Mąż nie rozumie związku....

03.07.10, 13:16
między problemami natury głębszej ( problemy , kłótnie ,) a brakiem mojego
zainteresowania seksem z nim ...
Jesteśmy 10 lat po slubie , wiadomo , na początku wielka miłosć ,brak
obowiązków itp więc wszystko było OK
Potem przyszło dziecko ,masę zajęć - nie jest juz tak kolorowo . Nie będę się
rozpisywac jaki to jest zły mój mąż , napiszę tylko tyle , że przez ten cały
czas naszego małżeństwa doskonale poznałam charakter męża i niestety z
biegiem lat pojawiły się u niego( a raczej ja je zaczęłam dostrzegać )
nieprzyjemne cechy jak mściwość , skrajne lenistwo ( jakakolwiek pomoc w domu
) brak zainteresowania własnym dzieckiem ( brak okazywania uczuć , brak ochoty
jakiegokolwiek kontaktu z dzieckiem , pobawienia się itp ) , jest wybuchowy i
chamski wobec innych ludzi ...
Kocham go ale.. własnie...ogólnie na codzień zachowujemy się normalnie , nie
ma w domu awantur ani jakichś cichych dni.

I właśnie - on nie potrafi zrozumieć że nie mam ochoty na seks z nim , nie
czuję do niego pociągu fizycznego , przez JEGO ZACHOWANIE .
Uważa że to nie ma związku i nie ma to nic do rzeczy , osądza mnie że pewnie
mam kochanka itp
On jest moim pierwszym i hmm ( wstyd się przyznać chyba ) jedynym do tej pory
mężczyzną w łóżku .Z moim popędem seksualnym jest wszystko jak najbardziej OK
, bardzo potrzebuje zaspokojenia i niestety muszę to robić sama - wibratorem
, ogladając porno .. smutne to ale prawdziwe

Oczywiście uprawiamy seks na zasadzie on robi swoje a ja czekam aż skończy -
nie mogę wykrzesać z siebie odrobiny pożadania .
Już widzę zakończenie tego małżeństwa - on będzie robił skoki w bok i rozwód
    • neotehuana Re: Mąż nie rozumie związku.... 03.07.10, 13:50
      A moze rozwod bylby dobrym rozwiazaniem dla Ciebie.
      Po co zyc z facetem, ktory niszczy Cie psychicznie.


      tehuana.wordpress.com/
      • a.malami75 Re: Mąż nie rozumie związku.... 03.07.10, 14:40
        No nie wiem.. na co dzień nasze życie wygląda normalnie , rozmawiamy ze sobą ,
        udaję że wszystko jest ok ..
        • santo_inc Re: Mąż nie rozumie związku.... 03.07.10, 21:04
          Ja bym proponował porozmawiać, ale nie tylko mówić.

          Zresztą do kogo masz pretensje o klapki na oczach? Zrób facetowi uprzejmość i
          odejdź od niego.
        • lavenders27 Re: Mąż nie rozumie związku.... 04.07.10, 16:42
          Skoro UDAJESZ, to znaczy, że nie jest ok.

          Skoro nawet własne dziecko go odrzuca i twierdzi że go nie kocha, to znaczy, że
          to naprawdę skrajnie beznadziejny facet. Rzuć go w cholere, na świecie jest tylu
          fajnych facetów, że szkoda marnować życie z takim elementem.
    • normalny_facet_1 Re: Mąż nie rozumie związku.... 03.07.10, 15:37
      bardzo mi przykro, ja jestem po rozwodzie, i może tez traktowałem
      swoja zone nie tak jak potrzeba(malo jej pomagałem)w łóżku było nam
      super,pożniej cos sie popsulo i tez kochaliśmy sie coraz rzadziej.
      niestety po 8 latach przyszedl kryzys,i niestety nasze małżeństwo
      sie popsuło,Pozrozmawiaj z męzem poki jest jescze czas....
      • a.malami75 Re: Mąż nie rozumie związku.... 03.07.10, 22:13
        No własnie - dlatego piszę tutaj bo nie wiem jak go przekonać , jak mu
        wytłumaczyć że wszystkie problemy łóżkowe są przez jego zachowanie , traktowanie
        rodziny jak sprzętu domowego , dziecka jak przedmiotu który zauważa tylko wtedy
        gdy jest za głośno jak on chce oglądać telewizor....
        Myślicie że nie próbowałam z nim rozmawiać .. nie da się , bo jak tylko zacznę
        cokolwiek to słyszę " przesadzasz , nie wiem czego ty chcesz , " na pewno masz
        kogoś że się tak czepiasz "
        I tak w kółko - właściwie pisałam że go kocham ale NIE CZUJĘ DO NIEGO już tego
        co kiedyś - nie potrafię zrozumieć jak można być takim samotnikiem , który
        potrzebuje kochanki ,sprzątaczki , itd.. a dziecka nie zauważa ..jak to boli ,
        kiedy córa ( 7 lat ) mówi że nie kocha taty ... płakać się chce
    • urquhart Re: Mąż nie rozumie związku.... 03.07.10, 22:26
      Znowu mantra, jak się facet weźmie i podporządkuje, dostosuje do takich, owakich oczekiwań kobiety to może wróci pożądanie...

      To przecież skrajna ułuda.
      _____________________________________
      Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
      • a.malami75 Re: Mąż nie rozumie związku.... 03.07.10, 22:34
        Podporządkuje ? Chcę żeby był ojcem , mężem , normalnym człowiekiem a nie kimś
        kto po pracy z piwem zalega przed telewizorem/komputerem .
        Aż tak wiele oczekuję ?
        Czy to nie jest normalne że z kimś takim nie ma się ochoty kochać ?
      • m00nlight Wcale nie 04.07.10, 16:35
        Żadna 'ułuda'

        Faceci może potrafią oddzielic 'codziennosc' od łóżka.

        U nas to tak nie dziala- jeśli na codzien jest jakis problem, ktory
        zaprząta nam glowe, nie potrafimy się 'przelamac'

        I tu nie chodzi o 'podporządkowywanie się' po prostu facet jest nie
        w porządku dla zony na codzien, a w łóżku oczekuje niewiadomo-czego.

        Mysle Autorko, że nalezy mu wylozyc kawe na ławe- że nie podoba ci
        się jego zachowanie i przez to nie masz na niego ochoty. I jak juz
        ktos pisal- nie poświęcaj sie na zasadzie: 'on robi swoje a ja
        czekam aż skonczy, co mi tam' Tylko załóż szlaban. Albo macie z tego
        przyjemność razem, albo nikt nie ma. Skoro zaspokajasz, chociaz
        częściowo JEGO potrzeby, on nie dostrzee problemu, bo twoje mogą go
        zwyczajnie nie interesowac...
    • vitek_1 Re: Mąż nie rozumie związku.... 04.07.10, 00:44
      a.malami75 napisała:

      > niestety muszę to robić sama - wibratorem
      > ogladając porno .. smutne to ale prawdziwe

      przyznaj się że z tym porno to wymyśliłaś?

      > Oczywiście uprawiamy seks

      To przestańcie. Zrób mu szlaban. I tak nie masz z tego przyjemności
      więc niewiele tracisz.

      A on może pomyśli i dojdzie do wniosku że coś jest nie tak.
      • a.malami75 Re: Mąż nie rozumie związku.... 04.07.10, 09:36
        Czy to takie dziwne że kobieta ogląda porno ? Ja oglądam
        • kati1973 Re: Mąż nie rozumie związku.... 06.07.10, 14:52
          Chyba, że według Witka to dozwolone tylko dla meżczyzn

          Jakbym byla zlosliwa, nie powiem ze to naiwne jakby to pisal
          mezczyzna, ktory ma 6 lat
          Ale poniewaz nie jestem zlosliwa, tylko sugeruje, myslac naiwnie, ze
          nikt tego nie zrozumie
          n/t
    • zebra12 Re: Mąż nie rozumie związku.... 04.07.10, 11:42
      Hehehe, miałam identycznie. Jestem 2 lata po rozwodzie. Sama
      złozyłam pozew. Nie umiałam się kochać z kims kto na codzień jest
      chamski, poniża mnie, sznatazuje, obraża, zostawia samej sobie z
      problemami. Mąz tego niestety nie rozumiał i nie rozumie do dziś.
      Wciąz chce do mnie wrócić. A mnie dobrze bez niego.
      • a.malami75 Re: Mąż nie rozumie związku.... 04.07.10, 17:07
        Wiem że trudno uzyskać jakąkolwiek poradę w ten sposób - to złożony problem z
        którym ja sobie nie radzę , coraz częściej kołacze mi się myśl o rozwodzie lub
        chociaż separacji , tylko jakos mi głupio, bo niby wszystko jest w porządku -
        nie pije , nie bije a żyć się nie da ...
        Charakteru raczej mu nie zmienię więc sytuacja bez wyjścia.
        Dla mnie powód do rozwodu były niezaprzeczalnie gdyby przychodził zalany do domu
        ( a raptem przez te 10 lat widziałam go pijanego ze 3 razy ), gdyby mnie bił ,
        zdradzał.. Nic takiego nie ma miejsca .
        Dlatego próbuję tutaj - może ktoś wie jak porozmawiać z kimś kto nie przyjmuje
        żadnych logicznych argumentów do swojego zakutego łba .
        Grozić rozwodem , prosić , zrobić karczemną awanturę czy może na spokojnie - co
        dotrze do takiego kogoś ?
        Odstawić od łózka ? Szybko znajdzie chętną koleżankę bo dla kolegów i koleżanek
        z pracy potrafi być tak czarujący i ujmujący że gdybym komuś powiedziała jaki
        jest w domu to by mi w życiu nikt nie uwierzył ..
        • poitevin Re: Mąż nie rozumie związku.... 04.07.10, 18:28
          > chociaż separacji , tylko jakos mi głupio, bo niby wszystko jest w
          porządku -
          > nie pije , nie bije a żyć się nie da ...

          NIBY jest w porządku i jeśli nie da się sprawić, aby nie było na
          niby, to jest powód do rozwodu.

          Masz dramatycznie zaniżone wymagania - nie pije, nie bije i
          wystarczy?

          > Grozić rozwodem , prosić , zrobić karczemną awanturę czy może na
          spokojnie - co
          > dotrze do takiego kogoś ?

          Po prostu wynająć adwokata i się rozwieść.

          Dla mnie argumentem jedynym i wystarczającym do wymiany na inny
          model byłoby, takie jak opisujesz, traktowanie dziecka - też mam
          siedmioletnią córkę i M ma na jej punkcie kompletnego fioła. Reszta
          to pryszcz.

          > Odstawić od łózka ? Szybko znajdzie chętną koleżankę

          Odstawić, ale nie za karę tylko dlatego, że nie masz chęci.

          > potrafi być tak czarujący i ujmujący że gdybym komuś powiedziała
          jaki
          > jest w domu to by mi w życiu nikt nie uwierzył ..

          A co cię inni ludzie obchodzą?

          Czy mi się dobrze zdaje, że jesteś nieco zahukaną i zdominowaną
          przez pana opiekunką domowego ogniska?

          • a.malami75 Re: Mąż nie rozumie związku.... 04.07.10, 19:25
            Tak , być może jestem ...lubię dom , lubię dbac o domowe ognisko i być może
            rzeczywiście już się w tym gubię , tracę zdolność trzeźwej oceny sytuacji( od 8
            miesięcy nie pracuję i pewnie to dlatego )
            • urquhart 84% przyznaje się że inicjuje seks aby nakłonić do 04.07.10, 21:15
              a.malami75 napisała:

              > Tak , być może jestem ...lubię dom , lubię dbac o domowe ognisko i być może
              > rzeczywiście już się w tym gubię , tracę zdolność trzeźwej oceny sytuacji( od 8
              > miesięcy nie pracuję i pewnie to dlatego )

              Jednym słowem robisz to co lubisz on na ciebie i dziecko zapieprza, a tobie z nudów w domu rosną wymagania...

              Możesz się pocieszyć że nie tylko ty uprawiasz seks tylko z mężem wcale nie z miłości i pożądania a żeby nim manipulować i zmusić do pożądanych zachowań >>>

              Myślisz że twoja partnerka ma na ciebie ochotę? Uważaj - może po prostu chce, żebyś nieco ogarnął w mieszkaniu. Aż 84 procent pań przyznaje się do tego, że inicjuje seks w weekendy i dni wolne, bo chce w ten sposób nakłonić partnera do pomocy w domowych obowiązkach. (...) W dodatku panie absolutnie nie widzą w takim zachowaniu nic złego. Uważają, że jest to drobne, nieszkodliwe przekupstwo, które w żaden sposób nie zagraża dobrym relacjom w związku. Większość tłumaczy też, że dzięki porządkowi w domu czuje się bardziej komfortowo, nic jej nie rozprasza i chętniej oddaje się seksualnym igraszkom. No cóż - relacjom być może faktycznie to nie zagraża, ale nikt chyba nie lubi być ofiarą manipulacji

              facet.wp.pl/kat,70996,wid,12394336,wiadomosc.html?ticaid=1a76d

              _____________________________________
              Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
              • a.malami75 Re: 84% przyznaje się że inicjuje seks aby nakłon 04.07.10, 22:15
                Spróbuj się " ponudzić " z 7 latkiem , kiedy masz cały dom na głowie - a to że
                to lubię nie wyklucza tego czego oczekiwałabym od męża (czytaj posty powyżej )
                • sisi_kecz Re: 84% przyznaje się że inicjuje seks aby nakłon 04.07.10, 22:24
                  Malami, strasznie marudzisz, wiesz?
                  Następnym razem jak Pan wróci do domu, to połóż sie przed progiem
                  aby mógł wytrzeć ubrudzone obuwie, potem na klęczkach mu je zdejmij,
                  wycałuj stopy, następnie podaj jakiegoś grubego drąga, aby Łaskawca
                  mógł do woli wyrzyć na Tobie swoją wielką frustrację, że w pracy
                  musi być miły i uprzejmy dla ludzi.

                  Nie rozumiem tego że piszesz, że seks z nim Cię mierzi, ale nie
                  odmowisz mu seksu,bo pójdzie na małpy?
                  Skoro uważasz go za tępego tłuka, to za kogo uważasz siebie, że:
                  a)takiego sobie wybrałaś,
                  b) z takim ciągle jesteś?

                  duze pozdro!!!
                  • joker7979 Re: 84% przyznaje się że inicjuje seks aby nakłon 04.07.10, 23:25
                    a.malami75 - piszesz kompletne bzdury, sama chyba nie wiesz czego
                    chcesz. Pierwszo słyszę , żeby największym afrodyziakiem dla kobiet
                    był widok faceta myjącego podłogi, garnki czy podlewającego kwiaty.
                    Mam wrażenie ze znudził Ci sie partner i na siłę szukasz
                    usprawiedliwienia dla tej sytuacji. Powszechnie wiadomo,że kobiety
                    do łóża prędzej wezmą "łobuza" niż docencika w okularach.
                    • a.nancy Re: 84% przyznaje się że inicjuje seks aby nakłon 09.07.10, 11:27
                      > Pierwszo słyszę , żeby największym afrodyziakiem dla kobiet
                      > był widok faceta myjącego podłogi, garnki czy podlewającego kwiaty.

                      szczerze? może nie największym, ale jednak jest.
                      facet, który nie ma dwóch lewych rąk do roboty, jest dla mnie bardziej
                      atrakcyjny niż taki, co potrafi tylko leżeć przed telewizorem. dziwne?
                      i nie chodzi mi o to, żeby mąż robił za gosposię, ale żeby potrafił wziąć na
                      siebie część domowych obowiązków - choćby po to, żeby żona nie padała na pysk i
                      nie zasypiała podczas seksu ;)
                    • e.i.t.h.e.l Re: 84% przyznaje się że inicjuje seks aby nakłon 10.07.10, 17:26
                      Jeśli kobieta ma do wyboru łobuza to może i ma na niego bardziej ochotę niż na docencika w okularach. Ale jeśli kobieta ma do wyboru tylko męża, to woli, żeby ten mąż był kulturalny, zainteresowany życiem rodzinnym, miły i pomocny.
                • origami_21 Re: 84% przyznaje się że inicjuje seks aby nakłon 05.07.10, 08:35
                  Ej, nie rób z siebie męczennicy. Jedno dziecko (duże) i tylko
                  obsługa domu to są wyjątkowo komfortowe warunki do nudy.
              • mujer_bonita Re: 84% przyznaje się że inicjuje seks aby nakłon 05.07.10, 20:56
                urquhart napisał:
                > No cóż - relacjom być może fa
                > ktycznie to nie zagraża, ale nikt chyba nie lubi być ofiarą manipulacji

                Gdyby nie migali się od prac domowych to nikim by nie trzeba 'manipulować' :)
                • kawitator Re: 84% przyznaje się że inicjuje seks aby nakłon 05.07.10, 21:47
                  Gdyby nie migali się od prac domowych to nikim by nie trzeba 'manipulować' :)
                  Gdybyście nie kupczyły dupą to prace domowe by się same zrobiły. :-PP

                  Najlepsze są rodziny gdzie śmieci sie same wynoszą a pies sam wyprowadza na spacer
                  to cytat z Wiśniewskiego zgadnij którego
                  • mujer_bonita Re: 84% przyznaje się że inicjuje seks aby nakłon 05.07.10, 22:16
                    kawitator napisał:
                    > Gdybyście nie kupczyły dupą to prace domowe by się same zrobiły. :-PP

                    Tak - męska wiara w skrzaty domowe jest porażająca :D :D :D
                  • ki_czort Re: 84% przyznaje się że inicjuje seks aby nakłon 05.07.10, 22:22
                    Jak widzisz forumowi mężczyźni też tego nie rozumieją.

                    Może pukaliby chamkę - kobiecego buraka, która odnosi się do nich co najwyżej z
                    obojętnością i nie interesuje się wspólnym dzieckiem a może tak se tylko gadają.

                    Ty, jeśli masz do siebie trochę szacunku, rozwiedź się. Jeśli nie da się do męża
                    dotrzeć, bo ma na Ciebie wyjebane, to nie dotrzesz, tracisz czas. Jeśli Cię
                    kocha tylko, hm ocipiał na jakiś czas a później mu przejdzie, to spróbuje może
                    coś zrobić, by uratować małżeństwo, ale raczej nie licz na to.

                    He, swoją drogą dlaczego Twój mąż ma Cię posuwać? Jaką masz z tego przyjemność?
                    • a.malami75 Re: 84% przyznaje się że inicjuje seks aby nakłon 05.07.10, 23:04
                      Do postu przede mną -> nie mam żadnej przyjemności .
                      Słuchajcie - mi nie chodzi głównie o to że mi nie pomaga w domu -obecnie nie
                      pracuje więc mam to w dupie - daje rade , gdyby ktoś przeczytał dokładnie
                      pierwszy mój post to może by zrozumiał .
                      Chodzi o charakter - jest niewychowanym mściwym chamem , który nie okazuje
                      miłości własnemu dziecku a co dopiero mnie .To narastało przez dobrych parę lat
                      , sądziłam że coś się zmieni ..ale ciężko zmienić czyjś charakter , on jest
                      samotnikiem który nie potrzebuje miłości rodziny , czucia bliskości dziecka i
                      żony m uczestniczenia w codziennym życiu rodziny - jego zadowala praca , piwo ,
                      komputer i rżnięcie .
                      Tematem tego wątku był problem z seksem do którego JA się zmuszam ,bo często
                      mierzi mnie sam jego widok a co dopiero sex z nim .

                      • songo3000 A może tak po prostu 05.07.10, 23:59
                        wcale tego dziecka nie kocha? Wiem, że to temat tabu ale nie każdy
                        ma czyu musi mieć to 'w pakiecie'.

                        Niemniej jednak rozumiem, że chodzi Ci o całokształt. No
                        cóż. "widziały gały..." :)
                        • a.malami75 Re: A może tak po prostu 06.07.10, 00:25
                          > wcale tego dziecka nie kocha? Wiem, że to temat tabu ale nie każdy
                          > ma czyu musi mieć to 'w pakiecie'.


                          No nie wiem - może i kocha ale z tego co widze na co dzień to ma je w dupie .
                          Córa ma 7 lat - nie widziałam żeby ją choć raz przytulił .
                          A co do " widziały gały .." to trudno było to wszystko zauważyć na początku
                          jakże wspaniałej rozkwitającej miłośći kiedy się nie mieszka razem i nie ma tej
                          całej " otoczki " w której można poznać drugą osobę.
                          • santo_inc Re: A może tak po prostu 06.07.10, 08:48
                            > A co do " widziały gały .." to trudno było to wszystko zauważyć na początku
                            > jakże wspaniałej rozkwitającej miłośći kiedy się nie mieszka razem i nie ma tej
                            > całej " otoczki " w której można poznać drugą osobę.

                            Trzeba było patrzeć na faceta bez tych klapek na oczach i zamieszkać razem przed
                            ślubem (ba, nawet przed decyzją o ślubie!) a nie teraz marudzić.

                            Wzięłaś kota w worku to masz to, co chciałaś.
                      • ki_czort Re: 84% przyznaje się że inicjuje seks aby nakłon 06.07.10, 00:11
                        Jakiej oczekujesz rady? Czy może:

                        a) jak zmienić niewychowanego mściwego chama we własne przeciwieństwo?
                        Nie da się, zapomnij. Człowiek może zmienić się sam, tylko jeśli ma ogromną
                        motywację.
                        b) jak uczynić seks z niewychowanym mściwym chamem w przyjemność?
                        Nie da się, bo cham nie wnika w nieswoje potrzeby.
                        c) jak sprawić, by niewychowany mściwy cham zrozumiał, że jest mściwym
                        niewychowanym chamem i właśnie dlatego nie mam ochoty się z nim pieprzyć?
                        Nie da się ponieważ mąż jest niewychowanym mściwym chamem. Chamowi widocznie nie
                        robi różnicy, jak się wobec niego zachowasz, więc nie czuje niuansów.

                        • elwiana Re: 84% przyznaje się że inicjuje seks aby nakłon 06.07.10, 01:46
                          Nie chciałabym być w Twojej skórze.
                          Zwinąć manatki jest najprościej, ale jest przecież jeszcze córka.
                          Twój problem może i się skończy, ale zacznie się problem córki.

                          Poprawa sytuacji ma szansę jeśli:
                          1. Twój mąż zechce pracować nad sobą (do tego musiałby być mocno
                          zmotywowany)
                          2. Zaakceptujesz jego sposób bycia (nie ma się co łudzić, w chodzący
                          ideał się nie zmieni)
                          Ja widzę ewentualne szanse w mieszance 1 i 2.
                          Problem tylko w motywacji.

                          Za wiele pomysłów nie mam, ale...
                          Czasem jak facet nie chce słuchać, można spróbować dotrzeć do niego
                          przez kogoś z zewnątrz, kto mógłby być autorytetem. Faceci bywają
                          skłonni do przyzwyczajenia się do babskiego gadania i traktują to
                          jak zrzędzenie, które należy spławić nawet niezbyt wyszukanym
                          tekstem.
                          Potrafią się zdziwić, jak usłyszą to samo z ust kogoś kogo cenią.

                          Można też spróbować wykorzystać poczucie braku. Niektórzy
                          potraktowaliby to jako manipulowanie, ale to Ty decydujesz, czy
                          obchodzi Cię jak oceniają to inni.
                          Zmuszanie się do seksu? "Bliźniego swego jak siebie samego" NIE
                          BARDZIEJ! To że On ma chęć na seks jest tak samo ważne, jak to, że
                          Ty nie masz chęci. Szlaban mógłby być skuteczny.
                          A ewentualny Twój wyjazd z córką na wakacje na jakiś czas nie
                          pomógłby coś zmienić? Czasem dobrze jest się potknąć o brak, żeby
                          zacząć szanować i chcieć coś zmienić.
                          • lilyrush Re: 84% przyznaje się że inicjuje seks aby nakłon 06.07.10, 09:06
                            elwiana napisała:

                            > Nie chciałabym być w Twojej skórze.
                            > Zwinąć manatki jest najprościej, ale jest przecież jeszcze córka.
                            > Twój problem może i się skończy, ale zacznie się problem córki.

                            A możesz mi wytłumaczyć jaki problem córki sie zacznie? Ojciec już jej nie kocha
                            i Mała o tym doskonale wie i jego tez nie kocha.
                            Moze problem polega na tym, ze wreszcie zobaczy, ze matka nie mozna dowolnie
                            pomiatać i można zyc inaczej? I moze zaszkodzi jej, jak przypadkiem matka pozna
                            normalnego faceta i jeszcze podorasta trochę w normalnej rodzinie?
                            • urquhart Pozbawienie córki miłości ojca 06.07.10, 11:32
                              lilyrush napisała:
                              > A możesz mi wytłumaczyć jaki problem córki sie zacznie? Ojciec już jej nie koch
                              > a
                              > i Mała o tym doskonale wie i jego tez nie kocha.

                              Ja ci wytłumaczę. Pozbawienie córki miłości ojca wyrządza znacznie większą krzywdę w psychice niż dla na przykład syna który dosyć łatwo możne znaleźć zastępczy wzór męskości. Relacja ojciec-córka to archetyp przyszłych relacji z partnerem i mężczyznami w życiu. O tym znaczeniu wie chyba to każdy kto miał do czynienie z terapią w związku.
                              Dlatego matce której zależy na szczęściu w przyszłym życiu córki powinno na tym zależeć.
                              Ale wszystko jest powiązane, na ile pamiętam Fromma to miłość do dziecka mężczyzny jest przeniesieniem miłości do partnerki, a nie bezwarunkowa biologicznie jak matki. Wiec trzeba popracować nad związkiem najpierw i związek uzdrowić jeżeli chce się uzdrowienia relacji z córką.
                              Czy jest sens i nadzieja to już zupełnie inne pytanie.

                              _____________________________________
                              Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                              • mujer_bonita Jakie 'pozbawienie'? 06.07.10, 12:07
                                urquhart napisał:
                                > Ja ci wytłumaczę.

                                Urqu - jesteś tak zacietrzewiony w swoim zwalaniu wszystkiego na kobiety, że nawet nie zauważyłeś, że Lilyrush NIE NEGUJE roli ojca w życiu dziewczynki tylko stwierdza, że on już się z tej roli wymiksował! Nie ma tu mowy o 'pozbawianiu' córki miłości ojca bo z opisu wynika, że jej NIE MA.

                                Zwalanie winy za zaistniałą sytuację na matkę bo nie płwci według Twoich teorii tyłkiem za miłość do własnego dziecka jest naprawdę poniżej wszelkiej krytyki.
                                • urquhart Re: Jakie 'pozbawienie'? 06.07.10, 12:55
                                  mujer_bonita napisała:
                                  > Urqu - jesteś tak zacietrzewiony w swoim zwalaniu wszystkiego na kobiety
                                  > Zwalanie winy za zaistniałą sytuację na matkę bo nie płwci według Twoic

                                  Czepiasz sie.
                                  A ja nie neguję wcale winy mężczyzny.
                                  Jemu przecież nie zależy a jej zależy na szczęściu córki.
                                  Nie piszę w kontekście winy bo mnie to nie interesuje, a w kontekście przyczynowo skutkowym i szukania na to rozwiązania.

                                  Generalnie do szukania winy w mężczyznach jest i tak długa kolejka i się do niej nie pcham.

                                  _____________________________________
                                  Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                              • poitevin Re: Pozbawienie córki miłości ojca 06.07.10, 12:28
                                Relacja ojciec-córka to archetyp przyszłych relacji z partner
                                > em i mężczyznami w życiu.

                                Jeżeli tak jest, to już w tej chwili córka ma 100% sznas na
                                dokumentnie skopany związek w dorosłym życiu. Więc rozstanie z takim
                                tatusiem na pewno jej nie zaszkodzi. Z drugiej strony sama jestem
                                przykładem, że da się stworzyć satysfakcjonujące stadło nie mając
                                ojca od wczesnego dzieciństwa - zmarł gdy miałam 4 lata, a Matka z
                                nikim sie już nie związała.
              • siostrakuleczki Re: 84% przyznaje się że inicjuje seks aby nakłon 07.07.10, 18:55
                urquhart napisał:

                > Jednym słowem robisz to co lubisz on na ciebie i dziecko
                zapieprza, a tobie z nuudów w domu rosną wymagania...

                Czyli skoro Pań i Władca pracuje to już mu się seks i podziękowania
                należą, co tu dużo gadać wszystko mu się należy!
                Dlaczego jak kobieta pracuje to pracuje a jak facet pracuje to
                zapieprza?! A jeszcze nie daj boże ma do utrzymania leniwe babsko co
                tylko siedzi w domu to już nic tylko medal?!
                Epoka lodowcowa czy co?
    • 3-mamuska Re: Mąż nie rozumie związku.... 06.07.10, 02:30
      a.malami75 napisała:
      I właśnie - on nie potrafi zrozumieć że nie mam ochoty na seks z nim , nie
      czuję do niego pociągu fizycznego , przez JEGO ZACHOWANIE .
      Hmmm..wiesz mysle ze spora czesc meskiego swiata tak ma,ze sex to sex a zycie
      swoja droga,natomiast kobiety maja na odwrot,jakie zycie taki sex.To tak ja
      pojscie z kims do lozka ,kobiety wiekszosci musza sie zakochac a mezczyzni moga
      uprawiac sex bez milosci.
    • buntego Re: Mąż nie rozumie związku.... 06.07.10, 08:28
      o proszę, coś mi się wydaje, ze mamy dokładnie tego samego męża, tylko z tego co
      widzę jeszcze się oszukujesz, że nie ma problemu z piciem, to że nie zalewa się
      w trupa nie oznacza że piwko nie zmienia mu świadomości.
      a w sprawie seksu... ja się nie zmuszam, potrzebuję go niestety jak tlenu, (a
      niekoniecznie potrafię znaleźć jakiegoś sąsiada), tyle że mam go 2 razy do roku
      o jakości całkowitej porażki.

      Pozdrawiam
    • kati1973 Re: Mąż nie rozumie związku.... 06.07.10, 14:54
      Czy Ty mu szczerze powiedzilas jak nam tu
      Bo czasami, a szczegolnie kobietom wydaje sie, ze cos jest
      oczywiste, a nie jest

      A okazuje, ze on mysli, ze unika seksu, a ona unika, bo ma problem

      i nie ma seksu 10 lat bo oni mysleli
      • a.malami75 Re: Mąż nie rozumie związku.... 06.07.10, 15:27
        No więc właśnie wczoraj przeprowadziliśmy sobie rozmowę .Teraz się zastanawiam
        czy czasem nie za ostrą z mojej strony bo od rana jakiś taki przygaszony i się
        nie odzywa jak nie musi .
        Wygarnęłam mu prosto z mostu dlaczego nie chce z nim się kochać że mam do niego
        wręcz obrzydzenie, przez to jak się zachowuje , że boli mnie to że nie potrafi
        być " rodzinny " , że czuję się z nim jak z lokatorem a nie domownikiem , że mam
        dość patrzenia na niego jak przesiaduje przed kompem/telewizorem olewając córę
        która w pytając go czy się z nim pobawi słyszy " potem ", " nie chce mi się " ,
        " jestem zajęty " , " teraz gram "albo szczytem bezczelności już jest jak udaje
        że nie słyszy !! , zupełnie jak by chciał się zdematerializować, żeby mu tylko
        dziecko dało spokój SZLAK MNIE TRAFIA .
        Tak... LOKATOR to jest najtrafniejsze określenie na niego.
        I pewnie się zastanawiacie i co powiedizał na przedstawione mu zarzuty ?
        Cytję:
        " nie wymyślaj bzdur , po prostu znudziłaś się mną w łóżku "

        Jak widać nie zrozumiał .

        Aaa mam jeszcze jedno pytanie do Was( kobiety )- chodzi mi o picie piwa po pracy
        . Ile Waszym zdaniem facet może wypić żebyście nie uznały tego za przekroczenie
        granic ?
        Chodzi mi o takie popijanie przed np komputerem . To też jeden z moich powodów
        do zmartwienia , choć nie wiem czy nie przesadzam (bo mój twierdzi że przeginam
        i powinnam się cieszyć, że po barach nie chodzi ".
        Jedno dziennie ? 3 dziennie ? W Weekend zgrzewka ? Czy to " standard " ?
        Czekam na Wasze opinie .




        • arronia Re: Mąż nie rozumie związku.... 06.07.10, 17:29
          To nie jest kwestia samej ilości, ale też w jakim stopniu nad piciem
          "panuje".
        • sisi_kecz Re: Mąż nie rozumie związku.... 06.07.10, 19:28
          Z Twojej relacji, niezbyt wynika, aby to była ROZMOWA z mężem.
          Prawda jest taka, że nikt nas nie uczy rozmawiać. Mamy wzorce z domu
          rodzinnego, potem jakieś zsocjalizowane zachowania od rówiesników,
          otoczenia, a nawet z filmów czy seriali. Dlatego mocno kuleje
          umiejetność rozmowy: czyli wymiana opinii z przedstawieniem swojego
          punktu widzenia i swojego problemu, ale z unikaniem oceniania
          drugiej strony.
          Warto poczytać coś z tematu, jakie są zasady konstruktywnych rozmów,
          jesli chcesz coś uzyskać ,a nie tylko potwierdzić swoja opinię o
          mężu.

          Co do alkoholu na codzień. Też można poczytać o kryteriach
          uzależnienia, bo nawet jeden drink może byc problemem, jeśli
          niemozliwy jest jeden wieczór bez tego drinka.
          Tylko nie wyzywaj mena od pijaków, bo to nigdy żadnego efektu nie
          daje- zresztą sama tego nie ustalisz, po co masz znowu robić kolejną
          ocenę.
          Ogólnie proponuję, skup sie na sobie, bo dopisywanie z kazdym postem
          nowych przywar mężowi, ani trochę nie zmienia Twojego położenia.
          Co Ty byś chciała, jak powinno wyglądać życie rodzinne, które by Cie
          zadowalało?
          i czy jestes gotowa na zmiany, czy biadolenie nad mężem i ojcem
          Waszej córki będzie jeszcze długo Twoim ulubionym sportem?

          duze pozdro!!!
        • rumpa Re: Mąż nie rozumie związku.... 06.07.10, 23:18
          no cóż, jedno piwo dziennie, koniecznie, to dla mnie trudne do
          wyobrażenia.
          Trzy dziennie to alkoholik i zdania nie zmienię.

          ale ja bym facet pogoniła po drugim uchlaniu się w moim
          towarzystwie.
          są rzeczy w których nie pójdę nigdy na kompromis. I jak słucham że
          zona mojego kumpla toleruje jego cotygodniowe pijaństwo, to tylko
          oczka szeroko otwieram.

        • 3-mamuska Ilosc alkoholu... 07.07.10, 01:32
          Mysle ze picie codziennie to juz jest cos nie tak.Moj maz pije tylko
          okazjonalnie.A zgrzewka piwa co weekend to juz nieporozumienie.
        • buntego Re:o piwku 07.07.10, 11:15
          czyli dobrze Cię wyczułam, lekceważysz wpływ alkoholu na wasze wspólne życie, u
          mnie też tak było niby tylko jedno piwko po pracy dla rozluźnienia a prawda taka
          że nigdy nie można na niego liczyć bo zawsze jest po piwku z jednego zrobiło się
          kilka - fakt nie upija się w trupa, ale co z tego jak i tak nie ma z kim żyć i
          rozmawiać - tak jestem pewna to alkoholizm, sprawdź czy potrafi sobie odmówić
          piwka, tak bez stresu zmiany zachowania.... myślę że nie - wszystko inne w
          Twojej rodzinie i mojej to następstwo. Jak śledzę wpisy na tym forum to oprócz
          terapii w stylu ktoś mnie słucha (dla mnie najważniejsza terapia), tak na
          prawdę nikt nie rozumie naszej sytuacji.
          • sisi_kecz Re:o piwku 07.07.10, 11:52
            Może masz rację w sprawie alkoholizmu męża Autorki, a może sie
            mylisz.
            Z samego opisu subiektywnego trudno wydawać diagnozę, do której
            potrzebny jest specjalista ds.uzależnień.

            Tym sposobem, mozna powiedzieć, że masz problem z nałogiem jesli:
            codziennie pijesz poranna kawę,
            w każdą sobotę robisz zakupy,
            a dwa razy w tygodniu grasz w totka.
            Z tego,co wiem nie samo nawykowe zachowanie jest problemem, tylko
            niemozność normalnego funkcjonowania jesli sie tej czynności nie
            wykona oraz rekompensowanie sobie tą czynnością (substancją) innych
            braków emocjonalnych czy funkcjonalnych.
            Na genialnym przykładzie z literatury widać ten mechanizm:

            "Gdy Mały Książę podczas swych podróży na sąsiednie planety spotkał
            Pijaka, spytał:
            – Dlaczego pijesz?
            – Aby zapomnieć – odpowiedział Pijak.
            – O czym zapomnieć? – zaniepokoił się Mały Książę, który już zaczął
            mu współczuć.
            – Aby zapomnieć, że się wstydzę – powiedział Pijak, schylając głowę.
            – Czego się wstydzisz? – dopytywał się Mały Książę, chcąc mu pomóc.
            – Wstydzę się, że piję."

            Test z odstawieniem to dobry sposób ale połowiczny.
            Alkoholik, który jest zawodowym kierowca nie pije w trasie nawet
            przez długi okres, ale i tak jest alkoholikiem. Świetnie sobie radzi
            w okresach odstawienia, bo w jego alkoholizmie sa po prostu okresy
            niepicia.
            Dlatego potrzebna jest profesjonalna diagnoza, która uwzględni nie
            tylko przepijane ilości lub częstotliwość "jednego piwka".

            duze pozdro!!!
            • buntego Re:o piwku 07.07.10, 12:14
              właśnie chodzi o tą normalność funkcjonowania ... nie znam oczywiście dogłębnie
              sytuacji autorki wątku, ale widzę swoją własną historię, dokładnie te same
              problemy, te same zachowania, to samo bagatelizowanie przez męża naszych słów,
              potrzeb. Odstawienie od łóżka jako kara nic nie pomoże bo alkohol za kilka lat
              całkowicie obniży mu jego libido i wcale nie będzie potrzebował tego seksu, mogę
              dokładnie opisać co będzie dalej ...wtedy gdy dziecko osiągnie już wiek
              dojrzałego nastolatka. Nie ma prostego rozwiązania bo tkwimy w tym po uszy i
              choć dusza się nam buntuje, serce i poczucie odpowiedzialności za drugą osobę
              niestety nie pozwala wystawić za drzwi.
              • sisi_kecz Re:o piwku 07.07.10, 18:11

                Nie ma prostego rozwiązania bo tkwimy w tym po uszy i
                > choć dusza się nam buntuje, serce i poczucie odpowiedzialności za
                drugą osobę
                > niestety nie pozwala wystawić za drzwi.'

                jeśli Wasze historie są podobne, to nie ma co sie nad nimi pochylać
                (sorry), widać u Ciebie po latach, gdzie będzie m.alami, kiedy jej
                córka dorośnie.
                A może jej coś doradzisz od siebie, czy dobrze robi, że będzie w tym
                tkwiła?

                duze pozdro!!!
        • e.i.t.h.e.l Re: Mąż nie rozumie związku.... 10.07.10, 17:44
          I pewnie się zastanawiacie i co powiedizał na przedstawione mu zarzuty ?
          > Cytję:
          > " nie wymyślaj bzdur , po prostu znudziłaś się mną w łóżku "
          >
          > Jak widać nie zrozumiał .

          Moim zdaniem on doskonale zrozumiał, co mu zarzucasz i czego od niego chcesz tylko po pierwsze niewiele go to obchodzi, a po drugie nie ma ochoty nad tym pracować, bo po co, skoro nie zależy mu na ogólnie pojętym szczęściu rodzinnym? A żeby nie wyjść na tego złego, żeby też zamknąć Ci usta wymyślił sobie głupi argument o tym, że się nim znudziłaś, czy go zdradzasz. A tak naprawdę to wcale bym się nie zdziwiła, jakby to on z dnia na dzień zostawił Cię dla innej, mówiąc że mu się znudziłaś. Choćbyś miała jak najszczersze chęci, to sama związku nie uratujesz. Można wyjść z bardzo złych sytuacji, ale obojgu musi na tym zależeć i muszą o to zawalczyć. U Ciebie jak na razie nie widać żadnej próby naprawy związku ze strony męża.
          • kutuzow powiedziała co wiedziała 10.07.10, 17:55
            e.i.t.h.e.l ----> Czy Ty czytałaś cały ten wątek (te ok 260 postów)
            czy po prostu wkleiłaś (CTRL+C CTRL+V) swoją "mantrę" związaną z
            tym "złym" mężem co to nie jest wystarczająco dojrzały żeby dbać o
            dobro rodziny (w taki sposób w jaki tego rodzina oczekuje)?

            Może zanim zaczniesz pisać przeczytaj resztę postów w tym wypowiedzi
            autorki w których dodaje sporo ciekawych informacji, bo uwierz mi
            rzadko kiedy świat jest czarno-biały.
            • e.i.t.h.e.l Re: powiedziała co wiedziała 10.07.10, 18:02
              Czytam wątek po kolei i odpisuję na konkretne posty na poziomie danych, które do tej pory zebrałam. Jak przeczytam coś nowego dalej, co zmieni moją opinię, to to napiszę. Jak na razie nic takiego miejsca nie miało.
    • kobieta_z_polnocy Re: Mąż nie rozumie związku.... 06.07.10, 21:24
      Myślę, że żadna rozmowa niczego nie zmienia. Twój mąż jest na etapie, na którym
      na słowa nie zwraca się uwagi. Ot, kobieta znów się czepia - to jest jego podejście.

      Jedyne co może (a i tak nie ma pewności) na niego zadziałać to drastyczne
      działania z twojej strony. Co zrobić, to już ty sama powinnaś zadecydować. Czy
      odcięcie od łóżka wystarczy? nie wiem. Czy będziesz musiała się posunąć aż do
      wniesienia o rozwód? nie wiem.

      on ma ciebie i córkę gdzieś. podejrzewam, że mimo twoich niezliczonych słów
      wciąż nie zdaje sobie sprawy z tego, jak poważna jest sytuacja (między wami oraz
      między nim i córką). Dlaczego? Bo on nie słucha. Po prostu. I nie chodzi mi
      tylko o dosłowne słuchanie, ale o ogólne nastawienie na drugą osobę. On istnieje
      w zasadzie dla siebie. Nie jest mężem ani ojcem, tylko lokatorem, jak sama
      piszesz. I to na dodatek lokaterem całkowicie głuchym na to co się wokół niego
      dzieje.

      Dlatego właśnie radzę ci porzucić wszelką nadzieję na "dotarcie" do niego,
      "uświadomienie mu", itd. CHoćbyś gadała tysiąclecia on i tak nie usłyszy. To
      taki typ człowieka. Nic do niego nie dociera i nie dotrze. NO chyba że odważysz
      się na trzęsienie ziemi. To może zadziałać, choć na jak długo, nie mam pojęcia.

      Wiesz, pomysł z odejściem nie jest taki zły i myślę tutaj zwłaszcza o twojej
      córce. To co ona teraz przeżywa (stosunek ojca do niej) i obserwuje (relacje
      między rodzicami) może być dla niej bardzo szkodliwe.
      • a.malami75 Re: Mąż nie rozumie związku.... 06.07.10, 21:30
        W tej wczorajszej rozmowie napomknęłam że może lepiej byłoby gdyby się
        wyprowadził na jakiś czas , zebyśmy mogli spojrzeć na wszystko spokojnie - w
        odpowiedzi usłyszałam że mi odbiło .
        • rumpa Re: Mąż nie rozumie związku.... 06.07.10, 23:29
          ten związek nie ma przyszłości
          dlaczego?
          bo ma cie za idiotkę i cię nie szanuje.

          tego sie nie da zmienić.
          Pakujemy panu walizki i puszczamy go z torbami.
          Masz moje pełne błogosłwieństwo na wydojenie pana do ostatniej
          złotówki. Tylko to go ruszy. jakakolwiek wyciagnięta ręka do zgody
          będzie tylko potwierdzeniem jego racji.

          I nie mów że byłoby lepiej gdybyś się wyprowadził pitu pitu- masz,
          słonko, wyp...dalać w ciagu tygodnia, a jesli nie, to wywalę twoje
          rzeczy przez balkon. W przyszły poniedziałek cie nie ma. Psujesz mi
          powietrze, wiesz? koniec informacji.
          Takie teksty - lepiej by było, to nie do takich panów - on uznaje
          siłę.W ten sposób robisz z siebie idiotkę i ofiarę losu i
          utwierdzasz go w przekonaniu że sama nie wiesz czego chcesz.
          A wiesz?
          Ma zostać taki jak jest czy nie zostać?
          bez urojeń o zmianie?
          więc jak ma zostac, to siedź cicho
          a jak nie ma , to WON! w trybie natychmiastowym.
          koniec miauczenia, koleżanko, bycia miłą, kochająca i pragnącą
          zmian.
          Chcesz zmian, zacznij od siebie.
          Albo buźka w kubeł albo potężny kop w dupę.
          Może nawet jeszcze pan poczuje coś w rodzaju niechetnego uznania.
        • kobieta_z_polnocy Re: Mąż nie rozumie związku.... 07.07.10, 13:54
          No i właśnie o to chodzi. To nie jest przecież dialog. Jego nie interesuje, skąd
          się u ciebie biorą takie pomysły, bo tak naprawdę to co się dzieje w twojej
          głowie nie ma najmniejszego znaczenia. Masz dać mu spokój i nie zawracać mu głowy.

          Rumpa ma rację: sama musisz wiedzieć, czego chcesz. Tego mężczyzny nie zmienisz.
          To jest jedyna sprawa, co do której nie powinnaś mieć wątpliwości. A co z tym
          zrobisz, to już od ciebie zależy.
      • santo_inc Re: Mąż nie rozumie związku.... 06.07.10, 21:51
        > Myślę, że żadna rozmowa niczego nie zmienia. Twój mąż jest na etapie, na którym
        > na słowa nie zwraca się uwagi. Ot, kobieta znów się czepia - to jest jego podej
        > ście.

        Jeśli "rozmową" będzie tylko i wyłącznie czepianie się, nic wątkotwórczyni nie
        osiągnie, to fakt.

        Jeśli zaś będzie mówić i słuchać, to może coś się zmieni.
        • m00nlight Re: Mąż nie rozumie związku.... 07.07.10, 10:45
          Tyle, że pan jest z gatunku tych co rozmowy nie uznają i nie widzą
          potrzeby. Po co, skoro jemu jest dobrze jak jest a całą resztę ma w
          dupie, brzydko mówiąc.

          Zresztą Autorka pisze że do wyrzygania wytłuszczała mu o co chodzi a
          on to zlał.Słuchać, owszem można, ale wtedy gdy druga strona ma
          cokolwiek do powiedzenia i przede wszystkim chęć do rozmowy.

          Do tego- facet ktory nie widzi potrzeby emocjonalnego kontaktu z
          WŁASNYM dzieckiem nie jest godzien nazywania go facetem, zwykła
          picza.

          Dlatego nawet dla dobra dziecka- dla ktorego rozwoj w takich
          warunkach jest na pewno zaburzony- należy poważnie rozważyć
          drastyczne środki (patrz:rozstanie). Lepiej mieć weekendowego ojca
          ktory chociaz udaje że się stara niż takiego ktory ma dzieciaka w
          dupie na codzien i w dodatku przekazuje negatywne wzorce traktując
          własną żonę jak ścierkę.
          • santo_inc Re: Mąż nie rozumie związku.... 08.07.10, 17:00
            > Zresztą Autorka pisze że do wyrzygania wytłuszczała mu o co chodzi a
            > on to zlał.

            Ja też zlewam kolejne roszczenia i zrzędzenia żonuś.

            > Słuchać, owszem można, ale wtedy gdy druga strona ma
            > cokolwiek do powiedzenia i przede wszystkim chęć do rozmowy.

            Czasem warto zacząć rozmowę od pytania a nie od odtwarzania z taśmy stałej
            porcji narzekania i roszczeń, co powoduje zanik jakiejkolwiek chęci do rozmowy.
            • niezapominajka333 Re: Mąż nie rozumie związku.... 08.07.10, 17:10
              Jak widzisz autorka też zaczyna zlewać roszczenia mężusia o seks,
              A jemu do głowy nie przyjdzie, żeby z nią porozmawiać, żeby zmienić
              coś w swoim zachowaniu.
              Jedyne co potrafi, to odtwarzać taśmę o rzekomym kochanku, co
              powoduje zanik jakiejkolwiek ochoty do seksu z nim
              • santo_inc Re: Mąż nie rozumie związku.... 08.07.10, 17:15
                > A jemu do głowy nie przyjdzie, żeby z nią porozmawiać, żeby zmienić
                > coś w swoim zachowaniu.

                Trudno rozmawiać z kimś, kto ma nieustające pretensje.
                • niezapominajka333 Re: Mąż nie rozumie związku.... 08.07.10, 17:57
                  Santo, autorka od kilku miesięcy jest bez pracy, jest to problem
                  przejściowy.
                  Jak pracowała było tak samo. Uważał, że dom i dziecko to jej
                  hobby i mężczyzna nie może się skalać babskimi zajęciami.
                  On po pracy jest zmęczony i ma prawo do odpoczynku, wyłączenia się
                  totalnego, a ona po pracy ma prawo do zajmowania się
                  dzieckiem i domem.
                  Dziecko też ma prawo do istnienia, ale najlepiej poza świadomością
                  tatusia.
                  Jakakolwiek forma czułości skierowana do dziecka lub uczestniczenie
                  w zabawie z córką mogłaby patologicznie wpłynąć na jej rozwój
                  psychiczny, a do tego przecież kochający tatuś dopuścić nie może.

                  Oczywiście nie ma mowy o lenistwie ani obojętności z jego strony.
                  To wszystko w trosce o ukochaną córeczkę, żeby miała szczęśliwe
                  dzieciństwo.
                  A ta głupia żona niczego nie rozumie, nie pojmuje zawiłości
                  psychologicznego podejścia męża i truje mu za uszami, żeby zechciał
                  się z córką pobawić, porozmawiać albo zwyczajnie ją przytulić.

                  I gdera, i gdera i gdera dzień i noc, a jak wiadomo gderanie u
                  facetów odbiera ochotę na seks (przynajmniej takie tu były częste
                  opinie panów)
                  Tylko naszemu pozytywnemu bohaterowi gderanie nie przeszkadza.
                  Bo to prawdziwy chłop a nie jakiś forumowy wymoczek!!!

                  Prawdziwy facet puszcza gderanie między zwojami mózgowymi, żeby nie
                  zmącić swojego umysłu jakimkolwiek podejrzeniem, że mógłby być
                  chociaż w niewielkim procencie winny.
                  Niezależnie od tego jak minął dzień, on w łóżku zwarty i gotowy
                  czeka, żeby połowica wypełniła swój małżeński obowiązek.

                  Może facet powinien jakieś warsztaty poprowadzić dla tych mięczaków,
                  którym gderanie i jazgotanie wyłącza ochotę na seks?
                  To jest pomysł. Taka Szkoła Przetrwania dla nadwrażliwych facetów?
                  Ukryty talent w nim siedzi, a żona tego nie docenia :)))



    • fajnyschatz Re: Mąż nie rozumie związku.... 06.07.10, 22:08
      To Ty masz robić skoki w bok. W końcu Ciebie też swędzi. Wtedy rozwód się
      odwlecze aż dziecko będzie większe.
      • niezapominajka333 Mąż rozumie związek ... 07.07.10, 17:50
        Droga autorko.

        Wygląda na to,że mąż rozumie związek twojej niechęci do seksu ze
        swoim zachowaniem, ale nie chce tego przyjąć do świadomości.
        Wygodniej mu obarczyć winą ciebie i wymyślić ci kochanka, bo nie
        musi się zmieniać.
        Przyjął sobie wygodne tłumaczenie, znalazł winnego i może nawet w
        swoim przekonaniu czuje się ofiarą w tym związku.
        Oto bowiem nie robi nic złego. Ciężko pracuje na rodzinę, po
        ciężkiej pracy ma prawo do odpoczynku, a tu żona mu za uszami truje,
        a tu córka nie wiadomo czego chce, nawet się piwa w spokoju napić
        nie można. I jeszcze żona jakieś fochy w nocy stroi, unika seksu,
        który mu się powinien należeć jak psu buda. A jaka może być tego
        przyczyna?
        Oczywiście żona musi mieć innego, bo jak inaczej wytłumaczyć że go
        nie pragnie. Przecież on jako mąż wywiązuje się ze swoich obowiązków
        jak należy. Pracuje, kasę przynosi, nie robi awantur, nie bije to
        jej się z dobrobytu w głowie przewróciło.
        Inny to by poszedł na dziwki albo znalazł sobie kochankę, albo nawet
        wziął rozwód a on taki odpowiedzialny za rodzinę i taką ma odpłatę.

        Z takimi przekonaniami nie musi się zmieniać.
        To on jest pokrzywdzony przez rodzinę, dla której sobie żyły
        wypruwa, żeby im ptasiego mleka nie brakowało.

        No cóż. Słowami się nie trafi do takiego człowieka. Ma zablokowane
        poczucie winy. Potrzebne są raczej radykalne środki.
        A czy za twoją "miłością" o męża nie kryje się przypadkiem strach
        przed samodzielnością?
        W chwili obecnej nie pracujesz, czy dasz sobie radę po rozstaniu?
        Obawiam się, że tylko realna groźba rozpadu małżeństwa może nim
        wstrząsnąć. Realna, a nie takie sobie straszenie.
        • a.malami75 Re: Mąż rozumie związek ... 07.07.10, 18:30
          Do " niezapominajka333" - myślę że Twoje słowa to strzał w 10 .
          Dokładnie tak właśnie mój szlachetny małżonek sobie myśli .
          Tylko teraz co - REALNA GROŹBA ROZWODU - wiem co powiecie , że się oszukuję ,
          jestem głupia i naiwna , masz Niezapominajko rację , pewnie trochę bałabym się o
          przyszłość bo teraz nie pracuję itd ...
          Po prostu dla mnie rozwód byłby ostatecznością , dlatego próbuję wszystkiego ,
          rozmowa zbytnio nic nie dała -jak REALNIE zagrozić rozwodem nie rozwodząc się ?
          Myślę że to będzie ostatnia próba ratowania małżeństwa . Ale jak to zrobić ?
          Naprawde wniesc pozew - to go "trzepnie" ?
          Co do wyprowadzki - nie mam prawa przecież go wywalić z domu a dobrowolnie tego
          nie zrobi..
          • niezapominajka333 Re: Mąż rozumie związek ... 07.07.10, 18:37
            Widzę, że mąż traktuje twoje oczekiwania jako fanaberie.
            Proponuję, żebyś w pierwszej kolejności zadbała o to. żeby mieć
            jakiś dochód. To jest podstawa.
            Do tego trzeba przemyśleć problem rozstania. Jak z ewentualnym
            podziałem majątku? Macie kredyty? Czy możesz liczyć na pomoc rodziny?
          • a.malami75 Re: Mąż rozumie związek ... 07.07.10, 18:41
            No i jeszcze od dziś będzie miał szlaban na piwo , na 2 tygodnie - zobaczymy jak
            się będzie zachowywał , bo przyznam się że mnie trochę martwi to jego piwkowanie...
            • niezapominajka333 Re: Mąż rozumie związek ... 07.07.10, 18:46
              Co to znaczy szlaban na piwo? Jak go zamierzasz egzekwować? Nie
              pozwolisz mu kupić? Wyrzucisz? Zrobisz awanturę?
              • a.malami75 Re: Mąż rozumie związek ... 07.07.10, 19:39
                Oj tak ,Niezapominajko - mamy kredyty niestety , ja obecnie nie pracuję bo po
                prostu zwolniłam się - za 970 zł praca z nienormalną do wykonania normą była
                poniżej godności ludzkiej .
                W sierpniu jedziemy na 2 tyg na wakacje i zaraz potem gdzieś się zaczepię . Co
                do pomocy rodziny to nie bardzo - ( jeżeli chodzi o sprawy finansowe ) .
                Co do piwa to wiesz co ... mąż jest domatorem i to zatwardziałym czyli z pracy
                do domu i koniec . Do pracy jeździ samochodem więc po pracy nie może nigdzie się
                zatrzymać na piwo nie przyjeżdzając do domu . Zostaje mu więc kupienie piwa i
                powrót do domu , no chyba że w garażu je machnie ale przecież chyba poczuję od
                niego .
                I wiem , może to się kłóci z tym co wczesniej o nim napisałam ale jak jesteśmy
                na zakupach hmm pyta mnie czy może sobie kupić piwo - jeżeli widzi że kręcę
                nosem na np 3 piwa to niechętnie ale uszanuje wtedy moje zdanie
                • buntego Re: Mąż rozumie związek ... 08.07.10, 08:43
                  To że jest domatorem to nie zasługa, ale wygodnictwo - nie trzeba grać przed
                  znajomymi, nie trzeba wygłaszać nie swoich poglądów i nikt nie ocenia, to też
                  strach co by żonka nie wygadała się przed znajomymi jaki jest na prawdę.
                  Picie w samotności wcale nie jest lepsze, a gorsze moim życiem mogę to
                  potwierdzić - owszem na imprezce (raz na jakiś czas) wypija się więcej, ale
                  potem czuje się źle, ma się jednak jakieś wyrzuty sumienia, pokazuje się
                  prawdziwą twarz przed znajomymi czytaj świadkami, a po pracy np w garażu a
                  jeszcze lepiej jak żona położy się spać już nikt nie widzi nikt nie patrzy z
                  wyrzutem wszystkie brudy w czterech ścianach. Nie ma awantur tzn wszystko jest
                  ok. A że życie toczy się jedynie aby dotrwać do piwka dnia następnego ... no to
                  co przecież musi się wyluzować, a że dzieci patrzą i widzą co się dzieje -
                  przecież one nie mają prawa głosu, w zasadzie dzieciom to byle żreć dać i do
                  swojego pokoju zagonić przecież tam mają wszystko. na zakupach pyta o prawo do
                  piwka? No to co i tak sobie da rady nawet jak z miną cierpiętnika będzie musiał
                  go odłożyć.
                • e.i.t.h.e.l Re: Mąż rozumie związek ... 10.07.10, 17:55
                  No ale teraz to piszesz jakbyś była matką nastolatka, a nie żoną dorosłego mężczyzny. Jakie szlabany, jakie pytanie o zgodę na kupienie piwa. Ile on ma lat, 16? Sam powinien wiedzieć, że pewnych rzeczy nie powinien robić ze względu na własne szeroko pojęte dobro (nie tylko takie, że mam ochotę i pije, ale też jak to wpłynie na moje relacje rodzinne, na przyszłość, na stan zdrowia). Dojrzały człowiek potrafi się nad tym sam zastanowić i wyciągnąć wnioski.
            • urquhart od dziś będzie miał szlaban na piwo 07.07.10, 21:40
              a.malami75 napisała:
              > No i jeszcze od dziś będzie miał szlaban na piwo , na 2 tygodnie

              No to już widzimy jaką widzisz swoją a jaką męża rolę w rodzinie.
              Ty rozkazujesz, decydujesz co dobre a co złe, on słucha.

              Rozumiem że może cię to martwić, ale żeby traktować go jak mamusia dziecko?

              Ciekawe jakby facet tak wyjechał z tekstem: Od dziś żona ma szlaban na żarcie bo jej wielka dupa urosła i mnie to martwi ...
              _____________________________________
              Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
              • sisi_kecz Re: od dziś będzie miał szlaban na piwo 08.07.10, 09:32
                Ciekawe jakby facet tak wyjechał z tekstem: Od dziś żona ma szlaban
                na żarcie b
                > o jej wielka dupa urosła i mnie to martwi ...'
                :))) to jest piękne:)))
                chociaż nie porównujmy alkoholizmu z leciutką nadpodażą kalorii ;)

                Generalnie to sie zgodzę z tym, że pewne szydło wyszło z worka kiedy
                Autorka ogłosiła ten szlaban na piwko.
                Ale po kobiecemu nie wyrażę świętego oburzenia tylko solidarnie
                ostrzegę:
                tniesz gałąź na której siedziesz i jeszcze będziesz tego żałować.
                Masz faceta z trudnym charakterem, oschłego dla dziecka, lubiącego
                święty spokój i niepasującego do modelu opisywanego w pismach dla
                kobiet lub grajacego w komediach romantycznych.
                Na pewno odpowiednim zakomunikowaniem tego że Cie to rani, udałoby
                Ci sie zmodyfikować trochę jego sposób odnoszenia sie do Ciebie.
                Na pewno spokojnym tłumaczeniem, że jest dobrym ojcem ,ale małe
                dziecko potrzebuje odrobiny troski i dlatego dobrze byłoby aby np.
                pół godziny co drugi dzień spędził na zabawie czy rozmowie z córką,
                rozbudziłabyś początki rodzicielskiej relacji u niego.
                Nic to nie daje, że mnożysz pretensje i zastanawiasz sie jakby
                tu: "realnie zagrozić rozwodem nie rozwodząc się".
                Ty masz jakiś problem też i powinnaś jednak trochę w wolnym czasie
                podumać, dlaczego mąż aż tak gra Ci na nerwach i skąd w Tobie tyle
                agresji i chęći udupienia go na wszystkich frontach.

                duze pozdro!!!
              • lilyrush Re: od dziś będzie miał szlaban na piwo 08.07.10, 10:25
                urquhart napisał:

                > a.malami75 napisała:
                > > No i jeszcze od dziś będzie miał szlaban na piwo , na 2 tygodnie
                >
                > No to już widzimy jaką widzisz swoją a jaką męża rolę w rodzinie.
                > Ty rozkazujesz, decydujesz co dobre a co złe, on słucha.
                >
                > Rozumiem że może cię to martwić, ale żeby traktować go jak mamusia dziecko?

                No oczywiście powinna spokojnie patrzeć na jeśli nie obecnego już to przyszłego
                alkoholika w domu.
                Sorry Uru, ale tu przegiąłeś.
                Mój eks tez pociągał przynajmniej jedno pifo dziennie, wieczorem, jak ja juz
                spałam. Potem rano nie mógł wstać, wiecznie był zmęczony i takie tam. Poza tym
                budował swoja gigantyczna nadwagę.
                Co do grożenia rozwodem- ja akurat nie groziłam tylko zwyczajnie po kilku
                latach, kiedy do niego nie docierało, poinformowałam,ze sie rozwodzę i zaczęłam
                kupować mieszkanie, żeby się wyprowadzić. Zadziałało na tyle, ze w ciagu 2 m-cy
                czyli tyle ile trwał ten proces wyprowadzkowy moj eks zaczął się odchudzać,
                zrobił w domu rzeczy, o które prosiłam 2 lata i zapewniał, ze to już na stałe.
                Znając go dobrze nie uwierzyłam i wiem,że zrobiłam dobrze. Teraz waży jeszcze
                więcej niż przed rozwodem i jak sie dowiaduje od znajomych pije też więcej. W
                pewnym wieku "korzenia" człowieka nie zmienisz.
          • e.i.t.h.e.l Re: Mąż rozumie związek ... 10.07.10, 17:59
            Nie radzę stosować Ci żadnych gróźb. Naprawdę piszę to z myślą o Twoim dobru. A to dlatego, że jesteś na to za słaba. Groźby są skuteczne wtedy, kiedy się je spełnia w przypadku nie spełnienia warunków. W innym przypadku przynoszą zupełnie odwrotny skutek. A Ty pytasz "jak REALNIE zagrozić rozwodem nie rozwodząc się ?" Otóż chodzi o to, że jak mówisz, że rozwiedziesz się, jeśli sytuacja się nie poprawi (ale określając dokładnie co ma się na myśli), i sytuacja się nie poprawia, to się rozwodzisz. Jeżeli nie, to maż już wie, że Twoje słowa nic nie znaczą i tak naprawdę może robić co chce, bo Ty i tak zawsze go przyjmiesz z powrotem.
    • kutuzow Dom, kredyty i rozkapryszona żona 08.07.10, 10:44
      Przeczytałem wszystkie wypowiedzi autorki watku po dwa razy i moje
      męskie oko wychwyciło kilka kwestii, które mogą być przyczyną
      konfliktu.

      1. Kwestia utrzymania domu.
      Autorka napisała:
      "Oj tak ,Niezapominajko - mamy kredyty niestety , ja obecnie nie
      pracuję bo po prostu zwolniłam się - za 970 zł praca z nienormalną
      do wykonania normą była poniżej godności ludzkiej"

      Droga a.malami, czy zastanawiałaś się nad tym iż Twój mąż nie ma
      takiego wyboru jak Ty? Co by się stało gdyby on Ci powiedział, wiesz
      ta praca mnie totalnie wypala, zauważyłem że staję się nerwowy i
      hamski dla ludzi przez ten stres. jutro składam wypowiedzenie i
      przez jakiś czas aż czegoś nie znajdę będziemy się musieli utrzymać
      z zasiłku i pożyczki od ludzi (raty kredytu).

      Ty zrezygnowałaś z pracy bo była "poniżej godności ludzkiej", on nie
      ma takiego komfortu, wiec może wartoby zadbać o niego gdy przychodzi
      zmeczony do domu?

      Niewiem czy wiesz, ale większość facetów po pracy w domu potrzebuje
      udac się do swojej "jaskini" i przez ok godzinę odpocząć w ciszy. Ta
      jaskinia to moze być cokolwiek, dla niektórych jest to bezmyslne
      oglądanie TV, dla innych zaś gra na kompie, lub sączenie piwa.

      Większosć kobiet tego nie rozumie, ponieważ one mają inaczej. Po
      całym dniu w czasiektórego nie widziały partnea chciałyby podzieliś
      się wrażeniami z nim.

      Z Twoich wypowiedzi wyłania się obraz kobiety, która chciałaby żeby
      jej facet dostosował się do jej oczekiwań, jednocześnie mając w
      nosie oczekiwania swego faceta (sex). Ja widzę tutaj roszczeniową
      postawę wg mnie świadczą o tym wypowiedzi w stylu:

      "jak mu wytłumaczyć że wszystkie problemy łóżkowe są przez jego
      zachowanie"
      Inne kwestie od problemu z zakupem piwa po kwestię wyprowadzki z
      domu, także mają być tak jak TY chcesz. Zawsze ma stanąć na Twoim,
      co doprowadza Cie do śmiesznych dylematów w stylu "jak się rozwieść
      i jednocześnie nie rozwodzić" (bo przecież teraz jest wygodniej,
      jest kasa, wakacje i dom).

      Zazwyczaj problemy są wynikiem działania DWÓCH osób w związku. Ty
      widzisz tylko swoją rację, wszystkie Twoje posty pokazują że jeśli
      Twój mężczyzna zacznie robić tak jak Ty chcesz to nagle coś się
      zmieni. Łudzisz się że poczujesz do niego dzięki temu jakiś
      niesamowity pocią fizyczny?

      Dla mnie to bajki, najlepiej o naiwności tej tezy świadczy fakt jak
      opisujesz uczucie do swego męża:
      (zobacz jak ładnie jest ono stopniowane od Kocham go do mniej
      fajnych okresleń):

      "Kocham go ale..."
      "pisałam że go kocham ale NIE CZUJĘ DO NIEGO już tego co kiedyś"
      "jest niewychowanym mściwym chamem"
      "bo często mierzi mnie sam jego widok a co dopiero sex z nim"
      "... nie przyjmuje żadnych logicznych argumentów do swojego zakutego
      łba."
      "że czuję się z nim jak z lokatorem a nie domownikiem"


      Sorry, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić iż mówię do osoby
      którą kocham iż jest mściwą chamką z zakutym łbem.
      • m00nlight Re: Dom, kredyty i rozkapryszona żona 08.07.10, 11:06
        Wiesz, wersji drugiej strony barykady nie znamy, możemy sobie gdybać.

        Niemniej jednak faktem jest, że chamskie traktowanie żony przez męża
        ma niebagatelny wpływ na chęć/ lub jej brak do łóżkowych harców.

        Natomiast co wywołuje w/w zachowania, ciężko stwierdzić, być może
        jest w tym jakaś 'wina' autorki.

        Z tym, że on, uświadomiony, powinien zrobić to samo, tzn wyłożyć
        kawę na ławę pt: 'Tak, jestem chamski, ale to dlatego że....' I o
        bylby jakiś DIALOG, wspolna proba wyjscia z sytuacji.
        Tymczasem on zamiast podjąć dyskusję, calkowicie olał sprawe i
        RÓWIEŻ okopal sie na swojej pozycji, z postawą roszczeniową. 'Bede
        dalej chamski ale chce seksu' ;>

        PS uczucia nie wykluczają spojrzenia na ZACHOWANIA partnera
        obiektywnie, i z dystansem. Jeśli zachowuje się jak cham, można go
        chamem nazwać i uczucia to nie wyklucza.
        Lepiej by bylo gdyby powiedziala: 'Jest dla mnie chamski i mściwy
        ale go kocham więc to nic takiego'? :) Mysle ze to normalne i
        zdrowe, wymagać od najbliżej osoby szacunku i odpowiedniego
        traktowania, wyrażając przy tym swoje niezadowolenie z krzywdzących
        zachowań...
        • kutuzow Re: Dom, kredyty i rozkapryszona żona 08.07.10, 11:31
          m00nlight ---> zgadzam się ze ich wspólnym błędem jest brak
          komunikacji. Autorka próbuje rozmawiać z mężem, ale zerknij jak to
          wygląda. Najpierw jest:
          "No więc właśnie wczoraj przeprowadziliśmy sobie rozmowę". po czym,
          mamy info jak ta "rozmowa" wyglądała:
          "Wygarnęłam mu prosto z mostu"

          wg tak się nie rozmawia -tj przy takiej "rozmowie" nie ma szans na
          to aby druga strona przyjęła argumenty kiedy czuje się cięgle
          ostrzeliwana. Dobrze oddaje to kolejny fragment:

          "...na przedstawione mu zarzuty?"

          Jak widać to nie była rozmowa -to był jednostronny atak i jestem
          pewien że gośc właśnie tak to odebrał.
          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,113715759,113834017,Re_Maz_nie_rozumie_zwiazku_.html


          Kolejna kwestia to zrozumienie czego tak na prawdę oczekuje autorka
          wątku? Czy Ty potrafisz to jasno przedstawić?
          Dla mnie jest to niejasne, wiec nie dziwie się że jej mąż także moze
          się czuć zagubiony.

          mamy taką deklarację:
          "Chcę żeby był ojcem , mężem , normalnym człowiekiem"

          co się za tym kryje?
          co znaczy "normalnym człowiekiem" - sądzę że co osoba to inna
          interpretacja. Co znaczy "bycie mężem"? Czy autorka czuje się że
          jest "żoną" dla swego męża?

          Z jednej strony pojawia się zarzut iż facet jest lokatorem we
          własnym domu (bo nie pomaga w pracach domowych) później zaś
          dowiadujemy się iż tak na prawdę taki podział ról przyjeli
          (mężczyzna zarabia na dom, kobieta się tym domem zajmuje), wiec nie
          rozumiem w czym problem?
          • m00nlight Re: Dom, kredyty i rozkapryszona żona 08.07.10, 20:11
            Cóż, myślę że oboje są siebie warci, wynika z wątku.

            Ona zrzędliwa jędza, w dodatku oziębła ( ;) ) a on cham z zakutym
            łbem. Pięknie :)

            Ciekawe kto ma w tym związku 'gorzej'
      • sisi_kecz Re: Dom, kredyty i rozkapryszona żona 08.07.10, 11:26

        Sorry, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić iż mówię do osoby
        > którą kocham iż jest mściwą chamką z zakutym łbem.'
        ja sobie mogę wyobrazić;) bo mam "włoskie małżeństwo" ale to tylko w
        złości i nie wyraża w żaden sposób mojej opinii, zaś robi tylko jako
        wyraz wściekłości, czy innych emocji.
        Nie wiadomo, co tam Autorka słyszy pod swoim adresem, chociaż
        wspomina że sie nie kłócą, więc byc może niestety jest to jej
        faktyczna opinia o mężu- na zimno.

        To co napisałeś w poscie, idealnie wyjaśnia męski punkt widzenia i
        wszystko to jest racja.
        Powinieneś jeszcze wyjaśnić, co racjonalnego sprawia że mężczyzna
        przez 7 lat nie zdobywa sie by przytulić lub pobawić sie z własnym
        dzieckiem.
        Oraz dlaczego olewa wszystkie ktytyczne uwagi zony (uzasadnione czy
        nie, ona ma dużą frustrację w sobie i ta frustracja nie jest
        złudzeniem), zamiast jako rozumny człowiek wykoncypowac sobie, że
        jak sie odwróci na pięcie od jazgotliwego źródła pretensji, to ono
        sie nie rozpłynie, tylko to jest połowa jego związku, jego jaskini i
        jego sensu zycia.

        duze pozdro!!!
        • kutuzow Re: Dom, kredyty i rozkapryszona żona 08.07.10, 11:36
          Sisi ---> niepokojące jest to że ostatnio jakoś tak coraz bardziej
          się zgadzamy ze sobą. Chyba musze sobie sprawdzić poziom estrogenu
          we krwi ;-)

          tak na serio - co do samej "rozmowy" zerknij post wyżej, opisałem
          tam jak taka "rozmowa" wygląda i że tak na prawdę nie ma to z
          rozmową nic wspólnego, jest tylko jednostronny atak, wiec nie dziwię
          się że facet po pierwsze się gubi w oczekiwaniach żony, po drugie
          przestał na nie reagować (gdy ma jedną wielką litanię jaki to jest
          okropny i najlepiej żeby się wyniósł).
          • sisi_kecz Re: Dom, kredyty i niesłuchana żona 08.07.10, 11:47
            Kutuzow, dobrze sprawdż estrogen, a ja sobie sprawdzę testosteron ;-)
            bo właśnie dwa dni temu pisałam już post co ja myslę o
            tej "rozmowie":

            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,113715759,113844230,Re_Maz_nie_rozumie_zwiazku_.html?wv.x=2

            A dzisiaj napisałam tez we wcześniejszym poście, przykłady, jak
            prowadzona rozmowa mogłaby przynieść ewentualny efekt.
            Kwestią jest właśnie to o co Ty pytasz, żeby Autorka potrafila
            określić konkratnie:
            o co jej chodzi, jak ma postępowac mąż?
            np. zamiast jesteś chamem- powiedzieć- słuchaj nie lubię i bardzo mi
            to dużą przykrość sprawia, kiedy tak niegrzecznie mi odpowiadasz,
            czy mógłbys zwracać sie do mnie milszym tonem?

            Wszystko można ponegocjować, ale musi być wola u obu stron.

            duze pozdro!!!
            • buntego Re: Dom, kredyty i niesłuchana żona 08.07.10, 12:19
              Pytanie jest takie, czy ktoś z was próbował rozmawiać, zgodnie z własnymi
              zaleceniami, życzę powodzenia. Druga sprawa atakujecie dziewczynę za to że nie
              pracuje, czepiliście się akurat tego wątku który ona sama najmniej porusza, z
              tego co pisze jakoś szczególnie nie przeszkadza jej rola kury domowej, tylko
              stosunek ojca do dziecka, a ja w to wierzę, nikt nie może pojąć jak boli matkę i
              jak wszystko niszczy niechęć ojca do dziecka.
              Zresztą co ma do rzeczy czy dziewczyna pracuje czy nie? Sorki ale ja pracuję
              zawodowo na dwóch etatach, a dla rozrywki jestem klasyczną kurą domową gotuję
              piorę prasuję odrabiam lekcje i szoruje za...ne kible po mężu. Status zawodowy
              jak widać wcale nie przekłada się na stosunki w domu.
              • sisi_kecz Re: Dom, kredyty i niesłuchana żona 08.07.10, 12:43
                Ja jestem w trakcie terapii, dlatego jestem taka mądra ;-)
                Pertraktuję z byłym, bo tak jestem okropna, ze sie odczepić ode mnie
                nie chce, a tak jestem miłosierna, że mu w tym pomagam, co by jednak
                po moim odejsciu jakoś sobie życie ułożył. Oczywiście mam w tym swój
                interes, ale tu nie o tym.
                Tak zalecaja rozmawiać profesjonalni mediatorzy rodzinni, gdzie
                sesja kosztuje 150PLN, więc podaje przykład za free.
                Czy to da efekt? nikt nie da gwarancji- wszystko zalezy od motywacji
                stron.

                To, że Autorka nie pracuje to jest istotne, chociaż masz rację, że
                niczego nie przesądza.
                Ale opcje sa dwie: nie pracuje i nie chce pracować, więc krytykuje
                męża (po części zresztą słusznie) ale na żadną zmianę w swoim
                położeniu nie ma ochoty, więc jej mówie że tak podpiłuje gałąź na
                której sie rozsiadła, że spadnie z hukiem.
                albo nie pracuje ale chce pracować, więc jedzie po mężu po całości,
                aby doprowadzic do krachu w związku i sie usamodzielnić.

                Wszystko wiemy o jej bólu, o jej żalu, ze men nie jest taki jak
                trzeba, o jej sfustrowaniu i masochistycznym seksowaniu z zakutym
                łbem, tylko nic nie ma poza tym.
                Jedna akcja z wygarnięciem całej żółci oslupiałemu pewnie z lekka
                domatorowi, spłacajacemu kredyt, i sponsorujacemu wakacje.

                Nie stoje po żadnej stronie (tylko córeczka nie jest niczemu winna w
                tym układzie), za to Ty zbytnio utożsamiasz sytuacje a.malami, ze
                swoją.
                Co by nie było zresztą niczym niestosownym, gdybys nie szukała w tym
                usprawiedliwień, dlaczego od lat żyjesz w tak podłym położeniu.

                duze pozdro!!!
                • songo3000 Re: Dom, kredyty i niesłuchana żona 09.07.10, 00:12
                  Niesamowite...

                  Na szczęście Keczupowa tego nie przeczyta :)
              • kutuzow Re: Dom, kredyty i niesłuchana żona 08.07.10, 12:48
                buntego napisała:
                "Druga sprawa atakujecie dziewczynę za to że nie pracuje,"

                Nie atakuje jest za to że nie pracuje- jej wybór. Pokazuje tylko że
                jej mąż nie ma takiego wyboru jak ona. Nie może sobie pozwolić na
                rzucenie pracy która może mu nie odpowiadać i stresować, bo wtedy
                rodzina umrze z głodu. Domyślam się że autorka chciałaby być
                doceniana przez meża za to co robi dla domu, pytanie tylko czy ona
                sama docenia męża za to co on robi dla rodziny - ja tego tu nie
                widze (raczej czytam liste wielkich pretensji).

                Co do stosunku ojca do dziecka - do tego sie nie odnoszę, ponieważ
                zupełnie nie wiemy jak to jest na prawdę i z czego ew wynika.
                • mujer_bonita Re: Dom, kredyty i niesłuchana żona 08.07.10, 12:59
                  kutuzow napisał:
                  > Nie atakuje jest za to że nie pracuje- jej wybór. Pokazuje tylko że
                  > jej mąż nie ma takiego wyboru jak ona. Nie może sobie pozwolić na
                  > rzucenie pracy która może mu nie odpowiadać i stresować, bo wtedy
                  > rodzina umrze z głodu
                  (...)
                  > Co do stosunku ojca do dziecka - do tego sie nie odnoszę, ponieważ
                  > zupełnie nie wiemy jak to jest na prawdę i z czego ew wynika.

                  No tak - z jednej strony ZAKŁADASZ, że mężowi praca może nie odpowiadać i stresować (o czym zupełnie nie mamy informacji) a z drugiej strony niewygodne dla faceta fakty kwitujesz stwierdzeniem 'nie wiemy jak jest naprawdę i z czego to wynika'.

                  No bo zawsze przecież 'wiemy' to co broni faceta a to co go stawia w złym świetle to na pewno babka zmyśla :) Robisz się strasznie podobny do KL :)
                  • santo_inc Re: Dom, kredyty i niesłuchana żona 08.07.10, 17:16
                    > No tak - z jednej strony ZAKŁADASZ, że mężowi praca może nie odpowiadać i stres
                    > ować (o czym zupełnie nie mamy informacji)

                    A czy to nie jest słuszne założenie, że praca MOŻE stresować i mu nie odpowiadać?

                    Na jakiej podstawie wnosisz, że nie może?
                    • a.malami75 Re: Dom, kredyty i niesłuchana żona 08.07.10, 18:01
                      santo_inc napisał:

                      > > No tak - z jednej strony ZAKŁADASZ, że mężowi praca może nie odpowiadać i
                      > stres
                      > > ować (o czym zupełnie nie mamy informacji)
                      >
                      > A czy to nie jest słuszne założenie, że praca MOŻE stresować i mu nie odpowiada
                      > ć?
                      >
                      > Na jakiej podstawie wnosisz, że nie może?

                      No dobrze - może go stresować , może byc niezadowolony i co w związku z tym ?
                      Mam go odstresować pewnie, tak ? Jednym słowem , mam się nie czepiać bo PAN i
                      WŁADCA jest niezadowolony z tego że musi wstawać do pracy ?
                      • santo_inc Re: Dom, kredyty i niesłuchana żona 08.07.10, 19:01
                        > Mam go odstresować pewnie, tak ? Jednym słowem , mam się nie czepiać bo PAN i
                        > WŁADCA jest niezadowolony z tego że musi wstawać do pracy ?

                        Masz z nim rozmawiać a nie rozkazywać mu. Na to szkoda Twojego czasu.
                    • mujer_bonita Re: Dom, kredyty i niesłuchana żona 08.07.10, 18:30
                      santo_inc napisał:
                      > Na jakiej podstawie wnosisz, że nie może?

                      A gdzie ja niby 'wnoszę', że nie może? Zwróciłam jedynie uwagę, że kutuzow z jednej strony zakłada, że 'może' coś być a z drugiej przedstawione kwestie określa jako 'nie wiemy czy to prawda'. Oczywiście te pierwsze to rzeczy, które poprą jego wywody - drugie te, które im przeczą :)
                      • santo_inc Re: Dom, kredyty i niesłuchana żona 08.07.10, 19:01
                        > A gdzie ja niby 'wnoszę', że nie może?

                        Aha, czyli nie zakładasz, że nie może, ale założenie że może uważasz za nadużycie.

                        Przypieprzasz się dla samego przypieprzania.
                • a.malami75 Re: Dom, kredyty i niesłuchana żona 08.07.10, 16:37
                  kutuzow napisał:

                  > Domyślam się że autorka chciałaby być
                  > doceniana przez meża za to co robi dla domu, pytanie tylko czy ona
                  > sama docenia męża za to co on robi dla rodziny - ja tego tu nie
                  > widze (raczej czytam liste wielkich pretensji).
                  >
                  > Co do stosunku ojca do dziecka - do tego sie nie odnoszę, ponieważ
                  > zupełnie nie wiemy jak to jest na prawdę i z czego ew wynika.


                  Czy doceniam męża - oczywiście , choć trudno mi prawić mu komplementy i chwalić
                  za to że przynosi wypłatę do domu . Za co innego miałąbym go doceniać to nie wiem...
                  Aaa no tak - za to że nie przychodzi zalany do domu i że mnie nie bije ,tak ?

                  Co do jego miłości do dziecka to sama nie wiem czemu tak jest - od początku nie
                  garnął się do kontaktów z córką - pewnie przez wyniesiony z domu model -> matka
                  przy dzieciach i garach , ojciec po robocie w barze albo na jakiejś libacji ze
                  znajomą z pracy .
                  Choć przyczyną jego obojętności wobec dziecka może być to że nigdy go nie
                  prosiłam o pomoc jak córa była malutka . Dopóki nie miała 2 latek nie pracowałam
                  więc sama dałam radę ze wszystkim a i teściowa z moją mamą się pchały do wnuczki
                  :) Być może więc to moja wina że teraz jest jak jest . Gdybym go hmm prosiła o
                  pomoc to może jakoś poczułby tą więź ( przynajmniej jakimś stopniu ..) No sama
                  nie wiem
                  • santo_inc Re: Dom, kredyty i niesłuchana żona 08.07.10, 17:17
                    > Czy doceniam męża - oczywiście

                    A czy on o tym wie?
                  • kutuzow Kilka pytań do autorki 08.07.10, 19:14
                    a.malami75 napisała

                    "Czy doceniam męża - oczywiście , choć trudno mi prawić mu
                    komplementy i chwalić za to że przynosi wypłatę do domu . Za co
                    innego miałąbym go doceniać to nie wiem..."

                    Skoro tak podzieliliście się zadaniami, że Ty zajmujesz się domem, a
                    Twój mąż zarabia na ten dom, to powinniście OBOJE doceniać prace
                    drugiej strony tj. On powinien być Ci wdzięczny za Twoje
                    zaangażowanie w codzienne obowiązki, a Ty powinnaś być wdzięczna
                    choćby za to że zarobił na Wasze wspólne wakacje.

                    Czy mozesz napisać coś więcej jak wyglądał Wasz związek wcześniej:

                    - Jak wyglądał seks: przed i po ślubie a także w czasie i po ciązy.
                    - Czy gdy wczesniej pracowałaś, to czy Twój mąż Ci pomagał?
                    - Jak wyglądała decyzja dot dziecka? Była wspólna, czy jedno z Was
                    bardziej naciskało?
                    - Jak wygląda relacja z teściową?

                    P.S. Nie chce żebś pomyślała że wg mnie Ty jesteś ta "zła" a
                    mąż "dobry", staram się tylko wskazać Tobie jak może widzieć tą samą
                    kwestię Twój mąż. Tak samo jak większość Pań na tym forum pisze
                    facetom (którzy żalą się np. na brak seksu) aby pomyśleli o
                    oczekiwaniach partnerek.
                    • a.malami75 Re: Kilka pytań do autorki 08.07.10, 19:41
                      kutuzow napisał:

                      > a.malami75 napisała
                      >
                      > "Czy doceniam męża - oczywiście , choć trudno mi prawić mu
                      > komplementy i chwalić za to że przynosi wypłatę do domu . Za co
                      > innego miałąbym go doceniać to nie wiem..."
                      >
                      > Skoro tak podzieliliście się zadaniami, że Ty zajmujesz się domem, a
                      > Twój mąż zarabia na ten dom, to powinniście OBOJE doceniać prace
                      > drugiej strony tj. On powinien być Ci wdzięczny za Twoje
                      > zaangażowanie w codzienne obowiązki, a Ty powinnaś być wdzięczna
                      > choćby za to że zarobił na Wasze wspólne wakacje.
                      >
                      > Czy mozesz napisać coś więcej jak wyglądał Wasz związek wcześniej:
                      >
                      > - Jak wyglądał seks: przed i po ślubie a także w czasie i po ciązy.
                      > - Czy gdy wczesniej pracowałaś, to czy Twój mąż Ci pomagał?
                      > - Jak wyglądała decyzja dot dziecka? Była wspólna, czy jedno z Was
                      > bardziej naciskało?
                      > - Jak wygląda relacja z teściową?
                      >
                      > P.S. Nie chce żebś pomyślała że wg mnie Ty jesteś ta "zła" a
                      > mąż "dobry", staram się tylko wskazać Tobie jak może widzieć tą samą
                      > kwestię Twój mąż. Tak samo jak większość Pań na tym forum pisze
                      > facetom (którzy żalą się np. na brak seksu) aby pomyśleli o
                      > oczekiwaniach partnerek.

                      Okej więc już piszę :
                      Sex przed ślubem - wszystko jak najbardziej zadowalająco dla obu stron :) Było
                      nam naprawde dobrze , mąż mnie bardzo podniecał , na sam jego widok majtki mi
                      spadały ;)

                      Sex po ślubie - również wszystko świetnie ,ciąża również nie wpłynęła negatywnie
                      na sferę seksualną a to może z tego powodu że miałam cesarkę.
                      Sprawy zaczęły się komplikować... hmm ..myślę że jak dziecko ciut podrosło a ja
                      wróciłam do pracy , zaczęło się dzielenie obowiązkami , problemy z tego powodu
                      bo właśnie ( i tu odpowiedź na kolejne Twoje pytanie ) NIE pomagał - niestety, a
                      już wtedy stanowczo się domagałam tej pomocy i tak rok po roku , klapki zaczęły
                      mi z oczu opadać ...owszem , po prośbach i awanturach coś tam pomagał ( z musu
                      ), pamiętam do dziś ,jak miał zostać z córą w domu, bo byłam w pracy to zawoził
                      ją do teściowej ( niby bo chciała jechać do babci..)

                      Tak , co do decyzji d/t dziecka to faktycznie , on chciał poczekać aż się
                      "dorobimy " , żeby się nie łądować w kredyty ..o tym się właśnie dowiedziałam
                      dopiero podczas tej rozmowy sprzed paru dni ...przykre .

                      Relacje moje z teściową są powiedzmy poprawne choć mam do niej żal o to że NIE
                      uznaje jakiejkolwiek winy w czymkolwiek swojego syna .no cóż - matka...Chciałam
                      nie raz z nią porozmawiać o mężu , miałam nadzieję że może ona na niego płynie
                      .Jak tylko zaczynałam rozmowę ,zmieniała temat albo udawała że nie słyszy (!)
                      Dla mnie to jasna postawa ..
                      Odnośnie stosunków mojego męża z moją mamą - to nie ukrywam - są tragiczne
                      :jedno nienawidzi drugiego , dla mnie to problem bo jestem między młotem a
                      kowadłem .
                • santo_inc Re: Dom, kredyty i niesłuchana żona 08.07.10, 17:15
                  > Nie atakuje jest za to że nie pracuje- jej wybór.

                  A no właśnie.

                  JEJ wybór. A powinien to być wybór WSPÓLNY.
      • mujer_bonita Roszczeniowa postawa? 08.07.10, 12:32
        kutuzow napisał:
        > Z Twoich wypowiedzi wyłania się obraz kobiety, która chciałaby żeby
        > jej facet dostosował się do jej oczekiwań, jednocześnie mając w
        > nosie oczekiwania swego faceta (sex). Ja widzę tutaj roszczeniową
        > postawę wg mnie świadczą o tym wypowiedzi w stylu:
        >
        > "jak mu wytłumaczyć że wszystkie problemy łóżkowe są przez jego
        > zachowanie"

        No tak - masz babo dacha nad głową, jedzenie, męża co wraca po pracy do domu i czego Ty jeszcze chcesz??? Takie klasyczne męskie podejście :) :) :) A tak - kobitki często chcą czegoś jeszcze - JAKOŚCI tego związku. No ale to już roszczenie przecież :) Masz chłopa to się ciesz i na klęczkach idź do Częstochowy dziękować ;)

        A co to seksu - wielokrotnie było na forum poruszane, że szczególnie u kobiet seks jest w głowie i jest uwarunkowany JAKOŚCIĄ relacji z partnerem. Zarzucasz autorce wątku, że nie rozumie faceta a dokładnie to samo przejawiasz w stosunku do kobiet. Większość z nas nie ma ochoty na seks, kiedy w związku jest źle. I tu znów - jak babka się roztyje do 150kg i facet nie chce jej bzykać to pokiwasz ze zrozumieniem głową 'no przecież mu nie stanie' - a z drugiej strony jak babka nie robi się mokra przy olewającym mężu to już 'postawa roszczeniowa'?
        • kutuzow Re: Roszczeniowa postawa? 08.07.10, 12:39
          mujer_bonita ---> Chciałem tylko przypomnieć moją wcześniejszą
          deklarację iż nie dyskutuję z Toba.
          • mujer_bonita Re: Roszczeniowa postawa? 08.07.10, 12:39
            kutuzow napisał:
            > mujer_bonita ---> Chciałem tylko przypomnieć moją wcześniejszą
            > deklarację iż nie dyskutuję z Toba.

            Ojej - jak mi przykro :)

            Z drugiej strony uwielbiam męskie fochy, są takie urocze :) :) :)
            • a.malami75 Re: Roszczeniowa postawa? 08.07.10, 16:18
              Witam i dziękuję za słowa krytyki i otuchy . Wyjasnię parę rzeczy

              1 . Lubię prace domowe i też jestem domatorką przez duże D .
              2 . Tak , zamierzam pracować zarobkowo
              3 . Mąż nie jest sfrustrowany swoją pracą na 100 % - pracuje już tam 11 lat ,
              nie jest to praca męcząca fizycznie , psychicznie też raczej nie , chyba, że mi
              nie mówi nic , ( nie raz pytam go co w pracy i ciągle słyszę tylko " dobrze " po
              czym sru do komputera )
              4 . Moje oczekiwania wobec męża nie polegają( jak już pisałam wcześniej) na tym
              żeby pracował w domu , choć fajnie by było żeby choć chciało mu się wynieść do
              zlewu swoją szklankę po kawie ( że już nie wspomnę o jej umyciu ... )
              Chodzi mi o charakter , o takie wyobcowanie .. brak zainteresowania sprawami
              domu , rodziną , brak chęci pogadania o przysłowiowej " dupie marynie " ze mną,
              bądź pobawienia się z córą ( choć chwilkę ..)
              Chybabym padła na wylew ze zdziwienia gdybym go zobaczyła jak np czyta z nią
              książkę bądź układa puzzle ...
              Wyjaśnię jeszcze te epitety którymi go okrasiłam w którymś poście ( niewychowany
              cham )
              Jeden przykład - kiedyś podczas jakiegoś sporu męża( nie pamiętam już o co
              chodziło )z moją mamą, słyszę wrzask " zamknij się bo ci ta sztuczna szczęka
              wypadnie " . Takie cos dla mnie jest niedopuszczalne - brak szacunku dla matki
              żony , dla starszej osoby .. wiecie .. ja też czasem chciałabym tesciowej
              wygarnąć co nieco ale NIGDY bym w sposób lekceważący się do niej nie smiała
              zwrócić bo to jest starsza kobieta która jest matką mojego męża .
              No,a to tylko jeden przykład jego "szczególnych " odzywek ...no to na tyle chyba .
              Pozdrawiam
              • santo_inc Re: Roszczeniowa postawa? 08.07.10, 17:13
                > 3 . Mąż nie jest sfrustrowany swoją pracą na 100 % - pracuje już tam 11 lat ,
                > nie jest to praca męcząca fizycznie , psychicznie też raczej nie , chyba, że mi
                > nie mówi nic , ( nie raz pytam go co w pracy i ciągle słyszę tylko " dobrze " p
                > o
                > czym sru do komputera )

                Przypomnij sobie co odpowiadałaś rodzicom na pytanie "co w szkole", gdy nie
                miałaś ochoty z nimi rozmawiać.

                Czyżby też "dobrze"?

                > Chodzi mi o charakter , o takie wyobcowanie .. brak zainteresowania sprawami
                > domu , rodziną , brak chęci pogadania o przysłowiowej " dupie marynie " ze mną,
                > bądź pobawienia się z córą ( choć chwilkę ..)

                Jeśli każda "rozmowa" z Tobą jest litanią pretensji, trudno się dziwić, że nie
                ma na to ochoty.

                I jeszcze ma pod górkę z Twoją matką? Ale się facet wpierdzielił w gówno,
                współczuję mu.
        • santo_inc obywatelko, nie pieprz bez sensu 08.07.10, 17:18
          > No tak - masz babo dacha nad głową, jedzenie, męża co wraca po pracy do domu i
          > czego Ty jeszcze chcesz??? Takie klasyczne męskie podejście :) :) :) A tak - ko
          > bitki często chcą czegoś jeszcze - JAKOŚCI tego związku. No ale to już roszczen
          > ie przecież :) Masz chłopa to się ciesz i na klęczkach idź do Częstochowy dzięk
          > ować ;)

          Póki co, to wątkotwórczyni nie zaspokaja żadnych potrzeb faceta poza wiktem i
          opierunkiem. To niewiele, zbyt mało, by oczekiwać czegokolwiek więcej, niż od
          niego dostaje.
          • a.malami75 Re: obywatelko, nie pieprz bez sensu 08.07.10, 18:07
            santo_inc napisał:


            > Póki co, to wątkotwórczyni nie zaspokaja żadnych potrzeb faceta poza wiktem i
            > opierunkiem. To niewiele, zbyt mało, by oczekiwać czegokolwiek więcej, niż od
            > niego dostaje.

            Nie zaspokajam ŻADNYCH potrzeb ? Ciekawa interpretacja .. możesz rozwinąć tą
            mądrą myśl ? Jakich to ŻADNYCH potrzeb nie zaspakajam ?
            Bo moim zdaniem to zaspakajam aż za nadto jego potrzeb , nawet tych które nie
            powinny być zaspokojone !
            • santo_inc Re: obywatelko, nie pieprz bez sensu 08.07.10, 19:02
              > Bo moim zdaniem to zaspakajam aż za nadto jego potrzeb , nawet tych które nie
              > powinny być zaspokojone !

              No które jego potrzeby zaspokajasz. Konkretnie. Wymień, proszę.

              Bo o niczym innym jak te dwie w tym wątku nie przeczytałem.
              • a.malami75 Re: obywatelko, nie pieprz bez sensu 08.07.10, 19:23
                santo_inc napisał:

                > > Bo moim zdaniem to zaspakajam aż za nadto jego potrzeb , nawet tych które
                > nie
                > > powinny być zaspokojone !
                >
                > No które jego potrzeby zaspokajasz. Konkretnie. Wymień, proszę.
                >
                > Bo o niczym innym jak te dwie w tym wątku nie przeczytałem.

                Najpierw może zastanówmy się CZEGO mój mąż potrzebuje :
                1 . świętego spokoju - no tak , moja wina - ZASPAKAJAŁAM DŁUGO , PRZESTAŁAM .
                2. zadowalającego GO sexu - racja , nie zaspokajam .

                3. zadbany dom,dziecko ,żarcie pod nos , uprane majty - NO, PRZYNAJMNIEJ TO
                ZASPOKAJAM uff ....
                No ale to kropla w morzu jego potrzeb zaraz się dowiem , bo pewnie mam być :
                - przyjaciółką dla niego
                -kochanką
                -kumpelą na wypady na ryby
                -kompanem do picia gdy mu źle
                -powierniczką
                itp..

                • santo_inc Re: obywatelko, nie pieprz bez sensu 08.07.10, 20:14
                  > Najpierw może zastanówmy się CZEGO mój mąż potrzebuje :

                  A po co gdybać, gdy można zapytać?

                  To też jest upokarzające, jak praca za grosze?

                  > 3. zadbany dom,dziecko ,

                  Na ile to są potrzeby MĘŻA, a na ile TWOJE i DZIECKA?
                  • m00nlight Re: obywatelko, nie pieprz bez sensu 08.07.10, 20:21
                    Założył rodzinę? - założył. Dziecko zrobił? -zrobił. Dbanie o dom i
                    dziecko jest jednakowym oowiązkiem obojga 'założycieli'. On dba
                    przynosząc kasę, ona dba o ogień żeby nie zgasł (przynajmniej
                    chwilowo). I w tym temacie są kwita, tak myślę.

                    Ale to że nie zajmuje się WŁASNYM dzieckiem, przechodzi wszelkie
                    pojęcie. Jak wiemy, dziecko potrzebuje od ojca troszkę więcej niż
                    kasy na żarcie/ ubranka/ zabawki...
            • a.malami75 Re: obywatelko, nie pieprz bez sensu 09.07.10, 15:13
              Przeczytałam wszystko i wyjaśniam :

              Nie dlatego zamieszkaliśmy z moją mamą bo mielismy problemy finansowe - od razu
              po ślubie mąż się wprowadził do nas - mieszkał ze swoja matką w małym mieszkanku
              50m2 w bloku . Mama ma dom ponad 120 m2 , ogromny ogród itp . Oboję podjęliśmy
              taką decyzję .
              Kredyt to nie żadna hipoteka na 30 lat tylko zwykły kredyt na auto .
              Odnośnie płacenia rachunków to źle ktoś doczytał pisząc że mama płaci wszystkie
              rachunki - Absolutnie nie jest tak - pisałam już o tym wczesniej , mama płaci
              1/3 wszystkich rachunków . Czyli 1/3 prądu , gazu , podatku za dom itp .
              • songo3000 A mężuś cały czas jest jednak lokatorem 09.07.10, 15:17
                w domu 'kochanej mamuśi'. Dotrze to do Ciebie czy nadal będziesz
                ściemę walić? :)
          • mujer_bonita Re: obywatelko, nie pieprz bez sensu 08.07.10, 18:36
            santo_inc napisał:
            > Póki co, to wątkotwórczyni nie zaspokaja żadnych potrzeb faceta poza wiktem i
            > opierunkiem. To niewiele, zbyt mało, by oczekiwać czegokolwiek więcej, niż od
            > niego dostaje.

            I vice versa :)
            • santo_inc Re: obywatelko, nie pieprz bez sensu 08.07.10, 19:02
              > I vice versa :)

              No i komu to przeszkadza? Wątkotfurczyni, czy facetowi?
              • mujer_bonita Re: obywatelko, nie pieprz bez sensu 08.07.10, 21:32
                santo_inc napisał:
                > No i komu to przeszkadza? Wątkotfurczyni, czy facetowi?

                Z opisu wynika, że zdecydowanie OBOJGU.
                • santo_inc Re: obywatelko, nie pieprz bez sensu 08.07.10, 23:24
                  > Z opisu wynika, że zdecydowanie OBOJGU.

                  Chyba musiałem to przeoczyć.
      • santo_inc Re: Dom, kredyty i rozkapryszona żona 08.07.10, 17:14
        > Ty zrezygnowałaś z pracy bo była "poniżej godności ludzkiej", on nie
        > ma takiego komfortu, wiec może wartoby zadbać o niego gdy przychodzi
        > zmeczony do domu?

        No ale jak to? Przecież to jego psi obowiązek zapierdalać do pracy i przynosić
        stamtąd pieniążki dla żonuś. Jak mąż może śmieć oczekiwać za to wdzięczności?!
        • m00nlight Re: Dom, kredyty i rozkapryszona żona 08.07.10, 20:18
          Daruj sobie ironię.

          Autorka pisze że lubi prowadzenie domu i nie o TO ma pretensje, że
          chłop nic nie robi, tylko o to że odcina się od rodziny,
          emocjonalnie,i w ogole.

          Rozumiem brak chęci kontaktu z wiecznie gderającą żoną, ale z tym
          dzieckiem to już przegiął... przecież nie dzieciaka to wina że
          między starymi się nie układa, a rośnie skrzywione psychicznie bo
          ojciec ma go w dupie...
          • santo_inc Re: Dom, kredyty i rozkapryszona żona 08.07.10, 20:30
            > Rozumiem brak chęci kontaktu z wiecznie gderającą żoną, ale z tym
            > dzieckiem to już przegiął... przecież nie dzieciaka to wina że
            > między starymi się nie układa, a rośnie skrzywione psychicznie bo
            > ojciec ma go w dupie...

            Jeśli czuje się zazdrosny o dziecko, to nie dziwi mnie, że nie ma ochoty na
            spędzanie z nim czasu.
            • niezapominajka333 Re: Dom, kredyty i rozkapryszona żona 08.07.10, 20:36
              A jeąli nie czuje się zazdrosny o dziecko, to cię dziwi?
              • santo_inc Re: Dom, kredyty i rozkapryszona żona 08.07.10, 21:03
                > A jeąli nie czuje się zazdrosny o dziecko, to cię dziwi?

                Nie wiem, za krótko jestem ojcem.
                • niezapominajka333 Re: Dom, kredyty i rozkapryszona żona 08.07.10, 22:00
                  Ale na rozumienie zazdrości o dziecko to już masz wystarczający staż
                  ojcowski?
                  • santo_inc Re: Dom, kredyty i rozkapryszona żona 08.07.10, 23:24
                    > Ale na rozumienie zazdrości o dziecko to już masz wystarczający staż
                    > ojcowski?

                    Tak.
                    • m00nlight Kij ma 2 końce... 09.07.10, 11:05
                      Wiesz, to nie wygląda wykle tak, ze jest sielanka, a nagle rach-
                      ciach, dziecko i świat sie wali bo pani odsuwa pana na boczny tor
                      poświecając się dzieciakowi w 100%...

                      Zazwyczaj jest tak, że w związku coś nie 'trybi', pani już w ciąży
                      czuje się olewana, czuje niedosyt uczuć i uwagi, więc skupia się na
                      dziecku, które jest substytutem relacji z partnerem. Dziecko kocha
                      bezwarunkowo, nie wymaga, nie rości sobie, nie zgłaszcza pretensji
                      po prostu kocha i koniec. Często więc kobiety z jednej strony czując
                      niedosyt uczuć w relacji, przerzucają swoje emocje z faceta na
                      dziecko i udają że tak jest dobrze, że tak być powinno i jeszcze
                      szczycąsię tym że są tak dobrymi kochającymi i troskliwymi matkami,
                      bo 'przecież dziecko jest najważniejsze' mają przy tym pełną
                      społeczną aprobatę, a facet, ktoremu taki uklad z wiadomych względow
                      się nie podoba, jest coraz bardziej niezadowolony, sfrustrowany i w
                      tym wszystkim osamotniony, bo przecież ona, matka polka poświęcająca
                      się dla dziecka, w glorii chwały, a on zimny drań z roszczeniami.
                      Wyładowuje więc mniej lub bardziej świadomie to niezadowolenie i
                      frustrację na biednym, niewinnym dziecku, jako 'winnym' całej
                      sytuacji, bo przeciez przed dzieckiem było lepiej, a tu nagle
                      pojawił się mały intruz i wszystko zagarnął.

                      Odpowiedzialność za tę, bądź co bądź, dziwną sytuację ciąży na
                      obojgu, jednak brak komunikacji prowadzi do tego że mamy typowy,
                      nierozwizany konflikt potrzeb

                      Ona: On nie poświęca mi tyle miłości i uwagi, ile potrzebuję, więc
                      poświęcę się dziecku i będę je kochać najbardziej na świecie, a ono
                      na pewno tak samo pokocha mnie.

                      On: odkąd pojawiło się dziecko ona interesuje się tylko nim, a ja
                      zostałem sam sobie.

                      I tak zwalają winę na siebie nawzajem, tymczasem zaniedban dopuscili
                      się oboje... Z reguły tak to wlasnie wygląda, że racja jest gdzieś
                      pośrodku, i można się dogadać, ale trzeba tego chcieć i razem się
                      starać
                      • urquhart Re: Kij ma 2 końce... 09.07.10, 11:21
                        m00nlight napisała:
                        > Wiesz, to nie wygląda wykle tak, ze jest sielanka, a nagle rach-
                        > ciach, dziecko i świat sie wali bo pani odsuwa pana na boczny tor
                        > poświecając się dzieciakowi w 100%...

                        Jak ma despotyczną matkę która przekazywała jej swoje własne rozczarowanie mężczyznami to dokładnie tak wygląda i nazywa się "zespół modliszki".
                        Wcześniej może być cud miód bo potrzebna jest jej bliskość.

                        _____________________________________
                        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                        • m00nlight Re: Kij ma 2 końce... 09.07.10, 11:27
                          Niemniej jednak, w takich sytuacjach agresja (jawna bądź utajona, w
                          postaci braku zainteresowania) skierowana przez faceta w kieruku
                          DZIECKA, ma złego adresata...

                          De facto, facet w takiej sytuacji niesłusznie karze dziecko za błędy
                          popełniane przez żonę. Tego wlasnie nie rozumiem, i nie zrozumiem
                          nigdy.
            • m00nlight Re: Dom, kredyty i rozkapryszona żona 08.07.10, 21:00
              Po tym poznaje się dojrzałego emocjonalnie człowieka, że nie
              rywalizuje z dzieckiem (zwłaszcza własym!) o uwagę/ miłość
              partnera...
              • santo_inc Re: Dom, kredyty i rozkapryszona żona 08.07.10, 21:04
                > Po tym poznaje się dojrzałego emocjonalnie człowieka, że nie
                > rywalizuje z dzieckiem (zwłaszcza własym!) o uwagę/ miłość
                > partnera...

                Po tym się poznaje dojrzałą emocjonalnie kobietę, że nie zapomina o potrzebach
                partnera, gdy rodzi się dziecko.

                Ktoś tu kiedyś na forum napisał, że mężczyźni z definicji są niedojrzali, bo
                dojrzałe mogą być tylko kobiety.
                • m00nlight Re: Dom, kredyty i rozkapryszona żona 08.07.10, 21:36
                  Dzicko ma 7 lat. Nie jest więc. Przypuszczalnie, aż tak absobrujące
                  matkę by wywoływac zazdrosc ojca :/

                  Sama bylam oczkiem w glowie tatusia i nie wyobrazam sobie sytuacji w
                  ktorej wlasny ojciec by mnie olewał... biedny dzieciak.
                  • santo_inc Re: Dom, kredyty i rozkapryszona żona 08.07.10, 23:25
                    > Dzicko ma 7 lat. Nie jest więc. Przypuszczalnie, aż tak absobrujące
                    > matkę by wywoływac zazdrosc ojca :/

                    To nie jest kwestia absorpcji uwagi matki. To takie błędne koło. Mamusia
                    odtrąciła męża, ten się zamknął w sobie, więc mamusia poświęca cały czas
                    dziecku, które fochów nie stroi i zawsze czas dla mamusi znajdzie.

                    Ot, gdybam sobie, bo wątkotwórczyni faceta posłuchać nie chce a on sam tu nie
                    napisze, więc nie mamy szans na zapoznanie się z jego wersją...
    • metalowy_wentylator też nie rozumie związku.... 08.07.10, 15:37
      Przypomina mi to czesciowo moja sytuacje przed jakims czasem, tylko z innej perspektywy.
      Typowa (?) historia:
      znalismy sie dluzej, po paru latach przyznalismy sie do swych uczuc, zamieszkalismy razem,
      jedna dusza dwa ciala itp. Przy seksie nadrabialismy braki doswiadczenia (ona moja druga
      dziewczyna, ja jej pierwszym) z ochota, spontanicznoscia i czasem zaskakujaca nas dzikoscia.
      Pierwsze zmiany w czestotliwosci naszych zblizen zaszly po naszym slubie, gdzie wczesniej
      kochalismy sie 4-5 razy w tygodniu (do takiego rytmu doszlysmy po pierwszych "dzikich"
      miesiacach), co nam dobrze przez ponad trzy lata "sluzylo", to po slubie nachodzila ochota
      ma zone juz tylko w weekendy. "Boli mnie X, zmeczona po pracy, pogoda, brak nastroju, te dni".
      Potem ciaza - nie dosc ze pociecha w drodze to tez dla mnie nie ma nic cudowniejszego/
      seksownego niz kobieta w ciazy - bylby raj na ziemi, lecz z powodu komplikacji = abstynecja.
      Troche frustrujaca sytuacja lecz obawa i nerwy dosc skutecznie stlumily "potrzeby". Zona tez
      przez zmiany hormonalne nie zamienila sie w szalona nimfomanke, wrecz przeciwnie - zanikly
      bez sladu te male czulosci jak pocalunki, przytulenia, slodkie slowa.
      Pierwsze miesiace po porodzie byly dla nas dosc wyczerpujace, malo snu, energi, za to
      wiele pieluch i bezglownej paniki swiezo upieczonych rodzicow. Zycie seksualne (3mce pozniej)
      urozmaicilo sie o "Dziecko moze sie obudzic, musze umyc Y". Od tego czasu seks stal sie kwartalny,
      zainicjowany(wyproszony/wyblagany) z mej strony i jedyny feedback ktory mimo mych staran
      dostaje od zony jest niecierpliwe poswiecenie - ona nie ma cierpliwosci na gre wstepna ni
      ochoty na czulosci potem. Piec minut pozycji misionarskiej = full wypas. Kazda proba dyskusje
      na temat szybko konczyly sie blokada i lzami zony.
      Z mijajacym czasem stalem sie depresyjny, zgorzknialy. Czulem sie odrzucony i nie akceptowany.
      Pelen zniesmaczenia do siebie ze nie potrafie kontrolowac mych "zwierzecych" potrzeb i najwyrazniej
      sie narzucam mej zonie. I chociaz innaczej mowi, to jej powtorne reakcje dawaly mi do zrozumienia
      ze najwyrazniej jestem jakims freakiem i dewiantem. Po kazdym zblizeniu pejczowalem sie w duszy
      i objecywalem sobie ze nastepnym razem zalatwie to samemu pod przysznicem, co nie sprawi takich
      wyrzutow sumienia i kaca moralnego. Kazdy raz gdy udalo mi sie wycyganic(inaczej tego nazwac sie
      nie da) seks, wynik tak mocno niszczyl me wybudowane nadzieje, ochote i me poczucie wartosci ze
      przygryzalem wargi by sie nie rozplakac do obroconej plecami ukochanej. Gniew, zlosc i prawie juz
      nienawisc przeplataly sie z zniecheceniem gdy tylko pomyslem o tym aspekcie naszego zwiazku,
      dlatego tez by jakos funkcjonowac zamknolem moje libido i wszystkie uczucia w najciemnejszym
      kacie mego umyslu i "wyciszam" me mysli jezeli jakokolwiek "zawedruja" w poblize tej okolicy.
      Dawno przestalem probowalem szukac jakiegos kompromisu, ba rozwiazania - bo dano mi do zrozumienia
      ze nie /my/ mamy problem, lecz tylko /ja/.
      Zycie me stalo sie dosc mechanicznie, zmeczony usmiech expedientki hipermarketu na twarzy,
      przyjaciele sie jakos "potracili" czego nie mialem im za zle - watpie ze bylem przyjemnym
      towarzystwem. Zreszta tak jak odmawialem kazdego wyskoku do knajpy albo kina przez ostatnie
      lata ( bo bylo to nie fair bym sam sie gdzies bawil, a ona musi dziecko pilnowac) to i tez
      te zaproszenia zaniknely. Na Babysitting sie nie zgadza, bo za male jeszcze, a gdy jej proponuje
      by sama poszla z kolezankami na pogaduszki/wieczor panienski/kino itd odmawia bo za niesmiala/brzydka/gruba .
      Praca wyczerpujaca psychicznie, wymagajaca koncentracji i abstrajcyjnego myslenia wypalala
      wiekszosc mej energi, czego jedynym pozytywnym skutkiem ubocznym bylo ze nie denerwaly mnie
      komentarze zony ze "Caly dzien siedzisz w robocie w fotelu odpoczywajac a pierwsze co robisz
      w domu to siadasz przed kompem". Stalem sie passywnie agressywny. Zycie smieszne ale przestalo
      cieszyc, przynajmniej nie smuci wiecej. Tylko od czasu do czasu czekajac porankiem na tramwaj
      spogladam tak melancholyjnie na te szyny.

      Wracajac do tematu, zona ostatnio wspomniala ze me komentarze staly sie jakos zawistne i nie jestem taki kochany jak przed slubem. Sam nie wiem jak na to wpadla.
      ...

      X - Glowa, Nogi, Brzuch, Plecy, Wlosy(!)
      Y - Podlogi, Kuchnie, Wlosy(!?)

      ps. by uprzedzic comments: pomagam w domu - wszystkie "meskie" zadania naleza do mnie, toaleta, lazienka i okna takze z powodow agressywnych chemicals. Pozatym uwielbiam gotowac i chetnie to robie bo mnie to odpreza. Bawie sie chetnie z malym i tez chodze na dluzsze spacery - dajac mamie czas na odprezenie i zalatwienie kobiecych potrzeb.
      • sisi_kecz Re: też nie rozumie związku.... 08.07.10, 18:36
        Metalowy, długa i skomplikowana jest Twoja historia i tylko troszkę
        zahacza o ten temat.
        Może wkleisz to jako osobny wątek, wtedy uzyskasz też do siebie
        odpowiedzi.

        duze pozdro!!!
        • metalowy_wentylator Re: też nie rozumie związku.... 09.07.10, 17:23
          Nic nie istnieje w prozni, i jezeli on sie w czasie ich zwiazku
          zmienil na gorsze, to prawdopodobienstwo jest wysokie ze te zmiany
          nastapily ze wzgledu na doswiadczenia ktore sa im wspolne.
          Wklepalem na historie bo istnieje mozliwosc ze a.malami cos znajdzie,
          co jej pozwoli meza zrozumiec.

          Pozdrowienia
    • a.malami75 Re: Mąż nie rozumie związku.... 08.07.10, 19:55
      Ok , napiszę to żeby była klarowna sytuacja , choć wiem że zaraz wszyscy się
      rzucą na tą informację jak hieny pisząc że TO wszystko wyjaśnia i to powód jego
      zachowania i WSZYSTKICH naszych problemów...mieszkamy z moją mamą , w dużym domu
      , ponad 120 m2 , mamy 3 pokoje "swoje" .
      Tak , wiem - jest to problem i uwierzcie mi że gdybym mogła W TEJ CHWILI bym się
      wyprowadziła z mężem , niestety nie jest to proste ze względów finansowych
      Wiem, był to NAJWIĘKSZY błąd że zdecydowaliśmy się mieszkać z moją mamą ,cóż...
      • m00nlight Re: Mąż nie rozumie związku.... 08.07.10, 20:15
        Cóż, z tego wyłania się nowy obraz, zaszczuty mąż który wybrał
        obrone przez atak.

        Myślę że problem jestbardzo złożony, i sugeruję wizytę w poradni
        małżeńskiej... Obawiam się że problem już trochę za daleko zaszedł,
        by można to bylo rozwiązać 'domowymi środkami'. Więc poważna
        rozmowa, wizyta u terapeuty, jak nie pomoże, niestety, konieczny
        może być rozwód.

        Oboje okopaliście się na swoich pozycjach (wrogich) zwalajc
        (przypuszczalnie) całą winę za zaistniałą sytuację na drugą osobę.
        Trzeba przerwać tę samonakręcającą się sprężynę wzajemnej wrogości i
        niechęci...
      • niezapominajka333 Re: Mąż nie rozumie związku.... 08.07.10, 20:44
        A właściwie na jakich zasadach mieszkacie z mamą? Dlaczego aż tak
        bardzo się nienawidzą? O co mają do siebie pretensje i czy od
        początku tak było?
        Jak odnosi się do twojego męża twoja mama i czy stajesz po jego
        stronie?
        • a.malami75 Re: Mąż nie rozumie związku.... 08.07.10, 21:16
          niezapominajka333 napisała:

          > A właściwie na jakich zasadach mieszkacie z mamą? Dlaczego aż tak
          > bardzo się nienawidzą? O co mają do siebie pretensje i czy od
          > początku tak było?
          > Jak odnosi się do twojego męża twoja mama i czy stajesz po jego
          > stronie?

          Na jakich zasadach - kwestie finansowe mamy uregulowane czyli mam płaci
          wszystkich rachunków (podatek , prąd woda , gaz itp ) 1/3 . Plus oczywiście
          pieniądze na wyżywienie .
          Co do kłótni to głównie chodzi o tzw pierdoły ; np jeżeli mama robi zakupy i
          akurat nie kupi majonezu tego który mąż lubi - już powód do zadzierania i
          dogadywania , bo właściwie to nie są kłótnie - jedno drugiego się czepia ciągle
          o byle co :mama się czepia że np za długo grzebie w lodówce grzejąc ją , albo że
          włazi w butach do kuchni ,albo że zostawia brudne talerze na stole w kuchni albo
          że zostawia buty na środku przedpokoju ... i takie tam bzdurki .. a on się
          czepia że ona się czepia , że zamast ogladać głupie seriale poszłaby coś zrobić
          pożytecznego ...tak to wyglada mniej więcej . No i ja w tym wszystkim - JESTEM
          OBIEKTYWNA i często gęsto jeżeli mąż ma rację staję jak najbardziej po jego
          stronie ( na co oczywiście moja mama reaguje doszczętną obrazą majestatu... )
          Jezleli racja jest po jej stronie , mówię mężowi co o tym myślę ( na co słyszę
          że niedaleko pada jabłko od jabłoni )
          Podsumowując nie wesoło jest w tej kwestii .
          Rozmawiałam z mamą o problemie - usłyszałam że to ON się tu wprowadził więc
          powinien uszanować czyjeś zwyczaje , ja na to że teraz to jest też jego dom i ma
          prawo mieć SWOJE zwyczaje ....no i znów obraza i tekst że szybko się uczę
          chamstwa od męża ...IMPAS
          • santo_inc Re: Mąż nie rozumie związku.... 08.07.10, 21:19
            Podsumowując, facet mieszka z przypieprzającą się żoną i przypieprzającą się
            teściową. Dzięki bogu, że żona przynajmniej czasem bierze jego stronę. Ja się
            wcale nie dziwię, że facet nie ma ochoty na jakiekolwiek domowe obowiązki, skoro
            czuje się w "swoim" domu jak obcy człowiek...
            • m00nlight Re: Mąż nie rozumie związku.... 08.07.10, 21:41
              No niestety, takie uroki mieszkania z teściami, jakimikolwiek. Skoro
              mieszka sie wspolnie w jednym domu, często jedno drugiemu
              narusza 'terytorium' i konflikt gotowy.

              BTW calkowicie rozumiem 'przypieprzanie'. Gdyby mi chłop stawial
              brudne talerze na środku stołu, czy buty na srodku o ktore zabic sie
              można, to może nie narzekalabym, ale zaraz te swoje brudy mialby
              pięknie ustawione na swoim biurku, zaraz przed/ na kompie :P

              Swoją drogą, czepianie się o markę majonezu to też dziecinada.
              Mamusia lubi winiary a zięciunio kielecki, rodzinna tragedija ;)
              • mujer_bonita Re: Mąż nie rozumie związku.... 08.07.10, 21:53
                m00nlight napisała:
                > BTW calkowicie rozumiem 'przypieprzanie'. Gdyby mi chłop stawial
                > brudne talerze na środku stołu, czy buty na srodku o ktore zabic sie
                > można, to może nie narzekalabym, ale zaraz te swoje brudy mialby
                > pięknie ustawione na swoim biurku, zaraz przed/ na kompie :P

                Generalnie to jakiekolwiek uwagi/oczekiwania/pretensje pod adresem panów to według nich właśnie 'przypieprzanie się' względnie 'postawa roszczeniowa' ;)
                • santo_inc Re: Mąż nie rozumie związku.... 08.07.10, 23:27
                  > Generalnie to jakiekolwiek uwagi/oczekiwania/pretensje pod adresem panów to wed
                  > ług nich właśnie 'przypieprzanie się' względnie 'postawa roszczeniowa' ;)

                  Generalnie to cokolwiek napiszesz to są to bzdury. ;)
                  • mujer_bonita Re: Mąż nie rozumie związku.... 08.07.10, 23:38
                    santo_inc napisał:
                    > Generalnie to cokolwiek napiszesz to są to bzdury. ;)

                    No cóż - jak kończą się argumenty merytoryczne - zaczynają personalne :)
                    • songo3000 Trójkąt nierównoboczny :((( 08.07.10, 23:55
                      Generalnie nie ma się co śmiać. Autorka z mężem i mamuśką tkwią w
                      smrodliwym bajorku jakim jest dosyć perwersyjny mieszkaniowy
                      trójkącik. Tu nie ma dobrego wyjścia, nawet jeśli ktoś generalnie
                      ulegnie w swoich potrzebach to odbije sobie w złośliwości. Co jasno
                      i klarownie tu widać.

                      Cała reszta opisywanych przez Autorkę problemów to wtórne PIERDOŁY.
                      PIERDOŁY powtarzam, odpadki sytuacji jako całokształtu. Pierwszym
                      krokiem jest kupno sobie lub teściowej osobnego mieszkania, później
                      można się brać za uzdrawianie swojej sytuacji.

                      To nie jest tak, że wspólne mieszkanie jest przyczyną czegokolwiek.
                      To raczej imadło, które trzyma WSZYSTKICH w szachu nie pozwalając na
                      ruch. Również matce Autorki w bądź co bądź swoim mieszkaniu.

                      Smutne.
              • a.malami75 Re: Mąż nie rozumie związku.... 08.07.10, 21:57
                m00nlight napisała:

                > Swoją drogą, czepianie się o markę majonezu to też dziecinada.
                > Mamusia lubi winiary a zięciunio kielecki, rodzinna tragedija ;)

                Tak , wiem, że wygląda to śmiesznie, ale kiedy mąż zaczyna sądzić że ZŁOŚLIWIE
                kupiła taki majonez a nie jego ulubiony to już jest problemik.
                • m00nlight Re: Mąż nie rozumie związku.... 09.07.10, 10:43
                  No tak, bo sklepy daleko i pojsc sobie samemu i wydac 4zl na
                  ulubiony to większy problem niż kolejna awantura z mamusią o majonez.

                  Wiesz, ja myślę, że takie pierdoły to tylko pretekst, przykrywka
                  zasadniczego problemu, którym nie jest ani majonez, ani brudne
                  naczynia, ani buty pozostawione w korytarzu, a pogłębiający się
                  konflikt i wzajemna niechęć zięcia i teściowej...
                  • urquhart Re: Mąż nie rozumie związku.... 09.07.10, 10:52
                    m00nlight napisała:
                    > Wiesz, ja myślę, że takie pierdoły to tylko pretekst, przykrywka
                    > zasadniczego problemu, którym nie jest ani majonez, ani brudne
                    > naczynia, ani buty pozostawione w korytarzu, a pogłębiający się
                    > konflikt i wzajemna niechęć zięcia i teściowej...

                    Tak i ja to widzę. Walka w stadzie o dominację władzę i jej uznanie.

                    Powinien grzecznie zarabiać kasę i się podporządkować mądrzejszym, pijak jeden.


                    _____________________________________
                    Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji
                    jest dojrzała - by kawitator
                    • m00nlight Walka o władzę 09.07.10, 11:30
                      Jest częstym, utajonym konfliktem ktory kryje się pod pierzynką
                      różnych pierdół.

                      On chce władzy, bo smiec, bo zarabia, chce żeby wszystko było po
                      jego myśli i chce być alfa.

                      Teściowa chce władzy, bo to jej mieszkanie, i ona wykazała się dobrą
                      wolą przyjmując zięcia pod swój dach. W zamian wymaga szacunku i
                      poszanowania jej zwyczajów habitacyjnych.

                      Czego on zaakceptować nie potrafi, bo przecież baby nie będą nim
                      rządzić, bo przeciez on zarabia, samiec alfa.

                      I tak w kółko. Każdy ma swoją rację, a jednocześnie nie ma jej nikt.
                      • urquhart Re: Walka o władzę 09.07.10, 16:05
                        m00nlight napisała:
                        > Czego on zaakceptować nie potrafi, bo przecież baby nie będą nim
                        > rządzić, bo przeciez on zarabia, samiec alfa.

                        Zapomniałaś jeszcze o autorce wątku która oczekuje podporządkowania i zarządza "samcowi alfa" szlabany na to i owo, i ze ma jeść majonez który lubią stojący w hierarchii wyżej od niego.


                        _____________________________________
                        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                        • mujer_bonita Re: Walka o władzę 09.07.10, 16:08
                          urquhart napisał:
                          > Zapomniałaś jeszcze o autorce wątku która oczekuje podporządkowania i zarządza
                          > "samcowi alfa" szlabany na to i owo, i ze ma jeść majonez który lubią stojący w
                          > hierarchii wyżej od niego.

                          Wiesz co - naprawdę przeginasz. Twoim zdaniem naokoło misia należy skakać, wielbić, hołubić bo jak nie to jest to chęć 'podporządkowania'??????

                          Teściowa MA PRAWO za WŁASNE PIENIĄDZE we WŁASNYM DOMU kupić taki majonez jak jej smakuje! Nie popadajmy w paranoję!
                          • urquhart Re: Walka o władzę - men na samym dole hierarchii 09.07.10, 16:33
                            mujer_bonita napisała:
                            > Wiesz co - naprawdę przeginasz. Twoim zdaniem naokoło misia należy skakać, wiel
                            > bić, hołubić bo jak nie to jest to chęć 'podporządkowania'??????

                            No więc w czworokącie z teściową, dzieckiem i żoną musi zatem być na dole hierarchii ważności potrzeb? Takie jego już miejsce?

                            Jak zarabia na nich wszystkich, a jest na samym końcu, to nie dziwie się że potrzebuje parę piwek na znieczulenie żeby znaleźć siłę żeby następnego dnia miał ochotę ruszyć do roboty.


                            _____________________________________
                            Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                            • aandzia43 Re: Walka o władzę - men na samym dole hierarchii 09.07.10, 16:37
                              > Jak zarabia na nich wszystkich, a jest na samym końcu, to nie dziwie się że pot
                              > rzebuje parę piwek na znieczulenie żeby znaleźć siłę żeby następnego dnia miał
                              > ochotę ruszyć do roboty.

                              Na teściową też? ;-)
                            • mujer_bonita Re: Walka o władzę - men na samym dole hierarchii 09.07.10, 16:44
                              urquhart napisał:
                              > No więc w czworokącie z teściową, dzieckiem i żoną musi zatem być na dole hiera
                              > rchii ważności potrzeb? Takie jego już miejsce?

                              To TEŚCIOWA ma obowiązek dbać o jego potrzeby???

                              > Jak zarabia na nich wszystkich, a jest na samym końcu, to nie dziwie się że pot
                              > rzebuje parę piwek na znieczulenie żeby znaleźć siłę żeby następnego dnia miał
                              > ochotę ruszyć do roboty.

                              Zdaje się, że na teściową nie zarabia. Znów ekstrapolacja w celu manipulacji.
                              • songo3000 Re: Walka o władzę - men na samym dole hierarchii 09.07.10, 16:55
                                A nie, nie :) Zarzucałaś Urq, że przegina to i w końcu masz co
                                chciałaś ;P
                              • urquhart Re: Walka o władzę - men na samym dole hierarchii 09.07.10, 17:43
                                mujer_bonita napisała:
                                > Zdaje się, że na teściową nie zarabia. Znów ekstrapolacja w celu manipulacji.

                                No dobra, niech bedzie że na teściową nie zarabia. Co nie zmienia faktu że jest
                                na samym dole hierarchii w tym czteroosobowym stadzie. Ot klasa robotnicza.
                                _____________________________________
                                Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji
                                jest dojrzała - by kawitator
                            • m00nlight Re: Walka o władzę - men na samym dole hierarchii 09.07.10, 16:48
                              Nie 'zarabia na wszystkich' Matka płaci za siebie, za to on, nie
                              placi za wynajem mieszkania od matki.

                              Nie dość że mieszka u teściowej (prawdziwy facet, ktory ma ambicje
                              na 'samca alfa' powinien zamiast biadolic na tesciową walnąc pięścią
                              w stol i kupic mieszkanie oraz oświadczyć 'przeprowadzamy się na
                              swoje') to jeszcze jęczy o majonez. Nic dziwnego ze jest na dole
                              hierarchii- sam sobie takie miejsce wybral.
                              • urquhart walnąć zamiast biadolić 09.07.10, 17:37
                                m00nlight napisała:
                                > Nie dość że mieszka u teściowej (prawdziwy facet, ktory ma ambicje
                                > na 'samca alfa' powinien zamiast biadolic na tesciową walnąc
                                > pięścią w stol

                                Prawdziwy facet powinien walnąć zamiast biadolić.
                                Fakt, to koncepcja która sprawdza się dobrze w Islamie.
                                U nas uważana za anachroniczną.
                                _____________________________________
                                Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                                • sisi_kecz Re: walnąć zamiast biadolić 09.07.10, 17:45
                                  Jak walnąć???
                                  no, przepraszam, jeśli chodzi o przemoc, to wiadomo ze to objaw
                                  totalnej niemocy, własnego lęku i problemu z osobowością.
                                  Żadne panie takie...

                                  Mężczyzna ani nie gada, ani nie bije, tylko robi coś skutecznego,
                                  aby zmienić układ, który mu nie pasuje.
                                  • urquhart Re: walnąć zamiast biadolić 09.07.10, 17:53
                                    sisi_kecz napisała:
                                    > Mężczyzna ani nie gada, ani nie bije, tylko robi coś skutecznego,
                                    > aby zmienić układ, który mu nie pasuje.

                                    No jak jest na samym dole hierarchii to se może robić. Może se walnąć pięścią w stół i doprowadzić tym wszystkich do ataku śmiechu :)
                                    Lepiej walnąć czteropak zamiast się ośmieszać :)
                                    _____________________________________
                                    Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                                    • aandzia43 Re: walnąć zamiast biadolić 09.07.10, 19:21
                                      > No jak jest na samym dole hierarchii to se może robić. Może se walnąć pięścią w
                                      > stół i doprowadzić tym wszystkich do ataku śmiechu :)
                                      > Lepiej walnąć czteropak zamiast się ośmieszać :)

                                      Hehe, dobre ;-D
                                      Ale powinno być: łatwiej walnąć czteropak zamiast się ośmieszać.
                                      • m00nlight Re: walnąć zamiast biadolić 09.07.10, 20:10
                                        Nie mialam na mysli przemocy, tylko podjęcie męskiej decyzji i
                                        wprowadzenie jej w życie zamiast biadolenia i psucia powietrza calej
                                        rodzinie
                                        • santo_inc nie chcę psuć okrągłego wyniku 10.07.10, 17:23
                                          na liczniku postów (256), ale mam pytanie...

                                          > Nie mialam na mysli przemocy, tylko podjęcie męskiej decyzji i
                                          > wprowadzenie jej w życie zamiast biadolenia i psucia powietrza calej
                                          > rodzinie

                                          JAKĄ męską decyzję może podjąć ten gnębiony przez matkę i teściową facet?

                                          Konkretnie, przykłady poproszę.
                                          • mujer_bonita Re: nie chcę psuć okrągłego wyniku 10.07.10, 17:29
                                            santo_inc napisał:
                                            > JAKĄ męską decyzję może podjąć ten gnębiony przez matkę i teściową facet?

                                            To już go MATKA też dręczy?? Robi się coraz ciekawiej :)
                                            • santo_inc Re: nie chcę psuć okrągłego wyniku 10.07.10, 17:37
                                              > To już go MATKA też dręczy?? Robi się coraz ciekawiej :)

                                              A cholera wie, jakby go nie dręczyła pewnie by się do niej już dawno wyprowadził.

                                              Na myśli miałem rzecz jasna wątkotwórczynię. :)
                                          • niezapominajka333 Re: nie chcę psuć okrągłego wyniku 10.07.10, 19:40
                                            Bardzo proszę.
                                            Ten biedny, zahukany i gnębiony przez własną żonę, teściową i córkę
                                            facet może podjąć następujące męskie decyzje.
                                            Może mianowicie użyć swoich szarych komórek i zastanowić się, czy
                                            przypadkiem żona i teściowa nie mają racji w sprawie jego dziecka.
                                            Siedzi sobie taki biedny miś parę godzin przed kompem, ma dostęp do
                                            netu- skarbnicy wiedzy wszelakiej i po tych siedmiu latach od
                                            urodzenia dziecka mogłaby mu w tej ciężko kapującej mózgownicy
                                            zaświtać taka nieśmiała myśl, że te upierdliwe baby jednak cholera
                                            mogą mieć trochę racji z tym moim podejściem do dziecka.

                                            Dlaczego ja własciwie unikam kontaktu z własnym dzieckiem?
                                            Dlaczego odkąd się urodziła nigdy jej nie przytuliłem, nie mam
                                            ochoty się z nią bawić, nie mam ochoty z nią rozmawiać?
                                            Może nie wszyscy ojcowie tak mają?
                                            Może to z moim dzieckiem jest coś nie tak?
                                            Może jest nadpobudliwa i trzeba ją leczyć?
                                            Może inne dzieci wcale tak nie mają? Bawią się w kąciku spokojnie
                                            nie narzucając się rodzicom?
                                            Nie odzywają się do ojca, żeby mu nie przeszkadzać, nie chcą, żeby
                                            je wziął na kolana, poczytał im książeczkę czy inne brednie.
                                            Może moje dziecko jest nienormalne, a wszyscy się mnie czepiają.
                                            Gdzie by tu trzeba iść, żeby to stwierdzić?
                                            Może do psychologa? Nie, za drogo.
                                            A może poszukać w necie? Lepiej nie, bo jeszcze można natknąć się na
                                            jakieś teksty typu

                                            Ja ci wytłumaczę. Pozbawienie córki miłości ojca wyrządza znacznie
                                            większą krzywdę w psychice niż dla na przykład syna który dosyć
                                            łatwo możne znaleźć zastępczy wzór męskości. Relacja ojciec-córka to
                                            archetyp przyszłych relacji z partnerem i mężczyznami w życiu. O tym
                                            znaczeniu wie chyba to każdy kto miał do czynienie z terapią w
                                            związku.
                                            Dlatego matce której zależy na szczęściu w przyszłym życiu córki
                                            powinno na tym zależeć.
                                            Ale wszystko jest powiązane, na ile pamiętam Fromma to miłość do
                                            dziecka mężczyzny jest przeniesieniem miłości do partnerki, a nie
                                            bezwarunkowa biologicznie jak matki. Wiec trzeba popracować nad
                                            związkiem najpierw i związek uzdrowić jeżeli chce się uzdrowienia
                                            relacji z córką.

                                            A jest to tekst niewygodny, oj niewygodny. Bo trzeba by się
                                            zastanowić, czy to przypadkiem ze mną jest coś nie teges?

                                            Jak uzdrowić związek? Moja żona nie chce się ze mną kochać. Co
                                            zrobić, żeby chciała? Bo ja ciągle chcę, mimo że minęło już 10 lat
                                            odkąd jesteśmy razem i jeszcze mi się nie znudziło. Ona mną
                                            poniewiera, czepia się, gdera, marudzi, a ja dalej jej pragnę.
                                            Spróbuję wykonać skomplikowaną operację umysłową i zastanowić się,
                                            kiedy zaczęła mnie odpychać.
                                            Ano wtedy, gdy mała mmiała ze dwa lata, a ona poszła do pracy.
                                            Wtedy zaczęły się kłótnie, zrobiła się wymagająca, chciała żebym jej
                                            pomagał, jakby robota nie mogła poczekać aż ona wróci z pracy i się
                                            tym zajmie. I jeszcze zaczęło jej przeszkadzać, że się dzieckiem nie
                                            zajmuję. Nagle teraz jej przeszkadza, a przez dwa lata jej nie
                                            przeszkadzało.
                                            Jest tylko jedno wyjaśnienie że mnie odpycha.
                                            Musi kogoś mieć. Pewnie w pracy sobie kogoś przygruchała, bo to
                                            niemożliwe, żeby jej tylko o dzieciaka chodziło i o te gary co nie
                                            pozmywałem.
                                            Ale tak w ogóle to ja jestem niesamowity.
                                            Pięć lat mnie kobieta w ciula robi, kochanka ma, oczy zamyka jak się
                                            ze mną kocha, bo pewnie o tamtym myśli, a ja spokojnie ją posuwam i
                                            nic mnie to nie stresuje.
                                            Inny to by ją śledził, kombinował, nawet rozwód brał, ale ja nie
                                            pękam. Mnie tu dobrze, wynosić się nie zamierzam.
                                            Chociaż własciwie mógłbym.
                                            Baby mi kołki na głowie ciosają, ciągle mam jakieś szlabany, Zona od
                                            pięciu lat ma kochanka, kocha się ze mną z musu, córki nie
                                            potrzebuję, kasę na nią płacić mogę, mógłbym spoko wrócić do mamusi
                                            i miałbym tam jak u Pana Boga za piecem.
                                            Musi być ze mnie zaje...isty koleś, bo przecież nie dupa wołowa....
                                            • santo_inc Re: nie chcę psuć okrągłego wyniku 10.07.10, 20:19
                                              > Bardzo proszę.

                                              Jakoś nie widzę tu konkretów, które miałyby mu poprawić sytuację.

                                              Prosiłem o konkrety i męskie decyzje, a nie sugestie, że może posiedzieć w
                                              internecie i poczytać o tym, czemu żona go odpycha.

                                              Tyle pisaniny i brak konkretów.
                                              • niezapominajka333 Re: nie chcę psuć okrągłego wyniku 10.07.10, 20:57
                                                Santo, ten facet nie zrobi żadnego ruchu, bo nie chce przyjąc do
                                                wiadomości, że wina może leżeć także po jego stronie. Natomiast jego
                                                cierpienie nie osiągnęło tak niebotycznych rozmiarów, żeby się
                                                zdecydował na dramatyczny krok wyprowadzki.
                                                Każda zmiana wymaga wysiłku. Trzeba by się zdecydować na terapię
                                                rodzinną, ale tam się będzie rozgrzebywać ich prywatne życie i
                                                możnaby sie dowiedzieć, że przyczyną niechęci żony nie jest jakiś
                                                mityczny kochanek, tylko swoje własne lenistwo i upór.
                                                I prysnęłaby słodka ułuda, że on nic nie winien, biedna ofiara
                                                trzech roszczeniowych bab.

                                                Ludzie dorabiają sobie różne ideologie, a tak naprawdę za tymi
                                                pięknymi fasadami usprawiedliwień są trzy tłumaczenia:
                                                Niechęć, Lenistwo i Wygoda
                                                • santo_inc Re: nie chcę psuć okrągłego wyniku 10.07.10, 21:37
                                                  > Santo, ten facet nie zrobi żadnego ruchu, bo nie chce przyjąc do
                                                  > wiadomości, że wina może leżeć także po jego stronie.

                                                  Prosiłem o konkrety. Dwukrotnie. Znowu ich nie dostałem.
                                                  • a.malami75 Re: nie chcę psuć okrągłego wyniku 10.07.10, 21:52
                                                    Witam
                                                    Wiecie , bardzo mi pomaga ta dyskusja , pozwala mi spojrzeć inaczej na to
                                                    wszystko . Zastanawiam się teraz gdzie JA popełniłam błąd ( poza oczywiście
                                                    zamieszkania z mamą ) ..
                                                  • a.malami75 Re: nie chcę psuć okrągłego wyniku 10.07.10, 22:01
                                                    Teraz , może jutro spróbuję jeszcze raz do niego trafić poprzez rozmowę , tym
                                                    razem postaram się żeby to nie wyglądało jakby siedział na ławie oskarżonych .
                                                    Może jakieś sugestie macie ? A może nie ma już sensu rozmawiać ,tylko trzeba
                                                    podjąć jakieś radykalne środki .
                                                  • kutuzow Re: nie chcę psuć okrągłego wyniku 10.07.10, 22:10
                                                    Skoro nie chcesz aby kolejna rozmowa wyglądała jak ta poprzednia (ta
                                                    z "ale mu wygarnęłam"), to proponuję, abyś napisała na spokojnie
                                                    list do niego. W liście możesz starać się opisać sytuację bez tej
                                                    nerwowej atmosfery, która się pojawia w trakcie rozmowy. Poproś go
                                                    potem żeby na spokojnie go przeczytał. Daj mu z 5-10 min na
                                                    przemyslenie i wtedy z nim porozmawiaj. Zapytaj jak on się czuje.
                                                    Jak on to widzi.

                                                    Przeczytaj także posty Sisi_kecz dotyczące rozmowy. Zawarła tam
                                                    dobre rady.
                                                  • santo_inc Re: nie chcę psuć okrągłego wyniku 10.07.10, 22:40
                                                    > Może jakieś sugestie macie ?

                                                    Tak.

                                                    Zacznij rozmowę od "słuchaj, czuję się w naszym związku źle i mam wrażenie, że i
                                                    tobie jest źle". Daj mu od pierwszego zdania do zrozumienia, że zależy Ci nie
                                                    tylko na Twoim dobru, ale i na jego.

                                                    Nie koncentruj się tylko na tym, co Ty chcesz od niego uzyskać, bo to Cię
                                                    donikąd nie doprowadziło.

                                                    I więcej słuchaj a mnie jmów.
                                            • songo3000 Jak już wyłączysz ten strumień z tokofonu 10.07.10, 20:56
                                              To może w końcu podaj te konkretne decyzje. Rozumiesz, krótko i
                                              rzeczowo. Nie blablabla :)
              • niezapominajka333 Re: Mąż nie rozumie związku.... 08.07.10, 22:09
                Oj Koleżanko :)
                Nieprawomyślnie piszecie.
                Jakie czepianie się o markę majonezu?
                Toż to zignorowanie fundamentalnych potrzeb zięcia.
                On się nie czepia, tylko sygnalizuje niespełnienie swoich
                uzasadnionych oczekiwań.
                Faceci się z natury nie czepiają. Są cisi i łagodni jak te gołąbki.
                • songo3000 Re: Mąż nie rozumie związku.... 08.07.10, 23:48
                  Cisi i łagodni mają trzepanie kapucyna a nie seks :P
                  • m00nlight Re: Mąż nie rozumie związku.... 09.07.10, 10:44
                    Jak widać chamy z zakutym łbem też miewają ten problem :P
                    • songo3000 Re: Mąż nie rozumie związku.... 09.07.10, 15:20
                      No właśnie: pierwsi mają a drudzy miewają, hehe
              • santo_inc Re: Mąż nie rozumie związku.... 08.07.10, 23:26
                > BTW calkowicie rozumiem 'przypieprzanie'. Gdyby mi chłop stawial
                > brudne talerze na środku stołu, czy buty na srodku o ktore zabic sie
                > można, to może nie narzekalabym, ale zaraz te swoje brudy mialby
                > pięknie ustawione na swoim biurku, zaraz przed/ na kompie :P

                I ja to rozumiem. I nie uważam, by rację miała wątkotwórczyni broniąc męża, że
                to też jego dom. Tak jej się tylko zdaje. To dom jej matki i zawsze tak będzie.
                On tu jest tylko lokatorem.
                • niezapominajka333 Re: Mąż nie rozumie związku.... 09.07.10, 08:54
                  Nie Santo. Nie jest lokatorem. Przynajmniej nie takim, który ponosi
                  koszty wynajmu.
                  A nawet i wtedy nie można robić wszystkiego, co się tylko podoba, bo
                  właściciel może narzucić pewne ograniczenia.
                  Zgodzili się na pomoc, mieszkają za friko, rozumiem, że zięć nie za
                  specjalnie się udziela w pracach domowych, ani w żadnych innych,
                  skoro jego jedyny model spędzania wolnego czasu po pracy to komputer
                  i telewizja.
                  Nawarstwiło się tu tyle problemów(o których wiemy) że nie wiadomo
                  jak to ruszyć. Jak to ktoś wcześniej wspomniał wszyscy okopali się
                  na swoich pozycjach, a błędne koło wzajemnych pretensji i oskarżeń
                  toczy się coraz bliżej na skraj przepaści.

                  Wspólne mieszkanie z matką nie jest zbyt komfortowe, ale odpadają
                  takie życiowe problemy jak opłaty za wszystko, które ona ponosi. A
                  to dla wielu związków również źódło konfliktów.

                  Prawdę mówiąc zastanawia mnie kilka spraw w sytuacji tego związku.

                  Gdy pytałam autorkę czy mooże liczyć na pomoc ze swojej rodziny po
                  ewentualnym rozstaniu, powiedziała, że nie bardzo.
                  Wykoncypowałam sobie przeto, że wpakowali się z mężem w kredyt
                  hipoteczny, mieszkają w swoim domu lub mieszkaniu i po ewentualnym
                  rozwodzie ona nie ma się gdzie podziać, bo do rodziców wrócić nie
                  może a na samodzielne mieszkanie jej nie stać, takoż na utrzymanie
                  domu i spłatę rat.
                  A tu okazuje się, że wzięli kredyt, ale nie wiadomo na co.
                  Mieszkają razem z matką i mają wieczne pretensje do siebie.
                  I wbrew pozorom najgorzej nie ma zięć, tylko autorka, bo jest ciągle
                  między młotem a kowadłem.
                  Nie wydaje mi się, żeby przyczyną odrzucenia dziecka przez ojca było
                  przerzucenie całej miłości i uwagi żony na dziecko i ograniczenie w
                  związku z tym seksu.
                  Kłopoty zaczęły się, gdy doszły problemy typu zajęcie się dzieckiem
                  lub pomoc w domu, gdy autorka poszła do pracy.
                  Bo okazało się, że tylko ona ma prawo zajmowania się dzieckiem i
                  domem po pracy. Próby komunikacji, a już szczególnie próby
                  egzekwowania pomocy od męża w sytuacji gdy oboje pracowali
                  prowadziły do konfliktów.
                  To już nie była sytuacja typu ja zapierdzielam cięzko w pracy, żeby
                  zarobić na utrzymanie, to twoim obowiązkiem jest zadbanie o domowe
                  ognisko i nie zamierzam palcem w domu ruszyć.
                  To jest sytuacja, gdy oboje zapierdzielają na dom, a pan dalej
                  uważa, że ma wyjątkowe prawa. A próby egzekwowania pomocy kończą się
                  kłótniami i chamskimi odzywkami.
                  Mąż nie odczuwa potrzeby bycia z rodziną, przytulenia dziecka,
                  izoluje się emocjonalnie, ale seks w nocy jak najbardziej.
                  Pod tym względem ten zaszczuty facet jest wyjątkowo gruboskórny.
                  Żona może sobie gderać i czepiać się do woli, ale obowiązek
                  małżeński powinna wykonać, bo on nie widzi związku między swoim
                  zachowaniem, a jej brakiem ochoty. Dużo wygodniejszym tłumaczeniem
                  jest jej hipotetyczny kochanek.

                  Dlaczego facet tak się broni przed obowiązkami domowymi w sytuacji,
                  gdy oboje pacowali? Dlaczego nie ma potrzeby emocjonalnego kontaktu
                  z dzieckiem?
                  Tu moim zdaniem kłania się model jego rodziny.
                  Praktycznie wychowywany przez matkę, bo tatuś balował po knajpach z
                  kolegami.
                  Matka zajmowała się domem, pewnie też pracowała, więc on ma
                  utrwalony taki model rodziny. I w porównaniu z własnym ojcem wypada
                  na plus, bo się nigdzie nie szlaja, ewentualnie piwo sobie wypije w
                  ramach relaksu, a żona w ramach relaksu posprząta w domu, ugotuje i
                  zajmie się dzieckiem.
                  I teściowa za nic w świecie nie zrozumie o co synowa może mieć
                  pretensje, przecież ona miała gorszego męża i jakoś wytrzymała.

                  Widzisz, jak ktoś nie chce czegoś robić, to choćbyś mówił do niego
                  językami ludzi i aniołów nie zrozumie.Możesz jasno wyłuszczać,
                  możesz marudzić, możesz się czepiać i tak będzie to olewał, a próba
                  egzekwowania skończy się kłótnią.
                  Teraz się przyznał, że za wcześnie zdecydowali się na dziecko. Że
                  chciał najpierw, żeby się urządzili, spłacili kredyty itd.
                  Co to znaczy urządzili? Kredyt hipoteczny(bo rozumiem, że myślał o
                  swoim domu czy mieszkaniu) bierze się zwykle na kilkanaście czy
                  kilkadziesiąt lat. To już pora, żeby zostać dziadkami, a nie młodymi
                  rodzicami.

                  • sisi_kecz Re: Mąż i żona .... 09.07.10, 10:25
                    Niezapominajka, podsumowałaś wyczerpująco cały ten kogel-mogel, a
                    raczej bulgoczące błotko ;/

                    Na tyle oczywiście, na ile mamy informacji na forum od jednej strony.

                    Jeszcze bym dodała, że na początku małżeństwa każde z małżonków
                    miało inny plan. Żona chciała dziecko, potem sie ułoży, mąż chciał
                    samodzielności, potem dziecko.
                    Może on zreszta podświadomie sie bał zostać ojcem, nie chcąc
                    powielić błędów ze swojej rodziny.
                    W każdym razie stanęło na tym, że jest tak jak pani chciała.
                    Mąż sie po swojemu w tym wszystkim ustawił. Na pewno nie jest
                    szczęśliwy, ale tworzy sobie takie miniazyle przed kompem z piwkiem
                    i jakoś znosi obecność teściowej i całą sytuację, w której być nie
                    chciał.
                    On oczywiście nie potrafi pomagać w domu, nie potrafi być czuły dla
                    małej, nie potrafi zrezygnować ze swojego jedynego miniazylu.
                    Faceci mają denerwującą dla kobiet manierę: "robię to, co robić
                    należy i nie mam sobie nic do zarzucenia".
                    Pracuję? tak.
                    Nie szlajam się? nie.
                    Kasa na dom, dziecko, wakacje, kredyt jest? jest.
                    Czy ja sie awanturuję, biję żonę, czy jej matkę lub dzieciaka?
                    spokojny jestem.
                    Żona nie chciała pracować, ok powiedziałem jak Ci źle to nie pracuj,
                    ja wszystko utrzymam, pojedziemy na wakacje, odpoczniesz, po
                    powrocie znajdziesz pracę.
                    Normalny dom i rodzine mam. Nawet jest seks. A jak jest seks to
                    znaczy, że jest dobrze.
                    Czy ja dużo wymagam? pytam czy mogę piwko kupić, a po pracy chce
                    trochę sie zrelaksować.
                    Mam gównianą sytaucję, bo mieszkam z teściową, a żona wciąż mnie
                    krytykuje, próbuje wszystkiemu sprostać, nie narzekam że moje życie
                    nie jest takie jak chciałem, a jeszcze wszystkim źle.
                    I k...wa, ostatnio usłyszałem od żony, że jestem ostatnim gnojkiem i
                    że powinienem sie wyprowadzić na trochę, żebyśmy wszystko
                    przemyśleli, lol.
                    Ja nie mam nic do przemyślenia,pracuję i żyję z dnia na dzień i
                    właśnie staram sie nie mysleć jaki to wszystko ma sens, bo bym
                    musiał se w łeb strzelić. Odczep sie kobieto ode mnie, bo naprawdę
                    nie wiem czego Ty jeszcze chcesz ?!!!
                    Robie wszystko co moge, aby bylo dobrze ale Ty i tak uwazasz że
                    jestem do niczego. Chcesz innego faceta?
                    Nie kochasz mnie i znajdziesz sobie innego, a wdupe z tym wszystkim!

                    A żona siedzi w domu i po całych dniach mysli nad ich związkiem, tu
                    jest żle, na tym polu fatalnie, tam jest kijowo, a tu też do bani.
                    Wyszłam za mężczyznę, który jest beznadziejny: nie robi tego, nie
                    potrafi tamtego, nigdy nie robi tak, zawsze robi nie tak.
                    Powinno być tak pieknie, a nie jest tak jak bym chciała, jestem
                    bardzo nieszczęśluiwa- widzę co bedzie dalej, jak to sie bedzie
                    pogłębiać, staczać, jak będzie skakał w bok i weźmiemy rozwód. Już
                    czuję cały ten dramat, zniszczone zycie, zmarnowane lata.
                    On tego nie widzi, jest slepy, głupi, nic nie rozumie.
                    Za kogo ja wyszłam? zrobiłam wielki błąd, ratunku!

                    Mąż i żona.

                    Z boku widać, że obydwoje chca dobrze i mogliby sie dogadać.
                    Będę sie upierać, że rozmowa bez wywalania pretensji, oskarżania kto
                    jest winien, i kto co zrobił źle, a skupienie sie na tym, czego
                    każde pragnie, jak odbiera sytuację i jakie widzi mozliwosci
                    poprawy, uregulowania by poczuć sie lepiej w związku- tylko to moze
                    przepaść odsunąć, a kto wie, może też uda się ja zakopać.

                    Wiadomo, że mężczyzna nie obgada swoich emocji z palcem w nosie, nie
                    potrafi i koniec. Szczególnie ten men nie ma połączeń pomiędzy
                    aparatem mowy, a swoimi uczuciami.
                    Ale to nie znaczy, że tych uczuć nie ma.
                    Potraktuj go jak partnera, bo inaczej nic z tego nie będzie.

                    duze pozdro!!!
                    • m00nlight Re: Mąż i żona .... 09.07.10, 10:53
                      Z wszystkim się zgadzam co piszecie.

                      Niemniej jednak uważam, że na rozmowe jes już za późno, za dużo syfu
                      się nawarstwiło, bo przez te x lat nie potrafili rozwiązywać
                      problemów na bieżąco, jak były jeszcze małe i do przjścia. Teraz
                      zrobiło się z tego jedno wielkie bagno z całą masą negatywnych
                      wzajemnych emocji. Ciężko będzie tak odsunąć te emocje, te
                      pretensje, żale, rozgoryczenie i frustracje i porozmawiac tak
                      otwarcie, na zimno, konkretnie o co komu chodzi. właszcza pan może
                      mieć problem, gdyż do rozmowy nieskory w ogole.

                      Więc albo biegiem do terapeuty/ mediatora, może byc terapia
                      rodzinna, wszyscy, łącznie z dzieckiem i teściową, albo dać sobie
                      spokój i nie zawracać wzajemnie gitary. Skoro pan i tak robi glownie
                      za bankomat to niech chociaz nie psuje powietrza, wyprowadzi sie i
                      placi alimenty, skoro i tak niczego więcej dziecku nie daje....
                      • urquhart bankomat się zepsuje 09.07.10, 11:26
                        m00nlight napisała:
                        > spokój i nie zawracać wzajemnie gitary. Skoro pan i tak robi glownie
                        > za bankomat to niech chociaz nie psuje powietrza, wyprowadzi sie i
                        > placi alimenty, skoro i tak niczego więcej dziecku nie daje...

                        Obawiam się że w tej sytuacji bankomat się raczej zepsuje, pan zajrzy głębiej do kieliszka i dołączy do 90% mężczyzn w Polsce nie płacących zasądzonych alimentów.
                        Men-czyzna tyż czasem nie tylko bankomat...
                        _____________________________________
                        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                        • m00nlight Re: bankomat się zepsuje 09.07.10, 11:33
                          Chcialam zwrocic uwage na fakt, że dla dziecka niewielka będzie
                          strata jak pan się wyprowadzi.

                          A jak sanie się nie wyplacalny, cóż, od tego mamy fundusz
                          alimentacyjny...

                          Swoją drogą, ciekawostka. Wczoraj koleżanka ktora stara sie o
                          alimenty uslyszala od sędzi, że '150 zł miesięcznie na jedno dziecko
                          to wystarczająca kwota'. Niewiadomo, śmiać się czy płakać... ale to
                          już malutki oftop, za co przepraszam
                          • urquhart Re: bankomat się zepsuje 09.07.10, 12:33
                            m00nlight napisała:
                            > Swoją drogą, ciekawostka. Wczoraj koleżanka ktora stara sie o
                            > alimenty uslyszala od sędzi, że '150 zł miesięcznie na jedno dziecko
                            > to wystarczająca kwota'. Niewiadomo, śmiać się czy płakać... ale to
                            > już malutki oftop, za co przepraszam

                            Fakt, w krajach gdzie zamiast kasy i alimentów sądy rodzinne wprowadzają opieką naprzemienną nad dzieckiem, ilość rozwodów drastycznie spadła.
                            Nie opłaca się.
                            No ale u nas jest zawsze fundusz alimentacyjny z pieniędzy podatników :)

                            _____________________________________
                            Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                            • mujer_bonita Re: bankomat się zepsuje 09.07.10, 12:44
                              urquhart napisał:
                              > Fakt, w krajach gdzie zamiast kasy i alimentów sądy rodzinne wprowadzają opiek
                              > ą naprzemienną nad dzieckiem, ilość rozwodów drastycznie spadła.
                              > Nie opłaca się.

                              Podasz źródło tych danych?
                              • urquhart Re: bankomat się zepsuje 09.07.10, 13:17
                                mujer_bonita napisała:
                                > Podasz źródło tych danych?

                                Przypisy do:
                                kpor.pl/index.php?option=com_content&task=blogsection&id=11&Itemid=34_____________________________________
                                Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji
                                jest dojrzała - by kawitator
                                • mujer_bonita Ekonomicznie? 09.07.10, 13:36
                                  urquhart napisał:
                                  > Przypisy do:

                                  Rewelacyjne źródło - 'Komitet Przestrogi przed Oddzieleniem Rodzica' :) :) :) To
                                  tak jakbyś cytował katolickie strony w dyskusji o pigułkach antykoncepcyjnych.
                                  Może jeszcze 'w stronę ojca' podlinkujesz?

                                  Dla mnie w ogóle twierdzenie, że w polskich warunkach kobiety rozwodzą się dla
                                  kasy i tych 'oszałamiających' kilkuset złotych miesięcznie jest objawem jakiejś
                                  mani prześladowczej. Normalnie za tę kasę (o ile w ogóle ją zobaczy) to matka
                                  pojedzie sobie na wakacje do Saint-Tropez :D :D :D

                                  IMO gdyby powody ekonomiczne decydowały o rozwodzie to Polki by się po prostu
                                  nie rozwodziły. Po co marne alimenty jak w czasie małżeństwa cała pensja męża
                                  jest ich? Gdzie tu logika?
                                  • urquhart Re: Ekonomicznie? 09.07.10, 14:53
                                    mujer_bonita napisała:
                                    > IMO gdyby powody ekonomiczne decydowały o rozwodzie to Polki by się po prostu
                                    > nie rozwodziły. Po co marne alimenty jak w czasie małżeństwa cała pensja męża
                                    > jest ich? Gdzie tu logika?

                                    A jednak.
                                    Rządy krajów które wprowadzają te przepisy o preferowaniu opieki naprzemiennej
                                    nie mają złudzeń że jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze i opieraja
                                    sie o badania i ekspertyzy i wyniki innych gdzie już to wprowadzono.
                                    Gdzieś kiedyś czytałem że połowa spraw o niepłacenie alimentów przez mężczyzn w
                                    Polsce to dotyczy maksymalnej kwoty jaką można zabrać z pensji czyli trzy piąte.
                                    Czyli jak w wątku, dalej prawie cała jego pensja ma zostać i jeszcze
                                    roszczeniowy pasożyt z głowy...
                                    _____________________________________
                                    Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji
                                    jest dojrzała - by kawitator
                                    • aandzia43 Re: Ekonomicznie? 09.07.10, 15:13
                                      Opiekę naprzemienną preferują rządy krajów zamożnych. I krajów, gdzie od
                                      kilkudziesięciu lat faceci biorą czynny udział w opiece nad potomstwem. Nam
                                      jeszcze daleko.


                                      Gdzieś kiedyś czytałem że połowa spraw o niepłacenie alimentów przez mężczyzn w
                                      > Polsce to dotyczy maksymalnej kwoty jaką można zabrać z pensji czyli trzy piąte
                                      > .

                                      Co najmniej zaskakujące dane. Ale nadal nie są żadnym dowodem na tę śmieszną
                                      tezę, że kobiety rozwodzą się dla kasy. Bo trzy piąte z 2000 zł to 1200 zł. O
                                      takie alimenty występuje przęcięta Polka dla dwójki dzieci. Mąż zaniża dochody i
                                      wyliczone ma je na 2000. On tego 1200 nei płaci, ona go ściga. A Urquhart siedzi
                                      i nawija sreberka, że złe kobiety rozwodzą się dla kasy ;-)
                                      • mujer_bonita Re: Ekonomicznie? 09.07.10, 15:26
                                        aandzia43 napisała:
                                        > A Urquhart siedzi
                                        > i nawija sreberka, że złe kobiety rozwodzą się dla kasy ;-)

                                        No właśnie ciekawi mnie kto da wiarę stwierdzeniu, że kobiety rozwodzą się dla
                                        kasy bo niepewne, maksymalnie 60% jest lepsze niż 100% :D :D :D
                                      • songo3000 Skoro mówimy o Polandii 09.07.10, 15:44
                                        To jest chyba ździebko inaczej. Tutaj kobieta (a już z pewnością z
                                        potomstwem) rozwiedzie się kiedy ją będzie STAĆ na oddzielne życie.
                                        Alimenty są jednym z kluczowych składników dochodu babeczki 'po
                                        rozwodzie' i MUSZĄ być brane pod uwagę przy decydowaniu o wniosku.

                                        Nie jesteśmy na tyle bogatym społeczeństwem, że z dnia nadzień
                                        babeczka może pozwolić sobie na 'adios amigos'. W tym kontekście to
                                        tak, panie rozwodzą się 'dla pieniędzy' a konkretnie - kiedy mają
                                        zapewnione 'wystarczająco dużo' pieniędzy na samotne przetrwanie.
                                        • mujer_bonita Re: Skoro mówimy o Polandii 09.07.10, 15:55
                                          songo3000 napisał:
                                          > Nie jesteśmy na tyle bogatym społeczeństwem, że z dnia nadzień
                                          > babeczka może pozwolić sobie na 'adios amigos'. W tym kontekście to
                                          > tak, panie rozwodzą się 'dla pieniędzy' a konkretnie - kiedy mają
                                          > zapewnione 'wystarczająco dużo' pieniędzy na samotne przetrwanie.

                                          Zgadzam się poza tym 'samotnym przetrwaniem' bo rozwodzące się kobiety często
                                          mają dzieci, którym muszą zapewnić choćby dach nad głową. A w związku z tym, że
                                          w praktyce alimenty są często nieściągalne a pomoc ojców w wychowaniu kiepska*
                                          to nie dziwię się, to rozwód często jest NIEOPŁACALNY. Większości kobiet nie
                                          stać na samotne wychowywanie dzieci.


                                          * mimo powszechnie walce Panów o opiekę naprzemienną większość z rozwodników
                                          woli wrócić po rozwodzie do czasów kawalerskich niż zajmować się dzieckiem -
                                          taka smutna prawda.
                                          • urquhart Re: Skoro mówimy o Polandii 09.07.10, 16:13
                                            mujer_bonita napisała:
                                            > * mimo powszechnie walce Panów o opiekę naprzemienną większość z rozwodników
                                            > woli wrócić po rozwodzie do czasów kawalerskich niż zajmować się dzieckiem -
                                            > taka smutna prawda

                                            E tam powszechną, większość o tym nawet nie słyszała. Ale fakt że nawet w
                                            krajach gdzie sąd preferuje ON to nie jest wiekszość. Ale sam fakt że kobieta
                                            zamiast kasy może nie mieć tylko 50% czasu potomka powoduje że skłonność do
                                            kompromisu nagle wzrasta, szczególnie tym które żyjąc wyznając hasło "dziecko
                                            najważniejsze"...



                                            _____________________________________
                                            Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji
                                            jest dojrzała - by kawitator
                                      • urquhart Re: Ekonomicznie? 09.07.10, 15:59
                                        aandzia43 napisała:
                                        > Co najmniej zaskakujące dane. Ale nadal nie są żadnym dowodem na tę śmieszną
                                        > tezę, że kobiety rozwodzą się dla kasy. Bo trzy piąte z 2000 zł to 1200 zł. O
                                        > takie alimenty występuje przęcięta Polka dla dwójki dzieci. Mąż zaniża dochody
                                        > i

                                        www.slaweksniegocki.pl/srednia-placa-krajowa-mit-oszustwo-czy-statystyka/

                                        2000 PLN to zawyżona kwota przez wierchuszkę.
                                        Ilościowo trzeba przyjąć 1523 złote netto wypłat w RP, czyli 913 alimentów, na
                                        życie zostaje 609 pln, zasiłek dla bezrobotnych dziś to 625,47.
                                        Przestaje się opłacać robić, z reguły wyprowadzają się z domu, a za tyle to nic
                                        nie wynajmą i wolą chlać wódę z kumplami niż zarabiać i płacić, stąd 90% nie
                                        płaci. Wszystko trzyma się kupy...

                                        aandzia43 napisała:

                                        _____________________________________
                                        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji
                                        jest dojrzała - by kawitator
                                        • aandzia43 Re: Ekonomicznie? 09.07.10, 16:35
                                          Co się trzyma kupy? Teza, że kobiety rozwodzą się dla pieniędzy? Nie żartuj!

                                          > życie zostaje 609 pln, zasiłek dla bezrobotnych dziś to 625,47.
                                          > Przestaje się opłacać robić, z reguły wyprowadzają się z domu, a za tyle to nic
                                          > nie wynajmą i wolą chlać wódę z kumplami niż zarabiać i płacić, stąd 90% nie
                                          > płaci.

                                          To by się zgadzało. Ale nadal nei widzę, gdzie tu korzyść "zachłannej na kasę"
                                          baby. Ja tu widzę tylko ludzki dramat. 500 zł na dziecko plus 1500 zł pensji
                                          matki to też nie kokosy. Zakładając, że alimenty w ogóle do niej docierają. Tu
                                          nikt nie jest wygrany. Skończ z tym nawijaniem sreberek ;-)
                                          A zaniżanie faktycznych zarobków ma miejsce, i to nie rzadko.
                                          • m00nlight Re: Ekonomicznie? 09.07.10, 17:00
                                            Ba! Tacy delikwenci żeby wymigać się od placenia na WŁASNE dziecko
                                            potrafią 'zwolnić się' z pracy, by wyludzic zaswiadczenie z PUP a
                                            potem dalej radośnie pracowac sobie na czarno... i to nie są rzadkie
                                            przypadki. Widac niektorym panom sie wydaje, że gdy przestają być
                                            mężami, to ojcami również...
                                            • urquhart Re: Ekonomicznie? 09.07.10, 17:47
                                              m00nlight napisała:
                                              > Widac niektorym panom sie wydaje, że gdy przestają być
                                              > mężami, to ojcami również...

                                              Widać kierując się swoimi emocjami i instynktem macierzyńskim panie dokonują zbyt śmiałych projekcji na to co powinno wydawać się panom.

                                              _____________________________________
                                              Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                                              • m00nlight Re: Ekonomicznie? 09.07.10, 20:12
                                                Sugerujesz ze dzieci biorą się z zapylenia? :> a może poprzez
                                                pączkowanie?

                                                Dorosły facet powinien sobie zdawać sprawę, że niektore zabawy grożą
                                                odpowiednimi konsekwencjami :P
                                    • mujer_bonita Re: Ekonomicznie? 09.07.10, 15:24
                                      urquhart napisał:
                                      > Rządy krajów które wprowadzają te przepisy o preferowaniu opieki naprzemiennej

                                      o_O - teraz pojedyncze badanie rozrosło się do 'świadomości' rządów :D :D :D
                                      Fajna manipulacja :)
                                      • urquhart Re: Ekonomicznie? 09.07.10, 15:41
                                        No ale jeżeli krytykujesz to chyba czytałaś jak jest sytuacja w Australii,
                                        Holandii i że kolejne kraje Włochy , skandynawskie wprowadzają podobne regulacje?
                                        W Polsce to prawnie niemożliwe na dziś.
                                        _____________________________________
                                        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji
                                        jest dojrzała - by kawitator
                                        • mujer_bonita Re: Ekonomicznie? 09.07.10, 15:51
                                          urquhart napisał:

                                          > No ale jeżeli krytykujesz to chyba czytałaś jak jest sytuacja w Australii,
                                          > Holandii i że kolejne kraje Włochy , skandynawskie wprowadzają podobne regulacje?
                                          > W Polsce to prawnie niemożliwe na dziś

                                          A co wprowadzanie regulacji ma do głoszonej przez Ciebie 'pazerności mamusiek'?
                                          Ja jestem za opieką naprzemienną (choć uważam ją za skrajnie trudną do
                                          przeprowadzenia) co w żadnym przypadku nie oznacza, że uważam, że kobiety
                                          rozwodzą się dla kasy. I w żaden sposób nie uważam, że regulacje te wprowadzane
                                          są przez 'światłe' pozbawione złudzeń co do pazerności kobiet rządy.

                                          To jest właśnie Twoja manipulacja - wrzucasz do jednego wora wszystko tak, żeby
                                          Ci pasowało. Co z tego, że jedno nie wynika z drugiego - jak pasuje to jest ok?
                                          • urquhart Re: Ekonomicznie? 09.07.10, 16:19
                                            mujer_bonita napisała:
                                            > rozwodzą się dla kasy. I w żaden sposób nie uważam, że regulacje te wprowadzane
                                            > są przez 'światłe' pozbawione złudzeń co do pazerności kobiet rządy.

                                            Celem ON jest dobro dziecka.
                                            Mniej rozwodów to efekt uboczny.

                                            _____________________________________
                                            Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji
                                            jest dojrzała - by kawitator
                                            • mujer_bonita Re: Ekonomicznie? 09.07.10, 16:47
                                              urquhart napisał:
                                              > Celem ON jest dobro dziecka.
                                              > Mniej rozwodów to efekt uboczny.

                                              Przestań więc manipulować w swoich wypowiedziach. Dobro dzieci - koniec kropka.
                                            • m00nlight Re: Ekonomicznie? 09.07.10, 16:56
                                              Tydzien u mamusi, tydzien u tatusia. Nie wiem gdzie tu dobro dziecka
                                              zwlaszcza jesli odleglosc jest znaczna...

                                              Wiesz, na dobrą sprawę to 'dla dobra dziecka' nie powinno w ogole
                                              dochodzic do rozwodów.. zacznijmy od tego.
                          • songo3000 Re: bankomat się zepsuje 09.07.10, 15:30
                            I jak zwykle, poraz n-ty 'darmozjad i egoista Songo' będzie dopłacać
                            do cudzych bachorów i cudzych błędów...

                            W zasadzie to całym sercem życzę im dogadania się :DDD
                  • mujer_bonita Re: Mąż nie rozumie związku.... 09.07.10, 12:43
                    niezapominajka333 napisała:
                    > Tu moim zdaniem kłania się model jego rodziny.
                    > Praktycznie wychowywany przez matkę, bo tatuś balował po knajpach z
                    > kolegami.
                    > Matka zajmowała się domem, pewnie też pracowała, więc on ma
                    > utrwalony taki model rodziny. I w porównaniu z własnym ojcem wypada
                    > na plus, bo się nigdzie nie szlaja, ewentualnie piwo sobie wypije w
                    > ramach relaksu, a żona w ramach relaksu posprząta w domu, ugotuje i
                    > zajmie się dzieckiem.
                    > I teściowa za nic w świecie nie zrozumie o co synowa może mieć
                    > pretensje, przecież ona miała gorszego męża i jakoś wytrzymała.

                    No właśnie - panowie w zbiorowym amoku pod tytułem 'kobieta zawsze winna' nie
                    zauważyli tak istotnej kwestii - modelu rodziny zakodowanego u męża autorki
                    wątku. Matka zajmująca się domem i dziećmi, nie wymagająca wiele od męża, zawsze
                    stojąca po stronie synka. A tu zdarzyła się mu taka żona-zołza, co poza
                    obecnością jegomościa jeszcze czegoś chce! Wymagania ma i krytykuje! A przecież
                    on taki dobry jest i tak mało pije!
                    • a.malami75 Re: Mąż nie rozumie związku.... 09.07.10, 15:20
                      Przeczytałam wszystko i wyjaśniam :

                      Nie dlatego zamieszkaliśmy z moją mamą bo mielismy problemy finansowe - od razu
                      po ślubie mąż się wprowadził do nas - mieszkał ze swoja matką w małym mieszkanku
                      50m2 w bloku . Mama ma dom ponad 120 m2 , ogromny ogród itp . Oboję podjęliśmy
                      taką decyzję .
                      Kredyt to nie żadna hipoteka na 30 lat tylko zwykły kredyt na auto .
                      Odnośnie płacenia rachunków to źle ktoś doczytał pisząc że mama płaci wszystkie
                      rachunki - Absolutnie nie jest tak - pisałam już o tym wczesniej , mama płaci
                      1/3 wszystkich rachunków . Czyli 1/3 prądu , gazu , podatku za dom itp .
                      • songo3000 Tyle w temacie mitycznej dojrzałości kobiet :) 09.07.10, 15:59
                        Dziewczynko, zakładanie swojej rodziny to nie zabawa 'w dom' w swoim
                        pokoju. Swoja rodzina oznacza prędzej czy później (o ile finanse
                        pozwolą) na WŁASNE gniazdo. Nawet pogardzane przez Ciebie własne
                        blokowe 50m to NIEBO w stosunku do pałacu teściowej.

                        Oczywiście dotyczy to tylko DOJRZAŁYCH ludzi, którzy dorośli do
                        bycia małżeństwem i płodzenia dzieci.

                        Aż tak wielkim lękiem jest dla Ciebie wizja własnego mieszkania bez
                        mamuśki? Jasne, trzeba by wtedy W KOŃCU w pełni wziąć
                        odpowiedzialność za własne życie i własne decyzje. Faktycznie, dla
                        niektórych małych dziewczynek to stlaaasne.

                        No powiedź szczerze DLACZEGO tak bronisz się przed założeniem
                        własnej rodziny i tkwisz w smrodliwym trójkąciku?
                        • m00nlight Re: Tyle w temacie mitycznej dojrzałości kobiet : 09.07.10, 16:45
                          W takim razie znowu post zmienia postać rzeczy.

                          Nie mieszkają z mamusią, bo muszą, tylko dlatego że tak 'wygodniej'
                          (komu?)

                          I stąd, moim zdaniem, bierze się początek wszystkich tych problemów.

                          Osobiscie, NIGDY nie zamieszkalabym z mężem pod jednym dachem z
                          rodzicami, wszystko jedno czyimi. Dobrze powiedziane, do zakładania
                          domu trzeba dorosnąć, w sensie ekonomcznym także. 'Zabawa w dom' pod
                          dachem rodzicieli jest zawsze nietrafionym pomysłem. Najpierw trzeba
                          się odciąć od starego gniazda, by założyć własne.
                    • songo3000 Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 15:50
                      kłujące w oczy fakty :) Mieszkanie 'u mamusi' bez konkretnego i
                      bliskiego deadline to ŚMIERĆ DLA ZWIĄZKU. Koniec, kropka. Zresztą
                      kto tu ma parcie na trzymanie się mamusinej spódnicy to widać.
                      • a.malami75 Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 16:14
                        Songo - nie wiem skąd sobie wywnioskowałeś że wolę mieszkać z mamusią i trzymać
                        się jej spódnicy ?
                        Wiem , może i nie rozumiesz, że ktoś ( zaznaczam - NA POCZĄTKU SZCZĘŚLIWEGO
                        MAŁŻEŃSTWA ) woli mieszkać w dużym domu z ogrodem niż cisnąć się w małym
                        mieszkanku .Całę zycie mieszkam w domu i nie wyobrażam sobie mieszkania na
                        blokowisku .
                        druga sprawa - OBECNIE widząc jaka jest sytuacja W JEDNEJ CHWILI spakowałabym
                        się z rodziną i wyniosła od matki . W JEDNEJ SEKUNDZIE .
                        Niestety nie pozwala mi na to obecna sytuacja finansowa . Kupić mieszkanie /dom
                        to nie kwestia 1000 zł . Więc POMYŚLEĆ o wyprowadzce możemy dopiero za jakieś 2
                        lata , wtedy kredyty się skończą a i ja będę pracować . Źle mnie oceniasz jako "
                        córeczkę mamusi " .
                        Jakbym mogła przewidzieć co będzie to za diabła byśmy tu nie mieszkali .
                        • m00nlight Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 16:51
                          Ale to bylo latwo przewidziec...

                          Lepsza wlasna kawalerka niż mamusine 'pałace'
                        • songo3000 "Niemoc panie, niemoc mnie ogarnia" 09.07.10, 16:51
                          > > Songo - nie wiem skąd sobie wywnioskowałeś że wolę mieszkać z
                          mamusią
                          Tylko/aż z tego, co sama tu napisałaś. Niektóre rzeczy kilkakrotnie

                          > MAŁŻEŃSTWA ) woli mieszkać w dużym domu z ogrodem niż cisnąć się w
                          małym
                          Ależ ja to doskonale rozumiem. Ba, nazwałem na we PO IMIENIU. To, że
                          Ci się taka semantyka nie za bardzo podoba to już Twój problem.

                          > druga sprawa - OBECNIE widząc jaka jest sytuacja W JEDNEJ CHWILI
                          No popatrz, parę batów od życia i jednak rozumu przybywa. Chyba że...

                          > to nie kwestia 1000 zł . Więc POMYŚLEĆ o wyprowadzce możemy
                          dopiero
                          ...TA-DA! Chyba, że to tylko czcze deklaracje, których realizacja
                          przesłonięta jest przez magiczną 'niemoc sprawczą'.

                          Czyli podsumujmy:
                          - trójkącik z mamusią był cacy. No, dopóki okazało się, że mężulo
                          nie jest jeszcze jednym misiem grzecznie stojącym na półeczce.
                          - skoro jest jak jest to wypadało by się wyprowadzić ALE. JA mam
                          swoje wymagania i 'do chamskiego blokowiska' na marne 3 pokoje z
                          kuchnią nie pójdę bo JA to MUSZĘ mieć dom, ogród i kosiarkę.

                          Jasno z tego wynika, że TWOJE wymagania materialne są WAŻNEJSZE niż
                          związek. Pech jest taki, że bankomat wyraźnie za mało kasy do domu
                          przynosi. Przyznasz przecież, że jakby zarobki meżusia były o rząd
                          wielkości większe to cały czas byłoby 'szczęśliwe małżeństwo', hehe.

                          Powiem Ci szczerze, chcesz mieć furę, skórę i komurę? Fajnie, pewnie
                          warto, tyle że zacznij ZAPIEPRZAĆ na to w dobrze płatnej pracy
                          (ewentualnie wygraj w kumulacji Totka :)
                          Ojej, jakoś nie za bardzo Ci idzie? To może obniż loty z wymaganiami
                          skoro i tak są poza Twoim zasięgiem.
                          • mujer_bonita Re: "Niemoc panie, niemoc mnie ogarnia" 09.07.10, 17:33
                            songo3000 napisał:
                            > Jasno z tego wynika, że TWOJE wymagania materialne są WAŻNEJSZE niż
                            > związek. Pech jest taki, że bankomat wyraźnie za mało kasy do domu
                            > przynosi. Przyznasz przecież, że jakby zarobki meżusia były o rząd
                            > wielkości większe to cały czas byłoby 'szczęśliwe małżeństwo', hehe.

                            JEJ wymagania materialne? A nie pomyślałeś o tak prostej kwestii jak KOSZT wynajęcia samodzielnie mieszkania? Może to poza ich zasięgiem?

                            > Ojej, jakoś nie za bardzo Ci idzie? To może obniż loty z wymaganiami
                            > skoro i tak są poza Twoim zasięgiem.

                            Jakie WYMAGANIA ma obniżyć bo nie może dużo zarobić? Interesowanie się męża czymś poza piwkiem? Odpuścić miłość do dziecka? Jaki to ma związek z KASĄ??????

                            Twój post to jakiś szaleńczy atak bez ładu i składu!
                            • songo3000 Ożesz.... 09.07.10, 18:52
                              W moim poście jest i ład i skład, co najwyżej niewygodny dla Ciebie
                              (?) i Autorki.

                              Dorosły i dojrzały człowiek dąży do autonomii, również
                              egzystencjonalnej. Pani wyraźnie i jasno przekłada autonomię związku
                              nad SWOJĄ wygodę. I to wielokrotnie w tym wątku.

                              Nie stać ich - ruszyć dupsko i ZAROBIĆ. Pomijam już fakt, że PRZED
                              prokreacją (To był JEJ priorytet na 'teraz') zdaje się, że byłoby
                              stać...

                              Bonitka, sorry przeczytaj może uważniej tą odnogę wątku i nie praw
                              farmazonów o 'ślepych atakach'. Moje zarzuty są bardzo, BARDZO
                              konkretne a odpowiedzi Autorki sprowadzają się do "JA kce dom i
                              basta". Żenada a nie dorosły człowiek.



                              Kurwa mać, ludzie, opamiętajcie się! Tworzycie związek z
                              partnerką/partnerem a nie chore układy z mamusiami, tatusiami,
                              świekrami czy teściowymi.
                              Każda, powtarzam każda nadarzająca się okazja urwania się 'na swoje'
                              powinna być przyjmowana jak wybawienie. Własne 4 ściany to MOŻLIWOŚĆ
                              budowy BLISKOŚCI, zaufania, pogłębienia relacji, nie wiem, są szansą
                              pokazania swojego prawdziwego ja, bez maski.

                              Tylko dlaczego ja musze tu pisać o rzeczach zdawałoby się
                              oczywistych i jeszcze wielkie halo z tego jest. Idę się powiesić :/
                              • niezapominajka333 Re: Ożesz.... 09.07.10, 19:12
                                Dorosły i dojrzały człowiek dąży do autonomii, również
                                > egzystencjonalnej. Pani wyraźnie i jasno przekłada autonomię
                                związku
                                > nad SWOJĄ wygodę. I to wielokrotnie w tym wątku.

                                Chyba odwrotnie:)
                                Raczej przedkłada swoją wygodę nad autonomię związku.
                                Pan nawiasem mówiąc też.
                                • songo3000 Re: Ożesz.... 09.07.10, 19:58
                                  Faktycznie :)
                              • mujer_bonita Re: Ożesz.... 09.07.10, 19:15
                                songo3000 napisał:
                                > Dorosły i dojrzały człowiek dąży do autonomii, również
                                > egzystencjonalnej. Pani wyraźnie i jasno przekłada autonomię związku
                                > nad SWOJĄ wygodę. I to wielokrotnie w tym wątku.

                                A Pan to co? JEGO wygoda to co? Czemu jego nie atakujesz, że nie dąży do
                                wyprowadzki? Kolejny Biedy Bezwolny Miś?

                                > Nie stać ich - ruszyć dupsko i ZAROBIĆ. Pomijam już fakt, że PRZED
                                > prokreacją (To był JEJ priorytet na 'teraz') zdaje się, że byłoby
                                > stać...

                                No tak - kolejne niepokalane poczęcie :)

                                > Tylko dlaczego ja musze tu pisać o rzeczach zdawałoby się
                                > oczywistych i jeszcze wielkie halo z tego jest. Idę się powiesić :/

                                Ale tym oczywistościom NIKT tu nie przeczy - tylko dlaczego zjeżdżasz za to
                                autorkę wątku??? CZY ONA SAMA JEST W TYM ZWIĄZKU? Czemu tylko ona ma 'dążyć do
                                autonomii' i czemu jej brak jest JEJ winą?

                                I bzdurą jest Twoje tłumaczenie że ona 'kce dom' - ona pisze, że ceny są
                                porównywalne więc mieszkania się nie opłaca. Tylko prawdopodobnie ANI NA JEDNO
                                ANI NA DRUGIE ICH NIE STAĆ. Tak ciężko to zrozumieć? Gdyby było ich stać na
                                kredyt na mieszkanie to byłoby i na dom.
                                • songo3000 Re: Ożesz.... 09.07.10, 19:39
                                  > A Pan to co? JEGO wygoda to co? Czemu jego nie atakujesz, że nie
                                  dąży do
                                  Tak się składa, że z Autorką jedynie rozmowę się tu prowadzi. Lubisz
                                  się zwyczajnie powyżywać 'zaocznie' kwiecistym monologiem nad osobą
                                  off-line? Chyba nie, ja też nie za bardzo. Jedyny sens ma wymiana
                                  argumentów z piszącym posty.
                                  Ale nie ma sprawy: Mężulo jest pizda, że nie ruszył włochatego
                                  dupska i nie poprawił swojej/ich sytuacji zdecydowaną akcją. Jest
                                  idiotą, bo nie kopną Autorki dawno temu w tyłek lub przynajmniej nie
                                  walną pięścią w stół tak aby przełamał się na pół.

                                  Tyle, że po mężusiu to spływa bo nawet tego nie przeczyta.

                                  > No tak - kolejne niepokalane poczęcie :)
                                  Toż i je litościwie pominąłem :P

                                  > autorkę wątku??? CZY ONA SAMA JEST W TYM ZWIĄZKU? Czemu tylko ona
                                  ma 'dążyć
                                  Powtarzam: JEŚLI jej zależy na tym związku to ma dążyć do własnego
                                  lokum a dopiero PÓŹNIEJ może pomarzyć o naprawie relacji. Bez tego
                                  kroku będzie wielkie g.

                                  I nie martw się :) Jak przyjdzie tu mężuś dostanie większą zjebkę na
                                  dzień dobry.

                                  > autonomii' i czemu jej brak jest JEJ winą?
                                  No nie, a CZYJ to był świetlany pomysł zamieszkania z mamuśką jak
                                  jeszcze były inne opcje??? Na przykład 'chamskie 50m w blokowisku',
                                  no tak, fujj.

                                  > ona pisze, że ceny są
                                  > porównywalne więc mieszkania się nie opłaca.
                                  I O TYM TU MOWA. O priorytetach - mieszkać z mamusią i rozwalać
                                  związek SIĘ OPŁACA ale wynająć mieszkania to już SIE NIE OPŁACA.
                                  Wykonalność jest kwestią drugorzędną. Nastawienie jest JASNE.

                                  > ANI NA DRUGIE ICH NIE STAĆ. Tak ciężko to zrozumieć?
                                  Teraz ich nie stać. I NIGDY nie będzie ich stać jak ONA nie ruszy
                                  tyłka. No tak, ale najpierw musi 'kcieć'. Tak ciężko to zrozumieć?
                                  • a.malami75 Re: Ożesz.... 09.07.10, 20:17
                                    songo - tą inną opcją w 50 m2 bloku było zamieszkanie z JEGO mamusią - TYLKO
                                    takie opcje mieliśmy wtedy
                                    • songo3000 Re: Ożesz.... 10.07.10, 11:37
                                      OK, rozumiem. Tak czy siak dobrym pomysłem jest stworzenie nowych
                                      możliwości w tym temacie. Nie mówię, że 'już' ale też nie za n-lat
                                      bo będzie po jabłkach.
                                  • mujer_bonita Re: Ożesz.... 09.07.10, 20:34
                                    songo3000 napisał:
                                    > Tak się składa, że z Autorką jedynie rozmowę się tu prowadzi. Lubisz
                                    > się zwyczajnie powyżywać 'zaocznie' kwiecistym monologiem nad osobą
                                    > off-line? Chyba nie, ja też nie za bardzo. Jedyny sens ma wymiana
                                    > argumentów z piszącym posty.

                                    Nie chodzi o 'wyżywanie' się na kimkolwiek tylko o całościowe spojrzenie na sprawę. Bo problemu tu mogą być znacznie głębsze (choćby wzorce wyniesione z dzieciństwa) i nie znikną w magiczny sposób w momencie przeprowadzki do wynajętej kawalerki, która pożerać będzie większość dochodu i powodować perturbacje finansowe.

                                    > No nie, a CZYJ to był świetlany pomysł zamieszkania z mamuśką jak
                                    > jeszcze były inne opcje??? Na przykład 'chamskie 50m w blokowisku',
                                    > no tak, fujj.

                                    A CZYTAĆ potrafi? 50metrów miało być z TEŚCIOWĄ ze strony męża. Autorka nie napisała nigdzie o opcji SAMODZIELNEGO mieszkania.
                                    • songo3000 Re: Ożesz.... 10.07.10, 11:43
                                      > awę. Bo problemu tu mogą być znacznie głębsze (choćby
                                      Nie twierdzę, że to panaceum tylko podstawa do czegokolwiek więcej.

                                      > A CZYTAĆ potrafi? 50metrów miało być z TEŚCIOWĄ ze strony męża
                                      Czytać w myślach jeszcze nie potrafi :) Spójrz na datę postu z tą
                                      informacją. Swoja drogą jakbym potrafił to hoho :) Nawet bym wysępił
                                      wtedy w końcu ten dawno obiecany odlew Twoich 'gabarytów' ;PPP
                                      • mujer_bonita Re: Ożesz.... 10.07.10, 17:32
                                        songo3000 napisał:
                                        > Czytać w myślach jeszcze nie potrafi :) Spójrz na datę postu z tą
                                        > informacją. Swoja drogą jakbym potrafił to hoho :) Nawet bym wysępił
                                        > wtedy w końcu ten dawno obiecany odlew Twoich 'gabarytów' ;PPP

                                        Gwoli własnego czepialstwa - nie trzeba w myślach - informacja była sporo wcześniej - z niej z resztą zapewne zapamiętałeś ten 'blok':
                                        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,113715759,113988992,Re_obywatelko_nie_pieprz_bez_sensu.html
                                        A na odlew to się niestety TŻ nie zgadza - nagle zazdrosny się zrobił ;D
                                        • songo3000 Re: Ożesz.... 10.07.10, 20:59
                                          Faktycznie, przeoczyłem.

                                          > A na odlew to się niestety TŻ nie zgadza - nagle zazdrosny się
                                          zrobił ;D
                                          A to Męska Szowinistyczna Świnia ;PPP
                              • aandzia43 Re: Ożesz.... 09.07.10, 19:18
                                Tylko dlaczego ja musze tu pisać o rzeczach zdawałoby się
                                > oczywistych i jeszcze wielkie halo z tego jest. Idę się powiesić :/

                                Odetnij się, Songo i więcej tego nei rób :) I przypominaj czasem od rzeczach
                                oczywistych.
                                • songo3000 Cholera, trza schudnąć... 09.07.10, 20:01
                                  linka się zerwała...
                                  ;)))
                              • m00nlight Re: Ożesz.... 09.07.10, 20:14
                                E, nie wieszaj się tak od razu <głaszcze>

                                W tym akurat masz rację :)
                        • e.i.t.h.e.l Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 10.07.10, 18:55
                          Jeśli sprawy się potoczą tak, jak wszystko na to wskazuje na dzień dzisiejszy, to za 2 lata może już nie być Was, więc z przeprowadzki też nici.
                      • niezapominajka333 Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 16:29

                        rzeczywiście nie dopatrzyłam tej 1/3 na końcu zdania i błędnie
                        zasugerowałam, że mama płaci całość opłat.
                        Rozumiem, że mąż chciał się zdecydować na dziecko dopiero po tym,
                        jak się urządzicie, czyli odłożycie gotówkę na samochód, meble itp?
                        Ile lat przy waszych dochodach by to zajęło?
                        No i jeszcze jedno pytanie.
                        Rozumiem, że mężowi i tobie nie odpowiada mieszkanie z mamą z powodu
                        ciągłych kłótni. Czy rozważaliście wyprowadzkę? Czy kiedykolwiek mąż
                        powiedział, że już dłużej nie wytrzyma? Że zakasujecie rękawy,
                        koniec z próżnowaniem po pracy, koniec z wydawaniem kasy na
                        pierdoły, wynajmujemy nawet malutki pokój, wyprowadzamy się od mamy,
                        bo to rozwali nasze małżeństwo.
                        Czy ty kiedykolwiek coś takiego zaproponowałaś?
                        • m00nlight Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 16:54
                          Wątpię.

                          Autorka sama podkresliła, że jako dama wychowana cale życie w
                          wielkim domu, na blokowisku się gnieść nie będzie.

                          A wyprowadzkę 'planuje' tylko do podobnego domu, ktory, jak widac,
                          jest obecnie poza ich zasięgiem.

                          Za 2 lata to moze nie byc czego zbierac z malzenstwa...
                          • triss_merigold6 I kij panu w oko 09.07.10, 17:14
                            Ja też bym nie poszła gnieść się we dwójkę czy trójkę do
                            wynajmowanej kawalerki.
                            Pani pójdzie do pracy, małżeństwo się skończy i znajdzie sobie kogoś
                            innego.
                            • songo3000 Jakoś mnie to nie dziwi :P 09.07.10, 18:17
                              Tylko przyznaj otwarcie: MOJA dupa jest ważniejsza od NASZEGO
                              związku. No prosze, wykaż minimum uczciwości :)))
                              • a.malami75 Re: Jakoś mnie to nie dziwi :P 09.07.10, 18:22
                                songo3000 napisał:

                                > Tylko przyznaj otwarcie: MOJA dupa jest ważniejsza od NASZEGO
                                > związku. No prosze, wykaż minimum uczciwości :)))
                                >
                                A co ma MOJA dupa do faktu że nie stać nas na płacenie dodatkowo 600 zł czynszu
                                nie mówiąc już o kupnie /wynajmie
                                • songo3000 Re: Jakoś mnie to nie dziwi :P 09.07.10, 19:16
                                  Do Triss pisałem, to raz.

                                  A dwa, w tej chwili Was nie stać. Zarób, dołóż się do budżetu.
                                  Pewnie będzie to jakimś odkryciem ale tak robi większość ludzi w
                                  wieku produkcyjnym w cywilizowanych krajach.
                              • triss_merigold6 Re: Jakoś mnie to nie dziwi :P 09.07.10, 18:37
                                Moja dupa jest bardzo ważna. Na pewno ważniejsza od bylejakiego
                                związku. Ja swoją cenę za komfort dupy zapłaciłam zostawiając męża i
                                idąc z kochankiem. I nie żałuję.
                                W kawalerce bym zagryzła każdego, nie nadaję się do życia w małych
                                zamkniętych przestrzeniach.
                                • songo3000 Re: Jakoś mnie to nie dziwi :P 09.07.10, 19:20
                                  No i szacunek :) Warto nazywać rzeczy po imieniu i brac na klatę
                                  konsekwencje. I nie żałować, hehe.
                          • a.malami75 Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 17:28
                            Oczywiście że każdy wolałby dom - jak skończą się nam kredyty i będę pracować
                            będzie sens myśleć o kupnie domu , wiecie co.. dla mnie to jest bez sensu z
                            jednego powodu - mogłabym mieszkać w bloku ostatecznie ale nie w tym rzecz ,
                            wydaje mi się lekko bez sensu gdybyśmy wydali ileś tam kasy na mieszkanie w
                            bloku ( jakieś 200 tys ) i potem miesięcznie płacili za mieszkanie koło 600 zł .
                            Nie sensowniej byłoby za tą kasę kupić dom a pieniądze zamiast na czynsz (
                            podatek płaci się około 500 zł rocznie )poszłyby na raty za dom .Takie jest moje
                            zdanie .
                            • sisi_kecz Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 17:39
                              Skoro wszystko przeliczone, system działa tylko men w nim szwankuje,
                              to albo:
                              spróbujesz zmodyfikować mena, ale efektywnymi sposobami, a nie
                              efektownymi żalami,
                              albo zmienisz mena, czyli nowy lepszy model, lub stary sprawdzony
                              wibrator.

                              Jojczenie dla jojczenia- bo w swoim postępowaniu nie widzisz ani
                              jednej rysy na krysztale- robi sie juz nudne.

                              pozdro dla córeczki!!!
                              • a.malami75 Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 17:47
                                sisi_kecz napisała:

                                >
                                > Jojczenie dla jojczenia- bo w swoim postępowaniu nie widzisz ani
                                > jednej rysy na krysztale- robi sie juz nudne.

                                Rysa na krysztale ? Nie uważam się za ideał , ale wiesz.. chętnie przeczytam (
                                szczerze ) o tym jaka jestem zła i bardzo chętnie usłyszę od Was co powinnam
                                zmienić w SWOIM zachowaniu - i pomińmy tu na razie kwestię wyprowadzki ,( dobrze
                                o tym wiem co powinnam) bo nie o tym miał by ten post...
                                • a.malami75 Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 17:49
                                  No i miał ktoś rację wcześniej pisząc ,że ciężko byłoby nam w tej chwili płacić
                                  za wynajem /czynsz 600 zł .
                                • sisi_kecz Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 17:52
                                  Sorry, na mnie na razie nie licz.
                                  Mam leżak w doskonałym miejscu pod drzewkiem i tam delektuje sie
                                  brakiem Twoich problemów ;-).

                                  Na Twoim miejscu skorzystałabym z wpisów panów, bo dzięki temu
                                  lepiej zrozumiesz "przeciwnika" i moze nawet zobaczysz w nim
                                  człowieka.
                                  Rozumiem, że masz frustrację i że Twój mąż jest wku..wiający, ale
                                  musisz na chwilę te pretensje odpuscić, aby dojść do kompromisu i
                                  mieć fajniejszy związek.
                                  Ja sądzę, że moze sie to Wam udać, bo facet ma skórę słonia, ale
                                  nie jest potworem.

                                  duze pozdro!!!
                              • niezapominajka333 Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 18:01
                                Ponawiam pytanie.
                                Czy mąż kiedykolwiek rzucił hasło:
                                Mam dość tych ciągłych kłótni, nie wytrzymam ani chwili dłużej. Mam
                                dość tego, że się mnie ciągle czepiacie, że nie mogę sobie rzucić
                                butów tam, gdzie mi się podoba, że czepiacie się o takie pierdoły
                                jak zostawiony na stole talerz, a od tego jest przecież służba
                                domowa, a nie facet. Mam dośc ciąglego wytykania mi, że nie zajmuję
                                się córką, jak przecież mój ojciec też się mną nie zajmował, a
                                dorosłem i żyję i nic mi się nie stało.
                                Albo wyprowadzasz się ze mną nawet do jednego pokoju, bo chwilowo na
                                więcej nas nie stać, dorabiamy się i kupujemy swoje mieszkanie,
                                nawet kawalerkę, byle z daleka od teściowej. Albo wyprowadzasz się
                                ze mną, albo idę sam. W najgorszym razie wrócę do mamusi.
                                • a.malami75 Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 18:26
                                  niezapominajka333 napisała:

                                  > Ponawiam pytanie.
                                  > Czy mąż kiedykolwiek rzucił hasło:
                                  > Mam dość tych ciągłych kłótni, nie wytrzymam ani chwili dłużej. Mam
                                  > dość tego, że się mnie ciągle czepiacie, że nie mogę sobie rzucić
                                  > butów tam, gdzie mi się podoba, że czepiacie się o takie pierdoły
                                  > jak zostawiony na stole talerz, a od tego jest przecież służba
                                  > domowa, a nie facet. Mam dośc ciąglego wytykania mi, że nie zajmuję
                                  > się córką, jak przecież mój ojciec też się mną nie zajmował, a
                                  > dorosłem i żyję i nic mi się nie stało.
                                  > Albo wyprowadzasz się ze mną nawet do jednego pokoju, bo chwilowo na
                                  > więcej nas nie stać, dorabiamy się i kupujemy swoje mieszkanie,
                                  > nawet kawalerkę, byle z daleka od teściowej. Albo wyprowadzasz się
                                  > ze mną, albo idę sam. W najgorszym razie wrócę do mamusi.

                                  Odpisałam Ci niezapominajko ale napisze jeszcze raz - nie , nic takiego nie
                                  miało miejsca , sądzę że atmosfera musiałby chyba być skrajnie tragiczna między
                                  nimi żeby coś takiego powiedizał . Do tej pory rozmawialiismy parę razy o
                                  wyprowadzce ale w sensie, że jak się wygrzebiemy finansowo ,to wtedy coś
                                  postanowimy w sprawie wyprowadzki, bo tego że TRZEBA się wyprowadzić, ani ja ani
                                  on nie poddaję w wątpliwość .
                        • a.malami75 Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 17:40
                          niezapominajka333 napisała:

                          >
                          > rzeczywiście nie dopatrzyłam tej 1/3 na końcu zdania i błędnie
                          > zasugerowałam, że mama płaci całość opłat.
                          > Rozumiem, że mąż chciał się zdecydować na dziecko dopiero po tym,
                          > jak się urządzicie, czyli odłożycie gotówkę na samochód, meble itp?
                          > Ile lat przy waszych dochodach by to zajęło?
                          > No i jeszcze jedno pytanie.
                          > Rozumiem, że mężowi i tobie nie odpowiada mieszkanie z mamą z powodu
                          > ciągłych kłótni. Czy rozważaliście wyprowadzkę? Czy kiedykolwiek mąż
                          > powiedział, że już dłużej nie wytrzyma? Że zakasujecie rękawy,
                          > koniec z próżnowaniem po pracy, koniec z wydawaniem kasy na
                          > pierdoły, wynajmujemy nawet malutki pokój, wyprowadzamy się od mamy,
                          > bo to rozwali nasze małżeństwo.
                          > Czy ty kiedykolwiek coś takiego zaproponowałaś?

                          Hmm , wiesz co - nie proponowałam , owszem , była mowa że lepiej byłoby mieszkać
                          osobno i że zamieszkanie z teściami to był pomysł delikatnie mówiąc nie trafiony .
                          Ale z drugiej strony mąż nigdy nie narzekał " oficjalnie " , nie słyszałam nic w
                          stylu " już z nią nie wytrzymam " .Teraz to oni się starają raczej siebie unikać
                          i nie jest to tak że dzień w dzień są awantury w domu . Ona coś tam pomarudzi ,
                          on jej "odpysknie" i każdy idzie w swoją stronę .
                          Właściwie dopóki nie napadliście na mnie z tym mieszkaniem to ten problem
                          odszedł u mnie trochę w cień .Moja mama zrozumiała że z nim nie ma co się wdawać
                          w dyskusję, a mąż też stara się troszkę hamować ( na moją prośbę )
                          Zepchnęłam więc tą kwestię na tor boczny ... może niesłusznie .
                          Ale żeby TO było przyczyną wszystkich problemów ?... no nie wiem
                          • triss_merigold6 Wyluzuj 09.07.10, 18:05
                            Czego byś nie napisała i tak wyjdzie na to, że niedostatecznie
                            chętnie sypiesz panu płatki róż pod stopy.
                            Ożenił się, pracuje i jak zaciążyłaś nie wysłał Cię na skrobankę?!
                            Złoty człowiek! Powinnaś mu być wdzięczna za wszystko.
                            Rada od kobiety po przejściach: idź do pracy, goń chama w cholerę i
                            znajdź sobie kogoś miłego. Życie jest za krótkie żeby się poświęcać.
                            • urquhart Re: Wyluzuj :) 09.07.10, 18:14
                              triss_merigold6 napisała:
                              > Powinnaś mu być wdzięczna za wszystko.
                              > Rada od kobiety po przejściach: idź do pracy, goń chama w cholerę i
                              > znajdź sobie kogoś miłego.

                              Triss, ale to by trzeba było "robić", a pani tłumaczyła że najbardziej lubi domowe zajęcia i chciałaby zarówno i siedzieć w domu i mieć milszego męża. To jedynie Pan ma się zmienić.
                              :)

                              _____________________________________
                              Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                              • mujer_bonita Re: Wyluzuj :) 09.07.10, 18:26
                                urquhart napisał:
                                > chciałaby zarówno i siedzieć w domu i mieć milszego męża

                                Tego autorka autorka nigdzie nie napisała. Znów Twoje manipulatorskie dopowiedzenie :)
                              • triss_merigold6 Kwestia kasy 09.07.10, 18:26
                                Pewnie jakbym zarabiała 900 zł w fatalnej atmosferze i warunkach to
                                też bym lubiła domowe zajęcia bardziej niż orkę w fabryce. Własna
                                kasa podstawą niezależności jednak - daje większe pole manewru.
                                Z domowych zajęć to uwielbiam efekt posprzątanego mieszkania jaki
                                utrzymuje się mniej więcej pół dnia. I lubię - autentycznie -
                                podawać obiad. Tu jestem matką gastronomiczną, archetypem
                                strażniczki domowego ogniska czy jak to zwał.

                                Niemniej nie widzę powodu dla którego pan mąż nie miałby się czasem
                                zajmować rodzonym dzieckiem. Ale może mam złe wzorce, bo moim
                                dzieckiem zajmują się zarówno eks, jak i aktualny chłop.
                            • mujer_bonita Re: Wyluzuj 09.07.10, 18:24
                              triss_merigold6 napisała:
                              > Czego byś nie napisała i tak wyjdzie na to, że niedostatecznie
                              > chętnie sypiesz panu płatki róż pod stopy.
                              > Ożenił się, pracuje i jak zaciążyłaś nie wysłał Cię na skrobankę?!
                              > Złoty człowiek! Powinnaś mu być wdzięczna za wszystko.

                              Dokładnie - cokolwiek kobieta robi dla panów będzie źle albo za mało. Panom się
                              wielbienie z samego faktu istnienia należy!
                              • triss_merigold6 Re: Wyluzuj 09.07.10, 18:33
                                Nie będę się zagłębiać w pasjonujący temat, muszę się spakować i
                                jechać nad morze do potomka zmienić eksa z nową panią. Ukochany
                                zostaje z listą zadań typu: ogarnąć mój rower, naprawić szufladę,
                                etc. Grunt to dobry podział zadań. P Czas childfree na maksa
                                wykorzystaliśmy, mam nadzieję, że tym razem zaciążyłam porządnie, bo
                                w ub. miesiącu tylko biochemiczne coś było i poszło.
                              • songo3000 Re: Wyluzuj 09.07.10, 19:10
                                Co Wy dzisiaj jak te płaczki żydowskie na chasydzkim pogrzebie... :)
                            • songo3000 Triss jak zwykle niezawodna :) 09.07.10, 19:08
                              :DDD
                              • triss_merigold6 Re: Triss jak zwykle niezawodna :) 09.07.10, 19:14
                                A co tu się rozpisywać... nie mam czasu na długie dywagacje.P
                                Zresztą nie jestem orędowniczką trwania w układzie za wszelką cenę.
                          • niezapominajka333 Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 18:57
                            no tak. Nie dąży zdecydowanie do wyprowadzki? Nie zależy mu na
                            związku...;)))
                            • songo3000 A zależy? 09.07.10, 19:13
                              Na moje oko - nie zależy. Pani to doskonale czuje i stąd lament na
                              forum.

                              Całkiem niepretensjonalne pytanie - DLACZEGO niby miałoby mu zależeć?
                              • mujer_bonita Re: A zależy? 09.07.10, 19:17
                                songo3000 napisał:
                                > Całkiem niepretensjonalne pytanie - DLACZEGO niby miałoby mu zależeć?

                                A po nic. Niech się rozwiedzie i wprowadzi do wiecznie wielbiącej go mamusi i chleje tyle piwska ile mu się podoba :)
                                • songo3000 Re: A zależy? 09.07.10, 19:59
                                  Przyznasz, że jest to jakiś ruch. Być może nawet z korzyścią dla
                                  Autorki :)
                      • niezapominajka333 Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 18:00
                        Panowie zaś uparcie nie dostrzegają tych kilku drobiazgów.

                        "...Sex przed ślubem - wszystko jak najbardziej zadowalająco dla obu
                        stron :) Było nam naprawde dobrze , mąż mnie bardzo podniecał , na
                        sam jego widok majtki mi spadały ;)
                        Sex po ślubie - również wszystko świetnie ,ciąża również nie
                        wpłynęła negatywnie na sferę seksualną a to może z tego powodu że
                        miałam cesarkę. Sprawy zaczęły się komplikować... hmm ..myślę że jak
                        dziecko ciut podrosło a ja wróciłam do pracy , zaczęło się dzielenie
                        obowiązkami , problemy z tego powodu bo właśnie ( i tu odpowiedź na
                        kolejne Twoje pytanie ) NIE pomagał - niestety, a
                        już wtedy stanowczo się domagałam tej pomocy i tak rok po roku ,
                        klapki zaczęły mi z oczu opadać ...owszem , po prośbach i awanturach
                        coś tam pomagał ( z musu), pamiętam do dziś ,jak miał zostać z córą
                        w domu, bo byłam w pracy to zawoził ją do teściowej ( niby bo
                        chciała jechać do babci..)..."

                        Jak na podstawie takiego tekstu można wywnioskować, że po urodzeniu
                        dziecka facet poczuł się odrzucony bo matka przeniosla całą uwagę na
                        dziecko.
                        Są 10 tat po ślubie. Dziecko ma 7 lat. Pzez co najmniej dwa lata
                        trwała sielanka, a przynajmniej brak problemów.
                        Pan mąż przyzwyczajony w domu do obsługi(może jego matka przelała
                        miłość na syna, skoro mąż wolał inne życie),do tego, że po pracy to
                        same przyjemności się należą, bo człowiek zmęczony, przyzwyczaił się
                        do takiego standardu. Seks był i w ciąży i po ciąży, żona nie
                        pracowała, mogła zająć się dzieckiem i domem, a jak potrzebowała
                        pomocy, to obie babcie były bardzo chętne.

                        "...Co do jego miłości do dziecka to sama nie wiem czemu tak jest -
                        od początku nie garnął się do kontaktów z córką - pewnie przez
                        wyniesiony z domu model -> matka przy dzieciach i garach , ojciec po
                        robocie w barze albo na jakiejś libacji ze znajomą z pracy .
                        Choć przyczyną jego obojętności wobec dziecka może być to że nigdy
                        go nie prosiłam o pomoc jak córa była malutka . Dopóki nie miała
                        2latek nie pracowałam więc sama dałam radę ze wszystkim a i teściowa
                        z moją mamą się pchały do wnuczki:) Być może więc to moja wina że
                        teraz jest jak jest . Gdybym go hmm prosiła o pomoc to może jakoś
                        poczułby tą więź ( przynajmniej jakimś stopniu ..) No sama
                        nie wiem..."

                        No właśnie! Gdzie popełniła błąd? Gdyby go wcześniej angażowała
                        nawiązałby więź?
                        A może problemy zaczęłyby się wcześniej.
                        No bo jak to? Dwie baby w domu, trzecia na każde zawołanie, a
                        zmęczony facet po pracy, jedyny żywiciel rodziny bądź co bądź, nie
                        może się w spokoju odstresować.

                        Mąż nie pomagał, ale nie stanowiło to problemu, bo dawała sobie radę.
                        Ten układ mężowi pasował i gdybyż tak zostać mogło na zawsze...
                        Problemy zaczęły się nie po urodzeniu dziecka, tylko jak dziecko
                        miało dwa latka.
                        Wtedy to bowiem szanowna małżonka popełniła dwa kardynalne błędy.
                        Po pierwsze podjęła pracę, co samo w sobie nie jest takie złe, bo
                        zwiększa rodzinny budżet.
                        Ale ona ośmieliła się od męża wymagać pomocy, co zaczęło powodować
                        coraz większe zgrzyty. Niech idzie do pracy, czemu nie, pieniądz się
                        przyda, ale czemu jego kosztem.
                        Naiwnie sądziła, że mąż kierując się uczuciem w sposób naturalny
                        przejmie chociaż część obowiązków domowych, w tym opiekę nad córką,
                        gdy ona jest w pracy. I pomyliła się niestety.
                        Zaczęły się problemy, bo mąż nie tylko z oporami pomagał w domu, ale
                        jeszcze wymigiwał się od kontaktu z córką.
                        Może to nie powinno wpływać na pożądanie żony, tak jak np. dodatkowe
                        50 kg żony nie powinno wpływać na pożądanie męża, ale ten świat nie
                        jest idealny i sama miłość nie wystarczy.
                        I tak rok po roku osiągnęli stan obecnego zapętlenia. I zrobił się
                        węzeł gordyjski.
                        • urquhart Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 18:10
                          niezapominajka333 napisała:
                          > No bo jak to? Dwie baby w domu, trzecia na każde zawołanie, a
                          > zmęczony facet po pracy, jedyny żywiciel rodziny bądź co bądź, nie
                          > może się w spokoju odstresować.

                          Jeżeli wszystkie roszczeniowo nastawione (może poniżające-szlabany itp) a on jeden do spełniania życzeń, to z czasem i dziecko może go denerwować, bądź co bądź dziecko też zawsze czegoś chce, co najmniej uwagi.
                          Stara prawda że kobieta traktuje dom jako miejsce aktywności, a mężczyzna jako miejsca odpoczynku po aktywności i nabrania sił.
                          Podkłada się babom, frustracja wzrasta, jedyne wybawienie od frustracji w piwku...

                          _____________________________________
                          Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                          • triss_merigold6 Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 18:14
                            Ta prawda to chyba dawno temu była aktualna? POwiedz to wszystkim
                            kobietom, które autentycznie lubią swoją pracę i nie wyobrażają
                            sobie trwałej bezczynności zawodowej.
                            Dla pana prosta rada: nie podoba się to wypad. Łaski nie robi, że
                            jest mężem i ojcem. A jeśli ożenił się z pierwszą, którą puknął i
                            odczuwa niedosyt wolności to jego cholerny problem.
                            • santo_inc Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 10.07.10, 17:34
                              > Ta prawda to chyba dawno temu była aktualna? POwiedz to wszystkim
                              > kobietom, które autentycznie lubią swoją pracę i nie wyobrażają
                              > sobie trwałej bezczynności zawodowej.

                              I te panie odpoczywają w domu?
                          • mujer_bonita Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 18:23
                            urquhart napisał:
                            > Jeżeli wszystkie roszczeniowo nastawione (może poniżające-szlabany itp) a on je
                            > den do spełniania życzeń, to z czasem i dziecko może go denerwować, bądź co bą
                            > dź dziecko też zawsze czegoś chce, co najmniej uwagi.
                            > Stara prawda że kobieta traktuje dom jako miejsce aktywności, a mężczyzna jako
                            > miejsca odpoczynku po aktywności i nabrania sił.


                            No tak - to wredne, roszczeniowe dziecko domaga się od biednego, zmęczonego
                            misia uwagi! Koszmar!

                            Jak dla mnie poziom absurdu tego rozumowania sięgnął zenitu :)
                            • urquhart Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 18:29
                              mujer_bonita napisała:
                              > No tak - to wredne, roszczeniowe dziecko domaga się od biednego, zmęczonego
                              > misia uwagi! Koszmar!

                              No ale już przecież ustaliliśmy fakty że był miły dla dziecka ale przestał. Ty się bierzesz za ocenianie (złych koszmarnych mężczyzn), a ja wziąłem jedynie udział w dociekaniu "dlaczego".

                              _____________________________________
                              Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                              • a.malami75 Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 18:32
                                urquhart napisał:


                                > No ale już przecież ustaliliśmy fakty że był miły dla dziecka ale przestał.

                                Przepraszam ale nie przypominam sobie żebym gdzies pisała, że kiedykolwiek
                                przejawiał jakieś cieplejsze uczucia dla córki . Znaczy nie był miły jak to ciut
                                dziwnie zostało ujęte..
                                • urquhart Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 18:37
                                  > Przepraszam ale nie przypominam sobie żebym gdzies pisała, że kiedykolwiek
                                  > przejawiał jakieś cieplejsze uczucia dla córki . Znaczy nie był miły jak to ciu
                                  > t
                                  > dziwnie zostało ujęte

                                  na podstawie któregoś fragmentu tak mi zostało w pamięci
                                  muszę odpuścić szukanie i zająć się swoją córką bo się czegoś ode mnie domaga :)
                                  _____________________________________
                                  Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji
                                  jest dojrzała - by kawitator
                                  • niezapominajka333 Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 18:43
                                    muszę odpuścić szukanie i zająć się swoją córką bo się czegoś ode
                                    mnie domaga
                                    Biedny Urqu
                                    Kolejna roszczeniowa kobieta się czegoś domaga ;)
                              • triss_merigold6 Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 18:34
                                IMO bycie miłym to trochę za mało jak na ojcowski wkład. Miła to
                                jestem dla pana w kiosku i ludzi w pracy.
                          • niezapominajka333 Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 18:38
                            Jeżeli wszystkie roszczeniowo nastawione (może poniżające-szlabany
                            itp) a on je
                            > den do spełniania życzeń, to z czasem i dziecko może go
                            denerwować, bądź co bą
                            > dź dziecko też zawsze czegoś chce, co najmniej uwagi.

                            Wiesz Urqu, coś w tym jest,
                            Rzeczywiście trzy baby roszczeniowo nastawione...no nie, może
                            odrzućmy mamusię męża, bo ona roszczeniowa nie była.
                            Mamy więc jednego faceta i dwie roszczeniowe baby.
                            Może by tak wyrównać proporcje. Przecież mąż też mógłby być
                            roszczeniowy.
                            Zabierzmy mu seks zaraz po urodzeniu dziecka, niech ma o coś
                            pretensje. Zabierzmy dogadzanie i obsługę.
                            Żona po macierzyńskim do pracy, dziecko do żłobka, w domu nie
                            sprzątać w ogóle, nie gotować, nie będzie konfliktów kto ma co
                            zrobić, zero przymusu. Oboje zarabiają, oboje się odstresowują po
                            pracy przy piwku przed kompem.
                            I ma chłopisko święty spokój, nikt od niego nic nie wymaga, ale za
                            to może sobie rościć ile tylko dusza zapragnie.
                            I wiesz co?
                            To on wtedy będzie tym złym...
                            • sisi_kecz Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 09.07.10, 23:17
                              Nieza, bardzo zabawnie i z pazurem napisane :))

                              Wyobraziłam sobie żone i męża, jak wracają z pracy.
                              Dziecioka luuu do łóżeczka, za szczebelki i smoka mu w dziobek,
                              a sami hops na kanapę, psyyyk- piwko do gardziołek spływa, pilotem
                              po kanałach, aż do wieczora i baach do wyra.
                              Nieźle, nieźle...

                              Jedynie zakończenie postu mnie razi:

                              To on wtedy będzie tym złym...'

                              Bezsensowne szukanie Czarnego Luda. Co za różnica, kto więcej
                              zawinił w tym układzie? Czemu posłuży wytknięcie i policzenie błędów
                              i zaniechań? Co to da, że bezapelacyjnie udowodnimy zakutość jednego
                              łba, a niepodważalnie wykażemy paniusiowatą wygodność drugiej
                              postaci dramatu domowego?

                              Tu trzeba zaradzić, a nie karać.
                              Albo sie rozstać, albo naprawić- i naprawdę do tego tanga trzeba
                              dwojga.

                              duze pozdro!!!
                              • niezapominajka333 Re: Za to wiadome panie jak zwykle ignorują 10.07.10, 14:35
                                Sisi, to była tylko taka mała złośliwość z mojej strony skierowana
                                do Urq.

                                Jak zapewne zauważyłaś, bywają wątki, które zaczynają żyć swoim
                                życiem i przeradzają się w mniej lub bardziej zawziętą polemikę ,
                                gdzie prawie każdy stara się wykazać ma rację.
                                A właściwie, jak się dobrze zastanowić, to na jakiej podstawie?

                                Informacje mamy niepełne, naładowane emocjonalnie, udramatyzowane.
                                Autorka pisała swój post mocno rozgoryczona, w miarę rozwoju wątku
                                obraz jej życia nam się zmieniał. Wyjaśniała, dorzucała nowe fakty,
                                niektóre wypowiedzi łagodziła.

                                W tej historii jest kilka prawd.
                                Jest prawda żony i prawda męża, jest prawda teściowej jednej i
                                drugiej, jest w końcu prawda dziecka odrzuconego przez ojca.
                                My znamy tę sytuację tylko z jednej strony i w dodatku niecałą.
                                Niekoniecznie dlatego, że autorka wątku chce coś ukryć.
                                Forma przekazu i ograniczony czas, uniemożliwia pełne i obiektywne
                                przedstawienie sprawy.
                                Przez większość wypowiedzi autorka odpiera ataki, walczy z wydanymi
                                osądami, ale każdy z piszących widzi tylko to, co chce zobaczyć,
                                ignorując niewygodne fakty. Czytamy między wierszami, tylko każdy
                                patrzy przez inne okulary.
                                Niektórzy, tak jak ty, starają się podsunąć jej jakieś konkretne
                                sposoby działania, chociażby zasady prowadzenia rozmowy.
                                Dla większości to raczej okazja do rozrywki, popisania się swoją
                                filozofią życiową, wydania autorytatywnych sądów, albo udowodnienia
                                wyższości swojej wizji świata.
                                I to jest normalne.
                                Nie należy spodziewać się po forum psychoanalizy ani tego, żeby
                                piszący zrezygnowali z zażartej polemiki dryfującej niekiedy w
                                różnych kierunkach.
                                Ale też nie należy wymagać od autorki, która już jest zagubiona,
                                żeby jednym tchem łyknęła wszystkie rady, odpowiedziała każdemu
                                wyczerpująco i rach - ciach zmieniła swoje życie natychmiast.
                                Niech się przyzwyczai do specyfiki forum, niech okrzepnie, a przede
                                wszystkim niech sobie zacznie powolutku wszystko od nowa układać w
                                głowie.
                                Myślę, że dla niej ważne jest, że może o tym pogadać anonimowo z
                                osobami mającymi różny punkt widzenia, a nie tylko z najbliższą
                                rodziną.

                                • kutuzow Wersja drugiej (nieobecnej) strony 10.07.10, 17:49
                                  niezapominajka ---> zgadzam sie z tym co napisałaś.

                                  Zauważ jednak, że w tym przypadku postawienie się w roli "adwokata
                                  diabła" dało dobry efekt. Na poczatku wszystkie Panie naskoczyły na
                                  faceta i radziły głównie rozstanie z takim "nieczyłym chamem".
                                  Dopiero później gdy próbowałem autorce pokazać jak tą sprawę może
                                  odbierać mąż wyszły dodatkowe kwestie związane z ich wspólnym
                                  mieszkaniem. Czasami jak widać forum może się do czegoś przydać, o
                                  ile uda się znaleźć w miarę obiektywną (w świetle znanych
                                  informacji) poradę. Autorka przyznała się iż sama nie rozpatrywała
                                  kwestii mieszkania jako problemu.
                                  • niezapominajka333 Re: Wersja drugiej (nieobecnej) strony 10.07.10, 20:37
                                    Kutuzow, masz rację, twoje wypowiedzi były raczej wyważone.
                                    Moim zdaniem, jeśli już opieramy się na jednej wersji, to należy
                                    przyjrzeć się chronologii wydarzeń, którą podaje autorka, a dopiero
                                    potem formułować zarzuty.

                                    Pamiętam taką dyskusję, w której Glam opisała sytuację oglądania
                                    porno przez jej męża.
                                    Mimo, że podała w pierwszych dwóch postach wszystkie potrzebne
                                    szczegóły, panowie hurmem rzucili się do tłumaczenia, że porno to
                                    normalka, że każdy facet tak ma i kobieta jest głupia, że ma do męża
                                    pretensje.
                                    Dopiero gdzieś w drugiej setce postów udało się zwrócić im uwagę na
                                    to, że atak jest bezzasadny, a problem dotyczy czegoś innego.
                                    Może tak się to rzuca w oczy, bo mniej facetów tu pisuje i są
                                    bardziej solidarni, natomiast zdania pań zwykle są podzielone.
    • a.malami75 Jedno mnie ciekawi ... 09.07.10, 18:35
      ..czy Wy mężczyźni tutaj udzielający się wszyscy jesteście przeciw kobietom dla
      zasady ? , męskiej solidarności ? - czy może wszyscy macie taki sam styl
      rozumowania jak mój małżonek .. bo jeżeli to drugie to myślę że jeżeli doszłoby
      do rozwodu za żadne skarby już bym się z żadnym chłopem nie związała
      • triss_merigold6 Re: Jedno mnie ciekawi ... 09.07.10, 18:39
        Forum nie jest reprezentatywne, pocieszę Cię. Po każdym długim
        związku należy odpocząć, pobawić się niezobowiązująco, a nie pchać
        zaraz znowu w pranie gaci.
      • urquhart Re: Jedno mnie ciekawi ... 09.07.10, 18:40
        a.malami75 napisała:
        > ..czy Wy mężczyźni tutaj udzielający się wszyscy jesteście przeciw kobietom dla
        > zasady ? , męskiej solidarności ? - czy może wszyscy macie taki sam styl
        > rozumowania jak mój małżonek .. bo jeżeli to drugie to myślę że jeżeli doszłoby
        > do rozwodu za żadne skarby już bym się z żadnym chłopem nie związała

        no masz, wszyscy mamy taki styl rozumowania chcemy uznania i szacunku za nasz
        wkład w związek
        i seksu jako dowodu miłości
        a i robala frustracji zalewamy alkoholem
        :)


        _____________________________________
        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji
        jest dojrzała - by kawitator
        • a.malami75 Re: Jedno mnie ciekawi ... 09.07.10, 18:45
          urquhart napisał:

          > no masz, wszyscy mamy taki styl rozumowania chcemy uznania i szacunku za nasz
          > wkład w związek
          > i seksu jako dowodu miłości
          > a i robala frustracji zalewamy alkoholem
          > :)

          Niee , myślałam raczej że Wy wszyscy chcecie jedynie świętego spokoju i oazy
          relaksu z piwem po 8h pracy
          • songo3000 Re: Jedno mnie ciekawi ... 10.07.10, 00:38
            No to masz zagwostkę, bo piwa nie piję.
          • santo_inc Re: Jedno mnie ciekawi ... 10.07.10, 17:36
            > Niee , myślałam raczej że Wy wszyscy chcecie jedynie świętego spokoju i oazy
            > relaksu z piwem po 8h pracy

            Może tak po prostu jest? Ja na jakąkolwiek robotę w domu miewam ochotę tylko i
            wyłącznie w weekendy.

            A gdy mam ochotę na pracę w domu to siadam i czekam, aż mi przejdzie.
          • niezapominajka333 Re: Jedno mnie ciekawi ... 11.07.10, 01:28
            Malami
            Kończy się mój czas na forum, pewnie zajrzę dopiero za następne pół
            roku :)))
            Tak sobie myślę nad waszym związkiem i sądzę, że będzie wam trudno
            uzdrowić sytuację i nie obejdzie się bez ofiar.
            Stosujecie taktykę zamiatania śmieci pod dywan i prędzej czy później
            to się zemści.
            To, że twój mąż olewa dziecko jest wredne, ale to, że ty kochasz się
            z nim mimo obrzydzenia jakie czujesz, tylko dlatego, żeby nie
            znalazł sobie kochanki i nie odszedł jest może chwilowo skuteczne,
            ale, wybacz szczerość, dla mnie obrzydliwe.
            Rozumiem jak bardzo może wkurwiać postawa męża, który wszystkie
            prośby czy uwagi ignoruje, ale nie tędy droga.
            Gdybyś była pewna, że opcja kochanka i rozwód nie wchodzą w grę,
            facet nie miałby seksu od dawna.
            Zastanów się, ale tak naprawdę szczerze, czy to, co do niego czujesz
            to rzeczywiście miłość czy tylko strach przed tym, jak poradzisz
            sobie sama. Czy naprawdę chcesz ratować małżeństwo, czy tylko
            przetrwać w nim do czasu większej samodzielności?
            Jaki był model twojej rodziny?
            Jest tylko mama, co z ojcem? Jakie było jego miejsce, kto rządził w
            domu?
            Zastanów się, czy jak dziecko było małe, nie za bardzo izolowałaś
            męża od zajęć przy córce. Może byłaś zbyt wyrywna? Z miłości można
            zrobić wiele głupot, szczególnie jak ktoś lubi zajmować się domem i
            uważa, że tylko on sam jest w stanie wykonać prace perfekcyjnie.
            Potem odzwyczajanie członków rodziny od pełnej obsługi to trudny i
            bolesny dla obu stron proces.
            A tak przy okazji, jeśli chodzi o pomoc w domu i podział prac, to
            powiedz tak szczerze, czy twój mąż, jako jedyny facet w domu nie
            wykonuje przypadkiem tych cięższych prac w ogrodzie? Czy na jego
            głowie nie jest samochód i wszystko co z nim związane, prace
            remontowe i naprawcze, które jako męskie przysługują mu z obowiązku
            i nie są jako takie brane pod uwagę jako pomoc w domu?
            Wykorzystałaś różne środki nacisku, żeby skłonić męża do większego
            kontaktu z córką i do pomocy w domu. Były prośby, awantury,
            marudzenie, manipulowanie seksem, jak znam życie.
            Efekty raczej marne, jak sama piszesz.
            Spróbuj sposobem. Odrobina sprytu i delikatnej manipulacji jeszcze
            nikomu nie zaszkodziła, a łyżka miodu jest bardziej skuteczna niż
            beczka dziegciu. Może lepiej marchewką, nie kijem.
            Masz dwa podstawowe problemy do załatwienia i trzeci dodatkowy, być
            może wtórny.
            Pierwszy problem to odizolowanie się męża od dziecka. To trudne i
            musisz się tu wykazać sporym wyczuciem i przebiegłością.
            Spróbuj sobie najpierw poradzić z własnymi negatywnymi odczuciami, z
            żalem do męża przede wszystkim.
            Nieważne, jakie były przyczyny jego izolacji, czasu nie cofniesz,
            niczego nie zmienisz.
            Musisz zacząć naprawianie od teraz, od tego poziomu, na jakim jest
            córka obecnie, póki jeszcze szuka kontaktu z ojcem.
            Oboje jesteście domatorami. Twój mąż spędza dużo czasu przed kompem.
            Co robi? Na jakie strony wchodzi? Co go pasjonuje? Potrzebujesz
            punktu zaczepienia, takiego przyczółka, na którym można nawiązać
            kontakt.
            Książeczki, rysowanie, bajeczki mogą go nudzić śmiertelnie i od tego
            obowiązku może uciekać. Może trzeba zacząć z innej strony. Ty znasz
            swoją rodzinę, wiesz jaka jest córka, jaki jest mąż, jak można im
            pomóc, żeby się zbliżyli.
            To prawda, że on powinien interesować się dzieckiem, powinien
            okazywać mu uczucia, ale może go nikt nie nauczył (patrz relacje w
            jego domu rodzinnym).
            Wyobraź sobie, że Twój mąż wrócił teraz po długiej nieobecności, nie
            zna własnego dziecka, a ty starasz się pomóc im obojgu odnaleźć się
            na nowo.
            Będzie to długo trwało, ale mam nadzieję, że konceptu ci wystarczy.

            Druga sprawa to relacja między tobą a mężem.
            I tu się kłania sztuka komunikacji. Jak mówić, żeby dotarło i było
            skuteczne.
            Zdaje się, że Sisi jest teraz w trakcie odpowiedniej terapii, więc
            wykorzystuj jej wskazówki.
            Na razie błędne koło waszych wzajemnych pretensji toczy się w jedną
            stronę i to w tę złą.
            Nie przerobisz męża na swoje kopyto, nie dostosujesz go do swoich
            oczekiwań całkowicie, bo nie na tym polega związek, ale możecie
            całkiem dobrze razem żyć.
            To tak jak w ogrodzie. Jak masz glinę, to nie obsadzisz jej
            roślinami, które lubią piasek, bo musiałabyś wymienić całą ziemię.
            Ale zawsze możesz popatrzeć jak radzą sobie inni i skorzystać z ich
            doświadczeń.
            Pisałaś, że twój mąż jest czarujący dla kolegów i koleżanek z pracy?
            A ty, jak chcesz coś uzyskać od kolegi nie jesteś miła?
            Zapomnij, że on ma obowiązki w domu, że powinien to czy owo zrobić.
            Użyj wobec niego tych samych czarów, jak wobec każdego innego faceta.
            A jeśli te wszystkie sposoby zawiodą to niestety do specjalisty wam
            trzeba. I to bez ociągania.
            • niezapominajka333 Re: Jedno mnie ciekawi ... 11.07.10, 01:34
              Taki mi jeszcze pomysł do głowy przyszedł, gdzieś wcześniej
              zasłyszany.
              Możesz codziennie zapisywać każdą dobrą rzecz zrobioną przez męża.
              Staraj się zauważać najmniejszy drobiazg, jak zrobienie zakupów,
              naprawienie czegokolwiek, to, że nie odburknął twojej mamie, a miał
              ochotę.
              I stary, sprawdzony, a mało stosowany sposób.
              Chwal i doceniaj. Może na początek zacznij od powstrzymywania się od
              złośliwości, a potem stopniowo powinnaś się rozkręcić.
              I tak jak w ogrodzie. Pielęgnuj, poprawiaj, buduj od nowa jak będzie
              trzeba, podpatruj i ucz się od tych, którym lepiej wychodzi.
              I jeszcze trzeci problem. Alkohol.
              Moim zdaniem zagrywki typu szlaban na piwo są dziecinne i nie
              przystoją matce dzieciom :)))
              Mam nadzieję, że to był akt desperacji, a nie stała taktyka. Ja bym
              na twoim miejscu odeszla od tych praktyk, bo ustawiasz was w relacji
              wymagająca mamusia-niesforny synek.
              Jeśli spożycie piwa zacznie spadać, a jakość waszego związku
              wzrośnie, to problem był wtórny.
              Jeśli utrzyma się na stałym poziomie albo będzie rosło, to możesz
              zacząć się martwić.
              Na razie spróbuj nie ingerować w jego zwyczaje, a jak się zdziwi to
              powiedz, że czytałaś, że piwo zawiera substancje podobne do żeńskich
              hormonów i facetom przy większym spożyciu nie tylko rosną brzuchy,
              ale i piersi, a na dodatek spada im poziom testosteronu, z tym, że
              ciebie interesuje ten efekt dużych piersi i jak zobaczysz że działa,
              to sama zastosujesz.
              Jeśli chodzi o mieszkanie z mamą, to ja akurat nie demonizuję tak
              bardzo wpływu wspólnego mieszkania na wasz związek.
              Wzajemny stosunek teściowej i zięcia to alergiczne reakcje na siebie
              nawzajem, ale wytrzymujecie. Może postarajcie się o większą
              autonomię, zanim będziecie mogli się wyprowadzić.
              Możesz zadać teraz pytanie, dlaczego JA mam się o to wszystko starać?
              A dlaczego nie?
              Pomyśl sobie, że mądrzejszy robi pierwszy krok...:)
              Ja już się odmeldowuję, od jutra rana zaczyna się codzienny kołowrót.
              Emocjami na forum się nie przejmuj...:) zajadłe polemiki, zgryźliwe
              docinki, złośliwe komentarze to taka lokalna tradycja.
              Jutro moderatorzy wezmą nożyczki i wytną wszystkie głupoty, które
              żeśmy tak pracowicie powypisywali. Nie takie walki na noże i
              siekiery tu odchodziły i wszyscy żyją..)
              Niektóre wypowiedzi mogą ci się nie podobać, ale lekarstwo czasem
              musi być gorzkie. Niestety nie jestem specjalistą od problemów
              duszy, bardziej od ciała...)
              Ale dobrze, że szukasz pomocy.
              Jeśli nie boisz się zaryzykować, zaproponuj mężowi, żeby opisał
              waszą historię ze swojej strony. Możesz się zdziwić, jak bardzo
              będzie się różnić od twojej...;)
              Tak czy inaczej powodzenia w rozważnym działaniu i jak najlepszych
              rezultatów życzę…:)))
              Pozdrawiam...:)))
              N.

              • a.malami75 Re: Jedno mnie ciekawi ... 11.07.10, 07:32
                Wiesz niezapominajko - co do tego szlabanu na piwo , głupio to może faktycznie
                wygląda ale nie miałam na myśli szlabanu samego w sobie , miało to pokazać czy
                on poradzi sobie te 2 tyg bez piwa , jak się będzie zachowywał , czy będzie
                kombinował żeby wypić , czy będzie nerwowy itp .
              • sisi_kecz Re: Chwalenie faceta... 11.07.10, 09:21
                Chwalenie faceta, to najbardziej efektywny sposób osiągnięcia czego
                ś od faceta.
                A inaczej mówiąc: chwaląc faceta, można uzyskać dosłownie wszystko
                od niego :-)

                Warunki dwa:
                -trzeba mieć ochotę, być miłą dla gościa, który nas wkurza i w
                naszych oczach zasługuje na zakaz picia piwa, a nie na pochwały;
                -trzeba kochać tego mena i dlatego go chwalić- mimo wszystko, a nie
                robić z niego pionka w swej grze p.t. Pogłaskam Cię głupku i
                będziesz tańczył, jak Ci zagram.

                duze pozdro!!!
            • a.malami75 Re: Jedno mnie ciekawi ... 11.07.10, 07:40
              niezapominajka333 napisała:

              > Jaki był model twojej rodziny?
              > Jest tylko mama, co z ojcem? Jakie było jego miejsce, kto rządził w domu? >

              Hmm do tego, to pewnie trzeba by psychologa, żeby stwierdzić czy moje
              dzieciństwo i lata młodzieńcze mają jakiś wpływ na to co jest dzisiaj - mój
              ojciec zostawił moją mamę jak miałam 2 lata ..znam go tylko ze zdjęć , nigdy
              potem się mną nie interesował .Pewnie rzuca to jakiś cień na moją psychikę
              ...zresztą nie wiem .
              Dzieciństwo mimo tego miałam bardzo szczęśliwe , nie czułam potrzeby posiadania
              ojca , podobno jak byłam mała nawet nigdy nie pytałam o niego .Mama nigdy się
              nie związała z nikim . Dorastałam w domu z nią i babcią .



              • a.malami75 Dziękuję Wam wszystkim .. 11.07.10, 07:45
                ..za rady ( ukłon w stronę niezapominajki333 szczególnie ) , za pomoc w
                spojrzeniu z innej perspektywy na moje problemy , naprawde wiele mi to dało - i
                Wasze solidaryzowanie się i krytyka ( gównie ze strony panów) również .

                pozdrawiam
              • sisi_kecz Re: Bez taty... 11.07.10, 08:58
                Też sie zastanawiałam, jaki Ty model rodziny wyniosłaś z domu, i
                szczerze powiem, że mnie nie zdziwiło że nie była to rodzina pełna
                (która zresztą też nic nie gwarantuje, więc sie nie przejmuj;-)).

                Może pojawią sie wpisy osób, które zaczną w tym obszarze braku ojca,
                doszukiwać sie przyczyny problemów Twojej rodziny.
                Mnie uderzył ten tekst:

                nie czułam potrzeby posiadania
                > ojca , podobno jak byłam mała nawet nigdy nie pytałam o niego .'

                To znaczy, że nie czułaś potrzeby i pamiętasz swoje szczęście, czy
                stwierdzasz że musiałaś być szczęśliwa, bo mama mówi że sie o tatę
                nie pytałaś?

                Piszę Ci tylko swoje wrażeniem jakie odniosłam na podstawie tego
                zdania. Ono pokazuje jak bardzo jesteś odcięta od swoich emocji-
                nawet nie potrafisz napisać wprost od siebie, jak odbierasz swoje
                życie bez obecności ojca.
                Masz to gdzieś wepchnięte głęboko w swoją psyche i nigdy sie tym nie
                zajmowałaś. Rozumiem, ze tak łatwiej, no ale potem są konsekwencje.

                Triss ZAWSZE (lub zwykle;-)) pisze: kopnij go w dupę!
                A ja sie pytam w tej sytuacji:
                jej matka kopnęła go w dupę, ona kopnie go w dupę, i jej córka
                kopnie w dupę swojego- 3 pokolenia rozbitych rodzin i tak do końca
                historii ludzkości- niesamowicie konstruktywna rada.

                Tyle , ze jest symptomatyczne od początku Twoich wpisów właśnie to
                a.malami, ze Ty albo :
                nie wiesz czego chcesz,
                albo chcesz powielić historie mamusi,
                albo co najbardziej prawdopodobne: nie wiesz, ze dążysz do
                powielenia historii mamusi.

                W sumie ładnie sie Twój watek rozwinął i Ty cały czas odpisujesz w
                nim reagując na nasze komentarze.
                Wcale nie uważam, że powinnaś stosować sie wpisanych tu rad i nie
                jest łatwo przełykać różne rzucone tu często gruboskórne teksty.
                Tylko bardzo dyskusja odbiegła od spraw seksu, bo sie okazało że to
                nie seks rozpoczął problem, tylko problem rozwala seks, co i tak
                jest najmniejszym problemem;.

                Polecałabym Ci przenieść resume sprawy na forum: Życie rodzinne, bo
                tam jest ekspert- psycholog i może napisać Ci profesjonalny
                komentarz.

                duze pozdro!!!
            • sisi_kecz Re: Niezapominajka ... 11.07.10, 09:22
              Szkoda, że już spadasz, fajnie sie czytało :)

              do zo ba !!!
        • m00nlight Re: Jedno mnie ciekawi ... 09.07.10, 20:20

          Każdy ma na co zasłużył :P
          • efi-efi Re: Jedno mnie ciekawi ... 10.07.10, 00:09
            Nie wiem czy Cię to pocieszy czy zasmuci, ale znam wielu facetów jak Twój mąż, z
            takim stosunkiem do dzieci jak Twoj mąż, z takim stosunkiem do swoich "bab" jak
            Twój mąż i z ciągotkami do kompa , alkoholu itp.
            I ich żony wcale ich nie postrzegają w takich jednolicie czarnych barwach jak Ty
            swojego małżonka.

            Po prostu są kolesie , którzy dopasowali się do oczekiwań naszych czasów,
            naszych mediów i obojętnie czy mają na to ochotę czy nie czy to lubią czy nie
            -zmieniają pampersy z uśmiechem, karmią dzieciaka, kąpią ,chodzą na spacery.
            I są tacy, którzy uważają, że facet zaczyna się opiekować dzieckiem lekko
            odchowanym i to płci męskiej. On poczuwa się do zarabiania kasy i łożenia na
            żonę i dzieciaki.
            I tu nie ma co dyskutować o wyższości zupy grzybowej nad barszczem. Każda
            rodzina rządzi się swoimi prawami.
            Ty, zdaje się jesteś przesiąknięta krytycznym nastawieniem swojej mamy do
            Twojego męża. Choćbyś nie wiem jak się starała pozostać odporna na jej uwagi
            odnośnie męża- nie jesteś w stanie. Po tych wszystkich latach mieszkania pod
            jednym dachem z mężem i matką masz nieźle zryty beret.
            Piszesz, że nie chce Ci się kochać ze swoim mężem. I , że jest to WYŁĄCZNIE jego
            wina. A ja Ci mówię , że to gówno prawda.
            Nie chce Ci się kchać z facetem, z którym kiedyś łączyła Cię namiętność bo Ci
            tak nawtykała do głowy mama. Dzień po dniu, wpajała Ci przekonanie, żeś wybrała
            sobie na męża pijaka, chama i co tam jeszcze sobie dopowiesz.
            Osobiście znam wielu facetów-mężów takich jak Twój, oschłych dla dzieci,
            pijących swoje piwka dzień dzień, niezbyt wysilających się w łóżku, a
            równocześnie daliby się pokroić za te swoje dzieci i żony i nie wyobrażają sobie
            świata i życia bez nich.

            Moja rada:
            Stańcie na rzęsach i wyprowadźcie się od Twojej matki.
            Nie znam ANI JEDNEGO związku, któremu nie zaszkodziłoby mieszkanie z teściami.
            Spróbuj w tym swoim chłopie dostrzec jakieś przyzwoite, ludzkie cechy.
            I jeszcze jedno. Masz prostego w obsłudze nieskomplikowanego faceta, z którym
            większość babek by sobie poradziła i miała full wypas, a Ty z tego nie potrafisz
            skorzystać:)

            • zamysloneniebo Re: Jedno mnie ciekawi ... 11.07.10, 18:53
              Malami, tak sobie myślę... jeśli Twoja matka stawia sprawę tak, że
              to Twój mąż się do Was wprowadził, więc nie ma się tu panoszyć, ma
              się dostosować do zasad panujących w tym domu etc., to nie
              zdziwiłoby mnie to wcale, że on nie czuje się tu jak u siebie, więc
              niewiele też tu robi. To, że mieszkacie z Twoją matką, to, że oni
              się nie lubią, a atmosfera jest beznadziejna, na pewno go frustruje.

              Odnoszę poza tym wrażenie, że nie interesujesz się tym, co on w tej
              sytuacji czuje. Masz chyba problem z mówieniem o emocjach i
              słuchaniem o uczuciach, czy nie tak?
              Ktoś, kto czuje się gdzieś jak gość, który siedzi na głowie, którego
              się nie lubi i którego najchętniej by się wyprosiło, nie może chyba
              czuć się dobrze, być pogodny i miły? Czuje się źle, więc być może
              otacza się murem. On nie czuje się tu dobrze. A Wy niestety tutaj
              mieszkacie, więc co za tym idzie, nie czuje się dobrze w Waszym domu
              (głównie Twoim i matki). Następuje takie przeniesienie złych emocji
              na Twoją osobę, w końcu to Twoja matka i w końcu musicie z nią
              mieszkać. Ty, jak już mówiłam, nie interesujesz się chyba jakoś
              szczególnie tym, co on czuje, dlaczego nie jest miły, co go tak
              naprawdę boli... Uderzyło mnie to, że napisałaś w którymś poście o
              tym, że nie zaspokajasz go w łóżku, nie dajesz mu spokoju, ale za to
              ma obiad podstawiony pod nos, ma posprzątane w pokoju, poprane
              ubrania itd. I chyba mąż nie oczekuje, że będziesz jeszcze jego
              przyjaciółką, powierniczką, towarzyszką etc. Widać, jak myślisz o
              związku kobiety i mężczyzny. Jak wyobraziłaś sobie (bo w domu tego
              nie zaobserwowałaś), że ma wyglądać stosunek kobiety do swojego
              mężczyzny, a także, jakie oczekiwania ma facet.
              Wyobraź sobie, że mężczyzna owszem, może oczekiwać czegoś więcej,
              niż sprzątania, prania i gotowania, świętego spokoju i seksu. Według
              Ciebie to aż nadto. A gdzie potrzeby emocjonalne mężczyzny??? Nie ma
              na nie miejsca???
              Mężczyzna może chcieć i potrzebować czułości, zainteresowania jego
              sprawami, a nade wszysko, chciałby być doceniony. Nie, nie jako
              żywiciel rodziny, ale jako mężczyzna i człowiek. Ty za to piszesz,
              że nie wiesz, za co miałabyś go doceniać. To wiele mówi o Waszych
              relacjach. Jesli chcesz zacząć od siebie, to weź to pod uwagę...
Pełna wersja