zdrada po raz kolejny

    • mini_kosmos Re: zdrada po raz kolejny 29.09.10, 11:09
      Pogoń go w cholerę i poszukaj kogoś, kto będzie Ciebie wart!!! Mogłabym pewnie wybaczyć mężowi jednorazowy skos w bok pod wpływem impuslu, alkoholu, itp. itd. ale jeśli Cię okłamywał i kontynuował tę farsę aż do pierwszej wpadki nie wrózy to dobrze.
      Byłam w podobnej sytuacji, ale nie z mężem a zdrada była tylko (chyba) emocjonalna.
      Po pewnym czasie po rozstaniu zobojętniejesz, a tkwiąc w tym związku będziesz pewnie żyła w paranoi, na każdym kroku węszyła kolejną zdradę i walczyła ze spadajacą samooceną - po co Ci to?
      • gravedigger1 Re: zdrada po raz kolejny 29.09.10, 12:16
        mini_kosmos napisała:

        > Pogoń go w cholerę i poszukaj kogoś, kto będzie Ciebie wart!!! Mogłabym pewnie
        > wybaczyć mężowi jednorazowy skos w bok pod wpływem impuslu, alkoholu, itp. itd.
        > ale jeśli Cię okłamywał i kontynuował tę farsę aż do pierwszej wpadki nie wróz
        > y to dobrze.
        > Byłam w podobnej sytuacji, ale nie z mężem a zdrada była tylko (chyba) emocjona
        > lna.
        > Po pewnym czasie po rozstaniu zobojętniejesz, a tkwiąc w tym związku będziesz p
        > ewnie żyła w paranoi, na każdym kroku węszyła kolejną zdradę i walczyła ze spad
        > ajacą samooceną - po co Ci to?

        Gdybyś poczytała trochę, to wiedziałabyś, że Twoja rada jest psu na budę... W przypadku autorki nie ma żadnej mowy o kontynuowaniu związku. Ani ona, ani jej mąż tego nie chcą.
        • potwor_z_piccadilly Re: zdrada po raz kolejny 29.09.10, 13:31
          Skad wiesz ze maz nie chce ?
          Ja nie jestem tego taki pewien. Gdyby bylo tak jak sadzisz to facet nie latalby wokol zdradzonej jak pies z wywieszonym ozorem i nie rzucall na oslep dziwacznymi informacjami, wzajemnie sie zwalczajacymi deklaracjami i zlosliwoscimi majacymi pewnie na celu pokazanie bylej ze on, men ma wszystko pod kontrola.
          On improwizuje.
          Ten facet to osobnik niezdolny do uczuc wyzszych a mimo to ze pewnie cos tam po swojemu do autorki czul i chyba czuje, to jego glownym kierunkiem zyciowym bylo, jest i prawdopodbnie bedzie " byc i rypac ". Mial cieple gniazdko jako baze wypadowa, lecz sprawa sie rypla i gniazdko szlag trafil. Jest z tego wzgledu wsciekly bo wie ze juz prawdopodobnie nie trafi mu sie nic lepszego w dodatku tak dobrze wyposazonego.
          Nie wierze w to ze on cos planowal. Za dobrze mu bylo.
          • xciekawax Re: zdrada po raz kolejny 29.09.10, 13:57
            aczkolwiek stanowczo mowi ze chce odejsc bo "z logistycznego punktu widzenia to i tak by nie wyszlo" (co to w ogole ma znaczyc?), to tez mowi ze gdybym nie odkryla zdrady to by przyjechal i nigdy by sie ani nie angazowal w cos innego i probowalby wszystko ponaprawiac (terapia malzenska, itd.....).

            Masz racjie, tez mysle ze on nie ma uczuc, tzn nie potrafi czuc. Zawsze lubil extrymy, wiec i teraz potraktowal mnie ekstrymalnie.

            Ale gdyby kogos tam nie mial i nie klamal to mysle ze by nie chcial tego rozwodu tak blyskawicznie, i nie wrzeszczalby na mnie ze utrudniam mu (tutaj rozwod bez orzekania winy mozna zlozyc przez internet, i jest super tani) zycie. I jest zly na mnie za to ze jestem jego zona. Pewnie gdybym umarla - czulby sie najwygodniej.

            Dzisiaj patrze na moje spuchniete oczy i mysle: "co ty dziewczyno robisz??? "

            Chyba juz czas zaczac ukladac sobie plan zycia, skonczyc z uzywkami, powiadomic kogo trzeba i zaczac jakos zyc, bo dalej tak nie pociagne.

            Dziekuje bardzo wam
          • brak.polskich.liter Re: zdrada po raz kolejny 29.09.10, 14:01
            Mam podobne wrazenie.
            Cokolwiek by to bylo - urazone ego (jakzez to, mnie wykopali z zycia i pozycia? MNIE???), utrata wygodnego status quo i niezbyt przyjemna perspektywa koniecznosci ruszenia dupy i podjecia pracy zarobkowej, strach, przyzwyczajenie, "co ludzie powiedza" - facet sie rzuca i probuje cos ugrac dla siebie. Byc moze sam nie jest do konca pewnien, co konkretnie chce uzyskac - no, moze poza rozwodem bez orzekania o wlasnej winie, ktore to orzeczenie ma jak w banku, chyba, ze Ciekawa okaze laskawosc (ja bym nie odpuscila). I wali na oslep, doskonale wiedzac, ze znalazl na przegranej pozycji, z ktorej strony by nie patrzec. Na wlasne zyczenie zreszta.
            I pies go sral wraz z jego motywacjami. Ale cokolwiek by to nie bylo, nie sa to reakcje faceta "nie chcacego".
            • gravedigger1 Re: zdrada po raz kolejny 29.09.10, 15:13
              A mnie wciąż zadziwia to wróżenie z fusów i jakieś niepojęte dla mnie przekonanie wyrażane przez wielu forumowiczów, że oni wiedzą, co siedzi w głowach ludzi, kórych wcale nie znają...
          • gravedigger1 Re: zdrada po raz kolejny 29.09.10, 15:09
            potwor_z_piccadilly napisał:

            > Skad wiesz ze maz nie chce ?

            Wszystko można podważyć, gdy nie znamy sytuacji z własnej obserwacji, a i wtedy też można mieć zafałszowany obraz z jakiegoś powodu. Autorka pisze wyraźnie, że on ma inne plany.

            Masz rację, może ten mąż chce, ale jakie to ma znaczenie? Ona nie chce i jest zdeterminowana w swoim niechceniu.
            • potwor_z_piccadilly Re: zdrada po raz kolejny 29.09.10, 16:08
              Nie widze powodu bys sie oburzal.
              Tak, czy siak, to co napisalem (nie tylko ja) nie sluzy odkryciu prawdy. Intencje sa inne. Widocznie Ty ich nie odczytales.
              Ujawniajac (bardzo prawdopodobna) inna strone medalu staram sie uchronic kobiete przed samodestrukcja psychiki ktora moze powstac w wyniku niskiej samooceny. Babka jest zdolowana a byly wiedzac o tym robi wiele by ten dol powiekszyc. Mazna sie domyslac ze z jego strony jest to jakas forma odwetu. Nie jest to jednak wazne.
              Wazne w tym wszystkim jest uswiadomienie tej kobiecie ze sroce spod ogona nie wypadla i ze pozorny luzik bylego to zwykla gierka sfrajerzonego na wlasne zyczenie gamonia.

              • gravedigger1 Re: zdrada po raz kolejny 29.09.10, 16:28
                potwor_z_piccadilly napisał:

                > Nie widze powodu bys sie oburzal.

                A gdzie wyczytałeś, że jestem oburzony? Myślę, że to zdecydowana nadinterpretacja mojego tekstu:)

                > Tak, czy siak, to co napisalem (nie tylko ja) nie sluzy odkryciu prawdy. Intenc
                > je sa inne. Widocznie Ty ich nie odczytales.

                Każdy ma dobre intencje, ale dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane. Doradzanie komuś na podstawie patrzenia na "fusy" to dla mnie naprawdę chybione "przedsięwzięcie".

                > Ujawniajac (bardzo prawdopodobna) inna strone medalu staram sie uchronic kobiet
                > e przed samodestrukcja psychiki ktora moze powstac w wyniku niskiej samooceny.
                > Babka jest zdolowana a byly wiedzac o tym robi wiele by ten dol powiekszyc. Maz
                > na sie domyslac ze z jego strony jest to jakas forma odwetu. Nie jest to jednak
                > wazne.

                Ujawniając to, co Ci się wydaje, błądzisz po omacku mimo najlepszych intencji. Od pomocy w walce z niską samooceną to jest dobry psycholog, a nie domorośli specjaliści, którzy uważają, że wiedzą.

                > Wazne w tym wszystkim jest uswiadomienie tej kobiecie ze sroce spod ogona nie w
                > ypadla i ze pozorny luzik bylego to zwykla gierka sfrajerzonego na wlasne zycze
                > nie gamonia.

                Wybacz, ale pomysł budowania poczucia własnej wartości na podstawie wpisów forumowiczów, ktorzy są całkowicie obcy tej kobiecie, którzy nie wiedzą o niej nic oprócz bardzo ograniczonej liczby postów pisanych pod wpływem silnych emocji, to dla mnie jakiś kosmos...
                • xciekawax Re: zdrada po raz kolejny 29.09.10, 16:48
                  A ja wlasnie lubie wpisy potwora z piccadilly i bardzo mnie podbudowuja, zreszta jak wielu tu forumowiczow.

                  ty za to piszesz bez empatji, co sprawia wrazenie ze jestes bardzo lodowaty i nieczuly (na pewno taki nie jestes, tylko takie moje wrazenie).

                  > Wybacz, ale pomysł budowania poczucia własnej wartości na podstawie wpisów foru
                  > mowiczów, ktorzy są całkowicie obcy tej kobiecie, którzy nie wiedzą o niej nic
                  > oprócz bardzo ograniczonej liczby postów pisanych pod wpływem silnych emocji, t
                  > o dla mnie jakiś kosmos...

                  A ja ci powiem ze byly dni ze niepodnioslabym sie z lozka i bym nie chciala zyc, i bym pewnie zle skonczyla gdyby nie wlasnie forumowicze ktorzy dali mi wsparcie i nadzieje ze to przezyje. I oni mnie wlasnie krok po kroczku prowadzili przez dzien jak slepca, pokazywali droge. I jestem wszystkim ogromnie wdzieczna choc wiem ze jeszcze nie raz tu bede blagac o dobre slowo.
                  • gravedigger1 Re: zdrada po raz kolejny 29.09.10, 17:17
                    xciekawax napisała:

                    > A ja wlasnie lubie wpisy potwora z piccadilly i bardzo mnie podbudowuja, zreszt
                    > a jak wielu tu forumowiczow.

                    > ty za to piszesz bez empatji, co sprawia wrazenie ze jestes bardzo lodowaty i n
                    > ieczuly (na pewno taki nie jestes, tylko takie moje wrazenie).

                    Nie dziwię się, że moje wpisy Ci się nie podobają, i nie wypowiadam się po to, żeby zdobyć Twoją sympatię. Wpisy potwora i inne podobne są po prostu tym, co chcesz wyczytać na swój temat i na temat Twojego męża. Ja stoję z boku i nie angażuję się emocjonalnie w tę sprawę, bo emocje zniekształcają spojrzenie. Ty natomiast nie oczekujesz krytycznego spojrzenia, spojrzenia z dystansu - oczekujesz za to spojrzenia zaangażowanego i to koniecznie po Twojej stronie. Ja to doskonale rozumiem, ale uważam, że popełniasz błąd.

                    I jeśli uważasz, że empatia polega na potwierdzaniu, że masz we wszystkim rację i jesteś super-hiper (że ze świecą szukać :)), to się moim zdaniem mylisz.

                    > A ja ci powiem ze byly dni ze niepodnioslabym sie z lozka i bym nie chciala zyc
                    > , i bym pewnie zle skonczyla gdyby nie wlasnie forumowicze ktorzy dali mi wspar
                    > cie i nadzieje ze to przezyje. I oni mnie wlasnie krok po kroczku prowadzili pr
                    > zez dzien jak slepca, pokazywali droge. I jestem wszystkim ogromnie wdzieczna
                    > choc wiem ze jeszcze nie raz tu bede blagac o dobre slowo.

                    To rozumiem. Porzebujesz po prostu klubu poparcia xciekawejx i to wszystko.
                    • xciekawax Re: zdrada po raz kolejny 29.09.10, 17:58
                      wiesz, nie pisze tu klamst aby siebie jakos wznies w obloki. Nic by mi to nie dalo bo prawda jest prawda. Pisze to co czuje, i co mi sie przydarza.

                      > To rozumiem. Porzebujesz po prostu klubu poparcia xciekawejx i to wszystko.

                      Doslownie piekne!!! Gratuluje wnikliwosci i zrozumienia tematu/problemu.
                      • gravedigger1 Re: zdrada po raz kolejny 30.09.10, 08:25
                        xciekawax napisała:

                        > wiesz, nie pisze tu klamst aby siebie jakos wznies w obloki. Nic by mi to nie
                        > dalo bo prawda jest prawda. Pisze to co czuje, i co mi sie przydarza.

                        Nie zarzucam Ci kłamstw, ale stwierdzenie, że "prawda jest prawda" jest nieprawdziwe. :) Dlaczego? Dlatego, że Ty piszesz o sprawach bardzo osobistych pod wpływem bardzo silnych emocji, więc Twoja prawda jest zniekształcona. To się nazywa subiektywizm. Chyba nie ma takiego człwoieka, kory byłby obiektywny w ocenie siebie samego. Nie jesteś wyjątkiem.

                        > > To rozumiem. Porzebujesz po prostu klubu poparcia xciekawejx i to wszystko.
                        >
                        > Doslownie piekne!!! Gratuluje wnikliwosci i zrozumienia tematu/problemu.

                        Przecież sama napisałaś o wsparciu forumowiczów i oczekiwaniu od nich dobrego słowa, więc dlaczego masz pretensje o wniosek jaki z tego wyciągnąłem? Ty nie oczekujesz krytycznego spojrzenia na sytuację - oczekujesz wsparcia i potwierdzania Twoich racji.
                    • ore.ona Re: zdrada po raz kolejny 29.09.10, 18:45
                      Nie dziwię się, że moje wpisy Ci się nie podobają, i nie wypowiadam się po to, żeby zdobyć Twoją sympatię. Wpisy potwora i inne podobne są po prostu tym, co chcesz wyczytać na swój temat i na temat Twojego męża. Ja stoję z boku i nie angażuję się emocjonalnie w tę sprawę, bo emocje zniekształcają spojrzenie<
                      Ale ja też nie wypowiadam się w ten sposób by xciekawej miało się spodobać, lub/ LOL/ zdobyć Jej sympatię. Rozumiem jaki ma teraz syf życiowy i mimo że pocieszać nie umiem to staram się przynajmniej JAKOŚ pomóc.
                      Większość ludzi nie angażuje się emocjonalnie w sprawy obcych im osób i tu nie jesteś ani oryginalny ani uczuciowy:) Ot chłodny. Potwór wspiera Ją jak może. Miłe i pomocne, imo.
                      • gravedigger1 Re: zdrada po raz kolejny 30.09.10, 08:29
                        ore.ona napisała:

                        > Większość ludzi nie angażuje się emocjonalnie w sprawy obcych im osób i tu nie
                        > jesteś ani oryginalny ani uczuciowy:) Ot chłodny. Potwór wspiera Ją jak może. M
                        > iłe i pomocne, imo.

                        Wspierać można w różny sposób. Niekoniecznie bezkrytyczne opowiadanie się za racjami autorki jest najlepszą formą pomocy moim zdaniem. Może lepiej jest pokazać jej, że można na problem spojrzeć inaczej po to, żeby wyjść z tego labiryntu, w którym ona porusza się po omacku.
                        • ore.ona Re: zdrada po raz kolejny 30.09.10, 10:29
                          Wspierać można w różny sposób.<
                          Esencja.
                          Potwór wspiera na swój sposób, ja na swój, Ty masz jeszcze inną koncepcję.
                          Ona bierze z tego co Jej w danym momencie potrzebne. W obcym kraju, bez rodziny.
                          Krytykowanie się nawzajem jest bez sensu,imo, tak samo jak ocenianie.
                          Udzielanie różnorodnej /treściowo/ wirtualnej pomocy-jak najbardziej.
                          Od fachowych pomocnych rad ma psychologa i prawnika:)
    • xciekawax Re: zdrada po raz kolejny 29.09.10, 18:08
      maz wypelnia wniosek sobie na kompie (mozna zrobic tam z jego winy ewidentnie), a ja musze podejmowac decyzjie, np czy chce zostawic sobie jego nazwisko czy wrocic do swojego, podawac mu informacjie, itd....

      Przeciez ja na to nie jestem emocjonalnie gotowa!!!!!

      Ale jak chce to niech ma to w wskpresowym tempie. Przeciez mu nie zabronie. Napisal ze on o rozwod prosi. Nie wiem jaka to jest roznica czy ja czy on. To wszystko jest popie....one.
      • ditchdoc Re: zdrada po raz kolejny 29.09.10, 18:33
        btw, mezowi tej kobiety z ktora romans mial twoj maz powiedzialas?
        • xciekawax Re: zdrada po raz kolejny 29.09.10, 19:04
          Nie, nie dokopalam sie kim ona jest i nawet mnie to nie obchodzi juz. Mam wieksze problemy. Zreszta, ja tez zrobil w balona, bo sie roztali z wielkiej awanturze i powiedziala mu ze jest h...em. Z tego co wiem.
    • potwor_z_piccadilly Re: zdrada po raz kolejny 30.09.10, 11:58
      gravedigger1
      Ze nie przesiaduje "ciegiem" przy ekranie, to i odpowiedam na Twoje uwagi z opoznieniem.
      Rozwodzic sie nad tematem nie mam zamiaru, wiec przyklad.
      W tym watku, do wpisu anital36.
      < Jesli Cie zdradzil to i tak zrobi jeszcze raz !! a tego nie da sie zapomniec i boli strasznie >
      Odniosles sie ( wpis Twoj podzile na trzy) .
      Pierwsze - " Zapomniec sie nie da (chyba ze czlowiek dostanie amnezji ) ale wielu innych wydarzen z zycia tez nie da sie zapomniec mimo ze nie ma w nich nic traumatycznego ".
      Genialne. Iles nad tym myslal ?
      Drugie - " Natomiast jesli chodzi o bol, to moze on trwac przez cale zycie, ale moze tez minac "
      Faaaaacet, powinienes obiac jakas katedre na wydziale filozofi.
      Trzecie - " Ludzie maja rozne konstrukcje psychiczne i nie kazdego musi strasznie bolec. Ciebie boli, ale to nie znaczy ze wszystkich tez ".
      To, to juz apogeum Twojego geniuszu.
      No to teraz ja odniose sie do Trzeciej czesci (zeby nie przedluzac ) Twojego wpisu.
      Ludzie maja rozne konstrukcje psychiczne i bywa ze ich umiejetnosc postrzegania stanow ducha innych ludzi mozna porownac z wrazliwoscia i budowa cepa, Ty taka masz, ale to nie znaczy ze wszyscy taka budowe maja.
      Bez urazy.

      • gravedigger1 Re: zdrada po raz kolejny 30.09.10, 14:12
        potwor_z_piccadilly napisał:

        > Ze nie przesiaduje "ciegiem" przy ekranie, to i odpowiedam na Twoje uwagi z opo
        > znieniem.

        Nie musisz się usprawiedliwiać. Naprawdę. ;)

        > Rozwodzic sie nad tematem nie mam zamiaru, wiec przyklad.

        Zadałeś sobie sporo trudu, żeby w tym gąszczu postów odnaleźć wpis, za pomocą którego mógłbyś mnie zdyskredytować i udowodnić jak jestem "genialny". Zamiast dyskutować za pomocą argumentów i kontrargumentów, postanowiłeś zastosować tzw. wycieczkę osobistą w stosunku do dyskutanta, żeby go zdyskredytować. To znany chwyt. Żeby Cię usatysfakcjonować, napiszę, że nie uważam się za nikogo wyjątkowego, a swoich poglądów nie uważam za odkrywcze. Zauważ też, że tekst anital36 "a tego nie da sie zapomniec i boli strasznie" jest truizmem podobnie jak moje stwierdzenia. Po prostu odpowiedziałem truizmami na truizm. Nie dodałem tylko, że stwierdzenie "Jesli Cie zdradzil to i tak zrobi jeszcze raz !!" jest po prostu nieprawdziwe. Może jesteś w stanie to również dostrzec?

        Zastanawiam się, co sprowokowało Twoją dość emocjonalną, moim zdaniem, reakcję...

        > Ludzie maja rozne konstrukcje psychiczne i bywa ze ich umiejetnosc postrzegania
        > stanow ducha innych ludzi mozna porownac z wrazliwoscia i budowa cepa, Ty taka
        > masz, ale to nie znaczy ze wszyscy taka budowe maja.
        > Bez urazy.

        Bardzo kąśliwa uwaga skierowana przeciw mnie jako osobie, a nie przeciwko moim argumentom. Pozwól, że nie dam się wciągnąc w personalne utarczki. Boksuj się sam ze swoimi myślami. :)
      • xciekawax Re: zdrada po raz kolejny 30.09.10, 15:05
        > Ludzie maja rozne konstrukcje psychiczne i bywa ze ich umiejetnosc postrzegania
        > stanow ducha innych ludzi mozna porownac z wrazliwoscia i budowa cepa, Ty taka
        > masz, ale to nie znaczy ze wszyscy taka budowe maja.
        > Bez urazy.

        Pierwszy usmiech dnia u mnie ;)
        • gravedigger1 Re: zdrada po raz kolejny 30.09.10, 15:42
          xciekawax napisała:

          > Pierwszy usmiech dnia u mnie ;)

          To znaczący uśmiech. Odrobinkę mówi o Tobie ;) i rozjaśnia nieco sytuację ;)
    • xciekawax znowu sie poplakalam 30.09.10, 15:38
      Wlasnie sie poplakalam. Przegladalam skrzynke i natknelam sie na jego email do mnie: Jeszcze 5go Wrzesnia moj maz przeslal mi taki owo email:

      "Hej
      Tak mi przykro, ale nie mialem mozliwosci kontaktu do tej pory. Po pierwsze komputer byl caly czas niedostempny i nie moglem napisac. po drugie tak duzo pracowalem, ze padam z nog. juz mam koniec pracy, jutro tylko pojedziemy na kamienne kregi i pozniej lece do Polski. Snilas mi sie wczoraj i prawie sie poplakalem jak sie obudzilem, a to ze nie mam z Toba stalego kontaktu jest dla mnie tak duzym ciosem , ze nie moge juz wytrzymac. mam Twoja twarz przed oczami caly czas i nic tylko tesknie, juz chce byc z Toba i takie wyjazdy jak ten wiecej sie nie powtorza, bo to jest dla nas za duzo. za troszke ponad tydzien juz Cie zobacze i wszystko naprawie.

      biznesowo to ten wyjazd do londynu jest sukcesem poznalem duzo ludzi z branzy i wiele sie o tym nauczylem, prosze nie denerwuj sie na mnie, zaraz wracam i odbudujemy zwiazek i zbodujemy przyszlosc. kocham cie tak bardzo, ze chyba nie wiesz, caly czas o tobie mysle, pa mala , w poniedzialek w nocy bede w Polsce, kocham cie"

      Pare dni pozniej dowiedzialam sie o zdradzie, potem ze mnie nie kocha, potem o nowej "dziewczynie" ktora bardzo bardzo kocha a ja tylko mu utrudniam nowe zycie. Jestem teraz ta zla, okropna wiedzma ktora mu tylko zycie pieprzy.

      Jest 30sty, to zaledwie 25 dni od tych deklaracji. Jestem padnieta, wykonczona. Musze uzerac sie nie tylko ze zlamanym sercem ale jeszcze odpierac jego ataki abym podpisala papiery rozwodowe tu i teraz. (juz nie mowiac o tym ze jezeli cos mu wyjdzie z tych "biznesow" to nigdy zlotowki nie zobacze, ale h..j mu w d...pe). Powiedzialam mu ze chce chociaz miesiac odsapnac aby z czysta glowa tym sie zajac - oczywiscie foch - i pieprze jego fochy, ale wyprowadza mnie z rownowagi emocjonalnej.

      Zylam w jakims dziwnym zaklamanym swiecie i jadlam jego klamstwa z jego reki. Nie wiem jak czlowiek moze byc az tak wyrachowany.

      Przepraszam ze Was tak mecze i sie uzewnetrzniam. Naprawde, mam czasami lepsze dni gdy sie nawet smieje lub rechocze. Ten do nich nie nalerzy.

      W sobote powiem mamie o tym wszystkim. to bedzie straszne.

      • sisi_kecz "To nie jest moja wina" 30.09.10, 16:15
        Zawsze to sobie powtarzaj.

        Nie dlatego, że to 100% prawda (bo jak wiemy, za zepsucie związku odpowiadają obydwie strony), tylko że Ty masz za dużą skłonność do szukania winy w sobie.
        Jak sie zastanowisz, to przecież wiesz, że zdradził Cie mąż, a nie Ty jego ;)

        Pamiętam, jak ciężko było mi powiedzieć rodzicom, że rozchodzimy sie z facetem po 7 latach związku. Miałam problem, że ich zawiodłam, a przecież jako najstarsza z rodzeństwa zawsze musiałam być perfekt, a tu taka klęska.
        Czekałam do ostatniej chwili i wolałabym bez wołów zaorać stepy akermańskie niż takie wieści przekazywać.
        A rodzice na szczęście wykazują się w takich momentach dużym wyczuciem zwykle, więc nie taki diabeł straszny.

        Ale podstawa: "to nie jest moja wina".

        duze pozdro!!!
    • xciekawax Update 2 05.10.10, 01:24
      Jezeli ktos jeszcze to czyta czy kogos interesuje...

      Jutro ide do prawniczki, bardzo droga... Chce zeby wszystkie wazniejsze papiery byly podpisane zanim pojedzie na 2 tygodnie do Polski do swojej nowej dupy. A jedzie za miesiac. wow, musiala naprawde zawrocic mu w glowie.

      Powiedzialam rodzicom, co nie bylo latwe, moja mama uwaza go za karalucha, a moj ojciec sie cieszy, mowil ze i tak nie wierzyl ze to wyjdzie, a to jest najlepsze ze co moglo sie dla mnie przytrafic, tylko szkoda ze tak pozno. (jeeee.... ja tez zaluje).

      Powiedzialam znajomym, wszyscy powolutku sie przyznaja ze widzieli ze nie traktowal mnie tak jak na to zaluguje, ze ciagle sie wywyzszal i udawal kogos kim nie byl. ze zawsze mysleli ze zaluguje na kogos lepszego. Milosc jest slepa, co?

      Wszyscy zgodnie mowia: "dobrze ze nie macie dzieci", hehehehe, juz to robi sie smieszne.

      Ja powolutku robie sie bardziej asertywniejsza. musze powiedziec ze czerpie sile od moich znajomych, ktorzy sa wsciekli na niego, i ja zaczynam widziec ze ja tez powinnam byc. Moze nie jestem jeszcze w tej fazie, ale zbliza sie. Nie pozwalam juz aby mi macil w glowie.

      Ex ma taki tupet ze powiedzial ze jezeli bede smutna, albo potrzebowala kogos, to on laskawie przyjdzie i moze nawet spac ze mna (oczywiscie bez seksu), zebym tak smutno sie nie czula. hehehehe...... zalosne. (zapytalam co na to jego nowa dziwczyna - odpowiedzial ze bylaby z tym ok, - hehehehe - zalosne)

      Umawiam sie z nim na piatek aby zabral swoje zeczy - juz sa w workach smietnikowych. Mialo byc wczesniej ale oczywiscie ciagle mu nie pasuje. Tym razem powiedzialam ze albo odbierze albo ida na smietnik. I tak zamierzam zrobic.

      Oczywiscie nie ma pieniedzy aby oddac za swoja porcjie ktora wydal w PL wtedy, choc ma pieniadze na swoja dupe i aby do niej jechac. Kloci sie o kazdy grosz. Desperacjia?

      W ogole jestem coraz bardziej zla - ale na siebie. Za to ze bylam taka glupia, za to ze nie widzialam tego co widzieli inni, za to ze tak dlugo to tolerowalam...... niby musze sobie wybaczyc ale wstyd mi nawet ze w takim czyms zylam.

      Chce zeby podpisal papiery rozwodowe zanim wyjedzie do swojej dupy, bo jak mu sie tam noga powinie, to moze wrocic i robic problemy. Ale rozwod trwa z 5 miesiecy, i troszke sie boje. On mnie straszy ze jak nie zrobie tak jak on chce (a teraz chce szybkiego rozwodu - KTORY MU Z PRZYJEMNOSCIA DAJE, ale na moich warunkach), to potem bedzie mi robil problemy przez lata niepodpisujac niczego. Wiec teraz mam szanse poki on chce sie z ta laska laczyc. jak juz tamto wygasnie, to on moze byc zly na mnie i mi robic problemy.

      Na razie on chce sie roztac w "przyjazni". musze to wykorzystac do czasu finalowego rozwodu.

      Bony, jakie ja dno poslubilam. Strasznie jestem glupia i mi wstyd.

      A tak w ogole to raz jest lepiej raz jest gorzej. Dobrze ze teraz mam wiecej ludzi do ktorych moge dzwonic i ktorzy mnie otrzezwiaja.

      Ludzie tez ciagle mi mowia jaka jestem silna - ja tego nie czuje. Jestem zmeczona, i "jakos sobie radze". Ale tez zaczynam sie wiecej smiac - czyli zaczynam byc soba - bo ja kiedys bez przerwy sie smialam, i z moim partnerem powoli to tracilam - nawet nie zdajac sobie z tego sprawy.

      Zaczynam wierzyc ze to co sie stalo to najlepsze co moglo mi sie przydarzyc. Czyli czlowiek ktory najbardziej mnie wnerwial mial racjie - moj ojciec.
      • zla.m Re: Update 2 13.10.10, 18:04
        Przeczytałam całość i muszę powiedzieć, że Cię podziwiam. Jesteś silna i rozsądna.

        Nie wiem w końcu, czy zdecydowałaś się na rozwód z orzekaniem o winie, ale taka mała rada (z doświadczenia znajomego) - jeżeli chcesz orzeczenia o winie męża, to lepiej nie przypominaj mu tej historyjki z niby-zdradą (albo się przyznaj, że to wymyśliłaś) ani się specjalnie w żadne związki nie ładuj. Jego prawnicy mogą to wyciągnąć - formalnie nadal jesteś w małżeństwie i zdrada okaże się obopólna, mimo że "na zdrowy rozum" miałaś do tego pełne prawo.

        Powodzenia
        • xciekawax Re: Update 2 13.10.10, 23:27
          wow, wytrwala jestes czytajac to wszystko ;)

          A wiec rozwod zrobilam bez orzekania winy, ani dla mnie ani dla niego nie jest wazne co sad orzeknie. - ja wiem z czyjej winy bylo, i on tez wie. A bez winy jest latwiejszy, bo zdrada sama by nie przeszla, a wymyslac mi sie nie chce.

          Jako do finansow sie dogadalismy, i w papierach bedzie napisane ile bedzie mi placil, a raczej splacal swoje dlugi. Jestem zadowolona z tego, chociaz tak naprawde to jak przestanie placic to guzik moge mu zrobic.

          Nie wiem czy jestem silna osoba. Wydaje mi sie ze nie, tylko ze jak czlowiek tonie to probuje z calych sil zrobic wszystko aby wyjsc na powierzchnie aby przynajmniej przez sekunde zlapac to powietrze. I ja tak robie: co w mojej mocy aby sie nie poddac, nie zwariowac, nie zalamac sie.

          A poki co, to nic nowego - raz jest gorzej, raz lepiej. Ale to nie jest ten stan gdy zaczynalam pisac ten watek - teraz jest o duzo lepiej. duzo duzo lepiej.

          Acha, i zabral juz swoje rzeczy, trzy razy przestawial termin. Wkoncu wziol. Ja sie ciesze, bo juz nie mam polowy mieszkania zawalone, a i ubrania luzniej wisza na wieszakach ;) (zawsze byl problem z miejscem w szafie)

          A na niego w dalszym ciagu nie potrafie byc zla. Nie wiem dlaczego. Moze dlatego ze stal sie zenujacy - pracuje tylko dorywczo, spi u znajomego, sam nic nie wynajmie bo bedzie za drogo, zero kasy, niby jakas sikse ma w PL, ale co to za zwiazek na odleglosc -ona pewnie takich jak on ma z 5ciu- do niej i tak nie moze do konca roku poleciec, do nikogo ze znajomych i rodziny sie nie odzywa, bo zapewne sie wstydzi swojej glupoty... Spadl na psy.

          Nadal kocham tego idiote, ale juz juz nie tak bardzo.

          • sisi_kecz Re: Update 2 14.10.10, 17:41
            Twój wątek to niesamowite studium zdradzanej żony, pisane na żywo i z komentarzami.

            Nieźle to załatwiłaś, jestem pod wrażeniem.

            Pytanie tylko, kiedy wyjdziesz z uzależnienia od jego macek, którymi ma połączenie z Twoim mózgiem?
            Co zrobisz,jak biedactwo bedzie chciało wrócić do ciepełka i pieniążków, przyjmiesz?

            duze pozdro!!!
            • xciekawax Re: Update 2 14.10.10, 18:45
              Sisi, gdy pisalam ten watek bylam w takim szkoku, bolu niewyobrazalnym, ze byly to surowe, szczere emocjie. Czasami jak mnie najdzie to czytam poczatki watku, i widze jak duzo przeszlam i jak duzo mi pomogliscie wtedy - gdy tego naprawde potrzebowalam.

              > Pytanie tylko, kiedy wyjdziesz z uzależnienia od jego macek, którymi ma połącze
              > nie z Twoim mózgiem?

              Ha!!!! to pytanie i sobie zadaje. Strasznie jestem uzalezniona od niego emocjonalnie. To chyba jakas choroba, lol. Pracuje nad tym z psychologiem, i wiem ze z czasem sobie poradze. Ale to jest process! Tez chyba musze popracowac nad poczuciem wlasnej wartosci, bo wszyscy oprocz mnie widzeli ze zasluguje na lepiej!

              A ex troche mi ulatwia to, gdyz sie nie naprasza, a z drugiej strony utrudnia, bo mowi do mnie i czasami zachowuje sie jakby nic sie nie stalo. Np: uzywa zdrobnien wymawiajac moje imie, lub uzywa nazw ktore na siebie mielismy kiedys. Moze to z przyzwyczajenia. Rowniez zaproponowal ze bedzie mi przynosil obiad codziennie. lol! (glupek)

              Z drugiej strony wiem ze on wie ze nie ma szansy na powrot, i on jest tego bardzo swiadomy, i nigdy nie slyszalam czegos co by wskazywalo ze chcialby powrotu.
              Chociaz niedawno powiedzial ze wierzy ze za 5 lat sie spotkamy, bo pewnie mi nie wyjdzie z innymi, bo przeciez faceci tylko chcieliby mnie wykorzystac do seksu, albo tez mnie beda zdradzac, i wtedy niewiadomo czy nie wrocimy do siebie. Dla mnie to pieprzenie farmazonow, i niezrownowazenie psychiczne. Rowniez bardzo go zabolalo jak powiedzialam mu ze sie z kims spotykam (nie spotykam sie ale chce stworzyc bariere). Powiedzial ze jezeli z nim juz spalam to napewno tego goscia juz nie zobacze. (on ma jakas obsesje na punkcie moich przyszlych facetow chyba).

              Zreszta to bez znaczenia bo papiery podpisujemy w tym albo w pszyszlym tygodniu.

              I nie, nie przyjme go nigdy, ale nie dlatego ze go nie kocham, czy ze budzi we mnie obrzydzenie - tylko dlatego ze nie moge! To nie byloby dobre dla mnie. Gdybym wrocila to zabilabym resztke godnosci ktora nosze w sobie. A na to mnie po prostu nie stac. Moze i emocjonalnie jestem troche psychiczna, ale mam tez rozum, ktory teraz musi wziasc przewage nad emocjoami.

              Najlepsze dla mnie byloby gdybym w ogole sie z nim nie spotykala (a spotykamy sie niesamowicie zadko, i na krotko, i z powodem:np wyprowadzka) i abym nie rozmawiala przez telefon, ale wlasnie trudno mi jest to wyegzekwowac -od siebie i od niego.

              • sisi_kecz Godność 14.10.10, 20:11
                Chyba to jedyna rzecz, jakiej nie powinno sie nigdy tracić.
                Super- dałaś radę :)

                Fajnie, że masz tego psychola, to Ci daje dużą samoświadomośc i nie pozwala na zdryfowanie z kursu.

                A kurs jest cała naprzód i oby tak dalej.

                duze pozdro!!!
                • xciekawax Re: Godność 14.10.10, 21:23
                  O tak, trafilam na naprawde fajnego profesjonaliste.

                  Sisi, wiem ze teraz bardzo dobre masz zycie i jestes szczesliwa, ale tak z ciekawosci zapytam: czy facet z tego poprzedniego zwiazku kiedys powiedzial Ci ze zaluje ze odszedl? Czy byl zszokowany jak zaczelas odnosic sukcesy?

                  Ja bym kiedys chciala miec taka satysfakcjie, aczkolwiek czasami mysle ze nigdy jej nie dostane gdyz moj facet pewnie nigdy nie wydorosleje. Nie ze marze o tej satysfakcji, ale pewnie polechtaloby mi ego.

                  Chyba jedyny plus takiego zranienia to to, ze dziala do motywacji, i nagle budzimy sie i zaczynamy myslec: Kurde... ja przeciez kiedys lubilam to czy tamto, i odkurzamy stare hobby, i nawet myslimy jak sie ulepszyc (ja mysle o powrocie do szkoly).
                  • sisi_kecz Re: Godność 15.10.10, 23:25
                    Sisi, wiem ze teraz bardzo dobre masz zycie i jestes szczesliwa, '

                    oj, jestem słowiańska dusza i nigdy nie będę sie chyba czuła w pełni szczęśliwa, zawsze jakiś ból egzystencjalny osobniki mojego typu odczuwać będą- takie niegroźne kalectwo ;)

                    czy facet z tego poprzedniego zwiazku kiedys powiedzial Ci ze zaluje ze odszedl? Czy byl zszokowany jak zaczelas odnosic sukcesy?'

                    my nawet chodziliśmy na terapię wspólnie, ale usłyszałam tylko, że "zniszczyłam mu życie i się do dzisiaj nie może pozbierać" co żadnym dowodem uznania w jego ustach, bynajmniej nie jest ;)
                    Otoczenie, obecny mąż, rodzina, przyjaciele, to owszem stwierdzają, że on mści sie na mnie za to że odeszłam (ma sposobność, bo mamy wspólne dziecko) i się nie może z tym pogodzić, ale ja tak nie uważam. Nie będę pisała, co uważam, bo to byłoby nieparlamentarne ;)

                    W sumie, to nie jestem dobrym adresatem Twojego pytania. Od początku chciałam o nim zapomnieć i wymazać jego obecność w moim życiu, żebyśmy nie mieli nawzajem o sobie żadnych wiadomości. Jego pogląd na mnie jest mi totalnie obojętny, najbardziej bym chciała , żeby w ogóle sie mną nie interesował.

                    Mówię o fazie po wstępnym szoku, bo najpierw to wszystkie scenariusze i zemsty sie przerabia- potem to wygasa.

                    Chyba jedyny plus takiego zranienia to to, ze dziala do motywacji, i nagle budz
                    > imy sie i zaczynamy myslec: Kurde... ja przeciez kiedys lubilam to czy tamto, i
                    > odkurzamy stare hobby, i nawet myslimy jak sie ulepszyc (ja mysle o powrocie do szkoly).'

                    Tak, to jest piękny prezent od naszej psychiki, że w takim momencie pokazuje nam naszą siłę i pcha do przodu- życie jest wspaniałe, bo ma tyle zwrotów akcji :)))

                    duze pozdro!!!
    • xciekawax Re: 19.10.10, 19:49
      nic tylko pogratulowac sobie musze swojego wyboru partnera. Czy nie uwazacie ze jezeli juz konczy sie malzenstwo, to facet powinien przyjsc do swojej zony, powiedziec jak i co i kiedy, po prostu powiedziec prawde, jak bylo - suche fakty - i dlaczego bla bla bal - jezeli ona sobie tego zyczy?

      A ja co chwila to dowiaduje sie od ex nowe historyjki. : np teraz wiem ze z jakas laska juz przez 3 miesiace czatowal sobie na internecie, podczas gdy ja bylam w pracy, i to w niej sie zakochal gdy juz wyladowali w PL w lozku, a czatowal sobie bo "wiedzial ze ze mna i tak nie chce byc". Pieknie!!! szkoda ze w tym czasie chcial ze mna uprawiac seks, chodzic na randki, zyc, mieszkac i okazjonalnie mowic o dzieciach, i latac sobie za moja kase do kraju.

      Ta historia powyzej najbardziej ma sens dla mnie. Bo wszystko co mowil wczesniej po prostu nie robilo - i meczylo mnie to. Ale jakim sadysta trzeba byc aby ciagle klamac, i nie dac przynajmniej na pozegnanie jakiegos normalnego wyjasnienia?

      Mam lekkie obrzydzenie do tego faceta. Ale przywiazanie niestety (jeszcze) jest.

      PS: Jezeli chodzi o poznawanie nowych facetow to nie planuje, ale zauwazylam ze najfajniej mi sie gada z mlodymi, ok 26-30latkami. Oni sa pelni zycia, smieszni jak cholera, i maja duzo energji. Starsi faceci to bardziej takie mruki. Zastanawiam sie dlaczego i kiedy ta mloda energia ucieka z nas.

      Teraz jest taki plan ze bede sie bawic, poznawac ludzi ale bez niczego powaznego. I na razie zero randek (chyba ze z jakims super kaskiem)

      Jest tez prawdopodobienstwo ze cierpie na depresjie i to od dawna, sama jeszcze nie wiem, i w tym wszystkim pozytywne jest to ze nareszcie moze to wylecze.
    • kag73 Re: zdrada po raz kolejny 19.10.10, 20:02
      No to ciesz sie, ze sie klienta pozbylas i tyle.
      Teraz masz szanse zaczac od nowa. Masz przed soba jescze cale zycie!
      • xciekawax Re: zdrada po raz kolejny 19.10.10, 20:19
        lol, no nie cale, bo juz przynajmniej 1/3 za mna ;)
        • sisi_kecz Re: zdrada po raz kolejny 19.10.10, 20:50
          Ale ta pierwsza 1/3 żywota to dochodzenie do niezależności,
          czyli że życie zaczyna się PO trzydziestce :)

          (zasada nie obowiązuje facetów ;)
    • xciekawax Update 08.11.10, 17:49
      Tak dla zainteresowanych ;)

      Mysle ze rozwod sam w sobie jest jedna z najbardziej stresujacych wydarzen w zyciu czlowieka. Nie zyczylabym tego najgorszemu wrogowi. Zmiana nastrojow jest niesamowita - nigdy tak nie mialam. Ale ide w dobrym kierunku. Tak jak planowalam - duzo sie bawie, wychodze, rozbudowuje zycie socialne. Na kazda propozycjie wyjscia mowie "Tak", nawet jak mi sie nie chce. Zadko jestem w domu.

      Bawie sie z facetami, ale nie oczekuje nic od nich - w barze i tak nikogo normalnego sie nie spotka ;) Tez nie zamierzam z nimi sypiac, aczkolwiek calowanie sie - calkiem inna i przyjemna sprawa ;) Brakuje mi bliskosci faceta. Czuje tez ze bary niedlugo zaczna mnie nudzic. Pewnie wtedy zaczne nowy etap, czyli uregulowanie zycia.

      Pracuje teraz aby podniesc moje poczucie wlasnej wartosci, ktore bardzo ucierpialo w wyniku odrzucenia/porzucenia. Zaczelam mocno o siebie dbac jezeli chodzi o wyglad - troche mniej fizycznie, bo jeszcze nie wrocilam na joge, ale i to nadejdzie. Zmienialam styl ubierania sie, zawsze jestem zadbana i ladnym makijazem. Moze to za wczesnie aby tak pisac, ale czuje ze powoli odradzam sie.

      Pozatym... zyje normalnie w pojedynke i radze sobie calkiem ok.

      co do ex - oddaje mi pieniadze tak jak obiecal, na razie! Ale jedzie do swojej "dziewczyny" na 2 tygodnie. Boli mnie to troche, szczegolnie gdy ostatnio zaczol bardzo duzo pracowac - gdy byl ze mna do pracy sie nie lgnal. Nie spotykam sie z nim, chyba ze raz na 2 tyg aby oddac listy - na 5 minut. Gdy juz rozmawiamy przez telefon (o formalnosciach zazwyczaj) mowi o mnie i do mnie jak do najdrozszej osoby, zawsze zdrabnia moje imie lub wymysla mile przezwiska - denerwuje mnie to. Jakby teraz trzymal moja osobe na piedestriale. Stalam sie w jego oczach jakby boginia, kims kogo sie czci ale sie nie dotyka - calkiem idiotyczne. (nie wyglada mi na to aby chcial wrocic czy cos takiego, tylko po prostu stalam sie teraz w jego oczach swieta). On w moich oczach jest klamca, oszustem, i bardzo, bardzo zblakana osoba, ktora zyje tylko dla siebie i wykorzystuje wszystkich ktorzy pozwola na to (swiadomie czy podswiadomie nie robi to roznicy). No i w dalszym ciagu nie jestem zla na niego - nie mam pojecia czemu, ale pewnie dlatego ze w glebi duszy, podswiadomie zawsze wiedzialam ze ten zwiazek skazany jest na kleske gdyz on nie jest odpowiednia osoba dla mnie. Milosc jest naprawde slepa ;)
      • sisi_kecz AfterParty ;) 08.11.10, 20:24
        Kibicuje Ci od początku, bo jakoś tam sie utozsamiam z Twoją historią.

        To jak to przeszłaś i otrząsasz kurz po facecie na wyjściowej kiecce, jest imponujące.

        "U r tuff girl !"- jak mawia Dżoana Krupa.

        Mam nadzieję, że na drodze niewymuszonych i odpowiednio dla Ciebie trwających etapów osiągniesz w życiu osobistym wszystko czego pragniesz i na co zasługujesz.

        Dbaj o ludzi, których będziesz spotykać i mijać- los Ci wynagrodzi ;)

        duze pozdro!!!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja