Na pytanie, czy taka właśnie silniejsza itd mu się podobam, jasnej odpowiedzi nie uzyskałam. Więc pewnie średnio...

      Aha, to nie jest biadolenie ale ocenianie sytuacji. Ja patrzę subiektywnie. Liczę na Wasze obiektywne oceny:)
      • songo3000 Re: Uczucia a staż małżeński 30.01.10, 00:16
        xyz-71 napisała:


        > Przeczytałam jeszcze raz mój wczorajszy post i widzę, że nie do końca mnie zroz
        Mówiąc szczerze to w tym poście widzę jakby opis ździebko innej sytuacji. Nie 'rozwinięcie' czy 'uzupełnienie' ale co innego, hmm... nieważne.

        > umieliście. Mówiąc o "nie-wulkanie seksu" miałam na myśli pozycję wyjściową:)Po
        > prostu mąż musiał mi na początku pomóc przełamać się, ale potem już było z gór
        > ki.
        Czyli co?

        > Nie musiał mnie ciągnąć za uszy i nie byłam biernym biorcą jego starań!!! D
        > o wyuzdania niestety nie zdążyłam dojść
        Aha. To gdzie 'doszłaś' w tej edukacji? Bo widzę w tych dwóch zdaniach >potencjalną< sprzeczność.

        > ... Ważne jest też chyba i to, że o ile
        > mąż starał się w łóżku, to ja starałam się poza nim. Nie krzyczcie! Nie chodzi
        > mi o gotowanie, sprzątanie itd. Chodzi o te drobne sprawy, które miały seks nak
        > ręcać, zanim znajdziemy się w łóżku. Ja nie umiem przyciągać świadomie męskich
        Czyli CO konkretnego, bo znowu sama sobie przeczysz.

        > spojrzeń, ale dla mojego faceta starałam się być KOBIETĄ. Pewnie do perfekcji w
        > tym nie doszłam, skoro teraz nie umiem zwrócić na siebie jego uwagi,ale - to w
        > ażne - nie pamiętam, żeby mój mąż sygnalizował, że coś jest nie tak, że mu czeg
        > oś brakuje.
        Mógł nie mówić a równie dobrze mogłaś te sygnały 'przeoczyć'.

        > I tu pewnie jest pies pogrzebany - problemy z komunikacją. Wiem, że
        > faceci nie mówią tyle, co kobiety, ale mnie się trafił wyjątkowo zamknięty w s
        > obie egzemplarz. Może ktoś powie, że po tylu latach nie potrzeba wiele słów. Mo
        > że i tak, ale mowę gestów można opacznie zrozumieć, więc czyż nie prościej było
        > by używać mowy i nie oczekiwać, że ja się domyślę... To dotyczy wszystkich sfer
        > życia!
        I jest to zapewne jeden (z wielu?) kłopotów w Waszym związku.

        > Ktoś pytał, jakie problemy mieliśmy: normalne: zero pomocy przy wychowywaniu dz
        (...)
        Z tego obrazu wynika, że cały wasz związek poobijany jest z wielu stron.

        > Reasumując, mój mąż nie jest biednym facetem, który miał ciężko, bo musiał żonę
        > ciągnąć za uszy do seksu!
        Coś kręcisz. Wcześniej wyraźnie napisałaś, że musiał. A to nie jest zbyt fajna sytuacja dla facetów pomijając lolitkofilów.

        > Nie zadbaliśmy dość mocno o nas na płaszczyźnie erot
        > ycznej, pozwoliliśmy sobie na to, że codzienność odwróciła naszą uwagę od seksu
        > i od nas.
        Ładnie się rozmienia na drobne używając 'my'. W tej chwili rozmawiamy z konkretnie Tobą.

        > I to nie była tylko moja wina!!!!
        Pomijając wątki rozrywkowe :) To się winy nikt nie będzie doszukiwał. Przyczyn i propozycji rozwiązań, choćby i nieprzyjemnych - jak najbardziej.

        > Teraz próbuję to naprawić i a mąż
        > mówi pośrednio: mam to w nosie.
        Powtarzam: JAK KONKRETNIE próbujesz to naprawić. Bo jak na razie jest tylko biadolenie, 'nie umiem', 'nie potrafię', ...

        > Piszecie, że kogoś pewnie ma... Nie wydaje mi s
        > ię... Śledzić go nie będę, a w łazience niech robi co chce.
        To czy kogoś bzyka na boku czy nie absolutnie nie zależy od Twojego 'wydawania się' :)))

        > Jeszcze jedno: ten "nauczyciel" pojawił się wraz z tekstem o tym, jak to się zm
        > ieniłam: jestem silniejsza, bardziej niezależna,wiem, czego chcę - inaczej niż
        > przed ślubem - to jego słowa. Więc ja to odebrałam tak, że pod jego światłym wp
        > ływem się tak rozwinęłam (nie tylko seksualnie).
        Rozmawiamy o seksie, znów pytanie DO JAKIEGO to poziomu się rozwinęłaś skoro mąż wyraźnie mówi "teraz Ty rusz tyłek".

        > Na pytanie, czy taka właśnie s
        > ilniejsza itd mu się podobam, jasnej odpowiedzi nie uzyskałam. Więc pewnie śred
        > nio...
        A, to już inna sprawa, hehe.

        > Aha, to nie jest biadolenie ale ocenianie sytuacji. Ja patrzę subiektywnie. Lic
        > zę na Wasze obiektywne oceny:)
        Nasze oceny z definicji są subiektywne.

        Mam wrażenie (obym się mylił), że generalnie ten wasz związek (zaczyna) kuleć na wielu płaszczyznach, w tym intymnej. Co do seksu rady są w poprzednim poście. Nie widzę, żeby straciły na aktualności.
        • xyz-71 Re: Uczucia a staż małżeński 30.01.10, 00:32
          O rany, trzeba uważać na każde słowo...

          Pytasz Songo, do czego doszłam. Nie rzucałam się na niego w windzie - to na pewno, ale poza tym umiałam dużo dawać z siebie. Teraz też się nie rzucam, tylko próbuję się dowiedzieć, o co mu chodzi.

          Wiem, że nasz związek jest poobijany, ale dlatego, że mój facet jest poobijany a ja nie jestem cholerną psycholożką, tylko normalną babą ze swoimi własnymi problemami i poobijaniami (chyba mniejszymi).

          Do niedawna myślałam, że problemy łóżkowe są konsekwencją całej reszty, potem - że nie widocznie nie było tak dobrze, jak mi się wydawało w tym łóżku i stąd zgrzytanie w innych dziedzinach. Teraz mam mętlik w głowie.

          Więcej nie piszę - będzie mniej do wypunktowania:)
          • glamourous Re: Uczucia a staż małżeński 30.01.10, 02:51
            xyz-71 napisała:


            > O rany, trzeba uważać na każde słowo...


            Czyli wniosek z tego, ze jednak oczekiwalas tu od nas bardziej pocieszenia ze
            "nie Twoja wina" oraz poglaskania po glowce, niz konkretnej analizy Twojego
            problemu. Songo pokusil sie o taka szczegolowa analize tego co piszesz, a Tobie
            to nie odpowiada... Hmmm :-/ Tymczasem warto moze byloby wziac pod uwage jego
            rady - chlop naprawde dobrze gada. No i jest to jakby nie bylo meski punkt
            widzenia - moze rzuciloby Ci to odrobine swiatla na to, jak te sprawy MOZE
            EWENTUALNIE widziec Twoj maz...


            > Więcej nie piszę - będzie mniej do wypunktowania:)


            Nie chcesz - nie pisz. My jednak szklanej kuli tu nie mamy. Pospekulowac to my
            sobie mozemy, tylko troche szkoda naszej energii na zgadywanki. W pierwszym
            poscie pominelas CHOLERNIE wazne aspekty Waszego zycia mianowicie
            wspolmieszkanie z toksycznymi osobami, posiadanie dwojki dzieci, niezbyt
            partnerskie podejscie Twojego meza do zwiazku (zajmowanie sie dziecmi) itp.
            Zanim to wszystko ujawnilas, ludzie naprodukowali juz cale drzewko postow
            zgadujac o co tak naprawde moze chodzic w Waszych problemach. Teraz z kolei sie
            wycofujesz i nie chcesz wiecej pisac, pieterko wyzej proszac jednak o nasze
            "obiektywne" opinie, bo sama masz metlik w glowie. TO CHCESZ w koncu cos
            zrozumiec i cos zmienic w Waszej sytuacji, czy nie?
            • urquhart Re: Uczucia a staż małżeński 30.01.10, 08:27
              glamourous napisała:
              > Czyli wniosek z tego, ze jednak oczekiwalas tu od nas bardziej pocieszenia ze
              > "nie Twoja wina" oraz poglaskania po glowce, niz konkretnej analizy Twojego
              > problemu

              Na innych sąsiednich forum odpowiedzią standardową jedynie słuszną i poprawną
              jest powtarzana mantra "rzuć go, nie jest ciebie wart, to dupek a ty jesteś
              super kobietą, nie obwiniaj się" , bez wnikania o co właściwie chodzi, to forum
              faktycznie się istotnie różni :)
      • czarownica77777 Re: Uczucia a staż małżeński 30.01.10, 13:51
        witam, musze ci powiedziec ze twoje myslenie jest błędne. Wasze problemy były
        całkiem normalne, wiele małżeństw boryka się z większymi.Myśle że w dobranym
        związku seks jest jak lekarstwo na stresy i bodzcem do dalszego
        działania.Powinien cieszyć i to zawsze.Partnerka ta dobra w seksie zawsze teskni
        za swoim facetem niemogąc doczekać sie wieczora.Potrafi kusić i podniecać w
        ciągu dnia.Mężczyzni to kochają to ich nakreca i cieszy. Pozdrawiam.
      • pendzacy_krolik a co ze zdrada? 05.02.10, 20:33
        caly czas go tlumaczysz. moze czas przyjrzec sie blizej,co twoj maz
        porabia, kiedy go nie ma? ja przegapilam te 2 lata,dalam sobie
        wmawiac,ze ciezko pracuje,az to czasu,kiedy ktos inny otworzyl mi
        oczy, wtedy wszystko zaczelo i sie ladnie ukladac,jak puzzle.az do
        tamtek wiadomosci nie wiedzialam dlaczego on tak sie zmienil ,
        myslalm,ze to ciezka praca. dziewczyno, przejrzyj na oczy.
    • wredzioszek Re: Uczucia a staż małżeński 30.01.10, 09:52
      wydaje mi sie ze rozumiem Twoje odczucia odnosnie wlasnej kobiecosci.jasne jest
      ze jesli mezczyzna podgrzewa Cie to czujemy sie wtedy bardziej kobiece itd.
      tylko moim zdaniem dopraszajac sie, biadolac to osiagniesz niestety ale
      przeciwny skutek. moje zdanie jest podobne do tego co napisal songo - zacznij Ty
      sie zmieniac, Ty poszukaj kobiecosci w sobie. nie pros chlopa by zwracal na
      Ciebie uwage. ja zrobilabym tak - co nie znaczy ze to jest zloty srodek- ale tak
      mi sie wydaje: daj sobie troche czasu, i "zrob cos z soba" czyli przede
      wszystkim zadbaj o siebie. tzn nie obrazaj sie, moze jestes super laska, ale po
      prostu uwazam ze kluczowe bedzie tez to co widzisz w lustrze. moze potrzebna Ci
      jakas zmiana, nowy fryz, pare kilo mniej, lub cos innego. przestan biadolic
      przed mezem - on Ci juz jasno powiedzial ze masz szukac w sobie-teraz to ja bym
      zamilkla na ten temat. kobiecosc masz w sobie, bo kobieta jestes. jasne ze
      fajnie jak facet to podkreca, ale teraz nie jest to mozliwe bo za bardzo sie o
      to dopraszasz. moja prywatna teoria,tak mnie zycie nauczylo, jest taka ze jak
      nam czegos bardzo brakuje i jestesmy "na glodzie" to tylko poglebiamy ten glod
      dopraszajac sie od innych by nam to dali. pogodz sie z ta sytuacja na moment
      obecny, zaakceptuj to na teraz, ale jednioczesnie sprobuj zmienic siebie (rady
      songo wydaja mi sie naprawde godne zastosowania), skup sie na razie na sobie. to
      co ja odkrywam w moim zyciu, to ze glod, dopraszanie sie powoduja cos wrecz
      przeciwnego-tylko powieksza Twoj niedosyt. zostaw to. otworz sie na to co masz.
      to naprawde jest dziwne,ale ja uwazam ze "kto ma temu dodadza, a kto nie ma temu
      zabiora nawet to co ma". w moim zyciu to sie sprawdza. nie wiem czemu tak jest.
      • xyz-71 Re: Uczucia a staż małżeński 31.01.10, 00:48
        Właśnie Wasze poważne podejście do poruszanych tematów zachęciło mnie do napisania i serio traktuję Wasze odpowiedzi. Pewnie, że niefajnie czyta się opinie, które rysują skazy na moim obrazie samej siebie, ale może właśnie one są najcenniejsze, bo zmuszają do spojrzenia na sprawę z innego niż dotychczas punktu.

        Glamours zarzuciła mi, że nie napisałam wszystkiego od razu. Nie chciałam tworzyć od razu całej epistoły, a chyba należało tak zrobić, żeby uniknąć nieporozumień. Jeszcze raz wracam to tego "nauczyciela", który ukierunkował dość jednoznacznie Wasze sądy. Chodziło mi o to, że na początku ja byłam w sprawie seksu kompletnie zielona i mąż mnie na początku prowadził. Jednak nie nazwałabym go moim guru i przewodnikiem. Aż tak bardzo się nie wysilał!!! Z kolei nie wiem, skąd się wzięło zdanie o jego "niezbyt partnerskim podejściu". Do czego?

        Ubawiła mnie za to opinia Czarownicy o kobietach z dobranych związków, co to zawsze tęsknią za swoim facetem i nie mogą się doczekać wieczoru. Pewnie z tej tęsknoty pucuje ich rozkoszny domeczek, przygotowuje kolację przy świecach i czeka w koronkowym peniuarze! Zawsze! O tym, że moje małżeństwo nie jest specjalnie dobrane, to ja już od pewnego czasu wiem, tyle że według mnie dwie połówki pomarańczy to chyba tylko w harlekinach występują a w realu to dwoje poobijanych ludzi stara się tworzyć w miarę harmonijny związek. O porozumieniu dusz, ciał i wszystkiego innego to ja też marzyłam, jak byłam nastolatką.

        Songo po głowie nie głaszcze, ale rzeczywiście ma sporo racji, jak i inni, którzy radzą, żeby nie żebrać o te czułości, tylko sobie na nie zapracować. Blee, ciężko to przyznać!!!

        Zazdroszczę jeszcze dobrego samopoczucia tym kobietom, które czują się świetnie niezależnie od tego, co ich facet robi albo czego nie robi. A mnie dołują nawet fochy i nastroje nastoletniej córki. To takie dziwne!? Kto nie miał dziecka lat -naście, nie powinien zabierać głosu! Przypomniałam sobie, że niektórzy psycholodzy uważają, że dwa kryzysy małżeńskie mają dość stały termin: 1-po narodzinach dziecka, 2-przy dziecku w fazie dojrzewania. Coś w tym jest!

        Może mnie jednak ktoś pogłaszcze:)))
        • poitevin Re: Uczucia a staż małżeński 31.01.10, 08:57
          xyz-71 napisała:
          Z kolei nie wiem, skąd
          > się wzięło zdanie o jego "niezbyt partnerskim podejściu". Do
          czego?

          Wyraźnie napisałaś wcześniej: zero pomocy przy dzieciach (szt. 2)

          > Zazdroszczę jeszcze dobrego samopoczucia tym kobietom, które czują
          się świetnie
          > niezależnie od tego, co ich facet robi albo czego nie robi. A mnie
          dołują nawe
          > t fochy i nastroje nastoletniej córki. To takie dziwne!? Kto nie
          miał dziecka l
          > at -naście, nie powinien zabierać głosu!

          To nie zazdrość tylko pracuj nad sobą! Tobie również będzie łatwiej
          jeżeli się zaimpregnujesz na wpływy otoczenia i nabierzesz wiary w
          siebie.
          I zabieram głos ponieważ sama mam dwoje dzieci, w tym syna
          nastolatka. Z tym, że my wychowujemy młodych oboje.
          • arronia Re: Uczucia a staż małżeński 31.01.10, 14:22
            poitevin napisała:

            > xyz-71 napisała:
            > Z kolei nie wiem, skąd
            > > się wzięło zdanie o jego "niezbyt partnerskim podejściu". Do
            > czego?
            >
            > Wyraźnie napisałaś wcześniej: zero pomocy przy dzieciach (szt. 2)

            Ale to raczej chodziło o brak pomocy *z zewnątrz*, jak zrozumiałam. Xyz
            wymieniła to na liście ICH kłopotów, nie JEJ.
            • poitevin Re: Uczucia a staż małżeński 01.02.10, 07:21
              No bez jaj!
              Pomoc z zewnątrz do wychowywania dwójki dzieci??? A co oni
              upośledzenii są?
              Ludzie, którzy decydują się na dzieci powinni sami się nimi
              zajmować, a nie liczyć na pomoc babć, cioć i dalszej rodziny.
              Oczywiście, rozumiem, że raz na jakiś czas można młodzież podrzucić
              komuś w celu np. wyskoczenia do kina, ale oczekiwanie, że cała
              rzesza ludzi włączy się aktywnie w opiekę i wychowanie jest dużą
              naiwnością. Znalezienie uwagi dla partnera nie jest żadnym
              problemem, to kwestia chęci i organizacji. Mówię to z własnego
              doświadczenia - babcia tylko jedna 300 km od nas. Przez naście lat
              dajemy radę. Mamy czas dla dzieci i czas dla siebie.

              Mam wrażenie, że nie tylko ja zrozumiałam "zero pomocy" jako
              pretensję skierowaną do męża.
              • zyg_zyg_zyg Re: Uczucia a staż małżeński 01.02.10, 12:21
                Mam koleżankę, która od dziesięciu lat nie była z mężem w kinie. To
                znaczy tylko z mężem, bo razem z dziećmi chadzają. Nie ma komu ich
                podrzucić - nawet na trzy godziny. Tak mniej więcej rozumiem "zero
                pomocy przy dzieciach".
                • xyz-71 Re: Uczucia a staż małżeński 01.02.10, 12:54
                  No właśnie o tym pisałam!!! Kocham moje dzieci niezmiernie, ale czasem mam dość ich wiecznego towarzystwa!!!
                • poitevin Re: Uczucia a staż małżeński 01.02.10, 12:54
                  No tak to jest zero.
                  Tylko pytanie: nie mogą czy nie chcą? Przecież mają chociaż jedną
                  koleżankę - np. Ciebie.
                  Zakładam oczywiście, że dzieci są pełnosprawne i zdrowe.
                  Poza tym chodzenie do kina to jeden Z WIELU sposobów spędzania czasu
                  z małżonkiem. Są też takie, które wymagają tylko położenia dzieci
                  spać.
        • urquhart Re: Uczucia a staż małżeński 31.01.10, 12:54
          xyz-71 napisała:
          > Może mnie jednak ktoś pogłaszcze:)))

          Kolejne części twojej opowieści są tak niespójne, jakbyś przeczytała zupełnie
          nie to na co miałaś nadzieją a teraz naprowadzasz dyskusje na założone tory pod
          z góry upatrzoną tezę. Możesz bardziej otwarcie napisać co to za teza?
          • mujer_bonita Re: Uczucia a staż małżeński 31.01.10, 13:18
            Urquhartowi przestało pasować do jego teorii to zaraz jest niespójne i z tezą :)

            Nic tu nie jest niespójne - po prostu forumowicze sugerując się fragmentem wypowiedzi popłynęli po znanych im wodach. A sprawa okazała się nie tak oczywista :)
            • urquhart Re: Uczucia a staż małżeński 31.01.10, 14:18
              mujer_bonita napisała:
              > Nic tu nie jest niespójne - po prostu forumowicze sugerując się fragmentem

              Był Nauczycielem ale jednak nie był.
              Dwójką dzieci się nie zajmował ale jednak był dobrym partnerem.
              Może to jedynie potwierdzenie odwiecznej tezy że kobity co innego werbalizują a
              tak naprawdę czego innego zawsze chcą? :)
              A jak już tak płyniemy po luźnych wodach to szacun Mujerka za starcie z
              nienawiścią w wątku na Rozwód..i co dalej
              • mujer_bonita Czytanie ze zrozumieniem 31.01.10, 16:35
                urquhart napisał:
                > Był Nauczycielem ale jednak nie był.

                Był nauczycielem nie był guru i przewodnikiem.

                > Dwójką dzieci się nie zajmował ale jednak był dobrym partnerem.

                Nie on się nie zajmował tylko ONI nie mieli pomocy ;)
            • songo3000 Re: Uczucia a staż małżeński 31.01.10, 21:13
              Bonitka, bez złośliwości ale mnie niespójność wręcz kłuje po oczach, co wyraziłem w drugim poście. Tym razem :) nic do autorki nie mam, jednak po co tu przyszła to sama napisała dosyć wyraźnie. Podpowiem, że nie chodzi o wskazanie źródeł problemów i możliwych rozwiązań...
          • xyz-71 Re: Uczucia a staż małżeński 01.02.10, 12:51
            Bonita, dzięki za słowa, że sprawa nie jest taka oczywista! Mam rzeczywiście swoją teorię na temat przyczyn tego kryzysu. Mój mąż ma duże problemy z tworzeniem bliskich związków z innymi ludźmi, z okazywaniem uczuć i mówieniem o nich. Wiem, że to typowa cecha facetów, jednak będę się upierać, że jego zamknięcie się w sobie przekracza dopuszczalne normy. Wzięło się to oczywiście z domu rodzinnego. Efektem tego jest fakt, że on nie ma żadnych przyjaciół, bliskich kolegów, nawet z bratem utrzymuje kontakt powiedziałabym formalny. Matki i siostry można by w ogóle nie brać pod uwagę, gdyby nie przeszłość. Mąż twierdzi, że odnalezienie się w mojej rodzinie i stworzenie domu, związku, który funkcjonuje w opinii innych świetnie, kosztowało go masę wysiłku. Było to dla niego pływanie po zupełnie nieznanych wodach. Jest mądrym facetem, więc wiedział, że trzeba okazywać uczucia swojej żonie i jakiś czas to robił. Stopniowo zaczął sobie odpuszczać, ale wydawało mi się, że ja mam w sobie tej czułości tyle, że starczy za nas oboje. Nie starczyło! Usprawiedliwiałam jego, że nie ma wzorców, usprawiedliwiałam nas, że mamy tak mało czasu... A potem zmarł mój ojciec - wreszcie sami w domu, skończyłam studia - wreszcie więcej czasu i nic! Jeżeli uważacie, że mąż i żona nie muszą okazywać sobie, że się kochają, to ja inaczej sobie wyobrażam małżeństwo. A na temat, czy seks generuje czułość czy odwrotnie, to można dyskutować. To będzie teoria nr.1 - KALEKA UCZUCIOWY.

            Teoria nr. 2 - NUDNY MĄŻ. On się wcale nie stara, żeby nasz związek był atrakcyjny, żebyśmy ciekawie spędzali czas, żeby się coś działo! I tu nie mam sobie nic do zarzucienia! To ja ciągnę ten nasz towarzyski wózek. Ja organizuję wyjścia do kina, na koncerty, do znajomych itp. Nie jestem typem imprezowiczki i z przyjemnością spędzałabym czas oglądając film w czułych objęciach męża, tyle że nie umiem się przytulać do kamienia!!!

            Teria nr. 3 - DEPRESJA ALBO KRYZYS WIEKU ŚREDNIEGO. Mniej więcej 2 lata temu mąż miał okres, kiedy dużo mówił o przewróceniu swojego życia do góry nogami (zmiana pracy, miejsca zamieszkania).Podkreślam - tylko mówił. Nawet nie podjął próby zmniany pracy. Teraz wygląda na to, że pogodził się z tym, co ma, ale szczęśliwy chyba nie jest. Najgorsze jest to, że sam chyba nie wie, czego mu do tego szczęścia brakuje. Albo nie chce powiedzieć. Mam wrażenie, że najchętniej zrobiłby sobie urlop od żony i dzieci. Z jednej strony jesteśmy dla niego ważni (dziewczyny na pewno, ja - chyba), z drugiej strony męczy się z nami. Zaproponowałam, żeby wyjechał sobie gdzieś na 2-3 tygodnie sam - brak reakcji.

            Teoria nr. 4 - SILNA ŻONA, SŁABY MĄŻ. Wspominałam o tym. Jest zdezorientowany?, zagubiony?, przestraszony?, bo (cytuję z pamięci) wziął takie nie wiadomo co, wszystkiego się bojące, a teraz ma silną kobietę, która wie, czego chce.

            Szacunek dla pań, które potrafią stworzyć fajny związek mimo normalnych przeciwności losu. Może ich druga połowa jest mniej pogmatwana. Może same sobie lepiej radzą. No ale na forum mogą się wypowiadać też osoby, którym nie idzie tak dobrze, prawda? O tym, że biorę pod uwagę również te krytyczne opinie już pisałam.

            No, to chyba wszystko.
            Znów dorzuciłam trochę nowości;)

            A poczucia humoru to Wy nie macie? (to a propos tego głaskania).
            • pendzacy_krolik Re: Uczucia a staż małżeński 05.02.10, 20:43
              wyksztalcona to ty jestes,ale bardziej naiwna.
              przeciez to wszystko,co napisalas to opis faceta,ktory ma kogos na
              boku i przygotowuje sie do odlotu!!!!
            • xyz-71 Re: Uczucia a staż małżeński 05.02.10, 22:30
              Pędzący królik twierdzi, że jestem naiwna. Hmm, jeśli tak, to nawet bardzo naiwna, bo ja właśnie stworzyłam teorię nr... kolejny.

              Jakoś nie przekonywały mnie Wasze osądy nt seksu. Pewnie dlatego, że to jednak ja mam komplet informacji o nas, naszym życiu i pożyciu i trudno je przekazać w postach (chociaż się starałam). Może i dlatego, że seks rzeczywiście nie jest dla mnie sprawą pierwszoplanową i nie pożądanie nas do siebie przyciągnęło. Jestem pewna (99%), że i dla męża nie jest to główny problem. Niskolibidowcy, czy tak? Aha, wytłumaczę się, że teraz będzie nie o seksie na forum z seksem w tytule, ale nie znalazłam gdzie indziej takiego doborowego towarzystwa :)))

              Moja teoria dotyczy mnie samej i mówi o tym, że nie jestem biedną pokrzywdzoną, nie dość kochaną przez męża kobietą. Jestem kobietą, która od dobrych kilku lat użala się, że mąż nie kocha jej tak, jak ona sobie wyobraża, że powinien, nie mówi jej tego, co chciałaby usłyszeć i nie jest - najprościej mówiąc - wyśnionym rycerzem na białym koniu. Jestem kobietą, która nie zauważyła, że od 16 lat ma przy sobie faceta, który jej nigdy nie zawiódł, który jest ciągle interesujący, dba, pomaga, troszczy się i - prawdopodobnie;) - nie kłamie. A uparłam się, że to mało i do tego powinien być jeszcze romantyczny.

              Uprzytomniłam sobie, że okazujemy sobie miłość tak, jak ją rozumiemy i wkurzamy się, bo to co sobie dajemy, nie jest tym, czego od siebie oczekujemy. I tu jestem i zła na siebie, i zdziwiona, i głupio mi, że uważając się za osobę oczytaną, mądrą i posiadającą wiedzę na temat relacji międzyludzkich, popełniłam taki błąd, nie widziałam tak oczywistych rzeczy. Rozpoczynałam dziesiątki rozmów, które kończyły się moim płaczem, bo on znów nie padł na kolana wołając "kocham cię, kocham cię, kocham cię". Słuchałam go, nie zadając sobie trudu, żeby go usłyszeć.

              Na swoje usprawiedliwienie mam to, że chciałam odejść jak najdalej od wzorca żony-służącej nabytego w dzieciństwie i tak bardzo się przyłożyłam do egzekwowania moich praw, że zapomniałam, że mój facet też ma prawa: do bycia chwalonym, dopieszczanym, podziwianym i do bycia sobą przede wszystkim. Jego mina wczoraj, kiedy o tym rozmawialiśmy, utwierdziła mnie, że go rzeczywiście okrutnie zaniedbałam. Ja - jego!!! Nie: on - mnie!!! To, że dopuściłam do siebie taką myśl, to dla mnie rewolucja! Być może i ta teoria ma swoje słabe punkty, ale jest chyba najbliższa prawdy. Co nie zmnienia faktu, że żoną zdmuchującą mężowi pyłki spod stóp nie byłam i nie będę :)))A i on musi jeszcze trochę zrozumieć. Na przykład to, że komplement z jego ust (faceta przystojnego i bardzo pociągającego nawet po 16 latach) ma dla mnie większą wartość niż usłyszany od kogoś, kto mnie nie interesuje...

              Napisałam, że tylko ja mam całościową wiedzę o nas i dlatego Wasze opinie czasami tafiały jak kulą w płot. Jednak wszystkie razem nieźle mną potrząsnęły, zwłaszcza te typu: przestań biadolić, rusz dupsko i zacznij działać;). Zacznę tak jak z dzieckiem: będę chwalić, chwalić, chwalić, a od czasu do czasu opier...., żeby nie było zbyt słodko. No i uwodzić będę, jak tylko potrafię, albo i lepiej:)))

              Literaturę zakupiłam! Jeżeli okaże się wartościowa, podzielę się wrażeniami.
              Jestem ciekawa, co będzie dalej... Wiem jednak, że i ja mam to fart i ten facet przy mnie jest wart tego, żeby sie dla niego (i dla mnie) bardziej postarać.
              No, a jeśli moja toria się nie potwierdzi... Cóż, wtedy będę pisać znowu:)))
              • pendzacy_krolik Re: Uczucia a staż małżeński 06.02.10, 20:01
                a czy to zle,ze chcesz byc kochana tak jak chcesz? polecam ci
                ksiazke o tym wlasnie tytule. wiesz,jakie slowa mojego meza mnie
                najbardziej w zyciu zabolaly? nie typu "jestes
                glupia", "suka" , "wal sie" itp., zabolalo,kiedy mi
                wykrzyczal "chcialabys byc najwazniejsza!" . a jaka mam byc dla
                mojego meza? jaka ty jestes dla twojego meza? bo dla mnie
                najwazniejszy jest moj maz, moja najblizsza rodzina, dla ciebie na
                pewno tez.
              • bi_chetny Re: Uczucia a staż małżeński 08.02.10, 10:32
                xyz-71 napisała:
                tak bardzo się przyłożyłam do egzekwowani
                > a moich praw, że zapomniałam, że mój facet też ma prawa: do bycia chwalonym, do
                > pieszczanym, podziwianym i do bycia sobą przede wszystkim. Jego mina wczoraj, k
                > iedy o tym rozmawialiśmy, utwierdziła mnie, że go rzeczywiście okrutnie zaniedb
                > ałam. Ja - jego!!! Nie: on - mnie!!! To, że dopuściłam do siebie taką myśl, to
                > dla mnie rewolucja!

                Bardzo dobra diagnoza. Kobiety często o tym zapominają. My też potrzebujemy
                pochwalenia, docenienia, zauważenia naszej atrakcyjności. To naprawdę działa.
                Moja żona w końcu nauczyła się ze mną rozmawiać, zauważać i doceniać mnie.
                Nauczyła się przepraszać za swoje słowa wypowiedziane w chwili gniewu czy
                frustracji. To bardzo pomogło ułożyć nam nasze życie i powiem szczerze, że
                obecnie jest lepiej niż było kiedykolwiek.
                • xyz-71 Re: Uczucia a staż małżeński 08.02.10, 12:04
                  Wiem, że to dobra diagnoza. Zastanawiam się tylko, czy starczy mi energii na leczenie. Mam nadzieję, że terapia, na którą chodzimy, pozwoli mnie okrzepnąć w nowym patrzeniu na kwestię praw i powinności małżeńskich, a mężowi może też w którymś momencie przestawi się jakaś klapka w mózgu i mi zaufa. Ja odnoszę wrażenie, że mimo tylu lat spędzonych razem, on nadal boi się odrzucenia, jeśli ujawni to, co myśli naprawdę, jeśli zareaguje spontanicznie. Wiem, skąd się to bierze (matka), tyle że ciężko się z tym żyje i jemu, i mnie... Ku mojej radości w trakcie ostatniej rozmowy padło z jego ust zdanie "może rzeczywiście trzeba pomyśleć o indywidualnej terapii..." Jeśli siebie miał myśli (a bałam się dopytywać, żeby nie spłoszyć tej myśli), to jest to druga rewolucja w ciągu ostatnich dni! :)
                  • bi_chetny Re: Uczucia a staż małżeński 08.02.10, 12:36
                    Będę trzymał kciuki. Jeśli faktycznie więź między wami jest mocna, może się udać :)
                    • xyz-71 Re: Uczucia a staż małżeński 08.02.10, 13:08
                      Dzięki :)))
        • glamourous Re: Uczucia a staż małżeński 31.01.10, 16:12
          xyz-71 napisała:

          > Z kolei nie wiem, skąd
          > się wzięło zdanie o jego "niezbyt partnerskim podejściu". Do czego?


          Aaa, dopiero teraz skapowalam, ze to co napisalas powyzej :

          > Ktoś pytał, jakie problemy mieliśmy: normalne: zero pomocy przy
          > wychowywaniu dzieci (szt.2),


          ...dotyczylo nie braku pomocy ze strony meza, tylko ogolnie, ze NIKT Wam przy
          dzieciach nie pomagal i byliscie zdani tylko na siebie. Napisalas rzeczywiscie
          troche niejasno, wiec wielu z nas zinterpretowalo to zdanie wlasnie tak, ze maz
          zepchnal na Ciebie w calosci wychowanie dzieci - a to z kolei oznaczaloby duzo
          wiekszy problem w relacji niz zaprzestanie prawienia komplementow zonie czy
          rzadki seks. Dlatego nasze wypowiedzi poszly wlasnie tym torem.

          Piszesz, ze zadroscisz innym kobietom dobrego samopoczucia pomimo znudzonej miny
          meza. Rozumiem, ze moze byc to trudne, bo nie kazda kobieta jest przeciez
          superatrakcyjna laska, za ktora szaleja tabuny INNYCH facetow i to jej wystarczy
          do podtrzymywania pozytywnego obrazu wlasnej kobiecosci. Wtedy faktycznie
          zainteresowanie meza nie ma az takiego znaczenia. Jezeli jednak juz koniecznie
          musisz oprzec swoje poczucie atrakcyjnosci na przychylnej opinii innych, to moze
          rozejrzyj sie wokol - moze sa obok Ciebie jacys mezczyzni (np. w pracy) ktorzy
          patrza na Ciebie jak na smakowity kasek - sprobuj moze to dostrzec i na tym
          zbudowac przynajmniej podstawy poczucia, ze jestes atrakcyjna i NIE TYLKO zdanie
          meza o tym decyduje. Wiem, ze nie jest to latwe, bo z tego co piszesz jestes z
          gatunku kobiet dla ktorych "tylko maz sie liczy", ale sprobuj choc troche
          przelamac swoje dotyczchczasowe schematy myslenia. IMO powinno pomoc, bo kobieta
          wewnetrznie pewna swojej atrakcyjnosci i nie uzalezniajaca jej poczucia od
          opinii tego "jednego, jedynego" w paradoksalny sposob staje sie dla niego
          rowniez atrakcyjniejsza. Kwestia wytworzenia odpowiedniej aury, ktora w
          poczatkowym stadium nauki doceniania samej siebie faktycznie powinna sie oprzec
          na czyims przychylnym spojrzeniu. Polecam lekturze "Zolz" Sherry Argov, zeby
          lepiej zrozumiec istote tego, o czym pisze.

          > Ubawiła mnie za to opinia Czarownicy o kobietach z dobranych związków, co to za
          > wsze tęsknią za swoim facetem i nie mogą się doczekać wieczoru.


          Dlaczego Cie tak ta wizja ubawila? Ja tez codziennie tesknie za moim facetem (8
          letni staz zwiazku) i nie moge doczekac sie wieczoru, kiedy przytulimy sie do
          siebie w lozku. I to bez wzgledu na to, czy uslysze akurat od niego komplement
          czy nie ;-) A tez mielismy rozne wzloty i upadki. Uczucia pielegnuje sie w
          swojej wlasnej glowie, nikt tego za nas nie zrobi.
        • czarownica77777 Re: Uczucia a staż małżeński 31.01.10, 22:08
          Wyraziłam swoje zdanie w tym temacie. Chcę też wyjaśnić jestem mężatką 25 lat
          starzu. Nie mam domku nie chodze w koronkach i nie jadamy przy świecach.Nie
          miałam rodziców do pomocy a tesciowie byli bardzo daleko,dzieci wychowywalismy
          sami. Mąż całymi dniami pracował a ja byłam zdana tylko na siebie,ale zawsze był
          seks który cieszł nas oboje.Myślę że to ogromna przyjemność dla kobiety gdy jej
          mężczyzna jest zadowolony,jej korzyść może być dużo większa.
          • bi_chetny Re: Uczucia a staż małżeński 01.02.10, 10:53
            czarownica77777: to po co kochanek w takim razie ?
            • czarownica77777 Re: Uczucia a staż małżeński 01.02.10, 14:24
              to pytanie bespośrednio do mnie chyba.To wszystko o czym pisze to moje starania
              i zabiegi by było super,niestety nie mojego męża .Jego czułości mi zabrakło
              niestety.
              • bi_chetny Re: Uczucia a staż małżeński 01.02.10, 15:11
                rozumiem.
    • gacusia1 Re: Uczucia a staż małżeński 31.01.10, 02:10
      Ja z moim mezem jestem 6 lat niecale a nie 16 i
      "
      I NIE ROZUMIEM, dlaczego ten sam facet nie uważa za stosowne powie
      > dzieć mi od czasu do czasu "ładnie wyglądasz, dobrze że jesteś,
      kocham cię". "
      Odrzucam z cytatu jedynie "kocham cie",bo to srednio 5 razy dziennie
      slysze i mowie ,-))))) ale komplementy to albo ja glucha jestem albo
      mezus kogo innego nimi obdarowuje ,-DDDD
      No a co do Ciebie,to albo zrob cos z sama soba albo kochaj sie raz
      na 3 lata(czy jakos tak).
      • labadine Re: Uczucia a staż małżeński 31.01.10, 13:16
        Chyba jest przykre dla kobiety gdy facet jej nie zauwaza pomimo jej
        obecnosci,czy to jest tak trudne powiedziec kilka cieplych slow podkreslajacych
        urode czy zapewniajac o swoim uczuciu.
    • mark_111 Re: Uczucia a staż małżeński 31.01.10, 18:18
      Szczerze mówiąc po lekturze tego postu mam wrażenie, że ja w dużym stopniu
      identyfikuję się z Twoim mężem, tylko mnie zajęło to 2 lata, a nie 16. Opisałem
      moją sytuację w wątku "Przeciętność zabijająca seks". To co piszesz o Twoim mężu
      jest w dużym stopniu tożsame z tym co ja czuję - ja się staram, daję z siebie
      wszystko, próbuję uczyć moją partnerkę (bez długoterminowych rezultatów,
      niestety), inicjować coś nowego w nadziei "rozruszania" jej itd., ale widząc jej
      niewielką albo żadną reakcję i brak pożądanej zmiany zachowań, przestaje mi się
      chcieć. Ona woli na zasadzie "włożyć-wyjąć" - to i ja zacząłem w końcu działać
      na tej zasadzie. Co jest dla mnie frustrujące i momentami po prostu nie chce mi
      się chodzić z nią do łóżka :( Nie jesteśmy co prawda na dzień dzisiejszy
      małżeństwem, ale często odbieram nasz seks tak, jakby było to coś w rodzaju
      "małżeńskiego obowiązku" (z podkreśleniem na obowiązek), a nie wulkanu
      przyjemności, emocji i namiętności, jakim seks powinien być.

      Recepta - realna, radykalna zmiana Twoich zachowań łóżkowych oraz pozałóżkowych
      ale związanych z seksem. Nie odgrywanie takiej zmiany, nie udawanie, ale
      faktyczna zmiana zachowań w kierunku okazywania namiętności, aktywności w łóżku,
      innowacji wychodzącej z Twojej strony itd. I musi być to autentyczne -
      inteligentny i w miarę doświadczony mężczyzna udawanie rozpozna bez problemu.

      Recepta alternatywna - to rozstanie i znalezienie partnera, który jest, jak to
      piszą niektórzy na forum, "niskoseksualny".

      • mark_111 Re: Uczucia a staż małżeński 31.01.10, 18:30
        Powyższy post napisałem w odpowiedzi na główny posty w tym wątku, ale widzę
        poniżej, że mogłem pewnych rzeczy które dopowiedziałaś później nie wziąć pod uwagę.

        Niemniej dodatkowa uwaga jest taka, że to co Ty możesz uważać za "rozwinięcie
        się" w sferze własnej seksualności, dla Twojego męża może być jedynie drobnym
        kroczkiem w kierunku tego, co uważa za satysfakcjonujący seks partnerski. Moja
        partnerka też raz na jakiś czas zaspokoi mnie oralnie z własnej inicjatywy, albo
        powie że ma na mnie ochotę. Ale cóż z tego, skoro to nie przekłada się na nic
        więcej - np. cóż z tego, że szepnie mi do ucha że ma ochotę na seks, skoro
        następnie ja muszę przejąc całą inicjatywę, a kiedy już do seksu dojdzie, będzie
        bierna i chłodna jak zawsze...
    • xyz-71 Re: Uczucia a staż małżeński 03.02.10, 10:21
      Poitevin zwróciła uwagę na bardzo ważną rzecz: znalezienie czasu dla partnera to tylko kwestia chęci i organizacji. Święte słowa! Ja do tego doszłam za późno. Dopiero teraz jestem przekonana, że można a nawet należy zaniedbać trochę dzieci czy dom na konto tego, żeby mieć siłę i czas na zadbanie o męża. To taka refleksja dla mnie jako matki dwóch dziewczyn. Nie mogę sobie odmówić jednak uwagi, że facet w równym stopniu powinien i może zabiegać o to, żeby związek był atrakcyjny.

      Poitevin, tylko nie napisz, proszę, że przy dobrej organizacji będzie czas na dom, dzieci i męża i że Ty sobie z tym świetnie dajesz radę. Twoja doskonałość mnie przytłacza:)
      • poitevin Re: Uczucia a staż małżeński 03.02.10, 12:07
        Się zagalopowałaś koleżanko posądzając mnie o doskonałość;)

        Priorytety się liczą. Są momenty kiedy z M. olewamy brudne talerze i
        dwie tony prania, bo akurat mamy ochotę na pomizianie. Ogólnie rzecz
        ujmując bardziej sobie cenię kontakty międzyludzkie, niż sterylny
        dom z trzydaniowym obiadem.

        A facet oczywiście również powinien się starać i mieć podobne
        zapatrywania na ideę związku. Mój ma, więc się nie rozmijamy w
        oczekiwaniach raczej.

        Temat dzieci to osobna historia. Kocham moje dzieci nad życie i w
        sytuacjach szczególnych zachowuję się jak lwica. Na codzień jednak
        dzieci wiedzą, że mamy prawo do prywatności i że są chwile kiedy
        chcemy pobyć sami. Młodzi te zasady respektują, ponieważ (w
        ograniczonym zakresie oczywiście) ich prywatność i niezależność
        także jest szanowana. Przy czym to nie jest tzw. zimny wychów, bo
        młodzież wie, że może się do nas zwrócić z każdą sprawą, nawet
        pierdołą. Jednakowoż przenigdy nie miałam zapędów na Matkę Polkę.

        Dbam o męża, ale i on również o mnie dba. Nie jestem taką
        altruistką, żebym troszczyła się o gościa który ma mnie i moje
        potrzeby w doopie.

        Zagładą dla związku jest poświęcalstwo, brak zdrowej dawki egoizmu i
        śledzenie poradników typu "Doskonała Pani Domu";) Ja staram się
        szukać równowagi we wszystkim - choć nie zawsze mi się udaje, staram
        się również być elastyczna, życie jednak nie jest płaskie i
        jednowymiarowe, a dostosować się do sytuacji zawsze warto umieć. I
        jeszcze rzecz, której nie da się wypracować, a jest jedną z
        ważniejszych - FART. Ja tego farta miałam i znalazłam faceta, który
        postrzega świat podobnie do mnie i rownie mocno jak ja kocha seks:D
        • pendzacy_krolik Re: Uczucia a staż małżeński 05.02.10, 20:54
          chyba trudno jest znalezc faceta, ktory nie kocha seksu? to raczej
          ty masz wieksze potrzeby niz przecietna kobieta i w tym zasluga
          udanego pozycia.wiekszosc kobiet jednak ma z tym problem.mysle,ze to
          wlasnie wynik usilnej potrzeby bycia doskonala pania domu,matka i
          kochanka. na twoim przykladzie widac,ze sie nie da tych wszystkich
          rol polaczyc.
          • poitevin Re: Uczucia a staż małżeński 06.02.10, 19:33
            Trzy sprawy, bo niezupełnie rozumiesz, o co mi chodzi:
            1. Nie każdy facet ma wysokie libido, a nawet jeśli większość ma, to
            niekoniecznie ukierunkowane na własną żonę. Zwłaszcza po 15 latach
            związku.
            2. Gdyby temperament kobiety był gwarancją udanego małżeństwa, to
            forum miałoby znacznie niższą frekwencję. Nad związkiem trzeba
            pracować.
            3. Nigdy nie chciałam łączyć wielu ról. Ja wybrałam to, co jest dla
            mnie ważne. Aspiracji na kobietę domową nie mam i jestem z tym
            szczęśliwa.
    • songo3000 Uwaga! nalot frustratów z forum 'zdarda jak mi źle 05.02.10, 23:19
      Droga autorko,
      Proponuję czytać pod szczególną rozwagą wpisy starychwin i innych mocno skrzywionych kobiet realizujących się jak rozsiadłe kwoki na wiadomym forum. Wystarczy pobieżna analiza ich twórczości aby zauważyć w niej jedyną słuszną maksymę tj. "dobry facet to martwy facet" ewentualnie "wszyscy faceci zdradzili a jeśli nie to zaraz to zrobią" :) Rozumiem, że wynika to z ciężkich przeżyć tychże pań ale naprawdę w takim stanie nie udziela się porad. Raczej samemu trzeba się leczyć.

      Primum non cere czy jakoś tak...
      • czarne_wino Re: Uwaga! nalot frustratów z forum 'zdarda jak m 06.02.10, 21:30
        jesli juz silisz sie na zlosliwosci to przynajmniej nazywaj ludzi po
        imieniu. tak ciezko zapamietac nick?

        songo3000

        " wpisy starychwin i innych mocno skrzywionych kobiet"

        >
        • songo3000 Re: Uwaga! nalot frustratów z forum 'zdarda jak m 07.02.10, 10:58
          A może wysiliłem się bardziej niż jesteś w stanie to ogarnąć :)))

          Ludzi to ja nazywam po imieniu, o ile się najpierw przedstawią.
    • red.mujer Może pomóc, zastanówcie się 06.02.10, 22:21
      Czytam od jakiegoś czasu forum i nasuwa mi się taka myśl. Nie wiem czy dla
      Ciebie/Was to istotne i wogóle czy jesteście osobami wierzącymi bo jak tak to
      schierarchizowanie odpowiednio wszystkiego mogłoby dać szczęście: w skrócie:
      najważniejszy jest Bóg który obdarzył mnie mężem (żoną) oraz naszą seksualnością
      która jest wspaniała, następnie drugorzędnie małżonek najważniejszy- jestem dla
      niego, kocham okazuję to (i w tych gorszych momentach) chwalę, prawię
      komplementy, (potrzebna duża doza poczucia humoru) podkreślam naszą pełnię,
      jedność (w końcu do tego nas pan Bóg stworzył)- nie chce tego wszystkiego teraz
      rozwijac-temat rzeka chyba żeby ktoś był szczególnie zainteresowany niech da
      znac- i dalej jesli te relacje sie ukladaja to wszystko inn automatycznie sie
      uklada. Oczywiscie przy zalozeniu wiary-
      co wy na to?
      • songo3000 Re: Może pomóc, zastanówcie się 07.02.10, 10:53
        Całkiem fajne. Pod warunkiem, że nie zaczniesz do tego mieszać perwersji i systemów nakazowo-zakazowych związanych z jakąkolwiek sformalizowaną religią.
      • pendzacy_krolik Re: Może pomóc, zastanówcie się 07.02.10, 13:17
        ja ,im dluzej tuttaj jestem (a jestem od niedawna) stwierdzam,ze dla
        wiekszosci bywalcow jedynym antidotum na szczescie malzenskie jest
        posiadanie kochanka (ki), a najlepiej kilku naraz.
        • songo3000 Re: Może pomóc, zastanówcie się 07.02.10, 19:03
          Chciałem zauważyć, że kolega od pomidorówki to nie 'większość stałych bywalców'.

          PS. Chyba o NIEszczęście małżeńskie chodziło?
          • pendzacy_krolik Re: Może pomóc, zastanówcie się 07.02.10, 22:06
            szczescie w cudzyslowiu mialo byc.
            nie wiem, kto to jest kolega od pomidorowki. znasz kogos na
            centralnym?
            songo3000 napisał:

            > Chciałem zauważyć, że kolega od pomidorówki to nie 'większość
            stałych bywalców'
            > .
            >
            > PS. Chyba o NIEszczęście małżeńskie chodziło?
            >
Pełna wersja