Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko

06.02.10, 23:45
Witajcie. W sumie nie wiem na jakie forum wrzucić moją historię. Pasowała by
Kobieta/Mężczyzna/do Psychologicznego też. Ale ponieważ tytuł tego forum jest
odpowiedni do mojej sytuacji, to spróbuję tutaj.

Znamy się z żoną od 17 lat, od 11 jesteśmy małżeństwem, mamy 8 letniego syna.
Aby naświetlić dobrze naszą sytuację zaczniemy od starych czasów. Jako 19
letni chłopak przeżyłem burzliwy związek ze starszą o 8 lat dziewczyną.
Kochałem ją mocno, była moją pierwszą miłością i pierwszą kobietą. Ale nie
udało się, poznaliśmy się 4 miesiące przed jej ślubem, postanowiła nie
zmieniać planów. Później prawie 2 lata leczyłem rany emocjonalne.
Po 2 latach poznałem moją obecną żonę. Jest 5 lat młodsza. Od początku nie
było żadnych wielkich uniesień, motyli w brzuchu. Uważałem, że to dobrze, że
takie burze jak w pierwszym związku nie są mi potrzebne. Nasz związek rozwijał
się powoli, było nam dobrze ze sobą, było spokojnie, przewidywalnie. Żona jest
tradycyjnie wychowaną dziewczyną, nie wychodziła nigdy w związku, ani w życiu
na pierwszy plan, jest defensywna. Jest taktowna, łagodna, przewidywalna,
sumienna, poukładana. Nie ma w niej ekspresyjności, dynamizmu atrakcyjnych
kobiet. Nie przeszkadzało mi to, ba nawet tego nie chciałem, mając w pamięci
poprzedni związek. W swoim młodym, niedojrzałym umyśle skojarzyłem, że
ekspresyjna uroda, przyciąganie męskich spojrzeń = płytkość, interesowność i
krzywdzenie faceta.
Z seksem było naprawdę OK. Wtedy w tamtym czasie, w życiu nie powiedział bym,
że czegoś mi brakuje. Kochaliśmy się często, bez zahamowań i barier by pieścić
i wykorzystywać do pieszczot i kochania się wszystkich chyba możliwości jakie
wymyślono :-). To ja byłem zawsze stroną inicjatywną.

Po wielu latach "chodzenia" wzięliśmy ślub, po kliku latach narodził się
synek. Nasz związek był zgodny, dobrze sobie radziliśmy z codziennością,
problemów materialnych brak. W sferze seksu im dalej w las, tym bardziej było
"tak sobie", bez fajerwerków, ale akceptowałem to jako normalną kolej rzeczy.
Z perspektywy czasu, widzę że błędem była moja obecnośc przy porodzie. Z
jednej strony niezapomniane, duchowe wręcz mistyczne przeżycie, gdy pojawia
się na świecie syn, krew z mojej krwi, ciało z mojego ciała. Z drugiej strony
cała fizjologia porodu, płyny, krew, widzenie żony od strony rodzącego się
dziecka zostawiło trwały negatywny ślad w moim obrazie postrzegania jej jako
obiektu seksualnego. Kochałem ją, ale stała się dla mnie hmmm....kimś na
kształt siostry, a nie kobiety której pożądam. Do tego doszły oczywiście
zmiany w ciele żony, które na dobrą sprawę nie minęły do dzisiaj. Pomimo moich
taktownych z początku sugestii, później bardziej bezpośrednich rozmów, żona
nie robi NIC by wrócić do formy fizycznej. Kolejna sprawa to papierosy, które
pali od 15 roku życia. Strasznie mi to przeszkadza, zawsze to mówiłem, ale
ponieważ żonie brak siły woli i konsekwencji, także nic z tym nie zrobiła.
Kupowałem jej Niquitin - nie brała, namawiałęm na hipnozę - nie chciała.
Gdy synek miał około 1 roku, SEKS UMARŁ. Tym razem żona starała się być stroną
inicjatywną, ale z powodów opisanych w poprzednim akapicie, to we mnie
wszystko wygasło. Wiem jestem niedojrzałą, męską świnią, może to się
kwalifikuje do psychologa, ale pożądnie wygasło we mnie do zera. Wolałem
zrobić sobie samemu dobrze przed kompem, niż z nią.
W tym samym czasie zaczeły mi przeszkadzać inne cechy osobowościowe żony.
Ludzie na forach piszą, że życie kobiety programuje się wtedy na dziecko.
Niestety przekonałem się o tym na własnej skórze. Żona jest dobrą matką, nie
dałbym złego słowa na nią powiedzieć. Wróciła do pracy, zatrudniliśmy
opiekunkę, mogliśmy liczyć na pomoc rodzicow i teściów. Z własnej woli
zamknęła się na wszystko. Skończyły się wyjścia do kina, do znajomych, przez
pierwsze 2 lata nie pojechaliśmy na wakacje "bo dziecko za małe". Jedynym
światem i tematem stał się serial o 20.
Tragedia. Ja rozumiem, że w wieloletnich małżeństwach seks nie jest już
fajerwerkiem, można to zaakceptować. Ale ja straciłem żonę także jako
człowieka do rozmowy, jako towarzysza życia. Umarły 2 płaszczyzny wzajemnego
funkcjonowania. Jedyną moją radością i motorem stał się syn.

W takim stanie minęły 2 lata. Poznałem w firmie w której pracuję dziewczynę 8
lat młodszą ode mnie. Właściwie znałem ją z widzenia już dość długo. Trudno
było nie zwrócić na nią uwagi. Przepiękna kobieta, o dość rzadko spotykanym
dziś typie urody młodej Brigitte Bardot. Do tego piekielnie pewna siebie,
mająca opinię "zimnej suki", kiedy trzeba bezczelnej i skutecznej. Faceci ją
podziwiali i się bali, kobiety zazdrościły ;). Coś tam "piąte przez dziesiąte"
wiedziałem o jej burzliwej przeszłośći, miała 7 letniego syna. Zawsze
podziwiałem jej urodę, fascynowała mnie fizycznie od zawsze. Każdy facet ma
swoje ideały urody. Zaprosiłem ją na kawę, zaczęliśmy się coraz częściej
umawiać po pracy.

Tak, wykonajcie wyrok na mnie. Moim motywem był seks. Bariera ta padła dość
szybko. Było mi z nią pod tym względem cudownie. W całym moim 33 letnim życiu
nie miałem takich doznań. Z żoną w naszych najlepszych czasach zaznałem
rozkoszy o sile może 20% tego co z nią. Jak patrze na to z perspektywy czasu,
to nie robiliśmy wiele więcej niż z żoną. To jej boskie, zadbane, zawsze
pachnące i zawsze gładkie ciało powodowało że miałem takie doznania. Z nią
odkryłem, że mogę 3x dłużej, 3x mocniej, 3x intensywniej niż kiedykolwiek.
Miałem doznania na pograniczu nirwany, uwielbiałem zapach jej długich włosów,
nie było centymetra jej ciała którego bym nie dotknął ustami, uwielbiałem jej
oczy, usta, nos, uszy, uwielbiałem jej kark, jej szyję, odkryłem że każde
miejsce na ciele kobiety może działać tak stymulująco. Uwielbiałem jej pełne
szerokie biodra i niesamowite piersi. Gdy zaczęliśmy wyjeżdzać na oparte na
kłamstwach "delegacje", to dopiero po 2 dobach udawało się wyjść z pokoju.
Znała w 100% moją sytuację, ustaliliśmy, że jest nam wspaniale w łóżku, więc
postaramy się tym wzajemnie cieszyć i postaramy się w sobie nie zakochać.
Poznawałem powoli jej przeszłość. Była ze mną szczera, puzzle z jej opowieści
pasowały do tych nielicznych puzzli które wcześniej znałem. Była związana w
przeszłośći z żonatym obcokrajowcem, byłym właścicielem firmy w której
pracowaliśmy. To wielka firma, zatrudnia 1000 osób, facet stracił dla niej
głowę. Przyleciała do Polski jego żona, zrobiłą interwencję, facet musiał
sprzedać firmę i wrócić do siebie. Syna ma z facetem który ją adorował przez 2
lata, a ona traktowała go jak służącego. Była to wpadka, i wychowywała syna
sama. Wiem, że w przeszłości miała wielu facetów, sama mowiła mi o sobie
"miałam każdego którego chciałam". Można by powiedzieć...dziwka....ale stało
się to co nie miało się stać. Zakochaliśmy się w sobie. Oprócz urody
imponowała mi w niej pewność siebie, konsekwencja w działaniu. Pochodzi z
biednej i wielodzietnej rodziny. Jako jedyna w rodzinie skończyła studia i ma
dobrą pracę. Bracia nawet więzieniu bywali. W sumie nie dziwię się, że w życiu
musiała być silna i czasem bezwględna. Ma piekielnie silną wolę która mi
imponowała. Np mówiła żę ma taką budowę, że gdy przestanie ćwiczyć, to w
miesiąc zamieni się w pączek. Trzymając się tej zasady, nie wychodziła jeździć
na rowerze tylko poniżej minus 10 stopni :-)))). Żelazna konsekwencja.
Zakochaliśmy się do szaleństwa, ja na pewno, ona - na pewno też, ale inaczej
niż ja. Nie będę opisywał szczegółow, ale po 2 latach życia na 2 fronty nie
udało się już tego ukrywać. Byłem piekielnie rozdarty, w końcu odchodziłem z
domu, od własnego syna, by wychowywać syna innej kobiety. Ten związek także
był podobnie burzliwy, jak ten z początku opowieści, kłóciliśmy się, by w
łóżku się godzić. Przez 2 lata trzykrotnie rozchodziliśmy się po czym
wracaliśmy do siebie. Po jednej z kłótni, wiedząc że nasz seks jest dla ważny,
wykrzyczałą mi, że na samym początku naszej znajomości jeszcze była z k
    • freak_from_freakland Małżeństwo 39/34 lat - seks cd... 06.02.10, 23:47
      Po jednej z kłótni, wiedząc że nasz seks jest dla ważny, wykrzyczałą mi, że na
      samym początku naszej znajomości jeszcze była z kimś innym. Kochałem ją, ale
      przestałem jej już ufać. Byłem rozdarty zupełnie, wiedziałem że niezbyt
      chwalebna przeszłość i apodyktycznośc mojej ukochanej nie rokuje dobrze na
      przyszłość, ale byłem totalnie zakochany, uzależniony jak od narkotyku. Nie
      mieliśmy też dobrych perspektyw materialnych, nie mieliśmy własnego mieszkania,
      ona mieszkała z rodzicami, ja - sami wiecie, że w małżeństwie nie ma się
      oszczędności na boku.

      Zaczął się okres przejściowy. Trochę mieszkałem u niej z jej rodzicami, trochę w
      hotelach, trochę z moimi rodzicami. Za każdym razem jak odwiedzałem syna, i on
      stał w oknie gdy odjeżdzałem, to serce mi pękało. Czułem że już za chwilę stare
      życie odejdzie w niepamięć, a skaczę w bardzo mętną wodę w której łatwo się
      utopić. Żona była załamana - trudno się dziwić. Wynająłem mieszkanie, zacząłem
      je urządzać dla nowego związku. Pierwszy szok był taki, że za lodówkę, pralkę,
      podstawowe urządzenie miałem zapłacić ja, moja ukochana wykręcała się z każdego
      100 zł. Minęły około 2 miesiące od mojego odejścia od żony, zrobiłem przelew
      żonie na syna o 100 zł wyższy niż ustaliłem z moją ukochaną. Awantura była
      piekielna, były obustronne rękoczyny. Klapki z oczu zaczynały mi spadać, po
      pewnym czasie wyraźnie zobaczyłem, że może i kocha, ale urządzenie się w życiu
      jest dla niej najważniejsze. I niestety nie wspólnym wysiłkiem, lecz moim
      wysiłkiem. Zerwałem. Przeniosła się w pracy do innego budynku, później do filii
      w innym mieście. Przez pół roku po zerwaniu wymieniliśmy kilka maili, że
      tęsknota mnie i ją zabija, ale nie może być inaczej, bo w realnym życiu byśmy
      się pozabijali. Półtora roku po naszym zerwaniu wyszła za mąż. Wiem z plotek, że
      mąż w niej bezgranicznie zakochany i uważa ją za chodzący ideał.

      Byłem strasznie po całej tej sytuacji poharatany. Po 2 rozmowach z żoną okazało
      się, że nie jest jeszcze za późno na powrót do domu, przyjęła mnie. Tęsknota za
      straconą miłoscią, upokorzenie jako mężczyzny, jako ojca ciągnęło się za mną
      przez 2 lata. Przez pierwszy rok nie byłem w stanie zasnąć bez prochów, był też
      alkohol. W ciągu tygodnia jakoś się trzymałem, żeby nie zawalić pracy. Weekendy
      było koszmarem. Po około roku zacząłem wypełniać sobie czas zajęciami, żeby
      zabić wspomnienia zaczałem intensywnie cwiczyć, pływać na basenie do upadłego aż
      mnei obsługa musiała wyciągać, bo nie byłem w stanie wyjść. Bardzo mi pomogła
      moja wieloletnia przyjaciółka z którą znamy wszystkie nasze sekrety i wszystkie
      zakręty seca i ducha. To wyjątkowa znajomość, nie sądziłem że facet z kobietą
      mogą być tak blisko i nie wylądować w łóżku. Nie będę tutaj dużo o Niej pisał,
      ale jest to kobieta z którą nigdy nie przekroczyliśmy sfery seksualnej, jest
      bardzo mądrym, wrażliwym człowiekiem. Jest pełna empatii i inteligencji
      emocjonalnej. Ma pasje, rozliczne zainreresowania i możemy gadać godzinami o
      życiu i o podróżach. Nie ma ułożonego życia osobistego, ale przez myśl nam nie
      przyszło by próbować coś razem. Zbyt dobrze się znamy ;) Dziękuję Ci Kasieńko
      !!!!!!!!!!!!
      Zacząłem powoli wracać do życia.

      Tak, wróciłem do życia. Z żoną ustaliliśmy, że skoro decydujemy się być razem,
      to postaramy się wznieść małżeństwo na wyższy bardziej satysfakcjonujący poziom.
      Wiem, że żona jest ciągle poraniona, daję jej tyle przewidywalności,
      bezpieczństwa i akceptacji ile potrafię. Minęły już 3 lata od mojego powrotu, a
      wszystko wróciło na stare tory. Seks nie istnieje. Żona nie dba o siebie, pali,
      co mnie odrzuca. Nie ma żadnych zainteresowań poza serialami. Pod względem
      materialnym powodzi nam się dobrze, co roku wyjeżdzamy za granicę, uwielbiam
      podróże samochodowe po Europie. Ją nie interesuje do jakiego kraju jedziemy, co
      w nim ciekawego jest do zobaczenia. Totalna pasywność idzie na plażę i leży do
      wieczora. Nigdzie nie wychodzimy, bo żona swoich znajomych nie ma, a do moch nie
      pójdzie, bo ma etykietkę "zdradzanej żony". Jedyne co mi daje obecnie w życiu
      satysfakcję, to syn obok mnie oraz podróże.

      W codzienności czuję się pogrzebany za życia. Czekam tylko na najbliższy wyjazd.
      Zaczęliśmy wyjeżdzać 2x w roku, bo jakieś kolory i atrakcje w życiu muszą
      przecież być. Inaczej chyba bym zwariował.

      Czy jestem nienormalny i godny potępienia ?
      Czy jest według Was jakaś nadzieja dla mojego małżeństwa ?
      • mujer_bonita Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks cd... 07.02.10, 01:10
        freak_from_freakland napisał:
        > Czy jestem nienormalny i godny potępienia ?

        Nie wiem czy od razu nienormalny ale zdecydowanie brakuje Ci umiejętności znajdowania normalnych, zrównoważonych kobiet - albo wampirzyca albo gąska-balbinka ;)


        A sobie przyznaję medal za dobrnięcie do końca historii :P
      • tombola Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks cd... 07.02.10, 10:07
        nie znam recepty na Twoje szczescie, ale takie mam spostrzezenia po przeczytaniu
        Twojego postu:
        - Twoja zona na pewno jest gdzies bardzo zraniona tym ze ja zdradziles.
        pozwolila Ci wrocic, ale byc moze ta rana nigdy w niej nie wygasla. a moze tez
        nigdy nie dales jej powodu, by poczula sie bardziej dowartosciowana. ona mowi ze
        "to Ty sie izolujesz"-to cenna uwaga.widocznie tak odbiera Twoje zachowanie. a
        moze faktycznie taki jestes?
        - kobieta ktora nie jest z urodzenia demonem seksu nie zmieni sie w
        superseksowna na twoje zyczenie.owszem moze stac sie bardziej atrakcyjna,
        zadbana, poczuc sie adorowana i przez to bardziej seksowna. ale nie zamieni sie
        w typ babki ktora opisales. tylko ze zobacz sam co tamta kobieta Ci dala. oprocz
        super seksu i emocji. co dala ci od strony prawdziwego, faktycznego bycia w zwiazku?
        -nie mozna miec w zyciu wszystkiego
        - nie mozna na sile zmienic innych, mozna natomiast zmienic siebie (a czasem to
        pociaga za soba zmiany innych osob)
        -skoro zona odmawia terapii, moze na poczatek sprobuj isc sam, moze pewne fakty
        bedziesz mogl sobie uswiadomic
        - nie wiem moze masz 100 proc racji, ale tez z Twojego postu az bije po oczach
        domaganie sie zmian od zony. a czy Ty jestes taki idealny i czy jestes pewien ze
        aby na pewno motywujesz i "podkrecasz" zone do jakichkolwiek zmian. moze wlasnie
        sie izolujesz..moze masz w sobie tyle dezaprobaty ze juz samo spojrzenie sprawia
        ze nie chce jej sie starac i wygladac atrakcyjnie, bo przeczuwa ze jak w okolicy
        pojawi sie rasowa psychopatyczna osobowosc z odpowiednim cialem to ja zdradzisz!
        -przepraszam ale jestem kobieta i odbieram troche emocjonalnie Twoje opisy o tym
        demonie seksu, a tak naprawde super egoistce, ktora odbiera innym rozum, meza,
        pieniadze, a dzieciom ojca. to takie kobiety lodolamacze, ja zadnej sympatii do
        nich nie czuje. wiem ze nie wybiera sie tego kto nas pociaga seksualnie.
        -docen choc troche fakt ze zona przyjela Cie po ZDRADZIE (do cholery, nic
        takiego Ci sie nie nalezalo). przepraszam, latwo sie wkurzam.
        - tak czy inaczej zycze Ci szczescia. sprobowalabym po prosty zaczac od
        indywidualnej rozmowy z psychologiem, moze zystkasz jakies swiatlo na cala sytuacje.
        -
        • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks cd... 07.02.10, 10:42
          tombola napisała:

          > nigdy nie dales jej powodu, by poczula sie bardziej dowartosciowana. ona mowi z
          > e
          > "to Ty sie izolujesz"-to cenna uwaga.widocznie tak odbiera Twoje zachowanie. a
          > moze faktycznie taki jestes?
          Ja to rozumiem tak, że autor 'się zaizolował' na marne zaloty żony dopiero 'pod koniec' związku. Pytanie jak teraz ma z tej sytuacji wybrnąć. Przecież całkiem naturalną reakcją jest omijanie chodnika, na którym ktoś regularnie spuszcza nam na łeb wiadro wody a rozmowy nic nie dają, prawda?

          > - kobieta ktora nie jest z urodzenia demonem seksu nie zmieni sie w
          > superseksowna na twoje zyczenie.owszem moze stac sie bardziej atrakcyjna,
          > zadbana, poczuc sie adorowana i przez to bardziej seksowna.
          To chyba jasne :) Obstawiam, że żonuś W OGÓLE się nie zmieni skoro nawet przyparcie do muru w postaci odejścia mężusia jej nie ruszyło.

          > azku?
          > -nie mozna miec w zyciu wszystkiego
          Ale można mieć większość a nie tylko ładny domek, rodzinkę i ochłapy na innych polach. Z odpowiednią kobietą. Ja tak mam więc 'udowodnione', hehe.

          > -skoro zona odmawia terapii, moze na poczatek sprobuj isc sam, moze pewne fakty
          > bedziesz mogl sobie uswiadomic
          Racja. Na przykład zmądrzeć w końcu i nie żywić się złudzeniami :)

          > aby na pewno motywujesz i "podkrecasz" zone do jakichkolwiek zmian. moze wlasni
          Zdaje się, że na to poświęcił większość swojego małżeństwa. Najwyraźniej słaby z niego coacher.

          > pojawi sie rasowa psychopatyczna osobowosc z odpowiednim cialem to ja zdradzisz
          > !
          I co, tak właśnie 'przeczuwała' od początku związku? To dopiero by była schiza.

          > -przepraszam ale jestem kobieta i odbieram troche emocjonalnie
          > pieniadze, a dzieciom ojca. to takie kobiety lodolamacze, ja zadnej sympatii do
          Od dawna wiadomo, że zazdrość jest jedną z najpotężniejszych sił w przyrodzie :)

          > nich nie czuje. wiem ze nie wybiera sie tego kto nas pociaga seksualnie.
          > -docen choc troche fakt ze zona przyjela Cie po ZDRADZIE (do cholery, nic
          > takiego Ci sie nie nalezalo).
          A co tu doceniać? Jest taka sama kicha jak i była. Wróć, jest gorzej bo 'biedna żona' będzie się teraz użalać nad sobą do grobowej deski.

          > przepraszam, latwo sie wkurzam.
          Czasami to dodaje kobiecie uroku ;)
          • mujer_bonita Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks cd... 07.02.10, 11:49
            songo3000 napisał:
            > Ale można mieć większość a nie tylko ładny domek, rodzinkę i ochłapy na innych
            > polach. Z odpowiednią kobietą. Ja tak mam więc 'udowodnione', hehe.

            Gdyby autor wątku był kobietą to w tym momencie Krzysztof L napisałby 'To jego wina, że źle wybrał partnerkę'. ;)
            • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks cd... 07.02.10, 18:11
              Daj Krzyśkowi szansę, może nie doczyta i mu pojedzie ;P
        • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks cd... 07.02.10, 13:01
          podziwiam,ze chcialo ci sie mu odpisac. no,ale ktos powinien, ja sie
          nie czuje na silach.
      • pendzacy_krolik nie dokonczylam czytania 07.02.10, 12:55
        gardze taki facetami,jak ty. zadnego usprawiedliwienia.ZADNEGO.
        a dlaczego? nie chce mi sie tlumaczyc.nie rozumiem tylko twojej
        zony,dlaczego cie przyjela.
      • izabella9.0 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks cd... 07.02.10, 18:38
        Sam sobie wybrałes kobiete , która od poczatku nie była taka jak
        chciałes ale z racji swojego nieszczesliwego doswiadczenia z pewną
        fam fatale wmówiłes sobie ze tego Ci trzeba - petensje za takie a
        nie inny stan twojego małżenstwa miej do siebie, boczłwoiek się
        nagle nie zmieni diametralnie w kogos kto ci się marzy tylko
        dlatego ,że Ci się odwidziało.
        Z tym porodem tez pzresadziłeś , zona Ci dziecko rodziła a ty fajne
        mistyczne przeżycie ALE fizjologia blee a ty fajną masz
        fizjologię ? Czego się spodziewałeś ? Skoro nie czułeś sie na siłach
        to po co brałes w tym udział? :D:D


        Co do twojej żony no znam ten typ mamusi która po porodzie odlatuje
        fizycznie , psychicznie , emocjonalnie i rozumowo. Licza sie kupku ,
        zupki i B SZ ewentualnie M jak M a facet to tylko maszynka do
        zarbainia pieniędzy. Wspołczuje ,że twojej zonę też to spotkało.
        KOSZMAR zyć z kimś takim ale to podobno przechodzi.

        Podejmij decvyzję tym razem rozsądną , nie tylko ze względu na
        dziecko czy BB ale ze względu na siebie i swoją zonę .Czy ona chce
        sie zmienić czy to co zrobiłeś ją otrzeźwiło czy nie.Jak tak to
        ratuj małżenstwo , jak nie to nie marnuj zycia sobie i jej, bo jak
        zostawisz ją za pare lat to dopiero się załamie, nie dośc ze ją
        zdradziłeś to po paru latach ją zostawiasz bez wiekszych szans na
        poznanie kogos naowego. Zdecyduj się ale nie na 5 minut a na całe
        zycie.Jak by nie była twoja zona to nie zabawka której możesz zycie
        marnowac bo sam nie wiesz czego od zycia chcesz.
    • gacusia1 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 05:04
      Historia ciekawa. Nie jestes nienormalny ale na pewno nie masz
      szczescia do kobiet. Nie sadze,ze jest jakis cudowny srodek na
      uleczenie chorego malzenstwa. Twoja zona po prostu nie ma motywacji
      by "cos" ze soba zrobic. Kto wie,moze nawet cierpi na depresje i o
      tym nie wie? Ty sie w TAKIEJ zonie nie zakochasz na nowo wiec Wasze
      bycie razem bez sexu i bez WAS nie ma sensu. Ty znow predzej czy
      pozniej znajdziesz kochanke. Tyle,ze wtedy zona Cie juz nie przyjmie
      z powrotem. Swoja droga-po jakiego diabla wracales-z deszczu pod
      rynne i spod rynny na deszcz,to juz mistrzostwo swiata...
      Zawsze jednak jakas iskierka nadziei jest...zawsze mozna isc do
      psychologa/seksuologa/terapie malzenska. Zawsze mozna probowac.
      Zycze Ci szczescia i rozsadku!
      • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 08:01
        gacusia1 napisała:

        > Swoja droga-po jakiego diabla wracales-z deszczu pod
        > rynne i spod rynny na deszcz,to juz mistrzostwo swiata...
        Zadecydowały 2 sprawy. Wróciłem dla syna, ponieważ za kilka lat na pewno mojego
        syna zaczął by wychowywać inny mężczyzna. Moja więź z synem była i jest
        obustronnie bardzo silna. Wróciłem także dlatego, że nasze ogólne funkcjonowanie
        w życiu jako rodzina jest i było sprawne i dobrze zorganizowane. Wyjąwszy
        oczywiście nasze relacje fizyczno-psychiczne.

        > Zawsze jednak jakas iskierka nadziei jest...zawsze mozna isc do
        > psychologa/seksuologa/terapie malzenska. Zawsze mozna probowac.
        Próbowałem wielokrotnie ją namówić. Żona twierdzi, że to ja mam problem, a nie
        ona, i jeśli chcę chodzić, to mam chodzić sam. Bo ona tak jak kiedyś, pragnie
        bliskośći i seksu, a to ja się izoluję.

        > Zycze Ci szczescia i rozsadku!
        Dziękuję serdecznie.
        • labadine Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 10:20
          Zadaj sobie raczej pytanie,czy Ty kiedykolwiek kochales zone.Partnerke napewno
          ale nigdy zone-kobiete a roznica w tym jest najistotniejsza.
          • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 10:43
            labadine napisał:

            Wieszczu! wyjaśnij nam maluczkim tą podstawową kwestię bo my ciemni i ułomni...
            • mujer_bonita Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 12:01
              songo3000 napisał:
              > Wieszczu! wyjaśnij nam maluczkim tą podstawową kwestię bo my ciemni i ułomni...

              No coż - ja nie wiesz ale pokuszę się o interpretację. Auto wątku napisał:

              'Od początku nie
              było żadnych wielkich uniesień, motyli w brzuchu. Uważałem, że to dobrze, że
              takie burze jak w pierwszym związku nie są mi potrzebne. Nasz związek rozwijał
              się powoli, było nam dobrze ze sobą, było spokojnie, przewidywalnie. Żona jest
              tradycyjnie wychowaną dziewczyną, nie wychodziła nigdy w związku, ani w życiu
              na pierwszy plan, jest defensywna. Jest taktowna, łagodna, przewidywalna,
              sumienna, poukładana. Nie ma w niej ekspresyjności, dynamizmu atrakcyjnych
              kobiet.'


              On nie pokochał kobiety - pokochał bezpieczeństwo, specjalnie wybrał taką
              osobowość - poukładają i przewidywalną. Zwrot po przednim związku. Zwróć uwagę
              na ostatnie zdanie - wychodzi na to, że on OD POCZĄTKU wybrał partnerkę, która
              nie posiadała dla niego cech atrakcyjnej kobiety! Czyż to nie paranoja??

              Pokochał bezpieczeństwo, przewidywalność, rutynę, która na krótką metę zapewne
              nie byłą mu potrzebna. Ale nie tę bezpieczną, przewidywalną kobietę bo dla niego
              te cechy przeczą atrakcyjności. Ona nie jest i zapewne nigdy nie była dla niego
              obiektem dzikiego pożądania. Nikły stopień seksualnej graalowatości. Wybrał kurę
              a teraz jojczy, że nie jest orłem - ba - że nawet nie potrafi latać!
              • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 13:57
                Odpowiem zbiorczo kilku dyskutantowm, szczegolnie mujer bonita:

                Kochałem żonę przez większość naszego związku, przypominam że nasz związek ma 17
                lat. Miłośc ma różne oblicza, nie jest tak, że miłość musi być dzika, pełna
                emocji, pełna nieokiełznanego pożądania. Miłośc spokojna także istnieje, a przez
                to, że nie ma tak intensywnych kolorów, nie czyni jej mniej wartościową. Przez 8
                lat było nam bardzo dobrze, nie miałem NIGDY poczucia, że czegoś mi brakuje. Od
                około 8 roku zaczęło się powoli psuć. W 11-12 roku związku poznałem kochankę.
                Taka jest chronologia wydarzeń.
                • superprawda Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 14:10
                  Nie da sie kogos kochac przez tyle lat. to wbrew naturze.
                • mujer_bonita Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 15:18
                  freak_from_freakland napisał:
                  > lat. Miłośc ma różne oblicza, nie jest tak, że miłość musi być dzika, pełna
                  > emocji, pełna nieokiełznanego pożądania. Miłośc spokojna także istnieje, a
                  > przez to, że nie ma tak intensywnych kolorów, nie czyni jej mniej wartościową.

                  Nadal chyba nie rozumiesz - nie ma obiektywnej oceny to jest bardziej a co mniej wartościowe - ważne jest to czego MY potrzebujemy.

                  Piszesz, że 'spokojna' miłość do żony jest OK - to wytłumacz sam sobie dlaczego wybrałeś taką a nie inną kobietę na kochankę? Dlaczego jest tak diametralnie różna od żony? Dlaczego wybrałeś na żonę osobę, która jak sam piszesz NIE POSIADA cech atrakcyjnej kobiety?

                  Czy kochasz TĘ KOBIETĘ - spokojną, przewidywalną, dobrze wychowaną, nie wychodzącą na pierwszy plan, taktowną, łagodną, przewidywalną, sumienną, poukładaną, bez ekspresyjności i dynamizmu. Czy jesteś w stanie z ręką na sercu przyznać - kocham TAKĄ KOBIETĘ - jako kobietę a nie przyjaciółko-partnerko-matkę swojego dziecka?
                  • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 17:25
                    ciekawe,dlaczego tak dlugo sie zastanawia? a moze jemu sie myli
                    pozadanie z kochaniem? choc,podobno, faceci potrafia rozgraniczyc te
                    dwa uczucia.
                    nie wiemy nigdy,jak silne bylo nasze uczucie dopoki nie zabraknie
                    nam tej drugiej osoby.szkoda,ze zona sie nie zdecyduje i nie
                    odejdzie od niego,z drugiej strony ja rozumiem, gosc duzo
                    zarabia,wiec siedzi z nim dla kasy.cos jej sie ostatecznie od niego
                    nalezy.
                    • kutuzow "bo żonie kasa się nalezy" 07.02.10, 17:56
                      Czy możesz rozwinąć swoją błyskotliwą myśl:
                      "....szkoda,ze zona sie nie zdecyduje i nie odejdzie od niego,z
                      drugiej strony ja rozumiem, gosc duzo zarabia, [B] wiec siedzi z nim
                      dla kasy. cos jej sie ostatecznie od niego nalezy." [/B]
                      • triss_merigold6 Re: "bo żonie kasa się nalezy" 07.02.10, 18:58
                        A czego nie rozumiesz? Być może żona, pracując i otrzymując alimenty
                        na dziecko, nie jest w stanie utrzymać się na takim poziomie jaki
                        zapewniała pensja męża. I zależy jej na spokoju, obiadach w
                        niedzielę, świętach rodzinnych i wybieraniu razem gadżetów do domu a
                        kwestia seksu i porywów serduszka pana męża jest trzeciorzędna.
                        • songo3000 Re: "bo żonie kasa się nalezy" 07.02.10, 22:36
                          O dobre :) A ja myślałem, że pasożytów to trzeba tępić. Podaj chociaż jakąś podstawę prawną bo jak dotąd kurek z kasa o nazwie 'pensa męża' zależy tylko od jego dobrej woli czy tam humoru.
                      • pendzacy_krolik Re: "bo żonie kasa się nalezy" 07.02.10, 22:44
                        a tam zaraz blyskotliwa. bez zlosliwosci prosze.
                        tyle lat mu gotowala, opierala go, sprzatala mu, opiekowala sie jego
                        dzieckiem to jej sie cos nalezy, nie? no i chociazby rekompensata za
                        zszargane nerwy romansem. dorosly czlowiek, a musze tlumaczyc,jak
                        dziecku.
                        kutuzow napisał:

                        > Czy możesz rozwinąć swoją błyskotliwą myśl:
                        > "....szkoda,ze zona sie nie zdecyduje i nie odejdzie od niego,z
                        > drugiej strony ja rozumiem, gosc duzo zarabia, [B] wiec siedzi z
                        nim
                        > dla kasy. cos jej sie ostatecznie od niego nalezy." [/B]
                        • songo3000 Re: "bo żonie kasa się nalezy" 07.02.10, 23:04
                          Niektórych niezłe żarty dziś się trzymają :)

                          "się należy" to chyba w poprzednim systemie :) A teraz to co najwyżej kopa w dupsko. Co sprzątanie, co opieka 'jego' dzieckiem. Nie jest pracownikiem na umowie żeby domagać się 'bonusów' tylko współmałżonką we wspólnym gospodarstwie domowym, i to z nieprzymuszonej woli. Nie podoba się to do widzenia, to nie islam.

                          Faktycznie, szkoda że trzeba podstawowe zasady współżycia społecznego w europejskim kraju jak dziecku tłumaczyć.
                          • aiwlysji Re: "bo żonie kasa się nalezy" 08.02.10, 00:12
                            songo3000 napisał:

                            > Niektórych niezłe żarty dziś się trzymają :)
                            >
                            > "się należy" to chyba w poprzednim systemie :) A teraz to co najwyżej kopa w du
                            > psko. Co sprzątanie, co opieka 'jego' dzieckiem. Nie jest pracownikiem na umowi
                            > e żeby domagać się 'bonusów' tylko współmałżonką we wspólnym gospodarstwie domo
                            > wym, i to z nieprzymuszonej woli. Nie podoba się to do widzenia, to nie islam.
                            >
                            > Faktycznie, szkoda że trzeba podstawowe zasady współżycia społecznego w europej
                            > skim kraju jak dziecku tłumaczyć.
                            >
                            zabawny jestes...bo juz w innym europejskim kraju usmiech zniknalby ci z ust;)
                            • songo3000 Re: "bo żonie kasa się nalezy" 08.02.10, 02:02
                              Może jakieś konkrety? Podstawy prawne? Bo na razie to same życzeniowe myślenie i fascynacje SF widzę.
                              • kutuzow małżeństwo lepsze niż sponsoring? 08.02.10, 10:49
                                Songo3000. Mam wrażenie ze ta rozmowa jest bezsensowna.

                                Niestety niektórym kobietom facet myli się z bankomatem, a
                                małżeństwo ze sponsoringiem i to jeszcze dość specyficznym, o ile w
                                tym "prawdziwym" sponsoringu "klient płaci, klient wymaga", o tyle w
                                małżeństwie wg "pendzacy_krolik" facet ma dawać kasę "bo żonie się
                                należy", ona zaś nie ma żadnych obowiązków względem męża, nie musi
                                dbać o siebie (bo po co) tak jak to wspomniana Pani napisała:

                                Autor: pendzacy_krolik 07.02.10, 22:47
                                "a moze ona nie chce chodzic na silownie? czy to obowiazek w tych
                                czasach miec idealna figure? mysle,ze prosciej bedzie dla tej pani
                                jednak zmienic partnera. dlaczego to ona ma sie do niego
                                dostosowywac?"

                                Załamują mnie teksty kobiet które piszą o tym że żona "zajmowała się
                                jego dzieckiem" podkreślam, nie ich wspólnym, dziecko jest JEGO wiec
                                i ciężar obowiązków ma spoczywać NA NIM. Wg tego podejścia. Ręce
                                opadają.
                              • aiwlysji Re: "bo żonie kasa się nalezy" 08.02.10, 11:03
                                songo3000 napisał:

                                > Może jakieś konkrety? Podstawy prawne? Bo na razie to same życzeniowe myślenie
                                > i fascynacje SF widzę.
                                np. w niemczech facet opuszczajac zone musi sie liczyc z obciazeniami finansowymi, zdarza sie rowniez, ze trzeba alimentowac ex lata cale po tym jak stal sie exem. ogolnie slub to wielkie zobowiazanie (biorac pod uwage ustawodawstwo), mysle, ze duzo wieksze niz w polsce.

                                uk..jesli facet odchodzi a sa dzieci to czesto ex zona zostaje we wspolnym domu (mieszkaniu) z dziecmi az do ich usamodzielnienia sie (to sie dzieje zazwyczaj na studiach), jak dzieci sie wyprowadza to sprzedaje sie wlasnosc i dzieli pieniadze na pol.
                                i wiele, wiele innych rzeczy, o ktorych polscy panowie nic nie wiedza i dlatego mysla, ze wszystko sie kreci tak ja u nich za miedza.
                                • kutuzow Kwestie prawne 08.02.10, 12:05
                                  aiwlysji ---> masz rację że mężczyźni w Polsce nie znają się na
                                  przepisach prawa. Gdyby jednak się znali -pewnie zastanowiliby się
                                  pięć razy zanim powiedzieliby sakramentalne "TAK".

                                  Po pierwsze prawa dziecka są prawnie chronione w taki sam sposób bez
                                  różnicy czy urodziło się ono w małżeństwie, czy też w wolnym związku
                                  (zwanym konkubinatem) oczywiście z zastrzeżeniem że ojciec przyznaje
                                  sie do ojcostwa (w małżeństwie każde dziecko nawet poczęte z
                                  kochankiem jest z automatu zaliczane na poczet męża). Podobnie
                                  sprawa ma się z prawem spadkowym.

                                  Także teza o tym że małżeństwo zawierane jest dla "dobra dziecka"
                                  jest bajeczką którą Panie mamią Panów. Tak naprawdę pod względem
                                  prawnym i finansowym to właśnie kobieta zyskuje na zmianie statusu
                                  prawnego (status dziecka się nie zmienia).

                                  Co do podanych przez Ciebie przykładów, zaskoczę Cię pewnie ale w
                                  Polsce także są przewidziane alimenty na współmałżonka -podobnie jak
                                  za granicą. Jest to wykorzystywane w takich sytuacjach, gdzie
                                  małżonkowie mają znaczną dysproporcję dochodów i po
                                  rozwodzie "biedniejsza" strona otrzymuje rekompensatę za to iż znów
                                  musi pogodzić się z ew spadkiem stopy życiowej. Takie alimenty mają
                                  jej to rekompensować. Co ważne nigdzie nie jest napisane że są to
                                  alimenty "dla żony". Panuje tutaj równouprawnienie, Równie dobrze
                                  może je otrzymywać biedniejszy facet (w USA są znane takie
                                  przypadki) inna sprawa że zazwyczaj kobiety wiążą się z bogatszymi
                                  od siebie -wiec większość przypadków wynika z tego).
                                  Podane przez Ciebie przykłady z Niemiec i UK wg mnie wynikają raczej
                                  z dobrej woli tamtych partnerów niż z przepisów prawa. Nie chce mi
                                  się wierzyć iż niemieckie prawo nakazuje wyrzucenie na bruk
                                  mężczyznę ze wspólnego domu jednocześnie "z automatu" nadając żonie
                                  prawo do mieszkania z dziećmi. Co jak co, ale europejskie prawo jest
                                  raczej nastawione na równouprawnienie.

                                  Polskie prawo ma za to jeden bardzo niesprawiedliwy zapis który
                                  pozwala "cwanym" ex żoną trzymać w szachu swych byłych małżonków (o
                                  ile są także ojcami ich dzieci). Wystarczy, żeby facet spóźnił się
                                  ze spłatą alimentów, a była małżonka można zablokować jego
                                  nieruchomości i ruchomości na poczet gwarancji spłaty ich w
                                  przyszłości. Facet wtedy jest "ugotowany" nie możne np. sprzedać
                                  nieruchomości wartej powiedzmy 400 tyś mimo że suma alimentów
                                  (wypłacanych do maksymalnego ustawowego wieku dziecka) będzie dużo
                                  niższa. Spotkałem się z kilkoma takimi przypadkami.
                                  • aiwlysji Re: Kwestie prawne 08.02.10, 15:27
                                    sytuacja z niemiec:dwoje ludzi sie rozwodzi, 5 lat po rozwodzie ex malzonek traci prace i ma problemy finansowe, moze sie zdarzyc, ze byla zona bedzie przymuszona do placenia na exa alimentow. akurat zanam tych ludzi i wiem, ze tak sie wlasnie wydarzylo. pytanie jak to mozliwe po 5 latach od rozwodu?...to jest wlasnie pytanie o to czym jest malzenstwo i jakie sa jego konsekwencje, pewnie dlatego mlodzi niemcy bardzo dlugo zwlekaja ze slubem.

                                    sprawa z domem (tez znajomi), nie jest to tylko kwestia umowy miedzy malzonkami, takie postanowienie wynika z tego, ze rozpatruje sie dobro DZIECI przede wszystkim.

                                    wiem, ze "zdobywanie" pieniedzy w Polsce jest trudne, z tego wynika taka zaciekla walka miedzy rozwodzacymi sie ludzmi. to bardzo smutne bo traca dzieci. zreszta dzieci maja kiepska ochrone swoich praw w naszym panstwie.

                                    • kutuzow Re: Kwestie prawne 08.02.10, 15:59
                                      aiwlysji napisała:

                                      > sytuacja z niemiec:dwoje ludzi sie rozwodzi, 5 lat po rozwodzie ex
                                      malzonek traci prace i ma problemy finansowe, moze sie zdarzyc, ze
                                      byla zona bedzie przymus zona do placenia na exa alimentow. akurat
                                      zanam tych ludzi i wiem, ze tak sie w lasnie wydarzylo. pytanie jak
                                      to mozliwe po 5 latach od rozwodu?

                                      Czyli ten przypadek potwierdza dokładnie to co napisałem. W prawie
                                      (także polskim) przewidziane są dwa rodzaje alimentów ("na dziecko"
                                      które jest najpopularniejsze pewnie 99,9% przypadków i dla
                                      współmałżonka, które jest już mniej znane i stosowane).

                                      Co do przypadku domu, śmiem twierdzić, że gdyby facet nei chciał się
                                      sam wynieść z domu, tylko np. proponował jego sprzedaż i podział
                                      uzyskanej kwoty za którą każde z ex małżonków by coś kupiło/wynajęło
                                      to na pewno sąd siła by go nie eksmitował (najwyżej mieszkaliby tam
                                      razem -tak jak to się często dzieje w polskich rodzinach).
                                  • aiwlysji Re: Kwestie prawne 08.02.10, 15:38
                                    kutuzow
                                    byc moze ja postrzegam rzeczywistosc innaczej od ciebie, wiele moich kolezanek jest rozwiedzionych z dzieckiem, nie widze, zeby sie wzbogacily przez rozwod. najczesciej jest dokladnie odwrotnie.

                                    wiesz jakie sa moje obserwacje zwiazane z malzenstwem w polsce....
                                    ze dla ludzi slub to "zaprezentowania sie" swiatu, wypelnienia tradycji rodzinnej, slub jako forma biznes planu.

                                    pytanie czy ludzie sa winni, ze z "falszywych" pobudek sie pobieraja, ze przy rozwodzie odkrywaja ciezar uwiklania???
                                    • kutuzow Re: Kwestie prawne 08.02.10, 16:18
                                      aiwlysji napisała:

                                      > kutuzow
                                      > byc moze ja postrzegam rzeczywistosc innaczej od ciebie, wiele
                                      moich kolezanek jest rozwiedzionych z dzieckiem, nie widze, zeby sie
                                      wzbogacily przez rozwod. najczesciej jest dokladnie odwrotnie.

                                      Pytanie jest tylko co bierzemy pod uwagę. 1. Są biedniejsze niż
                                      przed ślubem, czy 2. są biedniejsze niż w czasie ślubu?

                                      Nie chce mi się wierzyć, w ten pierwszy przypadek (w końcu ludzie
                                      zarabiają, dorabiają się i nawet w przypadku gdy kobieta pracuje w
                                      domu i zajmuje się wychowywaniem dziecka, to po rozwodzie dostaje
                                      połowę tego co udało im się zgromadzić w czasie małżeństwa)

                                      Drugi punkt jest prawdziwy, w większości rodzin łączenie dochodu i
                                      dzielenie kosztów pozwala na bardziej dostatnie życie niż w
                                      pojedynkę (kiedy to koszty stałe takie jak czynsz płacisz sama a
                                      pensja jest jedna)

                                      Pisząc o tym że małżeństwo jest dobre dla kobiet chodziło mi o inną
                                      sytuację, parę która jest ze sobą, rodzi im się dziecko, ale nie
                                      biorą ślubu. Przez pierwsze 1-2 lata to facet utrzymuje rodzinę
                                      pracując, partnerka zaś zajmuje się dzieckiem. Później zaś wraca do
                                      pracy i oboje starają się inwestować w rodzinę (dzieckiem zaś
                                      zajmuje się np. niania). Zachowują się dokładnie tak jak
                                      wiele "typowych" małżeństw z tym że pod kątem prawnym ich majątek
                                      nie jest dzielony "po równo" lecz wg faktycznie wniesionego wkładu.
                                      Np, para będąca w konkubinacie kupi mieszkanie, to nie są
                                      właścicielami równo po 50%, tylko ich własność jest zależna od
                                      wniesionego wkładu. Może być tak że to kobieta włoży 80% kasy (lub
                                      weźmie kredyt) a facet tylko 20%, czemu tak jak w przypadku
                                      małżeństw gdy się rozstaną mieliby się dzielić po połowie, skoro
                                      wcale nie wkładali po równo?

                                      Ponieważ w większości przypadków kobiety starają się wybierać
                                      potencjalnego męża o lepszym statusie materialnym (od siebie),
                                      dlatego to zazwyczaj kobieta zyskuje przy ew. podziale majątku w
                                      czasie rozwodu. Na pewno w 90% polskich rodzin tego nie widać jeśli
                                      poruszamy się przy zarobkach "średniej krajowej", zerknij sobie
                                      jednak na te lepiej zarabiające 10% społeczeństwa i tutaj już widać
                                      ten "zysk". Najbardziej jaskrawy przykład to obecny ew .rozwód
                                      Tigera Woodsa -jego żona może liczyć na połowę z jego szacowanego na
                                      1 miliard ! dolarów majątku.... pod warunkiem że "przemęczy" się z
                                      nim jeszcze 4 lata. (taki jest bowiem zapis w ich intercyzie). Jak
                                      widać czasami jest aż 500 milionów powodów żeby schować swą dumę do
                                      kieszeni i "pobyć" żoną.
                                      To oczywiście skrajność - chodziło mi raczej o zilustrowanie
                                      mechanizmu.



                                      > wiesz jakie sa moje obserwacje zwiazane z malzenstwem w polsce....
                                      > ze dla ludzi slub to "zaprezentowania sie" swiatu, wypelnienia
                                      tradycji rodzinnej, slub jako forma biznes planu. pytanie czy ludzie
                                      sa winni, ze z "falszywych" pobudek sie pobieraja, ze przy rozwodzie
                                      odkrywaja ciezar uwiklania???

                                      To temat rzeka - jak widać po tym forum co małżeństwo to
                                      inne "oczekiwania", co ciekawsze rzadko kiedy są one wspólne dla
                                      obojga małżonków.
                                      • aiwlysji Re: Kwestie prawne 08.02.10, 16:48
                                        powiem ci szczerze, za sama wole przystojnego bogacza za meza niz brzydkiego
                                        dusigrosza;)

                                        to oczywiste, ze co innego pociaga facetow w kobietach i co innego kobiety w
                                        facetach. wiec moze wlasnie slusznie sie dobieramy?

                                        on z kasa i klasa, ona z klasa i boskim cialem;)



                                        • songo3000 i tak doszliśmy do wymiany tyłka za mamonę :) 08.02.10, 19:41
                                          aiwlysji napisała:

                                          Pomijając sprawę ewentualnych alimentów dosyć jasno uregulowanych w polskim prawie poprzez orzeczenie o winie jednego/obydwojga współmałżonków to...
                                          > on z kasa i klasa, ona z klasa i boskim cialem;)
                                          jestem jak najbardziej za ale nazywajmy prostytucję po imieniu, OK?

                                          Osobiście nie mam nic do prostytutek, nie ważne jaki tam mają status: cichodajki z odlotów, kochanki czy formalnej żony.
                                          • freak_from_freakland Re: i tak doszliśmy do wymiany tyłka za mamonę :) 08.02.10, 19:47
                                            songo3000 napisał:
                                            > Osobiście nie mam nic do prostytutek, nie ważne jaki tam mają status: cichodajk
                                            > i z odlotów, kochanki czy formalnej żony.
                                            >
                                            Songo, prawo to zwane jest "prawem Maleńczuka" ;))
                                            www.efakt.pl/Malenczuk-Kazda-zona-to-dziwka,artykuly,41164,1.html
                                            • songo3000 Re: i tak doszliśmy do wymiany tyłka za mamonę :) 08.02.10, 19:57
                                              Etam, akurat ten facet jest zwykłym frustratem, który spada (dobra już spadł :) z drabiny showbiznesu to i spłyca temat. A tu sporo ciekawych dywagacji bo:
                                              - skoro żona to prostytutka to meżuś jest z automatu alfonsem
                                              - jeżeli to żonuś dokłada do 'gniazdka' mężulo staje się yyy, prostytutem. I teraz pytanie o status żony - jaki jest żeński odpowiednik alfonsa?
                                              :DDD

                                              Ja pisałem o dosłownej sytuacji zdaje się dosyć naturalnej do koleżanki z przed dwóch postów. Cenię sobie po prostu nazywanie spraw po imieniu.
                                              • aiwlysji Re: i tak doszliśmy do wymiany tyłka za mamonę :) 10.02.10, 01:16
                                                songo3000 napisał:

                                                > Ja pisałem o dosłownej sytuacji zdaje się dosyć naturalnej do koleżanki z przed
                                                > dwóch postów. Cenię sobie po prostu nazywanie spraw po imieniu.

                                                zagladam na forum i...och ...awansowalam na prostytutke, jak slodko, typowy polski ch.j sie odezwal;)
                                                >
                                                • songo3000 Re: i tak doszliśmy do wymiany tyłka za mamonę :) 10.02.10, 02:23
                                                  Tak to jest jak się nie rozumie słowa pisanego, myśli stereotypami... lub w ogóle nie myśli :) Przeczytaj raz jeszcze post i jeśli nie jest to ponad twoje siły może wyciśniesz z niego coś więcej niż domniemana obraza majestatu. Sądząc po poziomie dotychczasowej twórczości to wątpię ale co tam, "dać jej szanse..."

                                                  "Polski ch.j" powiadasz :) Całkiem niezłe, takie mocne i jakby nie patrzeć w 100% męskie. Podoba mi się :DDD
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: i tak doszliśmy do wymiany tyłka za mamonę :) 10.02.10, 08:56
                                                    > "Polski ch.j" powiadasz :) Całkiem niezłe, takie mocne i jakby nie
                                                    patrzeć w 10
                                                    > 0% męskie. Podoba mi się :DDD

                                                    to dodaj sobie do sygnaturki. ładnie się bądzie komponować z wrednym
                                                    feministą... :-)
                                                  • songo3000 Re: i tak doszliśmy do wymiany tyłka za mamonę :) 10.02.10, 12:44
                                                    Pomyślimy :)
                                                  • aiwlysji Re: i tak doszliśmy do wymiany tyłka za mamonę :) 10.02.10, 10:37
                                                    songo3000 napisał:

                                                    > Tak to jest jak się nie rozumie słowa pisanego, myśli stereotypami... lub w ogó
                                                    > le nie myśli :) Przeczytaj raz jeszcze post i jeśli nie jest to ponad twoje sił
                                                    > y może wyciśniesz z niego coś więcej niż domniemana obraza majestatu. Sądząc po
                                                    > poziomie dotychczasowej twórczości to wątpię ale co tam, "dać jej szanse..."
                                                    >
                                                    > "Polski ch.j" powiadasz :) Całkiem niezłe, takie mocne i jakby nie patrzeć w 10
                                                    > 0% męskie. Podoba mi się :DDD
                                                    >
                                                    rozumiem, ze trzy wpisy upewnily cie w przekonaniu, ze juz wiesz:)
                                                    ty zapewne jestes najinteligentniejszym samcem w grupie, stad to wyluzowanie i usmiech na twarzy;)
                                                  • songo3000 Re: i tak doszliśmy do wymiany tyłka za mamonę :) 10.02.10, 12:44
                                                    aiwlysji napisała:

                                                    > rozumiem, ze trzy wpisy upewnily cie w przekonaniu, ze juz wiesz:)
                                                    W sporcie też czasami tak jest. Trzy sety spalone i po zawodach.

                                                    > ty zapewne jestes najinteligentniejszym samcem w grupie, stad to wyluzowanie i
                                                    > usmiech na twarzy;)
                                                    Obiektywnie rzecz biorąc nie mam jak tego sprawdzić. Mogę co najwyzej posiłkować się opiniami takimi jak twoja, za co dziękuję, dziękuję :)

                                                    Cóż dziwnego w uśmiechu? Jak widzę lub słyszę jakiegoś błazna to i od razu śmiać mi się chce. Na pewno się zgodzisz, nie?
                                          • pendzacy_krolik Re: i tak doszliśmy do wymiany tyłka za mamonę :) 08.02.10, 20:01
                                            z trzech wymienionych przez ciebie pan okazuje sie,ze najtansza jest
                                            zona. bo to i seks na zawolani i ugotuje,upierze,wyprasuje, pojdzie
                                            z toba do lekarza, porobi oplaty, zadba o wyglad, dopilnuje dzieci.
                                            przygotuje kolejne swieta. policz, ile by cie kosztowalo samo tylko
                                            regularne chodzenie do burdelu miesiecznie?

                                            songo3000 napisał:

                                            > > Osobiście nie mam nic do prostytutek, nie ważne jaki tam mają
                                            status: cichodajk i z odlotów, kochanki czy formalnej żony.
                                            >
                                            • songo3000 Re: i tak doszliśmy do wymiany tyłka za mamonę :) 08.02.10, 20:22
                                              I tu Cię zawiodę bo już to sobie liczyliśmy, nie raz zresztą. Żona wychodzi najdrożej. Oczywiście choć trochę roszczeniowa (europejska przykładowo) żona a nie niewolnica z Filipin albo Wietnamu, wtedy rzeczywiście sporo można zaoszczędzić.

                                              Mam zresztą wrażenie, że nie masz pojęcia ILE kosztuje przeciętnej jakości seks w sektorze prywatnym (agentury nie liczę). O ile nie jesteś kompletnym pasztetem całkiem fajny seks można mieć za darmo (małym kosztem) wyrywając jeszcze całkiem młode ;) i baaardzo chętne panny.

                                              Przykro mi, ten towar w XXI w. mocno się zdewaluował i jest śmiesznie tani. Jeżeli chciałabyś oprzeć o niego jakieś swoje karty przetargowe szczerze i bez złośliwości nie radzę, nie te czasy.
                                              • pendzacy_krolik Re: i tak doszliśmy do wymiany tyłka za mamonę :) 08.02.10, 20:49
                                                wszak najlepsze pasztety sa z krolika (czy zajaca , jeden pies).

                                                songo3000 napisał:

                                                > I tu Cię zawiodę bo już to sobie liczyliśmy, nie raz zresztą. Żona
                                                wychodzi naj
                                                > drożej. Oczywiście choć trochę roszczeniowa (europejska
                                                przykładowo) żona a nie
                                                > niewolnica z Filipin albo Wietnamu, wtedy rzeczywiście sporo
                                                można zaoszczędzi
                                                > ć.
                                                >
                                                > Mam zresztą wrażenie, że nie masz pojęcia ILE kosztuje przeciętnej
                                                jakości seks
                                                > w sektorze prywatnym (agentury nie liczę). O ile nie jesteś
                                                kompletnym pasztet
                                                > em całkiem fajny seks można mieć za darmo (małym kosztem)
                                                wyrywając jeszcze cał
                                                > kiem młode ;) i baaardzo chętne panny.
                                                >
                                                > Przykro mi, ten towar w XXI w. mocno się zdewaluował i jest
                                                śmiesznie tani. Jeż
                                                > eli chciałabyś oprzeć o niego jakieś swoje karty przetargowe
                                                szczerze i bez zło
                                                > śliwości nie radzę, nie te czasy.
                                                >
                                                • songo3000 Re: i tak doszliśmy do wymiany tyłka za mamonę :) 08.02.10, 21:23
                                                  Podobno z psa też. Nie wiem, jestem wegetarianinem :)
                                          • zakletawmarmur Re: i tak doszliśmy do wymiany tyłka za mamonę :) 08.02.10, 21:05
                                            Też nie mam nic do prostytucji, tylko powiedzmy sobie szczerze,
                                            wszyscy, którzy pracują dla kogoś mają w sobie coś z prostytutki...

                                            I ten naukowiec co to musi się naściemniać, żeby się na grant
                                            załapać, i ta aktorka, co to w reklamie płynu do mycia garów
                                            dorabia, i ten księgowy co to musi szefowi w rów wchodzić, żeby etat
                                            utrzymać. Wszyscy jesteśmy prostytutkami, dajemy dupy za dobra
                                            materialne. Prostytutki przynajmniej mają więcej seksu i godziwe
                                            zarobki:-)
                                            • pendzacy_krolik Re: i tak doszliśmy do wymiany tyłka za mamonę :) 08.02.10, 21:07
                                              nie wspominajac juz o sekretarce he he

                                              zakletawmarmur napisała:

                                              > Też nie mam nic do prostytucji, tylko powiedzmy sobie szczerze,
                                              > wszyscy, którzy pracują dla kogoś mają w sobie coś z
                                              prostytutki...
                                              >
                                              > I ten naukowiec co to musi się naściemniać, żeby się na grant
                                              > załapać, i ta aktorka, co to w reklamie płynu do mycia garów
                                              > dorabia, i ten księgowy co to musi szefowi w rów wchodzić, żeby
                                              etat
                                              > utrzymać. Wszyscy jesteśmy prostytutkami, dajemy dupy za dobra
                                              > materialne. Prostytutki przynajmniej mają więcej seksu i godziwe
                                              > zarobki:-)
                                              >
                                              • songo3000 Re: i tak doszliśmy do wymiany tyłka za mamonę :) 08.02.10, 21:26
                                                Moment. Mieć coś z prostytutki a być prostytutką to taka MAŁA różnica, prawda?
                                                • zakletawmarmur Re: i tak doszliśmy do wymiany tyłka za mamonę :) 08.02.10, 22:22
                                                  Jak napisałam, prostytutka przynajmniej dobrze zarobi, wie komu daje
                                                  dupy i może przy okazji miło spędzić czas:-)

                                                  Że już nie wspomnę, że nie musi podatków płacić:-)
                                                  • songo3000 Re: i tak doszliśmy do wymiany tyłka za mamonę :) 08.02.10, 22:26
                                                    Kurde, święta racja Zaklęta :) A jakby tak zostać takim prostytutem... No masz, i baby znowu mają lepiej :/ Małe show, trochę żelu i już klient zadowolony. Ba, nawet jakiś bonus dopłaci ;) A do mnie przyjdzie jakaś 'waga ciężka' i co biedny zrobię? Zagadam przez godzinę?
                                                    :DDD
                          • zakletawmarmur Re: "bo żonie kasa się nalezy" 08.02.10, 16:50
                            > "się należy" to chyba w poprzednim systemie :) A teraz to co
                            najwyżej kopa w du
                            > psko. Co sprzątanie, co opieka 'jego' dzieckiem. Nie jest
                            pracownikiem na umowi
                            > e żeby domagać się 'bonusów' tylko współmałżonką we wspólnym
                            gospodarstwie domo
                            > wym, i to z nieprzymuszonej woli. Nie podoba się to do widzenia,
                            to nie islam.

                            Songo ludzie wnoszą w związek różne dobra. Nie tylko finansowe.
                            Niektóre są warte pewnie więcej niż pieniądze. Są ludzie, dla
                            których zarabianie pieniędzy to pryszcz, mają do tego smykałkę. Nie
                            zawsze tak samo dobrze wiedzie im się w innych sprawach.

                            Wyobraź sobie związek 40-letniego, ustawionego gościa z
                            dwudziestolatką. Ona daje mu swoją młodość, możliwość urodzenia mu
                            dużej ilości potomstwa. Śmieszne byłoby nazywać ją pasożytem:-) To
                            raczej rodzaj symbiozy.

                            Gdyby facet po pięciu latach i czwórce dzieci zakomunikował jej, że
                            nie chce już jej dalej utrzymywać, to to nie byłoby sprawiedliwe.
                            Ona przecież z wniesionej w ten związek części dóbr nic już nie
                            odzyska. Nie zmieni materiału genetycznego swoim dzieciom:-) W
                            kominku też ich nie spali...

                            Gdyby wiedziała, że będzie musiała pracować i utrzymywać siebie i w
                            połowie dzieci, to pewnie wolałaby utrzymywać dzieci jakiegoś
                            przystojniejszego rówieśnika:-)
                            • songo3000 Re: "bo żonie kasa się nalezy" 08.02.10, 19:35
                              zakletawmarmur napisała:


                              > Songo ludzie wnoszą w związek różne dobra. Nie tylko finansowe.
                              > Niektóre są warte pewnie więcej niż pieniądze. Są ludzie, dla
                              Oczywiście, i dokładnie takiego 'non-monetary payback' mogą się co najwyżej spodziewać.
                              Dodam jeszcze, że nie każda inwestycja jest zwrotna :)

                              > Wyobraź sobie związek 40-letniego, ustawionego gościa z
                              > dwudziestolatką. Ona daje mu swoją młodość, możliwość urodzenia mu
                              > dużej ilości potomstwa. Śmieszne byłoby nazywać ją pasożytem:-) To
                              > raczej rodzaj symbiozy.
                              Masz rację, nie jest pasożytem :) Wymiana dóbr za ciało nazywa się ZUPEŁNIE inaczej.

                              > Gdyby facet po pięciu latach i czwórce dzieci zakomunikował jej, że
                              > nie chce już jej dalej utrzymywać, to to nie byłoby sprawiedliwe.
                              Jeżeli kontrakt, który zawarli (w jakiejkolwiek formie) nie przewiduje ciągłości finansowania to jak najbardziej SPRAWIEDLIWE.

                              > Ona przecież z wniesionej w ten związek części dóbr nic już nie
                              > odzyska. Nie zmieni materiału genetycznego swoim dzieciom:-)
                              Powtórzę się, jeśli nie ustaliła inaczej i nie zabezpieczyła tej inwestycji (inwestycji - bo tak to przedstawiasz) to już jej sprawa.

                              > kominku też ich nie spali...
                              Zawsze powtarzam, że do beczki ;)))

                              > Gdyby wiedziała, że będzie musiała pracować i utrzymywać siebie i w
                              > połowie dzieci, to pewnie wolałaby utrzymywać dzieci jakiegoś
                              > przystojniejszego rówieśnika:-)
                              Chyba żartujesz. Albo jest bezmózgowiem żeby nie zakładać takiej ewentualności (a co jak mężulo zbankrutuje i popełni harakiri?) albo ryzykuje i ewentualnie traci.
                              • zakletawmarmur Re: "bo żonie kasa się nalezy" 08.02.10, 20:45
                                > Oczywiście, i dokładnie takiego 'non-monetary payback' mogą się co
                                najwyżej spo
                                > dziewać.

                                Jeśli ktoś uważa, że to niesprawiedliwe to nie musi się w taki
                                związek ładować... Jeśli pan uważa, że młody wiek i zdolności
                                reprodukcyjne nie są warte inwestowania dóbr materialnych to nikt go
                                nie zmusza:-) Może sobie poszukać prawie równolatki ze sporym
                                zapleczem finansowym:-)

                                > Masz rację, nie jest pasożytem :) Wymiana dóbr za ciało nazywa się
                                ZUPEŁNIE ina
                                > czej.

                                No niby jak? Taki typowy sportowiec dokonuje podobnej wymiany. Ciało
                                za dobra materialne. Podobnie jak wielu innych ludzi pracujących w
                                różnych zawodach...

                                > Jeżeli kontrakt, który zawarli (w jakiejkolwiek formie) nie
                                przewiduje ciągłośc
                                > i finansowania to jak najbardziej SPRAWIEDLIWE.

                                I właśnie po to, żeby bronić się przed takimi cwaniakami prawo
                                ochrania te żony:-) Czyli taka babka będzie miała prawo do połowy
                                majątku i alimentów na siebie i dzieci. Podobnie jak badania DNA i
                                możliwość zrzeczenia się ojcostwa (w ciągu bodajże roku).

                                > Chyba żartujesz. Albo jest bezmózgowiem żeby nie zakładać takiej
                                ewentualności
                                > (a co jak mężulo zbankrutuje i popełni harakiri?) albo ryzykuje i
                                ewentualnie t
                                > raci.

                                Życie to ciągłe podejmowanie ryzyka:-)
                                Jesteśmy już na tyle duzi, żeby wiedzieć, że nie da sie dokładnie
                                wszystkiego przewidzieć...
                                NIKT decydując się na dziecko, nie ma 100% pewność, że dożyje w
                                optymalnych warunkach ich dorosłości. NIKT!

                                IMO problem jest innego rodzaju. W naszym kraju pieniądze to temat
                                tabu. Na zagranicznych portalach randkowych często w podstawowych
                                informacjach (wiek, wzrost, budowa ciała, wykształcenie) jest
                                informacja o przedziale zarobkowym. W PL to byłoby nie do
                                pomyślenia, tak jakby ciekawszą informacją był np. znak zodiaku:-)
                                Ja nie dziele dóbr, które wnosimy w związek na lepsze i gorsze.
                                • songo3000 Re: "bo żonie kasa się nalezy" 08.02.10, 21:22
                                  zakletawmarmur napisała:

                                  > No niby jak? Taki typowy sportowiec dokonuje podobnej wymiany. Ciało
                                  > za dobra materialne. Podobnie jak wielu innych ludzi pracujących w
                                  > różnych zawodach...
                                  Zauważ, że kluczowe jest wykorzystanie tegoż ciała przez 'klienta'.
                                  do osiągnięć sportowych - sportowiec
                                  do przyjemności seksualnych - prostytutka
                                  do rodzenia dzieci - reproduktorka
                                  do marketingu - hostess(a)
                                  ...
                                  Wszystko ma swoją nazwę i nie ma co jej rozmywać :)

                                  > I właśnie po to, żeby bronić się przed takimi cwaniakami prawo
                                  > ochrania te żony:-) Czyli taka babka będzie miała prawo do połowy
                                  > majątku i alimentów na siebie i dzieci.
                                  O ile nie mieli rozdzielności majątkowej. Zresztą łatkę cwaniaka przyklejamy albo jednej albo drugiej stronie. Zależy która zyskuje.

                                  > Podobnie jak badania DNA i
                                  > możliwość zrzeczenia się ojcostwa (w ciągu bodajże roku).
                                  A co, po roku DNA dzieciaka się dezaktualizuje? ;)))

                                  > Życie to ciągłe podejmowanie ryzyka:-)
                                  No właśnie i czasami tracimy. Nie widzę powodu wprowadzać kolejnej uprzywilejowanej grupy.

                                  > Jesteśmy już na tyle duzi, żeby wiedzieć, że nie da sie dokładnie
                                  > wszystkiego przewidzieć...
                                  > NIKT decydując się na dziecko, nie ma 100% pewność, że dożyje w
                                  > optymalnych warunkach ich dorosłości. NIKT!
                                  Ale tu nie mówimy o pieniądzach (alimentach) na dziecko tylko zachcianki ex-partnera.

                                  > IMO problem jest innego rodzaju. W naszym kraju pieniądze to temat
                                  > tabu. Na zagranicznych portalach randkowych często w podstawowych
                                  > informacjach (wiek, wzrost, budowa ciała, wykształcenie) jest
                                  > informacja o przedziale zarobkowym.
                                  A mi się to podoba. Może nie jesteśmy jeszcze aż takimi materialistami?

                                  > W PL to byłoby nie do
                                  > pomyślenia, tak jakby ciekawszą informacją był np. znak zodiaku:-)
                                  Bo jest :) przynajmniej dla mnie. W d. mam pieniądze połowicy (z punktu widzenia przeciętnego Polaka naprawdę duże). Dla mnie liczy się jej nastawienie do życia.

                                  > Ja nie dziele dóbr, które wnosimy w związek na lepsze i gorsze.
                                  Za to nie uciekniesz od podziału na większe i mniejsze.
                                  • zakletawmarmur Re: "bo żonie kasa się nalezy" 08.02.10, 22:20
                                    > Wszystko ma swoją nazwę i nie ma co jej rozmywać :)

                                    Młoda żona pełni całkiem sporo ról:-) Pytam jaka to według Ciebie,
                                    bo ja nie potrafiłabym tego tak jednoznacznie nazwać.

                                    > O ile nie mieli rozdzielności majątkowej. Zresztą łatkę cwaniaka
                                    przyklejamy al
                                    > bo jednej albo drugiej stronie. Zależy która zyskuje.

                                    Cwaniaczką nazwałabym jedną z tych młodych żonek, co to mają
                                    ustawionego, sporo starszego męża i młodych, jędrnych reproduktorów
                                    na boku:-)
                                    Cwaniak, to będzie dojrzały pan, który po wykorzystaniu młodej żonki
                                    (urodzenie mu trójki dzieci bez Downa), będzie unikał swojej części
                                    odpowiedzialności. Jeśli umowa była taka, że pani ma w ten związek
                                    zainwestować swoją młodość i płodność a on pieniądze, to powinien
                                    się wywiązywać...

                                    > Ale tu nie mówimy o pieniądzach (alimentach) na dziecko tylko
                                    zachcianki ex-par
                                    > tnera.

                                    Zrozum, że żona swoją część wkładu mogła uczciwie w ten związek
                                    zainwestować. Załóżmy, że była wierna, młoda i urodziła mu 4
                                    zdrowych i rumianych dzieci. On miał ją za to utrzymywać, spełniać
                                    jej zachcianki finansowe...

                                    > A co, po roku DNA dzieciaka się dezaktualizuje? ;)))

                                    Rok to wystarczająco dużo czasu, żeby pan mógł zrobić badania DNA:-)

                                    > No właśnie i czasami tracimy. Nie widzę powodu wprowadzać kolejnej
                                    uprzywilejow
                                    > anej grupy.

                                    A jakie to niby uprzywilejowania masz na myśli? Alimenty na siebie?
                                    To tak jakby zabronić robienia podstarzałym mężom młodych żon testów
                                    DNA:-)

                                    > A mi się to podoba. Może nie jesteśmy jeszcze aż takimi
                                    materialistami?

                                    Co innego, jest głośno o czymś nie mówić a co innego faktycznie nie
                                    przywiązywać wagi do zarobków drugiej strony. Przypominasz mi w tym
                                    momencie e-mamy, które twierdzą, że wygląd fizyczny nie jest taki
                                    ważny a mąż powinien patrzeć w nasze wnętrze:-)

                                    > Bo jest :) przynajmniej dla mnie. W d. mam pieniądze połowicy (z
                                    punktu widzeni
                                    > a przeciętnego Polaka naprawdę duże). Dla mnie liczy się jej
                                    nastawienie do życ
                                    > ia.

                                    Myślisz, że zarobki nie wpływają na nastawienie do życia?:-)
                                    Widzisz, ja też jestem z tych ludzi, których pieniądze mało co
                                    interesują. Wynika to jednak nie z jakiś wyższych wartości duchowych
                                    niż reszta społeczeństwa. Nie wyobrażam sobie związku z bogatym
                                    gościem z bardzo przyziemnych zresztą powodów:-)
                                    Rozumiem jednak, że pieniądze mogą być dla kogoś bardzo ważne i
                                    ludzie (obu płci) mają prawo mieć pod tym względem konkretne
                                    wymagania. Nie uważam, żeby pieniądzem czy boskie ciało było
                                    gorszym "dobrem" od podejścia do życia czy wartości np.
                                    intelektualnych. Ludzie są bardzo różni, są obdarzeni rożnymi
                                    talentami i wadami. Mają prawo mieć szukać sobie kogoś, kto będzie w
                                    stanie wykorzystać ich zalety i nadrobić ich wady. Nawet jeśli będą
                                    dotyczyły sfery tak niepopularnej jak finanse.
                                    • songo3000 Re: "bo żonie kasa się nalezy" 08.02.10, 22:58
                                      zakletawmarmur napisała:

                                      > Młoda żona pełni całkiem sporo ról:-) Pytam jaka to według Ciebie,
                                      > bo ja nie potrafiłabym tego tak jednoznacznie nazwać.
                                      Odnosząc się do układu: młoda dupcia-dziany gość i pomijając życiowe adaptacje telenowel nazywam to prostytucją. Ba, wcale jej nie potępiam :)

                                      > Cwaniak, to będzie dojrzały pan, który po wykorzystaniu młodej żonki
                                      > (urodzenie mu trójki dzieci bez Downa), będzie unikał swojej części
                                      > odpowiedzialności. Jeśli umowa była taka, że pani ma w ten związek
                                      > zainwestować swoją młodość i płodność a on pieniądze, to powinien
                                      > się wywiązywać...
                                      Jeśli umowa była w jakiejkolwiek wiążącej formie to tak (nawet ustnej, jeśli tylko istnieje pomiędzy małżonkami takie rzadkie pojęcie jak honor). Jeśli pani się 'tylko zdawało' to sorry.

                                      > Zrozum, że żona swoją część wkładu mogła uczciwie w ten związek
                                      > zainwestować. Załóżmy, że była wierna, młoda i urodziła mu 4
                                      > zdrowych i rumianych dzieci. On miał ją za to utrzymywać, spełniać
                                      > jej zachcianki finansowe...
                                      ...dopuki trwa ich związek. Reszta jak wyżej.

                                      > > A co, po roku DNA dzieciaka się dezaktualizuje? ;)))
                                      >
                                      > Rok to wystarczająco dużo czasu, żeby pan mógł zrobić badania DNA:-)
                                      Dlaczego nie rok i półtora miesiąca? Dla mnie jest to nielogiczne raczej polityczno-ekonomiczne.

                                      A pamiętasz jaki tu wrzask się podniósł jak ktoś zaproponował takie testy po urodzeniu dzieciaka z automatu w szpitalu? Wrzask babeczek dodam - potencjalnych 'cwaniar'?

                                      > A jakie to niby uprzywilejowania masz na myśli? Alimenty na siebie?
                                      Zawsze byłem za tym aby samemu ponosić konsekwencje SWOICH wyborów, swoich ryzyk. To o czym piszesz to dodatkowe, niejako zewnętrzne (od strony trzeciej) zabezpieczenie przed konsekwencjami tych wyborów.

                                      Dokładnie tak samo jak wielki wrzask byznesmenów, którzy umoczyli na opcjach walutowych i domagali się od państwa wyrównania ich strat. Cholera, z jakiej racji się pytam?

                                      > To tak jakby zabronić robienia podstarzałym mężom młodych żon testów
                                      > DNA:-)
                                      Chwileczkę :) Mówisz o zabronieniu dbania o własny interes a ja właśnie nakłaniam do zadbanie o niego.
                                      Swoją drogą to limit roku, o którym piszesz pod to podpada :)

                                      > Co innego, jest głośno o czymś nie mówić a co innego faktycznie nie
                                      > przywiązywać wagi do zarobków drugiej strony. Przypominasz mi w
                                      (...)
                                      Oj wiem, wiem :) Chciałem tylko subtelnie podkreślić naszą wyższość względem ciemnego tłumu ;)
                                      • zakletawmarmur Re: "bo żonie kasa się nalezy" 09.02.10, 01:47
                                        > Odnosząc się do układu: młoda dupcia-dziany gość i pomijając
                                        życiowe adaptacje
                                        > telenowel nazywam to prostytucją. Ba, wcale jej nie potępiam :)

                                        Przypomina mi się pewien pan biznesmen, który miał za żonę śliczną,
                                        młodą miss czegośtam, a na boku bzykał mega grube baby. Takie miał
                                        zboczenie. Wstydził się taką za żonę pojąć, bo mało reprezentacyjna
                                        była a on potrzebował żonki, którą można się pochwalić. Im wyższą
                                        pozycje miał facet tym poważniejszy tytuł w konkursach piękności
                                        miała jego żona. Tak to było jeszcze w latach 80/90:-)
                                        No i pamiętam moją koleżankę, co to się z 20 lat starszym facetem
                                        związała... Nie ma się co oszukiwać ale koleś na wygląd nie
                                        poleciał:-) Jedyne co miała do zaoferowania to właśnie możliwości
                                        rozrodcze.
                                        Chyba obu przypadków prostytucją nazwać nie można?

                                        > Jeśli umowa była w jakiejkolwiek wiążącej formie to tak (nawet
                                        ustnej, jeśli ty
                                        > lko istnieje pomiędzy małżonkami takie rzadkie pojęcie jak honor).
                                        Jeśli pani s
                                        > ię 'tylko zdawało' to sorry.

                                        Gorzej jeśli to mąż zapomniał wspomnieć przyszłej żonie, że
                                        uprawianie seksu z kochankiem jest zdradą:-) Pewne rzeczy są tak
                                        oczywiste, że nikt o nich nie mówi. I teraz pytanie, czy wystarczy,
                                        że ustalą sobie wspólnie, że ona zajmuje sie dziećmi a on pracuje?

                                        > Dlaczego nie rok i półtora miesiąca? Dla mnie jest to nielogiczne
                                        raczej polity
                                        > czno-ekonomiczne.

                                        To prawo ma w zamyśle chronić dobro dziecka. Zakłada, że w ciągu
                                        roku pomiędzy "ojcem" a dzieckiem wytworzyła się już ta specyficzna
                                        więź, ważniejsza niż powiązania genetyczne. Ja uważam, że jeśli
                                        mężczyzna został oszukany to powinien mieć prawo w każdej chwili
                                        zrzec się ojcostwa.

                                        Część panów decyduje się przysposobić dziecko kochanka, eks partnera
                                        swojej żony. Mają w tym swój biznes. To takie ograniczenie
                                        możliwości biologicznemu ojcu praw do dziecka (patrz afera z
                                        Tymochowiczem).
                                        Sam przyznaj, że byłoby krzywdzące, gdyby facet, który świadomie
                                        decyduje się przyjąć na siebie prawne obowiązki ojca w każdej chwili
                                        mógł się z tego wycofać.
                                        A co z mężczyzną, który dzieci mieć nie może (choć chce) i sam
                                        namawia partnerkę np. na zajście w ciąże z innym (jak w "Kochanku
                                        Lady Chatterley"). Też krzywdzące byłoby, gdyby po 3 latach zmienił
                                        zdanie:-)

                                        Nie znam się na prawie, ale podejrzewam, że w wielu przypadkach nie
                                        można podpisać konkretnej umowy, bo podpadałoby to albo pod
                                        prostytucje, albo handel żywym towarem:-)

                                        > A pamiętasz jaki tu wrzask się podniósł jak ktoś zaproponował
                                        takie testy po ur
                                        > odzeniu dzieciaka z automatu w szpitalu? Wrzask babeczek dodam -
                                        potencjalnych
                                        > 'cwaniar'

                                        Też jestem zdania, że testy na ojcostwo powinny być tylko dla
                                        chcących:-) Ja prywatnie nie miałabym nic przeciwko, gdyby mój facet
                                        sobie takiego zażyczył. Rozumiem jednak, że nie każdy chciałby mieć
                                        pewność:-) Nie każdy chciałby, żeby ktoś (nawet całkiem obcy)
                                        wiedział, że to nie jego.

                                        > Chwileczkę :) Mówisz o zabronieniu dbania o własny interes a ja
                                        właśnie nakłani
                                        > am do zadbanie o niego.

                                        A dlaczego tylko mężczyźni mieliby być chronieni? Niech prawo ich
                                        chroni ale niech chroni też kobiety:-)
                • selfmademan Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 21:53
                  Myślę, że po takich przejściach jakie zafundowałeś swojej żonie nie
                  masz chyba co liczyć na JAKĄKOLWIEK bliższą formę cielesnych
                  przyjemności.
                  Jak sam pisałeś - twoja żona mówiąc w skrócie nie jest absolutnie
                  jakimkolwiek demonem, czy to seks, czy inne kwestie wymagające
                  naprawdę silnej woli, zdecydowania i aktywności.
                  Jest z tobą z tego samego powodu - również dla dziecka, sądzę, żew
                  pewnej mierze także dla bezpieczeństwa finansowego i poczucia
                  stabilności. Może miała jakieś złudzenia w chwili twojego powrotu
                  (trochę na zasadzie, że "mi się uda go zmienić") - ale realia szybko
                  wyszły na wierzch.
                  Ty z kolei mam wrażenie po jako-takim ukojeniu nerwów wracając do
                  żony gdzies tam chyba miałeś nadzieję, że powody twego odejścia
                  dadzą zonie jasno co nieco do myślenia i cokolwiek zmienią w jej
                  sposobie bycia. Nic z tego - jak sam piszesz.

                  Moim zdaniem jakieś szanse na prawdziwe wyprostowanie waszych
                  naprawdę mocno wykręconych relacji są WYŁĄCZNIE po wspólnym
                  przejściu terapii dla małżeństw.
                  Zyczę mimo wszytstko powodzenia - do chóru potepiajacych się nie
                  przylączę, nic to nie wnosi, zresztą widać, że masz względne pojęcie
                  czego "dokonałeś"....
                  • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 08:43
                    selfmademan napisał:

                    > Myślę, że po takich przejściach jakie zafundowałeś swojej żonie nie
                    > masz chyba co liczyć na JAKĄKOLWIEK bliższą formę cielesnych
                    > przyjemności.
                    Pisałem wcześniej, żona chce, okazuje to. Ja niewiele z nią czuję. To, że mózg
                    jest najważniejszym organem seksualnym przekonałem się w życiu na własnej
                    skórze. Mowiąc najkrócej jak się da, nie mam choćby częściowego "lotu" jaki
                    miewałem w przeszłości. Oczywiście patrząc na nasz sex od strony "technicznej"
                    to wszystko się udaje. Cały problem jest w mojej głowie.

                    > Jak sam pisałeś - twoja żona mówiąc w skrócie nie jest absolutnie
                    > jakimkolwiek demonem, czy to seks, czy inne kwestie wymagające
                    > naprawdę silnej woli, zdecydowania i aktywności.
                    > Jest z tobą z tego samego powodu - również dla dziecka, sądzę, żew
                    > pewnej mierze także dla bezpieczeństwa finansowego i poczucia
                    > stabilności. Może miała jakieś złudzenia w chwili twojego powrotu
                    > (trochę na zasadzie, że "mi się uda go zmienić") - ale realia szybko
                    > wyszły na wierzch.
                    > Ty z kolei mam wrażenie po jako-takim ukojeniu nerwów wracając do
                    > żony gdzies tam chyba miałeś nadzieję, że powody twego odejścia
                    > dadzą zonie jasno co nieco do myślenia i cokolwiek zmienią w jej
                    > sposobie bycia. Nic z tego - jak sam piszesz.
                    zgadzam sie z tym akapitem w 100%

                    > Moim zdaniem jakieś szanse na prawdziwe wyprostowanie waszych
                    > naprawdę mocno wykręconych relacji są WYŁĄCZNIE po wspólnym
                    > przejściu terapii dla małżeństw.
                    Znów zgadzam się z Tobą. Temat terapii jest w naszych rozmowach od około 1,5
                    roku. Żona odmawia, ale będę jej tłumaczył i starał się przekonać. Twierdzi, że
                    ja mam problem, a nie ona, więc mam leczyć się sam. Uważam, że skoro
                    postanowiliśmy razem ciągnąć wózek pod nazwą "życie" to powinniśmy czynić
                    wysiłki by uniknąć błędów przeszłości i się nie ranić.

                    > Zyczę mimo wszytstko powodzenia - do chóru potepiajacych się nie
                    > przylączę, nic to nie wnosi, zresztą widać, że masz względne pojęcie
                    > czego "dokonałeś"....
            • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 13:07
              songo3000 napisał:

              > labadine napisał:
              >
              > Wieszczu! wyjaśnij nam maluczkim tą podstawową kwestię bo my
              ciemni i ułomni...

              pisz w liczbie pojedynczej, bo ja dokladnie wiem,o czym pisze
              labadine.
              • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 18:47
                Przecież wyraźnie napisałem "nam maluczkim". Wizjonerów wiedzących lepiej co w obcych ludziach siedzi od nich samych, Świadków Prawdy Absolutnej nie wliczam więc nie trzęś portkami.
                • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 22:48
                  czy ty umiesz czytac ze zrozumieniem?
                  songo3000 napisał:

                  > Przecież wyraźnie napisałem "nam maluczkim". Wizjonerów wiedzących
                  lepiej co w
                  > obcych ludziach siedzi od nich samych, Świadków Prawdy Absolutnej
                  nie wliczam w
                  > ięc nie trzęś portkami.
                  >
                  • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 23:15
                    No ba, tylko widzisz jest taki problem że ktoś mi musi jeszcze coś 'merytorycznego' napisać. Post bez treści słabo poddaje się analizie i co ja wtedy mogę :(
          • porucznikowa Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 10:48
            Freak napisał < Wróciłem dla syna, ponieważ za kilka lat na pewno mojego
            syna zaczął by wychowywać inny mężczyzna>Jaki troskliwy tatuś...Chyba trzy lata
            temu liczyłeś się z tą możliwością.
            • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 11:01
              Nie żartuj :) Jak miałaś kiedyś seks, który przesłania CAŁY świat to wszystko w temacie. Jak nie miałaś to ... żałuj :PPP
              • superprawda Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 11:14
                Dwie moze uwagi: popelniles blad, bo zamiast cieszyc sie kochanka
                zaczales uzadzac z nia wspolne zycie i calosc robila sie o pieniadze.
                Zawsze to powtarzam i bede powtarzal: najlepiej jest byc singlem i
                czerpac radosc z zycia. Jesli zas ma sie juz zone i w miare
                funkcjonujacy zwiazek, to gdy pojawi sie nuda w luzko (a musi sie
                pojawic, bo nikt nie zniesie jedzenia ciagle zupy pomidorowej przez
                lata) wtedy wyjsciem jest kochanka albo i kilka kochanek. Ale nie
                wolno sie angazowac, to idiotyczny blad.

                Co do twojej zony, to nie przyszlo ci do glowy ze to ty wyciagasz z
                niej jej sily witalne?
                • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 13:12
                  superprawda napisał:

                  > wyjsciem jest kochanka albo i kilka kochanek. Ale nie
                  > wolno sie angazowac, to idiotyczny blad.

                  gratuluje recepty na udany zwiazek.tylko co singiel moze iwedziec o
                  zwiazkach?
                  >
                  > Co do twojej zony, to nie przyszlo ci do glowy ze to ty wyciagasz
                  z > niej jej sily witalne?

                  no i zrehabilitowales sie tym stwierdzeniem.:)
                • porucznikowa Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 23:52
                  A tak na marginesie Superprawdo jaką zupę byś polecił.
            • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 13:10
              czyli ma atrakcyjna zone dla innych mezczyzn,jesli jest
              przekonany,ze ulozylaby sobie zycie z innym. mysle, ze ona wlasnie
              powinna tak zrobic, wystawic walizki za drzwi i poszukac
              innego.dopiero wowczas doceni, co stracil.
              porucznikowa napisała:

              > Freak napisał < Wróciłem dla syna, ponieważ za kilka lat na pewno
              mojego
              > syna zaczął by wychowywać inny mężczyzna>Jaki troskliwy
              tatuś...Chyba trzy
              > lata
              > temu liczyłeś się z tą możliwością.
        • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 13:06
          a ja juz syna wychowasz to odejdziesz od zony? w takim razie
          oszukales ja zeniac sie z nia. zalezalo ci tylko na samicy, ktora
          urodzi ci potomka. i oszukujesz ja nadal. wiesz co, faktycznie
          zaslugujesz tylko na zimna suke.
      • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 07.02.10, 13:04
        a jak myslisz, dlaczego jego zona byc moze ma depresje? no pomysl
        tak logicznie?
        • gacusia1 Ale nie jestesmy tu po to by roztrzasac 08.02.10, 00:55
          z jakiego powodu depresje ma zona. Mnie to akurat najmniej obchodzi.
          Faktem jest,ze ONA potrzebuje pomocy specjalisty tak jak i ON.
          • pendzacy_krolik Re: Ale nie jestesmy tu po to by roztrzasac 08.02.10, 20:45
            no bo wiadomo,ze z powodu meza. nie wiem, po co mezowi specjalista?
            wystarczy,jak go zona opusci to zaraz wyzdrowieje.
            gacusia1 nap isała:

            > z jakiego powodu depresje ma zona. Mnie to akurat najmniej
            obchodzi.
            > Faktem jest,ze ONA potrzebuje pomocy specjalisty tak jak i ON.
    • mantis_after_dinner a mnie zastanawia taka rzecz 07.02.10, 16:07

      Wrociles bo:
      - sym (OK - rozumiem)
      - dobrze i gladko Wam sie funkcjonuje na co dien (wybacz, ale ten powod pomine -
      ludziom, ktorzy spedzili ze soba parenascie lat codzinna logistyka zwykle
      wychodzi raczej dobrze - w koncu mieli czas to wypracowac).

      Natomiast nigdzie w tekscie nie znalazlam informacji, czy zonie zalezalo, zebys
      wrocil. Owszem - przyjela Cie z powrotem na lono rodziny, bo Tobie zalezalo zeby
      wrocic (z powodu - patrz wyzej - i zakladam ze ona do tej pory nie wie, ze to
      jedyny powod). Ale czy ona Twojego powrotu chciala?
      Deklaratywnie chyba tak, w koncu twierdzisz, ze postanowiliscie odbudowac
      malzenstwo. No wlasnie - postanowiliscie i co dalej sie stalo?
      Zona wyglada jak wygladala, kopci jak kopcila, telenowele sa na porzadku
      dziennym, a podroze w roli wspolpasazera ...

      Ja rozumiem ze moze w tym calym zamieszaniu to Ty czujesz sie bardziej winny i w
      zwiazku z tym jestes bardziej zmotywowany do wprowadzenia zmian w swoim zyciu.
      Moze dlatego ona zmotywowana nie jest? Bo czuje ze to Ty narozrabiales? Nie wiem ...

      Ale ja chyba sprobowalabym z niej wycisnac, czy jej w ogole zalezy, a jesli tak
      - to na czym ... bo mnie na to nie wyglada.

      A generalnie - blad to chyba byl 17 lat temu - jak sie lubi jezdzic Harleyem, to
      sie nie wsiada do bezpiecznego acz powolnego czolgu.
      • rachela25 Re: a mnie zastanawia taka rzecz 07.02.10, 17:25
        Wykup jej karnet na siłownie/basen i chodzcie razem. Daj jej na
        fryzjera i kosmetyczke. To prawda że kobieta jak nie ma motywacji to
        przestaje jej zależeć na swoim wyglądzie.
        • superprawda Re: a mnie zastanawia taka rzecz 07.02.10, 17:44
          Niedawno sprowadzona ze Szwecji mieso, 25 letnie wlasnie. I co dalo sie
          zjesc podobno tak. Ale czy smakowalo to juz inna rzecz...

          Co sie raz skonczylo, a relacje seksualne sie tu skonczyly, tego sie
          odbudowac nie da. Po co sie meczyc w luzku? Ja bym dal rade taka":
          zostancie ze soba na poziomie kumpelstwa ale sexu szukajcie sobie gdzie
          indziej.
          • porucznikowa Re: a mnie zastanawia taka rzecz 07.02.10, 19:05
            Facet trochę pohulał i wrócił na stare śmieci...Żona naprawdę jest dla ciebie
            bardzo łaskawa.A wiesz dlaczego to zrobiła???ponieważ kocha twojego syna.Ale ty
            też go kochaj,bo dzięki synowi masz dach nad głową i musisz mu wynagrodzić te
            lata nieobecności.Przecież byłeś tylko niedzielnym tatusiem.Martwi mnie tylko
            to, że żona zaczyna cię nudzić.
            • triss_merigold6 Re: a mnie zastanawia taka rzecz 07.02.10, 19:09
              LO, uznał, że pani kochanka robi się zbyt kosztowna.
              Co do znudzenia, jak ktoś kupuje M4 to nie powinien fukać, że nie ma
              pałacowych wnętrz. Zdziwienie i rozczarowanie cokolwiek nie na
              miejscu.
            • freak_from_freakland Re: a mnie zastanawia taka rzecz 07.02.10, 21:40
              Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Odpowiem znów zbiorczo wielu dyskutantom:
              mantis_after_dinner, songo3000, porucznikowa, superprawda, mujer bonita.
              Aby ta odpowiedź była kompletna muszę rozwinąć niektóre wątki, oraz zabawić się
              w amatorską psychoanalizę wobec własnej osoby, co jest szczególnie trudne i
              zapewne nieobiektywne.
              Moja żona przez wszystkie lata naszego związku jest konsekwentnie tą sama osobą,
              nie zmieniłą się ani o jotę. To ja się zmieniłem, moje oczekiwania i poglądy
              wraz z latami się zmieniły. Gdy miałem 22 lata niewiele wiedziałem o własnych
              potrzebach, byłem bardzo niedojrzały. Nie wiedziałem czego oczekiwać od życia,
              od związku. Było między nami uczucie przez wiele lat, było nam naprawdę dobrze i
              nie miałem poczucia wyrzeczenia. Żona nie jest brzydką kobietą, jej fizyczność
              jest spokojna, nienachalna. Na płaszczyźnie psychicznej przez wiele lat
              dogadywaliśmy się naprawdę OK. Nie mieliśmy jakichś szczególnych wielkich pasji,
              zwykła codziennośc nam nie ciążyła, nie staraliśmy się sięgać do wrażeń które
              stoją szczególnie wysoko. Dogadywaliśmy się do momentu, gdy nasze życie toczyło
              się wg ustalonego mechanizmu: praca-dom, powolne dorabianie się, jak 90% ludzi w
              Polsce. Muszę więc zaprzeczyć dyskutantom, którzy błędnie wywnioskowali, że z
              pełną świadomością związałem się z żoną, która od początku nie była dla mnie
              atrakcyjna. To błędny wniosek.

              Kolejna sprawa: czy doceniam, że żona mnie przyjęła. Doceniam. Jak któś napisał,
              wiem że prawdopodobnie dzięki synowi mam dach nad głową. WYDAJE mi się, że zona
              mnie ciągle kocha. Czy obecnie jest miłość z mojej strony ?. Nie ma. Ale bardzo
              chciałbym żeby wróciła. Mam swiadomośc jak bardzo ją skrzywdziłem. Staram się
              jej to wynagrodzić w codziennym życiu. Nasze życie pod wieloma względami jest
              lepsze niż przed zdradą, bardziej partnerskie. Ale teraz mamy 3 rok po moim
              powrocie, a stare problemy wróciły. I choć nie ma usprawiedliwienia dla mojej
              zdrady, to są to te same problemy które do niej doprowadziły. Obszernie je
              opisałem wcześniej oraz poniżej. W skrócie: brak pociągu seksualnego, papierosy,
              brak odważniejszego okazywania kobiecości, brak porozumienia w sferze
              psychicznej, brak wspólnych zainteresowań, inne wyobrażenie na spędzanie wolnego
              czasu.

              Gdy szukam punktu w którym zacząłęm się zmieniać, to chyba było zatrudnienie się
              w polskim oddziale międzynarodowej firmy. Wokół mnie, na moim poziomie drabinki
              zawodowej znaleźli się ludzie z różnych stron świata, których życie wyglądało o
              180 stopni inaczej niż moje. Na przykłąd: nie żadni single, lecz ludzie będący w
              związkach spontanicznie w piątek po pracy zupełnie beż żadnych wcześniejszych
              uzgodnień, wsiadali w samochód wraz z żoną/dziewczyną, jechali na berlińskie
              lotnisko i lecieli tam gdzie akurat było tanio, i można było wrócić przed
              poniedziałkiem. Tylko po to, by np. powłóczyć się 2 dni po Lizbonie. Albo
              jechali na Hel na kitesurfing, albo poeksplorować jakieś jaskinie w górach w
              Słowenii w 5 osób zwołanych ad hoc. Imponował mi ich luz i łaknienie życia,
              widziałem, że nie kłóciło się to absolutnie z ich związkami. Nawet dzieciate
              pary tam bywały. Moje dotychczasowe życie, przy tym wyglądało jak klasztor.
              Można zgryźliwie powiedzieć o mnie "zachłysnął się swiatowym życiem i stara żona
              przestała mu odpowiadać". Nieprawda, takie życie bardzo ubogaca wewnętrznie,
              poznawanie świata i swoboda w poruszaniu się po nim procentuje wielokrotnie.
              Przekazujemy to później swoim dzieciom, które stają się pewnymi siebie ludźmi, a
              nie zahukanymi w 4 ścianach zasra..ego przez psy podwórka.
              Żonie nie odpowiadał ten klimat, nie czuła się też dobrze w kręgu moich
              znajomych. Dla niej to wszystko było, zbyt "na wiariackich papierach", zbyt
              spontaniczne i nieprzygotowane. Mieliśmy do pomocy dziadków, opiekunkę, miałby
              kto 2 dni zająć się dzieckiem. A 4 latka na weekend do Barcelony można zabrać -
              to nic wielkiego. Ale jej umiłowanie domu, weekendów z obiadkami u rodziny, było
              chyba początkiem rozdźwięków między nami. Nie zrozumcie mnie źle, nie było tak,
              że każdy weekend to były jakieś wyjazdy, ale raz na 6 tygodni średnio były takie
              okazje. Żona uważała i uważa, że nie jest to towarzystwo dla nas. Owszem, częśc
              osób była hedonistyczna, zdarzało się że single-faceci szli na panienki, lub
              całe towarzystwo zapalało trawkę. W dużym stopniu to rozumiałem, jako
              odreagowanie od biurowej orki dnia codziennego. Było to także w dużym stopniu
              tracenie pieniędzy, i tu częściowo przyznaję jej rację. Ale zdobyłem w tym
              czasie także mnóstwo ciekawych doswiadczeń, poznałem wiele ciekawych części Europy.
              Czyli podsumowując, seks umarł z innych opisanych wcześniej przyczyn. Gdy
              mieliśmy możliwośc zacząć prowadzić inne, w moim mniemaniu lepsze życie, żona
              także nie przejawiała zbytniego entuzjazmu. Oczekiwania żony były następujące:
              mąż będący 5 dni w tygodniu po pracy w domu, a w weekendy obiady i kawa u
              rodziny. Jeszcze kilka lat wcześniej sam taki byłem, tak jak większość ludzi w
              moim środowisku. I to ja się zmieniłem. Zmieniłem się uważam na lepsze,
              otworzyłem bardziej na ludzi i na świat.
              OK, seksu nie było. W wielu związkach jest słąbo pod tym względem. Ale można to
              załagodzić, jeśli na innych płaszczyznach jest porozumienie. Jeśli jesteśmy
              przyjaciółmi, mamy wspólne tematy. Moja wieloletnia przyjaciółka Kasia jest
              żywym dowodem, że taki przyjacielski kontakt jest możliwy i może dawać dużo
              obustronnej satysfakcji. Jeśli miałbym taki kontakt z żoną, to myślę żę pomimo
              problemow seksualnych, nie doszło by do tak głębokiego kryzysu. Nie wiem
              dlaczego tak się stało. Żona nie jest głupią kozą, jest wykształcona (formalnie
              nawet bardziej ode mnie). Ma chyba jednak głęboko zakorzeniony wizerunek pani
              domu, strażniczki domowego ogniska, tradycyjnej matki. Nie uznaje za istotne
              sięgać zbyt głęboko, szukać górnolotnych przeżyć, stoi twardo na ziemi.
              Potrzebuje faceta który po prostu kocha, po prostu jest, jest wsparciem w
              codziennych sprawach. Nie musi z nim prowadzić analitycznych dyskusji o życiu, o
              emocjach o uczuciach, o ludziach, o świecie. Wybiera serial zamiast National
              Geographic, wybiera plotkarską gazetę zamiast książki Eichelbergera. I taki
              "domowy" byłem dla niej przez ok 8 lat, bo inny w tamtym czasie być nie umiałem.
              TAKI BYŁEM TAKŻE ciągle pracując w nowym środowisku ponieważ moja nowa aktywność
              zajmowała może z 20% czasu wolnego. Zamiast się cieszyć, że mąż nie gnuśnieje w
              domu i nie rośnie mu brzuch, to coraz bardziej dawała mi do zrozumienia, że nie
              akceptuje mojego nowego spojrzenia na spędzanie wolnego czasu.
              Ja z kolei obserwując niektóre kobiety w swoim otoczeniu, zacząłęm dostrzegać
              imponuje mi w nich przebojowość, swoboda i obycie. Poznałem późniejszą kochankę.
              Resztę znacie.
              • possessive Re: a mnie zastanawia taka rzecz 07.02.10, 22:26
                No to i ja powiem co myślę na ten temat. Miłość jest sztuką, a nie
                biernym wyborem odpowiedniego obiektu. I jak każda sztuka oprócz
                fantazji, luzu, inspiracji wymaga pracy nad sobą i nabycia pewnych
                umiejętności. Wydaje mi się, że nie do końca akceptujesz konieczność
                pracy, dyscypliny i uczenia się w tej kwestii. Z tego co napisałeś:
                kiedy nie wyszło ci z jedną kobietą, ograniczałeś się do wyboru
                innego obiektu licząc, że same odmienne cechy "obiektu" zapewnią ci
                sukces w postaci udanego związku. Tak jak porównywał to niezbyt
                modny, stary Fromm: ktoś nie chce uczyć się malować i liczy, że jak
                znajdzie odpowiedni obiekt to nagle piękny obraz namaluje się sam
                bez umiejętności.
                Jeśli chodzi o wybór obiektu: wydaje ci się, że zamieniałeś jedną
                sytuację na inną, gdy i tak, wybierałeś podobne typy kobiet czyli
                albo dajesz się dominować, albo wybierasz kobiety, skłonne do
                dominacji i absolutnie nieskłonne do współpracy.
                Kolejne: to czy związek jest dobry, czy do bani, widać od razu.
                Poznaje się to po: 1)głebokości relacji czyli poziomie bliskości
                między partnerami, 2) po tym czy w wyniku związku z tą osobą
                czujesz, że się rozwijasz, wzrastasz, czy się blokujesz i czy ten
                związek wysysa z ciebie siły i ogranicza. Czy jesteś zdolny do
                uczciwej analizy? Te pozornie nierozwiązywalne konflikty które
                przytaczasz dotyczące odmiennego trybu życia twojego i żony, to
                kwestie powierzchowne.
                • freak_from_freakland Re: a mnie zastanawia taka rzecz 08.02.10, 08:51
                  possessive napisała:

                  > No to i ja powiem co myślę na ten temat. Miłość jest sztuką, a nie
                  > biernym wyborem odpowiedniego obiektu. I jak każda sztuka oprócz
                  >.
                  >.
                  >.
                  > przytaczasz dotyczące odmiennego trybu życia twojego i żony, to
                  > kwestie powierzchowne.

                  Posessive, zaintrygowała mnie Twoja wypowiedź. Teraz jestem w pracy, więc za
                  bardzo nie mogę zebrać myśli, i precyzyjnie ubrać je w słowa, ale za jakis czas
                  zbiorę się w sobie i odpowiem. Prawdopodobnie jutro.
                  Pozdrawiam

              • songo3000 Re: a mnie zastanawia taka rzecz 07.02.10, 22:52
                Jednym słowem: Ty się rozwijasz a żonuś ciągle na płyciznach. Masz prawo się rozwijać i wzbogacać swoje życie (IMO jest to jedyny powód, dla którego jesteśmy na tym padole). Z kolei żona ma prawo być swoim małym ale przytulnym światku. Wszystko jest kwestią konsekwencji. Nie za bardzo możesz wymagać od żony zmian ale i ona nie ma prawa wymagać od Ciebie pozostania w takim chorym układzie.

                Ja dla mnie tu nie o miłość, seks, wycieczki czy babeczki chodzi. Niedopasowanie jest na o wiele wyższym poziomie abstrakcji.
              • pendzacy_krolik Re: a mnie zastanawia taka rzecz 07.02.10, 22:53
                takie gledzenie. nie ty sie zmieniles, tylko pieniadze cie zmienily.
                bo nie czytalam nic o pracy nad wlasnym wnetrzem. mozna sie zmienic
                usilnie pracujac nad soba za pomoca ksiazek psychologicznych lub
                terapeuty. a skad wiesz,ze zona sie nie zmienila,jesli nie
                rozmawiasz z nia o jej emocjach, myslach?
                • songo3000 Re: a mnie zastanawia taka rzecz 07.02.10, 23:10
                  Coś Ty taka zawistna? Podróże, nowe miejsca, kultury, ludzie poszerzają horyzonty i wzbogacają wnętrze. Szczerze polecam, bo i do swoich schiz można nabrać dystansu.
                  • pendzacy_krolik Re: a mnie zastanawia taka rzecz 08.02.10, 20:47
                    a ty jakies polowanie na kroliki urzadziles? co sie tak do mnie
                    przyczepiles? co post to "ripost"!
                    songo3000 napisał:

                    > Coś Ty taka zawistna? Podróże, nowe miejsca, kultury, ludzie
                    poszerzają horyzo
                    > nty i wzbogacają wnętrze. Szczerze polecam, bo i do swoich schiz
                    można nabrać d
                    > ystansu.
                    >
                    • songo3000 Re: a mnie zastanawia taka rzecz 08.02.10, 21:29
                      Bo lubię :P Zresztą trochę trudno się przyczepić do ludków, którzy tu nie piszą, hehe
                • freak_from_freakland Re: a mnie zastanawia taka rzecz 08.02.10, 09:07
                  pendzacy_krolik napisała:

                  > takie gledzenie. nie ty sie zmieniles, tylko pieniadze cie zmienily.
                  > bo nie czytalam nic o pracy nad wlasnym wnetrzem. mozna sie zmienic
                  > usilnie pracujac nad soba za pomoca ksiazek psychologicznych lub
                  > terapeuty. a skad wiesz,ze zona sie nie zmienila,jesli nie
                  > rozmawiasz z nia o jej emocjach, myslach?

                  Rozmawiam. To ja jestem stroną inicjatywną rozmów o czymś więcej niż o
                  codziennej logistyce. Dla niej te rozmowy są:
                  po pierwsze: rozdrapywaniem ran - to rozumiem
                  po drogie: pseudopsychologicznym, oderwanym od zycia bełkotem.
                  Żona niepotrzebuje takich rozmów. Ona potrzebuje tak naprawdę chłopka-roztropka,
                  który i gwóżdź przybije, płytki w łazience położy, pokój pomaluje i będzie się
                  razem z nią cieszył ładnym mieszkankiem, czy o zgrozo domkiem!!!.
                  Tak aktualnie kupno na kredyt domku z ogródkiem jest na tapecie. Jest to zony
                  marzenie. Wyślizguję się z tego jak mogę, bo byłoby to już zupełne uziemienie.
                  Nie zarabiamy takich kokosów by znieść to bezboleśnie. Byłoby to kosztem
                  zubożenia innych dziedzin życia i moim zdaniem spłycenie życia.
                  • mujer_bonita Re: a mnie zastanawia taka rzecz 08.02.10, 10:35
                    freak_from_freakland napisał:
                    > Tak aktualnie kupno na kredyt domku z ogródkiem jest na tapecie. Jest to zony
                    > marzenie. Wyślizguję się z tego jak mogę, bo byłoby to już zupełne uziemienie.
                    > Nie zarabiamy takich kokosów by znieść to bezboleśnie. Byłoby to kosztem
                    > zubożenia innych dziedzin życia i moim zdaniem spłycenie życia.

                    Czyli jak widać marzenia żony (kiedyś pewnie wasze wspólne) masz w głębokim poważaniu.

                    Człowieku - wybrałeś kobietę ze względy na takie a nie inne jej konkretne cechy. Po kilkunastu latach związku Ci się odwidziało i teraz wszystkie jej zalety są wadami. A może tak dałbyś kobiecinie szansę na znalezienie tego chłopka-roztropka z którym będzie szczęśliwa i będzie mogła spełniać swoje marzenia? Będziesz miał więcej czasu i energii na 'rozwój' i co sobie tam chcesz. Po jaką cholerę trwasz w tym chorym układzie? Waszych marzeń i potrzeb jak widać nie da się pogodzić - ciągniecie ten wózek w dwie różne strony!
                    • freak_from_freakland Re: a mnie zastanawia taka rzecz 08.02.10, 11:13
                      mujer_bonita napisała:

                      > Czyli jak widać marzenia żony (kiedyś pewnie wasze wspólne) masz w głębokim pow
                      > ażaniu.
                      >
                      > Człowieku - wybrałeś kobietę ze względy na takie a nie inne jej konkretne cechy
                      > . Po kilkunastu latach związku Ci się odwidziało i teraz wszystkie jej zalety s
                      > ą wadami. A może tak dałbyś kobiecinie szansę na znalezienie tego chłopka-roztr
                      > opka z którym będzie szczęśliwa i będzie mogła spełniać swoje marzenia? Będzies
                      > z miał więcej czasu i energii na 'rozwój' i co sobie tam chcesz. Po jaką choler
                      > ę trwasz w tym chorym układzie? Waszych marzeń i potrzeb jak widać nie da się p
                      > ogodzić - ciągniecie ten wózek w dwie różne strony!
                      >

                      Nigdy nie marzyłem o domku. Nigdy w życiu nie rozumiałem co ludzi ciągnie do
                      domków pod miastem kosztem wyrzeczeń przy kredycie na 20 lat. Oczywiście wiem,
                      że każdy ma inne priorytety i staram się rozumieć ludzi którym daje to radość.
                      Co mi proponujesz ?. Zagryzienie zębów i orkę na domek przez 20 lat ? kodztem
                      spłycenia życia na innych płaszczyznach ?. Do tego związek z mnóstwem problemów
                      i niespełnienie w sferze psychicznej i fizycznej w którym zona odmawia wspólnej
                      terapii?.
                      Mam w sobie wiele pokory po tym co jej i sobie zrobiłem. Są rany które trudno
                      się zabliźniają. Ale czy w imie tego mam się wyrzec wszystkiego co jest dla mnie
                      ważne i orać w milczeniu godząc sie na szare niespełnione zycie, ale w ładnym
                      domku ?. Moim zdaniem tylko człowiek sam spełniony, jest w stanie cos
                      pozytywnego z siebie dac rodzinie i otoczeniu. Godząc się na żony marzenia stanę
                      się zestresowanym frustratem.
                      Ludzie zakładają takie maski na życie. Ja tak nie umiem.

                      p.s.
                      Piszesz że domek jest żony marzeniem. OK, stał sie w takim marzeniem, gdy zaczął
                      byc w zasięgu finansowym (w sumie w zasięgu skredytowanym). Moim zdaniem i
                      zdaniem naszych rodzin i znajomych nic nam materialnie nie brakuje. Mamy
                      mieszkanie średniej wielkości, ładnie urządzone, wystarczające dla 3 osób. Inne
                      rzeczy materialne ułatwiające życie i codzienne funkcjonowanie i rozrywkę także
                      są OK.
                      Żona chciała by byc jak pani domu w amerykańskich filmach. Domek, na podjeździe
                      autko van, ale nie starsze niż 2 lata (nasze 5 letnie jest już stare wg niej), a
                      latem barbecue na ogródku dla sąsiadów. I przyklejone sztuczne uśmiechy i to
                      niby dyskretne chwalenie się tym, co się ma.
                      Sztuczność, płytkość i żenada !!!!
                      Małostkowe jest wg mnie wchodzenie w takie szczegóły życia jakie opisałem, ale
                      trochę zbulwersowała mnie Twoja wypowiedź.
                      Sorry.
                      • bi_chetny Re: a mnie zastanawia taka rzecz 08.02.10, 11:31
                        jedynym powodem, dla którego jesteś z żoną jest syn ? Nie ma naprawdę nic innego ?
                      • kutuzow Jak to jest z tymi marzeniami 08.02.10, 12:18
                        freak_from_freakland napisał:

                        > mujer_bonita napisała:
                        >
                        > > Czyli jak widać marzenia żony (kiedyś pewnie wasze wspólne) masz
                        w głębokim poważaniu.

                        > >
                        > p.s.
                        > Piszesz że domek jest żony marzeniem. OK, stał sie w takim
                        marzeniem, gdy zaczął byc w zasięgu finansowym (w sumie w zasięgu
                        skredytowanym). Moim zdaniem i zdaniem naszych rodzin i znajomych
                        nic nam materialnie nie brakuje. Mamy mieszkanie średniej wielkości,
                        ładnie urządzone, wystarczające dla 3 osób. Inne rzeczy materialne
                        ułatwiające życie i codzienne funkcjonowanie i rozrywkę także są OK.
                        Żona chciała by byc jak pani domu w amerykańskich filmach. Domek, na
                        podjeździe autko van, ale nie starsze niż 2 lata (nasze 5 letnie
                        jest już stare wg niej), a latem barbecue na ogródku dla sąsiadów. I
                        przyklejone sztuczne uśmiechy i to niby dyskretne chwalenie się tym,
                        co się ma. Sztuczność, płytkość i żenada !!!! Małostkowe jest wg
                        mnie wchodzenie w takie szczegóły życia jakie opisałem, ale
                        > trochę zbulwersowała mnie Twoja wypowiedź.
                        > Sorry.

                        Ja rozumiem spełnianie marzeń, jeśli wiąże się to ze wspólną pracą
                        obu stron. Zawsze śmieszyło mnie takie "księżniczkowanie" u
                        niektórych kobiet na zasadzie "ja mam takie marzenie -więc mój mąż
                        powinien je spełnić". Skoro to jej marzenie -ciekawy jestem w jaki
                        sposób ona sama stara się je zrealizować?

                        Mam dziwne przeczucie że podejście w stylu "zacznę pracę zarobkową,
                        dziecko jest już odchowane, będziemy mieli większe dochody, to
                        starczy nam na raty kredytów i dzięki temu zrealizujemy marzenia'
                        jest jej raczej obce. Może sie jednak mylę - mam nadzieję że autor
                        opisze coś o podejściu swojej żony do kwestii zarobkowania.
                        • mujer_bonita Re: Jak to jest z tymi marzeniami 08.02.10, 12:37
                          kutuzow napisał:
                          > Mam dziwne przeczucie że podejście w stylu "zacznę pracę zarobkową,
                          > dziecko jest już odchowane, będziemy mieli większe dochody, to
                          > starczy nam na raty kredytów i dzięki temu zrealizujemy marzenia'
                          > jest jej raczej obce.

                          A to gdzieś autor napisał, że żona nie pracuje? Bo w pierwszym poście jest, jak byk, że po dziecku wróciła do pracy.
                          • kutuzow Re: Jak to jest z tymi marzeniami 08.02.10, 13:04
                            Masz racje mujer_bonita zmylił mnie ten opis o "życiu housewife"
                            niczym z amerykańskiego serialu.
                        • freak_from_freakland Re: Jak to jest z tymi marzeniami 08.02.10, 12:43
                          kutuzow napisał:

                          > Ja rozumiem spełnianie marzeń, jeśli wiąże się to ze wspólną pracą
                          > obu stron. Zawsze śmieszyło mnie takie "księżniczkowanie" u
                          > niektórych kobiet na zasadzie "ja mam takie marzenie -więc mój mąż
                          > powinien je spełnić". Skoro to jej marzenie -ciekawy jestem w jaki
                          > sposób ona sama stara się je zrealizować?
                          >
                          > Mam dziwne przeczucie że podejście w stylu "zacznę pracę zarobkową,
                          > dziecko jest już odchowane, będziemy mieli większe dochody, to
                          > starczy nam na raty kredytów i dzięki temu zrealizujemy marzenia'
                          > jest jej raczej obce. Może sie jednak mylę - mam nadzieję że autor
                          > opisze coś o podejściu swojej żony do kwestii zarobkowania.

                          Żona pracuje. Wróciła do pracy ok. pół roku po urodzeniu dziecka, jak tylko
                          zatrudniliśmy opiekunkę. Zarabia ok 50% mniej ode mnie i lubi swoja pracę. Nigdy
                          z mniejszych zarobków nigdy nie czyniłem zarzutu, ponieważ na wszystko co
                          potrzebowaliśmy nam starczało i byliśmy/jesteśmy zadowoleni z zycia pod tym
                          względem. Z drugiej strony patrząc perspektywicznie, minusem jest to, że nie
                          mamy oszczędności, a wszystko jest finansowane z bieżących dochodów.
                          Przy moim/naszym stylu życia, spłaty drugiego kredytu pociągnęły by już za sobą
                          duże wyrzeczenia. Jeden kredyt już spłacamy.
                      • mujer_bonita Re: a mnie zastanawia taka rzecz 08.02.10, 12:33
                        freak_from_freakland napisał:
                        > Sztuczność, płytkość i żenada !!!!

                        Na pogardzie do żony i jej marzeń chcesz odbudować związek?

                        > Małostkowe jest wg mnie wchodzenie w takie szczegóły życia jakie opisałem, ale
                        > trochę zbulwersowała mnie Twoja wypowiedź.

                        A mnie bulwersuje takie traktowanie człowieka, z którym jest się w związku.
                        Pogarda, wywyższanie się. Traktowanie drugiej strony jak ułomnej.

                        > Do tego związek z mnóstwem problemów
                        > i niespełnienie w sferze psychicznej i fizycznej w którym zona odmawia wspólnej
                        > terapii?.

                        To po co W OGÓLE ciągniesz ten związek??? Czy naprawdę nie dochodzi do Ciebie to
                        co piszesz? Widzisz drzewa a lasu już nie??

                        Jeżeli naprawdę nie widzisz to może napiszę wprost - Waszych marzeń i postaw
                        życiowych NIE DA się pogodzić. Chcecie od życia ZUPEŁNIE innych rzeczy. Ani
                        lepszych ani gorszych jak chciałbyś to widzieć - po prostu INNYCH.
                  • brunetka432 Re: a mnie zastanawia taka rzecz 13.02.10, 22:36
                    • symmetryisall Re: a mnie zastanawia taka rzecz 16.02.10, 10:13
                      Tak z innej beczki - przyłóż się troszkę bardziej, z łaski swojej, do edycji
                      swoich postów, oddzielaj cytat od odpowiedzi na cytat i tak dalej, bo z tego
                      bloku tekstu trudno zrozumieć, kto komu o czym mówi.
                      • bi_chetny Re: a mnie zastanawia taka rzecz 16.02.10, 14:45
                        wylało jej się no
              • mujer_bonita :) 07.02.10, 23:05
                freak_from_freakland napisał:
                > Muszę więc zaprzeczyć dyskutantom, którzy błędnie wywnioskowali, że z
                > pełną świadomością związałem się z żoną, która od początku nie była dla mnie
                > atrakcyjna. To błędny wniosek.

                Uśmiałam się jak przeczytałam końcówkę tego akapitu. Bo właśnie powyżej opisałeś wszystko dokładnie odwrotnie. Wybrałeś kobietę, która przeczy Twojemu wewnętrznemu wizerunkowi atrakcyjności. Owszem - jest znośna - 'spokojna i nienachalna' i 'dogadujecie się' ale tak nie powie człowiek, dla którego żona jest atrakcyjną kobietą :)



                PS.
                > Czyli podsumowując, seks umarł z innych opisanych wcześniej przyczyn. Gdy
                > mieliśmy możliwośc zacząć prowadzić inne, w moim mniemaniu lepsze życie, żona
                > także nie przejawiała zbytniego entuzjazmu. Oczekiwania żony były następujące:
                > mąż będący 5 dni w tygodniu po pracy w domu, a w weekendy obiady i kawa u
                > rodziny. Jeszcze kilka lat wcześniej sam taki byłem, tak jak większość ludzi w
                > moim środowisku. I to ja się zmieniłem. Zmieniłem się uważam na lepsze,
                > otworzyłem bardziej na ludzi i na świat.

                Powiem szczerze, że jestem uczulona na takie poczucie wyższości - 'ja proponuję Ci nowe lepsze życie'. Najlepszy sposób na życie to taki, który NAM odpowiada. I do pewnego momentu ten sposób dla was obojga był taki sam a potem Ty zdecydowałeś, że wolisz coś innego. Masz do tego pełne prawo ale żona już taki samych zapatrywań mieć nie musi i nie czyni jej to gorszą - choć niestety tak jest w Twoich oczach.
                • songo3000 Re: :) 07.02.10, 23:21
                  Śmiej się Bonitka śmiej a tu sprawa jest płynna :) Przecież na początku znajomości jego wymagania oscylowały wokół pasywnej kandydatki na żonę właśnie. Można wysnuć wniosek, że wpasowywała się jednak pod 'atrakcyjna'.

                  Mi to po prostu szkoda takich ludków. Rozjazd całokształtu na początku związku czy w późnej starości to pół biedy a tak...
                  • mujer_bonita Re: :) 07.02.10, 23:32
                    songo3000 napisał:
                    > wpasowywała się jednak pod 'atrakcyjna'.

                    Jako partnerka życiowa - owszem ;) To właśnie napisał labadine a Ty się przyczepiłeś. Idealna kandydatka na żonę a nie kobietę jego życia.
                    • songo3000 Re: :) 07.02.10, 23:45
                      Momento, sugerujesz że w wieku 22 lat gość rozróżniał swoje wymagania co do 'partnerki życiowej' a 'idealnej żony'? Nie wydaje mi się. TERAZ to i ja jestem mądrala i znam się na wszystkim a w szczególności sobie samym. W jego wielu jednak ... każda miłość była tą 'na zabój', 'wieczność' i 'idealna', hehe. Taki urok czasów jak się miało pstro w głowie :)
                      • mujer_bonita Re: :) 08.02.10, 00:20
                        songo3000 napisał:
                        > Momento, sugerujesz że w wieku 22 lat gość rozróżniał swoje wymagania co do 'pa
                        > rtnerki życiowej' a 'idealnej żony'?

                        Ależ skąd. IMO wybrał na zasadzie kontrastu do poprzedniego związku.

                        > W jego wielu jedna
                        > k ... każda miłość była tą 'na zabój', 'wieczność' i 'idealna', hehe

                        No właśnie ta nie była taka 'na zabój' :P Ona była na logikę - a przy ograniczonej wiedzy o samym sobie logika wyszła jaka wyszła :/
                  • zamyslonaona Re: :) 14.02.10, 12:28
                    Nie umiem zrozumiec twojej żony dlaczego do Ciebie wrociła, myślę że
                    niewiele kobiet by sie na to zdecydowało...jeśc ogryzki po kimś
                • arronia Re: :) 08.02.10, 00:39
                  Gwoździem do trumny związku jest pogarda. Bardziej niż złość, smutek, zazdrość
                  itd. Jak pogarda hula, to rokowania są marne, marniutkie... Na tym ani miłości,
                  ani przyjaźni się nie wybuduje.

                  (Swoją drogą leciutkiego chichotu dostałam na myśl, że Eichelberger, National
                  Geographic i dwa dni w Lizbonie to szczyt wyrafinowania.)
                  • freak_from_freakland Re: :) 08.02.10, 08:24
                    arronia napisała:

                    > Gwoździem do trumny związku jest pogarda. Bardziej niż złość, smutek, zazdrość
                    > itd. Jak pogarda hula, to rokowania są marne, marniutkie... Na tym ani miłości,
                    > ani przyjaźni się nie wybuduje.
                    >
                    Arronia, nie jest to pogarda. Owszem są chwile, gdy jest we mnie czysta złośc na
                    żonę, za jej zamknięcie się, za brak zainteresowań. Tak jak napisał songo3000
                    szukanie doznań by w miarę możliwości spędzić zycie choć odrobinę kolorowo, by
                    sie rozwijać, jest naturalne. Nie chodzi o podróże, chodzi o wychodzenie z
                    domu, o kontakty z innymi ludźmi. W takim życiu jakie obecnie prowadzimy czuję
                    się jak w grobie.

                    > (Swoją drogą leciutkiego chichotu dostałam na myśl, że Eichelberger, National
                    > Geographic i dwa dni w Lizbonie to szczyt wyrafinowania.)
                    Wszystko jest kwestia skali porównawczej. Kiedyś byłem gościem co świat widział
                    dwukrotnie na wycieczce z biura podróży, a najdalej sam wypuścił się do Skalnego
                    Miasta w Czechach, więc ta wyśmiewana przez Ciebie Lizbona jest jakimś krokiem
                    do przodu. Lizbona to tylko przykład, chodzi mi bardziej o samodzielne,
                    niezorganizowane przez nikogo wypuszczanie się w świat, poznawanie innych kultur.
                    Jeśli chodzi o lektury, to samo. Jeśli czyta się Freuda czy innych klasyków w
                    oryginale, to Eichelberger będzie psychologicznym poprornem. Jesli wcześniej
                    człowiek nie interesuje się ta tematyka zbytnio, to E. jest IMO interesującą i
                    rozwijająca lekturą.
                    Pewnie, wszystko można złośliwie podsumować. Najłatwiej jest ze sobą nic nie
                    robić jak 50% społeczeństwa w PL.
                  • bigbadpig Re: :) 30.09.10, 21:38
                    > (Swoją drogą leciutkiego chichotu dostałam na myśl, że Eichelberger, National
                    > Geographic i dwa dni w Lizbonie to szczyt wyrafinowania.)

                    Koleś gdzieś napisał coś o szczycie? Nie zauważyłem, żeby aspirował do szczytu. Od razu czuć, że Ty jesteś niesamowicie wyrafinowana, ja osobiście zazdroszczę.
                    Jednakże uzewnętrznianie się z tym Twoim chichotem, wypadło już raczej średnio.
                    • bigbadpig Re: :) 30.09.10, 21:41
                      lol. ale ze mnie hiena cmentarna, ekshumator, antygrabarz
              • gacusia1 Re: a mnie zastanawia taka rzecz 08.02.10, 01:13
                Haha,jak moj maz przeczyta co napisalam,to rozwod murowany-Twoja
                zona to idealna partnerka dla mojego meza :) pod wzgledem potrzeb i
                charakteru opisanego przez Ciebie.
              • noemi123 wiesz co, żal mi cię 08.02.10, 22:07
                zachwyciłeś się międzynarodowym towarzystwem, wyjazdami znajomych
                itd.Powiem ci, że mój jeszcze mąż też oszołomił sie wielkim światem
                jak dorobił się kasy, wyjazdy, towarzystwo, imprezy, luz, kluby
                nocne, narkotyki, dziwki, potem kochanka. A ja? Ja pracowałam w
                międzynarodowej korporacji i pierdolnęłam robotę bo mało było mnie w
                domu i zauważałam jak oddalał sie ode mnie. Za późno, popłynął rzeka
                alkoholu, towarzystwa, swojego ego i zachcianek.
                A teraz? teraz kochanka kopnęła go w dupę, on 6 tydzień chleje,
                rozpacza, że miłość go rzuciła, kasa mu sie kończy, skarbówka
                dobrała sie do dupy. I ma swój wielki świat.
                A ja?
                ja mam dziecko, święty spokój w domu, co prawda mało kasy ale swój
                honor a jak zapuka w moje drzwi to tak mu pieprznę tymi drzwiami że
                nos mu złamię.
                To samo powinna zrobić twoja żona. Świat na jednym huju sie nie
                kończy i nie jedno dziecko żyje w rozbitej rodzinie, zabrałeś lepszą
                przyszłość żonie. Myślisz nadal fiutem.
                Tyle w tym temacie.
                • songo3000 Szkoda, że ludzie wylewają swoje 08.02.10, 22:13
                  frustracje w wątkach, które nijak do nich się mają. Ale chociaż sygnaturka fajna :)
                • freak_from_freakland Re: wiesz co, żal mi cię 09.02.10, 08:20
                  Noemi, masz dużo racji, moje zycie z byłą kochanką przypominało by
                  prawdopodobnie to, co spotkało Twojego męża.
                  Piszesz wulgaryzując ze myslę hujem, to tez częściowa racja. Brakuje
                  mi ognistego seksu, ale brakuje z żoną także wspolnych
                  zainteresowań, i radości ze wspólnego i zgodnego spędzania wolnego
                  czasu.
                  Żona jest natomiast dobra panią domu i matką.
                  I teraz, mając w pamięci zasadę, że nie można mieć wszystkiego,
                  nalezy nad naszymi niedopasowaniami fizycznymi i psychicznymi
                  pracować, doceniając te cechy które ma bardzo dobre.
                  Gdyby zechciała pójść choć na częściowy kompromis, a nie uważac się
                  za osobę bez wad........
                  No i te papierosy......
                  • bi_chetny Re: wiesz co, żal mi cię 09.02.10, 10:06
                    chujem - błagam...
                    • freak_from_freakland Re: wiesz co, żal mi cię 09.02.10, 14:51
                      bi_chetny napisał:

                      > chujem - błagam...
                      >
                      Jam nie biegły w słownictwie prasko-nowohuckim. Sorry, poprawię
                      się ;). Pozdro.
                  • noemi123 Re: wiesz co, żal mi cię 09.02.10, 10:44
                    u nas nic nie brakowało, była miłość do bólu, sex ognisty i bardzo
                    częsty, zdrowe dziecko, dom, pieniądze, wyjazdy spontaniczne. Co się
                    stało, że się rozpadło? Za dobrze miał, miał wszystko łatwodostępne,
                    o nic nie musiał walczyć, pstryknął palcem i już było.
                    Nie doceniał tego co ma i tyle.
                    Próbowałeś kiedyś wrócić w piątek z pracy, spakować szybko żonie i
                    sobie torbę, dzieciaki odwieźć do znajomych i zabrać ją na
                    tajemniczy spontaniczny wyjazd? Będzie protestowała ale tylko na
                    początku. Ja tak robiłam, było zajefajnie:-) Grzaliśmy się jak norki
                    gdzie popadło na takim wyjeździe:-) Kupujesz jej kwiaty? Bilety na
                    kabaret, wyjście do teatru, na zwykły spacer we dwoje...
                    Mały prezencik co jakiś czas i nie naciskać z rzuceniem palenia, ale
                    wspomnieć raz na 2-3 miesiące, powiedzieć spokojnie co czujesz, nie
                    jej zapach ale nikotynę...
                    • freak_from_freakland Re: wiesz co, żal mi cię 09.02.10, 14:49
                      Noemi, z tym wyjazdem znakomity pomysł :-). Naprawdę.
                      Co prawda planuję świetne wczesne wakacje w tym roku w maju moze w
                      czerwcu, ale coś spektakularnego wczesniej także sie przyda :-)
                      Spacer ? Zdarza się dośc często. Teatr, kabaret, był nawet blisko ze
                      3 tyg temu, ale przyszedł okres obustronnej apatii i nic nie wyszło.
                      Dzięki.
                      • noemi123 i jeszcze na poczatek 09.02.10, 16:52
                        proponuję w trakcie wyjazdu zajechać na stację benzynową
                        po...akcesoria umilające zabawę np durex play, żele nawilżające
                        smakowe, niby nic a jednak rozluźniają atmosferę, dużo zabawy może
                        być przy tym, wino również we dwoje w łożku:-)albo czerwone wino
                        popijane wspólnie w wannie podczas takiego wyjazdu:-)
                        Można również kupować żonie seksowną bieliznę ale proponuję zacząć
                        od tej bardziej przyzwoitej, co by się nie speszyła i nie
                        wystraszyła. Sądzę, że po pewnym czasie sama zacznie ubierać się
                        bardziej kobieco i zwracać uwagę na wygląd. Nie wiem, z kąd jesteś,
                        na Warmii i Mazurach poleciłabym Ci kilka dobrych hoteli lub SPA.
                        Dobry jest hotel Gołębiewski w Mikołajkach, zajefajna dyskoteka
                        (cudnie grają i upijają), baseny, wanna w pokoju, duże łóżko, klub
                        nocny, masaże, wszystko co potrzeba do dobrego tarmoszenia się:-).
                        Powodzenia!
                        • noemi123 i jeszcze muszę dopisać:-) 09.02.10, 17:03
                          u nas jak dłużej trwała monotonia , szarość życia codziennego to też
                          sie seksu odechciewało, bo codziennie było to samo, wystarczył jakiś
                          spontaniczny wyskok, wybryk i wszystko wracało na dobre bara-bara.
                          Mimo, że nie jestem z nim od roku to na samo wspomnienie o tych
                          chwilach prąd przechodzi mi po kręgosłupie, a jak dzwoni to
                          najzwyczajniej robi mi się mokro:-) świntucha jestem...
                          Ale te chwile już nie wrócą.
                          Jak wam się wino w łóżku wyleje to znaczy, że było dobrze i nie
                          przejmować się brudną pościelą, bo to najmniej ważne;-)
                • ben_hur36 Re: wiesz co, żal mi cię 09.02.10, 15:07
                  Noemi - droga kobieto powiem krótko. Jesteś boska. :)
                • red.mujer Re: wiesz co, żal mi cię 09.02.10, 20:46
                  Posluchaj sam siebie freak-i zdecyduj zeby nie zatopic sie w tym marazmie- sa
                  dwa wyjscia
                  1.albo rozstanie z zoną- najlatwiej i co dajej? zostaniesz moze slawnym
                  podroznikiem?
                  2. albo ciezka praca nad soba rozwoj wewnetrzny a nie zewnetrzny i nawet jak sie
                  bedziesz poczatkowo "zmuszal" milosc do zony w duuuzej dawce- jesli jestes
                  wierzacy to modl sie szczerze o to - moze pomoze.
                  Tez mysle ze czujesz sie od zony lepszy i bardziej nazwijmy to "niesamowity" a
                  ona nudna i szara- sproboj dac jej swoja milosc (czyli tu przeciwienstwo
                  wlasnego egoizmu i egocentryzmu- po prostu nie mysl o sobie i swoim szczesciu
                  tylko o jej szczesciu) i zobaczysz moze pomoze moze cos ruszy moze i ona
                  nabierze kolorow
                  Po prostu przestan sie tak koncentrowac na wlasnej osobie i swoim
                  "nieszczesciu". Nogi Ci urwalo? Syn Ci umarl? Polecem ksiazke "Dzikie serce"-
                  tęsknoty męskiej duszy Johna Eldredge.
        • pendzacy_krolik Re: a mnie zastanawia taka rzecz 07.02.10, 22:47
          a moze ona nie chce chodzic na silownie? czy to obowiazek w tych
          czasach miec idealna figure? mysle,ze prosciej bedzie dla tej pani
          jednak zmienic partnera. dlaczego to ona ma sie do niego
          dostosowywac?
          rachela25 napisała:

          > Wykup jej karnet na siłownie/basen i chodzcie razem. Daj jej na
          > fryzjera i kosmetyczke. To prawda że kobieta jak nie ma motywacji
          to
          > przestaje jej zależeć na swoim wyglądzie.
          • songo3000 Re: a mnie zastanawia taka rzecz 07.02.10, 23:31
            Nie ma takiego obowiązku. Nie ma też obowiązku się myć, mieć zdrowych zębów czy zmieniać spleśniałych skarpetek. Jeżeli jednak chce mieć tego faceta (i jakiegokolwiek z podobnymi zapatrywaniami) to bardzo mi przykro, jednak MA.

            Z tym 'prościej' u grubej, nie dbającej o siebie i dzieciatej kobiety to już czystą demagogię uprawiasz :)
          • porucznikowa Re: a mnie zastanawia taka rzecz 07.02.10, 23:32
            Autor wątku napisał: <Moja żona przez wszystkie lata naszego związku jest
            konsekwentnie tą sama osobą,
            nie zmieniłą się ani o jotę.>A na co liczyłeś i po jaką cholerę wróciłeś do
            domu.Drugi raz przecież kota worku nie brałeś.Tłumaczysz się byłem młody
            itp...ale teraz szczęśliwy też nie jesteś,a trochę lat ci przybyło i
            doświadczenia.Ty chyba nie możesz się pozbierać...przyznam kochanka dała ci po
            jajach.Oczekujesz pewnie,żeby żona rany ci wylizała.
            • bi_chetny Re: a mnie zastanawia taka rzecz 08.02.10, 11:36
              Moim zdaniem powinieneś koniecznie iść sam na terapię. Żeby uporządkować to co
              masz w głowie. Tak na szybko - pragniesz kobiet o wysokim libido i erotyczności,
              jednak nie do końca pasuje ci ich temperament i fakt, że raczej nie będzie
              sielankowo. Twoja żona jest taką przystanią, w której czujesz się bezpiecznie -
              jednakże niestety nie ma wtedy też adrenaliny, do której tęsknisz. Po kolejnym
              zranieniu przez kobietę wróciłeś do żony. I prawdopodobnie tak będzie wyglądał
              wasz związek - ona będzie cię przyjmować co jakiś czas, po kolejnej burzliwej
              przygodzie.
              Terapia potrzebna jest na początek tobie, żebyś zrozumiał, kim jesteś i czego
              naprawdę potrzebujesz. Wtedy będzie łatwiej podjąć kolejne decyzje. Nie warunkuj
              wizyty u specjalisty zgodą żony.
    • ame-2 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 14:16
      Pięknie opowiedziana dość typowa historia, bez happy endu.
      Popełniłeś kilka błędów, powiedziałabym nawet, że je kilka razy
      powtórzyleś. Po pierwsze wybór żony - raczej racjonalny, bo
      przewidywalności w życiu chciałeś po pierwszym zranieniu, a później,
      ta przewidywalność i stabilizacja zaczęła Cię uwierać. Zapragnąłeś
      jakieś odskoczni, adrenaliny, być może jednym z powodów było
      zachłyśnięcie się modelem życia, jaki widziałeś u kolegów z pracy,
      odezwała się też podświadomie ukryta z lat młodości fascynacja
      kobietą o wysokiej erotyczności. A tu w domu kobieta, która jest
      przewidywalna do granic mozliwości. Przestala Cię kręcić, nie była
      żadnym wyzwaniem, więc zacząłeś doszukiwać się wszelkich cech, które
      Cię w niej drażnią. Poszedłeś najprostszą drogą - poszukałeś
      kobiety, która była zupełnym przeciwieństwem twojej żony. Wtedy nie
      myślałeś o konsekwencjach tego faktu. Urządziłeś się wygodnie, Z
      jednej strony stabilny, dobrze funkcjonujący dom, z drugiej -
      cudowna odskocznia od szarej rzeczywistości, fascynacja nowym,
      adrenalina, cudowny sex. A konsekwencje były raczej nietrudne do
      przewidzenia. Taki stan trwa zazwyczaj do momentu, aż sprawa się
      wyda lub kochanka zacznie naciskać na zmianę swojego statusu. I tak
      się stało i w tym wypadku, tylko wtedy okazało się, że z nową
      partnerką cudowny jest tylko sex. Codzienne życie, to raczej koszmar.
      Ja obstawiałabym raczej, że Ty tak - zakochałeś się w niej, a może
      raczej w wyobrażeniu o jej osobie, bo potem pokazała Ci swoje całe
      oblicze, ale w niej uczucia do Ciebie nie było. Był fajny sex i
      wyrachowanie, aby jakoś sobie życie ustawić. Bo powiedz, gdzie jej
      uczucia w stosunku do ciebie, gdzie jakaś odrobina empatii, jeśli
      nie obchodzą ją twoje uczucia do syna? Gdzie wspólna troska o
      budowanie związku również na płaszczyźnie materialnej i
      organizacyjnej? Zero - ona wniosła tylko dobry sex - ty miałeś
      stanąć na rzęsach i urządzić resztę. Zwykłe wyrachowanie. Nie łudź
      się, że nawet jakbyś na tych rzęsach stanął i urządził jej wygodny
      świat, to żyli byście długo i szczęśliwie. Jaką masz gwarancję, że
      jeśli pojawiłby się ktoś, kto zaoferowałby jej lepszy status, nie
      poszedłbyś w odstawkę? W najlepszym wypadku, jeśli materialnie
      byłaby zadowolona, trwała by z tobą, ale czy masz gwarancję, że po
      czasie euforii i znudzenia związkiem, nie miałaby skrupułów na małą
      ourozmaicenie na boku?

      Oceń ją obiektywnie - teraz z perspektywy czasu - bo według mnie to
      to, za co ją podziwiałeś - upór i konsekwencję, też możnaby
      podciągnąć pod zwykłe wyrachowanie. Dbanie o siebie, to też
      element, który był niezbędny do osiągania konkretnych celów.

      Kplejny błąd jaki widzę, to po co wracałeś do żony - bo tak było
      wygodniej? Wiem - powiesz, bo syn, bo myślałem, że będzie inaczej.
      Tak było prościej, stabilizacja materialna i życiowa zadecydowała, a
      teraz uwiera Cię, że w związku brak fajerwerków i super sexu. Trzeba
      było zamieszkać blisko, ale osobno, aby mieć dobry kontakt z synem i
      albo powoli postarać się odbudować relacje z żoną, albo od nowa
      układać sobie życie.
      Z tego co widzę - to Ty potrzebujesz terapii, bo nie umiesz czerpać
      z tego związku radości i nie widzisz w nim sensu. Jest ci jakoś tam
      w miarę wygodnie, ale szczęśliwy to ty nie jesteś, bo ciągle tęsknisz
      za tymi emocjami, jakie były ci dane. Żona jakoś tam się pozbierała,
      pomimo wielkiego zranienia, ale aby mogła się zmienić, popracować
      nad sobą, musiałaby widzieć błysk pożądania w Twoich oczach. A co
      ona widzi - ucieczkę z sypialni na basen lub gdzieś tam. Powiedz
      jej, że jej pragniesz, że chciałbyś wrócić do takich relacji w
      sypialni, jakie mieliście na początku związku. Metodą małych
      kroczków, dowartościowania żony myślę, że możnaby osiągnąć dużo,
      wszak nie była ona zamknięta kiedyś na różne eksperymenty w
      sypialni. Tylko tu,to ty musiałbyś się bardzo postarać, zmienić coś
      w głowie, aby jakoś to pożądanie wskrzesić.

      Nie wiem, jak to zrobić, ale myślę, że dobry terapeuta podsunąłby
      pomysły jak tego dokonać. Możesz spróbować sam z tą terapią, może w
      trakcie i żonę da się namówić, jak zobaczy pozytywne efekty zmian,
      jakie przynosi
      • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 17:13
        ame-2 napisała:

        > Pięknie opowiedziana dość typowa historia, bez happy endu.
        > Popełniłeś kilka błędów, powiedziałabym nawet, że je kilka razy
        >.
        >.
        >.
        > trakcie i żonę da się namówić, jak zobaczy pozytywne efekty zmian,
        > jakie przynosi
        Ame-2, dzięki za tego posta. Masz bardzo analityczny umysł, i wypunktowałaś/eś
        mnie idealnie. Mam tylko jedno dopowiedzenie. Jeszcze będąc z kochanką widziałam
        raczej marne perspektywy na przyszłość, pod koniec przestałem jej ufać. Miałem
        niszczącą miaszaninę największych emocji - miłości i braku zaufania, ale bez
        seksu z nią po kilku dniach niemalże chodziłęm po ścianach. Ona jest przepiękną
        kobietą i myślę, że dopóki natura jej tej kobiecości nie zabierze, to będzie
        łamac życie facetom.
        Relacje z żoną - najkrócej jak sie da, ujmę to tak, że gdyby seks dawał mi
        więcej satysfakcji, to resztę dało by się odbudować. Czuję ciągle syndrom
        odstawienia, pragnę jak niczego innego na świecie choć 50% tego "lotu" jaki
        pamiętam z przed kilku lat. Jak narkoman. Marzę o tym, nie było dnia bym o tym
        nie myślał i nie pragnął.
        Pod tym względem potrzebuję terapii, lub bromu na zmniejszenie libido jaki
        podawali kiedyś w wojsku ;). Masz rację, że podróże, wysilek fizyczny to
        substytuty, wypełniacze.
        Ponaciskam na żonę jeszcze trochę na terapię. Jeśli się nie zgodzi pójdę sam.
        Może coś dobrego wyniknie, nie zaszkodzi spróbować.
        Dziękuję także za posty Esteraj i Lilyrush.
        Pozdrawiam serdecznie.
        • ame-2 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 19:22
          Dziekuję za miłe słowa...Chcę jeszcze dodać, bo nie wszystko się
          dało tak od razu, że z jednej strony bardzo Cię rozumiem, z drugiej
          zaś wiem, że odczucia tego wszystkiego co było i jest w waszym
          małżeństwie, od strony żony mogą być zupełnie inne. Zadaj sobie trud
          i sam ze sobą przeprowadź taki autentyczny rachunek sumienia, bez
          usprawiedliwiania, odpowiedz sobie - nie nam, czy wtedy, kiedy
          zaczęło się twoje oddalanie od żony tj. po urodzeniu dziecka, ty
          byłeś tak do końca w porządku. Pojawienie się dziecka burzy cały
          dotychczasowy ład, angażuje zazwyczaj matkę, która czuje się
          zmęczona, brakuje jej czasu, nawet niekiedy wpada w depresję i jest
          to naprawdę bardzo trudny okres dla rodziny. Może z jej ust padłyby
          takie zarzuty, że to ty odsunąłeś się od niej i nie dałeś jej
          oczekiwanej pomocy i wsparcia w tym czasie? A potem poszło już po
          równi pochyłej i stało się, jak się stało.

          Spróbuj wypunktować sobie te dobre cechy swojej żony, bo napewno je
          ma, a mniej skupiaj się na tych, które ci przeszkadzają /bo nikt nie
          jest idealny i zawsze coś trzeba odpuścić/. Z twego opisu wnioskuję,
          że ma ona wiele dobrych cech i mów jej o tym. To naprawdę
          podbudowuje, a poza tym, udowodnione jest naukowo, że na facetów
          działają bodźce wzrokowe, a na kobiety słuchowe i dotykowe. To
          tłumaczy, dlaczego z piękną Bardotką mężczyźni mogą 3x mocniej,
          dłużej i intensywniej. Na kobiety dobre słowo, miły gest w ciągu
          dnia, przytulenie bez okazji są najlepszym preludium do udanej nocy.

          Zostawcie sobie marginesy wolności, te które wam odpowiadają i nie
          próbujcie na siłę dopasowywać partnera pod każdym względem do siebie.
          Nie wszystko to, co lubisz ty musi lubić twoja żona i odwrotnie.

          Powiedz jej też o tym, że marzysz o odbudowaniu tej najintymniejszej
          sfery waszego życia, takiej z początku waszego związku, kiedy
          byliście szczęśliwi, że jest to dla ciebie ważne, że chcesz, by ona
          ci w tym pomogła. Niech wie, że ty nie marzysz o domku, bo on nie
          scementuje waszego związku, ale o niej i tych cudownych emocjach,
          które najmocniej potrafią związać. Może małymi kroczkami to się uda,
          jeśli oboje bardzo tego będziecie chcieli.

          Zawsze w konfliktowych sytuacjach najbardziej zawodzi komunikacja.
          Każda strona ma swoje racje, powody do frustracji i tylko
          wypunktowanie ich i próba zrozumienia stanowiska drugiej strony,
          może dać jakiś efekt. Ale do tego trzeba dialogu i dobrej woli obu
          stron.

          Zawsze łatwiej radzi się komuś, trudniej znależć rozwiązanie, we
          wlasnej sprawie. Nie mniej życzę Tobie - Wam odnalezienia pięknej,
          wspólnej przyszłości, takiej, w której po latach, będziesz mógł
          przytulić się w łóżku do swojej żony i szepnąć jej, że w życiu tak
          naprawdę - to tylko ją kochałeś, reszta była tylko szaloną
          fascynacją.
          • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 20:05
            Dzięki ame-2.
            Od mojego powrotu zrobiłem sporo by NAS uzdrowić, może chaotycznie, może czasem
            brakowało mi konsekwencji, było kilka momentów że opadły mi ręce i wpadałem w
            apatię, ale żona sama przyznała że widziała moje starania. Do czasu aż rok temu
            opadły mi ręce na dobre. Sił mi nie starczyło.
            Może to małostkowe, ale na początek (już któryś z kolei) na pewno będę domagał
            poradzenia sobie z nałogiem nikotynowym. Fizycznie blokuję się przez to
            okrutnie. Nawet po wielu godzinach niepalenia ten smród wydobywa się gdzieś z
            gardła, z głębi płuc, ze skóry, z włosów. Całe ciało jest tym skażone.
            Pamiętam jak może smakować kobieta nie paląca, jaką może ujmować zapachem,
            smakiem. Pamiętam doskonale jak długo nie odrywając ust od siebie, można
            oddychać wzajemnie swoimi oddechami. Gdy się tak akceptuje jej ciało, że nie ma
            żadnych wzajemnych blokad. Jest niesamowity lot, wolność i euforia. Wiem, ze to
            uczucie było błędnie ulokowane, ale wtedy dowiedziałem się, że jestem zdolny tak
            intensywnie odczuwać bliskość fizyczną. Songo3000 pisał o seksie który
            przysłania cały świat, i to jest niebywałe doświadczenie. Chciałbym odnaleźć
            choć krótkotrwałe błyski tych emocji. Odnaleźć z żoną.
            • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 20:13
              a ten swoje. dlugo masz zamiar zyc wspomnieniami? mam propozycje -
              napisz ksiazke, bo dobrze sie ciebie czyta. przynajmniej jakis
              pozytek bedzie no i kasa wpadnie.
              ps. z fajkami - popieram.moj maz rzucil po 2 latach malzenstwa ze
              mna. a tez palil od 16tego roku zycia. moze zaproponuj jej tylko to?
              bo jak bedziesz co jakis czas stawial jej wymagania to sie zniecheci
              i zablokuje.
              • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 20:27
                pendzacy_krolik napisała:

                > a ten swoje. dlugo masz zamiar zyc wspomnieniami? mam propozycje -
                > napisz ksiazke, bo dobrze sie ciebie czyta. przynajmniej jakis
                > pozytek bedzie no i kasa wpadnie.
                Trywializować - żadna sztuka. Może strzelę kulą w płot, ale spróbuję: zapewne
                nie przeżyłaś takiego lotu, nie wiesz więc o czym mówię.
                > ps. z fajkami - popieram.moj maz rzucil po 2 latach malzenstwa ze
                > mna. a tez palil od 16tego roku zycia. moze zaproponuj jej tylko to?
                > bo jak bedziesz co jakis czas stawial jej wymagania to sie zniecheci
                > i zablokuje.
                dziękuję bardzo
                • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 20:43
                  mam wiecej szczescia niz ty, bo przezywalam takie "loty" kilkanascie
                  lat i to z wlasnym malzonkiem.ale ja, w przeciwienstwie do ciebie,
                  kochalam moja druga polowe, po prostu - wyszlam za maz z milosci.
                  i nie rozpaczam teraz.
              • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 20:30
                Jako osoba niepaląca i wrogo nastawiona do palaczy obojga płci nie będę się wypowiadał o mdłościach na myśl o seksie z cuchnącą palaczką. Nie byłby to obiektywne.
            • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 20:21
              freak_from_freakland napisał:

              > Dzięki ame-2.
              > Od mojego powrotu zrobiłem sporo by NAS uzdrowić, może chaotycznie, może czasem
              > brakowało mi konsekwencji, było kilka momentów że opadły mi ręce i wpadałem w
              > apatię, ale żona sama przyznała że widziała moje starania. Do czasu aż rok temu
              > opadły mi ręce na dobre. Sił mi nie starczyło.
              > Może to małostkowe, ale na początek (już któryś z kolei) na pewno będę domagał
              > poradzenia sobie z nałogiem nikotynowym. Fizycznie blokuję się przez to
              > okrutnie. Nawet po wielu godzinach niepalenia ten smród wydobywa się gdzieś z
              > gardła, z głębi płuc, ze skóry, z włosów. Całe ciało jest tym skażone.
              > Pamiętam jak może smakować kobieta nie paląca, jaką może ujmować zapachem,
              > smakiem. Pamiętam doskonale jak długo nie odrywając ust od siebie, można
              > oddychać wzajemnie swoimi oddechami. Gdy się tak akceptuje jej ciało, że nie ma
              > żadnych wzajemnych blokad. Jest niesamowity lot, wolność i euforia. Wiem, ze to
              > uczucie było błędnie ulokowane, ale wtedy dowiedziałem się, że jestem zdolny ta
              > k
              > intensywnie odczuwać bliskość fizyczną. Songo3000 pisał o seksie który
              > przysłania cały świat, i to jest niebywałe doświadczenie. Chciałbym odnaleźć
              > choć krótkotrwałe błyski tych emocji. Odnaleźć z żoną.

              I dodam jeszcze, że gdybym to z nią odnalazł, to nad innymi naszymi
              niedopasowaniami takimi jak zainteresowania, inne spędzanie wolnego czasu także
              dało by się pracować. Ale nie może być tak, że ona nic ze sobą nie robi, i
              ucieka od każdego wyzwania i każdej bariery której pokonanie wymaga wysiłku.
              Żona ma dobre cechy, które cenię i o których pisałem.
              Pewnie Pędzoncy_królik napisze, że wystarczająco dużo zrobiła, bo mnie przyjęła
              z powrotem. Ale ja się z tym nie zgadzam. Nie tłumaczy to jej dalszej i ciągłej
              bierności.
              • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 20:33
                freak_from_freakland napisał:

                > Pewnie Pędzoncy_królik napisze, że wystarczająco dużo zrobiła, bo mnie przyjęła
                Równie sarkastycznie można powiedzieć, że Ty łaskawie się zdecydowałeś do niej wrócić i mamy 1:1
                • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 20:52
                  wyjales mi to z ust
                  songo3000 napisał:

                  > freak_from_freakland napisał:
                  >
                  > > Pewnie Pędzoncy_królik napisze, że wystarczająco dużo zrobiła,
                  bo mnie pr
                  > zyjęła
                  > Równie sarkastycznie można powiedzieć, że Ty łaskawie się
                  zdecydowałeś do niej
                  > wrócić i mamy 1:1
                  >
              • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 21:00
                i moze na gdybaniu jednak zakoncz ten zwiazek?
                nie chcialam o sobie tutaj wiele pisac,ale widze,ze musze.
                mojego zwiazku nie uratowal nawet wspanialy seks. bo: facet mysli,ze
                jak seks wspanialy to cala reszta sie jakosc ulozy, a kobieta
                odwrotnie - jak sie wszytko uklada to seks bedzie wspanialy. nie
                ukladalo sie w dzien to jak moglo byc w nocy? i tak nam z mezem
                zeszlo 20 lat.
            • ame-2 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 09:02
              Argument z papierosami jest przekonujący, może powodować blokadę,
              tak zresztą jak wiele innych czynników - odór alkoholu, brak
              higieny, niekomfortowe miejsce i wiele, wiele innych. Rzeczywiście
              dopiero pozbycie się ich, daje szansę na pełniejsze przeżywanie
              rozkoszy.

              Dziękuję za pokazanie twojej historii z taką wnikliwością.
              Często obserwując z boku podobne zdarzenia jak twoje, gdy facet z
              dobrze poukładanego domu i od własnego dziecka, odchodzi na niepewny
              grunt, by wychowywać cudze dziecko - nie mieści nam się to w głowie,
              myślimy: dupek, egoista. Ty pokazałeś to wszystko tak sugestywnie,
              z całą paletą dręczących cię emocji i rozdartego serca, że można to
              poczuć i zrozumieć.
              I nie dziwi fakt, że te najwspanialsze uczucia, jakie dane było ci
              przeżyć, wracają nieustannie. Sama myśl o nich wywołuje pragnienia
              takie, że chodzisz po ścianach.
              Przecież nie chodzi tylko o to, aby zaspokoić głód. Cała przyjemność
              jest wtedy, gdy danie jest naprawdę smaczne...
            • arronia Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 15:30
              A propos tych papierosów. Sama nie palę, nie lubię, śmierdzą mi, nie byłam też w
              żadnym związku z palaczem. Więc rozumiem niechęć do papierosów. I zawsze jestem
              za rzucaniem tychże.

              Ale... Twoja żona paliła i wcześniej, i w ciągu waszych ośmiu tłustych lat.
              Dlatego myślę, że to problem pozorny. Coś, co odciąga Cię od sedna spraw. A
              uprawiając gdybologię: gdyby kochanka była paląca, to żonie byś zarzucał, że
              pali zbyt prostacko, że nie ma w niej tej klasy femme fatale zaciągającej się
              papierosem, albo nie ma w niej tego zachłyśnięcia się każdym doznaniem,
              pazerności na życie w każdym przejawie, że pali nie te papierosy, że pali tylko
              jedne itd.
          • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 20:09
            ame-2 napisała:



            > > Zawsze łatwiej radzi się komuś, trudniej znależć rozwiązanie, we
            > wlasnej sprawie. Nie mniej życzę Tobie - Wam odnalezienia pięknej,
            > wspólnej przyszłości, takiej, w której po latach, będziesz mógł
            > przytulić się w łóżku do swojej żony i szepnąć jej, że w życiu tak
            > naprawdę - to tylko ją kochałeś, reszta była tylko szaloną
            > fascynacją.

            wlasciwie na tym mozna by zakonczyc porady dla autora.
            pieknie to napisalas. tylko,ze to takie troche ksiazkowe. ile razy
            slyszalam to od meza? a wyszlo, jak wyszlo.
    • esteraj Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 14:57
      Bardzo Ci współczuję Twojej sytuacji. Bardzo dobrze wiem, co czujesz.
      Nie mam pojęcia, czy uda Ci się odmienić Twoje małżeństwo. Faktycznie dziwię
      się, że Twoja żona nie odebrała lekcji zdrady. Jak większość, uważa pewnie, że
      winę ponosisz Ty za całą sytuację. Prawda jest taka, że zdrada nie zdarza się
      bez powodu. Widać, że dla Ciebie to była dobra i skuteczna lekcja, więc odbieram
      Ciebie pozytywnie.

      Sądzę, że Twoja żona wykorzystuje Twoje poczucie winy. Uważa, że to tylko Ty
      musisz się starać, może nawet chce Ciebie bardziej zgnębić, ukorzyć, żeby w ten
      sposób zrekompensować swoją krzywdę.
      To naprawdę bardzo skomplikowane. Sama się zastanawiałam, czy człowiek ma już
      wgrane jakieś określone zachowania do danych sytuacji, czy to kwestia
      wychowania, nie wiem.

      Na bank Twojej żonie jest potrzebny psycholog.
      Dziwi mnie jej postawa. Czy ona nigdy nie chciała dogłębnie zanalizować
      problemu? Rozumiem, że jej ego mocno podupadło i na pewno potrzebuje od Ciebie
      większego zainteresowania. Tylko, że faktycznie łatwo jest przekroczyć pewną
      granicę i zaczyna się wykorzystywanie poczucia winy drugiej osoby.

      Jeśli chodzi o Ciebie, to widać, że miotasz się pomiędzy dwoma światami. Jeden
      to odpowiedzialność za rodzinę, drugi to życie bez zobowiązań, pełen przygód i
      zabawy. Idealną sprawą byłoby wypośrodkowanie i do tego dążysz, tylko brak Ci
      chęci ze strony żony.

      Faktycznie potrzebna jest duża wytrwałość z Twojej strony. Podobno kropla drąży
      skałę. Oby Ci się udało.

      Zmienić postawę innej osoby to nie lada wyzwanie, ale konsekwencją można
      zdziałać cuda.
      • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 18:51
        i to robi kobieta kobiecie? bleee
        • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 20:10
          A co takiego robi? Potrafisz to wyartykułować czy ten jad jest raczej bezpostaciowy?
          • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 20:24
            inteligentny zrozumie, a facet bedzie pytal:)
            ps. zmien sobie sygnaturke.

            songo3000 napisał:

            > A co takiego robi? Potrafisz to wyartykułować czy ten jad jest
            raczej bezpostac
            > iowy?
            >
            • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 20:37
              Aha, czyli jad jest bezpostaciowy. Skoda bo to go trochę przytępia :)

              PS. w sprawie sygnaturki nie widzę magicznego słowa :P
              • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 20:55
                jad ma postac plynna. nie wiesz?
                jakiego magicznego slowa? powinno byc:"songo3000-szowinista", daruj
                sobie wredny ,bo w tym okresleniu jest to juz zawarte:)

                songo3000 napisał:

                > Aha, czyli jad jest bezpostaciowy. Skoda bo to go trochę
                przytępia :)
                >
                > PS. w sprawie sygnaturki nie widzę magicznego słowa :P
                >
                • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 21:39
                  pendzacy_krolik napisała:

                  > jad ma postac plynna. nie wiesz?
                  Jego postać zależy od stanu skupienia, nie wiesz? chciałem coś napisać o skończeniu podstawówki ale wrednie by wyszło...

                  > jakiego magicznego slowa?
                  W zasadzie to mnie nie dziwi że nie go nie znasz, hehe. A polecam, dużo w życiu można za jego pomocą osiągnąć.

                  > powinno byc:"songo3000-szowinista", daruj
                  > sobie wredny ,bo w tym okresleniu jest to juz zawarte:)
                  To teraz wespnij się na wyżyny elokwencji i podaj jakąś argumentację za tym 'szowinistą'. Pokrzykiwania z Twojej strony "bo JA tak chcę" jakoś niestety po mnie spływają. No dalej, użyj siły swojego kobiecego intelektu na szowiniście :)))
                  • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 09:00
                    songo3000 napisał:

                    > chciałem coś napisać o skończeniu podstawówki ale wrednie by
                    wyszło...

                    juz napisales:)
                    >
                    > W zasadzie to mnie nie dziwi że nie go nie znasz, hehe. A polecam,
                    dużo w życiu można za jego pomocą osiągnąć.

                    gdybym umiala czytac w myslach to skonczylabym dyskusje z toba juz
                    po pierwszym poscie:)
                    >
                    >> To teraz wespnij się na wyżyny elokwencji

                    nie moge, jestem w necie. w realu chetnie:) a dlaczego? poczytaj
                    sobie, co oznacza elokwencja.


    • lilyrush Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 15:30
      Ha..jakbym czytała historie mojego bezsensownego małżeństwa. Identycznie- moj
      eks to Twoja żona. Tylko ja sie zafundowałam sobie płomiennego romansu z
      odchodzeniem i wracaniem. Ja odeszłam z rocznym dzieckiem kiedy wiedziałam, ze
      nie chce tak dalej życ i bardzo mi do tego romansu blisko. Po 3 latach od
      odejścia niezależnie od tego, co się w moim życiu działo rozwodu nie żałowałam.
      Twoja żona sie nie zmieni, bo ona zupełnie nie czuje takiej potrzeby, to nie jej
      świat.
      Wracanie, terapie i takie tam nic nie dadza. Ale zgodzisz sie na codzienna
      frustracje i będziesz w tym trwał, albo sie rozstaniecie i spróbujesz zbudować
      normalne życie. Ale jeśli to nowe życie to uważaj na kolejna skrajność...
      • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 18:53
        lilyrush napisała:

        > Ja odeszłam z rocznym dzieckiem kiedy wiedziałam, ze
        > nie chce tak dalej życ i bardzo mi do tego romansu blisko.

        a gdyby ci bylo daleko tez bys odeszla? odeszlas,bo pojawil sie ktos
        inny na horyzoncie.
        • lilyrush Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 19:01
          pendzacy_krolik napisała:

          >
          > a gdyby ci bylo daleko tez bys odeszla? odeszlas,bo pojawil sie ktos
          > inny na horyzoncie.

          I tu się totalnie mylisz. Nie było nikogo na horyzoncie. Chodziło mi o to, ze w
          mojej głowie pojawiło sie przyzwolenie na bycie z kimś innym, co co dla mnie
          było ostatecznym dowodem na to, ze mojego eksa nie kocham.
          Może to dla Ciebie niepojęte, ale nie każdy zdradza
          • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 20:03
            w takim razie zle odczytalam to,co napisalas, a napisalas ,ze
            kochanek byl blisko czy jakos tak. stad moj wywod.
            akurat zle trafilas, bo jestem wrogiem zdradzania.
            • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 20:41
              pendzacy_krolik napisała:

              > akurat zle trafilas, bo jestem wrogiem zdradzania.
              A jak wiadomo wrogowie czają się za każdym rogiem. Czujność, tylko czujność Towarzyszki może nas uratować...

              Cholera, że się w pełni nie załapałem na tamte piękne czasy ;)
              • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 20:57
                songo3000 napisał:

                > Cholera, że się w pełni nie załapałem na tamte piękne czasy ;)
                >
                zaluj,moze bylbys teraz porzadnym czlowiekiem?:)
                • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 21:43
                  'Porządni człowiecy' pisują na tym forum, że żona wyprowadziła się do osobnego łoża. Pytają też czy jak będą więcej sprzątać, prać i gotować to będzie więcej seksu. To ja te żale jeszcze przemyśle :)
                  • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 08:56
                    od porzadnych ludzi zony sie nie izoluja.
                    • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 15:17
                      Proponuję skonfrontować swoje idealistyczno-harequinowe wyobrażenia z realnymi sytuacjami. Na przykład za pomocą funkcji "szukaj" na tym forum.
    • oronga79 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 08.02.10, 21:36
      z twojej opowiesci wynika ze duzy wplyw miala na Ciebie pierwsza
      znajomosc i pewnie szukasz jakis cech tamtej pierwszej dziewczyny.
      Popadasz w skrajnosci a twoje uczucia to albo euforia na maxa albo
      calkowity brak zainteresowania.
      Ta osoba ktorą byles zafascynowany z tego co piszesz byla
      niezrównowazona emocjonalnie i z psychologicznego punku widzenia
      niedojrzała i mająca cechy osoby z rodziny dysfunkcyjnej...(dluzszy
      temat na rozmowe)
      Zastanow się co Cię w niej kręciło - niepewność..., dreszczyk emocji
      ...
      Czy z żoną bylo Ci kiedys tak że miales dreszcze emocji czy zawsze
      było średnio?
      Są małzenstwa ktore moga miec srednio ale inne dziedziny sa super.
      Ja osobiscie moge powiedziec ze takze szukalam zawsze osoby z ktora
      bedzie mi super i beda iskry lecialy podczas seksu, ale teraz po 5
      latach malzenstwa wiem ze rownie bardzo liczy sie to czego nie mam
      czyli rozmowa i wspolne tematy do rozmowy i to zaczyna doskwierac.
      ciezko jest kogos zmusic/namowic do zmiany (sama walcze z tym)
      jedyne co mozesz zrobic to delikatnie dawac do zrozumienia zonie ze
      tesknisz za pewna sfera zycia ale to wiaze sie z tym ze ona nie moze
      palic, nie wiem schudnac itp.
      Jeszcze jedno - powiedziales ze imponowalo ci ze Ona (tamta )
      potrafila jezdzic na rowerze nawet na mrozie, ja takze lubie sport
      ale niestety wiem sporo o obsesjach na punkcie wygladu i odzywania i
      tamtą osobę tak odbieram - jej wyglad - jej narzędzie do seksu - jej
      jedyna broń i zarazem wabik i ona wiedziala o tym że musi o to dbać -
      • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 08:44
        oronga79 napisała:
        >
        >
        dbać -
        Tu masz 100% racji. Pewnie z terapeutycznego punktu widzenia lepiej
        jest nie wracać do tematu kochanki, ale zaciekawiła mnie celnośc
        Twojej diagnozy. Ona zdecydowania miała cechy wychowania w rodzinie
        dysfunkcyjnej, jej zycie to "walka o ogień", taka sama jak w
        dzieciństwie w gromadzie braci i sióstr w niedostatku materialnym i
        emocjonalnym. Inwestycje w ciało i urodę jako wabik i kartę
        przetargową w związkach - także racja.
        Może nie powinienem tego pisać, ale myślę, że ona jeszcze ciągle
        płaci cenę za nasz związek. W poprzednich związkach szła przez życie
        jak czołg, facetów traktując jak pionki. Nasze rozstanie odczuła na
        pewno - zmieniła godziny pracy by sie nie spotykać, zmieniła miejsce
        pracy raczej tracąc na tym zawodowo. Jest dumna i traktuje ludzi
        przedmiotowo, a jeszcze pół roku po rozstaniu, dostawałem od niej
        wyraźne sygnały do odnowienia związku i jednoznaczne dość
        zaproszenia do łóżka. Myslę, że większośc fecetów traktowała ja
        przedmiotowo, bo sami dostawali od niej to samo. Sama mówiła że w
        czasie seksu w przeszłości potrafiła czytac gazetę. My mieliśmy
        seksualne 2-dobowe misteria, a w inych sferach ja pokazywałem jej
        świat, budzilem ciekawośc wobec świata. Bo okazało się że w tej
        wampirzycy jest ok 30% zagubionej i bezradnej dziewczynki, która w
        przeszłości samodzielnie nie wychodziła w świat. Nie była to gra,
        ponieważ ona nie ma za grosz empatii, i nie umie grać. W mailach po
        rozstaniu pisała, że gdziekolwiek pojedzie z innym męzczyzną, to my
        juz tam byliśmy i budzą się w niej wspomnienia, że na korytarzach
        biura prześladuje ją mój zapach. Myslę, że koniec naszego związku ją
        porządnie pokarał za przedmiotowe traktowanie ludzi w przeszłości.
        Na pewno ma dysfunkcyjna osobowość i nie widzę jej przyszłości w
        związkach w zbyt różowych barwach.
        Tym kończe temat byłej kochanki. Nie chcę do tego wracać, ale
        zaciekawił mnie Twój post, więc postanowilem odpisać.

        • duna27 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 10:16
          Przeczytałam Twój wątek - niestety wyrywkowo, bo długi, ale zastanawiam się
          czego Ty właściwie chcesz. Twój obraz żony jest niezmienny. Nie starasz się jej
          w ogóle zrozumiesz!!! I to jest straszne. Bo właściwie czego chcesz się
          dowiedzieć? Chcesz znaleźć usprawiedliwienie dla siebie?
          Niestety też mam przykre doświadczenia z moim m. Dlatego rozumiem Twoją żonę.
          To, że pali. Trudno zrezygnować z palenia, jak się żyje w ciągłym stresie,
          traumie. Ona ucieka od problemu jakim jesteś Ty. Zastanawiałeś się jak bardzo ją
          upokorzyłeś? A co z jej godnością. Tylko krytykujesz. To, że jest z Tobą to
          jedno, a co w jej głowie? Z jednej strony miłość, a z drugiej nienawiść do
          Ciebie za to co zrobiłeś. Nazwijmy to - zdeptałeś wartości, poczucie
          bezpieczeństwa, miłość. Liczysz się tylko Ty i Twoje wspomnienia wspaniałych
          chwil z kochanką. A czy Twoja kochanka wiedziała, że masz żonę, że ją
          porzuciłeś, że ona cierpi. Koszmar!! Opisujesz jaka jest wspaniała. Dla mnie to
          zwykła szmata. Sama ma syna, więc powinna wiedzieć. Twój stosunek do żony
          zmienił się, jak urodziła Waszego syna. Jesteś gorszym egocentrykiem niż mój m.
          A myślałam, że jemu to już nikt nie dorówna.
          Żal mi Twojej żony. Albo powinieneś stanąć na głowie i jej wszystko wynagrodzić.
          Jakby Ci zależało to byś wiedział i umiał to zrobić. A jak nie to zwróć jej
          wolność. Jest jeszcze młoda. Zrób to z gestem, na jej warunkach, żeby jej nie
          było przykro. Kup jej wymarzony domek, zaś kredyt weź na siebie. Stać Ciebie na
          takie gesty? Po tym co zrobiłeś?
          • symmetryisall Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 12:50
            > Twój obraz żony jest niezmienny. Nie starasz się jej
            > w ogóle zrozumiesz!!! (...) Tylko krytykujesz.

            Nie jest tak, że ludzie są bezwarunkowo dobrzy albo źli, że z automatu zasługują
            na szacunek i zrozumienie. Wartość drugiego człowieka każdy mierzy sobie sam. I
            dla autora wątku akurat jego żona nie jest wiele warta. To nie jest kwestia jego
            egoizmu, draństwa, nieczułości i braku zrozumienia. Po prostu - z punktu
            widzenia jego potrzeb, jego spojrzenia na świat, jego temperamentu, jego żona
            jest nudnym babokiem, który tylko gapi się w telewizor i jara szlugi. Właściwie,
            w oparciu o jego opis, ja też nie widzę w niej nic pociągającego. Jest nudna,
            bierna i nie ma z nią o czym pogadać. Do tego ma "nienachalną urodę". Co tu jest
            do zrozumienia?

            Zarzut, że "widziały gały co brały", nie jest do końca sprawiedliwy - myślę, że
            człowiek w wieku lat 22 ma prawo być głupi i nie wiedzieć, że magiczne zaklęcie
            "jakoś to będzie" z reguły nie działa. Zresztą w tym wieku można nie znać samego
            siebie, nie wiedzieć, czego się chce od życia.

            Problem byłby dość prosty, gdyby nie to, że Freak w chwili obecnej również nie
            bardzo wie, czego chce od życia.

            Ja akurat bardzo dobrze rozumiem rozdarcie między potrzebą domowej stabilizacji
            i odpowiedzialności, a potrzebą szaleństwa. Ale, drogi Freaku, to nie jest tak,
            że istnieją tylko ekstrema - z jednej strony serialowa housewife, z drugiej
            psychopatyczna nimfomanka. Da się to wypośrodkować - musisz sobie, Freaku, zadać
            tylko pytanie, czy taki kompromis Cię zadowoli. W końcu kompromis to takie
            wyjście, z którego żadna ze stron sporu nie jest do końca zadowolona :)

            Tak jak napisało Ci tu wiele osób, dalsze pożycie z Twoją małżonką na podstawie
            tego co napisałeś nie jawi się zbyt optymistycznie. Rozdźwięk między tym, czego
            potrzebujesz, a tym, co dostajesz jest zbyt wielki. Abstrahując już od
            wartościowania Twojej żony - to nie jest partia dla Ciebie. Nie będziesz z nią
            szczęśliwy, ani ona z Tobą. Chociaż, oczywiście, zawsze należy walczyć i robić,
            co się da, w końcu przysięgało się sobie na dobre i na złe. Tyle że sam sobie
            musisz odpowiedzieć, kiedy nastąpił ten moment "zrobiłem, ile się dało". Jeśli
            zrobiłeś, i nie ma efektu - cóż, chyba pora zawijać mandżur i szukać zieleńszego
            pastwiska. Tak to widzę.

            Z drugiej strony wiem z własnego przykładu, że jeśli człowiek się zafiksuje na
            jakimś problemie, zacznie go roztrząsać, a inni jeszcze doleją oliwy do ognia,
            to sprawa puchnie do rozmiarów nieadekwatnych do rzeczywistości. Spróbuj
            spojrzeć na sprawę z dystansu, oderwij się od forum, porób coś, co Ci sprawia
            przyjemność, wyjdź na słońce - i nie podejmuj decyzji w nocy, czytałem gdzieś,
            że przy braku światła słonecznego coś tam się w mózgu wydziela i człowiek jest
            bardziej podatny na emocje. U mnie to działa :)

            Poczucie odpowiedzialności za dziecko to rzecz też mi znana, u nas też to syn
            bywał jedynym zwornikiem związku... Tak czy inaczej, trzeba sobie zadać pytanie
            - czy nieszczęście syna, kiedy jego tata przestanie mieszkać z mamą, będzie na
            pewno większe, niż nieszczęście taty, który zmarnuje sobie życie? Nie mówię, że
            jest tak czy tak, na to musisz odpowiedzieć sobie sam.

            Pozdrawiam.
            • poitevin Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 13:08
              symmetryisall napisał:


              Zarzut, że "widziały gały co brały", nie jest do końca sprawiedliwy -
              myślę, że
              człowiek w wieku lat 22 ma prawo być głupi i nie wiedzieć, że
              magiczne zaklęcie
              "jakoś to będzie" z reguły nie działa. Zresztą w tym wieku można nie
              znać samego
              siebie, nie wiedzieć, czego się chce od życia.


              Ok, tu masz rację, ale jak się to ma do jego POWROTU do żony? Już
              nie miał 22 lat, już chyba wiedział czego chce, a raczej czego nie
              chce, wiedział jaką kobietę ma w domu, a mimo tego wrócił do niej.
              Zupełnie nie rozumiem takiego działania.
              • symmetryisall Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 13:28
                Dlaczego wrócił? Bo był rozbity po szarpaninie z tą psychopatką, bo tęsknił za
                synem, bo nie wiedział, co robić, więc wrócił do tego, co dobrze znał.
                Nie mówię, że to było mądre, ale dla mnie zrozumiałe.
                • poitevin Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 13:38
                  Czyli coś wybrał. Wybrał bezpieczną nijakość i bliskość dziecka,
                  zamiast adrenaliny i niebiańskiego seksu. Zakładam, że dorosły
                  człowiek powinien zdawać sobie sprawę, że nie można mieć
                  wszystkiego, więc nadal nie rozumiem dlaczego narzeka i jęczy.
                  I rozumiem, ża czasem trudno jest odejść, ale on już odszedł, zrobił
                  ten najtrudniejszy pierwszy krok. Miał z górki, mógł budować swoje
                  życie z dala od żony. A jednak wrócił. Głupota to czy naiwna wiara,
                  że jego usilne chcenie i tupanie nóżką zmieni rzeczywistość?
                • possessive Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 14:07
                  Za powołanie do życia tej całej skomplikowanej sytuacji
                  odpowiedzialny jest autor. To on podjął się tych związków (liczba
                  mnoga), to on się ożenił i on powrócił do żony. Podobnie jak za
                  decyzję o posiadaniu dziecka z tą konkretną kobietą. Czy mam lat 15,
                  20, czy 44 są decyzje w życiu z których nie da się wyjść bez
                  konsekwencji. Rozumienie prostej rzeczy: działanie rodzi
                  konsekwencje - człowiek nabywa we wczesnym dzieciństwie.
                  Być może należy się zastanowić czemu moje decyzje rodzą konsekwencje
                  przykre dla mnie? Dlaczego podejmuję decyzję w wyniku których moje
                  życie nie upraszcza się wcale, tylko komplikuje? A zwłaszcza
                  dlaczego źle mi z moimi decyzjami? Możemy sobie obarczać
                  konsekwencjami urodę żony, zły charakter sąsiadki i agresję jej psa
                  ale niestety jeśli brniemy w sytuacje karkołomne do których nikt nas
                  nie zmuszał - prędzej czy później dojdziemy do pytania o swoje
                  własne motywy i postawy.
                  Czy dobry seks, możliwość rozwoju osobistego, wybór dobrego i
                  życzliwego partnera to rzeczy takie trudne i nieosiągalne w życiu?
                  Czy osiągnięcie tych względnie prostych rzeczy tak bardzo kogoś
                  przerasta i czemu? Co nas ogranicza, bo przecież nie moralność skoro
                  zdrada, rozstanie, zmiana nie są większym problemem. Trzeba się
                  zastanowić czy to rzeczywiście inni nam przeszkadzają w osiągnięciu
                  tych celów czy może sami sobie w tym przeszkadzamy?
                • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 14:38
                  symmetryisall napisał:

                  > Dlaczego wrócił? Bo był rozbity po szarpaninie z tą psychopatką,
                  bo tęsknił za
                  > synem, bo nie wiedział, co robić, więc wrócił do tego, co dobrze
                  znał.
                  > Nie mówię, że to było mądre, ale dla mnie zrozumiałe.

                  Nie sądziłem że poza jedną bliską mi osobą, znajda się tu ludzie
                  którzy umieją tak bardzo wczuć się w inna osobą i wytlumaczyć motywy
                  postępowania.
                  Dzięki Symmetryisall, to samo sedno.
                  • poitevin Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 14:57
                    To może mnie też pomóż się wczuć, bo za cholerę nie sama nie mogę.

                    Załóżmy taką sytuację:
                    Wybrałam sobie łysego faceta, chociaż specjalnie mnie nie kręcił. Po
                    paru latach spotkałam bujnie owłosionego macho, dla którego to
                    rzuciłam łysola. Ponieważ jednak kłaki macho porozsiewane po całym
                    domu zaczęły mnie wyprowadzać z równowagi, wróciłam do łysego. A
                    teraz go namawiam żeby zrobił sobie przeszczep włosów.

                    Przecież każdy by stwierdził, że jestem rozchwianą emocjonalnie,
                    infantylną idiotką.

                    • bi_chetny Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 15:24
                      poitevin napisała:
                      > To może mnie też pomóż się wczuć, bo za cholerę nie sama nie mogę.

                      zapomniałaś dodać przynajmniej jedną cechę dodatkową, którą jeden ma a drugi nie
                      - w dodatku bardziej istotną niż włosy.
                    • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 15:29
                      OK, błyskotliwie napisane. Odpowiem Ci tak. Prosze się nie burzyć,
                      to tylko zabawa słowna.
                      Jeżdziłem sobie VW Passatem. Autkiem szeroko i dobrze w Polsce
                      ocenianym. Wszyscy przyklasnęli temu zakupowi, bo wszedzie ma dobrą
                      opinię. Nie jest on zaprojektowany przez włoskich stylistów
                      napędzanych 10 letnim winkiem z winnic, lecz przez sąsiadow zza Odry
                      napędzanych kuflem piwa, i ma ich cechy: przewidywalność, ładną ale
                      nie urywająca głowy sylwetkę, zaufanie, prawdopodobieństwo że
                      dojedziesz nim daleko.
                      Na parkingu obok stała Alfa Romeo 159. Przechodząc obok spoglądałem
                      z podziwem w jej drapieżnie stylizowane oczy. Interesuję się
                      samochodami, więc wiam jaka ma opinię: piękna, kapryśna, dużo
                      kosztuje w momencie kupna i eksploatacji, w statystykach zaufania
                      nie wypada dobrze. Przejechalem się nią. Przeżyłem niesamowite
                      wrażenia wynikające z mocy silnika, perfekcyjnego trzymania na
                      zakrętach, ryku silnika w momencie ostrej jazdy.
                      Kupiłem ją. W krótkim czasie stałem się zupełnie wkurwiony jej
                      nieprzewidywalnością, przez awarie nie dojeżdzałem do celu i
                      zawalałem najwazniejsze w życiu sprawy, ale patrząc na jej piękno
                      wybaczałem. Do czasu. W końcu klapki mi opadły i znalazłem siłę......

                      Sorry, to tylko gra słów. Zaraz Pendzoncy_krolik i Bonita mi pojadą.
                      Tymi autami posłużylem się tylko dla przykładu.
                      p.s.
                      W prawdziwym życiu, uważam że Passatami jezdzą panowie z wąsem, a
                      Alfami mlodzi lanserzy z branzy reklamowej pozujący na artystyczne
                      myślenie. Ja lubię oba te autka.
                      • mujer_bonita Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 15:38
                        freak_from_freakland napisał:
                        > Sorry, to tylko gra słów. Zaraz Pendzoncy_krolik i Bonita mi pojadą.
                        > Tymi autami posłużylem się tylko dla przykładu.

                        Nie pojadę tylko grzecznie poproszę o DOKOŃCZENIE historii. Może dostrzeżesz w końcu las w tym gąszczu drzew.
                        • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 15:45
                          mujer_bonita napisała:

                          > freak_from_freakland napisał:
                          > > Sorry, to tylko gra słów. Zaraz Pendzoncy_krolik i Bonita mi
                          pojadą.
                          > > Tymi autami posłużylem się tylko dla przykładu.
                          >
                          > Nie pojadę tylko grzecznie poproszę o DOKOŃCZENIE historii. Może
                          dostrzeżesz w
                          > końcu las w tym gąszczu drzew.
                          >
                          Hmm. Póxniej był powrót do domu i wdzięcznośc zonie za to że mnie
                          przyjęła. Jesli chodzi o motywy powrotu, to sa precyzyjnie opisane w
                          mojej krótkiej wymianie słownej z symmetryisall, która jest obok.
                          Miałem wtedy i ciągle mam teraz plan/nadzieję. Kolejnośc oddaje
                          ważność i pierwszo- i drugoplanowość:
                          1. naprawa i KOMPROMIS w sferze seksu. Papierosy.
                          2. naprawa i KOMPROMIS w w sferze spędzania wspolnego czasu i
                          zainteresowań.
                          3. kompromis w temacie planów na przyszłość.
                          • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 15:48
                            Dodam jeszcze, że w realizacji tych planów, słabnę, biję często
                            głową w mur. Teraz mam taki okres apatii. Ale jeszcze popróbuję.
                          • gravedigger1 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 17:42
                            freak_from_freakland napisał:

                            > 1. naprawa i KOMPROMIS w sferze seksu. Papierosy.
                            > 2. naprawa i KOMPROMIS w w sferze spędzania wspolnego czasu i
                            > zainteresowań.
                            > 3. kompromis w temacie planów na przyszłość.

                            Trudno zauważyć w tym, co piszesz realną chęć osiągnięcia
                            kompromisu. Moim zdaniem chcesz, żeby Twoja żona dostosowała się do
                            Twoich wymagań, a to z kompromisem ma niewiele wspólnego. Np. jeśli
                            chodzi o pkt 3, ona chce zamieszkać we własnym domu, a Ty wolisz
                            mieszkanie, w którym mieszkacie i "używanie" życia, i chcesz, żeby
                            żona zrezygnowała ze swoich "domkowych" marzeń. Gdzie tu kompromis?
                            • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 10:28
                              gravedigger1 napisał:

                              > freak_from_freakland napisał:
                              >
                              > > 1. naprawa i KOMPROMIS w sferze seksu. Papierosy.
                              > > 2. naprawa i KOMPROMIS w w sferze spędzania wspolnego czasu i
                              > > zainteresowań.
                              > > 3. kompromis w temacie planów na przyszłość.
                              >
                              > Trudno zauważyć w tym, co piszesz realną chęć osiągnięcia
                              > kompromisu. Moim zdaniem chcesz, żeby Twoja żona dostosowała się
                              do
                              > Twoich wymagań, a to z kompromisem ma niewiele wspólnego. Np.
                              jeśli
                              > chodzi o pkt 3, ona chce zamieszkać we własnym domu, a Ty wolisz
                              > mieszkanie, w którym mieszkacie i "używanie" życia, i chcesz, żeby
                              > żona zrezygnowała ze swoich "domkowych" marzeń. Gdzie tu kompromis?

                              ad1. i ad2. Kompromis to dla mnie jednoznaczne słowo. Jest to zmiana
                              siebie samego, ale nie w 100% realizując oczekiwania drugiej strony,
                              lecz spotykając się w pół drogi swoich oczekiwań. Problem w tym, że
                              zona nie wykazuje ochoty nawet na najmniejszy kompromis.
                              ad3. - hmm czy kompromisem nie było by np wzięcie kredytu na większe
                              mieszkanie w jakims szeregowcu gdzieś pod miastem ?. Choć cholera
                              jasna, byłoby to zadłużenie się na wiele lat i mysląc
                              perspektywicznie bałbym się, że jakieś nieprzewidziane zdarzenie
                              zburzy nasz napięty wtedy budżet i wszystko się posypie. Ale to
                              temat na inną rozmowę.
                              • mujer_bonita Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 11:54
                                freak_from_freakland napisał:
                                > lecz spotykając się w pół drogi swoich oczekiwań. Problem w tym, że
                                > zona nie wykazuje ochoty nawet na najmniejszy kompromis.

                                A tak szczerze - co ustaliliście przy Twoim powrocie? Jakie były jego warunki? Bo mi się wydaje, że nic nie ustaliliście - żona uznała, że skoro Cię przyjmuje to ma być po staremu a Ty naiwnie sądziłeś, że to zmienisz.

                                Co do proponowanego przez Ciebie kompromisu - już samo zapytanie Cię o jego wizję powoduje, że widzisz problemy (kredyt). Niestety brutalna prawda jest taka, że 'w pół drogi' to bardzo często miejsce, które nie odpowiada żadnej ze stron.
                                • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 12:41
                                  mujer_bonita napisała:

                                  > A tak szczerze - co ustaliliście przy Twoim powrocie? Jakie były
                                  jego warunki?
                                  > Bo mi się wydaje, że nic nie ustaliliście - żona uznała, że skoro
                                  Cię przyjmuje
                                  > to ma być po staremu a Ty naiwnie sądziłeś, że to zmienisz.
                                  >
                                  Celny strzał Wilhelmie Tellu. W sumie tak wlaśnie było.

                                  > Co do proponowanego przez Ciebie kompromisu - już samo zapytanie
                                  Cię o jego wiz
                                  > ję powoduje, że widzisz problemy (kredyt). Niestety brutalna
                                  prawda jest taka,
                                  > że 'w pół drogi' to bardzo często miejsce, które nie odpowiada
                                  żadnej ze stron.
                                  >
                                  Kredyt. Sęk w tym, że zona jest z tych ludzi którzy uważają że
                                  ciągle będzie trwała hossa. Moim zdaniem nigdy nie wolno napinać
                                  budżetów na styk. Co jeśli jedno z nas przejściowo straci pracę, lub
                                  przejściowo bedzie trzeba pracowac za mniejszą kasę ?. Tacy wieczni
                                  optymiści skakali z okien przy krachach giełdowych. Przypomina mi to
                                  domek z kart, wyjmujemy jedną ze środka i wszystko się wali.
                                  Wielu ludzi zakłada sobie w ime marzeń wieloletnią kredytową pętlę
                                  na szyję w imie marzeń o domku. Rozumiem to, jesli pomieszkuje się u
                                  rodziców i w itp. sytuacjach. Ale nas nic do tego nie zmusza, a
                                  nasze obecne warunki, sa naprawde OK, nie tylko w mojej ocenie.
                                  • symmetryisall Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 13:00
                                    Z tym kredytem to nie do końca tak. Ja mam właśnie taką kredytową pętlę na szyi
                                    - zadłużyłem się na 45 lat i szczerze powątpiewam, czy dożyję ostatniej raty :)
                                    Z początku trochę mnie to dołowało, ale potem zrobiłem rozeznanie i wyszło mi,
                                    że miesięcznie płacę właściwie tyle, ile zapłaciłbym czynszu w Warszawie -
                                    czynszu za mieszkanie o połowę mniejszej powierzchni, bez garażu, sporej
                                    działki, własnych drzew i tarasu, na którym można sobie w lato zrobić grilla. A
                                    jednak własny dom to zupełnie inna jakość, niż szuflada w bloku, gdzie psy srają
                                    pod drzwiami, a sąsiedzi jarają szlugi na klatce i hałasują nocami :)
                                    Jeśli macie własne mieszkanie, sprzedajcie je, a resztę domu skredytujcie. Jeśli
                                    wynajmujecie - no to nawet jak skredytujecie całość domu, i tak wyjdzie Wam taniej.
                                    Skoro trzeba płacić tak czy inaczej, to lepiej płacić za swoje, przynajmniej
                                    będzie co dzieciom zostawić.
                                    • lilyrush Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 13:06
                                      tak..wspólne wkopanie sie w większy kredyt w tym punkcie związku to rewelacyjny
                                      pomysł...
                                      • symmetryisall Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 13:27
                                        A no pod tym kątem to fakt. Mi chodziło o same wątpliwości Freaka co do kredytów
                                        i finansów, w oderwaniu od jego sytuacji małżeńskiej.
                                      • kutuzow Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 13:41
                                        lilyrush napisała:

                                        > tak..wspólne wkopanie sie w większy kredyt w tym punkcie związku
                                        to rewelacyjny pomysł...

                                        Mam wrażenie, że kredyt i dzieci to główne spoiwo wielu (jeśli nie
                                        większości) polskich małżeństw.
                          • mujer_bonita Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 12:14
                            freak_from_freakland napisał:
                            > > Nie pojadę tylko grzecznie poproszę o DOKOŃCZENIE historii.
                            > Hmm. Póxniej był powrót do domu i wdzięcznośc zonie za to że mnie
                            > przyjęła.

                            Nie chodziło mi o dokończenie w realu tylko samochodowego porównania. Bo z Twojego opisu wynika to mniej więcej tak:

                            Wróciłem do VW Passata. Było to bardzo logiczne wyjście. Po przejściach z Alfa Romeo chciałem pewności i stablilizacji, bezpiecznego samochodu do wożenia syna. Początkowo było dobrze ale później zaczęło mi brakować tego zrywu, drapieżnej sylwetki. Patrzę na tego mojego Passata i czasami płakać mi się chce. Wspominam moje Alfa Romeo i nie mogę zrozumieć dlaczego ten VW taki zgrzebny, nieforemny, mułowaty. On się przecież nie zmienił ale ja posmakowałem czegoś lepszego i teraz po prostu mi nie starcza. Drodzy forumowicze - jak stuningować mojego Passata, żeby dawał mi choć połowę przyjemności Alfa Romeo?

                            Widzisz - Pointevin napisała porównanie do łysych żeby COŚ Ci uświadomić. Chyba nic z tego nie zrozumiałeś. Po raz kolejny zobaczyłeś drzewa a nie las. Ta historyjka nie była po to, żebyś napisał swoją - napisałeś ale tylko fragment, który akurat nie był najważniejszy. NIE ZROZUMIAŁEŚ - nie zatrzymałeś się z refleksją tylko odbiłeś piłeczkę, do tego krzywo. Czemu to miało służyć?




                            PS. Tak zupełnie prywatnie nie widzę absolutnie żadnego sensu bycia w związku, w który facet z takim podejściem uważa mnie za VW Passata ;)
                  • bi_chetny Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 15:23
                    freak_from_freakland: nie pisałem tego, bo to oczywiste, dlaczego wróciłeś. To,
                    że parę radykalnych pań tego nie widzi, ich problem.
                    • bi_chetny Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 15:25
                      o, już wiem: zapal świece, przygotuj romantyczną kąpiel, wino...a wcześniej
                      posprzątaj :D
                    • mujer_bonita Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 15:38
                      bi_chetny napisał:
                      > freak_from_freakland: nie pisałem tego, bo to oczywiste, dlaczego wróciłeś. To,
                      > że parę radykalnych pań tego nie widzi, ich problem.

                      A może właśnie tych parę radykalnych pań widzi trochę dalej?
                  • aandzia43 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 15:56
                    > >bo nie wiedział, co robić, więc wrócił do tego, co dobrze
                    > znał.
                    > > Nie mówię, że to było mądre, ale dla mnie zrozumiałe.

                    Dla mnie też jest to doskonale zrozumiałe. Po katastrofie życiowej, na fali
                    skrajnych emocji, nie zawsze łatwo od razu podjąć mądrą i dojrzałą decyzję.
                    Wiem, jak to jest, bo akcje typu: "dwa kroki do przodu i jeden do tyłu, a potem
                    znowu do przodu" nie są mi obce. Nie twierdzę, że to godne pochwały, ale tak bywa.
            • mujer_bonita Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 13:40
              symmetryisall napisał:
              > Nie jest tak, że ludzie są bezwarunkowo dobrzy albo źli, że z automatu zasługują
              > na szacunek i zrozumienie. Wartość drugiego człowieka każdy mierzy sobie sam. I
              > dla autora wątku akurat jego żona nie jest wiele warta. To nie jest kwestia jego
              > egoizmu, draństwa, nieczułości i braku zrozumienia. Po prostu - z punktu
              > widzenia jego potrzeb, jego spojrzenia na świat, jego temperamentu, jego żona
              > jest nudnym babokiem, który tylko gapi się w telewizor i jara szlugi. Właściwie,
              > w oparciu o jego opis, ja też nie widzę w niej nic pociągającego. Jest nudna,
              > bierna i nie ma z nią o czym pogadać. Do tego ma "nienachalną urodę". Co tu
              > jest do zrozumienia?

              To jest do zrozumienia Symmetry, że żona się NIE ZMIENIŁA. Ma dokładnie te same cechy, które spowodowały, że on ją wybrał. A teraz mu się odwidziało. Czy 'głupota' wieku 22 lat to tłumaczy? W sensie logicznym zapewne tak a emocjonalnym? Czy można po kilkunastu latach związku dać drugiemu człowiekowi kopa w dupę za to, że jest taki jakim go wzięliśmy? Że cechy, które były jego zaletami nagle są dla nas odrażające? Jasne - żona nie spełnia jego NOWYCH potrzeb. Odrażająca dla mnie jest jego postawa wymagania 'choć części bycia kochanką', porównywanie, wylewanie pomyj na kobietę, z którą spędził tyle lat, brak szacunku, brak klasy. I dalsza głupota 'wieku 22 lat' bo jak widać nie zmądrzał.

              Wiesz co jest do zrozumienia - że TAKĄ ją wybrał. Właśnie taką, bierną, przewidywalną, bezpieczną, z 'nienachalną urodą'. 'Nudnego baboka' jak piszesz. I jeżeli teraz ma o to pretensje to powinien je mieć tylko i wyłącznie do siebie bo ona się nie zmieniła. To jest właśnie mieć klasę - potrafić przyznać się do błędu. Źle wybrałem, zmieniłem się, mam teraz inne potrzeby - wybacz, odchodzę, przykro mi, że tak się stało - masz prawo być jaka byłaś i szukać szczęścia na swój sposób. A co robi autor - wyżywa się na żonie. Wylewa na nią wiadro pomyj jaka to ona jest zła, płytka, sztuczna, nieobyta etc. Nie widzi tej sytuacji jako rozbieżności 'ja chcę coś innego Ty chcesz coś innego' - on uważa, że on chce lepszego a żona złego, płytkiego, sztucznego. Kompletnie nie rozumiem co on chce na takiej bazie zbudować? Na pogardzie i braku szacunku?

              Co jeszcze jest do zrozumienia? To, że żona ma prawo taka być, że ma prawo mieć swoje marzenia, plany, priorytety. Że nie jest z tego powodu gorsza. Kiedyś ich priorytety były podobne, potem się rozeszły a właściwie jego się zmieniły. Żona ma prawo powiedzieć 'życie, które mi proponujesz to nie moja bajka, nie czuję się w nim dobrze'. Nie czyni ją to człowiekiem drugiej kategorii. Owszem - przykre jest jak drogi ludzi się rozchodzą i nie dają pogodzić. Często życie stawia nas przed takimi wyborami. Związek dwojga ludzi jest dynamiczny - zmieniamy się, czasem dostosowujemy do tych zmian a czasem mówimy 'stop'. Nic nie jest tu lepsze czy gorsze.
              • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 14:00

                Bonita, przesadziłaś bardzo grubo!!!. Gdzie widzisz wylewanie na
                zonę pomyj ??, gdzie widzisz pokazywanie pogardy ??
                Najostrzeszy moment moich wypowiedzi to "sztuczność, płytkośc i
                żenada" na niedzielne sztuczne spotkania i zakladanie masek. Na Boga
                gdzie ja ją obrażam ??. Zwróć uwagę, że mówię o FAKTACH, a nie o
                ocenach.
                Już samo Twoje stwierdzenie "może ona nie ma ochoty chodzić na
                siłownię" wiele mowi o Tobie. A jesli facet będzie tego chciał to
                co ?. Mi zarzucasz skrajny egoizm, a jesteś sama tego najlepszym
                przykładem !!, Twoje musi byc na pierwszym planie!! i zero chęci
                nawet na 1% kompromisu. Twoim pierwszym przykazaniem jest
                chyba "widziały gały co brały" więc masz mnie mężczyzno niezmienną
                przez całe życie!!.
                Chyba dla Ciebie cos bardziej bezpośredniego jak pogłaskanie
                piórkiem, jest traktowane jako zamach na wolnośc i niepodleglość !!.
                Ty jesteś mega mega przeczulona na swoim punkcie (czy ogolnie na
                punkcie kobiet) i uwazasz się za pępek świata.
                • mujer_bonita Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 14:14
                  freak_from_freakland napisał:
                  > gdzie ja ją obrażam ??. Zwróć uwagę, że mówię o FAKTACH, a nie o
                  > ocenach.

                  'Sztuczność, płytkość i żenada' to wg. Ciebie FAKT? Twoje oceny to fakty???? No niezłe mniemani o sobie masz :D


                  > Już samo Twoje stwierdzenie "może ona nie ma ochoty chodzić na
                  > siłownię" wiele mowi o Tobie.

                  To nie moje stwierdzenie - naucz się czytać, bo mylisz osoby.


                  > nawet na 1% kompromisu. Twoim pierwszym przykazaniem jest
                  > chyba "widziały gały co brały" więc masz mnie mężczyzno niezmienną
                  > przez całe życie!!.

                  Moim przykazaniem jest, że nie mam obowiązku zmieniać się tak jak sobie życzy tego ktokolwiek. Nie jestem chorągiewką na wietrze tylko człowiekiem, ze swoimi marzeniami, pragnieniami. Twoja żona też jest człowiekiem o czym chyba już zapomniałeś. Zioniesz jedynie agresją bo nie jest taka jak kochanka, bo nie spełnia oczekiwań. Szukasz tylko tych co Ci przyklasną i poużalają się jak ciężko masz z tym 'babonem'.

                  I wiesz co - to nie jest kwestia płci jak chciałbyś to widzieć - to nie jest kwestia 'uciśniony przez złą babę mężczyzna'. To kwestia CZŁOWIEKA i jego prawa do szczęścia. Szczęścia OBU stron, które jest RÓWNIE WAŻNE ale czasem niestety się wyklucza.
                  • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 14:27
                    OK. Nasz sposob patrzenia na ludzi, uczucia, emocje, potrzeby, a
                    przede wszystkim na przedmiotową sytuację jest tak rózny, że nie ma
                    sensu przekonywać się wzajemnie. Są to punkty widzenia skrajnie
                    różne. Uznajmy może że ludzie sa skrajnie inni, a owoce prób
                    ujednolicenia ocen, myśli i sposobów postępowania widać np w Korei
                    Płn i Chinach. Uznajmy, że w rożnorodności nas-ludzi jest siła.

                    Powiem tylko, przysięgnę, przyklęknę i nie wiem co jeszcze, że nie
                    przejwiam wobec zony żadnej agresji. Jest przeciwnie- obecnie moj
                    stan określił bym jako totalna apatia i niesmiałe poszukiwanie
                    wyjścia z tej apatii dla naszego związku. BO PRZYSIĘGAM !!!! że
                    widzę w zonie także, wiele dobrych cech. Naturalne zupełnie jest ,
                    że mam problemy, i w tym wątku skupiam sie, i najbardziej analizję
                    wlasnie PROBLEMY, a w mniejszym stopniu to co problemem nie jest.
                    Pozdrawiam
                    • mujer_bonita Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 14:55
                      freak_from_freakland napisał:
                      > Są to punkty widzenia skrajnie
                      > różne. Uznajmy może że ludzie sa skrajnie inni, a owoce prób
                      > ujednolicenia ocen, myśli i sposobów postępowania widać np w Korei
                      > Płn i Chinach. Uznajmy, że w rożnorodności nas-ludzi jest siła.

                      Freak - nadal nie rozumiesz. To nie jest kwestia ujednolicenia ocen tylko zrozumienia, że to JEST OCENA NIE FAKT.

                      > BO PRZYSIĘGAM !!!! że widzę w zonie także, wiele dobrych cech

                      To bardzo dobrze tylko jakoś nam ich nie przedstawiłeś :P

                      > najbardziej analizję
                      > wlasnie PROBLEMY, a w mniejszym stopniu to co problemem nie jest.

                      Jeżeli chcesz dobrej porady - zmień myślenie, że problemem jest to, że żona nie jest taka jak kochanka. Doświadczenie tego forum wskazuje, że nie konkretne cechy człowieka są problemem tylko ich niedopasowanie i trudności lub nawet niemożność znalezienia kompromisu. Z Twojego opisu można wyczytać - potrzebuję tego i tego a ta zła, głupia żona mi tego nie daje - jak ją przekonać do mojego czyli 'lepszego'. A może powinieneś zacząć zastanawiać się - ja chcę tego, żona tego - czy to się da połączyć - jak znaleźć rozwiązanie satysfakcjonujące obie strony? Z czego każda strona może zrezygnować a na czym najbardziej nam zależy? Itd.

                      PS. Czy w kwestii terapii próbowałeś żonę poprosić, żeby np. poszła z Tobą, dla Ciebie? Wiem - generalnie powinna pójść dla siebie i dla związku, skoro jednak nie działa to może przedstawić to w ten sposób?
              • symmetryisall Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 14:15
                Spokojnie, spokojnie. Nie krzycz na mnie, przeczytaj jeszcze raz, co napisałem
                dalej w tamtym poście.

                Z tym "nudnym babokiem" już wyjaśniam - zabrzmiało brzydko, ale ja z natury
                jestem przekorny i lubię rolę adwokata diabła. Wszystkie panie się rzuciły na
                Freaka, że ma o żonie mizerne zdanie, że jest dla niego "za mało światowa", a
                ona przecież taka niezrozumiana, skarby ma dla niego, a on tego buc nie docenia.
                A to nie tak, co z tego, że ona mu skarby, jak on tych skarbów nie chce, jak ona
                go nudzi i mierzi, a do tego śmierdzi fajami. Dla kogoś mogłaby być fajna (mi np
                fajki nie przeszkadzają), dla niego nie jest.

                Co do powrotu do niej - już pisałem, rozumiem takie działanie. Po burzy z
                kochanką żona jawiła się oazą spokoju, do tego syn, do tego ileś lat wspólnego
                życia - to wszystko jednak coś znaczy, można zapomnieć o tym, co wcześniej
                dzieliło, do tego takim pojednaniom sprzyjają różne głupie uniesienia, typu
                "teraz to już będę jak anioł", co oczywiście codzienność szybko weryfikuje, ale
                ja to rozumiem. Sam wiele razy obiecywałem różne nieziemskie zmiany i w chwili
                obiecywania szczerze w to wierzyłem.
                • mujer_bonita Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 14:48
                  symmetryisall napisał:
                  > ona przecież taka niezrozumiana, skarby ma dla niego, a on tego buc nie docenia

                  Hmmm... ja tego nie zauważyłam. Tego 'skarby ma dla niego'. No właśnie dla niego nie ma. I chyba to jest warte zauważenia - to, że nie posiada cech jego interesujących nie czyni z niej gorszego człowieka. Nie ma 'gorszych' ludzi - jednemu pasuje ten a drugiemu tamten.

                  > "teraz to już będę jak anioł", co oczywiście codzienność szybko weryfikuje, ale
                  > ja to rozumiem. Sam wiele razy obiecywałem różne nieziemskie zmiany i w chwili
                  > obiecywania szczerze w to wierzyłem.

                  Jedno to rozumieć, że coś się przyrzekło a drugie to rozumieć, że się tego nie da dotrzymać. Pytanie forumowiczów 'dlaczego wróciłeś' nie miało IMO na celu uzyskania odpowiedzi na pierwszą kwestię (bo ona jest dość oczywista) tylko zwrócenie uwagi autora na drugą.
                  • symmetryisall Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 15:19
                    >Nie ma 'gorszych' ludzi - jednemu pasuje ten a drugiemu tamten.

                    No czyli właśnie są gorsi, tylko nie obiektywnie, a subiektywnie. A że ocena
                    obiektywna rzadko kogo obchodzi, jeśli subiektywnie wychodzi mu inaczej, to...

                    Nieważne, masz rację, czepiam się szczegółów.

                    Co do "dlaczego wrócił" - już napisałem, a Freak to potwierdził. Wrócił, bo nie
                    wiedział, co innego mógłby zrobić.
                    • mujer_bonita Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 15:40
                      symmetryisall napisał:
                      > Co do "dlaczego wrócił" - już napisałem, a Freak to potwierdził. Wrócił, bo nie
                      > wiedział, co innego mógłby zrobić.

                      No i właśnie TO NIE JEST coś na czym można zbudować dobry związek. Im szybciej
                      zda sobie z tego sprawę tym lepiej dla obojga.
        • oronga79 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 13:18
          Drogi Freak..
          Jestem po setkach godzin terapii indywidualnej niestety tylko gdyż
          mój mąż powiedział że on nigdzie nie bedzie chodził ("nie po to brał
          ślub żeby chodzić po psychologach - to jego słowa")
          I wiem,że to jakie osoby do siebie przyciagamy to w połowie świadoma
          decyzja, coś nas ku temu pcha i czasem z tym trzeba sobie radzić i
          powstrzymać te instynkty (....szukamy ojca który odszedł za wsześnie
          lub matki która nie spełniła oczekiwań...okazywała za mało lub za
          dużo itp)
          OCZEKIWANIA to już w ogóle osobny temat. Co ja bym dała żeby nie
          oczekiwać, ale trzeba mieć w stosunku do siebie zdrowe podejście.
          Niestety duży wpływ na to jakimi jesteśmy ma to co obserwowaliśmy
          jak bylismy młodzi i mimo że nie chcemy powielać jakis zachowań -
          robimy to niestetey w jakimś stopniu.
          Jesli już wiesz czego Ci brakowało to spróbuj przyjrzeć się dlaczego
          akurat tego?
          Może ta wiedza pomoże Ci zrozumieć dlaczego.
          Mnie taka świadomość pozwala kontrolowac różne instynkty.
          Podziwam jednocześnie, że chcesz nadal walczyć o swój związek.
          Mam nadzieję, że Twoja żona znajdzie motywację do zmiany i rzucenia
          nałogów itp.
          Po tym co napisałeś ja nie widze tu niczyjej winy itp, zwykłam nie
          oceniać w ten sposób, dlatego że ja wierzę , że kierowały Tobą
          uczucia, które w pewnym momencie przestałeś kontrolować.
          Mam nadzieję, że twoje małzenstwo uda się jakoś "podleczyć"
    • esteraj Dlaczego Twoja żona nie jest demonem seksu 09.02.10, 13:49
      Dlaczego nie ma w niej takiego ognia?

      Zauważ, że ludzie urodzeni w latach 70-tych i wcześniej byli wychowywani dość
      radykalnie. Pary, które zbyt intensywnie okazywały sobie czułość, publicznie się
      całowały, mieszkały ze sobą przed ślubem, były potępiane. Kobiety lub dziewczyny
      ubrane zbyt wyzywająco i podobnie się zachowujące były uznawane za dziwki lub
      łatwe. Nie zasługiwały na szacunek.
      Twoja żona zapewne była wychowywana w świecie zasad i panujących reguł. Jako
      mała dziewczynka poznawała bajki, gdzie łagodność, skromność i pokora były
      nagradzane. O taką kobietę zabiegał każdy mężczyzna, walczył o nią i był w
      stanie poświęcić swoje życie (odważny rycerz). Ten obraz i wychowanie zostało
      głęboko zakorzenione w tym pokoleniu. Ty utwierdziłeś w swojej żonie taką
      postawę, bo ją zaakceptowałeś.

      Ceniłeś i szanowałeś takie cechy. Odpowiadała Ci wtedy taka kobieta, lub też
      sugerowałeś się opiniami społeczeństwa, że taka kobieta jest odpowiednia jako
      partnerka na całe życie. Uważam nawet, że w większości wyborów kierujemy się
      sugestią innych. Kiedy dojrzewamy i ewoluujemy emocjonalnie, zaczynamy kierować
      się swoimi potrzebami. Łatwiej jest nam określić samych siebie i czego naprawdę
      chcemy.

      Świat poszedł do przodu, zmieniły się wartości i priorytety. Ty poszedłeś z tym
      postępem i się do niego dostosowałeś. Poczułeś wolność. Wydaje mi się, że Twoja
      żona duchowo i mentalnie nadal żyje w świecie tamtych wartości. Nie są one złe,
      tylko trzeba umieć dostosować je do dzisiejszych czasów.

      To tyle jeśli chodzi o przyczyny. Czas na jakieś rozwiązanie.

      Sądzę, że Twoja żona potrzebuje silnej motywacji do zmiany swojej osoby. Pewnie
      niejedno z nas przekonało się o tym, że pochwały są bardziej budujące niż
      krytyka i wytykanie wad.

      Co byś zrobił, gdybyś miał się zabawić w agenta Tomka i Twoim zadaniem byłoby
      uwiedzenie Twojej żony?
      Może ktoś z was oglądał "Ranczo", gdzie w jednym z odcinków, doradca wójta
      miejscowości Wyłkowyje miał uwieść księgową. Była to kobieta zaniedbana i
      pozbawiona "życia". Komplementy i zwrócenie uwagi na jej umiejętności zmieniły
      kobietę na nie do poznania.

      Jakże miło każdemu z nas jest słuchać o naszych zaletach. Z resztą tak się
      zaczynają właśnie romanse, bo ktoś zauważył w nas wartościowego lub
      intrygującego człowieka. Bo odkrył w nas coś, czego może nie byliśmy świadomi.

      Moja zatem rada: otwórz się na pozytywne cechy Twojej żony, zmotywuj ją
      pochwałami (niekłamanymi) do pracy nad sobą. Mów co w niej lubisz, co Ci się w
      niej podoba. Powiedz, że dzisiaj wyjątkowo smakuje Ci jej obiad, że lubisz ją w
      takiej sukience, a nie podoba Ci się w spodniach, że pasuje do niej czerwony
      kolor, a w niebieskim wygląda chłodno, lubisz jak ma rozpuszczone włosy, że
      użyła ładnego zapachu perfum, że czymś Cię zaskoczyła itp.,itp. Zrób wszystko by
      uwierzyła w Twoje słowa, by maksymalnie podbudować jej ego.

      Przez jakiś czas zamknij oczy na jej wady (będzie wymagało to od Ciebie
      przełamania się). W żadnym wypadku nie sugeruj jej zmian, bo w jej stanie będzie
      przyjmowała postawę awersyjną.

      Jeśli chodzi o papierosy, to podrzuć jej może ulotkę z e-papierosem. W jakiś
      sposób zastępuje normalnego papierosa, nie śmierdzi, a zajmuje ręce i daje dawkę
      nikotyny. Zrób to tak, żeby ona SAMA wpadła na ten pomysł. Pamiętaj to ONA ma
      podejmować inicjatywę. Twoja rola to tak manipulować i kierować jej osobą, żeby
      o tym nie wiedziała.

      • freak_from_freakland Re: Dlaczego Twoja żona nie jest demonem seksu 09.02.10, 14:29
        Dziękuje esteraj za tego bardzo wartościowego posta, kolejnego posta
        na tym forum do głębszego przemyślenia.
      • glamourous Re: Dlaczego Twoja żona nie jest demonem seksu 09.02.10, 15:27
        esteraj napisała:

        > Zauważ, że ludzie urodzeni w latach 70-tych i wcześniej byli wychowywani dość
        radykalnie. Pary, które zbyt intensywnie okazywały sobie czułość, publicznie się
        > całowały, mieszkały ze sobą przed ślubem, były potępiane. Kobiety > lub
        dziewczyny ubrane zbyt wyzywająco i podobnie się zachowujące
        > były uznawane za dziwki lub łatwe. Nie zasługiwały na szacunek.
        > Ten obraz i wychowanie zostało
        > głęboko zakorzenione w tym pokoleniu.


        He???? Czyli jednym slowem wina PRL'u? :-)))Lol!
        Bardzo to smiala i karkolomna teoria, przeoczylas tylko, droga Esteraj, skromny
        fakt iz pierwsza kobieta Freaka byla od niego o bodajze 8 lat starsza - czyli
        musiala byc urodzona i wychowana w JESZCZE glebszej i jeszcze bardziej
        ciemnogrodzkiej otchlani PRL'u - a mimo to z opisu wynika, ze byla babka goraca,
        namietna - i to wlasnie ona rozbudzila w autorze watku takie a nie inne tesknoty
        i seksualne preferencje. Ktore kochanka potem tylko ugruntowala.

        Rany, jak ja nie cierpie generalizowania - a to Twoje powyzsze, o "pokoleniu
        urodzonym w latach 70" jest wyjatkowo grubymi nicmi szyte ;-/ Czyli co, Twoim
        zdaniem wszystkie - w czambul - kobiety o roczniku urodzenia zaczynajacym sie od
        siodemki to kiepskie w lozku, pruderyjne cnotki, bez polotu, temperamentu,
        zmyslowosci i krzytyny kokieterii? A to dobre!:-)Przeciez zona Freaka ma dzis
        raptem 34 lata - a to znaczy, ze lwia czesc jej dziecinstwa oraz mlodosc
        przypadaly glownie na lata 80 i 90!!! Na czasy, kiedy w Polsce istnialy juz
        kasety video z filmami porno, seks shopy, Masterton, golizna w kioskach,
        stringi, depilacja intymna, antykoncepcja z prawdziwego zdarzenia oraz pelne
        seksualne uswiadomienie spolecznestwa :-). Wiec juz tak nie przesadzajmy z tymi
        "pokoleniowymi blokadami" - w koncu nie mowimy tutaj o ludziach wychowanych za
        krola Cwieczka w jakims sredniowiecznym kulcie ascezy, tylko o NASZYM, otwartym
        na seks pokoleniu.

        PS. Sama urodzilam sie w latach 70 i jakos nikt mi skromnosci i pruderii nie
        zakorzenil ;-)) Choc probowali, a jakze - czytajac te wszystkie bajeczki o
        ksiezniczkach, hehe ;-))) Po prostu wszystko zalezy od naszego indywidualnego
        temperamentu i libido, a nie od jakiejs tam pokoleniowej urawniłowki :-/
        • aandzia43 Re: Dlaczego Twoja żona nie jest demonem seksu 09.02.10, 16:13
          > PS. Sama urodzilam sie w latach 70 i jakos nikt mi skromnosci i pruderii nie
          > zakorzenil ;-)) Choc probowali, a jakze - czytajac te wszystkie bajeczki o
          > ksiezniczkach, hehe ;-))) Po prostu wszystko zalezy od naszego indywidualnego
          > temperamentu i libido, a nie od jakiejs tam pokoleniowej urawniłowki :-/

          Hehe, a ja w sześćdziesiątych;-D A com sobie naużywała, tom sobie naużywała, oj
          paniedzieju! I na furze gnoju mnie ze wsi nie wywieźli;-)
    • skarpetka_szara Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 17:43
      Bony, juz nie moge czytac jak narzekasz na zone.
      Troche ona ma racjie: to nie ona sie zmienila tylko ty - wiec TY
      powinienes chodzic do psychologa/seksuologa - na poczatek. Moze
      zona zachecona Twoja dedykacjia - sama kiedys z toba pojdzie - ale
      to TY powinienes sam zaczac.

      Piszesz duzo, ale w zasadzie piszesz o rzeczach ktore tobie nie
      pasuja. Czy swiat sie kreci wokol Ciebie? Zamiast skoncentrowac
      sie na pozytywnych sprawach - ze masz partnera zyciowego, ze mozesz
      na zonie polegac, ze masz cieplo rodzinne, partnera ktory wybaczyl
      ci cos, co wiele kobiet (ze mna na czele) by nigdy nie wybaczylo.
      A ty co robisz? koncentrujesz sie na negatywach: czego TOBIE
      brakuje, co TOBIE sie nie podoba, Co TY chcesz itd...

      zaloze sie ze Zona mysli o was w kategoriach MY to, MY tamto...

      A ta kochanke ktora wybrales....zenada! Czy wiesz ze gdybys byl
      bogatszy, bardziej zaradny, z duza kasa w banku - to prawdopodobnie
      juz bylbys jej mezem? Widzisz swoja glupote? Myslisz ze po
      malzenstwie bylbys szczesliwy? martwiac sie czy dziecko jest twoje,
      czy ciebie zdradza? gdzie wydaje Twoje pieniadze? na co?

      Uwazaj czego sobie od zycia zyczysz.

      Moge sobie wyobrazic kobiete perfekcyjna dla ciebie - wiem w kogo
      chcialbys aby zona Twoja sie przeobrazila - ale wiesz co? Taka
      kobieta by CIEBIE nie chciala. Masz za malo kasy, nie jestes
      wystarczajaco ambitny, nie osiagnoles wystarczajaco duzo w zyciu,
      masz juz dzieciaka, w dodatku masz przeszlosc taka, ze zostawiles
      chamsko zone z dzieckiem, podczas gdy Tobie odbilo z jakas
      kompletnie beznadziejna zolza. Wiec zapytaj sie siebie: czy ty
      jestes WARTY aby miec taka kobiete, bo byc moze gdyby Twoja kobieta
      w taka sie zmienila - wzielaby kogos bardziej wartosciowego niz ty.

      Bo serio, takie kobiety jak opisujesz maja swoja cene 1) nie
      przychodza latwo, 2) trzeba sie o nie bardzo starac, dbac, 3)
      trzeba byc wyjatkowym czlowiekiem aby zechcialy z takim stworzyc
      rodzine.

      Ty, jednak, mysle ze nie dorosles do piet takiej kobiecie. Wiec
      jedyne co mozesz to narzekac na niedociagniecia wlasnej zony
      zamiast cieszyc sie z tego co razem zbudowaliscie.
      • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 18:40
        Echh Skarpetko, odnosząc się do końcówki nie mogę oprzeć się wrażeniu, że...

        Kobieta 'idealna' jak to tu opisujesz czyli w skrócie:
        - świetna kochanka,
        - zwariowany kompan do zabawy,
        - dobry towarzyszka życia.
        ... że pojawia się częściej niż UFO nad Białym Domem i absolutnie nie jest tak, że jest dostępna tylko dla bogatego księcia w białym cabrio.
        Czy tego chcesz czy nie chodzi ich po świcie całkiem sporo i wiążą się z całkiem niewydumanymi facetami. Tyle, że z facetami posiadającymi podobne cechy.

        Próba umieszczenia takich kobiet na półce wysokiej jak orbita księżyca czy wręcz ich wirtualizacja :) To nic innego jak słaaabiutka próba odsunięcia potencjalnej konkurencji. O ile nie jest ona podświadoma to zastanawia mnie tylko - po jakie licho?

        Nawiązując do sytuacji autora, żonuś wedle jego stronniczego opisu jest lata świetlne od takiej osoby i już tak pozostanie. Jego 'starania' i oczekiwania to IMHO zwykłe frajerstwo.
        • skarpetka_szara Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 18:55
          Songo, nie bardzo rozumiem o co TOBie chodzi w Twoim wpisie.

          Powiem ci tak: Ilu masz w swoim otoczeniu... kolegow ktorzy maja
          Twoim zdaniem - zajebiste zony? takie wyedukowane, zabawne, ktore
          wiedza co chca, ciekawe zycia, zaradne, opiekuncze, z ktorymi mozna
          konie krasc itd...

          i wierz mi, gdy juz taka kobieta sie znajdzie, to watpie aby
          wybaczyla facetowi tak cholerne swinstwo jak porzucenie rodziny dla
          jakies dupy niewartosciowej. W dodatku watpia aby lubila tego
          faceta charakter.

          Ani nie idealizuje tych kobiet ani nie wirtualizuje. Po prostu
          czesto da sie zauwazyc jak mezczyzni maja dobrze w domu, a ciagle
          czegos szukaja, ciagle im cos nieodpowiada. Ciagle mysla ze moga
          lepiej - a prawda jest taka ze gdyby mogli lepiej - to by mieli
          lepiej. Ale nie moga - bo te kobiety z "wyzszej polki" nawet by na
          nich nie spojrzaly.
          • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 19:06
            skarpetka_szara napisała:

            > Songo, nie bardzo rozumiem o co TOBie chodzi w Twoim wpisie.
            Tak sobie luźno dywaguje nad Twoimi motywami przesunięcia atrakcyjne kobiety na bardzo wysoką półkę. Zaznacza - luźno, być może kulą w płot ale taki temat mnie zaciekawił.

            > Powiem ci tak: Ilu masz w swoim otoczeniu... kolegow ktorzy maja
            > Twoim zdaniem - zajebiste zony? takie wyedukowane, zabawne, ktore
            > wiedza co chca, ciekawe zycia, zaradne, opiekuncze, z ktorymi mozna
            > konie krasc itd...
            Jeśli się dobrze przyjrzę to większość. Trzeba uczciwie dodać, że sami dobieramy sobie otoczenie wedle własnych zapatrywań.

            > i wierz mi, gdy juz taka kobieta sie znajdzie, to watpie aby
            > wybaczyla facetowi tak cholerne swinstwo jak porzucenie rodziny dla
            > jakies dupy niewartosciowej. W dodatku watpia aby lubila tego
            > faceta charakter.
            Zgadzam się całkowicie. Tylko co ma to do moich sugestii?

            > Ani nie idealizuje tych kobiet ani nie wirtualizuje. Po prostu
            A kto pisał o bogatych, 'ciągle stających na głowie' i przebojowych facetach jako JEDYNYCH realnych kandydatów dla takich pań?

            > czesto da sie zauwazyc jak mezczyzni maja dobrze w domu, a ciagle
            > czegos szukaja, ciagle im cos nieodpowiada. Ciagle mysla ze moga
            > lepiej - a prawda jest taka ze gdyby mogli lepiej - to by mieli
            Również się zgadzam i również pytam - co ma piernik do wiatraka?

            > lepiej. Ale nie moga - bo te kobiety z "wyzszej polki" nawet by na
            > nich nie spojrzaly.
            Wypadałoby dodać, że niektórzy ludzie (i o zgrozo, faceci też ;) ewoluują stając się atrakcyjniejsi, zwiększając swoje szanse w 'wyższej półce'. Dokładnie tak jak autor. Odwrotnie jak żonuś autora.
            • aandzia43 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 19:16
              > Wypadałoby dodać, że niektórzy ludzie (i o zgrozo, faceci też ;) ewoluują stają
              > c się atrakcyjniejsi, zwiększając swoje szanse w 'wyższej półce'. Dokładnie tak
              > jak autor. Odwrotnie jak żonuś autora.

              Tak właśnie może być. Może autor wskoczył na wyższą półkę, a nie tylko
              zachłysnął się "wielkim światem" i zaczął stroić fochy.
              • skarpetka_szara Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 20:00
                No wlasnie ja smiem twierdzic ze w moim odczuciu autor nie wskoczyl
                na wysoka polke i duzo mu brakuje. Do tego trzeba miec jaja, a
                autor absolutnie ich nie ma
              • bi_chetny Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 09:52
                dokładnie tak aandzia43. on się ruszył, ona została tam gdzie była - jedyny
                ratunek, gdyby się obudziła - ale to mało realne.
            • skarpetka_szara Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 19:56
              Nie mam motywow przesuwania fajnych lasek na wyzsze polki - ot,
              jest to fakt z zycia wziety.

              Zreszta nie przenosze je na jakies wyzyny a jedynie zaznaczam ze w
              moim odczuciu dla autora watku "za wysokie progi na lisie nogi".
              • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 20:04
                Niedobrze, czyli jednak kulą w płot ;)
                • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 21:16
                  songo3000 napisał:

                  > Niedobrze, czyli jednak kulą w płot ;)
                  >
                  no bo druga musi sie podtrzymywac:)
                  • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 21:47
                    Hydraulika u mnie jeszcze nie szwankuje więc 'w razie czego' mam na czym się oprzeć :P
        • mujer_bonita Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 20:52
          songo3000 napisał:
          > Kobieta 'idealna' jak to tu opisujesz czyli w skrócie:
          > - świetna kochanka,
          > - zwariowany kompan do zabawy,
          > - dobry towarzyszka życia.
          > ... że pojawia się częściej niż UFO nad Białym Domem i absolutnie nie jest tak,
          > że jest dostępna tylko dla bogatego księcia w białym cabrio.

          Błąd logiczny - KAŻDA kobieta i KAŻDY mężczyzna dla kogoś jest właśnie ideałem. 'Świetna kochanka', 'dobry towarzysz życia' to dla każdego znaczy co innego.
          • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 21:48
            Dlatego mówimy tu o konkretnym przypadku a nie 'wszystkich'.
        • mama.studentka Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 29.09.10, 22:59
          i jak tam?
      • symmetryisall Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 20:33
        No i to jest to, co pisałem kilka postów wyżej. Jak facet nagle stwierdza, że
        żona mu poziomem zajebistości nie dorównuje, to się dowiaduje, że mu się w dupie
        przewróciło, nie docenia ciepłych obiadków i w ogóle powinien każdy dzień
        zaczynać od modlitw dziękczynnych, że w ogóle jakaś go chciała.

        Abstrahując już od tego konkretnego przypadku, z jego powikłaniami w postaci
        zdrady itp - jeśli facet zmienił pracę, zaczął lepiej zarabiać, poznał smak
        życia na wyższych obrotach, chce coś robić, a nie tylko oglądać telewizję i
        smakować obiadki teściowej, to tylko dobrze o nim świadczy. A jak żona za nim
        nie nadąża, jak się pogrąża w stagnacji, nic ze sobą nie robi i nic jej nie
        interesuje - no to tym gorzej dla żony. Panu gratulujemy, pani dostaje żółtą
        kartkę z dedykacją "weź się ogarnij". Tak jak napisał Songo o różnicy "półek" -
        pan przeszedł na wyższy level i ma większe oczekiwania. Nie widzę powodu, żeby
        miał się tego wstydzić, wypierać i przepraszać.

        Można by przewrotnie powiedzieć, że tak samo jak Freak dostał drugą szansę od
        żony, to i żona dostała drugą szansę od niego. W końcu nie wytrzymał z tamtą
        "lepszą" i wrócił do żony, prawda?

        To tak dla zaognienia dyskusji.

        Dalej - że pisze o sobie, tylko o sobie, tylko ze swojego punktu widzenia. No a,
        przepraszam, o kim ma pisać? To on ma problem i on go tu przedstawia, racji żony
        możemy się domyślić.

        Dalej - że nie koncentruje się na pozytywnych sprawach. To tak, jakby komuś po
        amputacji nogi wytykać, że nie docenia, na jakim wygodnym szpitalnym łóżku leży.
        Nic dziwnego, że się koncentruje na negatywach. Jak ja mam problemy na tle seksu
        z żoną, to naprawdę głęboko gdzieś mam to, że ona świetnie gotuje i zapewnia mi
        rodzinne ciepło. Gdzieś mam rodzinne ciepło, a jeść mogę parówki gotowane w
        czajniku i suchy chleb. Jak potrzebuję i pragnę jednego, to uszczęśliwianie mnie
        na siłę czymś zupełnie innym i jeszcze oczekiwanie za to wdzięczności jest dość
        ponurym żartem.

        A tera mnie k... zabijta.
        :)
        • pendzacy_krolik Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 20:47
          rzadki przypadek faceta ewoluujacego na "wyzsza polke". z tego,co
          obserwuje nie tylko w najblizszym otoczeniu to zazwyczaj faceci nie
          nadazaja za swoimi kobietami. moze dlatego tak ciezko uwierzyc
          naszemu autorowi??
          • red.mujer Re: zmień myślenie 09.02.10, 20:51
            Posluchaj sam siebie freak-i zdecyduj zeby nie zatopic sie w tym marazmie- sa
            dwa wyjscia
            1.albo rozstanie z zoną- najlatwiej i co dajej? zostaniesz moze slawnympodroznikiem?
            2. albo ciezka praca nad soba rozwoj wewnetrzny a nie zewnetrzny i nawet jak sie
            bedziesz poczatkowo "zmuszal" milosc do zony w duuuzej dawce- jesli jestes
            wierzacy to modl sie szczerze o to - moze pomoze.
            Tez mysle ze czujesz sie od zony lepszy i bardziej nazwijmy to "niesamowity" a
            ona nudna i szara- sproboj dac jej swoja milosc (czyli tu przeciwienstwo
            wlasnego egoizmu i egocentryzmu- po prostu nie mysl o sobie i swoim szczesciu
            tylko o jej szczesciu) i zobaczysz moze pomoze moze cos ruszy moze i ona
            nabierze kolorow
            Po prostu przestan sie tak koncentrowac na wlasnej osobie i swoim
            "nieszczesciu". Nogi Ci urwalo? Syn Ci umarl? Polecem ksiazke "Dzikie serce"-
            tęsknoty męskiej duszy Johna Eldredge.
          • possessive Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 21:37
            pendzacy_krolik napisała:

            > rzadki przypadek faceta ewoluujacego na "wyzsza polke". z tego,co
            > obserwuje nie tylko w najblizszym otoczeniu to zazwyczaj faceci
            nie
            > nadazaja za swoimi kobietami. moze dlatego tak ciezko uwierzyc
            > naszemu autorowi??

            Zaraz zaraz, na jaką wyższą półkę? Przecież ten człowiek balansuje
            na granicy socjopatii...
          • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 21:51
            Dlatego kilka razy już napisałem żeś zwyczajnie uprzedzona do facetów. Szkoda tych klapek na oczach, tak naprawdę tracisz tylko Ty.
            • possessive Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 21:57
              A cóż takiego tracę, uświadom mnie łaskawie? :)
              • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 22:14
                A widzisz złooo w każdym facecie na ulicy? Nie? to nie jesteś godna inicjacji w tej sekcie ;)

                Przecie Królika goniłem.
        • poitevin Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 20:54
          > A tera mnie k... zabijta.

          E, szkoda by było.. Mądrze prawisz:)

          Chociaż nadal wybory życiowe autora wątku pozostają dla mnie
          nieodgadnioną tajemnicą:/
          • pendzacy_krolik MAM! 09.02.10, 21:15
            autor to troll!!! to niemozliwe,zeby tacy mezczyzni (i takie
            zony,jak autora) istnieli:))))) to jest fikcja literacka
            • songo3000 Re: MAM! 09.02.10, 21:53
              Cóż tu dodać...
              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,106896572,107041609,Re_Malzenstwo_39_34_lat_seks_i_nie_tylko.html
          • porucznikowa Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 00:03
            Nie sztuka w g...o wpaść,ale sztuka z niego wyjść.Obliczyłam,że dwa razy autor
            wątku w niego wpadł.(Od 22 r. życia)A kto wyciągał go z łajna..żona.I sami
            słyszycie jaki jest wdzięczny.Jej dym z papierosów to pryszcz w stosunku do
            smrodu,który po sobie pozostawiłeś.Mam nadzieję,że za trzecim razem,żona go poczuje.
        • skarpetka_szara Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 09.02.10, 21:31
          > No i to jest to, co pisałem kilka postów wyżej. Jak facet nagle
          >stwierdza, że żona mu poziomem zajebistości nie dorównuje, to się
          >dowiaduje, że mu się w dupie> przewróciło,

          No ale jezeli mu nie dorownuje, to po co z nia jest??? Przeciez jak
          jedna fladra (a tak wnioskuje tylko z jego opisu kochanki) go
          chciala to sie wyprowadzil szybciutko z domu, zalatwil mieszkanie,
          zona go g...no obchodzila. Myslisz ze jak nastepna na niego skinie
          palcem to sie oprze i nie poleci? hmmm.... watpie. Wrocil do zony
          bo jest zerem - nie stac go na lepiej. uwiesil sie niej pod
          przykrywka "nie chce aby za pare lat inny facet wychowywal mojego
          syna" - to wymowka.

          A pozatym autor chce nam (bardzo)wmowic ze jest wlasnie "z wyzszej
          polki", mowi.. mowi... mowi duzo, argumentuje, i jego slowa niby
          cos nam tu objawiaja jaki to on nie wspanialy... Ale popatrzmy na
          jego czyny! Halo! z jaka inteligentka sie zwiazal? Kobieta ktora go
          oczarowala to zwykla wampirka na kase, ktora nie zna slowa
          lojalnosc, laczyl ich jedynie seks i chemia! Sorry, ale o jakiej
          kobiecie z wyzszej polki my tu mowimy?

          Juz dawno przestalam sluchac co faceci mowia, a patrze wylacznie na
          ich czyny.

          > Abstrahując już od tego konkretnego przypadku...

          No wlasnie czlowiek czlowiekowi nie rowny, nie kazdemu bym tak
          przykrecala srube. Gdyby autor tak bardzo sie rozwinol to by
          porzucil niestety zone aby sie realizowac. Ale bylaby to meska
          decyzjia, a nie: tak zle i tak niedobrze.

          No nie wiem czy mozna powiedziec ze to on dal szanse zonie. Wkoncu
          to on blagal JA o wybaczenie.

          > Dalej - że pisze o sobie, tylko o sobie, tylko ze swojego punktu
          >widzenia. No a,przepraszam, o kim ma pisać? To on ma problem i on
          >go tu przedstawia, racji żony możemy się domyślić.

          Jak jest sie w zwiazku to myslenie jest MY - nie JA! to jest ICH
          problem ze on nie ma seksu. Moze jest beznadziejnym kochankiem,
          moze jego zona jest lesbijka, czy ja wiem? WIem jednak ze on nie
          jest sam w tym zwiazku.

          > Nic dziwnego, że się koncentruje na negatywach. Jak ja mam
          >problemy na tle seksu z żoną, to naprawdę głęboko gdzieś mam to,
          >że ona świetnie gotuje i zapewnia mi rodzinne ciepło.

          dobra, dobra, ja jakos nie widze autora ze jest taki biedny jak
          siebie tutaj w tych dlugich paragrafach wybiela. Gdyby ktos Tobie
          podsumowal ta jego historie to bys pomyslal pewnie ze facet to
          dupek. Niektorzy ludzie po prostu nie widza niczego oprocz czubka
          wlasnego nosa i w moim odczuciu autor wlasnie taki jest.

          PS: jak komus ucina sie noge, to czlowiek powinien sie cieszyc ze w
          ogole zyje. ze moze jeszcze ruszac reka. A jak w zwiazku jest zle,
          to nalerzy uczynic wszystko w swojej mocy aby naprawic to - a jak
          sie juz wszystko zrobi a nadal jest zle -to sie odchodzi. A to co
          slysze od autora, to on nawet sam nie poszedl do
          seksuologa/psychologa. Tylko narzeka ze Zona nie poszla. Wiec rece
          umywa. No ale sam tez nic nie zrobil. No i wlasnie te jego
          czyny... oprocz jeczenia to nie widze zadnych konkretnych dzialan.
          • songo3000 Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 09.02.10, 22:11
            Facet ma nowe pasje, zainteresowania (co implikuje nową wiedzę) udziela się towarzysko... Czy się komuś podoba czy nie to wszystko podpada pod ROZWÓJ, zwiększenie swoich horyzontów.

            Tenże rozwój to wskoczenie o oczko czy kilka WYŻEJ. A żonuś w miejscu drepcze, jej półeczka od biedy została na tym samym poziomie.

            Ja rozumiem, że są to bardzo niewygodne wnioski. Tak bardzo niewygodne, że niektóre Panie oprócz pójścia w zaparte zaczęły stosować chwyty klasyków (... tym gorzej dla faktów i takie tam) lub całkowicie wyparcie (vide "to na pewno troll no bo to NIE MOŻLIWE, że nie mam racji").
            Cóż, można próbować wmawiać ludkom w okolicy, że ziemia tak naprawdę płaska jest, można...

            To że facet skrewił i zamiast wykorzystać swoją nową pozycję znajdując sobie znośną kandydatkę ze swojej nowej półki to już jego problem. Za słono który płaci właśnie i będzie płacił dopóki się nie ocknie.

            I trzeba uczciwie przyznać, że tym samym zabiera swojej 'pani domu' szansę na szczęście z jakimś amatorem tego typu atrakcji.
            • mujer_bonita Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 09.02.10, 22:46
              songo3000 napisał:
              > To że facet skrewił i zamiast wykorzystać swoją nową pozycję znajdując sobie zn
              > ośną kandydatkę ze swojej nowej półki to już jego problem. Za słono który płaci
              > właśnie i będzie płacił dopóki się nie ocknie.
              >
              > I trzeba uczciwie przyznać, że tym samym zabiera swojej 'pani domu' szansę na s
              > zczęście z jakimś amatorem tego typu atrakcji.


              No i jak widać da się zobaczyć las pośród tego gąszczu drzew ;)
              • songo3000 Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 09.02.10, 22:55
                A mogłem się w język, znaczy paluch ugryźć ;)
            • skarpetka_szara Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 09.02.10, 23:03
              ale mam to w kolko powtarzac? facet GADA, gada, gada, i gada ze
              jest z innej polki, itd... jego czyny mowia cos innego!
              • songo3000 Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 09.02.10, 23:13
                skarpetka_szara napisała:

                > ale mam to w kolko powtarzac? facet GADA, gada, gada, i gada ze
                > jest z innej polki, itd... jego czyny mowia cos innego!

                Na przykład takie?
                > Kiedyś byłem gościem co świat widział
                > dwukrotnie na wycieczce z biura podróży, a najdalej sam wypuścił
                > się do Skalnego
                > Miasta w Czechach, więc ta wyśmiewana przez Ciebie Lizbona jest
                > jakimś krokiem
                > do przodu. Lizbona to tylko przykład, chodzi mi bardziej o
                > samodzielne,
                > niezorganizowane przez nikogo wypuszczanie się w świat, poznawanie > innych kultur.
                > Jeśli chodzi o lektury, to samo. Jeśli czyta się Freuda czy innych > klasyków w
                > oryginale, to Eichelberger będzie psychologicznym poprornem. Jesli > wcześniej
                > człowiek nie interesuje się ta tematyka zbytnio, to E. jest IMO
                > interesującą i
                > rozwijająca lekturą.

                Nie widzisz czy najzwyczajniej dostrzec nie chcesz?
                • mama.studentka dzięki 09.02.10, 23:55
                  Twój post coś mi uświadomił: musze schudnąc. Zrzucić te parszywe
                  kilogramy popordowe, wrocić do formy i.. zadbac o siebie!! Naprawdę
                  fajny post. Bardzo dużo wywieśc z niego można o facetach. O tym,
                  jacy to wzorkowcy sensualni.. Tak do mnie przemówiłes, ze jest m
                  iteraz wstyd: siedze w pidzamie, z pochyloymi plecami, garabata, nad
                  klawiaturą, z kawą, z czerownymi jak królik oczami, z cyckami do
                  nóg, a zaraz wejdzie mój chłopak! Wjedzie i mnie taką zobaczy. A to
                  przecież wzrokowiec!!!!! Jestem czysta, lubie porzadek wokół siebie,
                  ale teraz bardziej przypomniamnm Twoja zonę - bierną istotę, niż tą
                  kocice ktora tu opisaleś... Tak mi wstyd. Wstyd. Przecież
                  codziennośc nie musi niczego zabijac.. hmm.
                  Co zrobić.. wyjśc jak przyjdzie?, wyprostowac sie? Isc spać?
                  Nie wiedzialam tez ze faceci to TACY obserwatorzy: Twoja zona ogląda
                  seriale, aj a czytam fora pt: brak.. zdrada.. i inne... To o mnie
                  świadczy, nie? Nie-za-dobrze..

                  Dzięki, psróbuje sie zmieni. Po troszku. Juz byly kometarze typu:
                  tylko fora czytsz, kiedys interesowalas isel iteraturą.. moze
                  zaczniesz drugi kierunek, bardziej ambitny, zebys mniej pusta byla.
                  Były to zarty, ale.. zaczyna robić sie niebezpiecznie. W każdym
                  razie: DZIĘKI!!!
                • mujer_bonita Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 00:13
                  songo3000 napisał:
                  > Nie widzisz czy najzwyczajniej dostrzec nie chcesz?

                  Songo - tak między Bogiem a Prawdą to w zacytowanym fragmencie nie do końca
                  jasne jest, czy autor rzeczywiście opisywane rzeczy robił czy jego znajomi
                  robili a on by chciał ;) Mnie się po pierwszym przeczytaniu wydawało, że
                  przynajmniej częściowo robił ale po przeczytaniu co inni (w zasadzie inni) tam
                  wyczytali to już taka pewna nie jestem ;)

                  I tak mnie teraz naszło z tą półką, że w sumie to określenie to bierze się z
                  zewnątrz - to jest z postrzegania naszej osoby przez otoczenie - to właśnie
                  otoczenie określa naszą 'półkę'. I pytanie czy autor przeskoczył wyżej czy
                  dostrzegł, że tam coś jest i żona mu w oczach spadła pięterko niżej.

                  Ja mam taki przykład z dzieciństwa - nigdy nie byliśmy specjalnie zamożni.
                  Biedni nie ale na jakieś super sprawy nie starczało. Ojciec w pewnym momencie
                  poszedł do pracy gdzie miał do czynienia z bogatymi ludźmi. Typowo 'zachłysnął
                  się'. I zaczął mamie przygryzać, głównie w kwestii jej ubioru i 'bezguścia'. No
                  to mądra kobieta zaciągnęła go do sklepu wybrała parę fajnych ciuchów, zapytała
                  czy taki styl mu odpowiada i ... pokazała ile to kosztuje :) To nie był drogi
                  sklep ale i tak poza naszym zasięgiem - ojciec niestety blade pojęcie o
                  finansach miał. Niestety - jego podejście zostało. Nie mówił nic o tym ale
                  'zachłyśnięcie' trwało i było jedną z przyczyn poważnych problemów. 'Tamten
                  świat' był zawsze lepszy, bardziej kolorowy, ludzie mądrzejsi, trawa zieleńsza.
                  I niestety przez długi czas wydawało mu się, że do tamtego świata należy.

                  Takie w sumie refleksje okołotematyczne ;)
                • possessive Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 09:12
                  songo3000 napisał:

                  > Na przykład takie?
                  > > Kiedyś byłem gościem co świat widział
                  > > dwukrotnie na wycieczce z biura podróży, a najdalej sam wypuścił
                  > > się do Skalnego
                  > > Miasta w Czechach, więc ta wyśmiewana przez Ciebie Lizbona jest
                  > > jakimś krokiem
                  > > do przodu. Lizbona to tylko przykład, chodzi mi bardziej o
                  > > samodzielne,
                  > > niezorganizowane przez nikogo wypuszczanie się w świat,
                  poznawanie >
                  > innych kultur.
                  > > Jeśli chodzi o lektury, to samo. Jeśli czyta się Freuda czy
                  innych >
                  > klasyków w
                  > > oryginale, to Eichelberger będzie psychologicznym poprornem.
                  Jesli >
                  > wcześniej
                  > > człowiek nie interesuje się ta tematyka zbytnio, to E. jest IMO
                  > > interesującą i
                  > > rozwijająca lekturą.
                  >
                  > Nie widzisz czy najzwyczajniej dostrzec nie chcesz?

                  Och litości, no to dobrze, cieszymy się że się "dziecko" rozwija
                  przez podróże i czytanie Freuda ale jaki w tym jest problem
                  właściwie? Że żona nie dzieli z nim jego pasji? Czy to jest problem?
                  Ludzie zastanówmy się. To są oczekiwania nierealistyczne. Rozumiem
                  żeby nastolatek żywił takie złudzenia ale dorosły facet? Czy związek
                  kobiety i mężczyzny polega na posiadaniu wspólnych zainteresowań? On
                  kurna nawet nie wie na czym polega związek - jak on przeżył tyle
                  lat? Męcząc się zapewne przy takim nastawieniu, może sie zmuszał do
                  trybu życia żony, po co? Czy naprawdę to musi być symbioza, gdzie
                  wszystkie sfery życia są wspólne? Przecież to niezdrowe. Przecież
                  nie chodzi o to żeby zmieniać partnera tylko żeby związek zmieniać
                  na lepsze. Ludzie nie muszą mieć wspólnych zainteresowań byle
                  potrafili się dogadać. Nie musi jedno drugiemu dorównywać. Czy
                  profesor ekonomii musi mieć za żonę drugiego profesora ekonomii,
                  matematyk ma się wiązać z matematykiem? Przecież wspólna w życiu
                  kobiety i mężczyzny może być tylko jakaś część życia, a wszystkie
                  inne mogą być oddzielne.
                  Taki wybitny intelektualista Joyce, a jego wieloletnia konkubina
                  Nora była pokojówką i absolutnie nie była dla niego partnerką
                  intelektualną, a ich związek trwał 37 lat i był udany. Dopasowanie
                  seksualne rzeczywiście przesądza o udanym zwiazku, ale dopasowanie
                  intelektualne o niczym nie przesądza
                  To kwestia umiejętności życia z kimś i dostosowania swoich oczekiwań
                  do realnego życia. Niestety tego autorowi brakuje - umiejętności
                  społecznych. To jest duży problem.
                  No cóż żeby jeszcze autor wiedział czego właściwie chce od żony, ale
                  prawda jest taka, że nie ma prawa zmieniać jej upodobań, każdy jest
                  wolnym człowiekiem i nawet w małżeństwie pozostaje wolnym w kwestii
                  swoich zaitneresowań, pasji, nawyków - dopóki nie przeszkadza tymi
                  nawykami innym. Gdyby każdy zmieniał żonę bo ta nie chce
                  zainteresować się jego pasjami, to jakie małżeństwo by przetrwało?

                  Ale to oczywiste - te skargi autora na żonę to takie pitu - pitu
                  usprawiedliwianko. Kluczem oczywiście jest niedopasowanie seksualne.
                  Autor cierpi na jakieś zaburzenie, podniecają go kobiety z którymi
                  zupełnie nie jest w stanie żyć na dłuższą metę. W dodatku
                  podporządkowuje się kobietom z którymi jest bo jego osobowość w
                  wieku 39 lat nadal się nie skrystalizowała, coś na kształt
                  nastolatka wciąż szuka zainteresowań, miota sie w różne nieokreślone
                  strony. No w tym wieku umiejętność stawiania sobie celów życiowych i
                  planowania ich realizacji to podstawa. Niestety tego nie ma. Nie ma
                  racjonalnego planowania, nie ma wciąż tej wiedzy - czego się chce do
                  życia, nie ma ustabilizowanego trybu życia ani określenia się w tej
                  kwestii. Chce podróżować? No to ok. ale trzeba to jakoś
                  zorganizować, dogadać się żoną, przecież nie rzuci wszystkiego jak
                  Gauguin. Ludzie trochę dorosłości, nie można dochodzić do tego czego
                  się chce od życia po trupach i niszczyć wszystko dookoła jak ta
                  psychopatyczna kochanka, poza tym jaki to wzorzec autor stanowi dla
                  syna?. To jest problem na leżankę do Freuda, a nie problem żony.
                  • lilyrush Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 09:42
                    Mam wrażenie, ze wszystkie Panie co tu pilnie agitują za żoną autora nie maja
                    pojęcia o czym piszą. Ja takie małżeństwa obserwowałam i sama zresztą takie
                    miałam. To nie o to chodzi, ze oboje maja byc profesorami fizyki jądrowej. Tu
                    chodzi o to, ze przychodzisz do domu i nie ma do kogo ust otworzyć. Rozmawia sie
                    o tematach organizacyjnych pt: masło podrożało, papier toaletowy sie skończył.
                    Partner zapuszczony, odrzuca z daleka, seksu nie ma.
                    Wyobraźcie sobie, ze niektórzy chcą sie rozwijać i nie ma nic złego w tym, ze to
                    robią i ze korzystają z zarobionych przez siebie pieniędzy. Skąd w Was tyle
                    zawiści? Facet sam sie dorobił pozycji zawodowej i kasy. I z niej korzysta. Co w
                    tym jest złego?? Ukradł coś którejś z Was? W naszym kraju najlepiej wszystkich
                    wyrównać do tego byle jakiego miernego poziomu.
                    Dlaczego niemożliwe jest, ze facet przeskoczył na wyższa półkę? Cóz..niektórzy
                    sie rozwijają i od czegoś trzeba zacząć. Lepiej od Eichelbergera niż od niczego.
                    Nie popieram akcji z kochanka i powrotu do zony. Bo z tego związku raczej nic
                    nie będzie. Ale na pewno nie zaproponuje autorowi leczenia sie z chęci życia.
                    Ja od mojego eks odeszłam, bo dość miałam miernoty i przejścia na mentalną
                    emeryturę w wieku lat 30. I wiecie co- on tez jest teraz szczęśliwszy i sam to
                    przyznaje. Zwyczajnie może realizować swoja wizje życia i żadna baba mu nad
                    uchem nie brzęczy, że za kilka lat zejdzie na serce...
                    • bi_chetny Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 10:03
                      Joyce mógł mieć ze swoją partnerką wspólne tematy, albo ich nie potrzebował.
                      freak potrzebuje - żona mu tego nie daje. Jest problem.
                      Oczywiście, że nie chodzi o totalną wspólnotę. Ale jeśli interesuję się światem,
                      kulturą, polityką, to chciałbym, żeby moja towarzyszka wiedziała o czym mówię,
                      miała własne zdanie. Gdyby rozmowa z żoną ograniczała się do kasy, domku,
                      dzieci, zakupów - długo bym nie wytrzymał.
                      Freak nie do końca odnajduje się w tej sytuacji - oczekiwał rozwoju małżonki,
                      który nie nastąpił. Następuję rozziew, który coraz trudniej zasypać. Ale
                      niełatwo jest też podjąć decyzję o rozstaniu, szczególnie, że nie za szczęśliwie
                      dla siebie wybierał inne kobiety. potrzebuje tak naprawdę jakiegoś zbioru
                      wspólnego. Freak, terapia dla ciebie i potem podjęcie decyzji - czy zabierasz
                      żonę na wspólną terapię, czy podejmujesz decyzję o rozstaniu.
                    • poitevin Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 10:06
                      Ja tam za żoną nie agituję. Uważam, że jak on nie może zmienić
                      zainteresowań żony (a nie może ewidentnie) to niech zmieni żonę:P
                      Facet jest z zupełnie innego świata niż jego kobieta i nie za
                      bardzo da się te dwa światy połączyć. Kto poszedł w góre, a kto w
                      dół jest w tej sytuacji drugorzędne. Gostek miał wszelkie dane, aby
                      wiedzieć, że żona jest niereformowalna, a dalej uparcie i
                      histerycznie brnie w ten bezsens. I jeszcze piszczy jaki to
                      nieszczęśliwy jest. Nie wątpie, że jest sfrustrowany, ale sam się na
                      to zdecydował.
                      Wyjścia są dwa - albo wymieni kobietę, albo weźmie na klatę to, co
                      ma i dostosuje się do rzeczywistości. Trzeciej opcji nie widzę.
                      • bi_chetny Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 10:12
                        Nie ma co rozpatrywać w kategorii winy - żonie odpowiada jej półka i zapewne
                        znajdzie faceta, dla którego będzie atrakcyjna. Kiedy wiążemy się w młodym
                        wieku, wydaje nam się że to wszystko będzie szło równolegle - nie zawsze tak
                        jest. Wtedy trzeba zweryfikować swoje życie i związek.
                        • freak_from_freakland Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 10:47
                          bi_chetny napisał:

                          > Nie ma co rozpatrywać w kategorii winy - żonie odpowiada jej półka
                          i zapewne
                          > znajdzie faceta, dla którego będzie atrakcyjna. Kiedy wiążemy się
                          w młodym
                          > wieku, wydaje nam się że to wszystko będzie szło równolegle - nie
                          zawsze tak
                          > jest. Wtedy trzeba zweryfikować swoje życie i związek.
                          >

                          Dzięki bi_chetny za mądre uczestnictwo w dyskusji. Choć ogólnie
                          najbardziej przemówiła do mnie Twoja rada, o nie warunkowaniu
                          terapii psychologicznej samego siebie, od zgody żony.
                          • aandzia43 Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 20:39
                            > Dzięki bi_chetny za mądre uczestnictwo w dyskusji. Choć ogólnie
                            > najbardziej przemówiła do mnie Twoja rada, o nie warunkowaniu
                            > terapii psychologicznej samego siebie, od zgody żony.

                            > Dzięki bi_chetny za mądre uczestnictwo w dyskusji. Choć ogólnie
                            > najbardziej przemówiła do mnie Twoja rada, o nie warunkowaniu
                            > terapii psychologicznej samego siebie, od zgody żony.

                            Ja się jeszcze podpiszę po radą Bi odnośnie terapii indywidualnej
                            dla ciebie. Zacznij od siebie, bo tylko to możesz zrobić. Tylko na
                            pracę nad sobą samym masz wpływ. Podejdź do tego poważnie. Już
                            wystarczająco długo miotasz, jesteś nieszczęśliwy i
                            unieszczęśliwaisz innych.
                            Ciągle doświadczam pozytywnych efektów terapii sprzed lat. Wiele
                            spraw (również małżeńskich) ułożyło się bardzo szczęśliwie i
                            niespodziewanie. Nawet nei sądziłam, że takie cuda mogą mieć
                            miejsce:-)
                      • mujer_bonita Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 12:29
                        poitevin napisała:
                        > Ja tam za żoną nie agituję. Uważam, że jak on nie może zmienić
                        > zainteresowań żony (a nie może ewidentnie) to niech zmieni żonę:P
                        > Facet jest z zupełnie innego świata niż jego kobieta i nie za
                        > bardzo da się te dwa światy połączyć. Kto poszedł w góre, a kto w
                        > dół jest w tej sytuacji drugorzędne. Gostek miał wszelkie dane, aby
                        > wiedzieć, że żona jest niereformowalna, a dalej uparcie i
                        > histerycznie brnie w ten bezsens. I jeszcze piszczy jaki to
                        > nieszczęśliwy jest. Nie wątpie, że jest sfrustrowany, ale sam się na
                        > to zdecydował.
                        > Wyjścia są dwa - albo wymieni kobietę, albo weźmie na klatę to, co
                        > ma i dostosuje się do rzeczywistości. Trzeciej opcji nie widzę.

                        Dobrze i wprost napisane ale nie sądzę, żeby doszło ;)
                    • possessive Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 10:52
                      lilyrush napisała:


                      > Partner zapuszczony, odrzuca z daleka, seksu nie ma.
                      > Wyobraźcie sobie, ze niektórzy chcą sie rozwijać i nie ma nic
                      złego w tym, ze t
                      > o
                      > robią i ze korzystają z zarobionych przez siebie pieniędzy. Skąd w
                      Was tyle
                      > zawiści? Facet sam sie dorobił pozycji zawodowej i kasy. I z niej
                      korzysta. Co
                      > w
                      > tym jest złego?? Ukradł coś którejś z Was? W naszym kraju
                      najlepiej wszystkich
                      > wyrównać do tego byle jakiego miernego poziomu.
                      > Dlaczego niemożliwe jest, ze facet przeskoczył na wyższa półkę?
                      Cóz..niektórzy
                      > sie rozwijają i od czegoś trzeba zacząć.

                      Nikt nie neguje rozwoju, nikt nikomu nie obiera praw, nikt nie
                      agituje "za" lub "przeciw" żonie. To są jakieś histeryczne
                      insynuacje i ataki. W sumie trudno się dziwić, że w sytuacji autora
                      widzisz jedynie projekcję swoich dawnych problemów, w związku z tym
                      identyfikujesz się z nim to twoja sprawa. Ktoś widzi problem tak, ty
                      widzisz tak. Po co zarzucać komuś jakieś brzydkie motywy? Ja na brak
                      pieniędzy nie narzekam, a na sytuację zapuszczonego partnera reaguję
                      nieco inaczej niż pogardą. Wolno mi, tak jak i tobie wolno oceniać
                      po swojemu, więc nie atakuj. Radzisz się rozstać, czemu nie? Ja tego
                      nie neguję, to autor chce zostać ze swoją żoną, nie ja.
                      • songo3000 Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 12:58
                        Nie mam żadnych projekcji ciemnych doświadczeń a i tak stwierdziłem wprost: Facet się rozwinął i wskoczył na wyższą półkę, babeczka nie. Proste i klarowne. Oczywiście w sytuacji odwrotnej byłoby tu kółeczko facetów agitujących, że 'to nie tak', 'trzeba na to spojrzeć z kilku stron' i inne tego typu uspokajająco-rozmywające pierdoły.

                        Chyba, że powiesz wprost: nie ma żadnych 'półek' a cała ta teoryjka to jakieś bajdurzenie. To zrozumiem.
                        • skarpetka_szara Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 15:50
                          Ale o czym my tu mowimy, zonka palila papierosy od 15stego roku
                          zycia, czyli dlugo zanim ja poznal - a mu "nagle" to strasznie
                          przeszkadza i "zawsze przeszkadzalo". Wez, czlowieku, to jest
                          jakis dzieciuch a nie mezczyzna. To jest parodia mezczyzny.
                          • bi_chetny Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 16:36
                            skarpetka_szara napisała:
                            > Ale o czym my tu mowimy, zonka palila papierosy od 15stego roku
                            > zycia, czyli dlugo zanim ja poznal - a mu "nagle" to strasznie
                            > przeszkadza i "zawsze przeszkadzalo". Wez, czlowieku, to jest
                            > jakis dzieciuch a nie mezczyzna. To jest parodia mezczyzny.

                            dlaczego dzieciuch ? wcześniej to akceptował, potem przestał. tobie się nigdy
                            nie zmieniły poglądy ?
                            • mujer_bonita Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 16:59
                              bi_chetny napisał:
                              > dlaczego dzieciuch ? wcześniej to akceptował, potem przestał. tobie się nigdy
                              > nie zmieniły poglądy ?

                              A uważasz, że domaganie się od otoczenia dostosowania do NASZYCH zmian poglądów jest objawem dojrzałości?
                              • songo3000 Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 19:09
                                Z definicji każdy palacz - potencjalny siewca raka dokładnie TAK traktuje całe otoczenie.
                                • mujer_bonita Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 22:41
                                  songo3000 napisał:
                                  > Z definicji każdy palacz - potencjalny siewca raka dokładnie TAK traktuje całe
                                  > otoczenie.

                                  Nie bardzo wiem jak to niby odnosi się do tego co napisałam ale zauważ, że ona paliła jak się poznali - wiedział na co się pisze.
                                  • songo3000 Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 11.02.10, 00:48
                                    A nijak. Tak sobie tylko na palaczy złorzeczę :)
                              • aandzia43 Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 20:17
                                > A uważasz, że domaganie się od otoczenia dostosowania do NASZYCH
                                zmian poglądów
                                > jest objawem dojrzałości?
                                >

                                Nie odnoszę wrażenia, że nasz bohater domagał się przez ileś tam lat
                                bezwzględnego dostosowania się małżonki do efektów jego ewolucji.
                                Raczej wysuwał propozycje, sugerował, chciał kompromisów i spotkania
                                się wpół drogi. Nie uzyskał NIC (a przynajmniej nam to tak
                                przedstawia). Może jestem dzieciuch i niedojrzalec, ale DOMAGAM SIĘ
                                od bliskich przynajmniej dogłębnego rozpatrzenia moich propozycji w
                                kwestii nowych poglądów na wspólne bytowanie. A po rozpatrzeniu prób
                                domagam się wyjścia mi na przeciw. Prawie nigdy nie odbyły się takie
                                moje "domagania się" łatwo, przyjemnie i w pełni pokojowo. Ale
                                efekty, jeśli już były, były warte szarpania się i dręcznia Bogu
                                ducha winnych bliźnich. A bliźni wcale nie mają do mnie teraz
                                pretensji, wręcz przeciwnie:-)
                                • mujer_bonita Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 22:38
                                  aandzia43 napisała:
                                  > DOMAGAM SIĘ
                                  > od bliskich przynajmniej dogłębnego rozpatrzenia moich propozycji w
                                  > kwestii nowych poglądów na wspólne bytowanie. A po rozpatrzeniu prób
                                  > domagam się wyjścia mi na przeciw.

                                  To w końcu wymagasz rozpatrzenia czy wyjścia na przeciw? Bo rozpatrzeć można coś negatywnie - szczególnie, jeżeli uznamy, że godzi to w podstawy naszej wizji tego układu. Sama napisałaś 2 posty dalej że wspólna musi być zasadnicza część związku. Jeżeli okazuje się, że jedna strona zmieniła siebie i swoje wymagania co do tej części to druga może się dostosować a może też stwierdzić, że nie na to się pisała. Związek to dwoje ludzi i obojgu powinno być dobrze.
                                  • aandzia43 Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 23:38
                                    > To w końcu wymagasz rozpatrzenia czy wyjścia na przeciw? Bo
                                    rozpatrzeć można co
                                    > ś negatywnie - szczególnie, jeżeli uznamy, że godzi to w podstawy
                                    naszej wizji
                                    > tego układu. Sama napisałaś 2 posty dalej że wspólna musi być
                                    zasadnicza część
                                    > związku. Jeżeli okazuje się, że jedna strona zmieniła siebie i
                                    swoje wymagania
                                    > co do tej części to druga może się dostosować a może też
                                    stwierdzić, że nie na
                                    > to się pisała. Związek to dwoje ludzi i obojgu powinno być dobrze.

                                    Rozpatrzenia wymagam. Dogłebnego. Nie stwierdzenia: jestem, jaki/a
                                    jestem i nie zamierzam dokonywac zadnych karkolomnych wysilkow
                                    umyslowych. Odrzucenie z góry moich propozycji, bo "20 lat temu
                                    byłem taki i taki i absolutnie nic w tej materii zmieniac nie będę"
                                    nie jest w/g mnie w porzadku wobec partnera zyciowego. Sztywna
                                    postawa jest dobra najwyzej dla układu krótkodystansowego, nie dla
                                    zwiazku na całe zycie. Czasem ten autentyczny wysiłek umysłu, serca
                                    i duszy jest juz wystarczajacym wyjsciem na przeciw. Sam w sobie
                                    wiele zmienia. Czasem nie wystarczy.
                                    • mujer_bonita Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 11.02.10, 00:15
                                      aandzia43 napisała:
                                      > Rozpatrzenia wymagam. Dogłebnego. Nie stwierdzenia: jestem, jaki/a
                                      > jestem i nie zamierzam dokonywac zadnych karkolomnych wysilkow
                                      > umyslowych. Odrzucenie z góry moich propozycji, bo "20 lat temu
                                      > byłem taki i taki i absolutnie nic w tej materii zmieniac nie będę"
                                      > nie jest w/g mnie w porzadku wobec partnera zyciowego. Sztywna
                                      > postawa jest dobra najwyzej dla układu krótkodystansowego, nie dla
                                      > zwiazku na całe zycie. Czasem ten autentyczny wysiłek umysłu, serca
                                      > i duszy jest juz wystarczajacym wyjsciem na przeciw. Sam w sobie
                                      > wiele zmienia. Czasem nie wystarczy.

                                      No ja Cię proszę - nie jestem plasteliną ani w związku z plasteliną. Pewne rzeczy po prostu nie przejdą i już - z resztą forum dowodzi tego dobitnie. Gdybym np. teraz wyskoczyła partnerowi z pomysłem bycia katoliczką pełną gębą, chodzeniem do kościoła, NPR-em, wytryskiem w pochwie itp. to raczej marne szanse miałabym na jego 'wysiłek umysłu' ;) Jak panowie narzekają na brak seksu po dziecku to też powinni 'wysilić umysł' żeby nie działać według zasady 'taki byłem i taki będę'?

                                      Dojrzałość to dla mnie właśnie uznanie, że ten drugi człowiek to osobny byt i że zmienia się lub nie zgodnie z własnym rytmem. Zrozumienie, że pewne rzeczy są dla drugiej strony nie do przeskoczenia, że ma ona również prawo wybierać i kreować świat wokół siebie tak, żeby być szczęśliwym. I, że niestety nie zawsze idzie to w parze lub da się pogodzić.
                                      • freak_from_freakland Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 11.02.10, 08:36
                                        Bardzo blisko tego co jest w mojej głowie są andzia43 i lilyrush.
                                        Dzięki. Twierdzenia Bonity i Skarpetki kręcące się wokół osobistej
                                        autonomii każdego człowieka i twierdzeń typu "związek nie polega na
                                        tym by zmieniać partnera, lecz by zmieniać związek" uważam za
                                        manipulację. Bonito i Skarpetko, jesteście inteligentnymi kobietami
                                        i śledząc ta dyskusję widać, że potraficie argumentować. Moim
                                        zdaniem nietrafnie, co zaraz wyjaśnię.
                                        Jestem potępiany za to , że domagam się zmian od żony. Waszym
                                        zdaniem jest to zamach na jej autonomię. Na Boga, jestem realistą,
                                        nie domagam się dostosowania w 100% do moich oczekiwań, Ba, nie
                                        domagam sie 70%. Gdyby to bylo 50% byłbym przeszczęsliwy, ponieważ
                                        wtedu spotkalibyśmy się w połowie drogi swoich wzajemnych oczekiwań.
                                        Fakty sa takie, że żona nie zmieniła się nawet o 1% !!. Nie wykazuje
                                        najmniejszej gotowości do kompromisu i do pokonania jakiejkolwiek
                                        bariery wymagającej wysiłku.
                                        Natomisat zgadzam się ze zdaniem jednej z przedmówczyń, że
                                        niedopasowanie seksualne jest sednem problemu. I od tego trzeba
                                        zacząć, jeżeli z tego związku ma coś jeszcze być.
                                        Bonita i Skarpetka natomiast swoją zgrabną argumentacją broniącą
                                        autonomii jednostki wznoszą żelazną kurtynę, za którą widać egoizm i
                                        brak plastyczności w interakcjach małżeńskich.
                                        • mujer_bonita Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 11.02.10, 10:53
                                          freak_from_freakland napisał:
                                          > Twierdzenia Bonity i Skarpetki kręcące się wokół osobistej
                                          > autonomii każdego człowieka i twierdzeń typu "związek nie polega na
                                          > tym by zmieniać partnera, lecz by zmieniać związek" uważam za
                                          > manipulację.

                                          Po pierwsze - sprawdź w słowniku znaczenie słowa manipulacja.

                                          Po drugie - nigdzie nic takiego nie napisałam. Szkoda, że w swoim zaślepieniu nie rozróżniasz kwestii tego, że ktoś czegoś nie zrobi od tego, że nie ma obowiązku tego robić i tego jak ważne jest zrozumienie dlaczego.

                                          Po trzecie - szkoda, że nie dociera do Ciebie, choć dobrze o tym wiesz, że warunkiem Twojego powrotu do żony był BRAK ZMIAN.

                                          Wal więc sobie dalej głową a ten mur.

                                          I nadal uważam, że baaaardzo mało czaisz. Może terapia będzie dla Ciebie cennym doświadczeniem i w końcu na wszystkie kwestie otworzy Ci oczy. Życzę powodzenia.
                                          • freak_from_freakland Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 11.02.10, 13:09
                                            Miałem na mysli manipulację w dosłownym znaczeniu tego słowa. Patrząc na to co
                                            napisałaś, uważam że niemożliwe jest, by ktokolwiek naprawdę tak patrzył na
                                            związki. Wobec powyższego, uważam że jest to celowa manipulacja słowem, a
                                            jedynym celem jest to by Twoje zdanie było na wierzchu. Moim zdaniem ociera sie
                                            to o trolling.
                                            Ale OK, darujmy sobie szermierkę słowną, bo nic dobrego dla samej dyskusji z
                                            tego nie wyniknie.
                                            • mujer_bonita Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 11.02.10, 13:22
                                              freak_from_freakland napisał:
                                              > Miałem na mysli manipulację w dosłownym znaczeniu tego słowa. Patrząc na to co
                                              > napisałaś, uważam że niemożliwe jest, by ktokolwiek naprawdę tak patrzył na
                                              > związki. Wobec powyższego, uważam że jest to celowa manipulacja słowem, a
                                              > jedynym celem jest to by Twoje zdanie było na wierzchu.

                                              Mylisz się - akurat w kwestii nie bycia plasteliną w związku wypowiadałam się wielokrotnie.

                                              I widzisz - w tym Twój problem - 'uważam, że niemożliwe'. Nie potrafisz wyjść poza swój schemat myślowy. Nie starasz się spojrzeć na problem z innej strony. Odrzucasz to, co nie pasuje do Tego co chcesz widzieć. Może terapia pomoże.
                                        • skarpetka_szara Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 12.02.10, 18:36
                                          Widze ze jestes jednym z tych ludzi ktorzy sluchaja tylko
                                          argumentow z ktorymi sie zgadzaja, a inne argumenty z gory
                                          ignoruja. No mozna i tak zyc, ale taki czlowiek nazywa sie: o - i
                                          tu wcale nie wzbudzi to w nikim zdziwienia to Twoje zycie dokladnie
                                          to pokazalo - IGNORANTEM.

                                          Zastanawiam sie w jakim stopnu ty sie zmieniles i poszles za
                                          marzeniami zony. Zaloze sie ze powiesz ze duzo. Wiemy, wiemy juz
                                          jaki jestes szlachetny i w ogole the best, a twoja zona to
                                          egoistyczna swinia ktora nie chce sie zmienic. Hmm... tylko
                                          dlaczego do niej wrociles? ach, no tak - przez syna. A dla mnie
                                          znowu czyny pokazuja wiecej niz slowa.

                                          > Bonita i Skarpetka natomiast swoją zgrabną argumentacją broniącą
                                          > autonomii jednostki wznoszą żelazną kurtynę, za którą widać
                                          egoizm i
                                          > brak plastyczności w interakcjach małżeńskich.

                                          mow co chcesz, ale to nie MOJ zwiazek sie wali, to nie JA zrobilam
                                          szambo z malzenstwa. W dodatku, czuje sie odpowiednia osoba do
                                          rozmowy gdyz akurat moj zwiazek trwa ponad dekade i poki co -
                                          wszystko gra. Wiec wiem cos o dobrych zwiazkach. A Co ty wiesz?
                                          najpierw sypiales z prawie-ze-zonata osoba, czyli wiedzac ze jest
                                          zajeta, potem zdradziles zone z nastepna ofiara losu, po czym z
                                          podkulonym ogonem wrociles, a teraz, ze czujesz sie troche pewniej
                                          znowu Ciebie swedzi aby cos zrobic.

                                          I bardzo mnie cieszy ze wybrales te slowa: egoizm i
                                          > brak plastyczności w interakcjach małżeńskich - bardzo pasuja do
                                          Ciebie.
                            • skarpetka_szara Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 18:43
                              jego widzi-misie - jego problem. Niech idzie do psychologa jak mu z
                              tym zle.
                        • possessive Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 12.02.10, 10:21
                          songo3000 napisał:

                          > Chyba, że powiesz wprost: nie ma żadnych 'półek' a cała ta
                          teoryjka to jakieś b
                          > ajdurzenie. To zrozumiem.
                          >
                          Jak widać są. Jest tanie lansiarstwo i stratyfikacje społeczne. To
                          pierwsze dzieli ludzi na 2 grupy fajnych i niefajnych - to podział
                          podobny do tego jaki stosują dzieci, a to drugie dzieli ludzi na
                          wiele różnych grup wedle różnych kryteriów bez wartościowania,
                          określa zależności pomiędzy tymi grupami. Świadomość podziałów i
                          różnic jest bardzo cenna oby tylko nie była prymitywna i bazująca na
                          jakichś powierzchownych kryteriach.
                    • skarpetka_szara Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 15:45
                      Lily, ale czy ty wyprowadzilas sie z domu, wynajelas mieszkanie aby
                      zyc szczesliwie z kochankiem bo ci libido odbilo? Wybralas sobie
                      kochanka - ktory byl pijawka? a jak tobie sie nie powiodlo to
                      wrocilas potulnie do domu? nie! Musimy w tej sytuacji wziasc
                      charakter autora pod uwage, jakim on jest czlowiekiem? Moim zdaniem
                      jego czyny mowia ze jest bez honoru i bez skrupolow wedlug
                      bliskich. A wtedy na taka sytuacjie patrzy sie inaczej niz na
                      sytuacjie, gdzie facet zyczywiscie sie rozwinol - bo w TEJ opisanej
                      sytuacji - nie mysle ze tak sie stalo.
                      • bi_chetny Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 15:51
                        Przecież odszedł od żony - tak jak chciałaś. a że wrócił - tak czasem bywa.
                        mniej jadu, moja droga, więcej obiektywnej analizy
                        • skarpetka_szara Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 18:42
                          mniej jadu?? to i tak lagodnie napisalam.
                      • lilyrush Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 16:27
                        No nie, wyprowadziłam sie z dzieckiem do pustego mieszkania i nawet kota
                        zostawiłam, żeby mu za bardzo smutno nie było ;-)
                        Ale tez słyszałam mnóstwo opinie typu "odbiło ci, realizować sie jej zachciało,
                        kretynka" i takie tam
                        • skarpetka_szara Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 18:18
                          Ale widzisz, ty zrobilas przemyslana, planowana dezycjie, ktora
                          miala konkretne podstawy i bylas konsekwentna.

                          Teraz porownaj zachowanie autora: skacze z kwiatka na kwiatek
                          gdziekolwiek i kiedykolwiek go chca, sam nie wie czego chce, a jego
                          decyzjie sa niekonsekwentne. (pomijam juz ze pewnie z syna mozgu
                          robi sieczke, ale to oddzielny temat).
                  • aandzia43 Re: Panny Gebbelsowe, bez jaj :) 10.02.10, 20:48
                    Czy naprawdę to musi być symbioza, gdzie
                    > wszystkie sfery życia są wspólne? Przecież to niezdrowe. Przecież
                    > nie chodzi o to żeby zmieniać partnera tylko żeby związek zmieniać
                    > na lepsze. Ludzie nie muszą mieć wspólnych zainteresowań byle
                    > potrafili się dogadać. Nie musi jedno drugiemu dorównywać. Czy
                    > profesor ekonomii musi mieć za żonę drugiego profesora ekonomii,
                    > matematyk ma się wiązać z matematykiem? Przecież wspólna w życiu
                    > kobiety i mężczyzny może być tylko jakaś część życia, a wszystkie
                    > inne mogą być oddzielne.

                    Wystarczy, że wspólna jest w życiu małżonków jakaś część zycia -
                    zgadzam się. Ale to musi być ta zasadnicza jego część (co tam kto
                    sobie za zadanicze uważa). Przypomnij sobie "American Beauty". A
                    najlepiej scenę na kanapie w salonie. Ja wiem, jak się czuje ktoś,
                    kto jest w sytuacji głównego bohatera (i wątku i filmu), chociaż nie
                    o kanapę czy podróże chodziło. I jeszcze dodam, że, chociaż brzmi to
                    nieprawdopodobnie, sprawa miała happy and. Warto zawalczyć.
                    Sensownie zawalczyć.
      • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 10:44
        Ale jad jest w Tobie Skarpetko. Tak kąsasz, że az podejrzewam, że
        moja zdrada poruszyła w Tobie osobiste struny.
        Widzę, że jesteś wyznawczynią dobierania się ludzi w związkach na
        zasadzie współczynników. Uroda: +3 do oceny, inteligencja: +2 do
        oceny, zarobki: +4 do oceny. To wynika z Twojego zdania "czy ty
        jestes WARTY aby miec taka kobiete, bo byc moze gdyby Twoja kobieta
        w taka sie zmienila - wzielaby kogos bardziej wartosciowego niz
        ty.". Zdaniem tym potwierdzasz słowa Twoich adwersarzy, że ludzie
        dobierają się na zasadzie "zajebistości".
        I choć popełniłem cięzkie błędy, to jednak pozostało we mnie
        przekonanie, że ludzie powinni się dobierać na zasadzie
        niemierzalnych uczuć, emocji i pasji, a nie na zasadzie kontraktu
        biznesowego.
        Ad vocem kochanki i potencjalnej z nią przyszłości - nie czytałaś
        dokladnie wątku. Pisałem wyraźnie, że BĘDĄC jeszcze z nią, nie
        wiedziałem naszej przyszłości optymistycznie, po tym jak klapki z
        oczu mi opadły.
        I na koniec, zasady dobrego wychowania każą pisać do dyskutantów
        duża literą.
        • songo3000 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 13:04
          freak_from_freakland napisał:

          > w taka sie zmienila - wzielaby kogos bardziej wartosciowego niz
          > ty.". Zdaniem tym potwierdzasz słowa Twoich adwersarzy, że ludzie
          > dobierają się na zasadzie "zajebistości".
          > I choć popełniłem cięzkie błędy, to jednak pozostało we mnie
          > przekonanie, że ludzie powinni się dobierać na zasadzie
          > niemierzalnych uczuć, emocji i pasji, a nie na zasadzie kontraktu
          > biznesowego.
          Akurat tutaj chyba nie zaczaiłeś :) Przełóż sobie WARTY na KOMPATYBILNY w dziedzinie emocji, pasji właśnie. I o to tu chodzi.

          Drabinka 'półkowa' wcale nie idzie tylko góra-dół. Idzie też na boki, skosy, itp. - jest wielowymiarowa ja całe życie.
          • mujer_bonita Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 13:15
            songo3000 napisał:
            > Akurat tutaj chyba nie zaczaiłeś :)

            Zabrzmi to złośliwie choć wcale nie jest to moją intencją - jak na 'przeskoczenie półki' to autor wątku bardzo mało czai - a już szczególnie rzeczy pisanych nie w 100% wprost ;)
            • poitevin Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 13:38
              Tych pisanych w 100% wprost też nie czai...
            • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 13:40
              mujer_bonita napisała:

              > songo3000 napisał:
              > > Akurat tutaj chyba nie zaczaiłeś :)
              >
              > Zabrzmi to złośliwie choć wcale nie jest to moją intencją - jak na 'przeskoczen
              > ie półki' to autor wątku bardzo mało czai - a już szczególnie rzeczy pisanych n
              > ie w 100% wprost ;)
              >
              Bonita, jad i nieracjonalizm jakim pluje Skarpetka odbieram emocjonalnie. Ciągle
              pisze i sugeruje pośrednio, że mam sobie pychę i uważam się za gościa z "wyższej
              półki", a upadlam żonę. To jakiś absurd. Teoria wyzszo-niskopółkowa zrodziła się
              w dyskusji na tym forum, w wątkach które tylko sledzę. Sama teoria jest OK, o
              ile odniesiemy ją do POTRZEB osobistego rozwoju, a nie do określenia stanu
              "zajebistości" człowieka TU I TERAZ. Dużą część z tych potrzeb udało mi się
              zrealizować i nie mam zamiaru za to przepraszać. Ja za wysoko-półkowego się nie
              uważam, staram się skupiac na problemie bądącym osią tego wątku.
              Do jadu którym sieje Skarpetka dopasowuje ona potwierdzające go teorie z których
              niestety nic nie kumam. Jeśli uznacie to za objaw ciasnoty w czaszce - spoko,
              biorę to na klatę :-))
              Zgodnie z zasadą nie uważanie się za kogoś z wyższej półki, nie uzurpuję sobie
              prawa go górnolotności większej niż przeciętna. Zresztą z racji zawodu, moje
              myślenie i sposób wyrażania myśli musi stawać się coraz bardziej kwadratowe, bo
              tak jest skuteczniej.
              Howgh !! :-)
              • mujer_bonita Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 14:04
                freak_from_freakland napisał:
                > Bonita, jad i nieracjonalizm jakim pluje Skarpetka odbieram emocjonalnie. Ciągle
                > pisze i sugeruje pośrednio, że mam sobie pychę i uważam się za gościa z "wyższej
                > półki", a upadlam żonę. To jakiś absurd.

                Abstrahując od kwestii związku poruszanego 'czajenia' z tym co napisałeś -
                niestety ale pogarda do żony jest dość mocno widoczna w tym co piszesz. Być może
                nie okazujesz tego żonie wprost, być może nie jesteś tego świadomy ale kiedy
                przedstawiasz swój sposób myślenia, opisujesz ją, porównujesz to jest to bardzo
                mocno wyczuwalne.
        • skarpetka_szara Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 18:41
          Nie, to nie jad, nie zchlebiaj sobie. Jestem po prostu kobieta
          mocno stapajaca po ziemi, ktora ma swoje wlasne zdanie i nie boi
          sie go powiedziec (jakkolwiek kontrowersyjne by Tobie sie to
          wydawalo).

          Nie zostalam zdradzona, przynajmniej o tym nie wiem, ale tez nie
          mam powodow aby myslec inaczej. A to tez dlatego ze wybralam
          naprawde dobrze, bo uczac sie na bledach innych stronie od takich
          ludzi jak ty. Tez w mojej rodzinie i dalekiej i bliskiej zdrad nie
          bylo. Wiec nie jest to osobista vendetta.

          Nie o "zajebistosc" mi chodzilo, ale TY bedziesz to czytac jak
          TOBIE wygodnie.

          I choć popełniłem cięzkie błędy, to jednak pozostało we mnie
          > przekonanie, że ludzie powinni się dobierać na zasadzie
          > niemierzalnych uczuć, emocji i pasji

          No tak, ale jakie uczucie do ciebie, jakie emocjie zwiazane z Toba
          ma miec czlowiek z wiedza jaka jestes naprwde osoba? Chyba
          nauczyles sie ze slowami mozesz manipulowac ludzi - slowami pewnie
          przekonales zonke aby dala Tobie szanse, ale osoba madra spojrzy na
          to co w zyciu zrobiles - i watpie aby normalna, inteligentna,
          zdrowa umyslowo kobieta - mogla o tobie myslec inaczej niz o
          pospolitym dupku.

          Pisałem wyraźnie, że BĘDĄC jeszcze z nią, nie
          > wiedziałem naszej przyszłości optymistycznie, po tym jak klapki z
          > oczu mi opadły.

          Albo nadal tego nie rozumiem, albo powiem tak: wow, i co z tego? i
          tak to swiadczy o tym jaka osobe wybrales, czyli zamieniles
          siekierke na kijek. Czy to jest cecha czlowieka rozwinietego?
          zaloze sie ze twoja zona, ktora z TWOJEGO opisu wydaje sie ze jest
          100 lat za murzynami - by takiej glupoty nie zrobila - a ty,
          czlowiek "oswiecony" - wpadles w to jak sliwka w kompot. Moze daj
          kredyt kobiecie ze jednak jest madrzejsza od Ciebie i wie ze nie
          jest to warte.
    • efi-efi Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 10:42
      Moim zdaniem największym błędem, który popełniłeś był powrót na łono rodziny.
      Rozumiem, że po zawirowaniach, jakie zafundowałeś sobie przy boku kochanki
      chciałeś spokoju i bezpiecznego azylu , sprawdzonego przez lata zresztą. Ale
      motywy Twojego powrotu nie wróżą niczego dobrego temu małżeństwu.
      Nie wróciłeś dlatego, że stwierdziłeś, iż najbardziej na świecie kochasz swoję
      żonę tylko dla syna i z powodów bardziej pragmatycznych.

      Sam piszesz, że czujesz, że w tym związku umierasz powoli, że masz wrażenie, że
      Cię pogrzebano za życia.Wydaje Ci się, że jakby żona zmieniła w sobie parę
      rzeczy to być może Wasze życie nabrałoby kolorów.
      A ja uważam, że chociażby stanęła na uszach i klaskała nogami - nic się nie
      zmieni w Twoim odbieraniu tej właśnie kobiety.
      Możesz rozmowami czy terapią sprawić, że zamiast sprzątać i gotować w sobotę,
      skusi się na nieplanowany wypad z Twoimi znajomymi, ale to i tak nie będzie to.
      Ona tego NIE CZUJE!
      Bodajże Avide tu pisał o tym jak w końcu jego żona(?) nauczyła się robić loda. I
      okazało się, że taki wymuszony(?)/wytresowany(?) lodzik smakuje zupełnie inaczej
      niż spontaniczny kiedy facet widzi, iskierki w oczach partnerki i jej niekłamaną
      chęć na tegoż rodzaju pieszczotę.

      Poza tym na czym ma się opierać to Twoje małżeństwo. Na miłości żony do Ciebie?
      Chyba trochę kulawo.
      Nie pożądasz jej, nie kochasz. Lubisz jedynie, pasuje Ci jako piastunka ogniska
      domowego.
      Moim zdaniem , to Twoje małżeństwo będzie trwało dopóki nie pojawi się w Twoim
      życiu następna kobieta. I wtedy na pewno odejdziesz.
      I idę o zakład , że tak będzie.

    • ame-2 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 10.02.10, 16:12
      Chyba jednak w tym wszystkim podstawową przyczyną było
      niedopasowanie seksualne. Wszystkie problemy od tego się zaczęły.
      Wolałeś w pewnym momencie, zrezygnować z seksu z żoną, bo było tak
      sobie, przewidywalnie i nie kręciło Cię to /tylko jak po wielu
      latach utrzymać dalej wysoka temperaturę w związku?/. Frustracja w
      tej kwestii powodowała, że wszystkie inne "braki" u żony, widziałeś
      wtedy ostrzej, a to pogłębiało jeszcze Twoją niechęć.
      Zachwyt kochanką w tej sferze, skutecznie pozwalał Ci na
      marginalizowanie jej wad, a dostrzeganie zalet.

      Powrót do domu, bez weryfikacji przyczyn tego co się stało i jak to
      usunąć, było niemą akceptacją poprzedniego życia.
      Szkoda, że wtedy nie skorzystaliście oboje z terapii. Może ona
      uświadomiłaby każdemu z Was z osobna, gdzie były błędy i jak
      spróbować je naprawić. Czy terapia byłaby skuteczna? Trudne - choć
      nie niemożliwe .Zmienić się zawsze jest szansa, tylko czy uda się to
      zrobić na tyle wystarczająco, aby zadowolić drugą stronę?
      • porucznikowa Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 11.02.10, 00:11
        Freak -proponuję wykorzystaj energię na wychowaniu syna.Dzieciom trzeba dużo
        czasu poświęcić.Rozwijaj go intelektualnie,pokaż mu świat..skocz z nim do
        Lizbony.Przy okazji swoje marzenia spełnisz:)
        • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 11.02.10, 08:45
          porucznikowa napisała:

          > Freak -proponuję wykorzystaj energię na wychowaniu syna.Dzieciom
          trzeba dużo
          > czasu poświęcić.Rozwijaj go intelektualnie,pokaż mu świat..skocz z
          nim do
          > Lizbony.Przy okazji swoje marzenia spełnisz:)

          Syna staram się rozwijać, w ciągu tygodnia cięzko jest z czasem, ale
          w weekendy i wakacje nadrabiam :-)
          W Lizbonie byłem. Piękne miasto, absolutnie nie jak z pocztówki,
          miejscami trochę zaniedbane, ale w wielu miejscach pełne
          kolonialnego, jakby trzecioświatowego trochę uroku. Na ten moment
          mam kilka innych celów :-). Np ostatnio wyczaiłem, że Ryanair zaczął
          za psie pieniądze latać do Agadiru z Berlina.
          :-)
          • mantis_after_dinner Troche zbaczajac z tematu 11.02.10, 08:55

            Maroko jest przecudne, ale Agadir to akurat z marokiem nie ma za
            duzo wspolnego - taki kurort dla turystow, hotel na hotelu.
            Polecam jechac w ciemno, wynjac autko i jezdzic gdzie dusza
            zapragnie, najwieksze wrazenie robia odludne berberskie wioski w
            gorach Atlasu, Rif, pustynia, glowny plac Marakeszu, no i ludzie -
            przemili i bardzo pomocni.
            • freak_from_freakland Re: Troche zbaczajac z tematu 11.02.10, 09:13
              mantis_after_dinner napisała:

              >
              > Maroko jest przecudne, ale Agadir to akurat z marokiem nie ma za
              > duzo wspolnego - taki kurort dla turystow, hotel na hotelu.
              > Polecam jechac w ciemno, wynjac autko i jezdzic gdzie dusza
              > zapragnie, najwieksze wrazenie robia odludne berberskie wioski w
              > gorach Atlasu, Rif, pustynia, glowny plac Marakeszu, no i ludzie -
              > przemili i bardzo pomocni.
              Dzięki Mantis. Naprawdę bezpiecznie można swobodnie poruszac się samemu poza
              wybrzeżem ?. Kolega z pracy poleciał sobie w ciemno i mówił, że samo wybrzeże i
              tereny przyległe super bezpieczne, ale im bardziej w głąb lądu, tym więcej
              wojska, bo maja tam problem z terytorium Sahary Zachodniej które jest w sumie
              pod okupacją marokańską, i podobno nie jest tam zbyt bezpiecznie.
              Chciałbym uniknąc czegoś takiego jak w Egipcie - odizolowanych enklaw
              turystycznych. W takie miejsce nigdy bym nie pojechał.
              • mantis_after_dinner odpowiem na priva 11.02.10, 11:49
                :)
                • mantis_after_dinner nie odpowiem, bo odbija mi Twoj adres 11.02.10, 12:10
                  • freak_from_freakland teraz będzie OK 11.02.10, 13:31
                    właśnie przed chwila aktywowałem pocztę na gazeta.pl
                    Pozdrowienia
          • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 11.02.10, 08:56
            sorry, z Dusseldorfu
    • esteraj Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 11.02.10, 11:57
      Niewiele napisałeś jak żona zareagowała na Twoją zdradę. Co robiła
      gdy od niej odszedłeś? Nie próbowała znaleźć sobie jakiejś pasji,
      żeby wypełnić pustkę po Tobie? Jak poradziłaby sobie, gdybyś do niej
      nie wrócił? Czy myślała o tym by jakoś ułożyć sobie życie, miałaby
      szansę na znalezienie kogoś innego? Co wcześniej Was łączyło, gdy
      się poznaliście?

      Nie mam pojęcia, czy uda Wam się wskrzesić do siebie jakieś uczucie.
      Twoja żona musiałaby się na Ciebie otworzyć. Powinnna docenić Twoje
      starania, choś rozumiem, że przez Twoją zdradę straciła wiarę w
      siebie i jej życie polega tylko na zwykłej egzystencji.

      Przypomina mi to trochę sytuację, gdy jakiś człowiek straci
      pełnosprawność a wcześniej żył pełnią życia. Co wtedy ma zrobić:
      pogodzić się i żyć czekając na koniec swojego żywota, czy szukać
      innych możliwości i cieszyć się tym co mu jeszcze pozostało. Sądzę,
      że dobry psychoterapeuta naprawdę potrafi zdziałać cuda. Widziałam
      wielu niepełnosprawnych, którzy potrafią cieszyć się z życia i
      pragną żyć. Podziwiam tę ich siłę.

      Może Ty Freak powinieneś nauczyć cieszyć się tym co masz. Ciągłe
      powracanie do tych cudownych chwil z przeszłości na pewno Ci nie
      pomoże. Powinieneś podziękować losowi, że coś takiego dane było Ci
      przeżyć. I tak zostałeś łagodnie potraktowany przez "górę". Masz
      dom, zdrowie, rodzinę i dość wygodne życie.

      Być może chciałbyś odnaleźć sens tego życia i receptę na szczęście,
      ale tak naprawdę to filozofowie od starożytności po dzień disiejszy
      szukają takich odpowiedzi i poszukiwania nadal trwają.

      Może życie jest właśnie po to, by na zasadzie prób i błędów dążyć do
      doskonałości. Ale to już głębsze rozważania.

      • freak_from_freakland Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 12.02.10, 10:52
        esteraj napisała:
        >
        > Może Ty Freak powinieneś nauczyć cieszyć się tym co masz. Ciągłe
        > powracanie do tych cudownych chwil z przeszłości na pewno Ci nie
        > pomoże. Powinieneś podziękować losowi, że coś takiego dane było Ci
        > przeżyć. I tak zostałeś łagodnie potraktowany przez "górę". Masz
        > dom, zdrowie, rodzinę i dość wygodne życie.
        > Być może chciałbyś odnaleźć sens tego życia i receptę na
        szczęście,
        > ale tak naprawdę to filozofowie od starożytności po dzień
        disiejszy
        > szukają takich odpowiedzi i poszukiwania nadal trwają.
        >
        > Może życie jest właśnie po to, by na zasadzie prób i błędów dążyć
        do
        > doskonałości. Ale to już głębsze rozważania.
        >
        Jest jakaś głęboka mądrośc w tym co piszesz EsteraJ. Życie z
        nieudaną sferą seksualną i z innymi problemami opisywanymi w tym
        wątku lekkie nie jest. Ale z drugiej strony rozmawiałem wczoraj z
        przyjecielem na GG i napisał mi coś takiego:
        słuchałem ostatnio programu
        Michał (11-02-2010 12:35)
        o ludziach którzy mieli takie "błache" problemy jak my
        Michał (11-02-2010 12:35)
        wiesz jak sie z nich wyleczyli
        Michał (11-02-2010 12:35)
        ....?
        Ja (11-02-2010 12:35)
        nie wiem
        Michał (11-02-2010 12:35)
        zaczeli sie udzielać
        Michał (11-02-2010 12:36)
        w opiece paliatywnej
        Michał (11-02-2010 12:36)
        zaczeli chodzic i rozmawiac z umierajacymi samotnymi ludzmi
        Michał (11-02-2010 12:37)
        po pewnycm czasie dochodzilo do nich jak błache sa ich problemy
        Michał (11-02-2010 12:37)
        i zaczeli cieszyć się swoim życeim
        Ja (11-02-2010 12:37)
        no, porażające jest to co piszesz, ale to jest w 100% prawda
        Ja (11-02-2010 12:37)
        zgadzam się
        Michał (11-02-2010 12:38)
        podobno ludzie umiearający w świadomości mają jakąs niesamowitą
        mądrośc
        Michał (11-02-2010 12:38)
        i dar oczyszczania ludzi którzy z nimi przebywają
        Ja (11-02-2010 12:38)
        Michal, dzięki ze mi to napisałeś
        Michał (11-02-2010 12:39)
        dlatego mysle ze powiniennem pojsc do takiego osrodka i troche
        popracowac z takimi ludzmi jako wolentariusz.
        • kutuzow Zasada kontrastu to maskowanie problemu 12.02.10, 11:55
          Uważam, ze sama pomoc jest godna podziwu o ile przesłanki którymi
          się kierujemy są dobre -robimy to z głębi serca, a nie chcemy
          pocieszyć się tym "że inni mają jeszcze gorzej" więc zasadniczo nie
          powinniśmy narzekać. Idąc tą drogą równie dobrze możesz iść za
          poradą pewnego kabaretu (nie pamiętam już nazwy) i kupić sobie buty
          o 2 numery za ciasne. Wtedy jak będziesz wracał do domu i wreszcie
          je ściągniesz, poczujesz taką wielką ulgę, że od razu będziesz
          inaczej patrzył na żonę.
          • esteraj Re: Zasada kontrastu to maskowanie problemu 12.02.10, 14:11
            Nie chodzi o to , by pocieszać się nieszczęściem innych, ale o to by nauczyć się
            od nich żyć.
            • kutuzow Re: Zasada kontrastu to maskowanie problemu 12.02.10, 15:01
              esteraj napisała:

              > Nie chodzi o to , by pocieszać się nieszczęściem innych, ale o to
              by nauczyć się od nich żyć.

              Jak pisałem -rozumiem chęć pomocy idącą z potrzeby serca, gdy
              pomagamy bo czujemy taką potrzebę. Chcemy zrobić coś istotnego dla
              innych. Nie rozumiem jednak "maskowania" swego nieszczęścia jeszcze
              większym nieszczęściem.

              Poza tym moim zdaniem warto uczyć się żyć od innych którzy żyją
              pełnią życia bez świadomości iż ich życie się właśnie kończy.
              Dla mnie cenniejsze jest zachowanie bohatera "American Beauty" który
              potrafi zmienić swoją szarą codzienność, niż np. bohaterów "The
              Bucket list" którzy realizują swoje marzenia dopiero w obliczu
              zbliżającej się śmierci.

              • skarpetka_szara Re: Zasada kontrastu to maskowanie problemu 12.02.10, 18:44
                Mysle jednak ze taka pomoc innyn moze pomoc autorowi zaczac widziec
                swiat z innej perspektywy - tzn innej niz swojej - co jest
                oczywiste ze do tej pory nie widzial niczego oprocz wlasnego nosa.
                • esteraj Złota myśl 12.02.10, 22:08
                  Ludzie kupują rzeczy, które nie są im potrzebne, za pieniądze,
                  których nie mają, by zrobić wrażenie na ludziach, których nie lubią.

                  To tak a'propos marzeń żony Freaka.
                  • pendzacy_krolik Re: Złota myśl 12.02.10, 22:22
                    skurwysynstwem jest wypowiadac sie negatywnie na temat kogos, kogo
                    znamy tylko z opowiesci.
                    esteraj napisała:

                    > Ludzie kupują rzeczy, które nie są im potrzebne, za pieniądze,
                    > których nie mają, by zrobić wrażenie na ludziach, których nie
                    lubią.
                    >
                    > To tak a'propos marzeń żony Freaka.
                    • songo3000 Miałe juz sobie odpuścić ale to piękne po prostu:) 12.02.10, 23:59
                      I KTO TO MÓWI.

                      To fascynujące. Jesteś już tak zaślepiona w tej swojej... właściwie cholera wie czym :) że nawet się nie zorientowałaś jak o sobie mówisz. Naprawdę niesamowite.
    • ame-2 Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 12.02.10, 14:38
      Jawisz mi się jako osoba bardzo aktywna, która chciałaby we
      wszystkich aspektach życia, osiągnąć maksymalny poziom zadowolenia.
      I bardzo dobrze, ale czy to do końca, tak na 100% jest możliwe?
      Zależymy przecież nie tylko od siebie, ale od wielu innych
      czynników, które na to wpływają. Bardzo głębokie jest stwierdzenie
      Esteraj, że recepta na szczęście stuprocentowe poprostu nie
      istnieje. I Ty chyba, na tym etapie życia, zdajesz już sobie sprawę
      z tego, bo nie chcesz burzyć, a starasz się, poszukujesz, dążysz do
      tego ideału.

      Opowiem Ci o pewnej dziewczynie. Bardzo aktywna, czasami nawet
      trochę szalona. Miała kilku mężów, kilku kochanków - kończyły
      się "motyle w brzuchu" - kończył się związek. Wiecznie zmieniała
      domy lub ich wystroje, otwierała interesy /czasem z góry skazane na
      niepowodzenie/. To ją nakręcało do życia. Najgorszą rzeczą była
      stabilizacja i jak nic się nie działo. Po wielu latach została sama,
      nie udało jej się zbudować trwałego związku. Wiesz, co kiedyś
      powiedziała: "chciałam mieć wszystko, zostało niewiele".

      Ktoś powiedział tutaj o wychowaniu w latach siedemdziesiątych, ktoś
      się z tym nie zgodził. Opowiem Ci jak było ze mną. Zostałam
      wychowana na tradycyjnych wartościach, taka grzeczna dziewczynka.
      Temat seksu w domu nie istniał, w przebąkiwaniu padały stwierdzenia,
      że to raczej "be" niż "cacy". Literatura w tym okresie ograniczała
      się do Wisłockiej, dostępnej na kilka godzin, więc siłą rzeczy,
      oglądało się rysunki i czytało urywki. Nasze życie intymne przez
      wiele lat nie wyglądało za ciekawie, głównie z mojej winy. Mąż,
      owszem starał się, ale ja miałam jakieś zahamowania, byłam raczej
      bierna, bo mnie nie wypada. Nawet zbyt śmiałe pieszczoty, odbierałam
      jako zmuszanie się męża do nich /robi, bo chce mnie rozruszać, a
      nie, że sprawia mu to przyjemność/, więc się przed nimi broniłam.
      Kończyło się to raz lepiej, raz gorzej - ale raczej bez fajerwerków
      i starczało na dość długo. Mnie wydawało się to normalne, gdyby ktoś
      chciał mnie wtedy wysłać do specjalisty - kazałabym jemu się leczyć.
      Po jakimś czasie, chęci męża zmalały, a u mnie pewnie libido poszło
      w górę i stało się. To ja zaczęłam inicjować i pozwalać sobie na
      więcej. I -eureka! - odkryłam dopiero wówczas, inną skalę przeżyć,
      zobaczyłam, że dopiero otwarcie się na dawanie, pozwoliło mi więcej
      otrzymywać. Takie przeżycia spowodowały, że ich wspomnienie,
      wywoływało szybko, ponowną chęć ich powtórzenia. Nawet mój mąż
      powiedział, że mnie nie poznaje.
      Analizując tę moją metamorfozę, mogę stwierdzić, że przeżycia
      dzieciństwa /DDA/ i wychowanie - to podłoże do wielu naszych
      zachowań /zahamowań/ w życiu, z których często nie zdajemy sobie
      sprawy, a które można dopiero zrozumieć albo na terapii, albo po
      głębokim zastanowieniu. Tylko nie zawsze jest się tego świadomym, ja
      przynajmniej wcześniej nie byłam.

      Może odnajdziesz jakieś podobieństwa, analogie, może odpowiedź na
      któreś z pytań...
    • avide Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 19.02.10, 22:07
      Wiesz co. Wszystko rozumiem i potępiać nie mam zamiaru, ale nie potrafię pojąć
      jednego. Skoro już zdobyłeś się na ten najtrudniejszy krok i odszedłeś o rodziny
      to po jaką cholerę wróciłeś do układu z góry skazanego na niepowodzenie ?
      Wróciłeś do kobiety z która nie czujesz się szczęśliwy. Więcej, wróciłeś do
      kobiety która szczęścia nigdy Ci nie da.

      Trzeba było:
      1) realizować się na boku i trzymać buzie na kłódkę
      2) odejść i nawet jak Ci się z ową pięknością nie udało to znaleźć sobie inną.
      tego kwiatu jest pół światu. Nie ta to inna.

      Najważniejszym punktem całej twojej historii jest uświadomienie sobie że kobieta
      która jest Twoją żoną nie jest kobietą która da ci szczęście (chodzi o
      całokształt: zainteresowania, seks, osobowość itd.). Dlatego skoro już zrobiłeś
      co zrobiłeś to po jaką cholerę znowu wpakowałeś się w to samo bagno fundując jej
      i sobie takie bagienko ? Jesteś masochista i sadysta w jednym jak dla mnie.

      W dodatku brak Ci jakiejkolwiek konsekwencji i celu w podejmowanych działaniach.
      Totalnie bez sensu....
      • efi-efi Re: Małżeństwo 39/34 lat - seks i nie tylko 30.09.10, 08:11
        No i co dalej?
        Jesteś jeszcze z żoną?
        Powinien być obowiązek meldowania się na forum co pół roku i dopisywanie końca historii :))
Pełna wersja