Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex

05.04.10, 21:36
Zawsze lubilam sex - sex w ogole i sex z Aktualnym. Do czasu az
zaczelo do mnie docierac, ze od paru lat zyjemy w nastepujacym
schemacie - nastepnego dnia po upojnej nocy chlop robi sie wredny,
agresywny, czepia sie drobiazgow i szuka awantury. Po awanturze
nastepuja wielodniowe fochy, az do czasu, gdy na dzien, gora dwa
robi sie mily, uprawiamy sex i caly schemat zaczyna sie od poczatku.
Coraz mniej mam ochote na sex, bo wiem, ze primo, po nim znowu
bedzie kolejna awantura, a sekundo - bo brzydzi mnie to cale
podlizywania sie i udawanie po to tylko, by wyludzic swiadczenia
seksualne. Pisze wyludzic, majac na mysli to, ze w moim odczuciu
ucieka sie do falszu. A ja najpierw bardzo dlugo dawalam sie
nabierac, a teraz tez nie odmawiam, by nie robic mu przykrosci, choc
nie mam juz do tego serca ani ochoty. Ani zludzen, ktore kiedys
zywilam - ze on biedak taki wrazliwy, ze musimy jesc sobie z
dziubkow jak 2 golabki, by w ogole mu sie chcialo. teraz wiem, ze
zwyczajnie jak mu sie zachce podejmuje dzialania ktore minimalizuja
prawdopobienstwo odmowy, a jak mu sie nie chce, to - no wlasnie co?

Tak mnie to zniesmacza, ze probowalam go pognac, ale wczepil sie we
mnie pazurami i nie chce sie wyniesc.
    • aandzia43 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 05.04.10, 23:09
      > Tak mnie to zniesmacza, ze probowalam go pognac, ale wczepil sie
      we
      > mnie pazurami i nie chce sie wyniesc.

      Odpazurzyć, jak kota!
      Chociaż kotu nigdy bym takiej krzywdy nie zrobiła.
    • bez_brody a mieszkanie czyje ? 05.04.10, 23:12

      "Tak mnie to zniesmacza, ze probowalam go pognac, ale wczepil sie we
      mnie pazurami i nie chce sie wyniesc "

      zaproś kogoś innego, może mu opadnie kopara i sobie pójdzie...
      • kag73 Re: a mieszkanie czyje ? 06.04.10, 04:48
        A o co te awantury? I kto fochy potem stroi Ty czy on?
        Moze sprobuj zachowac spokoj, nie daj sie prowokowac i olewaj jego
        fochy(jezeli to jego).
        A rozmawialas juz z nim na ten temat?
        Hmm, obym sie mylila, ale brzmi tak jakby juz Cie nie trawil a stara
        sie tylko jak chce "dostac".
        Albo dostaje za rzadko i bledne kolo.
        • tully.makker Re: a mieszkanie czyje ? 06.04.10, 10:22
          Dostaje zawsze wlasciwie, gdy chce - w ciagu 9.5 lat razem na
          palcach jednaje reki mozna by policzyc, kiedy odmowilam.

          Ja jego fochy ignoruje juz od dawna, a co do prowokacji i
          nieulegania im - nie pozwole na siebie krzyczec o pierdoly i
          traktowac sie bez szacunku, lub nieuprzejmie.
          • aandzia43 Re: a mieszkanie czyje ? 06.04.10, 20:52
            > Ja jego fochy ignoruje juz od dawna, a co do prowokacji i
            > nieulegania im - nie pozwole na siebie krzyczec o pierdoly i
            > traktowac sie bez szacunku, lub nieuprzejmie.

            Jak nie pozwolisz, jak już mu pozwalasz? No chyba, że czegoś nie
            zrozumiałam.
            • tully.makker Re: a mieszkanie czyje ? 06.04.10, 21:23
              No chyba, że czegoś nie
              > zrozumiałam.

              Nie zrozumialas. On szuka draki - ja stosuje sankcje - on strzela focha. Tym
              niemniej fakt szukania draki dziala na mnie irytujaco i jak mam pms to czasami
              biore w niej udzial.
              • aandzia43 Re: a mieszkanie czyje ? 06.04.10, 22:05
                > Nie zrozumialas. On szuka draki - ja stosuje sankcje - on strzela
                focha. Tym
                > niemniej fakt szukania draki dziala na mnie irytujaco i jak mam
                pms to czasami
                > biore w niej udzial.

                Aha, czyli nie głośna i bezpośrednia jazda bez trzymanki tylko
                podgryzanie łydek i groźne warczenie. A jakie stosujesz sankcje?
                • tully.makker Re: a mieszkanie czyje ? 06.04.10, 22:13
                  Ostatnio wysadzilam z samochodu w polu, kiedy lagodna perswazja nie poskutkowala
                  i mial nadal uwagi dotyczace mojego stylu prowadzenia pojazdu.
          • marc.el Re: a mieszkanie czyje ? 12.04.10, 11:48
            A ty wykazujesz inicjatywę??
      • tully.makker Re: a mieszkanie czyje ? 06.04.10, 10:19
        Nie moge, dzieci patrza. I jakos takie bezklasowe rozwiazania nie sa
        w moim guscie.
    • efi-efi Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 06.04.10, 04:47
      Uświadomiłaś mu to, że tak się zachowuje?
      • tully.makker Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 06.04.10, 10:25
        Wiem, ze mnie to czeka. Do mnie samej to dopiero niedawno dotarlo,
        musze przetrawic, zrozumiec, co tak naprawde chce powiedziec i o co
        mi chodzi.
        Aktualny ma nikla samoswiadomosc, a z domu wyniosl zwyczaj
        zamiatania problemow pod dywan. Gdy rozpoczne rozmowe, gdy jest
        dobrze, bedzie sie pienil, ze psuje dobry nastroj, gdy rozpoczne jak
        jest zle, to i tak nie bedzie sluchal.
    • panplan Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 06.04.10, 12:59
      Dlaczego piszesz ... jak on chce jak on to jak on tamto
      a gdzie w tym wszystkim jestes Ty ?
      moze sama jakas inicjatywe wprowadz...
      • tully.makker Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 06.04.10, 13:46
        Generalnie jestem osoba z raczej nadmiarem inicjatywy, niz jej
        brakiem. Jednak przez lata zwiazku przekonalam sie, ze najwyrazniej
        moj aktualny nie lubi, gdy ja inicjuje sex, bo albo mi odmawia, albo
        owze sex odwala na odczepnego, tak ze nie mam z tego zadnej frajdy.
        Dodam, ze jak chce, potrafi byc doskonalym kochankiem.

        Tak wiec juz dosc dawno temu uprzedzilam go, ze w zwiazku z jego
        podejsciem do tematu, sexu inicjowac nie bede. Co nie znaczy, ze
        unikam go fizycznie, jestem pieszczochem, uwielbiam przytulanie i
        tego zawsze miedzy nami bylo sporo.
        • panplan Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 06.04.10, 15:57
          ja nie rozumiem takich zwiazkow szczerze mowiac
          czy cos oprocz dzieci i mieszkania trzyma Was razem ?
          • tully.makker Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 06.04.10, 16:15
            Ale czego nie rozumiesz?
            Aktualny wykonuje sporo obowiazkow domowych, jest dobrym ojcem, nie
            pije, nie stosuje przemocy, nie rozglada sie za innymi babami, jest
            przystojny i bywa swietnym kochankiem.

            Nie ma na tym swiecie idealow. Mi tez do idealu daleko.
            • gladys_g Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 06.04.10, 16:39
              to, że wykonuje swoją część obowiązków - to akurat żadna zasługa.
              Ale nie jest dobrym ojcem, jeśli przez większość czasu zachowuje się jak buc. Bo
              dokładnie tego samego sposobu manipulowania ludźmi i traktowania partnera uczą
              się od niego Wasze dzieci.
              • tully.makker Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 06.04.10, 17:03
                Droga gladys, coz mam powiedziec?
                Ze wiekszosc mezczyzn w tym kraju uczesniczy w obowiazkach domowych
                w niklym stopniu, a jakiestam badania dowiodly, ze tatusiowie
                spedzaja ze swoimi dziecmi 15 minut dziennie? Pamietajmy, do czego
                rownamy, i ze nie ma sensu rownac do abstrakcyjnych idealow, bo one
                maja do siebie to, ze nie istnieja.
                Pod pewnymi wzgledami aktualny jest gorszy od przecietnej, pod
                wieloma - lepszy. A trawa zawsze sie wydaje zielensza gdzie indziej.

                Mnie bardziej interesuje rozwazanie osychologicznego mechanizmu,
                ktory sprawia, ze po dobrym sexie w facecie budzi sie niechec czy
                jakas tam agresja wobec partnerki. Bo znajac mechanizm, moge
                zastsowac srodki zaradcze, inne niz nieuprawianie sexu.
                • gladys_g Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 06.04.10, 17:47
                  dobra, moje obserwacje mówią co innego, ale faktycznie zapominam, że jestem w
                  mniejszości.

                  mechanizm jest taki - pan jest obrażającym się bucem. Jak panu ciśnie na trąbkę,
                  to zawiesza bycie sobą na chwilę, włącza staranie się. Po ustaniu ciśnienia -
                  pan wraca do bycia sobą.

                  Mam wrażenie, że jemu się nie budzi agresja po seksie, tylko cały czas tam jest
                  a jedynie na czas przed seksem jest ukrywana.

                  Ewentualnie facet nie akceptuje seksu, a jednocześnie go potrzebuje. Więc po
                  seksie odreagowuje to, że uległ tej niegodnej słabości na osobie, która go do
                  lego, nieakceptowanego zachowania sprowokowała.

                  Tak czy inaczej - obawiam się, że tresurą behawioralną za wiele nie osiągniesz.
                  • sisi_kecz Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 06.04.10, 22:36
                    Zgodzę sie z przedmówczynia, że Twoj partner ma permanentny problem
                    z agresją, z radzeniem sobie z frustracją, z rozładowywaniem
                    negatywnych emocji i z wyrażaniem uczuć.

                    Mozna zapytać, jakie relacje miał/ma z mamą?
                    bo tu swego czasu pokutowało przekonanie, że mamisynki, tak sie
                    potem po chacie rzucają.

                    duze pozdro!!!
                    • tully.makker Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 07.04.10, 12:55
                      Nie jest maminsynkiem, tylko ukochanym synusiem tatusia. Z rodziny,
                      w ktorej ojciec dominowal, a matka dla swietego spokoju na wszystko
                      sie zgadzala.

                      On z jednej strony nie chce takiego modelu w swojej rodzinie - jak
                      sam wyznal na pcozatku naszej znajomosci, wybral mnie, bo wiedzial,
                      ze ja mu nie pozwole na takie zachowania, jakie jego ojciec serwuje
                      jego matce. A z 2 strony, odwrotna sytuacja tez jest nie do
                      przyjecia dla niego - i dla mnie tez. Ja nie chce miec trokow od
                      kaleson. Tyle ze on nie widzi 3 drogi - albo sie ma ze mna zgadzac,
                      albo z zasady kontestowac wszystko tylko dlatego, ze to ja to
                      wymyslilam. A mnie zaden z tych kierunkow nie interesuje.
                      • sisi_kecz Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 07.04.10, 13:41
                        Mamisynek, tatysynek, zadna róznica, skoro w dziecinstwie byl
                        oczkiem w głowie i nie stawiano mu wymagań.
                        Oboje jestescie z rodzin, gdzie ktos dominował, mało tego oboje sie
                        identyfikujecie z wzorcem Dominanta i szarpiecie sie, kto wyzej
                        podskoczy i zdusi przeciwnika.
                        Wyczerpujące...

                        Musicie opracowac jakies postepowanie w trybie pokojowym.
                        Umówcie sie na wymiane chociaz 6 zdan, bez pretensji do drugiej
                        strony, a zawierajacych swoja potrzebe, komunikat, odczucie.

                        Co z tego, ze Ty wiesz co sie dzieje, gdzie pies pogrzebany i ze juz
                        SAMA wszystko obmysliłaś.
                        To jest Twoja opinia, że on widzi tylko 2 drogi.
                        Możesz sie bardzo zdziwić, jak sytuacja wygląda z jego punktu
                        widzenia.
                        Ale czy Ciebie to interesuje?
                        • tully.makker Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 07.04.10, 14:00
                          Mam wrazenie, ze tobie sie wydaje, ze przez ostatnie 9.5 roku w
                          ogole ze soba nie rozmawialismy? Rozmawialismy, chodzilismy nawet na
                          terapie malzenska, gdzie profesjonalisci probowali z nas wydobyc co
                          utrudnia nam bycie szczesliwym malzenstwem. Po 6 miesiacach terapii
                          ustalilismy, ze gdybym nie pila coli z butelki i nie zostawiala
                          okazjonalnie zasmarkanej chustki poza smietnikiem, to byloby miedzy
                          nami idealnie.
                          Poniewaz jestem osoba dazaca do kompromisu, zaczelam bardzo
                          pilnowac, by nie zostawiac chusteczek, jednoczesnie wyjasnilam, ze
                          cole bede nadal pic z butelki bo;
                          1. widzialy galy co braly - tak pilam gdy sie poznalismy i trzeba
                          bylo wtedy decydowac, ze nie chce ze mna byc.
                          2. z butelki mi bardziej smakuje.

                          Teraz rozumiesz co oznacza, gdy pisze, ze facet nie ma
                          samoswiadomosci?
                          • sisi_kecz Re: Zajebisty wynik terapii 07.04.10, 15:07
                            ' Po 6 miesiacach terapii
                            > ustalilismy, ze gdybym nie pila coli z butelki i nie zostawiala
                            > okazjonalnie zasmarkanej chustki poza smietnikiem, to byloby
                            miedzy
                            > nami idealnie. '

                            nie mam więcej pytań,
                            bo albo:
                            - to była terapia online, za 2,44 z VAT za sms,
                            - Twoj men to ten "na de",
                            - Ty wstawiasz tu głodne kawałki.

                            We wszystkich przypadkach, nie mam więcej pytań.

                            duze pozdro!!!
                            • tully.makker Re: Zajebisty wynik terapii 07.04.10, 19:05
                              Taki wynik osiagnal tandem doswiadczonych psychoterapeutow. Oczywiscie troche
                              przesadzam - udalo sie nam np osiagnac kompromisowe ustalenia finasowe, ktore,
                              jak kazdy kompromis, nikogo nie satysfakcjonuja.
                              W kazdym razie byla to okazja do wielu poglebionych - na miare mozliwosci - rozmow.
                              • druginudziarz Re: Zajebisty wynik terapii 08.04.10, 16:27
                                tully.makker napisała:

                                udalo sie nam np osiagnac kompromisowe ustalenia finasowe, ktore,
                                > jak kazdy kompromis, nikogo nie satysfakcjonuja.

                                uroczy punkt widzenia
                • aandzia43 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 06.04.10, 17:50
                  > Mnie bardziej interesuje rozwazanie osychologicznego mechanizmu,
                  > ktory sprawia, ze po dobrym sexie w facecie budzi sie niechec czy
                  > jakas tam agresja wobec partnerki. Bo znajac mechanizm, moge
                  > zastsowac srodki zaradcze, inne niz nieuprawianie sexu.

                  A mnie by bardziej interesowało rozważenie psychologicznego mechanizmu, który
                  sprawia, że 10 lat pozwalasz sobie urządzać poniżające cię i wyczerpujące jazdy
                  emocjonalne. Kazdy z nas ma takie słabe miejsca w swojej psychice, przez które
                  można się do niego dobrać, wykorzystać go, nadużyć go, zrobić mu krzywdę.
                  Zazwyczaj odbywa się to (przynajmniej początkowo) przy pewnym "znieczuleniu",
                  braku pełnej świadomości nadużywanego. Ty zdajesz się mimo upływu lat nie
                  rozumieć, co tak naprawdę wyczynia twój facet. A np. dla mnie, takie traktowanie
                  mnie jest nie do przyjęcia (delikatnie rzecz ujmując) do tego stopnia, że
                  wielokrotnych bisów w wykonaniu małżonka raczej nie byłoby, nie mówiąc już o
                  tkwieniu 10 lat w czymś takim. Nie, nie pyszczę przemądrzale w kosmos. Żyję na
                  tyle długo, że dobrze wiem, co mogę, a czego nie mogę znieść ze strony ludzie i
                  jakie są moje priorytety w dobieraniu sobie towarzystwa. Każdy ma swoje wytyczne
                  i priorytety. Twoje są takie, że regularne wyrzygiwanie się na ciebie jest
                  mniejszą niedogodnością niż np. mały udział partnera w obowiązkach domowych.
                  Twoja wola. Tylko nie wykonuj pozornych ruchów i nei usiłuj "rozwiązywać
                  problem" od dupy strony. Chyba nie tędy droga.

                  • druginudziarz Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 06.04.10, 18:29
                    aandzia43 napisała:

                    > > Mnie bardziej interesuje rozwazanie osychologicznego mechanizmu,
                    > > ktory sprawia, ze po dobrym sexie w facecie budzi sie niechec czy
                    > > jakas tam agresja wobec partnerki. Bo znajac mechanizm, moge
                    > > zastsowac srodki zaradcze, inne niz nieuprawianie sexu.
                    >
                    > A mnie by bardziej interesowało rozważenie psychologicznego mechanizmu, który
                    > sprawia, że 10 lat pozwalasz sobie urządzać poniżające cię i wyczerpujące jazdy
                    > emocjonalne.

                    Hola hola! To może jednak wysłuchamy drugiej strony zanim zaczniemy wymyślać od
                    buców, co?
                    Bo z prawdą to wiemy jak jest, jak z dupą, każdy ma swoją, prawda?
                    pzdr.
                    • bez_brody Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 06.04.10, 18:44
                      "Hola hola! To może jednak wysłuchamy drugiej strony zanim zaczniemy wymyślać od
                      buców, co?
                      Bo z prawdą to wiemy jak jest, jak z dupą, każdy ma swoją, prawda?
                      pzdr "

                      drugiej strony ? a co to kurde poradnia rodzinna jest ?
                      tu się wypowiadają tylko jedne strony, no chyba że coś mi umknęło..
                      a co do meritum : każdy "schemat" może pozbawić ochoty i to nie tylko na seks...
                  • tully.makker Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 06.04.10, 19:19
                    No wlasnie w tym sek, ze nie od 10 lat. Przez pierwsze 4 lata naszego zwiazku,
                    wierz mi lub nie, nie poklocilismy sie ani razu. Co wtedy glupio wydawalo mi sie
                    dowodem na to, ze pasujemy do siebie idealnie, a nie na to, ze oboje bylismy
                    zaangazowani na tyle, ze nawet gowno partnera wonialo fiolkami.

                    Kolejny rok umiarkowanie dobrego wspolzycia - troche wzajemnych pretensji, ale
                    wciaz mniej, niz w wiekszosci znanych mi zwiazkow. Od 4 lat - porazka. Lepsze i
                    gorsze okresy.
                    • aandzia43 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 06.04.10, 20:47
                      tully.makker napisała:

                      > No wlasnie w tym sek, ze nie od 10 lat.

                      Aha, czyli było dobrze (czyli bezkonfliktowo), a potem wylazły trupy
                      z szafy. W każdym razie i tak chyba nie w seksie problem, tylko w
                      waszych charakterach i waszym związku.
                  • songo3000 Chcę mieć Ferrari 06.04.10, 19:25
                    ale zmienić pracę na bardziej dochodową to już nie :)

                    No co Ty Andzia, przecież pani jasno określiła swoje wymagania co do związku i ich spełnienie przez aktualnego:

                    "Aktualny wykonuje sporo obowiazkow domowych, jest dobrym ojcem, nie
                    pije, nie stosuje przemocy, nie rozglada sie za innymi babami, jest
                    przystojny i bywa swietnym kochankiem "

                    A, że zachciało jej się więcej i lepiej, to i przyszła sobie tu popłakać. Nie ma się oszukiwać, że chce coś zmienić. Bo te 'coś' może się odbyć obecnego 'wygodnictwa'.
                    • tully.makker Mam SIP 06.04.10, 21:27
                      Dostalam od aktualnego na gwiazdke. Wygodniejsze od ferrari.

                      Nie zachcialo sie wiecej i lepiej. Zachcialo sie by sie nie odechcialo, do czego
                      w tej chwili zmierzamy.
            • bez_brody schemat świetnego partnera 06.04.10, 18:47
              "Aktualny wykonuje sporo obowiazkow domowych, jest dobrym ojcem, nie
              pije, nie stosuje przemocy, nie rozglada sie za innymi babami, jest
              przystojny i bywa swietnym kochankiem "

              jak to było ? pucu, pucu, chlastu, chlastu, nie mam rączek jedenastu ? zamykaj
              go może na te trudne chwile w szafie...
              • tully.makker Re: schemat świetnego partnera 06.04.10, 19:21
                Mozesz mi przyblizyc, co masz na mysli?
                • triss_merigold6 Re: schemat świetnego partnera 06.04.10, 19:29
                  Obawiam się, że jednak złe forum wybrałaś.
                  Poszłabym w kierunku szukania korelacji z władzą. Twoją władzą.
                  Facet Ci nie podskoczy finansowo, nie zaszantażuje, odejść
                  potrafisz - może to go gdzieś podświadomie strasznie drażni i w ten
                  sposób odreagowuje.
                  • tully.makker tris 06.04.10, 21:21
                    No ale czy jest forum o (braku) wladzy w malzenstwie?

                    A z tym odejsciem to moze nadmiernie optymistycznie mnie oceniasz - w koncu
                    aktualny wciaz jest aktualny, a przeciez nagrabil sobie.
                    • aandzia43 Re: tris 06.04.10, 21:59
                      Triss ma rację, chodzi o władzę. Piszesz:
                      "Jednak przez lata zwiazku przekonalam sie, ze najwyrazniej
                      moj aktualny nie lubi, gdy ja inicjuje sex, bo albo mi odmawia, albo
                      owze sex odwala na odczepnego, tak ze nie mam z tego zadnej frajdy.
                      Dodam, ze jak chce, potrafi byc doskonalym kochankiem."
                      Ale cię wytresował;-) Spryciarz.
                      • tully.makker Re: tris 06.04.10, 22:11
                        no i co w zwiazku z tym?
                        • aandzia43 Re: tris 06.04.10, 22:49
                          > no i co w zwiazku z tym?

                          Jak to co? Albo dalej skaczesz w starym rytmie przez obręcz, albo
                          obalasz tresera na glebę, przygniatasz łapą i z zębami przy jego
                          grdyce grzecznie pytasz: "Co ty odpierdalasz, kochanieńki?"
                          • panplan Re: tris 07.04.10, 09:08
                            zawsze tez mozna podwinas ruda kite i uciekac do mamusi ;)
                          • songo3000 Re: tris 07.04.10, 17:07
                            No tak, tyle że wtedy to na pewno nie ma seksu, prawda?
                            • urquhart Re: tris 07.04.10, 18:00
                              songo3000 napisał:
                              > No tak, tyle że wtedy to na pewno nie ma seksu, prawda?

                              Swoją drogą jest przecież pewien odsetek panów, których podnieca bycie zdominowanym i sponiewieranym niewolnikiem. Problemem jest że raczej zupełnie nie ma dla nich chętnych komplementarnych pań podniecających się dominacją. No chyba za bardzo konkretne pieniądze, a i to nie tak łatwo.
                            • aandzia43 Re: tris 07.04.10, 18:08
                              Uprzejmie przypominam, że to nie brak seksu jest problemem
                              zgłaszanym przez Tully. Seks jest i to oceniany przez nią jako
                              fajny. Przyparcie do muru manipulanta-piekielnika i zadanie z tej
                              pozycji (bo tylko w takiej będzie słuchał) pytania; "A właściwie to
                              o co ci chodzi, kolego?" to nie jest próba morderstwa ani uczynienia
                              z niego niewolnika. To jeden ze sposobów na katharsis. Tully pisała,
                              że byli na terapii, z której nic nie wynikało, że mąż gwałtownie
                              odrzuca próby porozmaiwania o problemach - co mozna jeszcze zrobić?
                              • songo3000 Małe podsumowanie sytuacji 07.04.10, 20:30
                                Idealistycznie i fałszywie przez to założyłem, że problematyka autorki jest zgodny z tematyką forum ;P Zresztą powtarzam - seks po takim 'przyparciu do muru' zdechnie.

                                Sytuacja jak dotąd jest przedstawiona tak:
                                - Pani jest dominująca i sama z siebie ze swojej władzy nie zrezygnuje (czemu osobiście się nie dziwię, hehe)
                                - Pani jednakże POTRZEBUJE jeszcze bardziej dominującego partnera, który mógłby ją naginać i tym samym wypracować jako taki kompromis daleki od ekstremum odciążając ją psychicznie tym samym.
                                - Ponieważ tak mocno dominujący facet w życiu realnym posiada szereg cech ujemnych (przypominam, że James Bond to na filmie i w knidze tylko) Pani wzięła sobie przeciętniaka z wieloma plusami (bierze na siebie obowiązki, zaradny, rodzinny i inne takie przez Autorkę wymienione)
                                - Mocno średni facet też chciałby być męski i dominujący. I pewnie świetnie zrealizowałby się z PRZECIĘTNĄ babeczką, dla której jakaś tam doza uległości to nie 'kompromis' ale 'norma'.
                                - Ponieważ pan ma co ma to szaleje. To, że JEMU uwiera ta sytuacja widać w opisach jak na dłoni.

                                Najśmieszniejsze jest to, że dyskusja kręci się wokół tematu "jak by tego niedobrego mężula przeflancować aby Pani było dobrze nie ruszając jej z okopanych pozycji". Przecież to forumowa KLASYKA tragikomedii. JA chcieć, żeby on/ona MI zrobić dobrze. JA nie myśleć, że trza też zrobić dobrze temu drugiemu.

                                Nawet Stare Wygi nie poruszyły tej podstawowej sprawy. A przecież bez działań obustronnych NIE MA SZANS na ugranie czegokolwiek.
                                • triss_merigold6 Czytamy ze zrozumieniem 07.04.10, 21:00
                                  Z opisu nie wynika, że autorka marzy o bardziej dominującym samcu.
                                  Nigdzie to nie padło. Inicjatywa nie oznacza dominacji.
                                  Z opisu wynika, że autorka chciałaby wiedziec dlaczego facet chcąc
                                  uzyskać seks (który uzyskuje) stara się i jest miły, a potem reaguje
                                  dziwnie nieadekwatnie. Tak jak gdyby był zły, że seks był i musiał
                                  odreagować owo wcześniejsze staranie się. Szkoda, że pan nie potrafi
                                  wyartykułowac o co mu chodzi konkretnie.
                                  • songo3000 Re: Czytamy ze zrozumieniem 07.04.10, 21:24
                                    No właśnie Triss, czytamy ze zrozumieniem. A ja przeczytałem to ze zrozumieniem troszkę szerszym niż 'niech ten zły facet będzie w końcu milutki'.

                                    > Z opisu nie wynika, że autorka marzy o bardziej dominującym samcu.
                                    No cóż, najpierw musiałaby przyznać to przed samą sobą. Co zawsze jest problematyczne, nieprawdaż?

                                    > Nigdzie to nie padło. Inicjatywa nie oznacza dominacji.
                                    Tak się składa, ze oznacza, chociażby chwilową.

                                    > Z opisu wynika, że autorka chciałaby wiedziec dlaczego facet chcąc
                                    > uzyskać seks (który uzyskuje) stara się i jest miły, a potem reaguje
                                    > dziwnie nieadekwatnie.

                                    Toż przecież to wyłuszczyłem. Szkoda, że nie przeczytałaś :)
                                    >> - Ponieważ pan ma co ma to szaleje. To, że JEMU uwiera ta sytuacja widać w opisach jak na dłoni.

                                    > wyartykułowac o co mu chodzi konkretnie.
                                    Najwyraźniej nikt w tym związku nie potrafi wyartykułować o co mu konkretnie chodzi. No i klapa.
                                    • tully.makker Re: Czytamy ze zrozumieniem 07.04.10, 21:48
                                      > > Z opisu nie wynika, że autorka marzy o bardziej dominującym samcu.
                                      > No cóż, najpierw musiałaby przyznać to przed samą sobą. Co zawsze jest problema
                                      > tyczne, nieprawdaż?

                                      A skad. Przyznaje sie. Ja to nazywam - meski, i tak, lubie meskich mezczyzn,
                                      nawet mecze sie na zjazdach harleyowcow, bo to takie samcze jest. Zadnych
                                      wymoczkow, testosteron 100%.

                                      Sek w tym, ze ta upierdliwosc i czepliwosc wydaje mi sie wlasnie malo meska.
                                      Takie ujadanie ratlerka. A ja bym chciala wciaz widziec w nim tego buldoga, w
                                      ktorym sie zakochalam.
                                      • songo3000 Re: Czytamy ze zrozumieniem 07.04.10, 22:14
                                        > Sek w tym, ze ta upierdliwosc i czepliwosc wydaje mi sie wlasnie malo meska.
                                        I o tym właśnie piszę.
                                    • tully.makker Re: Czytamy ze zrozumieniem 07.04.10, 21:51
                                      Najwyraźniej nikt w tym związku nie potrafi wyartykułować o co mu konkretnie ch
                                      > odzi. No i klapa.

                                      oooo, przepraszam. ja potrafie. choc ten watek daje mi do myslenia i z cala
                                      pewnoscia po paru dniach refleksji rozszerzy moja zdolnosc do artykulacji tego o
                                      co mi chodzi.
                              • tully.makker Re: tris 07.04.10, 21:54
                                Seks jest i to oceniany przez nią jako
                                > fajny.

                                No jest, ale przyznam, ze troche za malo ;-)
            • panplan Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 07.04.10, 08:59
              wiesz to taka typowa odpowiedz zony alkoholika - jak nie pije to w
              sumie fajny facet z niego :)
    • glamourous Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 06.04.10, 14:00
      Przeciez z tego wszystkiego co piszesz wylania sie jakis totalnie toksyczny
      obraz faceta. Macie dzieci, a on na Ciebie drze gebe o pierdoly? Przy dzieciach?
      A mily jest tylko w okresach kiedy lapie go chcica, czyli jak piszesz, w
      wielodniowych odstepach. Czyli praktycznie przez wiekszosc dni w roku facet jest
      nie do zniesienia. I do tego zupelnie nie chce rozmawiac, zamiata pod dywan i
      lekcewazy twoje skargi. Jezeli rzeczywiscie tak jest, to IMO Wasz problem z
      seksem wysuwa sie niekoniecznie na pierwszy plan.

      A dlaczego on jest taki pewny swego? Czy probowalas postawic mu solidne i
      wiarygodne ultimatum? Jaka byla reakcja? Bo niestety obserwacje wskazuja, ze
      lekki zamordyzm jest podstawa w postepowaniu z takimi panami cholerykami, z nimi
      troche jak z psami Pawlowa trzeba - zwlaszcza, ze piszesz, ze Twoj nie ma
      zbytnich zdolnosci do empatii oraz autorefleksji...
    • kobietaniewygodna Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 07.04.10, 11:01
      Tully... ja Cię chyba nie rozumiem. W moim odczuciu dałaś się zdominować, a Twój
      małżonek manipuluje Tobą, że aż miło. Dlaczego się tak dajesz robić w konia? Dla
      dzieci? To nie jest rozwiązanie. Nie chciałabym Cię zdołować, ale jak znam
      psychikę panów, to on będzie nadal robił to, co robi, do momentu kiedy TY tego
      nie ukrócisz... Powiem tak, twój los jest w Twoich rękach i od Ciebie zależy jak
      będzie wyglądała Wasza przyszłość i Twoje szczęście.

      Pzdr,
    • tully.makker Zbiorcza odpowiedz dotyczaca wladzy 07.04.10, 11:39
      Poniewaz kwestia wladzy pojawila sie w wielu postach, odpowiem
      zbiorczo. Jestem osoba dominujaca, wychowana w rodzinie, w ktorej
      jestem juz 3 pokoleniem silnych, samodielnych, ze wszystkim sobie
      radzacych kobiet. Zrobilam kariere zawodowa, i generalnie osiagam
      sukcesy w wiekszosci dziedzin.
      Dla przecietnego faceta jestesm wiec okazem raczej przerazajacym, a
      i sama nie cenie slabych mezczyzn. Gdy pierwszy maz mnie zdradzil
      zmienilam zamki w dzwiach i po dwuletnich negocjacjach rozwiodlam
      sie z nim na swoich warunkach.
      W aktualnym zwiazku jestem strona silniejsza psychicznie i
      ekonomicznie. Zdaje sobie sprawe, ze musze jednak zostawic jakas
      sfere, w ktorej moj partner bedzie sie czul decydentem, mezczyzna,
      glowa rodziny. Raz, ze nie chce brac wszystkiego na siebie, a dwa,
      ze lubie byc fair. Dla mnie rzucanie sie aktualnego jest objawem
      tego, co slusznie zidentyfikowala tris - buntu przeciwko mojej
      dominacji. Dominacji na ktorej mi jakos specjalnie nie zalezy, ale
      ktora niejako naturalnie otacza mnie jak chmura perfum Deep Red.
      • sisi_kecz Re: Zbiorcza odpowiedz dotyczaca wladzy 07.04.10, 12:15

        'jestem juz 3 pokoleniem silnych, samodielnych, ze wszystkim sobie
        > radzacych kobiet'
        śliczny slogan.

        'Zrobilam kariere zawodowa, i generalnie osiagam
        > sukcesy w wiekszosci dziedzin.
        nie wątpię.

        'Dla przecietnego faceta jestesm wiec okazem raczej przerazajacym'
        dla przecietnego dupka- faktycznie.

        'Gdy pierwszy maz mnie zdradzil
        > zmienilam zamki w dzwiach i (..) rozwiodlam
        > sie z nim na swoich warunkach.'
        złudzenie zemsty, duszy nie koi.

        'W aktualnym zwiazku jestem strona silniejsza psychicznie i
        > ekonomicznie. Zdaje sobie sprawe, ze musze jednak zostawic jakas
        > sfere, w ktorej moj partner bedzie sie czul decydentem, mezczyzna,
        > glowa rodziny.'
        piękny plan.

        'Dominacji na ktorej mi jakos specjalnie nie zalezy'
        urocze kłamstwo.

        Są takie kursy dla dyrektorów, którzy nie potrafią dzielić
        obowiązków wśrod podwładnych, tylko wszystko chca kontrolować, nawet
        zapach mydła w pracowniczym kiblu. -pierwszy poziom.
        Są takie sposoby postrzegania związku, w którym nie ma hierarchii
        Władca i poddani.- drugi poziom.
        Sa takie przewartościowania swojego patrzenia na siebie, trzy
        pokolenia kobiet i partnera, które pozwalaja wywalić zamki w
        drzwiach i cieszyc sie swoim czasem w życiu.
        Bez dzielenia go na analizowane z zimną obserwacją uczestniczacą
        odcinki czasu, od jednego seksu do nastepnego, z przymierzaniem sie
        do najcelniejszego kopniaka.
        Dziedzina zycia osobistego nie potrzebuje sukcesu, tylko
        zadowolenia, ze tak jest, jest dobrze.- i wszystko jedno, który to
        poziom.

        duzo mniej spinania sie!!!

      • urquhart wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastrująca 07.04.10, 12:32
        Po takim przedstawieniu okoliczności od razu podchodzi mi to pod opis kobiety kastrującej partnera opisu Santorskiego, czy reszta tez pasuje? (zaraz rozsierdzę nie tylko yorica psychoanalizą odrzucenia przez ojca) :)

        Kobieta kastrująca
        Mężczyzna, skądinąd zrealizowany życiowo, społecznie i biznesowo, po 5-7 latach stałego związku, pozwala sobie na zdradę. Najbliżsi są zdziwieni, a nawet oburzeni. Nie wiedzą, że ten człowiek codziennie rano wyjeżdżał do pracy połykając łzy, tak był upokorzony zjadliwymi słowami żony. Dla tego mężczyzny, maślane oczy wpatrzonej w niego sekretarki wydawały się niebem w porównaniu z piekłem, jakiego doznawał w domu.
        „Ten mężczyzna spotkał na swojej drodze tzw. „kobietę kastrującą” - mówi Jacek Santorski. - „Przyciągają one swoją zmysłowością, nieświadomie, lub nie w pełni świadomie, wysyłają wabiące sygnały, po czym, naturalną reakcję mężczyzny uznają za zamach na swoją wolność i godność. Cechuje je, poza odrzuceniem, bezinteresowna dewaluacja mężczyzny, polegająca na tym, żeby najpierw zorientować się, gdzie mężczyzna lokuje swoje poczucie wartości, po czym tam właśnie uderzyć."
        Obiektem ataku może być wybujałe męskie ego, poczucie sprawności fizycznej, władzy czy pozycji zawodowej. Jeśli mężczyzna ma jakieś głęboko skrywane słabości, kobieta nie waha się wyciągnąć ich przy innych. W długotrwałych związkach kobiety te stają się coraz bardziej zawiedzione i wściekłe, że mężczyźni nie są doskonali.
        „Postawa taka ma swoje źródła w kompleksie Elektry” – mówi Jacek Santorski. – „Dziewczynka, która jest bardzo atrakcyjna dla ojca jako dziecko, wychowywana na księżniczkę, zostaje pomiędzy 12-15 rokiem życia w niezrozumiały dla niej sposób odrzucona przez ukochanego tatusia. Między innymi dlatego, że ojciec zazwyczaj nie potrafi poradzić sobie z jej budzącą się seksualnością”. Dochodzi do skrajnych zachowań, odrzucenia, krytyki wszystkiego, co robi córka, jak się ubiera, kiedy wraca, z kim się spotyka. „Od tej chwili młoda kobieta nastawiona jest niejako na dwa programy: uwodzenia, tak jak to robiła od urodzenia z własnym ojcem, i drugi – agresji, wynikającej z poczucia zranienia i bólu. Przenosi te relacje na swoje dorosłe życie i, w obawie, że mężczyzna ją porzuci – odrzuca go pierwsza” – mówi Jacek Santorski.
        Powodem tego pierwszego odrzucenia – przez własnego ojca – była seksualność. W podświadomości kobiety to seks jest zatem przyczyną wszelkiego zła w związku. Za wszelką cenę próbuje więc pozbawić mężczyznę jego seksualnych mocy (stąd „kobieta kastrująca”).
        A że we współczesnym świecie swoje moce lokujemy i w inne sfery – w samochody, pracę, prestiż, pozycję – i to może stać się obiektem ataku ze strony partnerki.
        Kobiety kastrujące często pozostają bardzo atrakcyjnymi, ale i bardzo samotnymi kobietami, uskarżającymi się na niedojrzałość mężczyzn. „Ta, w gruncie rzeczy, mała dziewczynka ciągle szuka, bowiem ojca, a jej postawa jest formą testu na dojrzałość mężczyzny. W pewnym sensie dobrze, że szukają ideału, ale jednocześnie często stawiają poprzeczkę za wysoko” – mówi Jacek Santorski.
        • tully.makker Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 12:50
          Nie sadze, by tak wlasnie wygladala sytuacja u nas, ale sadze, ze
          wlasnie w taki kanal chca mnie skierowac rady forumowiczek i co
          poniektorych forumowiczow?

          Fakty sa takie - chlop boi sie, ze ja go zdominuje. Wiec wydajac
          okrzyki wojenne, pierwszy rzuca sie do ataku. Domaga sie wladzy, ale
          tak naprawde wcale jej nie chce, woli byc wieczna opozycja, bo
          latwiej jest krytykowac decyzje kogos innego niz samemu wziac
          odpowiedzialnosc za podjecie decyzji, a nastepnie zakasac rekawy i
          wziac sie do wdrazania owych decyzji.
          • songo3000 Łukaszenko też nie widzi godnych następców ;) 07.04.10, 16:57

            tully.makker napisała:

            > okrzyki wojenne, pierwszy rzuca sie do ataku. Domaga sie wladzy, ale
            > tak naprawde wcale jej nie chce, woli byc wieczna opozycja, bo
            A na jakiej podstawie wyciągasz takie wnioski? Bo może być tak:

            A) wielokrotnie miał naprawdę wolną rękę do 'zarządzania' w wielu kwestiach i tylko rozkładał dwie lewe ręce
            B) jest to tylko moja wygodna wizja a tak naprawdę nigdy nie dałam mu prawdziwej szansy w obawie, że się 'sprawdzi' jako strona dominująca

            Ja nie wiem jak to było/jest u Was, raczej do szczerego przemyślenia.

            Za to w tych związkach, do których 'zaglądałem' dominująca strona NIGDY sama z siebie nie rezygnowała z posiadanej władzy, ZAWSZE znajdując pseudo-racjonalne wytłumaczenia. Tak jak 'wielokadencyjny' prezydent Białorusi. Zawsze twierdzi, że on chętnie odda całą władzę bo straszenie go ona uwiera i męczy psychicznie. ALE jak dotąd nie widzi godnych siebie następców, którzy W ODPOWIEDNI i zadowalający go sposób pokierują krajem. Swoją drogą dobry jest :)))

            Do przemyślenia.
            • tully.makker Re: Łukaszenko też nie widzi godnych następców ;) 07.04.10, 19:13
              1.5 roku temu stwierdzil, ze trzeba wymienic okna i ze ja sie na oknach nie
              znam, wiec on sie tym zajmie. Ze wszystkimi 3 stwierdzeniami sie entuzjastycznie
              zgodzilam, i czekam, az podejmie decyzje. Albo az stare okna wyleca, zalezy co
              bedzie predzej.

              Songo, mnie nie interesuje przekazywanie wladzy, bo dla mnie jednowladztwo jest
              nie do przyjecia, niezaleznie od tego, w czyim wykonaniu. Mnie interesuje
              dialog, wymian pogladow i wspolne podjecie decyzji. Wychowalm sie w domu, gdzie
              rodzice wieczorem przy kolacji dyskutowali o wanych i mniej waznych decyzjach
              zyciowych i podejmowali je wspolnie. To dla mnie model optymalny.
              • songo3000 Re: Łukaszenko też nie widzi godnych następców ;) 07.04.10, 20:10
                Ok, rozumiem. Jak dla mnie to dopiero teraz określiłaś o co Ci naprawę chodzi. Teraz wystarczy 'tylko' skonfrontować to z oczekiwaniami mężula i będzie jasne na czym stoisz. Minus jest taki - może się okazać, że stoisz po zupełnie drugiej stronie rzeki.

                Inna sprawa, takie rzeczy to się obgaduje/robi/ustala/obczaja/... PRZED zawarciem związku lub zaraz na jego początku. Bądź co bądź od tego są właśnie 'początki'...
              • lilyrush Re: Łukaszenko też nie widzi godnych następców ;) 08.04.10, 09:52
                tully.makker napisała:


                > Songo, mnie nie interesuje przekazywanie wladzy, bo dla mnie jednowladztwo jest
                > nie do przyjecia, niezaleznie od tego, w czyim wykonaniu. Mnie interesuje
                > dialog, wymian pogladow i wspolne podjecie decyzji. Wychowalm sie w domu, gdzie
                > rodzice wieczorem przy kolacji dyskutowali o wanych i mniej waznych decyzjach
                > zyciowych i podejmowali je wspolnie. To dla mnie model optymalny.
                >
                Tully- bardzo dobrze Cię rozumiem. U mnie było podobnie- czyli facet zupełnie
                bierny. Tylko mój nie warczał i nie robił awantur. Zasadniczo nic nie robił. Dla
                mnie wyjściem był rozwód. Jak sama musiałam sie wszystkim zajmować tak nadal
                muszę, tylko mam jedno dziecko ;-) mniej do zaopiekowania i na dodatek nie łudzę
                się, ze mam męża i powinnam mieć jakieś wsparcie.
                Niestety pewnie Cie nie pociesze obserwacją, że znalezienia silnego a
                jednocześnie partnerskiego faceta to graniczy z cudem....a jak jeszcze chciałoby
                sie porządnego seksu to juz całkiem niemożliwe przedsięwzięcie.
                >
                • kawitator Re: Łukaszenko też nie widzi godnych następców ;) 08.04.10, 10:14
                  > Niestety pewnie Cie nie pociesze obserwacją, że znalezienia silnego a
                  > jednocześnie partnerskiego faceta to graniczy z cudem....a jak jeszcze chciałoby sie porządnego seksu to juz całkiem niemożliwe przedsięwzięcie.
                  Widzisz
                  Silny i partnerski facet sam sobie wybiera tego z kim ewentualnie chciałby być. Nie czeka na ewentualne "znalezienie"
                  Widocznie nie mieścisz się w grupie poszukiwanych przez takich silnych zdecydowanych facetów ά
                  • tully.makker Re: Łukaszenko też nie widzi godnych następców ;) 08.04.10, 12:31
                    Ja tam lubie jak facet wybiera. Wybieram z tych, ktorzy wczesniej
                    mnie wybrali.
                    • songo3000 Żadna z Was w życiu nie widziała silnego faceta 08.04.10, 13:23
                      > Wybieram z tych, ktorzy wczesniej mnie wybrali.
                      Tak, tak. Księżniczkę otoczy wianuszek książąt a ona będzie teraz wybierać wedle fazy cyklu menstruacyjnego. Trubadurów pod oknem tylko brakuje, hehe.

                      Silny i zdecydowany facet nie staje w żadnym babskim konkursie dla podwórkowych macho wyróżniających się tym, że w ogóle zagadali.
                      Facet praz duże 'F' jeśli uważa, że coś do niego należy - bierze to. I nigdy nie weźmie byle czego.

                      Owszem, mało jest takich.
                      • tully.makker Re: Żadna z Was w życiu nie widziała silnego face 08.04.10, 13:33
                        Silny mezczyzna zdobywa kobiete, ktorej pragnie. Nie bierze jej
                        sila.

                        Generalnie songo przyznam szczerze, ze dobijasz mnie - i nie tylko
                        ty. Widze, ze nawet piszac na forum u niektorych slabeuszy wywoluje
                        potrzebe stroszenia piorek i udowadniania, ze alko ich kastruje,
                        albo jestem niewarta uwagi odpowiedniego faceta, albo obraze, ze
                        ktos mnie wybiera i ze ja dopiero potem wybieram jego. I ze tylko
                        ofiara losu jest warta uwagi dluzszej niz paromiesieczna.

                        I jeszcze taka uwaga - kobieta to nie jest COS i nie jest
                        przedmiotem, ktory do kogos nalezy. I thank god rzeczywiscie malo
                        jest takich, ktorzy widza w kobiecie rzecz, wiekszosci mezczyzn
                        pochlebia, ze ich kobieta ma wolna wole i ich wlasnie wybrala.
                        • songo3000 Re: Żadna z Was w życiu nie widziała silnego face 08.04.10, 14:15
                          > Generalnie songo przyznam szczerze, ze dobijasz mnie - i nie tylko
                          To już Twoja sprawa.

                          > albo jestem niewarta uwagi odpowiedniego faceta, albo obraze, ze
                          To chyba akurat nie do mnie. Jeśli takie rzeczy odbierasz personalnie to... już Twoja sprawa.

                          > I ze tylko
                          > ofiara losu jest warta uwagi dluzszej niz paromiesieczna.
                          Hehe, A w których to zakątkach swojego stabilnego i 'silnego' umysłu coś takiego sobie wyimaginowałaś? Bo na tym forum nic podobnego jak dotad nie padło.

                          > I jeszcze taka uwaga - kobieta to nie jest COS i nie jest
                          Ani facet ani kobieta. A teraz cofamy się do szkoły podstawowej i przypominamy sobie jakiego rodzaju gramatycznego jest słowo 'związek'.

                          > pochlebia, ze ich kobieta ma wolna wole i ich wlasnie wybrala.
                          LOL, Ty się nie za bardzo masz jak wypowiadać za większość kobiet a co dopiero za większość mężczyzn :) Zresztą jedyną próbką reprezetacyjną jest Twój własny mężulo, który... ojej, coś nie bardzo zadowolony z 'wyborów' jest.

                          Twoje imaginacje i myślenie życzeniowe jak to 'powinno być' są tak stereotypowe i płytkie, że aż szkoda się pastwić :)
                          • tully.makker Re: Żadna z Was w życiu nie widziała silnego face 08.04.10, 14:25
                            Zresztą jedyną próbką reprezetacyjną jest Twój własny
                            > mężulo, który... ojej, coś nie bardzo zadowolony z 'wyborów' jest.

                            A co ty wiesz o moich i jego wyborach? I z czego wybieralismy i
                            dlaczego? jakos sobie nie przypominam, zebym cos na ten temat pisala?

                            Ubodlo cie, ze obnazyles swoja slabosc? To, czy ja widzialam silnego
                            faceta, to sprawa do dyskusji, ale najbardziej zabawne jest to, ze
                            tobie sie wydaje, ze go widujesz w lustrze. A to byloby mozliwe
                            tylko wtedy, gdyby przed tym lustrem jakis koles cie posuwal od
                            tylu. Zgadnie za zasada brania tego, co jego.
                            • songo3000 Hehe, zaczyna się pojękiwanie żab przed lusterkiem 08.04.10, 14:44
                              tully.makker napisała:

                              > Zresztą jedyną próbką reprezetacyjną jest Twój własny
                              > > mężulo, który... ojej, coś nie bardzo zadowolony z 'wyborów' jest.
                              >
                              > A co ty wiesz o moich i jego wyborach? I z czego wybieralismy i
                              > dlaczego? jakos sobie nie przypominam, zebym cos na ten temat pisala?
                              Jasne. Ty tylko ciągle piszesz o konsekwencjach tych wyborów, które jak widać od czapy są. Sama to zauważyłaś klecąc pierwszy post tutaj - miej pretensje do siebie.

                              > Ubodlo cie,
                              Ja się jak zwykle dobrze bawię. Szereg przewijających się przez to forum płaczków żydowskich to z niechęcią potwierdzi.

                              > ze obnazyles swoja slabosc? To, czy ja widzialam
                              Eee, zapewne mam wiele słabości. Jakbyś jeszcze sprecyzowała, o która chodzi to byłoby miło, bo o żadnej z nich w tym wątku nie wspominałem.

                              > silnego
                              > faceta, to sprawa do dyskusji,
                              I o tym między innymi dyskutujemy.

                              > ale najbardziej zabawne jest to, ze
                              > tobie sie wydaje, ze go widujesz w lustrze. A to byloby mozliwe
                              Nie sądź innych po sobie. Nie każdy lubuje się wgapianiem we własne odbicie.

                              > tylko wtedy, gdyby przed tym lustrem jakis koles cie posuwal od
                              > tylu. Zgadnie za zasada brania tego, co jego.
                              Ooo! Całkiem podniecająca wizja. Rozwiń ją proszę młoda duchem grafomanko, może wyjdzie z tego jakieś niezłe short-porno-story. Jak widać po postach do przelewania na klawiaturę swoich wyobrażeń i imaginacji masz jakiś tam talent.

                              A po wszystkim napisz może w końcu jakimi to wyborami się kierowałaś przy konkretyzowaniu obecnego związku. Rzuciło by to nieco światła na te wszystkie racjonalizacje i oczekiwania, które padły w poprzednich postach.
        • bi_chetny Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 12:51
          ciekawy schemat. u mnie taka agresja pojawiała się po długiej
          abstynencji [w moim przypadku dłużej niż 1,5 tygodnia. W końcu żona
          zwróciła mi na to uwagę - ja robiłem to nieświadomie. Ale agresja
          następnego dnia po dobrym seksie ? Może nie był on dobry dla niego -
          podejrzewam że robicie tylko to co lubisz ty :)
          • tully.makker Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 12:58
            Może nie był on dobry dla niego -
            > podejrzewam że robicie tylko to co lubisz ty :)

            Ja lubie wszystko. ;-). On spontanicznie nie pytany wyraza swoje
            zdanie w trakcie i po, w 90% przypadkow jest to wielki zachwyt.
            • kobietaniewygodna Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 17:25
              Tully, mogę spytać o to, co Twój Aktualny myśli o Waszym problemie? Oraz... czy
              gdybyś odeszła i zostawiła go z niczym, z jego pensją, to czy poradziłby sobie
              np. finansowo i utrzymał poziom życia na którym aktualnie się znajduje(cie)...?

              Pzdr,
              • tully.makker Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 19:17
                Co mysli o problemie? Alez nie ma problemu. Gdybym ja nie postepowala zle, to on
                by mnie nie atakowal i nie czepial sie, i wszystko byloby cacy.

                A jak by bylo, gdybysmy sie rozstali? Finasowo na pewno gorzej dla niego, ale ja
                etz nie moglabym zyc tak jak zyje teraz. Obojgu nam by sie pogorszylo.
                • kobietaniewygodna Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 19:57
                  'Co mysli o problemie? Alez nie ma problemu. Gdybym ja nie postepowala zle, to
                  on by mnie nie atakowal i nie czepial sie, i wszystko byloby cacy.'
                  Rozumiem... Tylko to jest pewne zaprzeczenie ponieważ (jeśli dobrze zrozumiałam)
                  on przyznaje, że Cię atakuje ie czepia się ponieważ postępujesz źle. Czyli
                  problem jednak jest. - Akcja i reakcja. W takim razie, jakie Twój Aktualny widzi
                  rozwiązanie tej sytuacji? - Ty masz nie postępować źle. No dobrze, a jak w takim
                  razie zdefiniował On wspomniane 'złe postępowanie'? Zakładam, że musiał próbować
                  to jakoś opisać.

                  'A jak by bylo, gdybysmy sie rozstali? Finasowo na pewno gorzej dla niego, ale
                  ja etz nie moglabym zyc tak jak zyje teraz. Obojgu nam by sie pogorszylo.'
                  Czy Twój Aktualny byłby gotów obniżyć swój standard życia gdyby miał wybierać
                  pomiędzy życiem na niższej poziomie, ale w spokoju (skoro tak mu doskwiera Twoje
                  zachowanie), a życiem dotychczasowym? Innymi słowy - do czego byłby w stanie
                  posunąć się aby zachować aktualną, jak rozumiem dość wysoką stopę życia?

                  Pzdr,
                  -
                  Kobieta N.
                  kobieta-niewygodna.blog.onet.pl
                  • tully.makker Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 20:12
                    co mialabym robic badz nie robic? No pisalam wyzej - nie pic coli z butelki, nie
                    zostawiac chusteczek przy lozku, i 1500 555 050 innych drobiazgow, ktorych nawet
                    nie jestem w stanie spamietac, i przyznam szczerze, ze nawet juz sie nie
                    wysilam. Nie miec wymagan. Robic wszystko w domu sama.
                    Do pewnego stopnia wszystko to rozumiem. Ja tez bym wolala, zeby nie rozwalal
                    swoich ciuchow, robil wszystko w domu, swietnie zarabial, a wieczorem robil mi
                    masaz stop.
                    Ale tak nie bedzie, i nie ma co sie frustrowac.

                    On nie chce odejsc - zlosliwi mowia, ze wlasnie po to, by nie obnizyc sobie
                    standardu, mniej zlosliwi, ze bardzo duzo zainwestowal w ten zwiazek, lacznie z
                    przeprowadzka do innego miasta. Bardzo kocha naszego synka i brak codziennego z
                    nim kontaktu bylby dla niego tragedia. Moze i mnie kocha?
                    • sisi_kecz Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 20:36
                      Samo czytanie opisu układu, w którym funkcjonujecie jest meczace.
                      Nie wiem, kto chciałby tak żyć, jak opisujesz:
                      Najmniejszą pierdołe musicie ze sobą, lub z gronem specjalistów
                      negocjować tygodniami. Rozmawiacie o 150550050 wk..cych drobiazgach,
                      macie system dzielenia finansów, Ty stosujesz sankcje, on gra miłego
                      przed seksem, potem ujada na Ciebie , spychacie na siebie obowiazki,
                      a w wyobraźni juz wystawiłaś go za drzwi.

                      a może sie kochacie?

                      może, ale toksyczną miłością.

                      duze pozdro!!!
                      -
                      "Mąż działa mi bez przerwy,
                      raz na zmysły , raz na nerwy"
                      Sztaudynger
                      • triss_merigold6 Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 20:56
                        Może jako kobieta reglamentująca seks w zależności od poziomu
                        wykonywania obowiązków domowych przez pana, nie powinnaś tak
                        jednoznacznie oceniac cudzego układu?
                        System dzielenia finansów gdy w grę wchodzą różne zobowiązania
                        powstałe PRZED obecnym związkiem, a strony zarabiają różnie, jest
                        racjonalny. Chociażby po to, żeby nikt nie czuł się nadmiernie
                        wykorzystywany. Chyba nie sądzisz, że romantyczna miłość wszystko
                        załatwi?
                        • sisi_kecz Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 21:55

                          'MOże jako kobieta reglamentująca seks w zależności od poziomu
                          > wykonywania obowiązków domowych przez pana, nie powinnaś tak
                          > jednoznacznie oceniac cudzego układu? '

                          ciekawa konstrukcja: wystawiasz mi etykietke jednoczesnie z
                          karceniem za wystawianie etykietek.
                          Zajmij sie pouczaniem, tych którzy o to proszą, np piszac takie
                          wątki jak ten.
                          To, że komentuję post Autorki i podaje w nim moje zdanie na temat
                          jej problemu, to chyba sedno pisania postów na forum.

                          Ale jak kogoś łapka świerzbi... to sie podrap, po co sie męczyć ;)

                          Z tego, co napisała Autorka, poszli na kompromis z finansami i
                          nikogo on nie zadowala. Nie potrafia ustalić jednej rzeczy, z której
                          byliby zadowoleni, a Ty piszesz, że jest ekstra bo nikt nie jest
                          nadmiernie wykorzystywany?
                          Aż chce sie żyć i być w związku, gdzie mozna sie smiało
                          pochwalić : "o kurcze nie jestem nadmiernie wykorzystywana:)
                          jeszcze tylko 150 550 050 drobiazgow zrobie wg ustalen i wtedy...
                          nie moge w to uwierzyć... nie bedziemy sie kłócić!:) (do jutra
                          przynajmniej)"

                          Moim zdaniem, oboje sie kompletnie rozmijaja, rozmieniają na drobne
                          i rozwalaja psychicznie wzajemnie, ale chociaz ... seksu sobie nie
                          reglamentują ;)))
                          • tully.makker Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 22:08
                            sisi, nie obraz sie, ale z tris znamy sie i podziwiamy od lat, stad pewne
                            odczucie ze nalezymy do kolka wzajemnej adoracji.
                            • songo3000 Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 22:18
                              A czy Triss zna się z Twoim lubym od lat? Jeśli tak, to trzeba spojrzeć na jej posty jako te najbardziej obiektywne. Jeśli nie...
                              • tully.makker Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 22:30
                                No skad. My sie znamy wirtualnie.
                              • triss_merigold6 Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 22:32
                                Nie zna się, nawet wirtualnie.
                                Po prostu o autorce i jej relacjach rodzinnych wiem tyle ile chciała
                                napisać na innych forach tematycznych. Dlatego nie rzucam się z
                                prostymi analizami w stylu dominująca vs. niechętnie uległy. Zresztą
                                generalnie owe analizy uważam za idiotyczne.
                                • songo3000 Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 22:40
                                  > Po prostu o autorce i jej relacjach rodzinnych wiem tyle ile chciała
                                  Ok, zabrzmiało to bardziej zażyle

                                  > generalnie owe analizy uważam za idiotyczne.
                                  Przynajmniej nie napisałaś, że produkowane przez idiotów ;DDD
                    • triss_merigold6 Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 20:52
                      Kobieta kastrującą się nie przejmuj, to taka forumowa mantra
                      niektórych panów - jeśli jakieś okołoseksualne relacje w związku
                      szwankują to winna jest kobieta, która podświadomie stara się
                      zniszczyć partnera, a potem nim pogardza (czytaj: ma jakiekolwiek
                      wymagania).
                      Facet dorosły, nie jest to jego pierwszy poważny związek, z Twojej
                      strony również mniej więcej wiedział czego się może spodziewać,
                      biorąc pod uwagę przeszłość. Gdyby szukał uległej i całkowicie
                      podporządkowanej niuni to by wziął półpismienną osiemnastolatkę z
                      Podlasia.
                      Przypierdalanie się do drobiazgów typu chusteczki (też zostawiam
                      przy łóżku) to jakaś forma spychotechniki wobec bardziej istotnego
                      problemu, który pan ma: ze sobą, z życie, z czymkolwiek.
                      • songo3000 Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 21:31
                        > Facet dorosły, nie jest to jego pierwszy poważny związek, z Twojej
                        > strony również mniej więcej wiedział czego się może spodziewać,
                        Chyba żartujesz :) poziom samoświadomości u 'zwykłych ludzi' jest mniej więcej taki jak poziom edukacji po II WŚ w PRL. A sama pomstowałaś na romantyczne ideały ;)

                        > Przypierdalanie się do drobiazgów typu chusteczki (też zostawiam
                        > przy łóżku) to jakaś forma spychotechniki wobec bardziej istotnego
                        > problemu, który pan ma: ze sobą, z życie, z czymkolwiek.
                        Być może. A być może jest znacznie prościej: zazwyczaj poziom upierdliwości w stosunku do partnera jest wprost proporcjonalny do odczucia typu "ten związek jest dla mnie chujowy".
                        • triss_merigold6 Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 21:40
                          Jeśli założymy, że "doświadczenie uczy, że niczego nie uczy" i w
                          związku z tym ów facet nie ma nawet minimalnych zdolności do
                          autorefleksji, to w zasadzie można go od razu odstrzelić sanitarnie.
                          Po co ma się męczyć w niezrozumiałym świecie?

                          Co do reszty zgoda. Teraz pomyślałam, że może facet ma DO SIEBIE
                          ukrytą pretensję, że nie mógł się oprzeć, miał chcicę, żeby chcicę
                          zrealizować MUSIAŁ się w swoim odczuciu postarać. Jest na siebie
                          zły, że uległ swoim chęciom więc reaguje upierdliwością.
                          • songo3000 Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 22:20
                            > Co do reszty zgoda. Teraz pomyślałam, że może facet ma DO SIEBIE
                            A nie, nie :) Pretensje to zawsze mamy do całego swiata w pierwszej kolejności :)))

                            > autorefleksji, to w zasadzie można go od razu odstrzelić sanitarnie.
                            Ja tam zawsze byłem za radykalnymi rozwiązaniami, hehe.
                            • tully.makker Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 22:31
                              Ludzie, facet nie jest dzieckiem we mgle. Rozumie swiat, wlasciwie wszystko
                              rpzumie, z wyjatkiem samego siebie.
                              • aandzia43 Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 08.04.10, 12:36
                                tully.makker napisała:

                                > Ludzie, facet nie jest dzieckiem we mgle. Rozumie swiat, wlasciwie
                                wszystko
                                > rpzumie, z wyjatkiem samego siebie.

                                No właśnie, nie rozumie siebie, a więc wszystkich procesów toczących
                                się z jego udziałem. Czyli nie ma żadnego wglądu w siebie i nie
                                panuje w najmniejszym stopniu nad swoim życiem (a przynajmniej jakąś
                                jego sferą). Po mojemu jest dzieckiem we mgle. Nie ogarnia tej
                                kuwety.
                      • urquhart Mantra 07.04.10, 23:01
                        triss_merigold6 napisała:
                        > Kobieta kastrującą się nie przejmuj, to taka forumowa mantra
                        > niektórych panów - jeśli jakieś okołoseksualne relacje w związku
                        > szwankują to winna jest kobieta(...)

                        Zawsze jakieś urozmaicenie i orginalność w stosunku jedynie słusznej mantry niedojrzałego faceta obowiązkowo winnego za wszystko co złe i szwankuje obowiązującej i poprawnie politycznej na wszystkich innych forumach u wiekszości pań :)
                        • songo3000 Re: Mantra 07.04.10, 23:06
                          Bo jak od wieków wiadomo, są 'dobre' i 'złe' mantry ;)))
                        • aandzia43 Re: Mantra 08.04.10, 13:00
                          > Zawsze jakieś urozmaicenie i orginalność w stosunku jedynie
                          słusznej mantry nie
                          > dojrzałego faceta obowiązkowo winnego za wszystko co złe i
                          szwankuje obowiązują
                          > cej i poprawnie politycznej na wszystkich innych forumach u
                          wiekszości pań :)

                          Każdy ma swoją mantrę. Moja np., drogi Urqu, brzmi: ludzie,
                          niezależnie od płci, mają różne różniste mechanizmy reagowania. Od
                          kompletnie patologicznych, po dojrzałe. I nie jesteśmy (znowu
                          niezależnie od płci) monolitami, więc pan od naszej Tully może być
                          generalnie, podsumowując poszczególne jego kawałki całkiem "dojrzały"
                          i wydolny życiowo, a jednak na jakiejś linii coś mu szwankuje. I to
                          niezależnie od poziomu zachowań jego partnerki. Tully może być
                          niekastrującą, zrównoważoną kobietą, a on i tak będzie zachowywał się
                          tak, jak się zachowuje, bo tak ukształtowało go jego wcześniejsze,
                          bez niej życie i geny.
                          No chyba, że uważasz, że już sam fakt bycia stabilną, pozbieraną
                          umysłowo i życiowo, silną kobietą sprawia, że jest się wystarczająco
                          grzeszną i szkudną, by trafić na stos? Bo, prawdę mówiąc, jak tak
                          czytam cię od lat, to czasem takie myśli przychodzą mi do głowy. Ja
                          sobie zdaję sprawę, że łatwiej dla ego jest mieć do czynieneia z
                          ludźmi słabowitymi i niepozbieranymi, nawet jeśli wynik tej
                          współpracy (poziom wspólnego życia) jest gorszy od współpracy z kimś
                          o mocniejszej kontsrukcji. Nieważne w jakim kurniku, byle rządzić.
                          • songo3000 Re: Mantra 08.04.10, 13:14
                            > No chyba, że uważasz, że już sam fakt bycia stabilną, pozbieraną
                            > umysłowo i życiowo, silną kobietą sprawia, że jest się wystarczająco
                            Dla mnie przykładowo ;) taka partnerka jest z definicji do odstrzału. Po prostu zanudziłbym się z nią już po kilku miesiącach związku. Tyle, że ta wiedza wcale nie przyszła wraz z pierwszym wyssanym mlekiem (zagęszczonym z tubki, jeszcze w Polsce Ludowej :)
                            • tully.makker Re: Mantra 08.04.10, 13:20
                              A ja mysle, ze mam prawo byc dumna z tego, ze mimo chorowania od 20
                              lat na depresje jestem w stanie panowac nad swoim zyciem w jakis 70
                              do 80%. To, ze funkcjonuje stabilnie, jestem silna i zorganizowana
                              to wyjatkowa zasluga biorac pod uwage okolicznosci. Bo bierze sie
                              nie z braku slabosci, ale z codziennego jej pokonywania.
                              • songo3000 Re: Mantra 08.04.10, 14:30
                                Toż i nikt Ci tej dumy nie odbiera. Wypowiadałem się tylko za siebie: na podstawie własnych wieeeloletnich doświadczeń wiem, że ze funkcjonującą stabilnie, zorganizowanie kobieta zanudziłbym się na śmierć. W związku z powyższym moja połowica jest daleka od takowych cech co m.in. pozwala nam stwarzać wieloletni i szczęśliwy związek.

                                Gdybym wybrał sobie bardziej ugrzeczniony i apodyktyczny model pewnie tak samo jak Ty bym teraz płakał na forum jaka to żonuś zła kobieta jest. A przecież to wszytko konsekwencje NASZYCH wyborów.
                                • mujer_bonita Re: Mantra 08.04.10, 22:27
                                  songo3000 napisał:
                                  > Wypowiadałem się tylko za siebie: na podsta
                                  > wie własnych wieeeloletnich doświadczeń wiem, że ze funkcjonującą stabilnie, zo
                                  > rganizowanie kobieta zanudziłbym się na śmierć.
                                  (...)
                                  > Gdybym wybrał sobie bardziej ugrzeczniony i apodyktyczny model pewnie tak samo
                                  > jak Ty bym teraz płakał na forum jaka to żonuś zła kobieta jest. A przecież to
                                  > wszytko konsekwencje NASZYCH wyborów.

                                  Moment - dla Ciebie silna i potrafiąca coś zrobić z własnym życiem kobieta to 'ugrzeczniony, apodyktyczny model' z którym idzie się zanudzić?? Chyba pogubiłam się w tym opisie...
                                  • songo3000 Re: Mantra 09.04.10, 10:38
                                    Pogubiłaś się :)
                                    Silna to ona musi być coby ze mną wytrzymać :) 'słaba kobitka' prędzej czy później oznacza 'księżniczkowanie' czego nie cierpię.
                                    Wyłuszczyłem tu jako mój osobisty negatyw - silna, stabilna i apodyktyczna. Dla mnie musi być owszem silna, małostabilna i przynajmniej czasami szalona - wtedy się nie nudzę. Za gusta i potrzeby innych (w szczególności wszystkich facetów :) się nie wypowiadam.
                                    • mujer_bonita Re: Mantra 09.04.10, 11:33
                                      songo3000 napisał:
                                      > Dla mnie musi być owszem silna,
                                      > małostabilna i przynajmniej czasami szalona - wtedy się nie nudzę.

                                      Hehe - to tak jakby ja :P
                                      • songo3000 Re: Mantra 09.04.10, 21:55
                                        > Hehe - to tak jakby ja :P
                                        O cholera! a może.... nieeee, układanie sztućców nie pasuje :) Chyba, że pod tym eufemizmem ukrywa się ich zwykłe pierdzielnięcie w kąt szuflady :P
                            • aandzia43 Re: Mantra 09.04.10, 17:25
                              > Dla mnie przykładowo ;) taka partnerka jest z definicji do odstrzału. Po prostu
                              > zanudziłbym się z nią już po kilku miesiącach związku. Tyle, że ta wiedza wcal
                              > e nie przyszła wraz z pierwszym wyssanym mlekiem (zagęszczonym z tubki, jeszcze
                              > w Polsce Ludowej :)

                              Ależ Songo, pisząc: "stabilna, pozbierana umysłowo i życiowo, silna" wcale nie
                              miałam na myśli pozbawionego wewnętrznego koloru i połysku robocopa w szarym
                              mundurku;-) Wiele fascynujących cię świranctw i odpałów ubranych w szczupłe
                              ciało niewieście zmieściłoby się swobodnie w tym modelu:-) Chodziło mi o kobietę
                              nie zawisającą na chłopie. Potrzebującą go, tęskniącą i pragnącą jego obecności
                              w życiu, ale nie płaczliwie uzależnioną.
                          • mujer_bonita Re: Mantra 08.04.10, 22:34
                            aandzia43 napisała:
                            > No chyba, że uważasz, że już sam fakt bycia stabilną, pozbieraną
                            > umysłowo i życiowo, silną kobietą sprawia, że jest się wystarczająco
                            > grzeszną i szkudną, by trafić na stos? Bo, prawdę mówiąc, jak tak
                            > czytam cię od lat, to czasem takie myśli przychodzą mi do głowy. Ja
                            > sobie zdaję sprawę, że łatwiej dla ego jest mieć do czynieneia z
                            > ludźmi słabowitymi i niepozbieranymi, nawet jeśli wynik tej
                            > współpracy (poziom wspólnego życia) jest gorszy od współpracy z kimś
                            > o mocniejszej kontsrukcji. Nieważne w jakim kurniku, byle rządzić.

                            Dokładnie to wychodzi i niestety z własnego doświadczenia mogę to potwierdzić - faceci po prostu lubią być najmądrzejsi, najzaradniejsi i w ogóle 'the best' w związku. A że łatwiej jest sobie znaleźć głupszą/słabszą niż samemu wspiąć się na wyżyny własnych możliwości.... cóż - panowie są z natury leniwi ;)

                            Tylko, że to nie jest wina 'kastrujących' kobiet tylko zbyt słabych facetów a konkretnie wyborów, których dokonują. Tak jak piszesz - siła związku to 2 osoby i jeżeli obie są silne to można dokonać rzeczy wielkich. Można za to wybrać kogucenie w 3-ligowym kurniku ;)
                            • songo3000 Re: Mantra 09.04.10, 10:44
                              mujer_bonita napisała:

                              > Dokładnie to wychodzi i niestety z własnego doświadczenia mogę to potwierdzić -
                              > faceci po prostu lubią być najmądrzejsi, najzaradniejsi i w ogóle 'the best' w
                              > związku.
                              A pokaż mi kto nie lubi?

                              > A że łatwiej jest sobie znaleźć głupszą/słabszą niż samemu wspiąć się
                              > na wyżyny własnych możliwości.... cóż - panowie są z natury leniwi ;)
                              A pisałem o Facetach przez duże 'F', pisałem... i tylko jakieś żałosne osobiste wycieczki w reakcji były, hehe.

                              > Tylko, że to nie jest wina 'kastrujących' kobiet tylko zbyt
                              Przedstawiasz to tak, jakby takich popapranych babek w ogóle na świecie nie było...
                              • mujer_bonita Re: Mantra 09.04.10, 11:37
                                songo3000 napisał:
                                > A pokaż mi kto nie lubi?

                                Wszyscy lubią tylko większość zdaje sobie sprawę, że żeby byś uważanym za najlepszego trzeba najlepszym być a nie zaklinać rzeczywistość dookoła :P

                                > Przedstawiasz to tak, jakby takich popapranych babek w ogóle na świecie nie było...

                                Myślę, że są ale po pierwsze - są to bardzo rzadkie przypadki i nie mają za wiele wspólnego z inteligencją czy zaradnością tylko z pewnym rodzajem obsesyjnego dążenia do kontroli. Wmawiania drugiej stronie jaka to jest do bani, jak się do niczego nie nadaje itp. Bardzo często występuje właśnie u panów ;)
                                • urquhart Re: Mantra 09.04.10, 16:17
                                  mujer_bonita napisała:

                                  > Myślę, że są ale po pierwsze - są to bardzo rzadkie przypadki (..)
                                  > Wmawiania drugiej stronie jaka to jest do bani, jak się d
                                  > o niczego nie nadaje itp. Bardzo często występuje właśnie u panów ;)

                                  Mam nadzieję że jak zauważyłaś absurdalność masowego podejścia a priori że druga
                                  strona jest do bani, zastosujesz to samo do powszechnego tłumaczenia wszelkich
                                  możliwych problemów w związku rzekomą "męską niedojrzałością". Co bardzo często
                                  występuje u pań :)
                                  • mujer_bonita Re: Mantra 09.04.10, 16:29
                                    urquhart napisał:
                                    > Mam nadzieję że jak zauważyłaś absurdalność masowego podejścia a priori że druga
                                    > strona jest do bani, zastosujesz to samo do powszechnego tłumaczenia wszelkich
                                    > możliwych problemów w związku rzekomą "męską niedojrzałością". Co bardzo często
                                    > występuje u pań :)

                                    Znów pomieszałeś dwie rzeczy tak jak Ci pasowało. Gdzie ja napsałam o
                                    'absurdalności masowego podejścia a priori ŻE DRUGA STRONA JEST DO BANI'?? Ja
                                    pisałam o absurdalności określania każdej silniej, zaradnej kobiety kastrującą :D

                                    A co do problemu - sory - strona, która jest głupsza/mniej zaradna etc i tupie
                                    nóżkami coby do niej w dół równać - JEST DO BANI. A priori czy ex post. I powiem
                                    więcej - trzeba wielkiej dojrzałości, żeby docenić mądrość drogiego człowieka i
                                    nie uważać jej za zamach na własne wybujałe ego.

                                    Tak więc rozumiem Twoje wieczne wojowanie o facetów ale w tym przypadku to jedno
                                    wielkie PUDŁO.
                    • antypomidorowa Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 21:49
                      wierzysz, że to naprawdę o te drobiazgi chodzi?

                      trochę to przypomina dowcip, taki z długaaaśną brodą:
                      Zły niedźwiedź chodził po lesie i tylko czekał aby komuś przyłożyć.Zobaczył zająca:
                      -Te zając czemu chodzisz bez czapki?
                      I łup go.
                      Idzie dalej zobaczył wilka.
                      -Wiesz co mam ochotę komuś przyłożyć...
                      -No to idziemy do zająca...
                      -On już dostał głupio tak jakoś...
                      -Pretekst zawsze się znajdzie.Poprosisz go o papierosa.Jak da z filtrem to powiesz że chciałeś bez filtra.Jak da bez filtra to powiesz że chciałeś z filtrem.
                      Poszli do zająca.
                      -Cześć zajączku poczęstujesz mnie papierosem?
                      -Chcesz z filtrem czy bez filtra?
                      -Zając ty znowu bez czapki chodzisz...

                      to samo widzę u siebie - jak jestem na kogoś wkurzona, to drażni mnie nawet, że głośno oddycha :/
                      i zdaję sobie sprawę z tego mechanizmu, ale gorzej, że czasem nie wiem o co naprawdę jestem zła :(
                      • tully.makker Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 22:01
                        Nie wierze oczywiscie. To byl jeden z powodow dla ktorych dalam sobie spokoj z
                        terapia - po sluchaniu przez 6 miesiecy za ciezkie pieniadze o chusteczkach i
                        coli zrozumialam, ze marnuje czas i ze nie dojdziemy do sedna problemu ta metoda.

                        Z ostatnich rozmow wnosze, ze facet ma dystymie - chroniczna, lagodna depresje.
                        Ale ja sie nie bede leczyc za niego, a on w depresje nie wierzy.
                        • songo3000 Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 07.04.10, 22:22
                          > Ale ja sie nie bede leczyc za niego, a on w depresje nie wierzy.
                          Za to depresja wierzy w niego :D
                          • druginudziarz Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 09.04.10, 21:02
                            songo3000 napisał:

                            > > Ale ja sie nie bede leczyc za niego, a on w depresje nie wierzy.
                            > Za to depresja wierzy w niego :D
                            >

                            Wiesz songo, to wcale nie jest śmieszne...
                    • kobietaniewygodna Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 14.04.10, 16:16
                      Tully, z Twojego opisu wyłania mi się obraz osób które nie chcą ustąpić. Związek
                      to kompromis, to jest banał, ale tak właśnie jest. Nie wystarczy pójść razem do
                      psychologa, trzeba jeszcze chcieć z nim współpracować. Nie wystarczy powyrzucać
                      sobie wzajemnie co komu na wątrobie leży, ale trzeba także wspólnie ułożyć coś w
                      rodzaju planu - co z tymi niestrawnościami robimy. Ale do tego trzeba szczerej
                      chęci i gotowości na zmiany swoich i partnera zachowań, przyzwyczajeń. Mam
                      obawę, że Wy być może i chcecie coś zmienić, ale między 'chceniem', a gotowością
                      na wprowadzenie tych zmian w życie jest duża przepaść. W takich sytuacjach
                      czasami pomocne bywają 'terapie szokowe'.

                      Pozdrawiam i powodzenia życzę,
        • marc.el Re: wladza, dominacja, prowokowanie:kobieta kastr 12.04.10, 11:54
          ożesz ty!!!!!
          To ja powinienem dostać medal, tyle lat z taką laską (3 x 6 = 18 lat) i nie
          zdradziłem.
          Ale przynajmniej wiem, ze nie jeden tak mam ;(
    • tully.makker Dodam jeszcze jeden czynnik 07.04.10, 22:06
      Nasz kryzys 4 lata temu zbiegl sie z problemami z sexem - chlop mial narastajace
      problemy zdrowotne, ktorych przez prawie rok zaden lekarz nie potrafil
      prawidlowo zdiagnozowac. W zwiazku z tym nasze zycie seksualne praktycznie
      zamarlo, dopiero prawidlowa diagnoza, a potem zabieg chirurgiczny rozwiazaly
      problem. Sex wrocil, jednak nie do dawnej czestotliwosci (4 - 5 razy tygodniowo,
      ehhh, to byly czasy).
      • triss_merigold6 Re: Dodam jeszcze jeden czynnik 07.04.10, 22:10
        Wstyd za porażkę (we własnym mniemaniu) maskowany nadwrażliwością i
        agresją?
    • gardenersdog Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 07.04.10, 22:43
      Gdyby twój facet był kobietą, pewnie cierpiałby na bulimię;)Próbuje realizować
      oczekiwania i ojca, i matki jednocześnie.
      Tak jak pisałaś, psychicznie nie stać go, by ponieść koszty współdzielenia
      władzy, więc poprzestaje tylko na jej pozornych ' atrybutach' - rozstawia po
      kątach. Właściwie sama twoja obecność może uzmysławiać mu, że jest w związku, a
      to oznacza ciągłe okopywanie się na swojej pozycji. Postrzega cię jako
      nieustanne zagrożenie, a sypia z wrogiem:) Bardzo toksyczny układ.
      Albo porzuciliście terapię w niewłaściwym momencie, albo nie trafiliście na
      osoby kompetentne.
      • sisi_kecz Re:Howght! 07.04.10, 23:49
        i amen.

        Pytanie, co dalej?

        - facet do utylizacji
        - terapia do przeproszenia,
        - czy Autorka do przeżywania swego życia na forach.

        Obstawiam...
        pogłębienie znajomości z tris ;)

        duze pozdro!!!
        • kag73 Re:Howght! 08.04.10, 05:01
          Moim zdaniem autorka nie jest dominujaca, nie jest tez gaska
          Balbinka, ale normalna kobieta, ktore chce zwiazku partnerskiego.
          Facet natomiast, byc moze ma kompleksy, bo zarabia mniej niz zona,
          czy tez czegos nie potrafi.
          Poza tym trafil jej sie gburek i do tego jeszcze upierdliwy
          (wspolczuje).
          Pierwsze 4 lata byly wzorowe, bo, moim zdaniem, facet sie staral,
          trwal stan zakochania. Potem rozowe okulary opadly, nagle wady
          partnerki zaczelely mu doskwierac i przeszkadzac. To jedna opcja,
          druga moze byc rzeczywiscie depresja, czy ogolne niezadowolenie z
          zycia i wyzywanie sie na partnerce, bo ona akurat jest pod reka,
          niestety.
          Wedlug mnie najwaniejsza sprawa sa wzorce jakie wyniosl z domu.
          Dominujacy ojciec i matka, ktora dla swietego spokoju robi tak jak
          on chce. Maz autorki niby nie chce takiego ukladu, ale podswiadomie
          powiela "bledy" ojca. To po prostu w nim siedzi i tyle.
          Niestety nie potrafie zapodac tutaj zadnego rozwiazania problemu.
          Co do agresji i foch po seksie mysle, ze to raczej jest jego ogolna
          upierdliwosc, charakter czy sposob bycia, pakuje go do kieszeni
          kiedy chce seksu, ale moze sie myle.
          Moze byc tez, ze po seksie jest dosc podkrecony, hormony dzialaja,
          tez tak mam, ze po seksie czesto mam ochote na powtorke drugiego
          dnia. Moze on ma podobnie, wzrasta poziom testosteronu(wieksza
          agresja), chialby ale nie moze, bo...moze sa jakies powody.
          • urquhart Mantra2 vs Niszcząca siła rywalizacji 08.04.10, 07:38
            kag73 napisała:

            > Poza tym trafil jej sie gburek i do tego jeszcze upierdliwy(...)
            > Wedlug mnie najwaniejsza sprawa sa wzorce jakie wyniosl z domu.
            > Dominujacy ojciec i matka, ktora dla swietego spokoju robi tak jak
            > on chce.

            Kag, tyle czasu na forum a dajesz się wkręcać w mantry o złym facecie i widzieć problem tylko z jednej strony... Rozumiem Triss ona programowo jest mizoandryczna i za to podziwiana przez inne rozczarowane mężczyznami kobiety.
            Zwiazek to wkłąd 2 stron, ty skupiasz sie na jednej, nie zauważając jak Garstendog że to układ a do tego toksyczny.
            Przecież partner się nie trafia, tylko go się wybiera, kierując często podświadomymi destrukcyjnymi mechanizmami wyniesionymi z rodziny przed istnieniem których się ucieka zresztą świadomie. Widzisz że 4 zakochania lata facet się starał - a co w tym czasie robiła partnerka? Zauważasz jego problem wynisiony z rodziny a co z jej? Ona też napisała że jest z rodziny 3 pokolenia silnych dominujący kobiet (zatem wycofanych słabych lub ulotnionych z rywalizacji z nimi facetów) co rodzi także wiadome konsekwencje wobec partnera.
            Tak zwane tęsknoty silnych kobiet do silnych i za razem wrażliwych i odpowiedzialnych mężczyzn którym nie mogą sprostać kolejni odrzucani partnerzy, gdzie rywalizacja zabija bliskość i seks to częsty temat w poradnictwie psychologicznym.
            www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/zwiazki/partnerstwo-po-slubie_33618.html
            • kawitator Re: Mantra2 vs Niszcząca siła rywalizacji 08.04.10, 09:04
              Radośnie gdaczące sobie kokoszki jak zwykle nie potrafiły wyjść poza swoje jakże ulubione schematy Kobitka jest super a facet jest taką niedorobioną kobitką a poza tym jest winien. Klasyczne rady_ Nie jest Ciebie godzien, rzuć go, jak sobie pozwalasz tak sobą pomiatać powodowały jak zwykle zagrożenie klawiatury i monitora

              Takie pisanie ku pokrzepieniu serc kobiecych

              Natomiast każdy kto ma oczy nie zaślepione estrogenem widzi że.

              Ten facet delikatnie mówiąc nie lubi swojej kobitki. Mógłbym to określić dosadniej ale obiecałem modom, że nie będę używał zbyt dużo wulgaryzmów
              Co jakiś czas nachodzi go chcica wobec tego stara się być miły dla swojej kobitki bo to najprościej i wymaga najmniej zachodu aby dostać to czego domaga się jego organizm. Jak już napięcie opadnie to czując obrzydzenie do siebie samego za to że poszedł z nią do łózka odgrywa się na niej.
              Dlaczego wobec tego nie kopnie jej w siódmą krzyżową tylko siedzi w tym uwierając go układzie ?
              Nie ma pojęcia i mogę tylko gdybać Może jest słaby a może jest rozdarty pomiędzy poczuciem obowiązku wobec rodziny ( czytaj potomstwa ) a niechęcią do swojej połowicy
              Stawiałbym na to pierwsze co potwierdzało by nieskuteczność terapii On się przecież nawet na terapii nie przyzna ze najchwiejniej to wybatożył by swoją i pognał do lasu wiec pieprzył o chusteczkach czy piciu z butelki Gdyby się przyznał to by odszedł. Nie potrafi tego zrobić bo gdyby potrafił to żadna terapia nie była by potrzebna

              Osobnym zagadnieniem jest to czym sobie autorka zasłużyła na takie uczucia Też będzie gdybanie bo za mało danych. Opinia faceta jeżeli by się odważył powiedzieć byłaby wiążąca.
              Po postach można podejrzewać, ze po prostu jest jędzowata i infantylna ( hehe 100 % męskości na zjazdach ciężkich motocykli!. Jak bym sam nie brał udziału to może bym uwierzył w takie majaczenia) Część kobitek tak ma. Pisali już o tym starożytni a nawet Shakespeare poświecił takim jedną ze swoich sztuk.
              Na całe szczęście dla innych facetów postęp i równouprawnienie zdjęły z nich przymus dbania o kobitkę niezależnie od jej waporów i globusów wiec mogą spokojnie wysyłać takie kobitki do wszystkich diabłów bowiem w takim towarzystwie powinny czuć się swojsko.
              • aandzia43 Re: Mantra2 vs Niszcząca siła rywalizacji 08.04.10, 13:13
                > Na całe szczęście dla innych facetów postęp i równouprawnienie
                zdjęły z nich p
                > rzymus dbania o kobitkę niezależnie od jej waporów i globusów wiec
                mogą spokojn
                > ie wysyłać takie kobitki do wszystkich diabłów bowiem w takim
                towarzystwie pow
                > inny czuć się swojsko.

                Uffff, na całe szczęście i dla kobiet.
                Po wysłaniu zaś do diabła kobitki, z którą można sie czasem jeszcze
                dogadać (ja nie postrzegam Tully, jako jędzowatej i infantylnej),
                gdyby nie wściekła, dziecięca duma, taki pan na swoje "szczęście",
                może sobie przygruchać laskę na swoim poziomie. Np. osiemnastoletnią
                półanalfabetkę z Podlasia;-) Zamiast zebrać dupe w troki i zabrać się
                za robotę nad sobą, zaniża poziom swoich związków i tym samym geny i
                warunki wzrostu swojego przyszłego potomstwa. Nie ma wszak przymusu
                by się doskonalić.
                • tully.makker Re: Mantra2 vs Niszcząca siła rywalizacji 08.04.10, 13:22
                  ja nie postrzegam Tully, jako jędzowatej i infantylnej

                  Dzieki aandzia. Prawda jest tak, ze bywam jedzowata i ze jestem
                  dumna ze swojego infantylizmu - inaczej umiejetnosci wyzwolenia
                  swojego wewnetrznego dziecka. To tez jakistam aspekt mojej
                  osobowosci i nie zamierzam go negowac.
                  Ale z przerazeniem widze, ze ta ciagla czepliwosc chlopia pozbawia
                  mnie tez poczucia humoru i zle wplywa na moje wenetrzne dziecko.
                  • druginudziarz Re: Mantra2 vs Niszcząca siła rywalizacji 08.04.10, 15:55
                    tully.makker napisała:

                    > ja nie postrzegam Tully, jako jędzowatej i infantylnej
                    >
                    > Dzieki aandzia. Prawda jest tak, ze bywam jedzowata i ze jestem
                    > dumna ze swojego infantylizmu - inaczej umiejetnosci wyzwolenia
                    > swojego wewnetrznego dziecka. To tez jakistam aspekt mojej
                    > osobowosci i nie zamierzam go negowac.
                    > Ale z przerazeniem widze, ze ta ciagla czepliwosc chlopia pozbawia
                    > mnie tez poczucia humoru i zle wplywa na moje wenetrzne dziecko.

                    :o
                    masssakra....
                    od razu mówiłem, że coś jest niehalo. Ale chór ciotek i tak wie lepiej...
                    pzdr.
                • kawitator Re: Mantra2 vs Niszcząca siła rywalizacji 08.04.10, 17:31
                  Andziu
                  Do czego to doszło!! Oceniasz kobitki gorzej jak ja.
                  Kilka razy już dajesz facetowi następujące opcje wyboru . Albo miła sympatyczna półanalfabetka ( dlaczego z Podlasia ?) albo popaprana zołza, suka i wariatka która potrafi przeczytać etykietkę farby do włosów
                  Nic innego
                  Naprawdę uwierz mi Nie każda która nauczyła się pisać i czytać ze zrozumieniem od razu dostaje małpiego rozumu Tak bywa owszem nawet często ale poza tym są kobitki mądre, ostre a do tego zrównoważone i empatyczne naprawdę znam kilka takich wiec nie są zupełnym ewenementem

                  Facet który nie ma ochoty znosić na co dzień tego stada much które zalęgły się w nosie takiej popapranej naprawdę nie jest kretynem On wie czego chce a szczególnie wie czego nie chce Jego prawo i żadne zaklęcia typu że mnie nie doceniają tylko idioci bo jak by był rozgarnięty to by zaraz docenił moja niezgłębiona mądrość tu nie pomogą Coraz częściej takie otrzymują wyraźny sygnał – na drzewo

                  Na dodatek reprezentujesz skompromitowane już wielokrotnie ( caus socjaliści Szweccy którzy wykastrowali około 400 000 dziewczynek ) poglądy na temat dziedziczenia
                  Zawiodłem się
                  • aandzia43 Re: Mantra2 vs Niszcząca siła rywalizacji 08.04.10, 20:52
                    Z tą półanalfabetką z Podlasia to był żart, celowe przerysowanie i
                    nawiązanie do postu Triss. Poza tym ja nie pisałam o wyborze między
                    sympatyczną i głupawą poczciwiną a wredną i inteligentną suką, tylko
                    między silną i ceniącą się a słabowitą i średnio bystrą. Taka średnio
                    bystra może być sobie podła do szpiku kości, ale dla niektórych
                    skołowanych i zamotanych uparcie na własne zyczenie facetów ma tę
                    zaletę, że wyraźnie nie jest od nich w niczym lepsza. To jest doraźny
                    balsam na ich pscyhikę ze szczególnym uwzględnieniem ego. Doraźny.
                    Każdy sam podejmuje decyzję: gramy dalej i narażamy się na ból w
                    nadziei, że będziemy lepsi i mądrzejsi, czy pasujemy i cofamy się.
                    I przypominam kolejny raz w tym wątku, że nie każda bardziej
                    pozbierana od swojego męża jest kastrująca go wredną suką, choć jest
                    to trwały stereotyp.
                    I jeszcze raz: mnie Tuly nie jawi się jak "popaprana z muchami w
                    nosie", choć jeszcze sporo przed nią pracy. Przede wszystkim jej się
                    chce coś robić ze sobą.

                    > Na dodatek reprezentujesz skompromitowane już wielokrotnie ( caus
                    socjaliści Sz
                    > weccy którzy wykastrowali około 400 000 dziewczynek ) poglądy na
                    temat dziedzi
                    > czenia

                    Nie bardzo wiem, o co rozumiesz na temat tego, jak ja rozumiem
                    dziedziczenie i jak to było z tą kastrację dziewczynek w Szwecji. Nie
                    wnikam. W poprzednim poście chodziło mi z grubsza o to, że jeśli
                    pracujemy nad sobą to po dostajemy lepszego jakościowo partnera do
                    rozpłodu i wspólnego wychowywania dzieci. Lepszego najprawdopodobniej
                    i genetycznie, i lepiej ustawionego i normalniejszego psychicznie.
                    Chyba zrozumiałe, ze nasze dzieci poczęte i wychowane w takim związku
                    będą się miały lepiej pod każdym względem, niż nasze dzieci ze
                    związku z kimś, kto dostałby się nam, gdybyśmy sobie odpuszczali na
                    każdym polu?
                    • kawitator Re: Mantra2 vs Niszcząca siła rywalizacji 09.04.10, 19:34
                      Z tą półanalfabetką z Podlasia to był żart, celowe przerysowanie i
                      Też tak pisałem a znając twoje poglądy z wielu wypowiedzi dokładnie wiedziałem co odpiszesz

                      Z tym dziedziczeniem to jest troszkę bardziej skomplikowana sprawa
                      ale może sie kiedyś zbiorę aby Ci odpisać syntetycznie. bo obecnie musiałbym napisać jak Mahatma Gandhi usprawiedliwiając sie za rozwlekły list:
                      Wybacz ale nie miałem czasu aby zawrzeć swoje myśli w kilku zdaniach i napisałem elaborat na stron kilka
                      :-))
              • misssaigon kawi, chapeau bas, jak zwykle :)) 08.04.10, 14:17
                nie lubi - bo?
                byla swiadkiem jego impotencji, czyli swiadkiem kleski
                nie lubi - bo nie kocha juz nie nie potrafi byc tak silny jak ojciec i podjac
                meska decyzje
                nie lubi - bo ma kogos innego na boku, a poczucie wobec dziecka i widmo
                obnizenia standardu zycia powstrzymuje go od odejscia
                ipt, itd
                ______________________________________________
                Najwazniejszymi rzeczami w zyciu nie są rzeczy
                • tully.makker Re: kawi, chapeau bas, jak zwykle :)) 08.04.10, 14:20
                  Jego problemy zdrowotne nie wiazaly sie z impotencja.
                • songo3000 Re: kawi, chapeau bas, jak zwykle :)) 08.04.10, 14:49
                  Oczywiście :) Zauważ tylko: 'wewnętrzne dziecko' szanownej Autorki broni się jak może przed sugestiami, że jej facet ma ją gdzieś (dlaczego? co za różnica).
                  • tully.makker Re: kawi, chapeau bas, jak zwykle :)) 08.04.10, 15:03
                    Kolejne pudlo. Taki wlasnie mam poglad, ze koles ma mmnie gdzies,
                    ale niestety on wciaz temu zaprzecza. W tym kolego tkwi problem, ze
                    nie moge sie go pozbyc nawet oferujac dobra materialne, przywileje i
                    alimenty.

                    I w tym tkwi problem, ze trudno pozbyc sie kogos, kto zapewnia ze
                    kocha i ze warczy na ciebie z milosci i dla twojego dobra. i GDYBYS
                    TYLKO PRZSTALA PIC COLE Z BUTELKI, TO WSZYSTKO BYLOBY CACY. Byc moze
                    ty jestes takim masochista, ktory przez 4 lata kryzysu tkwi
                    wczepiony pazurami w kobiete, ktora ma gdzies i kupuje jej w
                    prezencie na gwiazdke drogi samochod, kosztowna bielizne i nawet
                    wrecza kwiaty bez okazji.
                    Byc moze moj chlop jest takim samym masochista. A moze ma inne
                    powody.
                    • druginudziarz Re: kawi, chapeau bas, jak zwykle :)) 08.04.10, 16:01
                      tully.makker napisała:

                      > Kolejne pudlo. Taki wlasnie mam poglad, ze koles ma mmnie gdzies,
                      > ale niestety on wciaz temu zaprzecza. W tym kolego tkwi problem, ze
                      > nie moge sie go pozbyc nawet oferujac dobra materialne, przywileje i
                      > alimenty.
                      >
                      > I w tym tkwi problem, ze trudno pozbyc sie kogos, kto zapewnia ze
                      > kocha i ze warczy na ciebie z milosci i dla twojego dobra. i GDYBYS
                      > TYLKO PRZSTALA PIC COLE Z BUTELKI, TO WSZYSTKO BYLOBY CACY. Byc moze
                      > ty jestes takim masochista, ktory przez 4 lata kryzysu tkwi
                      > wczepiony pazurami w kobiete, ktora ma gdzies i kupuje jej w
                      > prezencie na gwiazdke drogi samochod, kosztowna bielizne i nawet
                      > wrecza kwiaty bez okazji.
                      > Byc moze moj chlop jest takim samym masochista. A moze ma inne
                      > powody.
                      >

                      Bo wierzy w Wasz związek.
                      A "czepia się" bo jest bezsilny i nie potrafi cokolwiek w nim zmienić.
                      pzdr.
                      • tully.makker Re: kawi, chapeau bas, jak zwykle :)) 08.04.10, 16:45
                        > A "czepia się" bo jest bezsilny i nie potrafi cokolwiek w nim
                        zmienić.

                        No ale czy to moja wina, ze on jest bezsilny? ja zmienilam bardzo
                        wiele w nasym zwiazku dzieki zmianie wlasnego postepowania, wiec
                        trudno mi z siebie wykrzesac wspolczucie dla kogos, kto nie potrafi.
                        Ot chociazby moglby sie oswiecic na tym forum.
                        • druginudziarz Re: kawi, chapeau bas, jak zwykle :)) 08.04.10, 21:33
                          tully.makker napisała:

                          > > A "czepia się" bo jest bezsilny i nie potrafi cokolwiek w nim
                          > zmienić.
                          >
                          > No ale czy to moja wina, ze on jest bezsilny? ja zmienilam bardzo
                          > wiele w nasym zwiazku dzieki zmianie wlasnego postepowania, wiec
                          > trudno mi z siebie wykrzesac wspolczucie dla kogos, kto nie potrafi.

                          Ale czy to tylko jego związek, że cięzar jego ratowania od siebie odsuwasz? Czy
                          jest soć złego w tym że się trochę zmieniłaś w związku? To przecież jest
                          oczywiste, ze partnerzy muszą się zmieniać. Że Twój mąż nie chce się zmieniać?
                          Wybacz ale to tylko Twoja opinia.

                          > Ot chociazby moglby sie oswiecic na tym forum.

                          Ale nie jest do tego gotowy, to tylko "udowodnisz" światu "boshe, jaki on
                          beznadziejny". Czasem ciężar trzeba dźwigać nierówno.

                          pzdr.


                          • tully.makker Re: kawi, chapeau bas, jak zwykle :)) 08.04.10, 22:04
                            Powtorze jeszcze raz - zrobilam wiele, by naprawic nasz zwiazek, niektore
                            starania przyniosly rezultaty, inne nie. Ale nie moge wziac na siebie
                            odpowiedzialnosci za to, jak on sie czuje - to jest jego wybor.
                            • druginudziarz Re: kawi, chapeau bas, jak zwykle :)) 10.04.10, 09:35
                              tully.makker napisała:

                              > Powtorze jeszcze raz - zrobilam wiele, by naprawic nasz zwiazek, niektore
                              > starania przyniosly rezultaty, inne nie. Ale nie moge wziac na siebie
                              > odpowiedzialnosci za to, jak on sie czuje - to jest jego wybor.

                              To znaczy co? Że nie jesteś odpowiedzialna za jakość _Waszych_ relacji
                              partnerskich? To kto jest odpowiedzialny? listonosz?
                              Nie jest ważne co już zrobiłaś (zresztą to "wiele" to twoja subiektywna opinia),
                              ważne jest co jeszcze powinnaś zrobić. Znamienne jest to, że zerwałaś terapię i
                              to z przyczyn typu "bo nic ciekawego nie mieli mi do powiedzenia".
                              pzdr.
                    • songo3000 LOL, kto tu jest masochistą? 08.04.10, 16:34
                      No cóż, to nie ja jestem w toksycznym, wieloletnim związku i nie ja mimo 'niedobrego' partnera jakoś go 'nie mogę' zakończyć.

                      Zarzuciłeś mi czy innym ludkom coś czego sama jesteś wspaniałym przykładem. Dowodzi to tylko Twojego kompletnego braku autorefleksji lub/i zaślepienia. Współczuję.

                      > ...ze trudno pozbyc sie kogos
                      Ciekawe, ciekawe, w środku Europy zaiste trudno... szczególnie jak się ma kasę i pracę...

                      > kupuje jej w
                      > prezencie na gwiazdke drogi samochod, kosztowna bielizne
                      ...aha, z tej perspektywy to rzeczywiście trudno :)

                      Ciekawe. Czy takie (i zapewne inne) kity wciskasz sobie świadomie czy 'z automatu'. Sobie, bo osoby postronne raczej trzeźwiej na to biadolenie spojrzą.

                      "jak ja biedna księżniczka, mężulo gbur z porypanymi rodzicami zaczął pokazywać roki a ja 'nie wiem dlaczego'. Jak go naprawić?
                      To trwa od lat a ja, mimo że taka silna, zaradna i w ogóle cacy JAKOŚ nie mogę się od niego uwolnić. I oczywiście to on jest masochista"

                      Taki jest przekaz z Twoich postów. Kawałek scenariusza brazylijskiej telenoweli.
                      • tully.makker Re: LOL, kto tu jest masochistą? 08.04.10, 16:43
                        Dzieki za wspolczucie. Postaram sie uwierzyc w jego szczerosc.

                        Nawet jesli bylabym masochistka, to co? Zauwaz, ze w takim przypadku
                        bylabym osoba szczesliwa i spelniona.
                        • songo3000 Re: LOL, kto tu jest masochistą? 08.04.10, 17:01
                          tully.makker napisała:

                          > Dzieki za wspolczucie. Postaram sie uwierzyc w jego szczerosc.
                          Współczuję każdemu, kto opisuje tu swoje problemy. A że większość oczekuje poklepywania po plecach...

                          > Nawet jesli bylabym masochistka, to co? Zauwaz, ze w takim przypadku
                          > bylabym osoba szczesliwa i spelniona.
                          Niezupełnie. Masochista balansuje pomiędzy szczęściem a goryczą.
                    • gardenersdog Re: kawi, chapeau bas, jak zwykle :)) 08.04.10, 17:22
                      >> I w tym tkwi problem, ze trudno pozbyc sie kogos, kto zapewnia ze
                      kocha i ze warczy na ciebie z milosci i dla twojego dobra. i GDYBYS
                      TYLKO PRZSTALA PIC COLE Z BUTELKI, TO WSZYSTKO BYLOBY CACY. Byc moze
                      ty jestes takim masochista,ktory przez 4 lata kryzysu tkwi
                      > wczepiony pazurami w kobiete

                      To opis (i tłumaczenie) współuzależnienia. Określenie 'masochista' pasuje do Was
                      obojga.
                      • sisi_kecz Re: wojna babsko-chłopska pod flagą BSwm 09.04.10, 00:48
                        'To opis (i tłumaczenie) współuzależnienia'
                        też sie zgodzę.

                        Nie zgadzam sie za to, z tym chorym i gorączkowym szukaniem winy u
                        paskudnej baby albo u durnego chłopa, jakie rozpętało sie pod
                        pretekstem wątku.
                        To juz zakrawa na patologiczne zafiksowanie.
                        Żeby wyszło na to że baby sa głupie, to szukamy podkładki
                        teoretycznej o rozwalonej psychice,na podstawie zbiezności jednego
                        słowa;
                        Żeby wyszło na to że dziady to dranie i obiboki, to robimy z Autorki
                        ideał wcielony cnót i talentów wszelakich.

                        A gdzie tu sa jakieś fakty przemawiające za winą, którejkolwiek ze
                        stron?
                        Chyba oboje są słabi i pogmatwani w swoich wnetrzach.
                        Trochę peszek, że Autorka, spadkobierczyni chlubnej tradycji klanu
                        silnych kobiet, pragnie silnego mężczyzny, przy którym
                        sobie "posłabuje" z uciechą, a men Autorki, zmylony postawą kobiet z
                        jej rodziny uważa że nawet o seks z nią musi na łapkach wypraszać.
                        Jak oboje maja deprechę z życia w tym układzie, od którego sie
                        współuzależnili, to nie wystarczy policzyć im punkty zdobyte i
                        stracone gole, zeby sie rozgrywka skończyła.

                        I jeszcze to żenujące ogrzewanie sie w ramach wątku, własnym
                        podobieństwem lub odmiennością od bohaterów akcji...

                        IMO: seks w tym małżeństwie był ostatnią stabilną i spokojna
                        przestrzenia współistnienia, skoro choroba zaczyna i ta sferę
                        toczyć, to już okręt zaczął tonąć.
                        Ustalcie chociaż tyle, czy sie ewakuujecie w jednej szalupie, a
                        jeśli tak (czego serdecznie życzę) to butelki coli powinny utonąć
                        na wieczne niewspomnienie, a okien, żeby Ci ręka uschła nie wolno Ci
                        wymienić.

                        duze pozdro!!!
                        -
                        "Mąż działa mi bez przerwy,
                        raz na zmysły , raz na nerwy"
                        Sztaudynger
                        • songo3000 Re: wojna babsko-chłopska pod flagą BSwm 09.04.10, 10:32
                          W skrócie - niesamowite :)))
                        • aandzia43 Re: wojna babsko-chłopska pod flagą BSwm 09.04.10, 15:11
                          > Nie zgadzam sie za to, z tym chorym i gorączkowym szukaniem winy u
                          > paskudnej baby albo u durnego chłopa, jakie rozpętało sie pod
                          > pretekstem wątku.

                          Też się nie zgadzam. Wolę, jak rozpatruje się felery ludzkie, jako felery
                          ludzkie. A ludzkość to obydwie płcie. Dla mnie ktoś zachowujący się w sposób
                          taki, jak mąż Tully nie wzbudza (delikantnei mówiąc) mojego entuzjazmu. Jeśli
                          jest to kobieta, w takim samym stopniu nie wzbudza ona mojego entuzjazmu.
              • kag73 Re: Mantra2 vs Niszcząca siła rywalizacji 09.04.10, 06:36
                Chlopcy, Urgu, Kawi, oczywiscie nie znamy tej pary, znamy wersje
                jednej strony. Pozostaja nam tylko spekulacje, co tez robie.
                Powodow i wersji moze byc wiele. Nie tylko, ze facet jest do bani i
                chce tak jak jego tatus. Chociaz wlasnie taki przypadek tez znam,
                dlatego zaraz mi to przyszlo do glowy.
                Kawi, wroc do poczatku drzewka a zobaczysz moj wpis, w ktorym
                napislalam: "Hmm, obym sie mylila, ale brzmi tak jakby juz Cie nie
                trawil a stara sie tylko jak chce "dostac". A zatem nie pisz, ze
                kobiety "zaslepione estrogenem" nic nie widza:))
                Zreszta i w kolejnym wpisie napisalam, ze rozowe okulary spadly,
                nagle wady zony draznia a i udawac nie musi, bo juz zakochany nie
                jest.
                Mimo wszystko dalej nie wykluczam, ze wina jest w wychowaniu i
                charakterze faceta. Babka z kolei ulegla nie jest(co jak najbardziej
                rozumiem) i tym sposobem moga isc na noze a i tak dobrze nie bedzie.
                • kawitator Re: Mantra2 vs Niszcząca siła rywalizacji 09.04.10, 19:28
                  Rzeczywiście napisałaś Tłumaczy mnie wrodzone lenistwo Nie chce mi się wgłębiać we wszystkie posty Cóż leniwy jestem i nigdy nie traktowałem swoich wpisów ze zbytnim nabożeństwem i zbyt poważnie
                  ;-PP
                  Co mnie ciągle zadziwia u dyskutantek w różnych watkach miedzy innymi w tym to ciągłe idiotyczne rady "porozmawiaj z nim " co jak już było wyjaśniane wielokrotnie jest równie skuteczne jak zawracanie kijem rzeki

                  W tym wątku w odpowiedzi na różniaste mniej lub bardziej udane próby rozwikłania jej problemu odpowiada "ale mój powiedział ....."

                  Ludzie brać jako niewzruszoną najprawdziwszą prawdę to co ktoś mówi ?????
                  To jest pierwsza przesłanka do bycia kopanym przez życie po rzyci często i dotkliwie
                  Oczywiście w pierwszym przybliżeniu można ale o wiele ważniejsze od tego co mówi jest jak mówi czyli trywialnie mowa ciała
                  Najważniejsze jest przypatrzyć sie co i jak ktoś robi a nie mówi czy deklaruje To pokazuje prawde o osobniku lub osobniczce
                  Jak ktoś lubi być robiony w balona niech wierzy dekalracjom i przeprowadza poważne rozmowy
            • tully.makker Re: Mantra2 vs Niszcząca siła rywalizacji 08.04.10, 10:10
              Sek w tym, ze oboje tych wzorcow wyniesonych z domu nie akceptujemy.
              Pisalam juz wczesniej o jego wyznanu, ze on wybral mnie, bo ja sie
              JEMU nie pozwole traktowac tak jak jego matka.
            • aandzia43 Re: Mantra2 vs Niszcząca siła rywalizacji 08.04.10, 13:17
              > Kag, tyle czasu na forum a dajesz się wkręcać w mantry o złym
              facecie i widzieć
              > problem tylko z jednej strony... Rozumiem Triss ona programowo jest
              mizoandryc
              > zna i za to podziwiana przez inne rozczarowane mężczyznami kobiety.

              Tyle czasu jesteś na forum i dalej nie zauważyłeś, że często nie
              piszemy o "złym facecie", tylko o nieprawidłowościach charakteru u
              obu płci. Mantrę o złym facecie widzisz wszędzie, bo tak jesteś
              wkręcony w swoją baję, że trudno ci poza nią wyskoczyć. Nie węsz
              czegoś, czego nikt (lub prawie nikt nie sugreuje).
            • mujer_bonita Re: Mantra2 vs Niszcząca siła rywalizacji 08.04.10, 23:53
              urquhart napisał:
              > Widzisz że 4 zakochania lata facet się starał
              > - a co w tym czasie robiła partnerka? Zauważasz jego problem wynisiony z rodzin
              > y a co z jej? Ona też napisała że jest z rodziny 3 pokolenia silnych dominujący
              > kobiet (zatem wycofanych słabych lub ulotnionych z rywalizacji z nimi facetów)
              > co rodzi także wiadome konsekwencje wobec partnera.

              2 pytania:
              1) A co konkretnie miała według Ciebie zrobić? Odrąbać sobie pół mózgu? Brać jakieś tabletki na obniżenie inteligencji czy nauczyć się gryźć w język jak ma coś więcej do powiedzenia niż 'masz oczywiście rację kochanie'?
              2) Jakie 'konsekwencje' wobec partnera rodzi zaradność partnerki? Nie musi latać zmienić koła w jej samochodzie? Da się ją samą do urzędu wysłać? A może co straszne - porozmawiać na poziomie??
    • gardenersdog Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 08.04.10, 13:42
      A czy rozważaliście opcje inne niż terapia małżeńska? Terapia indywidualna dla
      twojego faceta wchodzi w grę?
      • panplan Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 08.04.10, 14:11
        ciezko bedzie przeciez to nie on uwaza ze jest cos nie tak
      • tully.makker Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 08.04.10, 14:11
        Nie wyobrazam sobie jego na terapii, szczerze mowiac, choc sadze, ze
        pomoglo by mu to. widze, ze nawet rozmowa ze mna mu pomaga. Podsuwam
        mu tem pomysl, ale facet ktory nie wierzy w istnienie depresji
        raczej slabo rokuje w tym temacie.
        • gardenersdog Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 08.04.10, 17:18
          Depresja to zaburzenie chemicznej równowagi mózgu. A twój facet wierzy, że ma mózg?
          • tully.makker Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 08.04.10, 22:08
            jako osoba cierpiaca od 20 lat na depresje sporo wim o tej przypadlosci - od
            lekarzy, a lektur. Znalazlam mu i przedsytawilam informacje o zmianach w
            hipokampach osob, ktore za zycia cierpialy na depresje, ktore to zmiany wykryto
            podczas sekcji zwlok.
            Nie sadze, by go to przenalo. On generalnie uwaza, ze choroby nalezy zwalczac
            sila woli.
    • aandzia43 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 08.04.10, 21:09
      Tully, idź na terapię indywidualną. Twój chłop sam z własnej woli
      nigdzie nie pójdzie, choćby miał się zamęczyć i udusić we własnym
      sosie. Znam tę sytuację z własnego życia, znam to jego pokrętne
      pierdu, pierdu na próbach terapii małżeńskeij (coca cola z butelki i
      chusteczki higieniczne), zawsze niewłaściwy moment na jakąkolwiek
      rozmowę na istotny temat, "niewiarę" w to, że może mu cokolwiek
      dolegać, wyzywanie psychologów od zdzierców i manipulantów. Znam ten
      niszczący go i wszystko wokół strach przed prawdą. Mam wrażenie, że
      ciebie twój strach (a jest on przecież w każdym) nie pęta aż tak
      mocno. Zajmij się sobą, a zobaczysz co się wydarzy. Możesz się mocno
      zdziwić:-)
      • tully.makker Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 08.04.10, 22:10
        Pewnie kiedys dotre na terapie - poki co lecze depresje u psychiatry i duzo
        czytam. Nie jestem jeszcze gotowa, by o roznych sprawach rozmawiac. Sprawe
        dodatkowo komplikuje fakt, ze jedyna terautka, do ktorej mam zaufanie jest
        jednoczesnie moja przyjaciolka, a to wyklucza wspolprace teraputyczna... Ale
        ropzmowy z nia mnostwo mi daja - i chlopu tez zreszta, bo to nasza wspolna znajoma.
    • mujer_bonita 'Kastrująca' kobiet odrąb sobie mózg :P 08.04.10, 23:59
      Czytam sobie wąteki tak mnie nachodzi... Wbrew WSZELKIM głoszonym przez panów listom pożądanych przez nich przymiotów partnerek - inteligencja, siła, zaradność do nich nie należą. Lepsze są gąski-babinki przy których można bez wysiłku błyszczeć.

      Bóg karze kobiety inteligencją. Tak kiedyś stwierdziła moja ciotka. Bo inteligentny, przedsiębiorczy facet zrobi w życiu zawrotną karierę a kobieta cokolwiek by nie zrobiła będzie po prostu 'zimną suką'.

      Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że jakakolwiek by kobieta nie była to źle i oczywiście JEJ wina :D Głupia i niezaradna - fuj 'bluszcz' - gasi faceta, nie da się przy niej rozwinąć. Inteligentna, obrotna, silna - jeszcze gorzej 'kastrująca'! Wypośrodkowana - przeciętna i niewyróżniająca się. Jakkolwiek facet by nie patrzył - to zawsze kobieta jest 'nie taka'.

      Tully - nie doradzę Ci. Doskonale wiem o czym piszesz. Sama jestem silną osobowością i przez większość swojego życia otaczali mnie ludzie, którzy z jednej strony narzekali na to, że przejmuję stery ('rządzisz się') a z drugiej sami nie chcieli/nie potrafili ich przejąć. Kończyło się zwykle na tym, że w krytycznym momencie i tak musiałam się wszystkim zająć i dostawałam za to zjebkę. Taki lajf silnej kobiety. Do tej pory nie znalazłam dającego się zastosować rozwiązania oprócz otaczania się ludźmi podobnymi do siebie, którzy nie będą mieć problemów z własną samooceną, nie będą czuć się Tobą zagrożeni a wręcz Twoją zaradność uznają za atut, który im samym może pomóc w życiu i w rozwoju (mało ich ale są).

      Echhh... smutno mi się jakoś zrobiło :/

      PS. Pozdrawiam wszystkich forumowych 'silnych (niestety tylko w gębie) facetów'.
      • urquhart inteligentna vs dumna kobieta 09.04.10, 07:13
        mujer_bonita napisała:

        > Czytam sobie wąteki tak mnie nachodzi... Wbrew WSZELKIM głoszonym
        przez panów l
        > istom pożądanych przez nich przymiotów partnerek - inteligencja,
        siła, zaradnoś
        > ć do nich nie należą

        Inteligentna i zaradna kobieta wcale nie równa się dominująca,
        kontrolująca i ograniczająca partnera. To raczej tak zwana "dumna
        kobieta" której musi być zawsze na wierzchu.
        Podobnie zresztą jak dobra matka to wcale nie ta co wszystko zrobi
        lepiej za dziecko ograniczająca mu samodzielność i inicjatywę...
        • mujer_bonita Re: inteligentna vs dumna kobieta 09.04.10, 11:28
          urquhart napisał:
          > Inteligentna i zaradna kobieta wcale nie równa się dominująca,
          > kontrolująca i ograniczająca partnera.

          Oczywiście, że nie tylko niestety Uqru - panowie - łącznie z Tobą, sądząc po
          wypowiedziach - czują się ograniczani samym istnieniem takiej partnerki. Że nie
          daj Boże ma jakieś swoje własne zdanie i co jeszcze gorsze - dąży do jego
          realizacji!! Toż to zamach na faceta i jego 'ja mam zawsze rację'! Nie daj Boże
          potrafi coś załatwić sama - wstrętny babsztyl co sprawia, że facet czuje się
          niepotrzebny!

          Według tego co piszesz mądra-inteligentna kobieta to taka, która swoją
          inteligencję ukrywa dając swojemu partnerowi odczuć, że ona jest panem i władcą
          i to on podejmuje wszystkie decyzje. Nie uważasz, że to smutne? Mało tego -
          chore? Równanie do dołu albo gierki, żeby nie urazić przerośniętego męskiego Ego?
        • aandzia43 Re: inteligentna vs dumna kobieta 09.04.10, 15:03
          > Inteligentna i zaradna kobieta wcale nie równa się dominująca,
          > kontrolująca i ograniczająca partnera. To raczej tak zwana "dumna
          > kobieta" której musi być zawsze na wierzchu.

          Pewnie, że inteligentna to nie to samo, co dominująca i kontrolująca. Tylko że
          efektem inteligencji i zaradności jednostki są słowa i czyny, które mogą być
          jakościowo przewyższające dokonania kogoś żyjącego obok niej. I już tylko od
          stanu umysłu tego kogoś zależy, jak zakwalifikuje jej (tej osoby) aktywność.
          Może powiedzieć dominująca, może powiedzieć zaradna. Wszak różnie sobie radzimy
          ze świadomością własnych usterek nawet, jak nikt nam o nich szczególnie nie
          przypomina.
          • chrrr Re: inteligentna vs dumna kobieta 09.04.10, 16:18
            Zgadzam się w pełnej rozciągłości. Różnie można zaradność oceniać. Na pewno taka
            osoba będzie aktywna, co może zostać odczytane przez innych jako bycie
            dominującą, zwłaszcza jeżeli sami pod tym względem nie dorównują i jednocześnie
            kobietka robi coś nie po ich myśli, tylko pod siebie.
            Dodam jedno tylko - panowie bardzo chcą, żeby partnerka była uważana za
            inteligentną, przedsiębiorczą, błyskotliwą. Można się taką kobietą pochwalić;)
            Byle tylko nie bardziej od nich. Bo to już widać. I to bardzo. Przewaga
            intelektualna wychodzi bardzo szybko, a jeżeli idzie to w parze z zaradnością,
            pomysłowością i dążeniem do własnych celów to bierność partnera zaczyna wręcz
            kłuć w oczy. I tu są dwie możliwości - albo nic nie robić ( i w większości
            przypadków tracić samoocenę ) albo rozwijać siebie, przeskakiwać własne
            ograniczenia. Mam tylko wrażenie, że w drugim przypadku to się szybko przeradza
            w rywalizację. Panowie nie dążą do własnego rozwoju "dla siebie", ale starają
            się być lepszym od partnerki. I mamy problem.
            • songo3000 hmmm, a niby dlaczego facet ma być wtedy 'happy'? 09.04.10, 16:32
              Jak się starają być lepsi to bardzo dobrze, bo oznacza to rozwój. Gorzej jak im to nie wychodzi.

              Swoją droga, po chwili przemyśleń - niby DLACZEGO miałoby mi pasować jeżeli partnerka byłaby ciągle 'przede mną' - intelektualnie, zaradnie, towarzysko ;) Mówię tu o dużej i 'szerokiej' dysproporcji a najważniejsze - co dalej?

              Jeżeli babeczka się nagnie, pewnie będzie stłamszona i nieszczęśliwa
              Jeżeli facet będzie robił dobrą minę do złej gry, przędnej czy później wyjdzie to na wierzch. W agresji zapewne.

              Czyli albo się ktoś 'podciągnie' do partnera, być może na innych polach albo 'Hasta la vista, baby' :D
              • mujer_bonita Re: hmmm, a niby dlaczego facet ma być wtedy 'hap 09.04.10, 16:46
                songo3000 napisał:
                > Swoją droga, po chwili przemyśleń - niby DLACZEGO miałoby mi pasować jeżeli par
                > tnerka byłaby ciągle 'przede mną' - intelektualnie, zaradnie, towarzysko ;) Mów
                > ię tu o dużej i 'szerokiej' dysproporcji a najważniejsze - co dalej?

                To zadaj sobie pytanie DLACZEGO kobiecie miałby pasować facet inteligentniejszy, zaradniejszy od niej? Tak serio pytam co odpowiedź w obu przypadkach jest ta sama ;)
                • songo3000 Re: hmmm, a niby dlaczego facet ma być wtedy 'hap 09.04.10, 19:39
                  Wiem, że taka sama :) tyle że dalej jej nie widzę.
                  • mujer_bonita Re: hmmm, a niby dlaczego facet ma być wtedy 'hap 09.04.10, 19:50
                    songo3000 napisał:
                    > Wiem, że taka sama :) tyle że dalej jej nie widzę.

                    Bo na związkach (takich czy innych) z mądrymi ludźmi, którzy dużo potrafią i mogę można dobrze skorzystać ;) Myślałam, że to oczywiste ;P
                    • songo3000 Re: hmmm, a niby dlaczego facet ma być wtedy 'hap 09.04.10, 20:00
                      No i wcale takie oczywiste nie jest. Skorzystać można o ile jest się W STANIE podciągnąć/rozwinąć. W każdym innym przypadku tylko się TRACI: na poczuciu mniejszej wartości (bo i tak jest), na agresji, na spoglądaniu do Pewex-u gdy wiadomo, że dolarów niet...
                      • mujer_bonita Re: hmmm, a niby dlaczego facet ma być wtedy 'hap 09.04.10, 20:17
                        songo3000 napisał:
                        > No i wcale takie oczywiste nie jest. Skorzystać można o ile jest się W STANIE p
                        > odciągnąć/rozwinąć. W każdym innym przypadku tylko się TRACI: na poczuciu mniej
                        > szej wartości (bo i tak jest), na agresji, na spoglądaniu do Pewex-u gdy wiadom
                        > o, że dolarów niet...

                        Dokładnie. Tylko widzisz Songo - sprawa wygląda tak, że jak nie potrafisz
                        skorzystać to TWÓJ problem a nie tej wrednej 'kastrującej' kobiety. Ja rozumiem,
                        że to może być trudna sztuka więc premiujmy tych, którzy podejmują wysiłek a nie
                        równajmy w dół pochylając się nad tymi, którzy tego nie robią.

                        Swoją drogą to z osobistych doświadczeń stwierdzam, że to kombinacja cech -
                        pewności siebie, własnej wartości, świadomości, nonkonformizmu wobec społecznych
                        schematów powoduje, że panowie potrafią korzystać z siły partnerki bez frustracji.
              • aandzia43 Re: hmmm, a niby dlaczego facet ma być wtedy 'hap 09.04.10, 17:04
                > Swoją droga, po chwili przemyśleń - niby DLACZEGO miałoby mi pasować jeżeli par
                > tnerka byłaby ciągle 'przede mną' - intelektualnie, zaradnie, towarzysko ;) Mów
                > ię tu o dużej i 'szerokiej' dysproporcji a najważniejsze - co dalej?

                Wiesz, dysproporcje w małżeństwach nie są zazwyczaj bardzo duże. Ludzie jednak
                dobierają sobie partnerów z bliskich półek. Ale dysproporcje zawsze jakieś są.
                Ważne jest, by nie pogłębiały się z czasem, tylko przynajmniej pozostawały na
                tym samym poziomie i aby nie były traktowane, jako powód do obrażania się na
                cały świat i partnera za jego talenty, a raczej jako cenny wkład w NASZE wspólne
                życie.
            • mujer_bonita Re: inteligentna vs dumna kobieta 09.04.10, 16:35
              chrrr napisała:
              > kłuć w oczy. I tu są dwie możliwości - albo nic nie robić ( i w większości
              > przypadków tracić samoocenę ) albo rozwijać siebie, przeskakiwać własne
              > ograniczenia. Mam tylko wrażenie, że w drugim przypadku to się szybko przeradza
              > w rywalizację. Panowie nie dążą do własnego rozwoju "dla siebie", ale starają
              > się być lepszym od partnerki. I mamy problem.

              To zależy. Jeżeli rozwój 'słabszej'* połówki odbywa się na zasadzie 'ja Ci pokażę' to owszem - rywalizacja murowana. Natomiast jeżeli spotkasz osobę, która sama ma wystarczająco silne poczucie własnej wartości, pokorę wobec życia i jest dojrzała na tyle, żeby zrozumieć ile sama może na tym skorzystać to bardziej jest to wspólne wspieranie się w dążeniu do celów i cieszenie się z ich osiągania.


              * nie podoba mi się to określenie ale na potrzeby dyskusji upraszczam
              • chrrr Re: inteligentna vs dumna kobieta 09.04.10, 16:53
                Mujer - dokładnie o to mi chodziło:) Po prostu mam wrażenie, że sporo osób, może
                i większość rzadko kiedy jest w stanie w takiej sytuacji starać się dla siebie.
                Sama napisałaś ilu i jakich zalet tu potrzeba. Zalet niebagatelnych, to już nie
                jest "jestem miła, sympatyczna i uśmiechnięta".

                Songo - nie ma powodu, żeby pasowało, a raczej każdy miałby inny powód. Np można
                to wykorzystać dla własnego rozwoju. Takie bycie ostatnim wśród najlepszych, a
                nie pierwszym w średniakach. Szybciej ciągnie Cię do góry, większa radość z
                sukcesów, no i wsparcie. Którego co prawda nie każda kobieta potrafi udzielić w
                takiej sytuacji. I nie mam pojęcia jak to wsparcie miałoby wyglądać żeby
                facetowi odpowiadało. Ale nie mówimy tutaj o Tobie mimo wszystko:P W sumie
                pewnie wiele kobiet żyje z facetem, który jest od nich lepszy. To obserwacja z
                otoczenia, nie tylko mojego, ale nie jest to jakaś przytłaczająca większość. Nie
                jestem pewna czy wypływa z autentycznej przewagi partnera, czy z udawania. Nie
                jestem w bardzo bliskich kontaktach z takimi parami i wolę nie spekulować.
                To dlaczego dla facetów to takie trudne? Może jednak coś jest w tej chęci przewagi?

                I tak - albo się starasz, albo odpuszczasz i nie męczysz drugiej strony agresją.
                Tak czy siak potrzebna jest męska decyzja;)
          • urquhart Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 09.04.10, 16:54
            aandzia43 napisała:
            > Pewnie, że inteligentna to nie to samo, co dominująca i kontrolująca.

            Wiesz, dość specyficzny schemat charakteryzujący dominującą i kontrolującą "kobietę dumną" był już wymieniany w tekście Santorskiego. Przypomnę, skrzywdzona przez wycofanego lub nieobecnego ojca, wychowana przez silne i wymagającą matką, nadodpowiedzialna na swój wiek w dzieciństwie (zaradna z przymusu). Nadodpowiedzialność najczęściej ujawnia się słabiej lub silniej w nerwicy.
            W związku z mężczyzną wyprzedzają lub prowokując oczekiwany i podświadomie oczekiwany atak i odrzucenie partnera same raniąc go i odrzucając - bojąc się ponad wszystko utraty kontroli nad sytuacją. Żaden mężczyzna nie jest dla nich dość dobry, jeżeli jej się podporządkuje, będzie nim pogardzać, jeżeli nie, wda się w wyczerpującą i wyniszczającą walkę. Nienawidzą słodkich idiotek, które wodzą za nos mężczyzn jedynie wdziękiem i zalotnością.

            Ten schemat dotyczy ogólnie może niedużej grupy kobiet, ale jak tak czytam bardzo licznie reprezentowanej na forum BSwM :)
            • aandzia43 Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 09.04.10, 17:16
              > Ten schemat dotyczy ogólnie może niedużej grupy kobiet, ale jak tak czytam bard
              > zo licznie reprezentowanej na forum BSwM :)

              Reprezentowany, a i owszem, ale nie tak licznie, jak tobie się wydaje.
              Charakteryzujesz jako dominujące dominy kobiety, które nimi nie są. Wystarczy
              ci, że kobieta nie kuca przed portkami dla zasady, jest energiczna i pozbierana
              umysłowo do kupy, i to pozbieranie wykorzystuje. "Słoń a sprawa polska" U ciebie
              chyba ciągle jeszcze Urqu, jest bunt PRZECIWKO, a nie dążenie DO.
              • urquhart Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 09.04.10, 21:19
                aandzia43 napisała:
                > Reprezentowany, a i owszem, ale nie tak licznie, jak tobie się wydaje.
                > Charakteryzujesz jako dominujące dominy kobiety, które nimi nie są.

                Tiaaa, myślisz że urquhart taki ciemny, nie kuma i kto wspominał o wrednym tatusiu i nerwicowych historiach?
                • aandzia43 Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 10.04.10, 02:09
                  > Tiaaa, myślisz że urquhart taki ciemny, nie kuma i kto wspominał o
                  wrednym tatu
                  > siu i nerwicowych historiach?

                  Nie wiem o co ci chodzi z tym wrednym tatusiem i nerwicą. Nie
                  wnikam. Mnie chodziło o to, że widzisz dominy gdzie tylko możesz,
                  jak skołowany a natchniony naiwną religijnością człowiek widzi Matki
                  Boskie na szybach i drzewach. Wyraźnie napisałam "reprezentowany,
                  ale nie tak licznie, jak tobie się wydaje".
            • mujer_bonita Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 09.04.10, 17:20
              urquhart napisał:
              > Ten schemat dotyczy ogólnie może niedużej grupy kobiet, ale jak tak czytam bard
              > zo licznie reprezentowanej na forum BSwM :)

              No widszi Urqu - pierwsza część Twojej wypowiedzi to żywcem opisana ja -
              wycofany, nieobecny (na własne życzenie) ojciec, w rodzinie same silne (choć
              chyba nie bardzo wymagające) kobiety, zawsze nadodpowiedzialna na swój wiek.

              Tylko, że druga część nie zgadza się o 180stopni. Tak - jestem typem
              'kontrolującym' ale raczej w odniesieniu do sytuacji, planowania, finansów nigdy
              do drugiego człowieka. Nigdy nikogo nie próbowałam sobie podporządkować.
              Fascynuje mnie odmienność, fascynują mnie ludzie o innych poglądach,
              priorytetach życiowych. Gardzę niektórymi ludzkimi cechami nie ludźmi.

              W całym swoim życiu Z NIKIM nie konkurowałam. To ze mną właśnie faceci
              konkurowali a w zasadzie 'kogutowali'. Od podstawówki. W 8 klasie (stary system)
              dotarłam do finału wojewódzkiego olimpiady matematycznej co z automatu dawało mi
              6 na świadectwie + brak egzaminu do liceum. Więc do końca roku siedziałam z tyłu
              klasy i czytałam sobie książki coby innym nie przeszkadzać. Pamiętam, że kiedyś
              nauczycielka zadała jakieś zadanie i jeden koleś po chwili dopytuje się mnie ile
              mi wyszło. Ja mu, że nie liczyłam a on oczywiście 'Jeszcze nie masz, a JA już!
              hahaha' i cały happy, że jest lepszy :P I tak pół życia. Pod koniec studiów
              siedzieliśmy kiedyś w gronie znajomych i porównywaliśmy średnie (przed obroną
              było). Ja miałam najwyższą na co jeden koleś zaczął się stroszyć, że 'średnia
              nic nie mówi, bo zwykle jest tak, że Ci, którzy mają niższą to są bardziej
              zaradni a ci z wysoką są długo bezrobotni'. Generalnie zaśmialiśmy się tylko bo
              jedną z rzeczy świętowanych tamtego dnia było podpisanie przeze mnie kontraktu -
              na początek prawie 2 średnie krajowe ;P

              I tak całe życie. W większości przypadków, kiedy facet dowiadywał/przekonywał
              się, że jestem w czymś lepsza zaczynało się kogutowanie. A ja po prostu jestem
              sobą, dużo wiem, dużo się uczę, robię 'karierę'. Dla siebie. Z nikim nie
              konkuruję, z nikim nie walczę. Nawet nie wymagam coby mi ktoś kroku dotrzymywał
              - po prostu niech nie ciągnie w dół. Niestety - dla większości facetów, których
              w życiu spotkałam - to zbyt wielkie wymagania :D

              Jedno się zgadza - nie znoszę słodkich idiotek. Mam wręcz alergię.


              Widzisz Urqu - Ty od razu winę zwalasz na kobietę, jaka to ona zła, jaka
              skrzywiona (oczywiście przez matkę) itd. A niestety - pogódź się z tym, że
              czasami po prostu FACECI SĄ DO BANI :)
              • songo3000 Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 09.04.10, 19:35
                A ile razy w kiblu wody nie spuściłaś? HA, widzisz a JA.... ;DDD

                Są rzeczy, w których pilne, mądre, inteligentne i pracowite dziewczynki w życiu dowolnego chłopaka nie przegonią, hehehe.
                • mujer_bonita Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 09.04.10, 19:55
                  songo3000 napisał:
                  > A ile razy w kiblu wody nie spuściłaś? HA, widzisz a JA.... ;DDD
                  > Są rzeczy, w których pilne, mądre, inteligentne i pracowite dziewczynki w życiu
                  > dowolnego chłopaka nie przegonią, hehehe.

                  Ehhh... faceci - zawsze duże dzieci ;)
              • urquhart Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 09.04.10, 19:56
                mujer_bonita napisała:
                > 6 na świadectwie + brak egzaminu do liceum. Więc do końca roku siedziałam z tył
                > u
                > klasy i czytałam sobie książki coby innym nie przeszkadzać. Pamiętam, że kiedyś

                He, he, i ty piszesz że nie konkurowałaś? Po prostu dyskwalifikowałaś konkurencję dzięki zdolnościom i same emocje z jakimi piszesz nie bez satysfakcji.

                > było). Ja miałam najwyższą na co jeden koleś zaczął się stroszyć, że 'średnia
                > nic nie mówi, bo zwykle jest tak, że Ci, którzy mają niższą to są bardziej
                > zaradni a ci z wysoką są długo bezrobotn

                Tu akurat mnie nie przekonałaś. Akurat też jestem z tych z z paczki z najwyższą śr i co tam po paru średnich krajowych, kiedy koledzy "zaradni" nawykli do kombinatoryki i mniej przejmujący się zasadami zaczęli od ukradzenia pierwszego miliona i dawno kroją znacznie więcej :)
                To pewien paradoks zresztą o którym rozmawiałem z przyjaciółką zajmująca sie dydaktyką, aby nie dążyć żeby dziecko było poddającym sie systemowi prymusem w szkole, bo dalsze losy takich potem niestety to nic budującego.
                A jak z nerwicą?
                • mujer_bonita Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 09.04.10, 20:09
                  urquhart napisał:
                  > Tu akurat mnie nie przekonałaś. Akurat też jestem z tych z z paczki z najwyższą
                  > śr i co tam po paru średnich krajowych, kiedy koledzy "zaradni" nawykli do kom
                  > binatoryki i mniej przejmujący się zasadami zaczęli od ukradzenia pierwszego mi
                  > liona i dawno kroją znacznie więcej :)

                  Urqu - tu nie chodzi o to, czy zależność jest czy nie prawdziwa tylko o to, że
                  koleś zaczął stroszyć piórka w takim a nie innym momencie właśnie po to, żeby
                  pokazać, że ja to nic bo inni są lepsi. Tak właśnie jakby musiał zdyskredytować
                  przeciwnika a ja z w szranki nie stawałam :)

                  > He, he, i ty piszesz że nie konkurowałaś? Po prostu dyskwalifikowałaś konkurenc
                  > ję dzięki zdolnościom i same emocje z jakimi piszesz nie bez satysfakcji.

                  Właśnie bardzo często z braku towarzystwa ścigałam się sama ze sobą ;) To nigdy
                  nie było PRZECIW komuś. Po prostu jestem jaka jestem i to INNI mieli problem -
                  nawet nie wiem czego - zazdrości, niskiej samooceny? Tak jakby sam fakt tego
                  jaka jestem powodował w ICH umysłach poczucie zagrożenia i chęć 'pokazania się'.

                  > A jak z nerwicą?

                  Nerwicy nie mam choć jestem cholerykiem i chłop się czasem śmieje, że mam OCD ;)
                  • urquhart Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 09.04.10, 21:06
                    mujer_bonita napisała:
                    > pokazać, że ja to nic bo inni są lepsi. Tak właśnie jakby musiał zdyskredytować
                    > przeciwnika a ja z w szranki nie stawałam :)

                    Mężczyźni tak już mają. Rywalizacja i podziw to atawistyczna natura. Słodkie idiotki potrafią to intuicyjnie wykorzystać żeby dostać od życia to na czym im zależy. Przypominam że naturalne prawa rywalizacji są takie że np. u szympansów samiec gamma czy beta nie będzie miał nawet erekcji przy alfa. Zwycięzca bierze wszystko.

                    > Nerwicy nie mam choć jestem cholerykiem i chłop się czasem śmieje, że mam OCD ;

                    Czyli jednak jakaś łagodna forma nerwicy. Z tego co mówiła przyjaciółka dydaktyk nerwica natręctw to norma u dziewczyn prymusek. Niestety opowiadała też i smutniejsze rzeczy (samotność, samobójstwa)

                    Ja nie wyznaję determinizmu. Schematy można i trzeba przełamywać. Udaje się to tylko elicie. Ale trzeba mieć świadomość swoich zarówno słabych i mocnych stron żeby być skutecznym.
                    • mujer_bonita Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 09.04.10, 21:49
                      urquhart napisał:
                      > Mężczyźni tak już mają. Rywalizacja i podziw to atawistyczna natura. Słodkie id
                      > iotki potrafią to intuicyjnie wykorzystać żeby dostać od życia to na czym im za
                      > leży. Przypominam że naturalne prawa rywalizacji są takie że np. u szympansów s
                      > amiec gamma czy beta nie będzie miał nawet erekcji przy alfa. Zwycięzca bierze
                      > wszystko.

                      No widzisz i dochodzimy do pewnych wniosków:
                      1. To MĘŻCZYŹNI tak mają a nie te wredne kobiety ich 'kastrują'
                      2. To, że tak mają jest WADĄ mogącą rozwalić związek. Możesz argumentować, że to
                      sama natura ale podobnie jest z kobietami, którym odchodzi po porodzie ochota na
                      seks. Niestety - jeżeli chcemy tworzyć szczęśliwe, trwałe związki czasem
                      niestety musimy z naszymi 'naturalnymi wadami' walczyć.

                      > Czyli jednak jakaś łagodna forma nerwicy. Z tego co mówiła przyjaciółka dydakty
                      > k nerwica natręctw to norma u dziewczyn prymusek.

                      Eee... moje OCD ogranicza się do sporadycznego układania talerzy i sztućców w
                      szufladzie :D U mnie raczej takie nawyki, których się trzymam to rzecz nabyta -
                      po prostu przez długi czas żyłam pod ogromną presją czasu i starałam się
                      wszystko co maksymalnie 'zestandaryzować' żeby tracić jak najmniej czasu na
                      pierdoły a więcej na relaks i rozrywki. W dzieciństwie i później nie miałam
                      żadnych tego typu 'odchyleń'. Po zamieszkaniu z TŻ-tem zaczął właśnie zwracać
                      uwagę, że pewne rzeczy robię w określony sposób, najpierw śmiał się 'z mojego
                      OCD' a potem sam stwierdził, że to ma sens, bo np. dobra organizacja rzeczy w
                      szafie powoduje, że wszystko znajduje i nie ma ciągłych pytań 'kochanie nie
                      widziałaś mojej/mojego/moich...' ;)
                      • urquhart Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 09.04.10, 22:09
                        mujer_bonita napisała:
                        > 1. To MĘŻCZYŹNI tak mają a nie te wredne kobiety ich 'kastrują'
                        > 2. To, że tak mają jest WADĄ mogącą rozwalić związek. Możesz argumentować, że t
                        > sama natura ale podobnie jest z kobietami, którym odchodzi po porodzie ochota n
                        > seks. Niestety - jeżeli chcemy tworzyć szczęśliwe, trwałe związki czasem
                        > niestety musimy z naszymi 'naturalnymi wadami' walczyć.

                        Tu się nie zgodzę. Większość kobiet nie rywalizuję ze swoimi mężczyznami, mają inne cele potrzeby i priorytety, rywalizuje typowo pewien określony typ o którym mowa powyżej. Związek także od mężczyzn wymaga że pewne rzeczy trzeba poświecić aby inne uzyskać. Jeżeli jednak mężczyzna podda się w rywalizacji i ulegnie zawsze kończy się smutno to dla związku i seksu i tu zgodni są wszyscy którzy o tym piszą.
                        ________________
                        Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
                        • mujer_bonita Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 09.04.10, 23:20
                          urquhart napisał:
                          > Tu się nie zgodzę. Większość kobiet nie rywalizuję ze swoimi mężczyznami, mają
                          > inne cele potrzeby i priorytety, rywalizuje typowo pewien określony typ o który
                          > m mowa powyżej. Związek także od mężczyzn wymaga że pewne rzeczy trzeba poświec
                          > ić aby inne uzyskać. Jeżeli jednak mężczyzna podda się w rywalizacji i ulegnie
                          > zawsze kończy się smutno to dla związku i seksu i tu zgodni są wszyscy którzy o
                          > tym piszą.

                          Znów mieszasz bez sensu, chyba tylko dla zasady. Mężczyźni rywalizują bez sensu właśnie dlatego, że kobiety tego NIE ROBIĄ! Roją sobie zagrożenia ze strony silnej partnerki z walczą ze swoimi wyobrażeniami. Tak jak napisała Tully:

                          'Fakty sa takie - chlop boi sie, ze ja go zdominuje. Wiec wydajac
                          okrzyki wojenne, pierwszy rzuca sie do ataku. Domaga sie wladzy, ale
                          tak naprawde wcale jej nie chce, woli byc wieczna opozycja, bo
                          latwiej jest krytykowac decyzje kogos innego niz samemu wziac
                          odpowiedzialnosc za podjecie decyzji, a nastepnie zakasac rekawy i
                          wziac sie do wdrazania owych decyzji.'

                          Jeżeli facetowi z powodu urojonego zagrożenia ma problemy z seksem to jest to chyba przypadek do leczenia?
                          • songo3000 Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 10.04.10, 20:03
                            Zaraz, zaraz. Dominująca kobieta z definicji DOMINUJE. Nazywanie tego 'urojeniem' jest niepoważne...
                            • tully.makker Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 10.04.10, 21:04
                              Pytanie, nad kim dominuje...
                            • aandzia43 Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 10.04.10, 22:42
                              songo3000 napisał:

                              > Zaraz, zaraz. Dominująca kobieta z definicji DOMINUJE. Nazywanie
                              tego 'urojenie
                              > m' jest niepoważne...
                              >

                              Nazywanie tego urojeniem może też być postawieniem diagnozy przez
                              psychora;-/
            • triss_merigold6 O to fajnie, że nic nie pasuje 09.04.10, 18:14
              O to fajnie, że z tego schematu nic do mnie nie pasuje.
              Ojciec jak na polskie standardy był - mimo lekkiego pracoholizmu -
              obecny i zaangażowany, matka kobieca i na 100% nie władcza, ciepła,
              czasem depresyjna. Dzieciństwo i lata nastoletnie bez ciśnienia na
              nadodpowiedzialność.
              A ja kocham poczucie panowania nad swoim życiem i kontrolowania
              elementów tegoż życia. Wdzięku mi nie brakowało i nie brakuje,
              potrafię być zalotna, a nawet grać idiotkę. Tylko szybko się męczę.
              Niewielu w życiu poznałam mężczyzn dorównujących mi intelektualnie,
              a jeszcze mniej równie decyzyjnych. Problem w tym, że z powodu
              braków w urodzie lub łóżkowych - kompletnie mnie nie pociągali.
            • druginudziarz Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 09.04.10, 19:38
              urquhart napisał:

              > aandzia43 napisała:
              > > Pewnie, że inteligentna to nie to samo, co dominująca i kontrolująca.
              >
              > Wiesz, dość specyficzny schemat charakteryzujący dominującą i kontrolującą "kob
              > ietę dumną" był już wymieniany w tekście Santorskiego. Przypomnę, skrzywdzona p
              > rzez wycofanego lub nieobecnego ojca, wychowana przez silne i wymagającą matką,
              > nadodpowiedzialna na swój wiek w dzieciństwie (zaradna z przymusu). Nadodpowie
              > dzialność najczęściej ujawnia się słabiej lub silniej w nerwicy.
              > W związku z mężczyzną wyprzedzają lub prowokując oczekiwany i podświadomie ocze
              > kiwany atak i odrzucenie partnera same raniąc go i odrzucając - bojąc się ponad
              > wszystko utraty kontroli nad sytuacją. Żaden mężczyzna nie jest dla nich dość
              > dobry, jeżeli jej się podporządkuje, będzie nim pogardzać, jeżeli nie, wda się
              > w wyczerpującą i wyniszczającą walkę. Nienawidzą słodkich idiotek, które wodzą
              > za nos mężczyzn jedynie wdziękiem i zalotnością.
              >
              > Ten schemat dotyczy ogólnie może niedużej grupy kobiet, ale jak tak czytam bard
              > zo licznie reprezentowanej na forum BSwM :)


              Chyba piszesz o osobowości narcystycznej.
              Porównaj z takim fragmentem:

              [cytat]
              „Narcyz ma poważne trudności, by przyznać przed sobą samym, że potrzebuje
              pomocy. /…/ Człowiek unoszony falą sukcesu najczęściej nie dostrzega swoich
              problemów. Poza tym ktoś, kto cierpi na silne narcystyczne zaburzenia, będzie
              traktował terapię jak walkę o władzę. Da swojemu terapeucie do zrozumienia:
              “Właściwie jestem ważniejszy i mądrzejszy od Ciebie”. Terapeuta jest, więc
              zmuszony do chodzenia po linie. Nie może wdawać się w walkę o władzę ani nie
              może podporządkować się pacjentowi. W pierwszym przypadku stałby się wrogiem, w
              drugim zaś nie będzie traktowany poważnie.”
              Takie traktowanie terapii – w przypadku, w którym rozdźwięk między prezentowaną
              „fasadą” a rzeczywistymi uczuciami staje się dramatycznie wielki – może
              zakończyć się samobójstwem, jako „ostatnim narcystycznym triumfem nad innymi”.
              A oto jak wspomina to jeden z terapeutów:
              „Ten narcystyczny mężczyzna nie chciał zmieniać siebie; chciał, żeby zmieniła
              się jego żona i zaakceptowała wymuszoną przez niego sytuację. Ja miałem mu w tym
              pomóc, stając się “echem” potwierdzającym jego widzenie rzeczywistości (i
              kolejną wykorzystaną przez niego osobą). Gdy okazało się, że nie jestem kimś,
              kto będzie potwierdzał jego świat, ale kimś, kto jest odrębny, poczuł się
              zagrożony i zaczął atakować terapię i mnie. Podważał moje kompetencje,
              krytykował metodę, nie przychodził na kolejne spotkania (nie uprzedzając mnie).
              Kiedy rozmawiałem z nim o tym, dziwił się bardzo, bo dla niego oczywiste było,
              że skoro miał ważniejsze sprawy, to nie przyszedł. O co chodzi? Przecież mi za
              te spotkania zapłaci. Były w tym atak, pogarda, lekceważenie i kontrola.”
              [/cytat]
              (z: motyl.wordpress.com/2009/02/03/narcyz-xxi-wieku/)
              pzdr.

              • urquhart Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 09.04.10, 20:21
                druginudziarz napisał:
                > Chyba piszesz o osobowości narcystycznej.
                > Porównaj z takim fragmentem:

                Osobowość narcystyczna ma już inną genezę rodzinną.
                Narcystyczna to już osobowość psychopatyczna, charakterystycznie pozbawiona empatii, wąskie 1-2% społeczeństwa.
                >
                Osobowość narcystyczna powstaje na skutek odniesienia rany narcystycznej w fazie ponownego zbliżenia. Rana narcystyczna powstaje gdy opiekunowie wymagają od dziecka aby było pod jakimś względem inne niż jest w rzeczywistości. Rodzice nie odzwierciedlają dziecka, nie są empatyczni i nie zachowują zdrowych granic między sobą a dzieckiem, nie pozwalając w ten sposób na prawidłowy rozwój dopiero wyłaniającej się osobowości - na kształtowanie się prawdziwego self. Przekaz środowiska brzmi: Jeśli przestaniesz być sobą i będziesz tym kim ja chcę abyś był, będę cię kochał.
                Zamiast potrzebnej w tym okresie kateksji narcystycznej rodziców przez dziecko następuje proces odwrotny - rodzice idealizują dziecko, wymuszając na nim stworzenie obronnego, kompensacyjnego fałszywego self, które ma zapewnić dziecku bezpieczeństwo związane z zaspokojeniem podstawowych potrzeb. Idealizacja dziecka wiąże się z nieakceptowaniem jego słabości i ograniczeń oraz wyjątkowej w tym okresie podatności na zranienie. Powstałe w wyniku tak głębokiego zranienia fałszywe self będzie zaprzęgało ogromną część energii organizmu w celu osiągnięcia wielkości, bez której osoba ta czuje się skrajnie bezwartościowa lub doznaje dojmującej pustki - uczucia pochodzącego z prawdziwego self, towarzyszącego refleksji, że żyło się nie swoim życiem, w krainie iluzji o swojej omnipotencji.
                W uproszczeniu można powiedzieć, że jeśli dziecko nie było kochane takim jakie jest, jeśli było wykorzystane do realizacji marzeń rodziców lub otrzymało przekaz: "musisz być kimś lepszym" to przez resztę życia będzie mu trudno być sobą lub będzie to w ogóle niemożliwe.
                pl.wikipedia.org/wiki/Narcystyczne_zaburzenie_osobowo%C5%9Bci
                • druginudziarz Re: inteligentna vs dumna kobieta - schemat 09.04.10, 20:57
                  urquhart napisał:

                  > druginudziarz napisał:
                  > > Chyba piszesz o osobowości narcystycznej.
                  > > Porównaj z takim fragmentem:
                  >
                  > Osobowość narcystyczna ma już inną genezę rodzinną.
                  > Narcystyczna to już osobowość psychopatyczna, charakterystycznie pozbawiona emp
                  > atii, wąskie 1-2% społeczeństwa.
                  > >

                  No i co nie pasuje?
                  Zresztą ten 1-2 % to chodzi o "stany kliniczne" czyli zdiagnozowane
                  "narcystyczne zaburzenie osobowości". Ja piszę o osobowości narcystycznej czyli
                  o profilu osobowości, czymś w rodzaju "lżejszych przypadków". Zresztą taki
                  "kliniczny" narcyz, uwierz mi, wcale z wierzchu nie wygląda na psychopatę i to
                  jest właśnie dramat ich najbliższego otoczenia.
                  A wiesz co mnie skłoniło do poruszenia tego tematu? 100% zbieżności tego co
                  napisałeś o walce lub pogardzaniu partnerem, z relacją terapeuty (ten o walce
                  lub gardzeniu terapeutą).
                  pzdr.
      • kag73 Re: 'Kastrująca' kobiet odrąb sobie mózg :P 09.04.10, 07:29
        A ja sobie tak czytam ten watek i pocieszam sie, ze jednak nie
        wszyscy faceci tacy sa i tak maja(Boze, dziekuje Ci za mojego meza!
        to tak nawiasem, bo cos mi dzis na sentymenty i romantycznosc sie
        zebralo:)), chociaz moze zdecydowana wiekszosc-to tak w odniesieniu
        do slow Bonity.
        Ale co wazniejsze, mysle, ze autorka i jej maz po prostu sie nie
        dobrali. To taka chora milosc, bo wbrew pozorom mysle, ze oni na
        swoj sposob jednak sie kochaja i tu jest problem, bo inaczej moze
        latwiej byloby sie im rozstac. Patrzac z boku powiedzialbym "to ja
        dziekuje za taka milosc, do niczego mi ona nie jest potrzebna", ale
        ja stoje z boku, rzecz mnie nie dotyczy. Oni po prostu nie potrafia
        ze soba ale nie potrafia tez bez siebie.I na pewno
        fazami/falami/momentami bywaja ze soba szczesliwi.
        Jezeli chodziloby tylko o picie z butelki, to bzdeta, spoko mozna z
        tego zrezygnowac, albo w ogole zaprzestac pic swinstwa, toz to
        niezdrowe jest.
        Nie mam wrazenia, zeby autorka byla az tak dominujaca, przeciez ona
        nawet seksu zainicjowac nie ma prawa. A ze obowaiazki domowe chce
        dzielic na dwoch, to zadna sila, to rzecz w dzisiejszych czasach dla
        mnie oczywista. Nie wiem dlaczego, ale mam nieodparte wrazenie, ze
        autorka wcale nie jest taka silna, ale jej maz ciagle ma przed
        oczyma obrazki funkcjonowania rodziny z dziecinstwa. Nie wiem, moze
        jest z typow, ktorzy chca, zeby kobieta zawsze mowila "tak i amen",
        nie miala wlasnego zdania. moze ma kompleksy, bo nie potrafi jej
        dorownac, moze ona jest taka "doskonala", ze zniesc tego nie mozna.
        Trudno tutaj bedzie cos zmienic.
        Po tylu latach i z takimi wzorcami.
        Moze troche wiecej humoru a mniej zolzowatosci i coca coli i
        zobaczyc co bedzie. Chociaz dobrze nie wroze, bo ten przypadek
        strasznie przypomina mi malzenstwo jednaej z najblizszych mi osob.
        Potrzebe zmian i ich probe musza podjac obie strony a i tak nie
        wiadomo czy sie uda.
      • z_mazur Re: 'Kastrująca' kobiet odrąb sobie mózg :P 09.04.10, 08:03
        > Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że jakakolwiek by
        kobieta nie była to
        > źle i oczywiście JEJ wina :D Głupia i niezaradna - fuj 'bluszcz' -
        gasi faceta
        > , nie da się przy niej rozwinąć. Inteligentna, obrotna, silna -
        jeszcze gorzej
        > 'kastrująca'! Wypośrodkowana - przeciętna i niewyróżniająca się.
        Jakkolwiek facet by nie patrzył - to zawsze kobieta jest 'nie taka'.

        Ja bym tam jeszcze wymienił parę typów.

        Głupia ale cwana i wredna.
        Mundra ale kompletnie niezaradna.
        Pewnie jeszcze kilka typów by się znalazło
        Jeśli do tego dadać kwestię urody i kilka podtypów w tym zakresie, z
        których każdy występuje z większością wymienionych typów osobowości,
        to robi się całkiem niezły wybór. :)))

        Z drugiej strony bawi mnie trochę stwierdzenie, że za to jaki ktoś
        jest, miałby być odpowiedzialny ktokolwiek inny niż on sam. Można
        się nie zgadzać z oceną innych na własny temat, ale to raczej
        problem z umiejętnością spojrzenia na siebie obiektywnie i z
        dystansem.

        Jeśli większość facetów uważa jakąś kobietę za zimną sukę, to z dużą
        dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że ona taką zimną suką jest,
        nawet jeśli we własnej ocenie jest przesymatyczną, itneligentną i
        uroczą kobietką. Z dużą dozą prawdopodobieństwa jednak, taka kobieta
        myśli o tych wszystkich facetach, że to beznadziejni palanci, nie
        zasługujący na jej uwagę.
        • songo3000 Idąc dalej tym tokiem myślenia... 09.04.10, 10:54
          > myśli o tych wszystkich facetach, że to beznadziejni palanci, nie
          > zasługujący na jej uwagę.
          ...wystarczy że babka zorganizuje jakąś grupę społecznościową, która będzie podzielać poglądy o tychże facetach jako palantach. W tym momencie z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że ci faceci to rzeczywiście palanci.

          Polityka normalnie :DDD
        • mujer_bonita Re: 'Kastrująca' kobiet odrąb sobie mózg :P 09.04.10, 11:20
          z_mazur napisał:
          > Jeśli większość facetów uważa jakąś kobietę za zimną sukę, to z dużą
          > dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że ona taką zimną suką jest,
          > nawet jeśli we własnej ocenie jest przesymatyczną, itneligentną i
          > uroczą kobietką.

          Jeżeli większość kobiet uważa, że faceci to świnie to z dużą dozą
          prawdopodobieństwa tak właśnie jest, nawet jeśli sami o sobie myślicie jako o
          silnych/zaradnych/przedsiębiorczych/pewnych siebie itp.
          • z_mazur Re: 'Kastrująca' kobiet odrąb sobie mózg :P 09.04.10, 12:05
            > Jeżeli większość kobiet uważa, że faceci to świnie to z dużą dozą
            > prawdopodobieństwa tak właśnie jest, nawet jeśli sami o sobie
            myślicie jako o
            > silnych/zaradnych/przedsiębiorczych/pewnych siebie itp.

            A rzeczywiście większość tak uważa?

            Ja tam nie uważam, że większość kobiet to zimne suki, chociaż jest
            takich sporo.

            Ja tam o sobie myślę, że jestem świnią, ale większość kobietek z
            mojego otoczenia uważa i głośno daje temu publicznie wyraz, że fajny
            facet ze mnie. Cholera nie wiem, co zrobić z tym fantem.
        • aandzia43 Re: 'Kastrująca' kobiet odrąb sobie mózg :P 09.04.10, 14:50
          > Jeśli większość facetów uważa jakąś kobietę za zimną sukę, to z dużą
          > dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że ona taką zimną suką jest,
          > nawet jeśli we własnej ocenie jest przesymatyczną, itneligentną i
          > uroczą kobietką.

          To święta prawda, pod warunkiem, że ta "większość" to grupa będąca przekrojem
          przez całą polską populację męską. Dlaczego? Bo nie brakuje facetów, którzy za
          zimną sukę mają każdą nie okazującą lęku i czołobitności dla ich "męskości"
          kobietę. Taka nie musi być kastrującym na każdym kroku i każdego nosiciela jaj,
          babochłopem. Wystarczy, że zlewa się na ich kogucie stroszenie piórek i
          pokrzykiwania oraz asertywnie (a więc twardo, spokojnie, z szacunkiem i bez
          emocji) wyłuszcza swoje. Jednym słowem śmie wyskakiwać poza "naturalny porządek
          wszechrzeczy" - każdy facet obligatoryjnie jest silniejszy, mądrzejszy i lepszy
          od każdej kobiety. A takich facetów mamy w Polsce (nie mówiąc o większych
          talibanach) całe stada.
          Jeśli natomiast duża grupa sensownych facetów i kobiet stweirdza, że laska ma
          nierówno pod sufitem, to znaczy, że coś w tym jest.
      • songo3000 Re: 'Kastrująca' kobiet odrąb sobie mózg :P 09.04.10, 10:55
        Bonitka, a pokaż mi tą 'ogłoszoną' listę najpierw. Dopiero potem będziemy ja obalać :)
      • zakletawmarmur Re: 'Kastrująca' kobiet odrąb sobie mózg :P 10.04.10, 13:08
        ... Wbrew WSZELKIM głoszonym przez panów l
        > istom pożądanych przez nich przymiotów partnerek - inteligencja,
        siła, zaradnoś
        > ć do nich nie należą. Lepsze są gąski-babinki przy których można
        bez wysiłku bł
        > yszczeć.

        Tak przy gąskach lubią sobie pobłyszczeć przez parę miesięcy w celu
        podbudowania samooceny:-) Później zaczynają się rozglądać za jedną z
        takich jak Ty. Jeśli u takich szans nie mają to próbują tą swoją
        bidną gąskę zmienić w tą super zaradną lwicę. Gąski też mają pod
        górkę- kończą jako kryzysowe narzeczone tudzież eks żony w
        mieszkaniu rodziców z dwójką dzieci na karku...

        > Tully - nie doradzę Ci. Doskonale wiem o czym piszesz. Sama jestem
        silną osobow
        > ością i przez większość swojego życia otaczali mnie ludzie, którzy
        z jednej str
        > ony narzekali na to, że przejmuję stery ('rządzisz się') a z
        drugiej sami nie c
        > hcieli/nie potrafili ich przejąć. Kończyło się zwykle na tym, że w
        krytycznym m
        > omencie i tak musiałam się wszystkim zająć i dostawałam za to
        zjebkę. Taki lajf
        > silnej kobiety.

        Nie każdy jest idealny. Mężczyźni też są słabi. Z jednej strony
        kochają i pożądają takie zaradne, silne kobiety. Z drugiej strony,
        gdy te kobiety oczekują od nich tego samego- okazuje się, że nie
        dają rady. Ludzie mają w sobie potrzebę przydatności. Jeśli nie mogą
        niczym partnerce/partnerowi zaimponować, czują się niepotrzebni. Ci
        słabi wycofają się lub odpowiedzą agresją. Mało kto jest w stanie
        przyznać się przed samym sobą "jestem za słaby" a co dopiero przed
        kimś. Szuka więc sobie usprawiedliwienia...

        Do tej pory nie znalazłam dającego się zastosować rozwiązania
        > oprócz otaczania się ludźmi podobnymi do siebie, którzy nie będą
        mieć problemów
        > z własną samooceną, nie będą czuć się Tobą zagrożeni a wręcz Twoją
        zaradność u
        > znają za atut, który im samym może pomóc w życiu i w rozwoju (mało
        ich ale są).

        Bo to jest jedyne dobre rozwiązanie:-) Jeśli sama błyszczysz to
        powinnaś mieć takiego faceta.
        • mujer_bonita Re: 'Kastrująca' kobiet odrąb sobie mózg :P 10.04.10, 14:47
          zakletawmarmur napisała:
          > Tak przy gąskach lubią sobie pobłyszczeć przez parę miesięcy w celu
          > podbudowania samooceny:-) Później zaczynają się rozglądać za jedną z
          > takich jak Ty. Jeśli u takich szans nie mają to próbują tą swoją
          > bidną gąskę zmienić w tą super zaradną lwicę. Gąski też mają pod
          > górkę- kończą jako kryzysowe narzeczone tudzież eks żony w
          > mieszkaniu rodziców z dwójką dzieci na karku...

          To jest akurat schemat bardzo częsty u Panów na forum. Ślub z gąską, rozczarowanie, kochanka, powrót do żony i dalsze narzekanie (na forum), że nadal gąską jest i jak ją zmienić ;)

          > Ludzie mają w sobie potrzebę przydatności. Jeśli nie mogą
          > niczym partnerce/partnerowi zaimponować, czują się niepotrzebni. Ci
          > słabi wycofają się lub odpowiedzą agresją. Mało kto jest w stanie
          > przyznać się przed samym sobą "jestem za słaby" a co dopiero przed
          > kimś. Szuka więc sobie usprawiedliwienia...
          (...)
          > Bo to jest jedyne dobre rozwiązanie:-) Jeśli sama błyszczysz to
          > powinnaś mieć takiego faceta.

          Tu się nie do końca zgadzam. Panowie popełniają dość częsty błąd próbując zaimponować partnerce w tym, w czym ona jest dobra. Nie tędy droga. Żadna silna kobieta nie jest herosem na wszystkich frontach, wystarczy znaleźć swoją niszę. Mój facet nie jest z tych 'błyszczących', sam siebie określa jako geeka ;) On po prostu wkracza w odpowiednim momencie, kiedy jest potrzebny, w kwestiach, w których jest potrzebny. Poza tym zajmuje się sobą, swoimi zainteresowaniami, nie pcha się przed orkiestrę w kwestiach, w których wie, że jestem lepsza korzysta z tego, co ja potrafię wymyślić. Da się!
          • zakletawmarmur Re: 'Kastrująca' kobiet odrąb sobie mózg :P 10.04.10, 15:30
            > To jest akurat schemat bardzo częsty u Panów na forum. Ślub z
            gąską, rozczarowa
            > nie, kochanka, powrót do żony i dalsze narzekanie (na forum), że
            nadal gąską je
            > st i jak ją zmienić ;)

            Też fakt. Zapomniałam o tej trzeciej opcji:-)

            > Tu się nie do końca zgadzam. Panowie popełniają dość częsty błąd
            próbując zaimp
            > onować partnerce w tym, w czym ona jest dobra. Nie tędy droga.
            Żadna silna kobi
            > eta nie jest herosem na wszystkich frontach, wystarczy znaleźć
            swoją niszę. Mój
            > facet nie jest z tych 'błyszczących', sam siebie określa jako
            geeka ;) On po p
            > rostu wkracza w odpowiednim momencie, kiedy jest potrzebny, w
            kwestiach, w któr
            > ych jest potrzebny. Poza tym zajmuje się sobą, swoimi
            zainteresowaniami, nie pc
            > ha się przed orkiestrę w kwestiach, w których wie, że jestem
            lepsza korzysta z
            > tego, co ja potrafię wymyślić. Da się!

            Widzisz Mujer, trafił też na mądrą dziewczynę, która nie każe mu
            błyszczeć we wszystkich dziedzinach. To rzadkość. Z moich obserwacji
            takich silnych jednostek wynika, że częściej wcale nie oczekują od
            partnera/partnerki "uzupełnienia" tylko "podobieństwa". To zresztą
            normalne i potrzebne w jakimś stopniu. Jeśli coś dla nas jest ważne
            to nie potrafimy zrozumieć, że dla kogoś może to mieć mniejsze
            znaczenie. Traktujemy to wtedy jako objaw lenistwa lub braku
            umiejętności. Nie doceniamy też mocnych stron partnera bo te
            dziedziny życia wydają się gorsze... Często wynika to z niskiej
            samoświadomości.
    • ostryga11 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 09.04.10, 16:52
      Nie chciałabym sie wymądrzać, ale u Twojego faceta zachodzi chyba
      problem z bliskością. Osoby, które pochodzą z raczej zimnego domu
      lub z takiego, w którym nie nauczyły się bliskości, albo mają
      wdrukowany obraz męskości jako twardego faceta mogą czuć się
      podświadomie winne, gdy dopuszczą do nadmiernej w swoim mniemaniu
      bliskości (a seks jakby nie patrzeć jest relacją bliskości) i za to
      swoje "odstepstwo od reguł" podświadmie karają osobę, ktore je do
      złamania reguł skłoniła. Może spróbujesz przyjrzeć się problemowi
      pod tym kątem? facet może sobie wcale nie zdawać sprawy, że tak
      funkcjonuje. A po pewnym czasie, kiedy poczucie winy słabnie,
      wszystko wraca do normy i facet może być na nowo miły. I być może
      wcale nie jest tak, że jest miły, bo ma ochotę na seks, tylko jest
      miły bo jest miły i już. A kiedy dojdzie do zbliżenia to schemat z
      poczuciem winy ( wszedłem w bliski związek, pozwoliłem sobie na
      zależność itp.) sie powtarza i mamy kółeczko. Tego typu sytuacje
      dobrze jest przepracować w czasie terapii, chociaż takie osoby
      najczęsciej o terapii nie chcą słyszeć....
    • yoric Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 01:31
      Przeczytałem początek, do dalszej lektury zniechęca mnie kurs wątku na Kobiecą
      Grupę Wsparcia i nieodłączne "rzuć go" naszych forumowych bojowniczek wklejane
      poprzez ctrl-c ctrl-v, bo to niby krótkie, ale wpisywanie w co drugi wątek
      jednak męczy.
      Ja się pytam czemu "rzuć go" nie wkleić w każdy wątek jak leci, w końcu w każdym
      związku są jakieś braki. Facet wczoraj nie wyniósł śmieci? Kobieto! Co ty
      jeszcze robisz z takim chamem?
      W tym miejscu ja się nieśmiało pytam naszych forumowych ciotek co one robią z
      ich chamami i czemu nie wkleiły "rzuć go" we własny wątek?

      I błagam, nie żenujcie mnie psychoanalizą. Pewnie kobieta miała dominującą
      matkę. Nie miała? To pewnie ojca? Też nie? No haloo, ktoś przecież musiał być
      dominujący - decyduj się w końcu kto! Jednak matka? O, dominująca matka - jak
      pięknie się zgadza! Ojciec był - kompleks Elektry. Ojca nie było - kompleks penisa.
      W tym miejscu ja się nieśmiało pytam - jesteś może skorpionem? Jak jesteś,
      wszystko się zgadza. Jak nie, też się zgadza - w końcu wodnik też może być porywczy.
      • urquhart Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 06:59
        yoric napisał:

        > Przeczytałem początek, do dalszej lektury zniechęca mnie kurs wątku na Kobiecą
        > Grupę Wsparcia i nieodłączne "rzuć go" naszych forumowych bojowniczek wklejane
        > poprzez ctrl-c ctrl-v, bo to niby krótkie, ale wpisywanie w co drugi wątek
        > jednak męczy.
        > Ja się pytam czemu "rzuć go" nie wkleić w każdy wątek jak leci, w końcu w każdy
        > związku są jakieś braki

        He, he, no w końcu nie było jeszcze sakramentalnego wiecznie aktualnego "nie jest ciebie wart", ani nawet uniwersalnie dosadnego "kopnij go dupę" by Triss.

        > I błagam, nie żenujcie mnie psychoanalizą

        He, he, he. Dawaj teraz ty...
        __________________________________________________________
        Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
        • druginudziarz Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 09:38
          urquhart napisał:

          > > I błagam, nie żenujcie mnie psychoanalizą
          >
          > He, he, he. Dawaj teraz ty...

          Też jestem ciekaw, bo yoric zdaje się utwierdzać w przekonaniu, że dzieciństwo
          (i rodzice) mają wielki wpływ na osobowość i jednocześnie tego wpływu nie mają.
          pzdr.

      • druginudziarz Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 09:45
        yoric napisał:

        > I błagam, nie żenujcie mnie psychoanalizą. Pewnie kobieta miała dominującą
        > matkę. Nie miała? To pewnie ojca? Też nie? No haloo, ktoś przecież musiał być
        > dominujący - decyduj się w końcu kto! Jednak matka? O, dominująca matka - jak
        > pięknie się zgadza! Ojciec był - kompleks Elektry. Ojca nie było - kompleks pen
        > isa.
        > W tym miejscu ja się nieśmiało pytam - jesteś może skorpionem? Jak jesteś,
        > wszystko się zgadza. Jak nie, też się zgadza - w końcu wodnik też może być pory
        > wczy.

        Bo to jest tak jak z "przeziębieniem". Dziecko choruje bo je "przewiało", bo
        "zmarzło", "bo się zgrzało", "bo się zaraziło" etc. etc.
        Chciałbyś chyba jedną przyczynę i najlepiej wszystkiego. I bezwzględnie
        przyczyna ta powinna być (łatwo) weryfikowalna np. za pomocą (fabrycznego) testu
        paskowego.
        pzdr.
      • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 10:44
        yoric napisał:
        > Przeczytałem początek, do dalszej lektury zniechęca mnie kurs wątku na Kobiecą
        > Grupę Wsparcia i nieodłączne "rzuć go" naszych forumowych bojowniczek wklejane
        > poprzez ctrl-c ctrl-v, bo to niby krótkie, ale wpisywanie w co drugi wątek
        > jednak męczy.
        > Ja się pytam czemu "rzuć go" nie wkleić w każdy wątek jak leci, w końcu w każdym
        > związku są jakieś braki.

        Jaki Ty mądry Yoric :) Krytykować to jak widać każdy potrafi ale żaden z
        rzucających się tu panów oprócz atakowania autorki wątku (jaka to ona wredna
        jest) nic konstruktywnego do powiedzenia jakoś nie miał. Ciekawe co?

        Ja się tu pytałam wprost - co ona ma zrobić? Odrąbać sobie pół mózgu? Zacząć
        grać słodką idiotkę jak mantrę powtarzając 'jak zwykle masz rację kochanie'? No
        co konkretnie?
        • urquhart Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 12:09
          mujer_bonita napisała:
          > Jaki Ty mądry Yoric :) Krytykować to jak widać każdy potrafi ale żaden z
          > rzucających się tu panów oprócz atakowania autorki wątku nic konstruktywnego do powiedzenia jakoś nie miał.

          He, he, odobnie jak Milska diagnozuje sytuację i jej genezę w której obie strony i ich przeszłość ma znaczenie od razu kobietki miotają się że to krytyka i atak na kobiety, czyste, niewinne a jak z dzieckiem to nietykalne. Oczekiwana jest taka specyficzna forma partnerstwa w której jednej stronie z definicji się ustępuje...

          Specjalnie dla Ciebie z sympatii się powtórzę że znając tło i uwarunkowania konfliktu można skorzystać z profesjonalnej rady:
          www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/zwiazki/partnerstwo-po-slubie_33618.html
          __________________________________________________________
          Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
          • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 14:43
            urquhart napisał:
            > Specjalnie dla Ciebie z sympatii się powtórzę że znając tło i uwarunkowania kon
            > fliktu można skorzystać z profesjonalnej rady:

            O tak - to bardzo profesjonalne :) Rada Milskiej - zaakceptuj, że Twój facet jest głupim samcem i PODZIWIAJ go za sam fakty bycia. Nie ważne, jaki on jest - ważne przecież, że JEST :) Tak właśnie rozumuje ta pani.

            Rada owszem - może skuteczna dla związku ale KOSZTEM KOBIETY. No ale to się przecież nie liczy nie? Przecież to kobieta zawsze była i jak widać teraz też ma byś STWORZONA DO POŚWIECEŃ. Facet palcem nie kiwnie, żeby coś zmienić - to kobieta ma się dostosować do niego - do jego wad, lenistwa, głupoty. Posiadanie samca u boku ponad wszystko?

            'Żona uległa' - czyli silna kobieto wypierz sobie mózg albo odrąb połowę, zmień swoją osobowość, to co w tobie najlepsze, żeby Twój facet mógł górować. Bo przecież od Misia nie wolno wymagać jakiegokolwiek podciągnięcia się nie? Odpuszczenia kogucenia?

            Ciekawa jestem, czy mężczyźnie skarżącemu się na żonę-gąskę też pani Milska czy Ty Urquhqrcie poradziłbyś - ogłup się, żeby dorównać do jej poziomu :) Jakoś nigdy w tego typu wątkach tego nie czytałam :)
            • z_mazur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 15:22
              Autentycznie jestem Twoim fanem.

              Na co takiej silnej kobiecie w ogóle coś tak obrzydliwego jak FACET jest potrzebne? Nie ma to jak idealny świat z Seksmisji.

              Taka silna kobieta powinna z ostracyzmem i nalezytą pogardą traktować coś tak niskiego jak facet i oczywiście obracać się jedynie w gronie innych silnych kobiet, pomstując i złorzecząc na ten niższy gatunek, oraz knując jak tu wszystkie te nienormalne i w jakiś sposób spaczone przedstawicielki swojej płci, które poniżają się do kontaktu z takim czymś jak facet. I o zgrozo, nieświadome swojego błędu sprawiają wrażenie uszczęśliwionych tym kontaktem.

              Świat to jednak staje na głowie i biedne silne kobiety muszą na to patrzeć.

              Zawsze jednak pozostaje im jedno, wzajemne utwierdzanie się we własnej wspaniałości i byciu ponadprzeciętną. A jeśli nie wzajemne, to zawsze sama siebie taka kobieta może pozapewniać jaka to ona wspaniała jest i jak bardzo coś tak niskiego jak facet jej do szczęścia nie jest potrzebne.

              A co do rad dla facetów skarżących się na żonę gąskę...
              Jakoś niespecjalnie często widzę facetów skarżących się na takie żony, to raz. A dwa, faceci jakoś łatwiej akceptują pewne wady kobiet, jeśli seks jest ok. Na zasadzie, no cóż idealna to ona nie jest, ale kto jest bez wad.

              Tolerancja i wyrozumiałość często kolerują u facetów z wysoką inteligencją, w przeciwieństwie chyba do kobiet, u których te cechy są odwrotnie skorelowane.
              • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 15:36
                z_mazur napisał:
                > Autentycznie jestem Twoim fanem.
                > Na co takiej silnej kobiecie w ogóle coś tak obrzydliwego jak FACET jest potrze
                > bne? Nie ma to jak idealny świat z Seksmisji.

                Jak na autentycznego fana coś słabo czytasz ;) Oczywiście, że facet JEST mi
                potrzebny - do życia, do szczęścia, do tego wszystkiego czego sama nie potrafię
                lub nie jestem w stanie zrobić.

                Faceci ponoć logiczni są a tak ciężko jednak zrozumieć, że człowiekowi (i
                kobiecie i mężczyźnie) nie jest potrzebny ktoś, kto oferuje tylko to co sami
                potrafią? Że ludzie powinni się uzupełniać? Takie to skomplikowane? Tak ciężko
                zajarzyć, że to zasada UNIWERSALNA? Nie - lepiej sobie pluć antyfeministycznym
                jadem :D

                > A dwa, faceci jakoś łatwiej akceptują pewne wady kobiet, jeśli seks jest ok. Na
                > zasadzie, no cóż idealna to ona nie jest, ale kto jest bez wad.

                No i wyszło szydło z worka. Inteligencja, zaradność u kobiet ważna nie jest byle
                w łóżku dobrze było :) Cała prawda o części ciała, którą myślą faceci :)
                • z_mazur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 17:04
                  > Faceci ponoć logiczni są a tak ciężko jednak zrozumieć, że człowiekowi (i
                  > kobiecie i mężczyźnie) nie jest potrzebny ktoś, kto oferuje tylko to co sami
                  > potrafią? Że ludzie powinni się uzupełniać? Takie to skomplikowane? Tak ciężko
                  > zajarzyć, że to zasada UNIWERSALNA? Nie - lepiej sobie pluć antyfeministycznym
                  > jadem :D


                  A skąd Ty takie mundrości bierzesz. Ja wiem i potwierdzają to badania, że ludzie starają się otaczać ludźmi sobie podobnymi i z takimi osobami utrzymują kontakt, który daje im największą satysfakcję. Dla mnie relacje z bliskimi ludźmi to nie "coś za coś" i rynek wzajemnych usług.

                  Nie chodzi o brak inteligencji, tylko o to, że faceci rzadziej narzekają na to jakie sobie kobiety wybrali. Poziom inteligencji da się ocenić do trzeciej randki i nie ma co potem użalać się na własne wybory. Dojść do takich wniosków, to nawet niespecjalnie wybitny facet potrafi, w przeciwieństwie do wielu we własnym mnienaniu inteligentnych kobiet.
                  • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 17:21
                    z_mazur napisał:
                    > Dla mnie relacje z bliskimi ludźmi to
                    > nie "coś za coś" i rynek wzajemnych usług.

                    Nie wcale :) Każdy związek to coś za coś. Inaczej nie ma najmniejszego sensu. Wchodzimy w związki właśnie po to, żeby zyskać coś, czego sami nie jesteśmy w stanie osiągnąć.

                    > Nie chodzi o brak inteligencji, tylko o to, że faceci rzadziej narzekają na to
                    > jakie sobie kobiety wybrali. Poziom inteligencji da się ocenić do trzeciej rand
                    > ki i nie ma co potem użalać się na własne wybory.

                    Tia... doświadczenie tego forum mówi coś dokładnie odwrotnego. Oczywiście panowie nigdy nie przyznają, że to wina ICH WYBORÓW tylko 'tej głupiej żony' ;). Proszę - całkiem klasyczny przykład:
                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,106896572,,Malzenstwo_39_34_lat_seks_i_nie_tylko.html?s=0
                    • z_mazur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 19:27
                      > Nie wcale :) Każdy związek to coś za coś. Inaczej nie ma najmniejszego sensu. W
                      > chodzimy w związki właśnie po to, żeby zyskać coś, czego sami nie jesteśmy w stanie osiągnąć.

                      No nie rozśmieszaj mnie, tak oceniasz relacje międzyludzkie? Jeśli tak, to autentycznie współczuję.

                      Jak w praktyce miałoby się we współczesnym świecie te "coś za coś" w związku funkcjonować? Gdzie każdy średniointeligentny człowiek (bez względu na płeć) jest sobie w stanie dowolną usługę, która ma zaspokoić jakąś jego potrzebę zwyczajnie przez telefon zamówić?

                      Myślisz, że kobieta dlatego wiąże się z facetem żeby on mógł jej kran naprawić, bo ona sama tego nie potrafi? Albo, że facet jest z kobietą, bo ona tak pięknie okna pucuje?

                      Ciekawe co też takiego potrafi Twój partner, czego Ty sama nie potrafiłabyś zrobić?

                      A jeszcze ciekawsze byłoby IMHO gdybyś spróbowała odpowiedzieć na pytanie jakież to Ty jego potrzeby zaspokajasz, które tylko Ty możesz zaspokoić i dla których on jest z Tobą?

                      :)
                      • aandzia43 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 19:55
                        > Jak w praktyce miałoby się we współczesnym świecie te "coś za coś"
                        w związku fu
                        > nkcjonować? Gdzie każdy średniointeligentny człowiek (bez względu
                        na płeć) jest
                        > sobie w stanie dowolną usługę, która ma zaspokoić jakąś jego
                        potrzebę zwyczajn
                        > ie przez telefon zamówić?
                        >
                        > Myślisz, że kobieta dlatego wiąże się z facetem żeby on mógł jej
                        kran naprawić,
                        > bo ona sama tego nie potrafi? Albo, że facet jest z kobietą, bo
                        ona tak piękni
                        > e okna pucuje?

                        Mazurzaninie, nie o taki poziom wzajemnych świadczeń chodziło
                        Bonicie:-)
                      • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 21:44
                        z_mazur napisał:
                        > Jak w praktyce miałoby się we współczesnym świecie te "coś za coś" w związku fu
                        > nkcjonować? Gdzie każdy średniointeligentny człowiek (bez względu na płeć) jest
                        > sobie w stanie dowolną usługę, która ma zaspokoić jakąś jego potrzebę zwyczajn
                        > ie przez telefon zamówić?
                        > Myślisz, że kobieta dlatego wiąże się z facetem żeby on mógł jej kran naprawić,
                        > bo ona sama tego nie potrafi? Albo, że facet jest z kobietą, bo ona tak piękni
                        > e okna pucuje?

                        Echhh... rozumowanie chłopka-roztropka ;) Nie chodzi przecież o jak to widzisz 'usługi' tylko o bardziej o cechy i to co człowiek swoją osobowością może nam 'dać'. Piszesz, że zaspokojenie każdej potrzeby można zamówić przez telefon? Bliskości, zrozumienia, wsparcia, pocieszenia też?

                        Seks 'usługowo' można sobie zamówić ale to raczej nie to samo ;)

                        > Ciekawe co też takiego potrafi Twój partner, czego Ty sama nie potrafiłabyś
                        > zrobić?

                        Potrafi zachować zimną krew w sytuacjach kiedy mi puszczają nerwy, jest cierpliwy, potrafi mnie uspokoić, pamięta o rzeczach o których ja zapominam (zna mnie i wie o czym zapomnę ;)) świetnie mnie wspiera, dopinguje, dzięki czemu udaje mi się osiągnąć więcej.

                        > A jeszcze ciekawsze byłoby IMHO gdybyś spróbowała odpowiedzieć na pytanie jakie
                        > ż to Ty jego potrzeby zaspokajasz, które tylko Ty możesz zaspokoić i dla któryc
                        > h on jest z Tobą?

                        Potrzebę bycia zrozumianym, wsparcia, rady w potrzebie, pewności liczenia na kogoś, dbania o niego. W kwestiach bardziej 'praktycznych' - korzysta z mojej wiedzy finansowej, umiejętności wymyślania różnych rzeczy do zrobienia, organizowania, umiejętności towarzyskich etc.
                        • z_mazur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 22:45
                          > Echhh... rozumowanie chłopka-roztropka ;) Nie chodzi przecież o jak to widzisz
                          > 'usługi' tylko o bardziej o cechy i to co człowiek swoją osobowością może
                          > 'nam dać'. Piszesz, że zaspokojenie każdej potrzeby można zamówić przez telefon?
                          > Bliskości, zrozumienia, wsparcia, pocieszenia też?

                          No właśnie i o cechach mówię. Ludzie otaczają się podobnymi sobie osobami. Inteligentna i oczytana kobieta na dłuższą metę dobrze się będzie czuła z oczytanym i inteligentnym facetem.

                          I tylko z tym polemizowałem. Szukamy podobnych sobie ludzi, a nie takich którzy coś nam mogą dać. Dawanie jest tutaj pochodną, a nie podstawową kwestią.

                          > Potrzebę bycia zrozumianym, wsparcia, rady w potrzebie, pewności liczenia na
                          > kogoś, dbania o niego. W kwestiach bardziej 'praktycznych' - korzysta z mojej
                          > wiedzy finansowej, umiejętności wymyślania różnych rzeczy do zrobienia, organizowania
                          > umiejętności towarzyskich etc.

                          No to już jest kuriozalne. Myślisz rzeczywiście, że on dlatego z Tobą jest? Mam wymienić, co z tych powyższych potrzeb mógłby zamówić u kogo, żeby ta usługa była spełniona w najwyższym standardzie (nie obrażająć nikogo, ale na pewno w wyższym niż Ty osobiście możesz zapewnić)?

                          Już abstrahując, że sama wymieniając te cechy kreujesz swojego faceta na zwalczanego tu na każdym kroku przez siebie "biednego misia".

                          "Dbanie o niego" - to jest naprawdę cymesik.
                          • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 23:02
                            z_mazur napisał:
                            > No to już jest kuriozalne. Myślisz rzeczywiście, że on dlatego z Tobą jest? Mam
                            > wymienić, co z tych powyższych potrzeb mógłby zamówić u kogo, żeby ta usługa b
                            > yła spełniona w najwyższym standardzie (nie obrażająć nikogo, ale na pewno w wy
                            > ższym niż Ty osobiście możesz zapewnić)?


                            No proszę - OŚWIEĆ MNIE! Oświeć mnie, jak to wszystko na świecie można kupić - dawaj cyniku!


                            PS.
                            > "Dbanie o niego" - to jest naprawdę cymesik.

                            A to są właśnie JEGO słowa. Z resztą cała lista została skonsultowana. Cieszę się, że pokazujesz jak bawią Cię potrzeby innych ludzi. To dobitnie świadczy o Twoim poziomie :)
                            • z_mazur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 11.04.10, 01:08
                              No tak, jak brakuje argumentów, to pozostają już tylko wycieczki osobiste.

                              I nie mam zamiaru Cię oświecać, co u kogo można, za co kupić. To dla Ciebie relacje międzyludzki, to coś za coś.

                              Nie bawią mnie potrzeby innych ludzi, tylko Twoja argumentacja, a w zasadzie to, że sama zaczęłaś sobie zaprzeczać. Skoro to jego słowa, to powinnaś go opieprzyć, za to że musisz o niego dbać, a następnie z uczuciem dojmującej pogardy rozstać się z takim biednym misiem, który zmusza Ciebie wyzwoloną kobietę, do tego, żebyś o niego dbała.
                              • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 11.04.10, 01:37
                                z_mazur napisał:
                                > I nie mam zamiaru Cię oświecać, co u kogo można, za co kupić. To dla Ciebie rel
                                > acje międzyludzki, to coś za coś.

                                Cóż za konsekwencja - najpierw 'mam ci wymienić' a jak piszę, że tak 'nie mam zamiaru się oświecać'. Wiem ale nie powiem :) Pięciolatkowy skończyły się argumenty???

                                > Skoro to jego słowa, to powinnaś go opiepr
                                > zyć, za to że musisz o niego dbać, a następnie z uczuciem dojmującej pogardy ro
                                > zstać się z takim biednym misiem, który zmusza Ciebie wyzwoloną kobietę, do teg
                                > o, żebyś o niego dbała.

                                Może zrozumiałbyś, że nic tu sobie nie przeczy gdybyś potrafił pojąć, że NIE MUSZĘ. No ale wiem - to poza Twoim zasięgiem :)
                                • z_mazur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 11.04.10, 02:02
                                  > Cóż za konsekwencja - najpierw 'mam ci wymienić' a jak piszę, że tak 'nie mam z
                                  > amiaru się oświecać'. Wiem ale nie powiem :) Pięciolatkowy skończyły się argume
                                  > nty???

                                  Ty tak na serio?
                                  Myślałem, że to był sarkazm.

                                  Zrozumienie - dobry psychoterapeuta.
                                  Porada - to zależy w czym, od różnych rad są różni specjaliści.
                                  Wymyślanie czegoś do zrobienia - wybacz, ale nie rozumiem tej potrzeby. Ja przeważnie mam sporo do zrobienia i nie potrzebuję żeby mi ktoś cokolwiek w tym zakresie wymyślał, dlatego niebardzo rozumiem taką potrzebę i niespecjalnie chciałbym mieć do czynienia zarówno z osobami, które odczuwają takie potrzeby, jak i odczuwają potrzebę zaspokajania takich potrzeb.
                                  Doradztwo finansowe - bez komentarza.
                                  Bliskość - normalnie je za friko zapewnia mi moje grono bliskich (jak sama nazwa wskazuje) osób, ale pewnie za odpowiednie pieniądze dałoby się też ją kupić.

                                  Nie pamiętam co tam jeszcze wymieniałaś, jeśli na czymś Ci jeszcze bardzo zależy żeby, to powiedz.

                                  Może rzeczywiście nie musisz, ale żeby być w zgodzie z samą sobą to powinnaś, inaczej wychodzi śmiesznie i potem się trzeba posuwać do wycieczek osobistych i docinków, a ponieważ nie lubię tak prowadzonych dyskusji, to na tym ją zakończę.
                                  • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 11.04.10, 02:36
                                    z_mazur napisał:
                                    > Zrozumienie - dobry psychoterapeuta.
                                    (...)
                                    > Bliskość - normalnie je za friko zapewnia mi moje grono bliskich (jak sama nazw
                                    > a wskazuje) osób, ale pewnie za odpowiednie pieniądze dałoby się też ją kupić.

                                    Gadasz jak potłuczony, zgorzkniały człowiek 'po przejściach'. Strzelam - rozwodnik ziejący nienawiścią do kobiet i związków? Człowieku - kupić sobie za pieniądze BLISKOŚĆ??? Ty chyba nie znasz prawdziwego znaczenia tego słowa!

                                    Nie pozostaje nic innego jak życzyć Ci udanego życia w gronie psychoterapeuty, specjalistów, doradcy finansowego i tych klakierów od bliskości, którzy poza kasą nic w Tobie widzieć nie będą :)
                                    • z_mazur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 11.04.10, 10:48
                                      Skąd tyle niechęci? Pisałem już czego przejawem jest agresja w dyskusji?

                                      Chcesz się wymienić poglądami? Dyskutuj, argumentuj, przekonuj, stawiaj tezy i ich dowódź.
                                      Chcesz wyładować frustrację? Odgryzaj się złośliwie na prawo i lewo w momencie gdy ktoś ma odmienne zdanie od Twojego.

                                      Nawet zakładając, że prawdziwej bliskości nie da się kupić (oczywiście można dyskutować czym jest "prawdziwa bliskość"), to napisałem wcześniej, że stabilna emocjonalnie osoba, z umiejętnościami socjalnymi na normalnym poziomie, powinna posiadać grono bliskich osób, które zapewniają jej odpowiednie poczcie bliskości. Jeśli taką bliskość jest w stanie zapewnić tylko jedna konkretna osoba, to jest to przejaw uzależnienia emocjonalnego od tej osoby.

                                      Co do życzeń, dziękuję nie narzekam.
                                      • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 12.04.10, 12:21
                                        z_mazur napisał:
                                        > Skąd tyle niechęci? Pisałem już czego przejawem jest agresja w dyskusji?

                                        To nie agresja tylko frustracja spowodowana głównie koniecznością 'dyskutowania na argumety' z Twoimi zarzutami pod moim adresem dotyczących rzeczy, których NIE NAPISAŁAM. Sofizmat rozszerzenia.

                                        Przykłady:
                                        1. Z klasycznym dla Ciebie tonem wyższości piszesz jak to z Twojego doświadczenia i badań wynika, że 'nie mam racji' bo ludzie dobierają się na zasadzie podobieństw a nie dopełniania. Oczywiście nie zauważyłeś, że ja nie napisałam, że ludzie się tak dobierają ale POWINNI dobierać. Atakujesz stwierdzenie, które nie padło z mojej strony.
                                        2. Nigdzie nie napisałam, że potrzebę bliskości spełnia TYLKO partner/partnerka. Odpowiadałam na pytanie, co daję mojemu partnerowi, co tylko ja mogę zaspokoić. I owszem może TOBIE potrzebę bliskości załatwi kumpel ale są ludzie, którym bliskość z kumplem czy terapeutą NIE WYSTARCZY. Pytałeś o JEGO odczucia a nie o to co TY potrzebujesz. Ludzie są różni wiesz?
                                        3. Wmawianie mi, że gardzę facetami itp. Dla ciebie każde wymaganie pod adresem faceta jest gardzeniem? Gardzę pewnymi cechami a właściwie lepiej powiedzieć postawami ludzkimi - NIEZALEŻNIE od płci. Nie znoszę biednych misiów a Ty zaraz wyskakujesz, że gardzę facetami. Słodkich idiotek też nie znoszę - napiszesz mi, że gardzę kobietami?

                                        I na koniec - jeżeli byłbyś tak uprzejmy napisać dlaczego ludzie wchodzą w związki? Skoro uważasz, że nie dla obopólnych korzyści to proszę wykaż to.
                                        • z_mazur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 12.04.10, 14:01
                                          > 1. Z klasycznym dla Ciebie tonem wyższości piszesz jak to z
                                          Twojego doświadczen
                                          > ia i badań wynika, że 'nie mam racji' bo ludzie dobierają się na
                                          zasadzie podob
                                          > ieństw a nie dopełniania. Oczywiście nie zauważyłeś, że ja nie
                                          napisałam, że lu
                                          > dzie się tak dobierają ale POWINNI dobierać. Atakujesz
                                          stwierdzenie, które nie
                                          > padło z mojej strony.

                                          Ok, nawet jeśli uważasz, że powinni, to IMHO też nie masz racji. Bo
                                          jak pokazują badania (BTW jak każda kobieta czepiasz się powoływania
                                          na badania i statystykę), im więcej różnic pomiędzy partnerami tym
                                          mniejsza trwałość związku. Bo w perspektywie czasu okazuje się, że
                                          najistotniejsze w związku w dłuższej perspektywie jest wzajemne
                                          zrozumienie, o które najłatwiej przy podobieństwach.

                                          > 2. Nigdzie nie napisałam, że potrzebę bliskości spełnia TYLKO
                                          partner/partnerka
                                          > . Odpowiadałam na pytanie, co daję mojemu partnerowi, co tylko ja
                                          mogę zaspokoi
                                          > ć. I owszem może TOBIE potrzebę bliskości załatwi kumpel ale są
                                          ludzie, którym
                                          > bliskość z kumplem czy terapeutą NIE WYSTARCZY. Pytałeś o JEGO
                                          odczucia a nie o
                                          > to co TY potrzebujesz. Ludzie są różni wiesz?

                                          No ale sens mojego pytania był taki, co takiego TYLKO Ty możesz dać
                                          swojemu partnerowi, że jest właśnie z Tobą. Odpowiedź brzmiała
                                          m.in. - bliskość. Ergo, tylko Ty możesz mu zapewnić poczucie
                                          bliskości.

                                          Czy ja pisałem o kumplu? Ktoś tu wspominał coś o sofizmacie
                                          rozszerzenia...

                                          > 3. Wmawianie mi, że gardzę facetami itp. Dla ciebie każde
                                          wymaganie pod adresem
                                          > faceta jest gardzeniem? Gardzę pewnymi cechami a właściwie lepiej
                                          powiedzieć p
                                          > ostawami ludzkimi - NIEZALEŻNIE od płci. Nie znoszę biednych
                                          misiów a Ty zaraz
                                          > wyskakujesz, że gardzę facetami. Słodkich idiotek też nie znoszę -
                                          napiszesz mi
                                          > , że gardzę kobietami?

                                          Może nie gardzisz, ale wyrażasz sie pogardliwie. Jeśli drugie nie
                                          jest wynikiem pierwszego, to w takim razie sorry za nadinterpretację.
                                          Przy czym jedną z kwestii, o których wyrażałaś się pogardliwie, było
                                          między innymi dbanie o samopoczucie partnera (żeby ego biednego
                                          misia nie ucierpiało), po czym sama piszesz, że Twój partner jest z
                                          Tobą dlatego, że o niego dbasz. Dla mnie to sprzeczne.

                                          A dlaczego ludzie wchodzą w związki? Najczęściej z wielu nie do
                                          końca uświadomionych powodów. Oczywiście są również związki
                                          zawiązywane dla uzyskania korzyści, to się nazywa "małżeństo z
                                          rozsądku", gdy kiedyś np. szlachetnie urodzony utracjusz po
                                          przehulaniu rodowego majątku wiązał się z córką bogatego kupca, albo
                                          gdy dwa rody królewskie swatały ze sobą swoje dzieci.
                                          • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 12.04.10, 14:45
                                            z_mazur napisał:
                                            > im więcej różnic pomiędzy partnerami tym
                                            > mniejsza trwałość związku. Bo w perspektywie czasu okazuje się, że
                                            > najistotniejsze w związku w dłuższej perspektywie jest wzajemne
                                            > zrozumienie, o które najłatwiej przy podobieństwach.

                                            Rozróżnij te pojęcia - różnić się a dopełniać się. Dopełnianie polega na różnieniu się w sposób, który pomaga drugiej osobie i związkowi. Dwóm architektom ciężej zbudować dom niż tandemowi architekt-budowlaniec. Jasne, że podobieństwa są ważne ale jakby były cechą decydująca to wiązalibyśmy się z własnym odbiciem w lustrze.

                                            > No ale sens mojego pytania był taki, co takiego TYLKO Ty możesz dać
                                            > swojemu partnerowi, że jest właśnie z Tobą. Odpowiedź brzmiała
                                            > m.in. - bliskość. Ergo, tylko Ty możesz mu zapewnić poczucie
                                            > bliskości.

                                            Może nie 'tylko' ja a ale TYLKO bliski związek z drugą osobą. Nie kolegą, nie terapeutą ale partnerką/żoną. A jest ze mną dlatego, że ja (a nie inna Baśka czy Kryśka) zaspokajam tę i inne potrzeby najlepiej.

                                            > Może nie gardzisz, ale wyrażasz sie pogardliwie. Jeśli drugie nie
                                            > jest wynikiem pierwszego, to w takim razie sorry za nadinterpretację.
                                            > Przy czym jedną z kwestii, o których wyrażałaś się pogardliwie, było
                                            > między innymi dbanie o samopoczucie partnera (żeby ego biednego
                                            > misia nie ucierpiało), po czym sama piszesz, że Twój partner jest z
                                            > Tobą dlatego, że o niego dbasz. Dla mnie to sprzeczne.

                                            Jeszcze raz napiszę - nie gardzę ludźmi (czy mężczyznami czy kobietami) tylko pewnymi ich cechami/postawami.

                                            Jestem jak najbardziej za dbaniem o potrzeby partnera, jest to dla mnie podstawa związku. Jednak gdy jeden z partnerów znajduje się w potrzebie, w trudnej chwili to stawianie wyżej potrzeb drugiego partnera 'stresującego' się tym, że pierwszy cierpi jest dla mnie NIEDORZECZNE. To mniej więcej tak, jakby przywieźli z wypadku dwie ofiary - jedną w stanie krytycznym a drugą ze złamaną ręką i lekarze w pierwszej kolejności zajęli się tym drugim. Oboje są w potrzebie ale priorytety powinny być jasne.

                                            Na marginesie - po raz kolejny 'wytykasz' mi pogląd, którego nie posiadam (odnośnie pogardy wobec dbania o partnera).

                                            > A dlaczego ludzie wchodzą w związki? Najczęściej z wielu nie do
                                            > końca uświadomionych powodów.

                                            Czyli NIE WIESZ dlaczego ludzie wchodzą w związki ale wg Ciebie NA PEWNO nie z powodów, o których ja piszę ;) Urocze. Stara prawda głosi - RAZEM ŻYJE SIĘ ŁATWIEJ. I nie chodzi o kalkulowane na zimno 'małżeństwa z rozsądku' tylko o wzajemną pomoc, wsparcie etc. Nawet dzieci łatwiej wychowuje się razem a przecież można być samotnym rodzicem albo podrzucać dziecko dziadkom, ciociom czy wujkom.
                                            • z_mazur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 12.04.10, 15:09
                                              > Na marginesie - po raz kolejny 'wytykasz' mi pogląd, którego nie
                                              posiadam (odn
                                              > ośnie pogardy wobec dbania o partnera).

                                              Jeśli już się tak czepiasz, to przeczytaj uważnie, nie pisałem, że
                                              pogardzasz, tylko wyrażasz się pogardliwie.

                                              > Czyli NIE WIESZ dlaczego ludzie wchodzą w związki ale wg Ciebie NA
                                              PEWNO nie z
                                              > powodów, o których ja piszę ;) Urocze. Stara prawda głosi - RAZEM
                                              ŻYJE SIĘ ŁATW
                                              > IEJ. I nie chodzi o kalkulowane na zimno 'małżeństwa z rozsądku'
                                              tylko o wzajem
                                              > ną pomoc, wsparcie etc. Nawet dzieci łatwiej wychowuje się razem a
                                              przecież moż
                                              > na być samotnym rodzicem albo podrzucać dziecko dziadkom, ciociom
                                              czy wujkom.

                                              Ludzie są ze sobą z wielu różnych powodów i IMHO na pewno nie przede
                                              wszystkim dlatego, żeby zasokajać swoje potrzeby.

                                              Widząc ilość rozwodów we współczesnym cywilizowanym świecie (w
                                              niektórych krajach przekracza już 50% zawartych związków),
                                              najczęściej po urodzeniu i podchowaniu dziecka(ci), można mocno
                                              powątpiewać w te "razem żyje się lepiej".
                                              • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 12.04.10, 15:27
                                                z_mazur napisał:
                                                > Jeśli już się tak czepiasz, to przeczytaj uważnie, nie pisałem, że
                                                > pogardzasz, tylko wyrażasz się pogardliwie.

                                                Jeżeli już mamy być super precyzyjni to nie wyrażałam się pogardliwie (to miał byś sarkazm) o zaspokajaniu potrzeb tylko o stawianiu swoich potrzeb na pierwszym miejscu w chwili, gdzie partner/partnerki potrzeby powinny być ważniejsze.

                                                > Ludzie są ze sobą z wielu różnych powodów i IMHO na pewno nie przede
                                                > wszystkim dlatego, żeby zasokajać swoje potrzeby.

                                                I o to głównie chodzi :) Gdyby NAPRAWDĘ wszystkie potrzeby mogli zaspokajać znajomi czy można było kupić ich zaspokojenie to byśmy się nie wiązali. Zaspokojenie potrzeby jakby nie patrzeć jest tak wyśmiewaną przez Ciebie KORZYŚCIĄ czerpaną ze związku. Jeżeli potrzeby OBU stron są zaspokajane to związek ma szansę trwania. W ten właśnie sposób dochodzimy do układu 'COŚ ZA COŚ' ;)
                                                • z_mazur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 12.04.10, 17:56
                                                  Co takiego ma "za coś", małżonek opiekujący się drugim nieuleczalnie chorym (ale nie konającym) małżonkiem.

                                                  Jak już pisałem, jeśli dla Ciebie relacje międzyludzkie to "coś za coś", to autentycznie współczuję.
                                                  • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 12.04.10, 18:31
                                                    z_mazur napisał:
                                                    > Co takiego ma "za coś", małżonek opiekujący się drugim nieuleczalnie chorym (al
                                                    > e nie konającym) małżonkiem.

                                                    Wzajemne 'ubezpieczenie' - na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie etc. Poza tym
                                                    znów rozumujesz jak chłopek-roztropek - czyli 'tu i teraz miałoby być równo' -
                                                    nie koniecznie - raz jedno zajmuje się drugim raz drugie pierwszym, raz jedno
                                                    jest w potrzebie raz w drugie.

                                                    > Jak już pisałem, jeśli dla Ciebie relacje międzyludzkie to "coś za coś", to aut
                                                    > entycznie współczuję.

                                                    Nie musisz - ja w końcu nauczyłam się tworzyć ZDROWE relacje. A to, że Tobie się
                                                    to nie podoba - tym bardziej utwierdza mnie przy moim zdaniu.
                                                  • z_mazur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 13.04.10, 00:19
                                                    Jakie wzajemne ubezpieczenie, kiedy jeden z partnerów, ma perspektywę opiekowania się drugim kilka lat do jego śmierci, bez żadnych perspektyw na poprawę stanu?

                                                    I znowu próbujesz mnie obrazić używając epitetów.

                                                    Irytują Cię moje argumenty, nie odpisuj, wcale nie oczekuję, że odpowiesz na każdy mój post, ale jeśli już odpowiadasz, to wykaż się odrobiną klasy w dyskusji.

                                                    I relacje jakie tworzysz mnie ani ziębią ani grzeją, dopóki nie tworzysz ich ze mną. Wyraziłaś swoją opinię, z którą się nie zgdadzam. Próbowałaś mnie przekonać do swoich racji, ale Twoja argumentacja do mnie nie trafia, wręcz przeciwnie utwierdza mnie w moim stanowisku.

                                                    Jeśli nadal chcesz prowadzić w ten sposób dyskusję, używając docinków i złośliwości, to ja sobie podaruję.
                                                  • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 13.04.10, 00:36
                                                    z_mazur napisał:
                                                    > Jeśli nadal chcesz prowadzić w ten sposób dyskusję, używając docinków i złośliw
                                                    > ości, to ja sobie podaruję.

                                                    A o drzazdze i belce w oku to Pan słyszał? Ja też mam dość ciągłego Twojego nieczytania do czego się odnosisz i irytującego tonu wyższości. Tak więc proponuję darować sobie obopólnie - mi nie zależy.
                                                  • mujer_bonita PS. 13.04.10, 00:50
                                                    Przypomnę jedynie, że wymiana postów między nami zaczęła się od Twojej personalnej, prześmiewczej, pogardliwej mowy pod moim adresem:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,109649859,109867267,Re_Schemat_ktory_pozbawia_mnie_ochoty_na_sex.html
                                                    Skoro ten ton Ci się nie podoba - NIE ZACZYNAJ w nim dyskusji. Proste.
                                                  • z_mazur Re: PS. 13.04.10, 11:38
                                                    Jak sama zauważyłaś była to mowa.

                                                    Rzeczywiście miała ona na celu wykpienie tego co pisałaś wcześniej.

                                                    Później jednak nasza wymiana zdań przerodziła się w normalną
                                                    dyskusję, a w takiej poza czasem odrobiną ironii i sarkazmu staram
                                                    się zachować pewne reguły.
                                                  • mujer_bonita Re: PS. 13.04.10, 12:22
                                                    z_mazur napisał:
                                                    > Jak sama zauważyłaś była to mowa.
                                                    > Rzeczywiście miała ona na celu wykpienie tego co pisałaś wcześniej.
                                                    > Później jednak nasza wymiana zdań przerodziła się w normalną
                                                    > dyskusję, a w takiej poza czasem odrobiną ironii i sarkazmu staram
                                                    > się zachować pewne reguły.

                                                    No tak - znów ta wyższość 'co wolno wojewodzie...'. Poza tym klasyka - drzazga, belka... starałeś się ale kompletnie nie wyszło. Jak dla mnie EOT.
                                                  • z_mazur Re: PS. 13.04.10, 15:45
                                                    Tam zaraz wyższość. :)

                                                    Sama traktujesz innych dyskutantów w podobny sposób. Mój post do
                                                    którego link wrzuciłaś, a szczególnie jego forma, był reakcją na to
                                                    w jaki sposób pisałaś do swojego przedpiszcy. Więc ta belka i
                                                    drzazga, to trochę jak kocioł i garnek. Inna sprawa, że jak zaczęła
                                                    się dyskusja na argumenty to starałem się powrócić do normalnej
                                                    formy, być może nieskutecznie.

                                                    W każdym razie lubię dyskusję i drobne uszczypliwości takiej
                                                    dyskusji IMHO dodają pikanterii. Dlatego może byłem zwyczajnie
                                                    rozczarowany takimi epitetami jak "chłopek-roztropek", bo one jakoś
                                                    tak dla mnie zaniżały poziom. :)

                                                    Pozdrawiam
                                • z_mazur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 11.04.10, 02:34
                                  Aaaa i tak mi się jeszcze nasunęło, odnośnie tego czy musisz, czy nie musisz.

                                  Skoro związek Twoim zdaniem, to coś za coś, to skoro to, że o niego dbasz, jest jednym z warunków dla których on z Tobą jest, to gdybyś o niego nie dbała, to by z Tobą nie był. Ergo, jeśli chcesz żeby on z Tobą był MUSISZ o niego dbać.

                                  Ale to pewnie zbyt logiczne i zaraz usłyszę jakiś docinek o pięciolatku, albo jakąś złośliwość odnośnie tego co jest, a co nie jest w moim zasięgu.

                                  W dyskusji złośliwość jest przejawem bezsilności.
                  • kawitator Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 17:57
                    Oj jaki ładny i klarowny obraz Pięknej kobietki czyli Bonitki sie wyłania z tej dyskusji Nie tyle oczywiście z tego co pisze o sobie ale z tego jak pisze i jakie emocje się z niej wylewają
                    Swoja droga taki nick tez może wiele powiedzieć ;-)

                    Jeżeli byłabyś taka dobra skupiła sie troszkę i postarała sie odpowiedzieć na tak postawiony problem

                    Taka sytuacja
                    Twój jak to określasz towarzysz życia udał się był na męską nasiadówkę towarzyską jadąc tam samochodem Miało być miło sympatycznie i oczywiście absolutnie bez alkoholowo

                    W trakcie okazało sie ze jeden z przyjaciół wygrał dajmy na to konkurs na operę w Madrycie i w związku z tym postawił beczkę pełnoletniej ( coby nie było pedofilii ) Brendy zacnej marki
                    Impreza się rozkręca a twój siedzi o suchym pysku no bo ten samochód
                    Dzwoni do ciebie i pyta czy przyjechałabyś po niego jak się impreza skoczy czyli koło północy aby zabrać swojego misia i jego autko do domu

                    odpowiadasz

                    a Oczywiście masz załatwione
                    b Zwariowałeś zamów taksówkę z kierowca
                    c Jak ci nie wstyd dzwonić w takiej sprawie
                    d Proszę sie nie pokazywać dopóki nie wytrzeźwiejesz
                    e Zrywam z tobą o niegodny
                    f inne niewymienione

                    Jeżeli możesz potraktuj to poważnie bowiem ubrałem w opowiastkę zupełnie poważny test osobowościowy
                    Jak masz zamiar sobie robić jaja to pisz to otwarcie. Swoje i tak już wiem a test jest tylko dla domknięcia obrazu

                    Ps1 facet nie ma żadnych problemów z alkoholem
                    Ps2 prosimy o nie podpowiadanie szczególnie Andzie bo jej odpowiedz już znam

                    kawi
                    • aandzia43 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 18:08
                      > Ps2 prosimy o nie podpowiadanie szczególnie Andzie bo jej
                      odpowiedz już znam
                      >
                      > kawi

                      :-O
                      No dobrze, nie zamierzałam się wcinać, ale czy mógłbyś mi kiedyś
                      zdradzić, jaka byłaby moja odpowiedź?
                    • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 18:12
                      kawitator napisał:
                      > Jeżeli możesz potraktuj to poważnie bowiem ubrałem w opowiastkę zupełnie poważn
                      > y test osobowościowy

                      Akurat tak się składa, że jestem niepijąca więc zawsze jak gdzieś razem wychodzimy nie ma problemu kto prowadzi. Mało tego - jak TŻ wychodzi gdzieś z kolegami - zwykle ja go przywożę (czasem rozwożąc również kolegów). Nie mam z tym najmniejszego problemu (ani z piwkiem z kolegami ani z przywożeniem w środku nocy). Jedyne co niestety nie wchodzi w grę to zaciąganie go do domu gdyby zalał się w trupa ale to nie dlatego, że nie chcę - 30cm różnicy wzrostu i jakieś 40kg wagi jednak nie przeskoczę ;)

                      Tak więc odpowiedź a - oczywiście masz załatwione.
                    • sisi_kecz Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 18:21
                      b

                      (skoro tylko andziaa nie miała sie wcinać;)
              • zyg_zyg_zyg Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 15:51
                > Tolerancja i wyrozumiałość często kolerują u facetów z wysoką
                inteligencją, w p
                > rzeciwieństwie chyba do kobiet, u których te cechy są odwrotnie
                skorelowane

                Eeee, zdaje Ci się...
                Jestem inteligentna i tolerancyjna.
                I oczywiście piękna, mądra i seksowna.
                :-)
                • songo3000 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 20:06
                  i młoda zapewne ;PPP
                  • zyg_zyg_zyg Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 23:57
                    Och, dziękuje Songo, co ja bym bez Ciebie zrobiła... :-) (nie
                    widzisz, ale zalotnie trzepoczę teraz rzęsami)

                    Wśród moich niezliczonych i niewymienionych wcześniej walorów, rzecz
                    jasna, jest i młoda :-)
        • zakletawmarmur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 14:50
          > Ja się tu pytałam wprost - co ona ma zrobić? Odrąbać sobie pół
          mózgu?

          Lubie konkretne rozwiązania ale bez przesadyzmu:-)
          Co może zrobić?
          Ja stawiam na "kochaj albo rzuć". Fanką "Teksańskiej masakry piłą
          mechaniczną" nigdy nie byłam.

          Jestem zadania, że wina faktycznie zawsze jest po obu stronach.
          A jeśli już po czyjejś bardziej to silniejszego. Strona silniejsza
          nie powinna była pchać się a następnie tkwić w związku z kimś kto
          nie jest w stanie spełniać jej oczekiwań. Nie powinna też wymagać,
          żeby strona słabsza stała się silniejsza. To strona silniejsza
          powinna umieć się ze słabszą rozstać. Zanim jednak to zrobi powinna
          sobie przeanalizować na zimno. Czy mąż w ogóle ma jakieś zalety, czy
          jest jej do czegoś potrzebny? A może widzi w nim jedynie słabego
          choleryka, który próbuje sobie podnieść samoocenę jej kosztem?
          Ludzie zachowują się źle, gdy życie ich przerasta. Złe zachowanie
          jest zawsze wynikiem jakiejś słabości, nie wiemy dokładnie jakiej.
          Może żona mogłaby faktycznie mężowi pomóc tę słabość pokonać. Może
          jednak się okazać, że nie warto, wtedy trzeba odejść.

          W pewnym momencie trzeba się po prostu zatrzymać, przemyśleć i
          podjąć konkretną decyzje. A później się jej trzymać... I skupiać się
          na tym, co zyskaliśmy, zamiast do końca życia myśleć o tym co
          straciliśmy.
          • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 15:26
            zakletawmarmur napisała:
            > Jestem zadania, że wina faktycznie zawsze jest po obu stronach.
            > A jeśli już po czyjejś bardziej to silniejszego. Strona silniejsza
            > nie powinna była pchać się a następnie tkwić w związku z kimś kto
            > nie jest w stanie spełniać jej oczekiwań. Nie powinna też wymagać,
            > żeby strona słabsza stała się silniejsza. To strona silniejsza
            > powinna umieć się ze słabszą rozstać.

            I wszystko fajnie tylko w omawianym przypadku to strona słabsza ma problem ze swoim urojonym poczuciem zagrożenia. Z własnego doświadczenia wiem, że od faceta można nie oczekiwać NIC a on i tak będzie czuł się stłamszony/zdominowany/niedoceniony z samego faktu, że partnerka jest jaka jest. Z samego faktu, że w czymś jest od niego lepsza. I co wtedy?
            • zakletawmarmur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 19:06
              Z własnego doświadczenia wiem, że od faceta
              > można nie oczekiwać NIC a on i tak będzie czuł się
              stłamszony/zdominowany/nied
              > oceniony z samego faktu, że partnerka jest jaka jest. Z samego
              faktu, że w czym
              > ś jest od niego lepsza. I co wtedy?

              Jeśli jest to kwestia fobii to może wysłać chłopa do jakiegoś
              lekarza od fobii? To chyba można leczyć? Tak czy inaczej jest to
              słabość i postępowanie nie powinno różnić się od postępowania przy
              innych problemach.
            • druginudziarz Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 11.04.10, 20:52
              mujer_bonita napisała:

              > zakletawmarmur napisała:
              > > Jestem zadania, że wina faktycznie zawsze jest po obu stronach.
              > > A jeśli już po czyjejś bardziej to silniejszego. Strona silniejsza
              > > nie powinna była pchać się a następnie tkwić w związku z kimś kto
              > > nie jest w stanie spełniać jej oczekiwań. Nie powinna też wymagać,
              > > żeby strona słabsza stała się silniejsza. To strona silniejsza
              > > powinna umieć się ze słabszą rozstać.
              >
              > I wszystko fajnie tylko w omawianym przypadku to strona słabsza ma problem ze s
              > woim urojonym poczuciem zagrożenia.

              Jeśli to urojenia to to się bardzo szybko diagnozuje "domowymi sposobami". Po co
              "kręcić" z panami z zaburzeniami których się skrajnie nie akceptuje?
              W zasadzie kilka dni mi wystarcza, by wiedzieć że dany egzemplarz należy omijać
              szerokim łukiem, bo poza materiałem na jedną noc to nic sensownego z tego nie
              będzie.
          • aandzia43 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 16:51
            Strona silniejsza
            > nie powinna była pchać się a następnie tkwić w związku z kimś kto
            > nie jest w stanie spełniać jej oczekiwań. Nie powinna też wymagać,
            > żeby strona słabsza stała się silniejsza. To strona silniejsza
            > powinna umieć się ze słabszą rozstać. Zanim jednak to zrobi
            powinna
            > sobie przeanalizować na zimno. Czy mąż w ogóle ma jakieś zalety,
            czy
            > jest jej do czegoś potrzebny? A może widzi w nim jedynie słabego
            > choleryka, który próbuje sobie podnieść samoocenę jej kosztem?

            Załóżmy, że mąż ma zalety (których ona na przykład nie ma), jest jej
            potrzebny z różnych przyczyn (nawet bardzo), ona widzi w nim
            choleryka, który próbuje sobie podnieść samoocenę jej kosztem, ale
            widzi nie tylko choleryka. Widzi również bliskiego, pożądanego,
            potrzebnego jej do szczęścia człowieka. Cały problem w tym, że on
            tego nie widzi.

            > Złe zachowanie
            > jest zawsze wynikiem jakiejś słabości, nie wiemy dokładnie jakiej.
            > Może żona mogłaby faktycznie mężowi pomóc tę słabość pokonać.

            Ano jest wynikiem słabości. Skuteczna pomoc w pokonywaniu omawianej
            w tym wątku słabości nei jest łatwa i nei zawsze można jej udzielić
            w łągodny sposób.
    • ajrisz33 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 09:18
      i taka zabawa w kotka i myszke?;)
      www.poprzejsciach.pl
    • yoric Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 18:44
      A co ja zdiagnozuję i co ja poradzę? Na szczęście nie ma takiego obowiązku:
      można spokojnie powiedzieć "brak danych" i zapalić fajkę (szkoda, że nie palę).
      To, że nie mam swojej diagnozy nie zabrania mi zauważyć, że wiarygodność domowej
      psychoanalizy jest na poziomie horoskopów.
      Tym bardziej nie będę szukał terapii, a już na pewno zalecał skomplikowany
      przeszczep na podstawie tego, że pacjentka przesłała mailem spis objawów z
      grubsza odpowiadający zapaleniu płuc.

      Tak nawiasem mówiąc ja ten wątek postrzegam jako kolejną ilustrację tak zwanej
      pułapki 'emancypacji'. Kobiety wreszcie oficjalnie mogą być silniejsze od
      mężczyzn, zarabiać więcej od nich, itd., itp. i wreszcie są szczęśliwe... albo
      byłyby, gdyby nie ta podstawowa, atawistyczna potrzeba posiadania samca
      silniejszego od siebie. Ponieważ samiec nie jest już silniejszy z definicji,
      tylko jego siła musi być autentyczna, pojawia się problem. Im bardziej
      dynamiczna, dominująca, itd. kobieta, tym wyższe ma wymagania --> tym mniej
      facetów je spełnia; a ci, którzy spełniają po pierwsze mają inne kryteria (takie
      jak np. ładne cycki), a po drugie mają zbyt duży wybór, żeby sobie robić pod
      górę ładując się w związek z 'dominą'. To jak Małgorzata Dydek, która nie weźmie
      chłopa niższego od siebie - kiepska sprawa.
      • aandzia43 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 19:17
        Kobiety wreszcie oficjalnie mogą być silniejsze od
        > mężczyzn, zarabiać więcej od nich, itd., itp. i wreszcie są
        szczęśliwe... albo
        > byłyby, gdyby nie ta podstawowa, atawistyczna potrzeba posiadania
        samca
        > silniejszego od siebie. Ponieważ samiec nie jest już silniejszy z
        definicji,
        > tylko jego siła musi być autentyczna, pojawia się problem.

        Tak, pojawia się problem - facet musi być autentycznie zdolny i
        aktywny, by zyskać miano głowy rodziny i by ewentualny dobrobyt i
        szczęście tej rodziny nie szły automatycznie na konto jego dokonań.
        Teraz na laury trzeba sobie zasłużyć.

        Im bardziej
        > dynamiczna, dominująca, itd. kobieta, tym wyższe ma wymagania -->
        tym mniej
        > facetów je spełnia;

        Nie wiem jak to jest z tymi kobietami za wszelką cenę dominującymi i
        kastrującymi. Wiem natomiast, że definicja tzw. "męskiej siły"
        wymaganej przez kobiety nie słabe i świadome swoich atutów, trochę
        się zmieniła. Mniej w niej autokraryzmu i agresji, więcej
        niewzruszonej "siły spokoju", świadomości swoich atutów i
        elastyczności. Partner pożądany przez kobietę nie słabowitą i
        ceniącą się, a jednocześnie nie histeryczną, to facet, który nie
        musi być lepszy od niej we wszystkim. Wystarczy, że będzie miał w
        życiu swoje solidnie i z pasją obrabiane poletko, poczucie mocy i
        własnej wartości, dobre granice, otwartość na świat i zmiany, no i
        miłość dla swojej kobiety. Tylko tyle i aż tyle.

        > Tak nawiasem mówiąc ja ten wątek postrzegam jako kolejną
        ilustrację tak zwanej
        > pułapki 'emancypacji'.

        Ja nie postrzegam. Poza tym nei ma czegoś takiego, jak pułapka
        emancypacji. Słowo "pułapka" zakłada brak wyjścia i ślepą uliczkę.
        Problemy ze znalezieniem się w nowej sytuacji nazwałabym raczej
        specyfiką emancypacji. Kupa ludzi radzi sobie z tą specyfiką i
        wiedzie szczęśliwy żywot. Jak ktoś nie potrafi - no cóż, nei wyszycy
        przystosowali się np. do życia w Polsce po 89 roku.
        • songo3000 Tylko kto tu ma 'w plecy'? 10.04.10, 19:49
          > Tak, pojawia się problem - facet musi być autentycznie zdolny i
          - Babeczek jest znacznie więcej niż facetów
          - 'silni' i 'słabi' faceci mogą wybierać w morzu 'słabych' babek
          - 'silne' kobiety mają coraz węższy wybór 'silnych' facetów a z postępującym wiekiem to już w ogóle mogiła.

          Tak, że z emancypacją czy bez i tak jak zwykle baby mają pod górkę. I jak zwykle, trza mieć w życiu farta.

          Songo3000 - wredny feminista
          • aandzia43 Re: Tylko kto tu ma 'w plecy'? 10.04.10, 20:04
            > Tak, że z emancypacją czy bez i tak jak zwykle baby mają pod
            górkę. I jak zwykl
            > e, trza mieć w życiu farta.

            Tak, z emancypacją, czy bez, nie ma letko. Egzystencja taką, jaką
            znamy i ogarniamy zmysłami i umysłem, jest do dupy. Nie jest to
            jednokowoż powód, by nie pozgłębiać nieco jej tajników i nie
            postarać się wyssać z niej jak najwięcej smakowitości:-)
            Nieustająco wkurzają mnie gadki w stylu: "Łoj panie, drzewiej to
            bywało, łoj bywało, wtedy to był porządek i wszyscy byli
            szczęśliwi". Gadki w tematach wszelakich.
            • songo3000 Re: Tylko kto tu ma 'w plecy'? 10.04.10, 20:21
              A najlepiej to było za Cara :)
            • yoric Re: Tylko kto tu ma 'w plecy'? 10.04.10, 21:23
              > Nieustająco wkurzają mnie gadki w stylu: "Łoj panie,...

              a kto tak gada na przykład?
              • druginudziarz Re: Tylko kto tu ma 'w plecy'? 11.04.10, 20:33
                yoric napisał:

                > > Nieustająco wkurzają mnie gadki w stylu: "Łoj panie,...
                >
                > a kto tak gada na przykład?

                Mr Straw Man. Po polsku to zdaje się "sofizmat rozszerzenia" czyli np.
                polemizowanie ze słowami których adwersarz w ogóle nie wypowiedział ;) Czyli
                forumowa klasyka.
                pzdr.
              • aandzia43 Re: Tylko kto tu ma 'w plecy'? 11.04.10, 22:28
                > a kto tak gada na przykład?

                Od czasu do czasu wyrwie się któremuś taki kwiatek (ników nie
                pamiętam). Częściej są to okrężne nawiązania. Te okrężności można
                oczywiście różnie interpretować:-)
        • zakletawmarmur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 20:41
          Nie wiem jak to jest z tymi kobietami za wszelką cenę dominującymi i
          > kastrującymi. Wiem natomiast, że definicja tzw. "męskiej siły"
          > wymaganej przez kobiety nie słabe i świadome swoich atutów, trochę
          > się zmieniła. Mniej w niej autokraryzmu i agresji, więcej
          > niewzruszonej "siły spokoju", świadomości swoich atutów i
          > elastyczności. Partner pożądany przez kobietę nie słabowitą i
          > ceniącą się, a jednocześnie nie histeryczną, to facet, który nie
          > musi być lepszy od niej we wszystkim. Wystarczy, że będzie miał w
          > życiu swoje solidnie i z pasją obrabiane poletko, poczucie mocy i
          > własnej wartości, dobre granice, otwartość na świat i zmiany, no i
          > miłość dla swojej kobiety. Tylko tyle i aż tyle.

          Tak, ale jest też coś takiego jak siła perswazji ludzi spoza
          związku. Wszyscy wiedzą lepiej z kim powinniśmy się wiązać i jacy
          sami powinniśmy być. Są przecież dokładne wytyczne kim powinniśmy
          być. Nie zawsze wystarczy znaleźć swoją niszę, trzeba jeszcze trafić
          na człowieka, który tą niszę docenia i ma tego świadomość.

          Znam taki przykład z otoczenia.
          Ona- kariera zawodowa, siła przebicia, wszystko czego się dotknie
          zmienia w pieniądz. Bez finezji, ale skuteczna jak mało kto.
          On- mało ambitna praca, okresy bezrobocia, mała wypłata,
          ciekawa, ale nie przynosząca dochodów pasja artystyczna, pomysłowość
          (organizacja wolnego czasu), taki fajny facet z którym nudzić się
          nie można. Są parą- są szczęśliwi.

          Ona ciągle słyszy, że on na niej żeruje, że "facet powinien zarabiać
          a nie bawić się w artystę", "a co będzie jeśli Ty stracisz
          pracę", "a dzieci". Nawet kłamstwo powtórzone 100 razy staje się
          prawdą... Ona też w końcu ulega. Zaczyna się parcie, żeby pasja
          jednak przynosiła jakieś konkretne dochody lub została porzucona na
          rzecz większego zaangażowania zawodowego. Ona nie chce się ciągle za
          niego tłumaczyć, zaczyna się wstydzić... On się łamie i odchodzi.

          Ona- znajduje sobie bogatszego, jeżdżą na zagraniczne wycieczki,
          mają większe mieszkanie, mama się cieszy. Jej samej nie jest wcale
          lepiej. Nowy facet nie serwuje jej tych wszystkich atrakcji, które
          miała z pierwszym. Zaczyna się "naprawianie" nowego. Tylko, że na
          dłuższą metę to nie możliwe. Taki nudny ale nastawiony na
          utylitaryzm związek. Żyje w przekonaniu, że to tamten był jej
          ideałem.
          On- znajduje lepszą pracę, zarabia więcej, ale też nie jest
          szczęśliwy, męczy się w robocie, która nie przynosi mu żadnej
          frajdy. Coraz to bardziej olewa nieopłacalne hobby. Zaczyna myśleć,
          że na jego wartość, jako mężczyzny, wpływ ma tylko to, ile jest w
          stanie zarobić.

          Tak się zastanawiam co by z nimi było, gdyby oboje potrafili odciąć
          się od opinii zatroskanych? Nie zawsze chodzi więc tylko o brak
          możliwości, tylko nie docenianie tego całego wkładu niematerialnego.
          W obecnych czasach, jest spore parcie na "sprawy materialne" (czego
          broń boże nie potępiam). Facetowi, który tych pieniędzy tyle nie
          zarabia, nie jest łatwo przekonać kobietę, że jest jej potrzebny, że
          jest wartościowy. Szczególnie jeśli poziom świadomości jej własnych
          potrzeb jest raczej niski.
          • songo3000 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 20:56
            > Szczególnie jeśli poziom świadomości jej własnych
            potrzeb jest raczej niski.
            Ciekawe ile razy jeszcze będę to powtarzać - ludzie zazwyczaj są po prostu bezdennie głupi. A na to jak wiadomo, lekarstwa nie ma.
            • zakletawmarmur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 21:13

              Wśród znajomych, ludzi o wysokiej samoświadomości mogłabym policzyć
              na palcach jednej ręki i są to z reguły ludzie już w wieku
              zaawansowanym:-)
          • aandzia43 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 22:49
            Szczególnie jeśli poziom świadomości jej własnych
            > potrzeb jest raczej niski.
            >

            I właśnie o to chodzi! Poziom świadomości własnych potrzeb. Wszystko
            byłoby dużo prostsze, gdybyśmy znali swoje rzeczywiste potrzeby.
            ZnaLI, nie tylko znaŁY.
            • zakletawmarmur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 22:59

              Ależ Andziu ja zdaje sobie sprawę, że mężczyźni też pod tym względem
              wcale od kobiet lepsi nie są:-) Zresztą znajomy z tego konkretnego
              przykładu jest doskonałym przykładem braku samoświadomości.
              • aandzia43 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 23:18
                zakletawmarmur napisała:

                >
                > Ależ Andziu ja zdaje sobie sprawę, że mężczyźni też pod tym
                względem
                > wcale od kobiet lepsi nie są:-) Zresztą znajomy z tego konkretnego
                > przykładu jest doskonałym przykładem braku samoświadomości.

                Ależ Zaklęta, ja też sobie zdaję sprawę, że ty sobie zdajesz
                sprawę ;-D Ja tak tylko dla formalności, bo czytają nas panowie
                przekonani o swojej odwiecznej misji oświecania wątłych na umyśle
                kobietek w kwestii ich potrzeb. A Mazurzanin to sobie nawet
                sygnaturkę uwił z pogardy dla niewieścich władz umysłowych.
                Zdecydowanie wolę prześmiewczość i ponury ogląd świata Songa, który
                nie ma złudzeń co do żadnej płci:-)
                • z_mazur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 11.04.10, 01:14
                  Boszzzz, jakiej pogardy?

                  A może by tak odrobinkę dystansu?
                  • aandzia43 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 11.04.10, 12:21
                    z_mazur napisał:

                    > Boszzzz, jakiej pogardy?
                    >
                    > A może by tak odrobinkę dystansu?
                    >

                    Dżizas, może by tak odrobinkę wglądu w siebie? Protekcjonalny,
                    rubaszny chichot przekładający się na mizoginiczne hasło w
                    SYGNATURCE nie wynika (między innymi) z pogardy?
                    • z_mazur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 11.04.10, 13:24
                      Odrobina protekcjonalnej wyższości, to się jeszcze zgodzę, ale pogarda...?

                      :)
                • songo3000 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 11.04.10, 08:14
                  Od razu ponury, ja tam się dobrze bawię ;P
                  • aandzia43 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 11.04.10, 12:24
                    A pewnie, dobrze wiem, że czerń może być szalenie zabawna;-)
          • yoric Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 23:08
            No mniej więcej o czymś takim piszę. Społeczeństwo robi ranking samców wg ich
            statusu, a ten od jakiegoś czasu ustala się głównie na bazie ich dochodów. Od
            zupełnie niedawna dochody zależą od możliwości umysłowych oraz konkurencyjności
            (competitiveness). O ile konkurencyjność jest atutem mężczyzn, o tyle możliwości
            umysłowe kobiet są co najmniej równe męskim. Tak oto kobieta od niedawna ma
            spore szanse znaleźć się w tym męskim rankingu wyżej od jej faceta, co jest
            cholernie niekomfortową sytuacją dla obojga.

            > Zaczyna myśleć, że na jego wartość, jako mężczyzny, wpływ ma tylko to, ile
            jest w stanie zarobić.

            I jak widać na załączonym obrazku, ma rację.
            To nie jest tak, że to jest głupie przekonanie, które można sobie odrzucić,
            tylko podstawa funkcjonowania społeczeństwa. Gdzie się nie obrócisz, to cię dorwie.
            • zakletawmarmur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 23:40
              > No mniej więcej o czymś takim piszę. Społeczeństwo robi ranking
              samców wg ich
              > statusu, a ten od jakiegoś czasu ustala się głównie na bazie ich
              dochodów.

              Jest jeszcze podział mężczyzn na kandydatów na mężów i kochanków.
              Mam oczywiście świadomość, że wysokie dochody w obu przypadkach będą
              na plus, jednak nie zawsze są tak samo ważne... Może się okazać, że
              ten biedny artysta faktycznie na męża się nie nadaje ale na kochanka
              już tak.
              • yoric Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 11.04.10, 00:42
                Ja wiem? Artysta troszeczkę próbuje 'oszukać' w tym rankingu i ominąć korelację
                dochodów ze statusem (czemu sprzyja jego środowisko). Ale w ogólnym rozrachunku
                jednak rządzi pieniądz. Z tego co pamiętam były jakieś badania jasno wykazujące,
                że bogaci mają więcej kochanek...
                • urquhart Artyści, rywalizacja a bycie szczęśliwym 11.04.10, 08:03
                  yoric napisał:

                  > Ja wiem? Artysta troszeczkę próbuje 'oszukać' w tym rankingu i
                  ominąć korelację.

                  Starowicz pamiętam pisał wielokrotnie i nie tylko on że bogate i
                  zasobne kobiety sukcesu mają w związkach i miłości przechlapane bo
                  nie ma wolnych dorównujących im mężczyn (albo one są szybko
                  przecietnymi facetami rozczarowane i albo facetom przestaje stawać
                  bo są tymi gorszymi) i w zasadzie udają się im JEDYNIE
                  długoterminowo związki z artystami różnej maści: gdzie jest
                  dziedzina w której men jest przez kobietę podziwiany i ma prestiż
                  większy od niej.

                  Nawiązując do opowieści Zakletej, ja akurat znam bardziej budujący
                  przykład odwrotnego zachowania. Mam przyjaciółkę, jeszcze z czasów
                  religijnej ortodoksji, wypisz wymaluj ex-wojującą feministkę,
                  atrakcyjny rudzielec złośnica. Kiedyś buntowała mi żonę i wcale
                  nie darzyłem ją sympatią, ani ona mnie. Dumna, nadodpowiedzialna,
                  zajmująca się dodatkowo młodszą siostrą która rozczadowanie
                  mężczynami wyniosła widać z mlekiem matki. Ambitna inteligentna i
                  pracowita szybko samodzielnie dorobiła się po studiach dużych
                  pieniędzy i zawodowego prestiżu. Niestety kiedy pozostała część
                  paczki wyszła za mąż i okociła się ją jedyną faceci omijali
                  łukiem. Typowa rywalizująca kobieta kastrująca z wysokimi
                  wymaganiami. Została jedynie krótkoterminową pocieszycielką i
                  kryzysową narzeczoną potłuczonych facetów którzy wracali do
                  byłych. Z czasem po wielu latach rozczarowana podeszła równie
                  ambitnie do tematu relacji i związków i miłości i miałem z kim
                  pogadać ciekawie o odkryciach Wojcieszke, Milskiej i
                  Eichelbergerze. Sama do tego doszła ze musi się zmienić jeśli chce
                  być szczęśliwa i jak sama stwierdziła być twarda w pracy a słodką
                  idiotką w domu i w relacjach z facetami, co z czasem naprawdę
                  zaczęło jej się udawać. Ale było to zimno skalkulowane, że musi z
                  czegoś zrezygnować żeby mieć coś na czym jej znacznie bardziej
                  zależy. W skrócie odmieniona już wpadła zaraz w oko w nowej pracy
                  jakiemuś i znalazła sobie fajnego wpatrzonego w nią faceta (z
                  odzysku) na jej poziomie, ostatnio wyszła za mąż, jej autentycznie
                  związek promienieje i jak się spotykamy my i oni na obiadku i
                  wypuszczę temat na niebezpieczne kierunki jedynie się uśmiecha
                  tajemniczo przy mężu i trzyma język na kłódkę, za to zachwyca się
                  nieustanie nad jego rozlicznymi zaletami męża spoglądając tylko
                  chytrze jak on promienieje.
                  __________________________________________________________
                  Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
                  • zakletawmarmur Re: Artyści, rywalizacja a bycie szczęśliwym 11.04.10, 09:00

                    Ja akurat znam też kilka pozytywniejszych przykładów. Mój przyjaciel
                    też z taką artystyczną pasją, był w związku z dużo więcej
                    zarabiającą koleżanką. Problemu pieniędzy nie było. Jej specjalne na
                    kasie nie zależało, bardziej już chyba na tym, żeby facet miał fajne
                    ciało:-)

                    > bo są tymi gorszymi) i w zasadzie udają się im JEDYNIE
                    > długoterminowo związki z artystami różnej maści: gdzie jest
                    > dziedzina w której men jest przez kobietę podziwiany i ma prestiż
                    > większy od niej.

                    Też mam takie wrażenie, że połączenie artysta+bizneswomen jest dosyć
                    popularne.
                  • zakletawmarmur Re: Artyści, rywalizacja a bycie szczęśliwym 11.04.10, 09:44

                    Ciekawe jest, że w drugą stronę bywa już zupełnie inaczej...
                    Znam kilka artystek i raczej w związkach z bogatymi biznesmenami nie
                    bywały. Matka mojego kolegi z czasów LO, malarka, miała chyba z
                    czterech mężów. Określiłabym ich raczej jako "dziwaków". Matka mojej
                    koleżanki, aktorka- była samotna z wyboru, tak jak i więcej znanych
                    mi artystek. A w latach 80-90 nie było to popularne zjawisko.

                    Jako nastolatka nie mogłam zrozumieć jednej rzeczy. W pobliżu
                    mieszkała kobieta, która miała trzech synów, każdego z innym
                    facetem. Nie cieszyła się dobrą opinią. Właściwie to była określana
                    jako "dziwka". Nie to, żeby kochanków miewała. Raczej taka poczciwa
                    kobiecina, której się w życiu nie układało tak jakby chciała.
                    Powodował to sam fakt, że miała dzieci z różnymi mężczyznami i nie
                    wszystkie ślubne. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego o niej mówi się
                    z pogardą a o tej matce mojego kumpla, która miała czwórkę (albo i
                    5) dzieci z różnymi facetami (i nie wszystkie ślubne) nikt nie
                    odważył się tak powiedzieć. Raczej była określana
                    jako "ekscentryczna".

                    Chyba sprawdza się najlepiej mądrość mojego ojca:

                    "Biedny wariat to tylko wariat, bogaty wariat staje się
                    ekscentrykiem"

                    Nie to, żeby artystka miała dużo kasy, ale sam fakt, że miała tą
                    siłe przebicia, niezależność już kwalifikował ją do
                    grona "ekscentryków", którzy mogą sobie pozwolić na większą
                    swobodę:-)
                  • aandzia43 Re: Artyści, rywalizacja a bycie szczęśliwym 11.04.10, 12:53
                    Mam w dalekiej rodzinie przedziwnie dobrane, a fajnie funkcjonujące
                    od czterdziestu lat małżeństwo. Ona przeszła drogę zawodową od
                    pielęgniarki bez matury do dobrze zarabiającej kobiety z doktoratem
                    i z wysoką pozycją zawodową. On formalnie nie wykształcił się poza
                    technikum, ale zawsze dobrze zarabiał, po męsku zajmował się domem i
                    ich interesami, nie ustępował jej inteligencją i błyskotliwością,
                    stał przy niej wiernie i wspierał ją. Teraz są po sześćdziesiątce,
                    ona jest jeszcze aktywna zawodowo i kosi kasę, on na emeryturze. Mam
                    prawo podejrzewać, że seks jeszcze jest:-) Przyglądałam im się z
                    zainteresowaniem. Ona jest bardzo kobieca, czarująca i opiekuńcza
                    wobec rodziny, ale nie udaje słodkiej idiotki przy mężu (tak, jak ja
                    to rozumiem). Wygląda to z boku tak, jakby zwracała się do niego z
                    szacunkiem o poradę, pomoc i wsparcie w kwestaich, na których się
                    nie zna. Nie może udawać przy nim, na gruncie domowym, osoby słabej,
                    bo to ona jest centrum życia rodzinnego i np. organizatorką zlotów
                    wielkiej famili. Facet jest bardzo bystry i ze sporą inteligencją
                    emocjonalną, nie dałby się nabrać na plewy i intrygi szyte grubymi
                    nićmi. Nie on. Poza tym obydwoje po równo mają do siebie mnóstwo
                    cierpliwości i tolerancji. Podsumowując: myślę, że ta kobieta bardzo
                    rozsądnie wykorzystała dobry materiał, jakim jest jej mąż. A mąż,
                    biorąc pod uwagę konstrukcję psychiczną facetów z jego pokolenia,
                    był jakimś absolutnym wyjątkiem. Patrząc na nich stweirdzam, że
                    wszystko jest do zrobienia, nie ma sytuacji konfliktogennych (np.
                    większe zarobki i pozycja zawodowa żony), które automatycznie
                    powodują, że ze związku na pewno nic nie będzie. Jest tylko DWOJE
                    ludzi, którzy mogą być mądrzy, z dużą świadomością siebie i
                    otwartością na świat, a mogą iść bezmyślnie po schemacie i ulegać
                    swoim prymitywnym instynktom.
                    • druginudziarz Re: Artyści, rywalizacja a bycie szczęśliwym 11.04.10, 20:42
                      aandzia43 napisała:

                      > Mam w dalekiej rodzinie przedziwnie dobrane, a fajnie funkcjonujące
                      > od czterdziestu lat małżeństwo. Ona przeszła drogę zawodową od
                      > pielęgniarki bez matury do dobrze zarabiającej kobiety z doktoratem
                      > i z wysoką pozycją zawodową. On formalnie nie wykształcił się poza
                      > technikum, ale zawsze dobrze zarabiał, po męsku zajmował się domem i
                      > ich interesami, nie ustępował jej inteligencją i błyskotliwością,
                      > stał przy niej wiernie i wspierał ją. Teraz są po sześćdziesiątce,
                      > ona jest jeszcze aktywna zawodowo i kosi kasę, on na emeryturze. Mam
                      > prawo podejrzewać, że seks jeszcze jest:-)


                      Acha.
                      A co ten przykład ma wspólnego z wątkiem?
                      pzdr.
                      • sisi_kecz Re: Artyści w zmianach tematu 11.04.10, 20:51
                        też coś!
                        dyskusja nie musi mieć nic wspólnego z wątkiem ,wazne że dyskutabci
                        są na poziomie ;)

                        gdybyś był na tym poziomie, to bys sie zresztą, związków z tematem
                        dopatrzył;)

                        duze pozdro!!!
                      • aandzia43 Re: Artyści, rywalizacja a bycie szczęśliwym 11.04.10, 22:21
                        > Acha.
                        > A co ten przykład ma wspólnego z wątkiem?

                        Secundusie, pomroczność jasna czy złośliwa czepliwość? No dobrze,
                        wyjaśnię grzecznie;-) To jest przykład na to, że:
                        - mężczyzna może szczęśliwie przeżyć życie z kobietą, która
                        osiągnęła sukces i chwilami zarabia więcej niż on
                        - nie każda kobieta, która ma przewagę np. finansową nad mężem jest
                        kastrującym babsztylem
                        - nie każda kobieta, która osiągnęła sukces musi odgrywać w domu
                        kompletną słodką idiotkę, by nie urazić ego swojego samca.
                        Wystarczy, że jest kobieca, ciepła i pełna zwykłego szacunku.

                        Nadal jeszcze nie widzisz związku z postami założycielki wątku? Coś
                        mam jeszcze wyłuszczać? Ja za to widzę parę wpisów kompletnie nie
                        związanych z wątkiem, za będących miłym (lub nie) dodatkiem do
                        dyskusji. Nie zamierzam się jednak czepiać.
                        • druginudziarz Re: Artyści, rywalizacja a bycie szczęśliwym 12.04.10, 17:50
                          aandzia43 napisała:

                          > Nadal jeszcze nie widzisz związku z postami założycielki wątku? Coś
                          > mam jeszcze wyłuszczać? Ja za to widzę parę wpisów kompletnie nie
                          > związanych z wątkiem, za będących miłym (lub nie) dodatkiem do
                          > dyskusji. Nie zamierzam się jednak czepiać.

                          To że akurat Ciebie skomentowałem to był komplement ;) Bo ja nie wszystkich
                          czytam, raczej mniejszość :))
                          Co to meritum.
                          Ale tematem wątku jest raczej walka w związku a nie harmonijne się w nim
                          dopasowanie partnerów (jak w twojej ilustracji).
                          Ja świat światem, można się dogadać w bardzo wielu sprawach nawet w sytuacji
                          znacznych dysproporcji partnerów "negocjacji" (bo nie mam na myśli tylko
                          partnerstwa rodzinnego czy seksualnego).
                          To jest tylko kwestia na co jest się ukierunkowany, na kompromis czy
                          konfrontację. To jest kwestia co ma się na celowniku: coś wymiernego, choćby
                          kosztem ustępstw, czy też myśli się tylko o wymuszeniu własnej woli, nawet
                          kosztem wymiernych strat.
                    • songo3000 'staram się bo jestem potrzebny'' 12.04.10, 10:10
                      aandzia43 napisała:

                      Warto zauważyć, że:
                      - 'start' związku był jednak zgodny z szowinistycznym widzeniem świata przez facetów (przypominam, że dziesiąt lat temu tytuł technika to było COŚ - otwierał drzwi na stanowiska kierownicze, no dobra + legitymacja partyjna :)
                      - takie drobnostki jak:
                      "Ona jest bardzo kobieca, czarująca opiekuńcza wobec rodziny"
                      "wracała się do niego z szacunkiem o poradę, pomoc i wsparcie"
                      mają tu kluczowe znaczenie. Jak sięgam pamięcią to jakoś dziwnie NIE ZAUWAŻYŁEM opisów podobnych zachowań u forumowiczek zrzędzących, że ich faceci nie są już nimi zainteresowani.

                      Dawno już wysnułem wniosek, że takie i podobne cechy u współczesnych kobiet to RZADKOŚĆ (analogicznie do pewnych pożądanych cech u facetów) i mamy z wiązkami co mamy na dłuższym dystansie. Bo to już nie o sam seks chodzi a o utrzymanie zainteresowania partneren na jakimkolwiek poziomie oraz podsycanie motywacji do 'staram się bo jestem POTRZEBNY'. O tym ostatnim wyemancypowanie panie chyba 'z definicji' zapominają :)
                      • urquhart Re: 'staram się bo jestem potrzebny'' 12.04.10, 10:54
                        songo3000 napisał:
                        > Dawno już wysnułem wniosek, że takie i podobne cechy u współczesnych kobiet to
                        > RZADKOŚĆ (analogicznie do pewnych pożądanych cech u facetów) i mamy z wiązkami
                        > co mamy na dłuższym dystansie. Bo to już nie o sam seks chodzi a o utrzymanie z
                        > ainteresowania partneren na jakimkolwiek poziomie oraz podsycanie motywacji do
                        > 'staram się bo jestem POTRZEBNY'. O tym ostatnim wyemancypowanie panie chyba 'z
                        > definicji' zapominają :)

                        Zaskoczyłeś mnie Songo tym refleksyjnym wpisem. Ale mam podobne odczucia. Dodam jeszcze że owo "zainteresowanie parterem" i "podsycanie motywacji" w świetle emancypacji jest przedstawiane jako upokarzające i uprzedmiotawiające kobietę.
                        __________________________________________________________
                        Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
                        • sisi_kecz Re: zrzędzaki 12.04.10, 11:06
                          Patrz andziaa,
                          znalazły sie Twoje płaczki forumowe z mottem: "Łoj Panie, drzewiej
                          bywało..." ;)

                          Czasy sie zmieniają, ludzkość sie rozwija, relacje społeczne
                          ewoluuja, a płaczki siedzą i kiwają sie w zadumie i refleksji:
                          -współczesne kobiety to nie to co kiedyś, one zbłądziły i nadchodzi
                          Armagedon-

                          Zawsze powtarzam różnym "idealnym" mężczyznom utyskującym na te
                          okropne baby, aby poszukali po prostu faceta na wspólne życie, bo to
                          jedyny sposób aby znaleźli sobie godnego partnera ;)

                          duze pozdro!!!
                          • z_mazur Re: zrzędzaki 12.04.10, 12:04
                            > Zawsze powtarzam różnym "idealnym" mężczyznom utyskującym na te
                            > okropne baby, aby poszukali po prostu faceta na wspólne życie, bo
                            to
                            > jedyny sposób aby znaleźli sobie godnego partnera ;)

                            To samo radzę tym zrzędzącym na brak równorzędnych partnerów
                            wyemancypowanym kobietom. :)
                            • sisi_kecz Re: zrzędzaki 12.04.10, 12:13

                              To samo radzę tym zrzędzącym na brak równorzędnych partnerów
                              > wyemancypowanym kobietom. :)
                              >

                              i słusznie.
                            • mujer_bonita Re: zrzędzaki 12.04.10, 12:25
                              z_mazur napisał:
                              > To samo radzę tym zrzędzącym na brak równorzędnych partnerów
                              > wyemancypowanym kobietom. :)

                              A żebyś wiedział, że mam w rodzinie taki przypadek. 10lat małżeństwa z 'kogucikiem', który nie potrafił wykorzystać siły i mądrości małżonki, 10lat szarpaniny o to, żeby Jaśnie Pan poczuł się doceniony (bez wkładu z jego strony, z samego faktu posiadania penisa) a następnie związek z kobietą, której 'lepszość' partnerki zupełnie nie przeszkadza a wręcz jest zaletą, pozwalającą budować wspólną lepszą przyszłość :) Szkoda, że facet nie potrafił docenić ale to jego strata ;)
                          • urquhart Zniewieściali faceci, twardym trzeba być! 12.04.10, 13:45
                            sisi_kecz napisała:
                            > Patrz andziaa,
                            > znalazły sie Twoje płaczki forumowe z mottem: "Łoj Panie, drzewiej
                            > bywało..." ;)

                            Ależ tak, równouprawnienie, równouprawnieniem ale żalić się mogą tylko kobiety, facet twardym musi być. Nie ma nic gorszego od miękkiego żałosnego nie-męskiego skołowaconego rzekomym partnerskim podejściem niby faceta który okazuje emocje :)

                            > Czasy sie zmieniają, ludzkość sie rozwija, relacje społeczne
                            > ewoluuja, a płaczki siedzą i kiwają sie w zadumie i refleksji:
                            > -współczesne kobiety to nie to co kiedyś,

                            Masz całkowitą rację, czasy sie zmieniają, ludzkość sie rozwija, niektórzy dają się skołowacieć równouprawnieniem i mają złudzenia inni ulegają atawistycznym impulsom. I jak w tekście Milskiej "Czy mężczyzna potrzebuje małżeństwa", jedni durni skołowaceni daja się wkręcić w lawinowe roszczeniowe oczekiwania, inni dają sobie świetnie radę w nowym świecie płci dzięki odwiecznym męskim cechom: agresji, nie angażowaniu się, przemocy dominacji i niewrażliwości. Miętcy i nieprzystosowani to jedynie mięso armatnie ewolucji.
                            www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,1229406.html
                            __________________________________________________________
                            Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
                            • sisi_kecz Re: Zniewieściali faceci, twardym trzeba być! 12.04.10, 13:58
                              Jeśli ktoś sądzi, ze hasła równouprawnienia nawołują do bycia
                              identycznym bez względu na płeć, a nie do bycia równym w
                              przywilejach, prawach i obowiązkach, to o czym tu dyskutować?

                              Jestem feministką i nigdy bym nie chciała aby kobiety przestały być
                              kobietami, a mężczyźni, mężczyznami.
                              Nie może ode mnie facet wymagać więcej niż wymaga od siebie.
                              Nie mogę traktować faceta, jako gorsze ułomne o uczucia i
                              wrażliwość wydanie człowieka i sie wywyzszać na tym polu jako
                              kobieta.
                              I wszelkie inne stereotypy płci mnie mierżą.

                              'Miętcy i niep
                              > rzystosowani to jedynie mięso armatnie ewolucji.'
                              Jest tak, it's a wild world.

                              Nie każdy założy rodzinę i spłodzi dzieci.
                              Dzieki uwarunkowaniom kulturalno-cywilizacyjnym, w naszym gatunku
                              pula osobników mogacych sie reprodukować jest i tak procentowo
                              ogromna.

                              duze pozdro!!!
                            • mujer_bonita Re: Zniewieściali faceci, twardym trzeba być! 12.04.10, 14:02
                              urquhart napisał:
                              > I jak w tekście Milskiej "Czy mężczyzna potrzebuje małżeństwa", jedni
                              > durni skołowaceni daja się wkręcić w lawinowe roszczeniowe oczekiwania, inni d
                              > ają sobie świetnie radę w nowym świecie płci dzięki odwiecznym męskim cechom: a
                              > gresji, nie angażowaniu się, przemocy dominacji i niewrażliwości. Miętcy i niep
                              > rzystosowani to jedynie mięso armatnie ewolucji.
                              >
                              rel="nofollow">www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,1229406.html


                              Po raz kolejny na poparcie swoich poglądów linkujesz tekst, w którym NIE MA tego o czym piszesz. Jeżeli już o wnioskach w 'dawaniu rady' i ewolucji coś tam jest to to:
                              'Za kilka pokoleń nasze następczynie będą się mogły rozkoszować towarzystwem damskich bokserów oraz mężczyzn homoseksualnych z wyboru rozmnażających się przez klonowanie.'

                              Gratuluję uznania bycia damskim bokserem za 'świetnie dawanie sobie rady w nowym świecie dzięki odwiecznym męskim cechom' ;)
                              • urquhart Re: Zniewieściali faceci, twardym trzeba być! 12.04.10, 14:27
                                mujer_bonita napisała:
                                > Gratuluję uznania bycia damskim bokserem za 'świetnie dawanie sobie rady wnowy
                                > m świecie dzięki odwiecznym męskim cechom' ;)

                                No widzisz jednak sama dowiodłaś że czepiasz sie złego linkowania bez sensu.

                                Też mi wizja damskiego boksera to nie bardzo pasuje, ale co robić trzeba się dostosować do tego "Czasy sie zmieniają, ludzkość się rozwija, relacje społeczne ewoluuja" nie nie dać rozdeptać i zeżreć wierząc w utopie.
                                Twardym trzeba być a nie zrzędakiem, a gdzie rąbią tam wióry lecą.
                                P.S.
                                Ot i mamy też odpowiedź na agresywne zachwianie partnera autorki wątku, zrzędakiem nie jest, odgryza się i ewoluuje z duchem czasów, żeby mieć szanse :)

                                __________________________________________________________
                                Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
                                • mujer_bonita Re: Zniewieściali faceci, twardym trzeba być! 12.04.10, 14:50
                                  urquhart napisał:
                                  > P.S.
                                  > Ot i mamy też odpowiedź na agresywne zachwianie partnera autorki wątku, zrzędak
                                  > iem nie jest, odgryza się i ewoluuje z duchem czasów, żeby mieć szanse :)

                                  No pięknie - i to nazywasz 'świetnym dawaniem sobie rady'? Rozpierdalanie sobie życia przez własne ego? No pięknie panowie :)
                                • aandzia43 Re: Zniewieściali faceci, twardym trzeba być! 12.04.10, 14:54
                                  > P.S.
                                  > Ot i mamy też odpowiedź na agresywne zachwianie partnera autorki
                                  wątku, zrzędak
                                  > iem nie jest, odgryza się i ewoluuje z duchem czasów, żeby mieć
                                  szanse :)

                                  Oczywiście, jasne jak słońce, proste jak budowa cepa;-/ To ty masz
                                  odpowiedź - jedną i tę samą na wszystkie takie wątki.
                              • songo3000 Re: Zniewieściali faceci, twardym trzeba być! 12.04.10, 15:00
                                > Gratuluję uznania bycia damskim bokserem za 'świetnie dawanie sobie rady w nowym świecie
                                Za kilka pokoleń koleżanko :)
                                • aandzia43 Re: Zniewieściali faceci, twardym trzeba być! 12.04.10, 18:36
                                  > Za kilka pokoleń koleżanko :)

                                  Coś ty Songo, jaki "nowy świat" z Seksmisji? Za kilka pokoleń
                                  będziemy pewnie mieć "nowy stary świat". To znaczy po którejs tam
                                  wojnie światowej, pie...ciu komety, czy innej zarazie faceci bądą
                                  walczyć na maczugi w lokalnych konfliktach i ciągnąć baby za włosy
                                  do jaskinii. Mniej więcej tak samo czadowo będzie, jak nas zaleją
                                  Chińczyki albo nastanie powszechny taliban. Korzystajmy więc z tego,
                                  że żyć nam przyszło w fajnych czasach;-)
                                  • urquhart Re: Zniewieściali faceci, twardym trzeba być! 12.04.10, 19:54
                                    aandzia43 napisała:
                                    > walczyć na maczugi w lokalnych konfliktach i ciągnąć baby za włosy
                                    > do jaskinii. Mniej więcej tak samo czadowo będzie, jak nas zaleją
                                    > Chińczyki albo nastanie powszechny taliban.

                                    Czyli każda z future wersji to tak czy owak nadchodząca era Prawdziwych Damskich Bokserów.
                                    No może w wersji Chińskiej kobiet się w z definicji w domu nie leje, ale chyba i tak maja tam najbardziej przerypane.
                                    www.wiadomosci24.pl/artykul/w_chinach_znikaja_kobiety_85255.html__________________________________________________________
                                    Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
                      • aandzia43 Re: 'staram się bo jestem potrzebny'' 12.04.10, 12:41
                        > Warto zauważyć, że:
                        > - 'start' związku był jednak zgodny z szowinistycznym widzeniem
                        świata przez fa
                        > cetów (przypominam, że dziesiąt lat temu tytuł technika to było COŚ
                        - otwierał
                        > drzwi na stanowiska kierownicze, no dobra + legitymacja partyjna :)

                        Masz rację, Songo, start tego związku był zgodny z szowinistycznym
                        widzeniem świata przez facetów: ona pielęgniarka, on technik. On
                        legitymacji partyjnej chyba nie miał i stanowiska kierowniczego też
                        nie, ona miał pasję, zapał, power i siłę przebicia, ale udało im się.
                        Dodam jeszcze, że mają "niewykastrowanego" dorosłego syna. W moim
                        odbiorze męski, ma piękną i mądrą żonę, dizeciaki, czuje się między
                        nimi erotyczne prądy i w ogóle miło się patrzy na tę rodzinę.


                        > "Ona jest bardzo kobieca, czarująca opiekuńcza wobec rodziny"

                        > mają tu kluczowe znaczenie. Jak sięgam pamięcią to jakoś dziwnie
                        NIE ZAUWAŻYŁEM
                        > opisów podobnych zachowań u forumowiczek zrzędzących, że ich faceci
                        nie są już
                        > nimi zainteresowani.

                        aaaaaa......;-D Wyobraź sobie, co by się działo, gdyby nasze skarżące
                        się zaczęły wymieniać tego typu zalety. Urqu by je zjadł na
                        śnaidanie, że są rozmamłanymi babonami poświęcającymi się rodzinie
                        (czyli tym wstrętnym bachorom, co to wszystko psują), z przeżartym
                        hormonami mózgiem. A wieści o urodzie, powodzeniu i kobiecości
                        skarżących się też są trakowane z bardzo dużym dystansem.

                        > "zwracała się do niego z szacunkiem o poradę, pomoc i wsparcie"

                        O takich rzeczach nei pisze sie na wstępie, a potem czasem one
                        wychodzą, czasem nie. Czasem w ogóle nie ma to miejsca w życiu pary.
                        Myślę, że (abstrahując od płci) odnoszenie się do siebie z szacunkiem
                        i uwagą, ale bez strachu i uniżoności to element fundamentów dobrej
                        relacji.
                        • urquhart Re: 'staram się bo jestem potrzebny'' 12.04.10, 13:55
                          aandzia43 napisała:
                          > aaaaaa......;-D Wyobraź sobie, co by się działo, gdyby nasze skarżące
                          > się zaczęły wymieniać tego typu zalety. Urqu by je zjadł na
                          > śnaidanie, że są rozmamłanymi babonami poświęcającymi się rodzinie
                          > (czyli tym wstrętnym bachorom, co to wszystko psują), z przeżartym
                          > hormonami mózgiem.

                          Oj, Andzia, z tego rodzaju zaletami jest przecież jak z zaletami np porno i
                          alkoholu. Można je wykorzystać ze życie staje się fajniejsze, ale kiedy stają
                          jedyną treścią i blokują wszystko inne stają się koszmarem.
                          Ani bachory, ani alkohol ani porno nie psuja nic same z siebie, ale jednak
                          MatekPolek, Alkoholików i Pornoholików u nas ci dostatek.
                          ____________________
                          ______________________________________
                          Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
                          • aandzia43 Re: 'staram się bo jestem potrzebny'' 12.04.10, 14:57
                            Tyle to ja dobrze wiem. Śmieję się tylko z twojego reagowania na pewne
                            słowa i sformułowania:-) Jak byk na czerwoną płachtę. Płachta jest sama
                            w sobie nieszkodliwa, krzywdy nie robi, ale byk się miota;-D
                          • zakletawmarmur Re: 'staram się bo jestem potrzebny'' 12.04.10, 15:22
                            Ani bachory, ani alkohol ani porno nie psuja nic same z siebie, ale
                            jednak
                            > MatekPolek, Alkoholików i Pornoholików u nas ci dostatek.

                            Dużo zależy od definicji tych wyrażeń. Moja koleżanka wyzywa swojego
                            faceta od alkoholików, gdy tylko z piwem go zobaczy:-)
                      • zakletawmarmur Re: 'staram się bo jestem potrzebny'' 12.04.10, 15:32

                        Wyemancypowane panie to i tamto...

                        Ale to przecież wyemancypowani mężczyźni oczekują od kobiet, że już
                        im potrzebni nie będą:-)

                        Związki stają się przeżytkiem:-)
                      • zakletawmarmur wyemancypowany mężczyzno:-) 12.04.10, 21:49

                        > mają tu kluczowe znaczenie. Jak sięgam pamięcią to jakoś dziwnie
                        NIE ZAUWAŻYŁEM
                        > opisów podobnych zachowań u forumowiczek zrzędzących, że ich
                        faceci nie są już
                        > nimi zainteresowani.

                        A jaki obraz wyemancypowanego mężczyzny wyłania się po lekturze tego
                        forum?

                        Faceta, który ma w dupie potrzeby żony, myśli w kategoriach "mnie
                        się należy". Nie sprząta, bo to żony zachcianka (ba, ma pretensje,
                        że żona na to czas marnuje). Nie zajmuje się dzieckiem, bo nie ma
                        takiej potrzeby (ba, ma pretensje, że żona to robi). Nie zafunduje
                        jej wakacji, bo płacić to on ewentualnie dziwce może (ba, ma
                        pretensje, że żona marzy o kwiotkach). Ale oczywiście mąż ma
                        wymagania i kobieta powinna rozumieć, że to jej obowiązek! Nawet
                        jeśli sprawa dotyczy takich spraw jak podcinanie motylków:-)

                        Jeśli tak wygląda typowy współczesny mężczyzna to pójdę do
                        Częstochowy na kolanach, podziękować za swojego chłopa:-)

                        Myśle, że gdyby obie strony były takie okropne, to nikt by z nami
                        nie wytrzymał:-)
                        • urquhart Re: wyemancypowany mężczyzno:-) 12.04.10, 21:57
                          zakletawmarmur napisała:
                          > Jeśli tak wygląda typowy współczesny mężczyzna to pójdę do
                          > Częstochowy na kolanach, podziękować za swojego chłopa:-)
                          >
                          > Myśle, że gdyby obie strony były takie okropne, to nikt by z nami
                          > nie wytrzymał:-)

                          Toż masowo nie wytrzymują i dlatego w Talibanie faceci powszechnie leją krnąbrne żony a u Pollandii jedynie pospolicie po dżentelmeńsku zalewają robaka w ramach radzenia sobie z problemem nie wytrzymywania.

                          __________________________________________________________
                          Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
                          • zakletawmarmur Re: wyemancypowany mężczyzno:-) 12.04.10, 22:25
                            Z innego wątku:

                            "60 proc. panów miało nadzieję, że spędzą z nimi resztę
                            życia, podczas gdy tak samo uważało 40 proc. pań."

                            To mężczyźni są w małżeństwach szczęśliwsi, czyli to my dajemy Wam
                            więcej szczęścia niż Wy nam:-)

                            Ha, I kto jest gorszym współmałżonkiem?
                            :-)
                            • urquhart Re: wyemancypowany mężczyzno:-) 12.04.10, 22:46
                              zakletawmarmur napisała:
                              > To mężczyźni są w małżeństwach szczęśliwsi, czyli to my dajemy Wam
                              > więcej szczęścia niż Wy nam:-)

                              To że mężczyznom trudniej się odkochać, a łatwiej zakochać i mają większe potrzeby bycia z kobietą niż na odwrót, a kobiety właśnie
                              znacznie niżej cenią w priorytetach sam związek, tylko zwiększa skalę
                              nieszczęścia.

                              __________________________________________________________
                              Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
                              • aandzia43 Re: wyemancypowany mężczyzno:-) 12.04.10, 23:19
                                > To że mężczyznom trudniej się odkochać, a łatwiej zakochać i mają
                                większe potrz
                                > eby bycia z kobietą niż na odwrót, a kobiety właśnie
                                > znacznie niżej cenią w priorytetach sam związek, tylko zwiększa
                                skalę
                                > nieszczęścia.

                                To już nie jesteście poligamistami usiłującymi zapłodnić jak
                                największą ilość samic?;-)
                                • urquhart Re: wyemancypowany mężczyzno:-) 12.04.10, 23:30
                                  aandzia43 napisała:

                                  > To już nie jesteście poligamistami usiłującymi zapłodnić jak
                                  > największą ilość samic?;-)

                                  Ot i tu mamy właśnie niezrozumiały zonk:
                                  >>>
                                  Choć szybsze zakochiwanie się mężczyzn niż kobiet jest zgodne z myśleniem w kategoriach socjobiologicznych, wolniejsze odkochiwanie się mężczyzn jest z nim oczywiście sprzeczne. Strategia sukcesu reprodukcyjnego a la plejstocen nakazywałaby bowiem mężczyznom możliwie szybkie odkochiwanie się i zakochiwanie się w kolejnej wybrance celem dalszej propagacji własnych genów. Nie musi to świadczyć o nietrafności wyjaśnień socjobiologicznych, acz kolwiek wyraźnie świadczy o ich niewystarczalności. Same prawidłowości biologiczne nie wystarczają do pełnego wyjaśnienia różnic między kobietami i mężczyznami pod względem sposobu przeży wania miłości.
                                  Fragment książki "Psychologia miłości". Autor: Bogdan Wojciszke.
                                  __________________________________________________________
                                  Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
                                  • aandzia43 Re: wyemancypowany mężczyzno:-) 12.04.10, 23:58
                                    Mężczyźni nie tworzą z innymi mężczyznami tak ciepłych i uczuciowych
                                    relacji. Ich relacje to oczywiście cenne przyjaźnie, ale oparte
                                    bardziej na braterstwie broni, wspólnocie celów i układach mających
                                    na celu utrzymanie się na szczebelkach drabiny. Kiedy wchodzą w
                                    bliski związek z kobietą, wspólna intymna przestrzeń tego związku
                                    jest dla nich często jedyną dzieloną z kimkolwiek intymnością. Gdy
                                    tracą ten obszar po rozstaniu może być im trudniej przeboleć stratę
                                    niż kobietom, które mają większą lekkość wchodzenia w tego typu
                                    relacje z osobami z poza związku (siostry, koleżanki, dzieci
                                    niekoniecznie własne). Oczywiscie dla kobiety świat związku z tym
                                    konkretnym mężczyzną jest też wyjątkowy i niepowtarzalny i jego
                                    strata bardzo boli. Ale przyznasz, że łatwiej jest wyjść z wielkiego
                                    głodu na przednówku, kiedy ma się pod ręką przynajmniej korzonki?;-)
                                  • sisi_kecz Re: wyemancypowany mężczyzno:-) 13.04.10, 00:05
                                    'tu mamy właśnie niezrozumiały zonk'

                                    co tu jest do nierozumienia?
                                    Wojciszke chyba specjalnie nie rozumie, bo inaczej nie mógłby juz
                                    problemu, na X książek rozwlekać ;)
                                    <sisi nie lubić sajkologów>

                                    Wystarczy chłopskie rozumowanie i słynna logika.
                                    Zakochiwanie sie: proces w dużym stopniu powiązany z chemią
                                    wydzielanych w mózgu substancji. Wg badań stan zakochania może trwac
                                    do roku, potem haaj sie wyczerpuje. Cel natury: reprodukcja genów.
                                    Miłość: skomplikowana, głęboka, intencyjna i angażująca świadome
                                    pokłady rozumu relacja. Cel natury: nie ma, efekt uboczny rozwoju
                                    mózgu i tego konsekwencji.
                                    Związek oparty na seksie: kilka rodzajów takich układów, od
                                    jednorazowej przygody, poprzez płatne akcje, seryjne romanse, az
                                    po "zapasową żone" na boku. Cel natury: reprodukcja i mieszanie
                                    genów.
                                    Związek oparty na miłości: tyle rodzajów układów ile kochających sie
                                    par. Cel natury: widocznie naturze to nie przeszkadza, w pewnych
                                    sytuacjach, jeśli pomimo tegorealizuje swoje cele.

                                    Wniosek:
                                    Men łatwo sie zakochuje i wchodzi w związek aby zapładniać, jako
                                    człowiek potrafi rozwinąć pogłębioną relację.
                                    Pomimo trwania w związku opartym na miłości, nadal obok tego,
                                    potrafi wchodzic łatwo w kolejne związki oparte na seksie.
                                    I natura syta i humanista zadowolony.
                                    Miłośc nie przeszkadza zapładniać jak największej ilość samic, po to
                                    Panom umiejętność oddzielania seksu od uczuć i bagatelizowania
                                    zdrady.

                                    Wojciszke, możesz ściągnąć od sisi;))
                                    • aandzia43 Re: wyemancypowany mężczyzno:-) 13.04.10, 00:14
                                      > Wniosek:
                                      > Men łatwo sie zakochuje i wchodzi w związek aby zapładniać, jako
                                      > człowiek potrafi rozwinąć pogłębioną relację.
                                      > Pomimo trwania w związku opartym na miłości, nadal obok tego,
                                      > potrafi wchodzic łatwo w kolejne związki oparte na seksie.
                                      > I natura syta i humanista zadowolony.
                                      > Miłośc nie przeszkadza zapładniać jak największej ilość samic, po
                                      to
                                      > Panom umiejętność oddzielania seksu od uczuć i bagatelizowania
                                      > zdrady.
                                      >
                                      > Wojciszke, możesz ściągnąć od sisi;))

                                      Dobre. Zdecydowanie powinien ściągnąć:-)
                                    • urquhart Re: wyemancypowany mężczyzno:-) 13.04.10, 00:44
                                      Ja tu dalej nie widzę interesu socjobiologicznego mena czemu się szybko
                                      men nie odkochuje po zapłodnieniu i nie oferuje opieki i zasobów innym
                                      samicom zwiększając realne szanse na seks?
                                      Niby "efekt uboczny rozwoju mózgu i tego konsekwencji?" Silniejszy
                                      jedynie u samców?
                                      __________________________________________________________
                                      Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
                                      • sisi_kecz Re: wyemancypowany mężczyzno:-) 13.04.10, 07:31
                                        Odpowiem w wątku:Mężczyzna kocha bardziej.

                                        Tully sie denerwuje tym pisaniem nie do jej problemu i słusznie.
                                        Gdyby moderatorowi sie chciało, to mógłby cały ten akapit o męsko-
                                        damskiej "biologii zachowań" wyodrębnić w osobny temat...
                                  • zakletawmarmur Re: wyemancypowany mężczyzno:-) 13.04.10, 18:49
                                    Strategia sukcesu reprodukcyjnego a la plejstocen nakazywał
                                    > aby bowiem mężczyznom możliwie szybkie odkochiwanie się i
                                    zakochiwanie się w ko
                                    > lejnej wybrance celem dalszej propagacji własnych genów.

                                    To wyobraź sobie jak wyglądałby świat, gdyby tak było...

                                    Facet zapładnia kobietę i odchodzi szukać nowej. Kobieta zostaje
                                    sama. Dziecko bez ojca ma mniejsze szanse dożyć dorosłości.
                                    Samiec szuka nowej samicy. Ale, że jego koledzy nie są frajerami, to
                                    też porzucili swoje partnerki zaraz po zapłodnieniu. Na świecie
                                    byłyby głównie samotne matki... Kiepsko:-) Samotna matka pewnie nie
                                    dała by już nikomu mając świadomość, jak to się dla niej skończy. Co
                                    może zrobić biedny samiec, żeby poruchać? Pozbyć się bachorka, wziąć
                                    matkę siłą lub przekupić samicę żarłem mając świadomość, że samica
                                    nakarmi najpierw cudze dziecko. Jeśli zdecydowałby się zabić
                                    potomka, to i tak długo nie porucha, bo samica mu zwieje z jaskini
                                    przy pierwszej okazji. No i przede wszystkim, inne samce też na ten
                                    pomysł by wpadły, więc jego dzieci też zostałyby pozbawione życia.
                                    Obie taktyki mają więc spore wady. Po co dawać żarło na obce dzieci
                                    lub ryzykować ich śmierć? Lepiej jest chronić SWOJE potomstwo i
                                    dawać żarło SWOIM dzieciom. W tym wariancie trzeba być blisko
                                    kobiety. A jak już jest się blisko to ma się przynajmniej stałe
                                    źródło seksu... Jednak okazało się, że ta strategia trwania przy
                                    jednej partnerce okazała się bardziej opłacalna dla waszych genów:-)
                                • mujer_bonita Re: wyemancypowany mężczyzno:-) 12.04.10, 23:53
                                  aandzia43 napisała:
                                  > To już nie jesteście poligamistami usiłującymi zapłodnić jak
                                  > największą ilość samic?;-)

                                  To załatwia kochanka na boku - bo przecież kochają żony/stałe partnerki :P
                              • zakletawmarmur Można patrzeć w niebo i pod nogi jednocześnie? 13.04.10, 18:55
                                > To że mężczyznom trudniej się odkochać, a łatwiej zakochać i mają
                                większe potrz
                                > eby bycia z kobietą niż na odwrót, a kobiety właśnie
                                > znacznie niżej cenią w priorytetach sam związek, tylko zwiększa
                                skalę
                                > nieszczęścia

                                Bo gdyby kobiety były mniej odpowiedzialne, to dziećmi nikt by się
                                nie zajmował. Dawno byśmy wyginęli:-) Gdyby mężczyźni podchodziliby
                                do ojcostwa poważniej, kobiety mogłyby sobie na myślenie o
                                przyjemnościach pozwolić:-)
                • zakletawmarmur Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 11.04.10, 13:20

                  A były prowadzone badania ile kochanek mają artyści?
                  :-)
      • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 10.04.10, 21:41
        yoric napisał:
        > pułapki 'emancypacji'. Kobiety wreszcie oficjalnie mogą być silniejsze od
        > mężczyzn, zarabiać więcej od nich, itd., itp. i wreszcie są szczęśliwe... albo
        > byłyby, gdyby nie ta podstawowa, atawistyczna potrzeba posiadania samca
        > silniejszego od siebie. Ponieważ samiec nie jest już silniejszy z definicji,
        > tylko jego siła musi być autentyczna, pojawia się problem.

        W moim przypadku pudło - nie mam POTRZEBY posiadania faceta silniejszego od
        siebie. Jasne, że różnica poziomów nie może być drastyczna (i to nie tylko z
        punktu widzenia kobiety) ale silniejszy być nie musi. Ja z tym nie mam problemu
        tylko faceci, z którymi się spotykałam.
        • druginudziarz Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 11.04.10, 20:45
          mujer_bonita napisała:

          > yoric napisał:
          > > pułapki 'emancypacji'. Kobiety wreszcie oficjalnie mogą być silniejsze od
          > > mężczyzn, zarabiać więcej od nich, itd., itp. i wreszcie są szczęśliwe...
          > albo
          > > byłyby, gdyby nie ta podstawowa, atawistyczna potrzeba posiadania samca
          > > silniejszego od siebie. Ponieważ samiec nie jest już silniejszy z definic
          > ji,
          > > tylko jego siła musi być autentyczna, pojawia się problem.
          >
          > W moim przypadku pudło - nie mam POTRZEBY posiadania faceta silniejszego od
          > siebie. Jasne, że różnica poziomów nie może być drastyczna (i to nie tylko z
          > punktu widzenia kobiety) ale silniejszy być nie musi. Ja z tym nie mam problemu
          > tylko faceci, z którymi się spotykałam.

          No to automatycznie pojawia się pytanie: dlaczego spotykałaś się (tylko?) z
          facetami tego typu?
          pzdr.
          • aandzia43 Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 11.04.10, 22:10
            > No to automatycznie pojawia się pytanie: dlaczego spotykałaś się
            (tylko?) z
            > facetami tego typu?

            Nigdzie nie napisała, że "tylko". Ale chyba wiem, o co ci chodzi.
            Jak sam byłeś uprzejmy napisać kilka linijek wyżej:
            "Po polsku to zdaje się "sofizmat rozszerzenia" czyli np.
            polemizowanie ze słowami których adwersarz w ogóle nie
            wypowiedział ;) Czyli forumowa klasyka."
            Zaiste, forumowa klasyka;-)
            Dlaczego natomiast spotykała się przez jakiś czas swojego krótkiego
            jeszcze żywota? Pewnie nie od razu Kraków zbudowano. Trochę trzeba
            przeżyć i przerobić, zanim osiągnie się spokój ducha. Miejmy
            nadzieję, że nie spotykanie się Bonity z takimi facetami będzie
            miało miejsce już zawsze:-)
            • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 12.04.10, 11:23
              aandzia43 napisała:
              > Nigdzie nie napisała, że "tylko". Ale chyba wiem, o co ci chodzi.
              > Jak sam byłeś uprzejmy napisać kilka linijek wyżej:
              > "Po polsku to zdaje się "sofizmat rozszerzenia" czyli np.
              > polemizowanie ze słowami których adwersarz w ogóle nie
              > wypowiedział ;) Czyli forumowa klasyka."
              > Zaiste, forumowa klasyka;-)
              > Dlaczego natomiast spotykała się przez jakiś czas swojego krótkiego
              > jeszcze żywota? Pewnie nie od razu Kraków zbudowano. Trochę trzeba
              > przeżyć i przerobić, zanim osiągnie się spokój ducha. Miejmy
              > nadzieję, że nie spotykanie się Bonity z takimi facetami będzie
              > miało miejsce już zawsze:-)

              Dzięki Aandziu - wszystko się zgadza ;)
              1. Nie napisałam, że TYLKO
              2. Nie byli TYLKO tacy
              3. Nie od razu nauczyłam się takich odróżniać od reszty
              dodatkowo:
              4. Statystycznie takich panów jest niestety bardzo dużo o ile nie większość :/
              • druginudziarz Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 12.04.10, 17:38
                mujer_bonita napisała:

                > aandzia43 napisała:
                > > Nigdzie nie napisała, że "tylko". Ale chyba wiem, o co ci chodzi.
                > > Jak sam byłeś uprzejmy napisać kilka linijek wyżej:
                > > "Po polsku to zdaje się "sofizmat rozszerzenia" czyli np.
                > > polemizowanie ze słowami których adwersarz w ogóle nie
                > > wypowiedział ;) Czyli forumowa klasyka."
                > > Zaiste, forumowa klasyka;-)
                > > Dlaczego natomiast spotykała się przez jakiś czas swojego krótkiego
                > > jeszcze żywota? Pewnie nie od razu Kraków zbudowano. Trochę trzeba
                > > przeżyć i przerobić, zanim osiągnie się spokój ducha. Miejmy
                > > nadzieję, że nie spotykanie się Bonity z takimi facetami będzie
                > > miało miejsce już zawsze:-)
                >
                > Dzięki Aandziu - wszystko się zgadza ;)
                > 1. Nie napisałam, że TYLKO
                > 2. Nie byli TYLKO tacy

                Pokaż mi miejsce, np. w tym wątku, ale niekoniecznie, gdzie chwalisz związek z
                panami "innego typu". To po pierwsze. Po drugie, skoro występują jednak w
                przyrodzie "panowie innego typu" i jest Ci ten typ znany z autopsji to
                automatycznie pozbawiasz się argumentu w sprawie "faceci są beznadziejni bo są
                beznadziejnie ukierunkowani na konkurowanie".

                > 3. Nie od razu nauczyłam się takich odróżniać od reszty
                > dodatkowo:

                Acha, czyli: nauczyłaś się odróżniać -> jest Ci znany ten "lepszy model" -> nie
                wspomniałaś o tym wcześniej bo zburzyłoby to Twoją linię myślenia i
                argumentowania. Czy tak?

                > 4. Statystycznie takich panów jest niestety bardzo dużo o ile nie większość :/

                A na jakiej podstawie tak twierdzisz? Bo bo już nie wiem, czy tak z fusów czy na
                podstawie własnych doświadczeń?

                pzdr.

                T
                • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 12.04.10, 18:24
                  druginudziarz napisał:
                  > Pokaż mi miejsce, np. w tym wątku, ale niekoniecznie, gdzie chwalisz związek z
                  > panami "innego typu". To po pierwsze.

                  Chociażby mój obecny TŻ, z którym związek BARDZO sobie chwalę :)

                  > Po drugie, skoro występują jednak w
                  > przyrodzie "panowie innego typu" i jest Ci ten typ znany z autopsji to
                  > automatycznie pozbawiasz się argumentu w sprawie "faceci są beznadziejni bo są
                  > beznadziejnie ukierunkowani na konkurowanie".

                  I ponownie 'sofizmat rozszerzenia'. NIGDZIE nie napisałam, że WSZYSCY faceci są beznadziejni bo są ukierunkowani na konkurowanie. Napisałam, że SĄ tacy faceci, że to jest ICH problem, który IM przeszkadza w tworzeniu szczęśliwych związków. Napisałam, że W PRZYPADKACH w których w moich relacjach z panami (koleżeńskich czy bliższych) pojawiał się problem rywalizacji to nie był on inicjowany z mojej strony.

                  I wogóle totalną bzdurą jest zarzucanie mi, że uważam, że innych facetów nie ma bo nie opisałam, że są. No ludzie - nie będę teraz wymieniać wszystkich facetów z którymi byłam bliżej lub dalej tudzież wszystkich innych znanych mi facetów, żeby Druginudziarz nic sobie nie dośpiewał ;)

                  > A na jakiej podstawie tak twierdzisz? Bo bo już nie wiem, czy tak z fusów czy na
                  > podstawie własnych doświadczeń?

                  Na podstawie doświadczeń swoich i otoczenia. Panowie na forum też to potwierdzają (że konkurowanie i chęć dominacji jest cechą męskiej natury).
                  • druginudziarz Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 12.04.10, 21:03
                    mujer_bonita napisała:

                    > druginudziarz napisał:
                    > > Pokaż mi miejsce, np. w tym wątku, ale niekoniecznie, gdzie chwalisz zwią
                    > zek z
                    > > panami "innego typu". To po pierwsze.
                    >
                    > Chociażby mój obecny TŻ, z którym związek BARDZO sobie chwalę :)

                    A Twoja obecność na tym forum to oczywiście przypadek...

                    > > Po drugie, skoro występują jednak w
                    > > przyrodzie "panowie innego typu" i jest Ci ten typ znany z autopsji to
                    > > automatycznie pozbawiasz się argumentu w sprawie "faceci są beznadziejni
                    > bo są
                    > > beznadziejnie ukierunkowani na konkurowanie".
                    >
                    > I ponownie 'sofizmat rozszerzenia'. NIGDZIE nie napisałam, że WSZYSCY faceci są
                    > beznadziejni bo są ukierunkowani na konkurowanie. Napisałam, że SĄ tacy faceci
                    > , że to jest ICH problem, który IM przeszkadza w tworzeniu szczęśliwych związkó
                    > w.

                    Nie "sofizmat rozszerzenia" tylko "prawda trzeciego rodzaju wg Tischnera" ;)
                    Że zacytuję pierwsze z brzegu Twoje posty, ja tam nie widzę kwantyfikatorów
                    szczegółowych, sugerujących że masz na myśli tylko część populacji facetów.

                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,109649859,109793857,Re_Mantra.html
                    mujer_bonita napisała:

                    > Dokładnie to wychodzi i niestety z własnego doświadczenia mogę to potwierdzić -
                    > faceci po prostu lubią być najmądrzejsi, najzaradniejsi i w ogóle 'the best' w
                    > związku. A że łatwiej jest sobie znaleźć głupszą/słabszą niż samemu wspiąć się
                    > na wyżyny własnych możliwości.... cóż - panowie są z natury leniwi ;)


                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,109649859,109826968,Re_inteligentna_vs_dumna_kobieta_schemat.html
                    mujer_bonita napisała:

                    > Tylko, że druga część nie zgadza się o 180stopni. Tak - jestem typem
                    > 'kontrolującym' ale raczej w odniesieniu do sytuacji, planowania, finansów nigd
                    > y
                    > do drugiego człowieka. Nigdy nikogo nie próbowałam sobie podporządkować.
                    > Fascynuje mnie odmienność, fascynują mnie ludzie o innych poglądach,
                    > priorytetach życiowych. Gardzę niektórymi ludzkimi cechami nie ludźmi.
                    >
                    > W całym swoim życiu Z NIKIM nie konkurowałam. To ze mną właśnie faceci
                    > konkurowali a w zasadzie 'kogutowali'. Od podstawówki.


                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,109649859,109839538,Re_inteligentna_vs_dumna_kobieta_schemat.html
                    mujer_bonita napisała:

                    > No widzisz i dochodzimy do pewnych wniosków:
                    > 1. To MĘŻCZYŹNI tak mają a nie te wredne kobiety ich 'kastrują'
                    > 2. To, że tak mają jest WADĄ mogącą rozwalić związek. Możesz argumentować, że t
                    > o
                    > sama natura ale podobnie jest z kobietami, którym odchodzi po porodzie ochota n
                    > a
                    > seks. Niestety - jeżeli chcemy tworzyć szczęśliwe, trwałe związki czasem
                    > niestety musimy z naszymi 'naturalnymi wadami' walczyć.

                    pzdr.
                    • mujer_bonita Re: Schemat ktory pozbawia mnie ochoty na sex 12.04.10, 21:29
                      druginudziarz napisał:
                      > A Twoja obecność na tym forum to oczywiście przypadek...

                      Jestem tu, bo można wiele fajnych rzeczy się dowiedzieć. Trafiłam przypadkiem - zostałam z rozmysłem ;)

                      > Że zacytuję pierwsze z brzegu Twoje posty, ja tam nie widzę kwantyfikatorów
                      > szczegółowych, sugerujących że masz na myśli tylko część populacji facetów.

                      Kwantyfikatorów sugerujących, że wszystkich też nie ma. Szklanka do połowy pusta czy pełna?
    • tully.makker Chcialam powiedziec 02.05.10, 22:39
      Ze moj partner wymienil okna i odbylismy rozmowe o posexowej
      agresji. Oczywiscie schematu nie zauwazyl, ale od czasu rozmowy
      powstrzymuje sie od fochow. Juz ze 3 tygodnie, co jest wyjatkowym
      sukcesem.
      Nie sadze,by zmiana byla trwala, ale poki co korzystam z odwilzy.
      • urquhart Re: Chcialam powiedziec 03.05.10, 01:21
        tully.makker napisała:
        > ale od czasu rozmowy
        > powstrzymuje sie od fochow. Juz ze 3 tygodnie, co jest wyjatkowym
        > sukcesem.
        > Nie sadze,by zmiana byla trwala, ale poki co korzystam z odwilzy.

        Skąd twoje pesymistyczne nastawienie? Jeśli się nastawiasz i oczekujesz konfliktu to się on pewnie wydarzy...
        __________________________________________________________
        Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
        • tully.makker Re: Chcialam powiedziec 03.05.10, 13:31
          Skąd twoje pesymistyczne nastawienie?

          Nie pesymistyczne, tylko realistyczne. Przez prawie 40 lat zycia nie
          zauwazylam wielu przypadkow trwalych, pozytywnych zmian osobowosci
          czy zachowania, takze u siebie.
          • urquhart Re: Chcialam powiedziec 03.05.10, 13:48
            tully.makker napisała:
            > zauwazylam wielu przypadkow trwalych, pozytywnych zmian osobowosci
            > czy zachowania, takze u siebie.

            Ale jednak jakieś takowe zauważyłaś? To trzeba się skupić na cechach co je
            charakteryzują. Fakt zmiany takowe są nieliczne i elitarne.
            Zawsze warto zacząć od poznania przyczyny problemu, by wykorzystać naturę
            zjawiska a nie z nim walczyć.
            __________________________________________________________
            Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
            • sisi_kecz Re: Chcialam powiedziec 03.05.10, 14:16
              też tak sądzę.

              Fajnie, że informacje od Ciebie sa dobre.
              I w połowie sukces może zbudować pozytywne (nie przekreśla
              realizmu) nastawienie do swojego życia i szans.
              W połowie zaś to, czego jeszcze nie zrobiłaś (rozmowa z oznajmianiem
              Twojego punktu widzenia to za mało), czyli rozebranie na części
              pierwsze mechanizmu- schamatu który Wam zatruwa pożycie.

              W porządku, ze są pierwsze dobre symptomy- nie zaprzepaścić:
              asekuracyjnym myśleniem "zaraz sie rypnie" i brakiem zdecydowania
              aby dorwać sie do żywej tkanki problemu.

              kciuki zaciskam!!!
            • tully.makker Re: Chcialam powiedziec 03.05.10, 19:05
              W sumie podsunales mi fajny pomysl - uzyhje Appreciative Inquiry -
              od dawna chodzilo mi po glowie, ze to moze byc dobra metodologia na
              rozwiazywanie problemow zwiazkowych.
Pełna wersja