to co ja z nim robie

31.01.10, 01:35
Mamy jeden wspolny pokoj. Dziecko w drugim. 25l. Nie wspolzyjemy od
3 lat. Nie mam potrzeby tego robic z nim. On - nie wiem. On tylko
czyta ksiazki, ja tylko czytam ksiązki. Denerwuje mnie, czesto sie
kłocimy. Nie jest zlosliwy. Ja tez nie. Jestem zmeczona. Planuje sie
od niego wyprowadzic, zyc bez niego, tylko z dzieckiem. Nie kochamy
sie.. bo ja nie moge uprawiac seksu z czlowiekiem, ktory jest tak
inny ode mnie. Pod wzgledem charakteru. Nie moge isc do lozka z nim,
bo we wszystkim sie nie zgadzamy i nawet nie mam sily sie juz
kłocić, tylko milczę. Jestem tak zmeczona, ze odpuszczam nawet w
kwestii wychowania dziecka! On po prostu mnie zlosci. Wciąz tylko
siedzialby tu gdzie jest, robil to samo cale zycie i niczego nie
zmienial. A juz na pewno nie widzi sensu zycia tylko we 3. W tej
chwili mieszkamy z jego dziadkami, ktorzy sa bardzo dobrymi ludzmi,
ale ile mozna miekszac z 77 latkami w 3 pokojach!!!!!! Mma mysli
samobojcze, jestem zrezygnowana. On nie jest moim parterem. Nie robi
nic dla nas, tylko zyje grupowo. Tzn. ja, dziecko, on dziadki.. Nie
daje juz rady. Nie moge tego ciągnąc. Rozmowy nic nie daje.
Jedyne tlumaczenie to: musze znalezc lepsza prace, lepsza prace
znajde jak skoncze kurs, skoncze kurs jak dziadki beda mogly mi go
oplacic, dziadki beda mogly mi go oplacic jak zwaloryzują im
emeryturę.
To przeciez jest bez sensu. Ma sens, ale wowczas gdy go nabierze ja
bede miala 98, a on 97 lat.Nie mam sil wlaczyc. Nie mam sil byc
aktywną. moje zycie to czkeanie.
    • tulipanwkaciepokoju Re: to co ja z nim robie 31.01.10, 01:48
      rozumiem Twoją sytuację

      tak mi się wydaje

      u mnie jest podobnie - przy czym to żonka jest bierna i nieskłonna do zmian -
      tylko, że u nas ja ją kocham, chociaż też mnie złości

      pisałem w innym wątku, że też nie uprawiamy seksu, nasza bliskość ucierpiała
      ostatnio, ale staram się być jej podporą, chociaż ona tego nie docenia - jak mi
      się wydaje

      mamy dziecko, mieszkamy sami, ale też jest nam ciężko, bo tylko ja pracuję

      jesteś jeszcze młoda, na pewno znajdziesz kogoś bardziej odpowiedzialnego, kto
      się wami zajmie i na kim będziesz mogła polegać

      powodzenia życzę
    • mujer_bonita A co Ty takiego robisz? 31.01.10, 13:13
      Narzekasz na partnera a co Ty robisz? On ma znaleźć lepszą pracę a Ty? Księżniczka na ziarnku grochu? Piszesz, że on nie jest Twoim partnerem a czy Ty jesteś jego partnerką? Partnerstwo to według Ciebie wymaganie żeby druga strona zrobiła wszystko?
    • zlakobieta Re: to co ja z nim robie 31.01.10, 19:56
      Dwudziestopięcioletnie dziecko?
      Może pomogłoby Wam finansowo i byłoby OK ;)
      Z drugiej strony gdyby sie wyprowadziło, to miałabyś pokój dla
      siebie i również problem z głowy...
      Albo ja czegoś nierozumiem.
    • femme.fatale1978 Re: to co ja z nim robie 01.02.10, 10:35
      dietetyczkaona napisał:


      Nie kochamy
      > sie.. bo ja nie moge uprawiac seksu z czlowiekiem, ktory jest tak
      > inny ode mnie. Pod wzgledem charakteru. Nie moge isc do lozka z nim,
      > bo we wszystkim sie nie zgadzamy i nawet nie mam sily sie juz
      > kłocić, tylko milczę.



      Szkoda, że nie 3 lata temu lecz dopiero teraz zauważyłaś, że on jest tak INNY OD
      CIEBIE, szkoda dla wszego dziecka oczywiście.
    • xyz-71 Re: to co ja z nim robie 01.02.10, 13:38
      Mnie zaniepokoiły te myśli samobójcze! Jeśli nie napisałaś tego, żeby zrobić większe wrażenie, tylko rzeczywiści chodzi Ci to po głowie, to koniecznie poszukaj pomocy!!! Do psychologa, psychoterapeuty czy psychiatry można iść bez skierowania. To żaden wstyd! Lepiej dmuchać na zimne. W Twojej sytuacji depresja nie byłaby zaskoczeniem.
      I napisz więcej o sobie!
      Pozdrawiam.
    • czarownica77777 Re: to co ja z nim robie 01.02.10, 14:12
      Jak to się stało że jesteście razem.Związałaś się z człowiekiem bo......nie
      wiem, chyba dziecko było tym powodem.Moze się myle.Siedem lat mieszkałam z 2
      dzieci, mężem i dziadkami w dwóch pokojach. Miło to wspominam,dzieci sie
      cieszyły ze można z babcią sie pobawić czy ją przytulić.Mąż pracował często do
      wieczora,wracał zmęczony szybko zasypiał.Nie bylo mi łatwo,większość obowiązków
      na mnie spadała. Myśle że masz podobnie ,staram się ciebie zrozumieć.Myślę
      jednak że wyolbrzymiasz problem i brakuje ci energi do działania.Dziecko powinno
      cię cieszyć,fajne ciuszki nowa fryzurka,udane ciasto,rzeczy na ktore rodzinka
      zwróci uwage i czasami pochwali.Kobieta dba o ognisko domowe ,rozpala ogień w
      sercach rodziny.Dziewczyno jesteś młoda musisz zadbać o siebie i dom dla siebie
      samej .Twój partner jest cieżki oporny ale myśle że gdy dołożysz starań może
      zobaczy w tobie kobiete i doceni twoje wysiłki.Warto ,musisz stać się silną
      kobietą wtedy inni bendą cię podziwiać. Pozdrawiam i życzę szczęścia.
      • zamyslonaona Re: to co ja z nim robie 01.02.10, 21:58
        Te problemy nie wydają mi sie problemami, wiele ludzi mieszka u
        dziadków, wiele u teściów, nie jesteś pierwsza i ostatnia...mówisz
        że dziadkowie są w porządku a co by było gdybyś miała w drugim
        pokoju wredna teściową a tak też sie zdarza...
    • twojabogini Re: to co ja z nim robie - długie 02.02.10, 11:52
      Rozstać się z mężem zawsze zdążysz. Napisałaś trochę nieskładnie,
      ale rozumiem, że macie małe dziecko. Dla tego dziecka, dla ciebie,
      dla męża - warto zawalczyć o małżeństwo. To nie jest tak jak w TV -
      rozwód, a potem żyli długo i szczęśliwie. To czego nie przepracujesz
      w bieżącym związku - wróci w kolejnym jak bumerang. I co wtedy?
      Kolejny rozwód?
      W żadnym wypadku nie myślę, że masz tkwić w nieudanym związku.
      Związek da się naprawić, a przynajmniej można probować. Z twojego
      opisu nie wynika, że mąż czy sytuacja sama w sobie jest
      patologiczna. Ot - kryzys małżeński jakich wiele. Brak seksu,
      negatywne nastawienie do małżonka. To wszystko da się przełamać.
      Sytuacja mieszkaniowa, którą opisujesz nie jest wysoce komfortowa -
      ale też nie jest tragiczna. Są szczęśliwe rodziny, które mieszkają w
      jednym malym pokoju z dwójką dzieci, babcią i psem. Z tego co
      piszesz dziadkowie sa raczej mili i nie dokuczaja ci, nie sa
      destrukcyjni.
      Jest taki mechanizm jak przeniesienie - jeśli sama przed sobą
      ukrywasz uczucia, negujesz je, to z czasem one wypływają w innym
      miejscu. Np. jesteś zła na męża, czujesz się dotknięta i zraniona,
      ale duma nie pozwala ci się przyznać? Tłumisz to, a za jakiś czas
      dostajesz szału w związku z sutuacją mieszkaniową.
      Słyszałaś opinię "baby to same nie wiedzą czego chcą". To częściowo
      ma swoją przyczynę właśnie w tym mechaniźmie - prawdopodobie twój
      mąż mógłby się zatyrać, zapewnić wam inne lokum - a sytuacja nie
      poprawiłaby się ani o jotę. Bo nie tu jest problem.
      Osobą, która zaprzestała życia seksualnego w związku jesteś ty.
      Rozumiem. Trudno jest otworzyć się na kogoś z kim brak więzi, gdy
      emocje są nieuporządkowane, gdy naruszona jest równowaga związku,
      brak jest zaufania. Jak większość kobiet w takiej sytuacji liczyłaś
      zapewne po cichu, że to skłoni go do podjęcia starań, działania.
      Obojętność boli.
      Kierunki w ktorych szukałabym przyczyn kryzysu w pierwszej
      kolejności: "nie widzi sensu zycia tylko we 3" - to okresliłabym
      jako ból numer jeden. Masz być może potrzebę takiego intymnego
      śwata, małej rodziny, nie wiem - wspólnie spędzanego czasu, jakiś
      wspólnych obyczajów, tradycji. To nie tworzy się samo. Na stworzenie
      tradycji potrzeba czasu. Są mężczyźni, którzy potrafią budowac taki
      świat, a sa tacy, którzy nie zdaja sobie sprawy, ze taki może wogóle
      istnieć. Co nie znaczy, ze kiedy go odkryją - dzięki kobiecie - nie
      będą chcieli go współtworzyć."On nie jest moim parterem. Nie robi
      nic dla nas" - można odczytać te słowa tak, że jesteś materialistką
      i domagasz się od męza wyższego standardu zycia,mieszkania. Ale
      można też dojrzeć w nich samotność, chęć nawiązania bliższej i
      głębszej więzi.
      Inną sprawą jest - że funkcjonując tak jak funkcjonujesz - w smutku,
      depresji i zmęczeniu - nie znajdziesz sił na przygodę duchową jaką
      jest odkrycie swojego wnętrza, swoich potrzeb - jak rownież na
      podjęcie działań naprawczych w związku. Zadbaj o siebie, bądź dla
      siebie dobra. Jeśli w wyniku braku zycia seksualnego przytyłaś i
      dodatkowo z tego powodu czujesz się nieatrakcyjna - co często się
      zdarza - zadbaj o figurę. Zwróc uwage na dietę i regularny
      wypoczynek - sen, spacery, ruch. Koniecznie wykonaj badania: zbadaj
      poziom hormonów, tarczycę, zrób badania ogólne - trudno czasem
      okreslić co jest skutkiem a co przyczyną, ale u męzatek z takimi
      syndromami jak twoje często takie problemy występują. Wyklucz
      równiez depresję - nawet jeśli nie zaczęło się od niej - to sytuacja
      moze wpłynąć negatywnie na twoja psychikę, a stany depresyjne moga
      się utrwalić i przekształcić w chorobę. Mysli samobójczych nie wolno
      ignorować!
      Jescze jedno - przemyśl dlaczego odmawiasz sobie prawa do odczuwania
      bólu i smutku. Opisujesz bardzo smutną sytuację, w której każdy
      miałby prawo czuć np. żal że się nie udało, smutek, ze mąż nie
      podjął starania o naprawę sytuacji - m.in. w sensie, że nie zabiegał
      o ciebie jako o kobietę. Przyjrzyj się jakie emocje nazwałaś, a
      jakie pominęłaś. Czasem klucz do sytuacji nie tkwi w tym co
      napialismy/powiedzieliśmy - ale w tym co zostało pominięte. Czy
      zdarza ci się płakać? I nie martw się - takie historie zdarzają się
      w wielu małżeństwach - ale wielu ludziom udaje się je pokonać.
      • dietetyczkaona Re: to co ja z nim robie - długie 03.02.10, 00:46
        W tej chwili to nie wyglada za dborze. Nie jestesmy malzenstwem, a
        ja nie moge udawac, ze to jakos przeczkam, zniose, czy ja.
        przepraszam, ale nie jestem w stanie życ w jednym pokoju z więcej
        niż samą sobą. Ale nie o to tu chodzi. Ja sie tej chwili dusze.
        Powiem tak: o niczym nie decyduje, a juz o dziecku zupelnie nie. Nie
        moge z dzieckiem wychodzic na dwór - bo je zaziebie, nie moge karmic
        dziecka - bo nie umiem, nie moge prać, bo zepsuje pralkę.
        Nie wazne, że ja wiem co i jak mam robić. Tak naprawdę od
        zamiekszania w ten sposob nie moge żyć. Jestme tym zmeczona i nie
        widze rozwiązania. To nie jest problem związku, tylko tego że on nie
        chce sie od nich wyprowadzic.. Dzien w dizen sa kłotnie o to co
        dalej. Dal mi ultimatum: ze pogada o przyszlosci do konca tego
        roku.. Pogada, rozumniesz. Nic. Zadnego dzialania. On bedzie gadał.
        problem leży w tym ,że on nawet gadać nie chce. Jest zakompleksiony,
        malo tworczy, brak mu inicjatywy. Nie wiem co zorbie. Bo ja nie mam
        kontroli nad dizeckiem, domem, niczym. Ja nie zarabiam! Nie moge
        zarabiać, bo zostal mi jeszcze staż, a bez niego nie dadza mi rpacy
        (wysylam cv, ale staż jest warunkiem u mnie). Moj staz bedzie trwal
        jeszcze rok. Co dlaej, jak to pogodzic? Jka zacząc rozmowe, otym ze
        nie daje rasdy, ze dla mnie to zycie na pol gwizdka..
        • czarownica77777 Re: to co ja z nim robie - długie 03.02.10, 09:45
          Konsekwencją twojej obecnej sytuacji są chyba twoje własne błędy.Dziwi mnie to
          że rodzina nie liczy się z twoja opinią.To tak wygląda jak byś była osoba
          nieodpowiedzialną.Ten trudny dla ciebie czas i wcale nie taki długi jak mówisz
          musisz przeżyć.Wszystko zależy od ciebie albo nie będziesz robić nic jak do tej
          pory i bendą cię dalej lekceważyć,lub zaczniesz wsółpracować.Człowiek uczy się
          całe życie więc jeżeli mówią ci że nieumiesz to ty mów chcę się nauczyć ,prosze
          mi pokazać.Wystarczą twoje chęci.Powiem ci że jeżeli znajdziesz z nimi
          porozumienie w przyszłości będziesz zadowolona bo to doświadczenie wzbogaci cię
          i doda ci siły.Ta trudniejsza droga zawsze jest właściwa. pozdrawiam
Pełna wersja