urquhart
02.05.10, 23:37
Tak w uzupełnieniu rozkoszowaniu się sielanką monogamii czyli dlaczego jest tak jak jest skoro niby jest tak wspaniale jak z wizji wątku: forum.gazeta.pl/forum/w,15128,110457117,110457117,Monogamia_jest_na_topie_.html
Otóż obecne czasy charakteryzują się tym, że inicjatywę romansu równie często jak mężczyźni podejmują kobiety zarówno wolne jak i zamężne. Choć z definicji, mężatka, to teoretycznie kobieta wierna, niedostępna niczym wrota raju. Dość często zdradzają właśnie te najwierniejsze - jako syndrom wypalenie małżeńskiego. Cynicy twierdzą, że oszukiwanie się stanowi nieodzowny element gry małżeńskiej. Mijają lata, słabną burze emocjonalne i zaczyna się nędza egzystencji małżeńskiej. Żona staje się kurą domową i przestaje dbać o związek, o swój wygląd i zamienia się w sekutnicę. Swoim jadem zabija z odległości kilku metrów. Bowiem kobiety w pewnym wieku to jakby ukończyły ten sam uniwersytet, wszystkie nienawidzą mężów. Ale z przyczyn czysto ekonomicznych nie mają zamiaru ich wypuścić z rąk. A u męża pozbawionego odrobiny ciepła emocjonalnego dojrzewa decyzja żeby wziąć sobie kochankę. Kobieto, to nie kryzys wieku średniego, to twoja oziębłość emocjonalna doprowadziła go do tej myśli „samobójczej”. Bo w większości przypadków zdrady zaczynają się od rozdziału z dziedziny psychoterapii – nic ich, poza sakramentem, nie łączy, a wszystko dzieli, mąż jest udręczony samotnością we dwoje, czuje się bardzo niedoceniany, wyzbyty emocji. Żona uważa, że wywiązała się z matrymonialnych obowiązków [są dzieci] i nie musi już być miła - jest jak modliszka, która „pożera” swego samca. Mąż czuje, że życie ucieka mu przez palce, chce ryzyka i odczuwania dreszczyku emocji, chce poczuć, że znowu żyje. Więc sięga po owoc zakazany. Jeśli oboje kochankowie są w związkach to szanse są wyrównane, bowiem razem będą szachrować, a potem szlochać. Jeśli jedno jest stanu wolnego, to ponosi ogromne ryzyko strat [dobrowolne „niewolnictwo”].
Żonaci mężczyźni posiadają głęboki deficyt ciepła, dobrego słowa, pochwały, akceptacji, zwyczajnego podziękowania za to, że są. Zatem czego zawiedziony mąż szuka w kochance? Bratniej duszy, pocieszycielki, powiernicy, psychoterapeutki - do wyboru. Na tych potrzebach oparte są przecież wszelkie damsko-męskie związki. Zatem, jak ćmy do światła, tak mężczyźni lgną do ciepła emocjonalnego. Nieodłączną część przedstawienia, którą mężczyzna odgrywa przed kochanką, to przekonywanie jej, że wielbi ją nabożnie, że jest dla niego całym światem, a żona nieczuła Ksantypa! Jego zapewnienia zaspakajają kochance potrzebę dawania jemu wiary oraz oszukiwania samej siebie.
Jak historia uczy, niczego się nie uczymy od innych. Ten argument nie jest odkrywczy ani prowokacyjny: "Mężczyzna bierze sobie kochankę, żeby zostać z żoną, kobieta bierze sobie kochanka, żeby odejść od męża”. Do tego opublikowane dane pokazują, że w wielu przypadkach niewierność męża przyczyniła się do wzmocnienia związku. Kochanka dzieli z kochankiem łoże, nie dzieli finansów, spraw, które mogłyby go rozpraszać. On nie zainwestuję swojego życia w jej życie. Reguła wzajemność, obowiązuje we wszystkich dziedzinach życia.
W przypadku kochanki działa w jedną stronę. A taka świadomość jest niemiła. Gdy kochanka domaga się uznania swojej roli w stopniu większym, niż przyznaje to ukochany, powstaje między nimi poważny kłopot.
Kobiety chętnie zapisują się na kursy i czytają nałogowo poradniki jak odnieść sukces, jak schudnąć i jeszcze wiele różnych „jak”. Ale żadna nie chodzi na kursy kosztów bycia kochanką. To godne ubolewania, ale każda rozsądna kobieta musi zdać sobie z tego sprawę - nauczyć się żyć w świecie faktów, nie filozofii o urokach bycia kochanką. Przecież grzeszenie wymaga energii, więc przez wrodzone lenistwo, mąż woli wrócić do żony niż spalać energię na walkę z kochanką. Bo jakby od wieków było zapisane, że jeśli któreś z was miało odejść to właśnie on. A nieustające wybaczanie porzucającemu cię kochankowi, to dość masochistyczna przyjemność. (...) Jaki jest światowy trend współczesnych niezależnych, dobrze zarabiających kobiet? Poznanie mężczyzny bogatego, przystojnego, przystosowanego społecznie. Czyli takiego, który będzie wstawał o czwartej nad ranem do dziecka. Dawniej wystarczył bogaty. Kluczem do sukcesu w komunikacji damsko-męskiej jest entuzjazm. Tylko jak tu być entuzjasta? – pytają wszyscy. Czy to cecha wrodzona, czy też zdolność nabyta? Odpowiadam: wszystko zależy od mentalności, od nawyku pozytywnego myślenia i nastawienia do życia. Zauważcie, że zadowolona kobieta przyciąga szczęście, lgną do niej wszyscy. Bowiem taka kobieta ma w sobie ładunek emocjonalnego ciepła, ona nie musi demonstrować feminizmu. Chce się jej dotknąć choćby na ułamek sekundy. Ona się uśmiecha oczami. Ona kocha życie, a życie kocha ją.
Nie znam kobiety z dłuższym stażem małżeńskim, która swojemu mężczyźnie nie mówi, że cudownie pachnie, że potrzebuje jego bliskości, że jest dla niej ważny. Kobiety z żalem akceptują fakt, że mężczyźni potrzebują łaski śmiechu i entuzjazmu od swojej partnerki. Jakby od wieków było zapisane, że jeśli któreś ma być miłe to ma to być mężczyzna. Mężczyźni są tak samo jak my, spragnieni ciepła, miłości, bliskości. Napisano tony poradników dla obojga płci. Czy to coś zmieniło w relacjach damsko-męskich? Raczej niewiele. Moim zdaniem przyczyna leży w braku entuzjazmu i spontaniczności. W odkładaniu wszystkiego na później, a później nie nadchodzi. Rzecz się ma następująco: kobiety stały się niezależne, wytyczają sobie cel, wyemancypowane, chcą zdominować własnych mężczyzn. Niech żebrze o wszystko jak o jałmużnę. A w nagrodę za dobre sprawowanie mężczyzna może czasowo korzystać ze wspólnej alkowy. Bo lubimy historie, które będziemy kontrolować. Chcemy być wszystkiego pewne. Jednocześnie narzekając, że panowie przestali nas adorować.
Fragmenty TERESA KOZIATEK stacjakatowice.info/felieton/?action=article_show&idArticle=1163 i stacjakatowice.info/felieton/?action=article_show&idArticle=939
__________________________________________________________
Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.