Przeszłość przed-związkowa

25.04.10, 16:47
Szczegółowo opisane wszystko jest na forum "młodziutie mężatki i..."pod tym
samym tytułem.
Tutaj w dużym skrócie.

Jestem w związku z cudownym facetem 3 lata. Umawialiśmy się na początku
znajomości, że będziemy ze sobą szczerzy, zawsze, cokolwiek się stanie.
Wyjaśniłam, że miałam kilka związków, gdzie oszukiwano mnie, zdradzano,
kłamano w oczy i że dawałam miliony szans. Że mam problem teraz z zaufaniem
komukolwiek i mam zszarganą psychikę. Zrozumiał. Zaznaczył jednak,że ma jedną
swoją tajemnicę, którą zabierze do grobu. Nie podobało mi się to, lecz
postanowiłam nie dręczyć go, tym bardziej,że powiedział, że to się tyczy jego
i jego byłej. To coś złego, co chce zapomnieć. Dobrze.
Mimo wszystko, ja mu swoje tajemnice najgorsze wyjawiłam i czułam się
nieswojo, wiedząc, że on wciaż ma swoj ukryty sekret. Przez 2 lata nie
myślałam nad tym wiele.
Potem zaczęlam go podpytywać delikatnie i drążyć. Po kilku m-cach takiego
męczenia psychicznego, było coraz bliżej, by to wyjawił. Wytłumaczyłam mu że
skoro planujemy ślub i wspolne życie, mam prawo wiedzieć o jego grzechach
przeszłości. Mam prawo wiedzieć, z kim jestem.
Uległ. Po trzech latach związku powiedział, że z przyjaciółką ze studiów miał
romans kilkumiesięczny. Ona-mężatka dzieciata, 8 lat bodajże starsza, a mąż
daleko.
Najpierw powiedział , ze był tylko pocałunek. Na drugi dzień wyjawił dopiero
wszystko.
Przez trzy lata naszego pożycia, wmawiał mi, ilekroć o nią pytałam,że byli
tylko przyjaciółmi, nic nie łączyło ich nigdy i mam być spokojna. Teraz
dowiedziałam się, że ona go rozprawiczyła........

Jak mam żyć. Czuję się zdradzona i oszukana. Mimo iż ten romans oboje
zakończyli w porę, a ona wyjechała, i skończyło się to ma na m-c przed naszymi
pierwszymi spotkaniami, to czuję się okropnie.
Mój idealny facet, miał romans z mężatką....

Co by było, gdybym nigdy się nie dowiedziala. Umarłabym z myślą, że miałam
porządnego faceta.

Wiem, że to jego przeszłość, poniekąd były związek, mimo że romans. Ale mnie
to boli, że trzymał to 3 lata i czasami opowiadał o swojej byłej, a ja nie
wiedziałam, że on o niej właśnie opowiada.
Nie mogę się z tym pogodzić.Nie wierzę mu już w nic, nie ufam jeszcze bardziej
niż do tej pory. Mimo iż zaklina się, że mnie kocha i ze mną ma normalny
związek a z tamtą nigdy nie mógł tego mieć, bo stale strach i krywanie,to ja
mu w nic nie wierzę. Myslę ciągle o tym,że ona może tu wrócić, znowu coś
chcieć, a on naiwny i głupi, ulegnie-mimo iż zaklina się, ze to dawno skończone.
Pomóżcie mi to zrozumieć, bo zawaliło mi się życie. Tak w niego wierzyłam i w
to, że jest uczciwy, prawdomówny. ;(
    • gacusia1 Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 18:13
      Ja chyba nie zrozumialam. Czy to,ze facet bzyknal jakas inna panne
      przed Toba to "sekret do grobu"? Znaczy,ze zdecydowalas sie na bycie
      z nim tylko dlatego,ze byl prawiczkiem???
      Jakie to ma znaczenie? Jedynie do czego mozna sie przyczepic to,ze
      klamal(tylko po co????).
      • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 18:23
        Wiedziałam,że nie był prawiczkiem. Opowiadał, ze stracił cnotę z była, ale w
        wieku 20 lat. Teraz wyszło, że stracił w wieku 24, z mężatką...
        Zgodziłam się na jego tajemnicę wtedy,że nie będę go zmuszać, by ją wyjawiał.
        Lecz nie dawała mi spokoju.
        Nie ma znaczenia z kim stracił cnotę, jego sprawa. Znaczenie ma,że zataił to, iż
        miał romans i 3 lata mi kłamał.
        Po to, bo obiecał jej, że to nigdy nie wyjdzie. Chronił też ją. Bardziej siebie.
        Nie chciał stracić mnie-jak mówi-nie chciał, bym myślała o nim źle. Gdybym znała
        prawdę o nim, może nie weszłabym w ten związek, i dlatego to ukrył.
        Ja jednak nie wiem już nic. Nie ufam i nie wierzę.
        Nie wiem co mam ze sobą począć.
        • izabella9.0 Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 18:30
          robisz z igły widły , ty tez kłamałaś bo obiecałaś ze nie będziesz go zmuszać do wyjawienia tajemnicy (1-1)
          • zakletawmarmur Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 19:04
            On nie kłamał, powiedział, że ma wstydliwą tajemnicę...
            No, chyba, że za kłamstwo uznamy fakt, że jednak wyjawił sekret,
            choć zapierał się, że nie wyjawi;-)
            • izabella9.0 Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 19:20
              "Przez trzy lata naszego pożycia, wmawiał mi, ilekroć o nią pytałam,że
              byli
              tylko przyjaciółmi, nic nie łączyło ich nigdy i mam być spokojna... "

              kłamał :P
        • superprawda Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 20:32
          Jak czytam taka Frajeroze to niestety dwa wnioski: Laska jest glupia
          jak but to po pierwsze a po drugie zawsze bedziec straszliwie cierpiec
          bo nie ma pojeciu o zyciu.
          • izabella9.0 Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 20:41
            gówno prawda - głupi zawsze ma szczescie :P
            • songo3000 Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 21:07
              Zważając na ostatnie wydarzenia - jesteś w błędzie :P
              • superprawda Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 22:14
                Hahahahah :DDD
              • izabella9.0 Re: Przeszłość przed-związkowa 26.04.10, 11:15
                "jesteś w błędzie :P"

                błądzić jest rzeczą ludzką :D
              • druginudziarz Re: Przeszłość przed-związkowa 29.04.10, 01:21
                songo3000 napisał:

                > Zważając na ostatnie wydarzenia - jesteś w błędzie :P
                >

                Widzisz, niekoniecznie
        • gacusia1 Czy ty masz 15 lat ??? 26.04.10, 04:41
          Bo twoje podejscie do tematu nie przekracza toku myslowego 15-latki.
    • lilyrush Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 18:54
      Ja przestałabym faceta szanować za to, że po pierwsze zgodził sie na tak
      idiotyczny układ jak "powiedzenie sobie całej prawdy" a po drugie, ze nie
      dotrzymał słowa danej tamtej kobiecie PRZED Toba.

      A Ty dorośnij...
    • zakletawmarmur Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 19:00
      > mu w nic nie wierzę. Myślę ciągle o tym, że ona może tu wrócić,
      znowu coś
      > chcieć, a on naiwny i głupi, ulegnie-mimo iż zaklina się, ze to
      dawno skończone

      Po pierwsze zastanów się co jest powodem Twojej złości. To, że
      zachował się niemoralnie bzykając mężatkę, czy zazdrość że ona była
      dla niego kimś ważnym? Sama sobie szczerze na to pytanie odpowiedz.
      Sprawiasz wrażenie osoby dosyć zaborczej (wymęczasz ze swojego
      faceta wszystkie tajemnice, nawet wyczuwając ewidentną niechęć).

      Jeśli 1 wersja to:
      Daj sobie trochę czasu, prześpij się z tym i tak szczerze zastanów,
      czy jest to dla Ciebie faktycznie tak ważna sprawa, żeby kończyć
      związek? Jeśli szukasz faceta o kryształowej moralności, który nigdy
      nie popełnił błędu to zakończ tą znajomość i szukaj dalej.
      Może jednak za dużo od faceta wymagasz? Przecież był wtedy wolny, to
      mężatka zdradzała. No i przede wszystkim, kto nigdy nie popełnił
      żadnego błędu? Nie powinnaś znęcać się nad facetem. Był z Tobą
      szczery, choć nie było mu łatwo. Teraz możesz tylko to zaakceptować
      lub zerwać. Nie katuj go wątpliwościami i wypominaniem. Będziesz go
      w ten sposób ranić obniżając poczucie własnej wartości.

      Swoją drogą tak się zastanawiam... Gdyby facet mi powiedział, że ma
      przede mną tajemnice to w głowie powstałoby tysiące teorii "o co
      chodzi". Wersja z mężatką wydałaby mi się dość lajtowym sekretem,
      zdziwiłabym się że w ogóle chciał przede mną zataić taką "pierdołę".
      Myślałabym, że "namówił eks do aborcji", "ma dziecko, które
      olewa", "był chłopcem do towarzystwa dla starszych panów", "uprawiał
      seks z 15-latką" i tego typu... Co Ty się spodziewałaś usłyszeć?
      • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 19:21
        on miał dziewczynę na odległość
        niby nie istniejący związek, ale jednak
        oboje kogoś zdradzali

        myślałam,że chodziło o aborcję, a nie o romans
        dla mnie jest to niedopuszczalne
        brak moralnosci, zasad
        pierdolę taką szczerosc
        • rumpa Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 19:53
          zaraz, zaraz, wolałabyś aborcję niż romans z mężatką? dobrze
          rozumiem?
          • urquhart Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 21:06
            rumpa napisała:
            > zaraz, zaraz, wolałabyś aborcję niż romans z mężatką? dobrze
            > rozumiem?

            He, he, toż to czysty ortodoksyjny Islam i dawny Judaizm.
            Wina jest niewspółmierna bo karą za seks z mężatką czyli cudzołóstwo jest
            jedynie śmierć, a aborcję dopuszcza za lub ewentualnie łagodnie karze.

            __________________________________________________________
            Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
        • zakletawmarmur Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 19:54
          > myślałam,że chodziło o aborcję, a nie o romans
          > dla mnie jest to niedopuszczalne
          > brak moralnosci, zasad

          No cóż, masz prawo do swoich przekonań. Dla mnie świadomość, że
          namówił eks do aborcji jest czymś bardziej wartym ukrywania:-)

          Dla mnie "przeszłość przed-związkowa" nie jest ważna. Przecież wtedy
          nasz partner nas nie znał, miał prawo być innym człowiekiem. Może
          jednak warto dać drugiemu człowiekowi szansę stać się kimś lepszym,
          niż był? Czy zła przeszłość wyklucza dobrą przyszłość? Odrzucając
          kogoś z powodu błędów przeszłości potwierdzamy, że nie warto się
          starać, nie warto walczyć z własnymi słabościami, bo co by nie
          zrobili to i tak już zawsze będą kimś "złym". No ale oczywiście masz
          prawo do swoich przekonań i wyznawanych wartości.

          To jest ta chwila kiedy trzeba dokonać wyboru "kochaj albo rzuć". A
          później ponosić tego konsekwencje. Świństwem byłoby, gdybyś teraz
          zdecydowała się z nim być a później podczas każdej kłótni mu to
          wypominała. Odejdź albo wybacz...
          • rumpa Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 19:58
            babeczce na tle ciężkich przeżyć poluzowało się parę klepek.
            Mam nadzieję że nie wybaczy temu biedakowi, rzuci go i będzie mógł
            sobie znaleźć jakąś normalną dziewczynę.
      • krzysztof-lis Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 19:53
        > "uprawiał seks z 15-latką"

        A to tego należy się wstydzić?
        • izabella9.0 Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 19:56
          no baaa, nalezy sie za to tez zbiczowac
        • rumpa Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 20:01
          jak byś uprawiał seks z moją pietnastoletnią córką to byś się nie
          wstydził bo byś nie mogł :)))
          ale bym ci kupiła z mężem piekny wieniec po tym nieszczęśliwym wypadku
          :)))
          • krzysztof-lis Re: Przeszłość przed-związkowa 26.04.10, 18:34
            A tak Cię do tej pory lubiłem... ;)
        • zakletawmarmur Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 20:03

          Chodzi mi o seks dorosłego mężczyzny z 15-latką a nie seks
          rówieśników.

          Nie chce zaczynać dyskusji na ten temat. Mnie dużo trudniej byłoby
          zaakceptować, że mój eks miał romans z 15-latką niż dojrzałą, w
          pełni świadomą mężatką... Podpada mi to pod wykorzystanie tworu o
          ciele kobiety i głowie dziecka. I właściwie to tyle w tym temacie.
          • zakletawmarmur Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 20:08
            > zaakceptować, że mój eks

            Nie eks tylko facet oczywiście:-)
          • songo3000 Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 20:19
            Współczesna 'piętnastka' i 'dziecko'... ale żeś dowaliła Zaklęta :) Dawno nie byłaś na żadnej miejskiej czy wiejskiej 'młodzieżowej' imprezie chyba :)))
            • izabella9.0 Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 20:27
              napisała przeciez ze z wygladu kobieta a w głowie dziecko - jakbys z
              taka pogadał to bys wiedział jakie one maja siano w głowie
              • songo3000 Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 21:06
                Siano w głowie ma też większość koleżanek mojej mamuśki. Jakoś nikomu ich nazywać dziećmi nie przyszło do głowy. Praktyczniej jest znaleźć inne kryterium.
                • zakletawmarmur Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 21:33

                  Ale takie poważne sprawy jak seks ze starszym o 10 lat panem nie
                  odbiłby się negatywnie na ich psychice?

                  Spójrz na to oczami nastolatki a nie dojrzałego chłopa...
                  • songo3000 Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 21:46
                    W tym sęk, że dla współczesnych nastolatek seks to nie jest żadna 'poważna sprawa'. Taki punkt widzenia to jedynie nasza naleciałość. Dla 'nas' seks to było zawsze niewiadomoco i przez taki pryzmat na niego patrzymy. A świat i społeczeństwo się zmienia.

                    > Spójrz na to oczami nastolatki a nie dojrzałego chłopa...
                    Niby jak? Nigdy nie byłem nastolatką :) a oczami nastolatka.. hehe to ja cały czas patrzę na świat :D
                    • zakletawmarmur Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 22:16
                      > W tym sęk, że dla współczesnych nastolatek seks to nie jest
                      żadna 'poważna spra
                      > wa'. Taki punkt widzenia to jedynie nasza naleciałość. Dla 'nas'
                      seks to było z
                      > awsze niewiadomoco i przez taki pryzmat na niego patrzymy. A świat
                      i społeczeńs
                      > two się zmienia.

                      Nie wiem czy teraz młodzież faktycznie jest bardziej doświadczona.
                      Tak mówiono kiedyś o moim pokoleniu a moja mama śmiała się
                      wspominając jakie to jej koleżanki były "porządne":-) Tylko wtedy
                      ryzyko wpadki było większe, co ograniczać mogło ilość kochanków do
                      jednego. Po latach wszystko wydaje się "lepsze".
                      Fakt jest faktem, że teraz seks nie jest takim tematem tabu jak
                      kiedyś.
                      • songo3000 Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 22:37
                        Zauważ, że nie mówię: tak jest lepiej czy gorzej, po prostu stwierdzam co zaobserwowałem. IMHO taki 'luz' w większości przypadków wyklucza 'psychiczne problemy' z powodu seksu post factum :)
                        • zakletawmarmur Re: Przeszłość przed-związkowa 26.04.10, 16:10
                          Z obserwacji mnie i moich koleżanek w wieku 15 lat wyciągnąłbyś
                          podobne wnioski- byłyby to mylne wnioski:-)
                  • krzysztof-lis Re: Przeszłość przed-związkowa 26.04.10, 18:36
                    > Ale takie poważne sprawy jak seks ze starszym o 10 lat panem nie
                    > odbiłby się negatywnie na ich psychice?

                    Znałem jedną taką, która pierwszy raz poszła do łóżka mając 14 lat, z facetem o
                    ponad połowę starszym od siebie, i potem leżała tylko jak kłoda. Mam nadzieję,
                    że się jej poprawiło, bo to naprawdę fajne dziewczę było...
            • zakletawmarmur Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 20:57
              > Współczesna 'piętnastka' i 'dziecko'... ale żeś dowaliła
              Zaklęta :) Dawno nie b
              > yłaś na żadnej miejskiej czy wiejskiej 'młodzieżowej' imprezie
              chyba :)))

              Myśle że o mnie pomyślałbyś podobnie.
              W wieku 15 lat wyglądałam jak kobieta. Pewnie też zachowywałam się
              dość wyzywająco. Całkowicie nieświadomie zresztą. Mój wygląd
              kompletnie nie odzwierciedlał stanu mojego umysłu. Byłam dzieckiem.
              • songo3000 Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 21:03
                Tak stawiając sprawę to połowa facetów a i większość babek to pedofile :)
    • nocnykowboj Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 19:56
      Dziewczyno,z czego Ty robisz problem?Czy Ty naprawdę naiwnie
      wierzysz w to ,że partnerzy,jak rozpoczynają zwiazek, szczerze jak
      na spowiedzi mówią wszystko o swojej przeszłości?Otóż nigdy tak nie
      ma.I to niekoniecznie z powodu jakichś strasznych tajemnic,ja stary
      chłop po 40-tce Ci to mówię.A zwłaszcza,że piszesz,że to fajny
      facet.Jak chcesz mieć faceta bez przeszłości to weż 18 latka.Bład
      Twojego gościa polegał na tym,że powiedział Ci o jakiejś wielkiej
      tajemnicy ,o której Ci nie powie,przez co zbudował niepotrzebne
      napięcie i jak sprawa się rypła to się zrobiło wielkie Halo.To że
      posuwał męzatkę,to zaden powod do chwały,ale bez przesady,skończył z
      tym zanim Ciebie poznał.Zaklęta ma rację:gdyby był
      pedałem,pedofilem,zabawiał starszych facetów za kasę,dziecko na boku
      to sprawa byłaby większego kalibru,ale dawny romans z męzatką nie
      jest jakąś straszliwą tajemnicą.Tylkoże zle rozegrał sprawę,mógł
      całkiem milczeć,albo powiedzieć od razu
      • jakniejatokto Re: Przeszłość przed-związkowa 25.04.10, 20:14
        No i gdzie tu jest tragedia? Bo ja nie rozumiem. Skoro obiecał jej, że nie
        powie, że się nie wyda, to starał się dotrzymać słowa, ale Ty oczywiście
        musiałaś wymuszać wyznania? Po jaką cholerę?
      • lambert77 kobiety... 26.04.10, 07:49
        ... zamiast się cieszyć, że jej mąż miał swego czasu dobrą nauczycielkę to
        jeszcze marudzi, że jej wszystkiego na pierwszej randce nie powiedział.
    • songo3000 Drogie Bravo Girl, oto moja historia... 25.04.10, 20:17
      Mam nadzieję, że to ta właśnie opcja bo inaczej...

      No cóż, jakby tego... no, z ludzi mało sprawnych psychicznie, emocjonalnie, umysłowo nie należy się wyśmiewać. Coś o podaniu pomocnej dłoni raczej było ale to już zostawiam Matkom Teresom z Polandii.
      • anula36 Re: Drogie Bravo Girl, oto moja historia... 26.04.10, 00:30
        nie nalezy sie wysmiewac, a w dodatku najlepiej klamac jak z nut.
        • frajeroza Re: Drogie Bravo Girl, oto moja historia... 26.04.10, 02:04
          Dzieki za odpowiedzi, a niewiele było na temat.
          Ok, rozumiem, nie powinnam się czepiać jego przeszłości. Lecz mam prawo wiedzieć
          z kim się kurna zadaję. Może nie chcę żyć z facetem, który zdradził i
          romansował, bo i mnie może kiedyś zdradzić i se poromansować ponownie - z nią
          lub inną. Szkoda, ze tego nie rozumiecie, lub nie widzicie, gdzie ja widzę problem.
          Inna rzecz, taka - kłamał, zmyślał, zaprzeczał. Jak mam z nim dalej być i
          zaufać. Nie wiem już czy znowu czegoś nie ukrywa, zataja, czy kiedyś ponownie
          nie skłamie. Chcę szczerego faceta, od początku. Nie chodziło, że chce faceta
          bez przeszłości, tylko z przeszłością moralną(związki normalne, a nie dymanie
          mężatki i zdrada ówczesnej dziewczyny. Bynajmniej z zasadami takimi jakie
          posiadam ja.
          OD trzech lat żyłam w ułudzie, tego też nie rozumiecie, trudno.

          Wybaczyłam mu, owszem. Lecz nie wiem jak będzie dalej ten związek wyglądał.
          Wciaż będę mieć podejrzenia, że mi kłamie, albo coś ukrywa. To logiczne, prawda?

          A do pana po 40stce, który uważa, ze mój facet źle rozegrał sprawę i nie
          powinien nawet wspominać, że ma tajemnicę - widze że nie wie co to szczerosć w
          związku i serdecznie współczuje takiego genialnego podejścia.Wręcz podziwiam.

          Czuję się już lepiej, dużo rozmawialiśmy, godzinami właściwie aż do nocy.
          Rozumiem,że przeszłosć i nie powinna być ważna. Ale jest, bo to BYŁA ZDRADA I
          ROMANS. Dodatkowo kłamstwa przez 3 lata odnośnie tejże tajemnicy. Ciężko po
          czymś takim normalnie wrócić do tego, co do tej pory było.
          • rumpa Re: Drogie Bravo Girl, oto moja historia... 26.04.10, 03:00
            ja tam mu się nie dziwie że kłamał itd jak czytam twoje posty,
            wiesz?
            czysta histeria,
            na szczerość to sobie trzeba zasłużyć a ty mi się nie wydajesz osobą
            jej godną. Raczej wręcz stworzoną do wciskania kitu - dla świętego
            spokoju i uniknięcia pogawędek, które niczego nie zmienią, tylko
            dadzą ci pretekst do wylania i przeżygania jeszcze raz wszystkich
            swoich krzywd.
            i tak doskonale widzimy twój punkt widzenia i zdaje się zgodnie
            sugerujemy że coś nawala _ tobie.
            Tak ludzie nie są doskonali, kłamią, bujają, chcą wydac się lepsi
            itd
            ale w sumie jak dla mnie to i tak lepsze od czepiacza śledczego, z
            przygotowanym kamieniem pod ręką

            taka sytuacja jak i jej brak o niczym innym nie mówi jak o tym że
            coś takiego się zdarzyło lub nie, ale niestety nie daje żadnych
            gwarancji na przyszłość
            niejeden świeto jebliwy i uczciwy/a dał się już ponieść
            chcesz gwarancji - weź slub z oblubieńcem niebieskiem, są takie
            panny, Kościół popiera i organizuje, on cię na pewno nie zdradzi,
            każdy inny może.

            do pana po 40stce, który uważa, ze mój facet źle rozegrał sprawę i
            nie
            > powinien nawet wspominać, że ma tajemnicę - widze że nie wie co to
            szczerosć w
            > związku i serdecznie współczuje takiego genialnego podejścia.

            ten pan jest przytomny i wie co to jest szczerość w zwiazku i
            odróżnia ją od ładowania się z brudnymi buciorami w cudze życie, bo
            to jest cudze życie, jego, przed wami.
            No i fakt że dla niego to była wstydliwa tajemnica, chyba najlepiej
            świadczy o jego podejściu do tematu.
            Natomiast to że złamał słowo komuś dane dla ciebie , to już zależy
            od interpretacji - albo dupek albo tak mu na tobie zależy.
            Ogólnie żal mi gościa - normalny facet, a tu mu się taka święta i
            uczciwa trafiła, co da prawdy do prądu jest gotowa podłączyć. Chyba
            ci strach mąci umysł.
            Istny Robespierre - nieprzekupny.
            • kag73 Re: Drogie Bravo Girl, oto moja historia... 26.04.10, 04:55
              Bo ja wiem czy taki "normalny facet"? Moze i normalny, ale w takim
              razie ja sobie bym zyczyla nienormalnego. Bo to dla mnie nie jest
              norma, ze facet(z tego co zrozumialam) mial dziewczyne a zdradzal
              ja, mial romans z mezatka, calkiem przydlugawy. Albo sie wtedy chlop
              zakochal i coz mial robic, albo jest takim typem, zdradzajacym, albo
              gdybac sobie mozna. Nie wiadomo.
              • rumpa Re: Drogie Bravo Girl, oto moja historia... 26.04.10, 08:35
                gdyby był zimnym draniem to by tego za wstydliwa tajemnicę nie uważał,
                nie?

                w sumie niestety uczciwy głupek
                chciał zacząć nowe zycie z czystym sumieniem, zaufał, to ma...
              • errare_humanum_est Re: Drogie Bravo Girl, oto moja historia... 10.05.10, 15:19
                kag73 napisała:

                > Bo to dla mnie nie jest
                > norma, ze facet(z tego co zrozumialam) mial dziewczyne a zdradzal
                > ja, mial romans z mezatka, calkiem przydlugawy.

                Na pewno nie zdradzał autorki wątku - cytat z jej pierwszego postu "Mimo iż ten romans oboje
                zakończyli w porę, a ona wyjechała, i skończyło się to ma na m-c przed naszymi
                pierwszymi spotkaniami, to czuję się okropnie."
                Skoro romans z mężatką skończył się na miesiąc przed poznaniem autorki wątku, to o jakiej zdradzie mówimy? Chyba że autorka wątku za zdradę uważa sam fakt romansu z mężatką?
                • mujer_bonita Re: Drogie Bravo Girl, oto moja historia... 10.05.10, 16:31
                  errare_humanum_est napisał:
                  > Skoro romans z mężatką skończył się na miesiąc przed poznaniem autorki wątku, t
                  > o o jakiej zdradzie mówimy? Chyba że autorka wątku za zdradę uważa sam fakt rom
                  > ansu z mężatką?

                  O zdradzaniu z mężatką dziewczyny, z którą wtedy był. Ale ona ponoć taka 'nieprawdziwa' dziewczyna była więc się niby nie liczy :P
            • mujer_bonita Dowcip roku :) 26.04.10, 16:03
              rumpa napisała:
              > na szczerość to sobie trzeba zasłużyć a ty mi się nie wydajesz osobą
              > jej godną. Raczej wręcz stworzoną do wciskania kitu - dla świętego
              > spokoju i uniknięcia pogawędek, które niczego nie zmienią, tylko
              > dadzą ci pretekst do wylania i przeżygania jeszcze raz wszystkich
              > swoich krzywd.

              Popłakałam się ze śmiechu :) Szczerości trzeba być Godnym :D :D :D Melduje sztab
              wyborczy PiS???

              Na forum jest sporo ludzi, którzy wolą żyć w kłamstwie, własnych wyobrażeniach
              lub 'wolą nie wiedzieć' ale nie wszyscy uznają to za normalne. Niektórzy wręcz
              za SZKODLIWE. KAŻDY ma prawo określić co jest a co nie jest dla niego ważne.
              Jeżeli drugiej stronie się to nie podoba - nie musi się wiązać.

              Świetna postawa w związku - oszukam Cię w ważnej dla Ciebie kwestii bo....????
              No właśnie - bo ważnejsze są dla mnie moje 4 litery niż to co dla Ciebie jest
              ważne. To jest według Ciebie normalne? Dla mnie to chore.
              • rumpa Re: Dowcip roku :) 26.04.10, 16:41
                oszukam cię ewentualnie bę∂ę trzymać buzię na kłódkę, bo wiem że
                jestreś poharatanym/ą histerykiem który latami się czepia o
                nieistotne sparwy, wypomina , używa przeciwko mnie

                wiesz mojej matce zawsze kłamię. dlaczego? bo reaguje jak ostatnia
                idiotka, pieprzenia jest w nieskończoność
                mói syn wszędzie jest słynny z tego że nie kłamie nigdy, ale ja się
                nie zachowuję jak moja matka - mnie można powiedzieć prawdę, nawet
                jak człowiek narozrabia, bo ja się skupię na czynie, na naprawieniu,
                zrozumieniu, wyjaśnieniu, na tym żeby było lepiej a nie ukaraniu
                i nie będę tworzyła teorii spiskowych, nie na gnojeniu
                i trzymam wyobraźnie na wodzy

                innymi słowy , są tacy ludzie którym się mówi prawdę, bo to coś daje
                są tacy , którym sie nie mówi, bo nie ma po co
                mogą mieć inne zalety

                swoją drogą jak słyszę jak baby jazgoczą i szlochaja, to się nie
                dziwię że faceci łżą
                • mujer_bonita Re: Dowcip roku :) 26.04.10, 17:32
                  rumpa napisała:
                  > oszukam cię ewentualnie bę∂ę trzymać buzię na kłódkę, bo wiem że
                  > jestreś poharatanym/ą histerykiem który latami się czepia o
                  > nieistotne sparwy, wypomina , używa przeciwko mnie
                  > wiesz mojej matce zawsze kłamię. dlaczego? bo reaguje jak ostatnia
                  > idiotka, pieprzenia jest w nieskończoność
                  (...)
                  > swoją drogą jak słyszę jak baby jazgoczą i szlochaja, to się nie
                  > dziwię że faceci łżą

                  Och! Wspaniała Rumpa i Ci mali ludzie wokół niej :) Jak ma się o kimś takie zdanie TO SIĘ Z NIM NIE WIĄŻE a nie idzie w zaparte. Nie Tobie jest sądzić co dla kogo jest a co nie jest istotne - rozumiem, że w swojej manii wielkości nie potrafisz tego zrozumieć ale nie posiadasz w ręku prawd absolutnych. Kłamstwo to dowód BRAKU SZACUNKU. Ja osobiście się taką postawą brzydzę.
                  • rumpa Re: Dowcip roku :) 26.04.10, 19:31
                    równie często - samoobrona przed czyjąś głupotą

                    rozumiem, że w swojej manii wielkości nie pot
                    > rafisz tego zrozumieć ale nie posiadasz w ręku prawd absolutnych.
                    Kłamstwo to d
                    > owód BRAKU SZACUNKU. Ja osobiście się taką postawą brzydzę.
                    >
                    sorry, ale tutaj to ty wyjeżdzasz z prawdą absolutną
                    moje stanowisko jest takie, że to co mówię i ile mówię zależy od
                    osoby - nie mam zadatków na męczennicę, a niektórzy ludzie potrafią
                    zrobić piekło z absolutnie każdej informacji, nawet najbardziej
                    idiotycznej

                    a co do mojej wspanialości - no cóż, mnie też nie wszystko można
                    powiedzieć, nie wybaczę wyznania że jestem mądrzejsza niż ładniejsza
                    :)))
                    • aandzia43 Re: Dowcip roku :) 26.04.10, 22:55
                      > moje stanowisko jest takie, że to co mówię i ile mówię zależy od
                      > osoby - nie mam zadatków na męczennicę, a niektórzy ludzie
                      potrafią
                      > zrobić piekło z absolutnie każdej informacji, nawet najbardziej
                      > idiotycznej

                      Potrafią, oj potrafią! Zrezygnowałam więc i ja z etatu męczennicy,
                      bo męczące, a nawet szkodliwe dla zdrowia mojego to było. Jakaś
                      tępawa jednostka jestem, bo mądrość nadeszła dla mnie stosunkowo
                      późno.
                      W najbliższym otoczeniu mam, uffff, ludzi rozsądnych i
                      niehisteryczxnych. Idzie się dogadać. Ale trochę dalej jest już
                      różnie.
                    • mujer_bonita Re: Dowcip roku :) 27.04.10, 00:29
                      rumpa napisała:
                      > sorry, ale tutaj to ty wyjeżdzasz z prawdą absolutną

                      Nie - wyraźnie określiłam, że jest to MOJE zdanie.

                      > moje stanowisko jest takie, że to co mówię i ile mówię zależy od
                      > osoby - nie mam zadatków na męczennicę, a niektórzy ludzie potrafią
                      > zrobić piekło z absolutnie każdej informacji, nawet najbardziej
                      > idiotycznej

                      W TWOIM MNIEMANIU idiotycznej - dla innej osoby może być ona bardzo ważna - nie Tobie oceniać. To mnie właśnie w ludziach irytuje najbardziej - JA JA JA. JA uważam, że to czy tamto to bzdura więc wszyscy inni dla których to ważne to ci źli 'histerycy'. A kłamiesz po prostu dla wygody własnych 4 liter - to co piszesz to czyste dorabianie ideologii i zwalanie na druga stronę :) Rozumiem - tak wygodniej :)
                      • rumpa Re: Dowcip roku :) 27.04.10, 08:08
                        oczywiście że tak

                        na przykład byłemu nie mówiłam w co się ubrałam, a raczej z
                        premedytacja kłamałam, odkąd zrobił mi scenę o brak stanika :)))
                        jeśli zapytał rzecz jasna, inna rzecz że nie pytał zbyt często

                        i naprawdę nigdy nie czułam się podle z tego powodu

                        mój facet może mi powiedzieć że był na kawie albo idzie na kawę z
                        byłą, bo jest ciekawy co u niej
                        tyle i już, rejestruje info że po prostu wróci później

                        weż i powiedz cos takiego lasce tego typu - będzie się czepiać do
                        U.S.
                        ale bez przesady, niekoniecznie jest to może powód aby się
                        rozstawać, nie? zresztą masa panów to racjonalizuje że tak kocha,
                        pań też. I ogólnie jest git tyle że trzeba unikać sytuacji zapalnych
                        paranoi.
                        • mujer_bonita Re: Dowcip roku :) 27.04.10, 09:41
                          Czyli po prostu racjonalizujesz manie w 4 literach tego czego chce druga strona
                          i tyle. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci spotykania na swojej drodze
                          takich ludzi jak Ty. Dowiesz się jak to smakuje z drugiej strony to może zrozumiesz.

                          PS. Nie każda kobieta robi awantury o spotkania z byłą. Ja na przykład nie.
                          Awanturę to facet miałby o spotkanie się za moimi plecami. Nie wrzucaj
                          wszystkich kobiet do jednego worka (oczywiście worka tych złych histeryczek jak
                          bardzo gorszych od Wielkiej Rumpy).
                          • songo3000 "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskudni.." 27.04.10, 09:58
                            Bonitka, jak zwykle mówisz dobrze ale o czymś troszkę innym :) Tutaj jest konkretna babka z konkretnymi fobiami i konkretną histerią. Jasne - ma do tej swojej histerii prawo! tylko jakoś nie przyjmuje do wiadomości SKUTKÓW swojego postępowania.

                            Cały ten jej wątek to (kolejna) próba wyparcia/zanegowania/umniejszenia/przekierowania rezultatów SWOICH działań. Przecież stąd aż bije przekaz: "Na coś się uparłam, do czegoś doprowadziłam, miało być tak dobrze a jest chujowo - niech KTOŚ MI POWIE, że to wina INNYCH, prawda?"

                            I to właśnie budzi moje rozbawienie :)
                            • mujer_bonita Re: "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskud 27.04.10, 10:54
                              songo3000 napisał:
                              > histerii prawo! tylko jakoś nie przyjmuje do wiadomości SKUTKÓW swojego postęp
                              > owania.

                              Skutków? O jakich skutkach piszesz? O dowiedzeniu się PRAWDY? I za to należy ją zlinczować?

                              Znów dochodzimy do jedynych słusznych wniosków, ze herbata słodka robi się od mieszania. Bo gdyby nie drążyła to co? To jej facet nie okazałby się tym kim jest? To nadal żyłaby własną iluzją? To ona stworzyła tamtą zdradę? To ona była w związku z żonatym facetem?

                              Są ludzie, którzy nie chcą żyć w świecie 'wolę nie wiedzieć'.
                              • songo3000 Re: "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskud 27.04.10, 10:57
                                Dobrze wiesz, że nie o fakt 'dowiedzenia się' chodzi tylko o reakcję na tą 'wyczekiwaną' prawdę. Reakcję histeryczną, która z ulubioną przez panie dojrzałością nie ma nic wspólnego.

                                I kto tu kręci łyżką w szklance?
                                • mujer_bonita Re: "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskud 27.04.10, 11:07
                                  songo3000 napisał:
                                  > Dobrze wiesz, że nie o fakt 'dowiedzenia się' chodzi tylko o reakcję na tą 'wyc
                                  > zekiwaną' prawdę. Reakcję histeryczną, która z ulubioną przez panie dojrzałości
                                  > ą nie ma nic wspólnego.

                                  Sorry Songo - jeżeli zadajesz pytanie nie znaczy, że odpowiedź z automatu musi Ci się podobać. Wręcz przeciwnie - czasem dowiadujesz się czegoś, czego - i właśnie - nie to, że nie chciałeś się dowiedzieć ale nie chciałeś, żeby istniało. Ale ISTNIAŁO i od tego herbata robi się słodka. Owszem - można nie pytać, można żyć w 'wolę nie wiedzieć' ale tak naprawdę żyje się wtedy własnymi iluzjami.

                                  To jak z tymi pigułkami w Matrixie:
                                  'You take the blue pill - the story ends, you wake up in your bed and believe whatever you want to believe. You take the red pill - you stay in Wonderland and I show you how deep the rabbit-hole goes.'

                                  Neo podejmuje decyzję i jakoś nikomu ie przyszłoby do głowy zjechać go za to ;)
                                  • songo3000 Re: "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskud 27.04.10, 11:19
                                    Możesz rozwinąć, bo naprawdę nie łapię. CO takiego niby jest tu dla mnie niewygodną odpowiedzią??? Ja mówię o sprawie A a Ty odpowiadasz na strawę C i jeszcze się dziwisz, że dumam na Twoimi wywodami.

                                    Zgadzamy się co do prawa/możliwości/chęci/... Autorki w temacie 'chcę wiedzieć wszystko o potencjalnym TŻ', nie? Fajnie. Ja teraz 'tylko' ciągnę konsekwencje użycia tego prawa. Jak sama często wspominasz: są wybory to są i ich konsekwencje.

                                    A może to tylko tych niedobrych facetów się dotyczy? ;P
                                    • mujer_bonita Re: "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskud 27.04.10, 11:32
                                      songo3000 napisał:
                                      > Ja teraz 'tylko' ciągnę konsekwencje
                                      > użycia tego prawa. Jak sama często wspominasz: są wybory to są i ich konsekwencje.

                                      O co chodzi - po raz wtóry pytam O JAKICH konsekwencjach piszesz? Że dowiedziała się, że jej facet nie jest taki kryształowo czysty jak myślała? No dowiedziała się i co? I nie ma prawa teraz nic powiedzieć, że jej się to nie podoba? A musi jej się podobać wszystko co on powie niezależnie od tego co to jest????

                                      Totalnie Cię nie rozumiem - uważasz, że jak ktoś pozbywa się iluzji i prawda mu się nie podoba to co? Siedzieć cicho? Mieć pretensje do siebie? No co??????
                                      • songo3000 Bardzo ładnie to ujęłaś :) 27.04.10, 12:42
                                        Dokładnie - "mieć pretensje do siebie" a nie całego świata.
                                        • mujer_bonita Re: Bardzo ładnie to ujęłaś :) 27.04.10, 12:45
                                          songo3000 napisał:
                                          > Dokładnie - "mieć pretensje do siebie" a nie całego świata.

                                          Mieć pretensje do siebie, że facet miał romans z mężatką????? Wszyscy w domu zdrowi?????
                                          • songo3000 Re: Bardzo ładnie to ujęłaś :) 27.04.10, 15:04
                                            Mieć pretensje do siebie, że:
                                            - drążyliśmy temat bez jakiegokolwiek poszanowania intymności partnera
                                            - po osiągnięciu 'celu' nie potrafi poradzić sobie z krachem WŁASNEJ UŁUDY
                                            - cały czas trzyma się tego 'paskudnego zdrajcy'

                                            A dziękuję za troskę, u mnie wszyscy zdrowi :)
                                            • mujer_bonita Re: Bardzo ładnie to ujęłaś :) 27.04.10, 15:23
                                              songo3000 napisał:
                                              > Mieć pretensje do siebie, że:
                                              > - drążyliśmy temat bez jakiegokolwiek poszanowania intymności partnera
                                              > - po osiągnięciu 'celu' nie potrafi poradzić sobie z krachem WŁASNEJ UŁUDY
                                              > - cały czas trzyma się tego 'paskudnego zdrajcy'

                                              Czyli 'lepiej nie wiedzieć' i 'herbata robi się słodka od mieszania'. Tyle w temacie.
                                              • songo3000 Re: Bardzo ładnie to ujęłaś :) 27.04.10, 15:34
                                                Co niby 'tyle w temacie'???
                                                Jeżeli masz lęk wysokości i fobie przestrzeni a jednak namawiasz lubego na wspólny skok ze spadochronem to SZCZYTEM BEZCZELNOŚCI jest potem obwinianie go/instruktora/producenta samolotu o to żeś się posrała w powietrzu.

                                                Ta Twoja herbatka obok cukrowni stoi więc do samego mieszania bądź łaskawa się nie ograniczać :)
                                                • mujer_bonita Re: Bardzo ładnie to ujęłaś :) 27.04.10, 16:03
                                                  songo3000 napisał:
                                                  > Co niby 'tyle w temacie'???
                                                  > Jeżeli masz lęk wysokości i fobie przestrzeni a jednak namawiasz lubego na wspó
                                                  > lny skok ze spadochronem to SZCZYTEM BEZCZELNOŚCI jest potem obwinianie go/inst
                                                  > ruktora/producenta samolotu o to żeś się posrała w powietrzu.

                                                  Sorry ale to bardzo głupie porównanie. Ona NIE WIEDZIAŁA czego się dowie więc nie 'namawiała kogoś na wspólny skok'. Ona MIAŁA PODRZENIA, które się potwierdziły. Jeszcze raz - to NIE ONA miała romans z żonatym facetem i to czy wiedziała czy nie o tym co on robił NIE ZMIENIA FAKTU, że to zrobił. ON NIE ONA.

                                                  To co postulujesz można by określić 'nie badaj się jeżeli nie jesteś w stanie znieść diagnozy'. Większość z nas nie jest w stanie. Idziemy do lekarza z podejrzeniami a czasem nawet nie - na zwykłe okresowe badania. Nie nastawiamy się na usłyszenie niczego drastycznego. A jednak - czasem diagnozy bywają miażdżące. To czy się zbadamy czy nie NIE MA WPŁYWU na to czy jesteśmy czy nie chorzy. Są ludzie, którzy latami się nie badają i lądują u lekarza w terminalnym stadium raka - tyle, że brak diagnozy nie oznacza, że byli zdrowi. A po usłyszeniu diagnozy gniew, rozpacz, obwinianie kogo się da z Bogiem na czele jest całkiem normalne.

                                                  I nikt nie wpadłby na pomysł doradzenia komuś nie badania się :)
                                                  • rumpa Re: Bardzo ładnie to ujęłaś :) 27.04.10, 17:34
                                                    wiesz to jest dopiero nietrafiony przykład

                                                    choroba jest i działa
                                                    a tamto było i się skończyło i jeszcze dodatkowo wszystko wskazuje
                                                    na to że facet miał po tym kaca

                                                    to jakaś dziwna choroba która sama w sobie nie robi krzywdy za to
                                                    wiadomość o niej zabija

                                                  • mujer_bonita Re: Bardzo ładnie to ujęłaś :) 27.04.10, 19:32
                                                    rumpa napisała:
                                                    > choroba jest i działa
                                                    > a tamto było i się skończyło

                                                    Skończyło się zdarzenie ale przy okazji wypłynęły takie informacje jak to, że facet zdradzał 'ale tego nie czuł, bo nie było przy nim fizycznie jego dziewczyny', że kochanką 'zastępował sobie dziewczynę' itd. To bardzo wiele mówi o człowieku i jego nastawieniu do kwestii zdrady i rozumiem, że może się nie podobać. Mnie osobiście nie podoba się takie lekkie strzepywanie z siebie winy za to co się stało i zastanawiałoby mnie czy w stosunku do mnie też nie miałby wyrzutów sumienia. Kwestia nie jest dla mnie z gruntu skreślająca ale jest to ważna informacja o praktycznej stronie moralności człowieka. Realnej, dokonanej stronie.

                                                    Choroba, która nie robi krzywdy? Czy wejście w związek z człowiekiem, który lekko traktuje kwestie wierności nie jest obarczone dodatkowym ryzykiem? Nie warto jest o tym wiedzieć? Ktoś może woleć nie wiedzieć - ja do takich osób nie należę.
                                                  • poitevin Re: Bardzo ładnie to ujęłaś :) 28.04.10, 15:04
                                                    Czy wejście w związek z człowiekiem, który lek
                                                    > ko traktuje kwestie wierności nie jest obarczone dodatkowym
                                                    ryzykiem? Nie warto
                                                    > jest o tym wiedzieć? Ktoś może woleć nie wiedzieć - ja do takich
                                                    osób nie nale
                                                    > żę.


                                                    Facet powiedział jej, że ma tajemnicę, którą weźmie do grobu. Mogła
                                                    wtedy kopnąć go w dupę. Ale nie, laska wyczekała 3 lata, zaczęła
                                                    jęczeć i wiercić dziurę w brzuchu, płakać, że MUSI wiedzieć. To się
                                                    dowiedziała. Pretensje może mieć tylko do siebie. Mogła nie pytać wg
                                                    zasady: uważaj o co sie modlisz, bo jeszcze możesz to dostać.
                                                    Pomijając kwestię, że reakcja na to, czego sie dowiedziała jest
                                                    żenująca. Jeszcze niechby sie do morderstwa przyznał, to rozumiem,
                                                    ale romansik z mężatką? Dajcie spokój, niektórzy to se lubią sami
                                                    kuku zrobić...
                                                  • glamourous Re: Bardzo ładnie to ujęłaś :) 29.04.10, 14:56
                                                    poitevin napisała:

                                                    > Jeszcze niechby sie do morderstwa przyznał, to rozumiem,
                                                    > ale romansik z mężatką? Dajcie spokój, niektórzy to se lubią sami
                                                    > kuku zrobić...

                                                    Po lekturze szczegolowego opisu owej mezatki w poscie autorki na Mlodych
                                                    Mezatkach odnosze wrazenie, ze tu nie chodzi o sam FAKT "niemoralnego" romansu z
                                                    MEZATKA, tylko o to, ze Frajeroza zawsze postrzegala akurat te konkretna kobite
                                                    jako wyjatkowo niebezpieczna konkurencje. W opisie mozemy wyczytac, jaka to z
                                                    niej laska, jaka spektakularnie atrakcyjna oraz jak to wszyscy faceci na
                                                    wydziale sie nia zawsze zachwycali. I chyba ta doskonalosc owej pani Frajeroze
                                                    najbardziej boli - bo mam niedoparte wrazenie ze gdyby nawet ta kobieta nie byla
                                                    wiarolomna mezatka, to zazdrosc Frajerozy o nia bylaby i tak niebotyczna, a
                                                    jazda calkiem podobna.

                                                    Nie wiem, moze sie myle, ale taki obraz calosci mi sie wylania.
                              • edypia111 Re: "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskud 27.04.10, 11:03
                                Pytanie jest inne: po co jej to wiedzieć i jakie jest jej prawo do tego by wypytywać o wydarzenia sprzed lat.
                                Jej facet nie okazał się nikim innym, niż był przez trzy lata bycia z nią. Gdyby jej wyznał, że onanizował się myśląc o własnej matce, ale robił to 10 lat temu, gdy był trzynastolatkiem, to to by coś zmieniło? Stałby się inny nagle? Ona nie żyje iluzją, a jeśli jakąkolwiek, to tą, którą sama wymusiła. Ona się prosiła by ją okłamywać i dostała za swoje.
                                To nie jest kwestia "wolę nie wiedzieć", ale uszanowania, że napotykamy ludzi z pewną przeszłością i nie należy w tę przeszłość ładować się z butami. Nie wiadomo kim byłby partner autorki wątku, gdyby nie tamten romans i czy w ogóle byłby z nią. Tylko, że jej nie starcza rozumu by o tym myśleć w ten sposób.

                                Miarą dojrzałości jest by pewnych rzeczy nie mówić i o pewne rzeczy nie pytać. I myślę, że większość dorosłych osób to rozumie i akceptuje. To dotyczy szeregu kwestii i w tym sensie związek zawsze można widzieć jako swego rodzaju iluzję, bo np. nie lubię teściowej, ale nigdy nie powiem tego mężowi by go nie skrzywdzić.
                                • mujer_bonita Re: "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskud 27.04.10, 11:14
                                  edypia111 napisała:
                                  > Pytanie jest inne: po co jej to wiedzieć i jakie jest jej prawo do tego by wypy
                                  > tywać o wydarzenia sprzed lat.

                                  Z drugiej strony - ile ma człowiek 'prawo' ukryć przed drugą osobą, żeby związek
                                  miał sens?

                                  Rozumiem, że panowie wcale by się nie oburzyli jakby żona ukryła fakt bycia w
                                  przeszłości prostytutką? Bo dla niej nie ma znaczenia?

                                  Nie ma obiektywnych kwestii co należy powiedzieć a co 'można ukryć'. Wszystko
                                  zależy od tego co dla DRUGIEJ strony jest ważne. Mogą to być różne rzeczy - ale
                                  nie nam jest oceniać. Dla każdego ważne może być zupełnie co innego.
                                  • edypia111 Re: "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskud 27.04.10, 11:21
                                    Sama wiesz, że jest różnica między byciem prostytutką, a romansem. O ile to w ogóle szło nazwać romansem.
                                    Jesli o mnie chodzi, to uważam, że fakt bycia prostytutką dla dobra obu stron można byłoby zataić.
                                    • mujer_bonita Re: "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskud 27.04.10, 11:34
                                      edypia111 napisała:
                                      > Jesli o mnie chodzi, to uważam, że fakt bycia prostytutką dla dobra obu stron m
                                      > ożna byłoby zataić.

                                      No widzisz - dla Ciebie to można by ukryć a dla kogoś innego nie. Załóżmy, że wiążesz sie z kimś dla kogo ta informacja jest ważna. Co wtedy? Na wstępie uznajesz go za 'niegodnego szczerości'? Wyśmiewasz, że jest paranoicznych histerykiem, więc nic mu nie powiesz (cóż jego wina)?

                                      Co w sytuacji rozbieżności w ocenie co jest a co nie jest ważne?
                                  • songo3000 Re: "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskud 27.04.10, 11:26
                                    mujer_bonita napisała:

                                    > Z drugiej strony - ile ma człowiek 'prawo' ukryć przed drugą osobą, żeby związe
                                    > k
                                    > miał sens?
                                    Ukryj to co potencjalnie 'samo' nie wyjdzie a może być raniące dla partnera. Proste, sorry, cholernie PROSTE.

                                    > Rozumiem, że panowie wcale by się nie oburzyli jakby żona ukryła fakt bycia w
                                    > przeszłości prostytutką? Bo dla niej nie ma znaczenia?
                                    Ja nie. Nie wiem co 'wszyscy panowie' :)

                                    Tu jest jeszcze inna kwestia. Autorka i Ty wspominałyście o SZACUNKU, który TŻ powinien jej okazać. A co z SZACUNKIEM do tegoż TŻ, który powinna okazać babka w momencie, gdy tylko usłyszała że facet nie życzy sobie drążenia tematu??? Bo co, on już na niego 'nie zasłużył'? jest jakiś 'gorszy'? Jeśli tak widzicie sprawę to o czym tu dalej rozmawiać.
                                    • mujer_bonita Re: "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskud 27.04.10, 11:41
                                      songo3000 napisał:
                                      > Ja nie. Nie wiem co 'wszyscy panowie' :)

                                      No właśnie - ludzie są różni. Nikt nie ma prawa decydować za innych. Z kolei informacje, które dla Ciebie są ważne mogą być zupełnie nieistotne dla kogoś innego.

                                      > Tu jest jeszcze inna kwestia. Autorka i Ty wspominałyście o SZACUNKU, który TŻ
                                      > powinien jej okazać. A co z SZACUNKIEM do tegoż TŻ, który powinna okazać babka
                                      > w momencie, gdy tylko usłyszała że facet nie życzy sobie drążenia tematu??? Bo
                                      > co, on już na niego 'nie zasłużył'? jest jakiś 'gorszy'?

                                      Czyli wybieramy albo szacunek dla jednej albo dla drugiej strony? Generalnie wszystko można ukryć pod 'nie drąż tematu' ;) A może po prostu - nie podoba Ci się to się nie wiąż? Dla obu stron? Nie wymagaj od drugiej strony przekroczenia swoich granic?

                                      No tak ale kobieta, która porzuca faceta bo on nie chce udzielić istotnych dla niej informacji to przecież głupia histeryczka. Facet, który wiąże się z kobietą zatajając ważne dla niej informacje to 'człowiek, który ma prawo do prywatności' ;)
                                      • rumpa Re: "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskud 27.04.10, 11:58
                                        A może po prostu - nie podoba Ci si
                                        > ę to się nie wiąż? Dla obu stron? Nie wymagaj od drugiej strony
                                        przekroczenia s
                                        > woich granic?

                                        absolutnie masz racje i dlatego on już dawno powinien ją kopnąć w
                                        d...
                                        chociażby za te nieszczęsne koleżanki
                                        ale facet nie pilnuje własnych granic i ma to co ma - śledczego w
                                        wyrku i złamane slowo dane byłej
                                      • songo3000 Re: "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskud 27.04.10, 14:06
                                        Głupia histeryczka - ona NIE porzuciła faceta po tym jak dowiedziała się co i jak. Za to 'prawda nie pozwala jej żyć'. I tak sobie żyje uczepiona u boku jak pijawka z miną cierpiętnicy.
                                        • rumpa Re: "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskud 27.04.10, 14:29
                                          e tam
                                          rzucić goscia na ktorego ma takiego zajebistego haka?
                                          toż on się ze snów będzie teraz musiał spowiadać
                                        • mujer_bonita Re: "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskud 27.04.10, 14:41
                                          songo3000 napisał:
                                          > Głupia histeryczka - ona NIE porzuciła faceta po tym jak dowiedziała się co i j
                                          > ak. Za to 'prawda nie pozwala jej żyć'. I tak sobie żyje uczepiona u boku jak p
                                          > ijawka z miną cierpiętnicy.

                                          No i? Tak Cię dziwi, że nie jest łatwo zrezygnować ze związku mimo, że druga osoba nie jest idealna? Przecież jej facet robił to przez cały czas - trwał w związku, mimo, że ona była jaja była, chciała czego chciała a on ukrywał prawdę, żeby to ciągnąć. Nie porzucił jej przecież, kiedy zaczęła pytać?

                                          I może byś tak łaskawie odpowiedział na moje wcześniejsze pytania o skutki? Rzucasz tym określeniem na prawo i lewo ale konkretów jakoś doczekać się nie mogę :)
                                          • songo3000 Re: "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskud 27.04.10, 15:11
                                            > No i? Tak Cię dziwi, że nie jest łatwo zrezygnować ze związku mimo,
                                            Skoro przedstawia to jako niekończącą się udrękę, wiąż ropiejącą ranę , nad którą KONIECZNIE TRZEBA SIE UŻALAĆ i to publicznie najlepiej to tak dziwi mnie jak i większość tego i innego forum. Tylko kurde, Ciebie nie dziwi.

                                            > I może byś tak łaskawie odpowiedział na moje wcześniejsze pytania o skutki
                                            Właśnie odpowiedziałem trochę wyżej.
                                            • mujer_bonita Re: "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskud 27.04.10, 15:24
                                              songo3000 napisał:
                                              > Tylko kurde, Ciebie nie dziwi.

                                              Nie dziwią mnie rzeczy dość mocno powszechne.
                                              • songo3000 Re: "Mili państwo, ja czysta - oni wszyscy paskud 27.04.10, 15:36
                                                No dobra, nokaut :)))
                          • rumpa Re: Dowcip roku :) 27.04.10, 11:36
                            jasne że nie każda, robisz się męcząca
                            akurat ta , znaczy autorka , by zrobiła
                            ja bym nawet nie zrobiła za moimi plecami, bo nie widze obowiązku
                            zdawania mi relacji z każdej kawy jaką gdziekolwiek i z kimkolwiek
                            wypije

                            i dlatego mnie czy Ciebie nie oszuka, a ją tak, bo trzeba być idiotą
                            żeby narażać się na takie bicie piany o nic.

                            Czyli po prostu racjonalizujesz manie w 4 literach tego czego chce
                            druga strona

                            przepraszam a czego chce ta druga strona?
                            eksterminacji wszystkich apetyczniejszych kobiet czy tylko męskiego
                            czadoru i chodzenia ze wzrokiem wbitym w ziemię?

                            czy wystarczy tylko cofnięcie czasu?

                            złamanie danego komu innemu słowa, ZANIM jeszcze się poznali i w
                            sparwie kompletnie jej nie dotyczącej?

                            też uważam że nie powinien mieć w d tego co ona chce i jak
                            najszybciej się ewakuować zanim baba go wssie

                            ja takich ludzi nonstop spotykam :)))
                            tylko ponieważ ja nie robię histerii, to automatycznie czują się ze
                            mną bezpieczni i mowią prawdę, jasno czego chcą, co było i jak
                            a potem kręcą się jak węgorze na ogniu w rozmowie z "nadwrażliwym"
                            tyranem :)))
                            ci sami ludzie
              • songo3000 Re: Dowcip roku by Bonitka :) 26.04.10, 18:03
                Bonitka, faktycznie strzeliłaś 'w tym wypadku' dowcipas roku broniąc postawy tej ewidentnie psychicznej osoby.
                Chorobliwe WYMUSZANIE, tak tak - wymuszanie 'zeznań' z przeszłości partnera, których to on wyjawić nie chce (i ma do tego święte prawo, prawo do swojej intymności) kwalifikuje się jednoznacznie. Tak jak postępowanie IDIOTY, który w końcu ulega takiej paskudnej osobie IMO sprzeniewieżająć tym samym swoją osobę.

                I owszem na WSZYSTKO w życiu trzeba zasłużyć. Na szacunek i szczerośąć także, dziwi Cię to???
                • mujer_bonita Re: Dowcip roku by Bonitka :) 26.04.10, 18:36
                  songo3000 napisał:
                  > Bonitka, faktycznie strzeliłaś 'w tym wypadku' dowcipas roku broniąc postawy te
                  > j ewidentnie psychicznej osoby.

                  Od kiedy to pan Songo ma tytuł psychiatry, żeby to stwierdzać? Ja na przykład uznaję postawę 'nie powiem, bo wiem, że jej się nie spodoba' za coś niecoś na psychice ale to MOJE zdanie.

                  W skrócie - KAŻDY ma prawo określić to, co dla niego jest ważne. KAŻDY. Nie ma obowiązku wchodzenia w związek, jeżeli Ci się nie podoba. Pewne informacje mogą być dla kogoś ważne - dla mnie osobiście to, czy kotoś zdradził - dlaczego to zrobił, jaki jest jego stosunek do tego faktu JEST MEGA WAŻNE. Nie jest skreślające - ale jest niezwykle istotne w ocenie i świadome zatajenie (w celu krycia własnych 4 liter) to dla mnie jedno z gorszych świństw, które można zrobić.

                  Nie Tobie ani żadnemu innemu forumowiczowi oceniać co dla kogo jest ważne - NIE WY się z tą osobą wiążecie. Życzę wam z całego serca poznania sytuacji, w której ktoś WAS okłamie w WAŻNEJ dla Was sprawie uznając ją za 'nieistotną', 'głupią histerię', 'jazgot', 'pieprzenie'. Bardzo Ciekawe co zrobicie słysząc to od bliskiej osoby?

                  > I owszem na WSZYSTKO w życiu trzeba zasłużyć. Na szacunek i szczerośąć także, d
                  > ziwi Cię to???

                  Gadanie szemranego kłamcy/krętacza. Szczera jestem JA a nie czyjaś zasługa. To o mnie i mojej mierności świadczy kłamstwo. Zwalanie odpowiedzialności za kłamstwo na drugą osobę jest dla mnie poniżej wszelkiego opisywalnego poziomu kultury.
                  • songo3000 Re: Dowcip roku by Bonitka :) 26.04.10, 19:17
                    mujer_bonita napisała:

                    > Od kiedy to pan Songo ma tytuł psychiatry, żeby to stwierdzać?
                    No wieszzz, forumowego to chyba 'od zawsze' :P

                    > Nie Tobie ani żadnemu innemu forumowiczowi oceniać co dla kogo jest ważne - NIE
                    Mylisz ocenę 'ważności' z oceną SKUTKÓW czyjego postępowania. Wydałem swoją subiektywną ocenę. Dotycząca obydwojga zresztą.

                    > Gadanie szemranego kłamcy/krętacza. Szczera jestem JA a nie czyjaś zasługa. To
                    No, no, no, tylko nie szemranego ;)))
                    • mujer_bonita Re: Dowcip roku by Bonitka :) 26.04.10, 19:25
                      songo3000 napisał:
                      > Mylisz ocenę 'ważności' z oceną SKUTKÓW czyjego postępowania.

                      Skutków? No tak - skutki były tragiczne - dowiedziała się babka ważnej dla siebie prawdy :) Skandal!
    • lambert77 I właśnie dlatego... 26.04.10, 07:45
      ... faceci przed ślubem powinni mieć czyszczoną pamięć :)... żeby potem głupoty
      im do głowy nie przychodziły i nie zwierzali się.
      Szczerość w związku jest przereklamowana.
      • drobinka11 szacunek! 26.04.10, 09:58

        Szacunek dla tego pana, że umiał utrzymac tajemnicę przez kilka
        lat "ciśnięcia" przez wybrankę serca; wyobrażam sobie jak to było -
        "no powiedz, ja wszystko zrozumiem, wybaczę", takie drążenie, aż
        nie wytrzymał.

        Brak szacunku za to, że się w końcu wygadał, ale przecież kropla
        drąży skałę... Tajemnica, o ile dobrze rozumiem, miała chronić tamtą
        mężatkę, żeby ktoś o romansie nie zaczął ropowiadać na prawo i lewo.

        Droga autorko wątku - wybij sobie, proszę, z głowy taką absolutną
        szczerość w związku, te wszystkie pytania " z kim, ile razy, ale
        dlaczego właśnie z nią". On Ciebie nie zdradzał, to wszystko
        przeszłość, po co o tym myśleć, skup się na tu i teraz, carpe diem!

        PS. A jeśli Tobie się kiedyś przytrafi pozamałżeński romans to módl
        się, żeby kochanek do tych "absolutnie szczerych w związku" nie
        należał. Ufffff, chroń mnie Boże przed takim ;-)
      • gryzipiorkaaa ludzie-ona ma racje 26.04.10, 09:59
        To facet dal tutaj dupy.. w momencie w ktorym powiedział: mam
        sekret, o którym nigdy nie powiem, zabieram do grobu, schowam i
        ukryje, nie pytaj o niego!!!

        BOZE, JAK JAK BYM COS TKAIEGO USLYSZAL, NO TO MUSIALBY MI
        POWIEDZIEC!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

        A to o czym sie aytorka dowiedziala, moze boleć. Zresztą mnie tez by
        bolało.. Ale nie to, ze ona byl mężatką czy miala dzieci, ale to, że
        ona byla, on sie na nią zdecydował. To piecze.

        Ja np. mialam prawiczka, kogos kto nie byl z nimik innym, no ale jak
        go poznalam mial 16 lat:)))
        • lambert77 ale zeby dwa lata 26.04.10, 10:18
          ... drążyć temat?? to trzeba by zajrzeć do jakiegoś podręcznika psychiatrii bo
          to pewnie da się podciągnąć pod jakąś chorobę. A facet też dupa wołowa :)
          • anula36 Re: ale zeby dwa lata 26.04.10, 10:25
            dwa lata drazenia, a teraz hak na chlopa do konca zycia - oplacilo sie w ostatecznym rozrachunku:)
      • anula36 ja tylko nie rozumiem ze skoro autorce 26.04.10, 10:03
        nie pasuje taki facet z taka przeszloscia i nie chcialaby z takim byc, czemu go nie rzuci w cholere, tylko udreczajac siebie, jego i forumowiczow polowy potralu gazety probuje wrocic do tego co bylo?
        • ambx Spróbuj sama za parę lat... 26.04.10, 14:12
          ...będąc nieco znudzoną męzatką, zbajeruj jakiegoś
          młodego "dziewica" i pokaż mu co i jak należy robić z kobietą "gwoli
          swawoli" i będzie kwita... byle się chłopiec nie wygadał przyszłej
          narzeczonej;-))) A jak jakaś plotka dojdzie do twojego ślubnego,
          powiedz że urzekła cię jego historia i sama postanowiłaś spróbować
          jak to jest. Teraz - pora udzielać się na forum "Ślub". Drugiego
          takiego ze świecą szukać.
          • frajeroza Re: Spróbuj sama za parę lat... 26.04.10, 16:19
            Zawsze byłam szczera w zwiazkach. Dlaczego? I skad mam tak waszym zdaniem durne
            zasady?
            Kiedyś, dawno temu wydawało mi się, ze spotkałam miłość mego życia. Miałam 19lat
            i nie bardzo wiedziałam co do czego. Kilkakrotnie skłamałam mu wówczas, lecz
            były to błahe sprawy(że coś tam umiem, a nie umiem jednak). Zostałam odrzucona.
            Nie dano mi szansy. Pół roku się po tym zbierałam i to odrzucenie nauczyło mnie
            jednego - nigdy więcej nie kłamać w związku. Tego się od tamtej pory trzymałam,
            związków kilka było, długich. Zawsze miałam sumienie czyste, byle gówno mowiłam,
            bo sumienie mnie męczyło a i sama z siebie chciałam sumienie mieć czyste.
            Niestety nigdy nie otrzymałam tego samego wzamian.
            Myślałam, i toteż ustalaliśmy na początku znajomości, że to On mi da tę
            szczerosc. Wszystko na to wskazywało i on to samo potwierdzał.. Znał moją
            przeszłość i poharataną psychikę. Problem z zaufaniem itp. Może właśnie dlatego
            ukrył to, co ukrył. Lecz w końcu powiedział prawdę, bo chce ze mną spędzić
            resztę życia.

            Cały czas się zastanawiam, czy powinnam z nim być. Zdradzał......

            Nie wiem też i nigdy się nie dowiem, co by było gdyby ona nie wyjechała. On
            mówi, ze nie umiałby ze mną się spotykać, rozmawiać, a na drugi dzień z tamtą
            kochać. Nie mógłby spojrzeć sobie w twarz, a co dopiero nam. To jego słowa.
            Wierzę, ale jakiś inny głos w mojej głowie mówi "nie możesz być tego pewna na
            100% i nigdy nie będziesz". Bo nie wiadomo, czy jeśliby ona nie wyjechała, nie
            trzymałby dwóch srok za ogon, czy nawet trzech - bo miał jeszcze dziewczynę na
            odległość, która robiła go w jajo od lat. W każdym razie romans się skończył. My
            zaczeliśmy się spotykać. Po jakimś czasie on jednak chciał być z tamtą na
            odległość. I to dobrze o nim świadczy, bo ona w sumie była ważniejsza ode mnie,
            logiczne, że ratował, to, co zacząl. Ale gdy wyszło, że nie ma co ratować, bo
            ona go robiła w jajo, to mogł skupić się na mnie. I ja mu pokazałam co to jest
            normalny związek, nie romans.....
            • rumpa Re: Spróbuj sama za parę lat... 26.04.10, 16:45
              normalny związek?

              :)))

              Znał moją
              > przeszłość i poharataną psychikę. Problem z zaufaniem itp

              skoro masz świadomość tego to coś z tym zrób a nie sznatażuj ludzi
              dookoła.
              Teraz wszyscy mają skakać dookoła i się trząść nad twoją psychiką.
              Bądż tak uprzejma i sama się zajmij swoja paranoją.
              Była taka książka - pomóż sobie , daj światu odetchnąć
              I wybacz ludzie tacy jak ty, z poharataną psychiką, nie tworzą
              normalnych związków

    • skarpetka_szara Re: Przeszłość przed-związkowa 26.04.10, 17:15
      jak slysze takie nienormalne watki to dopiero zdaje sobie sprawe
      dlaczego faceci mnie uwielbiaja ;)

      frajerozo, widze ze jestes typem osoby ktora lubi dramat w zyciu,
      lubisz czuc sie pokrzywdzona i ofiara/ meczennica. Naprawde
      niepotrzebnie dajesz sobie i chlopakowi stres. Wyluzuj.

      Szczerze mowiac ja kompletnie nie wiem o mojego meza przeszlosci
      erotycznej. I wcale mnie to nie interesuje. Wazne jest ze
      budujemy TERAZ zycie razem.
      W dodatku nie rozumiem te wyjawiania sobie tajemnic. Tajemnice to
      tajemnice. Kazdy ma przeszlosc.

      Sorry, jezeli jestes chodzaca swietoscia i krolowa moralnosci. Nie
      kazdy czlowiek moze dorownac Twojemu standardowi. Ale zanim z
      siebie zrobisz opatrznoscia moralnosci to moze zejdziesz na ziemie
      i spojrzysz na chlopaka jako czlowieka ktory zrobil pomylke?
      Zwyklego smiertelnika ktory mial przeszlosc w mlodosci, a ktory z
      biegiem czasow zmienil sie i chce budowac swoja przyszlosc.
      Myslisz ze on nie zasluguje na szanse??

      Jego glupota ze w ogole wyjawil Tobie ta "tajemnice". Pewnie przed
      toba ukrywal gdyz wiedzial ze bedziesz go osadzac.
    • anais_nin666 Re: Przeszłość przed-związkowa 26.04.10, 17:35
      Frajeroza. Popełniłaś błąd. Ogromny błąd. Namówiłaś człowieka na zwierzenia, pozwoliłaś by Ci zaufał po czym, gdy w końcu wyjawił swoją tajemnicę, mniejsza z tym wielką czy błahą, przywaliłaś mu między oczy z piąchy, bo prawda Ci się nie spodobała.
      Wiesz co dzięki temu zyskałaś? Brak zaufania z jego strony. Po takiej akcji zapewne nigdy więcej się nie otworzy z obawy, że mu za szczerośc odpłacisz histerią i awanturą o pietruszkę.

      Facet ma przeszłośc. Nie powiedział Ci jakiego typu to przeszłośc. Miał prawo. Nie kłamał. Po prostu nie dzielił się z Tobą wszystkim co miało miejsce KIEDYŚ.
      Uważam, że to zdrowe.
      Zaczynacie od zera tworząc nową jakośc. Od Was zależy czy będzie na wysokim poziomie czy będzie do d... Jak było do tej pory nie wiem. Wiem, że teraz już zawsze będzie średnio, bo na pewno Twój facet będzie się krył przed Tobą (i wcale mu się nie dziwię), a Ty będziesz wiecznie wietrzyć podstęp i tajemnice. Pewnie nawet tam gdzie niczego nie będzie.
      Pytasz jak mu masz wierzyć.
      Normalnie. Tak jak do tej pory.
      Gdyby każdy zaczynał związek od pytań - a co jesli spotka byłą, czy nie pójdą razem do łóżka, to mówiąc szczerze żaden związek by się nie uchował.

      Wyluzuj kobieto.
      Naprawde wyluzuj, bo swoim zachowaniem niszczysz, siebie, jego, Was.
      Parę osób napisało DOROŚNIJ, dołączam się do tego apelu.
      Naprawdę dzieciak z Ciebie. Histeryczna tupiąca nogą dziewczynka, że love nie takie love jak sobie je wymalowałaś w wyobraźni.
      • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 26.04.10, 18:03
        Dziekuję za wszystkie słowa.Wszystkie..
        Rozmawialiśmy o tym wszystkim i właściwie zrozumiałam co i dlaczego.
        Pomijając już naprawde te przykre rzeczy, to dopiero ze mną stworzył normalny,
        zdrowy związek. Do tej pory miał albo romans, ukrywanie się albo związek na
        odleglość którego nie było. Zdradzał, ale nie czuł tej świadomości, że zdradza.
        Nie było przy nim nigdy fizycznie tej jego ówczesnej dziewczyny, więc kogóż więc
        zdradzał? Siebie samego.
        Mówił mi, że nigdy szczęśliwy w takim układzie nie był. Było miło, bo nie tylko
        seks, ale rozmowy, przytulenia. Zastępowała mu tę dziewczynę na odległość,
        której nigdy nie było.Rozumiem.
        Ona moim zdaniem go wykorzystała. Dodatkowo wiedziała,że jest prawiczkiem. Nie
        powiedziała "o nie, powinieneś stracić cnotę z kimś kogo kochasz, z kimś innym
        tak nie można". Tylko zrobiła to, co zrobiła, myśląc tylko o sobie. Do niego to
        jednak nie dociera, że wszystko na to wskazuje, że się nim pobawiła. Byli inni,
        poza tym, mąż też ją posuwał. Jej życie, jej sumienie.
        Gdybym była puszczalską mężatką i nawinąłby mi się prawiczek, nie tknęłabym go.
        Po prostu tak postępuję.... Ale są ludzie i ludziska.

        Nasz związek, trzy letni był/jest bardzo udany. Spokojny, wyważony, niewiele
        zwarć. Dobrze się dogadywaliśmy od początku i do dziś to trwa. Nigdy nie
        nudziliśmy się sobą, w łóżku też jest ciekawie i wciaż jest ten żar. Okazujemy
        sobie dużo czułości, miłości. On mnie darzył zaufaniem od początku, nigdy o nic
        nie podejrzewał.

        Ja od zawsze miałam obawy, strach, lęk, podejrzenia o wszystko. O każdą
        koleżankę byłam zazdrosna. Nie było mu łatwo z tym żyć. Podświadomie czułam,że
        ta mężatka znaczy coś więcej...Miałam rację. Lecz mimo wszystko, wolałabym to
        wiedzieć od początku.
        Nie mówię, że nie weszłabym w ten związek, wiedząc co On zrobił. Lecz łatwiej
        byłoby to przyzwoić, nie będąc z nim jeszcze w związku.

        Z zaufaniem było u mnie źle, teraz jest jeszcze gorzej. Nie histeryzowałam,
        tylko bylo mi bardzo przykro. Pytałam, pytałam i pytałam. Dużo już wiem.
        Miał prawo robić co chce.

        Ona wyjechała, my się poznawaliśmy. Może pomogłam mu o niej zapomnieć.
        Pokazałam, że można żyć normalnie. Pomogłam zakończyć jego nieistniejący związek.

        Zobaczymy, jak będzie dalej. Wciąż źle się z tą wiedzą czuję. Że facet, który
        był ideałem, przestał nim być. Co innego wiedzieć to od początku, co innego żyć
        tak 3 lata....
        • anais_nin666 Re: Przeszłość przed-związkowa 26.04.10, 18:26
          Frajeroza. Nie ma ideałów. Ten facet od początku tez nim nie był. Dzieki Bogu. Masz faceta, nie pomnik...
          Poza tym po tylu sugestiach rzuconych na tym forum nadal utrzymujesz, że facet Ci zrobił krzywdę, gdy tymczasem to Ty zrobiłaś krzywdę Wam robiąc traumę z czyjejś przeszłości, wydzierając z kogoś tajemnicę, a na koniec jej nie szanując, robiąc awantury o pierdoły...
          Ech Frajeroza.
          Przy taki podejściu do życia nigdy nie stworzysz zdrowego związku.
        • superprawda Re: Przeszłość przed-związkowa 26.04.10, 18:26
          Fajnie tak sobie stwarzac szutczne problemy i jeczec nad nimi.
          Poczekaj az cie na prawde zdradzi a potem dopiero pisz post, jak juz
          bedziesz miala powod :-)
          pozdr
        • nocnykowboj Re: Przeszłość przed-związkowa 26.04.10, 18:39
          pewnie jako najstarszy z Was coś powiem.Nigdy na dobre nie wychodzi
          takie szczegółowe wypytywanie drugiej strony na początku związku o
          wszystko.Wiadomo,coś trzeba wiedziec,np.ile ma dzieci,ilu miał
          (miała) męzów(żon),jakieś przykre przejścia.Potem w miarę zyskiwania
          zaufania obie strony samoistnie ujawniają pewne szczegóły z
          przeszłości,ale lepiej jest ,jeśli przebiega to samoistnie i
          naturalnie.Oczywiscie można coś delikatnie dopytać,ale w zadnym
          wypadku nie naciskać mocno ,bo to niszczy związek w zarodku.Pytania
          typu:ilu miałaś przede mną?,a w łóżku byli dobrzy?lepsi ode mnie?
          Zdarzyło mi się po już po kilku latach(!!!) związku być pod presją
          takich pytań.Najpierw wprawilo mnie to w zakłopotanie,potem
          wymijające odpowiedzi aż wreszcie po dalszych naciskać zaczęło mnie
          to zwyczajnie wkurzać i ją też.Taka naga,szczegółwa wiedza na
          tematy intymne swojego partnera nie jest wg mnie koniecznym
          warunkiem do budowania udanego związku z nim,niekoniecznie trzeba
          wiedzieć WSZYSTKO,wystarczy że wiemy wszystko i szczerze to ,co
          dotyczy nas tu i teraz
        • songo3000 Takiego ubawu to już dawno nie było :DDD 26.04.10, 19:29
          frajeroza napisała:

          > Ona moim zdaniem go wykorzystała. Dodatkowo wiedziała,że jest prawiczkiem. Nie
          > powiedziała "o nie, powinieneś stracić cnotę z kimś kogo kochasz, z kimś innym
          > tak nie można".
          ... rekła wiejska rozmodlona nastolatka o mentalności molestowanej zakonnicy. Dobre, dobre, naprawdę dobre :DDD

          > Ja od zawsze miałam obawy, strach, lęk, podejrzenia o wszystko. O każdą
          > koleżankę byłam zazdrosna. Nie było mu łatwo z tym żyć.
          I tyle w temacie. A przed chwilunią pisałaś jak to wasz związek SPOKOJNY, SZCZĘŚLIWY, ....

          W jednym poście sama sobie przeczysz w dosyć gardłowych sprawach nawet tego nie zauważając. Nikt mi nie wmówi, nawet Bonitka że tak zachowuje się osoba zrównoważona psychicznie.
        • rumpa Re: Przeszłość przed-związkowa 26.04.10, 19:43
          o bożebożeczkuuuuuu
          unisono z Songo
          najlepszy jest ten fragment o wykorzystaniu :)))))
          pisz dalej, będzie telenowela argentyńska
          wyobraźnie to ty masz , nie powiem

          Gdybym była puszczalską mężatką i nawinąłby mi się prawiczek, nie
          tknęłabym go.
          > Po prostu tak postępuję.... Ale są ludzie i ludziska.


          hehhe czekam na ironię Bonity względem wspaniałej frajerozy
          osobiście marzę o namietnym prawiczku :)))
    • piorex12 Re: Przeszłość przed-związkowa 26.04.10, 19:15
      Dla mnie jestnajważniejsza i decydująca
    • edypia111 Wersja skrócona to nic przy oryginale 27.04.10, 05:50
      forum.gazeta.pl/forum/w,12264,110494454,110494454,Przeszlosc_przed_zwiazkowa.html
      Tu jest pełna wersja historii. Przypuszczam, że jednak nieco skrócona, bo pełna ukaże się we wspomnianym Bravo Girl niebawem.

      Kobiety nigdy się nie nauczą, że w związku szczerość za wszelką cenę nie jest podstawą. A faceci, że nie należy ulegac mędzeniu, choćby było wieloletnie i nie należy niektórych rzeczy mówić, bo nastolatki nie zawsze są gotowe zmierzyć się z prawdą. Żen.
      • edypia111 Re: Wersja skrócona to nic przy oryginale 27.04.10, 05:59
        "Ja zaś uważam, zę jeśli wchodzę w związek, to mam obowiązek poinformować tę osobę o moich związkach, poczynaniach, występkach, tajemnicach, ażeby miał zarys tego, z kim się zadaje. Żeby mógł sam ocenić mnie i zdecydować, czy chce z kimś takim być. "

        Ja wchodząc w związek po prostu przedstawiam zaświadczenia lekarskie, wyniki badań laboratoryjnych, opinię bezpośredniego przełożonego, drzewo genealogiczne do 6 pokolenia wstecz, wyciąg z konta bankowego z ostatnich 3 miesięcy, karteczkę od spowiedzi i pukiel włosów z dzieciństwa, by potencjalny partner oszacował jak zmieni się mój kolor włosów w najbliższych latach. Dodatkowo już wtrakcie pierwszego spotkania wyjawiam wszystkie tajemnice i historię przebytych chorób, oczekując tego samego od mężczyzny, ażeby miał zarys tego, z kim się zadaje. Żeby mógł sam ocenić mnie i zdecydować, czy chce z kimś takim być.

        To ja dobrze robię?
        • rumpa Re: Wersja skrócona to nic przy oryginale 27.04.10, 08:11
          brakuje horoskopu, zdecydowanie
          i profilu genetycznego, jak uczy doswiadczenie, na powonieniu nie
          zawsze można polegać
        • songo3000 Re: Wersja skrócona to nic przy oryginale 27.04.10, 09:01
          No popatrz a jak facet chce badań genetycznych niemowlaka, bo chciałby wiedzieć czy jest ojcem to wrzask jest niemiłosierny ;)
          • edypia111 Re: Wersja skrócona to nic przy oryginale 27.04.10, 09:08
            Zważ Songo, że w opisywanej historii nie jest znowu nieprawdopodobne, by autorka wątku chciała badań genetycznych własnego dziecka. Tak na wszelki wypadek.
            • songo3000 Re: Wersja skrócona to nic przy oryginale 27.04.10, 09:16
              :DDD
      • aandzia43 Re: Wersja skrócona to nic przy oryginale 27.04.10, 22:48
        Po przeczytaniu pełnej wersji nie mam więcej pytań.

        "Miałam trudne, burzliwe związki. Porzucano mnie, zdradzano,
        oszukiwano,
        kłamano prosto w oczy."
        Jak słyszę na wstępie jojczenia, że kogoś CIĄGLE porzucano,
        oszukiwano, okradano, to albo zwiewam, gdzie pieprz rośnie, albo
        (jeśli nie moge sobie na to pozwolić) rozwieszam warkocze czosnku.
        Tak profilaktycznie, na wampiry. Emocjonalne.
    • kasitza Re: Przeszłość przed-związkowa 27.04.10, 11:21
      Masz porzadnego faceta, daj mu juz z tym spokoj, zabierz sie za
      terazniejszosc i przyszlosc i nie zajmuj sie przeszloscia. Kazdy ja
      ma i kazdy ma grzechy i grzeszki. Malzenstwo jest nielatwa sprawa i
      ta kobieta zadecydowala, ze chce miec zwiazek na boku. i on przez
      ten zwiazek nie staje sie automatycznie czarnym charakterem.
    • notting_hill Re: Przeszłość przed-związkowa 27.04.10, 11:50
      Tak mi się nasunęło, że Tobie w dzieciństwie bajki o Sinobrodym nie
      czytano...
      • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 27.04.10, 23:19
        Nie podoba się wątek - nie czytać.

        Do normalnych :

        Boję się, że będzie mnie okłamywał. Do tej pory wierzyłam mu we wszystko i nie
        miałam żadnych podstaw by tego nie robić. Teraz nie jestem już nawet pewna, czy
        on jednocześnie z tamtą nie spał a ze mną zaczynał być. Zaprzecza, wyjaśnia, że
        nie mógłby, ale wciąż mam głupie myśli.

        Wybaczyłam, postaram się zaufać, na nowo Mu wierzyć. Albo zostaniemy razem już
        do końca, albo za parę lat dowiem się kolejnych kłamstw i ucierpię na tym ja i
        być może dziecko. Bo On, na pewno nie.

        W skrócie - przejebane.
        --------------------------------------------------------------------------
        W sieci nikt nie jest anonimowy.
        Ponoć.
        • sisi_kecz Re: Przeszłość przed-związkowa 27.04.10, 23:57
          MUszę (bo sie uduszę;) sie jednak wypowiedzieć w tej bzdurze na
          kółkach,
          bo nie dość że potwierdza mi sie pierwotne wrażenie, ze cała heca
          jest pod forum tworzona (naprawdę tworzona w realu, ale w celu
          publicznego odgrywania dramatu tutaj), to jeszcze nastepuje ciąg
          dalszy tej farsy:
          'za parę lat dowiem się kolejnych kłamstw i ucierpię na tym ja i
          być może dziecko'

          coorfa, takie potłuczone panny, sprowadzające na świat dzieci, tylko
          po to, by dobitniej dla swiata cierpiec- powinno sie sterylizować.
          Nie ma takich przepisów, niech więc Opatrzność zadziała i niech sie
          nie pocznie.

          dobrze być nienormalną i tylko to czytać ;)

          -
          "Mąż działa mi bez przerwy,
          raz na zmysły , raz na nerwy"
          Sztaudynger
          • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 00:46
            Do tej powyżej - idiotek nie czytam, tylko normalne posty.

            Pod forum to może ty tworzysz historie, sądząc po innych twoich postach. Nie
            udzielaj się, jak nie masz nic mądrego do dodania, bo zaśmiecasz wątek.

            Podsumowując.
            Skończcie się miedzy sobą wykłócać co jest ważne w związku a co nie. Dla każdego
            co innego. Jeśli nie macie nic nowego do wniesienia w tym wątku - nie
            udzielajcie się. Z tylu postów ile się tutaj nazbierało, może z 10 ledwo było na
            temat i konkretnych.


            Kolejna rzecz - On o mojej przeszłości wiedział od początku. Nie jestem święta i
            też mam za uszami. Nigdy nie zdradziłam, nie brałam w zdradzie udziału ani też
            nie kłamałam w związku(pomijajac też pierwszy w życiu). Lecz mam inne występki
            na swoim koncie. Gdy je poznał, poprosił mnie, żebym tego więcej nie robiła.
            Obiecałam, a słowa dotrzymuję. Zaufał mi, uwierzył. Nigdy nie miał wobec mnie
            podejrzeń z tytułu mojej przeszłości. NIGDY.
            Miałam "czystą kartkę". Oceniał TU I TERAZ a nie KIEDYŚ. Nawet błędy moje
            sprzed m-ca gdy rozpoczynaliśmy związek, nie brał pod uwagę. Dał mi szansę i to
            zdrowo o nim świadczy. Zatem i ja powinnam dac mu teraz szansę. Nie oceniać do
            na podstawie przeszłości, tylko tych naszych wspólnych trzech lat. I toteż uczynię.

            Co do meritum - sprawa wygląda tak. Od kilku dni próbowałam zrozumieć dlaczego
            kłamał. Zrozumiałam, a powodów było kilka. Ważne, że dla mnie są logiczne i je
            rozumiem. Wierzę Mu, że tylko w tej sprawie kłamał ( inne kłamstwa gdyby były na
            pewno w ciągu tych trzech lat by wyszły), innych nie znam, więc czemu mam Mu nie
            wierzyć? Logiczne.
            No i zapewniał mnie z kilkadziesiat razy,żebym uwierzyła, że nie spotykał się z
            Nami dwiema na raz. Uwierzyłam, to nie w jego stylu, a nawet jeśli, znowu-czemu
            mam nie wierzyć? Więc wierzę. Czas pokaże i jestem dobrej myśli.

            Było mi ciężko i nadal jest. Nie wszystko jest takie, jak zaplanowałam. Ksiazę z
            bajki okazał się zwykłym facetem z nieciekawą przeszlością. Cóż, nie ma ideałów.
            Może zbyt wiele oczekiwałam i zbyt wiele wymagałam. Życie ze mną nie jest łatwe.



            -
            • efi-efi Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 09:25
              Zaspokój moją ciekawość i powiedz jakiej tajemnicy się spodziewałaś?

              • edypia111 Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 09:41
                Ona już napisała jakiej. Spodziewała się aborcji. I była w stanie aborcję znieść. Romans jest niemoralny i w ogóle nie do przyjęcia. Aborcja to taka tam pierdoła. Trzy lata miała by sobie to wytłumaczyć i z aborcją już się pogodziła. Teraz trzy lata będzie się godzić z romansem sprzed lat.
            • edypia111 Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 09:39
              Słuchaj Frajeroza napiszę Ci i myślę, że sporo osób tu się ze mną zgodzi, co myślę.
              Wedle mnie podsumowałaś tym postem swój charakter. To, czy będziemy się tu wykłócać o to, co ważne w związku, a co nie, to nasza rzecz. Nie masz mocy ogłoszenia nam, że mamy skończyć. Natomiast to, iż uzurpujesz sobie takie prawo jakoś nieszczególnie mnie dziwi. To przebijało ze wszystkich Twoich poprzednich wypowiedzi, ale wedle mnie jesteś niedojrzałą emocjonalnie, naiwną dziewczyną, której zasadniczy problem polega na tym, iż jest osobą autorytarną. Ty masz wizję jedynie słusznej rzeczywistości związkowej, masz powyznaczane cele i chciałabyś by cały świat grał wedle Twego scenariusza.
              Usłyszałaś na tym forum i na forum dla młodych mężatek, że wymyślasz problem. Bo z punktu widzenia większości właśnie go wymyślasz. Nie rozumiesz, że to, co się robiło przed związkiem to nie jest Twoja rzecz. A ponieważ masz prawo decydowania i masz prawo do prawdy, to wymusiłaś na swoim facecie, by wreszcie Ci wyznał czym to nabroił. A on - głupio - powiedział Ci prawdę. Dostałaś histerii z powodu pierdoły. Ponieważ masz wąskie horyzonty to sobie dopisałaś, że jak miał romans to może mieć go zawsze, a więc i będąc z Tobą i skrzywdzi Ciebie i Wasze dzieci (te przecież też są już zaplanowane). Nie rozumiesz, że nie jest normalne drążenie tego tematu trzy lata? Że to nie ma znaczenia tak naprawdę?

              Natomiast, wedle mnie (a pozwalam sobie rzadko na takie teksty, bo uważam, że forum nie daje nam prawa do bezwzględnie krytycznej oceny innych ludzi), masz innego rodzaju problemy, ale tego nie widzisz. Masz faceta pod pantoflem, który pewnie Cię zdradzi kiedyś, bo będzie miał Cię dość. Nie szanujesz go. I nie szanujesz go od pierwszego wejrzenia. Opis tego, jak wychodziłaś sobie ten związek o tym świadczy. Łaziłaś, łaziłaś, aż się zgodził z Tobą być. Przekonałaś go do własnej wizji, a tak się miło złożyło, że akurat był załamany po zerwaniu z panią mężatką. W ogóle nie obchodzi Cię fakt, że w trakcie, gdy udzielałaś mu porad na gg, smsowałaś z nim itd., czyli gdy miał problemy z tą swoją "panną na odległość" Ty nie byłaś dla niego tym, kim chciałaś się wtedy widzieć. Jego najlepszą przyjaciółką i obiektem zakochania była wtedy ta starsza koleżankai tyle. Ten wątek z uporem pomijasz.

              Piszesz, że on Ci to wytłumaczył i jego argumenty są zbliżone do tych, które się tu pojawiają. Tylko Ty potrzebujesz ich w wymiarze farjeroza-centrycznym. DO Ciebie nie przemawia argument: to, co robił wcześniej nie ma znaczenia. Tobie trzeba powiedzieć: ja dałem Ci szansę, daj mi i Ty.

              Dlaczego kłamał? Bo jesteś owładniętą obsesjami histeryczką. Bo jesteś osobą, która nie znosi sprzeciwu, a jednocześnie, gdy rzeczywistość się buntuje i stawia opór, bardzo ładnie sobie wszystko tłumaczy. Tak zrobiłaś na tym forum. Jeśli ktoś Cię krytykował, Ty to olałaś. Ty nie szukałaś tu rady. Szukałaś powtierdzenia. Ponieważ Ty znalazłaś pana doskonałego, to po prostu chciałaś, byśmy pouczestniczyli z Tobą w tym spektaklu i pomogli Ci to jakoś pousprawiedliwiać, jednocześnie przyznając, że masz prawo cierpieć, a on powinien swoje winy odkupić. Zostałaś w dużej mierze wyśmiana i tu i na drugim forum. Najpopularniejsza z odpowiedzi to była ta, w której pytano Cię o Twój wiek. I to powinno dać Ci do myślenia. Nie po to, by nam zrobić dobrze, ale byś nie zmarnowała sobie życia. Bo Pan Stłamszony będzie kiedyś chciał podnieść głowę i wystarczy, że znajdzie się ktokolwiek, kto osaczy go mniej niż Ty. Kręcisz sobie bicz, Frajeroza i jesteś idealną kandydatką na forum dla zdradzonych żon. Wtedy będziesz myślała, że to dlatego, że on taki jest i że już raz przecież zdradził. Ale wina będzie tylko i wyłącznie Twoja.
              Amen.
              • lambert77 pojechałaś po rajtuzach :D 28.04.10, 09:56
                ... że też chciało Ci się tyle pisać
              • glamourous Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 12:27
                Zgadzam sie z Edypia w calej rozciaglosci. Trafilas, Frajerozo, na w gruncie
                rzeczy bardzo porzadnego (sadzac po wszystkich szczegolach opisu) i pelnego
                dobrych checi do stworzenia fajnego zwiazku faceta. Poniewaz jednak jestes tzw.
                control freak, to zamiast docenic ze trafil Ci sie ktos porzadny i
                odpowiedzialny - zaszczujesz go na amen swoja histeria, brakiem emocjonalnej
                rownowagi, gdybaniem, malostkowoscia i wywlekaniem przeszlosci az do wyrzygania.
                Karzesz go juz teraz za to co zrobil i czego nie zrobil, za jakies domniemane
                ewentualne przyszle klamstwa i zdrady, fundujesz mu mentalne pieklo i
                emocjonalne kajdany, a to dopiero przeciez poczatek Waszego wspolnego zycia.
                Facet bedzie musial byc aniolem, zeby to na dluzsza mete wytrzymac, bo Ty nie
                popuscisz i nawet za 10 lat bedziesz mu to wypominac i strasznie cierpiec, ze on
                taki niemoralny lajdak, ze mial czelnosc kiedys sie zakochac w samotnej mezatce
                ;-/ To nie jego wina, ze TY jestes poraniona przez innych facetow, wiec dlaczego
                on ma ponosic konsekwencje i niesc krzyz zony-histeryczki o obnizonym poczuciu
                wlasnej wartosci, ktora ma dosc srednie wyczucie tego, co jest w zyciu naprawde
                wazne? Tak jak pisze Edypia, facet bedzie mial pewnego dnia szczerze dosc tej
                nagonki i byc moze rozejrzy sie za kims mniej apodyktycznym oraz latwiejszym we
                wspolzyciu. Ale Tobie to i tak nie da do myslenia, bo wina bedzie zawsze po JEGO
                stronie - bo taki przeciez klamliwy i niemoralny.
                Ludzie w twoich obu watkach na obu niezaleznych forach sa praktycznie
                jednomyslni. Naprawde nie daje Ci to do myslenia? Mimo tego Ty nadal upierasz
                sie w swojej martyrologii i omatkuboskosci. Chyba po prostu dobrze czujesz sie w
                skorze skrzywdzonej kobiety, ofiary tych wstretnych klamliwych facetow, co to
                mysla tylko penisem i tacy sa dalecy od idealu ;-/


                • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 13:32
                  Masz rację edypio i glamorous. Ale z tą aborcją, to nie było tak. Nie,że bym to
                  wolała, tylko że się tego spodziewałam. Co innego czekać na coś, spodziewać się
                  i co innego nie dostać tego a coś innego.
                  Dla mnie już w tej chwili sam w sobie romans szokiem nie jest. Szokiem wciaż
                  jest to, że świadomie kogoś zdradzał. Dlaczego nie ma tego powtórzyc? Pytałam.
                  Odpowiada- dlatego,że już wiem jak to jest....
                  Kłamstwa....już rozumiem, o czym pisałam.

                  Co do tego,że za nim łaziłam, to nieprawda. Po prostu był smutny a jednocześnie
                  dobrze nam się na studiach rozmawiało i żartowało. Zbliżaliśmy się do siebie
                  pomału. W tym czasie gdy ze mną pisał na gg, smsy i już zwierzenia osobiste -
                  wciaż z nią sypiał. Nie mam o to żalu, bo nie byliśmy parą, jego sprawa. Lecz
                  wówczas dla mnie to znaczyło wiele i nie pomyślałam wtedy o tym,że on może z
                  kimś tam spać mając jednocześnie dziewczynę.
                  Nie zmusiłam go do zwiazku. Pojawiłam sie w dobrym momencie. Poukładał swoje
                  życie i staliśmy się parą. Wreszcie coś normalnego go spotkało, jak mawia do
                  dziś. Że dałam mu więcej zaufania, miłości, uczuć, poczucia potrzeby etc. niż
                  ktokolwiek do tej pory w jego życiu. Wiem o tym i te 3 lata nie są przeze mnie
                  wymuszane. Ciężko się ze mną żyje, bo wiecie, jaki mam charakter, z grubsza.
                  Wiec wyobraźcie sobie mojego faceta w takim związku.

                  Jak mam się pozbyć braku zaufania do ludzi? I jak żyć dalej nie z księciem z
                  bajki a z normalnym facetem z przeszłością?

                  Mam nadzieje,że nie będzie tak jak piszecie, że zdradzi i odejdzie. To nie
                  tak,że był osaczony. Nigdy mu w telefonie nie grzebałam, ani w gg czy w mailach.
                  Wierzyłam mu we wszystko prócz historii zwiazanych z jego przyjaciółką, która
                  okazała się być kochanką. Boję się, ze nie potrafię po nim poznać prawdy, mimo
                  iż 3 lata przeczuwałam,że coś wiecej ich łączyło niż przyjaźń, to tylko
                  przeczucia. Nie poznam po oczach kiedy kłamie. Źle mi z tym.
                  • efi-efi Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 14:15
                    frajeroza napisała:S

                    >>jak żyć dalej nie z księciem z
                    >>bajki a z normalnym facetem z przeszłością?

                    - uwierz, że to nie jest facet "z przeszłością".
                    Koleś normalny do szpiku kości.

                    Naprawdę patrząc na Was oboje - Ty gorzej rokujesz. I to on się powinien
                    zastanowić czy dalej to ciągniąć.

                    Uważam, że należy powiedzieć, że się było żonatym/mężatką , że się posiada
                    dzieci , cierpi na jakąś ciężką chorobę, ewentualnie jeszcze, że się siedziało w
                    pace. To są istotne informacje. Mniej więcej.

                    Jestem 10 lat mężatką i naprawdę nie wiem kogo oprócz pierwszej żony mój mąż
                    "miał" jeszcze, nigdy go o to nie pytałam bo mi nawet na myśl nie przyszło żeby
                    dociekać. On też nie pytał o moich partnerów, a gdyby pytał - nie powiedziałabym
                    - bo to jest moja i tylko moja sprawa, która nie ma wpływu na stan obecny.

                    Niech dotrze do Ciebie, że Twój wybranek ma święte prawo do nie informowania Cię
                    o pewnych rzeczach. Wyobraź sobie, że nie musi Ci czytać otrzymanych smsów bądź
                    listów, ma prawo świetnie się bawić bez Ciebie, iść z kolegami na piwo i nie
                    spowiadać się o czym gadał z kumplami. Jak nie jesteś w stanie tego zaakceptować
                    to lepiej mu odpuść już teraz.
                    • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 14:28
                      Nie potrafię tak żyć, w takiej niewiedzy.
                      Przez te 3 lata mowiliśmy sobie o wszystkim. Nie nazywam tego spowiadaniem się
                      czy przymusem, koniecznością. Tak ustaliliśmy na początku i tegoż się trzymamy.

                      Mój facet, gdy mówił, ze ma tajemnice, przedstawiał to podobnie jak Ty :" to nie
                      ma wpływu na nasz związek, nie dotyczy to Ciebie, tylko mnie i byłej, więc
                      uważam,że nie powinnaś o tym wiedzieć, to nic w nasz związek nie wniesie". Tym
                      bardziej wiedziałam,że wniesie i dlatego dociekałam;(
                      • efi-efi Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 15:02
                        Musi Ci pokazywać swoje smsy i listy?
                        • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 15:06
                          Nic nie musi. Chce.
                          Nie zauważyłam ażeby był to dla Niego jakiś problem. Robi to sam z siebie. Ja
                          niekiedy nawet tego nie chciałam, nie interesowało mnie zbytnio co za sms
                          dostał, a sam pokazywał. Wie, że mój poprzedni związek był zakłamany a mój ex
                          wciaż flirtował z innymi (gg, smsy, tel). Wie, że mam uraz i tak szybko nie
                          zapomnę czegoś takiego.
                          Czy to coś złego, że tak robimy?
                          • krzysztof-lis Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 20:08
                            > Czy to coś złego, że tak robimy?

                            Tak, bo świadczy to o tym, że on jest frajerem i ofermą.
                          • edypia111 Re: Przeszłość przed-związkowa 29.04.10, 09:06
                            Tak. To jest coś złego. Coś skrajnie złego. Podsycanie obsesji i utrwalanie schematu postępowania.
                            Kiedy przyjdzie czas, że zapomnisz swego eks i poprzedniego? Powiedzmy, że za 2 lata, czyli po 5 latach razem ze swoim chłopakiem. I wtedy on uzna, że dość tej obsesji i postanowi któregoś dnia, gdy zechcesz zobaczyć smsa, że Ci go nie pokaże. Będziesz szalała i histeryzowała, spakujesz go, wyrzucisz, rozwiedziesz się, zabierzesz dzieci? Zastanów się.
                            To nie jest związek, tylko więzienie. O tym, ską wiesz, że Twój eks flirtował z innymi na gg, sms, tel nawet nie chcę wiedzieć.
                  • glamourous Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 16:03
                    > Dla mnie już w tej chwili sam w sobie romans szokiem nie jest. Szokiem wciaż
                    > jest to, że świadomie kogoś zdradzał. Dlaczego nie ma tego powtórzyc? Pytałam.

                    Ale JAK on wlasciwie mogl tego "kogos" ZDRADZAC, skoro piszesz, ze tamta jego
                    relacja byla czysta fikcja na odleglosc? Taki "zwiazek teoretyczny" to przeciez
                    nie to samo, co zywy, gleboki i realny uklad. Trudno w takiej namiastce bycia z
                    kims byc szczesliwym i spelnionym uczuciowo czlowiekiem - trudno wiec tez sie -
                    w zestawieniu z ta fikcja - oprzec realnej pokusie. Tu nawet nie ma o co kopii
                    kruszyc. Gdyby zdradzal swoja realna owczesna dziewczyne, taka z ktora bylby
                    naprawde, dzielac zycie i emocje to bylaby inna para kaloszy. A tak... Nie mozna
                    pozwolic, zeby sztywne zasady przeslonily nam trzezwy oglad reczywistosci. Bo
                    liczy sie rowniez KONTEKST CALEJ SYTUACJI, a nie same suche fakty.


                    • mujer_bonita Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 16:34
                      glamourous napisała:
                      > Ale JAK on wlasciwie mogl tego "kogos" ZDRADZAC, skoro piszesz, ze tamta jego
                      > relacja byla czysta fikcja na odleglosc? Taki "zwiazek teoretyczny" to przeciez
                      > nie to samo, co zywy, gleboki i realny uklad.

                      No nie - proooooszę!! Standardowy tekst zdradzających facetów 'ona mnie nie
                      rozumie', 'ten związek jest już martwy' itp. Że co proszę - miał 'NIERALNĄ
                      dziewczynę'?? Urwał się z psychiatryka?? LITOŚCI!!!!

                      Jeżeli uważasz, że związek nie jest 'żywy głęboki realny' to ODEJDŹ - inaczej
                      jest to po prostu zdrada i kropka. Stop usprawiedliwiactwu zdrad! Ja rozumiem
                      obawę, że jak facet taki sobie wyzacznik postawi, to jak tylko coś będzie się
                      dziać nie tak - szybko znajdzie sobie pocieszycielkę. 'Realną' :P
                      • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 16:46
                        Inaczej. Kilka lat ten jego związek trwał, fizycznie nigdy go nie było.
                        Szczeniacka miłość na odległość, z tym że on wierzył, a tamta robiła se z nim co
                        chciała. Nie tłumaczę go, ale i On i ta mężatka oboje byli samotni i spragnieni
                        bliskości. Nie wiem jak to jest trwać ileś lat w czymś, co jest ale tego nie ma.
                        Niby jakiś telefon od czasu do czasu, jakiś sms, ale co to za życie. Rozumieli
                        się i wyszło jak wyszło. Głupi był, że się w to wpakował, ale to jego
                        przeszłość. Wierzę Mu, że tego więcej nie zrobi. Zresztą kiedyś już mi mówił, że
                        nie dopuściłby do tego, żebyśmy mieli ze sobą nawet m-czą rozłąkę a co dopiero
                        paroletnią, bo to nie związek. On wie juz jak to jest. Wszedł w życie od dupy
                        strony, poznał złe strony i wierzę, ze nie popełni podobnego błędu. Co jeszcze
                        mogę zrobić? Tylko to mi pozostało.
                        • glamourous Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 18:09
                          No wlasnie, Bonita, ja to dokladnie tak zrozumialam. Bo co innego zwiazek jak
                          najbardziej realny, tylko tyle ze w gre wchodzi rozlaka i odleglosc (sama cos
                          takiego mam na koncie ze wszystkimi konsekwencjami, nie wylaczajac wiernosci), a
                          co innego zwiezek OD POCZATKU DO KONCA FIKCYJNY - a wlasnie o czyms takim pisze
                          Frajeroza.
                  • krzysztof-lis Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 20:11
                    > Dla mnie już w tej chwili sam w sobie romans szokiem nie jest.
                    > Szokiem wciaż jest to, że świadomie kogoś zdradzał. Dlaczego nie
                    > ma tego powtórzyc? Pytałam. Odpowiada- dlatego,że już wiem jak to
                    > jest....

                    Ja sam będąc człowiekiem, który w życiu się sporo nazdradzał wiem jedno
                    • aandzia43 Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 23:07
                      > Ja sam będąc człowiekiem, który w życiu się sporo nazdradzał wiem
                      jedno
                      • glamourous Re: Przeszłość przed-związkowa 28.04.10, 23:24
                        aandzia43 napisała:

                        > Ja też jestem człowiekiem, który się sporo kiedyś nazdradzał. I wiem
                        > jedno: to PASKUDNA rzecz. I właśnie dlatego nie chcę tego robić.


                        Dla mnie z kolei zdradzanie to STRESUJACA rzecz. Stresujaca i na tyle
                        przereklamowana, ze po prostu mi sie ganiac w konspiracyjna pietke od jednego
                        faceta do drugiego. Gdyby wiec przyszlo co do czego, to wolalabym rzeczywiscie
                        zakonczyc stary zwiazek i miec wolna reke oraz bezcenny Swiety Spokoj do
                        sypiania z kim zechce. Bez nerwow, mataczenia, rozmieniana sie na drobne oraz
                        dostawania siwych wlosow na glowie z obawy przed dekonspiracja.

                        Jest dokladnie tak jak piszesz, Aandzia : kazdy ma swoje prywatne powody, zeby
                        nie zdradzac nawet kiedy okazje leza (a raczej zaczepiaja) na ulicy.


                    • mujer_bonita Re: Przeszłość przed-związkowa 29.04.10, 12:00
                      krzysztof-lis napisał:
                      > Ja sam będąc człowiekiem, który w życiu się sporo nazdradzał wiem jedno
                  • edypia111 Re: Przeszłość przed-związkowa 29.04.10, 09:00
                    Widzisz Frajeroza, rzecz nie w tym, by poznać po nim prawdę, ale by on nie kłamał. To jest istota związku. Nie jest nią opracowanie do perfekcji techniki wypatrywania w jego oczach czy kłamie czy nie, ale stworzenie takiego modelu związku, by on kłamać nie chciał i nie musiał.
                    Ty jesteś przeciwskuteczna. Ty się prosisz by Cię okłamywać. Jesteś kandydatką do tego, by nie mówić Ci prawdy dla świętego spokoju. Lepiej Ci czegoś nie powiedzieć, niż musieć Ci coś tłumaczyć potem.
                    Nie widzisz zupełnie tego, że osaczasz. Twój chłopak może być w Tobie zakochany, ale może też być wystarczająco rozsądny i nauczony doświadczeniem, że kłamie i kłamie od dawna i będzie kłamał zawsze i - paradkosalnie - on to robi dla Waszego związku.
                    Wartość prawdy nie jest absolutna. Nie mówi się chorym prawdy, nie mówi się jej dzieciom, nie mówi się jej znajomym itd. A Ty masz na tym punkcie absolutną obsesję. NAtomiast widać, że coś z tego, co tu piszemy do Ciebie dociera, więc może coś zmienisz. A zmienić musisz siebie i tylko i wyłącznie siebie. Musisz pojąć, że związek to nie jest absolutna jedność, tylko dwie osoby. Każda ma swoje tajemnice,a druga strona nie ma do nich dostępu. Pewnych rzeczy się po prostu nie mówi, ale - a może przede wszystkim - o pewne rzeczy się nie pyta.
                    Na nic Ci się zda to pilnowanie i węszenie. Jak będzie miał dość, to Cię zdradzi i nawet się o tym nie dowiesz. W związku nie chodzi o to, byś go pilnowała, ale byś nie musiała go pilnować, bo on pilnuje się sam. Pomyśl nad tym.
            • sisi_kecz Re: mam coś mądrego do dodania, 28.04.10, 15:21

              znaczy się w mojej opinii, ale z regulaminu forum nie wynika, co by
              to nie miało wystarczyć za referencje ;)

              przewidywany przeze mnie post frajerozy za lat pięć:

              "W całości zamieściłam na forum: "Jest już za późno" tutaj w dużym
              skrócie.
              Po ślubie z moim byłym królewiczem z bajki poczynilismy dodatkowe
              zobowiązanie, że gdyby któreś z nas pomyslało o zdradzie to wciśnie
              czerwony guzik, po którym nasz dom eksploduje w kosmos. Wielokrotnie
              wydawało mi sie, ze mąż pomyślał o koleżance z pracy ale mimo wszy --

              "Mąż działa mi bez przerwy,
              raz na zmysły , raz na nerwy"
              Sztaudynger
            • sisi_kecz Re: mam coś mądrego do dodania, 28.04.10, 15:55
              znaczy się w mojej opinii, ale z regulaminu forum nie wynika, co by
              to nie miało wystarczyć za referencje ;)

              przewidywany przeze mnie post frajerozy za lat pięć:

              "W całości zamieściłam na forum: "Miało być tak pieknie", tutaj w
              dużym skrócie.
              Po ślubie z moim byłym królewiczem z bajki poczynilismy dodatkowe
              zobowiązanie, że gdyby któreś z nas pomyslało o zdradzie to wciśnie
              czerwony guzik, po którym nasz dom eksploduje w kosmos. Urodziły nam
              sie urocze trojaczki i powoli spłacalismy kredyt za domek
              jednorodzinny. Było cudownie, szczególnie że mężatka, z którą mnie
              zdradzał zanim zaczęliśmy być razem zginęła z rąk seryjnego zabójcy.
              Wielokrotnie wydawało mi sie, ze mąż pomyślał o koleżance z pracy,
              ale mimo wszystko nasz dom nadal stał.
              Nie dawało mi to spokoju, ze on może mysli o niej, ale guzika nie
              naciska.
              Zmusiłam go, żeby wziął dwa tygodnie urlopu, wysłałam dzieci do
              babci i rozpoczęłam 14 dniowy maraton naciskania na męża, aby
              nacisnął guzik. Użyłam starego argumentu, że nie mogę żyć w takiej
              niewiedzy, szczególnie że wiem o jego brudnych myślach.
              Jak zwykle zadziałało, bo lata treningu i prania mózgu zrobiły z
              mojego męża wrak człowieka posłuszny moim wymysłom. Z czego jestem
              dumna, bo nie po to przyjęłam na siebie tony krzywd i
              sprzeniewieżeń, aby tego komuś nie oddać- najlepiej najdroższej mi
              osobie.
              Obecnie jestem na etapie tłumaczenia dzieciom, że niedobry tatuś
              skrzywdził mamusie i zniszczył nasz ukochany domek,nie powinny czuć
              do niego żadnych uczuć oprócz pogardy i nienawiści i stać murem za
              mamusią.
              Nie będę sie z nikim już wiązać, nikt nie jest wart mojego zaufania
              i zdolności frajer-Kasandry.
              Mam trzy córeczki, poczekam aż przyprowadzą zięciów, wtedy pojeżdżę
              sobie po ich związkach za zupełny ...frajer."

              Młodość ma swoje prawa i charakterystyczne mało elastyczne poglądy.
              Zdradę ocenia sie radykalnie i jednoznacznie będąc nastolatką.
              Pokora przychodzi z wiekiem i doswiadczeniem, jak wiesc gminna
              niesie.
              Gdyby to takie proste i z wiekiem związane było, to machnąc łapką by
              mozna. Ale odchył jest zbyt duzy i z wiekiem będzie sie pogłębiał i
              dotykał coraz większej ilości osób.
              Zresztą w sytuacji wyjściowej, to były ideał dał ciała, bo na wieść
              o tym, ze w zwiazku wprowadzasz zasadę regularnej spowiedzi od
              pierwszych zapamietanych wspomnień z dzieciństwa- powinien wyniesc
              sie z tego zwiazku- jesli zasady nie mógł spełnić. Zero punktów za
              charakter.
              Potem już rozpoczyna sie Twój popis : od "życie mi sie załamało,
              tylko nie romans," po: teraz to już wszystkiego sie mogę spodziewać"
              połączony z jakimś nielogicznym uparciem sie, że tego skończonego
              kłamcy i krętacza nie opuścisz aż do złotych godów. Zero punktów za
              wierność przekonaniom.
              Pasujeta do siebie, tylko te dziecioki... no żal.

              Jak już wspomniałam- dzienkabogu nie moja broszka,
              tylko to wspomnienie o planowanych szkrabach poruszyło me wrażliwe
              serce.
              Teraz już ewakuacja, wystarczy darmowej rozrywki.

              duze pozdro!!!


              "Mąż działa mi bez przerwy,
              raz na zmysły , raz na nerwy"
              Sztaudynger
              • frajeroza Re: mam coś mądrego do dodania, 28.04.10, 16:07
                Jak chcesz to potrafisz coś mądrego wytworzyć. Trochę przekoloryzowałaś i
                przesadziłaś z tymi dziećmi, ale możliwe, że by to tak mogło wyglądać. Mam zryty
                łeb i może nie nadaję się do związku. Lecz ciężko mi normalnie funkcjonować na
                biężąco będąc okłamywaną, wiedząc o tym, wybaczając, wysłuchiwając obietnic, że
                to się nie powtórzy, będę szczery a potem znowu i tak x 300000000, co juz
                przeżyłam.Nie chcę powtórki.
                Skoroś taka mądra, może rzucisz jakąs radę, co robić, żeby nie być okłamywaną na
                własne życzenie? Tzn. jakby nie doprowadzać do tego.
                • rumpa Re: mam coś mądrego do dodania, 28.04.10, 17:48
                  tak na oko jakieś dwa lata terapii indywidualnej powinno pomóc :)))
                  nie obrażaj się, ja mam za sobą dużo więcej
                • zyg_zyg_zyg Re: mam coś mądrego do dodania, 28.04.10, 17:53
                  > Skoroś taka mądra, może rzucisz jakąs radę, co robić, żeby nie być
                  okłamywaną na
                  > własne życzenie? Tzn. jakby nie doprowadzać do tego.

                  Sygnaturka Aandzi tu pasuje na odpowiedź:
                  "To, czego nie włączymy do świadomości, pojawia się w naszym życiu
                  jako los"
                  Może mądry terapeuta pomoże Ci dojść do tego, dlaczego ciągle jesteś
                  oszukiwana i zdradzana w związkach?
                  • frajeroza Re: mam coś mądrego do dodania, 28.04.10, 18:20
                    Właśnie pragnę coś wyjaśnić. Mój facet poznał kogos przez sieć i wytworzył się
                    taki fikcyjny związek, tylko gg, tel, potem tylko sms. Kilka lat w tym trwał.
                    Ona od początku wiedziała,że to nie istnieje ale zbywała go i robiła
                    nadzieje(naciągała materialnie), a On wierzył i "kochał" po swojemu. Chciał by
                    to było kiedyś normalne. No i w międzyczasie tego fikcyjnego związku napatoczyła
                    się owa mężatka....
                    Jakby nie patrzeć- zdrada. Ale zastanowiwszy się bardziej, można tę zdradę
                    zrozumieć. Choć wielu pewnie wpierw zakończyłoby jedno, by ciągnąć drugie. Lecz
                    czy to takie oczywiste dla 24letniego prawiczka, który nigdy nie był w
                    prawdziwym, realnym związku?
                    • rumpa Re: mam coś mądrego do dodania, 28.04.10, 19:09
                      jakby nie patrzeć, to dla mnie żaden związek i żadna zdrada
                      szkoda słów
                      teraz to już kompletnie nie rozumiem o co chodzi, poza tym ze chłopię
                      ma nadmiernie rozwinietą wyobraźnię
                    • glamourous Re: mam coś mądrego do dodania, 28.04.10, 20:19
                      frajeroza napisała:


                      > Jakby nie patrzeć- zdrada. Ale zastanowiwszy się bardziej, można tę zdradę
                      > zrozumieć. Choć wielu pewnie wpierw zakończyłoby jedno, by ciągnąć drugie. Lecz
                      > czy to takie oczywiste dla 24letniego prawiczka, który nigdy nie był w
                      > prawdziwym, realnym związku?


                      No wlasnie. Sama wiec widzisz, ze nie powinnas sie nadmiernie formalizowac i
                      rozwodzic nad ta rzekoma "zdrada" bo tam gdzie nie ma realnego zwiazku to na
                      dobra sprawe nie ma i zdrady. Facet dal sie nabrac na jakies fikcyjne,
                      internetowe mrzonki oraz wizje romantycznych mickiewiczowskich uniesien - i, co
                      oczywiste, byl w tym ukladzie nieszczesliwy. Ale poniewaz MLODY byl i
                      NIEOPIERZONY a co za tym idzie jeszcze nie bardzo potrafil odroznic plewy od
                      ziarna, to nie bardzo wiedzial czego tak naprawde od kobiet oczekuje. I w koncu
                      dal sie poniesc hormonalnemu zauroczeniu i skonsumowal sobie mezatke. Taka
                      kompensacja jest calkiem zrozumiala i logiczna z psychologicznego punktu widzenia.
                      Moze wiec w ramach wyjscia z tego impasu wbij sobie do glowy, ze faceci
                      zdradzaja glownie wtedy kiedy sa w stalym ukladzie niespelnieni oraz
                      nieszczesliwi - i to byl wypisz-wymaluj taki przypadek. Zas Ty ze swojej strony,
                      zeby zapobiec na przyszlosc ewentualnej powtorce z rozrywki, powinnas dolozyc
                      staran, zeby facet byl z Toba szczesliwy. Zamiast ustawicznie ciosac mu kolki na
                      glowie o jakies stare zaszlosci, bo to zamiast szczescia da mu nowe pasmo
                      frustracji i nowa chec ucieczki.

                      I powtorze za innymi, ze indywidualna terapia u psychologa jak najbardziej by Ci
                      sie przydala, bo nie da sie stworzyc zdrowego zwiazku bez zrobienia porzadku z
                      wlasnymi niepoukladanymi emocjami. Oboje jestescie moim zdaniem troche
                      niedojrzali, Ty do tego masz dodatkowo zanizone poczucie wlasnej wartosci i
                      dostajesz wariacji majac za plecami jakikolwiek nawet cien atrakcyjnej
                      konkurecji - dlatego sprawa z ta mezatka az tak bardzo Cie boli. Powinnas wiec
                      skupic sie na odbudowaniu wiary w swoja kobiecosc, zalatac dziury w poranionym
                      ego i dopiero potem myslec o zobowiazaniach, dzieciach i zwiazkach na cale zycie
                      z calym bagazem konekwencji oraz niebezpieczenstw.
                  • anula36 Re: mam coś mądrego do dodania, 28.04.10, 18:23
                    zamknac chlopa w komorce i zabrac telefon i niech tam siedzi, wtedy zadna baba mu w glowie nie zawroci;)
                    A ja przyjedzie mezatka zalozyc dodatkowy skobel, zeby mu w glowie nie postalo sie z nia spotkac.
                • edypia111 Re: mam coś mądrego do dodania, 29.04.10, 09:02
                  Nie będziesz okłamywana, jak zrozumiesz, że nie wszyscy są tacy, jak Twój poprzedni partner. Nie każdy w kółko kłamie.
                  A wizja Sisi jest idealna. Zmierzasz wprost na forum dla zdradzonych żon i nieszczęśliwych kobiet, które latami pracują na swój los.
                  • mujer_bonita Re: mam coś mądrego do dodania, 29.04.10, 11:57
                    edypia111 napisała:
                    > Nie będziesz okłamywana, jak zrozumiesz, że nie wszyscy są tacy, jak Twój poprz
                    > edni partner. Nie każdy w kółko kłamie.
                    > A wizja Sisi jest idealna. Zmierzasz wprost na forum dla zdradzonych żon i nies
                    > zczęśliwych kobiet, które latami pracują na swój los.

                    Czy ostatnie wydarzenia wyłączyły w Polakach resztki logiki?? Jak niby ZROZUMIENIE, że nie wszyscy kłamią wpływa na to, że KTOŚ INNY nas nic okłamie? Ja to doskonale rozumiem a jakoś bywałam i bywam okłamywana ;)

                    Jedyne co w takiej sytuacji można zrozumieć, to fakt, że COKOLWIEK zrobimy DECYZJA o skłamaniu lub nie należy do DRUGIEJ strony i nie mamy na to ŻADNEGO WPŁYWU. Nie ma więc co sobie włosów z głowy rwać tylko mieć oczy otwarte i kierować się w życiu zasadą bardziej lub mniej ograniczonego zaufania (nie mylić z nieufnością).
                    • songo3000 Re: mam coś mądrego do dodania, 29.04.10, 13:04
                      mujer_bonita napisała:

                      > ZJA o skłamaniu lub nie należy do DRUGIEJ strony i nie mamy na to ŻADNEGO WPŁYW
                      Tutaj to już koleżanko ewidentnie... kłamniesz :))) Będąc w związku mamy bezpośredni, pośredni i EWIDENTNY wpływ na decyzje partnera odnoszące się do naszej osoby. Chyba, że mówisz o jakiś dwojgu zupełnie obcych ludziach ale to chyba nie ten temat.
                      • mujer_bonita Re: mam coś mądrego do dodania, 29.04.10, 13:21
                        songo3000 napisał:
                        > Tutaj to już koleżanko ewidentnie... kłamniesz :))) Będąc w związku mamy bezpoś
                        > redni, pośredni i EWIDENTNY wpływ na decyzje partnera odnoszące się do naszej o
                        > soby. Chyba, że mówisz o jakiś dwojgu zupełnie obcych ludziach ale to chyba nie
                        > ten tema

                        Nie Songo - przeceniasz się. Każdy człowiek ma coś takiego jak WOLNA WOLA i często nawet jak na głowie staniemy to i tak zrobi jak chce. To będzie JEGO/JEJ decyzja. Ludzie tak łatwo zwalają na innych odpowiedzialność za własne czyny.

                        Analogia - niedawno w moim mieście TIR najechał na stojący na światłach samochód osobowy. Według prezentowanej tu logiki winnym wypadku jest kierowca osobówki bo przecież miał wpływ na to, że stał tam gdzie stał, mógł gdzie indziej a już w ogóle gdyby 'zrozumiał', że po drogach jeżdżą TIR-y to w ogóle by tam nie stał :D

                        I wyrwałeś zdanie z kontekstu do którego się odnosiłam, że ZROZUMIENIE, że nie wszyscy kłamią NIJAK nie wpływa na to, że ta czy tamta osoba nas okłamie.
                        • songo3000 Re: mam coś mądrego do dodania, 29.04.10, 13:47
                          mujer_bonita napisała:

                          > Nie Songo - przeceniasz się. Każdy człowiek ma coś takiego jak
                          Nie przeceniam się, wystarczą mi podstawy fizyki i psychologii. WOLNA WOLA - proszę bardzo, w kontekście JA podejmuję decyzję. Na to JAKĄ podejmę ma szereg zupełnie zewnętrznych czynników.
                          Powtarzam, przedstawiasz sprawę tak jakbyśmy operowali w jakimś odosobnionym układzie co z założenia jest niemożliwe.

                          > I wyrwałeś zdanie z kontekstu do którego się odnosiłam, że
                          Trzeba trzymać 'image' ;)
    • claudel6 Re: Przeszłość przed-związkowa 30.04.10, 01:24
      o kurde, nie moge w to uwierzyć!! :0

      laska wykręciła sobie życiową tragedię z tego, że jej obecny chłopak, gdy:
      1. jeszcze nie był jej chłopakiem
      2. podczas gdy tkwił w jakimś realnie nieistniejącym nieskonsumowanym wirtualnym
      "związku"
      3. uwaga! prosze państwa uwaga! POCAŁOWAŁ się z inna kobietą.
      pocałował. raz. tak wynika z wpisu na tamtym forum.

      "Wreszcie powiedział.
      Mianowicie - całował się z tą mężatką. (...) Mówił, że załuje,że oboje w sumie
      jakoś tego chcieli, tak wyszło, ale i załowali. Że potem spotykali się, ale już
      nie rozmawiali o tym, że nigdy o tym nie wspominali więcej. Całowali się raz,
      nic więcej nie było i nie było żadnych ciągotów."

      terapia? jaka terapia! to trzeba odwieźć na sygnale do psychiatryka. i
      odizolować, zeby innym zycia nie niszczyć.
      • claudel6 Re: Przeszłość przed-związkowa 30.04.10, 01:28
        uau. jestem pod wrażeniem. a juz myślałam, że w kwestii związków damsko-męskich
        nic mnie nie zdziwi.
        • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 30.04.10, 14:29
          Doczytaj. Miał romans.


          Co do innych spraw-macie racje i wiem,że mam obsesję na punkcie szczerości. Mi
          jakoś mówienie o wszystkim trudności nigdy nie sprawiało, jeśli delikatnie
          nabroiłam - mówiłam o tym maksymalnie po dwóch tygodniach, tylko tyle jestem w
          stanie z tym trwać w ukryciu.
          Nie mam tajemnic, a gdy kiedyś miałam, źle się z tym czułam. Uważałam,że
          powinnam ją wyjawić partnerowi.


          Co do zdrady, nie można tego sobie tak tłumaczyć, że jej nie było. Poniekąd
          macie racje, że to była fikcja, no bo była. Ale pamietam Jego stan wówczas i to,
          ile ten związek dla Niego znaczył. Był dla Niego ważny, mimo wszystko. Zdrada to
          zdrada. Gdybym Jemu powiedziała,że to nie zdrada, dopiero by było. Nie miałby
          poczucia winy i co? No dopowiedzcie sobie co.
          Sama chcę być oklamywana, macie rację, doprowadzam do tego. Wciąż upewniam sie,
          ze mówi prawdę, lecz nie sprawdzam i nie szpieguję, lecz podkreślam. Oznajmiam
          często swoje podejrzenia, a gdy usłyszę prawdę, która dla mych uszu miła nie
          jest, często wychodzę z siebie, nie wiem jak się czuć, jak reagować, co zrobić?
          Każdy najmniejszy błąd = dla mnie "życie mi się wali, Boże co ja zrobię". Nie
          wiem jak sobie radzić z taką reakcją. Chciałabym reagować normalnie na pewne
          rzeczy. Gdy np. opowie mi,że widział tą i tą, to we mnie się gotuje, albo gdy
          powie, że przyszła jakaś znajoma, to aż we mnie kipi z zazdrości no i w głowie
          100 podejrzeń typu "hmm, pewnie mu się podoba bardziej niż ja", albo "hmm,
          pewnie mi mówi tylko to, co chcę usłyszeć a resztę ukrywa". Na końcu mam w
          głowie już tylko podejrzenia, że ściemnia i po co mi to w ogóle mówi? Pewnie by
          sobie sumienie przeczyścić. Nie potrafię wtedy docenić tego, że mi się zwierza ,
          chce być szczery. Nie wiem już czy to robi bo chce, czy bo go tak
          "wytresowałam';( Źle mi z tym, ze wszystkim mi źle. ...
          • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 30.04.10, 14:41
            Jeszcze słówko...
            Skąd wiedziałam,że mnie ex oszukiwali? Właśnie od osób trzecich. Nie wierzyłam
            im, wierzyłam zawsze partnerowi, ale kłamstwo szybko wychodziło na jaw. W innym
            przypadku, po prostu był nieostrożny, chyba mu nie zależało zbytnio na
            ukrywaniu, bo kiepsko mu to wychodziło. Nie grzebałam nigdzie sama z siebie, nie
            zaczęłam tego. Stopniowo gdy to się powtarzało, niestety wciąż byłam okłamywana
            i wtedy jedynym źródłem prawdy były smsy w telefonie, czytane po kryjomu. To nie
            było tak, jak myśleliście, że od początku tak robiłam. To chore i w tym związku
            od samego początku nie miałam nawet takiego zamiaru by to czynić, ani powodów,
            ani pokus. I nie robię tego oraz nie zamierzam i mam nadzieję, że mnie to więcej
            nie spotka.
            Tyle w tej kwestii.
          • glamourous Re: Przeszłość przed-związkowa 30.04.10, 21:16
            frajeroza napisała:

            > Doczytaj. Miał romans.


            Ale co konkretnie kazesz Claudel "doczytywac"?? Przeciez Claudel odnosi sie do
            Twojego watku na "Mezatkach", ktory zalozylas jeszcze nie wiedzac o romansie.
            Twoj pierwszy post w tamtym watku napisalas na etapie, kiedy twoj facet
            powiedzial Ci TYLKO o pocalunku. Prosze, oto cytaty :

            "Mianowicie - całował się z tą mężatką.To miało miejsce na 1,5 roku przed tym,
            jak zaczęliśmy się spotykać. Zabiło mnie to zupełnie.Płaczę już 4godziny i nie
            wiem co ze sobą zrobić.
            (...)
            Oczy mam
            już spuchnięte od płaczu i wciaż przed oczami mam obraz tych dwojga jak się całują."


            Nie mialas jeszcze pojecia o tym romansie, w gre wchodzil tylko JEDEN pocalunek
            - na poltora roku przed Waszym zwiazkiem, dokladnie tak jak to zauwaza Claudel.
            A Ty juz na tamtym etapie zrobilas z tego jakas niemozebna tragedie z placzami,
            rwaniem wlosow i skrajna histeria. Sorry, ale KOMPLETNIE nie radzisz sobie z
            emocjami oraz z poczuciem zazdrosci o konkurencje realna, przesadzona czy tez
            zupelnie wyimaginowana. Taka chorobliwa zazdrosc to naprawde duza emocjonalna
            patologia, a co za tym idzie toksyczny zwiazek. Bunt faceta i potezny kryzys
            zwiazku w blizszej lub dalekiej przyszlosci masz praktycznie jak w banku. I co,
            masz zamiar dalej tak zyc, zatruwajac zycie sobie i bogu ducha winnemu facetowi?
            Przeciez w klatce chlopiny nie zamkniesz. Powinnas sobie uzmyslowic, ze nie on
            tu jest "winien" czy "niewart zaufania", tylko TY masz wielki problem.

            • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 30.04.10, 21:24
              Glamorous - ale ja to wiem, to wszytsko co Ty napisałaś.
              Oczekuję teraz jakieś rady. Co mam zrobić, żeby nie ściągać na siebie kłamstw,
              zaufać oraz nie być aż tak zazdrosną o jego ex i wszystko inne....
              • glamourous Re: Przeszłość przed-związkowa 30.04.10, 21:40
                Wiele osob juz Ci tu pisalo lacznie ze mna, ze biorac pod uwage skale tej Twojej
                emocjonalnej skazy sama sobie z nia raczej nie poradzisz. Powinnas po prostu
                wybrac sie do dobrego psychologa i Z JEGO POMOCA przepracowac swoj problem z
                zaborczoscia oraz zanizonym poczuciem wlasnej wartosci. Inaczej sie chyba nie da
                - predzej czy pozniej zameczysz faceta, siebie oraz Wasz zwiazek. A szkoda by
                bylo, bo naprawde dobry i cierpliwy chlopina Ci sie trafil, sadzac z tych
                wszystkich opisow... Nie zmarnuj tego, tylko szukaj fachowej pomocy, poki
                jeszcze czas, i poki on nie doszedl jeszcze do wniosku ze zyje z wariatka ;-).
              • swiat_na_glowie Re: Przeszłość przed-związkowa 30.04.10, 22:00
                Dziewczyno!!!
                opamiętaj się! Ty się zadręczasz i w jakiś perwersyjny sposób wciągnęło Cię to już do tego stopnia, że robi się niebezpiecznie.
                nie chodzi o fakty, ale sposób i klimat tego co piszesz - sorry, jeszcze krok i będziesz miała obsesję.

                a tak merytorycznie - świat nie jest idealny. zbudowałaś sobie obraz człowieka, związku i siebie w nim. i tu widać Twoją ogromną naiwność i niedojrzałość.
                ważne jest tak naprawdę jednak nie to, czy bzykał się z mężatką mając dziewczynę het daleko, ale to, że jednak było mu głupio i wstyd o tym Tobie opowiedzieć.
                moim zdaniem byłoby o wiele gorzej, gdyby lekkim głosem i bez ściemy opowiedział to zaraz w pierwszym okresie znajomości.
                uwierz na słowo - są tacy hipokryci, którzy zrobiliby dokładnie na odwrót niż on.

                moim zdaniem już rozwaliłaś sobie fajny związek. nie wiem, ile czasu ten temat wisi między Wami, ale każdy dzień jest kolejnym gwoździem do trumny. są procesy nieodwracalne. a to dlatego, że Ty myślisz tylko w jednym kierunku.

                edypio111 - Tobie chcę powiedzieć - chapeau bas!
                • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 30.04.10, 22:09
                  Dopiero tydzień, sprawa świeża. Jemu łatwiej zapomnieć będzie o tym niż mnie. On
                  to przeżył, olał, 3 lata był ze mną, a ja dowiedziałam się tydzień temu. Szok i
                  tyle.
                  Wiem, wiem, wiem, że mam obsesję. Mam nadzieję, że nie rozwaliłam tego związku,
                  nie pisz tak proszę;(
                  Dzięki za post. Zdaję sobie sprawę, że wielu chwaliłoby się owym wyczynem, a On
                  się tego wstydził...
                  Lecz nie chcę iść do psychologa;( Chcę sama sobie z tym poradzić;(
                  Jak?????
                  • glamourous Re: Przeszłość przed-związkowa 30.04.10, 22:24
                    frajeroza napisała:

                    > Lecz nie chcę iść do psychologa;( Chcę sama sobie z tym poradzić;(
                    > Jak?????


                    A dlaczegoz to nie chcesz isc do psychologa?? Bo nie, i juz? Sama sobie z tym
                    raczej nie poradzisz, bo masz emocjonalne jazdy naprawde powaznego kalibru - to
                    nie jest jakis tam lajcikowy problemik do przemyslenia sobie samemu przy
                    herbatce i mocnego postanowienia poprawy. Takie rzeczy sie LECZY TERAPIA, bo
                    jesli ktos chce nauczyc sie normalnie funkcjonowac to potrzebne jest najpierw
                    zrozumienie a potem wyprostowanie toksycznych, negatywnych schematow oraz
                    doglebna zmiana sposobu myslenia i postrzegania samego siebie. Tu nie ma miejsca
                    na zamiatanie pod dywan i liczenie na to ze sie z czasem ulozy. Bo sie nie
                    ulozy. Chlopa od swiata oraz kobiet nie odizolujesz - a skoro masz tak wielka
                    sklonnosc do wyolbrzymiania i histerii z byle powodu, to jak sobie wyobrazasz
                    samodzielne radzenie sobie z wlasnymi demonami? Bedziesz uprawiala yoge?
                    Odetniesz sie od wlasnych emocji???? Nie da rady.

                  • swiat_na_glowie Re: Przeszłość przed-związkowa 30.04.10, 22:48
                    frajeroza,
                    nie jestem psychologiem, ale
                    1. z obserwacji świata wiem, że jak sobie ktoś coś nabije do głowy i długo z tym
                    żyje, to tego myślenia w głowie odwrócić czasem się nie daje.
                    2. psychologia tłumaczy to chyba tym, że się zmieniają połączenia neuronow w
                    mózgu i jak Ci te Twoje myśli ścieżkę udepczą, to nowe pogalopują tym samym
                    szlakiem - czyli po pewnym czasie schiza gotowa.

                    psycholog nie jest groźniejszy od najgorszego ginekologa. tylko poszukaj takiego
                    z doświadczeniem, takiego w związku a nie roz-związku i może takiego bardziej
                    tradycyjnego - będzie Ci łatwiej się dogadać (czyli np. Santorski buddysta odpada).

                    jesteś tak rozdygotana, że bez sensownej pomocy z zewnątrz chyba sobie tego nie
                    poukładasz. zwłaszcza jeśli zależy Ci na czasie.

                    moim zdaniem pytanie nie powinno brzmieć - jak żyć z takim facetem, taką
                    informacją o jego przeszłości, tylko co doprowadziło do tego, że:
                    a. wpakowaliście się w taki rodzaj szczerości, który jest gorszy niż siedzenie
                    na sedesie przy facecie
                    b. wierzyliście (lub tylko Ty) że to jest jedyna droga do zbawienia, bez opcji
                    awaryjnej - no bo w sumie miałaś te swoje złe doświadczenia, więc powinnaś
                    wiedzieć, że świat taki piękny nie jest, no i masz też swoje własne grzeszki na
                    sumieniu (jak piszesz)
                    c. przeczytaj pierwsze posty edypii111 - dziewczyna ma dużo racji.

                    a tak na otarcie łez - ja Cię cholender niestety rozumiem. co nie zmienia faktu,
                    że masz problem jednak nie tam, gdzie go widzisz.
                    • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 30.04.10, 23:11
                      Tak mam wbite w mózg, wbijałam to jeszcze głębiej przez lata, to i ciężko to
                      teraz odkręcić.
                      Wpakowaliśmy się w taki rodzaj szczerości, bo ja go narzuciłam. Ledwo żeśmy się
                      spotkali pierwszy raz na koleżeńską pogawędkę - ja już swoje, wykład nt.
                      szczerości. Przystał na to, jak widać w połowie, bo zachował swoje zdrowe
                      podejście ( ciekawe kurna, skąd je ma).
                      Tylko ja wierzyłam,że jest to jedyna droga do zbawienia. Mój luby ma bardziej
                      normalne i zdrowsze poglądy, zasady, spojrzenie na świat. Dużo akceptuje no i
                      ocenia mnie przez pryzmat moich grzechów z przeszłości ( czyli jak widać ma łeb
                      na karku).
                      • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 30.04.10, 23:12
                        *** nie ocenia mnie przez pryzmat moich grzechów z przeszłości
                      • swiat_na_glowie Re: Przeszłość przed-związkowa 30.04.10, 23:27
                        hej,
                        to może, zanim znajdziesz tego psychologa, odpuść SOBIE zupełnie i zdaj się na niego? tak po prostu wyłącz myślenie, swoje (albo i nie swoje, niestety) zasady, wyobrażenia o życiu i daj się jemu poprowadzić przez świat? może być ciekawie, zobaczysz wiele od innej strony.
                        sporo kobiet zdaje się całkowicie lub w wielu kwestiach na faceta i wcale nie są z tego powodu nieszczęśliwe. wbrew pozorom to może być bardzo wygodne.

                        a jutro się z nim spotkaj uśmiechnięta, wyspana i pachnąca.
                        swoje problemy musisz rozwiązać sama. jemu odpuść na długi weekend przynajmniej ;-)
                        trzymaj się!
                  • edypia111 Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 10:19
                    Frajeroza, odchudzałaś się kiedyś? Albo rzucałaś palenie? Wiesz jak to jest nie zjeść czekoladki, którą masz w szafce i o której cały dzień myślisz? Pierwszego dnia myślisz o niej ciągle, jesteś głodna, jest Ci słabo, trzęsą Ci się ręce, drugiego trochę mniej, trzeciego prawie wcale a po tygodniu czekoladkę masz w nosie i cieszysz się tym, że dobrze i lekko Ci się żyje bez kolejnego kilograma. Odkrywasz, że życie na diecie jest fajniejsze niż bycie grubym.
                    Tu masz dokładnie to samo. Ty wiesz, gdzie jest problem, więc najważniejszy problem masz z głowy - nie trzeba Ci tłumaczyć, że się mylisz, że chodzi o coś innego. Masz obsesję i łączysz ją z dość jednak autorytarnym charakterem. Histeryzujesz, nie radzisz sobie z problemami i tym samym niszczysz życie sobie i swojemu partnerowi. Ale Ty to wiesz. Więc jeśli tak bardzo chcesz uniknąć psychologa, to zabaw się w przejście na dietę. Kwestia prawdy i szczerości i tak jest Twoją obsesją i centrum Twych myśli, więc po prostu odwróć to. Przejdź na informacyjną dietę. Poproś chłopaka by przestał pokazywać Ci maile, smsy itd i przestał Ci się spowiadać. Zafunduj sobie odwyk od tego by wiedzieć wszystko. Będzie nieprzyjemnie na poczatku, bo będziesz swą podejrzliwość nakręcać, ale po jakimś czasie przywykniesz. Jak z czekoladką.
                    Ty na razie stwierdzasz, że wiesz, że masz obsesję, ale absolutnie nic z tym nie robisz. Ja nie wiem tylko, czy Ty wiesz, jak wielką masz obsesję. Bo - wedle mnie - cała nią jesteś. Oto przykład:

                    Wątek na tym forum o wąchaniu bielizny. Efi-efi opisuje jak to zastała męża koleżanki wąchającego jej majtki i pyta, czy ktoś jeszcze tak ma. Generalnie chyba szkoda jej koleżanki, uważa, że mąż koleżanki jest lekko szurnięty, przyznaje, że na nią napalony i że bardziej ceni koleżankę niż jej męża itd. Oto, co piszesz jej TY:
                    "efi-efi
                    To może być fetysz tego faceta.Niestety są i tacy. Często to skrywają przed żoną
                    a nawet kupują sobie po kryjomu takie majteczki i zabawiają przy tym. To już
                    chyba problem jego i jego żony. Nie dziwie się, że ona mu zrobiła jazdę bo
                    pewnie większosć by tak zareagowała....
                    Może Ty sama zapytaj go ( po kryjomu) co to miało być i czemu to zrobił? Żonie
                    może się nie przyznać, ale może Tobie wyjawi? Może to nie fetysz, a może ma na
                    Ciebie ochotę? Nie chcesz tego wiedzieć?"

                    W wolnym tłumaczeniu: ja bym powęszyła, bo na pewno nie kończy się na wąchaniu bielizny. Za tym może kryć się coś znacznie gorszego, niestety są i tacy, którzy się przebierają w damskie ciuszki, a od wąchania do przebierania droga krótka. Ona zrobiła mu jazdę, ja też bym zrobiła mu jazdę, większość zrobiłaby mu jazdę, więc jestem w większości.
                    I część druga wypowiedzi - może to nie fetysz, a ochota na koleżankę. Dokładnie odwrotnie niż większośc, najpierw pomyślałaś o czymś bardziej absurdalnym, a potem o czymś normalnym. Tak. Może mieć ochotę na tę koleżankę. Moje pytanie jest jednak inne: jak ma się do wartości prawdy pomysł porozmawiania z nim po kryjomu? I po co Efi-efi miałaby to robić? Po co jej to wiedzieć? W jakim sensie to jej sprawa, żeby miała się wtrącać? I co potem miałaby z tą odpowiedzią zrobić? Powiedzieć koleżance? I najlepsze. Jeśli on ma na Efi efi ochotę, a pewnie ma, to rozmowa, którą jej radzisz jest daniem mu znaku, że się podejmuje jakiś rodzaj gry. Wysoce prawdopodobne, że zostałaby odczytana jako zachęta do romansu czy czegoś takiego.
                    Przeczytaj swoją odpowiedź i zastanów się nad tym wszystkim, Frajeroza. I podejmij decyzję, by to zmienić.
                    • swiat_na_glowie Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 11:15
                      O mój Boże...
                      nie sądziłam, że jest aż tak źle. chyba czytałam za bardzo po łebkach.
                      to jest chore.
                    • swiat_na_glowie Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 11:31
                      po przeczytaniu postu edypii -
                      chyba case jest dużo poważniejszy niż mi się wydawało na początku. ryzyko
                      wychodzenia z problemu na własną rękę (jak przy rzucaniu palenia) widzę takie,
                      że skupisz się na odcinaniu od siebie informacji zamiast ich szukania. ale
                      MECHANIZM myślenia pozostanie ten sam. sorry, za otwartość, ale Ciebie już tak
                      zakręciło, że ważne jest bardziej co zrobisz ze sobą i swoim przyszłym życiem,
                      niż ten aktualny związek, facet etc.
                      • edypia111 Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 11:56
                        Jeśli ona nie chce pomocy psychologa, to jedyne, co może zrobić, to się odciąć i jeśli wytrwa w tym odpowiednio długo, to może się utrwali w takiej postawie. Wedle mnie jest mało prawdopodobne by to się udało, bo na razie Farmoza tylko mówi, że chce to zmienić. Bez względu jednak na wszystko potrzebna jest jej szczera rozmowa z własnym chłopakiem i wysłuchanie od niego prawdy na swój temat. Do tego jednak, by on jej zaufał na tyle, by jej wyznać szczerze, iż jest ogarniętą obsesją histeryczką, ona go pewnie nigdy nie przekona. A jeśli już go przekona, to ona nie przeboleje tej prawdy zapewne i klops murowany.
                        Czeka ją ciężkie życie i każdego w jej otoczeniu. A chłopak jeśli nic się nie zmini ucieknie. Albo teraz, albo za kilka lat, ale ucieknie. Każdy by uciekł :)
                        I dziękuję za czapkę z głowy:)
                        • swiat_na_glowie Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 12:25
                          :)

                          bez zmiany myślenia tego związku się nie uratuje. chodzi jednak o przebudowanie
                          fundamentu i taki proces musi po prostu trwać.
                          Frajeroza - jeśli Twój chłopak będzie chciał Ci pomóc, to może coś z tego
                          będzie. ale punktem wyjścia powinno być przyznanie się przed nim, że masz
                          MEGAPROBLEM i jeśli on z Tobą będzie trwał aż się zmienisz to na jego warunkach.
                          albo zwróć mu wolność.

                          szczerze mówiąc w happy end nie wierzę i być może lepiej dla Ciebie jeśli go nie
                          będzie - bo może to Ciebie zmusi do innego podejścia do siebie, swoich problemów
                          i szukania fachowej pomocy.

                          mam wrażenie, że trzymasz się kurczowo związku (bo był pierwszy dla Ciebie
                          szczęśliwy), a nie samego chłopaka (nie wiem, czy rozumiesz na czym dla mnie
                          polega różnica) i to nie jest ok.
                          osaczasz. jego próbowałaś zamknąć w klatce, a otoczenia starasz się (chyba) mieć
                          stale pod kontrolą. właśnie życie Ci pokazało, że tak się nie da. pytanie tylko
                          co z tym zrobisz. powrotu to tego, jak było przed tygodniem, nie ma.


                          • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 12:38
                            Odchudzałam się, wiem jak jest na diecie. Z chłopakiem już rozmawiałam i On
                            wie,że jestem świadoma swojego problemu. Chce mi pomóc, ale nie ma pomysłu.
                            Musiałabym myśleć jak On, a na razie to siebie w tym nie widzę.
                            Nie trzymam się kurczowo ani związku, ani Jego. Znalazłam faceta, który sprostał
                            moim wymaganiom, a prócz tej dziwnej szczerości czy wierności, to wygórowanych
                            wymagań nie mam.
                            Cóż, bardzo bym chciała być "normalna" i postaram się coś w tym kierunku zrobić.
                            Czy się uda, okaże się.
                            Facet uciekać ode mnie nie chciał jak do tej pory i nie chce, no chyba,że coś
                            przeoczyłam.
                            Właśnie najbardziej boję się,że coś przeoczę i dowiem się o czymś po paru latach
                            i cały mój poukładany porządek runie... Tak jak tydzień temu, tylko, że razy
                            10000 i z o wiele gorszym skutkiem....
                        • narfi Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 12:32
                          ...a czy nikomu nie przeszlo przez mysl ,ze to jest zwykla podpucha?
                          ...ze nie ma takiego czlowieka i nie ma takiego problemu.
                          Nie moge nic udowodnic,ale mam taki "gut feeling" ,ze caly ten temat
                          jest czysto fikcyjny.
                          No bo sami popatrzcie.
                          Nick. Brzmi dosc cynicznie w odniesieniu do tematu.Moze nie
                          cynicznie,bardziej tak cwaniacko wskazujac na pewna premedytacje czy
                          dystans do tematu.Jakos ten nick i temat nie ida w parze.
                          Nastepnie, analizujac posty autorki, wychodzi duza niespojnosc ,nie
                          tylko postow,ale nawet fraz w pojedynczym poscie.
                          Wiekszosc wypowiedzi brzmi jak" mamselle in distress",chodzaca
                          naiwnosc,ale co jakis czas przewija sie nuta duzego wyrachowania i
                          przebieglosci.
                          Sorry,ale nawet gdybym byl tu bywalcem,bym nie napisal ani jednego
                          komentarza, myslac,ze ktos gdzies tam ma dobry ubaw moim
                          kosztem,albo by chcial miec.
                          No, to tylko moja opinia,moge sie mylic,ale nie wierze w "Frajeroze"
                          ani w jej problem.
                          Jezeli mam racje ,to duze gratulacje dla Frajerozy.
                          • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 12:42
                            Skoro tak uważasz, to uważaj sobie dalej, nie będe Ciebie wytrącać z tego
                            myślenia. Mam to szczerze glęboko... Nick nie musi pasować do opowieści, mam
                            kilka nicków, udzielam się też na forach regionalnych - to chyba normalne, ze
                            nie chcę by ktoś ów temat skojarzył lub coś podejrzewał no i jeszcze dotarł do
                            mnie? Tego mi jeszcze trzeba.
                            Ja jestem podejrzliwa z natury, i Ci, co odpowiadali na moje posty chyba
                            najlepiej to wiedzą. No ale jak widać, istnieją jeszcze bardziej podejrzliwe
                            osoby. Dzięki Tobie już nawet nie czuję się taka "inna"..
                            Przebiegłość i wyrachowanie to cechy, których w moim życiu nie ma. Unikam ich i
                            wystrzegam się. Nawet mnie nie ciekawi skąd takie wnioski.
                            Gdyby ludzie tutaj każdy temat uważali na zmyślony, nikt by nikomu nie odpisywał.
                            Otrzymałam tutaj pomoc, a nie spodziewałam się jej. Nie wszystko jeszcze
                            rozumiem a czasem nawet czytam niektóre posty po 5 razy by coś do mnie dotarło.
                          • swiat_na_glowie Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 12:43
                            narfi może masz rację.
                            możliwe jest jednak, że to co normalnie wydaje się niespójne, jest prawdziwe, bo
                            dziewczyna JEST chodzącym problem.
                            • swiat_na_glowie Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 12:51
                              Frajeroza,
                              Ty chyba stale nie rozumiesz - on jeszcze nie ucieka, bo się boi albo nie wie, że można uciekać. 3 lata w klatce robią swoje.
                              prowadzono eksperymenty na zwięrzętach (szczurach chyba) po odpowiednio długim czasie nawet nie próbują uciekać. nie mają pomysłu, co by z tą wolnością zrobić. nawet nie wiem, czy ją pamiętają.

                              tak na marginesie, mam wrażenie, że Twój chłopak to w relacjach damsko-męskich dość spolegliwy typ, który ani nie za bardzo walczy o kobietę, ani nie za bardzo stawia warunki w trakcie. bierze tak trochę to, co się pojawia. albo taki charakter, albo brak doświadczeń i też pewna niedojrzałość.
                              jego związek z Tobą był dla niego również pierwszym udanym. jak pójdzie po rozum do głowy, że może mieć kolejny jeszcze lepszy, to już będzie na 100% nieodwołalne.
                              • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 13:16
                                swiat na glowie :
                                Przed czym ma uciekać, skoro jest szczęśliwy? Od trzech lat to słyszę, widzę i
                                czuję. Poza tym, że wymagałam szczerości absolutnej i tego,że byłam/jestem
                                zazdrosna o byle gówno - było normalnie. Najwyraźniej nie jest ze mną tak źle,
                                żeby wiać gdzie pieprz rośnie. Mało tego, podczas kłótni czasami Mu dawałam do
                                zrozumienia,że jeśli ze mną nie wytrzymuje lub coś Mu zbytnio przeszkadza -
                                usunę się. Nigdy z tej opcji nie skorzystał, ani też sam nie wykazywał chęci
                                odejścia. Układa Nam się wspaniale, poza tymi moimi negatywnymi, męczącymi
                                cechami, które potrafią zepsuć nastrój na cały dzień, i Jemu i mnie.

                                Mój facet nie musiał walczyć o swoje kobiety, jak dotąd. O swoją ex nie musiał,
                                bo nie było o co, skoro od początku było wiadomo,że to tylko na chwilę. Potem
                                jego fikcyjny związek - próbował jeszcze ratować jego resztki, ale nie było
                                właściwie co, do ratowania, bo tego nie było. I o mnie też nie musiał ani nie
                                musi walczyć, bo ja nie interesuję się innymi, nie zdradzam, nie kręcę, jestem
                                oddana i uczciwa. O co ma więc walczyć?
                                On się nie boi,że mnie straci bo ja nie wykazuję zainteresowania innymi. Ilekroć
                                ktoś do mnie pałał uczuciem, miałam to w głębokim poważaniu. Taka jestem.
                                A poprzednie Jego podrywy(nie związki) były nieudane, szczeniackie. No cóż, brak
                                mu odwagi do kobiet.
                                W ciągu tych trzech lat, naprawde uważasz - swiat_na_glowie - że nigdy nie
                                rozmawialiśmy o tym,czy rzeczywiście do siebie pasujemy lub, że powinien mieć
                                jeszcze jakąś dziewczynę? Dziesiątki razy to było owijane i przeważnie zaczynane
                                przeze mnie, nie przez Niego. Gdyby chciał uciec/odejść dawno by to zrobił,
                                pokazał, dał odczuć.
                                Nawet tydzień temu po wyjawieniu tajemnicy,dał mi odczuć, że bardzo żałuje
                                swoich kłamstw, tego ,że tak wyszło, ze wciaż bardzo mnie kocha. Nie bez
                                przyczyny się oświadczył. Gdy snuł swoje życiowe plany, zawsze byłam w nich
                                obecna i najważniejsza.
                                Nie uważam, ze to było życie w klatce. Nazwałabym to inaczej. Może go trochę
                                "spantofliłam", podporządkowałam sobie...Narzuciłam swoje zasady, a Jego poszły
                                w kąt...

                                On warunków nie stawiał mi żadnych, ani ja Jemu. Po prostu opowiadajac o sobie,
                                poznawając się, wymienialiśmy się swoimi poglądami i zasadami. Okazało się,że
                                mamy niektóre takie same, inne podobne, a jeszcze inne zupełnie różne...

                                Zgadza się, ze ten związek jest zarówno Jego jak i moim pierwszym udanym
                                związkiem. Lecz nie jest dla nas pierwszym związkiem, by na nim wisieć. To mój
                                któryś, i Jego też nie pierwszy.

                                Nie wiem co tu jeszcze dodać...


                                "jak pójdzie po rozum do głowy, że może mieć kolejny jeszcze lepszy, to już
                                będzie na 100% nieodwołalne" - napisałaś , ale On wie, jak może mieć z innymi.
                                Często mówi, że już znalazł to, czego szukał i nie chce innych. Gdy jeszcze nie
                                wiedziałam "O TYM", to też się trochę bałam,że może mało się wyszalał. Lecz z
                                tego, co mówił/mówi nie potrzeba Mu tego. To nie ten typ.
                                • swiat_na_glowie Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 13:33
                                  może się mylę.
                                  ja mam wrażenie, że w tym związku nie ma jego spojrzenia na życie i tylko Twoje, tematy, pytania, wątpliwości etc. a on prostu nie zna innego BLISKIEGO związku i innej dobrej zdrowej relacji. więc jest na swój sposób szczęśliwy.
                                  nie wierzę, że byś się usunęła - bo nie zrobiłaś tego na samym początku, gdy on nie wykazywał zainteresowania.
                                  • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 14:11
                                    Odkąd zaczęlam się Niem interesować i poznałam Go jako smutnego, zamyślonego
                                    chłopaka, chciałam by był szczęśliwy. Oferowałam pomoc w postaci rozmów, pisania
                                    i spotkań zupełnie czysto koleżeńskich. Skorzystał z tego, choć z początku kilka
                                    razy mnie odrzucał ( teraz wiem, dlaczego, wtedy nie rozumiałam). Pragnęłam Jego
                                    szczęścia, nie myśląc wcale o sobie. Mimo iż już wtedy chciałam z Nim być,
                                    życzyłam Mu tego, by Jego fikcyjny związek okazał się być jednak prawdą i żeby
                                    ułożyło się Jego życie. I wtedy gdzieś na dwa tygodnie się usunęłam by załatwił
                                    swoje sprawy.
                                    Gdy załatwił, mogliśmy dalej kontynuować. Pomagałam Mu bezinteresownie, nie
                                    zdradzając do końca, że bardzo chcę z Nim być.
                                    Usunęłabym się w każdej chwili wiedząc, że jest szczęśliwy beze mnie, z
                                    kimkolwiek. Za cenę swojego szczęścia. Może to głupie, a może chore, po prostu
                                    tak Go kocham właśnie. On to wie, że mam takie podejście.
                                    To prawda co piszesz - On nie zna innego "normalnego" związku. Ale ja również
                                    nie znam innego, "normalnego" związku. Mamy dużo wspólnego. Oboje posiadamy
                                    przykre wspomnienia, nieudane związki, kłamstwa, wykorzystywanie...
                                    Gdyby nie byl szcześliwy, nie ciągnąłby tego. O tym też mówiliśmy.

                                    Może jest Ci to trudno zrozumieć, że można być szczęśliwym tak po prostu,
                                    zwyczajnie. Mam swoje wady ( zazdrość, mów mi prawdę!), On też swoje ma, a mimo
                                    to potrafimy ze sobą żyć, normalnie rozmawiać o wszystkim etc.

                                    Jego spojrzenie na życie jest, ale najczęściej tego nie słuchałam. Uważałam,że
                                    się myli, podczas gdy teraz widzę, że to ja mam dziwne spojrzenie na świat i
                                    niektóre sprawy...
                                • edypia111 Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 14:26
                                  Frajeroza, to takie babskie.Jesteś skrajnie nieufna i we wszystkim wietrzysz podstęp, a bezgranicznie ufasz, że facet Cię kocha, jest z Tobą szczęśliwy i nie ucieknie. Dokładnie odwrotny pogląd panuje na forum. Jest tak mało prawdopodobne, że będzie Ci siedział pod tym pantoflem, że aż trudno w to uwierzyć. Gdyby to forum działało za 20 lat, wróć i opowiedz jak wiele mieliśmy racji.
                                  Nie zapominaj, że akurat tego jednego nie poznasz po nim nigdy. Dlaczego mężczyźni nie odchodzą do kochanek? Czemu trwają w nawet najgorszych domach? I czemu spędzają czas z owładniętymi obsesją kobietami? Nikt z nas nie zna odpowiedzi na te pytania, ale to raczej nie miłość kieruje ich zachowaniem.
                                  Ja się zgadzam z Tobą, że macie w miarę normalny związek. Dla każdego z Was pierwszy w miarę normalny związek. I każde z nas będzie w nim trwało. On zresztą - sądząc po biografii - potrzebuje pewnie kobiety dominującej, bo wydaje się być facetem nieszczególnie zdolnym do rozpoznania swej sytuacji (to Ty mu tłumaczyłaś, że związek na odległośc był fikcją, bo on tego nie widział. To laski zazwyczaj nie widzą takich rzeczy). Jesteś idealną kandydatką, ale on jest w tym związku niemęski. Wreszcie trafi się ktoś, kto przypomni mu że jest męski i tyle. A fakt, że nie musi o Ciebie walczyć, ani nie musiał wcześniej idealnie do tego schematu pasuje. Kiedyś też zechce powalczyć. Mówisz, że to nie ten typ, który chciałby z innymi, że nie musi się wyszaleć. Zapewne, ale zapewne kiedyś przypomni sobie, ze jest mężczuzną i okaże się, że to akurat ten typ.
                                  I to oczywiste, że dziesiątki razy to Ty, a nie on mówiłaś, że może powinien mieć inną dziewczynę. To również wpisuje się w schemat. Wtedy on zaprzecza, a Ty czujesz się pewniej. Jednocześnie daje Ci to szansę poniuchania, czy niczego nie ma na rzeczy - bo wolisz najgorszą prawdę niż bycie okłamywaną - jak zapewne argumentujesz.

                                  I jest bzdurą, że Ty nie stawiałaś warunków. Na tym forum pokazujesz, że jesteś jednym wielkim warunkiem. Nigdy nie czytałam historii kogoś bardziej autorytarnego i wymagającego - to Ty jesteś waunkiem, nawet nie musisz ich stawiać.
                                  pzdr
                                  • swiat_na_glowie Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 14:34
                                    mnie przeraża, jaki masz idealny obraz siebie - bezinteresownej i kochającej.
                                    sorry, ale ja tego nie kupuję.
                                    świadomie czy nie - dążyłaś do związku, a nie do tego żeby był szczęśliwy bez
                                    Ciebie.

                                    edypio - fanclub założę ;)
                                    • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 14:50
                                      Nie dążyłam do związku. Chciałam z Nim być. Nie dostrzegasz różnicy?
                                      Sam się zrodził, wazniejsze było dla mnie to, by był szcześliwy niż to, by
                                      związał się ze mną.
                                      Nie musisz w to wierzyć, kupować też nie.
                                      Ludziom ciężko uwierzyć w bezinteresowność i szczeście. Ilekroć mówiłam komuś,
                                      że jestem szczęśliwa w związku mimo 3-ech lat, słyszałam tylko "akurat, na pewno
                                      On cię zdradza", "tak tak, jasne, a kto jest szczęśliwy teraz?nikt" i inne tego
                                      typu podejrzenia. Szybciej uwierzyliby gdybym wymyśliła,że ciągle się żremy,
                                      oszukujemy, zdradzamy i już razem nie śpimy.

                                      Tutaj podobna reakcja. Też opisała szczerze od początku do końca, jak to
                                      wygląda, to ktoś napisał, że to ściema.
                                      Jak mi mój facet mowił, że mam na forum nie wchodzić i nie czytać, bo sie
                                      niczego i tak nie dowiem, a dodatkowo zostanę zbluzgana, to oczywiście co? Nie
                                      posłuchałam. Bo ja Go nigdy nie słucham.
                                      Słucham/czytam opinii obcych ludzi tutaj, zamiast posłuchać Jego.
                                      Naprawdę jestem chora umysłowo....
                                  • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 14:40
                                    Skoro już teraz jesteście w stanie przewidzieć moje i Jego zachowania,
                                    przewidujecie Naszą przyszłość, to może dla Waszej satysfakcji odejdę od Niego i
                                    zobaczę, czy mieliście rację?
                                    Może spotkam Go za m-c z inną przy boku, a może przez rok będzie do mnie pisał i
                                    prosił o powrót? Skoro Mu tak niedobrze, powinien odejść, prawda?

                                    Wierzę, że mnie kocha. Z początku nie wierzyłam, ale czuję to, to i czemuż mam
                                    nie wierzyć? Wiem, jak jest być olewaną i niekochaną, przeżyłam to już nie raz,
                                    takie związki jednostronne.
                                    Nastawiasz mnie edypio negatywnie do tego związku, próbujesz mi chyba coś
                                    wmówić, za daleko sie posuwasz - mam takie wrażenie. Niepotrzebnie piszesz swoje
                                    spojrzenie na Naszą przyszłość, jej nie zna nikt. Ja nie jestem kobietą
                                    dominującą w związku.........
                                    Nie chce mi się już rozpisywać, odechciało mi się. Ten wątek brnie już w innym
                                    kierunku. Pokazywania mi, że mój facet kiedyś odejdzie, zdradzi, że jestem tylko
                                    "chwilą". Darujcie sobie tego typu wywody. Do niedawna gdy tak myślałam, sami
                                    pisaliście, że nie powinnam mieć takiego nastawienia a teraz co?
                                    Dzieki bardzo.
                                    • swiat_na_glowie Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 14:52
                                      też się przed chwilą zastanawiałam, jaki sens mają nasze odpowiedzi, ponieważ cały czas próbujesz nam wytłumaczyć, jak to jest/ było sielankowo i że jedynym problemem jest Twoja nieufność i podejrzliwość.
                                      Więc, żeby nie ciągnąć wątku w nieskończoność powiem otwartym tekstem, bo mimo naszych długich wywodów nie rozumiesz - masz kontrolującą osobowość, manipulujesz i jest wysoce prawdopodobne, że on będzie wracał jak go zostawisz, albo jak on Ciebie zostawi, bo taka presja i manipulacja rodzi specyficzny rodzaj więzi / zależności. Jakby na to nie spojrzeć - fakt, że on w tym trwa 3 lata (i może dłużej) nie jest dla mnie dowodem miłości, ale tego, że relacja jest zbudowana na chorym fundamencie.
                                      Idź pogadaj z fachowcem, bo męczysz siebie i innych okropnie. Tu nie wystarczy przykleić plasterek. To nie jest zwykłe skaleczenie.
                                    • edypia111 Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 14:59
                                      Nie zrozumiałaś zdania z tego, co tu zostało napisane. Jesteś chodzącą sprzecznością. Wypowiadasz serię niespójnych zdań i złościsz się, gdy piszemy Ci co myslimy.
                                      Nie słuchasz go, ale nie słuchasz też nas. Gdy nie wróżymy Wam szczęśliwej przyszłości, wściekasz się i bronisz związku, jak oblężonej twierdzy. Masz absolutnie rację - nie znamy Waszej przyszłości. Ale Ty też jej nie znasz.
                                      Nie znam odpowiedz na pytanie czemuż miałabyś nie wierzyć w to, co czujesz. To pytanie możesz sobie postawić za każdym razem, gdy węszysz, że coś się za czymś kryje. Powinnaś nie wierzyć, bo generalnie nie wierzysz, ale w to jedno jakimś cudem tak.
                                      I nikt nie prosił Cię byś o niego odeszła i nikt nie twierdził, że traz jest mu z Tobą źle. Teraz jesteś raptem męcząca. Oczywiście mieszkacie razem i jesteś męcząca 24/7, czyż nie?
                                      • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 15:03
                                        chyba bardzo chcielibyście by tak było
                                        ALE NIE....
                                        • edypia111 Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 15:13
                                          Super. Paranoja jest goła.
                                          Finis coronat opus.
                                          Ja zmykam i życzę wszystkiego dobrego. Oby udało Ci się zniszczyć jak najmniej osób w ciągu życia.
                                          pozdrawiam
                                        • glamourous Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 16:11
                                          frajeroza napisała:

                                          > chyba bardzo chcielibyście by tak było
                                          > ALE NIE....


                                          Nie zrozumialas ironicznego pytania Edypii. Wlasnie tutaj tkwi sekret tego, ze
                                          on jeszcze ma jakis entuzjazm do tego zwiazku i do Ciebie i ze nie czuje sie
                                          totalnie tym Twoim kontrolowaniem umeczony - BO NIE MIESZKACIE RAZEM. Nie
                                          jestescie JESZCZE na siebie skazani 24h na dobe, poki co jest to zwiazek
                                          dochodzacy - etap, kiedy wiele sie wybacza i na wiele przymyka oko. Nie czas
                                          jeszcze na kryzys zwiazku w pelnej krasie. Na tym etapie jeszcze latwo wszystko
                                          znosic. Opamietanie (u niego) moze przyjsc pozniej, kiedy wejdziecie w faze
                                          regularnego, zrutynizowanego wspolnego zycia - i tu sie kryje prawda ktorej nie
                                          rozumiesz, dowodzac, ze 3 lata to DUZO a on NADAL jest z Toba szczesliwy pomimo
                                          Twoich jazd.
                                          • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 16:17
                                            Znowu ktoś wie lepiej ode mnie...
                                            Tak, macie rację, jak z Nim zamieszkam, po m-cu ode mnie ucieknie, zdradzi lub
                                            zniknie bez słowa.
                                            Zadowoleni?
                                            • narfi Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 17:03
                                              Zalozmy,ze cala historia i jej bohaterowie sa autentyczni.
                                              Przytoczone cytaty nie sa wyrwane z kontekstu.

                                              --------------------------------------------------------

                                              Nasz związek, trzy letni był/jest bardzo udany. Spokojny, wyważony,
                                              niewiele zwarć. Dobrze się dogadywaliśmy od początku i do dziś to
                                              trwa.

                                              Układa Nam się wspaniale, poza tymi moimi negatywnymi, męczącymi
                                              cechami, które potrafią zepsuć nastrój na cały dzień, i Jemu i mnie.

                                              Może go trochę "spantofliłam", podporządkowałam sobie...Narzuciłam
                                              swoje zasady, a Jego poszły w kąt...

                                              Jego spojrzenie na życie jest, ale najczęściej tego nie słuchałam.

                                              Ja od zawsze miałam obawy, strach, lęk, podejrzenia o wszystko. O
                                              każdą koleżankę byłam zazdrosna. Nie było mu łatwo z tym żyć.

                                              Może zbyt wiele oczekiwałam i zbyt wiele wymagałam. Życie ze mną nie
                                              jest łatwe.

                                              Mam zryty łeb i może nie nadaję się do związku.

                                              Oznajmiam często swoje podejrzenia, a gdy usłyszę prawdę, która dla
                                              mych uszu miła nie jest, często wychodzę z siebie.

                                              Gdy np. opowie mi,że widział tą i tą, to we mnie się gotuje, albo
                                              gdy powie, że przyszła jakaś znajoma, to aż we mnie kipi z zazdrości
                                              no i w głowie 100 podejrzeń typu "hmm, pewnie mu się podoba bardziej
                                              niż ja", albo "hmm, pewnie mi mówi tylko to, co chcę usłyszeć a
                                              resztę ukrywa"

                                              Boję się, że będzie mnie okłamywał. Do tej pory wierzyłam mu we
                                              wszystko i nie miałam żadnych podstaw by tego nie robić.

                                              Nie mogę się z tym pogodzić.Nie wierzę mu już w nic, nie ufam
                                              jeszcze bardziej niż do tej pory.

                                              ---------------------------------------------------------

                                              Z powyzszego wynika idealna recepta na dlugi i szczesliwy zwiazek.

                                              Zwracam sie do facetow na tym forum.Ktory z Was pisze sie na zwiazek
                                              z ta pania?
                                          • edypia111 Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 16:52
                                            Nie ma już o czym gadać przecież, Glamourous. On nie ucieknie po miesiącu, ale zrobi to po latach i wszyscy tu, jak jeden mąż tak twierdzą. Każdy z nas by uciekł przecież. Zamieszka z tą szaloną osobą i będzie usychał, ale ona niestety nigdy tego nie dostrzeże, gdyż widzi tylko to, co chce widzieć. Tledysk Hey do "4 pór" zaczyna się od Nosowskiej w wałkach, która mówi do małpy siedzącej po drugiej stronie stołu: "a wiesz Misiu, cieszę się, że jesteśmy razem..."
                                            JA to dokładnie tak widzę:
                                            www.youtube.com/watch?v=JpAH3lzeoaY&feature=PlayList&p=5951FCF2D34702A9&playnext_from=PL&index=0&playnext=1
                                            • swiat_na_glowie Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 17:04
                                              w sumie to ważne jest tak naprawdę to, czy facet wyjdzie cało z tego związku,
                                              zanim frajeroza go zniszczy, zanim będą dzieci, zanim zatruje całe ich
                                              otoczenie. ironia losu polega na tym, że lepiej byłoby dla niego, gdyby bzykał
                                              tuziny niewiernych mężatek.
                                              over
                                              • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 17:31
                                                och jak się wam racji nie przyznaje to nagle zaczynacie złorzeczyć
                                                a tacy współczujący byliście, wyrozumiali i pełni pozytywnych rad
                                                och i ach
                                                przenieście się na inne wątki, bardziej waszym zdaniem normalne
                                                no i w 100% niezmyślone
                                                najlepiej takie, w których założycielka wątku już nigdy więcej się nie udziela
                                                pozdrawiam i dziekuję za wszelkie rady, zwłaszcza te, o psychologu
                                                a teraz idę strzelić sobie w łeb, bo po co żyć skoro niszczę ludzi wokół siebie
                                                • narfi Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 17:58
                                                  Do autorki wontku w celach edukacyjnych.

                                                  "Zazdrość to uczucie, odczuwane w sytuacji frustracji, gdy znany
                                                  jest obiekt zaspokajający potrzebę i osoba posiadająca ten obiekt.
                                                  Uważana zazwyczaj za uczucie negatywne, choć w łagodnej formie może
                                                  być np. bodźcem do pozytywnej konkurencji i realizacji własnych
                                                  aspiracji.

                                                  Chorobliwa zazdrość wiąże się z brakiem zaufania, chęcią kontroli i
                                                  nadzorowania drugiej osoby oraz agresją.

                                                  Chorobliwa zazdrość o partnera [edytuj]
                                                  Jedna z ważniejszych odmian zazdrości. Jej najbardziej skrajną formą
                                                  jest zazdrość urojona, w psychopatologii nazywana zespołem Otella.
                                                  Przejawia się ona np. podejrzewaniem partnera o notoryczne zdrady,
                                                  sprawdzaniem partnera i kontrolowaniem jego działań. Może powodować
                                                  stany depresyjne. W skrajnych przypadkach może doprowadzić do
                                                  destrukcyjnych zachowań, a nie leczona nawet do samobójstwa lub
                                                  morderstwa w afekcie. Osoba dotknięta takimi zaburzeniami nie jest w
                                                  stanie racjonalnie oceniać i tłumić własnych zachowań. Nie potrafi
                                                  pracować nad sobą, często ma niską samoocenę (wygląd, wiek,
                                                  wykształcenie), a winą za wszystko obarcza partnera. Przedstawia
                                                  własne, dla siebie, racjonalne wytłumaczenia swego postępowania. W
                                                  wielu przypadkach chory wie o swojej przypadłości, lecz nie jest w
                                                  stanie z tym walczyć. W życiu towarzyskim czy zawodowym, często
                                                  objawy te są niezauważalne dla otoczenia. Całość skupia się tylko na
                                                  partnerze. Osoby cierpiące na chorobliwą zazdrość często nadużywają
                                                  alkoholu lub innych używek, co potęguje strach przed zdradą partnera
                                                  i doprowadza do skrajnych zachowań. Przyczyną choroby może być
                                                  doznanie wielkiego wstrząsu emocjonalnego w przeszłości (rozstanie z
                                                  osobą najbliższą sercu itp.) Osoby te starają się walczyć z chorobą,
                                                  lecz w większości przypadków są bezsilne. Trzeba takim osobom
                                                  pomagać.

                                                  Wybuchy zazdrości [edytuj]
                                                  Wybuchy zazdrości łączą się z uczuciem złości, a prowadzą do kłótni,
                                                  również z rękoczynami, gdzie zwykle poszkodowana jest osoba, o którą
                                                  druga osoba jest zazdrosna. Zazdrość prowadzi do wielu negatywnych
                                                  skutków (np. w przypadku związku do rozstania, kłótni, rękoczynów
                                                  itp.).

                                                • rumpa Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 18:03
                                                  jak rozumiem, rada z psychoterapeutą jest obraźliwa?
                                                  tylko nie wiem dlaczego?
                                                  • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 18:12
                                                    ponownie ktoś wie lepiej ode mnie
                                                    podziwiam was, naprawdę z tym dopowiadaniem sobie reszty
                                                    właściwie to napisać słowo, a dopowiecie sobie resztę
                                                    nie lepiej zapytać???

                                                    Rada z psychologiem itp. nie jest obraźliwa. Po prostu taka rada w niczym mi nie
                                                    pomoże, ponieważ i tak tam nie trafię. Z własnej woli.
                                                  • swiat_na_glowie Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 18:57
                                                    wcale mnie to nie dziwi
                                                  • dziewczyna_z_naprzeciwka_1 Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 21:04
                                                    frajeroza napisała:

                                                    > ponownie ktoś wie lepiej ode mnie
                                                    > podziwiam was, naprawdę z tym dopowiadaniem sobie reszty
                                                    > właściwie to napisać słowo, a dopowiecie sobie resztę
                                                    > nie lepiej zapytać???

                                                    A niby kogo zapytać ? Ty jesteś zaślepiona, a mechanizmy zachowań patologicznych WIERZ mi ale są identyczne :(
                                                    Napisałam wcześniej do Ciebie bardzo długi post. Opisałam Ci moje życie z zazdrośnikiem. Opisałam jaka sytuacja jest teraz. Niestety post nie "poszedł" a ja doszłam do wniosku, że i tak Ty wiesz najlepiej.
                                                    Niestety chorobliwa zazdrość narasta. powody są coraz bardziej absurdalne. Jak ci będzie pokazywał telefon to w pewnym momencie...:d nie będę ci pisała scenariusza. Życie go napisze.
                                                    Ale pamiętaj. Będziesz cierpieć gorzej niż Twój chłopak.
                                                    Całkiem prawdopodobne, ze on odejdzie, a Ty będziesz cierpieć i cierpieć. Ale nie ma cie co żałować.Robisz to na własne życzenie.


                                                    >
                                                    > Rada z psychologiem itp. nie jest obraźliwa. Po prostu taka rada w niczym mi ni
                                                    > e
                                                    > pomoże, ponieważ i tak tam nie trafię. Z własnej woli.

                                                    :D
                                                    Oczywiście. Alkoholik też nie potrzebuje pomocy, chory psychicznie nie potrzebuje pomocy to czemu ty miałabyś potrzebować ?
                                                  • sisi_kecz Re: Przyszłość ludzkości 01.05.10, 21:25
                                                    jawi mi sie w jasnych barwach.
                                                    Korzyścia z tego wątku jest fakt, ze tyle osób chce i na ile
                                                    potrafi probuje pomóc obcej sobie dziewczynie.
                                                    Ktos tam rzuci faktem ze swojego zycia, ktos ogólną wiedzą.
                                                    Wypowiadaja sie opiekuncze ad hoc mamuski, ktore chca utulić młoda
                                                    ptaszynę i zimno osadzajacy faceci z całą dobra wolą wyprowadzenia
                                                    laski z tej slepej uliczki.
                                                    Naprawde pokrzepia serce, kiedy sie czyta ile obcy ludzie poswięcaja
                                                    czasu i pomyslunku dla frajerozy.
                                                    Niewazne, czy ona skorzysta, czy nie- jest dobrze z ludzkością:)

                                                    Charakterystyczne dla pokolenia Autorki (urodzeni po roku 80-tym:
                                                    Pokolenie Y) jest nie przejmowanie sie autorytetami, odrzucanie
                                                    ekspertów, idealistyczne podejscie do swiata i chęć radzenia sobie i
                                                    działania bez pomocy innych.
                                                    Mam brata z tego pokolenia, strasznie cięzko cos przetłumaczyć,
                                                    właściwie nie idzie. Więc nie wciskam mu porad, tylko czekam w tzw.
                                                    obwodzie i jesli chce, to sam sie zgłasza.
                                                    Frajeroza, jesli nie jesteś chora psychicznie to pójdziesz w końcu
                                                    do fachowca, bo chociaż w młodej głowie sie to mieści, ale nie ze
                                                    wszystkim poradzić sobie mozna samemu.
                                                    Póki co, nic wiecej z tego watku nie wyciszniesz,
                                                    dostałaś parokrotność normalnej dawki pomocy od forumowiczów, bo
                                                    jestes w pewien sposób wzruszajaca ze swoimi rozterkami i zrytym
                                                    łbem.
                                                    3maj sie ciepło!!!


                                                    "Mąż działa mi bez przerwy,
                                                    raz na zmysły , raz na nerwy"
                                                    Sztaudynger
                                                  • swiat_na_glowie Re: do dziewczyny z naprzeciwka 01.05.10, 21:34
                                                    alkoholik wie, że można / trzeba się leczyć, bo temat jest nagłośniony, ale problem widoczny gołym okiem.
                                                    psychopaci nie leczą się z własnej woli. a przymusowo tylko te ciężkie przypadki. zazdrość jest moim zdaniem tu tylko jednym z "symptomów". problem pojawia się wtedy gdy frajeroza traci kontrolę / panowanie nad sytuacją. dlatego wolałaby wersję o aborcji, bo się na nią przygotowała i w tym sensie miała kontrolę.
                                                    odbiera wolność osobistą swojemu chłopakowi.
                                                  • dziewczyna_z_naprzeciwka_1 Re: do dziewczyny z naprzeciwka 01.05.10, 21:50
                                                    Ale alkoholik musi sięgnąć dna, żeby poczuć, że ma problem. Frajeroza też nie widzi problemu w sobie :( podobnie jak osoba chora psychicznie ( ten z nerwicą to obleci wszystkich lekarzy, chory psychicznie taki świat sobie stworzy, że wszyscy chorzy tylko nie on ).
                                                    nawet mi nie nie mów o wersji z aborcja hihi ;)
                                                    Kiedyś z moim ex oglądaliśmy jakiś program o prostytuujących się studentkach.
                                                    Oglądam, oglądam w końcu na głos mówię...a co mnie to obchodzi ? jeśli robią to dobrowolnie to ich sprawa.
                                                    I wtedy dowiedziałam się, że jestem niemoralna i prawdopodobnie też nie miałabym problemu z uprawianiem prostytucji ;D
                                                    Po dłuższym czasie trochę go ustawiłam, ale mentalność i problem pozostał. zdolność do manipulacji typu przekręcenie kolejności wyrazów co dawało inny sens...ech...książkę mogłabym napisać. :D
                                                  • swiat_na_glowie Re: do dziewczyny z naprzeciwka 01.05.10, 21:59
                                                    smutne to, co piszesz, ale masz z tego przynajmniej tyle, że widzisz
                                                    rzeczywistość taką jaka jest i frajeroza Cię już nie rozczula.
                                                    powodzenia!
                                                  • frajeroza Re: do dziewczyny z naprzeciwka 01.05.10, 21:54
                                                    och wykazaliście znowusz odrobinę zrozumienia, chyba czekacie aż coś nowego
                                                    tutaj dopiszę, sami jesteście ciekawi, prawda?
                                                    To was rozczaruję. Nic nowego nie będę pisać nt. mojego związku.
                                                    Wiem,że mam problem , nie pójdę do specjalisty więc nie powtarzajcie się już,
                                                    proszę, chociażby z tym.
                                                    Poradzę sobie, nie sama, bo sama nie jestem, ale spróbuję przejąć ciutek z
                                                    myślenia mojego lubego, bo ma zdrowe myślenie.

                                                    A o to przejawy mojej zazdrości i obsesji, których jestem świadoma:
                                                    -nie wierzę zbytnio w żadne komplementy, za każdym widzę podstęp, ukryty cel, na
                                                    zasadzie powiem ci miłe słówko, to dasz mi się przelecieć czy cuś
                                                    -jestem zazdrosna o piękne panie w tv, gazetach, na ulicach, w sklepach, wszędzie
                                                    -wciaz mam wrażenie, ze On się gapi na inne( nie gapi się, wmawiam sobie, że tak
                                                    jest)
                                                    -jestem zazdrosna o koleżanki z pracy, o wszystko, nawet o rozmowę( dopowiadam
                                                    sobie, ze któraś chce go uwieść podstępem)
                                                    -jak spotyka koleżankę i mi o tym opowiada, zastanawiam się, czy mówi całą
                                                    prawdę, oczywiście mam myśli takie, ze mu się podobała i woli ją ode mnie po
                                                    tysiąckroć
                                                    -nie potrafię nie brać pod uwagę przeszłości przed-związkiem, ma ona dla mnie
                                                    strasznie duże znaczenie, cholera wie tak naprawde dlaczego, byc może boję się,
                                                    że powtórzy grzechy z przeszłości ( sama też mam grzeszki , nie powtarzam ich)
                                                    -obsesja szczerosci(mów mi wszystko, cała prawdę), gdy ją usłyszę, reaguję
                                                    płaczem, dłuższym milczeniem, mam ochotę kończyć związek, uciekać, nie do końca
                                                    wiem jak powinnam z danym problemem postąpić, w skrócie - świat się wali, ratunku
                                                    -wciąż boję się, że Go stracę, że tylko czeke na okazję by jakąś przelecieć, a
                                                    mi wmawia, że tak nie jest, albo, że sam odejdzie niespodziewanie ( wmawiam
                                                    sobie, ze tak jest, ale tak w rzeczywistości nie jest i NIE MAM ŻADNYCH
                                                    NAMACALNYCH POWODÓW by tak uważać)
                                                    Właśnie to wszystko to moje urojenia, które muszę przestawić.

                                                    --------------------------------------------------------------------------
                                                    W sieci nikt nie jest anonimowy.
                                                    Ponoć.
                                                  • dziewczyna_z_naprzeciwka_1 Re: do dziewczyny z naprzeciwka 01.05.10, 22:17
                                                    Musisz, musisz tylko czy potrafisz ?
                                                    Szkoda życia na taką męczarnię :D
                                                    Mnie właśnie wrócił dobry humor :D
                                                    Uwolniłam się od takiego człowieka jak Ty. Ufff... ;D
                                                  • edypia111 Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 22:29
                                                    Jedno trzeba Frajerozie oddać. Nigdy nie było tak, by absolutnie wszyscy mieli tu takie samo zdanie. To pierwszy raz, gdy nie ma ani jednej osoby, która uznałaby autorkę wątku za normalną.
                                                    Więc ona ma rację. Cały świat jest przeciwko niej. To forum przecież jest tego przykładem. A dlaczego tak jest? Nad tym przecież nie musi się zastanawiać.
                                                  • dziewczyna_z_naprzeciwka_1 Re: Przeszłość przed-związkowa 01.05.10, 22:40
                                                    Jak mojemu mówiłam, że to nie jest normalne zachowanie to mi wmawiał, że inni nie kochają tak jak on.
                                                    Wiecie, że on mi wmówił, że nigdy, nikt nie pokocha mnie tak jak on :(
                                                    Frajeroza to wszystko co robi to robi dla dobra związku. Jakież musi mieć zdanie o sobie, skoro każda kobieta to rywalka z możliwością zwycięstwa ?
                                                    To kłamstwo, które ją na forum przywiodło to tylko pretekst. poprzednie związki to tez raczej nie początek problemu, a tylko lekcja jak sprawdzać faceta.
                                                    Początek jest starszy niż ona myśli. A to, że nie zdaje sobie z tego sprawy to tylko kłoda pod nogami.
                                                    Biedny facet, biedne dzieci z takiego związku.
                                                  • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 10.05.10, 00:50
                                                    Ponoć. Nie zamierzam Go zostawić, to porządny człowiek, posiada wszystkie cechy
                                                    charakteru , których każda kobieta szuka czasem i latami. Kocham Go, planujemy
                                                    przyszłosć.
                                                    Kłamał (jak mawia) tylko w tej kwestii. Z uwagi na to, że znałam osobiście jego
                                                    ex, nie chciał mi o tym powiedzieć. Również z uwagi na to,że źle bym o nim
                                                    pomyślała, być może nie chciałabym z nim wchodzić w związek, a poza tym -
                                                    obiecał jej, bo to mężatka. Dodatkowo sam chciał to zakopać w pamięci.
                                                    Ja, dopytując, wciaż to rozkopywałam i rozdrapywałam. Zmuszony był kłamać, bo na
                                                    początku znajomości ja się zgodziłam na obecnosc tej tajemniscy w Jego życiu,
                                                    obiecałam nie drążyć. Złamałam to i drążyłam. Zatem kłamał.
                                                    W ciągu tych trzech lat jak do tej pory, nic na Niego nie mam. Żadnego kłamstwa,
                                                    żeby jakieś wyszło z czasem, czy bym Go przyłapała, czy doszłyby do mnie słuchy
                                                    o czymś - NIC. Mało tego, przez cały czas bycia ze mną zwierzal mi się z takich
                                                    błahostek z któych w ogóle nie musiał. Gdy pytałam o coś, co mógł skłamać ( np.
                                                    czy ta ci się podoba? albo, powiedz szczerze, czy ta jest w twoim typie)
                                                    odpowiadał szczerze. Nie było tak, że zawsze się zapierał, a potem wychodziło na
                                                    moje. Po prostu mówił prawdę nawet gdy mógłby spokojnie zełżeć i mogłoby to
                                                    szybko nie wyjść.
                                                    Wobec tego, skoro nie mam na Niego innych haków, to powinnam Mu wierzyć i
                                                    zaufać. Powinnam. Lecz mam czasami tak, że myślę, iż może w czymś jeszcze mnie
                                                    okłamał i to nigdy nie wyjdzie, a może nie kłamał w niczym i powinnam mu zaufać?
                                                    I codziennie mam takie dwie rozbieżne myśli, raz tak, raz siak.
                                                    Rozmawiamy o tym, często wałkujemy ten temat, jest to męczące dla Nas, ale co
                                                    zrobić, skoro stale mam momenty zawahania.
                                                    Jestem normalna, ponieważ oczekuję szczerosci. Więcej luzu, tzn. że można się
                                                    okłamywać w błahych sprawach i jest cacy? A co wg was należy do tych błahych
                                                    spraw? Przecież każdy człowiek ma inne wartosci, zasady. Dla jednych wazna jest
                                                    szczerosc absolutna, dla innych dopuszczalne kłamstwa drobne, dla jeszcze innych
                                                    można łżeć ile wlezie i też będzie ok.
                                                    Ja mam takie zasady i kropka, nikt z was nie ma prawa mi mowić, że to jest
                                                    głupie, chore, nienormalne. Wy macie prawo do swoich zasad i żyjcie sobie wg
                                                    tych swoich zasad, nic mi do tego.
                                                    Nie oceniajcie. Proszę tylko o to, byście się jednak zastanowili, czy
                                                    rzeczywiście przeszłosć przed związkiem nie powinna nikogo interesować. Bo jeśli
                                                    kobieta była kiedyś prostytutką, puszczała się, grała w filmach porno, albo
                                                    zdradzała swojego meżą, czy siedziała w więzieniu za molestowanie syna( to tylko
                                                    przykłady), to na miejscu faceta, mocno bym się zastanawiała, czy z taką kobietą
                                                    można w związek wchodzić.
                                                    Mój facet mnie nauczył tego, że każdy zasługuje na szansę. Ja tez mam grzeszki,
                                                    mój facet o nich wiedział i mimo to, zaufał mi, wszedł w to. Jednakże nie
                                                    każdego stać na taką odwagę, mnie kiedyś, dawno temu, skreślono i szansy nie
                                                    dano na przykład....
                                                    Jest ciężko mi z tą świadomością, że mój facet święty nie był, a za takiego go
                                                    jednak uważałam. Ciężko, że to, co podejrzewałam, a czemu zaprzeczal okazało się
                                                    być prawdą. Ciężko też zaufać ponownie i uwierzyć, że faktycznie tylko w tej
                                                    jednej kwestii kłamał. Lecz zasługuje na szansę, dałam Mu ją.
                                                    Nie będę czekać do następnego kłamstwa, tylko jeśli kiedyś coś wyjdzie, to już
                                                    nie będę się zastanawiała co zrobić.
                                                    Bez ryzyka, niestety nie przekonam się, czy On jet tego wart. Wierzę, że jest i
                                                    te 3 lata dały mi dowód na to, że warto.
                                                    Życie jednak pokaże, czy warto było.
                                                  • efi-efi Re: Przeszłość przed-związkowa 10.05.10, 09:10
                                                    Frajeroza napisała:

                                                    >>Wierzę, że jest i
                                                    >>te 3 lata dały mi dowód na to, że warto.
                                                    >>Życie jednak pokaże, czy warto było.

                                                    - Jak Cię facet zdradzi to będzie to TYLKO I WYŁĄCZNIE Twoja wina.
                                                    Nikt na dłuższą metę nie wytrzyma w życiu takie gestapowca jak Ty.
                                                    Medal dla tego kolesia, że wytrzymał z Tobą aż trzy lata.
                                                    Upieraj się dalej, że nie pójdziesz leczyć tej swojej chorej głowy to zostaniesz
                                                    sobie sama z tymi urojeniami bo nie sądzę, żebyś trafiła w życiu na kojelnego
                                                    frajera.
                                                  • rumpa Re: Przeszłość przed-związkowa 10.05.10, 10:15
                                                    a wiesz efi-efi co jest najlepsze?
                                                    to że ona będzie miała dokładnie takie same odbicia w kierunku
                                                    dzieci, gotowa jestem założyć się i o milion.
                                                    faceta mi nie żal, durny to ma, ale jak se pomyślę o treningu
                                                    uczciwości jaki ona zafunduje maluchom, to mi się coś skręca.

                                                    moja matka taka była i jest :)))
                                                    jak normalnie jestem prawdomowna do bólu, to jej łżę aż piszczy ,
                                                    ale przede wszystkim, omijam szerokim łukiem jej kryształową osobę,
                                                    bo jest nie do zniesienia. Pamietam jak zazdrościłam ojcu, że mogł
                                                    się wyprowadzić i z nią rozwieść. I z pełnym zrozumieniem
                                                    przyjęłabym fakt że rozwiódł się dla jakiejś dupy, bo w moim
                                                    wyobrażeniu, nikt na takie cos jak moja matka nie zasługiwał. Nota
                                                    bene obecnie mój syn również nie znosi babci, a ona - cóź jest
                                                    przekonana, że to moja wina :))). 11 latek powiedział mi że woli
                                                    tygodniowy szlaban niż godzinną wizytę u babuni i ...zwiał. Szlaban
                                                    dostał, zdania nie zmienił.
                                                    a moja matka, cóż, do psychologa nie pójdzie bo ona ma pełne prawo
                                                    być taka jak jest i obwiniać wszystkich o spiski na swoją cenną
                                                    osobę. No ma.
                                                  • mujer_bonita Re: Przeszłość przed-związkowa 10.05.10, 11:00
                                                    efi-efi napisała:
                                                    > - Jak Cię facet zdradzi to będzie to TYLKO I WYŁĄCZNIE Twoja wina.

                                                    O taaaaak!!! A jak Ciebie złodziej okradnie to też będzie TYLKO I WYŁĄCZNIE TWOJA WINA!!!

                                                    Powodzenia :)
                                                  • rumpa Re: Przeszłość przed-związkowa 10.05.10, 11:14
                                                    a nie słyszałaś o syndromie ofiary?
                                                    złodziej nie okrada pierwszej lepszej osoby, mam na mysli,
                                                    kieszonkowca, wybiera ofiarę, nie tylko pod względem zamożności ale
                                                    też spodziewanej reakcji, tak jak drapieznik.
                                                    :)))
                                                    zadziwia mnie czasem twój czarno biały świat, ale może jeszcze za
                                                    mało miałaś doczynienia ze świrami wszelkiej maści.
                                                    Mnie osobiscie dopiero parę lat temu przeszedł syndrom - na złość
                                                    mamie odmroże sobie uszy :))) czyli grubo po trzydziestce.

                                                    a tak w ogóle to masz rację , biedak powinien natychmiast sie
                                                    ewakuować, ale jest szlachetny, odpowiedzialny i wrażliwy, nie ma
                                                    granic i to wszystko razem do kupy zrobi mu z życia takie piekło, że
                                                    jest nader możliwe że z dziką rozkoszą przyprawi pani poszukującej
                                                    haków ( nie cofnęło ci się coś jak to czytałaś?) olbrzymie
                                                    rozrośniete poroże. I sprawi jej tym najwiekszą rozkosz, bo wyjdzie
                                                    na jej. A z mojego doświadczenia życiowego wynika że ludzie nie
                                                    znoszą sie mylić zwłaszcza takie paranoiczki jak obecna tu
                                                    frajeroza.

                                                    ja zresztą tez uwielbiam mieć rację i niecierpliwie czekam na post
                                                    frajerozy na rozwódkach czy czymś tam...
                                                    o rany, nie oderwę sie od netu ...
                                                  • mujer_bonita Re: Przeszłość przed-związkowa 10.05.10, 11:22
                                                    rumpa napisała:
                                                    > a nie słyszałaś o syndromie ofiary?

                                                    Sorry ale NIE UWIERZĘ, że z TYLKO powodu podejrzeń ktokolwiek cokolwiek zrobi.

                                                    Rozumiem, że gdyby pracodawca paranoicznie posądzał Cie o kradzież to byś w końcu ukradła? Niezależnie od własnych wartości, moralności czy etyki - jakby Cię podejrzewał to byś okradła? Po czym stwierdziłabyś spokojnie, że to JEGO wina bo przecież się tak zachowywał :)

                                                    Urocze :D
                                                  • rumpa Re: Przeszłość przed-związkowa 10.05.10, 11:41
                                                    Nie z z powodu podejrzenia tylko wieloletniego maltretowania
                                                    psychicznego.
                                                    Zawyczaj w takiej sytuacji ludzie się po prostu zmywają, chyba że
                                                    zmyć się nie mogą, na skutek faktów faktycznych :))) jak to że
                                                    trudno znaleźć pracę bądź mniej faktycznych a czasem silniej
                                                    działających, typu kompleksy, strach czy durne przekonania
                                                    wyniesione z domu.

                                                    A co do pracy, poczytaj sobie forum praca, akurat jest to dość
                                                    popularny sposób zemszczenia sie na debilnych czy nieuczciwych
                                                    szefach. i powiem ci, ze czasem bardzo tych ludzi rozumiem.
                                                    Sama mam takiego jednego byłego klienta ze jak bede mogła, to z
                                                    czystym sumieniem dowalę.
                                                    Gdybym mogła kretyna załatwić prawnie, to bym to zrobiła. Ale się
                                                    nie da niestety.
                                                    A czy jego wina?
                                                    Ja wiem, akcja - reakcja, ja bym to nazwała psychoterapią po
                                                    bezsilnnym znoszeniu czyjegos chamstwa.
                                                  • mujer_bonita Re: Przeszłość przed-związkowa 10.05.10, 13:33
                                                    rumpa napisała:
                                                    > A co do pracy, poczytaj sobie forum praca, akurat jest to dość
                                                    > popularny sposób zemszczenia sie na debilnych czy nieuczciwych
                                                    > szefach. i powiem ci, ze czasem bardzo tych ludzi rozumiem.
                                                    > Sama mam takiego jednego byłego klienta ze jak bede mogła, to z
                                                    > czystym sumieniem dowalę.

                                                    A nie sądzisz, że do 'dowalania' też trzeba mieć skłonności? Ja bym nie okradała, mogłabym uprzykrzyć życie, działać w ramach tego na co sumienie mi pozwala. I wiem co mówię bo też przez eks-pracodawcę zostałam potraktowana nie fair i jakoś nie przyszła mi do głowy kradzież, wpuszczanie wirusa do komputera itp. A już na 100% nie uzasadniałabym tego tekstem 'to tylko ich wina' :)
                                                  • rumpa Re: Przeszłość przed-związkowa 10.05.10, 13:56
                                                    ależ sądzę :)))
                                                    myślę że to zależy od rodzaju krzywdy
                                                    mojej kumpeli ukradli pomysł, na którym zarabiają krocie - ja bym
                                                    wpuściła im wirusa bez zmrużenia oka i nasłała kontrole skarbowe
                                                    :)))

                                                    i zapewniam cie że moje sumienie miałoby się doskonale

                                                    moja przyjaciółka na wiadomośc że facet w mieszkaniu które
                                                    remontowała za włąsną kasę, zamierza zamieszkać z kolejną
                                                    narzeczoną, w dodatku w ciąży, rozwaliła mu metodycznie wszystkie
                                                    kafelki, wannę i jeszcze co się dało. A gliniarze z rozkoszą
                                                    umorzyli postępowanie łykając wszystkie wyjaśnienia jakie im
                                                    sprzedawała - wyglądało na to że mają świetny ubaw informując pana
                                                    że niestety nie ma żadnych dowodów że to jego podenerwowana eks
                                                    zrujnowła mu chatę...a pan , panie Janeczku to chyba ma sporo
                                                    wrogów, to skad pomysł że to akurat pani itd...

                                                    nazwałabym to - jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie :)
                                                  • mujer_bonita Re: Przeszłość przed-związkowa 10.05.10, 14:23
                                                    rumpa napisała:
                                                    > nazwałabym to - jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie :)

                                                    Im więcej czytam to forum tym bardziej przekonuję się jak chore relacje
                                                    międzyludzkie niektórzy uznają za standard. I coraz bardziej doceniam swój
                                                    związek :)
                                                  • glamourous Re: Przeszłość przed-związkowa 10.05.10, 14:38
                                                    mujer_bonita napisała:

                                                    > rumpa napisała:
                                                    > > nazwałabym to - jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie :)
                                                    >
                                                    > Im więcej czytam to forum tym bardziej przekonuję się jak chore
                                                    > relacje międzyludzkie niektórzy uznają za standard. I coraz bardziej >
                                                    doceniam swój związek :)
                                                    >

                                                    Tak sobie po cichu czytam te dyskusje i zgadzam sie z Bonita. Nie wszyscy ludzie
                                                    maja odruch mszczenia sie na swoich wiekszych czy mniejszych krzywdzicielach,
                                                    czy tez odgrywania sie na ludziach ktorzy w jakis tam sposob zalezli im za
                                                    skore. Nie kazdy ma ochote czy potrzebe "wet za wet", Rumpa, i nie mozna
                                                    generalizowac ze to taki "normalny, ludzki odruch". Ja na przyklad kompletnie
                                                    nie mam tego odruchu - kwestia wychowania czy tez znikomego poziomu
                                                    zadziornosci, nie wiem. Wiem tylko tyle, ze brak odruchu odgrywania sie nie jest
                                                    synonimem zyciwego frajerstwa i nie ma to tez wiele wspolnego z brakiem
                                                    charakteru czy osobowosci. Zreszta sam odruch zemsty mozna w chwilach ostrego
                                                    wk...wienia owszem miec, ale droga do pojscia i zdemolowania komus mieszkania
                                                    jest IMO daleka.

                                                    Jezeli facet zdradzi/zostawi Frajeroze za X lat (rowniez zakladam spore
                                                    prawdopodobienstwo takiego secenariusza, kiedy czytam jej posty) to
                                                    niekoniecznie z odruchu zemsty za toksyczne lata, tylko raczej z potrzeby
                                                    wyrwania sie z okowow takiego mentalnego wiezienia. Nie musi byc to koniecznie
                                                    na zasadzie "a masz, suko!" - najprawdopodobniej bedzie to efekt gigantycznego
                                                    zmeczenia materialu oraz desperackiego odruchu ucieczki od emocjonalnej terrorystki.

                                                  • rumpa Re: Przeszłość przed-związkowa 10.05.10, 15:59
                                                    bredzisz, Bonita

                                                    może nikt cie jeszcze nie wyruchał na plus minus 30 tysiecy ,
                                                    zaplanowawszy to od A do Z
                                                    plus samochód

                                                    To samo do Glam - ta sama uwaga
                                                    łatwo być szlachetną gdy nie jesteś w sytuacji gdy nagle w sekun∂e
                                                    się dowiadujesz że twoje marzenia o domu, miłosci i spokojnym życiu
                                                    z dzieckiem i fajnym facetem, idą się j..bać, że to wszystko było
                                                    ukartowne i że nigdy nie odzyskasz pieniędzy.
                                                    Że zostałaś oszukana i wykorzystana do ostatniego grosza, że
                                                    zostajesz z niczym, że nie masz dosłownie na kawałek chleba - dla
                                                    własnego dziecka.
                                                    Nie rozwalajcie mnie dziewczyny.
                                                    Co do drugiej kumplei - straciła pi razy oko około 20 tysi. I uważam
                                                    że pobłażanie złodziejowi jest niemoralne. A że nie można nic
                                                    udowodnić - to bym sie postarała żeby raz na zawsze zapamietal że
                                                    takich numerów się nie robi.

                                                    a co do tego goscia, oczywiście że nie będzie to - a masz suko.
                                                    Tylko tak jak własnie Glam napisała.Ale w sumie sprowadzi się to do
                                                    owego starego i dobrego przysłowia.
                                                  • sisi_kecz Re: Nie karmić frajerozy! 10.05.10, 14:53
                                                    Autorka napisała 10 dni temu:
                                                    frajeroza 01.05.10, 21:54 Odpowiedz
                                                    och wykazaliście znowusz odrobinę zrozumienia, chyba czekacie aż coś
                                                    nowego
                                                    tutaj dopiszę, sami jesteście ciekawi, prawda?
                                                    To was rozczaruję. Nic nowego nie będę pisać nt. mojego związku.
                                                    Wiem,że mam problem , nie pójdę do specjalisty więc nie powtarzajcie
                                                    się już,proszę, chociażby z tym.
                                                    Poradzę sobie, nie sama, bo sama nie jestem, ale spróbuję przejąć
                                                    ciutek z myślenia mojego lubego, bo ma zdrowe myślenie.
                                                    (...)
                                                    -wciąż boję się, że Go stracę, że tylko czeke na okazję by jakąś
                                                    przelecieć, a mi wmawia, że tak nie jest, albo, że sam odejdzie
                                                    niespodziewanie ( wmawiam sobie, ze tak jest, ale tak w
                                                    rzeczywistości nie jest i NIE MAM ŻADNYCH
                                                    NAMACALNYCH POWODÓW by tak uważać)
                                                    Właśnie to wszystko to moje urojenia, które muszę przestawić.

                                                    Po 10 dniach wróciła znów to samo opisywać- chyba walka ze sobą ją
                                                    przerasta.
                                                    To nieetyczne podtrzymywać jej wałkowanie własnych urojeń.

                                                    Taki mały apel- nie karmić frajerozy!
                                                  • synprl Nie masz haków? Haków? 10.05.10, 11:00
                                                    Co ty rozumiesz pod pojęciem, że nie masz haków? Co rozumiesz jako hak? Haki zbiera się w polityce, dziedzinie biegunowo odległej od miłości dwojga ludzi. Haki zbiera się po to by zaszkodzić wrogowi, przeciwnikowi, nigdy dla dobra kogokolwiek lub czegokolwiek, chociaż zniszczenie kogoś hakiem może być działaniem w słusznej sprawie.

                                                    A teraz o kwestii tajemnicy i szczerości. Fundamentem związku musi być szcerość, ale jako szczerość rozumiem stawianie spraw w sposób jasny w trakcie związku. Czym innym jest kłamstwo w trakcie trwania związku, czym innym jest nie mówienie całej prawdy także w trakcie trwania związku. Dam ci przykład, załóżmy dzisiaj rozmwiam z szefem i dowiaduję się, że firma ma kłopoty i jeśli w ciągu miesiąca, dwóch nie będzie poprawy sytuacji połowa zatrudnionych straci pracę i ja w tej połowie jestem. Mówi mi to wcześniej, żebym miał czas na ewentualne poszukanie innej pracy. Czy w tej sytuacji jest sens mówić żonie o tej rozmowie. Po pierwsze wcale nie wiadomo czy będą zwolnienia, nie znam sytuacji na rynku pracy, może nagle okaże się, że za kilka dni znajdę nową robotę i to lepszą o tymczasowej. Owszem należy powiedzieć jeśli po jakimś czasie będę widział, że w firmie kiepsko, a pracy na rynku brak, bo wtedy perspektywa bezrobocia jest czymś co dotyczy nas obojga. Ale dopóki temat dotyczy tylko mnie, to szukanie wspólnika we własnych problemach, który poza emocjami nie wniesie nic konstruktywnego jest bez sensu.

                                                    W związku jest podobnie, mogę domagać się wiedzy o przeszłości partnera, ale tylko w zakresie zdarzeń, które mogą w przyszłości wpłynąć na nasz związek, wszystko ponad to jest wolą partnera czy mi opowie, czy nie. W poprzednich związkach nawet po ich zakończeniu też obowiązuje jakaś lojalność. Czy twój facet w ramach dziwnie pojmowanej szczerości ma opowiedzieć ci wszystko z detalami. Zastanów się dobrze, bo wy też możecie za ileś lat się rozstać, pomyśl ile będzie miał na ciebie "haków" po 20 latach wpólnego życia. Ja tam swojej żonie powiedziałem o różnych ekscesach, przy którym wyczyn twojego faceta jest po prostu śmieszny (ciekaw jestem twojej reakcji, gdyby facet wyjawił ci, że zanim cię poznał przez kilka lat prowadził ze wspólnikiem agencję towarzyską, a dziewczyny szefowi nigdy nie odmawiały) chociaż był to epizod w życiu to doświadczenie spore. Twój facet wstydził się tego co zrobił, nie wiem dlaczego się wstydził, ale rozumiem, że minęło trochę czasu, zanim był gotowy powierzyć ci tajemnicę być może jedyną, którą do tej pory znał tylko on i zainteresowana. Widząc twoją reakcję, pomylił się dwukrotnie. Nie masz racji pisząc, że facet cię przez 3 lata okłamywał. Tamten związek jest sprawą zamkniętą, nie miałaś prawa w ogóle się o niego dopytywać, bo w żaden sposób nie dotyczy to waszego związku, sama napisałaś, że cię nie zdradza, nie okłamuje, nie kontaktuje z byłymi, nie np. dziecka o którym nie wiesz. Więc nie miałaś prawa domagać się informacji o przeszłości, a to że facet ci to opowiedział to wyłącznie jego wola uznał, że może się przed tobą otworzyć, zrzucić z siebie coś czego się wstydził... niestety wygląda na to, że się pomylił, powinien Ci powiedzieć, że dopóki cię nie poznał to nawet się nie onanizował, nie mówiąc już oglądaniu innych rozebranych kobiet.

                                                    A swoją drogą fanatyczko szczerości, czy byłaś gotowa (może opowiedziałaś) opowiedzieć z detalami swojemu facetowi o pierwszej masturbacji w życiu. Nie na forum pod nickiem, ale w cztery oczy? Niech zgadnę nigdy w życiu się nie onanizowałaś, to wstrętne...
                                                  • efi-efi Re: Nie masz haków? Haków? 10.05.10, 16:53
                                                    mujer_bonita napisała:.

                                                    >>O taaaaak!!! A jak Ciebie złodziej okradnie to też będzie TYLKO I >>WYŁĄCZNIE
                                                    TWOJA WINA!!!

                                                    - nie przesadzaj Bonita, mówimy o tym konkretnym przypadku, gdzie laska zadręcza
                                                    swojego faceta podejrzeniami, rozstrząsaniem jakiś głupot, które miały miejsce
                                                    ileś lat wcześniej- nie za jej kadencji.

                                                    Tak na marginesie , uważasz , że jej zachowanie jest normalne?

                                                    Czy też tak dla równowagi musisz być w opozycji? :)
                                                  • mujer_bonita Re: Nie masz haków? Haków? 10.05.10, 17:21
                                                    efi-efi napisała:
                                                    > Tak na marginesie , uważasz , że jej zachowanie jest normalne?
                                                    > Czy też tak dla równowagi musisz być w opozycji? :)

                                                    Zdefiniuj 'normalne' ;)

                                                    Moim zdaniem jej zachowanie jest mocno melodramatyczne, widzę dużą skłonność do przesady, wyolbrzymiania i widzenia świata w czarnych barwach. Być może wynika to właśnie z przeszłych doświadczeń i chęci 'panowania nad sytuacją', dogłębnego poznania w celu uniknięcia przyszłych zranień.

                                                    Jeżeli 'normalny' uznasz jako często spotykany to pasuje ;) Znam całkiem sporo takich ludzi - 'controll freaks' - przygotowujący się na wszelkie możliwe ciosy. Jeżeli za 'normalny' uznasz taki stan jaki powinien być (zrównoważony) to na pewno nie :)

                                                    Nie ustawiam się w opozycji do twierdzenia, że z autorką wszystko w porządku ale raczej do idiotycznego moim zdaniem straszenia ją 'jak tak będziesz robić to on cię zdradzi i będzie to twoja wina'. Moim zdaniem to zdanie powinno brzmieć 'jeżeli będziesz tak robić to zabijesz cały sens tego związku' lub 'nie warto zadręczać się czymś, co w tak nikłym stopniu zależy od Ciebie'.
                                                  • frajeroza Re: Nie masz haków? Haków? 11.05.10, 00:19
                                                    do synprl
                                                    Nie mam żadnych tajemnic przed moim facetem i przed żadnym nie miałam. Niczego
                                                    się nie wstydzę przed Nim,mam odwagę powiedzieć prosto w oczy. Czy Ty uważasz
                                                    masturbację za coś wstydliwego? Nie rozśmieszaj mnie. I właśnie w związku z
                                                    tym,że nie mam tajemnic i mówię DOSŁOWNIE WSZYSTKO partnerowi oczekuję TEGO
                                                    SAMEGO. To chyba nie fer, jeśli ja jestem szczera od początku, a On nie, co?
                                                    W pozostałej części swojego postu w większości masz rację. Co do Twojego
                                                    prowadzenia agencji, jak się domyślasz, że weszłabym w związek z takim facetem.
                                                    Prawdopodobnie zakończyłoby się jedynie na etapie znajomości, przyjaźni. Po
                                                    prostu za bardzo bym się bała, że wróci do swych starych nawyków, a może i nigdy
                                                    z nich nie zrezygnował....
                                                    Taki mam mózg i nic nie poradzę na to, że mam takie myślenie. Nawet jeśli widzę,
                                                    czuję i wszystko wskazuje na to, że mój facet jest szczery i tylko w tym jednym
                                                    mnie oszukał - to i tak doszukuję się podstępu, że to niemożliwe jest, na pewno
                                                    kłamie, co wyjdzie za jakiś czas. No ale co Mu to da, ten czas? Przecież
                                                    kłamstwo jakieś, jakiekolwiek prędzej czy później ujrzy światło dzienne. I co da
                                                    Mu to kłamanie, zwlekanie, granie na czas. Przecież jeśli nie zostawię go dziś,
                                                    to wówczas, za np. 3 lata. Zatem to by było dziwne, robienie czegoś takiego. No
                                                    chyba, że ktoś liczy na to, że
                                                    1. nigdy się nie wyda
                                                    2. jak się wyda, ona znowu mi wybaczy, bo przecie już raz wybaczyła i tak do
                                                    usranej śmierci...

                                                    do mujer_bonita
                                                    "Moim zdaniem jej zachowanie jest mocno melodramatyczne, widzę dużą skłonność do
                                                    przesady, wyolbrzymiania i widzenia świata w czarnych barwach. Być może wynika
                                                    to właśnie z przeszłych doświadczeń i chęci 'panowania nad sytuacją', dogłębnego
                                                    poznania w celu uniknięcia przyszłych zranień."- to jest dokładnie to, sedno
                                                    sprawy. Chcę uniknąć przyszłych zranień, chcę w porę temu zapobiec, jakby przed
                                                    czasem odkryć, wykryć, że jestem okłamywana, zdradzana żeby nie cierpieć ponownie.
                                                    Lecz to jest chyba niemożliwe. Albo ryzykuję, ciągnę ten związek dalej, staram
                                                    się wierzyć, ufać - ale z ryzykiem, że mogę w przyszłości żałować i cierpieć.
                                                    Albo kończe związek i nigdy się nie dowiem, jakby mogło być.
                                                    No ale przecież każdy związek to ryzyko. Obdarzamy drugiego człowieka zaufaniem.
                                                    Zakładamy, że nie zdradzi, nie oszuka ale jednocześnie jest to ryzyko, bo może
                                                    zdradzić i oszukać.
                                                    Jak się na coś takiego przygotować?

                                                    Co do przeszłości przed związkiem. Już pisałam, że każdy ma inne priorytety.
                                                    Dlaczego wciąż podważacie moje?
                                                  • sisi_kecz Re: Że wciąż tu dopisujesz posty, 11.05.10, 00:56
                                                    chociaż Twój chłop prosił, abyś tu nie pisała o Waszym związku,
                                                    zgodnie z zasadą absolutnej szczerości, też go informujesz?

                                                    Frajeroza, nie przychodzisz tu przecież pisać, w tajemnicy przed
                                                    nim, po nocach, prawda? ;)
                                                  • mujer_bonita Re: Nie masz haków? Haków? 11.05.10, 11:24
                                                    frajeroza napisała:
                                                    > to jest dokładnie to, sedno
                                                    > sprawy. Chcę uniknąć przyszłych zranień, chcę w porę temu zapobiec, jakby przed
                                                    > czasem odkryć, wykryć, że jestem okłamywana, zdradzana żeby nie cierpieć ponownie.
                                                    > Lecz to jest chyba niemożliwe. Albo ryzykuję, ciągnę ten związek dalej, staram
                                                    > się wierzyć, ufać - ale z ryzykiem, że mogę w przyszłości żałować i cierpieć.
                                                    > Albo kończe związek i nigdy się nie dowiem, jakby mogło być.
                                                    > No ale przecież każdy związek to ryzyko. Obdarzamy drugiego człowieka zaufaniem
                                                    > Zakładamy, że nie zdradzi, nie oszuka ale jednocześnie jest to ryzyko, bo może
                                                    > zdradzić i oszukać.
                                                    > Jak się na coś takiego przygotować?

                                                    Odciąć pępowinę ;) Serio.

                                                    Masz prawo jazdy? Wsiadając do samochodu zawsze podejmujesz ryzyko, możesz być najlepszym kierowcą, mieć ogromne doświadczenie, predyspozycje, skupienie i nie wiadomo co jeszcze ale na drodze nie wszystko od Ciebie zależy. Zawsze może coś się zepsuć, droga będzie źle oznakowana lub śliska albo inny kierowca pojedzie nieprzepisowo i wypadek gotowy. Czy to jednak powstrzymuje Cię przed wsiadaniem do samochodu? Nie - po prostu akceptujesz ryzyko. Starasz się robić co w Twojej mocy - dbasz o auto, regulujesz lusterka, jesteś skupiona i ostrożna. Tyle MOŻESZ zrobić - reszta nie zależy od Ciebie i ten fakt musisz zaakceptować.

                                                    Tak samo jest w związku - jedyne co możesz zrobić to dbać o niego, starać się, robić co w TWOJEJ mocy, żeby było dobrze. Reszta zależy od Twojego partnera i zamartwianie się nic tego nie zmieni. Ciągłe roztrząsanie co mogłoby być itp. absolutnie w niczym nie pomoże tylko będziesz się zadręczać. Nie masz większego wpływu na innych ludzi. Nie da się 'przygotować' na cios. Drążenie, przewidywanie, wypytywanie itp. absolutnie nie przygotuje Cię i ani odrobinę nie zmniejszy cierpienia, bo nie zmieni faktu zaistnienia tego, co sprawia ból. Jedyne co możesz zrobić to odciąć pępowinę - przestać zamartwiać się tym, co robi drugi człowiek i cieszyć się tym co teraz. Uwolnić się emocjonalnie od jego decyzji. Paradoksalnie im bardziej starasz się przewidzieć cios tym bardziej boli bo w głowie kołacze się 'coś przegapiłam' 'gdyby coś tam to dowiedziałabym się wcześniej' etc. Zadręczasz się i obwiniasz. Emocjonalne odcięcie się od decyzji drugiego człowieka powoduje, że jak coś złego się dzieje jesteś w stanie powiedzieć 'to jego decyzja', 'skoro idiota tak chce to niech ma' i żyć dalej.

                                                    Mówię po części z własnego doświadczenia bo też kiedyś uważałam, że kontrolując wszystko i wszystkich dookoła ciosy będą mniej boleć - a jest dokładnie odwrotnie. Teraz mam do tego dystans - ludzie zawodzą, bo są tylko ludźmi, nie wpadam z tego powodu depresję tylko wzruszam ramionami i żyję dalej. Już mnie to nie rusza ;) Nie mogę sprawić, żeby wszyscy dookoła mnie zachowywali się super - jedyne co mogę to zdystansować się.

                                                    > Co do przeszłości przed związkiem. Już pisałam, że każdy ma inne priorytety.
                                                    > Dlaczego wciąż podważacie moje?

                                                    Bo większość ludzi uważa, że inne niż moje jest gorsze. We wszystkim ;)
                                                  • aandzia43 Re: Nie masz haków? Haków? 11.05.10, 13:48
                                                    > Taki mam mózg i nic nie poradzę na to, że mam takie myślenie. Nawet
                                                    jeśli widzę
                                                    > ,
                                                    > czuję i wszystko wskazuje na to, że mój facet jest szczery i tylko
                                                    w tym jednym
                                                    > mnie oszukał - to i tak doszukuję się podstępu, że to niemożliwe
                                                    jest, na pewno
                                                    > kłamie, co wyjdzie za jakiś czas.

                                                    Nieprawda. Nad "mózgiem" można trochę (albo nie tylko trochę)
                                                    popracować pod okiem specjalisty. Nie chcesz psychoterapii, to nie.
                                                    Ale nie wmawiaj sobie, że nic się nie da zrobić, bo nawet nie
                                                    próbowałaś.

                                                    > Co do przeszłości przed związkiem. Już pisałam, że każdy ma inne
                                                    priorytety.
                                                    > Dlaczego wciąż podważacie moje?

                                                    Wiesz, mam wrażenie, że nie tyle zasadę poznania przeszłości
                                                    przedzwiązkowej podważamy, co niezdrowe drążenie detali w życiorysach
                                                    i histeryczne przeżywanie najmniejszych rys na obrazie partnera. Ja
                                                    też chciałabym z grubsza znać przeszłość przyszłego małżonka.
                                                    Małżonka, nie chłopaka, z którym sobie jestem dziś, a jutro już może
                                                    nie. Ale jeśli do nie kłapania dziobem obliguje go przyrzeczenie, to
                                                    skłonna jestem uszanować słowo, które dał kiedyś komuś.

                                                    Jeszcze jedno. Jestem twoim przeciwieństwem, jeśli chodzi o kwestie
                                                    zazdrości i ogólnie granic w relacjach międzyludzkich. Mam w związku
                                                    z tym cudowną swobodę cieszenia się tymi relacjami, jakiej ty nie
                                                    masz. Nie piszę tego po to, by cię wkurzyć, tylko po to, żebyś
                                                    pomyślała o terapii.
                                                    Poza tym, tak się jakoś złożyło, i nie jest to wcale przypadek, że
                                                    jakoś mnie nagminnie ludzie nie oszukują, nie zdradzają i nie
                                                    porzucają. Owszem, zdarzyło się parę przykrych chwil na przestrzeni
                                                    mojego długiego życia, ale nie było ich wiele.
                                                  • chrrr Re: Nie masz haków? Haków? 11.05.10, 14:27
                                                    Frajeroza zwróć na jedno uwagę - już na forum obrażasz ludzi, którzy mają inną
                                                    opinię niż Ty, a którzy powinni Ci być kompletnie obojętni. Na forum
                                                    internetowym, gdzie bardzo łatwo przedstawić się z najlepszej strony i
                                                    kontrolować emocje. A Ty wybuchasz nawet w takiej sytuacji. Czysta histeria i
                                                    obraza, że ktoś ośmiela się Ci zadawać niewygodne, może nieco złośliwe;) pytania
                                                    i nie zgadzać się z Tobą. To o ile gorzej musi być w rzeczywistości?
                                                    Nie poradzisz sobie sama, to na pewno. Pomyśl o swoim facecie, jak nie dla
                                                    siebie, to chociaż dla niego mogłabyś pójść do specjalisty i to i owo
                                                    ponaprawiać. Chociaż ja akurat zwolenniczką takiej motywacji nie jestem.
                                                  • efi-efi Re: Nie masz haków? Haków? 11.05.10, 14:57
                                                    mujer-bonita napisała:
                                                    >>Moim zdaniem to zdanie powinno brzmieć 'jeżeli będziesz tak robić to
                                                    >>zabijesz cały sens tego związku' lub 'nie warto zadręczać się czymś, >>co w
                                                    tak nikłym stopniu zależy od Ciebie'.

                                                    - OK, niech Ci będzie :)
                                                  • narfi Re: Nie masz haków? Haków? 11.05.10, 15:03
                                                    sisi_kecz 11.05.10, 00:56 Odpowiedz
                                                    chociaż Twój chłop prosił, abyś tu nie pisała o Waszym związku,
                                                    zgodnie z zasadą absolutnej szczerości, też go informujesz?

                                                    Frajeroza, nie przychodzisz tu przecież pisać, w tajemnicy przed
                                                    nim, po nocach, prawda?
                                                    -----------------------------------

                                                    To niesamowite.Przez kilka dni myslalem ,zeby poruszyc ten temat,ale
                                                    to doslownie.
                                                    Nie zrobilem tego, bo obawialem sie dokladnie takiej chamskiej
                                                    reakcji Frajerozy jaka zreszta nastapila.Tzn.nie tyle jej reakcji
                                                    ile swojej reakcji na jej reakcje,ktora moglaby przekroczyc pewne
                                                    granice przyzwoitosci,a ze za swoje reakcje juz mnie pare razy
                                                    zbanowano wiec sie powstrzymalem.
                                                    Ty wzielas na siebie pierwszy ogien,good on me.
                                                    Jestem przekonany ,ze jej facet nie czyta tego co ona tu pisze.
                                                    Jestem przekonany,ze lze na ten temat,stad ten jej chamski wyskok w
                                                    stosunku do Ciebie.Trafilas w bardzo czuly punkt.
                                                    Jezeli jest prawda ,ze facet czyta to forum,wydaje sie byc
                                                    nieprawdopodobienstwem,zeby nie zareagowal,cos tutaj wyjasniajac czy
                                                    prostujac.
                                                    Wprawdzie cytowalem juz ten artykul,niemniej dam link jeszcze raz ,
                                                    moze tym razem dotrze:

                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Zazdro%C5%9B%C4%87
                                                    Przeciez ona wykazuje wszystkie objawy skrajnej psychopatii.
                                                    Porownajcie jej posty z tym tekstem.Wszystko ,ale to absolutnie
                                                    wszystko sie zgadza.
                                                    O czym tu dyskutowac.Przeciez jej przypadek mozna wydrukowac w
                                                    podrecznikach dla studentow psychiatrii.

                                                  • sisi_kecz Re: ciszej nad tą chorobą 11.05.10, 15:15
                                                    chyba już dalej nie powinniśmy sie posuwać z insynuacjami.

                                                    Podręcznikowy okaz, i co z tego?

                                                    Deodyma ma chyba taka sygnaturke:
                                                    ze swoją schizofrenią nigdy nie jestem sama.

                                                    A co ma napisać paranoik?
                                                    Mam tylko swoje paranoje.

                                                    ?
                                                  • narfi Re: ciszej nad tą chorobą 11.05.10, 15:38
                                                    Hehehe... good one.
                                                    ...ale Twoja sygnaturka tez jest doskonala,ja tez tak mialem ze
                                                    swoja ex.
                                                  • frajeroza Re: Nie masz haków? Haków? 11.05.10, 15:36
                                                    Wyjaśnienie dla nieco ułomnych ludzi, którzy mimo tego, co piszę niejednokrotnie
                                                    - wciąż wiedzą lepiej, a raczej im sie wydaje.
                                                    Panie narfi...drażnisz mnie Pan, bo twierdzisz, że ja tutaj kłamię, coś inaczej
                                                    przedstawiam i kręcę. Już o tym pisałam wcześniej, że niektórzy z Was bardzo by
                                                    chcieli żeby tak było, ba- nawet by tego pragnęli. Bo łatwiej jest uwierzyć w
                                                    coś takiego, niż w absolutną szczerość kogokolwiek. Zdaję sobie sprawę z tego,
                                                    że jestem skrajnym i rzadkim przypadkiem. Wiem, że to podobnie jak z
                                                    prawiczkami. Nikt nie uwierzy, ze facet 30 letni lub po 30stce może być
                                                    prawiczkiem. Jednak takie przypadki się zdarzają i czytałam o takich facetach.
                                                    Boją się ludzi, toteż kobiet - stąd owe zachowane dziewictwo. Czasami zdarza
                                                    się, że nieprawdopodobne i niemożliwe okazuje się możliwe. Zatem Panie narfi,
                                                    pragnę Pana zapewnić, iż wszystko co tutaj do tej pory pisałam, bez względu czy
                                                    ma to ład, skład i sens - jest PRAWDĄ ABSOLUTNĄ. Mało tego, nie zataiłam
                                                    NAJMNIEJSZEGO SZCZEGÓLIKU. Poza tym, mój facet - wie o wszystkim, co tutaj
                                                    wypisuję. Tzn. nie czyta tu tego, ale wie jaka jestem, zna mnie, zna moją
                                                    postawę odnośnie tegoż wydarzenia, które tutaj przedstawiłam. W skrócie, Panie
                                                    narfi - nic nie zataiłam, nie zmyśliłam a On wie wszystko, co ja o "tym" myślę i
                                                    uważam.
                                                    Mój facet nie czyta forum, Jego postawę już opisywałam. Rozmawialiśmy o tym i On
                                                    nie wykazywał żadnej chęci czytania tego, co ja tu wypisuję a tym bardziej tego,
                                                    co wypisujecie Wy. Nie interesuje Go to. Po przeczytaniu tego wszystkiego miałby
                                                    pewnie mętlik w głowie większy od mojego, bo tak naprawde ile ludzi, tyle
                                                    pomysłów i odpowiedzi. A i tak decyzję podejmuję ja sama.
                                                    "jestem przekonany, że łże na ten temat " - Panie narfi, ja wiem,że ładniej by
                                                    to wyglądało, gdyby tak było, no bo szybciej w to uwierzyć, prawda? Że tutaj
                                                    jedno, w życiu drugie a w myślach jeszcze trzecie. Niestety przykro mi i muszę
                                                    Pana zawieść, ale... ja nie łżę. Brzydzę się kłamstwem. Nawet tutaj na tym
                                                    durnym forum jestem szczera do bólu, w co nie potraficie uwierzyć i na mnie
                                                    bluzgacie.
                                                    Najechanie na sisi_kecz? Jakie najechanie? Nazywasz moje zachowanie najechaniem?
                                                    Chyba prawdziwego najechania żeś nie widział w życiu, Panie narfi... Denerwują
                                                    mnie takie postawy, gdzie ktoś zadaje durne pytania, na które doskonale zna
                                                    odpowiedź. Drażnią mnie zaczepki w celu sprowokowania mnie. Tylko do czego? Co
                                                    to zmienia, że Was zwyzywam? Ja i tak jestem szczera i będę. Nie jestem idealna,
                                                    ale z tą szczerością najwyraźniej przesadzam i zdaję sobie z tego sprawę.
                                                    Dużo racji tutaj o mnie napisali con niektórzy, wchodząc w głebszą analizę mojej
                                                    osobowości. Mój facet o tym wie, że ja mam problem.

                                                    Boję się dać mu pełną swobodę, o nic nie pytać. Boję się, że pewnego dnia
                                                    dowiem się, że to właśnie z powodu tejże swobody postanowił sobie na boku
                                                    poromansować czy poflirtować i sama sobie będę winna. Zamykać w klatce nie
                                                    można, da to efekt odwrotny. Pełna wolność i luz? Też może wyjść bokiem, bo ktoś
                                                    za bardzo się rozluźni.

                                                    To, ze 10 ludzi pisze, że moje zasady są chore, nie znaczy, że takie są i że coś
                                                    w tym jest. Nie zmienię jej, ale powinnam jednak trochę wyluzować. Tylko, że coś
                                                    mi to nie wychodzi....
                                                  • narfi Re: Nie masz haków? Haków? 11.05.10, 15:50
                                                    Sluchaj kobieto.Ile razy Ci trzeba udowadniac ,ze jestes chora
                                                    psychicznie.Kazdy Twoj post to potwierdza.
                                                    To nie sa inwektywy tylko stwierdzenie faktu.
                                                    Idz do psychiatry z wydrukami swoich postow na tym forum.
                                                    Zacznij terapie farmakologiczna i pychoterapeutyczna zanim zrobisz
                                                    komus krzywde.
                                                    To nie sa zarty.Ty jestes naprawde chora.
                                                  • efi-efi Re: Nie masz haków? Haków? 11.05.10, 16:10
                                                    frajeroza napisała:
                                                    >>Po przeczytaniu tego wszystkiego miałby
                                                    >>pewnie mętlik w głowie większy od mojego, bo tak naprawde ile ludzi, >>tyle
                                                    >>pomysłów i odpowiedzi.

                                                    - To policz jeszcze raz.
                                                    Akurat w Twoim wątku jesteśmy prawie w 100% zgodni.
                                                    Co Ci zależy spróbować udać się do lekarza, pochodzisz na jakąś psychoterapię
                                                    ,może poczujesz się lepiej sama ze sobą.
                                                  • frajeroza Re: Nie masz haków? Haków? 11.05.10, 16:14
                                                    Rozumiem, bycie całkowicie szczerym w stosunku do partnera nazywasz/nazywacie
                                                    chorobą. Hehe.
                                                    Nie zamierzam sie leczyć psychicznie, prosiłam już żebyście przestali pisać na
                                                    ten temat. Nie piszcie wcale jeśli wciąż radzicie mi psychiatrę.
                                                    Szczerosć nie jest chorobą.
                                                    Chorobą może być zazdrość, z którą przesadzam bądź też tzw."kontrola", tylko że
                                                    ja tego kontrolą nie nazywam, a mówieniem sobie o wszystkim. Co jest złego w
                                                    zwierzaniu się sobie ze wszystkiego? Nie mam zamiaru być w związku z
                                                    człowiekiem, którego nie znam, a na boku mieć przyjaciółkę, bo z własnym facetem
                                                    nie umiem rozmawiać. To jest dopiero chore, jeśli mąż jest tylko meżęm ( seks,
                                                    kasa, rodzina) a przyjacielem nie.
                                                    Dziękuję za uwagę, możecie sobie bluzgać ile wlezie;)
                                                  • arronia Re: Nie masz haków? Haków? 11.05.10, 16:35
                                                    A ja właśnie zaczęłam cykl spotkań z psychologiem-psychiatrą. Za
                                                    późno dla związku (żałuję), ale dla mnie nie za późno. Już widzę, jak
                                                    to może pomóc. A właściwie: jak bardzo sama sobie mogę pomóc, jeśli
                                                    dopuszczę kogoś (tu: specjalistę) na tyle blisko, żeby mógł mnie w
                                                    procesie zmian wesprzeć. Pokazać inne perspektywy. Pozwolić mi nabrać
                                                    dystansu do jednych swoich "części", a bardziej przyhołubić inne. Ale
                                                    też widzę - to nie ma żadnego sensu, jeśli w człowieku nie ma woli
                                                    zmian. Namawiać w związku z tym nie warto. Choć powiedzieć: mi
                                                    pomaga, mogę.

                                                    U mnie to nie zazdrość czy chęć kontrolowania bruździły. Moje demony
                                                    mają inaczej na imię ;)
                                                  • sisi_kecz Re: Arronia 11.05.10, 16:51
                                                    Powodzenia i przyjemności,
                                                    w układaniu siebie dla siebie :)
                                                  • arronia Re: Arronia 13.05.10, 00:43
                                                    Za słowa wsparcia dziękuję. Co do przyjemności - proces niekoniecznie
                                                    jest miły i przyjemny, ale już zaczynam widzieć, że wiedzie w dobre
                                                    strony.

                                                    Nawiązując do postu mujer bonity - trafiłam właśnie (świadomie) na
                                                    człowieka z nurtu behawioralno-kognitywnitywnego. Staram się rozbrajać
                                                    własne sposoby myślenia, przyglądać się im i odsiewać ziarno od plew.
                                                    Ciężka praca, w 90% własna. Dlatego trzeba mieć wolę i samozaparcie.
                                                  • mujer_bonita Re: Nie masz haków? Haków? 11.05.10, 17:04
                                                    arronia napisała:
                                                    > A ja właśnie zaczęłam cykl spotkań z psychologiem-psychiatrą. Za
                                                    > późno dla związku (żałuję), ale dla mnie nie za późno. Już widzę, jak
                                                    > to może pomóc. A właściwie: jak bardzo sama sobie mogę pomóc, jeśli
                                                    > dopuszczę kogoś (tu: specjalistę) na tyle blisko, żeby mógł mnie w
                                                    > procesie zmian wesprzeć. Pokazać inne perspektywy. Pozwolić mi nabrać
                                                    > dystansu do jednych swoich "części", a bardziej przyhołubić inne. Ale
                                                    > też widzę - to nie ma żadnego sensu, jeśli w człowieku nie ma woli
                                                    > zmian. Namawiać w związku z tym nie warto. Choć powiedzieć: mi
                                                    > pomaga, mogę.

                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > Nieprawda. Nad "mózgiem" można trochę (albo nie tylko trochę)
                                                    > popracować pod okiem specjalisty. Nie chcesz psychoterapii, to nie.
                                                    > Ale nie wmawiaj sobie, że nic się nie da zrobić, bo nawet nie
                                                    > próbowałaś.


                                                    Do tych dwóch wypowiedzi chciałabym dodać, że najnowsze 'trendy' psychologii to
                                                    terapia behawioralna-poznawcza nastawiona właśnie na panowanie umysłem nad
                                                    emocjami. Tak - da się :) Zasada wydaje się banalna - to nie zdarzenie wpływa na
                                                    emocje tylko myśli, które ono wywołuje. Czyli w przypadku frajerozy - coś co
                                                    zrobi, powie itp. jej partner 'przywołuje' myśli o przeszłości i różne inne co
                                                    powoduje reakcję emocjonalną - w tym przypadku bardzo silną. Terapia pomaga
                                                    wyłapać te 'gorące myśli', ocenić je na spokojnie i w efekcie próbować nad nimi
                                                    panować. Proste to nie jest wymaga sporo treningu ale efekty są dobre. W wielu
                                                    przypadkach taka terapia jest o wiele bardziej efektywna bo nastawiona na
                                                    trening i zmiany a nie na roztrząsanie przeszłości, dzieciństwa i Bóg wie
                                                    jeszcze czego ;)
                                                  • chrrr Re: Nie masz haków? Haków? 11.05.10, 17:18
                                                    Frajeroza, a mogłabyś uściślić co znaczy zwierzanie się sobie ze wszystkiego?
                                                    Czy np zawsze mu mówisz, gdzie i z kim idziesz, kiedy wrócisz, co robisz,
                                                    zdajesz sprawozdanie z całego dnia? Bo jeżeli tak, to dla mnie to nie jest rozmowa.
                                                  • aandzia43 Re: Nie masz haków? Haków? 11.05.10, 20:34
                                                    > Chorobą może być zazdrość, z którą przesadzam bądź też
                                                    tzw."kontrola", tylko że
                                                    > ja tego kontrolą nie nazywam, a mówieniem sobie o wszystkim.

                                                    Frajeroza, czy ty czasem czytasz to, co napisałaś? "Kontrola" jest
                                                    chorobą, ale ty nie nazywasz jej po imieniu, tylko walisz eufemizmy?

                                                    > Nie zamierzam sie leczyć psychicznie, prosiłam już żebyście
                                                    przestali pisać na
                                                    > ten temat. Nie piszcie wcale jeśli wciąż radzicie mi psychiatrę.


                                                    Oczywiście, że nawet nie zamierzasz poddać się oględzinom psychologa
                                                    czy psychiatry. Jak wszyscy, którzy w głebi duszy czują, że nie
                                                    najlepiej funkcjonują w rzeczywistości, ale nie zamierzają tego
                                                    zmieniać. Ci, którzy czują, że mają problem, a chcą się zmienić,
                                                    lecą do specjalisty od głowy w podskokach.

                                                    > Dziękuję za uwagę, możecie sobie bluzgać ile wlezie;)

                                                    Jak na razie tylko ty tu bluzgasz.
    • frajeroza Re: Czyli wie? 11.05.10, 01:37
      Czy Ty prowadzisz jakąś analizę mojej osobowości? Związku?
      Zadajesz durne pytania, podczas gdy problem leży zupełnie gdzie indziej.
      Oczywiście, że wie, ale nie czytał i nie zamierza czytać - w poprzednim poście
      napisałam Jego zdanie na temat forum. ...
      • sisi_kecz Re: Czyli wie? 11.05.10, 01:44
        Mnie Twój problem zupełnie nie interesuje.
        Z ciekawosci pytałam o zasadę zasady absolutnej szczerości.

        Pa!
        • edypia111 Re: Czyli wie? 11.05.10, 08:13
          Jak ja uwielbiam, gdy Frajeroza daje się wyprowadzić z równowagi. Odsłania się wtedy od razu.
          Sisi, dla dobra zebranych możesz na chwilę dać się poobrażać, dzięki czemu wszyscy upewniamy się tylko z kim mamy do czynienia.
          A Frajeroza ciągle jest na etapie zastanawiania się, dlaczego podważamy jej pogląd na podstawy związku. Cóż. Bo jest chory? Może dlatego? Gdyby pisała, że za podstawę związku uważa wspólne mordowanie osiedlowych kotów i bez tego nie będzie z facetem, też byśmy tak uważali i Frajeroza zadawałaby to swoje pytanie i wtedy. Bo ona nie słucha i nie rozumie, że jak wszyscy mają na jej temat jedno zdanie, to coś jest na rzeczy.
          • sisi_kecz Re: Czyli wie? 11.05.10, 10:41
            Nie jesteś pewna, z kim mamy do czynienia? Przecież Ty zrobiłas
            najbardziej szczegółowa analizę jej manii.
            Zespół Otella tu sie kłania w całej okazałości. Nie wiem, co tam
            jeszcze dodatkowo by specjalista wyodrębnił, kompletnie sie nie znam
            i jak wspomniałam, mam to gdzieś.

            Jestem za opcją, aby nie reagować juz na wynurzenia frajerozy, z
            którymi ona tu co rusz zagląda.
            Po pierwsze: to sie nigdy nie skończy (dopoki będziemy odpisywać),
            po drugie: to sie ani troszkę nie zmienia (samoterapia to bzdet w
            jej ciężkim przypadku),
            po trzecie: kto miał to juz zabłysnał (ja też oczywiście juz
            zaspokoiłam swoją żądzę sławy;) i nieetyczne jest dalsze
            eksploatowanie jej manii, bo chcemy pobawić sie ciekawostką
            przyrodniczą na forum.

            Ważne w tej sprawie byłyby dla mnie dwie rzeczy.
            Aby dzieci w tym związku nie było dopókiu mamusia jest żeńskim
            wcieleniem Otella w szeregach gestapo.
            i aby jej men jednak przeczytał ten wątek, od Ado Z, może jesli ją
            kocha namówi ją na profesjonalną terapię i uwolni od tych żółtookich
            demonów.
            Szkoda dwojga kochajacych sie ludzi, przecież to nie wina frajerozy,
            że w pewnych okolicznościach życiowych pewne elementy jej osobowości
            zmutowały i teraz sieja grozę i spustoszenie. Jej wina, ze nic z tym
            nie robi, ale znowu nie jej wina, bo to ją już przerosło i uciekło
            spod możliwości kontroli.
            Pomoc drugiej osoby jest niezbędna. Ale jak ktos nie chce sobie
            pomóc, to no cóż- nie wszystkie lovestory konczą sie happyendem.

            Chcę zaznaczyć, ze nie widze nic złego w tym, ze na początku swojego
            związku chciała poznać przeszłość partnera.
            Każdy z nas o różne sprawy związane z partnerem/rką sie dowiaduje.
            Normalka.
            Nie każdy sie zastanawia, czy aby na pewno dowiedział sie
            wszystkiego, zwykle dajemy kredyt zaufania i zostawiamy drugiej
            osobie (i sobie) przestrzeń na sprawy intymne, które do wiadomości
            drugiej nie są.

            Do tego miejsca u Autorki było wszystko OK, potem wylazły te
            potworki i zrobiło sie zbyt poważnie, jak na amatorskie forum
            wsparcia.

            Dlatego pozdrawiam,
            wolę obornik z moim chłopem przerzucać, niż świat frajerozy choćby
            poprzez ekran dotykać.

            A piosenka Nosowskiej dla ukołysania umęczonej obsesjami główki.
            Frajeroza ogarnij się i w przepaść nie biegnij z takim durnym uporem.
            :)

            "Są chwile, gdy wolałabym martwym widzieć Cie,
            nie musiałabym sie Tobą dzielić, nie nie.
            Gdybym mogła schowałabym, Twoje oczy w mojej kieszeni,
            abyś nie mógł oglądać tych, które sa dla nas zagrożeniem.

            Do pracy, nie mogę puścić Cie, nie nie,
            tam tyle kobiet, a każda w myślach gwałci Cie.
            Złotą klatkę sprawię Ci, będę karmić owocami,
            a do nogi przymocuje złota kule z diamentami."

            "Zazdrość", sł. K.Nosowska
            www.youtube.com/watch?v=3Q8OCG4YunM
    • kati1973 Re: Przeszłość przed-związkowa 11.05.10, 21:09
      ło matko
      a ja mysłalam, ze kogos zamordował :)))))))))
      • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 11.05.10, 23:00
        chrrr napisał(a)-"Frajeroza, a mogłabyś uściślić co znaczy zwierzanie się sobie
        ze wszystkiego?
        Czy np zawsze mu mówisz, gdzie i z kim idziesz, kiedy wrócisz, co robisz,
        zdajesz sprawozdanie z całego dnia? Bo jeżeli tak, to dla mnie to nie jest
        rozmowa. "
        Odpowiadam:
        Zawsze mówię, gdzie i z kim idę, kiedy wrócę (mniej więcej, o ile wiem). Co
        robię - czasami gdy zadzwoni w trakcie. Zazwyczaj opowiadam Mu po powrocie tegoż
        jeszcze dnia, gdy jest możliwość i czas, bądź następnego dnia gdy jest możliwość
        i czas ( w każdym razie krótko po). Nie jest to na zasadzie sprawozdania, tylko
        wygląda to mniej więcej tak :
        W pracy, wiadomo nie ma czasu na kontaktowanie się. Czasami się zdarzy, no to
        mówimy sobie co tam akurat robimy w danej chwili lub jakąś ciekawostkę, no
        zależy co i jak wyniknie. Po pracy jak się widzimy to sobie opowiadamy co tam
        ciekawego w pracy słychać, kto Nas wnerwił, albo jakieś plotki. Dyskutujemy,
        najczęsciej w czasie posiłku bądź zakupów po pracy bądź w drodze do domu, w
        aucie, czy na ulicy - po prostu sobie rozmawiamy co się działo. Z własnych
        chęci, nie z przymusu, ani "bo ja tak chcę" lub "ja tak zarządziłam". Potem
        spędzamy czas razem najczesciej. Jeśli osobno i każde z Nas ma swoje sprawy
        rodzinne do załatwienia i inne, to raczej jest to na zasadzie sms typu "jestem
        tu i tu, wrócę o tej i o tej, albo wrócę nie wiem kiedy bo robię to i to i
        trochę mi zejdzie", albo " jestem u X. tu i tu, możesz wpaść po drodze, jak nie
        zdążysz to ja będę o tej i o tej". Normalnie się zachowujemy, rozmawiamy dużo,
        często, o wszystkim.
        • dziewczyna_z_naprzeciwka_1 Re: Przeszłość przed-związkowa 12.05.10, 07:06
          frajeroza napisała:

          >
          > Zawsze mówię, gdzie i z kim idę, kiedy wrócę (mniej więcej, o ile wiem). Co
          > robię - czasami gdy zadzwoni w trakcie. Zazwyczaj opowiadam Mu po powrocie tego
          > ż
          > jeszcze dnia, gdy jest możliwość i czas, bądź następnego dnia gdy jest możliwoś
          > ć
          > i czas ( w każdym razie krótko po).


          A macie jeszcze czas na coś innego ? Bo jeśli skrupulatnie opowiadasz o
          wszystkim to już nie macie. Jeśli macie to znaczy, że nie opowiadasz
          wszystkiego. Jeśli opowiadasz i macie to znaczy, że prowadzisz nudne życie :P


          Nie jest to na zasadzie sprawozdania, tylko
          > wygląda to mniej więcej tak :
          > W pracy, wiadomo nie ma czasu na kontaktowanie się. Czasami się zdarzy, no to
          > mówimy sobie co tam akurat robimy w danej chwili lub jakąś ciekawostkę, no
          > zależy co i jak wyniknie. Po pracy jak się widzimy to sobie opowiadamy co tam
          > ciekawego w pracy słychać, kto Nas wnerwił, albo jakieś plotki.


          Ależ to jest normalne wśród ludzi, tyle tylko, że łatwo może coś umknąć. I co
          wtedy ? Ban ? ;)

          Dyskutujemy,
          > najczęsciej w czasie posiłku bądź zakupów po pracy bądź w drodze do domu, w
          > aucie, czy na ulicy - po prostu sobie rozmawiamy co się działo. Z własnych
          > chęci, nie z przymusu, ani "bo ja tak chcę" lub "ja tak zarządziłam". Potem
          > spędzamy czas razem najczesciej. Jeśli osobno i każde z Nas ma swoje sprawy
          > rodzinne do załatwienia i inne, to raczej jest to na zasadzie sms typu "jestem
          > tu i tu, wrócę o tej i o tej, albo wrócę nie wiem kiedy bo robię to i to i
          > trochę mi zejdzie", albo " jestem u X. tu i tu, możesz wpaść po drodze, jak nie
          > zdążysz to ja będę o tej i o tej". Normalnie się zachowujemy, rozmawiamy dużo,
          > często, o wszystkim.

          Kurde, ale na tym nie opiera się życia ? Są momenty, że nie mam siły, ochoty z
          kimkolwiek rozmawiać i co ? Musiałby wtedy spisywać przebieg dnia ze
          szczegółami, żeby czegoś nie przeoczyć ? ;)

          I na koniec mam pytanie. Właściwie o co Ci chodzi ? Z jaka nadzieja napisałaś ?
          Jak piszą ci, że przesadzasz, odpuść- to źle. Jak piszą zostaw bo to łajdak to
          też źle. Więc czego oczekiwałaś ?
          Może opinii, że on taki zły, a ty taka dobra i wspaniałomyślna i czekałaś na
          oklaski ?
          Nie wiem :( ale chętnie się dowiem :)
          • efi-efi Re: Przeszłość przed-związkowa 12.05.10, 09:25
            dziewczyna_z_naprzeciwka_1 napisała:

            >>I na koniec mam pytanie. Właściwie o co Ci chodzi ? Z jaka nadzieja >>napisałaś

            - A założyła się z koleżanką, że dobije do 300 odpowiedzi . Dlatego rżnie głupa
            cały czas.
            • sisi_kecz Re: Przeszłość przed-związkowa 13.05.10, 16:34
              A założyła się z koleżanką, że dobije do 300 odpowiedzi . Dlatego
              rżnie głupa cały czas.'

              :)))))))) Padłam :)

              I co dzień nowy odcinek dopisuje, w każdym inny stopień natężenia
              fobii.
              Jak dobije do 300, to wygraną w zakładzie jest to, że kumpela założy
              swój wątek.
              Strach się bać ! ;)
    • sar36 Coś jakby podobna historia... 12.05.10, 10:05
      ?

      forum.gazeta.pl/forum/w,16,111324486,111324486,klamstwa_z_przeszlosci.html
      • notting_hill Re: Coś jakby podobna historia... 12.05.10, 11:36
        No i jednak nie taka SZCZERA do bólu, bo i kłamstwo się zdarzyło.
        Czyli jednak są wyjątki w tej regule. Ale to pani ustala zasady tej
        gry.

        A facet byłby totalną p..., gdyby wiedział, że tłum ludzi tu debatuje
        nad jego związkiem, a on nawet nie miał ochoty zajrzeć. To się po
        prostu nie zdarza.
        Troll jak nic. Ale i tak dyskusja się pięknie rozkręciła.
        • frajeroza Re: Coś jakby podobna historia... 13.05.10, 00:09
          to nie jest mój wątek, ja go nie założyłam, ale po przeczytaniu tego widze, ze
          "jest nas wielu".... z tym, ze ja dosc szybko wybaczyłam, a ten facet chyba nie
          da rady tego zniesć i pewnie całkiem zerwie... ma prawo..ja go rozumiem...

          co do innych bredni wyżej wypisywanych po mojej wypowiedzi - cokolwiek napiszę i
          tak wiecie lepiej więc nie ma sensu
          poza tym nie mam zamiaru opisywać innych szczegółów z mojego związku, jak on
          przebiega, kiedy rozmawiamy, czy coś umyka czy nie i czy mamy nudne życie, to
          moja sprawa.. nie jestem sisi_kecz

          pozdrawiam szczerych...o ile wiecie co to słowo znaczy
          • frajeroza Re: Coś jakby podobna historia... 13.05.10, 14:15
            Do errare_humanum_est i mujer_bonita:

            Wydawało mi się, że na m-c przed zakończył ten romans ale potem powiedział mi
            prawdę, co pisałam już tutaj gdzieś po drodze. Prawda była taka, że w sumie miał
            3 dziewczyny jednocześnie. Jedna na odległość, z drugą romans, a trzecia ja - z
            którą rozmawiał i pisał na gg o osobistych sprawach. Potem tamta sobie
            wyjechała, ze mną zaczął się spotykać koleżeńsko, oraz w międzyczasie kończył
            związek na odległość. Tak mówi. Niestety nie wiem jak było naprawdę. Obawiam się
            wiadomo czego.. Tego, że romansował z tamtą i jednocześnie spotykał się ze mną.
            Twierdzi, że nie potrafiłby tak robić, że bzyka jedną, a zbliża się z drugą. No
            ale wciąż mam tę obawę w głowie. Ba, nawet dopadają mnie myśli, że to sie mogło
            wlec dłużej, takie trzymanie dwóch srok za ogon albo i po dziś dzień, i może
            dlatego, nie chciał mi mówić nigdy o tym romansie? Wszystko możliwe. Więc nie
            m-c, a właściwie jeden dzień, między jego ostatnim seksem z tamtą a spotkaniem
            ze mną. Oraz jednoczesne pisanie ze mną, a spanie z tamtą, no i zdradzanie tej
            na odległość.
            I ja mam Mu zaufać, uwierzyć, że kłamał mi tylko w kwestii tegoż romansu i
            wierzyć, że zdradą i romansem sie brzydzi. Hmmm. Czy dla Was byłoby to takie
            proste do ogarnięcia?
            • dziewczyna_z_naprzeciwka_1 Re: Coś jakby podobna historia... 14.05.10, 12:20
              Rzuć go !
              Skoro pisał z Tobą na gg o osobistych sprawach i spotykała się z mężatką to kawał drania ;( I znając życie jak tamta mężatka się zjawi to na 100% pójdzie do niej.
              • zamysloneniebo Re: Coś jakby podobna historia... 11.07.10, 01:13
                Ufff, przebrnęłam przez tę historię. I jak tam sobie radzisz
                Frajeroza? Czy może poszukałaś gdzieś pomocy?
                • frajeroza Re: Coś jakby podobna historia... 12.07.10, 12:43
                  Szczerze? Nie byłam u żadnego specjalisty. Czy ja wiem czy sobie radzę? Chyba
                  nie bardzo...
                  Od chwili gdy się o tym romansie dowiedziałam minęło 2,5 m-ca a u mnie nie ma
                  dnia, żebym o tym nie myślała. Często widzę ich przed oczami razem jak coś
                  robią. Ech....
                  Właściwie o tym romansie to wiedzieli wszyscy, oprócz mnie. Tzn. jestem tak
                  naiwna, że nie wierzyłam w to. Myślałam,że byli przyjaciółmi a ten romans to
                  wymysł zawistnych ludzi wówczas. Wszyscy wiedzieli co się święci, prócz mnie. I
                  sama jestem sobie winna, bo gdybym miała rozjaśniony umysł i troszkę wtedy
                  pomyślała, to nie byłoby teraz wielkiego zaskoczenia i zdziwienia. Bo myślałam
                  wtedy, że mój obecny facet a wówczas kolega, jest człowiekiem porządnym i skoro
                  ma jakiś tam związek na odległość, to nie zdradza mimo wszystko. No i się zdziwiłam.
                  Mój związek trochę się zmienił. Po częsci na lepsze, jakby wyjawienie tej
                  tajemnicy Nas bardzo do siebie zbliżyło. Po częsci się pogorszyło, bo wciąż mam
                  jakieś pytania, domysły i drążę ten temat miast go zakończyć, zamknąć na dobre.
                  Mój facet z tego powodu się denerwuje, bo ciągle gadamy o jego ex i
                  niejednokrotnie mi powtarzał, że nie kocha jej, nie brakuje mu jej, nie ma z nią
                  kontaktu ani do niego nie dąży i nie mam się o co martwić i inne takie. No
                  wierzę w to, ale.... Jej nie wierzę. Mimo iż zamilkła na dwa lata, kto wie czy
                  kiedyś nie zechce się przyssać. A atrakcyjną kobietą jest, i mało który by się
                  takiej oparł. Obawy posiadam własnie w tym kierunku, że może omotać mojego
                  faceta, który też naiwnym jest...
                  Podsumowując... to łatwo mi z tą wiadomością żyć nie jest, bo to dla mnie
                  nowość. Co innego gdybym od początku o tym wiedziala, ech....
                  Może kiedyś przestanę o tym gadać i myśleć i olewać to, zamiast robić z tego
                  sensację XXwieku. No ale taki mam łeb ;(
                  Co będzie dalej? Mam zszargane zaufanie. Mimo wszystko, że ponoć tylko w sprawie
                  tego romansu kłamal - to ufam mniej. I jest mi z tym źle, bo gdy ufałam
                  zupełnie, to i związek kwitł. Nie ufam do końca i wszystko zamarło, stanęło w
                  miejscu. Niby się zbliżyliśmy, ale wciąż mam w głowie tą przekreśloną szczerość.
                  Myślalam,że On mnie nigdy nie okłamał, nie okłamie, a tu....
                  Nie wiem co tu jeszcze dopisać. Przeżywam wszystko jak mrówka okres to i tę
                  sytuację mocno przeżywam....
                  Mój facet za bardzo mi nie pomoże, bo niby jak?
                  To ode mnie zależy czy zechcę mu zaufać, zrozumiem to wszystko, zapomnę czy nie.
                  Jak na razie, to nie...:(
                  • eudajmonika Re: Coś jakby podobna historia... 12.07.10, 15:28
                    "Mam zszargane zaufanie. Mimo wszystko, że ponoć tylko w sprawie
                    tego romansu kłamal - to ufam mniej. I jest mi z tym źle, bo gdy ufałam
                    zupełnie, to i związek kwitł. Nie ufam do końca i wszystko zamarło, stanęło w miejscu."

                    Zaufanie jest dobrem, bo jego przeciwwagą są naiwność i totalna kontrola.
                    Jeśli zrozumiesz, że popełniłaś błąd naiwność nazywając zaufaniem, ulży Ci, bo zrozumiesz też, że jego przeciwwagą jest zaufanie właśnie, które sobie tak cenisz w związku, a nie brak zaufania.
                    Popatrzysz na tę sprawę, jak na doświadczenie, dzięki któremu przestajesz być naiwna, a jednocześnie wciąż masz szansę na dobry związek, zbudowany na zaufaniu.

                    I jeszcze jedno - ja bym facetowi raczej takiego marketingu jego ex nie robiła - to może być przeciwskuteczne ;-)
                  • majakety Re: Coś jakby podobna historia... 12.07.10, 23:49
                    posluchaj
                    obecnie jestem z osobo ktora zachowuje sie tak jak ty, wypomina z
                    przeszlosci mojo afere, bylam wolna nikogo nie oszukiwalam maialam
                    ochote na sex spotykalam sie jednym facetem i tylko z nim mialam
                    sex czy to cos zlego?potem doszly ucucia ale z tego zwiozku
                    niemoglo nic wyjsc zostawial go... po paru miesicach nastepana
                    afera-krotka, potem poznalam jego przjaciela ktory chcial mnie tylko
                    przelciec i tak wszylo znowu afera i znowu uczucia, ten jego
                    przyjaiel D´´``zaczol mi robic nadzieje i mowic ze mnie kocha ja
                    wierzylam powoli sie otwieralam po 3 mmiesiocach przychodzi i mowi
                    ze poznal inno i spotyka sie z nio tak na marginesie z 3 innymi
                    sie spotykal jak zemno byl...zapomnialam bylo ok, po paru miesiocach
                    poznalam jego przyjaciela(jest zupelnie inny niz on,inny poziom
                    zycia polecznego) i sie zakochalm jestesmy prawie 2 lata ze
                    sobo... i co, wypomina mi wciogle za ja to i tamto i ze niby w lozku
                    bylam lepsza dla innych i nagle nie jestem atrakcyja no jasne po 12
                    godzinach pracy i szkola wieczorowo, sprzotanie, pranie ,
                    prasowanie, wszystko na mojej glowie kiedy ja mam o siebie zadbac?
                    wies Frajeroza umnie to powoli poczotek konca, bardzo go kocham i
                    nieumiem sobie wyobrazic bez niego zyc ale te jego mysli i w jaki
                    sposob mnie traktuje zabijajo mnie,mam nadzieje ze znajde sile w
                    sobie i go zostawie...
                    wspolczuje wam obydwom, jemu bo wiem co czuje i Tobie.

                    ps.przepraszam za bledy te ortograficzne i stylistyczne:)
                    • frajeroza To znowu ja 23.11.10, 08:40

                      Dziękuję za rady.

                      Ona już dawno wróciła, ba, mój kochany nawet ją na mieście widział. Ona się nie odzywa do niego, nie pisze, milczy. A ponoć mieli byc przyjaciółmi, ona to urwała. Czemu?
                      1. w międzyczasie okazało się, że mój kochany był jej jednym z paru ( miewała takie romanse już) i może ona bawiła sie nim, stąd to milczenie
                      2.może ona go kocha, wie, że on jest ze mną i nie chce mu życia psuć
                      3. może wciąż mają kontakt i dymają się po kryjomu a ja, zarówno jak i jej mąż nic o tym nie wiemy....

                      Takie własnie mam myśli. Nie wiem jak jest. On mi opowiadał, że było między nimi uczucie, że on mowil, że kocha, że ona też. No ale jak sobie pomyśle, że jestem samotną, niedowartościowaną, pozostawioną samą sobie mężatką około 35lat, interesuje się mną szczeniak 20paroletni to podbudowuje. Korzystam. A co mi tam. No i on mi nagle wyskakuje z jakimś "kocham". No to przecież mu nie powiem - słuchaj, ja ciebie nie kocham, kocham męża, ty mnie dymasz i jest to fajne.". Tylko powiem mu, że tez go kocham, żeby nie odchodził-logiczne. Ale do mojego kochanego nie dociera, że mógł być zabawką od początku do końca. Tym bardziej, ze się nie odzywa, olała go i że miała innych przed nim i pewnie i po nim. On nie dopuszcza do siebie nawet takiej myśli, chyba lepiej mu się żyje z takim wmawianiem sobie, że ona go kochała. No cóz, niech sobie wmawia....
                      Zakładajac, że to prawda, bo jak pisalam wyżej - mam tez myśli, że oni wciąż się grzmocą, bo to niemożliwe, że nie ma kontaktu z taką za**sta laską.

                      Uff,.

                      Co mam wybaczać? Ano:
                      -zdradzał swoją dziewczynę, obu naraz mówił kocham ( jednej osobiście, drugiej telefonicznie)
                      -dymał mężatkę, co już świadczy o jego braku zasad moralnych
                      -kłamał mi 3 lata i nie wyjawił prawdy sam z siebie, a za sprawą mego nacisku i to dość ciężkiego.

                      Czemu nie wyjawił od razu? Twierdzi, że nigdy nikomu nie chciał o tym mówić, bo to coś złego, czego żałuje. Gdy pytałam - czego tu żałować, nie daje jednoznacznej odpowiedzi. No bo czego tu żałować? Przecież było miło i przyjemnie dla obu stron. Nikomu z tego powodu ręki czy nogi nie urwało, nikt nie umarł wskutek tego romansu, zatem czego tu kurna żałować?! Myślę, że on tylko tak mi gada, żeby poudawać takiego co się zmienił. A w gruncie rzeczy nie żałuje ani troche. Przecież dzięki niej nabył doświadczenia, poznał, co to seks, kobiece ciało...

                      To wszystko mnie boli do takiego stopnia, że czasami mam ochotę strzelić sobie w łeb. Nie mam pewności już do niczego.
                      Nie jestem pewna, czy ona sie kiedyś nie rozwiedzie i nie przylezie do mojego faceta. Piękna jest, nie to co ja, więc duża szansa, że ją przyjmie. On zaprzecza, ale kto go tam wie.....
                      Nie jestem pewna, czy nadal się nie dymają. Przecież nie łażę za nim ani nie sprawdzam, czy w robocie jest czy nie, czy pojechał tam czy nie tam.
                      Nie jestem pewna, czy nie dymał nas jednocześnie - o ile skończył z nią romans. Twierdzi, że nie mógłby na raz tego toczyć. No ale przecież już toczyl, prawda? Będąc z tamtą przez telefon i romasując z inną.
                      Już nic nie wiem, a żyć trzeba. Jakieś plany snuć.
                      Kocham go, on mnie też, widzę i czuję. Jednak przeraża mnie to wszystko, wiedząc, że O N A jest blisko i w każdej chwili.....
                      ;(
                      --
                      • sisi_kecz Re: To znowu to samo 23.11.10, 09:25
                        Szkoda ze sie nie szanujesz dziewczyno i pozwalasz by jakieś demony zazdrości, podejrzeń i zerowej pewności siebie rządziły Tobą od X czasu.

                        Jakie Ty masz życie?

                        Zdrowa, ładna, niegłupia, z kochającym mężem, a w środku kłębek nerwów i fobii.

                        Masz pełne prawo zrobić ze swoim życiem co chcesz i spedzać czas na setkach podejrzeń i zerowym poczuciu bezpieczeństwa.
                        Nie chcesz spróbować nawet terapii, ok.
                        Nie wszyscy na świecie muszą być szczęśliwi, zadowoleni i spokojni- wtedy te stany duszy straciłyby na wartości.
                        A le tak na własne życzenie być głęboko nieszczęśliwą, przerażoną osoba, to już jakaś patologia w psychice.

                        Acha, zepsułaś mi poranek, więc Cie nie pozdrowię (przeżyjesz;)
                        Jesteś jak powracająca zima, nieuchronna, niezmienna z całym zespołem upierdliwych utrudnień.

                        Wiosna za 100 dni :)
                        Ciekawe, kto będzie wiosną dla Twojego mena ?
                        • zamysloneniebo Re: To znowu to samo 23.11.10, 13:09
                          Sisi, tak tylko powiem, że jeśli "Zdrowa, ładna, niegłupia, z kochającym mężem, a w środku kłębek nerwów i fobii" to o Frajerozie, to jeśli nie znasz jej osobiście, to nie wiesz, czy ładna, czy zdrowa itd... Sama siebie ocenia znacznie niżej i za piękność się nie uważa, może jednak to kompleksy, może w rzeczywistości jest bardzo ładna, nie wiemy... I mężatką chyba nie jest...
                          :)

                          Frajeroza, czyli dalej się męczysz i dalej nie masz ochoty pójść na terapię?
                          Skąd wiesz, że ona jest lepsza od Ciebie, czy Twój facet to przyznał? Powiedział, że ona jest piękniejsza, lepsza w łóżku, że ją bardziej kochał itd?

                          Jedno natomiast musisz sobie uświadomić... Ty chciałabyś, żeby Twój facet pomyślał, że ona go wykorzystała, że kłamała mówiąc, że kocha...więc mu to wmawiasz, bo myślisz, że wtedy się na nią wścieknie i nie będzie chciał już się z nią kontaktować i spotykać... a prawda jest taka, że po pierwsze:
                          - gdyby tak przeżył to, że ona go oszukała, to jednak oznaczałoby, że nie ma do niej obojętnego stosunku,
                          - być może ona go jednak kochała
                          - to, że koniecznie chcesz go do tej wersji przekonać, oznacza, że powinnaś coś z tym zrobić, bo problem jest nasilony (ale o tym pewnie wiesz)
                          - nie przejmujesz się tym, że Twojemu facetowi może być przykro, ważne, że Ty zadbasz o to, by myślał o niej jak najgorzej...
                          • sisi_kecz Re: To znowu to samo 23.11.10, 13:16
                            jeśli "Zdrowa, ładna, niegłupia, z kochającym mężem,
                            > a w środku kłębek nerwów i fobii" to o Frajerozie, to jeśli nie znasz jej osob
                            > iście, to nie wiesz, czy ładna, czy zdrowa .

                            A tak sobie podedukowałam i dałam troche kredytu ;)

                            Zdrowa- chora, by nie miała czasu i ochoty na takie pierdolamento od roku.
                            Ładna- kazda młoda kobieta w tym kraju, co ma chłopa zakochanego jest ładna- choćby tylko dla tego chłopa.
                            zakochany mąż- to pojechałam w takim razie, skoro nie są po słowie, a zakochany- to ten kredyt ;)

                            duze pozdro!!!
                            • frajeroza Re: To znowu to samo 23.11.10, 13:28
                              Piękna bo miała powodzenie, jest w jego typie. Jest idealnie w jego typie urody.
                              Ja w jego typie nie jestem.

                              Nigdy też nie miałam powodzenia u facetów.

                              Te dwie rzeczy = ona jest lepsza ode mnie.

                              Poza urodą, jest ode mnie też lepsza w tym, ze nigdy go nie op**oliła o nic, nie zdążyli się nawet pokłócić bo romans się skończył.
                              A z nami? Jak myślicie, w ciągu 3 lat, to ile razy można się pokłócić i się poo*krzaniać? No własnie.

                              Ona zawsze będzie cudowna, a ja zawsze będę zrzędą i zołzą.
                              Wiadomo, że kochanka zawsze będzie lepsza od dziewczyny/żony.

                              On złego słowa na nią nie powie. Czasami myślę, że jest święta....
                              • eudajmonika Re: To znowu to samo 23.11.10, 15:19
                                frajeroza napisała:


                                > Ona zawsze będzie cudowna, a ja zawsze będę zrzędą i zołzą.
                                Skoro tak mówisz, to pewnie masz rację. Tylko ja się pytam, od kogo to zależy? Masz jakiegoś chipa w mózgu, co Ci złe podpowiada: "Zrzędź, zrzędź, omijaj psychoterapię, gryź i szarp (siebie i innych), itd..."?


                                "On złego słowa na nią nie powie. Czasami myślę, że jest święta...."
                                Skora tak się starałaś mu ją obrzydzić i siebie przy okazji też, ale i tak nic nie wyszło, to ... może zmień strategię, co?
                                • frajeroza Re: To znowu to samo 23.11.10, 15:30
                                  Jaką strategię? Co niby obrzydziłam?
                                  Jeśli dwoje ludzi się rozstaje w zgodzie ze sobą, to nigdy nie będą na siebie mówić nic złego.

                                  Bez znaczenia było i jest jaka będe. Z nią się nie zdążył pokłócić nawet, więc co tu w ogóle ze sobą porównywać. Księżniczkę z kopciuszkiem?

                                  Jestem przegrana od samego początku, bo jej nikt nie dorówna. Ani urodą, ani charakterem. A że się puszczała? Mojemu facetowi to nie przeszkadzało, że był tylko na chwilę. Nie pragnął być dla niej numerem 1. I to mnie też martwi, bo jeśli się kogoś kocha, to dąży się do związku i bycia tym numerem 1. On nie dążył.

                                  Skąd mam wiedzieć, czy ze mną też tak nie robi? Kilka razy chciałam już odejść, nie wykazywał jakiejś niesamowitej reakcji. Nie było płaczu i zgrzytania zębów.

                                  Może on tak ma, że jest z kobietą póki ona chce. A jak ona powie NIE, to on to przyjmuje i nie robi nic.

                                  Bo faktem jest, że nie robił nic, aby być z tą puszczalską i dążyć do jej rozwodu.

                                  No ale gdzie tam taka madame z wyższych sfer będzie się zadawała ze szczeniakiem średniej majątkowości. Był świadomy tego, ale mógł postawić wszystko na jedną kartę i zaryzykować. Powalczyć o nią, jeśli kochał. A on NIC.
                                  Normalne to?
                                  • zamysloneniebo Re: To znowu to samo 26.11.10, 02:10
                                    Słuchaj, jest gorzej, niż myślałam... Ty naprawdę potrzebujesz terapii...

                                    Zastanawia mnie to, skąd to wszystko wiesz, że ona jest idealnie w jego typie, że Ty nie jesteś, że ona miała rewelacyjny charakter? Naprawdę on Ci to wszystko POWIEDZIAŁ?

                                    Chciałaś odejść, czy tylko go straszyłaś? Co mu powiedziałaś? Co on powiedział? Dlaczego wtedy nie odeszłaś?

                                    Dlaczego tak Cię interesuje to, dlaczego on o nią nie walczył? Na litość boską, wolałabyś, żeby walczył i żeby teraz z nią był, zebyś go nigdy bliżej nie poznała, czy nie zaczęła z nim być?

                                    Co o sobie myślisz? Dostrzegasz w sobie w ogóle coś fajnego i wartościowego?
                                    Ten facet chyba jest zupełnie wymęczony, czy nie chcesz naprawdę się zlitować nad nim (a przede wszystkim nad sobą) i poszukać pomocy? Jeśli nie, on będzie miał w końcu tego dosyć.

                                    Jak się między Wami teraz układa? Kłócicie się ciągle, czy dobrze się dogadujecie, oddaliliście się od siebie, czy wszystko jest rewelacyjnie? Czy jesteś dla niego pociągająca? Chce z Tobą sypiać?

                                    • frajeroza Re: To znowu to samo 26.11.10, 08:36

                                      "Zastanawia mnie to, skąd to wszystko wiesz, że ona jest idealnie w jego typie,
                                      > że Ty nie jesteś, że ona miała rewelacyjny charakter? Naprawdę on Ci to wszystk
                                      > o POWIEDZIAŁ?"
                                      Wyciągnełam z Niego co nieco. Wiem, Jaki jest Jego typ. Ona była w tym typie urody, ja nie jestem. Wyciągnęłam od Niego też to, że w niektórych sprawach była lepsza ode mnie, bardziej stanowcza, pewna siebie etc. Mówił też, że w niektórych sprawach to ja jestem lepsza od niej. W sumie, bardziej dobija mnie to pierwsze.



                                      Chciałaś odejść, czy tylko go straszyłaś? Co mu powiedziałaś? Co on powiedział?
                                      > Dlaczego wtedy nie odeszłaś?

                                      No chciałam odejść w dniu, gdy się o "tym" dowiedziałam. Wtedy tłumaczył i błagał, by dać Mu szansę. Dałam. Po tym fakcie chciałam zerwać jeszcze 3 razy, ale wtedy nie wykazywał zbytniego przejęcia się tym, nie walczył. Było widać tylko, że Mu smutno, ale nie walczył. Być może czuł, że nie chcę zerwać i że nie zdołam zerwać, nie wiem.


                                      "Dlaczego tak Cię interesuje to, dlaczego on o nią nie walczył? Na litość boską,
                                      > wolałabyś, żeby walczył i żeby teraz z nią był, zebyś go nigdy bliżej nie pozn
                                      > ała, czy nie zaczęła z nim być?"
                                      Interesuje, bo może On o żadną kobietę nie walczy. Nie umie, nie chce? Wolałabym żeby walczył i żeby Ona go odrzuciła, albo żeby samo się rozsypało. A tak, rozstali się w przyjaźni , a On nie wie jak jest z nią żyć w związku. Zawsze może to wisieć w powietrzu;(

                                      "Co o sobie myślisz? Dostrzegasz w sobie w ogóle coś fajnego i wartościowego?"
                                      Same złe rzeczy, nic wartościowego.Zawsze tak było.


                                      "Jak się między Wami teraz układa? Kłócicie się ciągle, czy dobrze się dogadujec
                                      > ie, oddaliliście się od siebie, czy wszystko jest rewelacyjnie? Czy jesteś dla
                                      > niego pociągająca? Chce z Tobą sypiać?"
                                      Od tamtego czasu jest gorzej, wiadomo, nie mam już takiej pewności, że mnie nie okłamie jak do tamtego dnia. Kłócimy się częściej, zwykle ciągle o to samo, o przeszłość. Zwykle to ja zaczynam, On o tym nigdy nie chce mówić. Zachowuje się, jakby to się wydarzyło 60 lat temu albo wcale. W pewnym stopniu jest gorzej, z tego względu, że wciąż mam te sprawę w głowie i nie daje mi normalnie funkcjonować. Mimo iż z Jego strony wszystko skończone-tak twierdzi, ja nie bardzo w to wierzę. To chyba za piękne by było prawdziwe......
                                      Poza tym, ja umiem o swoich błędach z przeszłości rozmawiać, nie wstydzę się ich i nie zachowuję jakby działy się sto lat temu. A On tak. Drażni mnie to i zastanawia jednocześnie - czemu nie lubi/nie chce o tym rozmawiać, o tej sprawie.
                                      Z tego, co widzę to jestem dla Niego pociągająca, Nasze łóżkowe sprawy nie pogorszyły się.
                                      Wydaje mi się, że jest między Nami lepiej gdy nie narzekam na siebie, myślę pozytywnie, jestem pewna siebie, zdecydowana, wiem czego chcę. Tyle tylko, że to nie ja. Prawdziwa ja, to niezdecydowana, zagubiona osoba często niewiedząca czego chce. On tego nie lubi, mimo iż sam taki jest. No a jak już pisałam - tamta była własnie stanowcza...;(
                                      • lilyrush Re: To znowu to samo 26.11.10, 10:04
                                        Twój facet to albo anioł albo męczennik. Ja bym Cie na jego miejscu kopnęła w tyłek juz wieki temu.
                                        Albo idz sie leczyć albo nie niszcz życia innym
                                        • frajeroza Re: To znowu to samo 26.11.10, 10:14
                                          Nie wpadłaś jeszcze na jedną możliwość.
                                          Może jest z dziewczyną tak sobie, żeby nie być samemu. Nie zawalczył o poprzednią gdy wyjeżdżała, to i nie zawalczy o żadną.
                                          Dziwne, że takiej możliwosci nie wzięłas pod uwagę.
                                          • sisi_kecz Re: To znowu to samo 26.11.10, 10:25
                                            Rybeńko,
                                            ale wróciłaś aby zawracać gitarę na forum w ramach swoistej terapii, czy aby sie dowartościować, czy aby masochistycznie poczytać jaką jesteś beznadzieją ?

                                            Na razie starasz sie znów wciągnąć kogoś w jałową dyskusję o Twoich schizach, w której nie wysłuchasz ani 1 - słownie: ani jednej -porady, rozpiszesz każdą swoją najmniejszą wątpliwość i jazdę emocjonalną i poobrażasz sie na słowa krytyki.

                                            Stoisz w miejscu od czasu kiedy WYCIĄGNĘŁAŚ od faceta kilka wspomnień o BYŁEJ.
                                            Jest tylu ludzi, którzy są w trudnym NAPRAWDĘ położeniu i Chcą coś zmienić, że szkoda na Ciebie, nawet 5 minut.

                                            Powodzenia
                                            EOT
                                        • frajeroza Re: To znowu to samo 26.11.10, 10:19
                                          Aniołem nie jest z pewnością, bo dymał mężatkę i dwóm kobietom jednocześnie mówił kocham. Jednej w twarz, drugiej w słuchawkę.

                                          Męczennikiem też raczej nie jest, nie zauważyłam by specjalnie przeżywał swoją przeszłość. Nazywa zajście "czymś bardzo złym", " było, minęło", "nie chcę o tym rozmawiać", "to już dawno skończone, po co znowu o tym rozmawiamy", "przecież ci już dawno wszystko wyjaśniłem, myślałem, że zrozumiałaś" etc. bla bla bla....

                                          Jest jeszcze opcja, na którą nie wpadłaś.
                                          Nie walczył, gdy wyjeżdżała. Może nie będzie walczył o nikogo, może nie umie, nie zależy Mu, nie warto, NIE WIEM.
                                          Gdy chciałam zerwać nie widziałam zbytniego sprzeciwu. Rozmowa była, widziałam Jego załzawione oczka, ale końca świata nie było, ziemia się nie rozstąpiła.
                                          Zatem co myśleć o człowieku, którzy bierze to, co się napatoczy ( czyt. to, co los mu podrzuci pod nos), a jak los postanowi zabrać, to On na to przystaje, nie robiąc z tym NIC.
                                          • lilyrush Re: To znowu to samo 26.11.10, 14:23
                                            Aniołem jest bo jeszcze z TOBĄ wytrzymuje
                                          • jadwiha Re: To znowu to samo 26.11.10, 17:05
                                            Frajeroza, masz naprawdę mocno skołatane nerwy. Myslę sobie, ze jeśli natychmiast nie weźmiesz się za siebie i swoje paranoje i nie przestaniesz go bombardować tymi wymówkami, to facet w końcu nie wytrzyma. Zastanów sie zero-jedynkowo chcesz ciągnąć tez związek, czy nie. Jesli tak - skończ z zatruwaniem atmosfery między Wami. On jest tylko człowiekiem. W końcu ten facet odejdzie, bo zwyczajnie nie wytrzyma i wtedy znajdziesz potwierdzenie teorii "o człowieku, którzy bierze to, co się napatoczy". Mam wrażenie, ze usilnie do tego dążysz. Najpierw stawiasz tezę, a potem wiercisz dziurę w brzuchu, aż obiekt w nią uwierzy. I w końcu On dojdzie do wniosku, ze tamta była ładniejsza, że nie była marudna itd.
                                            Wierzę, ze jesteś doświadczona przez los (??) albo własne lęki i wiele przeszłaś, ale nigdy nie znajdziesz NIKOGO idealnego, zawsze dopatrzysz się jakiejś skazy (bo jej po prostu na siłę szukasz). W Tobie siedzi problem, ratuj się;)

                                            I daj juz spokój temu Jego dawnemu dymaniu z kimkolwiek, wbij sobie do głowy, że dziewicem go nie brałaś i tyle. To już za Tobą.
    • magumagu Re: Przeszłość przed-związkowa 26.11.10, 22:44
      Hehe. Nie chce mi się czytać wszystkich wątków, bo dopiero odnalazłam to forum, ale ten jest niezły.
      W liceum miałam taką zabawę z koleżankami - zdradź swój największy sekret. Od tej pory nigdy nie były już dla mnie tymi samymi osobami, a uwielbiam je do tej pory. W życiu mi nie przyszło do głowy żeby wyciągać od mojego męża JAKIEKOLWIEK tajemnice, zwłaszcza, że pewnie musiałabym zrewanżować się tym samym... No nic, kojarzy mi się to z okresem dorastania raczej - ja wiem tyle, ile sam mi chciał powiedzieć.
      • gomory Re: Przeszłość przed-związkowa 26.11.10, 22:57
        To calkiem rozsadne by nie wiercic komus dziury w brzuchu w poszukiwaniu pikantnych szczegolow. Zreszta takie takie usilne naciaganie kogos na zwierzenia kojarzy mi sie policyjnie. Wiadomo, ze ciekawi jestesmy drugiego czlowieka, ale to troche jakby mu jego pamietnik podczytywac. Jakos tak niezrecznie...
        Zawsze w tym miejscu mi sie przypomina kumpela ktora maz ciagle molestowal zeby mu wyliczyla z iloma facetami spala przed nim. Zbywala go, zbywala, a w koncu gdy ulegla i mu w przyplywie szczerosci opowiedziala to stwierdzil, ze jednak nie daje rady zyc z takim ciezarem. Seks umarl, no i lipa... rozwiedli sie w koncu.
        • magumagu Re: Przeszłość przed-związkowa 26.11.10, 23:00
          Właśnie. Sorry, ale nie chciałabym żeby mnie mój mąż tak molestował na zwierzenia. Zwłaszcza, że samych powodów do dumy to nie mam...
    • akle2 Re: Przeszłość przed-związkowa 27.11.10, 00:00
      Idź do wróżki i sprawdź jeszcze jego poprzednie wcielenia w reinkarnacji, nienormalna kobieto
      • frajeroza Re: Przeszłość przed-związkowa 30.11.10, 10:52
        Brutalnie....

        Mój facet wie, że tutaj opisałam "nasz" problem. Nie wie gdzie, nie czytał. Nie pokazywałam Mu, a i On nie drążył bym Mu pokazała.
        Niedawno rozmawialiśmy o tym forum i niestety 100% tematów założonych przez ludzi tutaj, to opinie jednostronne. Tzn. znamy sprawę z punktu widzenia jednej osoby ( jednego z partnerów), nie z punktu widzenia obojga. I wtedy mój inteligentny mężczyzna zaproponował "to bądźmy pierwszą parą, która założy tutaj wątek, każde z nas napisze jak widzi ów problem ze swojego punktu widzenia".
        Niby pomysł dobry, bo jeszcze nie widziałam tutaj wątku, gdzie oboje zainteresowanych się udziela i to jest właśnie złe, bo nie wiemy jak jest naprawdę, czy założyciel faktycznie opisał prawdę czy coś zataił.
        W większości przypadków myślę, że ludzie wiele ukrywają żeby nie zostać "zjechanym". Często przedstawiają samych siebie jako "biedactwa", "ofiary", "niczemu niewinne", a w rzeczywistości to niezłe ziółka.
        Ja swój problem przedstawiłam ze szczegółami, tyloma ile potrafiłam sobie przypomnieć.
        Właściwie to na "młodziutkie mężatki." też założyłam ten wątek i tam mnie też zjechano.
        No ale podejrzewam,że gdyby czytelnicy poznali opinię mojego faceta - zjechaliby mnie jeszcze bardziej...

        Tyle, że po co mamy to robić? Forum to nie poradnia.
        Oczywiście biorę do siebie porady, które tutaj przeczytam, ale nie jest tak, że robię tak jak tutaj mi napiszą... Nie dajmy się zwariować...

        Wszyscy, no może 90% mnie zjechali, a tylko 10% rozumiało to, co czuję. Że ważne jest dla mnie to, co partner robił zanim go poznałam. Że to baaardzo ważne, ponieważ świadczy to o człowieku, o jego zasadach czy ich braku, poglądach etc.
        Jakiś koleś napisał, że prowadził agencję tow. i posuwał swoje "pracownice". Potem znalazł kobietę, z którą postanowił się ustatkować, założył rodzinę.... Jest jej wierny. Pewien etap w jego życiu wyglądał własnie tak - bardzo rozrywkowo. Kolejny - spokojny, wyważony, poukładany. Jego żona nie skreśliła go z powodu jego przeszłości. Ba, wiedziała o tym i wiedziała 'co bierze'.
        Ale ile ludzi tyle poglądów.... Jednemu nie przeszkadza, jeśli żona była w przeszłości panią na telefon. Innemu przeszkodzi zaś to, że jego żona poszła do łóżka kiedyś z żonatym....

        Mam zasady jakie mam.Mam je zmienić, dlatego, bo poznałam takiego a takiego faceta? Niby dlaczego? Mam sobie w głowie teraz wszystko układać, skoro nie potrafię. Nie jest już tak cudnie jak PRZEDTEM. Każdego dnia myślę o TYM.

        Nie szukałam ideału ani prawiczka. Chciałam mieć faceta z w miarę poukładaną, spokojną przeszłością. Do tej pory tylko takich miewałam. Żaden z tych związków nie wypalił, ponieważ osoby te były niedojrzałe do związku. Zresztą czego oczekiwać/wymagać od faceta ledwo po 20stce. Może to ja za wysokie mam wymagania, ale nie uprawiałam seksu nie będąc z kimś w związku, nie spałam z żonatym i nie sądzę bym uwikłała się w taką historię.
        Ciężko mi żyć z tym, że mój facet z premedytacją i świadomością w pełni w to wlazł i brnął, dopóki to ona nie zwinęła żagli. Może wyczuła, że chłopak się zakochał i będzie problem. To by tłumaczyło jej późniejsze" zamilknięcię."

        Ale...

        Dlaczego nikt nie bierze pod uwagę tego, że mój facet jednak robi mnie w jajo?
        Skąd w WAS przekonanie, że tego nie robi?
        Nawet nie przyjmujecie tego do myśli, że mógłby to czynić. A przecież wielu tak robi, świetnie się maskują. Już na tym forum takie historie czytałam, nawet niedawno, że gościu tylko maile pisał z koleżanką z pracy, którą posuwał. A smsy/telefony - cisza. Więc? Można i tak.
        Jednak żadna osoba mi tego nie napisała, że jest to możliwe, od razu zostałam okrzyknięta histeryczką z syndromem Otella.
        Ciekawe co byście pisali, gdyby wyszło inaczej.
        • zamysloneniebo Re: Przeszłość przed-związkowa 30.11.10, 16:57
          Frajeroza, na litość boską, jeśli masz takie, a nie inne zasady i nie chcesz ich zmieniać (masz do tego prawo), a bycie z mężczyzną takim, jak Twój, stoi w sprzeczności z tymi Twoimi zasadami, to po prostu się z nim rozstań. Masz tylko dwa wyjścia, albo z nim być, albo nie być, jeśli decydujesz się być, to nie zamęczaj go ciągle, sama podejmujesz taką decyzję, że się z nim w tej sytuacji nie rozstajesz, a, że przeszłości NIE DA się zmienić, to musisz sama uporać się ze swoim problemem, na terapii, on (partner) nic więcej zrobić nie może.

          Jeśli uważasz, że Cię zdradza i nie ufasz mu, to nie będziesz się czuła szczęśliwa w tym związku (zresztą dopóki nie pójdziesz na terapię, prawdopodobnie w każdym innym też).
          Jeśli ludzie napiszą Ci, że on Cię zdradza (że to możliwe, bo z taką jak Ty trudno wytrzymać i chciał mieć od tego odskocznię), to będziesz tego niemal pewna, jeśli napiszą Ci (większość to zrobiła), że masz paranoję, to też będziesz sądziła, że Cię zdradza, czego więc oczekujesz?

          Nie przychodzą Ci do głowy poważniejsze problemy, bardziej przerażające mroczne tajemnice z przeszłości? To, co zrobił Twój facet, naprawdę nie jest takie straszne, nie dajesz nikomu prawa do popełniania błędów? Tylko sobie dajesz?

          Na tym forum był temat (pewnie nawet więcej niż jeden, ale teraz przychodzi mi do głowy jeden), w którym udzielały się dwie strony, ale Wy możecie być kolejną taką parą. Całkiem niezły pomysł, niech Twój facet przedstawi swój punkt widzenia, który może sporo wnieść do tematu. Zaproś go tutaj, niech powie, jak to widzi, czy naprawdę masz się wg. niego czego obawiać itd. Ja się chętnie dowiem, jak on się czuje w tej sytuacji. Bo Ty sama chyba się nad tym nie zastanawiasz, najważniejsze jest dla Ciebie to, co Ty sama czujesz...
        • edypia111 Re: Przeszłość przed-związkowa 30.11.10, 21:19
          > Wszyscy, no może 90% mnie zjechali, a tylko 10% rozumiało to, co czuję.

          Frajeroza, jesteś w błędzie. Podejrzewam, że jakieś 99% osób tu Cię zrozumiało, z czego zasadnicza większość zjechała i zjechana zostałaś właśnie dlatego, że wszyscy Cię bardzo dokładnie zrozumieli.
          Miałaś i masz obsesję. Do tego, by go podejrzewać ta historia z przeszłości pewnie nawet nie byłaby Ci potrzebna, bo byś utkała sobie jakąś niestworzoną hostorię z powietrza i tak. Albo z historii wyczytanej na forum - bo ktoś pisał tylko maile i posuwał laskę bez smsów. I dla jasności - my nie tylko zakładamy, że Twój facet nie robi Cię w jajo. Większość osób tu zakłada coś jeszcze - że jest on gościem o anielskiej cierpliwości, który z jakichś przyczyn z Tobą wytrzymuje. Na Twoim miejscu nie przyprowadzałabym go tu, bo popadniesz w kolejną paranoję, gdy tłumy tu będą go zachęcać by spylał od Ciebie jak najdalej się da i póki jeszcze może.
          Ja byłam kochanką. Dziesięć lat temu z podobną pewnością, napisałabym, że nie uwikłałabym się w taką historię. Twój problem polega - oprócz obsesji zazdrości - także na tym, że jakoś niewiele widziałaś i niewiele doświadczyłaś i to bez względu na to, co nam opisywałaś.
          • efi-efi Re: Przeszłość przed-związkowa 30.11.10, 22:09
            OK.Dawaj tego swojego niech się wypowie.
        • magumagu Re: Przeszłość przed-związkowa 01.12.10, 15:49
          Wiesz, z tego, co piszesz, można wywnioskować, że masz niewiele wspólnych tematów, które poruszasz ze swoim chłopakiem i też niewiele różnych myśli kołacze Ci się po głowie. W innym przypadku może nie miałabyś czasu zajmować się rozstrząsaniem jego przeszłości tylko milionem innych ciekawych rzeczy. Wydaje mi się też, że jesteś siksą straszną - ile masz lat? Ja, po wypowiedziach, daję max 18.

          • zamysloneniebo Re: Przeszłość przed-związkowa 10.12.10, 02:00
            Frajeroza, czy Twój facet zamierza przedstawić swoją stronęi to zrobi, czy chciałby, ale Ty mu na to nie pozwalasz?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja