troche o seksie po porodze

13.10.10, 06:12
portal moze i malo zachęcający ale same komentarze kobiet poniżej artykułu są interesujące..

Najwyrazniej po porodzie moze bolec, i to lata po (sciema?), blizna "ciągnie", nie ma libida ewentualnie w skrajnym przypadku to mąż nie chce po tym czego sie naoglądał..

Tak na wolne 15 minut ;)
www.kafeteria.pl/przykawie/obiekt.php?id_t=1254
    • gomory Re: troche o seksie po porodze 13.10.10, 13:47
      Ja w tym artykule natrafilem tyko na info, ze normalnym po porodzie moze byc 6 tygodniowa przerwa seksualna. Dluzsze okresy sa nienaturalne i wymagaja konsultacji ze stosownym specjalista zaleznie od powodu.
      Na komentarze pod artykulami z reguly rzucam okiem pobieznie gdyz nie uwazam je za zbyt powazne. Troche zartownisiow, ludzi ktorym cos tam sie wydaje, nastolatkow, zupelnie niezorientowanych w temacie, piszacych dla zasady etc. Mi ciezko spomiedzy tego smiecia wygrzebac osobe ktora cos sensownego napisala ;).
      • urquhart Liczby 13.10.10, 16:19
        Ciekawe dość są liczby:
        "Po porodzie pojawiają się najróżniejsze problemy seksualne. U kobiet libido kurczy się do. rozmiarów ziarenka gorczycy, u mężczyzn może nawet dojść do tzw. impotencji poporodowej.
        Szacuje się, że w Polsce z powodu impotencji cierpi 8% mężczyzn, a łącznie ponad 40% spełnia kryteria jakiegoś zaburzenia seksualnego"

        Doliczając wcześniej dyskutowane 84% kobiet z dysfunkcjami seksualnymi zaniku libido u kobiet (liczone nie normalne 6 miesięcy ale do 2 lat wg Izdebskiego) i 15% z depresją poporodową to perspektywa jest dość katastrofalna...
        _____________________________________
        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
        • triss_merigold6 Re: Liczby 13.10.10, 18:09
          A ta impotencja nie jest spowodowana aby chlaniem i szlugami stosowanymi łącznie od wczesnej młodości?
      • m00nlight Re: troche o seksie po porodze 13.10.10, 18:26
        "Ja w tym artykule natrafilem tyko na info, ze normalnym po porodzie moze byc 6
        > tygodniowa przerwa seksualna. Dluzsze okresy sa nienaturalne i wymagaja konsult
        > acji ze stosownym specjalista zaleznie od powodu."

        Co za brednie.

        6 tygodni to okres MINIMALNY, bo tyle trwa połóg. I to biorąc pod uwagę że wszystko *tam* ok.

        Ale wiele kobiet ma np szwy, itd, proces gojenia jest różny, u innych szybciej u innych wolniej, a i tak, są to tylko FIZYCZNE skutki porodu.

        Natomiast psychicze konsekwencje mogą rozciągać się w czasie i przybierać różne formy. Od huśtawki hormonalnej- przy karmieniu piersią (zalecane do 2 lat!) niewiele z tym zrobisz, przez depresję poporodową, (to samo, dopoki karmi piersią leki odpadają) po ciężkie przypadki PTSD !!!

        Już sobie wyobrażam kobietę która po makabrycznym 20-godzinnym porodzie po 6 tygodniach jest zwarta, gotowa i podniecona.

        A jeszcze fajniej jak pan mąż wyłowi z góry informacji tylko taką i WYMAGA. Łał.
        • ore.ona Re: troche o seksie po porodze 13.10.10, 19:08
          po makabrycznym 20-godzinnym porodzie<
          To fakt, może być problem.
          Każdy poród jest małym koszmarem.
          Ja bałam się tak bardzo że zmusiłam męża do obecności przy porodzie.
          Nie zaglądał, choć nogi mu drżały gdy widział jak cierpię, ale po urodzeniu dziecka, przeciął pępowinę a potem to już był w jakiejś euforii. Imo, obecność faceta przy porodzie sprzyja więzi z dzieckiem.
          Ja bardzo szybko chciałam się kochać i on też. Miał obawy ż będzie mnie bolało, ale przekonałam go że bez przesady;)
          Dziecko natomiast mało sypiające, lub pan małopomagający, to problem z pewnością sypialniany.
          • ore.ona Re: troche o seksie po porodze 13.10.10, 19:16
            mało pomagający
          • m00nlight Re: troche o seksie po porodze 13.10.10, 20:38

            No widzisz, miałaś swego rodzaju farta ;)

            Niektorzy panowie po wspolnym porodzie traca pociąg do żony. Zwłaszcza Ci ktorzy nie wytrzymali z ciekawości i zajrzeli nie tam gdzie trzeba w nieodpowiednim momencie. Powiem szczerze- nie dziwie się! Obejrzalam pare porodów na jutubie i wygląda to ma-sa-kry-cznie!

            Rozumiem, obecnosc faceta w pierwszej fazie, ktora może być dluga. W drugiej mniej, ja bym nie chciala patrzec na ukochana osobę ktora cierpi, nie mogąc jednoczesnie zrobic NIC żeby jej pomóc. Ostatecznie, ok, ale z drugiej strony! Zresztą, dla mnie oglądanie porodu było szokiem na zasadzie jeeezu, jak to wielkie dziecko *stamtąd* wyszło? Przecież to się wydaje fizycznie niemożliwe... A co dopiero ma pomyśleć facet. Ale to juz oftop.

            PS włoscy naukowcy doszukali sie koelacji pomiedzy obecnością ojca przy porodzie a rozwodem. Dokladniej: pary rodzące wspolnie rozwodzą się statystycznie częściej. I pewnie coś w tym jest.
            • kag73 Re: troche o seksie po porodze 13.10.10, 20:41
              "Dokladniej: pary rodzące wspolnie rozwodzą się statystycznie częś
              > ciej. I pewnie coś w tym jest."

              Pierdu, pierdu, nie dajmy sie zwariowac.
              • m00nlight Re: troche o seksie po porodze 13.10.10, 21:11
                Ja tylko przytaczam wyniki badań.

                Zapewne chodzilo o tych niedojrzalych panow ktorzy zostali siłą zaciągnięci na porodowke i się zaszokowali/ zbrzydzili.
            • ore.ona Re: troche o seksie po porodze 13.10.10, 20:57
              > PS włoscy naukowcy doszukali sie koelacji pomiedzy obecnością ojca przy porodzi
              > e a rozwodem. Dokladniej: pary rodzące wspolnie rozwodzą się statystycznie częś
              > ciej. I pewnie coś w tym jest.<
              Być może.
              Ale trzymanie za rękę bliską osobę w tak traumatycznej/dla niektórych kobiet/ sytuacji jest /bynajmniej dla mnie/ bardzo, bardzo ważne.
              „Przekonałam go” z egoistycznego strachu przed porodem i nie żałuję.
              A w trakcie usłyszaL jeszcze-"nawet nie próbuj mdleć, bo ja tu sama nie zostanę":D

              Z seksem problemy zaczęły się wcześniej i mogłam wtedy wyciągnąć wnioski co do trwałości związku.

              • m00nlight Re: troche o seksie po porodze 13.10.10, 21:10

                Nie no spoko, nawet pochwalam Twoja postawę, że wyegzekwowałaś co swoje.

                a swojemu powiedzialam że skoro nie chce wlazic na porodowke, ma mi zalatwic cesarke i jest zalatwiona ^^ Najpierw cośtam gderal, ale stwierdzilam że 'sama rodzic nie będę, o nie' i w sumie nie mial wyboru. Płać i płacz jak to mówią. W sumie, mi to nawet na rękę bo po tym co obejrzalam na jutubie nie jestem pewna czy chce brac udzial w takiej imprezie.
                • kag73 Re: troche o seksie po porodze 13.10.10, 21:40
                  m00nlight napisała:

                  >
                  > Nie no spoko, nawet pochwalam Twoja postawę, że wyegzekwowałaś co swoje.
                  >
                  > a swojemu powiedzialam że skoro nie chce wlazic na porodowke, ma mi zalatwic ce
                  > sarke i jest zalatwiona ^^ Najpierw cośtam gderal, ale stwierdzilam że 'sama ro
                  > dzic nie będę, o nie' i w sumie nie mial wyboru. Płać i płacz jak to mówią. W s
                  > umie, mi to nawet na rękę bo po tym co obejrzalam na jutubie nie jestem pewna c
                  > zy chce brac udzial w takiej imprezie.

                  M00n to jest troche na zasadzie "wszedzie dobrze gdzie nas nie ma", wiesz.
                  Te ktore rodzily naturalnie zaluja, ze nie mialy cesarki a te, ktore mialy cesarke, ze nie mogly urodzic naturalnie.
                  Jakby nie bylo cesarskie ciecie to operacja zwiazana jak kazda operacja z ryzykiem i mozliwymi powiklaniami. Nie szkodzi, ze nie boli w trakcie, za to boli po, moze niektorych nie(kwestia szczescia). No i blizna tez zostaje. Bywaja rozne sytuacje, trzeba zadbac o dobro dziecka i o dobro kobiety i wtedy decydowac co i jak.
                  Nie decydowalabym o porodzie naturalnym czy tez cesarce, bo facet nie chce byc przy porodzie. Jezeli nie chce, nie zmuszalabym go, moze go zastapic jakas inna zaufana osoba. Na cesarske decydowalabym sie gdyby byla taka koniecznosc. Ale to ja. Wiadomo to kazdego prywatna decyzja.
                  • m00nlight Re: troche o seksie po porodze 14.10.10, 09:39

                    Oj wiesz, to jest jedna z tych spraw w ktorych nie ma możliwosci jednoznacznego przyznania komus racji.

                    To tak jak kilometrowe dyskusje na ekrowach pt 'czy butelka jest gorsza od piersi'. Wiadomo, każde rozwiązanie ma swoje - i +, tak jak każde zwolennikow i przeciwnikow. Ja rozwazylam wszystko, negatywy rowniez, pogadalam z lekarzem i podjęłam decyzję, tyle. Cieszę się tylko że mialam WYBÓR, bo wiem że to nie wszystkim dane.
                    • urquhart ryzyk fizyk - jak z siedzeniami w busach do czasu 14.10.10, 10:39
                      m00nlight napisała:
                      > si'. Wiadomo, każde rozwiązanie ma swoje - i +, tak jak każde zwolennikow i pr
                      > zeciwnikow.

                      He, he, to jak z wożeniem ludzi w budzie w busie bez siedzeń i pasów.
                      Może być tanio i wygodnie dla pracowników i przewoźnika, albo drogo i bezpiecznie w pasach.
                      A raz na jakiś czas trafia się katastrofa.
                      Jeden facet na dziesięciu ma problem z impotencją porodową ale widać partnerkom nie zależy i wolą zaryzykować .
                      _____________________________________
                      Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                      • kag73 Re: ryzyk fizyk - jak z siedzeniami w busach do c 14.10.10, 13:01
                        "Jeden facet na dziesięciu ma problem z impotencją porodową ale widać partnerkom nie zależy i wolą zaryzykować ."

                        zebys wiedzial, bo uwazam, ze 1 na 10, w co w dodatku nie wierze, to nie tak duzo. Jasne, ze bym ryzykowala, tym bardziej kiedy facet tez jest chetny, bo w tym momencie kluczowa sprawa dla mnie/dla nas (wiem Ty myslisz, ze dzieci i rodzina to wymysl i potrzeba wylacznie kobiet, a nie zawsze tak jest) jest zdrowie i zycie dziecka i moje.
                        • urquhart Re: ryzyk fizyk - jak z siedzeniami w busach do c 14.10.10, 13:21
                          kag73 napisała:
                          > Jasne, ze bym ryzykowala, tym bardziej kiedy facet tez jest chetny, bo w ty

                          Ryzykuje się łatwo tym czego się nie ceni. Nie cenisz więzi erotycznej z ukochanym?
                          _____________________________________
                          Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                          • kag73 Re: ryzyk fizyk - jak z siedzeniami w busach do c 14.10.10, 13:41
                            Cenie, ale znam swojego faceta, to po jedno. Po drugie idac do porodu nie slyszlalam o tego typu dyrdymalach. Dla wszystkich facetow wkolo, ktorych znalam byla to rzecz zupelnie oczywista, ze byli przy porodzie. Nawet gdybym wiedziala i wyrazila swoje obawy glosno, maz na pewno i tak by stwierdzi "pierdy", ide, bo wiem po co.
                            A mam w domu takiego ktory jak sie uprze nie da splawic i to bylo mi potrzebne, ta swiadomosc, ze jakby co, jest ze mna. A bylam pod wrazeniem znanych mi przypadkow dzieci uposledzonych z powodu niedotlenienia mozgu i innych z winy lekarzy. To bylo dla mnie najwazniejsze, zrobie wszystko co moge, zeby urodzic zdrowe dziecko. Maz o tym wiedzial, byl przygotowany, tez chcial "dopatrzyc", zadbac na ile mogl. Moze sie to komus wydawac smieszne i na koncu nic by nie pomoglo, ale dla nas bylo to wazne.
                            • urquhart Re: ryzyk fizyk - jak z siedzeniami w busach do c 14.10.10, 14:05
                              kag73 napisała:
                              > Cenie, ale znam swojego faceta, to po jedno. Po drugie idac do porodu nie slysz
                              > lalam o tego typu dyrdymalach. Dla wszystkich facetow wkolo, ktorych znalam byl
                              > a to rzecz zupelnie oczywista, ze byli przy porodzie. Nawet gdybym wiedziala i
                              > wyrazila swoje obawy glosno, maz na pewno i tak by stwierdzi "pierdy", ide, bo
                              > wiem po co.

                              Tych 18 z busa też uważało że na siedzenia z pasami w busie to dyrdymały lalusiów i byli gierojami.
                              Jeżeli wiesz o ryzyku i nic to nie zmienia to inna sytuacja.
                              No chyba że "nie wierzysz" i uważasz że to jednie dyrdymały bo logika ci podpowiada że na deskach podpartych na pieńkach na pace busa tez można przewieść dupę z punktu a do punktu b.
                              _____________________________________
                              Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                              • kag73 Re: ryzyk fizyk - jak z siedzeniami w busach do c 14.10.10, 15:14
                                Tych 18 z busa też uważało że na siedzenia z pasami w busie to dyrdymały lalusi
                                > ów i byli gierojami.
                                > Jeżeli wiesz o ryzyku i nic to nie zmienia to inna sytuacja.
                                > No chyba że "nie wierzysz" i uważasz że to jednie dyrdymały bo logika ci podpow
                                > iada że na deskach podpartych na pieńkach na pace busa tez można przewieść dupę
                                > z punktu a do punktu b.
                                > _____________________________________
                                Zupelnie nie takie porownanie i nijak sie ma do tematu faceci przy porodzie. Chodzi tutaj o zupenie inne rzeczy i o inne statystyki.
                                • urquhart Re: ryzyk fizyk - jak z siedzeniami w busach do c 14.10.10, 15:24
                                  kag73 napisała:
                                  > Zupelnie nie takie porownanie i nijak sie ma do tematu faceci przy porodzie. Ch
                                  > odzi tutaj o zupenie inne rzeczy i o inne statystyki.

                                  Ma się jak najbadziej, w kwestii ryzyka i dyrdymałów jeśli potrzebujesz kawę na ławę .
                                  Masę ludzi jeździ codziennie na ławeczkach, pieńkach, czy beczkach na pakach w busie do roboty. I jakoś dojeżdżają. Ale mądrale urzędasy każą jeździć w fotelach z pasami i wymyślaja dyrdymały.
                                  A ryzyko jest. Wszyscy się ostatnio przekonali.
                                  _____________________________________
                                  Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                                  • kag73 Re: ryzyk fizyk - jak z siedzeniami w busach do c 14.10.10, 15:39
                                    Ale Ty nadal nie rozumiesz. Trzeba rozwazyc co mam do stracenia a co moge zyskac.
                                    Mase ludzi pali papierosy, choc powoduje to raka pluc, je niezdrowe rzeczy, pije alkohol, uprawia seks bez zabezpiecznia. Najczesciej nie zyskuja nic.
                                    Ja majac meza przy porodzie wiem po co to robie i dlaczego warto.
                                    I prosze Cie nie tlumacz mi, ze Ci w tym busie tez wiedza.
                                  • aandzia43 Re: ryzyk fizyk - jak z siedzeniami w busach do c 14.10.10, 15:42
                                    > Ma się jak najbadziej, w kwestii ryzyka i dyrdymałów jeśli potrzebujesz kawę na
                                    > ławę .
                                    > Masę ludzi jeździ codziennie na ławeczkach, pieńkach, czy beczkach na pakach w
                                    > busie do roboty. I jakoś dojeżdżają. Ale mądrale urzędasy każą jeździć w fotela
                                    > ch z pasami i wymyślaja dyrdymały.
                                    > A ryzyko jest. Wszyscy się ostatnio przekonali.

                                    Jeśli już sięgnąłeś po takie porównanie, to by trzymać się rangi zjawisk: kalectwo,śmierć dziecka czy ciężkie uszkodzenie, śmierć matki a impotencja męża po porodzie, stosowniej będzie sformułować to inaczej.
                                    "Mnóstwo ludzi jeździ codziennie na ławkach/bez pasów/niesprawnymi samochodami, a ginie niewielu. Tak samo, jak rodzi codziennie bez wsparcia mężów mnóstwo kobiet, a niewiele z nich rodzi dzieci martwe/ z porażeniem, czy umiera przy porodzie".
                                    Jak zwykle tracisz z oczu właściwe proporcje. Mniemam, iż celowo, dla gimnasytki umysłu i wpędzania w kozi róg kobitek ;-)
                                    • urquhart Re: ryzyk fizyk - jak z siedzeniami w busach do c 14.10.10, 15:52
                                      aandzia43 napisała:
                                      > Jak zwykle tracisz z oczu właściwe proporcje. Mniemam, iż celowo, dla gimnasytk
                                      > i umysłu i wpędzania w kozi róg kobitek ;-)

                                      Ty o proporcjach, ja o tym ze to przykład konsekwencji lekceważenia niezrozumiałego ryzyka z aktualnych wydarzeń.
                                      Andzia toż to naiwne mydlenie oczu że facet możne pomóc bardziej niż matka czy siostra, lub przyjaciółka nawet która jakieś porody już widziała, wie mniej o kobiecym ciele, nie ma kobiecego wsparcia, a nie mając żadnego odniesienia jakże może kwestionować fachowość lekarza czy położnej??? Toz są wymagania żeby taka osoba była wsparciem, emanowała spokojem, gdzie w tej roli przejęty zdezorientowany partner.
                                      _____________________________________
                                      Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                                      • aandzia43 Re: ryzyk fizyk - jak z siedzeniami w busach do c 14.10.10, 21:45
                                        > Andzia toż to naiwne mydlenie oczu że facet możne pomóc bardziej niż matka czy
                                        > siostra, lub przyjaciółka nawet która jakieś porody już widziała, wie mniej o
                                        > kobiecym ciele, nie ma kobiecego wsparcia, a nie mając żadnego odniesienia jakż
                                        > e może kwestionować fachowość lekarza czy położnej???

                                        Nikomu nic nie mydlę takimi argumentami. Pomóc w naszych polskich realiach może ta osoba, która ma dobry kontakt z rodzącą, jest z nią zwiazana uczuciowo, umie zachować zimną krew w stresowych sytuacjach, jest zrównoważona emocjonalnie i nie ma do porodu zbyt emocjonalnego stosunku (kobiety z nieprzepracowaną traumą porodową odpadają). Płeć i to, czy się samemu rodziło, czy widziało jakiś tam poród, nie ma większego znaczenia. Bardzo często po przeprowadzeniu selekcji ostaje się tylko mąż. Jak zapewne pamiętasz, nie jestem zwolenniczka obecności tatusiów na porodówce za wszelką cenę, ale zwolenniczką wybrania najmniejszego zła. Dla mnie bezpieczeństwo i przebieg całego dalszego życia osoby bliskiej jest ważniejszy, niż moje relacje z inną bliską mi osobą. I nie dzielę tu bliskich na męża i dziecko.
                              • ciezka_cholera Re: ryzyk fizyk - jak z siedzeniami w busach do c 15.10.10, 09:58
                                urquhart napisał:

                                > Jeżeli wiesz o ryzyku i nic to nie zmienia to inna sytuacja.
                                > No chyba że "nie wierzysz" i uważasz że to jednie dyrdymały bo logika ci podpow
                                > iada że na deskach podpartych na pieńkach na pace busa tez można przewieść dupę
                                > z punktu a do punktu b.

                                Niemal codziennie podejmujemy jakies ryzyko. Prawie zawsze chodzenie pieszo jest bezpieczniejsze od jazdy samochodem, jednak wiekszosc z nas woli jezdzic (zwlaszcza w dalsze trasy), bo przewazaja benefity z tego rozwiazania. Mozna wymieniac i wymieniac rozne sytuacje zwiazane z niezerowym ryzykiem klopotow, w jakie na wlasne zyczenie sie pakujemy (jazda na nartach, wycieczki w dalsze czesci globu, mycie okien na 10 pietrze itd), bo najnormalniej w swiecie uwazamy, ze warto. Dokladnie tak samo jest i w tej sytuacji.

                                Co zas do roszczeniowosci kobiet: zalozmy, ze oboje rodzicow tak samo chce dziecka, jako ze jeszcze nie wymyslono lepszej wyceny niz rynkowa, to porownajmy ceny uslug - surogatki i osoby towarzyszacej przy porodzie. Kiedys mi wpadly w rece liczby, wynajecie surogatki 50.000 pln, polozna towarzyszaca przy porodzie 1.000 pln. Nie jestem pewna czy sa aktualne, ale dosc dobrze oddaja rozbieznosc nakladow. Wiec moze to panowie sa roszczeniowi jednak, sepiac ten drobny wklad wlasny w akcje "dziecko"? (Material genetyczny daja oboje po rowno, wiec tego kosztu nie licze).
                          • zakletawmarmur Ryzykuje się łatwo tym czego się nie ceni... 14.10.10, 22:20
                            Idąc tym tokiem myślenia...

                            Ryzykuje się łatwo tym czego się nie ceni...

                            Np. zdrowie i życie żony i dziecka?

                            Facetowi faktycznie może na zdrowiu żony i dziecka nie zależeć specjalnie. Przecież jak bachor będzie upośledzony to się żonę porzuca. Problem zwala się na matkę "przecież męzczyźni są zbyt słabi psychicznie". Alimentów płacić nie musi, bo to złodziejstwo. Żona? Następna też się znajdzie, tym bardziej jak przyoszczędzi na alimentach. Czasu bedzie miał tyle co kawaler...

                            Faktycznie, po co ryzykować impotencje poporodową:-)
              • sisi_kecz men przy porodzie 13.10.10, 21:14
                badania przytaczane są w zależności od poglądów przytaczającego na obecność męża przy porodzie.
                Kwestia jest nadal otwarta: czy to właśnie wpływa na pogorszenie relacji, czy to właśnie wpływa na pogłębienie więzi.

                Badania o tym, ze obecność zwieksza ryzyko rozwodu, mozna łatwo zakwestionować takimi argumentami jak: złożoność sytuacji doprowadzającej do rozwodu, której nie można "załatwić" jednym czynnikiem, lub przypadkowością doboru czynnika, który tylko w przypadkowej korelacji towarzyszy prawdziwej przyczynie rozwodu.
                O czym piszę?
                ano o tym, że w parach o poglądach tradycyjnych, gdzie mężczyzna nie towarzyszy przy porodzie, często nie dopuszcza sie lub z całych sił stara sie uniknąć też rozwodów.
                Te dwa zjawiska (niechęć do rozwodów, poród bez asysty męża)wystepują w tej samej parze stąd "odkrycie" naukowców.

                A więź męzczyzny z dzieckiem , którego poród oglądał? że jest głębsza.
                czy da sie zmierzyć, jaka byłaby ta więź, gdyby nie oglądał? nie da sie, więc
                też bullshit, nie tezy.




                o
                • m00nlight Re: men przy porodzie 13.10.10, 21:22

                  Być może masz rację, w sumie, na wszystkie badania, zwlaszcza socjologiczne, trzeba patrzec z lekkim dystansem.

                  A może być też coś takiego że trudne i megastresujące /mimo wszystko/ doświadczenie jakim jest poród umocni dobry dojrzaly związek, ale może pogrążyć słaby...

                  Facet który naprawdę kocha nie zbrzydzi się żona tylko dlatego że zobaczył ją spoconą i nieatrakcyjną, tylko skupi się na najważniejszym. Niedojrzały goguś ktoremu sie wydaje że dorósł do roli ojca najpierw się zbrzydzi porodem, a potem bedzie wyrażał zdziwienie ze 2 miesiące po porodzie żona nie chce seksu. I że 3 dni po prorodzie nie wygląda jak przed ciążą. W tym też coś jest.
                  • urquhart Babskie i męskie sprawy a wzajemna pomoc 13.10.10, 23:58
                    m00nlight napisała:
                    > Facet który naprawdę kocha nie zbrzydzi się żona tylko dlatego że zobaczył ją s
                    > poconą i nieatrakcyjną, tylko skupi się na najważniejszym. Niedojrzały goguś kt
                    > oremu sie wydaje że dorósł do roli ojca najpierw się zbrzydzi porodem

                    Szczerze to najbardziej dziwi mnie twoja niedojrzała analiza jak że sie reklamujesz na wyuczoną w temacie psychodycho.
                    Felczery i specjalisty pitolą: jak tylko mówią coś niewygodnego.

                    > A może być też coś takiego że trudne i megastresujące /mimo wszystko/ doświadc
                    > zenie jakim jest poród umocni dobry dojrzaly związek, ale może pogrążyć słaby..

                    To też statystycznie ewidentnie fałsz o którym często piszą. Największe szkody po urodzeniu dziecka i zamianę kochnków w rodziców ponosi związek harmonijny i udany, w wielu miejscach byłem zdziwiony że takie są wyniki badań, ale wyjaśnienie jest proste, w tych złych przedtem było do dupy potem też do dupy, ale po dzieciach jeszcze bardziej wiąże brak kasy na wszystko, lub groźba rujnujących życie alimentów.

                    Mieliśmy już tyrady wiec nie chce sie powtarzać że wszyskie cywilizacje na oddzielonych kontynentach odseparowywały meżczyn od porodu jako tabu, nawet u dzikich i przymitywnych symbolicznie w oddaleniu przeżywają poród w róznych obrzedach kuwady ale odzielnie nigdy z matką dziecka przy porodzie. Podobnie położne były kojarzone z impotencją meżczyn i w średniowieczu paolone za to na stosie wiec ta więź przyczynowo skutkowa znana jest ludziom od dawna i zakodowana w kulturze.

                    Baby żeby chronić facetów trzymały ich z dala od sal porodowych, faceci żeby chronić swoje baby trzymali je z daleka od wojen, bitew i rzezi i szli na pierwszy ogień walki i obrony jako męskiej sprawy. Jedni drugich nie ciągali tam nigdy do pomocy. Do porodu stawały pomóc sobie siostry, matki i babki, a do bitwy i obrony ojcowie, synowie i bracia. Ot proste.

                    _____________________________________
                    Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                    • kag73 Re: Babskie i męskie sprawy a wzajemna pomoc 14.10.10, 00:23
                      Nie mylmy faktu, ze nagle pojawilo sie dziecko, kobieta zostala matka i dla co poniektorych mezczyz nagle stala sie tylko matka z faktem, ze kobieta nagle faceta nie pociaga, bo byl przy porodzie. Bo to dwie zupelnie inne sprawy, jego by i tak nie pociagala nawet gdyby nie byl przy porodzie, bo widzi w niej tylko matke swojego dziecka. ze nie wspomne o tym, ze dziecko zmienia wszystko w zyciu i w zwiazku, no ludzie. Inni potrafia sie z tym zaaranzowac, inni nie, bo skad mieli wiedziec jak to bedzie dopoki nie mieli dziecka.
                      urquhart, Ty byles przy porodzie?
                      Poza tym nie porownujmy zamierzchlych czasow z terazniejszoscia, bo za duzo sie zmienilo.
                      • urquhart Re: Babskie i męskie sprawy a wzajemna pomoc 14.10.10, 00:44
                        kag73 napisała:
                        > Nie mylmy faktu, ze nagle pojawilo sie dziecko, kobieta zostala matka i dla co
                        > poniektorych mezczyz nagle stala sie tylko matka z faktem, ze kobieta nagle fac
                        > eta nie pociaga, bo byl przy porodzie.

                        Jak zauważyłem seksuolodzy dobrze to odróżniają a już szczególnie Starowicz. Przy MiL nie ma ochoty ani pociągu, przy impotencji poporodowej nie ma możliwości. Starowicz pisze o facetach co chcą z żoną a im nie staje i trafiają do niego. Pisanie o tym jako o "braku dojrzałości" jest dla mnie żenujące.

                        > urquhart, Ty byles przy porodzie?
                        Byleś i to nie raz. I dalej mam ochotę i mi staje. Co nie zmienia mojego podejścia co do samego zjawiska.
                        W sali obok baba wrzeszczała ostatnio na swojego potulnego faceta misia: Juuuużżżżż nigggdyyy wwwwiiieeeeceeeejjj nnieeee bbbbeeeedzzzzieeeszzz mmnniiee pppppieeeeeeeeeeeeeeepppszzyyyyłłłłłłł!
                        _____________________________________
                        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                        • m00nlight Re: Babskie i męskie sprawy a wzajemna pomoc 14.10.10, 10:01

                          Ale zauważ często jest tak że facecisami wiedzą że coś jest nie teges i nie chcą uzestniczyć w porodzie,a sa do tego 'zmuszani', albo przez żony, albo po prostu czują presję otoczenia i się jej poddają. 'Stary, no jak to, nie będziesz przy porodzie??!!!' No i on nie chce, bo wie że się nie nadaje (i tak, to ma związek z dojrzałością!) ale idzie, bo nie ma jaj żeby powiedzieć że nie idzie.

                          Generalnie to co zrobi poród rodzinny ze związkiem to chyba taka troche ruska ruletka. Znam przypadki że facetowi sie nogi trzęsly na samą myśl, a przy porodzie okazal się prawdziwym bohaterem, wszystko mu 'staje', a związek się umocnił.
                          Znam tez twardzieli którzy padali jak muchy na porodowkach i do tej pory nie mogą wygrzebać sie z traumy po tym co zobaczyli.

                          To o czym mowilam w poprzednim poscie, mialam na mysli niedojrzalosc do związku, jako powierzchowne postrzeganie drugiej osoby. Czyli koles ktory związal się ze swoją żoną tylko dlatego że była 'niezłą laską'. I wbrew pozorom, takich 'związków' nie ma wcale tak mało. I nie ma bata, taki 'związek' rozleci się ;po porodzie, prędzej lub później.

                          Tak samo jak związku od dawna nie trybi, a problemy sa zamiatane pod dywan, dziecko jako 'remedium na kryzys' a poziej caly kryzys zwalany na dziecko że to niby wczesniej byla sielanka a teraz sie wszystko wali.

                          Tak czy srak, dziecko zawsze jest egzaminem związku, jedni zdają, inni nie, ot życie.
                    • sisi_kecz Re: Babskie i męskie sprawy 14.10.10, 09:40
                      Tytuł postu jest stronniczy, protestuję (jako upierdliwa feministka)

                      albo: babskie i chlopskie sprawy,
                      albo: kobiece i męskie sprawy.

                      Baby żeby chronić facetów trzymały ich z dala od sal porodowych, faceci żeby ch
                      > ronić swoje baby trzymali je z daleka od wojen, bitew i rzezi i szli na pierwsz
                      > y ogień walki i obrony jako męskiej sprawy. Jedni drugich nie ciągali tam nigdy
                      > do pomocy. Do porodu stawały pomóc sobie siostry, matki i babki, a do bitwy i
                      > obrony ojcowie, synowie i bracia. Ot proste. '

                      chłopcy!!!
                      obudźcie sie, XXI wiek wita:)

                      wojny nie ma, jak będzie to pojadą zawodowi wojacy, w tym zawodowe wojaczki ;)

                      porody zostały.

                      kobiety może i nie chcą często tego faceta na porodówce, szczególnie jak mu to nie leży, ale co im pozostaje?

                      moj osobisty dylemat był taki:
                      mąż nie chciał być przy porodzie, co szanowalam, chociaż byłam zawiedziona.
                      Mało tego,czułam że jak go nie będzie, to zawsze zostanie mi do niego żal i będzie truł nasza relację.
                      Była cesarka więc szczęśliwie uniknęliśmy problemu.
                      A po co mi ten mąż? chętnie bym zastapiła go bliską kobietą ale nie mam: siostry, kuzynki, przyjaciółki na taką okazję.
                      Ale bozia czuwała- była przy mnie przyjaciółka rodziny, w zespole operacyjnym i za to będę opatrzności wdzięczna, bo cesarka była dla mnie sto razy gorsza niż naturalny poród.

                      My nie chcemy ostać same, z obcymi w warunkach nieintymnych, w strachu o swoje i dziecka życie.
                      To nie jest kaprys- musicie nam pomóc, jesteście naszymi facetami.
                      Ale to nie musi być osobista asysta- mozliwości jest wiele.

                      duze pozdro!!!
                      • urquhart Re: Babskie i męskie sprawy 14.10.10, 10:32
                        sisi_kecz napisała:
                        > chłopcy!!!
                        > obudźcie sie, XXI wiek wita:)

                        Tia, czyli w skrócie roszczeniowo jak zawsze: wbijcie sobie do głowy że musicie się dostosować do naszych potrzeb.
                        _____________________________________
                        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                        • sisi_kecz Re: Babskie i męskie sprawy 14.10.10, 10:40
                          Tia, czyli w skrócie roszczeniowo jak zawsze: wbijcie sobie do głowy że musicie
                          > się dostosować do naszych potrzeb. '

                          ale skąd!!! to my będziemy nadal jak od tysiąca lat dostosowywały sie do Waszych ;)

                          wcale nie mialam tego na myśli, że faceci mają chodzić pod dyktando kobiet, ani kobiety nie mają chodzić pod dyktando mężczyzn.
                          Chodzi mi o to, że świat sie zmienia: kobiety podjęły pracę zawodową, pozly na uniwersytety, zaczęły kierować różnymi dziedzinami, podjęły różne nieznane im dotąd wyzwania, bla bla bla.

                          To jest wymóg czasów, nie możecie tego wypierać ze świadomości, zę będzie tak jak mitycznym złotym wieku, kiedy facet rządził, dzielił i był super jeśli tylko nie lał i nie chlał ;)

                          duze pozdro!!!
                        • ore.ona Re: Babskie i męskie sprawy 14.10.10, 11:16
                          W zasadzie sisi odpowiedziała Ci. Na szczęście czas idzie do przodu i nie palimy się na stosach;)
                          Dla mnie najbliższy człowiekiem w tym okresie życia był mój mąż. Jego obecność była dla mnie bardzo ważna. Zdaje sobie sprawę że gdyby on sam zmuszony był przez okoliczności sam odebrać poród to wiązałoby się to pewnie z małą traumą.
                          Więc nie przesadzajmy.
                          Fakt że dużo związków powstaje /tak jak napisała wcześniej moon/ „bo fajna laska jest”
                          Nie mamy pojęcia czy następne 100 lat nie przyniesie nam możliwości rodzenia dziecka przez mężczyznę/cesarski cięcie/ w sytacji gdy kobieta ze względów zdrowotnych nie może zajść w ciążę.
                          I ja bym hop nie mówiła:)
                          Nie wyobrażam sobie w takiej sytuacji odmówić mężowi asysty, lub w każdej innej mało komfortowej, gdy prosi mnie o to.
                          Gdy mój mąż miał wstrząs anafilaktyczny, puchł w oka mgnieniu, prosił bym nie przyjeżdżała do szpitala bo wyglądał szpetnie. Przyjechałam i nie zrobiło ma mnie to większego wrażenia, a strach że mogli go nie uratować był ogromny.
                          • urquhart Sens ryzyka 14.10.10, 11:39
                            Większość facetów nie śmie odmówić. To przecież jasne.
                            Nie ma co przytaczać badań statystycznych że mężczyzna jest w stanie zaryzykować wszystko dla kobiety która kocha (nie mylic z żoną czy wręcz ex-żoną).
                            Kobieta jest w stanie zaryzykować wszystko ale dla... dziecka, dla mężczyzny nawet kochanego już niekoniecznie. Sytuacja z góry jest niesymetryczna i daleka od równouprawnienia.
                            Pytanie dla mnie oczywiste tylko czy warto w ogóle warto wystawiać partnera na ryzyko skoro z góry wiadomo ze bardzo konkretne istnieje?

                            _____________________________________
                            Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                            • sisi_kecz Re: Sens ryzyka 14.10.10, 12:04
                              To wydaje sie oczywiste, jest ryzyko że mąż sie rozkraczy emocjonalnie to go nie brać. Trudno, kobita wszystko przeżyje, bo dobro dziecka bo ma hormony porodowe, bo blablabla.

                              Ale może podasz mi optymalne rozwiązanie w moim przypadku:
                              mąż nie chce być przy porodzie, ja to szanuję- nie ryzykujemy jego rozkraczenia, ale mam silną obawę, e to ja- po jego nieobecności- rozkracze sie emocjonalnie, że mnie nie wspierał i zostawił w tym niebezpiecznym momencie.

                              Co wybrać?

                              duze pozdro!!!
                              • urquhart Re: Sens ryzyka 14.10.10, 12:16
                                sisi_kecz napisała:
                                > To wydaje sie oczywiste, jest ryzyko że mąż sie rozkraczy emocjonalnie to go ni
                                > e brać.

                                Starowicz pisze że to nic z emocjami czy estetyką racjonalnie nie ma wspólnego dużo i że chodzi o roztrojenie dośc precyzyjnego i złożonego mechanizmu erotyki.
                                Rozumiem że to niewygodne.

                                _____________________________________
                                Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                                • sisi_kecz Re: Sens ryzyka 14.10.10, 12:23
                                  dobra: rozkraczenie erotyczne.

                                  więc?
                              • urquhart Re: Sens ryzyka 14.10.10, 13:25
                                sisi_kecz napisała:
                                > mąż nie chce być przy porodzie, ja to szanuję- nie ryzykujemy jego rozkraczenia
                                > , ale mam silną obawę, e to ja- po jego nieobecności- rozkracze sie emocjonalni
                                > e, że mnie nie wspierał i zostawił w tym niebezpiecznym momencie.

                                A to się nie nazywa rozbudzanie nierealistycznych oczekiwań?
                                Że mezczyna przeistoczy sie w kobietę, będzie wspierał i posiadał jej psychologiczne cechy?
                                _____________________________________
                                Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                                • kag73 Re: Sens ryzyka 14.10.10, 13:30
                                  "A to się nie nazywa rozbudzanie nierealistycznych oczekiwań?
                                  > Że mezczyna przeistoczy sie w kobietę, będzie wspierał i posiadał jej psycholog
                                  > iczne cechy?"

                                  Jestes naprawde tak naiwny i niekumaty, czy tylko udajesz? Chodzi o to, zeby przy porodzie byl ktos kto wspiera, juz nawet przez sama jego obecnosc i zeby w razie czego pokazal, ze ma jaja i potrafi wyegzekwowac to czy owo w momencie kiedy kobieta nie moze, bo jest zajeta rodzeniem i bolem.
                                • sisi_kecz Re: Sens ryzyka 14.10.10, 14:05
                                  nierealistyczne oczekiwania...

                                  albo sie przyznaj, ze byłes na porodach swoich dzieci wbrew sobie i przeistoczyłeś sie tam w kobietę, albo nie wymyślaj zbujanych scenariuszy i że wspieranie to kobieca cecha ;)

                                  nie, nie oczekiwalam od mojego męża nierealistycznych przeobrażeń w kobietę.
                                  Do porodu nie potrzebuję faceta, nikogo nie potrzebuję: przyciemniony pokój wystarczy i auto z kierowcą przed bramą, w razie Wu.
                                  Do pobytu na porodówce i spotkania z personelem potrzebuję faceta, żeby im nie dał mnie wykorzystać, bo im coś wygodniej, szybciej i są takie procedury.

                                  jak facet nie potrafi, to ok,
                                  ale musi zdawać sobie sprawę, że traci w oczach partnerki opinię osoby, na którą ona może liczyć.
                                  Można wybrać tylko mniejsze zło.

                                  duze pozdro!!
                                  • urquhart Re: Sens ryzyka 14.10.10, 14:10
                                    sisi_kecz napisała:
                                    > jak facet nie potrafi, to ok,
                                    > ale musi zdawać sobie sprawę, że traci w oczach partnerki opinię osoby, na któ
                                    > rą ona może liczyć.
                                    > Można wybrać tylko mniejsze zło.

                                    Czyżby? Sama zauważyłaś że przecież uczestnictwo mężczyzn to całkiem nowy kulturowo ui historycznie pomysł.
                                    _____________________________________
                                    Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                                    • sisi_kecz Re: Sens ryzyka 14.10.10, 14:22
                                      rozmawiamy jak dziad z obrazem.

                                      kulturowo nowy wymysł- ale to rzeczywistość w której teraz funkcjonujemy i ja i partner.
                                      W tej sytuacji jaka jest: poród w hospitalizacji i podporządkowany medycznym procedurom, trzymanie za rękę swojego mena to często, jedyny objaw człowieczeństwa i jedyne wsparcie przy NATURALNYM przecież procesie, jakim jest poród.

                                      Instynkt to najlepsza podpowiedź w takiej chwili, jeśli instynktownie szuka sie wsparcia w bliskiej osobie, to żadne tlumaczenia tego nie zmienią, będzie tego brak i zmieni to relację pomiędzy dwojgiem ludzi.
                                      Mężczyzna nie jest postawiony pod murem, są różne rozwiązania- najgorsze jest jeśli obie strony kurczowo widzą tylko jedno- wtedy zawsze ktoś straci.

                                      duze pozdro!!
                                    • mantis_after_dinner urqu - nie wiem czy dobrze zrozumialam sisi, ale 14.10.10, 14:33
                                      ale moze ja sprobuje Ci wytlumaczyc ten paradoks:

                                      kiedys rzeczywiscie porod byl tylko i wylacznie babska sprawa. ALE: rodzilo sie w domu w asyscie akuszerki, matki, siostry etc. Zdawalo sie na sily natury, bo nie bylo innej opcji. Nie mowie ze porod byl bezpieczniejszy, bo nie byl - wskazniki mowia same za siebie. Ale nie bylo innego wyboru!

                                      Wiek XX przyniosl postep w postaci porodowek. I co sie stalo? Wskazniki 'jakosciowe' bardzo sie poprawily, bo na wiekszosc problemow, kotre moga przy porodzie wystapic, spolczesna medycyna znalazla odpowiedz. A co sie stalo z pacjentkami? Boja sie porodowek ... bo wiedza ze tam trzeba bedzie walczyc z medykalizacja calego procesu i z personelem.
                                      (Disclaimer: mowie o sytuacji w PL, bo w Europie jakos dziwnie strach przed porodowka nie wystepuje).

                                      Dlatego - przynajmniej dla mnie - optymalna opcja jest pozenienie 'zdania sie na sily natury' z jednoczesnym monitoringiem poloznej czyli na przyklad porod domowy, ktorego zwolenniczka goraca jestem. Tam facet moze sobie byc lub nie (jest przeciez polozna), moze sie zajac przygotowaniem posilku w kuchni na moment jak juz bedzie po wszystkim. A kobieta nie czuje sie zestresowana dzialaniami personelu typu: oksytocynka, epidural, wyciaganie lozyska na sile etc.
                                      Bo paradoksalnie wiekszosc kobiet tego meza na porodowce potrzebuje wlasnie po to, aby pomogl uzerac sie z personelem ...
                                      • sisi_kecz Re: urqu - nie wiem czy dobrze zrozumialam sisi, 14.10.10, 14:54
                                        łomatkooo, już mnie trzeba tłumaczyć ?!

                                        staczam się.

                                        wszystko sie zgadza w tłumaczeniu:)

                                        ale zastanowił mnie teraz ten paradoks, chyba dość ciekawy:

                                        mężczyzna kocha kobietę, stawia partnerkę na pierwszym miejscu i potrzebuje jej bliskości aby czuć sie spełnionym. Obecnie kobieta i mężczyzna żyją prawie w symbiozie: wspólne posiłki, wspólny czas wolny, wspólne zainteresowania i cele.
                                        Całe życie osobiste wspólnie.
                                        I gdzie ta bliskość kiedy rodzi sie dziecko?

                                        Niech będzie, że włączają sie biologiczne role i potrzeby: u kobiety aktywizacja i znalezienie bezpiecznej kryjówki, u mężczyzny: yyyy... odseparowanie sie?
                                        To są działania i potrzeby nie do pogodzenia, trzeba wyjść poza biologię, by potwierdzić że związek jest ponadbiologiczny.

                                        chyba że nie jest ;)

                                        duze pozdro!!!
                                        ;)
                                        • urquhart Ot wredność natury 14.10.10, 15:10
                                          sisi_kecz napisała:
                                          > ale zastanowił mnie teraz ten paradoks, chyba dość ciekawy:
                                          >
                                          > mężczyzna kocha kobietę, stawia partnerkę na pierwszym miejscu i potrzebuje jej
                                          > bliskości aby czuć sie spełnionym. Obecnie kobieta i mężczyzna żyją prawie w s
                                          > ymbiozie: wspólne posiłki, wspólny czas wolny, wspólne zainteresowania i cele.
                                          > Całe życie osobiste wspólnie.
                                          > I gdzie ta bliskość kiedy rodzi sie dziecko?

                                          Ot wredność natury czyż nie C.C. ?.
                                          Stawia partnerkę na pierwszym miejscu i potrzebuje jej bliskości aby czuć się spełnionym. Fakt. Ale ma wzajemność partnerki do momentu urodzenia dziecka. Potem dziecko (szczególnie jezeli jest to syn) jest najważniejsze dla kobiety a partner spada z priorytetu. W relacjach z dzieckiem ona jest spełniona, U mężczyzny nie ma takiej zmiany, dalej kobieta jest najważniejsza, ale wzajemności już nie ma odczuwa rozczarowania rozpoczyna się oddalenie i odczucie ze blednie wybrał "ta jedyną" i mężczyzna zaczyna poszukiwać innej kobiety która odwzajemni jego stawianie na pierwszym miejscu by mógł poczuć spełnienie.

                                          No i tak do następnego skrzyżowania genów i stanięcia dziecka na nogi bo to jest przecież celem tej jakże przewidywalnej hormonalnego cyklu przyrody.

                                          _____________________________________
                                          Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                                          • kag73 Re: Ot wredność natury 14.10.10, 15:25
                                            A skad Ty te dane bierzesz. Mam wrazenie, ze caly czas mowisz o tym jak bylo u Ciebie, bo nagle zona ma dziecko a urqu nie moze do cycusia. No, wez, maz to partner a nie drugie dziecko, ktore nie rozumie, ze mamusia najpierw musi sie zajac bezbronnym i bezsilnym noworodkiem a dopiero potem nim. I nieprawda, ze kazda kobieta w TYLKO relacjach z dzieckiem jest spelniona. I co ma tutaj do rzeczy czy syn czy nie syn, ja akurat chcialam corke i mysliesz, ze nagle zwariuje i odstawie meza, bo mam syna. Przeciez nie stoje przed wyborem :dzieciak albo maz, mam jednego i drugiego. Co innego gdybym musiala stanac przed takim wyborem, ale nie stoje.
                                            Na pewno wszystko jest mozliwe na tym swiecie, zycie samo w sobie jest po prostu niebezpieczne, so what?!
                                            • urquhart Re: Ot wredność natury 14.10.10, 15:41
                                              kag73 napisała:
                                              > A skad Ty te dane bierzesz. Mam wrazenie, ze caly czas mowisz o tym jak bylo u
                                              > Ciebie.

                                              Eettam... Poczytaj o takowych schematach choćby u Anne Moire, Louann Brizendine, czy Esther Perel. Wtedy wrócimy jakie zachowania są typowe czy reprezentatywne.

                                              _____________________________________
                                              Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                                          • sisi_kecz Re: Ot wredność natury 14.10.10, 15:28
                                            W sumie piszemy tu na temat porodu, więc pisząc: rodzi sie dziecko, miałam na myśli sam ten moment.
                                            To, co później dzieje sie z relacją, to inny temat, rozumiem że Twój ulubiony,
                                            ale czy ten rozdźwięk w związku kobieta- men nie rozpoczyna sie od jego ewakuacji kiedy odejdą wody płodowe?

                                            Zaznaczam, że dla mnie najlepszą wersja jest rodzenie z akuszerką i bliską kobietą, ale nie róbcie nam wody z mózgu, że: jesteś mi najdroższa ale rodzisz sama.

                                            duze pozdro!!!
                                      • urquhart Re: urqu - nie wiem czy dobrze zrozumialam sisi, 14.10.10, 14:56
                                        Myślę że strach jest bardzo atawistyczny niezalezny od zagrożenia, prawdopodobieństwo śmieci powołań przy porodzie zmieniła sie historycznie z ostatnio dziesiątków procent do ułamka procenta w krajach rozwiniętych.
                                        To że wszystkie kultury usuwały mężczyzn z porodu na rożnych kontynentach w rożnych historycznie momentalnych to też fakt.
                                        Dopiero też niedawno wspominaliśmy o zaprogramowanym mechanizmie ze z chwilą zajścia w ciąże przyroda programuje na obrzydzenie MHC zapachu obecności partnera ojca dziecka i włącza mechanizm nagrody na obecność MHC najbliższych krewnych przy ciężarnej.
                                        Czy pragmatycznie to razem z niezrozumiała impotencją poporodową nie układa się w zamierzoną całość?
                                        Czy można jej zaprzeczać i z nią walczyć bo nam programowo nie pasuje?
                                        _____________________________________
                                        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                                        • mantis_after_dinner Re: urqu - nie wiem czy dobrze zrozumialam sisi, 14.10.10, 15:06
                                          Czy pragmatycznie to razem z niezrozumiała impotencją poporodową nie układa się w zamierzoną całość?
                                          Czy można jej zaprzeczać i z nią walczyć bo nam programowo nie pasuje?

                                          > ale ja nie zamierzam ani jej zaprzeczac ani z nia walczyc (chociaz osobiscie problem mnie nie dotknal, mimo obecnosci slubnego przy tym wiekopomnym wydarzeniu). Probuje jedynie pokazac druga strone medalu: gdyby taki personel szpitala wyczynial ze mna cuda i krzywdy jakies wyrzadzal, a moj men by na to pozwolil 'bo jemu slabo, jak widzi mnie spocona', to podejrzewam ze po porodzie z kolei ja bym zapadla na dlugotrwala impotencje i temu panu juz podziekowala.
                                          > zreszta czytalam ostatnio wywiad z jakas polozna, ktora przyznala, ze w jej pracy zawodowej miala okazje obserwowac kilka dokladnie takich reakcji pacjentek. Maz, ktory w trakcie porodu stanal po stronie personelu medycznego 'bo oni wiedza lepiej', potraktowany zostal na rowni z takim, ktory opuscil kobiete w tej rzekomo najwazniejszej chwili. Cos jakby zdrada ... i rzeczywiscie pozniejsze zycie intymne w takich zwiazkach nieco siadlo.
                    • m00nlight Re: Babskie i męskie sprawy a wzajemna pomoc 14.10.10, 09:48

                      To prawda, w większosci kultur i w naszej- kiedyś- poród jako wydarzenie swego rodzaju mistyczne był zarezerwowany tylko dla kobiet. Zmienilo sie to dopiero o ingerencji medycyny, wiadomo, swego czasu lekarzami byli głównie faceci.

                      Teraz jednak weź pod uwagę że kobiet rodząca nie ma wielopokoleniowego wsparcia, jak kiedys, że przy porodzie i dziecku pomagały matki, teściowe, siostry, babki ciotki i sąsiadki. Teraz, najczęściej jest tak że kobieta z wszystkim zostaje sama- rodzina daleko a więzi społeczne nie są już tak silne jak kiedyś. Gdy ja bylam mała sąsiadki przychodzily pomagac matce mnie np kąpac, i to byla norma. Ja swoje sąsiadki znam tylko na 'dziendobry' więc już to widze jak się garną do pomocy ;) Siostry nie mam, a matka i babcie setki km dalej. W zasadzie oprocz paru koleżanek, ktorych nie uwazam za osoby wystarczająco mi bliskie i zaufane, w zasadzie nie mam innej osoby do pomocy, tylko faceta. To że kobiety ciągają facetow na porodówki to nie jest żadna 'moda' jak się usiluje wmowić czy fanaberia kobiet, często to po prostu koniecznosc, bo NIE MA NIKOGO INNEGO kto mógłby kobiecie potowarzyszyć. A przecież czyjas obecnosc jest niezbędna, raz że to trudne, bolesne i traumatyczne przeżycie, sama atmosfera szpitali, rutynowość personelu dla ktorego jest się 150-tysięczną rodzącą i 15-tą dzisiaj naprawde do przyjemnosci nie nalezy. Tak więc naturalne jest że partner jako osoba najbliższa jest angażowana do uczestnictwa i pomocy, bo jeśli nie on to kto?
                    • oliwkowa75 Re: Babskie i męskie sprawy a wzajemna pomoc 20.10.10, 11:32
                      >>> faceci żeby chronić swoje baby trzymali je z daleka od wojen, bitew i rzezi i szli na pierwszy ogień walki i obrony jako męskiej sprawy. Jedni drugich nie ciągali tam nigdy do pomocy. Do porodu stawały pomóc sobie siostry, matki i babki, a do bitwy i obrony ojcowie, synowie i bracia. Ot proste. <<<

                      A potem ci faceci po wygranej bitwie szli gwałcić kobiety wrogów...
                      • mujer_bonita Re: Babskie i męskie sprawy a wzajemna pomoc 24.10.10, 11:14
                        oliwkowa75 napisała:
                        > A potem ci faceci po wygranej bitwie szli gwałcić kobiety wrogów...

                        Urqu zawsze widzi wycinki faktów, które dadzą się (naciąganie) zinterpretować tak, żeby pasowały do jego teorii ;)
        • poitevin Re: troche o seksie po porodze 14.10.10, 09:18
          m00nlight napisała

          > Już sobie wyobrażam kobietę która po makabrycznym 20-godzinnym porodzie po 6 t
          > ygodniach jest zwarta, gotowa i podniecona.

          Mój pierwszy poród trwał ponad dwie doby. Po czterech tygodniach połogu wróciliśmy (po pozwoleństwu od gina) do normalnego seksu. I to nie Pan Mąż wymagał, tylko ja zaczynałam wariować z abstynencji. Paradoksalnie po drugim dziecku, które urodziło się w ekspresowym tempie 3 godzin, do pełnej regeneracji potrzebowałam około 7 tygodni.

          > 6 tygodni to okres MINIMALNY, bo tyle trwa połóg. I to biorąc pod uwagę że wszy
          > stko *tam* ok.

          6 tygodni to nie okres minimalny ale średnia. Niektóre kobiety potrzebują mniej, a niektóre więcej czasu na wygojenie. A jak widać na moim przykładzie ten czas może być różny nawet w jednym przypadku.
          • sisi_kecz Re: troche o seksie po porodze 14.10.10, 09:28
            2 doby? 48 h akcji porodowej?
            chyba liczysz od pierwszego skurczu, a akcja na drugi dzień, ale i tak współczuję, bo skurcze szybko robią sie bolesne.

            a te 3 h, to mógł być za duży ekspres.
            Paradoksalnie dłuższy okres rozkręcania sie porodu sprzyja rozciągnięciu mieśni i nawet kości w okolicy miednicy, także wystrzał w drugim porodzie mógł spowodować wieksze spustoszenia, stąd dłuższy okres połogu.

            duze pozdro!!!
            • poitevin Re: troche o seksie po porodze 14.10.10, 10:19
              2 doby? 48 h akcji porodowej?
              > chyba liczysz od pierwszego skurczu, a akcja na drugi dzień

              Sisi, jakbym liczyła od pierwszego skurczu, to by ze trzy doby wyszły:) Poród rozpoczął się w 30 tygodniu, lekarze próbowali na siłę wstrzymywać akcję, bo podawano mi kortykosterydy, aby pobudzić rozwój płuc dziecka. Powinnam otrzymać 3 iniekcje (1 na dzień). Udało się wziąć dwie.

              > a te 3 h, to mógł być za duży ekspres.
              > Paradoksalnie dłuższy okres rozkręcania sie porodu sprzyja rozciągnięciu mieśni
              > i nawet kości w okolicy miednicy, także wystrzał w drugim porodzie mógł spowod
              > ować wieksze spustoszenia, stąd dłuższy okres połogu

              Wiem, że trzy godziny to ekspres, i ciało nie za bardzo przygotowane, a także dziecko niemałe - stąd większe obrażenia, ale porównując oba porody, zdecydowanie bardziej podobał mi się drugi;)
              • sisi_kecz Re: troche o seksie po porodze 14.10.10, 10:25
                porównując oba porody, zdecydowani
                > e bardziej podobał mi się drugi;)'

                jasne, dzielna jesteś :)

                duze pozdro!!!
          • m00nlight Re: troche o seksie po porodze 14.10.10, 10:06

            No widzisz, w takim razie TYM BARDZIEJ facet nie ma prawa wymagać, bo minęło ileśtam a książkowo tyle wystarczy, jak nie to żonę do psychiatry jak sugerowano!

            To jest indywidualna sprawa kobiety i jej organizmu, kiedy będzie 'gotowa', i to do niej powinna należeć decyzja, bez nacisków i fochów, ze Pan już 2 miesiące bez seksu.

            Przypadki 5-latków śpiących w łóżku z rodzicami to już patologia, ale nie mowimy o sytuacjach ekstremalnych. Po prostu oburzyl mnie pogląd że skoro w ksiażce/artykule jest napisane że 6tygodni, to żona ma 'dać' po 6 tygodniach i basta, inaczej psychiatra albo rozwód.
            • gomory Re: troche o seksie po porodze 14.10.10, 12:49
              > Po prostu oburzyl mnie pogląd że skoro w ksiażce/artykule jest napisane że 6tygodni, to żona ma 'dać' po 6 tygodniach

              Mam podobne odczucia - proba tak nieelastycznego podejscia mi takze wydaje sie co najmniej niestosowna.
              Mam za to pytanie, ktore wydaje mi sie byc wcale nie takim od czapy. Jak daleko siega wyrozumialosc kobiety dla meza ktoremu po porodzie wyparowal seksualny pociag do malzonki?
              • urquhart Re: troche o seksie po porodze 14.10.10, 13:18
                gomory napisał:
                > Mam podobne odczucia - proba tak nieelastycznego podejscia mi takze wydaje sie
                > co najmniej niestosowna.

                Milska typowo odpowiada w tkaich sytacjach że seks to przecież nie tylko wagina i jezeli sie oczekuje dużo w tym czasie od partnera, to należy mu sie minium empatii i uwzglednienia jego oczekinwań. Nie sądzisz że to rozsądne?
                _____________________________________
                Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
              • ore.ona Re: troche o seksie po porodze 14.10.10, 17:25
                Jak daleko
                > siega wyrozumialosc kobiety dla meza ktoremu po porodzie wyparowal seksualny p
                > ociag do malzonki?<
                Jeżeli mężczyzna mówi otwarcie:”słuchaj Twój poród wpłynął na moje pożądanie/w sensie przeżyć/ to udajemy się razem do fachowca od wyprostowania popędu. Jeśli mężczyzna unika seksu bo fizyczność kobiety zmieniła się i wykręca się „bólem głowy”, to z czego ma ta wyrozumiałość wynikać- z jego fizycznych powikłań poporodowych, z jego zmęczenia małym dzieckiem uwieszonym przy obolałym sutku, czy z przeciążenia myśleniem jak to kiedyś fajnie było bez większych zmartwień obowiązków?

                • yvona73pol Re: troche o seksie po porodze 24.10.10, 02:49
                  teorie teoriami, a ludzie sobie ;)

                  mozna i po osiemnastu godzinach porodu, zakonczonego prawie cesarka, a w koncu kleszczami, miec udane pozycie (tylko nieco rzadziej, bo wlasnie dziecko - rzadziej, mam na mysli tak ze trzy razy w tygodniu); nawet gdy maz stal centralnie w miejscu, gdzie widzial wszystko, wlacznie z dosc inwazyjnym nacinaniem; mozna nawet dwa tygodnie po porodzie zaczac :)
                  i moze byc nawet duzo lepiej i przyjemniej niz przed

                  sama obecnosc meza przy porodzie, o matko, bezcenna, wczesniej mialam obiekcje, to on uznal, ze to oczywiste, mial racje, dal mi ogromne bezpieczenstwo, sama swoja obecnoscia
Pełna wersja