queeness
01.04.10, 15:27
Jakiś czas temu rozstałam się z moim poprzednim facetem, i ostatnio znów się z
kimś zwiazałam. Akceptuję i kocham mojego mężczyznę takiego jakim jest, tak
samo jak akceptowałam i kochałam mojego byłego, i w pełni rozumiem ze kazdy ma
swój własny zestaw plusów i minusów. Ale do jednej rzeczy nie mogę się
przyzwyczaić....
Otóż moj były był (i pewno jest nadal) facetem bardzo dobrze zbudowanym,
uwielbiał sport i chodzenie na siłownię czy różne warianty ganiania za piłką
były dla niego tak naturalne jak mycie zębów. Natomiast mój obecny mężczyzna
jest (w tym aspekcie) przeciętny - ani za gruby ani za chudy, natomiast nie
można o nim powiedzieć że jest umięśniony. Raczej „misiowaty" :-)
Nie ma to dla mnie znaczenia, zwłaszcza że jest wpaniałym człowiekiem,
opiekuńczym, energicznym, szalenie bystrym i z poczuciem humoru... no właśnie,
powinnam była napisać "myślałam że nie ma znaczenia" bo okazało się że w łóżku
robi mi to wielką różnicę...
Nie mogę powiedzieć że jest źle. Seks jest świetny, rozumiemy sie tak samo
dobrze jak w innych aspektach życia. Tyle że czuję się czasami jakby ktoś mi
założył tłumik, jakbym się kochała na 80% zamiast na 100. Myślałam że się
„dotrzemy" po początkowym etapie związku, ale bez zmian... po prostu, kurczę,
czuję się w łóżku lepiej gdy ramiona które mnie obejmują są „wyrośnięte",
tyłek który mam w rękach jest twardy, a na barkach przy poruszaniu zaznaczają
się mięśnie...
No i jestem zła bo z jednej strony nic z tym nie można zrobić, a z drugiej nie
chcę się godzić na obniżkę pensji w temacie mojego życia seksualnego.
Q