mam ten sam problem

13.03.04, 15:41
po kilku latach małżeństwa mąż zupełnie nie ma ochoty na seks, teraz nigdy
nie wychodzi z inicjatywą a wcześniej kochaliśmy się jeszcze rzadziej raz na
2 -3 miesiące! Mam juz dość proszenia. Sama lubię seks. Próbowałam rozmawiać
wielokrotnie, bez rezultatu. Ma niewyobrażalny repertuar wymówek. Na pewno
nikogo nie ma. Mąż jest pracocholikiem i ma mnóstwo wymyslonych problemów
przez siebie. A za wszelkie niepowodzenia obarcza mnie w 100%, zupełnie
bezcelowo... coraz bardziej mi tego brak...
    • marcin1973 Re: mam ten sam problem 14.03.04, 00:07
      no właśnie: sztuka tworzenia wymówek...u mnie ostatnio były,,, za długie
      paznokcie...o innych nie wspomnę...ale nie powiem żeby mi było miło...mnie też
      coraz bardziej brak, ehhhhhhhhhhhh
      > po kilku latach małżeństwa mąż zupełnie nie ma ochoty na seks, teraz nigdy
      > nie wychodzi z inicjatywą a wcześniej kochaliśmy się jeszcze rzadziej raz na
      > 2 -3 miesiące! Mam juz dość proszenia. Sama lubię seks. Próbowałam rozmawiać
      > wielokrotnie, bez rezultatu. Ma niewyobrażalny repertuar wymówek. Na pewno
      > nikogo nie ma. Mąż jest pracocholikiem i ma mnóstwo wymyslonych problemów
      > przez siebie. A za wszelkie niepowodzenia obarcza mnie w 100%, zupełnie
      > bezcelowo... coraz bardziej mi tego brak...
      • ja.b Re: mam ten sam problem 14.03.04, 08:32
        a ja jak staram się przejąć inicjatywę to dowiaduje się, że tylko jedno mi w
        głowie! dobre sobie...:)
    • kksl Re: mam ten sam problem 14.03.04, 08:45
      Witam. U mnie jest podobnie, tyle tylko że w drugą stronę. Dla żony sex mógłby
      nie istnieć i tak naprawdę nie istnieje. Radzę Ci zdecyduj się na poważną
      rozmowę na ten temat, z wszelkimi jej konsekwencjami, bo później zostaje już
      tylko rozwód. (Tak jak u mnie - niestety). Problemy o których się nie rozmawia
      urastają do monstrualnych rozmiarów i przychodzi czas kiedy nie da się już ich
      okiełznać.
      Powodzenia
      • edyta0 Re: mam ten sam problem 14.03.04, 09:58
        Witam Forumowiczów!
        Seks, to bardzo ważna dziedzina związku. W dużej mierze to od niej zależy, jak
        nam się układa z partnerem. Czytam te Wasze (męskie) posty i tak się
        zastanawiam, że może powinniście zapytać swoich kobiet dlaczego tak sie dzieje?
        Sama uwielbiam się kochać i wiem jak ważne jest to dla mężczyzny. My kobiety
        bardzej cenimy pieszczoty, gesty, czułe słowa u Was wyglada to inaczej, czyli
        przez seks do serca. Taka jest zasada męskiego schematu, to czysta psychologia.
        Kobieta, która nie w pełni zaspokaja mężczyznę powinna liczyć się z tym, że
        wcześniej czy później znajdzie on sobie kochankę. Zresztą, nawet jeśli kobieta
        nie może całkowicie zaspokoić mężczyznę, ponieważ występują problemy zdrowotne
        to przecież tyle innych jest sposobów by by dać facetowi maksymalną rozkosz.
        Pozdrawiam
      • ja.b Re: mam ten sam problem 16.03.04, 13:13
        dzięki, zgadzam się w 100%, rozmowa to podstawa porozumienia. Próbuje rozmawiać
        na ten temat juz od dawna, choć na razie bez większych efektów (konczy się
        kilkudniowym obrażalstwem), mąż nie widzi problemu...
        pozdrawiam
        • volki Re: mam ten sam problem 16.03.04, 16:31
          Ludzie moi mili. Slabo mi sie robi jak pomyślę, że mnie może spotkać to samo co
          Was. W mojej głowie to się nie mieści, że można tak się migać. Nie jestem w
          związku małżeńskim (pewnie niektórzy z Was powiedzą, że wlaśnie dlatego nie
          mogę się wypowiadać), ale moje wyobrażenie na temat seksu jest takie jak tych z
          Was, którzy są odtrącani. Mam chyba duży temperament i nie wyobrażam sobie, aby
          nasze potrzeby kiedyś w małżeństwie były skrajnie różne. Na szczęście znam
          klika małżeństw, którzy (oboje) mają bardzo zdrowe podejście do tej sfery życia
          i jest to krzepiące. Nie wiem jednak co może dać gwarancję dobrego pożycia? Z
          jednej strony fajnie byłoby iść do łóżka dopiero po ŚLUBIE, ale z drugiej chyba
          trzeba się "spróbować" bo chyba samo przegadanie sprawy nie wystarczy. No ale z
          drugiej strony wszyscy piszecie, że wcześniej (do jakiegoś czasu) było OK. Wiec
          nic już z tego nie rozumiem. Życze wszystkim, aby nastąpił w waszym pożyciu
          pozytywny przełom w tej jakże ważnej sferze życia. pozdrawiam
          • gomory Re: mam ten sam problem 20.03.04, 10:53
            Volki -> "konsumpcja" przedslubna to w dzisiejszych czasach wrecz norma, i
            chyba to niezgorszy pomysl (aczkolwiek rzecz jasna nie dajacy zadnej
            gwarancji). Zeby nie bylo Ci za latwo to dorzuce "cegielke" ze swojego ogrodka:
            Najpierw super, i coraz to bardziej super z czasem. Pozniej problemy zdrowotne
            malzonki wylaczyly nam te sfere na spory okres czasu. Wtedy mnie to fustrowalo
            (i nawet sam sobie robilem wyrzuty jakim jestem chu^%m ze sie podlamuje
            sytuacja zamiast wspolczuc). Jakos tak przywyklem do tego, zatopilem sie w
            autoerotyzmie, i teraz role sie nam odwrocily. Jej sie chyba ustabilizowalo,
            chcialaby powrotu ale mi sie z kolei teraz nie chce. Stalem sie leniwy, nie
            zabiegam w ogole o seks (niby nie odmawiam, ale jaka kobiete bedzie bawilo
            lozko o ktore sama musi sie domagac). Nagle wydaje mi sie ze nasze zblizenie sa
            byle jakie, dostrzegam duzo jej wad, i zaczyna sie wlaczac mechanizm ja wiem...
            zemsty za te lata? Moze gdyby seks byl rodem z filmow xxx, z jakimis cudami na
            kiju, toby mnie w ogole ruszyl, a tak to czekam az zonka zaliczy orgazm bo to
            dla mnie jak linia mety po ciezkim rajdzie. Moj mnnie juz nawet nijak nie
            cieszy, i jest obojetne czy bym go mial czy tez nie (wiec i sie nie dziwie ze
            kreci nosem na moja slaba ekscytacje).
            Wiec uwazajcie malkontenci by pewnego dnia nie stanac po drugiej strony
            barykady ;).
            • marcin1973 Re: mam ten sam problem 21.03.04, 01:01
              No też się trcohę obawiam tego przekręcenia się klepsydry... że to kiedyś mnie
              się nie będzie chciało, etc....(ale mam bogata kolekcję wymówek i uników, moja
              żona wyszukuje je w zadziwiający sposób..a mnie bawi prowokowanie do
              poszukiwania nowych jak się "stare oklepią")...no ale to też tak jest, że
              częstszy seks wpływa na to, że mniej wad się dostrzega, a jeśli jakieś to w
              innym świetle, na pewno jest mniej zadrażnień i niepotrzebnych złośliwości...i
              to wady dostrzega raczej "strona" seks odrzucająca...No a skoro są wady, to
              seksy byc nie może..błędne koło
              Marcin
              gomory napisał:
              > Najpierw super, i coraz to bardziej super z czasem. Pozniej problemy
              zdrowotne
              > malzonki wylaczyly nam te sfere na spory okres czasu. Wtedy mnie to
              fustrowalo
              > (i nawet sam sobie robilem wyrzuty jakim jestem chu^%m ze sie podlamuje
              > sytuacja zamiast wspolczuc). Jakos tak przywyklem do tego, zatopilem sie w
              > autoerotyzmie, i teraz role sie nam odwrocily. Jej sie chyba ustabilizowalo,
              > chcialaby powrotu ale mi sie z kolei teraz nie chce. Stalem sie leniwy, nie
              > zabiegam w ogole o seks (niby nie odmawiam, ale jaka kobiete bedzie bawilo
              > lozko o ktore sama musi sie domagac). Nagle wydaje mi sie ze nasze zblizenie
              sa
              >
              > byle jakie, dostrzegam duzo jej wad, i zaczyna sie wlaczac mechanizm ja
              wiem...
              >
              > zemsty za te lata? Moze gdyby seks byl rodem z filmow xxx, z jakimis cudami
              na
              > kiju, toby mnie w ogole ruszyl, a tak to czekam az zonka zaliczy orgazm bo to
              > dla mnie jak linia mety po ciezkim rajdzie. Moj mnnie juz nawet nijak nie
              > cieszy, i jest obojetne czy bym go mial czy tez nie (wiec i sie nie dziwie ze
              > kreci nosem na moja slaba ekscytacje).
              > Wiec uwazajcie malkontenci by pewnego dnia nie stanac po drugiej strony
              > barykady ;).
              • woman-in-love Re: mam ten sam problem 21.03.04, 06:35
                "Mam bogata kolekcję uników..." zamiast poprostu powiedzieć:" mam cie dość,nie
                kręci mnie seks s toba". Chcesz tak gnić do końca zycia okłamując siebie i ją?
                Widocznie obojgu wam odpowiada taka hipokryzja. Ja nazywam to "skorumpowanym
                małżeństwem" i dziwię sie, że nie szkoda wam zycia. Dziwni jesteście....
                • gomory Re: mam ten sam problem 26.03.04, 16:42
                  > (...) Chcesz tak gnić do końca zycia okłamując siebie i ją?
                  > (...) dziwię sie, że nie szkoda wam zycia. Dziwni jesteście....

                  Coz, gdybysmy wszyscy byli tacy sami to nudno i przewidywalnie byloby na
                  swiecie ;). Pewnego dnia mozesz zachorowac i nie moc sama borykac sie z zyciem
                  (oczywiscie nie zycze Ci tego w najmniejszym procencie). Czy zyczylabys sobie
                  wtedy by Twoj parter uznal ze sie na tyle zmienilas ze nie mozna z Toba dalej
                  byc? Jako kobieta z zapewne silna osobowoscia pomyslisz ze "a co mi tam z
                  litosci, lepiej byloby gdyby poszedl w sina dal" - tym niemniej nie kazdy tak
                  mysli, i to nie jest dziwne. No i przede wszystkim zawsze trzeba miec lepsza
                  alternatywe na oku ;).
            • sutra Re: mam ten sam problem 21.05.04, 20:38
              gomory napisał:

              > Volki -> "konsumpcja" przedslubna to w dzisiejszych czasach wrecz norma, i
              > chyba to niezgorszy pomysl (aczkolwiek rzecz jasna nie dajacy zadnej
              > gwarancji). Zeby nie bylo Ci za latwo to dorzuce "cegielke" ze swojego
              ogrodka:
              >
              > Najpierw super, i coraz to bardziej super z czasem. Pozniej problemy
              zdrowotne
              > malzonki wylaczyly nam te sfere na spory okres czasu. Wtedy mnie to
              fustrowalo
              > (i nawet sam sobie robilem wyrzuty jakim jestem chu^%m ze sie podlamuje
              > sytuacja zamiast wspolczuc).

              Błąd chyba polegał na tym, że nie porozmawiałeś wtedy z żoną o tej frustracji i
              nie znaleźliście wspólnie sposobu na to,żeby jej zaradzic. Oczywiście, to nie
              była wina żony, tylko częsciowo twoja, ale może pojawić się pretensja do niej o
              to, że "nie dostrzegła" i półświadoma cheć odegrania się. Powinna pomóc terapia
              małżeńska...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja