Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosków

26.09.10, 00:12
Zainspirowana wątkiem dot. zmęczenia kobiet pracami domowymi jako wykrętu od seksu:

Skąd się biorą tacy ograniczeni panowie, którzy najpierw uważają, że ich działka w małżeństwie to przynieść wypłatę i uprawiać seks z żoną, nic więcej, a potem się dziwią, że są traktowani jak "skrzyżowanie bankomatu z wibratorem". Macie jakieś teorie tłumaczące ten zadziwiający brak konsekwencji?

I jeszcze jedno - nawet, jeśli żona tylko "wykręca się zmęczeniem" a nie jest naprawdę zmęczona, to powinno was to zmusić do autorefleksji. Żeby się od czegoś wykręcać, trzeba tego mocno nie lubić. Gdybyście byli chociaż trochę dobrzy w te klocki, to żony "dawałyby" wam i nie potrzebowały żadnych wykrętów.
    • vitek_1 Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 26.09.10, 01:17
      To ja napisałem kiedyś, że w związku jestem skrzyżowaniem bankomatu z wibratorem, bo jedyne czego ode mnie oczekuje żona to płać czynsz i wszystkie rachunki i jeszcze daj mi na zakupy, i regularnie rób mi dobrze. Brak emocjonalnej więzi, rozmowy, wspólnego zastanowienia się nad problemami, celami w życiu i w związku i sposobami ich osiągnięcia, brak fizycznego kontaktu (przytulenia się, pomiziania), nawet tak banalnej rzeczy jak wspólne obejrzenie czegoś w tv (oglądamy oddzielnie to co każe z nas lubi, a te zbiory prawie nie mają części wspólnej). Żyjem nie razem a obok siebie i nasze drogi przecinają się praktycznie tylko w łóżku, bo tylko tam mamy wspólny interes ;)

      Co do drugiej kwestii to masz sporo racji. Gdyby małżonka byłą porządnie grzmocona i regularnie dochodziła to nie trzeba by jej molestować o seks, sama by chodziła za mężem :)
      • ditchdoc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 26.09.10, 01:22
        vitek_1 napisał:

        > To ja napisałem kiedyś, że w związku jestem skrzyżowaniem bankomatu z wibratore
        > m, bo jedyne czego ode mnie oczekuje żona to płać czynsz i wszystkie rachunki i
        > jeszcze daj mi na zakupy, i regularnie rób mi dobrze. Brak emocjonalnej więzi,
        > rozmowy, wspólnego zastanowienia się nad problemami, celami w życiu i w związk
        > u i sposobami ich osiągnięcia, brak fizycznego kontaktu (przytulenia się, pomiz
        > iania), nawet tak banalnej rzeczy jak wspólne obejrzenie czegoś w tv (oglądamy
        > oddzielnie to co każe z nas lubi, a te zbiory prawie no nie mają części wspólnej).
        > Żyjem nie razem a obok siebie i nasze drogi przecinają się praktycznie tylko w
        > łóżku, bo tylko tam mamy wspólny interes ;)

        a to tylko Twoja wina ze dales sie sprowadzic do takiej roli

        • vitek_1 Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 26.09.10, 01:35
          Wiem, już mi tu kilka osób wytłumaczyło że wszystko jest Tylko i Wyłącznie z Mojej Winy.
          • ditchdoc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 26.09.10, 10:00
            vitek_1 napisał:

            > Wiem, już mi tu kilka osób wytłumaczyło że wszystko jest Tylko i Wyłącznie z Mo
            > jej Winy.

            nie obrazaj sie, po prostu pozwoliles na taki stan a nie inny, kobita zawsze losia wykorzysta ;), da sie to zmienic.
          • izabella9.0 Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 26.09.10, 13:36
            "Już mi tu kilka osób wytłumaczyło że wszystko jest Tylko i Wyłącznie z Mo
            > jej Winy."

            Co Ty, źle ci powiedzieli, Ty jesteś niewinny, winny tego wszystkiego jest skrzacik ogrodowy, gwiazdeczka na niebie no i my społeczeństwo :DDDDDDDD
          • foka_bez_oka vitek 26.09.10, 16:01
            polecam artykuł, fajnie i mądrze napisany, poniżej wklejam mały fragment :

            "Poczucie duszenia się oznacza, że albo my pozwalamy się dusić, albo sami siebie dusimy. Jeżeli mam poczucie, że mój partner mnie dusi, to przeważnie znaczy, że się nie bronię, nie umiem stawiać granic, nie mówię, że się na coś nie zgadzam, a jeśli sam się duszę, to znaczy, że sam sobie nie pozwalam na wyrażenie niezadowolenia, złości, pretensji.

            Dlatego jeśli ktoś przychodzi do mnie i mówi: 'Moja żona zrobiła ze mnie pantoflarza', to ja odpowiadam: 'Proszę powiedzieć tak: »Pozwoliłem żonie zrobić ze mnie pantoflarza «'. Albo zamiast 'Mój mąż zrobił ze mnie służącą' - 'Pozwoliłam mężowi zrobić z siebie służącą'.

            cały tutaj:
            wyborcza.pl/odpowiedzialni/1,109089,7879644,Granice_wolnosci_w_zwiazku.html?as=3
            • vitek_1 Re: vitek 27.09.10, 02:39
              Dzięki foka, ale to zupełnie nie ma przełożenia na moją sytuację.
              Na to żeby mnie ignorować i żyć swoim, a nie naszym wspólnym życiem żona nie potrzebuje mojego pozwolenia. A ja nie mam środków żeby ją zmusić do zmiany postępowania. Przecież nie przywiążę jej do krzesła gdy chcę z nią porozmawiać. Nie zmuszę żeby przestrzegała jakiegokolwiek planu wybiegającego dalej niż co będzie na obiad. Itd.

              Kilka razy próbowałem i kończyło się na przepychankach bo traciłem nad sobą kontrolę. Pozostaje mi pogodzić się z tym że ożeniłem się z małą dziewczynką która nigdy nie dorośnie.
    • ditchdoc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 26.09.10, 01:20
      mgla_jedwabna napisała:

      > I jeszcze jedno - nawet, jeśli żona tylko "wykręca się zmęczeniem" a nie jest n
      > aprawdę zmęczona, to powinno was to zmusić do autorefleksji. Żeby się od czegoś
      > wykręcać, trzeba tego mocno nie lubić. Gdybyście byli chociaż trochę dobrzy w
      > te klocki, to żony "dawałyby" wam i nie potrzebowały żadnych wykrętów.

      skoro zonie zle, maz nie umie ruchac to ponoc istnieje cos takiego jak rozwod ;)

      i mezczyzna nie "wykreci sie zmeczeniem" od pracy bo nie bedzie pracy, ok? ;)
      • mgla_jedwabna Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 26.09.10, 02:13
        "skoro zonie zle, maz nie umie ruchac to ponoc istnieje cos takiego jak rozwod"

        Ale ja to nie jest wątek o tym, co ma zrobić kobieta. Dla ułatwienia dyskusji możemy przyjąć, że ma nie tykać innych, póki się nie rozwiedzie, albo przynajmniej nie złoży pozwu.

        To jest, a przynajmniej ma być, wątek o braku konsekwencji u facetów: chcą robić tylko A i B, reszta ich nie obchodzi. A potem żalą się, że traktuje się ich jak maszynki do A i B. I skąd to, skąd, pytam się grzecznie?
    • kobieta-praktyczna Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 26.09.10, 09:31
      odp. na pierwsze pytanie: taki model mężczyzny wynieśli z domu, a wokół za mało mają innych wzorców. Mó Ojciec pomagał w kuchennych i innych domowych zajęciach, ale gdy rozlegał się dzwonek, szybko zdejmował fartuszek, aby nikt nie zobaczył go przy tych upokarzających mężczyznę czynnościach.
      na drugie pytanie: potwierdzam, gdyby mój mąż był "dobry w te klocki", nie potrzebowałby prosić - sama chodziłabym za nim. "Być dobrym w te klocki" rozpoczyna się od umiejętności wspólnego dzielenia obowiązków, czerpania przyjemności ze spędzania ze sobą czasu - bycia razem. Jeśli kobieta czuje się osamotniona, to nie potrafi przeżywać seksu, bo dobry seks, to porozumiewanie się dusz i ciał, a tego pierwszego brakuje.
      • i-sztar Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 26.09.10, 09:56
        Kobieta -praktyczna ma rację . facet może bardzo dobrze umiec ruchac ,ale niestety tam gdzie nie ma miłości w duszy i w czynach to nic sie nie układa ,w żadnej dziedzinie życia , w takim przypadku jestem za rozwodem tylko hm kto odejdzie z mieszkania , domu?? kobieta powinna zostac z dziecmi a facet zabrac walizki i już , a potem kobieta nie utrzyma domu .ciężkie czasy .
        chociaż źle napisałam zanim po rozwó to postarac sie u specjalistów ratowac miłóść ,jednak kiedy ta miłość nie wróci to wtedy dowidzenia
      • santo_inc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 08:43
        > na drugie pytanie: potwierdzam, gdyby mój mąż był "dobry w te klocki", nie potr
        > zebowałby prosić - sama chodziłabym za nim. "Być dobrym w te klocki" rozpoczyna
        > się od umiejętności wspólnego dzielenia obowiązków, czerpania przyjemności ze
        > spędzania ze sobą czasu - bycia razem. Jeśli kobieta czuje się osamotniona, to
        > nie potrafi przeżywać seksu, bo dobry seks, to porozumiewanie się dusz i ciał,
        > a tego pierwszego brakuje.

        Potwierdzasz, ale potem zaraz zaprzeczasz.

        "Te klocki" to seks, do którego co najwyżej można doliczyć grę wstępną i umiejętne budowanie napięcia przez cały dzień.

        Z całą pewnością nie można do tego doliczyć wspólnego dzielenia obowiązków czy czerpania przyjemności z oglądania wspólnie telenoweli.

        Czyli tak naprawdę wychodzi na to, że nie wystarczy, by facet był "dobry w te klocki", tak naprawdę musi być jeszcze romantyczny, uprzejmy, użyteczny w domu i tak dalej i tak dalej.
    • ore.ona Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 26.09.10, 10:30
      > Zainspirowana wątkiem dot. zmęczenia kobiet pracami domowymi jako wykrętu od se
      > ksu<

      Do możliwych powodów unikania dodam postawę roszczeniową mężczyzny-
      „pracuję, przynoszę pieniądze więc żądam seksu”
      Byłaby dla mnie pierwszym krokiem do unikania seksu.
    • kobieta-praktyczna Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 26.09.10, 11:13
      Zgadzam się z ore.ona. Pragnienie seksu u kobiety wzbudzane jest serdecznością, czułością mężczyzny. Żądanie wywołuje przeciwny skutek.
    • m00nlight W zasadzie sama sobie odpowiedzialas... 26.09.10, 11:52

      Generalnie wszystko, co robimy, robimy z jakiegoś powodu, nawet jeśli pozornie wydaje się to dzialaniem 'od czapy'.

      Jesli kobieta wykręca się od seksu przemęczeniem są 2 możliwości

      1. Albo istotnie jest przemęczona i pada na pysk
      2. Albo jest to wymówka by nie robić czegoś czego się robić nie chce.

      Tak czy srak, kiła.

      Żeby sobie z tym poradzić, trzeba po pierwsze, dowiedzieć się z którym przypadkiem mamy do czynienia, jeśli 1- odciążyć kobietę, przynajmniej częściowo. Jeśli 2- sprawa jest skomplikowana i trzeba drążyć dalej, mianowicie co jest powodem 'nielubienia' przez żonę seksu. A tych może być mnóstwo, od problemów zdrowotnych (hormonalnych) po niezadowolenie ze związku.

      Ale panowie zamiast dzialac wolą narzekać i szukac sobie argumentow usprawiedliwiających zdradę...
      • santo_inc Re: W zasadzie sama sobie odpowiedzialas... 28.09.10, 08:41
        > 1. Albo istotnie jest przemęczona i pada na pysk
        > 2. Albo jest to wymówka by nie robić czegoś czego się robić nie chce.
        >
        > Tak czy srak, kiła.
        >
        > Żeby sobie z tym poradzić, trzeba po pierwsze, dowiedzieć się z którym przypadk
        > iem mamy do czynienia, jeśli 1- odciążyć kobietę, przynajmniej częściowo.

        Odciążyć zabraniając jej wykonywania bezsensownych prac albo zmniejszenia ich częstotliwości.

        Bo nie będę, przykładowo, brał na siebie codziennego odkurzania półek, tylko dlatego, że kobitce na tym zależy. Raz w tygodniu mogę to wziąć na siebie i tyle.
    • kic-anty Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 26.09.10, 12:23
      > Skąd się biorą tacy ograniczeni panowie, którzy najpierw uważają, że ich działk
      > a w małżeństwie to przynieść wypłatę i uprawiać seks z żoną, nic więcej, a pote
      > m się dziwią, że są traktowani jak "skrzyżowanie bankomatu z wibratorem". Macie
      > jakieś teorie tłumaczące ten zadziwiający brak konsekwencji?

      Ja mam .
      1. Z wychowania i z nawyków "wdrukowanych " w domach rodzinnych (dotyczy to zarówno kobiet jak i mężczyzn) , a zupełnie nie przystających do dzisiejszych czasów.
      Przykład pierwszy:
      Impreza u mnie w domu. Ja w kuchni przy garach (gotowanie to jedno z moich hobby).
      Wchodzi żona kolegi i pokłada się ze śmiechu na mój widok.

      - Z czego się śmiejesz Kaśka - grzecznie spytałem

      - Bardzo bawi mnie widok mężczyzny w fartuchu przy garach.

      Parę miesięcy póżniej widziałem to biedactwo zalane łzami, bo wredny mąż nie udzielał się w pracach domowych( nie jestem pewien czy to jest tematem wątku). Nauczyła się tej postawy w domu rodzinnym, bo niby gdzie indziej.

      Przykład drugi:

      Akademik, kolega X lat 20 liczący -pewnego dnia odwiedziła go mamusia. Jego współspacze z pokoju zawołali pozostałych kumpli z roku, aby też się pośmiali i popatrzyli, jak mamusia X-owi
      sprząta pokój. I to była naprawdę dobra mamusia, bo przywiozła z domu wyprane rzeczy, coby się synek nie męczył.

      2. Z głupoty i kretynizmu kobiet. (niektórych oczywiście)

      Przykład:

      Gdy mi się zdarzało siedzieć cały dzień w domu, żona w pracy, dziecko w szkole.
      To nie będę czekał, aż kobieta wróci z roboty, zrobi zakupy, ugotuje itd. , tylko sam to zrobię.
      Tak mi nakazuje zwykła logika. Siadam do stołu z dzieckiem, jemy (wiem, że posiłek obiektywnie był OK). A co robi ślubna? Demonstracyjnie robi sobie odrębny obiad! Poczułem się jakby plunęła mi w twarz. Urażona ambicja. Z dobre pół roku nie zrobiłem w domu nic, zupełnie nic- oczywiście w celach wychowawczych. Poza tym ja jestem jak Stalin-nigdy nie wybaczam, no i niby jaką miałem motywację, żeby się wysilać?
      Oczywiście przeprowadziłem póżniej dochodzenie dlaczego strzelała takie fochy. Przyczyna była absurdalna, cytuję "Bo przy tobie nie czuję się jak kobieta".
      No ale jej mamusia całe życie była zdalnie sterowanym robotem kuchennym, to i córeczka też ma takie inklinacje. Ma już zainstalowane odpowiednie oprogramowanie.

      Przykład drugi:

      Kolega chciał ulżyć małżonce w niedoli gospodyni domowej i brał się za pomoc w przeróżnych pracach domowych, a to umył okna- oczywiście zle musiała – ”poprawić”.
      A to odkurzył- oczywiście żle. Zrobił pranie-tzn. włożył ciuchy do maszyny, wsypał proszek, nadusił guzik z napisem „start”, rozwiesił na suszarce. Oczywiście zle. Żona prane zdjęła, ta sama pralka, ten sam proszek, ten sam program. Chyba miała z lekka „zryte pod beretem”. Za każdym razem kobieta chciała mu coś udowodnić.
      Skończyło się dobrze, tzn. są po rozwodzie. Ciekawe, że od 10 lat jest sama, ale to pewnie zbieżność przypadkowa.

      A tak na marginesie prace domowe są znikomym obciążeniem. I nie są męczące same w sobie. Męcząca jest monotonia życia ograniczającego się do garów, bachorów itp. Długotrwałe przebywanie w domu ( tylko) powoduje powstanie dziury w mózgu. Opowiadał mi kolega, że jego żona siedząc w domu tak zgłupiała, że gdy była w szkole dziecka i trzeba było podać adres zamieszkania, to musiała zadzwonić do męża z pytaniem gdzie mieszkają –nie znała swojego adresu po kilku latach mieszkania.

      Reasumując w domu muszą być dwa żywe bankomaty i nie ma nic gorszego, gdy kobieta po latach jedyne co potrafi robić, to być przy mężu.

      Razem pracujemy to razem prowadzimy prace domowe i tyle.

      A unikanie gili, gili z powodu zmęczenia pracami domowymi to prawie zawsze jest wymówka a nie powód.
      • ditchdoc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 26.09.10, 13:08
        kic-anty napisał:

        > Kolega chciał ulżyć małżonce w niedoli gospodyni domowej i brał się z
        > a pomoc w przeróżnych pracach domowych, a to umył okna- oczywiście zle musiała
        > – ”poprawić”.
        > A to odkurzył- oczywiście żle. Zrobił pranie-tzn. włożył ciuchy do maszyny, wsy
        > pał proszek, nadusił guzik z napisem „start”, rozwiesił na suszarce
        > . Oczywiście zle. Żona prane zdjęła, ta sama pralka, ten sam proszek, ten sam p
        > rogram. Chyba miała z lekka „zryte pod beretem”. Za każdym razem ko
        > bieta chciała mu coś udowodnić.

        no tak czesto bywa, ze czego nie zrobimy i jak dobrze by bylo zrobione i tak jest zle, chyba czesc pan bierze sobie za punkt honoru "bycie gospodynia", pozniej jeczy ze sie jej nie pomaga. Pranie trzeba dzielic na 10 kategorii. Dzieckiem nie jestem i w piasku sie nie turlam, wrzucam wszystko, 40st, proszek kolorowy, najdluzszy program. Koszule i garnitury do pralni.

        pranie zrobione ;), sukces, zajmuje to dobre 2 minuty. Rozwieszenie w zaleznosci od ilosci skarpet, 3-10 minut, albo przelozenie do suczarki i wcisniecie 'start' ~30 sekund.

        poza tym jakos nie przypominam sobie zebym widzial kobiety wnoszace chocby zgrzewki z woda, nie mowiac o meblach, workach z ziemniakami itd. Jak kobieta mocno niepogodzona ze swoimi obowiazkami a jednoczesnie jezeli chlop cokolwiek zrobi to oczywiscie zle, to proponuje raz na zime powiedziec "kochanie jutro 100kg ziemniakow przyjezdza, wnies do piwnicy ja zrobie pranie". Szczescie i harmonia na dobrych kilka miesiecy ;P
        To pozartem naturalnie, ale jak pani jest bardzo zdziczala i marudna, jednoczesnie nie da sobie pomoc bo zle, to czemu nie? ;) ;) ;)

        Nie wiem, ja tam z kobieta nie mam problemow, naczynia pozmywam raz ja raz ona, syf zamiote i jakos zle sie z tym nie czuje, jak mi sie nie chce to mowie ze mi sie nie chce i zrobie jutro albo nie zrobie wogole, tyle, obiad w domu w zasadzie jemy tylko w niedziele i tez nie mam problemu zeby zrobic. Jak jeczy ze jej sie nie chce to mowie zeby nie robila, cos tam przeklnie i zazwyczaj i tak zrobi. Zero problemow, nie skrazy sie a obowiazkow zawodowych tez ma duzo i czasu na bzdety malo.
      • triss_merigold6 Ten pan ma rację 26.09.10, 13:15
        Wprawdzie ja jestem matką gastronomiczną i gotuję oraz wydaję posiłki ale do innych prac domowych gonię i z kartką na zakupy wysyłam.
        Upierdliwa jest monotonia i zamknięcie w czterech ścianach (możliwość poruszania się WYŁACZNIE z dzieckiem to też uwięzienie).
        • m00nlight Re: Ten pan ma rację 26.09.10, 16:36

          I racja, obowiązki trzeba rozdzielać równo między wszystkich domowników, wszak każdy korzysta ze wspolnego domu i jego zasobów.

          Al jeśli kobieta sama zrobi sobie 'dobrze' i bierze na siebie wszystko, lub zdecydowaną większość, może i ma co chciała na własne życzenie, ale i ma prawo czuc się fizycznie zmęczona kieratem.

          Inna sprawa że wiele kobiet (to zapewne kwestia wychowania) nie pozwala sobie pomóc bo
          a) nie może patrzeć na nieporadność męża czy dzieci przy obowiązkach i odczuwa nieodpartą potrzebę wyręczania wszystkich we wszystkim, bo zrobi to szybciej, i lepiej- to chyba najczęściej
          b) patrząc na faceta ktory zmywa gary czuje się zwyczajnie niezręcznie- to też efekt socjalizacji i wychowania, takie podświadome poczucie że od pewnych rzeczy sa kobiety,od innych mężczyźni.
          c) facet wykonujący 'babskie' czynności wydaje się 'niemęski'- z takimi opiniami też się spotkałam.

          Generalnie- długa, długa droga przed nami do realnego partnerstwa i równouprawnienia. Bo na razie to mamy- ale tylko w sferze deklaracji. Natomiast mentalnie- ani mężczyźni ani kobiety nie są do tego przygotowani(e). Niestety.

          Czytalam na pewnym blogu ciekawą notkę na temat 'strażniczek systemu' za chwilę poszukam to wam wkleję.
          • m00nlight Obiecana notka 26.09.10, 16:42
            Facet od zadań specjalnych, czyli Rebeliantom może się udać

            socjopatycznamalkontentka.blox.pl/html/1310721,262146,14,15.html?10,2006
            Swoją drogą, uwielbiam jak ta kobieta pisze :) polecam też inne notki.
          • urquhart Re: Ten pan ma rację 26.09.10, 17:10
            m00nlight napisała:
            > I racja, obowiązki trzeba rozdzielać równo między wszystkich domowników, wszak
            > każdy korzysta ze wspolnego domu i jego zasobów.

            Po równo według potrzeb? Czyich? Kobiecych znacznie bardziej wygórowanych w domyśle pewnie? :)
            www.youtube.com/watch?v=G5XsFb8DtuM&feature=related
            www.youtube.com/watch?v=hH0DQZx55cU&feature=related
            U podstaw sukcesu człowieka i współczesnego świata leży specjalizacja...
            Każdy może sie wszystkiego nauczyć ale po co?
            Pani od sprzątania ogarnia w parę godzin to co nam zajęłoby nam parę dni... :)


            _____________________________________
            Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
            • triss_merigold6 Re: Ten pan ma rację 26.09.10, 18:03
              Jak zapłacisz to niech ogarnia pani od sprzątania. Spoko.
            • m00nlight Re: Ten pan ma rację 26.09.10, 18:53
              A gdzie ja napisalam że wszyscy mają robić wszystko?

              Tylko tyle, by podzial obowiązkow byl sprawiedliwy, w przypadku dzieci np dostosowany do ich stopnia rozwoju i możliwosci.

              To nie jest takie trudne, kazdy ma jakies preferencje. Np ja lubię gotowac, sprzątanie (ogolnie mi zwisa) ale nienawidze prania i prasowania więc zwalam to na kogoś innego, kto ma 2 lewe ręce do kuchni. Trzeba tylko chcieć i rozdzielic obowiązki niczym profesjonalny manager :) Rzeczy ktorych nikt nie lubi robic robimy wg grafiku, np tydzien ty, tydzien ja itd itd.

              Oczywiscie, jesli kogos stac i pasuje mu takie rozwiązanie, bo zatrudnic kogos z zewnątrz problem chyba traci rację bytu?

              U mnie pani od sprzątania nie zdala egzaminu, czulam się niezręcznie że ktos obcy łazi mi po domu, zagląda do wszystkich kątów, wstydzilam się np że w łazience leży niesprzątnięta bielizna i takie tam. A jak zaczęłam 'ogarniać cokolwiek żeby nie bylo kwasu że taki syf' to okazywalo się że przychodzila pani do sprzątania i nie bylo co sprzątać :P

              Każde rozwiązanie jest lepsze od narzekania przy jednoczesnym siedzeniu na dupsku....
              • urquhart Re: Ten pan ma rację 26.09.10, 19:21
                m00nlight napisała:
                > Tylko tyle, by podzial obowiązkow byl sprawiedliwy, w przypadku dzieci np dosto
                > sowany do ich stopnia rozwoju i możliwosci.
                > To nie jest takie trudne, kazdy ma jakies preferencje. Np ja lubię gotowac, spr
                > zątanie (ogolnie mi zwisa) ale nienawidze prania i prasowania więc zwalam to na
                > kogoś innego, kto ma 2 lewe ręce do kuchni.

                Wszystko to ma sens jeżeli pamietasz o zasadzie psychologii że "dom" znaczy co innego dla kobiety i mężczyzny. Dla kobiety jest centrem aktywności i stwarzania poczucia bezpieczństwa dzieki takim aktywnościom dbania o dom, tymczasem dla mężczyzny miejscem odpoczynku od aktywności świata zewnetrzego, jaskinią spokoju.
                Dlatego typowo kobiety mnożą w nieskończoność oczekiwania porządków aż do zachowań obsesyjnych nerwicy natrętct, a samotni mężczyzńi bez utraty konfortu mogą żyć samotnie w niezłym syfie. Bo co jest tak zwanym "obowiazkiem" jest względne i zależy od indywidualnych potrzeb.
                Ja tylko zwracam uwagę że na tym polega partnerstwo że spełniamy czyjeś potrzeby i oczekujemy że druga strona spełni nasze i warto o tym pamietać, tym bardziej że tu akurat z typowo mężczyźni spełniają dużo wieksze oczekiwania kobiet.



                _____________________________________
                Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                • kag73 Re: Ten pan ma rację 26.09.10, 19:45
                  Urquhart, Ty tutaj nie wyskakuj z psychologia i nie strugaj wariata. My mowimy o prozie dnia codziennego gdzie: w lodowce nie ma nic do zarcia i ktos musi zrobic zakupy, wszyscy glodni, w tym chlop tez, ale obiad MUSI/POWINNA zrobic zona, gary nie umyte, czyli nie ma w czym obiadu ugotowac i nie ma co na dupe wlozyc, bo ktos prania nie zrobil a raczkujace dziecko przykleja sie prawei do up..lonej podlogi(na co trzeba i wypada wziac wzglad). My tutaj o tego typu etacie mowimy a nie o przypadkach kiedy ona raz na miesiac wymaga mycia okien a on uwaza, ze to niepotrzebne. Panimawszy?
                  Na dokladke jeszcze dodam, ze i kobiety seks lubia i chca, to nie te czasy, ze dawaly, bo maz oczekiwal i dla swietego spokoju.
                  • m00nlight Re: Ten pan ma rację 26.09.10, 19:55

                    Czytalam kiedyś artykuł o śląsku (dementujący panujący rzekomo tam patriarchat) że paredziesiąt lat temu panowal pogląd, że sex częściej niż raz w tygodniu jest szkodliwy dla zdrowia ;)

                    Kąpano się przeważnie tylko w sobotę, by czystym pojsc w niedzielę do kościólka na mszę. Więc oczywistym, że ten 'raz w tygodniu' oczywista, wypadal w sobote wlasnie, przecież baba chłopa do wyrka nie wpusci u*ebanego ;) Jako ze górnicze wyplaty pobierane byly w calosci przez żony, ktore mężom wydzielały kieszonkowe na pijaństwo z kolegami, zgadnijcie w ktore dni miesiąca panowie owo kieszonkowe otrzymywali ;) Oczywiscie w sobotę. A więc wybor prosty: sex albo popijawa. Najczęściej wybierali popijawy, a wróciwszy potargani do domu grzecznie kładli się spać i tak mijały soboty.

                    Tak więc, sposoby na unikanie seksu kobiety mialy od zawsze, i to calkiem zmyslne, a smiem twierdzic ze kiedys mialy więcej powodow do unikania- chociazby dlatego ze nikt nie dbal o ich potrzeby.

                    Więc panowie zamiast narzekac, powinniscie sie cieszyc ze nie zyjecie 100 lat temu. Bo wtedy żeby wyegzekwowac ten święty obowiązek trzeba sie bylo może lepiej napocić.
                    • urquhart Re: Ten pan ma rację 26.09.10, 20:27
                      m00nlight napisała:
                      > Więc panowie zamiast narzekac, powinniscie sie cieszyc ze nie zyjecie 100 lat t
                      > emu. Bo wtedy żeby wyegzekwowac ten święty obowiązek trzeba sie bylo może lepie
                      > j napocić.

                      Jeszcze 100 lat temu, kto chciał spokojnego bezpiecznego życia szedł do kopalni albo do pługa. Kto chciał przygód i dużo ruchania zaciągał sie do wojska i gwałcił i nie pytając o pozwolenie. Dopiero I wojna światowa to zmieniła, ale i tam w pierwszej fazie walczyli głownie naiwni ochotnicy.
                      Tp pomijając tych co się urodzili wyższych stanem.
                      _____________________________________
                      Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                      • anais_nin666 Re: Ten pan ma rację 26.09.10, 22:10
                        urquhart napisał: Kto chciał przygód i dużo ruchania zaciągał sie do wojska i gwałcił i nie pytając o pozwolenie. Dopiero I wojna światowa to zmieniła, ale i tam w pierwszej fazie walczyli głownie naiwni ochotnicy.

                        Ludzie szli do wojska, by móc ruchać?? Karkołomna teoria. Sądziłam, że z tym wyborem (wojsko) wiązały się jednak inne profity.
                        • ditchdoc Re: Ten pan ma rację 28.09.10, 15:57
                          anais_nin666 napisała:

                          > Ludzie szli do wojska, by móc ruchać?? Karkołomna teoria. Sądziłam, że z tym wy
                          > borem (wojsko) wiązały się jednak inne profity.

                          moze i nie wprost ale gwalcili wszystko i w zasadzie nie skonczylo sie to na ww1.

                          Poczytaj chocby "Wspomnienia sapera" - Mathiasa Schenkanpa, niemca zeby nie bylo, natomiast prawie kazde zrodlo dotyczace akurat tej czesci ww2 mowi to samo

                          jak szwaby wchdzily do Warszawy czesali dom po domu, w domach i piwnicach kobiety i dzieci, kazda kobieta i dziecko z kulka w glowie, wczesniej naturalnie kazda miedzy 12 a 60 lat byla gwalcona. Najczesciej przez kilku pokolei.

                          Pewnie sie nie zaciagali dla samego ruchania ale ruchania na wojnie troche mieli.
                          • tully.makker Re: Ten pan ma rację 28.09.10, 19:03
                            jak szwaby wchdzily do Warszawy czesali dom po domu, w domach i piwnicach kobie
                            > ty i dzieci, kazda kobieta i dziecko z kulka w glowie, wczesniej naturalnie kaz
                            > da miedzy 12 a 60 lat byla gwalcona. Najczesciej przez kilku pokolei.

                            To chyba w warszawie dolnej pod Klajem bylo, bo na pewno nie w tej Warszawie, w ktiorej moja rodzina mieszkala.
                            • ditchdoc Re: Ten pan ma rację 28.09.10, 19:41
                              tully.makker napisała:

                              > To chyba w warszawie dolnej pod Klajem bylo, bo na pewno nie w tej Warszawie, w
                              > ktiorej moja rodzina mieszkala.

                              poczytaj sobie troche chocby o poczynaniach Dirlewanger'a i jego ss w Warszawie.
                      • m00nlight Dla ścisłości... 27.09.10, 15:53

                        Do wojska najczęściej zaciągali się tzw 'trzeci synowie' ktorzy nie mieli szans na spadek po ojcu. Zaciągali się, bo często był to jedyny sposob aby zarobic i w przyszlosci zalozyc rodzine. A że wielu nie doczekalo, to juz inna kwestia. Swoją drogą, zgodnie Twoją teorią musieli mieć niezłe parcie na sex skoro ryzykowali życiem ;) Głupota, ale niech tam.
                        • m00nlight Dla jeszcze większej ścisłości... 27.09.10, 15:54

                          Szli na wojaka albo na księdza :P
      • gacusia1 Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 27.09.10, 01:40
        > A tak na marginesie prace domowe są znikomym ob
        > ciążeniem. I nie są męczące same w sobie. Męcząca jest monotonia życia ogranicz
        > ającego się do garów, bachorów itp. Długotrwałe przebywanie w domu ( tylko) po
        > woduje powstanie dziury w mózgu.
        Prace domowe nie sa uciazliwe,jesli
        1.lubi sie to,co sie robi
        2.robi sie to od czasu do czasu,nie zawsze i wylacznie JA
        3.Ktos dostrzega nasza prace,docenia i czasem podziekuje-niekoniecznie slowem.
        Nienawidze sprzatac! Uwielbiam gotowac i piec. Lubie "robic" pranie ale niecierpie wyjmowac ciuchow z suszarki i skladac ich. Kazda para gaci i skarpetek wyjmowana z suszarki powiduje u mnie narastajaca frustracje. Dlaczego? Bo robie to wylacznie ja! Bo zamiast podziekowania slysze -a gdzie sa wszystkie moje majtki? Wtedy to ja juz o sexie nawet nie pomysle :P ...No,chyba ze z jakims przystojnym,ciemnoskorym ogrodnikiem albo innym hydraulikiem :D .
        W innych czynnosciach moge liczyc na pomoc.
      • vitek_1 Monotonia 27.09.10, 02:50
        > Męcząca jest monotonia życia ograniczającego się do garów, bachorów itp

        Oczywiście monotonia życia ograniczającego się do wstania, udania do pracy, i powtarzania tam przez 8 godzin tych samych czynności co wczoraj i tych samych co jutro, wcale nie jest monotonią tylko męskim wymysłem

        > Długotrwałe przebywanie w domu powoduje powstanie dziury w mózgu.

        Za to długotrwałe powtarzanie tego co opisałem wyżej z pewnością uczyni z każdego Einsteina.
        • kic-anty Re: Monotonia 27.09.10, 07:50
          > Oczywiście monotonia życia ograniczającego się do wstania, udania do pracy, i p
          > owtarzania tam przez 8 godzin tych samych czynności co wczoraj i tych samych co
          > jutro, wcale nie jest monotonią tylko męskim wymysłem
          >

          Jesli dzień spędzasz stojąc cały czas przy taśmie w fabryce, to mogę tylko współczuć. W takiej robocie można kota dostać.
          Ja dawno temu, przez jakiś czas przynosiłem do mojej jaskini zasiłek dla bezrobotnych i z tego tytułu w mojej familii role się odwróciły-ja zajmowałem się pracami domowymi, a żona zarabiała. Także problem znam z autopsji. Najbardziej męczące w moim
          życiu, jako gospodyni domowej wydawało mi się to, że w tych pracach (gotowanie, odkurzanie itd.) praktycznie nie używa się mózgu.Te czynności wykonuje się poniżej progu świadomości, tak jak chodzenie. Stąd ta moja opinia:

          > Długotrwałe przebywanie w domu powoduje powstanie dziury w mózgu.
          >
          Nasuwa mi się tu pewna analogia. Jeśli dajmy na to złamaną nogę unieruchomi się w gipsie i jej nie używa, to po paru tygodniach, po jego zdjęciu nie da się chodzić. Z głową jest podobnie.
          Zwróć uwagę na koszmarnie niski poziom kolorowych pism adresowanych do gospodyń domowych: proste, nieskomplikowane teksty, dużo kolorowych obrazków. A jakiś odcinek jakiegoś brazylijskiego serialu próbowałeś oglądać?
          Kiedyś z kumplami, niezupełnie trzeżwi dyskutowaliśmy na temat czyja żona jest bardziej głupia. Zwycięzcą okazał się kolega, którego żona nie znała własnego adresu.
          Zrobił się z niej zdalnie sterowany robot kuchenny. Nasze owocne obrady zakończyły się wnioskiem, że nie powinno się długo siedzieć w domu (płeć tu nie ma nic do rzeczy), tylko niezbędne minimum, ponieważ:


          > Długotrwałe przebywanie w domu powoduje powstanie dziury w mózgu.

          Ale to była taka mała dygresja. Wracając do tematu wątku:



          > Skąd się biorą tacy ograniczeni panowie, którzy najpierw uważają, że ich działk
          > a w małżeństwie to przynieść wypłatę i uprawiać seks z żoną, nic więcej, a pote
          > m się dziwią, że są traktowani jak "skrzyżowanie bankomatu z wibratorem". Macie
          > jakieś teorie tłumaczące ten zadziwiający brak konsekwencji?

          Teza wydaje mi się nieco fałszywa:

          Często stykam się z przypadkami facetów, którzy są zmuszeni do pracy wręcz ponad siły ( bo kredyt, bo nowa pralka, bo rozpoczęcie roku szkolnego itd). Powrót do domu o 2100. I co zakupy w nocnym, bo pusta lodówka? Sam tak miałem.

          > I jeszcze jedno - nawet, jeśli żona tylko "wykręca się zmęczeniem" a nie jest n
          > aprawdę zmęczona, to powinno was to zmusić do autorefleksji


          Oczywiście to powoduje refleksję:

          - Po jaką cholerę ja się tak wysilam?! Co mam w zamian?
          - Na co mi taka żona?



          Jesli wibratorowi znudzi się byćtylko żywym bankomatem, to powinien zamiast na dom i rodzinę zacząć wydawać kasę przede wszystkim na siebie. To zwykle pomaga. A jak nie to warto zajrzeć na forum" rozwód i co dalej".
          • kag73 Re: Monotonia 27.09.10, 11:23
            I tutaj mamy przyklad typowo polskiej meskiej mentalnosci "rozmawiali z kolega czyja zona jest glupsza". Moj Boze, swiadectwo o Was, skoro MUSICIE zostawac przy glupich zonach, bo przeciez gdybyscie mieli jaja i troche szacunku do siebie samego juz dawno byscie sie z nimi rozwiedli.
            Zapewniam Cie, ze i w pracy mozna sie uwstecznic, rowniez biurowej, to tez czasem nuda, rutyna, zero nowych wyzwan, czesto czlowiek nie moze wykorzystac calego potencjalu, ktory ma w sobie.
            Nie zgadzam sie tez, ze jezeli ktos "siedzi" w domu, np. z malym dzieckiem to mu sie dziura w mozgu robi, mnie sie np. nie zrobila i znam wiele kobiet, ktore tez dziury w mozgu nie maja a byly w domu z dziecmi. To wszystko kwestia osobistych upodoban, zainteresowan, zorganizowania sobie czasu, czasem tez pieniedzy i przede wszystkim dobrego porozumienia miedzy partnerami.
            Nigdy nie bylam zamknieta w klatce, bo z dzicekiem w domu siedzialam. Nadal mialam kontakt z ludzmi, dostep do internetu, do prasy, do ksiazek. Poza tym jest jeszcze druga osoba, maz, ktory tez ma tutaj swoja role. Wazne, zeby byl rozsadny i ze wszystkim sie mozna dogadac. On wraca z pracy, ja moge zrobic cos dla siebie. Poza tym sa jeszcze weekendy.
            I owszem, bardzo czesto w czasie prac domowych uzywam mozgu, kiedy sprzatam moge myslec o niebieskich migdalach i nie tylko, moge snuc plany na przyszlosc, zastanawiac sie na roznymi rzeczami, rozwiazaniami, problemami. Ze Ty do myslenia potrzebujesz idealnego skupienia i siedzenia przy biurku to nie znaczy, ze wszyscy tak maja, bo nie maja. Co nie znaczy, ze sprzatac lubie, bo zazwyczaj nie mam na to ochoty.
            • kic-anty Re: Monotonia 27.09.10, 15:11
              > I tutaj mamy przyklad typowo polskiej meskiej mentalnosci "rozmawiali z kolega
              > czyja zona jest glupsza". Moj Boze, swiadectwo o Was, skoro MUSICIE zostawac pr
              > zy glupich zonach, bo przeciez gdybyscie mieli jaja i troche szacunku do siebie
              > samego juz dawno byscie sie z nimi rozwiedli.

              Nie znam pojęcia "typowa męska polska mentalność". Tak samo jak " typowa kobieca polska mentalność". Coś takiego nie istnieje.

              W trakcie obrad nie do końca byliśmy trzeżwi- to tyle tytułem usprawiedliwienia.
              My nie musimy zostawać przy żonach, ale my CHCEMY z nimi być, tylko nie chcemy żeby działa im się krzywda i zajmowały się tylko domami, tylko żeby pracowały zawodowo, co się=2 bankomaty w domu. Nieznajomość własnego adresu, daty wybuchu II wojny Św. itp nie wydają się być wystarczającym powodem do rozwodu. Tylko to takie dziwnie, gdy taką ignorancją wykazuje się pani magister.
              Szukaliśmy przyczyn. Nie były to urazy czaszki. Po przejrzeniu paru kolorowych pism dla kobiet i obejrzeniu obszernych fragmentów brazylijskiego serialu wnioski nasunęły się same. Z moich, przyznaję dość pobieżnych obserwacji wynika, że to ulubiona rozrywka gospodyń domowych.Jeśli czyjś mózg jest przez długie lata stale bombardowany takim chłamem, to nie może to nie zostawić żadnych szkód.
              Wyrażnie daje się zauważyć zależność między długotrwałym siedzeniem w domu naszych żon tylko przy garach (powiedzmy 8-10lat), a powstawaniem "dziury w mózgu". Po 10 latach "siedzenia" w domu, "siedzi się" w domu, bo już nic innego się robić nie potrafi.
              Jako feminista jestem zwolennikiem równouprawnienia, w tym prawa do pracy zawodowej dla kobiet.


              > Nie zgadzam sie tez, ze jezeli ktos "siedzi" w domu, np. z malym dzieckiem to m
              > u sie dziura w mozgu robi, mnie sie np. nie zrobila i znam wiele kobiet, ktore
              > tez dziury w mozgu nie maja a byly w domu z dziecmi.

              Masz rację , oczywiście ktoś musi się zajmować małym dzieckiem( czy też dziećmi) i to wcale nie musi oznaczać degradację umysłową mamusi i zwykle nie oznacza. Tylko co wtedy, gdy lata lecą, dzieci dorastają, a biedna, użalająca się nad sobą kobiecina nadal siedzi w domu. Nie jest łatwo taką osobę pogonić do roboty. Po latach przecież prawie nic się nie umie. Określenie- "dziura w mózgu"-to była taka metafora poetycka.


              > Zapewniam Cie, ze i w pracy mozna sie uwstecznic, rowniez biurowej, to tez czas
              > em nuda, rutyna, zero nowych wyzwan, czesto czlowiek nie moze wykorzystac caleg
              > o potencjalu, ktory ma w sobie.

              Prawda! Po trzykroć prawda! Własnie siedzę w takiej robocie i mi się nudzi, dlatego tak sobie piszę.

              > Nigdy nie bylam zamknieta w klatce, bo z dzicekiem w domu siedzialam. Nadal mia
              > lam kontakt z ludzmi, dostep do internetu, do prasy, do ksiazek. Poza tym jest
              > jeszcze druga osoba, maz, ktory tez ma tutaj swoja role. Wazne, zeby byl rozsad
              > ny i ze wszystkim sie mozna dogadac. On wraca z pracy, ja moge zrobic cos dla s
              > iebie. Poza tym sa jeszcze weekendy.

              Jakbyś min. o moim małżeństwie pisała i tak trzymać! Tylko że z wielu postów kobiet-gospodyń domowych przebija poczucie ogromnej krzywdy, że muszą zajmować się domem, a to taka nieludzka harówa itd.

              I przypominam pytanie postawione przez twórczynię wątku:

              >Skąd się biorą tacy ograniczeni panowie, którzy najpierw uważają, że ich działka w >małżeństwie to przynieść wypłatę i uprawiać seks z żoną, nic więcej, a potem się dziwią, że >są traktowani jak "skrzyżowanie bankomatu z wibratorem". Macie jakieś teorie tłumaczące >ten zadziwiający brak konsekwencji?

              Powyższe pytanie wydawało mi się ogromnym uproszczeniem. Niemniej próbuję na nie odpowiedzieć. Zresztą nieraz z kumplami dyskutowałem na ten temat.

              Kobieta powinna być niezależna od mężczyzny i też powinna zarabiać. Razem pracujemy-razem prowadzimy dom. Ja pracuję, to żona prowadzi dom. Ja nie pracuję, a kobieta w robocie, to ja prowadzę dom. Nie ma nic darmo.
              Jeśli mężczyzna pozwala się traktować jako żywy bankomat, to znaczy, że z nim jest coś nie tak. Powinny być dwa bankomaty w domu, wtedy problem poruszony przez twórczynię wątku nie ma racji bytu.
              • kag73 Re: Monotonia 27.09.10, 15:34
                Nie przyjmuje usprawiedliwien typu "nie do konca bylismy trzezwi", bo uwazam, ze jak ktos jest prostakiem albo chamem to to wlasnie pod wplywem alkoholu z niego wychodzi.
                Poza tym jak sie zone wybieralo na zasadzie : fajna dupa i mnie dopuszcza...biore a wszystko inne nie interesowalo, to sie nie ma co dziwic, ze jest jak jest. A ze po 5 latach dupa sie opatrzyla i nie jest juz taka atrakcja, nagle widzi sie to na co sie nie zwrocilo uwagi. To tyle.
                To nie jest tak, ze ta pani nagle dosatala dziury w mozgu i nic nie wie, ona juz kiedys tego nie wiedziala. A moze zwyczajnie zapomniala, Ty pewnie niektorych rzeczy tez nie wiesz, albo wylecialo Ci z glowy, zdarza sie i pracujacym.
                Niech kazdy zyje tak jak chce i jak sobie wybral a to czy ktos dostaje "dziury w mozgu" czy nie to rzecz osobistych i indywidualnych predyspozycji, uwarunkowan umyslowych i checi.
                Z jednym sie zgodze i zawsze powtorze kazdej mlodej kobiecie : patrz, zebys miala papier w kieszeni i jak najwiecej w glowie, zebys byla (albo mogla byc) finansowo niezalezna od faceta, bo zycie jest dlugie i nie wiadomo co Cie spotka. Jezeli nie chce i nie musi pracowac zawodowo, nikt nie ma z tym problemu, nich tak bedzie, ale wazne, zeby kobieta miala te swiadomosc i mozliwosc, ze jakby przyszlo co do czego, na siebie i na swoje dzieci zarobi.
                A tych kolorowych czasopism dla pan tez nie rozumiem, w kolko tylko moda, diety, jak uwiesc faceta, do znudzenia. Fakt, ze na szczescie nie ma przymusu, nie trzeba ich czytac. Pewnie to jakis trik marketingowy, kobiety sa lepszymi konsumentami niz mezczyzni, naogladaja sie gazetek i zaraz poleca do sklepu po ciuchy albo po drogie kosmetyki i o to chodzi, to takie moje przypuszczenie ;)
                • santo_inc Re: Monotonia 28.09.10, 08:36
                  > Poza tym jak sie zone wybieralo na zasadzie : fajna dupa i mnie dopuszcza...bio
                  > re a wszystko inne nie interesowalo, to sie nie ma co dziwic, ze jest jak jest.
                  > A ze po 5 latach dupa sie opatrzyla i nie jest juz taka atrakcja, nagle widzi
                  > sie to na co sie nie zwrocilo uwagi. To tyle.

                  To znaczy powinien okres 5 lat odmóżdżania wliczyć w czas doboru żony, czy może jakoś inaczej sprawdzić, że przyszła żona się odmóżdży i zmienić obiekt zainteresowań?

                  > z kiedys tego nie wiedziala. A moze zwyczajnie zapomniala,

                  Jeśli ktoś zapomina, gdzie mieszka, to kwalifikuje się do leczenia na głowę, bo zagraża sobie samemu.
                  • kag73 Re: Monotonia 28.09.10, 12:06
                    To znaczy, co juz napisalam wczesniej, ze ta zona juz wczesniej "odmozdzona" byla, jezeli chodzi o scislosc. Nie wmawiaj mi, ze jezeli skonczylam studia, znam 4 jezyki obce, przeczytalam tony ksiazek i nie tylko o tematyce roznej, interesuje sie swiatem wokol mnie,
                    w zyciu zawodowym ciagle zmienialam prace, uczylam sie nowych rzeczy, mam dostep do mediow, itp. NAGLE sie "odmozdze", bo jestem z dzieckiem(czy bez dziecka) piec lat w domu. No nie uwierze, nie uwierze!
                    To jedno. Po drugie w przypadek nie wie adresu, bo "glupia" jest, faceci byli lekko wstawieni opowiadajac sobie te bzdurki a nawet jezeli tak bylo, to moze sie komus zdarzyc, ze ma taki "black out", urwanie filmu, po prostu. Jeszcze jedno, nie wykluczone, ze jego zona ma Alzheimera, to jeszcze jdena opcja, ale na pewno nie dowod na "glupote".
                    Daty II Wojny swiatowej...bezsensowny przyklad na "odmozdzanie". Ma to oznaczac, ze jak ktos chodzi do pracy to to wie, bo sobie regularnie powtarza/przypomina, czy co?
                    Smiechozol i brak respektu tych panow do zon, ktore sobie wybrali. To moje zdanie.
                    • sisi_kecz Re: Monotonia 28.09.10, 12:25
                      A ja sie tak przejęłam tym przykładem o adresie, że śniło mi sie, że zapomniałam swojego nazwiska, ehehehehe:)))

                      Mam czasem dziury w mózgu i to nie jest nic smiesznego, efekt uboczny niedoczynności tarczycy, albo właśnie pierwsze symptomy Altzheimera (obciążenie rodzinne), także niestety czasem zdarza sie zapomnieć jakiegoś słowa, czy imienia, ale do fazy ze snu jeszcze nie doszło, oby nie był proroczy ;)

                      Sądzę, że przebywanie w domu z dzieckiem, pomimo wszelkich zabiegów jednak pewna bystrość, czy błyskotliwość utrąca- nie ma sie co czarować.
                      Umysł nie ćwiczony w bezpośredniej współpracy z innymi ludźmi pracuje inaczej.
                      Nie traci sie IQ, ale na tempie myślenia sie traci, no i dodatkowo samemu podaje sie sobie tematyke do przemyśleń, a to też ograniczenie.
                      Nie wliczam geniuszy, filozofow, wynalazców, pracujących samotnie, bo mówimy o sredniej krajowej.

                      duze pozdro!!!
                      • kag73 Re: Monotonia 28.09.10, 13:59
                        "...no i dodatkowo samemu podaje sie sobie tematyke do przemyśleń, a to też ograniczenie."

                        Zalezy jak kto to widzi i co dla kogo jest wazne. Dla mnie to plus a nie ograniczenie.
                        Wreszcie moge zajac sie czyms co mnie naprawde interesuje, albo w wolnych chwilach, albo kiedy dziecko jest w przedszkolu, albo kiedy zajmuje sie nim tato, albo kiedy tego dziecka nie mam.
                        Wlasnie poszlam do mojego meza, ktory siedzi w pokoju obok, kawka na biureczku i gra w szachy(co jest jego ogromna pasja) z wirualnym przeciwnikiem i pytam: "Kochanie, zadowolony jestes? Nie wolabys teraz byc w biurze, nerwowo zerkac na zegarek, bo za 10 minut meeting i chyba nie zdazysz uporac sie z projektem. Glodny tez jestes, ale cholera nie ma czasu na jedzenie. Poza tym 120 maili do "obrobienia", potem kolejny meeting, durny szef nad glowa i nawet do toalety nie ma czasu isc."
                        Sisi i jak myslisz co on mi odpowiedzial?

                        Oczywiscie mowimy o roznych okolicznosciach, mozliwosciach i alterantywach.
                        Moze i moj umysl pracuje inaczej niz Twoj, bo ja juz dosc dlugo nie pracuje zawodowo, ale uwierz mi: jestem szczesliwa, mam sporo wolnego czasu, czasu dla meza, dla dziecka, nikt mi nie mowi co jeszcze musze zrobic, robie to co chce. Dodam, ze ze wzgledu na okolicznosci, mam dosc interesujace(jak dla mnie) zycie i jestem za nie wdzieczna i gwizdze na to, ze moj umysl pracuje inaczej niz umysl ludzi parcujacych, ja w moim odczuciu po prostu korzystam z zycia i jestem szczesliwa a to sie dla mnie liczy najbardziej.
                        Inna kwestia czy ludzie CHCA myslec, czy tez nie.
                        • sisi_kecz Re: Monotonia 28.09.10, 14:16
                          Jasne, że Twój mąż woli partyjkę szachów w domkiu niż zapier..dzielanie na jakiś meeting i 10 kaw w biegu.

                          A czy wolałby tą partyjkę, gdyby w opcji miał spotkanie z szachowymi mistrzami i mini turniej w leśniczówce pod Moskwą, gdzie pogawędziłby z innymi wszechświatami, czyli doświadczyłby kontaktu z umysłem innego człowieka, w dodatku "arcyumysłem"?

                          Owszem nie jestem typem samotnika. Uwielbiam inspirujace towarzystwo i w każdym miejscu pracy jakie dotąd miałam zawsze znalazłam punkty do rozwoju nie bacząc na g.wniane rutynowe czynności.
                          Teraz mam pracę typu zleceniowego i każde zlecenie to nowy człowiek, nowe rozwiązania, nowe mozliwości.
                          Uważam, że tworzenie sobie samemu planu do myślenia zawiera pułapkę niemożności wyjścia poza siebie.
                          Przypomnij sobie jabłko Newton'a ;)

                          Bez doświadczeń zewnętrznych nie ma rozwoju.

                          duze pozdro!!!
                          • kag73 Re: Monotonia 28.09.10, 14:25
                            Alez nie mylmy dwoch spraw. Fakt, ze ktos nie pracuje zawodowo, nie oznacza, ze jest zamkniety w klatce, ze niczego nie doswiadcza, nie doznaje i nie przezywa i ze nie ma doswiadczen zewnetrznych. Wszystko zalezy od trybu zycia, checi i mozliwosci i upodoban.
                            • sisi_kecz Re: Monotonia 28.09.10, 14:28
                              Fakt, ze ktos nie pracuje zawodowo, nie oznacza, ze
                              > jest zamkniety w klatce, ze niczego nie doswiadcza, nie doznaje i nie przezywa
                              > i ze nie ma doswiadczen zewnetrznych. Wszystko zalezy od trybu zycia, checi i
                              > mozliwosci i upodoban.'

                              Oczywiście, że n ie siedzi w klatce, ale to trzeba sie zdecydować o czym mówimy, aby nie było nieporozumień.

                              O matce dwojga maluchów ogarniającej z nimi pod p[achą gospodarstwo domowe, czy o ludziach sytuowanych, którzy na emeryturze zwiedzają świat w towarzystwie innych erudytów i poliglotów?

                              duze pozdro!!!
                              • kag73 Re: Monotonia 28.09.10, 15:41
                                Owszem, owszem, prawie cztery lata "siedzialam" z dzieckiem w domu, w sumie latwiej niz z dwojka, ale za to zadnej babci pod nosem nie mialam :)
                              • kag73 Re: Monotonia 29.09.10, 00:16
                                sisi_kecz napisała:

                                mowimy
                                > O matce dwojga maluchów ogarniającej z nimi pod p[achą gospodarstwo domowe, czy
                                > o ludziach sytuowanych, którzy na emeryturze zwiedzają świat w towarzystwie in
                                > nych erudytów i poliglotów?"
                                Ach, Sisi, nasunela mi sie jeszcze jedna uwaga na temat "sredniej krajowej", o ktorej pisalas, Ty tutaj rowniez nie jestes reprezentaywnym przykladem:

                                "Owszem nie jestem typem samotnika. Uwielbiam inspirujace towarzystwo i w każdym miejscu pracy jakie dotąd miałam zawsze znalazłam punkty do rozwoju nie bacząc na g.wniane rutynowe czynności.
                                Teraz mam pracę typu zleceniowego i każde zlecenie to nowy człowiek, nowe rozwiązania, nowe mozliwości."

                                Jak mysliesz jaka alternatywe ma taka przecietna matka dwojga maluchow? Jezeli popatrze na male miasta, to po prostu moze isc sprzedawac w odziezowym albo do Biedronki. Nie dlatego, ze nie posiada odpowiednich kwalifikacji czy zdolnosci, zeby robic cos innego. Po prostu innej pracy NIE MA, z malymi wyjatkami. Taa, trzeba przyznac w Biedronce towarzystwo jest, powiedzialabym, ze czasami az za duzo tych ludzi. Moze Ty jestes optymistyczna i widzisz u sprzedawczyni w budce z kebabem mozliwosci "rozwoju", ja tam jestem realistka, rozwinac to jej sie tam moze bol kregoslupa i nog. Bo srednia krajowa to nie super interesujaca praca w korporacji czy jak to tam teraz nazywaja, ani nawet popijanie kawki za biurkiem i od czasu do czasu troche stresu, przynajmniej nie w malych miastach.
                                I teraz taka sprzedwczyni z budki z kebabem przyjdzie spyplana do domu a tam czeka na nia rozpizdziel w chalupie, gotowanie obiadu, dwojka dzieci. Myslisz, ze zalezy jej na tym, zeby sie "rozwijac" wsrod ludzi, bo ja nie jestem pewna, nie dziwilabym sie jej gdyby tak nie bylo.

            • santo_inc Re: Monotonia 28.09.10, 08:37
              > Zapewniam Cie, ze i w pracy mozna sie uwstecznic, rowniez biurowej, to tez czas
              > em nuda, rutyna, zero nowych wyzwan, czesto czlowiek nie moze wykorzystac caleg
              > o potencjalu, ktory ma w sobie.

              I o to właśnie chodzi.

              Kobiety mogą się wściekać, że robota w domu doprowadza je do szewskiej pasji i są już zbyt zmęczone, by się kochać z mężem. Mężowi nie wypada, przecież on musi zawsze chcieć, nie ważne, że robota jest nudna, rutynowa, żmudna, i tak dalej.
          • vitek_1 Re: Monotonia 28.09.10, 14:43
            Nie ma żadnego znaczenia czy stoję przy taśmie w fabryce (nie stoję).

            95% zawodów polega na powtarzalnym wykonywaniu zestawu co najwyżej kilku czynności od wczesnego rana do późnego popołudnia.

            Jeżeli mieścisz się w pozostałych 5% to gratulacje.
      • santo_inc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 08:40
        > A tak na marginesie prace domowe są znikomym ob
        > ciążeniem. I nie są męczące same w sobie.

        Zgadzam się z tym w zupełności i uważam, że trzeba to przypominać w każdym tego typu wątku.

        Rozdziawione od wrzasku "ja zapieprzam cały dzień w domu" buzie można łatwo zamknąć wspólną wyliczanką czynności, które zostały w danym dniu wykonane.
        Wstawienie prania? 2 minuty.
        Rozwieszenie prania? 5 minut.
        Prasowanie? 15 minut. Dłużej? Czy na pewno skarpetki muszą być wyprasowane?
        Odkurzanie? 10 minut.
        Mycie podłogi? 10 minut.
        Gotowanie obiadu? Godzina.

        Jak się z takiej wyliczanki uskłada więcej, niż 3 godziny, to można rzeczywiście powiedzieć, że kobieta jest zarobiona jak koń na westernie. ;)

        A najczęściej po prostu w grę wchodzą dwa czynniki:
        * zbyt duże oczekiwania co do porządków w domu,
        * brak dobrej organizacji pracy.

        Jeśli sprzątanie jest celem samym w sobie, to pech...
        • mgla_jedwabna Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 13:00
          Daruję sobie szczegółowe wyliczanie czasu, napiszę ci tylko, że twoja lista ma czasy mocno zaniżone, a wiele czynności jest pominiętych. Obiad godzinę? Może i tak, a teraz dolicz zakupy i zmywanie. Mycie podłogi 10 min? W moim 2-pokojowym mieszkaniu zajmuje to conajmniej 20. I wcale nie ma świra na punkcie czystości (mój mąż podziela to zdanie, więc argumenty ad "kobiecy punkt widzenia" możesz sobie darować). I tak dalej.

          Zresztą, skoro pranie, prasowanie, odkurzanie, mycie podłogi i gotowanie obiadu są takie lekkie, łatwe i przyjemne, od dzisiaj rób to sam. Tylko porządnie, a nie po łebkach. Nie chcesz? Ale czemu, przecież to podobno żaden problem?

          A teraz wyobraź sobie, że robisz wszystko z malym dzieckiem, które domaga się twojej uwagi (nie w sensie, że jest rozwydrzone, tylko musisz cały czas patrzeć, czy on właśnie nie zjada żwiru z kuwety w celach eksperymentalnych), ktore trzeba ubrać, nakarmić, uczesać, wyczyścić w stopniu minimalnym (inaczej będzie malowanie mieszkania), wyprowadzić na spacer. Takich dzieci może być dwoje-troje, każde z odmiennymi potrzebami. Jednemu zmieniasz pieluchę, drugie wlaśnie umazało się farbkami, trzecie domaga się jeść. A ty w międzyczasie próbujesz znaleźć te głupie minuty wyliczone powyżej.

          Dziwnym trafem na zmęczenie totalne nie uskarżają się kobiety bezdzietne, tylko właśnie matki małych dzieci. Więc nasze rozważania dot. prac domowych należałoby opatrzyć uwagą: prace domowe nie są w zasadzie długotrwałwe ani męczące, jednak wykonywane z małymi dziećmi u boku stanowią o kluczowej różnicy między "jestem zmęczony, ale to normalne" a "padam na pysk".

          • kag73 Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 13:08
            "Dziwnym trafem na zmęczenie totalne nie uskarżają się kobiety bezdzietne, tylko właśnie matki małych dzieci. Więc nasze rozważania dot. prac domowych należałoby opatrzyć uwagą: prace domowe nie są w zasadzie długotrwałwe ani męczące, jednak wykonywane z małymi dziećmi u boku stanowią o kluczowej różnicy między "jestem zmęczony, ale to normalne" a "padam na pysk"."

            Ja bym ujela to tak: dzieci sa supcio, mozna z nimi milo spedzic czas, bo wiadomo, ze sie je kocha i w nie inwestuje, zajmowanie sie nimi nie byloby meczace(no moze czasami, zalezy od wieku i przypadlosci) gdyby nie te CHOLERNE prace domowe, ktore trzeba w miedzyczasie odwalic i nie dlatego, ze to fanaberie zon i matek, ale zwykla KONIECZNOSC.
            Wiem, faceci tutaj nadal beda strugali wariatow, ze kobiety wymyslaja sobie zajecia, ale to nieprawda, sa rzeczy, ktore zrobic trzeba, bo inaczej sie nie da.
            • mgla_jedwabna Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 13:26
              Można tak: dzieci wymagają ciągłej uwagi. Gdyby można było zajmować się tylko dzieckiem, nic przy tym innego nie robiąc, byłoby to miłe i przyjemne. Ale jeśli trzeba jednocześnie uważać na 3-latka i kroić marchewkę, to jest to wybitnie męczące.

              Skoro panowie wyliczyli tutaj prace domowe na 3 godziny, to proponuję taki przelicznik: 8 godzin opieki nad dzieckiem+3 godziny prac domowych daje nam 11 godzin. Niech teraz sobie wyobrażą, że codziennie zasuwają po 11 godzin, a chwila nieuwagi może skutkować odpowiedzialnością karną (narażenie dziecka na niebezpieczeństwo) i moralną (pozwoliłem, aby gar rosołu wylał się na moj najukochańszy skarb). Gdyby facet przychodził z takiej roboty, to wszyscy uwazaliby go za usprawiedliwiomego w braku ochoty na seks. Ale kobieta, to co innego. Jej się będzie udowadniać, że jej praca jest lekka, łatwa i przyjemna, jeśli sobie nie radzi, to wyłącznie przez złą organizację. A jeśli nie ma ochoty na seks, to nie może po prostu nie kieć ochoty, o nie, ona ze złej woli chce "ukarać" faceta!
              • kag73 Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 13:40
                Tutaj pomaglaby tylko metoda empiryczna. Zostawic takiegio delikwenta na dwa tygodznie z dziecmi i calym gospodarstwem domowym, moze wtedy zrozumialby w czym rzecz i co jest koniecznoscia a co kobieca fanaberia.
                Prawda jest taka, ze niektorzy faceci po prostu sa nie fair. Dokladnie wiedza co w trawie piszczy i jak wyglada sytuacja, ale nigdy sie do tego nie przyznaja, chociazby z tego powodu, ze sami prac domowych odwalac nie chca.
                • mgla_jedwabna Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 17:56
                  Są tacy, którzy będą żyć w totalnym syfie, dziecko karmić w McDonald's i nie zobaczą cienia problemu, bo przecież "dziecko nie umarło, a pilota do tv da się jeszcze znaleźć".
              • sisi_kecz re re re re... 28.09.10, 13:44
                Nudne to już jest.
                Czy da sie ustalić obietywna i nie podlegajacą kwestionowaniu wszechludzką normę: przy jakiej pracy i po w jakim czasie w hierarchii potrzeb seks ustąpi potrzebie snu?

                różne dzieci, różna ilość dzieci, rózne motywacje, różne zboczenia (porządkowe),różne mieszkania, różne wychowanie z domu, wzorce kulturowe, różne predyspozycje, różne progi zmęczenia, różne listy przebojów spędzania wolnego czasu.

                Wszystko u każdego różne, a ma sie wykluć wspólny wniosek?
                never.

                chyba że taki, że: może to niektóre (znikomą część, sporą część, mniej więcej połowę, większość, prawie wszystkie) kobiety męczyć, kiedy zasuwają w pracy i w domu, na tyle że wieczorem nie mają już sił na satysfakcjonujący seks.


                duze pozdro!!!
                -
                Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                John Gray
                • sisi_kecz Empiryczny przypadek jak znalazł ;) 28.09.10, 13:51
                  Pamiętnik słomianego wdowca.

                  Zostałem sam. Żona wyjechała na tydzień. Całkiem przyjemna odmiana.
                  Myślę, że razem z psem miło spędzimy te dni.

                  Poniedziałek

                  DOKŁADNIE zaplanowałem rozkład zajęć. Wiem, o której będę wstawał,
                  ile czasu poświęcę na poranną toaletę i śniadanie. Policzyłem, ile
                  zajmie mi zmywanie, sprzątanie, wyprowadzanie psa, zakupy i gotowanie.
                  Jestem miło zaskoczony, że mimo wszystko zostaje mi mnóstwo wolnego
                  czasu. Nie wiem, dlaczego prowadzenie domu jest dla kobiet takim problemem, skoro
                  można tak szybko się z tym uporać. Wystarczy odpowiednio zorganizować
                  sobie pracę.
                  Na kolację zafundowałem sobie i psu po steku. Żeby stworzyć miły
                  nastrój, ładnie nakryłem do stołu. Ustawiłem wazon z różami i zapaliłem
                  świecę.
                  Pies na przystawkę dostał pasztet z kaczki, potem główne danie
                  udekorowane warzywami, a na deser ciasteczka. Ja popijam wino i palę dobre cygaro.
                  Dawno nie czułem się tak dobrze.

                  Wtorek

                  MUSZĘ jeszcze raz przemyśleć rozkład dnia. Zdaje się, że wymaga kilku
                  drobnych poprawek.
                  Wyjaśniłem psu, że nie codziennie jest święto, dlatego nie może się
                  spodziewać, że zawsze będzie jadł przystawki i inne dania z trzech
                  różnych misek, które ja muszę myć.
                  Przy śniadaniu zauważyłem, że picie soku ze świeżych pomarańczy ma
                  jedną zasadniczą wadę. Za każdym razem trzeba potem myć wyciskarkę. Jak
                  rozwiązać ten problem? Trzeba przygotować sok na dwa dni - wtedy
                  wyciskarkę myje się dwa razy rzadziej.
                  Odkrycie dnia: parówki można odgrzewać w zupie. W ten sposób ma się
                  jeden garnek mniej do zmywania.
                  Na pewno nie będę codziennie biegał z odkurzaczem tak jak chciała żona.
                  Raz na dwa dni to aż nadto. Muszę tylko pamiętać, żeby zdejmować buty,
                  a psu wycierać łapy. Poza tym czuję się świetnie.

                  Środa

                  MAM wrażenie, że prowadzenie domu zajmuje jednak więcej czasu, niż
                  przypuszczałem. Będę musiał zrewidować swoją strategię.
                  I tak: przyniosłem z baru kilka gotowych dań - w ten sposób nie stracę w
                  kuchni aż tyle czasu. Przygotowanie posiłku nigdy nie powinno trwać
                  dłużej niż jedzenie.
                  Kolejny problem to słanie łóżka. Najpierw trzeba się z niego
                  wygrzebać, potem wywietrzyć sypialnię, a na końcu jeszcze równo ułożyć pościel
                  - zawracanie głowy. Nie uważam, żeby codzienne słanie łóżka było
                  konieczne, zwłaszcza, że i tak wieczorem człowiek musi się do niego
                  położyć. W sumie wydaje się, że jest to czynność zupełnie pozbawiona sensu.
                  Zrezygnowałem też z przygotowywania osobnych posiłków dla psa i kupiłem
                  gotowe jedzenie w puszkach. Pies trochę się krzywił, ale cóż... Skoro
                  ja mogę się obyć bez domowych obiadków, on też nie powinien grymasić.

                  Czwartek

                  KONIEC z wyciskaniem soku z pomarańczy! To nie do wiary, że z tym
                  niewinnie wyglądającym owocem jest aż tyle zachodu. Kupię sobie gotowy sok w
                  butelkach.
                  Odkrycie dnia: udało mi się przespać noc i wysunąć się z łóżka
                  prawie nie naruszając pościeli. Rano musiałem tylko wygładzić narzutę.
                  Oczywiście jest to kwestia wprawy i w czasie snu nie można się za często
                  przewracać z boku na bok. Trochę bolą mnie plecy, ale gorący prysznic
                  powinien pomóc.
                  Zrezygnowałem z codziennego golenia, bo to zwykła strata czasu. Zyskałem
                  przez to cenne minuty, których moja żona nigdy nie traci, bo nie ma
                  zarostu.
                  Kolejne odkrycie: nie ma sensu za każdym razem jeść z czystego talerza.
                  Ciągłe zmywanie zaczyna mi działać na nerwy.
                  Pies też może jeść z jednej miski... w końcu to tylko zwierzę.
                  UWAGA: doszedłem do wniosku, że odkurzać trzeba najwyżej raz w tygodniu.
                  Parówki na obiad i na kolację.

                  Piątek

                  KONIEC z sokiem pomarańczowym! Za dużo dźwigania.
                  Odkryłem następującą rzecz: rano parówki smakują całkiem nieźle, po
                  południu gorzej, a wieczorem w ogóle. Poza tym, jeśli żywić się nimi
                  dłużej niż przez dwa dni z rzędu, mogą wywoływać lekkie mdłości.
                  Pies dostał suchą karmę. Jest równie pożywna, a miska nie jest
                  popaćkana.
                  Z kolei ja zacząłem jeść zupę prosto z garnka. Smakuje tak samo, a nie
                  trzeba brudzić talerza ani chochli. Teraz już nie czuję się tak, jakbym
                  był automatyczną zmywarką do naczyń.
                  Przestałem wycierać podłogę w kuchni. Ta czynność irytowała mnie tak
                  samo jak słanie łóżka.
                  UWAGA: Żegnajcie puszki!!! Nie będę brudził sobie otwieracza.

                  Sobota

                  Po co wieczorem zdejmować ubranie, skoro rano znów trzeba je włożyć?
                  Zamiast marnować czas, lepiej trochę dłużej poleżeć. Przy okazji można
                  zrezygnować z kołdry i odpadnie kłopot z jej porannym układaniem.
                  Pies nakruszył na podłogę. Zbeształem go. Powiedziałem, że nie jestem
                  jego służącym.
                  Dziwne - nagle zdałem sobie sprawę, że moja żona też tak czasem do mnie
                  mówi.
                  Powinienem dziś się ogolić, ale jakoś nie mam ochoty. Nerwy mam napięte
                  jak postronki.
                  Na śniadanie zjem tylko to, co nie wymaga rozpakowywania, otwierania,
                  krojenia, smarowania, gotowania ani mieszania. Wszystkie te czynności
                  doprowadzają mnie do rozpaczy.
                  Plan na dziś: obiad zjem prosto z torebki, nachylony nad zlewem. Żadnych
                  talerzy, sztućców, obrusów i innych głupot.
                  Trochę bolą mnie dziąsła. Pewnie jem za mało owoców, ale nie chce mi
                  się ich taszczyć ze sklepu. Może to początek szkorbutu?
                  Po południu zadzwoniła żona i spytała, czy umyłem okna i zrobiłem
                  pranie. Wybuchnąłem histerycznym śmiechem. Powiedziałem jej, że nie mam
                  czasu na takie rzeczy.
                  Jest pewien problem z wanną. Odpływ zatkał się makaronem. Ale
                  niespecjalnie się martwię. I tak przestałem się kąpać.
                  UWAGA: jem teraz razem z psem, prosto z lodówki. Musimy się spieszyć,
                  żeby zbyt długo nie trzymać jej otwartej.

                  Niedziela

                  OGLĄDALIŚMY z psem telewizję z łóżka. Na ekranie różni ludzie
                  zajadali przeróżne smakołyki, a my tylko z zazdrością przełykaliśmy
                  ślinkę. Obaj jesteśmy osłabieni i drażliwi. Rano zjedliśmy coś z psiej miski,
                  ale żadnemu z nas to nie smakowało.
                  Naprawdę powinienem się umyć, ogolić, uczesać, zrobić psu jeść,
                  wyjść z nim na spacer, pozmywać, posprzątać, pójść po zakupy, ale po
                  prostu nie mogę wykrzesać z siebie dość sił.
                  Mam problemy z utrzymaniem równowagi, zaczyna szwankować wzrok.
                  Pies zupełnie przestał merdać ogonem.
                  Pchani resztką instynktu samozachowawczego, wyczołgujemy się z łóżka i
                  idziemy do restauracji, gdzie przez ponad godzinę jemy różne pyszności.
                  Korzystamy z wielu talerzy, bo przecież nie musimy ich myć.
                  Później lądujemy w hotelu. Pokój jest wysprzątany, czysty i przytulny.
                  Wreszcie znalazłem sposób na zmorę tych okropnych domowych obowiązków.

                  Ciekawe, czy kiedykolwiek przyszło to do głowy mojej żonie?

                  (wersja bezdzietna, bo z dziećmi zginąłby marnie...;)

                  duze pozdro!!!
              • santo_inc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 13:50
                > Skoro panowie wyliczyli tutaj prace domowe na 3 godziny, to proponuję taki prze
                > licznik: 8 godzin opieki nad dzieckiem+3 godziny prac domowych daje nam 11 godz
                > in.

                Ech, pozostaje tylko współczuć, że Twoje dziecko nie potrafi się bawić samo, bez nieustającej Twojej uwagi.
                • kag73 Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 14:18
                  "Ech, pozostaje tylko współczuć, że Twoje dziecko nie potrafi się bawić samo, bez nieustającej Twojej uwagi.2

                  A Ty dziecko masz i bylas z nim kiedys CALY dzien w domu? Np. maluch zaczynajacy raczkowac, nie mozesz prakycznie spuscic go z oka, bo albo wylize podeszwy wszystkich butow, albo zwali sobie cos na glowe, albo cos pozbija. Do lanienki wejsc i zamnac drzwi tez nie mozesz, bo albo wybuchnie placzem, bo zniknela mama, albo cos moze zbroic. A moze akurat do tego jeszcze zabkuje, cierpi, placze, trzeba go utulac. A widziales kiedys roczniaka jak bierze ksiazeczke albo jakas inna zabawke i zajmuje sie nia np. cala godzine? A pomyslales o tym jak odkrywa chodzenie i chodzic nie umie, ale chce, zeby go "prowadzac".
                  Do tego "podciaga sie" na meblach i innych stolikach i trzeba pilnowac, zeby sobie glowy nie rozbil.
                  A pomysles o tym, ze czlowiek to zwierze stadne i dzieci uwielbiaja towarzysto? Czyli chca, zeby sie nimi zajmowac, bawic, poswiecac czas. Ze nie wspomne momentow kiedy goraczkuja, maja sraczke, zabkuja, maja ospe wietrzna, zapalenie oskrzeli czy jeszcze cos.
                  A do szczepienia i do lekarzy tez same chodza i na spacerki tez.?
                  Powiem Ci jedno, kiedy moj maz po raz pierwszy zostal z naszym dzieckiem, to sie bardzo zdziwil. Mnie nie bylo 3 godziny, on mial wrazenie, ze bylo to pol dnia. Poza tym zaplanowal, ze zrobi w tym czasie mnostwo rzeczy dla siebie, tym czasem nie dal rady zrobic prawie niczego.
                  A karmiles kiedys szesciomiesieczniaka? Kazdy posilek srednio 40 minut, a tych posilkow jest sporo. I myslisz, ze sam sobie zmieni pieluche albo przebierze upyprane kaftaniki?
                  Mam wrazenie, ze tutaj slepy o kolorach mowi!
                  • santo_inc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 16:46
                    > A Ty dziecko masz i bylas z nim kiedys CALY dzien w domu?

                    Mam dziecko i spędziłem z nim łącznie w domu pewnie ze dwa miesiące tych "całych dni".

                    > Np. maluch zaczynajac
                    > y raczkowac, nie mozesz prakycznie spuscic go z oka, bo albo wylize podeszwy ws
                    > zystkich butow, albo zwali sobie cos na glowe, albo cos pozbija.

                    No tak, ale opcje są dwie:
                    1) pilnujesz go,
                    2) raz na zawsze usuwasz większość przeszkód w pomieszczeniu.

                    > A karmiles kiedys szesciomiesieczniaka? Kazdy posilek srednio 40 minut, a tych
                    > posilkow jest sporo. I myslisz, ze sam sobie zmieni pieluche albo przebierze up
                    > yprane kaftaniki?

                    Karmiłem dwumiesięczniaka, z takim maluszkiem nie raz zostawałem na cały dzień w domu (choć nie było to codziennie). Starszego też. Bywałem z dzieckiem w domu na zwolnieniu. Że nie wspomnę o urlopie ojcowskim pod koniec pierwszego roku jego życia.

                    Tak więc nie masz mnie co straszyć tym, jak to potwornie zajmujące jest dziecko, bo ja przekonałem się na własnej skórze, że nie jest.
                    • kag73 Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 17:56
                      I DWA MIESIACE LACZNIE to tak dlugo, zeby moc sie wypowiadac i wiedziec cala palete zachowan i obowiazkow z dzieckiem od 0 do trzeciego roku zycia?
                      Dwumiesieczniaka karmi sie butelka, ja mowie o karmieniu papkami, czego maluchy musza sie nauczyc.
                      Przezyles faze uporu u dwulatka i poznales, DZIEN W DZIEN, jak moze absorbowac. To byl "moj" najtrudniejszy okres, mlody dal mi popalic, przy calej milosci do niego :)
                      Jasne, dzieci bywaja rozne.
                      Oczywiscie, ze "usunelam przeszkody", ale wszystkiego z chalupy nie wyniose.
                      I ciekawe czy oprocz tej opieki nad maluszkiem odwaliles jeszcze cala domowa robote, zwlaszcza kiedy ten maluszek mial 1,5 roku i domagal sie towarzystwa i nie tylko.
                      I wstawales jeszcze w nocy, zeby tego maluszka nakarmic?
                      • santo_inc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 29.09.10, 16:29
                        > I DWA MIESIACE LACZNIE to tak dlugo, zeby moc sie wypowiadac i wiedziec cala pa
                        > lete zachowan i obowiazkow z dzieckiem od 0 do trzeciego roku zycia?

                        Myślę, że dość długo, by dzielić przez dwa wszystkie wypowiedzi o tym, jak to każdej kobiecie z dzieckiem jest trudno w domu sobie poradzić.

                        > Dwumiesieczniaka karmi sie butelka, ja mowie o karmieniu papkami, czego maluchy
                        > musza sie nauczyc.

                        Też przerabiałem.

                        > Przezyles faze uporu u dwulatka i poznales, DZIEN W DZIEN, jak moze absorbowac
                        > .

                        Jeszcze nie mam dwulatka, więc nie miałem jeszcze tej szansy.

                        > I ciekawe czy oprocz tej opieki nad maluszkiem odwaliles jeszcze cala domowa ro
                        > bote, zwlaszcza kiedy ten maluszek mial 1,5 roku i domagal sie towarzystwa i ni
                        > e tylko.

                        Syn właśnie teraz ma półtora roku i ostatnio zdarzyło mi się z nim zostać najwyżej na jeden cały dzień, więc obowiązki domowe udało mi się ogarnąć. Ale fakt, że nie trafiło się żadne duże sprzątanie czy pranie, a tylko obiad i zakupy.

                        > I wstawales jeszcze w nocy, zeby tego maluszka nakarmic?

                        Nie, ale nie bardzo rozumiem, co to ma wspólnego? To w nocy się te kurze ściera?
                        • kag73 Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 29.09.10, 16:36
                          "Nie, ale nie bardzo rozumiem, co to ma wspólnego? To w nocy się te kurze ściera?"

                          Nie, ale jest sie notorycznie niewyspanym i zmeczonym :(
                        • mujer_bonita Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 29.09.10, 16:42
                          santo_inc napisał:
                          > Syn właśnie teraz ma półtora roku i ostatnio zdarzyło mi się z nim zostać najwy
                          > żej na jeden cały dzień, więc obowiązki domowe udało mi się ogarnąć. Ale fakt,
                          > że nie trafiło się żadne duże sprzątanie czy pranie, a tylko obiad i zakupy.

                          Dobre :D

                          Obiad zapewne odgrzany? A zakupy to takie na cały tydzień czy wyskoczenie po bułki?
                          • santo_inc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 29.09.10, 19:10
                            > Obiad zapewne odgrzany?

                            Odgrzany jak odgrzany, przygotowany "od zera", ale rzeczywiście z wykorzystaniem kuchenki.

                            > Obiad zapewne odgrzany? A zakupy to takie na cały tydzień czy wyskoczenie po bu
                            > łki?

                            Zakupy na tydzień robi się, jak wiadomo, raz na tydzień, a więc nie jest słuszne wliczanie ich do codziennego obciążenia obowiązkami.

                            W moim przypadku zaś były to zwykłe codzienne zakupy w oddalonym o kilkaset metrów od domu markecie, tj. dokupienie tego, czego akurat w danym dniu zabrakło.
                            • mujer_bonita Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 29.09.10, 23:26
                              santo_inc napisał:
                              > Zakupy na tydzień robi się, jak wiadomo, raz na tydzień, a więc nie jest słuszn
                              > e wliczanie ich do codziennego obciążenia obowiązkami.
                              > W moim przypadku zaś były to zwykłe codzienne zakupy w oddalonym o kilkaset met
                              > rów od domu markecie, tj. dokupienie tego, czego akurat w danym dniu zabrakło.

                              Czyli zakupy tygodniowe wypadają zawsze jak dzieckiem opiekuje się żona? ;)

                              Cóż - tak czy inaczej - przyznaję medal z ziemniaka!
                              • santo_inc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 30.09.10, 17:18
                                > Czyli zakupy tygodniowe wypadają zawsze jak dzieckiem opiekuje się żona? ;)

                                Jak dla mnie mogą wypadać i w weekend, kiedy możemy zrobić je oboje. Choć u nas po prostu takie zakupy zdarzają się wtedy, kiedy razem jesteśmy w sklepie i razem możemy więcej przynieść, niż tylko da się obwiesić na wózku. ;)

                                > Cóż - tak czy inaczej - przyznaję medal z ziemniaka!

                                Dziękuję! :)
                • mgla_jedwabna Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 18:00
                  Nie, nie mam dziecka, inaczej wymądrzałabym się "ja dałam radę, więc wszyscy mogą". Po prostu zdaję sobie sprawę z tego, że małe dziecko wymaga ciągłej uwagi, nawet, jeśli sie jej nie domaga, tylko grzecznie bawi w kąciku. Bo może się okazać, że w tym kąciku, grzecznie i po cichutku, właśnie pożera środek antymolowy w granulkach, który wywlokło z niedomkniętej w porannym chaosie szuflady. Poczytaj sobie wątki "co robią dzieci, kiedy jest cicho", przypomnij własne i rodzeństwa dzieciństwo, popytaj znajomych, zobaczysz, że z dziecka do lat 5 w zasadzie oka spuszczać nie należy.
                  • santo_inc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 29.09.10, 16:29
                    > nawet, jeśli sie jej nie domaga, tylko grzecznie bawi w kąciku. Bo może się ok
                    > azać, że w tym kąciku, grzecznie i po cichutku, właśnie pożera środek antymolow
                    > y w granulkach, który wywlokło z niedomkniętej w porannym chaosie szuflady.

                    Jak się jest chaotycznym w życiu, jak większa część kobiet, to się nieustannie zapieprza. Jak się jest metodycznym i pilnuje się, żeby nie robić takich głupot, to problemu nie ma.
                    • mgla_jedwabna Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 29.09.10, 23:49
                      Powiedz to np. chaotycznemu mężusiowi, który rano wyciągając skarpetki z szuflady nie miał czasu myśleć "o takich głupotach" jak domykanie szyflady. Bo przecież "tylko kobiety zwracają uwage na takie nieistotne drobiazgi".

                      "Jak się jest chaotycznym w życiu, jak większa część kobiet"

                      Takie daleko idące uogólnienia to też część tej słynnej męskiej logiki? Czy zwykłe pójście na skróty i zdeptanie czegoś po drodze? (zagadka dla inteligentniejszych: czego?)

                      Jak się jest metodycznym i pilnuje, żeby nie robić głupot, to takich problemow nie ma. Tylko, ze małe dziecko metodyczne nie jest i to jego trzeba cały czas pilnować, żeby nie robiło głupot, a nigdy nie wiesz, co mu do głowy strzeli. Jeśli miałeś w domu egzemplarz, któremu nie strzelały do głowy głupoty, to przyjmij do wiadomości, że nie zawdzięczasz tego swoim zasługom, tylko niebywałemu szczęściu.

                      Masz coś takiego, co często mają matki grzecznych spokojnych dzieci wobec matek dzieci żywych i nieobliczalnych. Trafi się takiej mały flegmatyk pieczołowicie ustawiający klocki w kąciku, więc wymądrza się do matki małego pogromcy dzikich kosmitów: ja to umiem jednocześnie prasować i spoglądac na dziecko, ty też powinnaś, pewnie ci się nie chce. Potem rodzi się takiej mądrali drugie dziecko - żywe srebro i następuje wielkie zdziwienie, że to nie zawsze tak działa...

                      • urquhart Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 30.09.10, 07:32
                        mgla_jedwabna napisała:
                        > nie ma. Tylko, ze małe dziecko metodyczne nie jest i to jego trzeba cały czas p
                        > ilnować, żeby nie robiło głupot, a nigdy nie wiesz, co mu do głowy strzeli.

                        To co wcześniej napisałaś że do 5 lat dziecko wymaga stałej uwagi to brednie. Mam córkę 4latkę i nie jest to pierwsze dziecko i spędzam z nią trochę czasu wiec nie teoretyzuję.
                        Zgoda że większość dzieci jest rozpuszczonych i to dzieci wyznaczają granicę rodzicom a nie jak powinno być rodzice dzieciom. Bo mamom taka sytuacja sprawia przyjemność, a facetom rzadko.
                        _____________________________________
                        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                      • santo_inc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 30.09.10, 17:21
                        > Jak się jest metodycznym i pilnuje, żeby nie robić głupot, to takich problemow
                        > nie ma. Tylko, ze małe dziecko metodyczne nie jest i to jego trzeba cały czas p
                        > ilnować, żeby nie robiło głupot, a nigdy nie wiesz, co mu do głowy strzeli.

                        To Ty masz być metodyczna i uważna, a nie dziecko. To Ty masz wyprzedzać jego głupie pomysły i usuwać potencjalne zagrożenia. No, jak Ci się nie chce, to zawsze możesz dziecko mieć na oku cały czas i w razie potrzeby biec do niego gdy pociągnie za zwisający kabel od żelazka.

                        Ja tam wolę po prostu pilnować, by ten kabel nie wisiał w zasięgu rąk dziecka. Dzięki temu mam jedno zmartwienie mniej.
              • urquhart Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 13:56
                mgla_jedwabna napisała:
                > Skoro panowie wyliczyli tutaj prace domowe na 3 godziny, to proponuję taki prze
                > licznik: 8 godzin opieki nad dzieckiem+3 godziny prac domowych daje nam 11 godz
                > in. Niech teraz sobie wyobrażą, że codziennie zasuwają po 11 godzin,
                > (...)Ale kobieta, to co innego. Jej się będz
                > ie udowadniać, że jej praca jest lekka, łatwa i przyjemna, jeśli sobie nie radz
                > i, to wyłącznie przez złą organizację.

                Gdyby tak było, matki trójki, 4ki czy piątki byłyby typowo wyniszczonymi męczennicami. A te które akurat znam są najbardziej wyluzowane, napalone i najmniej narzekające. Po prostu maja dużo większa tolerancję.
                Może jeszcze nie zauważyłaś tego zjawiska???:
                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,108998028,109086309,Re_Kiedy_dziecko_moze_byc_zagrozeniem_dla_zwiazk.html

                _____________________________________
                Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
            • santo_inc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 13:49
              > o moze czasami, zalezy od wieku i przypadlosci) gdyby nie te CHOLERNE prace dom
              > owe, ktore trzeba w miedzyczasie odwalic i nie dlatego, ze to fanaberie zon i m
              > atek, ale zwykla KONIECZNOSC.

              Nie zawsze jest to KONIECZNOŚĆ. Bardzo często jest to KONIECZNOŚĆ ZDANIEM KOBIETY, a nie OBIEKTYWNA KONIECZNOŚĆ.

              Jak się ktoś chce realizować sprzątając dom to proszę bardzo, ale zatrudniać do tego wszystkich wokół?
          • santo_inc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 13:48
            > Obiad godzinę? Może i
            > tak, a teraz dolicz zakupy i zmywanie.

            Zakupy: 30 minut dziennie. Zresztą co jak co, ale akurat zakupy najłatwiej jest zlecić pracującemu partnerowi. Zmywanie: 10 minut. Jak się pomyśli i zapakuje gary do zmywarki, nawet krócej.

            > Zresztą, skoro pranie, prasowanie, odkurzanie, mycie podłogi i gotowanie obiadu
            > są takie lekkie, łatwe i przyjemne, od dzisiaj rób to sam. Tylko porządnie, a
            > nie po łebkach. Nie chcesz? Ale czemu, przecież to podobno żaden problem?

            Ja tego nie zamierzam robić, bo pracuję na etacie i robię chałtury i jestem dostatecznie zarobiony.

            Jest lekkie, łatwe i przyjemne, gdy:
            * rozsądnie to zaplanować,
            * zrezygnować z przesady,
            * pracować efektywnie,
            * łączyć czynności jedne z drugimi,
            * wykonywać pracę "na zapas" (np. zakupy raz na 3 dni).

            > Dziwnym trafem na zmęczenie totalne nie uskarżają się kobiety bezdzietne, tylko
            > właśnie matki małych dzieci.

            Dziwnym trafem na zmęczenie totalne uskarżają się kobiety ogółem, nie tylko matki małych dzieci. Również matki "małych pięciolatków" a także "małych dziesięciolatków", które kilka godzin spędzają w szkole lub przedszkolu.
            • mgla_jedwabna Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 18:11
              Bo dla ciebie pięcio- i dziesięciolatki to bezobsługowe są zapewne.
              • ditchdoc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 18:24
                mgla_jedwabna napisała:

                > Bo dla ciebie pięcio- i dziesięciolatki to bezobsługowe są zapewne.

                i tak czego santo_inc nie napisze bedzie Ci zle ;)

                ewentualnie dopoki nie uzna kobiety z malym dzieckiem za cud natury, z tym sie ochoczo zgodzisz ;)

                Gdzies tam probowalem Wam pokazac, na przykaldzie kilku znanych mi malzenstwo, ze 2 latka mozna spokojnie dac do zlobka na 8h i mamusia z tatusiem spokojnie moga pracowac. Tez podobny opor byl ;). "Nie i chuj, matka z malym dzieckiem jest skazana na siedzenie w domu" ;)
                • kag73 Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 18:44
                  "Gdzies tam probowalem Wam pokazac, na przykaldzie kilku znanych mi malzenstwo, ze 2 latka mozna spokojnie dac do zlobka na 8h i mamusia z tatusiem spokojnie moga pracowac. Tez podobny opor byl ;). "Nie i chuj, matka z malym dzieckiem jest skazana na siedzenie w domu" ;) "

                  Czasami "jest skazana", czasami chce, czasami takie a nie inne uklady. Glownie chodzi o to, ze to bycie w domu z dziecmi wcale nie jest takie zle, gdyby nie te wszystkie robotki domowe i oczekiwania co niektorego pana meza: codziennie obiadek na stole, posprzatane mieszkanie, zrobione zakupy i uprasowane koszule. A uwierz mi, ze takich przypadkow jest sporo.
                  Zreszta kobieta, ktora idzie do pracy w Polsce sobie nie polepsza, bo o czym juz wspominalismy, ma potem dwa etaty, jeden w pracy, drugi w domu, bo maz wyciaga nowe argumeny "o co Ci chodzi, ja wiecej zarabiam, wiec w domu nic robic nie musze, albo: Sluchaj ja mam przeciez taka ciezka prace a Ty sobie siedzisz w biurze troche", albo :no co Ty, ja bede obiad gotowal. Znow chcesz, zebym zmywal?". Oczywiscie zdarzaja sie WYJATKI ale wiekszosc sie miga jak moze.

                • mgla_jedwabna Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 21:25
                  Jak na razie Santo nie napisał nic takiego, z czym bym się mogła zgodzić, ale nie znaczy to, że jestem z góry nastawiona na "nie". I nie oczekuję uznania kobiety z dzieckiem za cud natury, nie uogólniaj.

                  Opór w kwestii dwulatka dotyczył głównie tego, że na podstawie doświadczeń kilkorga znajomych wysnułeś wnioski dotyczące całego społeczeństwa. Znowu zbyt daleko idące uogólnienie. Nie chcę być złośliwa, ale znowu ta męska logika?
                  • ditchdoc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 21:58
                    mgla_jedwabna napisała:

                    > Jak na razie Santo nie napisał nic takiego, z czym bym się mogła zgodzić, ale n
                    > ie znaczy to, że jestem z góry nastawiona na "nie". I nie oczekuję uznania kobi
                    > ety z dzieckiem za cud natury, nie uogólniaj.
                    >
                    > Opór w kwestii dwulatka dotyczył głównie tego, że na podstawie doświadczeń kilk
                    > orga znajomych wysnułeś wnioski dotyczące całego społeczeństwa. Znowu zbyt dale
                    > ko idące uogólnienie. Nie chcę być złośliwa, ale znowu ta męska logika?

                    najpierw piszesz ze santo mowi tak bo nie opiekuje sie dzieckiem i z perspektywy obserwatora wyglada ta opieka, jak i porzadki domowe, nie az tak przesadnie ciezko jak to wiekszosc pan opisuje

                    wtedy santo pisze ze owszem, zdarzalo mu sie spedzac z dzieckiem i nie tylko pojedyncze dni i jakos skrajnie wyczerpujace doswiadczenie to nie bylo

                    Ty oczywiscie tego nie przyjelas do wiadomosci, bo jak to mozliwe zeby opieka i ogarniecie domu nie byla tak wyczerpujaca jak wiekszosc mamus utrzymuje..
                    • mgla_jedwabna Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 29.09.10, 01:18
                      Nie, napisałam coś o postawie "ja dałem/am radę, więc wszyscy mogą". Pars pro toto po raz kolejny.
                    • mujer_bonita Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 29.09.10, 08:33
                      ditchdoc napisał:
                      > wtedy santo pisze ze owszem, zdarzalo mu sie spedzac z dzieckiem i nie tylko po
                      > jedyncze dni i jakos skrajnie wyczerpujace doswiadczenie to nie bylo
                      > Ty oczywiscie tego nie przyjelas do wiadomosci, bo jak to mozliwe zeby opieka i
                      > ogarniecie domu nie byla tak wyczerpujaca jak wiekszosc mamus utrzymuje..

                      Tylko widzisz - Santo nigdzie nie pisze o ogarnianiu PRZEZ SIEBIE domu. Pisze jedyni jakie to łatwe oraz, że 'nie zamierza tego robić, bo pracuje na etacie, robi chałtury i jest dostatecznie zarobiony.'

                      Tak więc więcej w tym 'przykładzie' teorii niż praktyki.
              • santo_inc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 29.09.10, 16:30
                > Bo dla ciebie pięcio- i dziesięciolatki to bezobsługowe są zapewne.

                W czasie, gdy są w szkole lub przedszkolu, jak najbardziej.
        • zakletawmarmur Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 22:56
          > Rozdziawione od wrzasku "ja zapieprzam cały dzień w domu" buzie można łatwo zam
          > knąć wspólną wyliczanką czynności, które zostały w danym dniu wykonane.
          > Wstawienie prania? 2 minuty.
          > Rozwieszenie prania? 5 minut.
          > Prasowanie? 15 minut. Dłużej? Czy na pewno skarpetki muszą być wyprasowane?
          > Odkurzanie? 10 minut.
          > Mycie podłogi? 10 minut.
          > Gotowanie obiadu? Godzina.

          Nie zauważyłam, żeby kiedyś, tu na forum narzekała na zmęczenie jakaś niepracująca kobieta, która na głowie ma TYLKO dom:-) To faktycznie byłoby przegięcie. Przeważnie narzekają tu panie, które chodzą do pracy i pomimo tego mają drugi a nawet trzeci etat w domu:-)
    • gacusia1 I love you-Mglo-jedwabna! :)))) 27.09.10, 01:28
      Fajnie to ujelas a dopiero teraz poczytam sobie co odpowiedzieli na to ci nieskazitelni, pracowici, wspaniali mezczyzni jakich mnostwo na tym forum :))))
      • mgla_jedwabna Podsumowanie 28.09.10, 00:37
        Technicznie w drzewku jest jako odpowiedź do Gacusi, ale będzie do wszystkich:

        Miał być wątek o facetach, którzy sami się ograniczają, a potem płaczą, że coś nie wyszło. Zrobił się wątek, że baby są same sobie winne, bo albo nie umieją faceta wychować albo nie potrafią wyjść z ról narzuconych w domu.

        Wzywam jeszcze raz do refleksji na temat mentalności facetów opisanych w poście wyjściowym. O kobietach będzie następnym razem, możemy się tak umówić?
        • urquhart podsumowanie zamglonego_jedwabnika 28.09.10, 01:03
          mgla_jedwabna napisała:
          > Wzywam jeszcze raz do refleksji na temat mentalności facetów opisanych w poście
          > wyjściowym. O kobietach będzie następnym razem, możemy się tak umówić?

          Ale o co ci właściwie idzie, wzywasz: zapieprzajcie więcej nie tylko w robocie faceci, ale w domu, kuchni i przy mopie, a nadzieja na seks się nieuchronnie przybliży?
          Toż to równie wiarygodnie jak kampania wyborcza obietnic PO "oby żyło sie lepiej " w przeddzień cichego planowania podwyżki VATu.

          A drugie to "Gdybyście byli chociaż trochę dobrzy w te klocki, to żony "dawałyby" wam i nie potrzebowały żadnych wykrętów"?
          No takich genialnych i błyskotliwych rozszyfrowania zagadki bezseksia w miernocie umiejętności kochanków mamy tu raz na miesiąc.
          Jest ona równie odkrywcza jak sprowadzenie problemów bezseksia kobiet do zagadnienia: Lepiej obejrzyj swoją grubą dupę i obwisłe cyce w lustrze zamiast narzekać na impotencję męża.
          _____________________________________
          Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
          • mgla_jedwabna Re: podsumowanie zamglonego_jedwabnika 28.09.10, 01:37
            Po prostu fascynuje mnie fenomen niekonsekwencji: chcą robić tylko jedno, a potem dziwią się, że uważa się ich za maszynki do jednego. Czemu się tak dziwią, skoro sami się w to wpakowali?! Podobnie dziwią mnie ludzie, którzy weszli do restauracji i dziwią się, że ceny inne niż w spożywczym, albo ludzie, którzy wyprowadzili się na przedmieścia i narzekają, że do centrum daleko. Ludzie, którzy świadomie wpakowali się w coś, bo tak im było wygodniej, a potem narzekają zdziwieni jakby doświadczyli desantu kosmitów.

            Fenomen niekonsekwencji PO fascynował mnie też, póki nie dotarłam do wyjaśnienia. Chcesz? OK, tylko pamiętaj, że to nie ja zaczęłam OT polityczny. Otóż PO jest partią neoliberalną, a neoliberałowie wyznają zasadę "przypływ podnosi wszystkie łodzie". Czyli jednym słowem, jeśli bogatym będzie lepiej, to wszystkim będzie lepiej (nie wiem, czy oni naprawdę w to wierzą, czy też głoszą to cynicznie, bo zaliczają się do tych najbogatszych albo mają na to nadzieję). Sposobem na to, by wszystkim było lepiej jest wzmacnianie roli podatku liniowego, jakim de facto jest VAT. A jak wiadomo, podatki liniowe powszechnie służą najbogatszej części społeczeństwa. Istnieje prosta zależność między progresywnością podatków a rozwarstwieniem majątkowym społeczeństwa. Tak więc będzie żyło się lepiej - tylko najbogatszym.

            Nie twierdzę, że większy udział mężczyzn w pracach domowych rozwiąże problemy bezseksia, podobnie jak nie rozwiąże ich zlikwidowanie "grubej dupy i obwisłych cyców" (nie umiałeś tego ładniej ująć? Miałam o tobie lepsze zdanie). Niemniej jednak nie da się wykluczyć całkowicie zależności między zmęczeniem spowodowanym nierównym rozdziałem prac w związku, wyglądem zewnętrznym oraz ożywieniem panującym w sypialni.
            • kawitator Re: podsumowanie zamglonego_jedwabnika 28.09.10, 06:24
              Niemniej jednak nie da się wykluczyć całkowicie zależności między zmęczeniem spowodowanym nierównym rozdziałem prac w związku, wyglądem zewnętrznym oraz ożywieniem panującym w sypialni.

              Tak samo jak nie da się wykluczyć wpływu położenia Jowisza na na nośność zielononóżki

              > Po prostu fascynuje mnie fenomen niekonsekwencji: chcą robić tylko jedno, a pot
              > em dziwią się, że uważa się ich za maszynki do jednego. Czemu się tak dziwią, s
              > koro sami się w to wpakowali?!

              Twój problem polega jak zwykle na tym forum, że przykładasz kobiece odczuwanie, kobiece odbieranie świata oraz psychikę do postępowania facetów dziwiąc się następnie, że oni tak nie działają.

              Mogę Cię zapewnić że przykładając odwrotnie męskie odczuwanie, myślenie i obraz świata do postępowania kobitek otrzymujemy obraz wściekłej niezrozumiałej idiotki na dodatek ciągle bez sensu paplającej nie wiadomo o czym.

              Jaka jest wartość poznawcza obu obrazów ? - ZEROWA
              Na forum tez nie uzyskasz odpowiedzi. Polecam współczesną literaturę fachowa na temat ludzkiego myślenia
              Tu się dopiero zdziwisz ;-))

              To że większość wątków niezależnie od intencji jego autora po chwili przeistacza się w nieustające utyskiwania kobitek które maja gorzej a właściwie jeszcze gorzej i wszelkiemu złu na świecie są winni faceci to tez norma choć muszę przyznać daleko mu w tym aspekcie do innych miejsc na sieci.

              To forum ma długa historię a większość wątków powtarza się z godna podziwu systematycznością kiedy to kolejna zadaje to samo pytanie lub dziwi się tym samym. Dlatego po pierwszym poście można by podać linki do archiwum gdzie dany temat został już wielokrotnie omówiony na dziesiątą stronę.
              • mujer_bonita Czyżby Mgła następiła komuś na odcisk? 28.09.10, 06:56
                Pytanie było proste a panowie unieśli się aż miło :)

                > Twój problem polega jak zwykle na tym forum, że przykładasz kobiece odczuwanie,
                > kobiece odbieranie świata oraz psychikę do postępowania facetów dziwiąc się na
                > stępnie, że oni tak nie działają.

                HAHAHA!!! I wyszło szydło z worka :) Wielki Kawi przynał, że faceci NIE KIERUJĄ SIĘ LOGIKĄ I KONSEKWENCJĄ :) Masz całkowitą rację - panowie absolutnie nie działają tak jak panie a potem dziwią się logicznym konsekwencjom swojego działania :) Ot cała prawda na temat poruszany w pierwszym poście :)

                > To że większość wątków niezależnie od intencji jego autora po chwili przeistacz
                > a się w nieustające utyskiwania kobitek które maja gorzej a właściwie jeszcze g
                > orzej i wszelkiemu złu na świecie są winni faceci to tez norma choć muszę przyz
                > nać daleko mu w tym aspekcie do innych miejsc na sieci.

                Po czym Kawi robi dokładnie to samo w wątku o mężczyznach odwracając kota ogonem i utyskując na sposób prowadzenia wątków przez kobiety. Co to ma do tematu? Absolutnie nic - po prostu trzeba na baby popsioczyć coby odwrócić uwagę od omawianego problemu :)
                • santo_inc Re: Czyżby Mgła następiła komuś na odcisk? 28.09.10, 08:34
                  > HAHAHA!!! I wyszło szydło z worka :) Wielki Kawi przynał, że faceci NIE KIERUJĄ
                  > SIĘ LOGIKĄ I KONSEKWENCJĄ :)

                  Zabrakło Ci jednego słowa. Powinno być "faceci NIE KIERUJĄ SIĘ KOBIECĄ LOGIKĄ".
                  • mujer_bonita Re: Czyżby Mgła następiła komuś na odcisk? 28.09.10, 08:47
                    santo_inc napisał:
                    > Zabrakło Ci jednego słowa. Powinno być "faceci NIE KIERUJĄ SIĘ KOBIECĄ LOGIKĄ".

                    O tak!

                    Dla kobiety sprawa jest prosta:
                    Skoro sprowadzasz swoją rolę do przynoszenia kasy do domu - nie dziw się, że w konsekwencji będziesz traktowany jak bankomat.

                    Dla mężczyzny:
                    Moim jedynym obowiązkiem jest przynoszenie kasy do domu (we końcu jestem facetem) i nie rozumiem dlaczego żona sprowadziła mnie do roli bankomatu.

                    Nasze logiki zdecydowanie się różnią :D :D :D
              • mgla_jedwabna Re: podsumowanie zamglonego_jedwabnika 28.09.10, 12:44
                JA: "Niemniej jednak nie da się wykluczyć całkowicie zależności między zmęczeniem spowodowanym nierównym rozdziałem prac w związku, wyglądem zewnętrznym oraz ożywieniem panującym w sypialni."

                KAWITATOR: "Tak samo jak nie da się wykluczyć wpływu położenia Jowisza na na nośność zielononóżki"

                I to jest ta słynna męska logika? Byłoby to śmieszne, gdyby rezultaty nie były żałosne.
            • urquhart karanie przez deprecjonowanie 28.09.10, 08:03
              mgla_jedwabna napisała:
              > Nie twierdzę, że większy udział mężczyzn w pracach domowych rozwiąże problemy b
              > ezseksia, podobnie jak nie rozwiąże ich zlikwidowanie "grubej dupy i obwisłych
              > cyców" (nie umiałeś tego ładniej ująć? Miałam o tobie lepsze zdanie)

              Zabolało? Znaczy dobrałem słowa idealnie. Miało zaboleć. Skoro nie czujesz jak krzywdzące jest twoje błyskotliwe wyjaśnienie.
              Jak jeszcze nie czujesz o co biega podpowiem ci słowami seksuologa Wiesława Sokolukiem z Charakterów:

              – Jak jeszcze można karać w seksie?
              – Kobieta nie musi odmawiać seksu, by ukarać mężczyznę. Godzi się na stosunek: proszę bardzo, to mój obowiązek, oddaję ci się, ale leżę jak kłoda i myślę o czymś innym. (...)
              Dlatego nie darmo terapeuci nazywają taką postawę kastrującą. Skuteczną karą poprzez seks jest deprecjonowanie faceta. On się pyta: było ci dobrze? A ona na to: nie rozśmieszaj mnie. Albo mówi: kiepściutko, musisz się jeszcze dużo nauczyć. Mężczyzna, gdy chce ukarać kobietę, to ją upokarza. Nie kwestionuje jej umiejętności, lecz użyje siły, zrobi coś takiego, czego ona nie lubi. Natomiast kobieta przeczeka spokojnie, a potem dowali.

              _____________________________________
              Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
              • mujer_bonita Re: karanie przez deprecjonowanie 28.09.10, 09:09
                urquhart napisał:
                > Zabolało? Znaczy dobrałem słowa idealnie. Miało zaboleć. Skoro nie czujesz jak
                > krzywdzące jest twoje błyskotliwe wyjaśnienie.

                Człowieku! Jakie 'wyjaśnienie'?????

                Mgła napisała prosto o pewnym typie facetów, którzy płaczą nad konsekwencjami własnego stylu życia a tyś się rzucił desperacko na osiecz pod tytułem 'naszych bijają'!
                • urquhart Re: karanie przez deprecjonowanie 28.09.10, 09:37
                  mujer_bonita napisała:
                  > Człowieku! Jakie 'wyjaśnienie'?????

                  Człowiek odpowiada Mujerce uniżenie i jak zawsze cierpliwie że chodziło my o ostatnie zdanie wypowiedzi przewodniej demaskującej problemy bezseksia mężczyzn:
                  "Gdybyście byli chociaż trochę dobrzy w te klocki, to żony "dawałyby" wam i nie potrzebowały żadnych wykrętów. "
                  • mujer_bonita Re: karanie przez deprecjonowanie 28.09.10, 09:54
                    urquhart napisał:
                    > Człowiek odpowiada Mujerce uniżenie i jak zawsze cierpliwie że chodziło my o os
                    > tatnie zdanie wypowiedzi przewodniej demaskującej problemy bezseksia mężczyzn:

                    Gdybyś go nie wyrwał z kontekstu - zapewne zrozumiałbyś o co chodzi. A tak właśnie nastąpiła reakcja 'naszych biją' ;)
              • mgla_jedwabna Re: karanie przez deprecjonowanie 28.09.10, 13:08
                "Zabolało? Znaczy dobrałem słowa idealnie. Miało zaboleć. Skoro nie czujesz jak krzywdzące jest twoje błyskotliwe wyjaśnienie."

                Jeśli uważasz, że moje tezy są krzywdzące, to podaj merytoryczne argumenty na ich obalenie. Zadawanie bólu zamiast podawania argumentów to poziom człowieka, który daje w mordę słabszemu (kobiecie, dziecku), bo nie wie, co powiedzieć. W realu też tak robisz?

                Zabolało, owszem, ale solidarnie w imieniu kobiet w ogóle, a nie osobiście. Ja ważę 52 kg przy wzroście 165cm, kompleksów w kwestiach przez ciebie wymienionych nigdy przenigdy nie miałam. Ale chamskie traktowanie kobiet boli i bolało zawsze. I nie znaczy to, że to ze mną jest coś nie tak. To z tobą jest coś nie tak, jeśli świadomie zadajesz ból/używasz "argumentów" poniżej pasa, bo nie potrafisz się zachować mądrzej/godniej.
                • urquhart Re: karanie przez deprecjonowanie 28.09.10, 13:24
                  > Ale chamskie traktowanie kobiet boli i bolało zawsze.

                  Chamskie traktowanie mężczyzn boli także, jak tego nie zaczaiłaś czytając zacytowany tekst Sokoluka, w odniesieniu do swojej wypowiedzi to znaczy że nie ma sensu dalej prowadzić dyskusji w tym temacie.

                  Chyba że jesteś z tych co uważają że kobieta sama ma prawo być chamska i lać i upokarzać faceta, ale on w żadnym rzazie nie ma prawa jej oddać, warto się zadeklarować:
                  forum.gazeta.pl/forum/w,898,115700174,115700174,Czy_mezczyzna_moze_oddac_kobiecie_po_twarzy_.html_____________________________________
                  Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                  • mgla_jedwabna Re: karanie przez deprecjonowanie 28.09.10, 18:08
                    Nie, nie uważam, że kobieta ma prawo do chamskiego traktowania partnera. I oczywiście wiem, że takie traktowanie boli. W cytowanym przykładzie to on sprowadził sprawę do poziomu piaskownicy, najpierw robiąc sobie dobrze przy pomocy kobiety, bez cienia zastanowienia, czy jej też jest dobrze, dopiero potem pytając "jak było". Gdyby to mnie się trafił taki chamski i egocentryczny typ (mało prawdopodobne, nie utrzymuję bliższych kontaktów z takowymi), odpowiedziałabym "trzeba było się przyjrzeć w trakcie, to byś wiedział".

                    Bo czemu ma służyć takie pytanie, jeśli nie egoistycznemu utwierdzeniu się w przekonaniu, że jest się niezłym? Gdyby odczucia kobiety obchodziły go chociaż trochę, zwróciłby na nie uwagę już wcześniej. Przecież, kiedy jest już po, nic nie pomoże, jeśli usłyszy, że ona wolałaby, aby dotykał jej inaczej albo coś w tym rodzaju. Należało pytać wcześniej, pytanie po oznacza chyba tylko oczekiwanie pochwał dla lepszego samopoczucia.
                • ditchdoc Re: karanie przez deprecjonowanie 28.09.10, 15:14
                  mgla_jedwabna napisała:

                  > Ale chamskie traktowanie kobiet boli i bolało zaw
                  > sze.

                  a mezczyzn? ;)
                  • mgla_jedwabna Re: karanie przez deprecjonowanie 28.09.10, 17:53
                    Z mężczyznami trochę trudniej mi się utożsamiać, bo jestem kobietą.
                    • ditchdoc Re: karanie przez deprecjonowanie 28.09.10, 18:26
                      mgla_jedwabna napisała:

                      > Z mężczyznami trochę trudniej mi się utożsamiać, bo jestem kobietą.

                      musisz utozsamiac sie z psem zeby wiedziec ze kopniecie na zebra go zaboli?

                      • mgla_jedwabna Re: karanie przez deprecjonowanie 28.09.10, 21:29
                        Oczywiście, że nie. Ale ty pytałeś, czy utożsamiam się z mężczyznami również. Empatia z utożsamianiem ci się pomyliła.

                        Jeśli ktoś mówi pogardliwie o otyłości facetów, to nie pochwalam tego, ale nie będę odbierać tych stwierdzeń jako obrażających mnie. Natomiast wypowiedzi takie, jak ta, od której zaczęła sie ta część dyskusji, są bolesne nie tylko dla otyłych kobiet, lecz dla kobiet w ogóle, dlatego odebrałam ją jako skierowaną do siebie, mimo, że jestem szczuplutka.
              • mgla_jedwabna Wypowiedź Sokoluka 28.09.10, 13:20
                Zadziwiające uproszczenia stosuje ten autorytet, jak na naukowca.

                Co ma zrobić kobieta, która zwyczajnie nie ma ochoty na seks? Jest wściekła na faceta z jakiegoś powodu i nie ma ochoty. Może albo odmówić, albo pozwolić mu robić swoje, a samej się nie angażować. Innego wyjścia nie ma. Faceci chętnie nazywają to "karaniem" albo wręcz "kastrowaniem". To tak, jakby o facecie, który np. z powodu stresu ma problem ze wzwodem, mówić, że "karze" kobietę brakiem seksu albo "pozbawia ją kobiecości". Zawsze można wziąć viagrę i popracować rączką, nieprawdaż?

                Ten sposób myślenia jest nielogiczny i krzywdzący - wszyscy zgodzimy się na to w przypadku faceta, więc dlaczego w przypadku kobiety "łykamy" go tak łatwo?

                Jak facet pyta, czy jej było dobrze, to jest niedojrzały i naprawdę kiepściutki już przez sam fakt zadawania takich pytań. On ma w trakcie zwracać uwagę na to, czy było jej dobrze, ma używać całej swojej empatii, wrażliwości, inteligencji i spostrzegawczości. A nie zachowywać się, jak tępe dziecko. A potem zdziwienie, że się go traktuje jak tępe dziecko.
                • santo_inc Re: Wypowiedź Sokoluka 28.09.10, 13:53
                  > Jak facet pyta, czy jej było dobrze, to jest niedojrzały i naprawdę kiepściutki
                  > już przez sam fakt zadawania takich pytań. On ma w trakcie zwracać uwagę na to
                  > , czy było jej dobrze, ma używać całej swojej empatii, wrażliwości, inteligencj
                  > i i spostrzegawczości. A nie zachowywać się, jak tępe dziecko. A potem zdziwien
                  > ie, że się go traktuje jak tępe dziecko.

                  Śmiech na sali...

                  Czasy, gdy to wyłącznie partner był odpowiedzialny za jakość współżycia i orgazmy partnerki, szczęśliwie dawno już minęły. Dziś mamy równouprawnienie i trzeba otworzyć buzię, aby zakomunikować partnerowi, czego się od niego oczekuje. A nie polegać na tym, że w łóżku oprócz mięśni będzie używał również empatii i wrażliwości.

                  :D
                  • ditchdoc Re: Wypowiedź Sokoluka 28.09.10, 14:43
                    santo_inc napisał:

                    > Czasy, gdy to wyłącznie partner był odpowiedzialny za jakość współżycia i orgaz
                    > my partnerki, szczęśliwie dawno już minęły. Dziś mamy równouprawnienie i trzeba
                    > otworzyć buzię, aby zakomunikować partnerowi, czego się od niego oczekuje. A n
                    > ie polegać na tym, że w łóżku oprócz mięśni będzie używał również empatii i wra
                    > żliwości.
                    >
                    rownouprawnienie jest tylko kiedy to paniom wygodne, tutaj jeszcze nie ma ale faktycznie jest lepiej

                    sporo kobiet ciagle uwaza ze to mezczyzna ma jej zapewnic orgazm, ona tylko rozklada nogi i daje sie wyruchac, ot calosc jej roli w zblizeniu
                    natomiast jak mezczyzna nie dochodzi to jest oziebly bo jak to wogole mozliwe? Jeszcze brac pod uwage wine kobiet ze nudna, brzydka, nie umie dupa ruszyc? Niee :D
                  • mgla_jedwabna Re: Wypowiedź Sokoluka 28.09.10, 17:47
                    To, że kobieta potrafiłaby mówić o swoich potrzebach, nie zwalnia faceta z empatii i wrażliwości. Żeby ona się otworzyła i cokolwiek powiedziała, musi mieć pewność, że te słowa nie trafią w próżnię, tylko zostaną wysłuchane życzliwie.

                    A takie wykręcanie się od starań i czekanie, aż się dostanie gotowe jak na tacy rozwiązanie w postaci instrukcji "tak i tak mi zrób" oraz oczekiwanie, że "jak mechanicznie zrobię X, to będzie reakcja Y", to wybacz, jest dobre do obsługi pralki, a nie do budowania relacji w drugim człowiekiem.

                    Mówisz, że czasy, gdy wyłacznie partner odpowiadał za jakość współżycia, minęły. Tymczasem sam usiłujesz zepchnąć tę odpowiedzialność na kobietę. Ma być chętna, bo inaczej facet odbierze to jako niezasłużoną karę, ponosi odpowiedzialność za poczucie własnej wartości faceta w tm temacie (jeśli jest ona zbyt niska, to dlatego, że to ona go "wykastrowała"), ma zawsze wiedzieć, czego chce (a co z odkrywaniem własnej seksualności?), ma dawać gotowe instrukcje i nie wymagać domyślności ani kreatywności ze strony partnera.

                    Jeśli tak dla ciebie wygląda równouprawnienie, to ja dziękuję. W tej wersji wystarczy mi wibrator - też robi to, co ja wymyślę, że ma robić, za to nie ma pretensji, jak się go odstawi do szafy.

                    • zakletawmarmur Re: Wypowiedź Sokoluka 28.09.10, 19:04
                      > . Tymczasem sam usiłujesz zepchnąć tę odpowiedzialność na kobietę. Ma być chętn
                      > a, bo inaczej facet odbierze to jako niezasłużoną karę, ponosi odpowiedzialność
                      > za poczucie własnej wartości faceta w tm temacie (jeśli jest ona zbyt niska, t
                      > o dlatego, że to ona go "wykastrowała")

                      To jest właśnie szantaż emocjonalny:-)
                    • santo_inc Re: Wypowiedź Sokoluka 29.09.10, 16:34
                      > To, że kobieta potrafiłaby mówić o swoich potrzebach, nie zwalnia faceta z empa
                      > tii i wrażliwości. Żeby ona się otworzyła i cokolwiek powiedziała, musi mieć pe
                      > wność, że te słowa nie trafią w próżnię, tylko zostaną wysłuchane życzliwie.

                      Naczytałaś się za dużo harlekinów, wróć na ziemię.

                      > A takie wykręcanie się od starań i czekanie, aż się dostanie gotowe jak na tacy
                      > rozwiązanie w postaci instrukcji "tak i tak mi zrób" oraz oczekiwanie, że "jak
                      > mechanicznie zrobię X, to będzie reakcja Y", to wybacz, jest dobre do obsługi
                      > pralki, a nie do budowania relacji w drugim człowiekiem.

                      Jak wyżej.

                      > Mówisz, że czasy, gdy wyłacznie partner odpowiadał za jakość współżycia, minęły
                      > . Tymczasem sam usiłujesz zepchnąć tę odpowiedzialność na kobietę.

                      Bzdura. Spycham na kobietę odpowiedzialność za to, żeby było jej dobrze. Ona ma za zadanie:
                      * poznać swoje potrzeby (bardzo trudne i często niemożliwe do wyegzekwowania),
                      * komunikować je partnerowi,
                      * korygować jego działania, jeśli robi coś, co nie sprawia jej przyjemności.

                      Tylko tyle i aż tyle.

                      > o dlatego, że to ona go "wykastrowała"), ma zawsze wiedzieć, czego chce (a co z
                      > odkrywaniem własnej seksualności?),

                      No właśnie. Co z nim? Może to facet ma tę jej seksualność odkryć?
                      • mgla_jedwabna Re: Wypowiedź Sokoluka 30.09.10, 00:08

                        Nigdy w życiu nie przeczytałam ani jednego harlekina. Ale związek i seks w związku tym się różni od seksu w toalecie klubowej, że oczekujemy od partnera również zaangażowania emocjonalnego, nie tylko mechanicznego wykonywania czynności manualnych i innych.

                        Niewiele wiesz o komunikacji, jeśli dla ciebie gotowośc do słuchania przez partnera są totalnie bez znaczenia w sprawie komunikowania przez kobietę jej potrzeb. To elementarna wiedza psychologiczna, nie żadne wymysły z romansideł.

                        Ale jeśli dla ciebie jest nim nawet stwierdzenie, że kobieta jest bradziej skomplikowana w obsłudze od pralki... brak słów.

                        "Spycham na kobietę odpowiedzialność za to, żeby było jej dobrze"

                        I tu docieramy do sedna sprawy. Z seksem w związku jest tak, że partnerzy oboje są odpowiedzialni, żeby było im dobrze - każdemu z osobna i ze sobą nawzajem. Inaczej mamy do czynienia z traktowaniem instrumentalnym.

                        Swoje potrzeby łatwiej się odkrywa w klimacie cierpliwości, akceptacji, (powtarzam się, wiem) wrażliwości i empatii. To samo z komunikacją i korektą. Jak można mówić do kogoś, kto na dzień dobry ma w d... ostateczny rezultat tych wyproszonych działań? Bo tak rozumiem spychanie odpowiedzialności.

                        W tym, co piszesz, majaczy taki obraz: "ja jestem odpowiedzialny tylko za swoją przyjemność, ona za swoją, a sobie nawzajem jesteśmy potrzebni w celach technicznych i do tego aspektu sprowadza się nasza komunikacja w łóżku".

                        A potem dziwią się tacy, że "żony nie obchodzą moje potrzeby".
                        • urquhart Re: Wypowiedź Sokoluka 30.09.10, 07:24
                          mgla_jedwabna napisała:
                          > Swoje potrzeby łatwiej się odkrywa w klimacie cierpliwości, akceptacji, (powtar
                          > zam się, wiem) wrażliwości i empatii. To samo z komunikacją i korektą. Jak możn
                          > a mówić do kogoś, kto na dzień dobry ma w d..

                          He, he, a jak ktos nie ma "ochoty'?
                          No popatrz, a mamy tu często spojrzenie na to w kontekście seksu że jak kobieta nie ma "ochoty" , to nie i już , i niech się facet odpieprzy bo inaczej jest to szowinistyczne upodmiotowienie :)
                          _____________________________________
                          Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                        • santo_inc Re: Wypowiedź Sokoluka 30.09.10, 17:27
                          > Nigdy w życiu nie przeczytałam ani jednego harlekina.

                          A zatem to komedie romantyczne zrobiły takie spustoszenie?

                          > związek i seks w zwią
                          > zku tym się różni od seksu w toalecie klubowej, że oczekujemy od partnera równi
                          > eż zaangażowania emocjonalnego, nie tylko mechanicznego wykonywania czynności m
                          > anualnych i innych.

                          Ale my nie rozmawiamy o zaangażowaniu emocjonalnym, tylko domyślaniu się na poziomie siódmego czy ósmego zmysłu przez faceta, czego oczekuje kobieta, bo ta nie zamierza mu tego powiedzieć.

                          Jeśli zgadywanie tego, na co ma ochotę partnerka jest w Twoim mniemaniu zaangażowaniem emocjonalnym, to powtórzę tylko prośbę abyś wróciła na ziemię.

                          > Niewiele wiesz o komunikacji, jeśli dla ciebie gotowośc do słuchania przez part
                          > nera są totalnie bez znaczenia w sprawie komunikowania przez kobietę jej potrze
                          > b. To elementarna wiedza psychologiczna, nie żadne wymysły z romansideł.

                          Wskaż mi proszę miejsce, w którym wspomniałaś o gotowości do słuchania przez partnera, bo ja widziałem tylko wzmiankę o tym, że to wysłuchanie ma być życzliwe i nie trafi w próżnię. Czyli nie wystarczy, że partner wysłucha, ale jeszcze zrobi to, co sobie partnerka życzy.

                          To ciut co innego, niż teraz piszesz.

                          > I tu docieramy do sedna sprawy. Z seksem w związku jest tak, że partnerzy oboje
                          > są odpowiedzialni, żeby było im dobrze - każdemu z osobna i ze sobą nawzajem.
                          > Inaczej mamy do czynienia z traktowaniem instrumentalnym.

                          Wreszcie zrozumiałaś to, co napisałem! Świetnie!
                • m00nlight Sokoluk nie jest żadnym 'autorytetem' 28.09.10, 21:58

                  To po pierwsze :)

                  Po drugie, 'facet ktoremu nie staje' to zły przyklad, bo zawsze może powiedziec, że chce biedactwo ale nie może.
                  Przy czym, nie ma czegos takiego jak 'kobieca impotencja' czyli, teoretycznie, kobieta zawsze może, a moze jedynie 'nie chcieć'.

                  Lepszym przykladem na odwroceni kota ogonem bedzie 1000razy walkowany temat porno i ręki, jako komunikat: 'jesteś tak beznadziejna że wole to zrobic sam' Deprecjonujące? przykre? kastrujące? jak najbardziej.
                  • mgla_jedwabna Re: Sokoluk nie jest żadnym 'autorytetem' 29.09.10, 01:14
                    No właśnie, najpierw się mówi, że kobieta zawsze może (no bo niby może fizycznie), a potem zdziwienie, że robi to, co może, czyli leży jak kłoda. Na zarzuty, że mogłaby coś więcej, zawsze może odpowiedzieć tak samo, że "chce, ale nie może".

                    To tak jak z dobrą zabawą - można kogoś zmusić, żeby tańczył na imprezie, ale nie można go zmusić, żeby się dobrze bawił. A potem pretensje, że osobin tańczy jak... no właśnie, jak kłoda.
                  • urquhart czyżby? to kto jest? 29.09.10, 11:24
                    Jeżeli Sokoluk nie jest autorytetem w sprawach seksualności, to kto nim jest? Abp Józef Kowalczyk?

                    _____________________________________
                    Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                    • m00nlight Re: czyżby? to kto jest? 30.09.10, 18:25

                      Sokoluk jest 'jednym z wielu'. To że pisze dla 'Charakterow' nie czyni z niego autorytetu w środowisku, naukowym zwlaszcza. Facet ktory recenzowal moja prace mgr też pisuje do Charakterow a jest jedną z większych miernot na mojej uczelni.

                      Za autorytet w tej dziedzinie uważa się Lwa Starowicza, Andrzeja Depko, Marie Beisert...
                      • urquhart Re: czyżby? to kto jest? 30.09.10, 18:58
                        m00nlight napisała:
                        > Sokoluk jest 'jednym z wielu'. To że pisze dla 'Charakterow' nie czyni z niego
                        > autorytetu w środowisku

                        Dziwi mnie że z twoim wykształceniem znasz Sokoluka tylko z Charakterów, ale z drugiej strony o tyle nie dziwi bo jak dyskutowaliśmy o impotencji poporodowej część dziewczyn kwestionowała jakim to autotytem jest Starowicz...
                        Żadnym jeżeli pisze coś niewygodnego wniosek. :)

                        Wiesław Sokoluk
                        Od 30 lat zajmuje się seksuologią kliniczną i rozwojową, prowadząc w tych obszarach praktykę psychoterapeutyczną oraz działalność edukacyjną i szkoleniową. Przez wiele lat współpracował z Programem Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP), Funduszem Ludnościowym Narodów Zjednoczonych (UNFPA), Krajowym Centrum ds. AIDS przy realizacji programów dotyczących zdrowia seksualnego. Jest wieloletnim członkiem i superwizorem Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego. Od lat publikuje w prasie, jest także autorem poradnika „Wychowanie do życia w rodzinie. Poradnik metodyczny dla nauczycieli” i współautorem książki „Seks czegoś smutny.

                        modowo.pl/czy-masz-talent-do-bycia-w-zwiazku

                        _____________________________________
                        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
    • santo_inc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 08:45
      > Skąd się biorą tacy ograniczeni panowie, którzy najpierw uważają, że ich działk
      > a w małżeństwie to przynieść wypłatę i uprawiać seks z żoną, nic więcej, a pote
      > m się dziwią, że są traktowani jak "skrzyżowanie bankomatu z wibratorem". Macie
      > jakieś teorie tłumaczące ten zadziwiający brak konsekwencji?

      Przyznam szczerze, że jak siedzę na tym forum od jakiegoś czasu, tak nie pamiętam takich wątków.

      O skrzyżowaniu bankomatu z robotem kuchennym - jak najbardziej. Ale nie pamiętam wątków, w których facet by narzekał że pracuje i jeszcze musi kochać się z żoną?!

      > I jeszcze jedno - nawet, jeśli żona tylko "wykręca się zmęczeniem" a nie jest n
      > aprawdę zmęczona, to powinno was to zmusić do autorefleksji.

      A to już chyba zupełnie poza tematem wątku, bo kompletnie to nie pasuje do bankomato-wibratora...
      • triss_merigold6 Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 09:27
        O to mój eks był zmęczony. Pracował 8-16, wracał zbyt zmęczony - jego zdaniem - na jakąś aktywność erotyczną. Ale granie na kompie do 2 w nocy jakoś go nie męczyło. D
        • urquhart Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 09:46
          triss_merigold6 napisała:
          > O to mój eks był zmęczony. Pracował 8-16, wracał zbyt zmęczony - jego zdaniem -
          > na jakąś aktywność erotyczną. Ale granie na kompie do 2 w nocy jakoś go nie mę
          > czyło. D

          Ot słuszna uwaga. Stara prawda że nie ma tak że na na coś nie mamy czasu. Jeżeli na coś nie ma czasu lub siły to po prostu jest to nie wazne. Albo coś jest ważne i zawsze znajdzie się na to czas, albo nieważne i nie ma na to czasu.

          Dla jednych ważniejszy jest seks, innych komputer jeszcze innych porządek i wicie gniazda.


          _____________________________________
          Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
          • triss_merigold6 Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 10:20
            Kwestia dobrania się i niewprowadzania później radykalnych zmian bez racjonalnego powodu. Ja nigdy nie ukrywałam, że seks jest dla mnie podstawowym elementem więziotwórczym w związku. Udany. Jeśli tego brakuje to nie ma rekompensaty tj. dla mnie. Nie ucieknę w pracę, dziecko, nałogowe sprzątanie, hobby, sport etc. bo nie. Wicie gniazda - tak, jak najbardziej, nie jestem typem singielki z zamiłowania.
            • urquhart Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 10:54
              triss_merigold6 napisała:
              > Kwestia dobrania się i niewprowadzania później radykalnych zmian bez racjonalne
              > go powodu. Ja nigdy nie ukrywałam, że seks jest dla mnie podstawowym elementem
              > więziotwórczym w związku.

              No ale to podobno mężczyzna jest niereformowalny i się nie zmienia. A kobieta? Zmienna przecież jest... Po urodzeniu dziecku, wspólnym zamieszkaniu, miesiączce, zmienia się i jeszcze wścieka że męzczyna "nie dojrzał" do tych zmian i nie nadąża za nią. :)
              _____________________________________
              Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
              • triss_merigold6 Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 11:51
                No właśnie: podobno. Z doświadczenia wiem, że mężczyźni są jak najbardziej reformowalni i zmieniają się jeśli chcą i uważają to za potrzebne, kwesti woli i pracy. Zaznaczyłam, że chodzi o racjonalne powody zmian? Zaznaczyłam. Dorosły chłop powinien zdawać sobie sprawę z tego, że po wspólnym zamieszkaniu, przy dzieciach etc. następują zmiany wynikające choćby z organizacji czasu, struktury budżetu domowego i innych czynników.
                • sisi_kecz Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 12:05
                  Na tym forum tyle stereotypów legło w gruzach.
                  Okazuje sie w czytanych historiach, że niektóre kobiety wariują bez codziennego seksu, niektórzy mężczyźni wolą swoją rekę i pikselowa panienkę, od gimnastyki całego ciała z żywą kobietą, która czeka w drugim pokoju, a niektórzy MĘŻCZYŹNI rzadko albo w ogóle sie seksem nie interesują.
                  To nie jest typowe i reprezentacyjne dla społ. miejsce forumowe, ale chyba właśnie tutaj możnaby sie pokusić o pewne w ramach dyskusji zbliżenie i porównanie poglądów obydwu płci na całokształt związkowych spraw.
                  Siedzenie na swoich pozycjach i wyzywanie się: bo dziady zawsze to, bo baby nigdy tamto to taki etap, który może trzeba przepracować, aby pretensje nie uwierały, ale po co w tym miejscu w kółko dreptać, skoro jest okazja pójść dalej?

                  duze pozdro!!!
                  • urquhart stereotyp "równouprawnienia" 28.09.10, 12:45
                    sisi_kecz napisała:
                    > Na tym forum tyle stereotypów legło w gruzach (...)
                    > Siedzenie na swoich pozycjach i wyzywanie się: bo dziady zawsze to, bo baby nig
                    > dy tamto to taki etap, który może trzeba przepracować, aby pretensje nie uwiera
                    > ły, ale po co w tym miejscu w kółko dreptać, skoro jest okazja pójść dalej?

                    Tak dokładnie sądzę właśnie o przywoływanym stereotypie rzekomego "równouprawnienia" i wałkowania RÓWNOŚCI potrzeb pod babskie oczekiwania "wspólnych obowiązków". I wmawianie facetom ze ich inne potrzeby to jedynie dowód niedojrzałości i uprzedmiotowianie kobiet. :)
                    Dostrzeganie że mamy inne jako płcie spojrzenie, punkt widzenia, potrzeby i oczekiwania pozwala dostrzec co możemy sobie wzajemnie dać i docenić to, zamiast roszczeniowo oczekiwać nierealnego cudu.
                    _____________________________________
                    Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                    • mujer_bonita I niby wszystko fajnie... 28.09.10, 13:13
                      urquhart napisał:
                      > Tak dokładnie sądzę właśnie o przywoływanym stereotypie rzekomego "równouprawni
                      > enia" i wałkowania RÓWNOŚCI potrzeb pod babskie oczekiwania "wspólnych obowiązk
                      > ów". I wmawianie facetom ze ich inne potrzeby to jedynie dowód niedojrzałości i
                      > uprzedmiotowianie kobiet. :)
                      > Dostrzeganie że mamy inne jako płcie spojrzenie, punkt widzenia, potrzeby i ocz
                      > ekiwania pozwala dostrzec co możemy sobie wzajemnie dać i docenić to, zamiast r
                      > oszczeniowo oczekiwać nierealnego cudu.

                      Piękne słowa. Gdyby to był Twój pierwszy wpis - przyklasnęłabym z radością. A jednak...

                      Wszystko fajnie tylko w Twoich wypowiedziach wszystkie obowiązki związane z domem i dziećmi są 'potrzebami kobiety'. Wychodzi więc na to, że facet wrzucając własne skarpetki do pralki 'spełnia potrzeby kobiety'. Odwożąc własne dziecko do szkoły też 'spełnia potrzeby kobiety'. I w tej Twojej wzajemnej wymianie powinien dostać za to seks :)

                      Powiem krótko - mam w głębokim poważaniu takie 'wzajemne sobie dawanie'. Nie dla mnie facet wrzuca skarpetki do prania - nie dla mnie wozić będzie dziecko do szkoły. Chce mieć czyste ciuchy - chce mieć dziecko - musi mieć świadomość, że samo się nie zrobi. I nie - nie wymaga to 'dojrzałości' - wymaga to minimum inteligencji. Na szczęście trafił mi się przyzwoity egzemplarz, który nie ma problemu z pojmowaniem konsekwencji swoich działań.
                      • zakletawmarmur Re: I niby wszystko fajnie... 28.09.10, 13:51
                        Mujer, jeśli facet ma takie poglądy przed ślubem i znajdzie sobie kobietę, której to odpowiada to ok. Gorzej jeśli pan przypomina sobie o tym po dziecku. No po prostu musi jakoś uspokoić sumienie, bo nie chce mu się ponosić konsekwencji... Wtedy zgrywamy biednego, zmanewrowanego misia, którego żona chce realizować SWOJE potrzeby kosztem jego. Musi podnieść bunt przeciw wykorzystywaniu! Ma nawet wytłumaczenie, przecież jest prawdziwym mężczyzną a oni tak się zachowują!

                        Fajnie, gdyby było tak z ratami. Bierzesz kredyt na wakacje. A po powrocie twierdzisz, że było kiepski więc rat spłacać nie będziesz:-) Przecież, nie jesteś frajerką, żeby płacić za ch****e wakacje, nie?

                        Nie twierdzę, że to dotyczy Urqu. Może tak się kiedyś umówili i jej taki układ pasuje... Facet stracił poczucie realności (żona go rozpieściła) i teraz myśli, że to powinno być normą:-)
                        • urquhart Re: I niby wszystko fajnie... 28.09.10, 14:13
                          zakletawmarmur napisała:
                          > Facet stracił poczucie realności (żona go rozpieściła) i teraz myśli,
                          > że to powinno być normą:-)

                          O, już wy byście mi z chęcią skróciły smycz :)
                          W głowie się mu przewraca!
                          Oczywiście wszystko tradycyjnie w imię równouprawnienia...
                          _____________________________________
                          Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                          • zakletawmarmur Re: I niby wszystko fajnie... 28.09.10, 14:26
                            > O, już wy byście mi z chęcią skróciły smycz :)

                            Nie wiem jak Bonita, ale ja prywatnie to zbyt leniwa jestem:-) No i przede wszystkim jestem zdania, że lepiej, gdy pies wolno biega... Wtedy sam do nogi przyjdzie, gdy się go zawoła;-)
                    • sisi_kecz Re: stereotyp "równouprawnienia" 28.09.10, 13:13
                      Dla mnie równouprawnienie nie jest tym samym co równość.
                      A że istnieje własnie takie rozumienie tego pojeci i dla wielu osób jest ono utożsamiane z chęcią doprawienia babie penisa , a dziadowi cycków, jej zagnanie do przysłowiowej kopalni, a jego do przysłowiowych garów?
                      To jest stereotyp, a z tym trudno walczyć, bo jakie to nośne, feministka obowiązkowo brzydka jak noc robi za "strasznego luda", a lud lubi się bać ;)

                      Jak ktoś rozumie, że równe prawa to nie jest zrównanie ludzi pod względem bycia identycznym bez względu na płeć (nie mogę pojąć skąd sie wzięło myslenie, że to jest to samo, no ale tak sporo osob myśli) to nie oczekuje "cudu unifikacji".
                      Wystarczy nie szafować pojęciami, których sie nie rozumie.

                      duze pozdro!!!
        • santo_inc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 13:55
          > O to mój eks był zmęczony. Pracował 8-16, wracał zbyt zmęczony - jego zdaniem -
          > na jakąś aktywność erotyczną. Ale granie na kompie do 2 w nocy jakoś go nie mę
          > czyło. D

          Nie wiem, czemu porównujesz ruszanie ręką w celu ruszenia myszki i klikanie w klawiaturę do "full body workout" jakie mężczyzna wykonuje w łóżku.

          Pewnie dlatego, że nie masz bladego pojęcia, jak wyczerpujący dla mężczyzny może być seks. Czy udało Ci się kiedyś doprowadzić i siebie i partnera od początku do końca bez jakiejkolwiek aktywności z jego strony? Na jeźdźca na przykład?
          • triss_merigold6 Ot i męska logika 28.09.10, 14:36
            Ot i kolejny przykład specyficznej męskiej logiki. Skoro to dla mężczyzny aktywność tak wyczerpująca i energochłonna to dlaczego tylu panów tu, na tym forum, narzeka na niedostatki w tej sferze oraz snuje roszczenia?
            Wybacz synu, ale na ten temat tak szczegółowo nie mam zamiaru z Tobą dyskutować. W każdym razie inni nie narzekali, a było ich wielu.
            • santo_inc Re: Ot i męska logika 28.09.10, 16:49
              > Ot i kolejny przykład specyficznej męskiej logiki. Skoro to dla mężczyzny aktyw
              > ność tak wyczerpująca i energochłonna to dlaczego tylu panów tu, na tym forum,
              > narzeka na niedostatki w tej sferze oraz snuje roszczenia?

              Czy ten Twój, który lubił siedzieć przy komputerze, narzekał na brak seksu? Jeden lubi śliwki, drugi woli córkę ogrodnika. My mężczyźni różnimy się między sobą, nie zauważyłaś?

              > Wybacz synu,

              Karanie przez deprecjonowanie? Myślisz, że gdy dodasz sobie lat w porównaniu do rozmówcy to z automatu zaczynasz mieć rację?
          • m00nlight Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 21:47

            To jeszcze zależy od charakteru pracy.

            Bo jesli praca polega na przerzucaniu papierkow, bądź... siedzeniu 8 godzin przy kompie, to na wysilek umyslowy najlepszym odpoczynkiem jest wysiłek fizyczny :P

            W przypadku niektorych facetow to się widac nie sprawdza.

            Np moj eks potrafil po 8 godzinach przed kompem drugie tyle spędzać przy kompie w domu (robiąc mniej węcej to samo) a potem uwalić się o 24 do wyra i oczekiwac że po odejsciu od kompa czekac tam będzie na niego chętna, gotowa i napalona żona ;) A nie pomyslal ze wypadałoby z tą żoną spędzić troch czasu miło po pracy np zabrac gdzies, obejrzec fajny film czy chociaz porozmawiac. Ale dla niego, 'wspolne spedzanie czasu' oznaczalo obiad i seks ;) a potem byly tony pretensji że żona oziębła. Potem role sie odwrocily- ja zaczelam siedziec przy swoim kompie godzinywieczorne i do lozka wchodzilam nad ranem, 1. żeby uniknąć kolejnego napastowania, 2. mialam tam dość ciekawe zajęcie ;)

            Myślę że wszystko rozbija się o to że faceci palcem nie kiwają żeby związek byl dla kobiety w jakikolwiek sposob satysfakcjonujący, a i tak oczekują seksu, bo skoro oni chcą, to one też powinny chcieć.

            Kobieta do seksu potrzebuje 'czystego umysłu', jesli trapią ją sprawy przyziemne, w ktorych nie ma pomocy i oparcia, nie wyluzuje się i koniec.
            • ditchdoc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 22:04
              m00nlight napisała:

              > Bo jesli praca polega na przerzucaniu papierkow, bądź... siedzeniu 8 godzin prz
              > y kompie, to na wysilek umyslowy najlepszym odpoczynkiem jest wysiłek fizyczny
              > :P

              jestem bardziej fizycznie wyczerpany po pracy umyslowej, siedzac przed kompem niz bylem kiedy na 1 roku studiow nocami meble montowalem. Zapewniam ze fizycznie pracujacy ruchaja wiecej i z wieksza ochota.
              • m00nlight Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 22:25

                I tu robisz błąd bo mylisz psychiczne znużenie z fizycznym zmęczeniem :P

                Na logikę: czym może zmęczyc się organizm przy siedzeniu? Co innego gdy sie nosi wory albo macha łopatą. A po calym dniu siedzenia na dupsku wręcz wypada się ruszyć ;)

                Mózg odpoczywa w trakcie wysilku fizycznego. howgh.
                • ditchdoc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 28.09.10, 22:42
                  m00nlight napisała:

                  >
                  > I tu robisz błąd bo mylisz psychiczne znużenie z fizycznym zmęczeniem :P
                  >
                  > Na logikę: czym może zmęczyc się organizm przy siedzeniu? Co innego gdy sie nos
                  > i wory albo macha łopatą. A po calym dniu siedzenia na dupsku wręcz wypada się
                  > ruszyć ;)
                  >
                  > Mózg odpoczywa w trakcie wysilku fizycznego. howgh.

                  niczego nie myle

                  wiem jak sie czuje, jak mi idzie trening na silowni po 10h pracy przed kompem a jak idzie w niedziele o 12 w poludnie. Roznica jest ogromna. Moze to i slabosc psychiki, zmeczona nie popycha ciala do wysilku, wynik jest niemniej jaki jest.
            • santo_inc Re: Jestem facetem-maszynką i nie wyciągam wniosk 29.09.10, 16:37
              > Myślę że wszystko rozbija się o to że faceci palcem nie kiwają żeby związek byl
              > dla kobiety w jakikolwiek sposob satysfakcjonujący, a i tak oczekują seksu, bo
              > skoro oni chcą, to one też powinny chcieć.

              Z całą pewnością wielu facetom się nie chce kiwnąć palcem. Mnie też nie. Dopóki nie dostanę jasnego komunikatu "tego i tego od ciebie oczekuję" nie kiwnę nim, bo i po co?
    • urquhart Teoria o kobiecej przemocy Majki Jaworskiej 28.09.10, 10:11
      mgla_jedwabna napisała:
      > Skąd się biorą tacy ograniczeni panowie, którzy najpierw uważają, że ich działk
      > a w małżeństwie to przynieść wypłatę i uprawiać seks z żoną, nic więcej, a pote
      > m się dziwią, że są traktowani jak "skrzyżowanie bankomatu z wibratorem". Macie
      > jakieś teorie tłumaczące ten zadziwiający brak konsekwencji?

      Zadziwiający brak konsekwencji bierze się stąd że kobiety mają ZNACZNIE wyższe wymagania związane z domem , gniazdem rodziną niż mężczyźni, a statystycznie mężczyźni wyższe wymagania seksualne. Oczekują że ich podejście i spojrzenie jest JEDYNIE SŁUSZNE i dowodem tak zwanej "dojrzałości". Egzekucja własnych potrzeb, oczekiwań, władza przesłania miłość do mężczyzny, jeżeli kiedykolwiek takowa była. Co innego dla kontrastu dziecko syn, dowodem czystej matczynej miłości matki Polki jest to ze niczego od niego nie wymaga a we wszystkim wyręcza.

      Niemiecki terapeuta Bert Hellinger, znany już w Polsce, twierdzi, że kobieca wściekłość to dziedzictwo stuleci, kiedy kobiety były poniżane, upośledzone ekonomicznie, niewolniczo zależne od mężczyzn. Czyżbyśmy zaczęły odpłacać mężczyznom? W powszechnej świadomości to mężczyźni stosują przemoc wobec kobiet, bo przecież one są słabsze. - Przemoc mężczyzn jest gorąca: mężczyzna się wścieka, trzaska drzwiami, powie wulgarne stówo, rzuci się do bicia. Przemoc kobieca jest zimna, wyrafinowana i podstępna, złość zalega głęboko i ciągle się ujawnia. Kobiety dręczą mężczyzn ciągłym powracaniem do krzywd z przeszłości. Najczęściej nie zdają sobie sprawy, że stosują przemoc. - O co kobiety wściekają się na mężczyzn? - O wszystko; że są do niczego jako ojcowie, mężowie, kochankowie. Kobiety mają znacznie większe od mężczyzn wymagania i oczekiwania. Ciągle dla większości z nas rodzina i wychowanie dzieci są głównym polem realizacji, sprawą o strategicznym znaczeniu. Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do roli dostarczyciela dóbr dla rodziny. Kobieta rozlicza go z obowiązków - jak wywiązuje się z roli ojca, co robi w domu, ile pieniędzy przynosi, l gdy on nie dosięga ideału, jest rozczarowana.”
      (Majka Jaworska - Zwierciadło)
      _____________________________________
      Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
      • mujer_bonita Podwójne standardy Urquharta :) 28.09.10, 10:27
        urquhart napisał:
        > Zadziwiający brak konsekwencji bierze się stąd że kobiety mają ZNACZNIE wyższe
        > wymagania związane z domem , gniazdem rodziną niż mężczyźni, a statystycznie mę
        > żczyźni wyższe wymagania seksualne. Oczekują że ich podejście i spojrzenie jes
        > t JEDYNIE SŁUSZNE i dowodem tak zwanej "dojrzałości". Egzekucja własnych potrze
        > b, oczekiwań, władza przesłania miłość do mężczyzny, jeżeli kiedykolwiek takowa
        > była.

        Widzisz Urqu - poczytuję Twoje posty od bardzo długiego czasu i nadal zadziwia mnie Twój brak konsekwencji i podwójne standardy :)

        Otóż - zgodnie z sygnaturką ciągle zarzucasz kobietom, że spełnianie własnych potrzeb uznają, za oznakę dojrzałości. A co sam robisz? Utożsamiasz męskie potrzeby z potrzebami ZWIĄZKU!

        W Twoim świecie wszystkie obowiązku związane z rodziną (dzieci, gotowanie, sprzątanie) to 'potrzeby kobiety' - JASSSSSSNE!!! Natomiast męska potrzeba seksu - to.... POTRZEBA ZWIĄZKU :) :) :) W Twoim świecie spełniając męskich potrzeby w seksie kobieta może kopić sobie wypełnianie przez faceta obowiązków domowych a nawet miłość do dzieci! Tylko oczywiście nie nazywasz tego ohydnym handlem tylko 'mądrym dbaniem o związek' :P

        Achh - nie ma to jak zarzucać drugiej stronie to co samemu się robi :) Uwielbiam tę maniakalną nierówność u Ciebie. Tak - różnimy się - mamy różne potrzeby i różne oczekiwania w związku. Nazywanie którychkolwiek oczekiwań 'jedynie słusznymi' to głupota. Zarówno tych żeńskich - co zarzucasz kobietom, jak i tych męskich - co sam robisz!
        • urquhart Re: Podwójne standardy Urquharta :) 28.09.10, 10:49
          mujer_bonita napisała:
          > Widzisz Urqu - poczytuję Twoje posty od bardzo długiego czasu i nadal zadziwia
          > mnie Twój brak konsekwencji i podwójne standardy :)

          Nie ma jak odwrócić sytuację i punkt widzenia żeby unaocznić jej absurdalność, co?

          Dobrze wiesz co kolejny raz powtórzę, związek partnerski to WZAJEMNE spełnianie potrzeb. A potrzeby mamy inne. Dotarło?

          _____________________________________
          Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
          • mujer_bonita Re: Podwójne standardy Urquharta :) 28.09.10, 11:35
            urquhart napisał:
            > Dobrze wiesz co kolejny raz powtórzę, związek partnerski to WZAJEMNE spełnianie
            > potrzeb. A potrzeby mamy inne. Dotarło?

            Wzajemne spełnianie WŁASNYCH potrzeb.
      • sisi_kecz przemoc jest jedna 28.09.10, 11:27
        Inaczej reprezentowana w ujeciu damskim, inaczej w męskim.
        To dość oczywista oczywistość, że każdy stosuje takie działanie do jakiego ma możliwości i predyspozycje, no i jakiego ma przeciwnika.

        Sądzę, że jak babka jest "postawną" kobitą, a jej mąz to chucherko, to jesli ona zastosuje przemoc, to on będzie miał limo pod okiem.
        W typowej sytuacji, kiedy kobieta nie posłuży sie ostrym narzędziem to w obliczu przewagi fizycznej jej "przeciwnika", a także ze względu na to że (to skutek i przyczyna zarazem, u podstaw też leży dysproporcja wagowa) kobieta nie ma strategii dążenia do konfrontacji, pozostaje jej "nękanie" przeważających sił wroga w taki sposób, który pomimo tego, da jej efekt wygranej.

        Aże panom nie odpowiada jakie sposoby w stosowaniu przemocy używaja panie?
        przecież o to chodzi, aby sposoby nie były wygodne dla "ofiary", by były dla niej dotkliwe i by dawały przewagę z powodu niezdolności ofiary do obrony przed tymi środkami.
        Bicie przez mężczyznę jest analogicznie nie fair dla kobiety.

        Nie ma lepszej czy gorszej przemocy.
        Przemoc jest jedna ale stosują ją różne płcie.

        I nie sądzę, aby rzekomo teraz po stuleciach upokorzeń baby mściły sie za swe "siostry".
        Te sposoby na faceta są stare jak świat i skuteczne jak diabli.
        Tyle, ze dotąd nic nie wymysliliście by sie na to uodpornić i nie potraficie sobie bratersko z pokolenia na pokolenie pomóc (Wasz prblem, nasz zysk;),
        to też każdy men w swoim życiu w pewnym momencie odkrywa tą Amerykę ;)

        duze pozdro!!!
      • m00nlight Mylenie pojęć... 28.09.10, 14:19

        Zauważylam że wielu ludzi myli podstawowe pojęcia: agresji i przemocy stosując je zamiennie. Tymczasem nie są to synonimy!

        Różnica jest prosta-> agresja staje się przemocą gdy
        1. Jest skierowana wobec osobie słabszej (fizycznie, psychicznie)
        2. Jej intencją jest krzywdzenie

        Dlatego jak czytam wypowiedzi o 'nieświadomym stosowaniu przemocy' śmiać mi się chce.

        Oczywiscie, można nieświadomie przejawiać agresywne zachowania, ale nie jest to przemoc!

        Tak samo jak przemocą nie jest maniulacja, bo nie spelnia warunku o intencjonalnym krzywdzeniu, a jest jedynie, dość kontrowersyjnym moralnie sposobem na osiąganie własnych celów i egzekwowanie od innych określonych zachowań.

        Nie zaprzeczam faktowi że coraz częściej ofiarami przemocy domowej są mężczyźni, szczegolnie ma to miejsce w rodzinach gdzie pozycja kobiety jest wyższa- chociażby z racji wyższych zarobków- często do ujawnienia przemocy wobec mężczyzn dochodzi w momencie, gdy on straci pracę, zachoruje itd. Ale wciąż, jest to niewielki procent.

        Agresja kobiet się wzmaga nie dlatego że odpłacamy' facetom za 'lata cierpień i upokorzeń patriarchatu', to bzdura.
        Po prostu czasy wymagają od kobiety 'męskich' zachowań, rywalizacji, agresji itd, szczegolnie na rynku pracy. A skoro przejmujemy te wzorce zachowań w pracy, trudno nie przenosić tego, nieświadomie, do domu...
        W ten sam sposob faceci przejmują 'babskie' zachowania, okazywania emocji, wrażliwości, słabości. Różnice między płciami trochę się zacierają, zesztą, już od dawna płeć przestala być w psychologi cechą dychotomiczną. W sensie 0,1, kobieta, albo mężczyzna. Są męskie kobiety i żeńscy faceci, skrajności i cala gama pośrodku. Męskość i kobiecość można stopniować, pod względem nasilenia cechy. To tyle z mojego wywodu, celem sprostowania :P
        • urquhart Re: Mylenie pojęć... 28.09.10, 14:56
          m00nlight napisała:
          > Różnica jest prosta-> agresja staje się przemocą gdy
          > 1. Jest skierowana wobec osobie słabszej (fizycznie, psychicznie) (...)
          > Nie zaprzeczam faktowi że coraz częściej ofiarami przemocy domowej są mężczyźni
          > , szczegolnie ma to miejsce w rodzinach gdzie pozycja kobiety jest wyższa- choc
          > iażby z racji wyższych zarobków- często do ujawnienia przemocy wobec mężczyzn d
          > ochodzi w momencie, gdy on straci pracę, zachoruje itd. Ale wciąż, jest to niew
          > ielki procent.

          Każdy krzywdzi jak umie najlepiej. Kobiety mężczyzn zwykle psychicznie bo są znacznie silniejsze psychicznie, mężczyźni zwykle fizycznie.
          Stąd sprawy o przemoc domową się często ciągną długo, kiedy okazuje się że sprawca przemocy fizycznej sam był poddawany długotrwałej przemocy psychicznej i rzetelnemu sędziemu nie jest łatwo wydać sprawiedliwy wyrok.
          Przemoc psychiczną zaczyna się uwzględniać w statystykach także i tymi nielicznymi procentami to też już dawno nieaktualne. Uaktualnij sobie informacje.
          _____________________________________
          Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
          • m00nlight Re: Mylenie pojęć... 28.09.10, 21:36

            Przemoc psychiczna (i ekonomiczna) to tak paskudna sprawa, właśnie dlatego że zawsze ciężko cokolwiek udowodnić. W przypadku bicia siniaki i urazy mówią same za siebie, natomiast ciężko udowodnić coś, co nie pozostawia śladów i zwykle dzieje się w obrębie 4 scian, bez świadków.

            Natomiast nadużyciem jest założenie, że facet odpowiada biciem na psychiczne znęcanie się- mentalność ofiary ma to do siebie, że rzadko kiedy się sprzeciwia agresorowi- po prostu ze strachu. Stąd tak częste przypadki, np mężobójstwa w wyniku dlugotrwalej przemocy- obroni się, raz a dobrze, chociażby przy pomocy kuchennego noża czy popielniczki.

            Potępiam wszelkie przejawy przemocy, niezależnie od płci i formy. Niestety tak się brzydko składa, że najskuteczniej krzywdzą się najbliższe sobie osoby :/
Pełna wersja