Dodaj do ulubionych

uległam i co dalej :(

10.09.10, 14:56
Zdradziłam. Uległam urokowi chwili, zmysłowemu głosowi, błękitnym oczom. Było wspaniale. On ma żonę, ja mam męża. Dalsza znajomość jest bez szans. Mam wyrzuty sumienia :( Moja przyjaciółka powiedziała: "korzystaj z życia, póki nie musisz za to płacić". Sama nie wiem..... Jeżeli przyznam się mężowi, to może skończyć się rozwodem. Tego bym nie chciała. :( Co teraz?
Obserwuj wątek
    • arronia Re: uległam i co dalej :( 10.09.10, 15:00
      Zagryźć zęby, milczeć i nie powtarzać wybryków? I unikać sytuacji potencjalnie ryzykownych, tzn. odciąć się od błękitnookiego osobnika. Wyrzuty sumienia masz słusznie. Nic miłego, ale je przeżyjesz. Może też coś Ci podpowiedzą mądrego na przyszłość.
      • tetlian Powiedz prawdę 22.09.10, 10:48
        Powiedz mu prawdę. Niech wie jaką ma żonę i niech sam podejmie decyzję, czy chce być z kimś kto go nie szanuje.

        Teraz się szybko otrząśnie po tym i znajdzie sobie nową. O wiele to lepsze dla niego niż by miał się np. przez przypadek dowiedzieć o tym za 30 lat i uświadomić sobie, że zmarnował z Tobą życie. To byłby dla niego ogromny cios. A tych 30-stu lat nikt by mu już nie zwrócił.

        Stało się. Trudno. Za błędy musisz zapłacić.
        • czarodziejka99 Re: Powiedz prawdę 22.09.10, 10:56
          może lepiej nie bo prawda w tym przypadku zaboli......po prostu nie rań więcej jesli potrafisz.....znam związki po zdradzie i to nie sa juz ci sami ludzie....
          zapłata jest tu juz samo poczucie winy ktore bedzie trwac i trwać......
          a błąd był jeden.......może wybaczalny......
          • jordanbull Zwariowaliście!! 22.09.10, 11:11
            Obsolutnie nie mów nikomu!
            I nie przyznawaj się nigdy, nawet jak Cię najdzie ktokolwiek z kochankiem we wyrku udawaj, że to nie Ty.
            Co do poczucia winy jest na to sposób bezbłędny i niezawodny: idź z kochasiem do łóżka jeszcze raz i jesze raz, potem z drugim, trzecim i kolejnym.
            Za, którymś razem stwierdzisz, że to jednak jest super, że seks małżeński to przeżytek i nuda a te dyrdymały o wierności są dobre jak się ma 18 lat. Najważniejsze jest by nikt o tym nie dowiedział, abstrahuję od tych kilku tysiecy intrnautów, którzy to teraz czytają.
            ...ale tu jesteś anonimowa!!

            • heniahenkowska Re: Zwariowaliście!! 22.09.10, 22:52
              Cha cha cha, dobre! Tzn., niestety,prawdziwe. A jeszcze prawdziwsze jest to,że on tez już Cie prawdopodobnie zdradził, a jesli jeszcze nie,to zrobi to przynajbliższej nadarzającej się okazji. Tak więc olej temat i albo szalej dalej albo ciesz się tym,co bylo i dalo Ci radość na chwilę przynajmniej.
              Takie życie niestety,jak sobie obserwuję. Tylko dureń by się przyznał ( czy też durnota przyznała). I mówię to w dwie strony: ja bym się nie przyznała, a i ja wolałabym nie wiedzieć,jesli coś takiego miało miejsce.
              Nie wierzę, że jest facet,m który nie zdradził choć raz. A jak raz,to tym bardziej drugi i trzeci. Taka prawda - woreczek się rozwiązuje po zasmakowaniu jego zawartości. Więc nie peniaj,tylko idź do przodu,jak tam chcesz.
              Pozdrawiam.
              • cromka Re: Zwariowaliście!! 02.07.11, 11:57
                No jasne, najlepiej zdradzać, a sumienie usprawiedliwiać tym, że "najlepsze jest to, że on pewnie też mnie zdradził".

                Nie chciałbym mieć nic wspólnego z taką osobą, jak Ty.
                • sewciu Re: Zwariowaliście!! 02.07.11, 14:34
                  Czytam te wszystkie posty i moja wiara leci na pysk. Wiara w miłość, wierność, szczerość. Nigdy nie zdradziłem i nie zdradzę najbliższej mi osoby, choć okazji nie brakowało.

                  Od niedawna jestem sam i uświadamiacie mi, że najlepiej aby tak pozostało. Bo jeśli się kiedyś zaangażuję i odkryję coś takiego, to serce z żalu chyba mi się rozpadnie.
                  • zofiadyrman Re: Zwariowaliście!! 02.07.11, 16:20
                    Chłopie, nie przejmuj się, połowa tu piszących to mentalne 13-latki z ręką w majtkach. Głowa do góry, ludzie dorośli / wartościowi, raczej nie wypisują pierdołów w internecie.
                    • mariusz2010 Re: Zwariowaliście!! 03.07.11, 07:36
                      Oszustwo bliskiego człowieka najbardziej boli. Ale żyjemy w świecie w którym honor, szlachetność, prawdomówność itp. coraz mniej się liczą.
                      Raz poszłaś ta drogą, za jakiś czas pójdziesz znowu. Między Tobą a mężem, nigdy nie będzie już tak jak było. W końcu nastąpi rozwód, pozornie z całkiem innej przyczyny.
                      Łamać się nie ma co. Niektórzy rozwodzą się kilkanaście razy.
                      Będąc świnią, też da się żyć. Niekiedy nawet świetnie.
          • tetlian Re: Powiedz prawdę 22.09.10, 11:17
            > może lepiej nie bo prawda w tym przypadku zaboli

            Oczywiście, że zaboli. Ale o wiele mniej zaboli teraz, gdy jeszcze jest całe życie przed jej mężem, niż za 30 lat.


            > a błąd był jeden.......może wybaczalny......

            Z tego co przeczytałem niżej w wypowiedziach autorki, to nie był malutki błąd, a dość długi romans, w który była poważnie zaangażowana. A zatem całkiem możliwe, że jeszcze nie jeden taki romans jej się trafi. Dlatego lepiej sprawę rozwiązać teraz niż za ileś tam lat.
            • czarodziejka99 Re: Powiedz prawdę 22.09.10, 12:00
              wiesz Tetlian ze faceci nie wybaczają zdrad ...nie potrafią..... a ona che utrzymac ten związek i wie ze zle zrobiła...więc...??

              > Z tego co przeczytałem niżej w wypowiedziach autorki, to nie był malutki błąd,
              > a dość długi romans, w który była poważnie zaangażowana. A zatem całkiem możliw
              > e, że jeszcze nie jeden taki romans jej się trafi.

              nie czytałam myslałam ze to był tylko jeden raz.........ale dalej myslę ze nie powinna mu powiedziec ......ja wolałabym nie wiedzieć.......czsaem nieświadomośc jeśli raz w takim przypadku jest wskazana.....jest zasada jesli sie kocha nie ranic.......a jesli raz sie zagubiła to jest wybaczalne.......nie zapominaj ze człowiek uczy się na błedach
              Ty chciałbys wiedzieć.....jabyś kogos kochał......

              "człowiek ma w życiu dwóch nieprzyjaciół przeszłośc i przyszłośc najspanialszym darem jest terazniejszość..."

              • tetlian Re: Powiedz prawdę 22.09.10, 12:20
                Oczywiście, że chciałbym wiedzieć. Zawsze wolę znać prawdę. Dla mnie lepsza jest gorzka prawda od słodkich kłamstw.

                Dlatego jestem przeciwny ukrywaniu czegoś takiego. Nie mówiąc mężowi prawdy, pomoże sobie, ale nie jemu. To egoistyczne podejście.
                • czarodziejka99 Re: Powiedz prawdę 22.09.10, 12:45
                  wiem ...ale tu by bylo klamstwo " w dobrej wierze".....
                  pomoze uratowac pewnie związek dwojga ludzi.....
                  a i to czy powie czy nie to jest zależne jaką ma osobowośc czy bedzie potrafiła z tym życ.....
                  czy Ty jako facet potrafiłbys wybaczyc zdrade osobie którą kochasz?
                  dziwne .....zawsze mi sie wydawało ze zdradzaja osoby które juz nic nie czuja do swoich partnerów....
                  • majkel33 NIE KŁAM!!! 22.09.10, 13:10
                    Serio wolałabyś żyć z kimś kto Cię oszukuje przez całe życie? Wg mnie to już się stało. Jeśli nie powie to będzie skazana na ukrywanie przez całe życie zdrady - nie jestem psychologiem ale wyobrażam sobie jakie to będzie miało konsekwencje. Skoro sama to zrobiła to będzie na każdym kroku podejrzewała męża o to. Będzie chorobliwie zazdrosna i nie będzie w stanie się tak kompletnie, całkowicie zbliżyć do drugiej osoby mając na sumieniu coś czym nie może się podzielić.

                    Poza tym uważam, że każdy zasługuje na prawdę!!! Ten człowiek może sobie jeszcze ułożyć życie z kimś uczciwym albo z własnej nieprzymuszonej woli wybaczyć puszczalskiej żonie. Ale decyzja powinna należeć do niego a nie do niej.

                    Nie wierzę w ratowanie związków poprzez zatajanie prawdy - do niczego dobrego nie prowadzi...
                    • jordanbull "NIE KŁAM!!!" - a niby czegi ni? 22.09.10, 14:24
                      A jeźli nie wpływa to nijak na jej relacje w innych sprawach z własnym chopem?
                      Ważne coby ni mioł pojencia o jej gachu!
                      Czego oczy nie widzą... mądrość ludowa nad wyraz akuratna!
                      Poza tym, faktycznie, psychologiem żeś nie jest, bo byś wiedzioł co kłamanie to nasza druga natura, humanistycznie ludzka.
                      Oglądnij se telewizor alebo ksinżke literackom jakom przeczytaj.
                      Wszyćkie zawsze wszyćkich w konia starajom siem zrobić, bo myśwa so gatunkiem społecznym ale z dużą dozą egoizm osobniczego. I mamy wielki instynkt czynienia przede wszystkim tego co sie opłaca a nie tego co jest miłe.
                      • majkel33 Re: "NIE KŁAM!!!" - a niby czegi ni? 22.09.10, 21:20
                        Może Twoje życie takie jest - ja wierzę, że jednak czymś się różnimy od zwierząt i możemy kontrolować swoje popędy. Jak do tej pory mi się udaje żyć tak, żeby móc sobie spokojnie spojrzeć w lustro.

                        Wg mnie nie da się po zdradzie żyć tak jak przed nią. Nie da się oszukiwać człowieka i być z nim naprawdę blisko w sensie metafizycznym - bo trzeba rozróżnić związek uczuciowy do wspólnego mieszkania, płacenia rachunków i wychowywania potomka.

                        A co się komu opłaca to jest sprawa bardzo subiektywna. Jedni dla pieniędzy zrobią wszystko ale SĄ NA TYM ŚWIECIE I TACY, KTÓRZY ODRZUCAJĄ DOBRA DOCZESNE i wolą rozwój duchowy. Także uogólnianie, że oszukiwanie leży w ludzkiej naturze ma niewielki sens.
                        • jordanbull Młodyś!! 22.09.10, 23:09
                          ...majkelu33, musisz jeszczo pochodzić po świecie trochu i pooglundać siem na ludzi. A to co zoczysz nie byndzie rzeczywista wcale takim jako się wydaji na pirwsze zoczenie.
                          Faktyczno, że siem różnimy od bydlencia zwierzencogo, aleć dokładnie łodwrotnie jak se umyśliwasz, właśnie popendem seksualnym, któren to jest typowo ludzki, górnolotnie nazwijmy humanistycznym (także ukłony dla szympansa Bonobo) i ma swój bieg cały czas bez wzglendu na pore roku, miesionca czy dnia. Lubimy dymanie prawie zawsze, zakładajonc brak chorób, przemenczenia, głodu i dostatek snu. W odróżnieniu od zwierzont, które to przymus kopulacyjny odczuwajom głównie w okresie rui i dla rozrodu a nie rozrywki i fanu.
                          Co do bycia blisko to prawdziwo bliskość przeszkód nie zna a za jej "sens metafizyczny", przez piersze pare lat znajomości obojga, odpowiada układ chemiczny człeczego łorganizmu, któren to wydai z siebie wielgaśne ilości fenyloetyloaminy. Sprawco maślanych oczków i liryki miłosny. Zawżdy potem zostai tzw proza życia, co wcale nie przeszkadzo być jei fajnom i smakowitom.
                          Rozwój duchowy powiadosz, owszem jak najbardziej ale to tyż egoizm bo celem jest twój duch a nie inkszy, poza tym czensty seks pozazwionzkowy w ogóle nie przeszkadzo, co wincy, może inspirować wrażliwość artystycznom i być zaczontkeim bogatyj twórczości na polu wszelakim czego artyści dawali wyraz wielokrotnie.
                          Na koniec - jeźli zamierzosz gadać o kondycyji natury człowieczej to siłom rzeczy musisz dawać uogólnienie bo jeźli zamierzosz patrzeć na marginalia może siem okazać, że som również na tym świecie miłośnicy analu z kozom.
                          • swojski_fr_1 Re: Młodyś!! 23.09.10, 17:57
                            ej ponioslo cie gdzies na bezplodna hale, i to po byku.

                            ewolucja swemi i naszemi narzedziami odepchnela nas od siersciuchow i to na lata swietlne !!
                            Nawet wyprozniamy sie zgrabniej niz Ludwik XIV, a co dopiero taka koza... pomijam juz inwencje tworcza w samym akcie plciowym, wliczajac w to antykoncepcje. Obecnie nawet marchew gotujemy, a jablka smazymy. Jesli chcemy nasladowac zwiory - to zero gum, zero bielizny, butkow i pornoli. Wszystko bierzmy na surowo. Co za debilizm brac se za patrona humaniste bonobo.

                            Zobacz, jak ze swiata schodza 'artysci', co popuscili srogo swojej chuci... od szopena po jacksona. kanal jakis i porazka, w dowolnej zreszta plci przypadku.

                            naszym seksem umysl rzadzi, a nie ruja. Niezle w zyciu sie pierdzieli, jak umyslem rzadzi cialo.



                            dbaj wiec chlopie

                            jordanbull napisał:

                            > ...majkelu33, musisz jeszczo pochodzić po świecie trochu i pooglundać siem na l
                            > udzi. A to co zoczysz nie byndzie rzeczywista wcale takim jako się wydaji na pi
                            > rwsze zoczenie.
                            > Faktyczno, że siem różnimy od bydlencia zwierzencogo, aleć dokładnie łodwrotnie
                            > jak se umyśliwasz, właśnie popendem seksualnym, któren to jest typowo ludzki,
                            > górnolotnie nazwijmy humanistycznym (także ukłony dla szympansa Bonobo) i ma sw
                            > ój bieg cały czas bez wzglendu na pore roku, miesionca czy dnia. Lubimy dymanie
                            > prawie zawsze, zakładajonc brak chorób, przemenczenia, głodu i dostatek snu. W
                            > odróżnieniu od zwierzont, które to przymus kopulacyjny odczuwajom głównie w ok
                            > resie rui i dla rozrodu a nie rozrywki i fanu.
                            > Co do bycia blisko to prawdziwo bliskość przeszkód nie zna a za jej "sens meta
                            > fizyczny", przez piersze pare lat znajomości obojga, odpowiada układ chemiczny
                            > człeczego łorganizmu, któren to wydai z siebie wielgaśne ilości fenyloetyloami
                            > ny. Sprawco maślanych oczków i liryki miłosny. Zawżdy potem zostai tzw proza ży
                            > cia, co wcale nie przeszkadzo być jei fajnom i smakowitom.
                            > Rozwój duchowy powiadosz, owszem jak najbardziej ale to tyż egoizm bo celem jes
                            > t twój duch a nie inkszy, poza tym czensty seks pozazwionzkowy w ogóle nie prze
                            > szkadzo, co wincy, może inspirować wrażliwość artystycznom i być zaczontkeim bo
                            > gatyj twórczości na polu wszelakim czego artyści dawali wyraz wielokrotnie.
                            > Na koniec - jeźli zamierzosz gadać o kondycyji natury człowieczej to siłom rzec
                            > zy musisz dawać uogólnienie bo jeźli zamierzosz patrzeć na marginalia może siem
                            > okazać, że som również na tym świecie miłośnicy analu z kozom.
                            • przechlapany_czas Re: Młodyś!! 02.10.10, 18:04
                              > Zobacz, jak ze swiata schodza 'artysci', co popuscili srogo swojej chuci... od
                              > szopena po jacksona. kanal jakis i porazka, w dowolnej zreszta plci przypadku

                              chopin skończył na duzej ilości pomników ;-) .. jacksona pewnie też to czeka ;-).. zatem przykłady mało adekwatne...

                              pozdr
                      • unhappy Re: "NIE KŁAM!!!" - a niby czegi ni? 03.07.11, 12:33
                        > A jeźli nie wpływa to nijak na jej relacje w innych sprawach z własnym chopem?

                        Stara, dobra zasada - kłamstwo ma krótkie nogi. Tkwiąc w związku opartym na kłamstwie sama będzie się dobijać. Jeśli nie - to spoko. Może jest typem, który może kłamać, zdradzać i będzie to po niej spływało jak po kaczce. Są tacy ludzie i podobno jest ich całkiem sporo. A facet prostu miał pecha, bo mógł trafić na kogoś uczciwego.

                        Jedyne godne wyjście - powiedzieć i z godnością przyjąć skutki - w tym prawdopodobny rozwód z orzeczeniem o winie.
                    • cromka Re: NIE KŁAM!!! 02.07.11, 12:03
                      Podzielam całą stanowczością.

                      Niepowiedzenie prawdy to czysty egoizm, doprawiony hipokryzją. Ubieranie tego w niby troskę o męża, że się załamie ("jak on to przeżyje?") i robienie z siebie ofiary ("że się poświęcę i będę cierpiąc skrywała w sobie") jest żenują wymówką, ratowaniem własnego tyłka.
                      • voila Re: NIE KŁAM!!! 02.07.11, 22:45
                        Zatajenie prawdy ratowaniem tyłka? a przed czym? czy za to idzie się do więzienia? :)

                        Popatrz z drugiej strony:

                        Kobieta zdradziła i ma wyrzuty sumienia. Gryzą ją i nie dają spać.
                        Jak powie mężowi, to de facto ulży sobie - uwolni się od wyrzutów (no bo "uff, przyznałam się").
                        A mąż? Będzie cierpiał, straci poczucie własnej wartości, wiarę w ludzi, w siebie i już nigdy nie poukłada sobie życia (często przyczyny zdrady partnerki zdradzony upatruje w sobie)
                        W ostateczności ucierpią oboje.

                        Ona więc niech lepiej nie mówi, żeby przynajmniej on mógł spokojnie spać i normalnie żyć, bo to nie JEGO wina że ONA poszła w tany.
                        A ona niech to zachowa dla siebie i niech się sama z tym męczy, chciała - ma.
                        Jak miała odwagę zdradzić, to niech teraz ma odwagę do końca żyć ze świadomością, że była podła.
                        Jeśli chce to naprawić mężowi, to niech będzie teraz najlepszą żoną, dba o niego i robi same dobre uczynki. I nie powtarza błędu. Może potrzebowała tej zdrady, żeby uświadomić sobie kto jest w jej życiu jednak najważniejszy. W związkach różnie się dzieje, a my ludzie słabi jesteśmy, taka prawda.

                        Pozdrowienia
                        • cromka Re: NIE KŁAM!!! 03.07.11, 01:36
                          Jest tak wiele sprzeczności w tym co opisałaś, że ciężko mi zacząć. Pisałem tego posta 3 razy, po czym dotarło do mnie, że nie wytłumaczę Ci jakkolwiek bym chciał, że zdradzająca żona nie może się przemienić w tę dbającą, najlepszą, robiącą same dobre uczynki. To co opisałaś, to pobożne życzenia, jakieś naiwne dziewczęce wyobrażenie o tym, że zło zamienia się w dobro, bo przecież to ono zawsze wygrywa.

                          Życie po zdradzie (nieujawnionej też) to nie miłość. Jeśli jest takie samo jak przedtem, to znaczy, że nigdy nie było w nim miłości. Choć pewnie mojej definicji miłości nie ogarniesz - każdy ma własną, moja jest... niestety raczej zbyt idealistyczna. Twoja to dla mnie jakaś umowa na rodzinę, finanse i opiekę na starość.

                          No i nie trzeba być psychologiem by wyczuć, że opowiadasz własną historię. Aczkolwiek nie oceniam :)


                  • angielski_kochanek Re: Powiedz prawdę 23.09.10, 09:53
                    Nie prawda. Ja wciąż kocham moją żonę, tylko ona już nie robi pewnych rzeczy, które lubiła kiedyś... Więc szukam gdzie indziej.

                    czarodziejka99 napisała:

                    > dziwne .....zawsze mi sie wydawało ze zdradzaja osoby które juz nic
                    > nie czuja do swoich partnerów....
                    • czarodziejka99 Re: Powiedz prawdę 23.09.10, 11:30
                      angielski_kochanek napisał:

                      > Nie prawda. Ja wciąż kocham moją żonę, tylko ona już nie robi pewnych rzeczy, k
                      > tóre lubiła kiedyś... Więc szukam gdzie indziej.

                      no dzieki wilelkie za taka milośc wez Ty sie ogarnij i pomysl co bedzie jak ona zacznie tez szukać.....tego co lubila kiedys......jestes wygodnicki ale pamietaj ze to nie fer
                      wolałabym byc sama niz zyc w nieświadomosci ze ktos z milości dla mnie robi pewne rzeczy z kims innym ....weż mnie nie osłabiaj......załamka po prostu
                      i nie uzywaj slowa kocham.....zabraniam :)

                      >
                      > czarodziejka99 napisała:
                      >
                      > > dziwne .....zawsze mi sie wydawało ze zdradzaja osoby które juz nic
                      > > nie czuja do swoich partnerów....
                      • piotrek_meteorolog Re: Powiedz prawdę 02.07.11, 16:04
                        A co jewst warte bycie z kobietą, które nie chce być kobietą dla faceta? Takiej kobiety nie da się kochać, więc się dziwię że on ją jeszcze kocha. A ta kasia powinna powiedzieć swojemu facetowi że go zdradziła. Jeśli on ją kocha, to będzie go bolało, ale jeśli się kiedyś dowie po nastu latach, to nie tyle będzie go bolało, co będzie wściekły. Tak czy siak, zgadza się że on jej nie wybaczy, bo dla facetów zdrada żony to policzek w twarz. Już nigdy nie będzie tak samo.
                  • mariusz2010 Re: Powiedz prawdę 03.07.11, 07:45
                    Kłamstwo pozostaje kłamstwem. A być oszukiwanym przez zdawałoby się najbliższą osobę jest ohydne. Powinnaś powiedzieć i postawić swojego faceta, przed wyborem. Może być trudno, rozumiem. Ale skoro miało się odwagę popełnić błąd, trzeba mieć odwagę by przyznać się do niego. Nie wyobrażam sobie, jak możesz patrzeć mu czule w oczy, wspominając te niebieskie (?) A konsekwencje? Zawsze ponosimy jakieś konsekwencje. Życie to nie gra komputerowa.
              • graav Re: Powiedz prawdę 22.09.10, 12:53
                Dlaczego wstawiasz tyle tych kropek po każdym zdaniu? To taka moda rodem z nk, czy po prostu jesteś głupia?
                Wystarczy jedna. Do tego, po zdaniu zakończonym kropką, następne zaczynamy wielką literą. Należy jeszcze używać przecinków.

                Pozdrawiam.
                • czarodziejka99 Re: Powiedz prawdę 22.09.10, 13:11
                  graav napisał:

                  > Dlaczego wstawiasz tyle tych kropek po każdym zdaniu? To taka moda rodem z nk,
                  > czy po prostu jesteś głupia?
                  > Wystarczy jedna. Do tego, po zdaniu zakończonym kropką, następne zaczynamy wiel
                  > ką literą. Należy jeszcze używać przecinków.
                  taki mam styl pisania.....na nk mnie nie ma......
                  dzieki za "komplement."......pomimo Twoich zalecen nie zamierzam sie do nich stosować pomimo ze znam zasady pisowni ale wiesz wiem ze robie błedy pomimo wyższ. wyksz. ale nie mam czasu i mam zalana klawiature kawą..........a Ty zgubiles watek???
                  uwielbiam kropki...... i nie tylko....:)
                  a Ty madralo-stylisto wybaczyłbyś zdradę......nie gub się.....:)
                    • czarodziejka99 Re: Powiedz prawdę 23.09.10, 07:59
                      hmmm...no tak to jest jak się było tylko z jednym facetem dośc długo.....
                      to ocenia sie pod jednym kątem.....brak porównania
                      ale znam zwiazki po zdradzie.....to juz nie to samo.....są ze soba ale wyczuwalny jest tam brak ciepła i zaufania......nie kazdy potrafi wybaczyc.....a im bardziej sie kogos kocha tym trudniej zrozumiec i wybaczyć....ja nie potrafiłabym tez wybaczyć.....zdrada to egoistyczne niszczenie drugiej osoby.....
              • jab-77 Re: Powiedz prawdę 22.09.10, 16:30
                Dobrze powiedziane. Znajomość całej prawdy nie zawsze jest oczyszczająca. Tylko, że ona musi sobie przemyśleć, co ją tak naprawdę skłoniło do tego. Czy to rzeczywiście był tylko chwilowy impuls, którego się później strasznie żałuje? Czy może w tym związku już jest coś nie tak? A to już gorsza sprawa. I czy ona chciałaby się dowiedzieć o zdradzie męża i jakby na to zareagowała. Wybaczyłaby?
                • swojski_fr_1 Re: Powiedz prawdę 22.09.10, 16:43
                  zrob tak: prawde wyspowiadaj ksiedzu, a mezowi zrob loda na ostro i pieknie go obsluz w bieliznie.

                  tylko sie nie pomyl: ksiedzu sie wyspowiadaj, a zerznij malzonka.

                  Wilk syty i owca cala.
                  • jab-77 Re: Powiedz prawdę 24.09.10, 18:33
                    haha dobre, stary ja u spowiedzi byłem wieki temu, a jak będę zmuszony pójść znowu (no bo pewnych spraw w tym kraju nie da się bez tego załatwić) to mam już gotowy zestaw. Jeśli Bóg istnieje nie potrzebuje żadnego pośrednika
        • camparis Re: Powiedz prawdę 22.09.10, 11:30
          tetlian napisał:
          > np. przez przypadek dowiedzieć o tym za 30 lat i uświadom
          > ić sobie, że zmarnował z Tobą życie. To byłby dla niego ogromny cios. A tych 30
          > -stu lat nikt by mu już nie zwrócił.

          jasne .... bo małżeństwo składa się tylko z seksu i nic więcej nie jest ważne
          tylko jedno przypadkowe bzykano sprzed trzydziestu lat
          dzieci nieważne, wspólne chwile nieważne, wzajemne zrozumienie nieważne
          liczy się tylko jeden błąd ...

          weź się kretynie puknij w łeb i nie spłaszczaj ludzkiego życia
            • majkel33 Re: Powiedz prawdę 22.09.10, 13:18
              Oczywiście ale nie da się budować i utrzymywać związku BEZ ZAUFANIA. Jeśli to kiedykolwiek wyjdzie na jaw to człowiek przeżyje ogromny, ogromny zawód. I tu nie chodzi o jedno bzykanko 30 lat temu, ale o 30 lat oszukiwania w tym temacie - dzień w dzień. Więc pukanie w głowę się należy komu innemu. A kultura osobista w dyskusji to rzecz, której wyraźnie koleżance brakuje... choć może przed znajomymi prezentuje się zupełnie inaczej i żadnemu z nich nie powiedziałaby twarzą w twarz puknij się w głowę kretynie...
              • vogon.jeltz Re: Powiedz prawdę 22.09.10, 13:43
                > Oczywiście ale nie da się budować i utrzymywać związku BEZ ZAUFANIA. Jeśli to k
                > iedykolwiek wyjdzie na jaw to człowiek przeżyje ogromny, ogromny zawód. I tu ni
                > e chodzi o jedno bzykanko 30 lat temu, ale o 30 lat oszukiwania w tym temacie -
                > dzień w dzień.

                Ojezu, ale pier.dolenie. Każdy normalny, dowiedziawszy się o zdradzie po 30 latach, machnie na to ręką. Co było a nie jest nie pisze się w rejestr. Po 30 latach to nawet zabójstwo się przedawnia.
                • alcabin Re: Powiedz prawdę 22.09.10, 13:59
                  Ty głupi czy głuchy jesteś? Przecież on nie pisze o zdradzie która była 30 lat temu tylko o oszukiwaniu przez 30 lat. A to się nie przedawnia bo trwa przez całą resztę małżeństwa.
                • nadpis zależy czy są dzieci 03.07.11, 07:35
                  @vogon.jeltz
                  życzę ci abyś się dowiedział/ła, to przetestuje twoją normalność, .......wytłumacz jeszcze co to za słówko 'Ojezu"

                  vogon.jeltz napisał:
                  Ojezu, ale pier.dolenie. Każdy normalny, dowiedziawszy się o zdradzie po 30 latach, machnie na to ręką. Co było a nie jest nie pisze się w rejestr. Po 30 latach to nawet zabójstwo się przedawnia.

                  co do głównego tematu,
                  jeśli rozejdziecie się z mężem i jeśli macie dzieci to tylko one na tym stracą, jednym słowem już nie twoja cipa jest najważniejsza
          • kretynofil Z czystej ciekawosci... 22.09.10, 13:44
            Pozwalasz mezowi sypiac z kim chce, bo przeciez "dzieci sa wazne, malzenstwo jest wazne, wszystko jest wazne, tylko bzykanko nie jest wazne"?

            Nie? Buachachacha ;)

            Tetlian ma racje - autorka watku podjela juz jedna decyzje bez meza (ta, kiedy rozlozyla nogi przed jakims kochasiem) i teraz probuje zrobic to po raz drugi, samemu decydujac czy mu powiedziec czy nie. A facet ma prawo wiedziec - jesli naprawde ja kocha to wybaczy i sobie jakos poukladaja. Jesli jednak w ich zwiazku cos nie gra, sa jakies powazniejsze problemy to bedzie to dla nich obojga szansa na nowy poczatek z nowymi partnerami. Tak czy owak, wyjdzie lepiej.

            Naprawde, chcialbym zobaczyc miny tych wszystkich kretynek ktore kaza jej ukrywac zdrade, gdyby sie okazalo ze same byly przez pol zycia oklamywane...
          • alcabin Re: Powiedz prawdę 22.09.10, 13:57
            Wspólne chwile ze zdrajcą?
            Cały czas kłamie, wbija nóż w plecy współmałżonkowi któremu obiecywała miłość, WIERNOŚĆ i UCZCIWOŚĆ małżeńską . To są te wspólne chwile? Już nie ma wspólnych chwil, teraz jest tylko oszustwo.
            • vogon.jeltz Re: Powiedz prawdę 22.09.10, 14:10
              > Cały czas kłamie, wbija nóż w plecy współmałżonkowi któremu obiecywała miłość,
              > WIERNOŚĆ i UCZCIWOŚĆ małżeńską.

              Już pisałem o skrajnym debilizmie katolickiej przysięgi małżeńskiej. Było brać normalny ślub, tam deklaracja wstąpienia w związek małżeński wolna jest od farmazonów, o których wiadomo, że mało kto dotrzyma, a większość na dzień dobry nie rozumie znaczenia.
              • alcabin Re: Powiedz prawdę 22.09.10, 17:47
                No chociaż tyle, że jak wiesz, że nie dotrzymasz słowa to nie składasz przysięgi. Jestem za, jak ktoś ma zamiar nie dotrzymać przysięgi to niech jej nie składa. I to niezależnie od tego czy to przysięga złożona w obecności księdza czy przed urzędnikiem państwowym.

                A tak swoja drogą to:
                "Świadoma (-y) praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, iż wstępuje w związek małżeński z (imię i nazwisko przyszłego małżonka) i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe"

                Czy uważasz, że zdrady przyczyniają się do trwałości i szczęśliwości związku?

                No i to, że żyjesz wśród motłochu, który nie potrafi panować nad swoimi żądzami nie znaczy, że wszystkimi kieruje panis czy macica. To świadczy tylko o tym, w jakim towarzystwie sie obracasz.
                • antheax Re: Powiedz prawdę 22.09.10, 18:57
                  alcabin napisał:
                  > Czy uważasz, że zdrady przyczyniają się do trwałości i szczęśliwości związku?

                  Ukrywanie zdrad na pewno przyczynia się do trwałości związku bardziej niż ujawnianie.

                  A sama zdrada może być neutralna. Jak jedno z małżonków seksu nie chce a drugie chce to to drugie tak sobie radzi. Oboje są zadowoleni. Problem?
                  • majkel33 Re: Powiedz prawdę 22.09.10, 21:53
                    Oczywiście, że tak ale ZA OBOPÓLNĄ ZGODĄ. Wtedy taki układ jest ok. Oboje robią skoki w bok. Ale nie skakanie w bok potajemnie. Poza tym mylisz związek ze wspólnym mieszkaniem i płaceniem rachunków. Zgadzam się z którymś z przedmówców - wszyscy Ci, którzy tak zachwalają zalety nie mówienia o zdradzie momentalnie zmieniają zdanie w momencie gdy się dowiadują o tym, że to ich partner zdradza. Pół biedy, gdy tylko zdradza bez konsekwencji ale gorzej jak nagle się okazuje, że zaraził ich jakimś syfem...
                    • antheax Re: Powiedz prawdę 23.09.10, 08:50
                      No tak, co do syfa to masz rację. A że zdradzając nie da się wykluczyć przywleczenia np. HIV to zdrada w dzisiejszych czasach jest niestety narażaniem życia swojego i małżonka

                      Zdrada dzisiaj jest jak prowadzenie samochodu po pijanemu. Ale jeszcze w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych zdrada nie zagrażała zdrowiu tak poważnie jak teraz. Wszystko było uleczalne, co najwyżej przykre i wstydliwe.

                      Więc i obyczajowość trzeba niestety dostosować do realiów epidemii AIDS...
        • bede_jojczyl Re: Powiedz prawdę 02.07.11, 14:36
          Nigdy nie można się ot tak po prostu przyznać. Chyba że chcesz go skrzywdzić. Chcesz?

          Raz, że w ten sposób przenosisz na niego odpowiedzialność, a na pewno lwią część złego samopoczucia.
          A dwa, że po zdradzie nic nie jest takie jak było wcześniej. Nawet jeżeli powie, że Ci wybacza, to i tak wszystko będzie inaczej.

          Osobiście wyznaję zasadę że mężczyźnie nie wolno wybaczyć, kiedy kobieta go zdradziła i koniec.
    • menesa Re: uległam i co dalej :( 10.09.10, 15:14
      duzakasia26 napisała:

      > Jeżeli przyznam się mężowi

      Różne sprawy ogarniam rozumem, ale przyznawania się do zdrad partnerowi nie bardzo, zwłaszcza wtedy, gdy nie ma szans, ze partner się dowie, a chce się z nim nadal być. Po co JEMU taka informacja? Refleksje i wnioski z takiej sytuacji są dla Ciebie. Nie rozumiem też zwierzania się ze zdrad przyjaciółkom, bo przyjaciółka to też człowiek i różnie bywa, może np. kiedyś zupełnie przypadkowo coś wydukać. Wiem, że pewnie służy to szukaniu rozgrzeszenia u innych, aby trochę zmniejszyć poczucie winy, ale lepiej sobie w tym radzić w mądrzejsze sposoby... Masz nowe doświadczenie i możesz je wykorzystać niekoniecznie do pielęgnowania poczucia winy, ale i do konstruktywnych przemyśleń.
      • alcabin Re: uległam i co dalej :( 22.09.10, 12:46
        No żeby mógł zdecydować czy ze zdrajcą chce dalej być. Może nie chce być ze zdrajcą i sobie woli znaleźć lepszą kobietę.

        Ale ona sie nie przyzna, bo ona nie ma odwagi i najprawdopodobniej za dobrze jest jej w małżeństwie. Pasożytuje pewnie na mężu więc z własnych egoistycznych pobudek nie przyzna się, że jej małżeństwo w zasadzie nie istnieje. Złamała przysięgę małżeńską i tyle.
      • majkel33 Zgoda z własnym sumieniem 22.09.10, 13:24
        Jest coś takiego jak życie w zgodzie z własnym sumieniem i możliwość codziennego spojrzenia w lustro bez poczucia, że się zrobiło komuś coś złego. Tak żyją ludzie porządni, jeśli komuś zrobią coś złego to nie potrafią żyć z tym póki tego nie naprawią tego albo nie poniosą kary. Oczywiście są też ludzie, którzy myślą JA I TYLKO JA. Dla takich jedynym kryterium przy ocenie o tym czy mówić prawdę czy nie jest to CZY MA SIĘ SZANSE WYDAĆ CZY NIE!!!
        • snakelilith Re: Zgoda z własnym sumieniem 22.09.10, 14:24
          majkel33 napisał:

          > Jest coś takiego jak życie w zgodzie z własnym sumieniem i możliwość codzienneg
          > o spojrzenia w lustro bez poczucia, że się zrobiło komuś coś złego. Tak żyją lu
          > dzie porządni, jeśli komuś zrobią coś złego to nie potrafią żyć z tym póki tego
          > nie naprawią tego albo nie poniosą kary.

          Tak, a wyspowiadanie się przed mężem i prośba o rozgrzeszenie, to jest forma zadośćuczynienia? To jest dopiero skrajny egoizm. Czy takie przyznanie się do winy, to na pewno wyraz, o jak wielkiej, szlachetności charakteru? Pozbycie się gryzącego sumienia i bolesny cios dla Bogu ducha winnego partnera i zwalenie części odpowiedzialności na jego barki? Co on z tego będzie miał, oprócz cierpienia, niepewności i straty samooceny? Nie będzie się zastanawiał, czy stracił dla żony atrakcyjność? Nie zatruje mu to życia? Nie wpędzi w depresję? Opanujcie się ludzie. Karą za tak winę, jest właśnie, że trzeba sobie samu dać z tym radę i wyciągnąć konstruktywne wnioski na przyszłość. A życie nie jest czarno biało. Tylko małolatom tak się wydaje.
      • szurum.burum Re: uległam i co dalej :( 22.09.10, 17:32
        Dokładnie, jeżeli byl to jednorazowy i niewiele znaczący wyskok, mający poprawić twoje samopoczucie to zamknij buzię na kłódkę i żyj dalej.
        Świetne są rady w rodzaju "wywal wszystko mężowi niech wie z kim jest" oraz "jeśli kocha to wybaczy", to są dyrdymały, które nie mają nic wspólnego z życiem. Muszą być jakieś przyczyny zdrady, bo w związku w którym wszystko gra, zdrada jest ostatnią rzeczą o której partnerzy myślą.
        • wiciol Re: uległam i co dalej :( 23.09.10, 09:14
          szurum.burum napisała:

          > Muszą być jakieś przyczyny zdrady, bo w związku w którym wszystko gra, zdrada j
          > est ostatnią rzeczą o której partnerzy myślą.
          >

          Więc tym bardziej powinna powiedzieć, bo albo jej wybaczy i znajdą przyczynę zdrady, albo ją zostawi, a zdrada będzie tylko pretekstem, bo już dawno powinni się rozejść.
    • eruiluvatar Re: uległam i co dalej :( 10.09.10, 15:32
      A nie można było myśleć wcześniej? Zapanować nad wścieklizną macicy? I co to w ogóle za "może skończyć się rozwodem, a tego bym nie chciała"? To POWINNO się tak skończyć i przez samą zdradę pokazujesz, że właśnie tego byś chciała.
        • ditchdoc Re: uległam i co dalej :( 10.09.10, 16:11
          tomek_abc99 napisał:

          > Widocznie czasami nie można

          zwierzeta nie moga, ludzie owszem tylko trzeba chciec (tutaj nie chciec). Problem ze autorka chciala, teraz udaje skruszona i biedna bo przeciez "serce nie sluga", nie wtrzymala ;S
          • gravedigger1 Re: uległam i co dalej :( 13.09.10, 08:49
            ditchdoc napisał:

            > zwierzeta nie moga, ludzie owszem tylko trzeba chciec (tutaj nie chciec).

            Ale przecież jesteśmy zwierzętami (mamy 97% genów wspólnych z szympansami). Co prawda ewolucja wyniosła nas na szczyt "drabiny" rozwouju, ale nie pozbawiła nas podstawowych instynktów. A jednym z najsilniejszych instynktów jest instynkt przetrwania gatunku. Stąd bierze się przecież miłość miedzy kobietą i mężczyzną, stąd bierze się seks.

            Jesli jednak ktoś jest zwolennikiem kreacjonizmu, to oczywiście nie zgodzi się z tym, co napisałem powyżej. Ale to już inny problem.
              • gravedigger1 Re: uległam i co dalej :( 13.09.10, 10:52
                ditchdoc napisał:

                > czyli uspawiedliwiamy mezczyzn ktorzy ruchaja kazda babe ktora podejdzie im pod
                > chuja, ktora uzna za dobra matke, bo przeciez tak natura nakazuje?

                Nie, nie usprawiedliwiamy, ani mężczyzn, ani kobiet w tym względzie, ale rozumiemy, że nie każdy jest w stanie kontrolować to, co jest produktem milionów lat ewolucji. I nie oszukujemy siebie samych, że jesteśmy stworzeniami wyższymi, które powołane są do wyższych form miłości. Uznajemy, że jesteśmy ludźmi z krwi i kości, i że jeśli nawet ktoś ulega swoim instynktom, to nie nie rzucamy w niego kamieniami (tymi kamieniami moga być równierz słowa).
                • ditchdoc Re: uległam i co dalej :( 13.09.10, 11:13
                  gravedigger1 napisał:

                  > Nie, nie usprawiedliwiamy, ani mężczyzn, ani kobiet w tym względzie, ale rozumi
                  > emy, że nie każdy jest w stanie kontrolować to, co jest produktem milionów lat
                  > ewolucji. I nie oszukujemy siebie samych, że jesteśmy stworzeniami wyższymi, kt
                  > óre powołane są do wyższych form miłości. Uznajemy, że jesteśmy ludźmi z krwi i
                  > kości, i że jeśli nawet ktoś ulega swoim instynktom, to nie nie rzucamy w nieg
                  > o kamieniami (tymi kamieniami moga być równierz słowa).

                  no wlasnie efektem tych milionow lat ewolucji wynika ze mozemy sie kontrolowac, czlowiek staje sie umyslowo bardziej zlozony, nie prostszy
                  • gravedigger1 Re: uległam i co dalej :( 13.09.10, 11:48
                    ditchdoc napisał:

                    > no wlasnie efektem tych milionow lat ewolucji wynika ze mozemy sie kontrolowac,
                    > czlowiek staje sie umyslowo bardziej zlozony, nie prostszy

                    Masz rację, ale nie każdy człowiek ma ten sam poziom genetycznie zakodowanych instynktów biologicznych i możliwości ich kontrolowania. Jedni mają silny popęd rozrodczy i silne "hamulce" albo silną motywację pozytywną, i są w stanie wytrwać w wierności przez całe życie. Inni natomiast są mają słabszy popęd, więc kontrolowanie się nie sprawia im większego problemu. Są jednak też tacy, którzy popęd mają na tyle silny, że kulturowo umotywowana wierność nie jest w stanie sprawić, żeby dochowali wierności. Wreszcie są tacy, którzy świadomie dają pierwszeństwo popędowi i nie narzucają sobie ograniczeń związanych z kulturową "nadbudówką".

                    Nie mamy wpływu na to, czym obdarzyła nas natura (nie wybieramy siły swoich instynktów biologicznych), ale możemy uczciwie przyznać, przed sobą, że jesteśmy jacy jesteśmy i uczciwie postępować wobec otoczenia. Niestety, zazwyczaj chcemy jednocześnie być postrzegani przez otoczenie jako ucziwi mężowie, uczciwe żony, a jednocześnie chcemy realizować swoje potrzeby seksualne, które wynikają z naszej natury. Wtedy zdradzamy mniej lub bardziej w ukryciu, nie chcąc żeby to, czego sami w sobie nie akcetujemy wyszło na światło dzienne. Po prostu boimy się opinii i oceny środowiska, w którym żyjemy. Sam byłem w takiej sytuacji (tzn. byłem tym złym), ale dzięki licznym doświadczeniom, tym negatywnym również, doszedłem do miejsca, w którym zaakceptowałem siebie samego wraz z całym bagażem, ktorym obdarzyła mnie natura. I nie rzucam kamieniami na prawo i lewo, bo wiem, że nikt nie jest doskonały.
                    • kag73 Re: uległam i co dalej :( 13.09.10, 12:17
                      "Sam byłem w takiej sytuacji (tzn.
                      > byłem tym złym), ale dzięki licznym doświadczeniom, tym negatywnym również, do
                      > szedłem do miejsca, w którym zaakceptowałem siebie samego wraz z całym bagażem,
                      > ktorym obdarzyła mnie natura. I nie rzucam kamieniami na prawo i lewo, bo wiem
                      > , że nikt nie jest doskonały."

                      Ano, jezeli ktos tak ma, to niech sie w staly zwiazek nie pakuje i drugich nie unieszczesliwia, albo niche znajdzie sobie partnera, ktory to akceptuje, bo albo ma podobnie albo nie ma to dla niego znaczenia.
                      A ze Ty tak masz, nie znaczy, ze wszyscy tak maja. Nazwalaes mnie "idealistka" a tutuaj jednoczesnie przyznajesz, ze roznie bywa, czyli NIE WSZYSCY ZDRADZAJA.
                      • gravedigger1 Re: uległam i co dalej :( 13.09.10, 12:26
                        kag73 napisała:

                        > Ano, jezeli ktos tak ma, to niech sie w staly zwiazek nie pakuje i drugich nie
                        > unieszczesliwia, albo niche znajdzie sobie partnera, ktory to akceptuje, bo alb
                        > o ma podobnie albo nie ma to dla niego znaczenia.

                        Gdybyśmy żyli w świecie idealny, to byłoby tak właśnie jak piszesz. Ale ponieważ żyjemy w świecie rzeczywistym, mamy różne potrzeby, różne wrodzone popędy i rzadko jesteśmy świadomi w pełni tego jacy naprawdę jesteśmy i rzadko, wchodząc w zwiazek w stanie upojenia miłością (znów zmysły i bilogia) dopuszczamy do siebie myśli, że jesteśmy w stanie mieć więcej niż jedego partnera seksualnego na raz.

                        > A ze Ty tak masz, nie znaczy, ze wszyscy tak maja. Nazwalaes mnie "idealistka"
                        > a tutuaj jednoczesnie przyznajesz, ze roznie bywa, czyli NIE WSZYSCY ZDRADZAJA.

                        To prawda, nie wszyscy zdradzają, ale nie dlatego, że są idealni;) Wyjaśniłem to w innym w poście w tym wątku.
                        • ditchdoc Re: uległam i co dalej :( 13.09.10, 12:31
                          gravedigger1 napisał:

                          > Gdybyśmy żyli w świecie idealny, to byłoby tak właśnie jak piszesz. Ale poniewa
                          > ż żyjemy w świecie rzeczywistym, mamy różne potrzeby, różne wrodzone popędy i r
                          > zadko jesteśmy świadomi w pełni tego jacy naprawdę jesteśmy i rzadko, wchodząc
                          > w zwiazek w stanie upojenia miłością (znów zmysły i bilogia) dopuszczamy do sie
                          > bie myśli, że jesteśmy w stanie mieć więcej niż jedego partnera seksualnego na
                          > raz.
                          >

                          czyli dopuszczasz do siebie fakt ze Twoja zona/kobieta tez moze miec kogos na boku i nie masz z tym problemu, "bo taka jej natura"?
                          • gravedigger1 Re: uległam i co dalej :( 13.09.10, 12:37
                            ditchdoc napisał:

                            > czyli dopuszczasz do siebie fakt ze Twoja zona/kobieta tez moze miec kogos na b
                            > oku i nie masz z tym problemu, "bo taka jej natura"?

                            Oczywiście, moja partnerka może mieć kogoś na boku i czerpać z tego przyjemność. Dlaczego nie? Jak mówią nasi starsi bracia w wierze: "Lepiej mieć 50% udziałów w dobry interes niż 100% udziału w zły interes". ;)
                        • kretynofil Bredzisz, gravedigger... 22.09.10, 13:56
                          > Gdybyśmy żyli w świecie idealny, to byłoby tak właśnie jak piszesz. Ale ponieważ żyjemy w świecie rzeczywistym, mamy różne potrzeby, różne wrodzone popędy i rzadko jesteśmy świadomi w pełni tego jacy naprawdę jesteśmy i rzadko, wchodząc w zwiazek w stanie upojenia miłością (znów zmysły i bilogia) dopuszczamy do siebie myśli, że jesteśmy w stanie mieć więcej niż jedego partnera seksualnego naraz.

                          Guzik prawda. Wszystko zaczyna sie od uczciwosci wobec samego siebie.

                          Kiedys bylem przekonany ze tez nie potrafie byc wierny, bo bylem z dziewczyna z ktora mi sie nie ukladalo i nie mialem odwagi przyznac sie samemu sobie ze zdradzam ja bo obwiniam ja o swoje wlasne kompleksy, ze nie potrafie byc wierny bo mam do niej pretensje ze jestem "tylko" z nia - zamiast odejsc od malpy, tkwilem w zwiazku z tchorzostwa i sobie to rekompensowalem skokami w bok.

                          Cale moje szczescie ze mnie zostawila zanim sobie zmarnowalismy zycie.

                          Teraz jestem z Najwspanialsza na swiecie kobieta i nawet mi do lba nie przyszlo (ani nawet do lebka!!!) zeby ja zdradzac.

                          Bo prawda jest taka ze zdrada nie ma nic wspolnego z popedem, to jest po prostu sygnal ze w zwiazku jest cos nie tak, ze ludzie sie nie dogaduja, ze nie pasuja do siebie lub nie pracuja nad soba nawzajem, nad swoim zwiazkiem...
                          • gravedigger1 Re: Bredzisz, gravedigger... 22.09.10, 14:29
                            kretynofil napisał:

                            > Guzik prawda. Wszystko zaczyna sie od uczciwosci wobec samego siebie.

                            Według mnie to Ty bredzisz, bo jeśli wszystko zaczyna się od uczciwości wobec samego siebie, to skąd wziął się (zaczął się) wszechświat??? :)

                            > Kiedys bylem przekonany ze tez nie potrafie byc wierny, bo bylem z dziewczyna z
                            > ktora mi sie nie ukladalo i nie mialem odwagi przyznac sie samemu sobie ze zdr
                            > adzam ja bo obwiniam ja o swoje wlasne kompleksy, ze nie potrafie byc wierny bo
                            > mam do niej pretensje ze jestem "tylko" z nia - zamiast odejsc od malpy, tkwil
                            > em w zwiazku z tchorzostwa i sobie to rekompensowalem skokami w bok.

                            Jest bardzo prawdopodobne, że to co napisałes powyżej jest prawdą, ale ta prawda dotyczy Ciebie. Nie przykładaj tej samej miary do wszystkich ludzi.

                            > Teraz jestem z Najwspanialsza na swiecie kobieta i nawet mi do lba nie przyszlo
                            > (ani nawet do lebka!!!) zeby ja zdradzac.

                            No to gratuluję. Wyobraź sobie jednak, że innym może coś takiego do łba przyjść. Ludzie są różni (na szczęście).

                            > Bo prawda jest taka ze zdrada nie ma nic wspolnego z popedem, to jest po prostu
                            > sygnal ze w zwiazku jest cos nie tak, ze ludzie sie nie dogaduja, ze nie pasuj
                            > a do siebie lub nie pracuja nad soba nawzajem, nad swoim zwiazkiem...

                            To Twoja prawda i na pewno prawda wielu innych ludzi, ale nie uogólniaj tego na całą ludzkość.

                            Swoją drogą, zawsze zadziwiają mnie ludzie, którzy są przeświadczeni o odkryciu tej jedynej, absolutnej prawdy.
                            • kretynofil Jestem pod wrazeniem i czuje sie dosrany ;) 22.09.10, 15:55
                              W sensie:

                              > Swoją drogą, zawsze zadziwiają mnie ludzie, którzy są przeświadczeni o odkryciu tej jedynej, absolutnej prawdy.

                              Mimo dogmatu o swojej nieomylnosci musze przyznac Ci ze to dosyc komiczne ;)

                              > Jest bardzo prawdopodobne, że to co napisałes powyżej jest prawdą, ale ta prawda dotyczy Ciebie. Nie przykładaj tej samej miary do wszystkich ludzi.

                              Czekaj, czekaj. Moja "prawda" to truizm: jesli Ci dobrze, to nie zdradzasz. Mysle ze mozemy sie co do tego zgodzic - w sensie: jednemu dobrze z jedna babka i jej nie zdradza a drugiemu dobrze co miesiac z inna - i tych nowych tez nie zdradza dopoki nie znajdzie kolejnej.

                              Zgadza sie?

                              No to teraz: z jakiegos powodu sa ludzie ktorzy na tyle sie boja samotnosci, na tyle nie wierza w siebie ze pozwalaja sobie wmowic ze to ich obecny partner to "najlepsze co moze ich spotkac" i (ogarnij paradoks) dlatego szukaja czegos lepszego poza zwiazkiem.

                              Ja tego dzis nie rozumiem - ale wiem tez ze taki bylem, tak rozumowalem i tego paradoksu nie widzialem.

                              Niemniej jednak probuje powiedziec jedno - gdyby ludzie:
                              - mieli do siebie wiecej dystansu,
                              - troche bardziej lubili samych siebie,
                              - byli troche bardziej samodzielni -> nie baliby sie samotnosci,
                              - mieli odwage przyznac sie do swoich potrzeb,
                              - mniej wstydzili sie swoich slabosci
                              to nawet jakbysmy wszyscy mieli poped kroliczka wielkanocnego to bysmy byli wierni i szczesliwi w tej wiernosci.

                              Napiszesz mi ze pieprze od rzeczy, ze to idealizm, ze to niemozliwe zeby caly swiat taki byl - ale przeciez mi wisi to czy zdradza mnie moja sprzataczka czy zona szefa - bo z nimi sie nie pobieralem. Zebym zyl szczesliwy w zwiazku pozbawionym zdrad, musze tylko pomoc osiagnac te cechy jednej kobiecie i nauczyc ja tego zeby mi pomogla tak samo.

                              Proste? Nie, bardzo trudne. Latwo to jest sobie wyobrazac ze nikt mnie nie chce i uzywac tego jako motywacji do znajdowania kolejnych adoratorow. Potem podlewamy to sosem wykretow o "wiekszym niz normalnie" popedzie, biologii itd.

                              A w naturze tez istnieja zwierzeta monogamiczne...
                              • gravedigger1 Dyskusję prowadzisz po to, żeby komuś "dosrywać"? 22.09.10, 16:28
                                kretynofil napisał:

                                > Mimo dogmatu o swojej nieomylnosci musze przyznac Ci ze to dosyc komiczne ;)

                                Myślę, że Twój dogmat o nieomylności jest rzeczywiście dość komiczny. :)

                                > Czekaj, czekaj. Moja "prawda" to truizm: jesli Ci dobrze, to nie zdradzasz.

                                Twoja prawda to tylko Twoja prawda. :) Nawet jeśli komuś jest dobrze z jedną kobietą, to może szukać kontaktów z innymi, bo takie ma potrzeby (jest poligamistą). Nie każdy tak ma, ale nie każdy jest też tak prosty jak Twoja definicja konstrukcji cepa. :)

                                > Mysle ze mozemy sie co do tego zgodzic - w sensie: jednemu dobrze z jedna babka i
                                > jej nie zdradza a drugiemu dobrze co miesiac z inna - i tych nowych tez nie zdr
                                > adza dopoki nie znajdzie kolejnej.
                                > Zgadza sie?

                                Niezupełnie. Zapomniałeś np. o przypadku, gdy komuś jest dobrze z dwiema albo trzema babkami w łóżku na raz? I co wtedy? Twoja teoria bierze w łeb. :)

                                > No to teraz: z jakiegos powodu sa ludzie ktorzy na tyle sie boja samotnosci, na
                                > tyle nie wierza w siebie ze pozwalaja sobie wmowic ze to ich obecny partner to
                                > "najlepsze co moze ich spotkac" i (ogarnij paradoks) dlatego szukaja czegos le
                                > pszego poza zwiazkiem.

                                To żaden paradoks. To prosta konsekwencja poczucia niedosytu, niezależnie od tego z czego ten niedosyt wynika.

                                > Ja tego dzis nie rozumiem - ale wiem tez ze taki bylem, tak rozumowalem i tego
                                > paradoksu nie widzialem.

                                To rzeczywiście jest dziwne. Dziś nie rozumiesz, a czy rozumiałeś to wtedy?

                                > Niemniej jednak probuje powiedziec jedno - gdyby ludzie:
                                > - mieli do siebie wiecej dystansu,
                                > - troche bardziej lubili samych siebie,
                                > - byli troche bardziej samodzielni -> nie baliby sie samotnosci,
                                > - mieli odwage przyznac sie do swoich potrzeb,
                                > - mniej wstydzili sie swoich slabosci
                                > to nawet jakbysmy wszyscy mieli poped kroliczka wielkanocnego to bysmy byli wie
                                > rni i szczesliwi w tej wiernosci.

                                Coś mi nie pasuje w twoim rozumowaniu. Twierdzisz, że gdybyśmy mieli odwagę przyznać się do swojej poligamicznej natury (mam oczywiście na myśli tych, którzy taką naturę mają), to bylibyśmy szczęśliwi będąc wiernymi??? To tak jakby powiedzieć, że wystarczy sobie uświadomić, że uwielbiamy słodycze, żeby być szczęśliwym, odmawiając sobie ich za każdym razem, gdy są pod ręką. Chyba jesteś w stanie zauważyć, że to jakaś teoria nie znajdująca uzasadnienia w praktyce.

                                > Napiszesz mi ze pieprze od rzeczy, ze to idealizm, ze to niemozliwe zeby caly s
                                > wiat taki byl - ale przeciez mi wisi to czy zdradza mnie moja sprzataczka czy z
                                > ona szefa - bo z nimi sie nie pobieralem.

                                Skoro się z nimi nie pobierałeś i nie jesteś z nimi w związku nieformalnym, to ani Twoja sprzątaczka ani żona szefa nie mogą Cię zdradzać z definicji. :)))))))

                                > Zebym zyl szczesliwy w zwiazku pozbaw
                                > ionym zdrad, musze tylko pomoc osiagnac te cechy jednej kobiecie i nauczyc ja t
                                > ego zeby mi pomogla tak samo.

                                To Twoja recepta na szczęście, więc się jej trzymaj. Inni mogą mieć inne recepty.

                                > Proste? Nie, bardzo trudne. Latwo to jest sobie wyobrazac ze nikt mnie nie chce
                                > i uzywac tego jako motywacji do znajdowania kolejnych adoratorow. Potem podlew
                                > amy to sosem wykretow o "wiekszym niz normalnie" popedzie, biologii itd.

                                Wybacz, ale gdybym wyobrażał sobie, że nikt mnie nie chce, to na pewno nie szukałbym, żadnych adoratorek, bo byłoby to w moim przekonaniu marnowanie energii na dążenie do celu skazanego na porażkę. :))

                                > A w naturze tez istnieja zwierzeta monogamiczne...

                                Oczywiście, i nie wszyscy ludzie mają naturę poligamiczną. Ale są tacy którzy mają i jak wskazują badania jest to bardzo znaczny odsetek ludzkości.
                                • majkel33 Re: Dyskusję prowadzisz po to, żeby komuś "dosryw 22.09.10, 22:25
                                  Sedno problemu nie jest w tym czy Twój partner jest skłonny realizować Twoje fantazje seksualne czy musisz to robić bez niego tylko czy mu o tym powiesz czy nie. Ci, którzy tak zalecają niemówienie o zdradzie to po prostu osoby zakłamane, potrafiące żyć w kłamstwie i egoistyczne - ich szczęście jest ważniejsze od szczęścia ich partnera. To co piszesz to tylko pierdy próbujące zaciemnić obraz i usprawiedliwić to, że nie ma się odwagi być szczerym i uczciwym. Ale wiedz, że jeżeli Ty jesteś nieszczery wobec swojej partnerki to NIGDY nie będziesz w stanie jej zaufać. Zawsze sobie będziesz wyobrażał, że będąc w takiej samej sytuacji jak Ty będzie mogła zrobić to samo co Ty. Jedno kłamstwo ciągnie za sobą kolejne i brnąc tak w pewnym momencie docierasz do ślepego zaułka i musisz już wyjawić prawdę bo już nic nie pasuje do siebie. To do Ciebie wróci za kilkadziesiąt lat... Nic w przyrodzie nie ginie - każda akcja ma swoją reakcję i konsekwencje - mniejsze lub większe. A sprawa zdradzania może się wydać nie teraz kiedy jesteś zdrowy i zaradny ale np na starość kiedy będziesz potrzebował opieki partnera.
                                  • gravedigger1 Re: Dyskusję prowadzisz po to, żeby komuś "dosryw 23.09.10, 08:23
                                    majkel33 napisał:

                                    > To co piszesz to tylko pierdy próbujące zaciemnić obraz
                                    > i usprawiedliwić to, że nie ma się odwagi być szczerym i uczciwym. Ale wiedz, ż
                                    > e jeżeli Ty jesteś nieszczery wobec swojej partnerki to NIGDY nie będziesz w st
                                    > anie jej zaufać. Zawsze sobie będziesz wyobrażał, że będąc w takiej samej sytua
                                    > cji jak Ty będzie mogła zrobić to samo co Ty.

                                    Mam takie samo prawo jak Ty uważać, że to co piszesz to po prostu pierdy nawiedzonego inkwizytora. :)

                                    A jeśli chodzi o moją partnerkę, to jest jest właśnie mniej więcej tak jak piszesz, tzn. uważam, że będąc w takiej samej sytuacji jak ja, ma ona prawo zrobić to samo co ja. Daltego właśnie nie stawiam mojej partnerce ograniczeń co do seksu z innymi mężczyznami.

                                    > A sprawa zdradzania może się wydać nie teraz kiedy
                                    > jesteś zdrowy i zaradny ale np na starość kiedy będziesz potrzebował opieki par
                                    > tnera.

                                    A to mnie rozbawiłeś! :)))) Zdrada, o której dowiedziałbym się, będąc starym i schorowanym, obchodziłaby mnie mniej niż zeszłoroczny śnieg. :)
                                    • majkel33 Re: Dyskusję prowadzisz po to, żeby komuś "dosryw 23.09.10, 08:50
                                      > Mam takie samo prawo jak Ty uważać, że to co piszesz to po prostu pierdy nawied
                                      > zonego inkwizytora. :)

                                      Masz, dzięki temu świat jest ciekawszy, że ludzie mają różne poglądy na różne tematy.
                                      Za brak kultury w mojej wypowiedzi przepraszam.

                                      > A jeśli chodzi o moją partnerkę, to jest jest właśnie mniej więcej tak jak pisz
                                      > esz, tzn. uważam, że będąc w takiej samej sytuacji jak ja, ma ona prawo zrobić
                                      > to samo co ja. Daltego właśnie nie stawiam mojej partnerce ograniczeń co do sek
                                      > su z innymi mężczyznami.

                                      Skoro Tobie to odpowiada i ONA O TYM WIE I TEŻ TO AKCEPTUJE to jak dla mnie jest ok.
                                      Jednak jesteś wyjątkiem. Większość ludzi nie akceptuje zdrady i po wypowiedzeniu słów przysięgi małżeńskiej zakłada, że małżonkowie są sobie wierni.

                                      Nie jestem nawiedzonym katolem ale głęboko wierzę w zasadę, że wolność jednostki powinna być ograniczona jedynie przez wolność drugiej jednostki. Dla mnie zdradzanie przez moją partnerkę po cichu jest naruszeniem mojej wolności - bo odbiera mi się prawo do decydowania czy chcę być z osobą, która mnie zdradza czy nie!!!! Natomiast, jeśli po zdradzie by się przyznała i ja bym się zdecydował dalej z nią być to wszystko byłoby ok! Bo wszystko się odbyło zgodnie za sprawą moich wyborów.

                                      > A to mnie rozbawiłeś! :)))) Zdrada, o której dowiedziałbym się, będąc starym i
                                      > schorowanym, obchodziłaby mnie mniej niż zeszłoroczny śnieg. :)

                                      Nie Ty lecz Twoja partnerka, którą zdradziłeś. Wszystko jest pięknie dopóki ludzie są zdrowi, młodzi i nie ma problemów. W momencie, gdy zaczynają się problemy, choroby przetrwać mogą tylko naprawdę mocne związki. Wiedząc, że ją zdradzałeś za młodu Twoja partnerka mogłaby wtedy już nie chcieć zmieniać Ci pampersa....
                                      • gravedigger1 Re: Dyskusję prowadzisz po to, żeby komuś "dosryw 23.09.10, 09:19
                                        majkel33 napisał:

                                        > Masz, dzięki temu świat jest ciekawszy, że ludzie mają różne poglądy na różne t
                                        > ematy. Za brak kultury w mojej wypowiedzi przepraszam.

                                        Nie tylko ciekawszy, ale dzięki temu się rozwija. Jednolitość poglądów prowadziłaby do degeneracji "jednolitej" społeczności.
                                        Przeprosiny przyjęte. :)

                                        > Skoro Tobie to odpowiada i ONA O TYM WIE I TEŻ TO AKCEPTUJE to jak dla mnie jest ok.
                                        > Jednak jesteś wyjątkiem. Większość ludzi nie akceptuje zdrady i po wypowiedzeni
                                        > u słów przysięgi małżeńskiej zakłada, że małżonkowie są sobie wierni.

                                        Wie i uznaje tę samą zasadę. A większość ludzi żyje niestety złudzeniami. Gdy zasłona złudzeń opada, to wtedy przeżywają ogromną tragedię. Nie ma na to rady. Można prawić morały, ale natury ludzkiej takim gadkami się nie zmieni. Nie da się też zmienić żadnymi gadkami podejścia większości ludzi do zdrady, bo uznawanie zdrady za zło nie wynika tylko z przesłanek kulturowych, ale również z przesłanek bilogicznych, a z pierwotnymi instynktami trudno walczyć.

                                        > Nie Ty lecz Twoja partnerka, którą zdradziłeś. Wszystko jest pięknie dopóki lud
                                        > zie są zdrowi, młodzi i nie ma problemów. W momencie, gdy zaczynają się problem
                                        > y, choroby przetrwać mogą tylko naprawdę mocne związki. Wiedząc, że ją zdradzał
                                        > eś za młodu Twoja partnerka mogłaby wtedy już nie chcieć zmieniać Ci pampersa....

                                        Myślę, że nie znasz życia. W wieku, o którym piszesz, wiadomość o zdradzie sprzed kiludziesięciu lat ma zazwyczaj niewielkie znaczenie. A poza tym, nie chciałbym, żeby moja partnerka zmieniała mi papersa. Wolałbym doradzić jej, żeby znalazła sobie jakiegoś faceta i zaznała z nim jeszcze choć odrobinę szczęścia.
                    • ditchdoc Re: uległam i co dalej :( 13.09.10, 12:19
                      gravedigger1 napisał:

                      > Masz rację, ale nie każdy człowiek ma ten sam poziom genetycznie zakodowanych i
                      > nstynktów biologicznych i możliwości ich kontrolowania. Jedni mają silny popęd
                      > rozrodczy i silne "hamulce" albo silną motywację pozytywną, i są w stanie wytrw
                      > ać w wierności przez całe życie. Inni natomiast są mają słabszy popęd, więc kon
                      > trolowanie się nie sprawia im większego problemu. Są jednak też tacy, którzy po
                      > pęd mają na tyle silny, że kulturowo umotywowana wierność nie jest w stanie spr
                      > awić, żeby dochowali wierności. Wreszcie są tacy, którzy świadomie dają pierwsz
                      > eństwo popędowi i nie narzucają sobie ograniczeń związanych z kulturową "nadbud
                      > ówką".
                      >
                      > Nie mamy wpływu na to, czym obdarzyła nas natura (nie wybieramy siły swoich ins
                      > tynktów biologicznych), ale możemy uczciwie przyznać, przed sobą, że jesteśmy j
                      > acy jesteśmy i uczciwie postępować wobec otoczenia. Niestety, zazwyczaj chcemy
                      > jednocześnie być postrzegani przez otoczenie jako ucziwi mężowie, uczciwe żony,
                      > a jednocześnie chcemy realizować swoje potrzeby seksualne, które wynikają z na
                      > szej natury. Wtedy zdradzamy mniej lub bardziej w ukryciu, nie chcąc żeby to, c
                      > zego sami w sobie nie akcetujemy wyszło na światło dzienne. Po prostu boimy się
                      > opinii i oceny środowiska, w którym żyjemy. Sam byłem w takiej sytuacji (tzn.
                      > byłem tym złym), ale dzięki licznym doświadczeniom, tym negatywnym również, do
                      > szedłem do miejsca, w którym zaakceptowałem siebie samego wraz z całym bagażem,
                      > ktorym obdarzyła mnie natura. I nie rzucam kamieniami na prawo i lewo, bo wiem
                      > , że nikt nie jest doskonały.

                      nia zgadzam sie
                      imo naginasz teorie eweolucji, instykntów i natury zeby usprawiedliwic swoja niewiernosc

                      a calosc rozbija sie o to czy masz w sobie podstawowe poszanowanie drugiej polowki czy nie, nic wiecej.
                      Czy jak podczas zdrady, poniewaz nie mozemy sie oprzec "genetycznie zakodowanych instynktom biologicznym", mezczyzna nalozy prezerwatywe, to ten instynkt ciagle zachodzi? Bo dziecka z tego nie bedzie a jezeli juz o jakimkolwiek instykcie pierwotnym, ktory popycha do zdrady, jest sens rozmawiac, to tylko o takim przez ktory ruchamy wiecej niz 1 kobiete w celu zapewnienia sobie wiekszej ilosci potomkow.

                      Usprawiedliwianie zdrady wysokim libido to totalna bzdura. Sa ponoc seksocholicy, w ich przypadku nie bede sie klocil bo sie nie znam. Te standardowe libido kotre my znamy, czyli chce sie ruchac dobra dupe ale da sie bez tego przezyc, do zdrady absolutnie az tak nie popycha.
                      • gravedigger1 Re: uległam i co dalej :( 13.09.10, 12:35
                        ditchdoc napisał:
                        > nia zgadzam sie
                        > imo naginasz teorie eweolucji, instykntów i natury zeby usprawiedliwic swoja ni
                        > ewiernosc

                        Nie usprawiedliwiam tylko tłumaczę przyczyny. To zasadnicza różnica.

                        > a calosc rozbija sie o to czy masz w sobie podstawowe poszanowanie drugiej polo
                        > wki czy nie, nic wiecej.

                        Ależ Ty jesteś prosty;) Ale człowiek ogólnie rzecz biorąc jest trochę bardziej skomplikowany niż konstrukcja cepa;)

                        > Czy jak podczas zdrady, poniewaz nie mozemy sie oprzec "genetycznie zakodowanyc
                        > h instynktom biologicznym", mezczyzna nalozy prezerwatywe, to ten instynkt ciag
                        > le zachodzi? Bo dziecka z tego nie bedzie a jezeli juz o jakimkolwiek instykcie
                        > pierwotnym, ktory popycha do zdrady, jest sens rozmawiac, to tylko o takim prz
                        > ez ktory ruchamy wiecej niz 1 kobiete w celu zapewnienia sobie wiekszej ilosci
                        > potomkow.

                        Człowiek kieruje się w swoich poczynaniach zarówno instynktami pierwotnymi jak i tym, czego nauczył się dzięki zdolności myślenia. Stosunek w prezerwatywie nie wyklucza więc, że realziując swój popęd seksulany genetycznie przecież zakodowany, jest w stanie pomyśleć o tym, żeby w w danym przypadku efektem tego seksu nie było niechciane dziecko. nie amm więc sprzecznosci pomiędzy istnieniem instynktu a zakłądaniem prezerwatywy.

                        > Usprawiedliwianie zdrady wysokim libido to totalna bzdura. Sa ponoc seksocholic
                        > y, w ich przypadku nie bede sie klocil bo sie nie znam. Te standardowe libido k
                        > otre my znamy, czyli chce sie ruchac dobra dupe ale da sie bez tego przezyc, do
                        > zdrady absolutnie az tak nie popycha.

                        Powtarzam, nie jest to usprawiedliwianie a wyjaśnianie przyczyn zjawiska. Odrzucając libido jako przyczynę, odrzucasz jednocześnie niezmiernie ważny składnik naszego jestestwa, który mamy wpisany genetycznie. I napisałem już w innym poście, że jedni są w stanie popęd kontrolować, inni nie są w stanie, a jeszcze inni nie chcą tego robić, są też tacy, którzy popędu nie mają i nic nie muszą kontrolować.
                        • jordanbull Prowda o seksie z innym gachem alebo babom... 22.09.10, 12:50
                          Pirwszo prowda mówi, że zajebiste chyndożenie jako najmocniejsze w doznawaniu cielesnym i emocjonalnym u gatunku ludzkiego a zastompić nijak tego ni możno... każden jeden to wi, któren oczywista zaznał takowego za żywota swego. Solidne rżnięcie białogłowy i przeżycie orgazmu u niej jest jak podróż do innego wymiaru... u babów vice versa.

                          Drugo prowda zwionzano z pirwszom powiado, że seksualność dana przez nature została i dlatego mamy prawo mieć chentkę zawsze i wszendzie chocia wielu poczucie winy ma a w szczególności te co do kościoła w niedziele latajo sie spowiadać. Jeim wmawiajo, że dymanie tylko prokreacyjny charakter utrzymać mus każdemu. Tu by się zgodzić można, ino że kokardke na fiucie zawionzać to potwornie ucionżliwa rzecz, tak jak se cipke zaczopować.

                          Trzecio prowda gado co kiejbyś mieszkoł w najcudniejszym zakontku świata to z latami przestaniesz gapić sie w niego niczym sroka w gnat a zupełnie zwykłym zacznie Ci się wydawoć i z ludziami jest także samo, bo wszyćko z czasem powszednieje, nawet dupa i cyc najbardziej krasiwy

                          Czwarto prowda jest tako, że każden ma prawo do intymności osobniczej a ona głęboko schowano i jako taka ni musi zara mieć łodzwierciedlenio w relacyji z całym światem, z tym jak robimy w robocie i co mamy w chałupie. Każden Cię postrzego na zewnątrz i na szczynście ni ma nijakiego dostępu do Twych myśli kosmatych czy uczynków jeźli oczywista nie latasz po miescie z goło dupo alebo nie rozpowiadosz, że najfajnieszy seks to spuścić się damie do gemby czy wydymać królika. Jeźli myślisz i robisz dziwactwa wszelakie a nikt z tego powodu nie doznaje urazu na ciele czy duszy bo nie ma jego uczestnictwa, alebo nie wie czy nie widzi... Twoja brocha.

                          Pionto prawdo to przez tysionce lat nasze przywyknięcie do nagłych zdarzeń i zastrzyku adrenaliny z tym zwionzanej. Dzisioj świat poukładany, wszyćko znamy do przodu to i żywot nudnawy, bo kto tera co dnia spitala na drzewo przed lwem czy innym tygrysem? Ckni sie ludziom za dawkom ostrego przeżywanio, dlatego przeróżne raftingi, bandżi czy skoki z aeroplanu. A dymanie kochanki czy kochanka i baczenie coby nikt Twojego nagiego tyłka między jego nogami na YouTubie nie nagroł daje takowo emocyje, że działa jako sprynżaraka w automobilu.

                          Łostatnio prowda jest tako co człek nie prostym jest łorganizmem a pokomplikowanym, umysłowość i emocjonalność dana mu przez nature zaś pokryncona mocno, dlatego ni ma miary łuniwersalnej a każden jeden ma swojo prawde i to co rzekłem nie musi być wcale akuratne i prawdziwe... a może i w żyć to se trza wetknąć!

                          ...ale chyndożenie na boku jest fajowe, wszyćkie znajome ludzie tak gadajo, ino trza z głowom przedsiemwziencie takowe uskutecznioć!!!
                            • jordanbull Szyść prowd... 22.09.10, 14:01
                              Po pirwsze promo, napisoł jo, żeć to moje prowdy natenczas dzisiaj, co nie siem we łbie moim chybcikiem łobjawiły a ni mom czasu zanadto coby życia w necie strawić ino babie kciałem nieco we łbie przewietrzyć.
                              Po secundo, sześć brzmi nieźle bo liczba siedem i dziesięć już zainta przez innych rozpowiadaczy prowdziwej prowdy, nie bede siem wtrynioł. Osiem i dziewienć osobiście nie lubia, a powyżej dziesontki za dużoby pisania i czytajoncy mogliby posnońć w pomiendzyczasie, nie mówionc już o zapamientaniu coby w życiu zastosować.
                              Po tercio, możesz dopisoć co siem rzywnie uważasz.
                              • gravedigger1 Re: Szyść prowd... 22.09.10, 14:32
                                jordanbull napisał:

                                > Po pirwsze promo, napisoł jo, żeć to moje prowdy natenczas dzisiaj, co nie siem
                                > we łbie moim chybcikiem łobjawiły a ni mom czasu zanadto coby życia w necie st
                                > rawić ino babie kciałem nieco we łbie przewietrzyć.
                                > Po secundo, sześć brzmi nieźle bo liczba siedem i dziesięć już zainta przez inn
                                > ych rozpowiadaczy prowdziwej prowdy, nie bede siem wtrynioł. Osiem i dziewienć
                                > osobiście nie lubia, a powyżej dziesontki za dużoby pisania i czytajoncy moglib
                                > y posnońć w pomiendzyczasie, nie mówionc już o zapamientaniu coby w życiu zasto
                                > sować.

                                Jak dla mnie, to bardzo satysfakcjonujące wyjaśnienie sześciu "prowd". A prywatnie, jeśli chodzi o prawdy wszelakie, to najbardziej podoba mi się "gówno prawda". :))
                                • jordanbull Najwinkszo! 22.09.10, 19:58
                                  A widzis chopie, kopaczu dołków z numerem 1, dyć rozum u Ciebie niezgorszy, co widoczne jezd jak Cie czytom i tera mosz recht tyż!
                                  Prywatnie to żyć trza mieć dużom, coby wiele siem w niej zmieściło bo wszyćkie prawdy takom majom nature... znaczy wielce do dupy som!
                                  Pozdrowiom!
                        • wj_2000 Re: uległam i co dalej :( 22.09.10, 14:45
                          gravedigger1 napisał:
                          >
                          > Nie usprawiedliwiam tylko tłumaczę przyczyny. To zasadnicza różnica.

                          Z satysfakcją czytam Twoje posty w tej dyskusji. Ale to wygląda trochę jak rzucanie grochu o ścianę. Twoi polemiści mają mentalność (i wiedzę) pensjonarki.

                          Twoje racjonalne argumenty można w rzeczywistości bardzo wzmocnić przez biologiczne spojrzenie. Otóż człowiek (który oczywiście jest też zwierzęciem) ma dwie specyficzne cechy (w stosunku do innych dużych ssaków) które powoduję istotne różnice w zagadnieniach płci i libido!
                          Otóż istotną cechą człowieka jest duży sprawny mózg. Aby jednak był on użyteczny, a zysk przewyższał cenę jaką trzeba płacić za jego odżywianie, musi on długo się uczyć! DLatego ludzkie dziecko jest bardzo długo niesamodzielne.
                          Model rozmnażania typowy, powiedzmy dla niedźwiedzi, się nie sprawdzi! Bo kobieta - z jednej strony musiała rodzić co rok (wysoka śmiertelność powodowała, że te które rodziły raz na 10 lat, czy nawet 8 lat, urodziły w życiu dwójkę trójkę i - taka gałąź wymierała), z drugiej strony musiałaby się samotnie opiekować gromadką: osesek, roczniak, dwulatek, etc. Nonsens! (Do tego dochodzi wyprostowana postawa powodująca, że niemowlaka nie można wygodnie wozić na grzbiecie i zajmować się równocześnie zdobywaniem pożywienia.
                          Dlatego MUSIAŁA wykształcić się monogamia i nieustanna opieka mężczyzny nad dziećmi.

                          Jak wypracować taką monogamię i takie poczucie obowiązku w warunkach przedcywilizacyjnych - powiedzmy 200 000 lat temu? Małymi kroczkami natura wiele potrafi!!

                          Po pierwsze wytworzył się u mężczyzny POPĘD płciowy PERMANENTNY. A więc nie służący prokreacji!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                          Żadne zwierzę nie kopuluje gdy samica jest w okresie bezpłodnym. Samiec niedźwiedź oszczędza siły na walkę o samicę PŁODNĄ. Bo to straszna walka. W efekcie jeden, najsilniejszy w okolicy zostaje ojcem wielu dzieci, a pokonani rywale albo giną w walce, albo muszą "obejść się smakiem".

                          Samiec ludzki, gdy nie kopuluje kilka dni odczuwa straszne ciśnienie (głód) i rozkosz z jego zaspokajania TAKŻE z partnerką CIĘŻARNĄ. To go trzyma przy tej partnerce i powoduje że stara on ją stale udobruchać przynosząc upolowane mięsiwo dla jej dzieci.

                          W ten sposób pary trzymają się razem wiele lat.
                          Jednakże ten system (ścisłej monogamii) ma poważną wadę. Ojcami wszyscy mężczyźni są z grubsza "po równo". Traci się szansę użycia wybitnych samców do zapłodnienia wielu samic.

                          Otóż natura znalazła sposób i na to. Otóż tajemne zdrady małżeńskie (od czasu do czasu) znakomicie poprawiają geny kolejnych pokoleń. Żeby to jednak miało sens, kobietę powinna napadać chęć na zdradę tylko w okresie płodności i TYLKO z samcem LEPSZYM od jej stałego partnera!!!!! Płodzenie dziecka z kimś gorszym byłoby nonsensem.

                          Mężczyzna w akt prokreacji wkłada tak mało energii i taką a potencjalnie wydajność, że jemu opłaca się "przelecieć" nawet byle jaką! Może się tarfić że ma ona mimo wszystko dobre geny w połowie i jego pozamałżeński potomek odniesie sukces.

                          By to wszystko funkcjonowało potrzebna jest HIPOKRYZJA i udawanie wierności.
                          Tak jest dola człowiecza.

                          Od kilku zaledwie pokoleń wszystko z rozmnażaniem jest inaczej. Śmiertelność dzieci jest znikoma, środki antykoncepcyjne wygodne i nasze instynkty (chęć do zdrady - NIE TYLKO GDY W MAŁŻEŃSTWIE JEST COŚ ŹLE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) nijak nie pasują do sytuacji.
                          Co z tego wyniknie - nie wiem, ale wiem, tak jak Ty, że trzymanie swoich odwiecznych instynktów na wodzy przez całe życie jest niepotrzebną TORTURĄ.
                      • iamhier Re: uległam i co dalej :( 22.09.10, 10:50
                        do ditchdoc-ale te popedy pchaja nas zazwyczaj w dobra strone.Gdyby nie one magia obraczki czy innych atrybutow popychalaby mas w strone gorszego materialu genetycznego....

                        Co do tych ,ktorzy POTRAFIA PANOWAC......Mozna tylko dla swietego spokoju udawac,ze sie panuje...ale umysl,podswiadomosc i cialo podpowiada nam co innego...

                        Tak sie akurat sklada,ze wszyscy moi znajomi,ktorzy tak zboznie walcza z popedami i stawiaja NA WIERNOSC MALZENSKA....wszyscy maja CHORE DZIECI....lub z pewnymi,nie odwracalnymi defektami....
                        Co do tych mezow zdradzajacych.....to zapewne przed slubem pan ten mial kogos na oku,biegal za innymi kobietami,one za ni,....tresura nic tu nie zmieni.....
                    • iamhier Re: uległam i co dalej :( 22.09.10, 10:43
                      do gravediger-oj.....ja wy to brzydko nazywanie.Frustracja przez was przemawia.Co do tego popedu rozrodczego....Czesto ludziom sie to myli.....Spotykaja kobiete/mezczyzne cos miedzy nimi iskrzy.Zazwyczaj dosc dlugo zyli w celibacie,ktos na kogo maja ochote nie zwraca na nich uwage.....I nastepuje pewne spiecie......ale to jeszcze nie jest TO!!

                      Jest jeszcze inna kategoria podchodzaca pod "ch....." jak ktos to brzydko okreslil......I to niestety ta kategoria osob i mezczyzn,ze jakims dziesiatym okiem prawego zajada wiemy,ze...gdybysmy z nia wpadli to byłoby TO! Zona niekoniecznie wzbudza w nas takie "grzeszne myśli"......

                      A mezczyzny (czesto zonaci z rozsadku) lub tacy ,ktorzy dali sie nabic jakiejs na ciaze (nie chcian,srednio chciana) posunal sie do wszystkiego by taka laske zaplodnic...I bardzo sie interesuja wszystkim co jest z tym zwiazane.O czym oczywiscie zony nie wiedza,ale to inna broszka....lub sie domyslaja i postanawiaja je kontrolowac.....INWIGILOWAC.....potem nękać...

                      Czasami zachowanie meza moze byc niezlym zadziwieniem.....I zaden slub,obraczka inne dzieci nie sa go w stanie zatrzymac....cha cha!!
                      • gravedigger1 Re: uległam i co dalej :( 22.09.10, 11:21
                        iamhier napisała:

                        > do gravediger-oj.....ja wy to brzydko nazywanie.Frustracja przez was przemawia.

                        My to brzydko nazywamy? Możesz wyjaśnić, co masz na myśli? Gwoli ścisłości, oświadczam, że jestem osobą pojedynczą. :)

                        > Co do tego popedu rozrodczego....Czesto ludziom sie to myli.....

                        Z czym się to myli?

                        > Spotykaja kobie
                        > te/mezczyzne cos miedzy nimi iskrzy.Zazwyczaj dosc dlugo zyli w celibacie,ktos
                        > na kogo maja ochote nie zwraca na nich uwage.....I nastepuje pewne spiecie.....
                        > .ale to jeszcze nie jest TO!!

                        Co??? Jakie TO?

                        > Czasami zachowanie meza moze byc niezlym zadziwieniem.....I zaden slub,obraczka
                        > inne dzieci nie sa go w stanie zatrzymac....cha cha!!

                        Zachowanie żony też może... :)
                    • martaka1only Re: uległam i co dalej :( 23.09.10, 00:10
                      To właściwie nie ma problemu, skoro natura nas takimi porobiła. Powinni wszyscy ze wszystkimi na prawo i lewo. Bez pretensji i wyrzutów sumienia.:) Tylko po co udawać, że jesteśmy troszkę różni od zwierząt??
                      • gravedigger1 Re: uległam i co dalej :( 23.09.10, 08:29
                        martaka1only napisała:

                        > Tylko po co udawać, że jesteśmy troszkę różni od zwierząt??

                        Nie troszkę, tylko bardzo. Jak już ktoś w tym wątku zauważył, nasz popęd seksualny jest znacznie silniejszy od popędu zwierząt i w zasadzie występuje przez okrągły rok, anie tylko podczas rui.
    • ditchdoc Re: uległam i co dalej :( 10.09.10, 15:33
      duzakasia26 napisała:

      > Moja przyjaciółka powiedziała: "korzystaj z życia, póki nie musisz
      > za to płacić". Sama nie wiem..... Jeżeli przyznam się mężowi, to może skończyć
      > się rozwodem. Tego bym nie chciała. :( Co teraz?


      :D :D :D

      dobra kolezanka ;)

      przyznaj sie mezowi, na pewno nie bedzie rozwodu. Zrozumie ze to przeciez jego wina, za duzo pracowal, czy za malo. No jakis tam powod byl ;)
      • kag73 Re: uległam i co dalej :( 10.09.10, 16:56
        Skoro masz wyrzuty suminia i nie chcesz zdradzac meza to sie z blekitnookim nie spotykaj. Mezowi sie nie spowiadaj, czego oczy nie widza tego sercu nie zal.To Twoje piwko, musisz je wypic sama. Po co obciazac tym meza, po co on ma niewinny cierpiec, cierp sobie sama.
        • ditchdoc Re: uległam i co dalej :( 10.09.10, 17:04
          kag73 napisała:

          > Skoro masz wyrzuty suminia i nie chcesz zdradzac meza to sie z blekitnookim nie
          > spotykaj. Mezowi sie nie spowiadaj, czego oczy nie widza tego sercu nie zal.To
          > Twoje piwko, musisz je wypic sama. Po co obciazac tym meza, po co on ma niewi
          > nny cierpiec, cierp sobie sama.

          daj spokoj

          bedzie cierpiec jeszcze z 15 minut, raz sie puscila to bedzie sie puszczac zawsze, te powiedzenie nie jest wziete z kosmosu, kwestia podstawowej moralnosci i zasad. Ona ich nie ma. Bedzie zdradzac dalej.
            • ditchdoc Re: uległam i co dalej :( 10.09.10, 19:02
              kag73 napisała:

              > Wcale nie powiedziane, podobno raz nie zawsze. Skoro tak zaluje, moze sie "popr
              > awi". Bladzic jest rzecz ludzka, powiadaja.

              pewnie jakiejs czesci sie odmienia, na pewno nie jest tak w przypadku 100%, ale w przypadku znacznej wiekszosci na pewno
              co do bladzenia, jak np. pedofil zbladzi i zgwalci 5 letnie dziecko, bedzie zalowal, to tez ok?

              daj spokoj.
                • ditchdoc Re: uległam i co dalej :( 10.09.10, 19:25
                  kag73 napisała:

                  > Ej, no chlopie, Ty tego do pedofilii nie porownuj, bo to nie grzech tylko njago
                  > rsze przestepstwo, niewybalczalne. Nie podlega w ogole dyskusji.

                  no skoro "bladzic rzecz ludzka" to moze jakis dorosly mezczyzna "zbladzil" i zgwacil dziecko..., rozumiem ze szkodliwosci nie ma co porownywac no ale, bladzic rzecz ludzka ;)

                  nie usprawiedliwiaj kurestwa, te pieprzenie o "chwili" czy cos typu, co czesto czytam na kochankach, "opieralam mu sie przez rok czasu i w koncu uleglam, przeciez nie mam serca z kamienia!"

                  wszystko jedno gowno i wszystko ma na celu usprawiedliwienie faktu ze sie chcialo wyruchac cos innego. Nic wiecej.



                      • kag73 Re: uległam i co dalej :( 10.09.10, 19:39
                        No to musisz sobie znalezc roamtyczke i juz szafa gra, moj drogi :))

                        Czyli teraz(dzieki temu forum Kochanki) juz bedziesz wiedzial, ze jak Cie kiedys zona zdradzi, to sie nie masz co martwic, bo i tak Cie kocha:))
                        Poza tym mysle, ze roni ludzie bywaja, zarowno kobiety jak i mezczyzni. Trzeba tarfic na swojego czy na swoja i tyle.
                        • ditchdoc Re: uległam i co dalej :( 10.09.10, 19:43
                          kag73 napisała:

                          > No to musisz sobie znalezc roamtyczke i juz szafa gra, moj drogi :))
                          >
                          > Czyli teraz(dzieki temu forum Kochanki) juz bedziesz wiedzial, ze jak Cie kiedy
                          > s zona zdradzi, to sie nie masz co martwic, bo i tak Cie kocha:))
                          > Poza tym mysle, ze roni ludzie bywaja, zarowno kobiety jak i mezczyzni. Trzeba
                          > tarfic na swojego czy na swoja i tyle.

                          wszystkie romantyczki sa brzydkie ;)

                          z tym przykladem z kochanek to byl zart. Bede wiedzial jak mnie zdradzi, jedna taka byla i mnie dobrze nauczyla, od tamtej pory rozpoznaje kurwy bez jednego bledu. 6 kolegow od takich uwolnilem ;)
                            • ditchdoc Re: uległam i co dalej :( 10.09.10, 20:03
                              kag73 napisała:

                              > Co Ty, tak juz nawet w lustro patrze i se mysle, bo ja wiem czy ja taka brzydka
                              > ? :))
                              >

                              =D
                              to naturalnie zart ale jest Was malo ;)

                              romantyczny mezczyzna to tragedia dzisiaj, mozna klasc spore pieniadze na to ze jakas panienka wtytrze nim i jego uczuciami podloge w bardzo krotkim czasie. Takie czasy. Kiedys bylem misiem z romantyczna wizja swojej kobiety i naszej wspolnej przyszlosci. Skutecznie mnie "romantycznej" postawy oduczyla ;), teraz kobieta jest tylko dodatkiem w zyciu, nie jego czescia. Latwiej, wygodniej a na zewnatrz i dla mojej dziewuchy wyglada tak samo.
                              • gravedigger1 Re: uległam i co dalej :( 13.09.10, 16:30
                                ditchdoc napisał:

                                > (...) teraz ko
                                > bieta jest tylko dodatkiem w zyciu, nie jego czescia. Latwiej, wygodniej a na z
                                > ewnatrz i dla mojej dziewuchy wyglada tak samo.

                                Jednym słowem dwulicowość w stosuku do otoczenia i Twojej "dziewuchy". Współczuję, szczególnie jej...
                                • ditchdoc Re: uległam i co dalej :( 23.09.10, 08:27
                                  gravedigger1 napisał:

                                  > Jednym słowem dwulicowość w stosuku do otoczenia i Twojej "dziewuchy". Współczu
                                  > ję, szczególnie jej...

                                  nie, tak jest w kazdym zdrowym zwiazku tylko oni tego tak nie nazywaja ;)
                            • alcabin Re: uległam i co dalej :( 22.09.10, 12:58
                              Z ciebie taka romantyczka jak z koziej dupy trąba.
                              Twoja jedyna rada to "nie mów mężowi".
                              To nie romantyzm tylko pragmatyzm. Dupsko swędzi, ale jeszcze warunki życia się pogorszą albo co gorszego... Lepiej nie powiedzieć i wmówić sobie, że to dla jego dobra...