zadobra
19.05.10, 00:04
Wiele razy zastanawiałam sie nad tym i nadal nie znam
odpowiedzi...Chyba jestem za głupia żeby sama znaleźć
odpowiedź...
Nie potrafie zrozumieć jak z wielkiej miłości, goracego
seksu i partnerstwa jak z wspólnych marzeń można przejść w
ja i on...Jak można zapomnieć o tym co było i dlaczego
facet może tak z dnia na dzień...
obiecywał, że bedie traktował jak księzniczkę że kochać i
pragnąc nie przestanie, że to ja i moje potrzeby bedą
najważniejsze i co..Kłamał???? 3 lata po ślubie już mu
mineło...Właściwi to duzo wcześniej zaczynał odpuszczać sobie
sukcesywnie i stopniowo dbałość o moje szczęście.Najpierw
przestał trzymać za rękę potem całował tylko na powitanie i
pożegnanie o ile nie zapomniał:( Sex...był świetny tyle
tylko że przynajmiej od roku tylko ja go aranżuję...Jak
wariatka wyskakuję w sexi przebraniach...właściwie wyskakiwałam
bo od początku roku 4 razy zmusiłam do piecio minutowego
powiedzmy sexu mojego męza-dupka!Sex gorszy od zera...chyba
wizyty u grzebalca są przyjemniejsze.Nie dlatego że nie
chciałam żeby było lepiej ja go po prostu błagałam o to a
on zawsze miał wymówkę, zmęczony albo czasu nie miał bo
do pracy musiał iść az w końcu właściwi siła go
zmusiłam...Czuję sie jak dziwka...Brzydka...i nie wim w czym
zawiniłam...
Mam 26 lat, pracuję zarabiam prawie połowe wiecej niż mąz-
dupek,sprzatam, gotuję, prasuje, dbam o dom on musi tylko
raz kiedyś wyrzucić śmieci.Zakupy, rachunki, wszystko
załatwiam ja...nawet do okulisty go umawiam bo zapomina
zadzwonić i umówić się na wizytę...Koleżanki, przyjaciólki
zawsze mi mówią, że jestem atrakcyjna...pytają kiedy mam
czas na to żeby tak o siebie dbać bo robie wszystko to
co one dotego uczę sie a zawsze wyglądam ładnie...tak
mówi wiele osób więc chyba nie kłamią...wiem że mogę się
podobać bo właściwie każdy wyskok z przyjaciółmi gdybym
tylko chciała mógłby sie skończyć przygodą ze znajomym z tej
chwili, ale nie ja...okazje były żadnej niewykożystałam...
ni mogę...naiwna jestem...Często zauwazam jak
męzczyźni ,,mierzą '' mnie więc maszkarą nie jestem...Moje
przyjaźnie z facetami zawsze kończyły się z tego samego
powodu...Wyznawali miłość...a ja od zawsze kocham tylko
jednego-męza-dupka....Tyle tyklo że przyszedł dzień w którym
mam już dosyć bycia dobrą żona spełniającą każde pragnienie
meża, nie chcem i nie mam już deka siły walczyć o
faceta za którego pragnełam wyjść za mąż i stworzyć z nim
dom pełen miłości i ciepła...Go już nie ma!Ten obecny to
zimny egoista, mimo wielu rozmów nie potrafi powiedzieć co
sie z nami stało..według niego jest wszystko pięknie i
nadal mnie kocha...a ja tego za żadne skarby nie
czuję....wieć o co chodzi...Po co mu była żona...a może
nie żona i partnerstwo tylko służąca, dwie ręce i głowa!
Jest mi bardzo ciezko, kazdy wieczór płaczę ukrywając sie
przed nim...myśle o rozwodzie...Czy ktoś potrafi mi to
wytłumaczyć? A może to ja jestem taka beznadziejna? Może
nie zasługuję na miłośc i szczęscie?Dlaczego męzczyżni to
takie dupki?dlaczego dla świata ideał dla mnie jest
dupkiem...