Monogamia na topie, druga strona medalu

02.05.10, 23:37
Tak w uzupełnieniu rozkoszowaniu się sielanką monogamii czyli dlaczego jest tak jak jest skoro niby jest tak wspaniale jak z wizji wątku: forum.gazeta.pl/forum/w,15128,110457117,110457117,Monogamia_jest_na_topie_.html

Otóż obecne czasy charakteryzują się tym, że inicjatywę romansu równie często jak mężczyźni podejmują kobiety zarówno wolne jak i zamężne. Choć z definicji, mężatka, to teoretycznie kobieta wierna, niedostępna niczym wrota raju. Dość często zdradzają właśnie te najwierniejsze - jako syndrom wypalenie małżeńskiego. Cynicy twierdzą, że oszukiwanie się stanowi nieodzowny element gry małżeńskiej. Mijają lata, słabną burze emocjonalne i zaczyna się nędza egzystencji małżeńskiej. Żona staje się kurą domową i przestaje dbać o związek, o swój wygląd i zamienia się w sekutnicę. Swoim jadem zabija z odległości kilku metrów. Bowiem kobiety w pewnym wieku to jakby ukończyły ten sam uniwersytet, wszystkie nienawidzą mężów. Ale z przyczyn czysto ekonomicznych nie mają zamiaru ich wypuścić z rąk. A u męża pozbawionego odrobiny ciepła emocjonalnego dojrzewa decyzja żeby wziąć sobie kochankę. Kobieto, to nie kryzys wieku średniego, to twoja oziębłość emocjonalna doprowadziła go do tej myśli „samobójczej”. Bo w większości przypadków zdrady zaczynają się od rozdziału z dziedziny psychoterapii – nic ich, poza sakramentem, nie łączy, a wszystko dzieli, mąż jest udręczony samotnością we dwoje, czuje się bardzo niedoceniany, wyzbyty emocji. Żona uważa, że wywiązała się z matrymonialnych obowiązków [są dzieci] i nie musi już być miła - jest jak modliszka, która „pożera” swego samca. Mąż czuje, że życie ucieka mu przez palce, chce ryzyka i odczuwania dreszczyku emocji, chce poczuć, że znowu żyje. Więc sięga po owoc zakazany. Jeśli oboje kochankowie są w związkach to szanse są wyrównane, bowiem razem będą szachrować, a potem szlochać. Jeśli jedno jest stanu wolnego, to ponosi ogromne ryzyko strat [dobrowolne „niewolnictwo”].
Żonaci mężczyźni posiadają głęboki deficyt ciepła, dobrego słowa, pochwały, akceptacji, zwyczajnego podziękowania za to, że są. Zatem czego zawiedziony mąż szuka w kochance? Bratniej duszy, pocieszycielki, powiernicy, psychoterapeutki - do wyboru. Na tych potrzebach oparte są przecież wszelkie damsko-męskie związki. Zatem, jak ćmy do światła, tak mężczyźni lgną do ciepła emocjonalnego. Nieodłączną część przedstawienia, którą mężczyzna odgrywa przed kochanką, to przekonywanie jej, że wielbi ją nabożnie, że jest dla niego całym światem, a żona nieczuła Ksantypa! Jego zapewnienia zaspakajają kochance potrzebę dawania jemu wiary oraz oszukiwania samej siebie.
Jak historia uczy, niczego się nie uczymy od innych. Ten argument nie jest odkrywczy ani prowokacyjny: "Mężczyzna bierze sobie kochankę, żeby zostać z żoną, kobieta bierze sobie kochanka, żeby odejść od męża”. Do tego opublikowane dane pokazują, że w wielu przypadkach niewierność męża przyczyniła się do wzmocnienia związku. Kochanka dzieli z kochankiem łoże, nie dzieli finansów, spraw, które mogłyby go rozpraszać. On nie zainwestuję swojego życia w jej życie. Reguła wzajemność, obowiązuje we wszystkich dziedzinach życia.
W przypadku kochanki działa w jedną stronę. A taka świadomość jest niemiła. Gdy kochanka domaga się uznania swojej roli w stopniu większym, niż przyznaje to ukochany, powstaje między nimi poważny kłopot.
Kobiety chętnie zapisują się na kursy i czytają nałogowo poradniki jak odnieść sukces, jak schudnąć i jeszcze wiele różnych „jak”. Ale żadna nie chodzi na kursy kosztów bycia kochanką. To godne ubolewania, ale każda rozsądna kobieta musi zdać sobie z tego sprawę - nauczyć się żyć w świecie faktów, nie filozofii o urokach bycia kochanką. Przecież grzeszenie wymaga energii, więc przez wrodzone lenistwo, mąż woli wrócić do żony niż spalać energię na walkę z kochanką. Bo jakby od wieków było zapisane, że jeśli któreś z was miało odejść to właśnie on. A nieustające wybaczanie porzucającemu cię kochankowi, to dość masochistyczna przyjemność. (...) Jaki jest światowy trend współczesnych niezależnych, dobrze zarabiających kobiet? Poznanie mężczyzny bogatego, przystojnego, przystosowanego społecznie. Czyli takiego, który będzie wstawał o czwartej nad ranem do dziecka. Dawniej wystarczył bogaty. Kluczem do sukcesu w komunikacji damsko-męskiej jest entuzjazm. Tylko jak tu być entuzjasta? – pytają wszyscy. Czy to cecha wrodzona, czy też zdolność nabyta? Odpowiadam: wszystko zależy od mentalności, od nawyku pozytywnego myślenia i nastawienia do życia. Zauważcie, że zadowolona kobieta przyciąga szczęście, lgną do niej wszyscy. Bowiem taka kobieta ma w sobie ładunek emocjonalnego ciepła, ona nie musi demonstrować feminizmu. Chce się jej dotknąć choćby na ułamek sekundy. Ona się uśmiecha oczami. Ona kocha życie, a życie kocha ją.
Nie znam kobiety z dłuższym stażem małżeńskim, która swojemu mężczyźnie nie mówi, że cudownie pachnie, że potrzebuje jego bliskości, że jest dla niej ważny. Kobiety z żalem akceptują fakt, że mężczyźni potrzebują łaski śmiechu i entuzjazmu od swojej partnerki. Jakby od wieków było zapisane, że jeśli któreś ma być miłe to ma to być mężczyzna. Mężczyźni są tak samo jak my, spragnieni ciepła, miłości, bliskości. Napisano tony poradników dla obojga płci. Czy to coś zmieniło w relacjach damsko-męskich? Raczej niewiele. Moim zdaniem przyczyna leży w braku entuzjazmu i spontaniczności. W odkładaniu wszystkiego na później, a później nie nadchodzi. Rzecz się ma następująco: kobiety stały się niezależne, wytyczają sobie cel, wyemancypowane, chcą zdominować własnych mężczyzn. Niech żebrze o wszystko jak o jałmużnę. A w nagrodę za dobre sprawowanie mężczyzna może czasowo korzystać ze wspólnej alkowy. Bo lubimy historie, które będziemy kontrolować. Chcemy być wszystkiego pewne. Jednocześnie narzekając, że panowie przestali nas adorować.

Fragmenty TERESA KOZIATEK stacjakatowice.info/felieton/?action=article_show&idArticle=1163 i stacjakatowice.info/felieton/?action=article_show&idArticle=939
__________________________________________________________
Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
    • sisi_kecz Re: Monogamia na topie, druga strona medalu 03.05.10, 22:19
      urquhart napisał:


      > Otóż obecne czasy charakteryzują się tym, że inicjatywę romansu
      równie często jak mężczyźni podejmują kobiety zarówno wolne jak i
      zamężne. (...) Dość często zdradzają właśnie te najwierniejsze -
      jako syndrom wypalenie małżeńskiego.

      zgadza sie, mamy i w tym równouprawnienie, jeśli chodzi o mówienie o
      zjawisku bez palenia na stosie, bo to że żony od zawsze zdradzały
      mężczyzn jest więcej niż pewne.
      Ale co to znaczy: jako syndrom wypalenia małżeńskiego?
      Około 10% dzieci w małżeństwach nie jest dziećmi mężów matek, ale to
      wypalenie potencji lub kiepskie na kobiecą intuicję- geny męża, a
      nie wypalenie małżeństwa ;)

      > Cynicy twierdzą, że oszukiwanie się stanowi nieodzowny element gry
      małżeńskiej.

      Cynizm to ostatnie stadium bezsilności, więc bez komentarza.

      > Mijają lata, słabną burze emocjonalne i zaczyna się nędza
      egzystencji małżeńsk
      > iej. Żona staje się kurą domową i przestaje dbać o związek, o swój
      wygląd i zam
      > ienia się w sekutnicę. Swoim jadem zabija z odległości kilku
      metrów.

      To wizja autorstwa juz raczej kogoś po tym ostatnim stadium ;)

      Bowiem kobiety w pewnym wieku to jakby ukończyły ten sam
      uniwersytet, wszystkie nienawidzą mężów.
      Dobrze, ze nie jestem- wszystkie kobiety, ale prawda że niektóre
      maja taka manierę- nieelegancką- wysmiewania swoich mężów publicznie
      u cioci na imieninach.

      Ale z przyczyn czysto ekonomicznych nie mają zamiaru ich wypuścić z
      rąk.
      Współcześnie te ekonomiczne względy sa juz małó istotne- wygodnictwo
      bardziej.

      A u męża pozbawionego odrobiny ciepła emocjonalnego dojrzewa
      decyzja żeby wziąć sobie kochankę.
      Na upartego, 20% procent menów to może wciskać taka przyczynę, jak
      to zweryfikoewać, to wychodzą różne grzeszki zza paznokci u tych
      niedogrzanych emocjonalnie biedaków;)

      Kobieto, to nie kryzys wieku średniego, to twoja oziębłość
      > emocjonalna doprowadziła go do tej myśli „samobójczej”.
      Zupełnie jak hasło: Matko pamiętaj-dziecko Twój skarb!";

      Bo w większości przypadków zdrady zaczynają się od rozdziału z
      dziedziny psychoterapii 211; nic ich, poza sakramentem, nie łączy, a
      wszystko dzieli, mąż jest udręczony samotnością we dwoje, czuje się
      bardzo niedoceniany, wyzbyty emocji. Żona uważa, że wywiązała się z
      matrymonialnych obowiązków [są dzieci] i nie musi już być miła -
      jest jak modliszka, która „pożera” swego samca.

      Samotność we dwoje- to też rzecz do której potrzeba dwojga;)
      Zrzędzaki tu wypełzły i piszczą!

      Mąż czuje,że życie ucieka mu przez palce, chce ryzyka i odczuwania
      dreszczyku emocji, chce poczuć, że znowu żyje. Więc sięga po owoc
      zakazany.
      Cudownie, więc już zaliczono w tej wypowiedzi etap uzasadnienia
      mężowskiej zdrady.
      A gdzie o tej kobiecej zdradzie? Jej usprawiedliwienie, motywy,
      logiczność i apel do mężczyzn o dbanie o swoja babę, co by sie nie
      puściła? ;)
      Jakieś qrna, wypalenie małżeńskie... ki czort???

      Dalej te analizy relacji mąż kochanka i ciągłe przypominanie o
      deficycie ciepła u zdradzającego to już pominę.
      Tu jest konkluzja:
      "Mężczyzna bierze sobie kochankę, żeby zostać z żoną, k
      > obieta bierze sobie kochanka, żeby odejść od męża”. Do tego
      opublikowane dane pokazują, że w wielu przypadkach niewierność męża
      przyczyniła się do wzmocnienia związku.
      Dla mnie to, że kobiety odchodza do kochanków i kończą związki w
      których nie są szczęśliwe-to objaw uczciwości i posiadania tzw.
      nomen omen "jaj".
      U Panów to, że zostają przy żonie zdradzając, nijak inaczej nie moge
      ocenić, tylko że jest to: chamskie, tchórzliwe okłamywanie prosto w
      oczy najbliższej osoby.

      Zauważcie, że zadowolona kobieta przyciąga szczęście, lgną do niej
      wszyscy. Bowiem taka kobieta ma w sobie ładunek emocjonalnego
      ciepła, ona nie musi demonstrować feminizmu.
      (Autorka ma jakiś kompleks wobec femiznizmu albo nie wie, co to
      takiego, bo wtrąca tutaj to pojęcie bez sensu)
      Chce się jej dotknąć choćby na ułamek sekundy. Ona się uśmiecha
      oczami. Ona kocha życie, a życie kocha ją.
      Łomatko...
      Potem pani TERESA KOZIATEK calkiem puszczają hamulce przyzwoitości
      i wygarnia po całości, że całe zło bierze sie z tego, że sie kobiety
      wyzwoliły.
      Skoro pani Koziatek, jest rzeczniczka mężczyzn zyjących z
      wyzwolonymi kobietami i musi bronić ich potrzeb przytulenia i
      pogłaskania po głowie za każde opuszczenie klapy w kiblu, to
      rzeczywiście strach sie bać, w jakim kierunku te relacje męsko-
      damskie sie rozwiną...

      duze pozdro_ z _obozu_sielankowej monogamii !!!


      > __________________________________________________________
      > Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
      • urquhart Jad 04.05.10, 07:56
        sisi_kecz napisała:
        > > Mijają lata, słabną burze emocjonalne i zaczyna się nędza
        > egzystencji małżeńsk
        > > iej. Żona staje się kurą domową i przestaje dbać o związek, o swój
        > wygląd i zam
        > > ienia się w sekutnicę. Swoim jadem zabija z odległości kilku
        > metrów.
        >
        > To wizja autorstwa juz raczej kogoś po tym ostatnim stadium ;)
        >
        > Bowiem kobiety w pewnym wieku to jakby ukończyły ten sam
        > uniwersytet, wszystkie nienawidzą mężów.
        > Dobrze, ze nie jestem- wszystkie kobiety, ale prawda że niektóre
        > maja taka manierę- nieelegancką- wysmiewania swoich mężów publicznie
        > u cioci na imieninach.

        To gorzkie ale bardzo charakterystyczne. Wrzuć mąż w wyszukiwarkę forum GW, a na każdym forum (z wyjątkiem może forum Młodych Mężatek) masz ziejący jad i deprecjonowanie z niemal każdego wątku żon o mężu.

        To właśnie niestety to poszukiwanie zawsze lepszych genów przez kobiety wg psychologii ewolucyjnej w czystej postaci! Nigdy mąż nie będzie wystarczająco dobry, chyba że jest absolutnie na szczycie drabiny społecznej.
        Mężczyźni żeby zwiększyć ewolucyjne szanse i bzyknąć coś na boku przynajmniej nie potrzebują sączyć jadu i deprecjonować w tym celu własnego związku, ot a kobieta z czasem musi :)

        __________________________________________________________
        Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
        • mujer_bonita Re: Jad 04.05.10, 13:49
          urquhart napisał:
          > To gorzkie ale bardzo charakterystyczne. Wrzuć mąż w wyszukiwarkę forum GW, a n
          > a każdym forum (z wyjątkiem może forum Młodych Mężatek) masz ziejący jad i depr
          > ecjonowanie z niemal każdego wątku żon o mężu.

          Urqu i jego mania prześladowcza... ;)
        • zakletawmarmur Re: Jad 04.05.10, 16:19
          To właśnie niestety to poszukiwanie zawsze lepszych genów przez
          kobiety wg psyc
          > hologii ewolucyjnej w czystej postaci! Nigdy mąż nie będzie
          wystarczająco dobry
          > , chyba że jest absolutnie na szczycie drabiny społecznej.
          > Mężczyźni żeby zwiększyć ewolucyjne szanse i bzyknąć coś na boku
          przynajmniej n
          > ie potrzebują sączyć jadu i deprecjonować w tym celu własnego
          związku, ot a kob
          > ieta z czasem musi :)

          Jasne:-) Wystarczy poczytać to forum. Co drugi facet tu narzeka
          mając w domu prawie ideał kobiety. Wygodniej zwalić winę za zdradę
          na kogoś innego.
          • krzysztof-lis Re: Jad 04.05.10, 18:38
            > Jasne:-) Wystarczy poczytać to forum. Co drugi facet tu narzeka
            > mając w domu prawie ideał kobiety.

            Posiadanie w domu:
            * partnerki, która uważa siebie za "prawie ideał kobiety"
            * partnerki, która jest uważana za "prawie ideał" przez inne kobiety
            nie oznacza posiadania ideału ani nawet "prawie ideału".
            • zakletawmarmur Re: Jad 04.05.10, 19:26

              A ja myśle, że to raczej chodzi o to, że są faceci, którym nigdy nie
              dogodzisz. Chłop ma w domu żonę w 90% idealną to i tak będzie
              marudził, że ta nie zgadza się na trójkąt ze swoją siostrą
              bliźniaczką.
              • krzysztof-lis Re: Jad 04.05.10, 20:10
                > A ja myśle, że to raczej chodzi o to, że są faceci, którym nigdy nie
                > dogodzisz.

                No i? Kobiety też. Wychodzi na to, że takich kobiet jest więcej, niż takich facetów.
                • zakletawmarmur Re: Jad 04.05.10, 21:32

                  Ależ oczywście, że takich kobiet też jest sporo. Dlaczego
                  twierdzisz, że kobiet jest więcej?
                  • krzysztof-lis Re: Jad 06.05.10, 17:46
                    To był mój wniosek wyciągnięty na podstawie zacytowanego tekstu.
              • songo3000 Re: Jad 05.05.10, 02:07
                > marudził, że ta nie zgadza się na trójkąt ze swoją siostrą
                > bliźniaczką.
                Nooo, to zdecydowanie dyskwalifikuje taką zonę. Trójkącik z bliźniaczką mojej połowicy, mmmmm. śni mi się czasami po nocach :D
    • aandzia43 Re: Monogamia na topie, druga strona medalu 04.05.10, 09:45
      Nie kąsam, czemu pani Koziatek pisze o emocjonalnym chłodzie,
      zaniedbywaniu związku i takich tam innych niecnych postępkach, jak o
      grzechach niewieścich tylko i wyłącznie. Wszystkie wymienione przez
      nią nieszczęścia mężczyzn w związkach dotyczą również kobiet, bo
      mężczyźni grzeszą przeciwko nim tak samo. A kobiety traktowane
      paskudnie cierpią tak samo, jak paskudnie traktowani mężczyźni. Pewne
      różnice między płciami (np. w przeżywaniu rodzicielstwa) nie
      zmieniają całokształtu.
      Jeśli chodzi o babski jad, to mam takie spostrzeżenie. Dzielę
      jadowite dla swoich facetów kobiety na dwie kategorie: baby jadowite
      z natury swojej, czyli te jadowite w każdej choć trochę stresującej
      międzyludzkiej sytuacji i baby niejadowite dla reszty niekoniecznie
      rozpieszczającego je świata, za to jadowite dla swoich chłopów. Jak
      sobie facet bierze za żonę babę z pierwszego zbioru, to sorry
      Winnetou: mógł wcześniej poczynić obserwacje psychologiczne. Jeśli mu
      jej chamstwo i wredota przejawiane w stosunku do innych ludzi nie
      przeszkadzały, to znaczy, że on z tej samej półki i niech nie
      narzeka, że paskudne nawyki ślubnej dotykają czasem i jego. Jak sobie
      natomiast facet wyhoduje bullteriera z labradora, ooo... to już jest
      wyższa szkoła jazdy. Chyba nikt nie żałuje takiego hodowcy pożartego
      w końcu przez jego "pupila"?
      • sisi_kecz Re: O tym jadzie 04.05.10, 12:57
        sie zastanawiam, co piszecie o powszechnym ujadaniu na mezów.

        zrobilam rachunek sumienia, czy najezdzam na swojego mena:
        psiapsiółkom sie nie zwierzam,
        do mamusi czy rodziny z jęzorem nie latam,
        na forum marudze na kilka jego wad i zachowan.

        Chyba zyje w jakims rezerwacie, bo jeszcze nie slyszalam "na zywca"
        takiego ujadania.
        Jedynie przypadki z cyklu: mój Kazio to nigdy po podwyzke nie
        pojdzie, odwagi nie ma.Stare ciotki to tak lubia.
        Widzialam tez w kabaretach skecze na podobne tematy, no i te watki
        na forach, ale to chyba specyfika internetu.

        Ale widziałabym taka zaleznosc, ze tam, gdzie panowie wiedza o
        krytykanctwie zony i na to pozwalaja sobie- to jest to jakas
        specyfika tego układu i jakas tam (swiadoma, nieswiadoma) zgoda na
        takie traktowanie.
        Raz mi sie zdarzyło, ze lekko zazartowalam z meza przy moich
        rodzicach. W domu uslyszalam, ze takie zarty go nie bawia, nie zyczy
        sobie i nigdy to sie nie powtorzyło.
        Dla mnie to podstawa, ze na zewnatrz malzenstwo musi trzymac sie
        razem.

        To, co sobie wyrzygujemy pod kominkiem, siedzac do pozna w nocy,
        przy winku, to insza inszosc;)

        Jesli sa takie kobity, dla ktorych wlasny maz to szczyt obciachu i
        dno poziomu, to powinny sie zastanowic, jak to swiadczy o nich, ze
        takie rzekome zera sobie wybrały ;)


        duze pozdro!!!

        ała mi bez przerwy,
        raz na zmysły , raz na nerwy"
        Sztaudynger
      • songo3000 Re: Monogamia na topie, druga strona medalu 04.05.10, 14:07
        Andzia, dla przyzwoitości - się żałuje, tak po ludzku po prostu. Tak samo jak babską wersję ofiary wieloletniej przemocy domowej.
        • krzysztof-lis Re: Monogamia na topie, druga strona medalu 04.05.10, 18:45
          > Andzia, dla przyzwoitości - się żałuje, tak po ludzku po prostu.
          > Tak samo jak babską wersję ofiary wieloletniej przemocy domowej.

          Ale jak traktować to "tak samo", skoro zawsze to facet winny? :)
          • urquhart Re: Monogamia na topie, druga strona medalu 04.05.10, 19:31
            krzysztof-lis napisał:
            > Ale jak traktować to "tak samo", skoro zawsze to facet winny? :)

            He, he,
            www.youtube.com/watch?v=Rfi9wuJpIXA__________________________________________________________
            Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
          • jesod Re: Mono i stereo. 04.05.10, 22:41
            krzysztof-lis napisał:
            > Ale jak traktować to "tak samo", skoro zawsze to facet winny? :)

            Jeśli jest pojętny - szybko zrozumie fakt, że gdy wiatr wieje to
            też czasem jego wina - jest górą! Zawsze świetnie potrafi rozbroić
            pole minowe, z ogromną korzyścią dla samego siebie. :)


        • aandzia43 Re: Monogamia na topie, druga strona medalu 04.05.10, 21:55
          aaa... dla przyzwoitosci to ja mogę pożałować i Stalina, bo miał
          chłopak ciężkie, przemocowe dzieciństwo, a i potem lekko nie miał -
          wiesz jak cierpi paranoik? Serio mówię, tylko muszę mieć dobry dzień
          i się odpowiednio nakręcić.
          Pan A, który nie wykazał się wyczuciem psychologii wzbudza moje
          współczucie. Właśnie jak ofiara przemocy domowej. Jak
          niedoświadczony i bez wyobraźni człowiek, który włazi bezmyślnie do
          klatki z bestią. Ale pan B nie. To on dręczył labradora, aż zmienił
          go w bullterira.
          • urquhart Re: Monogamia na topie, druga strona medalu 04.05.10, 23:59
            aandzia43 napisała:
            > Pan A, który nie wykazał się wyczuciem psychologii wzbudza moje
            > współczucie.

            Ot, współczucie ma przyszłość ale w przecież w rozsądnych granicach :)
            Taki Imam co naucza że żonę należy bić terapeutycznie ale w ostateczności i to nie więcej niż 10 razy i czasem nie za grubym kijem. Wygląda mi też na bardzo współczującego...
            www.youtube.com/watch?v=wh7qiO3Ygnk&feature=related__________________________________________________________
            Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.
    • songo3000 Re: Monogamia na topie, druga strona medalu 04.05.10, 14:43
      Do wszystkiego się nie odniosę ale widzę, że temat jadu na tapecie :)
      Kwestę obgadywania, paplania czy komentowania meżusia widzę trochę inaczej - to nie są jakieś tajemnicze wrodzone czy nabyte cechy sado-maso w stosunku do partnerów tylko LOJALNOŚCI.
      Lojalność oznacza dla mnie 'trzymanie strony partnera' względem otoczenia. Z definicji eliminuje opisane przez Urqu zjawisko.
      No i ostatnia mała sprawa, na lojalność partnera trzeba sobie zasłużyć. Mocno zasłużyć.

      O ile jeszcze rozumiem, że dawniej kobiety nie za bardzo miały o tym pojęcie a faceci z racji 'brotherhood', tradycji militarnych i takich tam wiedzieli co oznacza lojalność to dziś... wszędzie jest mogiła :DDD
    • konikmorski1976 Re: Monogamia na topie, druga strona medalu 06.05.10, 17:26
      boże ale nuda nie chce mis ie czytac tego
Pełna wersja