ambx
22.02.10, 15:57
Przez wieki tak bywało - rodząca małżonka pod opiekę
babki/akuszerki/lekarza - położnika a przyszły tato - z kuzynami
albo kolegami opróżniał flaszki, lagodząc stres i oczekując na
info "Córka czy syn" I komu to przeszkadzało? Kac przemijał, radość
w rodzinie trwała i po niezbędnej "karencji" kiedy można było tylko
po grecku, hiszpańsku lub francusku, albo ostatecznie "na ręcznym"
czy u dziewki wszetecznej, można się było brać za majstrowanie...
rodzeństwa. Gdy nastała moda na "poród rodzinny" - szok u bardziej
wrażliwych facecików powodował w lepszym wypadku - omdlenie a w
gorszym - trwały uraz psychiczny, kończący się "nieodwracalnym
rozpadem pożycia małżeńskiego". Nie wiem czy w szpitalach
oferujących takie porody daje się przyszłemu tacie coś do podpisania
ale moim zdaniem, powinien dostać, przeczytać i przy lekarzu
podpisać. Proszę więc forumowiczów, bardziej biegłych w prawniczo
lekarskim żargonie o zrobienie projektu takiego pisma,
przedstawienie go na tym forum i wysłanie do pani minister Kopacz
jak obywatelski projekt "dupochronu" z tego forum.
Moim zdaniem powinien on zawierać takie zastrzeżenia i przestrogi
1. Lekarz położnik ma prawo w każdej chwili zażądać opuszczenia sali
porodowej.
2. Zdarzają się wypadki omdleń i zasłabnięć (tatusion rzecz jasna).
3. Mogą występować urazy i blokady psychiczne utrudniające,
opóźniające albo uniemożliwiające podjęcie współżycia małżeńskiego.
4. Zdarzają się wypadki "trwałego i nieodwracalnego rozpadu pożycia
małżeńskiego.
itd, itp.
Przeczytał pan? No to proszę podpisać i zapraszamy...