Facet po zdradzie

13.09.10, 12:11
tak sobie czytuje ostatnio forum i widzę jakieś niezdrowe natężenie tematów zdrad, k.rewek, niewierności itp
naczelnym obrońcą moralności jest tu niejaki ditchdoc, ktorego ulubionym hobby jest szybkie demaskowanie tzw k.rewek, chwali sie, ze poznaje je po 5 minutach rozmowy :)))
nosi tez kaganek oswiaty i pomaga licznym kolegom wypieprzyc te tzw szmaty z domu
nie waha sie szastac beztrosko czesto bardzo obelzywymi slowami wobec kobiet

do czego zmierzam.... zauwazylam ostatnio wlasnie taka tendencje wsrod polskich panow, wyzbywanie sie na sile romantyzmu, wiary w drugiego czlowieka, demaskowanie k.rewek, wieczne singlowanie, szukanie po dyskotekach fajnych niun, laseczek, teksty, ze trzeba uwazac, bo biora juz z naszej polki (chodzi niby o ciagniecie tych adonisow do oltarza przez stado spragnionych pan)
strach przed zaangazowaniem sie, zaufaniem, przedmiotowe podejscie do kobiet

zauwazylam to u panow, ktorzy sa moimi kolegami, wiek ok 30, pierwsze siwe wloski, zaczatki miesnia piwnego, kartoflane slowianskie buzki, zakola
koledzy bez zenady na imprezie komentuja wyglad mlodych dziewczyn, slicznych w porownaniu z nimi
nasmiewaja sie z kolegow, ktorzy sie juz pozenili
seksu czesto nie maja od lat, a zgrywaja sie na wielkich maczo (wiem dokladnie, na jedyne co ich stac to pojsc razem na dziwki)
kisza sie w swoim meskim sosie podjudzajac sie wzajemnie, ze to zla kobieta byla i ze z babka to ewentualnie krotko
mysle, ze nawet jakby ktorys chcial sie z kims zwiazac, grupa doradcow by sie znalazla w 3 sekundy, a kolega zostalby okrzykniety kretynem i jeleniem
nie umieja milo pogadac z kobietami, byc ujmujacy, szarmanccy, dowcipni, nie umieja flirtowac!!! zadzieraja swe krzywe nochale, jakby stanowili 8 cud swiata
w efekcie seksu nie maja (chyba, ze jakas wyjatkowo zdesperowana panna wpadnie w ich ramiona), zwiazku nie maja, bo po co

widze u nich jedna zaleznosc, jest wsrod nich moj ex dlugoletni boyfriend, ktoremu 3 razy doprawilam rogi, z wielkiej traumy wyprowadzili go wlasnie koledzy, komentujac ze na k.rwe nie ma rady, poklepywali po pleckach, zakladali przymierza, sluby kawalerskie, wyciagali na piwo, wspolne wyjazdy
czytajac wpisy ditchdoca, wypisz wymaluj jego filozofia

a taka szkoda chlopaka (chodzi o mojego bylego), ktory byl za dobry i trafil rzeczywiscie na suczkowata kobiete czyli mnie
z drugiej strony jednak znam kilkanascie dziewczyn, z ktorymi jestem na tyle blisko, ze wiem, ze sa wierne swoim mezczyznom od dlugich lat i w ich pojeciu moralnosci zdrada po prostu nie wchodzi w gre, znam tez takie singielki
baaa, powiem inaczej, nie znam zadnej dziewczyny, ktora byla w jakikolwiek sposob nielojalna wobec swojego partnera

a tutaj taki klops - chlopaki, miedzy innemu dzieki odsetkowi dziewczyn, ktore sa w stanie ich zdradzic oraz kolegom takim jak ditchdoc skazuja sie na posuche lozkowa, emocjonalna i zalosne traktowanie wiekszosci kobiet, ktore na to nie zasluguja
z wlasnej woli staja sie CHAMAMI

moim zdaniem zdrade trzeba umiejetnie przezyc, wyciagnac wnioski co do osob ktore zdradzily i.... zyc dalej, otworzyc sie na cos nowego
a nie tworzyc chore teorie o puszczalstwie polowy damskiej spolecznosci
    • tomek_abc99 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 12:26
      a może największymi demaskatorami k...w są ci którzy dość długo rysowali porożem sufit
      • vergaa Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 12:39
        pewnie tak, ale tylko dlatego, ze w kazdej kobiecie sie tego k...wstwa dopatruja

        jak dla mnie szkoda sobie zycie zatruwac...

        czy dlatego, ze kolezanke jej maz zdradzil i mi klnie do ucha na caly rod meski, mam teraz nagle za jej porada grzebac swojemu lubemu po skrzynkach pocztowych, obwachiwac koszule, nie pozwolic sobie na mile uczucie, ze wszystko jest ok i moge spac spokojnie

        czy bede to robic czy nie, jak ma zdradzic to zdradzi i bedzie to wylacznie jego wina...
      • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 12:44
        tomek_abc99 napisał:

        > a może największymi demaskatorami k...w są ci którzy dość długo rysowali poroże
        > m sufit

        glupi, owszem

        Ci madrzejsi lapia sie w schemacie po pierwszej
    • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 12:42
      vergaa napisała:

      > tak sobie czytuje ostatnio forum i widzę jakieś niezdrowe natężenie tematów zdr
      > ad, k.rewek, niewierności itp
      > naczelnym obrońcą moralności jest tu niejaki ditchdoc, ktorego ulubionym hobby
      > jest szybkie demaskowanie tzw k.rewek, chwali sie, ze poznaje je po 5 minutach
      > rozmowy :)))
      > nosi tez kaganek oswiaty i pomaga licznym kolegom wypieprzyc te tzw szmaty z do
      > mu
      > nie waha sie szastac beztrosko czesto bardzo obelzywymi slowami wobec kobiet
      >
      zgadza sie
      dodam ze kobiety bardzo lubie i szanuje
      natomiast na krzywde czy agresje odpowiem tak samo, bez wzgledu na plec

      > do czego zmierzam.... zauwazylam ostatnio wlasnie taka tendencje wsrod polskich
      > panow, wyzbywanie sie na sile romantyzmu, wiary w drugiego czlowieka, demaskow
      > anie k.rewek, wieczne singlowanie, szukanie po dyskotekach fajnych niun, lasecz
      > ek, teksty, ze trzeba uwazac, bo biora juz z naszej polki (chodzi niby o ciagni
      > ecie tych adonisow do oltarza przez stado spragnionych pan)
      > strach przed zaangazowaniem sie, zaufaniem, przedmiotowe podejscie do kobiet

      wiekszosc mezczyzn w Polsce chce zony i dzieci, potem maja dziewuche ktora ich zdradzi i bystrzejsi od razu rozumieja o co chodzi, glupsi otrzymuja podobna lekcje od nastepnej. I zmieniaja podejscie.

      > zauwazylam to u panow, ktorzy sa moimi kolegami, wiek ok 30, pierwsze siwe wlos
      > ki, zaczatki miesnia piwnego, kartoflane slowianskie buzki, zakola
      > koledzy bez zenady na imprezie komentuja wyglad mlodych dziewczyn, slicznych w
      > porownaniu z nimi
      > nasmiewaja sie z kolegow, ktorzy sie juz pozenili
      > seksu czesto nie maja od lat, a zgrywaja sie na wielkich maczo (wiem dokladnie,
      > na jedyne co ich stac to pojsc razem na dziwki)
      > kisza sie w swoim meskim sosie podjudzajac sie wzajemnie, ze to zla kobieta byl
      > a i ze z babka to ewentualnie krotko

      pieniacze i glaby, sztuczne i glupie, widac od razu

      > mysle, ze nawet jakby ktorys chcial sie z kims zwiazac, grupa doradcow by sie z
      > nalazla w 3 sekundy, a kolega zostalby okrzykniety kretynem i jeleniem
      > nie umieja milo pogadac z kobietami, byc ujmujacy, szarmanccy, dowcipni, nie um
      > ieja flirtowac!!! zadzieraja swe krzywe nochale, jakby stanowili 8 cud swiata
      > w efekcie seksu nie maja (chyba, ze jakas wyjatkowo zdesperowana panna wpadnie
      > w ich ramiona), zwiazku nie maja, bo po co

      mam nadzieje ze nie porownujesz mnie do nich ;)
      grupka uwczesnie zranionych kolesi ktorzy zle zaleczyli rany, obrazajac sie na wszystkie kobiety zamiast tylko na kurwy

      > widze u nich jedna zaleznosc, jest wsrod nich moj ex dlugoletni boyfriend, ktor
      > emu 3 razy doprawilam rogi, z wielkiej traumy wyprowadzili go wlasnie koledzy,
      > komentujac ze na k.rwe nie ma rady, poklepywali po pleckach, zakladali przymier
      > za, sluby kawalerskie, wyciagali na piwo, wspolne wyjazdy
      > czytajac wpisy ditchdoca, wypisz wymaluj jego filozofia

      no a co mieli zrobic, smiac sie ze dupy nie upilnowal? :)

      > a taka szkoda chlopaka (chodzi o mojego bylego), ktory byl za dobry i trafil rz
      > eczywiscie na suczkowata kobiete czyli mnie

      czyli standard, co bardzo czesto pisze. Dobry chlopaczyna zawsze dostaje po dupie od kobiety, stand zmiana nastawienia.

      > z drugiej strony jednak znam kilkanascie dziewczyn, z ktorymi jestem na tyle bl
      > isko, ze wiem, ze sa wierne swoim mezczyznom od dlugich lat i w ich pojeciu mor
      > alnosci zdrada po prostu nie wchodzi w gre,

      powiedz swojemu bylemu bo on w to nie wierzy

      > znam tez takie singielki
      > baaa, powiem inaczej, nie znam zadnej dziewczyny, ktora byla w jakikolwiek spos
      > ob nielojalna wobec swojego partnera

      ;/

      > a tutaj taki klops - chlopaki, miedzy innemu dzieki odsetkowi dziewczyn, ktore
      > sa w stanie ich zdradzic oraz kolegom takim jak ditchdoc skazuja sie na posuche
      > lozkowa, emocjonalna i zalosne traktowanie wiekszosci kobiet, ktore na to nie
      > zasluguja
      > z wlasnej woli staja sie CHAMAMI

      pisalem wyzej
      trzeba odroznic i nie obrazac sie na WSZYSTKIE kobiety przez jedna kurewke
      trzeba probowac dalej
      ale kurwy traktowac twarda reka
      porzadne kobiety tak jak kobiety winne byc traktowane

      niestety sporo panow, po jednej szmatce, konczy tak jak to opisalas

      > moim zdaniem zdrade trzeba umiejetnie przezyc, wyciagnac wnioski co do osob kto
      > re zdradzily i.... zyc dalej, otworzyc sie na cos nowego
      > a nie tworzyc chore teorie o puszczalstwie polowy damskiej spolecznosci

      dokladnie tak i do tego namawiam
      • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 12:44
        btw vergaa, pytam o wszystkie zdrady

        zawsze zakladalas z kochasiem gume?
        Jestes tutaj anonimowa wiec badz szczera.
        • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 13:49
          jeszcze jedno pytanie vergaa

          jak sie czujesz z tym ze kompletnie zlamalas zyciu swojemu bylemu, ktory byl "dobrym chlopakiem"?

          Koles juz nigdy nie zaufa kobiecie bo ta ktora kochal wytarla nim i jego uczuciami podloge. Jak widzisz po nim i jego kolegach, wiekszosc mezczyzn nie umie sobie z tym poradzic i zywi uraze do wszystkich kobiet, nie tylko tej winnej.

          no ale, co cie to obchodzi :)
          • vergaa Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:13
            a tam zlamalam... chlopak w koncu czuje sie jak mezczyzna, nie jezdze mu po glowie, robi kariere, w koncu zarabia lepiej niz ja, ma fajnych kolegow, swoje pasje

            znajdzie jakas wspaniala kobiete jak Ty znalazles, ktora nie bedzie czescia jego zycia, a seksik w koncu bedzie mial

            • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:21
              vergaa napisała:

              > a tam zlamalam... chlopak w koncu czuje sie jak mezczyzna, nie jezdze mu po glo
              > wie, robi kariere, w koncu zarabia lepiej niz ja, ma fajnych kolegow, swoje pas
              > je
              >
              > znajdzie jakas wspaniala kobiete jak Ty znalazles, ktora nie bedzie czescia jeg
              > o zycia, a seksik w koncu bedzie mial
              >

              nie koniecznie

              z tego co piszesz i z kim sie zadaje to chuja sobie poradzil
      • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 13:01
        ditchdoc napisał:


        > stand

        > oraz kolegom takim jak ditchdoc skazuja sie na p
        > osuche
        > > lozkowa, emocjonalna i zalosne traktowanie wiekszosci kobiet, ktore na t
        > o nie
        > > zasluguja
        > > z wlasnej woli staja sie CHAMAMI

        wypraszam sobie
        i zacznij czytac dokladnie to co pisze

        nigdy nikogo nie probuje zrazic do reszty kobiet, trzeba odroznic te od kurew ale dla wpol inteligentnego mezczyzny ktory raz zostal nauczyony, cechy charakteru takiej paniusi staja sie bardzo widoczne w trakcie pierwszych miesiecy zwiazku

        trzeba tylko nie patrzec na swoja pania jak na krolewne z alabastrowej wierzy i nie tracic kontaktu z rzeczywistoscia na widok cyckow czy cipki.
        • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:32
          ditchdoc napisał:

          > trzeba tylko nie patrzec na swoja pania jak na krolewne z alabastrowej wierzy i

          Siedzi Jeży na wierzy i nie wieży, rze włos mu się na głowie jerzy! ;)))

          > nie tracic kontaktu z rzeczywistoscia na widok cyckow czy cipki.

          Facet, który nie traci kontaktu z rzeczywistością na widok cycków czy cipki (szczególnie tych właściwych) musi być marnym kochankiem. ;)
          • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:39
            gravedigger1 napisał:

            > Siedzi Jeży na wierzy i nie wieży, rze włos mu się na głowie jerzy! ;)))
            >
            ta.. ;/

            nie usprawiedliwiam sie ale gadalem przez telefon i myslalem co w mailu napisac
            dziwne bledy ostatnio robie..
      • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:24
        ditchdoc napisał:

        > ale kurwy traktowac twarda reka

        Strasznie nienawidzisz tych kobiet, które nazywasz kurwami. Żal mi Ciebie...
        • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:33
          gravedigger1 napisał:

          > Strasznie nienawidzisz tych kobiet, które nazywasz kurwami. Żal mi Ciebie...
          >

          najpewniej, jakbys mnie poznal blizej bys zazdroscil ale nie wazne ;), nie ma sensu sie przepychac przez monitory. Twoja zona/kobieta uprawia sex z innymi, mi szkoda Ciebie.

          nie nienawidze, mowienie per "kurew" to nie jest wyzwisko czy agresja tylko po prostu stwierdzenie faktu, jak imie.
          A ze tego typu kobieta, z reguly gwiazdeczka, pewnych rzeczy nie zrozumie dopoki nie dostanie otrzezwiajacego strzala ;). Lisc to nie jest bicie, to jest jak klaps w pupe dziecka.

          poza tym dlaczego mialbym traktowac porzadne kobiety i kurwy w ten sam sposob?
          nie fair troche, nie?

          • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:41
            ditchdoc napisał:

            > najpewniej, jakbys mnie poznal blizej bys zazdroscil ale nie wazne ;),

            Nie sądzę, dałeś się już an tyle poznać, że nie zmieniłbym zdania...

            > nie ma sensu sie przepychac przez monitory. Twoja zona/kobieta uprawia sex z innymi, mi
            > szkoda Ciebie.

            Ale mie się krzywda nie dzieje, więc dlaczego mnie żałujesz?

            > nie nienawidze, mowienie per "kurew" to nie jest wyzwisko czy agresja tylko po
            > prostu stwierdzenie faktu, jak imie.

            To nie jest imię, to jest słowo obraźliwe, wyrażające pogardę. I nie na darmo jest synonimem ciężkiego i wulgarnego przekleństwa.

            > Lisc to nie jest bicie, to jest jak klaps w pupe dziecka.

            Tak, tak, widzę, że potrafisz 'falandyzować".

            > poza tym dlaczego mialbym traktowac porzadne kobiety i kurwy w ten sam sposob?
            >
            > nie fair troche, nie?

            Bo niezależnie od Twoich chorych urojeń mówisz o ludziach, a nie o zbrodniarzach. A założę się, że sam aniołem nie jesteś.
            • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:48
              gravedigger1 napisał:

              > Bo niezależnie od Twoich chorych urojeń mówisz o ludziach, a nie o zbrodniarzac
              > h. A założę się, że sam aniołem nie jesteś.

              tzn pedofile, zboczency i gwalciciele to juz za duzo dla twojej moralnosci czy ciagle nie?
              • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:55
                ditchdoc napisał:

                > tzn pedofile, zboczency i gwalciciele to juz za duzo dla twojej moralnosci czy
                > ciagle nie?

                Pedofile i gwałciciele uprawiają seks wbrew woli tej drugiej, pokrzywdzonej osoby, a zdradzający za przyzwoleniem, ba, nawet z wielkim pożądaniem z obu stron;) O zboczeńcach nic nie mogę powiedzieć, bo to zbyt ogólne pojęcie;)
                • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:57
                  za przyzwoleniem partnera?

                  mowisz ze nikogo nie krzywdza i nie robia tego wbrew komus innemu?
                  • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:15
                    ditchdoc napisał:

                    > mowisz ze nikogo nie krzywdza i nie robia tego wbrew komus innemu?

                    Oczywiście, że partnera krzywdzą, ale nie możesz porównywać krzywdy zgwałconej kobiety, czy zgwałconego dziecka z krzywdą zdradzonego partnera!!! Tak jak nie możesz porównywać złodzieja kradnącego rower z zabójcą. To zupełnie inny przedział "niemoralności".
                    • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:25
                      gravedigger1 napisał:

                      > Oczywiście, że partnera krzywdzą, ale nie możesz porównywać krzywdy zgwałconej
                      > kobiety, czy zgwałconego dziecka z krzywdą zdradzonego partnera!!! Tak jak nie
                      > możesz porównywać złodzieja kradnącego rower z zabójcą. To zupełnie inny przedz
                      > iał "niemoralności".

                      ciezaru zbrodni wprost nie

                      chociaz jakbys zapytal bardzo zakochanego, zdradzonego mezczyzne, czy bardzo zakochana, zdradzona kobiete o ich odczucia, porownania moglyby byc dla Ciebie zaskakujace.

                      Sam widzisz, z postu autorki, jak zachowuja sie zdradzeni mezczyzni. Obrazeni na wszystkie kobiety. Jasne, ich zachowanie jest smieszne dla pobocznego obserwatora, ale taki jest wynik dzialan jakiejs przeswiadczonej o swojej wspanialosci, szmatki.
                      • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:33
                        ditchdoc napisał:

                        > Sam widzisz, z postu autorki, jak zachowuja sie zdradzeni mezczyzni. Obrazeni n
                        > a wszystkie kobiety. Jasne, ich zachowanie jest smieszne dla pobocznego obserwa
                        > tora, ale taki jest wynik dzialan jakiejs przeswiadczonej o swojej wspanialosci
                        > , szmatki.

                        Zdradzeni mężczyźni zachowują się czasem jak dzieci, którym odebrano zabawki;) A słowo szmatka też jest bardzo obraźliwe...
                        • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:36
                          gravedigger1 napisał:

                          > Zdradzeni mężczyźni zachowują się czasem jak dzieci, którym odebrano zabawki;)
                          > A słowo szmatka też jest bardzo obraźliwe...

                          okej, zdradzanie partnera tez jest obrazliwe

                          naprawde, uczucia tych ludzi mnie nie interesuja, tak jak ich nie interesuja uczucia innych.
                          • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:49
                            ditchdoc napisał:

                            > naprawde, uczucia tych ludzi mnie nie interesuja, tak jak ich nie interesuja uc
                            > zucia innych.

                            I to jest właśnie postawa egocentryczna...
                            • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:55
                              gravedigger1 napisał:

                              > I to jest właśnie postawa egocentryczna...

                              wzgledem kurew owszem
                              • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 16:04
                                ditchdoc napisał:

                                > wzgledem kurew owszem

                                Względem kobiet, które mają być Twoją własnością, bo jeśli im się odechce, to stają się automatycznie kurwami i szmatami. Biednyś...
                                • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 16:09
                                  gravedigger1 napisał:

                                  > Względem kobiet, które mają być Twoją własnością, bo jeśli im się odechce, to s
                                  > tają się automatycznie kurwami i szmatami. Biednyś...

                                  jak sie odechce to prosze mi powiedziec "nie chce" i moze isc gdzie chce. Zlego slowa o niej nie powiem bo i na jakiej podstawie, ze mnie zostawila?

                                  Nie.
                                  • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 16:20
                                    ditchdoc napisał:

                                    > jak sie odechce to prosze mi powiedziec "nie chce" i moze isc gdzie chce. Zlego
                                    > slowa o niej nie powiem bo i na jakiej podstawie, ze mnie zostawila?

                                    A jak Cię zdradziła, to co? De facto powiedziała Ci, że nie chce być tylko Twoją własnością, choć chciała to ukryć, bo nie jest to społecznie akceptowane. A Ty zamiast pomyśleć, o kobiecie, którą kochałeś niby od razu zmieniłeś ją w kurwę i szmatę. To żałosne...
                                    • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 17:50
                                      gravedigger1 napisał:

                                      > A jak Cię zdradziła, to co? De facto powiedziała Ci, że nie chce być tylko Twoj
                                      > ą własnością, choć chciała to ukryć, bo nie jest to społecznie akceptowane. A T
                                      > y zamiast pomyśleć, o kobiecie, którą kochałeś niby od razu zmieniłeś ją w kurw
                                      > ę i szmatę. To żałosne...

                                      jesli chodzi o seks, to faktycznie bedac "zwiazany" z kobieta, zadam od niej wiernosci
                                      to bardzo standardowe podejscie ;)
                                      • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 17:56
                                        ditchdoc napisał:

                                        > jesli chodzi o seks, to faktycznie bedac "zwiazany" z kobieta, zadam od niej wi
                                        > ernosci to bardzo standardowe podejscie ;)

                                        Żądanie wierności rozumiem, ale nazywanie kobiety, którą się kochało kurwą czy szmatą albo powiedzenie do kobiety, którą się kocha "wypierdalaj" to zupełnie inna para kaloszy.
                                        • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 17:59
                                          gravedigger1 napisał:

                                          > Żądanie wierności rozumiem, ale nazywanie kobiety, którą się kochało kurwą czy
                                          > szmatą albo powiedzenie do kobiety, którą się kocha "wypierdalaj" to zupełnie i
                                          > nna para kaloszy.

                                          to i tak znacznie lepsza para kaloszy niz ta ktora ona zaserwowala mi

                                          znacznie
                                          • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:08
                                            ditchdoc napisał:

                                            > to i tak znacznie lepsza para kaloszy niz ta ktora ona zaserwowala mi
                                            >
                                            > znacznie

                                            Tak, masz rację. Z punktu przerośniętego męskiego ego to rzeczywiście lepsze. Ale nie mów żadnej kobiecie, że ją kochasz. Kochasz siebie, młodzieńcze.
                                            • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:02
                                              gravedigger1 napisał:

                                              > Tak, masz rację. Z punktu przerośniętego męskiego ego to rzeczywiście lepsze. A
                                              > le nie mów żadnej kobiecie, że ją kochasz. Kochasz siebie, młodzieńcze.

                                              nie
                                              pomyslales moze ze z twoim ego jest cos nie tak?
                                              popatrz na swoje "malzenstwo". Musisz miec sporo kolegow ;)
                                              • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 08:16
                                                ditchdoc napisał:

                                                > pomyslales moze ze z twoim ego jest cos nie tak?

                                                Moje ego nie jest tak nadmuchane jak Twoje i ma się doberze:)
                                                • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 14:35
                                                  gravedigger1 napisał:

                                                  > Moje ego nie jest tak nadmuchane jak Twoje i ma się doberze:)

                                                  jak nie masz nic przeciwko temu zeby twoja zona ruchala innych mezczyzn to owszem, jest cos nie tak i nie tylko z twoim ego
                                        • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:00
                                          > Żądanie wierności rozumiem, ale nazywanie kobiety, którą się kochało kurwą czy
                                          > szmatą albo powiedzenie do kobiety, którą się kocha "wypierdalaj" to zupełnie i
                                          > nna para kaloszy.

                                          Im bardziej się kochało, tym większy ból po zdradzie i tym gwałtowniejsza może być reakcja. Wiesz, zarzucasz Ditchdoctorowi brak emocji i współodczuwania, ale to z Twoich wypowiedzi wyłania się obraz osoby zimnej, zdystansowanej i rozbierającej wszystko na czynniki pierwsze.
                                          • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:10
                                            symmetryisall napisał:

                                            > Im bardziej się kochało, tym większy ból po zdradzie i tym gwałtowniejsza może
                                            > być reakcja.

                                            Miłość nie przemija w jednej chwili. Ja doskonale rozumiem ból po zdradzie, ale nie rozumiem jak kobietę kochaną można potraktować w tak chamski sposób.

                                            > Wiesz, zarzucasz Ditchdoctorowi brak emocji i współodczuwania, ale
                                            > to z Twoich wypowiedzi wyłania się obraz osoby zimnej, zdystansowanej i rozbie
                                            > rającej wszystko na czynniki pierwsze.

                                            Nie, nieprawda. ditchdoc kieruje się właśnie emocjami, ale negatywnymi. Ja też kieruję się emocjami, ale staram się, żeby to były dobre emocje.
                                            • aandzia43 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 19:39
                                              > Miłość nie przemija w jednej chwili. Ja doskonale rozumiem ból po zdradzie, ale
                                              > nie rozumiem jak kobietę kochaną można potraktować w tak chamski sposób.

                                              Miłość nie przemija w jednej chwili i Ditchdoc nie przestał kochać swojej niewiernej jeszcze długo po tym, jak przywalił jej z liścia i zwyzywał od kurew. Myślę, że to nie tylko zranione ego tak nim szarpało. I szarpie do dziś. Zareagował gwałtownie, bo taka jego krewka natura. Ja rozumiem, że osobę kochaną można potraktować w chamski sposób (chociaż nie zwykło się tak postępować na co dzień), jeśli emocje przekroczą granicę wytrzymałości. Jasne, że nie trzymam z damskimi bokserami, ale z drugiej strony... nie ręczę za siebie, gdyby mi mój stary przyprawił poroże, więc trudno mi jednoznacznie potępić zdradzonego faceta, który dopuszcza się jednorazowego aktu przemocy (raczej kontrolowanej, nie oszukujmy się) wobec niewiernej.
                                              Bardziej niepokoi mnie to, że D. przypuszczalnie nie przerobił traumy do dziś i tak naprawdę cierpi nadal (miotając się i być może krzywdząc inne kobiety).
                                              • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:05
                                                aandzia43 napisała:

                                                > Bardziej niepokoi mnie to, że D. przypuszczalnie nie przerobił traumy do dziś i
                                                > tak naprawdę cierpi nadal (miotając się i być może krzywdząc inne kobiety).
                                                >

                                                nie martw sie
                                                przyznalem sie ze chamski i agresywny bylem do pierwszej po tej felernej. Dalej bylo ok, nie wolno wrzucac wszytkich kobiet do jednego worka przez jedna kurewke
                                              • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 23:13
                                                > Miłość nie przemija w jednej chwili i Ditchdoc nie przestał kochać swojej niewi
                                                > ernej jeszcze długo po tym, jak przywalił jej z liścia i zwyzywał od kurew. Myś
                                                > lę, że to nie tylko zranione ego tak nim szarpało. I szarpie do dziś. Zareagow
                                                > ał gwałtownie, bo taka jego krewka natura. Ja rozumiem, że osobę kochaną można
                                                > potraktować w chamski sposób (chociaż nie zwykło się tak postępować na co dzień
                                                > ), jeśli emocje przekroczą granicę wytrzymałości. Jasne, że nie trzymam z damsk
                                                > imi bokserami, ale z drugiej strony... nie ręczę za siebie, gdyby mi mój stary
                                                > przyprawił poroże, więc trudno mi jednoznacznie potępić zdradzonego faceta, któ
                                                > ry dopuszcza się jednorazowego aktu przemocy (raczej kontrolowanej, nie oszukuj
                                                > my się) wobec niewiernej.

                                                Otóż właśnie.

                                                > Bardziej niepokoi mnie to, że D. przypuszczalnie nie przerobił traumy do dziś i
                                                > tak naprawdę cierpi nadal (miotając się i być może krzywdząc inne kobiety).

                                                Dlaczego stan psychiczny Rówdoktora Cię niepokoi?
                                                • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 00:02
                                                  symmetryisall napisał:

                                                  >
                                                  > Rówdoktora
                                                  >

                                                  bueheheh ;D
                                                  nawet nie wiedzialem..
                                                • aandzia43 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 09:30
                                                  > Dlaczego stan psychiczny Rówdoktora Cię niepokoi?

                                                  Och, snu z powiek mi nie spędza ;-) Ot, po prostu wychodzę z założenia, że im więcej poukładanych i szczęśliwych ludzi na świecie, tym bardziej znośny ten świat. Poza tym nie życzę ludziom źle (o ile nei zaleźli mi za skórę ;-P) i miło mi patrzeć na przejawy harmonii wewnętrznej w ich postępowaniu.
                                              • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 08:19
                                                aandzia43 napisała:

                                                > Miłość nie przemija w jednej chwili i Ditchdoc nie przestał kochać swojej niewi
                                                > ernej jeszcze długo po tym, jak przywalił jej z liścia i zwyzywał od kurew.

                                                Masz rację, ditchdoc nie przestał kochać w jednej chwili, bo on wcale nie kochał tej kobiety.

                                                > Bardziej niepokoi mnie to, że D. przypuszczalnie nie przerobił traumy do dziś i
                                                > tak naprawdę cierpi nadal (miotając się i być może krzywdząc inne kobiety).

                                                Nie przerobił i raczej nie przerobi jeszcze długo. A jego problemem jest to, że traktuje kobiety przedmiotowo. Ważne dla niego jest własne ego, a nie inny człowiek.
                                                • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 14:37
                                                  gravedigger1 napisał:


                                                  > Masz rację, ditchdoc nie przestał kochać w jednej chwili, bo on wcale nie kocha
                                                  > ł tej kobiety.

                                                  wiesz lepiej najwyrazniej

                                                  > Nie przerobił i raczej nie przerobi jeszcze długo. A jego problemem jest to, że
                                                  > traktuje kobiety przedmiotowo. Ważne dla niego jest własne ego, a nie inny czł
                                                  > owiek.

                                                  poznownie, mnie alfa i omga nazwales? ;)

                                                  kobiety traktuje bardzo dobrze, lepiej niz zdecydowana wiekszosc mezczyzn na pewno

                                                  gorzej niz reszta traktuje kurwy, fakt.
                                    • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:04
                                      > A jak Cię zdradziła, to co? De facto powiedziała Ci, że nie chce być tylko Twoj
                                      > ą własnością, choć chciała to ukryć, bo nie jest to społecznie akceptowane. A T
                                      > y zamiast pomyśleć, o kobiecie, którą kochałeś niby od razu zmieniłeś ją w kurw
                                      > ę i szmatę. To żałosne...

                                      Czekaj, czekaj, teraz dopiero doczytałem.

                                      Przetłumaczmy z polskiego na nasze:

                                      Nie chciała być twoją własnością (czyt: chciała się ruchać z innymi, nie tylko z tobą), ale chciała to ukryć (...), a ty zamiast pomyśleć o kobiecie którą kochałeś (czyt: zamiast wychodzić do kina, kiedy ona ma ochotę sprowadzić sobie kochasia), zamieniłeś ją w kurew i szmatę (czyt: bo jakbyś ją kochał, to stałbyś obok, patrzył i pytał, czy jej dobrze).

                                      A to dobre. :)
                                      • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:14
                                        symmetryisall napisał:

                                        > Przetłumaczmy z polskiego na nasze:
                                        >
                                        > Nie chciała być twoją własnością (czyt: chciała się ruchać z innymi, nie tylko
                                        > z tobą), ale chciała to ukryć (...), a ty zamiast pomyśleć o kobiecie którą koc
                                        > hałeś (czyt: zamiast wychodzić do kina, kiedy ona ma ochotę sprowadzić sobie ko
                                        > chasia), zamieniłeś ją w kurew i szmatę (czyt: bo jakbyś ją kochał, to stałbyś
                                        > obok, patrzył i pytał, czy jej dobrze).

                                        Twoje tłumaczenie nie oddaje sensu mojej wypowiedzi. Jest stronnicze i podyktowane przerośniętym męskim ego faceta, który nie jest pewny swojej wartości.

                                        Człowiek zdradzający jest odpowiedzialny za krzywdę wyrządzoną swojemu partnerowi, ale człowiek wyzywający swoją ukochaną (nawet byłą) od kurew i szmat to po prostu cham. I miała szczęście jego kobieta, że się od niego uwolniła.
                                        • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:26
                                          > Twoje tłumaczenie nie oddaje sensu mojej wypowiedzi. Jest stronnicze i podyktow
                                          > ane przerośniętym męskim ego faceta, który nie jest pewny swojej wartości.

                                          Czyli... jeśli potępiam zdradę i nie umiem wybaczyć zdrajcy, to mam przerośnięte ego i niską samoocenę.

                                          > Człowiek zdradzający jest odpowiedzialny za krzywdę wyrządzoną swojemu partnero
                                          > wi, ale człowiek wyzywający swoją ukochaną (nawet byłą) od kurew i szmat to po
                                          > prostu cham. I miała szczęście jego kobieta, że się od niego uwolniła.

                                          Uff, dobrze, że w porę go zdradziła, jeszcze by nie daj boże całe życie z takim chamem...

                                          Albo też:

                                          Trafił swój na swego. Ona kurwa, on cham, jak u Pasikowskiego.
                                        • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:09
                                          gravedigger1 napisał:

                                          > Człowiek zdradzający jest odpowiedzialny za krzywdę wyrządzoną swojemu partnero
                                          > wi, ale człowiek wyzywający swoją ukochaną (nawet byłą) od kurew i szmat to po
                                          > prostu cham. I miała szczęście jego kobieta, że się od niego uwolniła.

                                          nie wyzywajacy
                                          wyzwalem raz, kazalem wypierdalac wiecej razy bo do mnie przylazila i dzwonila, w pysk tez dostala raz i to bardzo subtelnie, nie musze zaznaczac swojej przewagi fizycznej nad kobieta, lisc ma tu inne zastosowanie

                                          czas przez jaki probowala robic wszystko zeby do mnie wrocic pozwala stwierdzic ze kompletnie nie masz racji

                                          ba bylem juz w zwiazku z inna a bylej to kompletnie nie przeszkadzalo ;)
                                          • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 08:24
                                            ditchdoc napisał:

                                            > nie wyzywajacy
                                            > wyzwalem raz, kazalem wypierdalac wiecej razy bo do mnie przylazila i dzwonila,
                                            > w pysk tez dostala raz i to bardzo subtelnie, nie musze zaznaczac swojej przew
                                            > agi fizycznej nad kobieta, lisc ma tu inne zastosowanie

                                            Kolego, przecież ty cały czas ją wyzywasz! I nie oszukuj się, jesteś damskim bokserem. "Subtelnie" (sic!) dostała w twarz!!! Człowieku!

                                            > czas przez jaki probowala robic wszystko zeby do mnie wrocic pozwala stwierdzic
                                            > ze kompletnie nie masz racji

                                            Powtórzę jeszcze raz: to tylko twoje słowa. Nie mamy tu jej "zeznań", więc dla "sądu" takie jednostronne i nieskofrontowane "zeznanie" to żaden dowód.
                                            • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 14:38
                                              gravedigger1 napisał:

                                              > Kolego, przecież ty cały czas ją wyzywasz! I nie oszukuj się, jesteś damskim bo
                                              > kserem. "Subtelnie" (sic!) dostała w twarz!!! Człowieku!

                                              widac nigdy sie nie biles

                                              porowna bojke miedzy mezcyznami

                                              a klapsem w pupe dziecka

                                              a lisciem w twarz kurwy



                                              > > czas przez jaki probowala robic wszystko zeby do mnie wrocic pozwala stwi
                                              > erdzic
                                              > > ze kompletnie nie masz racji
                                              >
                                              > Powtórzę jeszcze raz: to tylko twoje słowa. Nie mamy tu jej "zeznań", więc dla
                                              > "sądu" takie jednostronne i nieskofrontowane "zeznanie" to żaden dowód.
                        • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:39
                          > Zdradzeni mężczyźni zachowują się czasem jak dzieci, którym odebrano zabawki;)
                          > A słowo szmatka też jest bardzo obraźliwe...

                          Tak tak, niech broń boże za swoją zdradę pani jedna z drugą złego słowa nie usłyszy, bo się jeszcze poczuje urażona.
                          • vergaa Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:54
                            a mowcie sobie jak chcecie, okreslenia jakich uzywacie najbardziej swiadcza o kulturze slowa

                            czy to bedzie szmatka czy inny kawalek materialu, wszyscy wiemy, ze chodzi Wam o potepienie zdrady

                            i ja sie z tym jak najbardziej zgadzam, jak juz gdzies napisalam zaluje, hanba, wielka hanba, puszczalska ze mnie, bije sie w piersi

                            > Tak tak, niech broń boże za swoją zdradę pani jedna z drugą złego słowa nie usł
                            > yszy, bo się jeszcze poczuje urażona.
                            co mam sie czuc urazona tekstem anonima w necie???? wystarczy, ze wspomne dramat sprzed 3 lat, jak musialam patrzec, jak ktos kogo kocham przeze mnie cierpi i ze w ten oto wlasnie wspanialomyslny sposob definitywnie zjebalam 5 wspolnych lat...

                            jesli ktos nie zna innych slow, tylko powie "kurew" bedzie znaczylo mniej wiecej tyle, ze jest chamem i np zamiast mama woli uzywac slowa "stara", a zamiast penis powie chuj... ale nie jest to forum profesora Miodka

                            nie zmienia to merytorycznie faktu, ze weszac taki model psychologiczny u kazdej kobiety sprawiacie Panowie, ze sami pilujecie sobie galaz na ktorej siedzicie, bo:
                            - zwiazku brak
                            - zaufania brak
                            - seksu czesto brak

                            i tyle
                            • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:57
                              vergaa napisała:

                              > nie zmienia to merytorycznie faktu, ze weszac taki model psychologiczny u kazde
                              > j kobiety sprawiacie Panowie, ze sami pilujecie sobie galaz na ktorej siedzicie
                              > , bo:
                              > - zwiazku brak
                              > - zaufania brak
                              > - seksu czesto brak

                              Zgadzam się z tym w zupełności. Sami sobie krzywdę robią.
                            • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 16:09
                              vergaa napisała:

                              > co mam sie czuc urazona tekstem anonima w necie???? wystarczy, ze wspomne drama
                              > t sprzed 3 lat, jak musialam patrzec, jak ktos kogo kocham przeze mnie cierpi i
                              > ze w ten oto wlasnie wspanialomyslny sposob definitywnie zjebalam 5 wspolnych
                              > lat...

                              aha
                              ;D

                              > jesli ktos nie zna innych slow, tylko powie "kurew" bedzie znaczylo mniej wiece
                              > j tyle, ze jest chamem i np zamiast mama woli uzywac slowa "stara", a zamiast p
                              > enis powie chuj... ale nie jest to forum profesora Miodka

                              nie, niezaleznie od tego jak ktos ma bogaty slownik, kurwe nazywa sie kurwą

                              > nie zmienia to merytorycznie faktu, ze weszac taki model psychologiczny u kazde
                              > j kobiety sprawiacie Panowie, ze sami pilujecie sobie galaz na ktorej siedzicie
                              > , bo:
                              > - zwiazku brak
                              > - zaufania brak
                              > - seksu czesto brak
                              >

                              zwiazku mi nie brak
                              seksu mi nie brak

                              zaufanie..
                              powiem tak, nie szpieguje, nie zabraniam wychodzic z "kolezankami", nie wypytuje blablabla
                              za duzo mam szacunku do siebie a jak bedzie chciala zdradzic to zdradzi

                              ale tak jak kiedys bylem dla swojej kobiety gotow zabijac i nigdy przenigdy nie dopuszczalem do siebie mysli ze to slodkie stworzenie o gladkich rysach i pelnej piersi moze mnie wprost, bez problemu w taki sposob oszukac, tak wiecej sie to nie powtorzy.

                              To jest wyciagniecie dobrej nauki ze zdrady, nie obrazanie sie na caly rodzaj kobiecy, po prostu, odpowiednia zmiana podejscia do "zwiazku" i totalna zmiana podejscia do kobiety ktora sie po prostu kurwi.

                              W niewielu krajach, tak jak w Polsce, ciagle sie uczy traktowac kobiety lepiej bo sa kobietami. Potem taki Werter, romantyk i idiota wpada na taka jak vergaa, ktora jest modelowym przykladem polskiej kobiety. Znosi fochy, bawi sie w gierki, nie ma wlasnego ja i kobieta jest n1. Jak to sie konczy wiadomo ;)

                              • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 16:16
                                ditchdoc napisał:

                                > ale tak jak kiedys bylem dla swojej kobiety gotow zabijac i nigdy przenigdy nie
                                > dopuszczalem do siebie mysli ze to slodkie stworzenie o gladkich rysach i peln
                                > ej piersi moze mnie wprost, bez problemu w taki sposob oszukac, tak wiecej sie
                                > to nie powtorzy.

                                Tego nawet na łożu śmierci nie będziesz mógł być pewien;) Jak będzie chciała to Cię zdradzi i nie pwoie Ci o tym, a Ty będziesz nosił znienawidzone poroże do końca życia;) Mówię Ci, jedyna rada to nie wiązać się z nikim. Wtedy będziesz absolutnie pewny;)

                                > Potem taki Werter, romantyk i idiota wpada na taka jak vergaa,
                                > ktora jest modelowym przykladem polskiej kobiety.

                                Z tego zdania jasno wynika jak szanujesz kobiety... Bo nie mam wątpliwości, że w Twoich "ustach" ten "modelowy przykład polskiej kobiety" ma wydźwięk negatywny... No i jescze mieszasz do tego narodowość. Czy Ty nie jesteś z PiSu? ;)
                                • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 17:53
                                  gravedigger1 napisał:

                                  > Tego nawet na łożu śmierci nie będziesz mógł być pewien;) Jak będzie chciała to
                                  > Cię zdradzi i nie pwoie Ci o tym, a Ty będziesz nosił znienawidzone poroże do
                                  > końca życia;) Mówię Ci, jedyna rada to nie wiązać się z nikim. Wtedy będziesz a
                                  > bsolutnie pewny;)

                                  wole nigdy nie byc do konca pewny niz "pozwalac" sowjej zonie na sypianie z innymi

                                  > > Potem taki Werter, romantyk i idiota wpada na taka jak vergaa,
                                  > > ktora jest modelowym przykladem polskiej kobiety.
                                  >

                                  wiele kobiet w polsce jest podobna, jak jej ulegac dlugo i bezkarnie, kochac i to okazywac milosc to w koncu ona uzna to co uznala vergaa, ze possie komus innemu bo ten moj taki glupi i zakochany a ja jestem zajebista sucz
                                  • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:03
                                    ditchdoc napisał:

                                    > wole nigdy nie byc do konca pewny niz "pozwalac" sowjej zonie na sypianie z innymi

                                    Pomyśl, że nawet bez twojego pozwolenia Twoje żona/dziewczyna może przespać się z innym. Niewielki masz na to wpływ, bo Twoja kobieta nie jest Twoją włąsnością.

                                    > wiele kobiet w polsce jest podobna, jak jej ulegac dlugo i bezkarnie, kochac i
                                    > to okazywac milosc to w koncu ona uzna to co uznala vergaa, ze possie komus inn
                                    > emu bo ten moj taki glupi i zakochany a ja jestem zajebista sucz

                                    Wielu facetów w Polsce jest podobnych do Ciebie, ale dlaczego miałbym łączyć ich cechy z narodowością? Jedno nie ma nic wspólnego z drugim.
                                    • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:14
                                      gravedigger1 napisał:

                                      > ditchdoc napisał:

                                      > Pomyśl, że nawet bez twojego pozwolenia Twoje żona/dziewczyna może przespać się
                                      > z innym. Niewielki masz na to wpływ, bo Twoja kobieta nie jest Twoją włąsności
                                      > ą.

                                      nie o wlasnosc tu chodzi
                                      tylko o uczucia ;), ja nie chce innej, wydaje mi sie ze ona tez nie chce innego, nawet jezeli tak, to ma byc mi wierna, jezeli nie to sie porzegnamy

                                      masz strasznie bledny punkt widzenia i wszyscy ktorzy sie z toba nie zgadzaja maja przerosniete ego ;)

                                      predzej z twoim ego jest zle, skoro nie przeszkadza Ci ze tabuny chlopow przechodza przez twoja zone

                                      • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 08:27
                                        ditchdoc napisał:

                                        > nie o wlasnosc tu chodzi
                                        > tylko o uczucia ;), ja nie chce innej, wydaje mi sie ze ona tez nie chce innego
                                        > , nawet jezeli tak, to ma byc mi wierna, jezeli nie to sie porzegnamy

                                        "Ma być ci wierna"... A jak nie zechce? A jeśli zbłądzi i znając twoje podejście do zdrady ukryje to skrzętnie przed tobą? To wcale się nie pożegnacie, tylko będziesz nosił poroże do końca życia:)
                                        • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 14:39
                                          gravedigger1 napisał:

                                          > "Ma być ci wierna"... A jak nie zechce? A jeśli zbłądzi i znając twoje podejści
                                          > e do zdrady ukryje to skrzętnie przed tobą? To wcale się nie pożegnacie, tylko
                                          > będziesz nosił poroże do końca życia:)

                                          i tak moze byc
                                          wtedy trudno, nic nie poradze
                            • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 17:48
                              > co mam sie czuc urazona tekstem anonima w necie???? wystarczy, ze wspomne drama
                              > t sprzed 3 lat, jak musialam patrzec, jak ktos kogo kocham przeze mnie cierpi i
                              > ze w ten oto wlasnie wspanialomyslny sposob definitywnie zjebalam 5 wspolnych
                              > lat...

                              LOL. Tak bardzo go kochałaś i tak Cię jego cierpienie bolało, że trzy razy się ruchałaś po kątach. I dopiero jak się sprawa rypła, pomyślałaś, że zjebałaś 5 wspólnych lat. Po pierwszym razie nie było takich refleksji?

                              Naprawdę, daruj sobie takie teksty, bo w zestawieniu z wcześniejszymi deklaracjami, że jesteś puszczalską suczką, że tamten facet był miękką cipą, a obecnego nie zdradzasz, bo Cię trzyma za twarz, brzmią po prostu żałośnie. 'Panie boże, jestem usprawiedliwiona, bo jestem puszczalska i co ja poradzę.' LOL jeszcze raz.

                              Ruchałaś się, to się ruchałaś, facet był fujarą i przez 5 lat robiłaś go w jajo, OK. Ale skoro już to zrobiłaś, to się nie bój przyznać, że tak było i nie wciskaj głodnych kawałków. Szatan mi kazał, jestem niewinna, bo jestem puszczalska i co ja poradzę.

                              LOL x3

                              Tylko tamtego chłopaka szkoda.
                              • vergaa Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 19:51
                                tylko tamtego chlopaka szkoda :)))

                                moze dam Wam jego numer i sobie siadziecie na piwku, ponarzekacie na parszywy swiat pelen kurew, uderzycie w podobny ton

                                ja swoja lekcje z puszczalstwa i jego konsekwencji przerobilam, Wy z tego co widze tylko lizecie psujace sie rany po oderwanym sila porozu...
                                • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:16
                                  vergaa napisała:

                                  > tylko tamtego chlopaka szkoda :)))
                                  >
                                  > moze dam Wam jego numer i sobie siadziecie na piwku, ponarzekacie na parszywy s
                                  > wiat pelen kurew, uderzycie w podobny ton

                                  nie, jest bardzo duzo bardzo fajnych kobiet i znacznie mniejsza ilosc wierutnych szmat ktore troche odczucie calosci zakrzywiaja

                                  nie martw sie o mnie :)

                                  > ja swoja lekcje z puszczalstwa i jego konsekwencji przerobilam, Wy z tego co wi
                                  > dze tylko lizecie psujace sie rany po oderwanym sila porozu...e

                                  nic nie przerobilas, zycze ci zeby jednak tak sie stalo
                          • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:55
                            symmetryisall napisał:

                            > Tak tak, niech broń boże za swoją zdradę pani jedna z drugą złego słowa nie usł
                            > yszy, bo się jeszcze poczuje urażona.

                            Miałaby prawo czuć się urażona słysząc słowo "kurwa" czy "szmata" z ust faceta, który podobno ją kochał.
                            Gdybym ja nazwał swoją byłą partnerkę w ten sposób niezależnie od tego co zrobiła, to miałbym niesmak w stosunku do siebie samego... Ja swoją byłą szanuję i rozumiem, że mimo, że jest wspaniałą kobietą miała prawo popełnić swoje błędy, tak jak ja popełniłem swoje...
                            • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 16:00
                              gravedigger1 napisał:

                              > miała prawo popełnić swoje błędy, t
                              > ak jak ja popełniłem swoje...

                              ba ;)
                              • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 16:06
                                ditchdoc napisał:

                                > ba ;)

                                Ach, mamy więc do czynienia z tym, który błędów nie popełnia i feruje wyroki. Biedny młodziku... (przynajmniej pod względem psychicznym) ;))
                                • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 17:54
                                  gravedigger1 napisał:

                                  >
                                  > Ach, mamy więc do czynienia z tym, który błędów nie popełnia i feruje wyroki. B
                                  > iedny młodziku... (przynajmniej pod względem psychicznym) ;))

                                  no takich nie popelnilem i nie sadze zebym polelnil

                                  za bardzo szanuje kobiety ktore, okresowo, nazywam "swoimi"
                                  • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:05
                                    ditchdoc napisał:

                                    > no takich nie popelnilem i nie sadze zebym polelnil

                                    Jak będziesz umierał, to dopiero wtedy będziesz mógł się w tym temacie wypowiadać. hehehe

                                    > za bardzo szanuje kobiety ktore, okresowo, nazywam "swoimi"

                                    Ty traktujesz kobiety przedmiotowo, nawet te, które nazywasz swoimi. Nie oszukuj się.
                                    • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:17
                                      gravedigger1 napisał:

                                      >
                                      > Ty traktujesz kobiety przedmiotowo, nawet te, które nazywasz swoimi. Nie oszuku
                                      > j się.

                                      nie oszukuje sie, nie musze i nie traktuje zadnej kobiety przedmiotowo, poza szmatkami ;)
                                      • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 08:29
                                        ditchdoc napisał:

                                        > nie oszukuje sie, nie musze i nie traktuje zadnej kobiety przedmiotowo, poza sz
                                        > matkami ;)

                                        Oszukujesz się i udajesz do tego romantyka dżentelmena, którym nie jesteś.
                                        • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 14:39
                                          gravedigger1 napisał:

                                          > Oszukujesz się i udajesz do tego romantyka dżentelmena, którym nie jesteś.

                                          alfa i omega, wieksza niz ja.
                            • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 17:49
                              > Gdybym ja nazwał swoją byłą partnerkę w ten sposób niezależnie od tego co zrobi
                              > ła, to miałbym niesmak w stosunku do siebie samego...

                              Jeszcze trochę i wyznasz, że przyłapawszy ją z gachem w pościeli, zacząłbyś od przeprosin, że im przeszkadzasz.
                              • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 17:55
                                symmetryisall napisał:

                                > Jeszcze trochę i wyznasz, że przyłapawszy ją z gachem w pościeli, zacząłbyś od
                                > przeprosin, że im przeszkadzasz.
                                >

                                bingo ;D
                                • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:06
                                  ditchdoc napisał:

                                  > bingo ;D

                                  Już wspomniałem w innym poście, że możecie załozyć z symetrycznym klub;) Wart Pac... ;)
                                  • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:19
                                    gravedigger1 napisał:

                                    > Już wspomniałem w innym poście, że możecie załozyć z symetrycznym klub;) Wart P
                                    > ac... ;)

                                    nie obrazaj sie ze koles kasuje Cie idealnym komentarzem do bzdur ktore wygadujesz ;)

                                    przyznaje, majtersztyk
                                  • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 23:13
                                    > Już wspomniałem w innym poście, że możecie załozyć z symetrycznym klub;) Wart P
                                    > ac... ;)

                                    To, że Ditchdoc entuzjastycznie reaguje na moje niektóre wpisy, i to, że moje poglądy miejscami pokrywają się z jego poglądami, czy w końcu to, że jestem w stanie zrozumieć pewne jego zachowania i reakcje i nie potępiać ich czarno-biało w czambuł (w przeciwieństwie do Ciebie, pozwolę sobie zauważyć) nie znaczy jeszcze, że jesteśmy swoimi klonami.

                                    Emocje to sprawy bardzo skomplikowane i trudne do zrozumienia. Nie wypowiadając się za Doca - ja jestem facetem o krótkim loncie, szybko wybucham, ale równie szybko się uspokajam i zapominam. Zrobiłem w życiu dużo świństw, także wobec kobiet, równie dużo świństw zrobiono mnie. Nie mam poczucia, że zostałem przez życie skrzywdzony, zdaję sobie sprawę, że większość złych rzeczy, jaka mnie spotkała, to moja wina. Wielu ludziom powybaczałem rzeczy, które mi zrobili. Czasami potrafiłem się z nimi pojednać po latach. Ale zdrada przez ukochaną osobę, zdrada fizyczna, seks z innym mężczyzną, to jest rzecz, która mnie napawa tak strasznym obrzydzeniem, fizycznym, mdlącym obrzydzeniem, że na samą myśl aż się wzdrygam i coś mi się tam w środku telepie. Serio-serio. Całkiem możliwe, że mnie to odraża tak samo, jak Ciebie nazywanie ukochanej kurwą. I stosownie do tego odczucia reaguję.

                                    Jest mi przykro, że bezrefleksyjnie nazywasz mnie na tej podstawie chamem i dupkiem. Zwłaszcza, że choć sam naskakujesz o to na Ditchdoca, przypisujesz mi słowa i twierdzenia, których nigdy nie powiedziałem, wrzucając mnie do jednego worka z innymi osobami. Choćby Ditchdocem właśnie.
                                    • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 08:39
                                      symmetryisall napisał:

                                      > Ale zdrada przez ukochaną osobę, zdr
                                      > ada fizyczna, seks z innym mężczyzną, to jest rzecz, która mnie napawa tak stra
                                      > sznym obrzydzeniem, fizycznym, mdlącym obrzydzeniem, że na samą myśl aż się wzd
                                      > rygam i coś mi się tam w środku telepie. Serio-serio.

                                      Widzisz sam jak to jest. Reagujesz na zdradę w sposób atawistyczny, co jest podyktowane pierwotnym instynktem nakazującym nam rozprzestrzeniać własne geny i zwalczać rozprzestrzenianie się genów należących do konkurentów. Ja to rozumiem. Zapytam tylko, dlaczego, dając sobie prawo do działania pod wpływem pierwotnego instynku, odmawiasz innym podobnego prawa do działania pod wpływem podobnego pierwotengo instynktu, który skłania nas do poszukiwania różnych (czyt. wielu) dawców genów dla naszego potomstwa???

                                      > Jest mi przykro, że bezrefleksyjnie nazywasz mnie na tej podstawie chamem i dup
                                      > kiem. Zwłaszcza, że choć sam naskakujesz o to na Ditchdoca, przypisujesz mi sło
                                      > wa i twierdzenia, których nigdy nie powiedziałem, wrzucając mnie do jednego wor
                                      > ka z innymi osobami. Choćby Ditchdocem właśnie.

                                      Nie gdzie nie napisałem, że jesteś chamem i dupkiem. Nzwałem tylko postępowanie ditchdoca wobec kobiet chamstwem, a to różnica. Przepraszam, za wrzucenie do jednego worka z ditchdoc'iem. Należysz do innego "worka":)
                                      • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 09:08
                                        > Zapytam tylko, dlaczego, dając sobie prawo do działania pod wpływem pierwotneg
                                        > o instynku, odmawiasz innym podobnego prawa do działania pod wpływem podobnego
                                        > pierwotengo instynktu, który skłania nas do poszukiwania różnych (czyt. wielu)
                                        > dawców genów dla naszego potomstwa???

                                        Demagogia, drogi Grabarzu. "Równowagą" w związku dla instynktu szukania genów kobiety nie jest odraza do genów innych mężczyzn, tylko zawieszenie na kołku własnego instynktu tych genów rozsiewania. Oboje, wbrew wbudowanym w siebie atawizmom, ograniczamy swoją rozrodczość do partnera.

                                        Wg Twojej teorii, ulegając zazdrości o cielesność swojej partnerki, automatycznie wyrażam zgodę na jej dysponowanie tą cielesnością poza naszym związkiem. Wybacz, ale dla mnie brzmi to absurdalnie.
                                        • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 09:21
                                          symmetryisall napisał:

                                          > Demagogia, drogi Grabarzu. "Równowagą" w związku dla instynktu szukania genów k
                                          > obiety nie jest odraza do genów innych mężczyzn, tylko zawieszenie na kołku wła
                                          > snego instynktu tych genów rozsiewania. Oboje, wbrew wbudowanym w siebie atawiz
                                          > mom, ograniczamy swoją rozrodczość do partnera.

                                          Nie, to nie jest demagogia. To po prostu calkiem logicznie i naukowo wytłumaczona przyczyna męskiej zazdrości o partnerkę seksualną.

                                          Ja o żadnej równowadze nie pisałem. To prawda, zawieszasz swój instynkt rozsiewania genów, ale jednocześnie dajesz pełne pole do popisu instynktowi, który nakazuje Ci zwalczać rozprzestrzenianie się genów konkurencyjnych mężczyzn. Działasz więc atawistycznie, a jednocześnie potepiasz w czambuł atawistyczne zachowania zdradzjących. Czy to nie rozdwojenie jaźni?

                                          > Wg Twojej teorii, ulegając zazdrości o cielesność swojej partnerki, automatyczn
                                          > ie wyrażam zgodę na jej dysponowanie tą cielesnością poza naszym związkiem. Wyb
                                          > acz, ale dla mnie brzmi to absurdalnie.

                                          Nigdzie czegoś takiego nie napisałem. To absurdalny wniosek.
                                          • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 09:32
                                            > Nie, to nie jest demagogia. To po prostu calkiem logicznie i naukowo wytłumaczo
                                            > na przyczyna męskiej zazdrości o partnerkę seksualną.

                                            Och, ja wcale nie przeczę, że taka może być przyczyna mojej zazdrości. Demagogią jest przekonywanie, że jeśli ulegam temu atawizmowi, to powinienem rozumieć i akceptować uleganie innym, krzywdzącym mnie atawizmom u partnerki.

                                            > Ja o żadnej równowadze nie pisałem.

                                            A szkoda, bo związek dwóch osób polega właśnie na równowadze.

                                            To prawda, zawieszasz swój instynkt rozsiew
                                            > ania genów, ale jednocześnie dajesz pełne pole do popisu instynktowi, który nak
                                            > azuje Ci zwalczać rozprzestrzenianie się genów konkurencyjnych mężczyzn. Działa
                                            > sz więc atawistycznie, a jednocześnie potepiasz w czambuł atawistyczne zachowan
                                            > ia zdradzjących. Czy to nie rozdwojenie jaźni?

                                            Atawizm atawizmowi nierówny. Napisałem już powyżej - uleganie jakiemuś atawistycznemu popędowi nie oznacza z automatu konieczności zgody na DOWOLNE atawistyczne zachowania partnera/partnerki. Jeśli ja ulegam atawistycznej zazdrości, to wynika z tego wyłącznie tyle, że hipokryzją byłoby z mojej strony potępiać atawistyczną zazdrość partnerki.

                                            > Nigdzie czegoś takiego nie napisałem. To absurdalny wniosek.

                                            Oczywiście, że absurdalny, ale to właśnie jasno wynika z Twojej dotychczasowej argumentacji, że jeden atawizm usprawiedliwia drugi. Panie demagogu, odkręcaczu kota ogonem.
                                            • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 09:54
                                              symmetryisall napisał:

                                              > Och, ja wcale nie przeczę, że taka może być przyczyna mojej zazdrości. Demagogi
                                              > ą jest przekonywanie, że jeśli ulegam temu atawizmowi, to powinienem rozumieć i
                                              > akceptować uleganie innym, krzywdzącym mnie atawizmom u partnerki.

                                              Nie, nie musisz akceptować zdrady. Ale jeśli sam postępujesz pod wpływem pierwotnych instynktów, to powinieneś zrozumieć, że innym też to się może zdarzyć, co nie czyni ich automatycznie kurwami. Rozumieć a akceptować to dwie różne rzeczy.

                                              > A szkoda, bo związek dwóch osób polega właśnie na równowadze.

                                              Tak na rownowadze polega związek idealny. Ale nadal nie rozumiem, o co Ci chodziło z tą równowagą w odniesieniu do tego co w tym wątku napisalem.

                                              > Atawizm atawizmowi nierówny. Napisałem już powyżej - uleganie jakiemuś atawisty
                                              > cznemu popędowi nie oznacza z automatu konieczności zgody na DOWOLNE atawistycz
                                              > ne zachowania partnera/partnerki. Jeśli ja ulegam atawistycznej zazdrości, to w
                                              > ynika z tego wyłącznie tyle, że hipokryzją byłoby z mojej strony potępiać atawi
                                              > styczną zazdrość partnerki.

                                              Ale zauważ, że w gruncie rzeczy zdrada i zazdrość to przejawy jednego instynku pierwotnego związanego z rozrodczością, przetrwaniem gatunku i rozsiewaniem własnych genów. To są po prostu różne aspekty tego samego zjawiska.

                                              > Oczywiście, że absurdalny, ale to właśnie jasno wynika z Twojej dotychczasowej
                                              > argumentacji, że jeden atawizm usprawiedliwia drugi. Panie demagogu, odkręcaczu
                                              > kota ogonem.

                                              Ja niczego nie usprawiedliwiam, ani zdrady, ani przemocy słownej czy fizycznej ze strony zdradzonego faceta. Ja ROZUMIEM obydwa atawizmy, ale nie pochwalam ulegania im. Ty natomiasz akceptujesz jedno zachowanie atawistyczne, a odrzucasz inne, bardzo podobne w gruncie rzeczy.
                                              • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 10:22
                                                > Nie, nie musisz akceptować zdrady. Ale jeśli sam postępujesz pod wpływem pierwo
                                                > tnych instynktów, to powinieneś zrozumieć, że innym też to się może zdarzyć, co
                                                > nie czyni ich automatycznie kurwami. Rozumieć a akceptować to dwie różne rzecz
                                                > y.

                                                Och, i tu docieramy do sedna sporu. Miano "kurwy" dostaje się właśnie za to, że się uległo swoim pierwotnym popędom! Bo niby z jakiej innej przyczyny?

                                                Oczywiście, dla wyjaśnienia - nie zawsze i nie wszędzie, różne są zdrady, a ludzie nie są czarno-białymi konstruktami kierującymi się wyłącznie logiką. Ale owszem, moim zdaniem jest poziom draństwa i puszczalstwa, który zasługuje na miano kurestwa.

                                                > Ale zauważ, że w gruncie rzeczy zdrada i zazdrość to przejawy jednego instynku
                                                > pierwotnego związanego z rozrodczością, przetrwaniem gatunku i rozsiewaniem wła
                                                > snych genów. To są po prostu różne aspekty tego samego zjawiska.

                                                Zazdrość jest pochodną zdrady, owszem.

                                                Co do równowagi - chodziło mi o to, że w moim pojęciu związku obie strony rezygnują z równoważnych instynktów. Ja rezygnuję z siania spermą na lewo i prawo, żona rezygnuje z przyjmowania spermy innych atrakcyjnych samców. Jedno znosi drugie. Jeśli ja nie panuję nad swoją zazdrością, to nie mogę mieć pretensji, jeśli i żona nie zapanuje nad swoją.

                                                Owszem, wszystkie te dążenia i pragnienia są aspektami jednego, szerszego zjawiska rozrodczości i przekazywania genów, ale nie są aspektami równoważnymi i nie jest tak, moim zdaniem, że ulegając jednemu automatycznie musimy zgadzać się na wszystkie pozostałe. To nie takie proste.

                                                > Ja niczego nie usprawiedliwiam, ani zdrady, ani przemocy słownej czy fizycznej
                                                > ze strony zdradzonego faceta. Ja ROZUMIEM obydwa atawizmy, ale nie pochwalam ul
                                                > egania im. Ty natomiasz akceptujesz jedno zachowanie atawistyczne, a odrzucasz
                                                > inne, bardzo podobne w gruncie rzeczy.

                                                Bo krzywda, jaką wyrządzam żonie ulegając swojej atawistycznej zazdrości jest nieporównywalnie mniejsza, niż krzywda, którą wyrządziłbym jej ulegając atawistycznemu popędowi do ruchania na lewo i prawo. W gruncie rzeczy te popędy wcale nie są takie podobne, jak byś chciał, czego Ty albo nie rozumiesz, albo intencjonalnie omijasz w dyskusji. Nawet prowadząc z powodzeniem związek otwarty musisz rozumieć, że dla wielu osób zdrada jest krzywdą. Co plastycznie zostało opisane w paru ostatnich wątkach z serii "mąż mnie zdradził".
                                                • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 10:43
                                                  symmetryisall napisał:

                                                  > Och, i tu docieramy do sedna sporu. Miano "kurwy" dostaje się właśnie za to, że
                                                  > się uległo swoim pierwotnym popędom! Bo niby z jakiej innej przyczyny?

                                                  Bądź więc konsekwentny i mężczyznę, który ulega pierwotnym popędom bijąc ukochaną i wyzywając ją nazwij "sukinsynem" dodając przy tym, że nie masz nic przeciwko jego matce.

                                                  > Oczywiście, dla wyjaśnienia - nie zawsze i nie wszędzie, różne są zdrady, a lud
                                                  > zie nie są czarno-białymi konstruktami kierującymi się wyłącznie logiką. Ale ow
                                                  > szem, moim zdaniem jest poziom draństwa i puszczalstwa, który zasługuje na mian
                                                  > o kurestwa.

                                                  Jest też poziom frustracji męskiej, ktory zasługuje na miano sukinsyństwa i chamstwa.

                                                  > Co do równowagi - chodziło mi o to, że w moim pojęciu związku obie strony rezyg
                                                  > nują z równoważnych instynktów. Ja rezygnuję z siania spermą na lewo i prawo, ż
                                                  > ona rezygnuje z przyjmowania spermy innych atrakcyjnych samców. Jedno znosi dru
                                                  > gie. Jeśli ja nie panuję nad swoją zazdrością, to nie mogę mieć pretensji, jeśl
                                                  > i i żona nie zapanuje nad swoją.

                                                  Masz pełne prawo do wymagania wierności, jeśli sam jesteś wstanie jej dochować, ale mógłbyś również zrozumieć, że nie każdy jest w stanie utrzymać instynkty na wodzy, bo przecież Ty sam nie potrafisz utrzymać na wodzy swoich reakcji wywołanych zazdrością. Mam na myśli tylko zrozumienie, a nie akceptację zdrady.

                                                  > Owszem, wszystkie te dążenia i pragnienia są aspektami jednego, szerszego zjawi
                                                  > ska rozrodczości i przekazywania genów, ale nie są aspektami równoważnymi i nie
                                                  > jest tak, moim zdaniem, że ulegając jednemu automatycznie musimy zgadzać się n
                                                  > a wszystkie pozostałe. To nie takie proste.

                                                  Nie zgadzać się - rozumieć!

                                                  > W gruncie rzeczy te popędy wcale n
                                                  > ie są takie podobne, jak byś chciał, czego Ty albo nie rozumiesz, albo intencjo
                                                  > nalnie omijasz w dyskusji.

                                                  Te popędy są różne w "objawach", ale bardzo podobne jeśli chodzi o ich źródło.
                                                  • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 12:21
                                                    > Bądź więc konsekwentny i mężczyznę, który ulega pierwotnym popędom bijąc ukocha
                                                    > ną i wyzywając ją nazwij "sukinsynem" dodając przy tym, że nie masz nic przeciw
                                                    > ko jego matce.

                                                    Nie.

                                                    "> Jest też poziom frustracji męskiej, ktory zasługuje na miano sukinsyństwa i cha
                                                    > mstwa."

                                                    Tak.

                                                    Ale.

                                                    Tak jak nie każda kobieta, która zdradziła swojego mężczyznę, jest k..wą, tak nie każdy facet, który się wściekł i dał jej przez łeb, jest chamem i sukinsynem. Wszystko zależy od okoliczności, osobowości i tak dalej. Można zdradzić raz podczas kryzysu związku, a można zdradzać cynicznie wielokrotnie. I analogicznie - można w rozpaczy i wściekłości uderzyć kobietę, a potem mieć wyrzuty sumienia, a można być cynicznym pseudo-macho i traktować wszystkie jak szmaty z zasady.

                                                    > Masz pełne prawo do wymagania wierności, jeśli sam jesteś wstanie jej dochować,
                                                    > ale mógłbyś również zrozumieć, że nie każdy jest w stanie utrzymać instynkty n
                                                    > a wodzy, bo przecież Ty sam nie potrafisz utrzymać na wodzy swoich reakcji wywo
                                                    > łanych zazdrością. Mam na myśli tylko zrozumienie, a nie akceptację zdrady.

                                                    Ależ ja mechanizmy zdrady rozumiem, bo też jestem człowiekiem i też miewam różne pokusy. Przecież my tu wyłącznie o akceptacji, a nie o zrozumieniu rozmawiamy. A w tej dyskusji równowagi nie ma i być nie może, bo wyeliminowałeś sprytnie pojęcie zdrady ze swojego życia - nie można zdradzić kogoś, kto się na zdradę dobrowolnie zgadza :)

                                                    > Te popędy są różne w "objawach", ale bardzo podobne jeśli chodzi o ich źródło.

                                                    To tak, jakbyś porównywał do siebie kanibalizm i kradzież kanapki. Jedno i drugie różni się "objawami", ale mają wspólne źródło - głód.
                                                  • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 14:04
                                                    symmetryisall napisał:

                                                    > Tak jak nie każda kobieta, która zdradziła swojego mężczyznę, jest k..wą, tak n
                                                    > ie każdy facet, który się wściekł i dał jej przez łeb, jest chamem i sukinsynem.

                                                    Dal mnie człowiek, który nazywa kobietę k...wą jest pożałowania godny. Można oceniać negatywnie czyn konkretnego człowieka, ale używanie tak ciężkiego przekleństwa w stosunku do bliźniego jest przejawem chamstwa.

                                                    > A w tej dyskusji równowagi nie ma i być nie może, bo wyeliminowałeś sprytnie
                                                    > pojęcie zdrady ze swojego życia - nie można zdradzić kogoś, kto się na zdradę d
                                                    > obrowolnie zgadza :)

                                                    Może być równowaga, bo pojęcie zdrady znam nie tylko z teorii.

                                                    > To tak, jakbyś porównywał do siebie kanibalizm i kradzież kanapki. Jedno i drug
                                                    > ie różni się "objawami", ale mają wspólne źródło - głód.

                                                    Moim zdaniem można porównywać kanibalizm z kradzieżą kanapki, jeśli oba "występki" wynikają z głodu właśnie ze wględu na wspólne źródło. Porównywanie wcale nie oznacza postawinia znaku rónwości między nimi. Tak samo porównując zdradę z emocjonalną reakcją zdradzonego, nie stawiam między nimi znaku równości. Pokazuję jedynie podobieństwa i kwestionuję męskie prawo do niskiej zazdrości i wynikających z niej pożałowania godnych postaw wobec kobiet przy jednoczesnym potępianiu w czambuł kobiet działających pod wpływem pokrewnych (ale nie tożsamych) atawistycznych pobudek.
                                                  • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 15:29
                                                    > Moim zdaniem można porównywać kanibalizm z kradzieżą kanapki, jeśli oba "występ
                                                    > ki" wynikają z głodu właśnie ze wględu na wspólne źródło. Porównywanie wcale ni
                                                    > e oznacza postawinia znaku rónwości między nimi.

                                                    To jest czcze teoretyzowanie. Wspólny mianownik kanibalizmu i kradzieży kanapki jest zbyt wątły, żeby cokolwiek z niego wynikało. Podobnie, moim zdaniem, ma się sprawa z zazdrością i zdradą. To, że należą do szerokiego zbioru atawistycznych zachowań, nie oznacza, że można konstruować jakiekolwiek tezy przyczynowo skutkowe z ich udziałem poza taką, że zdrada wywołuje zazdrość.

                                                    kwestionuję męskie prawo do niskiej zazdrości i wynika
                                                    > jących z niej pożałowania godnych postaw wobec kobiet przy jednoczesnym potępia
                                                    > niu w czambuł kobiet działających pod wpływem pokrewnych (ale nie tożsamych) at
                                                    > awistycznych pobudek.

                                                    Niskiej zazdrości? Czyli jest wysoka zazdrość? Czy może każda zazdrość jest niska?
                                                  • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 16:15
                                                    symmetryisall napisał:

                                                    > To jest czcze teoretyzowanie. Wspólny mianownik kanibalizmu i kradzieży kanapki
                                                    > jest zbyt wątły, żeby cokolwiek z niego wynikało.

                                                    Ależ wynika bardzo dużo, np. to że człowiek głodny jest w stanie zarówno ukraść knapkę jak i zjeść drugiego człowieka. To czy kradnie czy zjad ainnego człowieka jest uzależnione przede wszystkim od tego jak bardzo jest głodny i jak silne są w nim hamulce powstrzymujące go przed popełnieniem czynu zabronionego jakim jest zarówno kradzież kanapki jak i kanibalizm.

                                                    > Podobnie, moim zdaniem, ma s
                                                    > ię sprawa z zazdrością i zdradą. To, że należą do szerokiego zbioru atawistyczn
                                                    > ych zachowań, nie oznacza, że można konstruować jakiekolwiek tezy przyczynowo s
                                                    > kutkowe z ich udziałem poza taką, że zdrada wywołuje zazdrość.

                                                    A moim zdaniem można porównywać zdradę i zachowania wynikające z zazdrości, co nie oznacza oczywiście, że gdziekolwiek pisałem o związkach przyczynowo-skutkowych między nimi. Ja pisalem o wspólnych korzeniach zdrady i zachowań zdradzonego mężczyzny.

                                                    > Niskiej zazdrości? Czyli jest wysoka zazdrość? Czy może każda zazdrość jest niska?

                                                    Nie napisałem nigdzie, że zazdość może być wyższym uczuciem. Użyłem przymiotnika "niska", żeby podkreslić, że uważam zazdrość za negatywne uczucie.
                                      • aandzia43 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 09:25
                                        > Widzisz sam jak to jest. Reagujesz na zdradę w sposób atawistyczny, co jest pod
                                        > yktowane pierwotnym instynktem nakazującym nam rozprzestrzeniać własne geny i z
                                        > walczać rozprzestrzenianie się genów należących do konkurentów.

                                        Emocjonalna reakcja na zdradę wynika nie tylko z podskórnej wściekłości, że ktoś śmiał zakraść się na nasze poletko rozrodcze. Zdrada to również, a dla niektórych może przede wszystkim, wpuszczenie w intymny świat dwojga ludzi osoby trzeciej. Ponieważ nie otwieramy się zbyt łatwo na każdego, ponieważ mamy swoje granice różne dla różnych ludzi i różnych rodzajów więzi, na zdradę możemy zareagować jak na zdemolowanie, pokrycie brudem naszej wspólnej z partnerem intymności, czyli nas samych też. Być może dlatego na myśl o zdradzie niektórym robi się fizycznie niedobrze.
                                        • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 09:37
                                          aandzia43 napisała:

                                          > Emocjonalna reakcja na zdradę wynika nie tylko z podskórnej wściekłości, że kto
                                          > ś śmiał zakraść się na nasze poletko rozrodcze. Zdrada to również, a dla niektó
                                          > rych może przede wszystkim, wpuszczenie w intymny świat dwojga ludzi osoby trze
                                          > ciej. Ponieważ nie otwieramy się zbyt łatwo na każdego, ponieważ mamy swoje gra
                                          > nice różne dla różnych ludzi i różnych rodzajów więzi, na zdradę możemy zareago
                                          > wać jak na zdemolowanie, pokrycie brudem naszej wspólnej z partnerem intymności
                                          > , czyli nas samych też. Być może dlatego na myśl o zdradzie niektórym robi się
                                          > fizycznie niedobrze.

                                          Zgadzam się z Tobą, ale zauważ, że piszesz o "nadbudówce", w której mieści się intymność. Ale ze wględu na to, że jesteśmy ludźmi ukształtowanymi przez miliony lat ewolucji, ta "nadbudówka" jest efektem tego, co mamy zapisane w genach. Pierwotną przyczyną naszego poczucia krzywdy w przypadku zdrady jest więc nasz pierwotny instynkt, który przejawia się pośrednio właśnie w takich wytworach naszej kultury jak miłość czy intymność.
                                          • aandzia43 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 10:18
                                            > Zgadzam się z Tobą, ale zauważ, że piszesz o "nadbudówce", w której mieści się
                                            > intymność.

                                            Zdaję sobie sprawę z biologicznego pochodzenia naszych uczuć, ale intymność rozumiana jako zamknięty dla postronnych świat między dwojgiem ludzi to dużo więcej niż prosta kontynuacja potrzeby rozsiewania swoich genów. Intymność (nie tylko na płaszczyźnie erotycznej) to misterna konstrukcja budowana przez dwoje ludzi. Pojawienie się intruza zaburza harmonię, niszczy konstrukcję, narusza granice związku, a tym samym osoby, której wprowadzenie intruza się nie podoba. Stąd gwałtowne czasem reakcje.
                                            • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 10:32
                                              aandzia43 napisała:

                                              > Zdaję sobie sprawę z biologicznego pochodzenia naszych uczuć, ale intymność roz
                                              > umiana jako zamknięty dla postronnych świat między dwojgiem ludzi to dużo więce
                                              > j niż prosta kontynuacja potrzeby rozsiewania swoich genów. Intymność (nie tylk
                                              > o na płaszczyźnie erotycznej) to misterna konstrukcja budowana przez dwoje ludz
                                              > i. Pojawienie się intruza zaburza harmonię, niszczy konstrukcję, narusza granic
                                              > e związku, a tym samym osoby, której wprowadzenie intruza się nie podoba. Stąd
                                              > gwałtowne czasem reakcje.

                                              To prawda, intymność to misterna konstrukcja, ale to wcale nie wyklucza, że źródłem powstania czegoś takiego jak intymność jest pierwotny instynkt. Powiedz mi, w jaki sposób nasz mózg byłby zdolny do tworzenia intymności, gdyby natura nie dała nam takiej możliwości poprzez genetyczne modyfikacje pojawiające się w trakcie ewolucji. Oczywiście, jeśli jesteś zwolenniczką kreacjonizmu, to nasza dyskusja nie ma większego sensu, bo wiarę się ma albo nie i nie można jej dogmatów poddawać zdroworozsadkowej dyspucie.

                                              Ja rozumiem gwałtowne reakcje zdradzonych, podobnie jak rozumiem zdradzających. Natomiast nie akceptuję zachowań będących udziałem ditchdoc'a, który swoją byłą już od dość długiego czasu (tak się domyłśam, bo ma już inną dziwczynę, z którą już od dawna uprawia seks) wyzywa od kurew i szmat.
                              • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:00
                                symmetryisall napisał:

                                > Jeszcze trochę i wyznasz, że przyłapawszy ją z gachem w pościeli, zacząłbyś od
                                > przeprosin, że im przeszkadzasz.

                                Ciekawy wniosek, ale bezpodstawny. No i po co ten skrajny przykład? Żeby usprawiedliwić własne chamstwo w stosunku do ukochanej kobiety? To jak to jest? Można w jednej chwili przestać kochać kobietę, bo zdradziła? Jeśli miłość jest prawdziwa, to nie przemija w jednej chwili. Jednym słowem, jeśli kobieta która zdradziła słyszy od swojego ukochanego, że jest kurwą to w gruncie rzeczy miała rację, że zaszalała z innym.
                                • eruiluvatar Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:55
                                  Jeśli kobieta wskutek szoku porodowego może zabić własne dziecko, to czemu facet wskutek szoku "zdradowego" miałby nie móc nazwać kurwy kurwą?
                                  • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:18
                                    bo gravediggerowi1 sie to nie podoba i mowi ze tak nie jest
                                  • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 08:44
                                    eruiluvatar napisał:

                                    > Jeśli kobieta wskutek szoku porodowego może zabić własne dziecko, to czemu face
                                    > t wskutek szoku "zdradowego" miałby nie móc nazwać kurwy kurwą?

                                    Może zabić, ale spotka ją wtedy kara za czyn zabroniony prawem. Można również w szoku nazwać kobietę kurwą, ale jest to czyn niegodny faceta, który kocha swoją kobietę. I zauważ, że ditchdoc był w szoku, gdy się dowiedział o zdradzie, ale mimo że upłynęło już sporo czasu od tamtego wydarzenia, on nadal wyzywa swoją byłą kurwą i szmatą. To już nie jest działanie w afekcie. To już jest regularnie chamskie i prostackie zachowanie.
            • vergaa Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:54
              o wlasnie, a ditchdoc nie lubisz pogladow Korwina-Mikke i Cejrowskiego?

              > > nie nienawidze, mowienie per "kurew" to nie jest wyzwisko czy agresja tyl
              > ko po
              > > prostu stwierdzenie faktu, jak imie.

              jak juz piszemy o tym slowie, to od dawien dawna oznaczało kobiete uprawiajaca seks za pieniadze, a zdradzajace kobiety seksza sie z obcymi zazwyczaj dla przyjemnosci a nie dla kasy...
              dzieki Tobie i kolegom, o ktorych pisalam wczesniej slowo to nabiera nowego znaczenia, ktore jest po prostu wyrazem CHAMSTWA
              • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:58
                vergaa napisała:

                > jak juz piszemy o tym slowie, to od dawien dawna oznaczało kobiete uprawiajaca
                > seks za pieniadze, a zdradzajace kobiety seksza sie z obcymi zazwyczaj dla przy
                > jemnosci a nie dla kasy...
                > dzieki Tobie i kolegom, o ktorych pisalam wczesniej slowo to nabiera nowego zna
                > czenia, ktore jest po prostu wyrazem CHAMSTWA

                :D
                no tak, z nas dwojga to ja jestem chamem

                kobieta uprawiajaca sex za pieniadze to prostutytka, tak brzydko sie o nich nie mowi ;)
              • eruiluvatar Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 18:56
                "Kurwa" to charakter i sposób postępowania.
                "Prostytutka" to profesja.
      • anital36 Re: Facet po zdradzie 22.09.10, 07:26
        ditchdoc napisał
        >
        > wiekszosc mezczyzn w Polsce chce zony i dzieci, potem maja dziewuche ktora ich
        > zdradzi i bystrzejsi od razu rozumieja o co chodzi, glupsi otrzymuja podobna le
        > kcje od nastepnej. I zmieniaja podejscie.


        W nie których przypadkach jest tak że to facet zdradzi pierwszy dla czego my kobiety mamy byc gorsze i sie nie zrewanzować .
        A póżniej wychodzi na to że to on nosi poroża jak "Pałac Kultury " ale to on zaczął pierwszy :)
    • zakletawmarmur Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 14:18

      Dobry post:-)

      Ja też ostatnimi czasy zauważam całą masę podobnych męskich zjawisk...
      Zauważ, że Ci faceci, którzy coś sobą reprezentują jakoś nie wyzywają kobiet od kurew, nie doszukują się wszędzie wykorzystywania biednych mężczyzn i nie mają jakiś leków "czy ona nie próbuje mnie wychujać". Generalnie Ci interesujący mężczyźni, przy których nogi miękną, są pozytywni i pewni siebie:-) Może mają tą wewnętrzną pewność siebie, że są za fajni, żeby jakaś kobieta chciała ich wykorzystać?
      IMO jeśli facet w każdej kobiecie doszukuje się kombinatorki to w ten sposób wysyła komunikat "jestem dupkiem i jeśli chciałabyś ze mną być to tylko dlatego, że chcesz mnie oszukać". Mnie taka postawa strasznie zniechęca. A nie moge powiedzieć, żebym w jakiś sposób oszukiwała któregoś z moich facetów. Do tej pory nie czerpałam korzyści materialnych z tytułu "posiadania faceta" a zdradzać też nie zdradzałam:-) Zdecydowanie bardziej atrakcyjni wydają mi się mężczyźni, którzy kobiety lubią a nawet podziwiają.
      • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 14:27
        zakletawmarmur napisała:

        > Zauważ, że Ci faceci, którzy coś sobą reprezentują jakoś nie wyzywają kobiet od
        > kurew, nie doszukują się wszędzie wykorzystywania biednych mężczyzn i nie mają
        > jakiś leków "czy ona nie próbuje mnie wychujać".

        zgadza sie, kurwom sie nie mowi ze sa kurwami, daje sie liscia i kaze wypeirdalac :) zapominajac o niej w nastepnej seksundzie. Wyswiska i krzyki to faktycznie nie to.

        > Generalnie Ci interesujący mę
        > żczyźni, przy których nogi miękną, są pozytywni i pewni siebie:-) Może mają tą
        > wewnętrzną pewność siebie, że są za fajni, żeby jakaś kobieta chciała ich wyko
        > rzystać?

        to sa ci mezczyzni, ktorzy raz zostali nauczeni i dobrze zinterpretowali lekcje. Podrywaja co chca i kiedy chca, nie sa obrazeni na calosc rodzaju zenskiego, jak np. byly vergii.

        > IMO jeśli facet w każdej kobiecie doszukuje się kombinatorki to w ten sposób wy
        > syła komunikat "jestem dupkiem i jeśli chciałabyś ze mną być to tylko dlatego,
        > że chcesz mnie oszukać".

        a co ma robic koles ktory trafil na taka ktora pomimo szczerych checi i nawet milosci, zamiast go po prostu zostawic, byl zdradzany?
        Nie wszyscy umieja sie szybko, czy nawet wogole, wyleczyc. Jesli facet trafil na pierwsza kurewka przed 30 to ciezko mu bedzie.

        > Mnie taka postawa strasznie zniechęca. A nie moge powi
        > edzieć, żebym w jakiś sposób oszukiwała któregoś z moich facetów. Do tej pory n
        > ie czerpałam korzyści materialnych z tytułu "posiadania faceta" a zdradzać też
        > nie zdradzałam:-) Zdecydowanie bardziej atrakcyjni wydają mi się mężczyźni, któ
        > rzy kobiety lubią a nawet podziwiają.
        >

        zgadza sie, sam lubie i podziwiam

        powtarzam poraz 100, odrozniajcie kurwe od kobiety
        • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 14:35
          ditchdoc napisał:

          > zgadza sie, kurwom sie nie mowi ze sa kurwami, daje sie liscia i kaze wypeirdal
          > ac :) zapominajac o niej w nastepnej seksundzie. Wyswiska i krzyki to faktyczni
          > e nie to.

          Jeżeli ktoś mówi, że kocha kobietę (bo zakładam, że o taki przypadek chodzi) a przy tym bije ją i wypędza, bo zdradziła, to oznacza, że do uczucia jakim jest miłość nie jest zdolny. On chce mieć tylko na własność kobietę, którą może jak się wyraziłeś nie raz "ruchać" bez dzielenia się z nią z innymi.
          • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 14:41
            gravedigger1 napisał:


            > Jeżeli ktoś mówi, że kocha kobietę (bo zakładam, że o taki przypadek chodzi) a
            > przy tym bije ją i wypędza, bo zdradziła, to oznacza, że do uczucia jakim jest
            > miłość nie jest zdolny. On chce mieć tylko na własność kobietę, którą może jak
            > się wyraziłeś nie raz "ruchać" bez dzielenia się z nią z innymi.

            nie bije
            dalem plaskiego zeby sie w koncu odpierdolila i przestala lamentowac jaki jestem cudowny, jak mnie kocha i jak przeprasza

            milosc niczego nie zmienia, ona nie kocha skoro wyruchala innego mezczyzne, moje uczucia do niej nie maja znaczenia
            • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 14:47
              ditchdoc napisał:

              > milosc niczego nie zmienia, ona nie kocha skoro wyruchala innego mezczyzne, moj
              > e uczucia do niej nie maja znaczenia

              Twoje uczucia nie mają znaczenia, bo ich nie ma i nie było...
              • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 14:53
                gravedigger1 napisał:

                > Twoje uczucia nie mają znaczenia, bo ich nie ma i nie było...

                tak, wiesz lepiej

                to ze Ty akceptujesz to ze twoja zona/kobieta kleka przed innymi mezczyznami nie znaczy ze innie beda czy nawet powinni
                • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:17
                  ditchdoc napisał:

                  > to ze Ty akceptujesz to ze twoja zona/kobieta kleka przed innymi mezczyznami ni
                  > e znaczy ze innie beda czy nawet powinni

                  Oczywiście, że inni nie muszą czegoś takiego akceptować, ale to nie znaczy, że mają moralne prawo do traktowania swojej partnerki (nawet tej zdradzającej) z "liścia" i tekstami "wypierdalaj".
                  • kag73 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:24
                    "Oczywiście, że inni nie muszą czegoś takiego akceptować, ale to nie znaczy, że mają moralne prawo do traktowania swojej partnerki (nawet tej zdradzającej) z "liścia" i tekstami "wypierdalaj".

                    Otoz, z tym sie zgadzam. Partner jest wolnym czlowiekiem, nie moim niewolnikiem. Jezeli chce zdradzic i to zrobi, jego wybor. Inna rzecz co ja z tym zrobie.
                  • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:27
                    gravedigger1 napisał:

                    > Oczywiście, że inni nie muszą czegoś takiego akceptować, ale to nie znaczy, że
                    > mają moralne prawo do traktowania swojej partnerki (nawet tej zdradzającej) z "
                    > liścia" i tekstami "wypierdalaj".

                    informuje swoje kobiety co mysle o zdradzie i zdradzajacych, przynajmniej od tej pierwszej. Powiem Ci ze po lisciu uznala mnie za cudownego mezczyzne, prosila, przchodzila do domu, mowila ze kocha itd ;)

                    standradowa kurew. Obstaje za swoim

                    szanuje i traktuje godnie kobiety, zgodnie z obowiazujacymi zasadami. Kobiety, nie kurwy.
                    • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:38
                      ditchdoc napisał:

                      > informuje swoje kobiety co mysle o zdradzie i zdradzajacych, przynajmniej od te
                      > j pierwszej. Powiem Ci ze po lisciu uznala mnie za cudownego mezczyzne, prosila
                      > , przchodzila do domu, mowila ze kocha itd ;)

                      To że ona po liściu jeszcze do Ciebie przychodziła świadczyć może o tym, że naprawdę Cię kochała, tylko że zbłądziła. A każdy może zbłądzić... Natomiast twoje zachowanie swiadczy o tym, że kochasz bardziej własne ego niż kobietę...

                      > standradowa kurew. Obstaje za swoim

                      Swoją drogą, miała szczęście, że Cię zdradziła i dzieki temu w porę zakończył się jej związek z Tobą. Inaczej miałaby przechlapane przez być może całe życie...

                      > szanuje i traktuje godnie kobiety, zgodnie z obowiazujacymi zasadami. Kobiety,
                      > nie kurwy.

                      Nikogo nie szanujesz. Jesteś pełen pogardy.
                      • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:48
                        gravedigger1 napisał:

                        > To że ona po liściu jeszcze do Ciebie przychodziła świadczyć może o tym, że nap
                        > rawdę Cię kochała, tylko że zbłądziła. A każdy może zbłądzić... Natomiast twoje
                        > zachowanie swiadczy o tym, że kochasz bardziej własne ego niż kobietę...
                        >

                        mylisz, tak robi kazda jedna bez wyjatku gwiazdeczka ktorej bylo za dobrze, puszczala sie i ktorej chlop/maz nie byl na tyle glupi i kompletnie wyzbyty jaj zeby ja przyjac spowrotem

                        standardowe, pisalem wiele razy, zachowanie kurwy na odrzucenie

                        > Swoją drogą, miała szczęście, że Cię zdradziła i dzieki temu w porę zakończył s
                        > ię jej związek z Tobą. Inaczej miałaby przechlapane przez być może całe życie..
                        > .
                        nie wiem, zle jej nie bylo, mojej aktualnej tez nie jest. Jestem pewien ze jak bedzie zle to sama odejdzie.
                        Jestem pewien ze Twojej zonie jest super ;)

                        > Nikogo nie szanujesz. Jesteś pełen pogardy.

                        nie
                        • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 16:03
                          ditchdoc napisał:

                          > mylisz, tak robi kazda jedna bez wyjatku gwiazdeczka ktorej bylo za dobrze, pus
                          > zczala sie i ktorej chlop/maz nie byl na tyle glupi i kompletnie wyzbyty jaj ze
                          > by ja przyjac spowrotem

                          Zadziwia mnie Twoja zdolność do rozciągania wniosków wynikających z jednostkowego doświadczenia na cały zbiór "gwiazdeczek"... I Ty jesteś naukowcem??? OMC doktorem???

                          > standardowe, pisalem wiele razy, zachowanie kurwy na odrzucenie

                          Standardowy to jest Twój niesamowicie zawężony horyzont myślowy... Nie wiem, czy sobie zdajesz sprawę, ale przemawiają przez Ciebie pierwotne instynkty, które tak potępiasz jeśli chodzi o zdradzające kobiety;)

                          > nie wiem, zle jej nie bylo, mojej aktualnej tez nie jest. Jestem pewien ze jak
                          > bedzie zle to sama odejdzie.

                          Tego nie wiemy. Mamy tylko Twoje słowa. Nie powinieneś mówić w imieniu byłej.

                          > Jestem pewien ze Twojej zonie jest super ;)

                          Zapytaj ją sam;))

                          > > Nikogo nie szanujesz. Jesteś pełen pogardy.
                          >
                          > nie

                          Tak. Moje słowo ma taką samą wagę jak Twoje;)
                          • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 18:02
                            gravedigger1 napisał:


                            > Zadziwia mnie Twoja zdolność do rozciągania wniosków wynikających z jednostkowe
                            > go doświadczenia na cały zbiór "gwiazdeczek"... I Ty jesteś naukowcem??? OMC do
                            > ktorem???

                            wszyscy tutaj pisza na podstawie swoich doswiadczen, mam nadzieje przynajmniej

                            > Standardowy to jest Twój niesamowicie zawężony horyzont myślowy... Nie wiem, cz
                            > y sobie zdajesz sprawę, ale przemawiają przez Ciebie pierwotne instynkty, które
                            > tak potępiasz jeśli chodzi o zdradzające kobiety;)

                            zawężony czy nie, tak wlasnie zawsze jest ;), w przypadkach ktore ja znam tak bylo

                            > Tego nie wiemy. Mamy tylko Twoje słowa. Nie powinieneś mówić w imieniu byłej.
                            >

                            po tym jak dlugo ryczala ze chce spowrotem, jak jej matka do mnie dzwonila, jak przychodzila i stala pod drzwiami mimo ze nie otwieralem, po tym ze musialem nr telefonu zmienic stwierdzam ze jednak nie bylo az tak zle

                            widac "kurew" i lisc az tak jej nie obrazil jak tego bys chcial ;)
                            • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 18:18
                              ditchdoc napisał:

                              > wszyscy tutaj pisza na podstawie swoich doswiadczen, mam nadzieje przynajmniej

                              Powiedz mi, dlaczego rozciągasz swoje jednostkowe doświadczenie na grupę ludzi, których nie znasz???

                              > zawężony czy nie, tak wlasnie zawsze jest ;), w przypadkach ktore ja znam tak bylo

                              Ale to był tylko jeden przypadek, moze znasz kilka przypadków. Jakim prawem uogólniasz ten wniosek??? Pomyśl najpierw, kolego!

                              > po tym jak dlugo ryczala ze chce spowrotem, jak jej matka do mnie dzwonila, jak
                              > przychodzila i stala pod drzwiami mimo ze nie otwieralem, po tym ze musialem n
                              > r telefonu zmienic stwierdzam ze jednak nie bylo az tak zle

                              To są wszystko tylko Twoje słowa. Nie mamy tu zeznania drugiej strony, więc Twoje argumenty o tym, że było jej z Tobą dobrze mozna między bajki włożyć.
                              • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 20:21
                                gravedigger1 napisał:

                                > Ale to był tylko jeden przypadek, moze znasz kilka przypadków. Jakim prawem uog
                                > ólniasz ten wniosek??? Pomyśl najpierw, kolego!

                                jeden moj, wiecej kolegow, zawsze mialem racje i zawsze bylo tak jak powiedzialem ze bedzie

                                > To są wszystko tylko Twoje słowa. Nie mamy tu zeznania drugiej strony, więc Two
                                > je argumenty o tym, że było jej z Tobą dobrze mozna między bajki włożyć.

                                napinka przez internet mnie nie interesuje

                                zawsze jak powiem cos co kompletnie nie pasuje do tych bzdur ktore wygadujesz, ze wymyslam?

                                mysle ze wielu mezczyzn ktorzy slusznie wystawili niewierna zone/kobiete za drzwi raczej szorstko ja traktujac potwierdzi ze tak to wyglada
                                • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 08:48
                                  ditchdoc napisał:

                                  > jeden moj, wiecej kolegow, zawsze mialem racje i zawsze bylo tak jak powiedzial
                                  > em ze bedzie

                                  No proszę, mamy tu wyrocznię, alfę i omegę!!! Nie mam więcej pytań do Pana.

                                  > zawsze jak powiem cos co kompletnie nie pasuje do tych bzdur ktore wygadujesz,
                                  > ze wymyslam?

                                  Moim zdaniem to ty wygadujesz bzdury. Możemy tylko dyskutować na temat swoich przekonań, które tu prezentujemy. Motywów działąnie twojej byłej nie znamy, a twoje "wrażenia" co do tych motywów są zbyt subiektywne, by mogły być argumentem w dyskusji.
                      • eruiluvatar Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 18:59
                        > To że ona po liściu jeszcze do Ciebie przychodziła świadczyć może o tym, że nap
                        > rawdę Cię kochała, tylko że zbłądziła. A każdy może zbłądzić...

                        I każdy może o konsekwencjach swoich czynów pomyśleć wcześniej.
                        • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 08:49
                          eruiluvatar napisał:

                          > I każdy może o konsekwencjach swoich czynów pomyśleć wcześniej.

                          Gdyby każdy był ideałem, to myśłałby wcześniej, ale żyjemy w swiecie realnym a nie idealnym.
                          • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 13:47
                            gravedigger1 napisał:

                            >
                            > Gdyby każdy był ideałem, to myśłałby wcześniej, ale żyjemy w swiecie realnym a
                            > nie idealnym.

                            nosisz sukienke z trawy i palisz calymi dniami?
          • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 14:49
            > Jeżeli ktoś mówi, że kocha kobietę (bo zakładam, że o taki przypadek chodzi) a
            > przy tym bije ją i wypędza, bo zdradziła, to oznacza, że do uczucia jakim jest
            > miłość nie jest zdolny. On chce mieć tylko na własność kobietę, którą może jak
            > się wyraziłeś nie raz "ruchać" bez dzielenia się z nią z innymi.

            Któryś z pop-psychologów polskich rozstrzygał już tę kwestię. Na pytanie "Czy jeśli ktoś nie może wybaczyć zdrady, to oznacza, że jest złym człowiekiem?" odpowiedział "Nie, to oznacza tylko tyle, że jego miłość własna jest większa niż miłość do drugiej osoby."

            Ja się z tym zgodzę, o ile pod "miłość własna" podstawimy "szacunek dla siebie samego".

            Jeśli ktoś nie ma szacunku do siebie samego, to nie może go oczekiwać od innych. Dlatego nie relatywizujmy nadmiernie.

            Znów się tu pojawia tendencja do wybielania zdradzających. Bo się potknęli, bo trzeba im wybaczyć, bo sraty-pierdaty.

            Obrzydliwość.
            • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:00
              symmetryisall napisał:

              > Ja się z tym zgodzę, o ile pod "miłość własna" podstawimy "szacunek dla siebie
              > samego".
              >
              > Jeśli ktoś nie ma szacunku do siebie samego, to nie może go oczekiwać od innych
              > . Dlatego nie relatywizujmy nadmiernie.
              >
              > Znów się tu pojawia tendencja do wybielania zdradzających. Bo się potknęli, bo
              > trzeba im wybaczyć, bo sraty-pierdaty.
              >
              > Obrzydliwość.
              >

              zachecam do wiekszej aktywnosci, w miare mozliwosci i ochoty oczywiscie

              wiesz wiecej, masz doswiadczenie, znasz zachowania kurew i do tego dobrze piszesz
              • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:21
                ditchdoc napisał:

                > zachecam do wiekszej aktywnosci, w miare mozliwosci i ochoty oczywiscie
                >
                > wiesz wiecej, masz doswiadczenie, znasz zachowania kurew i do tego dobrze piszesz

                No, no. Szukuje się tu chyba założenie klubu facetów z przerostem ego;))
            • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:04
              symmetryisall napisał:

              > Któryś z pop-psychologów polskich rozstrzygał już tę kwestię. Na pytanie "Czy j
              > eśli ktoś nie może wybaczyć zdrady, to oznacza, że jest złym człowiekiem?" odpo
              > wiedział "Nie, to oznacza tylko tyle, że jego miłość własna jest większa niż mi
              > łość do drugiej osoby."

              Zgadzam się z tym.

              > Ja się z tym zgodzę, o ile pod "miłość własna" podstawimy "szacunek dla siebie
              > samego".

              Niczego nie podstawiaj. Chodzi właśnie o miłość własną, o urażone ego, a nie o tę drugą osobę, którą się niby kocha.

              > Jeśli ktoś nie ma szacunku do siebie samego, to nie może go oczekiwać od innych
              > . Dlatego nie relatywizujmy nadmiernie.

              Jeśli ktoś ma szacunek do siebie, to ma również szacunek do osoby, która kocha. I przez wgląd na to co ich łączy, jest przynajmniej w stanie wysłuchać drugiej strony i jej przebaczyć, mimo decyzji o rozstaniu. Ale ktoś kto "daje z liścia", każe z miejsca "wypierdalać" daje świadectwo o samym sobie, o tym że nie jest pewien własnej wartości i ma tak czułe ego, że dopiero co gorące uczucie miłości zmienia się w nienawiść. Piszę to, bo sam przeszedłem fazę transformacji miłości w nienawiść w wyniku tego, co zrobiła moja ukochana. Wiem więc o czym mówię, i wiem że gdybym kochał ją bardziej niż własne ego, to takiej negatywnej transformacji nie byłoby.

              > Znów się tu pojawia tendencja do wybielania zdradzających. Bo się potknęli, bo
              > trzeba im wybaczyć, bo sraty-pierdaty.
              >
              > Obrzydliwość.

              Oczywiście, ukamienować ich!!! Przecież jesteś człowiekiem bez moralnej skazy! Zuważ, że JPII, który posiadał wysokie przymioty moralne nigdy nie potępiał z definicji, ale starał się dostrzec w kązdym człowieka, w każdym coś dobrego.
              • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:31
                gravedigger1 napisał:

                > Oczywiście, ukamienować ich!!! Przecież jesteś człowiekiem bez moralnej skazy!
                > Zuważ, że JPII, który posiadał wysokie przymioty moralne nigdy nie potępiał z d
                > efinicji, ale starał się dostrzec w kązdym człowieka, w każdym coś dobrego.

                nie ukamienowac, nie jestesmy muzelmanami ;)

                wiec to zdrada zony nauczyla Cie "otwartosci" w zwiazkach? :)
                • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:41
                  ditchdoc napisał:

                  > nie ukamienowac, nie jestesmy muzelmanami ;)

                  Niewiele się od nich różnisz. Gdybyś żył wśród talibów, to myślę, że kamienowałbyś takie kobiety.

                  > wiec to zdrada zony nauczyla Cie "otwartosci" w zwiazkach? :)

                  Mnie żona nigdy nie zdradziła. Bo zdrada oznacza, że zrobiła coś "nielegalnego" z kimś bez mojej wiedzy. A tak nie było;)
                  • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:54
                    gravedigger1 napisał:

                    > Niewiele się od nich różnisz. Gdybyś żył wśród talibów, to myślę, że kamienował
                    > byś takie kobiety.
                    >
                    gdybym..
                    gdyby ludzie nie zdradzali wogole nie byloby problemu

                    >
                    > Mnie żona nigdy nie zdradziła. Bo zdrada oznacza, że zrobiła coś "nielegalnego"
                    > z kimś bez mojej wiedzy. A tak nie było;)

                    mowie poraz kolejny, to ze Tobie nie przeszkadza ze Twoja zona uprawia sex z innymi mezczyznami to twoja i jej sprawa, dla mnie sex kobiety bedacej w zwiazku ze mna z innym mezczyna to automatyczna eksmisja z mieszkania, otrzezwiajacy lisc zeby wiedziala komu wprzyszlosci alfowe ma placic i drugie imie, "kurwa"
                    • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 16:10
                      ditchdoc napisał:

                      > gdyby ludzie nie zdradzali wogole nie byloby problemu

                      Gdyby babcia miała wąsy, to by dziadkiem była! ;) Wiesz, że jest to nierelane. Chyba, że ewolucja zmieni nas diametralnie i będziemy rozmnażać się przez pączkowanie;)))

                      > mowie poraz kolejny, to ze Tobie nie przeszkadza ze Twoja zona uprawia sex z in
                      > nymi mezczyznami to twoja i jej sprawa, dla mnie sex kobiety bedacej w zwiazku
                      > ze mna z innym mezczyna to automatyczna eksmisja z mieszkania, otrzezwiajacy li
                      > sc zeby wiedziala komu wprzyszlosci alfowe ma placic i drugie imie, "kurwa"

                      Ależ ja rozumiem, że masz prawo do związku bez zdrady. Jedyne co uważam za złe z Twojej strony, to traktowanie kobiety, ktorą dopiero co kochałeś jak "kurwy" i "szmaty". Wybacz to świadczy o Tobie dobitnie...
              • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:35
                Piszę to, bo sam przeszedłem fazę transformacji mi
                > łości w nienawiść w wyniku tego, co zrobiła moja ukochana. Wiem więc o czym mów
                > ię, i wiem że gdybym kochał ją bardziej niż własne ego, to takiej negatywnej tr
                > ansformacji nie byłoby.

                Otóż widzisz, a ja przeżyłem zdradę, właściwie na moich oczach, i nie przerodziło mi się to w nienawiść. Wybaczyłem, jak zakochany szczeniak. Potem się rozstaliśmy, minęło dużo czasu i właściwie dużej zadry mi to nie zostawiło. Ale ogólnie, z perspektywy lat patrząc, tak sobie myślę, że jakbym został zdradzony teraz, to bym się po prostu zawinął i zniknął. Szkoda czasu, szkoda nerwów, szkoda siebie. W sumie tak jak Ditchdoc, choć może nie tłukłbym po pysku.

                > Oczywiście, ukamienować ich!!! Przecież jesteś człowiekiem bez moralnej skazy!

                Hop-siup ze skrajności w skrajność.
                Dlaczego zaraz ukamienować? Wystarczy nazywać rzeczy po imieniu.

                > Zuważ, że JPII, który posiadał wysokie przymioty moralne nigdy nie potępiał z d
                > efinicji, ale starał się dostrzec w kązdym człowieka, w każdym coś dobrego.

                Ja akurat jestem z tych, co nie płakali po papieżu. I też dopatruję się w ludziach dobrych rzeczy. Ale wizja własnej żony obciągającej pałę obcemu facetowi potrafi, moim zdaniem, mocno zamglić wzrok.
                • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:48
                  symmetryisall napisał:

                  > Otóż widzisz, a ja przeżyłem zdradę, właściwie na moich oczach, i nie przerodzi
                  > ło mi się to w nienawiść. Wybaczyłem, jak zakochany szczeniak.

                  Pochwały godne!

                  > Ale ogóln
                  > ie, z perspektywy lat patrząc, tak sobie myślę, że jakbym został zdradzony tera
                  > z, to bym się po prostu zawinął i zniknął. Szkoda czasu, szkoda nerwów, szkoda
                  > siebie. W sumie tak jak Ditchdoc, choć może nie tłukłbym po pysku.

                  Zwinąć się i zniknąć, a potraktować z liścia i rzec do ukochanej "wypierdalaj", to zupełnie dwie różne rzeczy.


                  > Hop-siup ze skrajności w skrajność.
                  > Dlaczego zaraz ukamienować? Wystarczy nazywać rzeczy po imieniu.

                  Oczywiście z tym ukanmienowaniem to było przejaskrawienie, ale nie tak dalekie od rzeczywistości. Takie rzeczy kobietom zdradzającym robi się naprawdę. i to wcale nie tak daleko od nas...

                  > Ja akurat jestem z tych, co nie płakali po papieżu.

                  To nie ma nic do rzeczy. Przytoczyłem przykład papieża, bo kto jak kto na tej ziemi, ale on miałby moralne prawo do potępiania, jednak nie robił tego. I to świadczy o jego wielkości, o jego zdolności i chęci zrozumienia drugiego człowieka.

                  > I też dopatruję się w ludzi
                  > ach dobrych rzeczy. Ale wizja własnej żony obciągającej pałę obcemu facetowi po
                  > trafi, moim zdaniem, mocno zamglić wzrok.

                  A cóż to takiego wielkiego? ;) Jeśli Tobie obciąga, to dlaczego nie innemu facetowi, który ją pociąga? ;) Uważam, że to całkiem normalne;)))
                  • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:57
                    gravedigger1 napisał:

                    > A cóż to takiego wielkiego? ;) Jeśli Tobie obciąga, to dlaczego nie innemu face
                    > towi, który ją pociąga? ;) Uważam, że to całkiem normalne;)))

                    a no wlasnie
                    TY tak uwazasz ;)
                    • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 16:21
                      ditchdoc napisał:

                      > a no wlasnie
                      > TY tak uwazasz ;)

                      Tobie też polecam, będziesz zdrowszy psychicznie i mniej sfrustrowany;)
                  • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 17:40
                    > Pochwały godne!

                    Nie. Z perspektywy czasu uważam, że to było raczej żałosne. Nie zaskarbiłem sobie bynajmniej szacunku tej dziewczyny tym wybaczeniem. Powinienem był splunąć jej pod nogi, odwrócić się na pięcie i trzasnąć drzwiami.

                    > Zwinąć się i zniknąć, a potraktować z liścia i rzec do ukochanej "wypierdalaj",
                    > to zupełnie dwie różne rzeczy.

                    No nie wiem. Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której zdrada boli tak bardzo, że zdradzony posuwa się do agresji werbalnej i fizycznej.

                    > A cóż to takiego wielkiego? ;) Jeśli Tobie obciąga, to dlaczego nie innemu face
                    > towi, który ją pociąga? ;) Uważam, że to całkiem normalne;)))

                    Dla mnie to jest coś wielkiego. Do tego stopnia, że czułbym fizyczną odrazę przed kontaktem z taką kobietą.
                    • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 18:23
                      symmetryisall napisał:

                      > Nie. Z perspektywy czasu uważam, że to było raczej żałosne. Nie zaskarbiłem sob
                      > ie bynajmniej szacunku tej dziewczyny tym wybaczeniem. Powinienem był splunąć j
                      > ej pod nogi, odwrócić się na pięcie i trzasnąć drzwiami.

                      To byłoby właśnie żałosne. Zachowałbyś się jak dupek do kwadratu.

                      > No nie wiem. Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której zdrada boli tak
                      > bardzo, że zdradzony posuwa się do agresji werbalnej i fizycznej.

                      Ja też jestem w stanie wyobrazić sobie. Jestem w stanie nawet wyobrazić sobie, ze z powodu zdrady ktoś zabija osobę, która zdradziła. Ale czy to oznacza, że mam takie zabójstwo zaakceptować???

                      > Dla mnie to jest coś wielkiego. Do tego stopnia, że czułbym fizyczną odrazę prz
                      > ed kontaktem z taką kobietą.

                      Rozumiem to doskonale. To jest działanie naszej pierwotnej natury, która "dąży" do rozprzestrzeniania naszych własnych genów, a nie genów innego osobnika, który jest przecież pierwotnym rywalem. Jak widzisz, jesteś w swojej odrazie bardzo podobny do tych, którzy ulegają pierwotnym instynktom zdradzając:)
                      • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 18:31
                        > To byłoby właśnie żałosne. Zachowałbyś się jak dupek do kwadratu.

                        Śmiem się nie zgodzić. Tamten trzeci patrzył na mnie jak na frajera, ja czułem się jak zbity pies, a dziewczyna uznała mnie za pierdołę i w końcu rzuciła. Z mojego wybaczenia ucieszył się chyba tylko Jezus.

                        > Ja też jestem w stanie wyobrazić sobie. Jestem w stanie nawet wyobrazić sobie,
                        > ze z powodu zdrady ktoś zabija osobę, która zdradziła. Ale czy to oznacza, że m
                        > am takie zabójstwo zaakceptować???

                        Jak sam lubisz podkreślać, jest spory rozziew między kopnięciem niewiernej pani w dupę, a zasztyletowaniem jej w afekcie.


                        > Rozumiem to doskonale. To jest działanie naszej pierwotnej natury, która "dąży"
                        > do rozprzestrzeniania naszych własnych genów, a nie genów innego osobnika, któ
                        > ry jest przecież pierwotnym rywalem. Jak widzisz, jesteś w swojej odrazie bardz
                        > o podobny do tych, którzy ulegają pierwotnym instynktom zdradzając:)

                        Innymi słowy, jak się nie odwrócisz, dupa z tyłu.
                        • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 20:26
                          symmetryisall napisał:


                          > Śmiem się nie zgodzić. Tamten trzeci patrzył na mnie jak na frajera, ja czułem
                          > się jak zbity pies, a dziewczyna uznała mnie za pierdołę i w końcu rzuciła. Z m
                          > ojego wybaczenia ucieszył się chyba tylko Jezus.

                          pewnie nie musze ale jednak napisze, zawsze tak jest ;)
                          tyle sie ma z wybaczania


                          • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 08:54
                            ditchdoc napisał:

                            > pewnie nie musze ale jednak napisze, zawsze tak jest ;)
                            > tyle sie ma z wybaczania

                            Zawsze i nigdy to ulubione słowa radykalnych małolatów:) Zastannów się nad znaczeniem słowa "zawsze" i napisz to jeszcze raz:)
                        • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 08:52
                          symmetryisall napisał:

                          > Śmiem się nie zgodzić. Tamten trzeci patrzył na mnie jak na frajera, ja czułem
                          > się jak zbity pies, a dziewczyna uznała mnie za pierdołę i w końcu rzuciła. Z m
                          > ojego wybaczenia ucieszył się chyba tylko Jezus.

                          Ktoś kto ma poczucie własnej wartości wybaczy, nie przejmując się tym, co pomyśli o nim ten trzeci, czy dziewczyna, która zdradziła. Wybaczy, bo potrafi wznieść się ponad małostkowość innych.

                          > Jak sam lubisz podkreślać, jest spory rozziew między kopnięciem niewiernej pani
                          > w dupę, a zasztyletowaniem jej w afekcie.

                          Jest rozziew, ale ani jedno ani drugie nie jest dla mnie do zaakceptowania.

                          > Innymi słowy, jak się nie odwrócisz, dupa z tyłu.

                          Dokładnie!!! :)
                          • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 09:24
                            > Ktoś kto ma poczucie własnej wartości wybaczy, nie przejmując się tym, co pomyś
                            > li o nim ten trzeci, czy dziewczyna, która zdradziła. Wybaczy, bo potrafi wznie
                            > ść się ponad małostkowość innych.

                            Dla mnie to są puste słowa. Po co wybaczać? Jaka z tego korzyść? Żeby dłużej zatrzymać przy sobie osobę, na której Ci zależy, kosztem własnej godności? Dla mnie to, prawdę mówiąc, zaprzeczenie poczucia własnej wartości - albo też poczucie własnej wartości tak olbrzymie, że wykraczające poza sferę normalnych ludzkich emocji, na zasadzie "Jestem takim duchowym gigantem, że nic, co zrobisz, nie może mnie skrzywdzić". Sam nie wiem, która opcja gorsza.

                            >Oczywiście, ja swojej partnerce daję wolność i w zamian otrzymuję to samo.

                            Ale pytanie - korzystacie z tej wolności? Uprawiacie seks poza związkiem, za zgodą partnera? Czy to tylko takie piękne słówka bez pokrycia w praktyce? Łatwo mówić o wolności, dopóki ta druga strona nie przejawia chęci sprawdzenia, jak to z tą wolnością jest naprawdę.
                            • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 09:31
                              symmetryisall napisał:

                              > Dla mnie to są puste słowa. Po co wybaczać? Jaka z tego korzyść? Żeby dłużej za
                              > trzymać przy sobie osobę, na której Ci zależy, kosztem własnej godności?

                              Wybaczać ze względu na szacunek dla samego siebie. I wybaczać nie oznacza wcale być z osobą, która zdradziła. Możesz zakończyć związek, bo przecież druga strona złamała wspólną zasadę wierności, a można przy tym właśnie wybaczyć i nie wyzywać byłej od kurew i szmat przez resztę życia. Zgodzisz się z tym?

                              > Dla mn
                              > ie to, prawdę mówiąc, zaprzeczenie poczucia własnej wartości -

                              Myślę, że mylisz poczucie własnej wartości z przerośniętym męskim ego.

                              > Ale pytanie - korzystacie z tej wolności? Uprawiacie seks poza związkiem, za zg
                              > odą partnera? Czy to tylko takie piękne słówka bez pokrycia w praktyce? Łatwo m
                              > ówić o wolności, dopóki ta druga strona nie przejawia chęci sprawdzenia, jak to
                              > z tą wolnością jest naprawdę.

                              Nie martw się, sprawdziliśmy to w praktyce i to działa. Oczywiście nie znaczy to, że namawiam innych do tego samego. Każdy ma prawo być w takim związku partnerkim jaki akceptują obie strony i jaki uważa za właściwy.
                              • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 09:41
                                > Wybaczać ze względu na szacunek dla samego siebie. I wybaczać nie oznacza wcale
                                > być z osobą, która zdradziła. Możesz zakończyć związek, bo przecież druga stro
                                > na złamała wspólną zasadę wierności, a można przy tym właśnie wybaczyć i nie wy
                                > zywać byłej od kurew i szmat przez resztę życia. Zgodzisz się z tym?

                                Zgodzę się z tym w 100%. Przy czym to "wybaczyć" w moim wydaniu to raczej "zapomnieć i olać". Ale tak, tak to mniej więcej u mnie działa.

                                > Myślę, że mylisz poczucie własnej wartości z przerośniętym męskim ego.

                                Myślę, że nieco się zafiksowałeś na punkcie przerośniętego męskiego ego :)

                                > Nie martw się, sprawdziliśmy to w praktyce i to działa. Oczywiście nie znaczy t
                                > o, że namawiam innych do tego samego. Każdy ma prawo być w takim związku partne
                                > rkim jaki akceptują obie strony i jaki uważa za właściwy.

                                Oczywiście, ja nie potępiam Twojego podejścia, ba - nawet Ci zazdroszczę, bo masz większe pole do popisu. Ale zarazem pociesza mnie, że mimo wszystko to Ty jesteś wyjątkiem, a nie ja, więc nie jest ze mną jeszcze tak źle. Przy okazji - dobrze, że jasno to napisałeś, będę mógł teraz filtrować przez tę wiedzę Twoje zarzuty wobec mojego przerostu ego :)

                                Na poważnie - zdajesz sobie sprawę, że konstrukcja psychiczna, która pozwala na taką "poligamię" bez ubocznych skutków psychologicznych, jest a) bardzo wyjątkowa, b) wynikiem bardzo konkretnych uwarunkowań genetycznych, wychowawczych, życiowych. Stawiając siebie za wzór, moim zdaniem, postępujesz tak, jakbyś urodził się z 20cm penisem i przekonywał wszystkich innych mężczyzn, że jak mają mniejsze, to mają problem z poczuciem własnej wartości.

                                Ponadto - zastanawia mnie jeszcze jedno. Jeśli nie macie na siebie wyłączności seksualnej, co sprawia, że jesteście dla siebie wyjątkowi? Poważnie pytam, bez złośliwości.
                                • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 10:08
                                  symmetryisall napisał:

                                  > Zgodzę się z tym w 100%. Przy czym to "wybaczyć" w moim wydaniu to raczej "zapo
                                  > mnieć i olać". Ale tak, tak to mniej więcej u mnie działa.

                                  Cieszę się niezmiernie:) Cieszyłbym się również, gdyby ditchdoc był w stanie wybaczyć nawet na takim poziomie.

                                  > Myślę, że nieco się zafiksowałeś na punkcie przerośniętego męskiego ego :)

                                  Myślę, że nie. Zbyt wielu jest facetów których własne ego wyprzedza o kilka kilometrów:)

                                  > Ale zarazem pociesza mnie, że mimo wszystko to Ty je
                                  > steś wyjątkiem, a nie ja, więc nie jest ze mną jeszcze tak źle.

                                  Budowanie poczucia swojej własnej wartości na porównaniu się z "normalną" większością to broń obosieczna. Bo co będzie jeśli w innej dziedzinie to porónanie wypadnie niekorzystnie dla Ciebie? Twoje poczucie wartości własnej poleci na łeb na szyję, albo będziesz dążył, żeby do tej większosci się upodobnić, a nie zawsze to co dobre dla większości jest dobre dl akonkretnej jednostki.

                                  > Na poważnie - zdajesz sobie sprawę, że konstrukcja psychiczna, która pozwala na
                                  > taką "poligamię" bez ubocznych skutków psychologicznych, jest a) bardzo wyjątk
                                  > owa, b) wynikiem bardzo konkretnych uwarunkowań genetycznych, wychowawczych, ży
                                  > ciowych. Stawiając siebie za wzór, moim zdaniem, postępujesz tak, jakbyś urodz
                                  > ił się z 20cm penisem i przekonywał wszystkich innych mężczyzn, że jak mają mni
                                  > ejsze, to mają problem z poczuciem własnej wartości.

                                  Nie stawiam siebie za wzór. Ja tylko pokazuję, że można inaczej.

                                  > Ponadto - zastanawia mnie jeszcze jedno. Jeśli nie macie na siebie wyłączności
                                  > seksualnej, co sprawia, że jesteście dla siebie wyjątkowi? Poważnie pytam, bez
                                  > złośliwości.

                                  Czy naprawdę sądzisz, że podstawą wyjątkowości wzajemnej jest wyłączność seksualna??? Jesteśmy dla siebie wyjątkowi, bo potrafimy w sobie dostrzec nie tylko "zwierzęta" zaprogramowane genetycznie do rozrodu, ale również tę część naszego ja, która powstała w wyniku trwającej tysiące lat ewolucji cywilizacyjno-kulturowej. Akceptujemy siebie wraz z naszymi zaletami i wadami i nie udajemy przed sobą kogoś kim nie jesteśmy. Mamy po prostu ten komfort, że możemy żyć w zgodzie z naszą prawdziwą naturą, której tak wielu ludzi chce się wyprzeć.
                                  • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 10:34

                                    > Myślę, że nie. Zbyt wielu jest facetów których własne ego wyprzedza o kilka kil
                                    > ometrów:)

                                    Jeśli wyznacznikiem przerośniętego ego jest niezgoda na noszenie poroża, to owszem, stanowią oni nawet większość.

                                    > Budowanie poczucia swojej własnej wartości na porównaniu się z "normalną" więks
                                    > zością to broń obosieczna. Bo co będzie jeśli w innej dziedzinie to porónanie w
                                    > ypadnie niekorzystnie dla Ciebie? Twoje poczucie wartości własnej poleci na łeb
                                    > na szyję, albo będziesz dążył, żeby do tej większosci się upodobnić, a nie zaw
                                    > sze to co dobre dla większości jest dobre dl akonkretnej jednostki.

                                    Bla, bla. Szermierka słowna wychodzi Ci bardzo dobrze, przyznać trzeba. Ale zbyt często, wbrew głoszonym samemu tezom, wyprowadzasz ogólne wnioski z pojedynczych sytuacji. To, że porównuję swoje podejście do związków z podejściem ogółu populacji nie oznacza automatycznie, że porównuję się z nią w innych dziedzinach życia.

                                    > Nie stawiam siebie za wzór. Ja tylko pokazuję, że można inaczej.

                                    Otóż mylisz się. Nie można inaczej. Nieliczni, predysponowani do tego z natury, mogą inaczej. Większość nie może.

                                    > Czy naprawdę sądzisz, że podstawą wyjątkowości wzajemnej jest wyłączność seksua
                                    > lna??? Jesteśmy dla siebie wyjątkowi, bo potrafimy w sobie dostrzec nie tylko "
                                    > zwierzęta" zaprogramowane genetycznie do rozrodu, ale również tę część naszego
                                    > ja, która powstała w wyniku trwającej tysiące lat ewolucji cywilizacyjno-kultur
                                    > owej.

                                    Brzmi to bardzo mądrze i górnolotnie, ale zarazem dość niejasno. Gdzie w Waszym świecie przebiega granica między byciem w związku a zwykłą przyjaźnią? Skoro nie jest nią intymność?

                                    Widzisz, nie będę udawał, że rozumiem to, co między Wami istnieje. Dla mnie to kosmos. Zarazem daleki jestem od potępiania Was w jakikolwiek sposób - każdy żyje, jak lubi i umie. Ale irytuje mnie to, że zachowujesz się jak człowiek, który osiągnął wyższy stopień wtajemniczenia i ze swojej seksualnej nirwany patrzy w dół na miotany atawistycznymi popędami motłoch, udzielając światłych rad i karcąc. Nie budzi to sympatii, powiem Ci w zaufaniu.
                                    • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 11:00
                                      symmetryisall napisał:

                                      > Bla, bla. Szermierka słowna wychodzi Ci bardzo dobrze, przyznać trzeba. Ale zby
                                      > t często, wbrew głoszonym samemu tezom, wyprowadzasz ogólne wnioski z pojedyncz
                                      > ych sytuacji. To, że porównuję swoje podejście do związków z podejściem ogółu p
                                      > opulacji nie oznacza automatycznie, że porównuję się z nią w innych dziedzinach
                                      > życia.

                                      No to gratuluję umiejętności selektywnego konformizmu:)

                                      > Otóż mylisz się. Nie można inaczej. Nieliczni, predysponowani do tego z natury,
                                      > mogą inaczej. Większość nie może.

                                      Nie mylę się. Napisałem, że można, co wcale nie oznacza, że wszyscy mogą.

                                      > Brzmi to bardzo mądrze i górnolotnie, ale zarazem dość niejasno. Gdzie w Waszym
                                      > świecie przebiega granica między byciem w związku a zwykłą przyjaźnią? Skoro n
                                      > ie jest nią intymność?

                                      Ależ elementem miłości jest również przyjaźń. Jeżeli nie jesteś przyjacielem kobiety, którą kochasz, to znaczy że łączy Cię z nią tylko pożądanie. Natomiast mnie i moją partnerkę oprócz pożądania łączy również przyjaźń i nasza wspólna intymność. A istnienie części naszej wspólnej intymności wcale nie oznacza, że nie możemy mieć też naszych własnych oddzielnych obszarów intymności. I zauważ, że tak naprawdę każdy z nas (chyba każdy, bo pewien być nie mogę), nawet będąc w związku "na wyłączność" ma swoje prywtne obszary. Jeśli ktoś uważa, że będąc z kimś zna wszystkie zakamarki umysłu partnera, to jest zadufany w sobie i się grubo myli.

                                      > Widzisz, nie będę udawał, że rozumiem to, co między Wami istnieje. Dla mnie to
                                      > kosmos. Zarazem daleki jestem od potępiania Was w jakikolwiek sposób - każdy ży
                                      > je, jak lubi i umie. Ale irytuje mnie to, że zachowujesz się jak człowiek, któr
                                      > y osiągnął wyższy stopień wtajemniczenia i ze swojej seksualnej nirwany patrzy
                                      > w dół na miotany atawistycznymi popędami motłoch, udzielając światłych rad i ka
                                      > rcąc. Nie budzi to sympatii, powiem Ci w zaufaniu.

                                      Nie zabiegam o sympatię. Ale jeśli odnosisz wrażenie, że się wywyższam, to śpieszę wyjaśnić, że nie uważam swojego rozumienia związku partnerskiego za lepszy od tych, którzy chcą być w związku "na wyłączność". Ja tylko nie akceptuję chamstwa w stosunku do kochanej kiedyś kobiety, które ciągnie się za zdradzonym delikwentem przez długi czas od zdrady (czyt. urażenia dumy własnej). Spokojnie zaakceptowałbym wybuch "na gorąco" w chwili usłyszenia nieprzyjemnej wiadomości pod warunkiem, że ten wybuchający zrozumiałby swój błąd i przynjamniej przed sobą przyznał, że zachował się podle. Ale jeśli ktoś brnie w te wyzwiska mimo upływu czasu i na pierwszy rzut oka potrafi poznać kurwę, to jest to dla mnie nie do zaakceptowania!
                                      • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 12:14
                                        > No to gratuluję umiejętności selektywnego konformizmu:)

                                        Nietrafiona zjadliwość. Nie wierzę, że istnieje na ziemi człowiek, który w tej czy innej dziedzinie życia nie przegląda się w oczach innych.

                                        > Nie mylę się. Napisałem, że można, co wcale nie oznacza, że wszyscy mogą.

                                        Mylisz się. "Można" oznacza pewien potencjał dostępny dla wszystkich. Może więc źle się wyraziłem. Nie tyle "niektórzy mogą" co "niektórzy tak mają, a inni nie."

                                        > Ależ elementem miłości jest również przyjaźń. Jeżeli nie jesteś przyjacielem ko
                                        > biety, którą kochasz, to znaczy że łączy Cię z nią tylko pożądanie. Natomiast m
                                        > nie i moją partnerkę oprócz pożądania łączy również przyjaźń i nasza wspólna in
                                        > tymność. A istnienie części naszej wspólnej intymności wcale nie oznacza, że ni
                                        > e możemy mieć też naszych własnych oddzielnych obszarów intymności. I zauważ, ż
                                        > e tak naprawdę każdy z nas (chyba każdy, bo pewien być nie mogę), nawet będąc w
                                        > związku "na wyłączność" ma swoje prywtne obszary. Jeśli ktoś uważa, że będąc z
                                        > kimś zna wszystkie zakamarki umysłu partnera, to jest zadufany w sobie i się g
                                        > rubo myli.

                                        Oczywiście, w moim małżeństwie wiele kłótni i kryzysów wynikło z tego, że ja mam spory obszar swojej intymności, do którego niechętnie dopuszczam innych. Ale co innego intymność seksualna, a co innego intymność wszelka inna. W moim pojęciu związek dwojga ludzi, w rozumieniu miłości i atawistycznych perspektyw rozrodczych, od wszelkich innych związków odróżnia właśnie intymność seksualna. Przynajmniej w naszym środowisku kulturowym.
                                        • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 13:50
                                          symmetryisall napisał:


                                          > Oczywiście, w moim małżeństwie wiele kłótni i kryzysów wynikło z tego, że ja ma
                                          > m spory obszar swojej intymności, do którego niechętnie dopuszczam innych. Ale
                                          > co innego intymność seksualna, a co innego intymność wszelka inna. W moim pojęc
                                          > iu związek dwojga ludzi, w rozumieniu miłości i atawistycznych perspektyw rozro
                                          > dczych, od wszelkich innych związków odróżnia właśnie intymność seksualna. Przy
                                          > najmniej w naszym środowisku kulturowym.

                                          No widzisz, masz takie obszary prywatnej intymności, więc pomyśl sobie, że podobne prywatne obszary intymności w sferze seksualnej też są dość powszechne. I nie musi to zaraz oznaczać fizycznego kontaktu seksualnego z osobnikiem trzecim. Rozumiem Twoje pojęcie związku dwojga ludzi i łaczącej ich intymności seksualnej, ale weź pod uwagę to, że w naszym środowisku kulturowym seks na boku jest zjawiskiem dość powszechnym. Badania wskazują, że kilkadziesiąt procent ludzi przyznaje się do tego. trudno ocenić dokładny odsetek zdradzających, ale biorąc pod uwage fakt, że niektórzy nie przyznają się do rzeczy nieakceptowanych społecznie, to jest ich więcej niż wskazują statystyki.
                                          • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 15:25
                                            > No widzisz, masz takie obszary prywatnej intymności, więc pomyśl sobie, że podo
                                            > bne prywatne obszary intymności w sferze seksualnej też są dość powszechne. I n
                                            > ie musi to zaraz oznaczać fizycznego kontaktu seksualnego z osobnikiem trzecim.

                                            Rozmawiamy tu wyłącznie o fizycznym kontakcie seksualnym z osobnikiem trzecim. Nie o sytuacjach, kiedy mąż nocami ogląda pornosy, a żona flirtuje z kolegami z pracy w socjalnym.

                                            > Rozumiem Twoje pojęcie związku dwojga ludzi i łaczącej ich intymności seksualn
                                            > ej, ale weź pod uwagę to, że w naszym środowisku kulturowym seks na boku jest z
                                            > jawiskiem dość powszechnym.

                                            Ktoś tu przed chwilą wspominał o konformizmie...?
                                            • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 15:56
                                              symmetryisall napisał:

                                              > Rozmawiamy tu wyłącznie o fizycznym kontakcie seksualnym z osobnikiem trzecim.
                                              > Nie o sytuacjach, kiedy mąż nocami ogląda pornosy, a żona flirtuje z kolegami z
                                              > pracy w socjalnym.

                                              To Ty rozmawiasz. Ja rozmawiam o różnych sferach intymności. I zauważ łaskawie, że zdrada to nie tylko fizyczny kontakt seksualny z kimś innym. Zdradzić można na wiele sposobów.

                                              > Ktoś tu przed chwilą wspominał o konformizmie...?

                                              To nie mam nic wspólnego z konformizmem, to jest stwierdzenie faktu i kontrargument na powszechość czegoś tam w naszym środowisku kulturowym. Powszechne mogą być rzeczy różnego rodzaju, a sama powszechność niczego nie wartościuje (ani negatywnie, ani pozytywnie) w sposób automatyczny.
                              • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 13:49
                                gravedigger1 napisał:

                                > Wybaczać ze względu na szacunek dla samego siebie. I wybaczać nie oznacza wcale
                                > być z osobą, która zdradziła. Możesz zakończyć związek, bo przecież druga stro
                                > na złamała wspólną zasadę wierności, a można przy tym właśnie wybaczyć i nie wy
                                > zywać byłej od kurew i szmat przez resztę życia. Zgodzisz się z tym?

                                nawet ja sie zgodze
                                o ile wystarczy jej uslyszenie "kurwo" czy "wypierdalaj" tylko raz
                                jakos zawsze wracaja z placzem :)
                      • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 20:24
                        gravedigger1 napisał:

                        > symmetryisall napisał:

                        >
                        > To byłoby właśnie żałosne. Zachowałbyś się jak dupek do kwadratu.

                        a tak zmarnowal czas na szmatke na ktora czasu marnowac nie wolno, zamiast tego mogl byc z fajna, porzadna dziewczyna ;)
                        no ale, jest zwyciestwo dopoki kurew nie uslyszy ze jest kurwa ;)

                        > Rozumiem to doskonale. To jest działanie naszej pierwotnej natury, która "dąży"
                        > do rozprzestrzeniania naszych własnych genów, a nie genów innego osobnika, któ
                        > ry jest przecież pierwotnym rywalem. Jak widzisz, jesteś w swojej odrazie bardz
                        > o podobny do tych, którzy ulegają pierwotnym instynktom zdradzając:)

                        ;)
                  • eruiluvatar Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 19:16
                    > A cóż to takiego wielkiego? ;) Jeśli Tobie obciąga, to dlaczego nie innemu face
                    > towi, który ją pociąga? ;) Uważam, że to całkiem normalne;)))

                    Rozumiem więc z tego, że pozwalasz swojej żonie obciągać kiedy i komu chce, i w najmniejszym stopniu Ci to nie przeszkadza?
                    • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 21:32
                      eruiluvatar napisał:

                      >
                      > Rozumiem więc z tego, że pozwalasz swojej żonie obciągać kiedy i komu chce, i w
                      > najmniejszym stopniu Ci to nie przeszkadza?

                      dobrze zrozumiales ;)

                      tzn, on sobie wmawia ze jemu to nie przeszkadza i cala sytuacja wynikla ze zdrady jego zony ktora musial zaakceptowac albo pogodzic sie z faktem ze zonka tak czy inaczej bedzie ruchac innych ;)

                      autorytet ;)
                    • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 08:55
                      eruiluvatar napisał:

                      > Rozumiem więc z tego, że pozwalasz swojej żonie obciągać kiedy i komu chce, i w
                      > najmniejszym stopniu Ci to nie przeszkadza?

                      Oczywiście, ja swojej partnerce daję wolność i w zamian otrzymuję to samo.
                      • eruiluvatar Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 09:06
                        No i wszystko w temacie, nie zrozumiesz pojęcia zdrady i odczuć zdradzonego człowieka, bo zatrzymałeś się w czasach wolnej "miłości" i pieprzenia się z kim popadnie. Tylko dlaczego nazywasz tę kobietę swoją partnerkę, skoro jest to tylko jedna z wielu, z którą jedynie razem mieszkasz (choć mogę się mylić)?
                        • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 09:15
                          eruiluvatar napisał:

                          > No i wszystko w temacie, nie zrozumiesz pojęcia zdrady i odczuć zdradzonego czł
                          > owieka, bo zatrzymałeś się w czasach wolnej "miłości" i pieprzenia się z kim po
                          > padnie. Tylko dlaczego nazywasz tę kobietę swoją partnerkę, skoro jest to tylko
                          > jedna z wielu, z którą jedynie razem mieszkasz (choć mogę się mylić)?

                          Myslisz się. Rozumiem pojęcie zdrady i odczucia zdradzonego człowieka lepiej niż myślisz. Nie pochwalam jednak wyzywania kobiet od kurew, "wypierdania" ich za drzwi i przemocy fizycznej w stosunku do kobiet, a w szczególności do kobiety ukochanej.

                          A jeśli chodzi o partnerstwo, to ani Twoje ani moje rozumienie tego pojęcia nie jest wykładnią jedyną i absolutną. Ja mam prawo do swojego typu partnerstwa, Ty masz prawo do swojego. Absolutne dogmaty (no prawie absolutne bo one też ewoluują w czasie) są domeną religii, a w stosunkach miedzyludzkich pojęcie absolutnego dogmatu nie istnieje.
                          • eruiluvatar Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 09:30
                            > Rozumiem pojęcie zdrady i odczucia zdradzonego człowieka lepiej niż myślisz.

                            Jak możesz je rozumieć, jeśli dla Ciebie seks Twój lub Twojej "partnerki" jest zupełnie normalny, naturalny i w niczym nieprzeszkadzający?

                            > kobiety ukochanej

                            Tego terminu moim zdaniem też nie powinieneś używać.

                            > A jeśli chodzi o partnerstwo, to ani Twoje ani moje rozumienie tego pojęcia
                            > nie jest wykładnią jedyną i absolutną.

                            Oczywiście. Dla mnie wręcz Twoje rozumienie nie ma nic wspólnego z partnerstwem.
                            • eruiluvatar Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 09:36
                              Ale napisałem...
                              Seks Twój lub Twojej "partner" Z KIMŚ INNYM.
                              • eruiluvatar Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 09:37
                                "Partnerki", god damn it!
                              • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 09:43
                                eruiluvatar napisał:

                                > Ale napisałem...
                                > Seks Twój lub Twojej "partner" Z KIMŚ INNYM.

                                Patrz poniżej na mój post o 9:41.
                            • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 09:41
                              eruiluvatar napisał:

                              > Jak możesz je rozumieć, jeśli dla Ciebie seks Twój lub Twojej "partnerki" jest
                              > zupełnie normalny, naturalny i w niczym nieprzeszkadzający?

                              Mogę, bo sam zdradziłem i zostalem zdradzony. Mam więc "wieści" z pierwszej ręki:)

                              > > kobiety ukochanej
                              >
                              > Tego terminu moim zdaniem też nie powinieneś używać.

                              A dlaczego niby???

                              > Oczywiście. Dla mnie wręcz Twoje rozumienie nie ma nic wspólnego z partnerstwem.

                              No widzisz, i tu się różnimy. Ja w odróżnieniu od Ciebie uznaję, że są różne formy partnerstwa, a Ty uważasz, że Twoja form jest prawdziwa, a moja nie. Czujesz bazę? Zauważasz, że jesteś dogmatyczny w tym względzie?
                              • eruiluvatar Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 09:55
                                > Mogę, bo sam zdradziłem i zostalem zdradzony.
                                > Mam więc "wieści" z pierwszej ręki:)

                                Domyślałem się takiej odpowiedzi, ale tego właśnie nie ogarniam swoim małym rozumkiem - jak możesz mówić o zdradzie, skoro dopuszczalny i normalny jest dla Ciebie z osobami trzecimi (i "czwartymi", i "piątymi"), będąc w związku?

                                > A dlaczego niby???

                                Przez moją dogmatyczność, która wyklucza nazywanie kogoś ukochanym i jednoczesne posuwanie innych. (Przy okazji gratuluję świadomości, że język nasz rodzimy dopuszcza tylko stosowanie jednego lub właśnie trzech "?" czy "!", bardzo rzadko to dziś spotykane.)

                                > No widzisz, i tu się różnimy. Ja w odróżnieniu od Ciebie uznaję, że są różne
                                > formy partnerstwa, a Ty uważasz, że Twoja form jest prawdziwa, a moja nie.

                                Ja rozumiem, że dla Ciebie Twoja definicja też oznacza partnerstwo i skoro Ci to odpowiada, to nic mi do tego. Mówię tylko, że dla mnie coś takiego jest niezrozumiałe w swojej formie i nieakceptowalne, ergo dla mnie nie jest partnerstwem.
                                • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 10:16
                                  eruiluvatar napisał:

                                  > Domyślałem się takiej odpowiedzi, ale tego właśnie nie ogarniam swoim małym roz
                                  > umkiem - jak możesz mówić o zdradzie, skoro dopuszczalny i normalny jest dla Ci
                                  > ebie z osobami trzecimi (i "czwartymi", i "piątymi"), będąc w związku?

                                  Teraz trudniej byłoby mi doświadczyć zdrady, ale kiedyś byłem zazdrosnym facetem z przerośnietym ego, więc wiem jak smakuje zdrada:)

                                  > Przez moją dogmatyczność, która wyklucza nazywanie kogoś ukochanym i jednoczesn
                                  > e posuwanie innych. (Przy okazji gratuluję świadomości, że język nasz rodzimy d
                                  > opuszcza tylko stosowanie jednego lub właśnie trzech "?" czy "!", bardzo rzadko
                                  > to dziś spotykane.)

                                  Próbujesz narzucić mi swoje rozumienie kochania, ale miłość niejedno ma imię i nic na to nie poradzisz:) Ale gwoli wyjaśnienia - pisząc o ukochanej kobiecie, miałem na myśli (o ile dobrze pamiętam) ukochaną ditchdoc'a, której tak naprawdę on nie kochał, albo kochał znacznie słabiej niż własne ego.

                                  > Ja rozumiem, że dla Ciebie Twoja definicja też oznacza partnerstwo i skoro Ci t
                                  > o odpowiada, to nic mi do tego. Mówię tylko, że dla mnie coś takiego jest niezr
                                  > ozumiałe w swojej formie i nieakceptowalne, ergo dla mnie nie jest partnerstwem.

                                  Cieszę się, że dajesz mi prawo do własnego rozumienia partnerstwa:) Dla CIEBIE to nie jest partnerstwo i to jest też OK, ale o ile się nie mylę wcześniej po prostu napisałeś kategorycznie, że to nie jest partnerstwo.
                                  • eruiluvatar Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 10:30
                                    > Teraz trudniej byłoby mi doświadczyć zdrady, ale kiedyś byłem zazdrosnym
                                    > facetem z przerośnietym ego, więc wiem jak smakuje zdrada:)

                                    Wciąż nie rozumiem, dlaczego potępianie określonych zachowań, ogólnie uznanych za nieodpowiednie i nie bez przyczyny określanych zdradą, nazywasz przerośniętym ego (i co chwilę to powtarzasz ;)). Nie trzeba mieć przerośniętego ego, żeby oczekiwać minimum przyzwoitości i chociażby wyłączności.

                                    > której tak naprawdę on nie kochał, albo kochał znacznie słabiej
                                    > niż własne ego

                                    I znów to ego. Jakaś obsesja? ;) Moim skromnym zdaniem nie chodzi tu wcale o ego, ale właśnie o poczucie własnej wartości, szacunek i, a jakże!, miłość do samego siebie. I może zabrzmię egoistycznie czy egocentrycznie, ale naturalnym jest, że człowiek i jego własne dobro jest dla siebie ważniejszy od reszty.

                                    > Cieszę się, że dajesz mi prawo do własnego rozumienia partnerstwa:)

                                    Znaj moje dobre serce ;)

                                    > ale o ile się nie mylę wcześniej po prostu napisałeś kategorycznie, że to nie jest partnerstwo

                                    Wydaje mi się, że pisałem, że nie jest to partnerstwo DLA MNIE (choć pewnie nie tylko dla mnie), ale wszystko jest możliwe, piszę na szybko i już raz musiałem się dwa razy poprawiać ;)
                                    • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 11:06
                                      eruiluvatar napisał:

                                      > Wciąż nie rozumiem, dlaczego potępianie określonych zachowań, ogólnie uznanych
                                      > za nieodpowiednie i nie bez przyczyny określanych zdradą, nazywasz przerośnięty
                                      > m ego (i co chwilę to powtarzasz ;)). Nie trzeba mieć przerośniętego ego, żeby
                                      > oczekiwać minimum przyzwoitości i chociażby wyłączności.

                                      Już pisałem, że każdy kto potrafi dochować wierności ma prawo jej takrze wymagać w stosunku do siebie. Natomiast efektem przerośniętego ego (urażonej dumy własnej) jest wyzywanie swojej byłej od najgorszych, gdy tylko nadarzy się okazja albo i bez.

                                      > I znów to ego. Jakaś obsesja? ;) Moim skromnym zdaniem nie chodzi tu wcale o eg
                                      > o, ale właśnie o poczucie własnej wartości, szacunek i, a jakże!, miłość do sam
                                      > ego siebie. I może zabrzmię egoistycznie czy egocentrycznie, ale naturalnym jes
                                      > t, że człowiek i jego własne dobro jest dla siebie ważniejszy od reszty.

                                      No właśnie, jeżeli człowiek kocha siebie bardziej niż kobietę, z którą jest, do tego stopnia, że w jednej chwili potrafi uczynić z niej kurwę we własnym umyśle, to ma przerośnięte ego. To żadna obsesja. To logiczny wniosek:)
                                      • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 12:26
                                        > Już pisałem, że każdy kto potrafi dochować wierności ma prawo jej takrze wymaga
                                        > ć w stosunku do siebie. Natomiast efektem przerośniętego ego (urażonej dumy wła
                                        > snej) jest wyzywanie swojej byłej od najgorszych, gdy tylko nadarzy się okazja
                                        > albo i bez.

                                        Wyobraź sobie taką sytuację - masz w pracy kolegę, świetnego kumpla, przyjaciela wręcz. Znacie się od lat, jeździcie razem na wakacje i nawzajem odbieracie swoje dzieci z przedszkola. I nagle ten kolega pożycza od Ciebie grubsze pieniądze, forsę, którą oszczędzałeś przez wiele lat na czarną godzinę, którą mu pożyczasz, bo to przyjaciel, a potem z nimi znika i nie odbiera telefonów. I co, chcesz powiedzieć, że nie powiedziałbyś o nim "A to sk...syn, tak mu ufałem, a on tak mnie załatwił"? Nie cisnęłyby Ci się na usta i gorsze słowa? Jakbyś po latach opowiadał komuś tę historię, nie powiedziałbyś, że "mój przyjaciel okazał się skończonym sk...synem?" I czy kogoś, kto by tak reagował, oskarżyłbyś o przerost ego?
                                        • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 13:43
                                          symmetryisall napisał:

                                          > Wyobraź sobie taką sytuację - masz w pracy kolegę, świetnego kumpla, przyjaciel
                                          > a wręcz. Znacie się od lat, jeździcie razem na wakacje i nawzajem odbieracie sw
                                          > oje dzieci z przedszkola. I nagle ten kolega pożycza od Ciebie grubsze pieniądz
                                          > e, forsę, którą oszczędzałeś przez wiele lat na czarną godzinę, którą mu pożycz
                                          > asz, bo to przyjaciel, a potem z nimi znika i nie odbiera telefonów. I co, chce
                                          > sz powiedzieć, że nie powiedziałbyś o nim "A to sk...syn, tak mu ufałem, a on t
                                          > ak mnie załatwił"? Nie cisnęłyby Ci się na usta i gorsze słowa? Jakbyś po latac
                                          > h opowiadał komuś tę historię, nie powiedziałbyś, że "mój przyjaciel okazał si
                                          > ę skończonym sk...synem?" I czy kogoś, kto by tak reagował, oskarżyłbyś o przer
                                          > ost ego?

                                          Sam porównujesz teraz kanibalizm z kradzieżą kanapki:0 Zauważ, że zdrada kobiety to dla zazdrosnego mężczyzny cios w jego męskie ego. Przecież ona poszła do łóżka z innym mężczyzną. Robiła z nim coś, co było zarezerwowane tylko dla mnie. W przypadku nieuczciwego przyjaciela jest też co prawda element nadużytego zaufania i oszukania, ale nie ma niczego, co wiąże się z dominacją samca nad samicą, z poczuciem męskości.
                                          • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 15:23
                                            > Sam porównujesz teraz kanibalizm z kradzieżą kanapki:0 Zauważ, że zdrada kobiet
                                            > y to dla zazdrosnego mężczyzny cios w jego męskie ego. Przecież ona poszła do ł
                                            > óżka z innym mężczyzną. Robiła z nim coś, co było zarezerwowane tylko dla mnie.
                                            > W przypadku nieuczciwego przyjaciela jest też co prawda element nadużytego zau
                                            > fania i oszukania, ale nie ma niczego, co wiąże się z dominacją samca nad samic
                                            > ą, z poczuciem męskości.

                                            Dlaczego moja niechęć do zdrady ma wynikać z poczucia męskości i dominacji, a nie nadużytego zaufania i oszukania? Skąd taka pewność w przypisywaniu mi takich, a nie innych pobudek?

                                            Ja tego tak nie różnicuję. Gdyby okradł mnie przyjaciel i gdyby zdradziła mnie żona, czułbym się tak samo oszukany i tak samo bym cierpiał. Choć pewnie zaczniesz mnie przekonywać, że wcale by tak nie było, albowiem mam rozdęte ego i niskie poczucie własnej wartości.
                                            • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 16:04
                                              symmetryisall napisał:

                                              > Dlaczego moja niechęć do zdrady ma wynikać z poczucia męskości i dominacji, a n
                                              > ie nadużytego zaufania i oszukania? Skąd taka pewność w przypisywaniu mi takich
                                              > , a nie innych pobudek?

                                              Skąd taka pewność? To proste, nie jesteś w stanie wyobrazić sobie siebie akceptującego seks swojej partnerki z innym mężczyzną (sam to napisałeś). Mam na myśli seks za Twoją zgodą, bez oszukiwania i nadużywania zaufania. Co więc jest pierwotną przyczyną takiej postawy? Odpowiedz sobie sam.

                                              > Ja tego tak nie różnicuję. Gdyby okradł mnie przyjaciel i gdyby zdradziła mnie
                                              > żona, czułbym się tak samo oszukany i tak samo bym cierpiał. Choć pewnie zaczni
                                              > esz mnie przekonywać, że wcale by tak nie było, albowiem mam rozdęte ego i nisk
                                              > ie poczucie własnej wartości.

                                              Różnicujesz, mimo że nie zdajesz sobie z tego sprawy. Zobacz to, co napisałem wyżej.
                                              • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 09:39
                                                > Skąd taka pewność? To proste, nie jesteś w stanie wyobrazić sobie siebie akcept
                                                > ującego seks swojej partnerki z innym mężczyzną (sam to napisałeś). Mam na myśl
                                                > i seks za Twoją zgodą, bez oszukiwania i nadużywania zaufania. Co więc jest pie
                                                > rwotną przyczyną takiej postawy? Odpowiedz sobie sam.

                                                Wiesz, myślałem o tym od wczoraj. I muszę przyznać, że jednak masz rację.
                                                Wasz związek - przynajmniej taki, jak go tu malujesz - musi być czymś naprawdę wyjątkowym i godnym pozazdroszczenia. Jeśli jesteście w stanie naprawdę dać sobie aż tyle wolności i nie wpływa to destrukcyjnie na to, co Was wiąże, to znaczy, że ta więź musi być niesłychanie mocna i głęboka. Tylko pozazdrościć. Po długim zastanowieniu doszedłem do wniosku - wbrew temu, co tu wcześniej pisałem na gorąco - że gdybym spotkał odpowiednią kobietę, być może byłbym w stanie też egzystować w takim układzie*. Co by o nim nie mówić - jest uczciwy, nikt nikogo nie oszukuje, jak to się dzieje w 99% normalnych związków, że "myślę tylko o Tobie i o nikim innym", a potem rozbiera wzrokiem każdą fajniejszą laskę na ulicy.

                                                Ale mam pytanie techniczne. Siłą rzeczy oboje macie dużą wolność w poznawaniu ludzi, a co za tym idzie, dużą szansę, że jednak któreś z Was spotka partnera atrakcyjniejszego. Odpowiesz - w tradycyjnym związku też. Owszem, ale tradycyjny związek wznosi więcej zapór przed takimi kontaktami - poznanie kogoś fajniejszego jest jednak trudniejsze. I w związku z tym - czy nie macie poczucia braku stabilizacji? Braku pewności drugiej osoby? Jak możecie budować wspólną przyszłość ze świadomością, że to drugie cały czas poluje?

                                                To nie zarzut, tylko, jak już napisałem, pytanie techniczne.

                                                *Nie mam pewności - w końcu atawizmy mają swoją moc i całkiem możliwe, że przy pierwszej próbie zarąbałbym oboje siekierą, a przez resztę życia wył do księżyca w zakładzie bez klamek :)
                                                • sisi_kecz Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 10:16

                                                  Po długim zastanowieniu doszedłem do wniosku - wbrew temu, co tu wcześniej pisałem na
                                                  > gorąco - że gdybym spotkał odpowiednią kobietę, być może byłbym w stanie też egzystować w takim układzie*
                                                  *Nie mam pewności - w końcu atawizmy mają swoją moc i całkiem możliwe, że przy
                                                  > pierwszej próbie zarąbałbym oboje siekierą, a przez resztę życia wył do księżyc
                                                  > a w zakładzie bez klamek :)

                                                  Wiesz co jasno wynika z Twoich przemyśleń?
                                                  Idealny dla Ciebie układ (nie jesteś zresztą oryginalny, tylko w złym kraju urodzony;) to:
                                                  Ty masz wolność w doborze partnerek, a żona jest wierna Tobie ;)))

                                                  Musiałbys jeszcze duuuuużo myśleć, aby móc zafunkcjonować w układzie w jakim funkcjonuje grabarzi i nie sądzę, abyś był w stanie bez siekiery sie obyć.
                                                  Lepiej mieć tego samoświadomość, że albo świat fantazji albo świat zdrady- nie każdemu pisane absolutne spełnienie- a raczej pisane wyjątkom.

                                                  duze pozdro!!!
                                                  • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 10:28
                                                    > Wiesz co jasno wynika z Twoich przemyśleń?
                                                    > Idealny dla Ciebie układ (nie jesteś zresztą oryginalny, tylko w złym kraju uro
                                                    > dzony;) to:
                                                    > Ty masz wolność w doborze partnerek, a żona jest wierna Tobie ;)))

                                                    Oczywiście. A do tego, tak sobie marzę, dostaję dziesięć tysięcy co miesiąc na konto nie pracując i mam sylwetkę modela odżywiając się pizzą przed kompem.

                                                    > Musiałbys jeszcze duuuuużo myśleć, aby móc zafunkcjonować w układzie w jakim fu
                                                    > nkcjonuje grabarzi i nie sądzę, abyś był w stanie bez siekiery sie obyć.

                                                    Zaszczyconym diagnozą. Dobrze że mnie ostrzegłaś, bo już miałem dzwonić do żony i proponować jej radosny trójkącik bez zobowiązań.

                                                    Naprawdę uważasz mnie za taliba? Przykre.
                                                  • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 10:37
                                                    symmetryisall napisał:

                                                    > Zaszczyconym diagnozą. Dobrze że mnie ostrzegłaś, bo już miałem dzwonić do żony
                                                    > i proponować jej radosny trójkącik bez zobowiązań.
                                                    >
                                                    > Naprawdę uważasz mnie za taliba? Przykre.
                                                    >

                                                    ;)
                                                  • sisi_kecz Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 11:10
                                                    ditchdoc napisał:

                                                    > symmetryisall napisał:
                                                    >
                                                    > > Zaszczyconym diagnozą. Dobrze że mnie ostrzegłaś, bo już miałem dzwonić d
                                                    > o żony
                                                    > > i proponować jej radosny trójkącik bez zobowiązań.
                                                    > >
                                                    > > Naprawdę uważasz mnie za taliba? Przykre.
                                                    > >
                                                    >
                                                    > ;)
                                                    '

                                                    I co sie cieszysz ditchdoc?
                                                    nie dociera, że kolega symmetry wykruszył sie z Twojego kółka adoracji i przez noc przystał (wprawdzie połowicznie i jedynie mentalnie) do tych zboczonych swingersów ? ;)))

                                                    Lepiej zakasaj rękawy i bierz sie do roboty, bo on nie zdążył sie całkiem skompromitować ,ale Ty masz duzó merytorycznych postów do napisania, takich jak ten o obtłuszczaniu podstawy panisa- bardzo dobry, aby reputację poprawić.

                                                    czego Ci oczywiście zyczę !!!
                                                  • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 11:21
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > I co sie cieszysz ditchdoc?
                                                    > nie dociera, że kolega symmetry wykruszył sie z Twojego kółka adoracji i przez
                                                    > noc przystał (wprawdzie połowicznie i jedynie mentalnie) do tych zboczonych swi
                                                    > ngersów ? ;)))
                                                    >
                                                    > Lepiej zakasaj rękawy i bierz sie do roboty, bo on nie zdążył sie całkiem skomp
                                                    > romitować ,ale Ty masz duzó merytorycznych postów do napisania, takich jak ten
                                                    > o obtłuszczaniu podstawy panisa- bardzo dobry, aby reputację poprawić.
                                                    >
                                                    > czego Ci oczywiście zyczę !!!

                                                    moze Ty wiesz o co Ci chodzi, ja nie

                                                    nie wiem tez gdzie reputacje stracilem, w tym poscie duzejkasi gdzie po 5 zdaniach i przyznaniu sie nie rozpoznalem ze to fake?

                                                    okej ;)
                                                    a ciesze sie bo lubie, wiem ze frustratowi nie przystoi ;)
                                                    symmetryisall to ze sie ze mna w czesci co do pewnych spraw zgadzal nie znaczy ze byl w kolku mojej adoracji.., ja wiem ze kazdy kto przyzna mi racje naraza sie na gniew sporej grupy pan tutaj ;), nie wiadomo tylko dlaczego ..
                                                  • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 11:24
                                                    > I co sie cieszysz ditchdoc?
                                                    > nie dociera, że kolega symmetry wykruszył sie z Twojego kółka adoracji

                                                    Nigdy nie byłem w niczyim kółku adoracji. To, że moje poglądy miejscami pokrywają się z czyimiś, nie oznacza wspólnego frontu. Udzielam się na tym forum dość długo (choć z przerwami) i zawsze było tak, że z częścią ludzi się zgadzałem, a z częścią kłóciłem. Mniej więcej po połowie.

                                                    i przez
                                                    > noc przystał (wprawdzie połowicznie i jedynie mentalnie) do tych zboczonych swi
                                                    > ngersów ? ;)))

                                                    Cenię sobie u siebie zdolność do bycia przekonywanym przez rozsądne argumenty. To a propos tego "przez noc".

                                                    Nie przystałem do nikogo ani niczego, nie licząc kilku nieformalnych organizacji w życiu prywatnym. Staram się tylko wyjrzeć poza najprostsze, instynktowne opory.

                                                    I dlaczego piszesz, że połowicznie? Mam wrażenie, że coś mi tu imputujesz na sobie tylko znanych podstawach.
                                                  • sisi_kecz Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 11:44
                                                    Jeny!
                                                    tam były trzy uśmieszki z mrugnięciem, nie trzeba sie napinać.

                                                    że połowicznie przystałeś, to w sensie, że Ty wolność w seksie tak, ale żony nie bardzo byś na otwartych wodach widzial.

                                                    Pozwolisz, że na resztę spraw typu: kółko adoracji, zmiana poglądów, spuszcze zasłonę milczenia, bo to też podnosiłam w ramach żartu, w reakcji na męczącą już kilkudniową pyskówę na forum, więc nie chcę do tego klimatu wracać.

                                                    duze pozdro!!!
                                                  • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 12:06
                                                    > Jeny!
                                                    > tam były trzy uśmieszki z mrugnięciem, nie trzeba sie napinać.

                                                    Emotki są już tak popularne, że przestały być jednoznaczne :)


                                                    > że połowicznie przystałeś, to w sensie, że Ty wolność w seksie tak, ale żony n
                                                    > ie bardzo byś na otwartych wodach widzial.

                                                    W idealnym świecie, w którym krowy są idealnie kuliste, owszem. Każde z nas marzy skrycie - lub mniej skrycie - o rzeczywistości, w której może spełniać wszystkie swoje zachcianki, nic za to nie płacąc. W tym sensie masz rację. Ale tylko w tym. Na tej samej zasadzie, na jakiej Ty wzdychasz do tego idealnego penisa jednego ze swoich byłych.
                                                  • sisi_kecz Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 12:32
                                                    Emotki są już tak popularne, że przestały być jednoznaczne :)'
                                                    Są popularne, ale to nie zniosło ich znaczenia.

                                                    Każde z nas marzy skrycie - lub mniej skrycie - o rzeczywistości, w której może spełniać wszys
                                                    > tkie swoje zachcianki, nic za to nie płacąc. W tym sensie masz rację. Ale tylko
                                                    > w tym. Na tej samej zasadzie, na jakiej Ty wzdychasz do tego idealnego penisa
                                                    > jednego ze swoich byłych.
                                                    > '
                                                    To porównanie to kompletne naduzycie i nieuprawniona interpretacja tego, co napisałam w wątku "Wielkosc penisa...".
                                                    Nie będę tłumaczyć, że nic o wzdychaniu do penisa byłego nie napisałam, bo każdy może tam moje słowa przeczytać i nie odpowiadam za jego dopowiadanie nieistniejacej treści.
                                                    Ale może nałożyły Ci sie moje wypowiedzi, ze zwierzeniem innej koleżanki, że podczas seksu wyobraza sobie innego penisa w sobie, pomyłki zdarzają sie najlepszym.


                                                    Jesli nie jesteś szczęśliwy w swoim obecnym położeniu i szukasz innego rozwiązania, to moim zdaniem, założenie, że krowy będa kuliste, czyli ideał jednak sie ziści, pcha Cie nie do szczęścia, a w rejony utopii po której możesz błąkać sie do końca dni.
                                                    Może lepiej zastanów sie, co sprawia, że nie możesz zaznac spokoju i cieszyć sie tym, co masz, tylo ciągle jakiś robal sie odradza, kiedy już tym razem miało być , ze to jest to.

                                                    duze pozdro!!!

                                                    "Mąż działa mi bez przerwy,
                                                    raz na zmysły , raz na nerwy"
                                                    Sztaudynger
                                                  • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 12:57
                                                    > Nie będę tłumaczyć, że nic o wzdychaniu do penisa byłego nie napisałam, bo każd
                                                    > y może tam moje słowa przeczytać i nie odpowiadam za jego dopowiadanie nieistn
                                                    > iejacej treści.

                                                    Nie żeby to miało jakieś znaczenie, ale zacytuję:

                                                    "Tak samo ja też mam w życiowym klaserze, okaz tak pięknego penisa, że na samo wspomnienie sie rozczulam (...) gdybym chociaż odlew zrobiła, to dzieło sztuki nie odeszłoby razem z upływającym czasem:)))"

                                                    Gdyby krowy były kuliste, to Twój obecny facet też by takiego miał. Nie chciałabyś?

                                                    > Jesli nie jesteś szczęśliwy w swoim obecnym położeniu i szukasz innego rozwiąza
                                                    > nia, to moim zdaniem, założenie, że krowy będa kuliste, czyli ideał jednak sie
                                                    > ziści, pcha Cie nie do szczęścia, a w rejony utopii po której możesz błąkać sie
                                                    > do końca dni.

                                                    Ach, droga Sisi, teraz Ty nadinterpretujesz. Ja wcale nie zamierzam brnąć w utopię związków otwartych. Ale to, że ideał się z zasady nie ziszcza, nie oznacza, że nie należy do niego dążyć, nieprawdaż? A ideałem nie jest tu wcale sam fakt otwartości związku, tylko taka relacja między dwojgiem ludzi, która jest w stanie znieść nawet tę otwartość. Przede wszystkim tego Grabarzowi zazdroszczę, wolności pukania, co mu podejdzie, dopiero w drugim rzędzie. Bo jeśli jest to pierwsze, to łatwiej ten brak wolności znieść.

                                                    > Może lepiej zastanów sie, co sprawia, że nie możesz zaznac spokoju i cieszyć si
                                                    > e tym, co masz,

                                                    Bo to, co mam, nie jest tym, czego bym chciał. Proste. Zresztą pisałem już o tym dawno temu, po co powtarzać.
                                                  • sisi_kecz Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 13:23
                                                    na samo
                                                    > wspomnienie sie rozczulam (...) gdybym chociaż odlew zrobiła, to dzieło sztuki
                                                    > nie odeszłoby razem z upływającym czasem:)))"
                                                    >
                                                    > Gdyby krowy były kuliste, to Twój obecny facet też by takiego miał. Nie chciała
                                                    > byś?'

                                                    nadal brniesz w to nietrafione porównanie, do ktorego przeinaczyłeś moje słowa?
                                                    rozczulam sie na wspomnienie, a jedynym faktem który bym w tej sytuacji zmieniła gdybym mogła, to zrobienie odlewu.
                                                    Czyli pamietam, że taki penis był, pamietam ze był piękny i mogłabym na to piękno patrzeć nadal, gdybym zrobiła odlew.
                                                    Dlaczego robisz takie naduzycie, ze ja myślę o penisie tylko w kontekscie seksualnym?
                                                    a estetyka to penisa nie obejmuje, a wygląd nie jest tez karmą dla zmysłu wzroku?
                                                    myślę penis to myślę cipą?

                                                    Wspominam to nie znaczy że wzdycham do tamtego penisa , ani że marzę aby nagle przylecial, "zniknął" penisa mojego męża i sam wskoczył na to miejsce.
                                                    Dopowiedziałeś to sobie, w taki sposob, który czyni ze mnie osobę, która nie preferuje penisa swojego partnera tylko wzdycha (chciałaby ) innego.
                                                    Zakładając nawet, że po swojemu zinterpretowałes moje słowa (odwołując sie tylko do własnych skojarzeń) to istotne jest co ja mówię, że miałam na myśli- nie mam marzeń o zamianach penisów, mam tylko wspomnienia ładniejsze i mniej ładne.
                                                    Nie pamietasz najładniejszej kobiecej twarzy, jaką w życiu widziałeś?
                                                    Wzdychasz do niej ,czy tylko wspominasz?

                                                    co sprawia, że nie możesz zaznac spokoju i cieszyć sie tym, co masz,
                                                    >
                                                    > Bo to, co mam, nie jest tym, czego bym chciał. Proste.'

                                                    za proste.

                                                    ale faktycznie nie na temat.

                                                    duze pozdro!!!
                                                    Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                                                    John Gray
                                                  • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 14:41
                                                    > nadal brniesz w to nietrafione porównanie, do ktorego przeinaczyłeś moje słowa?
                                                    > rozczulam sie na wspomnienie, a jedynym faktem który bym w tej sytuacji zmienił
                                                    > a gdybym mogła, to zrobienie odlewu.
                                                    > Czyli pamietam, że taki penis był, pamietam ze był piękny i mogłabym na to pięk
                                                    > no patrzeć nadal, gdybym zrobiła odlew.
                                                    > Dlaczego robisz takie naduzycie, ze ja myślę o penisie tylko w kontekscie seksu
                                                    > alnym?
                                                    > a estetyka to penisa nie obejmuje, a wygląd nie jest tez karmą dla zmysłu wzro
                                                    > ku?
                                                    > myślę penis to myślę cipą?

                                                    Tak się zaperzyłaś, że gotów jestem pomyśleć, że coś tu jest na rzeczy, choć nic takiego nie miałem początkowo na myśli :)

                                                    Owszem, nie przemawia do mnie estetyka narządów rozrodczych w oderwaniu od kontekstu seksualnego, bo w oderwaniu od kontekstu seksualnego to penis jest żylastym, włochatym, pofałdowanym wypustkiem (o mosznie nie wspominając), a cipa przypomina jako żywo upchnięte w kajzerce dwa surowe schaboszczaki. Chyba że ktoś gustuje w estetyce fizjologicznej...

                                                    > Wspominam to nie znaczy że wzdycham do tamtego penisa , ani że marzę aby nagle
                                                    > przylecial, "zniknął" penisa mojego męża i sam wskoczył na to miejsce.
                                                    > Dopowiedziałeś to sobie, w taki sposob, który czyni ze mnie osobę, która nie pr
                                                    > eferuje penisa swojego partnera tylko wzdycha (chciałaby ) innego.

                                                    Cóż, to z tamtego chciałaś robić odlewy, a nie z obecnym "musisz sobie radzić, jak staje" :) Ale naprawdę, nie musisz się tak bronić, bo ja nie atakuję :) Nie ma nic złego w przyznaniu, że niektóre aspekty ciała partnera nie są doskonałe, bo liczy się całość. Co nie zmienia faktu, że magiczno-czarodziejska podmianka tego czy tamtego kawałka nie byłaby miłą niespodzianką :) Oczywiście w świecie idealnych, kulistych krów.

                                                    Ale OK, proponuję rozejm i kompromis - ja nie będę sugerował, że wzdychasz do tamtego cud-penisa, a Ty mi nie sugeruj, że wiesz lepiej, co myślę i czego bym chciał. Zwłaszcza tonem dezaprobaty, OK? Nawet okraszonej emotkami.
                                                  • sisi_kecz Re: Frustraci nie są sexy! 16.09.10, 11:29
                                                    W sumie to nie wiem, czy Cie to interesuje, ale przedstawie jeszcze trochę ze swojego poglądu na temat postrzegania penisa ;)
                                                    Oczywiście, rozejm przyjmuje i nie jest to żadna utarczka:)

                                                    w oderwaniu od kontekstu seksualnego to penis jest żylastym, włochatym, pofałdowanym wypustkiem (o mosznie nie wspominając), a cipa przypomina jako żywo upchnięte w kajzerce dwa surowe schaboszczaki. '

                                                    to Twoja opinia i Twoje skojarzenia.
                                                    Niektórym wagina przypomina kwiat egzotyczny typu: lotos , orchidea, wargi sromowe sie z płatkami kojarzą, akurat u nas nad łóżkiem wisi zdjęcie małży ugotowanej w rosołku polanej masłem, którą transportuję na dłoni do ust męża, więc rózne te skojarzenia bywają ;)

                                                    Chyba że ktoś gustuje w estetyce fizjologicznej...'
                                                    chciałeś żeby zabrzmiało pejoratywnie? kurcze, a wyszło śmiesznie i kompleksami zalatuje.
                                                    Fizjologia a fizjonomia, zapraszam do encyklopedii.

                                                    Cóż, to z tamtego chciałaś robić odlewy, a nie z obecnym "musisz sobie radzić,
                                                    > jak staje" :) Ale naprawdę, nie musisz się tak bronić, bo ja nie atakuję :) '
                                                    Niesłusznie sie upierasz, że ja mam seks z tamtym na mysli i sie bronie że nie.
                                                    Ten odlew ma mi do tego seksu posłużyć? nie jestem desperatką, nawet wibratora nigdy nie używałam, lubię naturę.
                                                    Rzeźba penisa jest po to aby cieszyć oko jako ładny przedmiot. Ty nie potrafisz pozbyc sie konotacji penis- wypustka do stosunku, trudno, ale ja widze piekno w przedmiotach użytkowych.
                                                    Piekne dłonie (kończyna chwytna, pięciopalczasta pokryta naskórkiem w końcowej czesci palców zrogowaciałym w forme paznokcia)
                                                    Piękne oczy (narząd wzroku, gałka, soczewka , źrenica z gruczołem łzowym, fałd skórny zwany powieką, otoczka ochronna ze sztywnych włosów zwanych rzęsami)
                                                    itd.
                                                    Po prostu rózny punkt widzenia,
                                                    mozna powiedzieć że sie pieknie różnimy zamiast ciagle forsować, że:
                                                    "Co nie zmienia faktu, że magiczno-czarodziejska podmianka tego czy tamtego kawałka nie byłaby miłą niespodzianką :) '

                                                    dla Ciebie by była dla mnie nie.

                                                    duze pozdro!!!
                                                    >
                                                    Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                                                    John Gray
                                                  • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 16.09.10, 12:15
                                                    > chciałeś żeby zabrzmiało pejoratywnie? kurcze, a wyszło śmiesznie i kompleksami
                                                    > zalatuje.

                                                    Kompleksami? Bo uważam narządy rozrodcze za nieestetyczne? BTW wiem, co to jest fizjologia i fizjonomia, i mimo wszystko nie uważam, żeby 'estetyka fizjologiczna' była śmieszna. Ale OK, ten wątek jest już tak długi i nudny, że nie ma sensu się dalej spierać o pierdoły i pojedyncze słowa.

                                                    > "Co nie zmienia faktu, że magiczno-czarodziejska podmianka tego czy tamtego kaw
                                                    > ałka nie byłaby miłą niespodzianką :) '
                                                    >
                                                    > dla Ciebie by była dla mnie nie.

                                                    OK, rozumiem to tak: gdybyś się rano obudziła i zobaczyła, ze zamiast swojego pospolitego narządu mąż przez noc wyhodował sobie dzieło sztuki godne odlewu, nie ucieszyłabyś się, tylko powiedziała 'Och nie, cóż to za wynaturzenie, idź precz'? Że zastępując pewne wady danej osoby zaletami (subiektywnymi), zmniejszamy jej sumaryczną wartość (subiektywną)? Że lepszy byłby gorszy? Proszę Cię. :)

                                                    Jestem przekonany w 100%, że obstajesz przy swoim nie dlatego, że tak naprawdę uważasz, tylko dlatego, że czujesz wewnętrzny imperatyw nieustąpienia w dyskusji :)

                                                    Wobec wszystkiego powyższego pozostaję przekonany, że Twoja opinia, że wyłączność w Twoim związku z mężem wynika z BRAKU KONIECZNOŚCI zaspokajania potrzeb na zewnątrz, jest sprzeczna z faktami, które sama tu przytaczałaś. BRAK KONIECZNOŚCI zaspokajania potrzeb na zewnątrz oznacza CAŁKOWITE zaspokajanie ich w ramach związku - a, powtórzę, oboje mieliście w tej dziedzinie sobie nawzajem sporo do zarzucenia. Kiedy przez rok czy ileś tam nie dopuszczałaś do siebie męża, uważasz, że zaspokajałaś wtedy jego potrzeby i nie czuł nawet pokusy ulżenia sobie z kimś innym? Kiedy Twój mąż od X lat, jak sama napisałaś, wykonywał mechanicznie 10 ruchów, doprowadzając Cię tym do desperacji i awantury - naprawdę chcesz powiedzieć, że przez te X lat wszystkie Twoje potrzeby były przez niego zaspokojone? Przecież to absurd.

                                                    Nie wątpię, że jesteś w stanie napisać długi i elokwentny post, w którym będziesz udowadniać, że to nie absurd i właśnie tak było, że chociaż nie zaspokajał, to jednak zaspokajał - bo czasu i wprawy w pisaniu Ci nie brakuje. Ale tak sobie myślę, że czasem dobrze by Ci zrobiło, gdybyś włożyła więcej refleksji w to, co Ci się wylewa z klawiatury, bo odkąd Cię czytam, mam wrażenie, że Twoją główną motywacją w każdej dyskusji jest nieprzyznanie racji nikomu oprócz siebie. Pamiętam, kiedy się użalałaś, jaki Twój mąż jest nieporządny - jak ktoś pisał "daj mu kopa", odpowiadałaś "nie, wcale nie jest taki zły". Jak pisali "weź się ogarnij", to pisałaś "ale jak, kiedy on jest taka fleja i prawie że robi pod siebie". W tę albo we wtę, Sisi, ślepy upór przy swojej racji to nic dobrego :)

                                                    Pozdrawiam :)
                                                  • sisi_kecz Re: Frustraci nie są sexy! 16.09.10, 12:32
                                                    Wobec wszystkiego powyższego pozostaję przekonany'

                                                    wzajemnie:)

                                                    nie wiedziałeś, że dyskusja nie jest po to, aby kogoś przekonać ?

                                                    duze pozdro!!!
                                                  • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 16.09.10, 12:41
                                                    > nie wiedziałeś, że dyskusja nie jest po to, aby kogoś przekonać ?

                                                    Dyskusja jest po to, żeby skonfrontować swoje poglądy z cudzymi i albo je zmienić, albo się w nich utwierdzić. Inaczej jest czczą werbalną gimnastyką :)
                                                  • sisi_kecz Re: Frustraci nie są sexy! 16.09.10, 13:00

                                                    Dyskusja jest po to, żeby skonfrontować swoje poglądy z cudzymi i albo je zmienić, albo się w nich utwierdzić. Inaczej jest czczą werbalną gimnastyką :)

                                                    w każdej mojej wypowiedzi spełniam warunki dyskusji,
                                                    nie zachodzi zatem jej brak.

                                                    Natomiast wyznaję pogląd, że można dyskutując gimnastykować sie werbalnie i nie będę za swoją elokwencję przepraszać ;)

                                                    duze pozdro!!!
                                                  • ditchdoc Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 12:22
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > Jeny!
                                                    > tam były trzy uśmieszki z mrugnięciem, nie trzeba sie napinać.

                                                    dobrze ze nie tylko ja sie nie nabieram na twoje subtelne zarty ;)
                                                  • sisi_kecz Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 10:37

                                                    Zaszczyconym diagnozą. Dobrze że mnie ostrzegłaś, bo już miałem dzwonić do żony
                                                    > i proponować jej radosny trójkącik bez zobowiązań.'

                                                    pfffff;)))

                                                    W takim układzie to nie jesteś talibem, gdzie by talib na taką uciechę żonę dopuścił ;)

                                                    duze pozdro!!!
                                                  • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 11:06
                                                    > pfffff;)))

                                                    Sama jesteś pfff.

                                                    Ale na poważnie - to jest tak, że każdy (chyba?) ma w głowie jakieś tabu, jakieś przekonania, które tkwią tam od przedwojny i właściwie nikt ich nie kwestionuje - bo ich oczywistość wydaje się oczywista. To trochę tak, jak z różnymi prawami homoseksualistów - nie, bo nie, bo to pedały. Ale jak się zaczyna drążyć temat, zadawać konkretne pytania - "Ale właściwie dlaczego nie, tak konkretnie, punkt po punkcie?", to się sprawa rypie. BTW proszę nie traktować tego jako zaczyn flejma o homoseksualistach.
                                                    I na tej samej zasadzie, w pierwszej chwili związek otwarty budzi odruchową niechęć. Bo jak to tak, żona się rucha z innymi, a ja nic? Ale Grabarz umie dyskutować i argumentować na spokojnie. I kiedy emocje wystygły, zacząłem się zastanawiać nad tym, co napisał, i wyszło mi, że faktycznie ma rację. Że związek budowany na zazdrości i wyłączności faktycznie jest ułomniejszy, niż związek otwarty - przynajmniej taki, jak on go opisuje. Bo związek otwarty, jak to zrozumiałem z jego postów, to meta-związek, w którym więzi przekraczają zwykłą intymność seksualną do tego stopnia, że nie może ona im zagrozić. Dla mnie brzmi to pięknie. Nie w aspekcie seksualnej wolności, bo ona jest tu tylko wartością dodaną. Piękny jest dla mnie związek, w którym związane są ze sobą dwie osoby - OSOBY, a nie tylko ich narządy czy portfele.
                                                    Może źle się wyraziłem, pisząc, że bym się odnalazł - bo faktycznie, łatwe to nie jest. Ale na pewno tęsknię do takiej bliskości, do takiej więzi, jaka mi się z tej wizji wyłania - więzi, w której NIE MA POTRZEBY kombinowania po kryjomu, w której jest SZACUNEK dla własnej odrębności, a mimo to zbiór WSPÓLNY jest o niebo mocniejszy, niż w 90% znanych mi związków tradycyjnych.

                                                    Oczywiście jest to wizja wyidealizowana, bo jestem przekonany, że Grabarz o wszystkim nam tu nie pisze i u niego też zgrzyty się zdarzają, w końcu jesteśmy tylko ludźmi :)
                                                  • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 11:16
                                                    symmetryisall napisał:

                                                    > Oczywiście jest to wizja wyidealizowana, bo jestem przekonany, że Grabarz o wsz
                                                    > ystkim nam tu nie pisze i u niego też zgrzyty się zdarzają, w końcu jesteśmy ty
                                                    > lko ludźmi :)

                                                    Nie ma związków perfekcyjnych i ja wcale nie twierdzę, że nasz związek jest lepszy niż inne. Jest po prostu INNY i NAM odpowiada. Nie musi odpowiadać innym ludziom. Wyelimonowaliśmy z niego tylko jeden czynnik destrukcyjny (seks poza związkiem), ale tych czynników jest znacznie więcej i nie można ich wszystkich wyeliminować, bo wtedy mielibyśmy do czynienia z ideałem, a takie nie istnieją:)
                                                  • sisi_kecz Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 11:29
                                                    Bo związek otwarty, jak to zrozumiałem
                                                    > z jego postów, to meta-związek, w którym więzi przekraczają zwykłą intymność s
                                                    > eksualną do tego stopnia, że nie może ona im zagrozić. (...)
                                                    Ale na pewno tęsknię do takiej bliskości, do takiej więzi, jaka mi się
                                                    > z tej wizji wyłania - więzi, w której NIE MA POTRZEBY kombinowania po kryjomu,
                                                    > w której jest SZACUNEK dla własnej odrębności, a mimo to zbiór WSPÓLNY jest o
                                                    > niebo mocniejszy, niż w 90% znanych mi związków tradycyjnych.
                                                    > '

                                                    w tym całym opisie, dobre jest to, że mając nature marzyciela, nie wykonujesz pochopnych telefonów do żony ;)
                                                    Zestawiasz tutaj: typowe i realne związki oparte na wierności, która jest bardzo często łamana, z idealnym meta-związkiem jaki stworzyłeś ze złozenia opisów grabarza z Twoim marzeniem.
                                                    Nie polecam takiej metody analizy porównawczej, bo na nieadekwatnych podstawach jest oparta i daje fałszywe wnioski.

                                                    Szanuję sposób na życie każdego człowieka, który to sposób nie krzywdzi innych osób, więc nie wartościuje rodzajow związków również.
                                                    Osobiście nie odnajduje sie w związku z wolną miłością (praktykowaną czy tylko założona, obojętnie), ciekawe jest dla mnie o tym poczytać, bo to rozszerza horyzonty, ale nie ciągnie mnie do takiego układu.
                                                    Odnajduję meta-relację właśnie w wyłączności relacji intymnych (nie tylko seks, ale też sprawy duszy) i nie zniechęca mnie trudność dotrzymania wierności, bo to co łatwe, lekkie i przyjemne to niekoniecznie daje satysfakcję na poziomie meta-satysfakcji ;)

                                                    duze pozdro!!!
                                                  • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 11:36
                                                    > w tym całym opisie, dobre jest to, że mając nature marzyciela, nie wykonujesz p
                                                    > ochopnych telefonów do żony ;)

                                                    Bo ja jestem marzycielem ostrożnym. Jak szaleć, to rozsądnie i z umiarem.

                                                    > Zestawiasz tutaj: typowe i realne związki oparte na wierności, która jest bardz
                                                    > o często łamana, z idealnym meta-związkiem jaki stworzyłeś ze złozenia opisów g
                                                    > rabarza z Twoim marzeniem.

                                                    Owszem i zdaję sobie sprawę, że się rozpędzam, tworząc sobie własną wizję na podstawie niepełnego i siłą rzeczy stronniczego opisu anonimowego internetowego bytu. Nie znaczy to, że zamierzam wcielać w życie co do joty to, o czym Grabarz tu napisał. Jego relacje są dla mnie raczej punktem wyjścia do własnych przemyśleń, niż wzorem do naśladowania.

                                                    > Odnajduję meta-relację właśnie w wyłączności relacji intymnych (nie tylko seks,
                                                    > ale też sprawy duszy) i nie zniechęca mnie trudność dotrzymania wierności, bo
                                                    > to co łatwe, lekkie i przyjemne to niekoniecznie daje satysfakcję na poziomie m
                                                    > eta-satysfakcji ;)

                                                    Ja mam ogólny deficyt meta-relacji i meta-satysfakcji, więc szukam. Tradycyjną drogę wypróbowałem i się nie sprawdziła, próbować w nieskończoność w nadziei 'z piątą żoną to już będzie super' nie bardzo mogę, więc pozostaje mi tylko próbować zmieniać siebie. Co niniejszym staram się robić.
                                                  • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 14:22
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > Odnajduję meta-relację właśnie w wyłączności relacji intymnych (nie tylko seks,
                                                    > ale też sprawy duszy)

                                                    A jak rozumiesz wyłączność relacji intymnych w sprawach duszy? Czy to oznacza dla Ciebie, że Ty i Twój partner przez cały czas trwania waszego związku nie mogą rozmawiać z osobami trzecimi o bardzo intymnych sprawach, które ich nurtują? Dla mnie to forma zniewolenia bardzo daleko ingerująca w prawo do prywatności. Nie wyobrażam sobie nakładania takich ograniczeń bliskiej osobie.
                                                  • sisi_kecz Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 14:49
                                                    A jak rozumiesz wyłączność relacji intymnych w sprawach duszy? Czy to oznacza dla Ciebie, że Ty i Twój partner przez cały czas trwania waszego związku nie mogą rozmawiać z osobami trzecimi o bardzo intymnych sprawach, które ich nurtują?
                                                    > Dla mnie to forma zniewolenia bardzo daleko ingerująca w prawo do prywatności.
                                                    > Nie wyobrażam sobie nakładania takich ograniczeń bliskiej osobie.'

                                                    A dlaczego sądzisz, że wyłączność to coś narzuconego,
                                                    że jest nadrzędnym prawem zanim nawet zainstnieje sytuacja, w której wyłącznośc mozna zastosować?

                                                    Związek jest zjawiskiem dynamicznym, z tym sie zgodzisz, prawda i przynajmniej w moim nigdy nie siadaliśmy i nie ustalalismy sobie ogólnych zasad, jak będą wyglądały nasze relacje ze sobą i z otoczeniem.
                                                    To sie ukształtowało w trybie procesu, którego motorem jest miłość i nikt nikomu niczego nie narzucał, nie narzuca i nie bedzie narzucał.
                                                    Nadajemy na jednej fali, mamy zbliżone światopoglądy, plany na życie, to sprawiło że sie związalismy ze soba, a dodatkowo to wiele ulatwia juz w trakcie bycia w związku.
                                                    My tez mamy ta wolność, o której wspominasz w swoim związku (uważam, że mąż może zrobić co będzie chciał i nawzajem) ale żadne z nas nie czuje potrzeby wychodzenia z seksem czy ze sprawami intymnymi do osób trzecich.
                                                    W naszym związku te potrzeby realizujemy ze sobą i tak powstaje w sposób nieintencyjny i niewymuszony wyłączność, bo taki jest nasz wybór.

                                                    Nie wiem, czy sie jasno wyraziłam, w każdym razie nie obawiaj sie , ze odcinamy sie od innych ludzi, po prostu z nikim nie jestesmy tak blisko jak ze sobą.

                                                    duze pozdro!!!
                                                  • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 14:57
                                                    > W naszym związku te potrzeby realizujemy ze sobą

                                                    I dlatego właśnie jakiś czas temu założyłaś wątek pt "Chyba wykastrowałam męża..."

                                                    Bój się boga, Sisi, takie pierdoły pisać.
                                                  • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 15:00
                                                    symmetryisall napisał:

                                                    > I dlatego właśnie jakiś czas temu założyłaś wątek pt "Chyba wykastrowałam męża...."
                                                    >
                                                    > Bój się boga, Sisi, takie pierdoły pisać.

                                                    Ostra z niej babka! :)
                                                  • sisi_kecz Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 15:13
                                                    symmetryisall napisał:

                                                    > > W naszym związku te potrzeby realizujemy ze sobą
                                                    >
                                                    > I dlatego właśnie jakiś czas temu założyłaś wątek pt "Chyba wykastrowałam męża.
                                                    > .."
                                                    >
                                                    > Bój się boga, Sisi, takie pierdoły pisać.'

                                                    ale o co Ci chodzi?
                                                    nie napisałam, że nie moge sie zdobyć aby powiedzieć mezowi, ze mi sie z nim nudzi w trakcie seksu.
                                                    opisałam w tym wątku, to co sie miedzy nami zdarzyło,a nie to czego nie moge mu powiedzieć.
                                                    Zapewniam Cie, że ani jednej rzeczy, o której nie wie mój mąż, nie wie tez nikt z forum.

                                                    W realu nikomu o naszych sprawach intymnych nie mówię, a zakładając taki wątek na forum stwarzam cos w stylu anonimowego pamiętnika z anonimowymi komentarzami, potrzebne to mi aby szerzej spojrzec na sprawę- realne takie relacje z kims lub grupą osób, mnie nie interesują.

                                                    duze pozdro!!!
                                                    Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
                                                  • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 15:21
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > W realu nikomu o naszych sprawach intymnych nie mówię, a zakładając taki wątek
                                                    > na forum stwarzam cos w stylu anonimowego pamiętnika z anonimowymi komentarzam
                                                    > i, potrzebne to mi aby szerzej spojrzec na sprawę- realne takie relacje z kims
                                                    > lub grupą osób, mnie nie interesują.

                                                    Sisi, nie oszukuj się. Czy uważasz, że tu na forum rozmawiasz z bytami virtualnymi, że to komputery tu piszą. Nie, rozmawiasz z żywymi ludźmi i dopuszczasz ich do bardzo intymnych spraw dotyczących swojego męża, który być może nie tak rozumie wyłączną intymność.
                                                  • sisi_kecz Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 17:13
                                                    Sisi, nie oszukuj się. Czy uważasz, że tu na forum rozmawiasz z bytami virtualnymi, że to komputery tu piszą.'

                                                    A z kim rozmawiam Twoim zdaniem?
                                                    Jesteś moim znajomym albo nieznajomym, skoro wiesz o mnie tyle, że mam nick sisi_kecz i napisałam to i tamto w poście?
                                                    Wiem, że piszesz to jako człowiek, ale nie znam Cię osobiście, czytam tekst, który napisałeś i wygeneruje sie na moim ekranie i wiem o Tobie tyle ,że masz nick gravedigger i napisałes to i tamto w swoich postach.
                                                    Mogę sobie nawet wyobrazić, że jesteś mężczyzną, że mieszkasz w mieście, masz kobietę, znasz język obcy i rozne inne rzeczy, ale nawet jak Cie spotkam, to nie będę wiedziała, że to grabarz.

                                                    Mówie o sytuacji, która ogranicza sie do pisania postów (może tu jakieś osoby poznały sie w realu bo sie umowily, nie wiem) oraz nie biore pod uwagę policji, psychopatów czy hakerów, którzy mogą przerwać anonimowość wypowiedzi, bo rozmawiamy o ogóle forumowiczów z którymi dzielę sie problemami sisi_kecz.

                                                    To jest nowa sytuacja te wszystkie kontakty internetowe: fora, blogi, chaty, jest to też nowy rodzaj kontaktu społecznego, ale uważam, że bez podjecia decyzji o kontakcie realnym, to owszem,
                                                    jesteśmy tu virtualnymi bytami, które zasilane sa z naszych mózgów.

                                                    duze pozdro!!!
                                                    Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
                                                    Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
                                                    by Cejrowski
                                                  • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 17:29
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > A z kim rozmawiam Twoim zdaniem?

                                                    Z ludźmi.

                                                    > Jesteś moim znajomym albo nieznajomym, skoro wiesz o mnie tyle, że mam nick
                                                    > sisi_kecz i napisałam to i tamto w poście?

                                                    Ale anonimowość internetowa (ograniczona zresztą) nie zmienia istoty rzeczy: dzielenie się sprawami intymnymi występuje tak samo w internecie jak i kontakcie bezpośrednim. Inny jest po prostu środek przekazu informacji.

                                                    > To jest nowa sytuacja te wszystkie kontakty internetowe: fora, blogi, chaty, je
                                                    > st to też nowy rodzaj kontaktu społecznego, ale uważam, że bez podjecia decyzji
                                                    > o kontakcie realnym, to owszem,
                                                    > jesteśmy tu virtualnymi bytami, które zasilane sa z naszych mózgów.

                                                    Może Ty jesteś wirtualna, ja jestem z krwi i kości:)
                                                  • sisi_kecz Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 18:02
                                                    Pisząc na forum oczywiscie wyobrazam sobie człowieka, do którego to adresuję i np. nie chciałabym ranic niczyich uczuć, nie wykorzystuje anonimowosci by wyładować na kims frustracje, czy nie tworzę tu kreacji i światów by wprowadzic kogoś w bład, wygrac kosztem kogos moje cele i tym podobne.
                                                    Mam szacunek do rozmówcyi nie myslę ze gadam z komputerem i wszystko mi wolno.

                                                    Ale jest to inna forma kontaktu, naprawdę nie siedzisz przede mna z krwi i kości, nie możesz mi dac ani ja Tobie niczego oprócz swoich poglądów.
                                                    Do żadnej sfery swojego zycia, nawet do siedzenia przy jednym stole mnie nie dopuszczasz, pisząc ze mną na forum.
                                                    Ty dostajesz tekst ode mnie , ja dostaję tekst od Ciebie- to jest cała baza naszej relacji.
                                                    Musi upłynąć jeszcze trochę lat, aby na przykład sprawdzono w praktyce, że dwoje ludzi kontaktując sie ze sobą na forum i tylko tak stworzyło wzajemną relację równoważną do innych tradycyjnych relacji, opartych na kontakcie wzrokowym, słuchowym, pozawerbalnym, interakcjach symbolicznych, doświadczemniu realnym swojej obecnosci.
                                                    Moze osoby młodsze, które urodziły sie z laptopem pod pachą będą miały inne podejście do pisania na forum, może będzie im to zastepować normalny kontakt.
                                                    Ja juz wspomniałam, dla mnie to jest bardziej rozmowa z samym sobą:
                                                    kontroluje swoje wypowiedzi, kontroluje na co chce odpowiedzieć, kontroluje kogo chce czytać, kontroluje kiedy z tej rozmowy wychodzę.
                                                    Wnioski mam dla siebie i nie wpływa to na resztę mojego zycia w sposób, ktorego bym nie chciała- biore z tego, tylko co mnie interesuje, co mi pomaga, co mnie wzbogaca- pokaz mi tak przyjemny, bez zobowiazań i bez skrupułów kontakt w realu, który byłby moralnie w porządku?
                                                    Powiedz mi, że tak przedmiotowo własnie traktujesz ludzi,
                                                    bo ja nie.

                                                    Mąż działa mi bez przerwy,
                                                    raz na zmysły , raz na nerwy"
                                                    Sztaudynger
                                                  • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 18:14
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > Wnioski mam dla siebie i nie wpływa to na resztę mojego zycia w sposób, ktorego
                                                    > bym nie chciała- biore z tego, tylko co mnie interesuje, co mi pomaga, co mnie
                                                    > wzbogaca- pokaz mi tak przyjemny, bez zobowiazań i bez skrupułów kontakt w rea
                                                    > lu, który byłby moralnie w porządku?

                                                    Niby wszystko co piszesz trzyma się kupy, ale nie zmienia to faktu, że dzielisz się sprawami należącymi do Waszego intymnego świata z innymi ludźmi. Uważasz, że to jest w porządku i nie mam nic przeciwko temu. Po prostu Twoja granica dzielenia się intymnością leży a kurat w tym a nie innym "miejscu". Są natomiast ludzie, dla których nawet taka forma dzielenia się intymnością to już zdrada, a są też tacy, którzy dopuszczają dzielenie się intymnością w bezpośredniej rozmowie czy to z kimś znajomym, czy to z kimś obcym nawet. Są wreszcie tacy, którzy dopuszczją nawet dzielenie się intymnością fizyczną. Ja nie oceniam ani Twojej postawy ani innych a priori. Liczą się skutki, które mogą mieć pozytywny albo negatywny charakter dla związku niezależnie od sposobu czy formy dzielenia się intymnością.
                                                  • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 15:28
                                                    "W naszym związku te potrzeby realizujemy ze sobą i tak powstaje w sposób nieintencyjny i niewymuszony wyłączność, bo taki jest nasz wybór."

                                                    O to mi chodzi. Twierdzisz, że nie macie potrzeby swoich potrzeb eksportować na zewnątrz, bo je zaspokajacie we własnym zakresie. A to nieprawda. Najpierw pisałaś, że macie problem, bo nie masz ochoty na męża, teraz - że mąż się nie spisuje. Więc Wasza wierność sobie nawzajem nie wynika z braku potrzeby realizacji gdzie indziej, tylko z nałożenia sobie samemu karbów na zasadzie "jest źle, ale nie pójdę szukać lepszego". Trudno to nazwać "sposobem nieintencyjnym i niewymuszonym".
                                                  • sisi_kecz Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 16:50
                                                    Jeny, jak Ty sie starasz podciągnąć mnie pod swoją tezę ;)

                                                    Weszłam w Twój tok myślenia żeby uchwycić ile w tym racji i owszem dziękuje za ciekawe komentarze, ale nie zgadzam sie.

                                                    Znowu zakładasz, że coś co tu powiedziałam jest już tą sferą, z która rzekomo miałam sie nie dzielić. Zreszta nie napisałam, że z nikim o niczym nie rozmawiam, mam przyjaciółki, mamę, teściową (bardzo spoko), z którymi osobiste sprawy omawiam, ale do pewnych granic.
                                                    Każdy ma takie granice, to chyba najzupelniej powszechne.
                                                    Są sprawy, które omawiam tylko z mężem, a są potrzeby które eksportuje na zewnątrz.

                                                    A forum to to tak jak wspomniałam, cos bez miejsca i czasu.
                                                    Za każdym nickiem stoi człowiek, ale nie mam z nim kontaktu wzrokowego, żadnej wspólnej przestrzeni, doswiadczeń, żadnego okrucha realnego kontaktu- to tylko tekst na ekranie, wymyślony i wpisany przez człowieka, który przeczytał moj tekst na ekranie.

                                                    duze pozdro!!!
                                                    "Mąż działa mi bez przerwy,
                                                    raz na zmysły , raz na nerwy"
                                                    Sztaudynger
                                                  • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 14:58
                                                    sisi_kecz napisała:

                                                    > Związek jest zjawiskiem dynamicznym, z tym sie zgodzisz, prawda i przynajmniej
                                                    > w moim nigdy nie siadaliśmy i nie ustalalismy sobie ogólnych zasad, jak będą w
                                                    > yglądały nasze relacje ze sobą i z otoczeniem.

                                                    To błąd mim zdaniem. Być może nie w Waszym przypadku, ale brak ustalenia zasad w związku prowadzi do wielu rozczarowań i sytuacji, a zostawianie wszystkiego porozumieniu dusz to według mnie daleko idący idealizm.

                                                    > W naszym związku te potrzeby realizujemy ze sobą i tak powstaje w sposób nieint
                                                    > encyjny i niewymuszony wyłączność, bo taki jest nasz wybór.
                                                    >
                                                    > Nie wiem, czy sie jasno wyraziłam, w każdym razie nie obawiaj sie , ze odcinamy
                                                    > sie od innych ludzi, po prostu z nikim nie jestesmy tak blisko jak ze sobą.

                                                    No to gratuluję idealnej relacji partnerskiej:)
                                                • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 11:10
                                                  symmetryisall napisał:

                                                  > Wasz związek - przynajmniej taki, jak go tu malujesz - musi być czymś naprawdę
                                                  > wyjątkowym i godnym pozazdroszczenia.

                                                  Nie określiłbym tego w ten sposób. Jest po prostu inny niż większość "normalnych" związków.

                                                  > Ale mam pytanie techniczne. Siłą rzeczy oboje macie dużą wolność w poznawaniu l
                                                  > udzi, a co za tym idzie, dużą szansę, że jednak któreś z Was spotka partnera at
                                                  > rakcyjniejszego. Odpowiesz - w tradycyjnym związku też. Owszem, ale tradycyjny
                                                  > związek wznosi więcej zapór przed takimi kontaktami - poznanie kogoś fajniejsze
                                                  > go jest jednak trudniejsze.

                                                  Nie zgadzam się. W tradycyjnym związku nie ma zapór przed poznawaniem innych ludzi płci przeciwnej. Są za to zapory przed "konsumowaniem" takich znajomości.

                                                  > I w związku z tym - czy nie macie poczucia braku st
                                                  > abilizacji? Braku pewności drugiej osoby? Jak możecie budować wspólną przyszłoś
                                                  > ć ze świadomością, że to drugie cały czas poluje?

                                                  Ależ posiadanie wolności w kontaktach seksualnych z innymi nie oznacza, że cały czas polujemy poza naszym związkiem. I wiesz co? Poczucie stabilizacji w naszym związku jest większe niż Ci się wydaje, bo po pierwsze odpada czynnik chęci spróbowania zakazanego owocu, który bardzo często smakuje lepiej niż owoc "legalny". Po drugie, oboje mamy świadomość, że seks z kimś innym nie zakończy się dla nas ani poczuciem winy za skrzywdzenie i oszukanie partnera z jednej strony, ani poczuciem krzywdy i bycia oszukanym z drugiej. Seks "pozazwiązkowy", który nawet świętemu może się zdarzyć, nie jest więc czynnikiem destrukcyjnym dla naszego związku.

                                                  A co do braku pewności drugiej osoby, to jak uczy nas życie żaden cyrograf ani żadne zakazy i nakazy związane z pojęciem wierności seksualnej, nie są nam tej pewności w stanie zagwarantować. Natomiast przyszłość we dwoje zawsze buduje się bez faktycznej pewności tego, co się w tej przyszłości może wydarzyć. Oczywiście, ktoś będący w związku na wyłączność może żyć w złudzeniu pewności, ale to dotyczyć może każdej formy związku dwojga ludzi i nie zmienia to faktycznego braku takiej pewności.
                                                  • kag73 Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 11:16
                                                    Otoz rzecz w tym, ze majac "przyzwolenie" drugiej osoby, niekoniecznie sie z niego korzysta. Ja np. mam, ale nigdy jeszcze nie skorzystalam chociaz moglabym, ale jak przyszlo co do czego wydalo mi sie to bardzo prymitywne pojsc z kims do lozka tylko dla sportu, choc seks od uczuc oddzielac potrafie i owszem w przeszlosci nie bedac w stalym zwiazku praktykowalam.
                                                    Pytanie do Ciebie Gravedigger czy Ty kiedys skorzystales albo zona(nie czytalam calego watku wiec nie wiem)?
                                                  • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 15.09.10, 11:28
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Pytanie do Ciebie Gravedigger czy Ty kiedys skorzystales albo zona(nie czytalam
                                                    > calego watku wiec nie wiem)?

                                                    Spróbowaliśmy oboje. W innym przypadku mógłbym tylko teoretycznie stwierdzić, że akceptuję seks pozazwiązkowy, ale nie byłbym pewien swoich reakcji.
        • aandzia43 Mylisz skutek z przyczyną 13.09.10, 20:02
          >> Generalnie Ci interesujący mę
          >> żczyźni, przy których nogi miękną, są pozytywni i pewni siebie:-) Może mają tą
          > >wewnętrzną pewność siebie, że są za fajni, żeby jakaś kobieta chciała ich wyko
          > >rzystać?

          > to sa ci mezczyzni, ktorzy raz zostali nauczeni i dobrze zinterpretowali lekcje. Podrywaja co >chca i kiedy chca, nie sa obrazeni na calosc rodzaju zenskiego, jak np. byly vergii.

          Nie Ditchdoc, to są mężczyźni, którzy być może nigdy nie zostali "nauczeni". Mają luzik i poczucie własnej wartości, bo mają i już. Nie ma żadnej wspólnego mianownika między tym, czy byli/będą/nie byli zdradzeni, a tym, że dobrze im się wiedzie. Frustraci są frustratami, bez względu na to, co ich spotkało (albo z niewielkim związkiem). A często mają rogi, albo w ogóle nie bzykają, bo im żadna nie chce dać, właśnie dlatego, że są najeżonymi i odstręczającymi frustratami.
          • ditchdoc Re: Mylisz skutek z przyczyną 13.09.10, 20:32
            aandzia43 napisała:

            > Nie Ditchdoc, to są mężczyźni, którzy być może nigdy nie zostali "nauczeni". M
            > ają luzik i poczucie własnej wartości, bo mają i już. Nie ma żadnej wspólnego
            > mianownika między tym, czy byli/będą/nie byli zdradzeni, a tym, że dobrze im si
            > ę wiedzie. Frustraci są frustratami, bez względu na to, co ich spotkało (albo z
            > niewielkim związkiem). A często mają rogi, albo w ogóle nie bzykają, bo im żad
            > na nie chce dać, właśnie dlatego, że są najeżonymi i odstręczającymi frustratam
            > i.
            >

            nie aandzia43

            jak moze byc frustratem jezeli go nic nie spotkalo?

            Na poczatku wiekszosc jest miekkimi fajami, jak byly vergii ktory byl dobrym chlopcem, znosil jej fochy i gierki no ale, ta go zdradzala. Szansa ze taki chlopak przejdzie przez zycie bez spotkania na swojej drodze kurwy jest bardzo mala. Jezeli sie tak stanie to super, gratulacje, najczesciej jednak wskakuje w pozycji dziewuchy taka vergaa ktora jest zajebista picz, a glupi chlop w domu kocha ;)

            Teraz taki koles, albo nauke zrozumie i bedzie luzny, spokojny wzgledem kobiet, rozumiejac ze totalne oddanie i znoszenie prostoty swojej ksiezniczki to nie jest najlepsza droga do szczescia w zwiazku i bedzie super..

            albo jest tak jak sie stalo, koles sie obrazil na wszystkie baby, wszedzie widzi kurwy i bedzie mu ciezko. Nie on jest temu winien, tylko szmatka ktora go w taki stan wpedzila.
            • vergaa Re: Mylisz skutek z przyczyną 13.09.10, 20:47
              eeee tam, jak koles jest fujarka, porywa sie na dziewczyne, ktorej do piet nie dorasta, nie dotrzymuje jej kroku, rucha w rytmie wsadz, wyjmij raz na sekunde, jest zapatrzony w jakies laseczki bez pamieci, sam nie ma zdania i zgrywa ciepla kluseczke a nie mezczyzne z ktorym warto byc, za to jakim jest, to sie predzej czy pozniej rogow sam sie dorobi, tak wlasnie przez kolezanki, ktore a) lubia seks, b) oczekuja od zycia czegos wiecej, c) sa na tyle niemadre, ze siedza przy tej kluseczce, bo taki dobry wujek z niego i nie maja odwagi odejsc

              zrozum, ze mezczyzna ktory zna swoja wartosc nie dorobi sie rogow, nie dlatego, ze bedzie zachowywal sie tak jak Ty, weszyl, sprawdzal, ale dlatego, ze kobieta nie bedzie chciala ryzykowac jego utraty, bo dostanie od niego to czego inni lowelasi jej dac na dluzsza mete nie moga *

              * nie dotyczy garstki dziewczyn, ktore podejma takie ryzyko, bo sa glupie i pozniej zaluja
              • ditchdoc Re: Mylisz skutek z przyczyną 13.09.10, 21:19
                vergaa napisała:

                > eeee tam, jak koles jest fujarka, porywa sie na dziewczyne, ktorej do piet nie
                > dorasta,

                prosze ;), standardowa gwiazdeczka
                przeciez 5 lat z nim bylas, tak cierpialas po straconej milosci, depresje blablabla...

                ciesze sie ze potwierdzasz moje slowa

                > jest zapatrzony w jakies laseczki bez pamieci, sam nie ma zdania i zgrywa ciep
                > la kluseczke a nie mezczyzne z ktorym warto byc, za to jakim jest, to sie predz
                > ej czy pozniej rogow sam sie dorobi, tak wlasnie przez kolezanki, ktore a) lubi
                > a seks, b) oczekuja od zycia czegos wiecej, c) sa na tyle niemadre, ze siedza p
                > rzy tej kluseczce, bo taki dobry wujek z niego i nie maja odwagi odejsc

                jeszcze jakies pytania?
                ;)

                > zrozum, ze mezczyzna ktory zna swoja wartosc nie dorobi sie rogow, nie dlatego,
                > ze bedzie zachowywal sie tak jak Ty,

                nie prawda

                > weszyl, sprawdzal, ale dlatego, ze kobiet
                > a nie bedzie chciala ryzykowac jego utraty, bo dostanie od niego to czego inni
                > lowelasi jej dac na dluzsza mete nie moga

                ile razy pisalem ze nie wesze, nie sprawdzam, nie zabraniam jej wychodzic samej/z kolezankami
                zadnej nie zabranialem

            • aandzia43 Re: Mylisz skutek z przyczyną 13.09.10, 20:48

              > jak moze byc frustratem jezeli go nic nie spotkalo?

              To proste, wystarczy wychować się wśród frustratów. Wchłonąć ten lęk przed kobietą, związkiem, ten mizoginizm, niepewność swojej męskości. Nauczyć sie w relacjach z kobietami balansować między agresją (chociażby słowną) i butą a łaszeniem się jak spragniony na wszelką cenę pieszczot psiak. I właśnie taki mężczyzna jest najbardziej narażony na spotkanie "nieodpowiedniej" kobiety. On nie wyczuje grubej ściemy, albo będzie walił w mordę z powodu swojej paranoi. Omija go to, co pośrodku, czyli to, co najcenniejsze. A kobieta z instynktem samozachowawczym omija takie wytwory pewnych środowisk z daleka.
              • ditchdoc Re: Mylisz skutek z przyczyną 13.09.10, 21:22
                aandzia43 napisała:

                >
                > > jak moze byc frustratem jezeli go nic nie spotkalo?
                >
                > To proste, wystarczy wychować się wśród frustratów. Wchłonąć ten lęk przed kobi
                > etą, związkiem, ten mizoginizm, niepewność swojej męskości. Nauczyć sie w relac
                > jach z kobietami balansować między agresją (chociażby słowną) i butą a łaszenie
                > m się jak spragniony na wszelką cenę pieszczot psiak. I właśnie taki mężczyzna
                > jest najbardziej narażony na spotkanie "nieodpowiedniej" kobiety. On nie wyczuj
                > e grubej ściemy, albo będzie walił w mordę z powodu swojej paranoi. Omija go to
                > , co pośrodku, czyli to, co najcenniejsze. A kobieta z instynktem samozachowawc
                > zym omija takie wytwory pewnych środowisk z daleka.
                >

                moze i sa takie przypadki

                zdecydowana wiekszosc to normalne chlopaki z lekko nazbyt idealistycznym podejsciem do kobiety
                konczy sie jak w przypadku vergii

                teraz sie to zmienia bo mlodziez nie wychowuja rodzice aka starsze pokolenie tylko internet i rap, gdzie na kobiete ma sie znacznie trzezwiejsze spojrzenie.

                Wtedy fakt, taki koles nie da sie zdradzic bo taka vergaa, jak bedzie strzelac takie foszki jak swojemu ktorego zdradzila, po prostu bedzie tego samego dnia sama.
                • aandzia43 Re: Mylisz skutek z przyczyną 13.09.10, 21:59

                  > teraz sie to zmienia bo mlodziez nie wychowuja rodzice aka starsze pokolenie ty
                  > lko internet i rap, gdzie na kobiete ma sie znacznie trzezwiejsze spojrzenie.

                  W tej kwestii zawsze młodzież była wychowywana przez grupę rówieśniczą. Kumple z dzielni, koledzy z internatu w prywatnej szkole, chłopaki z tej samej wsi. Internet pozwala oglądać gołe baby do woli, a poza tym każdy nadal siedzi we własnym sosie i komunikuje się z podobnymi sobie. No, teoretycznie ma się oczywiście możliwość poznać rzesze różnych ludzi, poglądów i idei, ale to wymaga wysiłku większego, niż zwykłe składania liter do kupy i w związku z tym rzadko ma miejsce. A powracając do tematu: wymieniłeś rap (pewnie nie przypadkowo). W muzyce rap kobieta miewa tak samo przerąbane, jak w ludowej twórczości dziewiętnastowieczego półświatka. I jeśli sądzisz, że klimat rap to "trzeźwe" spojrzenie na kobietę, to już wszystko mamy udokumentowane. Nie mam więcej pytań. Wiem, skąd jesteś.
                • gravedigger1 Re: Mylisz skutek z przyczyną 14.09.10, 09:00
                  ditchdoc napisał:

                  > teraz sie to zmienia bo mlodziez nie wychowuja rodzice aka starsze pokolenie ty
                  > lko internet i rap, gdzie na kobiete ma sie znacznie trzezwiejsze spojrzenie.

                  "Cudowna" pochwała wychowawczej roli internetu i subkultury rapu!!! Nie mam więcej pytań do tego Pana;)
                  • ditchdoc Re: Mylisz skutek z przyczyną 14.09.10, 13:53
                    gravedigger1 napisał:

                    > "Cudowna" pochwała wychowawczej roli internetu i subkultury rapu!!! Nie mam wię
                    > cej pytań do tego Pana;)

                    w koncu ;)
                    • ditchdoc Re: Mylisz skutek z przyczyną 14.09.10, 13:54
                      zreszta, co do wychowania

                      idz pogadaj ze standardowym 15 latkiem dzisiaj i jego kolegami, i porownaj go do siebie i swoich kolegow kiedy ty miales 15 lat

                      to chyba bardziej przystepna wersja ;)
        • pryszczaty.edek doctich 15.09.10, 09:52
          przeprszam, po raz kolejny spytam ile masz lat, bo nad ponad 15 nie wygladasz, a najwieksza "kurew" tutaj to ty jestes, zalosne i .... smutne to co wypisujesz, kompleks malego czlonka? czy moze cos innego co mi nawet do glowy nie przychodzi???
          • ditchdoc Re: doctich 15.09.10, 12:07
            pryszczaty.edek napisał:

            > przeprszam, po raz kolejny spytam ile masz lat, bo nad ponad 15 nie wygladasz,
            > a najwieksza "kurew" tutaj to ty jestes, zalosne i .... smutne to co wypisujesz
            > , kompleks malego czlonka? czy moze cos innego co mi nawet do glowy nie przycho
            > dzi???

            zle napisales nicka, postaraj sie bardziej, na pewno sie uda :)

            lat mam 28, czlonka mam sredniego i tylko kurwy nazywam kurwami
            co jest takiego smutnego w moich komentarzach? prosze o przyklad... ;)
      • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 14:28
        zakletawmarmur napisała:

        > Zdecydowanie bardziej atrakcyjni wydają mi się mężczyźni, któ
        > rzy kobiety lubią a nawet podziwiają.

        Zgadzam się z Tobą, i choć do atrakcyjnych nie należę, to lubię kobiety;) Ba, uwielbiam je! ;) Sfrustrowanym facetom, mającym na względzie dominację własnego penisa nad kobiecością, mówię zdecydowane nie! ;)
      • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 14:51
        > Generalnie Ci interesujący mę
        > żczyźni, przy których nogi miękną, są pozytywni i pewni siebie:-)

        A te interesujące laski, przy których pyta się jeży, mają zgrabne nogi, duże cycki i kurwiki w oczach. Na resztę szkoda czasu.

        Pasuje Ci taka klasyfikacja?
        • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:12
          symmetryisall napisał:

          > A te interesujące laski, przy których pyta się jeży, mają zgrabne nogi, duże cy
          > cki i kurwiki w oczach. Na resztę szkoda czasu.

          Ja się zgadzam, z tym że żeby występowało autentyczne podniecenie ze strony męskiej, to muszą one (kobiety) mieć kurwiki w oczach;) Ale jeśli już je mają, to szczytem egoizmu byłoby myśleć, że te kurwiki pojawiają się tylko i wyłącznie na mój widok. Wniosek stąd taki, że im lepsze kurwiki (czyt. im bardziej interesująca partnerka), tym bardziej narażona na zainteresowanie płcią i zainteresowaniem ze strony płci przeciwnej, a co za tym idzie bardziej narażona na zdradę;)
        • zakletawmarmur Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:26
          > A te interesujące laski, przy których pyta się jeży, mają zgrabne nogi, duże cy
          > cki i kurwiki w oczach. Na resztę szkoda czasu.

          > Pasuje Ci taka klasyfikacja?

          Pewnie, tym bardziej, że się łapie:-)

          Chodzi mi o to, ze Ci co najbardziej marudzą "jakie to kobiety są okropne" najczęściej sami tą postawą robią sobie pod górkę... A gdyby nie robili to by pewnie nie musieli marudzić:-)
          • symmetryisall Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 15:37
            > Pewnie, tym bardziej, że się łapie:-)

            Pics or it didn't happen :)
            • gravedigger1 Re: Frustraci nie są sexy! 13.09.10, 16:23
              symmetryisall napisał:

              > Pics or it didn't happen :)

              No, no, jaki łasuch! ;)))
            • zakletawmarmur Re: Frustraci nie są sexy! 14.09.10, 13:55

              No dobra, chciałam sobie podnieść samoocenę... Tak naprawdę jestem gruba, brzydka i śmierdzę kupą:-)
    • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:35
      > a taka szkoda chlopaka (chodzi o mojego bylego), ktory byl za dobry i trafil rz
      > eczywiscie na suczkowata kobiete czyli mnie

      Nie pierdol, koleżanko. Jesteśmy tu anonimowi, nie musisz udawać współczucia, napisz wprost "Był miękką pizdą i śmiałam się z niego, niech się buja ze swoimi kartoflanymi koleżkami, ja jestem ostra laska i rucham się, z kim chcę i kiedy chcę".
      • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:42
        symmetryisall napisał:

        > Nie pierdol, koleżanko. Jesteśmy tu anonimowi, nie musisz udawać współczucia, n
        > apisz wprost "Był miękką pizdą i śmiałam się z niego, niech się buja ze swoimi
        > kartoflanymi koleżkami, ja jestem ostra laska i rucham się, z kim chcę i kiedy
        > chcę".
        >

        o stary
        ktos kto zna tego rodzaju panie, schematy ich dzialan i umie lepiej napisac co mysli niz ja

        super
        zgadzam sie w 100%
        • aandzia43 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:24
          > o stary
          > ktos kto zna tego rodzaju panie, schematy ich dzialan i umie lepiej napisac co
          > mysli niz ja
          >
          > super
          > zgadzam sie w 100%

          chuja wiesz, stary
          • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:34
            aandzia43 napisała:

            >
            > chuja wiesz, stary
            >

            uspokoj sie, to ze ci sie w przeszlosci zdarzalo nie znaczy ze musisz do mnie piane toczyc ;)
            • aandzia43 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:52
              > uspokoj sie, to ze ci sie w przeszlosci zdarzalo nie znaczy ze musisz do mnie p
              > iane toczyc ;)

              Uspokój się, to nie toczenie piany, tylko zgrabne wślizgnięcie się w twoją konwencję ;-)
              A przeszłość od tej strony mam dogłębnie przerobioną i zamkniętą. Żadnych boleści.
              • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 21:23
                aandzia43 napisała:

                > Uspokój się, to nie toczenie piany, tylko zgrabne wślizgnięcie się w twoją konw
                > encję ;-)
                > A przeszłość od tej strony mam dogłębnie przerobioną i zamkniętą. Żadnych boleś
                > ci.
                >

                spoczko
                ale od razu widac ze Ci sie zdarzalo :)
      • aandzia43 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:23

        > Nie pierdol, koleżanko. Jesteśmy tu anonimowi, nie musisz udawać współczucia, n
        > apisz wprost "Był miękką pizdą i śmiałam się z niego, niech się buja ze swoimi
        > kartoflanymi koleżkami, ja jestem ostra laska i rucham się, z kim chcę i kiedy
        > chcę"

        Niekoniecznie. Słyszałeś o czymś takim, jak refleksja, zmiana podejścia do tematu, skrucha, żal za grzechy i inne takie tam? To się nierzadko przytrafia ludziom płci obojga.
        • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:33
          aandzia43 napisała:

          >
          > Niekoniecznie. Słyszałeś o czymś takim, jak refleksja, zmiana podejścia do tema
          > tu, skrucha, żal za grzechy i inne takie tam? To się nierzadko przytrafia ludzi
          > om płci obojga.
          >

          ale to dopiero po 3 razie? :)

          czy dopiero kiedy chloptas odkryl ze ma rogi?

          ? :)
        • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 22:02
          > Niekoniecznie. Słyszałeś o czymś takim, jak refleksja, zmiana podejścia do tema
          > tu, skrucha, żal za grzechy i inne takie tam?

          Słyszałem. Ale Vergaa sama potwierdziła moje słowa - napisała, że gość był misiek i miękka faja, która ostrej lasce do pięt nie dorasta.

          Wiesz, nie zgadza mi się jej ton, to, co wyłazi spomiędzy wierszy jej postów, z deklaracjami cierpienia i żalu za grzechy. IMO ona wcale nie żałuje tego, co zrobiła; może trochę jej gościa żal (można płakać i po stracie ulubionego gryzonia, jej słowa), ale gdyby mogła cofnąć czas, zrobiłaby to samo. Tyle, że trochę się boi napisać tego wprost, bo nikt nie lubi się przyznawać, że jest świnią.
          • vergaa Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 22:23
            nie, po prostu nie zwiazalabym sie z chlopakiem glownie dlatego, ze byl moim super kumplem, ktory sie we mnie zakochal i nie dawal spokoju, fakt, miekki siusiak
            facet musi imponowac a nie prosic sie o to, zeby byc z nim....
            i nie postapilabym tak samo, lepiej odejsc niz zdradzac
            no ale nasi spece od moralnosci i tak wiedza swoje :)
            • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 23:13
              > nie, po prostu nie zwiazalabym sie z chlopakiem glownie dlatego, ze byl moim su
              > per kumplem, ktory sie we mnie zakochal i nie dawal spokoju, fakt, miekki siusi
              > ak
              > facet musi imponowac a nie prosic sie o to, zeby byc z nim....
              > i nie postapilabym tak samo, lepiej odejsc niz zdradzac
              > no ale nasi spece od moralnosci i tak wiedza swoje :)

              Jak Cię widzą, tak Cię piszą. Oceniam Cię na podstawie tego, co mogę wyczytać w Twoich postach. Z każdym kolejnym obraz jest pełniejszy, więc może kiedyś tam się moja opinia zmieni - nie żeby Cię to miało obchodzić. Ale, jak to napisał Ditchdoc gdzieś tam, komentatorów na forum publicznym się nie wybiera.
    • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 14:44
      A i jeszcze spytam: ten Twój chłopaczek był nieseksownym frustratem już zanim trzy razy dorobiłaś mu rogi, czy dopiero po?
      • vergaa Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:14
        no miekka kuska troszke byl, co nie zmienia faktu, ze uwazam go za super goscia, pewnie wspanialego ojca swoich dzieci w przyszlosci...
        na pewno popelnil blad, ze dal sobie po glowie jezdzic, tak jak opisuje ditchdoc bylam jedza, ktora grala foszkami, placzami, minkami, wyczulam, ze "mam Cie"
        nie wyczul, ze z taka babka jak ja to jednak trzeba krotko, wystarczy ze postawilby sprawe jasno - nigdy nie wybacze zadnej zdrady i pomyslisz 500 razy zanim pojdziesz w tango z innym
        ja tez sie nauczylam co mozna stracic, wszystko zjebalam, pewnie salwe smiechu to wywola ale zaluje... choc seksik z innymi tez byl gites
        nauka mysle dla obu stron dobra, on swojej nastepnej kobitce nie bedzie popuszczal, ja swojego obecnego szanuje i mam MEGA respekt, nawet nie probuje wodzic oczkami za innymi
        choc w glebi ducha mam caly czas na nowe zdobycze - taki puszczalski charakter, nie obrazajac niektorych panow - bardziej odpowiedni wlasnie mezczyznom

        zakleta: tak jak piszesz, jakbym dowiedziala sie, ze gosc zostal zdradzony w przeszlosci to zobaczylby za mna tylko tumany opadajacego kurzu, dziekuje bardzo za bycie dodatkiem do czyjegos zycia i walke z wiecznym brakiem zaufania
        • kag73 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:21
          Smiesza mnie wypowiedzi tego typu: powinienbyl mnie trzymac krotko i inne. Ludzie, co to przedszkole jest, pilnowanie dzieci czy co?
          Nie zdradzam kogos, bo sie boje? A ja myslalam, ze nie zdradzam, bo: milosc, lojalnosc, wylacznosc, bo takie mamy zasady i zalozenie, bo biore wzglad na druga osobe, z szancunku i milosci do niej. Kocham, nie chce unieszczesliwiac i ranic.
          • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:43
            kag73 napisała:

            > Smiesza mnie wypowiedzi tego typu: powinienbyl mnie trzymac krotko i inne. Ludz
            > ie, co to przedszkole jest, pilnowanie dzieci czy co?
            > Nie zdradzam kogos, bo sie boje? A ja myslalam, ze nie zdradzam, bo: milosc, lo
            > jalnosc, wylacznosc, bo takie mamy zasady i zalozenie, bo biore wzglad na druga
            > osobe, z szancunku i milosci do niej. Kocham, nie chce unieszczesliwiac i rani
            > c.

            mowisz o dojzalej emocjonalnie i minimum wpol-inteligentnej kobiecie ktora nie bawi sie w jakies pojebane gierki

            jest Was dosyc malo, jak widzisz
            • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:44
              ditchdoc napisał:

              > dojzalej

              dojrzalej, literowka
        • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:25
          > zakleta: tak jak piszesz, jakbym dowiedziala sie, ze gosc zostal zdradzony w pr
          > zeszlosci to zobaczylby za mna tylko tumany opadajacego kurzu, dziekuje bardzo
          > za bycie dodatkiem do czyjegos zycia i walke z wiecznym brakiem zaufania

          Uaaa, a ja myślałem, że jestem egoistą.

          Sama puszczałaś się na boki z dużym zadowoleniem, a potem piszesz, że zdradzonego gościa byś kijem nie tknęła.

          Tak szczerze, między nami - nie masz specjalnych wyrzutów sumienia po swoich zdradach, co? Bo sama napisałaś, że obecnego swojego gościa nie zdradzasz ze strachu - bo Cię trzyma za twarz.

          To dlaczego właściwie się burzysz na to, co pisze Ditchdoc? OK, semantycznie nie jesteś kurwą, bo nie ruchasz się dla pieniędzy, ale wiesz, zdradzę Ci sekret - to nawet gorzej.
          • vergaa Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:40
            a po co mam pchac sie w zwiazek, w ktorym niezaleznie od mojego zachowania gosc nie moze sie zdobyc na zaufanie i nie umie sie zaangazowac emocjonalnie, a w razie jakiegos niepowodzenia zastapi mnie w 3 dni klinem??? jakies sado-maso psychiczne tutaj propagujesz? seks dla sportu to sobie na serio mozna poza zwiazkiem pouprawiac....
            nie zdradzam, bo nie chce go stracic i ranic - chyba nie mozna tego nazwac trzymaniem kogos za twarz, co?
            spoko symme - merytorycznie Twoje ostatnie zdanie wnioslo baaaardzo wiele do dyskusji!!!!!
            Twoja ocena mojej osoby bedzie Twoja wlasnoscia
            jednak pisalam o calej reszcie dziewczyn, ktore nie zasluguja na takie epitety, ktorymi posluguje sie ditchdoc
            • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:42
              vergaa napisała:

              > jednak pisalam o calej reszcie dziewczyn, ktore nie zasluguja na takie epitety,
              > ktorymi posluguje sie ditchdoc

              te ktore nie zasluguja ich nie slysza
            • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:45
              vergaa napisała:

              > a po co mam pchac sie w zwiazek, w ktorym niezaleznie od mojego zachowania gosc
              > nie moze sie zdobyc na zaufanie i nie umie sie zaangazowac emocjonalnie, a w r
              > azie jakiegos niepowodzenia zastapi mnie w 3 dni klinem??? jakies sado-maso psy
              > chiczne tutaj propagujesz? seks dla sportu to sobie na serio mozna poza zwiazki
              > em pouprawiac....

              po co sama takich kolesi generujesz?

              > spoko symme - merytorycznie Twoje ostatnie zdanie wnioslo baaaardzo wiele do dy
              > skusji!!!!!

              dyskusji nie ma, po prostu napisal jak jest ;)

              • vergaa Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 16:26
                jednego wygenerowalam, a koledzy to juz nie wiem skad maja takie podejscie
                moze po prostu sluchali Twoich teorii...
                • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 17:49
                  jakby sluchali mnie to najpewniej zyliby juz w szczesliwych zwiazkach

                  powtarzam poraz n-ty, obrazanie sie na wszystkie kobiety przez jedna czy piec kurew jest glupie
        • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 15:35
          vergaa napisała:

          > no miekka kuska troszke byl, co nie zmienia faktu, ze uwazam go za super goscia
          > , pewnie wspanialego ojca swoich dzieci w przyszlosci...
          > na pewno popelnil blad, ze dal sobie po glowie jezdzic, tak jak opisuje ditchdo
          > c bylam jedza, ktora grala foszkami, placzami, minkami, wyczulam, ze "mam Cie"
          > nie wyczul, ze z taka babka jak ja to jednak trzeba krotko, wystarczy ze postaw
          > ilby sprawe jasno - nigdy nie wybacze zadnej zdrady i pomyslisz 500 razy zanim
          > pojdziesz w tango z innym

          w koncu jakas kobieta potwierdzila to co mowie od pierwszego dnia moejej obecnosci

          > zakleta: tak jak piszesz, jakbym dowiedziala sie, ze gosc zostal zdradzony w pr
          > zeszlosci to zobaczylby za mna tylko tumany opadajacego kurzu, dziekuje bardzo
          > za bycie dodatkiem do czyjegos zycia i walke z wiecznym brakiem zaufania

          mowisz o znacznej wiekszosci mezczyzn, tych wlasnie pewnych siebie :)

          Wiekszosc jest na poczatku taka jak twoj byly, mili, kochajacy i o ile wyciagna z tego dobra nauke, czego on niestety nie zrobil, to maja z babami z gorki.
        • aandzia43 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 20:37
          > ja tez sie nauczylam co mozna stracic, wszystko zjebalam, pewnie salwe smiechu
          > to wywola ale zaluje... choc seksik z innymi tez byl gites

          Spoko, rozumiem, przeszłam przez to. Wieki temu zdradzałam faceta, z którym byłam. Męża (tego samego od ponad dwudziestu lat) nie zdradziłam. I wcale nie dlatego, że on jest groźny taki, że mi przywali, jak spojrzę na inne spodnie lub że doskonały w każdym calu;-)
          Można się uczyć na swoich błędach, można się zmienić diametralnie. Co prawda według D. ja też jestem kurew dożywotnio, ale jakoś tak nie poczuwam się ;-)
          • drobinka11 Co się tu dzieje, mili Państwo? 13.09.10, 20:57
            Może nie na temat - coś się z tym forum stało, nie da się go już czytać spokojnie. "Dzięki" paru bardzo ostatnio aktywnym uczestnikom zamieniło się w śmierdzące z lekka (?) bagienko, któremu ton nadają Ci, którzy posługują się wyrazami do niedawna nie stosowanymi w tzw.kulturalnym towarzystwie. Czy naprawdę musicie używać tych wszystkich k, ch, etc.etc. - mało już tego wokół? Czy i tu musiał się pojawić ten "poziom" dyskusji? Obrażanie innych, przeklinanie, wyzywanie - ratunku, cenzora!!!
            • sisi_kecz Re: Co się tu dzieje, mili Państwo? 13.09.10, 21:23
              Podpisuję sie pod drobinki apelem.

              Wszystko to co mamy do przekazania, naprawdę można powiedzieć bez wulgarnego słownictwa
              i każdy jeden post z brzydkim wyrazem, włącznie z moim jeśli takowy popełniłam nominuje do eliminacji, bo zabagniło sie "na maksa"

              duze pozdro!!!
            • ditchdoc Re: Co się tu dzieje, mili Państwo? 13.09.10, 21:25
              okej, czym mam zastapic "kurew", "kurwa", zaznaczam ze to nie to samo co dziwka czy prostytutka?

              • vergaa Re: Co się tu dzieje, mili Państwo? 13.09.10, 21:33
                pisz "rybenka"
                zainteresowani beda wiedzieli o kogo Ci chodzi
              • sisi_kecz Re: Co się tu dzieje, mili Państwo? 13.09.10, 21:47

                ditchdoc napisał:

                > okej, czym mam zastapic "kurew", "kurwa", zaznaczam ze to nie to samo co dziwka
                > czy prostytutka?'

                Ehehehe, dobre pytanie:)
                ale wiesz, co? sam wymyśl, bo w najgorszym wypadku, jak nie wymyślisz, to pusty post wyślesz ;)

                Ja nawet nie pije do tego wątku, bo zostałeś wywołany do tablicy i trudno zmienic konwencję.
                Głównie chodzi mi o inne tematy, gdzie w ogóle o żadne ka nie chodzi, a i tak wyrastają jak grzyby po deszczu.

                "ka" to mój pomysł, nie będę wiśnia ale jak sobie użyczysz, to prowizja moja ;)

                Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                John Gray
              • drobinka11 Re: Co się tu dzieje, mili Państwo? 14.09.10, 09:37
                ditchdoc napisał:

                > okej, czym mam zastapic "kurew", "kurwa", zaznaczam ze to nie to samo co dziwka
                > czy prostytutka?
                >

                Polecam "Słownik wyrazów bliskoznacznych" i "Słownik staropolszczyzny" (mnóstwo propozycji), a także stosowanie dużych liter na początku zdania - bardzo by to ułatwiło czytanie nieukom i niemotom lingwistycznym takim jak ja.

                • sisi_kecz Re: Co się tu dzieje, mili Państwo? 14.09.10, 09:46

                  a także stosowanie dużych liter na początku zdania - bardzo by to
                  > ułatwiło czytanie nieukom i niemotom lingwistycznym takim jak ja.'

                  no boskie:)))
                  W tym zalewie jadu i bluzgów, które obnazają i żałosne braki w myśleniu i nienawiść i chamstwo- różne najgorsze ludzkie cechy,
                  przychodzi, nota bene: drobinka i dopomina o rozpoczynanie zdań majuskułą.

                  teatr absurdu po prostu,
                  piękne:)

                  duze pozdro!!!
                  -
                  "Mąż działa mi bez przerwy,
                  raz na zmysły , raz na nerwy"
                  Sztaudynger
                • ditchdoc Re: Co się tu dzieje, mili Państwo? 14.09.10, 13:53
                  drobinka11 napisała:

                  > Polecam "Słownik wyrazów bliskoznacznych" i "Słownik staropolszczyzny" (mnóstwo
                  > propozycji), a także stosowanie dużych liter na początku zdania - bardzo by to
                  > ułatwiło czytanie nieukom i niemotom lingwistycznym takim jak ja.
                  >

                  serio, mam szukac synonimow "kurwy" w slowniku?
                  na pewno wiele ich tam znajde ;)

                  • eruiluvatar Re: Co się tu dzieje, mili Państwo? 14.09.10, 14:04
                    Trochę ich jest ;)

                    megaslownik.pl/slownik/synonimy_antonimy/8501,kurwa
                    • ditchdoc Re: Co się tu dzieje, mili Państwo? 14.09.10, 14:50
                      eruiluvatar napisał:

                      > Trochę ich jest ;)
                      >
                      > megaslownik.pl/slownik/synonimy_antonimy/8501,kurwa

                      o super

                      "szmata" mi sie zdarza powiedziec
                      z prostytutka czy dziwka jako synonimy dla "kurwy" sie nie zgadzam
          • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 21:24
            aandzia43 napisała:

            > Spoko, rozumiem, przeszłam przez to. Wieki temu zdradzałam faceta, z którym był
            > am. Męża (tego samego od ponad dwudziestu lat) nie zdradziłam. I wcale nie dla
            > tego, że on jest groźny taki, że mi przywali, jak spojrzę na inne spodnie lub ż
            > e doskonały w każdym calu;-)
            > Można się uczyć na swoich błędach, można się zmienić diametralnie. Co prawda w
            > edług D. ja też jestem kurew dożywotnio, ale jakoś tak nie poczuwam się ;-)
            >

            przeczytaj jej posta na gorze tej strony gdzie juz jej sie odmienilo, nie plakala i nie cierpiala, facet to byla pizda krora sama sobie na to zasluzyla ;)

            jak podrecznik.
            • vergaa Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 21:35
              wiesz, nawet do szczurka mozna sie przyzwyczaic i plakac po jego stracie :)
          • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 21:29
            aandzia43 napisała:

            > Spoko, rozumiem, przeszłam przez to. Wieki temu zdradzałam faceta, z którym był
            > am. Męża (tego samego od ponad dwudziestu lat) nie zdradziłam. I wcale nie dla
            > tego, że on jest groźny taki, że mi przywali, jak spojrzę na inne spodnie lub ż
            > e doskonały w każdym calu;-)

            kompletne nic nie zrozumialas, ale spoko, wiadomo dlaczego ;)

            > Można się uczyć na swoich błędach, można się zmienić diametralnie. Co prawda w
            > edług D. ja też jestem kurew dożywotnio, ale jakoś tak nie poczuwam się ;-)
            >

            wiesz, gowno mnie obchodzi Twoja przeszlosc, to sprawa twojego meza (zapewne nie wie) i bylgo ktorego znalazlas.

            a ze Ci sie zdarzalo to nie musialas pisac, widac bardzo szybko ;)

            • aandzia43 Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 21:45

              > wiesz, gowno mnie obchodzi Twoja przeszlosc, to sprawa twojego meza (zapewne ni
              > e wie) i bylgo ktorego znalazlas.

              Mąż wie, snu mu to z powiek nie spędza. Facet jest myślący i nie ma paranoi.

              > a ze Ci sie zdarzalo to nie musialas pisac, widac bardzo szybko ;)

              Nie, nie widać. Nie chojracz, bo nie poznałbyś. Nie wierzę w twoje rozeznanie "w temacie". Za dużo w tobie jadu, bólu i wrzasku.
              • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 23:55
                aandzia43 napisała:

                > Nie, nie widać. Nie chojracz, bo nie poznałbyś. Nie wierzę w twoje rozeznanie "
                > w temacie". Za dużo w tobie jadu, bólu i wrzasku.
                >
                za duzo sobie dopowiadasz, no ale skoro nie z toba to przeciwko tobie ..

                a co do rozpoznawania kurewek, jakos mi sie udaje, nawet na forum ;)
                patrz na vergee ;), jak otwarta ksiazka, idealnie wg. schematu ktory tyle razy opisywalem, nawet odpal na gorze strony dokladnie zgodnie z oczekiwaniami ;)

                symetryisall, widze go drugi dzien tutaj, w pierwszym odpowiedzi powiedzial jej jak jest

                widac da sie, no ale, i tak wiesz swoje a ja moge zyc bez twojego poklasku ;)
                • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 13.09.10, 23:57
                  ditchdoc napisał:


                  > symetryisall, widze go drugi dzien tutaj, w pierwszym odpowiedzi powiedzial jej
                  > jak jest

                  "pierwszej"

                  i nie chodzi mi o sam fakt kurestwa bo sie przyznala, tylo jej falszywy zal, odsylam do jej posta u gory strony jeszcze raz ;)
                  • aandzia43 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 09:56
                    > i nie chodzi mi o sam fakt kurestwa bo sie przyznala, tylo jej falszywy zal, od
                    > sylam do jej posta u gory strony jeszcze raz ;)

                    Zapewne nie zdziwi cię, że ja nie odbieram jej żalu jako fałszywy.
                    • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 14:52
                      chyba tego nie czytalas ;)

                      > eeee tam, jak koles jest fujarka, porywa sie na dziewczyne, ktorej do piet nie dorasta, nie
                      > dotrzymuje jej kroku, rucha w rytmie wsadz, wyjmij raz na sekunde, jest zapatrzony w
                      > jakies laseczki bez pamieci, sam nie ma zdania i zgrywa ciepla kluseczke a nie mezczyzne z > >ktorym warto byc, za to jakim jest, to sie predzej czy pozniej rogow sam sie dorobi,

                      to oczywiscie o tym ktorego zdradzala i za ktorym tak plakala ;P
                      • vergaa Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 15:26
                        nieeee :)))

                        piszac o technice dymanka, to akurat o Tobie pisalam
                      • vergaa Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 15:29
                        a cio to tak sie przyczepilismy tego teksciku????

                        czyzby min z takich lub innych powodow zostales zdradzony???
                        a po tym jak laska Ci pokazala, ze jestes w jej oczach fujarka z sekundy na sekunde zmieniles sie z cieplej kluseczki w ta nedze moralna jaka teraz soba reprezentujesz????

                        nie odpisuj - wiem, to po prostu zla kobieta byla :))))
                        • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 16:13
                          vergaa napisała:

                          > a cio to tak sie przyczepilismy tego teksciku????
                          >
                          > czyzby min z takich lub innych powodow zostales zdradzony???
                          > a po tym jak laska Ci pokazala, ze jestes w jej oczach fujarka z sekundy na sek
                          > unde zmieniles sie z cieplej kluseczki w ta nedze moralna jaka teraz soba repre
                          > zentujesz????
                          >
                          > nie odpisuj - wiem, to po prostu zla kobieta byla :))))

                          nic nie wiesz

                          chodzi o to ze placzesz, mowisz jak zalujesz
                          a 3 posty dalej ze koles sam jest sobie winien bo on faja a ty zajebista sucz

                          oficjalnym powodem bylo "tak duzo pracowales a on byl mily"
                          • vergaa Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 16:16
                            a jednak cos meczy ten przyklad ....

                            zdradze Ci cos, pisalam generalnie, ale prawdopodobnie wiele w tym opisie znalazles wspolnego ze swoim rogatym zwiazkiem
                            • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 21:34
                              vergaa napisała:

                              > zdradze Ci cos, pisalam generalnie, ale prawdopodobnie wiele w tym opisie znala
                              > zles wspolnego ze swoim rogatym zwiazkiem

                              bardzo wiele tam bylo wspolnego z toba ;)
                • mgla_jedwabna Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 00:58
                  Ditchdoc, dwie sprawy:

                  1. Ciekawi mnie ogromnie, po czym ty te k...wy poznajesz. Bo kolejny raz czytam o tym, jak to świetnie potrafisz to robić i chętnie dzielisz się tą wiedzą. No to się podziel, chętnie przeczytam instrukcję podobną do: "grypę od zwykłego przeziębienia odróżnia występowanie gorączki powyżej 38 stopni, ból w kościach i występowanie objawów powyżej 3 dni" (jeśli napisałam bzdurę z medycznego punktu widzenia, to proszę mnie poprawić).

                  2. Rozumiem doskonale motywy, które powodowały tobą, kiedy rozstawałeś się z kobietą, która przyprawiła ci rogi, rozumiem też, dlaczego jej nie wybaczyłeś i nie dałeś drugiej szansy. Twoje prawo, mimo tego, co piszą rozmaici orędownicy skruchy i powrotu. Ale muszę ci coś napisać: przemoc fizyczna wobec kobiet jest czymś obrzydliwym, czego nie usprawiedliwia nic*. Jest dla mnie czymś na tym samym poziomie, co zdrada przez partnerkę dla ciebie.

                  Podzielam twoje poglądy na zdradę i jestem w stanie zrozumieć, że dowiedziawszy się o tym zachowałeś się jak świnia. Ale nie to jest dla mnie najgorsze i myślę, że ostre reakcje, jakie przejawia wobec ciebie wielu forumowiczów, też mają źródło w poniższej kwestii.

                  Dużo gorsze od twojego "czynu w afekcie" jest dla mnie podejście, jakie prezentujesz obecnie. To znaczy - usprawiedliwiasz swoją postawę, uważasz, ze postąpiłeś słusznie. Niemalże stawiasz się za wzór dla innych potencjalnie zdradzanych facetów. Zachowałeś się jak gnojek, a kreujesz się na herosa. Żal, a nawet żal.pl, jak powiedziałby jeden mój 17-letni uczeń o ciętym jezorze. Gdybyś powiedział "ona była k...wą, ale i ja zachowałem się wtedy jak świnia, szkoda, że nie potrafiłem jej wystawić za drzwi bez tego spektaklu", to byłbyś dla mnie tzw. prawdziwym mężczyzną, a tak to rzeczywiście jesteś czymś w rodzaju żałosnego typka opisanego przez autorkę wątku w pierwszym poście.
                  • aandzia43 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 09:49
                    > 1. Ciekawi mnie ogromnie, po czym ty te k...wy poznajesz. Bo kolejny raz czytam
                    > o tym, jak to świetnie potrafisz to robić i chętnie dzielisz się tą wiedzą.

                    Po niczym nie poznaje, bo wzrok ma zamglony wściekłością i strachem przed bólem. Po prostu wali na oślep "kurwami" w kierunku kobiet, z którymi ma jakiś konflikt. Czy to w dyskusji, czy w życiu. Ułatwia mu to krewki temperament i przyswojone prostackie wzorce środowiskowe.
                    • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 15:01
                      aandzia43 napisała:

                      >
                      > Po niczym nie poznaje, bo wzrok ma zamglony wściekłością i strachem przed bólem
                      > . Po prostu wali na oślep "kurwami" w kierunku kobiet, z którymi ma jakiś konfl
                      > ikt. Czy to w dyskusji, czy w życiu. Ułatwia mu to krewki temperament i przyswo
                      > jone prostackie wzorce środowiskowe.
                      >

                      ktora kobiete nazwalem kurwą ktora kurwą nie byla?
                    • mgla_jedwabna Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 15:43
                      Tez tak podejrzewałam, ale chciałam zobaczyć dowody, no i masz, jego odpowiedź na mojego posta i moją odpowied sprzed kilku minut.
                  • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 15:00
                    mgla_jedwabna napisała:

                    > 1. Ciekawi mnie ogromnie, po czym ty te k...wy poznajesz. Bo kolejny raz czytam
                    > o tym, jak to świetnie potrafisz to robić i chętnie dzielisz się tą wiedzą. No
                    > to się podziel, chętnie przeczytam instrukcję podobną do: "grypę od zwykłego p
                    > rzeziębienia odróżnia występowanie gorączki powyżej 38 stopni, ból w kościach i
                    > występowanie objawów powyżej 3 dni" (jeśli napisałam bzdurę z medycznego punkt
                    > u widzenia, to proszę mnie poprawić).

                    moze i kiedys tutorial sprobuje napisac ;)
                    inteligentny mezczyzna, ktory raz zostal nauczony, w ciagu 1-6 miesiecy zwiazku zauwazy pewne cechy jej charakteru, ktore bedzie zreszta starala sie ukrywac


                    > 2. Rozumiem doskonale motywy, które powodowały tobą, kiedy rozstawałeś się z ko
                    > bietą, która przyprawiła ci rogi, rozumiem też, dlaczego jej nie wybaczyłeś i n
                    > ie dałeś drugiej szansy. Twoje prawo, mimo tego, co piszą rozmaici orędownicy s
                    > kruchy i powrotu. Ale muszę ci coś napisać: przemoc fizyczna wobec kobiet jest
                    > czymś obrzydliwym, czego nie usprawiedliwia nic*. Jest dla mnie czymś na tym sa
                    > mym poziomie, co zdrada przez partnerkę dla ciebie.

                    zgadzam sie, lisc to nie przemoc, to tak jak nazwac klapsa w pupe dziecka przemoc

                    > Podzielam twoje poglądy na zdradę i jestem w stanie zrozumieć, że dowiedziawszy
                    > się o tym zachowałeś się jak świnia. Ale nie to jest dla mnie najgorsze i myśl
                    > ę, że ostre reakcje, jakie przejawia wobec ciebie wielu forumowiczów, też mają
                    > źródło w poniższej kwestii.

                    bo ja wiem czy ostre, adekwatne. Ostrzej sie nie da ze wzgledu na prawo.
                    Najostrzej co mi sie zdarzylo to byla mojego kolegi, ktora po zdradzie i moich radach o pozegnaniu pani, przyszla prosic zebym namowil goscia do zmiany zdania, zeby daj jej szanse bo go kocha. "Wypychajac" ja z mieszkania dosyc mocno wyrznela lbem o framuge. Tyle.
                    Oczywiscie wpierw powiedzialem jej lagodnie "wez wypierdalaj szmato", nie posluchala.

                    > Dużo gorsze od twojego "czynu w afekcie" jest dla mnie podejście, jakie prezent
                    > ujesz obecnie. To znaczy - usprawiedliwiasz swoją postawę, uważasz, ze postąpił
                    > eś słusznie. Niemalże stawiasz się za wzór dla innych potencjalnie zdradzanych
                    > facetów. Zachowałeś się jak gnojek, a kreujesz się na herosa. Żal, a nawet żal.
                    > pl, jak powiedziałby jeden mój 17-letni uczeń o ciętym jezorze. Gdybyś powiedzi
                    > ał "ona była k...wą, ale i ja zachowałem się wtedy jak świnia, szkoda, że nie p
                    > otrafiłem jej wystawić za drzwi bez tego spektaklu", to byłbyś dla mnie tzw. pr
                    > awdziwym mężczyzną, a tak to rzeczywiście jesteś czymś w rodzaju żałosnego typk
                    > a opisanego przez autorkę wątku w pierwszym poście.

                    ale ja wystawilem ja bez spektaklu
                    wypierdalaj, strzal i za drzwi

                    tyle tego bylo
                    a ze wracala, stala pod drzwiami, dzwonila, jej matka dzwonila, przyjezdzala pod wydzial, pod prace no to sorry. Kilka ostrych slowek sie wymknelo, ba, nr telefonu zmienilem.

                    Co mialem robic?
                    • mgla_jedwabna Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 15:40
                      Tak, jak myślałam, ta krowa dużo ryczy, ale mało mleka daje. Na wezwanie do konkretów reaguje obietnicą "może i kiedyś". Poza tym czas się zwiększył z 5 minut do 1-6 miesięcy i to w związku.
                      Nie wykręcaj się brakiem czasu, bo widzę, że siedzisz na forum i produkujesz posta co minutę.

                      Tak, klaps w pupę dziecka to też przemoc. Wszystko, co nosi znamiona celowego zadawania bólu, jest przemocą.

                      Widzę, że mnie zrozumiałeś: "spektaklem" nazwałam wyzwiska, wypychanie i bicie. Nie mogłeś się bez tego obyć? Może nie mogłeś. Ale bez afirmowania tej postawy przez następne lata to już się mogłeś obyć, więc nie pytaj co miałeś robić, tylko sam siebie zapytaj, czy naprawdę musiałeś zrobić to, co zrobiłeś.
                      • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 16:16
                        mgla_jedwabna napisała:

                        > Tak, jak myślałam, ta krowa dużo ryczy, ale mało mleka daje. Na wezwanie do kon
                        > kretów reaguje obietnicą "może i kiedyś". Poza tym czas się zwiększył z 5 minut
                        > do 1-6 miesięcy i to w związku.
                        > Nie wykręcaj się brakiem czasu, bo widzę, że siedzisz na forum i produkujesz po
                        > sta co minutę.

                        jak czasem ludzie mowia "masz swoje 5 minut" czy to doslownie zaczy 5 minut?
                        myslalas ze ja tak ze stoperem w reku? No nie.

                        > Tak, klaps w pupę dziecka to też przemoc. Wszystko, co nosi znamiona celowego z
                        > adawania bólu, jest przemocą.

                        a klaps w pupe podczas seksu, to tez przemoc?

                        > Widzę, że mnie zrozumiałeś: "spektaklem" nazwałam wyzwiska, wypychanie i bicie.
                        > Nie mogłeś się bez tego obyć? Może nie mogłeś. Ale bez afirmowania tej postawy
                        > przez następne lata to już się mogłeś obyć, więc nie pytaj co miałeś robić, ty
                        > lko sam siebie zapytaj, czy naprawdę musiałeś zrobić to, co zrobiłeś.

                        nie moglem, nie chciala wyjsc, plakala, prosila blablabla, wiem ze to wszystko bzdury
                        wcale nie bylo to przyjemne ale tak trzeba robic
                        • mgla_jedwabna Re: Facet po zdradzie 15.09.10, 00:24
                          No to uzupełniam definicję: celowe zadawanie bólu bez przyzwolenia osoby, której się ten ból zadaje. Więc jeśli ten klaps w pupę podczas seksu był wcześniej "uzgodniony" bądź też jeśli partner/ka w jasny sposób dał/a do zrozumienia, że nie ma nic przeciwko takim praktykom, to nie jest to przemoc. Ale jeśli takiego pozwolenia nie było, a potem jedna ze stron robi takie rzeczy dla własnej przyjemności, bez oglądania się na odczucia tej drugiej strony - tak, to też jest przemoc. Podobnie z samym seksem - jeśli nie ma zgody obu stron, mamy do czynienia z przemocą.

                          Napisałam, żebyś sam siebie zapytał, czy to wszystko było konieczne. Innymi słowy, żebyś sam sobie odpowiedział na to pytanie, mnie odpowiadać nie musisz. Uczciwa odpowiedź wymaga głębszego zastanowienia, prawdopodobnie będzie ono trwało dłużej niż życie tego wątku na forum. No i możliwe, że jak już dojdziesz do pewnych wniosków, to wcale nie będziesz chciał dzielić się nimi z obcymi ludźmi, w tym również z mgłą j. Tak więc nie oczekuję, że napiszesz tu coś innego niż dotąd, w ogóle niczego nie oczekuję, tylko mam cichą nadzieję, że może to, co tu przeczytasz, będzie dla ciebie impulsem, żeby poukładać sobie różne sprawy gdzieś w środku, skoro aż tak cię gryzą.

                          • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 15.09.10, 09:15
                            mgla_jedwabna napisała:

                            >
                            > Napisałam, żebyś sam siebie zapytał, czy to wszystko było konieczne. Innymi sło
                            > wy, żebyś sam sobie odpowiedział na to pytanie, mnie odpowiadać nie musisz.

                            wiesz, moglbym bez tego zyc jezeli o taka "koniecznosc" Ci chodzi. Obstaje jednak za tym zeby nie okazywac szacunku ludziom ktorzy nie szanuja a dodatkowo krzywdza mnie


                            Ucz
                            > ciwa odpowiedź wymaga głębszego zastanowienia, prawdopodobnie będzie ono trwało
                            > dłużej niż życie tego wątku na forum. No i możliwe, że jak już dojdziesz do pe
                            > wnych wniosków, to wcale nie będziesz chciał dzielić się nimi z obcymi ludźmi,
                            > w tym również z mgłą j.

                            jednak napisalem

                            > Tak więc nie oczekuję, że napiszesz tu coś innego niż d
                            > otąd, w ogóle niczego nie oczekuję, tylko mam cichą nadzieję, że może to, co tu
                            > przeczytasz, będzie dla ciebie impulsem, żeby poukładać sobie różne sprawy gdz
                            > ieś w środku, skoro aż tak cię gryzą.
                            >

                            nic mnie nie gryzie, bylo minelo, nauke otrzymalem, zapamietam. Tyle.

                            wszystko sie rozchodzi o nazywanie kurwy kurwą. Bez tego bylbym wzorowym forumowiczem bez problemow ;)
    • gres81 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 00:35
      no ale o Tobie można napisać że się puszczasz bez uogólniania.

      powiedz mi do cholery jak się ma czuć facet jak mu kobieta rogi dowala,jak ma innej ufać.
      wejdż na forum o rozwodach kolejne optymistyczne watki,kolejny optyzmizm można znaleść na forum młodych mezatek.

      bo niechca sie wiazac bo posłucha,k..wa tez kobieta i zarobic musi.

      ps.mogłas sobie darowac ten fragment z rogami i to jeszcze razy trzy,no nieładnie
      • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 09:10
        gres81 napisał:

        > powiedz mi do cholery jak się ma czuć facet jak mu kobieta rogi dowala,jak ma i
        > nnej ufać.

        Jak ma zaufać innej? To bardzo proste, ma zrozumieć, że jeśli osobnik A jest złodziejem, to nie znaczy, że osobnik B, C, D itd. też są złodziejami. To takie proste: nie przenosić cech jednego człowieka z autoamtu na innych ludzi. Ale do tego trzeba odrobinę inteligencji, a nie stereotypowego myślenia!
        • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 14.09.10, 13:46
          gravedigger1 napisał:

          >
          > Jak ma zaufać innej? To bardzo proste, ma zrozumieć, że jeśli osobnik A jest zł
          > odziejem, to nie znaczy, że osobnik B, C, D itd. też są złodziejami. To takie p
          > roste: nie przenosić cech jednego człowieka z autoamtu na innych ludzi. Ale do
          > tego trzeba odrobinę inteligencji, a nie stereotypowego myślenia!

          w koncu cos madrego

          nie obrazaj sie na wszystkie kobiety dlatego ze iles tam % sie kurwi.
          • songo3000 I zaprawdę 15.09.10, 13:58
            kurwami są te, które kurwią się w oczach Bitchdoga światłego. I wiedzą one, że źle zrobiły. I gniew słuszny na nie spadnie z jesiennymi liściami. A pańskie anioły leciwą beemką się później oddalą w spokoju.
            • gravedigger1 Rzekłeś... 15.09.10, 14:07
              A jeszcze dodałbym w tej konwencji, że sprawiedliwość inkwizytorów o kryształowo czystych sumieniach dosięgnie każdą upadłą kobietę. Spłoną na stosach w ogniu piekielnym jak czarownice ku uciesze żądnego krwi tłumu....
              • vergaa Re: Rzekłeś... 15.09.10, 14:16
                AMEN
              • sisi_kecz Linia podziału 15.09.10, 14:28
                ale pomijając wszystko i patrząc z innej perspektywy to zarysowały sie 3 grupy postaw wobec ditchdoc'owego gromienia k.rew i zachodzi w nich silna korelacja taka:

                1 grupa "antyditchowska " ma zdradę na sumieniu,
                2 grupa "obojętna" nie ma kontaktu ze zdradą w żadnym rozumieniu,
                3 grupa "wspierająca ditch'a" została zdradzona lub wewnetrznie walczy z pokusą zdrady.

                I co by tez nie mówić, to pierwszej grupie jest bardzo nie w smak, że musi słuchać negatywnej oceny swojego występku, zatem szuka mozliwości wydalenia natręta z powodów takich jak:
                bluzgi,
                monotematyczność,
                braki intelektu,
                trollowanie,
                niekompatybilność.

                Grupa "obojętna" nie przynosi zbyt wiele refleksji, oprócz takiej, że wyraża nie zachodzi empatia jesli nie chodzi o własny tyłek: odwrotnie do słów z Ewangelii, tutaj jest: co nie uczyniono mi, to niech sie mój brat martwi ;)

                Grupa "wspierająca" traktuje ditch'a instrumentalnie i zaoszczędza na terapii ;

                Moim zdaniem, jak on sie ograniczy w brzydkich słowach, wstrzyma z obrazaniem forumowiczów i nie bedzie ział nietolerancją, to moze sobie tu wisieć ze swoimi poglądami, bo do tego właśnie MA PRAWO.

                sisi z grupy pierwszej!!!!
                -
                Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
                Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
                by Cejrowski
                • gravedigger1 Re: Linia podziału 15.09.10, 14:38
                  Uprościłaś sprawę i do tego poszłaś odrobinę za daleko moim zdaniem w kierunku odgadywania intencji tych, tamtych czy owamtych. Pomijając jego frustracje i wulgaryzmy, Rynsztokowy Doktor (to tłumaczenie jego nick'a, które przypadkiem czy też celowo wpasowało się w to co on na tym forum prezentuje) na tym forum przyznał się do przemocy fizycznej w stosunku do "kurwy", która podobno zdradziła jego kumpla. Akceptujesz to? Naprawdę? I nadal uważasz, że to w gruncie rzeczy gość w porządku, tylko żeby nie przeklinał?
                  • ditchdoc Re: Linia podziału 15.09.10, 14:48
                    nie dopisales ze nie chciala opuscic mojego mieszkania na webalne wezwanie

                    co mialem zrobic, poprosic jeszcze raz? :)
                  • sisi_kecz Re: Linia podziału 15.09.10, 15:01
                    A Ty uważasz, że osoba która uderzyła kogoś tak, że wynikła z tego rana głowy, nigdy nie moze już przyjść i pisać na forum?
                    Otóż może.
                    Mało tego ona może nawet pisać, że w jej mniemaniu, nic złego nie zrobiła, może być z siebie zadowolona, może deklarować, że powtórzyłaby ten wyczyn, gdyby miała okazję.
                    Nie może nawoływać do bicia, nie może wyśmiewać kogoś za brak użycia przemocy, nie może grozić nikomu.

                    Ja tak rozumiem forum- czyli miejsce, gdzie wygłasza sie swoje poglądy, z zachowaniem jedynie jak wspomniałam:
                    kultury osobistej i kultury bycia wśród ludzi (nicków za którymi są ludzie).

                    To Tobie sie dziwie, że chcesz cenzurowac za poglądy i że chciałbyś zabrać innym ludziom prawo do samodzielnej oceny poglądów ditchdoc'a.
                    Naprawdę ludzie mają swój rozum i tylko demokracja to wspiera.

                    duze pozdro!!!
                    -
                    Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
                    • gravedigger1 Re: Linia podziału 15.09.10, 15:15
                      sisi_kecz napisała:

                      > A Ty uważasz, że osoba która uderzyła kogoś tak, że wynikła z tego rana głowy,
                      > nigdy nie moze już przyjść i pisać na forum?

                      Ależ może. Ja nigdzie nie napisałem, że nie może.

                      > Mało tego ona może nawet pisać, że w jej mniemaniu, nic złego nie zrobiła, może
                      > być z siebie zadowolona, może deklarować, że powtórzyłaby ten wyczyn, gdyby mi
                      > ała okazję.

                      Tak, to też może. Wolność słowa przecież istnieje.

                      > To Tobie sie dziwie, że chcesz cenzurowac za poglądy i że chciałbyś zabrać inny
                      > m ludziom prawo do samodzielnej oceny poglądów ditchdoc'a.

                      Ja nie chcę niczego cenzurować. Ja wyrażam tylko swoje oburzenie w stosunku do ludzi, którzy akceptują stosowanie przez tego osobnika bezprawnej przemocy fizycznej, uważając że jest on w gruncie rzeczy fajnym gościem. Pytam więc po raz kolejny: akceptujesz bezprawną przemoc???

                      Dla mnie tak akceptacja, to tak jak przymknięcie oka na osiłka bijącego i okradającego staruszkę na przystanku. Ale choć oburzam się na tego gościa za to co zrobił i na tych, którzy to akceptują, to mam świadomość i rozumiem, że na swiecie żyją ludzie, którzy akceptują o wiele gorsze rzeczy. Nie oznacza to, że ja je zaakceptuję i przejdę nad nimi do porządku dziennego. To wszystko.

                      • sisi_kecz Re: Linia podziału 15.09.10, 15:42
                        Pytam więc po raz kolejny: akceptujesz bezprawną przemoc???
                        >
                        ale tam w życiu!!!
                        absolutnie nie akceptuję przemocy, brzydzę sie, skreślam osoby, które uznają przemoc za sposób rozwiązywania jakiejkolwiek sytuacji.
                        Wystarczy taka odpowiedź? :)

                        Sama byłam parę razy w zyciu w stanach tak duzego wzburzenia, że zrobiłam coś co wiązało sie z przemocą i zwykle to odchorowałam brzydzac sie sama sobą i nie chce do tego wracać.
                        Sądzę, że mało jest osób, które nie uderzyłyby nikogo w życiu, choćby swojego psotnego psiaka. Ważne aby tego nie popierać, unikać , szukać takiej zmiany w sobie aby tego nie powtórzyć.
                        To troche zależy od charakteru, moj jest mocno wybuchowy, co niczego nie usprawiedliwia, tylko niestety wymaga uczenia sie od nowa reakcji w nowej sytuacji.
                        I tak, nie dalej jak w zeszłym tygodniu, mój były otrzymał soczysty policzek w twarz, bo swoim zachowaniem z premedytacją zagroził bezpieczeństwu mojego dziecka.
                        Też przemoc prawda?
                        Nastepnym razem, będę już wiedzieć do czego jest zdolny i pohamuję sie, aby rodzicielskich emocji nie wyrażać "lisciem", ale ten przypadek znów pokazał mi, że w pierwszym odruchu zagrożenia jestem agresywna.
                        Pewnie jestem jak AA, nie biję i uważam przemoc za złe postępowanie, ale jestem przemocowcem.

                        Co to ma wspólnego z ditchdoc'iem?
                        Chciałam podkreslić, że u mnie brak akceptacji dla jego pogladów nie wynika z braku doświadczeń w tematyce, w której on te poglądy wygłasza, tylko właśnie wynika z tego kontaktu, i że ten brak akceptacji nie jest tożsamy ze zwalczaniem poglądów.
                        Chociażby po to, aby ktoś inny mógł sie z jego "osobowością" zetknąć i swój pogląd ukształtować.

                        duze pozdro!!!
                        --
                        Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
                        Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
                        by Cejrowski
                        • vergaa Re: Linia podziału 15.09.10, 16:02
                          >I tak, nie dalej jak w zeszłym tygodniu, mój były otrzymał soczysty policzek w twarz, bo swoim zachowaniem z premedytacją zagroził bezpieczeństwu mojego dziecka.

                          ale jakos nie nawolujesz kolezanek: "nie zaluje, co mialam zrobic? jeszcze go po glowce poglaskac???? glupiego kutasa, ktory tak postepuje leje sie w morde na odlew"

                          to tez by nas zrazilo...
                          • sisi_kecz Re: Linia podziału 15.09.10, 16:41
                            nie uważam że zrobiłam słusznie,
                            chciałabym więcej nigdy nie dac mu sie sprowokować.
                            wszystko na temat.
                        • gravedigger1 Re: Linia podziału 15.09.10, 16:07
                          sisi_kecz napisała:

                          > absolutnie nie akceptuję przemocy, brzydzę sie, skreślam osoby, które uznają pr
                          > zemoc za sposób rozwiązywania jakiejkolwiek sytuacji.
                          > Wystarczy taka odpowiedź? :)

                          Doskonała w mojej ocenie odpowiedź! :)

                          > Co to ma wspólnego z ditchdoc'iem?
                          > Chciałam podkreslić, że u mnie brak akceptacji dla jego pogladów nie wynika z
                          > braku doświadczeń w tematyce, w której on te poglądy wygłasza, tylko właśnie wy
                          > nika z tego kontaktu, i że ten brak akceptacji nie jest tożsamy ze zwalczaniem
                          > poglądów.

                          Ja zwalczam postawę osoby, która stosuje przemoc i postawę osób, które postępowanie takiego delikwenta akceptują. Czy uważasz to za niewłaściwe? Natomiast zauważyłaś chyba, że nigdzie nie wnioskowałem o kasowanie jego postów. Gość ma prawo się wypowiadać, a jak prawo złamie, to mam nadzieję, że zajmie się nim wymiar sprawiedliwości.

                          > Chociażby po to, aby ktoś inny mógł sie z jego "osobowością" zetknąć i swój pog
                          > ląd ukształtować.

                          Wiesz, z tym kształtowaniem poglądów to mogłyby być problemy. Wyobraź sobie, że wchodzą tu jacyś młodzi ludzie, a nawet bardzo młodzi ludzie (przecież mogą) i co widzą? Widzą, że gość głosi pochwałę przemocy wobec tzw. "kurew" i widzą, ze inni ludzie tu obecni albo nie reagują na to, albo wręcz piszą, że to fajny gość. Jak myślisz, jakie wnioski tacy młodzi, niedojrzali ludzie mogą z tego wyciągnąć?
                          • sisi_kecz Re: Linia podziału 15.09.10, 16:38
                            Wyobraź sobie, że
                            > wchodzą tu jacyś młodzi ludzie, a nawet bardzo młodzi ludzie (przecież mogą) i
                            > co widzą? Widzą, że gość głosi pochwałę przemocy wobec tzw. "kurew" i widzą, ze inni ludzie tu obecni albo nie reagują na to, albo wręcz piszą, że to fajny gość. Jak myślisz, jakie wnioski tacy młodzi, niedojrzali ludzie mogą z tego wyciągnąć?'

                            mogę to sobie wyobrazic ,ale sorry, nie zajmuję sie zbawianiem świata i nie odpowiadam za innych.
                            Za mlodych ludzi odpowiedzialny jest dom rodzinny, z którego wartosci powinni wyniesc, szkoła która powinna to wzmocnić, a potem to juz trafia na tyle syfu w zyciu, że jeden ditchdoc nic tu nie zmieni, jesli sami kręgosłupa moralnego nie wykształcili.

                            Nie mam sobie nic do zarzucenia, co mogłam to zrobiłam i reagowałam naprawdę na jego juz pierwszy szerzący nienawiść post- to nie są moje kompetencje, to jest robota i interes modów, żeby czuwać nad kulturą rozmów w tym miejscu.

                            Ja zwalczam postawę osoby, która stosuje przemoc i postawę osób, które postępow
                            > anie takiego delikwenta akceptują. '

                            OK, to Ty masz temperament pedagogiczny i ciągoty do wyrywania chwastów, a ja nie chcę nikogo za poglądy zwalczać w tym miejscu.
                            To nie szkółka tylko miejsce dla dorosłych i samodzielnie myślących ludzi.
                            Chcę tylko aby posty z bluzgami, obrażaniem rozmówcy, szerzeniem rasizmu, nietolerancji, propagowaniem agresji stad znikały i na to zawsze reaguję, i jest mi przykro jeśli sie tak nie dzieje i tyle.

                            duze pozdro!!!
                            --
                            Mąż działa mi bez przerwy,
                            raz na zmysły , raz na nerwy"
                            Sztaudynger
                            • gravedigger1 Re: Linia podziału 15.09.10, 17:03
                              sisi_kecz napisała:

                              > mogę to sobie wyobrazic ,ale sorry, nie zajmuję sie zbawianiem świata i nie odp
                              > owiadam za innych.
                              > Za mlodych ludzi odpowiedzialny jest dom rodzinny, z którego wartosci powinni w
                              > yniesc, szkoła która powinna to wzmocnić, a potem to juz trafia na tyle syfu w
                              > zyciu, że jeden ditchdoc nic tu nie zmieni, jesli sami kręgosłupa moralnego nie
                              > wykształcili.

                              Wybacz, ale nie zgadzam się z Tobą. Uważam, że taka postawa to umywanie rąk. Nie można ilością syfu w życiu usprawiedliwić obojętności na zachowania szkodliwe dla otoczenia.

                              > Nie mam sobie nic do zarzucenia, co mogłam to zrobiłam i reagowałam naprawdę na
                              > jego juz pierwszy szerzący nienawiść post- to nie są moje kompetencje, to jest
                              > robota i interes modów, żeby czuwać nad kulturą rozmów w tym miejscu.

                              Oczywiście, masz rację, ale mnie nie o kulturę rozmów tu chodzi najbardziej, tylko o napiętnowanie postawy ewidentnie negatywnej, agresywnej w słowach i czynach.

                              > OK, to Ty masz temperament pedagogiczny i ciągoty do wyrywania chwastów, a ja
                              > nie chcę nikogo za poglądy zwalczać w tym miejscu.

                              Nie za poglądy, tylko za agresję słowną i za używanie przemocy fizycznej w celu innym niż obrona własna, albo za jawną akceptację tychże.

                              > To nie szkółka tylko miejsce dla dorosłych i samodzielnie myślących ludzi.
                              > Chcę tylko aby posty z bluzgami, obrażaniem rozmówcy, szerzeniem rasizmu, nieto
                              > lerancji, propagowaniem agresji stad znikały i na to zawsze reaguję, i jest mi
                              > przykro jeśli sie tak nie dzieje i tyle.

                              Myslisz się, to nie jest miejsce zarezerwowane dla dorosłych. Nikt nie weryfikuje wieku wchodzących tu ludzi i nie zabrania wchodzenia małolatom, a chyba domyślasz się, że umieszczenie forum w kategorii "dla dorosłych" i słowo "seks" w nazwie forum to czynniki silnie przyciągające właśnie dla młodych ludzi.
                    • ditchdoc Re: Linia podziału 15.09.10, 15:31
                      sisi_kecz napisała:

                      > A Ty uważasz, że osoba która uderzyła kogoś tak, że wynikła z tego rana głowy,
                      > nigdy nie moze już przyjść i pisać na forum?

                      nie uderzylem
                      sama sie uderzyla przy wyrzucaniu jej z mojego mieszkania, po dobroci nie chciala

                      troche naginasz fakty
                      nie wazne kto, jak mowie wyjdz to masz wyjsc, jak tego nie zrobisz to sam cie wystawie

                      a ze zachaczyla..., trzeba bylo wyjsc kiedy prosilem
                      • sisi_kecz Re: Linia podziału 15.09.10, 15:55
                        osoba która POPCHNĘŁA kogoś tak, że wynikła z tego rana głowy,

                        teraz zadowolony?
                        bo moim zdaniem to niewiele zmienia.
                        • ditchdoc Re: Linia podziału 15.09.10, 16:01
                          sisi_kecz napisała:

                          > osoba która POPCHNĘŁA kogoś tak, że wynikła z tego rana głowy,
                          >
                          > teraz zadowolony?
                          > bo moim zdaniem to niewiele zmienia.
                          >

                          wszystko zmienia

                          uderzenie bylego bo stanowi "zagrozenie dla dziecka" a uderzenie bylego ot tak, tez bez roznicy?

                          Kurew przylazi i zaczyna klamac, ja kaze wyjsc, nie wychodzi tylko klamie dalej, wystawiam ja sila.

                          Potraktowalbym tak samo kazdego innego. Co mialem zrobic. Wysluchac do konca tracac wiecej czasu czy probowac przemowic jej do rozsadku, ewentualnie poscielic lozko bo moze zejsc do jutra?

                          banda hipokrytow
                          • sisi_kecz Re: Linia podziału 15.09.10, 16:22
                            osoba która POPCHNĘŁA kogoś tak, że wynikła z tego rana głowy,
                            > >
                            > > teraz zadowolony?
                            > > bo moim zdaniem to niewiele zmienia.

                            > wszystko zmienia'

                            acha, czyli nic nie zrobiłeś i bez tego pchnięcia tez by ranę głowy miała?
                            daj spokój, kretyna udajesz po polibudzie? ;)))

                            uderzenie bylego bo stanowi "zagrozenie dla dziecka" a uderzenie bylego ot tak,
                            > tez bez roznicy?'
                            uderzenie to uderzenie, różnica jest taka, że to pierwsze ma okoliczności łagodzące dla sądu, a to drugie stawia pod wątpliwość moje zdrowie psychiczne, ale przemoc taka sama.
                            To nie jest przypadek że działałam w obronie koniecznej.

                            Co mialem zrobic. Wysluchac do konca tracac wiecej czasu czy probowac przemowic jej do rozsadku, ewentualnie poscielic lozko bo moze zejsc do jutra?'

                            wezwać policję, jedyny legalny i niekontrowersyjny moralnie sposób.
                            Nie pisz mi, ze policja by nie przyjechała, bo nie wiesz, chociazby zgłoszenie musza przyjąć i doradzić- wtedy też miałbyś czyste ręce.

                            Gdzie widzisz u mnie hipokryzję?
                            • ditchdoc Re: Linia podziału 15.09.10, 17:09
                              sisi_kecz napisała:

                              > acha, czyli nic nie zrobiłeś i bez tego pchnięcia tez by ranę głowy miała?
                              > daj spokój, kretyna udajesz po polibudzie? ;)))

                              w porownaniu z niektorymi nawet nie musze udawac

                              > uderzenie to uderzenie, różnica jest taka, że to pierwsze ma okoliczności łagod
                              > zące dla sądu, a to drugie stawia pod wątpliwość moje zdrowie psychiczne, ale p
                              > rzemoc taka sama.

                              u mnie tez byly okolicznosci lagodzace dla sadu, powiedzialem, nie chciala, w glowke zachaczyla sama ;)

                              nie poto matka natura dala mi pare jaj zebym sam sobie z jedna rozwydzona szmatka nie mogl poradzic
                              kopaczgrobow1 pewnie by wezwal policje i czekal, podczas gdy paniusia rozjebalaby pol mieszkania

                              swietne wyjscie, tylko ja nie winny, bo ja sie o nia nie prosilem

                              > wezwać policję, jedyny legalny i niekontrowersyjny moralnie sposób.
                              > Nie pisz mi, ze policja by nie przyjechała, bo nie wiesz, chociazby zgłoszenie
                              > musza przyjąć i doradzić- wtedy też miałbyś czyste ręce.

                              moze by i przyjechali, to Warszawa, za godzine, "co z kobieta sobie pan nie poradzi?", cos takiego ;), policjantow troche znam, cwiczylem dlugo w policyjnym klubie, z prawnikami tez rozmawialem i bardzo dobrze wiem ile moge sobie pozwolic z kurewka zeby sad co najwyzej parsknal smiechem

                              > Gdzie widzisz u mnie hipokryzję?
                              >

                              kobieta ktora kompletnie upodlila swojego partnera, bez pol wzgledu na jego uczucia klekajac przed innym bedac z pierwszym zwiazku, naucza ze agresja i przemoc fizyczna jest be ;), nawet w uzasadnionym przypadku

                              priceless
                              • sisi_kecz Re: Linia podziału 15.09.10, 17:23
                                Gdzie widzisz u mnie hipokryzję?
                                > >
                                >
                                > kobieta ktora kompletnie upodlila swojego partnera, bez pol wzgledu na jego ucz
                                > ucia klekajac przed innym bedac z pierwszym zwiazku, naucza ze agresja i przemo
                                > c fizyczna jest be ;), nawet w uzasadnionym przypadku'

                                a) nikogo nie nauczam ,to są powszechnie znane normy życia w społeczeństwie.
                                b) kobieta , która kogoś zdradziła nie ma obowiązku popierać agresji i przemocy, a jeśli zdrady nie pochwala, to tylko jej na plus, bo wie że zrobiła błąd.
                                c) hipokryzja: to jest zarzucanie innym że nagannie postepują, podczas gdy samemu ukrywa sie podobne własne postepowanie.
                                d) co to za kobieta?
                                • ditchdoc Re: Linia podziału 15.09.10, 17:29
                                  sisi_kecz napisała:

                                  > c) hipokryzja: to jest zarzucanie innym że nagannie postepują, podczas gdy same
                                  > mu ukrywa sie podobne własne postepowanie.

                                  postepuja/postapila

                                  niestety, za bledy sie placi
                                  byly twoim zalem moze sobie ewentualnie dupe podetrzec, nic to nie znaczy, mleko sie rozlalo
                                  • sisi_kecz Re: Linia podziału 15.09.10, 17:39

                                    postepuja/postapila
                                    >
                                    > niestety, za bledy sie placi
                                    > byly twoim zalem moze sobie ewentualnie dupe podetrzec, nic to nie znaczy, mleko sie rozlalo'

                                    gościu, ale co Ty znowu tworzysz?

                                    jakie błędy, jaki żal, co było?
                                    insynuujesz znowu na podstawie swojego rentgena?

                                    żadnych wniosków z życia nie potrafisz wyciagnąć, oprócz :
                                    zrobiłem fajnie, jestem super i będę tak robił dalej i niech mi wszyscy skoczą, bo takiego giganta jeszcze nie widzieli, docenic goopki nie umieją.
                                    • ditchdoc Re: Linia podziału 15.09.10, 17:45
                                      sisi_kecz napisała:

                                      > jakie błędy, jaki żal, co było?
                                      > insynuujesz znowu na podstawie swojego rentgena?

                                      wystapilas w przykladzie jako kurwa, o to chodzi.
                                      bylem przekonany ze to oczywiste...

                                      > żadnych wniosków z życia nie potrafisz wyciagnąć, oprócz :
                                      > zrobiłem fajnie, jestem super i będę tak robił dalej i niech mi wszyscy skoczą,
                                      > bo takiego giganta jeszcze nie widzieli, docenic goopki nie umieją.
                                      >
                                      bzdura
                                      wiem gdzie popelniam bledy i jestem wobec siebie skrajnie krytyczny.
                                      • sisi_kecz Re: Linia podziału 15.09.10, 20:39
                                        ojej ojej, po raz trzysetny użyłes słowa na ka, po raz enty wobec mnie, chyba sie potnę ;)

                                        przykro mi ale już sie przejadło, latasz z tą k.rwą jak ekshibicjonista z krzaka i oczekujesz, że jak płaszcz odkryjesz, pod którym tylko jeden goły wyraz sterczy to Ci jęknę z przestrachu?
                                        juz nie ma efektu zaskoczenia i zniesmaczenia , misiu.
                                        Wszystko sie kiedyś konczy i Twój występ na forum, ogromnie brawurowy, pełen fajerwerków i popisów klauna też juz sie konczy i odchodzi do lamusa.
                                        Publika ziewa i daje datki na uprzątniecie Twojej klatki w praskim slumsie.

                                        Ding-dong, ditchdoc bije Twój dzwon!

                                        odstosunkuj sie ze swoja obsesją, ile mozna?
                                        po sto razy piszesz to samo, a pogladu innych osob nie jesteś w stanie uszanować.

                                        Zabieram Ci żarcie, bo pozytku z Ciebie żadnego,
                                        zdychaj trollu !

                                        (grabarzu, może teraz przyznasz, że to jednak wirtualny świat i róznice są ewidentne,
                                        w realu trzeba by było go zywić do zakichanej...)
                                        • ditchdoc Re: Linia podziału 15.09.10, 20:48
                                          sisi_kecz napisała:

                                          > ojej ojej, po raz trzysetny użyłes słowa na ka, po raz enty wobec mnie, chyba s
                                          > ie potnę ;)

                                          wiem ze masz duze poczucie humoru ;)

                                          > przykro mi ale już sie przejadło, latasz z tą k.rwą jak ekshibicjonista z krzak
                                          > a i oczekujesz, że jak płaszcz odkryjesz, pod którym tylko jeden goły wyraz ste
                                          > rczy to Ci jęknę z przestrachu?

                                          nie, absolutnie nie mam zamiaru Cie straszyc, nie dopowiadaj sobie

                                          > juz nie ma efektu zaskoczenia i zniesmaczenia , misiu.
                                          > Wszystko sie kiedyś konczy i Twój występ na forum, ogromnie brawurowy, pełen fa
                                          > jerwerków i popisów klauna też juz sie konczy i odchodzi do lamusa.
                                          > Publika ziewa i daje datki na uprzątniecie Twojej klatki w praskim slumsie.

                                          klauna i kogos kto robi cokolwiek pod publike widzisz tylko ty. Mowie, nie wymyslaj. Gdyby zreszta gasnace brawa, ktorych nigdy zreszta nie bylo, byly dla mnie wazne to pewnie juz by mnie tu nie bylo?

                                          tekstu o slumsach, klaunach daruj. Latwo rzucac obelgi przez monitory ;)

                                          > Ding-dong, ditchdoc bije Twój dzwon!

                                          bo sisi_kecz tak powiedziala!

                                          > odstosunkuj sie ze swoja obsesją, ile mozna?
                                          > po sto razy piszesz to samo, a pogladu innych osob nie jesteś w stanie uszano
                                          > wać.

                                          nie ma zadnej obsesji, prosilem zeby mi wyjasnic na czym polega ta moja obsesja i nic. To ze niby doszukuje sie w kazdej kobiecie kurwy to twoj osad, falszywy oczywiscie. Wiadomo tez skad twoja niechec do mnie ;)

                                          > Zabieram Ci żarcie, bo pozytku z Ciebie żadnego,
                                          > zdychaj trollu !

                                          trollem nazywaj swojego dzieciaka ;)
                                          Songo jakos nie chce uwierzyc ze trolluje ;S


                                          ;)
                              • songo3000 LOL :) jakie 'mam jaja' ??? 15.09.10, 18:23
                                Chyba z 'Mam talent' Ci się pomyliło. Bitchdog, biedny, skrzywdzony przez wstrętne babulce (w tym najwyraźniej i Politechnikę, bo to żeński rodzaj :) Sęk w tym, że Ty nie masz żadnych jaj, których mógłbyś używać tylko proste sygnały sterujące, które dla odmiany kontrolują Ciebie.

                                Facet z jajami, facet wzbudzający szacunek i jakiś tam respekt nigdy nie pozwoli aby sytuacja kontrolowała jego - to on jest od trzymania cugli. A Ty co? "i co ja miałem zrobić...", "nie wytrzymałem i kurwie..." a dalej to już tępa racjonalizacja średnio wygodnych faktów.

                                Już Ci na początku pisałem, prosty jesteś w sterowaniu jak ruski regulator PID z oberwanymi dwoma członami. Nawet podpuszczać i naśmiewać się już szkoda. Tak po prawdzie to i Ciebie mi szkoda i szczerze radzę, poradź sobie w końcu ze swoimi fobiami bo wystawiają Cię one jak na tarczy strzelniczej. Wiem, będziesz gorąco zaprzeczał ale wiedząc co i jak z Tobą banalnie łatwo to wykorzystać. A życie generalnie jest wredne i ktoś bystrzejszy w końcu Cię w ch. załaduje czego wbrew pozorom nikomu, nawet Keczupowej nie życzę ;)

                                Taka dobra rada z mojej strony.
                                • czerwony.poll74 Zdrada zdradzie nie równa 15.09.10, 19:35
                                  Nie można generalizować zdrady, ani to jest jak z gwałtem w kodeksie karnym, kara od 2 do 12 lat więzienia, w zależności od okoliczności. Podobne zdanie mam co do przemocy w rodzinie, generalnie jest zła, ale bywa mniej lub bardziej uzasadniona okolicznościami.
                                  Tym, którzy uznają, że zdrada to zawsze zdrada i koniec mogę to unaocznić opisując dwie sytuacje w obu doszło do zdrady i zapytać czy w obu wypadkach nie powinno się wybaczać.

                                  przypadek 1. mąż narozrabiał, uchlał się, pobił kogoś, złapali go z dragami, siedzi w areszcie wydobywczym grozi mu odsiadka, adwokat którego najęła żona daje jej namiar na psa który aresztował jej męża, spotykają się i dobijaja targu. W zamian za pewną sumę pieniędzy i seks policjant zmieni zeznania na korzyść jej męża. No więc seks jako zaliczka, potem na rozprawie policjant zeznaje jak trzeba, po fakcie bierze kasę, facet wychodzi na wolność, sprawa kończy się tylko grzywną za zakłócanie ciszy nocnej, jest wdzięczny adwokatowi, ale nie ma pojęcia jak to się stało, że nie siedzi. Po jakimś czasie sprawa się wydała, no i co wtedy? Co z tą żoną, w końcu go zdradziła, prawda? Wybaczać, kto komu?

                                  przypadek 2. 20 lat małżeństwa, mąż wierny jak pies, haruje jak wół, dzieci dorastają, nagle przyłapuje żonę na gorącym uczynku, ta go zapewnia że to przelotna znajomość, zapewnia o miłości, że nigdy wcześniej, ani nigdy więcej, że czuła się samotna itd... Facet wybacza, dla scementowania zgody robią sobie trzecie dziecko, mają po 40 parę lat, prawie dorosłe dzieci, żeby nie zostać sami w pustym domu, żeby się odmłodzić fajnie. Gdy dziecko ma już dwa lata, mąż ponownie nabiera podejrzeń i tym razem zaczyna śledztwo, no i dowiaduje się, że ta przelotna znajomość zaczęła się ponad 10 lat temu i trwała ze zmiennym natężeniem nieprzerwanie od samego początku aż do chwili obecnej. Ponadto dowiaduje się, że 5 lat temu, żona chciała się z nim rozwieść by być ze swoim kochankiem, ale tamten po dwóch małżeństwach (po dwójce dzieci z każdego) ma więcej alimentów niż włosów na głowie i pewnie dlatego nie naciskał na nią w tej sprawie... taki był wyrozumiały, poza tym dzieci jeszcze były małe, zatem decyzja o ujawnieniu romansu, rozwodzie i rozpoczęciu nowej drogi życia była odwlekana z roku na rok. W końcu trafiła się ciąża, a niedługo później mąż nakrył ich na gorącym uczynku, chociaż trudno o lepszą okazję by wyłożyć kawę na ławę, kochanek jednak wykręca się od podjęcia się roli głowy rodziny, potem wraz z ciążą romans zanika, by wraz z podrośnięciem dziecka rozpalić się na nowo. Żona opowiadała kochankowi wszystkie detale swojego pożycia z mężem, wyśmiewała jego różne łóżkowe wpadki, oboje zaśmiewali się gdy demonstrowała jak udaje orgazm i jak głupi mąż się nabiera....

                                  Mówcie sobie co chcecie, ale na miejscu tego męża obiłbym panią tak, że wylądowałaby w szpitalu, albo na cmentarzu i zapewniam was, że sąd znalazłby dla mnie wiele zrozumienia i po kilku latach odsiadki wróciłbym do domu i sąsiedzi nadal podawaliby mi rękę (sąsiadki też).

                                  Przypadki skrajne, ale z życia wzięte więc dajcie już spokój z pytaniem wybaczać zdradę czy nie wybaczać. Małżeństwo to nie IPN i lustracja. Z resztą "niezłomni" w polityce są tak samo jebnięci jak moralizatorzy seksualni i małżeńscy.
                                • ditchdoc Re: LOL :) jakie 'mam jaja' ??? 15.09.10, 19:53
                                  songo3000 napisał:

                                  > Chyba z 'Mam talent' Ci się pomyliło. Bitchdog, biedny, skrzywdzony przez wstrę
                                  > tne babulce (w tym najwyraźniej i Politechnikę, bo to żeński rodzaj :) Sęk w ty
                                  > m, że Ty nie masz żadnych jaj, których mógłbyś używać tylko proste sygnały ster
                                  > ujące, które dla odmiany kontrolują Ciebie.

                                  zaden skrzywdzony, jezeli juz to przez jedna

                                  > Facet z jajami, facet wzbudzający szacunek i jakiś tam respekt nigdy nie pozwol
                                  > i aby sytuacja kontrolowała jego - to on jest od trzymania cugli. A Ty co? "i c
                                  > o ja miałem zrobić...", "nie wytrzymałem i kurwie..." a dalej to już tępa racjo
                                  > nalizacja średnio wygodnych faktów.

                                  nigdy? Serio nie mozesz sobie wyobrazic sytuacji wktorej kazdy chociaz straci kontrole?
                                  Ja przy tej kurewce nie stracilem kontroli, zapytalem "co mialem zrobic?" wielce obrazonych na moj fizyczny atak, jedna prosba, nie to i tak bedzie po mojemu, przynajmniej w moim domu.

                                  > Już Ci na początku pisałem, prosty jesteś w sterowaniu jak ruski regulator PID
                                  > z oberwanymi dwoma członami. Nawet podpuszczać i naśmiewać się już szkoda. Tak
                                  > po prawdzie to i Ciebie mi szkoda i szczerze radzę, poradź sobie w końcu ze swo
                                  > imi fobiami bo wystawiają Cię one jak na tarczy strzelniczej. Wiem, będziesz go
                                  > rąco zaprzeczał ale wiedząc co i jak z Tobą banalnie łatwo to wykorzystać. A ży
                                  > cie generalnie jest wredne i ktoś bystrzejszy w końcu Cię w ch. załaduje czego
                                  > wbrew pozorom nikomu, nawet Keczupowej nie życzę ;)
                                  >
                                  no dalem sie wkrecic na 5 zdan, a reszta to sorry, sam nie wiesz kiedy ja trolluje.
                                  Zachecam do podpuszczania i nasmiewania :). Latwo sie wykpic bzdetami bo Ci "szkoda", nie potrzeba, probuj :)
                                  • songo3000 Re: LOL :) jakie 'mam jaja' ??? 15.09.10, 20:13
                                    > nigdy? Serio nie mozesz sobie wyobrazic sytuacji wktorej kazdy chociaz straci k
                                    > ontrole?
                                    Pomijając różne radosne i przyjemne sytuacje typu spontan to jasne, że mogę sobie wyobrazić faceta tracącego kontrolę. Nawet bardzo łatwo :) tylko NIJAK nie można go nazwać facetem z jajami. Nie ta liga po prostu.

                                    > no dalem sie wkrecic na 5 zdan, a reszta to sorry, sam nie wiesz kiedy ja troll
                                    No jak, przecież Ty nie trolujesz :)

                                    > Zachecam do podpuszczania i nasmiewania :).
                                    A po co? Więcej nic ciekawego z Ciebie już nie wycisnę.

                                    > Latwo sie wykpic bzdetami bo Ci "sz
                                    Ja się z niczego (trudno czy łatwo) wykpić nie muszę bo to nie moja sytuacja, nie moje teksty i nie mój spaczony pogląd na otaczający świat. A szkoda mi Cię naprawdę. Zresztą tak jak napisałem negować będziesz do upadłego co jest całkiem typowym mechanizmem obronnym. Inaczej by zabolało, oj zabolało.
                                    • ditchdoc Re: LOL :) jakie 'mam jaja' ??? 15.09.10, 20:26
                                      songo3000 napisał:

                                      > Pomijając różne radosne i przyjemne sytuacje typu spontan to jasne, że mogę sob
                                      > ie wyobrazić faceta tracącego kontrolę. Nawet bardzo łatwo :) tylko NIJAK nie m
                                      > ożna go nazwać facetem z jajami. Nie ta liga po prostu.

                                      mylisz sie i malo w zyciu widziales :)

                                      > No jak, przecież Ty nie trolujesz :)

                                      gdzie tak napisalem?

                                      > A po co? Więcej nic ciekawego z Ciebie już nie wycisnę.

                                      no tak ;)

                                      > Ja się z niczego (trudno czy łatwo) wykpić nie muszę bo to nie moja sytuacja, n
                                      > ie moje teksty i nie mój spaczony pogląd na otaczający świat. A szkoda mi Cię n
                                      > aprawdę. Zresztą tak jak napisałem negować będziesz do upadłego co jest całkiem
                                      > typowym mechanizmem obronnym. Inaczej by zabolało, oj zabolało.
                                      >

                                      gdzie ten spaczony poglad?
                                      ze kurwe nazywam kurwą o co tak wiele pan tutaj ma pretensje?
                                      =)

                                      Moge mowic o pefofilu - pedofil, mordercy - morderca czy w ich przypadkach tez mam brac pod uwage ze "zycie nie jest czarno-biale" czy innego rodzaju ckliwych historii bez ktorych nie byliby tym kim sa?

                                      Czy te moje fobie czyms innym sie objawiaja? Rozwin ;)
                                      umiem sie przyznac do bledu, kilka razy zdarzylo sie nawet na tym forum
                                      • songo3000 Re: LOL :) jakie 'mam jaja' ??? 15.09.10, 21:34
                                        > mylisz sie i malo w zyciu widziales :)
                                        W tym sęk, właśnie całkiem sporo widziałem a nie poprzestałem na dumaniu 'ja i paru kolegów czyli większość facetów'.

                                        > gdzie ten spaczony poglad?
                                        A chociażby i w przekonaniu o iście paranormalnych zdolnościach identyfikacji kurw na odległość. Ze zdjęcia przesłanego pocztą też coś 'wyczujesz'? :)

                                        > Moge mowic o pefofilu - pedofil, mordercy - morderca czy w ich przypadkach tez
                                        > mam brac pod uwage ze "zycie nie jest czarno-biale"
                                        Ot i kwintesencja emanacji (nie, nie źródło bynajmniej) Twoich problemów. Policmaster, który zastrzelił na służbie podczas akcji recydywę to morderca czy nie? Lekarz, który jednemu pacjentowi dzięki swoim umiejętnościom i wiedzy ratuje życie a od innego wymaga koperty to konował czy cudotwórca? Co by było forumowo :) marszczyfred, który trzepie kapucyna do zdjęć z 'szestnastkami' z pobliskiej galerii to już pedofil czy nie?

                                        Wrzucanie tych sytuacji do jednego wora i dania pacjentom z liścia na odchodne bez cienia refleksji wiele mówi o 'głębi' konstrukcji psychicznej delikwenta. A o jego 'wielkich' możliwościach empatii w stosunku do rodzaju ludzkiego to już w ogóle, hehe. Sorry, tłumaczenie swoich ewidentnych przywar poprzez 'bo ja gość z jajami jestem' ... jest po prostu żałosne. I smutne zarazem, że ludzie po studiach, elita społeczeństwa jakby nie patrzeć potrafią się tak zafiksować w swojej wizji płaskiej ziemi, niczym twardy elektorat kaczki.
                                        • ditchdoc Re: LOL :) jakie 'mam jaja' ??? 16.09.10, 00:00
                                          songo3000 napisał:

                                          > W tym sęk, właśnie całkiem sporo widziałem a nie poprzestałem na dumaniu 'ja i
                                          > paru kolegów czyli większość facetów'.

                                          oczywiscie ze nie wszyscy ale jak jedno i to samo rozszerza sie na praktycznie kazdego z nich to nie jest to przypadek

                                          > A chociażby i w przekonaniu o iście paranormalnych zdolnościach identyfikacji k
                                          > urw na odległość. Ze zdjęcia przesłanego pocztą też coś 'wyczujesz'? :)

                                          to juz wyjasnilem, zadnego przeswiadczenia nie mam, ani rentgena, ze zdjecia niewiele wyczuje, zreszta zalezy co przedstawia ;)
                                          a ze "ta" czesc kobiet w pewnych sytuacjach powtarza praktycznie to samo to coz ;)

                                          > Ot i kwintesencja emanacji (nie, nie źródło bynajmniej) Twoich problemów.

                                          bzdura, problemow nie mam, Ty szukasz dla nich usprawiedliwienia.
                                          Powiem Ci cos co wiesz, kazda i kazdy takowe ma ;)

                                          > Polic
                                          > master, który zastrzelił na służbie podczas akcji recydywę to morderca czy nie?

                                          teoretycznie tak, w praktyce nalezy mu sie medal

                                          > Lekarz, który jednemu pacjentowi dzięki swoim umiejętnościom i wiedzy ratuje ż
                                          > ycie a od innego wymaga koperty to konował czy cudotwórca?

                                          konowal, zlodziej i przestepca
                                          Jak ja za jeden chleb place, a drugi kradne to co?

                                          kobieta ktora zdradza meza, bez jego wiedzy, bez wspomnienia o problemie na ktory pozniej sie powola, kurew czy nie?

                                          kurew..

                                          > Co by było forumowo
                                          > :) marszczyfred, który trzepie kapucyna do zdjęć z 'szestnastkami' z pobliskiej
                                          > galerii to już pedofil czy nie?

                                          od 15 to juz nie pedofilia

                                          > Wrzucanie tych sytuacji do jednego wora i dania pacjentom z liścia na odchodne
                                          > bez cienia refleksji wiele mówi o 'głębi' konstrukcji psychicznej delikwenta. A
                                          > o jego 'wielkich' możliwościach empatii w stosunku do rodzaju ludzkiego to już
                                          > w ogóle, hehe. Sorry, tłumaczenie swoich ewidentnych przywar poprzez 'bo ja go
                                          > ść z jajami jestem' ... jest po prostu żałosne. I smutne zarazem, że ludzie po
                                          > studiach, elita społeczeństwa jakby nie patrzeć potrafią się tak zafiksować w s
                                          > wojej wizji płaskiej ziemi, niczym twardy elektorat kaczki.
                                          >

                                          one okazywaly empatie, tak? ;)

                                          A w bajki ze biedne, ze sie pomylily, ze chuj wie ile mialy powodow to po prostu nie wierze :). Okej.
                                          Nie dopuszczasz do siebie ze czesc/wiekszosc ma po prostu w dupie swojego partnera i sra mu w ten sposob na leb?
                                          Wszystkie zdradzajace panie to biedulki ze zlymi wzorami wyniesionymi z dziecinstwa? Bez skrajnych egoistek i "zajebistych sucz" ktore po prostu puszczaja sie bo moga, bez wzgledu na meza/chlopa?

                                          troche naiwne ;)

                                          i przyczepiles sie tych jaj, powiedzialem ze mam wystarczajaco zeby poradzic sobie samemu z kims kto nie chce po dobroci opuscic mojego mieszkania, bez telefonow na policje. Tyle.
                                • aandzia43 Re: LOL :) jakie 'mam jaja' ??? 15.09.10, 23:28
                                  Tak
                                  > po prawdzie to i Ciebie mi szkoda i szczerze radzę, poradź sobie w końcu ze swo
                                  > imi fobiami bo wystawiają Cię one jak na tarczy strzelniczej.

                                  No, dobrze gadasz Songo. Ja jeszcze dorzucę: skończ Ditchdoc z tą amfetaminą, czy co tam przyswajasz. Jakoś nienaturalnie pobudzony jesteś, a to na dłużą metę niezdrowe :-)
                • ditchdoc Re: Linia podziału 15.09.10, 14:47
                  sisi_kecz napisała:

                  > Moim zdaniem, jak on sie ograniczy w brzydkich słowach, wstrzyma z obrazaniem f
                  > orumowiczów i nie bedzie ział nietolerancją, to moze sobie tu wisieć ze swoimi
                  > poglądami, bo do tego właśnie MA PRAWO.

                  i tak moge

                  > sisi z grupy pierwszej!!!!

                  wiadomo, z grupy pan toczacych piane, pisalem ze te ktore nie zdradzaly nie maja zadnego problemu z tym jak traktuje kurwy, to jeszcze sie niektore klocily ;)
                  • ore.ona Re: Linia podziału 15.09.10, 20:27
                    te ktore nie zdradzaly nie maj
                    > a zadnego problemu z tym jak traktuje kurwy, <
                    Uogólniasz. Mnie przeszkadza jak traktujesz kobiety. Ale uważam że nic mi do tego, Twój problem. Jesteś młody więc albo poradzisz sobie z tym, albo zostaniesz już damskim bokserem:) Dla mnie facet który podnosi rękę na kobietę jest spalony.
                    • ditchdoc Re: Linia podziału 15.09.10, 20:36
                      ore.ona napisała:

                      > Uogólniasz. Mnie przeszkadza jak traktujesz kobiety. Ale uważam że nic mi do te
                      > go, Twój problem. Jesteś młody więc albo poradzisz sobie z tym, albo zostaniesz
                      > już damskim bokserem:)

                      nie kobiety, kurwy

                      to bardzo duzo zmienia

                      > Dla mnie facet który podnosi rękę na kobietę jest spalo
                      > ny.

                      serio, nigdy nie widzialas ani nie mozesz sobie wyobrazic sytuacji w ktorej jednak paniusia moze i powinna dostac plaskiego w twarz?

                      malo widzialas i masz zerowa wyobraznie ;)

                      pisalem kiedys, plaskim potraktowalem dziewuche w klubie, dobrym klubie w Warszawie, bo nie chciala sie odczepic a urode miala typowej nocy listopadowej, w koncu powiedziala ze jestem pedałem i splunela mi w twarz, wytarlem i dostala.
                      Dodam ze ochrona wyciagnela to pania za noge, ciagnac ja po podlodze a ja dostalem darmowego drinka i skromny aplauz ;)

                      dobrze ze jest sporo ludzi ktorzy rozumieja ze niektorym sie nalezy.
                      • ore.ona Re: Linia podziału 15.09.10, 20:57
                        > nie kobiety, kurwy<
                        To mamy trzecią płeć?
                        Dla mnie silny który uderzy słabszego/fizycznie/ jest w rzecywistości malutki.
                        Gdybyś jednak z liścia potraktował mistrzynię boksu, to powiedziałabym, qrde odważny;)
                        • ditchdoc Re: Linia podziału 15.09.10, 21:06
                          ore.ona napisała:

                          > To mamy trzecią płeć?
                          > Dla mnie silny który uderzy słabszego/fizycznie/ jest w rzecywistości malutki.
                          > Gdybyś jednak z liścia potraktował mistrzynię boksu, to powiedziałabym, qrde od
                          > ważny;)

                          wiesz, slabsi tez atakuja i ja bede sie bronil
                          jakby mistrzyni boxu mnie obrazala, grozila czy uderzyla, to i owszem, staralbym sie odpowiednio zareagowac

                          (btw, mistrzyni boksu tez kobieta, pisalas ze mezczyzna ktory podnosi reke na kobiete jest nic nie warty :))

                          nie tluke lisci na oslep aby tylko trafic ;)
                          Jak ktos mnie zmusza to dostanie, plec nie wazna.

                          i mowie, najwyrazniej nic w zyciu nie widzialas, bo niestety czasem nie ma lepszego rozwiazania a ja w pyskowki z taka sie nie wdaje, uciekac tez nie bede.
                          • ore.ona Re: Linia podziału 16.09.10, 13:03
                            Kobieta trenująca boks ma cechy/fizyczne/ mężczyzny, jest tak samo silna.
                            Chodziło mi tu o podnoszenie ręki na słabszego, druga sprawa to fakt że nadal jest kobietą.
                            Nie rozdajesz liści silnym tylko słabszym.
                            Więc nie świadczy to o Twojej męskości i poczuciu własnej wartości. Dowartościowujesz się upokarzając słabszych i gorszych.
                            Na mnie zawsze wrażenie robili opanowani mężczyźni, którzy/możesz zobaczyć na filmach:D)
                            Histeryczna kobieta rzuca się na niego , a on przytrzymuje jej ręce i czeka ąż ochłonie. Potem mówi do widzenia. Trudne? Można też posiłkować się policją w skrajnych sytuacjach. Gdy zagrożone jest Twije zdrowie czy życie to jest powód do samoobrony. Upokarzać kogoś kto już sam się upokorzył i ma najwidoczniej niską samoocenę nie jest niczym chwalebnym.
                            Zawsze zadaje pytanie kandydatowi- czy uderzył kobietę. Jeśli tak to nie wchodzę w to, nie ma szansy:)
                            • ditchdoc Re: Linia podziału 16.09.10, 13:57
                              ore.ona napisała:

                              > Kobieta trenująca boks ma cechy/fizyczne/ mężczyzny, jest tak samo silna.

                              no to zalezy z jakim mezczyzna porownac, ze standardowym ktory w zyciu sztangi nie dotknal owszem, jest silniejsza

                              > Chodziło mi tu o podnoszenie ręki na słabszego, druga sprawa to fakt że nadal j
                              > est kobietą.
                              > Nie rozdajesz liści silnym tylko słabszym.

                              ale to moja wina ze slabszy mnie atakuje?
                              Odemnie wiekszosc jest slabsza, zdarzylo mi sie tez na treningu znokautowac mezczyzne plaskim ;), lisc dla kobiety ktora nie chciala zrozumiec ani posluchac co sie do niej mowi tez jest dozowany. Nie mam zamiaru jej robic krzywdy, ja wiem ze fizycznie nie jest dla mnie zadnym przeciwniekiem.

                              Chodzi o to ze nie bede sie przed zadna kurwa plaszczyl, mowie wyjdz to wychodzisz. Zwlaszcza jak jestes w moim domu.

                              > Więc nie świadczy to o Twojej męskości i poczuciu własnej wartości. Dowartościo
                              > wujesz się upokarzając słabszych i gorszych.

                              bzdura, dowartosciowuje sie tym ze pyskata szmatke uciszylem lisciem? Daj spokoj :)

                              > Na mnie zawsze wrażenie robili opanowani mężczyźni, którzy/możesz zobaczyć na f
                              > ilmach:D)
                              > Histeryczna kobieta rzuca się na niego , a on przytrzymuje jej ręce i czeka ąż
                              > ochłonie. Potem mówi do widzenia. Trudne?

                              no to na filmach ewentualnie, poza tym kontakt fizyczny z tego typu kobietami ograniczam do minimum :)
                              Tez nie widzialem zeby histeryczka sie uciszyla, nawet jak byla wyciagana za noge po podlodze przez ochrone :)

                              > Można też posiłkować się policją w sk
                              > rajnych sytuacjach. Gdy zagrożone jest Twije zdrowie czy życie to jest powód do
                              > samoobrony. Upokarzać kogoś kto już sam się upokorzył i ma najwidoczniej niską
                              > samoocenę nie jest niczym chwalebnym.

                              zgadza sie, tylko dlaczego ja mam taka paniusie znosic?

                              > Zawsze zadaje pytanie kandydatowi- czy uderzył kobietę. Jeśli tak to nie wchodz
                              > ę w to, nie ma szansy:)

                              odrozniaj kurwy, od kobiet
                              na "kobiete" tez reki nie podniose, bo i po co? :)
                              • ore.ona Re: Linia podziału 16.09.10, 15:07
                                >ale to moja wina ze slabszy mnie atakuje?
                                Odemnie wiekszosc jest slabsza, zdarzylo <
                                >lisc dla kobiety ktora nie chciala zrozumiec ani posluchac co sie do niej mowi tez jest dozowany<
                                >nie bede sie przed zadna kurwa plaszczyl, mowie wyjdz to wychodzisz<

                                rany, co znaczy dla Ciebie słabszy mnie atakuje??
                                napisałeś powyżej o braku posłuszeństwa.
                                To znaczy że używasz siły gdy ktoś /z kim nie musisz się już liczy/ć nie wykona Twojego rozkazu. To właśnie jest przemocowe.

                                >na "kobiete" tez reki nie podniose, bo i po co? <

                                jeśli nie zmienisz swojego myślenia to podniesiesz. Czemu? zrobi/powie coś co wyprowadzi Cię z równowagi, lub zrobi coś że poczujesz się skrzywdzony, lub powie coś że pomyślisz że Ciebie nie szanuje/nie chce z Tobą być i sto różnych powodów. Niekoniecznie już teraz.
                                Qrde, to nie moja sprawa, tak Ci napisałam jak to wygląda z punktu widzenia innej osoby. Weźmiesz sobie to to głowy albo nie. Nic mi do tego.
                                • ditchdoc Re: Linia podziału 16.09.10, 21:37
                                  ore.ona napisała:

                                  > rany, co znaczy dla Ciebie słabszy mnie atakuje??
                                  > napisałeś powyżej o braku posłuszeństwa.
                                  > To znaczy że używasz siły gdy ktoś /z kim nie musisz się już liczy/ć nie wykona
                                  > Twojego rozkazu. To właśnie jest przemocowe.

                                  obcy ludzie w moim domu maja wykonywac moje rozkazy. Jak ktos jest napastliwy, wylgarny to tez, albo poslucha albo zostanie spacyfikowany silowo. Ja na prawde nie bede znosil jakiejs paniusi bo w jej mniemaniu jest ksiezniczka i wszyscy musza nosic jej fochy

                                  > jeśli nie zmienisz swojego myślenia to podniesiesz. Czemu? zrobi/powie coś co w
                                  > yprowadzi Cię z równowagi, lub zrobi coś że poczujesz się skrzywdzony, lub powi
                                  > e coś że pomyślisz że Ciebie nie szanuje/nie chce z Tobą być i sto różnych powo
                                  > dów. Niekoniecznie już teraz.

                                  bzdura, jestem pewien ze nie. Jak mi powie ze mnie nie szanuje/nie chce ze mna byc to pa, droga wolna. Nie ma mowy, zapewniam.

                                  > Qrde, to nie moja sprawa, tak Ci napisałam jak to wygląda z punktu widzenia inn
                                  > ej osoby. Weźmiesz sobie to to głowy albo nie. Nic mi do tego.

                                  okej, ja wiem jak to wyglada dlatego staram Ci sie wytlumaczyc. Nie jestem damskim bokserem ani nie potrzebuje afiszowac sie swoja sila wzgledem innych/slabszych. Natomiast jezeli uznam ze zostalem podstawiony pod murem to absolutnie nie mam zamiaru sie powstrzymywac.
                • zyg_zyg_zyg Re: Linia podziału 15.09.10, 14:50
                  > 1 grupa "antyditchowska " ma zdradę na sumieniu,
                  > 2 grupa "obojętna" nie ma kontaktu ze zdradą w żadnym rozumieniu,
                  > 3 grupa "wspierająca ditch'a" została zdradzona lub wewnetrznie walczy z pokusą
                  > zdrady.

                  ...a grupa 4 "zabij trolla, nie odpowiadaj"?
                  :-)
                  • sisi_kecz Re: Linia podziału 15.09.10, 15:17
                    ...a grupa 4 "zabij trolla, nie odpowiadaj"?
                    > :-)
                    '
                    absolutnie!
                    to najrozsądniejsza grupa:)))

                    Nazwę ją na Twoją cześć:
                    "grupa zyg_zyg_zyg- nie karmiąca trolli"

                    duze pozdro!!!
                • gravedigger1 Re: Linia podziału 15.09.10, 14:53
                  sisi_kecz napisała:

                  > sisi z grupy pierwszej!!!!

                  I jeszcze dodam gwoli wyjaśnienia, że osobnik ten nie działał w obronie własnej ani w obronie życia lub zdrowia innych osób. Nie miała więc prawa użyć przemocy. A mimo to użył jej i uważa, że jest całkowicie fair.
                  • ditchdoc Re: Linia podziału 15.09.10, 14:57
                    gravedigger1 napisał:

                    > I jeszcze dodam gwoli wyjaśnienia, że osobnik ten nie działał w obronie własnej
                    > ani w obronie życia lub zdrowia innych osób. Nie miała więc prawa użyć przemoc
                    > y. A mimo to użył jej i uważa, że jest całkowicie fair.

                    to bylo zagrozenie zdrowia bo kurew nie chciala opuscic mojego mieszkania

                    powiedz jeszcze, czy plakalbys takimi wielkimi lzami, gdybym analogicznie potraktowal mezczyzne?

                    ja mowie wyjdz, nie wychodzi to export silowy. Problem? :)
    • zakletawmarmur do Symmetryisalla 15.09.10, 15:32
      > Dla mnie to są puste słowa. Po co wybaczać?

      Zawsze opłaca się wybaczać. Tylko i wyłącznie dla samego siebie:-)

      Przez całe moje życie nazbierała się całkiem spora lista osób, którym musiałam coś wybaczyć. Nie chodzi konkretnie o zdradę rozumianą przez "seks na boku". Wiele razy zostałam zdradzona. A że jestem osobą wrażliwą (albo i nawet nadwrażliwą) swoje wycierpiałam.

      Zaliczyłam okres "rozliczania krzywd". Ciężki okres bo musiałam na nowo przeżyć kilka rzeczy po raz drugi. Cieszę się, że się udało.

      Wiesz dlaczego?
      Nie noszę w sobie już tego poczucia skrzywdzenia. Jestem wolna!
      Nawet pomimo, że okoliczności trudniejsze, jestem szczęśliwsza.
      Nie katuje mojego mężczyzny lękami i złym traktowaniem "bo mnie na pewno zdradzi i porzuci więc nie warto nic dla niego robić" .
      Nie odbijam sobie na dziecku "żeby je uchronić przed tym wszystkim co mnie spotkało" popadając przez to w drugą skrajność.

      Tak mam świadomość, że zdrada boli. Widziałam jak cierpiała moja mama. Widziałam też jak z tego wychodziła silniejsza i szczęśliwsza niż kiedykolwiek. I wcale nie było jej łatwo, bo bardzo kochała. Pomimo wszystko, nie żyje teraz w przekonaniu, że wszyscy mężczyźni to paskudne świnie bez uczuć:-)

      IMO mylisz "wybaczenie" z "trwaniem w związku".

      "Wybaczenie zdrady" nie musi wcale oznaczać trwania w związku. Jak i "trwanie w związku" nie musi oznaczać "wybaczenia zdrady". To są dwie różne rzeczy i trzeba je rozdzielić.
      Ja w pełni rozumiem, że człowiek może nie widzieć dalszego sensu trwania w takim związku i broń boże nikogo nie namawiam do tego. Też mam określone zasady po złamaniu których nie mogłabym z facetem dalej być. Wybaczyć jednak warto wszystkim, którzy nas skrzywdzili:-) Nawet jeśli się rozstajemy i już nigdy nie spotkamy. A nawet szczególnie wtedy:-) "Trwanie w związku" czasami nie ma nic wspólnego z "wybaczeniem zdrady" czasami oznacza tylko "udawanie że się nie wydarzyło", bo tak łatwiej, wygodniej, szybciej, na pozór mniej boleśnie...
      • ditchdoc Re: do Symmetryisalla 15.09.10, 15:39
        zakletawmarmur napisała:

        > Wiesz dlaczego?
        > Nie noszę w sobie już tego poczucia skrzywdzenia. Jestem wolna!
        > Nawet pomimo, że okoliczności trudniejsze, jestem szczęśliwsza.
        > Nie katuje mojego mężczyzny lękami i złym traktowaniem "bo mnie na pewno zdradz
        > i i porzuci więc nie warto nic dla niego robić" .
        > Nie odbijam sobie na dziecku "żeby je uchronić przed tym wszystkim co mnie spot
        > kało" popadając przez to w drugą skrajność.

        nie do mnie skierowane ale prase i tak mam zla wiec sie podepne...

        a co ma poczucie skrzywdzenia do nie wybaczaniem zdrad?

        dlaczego "nie wybaczenie" = katowanie mezczyzny/kobiety lekami i zlym traktowaniem?

        ja nie wybaczylem i nie wybacze i przy okazji jestem ostatnim typem ktorego oskarzylabys o zazdrosc czy fobie :). Moja kobieta chodzi gdzie chce i z kim chce, nie sprawdzam, nie doszukuje sie, jak bedzie chciala i tak zdradzi.

        no ale kurwe nazywam kurwą, wiec cos ze mna jest nie tak :)
    • czerwony.poll74 Kreowanie na chamów 15.09.10, 16:10
      No niestety tutaj działa mechanizm podobny do wolnego rynku. Jeśli taka jest moda, jeśli dla wielu kobiet ideałem faceta jest facet z kasą robioną po trupach, brutalny dla otoczenia, pozbawiony empatii dla kogokolwiek wypisz wymaluj zwolennik UPR, to po męskiej stronie na to zapotrzebowanie jest odpowiedź. I coś w tym jest, że dziewczyny kochają skurwysynów, nawet takich co biją, wyzywają itd...
      dodam od siebie, że są to głupie acz nierzadko ładne dziewczyny
      • sisi_kecz Re: Kreowanie na chamów 15.09.10, 16:26
        Jeśli taka jest moda, jeśli dla wielu kobiet ideałem faceta jest facet z kasą robioną po trupach,
        > brutalny dla otoczenia, pozbawiony empatii dla kogokolwiek wypisz wymaluj zwolennik UPR, to po męskiej stronie na to zapotrzebowanie jest odpowiedź.'

        ciekawa teoria,
        a ja mam taką:
        każda potwora znajdzie swego amatora ;)

        duze pozdro!!!
      • zakletawmarmur Re: Kreowanie na chamów 15.09.10, 17:12

        A nie zauważyłeś, że kobiety coraz mniej chętnie wchodzą w związki? Szczególnie te, które "wiedzą już o co chodzi z mężczyznami".
        IMO jest to dowód na to, że taktyka nie działa:-)
    • brel_grl Wyszedl mi miniesej ale moze ktos przeczyta ;) ... 15.09.10, 22:04
      Przemoc uwazam za nieakceptowalna, ale dopuszczalna w scisle okreslonych sytuacjach (np obrona wlasna). Nie akceptuje, ale jestem w stanie zrozumiec dzialanie w afekcie. Tyle ze kazdy ma inne pojecie na temat tego, kiedy np pewne rzeczy staja sie dopuszczalne.

      Spotykalam sie kiedys (krotko) z pewnym gosciem. Postanowilismy urzadzic grilla i zaprosic znajomych, takze kumpli owego faceta - zalezalo mu na tym, by wszystko dobrze wypadlo. Rano w sobote facet przyszedl do mnie, mielismy jechac kupic jakies mieso, ja prasowalam ubranie, byla ok 10 rano a gosc zaczal sie wkurzac ze juz pozno, nie zdazymy itd. Ja mu na to (po paru minutach poganiania), zeby sobie dal sobie spokoj i nie przesadzal, bo takie histeryzowanie jest irytujace. Gosc mi na to, ze jak bedzie chcial, to sie bedzie wkurzal, nic mi do tego(!), a jak mu jeszcze raz powiem, zeby sobie dal spokoj, to mi zeby powybija. To byl nasz przedostatni dialog - chyba nie musze dodawac, czego dotyczyl ten ostatni, bardzo krotki zreszta. Na tym polega problem, przemocowcy zawsze uwazaja, ze ich przemoc jest usprawiedliwiona zachowaniem drugiej osoby - dla jednej osoby musi to byc cos mocnego jak zdrada, dla innej za slona zupa wystarczy - bo cos takiego tez potrafia odebrac jako brak szacunku dla siebie, no a skoro ty mnie nie szanujesz, to ja ciebie tez nie musze...

      Gravedigger: zarzucales bodajze sisi_kecz (o ile dobrze pamietam), ze jej niereagowanie, badz tez niereagowanie dostateczne jest przyzwoleniem na propagowanie przemocy. Byla mowa o Twoich zapedach pedagogicznych itp. W pewnym sensie sie z tym zgadzam, bo np. dla Ciebie powiedzenie do ukochanej kobiety sp.......j i 'lisc' , jak to ditchdoc okresla, sa niekceptowalne i czujesz sie w obowiazku napietnowac takie zachowanie. Jednoczesnie niejako propagujesz wolny zwiazek, ktory dla innych osob jest tak samo nieakceptowalny i niemoralny jak dla Ciebie owy 'lisc'. Patrzac z tego punktu widzenia Twoje posty tez sa nieakceptowalne i ktos powinien Ci to wytlumaczyc, tak jak ty tlumaczysz ditchdocowi ;) .

      Ja osobiscie zdrade uwazam za niedopuszczalna, bo jest to radykalna nielojalnosc i naruszenie zaufania. Nie bylam nigdy zdradzona (o ile mi wiadomo), ale nie sadze, bym mogla zostac z osoba zdradzajaca - zaufania by juz nie bylo i koniec - a w powaznym zwiazku daje bardzo duzy jego kredyt na starcie. Jednoczesnie uwazam ze zdrada zdradzie nierowna (choc zawsze zla) i dlatego kazdy - zaleznie od sytuacji - sam musi podjac decyzje, czy jest w stanie wybaczyc I dalej tworzyc zwiazek z osoba zdradzajaca. Raczej tez nie bede nikomu doradzac na forum by zostawil/nie zostawial partnera/ki bo po jeden lub nawet kilka postow danej osoby nie daja wielkiego wgladu w czyjs zwiazek, a do tego zawsze slyszy sie wersje tylko jednej osoby. Zaznacze, ze sa pewne wyjatki.

      vergaa: Twoje posty sa dla mnie trudne do zrozumienia. Brzmia dla mnie troche tak, jakbys opisywala zwiazek z dwiema roznymi osobami. Piszesz o swoim ex jako o kims, na kim Ci zalezalo, kto by sie nadawal dla ojca na dzieci, kto byl dla Ciebie za dobry. Jestem w stanie zrozumiec, ze mozna byc z takim kims mimo, ze to nie 'ten jedyny' i miec problem z odejsciem. Ale jesli gosc jest taki fajny misiu, przyjaciel itp to dlaczego 'miekki siusiak'? To troche pogardliwe okreslenie, nie sadzisz? Wydaje mi sie, ze przyjazn automatycznie wyklucza pogarde i lekcewazenie, czyz nie? No i jednak uwazam, ze najpier trzeba odejsc a potem dopiero smakowac te inne gites siusiaki ;) . Bo jesli jest niefajnie albo nie do konca fajnie, to juz jest minus (i mozna nad tym popracowac albo odejsc). Zdrada to drugi minus, a jak wiemy two wrongs don't make it right. Inaczej to jest sytuacja, ze chce miec ciastko i jednoczesnie chce zjesc ciastko. Nie da sie.

      Prosze mi tylko nie pisac, ze w matematyce dwa minusy daja wartosc dodatnia. :P
      • ditchdoc Re: Wyszedl mi miniesej ale moze ktos przeczyta ; 16.09.10, 00:08
        brel_grl napisała:

        > Przemoc uwazam za nieakceptowalna, ale dopuszczalna w scisle okreslonych sytuac
        > jach (np obrona wlasna). Nie akceptuje, ale jestem w stanie zrozumiec dzialanie
        > w afekcie. Tyle ze kazdy ma inne pojecie na temat tego, kiedy np pewne rzeczy
        > staja sie dopuszczalne.

        slusznie

        > Spotykalam sie kiedys (krotko) z pewnym gosciem. Postanowilismy urzadzic grilla
        > i zaprosic znajomych, takze kumpli owego faceta - zalezalo mu na tym, by wszys
        > tko dobrze wypadlo. Rano w sobote facet przyszedl do mnie, mielismy jechac kupi
        > c jakies mieso, ja prasowalam ubranie, byla ok 10 rano a gosc zaczal sie wkurza
        > c ze juz pozno, nie zdazymy itd. Ja mu na to (po paru minutach poganiania), zeb
        > y sobie dal sobie spokoj i nie przesadzal, bo takie histeryzowanie jest irytuja
        > ce. Gosc mi na to, ze jak bedzie chcial, to sie bedzie wkurzal, nic mi do tego(
        > !), a jak mu jeszcze raz powiem, zeby sobie dal spokoj, to mi zeby powybija. To
        > byl nasz przedostatni dialog - chyba nie musze dodawac, czego dotyczyl ten ost
        > atni, bardzo krotki zreszta. Na tym polega problem, przemocowcy zawsze uwazaja,
        > ze ich przemoc jest usprawiedliwiona zachowaniem drugiej osoby - dla jednej os
        > oby musi to byc cos mocnego jak zdrada, dla innej za slona zupa wystarczy - bo
        > cos takiego tez potrafia odebrac jako brak szacunku dla siebie, no a skoro ty m
        > nie nie szanujesz, to ja ciebie tez nie musze...

        koles tragiczny

        > Gravedigger: zarzucales bodajze sisi_kecz (o ile dobrze pamietam), ze jej niere
        > agowanie, badz tez niereagowanie dostateczne jest przyzwoleniem na propagowanie
        > przemocy. Byla mowa o Twoich zapedach pedagogicznych itp. W pewnym sensie sie
        > z tym zgadzam, bo np. dla Ciebie powiedzenie do ukochanej kobiety sp.......j i
        > 'lisc' , jak to ditchdoc okresla, sa niekceptowalne i czujesz sie w obowiazku n
        > apietnowac takie zachowanie. Jednoczesnie niejako propagujesz wolny zwiazek, kt
        > ory dla innych osob jest tak samo nieakceptowalny i niemoralny jak dla Ciebie o
        > wy 'lisc'. Patrzac z tego punktu widzenia Twoje posty tez sa nieakceptowalne i
        > ktos powinien Ci to wytlumaczyc, tak jak ty tlumaczysz ditchdocowi ;) .

        nic nie wytlumaczyl bo nie ma czego, do tego to jest mezczyzna ktory "brzydzi" sie kazda forma agresji i przemocy, nawet gdy maja one pelne uzasadnienie

        potem wmawia ze z wlasnej woli zyje w otwartym malzenstwie gdy kazdy kto przeczytalal kilka jego postow wie ze zonka to zasugerowala a on nie mial nic do powiedzenia ;)

        > Ja osobiscie zdrade uwazam za niedopuszczalna, bo jest to radykalna nielojalnos
        > c i naruszenie zaufania. Nie bylam nigdy zdradzona (o ile mi wiadomo), ale nie
        > sadze, bym mogla zostac z osoba zdradzajaca - zaufania by juz nie bylo i koniec
        > - a w powaznym zwiazku daje bardzo duzy jego kredyt na starcie. Jednoczesnie u
        > wazam ze zdrada zdradzie nierowna (choc zawsze zla) i dlatego kazdy - zaleznie
        > od sytuacji - sam musi podjac decyzje, czy jest w stanie wybaczyc I dalej tworz
        > yc zwiazek z osoba zdradzajaca. Raczej tez nie bede nikomu doradzac na forum by
        > zostawil/nie zostawial partnera/ki bo po jeden lub nawet kilka postow danej os
        > oby nie daja wielkiego wgladu w czyjs zwiazek, a do tego zawsze slyszy sie wers
        > je tylko jednej osoby. Zaznacze, ze sa pewne wyjatki.

        forum jest po to zeby napisac co sie na dany temat mysli, po to ludzie pisza tu posty, zeby inni skomentowali i spojrzeli na problem swiezym, nie obciazonym okiem

        autor ma wlasny rozum i posty powinien traktowac jako wskazowki, nie wyroki

        > vergaa: Twoje posty sa dla mnie trudne do zrozumienia. Brzmia dla mnie troche t
        > ak, jakbys opisywala zwiazek z dwiema roznymi osobami. Piszesz o swoim ex jako
        > o kims, na kim Ci zalezalo, kto by sie nadawal dla ojca na dzieci, kto byl dla
        > Ciebie za dobry. Jestem w stanie zrozumiec, ze mozna byc z takim kims mimo, ze
        > to nie 'ten jedyny' i miec problem z odejsciem. Ale jesli gosc jest taki fajny
        > misiu, przyjaciel itp to dlaczego 'miekki siusiak'? To troche pogardliwe okresl
        > enie, nie sadzisz? Wydaje mi sie, ze przyjazn automatycznie wyklucza pogarde i
        > lekcewazenie, czyz nie? No i jednak uwazam, ze najpier trzeba odejsc a potem do
        > piero smakowac te inne gites siusiaki ;) . Bo jesli jest niefajnie albo nie do
        > konca fajnie, to juz jest minus (i mozna nad tym popracowac albo odejsc). Zdrad
        > a to drugi minus, a jak wiemy two wrongs don't make it right. Inaczej to jest s
        > ytuacja, ze chce miec ciastko i jednoczesnie chce zjesc ciastko. Nie da sie.

        standard ;)

        ona jest cudem, jej chlop parówą ktora nie docenia co ma i pozwala sie zdradzac
        czasem jej sie przypomina i udaje normalna kobiete, stad udawany zal ;)
        • brel_grl Re: Wyszedl mi miniesej ale moze ktos przeczyta ; 16.09.10, 17:24
          ditchdoc napisał:

          > nic nie wytlumaczyl bo nie ma czego, do tego to jest mezczyzna ktory "brzydzi"
          > sie kazda forma agresji i przemocy, nawet gdy maja one pelne uzasadnienie

          moze i nie wytlumaczyl, ale tlumaczyl - zwroc uwage na forme niedokonana, chodzi mi o to, ze w kazdym razie dluuugi dialog przekonywujacy z Toba prowadzil.

          > forum jest po to zeby napisac co sie na dany temat mysli, po to ludzie pisza tu
          > posty, zeby inni skomentowali i spojrzeli na problem swiezym, nie obciazonym o
          > kiem
          > autor ma wlasny rozum i posty powinien traktowac jako wskazowki, nie wyroki

          totez komentuje. :) ale nie bede nigdy nikogo namawiac do podejmowania radykalnych decyzji zyciowych na podstawie paru linijek tekstu. no i - don't even get me started na temat tego, co ludzie powinni a wcale nie robia... ;)

          > Zdrad
          > > a to drugi minus, a jak wiemy two wrongs don't make it right. Inaczej to
          > jest s
          > > ytuacja, ze chce miec ciastko i jednoczesnie chce zjesc ciastko. Nie da s
          > ie.
          >
          > standard ;)

          dla mnie nie standard. mysle, ze to tez zalezy od srodowiska, w jakim sie obracasz. wsrod moich przyjaciol i blizszych znajomych w Polsce tego typu zdarzenia raczej nie maja miejsca. Dlaczego? Nie wiem, moze to przypadek. Ale wiem tez, ze jest dosc spora grupa panow, ktorzy na dziewczyny/parterki zyciowe wybieraja sobie tzw. niunie, ktore raczej nie posiadaja wielkich zalet duchowych tudziez intelektualnych, za to maja karnet na solarium i nowy wzorek na pazurkach ;) . W takim wypadku - widzialy galy co braly i niejako sami sa sobie winni. Od auta sportowego tez nie nalezy sie spodziewac niskiego spalania.

      • gravedigger1 brel_grl ... 16.09.10, 08:28
        brel_grl napisała:

        > Jednoczesnie niejako propagujesz wolny zwiazek, kt
        > ory dla innych osob jest tak samo nieakceptowalny i niemoralny jak dla Ciebie o
        > wy 'lisc'. Patrzac z tego punktu widzenia Twoje posty tez sa nieakceptowalne i
        > ktos powinien Ci to wytlumaczyc, tak jak ty tlumaczysz ditchdocowi ;) .

        Ja nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś był przeciwko temu w jaki sposób ja pojmuję związek z kobietą. Każdy kto uważa, że jest to niemoralne i szkodliwe ma prawo o tym napisać albo to powiedzieć. Powinnaś natomiast dostrzec zasadniczą różnicę pomiędzy moim niemoralnym związkiem a niemoralnym zachowaniem Rynsztokowego Doktora. Ja nie krzywdzę mojej partnerki, a on krzywdzi osoby, w stosunku do których używa przemocy. Opisał już trzy przypadki przemocy fizycznej wobec kobiet i oczywiście, w każdym przypadku była ona uzasadniona (przynajmniej w jego mniemaniu). Zauważ jednak, że z punktu widzenia prawa była to przemoc nieuzasadniona (nie było koniecznej obrony własnej). Mało tego, w każdym przypadku była to przemoc w stosunku do osób słabszych fizycznie, co wiele mówi o tym osobniku.

        I jeszcze jedno, nie mówimy tu tylko o "liściu". Mówimy też o przemocy wobec kobiety, w wyniku której osobnik ten doprowadził jak sam napisał do rozwalenia głowy tejże kobiecie o futrynę. Czyn godny faceta z jajami, nieprawdaż?
        • ditchdoc Re: brel_grl ... 16.09.10, 09:05
          widze ze zabolalo ;)
        • brel_grl Re: brel_grl ... 16.09.10, 17:38
          gravedigger1 napisał:

          > Powinnaś natomiast dostrzec zasadniczą
          > różnicę pomiędzy moim niemoralnym związkiem a niemoralnym zachowaniem Rynsztoko
          > wego Doktora. Ja nie krzywdzę mojej partnerki, a on krzywdzi osoby, w stosunku
          > do których używa przemocy.

          Wiesz, zgadzam sie, ze jest pewna roznica, ale ludzi mozna krzywdzic zarowno fizycznie jak i psychicznie. Przy czym ja nie twierdze, ze Ty akurat swoja partnerke niszczysz psychicznie.

          Ogolnie uwazam tez, ze pojedynczy akt przemocy majacy miejsce absolutnie WYJATKOWO i z wieloplaszczyznowym uzasadnieniem, moze byc mniej zly, destrukcyjny i upokarzajacy niz np. systematyczne wsadzanie szpil partnerowi obnizajace jego poczucie wartosci.

          > Opisał już trzy przypadki przemocy fizycznej wobec k
          > obiet i oczywiście, w każdym przypadku była ona uzasadniona (przynajmniej w jeg
          > o mniemaniu). Zauważ jednak, że z punktu widzenia prawa była to przemoc nieuzas
          > adniona (nie było koniecznej obrony własnej). Mało tego, w każdym przypadku był
          > a to przemoc w stosunku do osób słabszych fizycznie, co wiele mówi o tym osobni
          > ku.
          >

          Zauwaz, ze ja nie popieram dzialania ditchdoca. Napisalam tez, ze ludzie uciekajacy sie do przemocy jako metody dzialania (a nie srodka ostateczno-wyjatkowego) zawsze maja tendencje do zwalania winy za zdarzenie na te druga osobe i zawsze maja usprawiedliwienie. Jak to sie ladnie mowi: jak sie chce uderzyc psa, to kij sie zawsze znajdzie.

          Sa tez lepsze metody radzenia sobie z takimi sytuacjami - chodzi mi o fizyczne wyproszenie osoby z domu (bez pomocy w waleniu glowa w futryne), ktore nie sa tak brutalne jak w/w 'lisc'. Ale o tym to napisze bezposrednio ditchdocowi ;) . Jak bedziesz chcial, to tez przeczytasz.
      • vergaa Re: Wyszedl mi miniesej ale moze ktos przeczyta ; 16.09.10, 10:20
        > vergaa: Twoje posty sa dla mnie trudne do zrozumienia. Brzmia dla mnie troche t
        > ak, jakbys opisywala zwiazek z dwiema roznymi osobami. Piszesz o swoim ex jako
        > o kims, na kim Ci zalezalo, kto by sie nadawal dla ojca na dzieci, kto byl dla
        > Ciebie za dobry. Jestem w stanie zrozumiec, ze mozna byc z takim kims mimo, ze
        > to nie 'ten jedyny' i miec problem z odejsciem. Ale jesli gosc jest taki fajny
        > misiu, przyjaciel itp to dlaczego 'miekki siusiak'? To troche pogardliwe okresl
        > enie, nie sadzisz? Wydaje mi sie, ze przyjazn automatycznie wyklucza pogarde i
        > lekcewazenie, czyz nie? No i jednak uwazam, ze najpier trzeba odejsc a potem do
        > piero smakowac te inne gites siusiaki ;) . Bo jesli jest niefajnie albo nie do
        > konca fajnie, to juz jest minus (i mozna nad tym popracowac albo odejsc). Zdrad
        > a to drugi minus, a jak wiemy two wrongs don't make it right. Inaczej to jest s
        > ytuacja, ze chce miec ciastko i jednoczesnie chce zjesc ciastko. Nie da sie.

        moj przypadek byl tylko wstepem do tego, co sie porobilo z facetami w tym kraju, tym jak traktuja kobiety, jak marnuja swoje zycie po tym jak zostali zdradzeni i jak sie zafiksowuja jak ditchdoc na etapie z liscia i "ka"
        zostal jakos glebiej analizowany przez wzburzonych panow, ktorzy poczuli swieza krew, zupelnie niepotrzebnie

        dzieki za rady, powtorze, ze swoje zdrady juz przerobilam, minelo sporo czasu i wbrew pozorom mysle podobnie do Ciebie, potrzebna byla mi ta lekcja, zeby poukladac sobie, co jest najwazniejsze w zwiazku
        wg mnie jak od poczatku nie masz duzego szacunku do kolesia to to w ogole nie ma sensu
        przynajmniej u mnie, swoja pizdowatoscia taki typ prowokuje, aby mu jezdzic po glowie, nie ma swojego zdania, inwencji, jest niezaradny
        teraz nie pakowalabym sie w taki zwiazek, bo po co???? predzej czy pozniej na horyzoncie pojawilby sie jakis przystojniak, z ktorym mialabym ochote poczuc sie jak suczka
        teraz mam to na codzien :))))

        pisanie o miekkich siusiakach to bylo raczej uogolnienie, bo czesto widze takie parki, ze koles co najmniej sredni, leniwy itp a nagle uwaza, ze nicnierobiac jest w stanie uszczesliwic i zadowolic dziewczyne, ktora reprezentuje soba wiele wiecej - trafi na uczciwa, zostawi go i pojdzie w tango, trafi na wyrachowana lub niedojrzala, bedzie mu dorabiac rogi

        byc moze tak wlasnie bylo w przypadku Bitchdoga i jego kolegow we flanelowych koszulach w krate z Polibudy....



        • brel_grl Re: Wyszedl mi miniesej ale moze ktos przeczyta ; 16.09.10, 17:52
          > moj przypadek byl tylko wstepem do tego, co sie porobilo z facetami w tym kraju
          > , tym jak traktuja kobiety, jak marnuja swoje zycie po tym jak zostali zdradzen
          > i i jak sie zafiksowuja jak ditchdoc na etapie z liscia i "ka"
          > zostal jakos glebiej analizowany przez wzburzonych panow, ktorzy poczuli swieza
          > krew, zupelnie niepotrzebnie

          nie mam kompletnie doswiadczenia w kwestii facetow zafiksowanych na zdradzie :) . moze dlatego, ze od paru lat zyje poza Polska i z rodakami bedacymi tutaj mam kontakt prawie wylacznie sluzbowy, wsrod moich znajomych ten problem tez nie wystepuje - same, cholera, szczesliwe zwiazki ;) jestem teraz jedynym singlem z odzysku, ughhh...

          > wg mnie jak od poczatku nie masz duzego szacunku do kolesia to to w ogole nie m
          > a sensu
          > przynajmniej u mnie, swoja pizdowatoscia taki typ prowokuje, aby mu jezdzic po
          > glowie, nie ma swojego zdania, inwencji, jest niezaradny
          > teraz nie pakowalabym sie w taki zwiazek, bo po co????

          No wlasnie - po co? z niezaradnym, bez inwencji i swojego zdania - toz to sie nie wychodzi poza etap max. kilku randek :P
          A tak na serio - nie wyobrazam sobie wejscia w zwiazek z kims, kogo tak fundamentalnie nie szanuje. Przyjaznic sie z kims takim blisko tez nie bede.

          predzej czy pozniej na h
          > oryzoncie pojawilby sie jakis przystojniak, z ktorym mialabym ochote poczuc sie
          > jak suczka
          > teraz mam to na codzien :))))

          ooo... klimaty typu 'suczka' to chyba zupelnie nie moje ;) dominacje partnera, a raczej proby zdominowania, to ja bardzo lubie, ale TYLKO w lozku ;)

          >
          • ditchdoc Re: Wyszedl mi miniesej ale moze ktos przeczyta ; 16.09.10, 21:49
            brel_grl napisała:

            > ooo... klimaty typu 'suczka' to chyba zupelnie nie moje ;) dominacje partnera,
            > a raczej proby zdominowania, to ja bardzo lubie, ale TYLKO w lozku ;)
            >

            no to jest vergaa ;)

            jak to szlo, o swoim bylym zdradzonym x3?

            "dobry z niego chlopak no ale trafil na taka suczke jak ja"

            tyle w temacie "czarno-bialego" zycia i "pomylek" =)
    • remenica Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 10:05
      czytam ten watek od wczoraj i zupelnie nie rozumiem gdzie tu jest brak kultury. bardzo ciekawa merytorycznie i swiatopogladowo dyskusja. tak z boku patrzac to ditchdoc wydaje mi sie duzo ciekawszy jako facet, niz np gravedigger. a to z prostej przyczyny, bo jest prostym facetem z zasadami. nie kreci, nie maci, nie nagina sie ani rzeczywistosci jak wiatr zawieje.nazywa rzeczy i zjawiska po imieniu, bez sztucznej poprawnosci politycznej.a to sie nie sprzedaje oj nie sprzedaje dobrze na forach;)nikogo z forumowiczow nie obraza personalnie,co akurat inni robia i jeszcze twierdza ze sa kulturalni;)wielu myli sie pojecie kultury z prawem do wypowiadania tego co sie mysli i czuje. ja tez o kilku facetach ( nie partnerach seksualnych) mowie `ten chuj`bo zrobili mi pospolite swinstwo. mam prawo tak czuc i tak ich nazywac. tak jak on ma prawo nazywac kurwa kobiete, ktora zadrwila z jego uczuc.ludzkie i normalne dla mnie.ale ja tez radykalna w pogladach jestem i takie moje prawo.nikt mi myslenia zawilymi i okraglymi zdaniami nie musi prostowc i to pod plaszczykiem kultury;)
      aha i wierze, ze facet potrafi z idealisty szybko przejsc do rzeczywistosci jak spotka taki okreslony typ cwanych bab przekonanych, ze sa najmadrzejsze i najpiekniejsze i kazdy frajer sie na to lapie. otoz nie lapie sie. moj maz tez potrafi intujcyjnie rozpoznac takie niunie;) to naprawde jak sie jest troche inteligentnymi nie jest trudne.

      ale ditchdoc rade songo jedna wez sobie tak w realnym, nie wirtualnym zyciu do serca i nie obnazaj sie tak uczuciowo, bo jeszcze nie raz cie ktos zrani.
      • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 10:28
        remenica napisała:

        > czytam ten watek od wczoraj i zupelnie nie rozumiem gdzie tu jest brak kultury.

        Wcale się nie dziwę, że nie rozumiesz... Statystycznie rzecz biorąc, pewien odsetek społeczeństwa jest na taki brak zrozumienia "skazany";)

        I mam świadomość tego, że damscy bokserzy mają zwolenników nie tylko wśród mężczyzn. Ty jesteś tylko jednym, ale nie jedynym przykładem. Cóż, masz do tego pełne prawo, tak jak ja mam prawo tego nie akceptować.
        • sisi_kecz Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 10:56
          Wiesz co grabarzu, weź Ty sie określ, bo nie mogę zrozumieć o co Ci chodzi.
          Raz piszesz, że będziesz zwalczał postawy propagujące agresję, że bedziesz edukował młodzież i nie ma umywania rąk, a teraz:

          damscy bokserzy mają zwolenników nie tylko wśród mężczyzn.(...)
          Cóż, masz do tego pełne prawo, tak jak ja mam prawo tego nie akceptować. '

          Jeśli byłoby tak jak deklarujesz to edukacja wymagałaby rozszerzenia tego komentarza poza stwierdzenie: nie akceptuje.

          (Np. wzmianka, że damski bokser to napastnik , a napaść i pobicie jest jest to czyn prawem zabroniony i ścigany, grozi sankcjami, karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 12 lat, w zależności od stopnia doznania uszczerbku na zdrowiu przez ofiarę sprawcy.
          A prawo jakie obowiązuje w naszym kraju to coś co wymyślili jacyś ONI, prawo jest emanacją praw społecznych i ich przełożeniem na system prewencyjny, sądowniczy i karny.
          Jeśli remenica zgadza sie, że pobicie słabszej osoby w wyniku utarczki słownej jest dobrym rozwiazaniem sytuacji, widocznie tez godzi sie że sama mógłaby wtedy :liścia" zarobić i nie miałaby najmniejszej pretensji tylko podziw dla napastnika.
          Lub że jej córka kiedy wróci z podbitym okiem od chłopaka to usłyszy od niej: dobrze Ci tak.

          Natomiast prawo, zgodnie z wolą społeczeństwa, ściga każdego kto użyje przemocy i narazi na uszczerbek zdrowie drugiej osoby- dlatego głos taki jak remenici jest głosem dzikusa, który nie załapał sie na zdobycze cywilizacji, nie może sie w nich odnaleźć i bredzi o prawie silniejszego uzywanym w swoim rezerwacie.)

          Jesteś totalnym liberałem grabarzu, a to też broń obosieczna.

          duze pozdro!!!-
          Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
          • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 11:19
            sisi_kecz napisała:

            > Wiesz co grabarzu, weź Ty sie określ, bo nie mogę zrozumieć o co Ci chodzi.
            > Raz piszesz, że będziesz zwalczał postawy propagujące agresję, że bedziesz eduk
            > ował młodzież i nie ma umywania rąk, a teraz:
            >
            > damscy bokserzy mają zwolenników nie tylko wśród mężczyzn.(...)
            > Cóż, masz do tego pełne prawo, tak jak ja mam prawo tego nie akceptować. '

            Ja określiłem się jasno. Myślę, że mnie błędnie zrozumiałaś. Ja stwierdziłem tylko, że zgodnie zobowiązującym u nas prawem, autorka postu ma prawo być zwolennikiem damskich bokserów i nawet może o tym otwarcie mówić. Nasze prawo nie przewiduje kary za coś takiego. Co innego, gdyby nakłaniała kogokolwiek do użycia przemocy wobec osób trzecich; to już jest karalne. Zauważ jednakże, że istnienie prawa do popierania damskich bokserów nie oznacza akceptacji takiej postawy z moralnego punktu widzenia. Podobnie jak posiadanie prawa do zdrady (każdy przecież ma prawo zdradzić) nie oznacza, że zdrada i jej popieranie są moralnie akceptowalne. Czy teraz jasno się wyraziłem?
            • sisi_kecz Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 11:50
              Myślę, że mnie błędnie zrozumiałaś.'

              :) nie zrozumiałam czy błędnie zrozumiałam- efekt ten sam- nie mam jasności ;)

              Odnosze sie do tych Twoich słów:
              Ja wyrażam tylko swoje oburzenie w stosunku do ludzi, którzy akceptują stosowanie przez tego osobnika bezprawnej przemocy fizycznej, uważając że jest on w gruncie rzeczy fajnym gościem. '
              sisi- nie chcę nikogo za poglądy zwalczać w tym miejscu.
              gravedigger1-Nie za poglądy, tylko za agresję słowną i za używanie przemocy fizycznej w celu innym niż obrona własna, albo za jawną akceptację tychże.'

              w kontekście obecnego:
              aha, czyli Ty akceptujesz przemoc, to ja akceptuje, że Ty mówisz, że akceptujesz.

              Niesamowite to zwalczanie poprzez bierną akceptację- myslę że nie osiagniesz wychowawczych efektów i nie masz, moralnego również, prawa zarzucać mi umywania rąk.
              Mniej o tym mówiąc, więcej robię.

              duze pozdro!!!
              "Mąż działa mi bez przerwy,
              raz na zmysły , raz na nerwy"
              Sztaudynger
              • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 12:11
                sisi_kecz napisała:

                > Ja wyrażam tylko swoje oburzenie w stosunku do ludzi, którzy akceptują stosowa
                > nie przez tego osobnika bezprawnej przemocy fizycznej, uważając że jest on w gr
                > uncie rzeczy fajnym gościem. '
                > sisi- nie chcę nikogo za poglądy zwalczać w tym miejscu.
                > gravedigger1-Nie za poglądy, tylko za agresję słowną i za używanie przemocy fiz
                > ycznej w celu innym niż obrona własna, albo za jawną akceptację tychże.'

                Sisi, myślę, że mylisz dwie rzeczy: akceptację wolności słowa (czyli prawa do głoszenia poglądów) z akceptacją negatywnych postaw głoszonych przy wykorzystaniu tego prawa. Można akceptować jedno i nie akceptować drugiego. Nie ma w tym żadnej sprzeczności.

                > w kontekście obecnego:
                > aha, czyli Ty akceptujesz przemoc, to ja akceptuje, że Ty mówisz, że akceptujesz.

                Tak, akceptuję wolność wypowiedzi. Nie akceptuję złej, z mojegu punku widzenia, postawy.

                > Niesamowite to zwalczanie poprzez bierną akceptację- myslę że nie osiagniesz wy
                > chowawczych efektów i nie masz, moralnego również, prawa zarzucać mi umywania r
                > ąk.

                Nie ma tu z mojej strony biernej akceptacji. Jest to czynna nieakceptacja.
        • remenica Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 11:33
          z lektury forum spodziewalam sie takich komentarzy, tylko ze mnie to zwyczajnie nie bawi. no zonk:)jestem pewna, ze gravedigger1 moglby tak w kolko przez nastepne 1500 postow pisac jak wiatr zawieje.natomiast twoja retoryka sisi moze i jeszcze na kims robi wrazenie, ale wierz mi wszystko moze sie opatrzyc i znudzic. nawet twoja pseudopopisowka elokwencji i watpliwy dar wrozenia z postow.analogicznie rzecz ujmujac jestem pelna zrozumienia dla meskich bokserek;) bo gdyby moj maz mnie zdradzil to zwyczajnie dostalby w pysk. ojej straszne;)
          • rumpa Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 12:07
            no i ?
            co by przyszło z tego dania w pysk?
            poza odrobiną onanizmu psychicznego? jak dla kogo zresztą, niektórzy lubią trzymać poziom, ale staram się wczuć w sytuację kogoś, kto tylko czeka na zaprosznie do babrania się w błocie.

            nie myl prostoty z prostactwem, tak w ogóle.
          • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 14:57
            Parafrazując nieco wypowiedź remeniki, powiedziałbym, że jestem pewien, że remenica byłaby w stanie usprawiedliwić, każde popełnione przez siebie świństwo wykorzystując zasadę Kalego, bo przecież jeżeli ja reaguję na zdradę (niekoniecznie na zdradę dotyczącą mnie) przemocą słowną czy fizyczną, to jest to całkowicie fair, ale jeżeli ktoś zdradza mnie, to jest zły i jedyne na co zasługuje to wyzwiska i siłowa odpowiedź. Chciałbym tylko zauważyć, że jeżeli ktoś stosuje przemoc w przypadku zdrady, to w przypadku innych konfilktowych sytuacji zapewne też będzie jej używał, co doskonale potwierdził Rynsztokowy Doktor, opisując swój bohaterski "wyczyn" (który nawet spotkał się z aplauzem otoczenia) w stosunku do zupełnie obcej kobiety na dyskotece chyba. Jestem pewien, że remenica ten czyn również zaakceptuje bez mrugnięcia okiem.
            • remenica Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 17:20
              gravedigger1 napisał:

              >
              Jestem pewien, że remenica ten c
              > zyn również zaakceptuje bez mrugnięcia okiem.

              akceptuje, nie akceptuje...co ty jakis ranking prowadzisz co komu pasuje.ty natomiast akceptujesz, ze obcy faceci zabawiaja sie z twoja pania. moze nawet czerpiesz z tego przyjemnosc. nie wnikam w to. nie moja broszka. widzisz a dla mnie to jest takie niemeskie. przekladajac na retoryke forumowa, ze ditchdoc zgodnym chorem forumowym to cham i damski bokser moglabym powiedzec, ze ty jestes zakompleksialy frajer i ciota nie facet., ze nie potrafiles zadowolic swojej kobiety.
              wolno mi tak myslec przeciez.





              • symmetryisall Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 17:40
                nie potrafiles zadowolic swojej kobie
                > ty.

                Wierność jednemu partnerowi to nie jest prosta pochodna seksualnego zadowolenia.
              • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 17:44
                remenica napisała:

                > akceptuje, nie akceptuje...co ty jakis ranking prowadzisz co komu pasuje.

                Zaraz, zaraz, czegoś tu nie rozumiem. W swoim poście piszesz, że jesteś pewna, że gravedigger1 coś tam, a sama się obruszasz, gdy ja, parafrazując Twoją wypowiedź, piszę w podobnym tonie na Twój temat??? Mam takie samo prawo do pewności jak Ty.

                > ty nat
                > omiast akceptujesz, ze obcy faceci zabawiaja sie z twoja pania. moze nawet czer
                > piesz z tego przyjemnosc. nie wnikam w to. nie moja broszka. widzisz a dla mnie
                > to jest takie niemeskie. przekladajac na retoryke forumowa, ze ditchdoc zgodny
                > m chorem forumowym to cham i damski bokser moglabym powiedzec, ze ty jestes zak
                > ompleksialy frajer i ciota nie facet., ze nie potrafiles zadowolic swojej kobie
                > ty.
                > wolno mi tak myslec przeciez.

                Ależ możesz sobie myśleć, co Ci się żywnie podoba i możesz mnie uważać za kogo chcesz. Zauważ tylko pewien niuans być może ukryty przed Twoim przenikliwym umysłem, że moja postawa wobec mojej partnerki nikogo nie krzywdzi, bo dotyczy tylko mnie i jej (dwóch dorosłych osób, które dobrowolnie akceptują określone zasady postępowania). Natomiast postawa damskiego boksera doprowadziła już do bezprawnej przemocy wobec kilku osób i jest prawdopodobne, że to nie koniec.
                • remenica Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 17:50
                  jesli tak bardzo przejmujesz sie losem tych pokrzywdzonych niun, to popros ditchdoca o namiary i sie nimi zaopiekuj;)
                  • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 17:58
                    remenica napisała:

                    > jesli tak bardzo przejmujesz sie losem tych pokrzywdzonych niun, to popros ditc
                    > hdoca o namiary i sie nimi zaopiekuj;)

                    Wiesz co, dla mnie Twoja znieczulica jest po prostu żenująca. Dziwię się, że nie widzisz, że przez posty rynsztokowego doktora przebija pogarda dla człowieka, bo przecież kurwy to nie kobiety (czyt. nie ludzie), więc można je poniżać i bić. Mimo to nie życzę Ci, żebyś kiedyś została ofiarą przemocy. Salam alejkum.
                    • remenica Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 18:12

                      U aleikum assalaam!
                  • gravedigger1 Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 18:02
                    remenica napisała:

                    > jesli tak bardzo przejmujesz sie losem tych pokrzywdzonych niun, to popros ditc
                    > hdoca o namiary i sie nimi zaopiekuj;)

                    A tak na marginesie, to "świetny" argument w dyskusji;)
                  • sisi_kecz Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 20:11
                    Oooo,

                    cham i chamka ferują wyroki moralne za pomocą wyznawanego przez siebie prawa pięści.

                    niezły cyrk, nie obrażając cyrku ;)

                    -
                    Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
                    Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
                    by Cejrowski
                    • remenica Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 21:23
                      sisi_kecz napisała:

                      > Oooo,
                      >
                      > cham i chamka ferują wyroki moralne za pomocą wyznawanego przez siebie prawa pi
                      > ęści.
                      >
                      > niezły cyrk, nie obrażając cyrku ;)

                      bardzo ladnie sie podsumowalas;) az milo poczytac;)
                      >
                      > -
                      > Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
                      > Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
                      > by Cejrowski
                      • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 21:54
                        remenica napisała:

                        >
                        > bardzo ladnie sie podsumowalas;) az milo poczytac;)

                        mowilem, ze sie pani prowadzacej nie spodoba ;)
      • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 14:05
        remenica napisała:

        > czytam ten watek od wczoraj i zupelnie nie rozumiem gdzie tu jest brak kultury.
        > bardzo ciekawa merytorycznie i swiatopogladowo dyskusja. tak z boku patrzac t
        > o ditchdoc wydaje mi sie duzo ciekawszy jako facet, niz np gravedigger. a to z
        > prostej przyczyny, bo jest prostym facetem z zasadami. nie kreci, nie maci, nie
        > nagina sie ani rzeczywistosci jak wiatr zawieje.nazywa rzeczy i zjawiska po im
        > ieniu, bez sztucznej poprawnosci politycznej.a to sie nie sprzedaje oj nie sprz
        > edaje dobrze na forach;)nikogo z forumowiczow nie obraza personalnie,co akurat
        > inni robia i jeszcze twierdza ze sa kulturalni;)wielu myli sie pojecie kultury
        > z prawem do wypowiadania tego co sie mysli i czuje. ja tez o kilku facetach ( n
        > ie partnerach seksualnych) mowie `ten chuj`bo zrobili mi pospolite swinstwo. ma
        > m prawo tak czuc i tak ich nazywac. tak jak on ma prawo nazywac kurwa kobiete,
        > ktora zadrwila z jego uczuc.ludzkie i normalne dla mnie.ale ja tez radykalna w
        > pogladach jestem i takie moje prawo.nikt mi myslenia zawilymi i okraglymi zdani
        > ami nie musi prostowc i to pod plaszczykiem kultury;)

        to bardzo niepopularne dzisiaj zgadzac sie ze mna, glownie przez grupe pan trzymajacych wladze ;), ktore bardzo do siebie biora to co mowie o kurestwie, z wiadomych przyczyn ;)

        > ale ditchdoc rade songo jedna wez sobie tak w realnym, nie wirtualnym zyciu do
        > serca i nie obnazaj sie tak uczuciowo, bo jeszcze nie raz cie ktos zrani.

        nie jestem obrazony, kilka zruganych przezemnie pan ciagle toczy ta sama piane, ze oczywiscie musze byc frustratem, miec fobie itd, bo przeciez kurwe nazywam kurwą i gowno mnie intetesuja "dlaczego?", gwiazdeczki nie moga tego przelknac. Bo przeciez "zycie nie jest czarno-biale", musze sobie w stopke to wkleic =)
        • gres81 Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 17:36
          ditchdoc napisał:

          > to bardzo niepopularne dzisiaj zgadzac sie ze mna, glownie przez grupe pan trzy
          > majacych wladze ;), ktore bardzo do siebie biora to co mowie o kurestwie, z wia
          > domych przyczyn ;)

          krótko zwięźle i na temat
      • sisi_kecz Grupa 1- nabór. 16.09.10, 15:00
        remenica napisała:

        ditchdoc (...) nikogo z forumowiczow nie obraza personalnie'

        ślepa jesteś ogolnie, czy tylko tak wybiórczo?

        co akurat inni robia i jeszcze twierdza ze sa kulturalni;)'

        już wiem, wybiórczo ;)

        grupa 1 -kolejny członek- remenica.
        • aandzia43 Re: Grupa 1- nabór. 16.09.10, 16:29
          Ale podział grup był taki:
          1 grupa "antyditchowska " ma zdradę na sumieniu,
          2 grupa "obojętna" nie ma kontaktu ze zdradą w żadnym rozumieniu,
          3 grupa "wspierająca ditch'a" została zdradzona lub wewnetrznie walczy z pokusą zdrady.

          To Remenica jest chyba w 3?
          • sisi_kecz Re: Grupa 1- nabór. 16.09.10, 20:38
            aandzia43 napisała:

            To Remenica jest chyba w 3?'

            ciiiiii....
            chciałam ukradkiem wciagnąć tą wrażliwą, subtelną i wartościową postać do grupy 1, by ją wzmocnić ;)

            rozkojarzona jestem i nie pamietam, co tam pisałam, kto w jakiej grupie, ale proszę, proszę, są czujni forumowicze, mozna liczyć porządek, super :)))
            Ordnung must sein!

            duze pozdro!!!
            -
            Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
            John Gray
            • remenica Re: Grupa 1- nabór. 16.09.10, 21:30
              sisi_kecz napisała:


              > Ordnung must sein!

              zeby brylowac znajomoscia jezykow to trzeba je najpierw znac;) zagadka dla niedouczonej sisi: gdzie tkwi blad?

              i daj sobie spokoj ze swoimi popisami rzekomej elokwencji. jak widzisz publika ci sie sypie.nuuuuuuda:)
              >
              > duze pozdro!!!
              > -
              > Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie p
              > ragnąć seksu.
              > John Gray
          • rumpa Re: Grupa 1- nabór. 17.09.10, 00:00
            ja jestem zdecydowanie anty a nie mam zdrady na sumieniu.
            co ze mną?????
            • zakletawmarmur Re: Grupa 1- nabór. 17.09.10, 00:19
              >nie mam zdrady na sumieniu.

              Przecież to oczywiste, że jeśli którejś nie podoba się, że facet bije i poniża "te zdradzające" to musi oznaczać, że ma ona cosik na sumieniu:-) Przecież jeśli nie zdradza to znaczy, że nie kurwa i bać się nie musi:-) Logiczne nie? Tak samo jak te co to o prawa kobiet do aborcji walczą- też pewnie jakąś skrobankę mają na koncie:-) Przecież wszyscy którzy o coś walczą robią to dla swojego interesu! Po co ktoś miałby robić cokolwiek nic z tego nie mając?

              Jaki wniosek? Rumpa to musi znaczyć tylko jedno- ściemniasz.
              Na szczęście nasz bohater ma 6 zmysł na kurwy:-) Widzisz jak Cię rozszyfrował cwaniak jeden? Nie zrobisz go w chuja nawet jak byś bardzo chciała:-)
              • rumpa Re: Grupa 1- nabór. 17.09.10, 00:25
                taaak, jak dowodów nie ma, to znaczy że zostały zniszczone :))) czy jakos tak?
                • zakletawmarmur Re: Grupa 1- nabór. 17.09.10, 12:31
                  > taaak, jak dowodów nie ma, to znaczy że zostały zniszczone :))) czy jakos tak?

                  To zależy które dowody? Na Twoją "winność" czy niewinność:-) Jeśli nie masz dowodów, żeś niewinna to co się w ogóle odzywasz?

                  Swoją drogą facet powiedział, że wyczuwa kurwy w pieć minut. Ja mu wierze. Przecież wystarczy, że powie w towarzystwie co on kurwą robi, popatrzy na reakcje kobiet i od razu będzie wiadomo, ktora kurwa a która nie:-) Te porządne będą się przecież z nim zgadzać:-)
                  Że też inni mężczyźni na to nie wpadli:-)
                  • rumpa Re: Grupa 1- nabór. 17.09.10, 12:51
                    100/100
                    jasne, to właśnie ta tajemnicza metoda :))))))))
                    faktycznie, genialna w swojej prostocie :)))))
              • ditchdoc Re: Grupa 1- nabór. 17.09.10, 08:30
                zakletawmarmur napisała:

                >
                > Przecież to oczywiste, że jeśli którejś nie podoba się, że facet bije i poniża
                > "te zdradzające" to musi oznaczać, że ma ona cosik na sumieniu:-) Przecież jeśl
                > i nie zdradza to znaczy, że nie kurwa i bać się nie musi:-) Logiczne nie? Tak s
                > amo jak te co to o prawa kobiet do aborcji walczą- też pewnie jakąś skrobankę m
                > ają na koncie:-) Przecież wszyscy którzy o coś walczą robią to dla swojego int
                > eresu! Po co ktoś miałby robić cokolwiek nic z tego nie mając?

                tak tylko niektore panie tocza piane jak pies przy kosci ;)
                mozna sie nie zgadzac tylko Ci co sie nie zgadzaja, bo po prostu nie, jakis poziom trzymaja ;)

                > Jaki wniosek? Rumpa to musi znaczyć tylko jedno- ściemniasz.
                > Na szczęście nasz bohater ma 6 zmysł na kurwy:-) Widzisz jak Cię rozszyfrował c
                > waniak jeden? Nie zrobisz go w chuja nawet jak byś bardzo chciała:-)
                >

                e tam, jednym postem mozesz mnie oszukac :)
                mam tez 7 zmysl na idiotki, wlasnie sie odezwal =)
              • ore.ona Re: Grupa 1- nabór. 17.09.10, 13:26
                zakletawmarmur napisała:

                > >
                >
                > Przecież to oczywiste, że jeśli którejś nie podoba się, że facet bije i poniża
                > "te zdradzające" to musi oznaczać, że ma ona cosik na sumieniu:-)

                to żart?
                Mnie nie podoba się jak ktokolwiek wobec kogokolwiek używa przemocy.
                Dorobisz teorię?
                Sama stosuje/polecam/ ostre trzaśnięcie drzwiami-wystarcza by złość czy gniew znalazło ujście.
                Takim co nie radzą sobie z agresją: polecam worek treningowy z napisem(np.)qrwa.
                • zakletawmarmur Re: Grupa 1- nabór. 17.09.10, 16:40

                  Tak to moje poczucie hiumoru:-)
                  Muszę przyznać, że od czasu, gdy Petereczek zdymisjonował, na forum nie było tak zabawnie:-) Nawet forum humorum sie kryje! Kurcze, sama świadomość, że tacy ludzi istnieją przyprawia mnie o banana na twarzy:-)
                  • ore.ona Re: Grupa 1- nabór. 17.09.10, 20:33
                    uff, już myślałam że naprawdę tak myślisz:) i byłam w lekkim szoku bo często zgadzam się z Tobą, a tu takie zaskoczenie:))
                    Cenię autentyczność, ale forum ma to do siebie że czasem nie wierzę własnym oczom, nie spotykam się z tym /z tak skrajnymi poglądami/ w realu, ale przyznam że to bezpieczne poznawanie różnych osobowości jest silniejsze:)


            • sisi_kecz Re: Grupa 1- nabór. 17.09.10, 10:33
              rumpa napisała:

              > ja jestem zdecydowanie anty a nie mam zdrady na sumieniu.
              > co ze mną?????'

              oj, bidulko, nie masz sie gdzie podziać ? ;)))

              z tymi kurwikami w oczach to sie dziwię, że pytasz !!!

              ;)

              duze pozdro!!!
              • rumpa Re: Grupa 1- nabór. 17.09.10, 11:12
                znaczy uważasz że to kwestia czasu?

                no dobra, nie ma co walczyć z przenaczeniem, syn sąsiadki wyrósł na fajne ciacho, chyba chce cnote stracić, na starej piczy młody sie ćwiczy itd...
                spadam na polowanie
                zdam relację

                :))))
                • sisi_kecz Re: Grupa 1- nabór. 17.09.10, 11:32
                  rumpa napisała:
                  >syn sąsiadki wyrósł na fajne ciacho, chyba chce cnote stracić,'

                  Żadnych wniosków nie wyciągnęliście rumpa z nauk JedynegoSprawiedliwegonaForum.
                  Chcecie possać młodą kiełbasę ? Na pewno marzycie, żeby prawik Wam sakwę wyruchał!

                  Wszystkie tego chcecie, bo mąż w pracy tyra , bo siaty taszczy, w plecy drapie- co za naiwny fiut!
                  Rozwiedź sie, wtedy droga wolna i możesz robić sie mokra do woli, jak mała dziewczynka !

                  ;)
                  duze pozdro!!!
                  • rumpa Re: Grupa 1- nabór. 17.09.10, 11:55
                    nie rozwiode sie ... dla dobra dzieci :)))
                    to nie mydło, nie wymydli się, a dzieciaka też nie przyniose

                    poza tym pan profesor powiedział że lepiej jeść tort z kimś niż zakalec samemu, a ja oczywiście jestem ten tort no i jestem szczodra :)))
      • mgla_jedwabna Re: Facet po zdradzie 19.09.10, 01:57
        "nazywa rzeczy i zjawiska po imieniu, bez sztucznej poprawnosci politycznej"

        Miłość niejedno ma imię... podobnie jak wiele innych zjawisk. Więc jeśli ktoś nazywa rozmaite rzeczy nie tak ostro jak Ditchdoc, to zaraz musi być poprawność polityczna? Nie może być osobiste przekonanie? W dodatku fałszywa, jakby prawdziwa się nie zdarzała.
    • 0ion Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 11:40
      Z tym romantyzmem to trudna sprawa:)
      Kobiety są nudne i upierdliwe, podobnie jak wychowywanie dzieci i utrzymywanie rodziny, więc jak już jej poświęcam czas i kasę to ma być oczywiście lojalna a jak się puszcza to k.rwa i tyle. Po co tu dorabiać romantyzm i jakieś teorie?
      • sisi_kecz Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 11:58
        Kobiety są nudne i upierdliwe, podobnie jak wychowywanie dzieci i utrzymywanie
        > rodziny, więc jak już jej poświęcam czas i kasę to ma być oczywiście lojalna '

        na marginesie tematu,
        to po co sie tak poświęcasz?
        jaj nie masz, żeby asertywnie w układ: nudna kobieta, upierdliwe bachory nie wchodzić ?
        • 0ion Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 12:16
          Nie chodzi o jaja i wchodzenie w takie układy tylko o odpowiednie proporcje. To obowiązki, kobiety je lubią i chciałyby im poświęcać 100% czasu i jeszcze wsadzić do tego romantyzm. Facet chciałby przeznaczyć na to 10% czasu i zajmować się ciekawszymi rzeczami. A kobiety tego nie rozumieją albo nie chcą rozumieć i robią się upierdliwe.
          • brel_grl Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 18:18
            Kolejny zwolennik pogladu, ze kobiety to tak lubia np sprzatac. Jasne, ja jeszcze siedze w biurze, ale juz sie nie moge doczekac az polece do domu i chwyce za rure...
            odkurzacza. Pewnie, kobiety to sie w ogole urodzily, zeby sprzatac, one nie lubia robic ciekawych rzeczy, za to wrecz orgazmicznie reaguja na czyszczenie kibla i takie tam.

            Do tego fukcja jedynego karmiciela rodziny juz nie jest tak popularna jak niegdys - wez to pod uwage. Jak sie z kims zyje w jednym miejscu - to sie w tym na rozne sposoby partycypuje. Najlepiej naswinic dookola, niech inni sprzataja, bo ja mam ciekawsze rzeczy do roboty. Co?... Babka nie chce byc Twoim prywatnym "przynies, podaj, pozamiataj"?... No rzeczywiscie - upierdliwa sucz to musi byc.
            • 0ion Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 20:40
              Nie zrozumiałaś mnie. Wiem, ze kobiety są leniwe i jak z domu nie wyniosą zamiłowania do porządku to nie ma sensu je później do tego zmuszać. Miałem na myśli zabawę w rodzinę, wizyty u ciotek i teściów, kłótnie małżeńskie, zakupy, miłość, wychowywanie dzieci itp. wszystko to czym kobiety żyją a co dla faceta jest nudne i upierdliwe.

              Babka nie chce byc Twoim prywatnym "p
              > rzynies, podaj, pozamiataj"?... No rzeczywiscie - upierdliwa sucz to musi byc.
              To właśnie jest postawione na głowie. Kobietę potrzebuję do rodzenia, wychowywania dzieci, gotowania, sprzątania, zamiatania itp. a nie romantyczną pracownicę biurową, z którą miałbym spędzać życie na damskich zabawach. Ma robić swoje a ja swoje, wtedy to jakoś funkcjonuje.
              • sisi_kecz Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 20:58
                Kobietę potrzebuję do rodzenia, wychowywania dzieci, gotowania, sprzątania, zamiatania itp. '

                dobrze, że nie do seksu,
                chociaz to sie jej z Tobą upiecze ;)
                • rumpa 1000/100 :)))) 17.09.10, 00:02
                  chyba facet se jaja robi, nie?
                  • songo3000 Re: 1000/100 :)))) 18.09.10, 12:23
                    Nie wiem czy można nazywać facetem kogoś, kto do ubrania potrzebuje kobiety. To chyba raczej będzie 'dzidzia' czy jakoś tak :D
                • 0ion Re: Facet po zdradzie 17.09.10, 18:20
                  Do seksu też ale to akurat nie w pierwszej kolejności. Taką to sobie wszędzie mogę znaleźć a taką, której nie będę musiał przypominać o prasowaniu koszul już nie.
              • songo3000 Następny skrzywdzony nieudacznik :) 16.09.10, 22:28
                To naprawdę, naprawdę nie jest wina całego świata, że akurat Twoja baba jest upierdliwa, lubi zabawę w 'rodzinkę' i kłótnie. To tylko i wyłącznie... tak, tak, Twoja wina, żeś se taką na kark sprowadził więc lamenty możesz wsadzić sobie w d. Nie pocieszę Cię ale Inni mają fajniej, lepiej i ciekawiej. Od sprzątania mają 4 ręce lub sprzątaczkę, fajny seks we dwójkę lub większym gronie, ciekawe wspólne i osobne tematy do eksploracji,...

                Noo ALE to dotyczy tylko nas, rozumnych facetów z jajami więc pomachaj grzecznie z za barierki. Papatki :D
                • 0ion Re: Następny skrzywdzony nieudacznik :) 17.09.10, 18:34
                  Piszesz o jajach, więc pewnie ich nie masz za to 4 ręce do sprzątania:)
                  Jesteś lepiej przystosowany do partnerskich związków 2 kobietek, które razem sobie sprzątają, plotkują, zwiedzają centra handlowe itp. To miłe i jak się niewiele wymaga lub ma słabą pamieć to zawsze można znaleźć sobie jakiś nowy emocjonujący temat do eksploracji.
                  Mnie to nudzi ale nie mam o to pretensji do lasek, że to lubią, to nawet miłe. Chodzi mi tylko o właściwe proporcje, żebym nie musiał na to poświęcać zbyt dużo czasu i energii.
                  • songo3000 Re: Następny skrzywdzony nieudacznik :) 18.09.10, 12:20
                    > Piszesz o jajach, więc pewnie ich nie masz za to 4 ręce do sprzątania:)
                    Oprócz jaj w przeciwieństwie do frustratów mam też pieniądze, sprzątanie nie jest moim czy moich kobiet problemem. Inna sprawa, że w przeciwieństwie do bezjajców z dwiema lewymi łapkami jako prawdziwy facet potrafię poradzić sobie w każdej sytuacji. I na to między innymi babeczki lecą.

                    > Jesteś lepiej przystosowany do partnerskich związków 2 kobietek,
                    Jasnym jest, że nie masz zielonego pojęcia (bo i niby skąd, z Twojego Weekend-u?) o związku z dwiema kobietami na raz :) Podpowiadam, że pornol kupiony z wyprzedaży na miejscowym bazarku jednak nie rzuca wiele światła w tym temacie.

                    > Mnie to nudzi ale nie mam o to pretensji do lasek, że to lubią, to nawet miłe.
                    Aaaa, trzeba było tak od razu :))) Słuchaj, nie ma się czego wstydzić. Generalnie jest wiele osób z preferencjami bi odchylonymi ku homo. To nic złego: prawdziwe męskie towarzystwo, wciąż te same męskie tematy, prysznice, itd. a od czasu do czasu, dla odmiany posunąć jakąś cipkę.

                    Zrozum tylko, że znaczna część męskiej populacji ma prawo do innego rozkładu swoich stosunków a Twój model wcale nie jest dla nich taki naj-naj.

                    PS. Słuchacie ciągle Mo-Do czy wyszło coś nowego w branży?
              • rumpa Re: Facet po zdradzie 17.09.10, 00:12
                Miałem na myśli
                > zabawę w rodzinę, wizyty u ciotek i teściów, kłótnie małżeńskie, zakupy, miłość
                > , wychowywanie dzieci itp. wszystko to czym kobiety żyją a co dla faceta jest n
                > udne i upierdliwe.

                gledzisz jak potłuczony.
                przykro mi że trafiłes na idiotkę ale jak to mówią - swój ciagnie do swego
                z tym co tu zaprezentowałeś nie masz ŻADNYCH szans na fajną, interesującą babkę, bo takie cie omijają szerokim łukiem
                a tak w ogóle - nienawidzę wizyt u ciotek i pociotek, zakupów, kłótni itd
                nie cierpie też wychowywać dzieci, dobierać firaneczek i gotować

                prawdę mówiąc znam bardzo niewiele kobiet które lubią wiecej niz dwie rzeczy z tego zestawu.
                generalnie znam znacznie więcej żałosnie łaszących się do rodziny facetów niz babek.

                Ma robić swoje a
                > ja swoje, wtedy to jakoś funkcjonuje.

                taak , jakoś - słowo klucz
                i stąd ta ciągła frustracja u wyznawców tej filozofii :)))
                baby głupie, upierdliwe i nie ma z nimi o czym pogadać
                ciekawe że u panów bez takich odchyłów brak podobnych obserwacji, ale oni niejako z definicji wybierają sobie partnerki a nie roboty do obsługi nadętej narośli na fiucie :)))
                • 0ion Re: Facet po zdradzie 17.09.10, 18:56
                  Masz jakiś problem, że zaczynasz dyskusję od nazywania innych idiotami?
                  Do tego nadinterpretujesz. Dla mnie ta zabawa w rodzinę i w ogóle damskie zajęcia są miłe u kobiet i od tego właśnie są, bo ktoś to musi robić. Tyle, że dla mnie są nudne i upierdliwe. Nie do końca, bo w pewnym ograniczonym zakresie to też przyjemne. Lubię sobie na przykład od czasu do czasu coś przyjemnego ugotować itp.

                  Nie szukam też fajnych, interesujących babek bo takie to dopiero są upierdliwe. Z tego co piszesz to pewnie jesteś takim dziwadłem co nie lubi kobiecych zajęć za to na siłę musisz być interesująca wg. przepisu z jakiegoś kolorowego pisemka.

                  Wydaje mi się, że kobiety w ogóle są mało interesujące dla facetów poza seksem. Niestety mają często za dużo czasu, bo która ma teraz piątkę dzieci do wychowywania czy musi ręcznie prać czy szorować podłogę i stąd robią się namolne i wyszukują sobie z nudów problemy.
                  W każdym razie, żeby było jasne. Nie mam pretensji o to, że są nudne czy upierdliwe ani nie szukam żadnych "interesujących".
                  • ditchdoc Re: Facet po zdradzie 17.09.10, 19:30
                    chyba zle trafiales albo jestes na panie obrazony

                    jest duzo bardzo fajnych, interesujacych kobiet, bez watpienia.
                    • 0ion Re: Facet po zdradzie 17.09.10, 20:17
                      Fajnych na pewno jest dużo. Nie przeczę. Ale interesujących? W jakim sensie? To chyba zależy już od samego zainteresowanego i jego stopnia wrażliwości. Jeśli jesteś wrażliwy, wykazujesz się empatią, lubisz poznawać czyjeś wnętrze czyli krótko mówiąc jesteś zniewieściały to na pewno jest ci łatwiej znaleźć interesujący obiekt zainteresowań. Ja niestety jestem bardziej egoistą niż wrażliwcem i jeśli już coś muszę poznawać to tylko w tym celu, żeby później dobrze funkcjonowało. Bardziej interesuje mnie, żeby kobieta była dojrzała i dobrze wychowana i niż na siłę interesująca co najczęściej dziś oznacza infantylnego niedorozwoja;)
                      • aandzia43 Re: Facet po zdradzie 17.09.10, 23:45
                        Jeśli
                        > jesteś wrażliwy, wykazujesz się empatią, lubisz poznawać czyjeś wnętrze czyli k
                        > rótko mówiąc jesteś zniewieściały to na pewno jest ci łatwiej znaleźć interesuj
                        > ący obiekt zainteresowań. Ja niestety jestem bardziej egoistą niż wrażliwcem i
                        > jeśli już coś muszę poznawać to tylko w tym celu, żeby później dobrze funkcjono
                        > wało.

                        Nie, nie jesteś egoistą - masz zubożoną emocjonalność. Ot, taki drobny defekt mózgu. Da się z tym żyć, nawet nie najgorzej. Trudniej natomiast żyć z kimś takim jak ty, jeśli ma się normalne potrzeby w kwestii uczuć.


                        Bardziej interesuje mnie, żeby kobieta była dojrzała i dobrze wychowana i
                        > niż na siłę interesująca co najczęściej dziś oznacza infantylnego niedorozwoja
                        > ;)

                        Kobieta "dojrzała i dobrze wychowana" w twoim ujęciu to po prostu matka-opiekunka z dodatkową opcją dawania dupy. Nie jesteś szczególnie oryginalny - to dość powszechne marzenie emocjonalnych niedorozwojów i dziwadeł spod znaku Korwina-Mikke.
                        • bakejfii Re: Facet po zdradzie 18.09.10, 08:34
                          Ale ubaw na sto dwa.
                  • ore.ona Re: Facet po zdradzie 17.09.10, 20:42
                    Wydaje mi się, że kobiety w ogóle są mało interesujące dla facetów poza seksem<
                    :)))
                    A ja czytam Twoje posty i z nudów już ziewam.
                  • sisi_kecz Re: Facet po zdradzie 17.09.10, 20:49
                    Dla mnie ta zabawa w rodzinę i w ogóle damskie zajęcia są miłe u kobiet i od tego właśnie są, bo ktoś to musi robić '

                    Normalnie, przespałeś gościu kilka stuleci !
                    Musisz mieć bardzo grubą kasę, żeby z tą skamieliną w poglądach, na kogoś liczyć ;)


                    (jaja se robi, też tak myślę ,rumpa :)
                    • rumpa Re: Facet po zdradzie 19.09.10, 18:28
                      no trochę :)))

                  • rumpa Re: Facet po zdradzie 19.09.10, 12:27
                    taaak jestem dziwadłem,nie lubię NUDNYCH zajęć a nie kobiecych, nie szwendam się po galeriach handlowych, nie plotkuję i kurde, nie wiem kiedy ostatnio czytałam kolorowe pismo typu jakiś tam styl czy inne cosmo. Generalnie czytuję budowlane :))) strasznie mnie kręci architektura pasywna :))), i popularnonaukowe, coby mieć czym umysł dzieci zapładniać.

                    No cóż, z twojego opisu kobiety wyłania się obraz totalnej , nudnej albo upierdliwej idiotki, której jedynym zadaniem jest wylizywanie przed tobą podłogi :))) i dawanie, nie za często - dupy. Coby ego samca nie nadwyrężyć, bo pewnie za dużo nie możesz :))) skoro do porządanych cech żony tego nie dopisałeś. Zresztą od kiedy podniecają wieloczynnościowe roboty :))) ? nawet cie rozumiem.
                    chyba że masz na to jakieś poprawne politycznie określenie :))) ????


                    Widzisz, w tym co napisałeś kryła się , no przepraszam, nie kryła :))), wrecz buchała niechęć żeby nie powiedzieć pogarda dla kobiet, traktowanie ich jak sprzętu do użytku, aż mi sie nie che dalej pisać, po prostu kompletny brak traktowania ich jak ludzi , jak człowieka.
                    Podobna niechęć wzbudziłaby u mnie pani widzaca u pana tylko kartę kredytową i samochód, takie panie mają urocze okreslenie - blachary, facet jest tylko nosnikiem portfela, on sam jest kompletnie nieistotny.
                    • 0ion Re: Facet po zdradzie 19.09.10, 14:26
                      Zadaniem kobiety jest rodzenie, wychowywanie dzieci i prowadzenie domu. Od tego jest. Jeśli ma ochotę się tym zajmować jest dla mnie interesująca w sensie, że spełnia podstawowe wymagania. Ty za to jesteś dla mnie nudna i upierdliwa już na pierwszym etapie kwalifikacji:)

                      Co oznacza architektura pasywna w Polsce? Słowa architektura i pasywna nie bardzo do siebie pasują. Pasywność kojarzy mi się ze zwartą bryłą i brakiem detali architektonicznych. Nie jest to przypadkiem zwrot marketingowo-urzędniczy wymyślony przez urzędników specjalistów od handlu CO2 i lobby sprzedawców elektronicznych i elektrycznych gadżetów, którymi szpikuje się "pasywne" i "ekologiczne" po uwzględnieniu dopłat z UE, domy?
                      Czy może chodzi o najwyższy stopień wtajemniczenia, tak by projektując okna umieszczać od południa, ocieplać ściany i odzyskiwać ciepło ze spalin i z wentylacji?
                      • rumpa Re: Facet po zdradzie 19.09.10, 18:24
                        zadaniem kobiety jest robienie tego co jej sprawia przyjemność i ją rozwija. Dlatego śmiem twierdzić że nie ma żadnych zadań w związku z tym że jest kobietą. Podobnie można by powiedzieć że zadaniem mężczyzny jest małżeństwo i płodzenie dzieci i zarabianie na nie. Czyżbys w to wierzył? Skoro tak, spieszę cie uspokoić - o ile nie jesteś ortodoksyjnym Żydem, to nie, nie jest to twoje zadanie. Pomijają wszystko, rozumiem skąd taka niechęć do takich akcji - w końcu jak lubić coś co nie jest efektem pragnienia czy wyboru a obowiązkiem i to związanym z relacjami z istotami których się nie lubi, nie rozumie ?
                        Dlatego weź głęboki oddech i poczuj wolność - nie musisz się żenić ani płodzić dzieci :))))
                        zostaw to tym którzy chcą, lubią , dla których to przede wszystkim jest radość i spełnienie - taaaak , są tacy panowie, naprawdę :)))
                        Po co masz się żenić i marnować czas? Zajmuj sie tym co lubisz, w wolnym czasie na siłownię czy gdzie tam z kumplami...
                        aaaa, koszule i obiady. To taki jestes cienki w uszach że nie dasz rady zarobić na gosposię? Przyjdzie dwa razy w tygodniu, obiad zrobi, poprasuje , posprzata, a jak dopłacisz, to nawet seks będzie bez kłopotów :))))
                        I uczciwie będzie i jasna sprawa :)))
                        Nieee, no dasz radę, tańsza opcja, bo bez dzieci :)


                        y za to jesteś dla mnie nudna i upierdliwa już
                        > na pierwszym etapie kwalifikacji:)
                        >

                        po pierwsze od nastu lat jestem mężatką i dzieciatką, po drugie odbieram to jako komplement :)))
                        Nigdy nie ukrywałam mojego paskudnego charakteru :))) i dzieki temu tacy panowie jak ty i jeszcze paru innych ominęło mnie szerokim łukiem, co sobie bardzo chwalę. Parę moich koleżanek popełniło błąd bycia niekłopotliwymi, i obecnie są po rozwodzie z autystycznymi facetami o osobowości komputera osobistego z lat 80tych, ewentualnie znoszą mechanizm w domu a na boku maja gacha z fantazją. Nabrały się na ich w miarę poprawne odegranie tańca godowego.

                        Czy może chodzi o najwyższy stopień wtajemniczenia, tak by projektując okna umi
                        > eszczać od południa, ocieplać ściany i odzyskiwać ciepło ze spalin i z wentylac
                        > ji?
                        i ze ścieków, rózne systemy ocieplania ścian, GWC, poza tym samowystarczalne miasta, farmy miejskie, co zamiast rekuperatora - konstrukcja ściany umożliwiająca wymianę powietrza, cała masa tego jest. Obecnie kręci mnie idea małych taksóweczek połączonych w system, wsiadasz, wpisujesz adres i dowozi cie do najbliższego miejsca od tego adresu. Jest to o tyle zabawne że z psiapsiółą wymysliłysmy cos takiego 25 lat temu, jeszcze w podstawówce, zniesmaczone komunikacją miejską autobusową.
                      • aandzia43 Re: Facet po zdradzie 19.09.10, 23:04

                        0ion napisał:

                        > Zadaniem kobiety jest rodzenie, wychowywanie dzieci i prowadzenie domu. Od tego
                        > jest. Jeśli ma ochotę się tym zajmować jest dla mnie interesująca w sensie, że
                        > spełnia podstawowe wymagania.

                        A jakie są dalsze wymaganie, że tak spytam z czystej ciekawości? Wygląd nieco powyżej Shreka, żeby można było ludziom pokazać i ewentualnej wspólnej córce męża za grubą kasę nie kupować? Chyba Songuś miał rację: ach, ta słoneczna Hellada, męskie przyjaźnie, wspólne fascynacje intelektualne i gimnastyka, i żony zamknięte w domach do rodzenai dzieci ;-)
                        • rumpa Re: Facet po zdradzie 19.09.10, 23:28
                          ygląd nieco p
                          > owyżej Shreka, żeby można było ludziom pokazać i ewentualnej wspólnej córce męż
                          > a za grubą kasę nie kupować?

                          hehe, żeby przewidzieć taki problem, to trzeba wyobraźni :))))
                          zresztą, po co kupować, lepiej gnoić że jest taka brzydka że nikt jej nie chce zapłodnić i , w związku z tym, do niczego sie nie nadaje.
                          • aandzia43 Re: Facet po zdradzie 20.09.10, 00:43
                            > zresztą, po co kupować, lepiej gnoić że jest taka brzydka że nikt jej nie chce
                            > zapłodnić i , w związku z tym, do niczego sie nie nadaje.

                            Nocośśśtyyy?! Przecież córka to kobieta - MUSI wyjść za mąż!!! Aaaa, chyba że się córeczkę wychowuje na opiekunkę i towarzyszkę tatusia. Jak np. ponury katol Filip II (hiszpański) czy Zygmuś Freud.
      • zakletawmarmur Re: Facet po zdradzie 16.09.10, 13:28

        Nie mogę! Kolejny masochista, który zapominał, że nie ma obowiązku posiadania potomstwa. Ba, nie ma nawet obowiązku posiadania kobiety. Ma za to prawo spędzać czas na robieniu ciekawych rzeczy, które robić lubi! No chyba, że lubi marudzić:-)
    • gravedigger1 Ciekawy artykuł... 16.09.10, 11:53
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,97659,8372464,Mieso_za_seks.html
      dotykający m.in. problemu zdrady. Co prawda dotyczy szympansów, ale jako istoty posiadające wiele wspólnego z tymi zwierzętami (nie tylko 98% genów) kierujemy się w pewnych sytuacjach tymi samymi instynktami. A to cytat z tego artykułu:

      "Samicom tych małp zależy bowiem, by kopulować z wieloma osobnikami, gdyż niepewność ojcostwa ogromnie zmniejsza ryzyko dzieciobójstwa. Samce, co jest spotykane np. u lwów, potrafią zabijać dzieci, jeśli istnieje spore prawdopodobieństwo, iż są one potomkami rywali - w ten sposób zmniejszają szanse rozprzestrzenienia się obcych genów. Lecz w sytuacji dużej niepewności ojcostwa zwiększa się ryzyko zabicia własnego potomka i dlatego samce szympansów powstrzymują się przed dzieciobójstwem w obrębie własnej grupy."

      I jeszcze jeden cytat:

      "(...) Szympansy płci męskiej nie przejawiają bowiem żadnej chęci opieki nad potomstwem (co zapewne także wynika z niepewności ojcostwa)."

      W świetle tego, co napisano w tym artykule można przeanalizować zachowanie zdradzonego mężczyzny. Dlaczego mężczyzna zdradzony zazwyczaj atawistycznie reaguje na zdradę (fizyczną odrazą w stosunku do kobiety, nienawiścią, agresją słowną i fizyczną)? Dlatego że zdradzająca partnerka to przecież ryzyko "zainwestowania" przez mężczyznę ogromnego wysiłku w wychowanie potomstwa innego samca, czyli w działania na rzecz rozprzestrzeniania się obcych genów.
      • sisi_kecz Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 12:03
        Nie jestem zwolennikiem przekładania bezpośredniego zachowań społecznych szympansów na ludzkie.

        Ale mam pytanie, skoro ze swoja partnerką wyszliście poza zwierzęce instynkty,
        to jak macie ustalone przy ewentualnych ciążach z osobami trzecimi,
        zaopiekujesz sie obcymi genami?

        duze pozdro!!!
        • gravedigger1 Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 12:20
          sisi_kecz napisała:

          > zaopiekujesz sie obcymi genami?

          Gdyby bilogiczny ojciec płacił na dziecko alimenty, to ja nie miałbym nic przeciwko byciu ojcem zastępczym. Również, gdyby biologiczny ojciec zrzekł się praw rodzicielskich, to też adoptowałbym takie dziecko i traktował jak swoje. Dziecko przecież nie jest winne temu, że dorośli mają potrzeby seksualne.
          • sisi_kecz Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 12:29
            Hmmm, ciekawe spojrzenie na dobro dziecka.

            Najlepiej dla dziecka byłoby, żeby Ciebie uważało za ojca i żyło w pełnej rodzinie.
            Świadomośćm, że inny pan jest biologicznym ojcem i płaci za swoja prokreację, wystawia dziecko na poczucie krzywdy, że nie ma normalnej rodziny.

            A druga rzecz, ze powinno być Ci obojetnie, czy Twoje geny czy nie, kochasz kobietę miłościa wyższą od przeciętnych samczych instynktów i razem łożycie na potomstwo.
            Jak nie chcesz płacic, to jesteś jak ten szympans, który nie inwestuje bo to niekoniecznie moje.

            duze pozdro!!!
            • rumpa Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 12:38
              niekoniecznie :))))
              pan powinien ponosić konsekwencje swego postepowania, żeby jednak do tych gumek sie przekonał.

              Najlepiej dla dziecka byłoby, żeby Ciebie uważało za ojca i żyło w pełnej rodzi
              > nie.
              > Świadomośćm, że inny pan jest biologicznym ojcem i płaci za swoja prokreację, w
              > ystawia dziecko na poczucie krzywdy, że nie ma normalnej rodziny.

              chyba to bardziej zależy od tego jaki jest ten ojciec zastepczy czy jaki tam. A ja nie jestem zwolenniczką kłamania więcej niż absolutnie konieczne :))) zawsze cos może sie rypnąć.
              I co jak biologiczny jest ognistym włochatym brunetem coby tak po stereotypach pojechać :)) a przysposobiony - łysym blondynem?
              • sisi_kecz Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 13:29

                I co jak biologiczny jest ognistym włochatym brunetem coby tak po stereotypach
                > pojechać :)) a przysposobiony - łysym blondynem?'

                no właśnie co?

                wyobrażamy sobie zaraz, że idzie lysiejący blondyn tata z małym włochatym brunecikiem synkiem, i co?
                ludzie im za plecami gadają: niepodobny do ojca.
                To do matki podobny i co?
                Ludzie zawsze gadają.
                Mnie wzięli na położniczy prosto z zakładu fryzjerskiego, gdzie w przypływie ciążowych hormonów i desperacji wobec swojego zaawansowanego wyglądu przyszlej matki conajmniej trojaczków zrobiłam sie na ciemny brąz, licząc że będę mniej pyzowata niż jako blondynka.
                W każdym kolorze wyglądam a naturelle,no i nie miałam odrostów, więc po porodzie jak odwiedził nas tatuś, to kobity z łóżek obok, ze słodkożmijowatym wyrazem twarzy zagadywały pochylając sie nad moim jasnowłosym malenstwem: taki śliczny, a za kim on taki blondynek?:)
                Zawsze odpowiadałam, że za listonoszem i robiły głupią minę: no co Ty, tak tylko pytałam.

                W szkole nasz brunecik jest widziany solo albo blond-tata jest widziany solo na wywiadówie więc żaden lincz mu nie grozi, a w ogóle to mniejsza fatyga jak mama będzie farbować sie na czarno albo szkoła będzie gdzie indziej niż podwórko.

                No i załóżmy że sprawa sie rypnie przed dzieckiem.
                Zawsze ktos coś powie, jak uczy historia dzieci adoptowanych.
                Wtedy rodzice z dzieckiem rozmawiają i życie toczy sie dalej.
                Sądzę, że kiedy dziecko wie od zawsze że nie jest dzieckiem męża mamy, to od początku ma trudniej.
                Kiedy dowiaduje sie (zakładamy że prędzej czy później sie dowie), że jego biologicznym ojcem jest ktoś inny, to dokonuje w głowie osądu: czy byłem kiedyś traktowany jak nie swoje dziecko?nie. to znaczy że jestem akceptowany i kochany i nie ma to znaczenia kto jest biologicznym, ten którego uważałem za tatę jest moim tatą nadal, to nic nie zmienia.

                Uważam, ze to niepowiedzenie prawdy dziecku,
                jest tutaj tym kłamaniem koniecznym dla jego dobra.

                duze pozdro!!!
            • symmetryisall Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 12:40
              > A druga rzecz, ze powinno być Ci obojetnie, czy Twoje geny czy nie, kochasz kob
              > ietę miłościa wyższą od przeciętnych samczych instynktów i razem łożycie na pot
              > omstwo.

              Abstrahując od wszystkiego - dlaczego wyrokujesz, że Grabarzowi coś powinno być obojętne, a coś nie? Czy otwarty związek to jest sprzedaż wiązana? Deklaracja przynależności z całym dobrodziejstwem inwentarza? Liberalizmu w związku nie można stopniować? Tak trudno sobie wyobrazić postawę "Wpadłaś z innym, trudno, liczyłem się z tym, ale niech on teraz płaci?" W końcu polskie prawo narzuca obowiązek alimentacyjny dla biologicznego ojca, natomiast w kwestii związków otwartych nie ma nic do powiedzenia.

              Oj, bije z Twojej postawy niechęć, bije :D Próbujesz udowodnić Grabarzowi (a może sobie?), że jego postawa jest gorsza niż Twoja. Nie lepiej założyć, cytuję, "że się pięknie różnimy"?

              Pozdro600!!! :)
              • sisi_kecz Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 12:51
                Ale co Ty, nie mam niechęci do stylu życia grabarza, nic mi do tego.

                Pytam sie go, bo to jest ciekawy układ i interesuje mnie jakie są konsekwencje ich działań według ich nietypowych zasad.

                Wychodzi, że typowe ;)

                Jest wolny seks, ok, ale po co to podpieranie sie brakiem zwierzęcej zazdrości o przekazywane geny?
                Skoro kiedy geny są przekazane to już wchodzimy w stereotypowy układ- nie moje geny, nie inwestuję.
                Trzeba powiedzieć jak jest: jesteśmy poligamistami, którzy dbają tylko o własne geny i nie zdobylibyśmy sie na tą wolność, gdyby nie było badań DNA ;)))

                rozmawiajmy uczciwe- to jedyna wartość której pilnuję w rozmowie.

                duze pozdro!!!
                • symmetryisall Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 13:54
                  > Jest wolny seks, ok, ale po co to podpieranie sie brakiem zwierzęcej zazdrości
                  > o przekazywane geny?
                  > Skoro kiedy geny są przekazane to już wchodzimy w stereotypowy układ- nie moje
                  > geny, nie inwestuję.

                  No i co z tego, nawet jeśli? Oczekiwanie od biologicznego ojca, że będzie łożył, niekoniecznie jest uleganiem atawizmom, tylko zwykłą kalkulacją. Zauważ, że w wolnym związku (tak sądzę) dzieci osób trzecich mimo wszystko pozostają niechcianym ryzykiem, a nie celem, czy choćby nieuniknionym skutkiem. Choćby dlatego, że nie są to dzieci własne przynajmniej dla jednego partnera, więc mamy problem z więzią uczuciową - a przy braku takiej ze zwykłego, finansowego punktu widzenia stają się balastem.

                  > Trzeba powiedzieć jak jest: jesteśmy poligamistami, którzy dbają tylko o własne
                  > geny i nie zdobylibyśmy sie na tą wolność, gdyby nie było badań DNA ;)))

                  Nic nie trzeba. Można. Niech się sam Grabarz wypowie.

                  Cały czas szukasz haka na Grabarza i usiłujesz mu wmówić niekonsekwencję. W jakim celu to robisz?
                  • sisi_kecz Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 14:13
                    Niech się sam Grabarz wypowie.'

                    dokładnie, między wódkę a zakąskę wchodzisz z tym komentarzem.

                    Cały czas szukasz haka na Grabarza i usiłujesz mu wmówić niekonsekwencję. '
                    To Twój pogląd.
                    Już pisałam, że interesuje mnie, jak w jego opcji, wygląda to czy tamto.
                    Więcej faktów, więcej wniosków.
                    Też bym mogła tak powiedzieć, że dopiero co szukałeś haków na mój związek, ale uważałam że to tylko ciekawe komentarze kogoś, kto patrzy z boku.

                    W jakim celu to robisz?'
                    Pytam się, bo nie znam odpowiedzi, a chcę ją poznać, nie po to żeby komuś coś udowodnić, tylko aby wyrobić sobie opinię.

                    duze pozdro!!!
                    • symmetryisall Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 16:37
                      > dokładnie, między wódkę a zakąskę wchodzisz z tym komentarzem.

                      Och, niekoniecznie. Bo nie rozmawiamy przecież o casusie Grabarza jako takim, tylko o realiach związku otwartego, prawda? A takich jest więcej, niż tylko ten jeden.

                      > Już pisałam, że interesuje mnie, jak w jego opcji, wygląda to czy tamto.
                      > Więcej faktów, więcej wniosków.

                      W moim odczuciu treść swoje, forma swoje. Ton Twoich wypowiedzi potrafi być bardzo napastliwy, stąd moje wnioski. A ton, dobór słów, konstrukcja zdań, czy nawet nasilenie reakcji na jakiś krótki, pozornie mało istotny bodziec (np Twój wybuch po moim krótkim i żartobliwym pytaniu o odlewy penisów) moim zdaniem mówi o wiele więcej, niż same słowa.

                      > Też bym mogła tak powiedzieć, że dopiero co szukałeś haków na mój związek, ale
                      > uważałam że to tylko ciekawe komentarze kogoś, kto patrzy z boku.

                      Szukałem haków, bo sprowokowała mnie niekonsekwencja Twoich wypowiedzi - i chciałem Ci tylko tę niekonsekwencję wskazać.

                      > Pytam się, bo nie znam odpowiedzi, a chcę ją poznać, nie po to żeby komuś coś
                      > udowodnić, tylko aby wyrobić sobie opinię.

                      Dla mnie ton Twoich pytań jest raczej taki, jakbyś opinię już sobie wyrobiła :)

                      Pozdro600 :)
                      • sisi_kecz Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 20:30
                        Bo nie rozmawiamy przecież o casusie Grabarza jako takim, tylko o realiach związku otwartego, prawda? '

                        wszystko jedno czy rozmawiamy o casusie czy ogólnie o otwartych związkach, to "ekspertem" jest grabarz i do niego kieruję swoje pytania.
                        Chcesz być rzecznikiem jego lub otwartych zwiazków ?- pokaż do tego jakąś legitymację, a nie tylko marzenia o kulistych krowach.

                        Ton Twoich wypowiedzi'
                        nie wiem co to jest, jakiś przykład?nie znam sie na tych nowomowach.
                        Słyszysz ton mojej klawiatury chyba ;)
                        Resztę rozumiem: dobór słów, konstrukcja zdań czy nasilenie reakcji.
                        Twój subiektywny odbiór, że to jest napastliwe, nic na to nie poradzę i nie chcę, taki mam styl pisania. Sądziłam że liczy sie przekaz.
                        Widać, że jednemu w Twoich oczach, uchodzi kurwienie jako forma przekazania tresci, z która sie zgadzasz, a sisi pisząc opinie nie pod Twój gust, jest krytykowana za konstrukcję zdań.
                        Podwójny standard mój drogi, podwójny...

                        np Twój wybuch po moim krótkim i żartobliwym pytaniu o odlewy penisów) moim zdaniem mówi o wiele więcej, niż same słowa.'

                        jaki wybuch, zacytuj te wybuchowe zdania?
                        Bo jak nie, to będzie efektowna gołosłowność dla poparcia swojej tezy- a to też standardu dyskusji nie spełnia.

                        Szukałem haków, bo sprowokowała mnie niekonsekwencja Twoich wypowiedzi - i chciałem Ci tylko tę niekonsekwencję wskazać.'

                        Widać, że swoje grzechy chcemy napiętnować u bliźnich.
                        Nie szukam haka na grabarza, sama wiem jakie mam intencje, możesz jedynie w nie nie wierzyć- rzeczywistości nie stanowi Twoja niewiara.


                        Dla mnie ton Twoich pytań jest raczej taki, jakbyś opinię już sobie wyrobiła :)'

                        jesteś uprzedzony do mnie, widocznie gdzieś Ci na odcisk nadepnęłam albo tonacja moich tekstów nie współgra z Twoim odbiornikiem, cóż płakać nie będę.

                        duze pozdro!!!
                        --
                        Mężczyzna jest zwierzęciem niedomyślnym.
                        Jest prosty jak budowa syfonu. A syfon się nie domyśla.
                        by Cejrowski
                        • symmetryisall Re: Ciekawy artykuł... 17.09.10, 15:15
                          > Chcesz być rzecznikiem jego lub otwartych zwiazków ?- pokaż do tego jakąś legit
                          > ymację, a nie tylko marzenia o kulistych krowach.

                          Jeśli jestem czegokolwiek rzecznikiem, to tylko logiki dyskusji i argumentacji. I może jeszcze jako-takiej obiektywności.

                          > nie wiem co to jest, jakiś przykład?nie znam sie na tych nowomowach.

                          Jeśli "ton wypowiedzi" to dla Ciebie nowomowa...

                          >Sądziłam że liczy sie przekaz.

                          Czasami forma przekazuje więcej niż sama treść. Czasami nawet jej zaprzecza.

                          > Widać, że jednemu w Twoich oczach, uchodzi kurwienie jako forma przekazania tre
                          > sci, z która sie zgadzasz, a sisi pisząc opinie nie pod Twój gust, jest krytyko
                          > wana za konstrukcję zdań.
                          > Podwójny standard mój drogi, podwójny...

                          Powyższym zdajesz się sugerować, że nie rozumiesz, co do Ciebie piszę. Nie KRYTYKUJĘ Cię za konstrukcję zdań, zwracam Twoją uwagę na treści, które moim zdaniem ta konstrukcja wskazuje. Forma wypowiedzi, czy to kurwienie, czy Bralczykowa polszczyzna, nie ma znaczenia, może oprócz tego, że Bralczykową polszczyznę łatwiej się czyta. Akurat Twoje posty pod względem poprawności i konstrukcji czyta się świetnie.

                          Poza tym niesłuszny wydaje mi się także zarzut, że "kurwione" treści to akurat te, z którymi się zgadzam. Mam wrażenie, że odpowiadasz nie temu, co piszę, tylko wyobrażeniu o moich przekonaniach, które sobie kiedyś tam na jakichś podstawach wyrobiłaś, a które w obecnej dyskusji się nie pojawiają. Uwierz mi, nie jestem klakierem Ditchdoca, nawet jeśli tu i tam się z nim w czymś zgodzę. Sama kilka razy przyklaskiwałaś jego wypowiedziom jako merytorycznie wartościowym - i to pomimo tego, że wcześniej nazywał Cię k...wą :)

                          BTW - czy mogłabyś jakoś wyraźniej zaznaczać, co cytujesz? Ten maleńki apostrofik na końcu Twoich cytatów jest mało dostrzegalny...

                          > jaki wybuch, zacytuj te wybuchowe zdania?
                          > Bo jak nie, to będzie efektowna gołosłowność dla poparcia swojej tezy- a to też
                          > standardu dyskusji nie spełnia.

                          Proszę uprzejmie:

                          "nadal brniesz w to nietrafione porównanie, do ktorego przeinaczyłeś moje słowa?
                          > rozczulam sie na wspomnienie, a jedynym faktem który bym w tej sytuacji zmienił
                          > a gdybym mogła, to zrobienie odlewu.
                          > Czyli pamietam, że taki penis był, pamietam ze był piękny i mogłabym na to pięk
                          > no patrzeć nadal, gdybym zrobiła odlew.
                          > Dlaczego robisz takie naduzycie, ze ja myślę o penisie tylko w kontekscie seksu
                          > alnym?
                          > a estetyka to penisa nie obejmuje, a wygląd nie jest tez karmą dla zmysłu wzro
                          > ku?
                          > myślę penis to myślę cipą?

                          "Cipą"? Tak wulgarnie, z grubej rury? Jak tylko to przeczytałem, pomyślałem sobie "uuu, a to się dziewczyna wkurzyła, ciekawe o co". A ja napisałem tylko zupełnie niewinnie, że "wzdychasz do penisa swojego byłego" - bo tak odebrałem Twoje posty o tym, jaki to był wspaniały i godzien odlewu. Tak rozumiem określenie "wzdychać do czegoś" - tęsknić za czymś, miło coś wspominać.

                          Pomyśl o tym - nie atakuję Cię osobiście, jeśli w ogóle można mówić o atakowaniu, to celem są Twoje wypowiedzi. Nawet jeśli coś Cię w moich słowach rozdrażni, spróbuj się odruchowo nie bronić, tylko na spokojnie pomyśleć, co ja chcę przekazać.
                          • sisi_kecz Re: Ciekawy artykuł... 17.09.10, 20:30
                            Przepraszam ,ale nie mam siły i ochoty tlumaczyć, że nie jestem wielbłądem:

                            nie napadałam grabarza,
                            nie znasz tonu mojej wypowiedzi, bo ton (dźwięk) sie słyszy, a nie widzi,
                            nie wybuchałam (złością, oburzeniem, płaczem?)niczym w cytowanej wypowiedzi,
                            nie przytakuję wypowiedziom ditchdoc'a, w których używa bluzgów i kogoś obraża,
                            nie będę odznaczała zakończenie cytatu czymś więcej niż apostrofem (apel od kogoś, kto niczym nie odznacza jest lekką paranoją).
                            nie znam innego potocznego określenia na pochwę mniej dosadnego od wyrazu cipa, jest to tradycyjne ludowe określenie i nie ma nic lepszego,co by ginekologią nie trąciło.
                            nie interesuje mnie jak rozumiesz słowo: wzdychać,
                            w dyskusji ludzi o róznych życiorysach wykładnią jest słownik jezyka polskiego (PWN):
                            wzdychać «tęsknić do kogoś lub pragnąć czegoś»

                            sugestia, że tęsknię i pragnę była nieuczciwa i naciągana,
                            stawiała mnie w negatywnym świetle jako żonę, która nie jest lojalna wobec męża.
                            Nie życzę sobie takich insynuacji, doboru słów i konstrukcji zdań.

                            fanaberia? taka sama jak Twoja.

                            EOT
                            -
                            "Mąż działa mi bez przerwy,
                            raz na zmysły , raz na nerwy"
                            Sztaudynger
                            • symmetryisall Re: Ciekawy artykuł... 17.09.10, 21:01
                              > nie będę odznaczała zakończenie cytatu czymś więcej niż apostrofem (apel od kog
                              > oś, kto niczym nie odznacza jest lekką paranoją).

                              Z resztą nie będę dyskutował, bo w końcu EOT. Ale powyższe mnie zastanowiło. Jak to, ja nie odznaczam? A powyższe też Ci się nie odznaczyło? U mnie każdy wiersz cytatu zaczyna się łamanym prawym nawiasem. U Ciebie tego nie widać?
                              • sisi_kecz Re: Ciekawy artykuł... 17.09.10, 21:10
                                Faktycznie, są te "ptaszki", łapią sie z automatu, przy kopiowaniu z tego, co się wyświetla pod "napisał".
                                Odznaczasz.
                • gravedigger1 Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 14:16
                  sisi_kecz napisała:

                  >Wychodzi, że typowe ;)
                  >
                  > Jest wolny seks, ok, ale po co to podpieranie sie brakiem zwierzęcej zazdrości
                  > o przekazywane geny?
                  > Skoro kiedy geny są przekazane to już wchodzimy w stereotypowy układ- nie moje
                  > geny, nie inwestuję.

                  Sisi, przeczytaj jeszcze raz to, co napisałem. Czarno na białym stoi, że "gdyby biologiczny ojciec zrzekł się praw rodzicielskich, to też adoptowałbym takie dziecko i traktował jak swoje". Jeśli to jest niejasne, to wyjaśniam, że zwrot "traktował jak swoje" oznacza, że "inwestowałbym" w to dziecko jak w swoje i wychowywał jak swoje.
            • gravedigger1 Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 14:09
              sisi_kecz napisała:

              > Najlepiej dla dziecka byłoby, żeby Ciebie uważało za ojca i żyło w pełnej rodzinie.
              > Świadomośćm, że inny pan jest biologicznym ojcem i płaci za swoja prokreację, w
              > ystawia dziecko na poczucie krzywdy, że nie ma normalnej rodziny.

              Ciekawe pojęcie normalności rodziny, z którym pozwolę się nie zgodzić. Czy znasz może albo słyszałaś o rodzinach tworzonych przez rodziców i ich biologiczne dzieci, w których to (rodzinach) dzieci są zaniedbywane emocjonalnie, bite a nawet wykorzystywane seksualnie? Czy zakładasz, że życie w rodzinie "niebiologicznej" to od razu krzywda dla dziecka, a życie w bilologicznej to dla dziecka szczęście?

              > A druga rzecz, ze powinno być Ci obojetnie, czy Twoje geny czy nie, kochasz kob
              > ietę miłościa wyższą od przeciętnych samczych instynktów i razem łożycie na pot
              > omstwo.
              > Jak nie chcesz płacic, to jesteś jak ten szympans, który nie inwestuje bo to ni
              > ekoniecznie moje.

              Nigdzie nie napisałem, że jestem wolny od działań pod wpływem pierwotnych instynktów. Wprost przeciwnie, np. popęd seksualny ma wpływ na moje życie. Natomiast przemyślałem sobie moje reakcje w temacie zdrady, różne za i przeciw wierności, i udało mi się wyeliminować poczucie zazdrości o kontakty mojej partnerki z innymi mężczyznami. To po pierwsze.
              Napisałem, że nawet jeżeli biologiczny ojciec nie chciałby płacić i zrzekł się praw rodzicielskich, to ja jestem w stanie dziecko wychowywać i traktować jak swoje. Tego facet zachowujący się jak szympans nie zrobiłby.
              Chodzi mi tylko o to, żeby facet, kóry na utrzymanie dziecka nie chce łożyć, nie uzurpował sobie do niego żadnych praw rodzicielskich. To chyba uczciwe podejście (przynajmniej według mnie), ale Ty oczywiście możesz uważać inaczej.
              • sisi_kecz Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 14:43
                Z Tobą sie ciekawie rozmawia, bo podobnie lubie dzielić włos na czworo i nie slizgać sie po stereotypach, ale czasami łapy mi opadają kiedy w tysięczną relatywizację wchodzisz :)

                Ciekawe pojęcie normalności rodziny, z którym pozwolę się nie zgodzić. Czy znasz może albo słyszałaś o rodzinach tworzonych przez rodziców i ich biologiczne zieci, w których to (rodzinach) dzieci są zaniedbywane emocjonalnie, bite a nawet wykorzystywane seksualnie? Czy zakładasz, że życie w rodzinie "niebiologicznej" to od razu krzywda dla dziecka, a życie w bilologicznej to dla dziecka szczęście?'

                A co jest złego w pojęciu normalnej rodziny, czyli takiej gdzie dziecko czuję sie zaspokojone opiekuńczo-emocjonalnie i której czuje sie pełnoprawnym członkiem.
                Rodzina biologiczna nie jest normalną rodziną kiedy dziecko nie ma zaspokojonych tych potrzeb.
                Dla dziecka, co powie każdy sajkolog dziecięcy jest bardzo wazny etap porównywania sie z otoczeniem- pierwotna socjalizacja przebiega w domu, wtórna w grupie rówieśniczej i szerszym otoczeniu.
                Niemowlak przyswaja sobie kim dla niego jest mama i tata, a przedszkolak przyswaja sobie, kim jest mama i tata dla każdego dziecka.
                I jak przedszkolak usłyszy, że jego tata nie jest prawdziwy, bo to tylko mąż mamy, a tatą był ktoś inny, a inne dzieci mają swoich prawdziwych tatusiów przy sobie, to już nie czuje, że ma normalna rodzinę.
                Zapytaj sie kogo chcesz, jak silna jest w dziecku w pewnym wieku potrzeba identyfikacji z wzorcami otoczenia i jak na tej podstawie buduje swoją wartość.
                To kazdy przechodził w różnych sferach, moze nie tak fundamentalnych jak "prawdziwość rodzica" ale mozna sobie to wyobrazić, albo siegnąć do fachowych źródeł.

                I teraz zestawmy:
                biologiczna rodzina wykonująca prawidłowo wszystkie swoje funkcje wobec dziecka,
                a rodzina z dzieckiem przysposobionym wykonujaca prawidłowo....itd.
                W pierwszej rodzinie niestety ale dziecko będzie czuło sie lepiej- nie samo z siebie, tylko w wyniku porównywania sie z otoczeniem.

                Natomiast przemyślałem sobie moje reakcje w temacie zdrady, różne za i przeciw wierności
                > , i udało mi się wyeliminować poczucie zazdrości o kontakty mojej partnerki z innymi mężczyznami. '
                Nie zarzucam Ci, ze ukrywasz swoją zazdrość, bo Cie kobieta namówiła i sie godzisz wbrew sobie- wyglada ze naprawdę nie jesteś zazdrosny.
                Usiłuję dociec skąd u Ciebie ten brak zazdrości, bo moim zdaniem nie polega to na ujarzmieniu pierwotnej zazdrosci o rozprzestrzenianie genów.
                Możliwe nawet ten powód jest od tego lepszy i bardziej humanistyczny w swej genezie, ale na razie nie wiem jaki to powód.

                Napisałem, że nawet jeżeli biologiczny ojciec nie chciałby płacić i zrzekł się praw rodzicielskich, to ja jestem w stanie dziecko wychowywać i traktować jak swoje. Tego facet zachowujący się jak szympans nie zrobiłby.
                > Chodzi mi tylko o to, żeby facet, kóry na utrzymanie dziecka nie chce łożyć, nie uzurpował sobie do niego żadnych praw rodzicielskich.'

                napisałeś ale innymi słowami ;)
                Generalnie najpierw oczekiwałbyś, że reproduktor weźmie to dziecko na siebie.
                To uczciwe podejście dla Ciebie, dziecku to nie robi różnicy jak to załatwiliście, dla dziecka liczy sie efekt bezpiecznego funkcjonowania we wlasnej rodzinie.
                Mozna zrobić minimum (przyzwoicie załatwić sprawę), a można więcej (dać dziecku poczucie bycia rodzonym dzieckiem, jak tylko długo sie da).
                Dobrem dziecka sie kierując robi sie maksimum.

                duze pozdro!!!
                -
                "Mąż działa mi bez przerwy,
                raz na zmysły , raz na nerwy"
                Sztaudynger
                • gravedigger1 Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 15:26
                  sisi_kecz napisała:

                  > A co jest złego w pojęciu normalnej rodziny, czyli takiej gdzie dziecko czuję s
                  > ie zaspokojone opiekuńczo-emocjonalnie i której czuje sie pełnoprawnym członkiem.

                  Nie ma nic złego w pojęciu normalnej rodziny, ale rodziną normalną (czyt. dobrą) może być zarówno rodzina bilogiczna jak i niebilogiczna. Podobnie rodziną nienormalną (czyt. złą) może być rodzina pierwszego i drugiego rodzaju. A może się mylę?

                  > I jak przedszkolak usłyszy, że jego tata nie jest prawdziwy, bo to tylko mąż ma
                  > my, a tatą był ktoś inny, a inne dzieci mają swoich prawdziwych tatusiów przy s
                  > obie, to już nie czuje, że ma normalna rodzinę.
                  > Zapytaj sie kogo chcesz, jak silna jest w dziecku w pewnym wieku potrzeba ident
                  > yfikacji z wzorcami otoczenia i jak na tej podstawie buduje swoją wartość.

                  No sisi, przesadziłaś nieco... Skonsultuj się z psychologiem dziecięcym i zapytaj, kto jest autorytetem dla dziecka w wieku przedszkolnym. Otóż, są to RODZICE. Dopiero w późniejszym wieku grupa równieśnicza staje się nie rzadko ważniejsza dla młodego człowieka jako punkt odniesienia, a rodzice schodzą na drugi plan (zapewne nie zawsze).

                  Zgodzę się z Tobą, że np. wyśmiewanie się z dziecka przez rówieśników w przedszkolu może mieć na dziecko negatywny wpływ, ale to wyśmiewanie może i pojawia się nie tylko wobec dzieci adoptowanych. Rolą kochających rodziców jest budowanie poczucia wartości własnej dziecka.

                  > I teraz zestawmy:
                  > biologiczna rodzina wykonująca prawidłowo wszystkie swoje funkcje wobec dziecka,
                  > a rodzina z dzieckiem przysposobionym wykonujaca prawidłowo....itd.
                  > W pierwszej rodzinie niestety ale dziecko będzie czuło sie lepiej- nie samo z s
                  > iebie, tylko w wyniku porównywania sie z otoczeniem.

                  Masz rację, w idealnym świecie wszystkie dzieci żyłyby w bilogicznych, idealnych rodzinach i byłyby szczęśliwe. Ja natomiast nadal uważam, że w realnym świecie, dziecko ma takie same szanse bycia szcżęśliwym niezależnie od typu rodziny, a szczęscie dzieck ajest uzaleznione od wielu czynników, których wpływu na to szczęście nie da się precyzyjnie zmierzyć.

                  > Usiłuję dociec skąd u Ciebie ten brak zazdrości, bo moim zdaniem nie polega to
                  > na ujarzmieniu pierwotnej zazdrosci o rozprzestrzenianie genów.

                  To polega na ustaleniu priorytetów. Ktoś decyduje, że wierność seksualna jest najważniejsza, a jej brak przekreśla związek dwojga ludzi i skazuje dzieci na życie w rozbitej rodzinie, a ktoś inny decyduje, że jego związek to coś więcej niż tylko intymność seksualna i że dzieci są ważniejsze niż zazdrość oparta na pierwotnych instynkach. Poza tym ten drugi ktoś zmniejsza ryzyko skrzywdzenia bądź bycia oszukanym i skrzywdzonym przez partnera lub partnerkę oraz może w zgodzie ze sobą i z drugą stroną związku żyć zgodnie ze swoją poligamiczną naturą, nie okłamując ani siebie ani innych, że jest bezpłciowym wielbładem;)

                  > Generalnie najpierw oczekiwałbyś, że reproduktor weźmie to dziecko na siebie.
                  > To uczciwe podejście dla Ciebie, dziecku to nie robi różnicy jak to załatwiliśc
                  > ie, dla dziecka liczy sie efekt bezpiecznego funkcjonowania we wlasnej rodzinie.

                  Tak, oczekiwałby, że bilogiczny ojciec weźmie odpowiedzialność za konsekwencję swoich czynów, natomiast gdyby nie chciał tego zrobić, to nie krzywdziłbym z tego powodu dziecka.
                  • sisi_kecz Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 15:49
                    Wspomniałam o przedszkolu, bo wtedy sie zaczyna porównywanie do innych.
                    Konia z rzędem temu, kto właśnie po przyjściu z przedszkola nie zadawał pytań:
                    mamo czy Ty umrzesz?
                    czy Wy mnie adoptowaliście?
                    Fajnie jak mozna oswoić te lęki przy pomocy mądrych rodziców, ale zasiane już są wtedy przez rówieśników.

                    Ja natomiast nadal uważam, że w realnym świeci
                    > e, dziecko ma takie same szanse bycia szcżęśliwym niezależnie od typu rodziny,'
                    tak, ja tylko twierdzę że wieksze szanse na szczęście są w pełnej biologicznie rodzinie, w każdym innym przypadku wymaga to więcej pracy (także od dziecka) i jest mniej prawdopodobne. Przy czym nie znam ani jednej w pelni szczęśliwej i prawidlowo funkcjonujacej rodziny, bo każdy coś tam mam do zarzucenia rodzinnym relacjom, więc nie mowię i tak o ideale ;)

                    To polega na ustaleniu priorytetów.(...) ktoś inny decyduje, że jego związek to coś więcej niż tylko intymność seksualna i że dzieci są ważniejsze niż zazdrość oparta na pierwotnych instynkach. Poza tym ten drugi ktoś zmniejsza ryzyko skrzywdzenia bądź bycia oszukanym i skrzywdzonym przez partnera lub partnerkę oraz może w zgodzie ze sobą i z drugą stroną związku żyć zgodnie ze swoją poligamiczną naturą, nie okłamując ani siebie ani innych, że jest bezpłciowym wielbładem;)'

                    i to uznaję za wiążącą odpowiedź- świetnie, teraz już wiem.

                    Na marginesie,
                    czy po tym wyznaniu poglądów na osobiste tematy czujesz, ze stworzylismy jakąś relację?
                    jak to mozliwe że po wejsciu w swój intymny swiat nie ma ani grama zażyłości między nami?
                    Klik komputer i nie istniejesz w moim realnym świecie.
                    Dziwne sa te nowe kontakty wirtualne- tematy omawiane są tak głęboko ludzkie, a człowieczeństwa w tym wcale.
                    Zastanawiam sie nad tym i takie refleksje wpisuję...

                    duze pozdro!!!
                    --
                    Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później.
                    • gravedigger1 Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 16:28
                      sisi_kecz napisała:


                      > Na marginesie,
                      > czy po tym wyznaniu poglądów na osobiste tematy czujesz, ze stworzylismy jakąś
                      > relację?
                      > jak to mozliwe że po wejsciu w swój intymny swiat nie ma ani grama zażyłości m
                      > iędzy nami?

                      Oczywiście, że czuję!!! Jestem już z Tobą związany w sposób metafizyczny;))

                      A na poważnie, nie stworzyliśmy żadnej relacji i w realu też byśmy jej nie stworzyli, bo jesteśmy "niekompatybilni". Uwierz jednak, że stworzenie przez internet relacji intymnej, ktorą wielu ludzi może niebezpodstawnie uważać za zdradę", jest możliwe. Znam takie przypadki.
                      • sisi_kecz Re: Ciekawy artykuł... 17.09.10, 11:06
                        A na poważnie, nie stworzyliśmy żadnej relacji i w realu też byśmy jej nie stworzyli, bo jesteśmy "niekompatybilni".'

                        Ciągnę rozważania o naturze kontaktów forumowych.
                        Otóż nie uważam, iż nasza "niekompatybilność" z forum tak automatycznie zaistniałaby, gdybyśmy poznali sie w realu, a przynajmniej mam wątpliwość.
                        Tutaj piszę co myślę i nie oglądam sie na żadną kurtuazję, celem jest wymiana poglądów, prezentacja swoich w opozycji do innych, dowiedzenie sie o sposobach jak ludzie układają swoje życie intymne.
                        W realu spotkania mają całą tą niezbędną otoczkę kulturalnych zachowań, sfery osobistej o której sie nie mówi, i o którą sie nie pyta. Poza tym poznając kogoś w realu nie robimy pierwszego wrażenia, tym co sądzimy o stosowaniu lubrykantów ;)
                        Pierwsza rozmowa to luźna pogawędka, a tak naprawdę obserwujemy tysiąc niewerbalnych sygnałów i na ich podstawie ktoś nam "przypasuje" lub nie.

                        Możliwe, że byśmy sie polubili, bo mam specjalizację w dobrym pierwszym wrażeniu (doświadczenie zawodowe + wrodzone zdolności), czyli stworzyłaby sie relacja.
                        Czyli w realu moglibyśmy zostac kumplami, gdybyśmy poznali sie na imprezie i chwilę pogadali. Spoko gość, fajna babka, o ilu ludziach tak myślimy, nie wiedząc, że gdyby dopytać o pogląd na otwarte związki, to mamy z nimi totalną opozycję i koniec kontaktu ?

                        To ciekawe, że na forum z kimś kogo od progu nie zaakceptowałabym normalnie jako koleżankę mogę mieć poczucie wspólnoty poglądów, a z kimś kogo nie dażę tu sympatią za wsteczne poglądy mogłabym fajnie sie kumplować podczas wczasów nad morzem.

                        Ale najciekawszym doświadczeniem by było odkrycie, że Marysia z biurka obok to ostra_zyleta.

                        ;)

                        duze pozdro!!!
                    • symmetryisall Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 16:30
                      > tak, ja tylko twierdzę że wieksze szanse na szczęście są w pełnej biologicznie
                      > rodzinie

                      Teoretycznie tak - jeśli porównamy idealną rodzinę biologiczną i idealną rodzinę przybraną. W praktyce o szczęściu decyduje szeroki wachlarz innych czynników i pomijanie ich, a skupianie się na "biologiczności" rodziców prowadzi do całkowicie nietrafionych wniosków. Na tej samej zasadzie można twierdzić, że większe szanse na szczęście masz w rodzinie zamożnej niż biednej - w oderwaniu od innych czynników to tak naprawdę bzdura.
      • brel_grl Re: Ciekawy artykuł... 16.09.10, 18:24
        Widze, ze jestes zwolennikiem determinizmu biologicznego. Tak glosno pomysle: Czy to nie stoi w sprzecznosci z Twoimi liberalnymi pogladami?
        • gravedigger1 Re: Ciekawy artykuł... 17.09.10, 08:29
          brel_grl napisała:

          > Widze, ze jestes zwolennikiem determinizmu biologicznego. Tak glosno pomysle: C
          > zy to nie stoi w sprzecznosci z Twoimi liberalnymi pogladami?

          Nie, nie jestem zwolennikiem determinizmu biologicznego. Jestem zwolennikiem tezy, mowiącej, że to co mamy zapisane w genach i co powstało w wyniku milionów lat ewolucji ma silny wpływ na nasze postęowanie. Geny nie są oczywiście jedynym czynnikiem. Są jeszcze czynniki będące wynikiem rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego. Zauważ jednak, że gdyby natura nie dała nam określonych możliwości intelektualnych poprzez danie nam takiej a nie innej "konstrukcji" naszego mózgu i naszego ciała, to żadnej cywilizacji ani kulturu byśmy nie stworzyli, i wtedy rzeczywiście bylibyśmy calkowicie zdeterminowani biologicznie. Oczywiście, zwolennicy kreacjonizmu podważą tę tezę bez problemu z punktu widzenia wiary i jej kanonów, i podzielą człowieka na duszę, która jest w stanie dokonywać rzeczy dobre i wzniosłe oraz na ciało, które jest siedliskiem żądz i wszelkiego zła. A tak nie jest moim (i nie tylko moim zdaniem); człowiek jest jednością fizyczno-duchową, a tzw. duch jest funkcją działania mózgu, bez którego nie istnieje.

          Sprzeczności nie widzę, bo co ma uznawanie wpływu czynników bilogicznych na nasze postępowanie do liberalnych lub jakichkolwiek innych poglądów? Być może Ty ją dostrzegasz.
          • ore.ona Re: Ciekawy artykuł... 17.09.10, 09:14
            >Jestem zwolennikiem tezy, mowiącej, że to co mamy zapisane w genach i co powstało w wyniku milionów lat ewolucji ma silny wpływ na nasze postęowanie.
            Geny nie są oczywiście jedynym czynnikiem. Są jeszcze czynniki będące wynikiem rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego<
            tu zgadzam się z Tobą

            >człowiek jest jednością fizyczno-duchową, a tzw. duch jest funkcją działania mózgu, bez którego nie istnieje.<
            tu nie do końca
            nie jestem praktykującą katoliczką, choć urodziłam się w Polsce katolickiej i wywarło to z pewnością wpływ na moje poglądy/wiara-ateizm/
            mózg ma ogromny wpływ na nasze zachowanie/ośrodki w mózgu -m.in. uczuciowy-czyli składnik tej „duchowości”/
            ale oprócz tego jest jeszcze coś, czego nie potrafię nazwać/ale pomyślę nad tym:)
            • gravedigger1 Re: Ciekawy artykuł... 17.09.10, 09:50
              ore.ona napisała:

              > nie jestem praktykującą katoliczką, choć urodziłam się w Polsce katolickiej i w
              > ywarło to z pewnością wpływ na moje poglądy/wiara-ateizm/
              > mózg ma ogromny wpływ na nasze zachowanie/ośrodki w mózgu -m.in. uczuciowy-czyl
              > i składnik tej „duchowości”/
              > ale oprócz tego jest jeszcze coś, czego nie potrafię nazwać/ale pomyślę nad tym:)

              Jak to co? Jest jeszcze oczywiście dusza, kóra do istnienia nie potrzebuje mózgu;) A tak na poważnie, to nasza świadomość nie istnieje bez mózgu. Nasza osobowość nie mogłaby powstać bez tego organu i bez dopływu z zewnątrz różnorodnych informacji odbieranych za pomocą zmysłów.
              • ore.ona Re: Ciekawy artykuł... 17.09.10, 13:09
                > Jak to co? Jest jeszcze oczywiście dusza
                A tak na poważnie, to nasza świadomość nie istnieje bez mózgu.<
                Wyrażając taką opinię opierasz się na wiedzy naukowej. Moim zdaniem wiedza ta ciągle jest niepełna. Myślę że za 50 lat(?) to nie będzie już tak oczywiste. Wydaje mi się że istnieje jakaś postać energii która ma indywidualny /kod?/ coś co określa /rodzaj?/ człowieka.
                Obserwując ludzi nie do końca jestem przekonana o tym co napisałeś powyżej.
                • gravedigger1 Re: Ciekawy artykuł... 20.09.10, 08:46
                  ore.ona napisała:

                  > Wyrażając taką opinię opierasz się na wiedzy naukowej.

                  A na czym ma się opierać? Na dogmatach religijnych? Owszem, można, ale to moim zdaniem prowadzi do błędnych wniosków.

                  > Moim zdaniem wiedza ta c
                  > iągle jest niepełna. Myślę że za 50 lat(?) to nie będzie już tak oczywiste. Wyd
                  > aje mi się że istnieje jakaś postać energii która ma indywidualny /kod?/ coś co
                  > określa /rodzaj?/ człowieka.
                  > Obserwując ludzi nie do końca jestem przekonana o tym co napisałeś powyżej.

                  Wydawać się może. Załóżmy, że jest jakaś energia z indywidualnym "kodem". Jak ona powstaje, skąd się bierze, skąd ten kod? Ktoś go tworzy? Jeśli tak, to na pewno nie my, ludzie. Czyli oznacza to, że musi istnieć jakiś byt nadprzyrodzony, a może kosmici, ktoś kto odpowiada ze tworzenie tej indywidualnej energii, która tworzy jenostkę ludzką. Jeśli założyć, że coś takiego jak taka energia z kodem istnieje, a my powstaliśmy w drodze ewolucji, to zwierzęta (szczególnie te bardzo podobne do nas - z rozwiniętym mózgiem, z kodem genetycznym w 98,4% zgadzającym się z kodem człowieka) też muszą mieć taką energię. Mają więc "duszę".
          • brel_grl Re: Ciekawy artykuł... 17.09.10, 23:02
            Juz odpowiadam, na wstepie male uscislenie: pytanie z poprzedniego postu nie bylo ani sarkastyczne ani ironiczne itp. Dlaczego tak mi 'sie pomyslalo' pisze ponizej.
            >
            > > Widze, ze jestes zwolennikiem determinizmu biologicznego. Tak glosno pomy
            > sle: C
            > > zy to nie stoi w sprzecznosci z Twoimi liberalnymi pogladami?
            >
            > Nie, nie jestem zwolennikiem determinizmu biologicznego. Jestem zwolennikiem te
            > zy, mowiącej, że to co mamy zapisane w genach i co powstało w wyniku milionów l
            > at ewolucji ma silny wpływ na nasze postęowanie.

            Tutaj sie z Toba zgadzam, pierwotne instynkty maja w taki czy inny sposob duzy wplyw na czlowieka. Mozna im folgowac, np uwazac, ze mezczyzni sa 'z natury' poligamiczni wiec hajda z kwiatka na kwiatek i nic tylko zapylac itp. Mozna uwazac, ze jestesmy na wyzszym poziomie cywilizacji, wiec pozadanie mozna dowolnie kontrolowac i nim sterowac - np przestac je odczuwac (jako wynik decyzji i WOLI, a nie innych czynnikow). No i caly szereg mozliwosci pomiedzy.

            > Geny nie są oczywiście jedynym
            > czynnikiem. Są jeszcze czynniki będące wynikiem rozwoju cywilizacyjnego i kult
            > urowego.

            Czyli klasyczne 'nature vs. nurture'.

            Zauważ jednak, że gdyby natura nie dała nam określonych możliwości in
            > telektualnych poprzez danie nam takiej a nie innej "konstrukcji" naszego mózgu
            > i naszego ciała, to żadnej cywilizacji ani kulturu byśmy nie stworzyli, i wtedy
            > rzeczywiście bylibyśmy calkowicie zdeterminowani biologicznie.

            Wydaje sie, ze ludzie maja wrodzone PREDYSPOZYCJE i mozliwosci do wyksztalcania rozmaitych umiejetnosci. Wezmy np historie dzieci wychowanych w oderwaniu od cywilizacji, przez zwierzeta lub po prostu niejako samopas (mityczni Remus i Romulus, bajka o Tarzanie czy przede wszystkim - prawdziwe historie ludzi). Jednostki takie np nie potrafily nauczyc sie mowic ani funkcjonowac 'normalnie' w spoleczenstwie. Czyli np mowa jest umiejetnoscia wrodzenie mozliwa, ale nie automatyczna.

            I tu ciekawe pytanie - skad sie bierze akurat w tym a nie innym gatunku zwierzat jakim jest czlowiek, taka predyspozycja nie wystepujaca nigdzie indziej w takiej formie?


            Oczywiście, zwo
            > lennicy kreacjonizmu podważą tę tezę bez problemu z punktu widzenia wiary i jej
            > kanonów,

            bardzo prosze - tylko bez kreacjonizmu

            i podzielą człowieka na duszę, która jest w stanie dokonywać rzeczy d
            > obre i wzniosłe oraz na ciało, które jest siedliskiem żądz i wszelkiego zła. A
            > tak nie jest moim (i nie tylko moim zdaniem); człowiek jest jednością fizyczno-
            > duchową, a tzw. duch jest funkcją działania mózgu, bez którego nie istnieje.

            Takze uwazam, ze podzial na i przeciwstawianie sobie nawzajem cielesnosci i aspektow niefizycznych czlowieka jest nie tylko nieprawdziwe ale i szkodliwe. Ale najblizszy mi jest podzial nie na 2 a na 3 'czesci': umyslowa, cielesna i duchowa. Kiedys pierwszy i trzeci element jakos mi sie wspolnie nakladaly, przenikaly, bylo to dla mnie w sumie to samo, albo moze nie tyle to samo, co 2 aspekty tej samej kategorii. Im lepiej poznaje ludzi w tym kraju, w ktorym zyje obecnie, tym bardziej sklaniam sie ku 3-elementowej teorii. Uwypukla sie brak wlasnie tego duchowego aspektu, chociaz nie potrafie jeszcze zdefiniowac do konca, o co wlasciwie mi chodzi. Jestem na etapie zglebiania tego zagadnienia :) . Dodam tylko dla jasnosci, ze nie chodzi mi absolutnie o duchowosc rozumiana jako religijnosc czy tez wiare.
            >
            > Sprzeczności nie widzę, bo co ma uznawanie wpływu czynników bilogicznych na nas
            > ze postępowanie do liberalnych lub jakichkolwiek innych poglądów? Być może Ty j
            > ą dostrzegasz.

            Uwazasz, ze pierwotne instynkty maja przemozny wplyw na czlowieka, dobrze rozumiem? Do tych 'pierwotniakow' naleza uczucia zwiazane z seksem, przemoca/agresja, sprawy okolopokarmowe, instynkt macierzynski (badz ogolnie rodzicielski jak kto woli) - czy cos opuscilam? Pozwol, ze zrobie porownanie. Niekoniecznie jest to 100% moja opinia, ale mozna taki wniosek wyciagnac:
            - Ty folgujesz swojemu popedowi poligamicznosci poprzez bycie w tzw. wolnym zwiazku i usprawiedliwiasz/racjonalizujesz to tym, ze wznosisz sie na wyzszy poziom intymnosci, ktora nie obejmuje wylacznosci seksualnej
            - ditchdoc folguje popedowi ulegania odruchom agresji, racjonalizujac to okolicznosciami (np. napastowaniem przez obca i do tego brzydka babke) czy tez postepowaniem drugiej osoby (bo to kurewska kobita byla)

            :)

            Mam pytanie: jak Ty to sobie wytlumaczyles, zeby nie byc zazdrosnym? Bo dla mnie to tak troche jak z tlumaczeniem sobie, ze sie nie jest glodnym – niby mozna ale, kurka, nie dziala! ;)
            • gravedigger1 Re: Ciekawy artykuł... 20.09.10, 09:10
              brel_grl napisała:

              > Czyli np mowa jest umiejetnoscia wrodzenie mozliwa, ale nie automatyczna.

              Oczywiście, i nie dotyczy to nie tylko mowy. Przecież to oczywiste, że rodząc się nie mamy od razu umiejętności, których uczymy się latami. Większość umiejętności zdobywamy poprzez uczenie się od innych.

              > I tu ciekawe pytanie - skad sie bierze akurat w tym a nie innym gatunku zwierza
              > t jakim jest czlowiek, taka predyspozycja nie wystepujaca nigdzie indziej w tak
              > iej formie?

              Taka predyspozycja powstała w wyniku niezliczonych mutacji genetycznych. Nie ma w tym nic dziwnego. Zauważ, że np. ptaki "opanowały" umiejętność latania bez sztucznego wspomagania. Człowiek, choćby nie wiem jak się starał, latać w taki sposób jak ptaki nie może. Dlaczego? Dlatego że w drodze ewolucji zotał ukształtowany tak a nie inaczej i praw fizyki nie może przeskoczyć. Człowiek dostał jednak od natury mózg, który pozwolił mu to fizyczne ograniczenie pokonać.

              > Ale
              > najblizszy mi jest podzial nie na 2 a na 3 'czesci': umyslowa, cielesna i ducho
              > wa. Kiedys pierwszy i trzeci element jakos mi sie wspolnie nakladaly, przenikal
              > y, bylo to dla mnie w sumie to samo, albo moze nie tyle to samo, co 2 aspekty t
              > ej samej kategorii. Im lepiej poznaje ludzi w tym kraju, w ktorym zyje obecnie,
              > tym bardziej sklaniam sie ku 3-elementowej teorii. Uwypukla sie brak wlasnie t
              > ego duchowego aspektu, chociaz nie potrafie jeszcze zdefiniowac do konca, o co
              > wlasciwie mi chodzi. Jestem na etapie zglebiania tego zagadnienia :) . Dodam ty
              > lko dla jasnosci, ze nie chodzi mi absolutnie o duchowosc rozumiana jako religi
              > jnosc czy tez wiare.

              To ciekawe, oddzielasz umysł od "ducha". Czyli de facto jesteś zwolenniczką istnienia duszy. To nie moja bajka. Nasz umysł jest naszym "duchem" według mnie.

              > Uwazasz, ze pierwotne instynkty maja przemozny wplyw na czlowieka, dobrze rozum
              > iem? Do tych 'pierwotniakow' naleza uczucia zwiazane z seksem, przemoca/agresj
              > a, sprawy okolopokarmowe, instynkt macierzynski (badz ogolnie rodzicielski jak
              > kto woli) - czy cos opuscilam? Pozwol, ze zrobie porownanie. Niekoniecznie jest
              > to 100% moja opinia, ale mozna taki wniosek wyciagnac:
              > - Ty folgujesz swojemu popedowi poligamicznosci poprzez bycie w tzw. wolnym zwi
              > azku i usprawiedliwiasz/racjonalizujesz to tym, ze wznosisz sie na wyzszy pozio
              > m intymnosci, ktora nie obejmuje wylacznosci seksualnej

              Jeśłi gdzieś napisałem, ze to wyższy poziom intymności, to przepraszam. Nie, nie jest to wyższy poziom. Jest to inny rodzaj intymności.

              > Mam pytanie: jak Ty to sobie wytlumaczyles, zeby nie byc zazdrosnym? Bo dla mni
              > e to tak troche jak z tlumaczeniem sobie, ze sie nie jest glodnym – niby
              > mozna ale, kurka, nie dziala! ;)

              Zazdrość nie jest tym samym, co popęd seksualny. Popęd seksualny, dążenie do rozmnażania jest zaraz za instynktem samozachowawczym na skali siły wrodzonych i genetycznie zakodowanych instynktów. Zazdrość nie jest pierwotnym instynktem. Jest ona pochodną dążenia człowieka do rozprzestrzeniania własnych genów. Oczywiście, zazdrość ma źródło nie tylko w uwarunkowaniach biologicznych. Jest jeszcze zazdrość uwarunkowana kulturowo. Dlatego doświadczenia osobiste i przemyślenia mogą moim zdaniem doprowadzić do opanowania zazdrości. Popędu seksulanego nie można zredukować w ten sposób. Człowiek po prostu go ma albo nie i już. Oczywiście, można i trzeba ten popęd kontrolować za pomocą kulturowo "wszepionych" hamulców.
              • brel_grl Re: Ciekawy artykuł... 20.09.10, 11:32
                gravedigger1 napisał:

                > brel_grl napisała:
                >
                > > Czyli np mowa jest umiejetnoscia wrodzenie mozliwa, ale nie automatyczna.
                >
                > Oczywiście, i nie dotyczy to nie tylko mowy. Przecież to oczywiste, że rodząc s
                > ię nie mamy od razu umiejętności, których uczymy się latami. Większość umiejętn
                > ości zdobywamy poprzez uczenie się od innych.

                Nie do konca o to mi chodzilo. To, ze nie rodzimy sie w pelni rozwinieci, i uczymy sie od innych, to - wybacz - truizm. Chodzi mi raczej o to, ze mamy zakodowana zaledwie predyspozycje do pewnych umiejetnosci, a nie umiejetnosci same w sobie. Byc moze nie jestem w stanie tego dobrze wyjasnic.


                >
                > > I tu ciekawe pytanie - skad sie bierze akurat w tym a nie innym gatunku z
                > wierza
                > > t jakim jest czlowiek, taka predyspozycja nie wystepujaca nigdzie indziej
                > w tak
                > > iej formie?
                >
                > Taka predyspozycja powstała w wyniku niezliczonych mutacji genetycznych. Nie ma
                > w tym nic dziwnego. Zauważ, że np. ptaki "opanowały" umiejętność latania bez s
                > ztucznego wspomagania. Człowiek, choćby nie wiem jak się starał, latać w taki s
                > posób jak ptaki nie może. Dlaczego? Dlatego że w drodze ewolucji zotał ukształt
                > owany tak a nie inaczej i praw fizyki nie może przeskoczyć. Człowiek dostał jed
                > nak od natury mózg, który pozwolił mu to fizyczne ograniczenie pokonać.

                Czlowiek to tylko 1 z wieeeelu gatunkow ssakow. A jednak zaden inny ssak nie potrafi w takim stopniu poslugiwac sie umyslem, jak czlowiek. Nie tylko ptaki lataja - jest to wiec umiejetnosc wyksztalcona okolicznosciowo, nie gatunkowo. Inaczej - lataja te gatunki, dla ktorych jest to przydatne i ktore w toku ewolucji byly w stanie wyksztalcic u siebie taka umiejetnosc (dla dobra dyskucji pomijam kwestie przypadkowosci ewolucji). Ergo - abstrakcyjnie myslec powinny umiec takze wszystkie inne gatunki, ktorym by sie to przydalo i ktore bylyby w stanie takie myslenie wyksztalcic. A jednak mowimy o bardzo waskiej grupie naczelnych. Tu pojawia sie pytanie dlaczego? Jesli mamy sie rozdrabniac - w ktorym to genie siedzi ten duch, ktory sprawia, ze szalony malarz odrzyna sobie ucho, a malarz pokojowy tworzy plan eksterminacji milionow? (niezamierzenie wyszly mi negatywne przyklady). Latanie wyksztalcilo sie u wielu gatunkow, w roznym czasie, w rozny sposob i w roznych miejscach globu, potrafia latac gatunki calkiem ze soba niespokrewnione. O mysleniu abstrakcyjnym tego powiedziec nie mozna.


                > To ciekawe, oddzielasz umysł od "ducha". Czyli de facto jesteś zwolenniczką ist
                > nienia duszy. To nie moja bajka. Nasz umysł jest naszym "duchem" według mnie.

                Owszem, oddzielam. Pisalam powyzej dlaczego. Jest to dla mnie podzial dosc swiezy. Po dobrych paru latach mieszkania tutaj powoli formuluje taki moj prywatny wniosek. Jest on wynikiem poczatkowego zdziwienia wywolanego stwierdzeniem, ze mnostwu osob tu zyjacych, ktore sa inteligentne, wyksztalcone, obyte itp brakuje mi pewnego blizej nieokreslonego pierwiastka, ktore ja dla ulatwienia nazywam duchowoscia. I nie, nie chodzi mi o roznice mentalnosci, bo z roznymi narodowosciami mam do czynienia i takowej jestem mocno swiadoma; poza tym obecnosc tego pierwiastka wydaje sie uwidaczniac u osob, ktore moglabym opisac jako mocno sie roznica mentalnoscia ode mnie - wiec to nie to. Nie jest to takze kwestia inteligencji czy wyksztalcenia. Trudno mi to do czegokolwiek porownac, to troche tak jakbys ze zdumieniem odkryl, ze zyjesz wsrod ludzi, ktorzy teoretycznie znaja ten sam alfabet, ale kompletnie nie potrafia: a)przeczytac, b) nauczyc sie, c)zrozumiec zadnego slowa zaczynajacego sie na litere, dajmy na to, "f".

                Aha, slyszales o naukowych probach podrozy w czasie?



                >
                > > Mam pytanie: jak Ty to sobie wytlumaczyles, zeby nie byc zazdrosnym? Bo d
                > la mni
                > > e to tak troche jak z tlumaczeniem sobie, ze sie nie jest glodnym –
                > niby
                > > mozna ale, kurka, nie dziala! ;)
                >
                > Zazdrość nie jest tym samym, co popęd seksualny. Popęd seksualny, dążenie do ro
                > zmnażania jest zaraz za instynktem samozachowawczym na skali siły wrodzonych i
                > genetycznie zakodowanych instynktów. Zazdrość nie jest pierwotnym instynktem. J
                > est ona pochodną dążenia człowieka do rozprzestrzeniania własnych genów. Oczywi
                > ście, zazdrość ma źródło nie tylko w uwarunkowaniach biologicznych. Jest jeszcz

                Tutaj sie z Toba nie zgadzam. Nie stawiam znaku rownosci miedzy zazdroscia a popedem seksualnym, ale jest dla mnie ona niejako 'skutkiem ubocznym' tego popedu. Owszem, wzorce kulturowe moga miec tutaj duze znaczenie. Ale to nie one wdrukowuja nam zazdrosc do psychiki. Popatrz na np kultury poligamiczne - kolejna zona nie powinna byc powodem do zazdrosci, bo wielozenstwo jest norma - a jednak czesto jest! No i wydaje i sie, ze maskulinizujesz zazdrosc. W przypadku kobiety trudno mowic o 'rozsiewaniu genow', mamy raczej do czynienia z dlugotrwala i wyczerpujaca produkcja.
                Moze taki przyklad na zobrazowanie co mam na mysli: zdobywanie pokarmu zwiazane jest bezposrednio z instynktem przetrwania. Do calkiem niedawna wiekszosc kaskow jakie udawalo sie zdobyc czlowiekowi byla niskokaloryczna, kaski tluste czy slodkie trafialy sie rzadko. Ta rzadkosc zostala wdrukowana czlowiekowi jako tendencja do uwazania tlustego/slodkiego (a najlepiej juz kombinacji tych dwoch) za najsmaczniejsze. Tutaj czynniki kulturowe nie maja nic do rzeczy. Dopiero pozniej zaczynaja wchodzic w gre - to, jaka dieta jest 'normalna' w naszym kregu kulturowym, jak sie konkretnie odzywiali nasi rodzice, jaki wplyw ma otoczenie i to jaki pokarm my wybieramy itp.
                • symmetryisall Re: Ciekawy artykuł... 20.09.10, 12:14
                  Jest on wynikiem poczatkowego zdziwienia wywolanego stwierdzeniem, ze
                  > mnostwu osob tu zyjacych, ktore sa inteligentne, wyksztalcone, obyte itp brakuj
                  > e mi pewnego blizej nieokreslonego pierwiastka, ktore ja dla ulatwienia nazywam
                  > duchowoscia. I nie, nie chodzi mi o roznice mentalnosci, bo z roznymi narodowo
                  > sciami mam do czynienia i takowej jestem mocno swiadoma; poza tym obecnosc tego
                  > pierwiastka wydaje sie uwidaczniac u osob, ktore moglabym opisac jako mocno si
                  > e roznica mentalnoscia ode mnie - wiec to nie to. Nie jest to takze kwestia int
                  > eligencji czy wyksztalcenia. Trudno mi to do czegokolwiek porownac, to troche t
                  > ak jakbys ze zdumieniem odkryl, ze zyjesz wsrod ludzi, ktorzy teoretycznie znaj
                  > a ten sam alfabet, ale kompletnie nie potrafia: a)przeczytac, b) nauczyc sie, c
                  > )zrozumiec zadnego slowa zaczynajacego sie na litere, dajmy na to, "f".

                  To ciekawe, co piszesz. Mogłabyś jakoś bardziej zobrazować, czym się brak tej "duchowości" objawia?
                  Zwłaszcza że piszesz, że nie chodzi Ci o duchowość w sensie wiary czy religii. Skąd więc ona się bierze? Skoro oddzielasz ją od umysłowości?
                  • brel_grl Re: Ciekawy artykuł... 20.09.10, 18:02
                    Sprobuje napisac pozniej, ale musze pomyslec. :) Dopiero co wychodze poza etap, w ktorym mozg zarejestrowal pewne powtarzajace sie trudno uchwytne wrazenia i dopomina sie ode mnie podsumowania/wyciagniecia wniosku/analizy ;) . Wrazenia jeszcze nie do konca sa zwerbalizowane.
                  • brel_grl Re: Ciekawy artykuł... 22.09.10, 00:54
                    > To ciekawe, co piszesz. Mogłabyś jakoś bardziej zobrazować, czym się brak tej "
                    > duchowości" objawia?
                    > Zwłaszcza że piszesz, że nie chodzi Ci o duchowość w sensie wiary czy religii.
                    > Skąd więc ona się bierze? Skoro oddzielasz ją od umysłowości?
                    >

                    Na wstepie zaznaczam raz jeszcze, ze mimo ze sie postaram, bedzie to pewnie post dosc niezborny, chaotyczny i nieprecyzyjny. Ale skoro pytales ;) ...

                    Umyslowosc oznacza dla mnie inteligencje wszelkiego rodzaju (jak to teraz lubimy dzielic na emocjonalna itp), wyksztalcenie (zwlaszcza czesci teoretyczne wymagajace zastosowania minimum logiki czy tez takie podstawowe rzeczy jak rozumienie metafory, porownania itp) i umiejetnosci praktyczne wymagajace korzystania z mozgu w stopinu wiekszym niz powiedzmy malowanie sciany (wezmy np znajomosc prawa podatkowego i obliczanie sobie podatku dochodowego samemu).
                    Najbardziej upraszczajac owa 'duchowosc' to pewna zdolnosc do odczuwania uczuc wyzszych, bezinteresownych, znajomosc pojec takich jak np etos, godnosc, honor, przyzwoitosc, cnota (rzecz jasna nie w rozumieniu czystosci seksualnej). Przy czym znajomosc i rozumienie pojec niekoniecznie wiazace sie z wyznawaniem tych zasad i praktykowaniem. Brak duchowosci przejawiajacy sie np zerowym brakiem potrzeb kulturalnych wykraczajacych poza popcornowy seans filmowy. Brak jakiejkolwiek filozofii zyciowej, instynktu moralnego? Rozpatrzywanie zagadnien wylacznie pod wzgledem praktycznym. Przykladowo: bylo 'wyzwanie' : trzeba bylo bosa stopa wdepnac w g...o i rozdyzdac, dostawalo sie wtedy 100 euro. Owszem, niektorzy ludzie odmawiali, ale glownie dlatego, ze to niehigieniczne. Powiedz komus, ze nie, bo to ponizajace - spojrzy na ciebie jak na kosmite. Nie rozumie o co ci chodzi. Ogolna postawa "tak naprawde nic mnie nie rusza". Jedyne co rusza to football i to nie wszystkich ;) .
                    Dla mnie np sa rozmaite wydarzenia w ciagu roku, ktore sa dla mnie wazne, sa wyczekiwane, niektore sa planowane i regularne (np swieta czy urodziny), inne nieregularne np powiedzmy koncert Pearl Jam ;). Tak czy inaczej, zaleznie od kalibru wydarzenia, wiaza sie z tym silne uczucia, w wiekszosci pozytywne (bo chodzi mi o wydarzenia ktora nas ciesza, zachwycaja, wzruszaja itp - ogolnie pozytywne). I tak np przed swietami, jak mnie dopada chandra, mysle sobie: jeszcze tylko x dni, a potem swieta! Jest ekscytacja, wyczekiwanie, planowanie, sekretne zakupy, mentalne przytupywanie nozkami, w koncu przezywanie samego wydarzenia. Dla kazdego to moze byc cos innego, jeden pojedzie na pielgrzymke, inny na parade milosci, trzeci zaciera raczki na mysli o majacej sie ukazac nowej grze komputerowej - co komu w duszy gra (slowo dusza uzyte wylacznie figuratywnie). Ale cos gra. ....... A tu NIC nie gra. Na poziomie poruszenia od zera do stu, malo co przekracza 20. I jakis taki materializm dla ubogich, ze sie tak wyraze. W narodzie, ktory tak duzo zbiera i wydaje na cele charytatywne, nie lada wydarzeniem jest podzielenie sie w biurze z kolezanka tym, co sie przynioslo na tzw lunch. Dac jednemu 5 czy 10 euro jako np napiwek - malo nie sika w majtki ze szczescia. Podejrzewam, ze gdyby tak dac 100 euro nie bylobyby wielkiej roznicy w odczuwaniu szczescia - liczy sie sam fakt dostania czegos za darmo, za darmo!


                    Dobra, pozno juz, na razie wiecej nie wymysle. Jak Cie sie widzi to co napisalam?
                    • symmetryisall Re: Ciekawy artykuł... 22.09.10, 09:17
                      Hm, że tak powiem.

                      Nie wiem, czy doszukiwałbym się tutaj "trzeciego czynnika".

                      Wydaje mi się, że to co opisujesz, to po prostu szok kulturowy :) Podobne zjawisko można zauważyć porównując dzisiejszych gimnazjalistów z dzieciakami sprzed 20 lat. Też nastąpiło przesunięcie wartości z tzw "uczuć wyższych" na "materialne". Czy 20 lat temu istniały galerianki? Nie. A dlaczego? Bo nie było galerii handlowych, bo nie było rozpędzonej konsumpcji, ataku reklam. My byliśmy wychowani w świecie nieoferującym zbyt wielu przyjemności łatwych i prostych i kolorowych, za które trzeba tylko zapłacić. Czytaliśmy książki, w telewizji mogliśmy obejrzeć co najwyżej "Czterech pancernych", a zabawki były takie, że pożal się boże. W krajach zachodnich ta konsumpcyjna znieczulica działa o wiele dłużej i spowodowała o wiele większe i głębsze zmiany. Za 20 lat u nas będzie tak samo.

                      Parę ładnych lat temu spędziłem trochę czasu w USA i uderzyło mnie tam na przykład całkowite przeciwieństwo naszej polskiej wylewności skrzyżowanej z marudzeniem. U nas, jak ktoś Cię pyta "co tam u ciebie?", traktujesz to jako dosłowne pytanie i zaczynasz opowiadać, co tam u ciebie, z naciskiem na to, co idzie źle, bo wiesz, że znajdziesz u rozmówcy zrozumienie i razem sobie ponarzekacie na złodziejski ZUS, skarbówkę czy cokolwiek. Tam, kiedy ktoś Cię pyta "co u ciebie?" absolutnie nie oczekuje odpowiedzi. Parę razy zareagowałem "po polsku" i odpowiadałem "do dupy", bo akurat faktycznie było do dupy i spojrzenia i miny moich Amerykańskich znajomych były aż komiczne - niezrozumienie, dezorientacja, obawa, wręcz fizyczne cofnięcie się o krok, na zasadzie "uwaga, zagrożenie, to jakiś freak" :) Ale to wszystko jest efekt wychowania, tamtejszej i naszej kultury zbudowanej na historycznych doświadczeniach i milionie innych czynników. A to są wszystko rzeczy gnieżdżące się w mózgu i będące składową umysłowości; nie trzeba do wyjaśnienia zaprzęgać metafizyki :)

                      Krótko mówiąc, to nie jest kwestia duchowości jakiegokolwiek rodzaju, tylko zachowań wykształconych przez wychowanie, środowisko, wzorce kulturowe i tak dalej.
                      • brel_grl Re: Ciekawy artykuł... 22.09.10, 17:45
                        symmetryisall napisał:

                        > Wydaje mi się, że to co opisujesz, to po prostu szok kulturowy :)

                        E, wiesz, chyba nie. :) Nie chce sie tu kreowac na kosmopolitke z ogromnym doswiadczeniem zyciowym itd, ale troche sie czlowiek po swiecie poobijal, troche sie nauczyl najpierw teoretycznie, a potem sprawdzil w praktyce, kontakt z BARDZO roznymi ludzmi tez sie ma i jakos ten trzeci czynnik jest badz go nie ma niezaleznie od tego jak np blisko lub jak daleko kulturowo jestem z dana osoba. Szok kulturowy ma zwiazek z komunikacja miedzykulturowa, a ta moze byc zaburzona przez brak wystarczajacej znajomosci wspolnego jezyka, albo i przez brak odpowiedniego kontekstu, znajomosci kultury (tak jak Tobie zabraklo informacji o kontekscie uzycia pytania how are you?). Slowianie to co prawda nie to samo co ludzie Zachodu, ale mozna przyjac, ze blizej nam, dajmy na to, do Francuzow, niz np do Aborygenow lub Pigmejow. Rozne rzeczy robilam w zyciu, w roznych miejscach mieszkalam i np nie mialam, jak to okreslasz, "szoku kulturowego" kiedy mieszkalam przez rok z Sudanczykami. Nawiasem mowiac, samymi facetami (zadnego kontekstu erotycznego nie bylo, prosze nie uruchamiac wyobrazni) i mieszkalo sie bardzo dobrze. Tyle, ze kaloryfer skrecali a mi bylo zimno ;) . Ale ja wtedy jeszcze nie znalam realiow i nie wiedzialam, ze ogrzewanie jest wrecz kur..sko drogie. Tak dla informacji dodam, uczylam sie paru jezykow, niech pomysle... szesciu dokladnie ( i dalej sie ucze) i zawsze do tego dokladalam tyle znajomosci kultury i realiow, ile sie dalo. Np. uczac sie wloskiego uczylam sie jednoczesnie literatury, muzyki, historii sztuki itp Wloch. Po paru latach doszlo do czytania Boskiej komedii w oryginale :D - osobiscie juz wole Beowulfa w oryginale. Pisze o tym dlatego, ze to pomaga uniknac szoku kulturowego - przynajmniej jesli chodzi o kreg kultury europejskiej. I w ogole daleko mi do zdziwienia wywolanego tym, ze inni ludzie inaczej sie zachowuja :) - jak mowia: co kraj to obyczaj.

                        Mala dygresja jezykowa: jezyk jako taki jest odbiciem mentalnosci danej kultury. Juz sam wglad w takowa moze byc 'mind-opening'. Uczac sie np zasady gramtycznej jednoczesnie dowiadujemy sie czegos o podejsciu ludzi do danej kwestii. Trzy bardzo proste i jeszcze niezbyt daleko idace przyklady:
                        1) istnienie chocby Present Perfect (tudziez innych) w jezyku ang - toc to inne podejscie do czasu jest! :) Uzycie czasu, ktore sprawia Polakom nieraz duze problemy, bo to zupelnie inny koncept jest i juz trzeba a) zrozumiec na czym sie on koncept zasadza b) odrzucic podzial czasu (z ktorym sie zyje od poczatku zycia) na wylacznie przeszlosc, terazniejszosc i przyszlosc.
                        2) to, ze istnieje ( w polskim tez kiedys instniala) liczba pojedyncza, PODWOJNA i mnoga.
                        3) To, ze na okreslenie pojecia "my", uzywane sa dwa okreslenia zaleznie od tego, czy chodzi o my w sensie tylko "ty i ja" czy to "my" obejmuje tez wiecej osob.
                        Mozna isc w tych przykladach o wiele dalej - np brak istnienia w jezyku slow okreslajacych wlasnosc. Nie zaimkow "twoj", "moj"itp.

                        Podobne zjawi
                        > sko można zauważyć porównując dzisiejszych gimnazjalistów z dzieciakami sprzed
                        > 20 lat. Też nastąpiło przesunięcie wartości z tzw "uczuć wyższych" na "material
                        > ne". Czy 20 lat temu istniały galerianki? Nie. A dlaczego? Bo nie było galerii
                        > handlowych, bo nie było rozpędzonej konsumpcji, ataku reklam. My byliśmy wychow
                        > ani w świecie nieoferującym zbyt wielu przyjemności łatwych i prostych i koloro
                        > wych, za które trzeba tylko zapłacić. Czytaliśmy książki, w telewizji mogliśmy
                        > obejrzeć co najwyżej "Czterech pancernych", a zabawki były takie, że pożal się
                        > boże. W krajach zachodnich ta konsumpcyjna znieczulica działa o wiele dłużej i
                        > spowodowała o wiele większe i głębsze zmiany. Za 20 lat u nas będzie tak samo.

                        Obawialam sie wlasnie tego, ze "3 czynnik" zostanie sprowadzony do wymiaru materialnego, a to nie o to chodzi. Biorac pod uwage jak teraz wyglada 'wspolczesna mlodziez' w Polsce i tu gdzie mieszkam, to na pewno nie bedziemy w tym samym miejscu. Tutaj (generalnie) mlodziez jest mila, sympatyczna, nieprzeklinajaca itp. To jest dopiero szok kulturowy :P . Tutaj nastoletni facet, zupelnie mi obcy, z ktorym mijam sie w sklepie biorac koszyk na zakupy, powie mi "czesc" z usmiechem na ustach. Inna sytuacja: chlopak w wieku ok 13 lat na spacerze ze szczeniakiem, szczeniak szczeka na mnie, bo maly i jeszcze sie nie nauczyl, ze nie nalezy ;) , a chlopak do mnie z przeprosinami startuje. I to jest standard, nie wyjatek. U nas predzej jakis 'dres' poszczuje Cie swoim psem bojowym.

                        > Parę ładnych lat temu spędziłem trochę czasu w USA i uderzyło mnie tam na przyk
                        > ład całkowite przeciwieństwo naszej polskiej wylewności skrzyżowanej z marudzen
                        > iem. U nas, jak ktoś Cię pyta "co tam u ciebie?", traktujesz to jako dosłowne p
                        > ytanie i zaczynasz opowiadać, co tam u ciebie, z naciskiem na to, co idzie źle,
                        > bo wiesz, że znajdziesz u rozmówcy zrozumienie i razem sobie ponarzekacie na z
                        > łodziejski ZUS, skarbówkę czy cokolwiek. Tam, kiedy ktoś Cię pyta "co u ciebie?
                        > " absolutnie nie oczekuje odpowiedzi. Parę razy zareagowałem "po polsku" i odpo
                        > wiadałem "do dupy", bo akurat faktycznie było do dupy i spojrzenia i miny moich
                        > Amerykańskich znajomych były aż komiczne - niezrozumienie, dezorientacja, obaw
                        > a, wręcz fizyczne cofnięcie się o krok, na zasadzie "uwaga, zagrożenie, to jaki
                        > ś freak" :) Ale to wszystko jest efekt wychowania, tamtejszej i naszej kultury
                        > zbudowanej na historycznych doświadczeniach i milionie innych czynników.

                        Wybacz, ale powyzsza sytuacja to niedouczenie, jesli chodzi o kulturowa warstwe jezyka - pretensje do nauczycieli angielskiego ;) . Nie nauczyli Cie, niestety, co to jest tzw. small talk i z czym to sie je. Akurat w tym temacie jestem mocna, bo przepracowalam jakies 6 lat jako lektor jezyka (papiery i uprawnienia tez mam) i na temat nauki jezyka moge bez konca ;).



                        > .
                        • gravedigger1 Re: Ciekawy artykuł... 22.09.10, 18:02
                          brel_grl napisała:

                          > E, wiesz, chyba nie. :) Nie chce sie tu kreowac na kosmopolitke z ogromnym dos
                          > wiadczeniem zyciowym itd, ale troche sie czlowiek po swiecie poobijal, troche s
                          > ie nauczyl najpierw teoretycznie, a potem sprawdzil w praktyce, kontakt z BARDZ
                          > O roznymi ludzmi tez sie ma i jakos ten trzeci czynnik jest badz go nie ma niez
                          > aleznie od tego jak np blisko lub jak daleko kulturowo jestem z dana osoba.

                          Z tego co piszesz wynika, że jedni ludzie mają ten "trzeci czynnik" a inni nie. Ale przecież mimo to wszyscy i tak są ludźmi. Więc jak to jest? Nie bardzo rozumiem. Ciało i umysł mają wszyscy, a to coś tylko wybrani?
                          • brel_grl Re: Ciekawy artykuł... 23.09.10, 00:29
                            Tak jak pisalam, to o czym mowa to moje bardzo swieze spostrzezenia i wstepne wnioski, staram sie nie wyciagac daleko idacych wnioskow na kruchych jeszcze podstawach, wiec ja niczego kategorycznie nie TWIERDZE. W koncu to zaledwie pare lat "badan" ;) . Ale owszem, tak sobie mysle, ze nie wszyscy maja ten trzeci czynnik. Moze wszyscy rodza sie z potencjalem na niego, ale nie wszyscy go rozwijaja/wyksztalcaja? Troche tak jak teoretycznie kazdy moze zostac prezydentem, a jednak nie kazdy zostaje i to niekoniecznie dlatego, mu czegos brakuje. Cos jak: kazdy prostokat ma 4 katy, ale tylko kwadrat wszystkie boki rownej dlugosci. ;) albo jeszcze inaczej: jesli klima to 3 czynnik, to mozesz miec fiata pande z klima albo mercedesa bez niej. Jedno i drugie to auto, ma 4 kola, silnik, kierownice itp.

                            Aha, tak dla porzadku rzeczy - prosze mi tylko nie imputowac, ze osoby z 3C (trzecim czynnikiem) to jakis nowy rodzaj nadludzi. Moje obserwacje w zadnym wypadku nie zmierzaja ku segregacji a potem sugestii eliminacji zadnych grup.

                            P.S. Jesli nie masz nic przeciwko temu, to odpowiedz ewolucyjna wysle Ci na priva, ok? Juz nas tu nazywaja ' forumowymi specami od ewolucji' czy jakos tak - bo do sie chyba w duzej czesci do nas odnosi? ;)
                            • gravedigger1 Re: Ciekawy artykuł... 23.09.10, 09:01
                              brel_grl napisała:

                              > Tak jak pisalam, to o czym mowa to moje bardzo swieze spostrzezenia i wstepne w
                              > nioski, staram sie nie wyciagac daleko idacych wnioskow na kruchych jeszcze pod
                              > stawach, wiec ja niczego kategorycznie nie TWIERDZE. W koncu to zaledwie pare l
                              > at "badan" ;) . Ale owszem, tak sobie mysle, ze nie wszyscy maja ten trzeci czy
                              > nnik.

                              Zdecydowanie nie zgadzam się z Twoimi wnioskami. Według mnie ten trzeci czynnik to tylko pewne cechy umysłowe, które jedni mają a inni nie. O ile wiem, Twoich wniosków nie wspierają wyniki żadnych badań naukowych ani rozważań filozoficznych oprócz rozważań teologicznych i dogmatów religijnych, w których człowiekowi przypisuje się posiadanie nieśmiertelnej duszy (ale duszę mają wszyscy).

                              > P.S. Jesli nie masz nic przeciwko temu, to odpowiedz ewolucyjna wysle Ci na pri
                              > va, ok? Juz nas tu nazywaja ' forumowymi specami od ewolucji' czy jakos tak - b
                              > o do sie chyba w duzej czesci do nas odnosi? ;)

                              Nie czuję się żadnym specem, nawet forumowym. :) Pisz, jeśli chcesz.
                • gravedigger1 Re: Ciekawy artykuł... 20.09.10, 12:35
                  brel_grl napisała:

                  > Chodzi mi raczej o to, ze mamy zakodow
                  > ana zaledwie predyspozycje do pewnych umiejetnosci, a nie umiejetnosci same w s
                  > obie.

                  Wybacz, ale to też jest truizm. :)

                  > Czlowiek to tylko 1 z wieeeelu gatunkow ssakow. A jednak zaden inny ssak nie po
                  > trafi w takim stopniu poslugiwac sie umyslem, jak czlowiek.

                  Zgadza się, ale czy jest to dowodem na cokolwiek? Na wyjątkowość człowieka w sensie duchowym? Czy może na ingerencję kogoś "z góry" w nasz rozwój? Między myszą a szympansem też jest ogromna różnica w możliwościach intelektualnych, a oba gatunki charakteryzują się posiadaniem mózgu. I co, mamy stąd wyciągnąć wniosek, że szympanse są jakoś wyróżnione, np. jakąś indywidualną formą energii? A umiejętności intelektualne np. delfinów? Czy możemy być pewni, że one nie mają zdolności abstrakcyjnego myślenia? Moga mieć takie zdolności, ale natura nie dała im narzędzi do wykorzystania tej zdolności w takim stopniu jak uczynił to człowiek.

                  > Inaczej - lataja te gatunki, dla ktorych jest to przydatne i ktore w toku ewolucji
                  > byly w stanie wyksztalcic u siebie taka umiejetnosc (dla dobra dyskucji pomija
                  > m kwestie przypadkowosci ewolucji).

                  Myślę, że myslisz przyczynę ze skutkiem. I nie powinnaś pomijać kwestii przypadkowości, bo przypadkowość jest kwintesencją ewolucji. Ewolucja polega właśnie na przypadkowych mutacjach. Osobniki z mutacjami, które zmniejszają ich szanse przeżycia giną i nie przekazują swoich mutacji potomstwu. Natomiast osobniki, które w wyniku przypadkowych zmian genetycznych uzyskały większe zdolności przetrwania i rozrodu, przekazują swoje zmutowane geny potomstwu i tak się to kręci.

                  > Ergo - abstrakcyjnie myslec powinny umiec t
                  > akze wszystkie inne gatunki, ktorym by sie to przydalo i ktore bylyby w stanie
                  > takie myslenie wyksztalcic.

                  Nie, to błędne myślenie wynikające z założenia, że ewolucja jest działaniem celowym i że gatunki są w stanie wykształcać (czyt. powodować) zmiany genetyczne, które są przydatne.

                  > A jednak mowimy o bardzo waskiej grupie naczelnych.
                  > Tu pojawia sie pytanie dlaczego?

                  Wyjątkowość jakiejś cechy gatunkowej nie świadczy o naszej (ludzkiej) wyjątkowości w sensie ewolucyjnym. Wprost przeciwnie - przypadkowość zmian ewolucyjnych daje statystyczną możliwość powstania takiego gatunku jak nasz, ale z punktu widzenia rachunku prawdopodobieństwa nie jest niczym wyjątkowym.

                  > Jesli mamy sie rozdrabniac - w ktorym to geni
                  > e siedzi ten duch, ktory sprawia, ze szalony malarz odrzyna sobie ucho, a malar
                  > z pokojowy tworzy plan eksterminacji milionow? (niezamierzenie wyszly mi negaty
                  > wne przyklady).

                  To źle postwione pytanie, bo zakłada, że skomplikowane zachowani ludzkie są uwarunkowane pojedynczymi genami.

                  > Latanie wyksztalcilo sie u wielu gatunkow, w roznym czasie, w r
                  > ozny sposob i w roznych miejscach globu, potrafia latac gatunki calkiem ze soba
                  > niespokrewnione. O mysleniu abstrakcyjnym tego powiedziec nie mozna.

                  To dość łatwo można wytłumaczyć. Latanie, czyli sposób poruszania się, powstaje poprzez mutacje budowy ciała, które skutkują umiejętnoscią albo brakiem umiejętnosci latania, a co za tym idzie, przeżycia w określonym środowisku. Myślenie abstrakcyjne nie było dla człekokształtnych warunkiem przeżycia. Zdolność ta powstała w wyniku przypadkowych zmian genetycznych, które wymagały odpowiednich okoliczności. Okoliczności te przydarzyły sie akurat nam, ludziom, ale nie czyni to z nas bogów. :)

                  > Owszem, oddzielam. Pisalam powyzej dlaczego. Jest to dla mnie podzial dosc swie
                  > zy. Po dobrych paru latach mieszkania tutaj powoli formuluje taki moj prywatny
                  > wniosek. Jest on wynikiem poczatkowego zdziwienia wywolanego stwierdzeniem, ze
                  > mnostwu osob tu zyjacych, ktore sa inteligentne, wyksztalcone, obyte itp brakuj
                  > e mi pewnego blizej nieokreslonego pierwiastka, ktore ja dla ulatwienia nazywam
                  > duchowoscia.

                  No, to ci ludzie w takim razie nie są ludźmi, bo brakuje im "ducha". :)

                  > Aha, slyszales o naukowych probach podrozy w czasie?

                  Nie, nie słyszałem. Chyba, że chodzi o podróż w przyszłość. Taką formę podróży każdy z nas realizuje w każdej chwili swojego życia. :)

                  > Tutaj sie z Toba nie zgadzam. Nie stawiam znaku rownosci miedzy zazdroscia a po
                  > pedem seksualnym, ale jest dla mnie ona niejako 'skutkiem ubocznym' tego popedu
                  > . Owszem, wzorce kulturowe moga miec tutaj duze znaczenie. Ale to nie one wdruk
                  > owuja nam zazdrosc do psychiki.

                  Nie tylko one. Zazdrość ma zarówno kututowe jak i bilogiczne korzenie.

                  > Popatrz na np kultury poligamiczne - kolejna zo
                  > na nie powinna byc powodem do zazdrosci, bo wielozenstwo jest norma - a jednak
                  > czesto jest!

                  Popatrz na Eskimosów. Dzielą się swoimi żonami z gośćmi i nie są zazdrośni. Jak to wytłumaczysz?

                  > No i wydaje i sie, ze maskulinizujesz zazdrosc. W przypadku kobiet
                  > y trudno mowic o 'rozsiewaniu genow', mamy raczej do czynienia z dlugotrwala i
                  > wyczerpujaca produkcja.

                  W przypadku kobiet, tak jak w przypadku mężczyzn, mówimy o dbaniu o tym, żeby własne geny miały okazję do "rozwoju". Jeżeli mężczyzna utrzymuje kontakty seksualne z inną kobietą, to zachodzi ryzyko, że będzie z tą drugą miał potomstwo. I co wtedy? jest duże prawdopodobieństwo, że będzie wspierał to inne potomstwo, albo że nawet porzuci żonę dla tej innej i ich wspólnego potomstwa. Wtedy przyszłość potomstwa żony (czyli przyszłość jej genów jest zagrożona).
                  • brel_grl Re: Ciekawy artykuł... 20.09.10, 18:50
                    Pisalam Ci taka piekna dluga odpowiedz i wszystko mi zjadlo w wyniku bledu przegladarki!

                    Ozesz kurza jego w morde kopana, z wiaderkiem wegla przez most Poniatowskiego w te i nazad ganiana morda!!!

                    Odpowiem Ci za jakis czas, jak go troche znowu znajde - chyba sobie tresc napisze w Wordzie dla pewnosci :/ .

                    P.S. W zaden sposob nie twierdze, ze jestem autorka calego powyzszego tekstu. Rozmaite niescislosci mozliwe.
                    • brel_grl Czy nie daloby sie ... 22.09.10, 17:54
                      ... wydzielic jakiegos offtopa z tego watku? Strasznie dlugi sie zrobil. Nie wiem dokladnie jakie sa zasady tworzenia takiego watku, jeden juz probowalam zrobic i go po jakims czasie wycieto. Gravedigger - tu wiesz cos na ten temat? ;) Zdeklarowalam sie, ze Ci odpisze i chcialabym to zrobic, jak mi tylko czasu troche nastarczy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja