załamana

09.02.10, 12:17
Witam, podczytuję to forum od dłuższego i wypisz wymaluj moja sytuacja.
Mam 30 lat, jestem w związku. W wieku 21 lat poznałam 12 lat starszego od siebie mężczyznę, z którym byłam w długoletnim związku i był on moim prawdziwym nauczycielem rozkoszy, że tak to ujmę. Niestety, w innych dziedzinach życia nie byliśmy zgodni i mimo fantastycznego seksu, rozstaliśmy się.
Mam ogromny temperament seksualny, jestem osobą bardzo zmysłową. Nie jestem seks bombą z okładki, jednak uważana jestem za osobę bardzo atrakcyjną i zwracam uwagę mężczyzn. Ale do rzeczy...
Mój mężczyzna, który ma 31 lat nie sypia ze mną. Jeśli już seks jest beznadziejny, w jednej pozycji, trwa kilka minut. Nie ma pieszczot, jest szybki wytrysk. On nie chce seksu oralnego, pieszczot, a ja nieraz czuję się jak kotka na rozpalonym dach, aż się łaszę.
Wiem, że ma kompleksy, bo jako młody chłopak przeszedł zabieg usunięcia stulejki całkowitej i ma blizny (on tak twierdzi, ja niczego nie widzę, a zgodnie z prawdą nie mam nawet możliwości się przyjrzeć :(...Uwaga, jesteśmy ze sobą blisko rok. Bardzo go kocham, jest moim najlepszym przyjacielem, ale powoli zatracam swoją pewność siebie i kobiecość, bo pierwszy raz w życiu nie czuję się atrakcyjna i pociągająca.
Były rozmowy...był i płacz...Nic to na dłuższą metę nie dało.
Czytam forum, więc od razu piszę. Mój partner twierdzi, że ma lęki iż nie sprosta moim wymaganiom. Wie o moim "pierwszym nauczycielu". Przyjaźniliśmy się przed zostaniem parą i widział, że jestem w stanie jechać do ówczesnego kochanka w środku nocy, bo mnie "wzywał" lub że pan N (tak go nazwijmy) porywał mnie z imprezy, bo chce mnie teraz i już ;)
Nie ukrywam, że ta spontaniczność i seks w różnych miejscach bardzo mnie kręcił i nieraz za tym tęsknię.
Z R tego nie mam i zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, że nie będę mieć. W czym więc problem, ano w tym, że ja naprawdę bardzo cenię i kocham tego człowieka. Zaczynam jednak łapać się na tym, że w momencie kiedy np, na ulicy jakiś facet zwraca na mnie uwagę, ja już widzę oczami wyobraźni jak kocham się z nim od tyłu w najbliższej bramie...Źle się z tym czuje. Wiem, że R ma niskie libido, ciężko go rozpalić, uprawia masturbację (twierdzi, że rzadko, mi znów ciężko w to uwierzyć). Nigdy nie był w długotrwałym związku, nie współżył z nikim systematycznie. De facto, można powiedzieć, że jestem jego pierwszą stałą partnerką. Napiszecie, żebym go jakoś rozpaliła i rozruszała, próbowałam, ale on skutecznie gasi moje zapały, że jestem zmęczony, boli go to, a to...
Śni mi się w nocy, że go zdradzam. I w tych snach wręcz chodzę i szukam kogoś, kto mnie przeleci (!!!)
R twierdzi, że jestem dla niego najpiękniejsza i najseksowniejsza, że po prost jest PRZYZWYCZAJONY do braku seksu. Ludzie, mi już ręce opadają, nie wiem co zrobić. Na wszystkich innych polach jest cudownie, a tu totalna klęska. Dodam, że lubię kiedy w seksie mężczyzna przejmuje inicjatywę. W tym związku ja próbowałam to robić, ale moje próby spełzły na niczym. Nie wiem już co mam robić, chciałam rozbudzić w nim zazdrość i powiedziałam, żebyśmy rozluźnili nasz związek i zaczęli spotykać się z innymi. Obraził się, ja mam poczucie winy, czas leci, nie całowałam się 5 tygodni............
    • exis_tenz Re: załamana 09.02.10, 12:29
      Chcę jeszcze napisać, że wielokrotnie rozmawialiśmy o tym, mam wrażenie, że on
      fałszywie zapewnia mnie o tym, że jestem dla niego atrakcyjna i pociągająca.
      Może dla innych jestem, ale akurat dla niego nie. Wielokrotnie zapewniałam go o
      moim wielkim uczuciu, jesteśmy dla siebie ogromnym poparciem. Przypomniało mi
      się, że kiedyś (po większej ilości alkoholu wypitego przez niego) odpowiedział
      na moje pytanie, dlaczego nie chce się ze mną kochać, że "za bardzo mnie szanuje".
      Podejrzewam może syndrom madonny i ladacznicy, gdyby tak było, to już kompletnie
      się załamię.
      Chcę także podkreślić, że on mnie cały czas pociąga, jest dla mnie najbardziej
      męskim facetem jakiego spotkałam.
      Dziś mamy ZNÓW rozmawiać. Ja mam dość rozmów, chcę czynów.Ja wiem, że znów
      będzie to samo, a my pomieszkujemy razem. Plusem jest to, że mamy osobne
      mieszkania i nieraz możemy od siebie odpocząć.
      Dodam jeszcze, że on wie, że jest to problem, że tak to wszystko nie powinno
      wyglądać, ale nie potrafi się przełamać.
      och...
    • lilyrush Re: załamana 09.02.10, 12:34
      No ale nad czym Ty sie zastanawiasz?
      Już jest źle, będzie gorzej, jak sie zwiążecie bardziej a Ty będziesz łapać tych
      facetów na ulicy i wciągać do najbliższej bramy
      Jest taska kategoria jak przyjaciele, której nie należy na siłe zmieniać w nic
      innego. On był przyjacielem i jak widać powinien był nim pozostać
      • exis_tenz Re: załamana 09.02.10, 13:16
        Problem polega na tym, iż obydwoje jesteśmy już bardzo zaangażowani i chcemy to
        ratować, tylko jak?
        Czyli moje potrzeby seksualne mam postawić wyżej niż życie u boku człowieka,
        którego kocham, szanuje i nie potrafię bez niego żyć?
        Jestem rozdarta i szukam po prostu dobrej rady.
        Skąd tak pewny osąd, że będzie coraz gorzej? Normalnie chce mi się wyć z rozpaczy
        • poitevin Re: załamana 09.02.10, 13:20
          exis_tenz napisała:


          > Czyli moje potrzeby seksualne mam postawić wyżej niż życie u boku
          człowieka,
          > którego kocham, szanuje i nie potrafię bez niego żyć?


          Ale rady, co jest dla Ciebie ważniejsze nikt Ci tu nie udzieli.
        • lilyrush Re: załamana 09.02.10, 14:13
          Skąd wiem, ze będzie gorzej? Z doświadczenia własnego, z tysiąca przeczytanych
          tu na forum przez praktycznie 3 lata historii, z życia... Brutalnie mówiąc teraz
          powyjesz miesiąc, potem oboje możecie wyc znacznie dłużej...
    • glamourous Re: załamana 09.02.10, 13:31
      Nie wiem, czy to do konca MiL. Moze to po prostu kolejny wycofany seksualnie
      facet z zahamowaniami, przytloczony duzym temperamentem swojej partnerki oraz
      jej wysokich lotów seksualnoscia. Bo przeciez wedlug niego kobieta powinna byc
      pewnie osoba godna szacunku, poswciagliwa i nobliwa, za ktora to facet powinien
      ganiac i prosic o seks. Tymczasem trafila mu sie baba, ktorej tylko bzykanie w
      glowie ;-) Wiec sie biedak wycofal w odruchu samoprotekcji, bo podswiadomie
      odbiera Cie jako zagrozenie dla swej meskosci - w sensie, ze seksualnie stoisz w
      tym zwiazku na "meskiej" pozycji. Twoje aktywne i chetne podejscie do seksu
      odczuwa jako wytracanie mu oreza z reki, chowa sie wiec w swoja skorupe. A
      poniewaz cala sytuacja jest dla niego w sumie dosc upokarzajaca ("kobieta cala
      nastawiona jest na seks, a ja jej nie potrafie sprostac"), nawet rozmawiac o tym
      nie potrafi.

      Lily ma racje. Jezeli jest az tak zle juz na poczatku, czyli po roku
      "dochodzacego" zwiazku, to nie ma co sie ludzic, ze sie facet rozkreci i zmieni
      kiedys w zmyslowego, temperamentnego kochanka. Byc moze z inna kobieta, mniej
      przytlaczajaca jego samcze ego, mialby wieksze pole do popisu, bylby wtedy moze
      odrobine bardziej napalony. Jednak Twoja seksualna osobowosc jest taka a nie
      inna - wiec zamiast bezskutecznie ciagnac za uszy w seksie faceta zupelnie do
      Ciebie nie pasujacego, powinnas IMO odejsc i znalezc sobie takiego, dla ktorego
      twoja zmyslowa natura bylaby bezcennym skarbem. Poki jeszcze miedzy Twoim
      partnerem a Toba nie zapadla zadna "klamka" typu slub, dzieci i wspolne kredyty ;-)

      Rozumiem, ze nie jest latwo zerwac "zdroworozsadkowo" z kims kogos sie
      autentycznie kocha, ale lepiej, jezeli teraz poboli Cie przez chwile, niz
      mialabys potem cierpiec latami tkwiac w kompletnie niekompatybilnym seksualnie
      zwiazku. Bo tu niestety z pustego nawet i Salomon nie naleje - zadna terapia nie
      przysporzy facetowi brakujacego temperamentu oraz wysokoerotycznosci. Bedziesz
      sie tylko meczyc z takim chlopem i obsesyjnie myslec o zdradzie. PO CO sie
      swiadomie udupiac w takich klimatach, kiedy jeszcze ma sie mozliwosc wyboru?
      • exis_tenz Re: załamana 09.02.10, 13:41
        Dziękuję za odpowiedzi.
        Może powinnam się wycofać, być niedostępną, trzymać go na dystans? Kiedyś dało
        to jakiś tam zadowalający efekt, ale na krótką metę. Uwielbiam się przytulać,
        ocierać, głaskać, wypinać...Kurde, chyba momentami jestem jakby otwartą książką.
        Kiedy byłam wyniosła, zamknięta w sobie, to wtedy on przejmował inicjatywę,
        wręcz nalegał na zbliżenia.
        Tylko martwi mnie to, że to ja szukam w sobie niedoskonałości, winy.
        A może zdrada byłaby dobrym wyjściem, pomogłaby mi albo po prostu się z tym
        pogodzić albo łatwiej byłoby mi odejść.
        Jestem ciekawa dzisiejszej rozmowy.
        • glamourous Re: załamana 09.02.10, 14:04
          I co, masz zamiar cale zycie tak grac? Udawac niedostepna, zimna krolewne tylko
          po to, zeby jemu sie od czasu do czasu i od biedy zachcialo? Da Ci takie zycie
          satysfakcje przez nastepne kilkadziesiat lat? Bedziesz szczesliwa?

          Kolejny zwiazek orla z kura, w ktorej orzel chce sie poswiecic dla milosci i
          zwiazku, zapomniec o lataniu i wiesc kurze zycie. Ludzac sie, ze jakos sie to
          jego zycie w tym kurniku ulozy, bo "latanie przeciez nie najwazniejsze". Tylko,
          ze natury tak latwo sie nie da oszukac, a kompromisy na taka skale rodza na
          dluzsza mete monstrualne frustracje.
          I nie masz co szukac winy w sobie. Przeciez sama wiesz doskonale, ze to nie jest
          kwestia czyjejkolwiek"winy" - to zwyczajne niedopasowanie. A co z ta wiedza
          dalej zrobisz, to juz wylacznie Twoja sprawa.
          • bi_chetny Re: załamana 09.02.10, 15:00
            znajdź faceta, który będzie uwielbiał twoje wypinanie. ten jest przytłoczony
            twoją seksualnością. W końcu on znajdzie szarą myszkę,co będzie się nieśmiało i
            rzadko wypinać. Słuchaj glamoourous - ma rację, sama przechodziła podobny
            scenariusz.
            • exis_tenz Re: załamana 09.02.10, 15:25
              Nie chcę aby wyglądało na to, że jedynie seks i wypinanie tyłka mi w głowie,
              choć mniej więcej tak to opisałam. Mamy przede wszystkim wspólne pasje,
              wspaniale spędzamy razem czas. On jest w stosunku do mnie bardzo opiekuńczy, ale
              w sposób taki "braterski", no może rycerski. Kiedyś powiedział mi, że wyglądam
              jak anioł, że taka delikatna jestem. Zażartowałam, że nawet ktoś o anielskiej
              urodzie potrzebuje nieraz zaznać diabelskich widełek...Obruszył się.
              Potrafię nad sobą zapanować, nie jestem absolutnie wulgarna i wyzywająca. Wiem,
              że ceni kobiety delikatne i to u mnie znajdzie.
              Ale...ale, ale... właśnie to ale. Śpimy w jednym łóżku praktycznie co noc i
              ostatnio jedyne co czuję, to głaskanie mnie po głowie...
              Chyba rzeczywiście zakończę ten związek.
              Tym bardziej, że ostatnio nie wytrzymałam. Po kolejnej nocy śpiąc dupa w dupę,
              powiedziałam, że robi mi ogromną krzywdę. Chyba zrozumiał, bo coś przez telefon
              burknął, że nie chce tego robić i może rzeczywiście lepiej się rozstać.
              • bi_chetny Re: załamana 09.02.10, 15:35
                ale wcale tak nie powiedziałem. Widzisz, ja przytłaczałem żonę swoją
                seksualnością, ona - DDA, nie rozumiała moich intencji. Teraz jest lepiej, bo ja
                staram się mniej o tym mówić, ona z kolei częściej te tematy porusza i uwodzi.
                to powoduje, że mniej o tym mówię.

                nie daj sobie wmówić, że twoje zachowania to kurestwo albo suka w rui -
                zachowujesz się zupełnie normalnie.
                Jeśli facet chce się rozstać, zróbcie to - szkoda twojego pięknego wypinania,
                które doceni z pewnością inny facet :D
                • songo3000 Re: załamana 09.02.10, 18:47
                  Ba, autobus cały ;)
              • mi-25 Re: załamana 21.02.10, 17:43
                super: "mamy wspólne pasje"i jest jak brat ....
                pomijając że dziś pasją jest wszystko co się więcej niż 3 razy w życiu zrobi to
                układ jest "braterski"

            • glamourous Re: załamana 09.02.10, 15:41
              bi_chetny napisał:

              Słuchaj glamoourous - ma rację, sama przechodziła podobny
              > scenariusz.


              No, nie tak do konca podobny - u mnie po roku - ba nawet po 2 latach zwiazku -
              bylo jeszcze codzienne bzykanie po 3 razy, obustronne pozadanie do bolu brzucha,
              żar, namietnosc i full wypas ;-)
              I dlatego tak agituje tu na forum, ze jezeli NA STARCIE juz jest az tak
              fatalnie, ze kobieta placze po nocach w poduszke, to naprawde nie warto sie
              zadreczac i ciagnac az tak niedopasowanego ukladu w imie uczuc. Bo za jakis czas
              skumulowana frustracja te piekne uczucia skutecznie wygasi - a dziewczynie
              zostanie kawal przegwizdanego zycia i zal ze nie zdecydowala sie wczesniej na
              rozstanie...
              • exis_tenz Re: załamana 09.02.10, 15:51
                Kilka razy proponowałam przyjaźń, argumentując, że i tak nie sypiamy ze sobą, a
                przyjaciele mogą się przecież przytulić. Była rozpacz, że kocha (jestem o tym w
                100% przekonana), że popracujmy nad tym, że to jego wina, nie moja. Czytając
                wasze wypowiedzi, już teraz wiem, że jest zacofany. W życiu codziennym
                poukładany, opanowany do bólu, a tu musiałby wydobyć z siebie jakiś dźwięk i nie
                daj Boże w czasie orgazmu zmieni mu się opanowany wyraz twarzy. Zauważyłam to.
                No cóż, bardzo dziękuję za cenne rady. Naprawdę wzięłam je sobie do serca.
          • noxnegra Re: załamana 09.02.10, 20:02
            glamourous napisała:
            > Kolejny zwiazek orla z kura, w ktorej orzel chce sie poswiecic dla milosci i
            > zwiazku, zapomniec o lataniu i wiesc kurze zycie. Ludzac sie, ze jakos sie to
            > jego zycie w tym kurniku ulozy, bo "latanie przeciez nie najwazniejsze". Tylko,
            > ze natury tak latwo sie nie da oszukac, a kompromisy na taka skale rodza na
            > dluzsza mete monstrualne frustracje.

            ojej, jakie ładne:) i smutne.
    • skarpetka_szara Re: załamana 09.02.10, 20:09
      moze jednak powinniscie zostac jedynie przyjaciolmi?
      • drobinka11 Re: załamana 09.02.10, 21:32

        Droga załamana autorko,

        spójrz proszę na mój wątek (rekord wytrwania) i zobacz co się z
        takim związkiem i kobietą w nim będącą dzieje z czasem, jeśli
        oczywiście mamy do czynienia z osobą tak cierpliwą, wyrozumiałą
        i ... głupią jak ja.
        Moje początki były bardzo podobne, chociaż mimo wszystko było jednak
        więcej niż u Ciebie (?) gorącego, choć rzadkiego, seksu z inicjatywy
        mojego szanownego męża (cudownego przyjaciela itp.)

        Ja też wypłakałam hektolitry łez, uprawiałam też we śnie seks z
        każdym znanym mi z widzenia mężczyzną, za wyjątkiem prezydenta RP.
        Przetrwałam tyle lat, bo miłość, przyzwyczajenie, przyjaźń,
        wygodnictwo może; przed wariacją ratowały ( i ratują) mnie
        systematyczne prace ręczne, ale po nich frustracja narasta, no bo
        przecież za ścianą jest mężczyzna, który tak mnie przecież kocha ...

        Komentarze mądrych ludzi potrząsnęły mną i nieraz wstrząsnęły.
        Przeczytaj uważnie co mnie spotkało i zastanów się, czy byłoby Cie
        na coś takiego psychicznie stać.

        Proponuję się obudzić ze złudzeń

        D.
        • songo3000 Re: załamana 09.02.10, 22:33
          drobinka11 napisała:

          > każdym znanym mi z widzenia mężczyzną, za wyjątkiem prezydenta RP.
          To było naprawdę dobre :DDD
        • kompresor666 Re: załamana 10.02.10, 01:50
          drobinka11 napisała:

          > Ja też wypłakałam hektolitry łez, uprawiałam też we śnie seks z
          > każdym znanym mi z widzenia mężczyzną, za wyjątkiem prezydenta RP.

          ;-)))))))))

          Do autorki watku - tez mi sie wydaje ze to nie ma sensu, bo frustracja Cie
          zabije. Jestes zbyt wysokoerotyczna, zeby sie tak meczyc. Zostancie przyjaciolmi
          i bedzie git. Albo zwiazek otwarty, jesli obojgu Wam to pasuje.


    • zyg_zyg_zyg Re: załamana 10.02.10, 09:22
      Exis,
      coś mi przypomina Twoja opowieść. Mogłabym kiedyś napisać podobną.
      Świetny facet, fantastycznie na wszystkich płaszczyznach - oproćz
      seksu. Też go chyba trochę przytłaczałam, bo nawet w pewnym momencie
      sugerował mi nimfomanię (chyba dlatego, że chciałam dwa razy w
      tygodniu... :-)). O szacunkiu też coś przebąkiwał. Nimfomanii sobie
      akurat wmówić nie dałam :-) Ale moje poczucie atrakcyjności, kobiecości
      spadało na łeb na szyję. Radość z życia też. Starałam się ukrywać swoje
      potrzeby - nie tylko przed nim, grając niedpostępną. Przed sobą też -
      żeby nie zwariować. Stawałam na głowie, żeby coś zmienić, wyciągnęłam
      go nawet do seksuologa. Przyciśnięty do muru przyznał, że to co jest go
      satysfakcjonuje i nie widzi potrzeby zmiany. Może za mało mu trułam o
      swoim kompletnym niezaspokojeniu i frustracji? ;-) Udało mi się odejść
      po kilku latach związku - zanim doszczętnie uschłam i zmarniałam - choć
      łatwo nie było.

      Dzisiaj czerpię z życia i z seksu pełnymi garściami. Czego i Tobie
      życzę :-)
      • exis_tenz Re: załamana 10.02.10, 10:47
        Witam Was serdecznie...
        Chciałam napisać jeszcze wczoraj, ale naprawdę kosztuje mnie to wszystko wiele
        nerwów, musiałam sobie wszystko przemyśleć.
        Więc, rozmowa oczywiście się odbyła.
        To strasznie dziwne, ale widzę go i po prostu miękną mi kolana. Ten facet
        naprawdę bardzo mnie pociąga i działa na mnie mocno.
        Byłam twarda i zdecydowana na rozstanie, choć zostało zadane przeze mnie
        pytanie: czy ja mam się po prostu nastawić na życie w czystości w tym związku?
        O związku tzw. otwartym, czy też luźnym nie ma mowy. On jest zazdrosny, ja w
        sumie nie wiem, czy mogłabym.
        I tu chciałabym opisać jedną historię, która przeżyłam. Otóż kilka miesięcy temu
        rozstałam się z R. Wystarczyło jedno wyjście do pubu i spędzenie dosłownie 10
        minut w samotności, a zjawił się koło mnie czarujący, w moim 100% typie (okazało
        się 3 lata młodszy) facet. Iskrzyło między nami niemiłosiernie, nie potrafiłam
        usiedzieć w miejscu, pod byle jakim pretekstem dosłownie uciekłam...
        Wiara w to, że wrócimy do siebie, lojalność, niewątpliwie głębokie uczucie,
        wtedy przeważyło. Wiem, że mogłoby być fajnie, chłopak ewidentnie zafascynowany,
        atmosfera i czas jak najbardziej na miejscu, a jednak...do dziś mam wyrzuty
        sumienia, choć nic się nie stało.

        Mój partner wczoraj nie wytrzymał. Rozkleił się kompletnie. Przyznał, że ma
        jakąś blokadę w sobie. Ze nie śpi w nocy, bardzo mnie pragnie, obsesyjnie myśli
        i śni o seksie ze mną ale nie potrafi się przełamać, otworzyć do końca.
        Kompleksy i jego wewnętrzne zacofanie biorą górę. Powiedział, że zabieg
        usunięcia stulejki zrobił dopiero 2 lata temu i lata powstrzymywania się od
        seksu, nie dopuszczanie do pełnej erekcji, wstyd zablokowały go kompletnie.
        Usiadłam i nie wiedziałam co powiedzieć. Wiedziałam, że jest to problem, ale on
        jako introwertyk nigdy do końca nie był ze mną tak szczery. Błagał o jeszcze
        jedną szansę. Żebym pomogła mu się przełamać.

        Teraz to dopiero jestem w kropce. Czy terapia mogłaby coś zdziałać?
        Jestem pewna, że on jest rozczarowany współżyciem samym w sobie.
        • minusten Re: załamana 10.02.10, 11:06
          To chyba zmienia postać rzeczy.
          Na twoim miejscu zaciągnąłbym go do seksuologa możliwie jak
          najszybciej. Zacznij działać jeszcze dziś zanim on się rozmyśli.
          • bi_chetny Re: załamana 10.02.10, 11:10
            dokładnie - idźcie do lekarza, wtedy wszystko powinno być jasne.
            • exis_tenz Re: załamana 10.02.10, 11:16
              Dokładnie taki mam plan.
              Myślę, że się nie wycofa, jest zdesperowany. Cieszę się, że postawiłam sprawę jasno.
              Jeśli chodzi o moje uczucia, nic się nie zmieniło, a wręcz cieszę się, że miał
              do mnie na tyle zaufania, że wszystko wyznał.
              Widziałam, że czuje ogromną ulgę.
              Nie zostawię go samego i będę go wspierać. Nie popuszczę tego związku, tego
              człowieka i jego jako mężczyzny. Postaram się wykorzystać wszystkie drogi. Jeśli
              się nie uda, wtedy pozwolę nam na rozstanie. Cieszę się, że R się nie chce
              wycofać, a coś zmienić.
              Ufff....
              • minusten Re: załamana 10.02.10, 11:39
                ehhh, facet ma szczęście że cie ma :)
                • lilyrush Re: załamana 10.02.10, 11:58
                  to ja trzymam kciuki, żeby na nią zasłużył i wszytko sie ułożyło
              • arronia Re: załamana 10.02.10, 15:55
                > Dokładnie taki mam plan.
                > Myślę, że się nie wycofa, jest zdesperowany.

                Trzymam kciuki za pomyślny rozwój wydarzeń. Ale, nie żeby gasić ducha, dodam:
                teraz patrz na czyny, nie na słowa. Czy rzeczywiście pójdzie do specjalisty,
                kiedy, co z tym zrobi, czy podejdzie aktywnie i będzie chciał nad sobą pracować.
                Żeby się nie skończyło na polamentowaniu od czasu do czasu. I żebyście nie
                utknęli na wieki w układzie ty-terapeutka (to moim zdaniem nie twoja rola,
                wspierać i brać udział tak, ale nie brać wszystkiego na siebie) on z ogólnie
                obowiązującym wytłumaczeniem dla niemocy.
          • zyg_zyg_zyg Re: załamana 10.02.10, 11:19
            podpisuję się pod przedmówcami. to zmienia postać rzeczy i daje trochę
            nadziei. warto poszukać profesjonalnej pomocy. powodzenia!
            • exis_tenz Re: załamana 10.02.10, 16:14
              Dziękuję wszystkim za ciepłe słowa :)
              Boję się...cholernie się boję, ale sprawa postawiona jest na ostrzu noża. Mam
              nadzieję, że się nie wycofa, a jeśli to zrobi, odchodzę.

              Nie jest jednak tak, że wymusiłam na nim decyzję. To on poprosił mnie o pomoc i
              wsparcie, bo widzi problem i jest mu z tym źle. Męczy się.

              Jestem dobrej myśli, jednak z natury jestem raczej "dobrze poinformowanym
              optymistą", na cuda nie liczę. Nie wiem jak wygląda terapia i jak można zaleczyć
              tak głęboko zakorzenione kompleksy i zahamowania (?!).

              Postaram się informować na bieżąco, mając nadzieję, że może ktoś w naszych
              problemach odnajdzie swoje i będzie wiedział jak szukać pomocy.

              Swoją drogą, jestem zdruzgotana, jak bardzo POZORY MYLĄ. Facet idealny na
              pierwszy rzut oka, fizyczność i kondycja do pozazdroszczenia, dbający o siebie i
              intelektualnie, a pod kopułą aż taki bałagan.
              • minusten Re: załamana 10.02.10, 16:41
                exis_tenz napisała:

                > Swoją drogą, jestem zdruzgotana, jak bardzo POZORY MYLĄ. Facet
                idealny na
                > pierwszy rzut oka, fizyczność i kondycja do pozazdroszczenia,
                dbający o siebie
                > i
                > intelektualnie, a pod kopułą aż taki bałagan.

                no wiesz, trafiony w czułe miejsce ;)
                • exis_tenz Re: załamana 10.02.10, 16:50
                  to fakt hehe ;))))
                  • labadine Re: załamana 10.02.10, 17:50
                    Nie ma czym sie zalamywac i najlepiej poprosic o porade psychologa-seksuologa w
                    jednej osobie.
                    • herbatka.jasminowa Re: załamana 10.02.10, 21:19
                      najbradziej spodobało mi się określenie "w jednej osobie"-
                      a co jak psycholog nie będzie w swojej osobie seksuologiem?
                      • songo3000 Re: załamana 11.02.10, 01:00
                        Toż przecież prosi. Co drugi tu to sekso-psycholog ;)
                        • exis_tenz Re: załamana 21.02.10, 13:29
                          Podnoszę wątek...
                          Minęło trochę czasu, niestety nie zmieniło się nic. Ja już nie mam siły poruszać
                          tego tematu. Mi samej libido spadło do zera (nie wiem, czy to kwestia
                          "odpowiedzialności" za nasze życie seksualne i ogromna obawa przed następną
                          porażką).

                          W ciągu 10 dni odbyło się kilka rozmów i dwa razy się całowaliśmy.
                          Po dzisiejszym moim orgazmie, który wręcz ze łzami w oczach "zapodałam" sobie
                          sama pod prysznicem, zakończyłam ten związek. Mam wrażenie, że mój partner
                          przyjął to z ulgą. Jest mi naprawdę bardzo przykro......
                          • lilyrush Re: załamana 21.02.10, 13:55
                            To normalne, poświeciłaś temu związkowi sporo czasu i energii. Byłoby dziwne,
                            gdybyś nic nie czuła. Trzeba to opłakać.
                          • iwantyoutoo Re: załamana 21.02.10, 14:36
                            Przeczytałam właśnie cały wątek, wcześniej się nie odzywałam na tym forum, ale
                            teraz to zrobię.
                            Nie chcę komentować twojej decyzji, bo jest twoja, wierzę, że było ci trudno
                            zakończyć, ale...
                            Facet opowiedział o swoim problemie, poważnej blokadzie psychicznej, zakładamy,
                            że był szczery. Ty deklarowałaś uczucie i wsparcie. A poczekałaś 10 dni, nic się
                            nie zmieniło, odeszłaś. Chcę trochę odejść od tego jednostkowego przypadku i
                            przy okazji zwrócić uwagę na inny problem. Nie dawajmy komuś złudnej nadziei, że
                            pomożemy w problemie, jeśli sądzimy, że nie damy rady wytrwać. Terapia trwa
                            lata, oprawa może być po miesiącach, a nie dniach. To systematyczna praca. Jeśli
                            ktoś ma naprawdę problemy wymagające terapii, to zastanówmy się czy jesteśmy w
                            stanie podołać i dopiero wtedy deklarujny wsparcie.
                            Może trochę potraktowałam to osobiście, miałam/mam problemy całkiem innej
                            natury, wiem, że terapia potrwa i już się z tym pogodziłam. Dlatego jestem tak
                            wyczulona na zapewnienia o wsparciu: partner spokojnie wytrzymał, widzi poprawę,
                            wie, że jeszcze długa droga przee mną/przed nami. Inni w bardzo kryzysowym dla
                            mnie momencie wyciągali rękę, mówili, że będą, dawali mi nadzieję i nie
                            spełniali obietnicy. to boli bardziej.

                            Jeszcze raz powtarzam - nie komentuję decyzji autorki, tak przy okazji napisałam
                            coś od siebie, bo w wątku zasygnalizował się inny problem. I życzę szybkiego
                            pozbierania się po związku, czasem miłość nie wystarcza.
                            • exis_tenz Re: załamana 21.02.10, 14:45
                              Trwałabym przy moim partnerze. Niestety, on otwarcie powiedział, że na terapię
                              nie pójdzie (zadeklarował się chyba ze strachu), że chce żebyśmy poradzili sobie
                              z tym sami. "Radziliśmy sobie sami" przez ROK i nic z tego nie wyszło, poza tym,
                              że doszło do tego, iż JA dostawałam dreszczy na samą myśl o seksie z nim (wyżej
                              piszę o odpowiedzialności i obawach), wszelkie próby podjęcia rozmowy o terapii
                              indywidualnej, wspólnej, jakiejkolwiek, nie dawały żadnych rezultatów.

                              Dużo winy jest mojej, ponieważ zauważyłam że nie potrafię poradzić sobie z
                              odpowiedzialnością. Do tanga trzeba dwojga.
                              Nie chodzi tu o moje libido, czy "marnowanie" sobie życia seksualnego. Byłam w
                              takim momencie, w którym zrezygnowałabym całkowicie z seksu (w sumie to
                              zrobiłam) w imię dobrego, trwałego związku. Jednak brakowało TEGO.

                              • symmetryisall Re: załamana 21.02.10, 14:48
                                Swoją drogą to jest ciekawa rzecz - dlaczego tylu ludzi boi się jakiejkolwiek
                                terapii jak diabeł święconej wody? Boją się stygmatu... nie wiem, wariata? Boją
                                się dowiedzieć czegoś nieprzyjemnego o sobie? Uważają psychologię za szarlatanerię?
                                • urquhart terapia 21.02.10, 14:56
                                  symmetryisall napisał:

                                  > Swoją drogą to jest ciekawa rzecz - dlaczego tylu ludzi boi się jakiejkolwiek
                                  > terapii jak diabeł święconej wody?

                                  Cóż podstawą jest odsłonięcie i uznanie swojej współwiny w zdarzeniach i sytuacji...
                                  To bolesne.
                                  Panie tu zaczynają często od: nie daj sobie wmówić, tylko on jest winny ! :)
                                • exis_tenz Re: załamana 21.02.10, 15:01
                                  Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd.
                                  Nieuzasadniony, ja nie mogłam i także nie chciałam być terapeutą mojego
                                  partnera, ale chciałam podjąć terapię, on nie.

                                  Nie do przyjęcia dla niego byłoby zwierzanie się z najintymniejszych sekretów.
                                  Na pozór młody Bóg, który nie ma żadnych problemów. Na pozór.
                                • aandzia43 Re: załamana 21.02.10, 20:08
                                  Boją się ostrego bólu związanego z rozgrzebywaniem problemów.
                                  Wybierają mocno przytłumiony, znoszony na codzień ból przyschniętych
                                  ran. To nie takie proste wystawić się na cierpienie łamania na nowo
                                  źle zrośniętych kości.
                                • songo3000 Re: załamana 21.02.10, 23:43
                                  Boi się, bo trzeba by ruszyć dupsko i COŚ konkretnego zrobić a nie tylko użalać się nad własnym, niesprawiedliwym losem.

                                  BTW. Psychologia to JEST szarlataneria (nie jest to absolutnie nauka, zresztą mało co nią jest) a że czasami działa i ciekawa - tego się trzymajmy :)
                                  • symmetryisall Re: załamana 22.02.10, 09:54
                                    "Psychologia to JEST szarlataneria (nie jest to absolutnie nauka)"

                                    Mam paru znajomych psychologów, niektórzy nawet pracują w zawodzie, i wszyscy
                                    oni jednym głosem twierdzą, że naczelna zasada psychologii brzmi: "Różni ludzie
                                    w różnych sytuacjach różnie się zachowują". :)
                                    • songo3000 Re: załamana 22.02.10, 11:06
                                      I właśnie dlatego psychologia i dziedziny pokrewne są tak szalenie ciekawe - ciągle można odkryć coś nowego :)
                              • exis_tenz Re: załamana 21.02.10, 14:50
                                Dodam jeszcze, że moja decyzja o definitywnym rozstaniu da mojego ex coś do
                                myślenia. W myśl zasady, że jak nie prośbą, to groźba. Jednak on moją decyzję
                                przyjął z wyraźną ulgą.

                              • iwantyoutoo Re: załamana 21.02.10, 14:59
                                Rozumiem i dlatego napisałam, że to raczej luźna uwaga, nie do końca związana z
                                twoim problemem. Rozumiem niechęć do terapii, szczególnie, że sama się na nią
                                zdecydowałam. U psychologa i psychiatry akurat, nie w związku z seksem, ale
                                terapia jest terapia, decyzja bez względu na rodzaj specjalisty jest tak samo
                                trudna. Zwlekałam z nią kilka lat, podejmowałam próby przekonania samej siebie,
                                często słyszałam głosy przyjaciół, że to mogłoby mi pomóc. Ale istnieje jednak
                                silny stereotyp: chodzisz do psychologa/psychiatry/seksuologa = jesteś wariatem.
                                Sama miałam taki obraz siebie, szczególnie w gorszych chwilach. A mężczyznom
                                jest trudniej. Mężczyzna ma być twardym macho, a nie opowiadać komuś, że nie
                                radzi sobie z seksem. Mężczyzna bzyka wszystko, co popadnie, może zawsze itd.
                                Ale to, że ty chciałaś, żeby poszedł na terapię (nawet jeśli sam to powiedział
                                pierwszy), to za mało. Do takiej decyzji trzeba dojrzeć samodzielnie i samo
                                podjęcie jej może trwać miesiące, lata, a nie jeden dzień. Są osoby, które
                                trudno do czegoś zmusić wbrew ich woli i nawet jeśli spontanicznie coś
                                zadeklarują, nie zrobią tego, dopóki same nie dojrzeją do takiej decyzji.
                                I w żadne sposób nie oceniam twojego libido, doskonale to rozumiem. Nie ważne,
                                czego ci brakowało w związku. Brakowało czegoś, co dla ciebie jest istotne,
                                powodowało frustrację. Ważne jest subiektywne odczucie i pewnie dobrze zrobiłaś
                                kończąc relację, która nie dawała ci tego, czego chcesz.
    • marek-nocny Re: załamana 21.02.10, 15:15
      jeżeli jesteś jego drugą albo którąś tam życiową partnerką to ma pewne rzeczy
      zakodowane w psychice ale czy na to poradzi porada lekarska to nie wiadomo,
      nawet jest ważne jak się położysz którą nogę rozłożysz od czego zaczynacie,
      pewne przyzwyczajenia pozostają i są nie do wymazania
      • katarinabeauty Re: załamana 22.02.10, 12:10
        Smutna ta historia.. :(
        Życzę Ci Kobietko najlepszego!
        Podejrzewam, że każdemu mężczyźnie byłoby ciężko podjąć decyzję o leczeniu z
        psychologiem. U psychologa rozmawiamy i to dużo.
        Mężczyzna jeśli jest ogólnie mało gadatliwy i otwarty na te tematy nie ma bata
        żeby podjął się terapii. Otwarcie się przed kimś zupełnie obcym u facetów nie
        wchodzi w grę. My kobiety bagatelizujemy, badamy, omawiamy, wchodzimy w
        szczegóły - facetom czasami jest zupełnie niepotrzebne. Z natury chcą rozwiązać
        problem w inny sposób a czasami w żaden...
        pozdrawiam
        • symmetryisall Re: załamana 22.02.10, 13:29
          > Podejrzewam, że każdemu mężczyźnie byłoby ciężko podjąć decyzję o leczeniu z
          > psychologiem. (...)Otwarcie się przed kimś zupełnie obcym u facetów nie
          > wchodzi w grę.

          Bzdura.
          • katarinabeauty Re: załamana 22.02.10, 15:09
            uzasadnij
            • gardenersdog Re: załamana 22.02.10, 19:07
              Sama najpierw uzasadnij stereotypy, które przytoczyłaś.
            • glamourous Re: załamana 22.02.10, 20:02
              katarinabeauty napisała:

              > uzasadnij

              Juz samo takie generalizowanie "mezczyzni nie potrafia, a kobiety owszem" jest
              bzdura.
              Co czlowiek to postawa i podejscie do problemu. Plec tu nie ma nic do rzeczy.
              Istnieja przeciez introwertyczne, zamkniete na dialog kobiety oraz otwarci,
              inteligentni werbalnie i lubiacy "przegadywac" problemy mezczyzni. Nie ma zadnej
              reguly.
              • existenze załamana 02.12.13, 18:43
                Witajcie...wywlekam ten wątek sprzed prawie 4 lat... To ja go kiedyś założyłam. Popełniłam ogromny błąd, wróciłam do partnera i przez blisko 3 lata tkwiłam w jakimś toksycznym tworze, który z uroczej, radosnej kobiety zrobił osobę chorującą na depresję. Leczę się od 2 lat. U mojego ex nic się nie zmieniło. A ja te kilka lat temu, wydawało mi się z wielkiej miłości, podjęłam walkę, o której nie miałam pojęcia, że jest totalnie skazana na porażkę. Tak, tak, nie posłuchałam Waszych rad... Zbieram się teraz, odzyskuję radość życia i zaufanie do ludzi. Zostałam kompletnie zmanipulowana. Piszę to ku przestrodze, że naprawdę nie warto pakować się w takie układy. Kobieta chyba tym bardziej dostaje po dupie...
                Pozdrawiam Was serdecznie i będę zaglądać!
                • triss_merigold6 Re: załamana 02.12.13, 18:56
                  Wyrazy współczucia, nie warto mieć aż tak dobrego serduszka.
                • yoric Re: załamana 02.12.13, 19:46
                  Kobieto!

                  Zasługujesz na najwyższe uznanie za to, że się wpisałaś po 4 latach. Bardzo cenię takie osoby. Ludzie zwykle przychodzą się tu wygadać (nawet nie po radę, tylko żeby się wygadać) i nie można mieć do nich o to pretensji, ale tym bardziej cenna jest historia domknięta, bo pozwala się czegoś nauczyć.
                  Szoda tylko że bez happy endu - ale może to błędna interpretacja, może właśnie piszesz o dobrej decyzji, a happy end jest za rogiem :).
                • kaiser.blade Re: załamana 02.12.13, 20:06
                  Kazdy dostaje po dupie, nie ma podzialu kobieta / mezczyzna. Ale historia ma happy end ? W tym sensie, ze nie jestes juz z tym dziwnym panem co unika seksu jak diabel swieconej wody ?
    • zrelaxowanaaanka Re: załamana 02.12.13, 21:18
      szczerzę współczuję Ci tej sytuacji Exis_tenz :(
      spróbuj dać sobie wolność do tego co naprawdę lubisz... zobacz jak to jest z kimś nowym i wtedy podejmij decyzję co jest najlepsze dla Ciebie i TWOJEGO życia...

      Jeżeli w tak ważnej strefie jak związek nie jesteś szczęśliwa, to może to się odbić na inne dziedziny życia... a tego chyba nie chcesz :)
      • existenze Re: załamana 03.12.13, 09:23
        Dzięki za wpisy :) Związek zakończył się już dawno, blisko rok temu, ale niesmak pozostał :)
        Sytuacja niestety mnie przerosła i mimo najszczerszych chęci, w końcu otwarły mi się oczy. Nic się nie zmieniało, nic się w przyszłości nie zmieni. Zadziwiające ogromnie (!!) jak czułam się podle w tym układzie. Myślę, ze kiedyś cierpliwość się kończy i rozsądek bierze górę. najbardziej w tym całym układzie, mimo ogromnych manipulacji ze strony partnera (wzbudzanie we mnie poczucia winy z powodu jego problemów), było mi żal siebie... Tęskniłam za swoim uśmiechem, poczuciem humoru, zawadiackim więc samopoczuciem. Na końcu widziałam tylko swoje wady, fizyczne i psychiczne. napięcie było nie do zniesienia, nie mogłam przebywam z nim w jednym pomieszczeniu. I nie były to wyrzuty, płacz czy użalanie się nad sobą. To była najprawdziwsza złość, która niszczyła mnie od środka! Złość, nie o brak bzykania, złość na siebie, że tkwię w tym toksycznym układzie i ledwo już z tej wściekłości oddycham. Skończyło się zaburzeniami depresyjnymi, zerowym poczuciem własnej wartości! Jezu, jak wielką ulgę odczułam kiedy się wyprowadził. Udało mi się odnaleźć radość życia, musiałam skorzystać z terapii. Z poczuciem własnej wartości nadal jest kiepsko. Czytałam wątek "co jest?" czy coś w ten deseń i uważam, że autorka powinna ewakuować się jak najszybciej. Jeśli seks jest dla kogoś ważny (nawet nie sam stosunek, ale bliskość i czułość, bo na końcu już nawet tego nie było), to może zapłacić za taki układ wysoką cenę.
        • kaiser.blade Re: załamana 03.12.13, 09:57
          No ale plus jest taki, że na drugi raz będziesz już wiedzieć, żeby się nie mieszać w takie bagno. Patrząc obiektywnie, to chyba za wielkiej ceny nie zapłaciłaś, chyba że czegoś nie wiem ? Są kobiety, które musiały uciekać pod osłoną nocy z domu alkoholika - bandyty, z dwójką dzieci pod pachą i wizją mieszkania pod mostem... Na swój sposób możesz być temu kolesiowi wdzięczna - za otworzenie oczu.
          • bigbadpig Re: załamana 03.12.13, 10:58
            Poradnik pozytywnego myślenia :P
            Równie dobrze można być wdzięcznym kierowcy co połamał Ci nogi na przejściu dla pieszych, że Cię nie zabił i nauczył wyszukiwać wzrokiem idiotów przy każdym następnym przejściu w Twoim życiu. Argument o tych którzy mają gorzej nie działa. Takie gadanie - byłoby odpowiedzią na każdy problem, ale ta odpowiedź jest bezwartościowa. Były kobiety które spędziły ostatnie godziny życia w piwnicy, nie uciekły pod osłoną nocy. Czy wszystkim od razu zrobiło się lżej?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja